Czytelnia - bl. Anna Katarzyna Emmerich

 

?ywot i Bolesna M?ka
Pana Naszego Jezusa Chrystusa
I Naj?wi?tszej Matki Jego Maryi

napisa?a Katarzyna Emmerich (ok. 1790)

STWORZENIE ANIO?ÓW I LUDZI

Upadek Anio?ów

Najpierw widzia?am przestwór pe?en ?wiat?o?ci; a w tym przestworze, jako kul? jeszcze bardziej l?ni?c?, podobn? do s?o?ca i le??c? w s?o?cu, widzia?am — tak mi si? zdawa?o — jedno?? w Trójcy. Nazwa?am to wszystko zgod?, a widzia?am z niej jakoby skutek; wtem powsta?y pod ow? kul? jakoby w sobie le??ce jasne ko?a, pier?cienie i chóry anio?ów, niezmiernie ja?niej?cych, pot??nych i pi?knych. To morze ?wiat?o?ci le?a?o jakoby s?o?ce pod owym wy?szym s?o?cem. Z pocz?tku wszystkie te chóry wychodzi?y z owego wy?szego s?o?ca jakoby w zgodzie i mi?o?ci. Naraz spostrzeg?am, ?e jedna cz??? tych wszystkich kó? si? zatrzyma?a; zatapiaj?c si? we w?asn? pi?kno??. Czu?y w?asn? rozkosz, widzia?y ca?? sw? pi?kno??, zastanawia?y si?, tylko sob? by?y zaj?te. Najpierw wszystkie, przej?te uwielbieniem dla Boga, nie posiada?y si? od rozkoszy i rado?ci; nagle jedna cz???, nie my?l?c ju? o Bogu, zapatrzy?a si? we w?asn? istot?. W tej chwili widzia?am, jak owa ca?a cz??? chórów ja?niej?cych upad?a na dó? i si? za?mi?a, widzia?am, jak inne chóry ich miejsca zaj??y; nie widzia?am jednakowo?, czy ich ?ciga?y, wychodz?c z formy obrazu. Tamte sta?y spokojnie, zaj?te sob? i spad?y na dó?, za? te, które si? nie zatrzyma?y, wst?pi?y w ich miejsce, a to wszystko nast?pi?o od razu. Po ich upadku widzia?am na dole tarcz? cienist?, jakoby ta tarcza by?a ich mieszkaniem; pozna?am, ?e wpad?y we form? niecierpliw?. Przestrze?, któr? odt?d zajmowa?y, by?a daleko mniejsza, od tej, któr?, b?d?c u góry, zajmowa?y, dla tego te? wydawa?y mi si? daleko wi?cej ?cie?nione. Od chwili, kiedy, b?d?c dzieckiem, widzia?am, ?e owe chóry spad?y, we dnie i w nocy ba?am si? ich dzia?alno?ci, mniemaj?c zawsze, ?e ?wiatu wiele szkodz?. Zawsze oko?o ?wiata kr???; dobrze, ?e nie maj? cia?a, inaczej bowiem za?mi?yby s?o?ce i patrzeliby?my na nie jako na ?my s?o?ca, a to by?oby strasznie. Zaraz po upadku widzia?am, ?e duchy, pozosta?e w?ród kó? l?ni?cych, korzy?y si? przed ko?em Bo?ym, b?agaj?c, by to, co by?o upad?o, znowu by?o naprawione. Potem widzia?am poruszenie i dzia?anie w ca?ym kole ?wiat?a Bo?ego, które dot?d sta?o spokojnie i, jak czu?am, na t? pro?b? czeka?o. Po tej akcji chórów anielskich przekona?am si?, ?e odt?d mocnymi pozosta? i ju? wi?cej rozlecie? si? nie mia?y. Pozna?am te?, ?e taki przeciwko nim zapad? wyrok odwieczny: walka mia?a trwa? dopóty, dopóki chóry upad?e nie b?d? przywrócone. A ten czas wydawa? si? duszy mojej niezmiernie d?ugim, prawie niemo?liwym. Walka mia?a by? na ziemi, za? tam, u góry, ?adnej nie mia?o by? wi?cej walki, tak On(Bóg) postanowi?. Po takiej pewno?ci nie mog?am ju? wi?cej mie? lito?ci z szatanem, albowiem widzia?am, ?e z w?asnej z?ej woli gwa?tem upad?. Tak?e na Adama nie mog?am si? gniewa?; zawsze te? litowa?am si? nad nim, albowiem s?dzi?am, ?e to wszystko by?o przewidziane.

Stworzenie ?wiata

Zaraz po pro?bie pozosta?ych chórów anielskich i po poruszeniu Bóstwa widzia?am, jak oko?o tarczy cienistej po prawej stronie, ciemna powsta?a kula. Teraz oczy zwróci?am bardziej ku tej ciemnej kuli na prawo od tarczy cienistej, i zdawa?o mi si?, jakoby si? coraz bardziej powi?ksza?a; widzia?am te? ja?niejsze kropki wychodz?ce z masy i pokrywaj?ce j?, a tu i ówdzie wyst?puj?ce w


13

szerszej, jasnej p?aszczy?nie; zarazem widzia?am posta? odgraniczaj?cego si? l?du od wody. Potem widzia?am na jasnych miejscach poruszenie, jakoby w nich si? co? o?ywia?o. Widzia?am te?, jak na l?dzie wyrasta?y ro?liny, a w?ród tych ro?lin widzia?am ?ywe rojowisko. Poniewa? by?am dzieckiem, wi?c s?dzi?am, ?e te ro?liny si? porusza?y. Dotychczas wszystko by?o szare, teraz stawa?o si? coraz ja?niejsze, podobne do wschodu s?o?ca. By?o tak, jako jest na ziemi nad ranem i jakoby wszystko ze snu si? budzi?o. Wszystko inne z obrazu, znikn??o. Niebo by?o lazurowe a s?o?ce na nim przechodzi?o. Widzia?am tylko jedn? cz??? ziemi o?wiecon? s?o?cem a ta cz??? by?a bardzo pi?kn?, wi?c s?dzi?am, ?e to raj. Wszystkie zmiany na owej ciemnej kuli wydawa?y mi si? jakoby wyp?ywaj?ce z owego najwy?szego ko?a Bo?ego. Kiedy s?o?ce stan??o wy?ej, wszystko wygl?da?o jak nad ranem, gdy si? ze snu budzimy; by? to pierwszy poranek, o czym ?adna nie wiedzia?a istota. By?y jakoby ju? istnia?y od wieków, by?y niewinnymi. Gdy s?o?ce sz?o wy?ej spostrzeg?am, ?e i drzewa i ro?liny coraz wy?ej wyrasta?y Woda by?a ja?niejsz?, i ?wi?tsz?, wszystkie inne kolory by?y czystsze i ja?niejsze, wszystko by?o niezmiernie przyjemnym; nie by?o te? ?adnego ?ladu stworze? takich, jakie s? dzisiaj. Wszystkie ro?liny, kwiaty i drzewa inaczej wygl?da?y; teraz wszystko wygl?da jakby spustoszone i poprzekr?cane, jakby zwyrodnia?e. Cz?sto patrz?c w naszym ogrodzie na ro?liny i owoce, które w krajach pó?nocnych wydawa?y mi si? wielkie, szlachetne i smaczniejsze, jak np. pomara?cze, my?la?am sobie:, czym te nasze owoce s? w porównaniu z owocami krajów pó?nocnych, tym owoce krajów pó?nocnych, a nawet jeszcze gorsze, s? w porównaniu z owocami raju. Widzia?am te? ró?e bia?e i czerwone, s?dz?c, ?e one oznaczaj? m?k? Pa?sk? i zbawienie. Tak?e widzia?am drzewa palmowe i wielkie, szerokie drzewa, rzucaj?ce cie? na wzór dachu. Zanim widzia?am s?o?ce, wszystko wydawa?o mi si? ma?ym na ziemi, potem wi?kszym, a wreszcie bardzo wielkim. Drzewa nie sta?y g?sto. Z ka?dego rodzaju ro?lin, przynajmniej wi?kszych, widzia?am tylko jedne, a widzia?am, ?e sta?y osobno, jak na zagonach w ogrodzie, podzielone na gatunki. Zreszt? wszystko by?o zielone, a tak czyste i w takim porz?dku, ?e wcale nie przypomina?o, i? tutaj r?ka ludzka czy?ci?a i porz?dkowa?a. Pomy?la?am sobie, jak?e to wszystko pi?kne, bo jeszcze ?adnych nie ma ludzi! Nie by?o jeszcze grzechu ani zburzenia. Tutaj wszystko zdrowe i ?wi?te; tutaj nic jeszcze nie sporz?dzane; tutaj wszystko czyste, chocia? nie czyszczone. P?aszczyzna, któr? widzia?am, by?a lekko pagórkowat? i ro?linami pokryt?; w ?rodku by?o ?ród?o, z którego wyp?ywa?y rzeki na wszystkie strony, a z tych rzek niektóre znowu jedna w drug? wp?ywa?y, W tych rzekach spostrzeg?am najpierw ruch i ?yj?ce zwierz?ta; potem widzia?am, jak te zwierz?ta tu i ówdzie z pomi?dzy krzewów, jakoby ze snu si? budz?c, wygl?da?y. By?y oswojone i zupe?nie inne, ani?eli dzisiaj; nawet w porównaniu do dzisiejszych zwierz?t by?y jak ludzie: czyste, szlachetne, szybkie, mi?e i ?agodne. Trudno wypowiedzie?, jakimi by?y. Najwi?kszej cz??ci zwierz?t nie zna?am. Widzia?am s?onia, jelenia, wielb??da, a przede wszystkim nosoro?ca, którego tak?e w arce widzia?am, gdzie mianowicie by? mi?ym i ?agodnym. By? krótszym od konia, tak ?e g?owa jego by?a bardziej zaokr?glona. Nie widzia?am ?adnych ma?p, ?adnych owadów i brzydkich zwierz?t; my?la?am sobie zawsze, ?e one s? kar? za grzechy. Widzia?am wiele ptaków i s?ysza?am najmilszy tych?e ?piew, jako nad ranem zwykle si? s?yszy; nie s?ysza?am jednak, i?by które zwierz? rycza?o; nie widzia?am te? ?adnego ptaka drapie?nego.


14

Adam i Ewa

Widzia?am, ?e Adam nie by? stworzony w raju, lecz w okolicy pó?niejszej Jerozolimy. Widzia?am, jak w postaci ja?niej?cej i bia?ej wyst?powa? z ?ó?tego pagórka, jakoby z formy. ?wieci?o s?o?ce, a poniewa? by?am dzieckiem, zdawa?o mi si?, ?e to s?o?ce ?wiat?o?ci? swoj? wyprowadza Adama z pagórka. Wygl?da? jakoby ze ziemi narodzony, która by?a dziewic?. Pan Bóg jej b?ogos?awi? i sta?a si? jego matk?. Nie wyszed? od razu z ziemi, trwa?o to d?u?szy czas. Le?a? w pagórku, oparty na lew? r?k?, rami? trzymaj?c nad g?ow?, a cienka mg?a, jakby zas?ona przezroczysta go okrywa?a. Widzia?am figur? w jego prawicy i pozna?am, ?e to by?a Ewa, któr?, Pan Bóg z niego w raju wyci?gn??. Pan Bóg zawo?a? na? i zdawa?o si?, jakoby si? rozst?pi? pagórek i oto Adam powoli wyst?pi?. Naoko?o niego nie by?o drzew tylko ma?e kwiaty. Tak?e widzia?am, ?e zwierz?ta pojedynczo wychodzi?y z ziemi, a potem dopiero samiczki z nich si? wydziela?y. Widzia?am Adama przeniesionego daleko, do wysoko po?o?onego ogrodu, do raju. Tutaj Pan Bóg przyprowadzi? do niego zwierz?ta. Adam nazwa? je po imieniu, a one towarzyszy?y mu, igraj?c oko?o niego. Wszystkie mu przed grzechem by?y pos?uszne. Ewy jeszcze nie by?o. Wszystkie zwierz?ta, którym da? imi?, posz?y z nim pó?niej na ziemi?. Widzia?am Adama w raju, niedaleko od ?ród?a, stoj?cego w po?rodku ogrodu, powstaj?cego jakoby ze snu, w?ród kwiatów i zió?. Ja?nia? od ?wiat?a, lecz korpus jego bardziej podobny by? do cia?a, ani?eli do ducha. Nie dziwi? si? niczemu, ani nawet sobie samemu; jakby do wszystkiego, by? przyzwyczajonym, przechadza? si? pomi?dzy drzewami i zwierz?tami, podobnie jak rolnik, ogl?daj?cy pola swoje. Widzia?am Adama na pagórku przy drzewie blisko wody, le??cego na lewej stronie, a lew? r?k? opartego na brodzie. Pan Bóg zes?a? sen na niego, a podczas tego snu by? w zachwyceniu. Tymczasem Pan Bóg z prawej strony Adama wyj?? Ew?, i to z tego miejsca, na którym bok Jezusa otworzono w?óczni?. Widzia?am, ?e Ewa by?a delikatn? i ma??; szybko ros?a, a? wyros?a i sta?a si? pi?kn?. Gdyby rodzice nasi nie byli zgrzeszyli, wszyscy ludzie rodziliby si? w?ród snu tak przyjemnego. Rozst?pi? si? pagórek i widzia?am u boku Adama powstaj?ca ska??, jakoby z kamieni kryszta?owych; za? u boku Ewy powsta?a bia?a dolina, pokryta niby delikatnym, bia?ym py?em urodzajnym. Gdy ju? Ewa by?a utworzona, widzia?am, ?e Pan Bóg Adamowi co? da? lub raczej zrobi?, ?e co? do niego si? pomkn??o. Zdawa?o mi si?, ?e z Boga, maj?cego posta? ludzk?, z czo?a, ust, piersi i r?k wyp?ywaj? strumienie ?wiat?a, ??cz?ce si? w jedn? mas?, która wesz?a w prawy bok Adama, a z tego boku Pan Bóg wyj?? Ew?. Tylko Adam to otrzyma?, a by? to zarodek b?ogos?awie?stwa Bo?ego. W tym b?ogos?awie?stwie by?a troisto?? b?ogos?awie?stw, które Abraham otrzyma? od anio?a; by?o jedno co do formy to samo, lecz mniej jasne. Ewa sta?a przed Adamem, a Adam poda? jej r?k?. Byli jak dwoje dzieci, niewymownie pi?kni i szlachetni. Ja?nieli na ca?ym ciele, a promienie jakby przejrzyst? zas?on? ich okrywa?y. Widzia?am, ?e z ust Adama wychodzi? b?yszcz?cy, szeroki strumie? ?wiat?a, a czo?o jego mia?o kszta?t powa?nego oblicza. Oko?o ust by?o s?o?ce promienne, oko?o ust Ewy nie by?o tego s?o?ca. Serce wydala?o mi si? takim samym, jakie tera?niejsi maj? ludzie, lecz piersi otoczone by?y promieniami, a w po?rodku serca widzia?am ja?niej?c? chwa??, a w niej ma?y obrazek, jakoby trzymaj?c co? w r?ku. Zdaje mi si?, ?e w ten sposób trzecia osoba w Bóstwie by?a uwydatniona. Widzia?am tak?e z jej r?k i nóg wychodz?ce promienie ?wiat?a. W?osy jej spada?y z g?owy w pi?ciu warkoczach, dwa warkocze spada?y ze skroni, dwa z poza uszu, jeden z tylnej cz??ci g?owy.


15

Zawsze mia?am uczucie, ?e wskutek ran Jezusowych otworzy?y si? bramy cia?a ludzkiego, które grzech pierwszych rodziców by? zamkn?? i ?e Longinus, otwieraj?c w?óczni? bok Jezusa, otworzy? bram? odrodzenia na ?ywot wieczny. Dla tego te? nikt nie wszed? do nieba, dopóki si? ta brama nie otworzy?a. Ja?niej?ce sploty ?wiat?a na g?owie Adama uwa?a?am za jego obfito??, jego chwa??, jego wzgl?d na inne wychodz?ce ?wiat?a. Ta sama chwa?a uwydatnia si? znowu na duszach i cia?ach przemienionych. W?osy nasze s? ow? upad??, zgas?? i zdr?twia?? chwa??, a jako nasze w?osy maj? si? do promieni, taki te? stosunek zachodzi pomi?dzy naszym tera?niejszym cia?em do cia?a Adamowego przed upadkiem. Promieniste s?o?ce oko?o ust Adamowych odnosi?o si? do b?ogos?awie?stwa ?wi?tego potomstwa z Boga, który, gdyby pierwsi rodzice nie byli zgrzeszyli, dzia?a?by za pomoc? s?owa. Adam poda? Ewie r?k?; odszed?szy od owego miejsca pi?knego, na którym powsta?a Ewa, przechadzali si? po raju, patrz?c na wszystko i ciesz?c, si? wszystkiemu. By?o to najwy?sze miejsce w raju, wszystko tam b?yszcza?o i ja?nia?o, bardziej ani?eli na innych miejscach.

Drzewo ?ywota i drzewo wiadomo?ci

W?ród ja?niej?cego ogrodu widzia?am wod?, a w tej wodzie rzek?, po??czon? z jednej strony z l?dem za pomoc? grobli. Tak na wyspie jak na grobli by?o pe?no pi?knych kwiatów; za? na po?rodku wyspy sta?o pi?kne drzewo, wznosz?ce si? nad wszystkie inne, niejako opiekuj?c si? nimi. Grunt wyspy by? korzeniem tego drzewa. Okrywa?o ono ca?? wysp?, a chocia? by?o bardzo szerokie, to czubek by? zupe?nie spiczasty. Ga??zie rozchodzi?y si? prosto, a z tych ga??zi znowu nowe ga??zie jakby ma?e drzewka wznosi?y si? w gór?. Li?cie by?y delikatne, owoce ?ó?te le?a?y w li?ciastych ?uszczkach jako p?czek ró?y. Drzewo by?o podobne do cedrów. Nie przypominam sobie, jakobym przy owym drzewie kiedykolwiek Adama lub Ew?, albo jakie zwierz? widzia?a, natomiast widzia?am tam przecudne, szlachetne, bia?e ptaszki, ?piewaj?ce w ga??ziach tego drzewa. By?o to drzewo ?ywota. W?a?nie przed grobl?, prowadz?c? na wysp?, sta?o drzewo wiadomo?ci. Pie? by? pokryty ?uskami, jak u palmy, li?cie, które bezpo?rednio z pnia wyrasta?y, by?y bardzo wielkie i szerokie i podobne do podeszwy. Z przodu, w li?ciach schowane, wisia?y owoce po pi?? w kszta?cie grona, w przodku jeden, a naoko?o szypu?ki cztery. Ów owoc ?ó?ty by? bardziej podobny do gruszki lub figi, ani?eli do jab?ka, mia? pi?? ?y?, a cz??? górna wygl?da?a jak p?pek. Owoc by? mi?kki jak figa, koloru cukru brunatnego, z ?y?ami jak krew czerwonymi. Drzewo by?o u góry wy?sze ani?eli na dole, a ga??zie zgina?y si? do samej ziemi. Widz? gatunek tego drzewa jeszcze w krajach gor?cych. Spuszcza wyrostki swych ga??zi ku ziemi, gdzie korzenie zapuszczaj? i w nowe pnie wyrastaj?, a te znowu dalej si? rozrastaj?, tak, ?e jedno takie drzewo nieraz wielkie przestrzenie g?stymi okrywa altanami, pod którymi liczne mieszkaj? rodziny. Nieco dalej, na prawo od drzewa wiadomo?ci, widzia?am ma?y, jajowaty, nieco spadzisty pagórek z po?yskuj?cych czerwonych ziaren i rozmaitych kolorowych kruszców. Stopnie mia?y form? kryszta?ów. Naoko?o niego sta?y cienkie drzewa, dosy? wysokie, by, stoj?c na pagórku, nie by? od nikogo widzianym, tak?e zio?a i inne ro?liny ros?y naoko?o tego pagórka. Te drzewa i ro?liny mia?y kwiaty i owoce mocne i kolorowe. Nieco dalej, na lewo od drzewa wiadomo?ci widzia?am wkl?s?o??, ma?? dolin?. Wygl?da?a jakby z bia?ej, mi?kkiej ziemi lub z mg?y utworzona, a pokryt? by?a bia?ymi kwiatkami i urodzajnym py?em. Tak?e i tutaj by?y ró?ne ro?liny, lecz


16

mniej kolorowe, mia?y te? wi?cej py?u, ani?eli owocu. Zdawa?o mi si?, jakoby te dwa miejsca w pewnym ze sob? sta?y stosunku, jakoby pagórek wyj?ty by? z tej doliny, albo jakoby w dolin? mia? by? po?o?ony. By?y jak nasienie i rola. Oba miejsca wydawa?y mi si? ?wi?te. Ja?nia?y oba, przede wszystkim pagórek. Pomi?dzy nimi a drzewem wiadomo?ci by?y liczne ma?e drzewka i krzewy. To wszystko i w ogóle ca?a natura, by?o jakby przezroczyste i pe?ne ?wiat?a. Owe dwa miejsca by?y miejscem pobytu pierwszych rodziców. Drzewo wiadomo?ci oddziela?o niejako te miejsca od siebie. S?dz?, ?e Pan Bóg po stworzeniu Ewy te miejsca im, przekaza?. Widzia?am te?, ?e z pocz?tku bardzo rzadko wspólnie chodzili. Przechadzali si? bez najmniejszej po??dliwo?ci, ka?dy na swoim miejscu. Zwierz?ta zachowywa?y si? niewymownie szlachetnie, ja?nia?y te? i by?y im pos?uszne. Zwierz?ta, stosownie do gatunków, mia?y osobne miejsca pobytu, osobne drogi i odr?bno?ci, a wszystko to mie?ci?o w sobie wielk? tajemnic? prawa Bo?ego i zwi?zku ze sob?. Widzia?am Adama i Ew? po raz pierwszy razem przechadzaj?cych si? w Raju. Zwierz?ta przyst?pi?y do nich i towarzyszy?y im; wi?cej by?y zaj?te Ew? ani?eli Adamem. W ogóle Ewa bardziej zaj?ta by?a ziemi? i stworzeniami, cz??ciej patrz?c ku ziemi, to si? znowu ogl?daj?c; wydawa?a mi si? te? ciekawsza. Adam zachowywa? si? spokojniej i by? bardziej Bogu oddany. Z po?ród wszystkich zwierz?t mianowicie jedno bardziej ani?eli inne przy??czy?o si? do Ewy: by?o to zwierz? bardzo mi?e, ?askliwe i g?adkie; nie znam drugiego, któremu bym mog?a je porówna?. By?o zupe?nie g?adkie i cienkie, jakoby ?adnych nie mia?o ko?ci; tylne nogi by?y krótkie, a na tych nogach biega?o w postaci wyprostowanej. Mia?o spiczasty ogon, zwieszaj?cy si? ku ziemi; ko?o ?ba mia?o krótkie, ma?e ?apy. ?eb by? okr?g?y i bardzo krótki, a w pysku porusza? si? bardzo delikatny j?zyczek. Brzuch, piersi i szyja by?y bia?o-?o?tawe, za? ca?y grzbiet brunatny, jak u w?gorza. By?o mniej wi?cej wysokie jak dziesi?cioletnie dziecko. Zawsze by?o przy Ewie, a tak si? ?asi?o, tak si? porusza?o zgrabnie, wskazuj?c to na t?, to na ow? stron?, ?e si? Ewie bardzo spodoba?o. Dla mnie by?o to zwierz? czym? okropnym i ci?gle jeszcze stoi mi przed oczyma. Nie widzia?am, czy Adam lub Ewa go si? dotkn??y. Przed upadkiem wielka przestrze? dzieli?a ludzi od zwierz?t. Nie widzia?am, ?eby pierwsi ludzie jakiego dotykali si? zwierz?cia; by?y one wprawdzie poufalsze wzgl?dem ludzi, lecz by?y bardziej od nich oddzielone. Gdy Adam i Ewa znowu na owo ja?niej?ce miejsce powrócili, przyst?pi?a do nich jaka? posta? l?ni?ca, jakoby m??a powa?nego, pokrytego siwym w?osem, i zdawa?o mi si?, ?e ta posta? wszystko im da?a i co? rozkaza?a. Nie bali si?, lecz spokojnie s?owom tej postaci si? przys?uchiwali. Gdy owa posta? znikn??a, wydawali si? szcz??liwymi i bardziej zadowolonymi, zdawa?o si?, jakoby wi?cej rozumieli, i wi?kszy porz?dek we wszystkim widzieli, czuli bowiem teraz wdzi?czno?? w sercach swoich. Wi?ksz? wdzi?czno?? czu? Adam ani?eli Ewa, która bardziej my?la?a o szcz??ciu i o tych przedmiotach, ani?eli o wdzi?czno?ci. Nie by?a tak oddan? Bogu jak Adam, buja?a dusz? bardziej w naturze. Zdaje mi si?, ?e trzy razy przez raj przeszli. Teraz widzia?am Adama, zatopionego w modlitwie dzi?kczynnej i podziwianiu, znowu na l?ni?cym pagórku, na tym samym pagórku, na którym, we ?nie pogr??ony, mia? widzenie, podczas którego Pan Bóg niewiast? z jego boku utworzy?. Adam sta? samotny pod drzewami. Widzia?am Ew? zbli?aj?c? si? do drzewa wiadomo?ci, jakoby ko?o niego przej?? chcia?a. Owo zwierz? znowu by?o przy niej, a jeszcze bardziej si? ?asi?o, jeszcze pr?dzej si? porusza?o, tak ?e ten w?? zupe?nie j? opanowa?, ?e jej bardzo si? podoba?. Teraz w?? wszed? na drzewo i stan?? na nim tak wysoko, ?e zrówna? si? z g?ow? Ewy; za? pazurami trzymaj?c


17

si? pnia, obróci? si? g?ow? do Ewy, mówi?c, ?e, gdyby jad?a, z owocu tego drzewa, byliby wolnymi, nie byliby ju? d?u?ej niewolnikami i wiedzieliby, w jaki sposób maj? si? rozmna?a?. Wiedzieli ju?, jak si? pomna?a? mieli, lecz s?ysza?am, ?e jeszcze nie pojmowali, jak to wedle woli Bo?ej czyni? mieli i ?e, gdyby byli wiedzieli, a pomimo to zgrzeszyli, natenczas zbawianie nie by?oby mo?liwe. Ewa coraz bardziej si? namy?la?a, coraz bardziej po??da?a tego, o czym mówi?o zwierz?; dzia?o si? z ni? co?, co j? poni?a?o; trwoga mnie przej??a. Potem spojrza?a na Adama, stoj?cego jeszcze zupe?nie spokojnie pod drzewami, i zawo?a?a na niego, a on przyszed?. Ewa, posz?a mu naprzeciw, a potem znowu si? wróci?a; waha?a si?, by?a niespokojn?. I znowu posz?a, jakoby chcia?a przej?? ko?o drzewa; zbli?y?a si? teraz do niego z lewej strony i stan??a za nim, podczas gdy d?ugie, zwieszaj?ce si? li?cie j? okrywa?y. Drzewo by?o u góry szersze, ani?eli na dole, a szerokie ga??zie zwiesza?y si? ku ziemi. Na miejscu, na którym sta?a Ewa, wisia? szczególnie pi?kny owoc. Gdy Adam przyszed?, uj??a go Ewa za rami?, wskazuj?c na mówi?ce zwierz?, a Adam s?ucha?. Uj?wszy go za Rami?, po raz pierwszy si? go dotkn??a; on si? jej nie dotkn??, lecz coraz ciemniej jej si? robi?o. Widzia?am, ?e zwierz? pokaza?o Ewie owoc, lecz nie odwa?y?o si? zerwa? go dla niej. Poniewa? jednak Ewa owocu po??da?a, zwierz? takowy zerwa?o i jej poda?o. By? to owoc najpi?kniejszy, zerwany z po?rodka pi?ciu razem wisz?cych owoców. Widzia?am, ?e teraz Ewa, zbli?ywszy si? z owocem do Adama poda?a mu owoc, i ?e bez zezwolenia Adama by?by grzech pope?niony. Zdawa?o mi si?, jakoby owoc rozpada? si? w r?ku Adama i jakoby Adam obrazy w nim widzia?, jakoby teraz poznali, czego pozna? nie mieli. Wewn?trz owocu by?o pe?no ?y?, czerwonych jak krew. Widzia?am, ?e oblicza ich coraz bardziej si? zaciemnia?y i ?e coraz g??biej si? zapadali. Zdawa?o mi si? te?, ?e s?o?ce ust?powa?o. Zwierz? zesz?o z drzewa, widzia?am, jak na wszystkich czterech ?apach ucieka?o. Nie widzia?am, jakoby jedli owoc ustami, jak po dzi? dzie?; jednak?e owoc po?ród nich znika?. Widzia?am, ?e Ewa ju? zgrzeszy?a, kiedy w?? siedzia? na drzewie; albowiem mia?a w?asn? wol?. Dowiedzia?am si? przy tym o rzeczach, których dok?adnie, odda? nie potrafi?. W?? zdawa? si? by? postaci? i figur? ich woli, na wzór istoty, z która wszystko czyni? i okaza? mogli. Ich wol? opanowa? szatan. Przez po?ywanie owocu nie by? jeszcze grzech spe?niony; lecz ten owoc drzewa, zwieszaj?cego ga??zie swoje ku ziemi i tak zawsze nowe wydaj?cy Rozsadki, które tak samo i po upadku si? rozmna?aj?, mie?ci? w sobie poj?cia o w?asnomocnym rozp?odzie i zmys?owym zaszczepieniu od??czaj?cym od Boga. Tak wi?c, wskutek po?ywania owocu zakazanego razem z niepos?usze?stwem wst?pi?o w natur? ludzk? oddalanie si? stworzenia od Boga, zasadzanie w sobie i przez siebie i samowolne po??danie. Skutkiem po?ywanego owocu by? przewrót, poni?enie natury, grzech i ?mier?. B?ogos?awie?stwo ?wi?tego i czystego pomna?ania si? z Boga i przez Boga, dane Adamowi po utworzeniu Ewy, wskutek tego po?ywania Adam znowu straci?; zdawa?o mi si? bowiem, jakoby Pan Bóg, gdy Adam zeszed? z pagórka, by pobiec do Ewy, go chwyta? i mu co? odbiera?; zdawa?o mi si? tak?e, jakoby st?d zbawienie ?wiata przyj?? mia?o. Gdy razu pewnego, podczas uroczysto?ci Niepokalanego Pocz?cia, Pan Bóg mi t? tajemnic? objawi?, widzia?am w Adamie i Ewie po??czone ?ycie cielesne i duchowe wszystkich ludzi, widzia?am te?, jak to ?ycie wskutek upadku by?o zepsute i ze z?em zmieszane i jak nad tym ?yciem panowa?y duchy upad?e. Widzia?am jednakowo? drug? osob? Bóstwa, jakby z krzywym ostrzem zst?puj?c? i Adamowi b?ogos?awie?stwo odbieraj?c?, nim na grzech zezwoli?. W tej samej


18

chwili widzia?am z boku Adama wyst?puj?c? dziewic? i wznosz?c? si? jako chmurk? jasn? do chwa?y Bo?ej. Wskutek po?ywania owocu Adam i Ewa byli jakby odurzeni, za? co do zezwolenia na grzech, wielka w nich nast?pi?a zmiana. Lecz w?? by? w nich, istota w??a ich przenikn??a, dosta? si? k?kol do pszenicy. Ustanowiono obrzezanie za kar? i jako zado??uczynienie. Jako z winoro?li wycina si? pierwsz? ga??zk?, by wino nie dzicza?o, nie kwa?nia?o i nie sta?o si? nieurodzajnym; podobnie musia?o si? sta? z cz?owiekiem, skoro znowu mia? by? uszlachetnionym. Gdy razu pewnego objawi? mi Pan Bóg uleczenie z upadku, widzia?am, jak Ewa, wychodz?c z boku Adama, szyj? ju? wyci?gaj?c ku owocowi zakazanemu szybko do drzewa pobieg?a, obejmuj?c je. Widzia?am jednakowo? te?, jak Jezus, zrodzony z Niepokalanej Dziewicy, spiesz?c do krzy?a, takowy obj??, i jak potomkowie, za?mieni i po?wiartowani przez Ew?, przez m?k? Jezusa zostali oczyszczeni, i ?e bole?ciami pokuty mi?o?? w?asnej osoby wyrugowa? trzeba. S?owa Episto?y, ?e syn s?u?ebnicy nie ma by? wspó?dziedzicem, tak zawsze pojmowa?am: s?u?ebnica oznacza cia?o i niewolnicze podda?stwo; ma??e?stwo jest stanem pokuty i wymaga wyrzeczenia, modlitwy, postów, ja?mu?ny i intencji powi?kszania królestwa Bo?ego. Przed grzechem Adam i Ewa inaczej wygl?dali od nas, ludzi mizernych. Spo?ywszy jednak?e owoc zakazany, zamieni?o si? w nich wszystko, co dot?d by?o duchowym, w cia?o, w rzecz, narz?dzie, naczynie. Dot?d byli zjednoczeni w Bogu, pragn?c siebie w Bogu; teraz roz??czeni s? we w?asnej woli, a ta w?asna wola jest mi?o?ci? w?asn?, mi?o?ci? grzechu i nieczysto?ci?. Wskutek po?ywania owocu zakazanego oddali? si? cz?owiek od Stwórcy i zdawa?o si?, jakoby twórczo?? w sobie samym przyj??. Wszystkie w?adze, si?y i przymioty i obcowanie tych?e ze sob? i z ca?? natur? zamieni?y si? w cz?owieku w przedmioty cielesne ró?nych kszta?tów i wykonywa?. Wpierw by? Adam z Boga panem ca?ej natury; teraz wszystko w nim sta?o si? natur?, by? panem ujarzmionym i skr?powanym przez s?ug? w?asnego, z którym odt?d pasowa? si? i walczy? musi. Nie umiem tego dobrze wypowiedzie?: jakby cz?owiek przyczyn? i cel wszystkich rzeczy przedtem bra? z Boga i jakoby to wszystko od tej chwili w swoj? przeniós? istot?, tak, ?e ono teraz nad nim panuje. Widzia?am wn?trze, wszystkie organy cz?owieka, a przedstawia?y mi si? jako cielesne i zgni?e pierwowzory stworze? i tych?e ze sob? obcowania, pocz?wszy od gwiazd a? do najmniejszych zwierz?tek. Wszystko to w nim dzia?a?o, od wszystkiego by? zale?nym, mia? z tym do czynienia, musia? z tym walczy?, musia? cierpie?. Nie mog? tego jeszcze wypowiedzie?, a to dlatego, poniewa? równie? jestem cz?owiekiem upad?ego rodzaju ludzkiego. Cz?owiek jest na to stworzony, by zape?ni? miejsce upad?ych anio?ów. Gdyby grzech nie by? pope?niony, rozmna?a?by si? cz?owiek tylko dopóty, dopóki by nie wyrówna? liczby upad?ych anio?ów, potem nast?pi?by koniec tworzenia. Gdyby Adam i Ewa jeden tylko rok bez grzechu byli prze?yli, natenczas nigdy by ju? nie byli upadli. Wiem na pewno, ?e nie pr?dzej nast?pi koniec ?wiata, dopóki liczba upad?ych anio?ów si? nie wyrówna, dopóki wszystkiej pszenicy z pomi?dzy plew nie sprz?tn?. Mia?am raz wielkie i dok?adne objawienie o grzechu i o zbawieniu. Widzia?am wszystkie tajemnice jasno i dobitnie, i rozumia?am je, lecz nie umiem wszystkiego s?owami wypowiedzie?. Widzia?am grzech, pocz?wszy od upadku anio?ów i Adama a? do dnia dzisiejszego, w niezliczonych jego rodzajach, widzia?am te? wszystkie przygotowania celem naprawienia i zbawienia a? do przyj?cia na ?wiat i ?mierci Zbawiciela. Pokaza? mi Pan Jezus wielkie pomieszanie i wewn?trzn? nieczysto?? wszystkich rzeczy i wszystko, co od pocz?tku dla oczyszczenia i naprawienia by? uczyni?. Wskutek upadku anio?ów dosta?o si? wiele z?ych duchów na ziemi? i do


19

powietrza; widzia?am, ?e wiele z?o?ci? ich by?o nasyconym i przez nich op?tanym. Pierwszy cz?owiek by? wzorem Bo?ym; by? jak niebo; wszystko w nim i z nim si? jednoczy?o; posta? jego by?a odbitk? postaci Boskiej. Ziemia i stworzenia mia?y sta? si? jego w?asno?ci?, mia? ich u?ywa?, lecz z Boga, dzi?kuj?c Mu. By? wolnym, a dla tego wystawionym na prób?, wskutek czego nie mia? po?ywa? z drzewa. Na pocz?tku wszystko, by?o równe; gdy ów l?ni?cy pagórek, na którym sta? Adam, coraz wy?ej si? podnosi?, gdy bia?a, kwiecista dolina, na której widzia?am Ew?, coraz bardziej si? zapada?a, ju? zbli?a? si? niszczyciel. Po upadku wszystko by?o inaczej. Wszystkie formy utworu by?y stworzone i le?a?y w nich rozsypane, wszystko, co si? dot?d z sob? zgadza?o, sta?o si? niezgodnym, z jednego zrobi?o si? wiele, i nic nie brali wi?cej ze samego Boga, lecz tylko ze siebie. Byli dawniej wzorami Bo?ymi, teraz stali si? wzorami w?asnymi, spowodowanymi grzechem. Mieli teraz ??czno?? z upad?ymi anio?ami. Pocz?li ze siebie i z ziemi, a tak z nimi jak z ziemi? styczno?? mieli upadli anio?owie a wskutek niesko?czonego pomieszania i rozproszenia ludzi ze sob? i upad?? natur?, powsta?a ogromna rozmaito?? grzechu, winy i niedoli. Oblubieniec mój pokaza? mi to wszystko zupe?nie jasno i zrozumiale, ja?niej, ani?eli si? codzienne widzi ?ycie; wtedy s?dzi?am, ?e to dzieci? poj?? mo?e, a jednakowo? opowiedzie? tego nie umiem. Pokaza? mi plan i drogi, prowadz?ce do zbawienia od samego pocz?tku, i wszystko, co by? uczyni?. Pozna?am te?, ?e nies?usznie mówi?, i? Jezus nie potrzebowa? sta? si? cz?owiekiem i umrze? za nas na krzy?u, ?e wszechmoc? Swoj? móg? by? inaczej uczyni?. Widzia?am, ?e uczyni? to z niesko?czonej doskona?o?ci, lito?ci i sprawiedliwo?ci, ?e wprawdzie zmusi? Pana Boga nie mo?na, ?e jednakowo? czyni, co Mu si? podoba, i jest, czym jest. Widzia?am Melchizedeka jako anio?a i jako pierwowzór Jezusa, jako kap?ana na ziemi; o ile kap?a?stwo jest w Bogu, by? on kap?anem wiecznego porz?dku jako anio?. Widzia?am, jak przygotowywa?, zak?ada?, budowa? i roz??cza? pokolenia ludzkie. Tak?e Henocha i Noego znaczenie i dzia?alno?? widzia?am, a po?ród tego widzia?am dzia?aj?ce królestwo piek?a i stokrotne zjawiska i dzia?anie ziemskiego, cielesnego i szata?skiego ba?wochwalstwa i pewne do siebie podobne, lecz zapowietrzone, do nieustaj?cego grzechu prowadz?ce i kusz?ce formy. Tak wi?c widzia?am wszystkie grzechy i wszystkie pocz?tki i pierwowzory zbawienia, które wedle rodzaju swego tak samo by?y podobne do Boga, jak sam cz?owiek by? wzorem Boga. Widzia?am wszystko od Abrahama do Moj?esza, od Moj?esza a? do proroków, a zawsze razem z pierwowzorami w naszym, najbli?szym ?wiecie. Tutaj np. dowodzono, dlaczego kap?ani nie mogli wi?cej dopomóc, i ulecza? i dlaczego im to si? wi?cej nie udaje, albo przynajmniej z tak rozmaitym udaje si? skutkiem. Widzia?am ten dar kap?a?stwa, w?ród proroków, widzia?am te? przyczyn? ich formy. Widzia?am np. Elizeusza podaj?cego Gieziemu ?ask?, by j? po?o?y? na martwe dziecko niewiasty z Sunam. W tej lasce spoczywa?a moc i pos?annictwo Elizeusza, w sposób duchowy. Ta ?aska by?a jego ramieniem, dalszym ci?giem jego ramienia. Widzia?am, tutaj wewn?trzne znaczenie pastora?u biskupów, ber?a królów i ich pot?gi, po??czonej z wiar?, która ich, ?e tak powiem, z Bogiem ??czy, za? od wszystkiego innego od??cza. Lecz Giezi nie wierzy? do?? mocno, za? matka wierzy?a, ?e tylko jedyny Elizeusz jej pomóc mo?e, a poniewa? wskutek ludzkiej zarozumia?o?ci pow?tpiewano o Boskiej mocy Elizeusza i jego ?aski, przeto te? ?aska dziecka nie uleczy?a. Widzia?am jednakowo?, jak Elizeusz po?o?y? r?ce swoje na r?ce dziecka, usta na usta dziecka, piersi na piersi dziecka i si? modli?, wskutek czego dusza dziecka powróci?a do cia?a. Widzia?am te? obja?nienie tego sposobu leczenia, widzia?am, jaki zachodzi? stosunek i pod jakim wzgl?dem ten sposób leczenia by?


20

figur? ?mierci Jezusa Chrystusa. W Elizeuszu wskutek jego wiary i daru Bo?ego wszystkie bramy ?aski i zadosy?uczynienia za ludzi by?y otwarte, za? po spe?nionym grzechu znowu owe bramy si? zamkn??y: g?owa, piersi, nogi i r?ce. I po?o?y? si? jakoby ?ywy, obrazowy krzy? na zw?oki ch?opca, przywracaj?c mu przez modlitwy i wiar? ?ycie i zdrowie, zado?? czyni?c i pokutuj?c za grzechy rodziców, pope?nione g?ow?, sercem, r?koma i nogami, a tym samym ?mier? dziecka powoduj?ce. We wszystkim widzia?am pewne podobie?stwo ze ?mierci? krzy?ow? i ranami Jezusowymi, widzia?am te?, ?e wszystko pod pewnym wzgl?dem ze sob? si? zgadza?o. Widzia?am te?, ?e od chwili ?mierci krzy?owej Jezusa Chrystusa nie tylko ka?dy kap?an, ale nawet i ka?dy wierz?cy chrze?cijanin ten dar wskrzeszenia i leczenia posiada?; o ile, bowiem w Jezusie ?yjemy i z Nim jeste?my ukrzy?owani, o tyle bramy ?aski, pochodz?ce z ran Jego ?wi?tych, stoj? nam otworem. Mia?am te? liczne wizje, odnosz?ce si? do k?adzenia r?k, do skuteczno?ci b?ogos?awie?stwa i do dzia?ania r?ki na rzeczy oddalone, a to wszystko obja?niono mi na przyk?adzie ?aski Elizeusza, oznaczaj?cej r?k?. Dlaczego dzisiejsi kap?ani tak rzadko lecz? i b?ogos?awi?, widzia?am równie? na przyk?adzie, wzi?tym z podobie?stwa, w którym wszystkie takie dzia?ania maj? swój pocz?tek. Widzia?am trojakich malarzy, wyciskaj?cych figury na wosku. Pierwszy z nich mia? pi?kny, bia?y wosk, a by? bardzo m?dry i zr?czny; lecz by? samym sob? zaj?ty, nie nosi? w sobie obrazu Chrystusa; to te? nic nie utworzy?. Drugi malarz mia? wosk blady, lecz poniewa? sam by? ozi?b?y i zarozumia?y, wi?c nic nie zrobi?. Trzeci by? wprawdzie niezr?czny, ale pracowa? za to pilnie i z prostot? nad woskiem zupe?nie ?ó?tym i zwyczajnym; jego praca by?a bardzo dobra i w niej odbija?o si? rzetelne podobie?stwo, chocia? o rysach szorstkich. Tak samo te? widzia?am, ?e kap?ani wykszta?ceni, wynosz?cy si? dla swej nauki nad innych, nic nie dzia?ali, podczas gdy tylko pro?ci i pokorni moc kap?a?stwa rozszerzali, b?ogos?awi?c i lecz?c. Zdawa?o mi si?, ?e chodz? do szko?y, a Oblubieniec mój pokaza? mi, ile od chwili pocz?cia Swojego a? do ?mierci cierpia?, pokutowa? i zado??uczyni?, a widzia?am to wszystko w obrazach, wzi?tych z Jego ?ycia. Widzia?am te?, jak za pomoc? modlitwy i ofiarowania bole?ci za innych, niejedna dusza, która na ?wiecie wcale nie pracowa?a, chocia? dopiero w godzinie ?mierci si? nawróciwszy, zbawiona zosta?a. Widzia?am, ?e aposto?owie prawie na ca?y ?wiat si? rozeszli, by z?amawszy pot?g? szatana, wnie?? we? b?ogos?awie?stwo i ?e owe okolice najbardziej trucizn? szatana by?y zara?one, lecz Jezus tym wszystkim, na których Duch ?wi?ty zst?pi? i do dzisiaj jeszcze zst?puje, przez Swoje doskona?e zado??uczynienie t? moc wyjedna? i na wieki ustanowi?. Pokazano mi te?, ?e ów dar wybawienia ?wiata i okolic z mocy szatana za pomoc? b?ogos?awie?stwa, wyra?ony jest w owych s?owach: ?Jeste?cie sol? ziemi," i ?e w?a?nie dlatego soli do ?wi?conej wody si? u?ywa. Widzia?am równie?, jak skrupulatnie wykonywan? bywa s?u?ba cielesnego ?ycia ?wiatowego, ?e przekle?stwo stoi w przeciwstawieniu do b?ogos?awie?stwa i ?e cudów w królestwie szatana, s?u?by natury, ba?wochwalstwa, czarodziejstwa, magnetyzmu, nauki ?wieckiej, sztuki i wszystkich ?rodków potrzebnych do, upi?kszania ?mierci, do przyozdabiania grzechu i zasypiania sumienia, z najsurowsz? i zabobonn? sumienno?ci? nawet tacy u?ywaj?, którzy w tajemnicach Ko?cio?a katolickiego same tylko formy ba?wochwalstwa widz?, któremu w ka?dy inny sposób tak samo dobrze s?u?y? mo?na; a przecie? ci sami ludzie jak najsumienniej w podobny sposób o ca?e ?ycie doczesne dbaj?, tak ?e tylko królestwo Boga, który sta? si? cz?owiekiem, ma by? zaniedbanym?

Widzia?am te?, ?e ?wiatu s?u?ono jak najdoskonalej, podczas gdy s?u?ba Bo?a bardzo by?a zaniedbana.

21

GRZECH I JEGO SKUTKI

Przyrzeczenie zbawienia

Po upadku cz?owieka pokaza? Pan Bóg anio?om, w jaki sposób rodzaj ludzki znowu naprawi. Widzia?am tron Boga, Trójc? Przenaj?wi?tsz?, widzia?am ruch w trzech osobach. Widzia?am dziewi?? chórów anielskich i Boga, zwiastuj?cego im, w jaki sposób upad?y rodzaj ludzki naprawi? zamy?la; widzia?am te?, ?e si? anio?owie z tego niezmiernie cieszyli. Widzia?am, ?e ja?niej?ca, z drogich kamieni z?o?ona ska?a Adama stan??a przed tronem Bo?ym, zaniesiona tam dot?d jakby przez anio?a; mia?a ona stopnie, coraz wy?ej ros?a, sta?a si? tronem, wie??, rozszerza?a si?, a? wszystko obj??a. Widzia?am dziewi?? chórów anielskich oko?o Niego, a nad anio?ami w niebie widzia?am obraz Dziewicy. Nie by?a to ziemska Maryja, lecz Maryja niebieska, Maryja w Bogu, by?a istot? wychodz?c? z Boga. Wszed?szy do wie?y, która si? jej otworzy?a, jakoby w jedno z ni? si? zla?a. Widzia?am te?, ?e jedna posta? Trójcy Przenaj?wi?tszej do tej wie?y wesz?a. Pomi?dzy anio?ami spostrzeg?am rodzaj monstrancji, przy której wszyscy budowali i dzia?ali. Ta monstrancja podobna by?a do wie?y z ró?nymi tajemniczymi obrazami. By?y na niej dwie figury, trzymaj?ce si? na drugiej stronie za r?ce. Ros?a coraz wy?ej, coraz te? wspanialsz? si? stawa?a. Widzia?am, ?e co? Boskiego przenikn?wszy wszystkie chóry anielskie, wesz?o w monstrancj?, by?a to ja?niej?ca ?wi?tynia, tym wyra?niejsza, im bardziej do monstrancji si? zbli?a?a. Zdawa?o mi si?, ?e to by? zarodek b?ogos?awie?stwa Bo?ego do czystego rozmna?ania si?; ten zarodek otrzyma? Adam niegdy? od Pana Boga, lecz utraci? go znowu, gdy, s?uchaj?c Ewy, chcia? zezwoli? na po?ywanie owocu zakazanego; to samo b?ogos?awie?stwo da? Pan Bóg pó?niej Abrahamowi, a odebrawszy je Jakubowi, przez Moj?esza przesz?o na ark? przymierza. W ko?cu otrzyma? je Joachim, ojciec Naj?wi?tszej Maryi Panny, by Maryja tak czysto i niepokalanie si? pocz??a, jak Ewa, która wysz?a z boku we ?nie pogr??onego Adama. Monstrancja znik?a w wie?y. Widzia?am, ?e i kielich, podobny do kielicha, u?ywanego podczas ostatniej wieczerzy, robili anio?owie, a ten kielich równie? wszed? do wie?y. Na zewn?trznej, prawej strome wie?y widzia?am, jakoby na z?otym chmury brzegu, wino i pszenic?; wyrasta?a te? ga??zka, ca?e drzewo rodowodu, na którego konarach m??czy?ni i niewiasty o ma?ej postaci trzymali si? za r?ce. Ostatnim kwiatem owego drzewa by?o dzieci?tko w ??óbku. Widzia?am teraz tajemnic? zbawienia jako przyrzeczenie a? do spe?nienia si? czasu, widzia?am te? obrazy dzia?ania przeciwnego. Na ko?cu widzia?am nad l?ni?c? ska?? wielki, wspania?y Ko?ció?, jeden ?wi?ty Ko?ció? katolicki, wyobra?aj?cy ?ywo zbawienie ca?ego ?wiata. Wszystkie te widzenia mia?y najlepszy zwi?zek i przej?cie; nawet wszystko nieprzyjaznej z?e, odsuni?te przez anio?ów, do rozwoju zbawienia s?u?y?o. Tak widzia?am, jak starozakonna ?wi?tynia, wyst?puj?c z ziemi, coraz wy?ej si? wznosi?a; podobn? by?a do Ko?cio?a ?wi?tego, lecz nie mia?a wie?y. By?a bardzo wielk?, lecz anio?owie odsun?li j? na bok i stan??a krzywo. Widzia?am, ?e si? wielka skorupa muszli pojawi?a chc?c wej?? do starej ?wi?tyni, lecz odsuni?to j? na stron?.


22

Widzia?am pokazuj?c? si? szerok?, p?ask? wie?? (piramid? egipsk?), przez której niezliczone bramy przechodzi?y postacie Abrahama i dzieci Izraelskich. Ta wie?a oznacza?a niewol? ?ydów w Egipcie. Odsuni?to t? piramid?, tak samo jak ow? drug?, do schodów podobn? wie?? egipsk?, oznaczaj?c? nauk? o gwiazdach i wieszczbiarstwo. Potem widzia?am ?wi?tyni? egipsk?, któr? równie? odsuni?to, wskutek czego krzywo sta? musia?a. Wreszcie widzia?am, jak Pan Bóg dawa? Adamowi do poznania, ?e przyjdzie dziewica i stracone zbawienie znowu mu przywróci. Lecz nie wiedzia? Adam, kiedy to nast?pi; dlatego te?, widzia?am go pó?niej bardzo zasmuconego, gdy Ewa mu samych tylko rodzi?a synów, a? wreszcie Pan Bóg da? jej córk?. Widzia?am Noego i ofiar? jego, w?ród której od Pana Boga otrzyma? b?ogos?awie?stwo. Potem widzia?am Abrahama, jego b?ogos?awie?stwo i jak mu Bóg Izaaka by? obieca?. Widzia?am, ?e to b?ogos?awie?stwo z pierworodnego przechodzi?o na pierworodnego, a zawsze w?ród aktu sakramentalnego. Widzia?am Moj?esza, otrzymuj?cego w nocy przed wyj?ciem z Egiptu tajemnic?, i ?e tylko Aaron o tym wiedzia?. Widzia?am tajemnic? arki przymierza i ?e tylko arcykap?ani i niektórzy ?wi?ci wskutek objawienia Bo?ego o tym wiedzieli. Tak widzia?am bieg tajemnicy przez rodowód Jezusa Chrystusa a? na Joachima i Ann?, ow? najczystsz? i naj?wi?tsz? par? ma??e?sk? wszystkich czasów, z której narodzi?a si? Maryja jako dziewica niepokalana. Teraz sta?a si? Maryja jakoby ark?.

Wygnanie z raju

Po chwili widzia?am Adama i Ew?, b??dz?cych w smutku wielkim. Byli pos?pni, chodzili osobno, jakoby szukaj?c czego?, co zgubili. Wstydzili si? samych siebie. Za ka?dym krokiem schodzili ni?ej; ziemia zdawa?a si? ust?powa? przed nimi, a gdziekolwiek skierowali swe kroki, zaraz niebo si? zachmurza?o, ro?liny traci?y swój po?ysk, stawa?y si? jakoby szare, nawet zwierz?ta ucieka?y przed nimi. Poszukali sobie wielkich li?ci, utworzyli z nich wieniec naoko?o bioder, a zawsze b??kali si?, ka?de osobno. Gdy ju? do?? d?ugo uciekali, l?ni?ce miejsce, z którego wyszli, wygl?da?o ju? jakby oddalony szczyt góry, i schowali si?, ka?de osobno, w?ród krzewów ciemniejszej równiny. Wtem us?yszeli g?os z góry; nie pokazali si? jednak, jeszcze bardziej si? zatrwo?yli, jeszcze dalej uciekali, chowaj?c si? jeszcze g??biej. By?o mi ich bardzo ?al. Ów g?os odezwa? si? surowiej; ch?tnie by si? jeszcze g??biej byli schowali, lecz wyj?? musieli. Pokaza?a si? surowa, jasna posta?; wyszli ze spuszczonymi g?owami, nie patrz?c na Pana; patrzeli natomiast na siebie, oskar?aj?c si? wzajemnie. Teraz wyznaczy? im Pan równin?, jeszcze g??biej po?o?on?, gdzie ros?y krzewy i drzewa; teraz te?, upokorzywszy si?, dopiero ca?y stan swój mizerny poznali. Widzia?am, ?e pozostawieni sami, si? modlili. Roz??czyli si?, a pad?szy na kolana, wznie?li r?ce do góry, p?acz?c i narzekaj?c. Widz?c to, czu?am, jakim dobrodziejstwem jest modlitwa na osobno?ci. Byli p?aszczem okryci, który si?ga? przez ramiona a? do kolan. Cia?o przepasali sobie pasem z ?yka. Gdy uciekali, zdawa?o si?, ?e raj od nich si? oddala jako chmura. Ognisty pier?cie? zst?pi? z nieba, jaki widzie? mo?na cz?sto oko?o s?o?ca lub ksi??yca, a ten pier?cie? otoczy? wy?yn?, na której raj si? znajdowa?. Tylko jeden dzie? byli w raju. Raj wydaje mi si? teraz z daleka jako ?awa wschodz?cego s?o?ca, a wschodzi ono, gdy to widz?, w ko?cu ?awy, po prawej stronie. Raj le?y na wschód od góry proroków, tam gdzie s?o?ce wschodzi i


23

wydaje mi si? zawsze jako jajo, unosz?ce si? nad nies?ychanie jasn? wod?, która je dzieli od ziemi; góra proroków zdaje si? by? przedgórzem raju. Na tym przedgórzu widzie? mo?na ?liczne zielone okolice z g??bokimi przepa?ciami i w?wozami, pe?nymi wody. Widzia?am te? ludzi chc?cych wyj?? na gór? proroków, lecz nie zaszli daleko. Widzia?am Adama i Ew?, gdy si? zbli?ali do ziemi pokuty. By? to wzruszaj?cy widok, patrze? na owych dwóch, na pustej ziemi pokutuj?cych ludzi. Adamowi wolno by?o zabra? z raju ga??zk? oliwn?, któr? tam?e zasadzi?. Widzia?am, ?e pó?niej krzy? z tego drzewa zrobiono. Byli bardzo zasmuceni. Gdy ich widzia?am, ju? raju widzie? nie mogli. Schodzili coraz ni?ej, i zdawa?o si?, jakoby si? co? obraca?o, i ciemno maj?c przed oczami, doszli na smutne miejsce pokuty.

Rodzina Adama

Widzia?am, jak Adam i Ewa przyszli w okolic? góry Oliwnej. Ziemia wygl?da?a, inaczej ani?eli dzisiaj; pokazano mi jednak?e, ?e to ta jest okolica. Widzia?am ich mieszkaj?cych i pokut? czyni?cych na owym miejscu góry Oliwnej, gdzie Pan Jezus krwi? si? poci?. Uprawiali ziemi?. Widzia?am ich otoczonych synami, wo?aj?c w wielkim smutku do Boga, by ich tak?e obdarzy? córkami. Da? im Pan Bóg obietnic?, i? nasienie niewiasty zetrze g?ow? w??owi. Ewa rodzi?a w pewnych odst?pach czasu dzieci; zawsze w?ród tego czasu pewna ilo?? lat w pokucie up?ywa?a. Po siedmiu latach pokuty porodzi?a Ewa Seta, dzieci? obiecane, a anio? powiedzia? Ewie, ?e Set jest nasieniem, które Pan Bóg jej da? za Abla. Seta tak tutaj, jak i w jaskini Abrahamowej d?ugo trzymali w ukryciu, albowiem rodzeni bracia na ?ycie jego godzili, tak jak na ?ycie Józefa, tego? bracia nastawali. Razu pewnego widzia?am mniej wi?cej dwunastu ludzi: Adama, Ew?, Kaina, Abla i dwie siostry i kilkoro mniejszych dzieci. Wszyscy byli przyodziani skórami, zarzuconymi na wzór szkaplerza. Wszyscy te? nosili pasy. Skóry oko?o piersi by?y szersze i s?u?y?y za kiesze?; oko?o nóg by?y d?u?sze, a na bokach zapinane. M??czy?ni nosili krótsze skóry, mieli tak?e kiesze?, w któr? co? k?adli. Nad ramionami a? do po?owy r?kawów by?y te skóry bardzo bia?e i cienkie, a u kobiet pod ramionami raz zapi?te. Wygl?dali w tym ubiorze bardzo ?adnie. Tak?e chaty tam by?y, nieco w ziemi? zapuszczone, a na wierzchu pokryte ro?linami. Panowa? tu prawdziwy porz?dek domowy. Widzia?am pola, a na tych polach nisko rosn?ce, lecz dosy? grube drzewa owocowe, tak?e zbo?e tam by?o, ziarna pszenicy, które Pan Bóg da? Adamowi do wysiania. Nie przypominam sobie, czy pszenic? i winn? macic? widzia?am w raju. Nie ros?o te? w raju nic takiego, co by celem po?ywania dopiero przyprawia? trzeba. Przyprawianie, to skutek grzechu, a wi?c wyobra?enie cierpie?. Pan Bóg da? Adamowi wszystko, co ten?e mia? zasia?. Przypominam sobie tak?e, ?e widzia?am m??ów podobnych do anio?ów, Noemu, co? przynosz?cych, kiedy ten?e wchodzi? do arki, wygl?da?o to jakby winna ga??zka, zatkni?ta w jab?ku. Rós? te? pewien rodzaj dzikiego zbo?a, w?ród którego Adam szlachetn? zasia? musia? pszenic?; wskutek tego owo dzikie zbo?e si? polepszy?o, lecz pó?niej znowu si? pogorszy?o. Dzikie to zbo?e, w pierwszych czasach udawa?o si? bardzo dobrze i jakby uszlachetnione bardziej na wschód w Indiach lub Chinach, gdy tam jeszcze ma?o by?o ludzi. Gdzie wino ro?nie i ryby ?yj?, tam si? nie udaje. U?ywali mleka zwierz?t i sera, suszonego na s?o?cu. Co si? tyczy zwierz?t, przede wszystkim owce widzia?am. Wszystkie zwierz?ta, którym Adam nada? imiona, posz?y z nim; ucieka?y jednakowo? przed nim, tak ?e Adam za pomoc? paszy musia? je do siebie wabi? i przyzwyczai?. Widzia?am te?, ?e ptaki lata?y,


24

widzia?am ma?e zwierz?tka i chy?oskocze. Panowa? jak najlepszy ?ad i porz?dek. Widzia?am, jak dzieci Adama w osobnej chacie, le??c oko?o kamienia, jada?y, widzia?am te?, jak si? modli?y i dzi?ki czyni?y. Pan Bóg nauczy? Adama, w jaki sposób ma sk?ada? ofiary i sta? si? Adam kap?anem swej rodziny. Tak?e Kain i Abel byli kap?anami widzia?am nawet, ?e w osobnej chacie do kap?a?stwa si? gotowali. Na g?owie nosili do okr?tu podobne, z li?cia i ?y? li?ciowych uwite czapki, które z przodu nieco wyst?powa?y, tak ?e je uchwyci? by?o mo?na. Cia?o ich by?o pi?kne, jasno ?ó?tawe, jak jedwab, w?osy czerwono-?ó?tawe, jak z?oto. Adam nosi? tak?e d?ugie w?osy. Z pocz?tku mia? krótk?, pó?niej d?ug? brod?. Ewa z pocz?tku bardzo d?ugie nosi?a w?osy, pó?niej zwi?zane w ki?cie, spoczywaj?ce jakby czepek na g?owie. Ogie? wydawa? mi si? zawsze jakby ?ar ukryty, podziemny. Otrzymali go pocz?tkowo z nieba; Pan Bóg ich nauczy?, jak si? z nim obchodzi? maj?. To, co palili, by?o ?ó?t? materi?, a wygl?da?o jak ziemia lub w?giel. Nie widzia?am i?by kiedykolwiek gotowali, widzia?am natomiast, ?e na s?o?cu pra?yli; nawet pszenic? pot?uczon? pod plecionk? wystawiali w ma?ych do?kach na s?o?ce. Zbo?e które im przyniós? Pan Bóg, sk?ada?o si? z pszenicy, ?yta i j?czmienia. Nauczy? ich tak?e Pan uprawy tych zbo?a gatunków i w ogóle poucza? ich we wszystkim. Wielkich rzek, np. Jordanu, nie widzia?am; widzia?am jednakowo? ?ród?a, z których woda do stawów sp?ywa?a. Przed ?mierci? Abla nie u?ywano mi?sa. Widzia?am, raz gór? kalwaryjsk?, a na tej górze proroka, towarzysza Eliasza, jak, wszed?szy na miejsce, które wtenczas by?o pagórkiem, pe?nym jaski? i murowanych grobowców; z kamiennej trumny wyj?? czaszk? Adamow?. Przy nim stan?? anio?, mówi?c: „To czaszka Adamowa", i nie pozwoli? mu tej czaszki zabiera?. Na tej czaszce by?o kilka ?ó?tych w?osów. Pozna?am te? z opowiadania proroka, ?e owo miejsce nazywa?o si? miejscem czaszek. Zupe?nie prostopadle nad owym miejscem, na którym le?a?a owa czaszka, stan??a pó?niej dolna cz??? krzy?a Chrystusowego. Powiedziano mi podczas widzenia, ?e na tym miejscu jest ?rodek ziemi, tak?e wiedzia?am d?ugo?? tego miejsca na pó?noc, po?udnie i zachód, lecz ju? zapomnia?am.

Kain - Dzieci Bo?e – Wielkoludy

Widzia?am, ?e Kain na górze Oliwnej powzi?? zamiar zamordowania Abla i ?e tutaj po uczynku si? b??ka?, przej?ty strachem i trwog?. Zasadzi? drzewa, lecz je znowu wyrwa?. Wtem widzia?am powa?nego, ja?niej?cego m??a, mówi?cego; „Kainie, gdzie? jest Abel brat twój?" Kain z pocz?tku tej postaci nie widzia?; teraz, obróciwszy si? do niej, rzek?: „Nie wiem, przecie? nie polecono mi troszczy? si? o niego." Skoro jednakowo? Pan Bóg mu powiedzia?, ?e krew Abla wo?a do Niego ze ziemi, zatrwo?y? si? Kain; widzia?am, ?e d?ugo z Panem Bogiem rozmawia?. Pan Bóg mu te? powiedzia?, ?e jest przekl?tym na ziemi, ?e ziemia ?adnych owoców rodzi? mu nie b?dzie i ?e ma ucieka?. Kain na to odpowiedzia?, ?e w takim razie ka?dy, co go spotka, zabije go. By?o ju? bowiem wiele ludzi na ?wiecie. Kain by? ju? bardzo stary i mia? dzieci, Abel równie? mia? dzieci, a prócz tego byli jeszcze inni bracia i inne siostry. Odpowiedzia? mu Pan Bóg: nie, albowiem kto by go zabi?, siedmiorako ukaranym b?dzie. Zrobi? te? znak na Kainie, i?by go nikt nie zabi?. Potomkowie jego stali si? lud?mi barwistymi. Cham tak?e mia? dzieci,


25

brunatniejsze od dzieci Sema. Szlachetniejsi ludzie zawsze bielej wygl?dali. Ci, którzy mieli na ciele znami? Kaina, mieli te? podobne do siebie dzieci, a wskutek szerz?cego si? zepsucia owo znami? wreszcie na ca?ym rozszerzy?o si? ciele, wskutek czego cia?a ludzkie coraz ciemniejszy przybiera?y kolor. Nie by?o jednakowo? na pocz?tku zupe?nie czarnych ludzi, dopiero zwolna cia?o ich barw? przybiera?o czarn?. Pan Bóg pokaza? mu tak?e okolic?, w któr? mia? ucieka?. Poniewa? za? Kain powiedzia?: wi?c umr? z g?odu — ziemia bowiem dla niego by?a przekl?t?, — rzek? mu Bóg, ?e nie umrze, ?e ma si? ?ywi? mi?sem zwierz?t i ?e z niego ród powstanie i ?e jeszcze dobre uczynki wezm? od niego swój pocz?tek. Przedtem ludzie nie ?ywili si? mi?sem. Kain potem poszed? sobie i zbudowa? miasto, które po synu swoim nazwa? Henoch. Abla zabi? Kain w dolinie Jozafata, w stronie ku górze Kalwaryjskiej. W tej okolicy pó?niej niejedno pope?niono morderstwo, niejedno sta?o si? nieszcz??cie. Kain zabi? Abla rodzajem pa?ki, któr? podczas sadzenia mi?kkie kamienie i ziemi? rozbija?. Musia?a by? to pa?ka z twardego kamienia, za? r?koje??, z drzewa, bo by?a jak haczyk zakr?cona. Nie trzeba my?le?, jakoby ziemia przed potopem tak samo wygl?da?a, jak teraz wygl?da. Ziemia obiecana bynajmniej nie by?a tak porozdzieran? dolinami i w?wozami. Obszary by?y daleko wi?ksze, za? pojedyncze góry nie wznosi?y si? tak prostopadle. Góra Oliwna by?a wtenczas tylko nieznacznym pagórkiem. Tak?e owa pieczara ze ??óbkiem blisko Betlejem ju? wtenczas istnia?a, lecz otoczenie by?o zupe?nie inne. Ludzie byli wi?ksi, lecz nie bezkszta?tni; teraz patrzano by na nich z podziwem, lecz bez trwogi. Byli te? daleko pi?kniejszej budowy cia?a; pomi?dzy starymi pos?gami z marmuru, jakie na niektórych miejscach widz? w lochach podziemnych, jeszcze takie postacie si? znajduj?. Kain wszystkie swoje dzieci i tych?e dzieci ?ci?gn?? do owej okolicy, któr? mu Pan Bóg przekaza?, a one pó?niej znowu si? rozdzieli?y. Nie widzia?am ?adnego odt?d haniebnego uczynku Kaina, a by?o po cierpieniach jego mo?na pozna?, ?e ci??ko musi pracowa? i ?e jemu osobi?cie nic si? uda? nie chcia?o. Widzia?am te?, ?e w?asne jego dzieci i tych?e dzieci mu dokucza?y i nim pogardza?y; w ogólno?ci jednakowo? s?ucha?y go, jako g?owy, lecz g?owy przekl?tej. Widzia?am, ?e Kain zosta? pot?pionym, i srodze ukarany. Jeden z potomków jego nazywa? si? Tubalkain; od niego rozmaite sztuki, a tak?e wielkoludy wzi?li swój pocz?tek. Widywa?am cz?sto, ?e, gdy anio?owie upadli, pewna tych?e liczba na chwil? ?a?owa?a i nie zapad?a si? w g??bin?, jak inni, i ?e tym w?a?nie pó?niej Pan Bóg na miejsce pobytu bezludn?, bardzo wysok? i niedost?pn? przeznaczy? gór?, która podczas potopu zamieni?a si? w morze, mam na my?li Morze Czarne. Ci anio?owie mogli dzia?a? na ludzi, o ile ludzie oddalali si? od Boga. Po potopie znikn?li z tego miejsca i przenie?li si? w powietrze; dopiero w dzie? s?du ostatecznego do piek?a zostan? wtr?ceni. Widzia?am, jak potomkowie Kaina stawali si? coraz bezbo?niejszymi i zmys?owymi. Coraz wy?ej wst?powali na ow? gór?; za? upadli anio?owie zabrali ze sob? wiele z owych niewiast, panuj?c zupe?nie nad nimi i pouczaj?c ich we wszystkich sztukach uwodzenia. Dzieci ich by?y bardzo wielkie, mia?y wpraw? w rozmaitych rzeczach, posiada?y te? ró?ne dary i by?y wy??cznymi narz?dziami z?ych duchów. W ten sposób tak na tej górze jak w ca?ej okolicy powsta? zepsuty naród, usi?uj?cy za pomoc? gwa?tu i uwodzenia tak?e zepsu? potomków Seta. Wtem oznajmi? Pan Bóg Noemu, ?e potopem ukarze ?wiat grzeszny, a Noe buduj?c ark?, nies?ychanie od tego ludu cierpie? musia?. Widzia?am bardzo wiele spraw owych wielkoludów, widzia?am ich wielkie


26

kamienie d?wigaj?cych z ?atwo?ci? na gór?, widzia?am, jak coraz wy?ej si? wspinali i dzie?a podziwu godne spe?niali. Biegali po ?cianach prostopad?ych i drzewach, tak samo, jak to widzia?am u innych op?tanych. Umieli najdziwaczniejsze wyprawia? rzeczy, ale to wszystko by?o kuglarstwem i sztuczno?ci?, spe?nian? za pomoc? szatana. Dlatego tak bardzo nienawidz? kuglarzy i wró?ek. Potrafili robi? obrazy z kamienia i kruszcu, za? Boga ju? wcale nie znali, chocia? rozmaitym przedmiotom cze?? bosk? oddawali. Widzia?am, jak nagle z pierwszego lepszego kamienia utworzywszy obraz, temu obrazowi cze?? oddawali, albo te? jakiemu potwornemu zwierz?ciu lub innemu niegodziwemu przedmiotowi. Wiedzieli o wszystkim, widzieli wszystko, robili trucizn?, trudnili si? sztuk? czarodziejsk? i w ogóle wszystkim oddawali si? wyst?pkom. Niewiasty wynalaz?y muzyk?; widzia?am jak chodzi?y, by lepsze pokolenia skusi? i wyst?pków nauczy?. Widzia?am, ?e nie mieli ?adnych domów ani miast, budowali sobie raczej grube, okr?g?e wie?e z ?uszczkowego kamienia, u których do?u mniejsze by?y zabudowania, prowadz?ce do wielkich jaski?, gdzie szkaradne swoje uczynki spe?niali. Po dachach tych?e zabudowa? by?o chodzi? na oko?o, za? we wie?y wchodz?c do góry, za pomoc? rur w dal patrzeli, lecz nie jakby przez dalekowidz, przeciwnie, wszystko dzia?o si? za pomoc? sztuki szata?skiej. W ten sposób ujrzawszy inne miejscowo?ci, udawali si? tam dot?d, a podbiwszy wszystko, wszystko oswobadzali i robili bezprawnym. T? wolno?? zaprowadzali wsz?dzie. Widzia?am, ?e dzieci ofiarowali i ?ywcem zakopywali w ziemi. Pan Bóg zniszczy? t? gór? podczas potopu. Henoch, przodek Noego przeciwko nim wyst?powa?. Bardzo te? wiele pisa?, a by? to cz?owiek bardzo dobry i Panu Bogu wdzi?czny. Na wielu miejscach na polu, gdzie si? owoce udawa?y, budowa? o?tarze z kamienia, dzi?kowa? Panu Bogu, sk?ada? ofiary; on te? mianowicie zachowa? religi? a? do rodziny Noego. Pan Bóg przeniós? go do raju i spoczywa u bramy wej?cia, a z nim jeszcze kto? inny (Eliasz), sk?d przed s?dem ostatecznym znowu przyjdzie. Tak?e potomkowie Chama po potopie byli w zwi?zku z owymi nieprzyjaznymi duchami, i dlatego te? tak wielu op?tanych, czarowników a ?wieckich pot??nych i znowu wielkich, dzikich i bezczelnych ludzi. Równie? Semiramis pochodzi z ma??e?stwa op?tanych; wszystko mog?a, tylko zbawion? by? nie mog?a. Powstali w ten sposób jeszcze inni ludzie, których pó?niej poganie uwa?ali za bogów. Pierwsze niewiasty, które da?y si? z?ym duchom opanowa?, wiedzia?y, co czyni?; pó?niejsze o niczym nie wiedzia?y, by?o to im w krew i cia?o wrodzone, tak samo jak grzech pierworodny.

Noe i jego potomkowie. Patriarchowie Hom i D?emszyd

Widzia?am Noego w postaci zdziecinnia?ego starca w bia?ej, d?ugiej sukmanie wchodz?cego do ogrodu owocowego krzywym no?em obcinaj?cego drzewa. Ob?ok stan?? przed nim, a w tym ob?oku by?a posta? ludzka. Noe kl?cza?, i widzia?am, ?e pozna?, i? Pan Bóg wszystko chce zniszczy? i ?e ma zbudowa? korab. Widzia?am, ?e Noe wskutek tego bardzo by? zasmucony, widzia?am te?, ?e prosi? Boga o przebaczenie. Nie rozpocz?? roboty natychmiast, dwa razy jeszcze ukaza? mu si? Pan Bóg, rozkazuj?c mu, by prac? oko?o arki rozpocz??, gdy? inaczej wraz z nimi zginie. Widzia?am, ?e potem z rodzin? opu?ci? t? okolic? i uda? si? do ziemi, gdzie pó?niej przebywa? Zoroaster, tj. gwiazda b?yszcz?ca. Mieszka? Noe w okolicy wysoko po?o?onej, obfituj?cej w lasy, odludnej, a mieszka? z lud?mi, którzy z nim razem wyszli, w namiotach. Posiada? te? o?tarz, na którym Panu Bogu ofiary sk?ada?. Noe i jego rodzina nie budowali ?adnych sta?ych


27

domów, poniewa? wierzyli, ?e potop nast?pi; za? bezbo?ni ludzie w okolicy wystawili ju? sobie murowane gospodarstwa i rozmaite budynki na przysz?o?? i przeciw nieprzyjacio?om. Strasznie by?o wtenczas na ?wiecie. Ludzie pope?niali najrozmaitsze wyst?pki nawet przeciwko naturze. Ka?dy krad? co mu si? podoba?o. Pustoszyli sobie wzajemnie i pola, zabieraj?c ze sob? niewiasty i dziewice. Im bardziej ros?o plemi? Noego, tym bardziej ono si? psu?o, a nawet Noego okradali i mu si? sprzeciwiali. Tych obyczajów najgorszych nie mieli ci ludzie dlatego, ?e byli nieokrzesani i dzicy, lecz dlatego, ?e byli zepsuci; ?yli bowiem bardzo wygodnie i wszystko mieli uporz?dkowane. Oddawali si? najstraszniejszemu ba?wochwalstwu, ka?dy zrobi? sobie bo?ka z tego, co mu si? najbardziej podoba?o. Za pomoc? sztuk szata?skich chcieli uwie?? dzieci Noego. W ten sposób upad? Mosoch, syn Jafeta i wnuk Noego, kiedy pracuj?c na polu, napi? si? soku ro?liny odurzaj?cej. Nie by?o to wino, lecz by? to sok pewnej ro?liny, której podczas pracy w ma?ej ilo?ci u?ywali, ?uj?c tak?e li?cie i owoce tej ro?liny. Mosoch sta? si? ojcem syna, któremu dano imi? Hom. Gdy si? dzieci? urodzi?o, prosi? Mosoch brata swego Tubala, by si? zaj?? dzieckiem, by w ten sposób nie wyda?a si? jego ha?ba; Tubal uczyni? to z mi?o?ci dla brata. Matka po?o?y?a dzieci? razem z ?odyg? i latoro?lami korzenia Hom przed namiot Tubala, a uczyni?a to, bo w ten sposób s?dzi?a naby? prawo do dziedzictwa jego; lecz potop ju? si? zbli?a? i poch?on?? niewiast?. Tubal, wzi?wszy dzieci? do siebie, kaza? je wychowa?, pochodzenia dziecka przed nikim nie zdradzaj?c. W ten sposób dzieci? dosta?o si? do arki, Tubal nazwa? je po owym korzeniu Hom, jedyn? oznak?, która przy dziecku le?a?a. Nie ?ywili go mlekiem, lecz owym korzeniem. Ta ro?lina, gdy ro?nie w gór?, dosi?ga wysoko?ci m??czyzny; gdzie Trudno wypowiedzie?, jak wiele cierpie? musia? Noe buduj?c ark?, wskutek z?o?liwo?ci i podst?pu robotników, którym trzod? p?aci?. ?miali si?, szydzili z niego w najrozmaitszy sposób, nazywaj?c go g?upim. Pracowali za dobr? zap?at?, lecz pomimo to szydzili bez ustanku. Nikt nie wiedzia?, dla kogo Noe ark? budowa? i dlatego wiele znosi? szyderstwa. Widzia?am, jak uko?czywszy dzie?o, dzi?kowa? Panu Bogu, i jak mu si? Pan Bóg ukaza?, nakazuj?c mu, by z wszystkich czterech stron ?wiata zwo?a? zwierz?ta piszcza?k? z trzciny. Im bardziej dzie? s?du si? zbli?a?, tym bardziej zachmurza?o si? niebo. Wielka trwoga panowa?a na ziemi; s?o?ce nie ?wieci?o, a bez ustanku grzmia?o. Widzia?am, jak Noe, uszed?szy kawa? drogi, obróci? si? na cztery strony ?wiata i gwizdn??, a zaraz potem widzia?am, jak zwierz?ta w porz?dku, parami, samce i samiczki, pomostem, który le?a? przy drzwiach, a który potem wci?gni?to do góry, do arki wchodzi?y, a na przedzie wielkie zwierz?ta, bia?e s?onie i wielb??dy. Wszystkie zwierz?ta dr?a?y jak przed burz?; zgromadza?y si? przez kilka dni. Ptaki bez ustanku wlatywa?y do arki otwartym lukiem; ptaki wodne wesz?y w doln? cz??? arki, za? zwierz?ta l?dowe w cz??? ?rodkow?. Ptaki siedzia?y pod dachem na dr?gach lub w klatkach. Z ka?dego gatunku byd?a na rze?, siedem par do arki wesz?o. Patrz?c na ark? z daleka, wygl?da?a niebieskawo l?ni?ca, jakoby z ob?oku wychodz?ca. Widzia?am zbli?aj?cy si? dzie? potopu. Noe oznajmi? ten dzie? swojej rodzinie. Zabra? ze sob? do arki Sema, Chama i Jafeta wraz z ich ?onami i dzie?mi. By?y w arce wnuki, maj?ce lat 50 — 80, a prócz tego ma?e i wielkie tych?e dzieci. Wszyscy, którzy przy arce budowali, a byli dobrzy i nie oddawali si? ba?wochwalstwu, weszli do arki. Wi?c by?o w arce wi?cej ani?eli sto ludzi, a by?o tyle potrzeba ju? ze wzgl?du na liczne zwierz?ta, które codziennie ?ywi? i uprz?ta? trzeba by?o. Nie mog? inaczej powiedzie?, widz? zawsze, ?e tak?e dzieci Sema, Chama i Jafeta w arce by?y;


28

widz? w niej mnóstwo dziewcz?t i ch?opców, wszystkich potomków Noego, którzy byli dobrymi. Pismo ?wi?te nie wspomina ?adnych dzieci Adama prócz Kaina, Abla i Seta, a jednak widz? w?ród nich jeszcze wiele dzieci i to zawsze parami, ch?opców i dziewcz?ta. Równie? ?w. Piotr w pierwszym li?cie pisze, ?e tylko osiem dusz by?o w arce, a mianowicie owe 4 pary, które po potopie zaludni?y ziemi?. Tak?e Homa w arce widzia?am. Le?a? on w kopance z ?yka, skór? do niej przywi?zany. Widzia?am wiele takich ma?ych dzieci, le??cych w kopankach z ?yka, unosz?cych si? na wodach potopu. Gdy arka unosi?a si? na wodzie, gdy mnóstwo ludzi zewsz?d na górach i wysokich drzewach od licznych ludzi si? roi?o, gdy trupy i drzewa woda przyp?dza?a, Noe wraz z rodzin? znajdowa? si? ju? w arce. Nim Noe z ?on?, trzema synami i ich ?onami wszed? by? do arki, prosi? jeszcze raz Boga o mi?osierdzie. Potem, wci?gn?wszy pomost za sob?, drzwi zamkn?li. Wszystko pozostawi?, nawet bliskich krewnych i tych?e ma?e dzieci, którzy, gdy ark? budowa?, byli go opu?cili. Powsta?a okropna burza, spada?y b?yskawice jako s?upy ogniste, a deszcz la? si? strumieniami. Pagórek, na którym sta?a arka, wkrótce w wysp? si? zamieni?. Nieszcz??cie by?o tak straszne, i? mam nadziej?, ?e jeszcze wielu ludzi si? nawróci?o. Widzia?am jak czarny szatan o strasznej postaci ze spiczast? paszcz? unosi? si? w powietrzu, p?dz?c ludzi do rozpaczy. Ropuchy i ?mije tu i ówdzie szuka?y swych dziur w arce. Much i robactwa nie widzia?am; sta?y si? wskutek tego pó?niej prawdziw? plag? ludzi. Widzia?am, ?e Noe Panu Bogu w arce sk?ada? ofiary; o?tarz by? czerwono powleczony, a na pow?oce czerwonej le?a?a bia?a. W sklepionym pude?ku mia? kilka ko?ci Adamowych, które podczas ofiary postawi? na o?tarzu. Widzia?am te? nad o?tarzem kielich wieczerzy Pa?skiej przyniesiony Noemu podczas budowania arki przez trzy postacie w d?ugich, bia?ych sukniach, a wygl?da?y te postacie jak owi trzej m??owie, którzy przyszli do Abrahama, zwiastuj?c mu narodzenie ch?opca. Przybyli z miasta, które podczas potopu zgin??o, mówi?c do Noego, ?e jest m??em tak chwalebnym, ?e w tym kielichu znajduje si? co? tajemniczego, co ma zabra? ze sob?, by w?ród potopu nie zgin??. W kielichu le?a?o ziarno pszenicy, wielko?ci ziarna s?onecznika, i winna ga??zka. Noe tak owo ziarno jak i winn? ga??zk? wsadzi? w ?ó?te jab?ko, jab?ko za? w?o?y? do kielicha, na którym nie by?o przykrycia. Musia?a ga??zka wyrosn??. Po roz??czeniu si? podczas budowania wie?y widzia?am ów kielich u jednego z potomków Sema w kraju Semiramidy, g?owy rodu Samanów, których Melchizedek w Kanaan osadzi?, a którzy ów kielich ze sob? przynie?li. Widzia?am, ?e si? arka unosi?a, i ?e wiele trupów na wodzie p?ywa?o. Stan??a arka na wielkiej górze na wschód od Syrii, a ta góra le?y osamotniona i posiada wiele ska?. D?ugo tam arka sta?a. Widzia?am, ?e ju? l?d si? ukaza?; le?a? na nim mu?, pokryty zieleni?, jakby ple?ni?. Po potopie ?ywili si? ludzie muszlami i rybami, za? chlebem i ptactwem, gdy si? ju? rozplenili. Urz?dzili sobie ogrody, a ziemia tak by?a urodzajna, i? zasiana pszenica wydawa?a k?osy tak wielkie jak owoc kukurydzy; tak?e korze? Hom uprawiali. Namiot Noego, podobnie jak pó?niej namiot Abrahama, sta? w równinie, a naoko?o synowie Noego mieli swe namioty. Widzia?am, jak Noe przekl?? Chama; Sem za? i Jafet otrzymali od ojca, kl?cz?c, b?ogos?awie?stwo, w ten sam sposób, jak pó?niej Abraham udzieli? b?ogos?awie?stwa Izaakowi. Wydawa?o mi si?, ?e kl?twa, któr? rzuci? Noe na Chama, jakby czarna chmura spad?a na niego, zaciemniaj?c go. Nie by? ju? wi?cej tak bia?ym, jak dot?d. Jego grzech by? ?wi?tokradztwem, zgrzeszy? on podobnie do owego cz?owieka, który si? targn?? na ark? przymierza. Widzia?am, ?e z Chama bardzo zepsute wysz?o pokolenie, upadaj?ce coraz ni?ej. Widz?, ?e owe czarne, poga?skie i g?upie


29

narody pochodz? od Chama i ?e barwa ich cia?a nie jest skutkiem s?o?ca, lecz skutkiem ciemnego zarodu zepsutego plemienia. Nie podobno powiedzie?, jak szybko si? ludzie rozmna?ali, rozszerzali i na ka?dy sposób nisko upadali, jak jednakowo? niejedna ni? jasna z nich wychodzi?a, szukaj?c ?wiat?a. Kiedy Tubal, syn Jafeta, razem z dzie?mi swoimi i dzie?mi brata swego Mosocha prosi? Noego, by im wskaza? ziemi?, do której si? uda? mieli, sk?adali si? z pi?tnastu rodzin. Dzieci Noego rozszerzy?y si? ju? daleko na okolic?, tak?e rodziny Tubala i Mosocha ju? Noego opu?ci?y. Gdy jednakowo? w?ród dzieci Noego powsta?a niezgoda, Tubal jeszcze chcia? i?? dalej, by ?adnej nie mie? ??czno?ci z dzie?mi Chama, które ju? o budowie wie?y my?la?y. Tubal i jego rodzina nie poszli, gdy ich pó?niej do budowy wie?y wo?ano, a tak?e dzieci Sema si? wzbrania?y. Tubal z orszakiem swoim przyby? przed namiot Noego, by mu ten?e przeznaczy? ziemi?. Noe mieszka? pomi?dzy gór? Liban a Kaukazem; p?aka?, bo mi?owa? ten ród, który by? pobo?niejszy i lepszy. Wskazawszy im okolic? na wielki wschód, kaza? im przykazania Boskie zachowywa? i ofiary sk?ada?, musieli mu te? przyrzec, ?e zachowaj? czysto?? rodu i ?e si? z dzie?mi Chama nie po??cz?. Da? im opaski i okrycia na piersi, które mia? w arce, a które g?owy rodzin podczas nabo?e?stwa i ?lubu nosi? mia?y, by si? zachowa? od przekle?stwa i z?ego potomstwa. Obrz?dki, jakich u?ywa? Noe podczas ofiarowania, przypomina?y mi Msz? ?w. Sk?ada?y si? one z modlitw i odpowiedzi, Noe przechodzi? to na t?, to na ow? stron? o?tarza, pok?on oddaj?c. Da? im te? Noe torb? skórzan? wraz z naczyniem z ?yka, a w tym naczyniu by?a z?ota puszka w kszta?cie jaja, za? w tej puszce jeszcze trzy mniejsze znajdowa?y si? naczynia. Tak?e cebul ro?liny Hom dostali od niego i kilka rolek do pisania, z ?yka lub skóry, na których pewne by?y znaki; wreszcie da? im Noe okr?g?e laski z drzewa, na których znaki by?y wyr?ni?te. Ludzie byli bardzo pi?kni, koloru czerwonawo — ?ó?tawego, l?ni?cego. Nosili skóry we?niste i paski; tylko ramiona by?y obna?one. Widzia?am, ?e w te skóry, skoro je tylko ze zwierz?t zdarli, tak, ?e jeszcze krew z nich s?czy?a, si? przyodziewali, a tak szczelnie przylega?y one do cia?a, i? z pocz?tku mia?am ich za kosmatych. Lecz ich cia?o wygl?da?o jak at?as. W?druj?c w ow? wysoko po?o?on? okolic? na wielki wschód, prócz nasion nie mieli wiele paczek przy sobie. Nie widzia?am te? wielb??dów przy nich, ale za to konie, os?y i zwierz?ta z szerokimi rogami, jakby jelenie. Widzia?am, ?e, zaj?wszy wysok? gór?, zamieszkali w niskich, d?ugich chatach, które jakby altany do owej góry by?y przybudowane, a widzia?am te?, ?e kopali ziemi?, sadzili ro?liny i drzewa w d?ugich rz?dach. Na drugiej stronie góry by?o zimno, a potem w ca?ej okolicy zrobi?o si? o wiele zimniej, wskutek czego jeden z wnuków Tubala, patriarcha D?emszyd, poprowadzi? ich dalej na po?udnie — zachód. Tutaj z ma?ymi wyj?tkami, poumierali wszyscy, którzy si? z Noem byli po?egnali. Ci, którzy z D?emszydem wyw?drowali, urodzili si? wszyscy tutaj, a zabrawszy kilku starców ze sob?, którzy jeszcze byli znali Noego, d?wigali ich bardzo troskliwie w koszach. Kiedy Tubal wraz z rodzicami opuszcza? Noego, widzia?am w?ród nich tak?e owo dzieci? Mosocha, Homa, który równie? by? w arce. Hom ju? by? doros?y. Widzia?am pó?niej, ?e zupe?nie inaczej wygl?da? ani?eli drudzy, ?e by? wielki jak olbrzym, a bardzo powa?ny. Nosi? d?ugi p?aszcz i wygl?da? jak kap?an. Od??czywszy si? od drugich, przep?dza? wiele nocy w samotno?ci na szczycie góry. Patrza? na gwiazdy i trudni? si? czarodziejstwem, za? za pomoc? szatana miewaj?c widzenia, m?ci? nauk? Henocha. Z?a sk?onno??, odziedziczona po matce, pomiesza?a si? w nim z czyst? nauk? Henocha i Noego, której trzyma?y


30

si? dzieci Tubala. Wskutek swoich objawie? i widze? Hom star? prawd? przekr?ci? i fa?szywie t?umaczy?. M?drkowa? i naukom si? po?wi?ca?, patrza? na gwiazdy i widywa? w objawieniu zeszpecone przez szatana figury prawdy, które, poniewa? by?y do prawdy podobne, nauk? i ba?wochwalstwo jego uczyni?y matk? kacerstwa. Tubal by? dobrym cz?owiekiem. Dlatego sprawy Homa i jego nauka nie podoba?y mu si?, i bardzo go bola?o, ?e jeden z jego synów, ojciec D?emszyd, by? zwolennikiem Homa. S?ysza?am, jak si? Tubal uskar?a?, mówi?c: „moje dzieci nie ?yj? w zgodzie, szkoda, ?e nic pozosta?em u Noego?. Hom wod? dwóch ?róde? wyprowadzi? z góry, która zamieszkiwali, na dó?, gdzie si? w rzek? po??czy?y, a dalej, po krótkim biegu, w szeroki strumie?; widzia?am, ?e przez ten strumie? przechodzi? Hom i jego wielbiciele, opuszczaj?c t? ziemi? pod dowództwem D?emszyda. Homowi wielbiciele jego prawie bosk? cze?? oddawali. Uczy? ich, ?e Bóg mieszka w ogniu. Tak?e wod? zajmowa? si? wiele, za? przede wszystkim ow? ro?lin?, od której mia? imi?. Uprawia? j?, a potem jako ?wi?te po?ywienie i lekarstwo rozdziela? uroczy?cie, tak, ?e pó?niej z tego powsta? obrz?d religijny. Sok czyli papk? z owej ro?liny nosi? przy sobie w brunatnym naczyniu, jakby w mo?dzierzu. Z równego metalu by?y haki u namiotów. Sporz?dzili je ludzie innego plemienia, mieszkaj?cego daleko od nich na górze i ognia do prac swoich u?ywaj?cego. Widzia?am ich na górach, z których raz tu, raz tam wybucha? ogie? i zdaje mi si?, ?e owo naczynie sk?ada?o si? z wybuchaj?cej razem z ogniem masy metalowej lub kamiennej. Hom nie by? ?onaty i nie doczeka? si? wieku podesz?ego. Opowiada? wiele wizji, tycz?cych si? jego ?mierci, a tak on, jak pó?niej Derketo i zwolennicy jego wierzyli. Widzia?am jednak?e, ?e straszn? zgin?? ?mierci?, ?e nic z niego nie pozosta?o, gdy? szatan zabra? go ze sob?. Dlatego wierzyli jego zwolennicy, ?e, jak Henoch, na miejsce ?wi?te przeniesiony zosta?. Ojciec D?emszyda zosta? przez niego pouczony, pozostawi? mu te? ducha swego, by jego zaj?? miejsce. D?emszyd dla m?dro?ci swojej sta? si? wodzem swojego rodu, który tak szybko si? powi?ksza?, ?e wielkim by? ju? ludem, gdy D?emszyd poci?gn?? dalej na po?udnie. D?emszyd dosta? bardzo staranne wychowanie, zna? te? nauk? Homa. By? niewymownie ?ywy i pr?dki, daleko czynniejszy i lepszy od Homa, który by? pochmurny i nieruchomy. Stara? si? bardzo o wykonywanie nauki i religii Homa, doda? do niej niejedno i patrza? cz?sto na gwiazdy. Lud jemu wierny, posiada? ju? ?wi?ty ogie? i znaczy? si? pewnym znakiem plemiennym. Ludzie trzymali si? wówczas plemionami, a nie mieszali si? tak jak dzisiaj. Mianowicie D?emszyd dba? o zachowanie czysto?ci i o uszlachetnienie plemion, a wi?c roz??cza? i osiedla? je pod?ug swojej my?li. Ludzie byli wprawdzie zupe?nie wolnymi, a pomimo to bardzo ulegali. Owych dzikich plemion, które teraz jeszcze w dalekich krajach i na wyspach widz?, nie mo?na wcale porówna? z pi?kno?ci? i szlachetnym, spokojnym, a jednak tak pot??nym usposobieniem tego pierwszego rodu. Nie odznaczaj? si? zgrabno?ci?, si?? i obrotno?ci?. D?emszyd w?ród w?drówek swoich zak?ada? fundamenty do osad, naznacza? pola, budowa? szosy, a potem tu i tam tyle a tyle par ludzkich wraz z zwierz?tami, drzewami i ro?linami osadza?. Obje?d?aj?c wielkie obszary ziemi, narz?dziem, które nosi? zawsze przy sobie, uderza? w ziemi?, poczym natychmiast przychodzili jego ludzie, stawiali p?oty i kopali rowy. By? bardzo surowy, ale sprawiedliwy. Widzia?am go w postaci starego, wielkiego, bardzo chudego m??czyzny, o barwie ?ó?to czerwonej, je?d??cego na ma?ym, ?ó?to i czarnopr?gowatym, bardzo szybkim zwierz?ciu, podobnym do os?a o bardzo cienkich nogach. Obje?d?a? obszar ziemi, tak jak u nas ubodzy ludzie na wrzosie w nocy obchodz? pola, które celem uprawy sobie przyw?aszczaj?. Przystan?wszy na niektórych


31

miejscach, uderza? hakiem o ziemi? lub te? dr?g w niej zatyka?; potem na takim miejscu powstawa?a osada. Owo narz?dzie, przezwane pó?niej z?otym p?ugiem D?emszyda, podobne by?o do ?aci?skiego, jak rami? d?ugiego krzy?a, mia?o te? g?owni?, która, wyci?gni?ta, tworzy?a z drzewcem k?t prosty. Tym narz?dziem znaczy? ziemi?. Taki sam znak wymalowany by? na jego surducie, na miejscu, gdzie zwykle znajduj? si? kieszenie. Znak ten mia? podobie?stwo do znaku, który Józef i Azenet w Egipcie zawsze nosili, a którym równie? pola mierzyli; lecz ten znak przypomina? bardziej krzy?, a na czubku by? pier?cie?, w który znak ten by?o mo?na w?o?y?. D?emszyd nosi? p?aszcz, opuszczaj?cy si? z przodu ku ty?owi. Od pasa a? do kolan zwiesza?y si? cztery ?aty skórzane, dwie w tyle i dwie z przodu, po bokach paskami spojone, a pod kolanami zeszyte. Nogi by?y skór? i rzemieniami zwi?zane. Na piersi nosi? z?ot? tarcz?. Posiada? wi?cej takich tarczy, które zmienia? w?ród ró?nych uroczysto?ci. Korona jego sk?ada?a si? z okr?g?ej, z?otej, z?batej obr?czy z wystaj?cym do przodku pa??kiem, na kszta?t rogu, a czubek tego pa??ka jakby chor?giewka powiewa?. Mówi? bardzo wiele o Henochu, wiedzia? te?, ?e z ziemi zosta? zabrany i ?e nie umar?. Uczy?, ?e Henoch wszystko dobre i wszelk? prawd? przekaza? by? Noemu, którego ojcem i stró?em wszystkiego dobrego nazywa?. Z Noego za? wszystko przesz?o na niego. D?emszyd nosi? te? z?ote, do jaja podobne naczynie, w którym, jak mówi?, znajduje si? owo dobro, którego Noe strzeg? w arce, a które na niego przesz?o. Gdziekolwiek w?ród w?drówek rozbija? namioty, owo z?ote naczynie na kolumnie, stawia? za? ponad kolumn?, na dr?gach, ozdobionych rozmaitymi rze?bionymi figurami, budowa? namiot, podobny do ma?ej ?wi?tyni. Prze?amana korona zast?powa?a miejsce nakrywki u owego naczynia, a ilekro? D?emszyd robi? ogie?, wyjmowa? co? z tego naczynia i do ognia wrzuca?. Owo naczynie by?o w arce, a Noe ogie? w nim przechowywa?, teraz sta?o si? ?wi?to?ci? dla D?emszyda i jego ludu. Ilekro? je wystawiano, palili ogie? naoko?o niego, cze?? temu ogniowi oddaj?c i zwierz?ta w ofierze sk?adaj?c. D?emszyd uczy?, ?e Bóg mieszka w ?wiat?o?ci i w ogniu i ?e posiada wiele ni?szych bogów i s?u??cych mu duchów. Wszystek lud mu si? poddawa?; osadza? tu i ówdzie m??ów i niewiasty wraz z trzodami, kaza? sadzi? i uprawia?. Nie mogli zawiera? zwi?zków ma??e?skich pod?ug swej woli, obchodzi? si? z nimi jak z trzodami, wi?c pod?ug swej woli i intencji wi?cej kobiet jednemu m??owi przydziela?. On sam wi?cej posiada? ?on, w?ród nich jedn? bardzo pi?kn? i z lepszego rodu; ta wyda?a mu syna, który nast?pc? jego zosta?. Stawia? te? wielkie, okr?g?e wie?e, na które wchodzi?o si? po stopniach, aby na gwiazdy patrze?. Niewiasty, które osobno i jako poddane ?y?y, krótkie nosi?y suknie, oko?o piersi górnej cz??ci cia?a splot z rzemieni, w tyle zwiesza?o si? nieco materii, a naoko?o szyi, przez ramiona a? do kolan spada? szeroki, u spodu zaokr?glony pas, na ramionach i piersiach znakami lub g?oskami przyozdobiony. Z wszystkich krajów, które za?o?y?, poprowadzi? proste tory ku Babel. Tam, dok?d w?drowa?, nie by?o jeszcze nikogo; wi?c nie potrzebowa? ?adnego wyp?dza? ludu, wszystko odbywa?o si? spokojnie; tylko budowano i osadzano. Barwa cia?a rodu, którego by? przywódc?, by?a czerwonawo-?ó?t?, jak okier; byli to pi?kni ludzie. Wszystkie plemiona znaczono, by rozpozna? pochodzenie czyste od nieczystego. Przeby? z lud?mi swoimi, nie wiem jakim sposobem, dosy? szcz??liwie wysok? gór? lodowat?, wielu z nich jednak?e w tej górze uwi?z?o i zgin??o. Pos?ugiwali si? ko?mi i os?ami, a D?emszyd jecha? na ma?ym, pr?gowatym zwierz?ciu. Zmiana w przyrodzie wyp?dzi?a ich z kraju, by?o bowiem bardzo zimno, obecnie jest tam znowu cieplej. Raz po raz natrafia? w?ród w?drówek na plemiona opuszczone, które cz??ciowo poucieka?y wskutek


32

barbarzy?stwa wodzów, cz??ciowo w wielkiej n?dzy na jakiego b?d? wodza czeka?y. Ch?tnie mu si? poddawa?y, albowiem by? ?agodny i przynosi? zbo?e i b?ogos?awie?stwo. Byli to udr?czeni wygna?cy, których na wzór Joba ograbiono i prze?ladowano. Widzia?am takich, którzy ognia nie mieli, piek?c chleb na gor?cych kamieniach na s?o?cu. Gdy im D?emszyd przyniós? ogie?, czcili go jako Boga. Napotka? te? plemi?, które ofiarowywa?o dzieci nie do?? urodne i nieco szpetnego kszta?tu. Zakopawszy je pod pas w ziemi?, zapalali ogie? woko?o. Zniós? ten zwyczaj, a uwolniwszy dzieci, odda? je niewiastom na wychowanie. Pó?niej te same dzieci tu i ówdzie jako s?ugi osadzi?. Uwa?a? bardzo na czyste pochodzenie. D?emszyd na pocz?tku pow?drowa? na zachód - po?udnie, maj?c gór? proroka po lewej stronie na po?udnie; potem poszed? na po?udnie, maj?c gór? proroka po lewej stronie na wschód. Zdaje mi si?, ?e przeszed? pó?niej góry Kaukaskie. Wtenczas, gdy tam wszystko od ludzi si? roi?o, w naszych krajach by?y same bagna, lasy i pustynie, na wschód tu i ówdzie ma?a, b??dz?ca gromadka. Gwiazda l?ni?ca, Zoroaster, który daleko pó?niej powsta?, potomek syna D?emszydowego, odnowi? jego nauk?. D?emszyd na tablicach z kamienia i ?yka ró?ne napisa? prawa; jedna d?uga g?oska nieraz ca?e zdanie oznacza?a. Ta mowa pochodzi od mowy pierwotnej, a jest te? nieco do naszej podobn?. D?emszyd doczeka? si? jeszcze czasów Derkety i jej córki, której matk? by?a Semiramis. A? do miasta Babel nie przyszed?, lecz swe kroki w t? stron? kierowa?. Widzia?am histori? Homa i D?emszyda, gdy Pan Jezus wobec poga?skich filozofów naucza? w Lanifie na wyspie Cypryjskiej. Ci m?drcy, nim Jezus tam przyszed?, opowiadali o D?emszydzie jako o najstarszym i najm?drszym królu, który, przyszed?szy z krajów, po?o?onych za Indi?, za pomoc?, od Boga otrzymanego pugina?u, tak wiele krajów podziela? i zaludnia? i wsz?dzie b?ogos?awie?stwo rozszerza?; pytali si? Jezusa o niego i o rozmaite cuda, które o nim opowiadali. Jezus im powiedzia?, ?e m?dro?? D?emszyda by?a przyrodzona, ?e by? to cz?owiek uczony i przywódca ludów, ?e sta? na czele plemienia, gdy narody po daremnym budowaniu wie?y Babel si? rozsypa?y, ?e kraje pod?ug pewnego porz?dku tym plemieniem zaludnia?, i ?e byli wodzowie, którzy gorzej od niego dokazywali, poniewa? jego ród nie by? tak ciemnym. Wyjawi? im tak?e, jakie bajki pisuj? ludzie na rachunek D?emszyda, i ?e jest fa?szywym wzorem i obrazem kap?ana i króla Melchizedeka. Powiedzia? im, ?e na tego i na ród Abrahama patrze? maj?. Gdy si? bowiem narody poruszy?y, Pan Bóg rodzinom lepszym zes?a? Melchizedeka, by je prowadzi? i ??czy?, by im przeznaczy? kraje i zgotowa? siedziby, by w ten sposób pozosta?y czystymi i pod?ug swej warto?ci mniej lub wi?cej do zbli?enia si? do ?aski obietnicy zdolnymi si? sta?y. Kim by? Melchizedek, niechaj sami nad tym my?l?; to jednakowo? zgadza si? z prawd?, ?e by? rych?ym wzorem przysz?ej, a teraz bliskiej ?aski obietnicy, i ?e ofiara jego z chleba i wina dokona si?, b?dzie si? spe?nia? i istnie? a? do sko?czenia ?wiata.

Wie?a Babel

Wie?a Babel by?a dzie?em pychy. Buduj?cy chcieli zrobi? dzie?o wedle rozumu swego, by si? rz?dom Bo?ym sprzeciwi?. Gdy si? dzieci Noego bardzo rozmno?y?y, po??czy?y si? najzdolniejsze i najdumniejsze z nich celem utworzenia dzie?a tak wielkiego i trwa?ego, i?by ka?dy je na wieczne czasy podziwia?, a tych, którzy je wystawili, jako najzdolniejszych i najpot??niejszych wychwala? musia?. O Bogu przy tym wcale nie my?leli, tylko o w?asnej s?awie, inaczej bowiem, jak mi na pewno o?wiadczono, Pan Bóg by?by na uko?czenie tego dzie?a zezwoli?. Semitów nie by?o przy tej budowie. Mieszkali w równinie, gdzie palmy i inne


33

szlachetne owoce ros?y, lecz poniewa? nie mieszkali zbyt daleko, musieli mimo to niektórych rzeczy do budowy dostarcza?. Tylko potomkowie Chama i Jafeta byli przy budowaniu zatrudnieni, za? opieraj?cych si? Semitów g?upcami nazywali. Semici w ogóle nie byli tak liczni jak Chamici i Jafetyci, a w?ród nich znowu ród Hebera i Abrahama osobno by? wy??czony. Na Hebera, nie pracuj?cego nad wie??, wejrza? Pan Bóg okiem ?askawym, by go wraz z potomstwem z ogólnego zamieszania i zepsucia wydoby? i z niego naród ?wi?ty uczyni?. Dlatego obdarzy? go Pan Bóg mow?, ?adnemu innemu ludowi nie znan?, mow? ?wi?t?, by ród jego odr?bnie si? trzyma?. Jest to czysty j?zyk hebrajski czyli chaldejski. Pierwsza mowa ojczysta Adama, Sema i Noego jest inna i tylko w poszczególnych jeszcze narzeczach istnieje. Pierwszymi czystymi córkami tej mowy jest mowa Baktrów, Zendów i ?wi?ta mowa Indów. W tym j?zyku napisana te? jest ksi??ka, któr? w dzisiejszym Ktezyfonie, nad rzek? Tygrys le??cym, widz?. Heber ?y? jeszcze za czasów Semiramidy. Dziad jego Arfaksad by? wybranym synem Sema, pe?nym g??bokiego rozs?dku i m?dro?ci; lecz rozmaite obrz?dy ba?wochwalcze i czarodziejstwa od niego wywodzono. Magowie swój pocz?tek równie? do niego odnosili. Wie?? budowano na pagórku, wynosz?cym mniej wi?cej dwie mile w obwodzie i wznosz?cym si? na ogromnej, polami i ogrodami pokrytej p?aszczy?nie. Do murów fundamentowych wie?y, to znaczy, a? do wysoko?ci pierwszej cz??ci wie?y, prowadzi?o naoko?o ze wszech stron z p?aszczyzny 25 bardzo szerokich, wymurowanych ulic. Dwadzie?cia pi?? plemion budowa?o, a ka?de plemi? w?asn? mia?o mie? ulic? do wie?y, za? w kierunku ulicy, nieco dalej, w?asne miasto, by w razie niebezpiecze?stwa do wie?y si? schroni?. Owa wie?a sta? si? mia?a tak?e ?wi?tyni? ba?wochwalczej ich s?u?by. Ulice murowane, tam gdzie si? zaczyna?y, by?y od siebie do?? oddalone, za?, gdzie si? schodzi?y, naoko?o wie?y, tak si? zbli?a?y do siebie, ?e przestrze? pomi?dzy pojedynczymi nie by?a wi?ksza od szeroko?ci wielkiej ulicy. Nim ko?cami swymi wchodzi?y w mur wie?y, owe ulice po??czone by?y pomi?dzy sob? ?ukami poprzecznymi, i na tym miejscu pomi?dzy dwoma a dwoma ulicami mniej wi?cej 10 stóp szeroka brama do podstawy wie?y prowadzi?a. Skoro owe lekko wyst?puj?ce w gór? ulice dochodzi?y do pewnej wysoko?ci, stawiano pod nie z pocz?tku zwyczajne, dalej za?, im bli?ej dochodzi?y wie?y, wielkie, dubeltowe, po nad sob? stoj?ce ?uki, tak, ?e przy obwodzie wie?y tymi ?ukami pod wszystkimi ulicami pierwsz? podstaw? wie?y doko?a obej?? by?o mo?na. Tam, gdzie owe ?uki pod ulicami przerzyna?y ka?d? ulic? w poprzek, by?y ulice poziomo zbudowane. Owe z wolna wznosz?ce si? ulice, by?y cz??ciowo, jak korzenie drzewa, podporami fundamentów owej ogromnej wie?y, cz??ciowo s?u?y?y za drogi, by po nich wielkie ci??ary i budulec zewsz?d na pierwsze pi?tro wie?y dosta?. Mi?dzy tymi ulicami by?y namioty o murowanych podwalinach. Przecina?y je ulice, za? na niektórych miejscach szczyty namiotów ponad ulic? stercza?y. Z ka?dego namiotu prowadzi?y schody do góry, na powierzchni? ulic, za? naoko?o wie?y mo?na by?o pod ?ukami przez wszystkie namioty pod brukowanymi drogami przechodzi?. Prócz ludzi mieszkaj?cych w tych namiotach, jeszcze inni w licznych sklepieniach i miejscach, znajduj?cych si? po obu stronach tych dróg kamiennych, mieszkali. Roi?o si? od ludzi zewsz?d, jakby w mrowisku. Wielb??dy, s?onie i niezliczone os?y wst?powa?y i zst?powa?y naoko?o, d?wigaj?c szerokie i ci??kie ci??ary, a mog?y kilka razem ko?o siebie przechodzi?. By?y te? ?erowiska i miejsca do sk?adania ?adunku w drodze, tak?e namioty na ró?nych miejscach dróg, nawet ca?e warsztaty. Widzia?am na?adowane zwierz?ta, bez dozoru ludzkiego t? drog? do góry i na dó? odbywaj?ce.


34

Bramy, zupe?nie u do?u wie?y, prowadzi?y do niezliczonych przysionków, do ganków, w których zab??dzi? by?o mo?na i do alkierzy. Z do?u wie?y Mo?na by?o wchodzi? po schodach do góry. Pocz?wszy od pierwszego pi?tra, prowadzi?a droga na zewn?trz ?limakowato naoko?o owego wielobocznego budynku. I tutaj wn?trze sk?ada?o si? z niezmiernie trwa?ych sklepów, porozrzucanych komórek i ganków. Rozpocz?to budow? ze wszystkich stron od razu, w kierunku do ?rodka, tam, gdzie z pocz?tku jeszcze wielki sta? namiot. Do budowli u?ywano cegie?, ale te? wielkie ociosane kamienie przywleczono. Powierzchnia ulic by?a zupe?nie bia?a i ?wieci?a si? w s?o?cu, by? to cudowny widok z daleka. Za?o?ono wie?? bardzo sztucznie, powiadano mi te?, ?e by?aby przysz?a do skutku, ?e istnia?aby jeszcze, b?d?c pi?kn? pami?tk? umiej?tno?ci ludzkiej, gdyby j? na chwal? Bo?? byli budowali. Nie my?leli jednakowo? przy tym o Bogu; by?o to dzie?o w?asnej zarozumia?o?ci. Wewn?trz w sklepieniach wmurowywali w filary ró?nobarwne kamienie, na których wielkimi g?oskami wyryte imiona i chwa?a tych, którzy przy tej budowie si? odznaczali. Nie mieli królów, tylko patriarchów, a ci znowu wszystkim wed?ug wspólnej rady rz?dzili. Kamienie by?y sztucznie zrobione, a wszystko si? stosowa?o. Wszyscy r?k dok?adali. By?y kana?y i cysterny wykopane, by zawsze wody mie? pod dostatkiem. Niewiasty depta?y glin? nogami, m??czy?ni mieli ramiona i piersi przy robocie obna?one. Przedniejsi nosili czapeczki z guzikiem, niewiasty ju? bardzo rych?o mia?y twarz zas?oni?t?. Budowa sta?a si? tak wysok? i wielk?, ?e z jednej strony wskutek cienia zupe?nie by?o zimno, za? z drugiej strony znowu, wskutek odblasku, bardzo gor?co. Budowali 30 lat i byli przy drugim pi?trze, ju? je rozpocz?li i stawiali kolumny, podobne do wie?, a w nie za pomoc? pstrych kamieni swe imiona i rody wmurowywali, wtem wybuch?o zamieszanie. Nie by?o ?adnej wznios?ej roboty rze?biarskiej przy budowie, lecz wiele wysadzano pstrymi kamieniami, a tu i ówdzie tak?e figury we framugach wykuwano. Widzia?am pomi?dzy kierownikami budowy wyst?puj?cego pos?a?ca Boga, Melchizedeka, który si? z nimi wzgl?dem tej budowy rozprawia?, upomina? i kar? Bo?? przepowiedzia?. Teraz rozpocz??o si? zamieszanie. Liczni, którzy z pocz?tku spokojnie dalej pracowali, przechwalali si? teraz ze swej zgrabno?ci i swych zas?ug, oko?o budowy po?o?onych, a podzieliwszy si? na partie, tych lub owych przywilejów wymagali. Sprzeciwiano si? temu, powsta?a niezgoda i bunt. Tylko dwa plemiona uwa?ano za niezadowolone, chciano je powstrzyma?, lecz teraz przekonano si?, ?e wszyscy niezgodni byli. Wszcz?li walk? pomi?dzy sob? i pozabijali si?. Nie rozumieli si? wzajemnie, wi?c roz??czywszy si?, rozproszyli si? po ca?ym ?wiecie. Widzia?am ród Sema, id?cy wi?cej na po?udnie, tam, gdzie by?a ojczyzna Abrahama, widzia?am te? jednego m??a owego rodu, dobrego, nie wychodz?cego, lecz ze wzgl?du na ?on? pomi?dzy z?ymi w Babel pozostaj?cego. Ten m?? jest patriarch? Samanów, którzy zawsze osobno si? trzymali, a pó?niej, za panowania okrutnej Semiramidy, Melchizedek pojedynczo ich w Ziemi obiecanej osadzi?. Maj?c jako dzieci? widzenie o wie?y Babel, nie mog?am, tego poj?? i zawsze je odpycha?am. Przecie? nic nie widzia?am prócz naszej chaty, gdzie krowy kominem wychodzi?y, (tj. gdzie brama s?u?y?a zarazem za dymnik), i miasto Koesfeld; nieraz s?dzi?am nawet, ?e to musi by? niebo. Mia?am jednakowo? zawsze to widzenie, pó?niej i dzisiaj jeszcze, widzia?am te?, jak wie?a za czasów Joba wygl?da?a. Jednym z najg?ówniejszych kierowników by? Nemrod, którego pó?niej pod nazw? Belus jako bo?ka czczono. On te? jest patriarch? niewiast Derketo i Semiramis, którym równie? cze?? bosk? oddawano. Nemrod budowa? z kamieni owej wie?y miasto Babilon, za? Semiramis tej budowy doko?czy?a. Na?o?y? te? fundamenty


35

Niniwy, murowane podwaliny do namiotów. By? wielkim my?liwym i tyranem. By?o wówczas mnóstwo dzikich i okrutnych zwierz?t, robi?cych wielkie spustoszenia. ?owy na nie by?y tak wspania?e, jak wyprawy wojenne. Tego, który najdziksze ubija? zwierz?ta, czczono jak Boga. Nemrod tak?e ludzi, których podbi?, w jedn? sp?dzi? gromad?. Oddawa? si? ba?wochwalstwu, i czarodziejstwu, by? pe?en okrucie?stwa i mia? licznych potomków. Doczeka? si? mniej wi?cej 270 lat ?ycia. By? koloru ?ó?tawego, a od pierwszej m?odo?ci prowadzi? ?ycie bardzo dzikie, by? narz?dziem z?ego ducha, gwiazdziarstwu bardzo oddany. Pod?ug figur i rozmaitych obrazów, jakie widywa? w planetach i gwiazdach i z których przysz?e losy tego i owego kraju i ludu przepowiada?, stara? si? sporz?dzi? podobizny, czyni?c je potem bo?kami. Tak np. otrzymali Egipcjanie od niego posta? Sfinksa, jako te? owe wieloramienne i wielog?owne bo?yszcza. Siedemdziesi?t lat zajmowa? si? Nemrod tymi bo?yszczami, zaprowadzaniem s?u?by ba?wochwalczej i ofiar ba?wochwalczych i ustanowieniem kap?anów ba?wochwalczych. Za pomoc? tej szata?skiej m?dro?ci i si?y podbi? owe plemiona, które pó?niej do budowy wie?y zaprowadzi?. Gdy powsta?o pomieszanie j?zyków, liczne plemiona si? oderwa?y od niego, a najdziksze pod dowództwem Mesraima posz?y do Egiptu, za? Nemrod, zbudowawszy Babilon, ujarzmi? wszystko naoko?o i za?o?y? pa?stwo Babilo?skie. Pomi?dzy licznymi jego dzie?mi by?y te? Ninus i jako bogini czczona Derketo.

Derketo

Od Derketo a? do Semiramis widzia?am trzy pokolenia, a jedno jako córk? drugiej. Widzia?am Derketo jako wielk?, pot??n? niewiast?, obleczon? w zwierz?ce skóry, z których liczne zwiesza?y si? rzemienie i ogony zwierz?ce, z czapk? z piór ptasich na g?owie, wychodz?c? razem z licznymi innymi niewiastami i m??czyznami z okolicy Babilonu. Derketo zajmowa?a si? bez ustanku prorokowaniem, wizjami, sk?adaniem ofiar i niepokojeniem ludzi. Zabierali pojedyncze plemiona wraz z ich trzodami ze sob?, przepowiadali dobre siedziby, gromadzili kamienie, cz?sto niezmiernie wielkie, na kup?, sk?adali ofiary i najrozmaitszym oddawali si? wyst?pkom. Wszystko do niej si? ?ci?ga?o; raz tu, raz tam by?a, a wsz?dzie jej Cze?? oddawano, w pó?nym wieku mia?a córk?, która pó?niej jej rol? dalej odgrywa?a. Ca?y ten obraz widzia?am wi?cej w równinie, co pocz?tek tej okropno?ci oznacza?o. Widzia?am j? wreszcie w postaci starej, okropnej baby w pewnym nad morzem po?o?onym mie?cie znowu czarami si? trudni?c?, i w stanie szata?skiego zachwycenia wszystkim ludziom oznajmiaj?c?, i? za wszystkich chce umrze? i ofiarowa? si?; nie mo?e u nich pozosta?, lecz si? w ryb? przemieni i w tej postaci zawsze blisko nich pozostanie. Rozporz?dziwszy potem, jak? cze?? oddawa? jej miano, wobec wszystkich w morze si? rzuci?a. Wszystkie te proroctwa zawiera?y tajemnice i ró?ne znaczenia wody itp. Widzia?am te?, ?e krótko potem z morza wyst?pi?a ryba, któr? lud rozmaitymi ofiarami i szkaradnymi uczynkami powita?, i ?e z owych niedorzeczno?ci Derkety prawdziwe powsta?o ba?wochwalstwo. Po niej widzia?am inn? jej córk?, zjawiaj?c? si? na ni?szej górze. Oznacza?o to ju? stan pot??niejszy. By?o to jeszcze za czasów Nemroda — pochodzili bowiem z jednego i tego samego plemienia. T? córk? widzia?am podobnie dokazuj?c? jak Derketo, lecz jeszcze burzliwiej i straszniej. Po wi?kszej cz??ci z wielkimi gromadami stumilowe robi?a wyprawy my?liwskie, to walcz?c przeciw zwierz?tom, to znowu ofiary sk?adaj?c, czaruj?c i prorokuj?c. Przy tym zak?adano ró?ne siedziby i zaprowadzano ba?wochwalstwo. Widzia?am, jak, walcz?c przeciwko nosoro?cowi, w morze si? rzuci?a.


36

Córk? jej Semiramid? widzia?am na wysokiej górze, otoczon? wszelkimi bogactwami i skarbami ?wiata, jakoby szatan to wszystko jej pokazywa? i dawa?, widzia?am j? te?, wszystkie te szkaradne uczynki w Babilonie do ko?ca doprowadzaj?c?. W pierwszych czasach takie stany spokojniej i u wielu si? pojawia?y; pó?niej sta?y si? u pojedynczych zupe?nie pot??nymi. Ci stawali si? przewodnikami i bo?kami drugich, zaprowadzali te? pod?ug widze? rozmaite ba?wochwalstwa, robili te? na zewn?trz ró?ne sztuki i wynalazki, dopuszczali si? gwa?tu, albowiem z?ego ducha byli pe?ni. Powsta?y z tego ca?e rody, z pocz?tku rody panuj?cych i kap?anów pospo?u, pó?niej tylko rody kap?a?skie. W pierwszym czasie widzia?am wi?cej niewiast, ani?eli m??czyzn tego rodzaju, a wszystkie mia?y równe my?li, równ? wiedz? i w równy sposób te? dzia?a?y. Wiele z tego, co si? o nich mówi, nale?y do niedok?adnych przedstawie? ich ekstatycznych lub magnetycznych zda? o sobie, o ich pochodzeniu i dzia?aniu, a pochodz? te zdania cz??ciowo od nich samych, cz??ciowo od innych, przez szatana op?tanych. Tak?e ?ydzi mieli w Egipcie i ró?ne tajemne sztuki, lecz Moj?esz je wyt?pi? i sta? si? wieszczeni Bo?ym. U rabinów natomiast pozosta?o wiele z tego jako rzecz uczonych, pó?niej sta?o si? u pojedynczych narodów niskim, n?dznym dzia?aniem, a pokutuje jeszcze w czarodziejstwie i jako zabobon. Lecz wszystko z jednego i tego samego wyros?o drzewa zepsucia, z jednego pod?ego królestwa (piek?a). Wszystkie ich obrazy widz? albo zupe?nie przy ziemi albo te? pod ziemi?. Tak?e w magnetyzmie znajduje si? pierwiastek tego wszystkiego. Owym pierwszym ba?wochwalcom bardzo ?wi?t? by?a woda, wszystkie obrz?dki sprawowali nad wod?, wszystkie te? prorokowania i widzenia rozpoczyna?y si? zawsze wpatrywaniem w wod?; wnet mieli osobne, po?wi?cone stawy do tego. Pó?niej te stosunki pozosta?y stale, tak?e bez pomocy wody miewali swe z?e widzenia. Przy tej sposobno?ci widzia?am niektóre z ich widze?, a jest to bardzo dziwaczne; jakoby pod wod? jeszcze raz znajdowa? si? ca?y ?wiat wraz z wszystkim, co na ziemi jest; wszystko jednakowo? ciemnym, z?em okryte jest ko?em. Drzewo stoi pod drzewem, góra pod gór?, woda pod wod?. Widzia?am, ?e owe czarownice wszystko, wojny, narody, niebezpiecze?stwa itd. tak samo jak po dzi? dzie? widzia?y, z t? tylko ró?nic?, ?e natychmiast wszystko czyni?y, co tylko widzia?y. Wi?c widzia?y tak np: tutaj stoi naród, ten mo?ecie ujarzmi?, ów napa??, a tam miasto budowa?. Widzia?y doskona?ych m??ów i niewiasty i w jaki sposób tych?e podej?? mia?y, s?owem, ca?? s?u?b? szata?sk?, której si? oddawa?y, widzia?y naprzód. Tak Derketo np. widzia?a naprzód, ?e si? rzuci w morze i ?e w ryb? si? zamieni, co te? uczyni?a. Nawet swoje uczynki szkaradne widzia?a naprzód w wodzie, a potem takowe spe?nia?a. Córka Derkety ?y?a ju? wi?cej w czasie, kiedy wielkie groble sypano i drogi zak?adano. A? do Egiptu si? zapuszcza?a, a ca?e jej ?ycie by?o tylko nieustannym w?drowaniem. Do jej towarzystwa nale?? ci, którzy Joba w Arabii tak strasznie ograbili. W Egipcie to wszystko prawdziw?, osobn? i mocn? dosta?o istot?, a wszyscy tak byli tym okropno?ciom oddani, i? liczne takie cioty na dziwacznych sto?kach przed rozmaitymi lustrami w ba?wochwalnicach i komorach siedzia?y, i ?e wszystkie ich widzenia natychmiast setki ludzi, pouczeni o tre?ci tych widze? przez kap?anów, na kamiennych ?cianach jaski? wykuwali. Dziwna to rzecz, i? widzia?am wszystkie te straszne, g?ówne narz?dzia ciemno?ci w pewnej niewiadomej wspólno?ci ze sob? i ró?ne z nich na ró?nych miejscach w ten sam lub podobny sposób dokazuj?ce, odró?niaj?c si? tylko nieco krajem i z?ymi potrzebami narodów. Niektóre jednak narody nie by?y tak zatopione w tych okropno?ciach, by?y wierze bli?ej, jak np. ci, z których rodzina Abrahama, pokolenie Joba i trzech króli pochodzi, równie? ci, którzy gwiazdy czcili, w Chaldei


37

i ci, którzy mieli gwiazd? ja?niej?c? (Zoroaster). Gdy Jezus Chrystus przyszed? na ?wiat, gdy ziemia krwi? Jego by?a zbroczona, zmniejszy?a si? bardzo dzika si?a owego dzia?ania, ten stan s?abn?? bardziej. Moj?esz od lat dzieci?cych by? wieszczem, ale wieszczem zupe?nie z Boga; zawsze szed? za tym, co widzia?. Derketo, jej córka i wnuczka Semiramis doczeka?y si? pod?ug owych czasów bardzo podesz?ego wieku. By?y to istoty pot??ne i wielkie, których widok po dzi? dzie? ogarnia?by nas trwog?. By?y niezmiernie ?mia?e i odwa?ne, a dzia?a?y z nies?ychan? pewno?ci?, zawsze wszystko swoim z?ym duchem naprzód widz?c. Czu?y si? zupe?nie wybranymi i boginiami. By?y one zupe?nie odnowieniem owych jeszcze bardziej szalej?cych czarnoksi??ników na wysokiej górze, którzy przez potop zgin?li. Wzruszaj?cy to widok, jak sprawiedliwi patriarchowie przez te wszystkie okropno?ci, równie? liczne maj?c objawienia Bo?e, lecz w?ród bezustannej walki i cierpie? przebija? si? musieli i jak zbawienie ukrytymi i ciernistymi drogami wreszcie zst?pi?o na ziemi?, podczas gdy owym s?ugom szata?skim na zewn?trz wszystko si? udawa?o i pos?usznym by?o. Widz?c to wszystko, to pot??ne pole dzia?ania owych bogi? i to wielkie znaczenie, które na ziemi mia?y, a w porównaniu z tym ma?? garstk? zwolenników Maryi, z której wzorem w ob?oku Eliasza filozofowie na Cyprze swe szkaradne k?amstwa po??czy? chcieli i Jezusa, spe?nienie wszystkich obietnic, Jezusa ubogiego i cierpliwie w?ród nich nauczaj?cego i krzy?owi naprzeciw wybiegaj?cego — ach! to wszystko by?o dla mnie bardzo smutnym, a przecie? nie by?o to niczym i innym, jak histori? prawdy i ?wiat?o?ci, o?wiecaj?cej ciemno??, ?wiat?o?ci, której ciemno?? a? do dnia dzisiejszego nie poj??a. Lecz niesko?czone jest mi?osierdzie Bo?e! Widzia?am, ?e podczas potopu bardzo wielu ludzi z boja?ni i trwogi si? nawróci?o i ?e wszyscy poszli do czy??ca, za? Pan Jezus, wst?piwszy do piekie?, ich wybawi?. Liczne drzewa podczas potopu pozosta?y na swoim miejscu; widzia?am je pó?niej znowu si? zieleni?ce, lecz najwi?ksza ich cz??? zapad?a si? w mule i piasku.

Semiramis

Matka Semiramidy urodzi?a si? w okolicy Niniwy. Na zewn?trz wydawa?a si? bardzo wstydliw?, lecz potajemnie by?a bardzo rozpustn? i okrutn?. Ojciec Semiramidy by? m??em syryjskim, a tak samo jak jej matka w najszkaradniejsze ba?wochwalstwo wpl?tany. Po urodzeniu si? Semiramidy zg?adzono ojca, co równie? z wró?b? zwi?zek mia?o. Semiramis urodzi?a si? daleko w Askalon, w Palestynie, a potem wychowali j? kap?ani ba?wochwalscy w?ród pasterzy w pustyni. Semiramis, b?d?c dzieckiem, cz?sto sp?dza?a czas samotnie na pewnej górze, i widzia?am kap?anów ba?wochwalczych i jej matk? w?ród ?owów przy niej. Widzia?am te? szatana w rozmaitych postaciach z ni? si? bawi?cego, podobnie jak Jan ?w. na puszczy z anio?ami obcowa?. Widzia?am te? ptaki o pstrych skrzyd?ach przy niej, rozmaite dziwaczne gry jej znosz?ce. Nie pami?tam ju? wszystkiego, co z ni? robiono, by?o to najobrzydliwsze ba?wochwalstwo. By?a pi?kn?, pe?n? m?dro?ci i wszelkich sztuk ?wiata, a wszystko jej si? udawa?o. Wskutek wró?by zosta?a najpierw ?on? pewnego dozorcy nad trzodami króla z Babel, a pó?niej ?on? samego króla. Ten król podbiwszy w okolicy ku pó?nocy pewien naród, cz??? tego narodu jako niewolników do kraju swego zawlók?; ci, gdy Semiramis pó?niej sama rz?dzi?a, wiele od niej cierpie? i przy niezmiernych jej budowach pomaga? musieli. Semiramid? uwa?a? jej lud za bogini?. Jej matk? jeszcze dziksze ?owy urz?dzaj?c? widzia?am. W?óczy?a si? z ma?ym wojskiem na


38

wielb??dach, pr?gowatych os?ach i koniach; widzia?am j? te? raz, gdy wielkie ?owy urz?dza?a w Arabii, w okolicy Morza Czerwonego, kiedy Job tam w mie?cie swoim mieszka?. Owe poluj?ce niewiasty by?y bardzo zwinne, a siedzia?y na koniach na sposób m??czyzn. By?y zupe?nie ubrane a? do kolan, odk?d nogi rzemieniami by?y skr?powane. Pod nogami nosi?y podeszwy, a pod ka?d? by?y dwa wysokie obcasy, na których kolorowe figury by?y wymalowane. Nosi?y kurtki z delikatnych, pstrych piór najrozmaitszych kolorów i deseni. Ponad piersiami i ramionami krzy?owa?y si? rzemienie, obsadzane piórami, plecy okrywa? ko?nierz, równie? z piór, obsypany ?wi?c?cymi kamieniami i per?ami. G?ow? okrywa? rodzaj czapki z czerwonego jedwabiu lub we?ny. Przed twarz? nosi?y na dwie cz??ci podzielony welon, by jedn? lub drug? cz??ci? chroni? si? przeciwko kurzowi wiatrowi. Tak?e krótki p?aszcz mieli zawieszony na plecy. Ich narz?dziami my?liwskimi by?y dzidy, ?uki i strza?y, przy boku mia?y tarcz?. Dzikie zwierz?ta okropnie si? rozmno?y?y. Poluj?cy sp?dzali je z wielkich przestrzeni, a potem ubijali. Tak?e do?y kopano i zakrywano, by w nich zwierz?ta chwyta?, a potem kolbami i toporami zabija?. Matk? Semiramidy widzia?am poluj?c? tak?e na zwierz?, które Job pod nazw?, Behemot opisuje; polowa?y te? na tygrysy, lwy i inne zwierz?ta. W tych pierwszych czasach ?adnych nie widzia?am ma?p. Widzia?am tak?e ?owy na wodzie; w ogóle nad wodami trudniono si? ba?wochwalstwem i mnóstwem szkaradnych uczynków. Matka na zewn?trz nie by?a tak wyuzdan? jak Semiramis, lecz mia?a szata?skie usposobienie, posiada?a te? okropn? si?? i zuchwa?o??. Co to za straszna rzecz, walcz?c z pot??nym, olbrzymim zwierz?ciem (hipopotamem), rzuci? si? w morze! Siedz?c na dromaderze, ?ciga?a owo zwierz?, wtem, razem z dromaderem rzuci?a si? w morze. Czczono j? jako bogini? ?owów i dobrodziejk? ludzko?ci. Semiramis, wracaj?c z jednej ze swych wypraw z Afryki, przysz?a tak?e do Egiptu, które to pa?stwo za?o?y? Mesraim, wnuk Chama, który, przyszed?szy tam dot?d, napotka? tam ju? pojedyncze, rozsypane gromady bardziej gminnych plemion pobocznych. Egipt zaludni?o wi?cej plemion, z których raz to, raz owo mia?o przewag?. Gdy Semiramis do Egiptu przyby?a, by?y tam cztery miasta. Najstarszymi by?y Teby, zamieszkiwane przez naród wi?cej g?adki, lekki i zwinny od narodu naoko?o Memfis, którego mieszka?cy byli kr?pymi. Memfis le?a?o nad lewym brzegiem Nilu, przez który d?ugi most prowadzi?. Na prawym brzegu sta? pa?ac, w którym za czasów Moj?esza mieszka?a córka Faraona. Brunatniejsi mieszka?cy, o we?niastych w?osach, ju? w pierwszych czasach byli niewolnikami i nigdy w Egipcie nie panowali. Ci, którzy najpierw do Egiptu przyszli i Teby zbudowali, przybyli, jak mi si? zdaje, z Afryki; drudzy przyszli z okolicy Morza Czerwonego, któr?dy przybyli Izraelici. Trzecie z miast nazywa?o si? Chume, pó?niej Heliopolis. Rozci?ga si? wzwy? od Tebów. Gdy Naj?w. Maryja Panna z Józefem i Jezusem ucieka?a do Egiptu, widzia?am naoko?o tego miasta jeszcze nadzwyczaj wielkie budynki. Ni?ej od Memfis, nie bardzo daleko od morza, le?a?o miasto Sais; zdaje mi si?, ?e jest jeszcze starszym ani?eli Memfis. Ka?de z tych czterech miast mia?o osobnego króla. Semiramidzie wielk? cze?? oddawano w Egipcie, która za pomoc? swych praktyk i sztuk szata?skich powi?kszy?a tam ba?wochwalstwo. Widzia?am j? w Memfis, gdzie sk?adanie ofiar z dzieci by?o w zwyczaju, knuj?c? plany, trudni?c? si? wró?biarstwem z gwiazd i czarodziejstwem. Byka Apis jeszcze nie widzia?am, lecz bo?yszcza z g?ow?, podobn? do s?o?ca i ogonem. Tutaj te? poda?a plan do pierwszej piramidy, któr? na wschodnim brzegu Nilu, niedaleko od Memfis zbudowano, przy czym wszystek naród pomaga? musia?. Kiedy budowa by?a ju? uko?czona, widzia?am Semiramid? z kilkuset lud?mi znowu tam dot?d przybywaj?c?. By?a to uroczysto?? po?wi?cenia, a Semiramis odbiera?a cze??


39

prawie Bosk?. Piramida stan??a na miejscu, gdzie by?y woda i bagna. Postawiono fundament z podziwiania godnych filarów, na wzór wielkiego, szerokiego mostu; nad tym mostem wznosi?a si? piramida, tak ?e pod ni?, jak pod ?wi?tyni? z kolumnami, przechadza? si? by?o mo?na. By?y tam liczne miejsca, wi?zienia i ob.szerne pokoje, a równie? a? do czubka mia?a owa piramida liczne wielkie i ma?e miejsca z otworami dla okien, z których sukienne powiewaj?ce chor?gwie widzia?am. Naoko?o piramidy by?y ?azienki i ogrody. Ten budynek by? prawdziw? siedzib? egipskiego ba?wochwalstwa, gwia?dziarstwa i okropnych mieszanin. Ofiarowywano dzieci i starców. Gwia?dziarze i czarnoksi??nicy mieszkali w piramidzie i tutaj te? swoje szata?skie miewali widzenia. Blisko ?azienek sta? wielki zak?ad do czyszczenia zamulonej wody Nilu. Widzia?am te? pó?niej w tych k?pielach egipskie niewiasty w najwi?kszej rozwi?z?o?ci, maj?cej zwi?zek z najhaniebniejszymi obrz?dami ba?wochwalstwa. Ta piramida nie sta?a bardzo d?ugo, zniszczono j?. Lud by? strasznie zabobonny, za? kap?ani tak byli ciemni, tak si? oddawali wró?biarstwu, ?e w Heliopolis nawet sny ludzkie zbierali i spisywali, patrz?c przy tym zawsze na gwiazdy. Coraz wi?cej powstawa?o osób magnetycznych, miewaj?cych szata?skie widzenia, mieszaj?cych prawd? z fa?szem: pod?ug tego ustanawiano s?u?b? ba?wochwalcz?, a nawet chronologi? (liczenie czasu). Tak widzia?am, ?e bo?yszcza Isis i Osiris niczym innym nie s? jak Azenet? i Józefem, których przybycie do Egiptu owi wró?biarze w swych szata?skich wizjach naprzód widzieli i do swej religii przyj?li. Gdy przybyli, oddawano im cze?? ba?wochwalcz?; widzia?am Azenet wskutek tego p?acz?c? i przeciwko temu pisz?c?. Nasi dzisiejsi uczeni, pisz?cy o Egipcie s? w wielkim b??dzie, poniewa? tak wiele u Egipcjan maj? za histori?, do?wiadczenie i nauk?, chocia? to wszystko polega tylko na fa?szywych wizjach i wró?bach z gwiazd, przy czym ludzie tak mog? pozosta? g?upimi i zezwierz?conymi, jak nimi w rzeczywisto?ci byli Egipcjanie. Lecz uczeni takie natchnienia szata?skie i takie dzia?anie uwa?aj? za niemo?liwe, wi?c je odrzucaj? i uwa?aj? Egipcjan za starszych, poniewa? ju? tak rych?o rzeczy tak g??bokie i uczone posiada? mieli. Widzia?am, jak ju? przy przybyciu Semiramidy do Memfis byli w sprzeczno?ci ze sw? chronologi? (obliczaniem czasu). Chc?c zawsze uchodzi? za naród najstarszy, poprzekr?cali czas i rody królów. Wskutek tego prawdziwa rachuba czasu zupe?nie im si? pomiesza?a, a poniewa? kilkakrotnie obliczanie swoje zmieniali, przeto prawie nie wiedzieli, jak sobie post?powa?. Prócz tego ka?dy b??d starali si? uwieczni? za pomoc? budowy i napisów, wskutek czego zamieszanie tym trwalszym si? stawa?o. Tak np. przez d?ugi czas wiek przodków i potomków w ten sposób obliczali, jakoby dzie? ?mierci ojca by? zarazem dniem powstania syna. Królowie, którzy bezustannie z kap?anami co do rachuby czasu si? sprzeczali, wsuwali przodków, którzy nigdy nie istnieli; tak?e owych czterech, równe imi? maj?cych królów, którzy w jednym i tym samym czasie panowali w Tebach, Heliopolis, Memfis i Sais, policzyli jednego za drugim. Widzia?am te?, ?e raz liczyli rok na 970 dni, drugi raz znowu liczyli lata jak miesi?ce. Widzia?am te? pewnego kap?ana, czas obliczaj?cego, przy czym zawsze zamiast 500, 1100 lat wypada?o. Widzia?am te fa?szywe obliczania czasu i dzia?ania owych kap?anów podczas nauki o szabacie w Arumie, gdzie Jezus wobec faryzeuszów mówi? o powo?aniu Abrahama, o swym pobycie w Egipcie, wyst?puj?c przy tym przeciwko egipskiej rachubie czasu. Jezus powiedzia? faryzeuszom, ?e obecnie ?wiat 4028 lat stoi; kiedy za? s?ysza?am Jezusa to mówi?cego, mia? sam lat 31. Widzia?am te? wtenczas ludzi, czcz?cych Seta jako Boga bardzo wysoko i


40

podejmuj?cych dalekie, niebezpieczne pielgrzymki do jego mniemanego grobu, o którym s?dzili, ?e si? w Arabii znajduje. Zdaje mi si?, jakoby niektórzy z tych ludzi jeszcze ?yli i jakoby przez kraj turecki, gdzie ich ch?tnie przepuszczaj?, do tego grobu pielgrzymowali.

Melchizedek

Widzia?am cz?sto Melchizedeka, lecz nigdy jako cz?owieka, raczej zawsze jako inn? istot?, jako anio?a i pos?a?ca Bo?ego. Nie widzia?am, nigdy ?adnego wyra?nego mieszkania jego, ?adnej ojczyzny, ?adnej rodziny, ?adnego zwi?zku; nie widzia?am go nigdy jedz?cego, pij?cego, lub ?pi?cego, nigdy mi te? na my?l nie przysz?o, ?e jest cz?owiekiem. Nosi? szaty, jak ?aden kap?an wówczas na ziemi, lecz jak anio?ów w niebia?skiej widz? Jerozolimie i jak pó?niej widzia?am Moj?esza z rozkazu Boga dla kap?anów szaty sporz?dzaj?cego. Widzia?am, Melchizedeka tu i ówdzie wyst?puj?cego, po?rednicz?cego i ustanawiaj?cego w sprawach, dotycz?cych narodów, np. przy uroczysto?ciach odniesionego zwyci?stwa z tak okropnych wówczas wojen. Wsz?dzie, gdzie wyst?powa?, osobisto?ci? swoj? wywiera? wp?yw, któremu nikt si? oprze? nie móg?. Nikt mu si? nie opiera?, jakkolwiek ?adnych ostrych nie u?ywa? ?rodków, a wszyscy ludzie, chocia? byli s?ugami ba?wochwalstwa, ch?tnie godzili si? na jego wyroki i jego rad?. Nikt si? z nim nie móg? równa?, nie mia? te? ?adnego towarzysza, by? sam jeden; czasem dwóch pos?a?ców przybiera?; byli wo?nymi, ubranymi w bia?e, krótkie szaty, którzy jego przybycie oznajmiali, potem znów ich puszcza?. Wszystko czego potrzebowa?, mia?, stawa?o mu si?. Ludzie, od których co?kolwiek przyj??, nie odczuwali ubytku tego?, ch?tnie mu dawali. Ci, u których przebywa?, czuli si? szcz??liwymi, mieli te? dla niego cze?? i szacunek. ?li ludzie o nim ró?nie gwarzyli, lecz mimo to przed nim si? korzyli. Ta istota wy?sza doznawa?a w?ród tych poga?skich wielko?ci, cz??ciowo ludzi bezbo?nych i zmys?owych, tego samego, czego i po dzi? dzie? jeszcze doznaje ka?dy doskonale pobo?ny cz?owiek, który, nieznany, gdziekolwiek wyst?puje i rozszerza, co dobre. Tak widzia?am go u dworu królowej Semiramidy w Babilonie. Niewymowny przepych i wielko?? tutaj j? otacza?y; niewolnikom kaza?a najwi?ksze dzie?a budowli wykonywa?, a przy tym dr?czy?a ich daleko gorzej, ani?eli Faraon dzieci Jakuba (?ydów) w Egipcie dr?czy?. Tak?e najokropniejsze ba?wochwalstwo tutaj panowa?o; ofiarowano ludzi, których a? pod szyj? zakopywano. By?o tutaj pe?no rozpusty, okaza?o?ci, bogactwa i sztuki, a wszystko graniczy?o z niepodobie?stwem. Semiramis te? prowadzi?a wojn? z niezmiernymi wojskami, lecz prawie zawsze przeciwko narodom na wschód mieszkaj?cym; na zachód rzadko przychodzi?a, na pó?noc mieszka?y narody ciemne, pomroczne. Z plemienia Semowego, pozosta?ego po budowaniu wie?y w Babel, powsta? w jej kraju powoli liczny ród. Mieszkali jako ludek pasterski w namiotach, hodowali byd?o, za? nabo?e?stwo odprawiali w nocy pod namiotem, z wierzchu odkrytym, albo te? pod go?ym niebem. Cieszyli si? wielkim b?ogos?awie?stwem. Wszystko im si? udawa?o, a przede wszystkim ich byd?o zawsze szczególnie by?o pi?kne. Ten ród chcia?a owa szata?ska niewiasta wyt?pi?, a nawet ju? wielk? cz??? tego rodu wyniszczy?a. Z b?ogos?awie?stwa, spoczywaj?cego na tym rodzie, pozna?a Semiramis, ?e Pan mi?osiernymi wobec tego rodu kierowa? si? zamiarami, wi?c dlatego, b?d?c narz?dziem szatana, chcia?a ten ród wyt?pi?. Gdy trwoga tego rodu dosz?a do najwy?szego stopnia, widzia?am Melchizedeka tam si? pojawiaj?cego. Przyszed?szy do Semiramidy, ??da?, by temu plemieniu wyw?drowa? pozwoli?a. Tak?e skarci? j? dla okropno?ci, których si? dopuszcza?a;


41

nie opiera?a mu si?, wi?c, podzieliwszy ów ród uciemi??ony na rozmaite gromady, wyprowadzi? go w okolic? Ziemi obiecanej. Melchizedek zamieszkiwa? w okolicy Babilonu namiot, i tutaj te? temu rodowi dobremu chleb ?ama?, którego po?ywaj?c, otrzymali dopiero si?? do wyw?drowania. W Kanaan przeznaczy? im tu i ówdzie miejsca na siedziby, a otrzymali ró?n? ziemi? pod wzgl?dem urodzajno?ci. I samych pod?ug ich czystego pochodzenia podzieli?, by si? z innymi nie pomieszali. Ich imi? brzmi jakby Samani czy te? Semani. Niektórym z nich przeznaczy? Melchizedek na miejsce osiedlenia okolic? nad dzisiejszym Morzem Martwym, lecz ich miasto razem z Sodom? i Gomor? w niwecz si? zamieni?o. Semiramis przyj??a Melchizedeka z wielk? czci? i boja?ni? przed jego m?dro?ci?. Stan?? przed ni? jako król jutrzenki, tj. najbardziej oddalonego kraju wschodniego. Uroi?a sobie, ?e móg?by jej ??da? za ?on?, lecz bardzo ostro z ni? si? rozprawi?, karci? j? dla jej okropnych uczynków i oznajmi? jej zburzenie piramidy, oko?o Memfis zbudowanej. Przestraszy?a i zatrwo?y?a si? bardzo. Widzia?am kar?, która j? spotka?a. Sta?a si? jakby bydl?ciem, a d?ugi czas by?a zamkni?t?. Z pogardy rzucano jej traw? i s?om? w koryto, tylko jeden s?uga wytrwa? przy niej, który jej pokarm, podawa?. Odzyska?a znowu wolno??, lecz na nowo oddawa?a si? nie?adowi. Wreszcie zgin??a w sposób okropny: wyrwano jej wn?trzno?ci z cia?a. Doczeka?a si? lat 117. Na Melchizedeka patrzano jak na proroka, na m?drca, na istot? wy?sz?, we wszystkim maj?c? powodzenie. Pojawi?o si? wówczas i te? pó?niej wi?cej takich istot wy?szych, nadzwyczajnych, za? ówczesne narody zna?y je tak samo, jako zna? Abraham owych anio?ów z nim obcuj?cych. Lecz obok dobrych dzia?a?y tak?e zjawiska z?e, tak samo jak obok prawdziwych proroków fa?szywi prorocy. Sposób wyprowadzenia owego rodu by? podobny do historii wyprowadzenia Izraelitów z Egiptu, lecz tych?e bynajmniej nie by?o tak wielu, jak Izraelitów. Z owych Samanów, których Melchizedek osadzi? w Ziemi obiecanej, widzia?am trzech m??ów dawno przed przybyciem Abrahama w pobli?u góry Tabor, na tzw. górze chleba, w jaskiniach mieszkaj?cych. Mieli cia?o brunatniejsze ani?eli Abraham, okrywali si? skórami, a na g?owach nosili wielkie li?cie dla ochrony przed s?o?cem. Na sposób Henocha wiedli ?ywot ?wi?ty, mieli religi? pe?n? tajemnic, objawienia i pojedyncze widzenia. Pod?ug ich religii Bóg pragnie si? po??czy? z lud?mi, lecz ludzie musz? wszystko mo?liwe do tego przygotowa?. Tak?e ofiary sk?adali, wystawiaj?c trzeci? cz??? pokarmów na spalenie przez s?o?ce, albo te? mo?e dla innych g?odnych t? cz??? pokarmów wystawiali, co pewno równie? widzia?am. Widzia?am tych ludzi zupe?nie samotnie i odosobnionych od niewielkiej jeszcze liczby, mieszka?ców owego kraju mieszkaj?cych; ci za?, rozdzieleni, zamieszkiwali pojedyncze miejsca, zbudowane na wzór sta?ych miast z namiotów. Widzia?am tych ludzi w ró?nych cz??ciach kraju w?druj?cych, studnie kopi?cych, robi?cych pojedyncze zdzicza?e przestrzenie przyst?pnymi, zak?adaj?cych na niektórych miejscach fundamenty, na których pó?niej miasta zak?adano. Widzia?am ich wyganiaj?cych z ca?ych okolic z?ych duchów a powietrza, zap?dzaj?cych ich na inne z?e, bagniste i mgliste miejsca. Tam znowu widzia?am, ?e z?e duchy w takich z?ych okolicach ch?tniej przebywaj?. Widzia?am tych ludzi z tymi duchami cz?sto walcz?cych. Z pocz?tku dziwi?am si?, jak na miejscach, na których sk?adali kamienie, które znowu zupe?nie porasta?y i dzicza?y, mia?y powsta? miasta, a jednak widzia?am podczas wizji mnóstwo miejscowo?ci, zbudowanych na tych kamieniach, np. Safet, Betsaid?, Nazaret, gdzie pracowali na miejscu, na którym pó?niej stan?? dom, w którym Anio? zwiastowa? Naj?w. Maryi Pannie, Gatefer, Seforis, w okolicy pó?niejszego domu Anny, przy Nazaret, Meggido, Naim, Ainon, jaskinie betlejemskie i jaskinie przy Hebron; widzia?am ich te? zak?adaj?cych miasto


42

Michmetat i wiele innych miejscowo?ci, których nazw zapomnia?am. Na tej górze widzia?am ich co miesi?c zgromadzaj?cych si? z Melchizedekiem, który im wielki, czworoboczny chleb przynosi?, mo?e 3 stopy kwadratowe d?ugi, dosy? gruby i na wiele mniejszych cz??ci podzielony. Chleb by? brunatny, w popiele upieczony. Widzia?am Melchizedeka zawsze samego do nich przychodz?cego; czasem widzia?am go ten chleb bez trudno?ci d?wigaj?cego, zdawa?o mi si?, jakoby si? w r?ku unosi?, czasem znowu, gdy si? do nich zbli?a?, ów chleb le?a? mu ci??ko na karku. S?dz?, ?e to by?o dlatego, i?, zbli?aj?c si? do nich, mia? im si? wydawa? jako cz?owiek. Okazywali mu wielki szacunek i na twarz przed nim upadali. Nauczy? ich te? hodowania wina na górze Tabor, a na wielu miejscach rozsypywali rozmaite nasiona ro?lin, które od niego otrzymali, a które jeszcze dzisiaj tam dziko rosn?. Widzia?am ich codziennie jedn? cz??? owego chleba odcinaj?cych szpadlem brunatnym, którym pracowali. ?ywili si? te? ptakami, które licznie do nich przylatywa?y. Obchodzili ?wi?ta, i znali si? na gwiazdach, ?wi?cili ósmy dzie?, sk?adaj?c ofiary i modl?c si?, tak?e niektóre dni zmiany roku. Widzia?am ich te?, w owym jeszcze bardzo bezdro?nym kraju kilka dróg toruj?cych do miejscowo?ci, w których fundamenty za?o?yli, studnie wykopali i ro?liny zasadzili, tak, ?e pó?niejsi przybysze, id?c tymi drogami, sami przy owych studniach i urodzajnych, wygodnych miejscach si? osiedlali. Widzia?am ich w?ród zaj?? otoczonych gromadami z?ych duchów, mogli je widzie?, widzia?am te?, jak je modlitw? i s?owem na miejsca bagniste i opustosza?e wyganiali, jak te duchy pierzcha?y i jak m??czy?ni spokojnie dalej pracuj?c, uprz?tali i porz?dek zaprowadzali. Do Kanaan, Meggido i Naim, drogi porobili, równie? w ten sposób stali si? przyczyn?, i? w tych miejscach najwi?ksza liczba proroków si? urodzi?a. Za?o?yli fundamenty miast Abelmehola i Dotaim i wybudowali owe pi?kne ?azienki w Betulii. Melchizedek chodzi? jako obcy i samotny w kraju, i nie wiedziano, gdzie przebywa?. Byli to starzy wprawdzie, lecz jeszcze bardzo ?wawi ludzie. Nad pó?niejszym Morzu Martwym i w Judei by?y ju? miasta, tak?e niektóre w górnej cz??ci kraju, w ?rodkowej za? ?adnych jeszcze miast nie by?o. Owi ludzie sami sobie groby kopali i si? w nie k?adli. Ten przy Hebron, tamten przy górze Tabor, ów znowu w jaskiniach niedaleko od Safet. W ogólno?ci byli tym dla Abrahama, czym Jan Chrzciciel by? dla Jezusa. Przygotowywali i czy?cili ziemi? i drogi, siali dobre ziemiop?ody i dobyli wody dla patriarchy ludu Bo?ego; za? Jan ?w. przygotowywa? serca do pokuty i do odrodzenia si? w Jezusie Chrystusie. Czynili dla Izraelitów, co Jan ?w. czyni? dla Ko?cio?a. Tak?e na innych miejscach, widzia?am pojedynczych takich ludzi, Melchizedek ich tam osadzi?. Widzia?am cz?sto Melchizedeka, jak dawno przed Semiramid? i Abrahamem w Ziemi obiecanej, kiedy ta ziemia zupe?nie jeszcze by?a pust?, si? zjawi?, jakoby porz?dek zaprowadzaj?c w kraju, jakoby naznaczaj?c i przygotowuj?c pojedyncze miejsca. Widzia?am go zupe?nie osamotnionego, wi?c pomy?la?am sobie: co ten cz?owiek chce tutaj tak rych?o, przecie? jeszcze nikogo tutaj nie ma! Tak widzia?am go na pewnej górze wierc?cego studni?; by?o to ?ród?o Jordanu. Mia? d?ugi, cienki ?wider, który jak promie? w g??b góry wnika?. W ten sposób widzia?am go na ró?nych miejscach ziemi ?ród?a otwieraj?cego. W pierwszych czasach przed potopem widzia?am rzeki nie w ten sposób jak teraz wyp?ywaj?ce i p?yn?ce; lecz widzia?am bardzo wiele wody, sp?ywaj?cej z pewnej wysokiej góry na wschodzie. Melchizedek zaj?? wiele miejscowo?ci Ziemi obiecanej, naznaczaj?c je. Wymierzy? miejsce sadzawki Betesda. Kamie? na miejscu, na którym stan?? mia?a ?wi?tynia, po?o?y? rychlej, ani?eli Jerozolima stan??a. Widzia?am go owe 12 drogich kamieni, które w Jordanie le?a?y, sadz?cego jako ziarna na miejscu, na


43

którym kap?ani podczas przej?cia dzieci Izraela z Ark? Przymierza stali, i uros?y. Widzia?am Melchizedeka zawsze samego, z wyj?tkiem, kiedy pojednywaniem, od??czaniem i prowadzeniem rodzin i plemion by? zaj?ty. Widzia?am te?, ?e Melchizedek pa?ac przy Salem budowa?. Ten pa?ac by? wi?cej namiotem z galeriami i schodami naoko?o, na wzór pa?acu Menzora w Arabii. Tylko fundament by? bardzo mocno z kamieni zbudowany. Zdaje mi si?, ?e za czasów Jana Chrzciciela widzia?am jeszcze owe 4 naro?niki, gdzie g?ówne s?upy sta?y. Mia? tylko bardzo mocny, kamienny fundament, wygl?daj?cy jak zaros?y szaniec, kiedy na tym miejscu sta?a chata z sitowia Jana ?wi?tego. Ów pa?ac namiotowy by? miejscem, na którym wielu obcych i przechodni przebywa?o, by? on rodzajem wolnej, znakomitej ober?y nad mi?? wod?. Mo?e Melchizedek, którego zawsze jako doradc? i dowódc? koczuj?cych narodów i plemion widzia?am, mia? ten pa?ac, by ich tutaj ugo?ci? lub pouczy?. Mia?o to jednak?e ju? wtenczas jaki? zwi?zek z Chrztem ?wi?tym. Z tego miejsca wychodzi? Melchizedek do swych budowli w Jerozolimie, do Abrahama i gdziekolwiek b?d?. Tutaj tak?e gromadzi? i rozdziela? rodziny i ludzi, osiedlaj?cych si? to na tym, to na owym miejscu. By?o to jeszcze przed ofiarowaniem chleba i wina, co, jak mi si? zdaje, w dolinie, na po?udnie od Jerozolimy nast?pi?o. Budowa? Salem, zanim w Jerozolimie budowa?. Gdziekolwiek dzia?a? i budowa?, by?o, jakoby zak?ada? fundament przysz?ej ?aski, jakoby zwraca? uwag? na pewne miejsce, jakoby co? przysz?ego rozpoczyna?. Melchizedek nale?y do owego chóru anio?ów, którzy postawieni s? nad kraje i narody, którzy z poselstwem przyszli do Abrahama i do innych patriarchów. Przeciw stoj? archanio?om Micha?owi, Gabrielowi i Rafa?owi.

Job

Ojciec Joba, wielki patriarcha, by? bratem Falega, syna Hebera. Krótko przed nim nast?pi?o rozproszenie ludzi, buduj?cych wie?? Babel. Mia? trzynastu synów, a najm?odszym z nich by? Job, mieszka? na pó?noc od Morza Czarnego, w okolicy pewnej góry, na której po jednej stronie jest ciep?o, za? na drugiej zimno i pe?no lodu. Job jest przodkiem Abrahama, którego matka prawnuczk? by?a Joba, za? przez ma??e?stwo wst?pi?a, w rodzin? Hebera. Job móg? jeszcze ?y? wtenczas, gdy si? Abraham narodzi?. Mieszka? na trzech ró?nych miejscach, tak?e na trzech ró?nych miejscach swoje cierpienia znosi?. Pierwszy raz mia? dziewi??, potem siedem, potem dwana?cie lat spokoju, a za ka?dym razem na innym cierpia? miejscu. Nigdy nie zmarnia? do szcz?tu, tak, i?by ju? nic wi?cej nie posiada?, stawa? si? tylko w porównaniu z przesz?ym po?o?eniem zupe?nie ubogim, op?acaj?c tym, co mu pozosta?o, wszystkie d?ugi swoje. Job nie móg? w domu rodziców pozosta?, albowiem innego by? ducha. Oddawa? cze?? jedynemu Bogu w naturze, mianowicie w gwiazdach i w zmianie ?wiat?a. Rozmawia? zawsze o cudownych dzie?ach Bo?ych, oddawa? si? te? nieskazitelnieszej s?u?bie Bo?ej. Pow?drowa? wraz z swoimi na pó?noc od Kaukazu. By?a tutaj okolica bardzo n?dzna i pe?na bagien, i zdaje mi si?, ?e obecnie mieszka tam plemi? o sp?aszczonych nosach, wystaj?cych ko?ciach policzkowych i ma?ych oczach. Tutaj najpierw Job rozpocz??, i wszystko mu si? udawa?o. Tutaj zgromadzi? rozmaitych ubogich, opuszczonych ludzi, mieszkaj?cych w jaskiniach i w?ród krzewów, nie maj?cych nic do ?ycia, jak, tylko ptaki i inne zwierz?ta, które chwytali i mi?so surowo jadali, a? ich Job nauczy?, w jaki sposób je przyprawia? trzeba. Razem z nimi uprawia? t? ziemi?, za? oni wszystko sami przekopywali. Job i jego ludzie wówczas bardzo ma?o szat nosili na sobie. Mieszkali w namiotach. Ju? tutaj Job w krótkim czasie liczne mia?


44

trzody, w?ród tych?e wielo pr?gowatych os?ów i innych zwierz?t pstrokatych. Raz mu ?ona trzech synów, drugi raz znowu trzy córki powi?a od razu. Nie posiada? tu jeszcze ?adnego miasta, koczowa? na swych polach, które na siedmiomilow? przestrze? jego by?y w?asno?ci?. W tej okolicy bagnistej nie hodowali zbo?a, lecz grube sitowie, rosn?ce tak?e w wodzie, zawieraj?ce w sobie rdze?, z której gotowali zup? lub te? pra?on? jadali. Mi?so z pocz?tku w do?ach na s?o?cu piekli, a? Job sztuk? gotowania zaprowadzi?. Tak?e wiele gatunków dy? na pokarm sadzili. Job by? niewymownie ?agodny, mi?y, sprawiedliwy i dobroczynny, dopomaga? te? wszystkiemu ludowi ubogiemu. By? te? bardzo wstydliwy, by? z Bogiem bardzo poufa?y, który cz?sto do niego przez anio?a, lub, jak mówili, przez bia?ego m??a przemawia?. Ci anio?owie ukazywali si? w postaci ja?niej?cych m?odzie?ców, lecz nie mieli brody. Nosili d?ugie, bia?e szaty, pe?ne sp?ywaj?cych fa?d czy te? smug, nie mo?na by?o rozró?ni?. Byli opasani i u?ywali pokarmu i napoju. Pan Bóg Joba w?ród cierpie? takimi postaciami pociesza?, oni te? jego przyjació?, bratanków i powinowatych s?dzili. Nie czci? te? ?adnych bo?ków, jak inni ludzie doko?a, robi?cy sobie rozmaite pos?gi, wyobra?aj?ce zwierz?ta, którym potem cze?? oddawali. Wymy?li? i zrobi? sobie za to obraz Boga wszechmocnego. By?a to posta? dziecka z promieniami oko?o g?owy, r?ce trzyma?o jedn? pod drug?, w jednej mia?o kul?, na której fale morskie i ma?y okr?t by?y wyobra?one. Zdaje mi si?, i? to oznacza? mia?o potop, o którym Job cz?sto z dwoma najwierniejszymi s?ugami, a tak?e o m?dro?ci i mi?osierdziu Bo?ym rozmawia?. Owa figura b?yszcza?a jakby by?a z kruszcu, móg? j? wsz?dzie ze sob? zabiera?. Modli? si? i ofiarowywa? ziarna przed ni?, pal?c je. Dym, jakoby przez lejek wznosi? si? w gór?. Tutaj spotka?o Joba pierwsze nieszcz??cie. Bywa?o zawsze potykanie i spieranie si? mi?dzy ka?dym cierpieniem, albowiem liczne, z?o?liwe otacza?y go plemiona; potem poszed? wi?cej w góry, na Kaukaz, gdzie na nowo rozpoczyna? i gdzie mu znowu wszystko si? udawa?o. Tutaj tak on jak jego ludzie ju? staranniej zacz?li si? przyodziewa?, te? co do ?ycia ju? wiele doskonalszymi si? stawali. Z tej drugiej siedziby przyby? Job z wielk? gromad? do Egiptu, gdzie wówczas obcy królowie — pasterze z ojczyzny Joba cz??ci? ziemi rz?dzili. Pó?niej tych?e pewien król egipski stamt?d wyp?dzi?. Job narzeczonej, dla jednego z synów owych królów — pasterzy przeznaczonej, krewnej swojej, w drodze do Egiptu mia? towarzyszy?. Przyniós? kosztowne podarki ze sob?, a jeszcze 30 wielb??dów i mnóstwo s?ug posiada?. Gdy go tutaj w Egipcie widzia?am, by? silnym, wielkim m??czyzn?, koloru przyjemnego, ?ó?to — brunatnego i o czerwonawych w?osach. Abraham by? koloru bardziej jasnego, za? ludzie w Egipcie byli koloru brudno — brunatnego. Job z niech?ci? przebywa? w Egipcie, widzia?am te?, ?e z t?sknot? spogl?da? na wschód, na ojczyzn?, le??c? bardziej na po?udnie, ani?eli ostatnia cz??? kraju Trzech Królów. S?ysza?am go skar??cego si? przed s?ugami, ?e wola?by raczej mieszka? w?ród dzikich zwierz?t, ani?eli razem z tymi lud?mi w Egipcie; smuci? si? bowiem bardzo wskutek okropnego tam?e panuj?cego ba?wochwalstwa. Strasznemu bo?kowi, z do góry podniesionym ?bem wo?u i rozszerzon? paszcz?, ofiarowali ?ywe dzieci, k?ad?c je na Rozpalone przedtem tego? bo?ka ramiona. Król — pasterz, dla którego syna Job narzeczon? do Egiptu przyprowadzi?, chcia? go ch?tnie zatrzyma?, przekazuj?c mu Matare? na siedzib?. Miejscowo?? ta wówczas zupe?nie inaczej wygl?da?a, ani?eli pó?niej, gdy Naj?w. Rodzina tam?e przebywa?a; widzia?am jednakowo?, ?e Job na tym samym, co Naj?w. Rodzina, mieszka? miejscu i ?e ju? jemu Pan Bóg studni? Maryi pokaza?. Kiedy Maryja na ow? studni? natrafi?a, tylko zakryt?, ale wewn?trz ju? wymurowan? by?a. Tak?e kamienia, znajduj?cego si? przy studni, Job do swego nabo?e?stwa u?ywa?.


45

Okolic?, w której mieszka?, za pomoc? modlitwy od dzikich i jadowitych zwierz?t uwolni?. Tutaj mia? wizje o zbawieniu ludzko?ci i o próbach go czekaj?cych. Wyst?powa? energicznie przeciwko bezecno?ci? ludu egipskiego i przeciw ofiarom ludzkim, i zdaje mi si?, ?e je zniesiono. Po powrocie do ojczyzny spotka? go drugi cios. Gdy za?, trzeci cios go dotkn??, po 12 latach spokoju, wi?cej na pó?noc, za? patrz?c z Jerycho, prosto na wschód mieszka?. Zdaje mi si?, ?e mu t? okolic? po drugim cierpieniu dano, poniewa? go wsz?dzie dla jego wielkiej sprawiedliwo?ci, boja?ni Bo?ej i nauki mi?owano i szanowano. Tutaj znowu od pocz?tku w równinie zacz??. Na pagórku urodzajnym biega?y dziko ró?ne szlachetne zwierz?ta, tak?e wielb??dy, a chwytano je tam w sposób, jak u nas dzikie konie na wrzosinie chwytaj?. Na tym pagórku pobudowa? si?, sta? si? bardzo bogatym i wystawi? miasto, tak bardzo mu przybywa?o. Miasto na kamiennych fundamentach, sta?o, a dachy podobne by?y do namiotów; kiedy za? znowu by? w rozkwicie, trzeci nawiedzi? go smutek, albowiem strasznie zachorowa?. Gdy i to z wielk? m?dro?ci? i cierpliwie przeby?, wyzdrowia? zupe?nie i jeszcze wiele synów i córek dosta?. Zdaje mi si?, ?e umar? bardzo pó?no, wtenczas, gdy inny tam naród wtargn??. Jakkolwiek ta historia w ksi?dze, Joba zupe?nie inaczej jest opowiedzian?, jednakowo? s? w niej jeszcze liczne prawdziwe mowy Joba, a zdaje mi si?, ?e umia?abym wszystkie rozró?ni?. Do historii o s?ugach, tak szybko sobie nast?puj?cych trzeba doda?, ?e s?owa: „kiedy jeszcze o tym mówi?", znacz?: kiedy ostatnie cierpienie jeszcze nie zupe?nie w pami?ci ludzi si? zatar?o. ?e szatan z dzie?mi Boga staje przed Bogiem, oskar?aj?c Joba, to te? tylko tak w skrócie jest przedstawione. Wówczas z?e duchy bardzo z lud?mi ba?wochwalczymi obcowali, ukazuj?c si? im pewno w postaci anio?ów. Tak pod?egano tutaj z?ych s?siadów przeciwko Jobowi; oczerniano Joba, mówi?c, ?e nie s?u?y Panu Bogu uczciwie, ?e wszystkiego ma pod dostatkiem, ?e wi?c mu ?atwo by? dobrym. Tedy Pan Bóg chcia? pokaza? ?e cierpienia cz?sto tylko s? do?wiadczeniami itd. Przyjaciele, znajduj?cy si? przy Jobie i rozmawiaj?cy z nim, oznaczaj? tych?e przyjació? rozmy?lanie w jego losie. Job z t?sknot? oczekiwa? Zbawiciela, przyczyni? si? tak?e do rodu Dawidowego, stosunek jego do Abrahama, przez matk? Abrahama, pochodz?c? z jego potomków, by? ten sam, jaki mi?dzy przodkami Anny a Maryj? zachodzi?. Histori? jego ?ycia i jego rozmowy z Bogiem spisywali obszernie dwaj najwierniejsi s?udzy jego, którzy jakoby podskarbimi byli, a spisywali wszystko tak, jak z ust jego w?asnych s?yszeli. Owi dwaj s?udzy nazywali si? Hai i Uis lub Ois. Pisali na korach. T? histori? uwa?ano w?ród potomków jego za bardzo ?wi?t?, a przesz?a ona, od rodu do rodu, a? do Abrahama; tak?e w szkole Rebeki pod?ug tej historii niewiasty kananejskie pod wzgl?dem poddawania si? do?wiadczeniom Bo?ym pouczano. W ten sposób ta historia przez Jakuba i Józefa przesz?a na dzieci Izraela do Egiptu, a Moj?esz, skróciwszy j?, na inny sposób na u?ytek Izraelitów w?ród ich ucisku w Egipcie i dolegliwo?ci na puszczy u?o?y?; by?a bowiem daleko obszerniejsz? i zawiera?a w sobie wiele, czego by nie byli zrozumieli i co by dla nich nie by?o po?ytecznym. Za? Salomon t? histori? jeszcze raz zupe?nie przerobi?, wiele rzeczy opuszczaj?c, wiele te? od siebie dodaj?c. Tak ona prawdziwa historia sta?a si? ksi?g? buduj?c?, pe?n? m?dro?ci Joba, Moj?esza i Salomona, za? w?a?ciw? histori? Joba trudno by?o w niej znale??, albowiem tak?e co do nazw kraju i ludów zbli?a?a si? teraz bardziej ku ziemi Kanaan, wskutek czego Joba za Edomit? miano.


46

Abraham

Abraham i jego przodkowie osobn? ras? wielkich ludzi tworzyli. Wiedli ?ycie pasterskie, a miasto Ur w Chaldei nie by?o w?a?ciwie ich ojczyzn?, raczej tam dot?d przyw?drowali. Ci ludzie osobn? mieli w?adz?, osobn? te? sprawiedliwo?ci? si? kierowali. Tu i tam zajmowali okolice z dobrymi pastwiskami, naznaczali granice, wznosili kamienie na o?tarz, a rozgraniczona ziemia stawa?a si? pó?niej ich w?asno?ci?. W m?odo?ci przydarzy?o si? Abrahamowi co? podobnego, jak ma?emu Moj?eszowi, gdy? mamka jego uratowa?a mu ?ycie. Zwierzchnikowi tego kraju przepowiedziano, ?e cudowne narodzi si? dzieci?, które dla? stanie si? niebezpiecznym. Stara? si? temu przeszkodzi?. Dlatego matka Abrahama ukrywa?a si?, a Abraham urodzi? si? w tej samej jaskini, w której Ew?, ukrywaj?c? Seta widzia?am. Mamka Abrahama, Maraha tutaj tak?e po kryjomu go wychowywa?a. ?y?a jako uboga niewolnica, w dziczy (pustyni) pracuj?c, mia?a chatk? blisko jaskini, któr? pó?niej jaskini? mleka przezwano i gdzie j? te? Abraham na jej pro?by w ko?cu pochowa?. Abraham by? niezmiernie wielkim, rodzice jego z jaskini znowu do siebie go wzi?li, poniewa? móg? uchodzi? za dzieci?, ju? przed ow? przepowiedni? urodzone. Jednakowo? wskutek swej przedwczesnej m?dro?ci znajdowa? si? w niebezpiecze?stwie. Mamka, uciek?szy z nim, znowu dosy? d?ugo w owej jaskini go ukrywa?a. Zamordowano wówczas wiele dzieci tego samego, co on, wieku. Abraham kocha? t? mamk? bardzo, a pó?niej, w?ród swoich wypraw, prowadzi? j? na wielb??dzie ze sob?. Mieszka? z ni? tak?e w Sukkot. Umieraj?c mia?a lat sto, za? Abraham zgotowa? jej grób w?ród mnóstwa kamieni, na rodzaj pagórka ow? jaskini? ?cie?niaj?cych. Owa jaskinia sta?a si? miejscem nabo?e?stwa, mianowicie dla matek. Ca?a ta historia by?a tajemnicz? figur? owego najwcze?niejszego prze?ladowania, które Maryja z Dzieci?tkiem Jezus cierpie? musia?a, która równie? w tej ?wi?tyni przed ?o?nierzami Heroda, szukaj?cymi Dzieci?tka, si? ukrywa?a. Ojciec Abrahama zna? wiele tajemnic i wiele ?ask posiada?. Ludzie jego plemienia posiadali dar znajdywania z?ota w ziemi, z którego Abraham ma?e bo?yszcza, podobne do tych, które Rachel skrad?a Labanowi, tworzy?. Ur jest to miejsce, le??ce na pó?noc w Chaldei. Widzia?am w tych okolicach na wielu miejscach, na górach i w dolinie, wznosz?cy si? ogie? bia?y, jakoby ziemia si? pali?a. Nie wiem jednak, czy ten ogie? by? naturalny, czy te? przez ludzi wzniecony. Abraham by? wielkim znawc? gwiazd; widywa? tak?e w?a?ciwo?ci przedmiotów i wp?ywy gwiazd na urodzenie; widywa? to i owo w gwiazdach, lecz wszystko zwraca? do Boga, we wszystkim s?ucha? Boga, samemu tylko Bogu s?u?y?. Tak?e innych w Chaldei w tej nauce poucza?, lecz wszystko do Boga odnosi?. Widzia?am, ?e podczas wizji otrzyma? od Boga rozkaz opuszczenia swej ziemi. Pan Bóg pokaza? mu inn? ziemi?, za? Abraham, nie pytaj?c, nazajutrz na wszystkich swych ludzi, by wyszli, nalega?, po czym wyw?drowa?. Potem widzia?am, ?e namioty swoje rozbi? w pewnej okolicy Ziemi obiecanej, która, jak mi si? zdawa?o, tam si? rozci?ga?a, gdzie pó?niej miasto Nazaret sta?o. Abraham tutaj osobi?cie pod?ugowaty o?tarz z kamieni a nad o?tarzem namiot wystawi?. Gdy kl?cza? przed o?tarzem, blask z nieba go ogarn??, za? anio?, pos?aniec Boga, stan?wszy przed nim, rozmawia? z nim i przyniós? mu pewien na wskro? ja?niej?cy dar. Anio? rozmawia? z Abrahamem, a ten?e otrzyma? tajemnic? b?ogos?awie?stwa, ?wi?to?? niebios, a rozpi?wszy sw? sukni?, dar ten na piersiach z?o?y?. Powiedziano mi te?, ?e to jest Sakrament Starego Testamentu. Abraham nie zna? jeszcze tre?ci owego daru, by?a ona przed nim ukryta, tak jak przed nami tre?? Przenaj?w. Sakramentu ukryt? jest. Lecz otrzyma? ten dar jako


47

?wi?to?? i zadatek obiecanego potomstwa. Anio? wygl?da? zupe?nie tak jak ów, co Naj?w. Maryi Pannie pocz?cie Mesjasza zwiastowa?; by? te? tak mi?ym i ?agodnym w?ród wykonywania swego urz?du, nie by? tak szybkim i pospiesznym, jak innych anio?ów swe czynno?ci wykonywaj?cych widz?. S?dz?, ?e Abraham ow? tajemnic? zawsze przy sobie nosi?. Abraham rozmawia? z nim te? o Melchizedeku, który przed nim ofiar? sk?ada? b?dzie, która si? spe?ni po przyj?ciu na ?wiat Mesjasza i trwa? b?dzie na wieki. Abraham wyj?? potem ze skrzyni 5 wielkich ko?ci, które na o?tarzu we formie krzy?a ustawi?. ?wiat?o przed tym krzy?em si? pali?o, a on sk?ada? ofiar?. Ogie? pali? si? jakby gwiazda, w po?rodku by? bia?y, na ko?cu czerwony. Widzia?am tak?e Abrahama ze Sar? w Egipcie. Wskutek panuj?cego g?odu tam dot?d przyby?, a tak?e celem zabrania skarbu, który przez krewn? Sary tam dot?d si? dosta?. Tak mu Bóg nakaza?. Ów skarb by? to z rz?dem poustawianych, trójk?tnych kawa?ków z?ota sk?adaj?cy si? rejestr rodu od dzieci Noego, a mianowicie od Sema a? do jego czasów. Ten skarb jedna z siostrzenic matki Sary unios?a ze sob? do Egiptu, dok?d razem z ludem pasterskim plemiona Jobowego, to znaczy z pobocznymi potomkami tego plemienia przyby?a, s?u??c tutaj jako dziewka. Skrad?a ten skarb tak samo, jak Rachel bo?yszcza Labana. Ten rodowód zrobiony by? na rodzaj szali wraz ze sznurami. Sznury bowiem sk?ada?y si? ze z??czonych trójk?tnych kawa?ków z pojedynczymi liniami pobocznymi. Na wszystkich za pomoc? figur i g?osek wypisane by?y imiona cz?onków rodu, pocz?wszy od Noego, a mianowicie od Sema, a spu?ciwszy sznury, wszystko le?a?o w szali pospo?u. S?ysza?am tak?e, lecz zapomnia?am, ile sykli — tak bowiem nazywa?a si? pewna suma — to wszystko wynosi?o. Rejestr rodu dosta? si? do r?k kap?anów i Faraona, którzy z niego, wskutek swego bezustannego liczenia, rozmaitych rzeczy, lecz nie prawdziwie, si? wyuczyli. Gdy Faraon ci??kimi plagami nawiedziony zosta?, naradza? si? ze swoimi kap?anami ba?wochwalczymi, a potem da? Abrahamowi wszystko, czego ten?e ??da?. Gdy Abraham znowu do ziemi obiecanej wróci?, widzia?am Lota u niego w namiocie, a Abraham r?k? naoko?o wskazywa?. Jego usposobienie zawiera?o wiele z obyczajów Trzech Króli, okryty by? d?ug?, bia?? materi? we?nian? z r?kawami, przy których pleciony, bia?y pas z ozdobami, za? w tyle rodzaj kapucy si? zwiesza?. Na g?owie nosi? kapturek, a nad piersiami tarcz? z metalu czy te? drogich kamieni. Mia? d?ug? brod?. Nie umiem wypowiedzie?, jak dobrym by? i hojnym. Je?eli co? posiada?, co si? innemu bardzo podoba?o, mianowicie co do byd?a natychmiast mu dawa?; by? bowiem szczególnym nieprzyjacielem zazdro?ci i chciwo?ci. Lot by? prawie tak samo ubrany, lecz nie by? tak wielkim jak Abraham, ani te? tak szlachetnym. By? wprawdzie dobrym, lecz pomimo to troch? chciwym. Widzia?am jednak ich s?ugi cz?sto si? k?óc?cych, widzia?am te?, jak Lot wyw?drowa?, lecz szed?, mg?? otoczony. Nad Abrahamem widzia?am ?wiat?o, widzia?am go pó?niej namioty swe zwijaj?cego i koczuj?cego, widzia?am te?, ?e, o?tarz z kamieni polnych, a nad nim namiot zbudowa?. Ludzie byli bardzo wprawni w budowaniu czego? z nie ciosanych kamieni, a tak pan, jak s?uga r?ki dok?ada?. Ten o?tarz sta? w okolicy Hebron, pó?niejszej siedziby Zachariasza, ojca Jana Chrzciciela. Okolica, do której Lot si? uda?, by?a bardzo dobra, jak w ogóle wszystka ziemia ku Jordanowi. Widzia?am te?, jak grabiono miasta okolicy, zamieszkiwanej przez Lota, i jak Lota wraz z jego dobytkiem wywleczono. Widzia?am te? jak pewien zbieg o tym Abrahamowi doniós?, jak ten si? modli? i z wszystkimi s?ugami wyszed?szy, nieprzyjació? napad? i brata swego uwolni?, jak ten?e dzi?kowa? i jak mu ?al by?o, i? Abrahama opu?ci?. Nieprzyjaciele i w ogóle wojuj?cy, a mianowicie wielkoludy, ludzie niezmiernie wielcy i wszystko gwa?tem dzikim uporem sobie zdobywaj?cy, którym w ten sam sposób zdobycz znowu


48

wydzierano, nie byli tak ubrani, jak ludzie hama. Nosili cia?niejsze i krótsze ubiory, mieli wi?cej szat na sobie, a mianowicie wiele guzików, gwiazd i ozdób.

Melchizedek ofiaruje chleb i wino

Melchizedeka wi?cej razy u Abrahama widzia?am. Przyszed? w sposób, jak innym razem cz?sto anio?owie do Abrahama przychodzili. Razu pewnego, nakaza? mu Melchizedek trojak? z?o?y? ofiar? z go??bi i innych ptaków, przepowiedzia? te? los Sodomy i Lota, i ?e znowu do niego przyjdzie, by chleb i wino ofiarowa?; tak?e powiedzia?, o co Abraham Boga mia? prosi?. Abraham by? pe?en szacunku dla Melchizedeka i pe?en wyczekiwania obiecanej ofiary; dlatego bardzo pi?kny wybudowa? o?tarz, otaczaj?c go sza?asem. Melchizedek, zbli?aj?c si? celem ofiarowania chleba i wina, przez pos?a?ców Abrahamowi donie?? kaza?, ?e przychodzi jako król Salemu. Abraham wybieg? mu naprzeciw, a ukl?kn?wszy przed nim, otrzyma? b?ogos?awie?stwo. Dzia?o si? to w pewnej dolinie, na po?udnie od owej doliny urodzajnej, rozci?gaj?cej si? w okolic? Gazy. Melchizedek przyby? z pó?niejszej Jerozolimy. Mia? przy sobie szare, bardzo szybkie zwierz? o krótkiej, szerokiej szyi, które bardzo by?o ob?adowane. Na jednym boku nosi?o naczynie z winem, które po stronie, gdzie do cia?a zwierz?cia przylega?o, by?o p?askie; na drugim boku nosi?o skrzyni?, w której by?y owalne, p?askie, obok siebie ustawione chleby i ten sam kielich, który pó?niej przy ustanowieniu Naj?w. Sakramentu podczas wieczerzy Pa?skiej widzia?am, tak?e kubki w kszta?cie ma?ych beczu?ek. Te naczynia nie by?y ze z?ota lub srebra, lecz by?y przezroczyste, jakby z brunatnego drogiego kamienia; zdawa?y mi si? wyros?e, nie robione. Melchizedek robi? wra?enie, jak Pan Jezus podczas Swego urz?du nauczycielskiego. By? bardzo wysmuk?y i wielki, nies?ychanie powa?ny a ?agodny. Nosi? d?ugi p?aszcz, tak bia?y i jasny, ?e przypomina? mi ow? bia?? szat?, która oko?o Pana Jezusa podczas Przemienienia si? ukaza?a. Bia?a szata Abrahama by?a w porównaniu do tej zupe?nie m?tn?. Nosi? te? pas, na którym by?y g?oski, jaki pó?niej kap?ani ?ydowscy nosili, widzia?am te?, ?e tak on, jak owi kap?ani, fa?dzist? czapk? podczas ofiary na g?owie mieli. W?osy jego by?y l?ni?co — ?ó?te, jak jasny, d?ugi jedwab, równie? twarz jego by?a l?ni?ca. Król Sodomy, gdy Melchizedek si? zbli?a?, ju? u Abrahama w namiocie si? znajdowa?, a doko?a mnóstwo by?o ludzi ze zwierz?tami, workami i skrzyniami. Wszyscy zachowywali si? bardzo spokojnie i uroczy?cie i byli pe?ni szacunku dla Melchizedeka, którego obecno?? nape?ni?a ich powag?. Przyst?pi? do o?tarza, na którym by? rodzaj tabernakulum, (miejsce, w którym przechowuje si? Przenaj?w. Sakrament) w który kielich wstawi?; tak?e wkl?s?o?? by?a przy o?tarzu, s?dz?, ?e dla ofiary. Abraham, jak zawsze, podczas ofiarowania ko?ci Adama postawi? na o?tarzu, które Noe mia? w arce. Modlili si? przed nimi, by Bóg obietnic? Mesjasza, dan? Abrahamowi spe?ni? raczy?. Melchizedek okry? o?tarz najpierw czerwonym przykryciem, które ze sob? by? przyniós?, a na to po?o?y? przykrycie bia?e, przezroczyste. Jego obrz?dek przypomina? mi Msz? ?wi?t?. Widzia?am go chleb i wino podnosz?cego w gór?, ofiaruj?cego, b?ogos?awi?cego i ?ami?cego. Abrahamowi poda? kielich do picia, którego pó?niej do wieczerzy Pa?skiej u?yto; drudzy z ma?ych pili naczy?, które Abraham i najznakomitsi obecni wszystkiemu ludowi podawali, tak samo jak ?amane chleby. Otrzymali oni wi?ksze k?sy, ani?eli w pierwszym czasie podczas Komunii ?wi?tej. Widzia?am, ?e te k?sy ?wiat?o z si?bie wydawa?y; by?y tylko po?wi?cone, nie konsekrowane. Anio?owie nie mog? konsekrowa?. Wszyscy byli wzbudzeni i ku Bogu wzniesieni. Melchizedek poda? Abrahamowi chleb i wino do po?ywania, a otrzyma? chleb delikatniejszy i bardziej ja?niej?cy, ani?eli drudzy. Naby? wielkiej mocy i takiej


49

si?y wiary, i? pó?niej nie waha? si? syna obiecanego na rozkaz Bo?y ofiarowa?. Przepowiadaj?c, wyrzek? s?owa nast?puj?ce: „To nie to, co Moj?esz na górze Synaj Lewitom daje." Nie wiem, czy te? sam Abraham chleb i wino ofiarowa?, ale tyle wiem, ?e kielich, z którego pi?, ten sam jest, w którym Jezus Przenaj?wi?tszy Sakrament ustanowi?. Gdy Melchizedek Abrahama podczas ofiarowania chleba i wina b?ogos?awi?, wy?wi?ci? go na kap?ana. Wymówi? nad nim s?owa: „Rzek? Pan Panu memu, si?d? po prawicy mojej. Ty jeste? kap?anem na wieki, wed?ug porz?dku Melchizedeka. Przysi?g? Pan, a nie b?dzie mu ?al." Po?o?y? r?ce na Abrahama, a ten da? mu potem dziesi?cin?; pozna?am wielkie znaczenie, i? Abraham po tym wy?wi?ceniu da? mu dziesi?cin?. Przyczyny tej wa?nej rzeczy nie przypominam sobie wi?cej. Widzia?am te?, ?e Dawid, pisz?c ten psalm, mia? wizj? o ?wi?ceniu Abrahama przez Melchizedeka, tego? s?owa prorocze powtarzaj?c. S?owa: „si?d? po prawicy mojej" maj? osobne znaczenie. Gdy mi w formie obrazu odwieczne rodzenie Syna z Ojca pokazuj?, wtedy widz? Syna z prawego boku Ojca wychodz?cego w kszta?cie ?wiat?a, otoczonego trójk?tem, tak jak si? wyobra?a oko Boskie, a w górnym ko?cu tego trójk?ta spostrzegam Ducha ?wi?tego. Lecz tego wypowiedzie? nie mo?na. Ew? widzia?am wyst?puj?c? z prawego boku Adama, widzia?am te?, ?e patriarchowie b?ogos?awie?stwo w prawicy nosili, i ?e dzieci, którym b?ogos?awie?stwo dawali, po prawicy stawiali. Jezusowi otworzono w?óczni? prawy bok, a ko?ció? z tego boku Jego prawego wyrasta. W ko?ció? wchodz?c, w prawy bok Jezusa wst?pujemy i w Nim razem z Ojcem Jego Niebieskim z??czeni jeste?my. S?dz?, ?e pos?annictwo Melchizedeka na ziemi t? ofiar? i wy?wi?ceniem Abrahama by?o spe?nione, albowiem pó?niej ju? go wi?cej nie widzia?am. Kielich z sze?cioma kubkami pozostawi? Abrahamowi.

Abraham otrzymuje Sakrament Starego Przymierza

Abraham siedzia?, modl?c si?, przed namiotem pod wielkim drzewem, przy którym prowadzi?a droga bita. Siadywa? tutaj cz?sto, by podró?nych go?cinnie przyjmowa?. Modl?c si?, patrzy? na niebo i widzia? Boga jakby w promieniu s?onecznym, zwiastuj?cego mu przybycie trzech bia?ych m??ów. Potem ofiarowa? baranka na o?tarzu i widzia?am go przed o?tarzem w zachwyceniu o zbawienie ludzi na kolanach si? modl?cego. O?tarz sta? po prawej stronie owego wielkiego drzewa, w namiocie, u góry otwartym; a dalej, na prawo od drzewa, sta? drugi namiot, w którym narz?dzia, potrzebne do ofiary, przechowywano i gdzie Abraham najcz??ciej przebywa?, ilekro? swymi doko?a mieszkaj?cymi pasterzami by? zaj?ty. Wi?cej oddalony od tego namiotu, po drugiej stronie go?ci?ca, sta? namiot Sary i jej gospodarstwa domowego; niewiasty mieszka?y zawsze osobno. Ofiara Abrahama by?a prawie sko?czona, gdy spostrzeg? owych trzech anio?ów, wst?puj?cych na go?ciniec. Szli w równych ust?pach, jeden za drugim, maj?c suknie podkasane. Abraham pobieg? im naprzeciw, Modli? si?, schylaj?c si? przed nimi, do Boga i zaprowadzi? ich przed namiot, w którym sta? o?tarz, gdzie, zdj?wszy suknie, Abrahamowi przykl?kn?? kazali. Cudown? akcj?, któr? teraz anio?owie na Abrahamie, b?d?cym w zachwyceniu, wykonywali, w bardzo krótkim, czasie, jak wszystko, co w takim dzieje si? stanie, odbywaj?c? si? widzia?am. Widzia?am, ?e pierwszy anio? zwiastowa? kl?cz?cemu Abrahamowi, i? Bóg chce, by z jego potomków wysz?a niepokalana, bezgrzeszna dziewica, która, jako nienaruszona dziewica, stanie si? matk? Zbawiciela, On za? sam teraz otrzyma, co Adam wskutek grzechu by? utraci?. Potem poda? mu anio? k?s l?ni?cy i z ma?ego kubka


50

jasnego p?ynu napi? mu si? kaza?. Potem, b?ogos?awi?c, prawic? od g?owy poprowadzi? na dó?, potem od prawego i lewego ramienia a? pod piersi, gdzie owe trzy linie b?ogos?awie?stwa si? z??czy?y. Potem obiema r?koma co? l?ni?cego, jakby chmurk?, ku piersiom Abrahama poda?, co, jak widzia?am, w niego wst?pi?o, a mia?am uczucie, jakoby odbiera? ?w. Sakrament. Drugi anio? zwiastowa? Abrahamowi, by tajemnic? tego b?ogos?awie?stwa w ten sam sposób, w jaki je otrzyma?, przed ?mierci? odda? pierworodnemu Sary, i ?e wnuk jego Jakub b?dzie ojcem dwunastu synów, z których dwana?cie pokole? wyjdzie. Anio? powiedzia? tak?e, i? od Jakuba to b?ogos?awie?stwo znowu b?dzie odj?te; gdy za? Jakub stanie si? narodem, owo b?ogos?awie?stwo znowu do arki Przymierza jako b?ogos?awie?stwo ca?ego narodu, który za pomoc? modlitwy si? ostanie, ma by? oddane. Pokaza? mu, ?e dla bezbo?no?ci ludzi tajemnica ta z arki na proroków, a wreszcie na m??a przejdzie, który ma si? sta? ojcem dziewicy. S?ysza?am te? podczas tej obietnicy, ?e poganom przez sze?? proroki? i przez gwiazdozbiory zbawienie ?wiata z dziewicy ma by? zwiastowanym. Wszystko to poj?? Abraham w widzeniu; widzia? tak?e ukazuj?c? si? na niebie dziewic?, a po jej prawicy unosz?cego si? anio?a ga??zk? jej ust dotykaj?cego. Z p?aszcza dziewicy wyszed? potem ko?ció?. Trzeci anio? Abrahamowi narodzenie Izaaka zwiastowa?. Widzia?am Abrahama wskutek obiecanej ?wi?tej dziewicy i wizji o niej otrzymanej tak uradowanego, i? wcale o Izaaku nie my?la?, i s?dz?, ?e obietnica dziewicy tak?e pó?niej rozkaz Bo?y ofiarowania Izaaka mu u?atwi?a. Dopiero po tej ?wi?tej akcji widzia?am podejmowanie anio?ów i u?miechanie si? Sary. Widzia?am te? Abrahama anio?ów odprowadzaj?cego, i za Sodom? si? wstawiaj?cego. Gdy min??o zachwycenie, zaprowadzi? Abraham anio?ów pod drzewo, postawi? sto?ki naoko?o niego, na które anio?owie usiedli, a on im nogi umywa?. Potem pobieg? Abraham do namiotu Sary, by uczt? przygotowa?a, któr? pó?niej, okwefiona, na po?ow? drogi wynios?a. Po uczcie towarzyszy? Abraham anio?om kawa? drogi, a poniewa? o narodzeniu syna z nim mówili, ?mia?a si? Sara, która to, zbli?ywszy si? po za zagrodami namiotów s?ysza?a. Bardzo wiele go??bi, jak kury oswojonych, przed namiotami widzia?am. Uczta sk?ada?a si? z takich go??bi, z okr?g?ych chlebów i z miodu. Abraham ju? dawniej, wychodz?c z Chaldei, tajemnic? b?ogos?awie?stwa przez anio?a by? otrzyma?; ale ta tajemnica by?a jeszcze ukryta i otrzyma? j? wi?cej jako zadatek spe?nienia si? przyrzeczenia, i? sta? si? ma ojcem niezliczonego ludu. Teraz anio?owie t? tajemnic? w nim wzbudzili, a on o niej zosta? o?wiecony.

Jakub

Rebeka wiedzia?a, ?e Ezaw ?adnego owej Boskiej tajemnicy nie posiada? promienia. Ezaw by? mazgajowaty, nieokrzesany i leniwy, Jakub bardzo r?czy, m?dry i wi?cej w rodzaju matki. U Izaaka wi?cej znaczy? Ezaw, jako pierworodny. Ten?e wychodzi? wiele na ?owy. Rebeka rozmy?la?a bez ustanku, w jaki sposób prawo i b?ogos?awie?stwo na Jakuba ma obróci?. Odkupienia pierworództwa ona Jakuba nauczy?a; by?a to jarzyna z mi?sem i zielone li?cie, jak sa?ata. Ezaw wróci? zm?czony; Jakub mu pochlebia? i tak otrzyma? odst?pienie pierworództwa. Izaak by? ju? bardzo stary i niewidomy, obawia? si? ?mierci, wi?c, chcia? Ezawowi da? b?ogos?awie?stwo swoje. Rebeka, która wiedzia?a, ?e Jakub to b?ogos?awie?stwo mia? i musia? otrzyma?, nie mog?a Izaaka do tego nak?oni?. Wskutek tego bardzo zasmucon? i niespokojn?, a gdy nie da? si? ju? d?u?ej przetrzymywa? i Ezawa, b?d?cego w pobli?u, do siebie zawo?a?, musia? si? Jakub ukry?, by go Ezaw nie spostrzeg?. Rebeka wys?a?a Jakuba, by przyniós? kozio?ka z trzody, albowiem


51

Izaak rozkaza? Ezawowi ubi? zwierzyn?. Ledwo Ezaw wyszed?, ju? potrawa by?a gotowa. Dobre szaty Ezawa, w które teraz Rebeka przyodzia?a Jakuba, sk?ada?y si? z takiej kurtki, jak? ten?e sam nosi?, by?a tylko sztywniejsza i na piersiach pstro haftowana. Ezawa ramiona, a tak samo i piersi by?y g?sto czarnowe?niaste, jakby skóra; dlatego ramiona Jakuba obwin??a skórami i ?o?y?a mu je na piersi, tam gdzie kurtka mia?a rozporek. Tylko robot? ró?ni?a si? ta kurtka od zwyczajnych kurtek; z boku by?a otwarta, szyj? przetykano otworem, wykrawanym w mi?kkiej, brunatnej skórze; po bokach zawi?zywano j? za pomoc? rzemieni a gdy pas prze?o?ono, ten?e zarazem by? kieszeni?. Kurtka nie mia?a r?kawów, pier? by?a wolna, opaska oko?o g?owy i zapaska by?y koloru brunatnego, czy te? szarego. Widzia?am, jak Izaak Jakuba maca? po piersiach i r?kach, gdzie Ezaw pe?no mia? w?osów, i jak nieco by? rozmarzony i zasmucony i nie by? pewien siebie; ale poniewa? nadesz?a chwila i tak? by?a wola Bo?a, s?dzi?, ?e to jest Ezaw, wi?c da? Jakubowi b?ogos?awie?stwo, które od Abrahama za? Abraham od anio?a by? otrzyma?. Wpierw jeszcze z Rebek? co? tajemniczego, co do b?ogos?awie?stwa nale?a?o przygotowa?; by? to napój w kubku. Dzieci nic o tym nie wiedzia?y i tylko ten, który to b?ogos?awie?stwo posiada? doznawa? tej tajemnicy, która dla? wszelako, jak dla nas Przenaj?w. Sakrament, tajemnic? pozostawa?a. Naczynie po jednej stronie wi?cej p?askie, ani?eli po drugiej. By?o prze?roczyste i jak per?owa macica l?ni?ce; by?o czym? czerwonym nape?nione, mia?am uczucie, jakoby to by?a krew, krew z Izaaka. Rebeka podczas przygotowywania by?a obecn?. Gdy Izaak Jakuba b?ogos?awi?, ten?e sam jeden by? przy nim. Pier? obna?ywszy, musia? stan?? przed Izaakiem. Ojciec poci?gn?? r?k?, któr? b?ogos?awi?, linie od czo?a, prosto na dó?, a? do ?ona Jakóbowego, od prawego ramienia równie? a? do ?ona, a tak samo od lewego ramienia. Potem po?o?y? sw? prawic? na jego g?ow?, a lewic? na do?ek sercowy; potem Jakub szklaneczk? wychyli? musia?, a wreszcie zdawa?o si?, jakoby mu Izaak wszystko, wszelk? moc i si?? dawa?, obiema r?koma jakoby co? z cia?a swego wyjmuj?c i w cia?o Jakuba k?ad?c. Czu?am, ?e to by?a jego si?a i b?ogos?awie?stwo. Podczas tego wszystkiego modli? si? Izaak g?o?no. Izaak, b?ogos?awi?c, podniós? si? z ?o?a. By? natchniony podczas b?ogos?awie?stwa, a ?wiat?o?? z niego rzuca?a promienie. Podczas gdy linie b?ogos?awie?stwa poci?ga?, Jakub r?ce, podniós?szy je nieco, trzyma? otwarte, podobnie jak czyni kap?an, mówi?c „Dominus vobiscum.? Ilekro? ojciec sam si? modli?, mia? Jakub r?ce piersi skrzy?owane. Gdy Izaak podawa? b?ogos?awie?stwo, odbiera? je Jakub, krzy?uj?c r?ce pod piersi?, na wzór cz?owieka, który co? chwyta. R?ce na g?ow? i w okolic? ?o??dka po?o?y? mu Izaak dopiero na ko?cu. Szklaneczk?, z której pi?, równie? trzyma?. Gdy jednakowo? akt b?ogos?awienia przez podanie b?ogos?awie?stwa by? spe?niony, widzia?am Izaaka wskutek wyt??enia, lub te? wskutek rzeczywistego podawania i oddawania i wskutek nieposiadania wi?cej pewnej si?y, zupe?nie bezw?adnego. Za? Jakuba widzia?am kwitn?cego, silnego, pe?nego ?ycia i pot??nego. Teraz Ezaw powróci?. Izaak, spostrzeg?szy, ?e b?ogos?awie?stwo przeniós? na innego, nie rozgniewa? si?; pozna? wol? Bo??. Natomiast Ezaw uniós? si? gniewem, rwa? sobie w?osy, lecz zdawa?o si? to raczej by? zazdro?ci? przeciw Jakubowi, ani?eli ?alem z powodu nie otrzymanego, b?ogos?awie?stwa. Obaj synowie byli dojrza?ymi, kiedy ojciec b?ogos?awi?. Ezaw mia? ju? dwie ?ony, które rodzicom jego si? nie podoba?y. Obie mia?y wi?cej ani?eli 40 lat. Skoro za? Rebeka spostrzeg?a gniew Ezawa, odes?a?a Jakuba potajemnie do brata swego


52

Labana. Widzia?am go odchodz?cego. A? do pasa nosi? kurtk?, za? zapa?nic? a? do kolan, pod stopami podeszwy, a oko?o g?owy opask?. Lask? pastersk? w r?ku, woreczek z chlebem, zwieszaj?cy si? przez ramiona, pod drugim ramieniem butelk?, oto wszystko co posiada?. Tak widzia?am go, podczas gdy matka p?aka?a, spiesz?cego si?. Izaak równie? jeszcze mu b?ogos?awi?, nakazuj?c mu, by tam dot?d poszed? i tam ?on? poj??. Rodzice znosili wiele od Ezawa, a mianowicie Rebeka wiele przykro?ci doznawa?a. Widzia?am Jakuba w?ród jego podró?y do Mezopotamii ?pi?cego na miejscu, na którym pó?niej wybudowano Betel. S?o?ce ju? zasz?o; pod?o?y? sobie kamie? pod g?ow? i zasn??, le??c na znak, prosto wyci?gni?ty. Laska spoczywa?a w jego ramieniu. Widzia?am potem tak?e drabin?, któr? ujrza? we ?nie, a o której mówi historia biblijna: „stoj?c? na ziemi, a wierzch jej dosi?gaj?cy nieba." Widzia?am, jak po tej drabinie le??cy na ziemi Jakub a? do nieba wst?powa?. Widzia?am j? jako ?ywy rodowód jego potomstwa. Jak si? rodowody wyobra?a, widzia?am na dole przy ziemi, jakoby z cia?a ?pi?cego Jakuba zielona winna ga??zka wyrasta?a, rozchodz?ca si? w trzy pie?ki, które potem, jako pnie proste, na wzór trzystronnej piramidy, ko?cz?cej si? w jeden wierzcho?ek, a? do nieba si?ga?y. Owe trzy pnie pomi?dzy sob? ku wszystkim trzem stronom ga??ziami, które wyros?y, by?y po??czone, za? te ga??zie tworzy?y szczeble trzystronnej drabiniastej piramidy. Widzia?am t? drabin? licznymi zjawiskami otoczon?; widzia?am potomków Jakuba wchodz?cych po drabinie, którzy lini? rodow? Jezusa co do ludzko?ci Jego tworzyli. Wchodzili, cz?sto z jednej strony na drug? przechodz?c, a jeden wchodzi? przed drugim. Niektórzy pozostawali, za? inni z drugiej strony po nad nimi przechodzili, pod?ug tego jak zarodek ludzko?ci Jezusa wskutek grzechu by wa? zam?cony, lub znowu wskutek wstrzymywania si? od grzechu oczyszczany; wreszcie czysty kwiat, Dziewica ?wi?ta, w której Bóg chcia? si? sta? cz?owiekiem, na najwy?szym wierzcho?ku drabiny nie bios dosi?ga?a. Widzia?am nad ni? nie bo otwarte i chwa?? Boga. St?d Bóg rozmawia? z Jakubem. Widzia?am, jak Jakub, przebudziwszy si? nad ranem, najpierw okr?g?? zrobi? podstaw? z kamieni, a po?o?ywszy na ni? p?aski kamie?, na tym?e postawi? ów kamie?, który, k?ad?c si? do snu, pod?o?y? sobie pod g?ow?. Widzia?am te?, ?e, ogie? wznieciwszy, co? ofiarowa?, tak?e co? w ogie? na kamie? la?. Modli? si?, kl?cz?c. S?dz?, ?e wznieci? ogie?, jak trzej królowie, za pomoc? tarcia. Potem widzia?am Jakuba w podró?y do Labana, z lask? w r?ku, jeszcze na wi?cej miejscach, ani?eli tylko w Betel. Widzia?am go w?ród tej podro?y po raz wtóry w Ajnon, gdzie ju? przedtem tak?e przebywa? i gdzie cystern?, przezwan? pó?niej chrzcielnic? Jana, odnowi?. Widzia?am, ?e ju? wtenczas na miejscu Mahanaim si? modli?, by go Bóg przecie? broni? i mu tak?e szaty zachowa?, by, przyszed?szy do Mezopotamii, tak ?le nie wygl?da?, i by Laban go przecie? uzna?. Widzia?am, ?e wówczas ju? dwie gromady, unosz?ce si? po obu stronach, ujrza?, na wzór dwóch obozów, jako znak, ?e tak jest bronionym i ?e tak si? stanie pot??nym. Podczas powrotu widzia? spe?nienie si? tej wizji. Potem widzia?am go znowu dalej na wschód, na stron? po?udniow? rzeki Jabok si? zwracaj?cego; tutaj jedn? noc sp?dzaj?cego, gdzie pó?niej z anio?em si? mocowa?. I tutaj mia? objawienie. Przy powrocie Jakuba z Mezopotani znajdowa? si? obóz Jakuba na wschód od pó?niejszego Jabesz Gilead. Widzia?am, jak te?? jego Laban nastawa? na niego z powodu, ?e mu jego bo?yszcza uniesiono i jak go dogoni? i jak tutaj dla owych bo?yszczy wielki spór pomi?dzy nimi powsta?. Jakub nie wiedzia?, ?e je Rachel potajemnie by?a zabra?a. Skoro spostrzeg?a, ?e jej ojciec Laban, który ca?y obóz celem odnalezienia swych bo?yszcz przeszuka?, teraz tak?e wnet do jej namiotu przyjdzie, skradzione bo?yszcza, które mniej wi?cej pi?? i pó? ramienia d?ugimi, w p?ótno powitymi


53

lalkami z metalu by?y, schowa?a pod wielk? kup? pos?ania dla wielb??dów, nagromadzona niedaleko od jej namiotu nad pochy?o?ci? doliny na po?udnie od rzeki Jabok, a zakrywszy si? usiad?a na tej kupie, jakoby by?a chor? i oddzielona. Tak jak ona siedzia?o jeszcze wi?cej innych kobiet na tej kupie pos?ania. Na podobnym, jeszcze wi?kszym pos?aniu widzia?am siedz?cego Joba tr?dowatego. Kupa, na której siedzia?a Rachel, jak na?adowany wóz ?niwny by?a wielka. Prowadzili na wielb??dach wiele s?omy ze sob?, a w?ród drogi cz?sto jeszcze wi?cej zabierali. Rachel d?ugo z powodu tych bo?yszcz si? gniewa?a, a tylko dlatego zabra?a je ze sob?, by ojca swego od nich uwolni?. Jakub wys?a? pos?ów do Ezawa, którego si? obawia?; ci, wróciwszy, powiedzieli, ?e Ezaw zbli?a si? z 400 m??ami. Teraz podzieli? Jakub ca?y swój orszak na dwie gromady, równie? pierwsze stado byd?a na wi?cej cz??ci podzieli?, wysy?aj?c je Ezawowi naprzeciw. Zaprowadzi? je tak?e a? do Mahanaim, i tutaj mia? znowu owo widzenie, które mu si? pokaza?o przy wyj?ciu, zast?py anio?ów, i rzek?: „o lasce mojej wyszed?em, a teraz o dwa hufce si? wzbogaci?em." Rozumia? teraz owo dawniejsze widzenie. Gdy wszystko by?o na drugiej stronie rzeki Jabok, Jakub, w nocy tak?e swe ?ony i dzieci przeprawiwszy przez rzek?, sam jeden pozosta?. Kaza? sobie namiot zrobi? na miejscu, na którym, wychodz?c do Palestyny, oblicze Boga widzia?. Chcia? tam w nocy si? modli?. Namiot z wszystkich stron pozamyka?, a s?ugom oddali? si? kaza?. Widzia?am go tam bardzo serdecznie do Boga wo?aj?cego i Mu wszystko przedstawiaj?cego, mianowicie wielk? sw? trwog? przed Ezawem. Namiot by? u góry otwarty, by lepiej do nieba móg? si? modli?. Widzia?am teraz, jak Jakub z anio?em si? mocowa?; dzia?o si? to we ?nie. Powsta? i modli? si?. Wtem w ?wietle, wychodz?cym z góry, stan??a wielka, l?ni?ca posta? przed nim i zacz??a z nim si? mocowa? i zdawa?o si?, jakoby owa posta? z namiotu chcia?a go wyprze?. Pchali si? w namiocie to w t?, to w ow? stron?. Owa posta? czyni?a, jakoby Jakuba na wszystkie strony ?wiata wyprze? chcia?a, za? Jakub zawsze na ?rodek namiotu wraca?. By?o to jakby figur?, ?e Izrael, dr?czony na wszystkie strony, z Ziemi obiecanej nie b?dzie wyparty. Gdy jednak Jakub po raz wtóry wróci? si? ku ?rodkowi namiotu, uchwyci? go anio? w miejsce biodra. Widzia?am, ?e to nast?pi?o, gdy Jakub, mocuj?c si? we ?nie, chcia? na swe pos?anie si? po?o?y?, lub te? na takowe upada?. Anio?, dotkn?wszy si? biodra Jakubowego i uczyniwszy z nim, co mu si? podoba?o, rzek? do Jakuba, który go jeszcze ci?gle mocno trzyma?: „pu?? mnie, bo ju? wschodzi zorza." Teraz ockn?? si? Jakub ze snu i walki, a spostrzeg?szy anio?a Bo?ego jeszcze przed sob? stoj?cego, rzek?: „nie, nie puszcz? ci?, a? mi b?ogos?awisz;" czu? bowiem potrzeb? b?ogos?awie?stwa Bo?ego, poniewa? czu? si? s?abym i przybycie Ezawa mu grozi?o. Rzek? tedy anio? do niego: „co za imi? twoje?" To ju? nale?a?o do b?ogos?awie?stwa Abrahama tak?e w?ród b?ogos?awie?stwa nazwano Abrahamem. Odpowiedzia?: „Jakub." Rzek? anio?: „B?dziesz si? nazywa? Izrael, albowiem mocowa?e? si? z Bogiem i lud?mi, a nie uleg?e?." Spyta? go Jakub: „jakim ci? imieniem zowi??" odpowiedzia? anio?: „Przecz si? pytasz o imieniu moim?" To znaczy tyle co: czy mnie nie znasz? czy? mnie ju? dawniej nie pozna?? Jakub, ukl?k? przed nim i otrzyma? b?ogos?awie?stwo. Anio? b?ogos?awi? go, tak samo jak Pan Bóg b?ogos?awi? Abrahama i jak ten?e to b?ogos?awie?stwo dalej przeniós? na Izaaka, a ten na Jakuba, w trzech liniach. Owo b?ogos?awie?stwo odnosi?o si? mianowicie do cierpliwo?ci i wytrwa?o?ci. Teraz znik? anio?, a Jakub ujrza? zorz? i nazwa? to miejsce Fanuel. Kazawszy zwin?? namiot, poszed? przez rzek? Jabok do swej rodziny. Wesz?o mu s?o?ce i upada? na praw? stron?, albowiem z tej strony si?y go opu?ci?y. Gdy si? Ezaw by? oddali?, Jakub poszed?szy ze swoimi do Manahaim, z trzodami i


54

s?ugami swymi okolic? Sukot a? do pagórka Ajnon zaj??. Mieszka? dziesi?? lat w Ajnon; pó?niej rozci?ga?a si? jego osada od Ajnon na zachód a? po za Jordan do Salem, a jego namioty si?ga?y a? do miejsca, gdzie Sychem mieszka?; tutaj pole kupi?. Widzia?am tam Dyn? przechadzaj?c? si? ze swymi s?ugami i z ciekawo?ci rozmawiaj?c? z Sychemitami. Widzia?am, ?e Sychem przymila? si? do niej, ?e jej s?ugi si? wróci?y i ?e Sychem z sob? do miasta j? zabra?. W tedy wielki smutek przyszed? na ni?, a mord i zabójstwo na Sychemitów. Sychar wówczas jeszcze nie wielkim miastem, zbudowanym z ciosowych kamieni by?o, te? jedn? tylko bram? mia?o. Patriarchowie Abraham, Izaak i Jakub, byli po prawej stronie cia?a , nieco mocniejsi ani?eli po lewej. Lecz nikomu to nie podpada?o. Nosili suknie szerokie i zas?aniaj?ce. Spoczywa?a im po tej stronie pewna pe?no??, jakby opuch?o??. By?a w niej pewna ?wi?to??, pewne b?ogos?awie?stwo, tajemnica. Mia?a kszta?t bobu z zarodkiem; by?a l?ni?ca. Pierworodny otrzymywa? j? od swego ojca, dlatego mia? tak wielkie pierwsze?stwo. Jakub otrzyma? t? tajemnic? zamiast Ezawa, poniewa? matka wiedzia?a, ?e do tego by? naznaczony. Przez dotkni?cie anio?a Jakubowi b?ogos?awie?stwo odj?to. Nie zada?o mu to ?adnej rany; by?o jakby uschni?cie owej pe?no?ci. Pó?niej nie by? ju? tak pewnym siebie i nie ?y? bez k?opotu, ufaj?c jedynie opatrzno?ci Bo?ej. Dawniej by? jako cz?owiek, przez Sakrament w sercu wzmocniony; pó?niej sta? si? pokorniejszym, troskliwszym i wi?cej trapi? si? musia?. Czu? dobrze, ?e mu owo b?ogos?awie?stwo odj?to, dlatego te? nie pu?ci? anio?a, dopóki go ten?e b?ogos?awieniem nie umocni?. Dopiero Józef przez anio?a owo b?ogos?awie?stwo na powrót otrzyma?, znajduj?c si? w wi?zieniu Faraona w Egipcie.

Józef i Azenet

Gdy Józefa sprzedano do Egiptu, mia? lat szesna?cie. By? ?redniego wzrostu, bardzo wysmuk?y, uk?adny, ruchliwy cia?em i dusz?. By? zupe?nie innym ani?eli bracia. Ka?dy musia? go kocha?. Gdyby mu ojciec nie by? takiego dawa? pierwsze?stwa, musieliby go bracia mi?owa?. Ruben by? tak?e uk?adniejszym ani?eli drudzy, za? Beniamin by? cz?owiekiem bardzo wielkim i niezgrabnym, lecz dobrodusznym i potulnym. Józef nosi? w?osy, na 3 ciemiona rozdzielone; po ka?dej stronie g?owy by?o jedno ciemi?, trzecie z karku w formie d?ugiej i kru?owatej si? zwiesza?o. Gdy zosta? w?adc? Egiptu, nosi? w?osy ostrzy?one, lecz pó?niej znowu d?ugie. Razem z pstrym surdutem Jakub tak?e ko?ci Adama odda? by? Józefowi, jakkolwiek Józef nie wiedzia?, co to by?o. Jakub da? mu je jako klejnot zas?aniaj?cy, wiedz?c dobrze, ?e bracia go nie mi?owali. Józef owe na piersi zawieszone ko?ci nosi? w woreczku skórzanym, u góry okr?g?ym. Gdy bracia go sprzedali, ?ci?gn?li z niego tylko pstry surdut i sukni? zwyczajn?; lecz na go?ym ciele jeszcze jedn? nosi? opask? i rodzaj szkaplerza na piersiach, za? pod tym ów woreczek wisia?. Ów pstry surdut by? bia?y z szerokimi, czerwonymi pr?gami, na piersiach by?y trzy czarne sznury na poprzek, w ?rodku ze ?ó?t? ozdob?. W gór? szeroko by? opasany, tak ?e mo?na by?o co? wsun??, do?em by? w?ski, lecz z boku mia? wci?cia, by podczas chodzenia zostawia? miejsce. Spuszcza? si? a? do do?u, a w tyle by? nieco d?u?szym, za? w przodku otwartym Józefa suknia zwyczajna tylko a? ponad kolana si?ga?a. Józef znany ju? by? Faraonowi i jego ?onie, zanim do wi?zienia si? dosta?. Zawiadywa? sprawami Putyfara tak dok?adnie, a Putyfar podczas pobytu Józefa w


55

jego domu tak dobrze wszystko sprawowa? u Faraona i takim si? cieszy? b?ogos?awie?stwem, ?e Faraon chcia? zobaczy? s?ug? swego. ?ona Faraona, bardzo pragn?ca zbawienia, bo?ków czcz?ca i, jak wszyscy Egipcjanie, bardzo nowych bo?ków ??dna, tak zdumia?a z powodu tego podziwu godnego, sprytnego i m?drego cudzoziemca, ?e w sercu swoim jako Boga go czci?a, mawiaj?c zawsze do Faraona: ten m?? pos?any jest od naszych bogów, to nie cz?owiek, jak my. Dlatego dosta? si? do wspania?ego wi?zienia, gdzie pó?niej zosta? dozorc? nad drugimi. Op?akiwa?a go bardzo, ?e go jako z?oczy?c? pojmano, ?e si? na nim omylili; a kiedy uwolnionym zosta? i do dworu przyszed?, zawsze dla? bardzo dobr? by?a. Ten sam, kubek, który zapakowa? Beniaminowi, by? pierwszym od niej podarkiem. Znam go dobrze, mia? dwa ucha, a ?adnej nogi. By? jakby z drogiego kamienia lub masy przezroczystej, której nie znam, by? te? ca?y ukszta?towany, jak górna cz??? kielicha, u?ywanego przy ostatniej wieczerzy. Znajdowa? si? tak?e pomi?dzy naczyniami, które dzieci Izaaka ze sob? z Egiptu zabrali, a przechowywano go w arce Przymierza. Józef by? siedem lat w wi?zieniu, tutaj, w najwi?kszym smutku pogr??ony, tajemnic? Jakuba w ten sam sposób otrzyma?, jak patriarchowie, tak?e widzenie o licznym potomstwie otrzyma?. Putyfara ?on? znam dobrze. Widzia?am te?, jak Józefa uwie?? chcia?a, lecz po jego wywy?szeniu czyni?a pokut?, sta?a si? pobo?n?, i wstydliw?. By?a to wielka, t?ga niewiasta, ?ó?tawo — brunatnego, jak jedwab b?yszcz?cego koloru cia?a. Nosi?a kolorowa sukni?, na niej cienki, figurami przeplatany p?aszcz, wskutek czego suknia spodnia jakby przez koronki przeb?yskiwa?a. Józef wiele z ni? przebywa?, poniewa? pan wszystko mu powierzy?. Spostrzeg?szy jednakowo?, ?e si? sta?a poufalsz?, nie sypia? wi?cej w domu swego pana, ilekro? tego w domu nie by?o. Odszukiwa?a go cz?sto w?ród jego zaj??, gdy co pisa?. Widzia?am j? raz przychodz?ca do niego w stroju bardzo nieprzyzwoitym, kiedy, stoj?c w k?cie sali, pisa?. Pisywali na wa?kach przy pochy?ych p?ytach, przed którymi sta? i siedzie? by?o mo?na a sta?y one przy ?cianach. Rozmawia?a z nim, a on odpowiada?; lecz wówczas bezczelna si? sta?a. Wskutek tego obróciwszy si? uciek?. Uchwyci?a go za p?aszcz, a on go jej zostawi?. Widzia?am Józefa u ba?wochwalczego kap?ana Putyfara w Heliopolis, u którego Azenet, córka Dyny i Sychemity, jako prorokini i stroicielka bo?ków, razem z siedmiu innymi dzieweczkami ?y?a. Kupi? j? w pi?tym jej roku od jej mamki, z któr?, od Jakuba nad Morze Czerwone uciek?a, by synowie jego dziecka nie zamordowali. Posiada?a ducha proroczego, a u Putyfara uchodzi?a za prorokini?. Józef zna? j?, nie wiedzia?, ?e by?a jego kuzynk?. By?a istot? zupe?nie powa?n?, szukaj?ca odosobnienia, a pomimo swej wielkiej pi?kno?ci nienawidzi?a m??czyzn. Miewa?a g??bokie widzenia, zna?a te? egipska nauk? o gwiazdach, lecz mia?a pewne poj?cie o religii patriarchów; czarodziejstwa nie widzia?am u niej. Widzia?a podczas wizji ca?? tajemnic? ?ycia, rozp?odu, przysz?o?ci i wyj?cia Izraela, nawet ca?e przej?cie przez puszcz?. Mnóstwo zapisa?a rolek dziwacznymi g?oskami na li?ciach pewnej ro?liny wodnej i na skórach; wygl?da?y one jak ?by zwierz?tek i ptaków. Te ksi?gi ju? za jej ?ycia ?le by?y przez Egipcjan rozumiane i do szkaradnych uczynków nadu?ywane; Azenet wskutek tego niezrozumienia, spowodowanego przez szatana, bardzo si? smuci?a i bardzo wiele p?aka?a. Mia?a wi?cej wizji, ani?eli który b?d? cz?owiek za jej czasów, a by?a pe?n? cudownej m?dro?ci. Lecz wszystko czyni?a zupe?nie spokojnie, wszystkim rady udzielaj?c. Umia?a te? tka? i haftowa?, a tak by?a pe?na m?dro?ci, ?e nawet spaczenie prawdy przez ludzi poznawa?a, i dla tego tak powa?n?, ma?omówn? i spokojn? by?a. Widzia?am, ?e Azenet wskutek mylnego t?umaczenia jej wizji i rolek przez ni?


56

zapisanych ba?wochwalcz? cze?? jako Izys, za? Józefowi jako Ozyrys oddawano. Mo?e dlatego tak wiele p?aka?a; pisa?a te? przeciw temu, ?e j? matk? wszystkich bogów nazywa? b?d?. Ilekro? Putyfar bogom ofiary sk?ada?, wchodzi?a Azenet na wie??, gdzie jakby w ogródku by?a, i w?ród blasku ksi??yca na gwiazdy patrza?a. Wpada?a w zachwycenie i wszystko bardzo jasno widywa?a w gwiazdach, widywa?a te? prawd? w gwiazdozbiorach, albowiem przez Boga wybran? by?a. Lecz widzia?am bo?ków ba?wochwalczych, którzy najohydniejsze widzieli rzeczy, b?d?c przeniesieni w zupe?nie obce, szata?skie ?wiaty. Wskutek tych widze? szata?skich Azenet przekr?cono tajne o?wiadczenie na szkaradne uczynki ba?wochwalstwa. Azenet wiele w Egipcie zaprowadzi?a. Kaza?a wiele po?ytecznych zwierz?t, np. krowy sprowadzi?; uczy?a tak?e wyrobu sera, równie? tkactwa i niejednej sztuki nieznanej. Leczy?a te? liczne choroby. Józef zaprowadzi? p?ug w Egipcie, którym on sam kierowa? potrafi?. Jedna rzecz by?a mi bardzo dziwna. Azenet mi?so licznych, na ofiary zabitych zwierz?t, w wielkich, pod go?ym niebem w ziemie wkopanych kot?ach, tak d?ugo gotowa?a, dopóki to mi?so nie sta?o si? do kleju podobn? mas?, która podczas wypraw wojennych i w razie g?odu na po?ywienie s?u?y?a. Z tego Egipcjanie bardzo byli radzi i zdziwieni. Gdy Józef u kap?ana ba?wochwalczego ujrza? Azenet, zbli?y?a si? do niego, chc?c go u?cisn??. Nie by?o to ?adn? bezczelno?ci?, lecz rodzajem prorokowania, akcj? prorock?; dlatego dzia?a si? przed kap?anem ba?wochwalczym. Azenet miano jakby za ?wi?t?. Lecz widzia?am, ?e Józef, wyci?gn?wszy r?k?, j? odsun??, mówi?c do niej powa?ne s?owa. Wtedy widzia?am j? bardzo wzruszon?, cofaj?c? si? do swej izby i w smutku i pokucie ?yj?c?. Widzia?am Azenet w owej komnacie, sta?a za zas?on?, d?ugie w?osy zwiesza?y si? obficie ku ziemi, a na ko?cu by?y zak?dzior?awione. Na jamie ?o??dkowej mia?a cudowny, na skórze wyci?ni?ty znak. W figurze, jakby w miseczce sercowatej, sta?o dzieci? z rozszerzonymi ramionami, trzymaj?c w jednej r?ce ma?? miseczk?, a w drugiej kubek, czy te? kielich. W miseczce le?a?y trzy mi?kkie z ?upiny wy?aniaj?ce si? k?osy i posta? go??bia, zdawaj?cego si? dzióba? w stron? grona, le??cego w kielichu na drugiej r?ce dziecka. Jakubowi ten znak by? znany; mimo to musia? Azenet oddali?, by j? od gniewu swych synów zachowa?; gdy jednakowo? przyszed? do Józefa do Egiptu, a ten mu z wszystkim si? zwierzy?, pozna? sw? wnuczk? po tym znaku. Tak?e Józef mia? taki znak, wyobra?aj?cy grono z licznymi jagodami, na piersiach. Teraz widzia?am anio?a ukazuj?cego si? w bardzo ?wietnej szacie, z kwiatem lotosowym w r?ku. Pozdrowi? Azenet. Patrz?c na niego, zas?oni?a si?. Rozkaza? jej, by si? ju? wi?cej nie smuci?a, by szat? od?wi?tn? przywdzia?a, tak?e pokarmu od niej za??da?. Oddaliwszy si?, wróci?a ustrojona, nios?c na lekkim, niskim stoliku wino i ma?e, p?askie, w popiele pieczone chleby. By?a ?mia??, zupe?nie szczer? i pokorn?; tak jak Abraham i inni patriarchowie podczas ?wi?tych zjawie? gdy anio? z ni? rozmawia?, twarz ods?oni?a. Za??da? miodu od niej; rzek?a, ?e nie posiada miodu, jak inne dziewice, które go po?ywa?y. Rzek? jej anio?, ?e znajdzie miód pomi?dzy pos?gami bo?yszcz, które sta?y w komnacie w pozwijanych kszta?tach, z g?owami zwierz?t i ku do?owi zwini?tymi cia?ami w??ów. Tutaj znalaz?a tedy pi?kny, jak hostia bia?y plaster miodu z wielkimi komórkami i postawi?a go przed anio?a, który jej je?? kaza?. B?ogos?awi? miód, i widzia?am, ?e ja?nia? i ogie? z niego bucha?. Znaczenia tego miodu niebieskiego nie umiem ju? zupe?nie wypowiedzie?; kiedy si? bowiem takie rzeczy widzi, wie si? wszystko, poniewa? si? wie te rzeczy prawdziwie; teraz za? zdaje si? ten miód znowu by? tym, co nazywamy miodem, nie wiedz?c, czym w?a?ciwie s? kwiaty, pszczo?y i miód. Tylko tyle powiedzie? mog?: Azenet mia?a rzeczywi?cie tylko chleb i wino, a nie miód, w sobie, i dopiero wskutek tego


57

miodu porzuci?a ba?wochwalstwo, a wiara ?ydowska w jej sercu si? przyj??a. Wiele z tego powodu dopomóc mia?a, liczni jako pszczo?y naoko?o niej budowa? mieli. Sama mówi?a, ?e nie chce odt?d ?adnego wi?cej pi? wina, ?e miód jej bardziej jest potrzebny. W Median blisko Jetro widzia?am wiele miodu, wiele pszczó?. Anio? b?ogos?awi? palcem swoim plaster miodu na wszystkie strony ?wiata, oznacza?o to, ?e ona swoim istnieniem, swoim wzorem i tajemnic? swojej tre?ci dla tak wielu mia?a by? matk? i przewodniczk?. Gdy jej samej pó?niej cze?? bosk? oddawano, gdy j? z tak licznymi piersiami wyobra?ano, by?o to równie? z?ym zrozumieniem jej w?asnych widze?, w jaki sposób tak wielu wy?ywi? mia?a. Anio? powiedzia? jej tak?e, ?e jest oblubienic? Józefa i ?e z nim ma by? po??czona. Tak?e j? b?ogos?awi?, jak Izaak Jakuba, a anio? Abrahama. Owe trzy linie b?ogos?awie?stwa zrobi? nad ni? podwójnie, pierwszy raz do do?ka sercowego, po raz drugi do ?ona. Mia?am pó?niej widzenie, jak Józef znowu przyby? do Putyfara, by ??da? Azenet za ?on?, i przypominam sobie tylko, ?e, jak ów anio? kwiat lotosowy trzyma? w r?ku. Wiedzia? o jej wielkiej m?dro?ci, lecz ich obustronne pokrewie?stwo by?o dla niego tajemnic?, a tak?e tajemnic? dla Azenet. Widzia?am te?, ?e syn Faraona kocha? Azenet i ?e musia?a si? ukrywa?, ?e Juda ca?ej sprawie zapobieg?, inaczej by Dan i Gad, podburzeni przez syna Faraona, który z nimi zrobi? zasadzk?, Józefa byliby zg?adzili. S?dz?, ?e Juda, otrzymawszy podczas widzenia przestrog? od Boga, powiedzia? Józefowi, i?by inn? drog? w?drowa?. Przypominam sobie, ?e tak?e Beniamin w tym mia? zas?ug?, broni?c Azenet. Dan i Gad zostali ukarani, umar?y im dzieci. Tak?e Pan Bóg ich przestrzeg?, zanim ktokolwiek o tym wiedzia?. Józef i Azenet, pokazuj?c si? ludowi, nosili w r?kach, tak samo jak kap?an ba?wochwalczy Putyfar, znak najwy?szej w?adzy, uwa?any za ?wi?ty. Górna cz??? tego znaku trwo?y?a pier?cie?, dolna krzy? ?aci?ski, g?osk? T. S?u?y? on za piecz??, a kiedy ?yto mierzono lub oddzielano, naznaczano kupy, wyciskaj?c na nich owo T; tak?e gumna ?e zbo?em i budowle kana?ów, ro?ni?cie i opadanie Nilu tym znakiem znaczono. Pisma tym znakiem stemplowano, pomazuj?c je wpierw czerwonym sokiem ro?liny. Ilekro? Józef jaki urz?d sprawowa?, ten znak, krzy? wyryty na pier?cieniu, na dywanie obok niego le?a?. Wydawa?o mi si? te?, jakoby to by?o znakiem w Józefie jeszcze zamkni?tej tajemnicy Arki Przymierza. Azenet, te? mia?a instrument jakby rózg?, któr?, post?puj?c podczas widzenia, tam, gdzie drgn??o, w ziemi? uderza?a, znajduj?c wod? i ?ród?a. Dzia?o si? to pod wp?ywem gwiazd. Przy pochodach uroczystych je?dzili Józef i Azenet na b?yszcz?cym wozie. Azenet nosi?a zupe?nie z?ot? tarcz? piersiow?, obejmuj?c? pod ramionami ca?e cia?o. Na tej tarczy by?o pe?no figur i znaków. Jej suknia spada?a a? ponad kolana, odt?d by?y nogi zawini?te. Na ramionach nosi?a d?ugi p?aszcz, ??cz?cy si? z przodu po nad kolanami. Czubki trzewików by?y zagi?te w gór?, jak ?y?wy. Strój g?owy jakby he?m, sk?ada? si? z pstrych piór i pere?. Józef nosi? ciasny surdut z r?kawami, a nad nim z?oty napier?nik z figurami, oko?o bioder krzy?owa?y si? pasy ze z?otymi w?z?ami, na ramiona spada? p?aszcz, a tak?e strój g?owy sk?ada? si? z piór i klejnotów. Gdy Józef przyby? do Egiptu, budowano Nowy — Memfis, który mniej wi?cej siedem godzin na pó?noc od starego Memfis by? po?o?ony. Pomi?dzy obiema miastami znajdowa? si? na groblach trakt bity z alejami; tu i ówdzie pomi?dzy drzewami sta?y figury bardzo powa?nych i smutno wygl?daj?cych ?e?skich bo?yszcz, maj?cych cia?o jak psy i siedz?cych na p?ytach kamiennych. Zreszt? nie by?o jeszcze ?adnych pi?knych budynków, lecz by?y niezmiernie d?ugie wa?y i


58

sztuczne góry z kamieni (piramidy), pe?no jaski? i komórek. Mieszkania by?y lekkie, a górna cz??? z drzewa. By?y jeszcze pomi?dzy tym wielkie lasy i bagna. Nil ju? za czasów ucieczki Maryi do Egiptu bieg swój zmieni?. Egipcjanie cze?? oddawali ró?nym zwierz?tom, ropuchom, ?mijom i krokodylom. Przypatrywali si? zupe?nie spokojnie, gdy krokodyl cz?owieka po?era?. Kiedy Józef przyby? do Egiptu, nie oddawano jeszcze czci bo?kowi — bykowi; lecz t? s?u?b? krótko potem wskutek snu Faraona i siedmiu t?ustych i chudych krowach przyj?to. Mieli liczne bo?yszcza, niektóre wygl?da?y jakby dzieci w pieluchach, inne znowu jak w??e by?y zwini?te, pomi?dzy nimi te? takie, które mo?na by?o skraca? i przed?u?a?. Niektóre bo?yszcza by?y w napier?niki przyozdobione, a na nich plany miast i bieg Nilu dziwacznie by?y naznaczone. Te tarcze sporz?dzano pod?ug obrazów, które kap?ani ba?wochwalczy ze swych wie? w gwiazdach widzieli, pod?ug czego potem miasta i kana?y budowali. W taki sposób za?o?ono Nowy — Memfis. Z?e duchy musia?y wówczas mie? inn?, wi?cej cielesn? si??; widzia?am bowiem czarodziejstwo egipskie, wychodz?ce bardziej z ziemi, z g??biny. Ilekro? kap?an ba?wochwalczy rozpoczyna? dzie?o swe czarodziejskie, widzia?am rozmaite brzydkie postacie zwierz?t z ziemi naoko?o czarownika wychodz?ce i w czarnej linii parowej do ust jego wchodz?ce. Wskutek tego si? odurza? i jasnowidz?cym si? stawa?. By?o te?, jakoby z ka?dym wst?pionym duchem zamkni?ty ?wiat w nim wschodzi?, i teraz widzia? to, co by?o blisko i co by?o oddalone, g??biny ziemi, kraje i ludzi, tajne i ukryte rzeczy, to znaczy: wszystko, z czym owe duchy jaki? mia?y zwi?zek. Pó?niejsze czarodziejstwo wydawa?o mi si? zawsze, jakoby wi?cej pod wp?ywem duchów powietrznych sta?o. To, co czarownicy za pomoc? tych duchów widzieli, wydawa?o si? jakby mamid?o, odbijanie si? w lustrze, spe?niane wobec nich przez duchów. Mog?am widzie? poza tymi postaciami, by?y jakby widma i jakoby si? za zas?on? patrza?o. Ilekro? egipscy kap?ani ba?wochwalczy z gwiazd co? wyczyta? chcieli, po?cili i oczyszczali si? przedtem, okrywali si? worami i sypali popió? na g?ow?, a podczas gdy z wie?y patrzeli na gwiazdy, sk?adano ofiary. Poganie owych czasów mieli niejasne tylko poj?cie o tajemnicach religijnych nabo?e?stwa prawdziwego, które to tajemnice Bóg od Seta, Henocha, Noego i patriarchów ludowi wybranemu przekaza?; dlatego te? tak ró?ne uczynki szkaradne w ich ba?wochwalstwie by?y, za pomoc? których szatan, jak pó?niej za pomoc? kacerstwa, czystemu, niezm?conemu zachowanemu objawieniu Boga do ludzi przeciwdzia?a?. Dlatego Pan Bóg tajemnic? arki Przymierza ogniem zakry?, by j? zachowa?. Niewiasty w Egipcie widzia?am za czasów Józefa jeszcze podobnie ubrane jak Semiramid?. Jakub id?c do Józefa do Egiptu, przez puszcz? t? sam? szed? drog?, któr? Moj?esz pó?niej do Ziemi obiecanej w?drowa?. Wiedzia?, ?e Józefa zobaczy. Ju? id?c do Mezopotamii, tam, gdzie postawi? kamie?, a nie tam, gdzie widzia? drabin?, mia? widzenie o swych synach przysz?ych, i ?e jeden z nich w okolicy, gdzie sprzedano Józefa, si? w ziemi? zapada i jak gwiazda znowu wschodzi w po?udniu. Dlatego te?, gdy mu skrwawiony p?aszcz przynie?li i gdy widzenie dawniejsze, o którym zupe?nie by? zapomnia?, znowu mu przysz?o na pami??, rzek?: b?d? op?akiwa? Józefa, dopóki go nie odnajd?. Jakub najpierw Rubenowi kaza? si? wywiadywa?, jak? ?on? ma Józef, lecz nie objawi? mu zaraz, ?e jest jego siostrzenic?. Lecz zaprzyja?ni? si? z Putyfarem, a ten, obcuj?c z nim wiele, przyj?? obrzezanie i s?u?y? Bogu Jakuba. Jakub mieszka? od Józefa mniej wi?cej o dzie? drogi oddalony, a poniewa? zachorowa?, Józef do niego pojecha?. Jakub pyta? go o niejedno, dotycz?ce Azenet, a poniewa? dowiedzia? si? o jej znaku na piersiach, powiedzia? Józefowi s?owami: „to jest krew z mojej krwi, to


59

jest ko?? z mojej ko?ci?, kim jest Azenet. Józef tak by? wzruszony, i? omdla?, a przyszed?szy do domu, powiedzia? ?onie swojej i oboje serdecznie wskutek tego p?akali. Jakub zachorowa? potem wiele gorzej, a Józef znowu by? przy nim. Jakub spu?ci? nogi swe z ?o?a, za? Józef, po?o?ywszy r?k? pod jego biodra, musia? mu przysi?g? z?o?y?, ?e go w Kanaan pochowa, a przysi?gaj?c, Jakub oddawa? pok?on b?ogos?awie?stwu w Józefie. Wiedzia?, ?e Józef od anio?a otrzyma? by? b?ogos?awie?stwo, odebrane od niego. Józef nosi? to b?ogos?awie?stwo w prawym boku a? do ?mierci. Pozosta?o te? ono w jego ciele a? w nocy przed wyj?ciem Izraelitów przez Moj?esza wyj?te, z szcz?tkami Józefa w arce Przymierza, jako ?wi?tyni ludu wybranego, z?o?one zosta?o. Kwarta? po odwiedzinach umar? Jakub. Po jego ?mierci urz?dzili ?ydzi i Egipcjanie s?d co do jego osoby, w którym to s?dzie bardzo go chwalono i mi?owano. Azenet porodzi?a Józefowi najpierw Manasesa i Efraima, a w ogóle osiemna?cie dzieci, pomi?dzy nimi kilka bli?ni?t. Umar?a trzy lata przed Józefem, a niewiasty ?ydowskie nama?ci?y j?. Dopóki jeszcze Józef ?y?, spoczywa?o cia?o jej w jego przysz?ym grobowcu. Lecz najstarsi ludu co? z jej wn?trzno?ci przyw?aszczyli sobie, przechowuj?c to w ma?ej figurze ze z?ota. Poniewa? za? i Egipcjanie na to nastawali, powierzono to ?ydowskim akuszerkom, z których jedna w smo?? zalanej trzcinianej puszce nad kana?em w sitowiu to ukry?a. W nocy wyj?cia pewna mamka z rodu Aser t? tajemnic? Moj?eszowi przynios?a. Owa mamka nazywa?a si? Sara. Józefa, po jego ?mierci, zabalsamowali ?ydzi w obecno?ci Egipcjan i nast?pi?o po??czenie cia? Józefa i Azenet pod?ug zapisków, jakie Azenet ze swych widze? by?a zrobi?a i ?ydom pozostawi?a. Tak?e egipscy kap?ani i astrolodzy, którzy Józefa i Azenet w poczet bóstw swych przyj?li, o tych zapiskach wiedzieli, mieli te? przeczucie o wielkim znaczeniu i b?ogos?awie?stwie Józefa i Azenet dla Izraela; lecz chcieli to b?ogos?awie?stwo sobie przyw?aszczy?, za? Izraela pogn?bi?. Dlatego ?ydów, którzy po ?mierci Józefa w tak zadziwiaj?cy sposób si? rozmna?ali, Faraon tak ciemi??y?. Wiedzieli te? Egipcjanie, ?e Izraelici bez cia?a Józefowego nie wyjd? z ziemi, dlatego te? kilkakrotnie zw?oki Józefa zagrabili, a wreszcie je zupe?nie posiedli. Prosty lud wiedzia? tylko o zw?okach Józefa, nie za? o tajemnicy, jak? te zw?oki zawiera?y, któr? tylko ma?o kto zna?. Lecz ca?y lud zasmuci? si? bardzo, gdy najstarszym oznajmiono, i? skradziono im ?wi?to??, na której obietnica spoczywa?a. Moj?esz, na dworze Faraona we wszelkiej m?dro?ci egipskiej wychowany, odwiedzi? lud swój i zna? przyczyn? smutku. Gdy zabi? Egipcjanina, zrz?dzi? Pan Bóg, ?e jako zbieg przyby? do Jetrego, poniewa? ten?e wskutek zwi?zku swego z Sybil? Segol? celem wykrycia zabranej tajemnicy móg? mu by? pomocnym. Moj?esz tak?e na rozkaz Bo?y poj?? Sefor? za ?on?, by t? ga??? w Izraelu zebra?. Segola by?a córk? naturaln? Faraona z matki ?ydowskiej, a chocia? w egipskim gwiazdziarstwie wychowana, by?a ?ydom bardzo oddana. Ona to pierwsza wykry?a Moj?eszowi, gdy jeszcze chowa? si? na dworze, i? nie jest synem Faraona. Aaron, po ?mierci swej pierwszej ?ony, musia? o?eni? si? z córk? owej Segoli, by za?y?o?? matki z Izraelitami tym wi?ksz? si? sta?a. Dzieci z tego ma??e?stwa wysz?y razem z Izraelitami; Aaron musia? si? znowu z ni? roz??czy?, by kap?a?stwo Aaronowe z czysto ?ydowskiego plemienia pochodzi? mog?o. Roz??czona od Aarona córka Segoli, po raz wtóry wysz?a za m??, a jej potomkowie za czasów naszego Zbawiciela mieszkali w Abila, dok?d jej mumi? przenie?li. Segola by?a bardzo o?wiecon? i bardzo wiele zdo?a?a u Faraona; mia?a u czo?a, wywy?szenie, jak je cz?sto w starodawnych czasach ludzie proroczego ducha mieli. Duch j? popycha?, by Izraelitom liczne wyjedna?a przyzwolenia i dary. W nocy, w której w Egipcie anio? Pa?ski zabija? wszelkie pierworodne, uda?a


60

si? Segola, zas?oni?ta, z Moj?eszem, Aaronem i trzema innymi Izraelitami, do dwóch mogi?, które oddzielone by?y kana?em, lecz mostem po??czone. Ten kana? wpada? pomi?dzy Memfis a Goren w Nil. Wst?p do grobowca le?a? pod mostem g??biej, ani?eli powierzchnia wody, do której z mostu stopnie prowadzi?y. Segola, zszed?szy sama z Moj?eszem, rzuci?a imi? Boga, napisane na karteczce, w wod?, która zaraz si? rozst?pi?a, robi?c wolnym wst?p do grobowca. Tr?cili o kamie?, tworz?cy bram? i otwieraj?cy si? do wewn?trz. Teraz te? drugich do siebie zawezwali. Tutaj, zwi?zawszy im r?ce sw? stu??, kaza? im przysi?ga?, i? tajemnic? zachowaj?. Po z?o?onej przysi?dze rozwi?za? im r?ce. Potem wszyscy wst?pili do grobowca, gdzie dobyli ?wiat?a, które przynie?li w ukryciu. Widziano tam jeszcze ró?ne ganki, a w nich wizerunki zmar?ych. Cia?o Józefa i z tym?e po??czone cz?stki Azenet spoczywa?y w egipskiej, metalowej trumnie kszta?tu byka (bo?ka), l?ni?cej jak wytarte z?oto. Odkryli grzbiet, s?u??cy za wieko. Moj?esz wyj?? tajemnic? z pró?nego cia?a Józefowego, a owin?wszy je w chusty, poda? Segoli, która, zakrywaj?c szat?, nios?a j? przed sob?. Reszt? ko?ci zgarni?to na kamieniu bardziej na kup?, a zawin?wszy je w chusty, m??om wynie?? kazano. Teraz, maj?c ?wi?to??, móg? Izrael z kraju wychodzi?. Segola p?aka?a, a Izrael by? rado?ci pe?en. Moj?esz w czubku swej laski ?ó?tawej, kszta?tu nieszpu?ki i li?ciem otoczonej, ukry? relikwi? cia?a Józefowego. By?a to inna laska, ani?eli owa laska pasterska, któr? Moj?esz przed Bogiem rzuca? musia? na ziemi?, gdzie si? w w??a przemienia?a; by?a to trzcina, której górny i dolny koniec mo?na by?o wysuwa? i wsuwa?. Dolnym ko?cem, który wydawa? mi si? by? z metalu i mia? kszta?t spiczastej skuwki, dotkn?? Moj?esz ska?y, jakoby s?owa na niej pisa?. Ska?a rozst?pi?a si? pod ko?cem laski i woda wytrysn??a. Tak?e tam, gdzie Moj?esz ko?cem swej laski robi? znaki w piasku, woda wytryska?a. Nieszpu?kowat? górn? cz??? owej laski trzcinianej mo?na by?o wysuwa? i wsuwa?, i przed ni? rozst?pi?o si? Morze Czerwone. Od ?mierci Józefa a? do wyj?cia Izraela z Egiptu jest pod?ug naszego sposobu liczenia, up?yn??o mniej wi?cej 170 lat. Mieli tam inny sposób liczenia, mieli inne tygodnie i lata. Cz?sto mi to obja?niano, lecz nie umiem tego powtórzy?. Dopóki Izraelici w Egipcie ?yli, mieli zamiast ?wi?tyni tylko namioty. Wznosili kamienie, wylewali olej nad nimi, ofiarowali zbo?e i baranki, ?piewali i modlili si?.

Arka Przymierza

Jeszcze tej samej nocy, w której Moj?esz sta? si? w?a?cicielem owej ?wi?to?ci, zrobiono z?ot?, do trumny podobn? skrzyni?, w której, wychodz?c z Egiptu, t? ?wi?to?? z sob? nosili. Musia?a ta skrzynia by? tak wielka, ?e cz?owiek w niej móg? spoczywa?, albowiem mia?a sta? si? ko?cio?em i cia?em. By?a noc, kiedy drzwi krwi? naznaczali; widz?c ich tak szybko nad ow? skrzyni? pracuj?cych, my?la?am o krzy?u ?w., równie? tak szybko w nocy przed ?mierci? Jezusa ciosanym. Skrzynia by?a z blachy z?otej, kszta?tu egipskiej trumny do przechowywania mumii. By?a u góry szersz? ani?eli u spodu, a powy?ej mia?a wizerunek twarzy promieniami otoczonej, po bokach d?ugo?? ramion i postawa ?eber by?y naznaczone. W t? do trumny podobn? skrzyni?, mniej wi?cej na po?rodku, wstawiono z?ot? skrzynk?, zawieraj?c? ow? przez Segol? z grobowca wyniesion? ?wi?to??. Na spodek po?o?ono ?wi?te naczynia i kubki patriarchów, które Abraham od Melchizedeka by? otrzyma? i razem z b?ogos?awie?stwem da? pierworodnym w dziedzictwo. To najpierw zawiera?a, taki te? by? pierwszy kszta?t arki Przymierza,


61

któr? czerwon?, a nadto bia?? zas?on? okryto. Dopiero na górze Synaj zrobiono drewnian?, zewn?trz i wewn?trz poz?acan? ark?, w któr?, z?ot? trumn?, podobn? do trumny do przechowywania mumii wraz z ?wi?to?ci?, wstawiono. Ta trumna si?ga?a mniej wi?cej a? do po?owy wysoko?ci arki, nie by?a te? tak d?uga jak arka, albowiem na jej górnym i spodnim ko?cu by?o jeszcze miejsce dla dwóch mniejszych skrzynek, w których relikwie rodziny Jakuba i Józefa si? znajdowa?y i dok?d pó?niej tak?e lask? Aarona w?o?ono, Gdy ark? postawiono w ?wi?tyni na Syjonie, odmieniono ja wewn?trz, wyjmuj?c z niej ow? z?ot? trumn?, a k?ad?c w jej miejsce podobn?, mniejsz? figur? z bia?ej masy. Ju? jako dziecko ark? Przymierza cz?sto widywa?am i wszystko, co w niej i nad ni? by?o i jak coraz wi?cej w niej sk?adano. Wszystkie wi?ksze ?wi?to?ci, które dostawali, w niej chowali; lecz nie musia?a by? bardzo ci??ka, albowiem z ?atwo?ci?, mo?na ja by?o nosi?. Arka by?a d?u?sz? ani?eli szersz?, a tak wysok? jak szeroka. U spodu mia?a wyst?puj?c? listw?; jej górna cz??? by?a na pó? ?okcia d?uga, oprawiona w kunsztown? ozdob? ze z?ota w rozmaitych kolorach, kwiatach, floresach, twarzach, s?o?cach i gwiazdach. Wszystko by?o wyko?czone wspaniale, lecz nie bardzo podpadaj?co, ko?cami i li??mi tylko nieco ponad górn? kraw?d? arki wyst?puj?c. Pod t? opraw? by?y na naro?nikach obu d?u?szych ?cian obr?czki, przez które nosze przetykano. Inne cz??ci arki rozmaitymi figurami ró?nokolorowego drzewa sytymowego z?otem bardzo pi?knie wy?o?one by?y. Na po?rodku arki umieszczone by?y, ma?e, nieznaczne drzwi, by arcykap?an, b?d?c sam jeden w Przenaj?wi?tszym, ow? ?wi?to?? celem b?ogos?awienia i przepowiadania z arki móg? wyj?? i znowu do arki w?o?y?. To drzwi, sk?adaj?ce si? z dwóch cz??ci, w praw? i lew? stron? w ark? posuwa? by?o mo?na, a tak wielkie by?y, ?e arcykap?an wygodnie we wn?trze arki móg? chwyta?. Tam gdzie nosze przez drzwi przechodzi?y, by?y nieco do góry wygi?te. Odsuni?to drzwi, zaraz z?ota skrzynka, w której ?wi?to?? okryt? delikatnymi chusteczkami przechowywano, rozk?ada?a si? jak ksi?ga, któr? si? otwiera. Ponad wiekiem arki wznosi? si? tron ?aski. By?a to wydr??ona, równie? z?ot? blach? obita p?yta, w której ?wi?te ko?ci spoczywa?y. Ta p?yta by?a tak wielk? jak wieko, i tylko nieco nad wieko wystawa?a. Obiema szerokimi stronami za pomoc? czterech ?rub z drzewa sytymowego, wst?puj?cych w ark?, w ten sposób owa p?yta nad wiekiem by?a przymocowan?, ?e mi?dzy tym przegl?da? by?o mo?na. ?ruby mia?y na czubkach z?ote guziki, podobne do owocu; cztery ?ruby zewn?trzne chwyta?y cztery naro?niki arki, cztery wewn?trzne wchodzi?y we wn?trze. Po ka?dej w szerz prowadz?cej stronie tronu ?aski by?o wyci?cie, w którym po jednym z?otym anio?ku, wielko?ci ch?opca, umocowano. W ?rodku tronu ?aski by? okr?g?y otwór, k?dy rura przez wieko do arki prowadzi?a; mo?na j? by?o pomi?dzy tronem ?aski a wiekiem widzie?. Ten otwór otoczony by? z?otym koszem, jakby koron?, przylegaj?c? u góry za pomoc? w poprzek stercz?cych klamer do dr??ka, który od ?wi?to?ci w arce le??cej przez rur? i koron? w gór? si? wznosi? i na czubku siedem wypustek, jakby li?cie kwiatu, tworzy?. Ten s?upek trzyma? jeden anio? praw?, a drugi lew? r?k?, podczas gdy za s?upkiem rozpostarte prawe skrzyd?o jednego, dotyka?o lewego skrzyd?a drugiego anio?ka. Dwa drugie skrzyd?a tylko nieco rozpostarte spoczywa?y na ich ramionach, nie dotykaj?c jedno drugiego, tak, ?e z frontu arki widoku na koron? na ?rodku p?yty nie zas?ania?y. Pod tymi skrzyd?ami wyci?gali r?ce w postaci przestrzegaj?cej. Cherubiny tylko jedn? nog? w wyci?ciu p?yty kl?czeli, druga, wyci?gni?ta, w powietrzu wisia?a. Ich twarze, z wyrazem wzruszenia, obrócone by?y na zewn?trz, jakoby byli przej?ci ?wi?t? boja?ni? przed owym blaskiem naoko?o korony. Tylko naoko?o ?rodka cia?a mieli szat?. W?ród dalszych w?drówek


62

zdejmowano ich z arki i osobno noszono. Widzia?am, ?e u góry, na rozszerzaj?cych si?, jak li?cie kwiatu, ko?cach dr??ka, ?wiece lub p?omienie, zapalane przez kap?anów, si? pali?y. By?a to brunatna masa, której do tego u?ywali, s?dz?, ?e gatunek ?wi?tej ?ywicy. Mieli j? w puszkach. Lecz widzia?am te? cz?sto, ?e z korony wielkie promienie ?wiat?a wzbija?y si? ze wzgórz dr??ka, a podobne strumienie z nieba w koron? wchodzi?y, widzia?am, ?e te? bokiem promienie ?wiat?a delikatnymi nitkami wybucha?y, wskazuj?c w ten sposób, dok?d i?? trzeba. U spodniej cz??ci dr??ka, wewn?trz arki, by?y haczyki, trzymaj?ce z?ot? skrzynk? z ?wi?to?ci? a nad ni? unosz?ce si? obie tablice prawa. Przed skrzynk? z ?wi?to?ci?, nie tykaj?c dna arki, wisia?o z?ote, ??obkowate naczynie, nape?nione mann?. Patrz?c bokiem w ark?, wskutek owego naczynia nie mog?am spostrzec ani o?tarza, ani ?wi?to?ci. Mia?am ark? Przymierza zawsze za ko?ció?, a ?wi?to?? za o?tarz z Przenaj?wi?tszym Sakramentem i tak uwa?a?am potem naczynie z mann? za lamp? przed o?tarzem. Chodz?c jako dzieci? do ko?cio?a, zawsze sobie to i owo pod?ug arki t?umaczy?am, a tajemnica w niej zawarta by?a dla mnie tym, czym u nas jest Przenaj?wi?tszy Sakrament; tylko nie wydawa?a mi si? tak ?aski pe?n?, lecz surow? i powa?n?, robi?a na mnie wi?cej pochmurne, dreszczem przejmuj?ce, lecz zawsze bardzo ?wi?te i tajemnicze wra?enie. By?o mi zawsze, jakoby w arce Przymierza by?o wszystko, co jest ?wi?tym i ?e w niej ca?e nasze zbawienie jakby w k??bku, jakby w powstawaniu by?o, lecz ?wi?to?? w arce wydawa?a mi si? najwi?ksz? by? tajemnic?. Ta tajemnica wydawa?a mi si? by? podwalin? Przenaj?w. Sakramentu O?tarza, a ten Sakrament spe?nieniem owej tajemnicy. Nie umiem tego wypowiedzie?. Czu?am, ?e tylko ma?a liczba arcykap?anów wiedzia?a, czym owa tajemnica by?a, i ?e tylko pobo?ni po?ród nich wskutek wy?szego o?wiecenia j? znali i jej u?ywali. Wielu nie by?a znana i nie u?ywali jej, tak samo jak i nam tak wiele ?ask i cudów ko?cio?a pozostaje nieznanych i ginie, i jak ca?e nasze zagin??oby zbawienie, gdyby na ludzkich si?ach rozumu i na ludzkiej woli by?o zbudowane. Lecz zbudowane jest na opoce. Stan i za?lepienie ?ydów wydaj? mi si? zawsze op?akania godne, bo chocia? wszystko mieli w zarodku, nie chc? owocu pozna?. Najpierw mieli tajemnic? by?o ni? ?wiadectwo, przyrzeczenie, potem przysz?o prawo, a wreszcie ?aska. Gdy widzia?am Pana nauczaj?cego w Sychar, pytali go ludzie, gdzie si? podzia?a tajemnica arki Przymierza. Odpowiedzia? im, ?e z tej tajemnicy ludzie wiele otrzymali i ?e teraz w nich przesz?a. Ju? z tego samego, ?e nie istnieje wi?cej, mo?na pozna?, ?e Mesjasz si? narodzi?. Widzia?am tajemnic?, ?wi?to??, w formie, w pewnym rodzaju zas?ony jako tre??, jako istot?, jako moc. By? to chleb i wino, cia?o i krew, by? to zarodek b?ogos?awie?stwa przed upadkiem; by? to sakramentalny byt rozmna?ania przedpotopowego, które ludziom w religii si? przechowa?o i za pomoc? pobo?no?ci coraz wi?cej si? oczyszczaj?c? lini? rodow? im umo?liwia?o, a ta linia sko?czy?a si? wreszcie na Maryi, by d?ugo oczekiwanego Mesjasza z Ducha ?w. pocz??a. Noe, który uprawia? winnic?, przysposabia?, lecz w tym by?o ju? pojednanie i opieka. Otrzyma? j? Abraham w owym b?ogos?awie?stwie, które podano mu, jak widzia?am, jako rzecz, istot?. Pozosta?o tajemnic? rodziny; st?d wielki przywilej pierworództwa. Przed wyj?ciem z Egiptu dosta? Moj?esz ow? tajemnic? na powrót, a jak przedtem by?a tajemnic? religijn? rodzin, sta?a si? teraz tajemnic? ca?ego ludu. Wesz?a w ark? Przymierza tak samo, jak Przenaj?wi?tszy Sakrament w tabernakulum i w monstrancj?. Kiedy dzieci Izraela z?otego cielca czci?y i w wielkie popad?y zdro?no?ci, pow?tpiewa? Moj?esz o mocy ?wi?to?ci i zosta? ukarany: nie wszed? do Ziemi obiecanej. Ilekro? arka Przymierza dosta?a si? w


63

r?ce nieprzyjació?, wtedy, jak w ka?dym niebezpiecze?stwie, arcykap?an ow? tajemnic?, jako punkt zjednoczenia Izraela, wyjmowa?; a mimo to pozostawa?a arka tak ?wi?ta, i? nieprzyjaciele karami Bo?ymi zmuszani byli j? odda?. Tylko ma?a liczba zna?a t? tajemnic? i sposób jej pozyskania. Cz?sto cz?owiek odebrany z niej promie?, prowadz?cy do czystej linii rodowej Mesjasza, popsu? znowu wskutek zanieczyszczenia, a zbli?enie si? Zbawiciela, albo raczej czystego naczynia, maj?cego pocz?? Go z Boga, wskutek tego ludzko?ci na d?ugo si? zwleka?o; lecz przez pokut? mogli si? znowu oczy?ci?. Nie wiem na pewno, czy przy tre?ci tego Sakramentu tylko Boski fundament i nadprzyrodzone nape?nienie kap?a?skie przez rodzaj konsekracji si? dzia?o, lub czy te? zupe?nie i bezpo?rednio z Boga si? stawa?o; lecz wierz? w pierwsze; albowiem z pewno?ci? wiem, ?e kap?ani ów sakrament cz?sto na powrót na swoje miejsce postawiali, nie dopuszczaj?c zabawienia, za co ci??ko, nawet ?mierci? karani zostali. Gdy tajemnica dzia?a?a, a modlitwa zosta?a wys?uchana, wtedy ?wieci?a, ros?a i czerwonawo przez zas?on? po?yskiwa?a. B?ogos?awie?stwo pomna?a?o i zmniejsza?o si? w ró?nych czasach, stosownie do pobo?no?ci i czysto?ci ludzi. Przez modlitw?, ofiary i pokut? zdawa?o si? rosn??. U?ywan? przez Moj?esza wobec ludu, widzia?am t? tajemnic? tylko podczas przej?cia przez Morze Czerwone i podczas oddawania czci z?otemu cielcowi; lecz by?a zakryt?. Wyj?wszy j? ze z?otej skrzynki, tak j? nakry?, jak si? nakrywa Przenaj?wi?tszy Sakrament w Wielki Pi?tek, i tak samo j? nosi? lub trzyma? przed piersiami celem b?ogos?awienia lub rzucenia kl?twy, jakoby w dal dzia?a?a. Moj?esz przez to wielu Izraelitów u siebie zatrzyma? i z ba?wochwalstwa i od ?mierci wybawi?. Widzia?am te? cz??ciej, ?e sam arcykap?an, b?d?c na przenaj?wi?tszym miejscu, tej tajemnicy u?ywa? i poruszaj?c ja ku jednej stronie, jakby moc, opiek?, powstrzymywanie, lub te? b?ogos?awie?stwo, wys?uchanie, dobrodziejstwo, kar? z niej wydobywa?. Nie chwyta? j? go?? r?k?. Zanurza? tak?e ?wi?to?? do ?wi?tych celów w wod?, a t? wod? potem jako b?ogos?awie?stwo do picia podawa?. Prorokini Debora, Anna, matka Samuela w Sylo i Emerentia, matka ?w. Anny, z tej wody pi?y. Przez ten ?w. Napój Emerentia do pocz?cia ?w. Anny przygotowana, zosta?a. ?w. Anna nie pi?a tej wody. B?ogos?awie?stwo by?o w niej. Joachim przez anio?a tajemnic? z arki Przymierza otrzyma?. I tak pocz??a si? Maryja pod z?ot? bram? ?wi?tyni, a narodzeniem swoim sta?a si? sama ark? tajemnicy. Cel tej tajemnicy by? spe?niony, a drewniana arka w ?wi?tyni by?a teraz bez ?wi?to?ci. Kiedy Joachim i Anna spotkali si? pod z?ot? bram?, ?wiat?o i blask ich otoczy?y i ?w. Dziewica pocz??a si? bez grzechu pierworodnego. Powsta?o cudowne brzmienie oko?o niej, jakby g?os Boga. Tej tajemnicy Niepokalanego Pocz?cia Maryi w Annie ludzie nie mog? poj??, i dla tego zostaje przed nimi ukryta. Linia rodzaju Jezusa otrzyma?a zarodek b?ogos?awie?stwa do wcielenia si? Boga; lecz Jezus Chrystus ustanowi? Sakrament Nowego Przymierza jako owoc, jako spe?nienie si? b?ogos?awie?stwa, by ludzi znowu z Bogiem po??czy?. Gdy Jeremiasz podczas niewoli babilo?skiej ark? Przymierza na górze Synaj razem z innymi ?wi?tymi przedmiotami ukry? kaza?, ju? w niej tajemnicy nie by?o; tylko zas?ony tej?e razem z ark? zakopa?. Zna? tre?? i ?wi?to?? tej tajemnicy i chcia? o tym jako te? o szkaradnych uczynkach srogiego obej?cia si? z nim do ludu otwarcie mówi?; lecz Malachiasz powstrzyma? go od tego i wzi?? tajemnic? do siebie. Przez niego dosta?a si? pó?niej do Esse?czyków, a przez pewnego kap?ana znowu do podrobionej arki Przymierza. Malachiasz by?, jak Melchizedek, pos?a?cem Boga; nie widzia?am go jako cz?owieka zwyczajnego. Jako cz?owiek wydawa? si? jak Melchizedek, tylko odmienny od tego?, stosownie do swego


64

czasu. Krótko po odprowadzeniu Daniela do Babilonu widzia?am go podobnego do zb??kanego, mniej wi?cej 7 letniego ch?opca w czerwonawej szacie, z lask? w r?ku, przychodz?cego do pewnego pobo?nego ma??e?stwa do Safy w rodzie Zabulona. Maj?c go za dzieci? zgubione przez wyprowadzonych w niewol? Izraelitów, zatrzymali u siebie. By? bardzo mi?y, nadludzko cierpliwy i ?agodny, tak, ?e go wszyscy mi?owali, a on bez oporu móg? naucza? i dzia?a?. Obcowa? bardzo z Jeremiaszem, pomagaj?c mu rad? w?ród najwi?kszych niebezpiecze?stw. On te? by? tym, który Jeremiasza z wi?zienia w Jerozolimie wybawi?. Przez Jeremiasza, na górze Synaj ukrytej starej arki Przymierza nie odnaleziono wi?cej. Podrobiona arka Przymierza nie by?a ju? tak pi?kna, ani te? ju? wszystkiego w niej nie by?o. Laska Aarona dosta?a si? do Esse?czyków na górze Horeb, gdzie tak?e jedn? cz??? przybytku przechowywano. Ród przeznaczony przez Moj?esza do bli?szego strze?enia arki Przymierza, istnia? a? do czasu Heroda. W dzie? ostateczny wszystko si? poka?e; wtedy owa tajemnica zostanie wyja?niona ku trwodze wszystkich, którzy jej nadu?ywali.

NAJ?WI?TSZA MARIA PANNA

Pochodzenie, narodzenie i ?lub ?w. Anny

Przodkowie ?w. Anny byli Esse?czykami. Ci ludzie dziwnie pobo?ni pochodzili od kap?anów, którzy za czasów Moj?esza i Aarona nosili ark?, za? za czasów Izajasza i Jeremiasza pewniejszy porz?dek otrzymali. Nie by?o ich z pocz?tku bardzo wielu, lecz pó?niej w Ziemi obiecanej gromadami mieszkali, 48 mil w d?u? i 36 mil w szerz, dopiero te? pó?niej w okolic? Jordanu przybyli. Mieszkali przede wszystkim przy górach Horeb i Karmel. W pierwszym czasie, nim Izajasz ich zebra?, ci ludzie jako pobo?ni, umartwiaj?cy si? ?ydzi, mieszkali rozsypani. Zawsze te same nosili szaty, nie sporz?dzaj?c ich, a? im z cia?a nie spada?y. ?yli w ma??e?stwie, lecz bardzo pow?ci?gliwie. Za wzajemnym zezwoleniem, tak m?? jak ?ona, cz?sto si? rozchodzili i w oddalonych chatach ?yli. Jadali te? osobno, najpierw m??, a skoro ten?e si? oddali?, ?ona. Ju? wtenczas byli w?ród nich ludzie, pochodz?cy z przodków Anny i innych rodzin ?wi?tych. Z nich pochodzili ci, których dzie?mi proroków nazwano. Mieszkali na puszczy i oko?o góry Horeb, tak?e w Egipcie wielu z nich by?o. Widzia?am te?, ?e wskutek wojny przez pewien czas z góry Horeb wyp?dzeni byli, lecz przez swych naczelników znowu zebrani zostali. Machabejczycy byli tak?e pomi?dzy nimi. Byli wielkimi wielbicielami Moj?esza, posiadali te? szat? jego, któr? by? da? Aaronowi, a z którego na nich przesz?a. By?a ona dla nich wielk? ?wi?to?ci?, mia?am te? widzenie, gdzie oko?o pi?tnastu z nich, broni?c tej ?wi?to?ci, zgin??o. Ich naczelnicy mieli wiadomo?? o tajemnicy Arki Przymierza. Ci, którzy bez?ennymi zostali, stanowili osobny stan, jakoby zakon duchowny, za? nim do tego zakonu ich przyj?to, d?ugo na prób? wystawiano. Naczelnik, wskutek wy?szych proroczych natchnie?, na d?u?szy lub krótszy czas ich do tego zakonu przyjmowa?. Zam??ni Esse?czycy którzy na surow? karno?? w?ród dzieci i domowników uwa?ali, stali do w?a?ciwego zakonu Esse?skiego w podobnym stosunku, w jakim stoj? tercjarze ?w. Franciszka do zakonu ?w. Franciszka. We wszystkim zasi?gali rady u swego zwierzchnika duchownego na górze Horeb. Bez?enni Esse?czycy byli niewypowiedzianej pobo?no?ci i czysto?ci. Nosili d?ugie, bia?e szaty, dbaj?c bardzo o czysto?? tych?e. Przyjmowali dzieci na wychowanie, za?, by zosta? cz?onkiem ostrego ich zakonu, trzeba by?o mie? lat 14. Ludzi


65

do?wiadczonej pobo?no?ci tylko jeden rok wystawiano na prób?, innych dwa lata. ?yli zupe?nie dziewiczo, wstrzemi??liwie, nie trudnili si? ?adnym rodzajem handlu; czego potrzebowali, to za p?ody rolnictwa wymieniali. Je?eli który ci??ko grzeszy?, wytr?cano go, a ich kl?twie taka towarzyszy?a si?a, jak kl?twie ?w. Piotra, rzuconej przeciw Ananiaszowi: umierali. Zwierzchnik wiedzia? na sposób proroczy, kto zgrzeszy?. Widzia?am te? takich, którzy pokutuj?c, sta? musieli obleczeni w rodzaj sztywnego kaftana, z wyci?gni?tymi w poprzek ramionami, zaopatrzone ostrymi wewn?trz kolcami. Przy górze Horeb mieli swe do jaski? podobne cele, a do wi?kszej jaskini z plecionek przybudowan? by?a wielka sala zgromadze?, gdzie oko?o godziny jedenastej na wieczerz? si? zgromadzali. Ka?dy mia? ma?y bochenek chleba i ma?y kubek ze sob?. Prze?o?ony, chodz?c z miejsca na miejsce, ka?dego chleb b?ogos?awi?. Po jedzeniu wracali do swych cel. W owej celi sta? te? o?tarz, na którym po?wi?cone chleby le?a?y. By?y zakryte i do rozdzielenia pomi?dzy ubogich przeznaczone. Mieli bardzo wiele oswojonych go??bi, które z r?k karmili. Jadali go??bie, lecz te? religijne obrz?dy z nimi urz?dzali, co? nad nimi mówi?c, i w powietrze je puszczaj?c. Widzia?am tak?e, ?e baranki w dzicz puszczali, wymówiwszy co? nad nimi. Widzia?am, ?e co rok trzy razy do Jerozolimy pielgrzymowali. Mieli te? pomi?dzy siebie kap?anów, do których przede wszystkim przysposabianie ?wi?tych szat nale?a?o, które czy?cili, na które si? sk?adali i do których te? nowe do??czali. Widzia?am ich trudni?cych si? rolnictwem, hodowl?; byd?a, a mianowicie ogrodnictwem. Góra Horeb pomi?dzy ich chatami by?a pe?n? ogrodów i drzew owocowych. Widzia?am te? wielu trudni?cych si? tkactwem, plec?cych i szaty kap?a?skie haftuj?cych. Jedwabiu, jak widzia?am, sami nie wyrabiali; przynoszono go na sprzeda?, za? oni wymieniali go za p?ody. W Jerozolimie mieli osobn? okolic?, któr? zamieszkiwali, a tak?e w ?wi?tyni osobne mieli miejsca. Drudzy ?ydzi nie chcieli ich bardzo znosi?. Widzia?am ich tak?e dary na ofiar? do ?wi?tyni posy?aj?cych, jakby wielkie grona, które dwaj ludzie pomi?dzy sob? na dr?gach nosili; tak?e baranki, których jednakowo? nie zabijano, lecz którym biega? kazano. Nie widzia?am, i?by ofiary krwawe sk?adali. Przed podró?? do ?wi?tyni przysposabiali si? modlitw?, ostrym postem, biczowaniem i innymi uczynkami pokuty. Kto, maj?c grzech, za który nie pokutowa?, szed? do ?wi?tyni, obawia? si?, i? nagle umrze? b?dzie musia?, co nie raz si? zdarza?o. Spotkawszy w?ród pielgrzymki do ?wi?tyni chorego lub opuszczonego, nie szli dalej, dopóki mu w jaki b?d? sposób nie pomogli. Widzia?am ich zio?a zbieraj?cych i napoje przyprawiaj?cych i ?e chorych za pomoc? wk?adania r?k leczyli, albo te?, rozszerzywszy ramiona, zupe?nie na nich si? k?adli. Widzia?am te?, ?e w dal leczyli. Chorzy, którzy osobi?cie przyby? nie mogli, zast?pc? przysy?ali, na którym dzia?o si? wszystko, czego chory celem wyzdrowienia potrzebowa?, i zdarza?o si?, ?e o tej samej godzinie zdrowie odzyskiwa?. Za czasów dziada i babki Anny prze?o?onym ich by? prorok imieniem Archos. Miewa? widzenia w jaskini Eliasza na Horeb, odnosz?ce si? do przyj?cia Mesjasza. Zna? ród, z którego mia? wyj?? Mesjasz, a Archos, przepowiadaj?c przodkom Anny o ich potomkach, widzia? te?, jak si? czas zbli?a?. Przeszkody i przerwy opó?nienia wskutek grzechu nie zna?, tak?e nie wiedzia?, jak d?ugo to jeszcze trwa? mia?o, lecz napomina? do pokuty i ofiar. Dziad Anny, Esse?czyk, przed ?lubem Stolanus si? nazywa?. Przez ?on? i jej dobra otrzyma? imi? Garesza czy te? Sarcyry. Babka Anny pochodzi?a z Mary na puszczy, a nazywa?a si? Moruni czy Emorun, co znaczy: matka wspania?a. Po?lubi?a Stolanusa na rozkaz proroka Archosa, który prawie 90 lat


66

zwierzchnikiem by? Esse?czyków i m??em bardzo ?wi?tym, u którego przed ?lubem zawsze si? naradzali, by pod?ug jego rozkazów wybór robi?. Dziwnym wydawa?o mi si?, ?e ci prorocy prze?o?eni zawsze potomstwo ?e?skie przepowiadali i ?e przodkowie Anny, jako te? sama Anna zawsze córki miewa?y. Jakoby obowi?zkiem ich ?wi?tej s?u?by przysposabianie tych czystych naczy? by?o, które ?wi?te dzieci pocz?? mia?y: Poprzednika, samego Pana, Aposto?ów i uczniów. Widzia?am, jak Emorun przed swoim ?lubem do Archosa przyby?a. Musia?a przy sali zgromadze? na Horeb do odosobnionego wej?? miejsca i, jakby przez kratki konfesjona?u z prze?o?onym mówi?. Potem wst?pi? Archos po licznych stopniach na szczyt góry, gdzie si? jaskinia proroka Eliasza znajdowa?a. ?wiat?o wchodzi?o otworem w sklepieniu. Widzia?am przy ?cianie ma?y o?tarz z kamieni, a na nim ró?d?k? Aarona i b?yszcz?cy kielich, jakby z drogiego kamienia. W tym kielichu le?a?a cz??? tajemnicy arki Przymierza. Esse?czycy t? tajemnic? otrzymali, gdy razu pewnego arka Przymierza w moc nieprzyjació? przyjació? si? dosta?a. Ró?d?ka Aaronow? w drzewku z ?limakowato zwini?tymi, ?ó?tawymi li??mi, jakby w puzderku le?a?a. Nie umiem powiedzie?, czy to drzewko ?ywe, czy te? dzie?em sztuki by?o, jak korze? Jesego. Ilekro? prze?o?ony wskutek zam??cia której osoby musia? si? modli?, ró?d?k? Aaronow? bra? do r?ki. Ta, skoro zam??cie do linii rodowej Maryi przyczyni? si? mia?o, wypuszcza?a latoro?l z której jeden lub wi?cej kwiatów ze znakiem wybrania wychodzi?o. Przodkowie Anny byli w ten sposób pewnymi latoro?lami tej linii rodowej, a ich córki wybrane tymi znakami by?y wyobra?one, które dalej rozkwita?y, ilekro? córka w zwi?zek ma??e?ski wst?pi? mia?a. Owo drzewko ze zwini?tymi li??mi by?o jakby latoro?l?, jakby korzeniem Jesego, z którego pozna? by?o mo?na, jak dalece zbli?anie si? Maryi ju? post?pi?o. Krzewy z zió?kami w doniczkach na o?tarzu sta?y, które zieleni?c si? lub wi?dniej?c, równie? co? oznacza? mia?y. Naoko?o ?cian widzia?am kratkami zabite miejsca, w których stare, ?wi?te ko?ci, bardzo ?adnie w jedwab i we?n? zawini?te, przechowywano. By?y to kolei proroków i ?wi?tych Izraelitów, którzy na tej górze i w okolicy ?yli. Tak?e w celach podobnych do jaski? Esse?czyków takie ko?ci, przed którymi si? modlili, kwiaty postawiali i lampy zapalali, widzia?am. Archos, modl?c si? w jaskini, zupe?nie na wzór arcykap?ana przy ?wi?tyni ustanowionego by? ubrany. Odzienie jego sk?ada?o si? z mniej wi?cej o?miu cz??ci. Najpierw wdziewa? napier?nik, rodzaj szerokiego szkaplerza, przez Moj?esza na go?ym ciele noszonego. W po?rodku by? otwór do szyi, a spada? w równej d?ugo?ci na pier? i plecy. Na tym ko?nierzu napier?nym nosi? bia?? alb? z kr?conego jedwabiu, która szerokim cyngulum, tak samo jak na piersiach na krzy? z?o?ona i a? do kolan si?gaj?ca szeroka stu??, by?a opasana. Na to k?ad? rodzaj ornatu z bia?ego jedwabiu, si?gaj?cego wstecz a? do ziemi i maj?cego dwa dzwonki przy dolnej obwódce. Naoko?o otworu do szyi by? ko?nierz stoj?cy, z przodu guzikami zapinany. Broda jego, nad podbródkiem rozdzielona, na tym ko?nierzu spoczywa?a. Wreszcie przywdziewa? ma?y po?yskuj?cy p?aszczyk z bia?ego, nie kr?conego jedwabiu, z przodu zamykany za pomoc? trzech klamer ozdobionych drogimi kamieniami, na których co? by?o wyci?te. Tak?e z obu ramion schodzi? rz?d, sk?adaj?cy si? z sze?ciu drogich kamieni, na których równie? by?y wyryte znaki. Na ?rodku plecach tarcza by?a przymocowana, a na niej g?oski wyryte. Na tym p?aszczu by?y te? fr?dzle, ozdoby i owoce. Prócz tego na jednym ramieniu krótki nosi? manipularz; nakrycie g?owy by?o z bia?ego jedwabiu, okr?g?o nabrzmia?e, jak turban (zawój); u góry mia?o wypuk?o?ci i ki?? z jedwabiu, przed czo?em z?ot?, drogimi kamieniami obsadzon? p?yt?. Archos modli? si?, le??c na ziemi, przed o?tarzem. Widzia?am, ?e mia? widzenie,


67

jak z Emoruny kierz ró?owy o trzech ga??ziach wyrasta. Na ka?dej jedna by?a ró?a, za? ró?a drugiej ga??zi g?osk? by?a naznaczona. Tak?e widzia? anio?a, g?oski na ?cianie znacz?cego. Pod?ug tego Archos o?wiadczy? Emorunie i? ma wyj?? za m?? i to szóstego ma poj?? dziewos??ba, i ?e porodzi wybrane dzieci? ze znakiem, które naczyniem zbli?aj?cej si? obietnicy b?dzie. Szóstym, który si? o ni? stara?, by? Stolanus. Za?lubieni nie mieszkali d?ugo w Mara, lecz pó?niej do Efron pow?drowali; widzia?am te? jeszcze ich córki Emerencj? i Ismerj? naradzaj?ce si? z Archosem, który im stan ma??e?ski nakaza?, mówi?c, ?e s? wspó?dzia?aj?cymi naczyniami obietnicy. Najstarsza córka, Emerencja, po?lubi?a lewit?, imieniem Afras, i sta?a si? matk? El?biety, która porodzi?a Jana Chrzciciela. Trzecia córka nazywa?a si? Enue. Ismerja by?a drugorodn? córk? Stolanusa i Emoruny. Mia?a przy urodzeniu ów znak na sobie, który Archos podczas wizji o Emorunie na ró?y drugiej ga??zi widzia?. Ismerja wysz?a za Eliuda, z rodu Lewi. Byli zamo?ni. Widzia?am to po ich wielkim gospodarstwie. Mieli liczne trzody, lecz niczego nie posiadali dla siebie, wszystko ubogim rozdawali. Mieszkali w Zeforys, cztery godziny od Nazaretu, gdzie maj?tno?? posiadali. Lecz mieli te? w?asno?? w dolinie Zabulon, dok?d podczas pi?knej pory roku z rodzin? wychodzili, a gdzie Eliud po ?mierci Ismerii stale zamieszka?. W tej samej, dolinie osiad? tak?e ojciec Joachima z rodzin? swoj?. Wielka karno?? i wstrzemi??liwo?? Stolanusa i Emoruny przesz?y tak?e na Ismeri? i Eliuda. Pierwsza córka, któr? Ismeria porodzi?a, otrzyma?a imi? Sobe. Po?lubi?a ona pó?niej m??a, niejakiego Salomona, i zosta?a matk? Maryi Salomy, która, wyszed?szy za Zebedeusza, porodzi?a pó?niejszych aposto?ów Jakóba Starszego i Jana. Poniewa? Sobe przy narodzeniu nie mia?a na sobie znaku obietnicy, rodzice bardzo si? zasmucili i pojechali do Horeb do proroka, który, napominaj?c ich do modlitwy i ofiar, pociech? im przyobieca?. Pozostalii niep?odnymi prawie 18 lat, a? do pocz?cia Anny. Potem mieli oboje ma??onkowie na ?o?u w nocy widzenia. Ismeria widzia?a anio?a, g?oski oko?o niej na ?cianie pisz?cego. Opowiedzia?a to m??owi, który to samo widzia?; za? obudziwszy si?, oboje ten znak na ?cianie ujrzeli. By?a to znowu g?oska M, któr? Anna przy urodzeniu na swym ciele w okolicy ?o??dka mia?a. Rodzice Ann? szczególnie mi?owali. Widzia?am Ann? jako dzieci?, nie by?a zbyt pi?kna, lecz pi?kniejsz? od innych. Bynajmniej nie by?a tak pi?kn? jak Maryja, lecz bardzo prostoduszna dzieci?ca i pobo?na. Tak? widzia?am j? po wszystkie czasy, jako dzieci?, jako matk? i jako staruszk?, tak ?e ilekro? prawdziwie dzieci?c?, star? widywa?am wie?niaczk?, zawsze musia?am my?le?, i? wygl?da jak Anna. Ann? w pi?tym roku ?ycia do ?wi?tyni zaprowadzono, tak samo jak pó?niej Maryj?. ?y?a 12 lat przy ?wi?tyni, a w siedemnastym roku ?ycia odes?ano j? znowu do domu. Tymczasem matka jej trzeci? porodzi?a córk?, imieniem Maraha, za? Anna po powrocie zasta?a tak?e w domu rodzinnym synka swej starszej siostry Soby, imieniem Eliud. Maraha otrzyma?a pó?niej maj?tno?? rodzicielsk? przy Zeforys i sta?a si? matk? pó?niejszych uczniów Arastariusza i Kochariasza. M?ody Eliud zosta? drugim m??em wdowy Marom z Naim. Rok potem Ismeria zachorowa?a i umar?a. Na ?o?u ?mierci wszystkim domownikom kazawszy si? zgromadzi?, upomina?a ich i przedstawi?a im Ann? jako przysz?? pani? domu. Za? z Ann? rozmawia?a jeszcze osobno, i? musi wyj?? za m??, poniewa? jest naczyniem obietnicy. Mniej wi?cej pó?tora roku pó?niej, w dziewi?tnastym roku ?ycia, wysz?a Anna za Helego lub Joachima, równie? z powodu duchowego zlecenia proroka. W?a?ciwie powinna by?a wyj?? za lewit? z rodu Aarona, tak jak jej ca?y ród, lecz dla blisko?ci zbawienia musia?a wyj?? za Joachima z rodu Dawida, albowiem Maryja mia?a pochodzi? z rodu Dawida. Wi?cej stara?o si? o jej r?k?, a Joachima jeszcze nie zna?a; lecz wskutek wy?szego rozkazu jego wybra?a,


68

Joachim by? ubogim. By? z ?w. Józefem spokrewniony. Dziad Józefa pochodzi? z Dawida przez Salomona, a nazywa? si? Matan. Mia? dwóch synów: Jozesa i Jakóba, ostatni by? ojcem Józefa. Gdy Matan umar?, wdowa po nim poj??a drugiego m??a, imieniem Lewi, który przez Natana z Dawida pochodzi?, a z tego Lewiego porodzi?a Matata, ojca Helego lub Joachima. Joachim by? to m?? niskiego wzrostu, barczysty a chudy, ?w. Józef by? pomimo swych lat w porównaniu z nim jeszcze bardzo pi?knym. Lecz co do post?powania i uczucia by? to cz?owiek i?cie wspania?y. Posiada?, jak Anna, co? bardzo osobliwego. Oboje byli wprawdzie zupe?nie ?ydami, lecz by?o w nich co?, czego sami nie znali, pewne pragnienie i oczekiwanie, pewna dziwna powaga. Widzia?am obu rzadko si? ?miej?cych, jakkolwiek z pocz?tku nie byli w?a?ciwie smutnymi. Mieli spokojne, równe usposobienie, a pomimo czerstwego wieku ju? co? w rodzaju starych, powa?nych ludzi w nich by?o. Wzi?li ?lub w pewnej ma?ej miejscowo?ci, gdzie tylko ma?a by?a szko?a, tylko jeden kap?an by? obecnym. Sposób starania si? o r?k? by? wówczas bardzo pojedynczy. Dziewos??by byli bardzo nie?miali. Rozmawiano ze sob?, o niczym nie my?l?c, jak tylko, ?e tak by? musi. Skoro oblubienica powiedzia?a: tak, rodzice byli zadowoleni; powiedzia?a za?: nie, a mia?a przyczyny, by?o tak?e dobrze. Najpierw spraw? z rodzicami za?atwiano; potem nast?powa?o przyrzeczenie w synagodze. Kap?an modli? si? na miejscu ?wi?tym przed rolkami, na których prawa by?y spisane, za? rodzice na miejscu zwyczajnym. Pa?stwo m?odzi omawiali i uk?adali plany i zamiary sami na osobnym miejscu, potem sk?adali o?wiadczenie rodzicom; ci za? rozmówili si? z kap?anem, który do nich wychodzi?. Nazajutrz ?lub si? odbywa?. Joachim i Anna mieszkali u Eliuda, ojca Anny. Panowa?a w jego domu surowa karno?? i obyczaj Esse?czyków. Dom nale?a? do Zeforys, lecz, od Zeforys nieco oddalony, sta? pomi?dzy gromad? domów, w?ród których do wi?kszych nale?a?. Tutaj ?yli mo?e lat siedem. Rodzice Anny byli zamo?ni. Mieli liczne trzody, pi?kne dywany, sprz?ty i mnóstwo s?ug i s?u?ebnic. Nie widzia?am, i?by rol? uprawiali, lecz widzia?am, ?e hodowali byd?o na pastwiskach. Byli bardzo pobo?ni, serdeczni, dobroczynni, prostoduszni i prawego charakteru. Cz?sto dzielili swe trzody i wszystko na 3 cz??ci, daj?c jedn? cz??? do ?wi?tyni, dok?d sami byd?o poganiali, a gdzie odbierali je s?udzy ?wi?tyni. Drug? cz??? dawali ubogim lub potrzebuj?cym krewnym, z których niektórzy po wi?kszej cz??ci tam przebywali i byd?o wyganiali. Trzeci? cz??? zatrzymywali dla siebie. ?yli bardzo umiarkowanie i dawali wszystko tam, gdzie tego by?o potrzeba. Wtedy jako dzieci? ju? my?la?am; chocia? si? daje, starczy, kto daje, podwójnie na powrót otrzymuje; widzia?am bowiem, ?e ich trzecia cz??? zawsze si? pomna?a?a i ?e wszystkiego wkrótce tyle przybywa?o, ?e znowu na trzy cz??ci dzieli? mogli. Mieli licznych krewnych, którzy przy wszystkich uroczysto?ciach byli pospo?u. Wtedy nigdy nie widzia?am, i?by wiele biesiadowali; wprawdzie dawali potrawy ubogim lecz w?a?ciwych uczt nie widzia?am. Ilekro? byli razem, le?eli zwyczajnie doko?a na ziemi, rozmawiaj?c z wielk? t?sknot? o Bogu. Byli przy tym cz?sto i ?li ludzie z ich pokrewie?stwa, którzy z niech?ci? i zawzi?to?ci? patrzeli na to, gdy pragnienia pe?ni, w?ród swych rozmów ku niebu spogl?dali; lecz mimo to tych z?ych mi?owali, nie opuszczaj?c ?adnej sposobno?ci, by ich do siebie prosi?, a dawali im wszystkiego podwójnie. Widzia?am cz?sto, ?e ci z oburzeniem i gwa?tem domagali si? tego, co owi dobrzy ludzie z mi?o?ci? im dawali. Byli te? ubodzy w ich rodzinie, którym cz?sto jedn? lub wi?cej owiec dawali. Tutaj porodzi?a Anna pierwsz? sw? córk?, która tak?e Maryja si? nazywa?a. Widzia?am Ann? pe?n? rado?ci z powodu nowonarodzonego dziecka. By?o to


69

bardzo mi?e dziecko, widzia?am je nieco oty?e i silnie dorastaj?ce. By?o te? ?agodnego usposobienia i pobo?ne, a rodzice mi?owali je. Lecz by?o w nim co?, czego nie rozumia?am. Wydawa?o si? zawsze, jakoby dzieci? nie by?o tym, czego rodzice jako owocu swego zwi?zku si? spodziewali. Byli wskutek tego smutni i niespokojni, jakoby przeciwko Bogu zgrzeszyli. Dlatego d?ugo pokut? czynili, ?yli pow?ci?gliwie i wszystkie dobre uczynki pomna?ali. Widzia?am ich cz?sto na modlitw? si? odosobniaj?cych. W ten sposób mo?e siedem lat u ojca Eliuda ?yj?c, co po wieku pierwszego dziecka pozna? mog?am, postanowili od??czy? si? od rodziców celem rozpocz?cia w samotno?ci zupe?nie nowego ?ycia ma??e?skiego i by Bogu jeszcze milszym ?yciem Jego b?ogos?awie?stwo na swój zwi?zek ?ci?gn??. Widzia?am ich to w domu rodzicielskim postanawiaj?cych, widzia?am te? ojca Anny wypraw? im szykuj?cego. Podzielono trzody i od??czono dla nowego gospodarstwa wo?y, os?y i owce, które wi?ksze by?y ani?eli u nas na wsi. Os?om i wo?om na?adowano, rozmaite sprz?ty, a ci dobrzy ludzie byli tak samo zr?czni pod wzgl?dem pakowania, jak zwierz?ta pod wzgl?dem przyjmowania i d?wigania tych sprz?tów. Nasze sprz?ty bodaj tak zr?cznie na wozy pakowa? umiemy, jak ci ludzie je na te zwierz?ta pakowa? potrafili. Mieli ?liczne naczynia, wszystkie by?y wytworniejsze ani?eli po dzi? dzie?. ?atwo st?uczeniu podlegaj?ce, pi?kne dzbany artystycznego kszta?tu, a na nich rozmaite wizerunki, mchem wype?niano, owijano, do obu ko?ców rzemienia przytwierdzano i tak zwierz?tom na grzbiet zawieszano; za? na woln? cz??? grzbietu zwierz?t rozmaite paczki z kolorowymi pokryciami i szatami sk?adano. Tak?e drogocenne, z?otem haftowane ko?dry zapakowywano, a ojciec Eliud da? wychodz?cym woreczek z ma??, ci??k? bry??, jakby kawa? szlachetnego metalu. Gdy wszystko by?o przygotowane, przytrzody i zwierz?ta juczne do nowego pomieszkania, które pewno 5 do 6 godzin stamt?d by?o oddalone. Dom sta? na pagórku pomi?dzy dolin? przy Nazarecie a dolin? Zabulon. Tam dot?d prowadzi?a aleja z drzew terebintowych. Przed domem by?o na go?ym skalistym gruncie podwórze, otoczone niskim murem kamiennym, na którym lub za którym rós? ?ywy plot pleciony. Po jednej stronie tego podwórza by?y szopy do schronienia byd?a. Drzwi tego dosy? wielkiego domu znajdowa?y si? w po?rodku, by?y one na zawiasach. Wchodzi?o si? nimi do pewnego rodzaju przedpokoju, zajmuj?cego ca?? szeroko?? domu. Po prawej i lewej stronie sali za pomoc? lekko splecionych ?cian ruchomych, które wedle upodobania usun?? by?o mo?na, by?y ma?e przestrzenie odgrodzone. W tej sali przy uroczysto?ciach wi?ksze odbywa?y si? uczty, jak np. wtenczas, gdy Maryj? do ?wi?tyni przyprowadzono. Ze sali naprzeciw drzwi domu, wiód? ganek, przedzielony lekkimi plecionymi drzwiami, poza którymi po lewej i po prawej stronie znajdowa?y si? po cztery komory, których ?ciany sk?ada?y si? z ustawionych w okr?g, a raczej w trójk?t plecionek, u góry w kraty zako?czonych. Przy ?cianie naprzeciw drzwi znajdowa?y si? kominki. Poza uko?nymi ?cianami, za ustawionymi plecionkami, znajdowa?y si? tak?e komory. Na po?rodku miejsca przeznaczonego na kuchni? zwiesza?a si? z powa?y kilkuramienna lampa. Do domu przylega?y sady i pola. Gdy Joachim i Anna do tego domu przybyli, zastali ju? wszystko przez wys?anych naprzód ludzi uporz?dkowane. S?udzy i s?u?ebnice wszystko tak ?adnie wypakowali i na swe miejsce postawili, jak to podczas pakowania byli uczynili; albowiem tak ch?tnie pomagali i wszystko tak spokojnie i umiej?tnie robili, i? nie by?o potrzeba, tak jak dzisiaj, wszystkiego z osobna rozkazywa?. Tutaj wi?c owi ?wi?ci ludzie zupe?nie nowe rozpocz?li ?ycie. Wszystko, co przesz?o, ofiarowali Panu Bogu, my?l?c tylko, jako by teraz dopiero si? zeszli, a ich ca?ym d??eniem


70

by?o, ?yciem Bogu przyjemnym owo sobie uprosi? b?ogos?awie?stwo, którego w?a?ciwie pragn?li. Widzia?am obu id?cych pomi?dzy swe trzody, dziel?cych je na trzy cz??ci, a najlepsz? do ?wi?tyni Jerozolimskiej wyganiaj?cych; drug? cze?? dostali ubodzy: najgorsz? cz??? dla siebie zatrzymali, a tak robili ze wszystkim, co mieli.

?wi?te i niepokalane pocz?cie Maryi

Anna by?a pewna i wierzy?a niez?omnie, i? Mesjasz bardzo musi by? blisko i ?e ona w?ród Jego ziemskich znajduje si? krewnych. B?aga?a i d??y?a zawsze do najwi?kszej czysto?ci, o?wiadczono jej te?, ?e pocznie dzieci? ?aski. Pierworodn? sw? córk?, która pozosta?a w domu Eliuda, uznawa?a i kocha?a Anna jako swoje i Joachima dziecko; lecz czu?a z pewno?ci?, ?e to nie owa córka, która pod?ug swej wewn?trznej pewno?ci porodzi? mia?a. Anna i Joachim, pocz?wszy od urodzenia tego dziecka pierwszego, przez 19 lat i 5 miesi?cy niep?odnymi pozostali. ?yli, usun?wszy si? od ?wiata, w wstrzemi??liwo?ci, bezustannie si? modl?c i spe?niaj?c ofiary. Widzia?am ich cz?sto rozdzielaj?cych trzody swe, lecz wszystko szybko znowu si? pomna?a?o. Cz?sto Joachim daleko przy trzodach swoich, pogr??ony w modlitwie do Boga, czas sp?dza?. Smutek i t?sknota obu za obiecanym b?ogos?awie?stwem dosz?y do najwy?szego stopnia. Niektórzy l?yli ich, mówi?c, ?e z?y mi musz? by? lud?mi, poniewa? ?adnych nie otrzymuj? dzieci, i ?e ich u Eliuda pozosta?a córka jest dzieckiem przez Ann? podsuni?tym, inaczej by mieli j? u siebie. Gdy Joachim, przebywaj?cy u swych trzód, znowu celem z?o?enia ofiary do ?wi?tyni chcia? si? uda?, pos?a?a mu Anna rozmaite ptactwo, go??bie i inne przedmioty w koszach i klatkach przez s?ugi na pole. Joachim, wzi?wszy dwa os?y z pastwiska, obarczy? je tym wszystkim, a prócz tego trzema bia?ymi, ma?ymi, ?wawymi zwierz?tkami o d?ugich szyjach, jagni?tami lub kozio?kami, w zakratowanych koszykach. Niós? latarni? na kiju; wygl?da?a ona jak ?wieca w wydr??onej dyni. Widzia?am go tak id?cego na pi?knym, zielonym polu, pomi?dzy Betani? a Jerozolim?, gdzie Jezusa cz??ciej widywa?am, i nad wieczorem do ?wi?tyni przybywaj?cego. Wprowadzili os?y tam, gdzie je podczas ofiarowania Maryi wprowadzono, za? ofiary swe wnie?li po schodach do ?wi?tyni. Gdy ofiary od nich odebrano, s?udzy si? oddalili; lecz Joachim wst?pi? jeszcze do przedsionka, gdzie znajdowa?o si? naczynie z wod?, i gdzie wszystkie dary obmywano. Potem d?ugim gankiem przyszed? do przedsionka, po lewej stronie miejsca ?wi?tego, gdzie sta? o?tarz ca?opalenia, stó? z chlebami pok?adnymi i siedmioramienny lichtarz sta?y. By?o w tym przedsionku jeszcze kilku ofiary sk?adaj?cych. Z Joachimem pewien kap?an, imieniem Ruben, obszed? si? bardzo pogardliwie; nie przypuszczono go w?a?ciwie, lecz w haniebny zakratowany k?t go wepchni?to; tak?e ofiar jego nie wystawiono tak jak innych, na miejscu widocznym, poza kratami, po prawej stronie przedsionka, lecz na stron? po?o?ono. Kap?ani byli w miejscu, gdzie o?tarz ca?opalenia si? znajdowa?, sk?adano tam ofiar? ca?opalenia. Tak?e lampy zapalono, pali?y si? te? ?wiat?a na siedmioramiennym ?wieczniku, lecz nie wszystkie siedem ?wiec razem si? pali?y. Widzia?am cz??ciej, ?e przy rozmaitych sposobno?ciach o?wietlano rozmaite ramiona ?wiecznika. Widzia?am Joachima w wielkim utrapieniu ?wi?tyni? znowu opuszczaj?cego i z Jerozolimy przez Betani? w okolic? Macherus w?druj?cego, gdzie w pewnym domu Esse?czyków pociechy szuka?. Tutaj, a dawniej te? w domu Esse?czyków z Betlejem ?y? prorok Manahem, który, b?d?c dzieckiem, przepowiedzia? Herodowi królestwo i wielkie jego wyst?pki. Stamt?d uda? si? Joachim do najbardziej oddalonych trzód swoich w pobli?e góry Hermon. Droga prowadzi?a przez


71

pustyni? Gaddi i Jordan. Hermon jest to d?uga, w?ska góra, której strona od s?o?ca ju? si? zieleni i kwitnie, podczas gdy druga jest jeszcze ?niegiem okryta. Joachim by? tak zasmuconym i zawstydzonym, ?e wcale nie pozwoli? Annie powiedzie?, gdzie przebywa; za? zmartwienie Anny, gdy jej inni donie?li, czego zazna?, i gdy wi?cej nie wraca?, by?o nie do opisania. Pi?? miesi?cy w ten sposób pozosta? Joachim przy górze Hermon w ukryciu. Widzia?am jego b?agania i modlitwy; ogl?daj?c swe trzody i jagni?ta, stawa? si? bardzo smutnym i z twarz? zakryt? rzuca? si? na ziemi?. S?udzy pytali go, dlaczego jest tak zasmuconym; lecz nie wyjawi? im, ?e o swojej niep?odno?ci my?la?. Tak?e swe pi?kne trzody podzieli? na trzy cz??ci, najpi?kniejsz? cz??? pos?a? do ?wi?tyni, drug? dostali Esse?czycy, najmniejsz? dla siebie zatrzyma?. Anna, w?ród zmartwienia swego, musia?a tak?e wiele cierpie? od pewnej bezczelnej s?u?ebnicy, która jej w przykry sposób niep?odno?? jej zarzuca?a. D?ugo to znosi?a, lecz ostatecznie ow? dziewk? z domu wyp?dzi?a. Ta j? bowiem, prosi?a, by jej pozwoli?a pój?? na pewn? uroczysto??, co pod?ug surowych obyczajów Esse?czyków nie uchodzi?o. Gdy jej Anna tego odmówi?a, robi?a jej s?u?ebnica wyrzuty, ?e poniewa? jest tak surow? i niesprawiedliw?, zas?uguje na to, i? jest niep?odn? i przez m??a opuszczon?. Wtedy Anna, obdarzywszy s?u?ebnic? darami, odes?a?a w towarzystwie dwóch s?ug jej rodzicom, by j? na powrót przyj?li w takim stanie, w jakim do niej by?a przysz?a, gdy? jej odt?d d?u?ej zatrzyma? nie mo?e. Potem posz?a zasmucona do swej komory i modli?a si?. Tego dnia wieczorem, zarzuciwszy d?ug? chust? na g?ow?, okry?a si? ni? zupe?nie; wzi??a nast?pnie pod p?aszcz zakryte ?wiat?o i posz?a pod wielkie drzewo w podwórzu, a zapaliwszy tutaj lamp?, modli?a si?. By?o to drzewo, którego ga??zie ponad murem w ziemi? si? wpuszcza?y; st?d znowu z ziemi wyrasta?y i znowu si? spuszcza?y, tworz?c w ten sposób na ca?ej przestrzeni szereg altan. Li?cie tego drzewa s? bardzo wielkie, i zdaje mi si?, ?e s? takie same, jakimi Adam i Ewa w raju si? okryli. Ca?e to drzewo by?o rodzajem drzewa zakazanego. Owoce wisz? zwykle po pi?? naoko?o wierzcho?ka ga??zi, s? groszkowate, wewn?trz mi?siste, o ?y?kach koloru krwistego, a w ?rodku maj? miejsce puste, naoko?o którego tkwi? w mi?sie ziarna. Owych wielkich li?ci u?ywali ?ydzi mianowicie do sza?asów, by nimi ?ciany przystroi?, poniewa?, na sposób ?usek u?o?one, brzegami swymi bardzo wygodnie do siebie przypada?y. Naoko?o tego drzewa by?y altany z siedzeniami. Kiedy Anna tutaj d?ugo do Boga si? modli?a, by, chocia? ?ywot jej zamkn??, przecie? pobo?nego jej towarzysza Joachima od niej nie wstrzymywa?, ukaza? jej si? Anio?. Stan?wszy z wysoko?ci przed ni?, rzek?, aby uspokoi?a serce swoje, albowiem Pan Bóg wys?ucha? modlitw? jej, aby nazajutrz posz?a z dwoma s?u?ebnicami do Jerozolimy, do ?wi?tyni, a tam, pod z?ot? bram?, od strony doliny Jozafata wchodz?c, spotka Joachima; jest on w drodze tam dot?d, jego ofiara b?dzie przyj?t?, zostanie wys?uchany; on (Anio?) by? tak?e u niego; niechaj go??bi na ofiar? zabierze; imi? dziecka, które pocznie, pozna. Anna, podzi?kowawszy Panu Bogu, wróci?a do swego domu. Gdy po d?ugiej modlitwie usn??a na ?o?u, widzia?am ?wiat?o?? na ni? zst?puj?c?, nawet j? przenikaj?c?. Widzia?am j? wzruszon? wskutek wewn?trznego postrze?enia, przebudzaj?c? si? i prosto siedz?c?, widzia?am te? przy niej posta?, otoczon? ?wiat?em, która pisa?a na ?cianie po prawej stronie jej ?o?a wielkie, hebrajskie, l?ni?ce g?oski. Zna?am tre??, s?owo w s?owo. Sta?o napisane, ?e pocznie, ?e owoc jej ?ywota zupe?nie jest osobliwym, za? b?ogos?awie?stwo Abrahama, jako ?ród?o tego pocz?cia, by?o wzmiankowane. Widzia?am, ?e si? trwo?y?a, w jaki sposób to Joachimowi oznajmi? mia?a; lecz pocieszy?a si?, gdy jej Anio? widzenie Joachima


72

oznajmi?. Mia?am te? wyra?ne obja?nienie niepokalanego pocz?cia Maryi, i ?e w Arce Przymierza znajduje si? Sakrament wcielenia, niepokalanego pocz?cia i tajemnica ku naprawieniu upad?ej ludzko?ci. Widzia?am Ann? z trwog? i rado?ci? czerwone i z?ociste g?oski tego pisma czytaj?c?, a jej rado?? tak bardzo si? wzmaga?a, ?e, gdy wsta?a, by si? do Jerozolimy uda?, o wiele m?odziej wygl?da?a. Widzia?am w chwili, kiedy Anio? do niej przyszed?, blask na ciele Anny, a w niej l?ni?ce naczynie. Nie umiem tego inaczej oznaczy? jak tylko, ?e by?o jakby kolebk?, tabernakulum, okryte, otworzone, przysposobione celem odebrania ?wi?to?ci. Jak cudownym to widzia?am, tego wypowiedzie? nie mo?na; widzia?am to bowiem jakby kolebk? ca?ego zbawienia ludzkiego i te? jakby ko?cielne naczynie otwarte z odsuni?t? zas?ona, a widzia?am to wszystko razem naturalnym, zgodnym i ?wi?tym. Widzia?am te? zjawienie si? anio?a u Joachima; rozkaza? mu ofiar? do ?wi?tyni zanie??, przyrzekaj?c mu wys?uchanie i jak potem przez z?ot? i?? mia? bram?. Joachim, kiedy mu Anio? zwiastowa?, l?ka? si? pielgrzymki do ?wi?tyni; lecz Anio? mu powiedzia?, ?e ju? kap?anom wszystko oznajmiono. By?o to w czasie uroczysto?ci kuczek, Joachim wraz z pasterzami by? ju? sza?asy wystawi?. Czwartego dnia uroczysto?ci przyby? do Jerozolimy z wielk?, na ofiar? przeznaczon? trzod?, i zamieszka? przy ?wi?tyni; za? Anna, która równie? dnia czwartego do Jerozolimy przysz?a, zamieszka?a u rodziny Zachariasza w rynku, na którym ryby sprzedawano, i dopiero przy ko?cu uroczysto?ci z Joachimem si? spotka?a. Gdy Joachim przyby? do ?wi?tyni, dwaj kap?ani wyszli mu przed ?wi?tyni? naprzeciw. Sta?o si? to wskutek w nadprzyrodzony sposób odebranego upomnienia. Joachim przyniós? dwa jagni?ta i trzy kozio?ki. Ofiar? jego przyj?to, na zwyk?ym ?wi?tyni miejscu zabito i spalono. Lecz jedn? cz??? tej ofiary odniesiono i na innym miejscu, po prawej stronie przedsionka, w którego ?rodku wielka katedra sta?a, spalono. Gdy dym w gór? si? wznosi?, widzia?am promie? ?wiat?a zst?puj?cy na ofiaruj?cego kap?ana i na Joachima. Nast?pi?a przerwa i wielkie zadziwienie, i widzia?am, ?e dwaj kap?ani, wyszed?szy do Joachima, zaprowadzili go pobocznymi komórkami do ?wi?tnicy przed o?tarz ca?opalenia. Tutaj po?o?y? kap?an kadzid?o na o?tarz, nie w ziarnach, lecz w kszta?cie bry?y, które si? samo ze siebie zapali?o, a potem kap?an, oddaliwszy si?, pozostawi? Joachima przed o?tarzem ca?opalenia samego. Widzia?am go kl?cz?cego z rozci?gni?tymi ramionami, podczas gdy ofiara, ca?opalenia si? trawi?a. Joachim by? zamkni?ty w ?wi?tyni przez ca?? noc i modli? si? z wielkim upragnieniem. Widzia?am go w zachwyceniu. Przyst?pi?a do niego l?ni?ca posta?, tak samo jak do Zachariasza, podaj?c mu rolk? ze z?otymi g?oskami. By?y na niej trzy imiona: Helia, Hanna, Miriam, a przy tym imieniu wizerunek ma?ej arki Przymierza lub tabernakulum. Joachim po?o?y? t? rolk? pod szat? na piersi. Anio? rzek?: Anna pocznie niepokalane dzieci?, z którego zbawienie ?wiata wyjdzie. Niechaj si? nie smuci dla swojej niep?odno?ci, gdy? takowa nie ha?b?, lecz chwa?? jest dla niego; to bowiem, co ?ona jego pocznie, nie od niego, lecz przez niego ma by? owocem z Boga, szczytem b?ogos?awie?stwa Abrahama. Widzia?am, ?e Joachim tego poj?? nie móg? i ?e anio? za zas?on? go zaprowadzi?, która kraty miejsca naj?wi?tszego tak daleko otacza?a, i? za ni? sta? by?o mo?na. Teraz widzia?am anio?a trzymaj?cego b?yszcz?c? kul? jakby lustro przed twarz? Joachima, który musia? na ni? chuchn?? i w ni? patrze?. My?la?am jeszcze, gdy mu anio? j? tak blisko przed twarz? trzyma?, o pewnym zwyczaju w?ród naszych wesel na wsi, gdzie g?ow? malowan? ca?uj?c, ko?cielnemu daje si? 14 fenigów. Lecz zdawa?o si?, jakoby wskutek chuchni?cia Joachima rozmaite obrazy w kuli powstawa?y, które widzia?, gdy? chuchni?cie ich nie zamgli?o. Zdawa?o mi si? te?, jakoby anio?


73

przy tym do niego mówi?, ?e Anna tak samo niepokalanie przez niego ma pocz??. Odebrawszy teraz kul? Joachimowi, podniós? j? w gór?. Widzia?am j? unosz?c? si? w powietrzu i jakby przez otwór w niej si? znajduj?cy, niezliczone dziwne obrazy, jakby ?wiat ca?y, odtwarzaj?c, w niej si? rozchodzi?y. U góry, w najwy?szym wierzcho?ku, by?a Trójca Przenaj?wi?tsza, pod Ni? z jednej strony raj, Adam i Ewa, potem ich upadek, obietnica zbawienia, Noe, arka, wszystko o Abrahamie i Moj?eszu, arka Przymierza i figury Maryi. Widzia?am miasta, wie?e, bramy i kwiaty. Wszystko by?o za pomoc? ?wietlanych mostów dziwnie z sob? po??czone, ale te? zaczepiane i dobywane przez zwierz?ta i zjawiska, które jednakowo? zewsz?d otaczaj?cy je blask odpiera?. Widzia?am te? ogród, zewsz?d g?stym ?cierniskiem otoczony, tak?e liczne brzydkie zwierz?ta, które do ogrodu wej?? chcia?y, lecz nie mog?y. Widzia?am wie?? i mnóstwo ?o?nierzy na ni? szturm przypuszczaj?cych, lecz zawsze odpadaj?cych. Tak widzia?am liczne obrazy, maj?ce zwi?zek z Maryj?, a widzia?am je po??czone przej?ciami i mostami, oznaczaj?cymi zwyci?stwo nad wszelkimi trudno?ciami, przeszkodami i napa?ciami, i widzia?am te obrazy w niebieskiej Jerozolimie po drugiej, wewn?trznej stronie si? ko?cz?ce. Lecz ta kula, znikn??a w górze, lub raczej, gdy te obrazy widzia?am, i to wewn?trz kuli, ju? jej wi?cej nie by?o. Teraz anio? wyj?? co? z arki Przymierza, nie otwieraj?c drzwiczek. By?a to tajemnica arki Przymierza, sakrament wcielenia, niepokalanego pocz?cia, szczyt b?ogos?awie?stwa Abrahama. Widzia?am t? tajemnic? w postaci l?ni?cego cia?a. Anio? b?ogos?awi? czy te? nama?ci? czubkami wielkiego i wskazuj?cego palca czo?o Joachima, potem owo cia?o l?ni?ce wsun?? pod rozpi?t? szat? Joachima, gdzie w niego, nie umiem powiedzie?, w jaki sposób wst?pi?o. Tak?e poda? mu co? do picia w b?yszcz?cym kubku, który uchwyci? od do?u dwoma palcami. Kubek by? kszta?tu kielicha, u?ytego przy wieczerzy Pa?skiej, lecz bez podstawy, a Joachim musia? go zatrzyma? i do domu zabra?. S?ysza?am, ?e anio? przykaza? Joachimowi zachowanie tajemnicy i potem pozna?am przyczyn?, dla której Zachariasz, ojciec Chrzciciela, zaniemówi?, odebrawszy b?ogos?awie?stwo i obietnic? p?odno?ci El?biety z tajemnicy arki Przymierza. Dopiero pó?niej kap?ani brak tajemnicy arki Przymierza spostrzegli. Wtedy dopiero zamieszali si? i stali si? zupe?nymi Faryzeuszami. Anio?, wyprowadziwszy potem Joachima znowu z miejsca naj?wi?tszego, znikn??. Za? Joachim le?a? na ziemi jakby zdr?twia?y. Widzia?am, ?e kap?ani, wszed?szy do miejsca ?wi?tego, Joachima ze czci? najwi?ksz? wyprowadzili i na krzes?o na stopniach stoj?ce, na jakim zwykle tylko kap?ani siadali, posadzili. Wygl?da?o ono prawie tak, jak owo, na którym Magdalena cz?sto w swej okaza?o?ci siadywa?a. Umyli mu twarz, trzymali mu co? pod nosem lub te? do picia mu podawali, s?owem, post?powali z nim jakby z cz?owiekiem, który omdla?. Za? Joachim wskutek tego, co otrzyma? od anio?a, zupe?nie sta? si? l?ni?cym, jakby odm?odnia?ym i kwitn?cym. Potem zaprowadzili kap?ani Joachima do drzwi ganka podziemnego, prowadz?cego pod ?wi?tyni? i pod bram? z?ota. By?a to osobna droga, na która w?ród pewnych okoliczno?ci prowadzono osoby celem oczyszczenia, pojednania i rozgrzeszenia. Kap?ani opu?cili przy drzwiach Joachima, który sam jeden z pocz?tku w?skim, pó?niej rozszerzaj?cym si? gankiem, który nieznacznie na dó? prowadzi?, post?powa? naprzód. Sta?y w nim kr?cone kolumny jakby drzewa i winne macice, a z?ote i zielone ozdoby ?cian l?ni?y czerwonawym ?wiat?em, wpadaj?cym z góry. Joachim przeszed? ju? trzeci? cz??? drogi, gdy Anna na pewnym miejscu, gdzie w po?rodku ganka przed z?ot? bram? sta?a kolumna, jakby drzewo palmowe ze zwieszaj?cymi si? li??mi i owocami, przysz?a mu naprzeciw. Anna, która razem ze s?u?ebnic? przynios?a w


74

koszykach go??bki na ofiary, powiadomi?a kap?ana o tym; kap?an poprowadzi? j? wej?ciem, jakie jej anio? by? powiedzia?, po drugiej stronie drog? podziemn?. Tak?e kilka niewiast, pomi?dzy nimi prorokini Hanna, tam dot?d razem z kap?anem jej towarzyszy?o. Widzia?am, ?e Joachim i Anna w zachwyceniu si? ?ciskali. Niezliczone mnóstwo anio?ów ich otacza?o, którzy z l?ni?c? wie??, jakby z obrazów litanii loreta?skiej wzi?t?, nad nimi si? unosili. Znikn??a wie?a pomi?dzy Joachimem a Ann?, a obu otoczy? blask i wielka chwa?a. Widzia?am zarazem, ?e niebo si? nad nimi otworzy?o, widzia?am te? rado?? anio?ów i Trójcy ?w. i zwi?zek tej?e z pocz?ciem Maryi. Oboje byli w stanie nadprzyrodzonym. Gdy si? ?ciskali i blask ich otacza?, dowiedzia?am si?, ?e to jest pocz?ciem Maryi, a zarazem, ?e Maryja zosta?a pocz?ta tak, jakby pocz?cie si? odbywa?o, gdyby nie by?o upadku pierwszych rodziców. Joachim i Anna chwal?c Boga, doszli potem a? do wyj?cia. Wyszli potem pod wysokim ?ukiem, podobnym do kaplicy, rz?si?cie o?wietlonym. Przyj?li ich tutaj kap?ani, którzy ich te? odprowadzili. W ?wi?tyni wszystko by?o otwarte i plecionkami z li?ci i owoców przystrojone. Nabo?e?stwo, odbywa?o si? pod go?ym niebem. Na jednym miejscu by?o osiem swobodnie stoj?cych kolumn, ponad którymi plecionki z li?ci poci?gni?te by?y. W Jerozolimie wst?pi? Joachim z Ann? do pewnego domu, w którym mieszkali kap?ani, a zaraz potem odjechali. W Nazaret widzia?am ich ucztuj?cych, przy czym liczni ubodzy nakarmieni i ja?mu?n? obdarzeni zostali. Wielu ludzi ?yczy?o Joachimowi, z powodu przyj?cia jego ofiary, szcz??cia. Przyszed?szy do domu, wyjawili sobie ?wi?ci ma??onkowie zmi?owanie Bo?e w?ród czu?ej rado?ci i pobo?no?ci. ?yli odt?d w zupe?nej wstrzemi??liwo?ci i wielkiej boja?ni Bo?ej. Pouczono mnie, jak wielki wp?yw, czysto?? rodziców, ich wstrzemi??liwo?? i umartwianie na dzieci wywiera. Cztery i pó? miesi?ca mniej trzech dni po pocz?ciu ?w. Anny pod z?ot? bram? widzia?am dusz? Maryi przez Trójc? Przenaj?wi?tsz? tworzon?. Widzia?am Trójc? Przenaj?wi?tsz? poruszaj?c? i przenikaj?c? si? i powsta?a, jakby wielka, ja?niej?ca góra, ale te? znowu jakby posta? ludzka. Widzia?am co? jakby ze ?rodka tej postaci ludzkiej wst?puj?cego w okolic? ust i co?, jakby blask z ust, wychodz?cego. A ten blask, stan?wszy osobno przed obliczem Boga, przyj?? posta? ludzk? lub raczej w tak? posta? uformowanym zosta?; przyjmuj?c bowiem posta? ludzk?, widzia?am, ?e jakby z woli Boga tak pi?knie utworzony zosta?. Widzia?am te?, ?e Bóg pi?kno?? tej duszy anio?om pokazywa? i ?e tych ogarn??a wskutek tego niewymowna rado??. Widzia?am t? dusz? ??cz?c? si? z ?ywym cia?em Maryi w ?onie Anny. Anna spa?a na swym ?o?u. Widzia?am blask nad ni? i promie? na ni?, na ?rodek jej boku, zst?puj?cy i widzia?am, ?e ten blask w kszta?cie ma?ej l?ni?cej postaci ludzkiej w ni? wst?powa?. W tej samej chwili Anna si? podnios?a, by?a zupe?nie ?wiat?em otoczona i mia?a widzenie, jakby jej cia?o si? rozwiera?o i jakoby w nim widzia?a ?wi?t?, l?ni?c? dziewic?, jakby w tabernakulum, z której wszystko zbawienie wychodzi. Widzia?am te?, ?e to by?a chwila, w której Maryja w ?ywocie matki po raz pierwszy si? poruszy?a. Anna, podniós?szy si?, oznajmi?a to Joachimowi, a potem posz?a pod drzewo, gdzie otrzyma?a by?a obietnic? pocz?cia, aby si? modli?. Dowiedzia?am si?, ?e dusza Maryi pi?? dni pr?dzej cia?o o?ywi?a, ani?eli u innych dzieci i ?e 12 dni rychlej si? urodzi?a.


75

Figury tajemnicy niepokalanego pocz?cia

Widzia?am kraj ca?y wysuszony, i pozbawiony wody, a Eliasza z dwoma s?ugami na gór? Karmel wst?puj?cego, z pocz?tku po wysokim, grzbiecie, potem schodami skalistymi na taras i znowu takimi stopniami na p?aszczyzn?, na której znajdowa? si? pagórek, zawieraj?cy jaskini?, do której Eliasz wst?pi?. S?ugi swe zostawi? na brzegu p?aszczyzny, tak ?e mogli patrze? na jezioro Galilejskie, wysuszone i pe?ne rozdo?ów, bagien i gnij?cych zwierz?t. Eliasz, przysiad?szy, zwiesi? g?ow? do kolan, a zas?oniwszy si?, gor?co do Boga si? modli?. Siedem razy zawo?a? na s?ug?, czy ma?ej chmurki, wyst?puj?cej z jeziora, nie widzi. Wreszcie w po?rodku jeziora widzia?am bia?y wir, z którego czarna chmurka, a w niej ma?a, ja?niej?ca figura, wst?powa?a, a wznosz?c si? w gór?, rozszerza?a si?. Gdy si? chmura podnosi?a, ujrza? Eliasz w niej posta? l?ni?cej dziewicy. G?owa jej promieniami otoczon? by?a, ramiona na krzy? wzniesione, jedna r?ka wieniec zwyci?stwa trzyma?a, a d?uga szata by?a pod nogami jakby zwi?zana. Zdawa?o si?, jakoby nad Palestyn? si? rozci?ga?a. Eliasz rozpozna? w tym widzeniu cztery tajemnice, dotycz?ce ?wi?tej dziewicy, ?e narodzi si? w siódmym wieku i z którego pokolenia przyjdzie; widzia? te? bowiem na jednym brzegu jeziora niskie, szerokie, na drugim bardzo wysokie drzewo, wierzcho?kiem w owo ni?sze wst?puj?ce. Widzia?am te?, jak ta chmura, rozdzieliwszy si? w pewnych ?wi?tych okolicach i gdzie pobo?ni, b?agaj?cy mieszkali ludzie, w postaci bia?ych wirów si? spuszcza?a, które otrzymywa?y brzegi koloru t?czy i w których ?rodku ich b?ogos?awie?stwo jakby w per?? w muszli si? ??czy?y. Wyja?niono mi, ?e, to jest symbol (god?o) i prawdziwy obraz, jak z tych punktów b?ogos?awie?stwa przygotowanie do pojawienia si? ?wi?tej Dziewicy wyjdzie. Eliasz rozszerzy? zaraz potem jaskini?, w której si? modli?, zaprowadzi? te? wi?kszy porz?dek w?ród dzieci proroków, z których odt?d zawsze niektóre w tej jaskini o przyj?cie Maryi b?aga?y i Jej ju? naprzód cze?? oddawa?y. Eliasz wywo?a? modlitw? sw? chmury i kierowa? nimi pod?ug wewn?trznych wyobra?e?, inaczej mo?e by powsta?a z nich wszystko niszcz?ca ulewa. Widzia?am chmury najpierw ros? zsy?aj?ce; zni?a?y si? w bia?ych, p?aszczyznach, tworzy?y wiry, mia?y brzegi koloru t?czy, a wreszcie w postaci kropli na ziemi? opada?y. Pozna?am te? zwi?zek z mann? na puszczy, która rano okruchami i g?sto jakby skóry na ziemi le?a?a, tak ?e j? zwija? mo?na by?o. Widzia?am wiry rosiste wzd?u? Jordanu si? ci?gn?ce i nie wsz?dzie si? spuszczaj?ce, lecz tylko tu i ówdzie, jak w Salem, gdzie Jan pó?niej chrzci?, i na miejscu, gdzie jego staw do chrzczenia si? znajdowa?. Pyta?am te?, co te kolorowe brzegi znacz?, i dano mi obja?nienie o muszli w morzu, która równie? tak pstro l?ni?ce ma obwódki, a wystawiaj?c si? na s?o?ce, ?wiat?o w siebie ssie i z kolorów oczyszcza, a? wreszcie w jej ?rodku bia?a, czysta powstaje per?a. Nie umiem tego wi?cej powiedzie?, lecz mi pokazano, ?e ta rosa i deszcz po niej nast?puj?cy wi?cej oznaczaj?, ani?eli to, co zwykle pod orze?wieniem ziemi rozumiemy. Otrzyma?am jasne zrozumienie, ?e bez tej rosy opó?ni?oby si? przyj?cie Maryi o jakie sto lat, poniewa? wskutek przeb?agania i b?ogos?awie?stwa ziemi, pokolenia, ?ywi?ce si? owocami ziemi równie? wzruszone i ulepszone zosta?y, a cia?o, otrzymuj?c b?ogos?awie?stwo, pod wzgl?dem rozp?odu znowu si? ulepszy?o. Do Maryi i Jezusa odnosi? si? obraz o muszli z perl?. Widzia?am prócz suszy ziemi tak?e wielk? osch?o?? i niep?odno?? ludzi, tak?e promienie rosy zap?adniaj?cej od rodzaju do rodzaju, a? do istoty Maryi; nie umiem tego opisa?. Nieraz na takim kolorowym brzegu jedna lub wi?cej siedzia?o pere?, a na nich jakby ducha wyziewaj?ca posta? ludzka, co znowu z innymi razem wyrasta?o.


76

Widzia?am te?, ?e wskutek wielkiego mi?osierdzia Bo?ego oznajmiono wtedy pobo?niejszym poganom, ?e z dziewicy, pochodz?cej z Judei, Mesjasz ma si? narodzi?. Sta?o si? to w Chaldei w?ród tych, którzy gwiazdom cze?? oddawali, przez pojawienie si? obrazu w pewnej gwie?dzie lub na niebie, o czym prorokowali. Tak?e w Egipcie t? wiadomo?? o zbawieniu og?oszon? widzia?am. Eliasz otrzyma? rozkaz od Boga, by na trzech miejscach: z pó?nocy, wschodu i po?udnia kilka rozsypanych dobrych rodzin do Judei powo?a?. Eliasz wybra? trzech uczniów proroków, których wskutek wyproszonego od Boga znaku za najzdolniejszych uzna?. Potrzebowa? ludzi zaufania godnych; by?o to bowiem dalekie i bardzo niebezpieczne przedsi?wzi?cie. Jeden poszed? na pó?noc, drugi na wschód, a trzeci na po?udnie. Droga wiod?a go do Egiptu, gdzie dla Izraelitów bardzo by?o niebezpiecznie. Widzia?am go na drogach, którymi ?w. Rodzina ucieka?a, a tak?e przy Heliopolis. Na wielkiej równinie przyby? przed licznymi budynkami otoczon? ba?wochwalnic?, gdzie ?ywemu bykowi cze?? oddawano; tak?e wizerunek byka i inne bo?yszcza znajdowa?y si? w tej ba?wochwalnicy. Szpetne dzieci temu bo?kowi ofiarowano. Gdy prorok przechodzi?, pojmali go i przed kap?anów zaprowadzili. Na szcz??cie byli niezmiernie ciekawi, inaczej by go mo?e byli zg?adzili. Wypytywali go, sk?d by?, a on im powiedzia?, ?e dziewica si? narodzi, z której zbawienie ?wiata wyjdzie i ?e wtedy wszystkie ich bo?yszcza si? skrusz?. Podziwiali s?owa jego, doznali pewnego wzruszenia si? i znowu go pu?cili. Potem, naradziwszy si?, zrobili wizerunek dziewicy, który na po?rodku powa?y ba?wochwalnicy w unosz?cej si? postawie przymocowali. Mia?a strój g?owy na rodzaj bo?yszczy, których, na pó? dziewicy, na pó? lwa, tak tam wiele le?y. Ramiona górne by?y przyci?gni?te do cia?a, ramiona dolne, jakby odpychaj?c, rozpostarte. Przy ramionach górnych i dolnych by?o upierzenie w formie promieni o dwóch przez siebie przechodz?cych grzebieniach z piór; podobne upierzenie prowadzi?o ponad bokami i ?rodkiem cia?a a? do nó?ek. Cze?? temu wizerunkowi oddawali i ofiary mu sk?adali, by nie skruszy? bo?ka Apisa ani innych. Zreszt? pozostali we wszystkich swych haniebnych uczynkach, tylko, ?e odt?d wizerunku dziewicy zawsze wzywali, który utworzyli wed?ug rozmaitych znacze? w opowiadaniu proroka. Widzia?am te? wiele z historii Tobiasza i z ma??e?stwa m?odego Tobiasza z Sar?; widzia?am te?, ?e by?a ona figur? ?wi?tej Anny. Stary Tobiasz wyobra?a? pobo?ny, Mesjasza z nadziej? oczekuj?cy ród ?ydów. Jego zaniewidzenie oznacza?o, ?e ?adnych wi?cej nie otrzyma dzieci i ?e tylko rozmy?laniu i modlitwie ma si? oddawa?. Jego k?ótliwa ?ona by?a obrazem udr?cze? i czczych form faryzejskich nauczycieli prawa. Jaskó?ka by?a zwiastunk? wiosny i bliskiego zbawienia; ?lepota w ogóle oznacza?a wierne i ciemne oczekiwanie i pragnienie zbawienia, tak?e niepewno?? sk?d to zbawienie przyjdzie. Prawd? powiedzia? anio?, mówi?c, ?e jest Azariaszem, synem Ananiasza; albowiem te s?owa znacz? mniej wi?cej: pomoc Pana z Pana chmury. Anio? by? wodzem rodzaju i zachowaniem i kierowaniem b?ogos?awie?stwa a? do pocz?cia ?wi?tej Dziewicy. W równoczesnej modlitwie starego Tobiasza i Sary, któr? przez anio?ów przed tron Boga zaniesion? i wys?uchan? widzia?am, pozna?am b?aganie pobo?nych w?ród Izraela i córki Syjonu o przyj?cie zbawienia, a tak?e równoczesne b?aganie Joachima i Anny o dzieci? obiecane. ?lepota i gwarzenie si? ?ony Tobiasza oznacza?o znowu pogard? Joachima i odrzucenie jego ofiary; owi 7 zamordowani m??owie Sary wyobra?aj? tych pomi?dzy potomkami ?wi?tej Dziewicy, którzy przyj?ciu Maryi i zbawieniu si? sprzeciwiali, a tak?e zalotników Anny przed Joachimem, którym odmówi? musia?a. L?enie s?u?ebnicy Sary odnosi?o si? do l?enia pogan, niewiernych i


77

bezbo?nych ?ydów, ?e Mesjasz jeszcze nie przychodzi, przez co pobo?ni, a tak?e i oni, do modlitwy pobudzeni zostali, i jest obrazem l?enia, jakiego Anna od swej s?u?ebnicy dozna?a, poczym zawstydzona, tak serdecznie si? modli?a, i? zosta?a wys?uchan?. Ryba, chc?ca po?kn?? Tobiasza, wskazuje na d?ugo trwaj?c? niep?odno?? Anny, wykrajanie za? serca, w?troby i ?ó?ci oznacza dobre uczynki i umartwianie. Kózka, któr? ?ona Tobiasza jako zap?at? za prac? do domu przynios?a, by?a rzeczywi?cie skradziona, otrzyma?a j? od ludzi za ta nie pieni?dze. Tobiasz zna? tych ludzi, wiedzia? te? o tym i dlatego zel?ono go. Mia?o to te? znaczenie stosunku i pogardy, jak?, znosili pobo?ni ?ydzi i Esse?czycy od Faryzeuszów i czczych, na formy tylko zwa?aj?cych ?ydów, czego ju? dobrze nie pami?tam. ?ó??, wskutek której u?ycia niewidomy Tobiasz przejrza?, oznacz? gorycz i cierpienie, przez które ?ydzi wybrani doszli do poznania zbawienia i do swego w zbawieniu wspó?udzia?u; a tak?e ?wiat?o, przenikaj?ce ciemno?ci, jako skutek bolesnej m?ki Pana naszego, Jezusa Chrystusa, od Jego narodzenia.

Obraz uroczysto?ci

Widzia?am wyst?puj?c? z ziemi delikatn? kolumn?, jak ?odyg? kwiatu, i jak kielich kwiatu lub torebk? nasienn? na ?odydze makówki widzia?am o?miok?tny ko?ció? na tej kolumnie stoj?cy. Ta kolumna w po?rodku ko?cio?a wznosi?a si? jak drzewo, rozchodz?ce si? w ró?ne ga??zie, w których cz?onki ?wi?tej rodziny sta?y, które w tym obrazie ko?cio?a ?rodkiem uroczysto?ci by?y. Sta?y jakby na pr?cikach kwiatu. U góry by?a ?wi?ta Anna pomi?dzy dwoma ?wi?tymi m??ami, Joachimem a swym ojcem, lub innym do rodziny nale??cym. Pod piersi? ?wi?tej Anny widzia?am l?ni?c? przestrze? mniej wi?cej kszta?tu serca, a w tej przestrzeni posta? b?yszcz?cego dziecka rozwijaj?c? i powi?kszaj?c? si?. Mia?o ono r?ce na piersiach z?o?one, g?ow? spuszczon?, i wysy?a?o za? niezmiernie wiele promieni ku jednej stronie ?wiata. Podpada?o mi, ?e nie w ka?dym kierunku promienie wysy?a?o. Na innych doko?a znajduj?cych si? ga??ziach siedzieli ku temu ?rodkowi zwróceni adoruj?cy, a naoko?o w ko?ciele, w rz?dach chórach, byli niezliczeni ?wi?ci, zwróceni ku temu ?wi?temu ?rodkowi i pok?on oddaj?cy. S?odko?ci, serdeczno?ci i jedno?ci tego nabo?e?stwa z niczym porówna? nie mo?na jak tylko z polem kwiatów, lekkim wietrzykiem poruszanych, chyl?cym swe g?ówki ku promieniom s?onecznym, ofiaruj?cym im swe wonie i kolory, którym wszystkie te dary, nawet byt swój zawdzi?czaj?. Ponad tym obrazem uroczysto?ci niepokalanego pocz?cia wznosi? si? pie? ?aski nad Ann? do swego wierzcho?ka, a nad ni? w drugiej ga??zistej koronie siedzieli Maryja i Józef, za? Anna siedzia?a przed nimi ni?ej, pok?on oddaj?c; nad nimi, w wierzcho?ku, siedzia?o dzieci? Jezus, trzymaj?c jab?ko, (kula z?ota z krzy?em, god?o godno?ci panuj?cego) w r?ku otoczone niezmiernym blaskiem. Naoko?o tej grupy, w najbli?szym otoczeniu, modli?y si? chóry aposto?ów i uczniów, a w dalszym modlili si? inni ?wi?ci. U góry, w najwy?szej ?wiat?o?ci, widzia?am mniej wy-ra?ne figury si? i form, za? w wierzchu kopu?y, rzuca?o co? w kszta?cie pó? s?o?ca promienie. Zdawa?o si?, jakoby ten drugi obraz adwent wyobra?a?. Patrza?am z pocz?tku pod kolumn? na okolic?, potem tak?e we wn?trze ko?cio?a i widzia?am dzieci?tko w ?wietlanym rozwijaj?ce si? sercu. Zarazem naby?am przekonania, którego s?owami nie da si? wyrazi?, o pocz?ciu bez grzechu pierworodnego; czyta?am to jasno jakby w ksi??ce i zrozumia?am. Dowiedzia?am si? te?, ?e tutaj sta? ko?ció?, ?e jednakowo?, wskutek licznego zgorszenia i dyskutowania nad niepokalanym pocz?ciem, zburzonym zosta?, ?e jednak ko?ció? tryumfuj?cy obchodzi tutaj zawsze t? uroczysto??. Us?ysza?am te? s?owa: „w ka?dym widzeniu pozostaje tajemnica a? do spe?nienia."


78

Wigilia narodzenia Maryi

Taka rado?? panuje w przyrodzie! S?ysz? ptaszki ?piewaj?ce, widz? jagni?ta i ko?l?ta skacz?ce, a go??bie gromadami lataj?ce doko?a tam, gdzie niegdy? sta? dom Anny. Teraz widz? tam tylko dzikie pustkowie. Lecz widzia?am podczas wizji, pielgrzymów bardzo dawnych czasów, którzy, z podkasanymi sukniami, w chustach na kszta?t czapki naoko?o g?owy zarzuconych, z d?ugimi laskami w r?kach, szli przez t? okolic? na gór? Karmel. Równie? i oni t? rado?? przyrody odczuwali; a kiedy, zdziwieni pytali pustelników w pobli?u zamieszka?ych o przyczyn? tej rado?ci, odpowiedziano im, ?e taka rado?? panuje tutaj od czasu narodzenia Maryi zawsze w wigili? dnia tego? i ?e w tej okolicy sta? dom ?w. Anny. Opowiadali im o pewnym ?wi?tym m??u z dawniejszych czasów, który pierwszy t? rado?? zauwa?y? i przyczyni? si? do tego, ?e uroczysto?? narodzenia Maryi powszechnie w Ko?ciele zaprowadzono. Widzia?am teraz t? przyczyn? sama. Dwie?cie pi??dziesi?t lat po ?mierci Maryi widzia?am pobo?nego pielgrzyma przez Ziemi? ?wi?t? id?cego i wszystkie miejsca i ?lady, odnosz?ce si? do ?ycia Jezusa na ziemi, odszukiwaj?cego i cze?? im oddaj?cego. Widzia?am, ?e krokami tego pobo?nego pielgrzyma kierowa?a si?a nadprzyrodzona i ?e nieraz na pojedynczych miejscach, z powodu doznawanych w modlitwie i rozwa?aniach wielkich s?odyczy i zes?anych na? objawie?, kilka dni si? zatrzymywa?. Ju? przez kilka lat s?ysza? zawsze z 7-go na 8-go wrze?nia w Ziemi ?wi?tej wielk? rado?? w przyrodzie i mi?y ?piew anio?ów w przestworzu. Wskutek gor?cej jego modlitwy oznajmiono mu podczas widzenia, ?e jest to noc, w której ?wi?ta Dziewica Maryja si? narodzi?a. Oznajmiono mu to, gdy odbywa? drog? na gór? Synaj, a zarazem, ?e tam w jaskini Eliasza, proroka, znajduje si? zamurowana kaplica ku czci Maryi i ?e tak o jednym jak i drugim ma powiadomi? pustelników na górze Synaj. Widzia?am go potem zbli?aj?cego si? do góry Synaj. Tam, gdzie teraz klasztor stoi, mieszkali wówczas ju? rozrzuceni pielgrzymi, a miejsce od strony doliny by?o tak samo bez dróg, jak dzi?, gdzie chc?cych tam si? dosta? wci?ga si? za pomoc? windy. Widzia?am, ?e, wskutek jego doniesienia, dzie? 8-go wrze?nia tutaj po raz pierwszy oko?o roku 250-go uroczy?cie obchodzono i ?e pó?niej Ko?ció? t? uroczysto?? ustanowi?. Widzia?am te?, ?e pustelnicy razem z nim szukali jaskini Eliaszowej i zamurowanej w niej kaplicy Maryi. Lecz trudno by?o j? odnale??, albowiem natrafili na wi?cej jaski? dawniejszych pustelników i Esse?czyków i na liczne zdzicza?e ogrody, w których jeszcze wspania?e ros?y owoce. M?? ów o?wiadczy?, ?e trzeba kaza? wej?? do jaski? ?ydowi, a ta, z której zostanie wypchni?ty, jest jaskini? Eliaszow?. Powiedziano mu to podczas objawienia. Mia?am potem widzenie, jak pos?ano do jaski? ?yda starego i jak ten?e z jednej jaskini o w?skim, zamurowanym wej?ciu zawsze na nowo bywa? wypchni?tym, cho? gwa?tem si? wciska?. Z tego cudu poznali jaskini? Eliaszow? a w niej odnale?li drug?, zamurowan?, która by?a ow? kaplic?, gdzie Eliasz na cze?? przysz?ej matki Zbawiciela si? modli?. Znale?li w niej jeszcze ró?ne ?wi?te ko?ci proroków i patriarchów, tak?e niejedne plecione ?ciany i sprz?ty, u?ywane do starodawnego nabo?e?stwa, co w ten sposób Ko?cio?owi si? zachowa?o. Miejsce, na którym sta? krzak gorej?cy, nazywa si? w tamtejszym j?zyku „cieniem Boga", a wchodz? na nie tylko boso. Kaplica Eliaszowa by?a zamurowana wielkimi, pi?knymi kamieniami, których u?yto do budowli ko?cio?a, a poros?ych pi?knymi kwiatami. Jest tam góra ca?a z czerwonego piasku, która pomimo to bardzo pi?kne rodzi owoce. Od ?wi?tej Brygidy dowiedzia?am si?, ?e, gdy niewiasty w stanie b?ogos?awionym obchodz? wigili? narodzenia Maryi postem i odmawianiem 9 Zdrowa? Maryja na


79

cze?? dziewi?ciomiesi?cznego jej pobytu w ?onie Anny, i gdy to nabo?e?stwo cz??ciej podczas swego stanu, a tak?e w wigili? swego rozwi?zania ponawiaj? i przy tym Sakrament ?w. z nabo?e?stwem przyjmuj?, Maryja ich modlitw? przed Boga zaniesie, wypraszaj?c im, nawet w?ród trudnych okoliczno?ci, szcz??liwe rozwi?zanie. Widzia?am ?w. Dziewic? w wigili? jej narodzenia. Powiedzia?a mi, ?e kto pocz?wszy od tej wigilii, przez 9 dni 9 „Zdrowa? Maryjo? na cze?? dziewi?ciomiesi?cznego jej pobytu w ?onie matki i na cze?? Jej narodzenia odmawia, ten codziennie daje anio?om 9 kwiatów do wie?ca, który ona w niebie odbiera i Trójcy Przenaj?wi?tszej w ofierze sk?ada, aby modl?cemu si? ?ask? wyprosi?. Przeniesiono mnie na pewn? wy?yn? pomi?dzy niebem a ziemi?. Widzia?am do?em ziemi? ciemn? i szar?, a niebo pomi?dzy chórami anio?ów i szeregami ?wi?tych, a Dziewic? ?w. przed tronem Boga. Widzia?am, jak Jej 2 trony honorowe, które wreszcie ca?ymi ko?cio?ami, nawet miastami si? sta?y, z modlitwy mieszka?ców ziemi budowano. Widzia?am, ?e te budynki budowano zupe?nie z kwiatów, zió? i wie?ców, a w rozmaitych ich gatunkach rozmaity charakter i warto?? modlitw pojedynczych i ca?ych parafii si? wytwarza?y, które Anio?owie lub ?wi?ci z r?k modl?cych si? odbierali i w gór? zanosili.

Narodzenie Maryi

Ju? kilka dni naprzód powiedzia?a Anna Joachimowi, ?e czas jej rozwi?zania si? zbli?a. Wys?a?a te? pos?a?ców do Zeforys do swej siostry Marachy, potem w dolin? Zabulon do wdowy Enue, siostry El?biety, i do Betsaidy do Salomy, ?ony Zebedeusza, która by?a córk? siostry jej Soby. Synowie jej, Jakub Starszy i Jan, nie byli jeszcze na ?wiecie. Anna zaprosi?a owe trzy niewiasty do siebie. Widzia?am je w drodze do niej; dwom towarzyszyli ich m??owie, którzy jednakowo? w pobli?u Nazaret znowu si? wrócili. Joachim wys?a? s?ugi do trzód, a tak?e niepotrzebne s?u?ebnice z domu. Maria Heli, najstarsza córka Anny, ?ona Kleofasa, zawiadywa?a gospodarstwem. Joachim sam wyszed? we wigili? na najbli?ej po?o?one pole do trzód swoich. Widzia?am go razem ze s?ugami, którzy byli jego krewnymi. Nazywa? ich bra?mi, byli jego bratankami. Pastwiska widzia?am pi?knie oddzielone i p?otami ogrodzone. Na naro?nikach sta?y chaty, dok?d im pokarm z domu Anny przynoszono. Mieli tak?e o?tarz, gdzie si? modlili. By? on z kamienia; prowadzi?o do? kilka stopni, a posadzka by?a naoko?o trójk?tnymi, kamiennymi p?ytami schludnie wy?o?ona. Po tylnej stronie o?tarza, by? wzniesiony mur ze stopniami po bokach, a ca?e miejsce otoczone by?o drzewami. Joachim modli? si? tutaj, a wyszukawszy potem najpi?kniejsze jagni?ta, ko?l?ta i wo?y, pos?a? je przez s?ugi do ?wi?tyni na ofiar?. Dopiero w nocy znowu do domu wróci?. Owe trzy niewiasty widzia?am nad wieczorem do domu Anny wchodz?ce. Uda?y si? do jej komnaty za ogniskiem. U?ciska?y si?, a Anna rzek?a, ?e czas jej si? zbli?a, i stoj?c razem z nimi, zanuci?a psalm: „Chwalcie Pana Boga, ulitowa? si? nad ludem swoim i wybawi? Izraela i zi?ci? obietnic?, któr? da? Adamowi w raju: nasienie niewiasty zetrze g?ow? w??a.'' Nie wiem ju? wszystkiego po kolei, lecz wspomina?a wszystkie figury Maryi, mówi?c: zarodek, dany od Boga Abrahamowi, we mnie sta? si? dojrza?ym, obietnica Sary i kwiat laski Aaronowej we mnie jest spe?niony. W?ród tego ja?nia?a. Widzia?am pokój pe?en blasku a nad Ann? drabin? Jakubow?. Niewiasty by?y niewymownie zdziwione i zachwycone. S?dz?, ?e równie? drabin? widzia?y. Potem dano im ma?y posi?ek. Jad?y i pi?y stoj?c, za? oko?o pó?nocy po?o?y?y si? na


80

spoczynek; Anna modl?c si?, czuwa?a. Pó?niej przysz?a i obudzi?a niewiasty, aby z ni? si? modli?y, gdy? czuje, ?e czas jej si? zbli?a. Wesz?y za zas?on?, gdzie by?o miejsce do modlitwy. Anna otworzy?a drzwi ma?ej ?ciennej szafy. Sta?a w niej ?wi?to?? w puszce, a po obu stronach ?wiece, które z lichtarza w gór? wysuwano, k?ad?c pod nie ma?e wióry, by nie spada?y. ?wiece te zapali?y. Pod o?tarzykiem sta? wy?cie?any sto?eczek. W puszce by?y w?osy Sary, które Anna bardzo czci?a; ko?ci Józefa, które Moj?esz z Egiptu przyniós?; co? od Tobiasza, zdaje mi si? szcz?tki szat i ów ma?y, bia?y, po?yskuj?cy, gruszkowaty kubek, z którego Abraham pi? podczas b?ogos?awie?stwa anio?a a który Joachim otrzyma? z Arki Przymierza razem z b?ogos?awie?stwem. To b?ogos?awie?stwo, równie jak wino i chleb, by?o sakramentem, nadprzyrodzonym pokarmem i posi?kiem. Anna kl?cza?a przed szafk?, a niewiasty jedna z prawej, druga z lewej strony, trzecia za ni?. S?ysza?am j? znowu odmawiaj?c? psalm, i zdaje mi si?, ?e zachodzi?o w nim miejsce o gorej?cym krzaku na Horeb. Lecz widzia?am nadprzyrodzon? ?wiat?o??, nape?niaj?c? komórk? i otaczaj?c? posta? Anny. Owe trzy niewiasty, jakby odurzone, pad?y na twarze. Naoko?o Anny przybra?a ?wiat?o?? zupe?nie podobny kszta?t, któr? mia? krzak gorej?cy na Horebie, tak ?e nic z niej nie widzia?am. P?omie? rzuca? promienie na wewn?trz, i widzia?am naraz, ?e Anna otrzyma?a w r?ce ja?niej?ce dzieci? Maryj?, w p?aszcz swój owin??a, do serca przycisn??a, potem na sto?eczek przed ?wi?to?ci? po?o?y?a i jeszcze si? modli?a. S?ysza?am tedy, jak dzieci? p?aka?o, i widzia?am, ?e Anna wyj??a chustki z pod zas?ony, któr? by?a okryta. W te chustki, szare i czerwone, owin??a je a? do ramion; pier?, ramiona i g?owa by?y nie zakryte. Teraz znik? krzak gorej?cy, który by? naoko?o niej. ?wi?te niewiasty podnios?y si? i ku wielkiemu zdziwieniu odebra?y dzieci? ju? narodzone w swe ramiona i p?aka?y z wielkiej rado?ci. Wszystkie zanuci?y hymn, a Anna podnios?a dzieci? w gór?. Widzia?am przy tym komor? znowu pe?n? blasku i kilku anio?ów, którzy ?piewali i oznajmili: Maryja ma to dzieci? dnia dwudziestego by? nazwane. ?piewali Gloria i Alleluja. S?ysza?am wszystkie s?owa. Anna, poszed?szy potem do swej sypialni, po?o?y?a si? na swe ?o?e; za? niewiasty, wyk?pawszy dzieci?, owin??y je i po?o?y?y przy matce. U ?ó?ka, z przodu, ku ?cianie lub w nogach, mo?na by?o zawiesi? pleciony koszyczek, na w tym celu sporz?dzonych czopikach, które zahacza?o si? w odpowiednie dziurki, i w nim dzieci? u?o?y?. Teraz jedna z niewiast zawo?a?a Joachima. Przyszed?szy do ?ó?ka Anny, ukl?k? i strumienie ?ez wylewa? na dzieci?; potem, podniós?szy je w gór?, odmawia? hymn Zachariasza. Mówi? te?, ?e teraz umrze? pragnie i wspomina? o zarodku, danym przez Boga Abrahamowi, a przez niego spe?nionym, mówi? te? o korzeniu Jessego. Dopiero potem zmiarkowa?am, ?e Maria Heli dzieci? pó?niej dopiero zobaczy?a. Musia?a ju? kilka lat by? matk? Marii Kleofasa; lecz przy narodzeniu nie by?a obecn?, poniewa? to, wed?ug praw ?ydowskich, córce wobec matki nie przysta?o. Gdy Maryja si? narodzi?a, widzia?am j? w niebie przed Trójc? Przenaj?wi?tsz? i na ziemi na r?kach Anny w jednymi i tym samym czasie; widzia?am te? rado?? wszystkich chórów niebieskich. Widzia?am, ?e jej wszystkie zbawienia i losy w sposób nadprzyrodzony oznajmione zosta?y. Miewam cz?sto takie widzenia; lecz s? one dla mnie nie do wypowiedzenia, a dla ludzi pewnie nie zupe?nie zrozumia?e, dlatego o nich nie mówi?. Maryja zosta?a pouczon? o niesko?czonych tajemnicach. Gdy to widzenie si? sko?czy?o, p?aka?a na ziemi. Widzia?am og?oszenie poselstwa te? w otch?ani o jej narodzeniu i widzia?am patriarchów niezmiernie si? raduj?cych, przede wszystkim za? Adama, i Ew?, ?e


81

spe?ni?a si? teraz obietnica, dana im w raju. Widzia?am te?, ?e patriarchowie w swym stanie ?aski post?pili naprzód, ?e miejsce ich pobytu si? rozszerzy?o i wi?cej rozwidni?o i ?e wi?kszy wp?yw na ziemi? otrzymali. By?o, jakoby wszelka ich praca i pokuta i wszelkie usi?owania, b?agania i pragnienia czasu ich ?ycia, jako owoc dojrza?y. Widzia?am wielkie poruszenie i rado?? w ca?ej przyrodzie i we wszystkich zwierz?tach i ludziach, s?ysza?am te? ?piew s?odki. Lecz w?ród grzeszników panowa?a wielka trwoga i skrucha. Widzia?am mianowicie w okolicy Nazaret i w ogóle w Ziemi ?wi?tej licznych op?tanych, którzy w godzinie jej narodzenia zupe?nie jakby szalej?cymi si? stali. Krzyczeli okropnie i byli to w t?, to w ow? rzucani stron?, a szatani ryczeli z nich: musimy ust?powa?, musimy wychodzi?! Najbardziej cieszy?am si?, widz?c tej?e nocy, w której narodzi?a si? Maryja, tak?e s?dziwego kap?ana, Symeona, przebywaj?cego w ?wi?tyni. Widzia?am, jak, wskutek g?o?nego krzyku op?tanych, którzy w jednej z ulic przy górze ?wi?tyni byli zamkni?ci, si? przebudzi?. Symeon, który razem z innymi mia? nadzór nad nimi, wyszed? w nocy przed dom, pytaj?c, sk?d pochodzi ten krzyk, który wszystkich ze snu budzi. Wtedy najbli?ej znajduj?cy si? op?tany zakrzykn?? okropnie, i? musi wyj??. Symeon otworzy? mu, a szatan zawo?a?: „musz? wychodzi?, musimy wychodzi?; urodzi?a si? dziewica, tak wielu jest na ziemi anio?ów, którzy nas dr?cz?, musimy wychodzi? i ju? nigdy nie wolno nam opanowa? cz?owieka." Widzia?am teraz owego cz?owieka strasznie na tym miejscu przez szatana miotanego, a? wreszcie wyszed? z niego. Symeon modli? si?. Cieszy?am si? bardzo, widz?c teraz starego Symeona, widzia?am tak?e prorokini? Hann? i inn? nauczycielk? Maryi przy ?wi?tyni, przebudzone i w widzeniach o narodzeniu dzieci?cia pouczone. Mówi?y z sob? o tym zdarzeniu. S?dz?, ?e mia?y wiadomo?ci o Annie. W krainie ?wi?tych Trzech Króli trudni?ce si? prorokowaniem niewiasty mia?y widzenia o narodzeniu ?wi?tej Dziewicy. Powiedzia?y swoim kap?anom, ?e si? dziewica narodzi?a i liczne duchy zst?pi?y na ziemi?, aby j? powita?; inne za? duchy si? smuci?y. Tak?e królowie, którzy trudnili si? gwiazdziarstwem, widzieli tego? w gwiazdach obrazy. W Egipcie w nocy narodzenia pewne bo?yszcze z ba?wochwalnicy w morze wrzucone zosta?o; drugie za?, spad?szy na ziemi?, w proch si? rozbi?o. Nazajutrz widzia?am mnóstwo ludzi z okolicy, tak?e s?ugi i s?u?ebnice Anny, dom otaczaj?cych. Im wszystkim pokaza?y niewiasty dzieci?. Wielu i z nich wzruszy?o si?, a wielu z?ych si? poprawi?o. Przybyli oni, albowiem widzieli w nocy blask nad domem Anny i poniewa? narodzenie jej dzieci?cia uwa?ano jako wielk? ?ask?. Do domu Anny przyby?o pó?niej jeszcze wi?cej krewnych Joachima z doliny Zabulon a i dalsi s?udzy. Wszystkim pokazano dzieci?, a w domu wyprawiono uczt?. W dniach nast?pnych schodzi?o; powoli coraz wi?cej ludzi, aby dzieci? Maryj? zobaczy?, które potem w ko?ysce na sztaludze, podobnej do koz?a do rzni?cia drzewa, do pokoju przedniego wniesiono. Le?a?o ono na czerwonych chustach, owini?te do ramionek; w czerwone i bia?o — przezroczyste materie. Mia?o ?ó?te, k?dzierzawe w?oski. Widzia?am te? Mari? Kleofasa, dzieci? Marii Heli i Kleofasa, wnuczk? Anny, jako kilkuletni? dziewczynk? z dziecin? Maryja si? bawi?c? i j? pieszcz?c?. By?a to dziewczynka oty?a i silna, nosi?a bia?? sukienk? bez r?kawków, obszyt? czerwon? bort?, u której wisia?y czerwone jab?uszka. Oko?o odkrytych rami?czek mia?a bia?e wianki jakby z piór, jedwabiu lub we?ny. Dzieci? Maryja mia?o tak?e przezroczysty woal naoko?o szyi.


82

Dzieci? otrzymuje imi? Maryja

Widzia?am wielk? uroczysto?? w domu Anny. Wszystko by?o uprz?tni?te. W przedniej cz??ci domu usuni?to plecione ?ciany i urz?dzono wielk? sal?. Naoko?o sta? wielki, niski stó?, a na nim nakrycia, lecz potraw jeszcze nie by?o. Na po?rodku sali sta? o?tarz, jako te? postument, na który z?o?ono rolki. Na o?tarzu by?a ma?a, na kszta?t kopanki wydr??ona ko?yska, bia?o i czerwono wyplatana, wy?o?ona b??kitnym pokryciem. Byli tam?e obecni kap?ani z Nazaret w szatach urz?dowych, a jeden z nich odró?nia? si? strojem wspanialszym. Kilka niewiast z pokrewie?stwa Anny uczestniczy?o tak?e w szatach ?wi?tecznych. Widzia?am tam?e: Anny najstarsz? córk? Mari? Heli, ?on? Kleofasa, i Anny siostr? z Zeforys i inne, tak?e kilku krewnych Joachima. Anna by?a na nogach, lecz nie pokaza?a si?, by?a w swej komorze za ogniskiem. Enue, siostra El?biety, wyniós?szy dzieci? Maryj? owini?te w czerwon? i bia?o przezroczyst? materi? a? pod ramionka, poda?a Joachimowi. Kap?ani, przyst?piwszy do o?tarza, przy czym najwy?szemu niesiono pow?ok?, modlili si? z rolek. Joachim poda? pierwszemu kap?anowi dzieci? na r?ce, a ten, podniós?szy je w gór?, modli? si? i po?o?y? je do koszyczka na o?tarz. Potem, wzi?wszy szczypce, przy których ko?cu by?o pude?eczko, tak i? to, co uci?to, w nie si? wciska?o, jak u szczypiec do ?wiecy, uci?? dziecku nieco w?osów z obydwóch stron i ze ?rodka g?owy i w naczyniu do w?gli spali? je. Potem wzi?? puszk? z olejem i, nacieraj?c wielkim palcem; nama?ci? nim dziecku pi?? zmys?ów, uszy, oczy, nos, usta i do?ek sercowy. Tak?e napisa? imi? Maryja na pergaminie i po?o?y? go dziecku na piersi. Potem odda? Joachim Maryj? w r?ce Enue, która j? zanios?a Annie. Niewiasty sta?y w g??bi. ?piewano jeszcze psalmy Widzia?am tym razem rozmaite rzeczy, na które kiedy indziej nie zwraca?am uwagi. Na stole sta?y naczynia zupe?nie lekkie, u góry prze-dziurawione, s?dz?, ?e by?y to koszyki do kwiatów. Widzia?am na bocznym stoliku wiele bia?ych pr?cików, jakby z ko?ci, tak?e ?y?ki. Równie? wygi?te, trzciny le?a?y na stole. Nie wiem, do czego tych?e u?ywano. Uczcie samej nie przypatrywa?am si? dalej.

Ofiarowanie Maryi – Przygotowanie

Maryja mia?a trzy lata i trzy miesi?ce, kiedy z?o?y?a ?lub, jakiego by?o potrzeba, aby zosta?a przyj?t? do grona dziewic przy ?wi?tyni. By?a bardzo delikatn?, mia?a czerwonawo — p?owe w?osy, na ko?cu nieco k?dzierzawe a by?a ju? tak wielk? jak tutaj na wsi pi?cio lub sze?cioletnie dziecko. Córka Marii Heli by?a kilka lat starsz? i wiele silniejsz? i t??sz?. Widzia?am w domu Anny przy-gotowanie Maryi na przyj?cie do ?wi?tyni. By?a wielka uroczysto??. Pi?ciu kap?anów by?o obecnych, z Nazaret, Zeforys, i innych miejscowo?ci, pomi?dzy nimi Zachariasz i jeden bratanek ojca Anny. Poddali dzieci? Maryj? ?wi?tej ceremonii, rodzajowi egzaminu, czy jest umys?owo dojrza??, by do ?wi?tyni mog?a by? przyj?t?. Prócz kap?anów by?y jeszcze obecne: siostra Anny z Zeforys i jej córka, dalej Maria Heli i jej dziecko i kilka innych ma?ych dziewcz?t i krewnych. Szaty dzieci?cia przykrojone cz??ciowo przez kap?anów uszy?y niewiasty. W?ród tej uroczysto?ci ubierano w nie dzieci? w rozmaitych odst?pach czasu, pytano je przy tym o rozmaite rzeczy. Akcja ta by?a sam? w sobie bardzo powa?n? i uroczyst?, chocia? s?dziwi kap?ani z dzieci?cym u?miechem j? spe?niali, przerywanym cz?sto zdziwieniem z powodu o?wiadcze? i odpowiedzi dzieci?cia jako te? ?zami rodziców. By?y dla Maryi trzy ró?ne, ca?kowite ubiory zrobione, w które j? w rozmaitych odst?pach czasu ubierano, wypytuj?c j? podczas tego o rozmaite rzeczy. Dzia?o si? to wszystko w pewnej wielkiej komnacie obok jadalni. Wpada?o


83

do niej ?wiat?o czworograniastym otworem znajduj?cym si? na po?rodku sufitu, zas?oni?tym kilka razy kratkami z gazy. Na pod?odze by? rozpostarty czerwony kobierzec. Na po?rodku sta? o?tarz z czerwonym i bia?o przezroczystym pokryciem, a na nim szafka z zapisanymi rolkami i z zas?on?, na której przedstawiony by? wyhaftowany czy te? wyszywany wizerunek Moj?esza. Moj?esz by? w d?ugim p?aszczu, którego w?ród modlitwy u?ywa?, ze zwieszaj?cymi si? u ramion tablicami przykaza?. Widzia?am Moj?esza zawsze o wielkiej, barczystej postaci. Mia? wysok?, spiczast? g?ow?, wielki zagi?ty nos, a na szerokim, wysokim czole dwa przeciw sobie zwrócone wywy?szenia, co mu dziwny nadawa?o wygl?d. Moj?esz mia? te wywy?szenia ju? jako dziecko, jakby ma?e brodawki. Barwa jego twarzy by?a ognistoczerwono brunatn?, w?osy czerwonawe. Widzia?am kilkakrotnie takie wywy?szenia na czo?ach dawnych proroków i pustelników, a tak?e tylko jedn? tak? naro?l na po?rodku czo?a. Na o?tarzu le?a?y owe trzy ubiory dzieci?cia Maryi, a prócz tego ró?ne materie, które krewni na wypraw? dzieci?ciu ofiarowali. Przed o?tarzem sta? na stopniach rodzaj tronu. Kap?ani weszli do sali bosymi nogami; lecz tylko trzech z nich egzaminowa?o i b?ogos?awi?o dzieci? w jego ostatnim stroju. Joachim i Anna byli równie? z krewnymi obecni. Niewiasty sta?y przed Maryj?, ma?e dziewcz?ta po bokach Maryi. Jeden z kap?anów wzi?? szaty z o?tarza, a obja?niwszy ich znaczenie, poda? je siostrze Anny z Zeforys, która w nie dzieci? przyodzia?a. W?o?y?a jej najpierw ?ó?taw?, dzian? spódniczk?, a na ni? kolorowy napier?nik z sznurkami, który przez szyj? zarzucono i naoko?o cia?a ?ci?gni?to. Na piersiach by?o co? jakby sznury. Na to w?o?ono brunatnawy p?aszczyk z otworami dla ramion, przy których u góry ?atki si? zwiesza?y. By? on u góry wyci?ty a pod piersi? a? do do?u zapi?ty. Maryja mia?a sanda?y brunatne z zielonymi, grubymi podeszwami; Jej czerwono?ó?te, k?dzierzawe w?osy by?y uczesane, a mia?a tak?e wianek na g?owie z bia?ego jedwabiu, przeszywany w ust?pach pr?gowatymi piórami. Pióra, jak palec d?ugie, by?y zagi?te do ?rodka wianka. Znam tam w kraju ptaka, z którego pochodz?. Na g?ow? w?o?ono jej wielk?, czworoboczn?, popielat? chustk?, jakby wielk? zas?on?; pod pachami mo?na j? by?o ?ci?ga?, tak ?e ramiona spoczywa?y w niej jakby w dwóch p?tlicach. Zdawa?o si?, jakoby to by? p?aszcz pokutny, do modlitwy lub podró?y. Kap?ani stawiali teraz dzieci?ciu ró?ne pytania dotycz?ce przepisów w ?wi?tyni. Rzekli jej: „Rodzice twoi, po?wi?caj?c ci? Bogu, uczynili ?lub, i? nie b?dziesz u?ywa? wina, ani octu, ani jagód, ani winogron, ani fig. Có? chcesz sama do ?lubu tego doda?? Nad tym podczas uczty mo?esz si? zastanowi?. ?ydzi, a mianowicie m?ode dziewcz?ta, pi?y ch?tnie ocet, a tak?e Maryja go lubi?a. Pytano j? jeszcze o rozmaite tym podobne rzeczy. Potem w?o?ono na ni? drug? szat?. Sk?ada?a si? ona z b??kitnej sukienki, bia?o — niebieskiego p?aszcza, ozdobniejszego napier?nika i bia?ego, jak jedwab l?ni?cego welonu z fa?dami w tyle, jak u welonu zakonnic. Mia?a na g?owie delikatny, ?ci?le przylegaj?cy wianeczek z kolorowych jedwabnych kwiatuszków z zielonymi listkami. Kap?ani w?o?yli jej na ten wianeczek bia?y welon, jak kaptur u góry ?ci?gni?ty i trzema coraz ni?ej przytwierdzonymi klamrami przeci?gany, które mo?na by?o na g?owie w gór? posuwa? i w ten sposób welon o trzeci? cz??? o po?ow?, lub zupe?nie podnie??. Nauczono j? jak woalu tego u?ywa? powinna, a mianowicie: jak uchyla?, aby si? posili?; jak go spuszcza?, gdy b?dzie pytana, lub b?dzie odpowiada?. W tym ubiorze posz?a Maryja na uczt?, gdzie zaj??a miejsce pomi?dzy dwoma kap?anami, a jeden usiad? naprzeciw niej. Niewiasty i inne dzieci siedzia?y na jednym ko?cu sto?u od m??czyzn od??czone. Podczas uczty egzaminowali kap?ani dzieci? na rozmaity sposób z u?ywania welonu i z rozmaitych innych obyczajów.


84

Powiedzieli te?, ?e teraz wolno jej jeszcze z wszystkiego po?ywa?, a podaj?c jej rozmaite potrawy, do?wiadczali j?. Lecz Maryja wszystkim, co robi?a i mówi?a, zdumieniem ich nape?nia?a. Tylko z niektórych potraw bra?a troch?, a na wszystkie pytania odpowiada?a z dzieci?c? m?dro?ci?. Podczas uczty i ca?ego egzaminu widzia?am anio?ów ko?o niej, którzy jej we wszystkim pomagali i j? pouczali. Po uczcie przebrano j? jeszcze raz w komnacie przed o?tarzem. Ubierali j? siostra Anny z Zeforys i jeden kap?an. Kap?an wyja?nia? znaczenie szat, mówi?c przy tym o rzeczach duchownych. Teraz otrzyma?a Maryja szaty naj?wi?teczniejsze, fioletow? sukienk?, a na ni? kolorowo haftowany napier?nik, który ?ci?gni?to po bokach z naplecznikiem i sukienk? uj?to w niego kru?owato, a ko?czy? si? u do?u spiczasto; na to w?o?ono fioletowy p?aszcz, szerszy i wspanialszy, w tyle zaokr?glony i w ogóle nieco pow?óczysty, jakby ornat. Pod piersiami zapi?ty, mia? u ramion otwory, w które ramiona mo?na by?o w?o?y?. Gdy by? zapi?ty, mo?na by?o widzie? z przodu pi?? rz?dów prostopadle ku do?owi id?cych, z?otem wyszywanych ozdób. ?rodkowa by?a rozdzielona, i zapina?a si? na guziki czy te? haczyki. Brzeg p?aszcza by? haftowany. Potem w?o?ono jej na g?ow? wielki mieni?cy si? welon, który z jednej strony wydawa? si? bia?y, z drugiej fioletowy, nast?pnie wsadzono jej koron? u góry pi?ciu klamrami spojon?. Sk?ada?a si? ona z cienkiej, wewn?trz od z?ota l?ni?cej, szerokiej obr?czy; górny brzeg by? szerszy i mia? z?bki z ga?eczkami. Zewn?trz by?a jedwabiem obci?gni?ta i ozdobiona ró?yczkami z jedwabiu, w których pi?? pere? by?o przytwierdzonych; pi?? ?uków z jedwabiu ??czy?o si? gór?, spojonych na samym wierzchu ga?eczk?. Napier?nik z??czono na plecach, z przodu mia? jednak?e sznury. P?aszcz by? po??czony nad piersi? tasiemk?, która przechodzi?a przez odstaj?cy na napier?niku guzik, aby nie uciska?a; pod górn? cz??ci? cia?a schodzi? si?, a w tyle opada? we fa?dy, wychylaj?ce si? z poza ramion. Maryj? postawiono w tym ?wi?tecznym stroju na stopnie przed o?tarzykiem. Ma?e dziewcz?ta sta?y po bokach. Teraz dopiero powiedzia?a, jakim podda si? umartwieniom: ?e nie b?dzie jada?a mi?sa, ani ryb, ani u?ywa?a mleka, lecz napoju zgotowanego z wody i rdzeni sitowia, co w Ziemi obiecanej tylko ludzie ubodzy pijaj? i raz po raz nieco soku terebinty. Wygl?da on jak bia?y olej, jest g?sty i bardzo orze?wiaj?cy, lecz nie tak delikatny jak balsam. Wyrzeka si? tak?e u?ywania wszelkich przypraw korzennych i owoców, prócz pewnych ?ó?tych jagód, rosn?cych w postaci gron. Znam je dobrze, jadaj? je tam dzieci i ludzie biedni. Tak?e na go?ej chce sypia? ziemi i ka?dej nocy trzy razy na modlitw? wstawa?; inne tylko raz wstawa?y. Anna i Joachim s?ysz?c to wszystko, p?akali. A stary Joachim, zalewaj?c si? ?zami, przycisn?? dzieci? do piersi i rzek?: ach! dzieci? moje, to za wiele na ciebie, je?eli tak wstrzemi??liwie chcesz ?y?, natenczas ja, starzec, ju? ci? nie zobacz?. By?a to chwila bardzo wzruszaj?ca. Kap?ani powiedzieli jej, aby tylko raz, jak inne jej towarzyszki, wstawa?a, i zrobili jej jeszcze inne ust?pstwa. Wreszcie rzekli: wiele dziewic, które bez wyprawy i p?acy za stó? do ?wi?tyni wst?puje, bierze na si?, za zezwoleniem swych rodziców, obowi?zek prania krwi? zbroczonych szat kap?anów i innych chust z grubej we?ny, co jest prac? ci??k?, od której krwawi? si? r?ce; ty tego czyni? nie potrzebujesz, poniewa? rodzice twoi utrzymywa? ci? b?d? przy ?wi?tyni. Lecz Maryja odpowiedzia?a czym pr?dzej, ?e i t? robot? pragnie spe?nia?, skoro tego za godn? uznan? b?dzie. Joachim by? tym bardzo wzruszony. Podczas tej ?wi?tej akcji widzia?am Maryj? cz?sto w?ród kap?anów tak rosn?ca, ?e patrza?a ponad nimi. By?o to dla mnie obrazem jej m?dro?ci i ?aski. Kap?ani byli przej?ci powag? i pe?ni radosnego zdumienia.


85

Na ko?cu b?ogos?awili kap?ani Maryj?; widzia?am j? w blasku na ma?ym stoj?c? tronie; dwaj kap?ani stali jej do boku, a jeden naprzeciwko niej. Kap?ani, trzymaj?c rolki zapisane w r?kach, modlili si? nad ni?. Podczas modlitwy trzymali r?ce wyci?gni?te nad Maryj?. Mia?am przy tym dziwne widzenie, w którym dane mi by?o spojrze? we wn?trze Naj?wi?tszej Dziewicy; widzia?am, jakoby owo b?ogos?awie?stwo j? zupe?nie przenika?o i o?wieca?o, i widzia?am w niej chwa?? niewymownego blasku, a w tej chwale tajemnic? arki Przymierza, jakby w mieni?cym si? naczyniu kryszta?owym. Widzia?am serce Maryi ponad tym si? rozwieraj?ce jakby drzwi ?wi?tyni, a ?wi?to?? arki Przymierza, naoko?o której utworzy?o si?, podobne do baldachimu, tabernakulum z rozmaitych pe?nych znaczenia, drogich kamieni, tym otworem w serce wst?puj?c?, jak arka Przymierza do miejsca naj?wi?tszego, jak monstrancja do tabernakulum. Widzia?am przy tym dzieci? Maryj? jakby przemienion? i ponad ziemi? si? wznosz?c?. Razem ze wst?pieniem tego sakramentu w serce Maryi, które si? za nim zamkn??o, widzenie z wolna ustawa?o i widzia?am teraz ?wi?t? dziecin? pe?n? serdecznego ?aru, który j? przenika?. Widzia?am te? podczas tego objawienia, ?e Zachariasz, wskutek natchnienia niebieskiego, dowiedzia? si?, i? Maryja jest wybranym naczyniem tajemnicy. Przenikn?? go promie?, którego ?ród?em by?o to, co w Maryi w obrazach przedstawione widzia?am. Teraz zaprowadzili kap?ani dzieci? do rodziców. Anna, podniós?szy dzieci?, uca?owa?a je w?ród powa?nego wzruszenia, Joachim, wielce wzruszony, poda? mu ze czci? r?k?. Starsza siostra, Maryja Heli, u?cisn??a b?ogos?awione dzieci? o wiele ?ywiej, ani?eli to Anna uczyni?a, która by?a niewiast? bardzo powa?n?, skrz?tn?, pow?ci?gliw? i roztropn?. Siostrzenica, Maria Kleofasa, u?ciska?a ?wi?t? dzieweczk?, obejmuj?c j? mile za szyj?. Potem wzi?li j? kap?ani z powrotem, a zdj?wszy z niej szaty, w zwyczajnych j? sukienkach wyprowadzili. Widzia?am ich, jak stoj?c, pili jeszcze z kubka a potem odjechali.

Podró? do ?wi?tyni

Widzia?am Joachima, Ann? i najstarsz? ich córk?, zaj?tych w nocy przygotowaniami do podró?y. Pali?a si? lampa o kilku knotach, a Maria Heli krz?ta?a si? ze ?wiat?em, w r?ku. Ju? poprzedniego dnia pos?a? by? Joachim s?ugi swe z przeznaczonymi na ofiar? zwierz?tami, po pi?? najpi?kniejszych z ka?dego gatunku, do ?wi?tyni; razem stanowi?o to bardzo pi?kn? trzod?. Przysposobi? dwa jeszcze bydl?ta, na które na?o?y? rozmaite pakunki, szaty dla dzieci?cia i dary dla ?wi?tyni. Na grzbiet tych bydl?t po?o?ono szerok? pak?, tak ?e wygodnie na niej siedzie? by?o mo?na. Wszystkie przedmioty, którymi ob?adowano zwierz?ta, by?y u?o?one w t?umoczkach. Przytwierdzano tak?e po obu stronach jednego z bydl?t jucznych koszyki o formach miseczek, z wypuk?ymi wiekami, a w nich ptaki wielko?ci kuropatw, tak?e pod?u?ne koszyki z owocami. Gdy wszystko nale?ycie na zwierz?ta spakowano, nakryto pakunki p?acht?, u której znajdowa?y si? grube fr?dzle. Z kap?anów by?o jeszcze dwóch obecnych. Jeden z nich, bardzo s?dziwy, nosi? kaptur, na czole spiczasto si? ko?cz?cy, ze zwieszaj?cymi si? nad uszami ?atami. Szata jego zwierzchnia by?a krótsz? od spodniej, mia? tak?e na sobie rodzaj stu?y. Zajmowa? si? wiele dzieci?ciem. Drugi by? m?odszym. Widzia?am te? dwóch ch?opców obecnych; nie byli oni naturalnymi, lecz mieli znaczenie duchowne, byli jako prorocy. Nosili d?ugie rolki obwini?te naoko?o lasek, na których obu ko?cach ga?ki stercza?y. Starszy, rozwin?wszy sw? rolk?, przyst?pi? do mnie, przeczyta? mi to, co na niej by?o napisane, obja?niaj?c mi.


86

By?y to, z?ote g?oski, napisane odwrotnie, ka?da stoj?ca osobno, a nie zna?am ich wcale. Ka?da g?oska oznacza?a ca?e s?owo. J?zyk brzmia? zupe?nie obco, lecz mimo to go rozumia?am. Pokaza? mi na swej rolce ust?p o krzaku gorej?cym Moj?esza, obja?niaj?c: jako ów krzak si? pali, a si? nie spali, tak ogie? Ducha ?w. rozpala si? teraz w Maryi, o czym w pokorze swojej jakby nie wiedzia?a. Ów krzak oznacza tak?e bóstwo i cz?owiecze?stwo w Jezusie i po??czenie si? ognia Bo?ego z Maryj?. Wyzuwanie trzewików t?umaczy? w ten sposób, ?e si? Zakon teraz spe?ni, ?e zas?ona spadnie, a przyjdzie to, co stanowi istot? rzeczy. Znaczenie chor?giewki, któr? mia? przy lasce, t?umaczy? w ten sposób, ?e Maryja rozpoczyna teraz drog?, swój pochód, aby sta? si? matk? Zbawiciela. Drugi ch?opiec, jakby bawi?c si? sw? rolk?, podskakiwa? i biega? doko?a. Oznacza?o to niewinno?? Maryi, na której tak wielka spoczywa?a obietnica, a która mimo to bawi?a si? jakby dziecko w?ród tego ?wi?tego przeznaczenia. Nie umiem wypowiedzie?, jak mi?ymi ci ch?opcy byli; innymi jednakowo? byli ani?eli wszyscy obecni; wydawa?o si? te?, jakby ci wcale ich nie widzieli. Prócz Anny by?o mniej wi?cej jeszcze 6 spokrewnionych niewiast wraz z dzie?mi i kilku m??czyzn, którzy t? podró? odbywali. Joachim prowadzi? bydl?, na którym naj?wi?tsza dzieweczka na przemian to siedzia?a, to schodzi?a i sz?a pieszo; niós? tak?e latarni?, by?o bowiem, gdy wyruszyli, jeszcze ciemno. Drugie bydl? prowadzi? s?uga. Lecz widzia?am pochodowi temu dwie postacie proroków towarzysz?ce. Gdy Maryja z domu wybieg?a, pokazali mi pewne miejsce na swych rolkach, opiewaj?ce, jak wspania?? jest ?wi?tynia, jak jednakowo? Maryja co? wspanialszego w sobie zamyka. Maryja by?a ubrana w ?ó?taw? sukienk? i w wielki woal w kszta?cie chusty, który naoko?o cia?a ?ci?gni?to, tak ?e ramiona mog?y w nim spoczywa?. Gdy siedzia?a na bydl?ciu jucznym, post?powali ch?opcy — prorocy za ni?, gdy sz?a pieszo, po jej bokach. ?piewali te? psalm 44ty i 49ty, a dowiedzia?am si?, ?e te psalmy tak?e w ?wi?tyni podczas przyjmowania si? ?piewa. Maryja widzia?a ich z pewno?ci?, lecz nic o tym nie mówi?a, zachowywa?a si? zupe?nie spokojnie, b?d?c zaj?ta sob?. Droga by?a uci??liwa, albowiem prowadzi?a przez góry i doliny. W dolinach by?a zimna mg?a i rosa. Raz widzia?am ich odpoczywaj?cych przy ?ródle pod krzewami balsamowymi i w gospodzie u stóp góry nocuj?cych. Dwana?cie godzin od Jerozolimy zeszli si? w gospodzie z wys?an? naprzód trzod? ofiarn?, kiedy ta w?a?nie w dalsz? wyruszy?a drog?. Joachim by? tutaj dobrze znanym i zupe?nie jakby w swojej w?asno?ci. Zawsze tutaj wst?powa?, gdy prowadzi? zwierz?ta na ofiar? a wracaj?c z ?ycia swego pokutniczego u pasterzy do Nazaret, równie? tutaj si? zatrzymywa?. Sze?? godzin od Jerozolimy widzia?am ich w mie?cie Betoron. Przebywszy pewn? rzeczk?, przechodzili ko?o Gofna i Ozensara i tylko kilka jeszcze godzin drogi mieli do miejsca, z którego Jerozolim? widzie? by?o mo?na. Tutaj, w Betoron, wst?pili do pewnej szko?y lewitów, przybyli te? tutaj jeszcze inni krewni Joachima i Anny wraz z córkami z Nazaret, Zeforys, Zabulon i okolicy, tak ?e si? odby?a z Maryj? prawdziwa ma?a uroczysto??. Zaprowadzono j? w towarzystwie licznych dzieci do sali, gdzie przysposobiono dla niej krzes?o na wywy?szonym miejscu, niejako tronie. By?a wie?cem przyozdobiona. Nauczyciele stawiali jej pytania, a odpowiedzi jej wprowadza?y ich w podziw. Mówiono tak?e o m?dro?ci pewnej innej dziewicy, która, ze ?wi?tyni do ojczyzny swej Gofna wracaj?c, krótko przedtem tutaj by?a. Zuzanna by?o jej imi?, i zdaje mi si?, ?e Maryja jej miejsce w ?wi?tyni zaj??a. Zuzanna mia?a lat pi?tna?cie, a nale?a?a pó?niej do owych ?wi?tych niewiast, które sz?y za Jezusem.


87

Maryja pe?n? by?a rado?ci, i? ju? tak blisko ?wi?tyni si? znajduje. Widzia?am, jak Joachim w?ród ?ez, ?ciskaj?c j?, mówi?: „Ju? ci? zapewne wi?cej nie ujrz?." Podczas uczty przechadza?a si? Maryja tu i tam, opiera?a si? obok Anny o stó? lub, stoj?c za ni?, obejmowa?a j? za szyj?. Nazajutrz wyjechali bardzo rych?o do Jerozolimy w towarzystwie nauczyciela szko?y lewitów i jego rodziny. M?ode dziewcz?ta nios?y dary, sk?adaj?ce si? z pi?knych owoców i szat dla dzieci?cia. Zdawa?o mi si?, jakoby w Jerozolimie na prawdziw? zanosi?o si? uroczysto??. Im wi?cej zbli?ali si? do ?wi?tego miasta, tym ?ywsze pragnienie o?ywia?o Maryj?. Zwykle bieg?a przed rodzicami. Widzia?am, jak pochód przyby? do Jerozolimy, a tak?e wszystkie drogi i ?cie?ki i budynki Jerozolimy tak dok?adnie, jak ju? dawno nie. Jerozolima jest bardzo dziwnym miastem. Nie trzeba jej sobie wyobra?a?, jakoby po ulicach jej takie t?umy ludzi chodzi?y, jak to w naszych dzisiejszych wielkich miastach. Mnóstwo nisko po?o?onych i stromo wznosz?cych si? ulic prowadzi naoko?o poza murami miasta, nie maj?cych ?adnych drzwi. Wysoko za murami miasta po?o?one domy s? frontem ku drugiej stronie zwrócone; w miar? bowiem, jak powstawa?y nowe cz??ci miasta, zawsze nowe okoliczne góry zabudowywano, nie rozrzucaj?c starych murów miasta. Cz?sto nad g??bokimi dolinami s? zbudowane wysokie i mocne sklepienia z kamieni. Domy maj? podwórza i pokoje na wewn?trz; na ulice prowadz? tylko drzwi lub te? tarasy u góry na murze. Zreszt? s? domy szczelnie zamkni?te. Skoro mieszka?cy nic nie maj? do czynienia na rynkach miasta lub nie id? do ?wi?tyni, znajduj? si? po wi?kszej cz??ci we wn?trzu swych domów i podwórzy. W ogóle jest na ulicach dosy? spokojnie z wyj?tkiem okolicy rynków i pa?acy, gdzie panuje wi?kszy ruch z powodu ?o?nierzy i podró?nych. W czasie, gdy wszyscy s? w ?wi?tyni, panuje w wielu okolicach grobowa cisza. Z powodu niezwyk?ej budowy ulic, g??bokich bezludnych dróg i dolin i zwyczaju ?ydów zamykania si? w domach, móg? Jezus tak cz?sto z uczniami Swoimi bez przeszkód si? przechadza?. Wody tak?e niema wiele w mie?cie, a cz?sto widzie? mo?na bardzo wysokie budynki, do których wod? sprowadzaj?, i stamt?d znowu j? rozdzielaj?; s? tak?e wie?e, na które wod? pompuj?. Przy ?wi?tyni, gdzie bardzo wiele wody do umywania i czyszczenia naczy? potrzeba, bardzo jej oszcz?dzaj?. Istniej? wielkie pompy, za pomoc? których do góry j? pompuj?. S? w mie?cie liczni kramarze i kupcy, zajmuj?cy gromadnie najcz??ciej na rynkach i miejscach publicznych, lekko zbudowane chaty. Tak np. niedaleko bramy Owczej stoj? liczni ludzie, handluj?cy rozmaitymi klejnotami, z?otem i l?ni?cymi kamieniami. Zajmuj? oni lekkie, okr?g?e domki, zupe?nie brunatne, jakoby by?y czym? poci?gni?te, smo?? lub ?ywic?. S? one lekkie, a mimo to bardzo mocne. W nich to maj? swoje gospodarstwa, a od jednego do drugiego domku rzucone s? namioty, pod którymi towary swe wyk?adaj?. S? te? okolice w mie?cie, np. przy pa?acach, gdzie wi?cej wida? ?ycia na ulicach i gdzie wi?kszy panuje ruch. Po?o?enie staro?ytnego Rzymu jest w?a?ciwie o wiele dla oka przyjemniejsze; ulice jego nie s? tak strome, a wi?cej o?ywione. Po mniej spadzistych stronach góry, na której stoi ?wi?tynia, s? ulice, zbudowane na tarasach, otoczonych grubymi murami, zamieszka?e cz??ci? przez kap?anów, cz??ci? przez s?u?b?, nale??c? do ?wi?tyni, cz??ci? przez ludno?? biedniejsz?, spe?niaj?c? s?u?b? podrz?dn?, np. czyszczenie rowów, do których sp?ywaj? wszelkie nieczysto?ci z zabitych w ?wi?tyni zwierz?t. Po jednej stronie (ma na my?li stron? pó?nocn?), gdzie góra jest bardzo spadzista, jest ów rów zupe?nie czarny. Znajduje si? te? jeszcze naoko?o góry zielony pas ziemi, gdzie kap?ani maj? wszelakie ogródki. Nawet za czasów Chrystusa budowano zawsze jeszcze na pewnych miejscach przy ?wi?tyni, to nigdy nie ustawa?o. Góra ta zawiera bardzo wiele kruszcu, którego podczas budowli sporo wydobyto i


88

do ?wi?tyni zu?yto. S? te? pod ni? liczne rudnie i sklepienia. Nigdy nie by?o mi przyjemnie w ?wi?tyni, nie znajdowa?am w niej ?adnego odpowiedniego miejsca do modlitwy. Wszystko jest straszliwie mocne, grube i wysokie, a mimo to liczne podwórza s? znowu w?skie i ciemne i licznymi rusztowaniami zabudowane, i zape?nione sto?kami; a gdy lud?mi si? zape?ni, doznaje si? mi?dzy tymi kolosalnymi murami i filarami uczucia strachu a nawet wra?enia ciasno?ci. Równie? bezustanne zarzynanie byd?a i owa krew strumieniami p?yn?ca bardzo nieprzyjemnie oddzia?ywa?a na mnie, jakkolwiek wcale wypowiedzie? nie mo?na, jaki nadzwyczajny porz?dek i jaka czysto?? w?ród wszystkich tych robót by?y zachowane.

Wjazd do Jerozolimy

Widzia?am zbli?aj?cy si? orszak z Maryj? od strony pó?nocnej ku Jerozolimie, przed pierwszymi ogrodami i pa?acami miasta zwracaj?cy si? na wschód i id?cy przez dolin? Jozafata. Zostawiwszy po lewej stronie drog? do Betanii, weszli do miasta bram? Owcz?, prowadz?c? na targowisko. By?a tutaj sadzawka, w której owce prano. St?d wiod?a ich droga na prawo pomi?dzy murami do innej cz??ci miasta, a gdy doszli d?ug? dolin? ku stronie zachodniej, w okolic? rynku, na którym ryby sprzedawano, wybiegli im z domu, do którego Zachariasz, ilekro? sprawowa? urz?d kap?a?ski w ?wi?tyni, zawsze wst?powa?, m??czy?ni, niewiasty i dzieci z wie?cami naprzeciw by ich uroczy?cie przyj?? i im towarzyszy?, do domu, do którego mieli jeszcze kwadrans drogi. Zachariasz teraz nie by? obecnym, natomiast pewien bardzo s?dziwy m??, zdaje mi si? brat ojca Zachariasza, i krewni z okolicy Hebron i Betlejem wraz z dzie?mi. Tutaj, w domu, odby?a si? prawdziwa uroczysto??. Dziecina Maryja mia?a na sobie drogi ?wi?teczny strój z niebieskim, p?aszczykiem. Zachariasz przyszed? tutaj po ni?, by j? zaprowadzi? do gospody, któr? dla niej by? wynaj?? na czas uroczysto?ci. Cztery takie gospody sta?y przy wschodniopó?nocnym brzegu góry. Ta, któr? wynaj?? Zachariasz, by?a bardzo wielk?. Cztery przedsionki otacza?y wielkie podwórze, w którym wzd?u? ?cian by?y miejsca do spania i d?ugie niskie sto?y. Tak?e obszerna sala i piec kuchenny by?y dla niej urz?dzone. Po dwóch stronach gospody mieszkali s?udzy ?wi?tyni, którzy si? bydl?tami ofiarnymi zajmowali, a podwórze, gdzie umieszczono trzod? ofiarn? Joachima, le?a?o zupe?nie blisko. By?a to prawdziwa procesja, gdy? Zachariasz ów orszak do gospody prowadzi?. Post?powa? on z Joachimem i Anna na przedzie, potem sz?a Maryja, otoczona czterema dziewczynkami w bieli, reszta dzieci i krewni tworzyli koniec orszaku. Przechodzili oni ko?o pa?acu Heroda i rzymskiego starosty, zostawiaj?c zamek Antonia poza sob?, a wreszcie weszli wzd?u? wysokiego muru, pi?tna?cie stopni w gór?. Maryja wesz?a bez pomocy. Chciano j? prowadzi?, lecz nie zezwoli?a na to, tak ?e wszyscy zdumiewali si? nad ni?. Po wst?pieniu do domu uroczysto?ciowego umyto im nogi. Potem zaprowadzono ich do wielkiej sali, na po?rodku której u sufitu, nad wielk? ze spi?u miednic? wisia?a lampa. Tu umyli twarz i r?ce. Joachim i Anna udali si? potem z Maryj? do wy?ej po?o?onego mieszkania kap?anów i tutaj dziecina, pos?uszna boskiemu natchnieniu, szybko schody przebieg?a. Dwaj kap?ani, mieszkaj?cy w tym domu, mile ich powitali. Obaj byli obecni przy egzaminowaniu Maryi w Nazaret. Zawo?ali jedn? z niewiast przy ?wi?tyni, podesz?? wiekiem wdow?, która dozór nad dzieci?ciem mie? mia?a. Mieszka?a ona razem z innymi niewiastami w pobli?u ?wi?tyni, trudni?cymi si? rozmaitymi kobiecymi robotami i wychowaniem dziewczynek. Ich mieszkanie by?o nieco dalej oddalone od ?wi?tyni, ani?eli


89

bezpo?rednio do? przybudowane lokale z modlitewnikami dla dziewic, po?wi?conych s?u?bie przy ?wi?tyni, z których, nie widzianym od nikogo, do Przybytku ?wi?tego patrze? by?o mo?na. Wdowa by?a zupe?nie w szat? owini?t?, tak ?e tylko ma?o co jej twarzy widzie? by?o mo?na. Kap?ani i rodzice przedstawili jej Maryj? jako przysz?? wychowanic?. By?a ona powa?n? a zawsze mi??, za? dzieweczka pokorn? i pe?n? szacunku. Wdowa posz?a razem z nimi do gospody, gdzie otrzyma?a pak? z wypraw? dzieci?cia. Dzie? nast?pny zeszed? na przygotowaniach do ofiary Joachima, i do przyj?cia Maryi do ?wi?tyni. Joachim przyby? ju? rych?o rano z byd?em ofiarnym do ?wi?tyni, przed któr? kap?ani je przejrzeli a nieprzyj?te, jako nieodpowiednie, odes?ali natychmiast z powrotem na targowisko. Widzia?am, jak przed zabiciem bydl?cia, musia? Joachim po?o?y? r?k? na g?ow? jego, a tak?e odbiera? krew i pojedyncze cz??ci tego?. By?y tam rozmaite kolumny, sto?y i naczynia, gdzie wszystko krajano, dzielono i porz?dkowano. Szumowiny krwi usuwano; t?uszcz, mlecz i w?trob? od??czano. Wszystko te? solono. Trzewia jagni?t czyszczono, czym? nape?niano i znowu w jagni? k?adziono, tak ?e wygl?da?o jak ca?e jagni?. Nogi zwierz?t by?y wszystkie na krzy? zwi?zane. Niejedn? cz??? mi?sa zanoszono dziewicom na inne podwórze, które z tym co? czyni? musia?y, mo?e aby przyprawia? dla siebie lub dla kap?anów. Wszystko to z wielkim dzia?o si? porz?dkiem. Kap?ani i lewici wychodzili i przychodzili zawsze parami, a pomimo licznej i uci??liwej pracy sz?o wszystko jak po sznurku. Przygotowane ofiary pozosta?y wszystkie a? do dnia nast?pnego. Odbywa?a si? w gospodzie uroczysto?? i uczta. By?o mo?e ze stu ludzi razem z dzie?mi, pomi?dzy nimi 24 dzieweczek rozmaitego wieku. Pomi?dzy innymi widzia?am Serafi?, po ?mierci Jezusa przezwan? Weronik?, ju? do?? wielk?; mog?a mie? 10 do 12 lat. Przysposabia?y wie?ce i girlandy dla Maryi i jej towarzyszek, tak?e siedem ?wiec przystroi?y. Te ?wiece by?y jakby ?wieczniki kszta?tu ber?a; bez postumentu, a u góry pali? si? p?omie?. Podczas uroczysto?ci kilku kap?anów i lewitów do gospody wchodzi?o i z niej znowu wychodzi?o. Tak?e w uczcie udzia? brali. Gdy si? zdumiewali wielko?ci? ofiary Joachima, ten?e, pami?taj?c o wyrz?dzonej mu przy ?wi?tyni zniewadze, powiedzia? im, ?e, poniewa? ofiara jego nie zosta?a przyj?t? i pami?taj?c o wielkim mi?osierdziu Boga, który b?aganie jego wys?ucha?, teraz wed?ug si? swoich chce by? wdzi?cznym. Widzia?am dzieci? Maryj? z innymi dziewczynkami oko?o domu si? przechadzaj?c?.

Maryja wst?puje do ?wi?tyni; rodzice ofiaruj? j? s?u?bie Bo?ej

Zachariasz i inni m??czy?ni ju? do ?wi?tyni si? udali. Teraz tak?e Maryj? w towarzystwie niewiast i dziewic do ?wi?tyni zaprowadzono. Anna i jej najstarsza córka Maria Heli z córeczk? sw? Mari? Kleofasow? sz?y naprzód, potem post?powa?a Maryja, ubrana w b??kitn? sukienk? i tego? koloru p?aszcz, przystrojona w wie?ce naoko?o ramion i szyi; w r?ku trzyma?a wie?cami przyozdobiony ?wiecznik. Po ka?dej stronie sz?y 3 dzieweczki, trzymaj?ce podobnie? w r?kach uwie?czone ?wieczniki. By?y ubrane w bia?e sukienki, z?otem haftowane, mia?y tak?e niebieskawe p?aszcze. By?y one prawie zupe?nie poowijane w girlandy, a doko?a ramion mia?y ma?e wie?ce. Teraz post?powa?y inne dziewice i dziewczynki, które wszystkie równie? pi?knie, lecz nieco odmiennie by?y ubrane, wszystkie jednakowo? mia?y p?aszczyki. Sz?y one za pierwszymi, a by?o ich mo?e 20. Pochód zamyka?y niewiasty. St?d nie mog?y doj?? wprost do ?wi?tyni, musia?y obchodzi? doko?a i przej?? kilka ulic na co


90

potrzebowa?y prawie pó? godziny czasu. Przechodzi?y tak?e oko?o domu Weroniki. Wszyscy dziwowali si? dzieci?ciu i pi?knemu pochodowi; przed wielu domami czyniono im honory. W ca?ej postaci Maryi przebija?o si? co? niezwyk?ego. Wielu ludzi, pos?uguj?cych w ?wi?tyni, by?o zatrudnionych, aby otworzy? wielkie, pi?kne drzwi ?wi?tyni, ozdobione rozmaitymi ornamentami, przedstawiaj?cymi rozmaite twarze, winne macice i k?osy. By?a to Z?ota Brama. Kap?ani wprowadzili ?wi?t? dziewic? po licznych stopniach w t? bram?. W bramie, tworz?cej d?ugi ?uk, przyjmowali orszak Joachim z Zachariaszem, zaprowadzili Maryj? na prawo, przysionkami, do sali, gdzie j? jeszcze raz kap?ani wypytywali, a potem trzeci? sukienk? od?wi?tn?, haftowan?, koloru fioletowego, na? w?o?yli. Teraz uda? si? Joachim z kap?anami na miejsce Ofiary. Otrzyma? ogie? z pewnego miejsca i sta? pomi?dzy dwoma kap?anami przy o?tarzu. Z trzech stron mo?na by?o przyst?pi? podczas pe?nienia ofiary do o?tarza, z czwartej nie by?o mo?na. Na czterech rogach sta?y ma?e, miedziane kolumny, rodzaj kominów o miedzianym, szerokim lejku, ko?cz?cym si? u góry w??ykowato skr?con? rur?, wszed? Joachim na ganek podziemny, gdy w dniu niepokalanego pocz?cia Maryi zeszed? si? z Ann? pod Z?ot? Bram?. Najdalej stoj?ce niewiasty wygodniej na o?tarz patrze? mog?y, gdy? sta?y na uko?nie wznosz?cych si? wschodach. Na odosobnionym miejscu sta?a gromada w bia?e szaty ubranych ch?opców, ustanowionych u ?wi?tyni, graj?cych na fletach i harfach. Po sko?czonej ofierze ustawiono pod bram? ?ukow? o?tarz do noszenia, a przed o?tarzem schody o kilku stopniach. Zachariasz i Joachim przyszli tutaj z podwórza, na którym sta? o?tarz ca?opalenia, w towarzystwie kap?anów i dwóch lewitów, nios?cych rolki i narz?dzia do pisania, za? Anna zaprowadzi?a Maryj? przed stopnie o?tarza. Maryja ukl?k?a na stopniach. Joachim i Anna, po?o?ywszy r?ce na g?ow? Maryi, wyrzekli s?owa, którymi dzieci? swe Bogu ofiarowali, a które obaj lewici spisali. Za? kap?an, ostrzyg?szy jej k?dzior w?osów, spali? takowy na ognisku, poczym nakry? j? brunatnym welonem. Podczas ca?ej tej uroczysto?ci ?piewa?y dziewcz?ta psalm 44: Eructavit cor meum; a kap?an psalm 49: Deus deorum Dominus; za? ch?opcy przygrywali. Teraz wprowadzili dwaj kap?ani ?wi?t? dziewic? po wielu stopniach na mur, dziel?cy miejsce ?wi?te od reszty ?wi?tyni, i wstawili j? w rodzaj niszy (framugi), sk?d mog?a przejrze? ?wi?tyni? i widzie? w niej na dole szeregi m??ów, którzy, jak mi si? zdaje, tak?e s?u?bie Bo?ej po?wi?ceni byli. Po obu stronach Maryi stali dwaj kap?ani, a na schodach, coraz wy?ej, sta?o jeszcze kilku, modl?c si? i z rolek g?o?no czytaj?c. Za Maryj?, po drugiej stronie ?ciany, sta? kap?an, ?wi?tobliwy starzec, przy o?tarzu ca?opalenia, tak ?e po?ow? jego postaci widzie? by?o mo?na; tak?e z zewn?trz mo?na by?o przez pewien otwór kadzid?o na o?tarz rzuca?. Podczas ofiarowania, kiedy k??by dymu si? wzbi?y i otoczy?y Maryj?, widzia?am naoko?o niej obraz, który w ko?cu ca?? ?wi?tyni? wype?ni? i za?mi?. Widzia?am ukazuj?c? si? nad sercem Maryi aureol? i tajemnic? Arki Przymierza, z pocz?tku w kszta?cie arki Noego, tak ?e jej g?owa z niej wygl?da?a, potem w kszta?cie Arki Przymierza, wreszcie w kszta?cie ?wi?tyni. W ko?cu wyst?pi? przed jej piersi? z tej tajemnicy kielich, podobny do kielicha wieczerzy Pa?skiej, a nad kielichem, przed jej ustami, chleb ze znakiem krzy?a ?w. Naoko?o Maryi roztacza?y si? promienie, na których znowu inne ukazywa?y si? figury, odnosz?ce si? do niej. Widzia?am pe?ne tajemnic obrazy z litanii loreta?skiej, oraz inne wezwania Maryi, ukazuj?ce si? naoko?o niej na wszystkich stopniach schodów, od do?u do góry. Z jej prawego i lewego ramienia schodzi?y si? za poza ni? stoj?cym drzewem palmowym z koron? z li?ci dwie ga??zki, oliwna i cedrowa. W przedzia?ach tej zielonej figury krzy?a ukaza?y si? wszystkie narz?dzia m?ki Jezusa Chrystusa.


91

Nad tym obrazem unosi? si? Duch ?w. z aureol?, w postaci skrzydlatej, podobny raczej do cz?owieka, ani?eli do go??bicy. Nad ni? by?o otwarte niebo, a ?rodek niebieskiej Jerozolimy, miasto Bo?e, unosi?o si? nad ni? z wszystkimi ogrodami, pa?acami i siedzibami przysz?ych ?wi?tych. A wszystko nape?nione by?o Anio?ami, jako te? aureola, otaczaj?ca Maryj?. Któ? to wypowiedzie? potrafi? Wszystko by?o nies?ychanie urozmaiconym i jedno z drugiego wynika?o i si? przeobra?a?o. Zapomnia?am bardzo wiele z tego obrazu. Ca?a wspania?o?? i ozdoba ?wi?tyni, owa pi?knie przystrojona ?ciana za Maryj?, wszystko wydawa?o si? ciemnym i pos?pnym. Zdawa?o si? nawet, jakoby samej ?wi?tyni ju? nie by?o, wszystko wype?nia?a Maryja i jej chwa?a. Podczas tego rozwoju my?li, jak? objawi? Pan Bóg przez Maryj?, nie widzia?am jej w postaci dzieci?cia, lecz doros?ej dziewicy, unosz?cej si? w powietrzu; jednak?e widzia?am równocze?nie kap?anów, ofiar? kadzenia, s?owem, wszystko, co si?, dzia?o. Zdawa?o si?, jakoby kap?an, stoj?cy przy o?tarzu ca?opalenia, prorokowa? i zawezwa? lud, i?by si? modli? i dzi?kowa? Bogu, poniewa? dzieci? to powo?ane jest do spe?nienia wielkich rzeczy. Wszyscy ludzie, którzy znajdowali si? w ?wi?tyni, jakkolwiek nie widzieli obrazu, który ja widzia?am, byli skupieni w duchu i wzruszeni. Potem obraz ten w ten sam sposób, w jaki si? ukaza?, znowu powoli znika?. W ko?cu ja?nia?a znowu w swej chwale nad jej sercem tajemnica Arki Przymierza, a w pi?kne stroje przybrane dzieci? sta?o znowu samo. Potem kap?ani, w?ród których Zachariasz znajdowa? si? pomi?dzy ni?ej stoj?cymi, sprowadzili Maryj? po stopniach na dó?. Jeden kap?an zdj?? jej wianeczki z ramion, odebra? od niej ?wiecznik i poda? te przedmioty drugim dzieweczkom. Maryj? zaprowadzono do innej celi, gdzie zasz?o jej drog? sze?? starszych dziewic, nale??cych do ?wi?tyni, jej nauczycielka Noemi, siostra matki ?azarza, Hanna i jeszcze jedna niewiasta, ?ciel?c do jej stóp kwiaty. Im to kap?ani dzieci? oddali. Gdy ?piew umilk?, po?egna?a si? Maryja z rodzicami. Joachim by? szczególnie wzruszony. Podniós?szy j? w gór?, przycisn?? do serca, mówi?c z p?aczem: „pami?taj przed Bogiem o duszy mojej." Maryja posz?a teraz z niewiastami, b?d?cymi w s?u?bie przy ?wi?tyni i dzie?mi do mieszkania niewiast, znajduj?cego si? po stronie pó?nocnej. Mog?y te? doj?? do celu gankami, po schodach kr?conych do cel, w których odprawia?y modlitwy, a znajduj?cych si? obok miejsca ?wi?tego i naj?wi?tszego. Pozostali udali si? do sali obok bramy, gdzie ju? poprzednio byli; tutaj spo?yli razem z kap?anami obiad — niewiasty jad?y osobno. By?o w ?wi?tyni jeszcze wiele innych osób si? modl?cych; wielu towarzyszy?o orszakowi a? do wej?cia. Wielu z obecnych wiedzia?o, ?e Maryja by?a w rodzinie dzieckiem obietnicy i przypominam te? sobie jakby przez sen, ?e Anna mówi?a do innych osób: otó? wchodzi do ?wi?tyni naczynie obietnicy; otó? Arka Przymierza znajduje si? w ?wi?tyni. By?o to skutkiem osobnego objawienia woli Boskiej, i? t? uroczysto?? obchodzono tak ?wi?tecznie i wspaniale. Anna i Joachim byli w?a?ciwie zamo?ni, lecz mimo to ?yli bardzo ubogo; oddawali wszystko do ?wi?tyni i ubogim. Nie pami?tam ju?, od jak dawna Anna ?ywi?a si? tylko potrawami zimnymi. Dla swych domowników byli hojni i wyposa?ali ich. Zdaje mi si?, ?e Anna i Joachim powrócili jeszcze tego samego dnia z ca?ym orszakiem do Betoron. Widzia?am te? jeszcze uroczysto?? w?ród dzieci, po?wi?conych s?u?bie w ?wi?tyni. Wyprawiono im uczt?; za? Maryja, stosownie do przyj?tego zwyczaju, musia?a si? nauczycielek i pojedynczych dziewic pyta?, czy pragn? j? w?ród swego grona. Widzia?am tak?e taniec dziewczynek. Ustawiwszy si? parami naprzeciw siebie, ta?czy?y, tworz?c na przemian krzy?e i inne figury. Nie by?o to pl?sanie, lecz raczej ko?ysanie si? przypominaj?ce ruchy ?ydów w czasie modlitwy. Kilka


92

dziewcz?t przygrywa?o na instrumentach muzycznych. Gra?y one na fletach, triangu?ach i dzwonkach. Mianowicie jeden instrument brzmia? cudownie. By?o to pude?eczko o uko?nych ?cianach z naci?gni?tymi na nich strunach, na których brz?kano. W ?rodku pude?eczka znajdowa?y si? dymaczki i wychyla?y si? z niego proste i krzywe piszcza?ki. Podczas brz?kania naciskano to tu, to tam na ?rodek pude?eczka, a tony piszcza?ek zlewa?y si? harmonijnie z tonami strun. Grano na tym instrumencie, trzymaj?c go na ?onie, lub te?, k?ad?c go na sto?ku, pod którym spoczywa?y kolana. Wieczorem zaprowadzi?a Noemi Maryj? do celi, z której do ?wi?tyni patrze? mog?a. Maryja rozmawia?a tutaj z Noemi o cz?stszym wstawaniu na modlitw? podczas nocy; lecz Noemi zakaza?a jej to a? do dalszego rozporz?dzenia. Niewiasty, po?wi?cone s?u?bie w ?wi?tyni, nosi?y d?ugie, obszerne, suknie, szerokie r?kawy, które podczas pracy zagina?y. Daleko w tyle od ?wi?tyni by?o w murze opasuj?cym ?wi?tyni? kilka komórek, które si? ??czy?y z mieszkaniami niewiast. Cela Maryi by?a jedn? najwi?cej wysuni?t? ku przybytkowi ?wi?temu. Z ganku, do jej celi, uchyliwszy zas?ony, wst?powa?o si? najpierw do rodzaju przedpokoju, oddzielonego od celi pó?okr?g?ym, lekkim parawanem. Tutaj sta?y w k?tach, po prawej i lewej stronie, pó?ki do przechowywania ubiorów i sprz?tów. Naprzeciw drzwi, prowadz?cych przez parawan do by? gaz? i dywanem zas?oni?ty otwór, sk?d do ?wi?tyni patrze? by?o mo?na. Ten otwór by? dosy? wysoko w murze umieszczony, a wchodzono do? po stopniach. Po lewej stronie celi by? zwini?ty dywan, który Maryja k?ad?c si?, rozwija?a. W znajduj?cej si? w ?cianie framudze sta?a lampa o kilku ramionach; widzia?am ?wi?t? dziecin? stoj?c? przed ni? na sto?eczku i modl?c? si? z rolki, której dr??ek ko?czy? si? dwoma czerwonymi ga?eczkami. By? to wzruszaj?cy widok. Dziecina mia?a na sobie sukienk? z grubego materia?u w bia?e i niebieskie pr??ki z ?ó?tymi kwiatami. Sta? te? w celi okr?g?y stolik, na który widzia?am Hann? stawiaj?c? pó?misek z owocami wielko?ci bobu i ma?y dzbaneczek. Dziecina by?a nad wiek swój zr?czn?. Ju? pracowa?a nad ma?ymi, bia?ymi chustkami dla s?u?by Bo?ej. ?ciana celi wy?o?ona by?a trójgraniastymi, ró?nobarwnymi kamieniami. Cz?sto widzia?am Maryj?, ?wi?tym przej?t? pragnieniem, mówi?c? do Hanny: ach! czy? dzieci? obiecane wnet si? narodzi? obym tylko to dzieci?tko widzie? mog?a! obym si? tylko narodzenia tego dzieci?tka doczeka?a! Na to odpowiedzia?a jej Hanna: Ju? si? zestarza?am i tak d?ugo na t? dziecin? czeka? musz?, a ty? jeszcze tak m?oda! Maryja cz?sto p?aka?a wskutek t?sknoty za Zbawicielem. Dziewice, wychowane przy ?wi?tyni pod dozorem matron, zatrudnia?y si? haftowaniem oraz rozmaitym przystrajaniem i czyszczeniem szat kap?anów i sprz?tów ?wi?tyni. W swych celach, z których do ?wi?tyni patrze? mog?y, modli?y si? i rozmy?la?y. Ich rodzice, oddaj?c je do ?wi?tyni, ofiarowali je wy??cznie Panu Bogu. Gdy dosz?y pewnego wieku, wydawano je za m??; albowiem bardziej wtajemniczeni Izraelici oddawali si? w sercu swoim pobo?nej nadziei, ?e z takiej Panu Bogu ofiarowanej dziewicy, narodzi si? Mesjasz. Nie widzia?am nigdy, i?by Herod by? kiedy odbudowywa? ?wi?tyni?. Wprawdzie za jego rz?dów niejedno przy niej zmieniono; lecz ?e Maryja jedena?cie lat przed narodzeniem Chrystusa do ?wi?tyni wst?pi?a, nic nad w?a?ciw? ?wi?tyni? nie pracowano, tylko, jak zwykle, nad zewn?trznymi przybudowaniami.

Rzut oka na zatwardzia?o?? faryzeuszów

Zatwardzia?o?? i uparto?? faryzeuszów i kap?anów, ustanowionych przy ?wi?tyni, pozna? mo?na po braku szacunku, jaki okazywali ?wi?tej rodzinie, mimo ?e


93

wywy?szenie jej widzieli. Najpierw odrzucono ofiar? Joachima; dopiero po kilku miesi?cach, na rozkaz Bo?y, ofiar? jego i jego ?ony przyj?to. Joachim dostaje si? nawet w pobli?e ?wi?tyni i z Ann?, jakkolwiek jedno o drugim nic nie wiedzia?o zaprowadzonym bywa na ganki pod ?wi?tyni?. Tutaj si? schodz?, tutaj nast?puje pocz?cie Maryi. Kap?ani oczekuj? ich u wyj?cia z tych podziemi ?wi?tyni. To wszystko sta?o si? na rozkaz Bo?y. Tylko kilka razy widzia?am, ?e niep?odnych wskutek rozkazu tam prowadzono. Maryja wst?puje w czwartym roku do ?wi?tyni. Pod ka?dym wzgl?dem bardzo jest wspania?? i cudown?. Siostra matki ?azarza by?a jej opiekunk? i mistrzyni?. Jej post?powanie by?o tak wyj?tkowe i cudowne, i? s?dziwi kap?ani wielkie rolki o niej zapisywali. Zdaje mi si? te?, ?e te rolki le?? jeszcze w?ród ukrytych pism. Potem nast?pi?o cudowne objawienie podczas ?lubu Józefa, i? ga??zka jego si? zazieleni?a. Potem historia o trzech królach i pasterzach, potem ofiarowanie Jezusa, ?wiadectwo Anny, i Symeona i nauka dwunastoletniego Jezusa w ?wi?tyni. Na to wszystko nie zwa?ali ani faryzeusze ani kap?ani. Mieli g?owy zaj?te innymi zatargami i intrygami dworskimi. Poniewa? ?wi?ta rodzina ?y?a w dobrowolnym ubóstwie i w ukryciu, t?um o niej zapomnia?. G??biej o?wieceni, jak np. Symeon, Hanna i inni, wiedzieli o nich, lecz nic nie mówili. Lecz gdy Jezus wyst?pi? a Jan da? swe ?wiadectwo, stan?li faryzeusze w takiej sprzeczno?ci do nauki Jezusa, i?by znaków, ?wiadcz?cych o Jego pochodzeniu, chocia?by ich nie byli zapomnieli, z pewno?ci? nie byli og?osili. Panowanie Heroda, a potem jarzmo rzymskie uwik?a?y ich ca?kiem w zatargi i intrygi, a wszelki duch od nich ust?pi?. Zwa?ywszy, ?e skoro na ?wiadectwo Jana nie zwracali uwagi, a po straceniu jego o nim zapomnieli, nauki i cuda Jezusa lekcewa?yli, o prorokach i o Mesjaszu zupe?nie przewrotne mieli poj?cia, Jezusa tak haniebnie sponiewierali i zabili, nie chcieli uzna? Jego zmartwychwstania i wszystkich nast?pnych znaków i spe?nienia si? proroctwa Jego o zburzeniu Jerozolimy: tym mniej dziwi? si? mo?na, ?e nie zwa?ali na ?adne znaki, ?wiadcz?ce o Jego pochodzeniu, albowiem wtenczas Jezus jeszcze nie naucza?, ani cudów nie czyni?. Gdyby ich za?lepienie i zatwardzia?o?? nie by?y tak wielkie, jak?eby a? do dnia dzisiejszego trwa? mog?y? Id?c w dzisiejszej Jerozolimie drog? krzy?ow?, widzia?am ju? cz??ciej pod zupe?nie opustosza?ym budynkiem wielkie sklepienie lub te? wi?cej z sob? po??czonych sklepie?, które cz??ciowo si? zapad?y, cz??ciowo woda do nich si? dosta?a. Woda si?ga a? do p?yty sto?u z którego ?rodka wznosi si? a? do sufitu sklepienia filar, naoko?o którego wisz? skrzynki, zape?nione rolkami. Tak?e pod sto?em widzia?am w wodzie le??ce rolki. Te sklepienia s? mo?e grobowcami, a ci?gn? si? a? pod gór? Kalwaryjsk?. Zdaje mi si?, ?e to dom, w którym Pi?at mieszka?, i ?e ten zabytek kiedy? jeszcze odkrytym zostanie.

Zachariasz otrzymuje obietnic? Jana

Widzia?am Zachariasza mówi?cego do El?biety, ?e jest przepe?niony smutkiem, poniewa? zbli?a si? czas, i? musi i?? na ofiar? do ?wi?tyni, gdzie, wskutek jego niep?odno?ci, z pogard? na niego spogl?da? b?d?. Zachariasz szed? dwa razy do roku do ?wi?tyni. Nie mieszka? on w samym Hebron, lecz w Jucie, oddalonej mniej wi?cej o kwadrans drogi od Hebron. Pomi?dzy obiema miejscowo?ciami le?a?y jeszcze zapad?e mury, tak i? mo?na by?o s?dzi?, ze niegdy? by?y z sob? z??czone. Po innych stronach Hebron le?a?o jeszcze wi?cej podobnych szcz?tków dawnego Hebron, które by?o niegdy? wielkie jak Jerozolima. W Hebron mieszkali


94

podrz?dniejsi, w Jucie przedniejsi kap?ani, a Zachariasz by? jakoby przewodnicz?cym wszystkich. Tak jego, jak i El?biet? niezmiernie tam czczono, poniewa? oboje pochodzili w prostej linii z rodziców pokolenia Aaronowego. Widzia?am Zachariasza schodz?cego si? z licznymi innymi tej okolicy lud?mi na ma?ej maj?tno?ci, któr? w okolicy Juty posiada?, a która sk?ada?a si? z ogrodu z altanami, z domu i studni. Podczas nawiedzenia Maryi równie? tam by? ze ?wi?t? rodzin?. Naucza? i modli? si? z lud?mi, jakby przygotowuj?c si? na uroczysto??. Mówi? im te? o swoim wielkim smutku i ?e mu si? wydaje, i? mu si? co? wydarzy. Widzia?am go id?cego w towarzystwie tych ludzi do Jerozolimy, widzia?am te?, ?e tutaj jeszcze 4 dni czeka? musia?, za nim na niego kolej ofiarowania przysz?a. Modli? si? a?, do tego czasu w przodku w ?wi?tyni. Lecz gdy na niego przysz?a kolej, wszed? do miejsca ?wi?tego, znajduj?cego si? przed wej?ciem do miejsca naj?wi?tszego. Odkryto zas?on? u góry nad o?tarzem kadzenia, tak ?e go?e niebo widzie? by?o mo?na. Ofiaruj?cego kap?ana nie mo?na by?o widzie? z dworu, by?a bowiem przegroda; za to wznosz?cy si? dym mo?na by?o widzie?. Zdawa?o si?, jakoby Zachariasza mówi? do innych kap?anów, i? sam pozosta? musi, albowiem widzia?am tych?e z miejsca ?wi?tego znowu wychodz?cych. Zachariasz uda? si? do miejsca naj?wi?tszego, gdzie ciemno by?o, i zdawa?o mi si?, jakoby by? przyniós? tablice, zawieraj?ce przykazania i je na z?oty o?tarz kadzenia po?o?y?. Gdy zapali? ofiar? kadzenia, widzia?am po prawej stronie o?tarza blask na niego zst?puj?cy, a w nim ja?niej?ce postacie. Zachariasz, odst?piwszy zatrwo?ony, upad?, jakby w zachwyceniu, na praw? stron? o?tarza. Anio? podniós? go, rozmawia? z nim, a Zachariasz odpowiada?. Widzia?am z nieba jakby drabin? do niego prowadz?c?, i ?e dwaj anio?owie po niej do niego schodzili i znowu wchodzili. Jeden z nich wzi?? co? od niego, za? drugi w?o?y? w jego bok, jakie? ja?niej?ce, ma?e cia?o, i to tam, gdzie Zachariasz by? rozpi?? szat? sw?. Zaniemówi?. Widzia?am, i? zanim wyszed? z miejsca ?wi?tego, napisa? co? na le??cej tam?e tabliczce i j? potem wys?a? naprzód do El?biety, która o tej samej godzinie tak?e widzenie mia?a. Widzia?am lud wzruszony i niespokojny, i? Zachariasz tak d?ugo z miejsca ?w. nie wychodzi?; ju? chciano drzwi gwa?tem otworzy?. On za?, zaniós?szy tablic? na powrót do Arki, wyszed?. Nalegano na?, i?by powiedzia?, dlaczego tak d?ugo w miejscu ?wi?tym pozostawa?. Chcia? mówi?, lecz nie móg? i dawa? znaki, i? zaniemówi?, a potem odszed?. By? on s?dziwym, wysokim i bardzo majestatycznej postaci. Józef by? z pomi?dzy sze?ciu braci trzecim z rz?du. Rodzice jego mieszkali w wielkim budynku przed Betlejem, w domu, w którym niegdy? urodzi? si? Dawid, lecz którego tylko jeszcze g?ówne istnia?y mury. Ojciec jego nazywa? si? Jakub. Przed domem by?o wielkie podwórze, a w?a?ciwie ogród, w którym znajdowa?o si? ?ród?o, os?oni?te z wierzchu domkiem kamiennym; woda z tego ?ród?a wytryskiwa?a ze ?bów zwierz?cych. Ogród otoczony by? murami i alejami. Dom mieszkalny zawiera? na dolnym pi?trze jedne tylko drzwi, a ?adnych okien; za? na górnym pi?trze by?y okr?g?e otwory, nad którymi ci?gn??a si? szeroka galeria, a na ka?dym naro?niku tej galerii by?a wie?yczka z kopu??. Z kopu?y daleki roztacza? si? widok na okolic?. Podobne wie?e z kopu?? mi by?y te? na pa?acu Dawida w Jerozolimie, z takiej te? wie?y ujrza? Dawid Betsab?. Nad ?rodkiem t? galeri? otoczonego p?askiego dachu wznosi?o si? jeszcze jedno mniejsze pi?tro, na którym równie? taka wie?a z kopu?? si? znajdowa?a. Tutaj u góry mieszka? Józef z bra?mi i pewien s?dziwy ?yd, ich nauczyciel. Ten?e mieszka? na najwy?szym pi?trze. Wszyscy bracia spali doko?a w jednej izbie, a ich miejsca do spania przegradza?y rozwini?te maty, które za dnia ku ?cianom zwijano. Widzia?am ich bawi?cych si? w swych odgrodzonych miejscach; mieli te?


95

zabawki w postaci zwierz?t, podobnych do ma?ych mopsów. Nauczyciel udziela? im rozmaitych dziwacznych lekcji, których nie rozumia?am. U?o?ywszy na ziemi z pr?tów rozmaite figury, stawia? w nie ch?opców, którzy znowu w inne figury wst?powali i pr?ty rozk?adali, potem znowu je uk?adali w inny sposób i dzielili, aby najrozmaitsze powstaj?ce figury wymierza?. Widzia?am te? ich ojca i matk?, lecz niewiele o dzieci si? troszczyli. Nie widzia?am ich w ?adnej z nimi styczno?ci. Nie wydawali si? te? by? ani dobrymi ani z?ymi. Józef mia? mo?e lat osiem. By? zupe?nie innym ani?eli bracia, by? bardzo utalentowany i uczy? si? bardzo dobrze; lecz by? prostoduszny, spokojny, pobo?ny i bez ambicji. Widzia?am, ?e drudzy bracia rozmaite p?atali i mu figle i wsz?dzie nim popychali. Mieli oni oddzielone ma?e ogrody, a u wej?? do tych ogrodów sta?y przy filarach, nieco zakryte, obrazy podobne do lalek w powijakach. Takie obrazy widuj? cz?sto, a tak?e na zas?onach w modlitewnikach Anny i ?wi?tej Dziewicy, tylko ?e owa lalka na obrazie w modlitewniku Maryi trzyma?a na r?ku co? podobnego do kielicha, z którego co? wystaje. W tym domu b?d?ce obrazy podobne by?y do lalek w powijakach o okr?g?ych twarzach, otoczonych promieniami. Mnóstwo takich figur by?o tak?e w Jerozolimie, mianowicie w dawniejszych czasach, a tak?e pomi?dzy ozdobami ?wi?tyni. W Egipcie równie? podobne widzia?am, a pomi?dzy figurami, które Rachel zabra?a ojcu, równie? by?y takie, lecz mniejsze. U niektórych ?ydów takie lalki w powijakach le?a?y w ma?ych pude?eczkach i koszykach. Przedstawia?y one Moj?esza w koszyczku z sitowia, a powijaki oznacza?y zwi?zanie prawem. Cz?sto przy tym pomy?la?am: ?ydzi mieli obrazki, przedstawiaj?ce dzieci? Moj?esza, my za? mamy obrazki, przedstawiaj?ce Dzieci?tko Jezus. W ogródkach dla ch?opców by?y krzewy, drzewka i zio?a. Widzia?am, jak w ogródku Józefowym bracia cz?sto potajemnie ro?liny rozdeptywali lub wyrywali. Obchodzili si? z nim zawsze lekcewa??co, on za? cierpliwie to znosi?. Ilekro? w kru?gankach naoko?o przedsionka modli? si?, zwrócony ku ?cianie, na kolanach, na ziemi? go obalali. Raz widzia?am, ?e jeden z nich Józefa, gdy si? modli?, kopn?? nog?, w plecy, czego Józef jakoby nie zauwa?y?. Brat powtarza? razy tak d?ugo, a? Józef nie upad?, i pozna?am, ?e by? zatopiony w Bogu. Nie m?ci? si? jednak, lecz, odszed?szy spokojnie, szuka? innego zacisza. Po zewn?trznej stronie by?y przybudowane do muru, ogród otaczaj?cego, ma?e pomieszkania, w których mieszka?y dwie podstarza?e niewiasty o zas?oni?tych twarzach, co cz?sto przy szko?ach tamtejszych si? zdarza?o. By?y to s?u?ebne domu. Widzia?am je wod? nosz?ce do domu, urz?dzonego na wzór domu Joachima i Anny, widzia?am je zwijaj?ce pos?ania i postawiaj?ce przed nie plecionki. Drugich braci widzia?am cz?sto ze s?u?ebnymi rozmawiaj?cych, im w pracy pomagaj?cych; za? Józef nigdy z nimi nie rozmawia?. ?y? zawsze w odosobnieniu. Zdawa?o mi si?, jakoby te? córki w domu by?y. Rodzice nie koniecznie byli z niego zadowoleni; chcieli, i?by, korzystaj?c z utalentowania swego, przysposabia? si? do jakiego ?wieckiego urz?du, lecz on nie mia? do tego ?adnej sk?onno?ci. Gdy mniej wi?cej mia? lat dwana?cie, widywa?am go cz?sto po drugiej stronie Betlejem, naprzeciwko groty, b?d?cej stajenk?, w której pó?niej Chrystus Pan si? narodzi?, u kilku bardzo pobo?nych, s?dziwych ?ydówek, które w pewnej jaskini mia?y ukryte miejsce do modlitwy. Wisia?a w nim lampa, a na ?cianie rolka, na której g?oski by?y napisane. Nie wiem, czy to by?y krewne Józefa, lecz s?dz?, ?e pr?dzej by?y krewne Anny. Do tych niewiast przychodzi? Józef cz?sto, gdy by? zmartwiony, i modli? si? z nimi; przebywa? te? w ich pobli?u u pewnego cie?li, któremu pomaga? w robocie i u którego nauczy? si? rzemios?a, w czym znajomo?? sztuki mierzenia bardzo mu si? przyda?a. Wskutek nieprzyjaznego usposobienia braci swych, by? Józef zmuszonym, maj?c mniej


96

wi?cej lat osiemna?cie, w nocy uj?? z domu. Pewien przyjaciel z Betlejem dopomóg? mu do ucieczki, przynosz?c inne szaty. Widzia?am go w Libonie ciesielk? si? trudni?cego. Pracowa? na utrzymanie u pewnej bardzo ubogiej rodziny. M?? pracowa? na swoje i rodziny utrzymanie, wyrabiaj?c takie same surowe plecionki, jakie Józef robi?, który ludziom tym z wielk? pokor? we wszystkim pomaga?. Widzia?am go drwa zbieraj?cego i w wi?zkach przynosz?cego. Rodzice jego s?dzili, ?e go porwano. Gdy go bracia tutaj wy?ledzili, zmartwi? si?. Pozosta? jednak u ubogich tych ludzi i przy swym skromnym zatrudnieniu, którego rodzina jego si? wstydzi?a. Widzia?am go pó?niej w innej miejscowo?ci (Tanach). Tutaj zamieszkiwa?a zamo?na rodzina, a Józef lepsz? robot? dla niej wykonywa?. By?a to ma?a miejscowo??, lecz mia?a synagog?. Józef ?y? bardzo pobo?nie i w pokorze, a wszyscy ludzie kochali go bardzo i cenili wysoce. Na ko?cu pracowa? u pewnego cz?owieka w Tyberiadzie, gdzie mieszka? sam w pewnym domu nad wod?. Rodzice jego od d?u?szego czasu ju? nie ?yli, z braci dwóch tylko zamieszkiwa?o jeszcze w Betlejem, inni si? rozeszli. Dom rodzinny przeszed? w inne r?ce, a ca?a rodzina szybko podupad?a. Józef by? bardzo pobo?nym i gor?co o przyj?cie Mesjasza si? modli?. Widzia?am, ?e wobec p?ci ?e?skiej zawsze by? nie?mia?ym. Krótko przedtem, nim go, celem zawarcia ?lubu z Maryj?, powo?ano do Jerozolimy, zamierza? urz?dzi? sobie przy swym mieszkaniu jeszcze wi?cej osamotniony k?cik, w którym by si? móg? modli?. Wtem ukaza? mu si? w?ród modlitwy Anio? i powiedzia? mu, aby tego nie czyni?, albowiem, jak niegdy? patriarcha Józef w Egipcie w tym czasie sta? si? z woli Bo?ej zawiadowc? zbo?a w Egipcie, tak samo i teraz jemu ma by? powierzonym spichlerz zbawienia. Józef, w swej pokorze nie rozumiej?c tych s?ów anio?a, uda? si? na modlitw?. Wreszcie zosta? powo?any do Jerozolimy, aby ?wi?t? Dziewic? za?lubi?. Razem z Maryj? miano jeszcze 7 innych dziewic zwolni? ze ?wi?tyni, by je za m?? wyda?. ?wi?ta Anna by?a z tej przyczyny w Jerozolimie u Maryi. Nie chcia?a ona ?wi?tyni opu?ci?, lecz oznajmiono jej, ?e musi po?lubi? m??a. Widzia?am s?dziwego kap?ana, który chodzi? ju? nie móg?, jak go niesiono do miejsca naj?wi?tszego. Sk?adano ofiar? kadzenia. Ów kap?an siedz?c, modli? si? z rolki, a w?ród widzenia spocz??a r?ka jego na owym miejscu ksi?gi proroka Izajasza, w którym napisano jest o korzeniu Jessego, z którego ró?d?ka wyjdzie (Jesse 11,1.) Potem widzia?am, ?e wszystkich m??ów z pokolenia Dawidowego w kraju zawezwano do ?wi?tyni. Przyby?o mnóstwo w szatach ?wi?tecznych, którym Maryj? przedstawiono. Widzia?am w?ród nich jednego z okolicy Betlejem, m?odzie?ca bardzo pobo?nego, który zawsze gor?co modli? si? o to, by do przyj?cia Mesjasza móg? si? przyczyni?. Pragn?? gor?co po?lubi? Maryj?. Lecz gdy Maryja p?aka?a, ?adnego nie ?ycz?c sobie m??a, widzia?am, ?e arcykap?an ka?demu z tych m??ów poda? ga??zk? i ?e ka?dy sw? ga??zk? podczas modlitwy i ofiarowania w r?ku trzyma? musia?. Potem z?o?ono wszystkie ga??zki w miejscu naj?wi?tszym gdy? ten, którego by ga??zka zakwit?a, mia? zosta? m??em Maryi. Tymczasem ów m?odzieniec, w jednym z przysionków ?wi?tyni, wo?a? z rozszerzonymi ramionami do Boga i p?aka? bardzo, gdy ani jego ga??zka, ani te? ?adna inna nie zakwit?a. Potem opu?cili m??owie ?wi?tyni?, a za? ów m?odzieniec, poszed?szy na gór? Karmel, gdzie od czasów Eliasza zawsze pustelnicy mieszkali, ?y? tutaj, modl?c si? o przyj?cie Mesjasza. Widzia?am, ?e kap?ani jeszcze raz w rozmaitych szukali rolkach, czy czasem jeszcze nie istnieje jaki potomek Dawida, który si? nie stawi?. Poniewa? za? w rolkach sze?ciu braci z Betlejem, jako pochodz?cych od Dawida, naznaczonych by?o, z których jeden by? nieznany i wszelkie wie?ci o nim zagin??y, przeto


97

dowiadywali si? o niego, i w ten sposób wykryli miejsce pobytu Józefa, który 6 mil od Jerozolimy, przy Samarii w pewnej ma?ej miejscowo?ci nad rzeczk? pracowa? pod innym majstrem jako cie?la. Mieszka? tutaj sam jeden w pewnym domku nad wod?. Doniesiono mu, i? do ?wi?tyni przyby? musi. Przyszed? w swym najlepszym, ubiorze. Dano mu równie? ga??zk?, a gdy j? na o?tarz chcia? po?o?y?, wykwit? z jej czubka bia?y kwiat, podobny do lilii. Widzia?am ?wiat?o??, jakby Ducha ?w., na niego zst?puj?cego. Zaprowadzono potem Józefa do komory, w której by?a Maryja, a ona przyj??a go jako m??a swego. ?lub przypad?, zdaje mi si?, wed?ug naszej rachuby, na 23 stycznia. Obchodzono go w Jerozolimie, przy górze Syjon, w pewnym domu, gdzie cz?sto podobne uroczysto?ci si? odbywa?y. Owe siedem dziewic, które razem z Maryj? ze ?wi?tyni zwolniono, ju? si? by?y porozje?d?a?y. Zawezwano je na powrót do ?wi?tyni, poczym towarzyszy?y Maryi po ?lubie w uroczystym pochodzie do Nazaret, gdzie Anna ca?y jej domek urz?dzi?a. Wesele trwa?o 7 lub 8 dni. Uczestniczy?y w nim niewiasty i dziewice, towarzyszki Maryi podczas jej pobytu w ?wi?tyni, prócz tego liczni krewni Joachima i Anny, równie? dwie córki z Gofny. Zabito mnóstwo jagni?t i ofiarowano Bogu. Widzia?am bardzo dok?adnie szat? godow? Maryi. Sukni? spodni? mia?a we?nian?, bez r?kawów, ramiona owini?te by?y przepaskami z bia?ej we?ny. Piersi pokrywa? a? do szyi bia?y, klejnotami, per?ami itp. naszyty ko?nierz. Potem w?o?y?a na si? przestronn?, z przodu otwart? szat?. Ta szata by?a od góry do do?u jak p?aszcz obszerna, by?y te? przy niej szerokie r?kawy. Niebieskie t?o sukni przeplatane by?o wielkimi p?sowymi, bia?ymi i ?ó?tymi ró?ami z listkami, na wzór staro?wieckich ornatów, za? górny r?bek sukni przylega? do bia?ego ko?nierza u szyi. Dolny brzeg obszyty by? fr?dzlami i ozdobami. Na tej sukni zwierzchniej nosi?a rodzaj szkaplerza z jedwabiu w z?ote i bia?e kwiaty; przed piersiami naszyty by? szkaplerz per?ami i klejnotami, na pó? ?okcia by? szeroki i spada? ponad przednim otworem sukni a? do r?bka tej?e. U do?u by?y fr?dzle i guziki. Ta?ma, tej samej co szkaplerz d?ugo?ci, wisia?a na plecach, za? krótsze i w??sze na ramionach. Pod pachami przednia cz??? szkaplerza ?ci?gni?ta by?a z tyln? z?otymi sznurkami czy te? ?a?cuszkami, przez co szeroka górna cz??? sukni by?a ?ci?gni?ta, za? napier?nik przylega? tak, ?e kwiecista materia z pomi?dzy sznurków cokolwiek wystawa?a. Szerokie r?kawy spi?te by?y na po?rodku ramienia i przedramienia klamrami i tworzy?y bufy naoko?o ramion, ?okci i r?k. Na tym stroju mia?a d?ugi, b??kitny p?aszcz. Pod szyj? by? zapi?ty kosztown? spink?, a naoko?o szyi znajdowa?a si? na p?aszczu bia?a fryza jakby z piór lub strz?pków jedwabiu. P?aszcz opada? na oba ramiona, lecz po bokach znowu na przodek wyst?powa?, ko?cz?c si? wreszcie w tyle spiczast? pow?ok?. R?bek haftowany by? z?otymi kwiatami. W?osy jej niewymownie pi?knie by?y trefione. Na ?rodku by?y rozczesane i podzielone w liczne cienkie, nie splecione promienie. Podwi?zane by?y bia?ym jedwabiem i per?ami, formuj?c w ten sposób wielk? siatk?, która, spadaj?c na ramiona, pokrywa?a plecy a? do ?rodka p?aszcza jakby spiczasto ko?cz?c? si? tkanin?. W?osy by?y na wewn?trz zwijane, a ca?y brzeg tej sieci z w?osów otacza? strój z fr?dzli i pere?. Na g?owie mia?a najpierw wianek z bia?ego, surowego jedwabiu czy te? we?ny, u góry trzema wst??kami z tej samej materii w p?czek ?ci?gni?ty. Nad tym spoczywa?a mniej wi?cej jak d?o? szeroka korona, obsadzona licznymi ró?nego koloru klejnotami, trzema klamrami z??czona, spojonymi na czubku ga?k?. W lewej r?ce mia?a wianek z bia?ych i p?sowych jedwabnych ró?, w prawej pi?kny poz?acany lichtarz bez nogi; nad i pod t? cz??ci? lichtarza, gdzie si? go chwyta?o, by?a r?koje?? z ga?kami, podobnie jak u ber?a. Lichtarz by? ku ?rodkowi


98

coraz grubszym, a czubek mia? kszta?t talerzyka, z którego bia?awy p?omie? wychodzi?. Trzewiki sk?ada?y si? z dwóch prawie jak palec grubych sanda?ów z obcasami pod podeszw? i pod pi?t?. Ca?e sanda?y by?y z zielonej materii, tak jakby stopa sta?a na trawniku, a dwoma bia?ymi, poz?acanymi rzemieniami do nóg by?y przytwierdzone. Dziewice, przebywaj?ce w ?wi?tyni, tak ?licznie uczesa?y Maryj?. Widzia?am, jak j? czesa?y, kilka dziewic by?o tym zaj?tych, a sz?o to nies?ychanie szybko. Anna przynios?a owe pi?kne szaty; za? Maryja tak by?a pokorn?, i? wcale ich przywdzia? nie chcia?a. Po ?lubie podwini?to sploty jej w?osów naoko?o g?owy, zdj?to koron?, zawieszono jej ?nie?nej bia?o?ci welon, si?gaj?cy a? do po?owy ramion, a na welon wsadzono znowu koron? jej na g?ow?. ?wi?ta Dziewica mia?a czerwonawo — ?ó?te w?osy i ciemne, wysokie, delikatne brwi, bardzo wynios?e czo?o, wielkie ku ziemi spuszczone oczy z d?ugimi, ciemnymi rz?sami, delikatny, prosty, pod?ugowaty nos, bardzo szlachetne, mi?e usta, spiczasty podbródek, by?a wzrostu ?redniego, a kroczy?a w swym bogatym stroju bardzo skromnie i powa?nie. W czasie wesela przebra?a si? w inn?, w paski, mniej wspania?? sukni?, z której strz?pek posiadam pomi?dzy relikwiami. Ow? w paski sukni? nosi?a tak?e w Kanie i podczas innych uroczysto?ci. Sukni? ?lubn? mia?a jeszcze kilka razy na sobie w ?wi?tyni. Ludzie bardzo zamo?ni zmieniali suknie podczas wesela trzy do czterech razy. W tych strojnych szatach by?a Maryja podobn? do s?awnych niewiast pó?niejszych czasów, jak np. do cesarzowej Heleny, a nawet do Kunegundy, jakkolwiek pojedynczy strój niewiast ?ydowskich od stroju tych?e si? odró?nia?, podobnemu wi?cej do rzymskiego. Józef nosi? d?ug?, szerok?, niebiesk? sukman?, zapinan? od piersi a? do obwódki na sznury i guziki. Po bokach by?y szerokie r?kawy, tak?e sznurami ?ci?gane; by?y owe szeroko podwini?te, a wewn?trz jakby opatrzone kieszeniami. Naoko?o szyi mia? jakby brunatny ko?nierz, rodzaj stu?y, a z piersi zwiesza?y si? dwie bia?e wst?gi. Po ?lubie poszed? Józef do Betlejem, gdzie mia? do za?atwienia interesy, za? Maryja uda?a si? z dwunastu lub pi?tnastu niewiastami i dziewicami do domu Anny przy Nazaret. Sz?y pieszo. Gdy Józef powróci?, widzia?am uroczysto?? w domu Anny. Prócz zwyk?ych domowników by?o mniej wi?cej sze?ciu go?ci i kilkoro dzieci. Na stole sta?y kubki. ?wi?ta Dziewica mia?a na sobie czerwonymi, niebieskimi i bia?ymi kwiatami haftowany p?aszcz, na twarzy welon prze?roczysty, a na nim welon czarny. Widzia?am potem Józefa i Maryj? w domu w Nazaret. Józef mia? na przedzie domu, przed kuchni?, osobne miejsce, trójk?tn? komor?. Oboje byli nie?miali i boja?liwi wobec siebie. Zachowywali si? bardzo spokojnie, modl?c si?. Raz widzia?am, ?e Anna zabiera?a si? w podró? do Nazaret. Nios?a t?umoczek pod pach?, chc?c go zanie?? Maryi. Sz?a przez równin? i zagajenie do Nazaret, le??cego przed pagórkiem. Maryja bardzo p?aka?a i towarzyszy?a Annie kawa?ek drogi z powrotem. Józef by? w przedniej cz??ci domu, sam jeden w swym przedziale. Nie mieli w?a?ciwego gospodarstwa. Wszystko dostawali od Anny. Widzia?am, ?e Maryja prz?d?a, szy?a, lecz wielkimi ?ciegami. Szaty mia?y ma?o szwów i sk?ada?y si? z wielkich szmat. Widzia?am j? tak?e haftuj?c? i wykonuj?c? roboty bia?ymi pr?cikami. Gotowa?a bardzo pojedyncze potrawy, a podczas gotowania pieczono chleb w popiele. ?ywili si? tak?e owczym mlekiem, a co do mi?sa, przewa?nie go??biami.


 

 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież


Sonda

Czy przedsoborowa Msza Trydencka? (po ?acinie)
 

Polecany link, kliknij

Reklama

Kto jest teraz on-line

NaszÄ… witrynÄ™ przeglÄ…da teraz 232 goĹ›ci