?wi?ty Ojciec Pio
Historia Koscio?a - ?wi?ci Pa?scy - sylwetki ?wi?tych

Ojciec PioFranciszkanin, pierwszy stygmatyzowany kap?an w historii Ko?cio?a, b?dzie prawdopodobnie uznany wkrótce  za jednego z najwi?kszych ?wi?tych naszego wieku. Przyk?adnie pos?uszny, olbrzym wiary, pokorny w ka?dym do?wiadczeniu, cierpia? nieprzerwanie przez 50 lat, tak w swym ciele jak i w duchu, cierpienia M?ki Chrystusa. Poniewa? nigdy nie odmawia? niczego Boskiemu Zbawicielowi, zosta? obdarzony w zamian wspania?ymi i licznymi charyzmatami.



DZIECI?STWO
Francesco Forgione urodzi? si? 25 maja 1887 w wiosce Pietrelcina (Benevent) na po?udniu W?och. Jego rodzice Grazio Forgione i Maria-Giuseppa De Nunzio pobrali si? w 1881 roku. Mieli o?mioro dzieci, z których pi?cioro prze?y?o. Francesco by? drugim z ocala?ej pi?tki. ?ycie w Pietrelcinie nie by?o ?atwe i trudno by?o znale?? tam prac? wystarczaj?co wynagradzan?, aby stawi? czo?a potrzebom licznej rodziny. To dlatego ojciec musia? opu?ci? ojczyzn? 2 razy (uda? si? do Buenos Aires w latach 1898-1905 i do Nowego Jorku w latach 1910-1917), by zapewni? rodzinie ?rodki do ?ycia. 
Rodzice Francesco byli dobrymi chrze?cijanami, ale nie okazywali demonstracyjnie pobo?no?ci. Tymczasem Francesco od pierwszych lat by? niezwykle pobo?ny jak na dziecko w swoim wieku. Maj?c 11 lat spontanicznie po?wi?ci? si? Bogu i swemu ?wi?temu patronowi - Franciszkowi z Asy?u. Ju? w m?odym wieku cieszy? si? widoczn? obecno?ci? swego anio?a stró?a i korzysta? z tego ca?e ?ycie. Od 5 roku ?ycia do?wiadcza? ekstaz i wizji, szczególnie Dziewicy Maryi. Francesco nie chcia? bawi? si? z kolegami, bo wygadywali blu?nierstwa, u?ywali nieprzyzwoitych s?ów. Maj?c 8 mo?e 9 lat zacz?? si? biczowa? ?elaznym biczem, aby ?cierpie? jak Jezus?. Biczowa? si? a? do krwi. Musia? jednak te? walczy? z duchami diabelskimi, które dr?czy? go b?d? przez ca?e ?ycie, nie mog?c mu wybaczy?, ?e wyrwa? im tak wiele dusz. Ju? w wieku kilku lat miewa? we ?nie wizje demonów: ukazywa?y mu si? pod przera?aj?cymi postaciami i nie móg? potem zasn??. Nieco pó?niej, gdy wraca? ze szko?y, jaki? m??czyzna cz?sto zagradza? mu drog? do domu. Wystarczy?o, ?e uczyni? znak krzy?a lub pojawia? si? bosy rówie?nik - anio? stró?, aby ta posta? znik?a. 
W ko?cu 1902 roku ukaza?a mu si? osoba dostojna i bardzo pi?kna, ja?niej?ca jak s?o?ce i rzek?a: ?Chod? za Mn?, bo musisz walczy? jako m??ny wojownik?. Zosta? zaprowadzony na pole. Z jednej strony byli ludzie bardzo pi?kni, ubrani ca?kiem na bia?o, a z drugiej ? ludzie o straszliwym wygl?dzie, ubrani na czarno. Francesco ujrza? wtedy, jak zbli?a si? do niego osoba obrzydliwa gigantycznych rozmiarów. Ja?niej?ca posta? zach?ci?a go do podj?cia walki z potworem. M?ody cz?owiek poprosi? o unikni?cie tego, ale otrzyma? odpowied?: ?Musisz walczy?. Odwagi! Pozostan? blisko ciebie i nie pozwol?, by? zosta? pokonany." Walka by?a straszliwa, lecz z pomoc? ja?niej?cej postaci Francesco odniós? zwyci?stwo.
Promienna posta? po?o?y?a na jego g?owie koron?, potem podnios?a go mówi?c: ?Inna, pi?kniejsza zostanie dla ciebie zachowana, je?li b?dziesz potrafi? walczy? z tym bytem z ciemno?ci... B?d? blisko ciebie i pomog? ci zawsze, aby za ka?dym razem uda?o ci si? go pokona?.? Ojciec Pio za ka?dym razem zwyci??a?, lecz czasem kosztowa?o go to bardzo drogo.
Biograf o. Alberto d'Apolito tak wspomina, jakie walki toczy? o. Pio ju? w klasztorze: ?My, braciszkowie, bywali?my cz?sto budzeni ze snu w ?rodku nocy przera?aj?cym odg?osem rzucanych mocno ?a?cuchów, zgrzytem ?elaza, krzykami i j?kami dochodz?cymi z celi numer 5, w której przebywa? o. Pio. Ch?opcy naci?gali ko?dry na g?owy, dr??c ze strachu. O. Pio, pragn?c ich uspokoi?, zapewnia?, ?e demon nie b?dzie ich dr?czy? ani nie zrobi im nic z?ego, ?e ca?? z?o?? i nienawi?? kieruje ku niemu. Raz jeden z ch?opców rzek?, chc?c uchodzi? za ?mia?ka: ?Gdyby mi si? ukaza?, przegoni?bym go precz". Na to odrzek? o. Pio: ?Nie wiesz, co mówisz. Gdyby? ujrza? demona, umar?by? z przera?enia."


SYN ?W. FRANCISZKA
Francesco w bardzo m?odym wieku us?ysza? Bo?e wezwanie, ?ci?le: wezwanie, by wst?pi? do Zakonu franciszka?skiego. Zdecydowa? wspania?omy?lnie na? odpowiedzie?. Rozpocz?? postulat w styczniu 1903 r. (mia? wtedy 15 i pó? roku) w nowicjacie w Morcone (Benevent). W wigili? tego dnia nasz Pan z?o?y? mu wizyt? w rodzinnym domu ze Sw? Naj?wi?tsz? Matk?. Przyobiecali mu szczególn? mi?o??.
Od pocz?tku Francesco okaza? si? wzorowym przybyszem. Wyzna? to nawet pewnego dnia prze?o?ony jego matce: ?Prosz? pani, pani syn jest dla nas zbyt dobry. Nie ma wad i przestrzega regu?y lepiej ni? my." Przy ko?cu rekolekcji, które wie?czy?y postulat, Francesco zosta? przyj?ty jako nowicjusz i przyj?? habit ?w. Franciszka. By?o to 22 stycznia 1904 roku. Nadano mu imi? ?Pio", odt?d sta? si? ?bratem Pio z Pietrelciny". Po roku wyjecha? dalej si? kszta?ci? do innego klasztoru, w Pianisi (Campobasso). Po zdaniu egzaminów z filozofii zosta? wys?any do San Marco La Catola, gdzie z?o?y? uroczyste ?luby, a potem uda? si? do Serracapriola studiowa? teologi?. Potem za? wys?ano go ju? do San Giovanni Rotondo, le??cego u stóp góry Gargan. Z wyj?tkiem kilku miesi?cy s?u?by wojskowej w okresie wojny 1914-18, pozosta? tam ca?e ?ycie.
Wkrótce brat Pio zosta? dotkni?ty tajemnicz? chorob?, która zada?a mu ogromne cierpienie: silne poty, gwa?towne bóle g?owy, bardzo wysoka gor?czka dochodz?ca do 48 st. C, a raz nawet wy?sza! Nie wytrzymywa? tego ?aden termometr. Lekarze nic z tego nie rozumieli. W dodatku dotkn??y go skrupu?y. Uzna? we wszystkich tych m?kach ataki diabelskie i zacz?? poznawa? noc zmys?ów tak?, jak? opisywa? ?w. Jan od Krzy?a. Wobec tych niewyja?nionych bole?ci prze?o?ony powzi?? decyzj?, w roku 1909, o odes?aniu go ?na jaki? czas" do rodzinnej wioski, Pietrelciny, s?dz?c, ?e wiejski klimat szybko postawi go na nogi. Czasem wydawa?o si?, ?e jego stan powraca? do normy, jednak w inne dni pogarsza? si?. Równie? zmagania z diab?em by?y jego codziennym losem. Nieprzyjaciel ukazywa? mu wszystkie jego zmy?lone ?niewierno?ci" i usi?owa? go przekona?, ?e jest pot?piony. Na wiosn? 1910 roku stan brata Pio tak si? pogorszy?, i? nawet on sam s?dzi?, ?e bliska jest jego ostatnia godzina. W rzeczywisto?ci mia? prze?y? jeszcze 58 lat... Czuj?c si? ?le, poprosi? prze?o?onych o ?ask? wcze?niejszych ?wi?ce? kap?a?skich. I tak 10 sierpnia 1910 roku zosta? wy?wi?cony na kap?ana w katedrze w Benevent, w obecno?ci matki. Ojciec przebywa? wówczas w Ameryce. Odt?d sta? si? i na zawsze ju? pozosta? Padre Pio i to pod tym imieniem wkrótce pozna? go ca?y ?wiat. Po?wi?ci? si? Bogu jako ofiara wynagradzaj?ca za grzechy ?wiata. Coraz bardziej stawa?o si? jasne, ?e Pan ?askawie wejrza? na t? wspania?omy?ln? ofiar? z?o?on? przez m?odego zakonnika. W tym okresie otrzyma? niewidoczne stygmaty. Mia? 23 lata.


UKSZTA?TOWANIE NA WZÓR CHRYSTUSA
Tak Padre Pio pisa? o tym do swego kierownika duchowego: ?Wczoraj wieczorem sta?o si? ze mn? co?, czego nie potrafi? wyja?ni? ani poj??. Na ?rodku d?oni pokaza?o si? troch? czego? czerwonego w kszta?cie centyma. Towarzyszy? temu tak?e mocny i ostry ból... Ten ból by? bardziej odczuwalny w ?rodku lewej r?ki i jeszcze trwa. Tak?e w stopach czuj? lekki ból. To zjawisko powtarza si? prawie od roku..." (8. 09.1911) D?ugo ukrywa? te do?wiadczenia, nim o?mieli? si? o nich mówi?... 
Mia? wra?enie, ?e jego r?ce, stopy i bok przeszywa? miecz. On sam pogr??a? si? w M?ce Chrystusa. W ka?dy czwartek prze?ywa? agoni? w Getsemani, w pi?tek ? biczowanie, ukoronowanie cierniem, nast?pnie drog? krzy?ow? i ukrzy?owanie. 
Od 20 wrze?nia 1918 roku a? do ?mierci we wrze?niu 1968 roku (to znaczy dok?adnie przez 50 lat) stygmaty stan? si? widoczne, a cierpienia M?ki b?d? sta?e i ju? nie ograniczone do okresu od czwartku do soboty. Oto jak w kilku s?owach o. Pio opisuje to wydarzenie kierownikowi duchowemu:
"Spowiada?em naszych ch?opców wieczorem 5 sierpnia, gdy zosta?em nagle nape?niony kra?cowym l?kiem na widok niebia?skiej postaci, która ukaza?a si? oczom mej duszy. Trzyma?a w r?ce co? w rodzaju broni podobnej do bardzo d?ugiej w?óczni, maj?cej grot dobrze wyostrzony i wydawa?o si?, ?e z tego szpica wydobywa? si? ogie?. Widzenie tego wszystkiego i baczna obserwacja wspomnianej osobisto?ci, która rzuca z ca?? gwa?towno?ci? w moj? dusz? wspomnian? bro?, by?o czym? zupe?nie wyj?tkowym. Z trudem wyda?em j?k i czu?em, ?e umieram. Powiedzia?em ch?opcu, aby si? oddali?, poniewa? czu?em si? ?le i nie mia?em si?y, by kontynuowa? spowied?. Ta m?ka trwa?a nieprzerwanie a? do 7 sierpnia... Widzia?em nawet moje wn?trzno?ci: rozrywane i wyci?gane t? broni?. Wszystko zosta?o wydane na pastw? ?elaza i ognia. Od tego dnia zosta?em ?miertelnie zraniony. (21.08.1918)
20 wrze?nia tego samego roku dosz?o do innego wydarzenia. Tak w miesi?c pó?niej o. Pio opisa? je swemu kierownikowi duchowemu: ?Siedzia?em na chórze po odprawieniu Mszy ?w., kiedy ow?adn??a mn? jaka? oci??a?o??, podobna do s?odkiego snu. Wszystkie moje wewn?trzne i zewn?trzne zmys?y, a tak?e dusza pogr??y?y si? w nieopisanym ukojeniu. Kiedy trwa?em w takim stanie, zobaczy?em obok tajemnicz? posta?, podobn? do tej, któr? widzia?em ju? 5 sierpnia, z t? ró?nic?, ?e ta mia?a r?ce, stopy i bok ociekaj?ce krwi?. Widok ten przerazi? mnie. Dozna?em uczu?, których nigdy nie zdo?am opisa?. Poczu?em, ?e umieram i umar?bym, gdyby Pan nie podtrzyma? t?uk?cego si? w piersiach serca. Kiedy tajemnicza posta? znik?a, spostrzeg?em, ?e moje d?onie, stopy i bok przebity ociekaj? krwi?. Prosz? sobie wyobrazi? m?k?, jakiej wówczas dozna?em i doznaj? nieustannie ka?dego dnia. Rana serca krwawi obficie, zw?aszcza od wieczora w pi?tek do soboty rano. Obawiam si?, ?e umr? z up?ywu krwi, je?li Pan nie wys?ucha moich j?ków i nie odejmie mi tych ran. Niech mi zostawi ból i m?k?, lecz niechaj odejmie mi te znaki zewn?trzne, które sprawiaj? mi nieopisane i nie do wytrzymania zawstydzenie i upokorzenie."
Mimo tej gor?cej pro?by, z któr? skutecznie zwraca?o si? do Boga wielu stygmatyków, o. Pio nie zosta? wys?uchany. Wola Bo?a by?a inna w stosunku do jego osoby: stygmaty by?y widoczne a? do ko?ca jego ?ycia.
Pomimo nakazów zachowania milczenia o tej sprawie, na?o?onych przez prze?o?onych, nowina roznios?a si? lotem b?yskawicy. Zakonnika poddano badaniom lekarskim. Chirurdzy zauwa?yli okr?g?e zaczerwienienie skóry na obu d?oniach. Kiedy te miejsca dotykali zauwa?alna by?a b?ona, za? na wierzchu d?oni jakby pustka. Na obydwu stopach obszar okr?g?y o ?rednicy oko?o 2 cm, a pod nim pustka. W boku rana w kszta?cie krzy?a o ramionach 7 i 3 cm. Stygmaty by?y wi?c ranami g??bokimi. Wydawa?o si?, ?e zada?y je ogromne gwo?dzie. Z tych ran, które wywo?ywa?y okrutne cierpienia ca?y czas s?czy?a si? krew, która cz?sto pachnia?a. Lekarz musieli wyzna?, ?e nauka nie potrafi wyja?ni? zranie?, które nigdy nie ulegaj? zaka?eniu ani si? nie goj?. Stwierdzili, ?e wyja?nienia trzeba szuka? w sferze nadprzyrodzonej. W roku 1919 nasz Pan uprzedzi? ojca Pio, ?e znaki te nosi? b?dzie 50 lat i tak si? te? sta?o. Znik?y 22 wrze?nia 1968 r., w przeddzie? jego ?mierci.


PO CO STYGMATY? 
Id?c w ?lady ?w. Paw?a ojciec Pio mia? dope?ni? we w?asnym ciele braki m?ki Chrystusa (por. Kol 1,14) Jeden z biografów s?awnego franciszkanina, ojciec Derobert, powiedzia?: ?W swym mi?osierdziu i m?dro?ci Bóg pragn?? przy Swoim Synu wspó?odkupicieli, którzy wzorem Dziewicy Maryi pomogliby Mu zbawi? ?wiat. To dlatego mo?na powiedzie?, ?e szale?stwo Krzy?a jest najwy?sz? m?dro?ci?... Stygmatyk spod góry Gargan jest wi?c jedynie przed?u?eniem Ukrzy?owanego z Kalwarii.?
Z pokory ojciec Pio nie chcia?, ?eby jego stygmaty by?y widoczne. Zas?ania? je.


WSTRZ?SAJ?CA MSZA ?W. OJCA PIO
Opinia ?wi?to?ci Ojca, charyzmaty, jakimi zosta? obdarzony, szczególnie dar czytania w sumieniach bardzo szybko przyci?gn??y do San Giovanni Rotondo t?umy pielgrzymów. Nikt, kto tam przyby?, nie chcia? odej?? bez uczestniczenia we Mszy ?w. sprawowanej przez stygmatyzowanego kapucyna. Ta Msza ?w. by?a w istocie odprawiana w sposób wyj?tkowy w skali ?wiata. Przybywali ludzie zewsz?d, z ca?ej Europy, z Ameryki, a nawet z Japonii. Niektórzy przyje?d?ali tylko po to.
Przybywaj?ce autokary czasem o drugiej, czasem o trzeciej w nocy, dowozi?y wielk? ilo?? pielgrzymów. Zaskakiwa? ich widok placu ko?cielnego ju? zape?nionego lud?mi, oczekuj?cymi na Msz? ?w. o godz. 5 rano! Cierpliwe oczekiwanie na otwarcie drzwi o 4.45 wype?nia?o odmawianie ró?a?ca. 
Msza ?w. jest zawsze i wsz?dzie ponowieniem w sposób bezkrwawy ofiary Chrystusa na Kalwarii. Po có? wi?c przybywa? akurat na t?, któr? sprawowa? kapucyn? W?a?nie dlatego, ?e kiedy ojciec Pio odprawia? Msz? ?w. odczuwalny by? jego ?cis?y i g??boki zwi?zek z Ukrzy?owanym z Kalwarii, który ofiarowywa? si? Ojcu, jako ofiara wynagradzaj?ca za grzechy ?wiata. Dzia?a? naprawd? w imieniu Chrystusa. On by? naprawd? cz?owiekiem Bo?ym ?wiadcz?cym ca?ym zachowaniem o obecno?ci Boga. Nosi? w swym ciele jak jego boski Wzór krwawi?ce znaki ukrzy?owania. Wielu wiernych, a nawet kap?anów orzek?o, ?e dopiero w San Giovanni Rotondo poj?li sens Naj?wi?tszej Ofiary. Celebracja trwa?a d?ugo. Rzadko krócej ni? 2 godziny, czasem o wiele d?u?ej. Kiedy sprawowa? Eucharysti? prywatnie dochodzi?a nawet do 6-7 godzin! Jednak ci, którzy brali w niej udzia?, byli ni? tak poch?oni?ci, ?e nie odczuwali mijaj?cego czasu. Prze?o?eni musieli nakaza? ojcu Pio, aby Msza nie trwa?a d?u?ej ni? jedn? godzin?. Naj?wi?tsza Ofiara by?a centrum jego ?ycia. To by?a dla niego równocze?nie okazja do ogromnej rado?ci i do niewyra?alnej bole?ci. Prze?ywa? bowiem ca?? M?k? od Getsemani a? do ukrzy?owania. Do zakrystii prowadzi?o go, podtrzymuj?c, dwóch wspó?braci, bo jego przeszyte stopy wywo?ywa?y straszliwe cierpienia. Kiedy odprawia? Msz? ?w. mia?o si? wra?enie ? i to by?a prawda ? ?e przygniata go ci??ar grzechów ?wiata. Ofiarowywa? Ojcu wszystkie intencje, jakie mu polecano, a by?o ich wiele. Je?li móg? po?redniczy? w uzdrowieniu ludzi z tak wielu cierpie? fizycznych i duchowych to dzia?o si? tak dlatego, ?e on bra? je na siebie. Kiedy wypowiada? s?owa Konsekracji cz?sto wypowiada? ka?de s?owo dwa razy. Czy chcia? by? pewien, ?e wypowiedzia? je w?a?ciwie? ?Hoc... hoc... est... est.. enim... enim... Corpus... Corpus... meum... meum...?
Oto kilka pyta?, jakie postawiono mu w zwi?zku ze Msz? ?w.:
- Ojcze, jakie dobrodziejstwa otrzymujemy uczestnicz?c we Mszy ?w.?
  Nie mo?na ich zliczy?. Poznamy je dopiero w Raju.
-  Czym jest dla Ojca Msza ?w.?
  ?wi?tym zwi?zkiem z M?k? Jezusa. Moja odpowiedzialno?? jest wyj?tkowa w ?wiecie (dodawa? roni?c ?zy).
- Co jest w Ojca Mszy ?w.?
  Ca?a Kalwaria!
- Ojcze, prosz? powiedzie?, co Ojciec prze?ywa w czasie Mszy ?w. 
  Wszystko, co Jezus zniós? w czasie Swej M?ki, tak?e i ja cierpi? w sposób niedoskona?y, w takim stopniu, w jakim to dopuszczone dla stworzenia ludzkiego...
- Czy w czasie Boskiej Ofiary bierze Ojciec na siebie nasze nieprawo?ci?
  Nie mo?na uczyni? inaczej, bo to stanowi cz??? Boskiej Ofiary.
- W jakiej chwili cierpi Ojciec najbardziej w czasie Mszy ?w.?
  Cierpienie stale ro?nie, ale przede wszystkim od Konsekracji do Komunii ?w.
- Czy Ojciec powtarza te? s?owa, które Jezus wypowiedzia? na krzy?u?
  Cho? niegodnie, czyni? to.
- A do kogo mówi Ojciec "Niewiasto, oto syn Twój"?
  Mówi? do Maryi: "Oto synowie Twego Syna".
- Czy Naj?wi?tsza Panna jest obecna, aby uczestniczy? w Ojca Mszy ?w.?
  A s?dzicie, ?e Ona nie zajmuje si? sprawami Swego Syna?
- Kto jeszcze jest obecny przy o?tarzu?
  Ca?y Raj...
- Czy chcia?by Ojciec móc odprawia? wi?cej ni? jedn? Msz? ?w. w ci?gu dnia?
  Gdyby to zale?a?o jedynie ode mnie, nigdy nie odchodzi?bym od o?tarza...
*
O. Bernard Romagnoli napisa?: 
?Kiedy po raz pierwszy uczestniczy?em we Mszy ?w. odprawianej przez o. Pio w momencie konsekracji zauwa?y?em na jego twarzy pewne ruchy i skurcze, które wtedy wyda?y mi si? troch? dziwne, ale pó?niej, zastanawiaj?c si? nad tym, zrozumia?em, ?e prze?ywa? on w owej chwili m?k? Ukrzy?owanego. Rzeczywi?cie, by?o wiadomo, ?e podczas Mszy ?w. ojciec Pio prze?ywa? na nowo m?k? Jezusa, ofiar? mi?o?ci i cierpienia."
Kard. Siri stwierdzi?: 
?Odnawia?a si? w nim, na ile to mo?liwe w kim?, kto nie jest Synem Bo?ym, m?ka Jezusa Chrystusa." 
To wszystko ? ojciec Pio ca?y zawiera si? w tym stwierdzeniu.
Kard. Parente napisa?: ?Ojciec Pio w swej nadzwyczajno?ci i tajemnicy odtwarza na nowo Chrystusa - Mi?o?? ofiarowan? za ?ycie ludzko?ci."
D?ugo mo?na by tak ci?gn?? wypowiedzi, lecz i te ju? wystarcz?, by odkry? uczucia ojca Pio i móc sobie wyobrazi?, dlaczego tak wielka liczba ludzi przybywa?a i to z tak daleka, by uczestniczy? w jego Mszy ?w. i tak?e by zrozumie?, dlaczego trwa?a ona tak d?ugo.


CHARYZMATY OJCA PIO
Pan obdarzy? swego s?ug? charyzmatami tak licznymi, jak i zró?nicowanymi. Wspomnieli?my ju? o jego za?y?o?ci z anio?em stró?em. Niebieski towarzysz pomaga? mu odeprze? szata?skie ataki, a kiedy nie pomaga? mu dostatecznie... obrywa?o mu si?. Ojciec Pio wysy?a? swego anio?a stró?a w ró?nych sprawach do ró?nych osób i równie? prosi? ró?ne osoby, by u niego za?atwia?y ró?ne sprawy za po?rednictwem swych anio?ów. I udawa?o si? to cudownie! ?wi?ty zakonnik zna? jedynie swój neapolita?ski dialekt, w?oski i ?acin?, której uczy? si? w czasie studiów. Tymczasem móg? s?ucha? spowiedzi we wszystkich j?zykach ?wiata. Kiedy pytano go, jak to mo?liwe, stwierdza?: ?To bardzo proste. Mój anio? stró? wszystko mi t?umaczy!"


DAR CZYTANIA W DUSZY
Padre Pio mia?, podobnie jak ?wi?ty proboszcz z Ars, dar czytania w duszach. Nie mo?na by?o nic przed nim ukry? i to przynosi?o ulg? wielu penitentom, którzy przyst?powali do spowiedzi. Ojciec przypomina? grzechy ich ?ycia nawet te ca?kowicie zapomniane, ale te? nie oszcz?dza? penitentom zbawczego upokorzenia wyznania ich. Cz?sto te spowiedzi by?y pocz?tkiem nawróce?. Ten czy tamten przyby?y z ciekawo?ci lub z zamiarem wykpienia lub zdemaskowania jakiego? oszustwa, a znajdowa? si? sam nie rozumiej?c jak na kl?czkach przy konfesjonale dokonuj?c spowiedzi generalnej, ca?kiem niespodziewanie, a potem odchodzi? z wewn?trzn? rado?ci?, jakiej nigdy wcze?niej nie zna?.
Liczni s? atei?ci i masoni, którzy po nawróceniu gorliwie popierali stygmatyka. Przyj?wszy zak?ad pewien adwokat, znany mason, uda? si? pewnego dnia do San Giovanni Rotondo. Ojciec Pio rozmawia? z kilkoma osobami. Widz?c go, zostawi? rozmówców i podszed? do niego mówi?c: ?Jak to? Pan tutaj? Przecie? pan jest masonem!" Kiedy m??czyzna to potwierdzi?, O. Pio zapyta?: ?A jakie zadanie ma masoneria?" ? ?Zwalcza? Ko?ció?" ? pad?a odpowied?. I nagle adwokat odczu? w sobie mi?o?? Boga do oddalonych od Niego. Wyspowiada? si? i rozpocz?? nowe ?ycie.
I tak nawróceni lekarze, prawnicy, dziennikarze gorliwie bronili stale oczernianego i wy?miewanego zakonnika.
Kiedy? zdarzy?o si?, ?e zabito pewnego cz?owieka, a morderca nie zosta? ukarany, bo zbrodni nigdy nie uda?o si? wyja?ni?. Przyszed? jednak do spowiedzi. Ale nie powiedzia? o swej zbrodni. Na koniec ojciec Pio zapyta?: ?To wszystko, mój synu?" M??czyzna milcza?, cho? ojciec powtórzy? trzy razy pytanie. Spowiednik pogr??y? si? w modlitwie, potem wzi?? m??czyzn? za rami? i zaprowadzi? do ko?cio?a. Tam grzesznik zemdla?, bo w ?awce ujrza? cz?owieka, którego zabi?! Kiedy odzyska? przytomno?? ojciec Pio zaprowadzi? go z powrotem do konfesjona?u, gdzie ten wyzna? sw? win?. Odszed? rozgrzeszony.
Kiedy pytano ojca Pio, jak? ma misj? do spe?nienia na ziemi, odpowiada?: ?Jestem spowiednikiem". Spowiada? 16-17 godzin dziennie, w wyj?tkowych wypadkach nawet do 19 godzin! A wszystko to bez jedzenia. Zreszt? i tak przyjmowa? nik?e racje. Trzeba by?o zorganizowa? specjaln? s?u?b? porz?dkow? przy jego konfesjonale. Jeden z braci rozdziela? kartki z numerami. 
?Sta? si? cud ? wyzna?a kiedy? pewna w?oska dama ? mój m?? si? wyspowiada?! Nie chcia? si? uda? w podró? do San Giovanni Rotondo, prosi?am go, by ofiarowa? mi j? jako prezent urodzinowy. Najpierw wpad? w gniew, a potem przysta? na moje pragnienie, mówi?c: Ale nie ka? mi i?? do spowiedzi.? M??czyzna uczestniczy? we Mszy ?w. Ojca, a po niej po?pieszy? do zakrystii i upad? na kolana. Wróci? do ma??onki z rozradowan? twarz?" ?Gotowe. Wyspowiada?em si?." Nie rozumia? przyczyny. Nie potrafi? rzec nic innego jak tylko: ?Có? chcesz, po tej Mszy ?w. nie mog?em si? nie wyspowiada?. To by?o silniejsze ode mnie. Czu?em si? do tego przymuszony. Tu wszystkim kieruje jakby niewidzialna r?ka.? 
Jedna z osób, która napisa?a biografi? Ojca, Maria Winowska, opowiada, jak pewnego dnia jaki? kupiec z Genui przyby? do San Giovanni Rotondo po 52 godzinach podró?y, wioz?c list, który kazano mu dostarczy? ojcu Pio. Ten spojrzawszy na niego powiedzia?: ?Czy chcesz si? wyspowiada?? Kiedy by?e? ostatnio w spowiedzi?" ? ?Kiedy mia?em siedem lat!" ? ?A kiedy przestaniesz prowadzi? to ohydne ?ycie?" M??czyzna poczu?, ?e jest zdemaskowany, wyspowiada? si? i jego serce nape?ni?a rado??.
Ojciec Pio przejawia? czasem anielsk? ?agodno?? wobec penitentów, a czasem surowo??, która mog?a si? wydawa? przesadna. Pewna Angielka ukl?k?a kiedy? przy jego konfesjonale: ?Dla pani nie mam czasu" ? powiedzia? jej zamiast powitania. Przygn?biona kobieta powróci?a po 5 dniach, aby us?ysze? te same s?owa. Po up?ywie dwudziestu dni ojciec przyj?? j? mówi?c: ?Biedna ?lepa, zamiast uskar?a? si? na surowo?? z mojej strony powinna? postawi? sobie pytanie, jak?e Mi?osierdzie mo?e ci? przyj?? po tak wielu latach ?wi?tokradztw... Czy? dla zachowania szacunku nie przyst?powa?a? do Komunii ?w. u boku m??a i matki w stanie grzechu ?miertelnego?"
Kobieta zala?a si? ?zami. Rozpocz?? si? jej wielki powrót do Boga. 
Straszliwy widok przedstawia? o. Pio cierpi?cy w konfesjonale. Cz?sto jak proboszcz z Ars p?aka?, tak wielkim przera?eniem napawa? go grzech. Mawia?: Nigdy nie zostanie zrozumiane, co znaczy buntowa? si? przeciw Bogu.
Nie lubi? te? rozró?niania grzechów ?miertelnych od grzechów powszednich. Dla niego ka?dy grzech by? straszny, bo by? odrzuceniem mi?o?ci Bo?ej. Wola?by umrze? tysi?c razy ni? ujrze?, jak b?oto grzechu dotyka jego duszy. W konfesjonale ze wszystkich si? walczy?, ?eby penitent poj?? Kim by? Ten, którego mi?o?? grzesz?c zniewa?y?. Jego wspó?bracia zastanawiali si?, dlaczego przy konfesjonale tak wiele dusz traktowa? surowo. Zrozumieli, ?e post?puje tak z natchnienia Bo?ego. 
On, który mia? dar jasnowidzenia w stosunku do innych, ?y? sam niemal ci?gle w nocy duszy. Istniej? listy, które kierowa? do ró?nych kierowników duchowych. Za ka?dym razem mówi? im o swej wielkiej niegodno?ci, przekonany o tym, ?e wielce obra?a Boga, l?ka? si? utraty wiary. Cz?sto my?la?, ?e z powodu swych grzechów zostanie na wieczno?? pot?piony. Te diabelskie pokusy by?y z pewno?ci? dopuszczone przez Boga, aby go do?wiadczy?, jak i po to, ?eby zwi?kszy? jego zas?ugi oraz po to, by rozwin?? jego pokor?. To by?o potrzebne, gdy? ju? za ?ycia wszyscy uznali go za ?wi?tego: nosi? stygmaty, odprawia? Msz? ?w. tak jak nikt na ?wiecie, co dnia czyni? cuda. Ka?demu grozi?oby wpadni?cie w pych?. 


DAR BILOKACJI
Inny z jego darów to dar bilokacji. Istniej? dowody na to, ?e od czasu wyst?pienia z armii w r. 1916 ojciec Pio nigdy nie opu?ci? San Giovanni Rotondo, a jednak by? widziany w wielu miejscach na ?wiecie, nawet w Kalifornii... 
Przytoczmy najpierw wydarzenie opisane przez franciszka?skiego biografa. Za czasu pontyfikatu Piusa XI z powodu licznych przejawów zazdro?ci, ludzie Ko?cio?a oskar?yli go o uchybienia, których nigdy nie pope?ni?. ?wi?te Oficjum (obecnie: Kongregacja Nauki Wiary), bez g??bszego badania zastosowa?a wobec niego surowe sankcje zakazuj?c mu publicznie odprawia? Msz? ?w., spowiada?, pisa? do duchowych synów i córek. Pomimo to lud, wiedz?c, ?e by? to ?wi?ty, nadal przybywa? t?umnie do San Giovanni Rotondo. Zastanawiano si? nad suspendowaniem go, co oznacza?oby zakaz odprawiania Mszy ?w. nawet prywatnie. Aby podj?? t? wa?k? decyzj? ?wi?te Oficjum zebra?o si? w komplecie, w obecno?ci Papie?a. Podczas dyskusji tego szacownego gremium ujrzano, jak wchodzi kapucyn z d?o?mi ukrytymi w r?kawach. Szed? krokiem powolnym, lecz pewnym. Zakonnik podszed? wprost do Papie?a i zanim który? z kardyna?ów móg? si? odezwa? upad? do nóg Papie?a, uca?owa? jego stopy i wyrazi? b?aganie: ?Ojcze ?wi?ty, dla dobra Ko?cio?a i dusz nie pozwól im tego uczyni?". Poprosi? o b?ogos?awie?stwo, wsta? i wyszed?. Niektórzy kardyna?owie zapytali stra?ników, dlaczego ? pomimo oficjalnego zakazu ? pozwolili wej?? temu mnichowi. Oszo?omieni powiedzieli, ?e nie widzieli nikogo. 
Pius XI zakaza? im mówi? o tym komukolwiek, natychmiast przerwa? spotkanie i nakaza? jednemu z kardyna?ów uda? si? do San Giovanni Rotondo, by zapyta? Gwardiana, gdzie znajdowa? si? ojciec Pio w dniu spotkania i w jego godzinie. Doda? stanowczym tonem: Powiedzcie mu, ?e mo?e swobodnie odprawia? Msz? ?w. w ko?ciele. Gwardian zapewni? kardyna?a, ?e o. Pio wcale nie opuszcza? klasztoru i ?e w godzinie spotkania uda? si? na chór odmówi? Oficjum. 
Inne wydarzenia przytacza o. Cataneo, tak?e biograf ojca Pio. Pewnego dnia stygmatyk zatrzyma? si? przed oknem na korytarzu klasztornym. Nagle przej?ty odleg?? wizj? zamar?. Jeden ze wspó?braci przechodz?c ujrza? go, poca?owa? w r?k?, lecz ojciec niczego nie zauwa?y?. Wspó?brat us?ysza?, jak wypowiada? s?owa rozgrzeszenia... W kilka dni potem Gwardian otrzyma? telegram z podzi?kowaniem za przys?anie do Turynu ojca Pio, który rozgrzeszy? chorego w chwili ?mierci. A przecie? on nie opu?ci? klasztoru... 
W czasie II wojny ?wiatowej pewien genera?, Bernardo Rossini, z bazy wojskowej w pobli?u Bari, dowiedziawszy si?, ?e magazyn wojskowy znajduje si? tu? obok San Giovanni Roitondo zorganizowa? wypad, by go zniszczy?. Stan?? na czele eskadry, lecz przybywszy w pobli?e celu ujrza? wznosz?cego si? z ziemi zakonnika z podniesionymi r?koma, który zabrania? mu wst?pu. Stacje samolotów nie odpowiada?y. Bomby spad?y w inne, bezpieczne miejsce, samoloty za? zawróci?y do bazy. Po jakim? czasie genera?, który nie by? wierz?cy, us?ysza? o mnichu z klasztoru w San Giovanni Rotondo, który dokonywa? cudów. Postanowi? si? tam uda?, aby go zobaczy?... i rozpozna? w nim zakonnika, którego widzia? w górze. Ojciec po?o?y? mu r?k? na ramieniu, mówi?c dobrodusznie: ?A wi?c to ty chcia?e? nas wszystkich zabi??" Genera? by? zaskoczony, lecz zwyci??y?o go spojrzenie ojca Pio. Nawróci? si?.
Mo?na przytoczy? setki po?wiadczonych nawet przez biskupów i kardyna?ów, kap?anów oraz przez osoby ?wieckie przypadków bilokacji.


DAR UZDRAWIANIA
Ojciec Pio mia? te? charyzmat uzdrawiania. Zawsze powtarza?: ?To nie ja uzdrawiam, lecz Pan. Ja si? tylko modl?." Albo: ?To nie moja sprawa, lecz Matki Bo?ej". Jak?e wys?uchiwana by?a jego modlitwa!... ?wi?ci s? zawsze pokorni. 
W noc Bo?ego Narodzenia w roku 1939 urodzi?a si? ma?a dziewczynka Gemma de Giorgi ? bez ?renic. By?a wi?c skazana na to, ?e nigdy nie b?dzie widzie?. Mia?a 6 mo?e 7 lat, kiedy jej rodziców odwiedzi?a ciocia zakonnica. Poradzi?a im uda? si? do ojca Pio. Napisa?a do niego, a on odpisa?: ?Droga córko, zapewniam ci?, ?e b?d? si? modli? za dziewczynk?." Babcia towarzyszy?a jej do San Giovanni Rotondo. Po Mszy ?w. obydwie uda?y si? do spowiedzi. By?a to pierwsza spowied? dziewczynki i babcia chcia?a, aby korzystaj?c ze spotkania z o. Pio przyst?pi?a do I Komunii ?w. 
Poniewa? podczas spowiedzi dziecko nie pomy?la?o o tym, by poprosi? o uzdrowienie, babcia postanowi?a to uczyni?. Ojciec Pio odpowiedzia? jej: ?Zachowaj ufno??, córko. Dziewczynka nie powinna p?aka?, a ty nie powinna? si? niepokoi?. Gemma widzi i ty o tym si? dowiesz." 
Dziewczynka przyst?pi?a do I Komunii, podczas której O. Pio uczyni? jej znak krzy?a na oczach. Wracaj?c poci?giem Gemma zauwa?y?a, ?e widzi. Gdy udano si? z ni? do lekarza, stwierdzi?, ?e dziecko widzi nie maj?c ?renic! Nie potrafi? tego wyja?ni?. Uko?czy?a studia, podj??a prac?. Dzi? widzi nadal, stawiaj?c czo?a logice nauki. 
Sze?ciomiesi?czne niemowl? by?o w beznadziejnym stanie. Jego matka postanowi?a pokusi? si? o to, co niemo?liwe, aby spróbowa? ocali? dziecko. Postanowi?a je zawie?? do ojca Pio. Podró? by?a d?uga i jak mo?na by?o si? obawia? dziecko umar?o w drodze. Wiara matki nie zachwia?a si?. Owin??a dziecko w kilka pieluszek i w?o?y?a je... do walizki. Przybywszy do San Giovanni Rotondo pobieg?a do ko?cio?a i stan??a z niewiastami oczekuj?cymi na spowied?. Gdy nadesz?a jej kolej upad?a na kolana przed ojcem i otwar?a walizk?. W ko?ciele by? nawrócony lekarz. Orzek?, ?e je?li dziecko nie umar?oby od swej choroby, to udusi?oby si? w walizce. Na widok ma?ego cia?a ojciec Pio g??boko si? wzruszy?. Wzniós? oczy ku niebu i zacz?? si? modli?, potem powiedzia? do zalanej ?zami matki, której p?acz s?ycha? by?o w ca?ym ko?ciele: ?Dlaczego krzyczysz tak g?o?no? Czy nie widzisz, ?e twój syn ?pi?? Dziecko istotnie spokojnie spa?o. 


NIEZWYK?E ZAPACHY
Mo?na tu wspomnie? jeszcze o jednym charyzmacie ojca Pio, o którym jego duchowi synowie i córki ?wiadcz? do dzi?: o zapachach. Niektórzy mistycy wydzielali zapachy i nie mo?na si? tu powstrzyma? przed my?l? o ludowym wyra?eniu dotycz?cym osoby, która prowadzi?a przyk?adne ?ycie i o której mówi si?, ?e umar?a wydzielaj?c zapach ?wi?to?ci [po polsku mówimy cz??ciej: ?w opinii ?wi?to?ci" ? przyp. red.]. Je?li chodzi o ojca Pio tysi?ce osób da?y o tym ?wiadectwo: zapach cz?sto zapowiada? uzdrowienie lub szczególn? ?ask? (oznacza?y dar specjalnej opieki, nawrócenie drogiej osoby itd.). Mi?y zapach rozchodzi? si? w jego obecno?ci lub z przedmiotów, które by?y przez niego pob?ogos?awione lub po prostu dotkni?te do?wiadczano nawet w odleg?o?ci tysi?cy kilometrów. To by?y g?ównie zapachy kwiatów: lilii, fio?ków, ró?, ja?minu i inne. Zapach móg? pojawi? si? nagle i nagle znikn??. Czasem wystarczy?o pokaza? kilka prze?roczy z jego ?ycia, by ca?a sala wype?ni?a si? niezwyk?ym zapachem. 
Zapach lilii by? cz?sto spostrzegany jako znak uzdrowienia. Tak by?o we wrze?niu 1951 r. z naczelnikiem stacji kolejowej w Rzymie. Zosta? tak uprzedzony o maj?cym si? dokona? cudzie wyzdrowienia z raka gard?a, podczas gdy udzielono mu ju? wiatyku. W ostatniej chwili dano mu do uca?owania zdj?cie ojca Pio. Wszyscy cz?onkowie rodziny, którzy uczestniczyli w tym, poczuli utrzymuj?cy si? mi?y zapach. Byli pomi?dzy nimi te? niewierz?cy. Umieraj?cy, który od dawna nie potrafi? mówi?, odezwa? si? nagle: ?Zdejmijcie te wszystkie banda?e, jestem zdrowy."
Czasem dzia?o si? to w czasie Mszy ?w., czasem w konfesjonale. Jego rany, które powinny by?y wydziela? wo? rozk?adaj?cej si? krwi, wydziela?y mi?y zapach. 
Innym razem ojcowie franciszkanie, wracaj?c poci?giem z San Giovanni Rotondo odczuli w przedziale zapach. Towarzysze podró?y zastanawiali si?, co to mog?o by?. Zjawisko towarzyszy?o im a? do Rzymu. 
Jeden z braci posiada? cukier pob?ogos?awiony przez ojca Pio i nape?nia? on takim zapachem jego cel?, ?e Gwardian dopytywa? si?, sk?d on pochodzi, bo mo?na go by?o odczu? nawet na korytarzu. Nie da?o si? tego ukry? przed prze?o?onymi.
W pewnym klasztorze franciszka?skim by? chory jeden z braci. Poprosi? swego wspó?brata, jednego z biografów ojca Pio, aby przyniós? mu nagranie g?osu Ojca. Zaledwie zacz?? s?ucha?, a ju? cel? wype?ni? przenikliwy zapach. Ojciec Pio przyniós? tak pociech? cierpi?cemu bratu.


DAR PROROCTWA
W?ród innych charyzmatów mo?na przytoczy? dar proroctwa. Wiele zapowiedzi ju? si? zrealizowa?o, m. in. ta dana m?odemu Karolowi Wojtyle, ?e b?dzie Papie?em... Tak?e dar niewidzialno?ci, niejako przeciwie?stwo daru bilokacji. Gdy niestosowni go?cie przychodzili do niego z niegodziw? intencj?, zdarza?o si?, ?e mijali go nie dostrzegaj?c go. Dopiero po ich odej?ciu mo?na by?o ponownie dostrzec ojca Pio. Mia? on te? cz?sto kontakt z duszami w Czy??cu. Przychodzi?y prosi?, aby modli? si? o ich uwolnienie. Zdarza?o mu si? pociesza? osoby niespokojne o los zmar?ego. Mówi? im, ?e ich bliski jest zbawiony lub ?e przebywa ju? w chwale nieba.


DOM ULGI W CIERPIENIU
Mi?o?? ojca Pio dla braci i sióstr nie mia?a granic. Prosi? dla nich i cz?sto otrzymywa? ?ask? uzdrowienia, lecz czasem niebo nie udziela?o tej ?aski i smuci? si? tymi, którzy nie zostali uzdrowieni. Zastanawia? si?: ?Wielu otrzymuje od Pana w sposób widowiskowy uzdrowienie z ich chorób. Ci jednak, którzy nie znajduj? si? w tym planie, czy s? skazani na noszenie krzy?a swych bole?ci? Czy nie mo?na dla nich nic uczyni??"
Ojciec mówi?, ?e w ka?dym chorym trzeba dostrzec obraz Chrystusa cierpi?cego i uczyni? wszystko, aby im ul?y?. To tak przysz?a mu my?l, by powsta?o dzie?o nazwane ?Domem Ulgi w Cierpieniu". I tak w czasie trwaj?cej wojny, 9 stycznia 1940 roku zrodzi?o si? w celi pokornego zakonnika dzie?o, które mia?o by? wkrótce znane na ca?ym ?wiecie. Jak wskazuje nazwa nie mia? to by? zwyk?y szpital, bo w takim budynku trosk? otacza si? jedynie cia?o. Ojciec Pio pragn??, aby w tym Domu leczono te? serce i dusz?, z my?l? o s?owach Nauczyciela: ?To, co uczynili?cie najmniejszemu z Moich braci, Mnie?cie uczynili." Budow? opó?ni?a wojna, jednak kiedy powróci? pokój, zacz??y zewsz?d nap?ywa? ogromne sumy, szczególnie z Ameryki. Trzeba by?o podj?? znacz?ce prace i to dopiero w 1956 mo?na by?o otworzy? drzwi do szpitala najwi?kszego i najnowocze?niejszego w Europie. Sale szybko si? zape?ni?y tym bardziej, ?e opieka lekarska by?a darmowa, bogaci p?acili za biednych, a dobrze si? maj?cy za chorych. Lekarze i personel nie otrzymywali wynagrodzenia. 
W maju 1987 roku Papie? Jan Pawe? II odwiedzi? ten szpital. 


DIABELSKIE ATAKI
Ojciec Pio nie móg? wyrywa? tysi?cy dusz piek?u, aby nie odczu? zemsty tego, którego nazwa? ?niebieskobrodym". Szatan ukazywa? si? wi?c stale albo sam, albo za po?rednictwem swych ? jak ich nazwa? Ojciec ? ?kozaków". Pochlebstwa i brutalno?ci przeplata?y si?: zrzucanie z ?ó?ka, bezlitosne bicie, przewracanie wszystkiego co mia? w celi, rozlewanie atramentu na otrzymane listy tak, i? nie mo?na by?o ich odczyta?. Wszystkie te próby mia?y go pogr??y? w rozpaczy. Biedny ojciec by? nieraz tak zmaltretowany, ?e s?dzi?, i? umiera. Pewnego dnia przyszed? do niego z wizyt? cz?owiek przypominaj?cy kierownika duchowego, utrzymuj?c, ?e chce go wyspowiada?. Zdziwiony jego dziwnym wygl?dem i niemi?ym zapachem o. Pio rzek?: ?Zawo?aj: niech ?yje Jezus!" Go?? znikn??, zostawiaj?c za sob? wo? siarki. Kiedy uwalnia? op?tanych i wtedy ?niebieskobrody" protestowa? i zadawa? mu nowe udr?ki. Wyobra?nia tego, którego Chrystus nazwa? Ksi?ciem tego ?wiata wydaje si? nieograniczona. Dosz?o nawet do tego, ?e pewnego dnia szatan zasiad? w konfesjonale Ojca Pio i o?wiadczy? m?odej dziewczynie, ?e jest pot?piona. Ona za?, za?amana posz?a odszuka? Gwardiana. Ten zrobi? gorzkie wyrzuty ojcu Pio. ?atwo mu by?o si? wyt?umaczy?, skoro nie opuszcza? swej celi. Dziewczyna powróci?a i wyspowiadana przez ojca Pio odesz?a uspokojona. 
To tak?e szatan popchn?? niektórych ludzi do znies?awienia stygmatyka a? zakazano mu sprawowa? publicznie Naj?wi?tsz? Ofiar? oraz spowiada?. Zbyt dobrze wiedzia? szatan, ile kosztowa?o go dzia?anie ojca Pio. Te diabelskie machinacje trwa?y jednak tylko przez dziesi?? lat. Na ko?cu zawsze zwyci??a Bóg.
Nieprzyjaciel przeciwstawi? mu nawet wspó?braci. Dom Ulgi w Cierpieniu otrzymywa? znacz?ce dary pieni??ne. Przez statuty ojciec Pio by? ich gwarantem a? do ?mierci. Tymczasem niektóre domy kapucynów popad?y w ruin? i usi?owa?y cz??? wp?ywów przeznaczy? na zasilenie swych finansów. Ojciec Pio si? na to nie zgadza?, dlatego równie? dotkn??o go znies?awienie.



KONIEC KALWARII
22 wrze?nia 1968 roku stygmaty wyryte przed 50 lat znik?y. Od r. 1919 ojciec Pio wiedzia?, ?e to b?dzie znak, i? pójdzie na spotkanie z Tym, któremu po?wi?ci? ca?e ?ycie przyjmuj?c bez zastrze?e? wszelkie cierpienia fizyczne i duchowe, które mu si? podoba?o zes?a?, aby pomóc nawróci? grzeszników i otworzy? Niebiosa wielkiej liczbie spo?ród nich. I rzeczywi?cie 23 wrze?nia 1968 r. o 2.30 odszed? do tego, który pos?u?y? si? nim w sposób tak niezwyk?y. Jeszcze w przeddzie? odprawi? Msz? ?w. i spowiada? a? do wieczora. Ponad 100 tys. ludzi uczestniczy?o w pogrzebie. Msz? ?w. celebrowa?o 35 kap?anów i 2 biskupów. 
Dzi?, z Nieba, Ojciec Pio nadal wyprasza wszelkie rodzaje cudów, tak samo jak za ?ycia. A jego zapach nie raz wskazuje, ?e jest z nami. Proces beatyfikacyjny jest zako?czony i mo?na nie bez s?uszno?ci przypuszcza?, ?e w historii Ko?cio?a uzna si? go wkrótce za jednego z najwi?kszych ?wi?tych i to nie tylko naszego wieku.
L. Couëtte

Na podst.: Stella Maris nr 9/97 str. 1-4 (Niezwyk?e ?ycie Padre Pio (1887-1968); ?yj?cy wizerunek Jezusa ukrzy?owanego) oraz nr 10/97 str. 10-14. Przek?. z fr.: E.B.


2) Modlitwa o wyniesienie na o?tarze S?. B. Ojca Pio


O Jezu, ?ród?o ?ask i mi?osierdzia, Ofiaro za grzeszników, pobudzony mi?o?ci? do naszych dusz, Który? dobrowolnie poniós? ?mier? za nas na krzy?u, prosimy Ci? pokornie o uwielbienie na ziemi, jak i w niebie, S?ugi Bo?ego Ojca Pio z Pietrelcina, który tak ?ywo uczestniczy? w Twoich cierpieniach, ukocha? Ci? tak silnie i tak du?o uczyni? dla dobra dusz ludzkich. 
Prosimy Ci? zatem gor?co o przyznanie nam przez wstawiennictwo Ojca Pio ?aski............, któr? usilnie pragniemy osi?gn?? wed?ug Twej Bo?ej woli. Amen. 
Ojcze nasz... Zdrowa? Maryjo... 3 x i Chwa?a Ojcu... 




3) OFIARA EUCHARYSTYCZNA OJCA PIO

Nie sposób zliczy? publikacji na temat znanego na ca?ym ?wiecie kapucyna, tak hojnie obdarowanego przez Niebo. Z jednej z nich przytaczamy fragment, który wskazuje dobitnie na to, ?e Ojciec Pio ca?? sw? osob? i przez ca?e swe ?ycie dawa? ?wiadectwo tego, czym jest naprawd? Naj?wi?tsza Ofiara oraz ukazuj?cy, i? nie bez przyczyny mo?na go nazwa? prawdziwym m?czennikiem Eucharystii...
?...?Gdy jestem przy o?tarzu - mówi? - mam wra?enie, ?e chyba si? sko?cz?; czuj? jak mnie poch?ania i pali jaki? ogie?. Nie mog? tego opisa?; co to wszystko oznacza, sam nie wiem".
Mówi? o tym dog??bnie wstrz??ni?ty, wszak wiedzia?, jak niepoj?tych rzeczy dokonuje Pan za jego przyczyn?. Czu? si? uprzywilejowany, poniewa? jak podkre?la?, codziennie przyjmowa? Jezusa ?przy stole anio?ów". By? nienasycony owego chleba anio?ów, cho? musia? z tego powodu stacza? d?ugotrwa?e walki z kusicielem, który stara? si? go zbi? z tropu, zaniepokoi?, odebra? duchow? rado??. Có?, ów nieprzyjaciel wiedzia? doskonale, jakie korzy?ci przynosi Ojcu Pio codzienne celebrowanie Eucharystii, wielkich doznawa? duchowych rozkoszy przyjmuj?c Komuni? ?w. Nawet postronni ?wiadkowie widzieli, jak jego oblicze i serce p?on??y jakim? niezwyk?ym ?arem, a na twarzy malowa?a mu si? przedziwna przyjemno?? i s?odycz. Jedynym jego pragnieniem w takich chwilach by?o, aby móg? na zawsze pozosta? w takim zjednoczeniu z Bogiem; czu? si? wówczas tak, jakby znalaz? si? ju? w raju.
Pio zwyk? mawia?, ?e na ?wiecie mog?oby nie ?wieci? s?o?ce, nigdy jednak nie mo?e zabrakn?? Mszy ?w. Tysi?com ludzi przybywaj?cym do San Giovanni Rotondo utkwi? w pami?ci ów niezwyk?y obraz wpatruj?cego si? godzinami w krzy? zakonnika. Tajemnica cierpienia ??czy?a ich obydwu. Nad o?tarzem wisia? przykuty do krzy?a Bóg-Cz?owiek. Poni?ej, przykuty do o?tarza s?ania? si? kap?an. Zwieszona z krzy?a g?owa Chrystusa i wyci?gni?ta w gór? twarz Jego ucznia - tak? scen? zapami?tywa? ka?dy. Modl?c si? ów ucze? p?aka?. ?kanie wstrz?sa?o jego cia?em. Jaki? to rzadki, niecodzienny widok w katolickich ko?cio?ach. Od czasów proboszcza z Ars, Jana Vianneya, mo?emy lepiej zrozumie?, co czuje kap?an celebruj?cy na o?tarzu dramat Golgoty, a zarazem misterium dzi?kczynienia za zbawienie.
Ojciec Pio d?ugo przygotowywa? si? na to spotkanie z Jezusem. Od godziny drugiej w nocy ju? nie spa?. Jak mawia?: ?Nigdy nie ma do?? czasu, aby dobrze przygotowa? si? do Komunii ?w.". Odczuwa? g?ód i wielkie pragnienie, aby posi??? Najwy?sze Dobro, a kiedy ju? zjednoczy si? z Nim, mia? wielk? ochot? powiedzie? Jezusowi: ?Ju? dosy?! Ju? wi?cej nie potrafi? pomie?ci?, przyj??!" Zdawa?o mu si?, ?e ju? nie jest na tym ?wiecie. Nie pragn?? niczego wi?cej, tylko tego, aby ten stan trwa? jak najd?u?ej.
S?dzi?, ?e ka?dy prze?ywa podobnie to spotkanie z Synem Bo?ym w Naj?wi?tszym Sakramencie, a zw?aszcza duchowni. Bola? niezmiernie, kiedy si? przekona?, ?e wielu nie czuje tego ?aru w duszy, odprawiaj?c czy uczestnicz?c w Mszy ?w. jak w nie ró?ni?cym si? niczym zebraniu ludzi...
...Z biegiem lat sta?o si? ju? ?elaznym zwyzajem, tak w lecie jak i w zimie, ?e Pio odprawia? Msz? ?w. o 5 rano. Dlatego ju? od godz. 2 gromadzili si? ludzie przed drzwiami ko?cio?a, modl?c si? i ?piewaj?c oczekiwali ?witu. O godz. 4 by?o ich ju? tylu, ?e wystarczy?o, by zape?ni? po?ow? ko?cio?a. Kto przychodzi? pó?niej, niewiele móg? zobaczy?. To by?a dla pielgrzymów dodatkowa ofiara, któ? jednak nie chcia? dosta? si? jak najbli?ej o?tarza?
Kiedy o wpó? do pi?tej otwierano ko?ció?, wierni zdobywali go szturmem. W jednym momencie pobo?na rzesza zamienia?a si? w rozbiegany t?um, ka?dy p?dzi? w upatrzone miejsce, rozpychano si? z krzykiem, walczono o ka?dy dogodny skrawek w ?wi?tyni. Dopiero z chwil? pojawienia si? Ojca Pio zamiera? tumult, udawa?o si? porz?dkowym zaprowadzi? spokój. Odt?d ju? nikt nie musia? nikomu zwraca? uwagi. Cisza ogarnia?a wszystkich.
Zanim jednak zakonnik pojawi? si? przy o?tarzu kl?cza? d?u?szy czas w zakrystii. Nie mia? tam jednak spokoju. Wielu ksi??y oraz ludzi protegowanych przedk?ada?o mu swoje pro?by i potrzeby. Pio kiwa? g?ow? ze zrozumieniem, s?ucha? jakby jednym uchem, my?la? bowiem o swojej duchowej ofierze, któr? ??czy? z ofiar? Chrystusa. Opó?nia? odprawienie Mszy, bardzo wolno ubiera? si? w szaty mszalne, przykl?ka? co chwil? i na krótki czas zatapia? si? w modlitwie. Podkre?la? wielokrotnie, ?e nie czuje si? godny odprawia? Naj?wi?tszej Ofiary, p?aka? z tego powodu, dr?a? na ciele. A pó?niej, poruszaj?c si? z trudem, wychodzi? z zakrystii do o?tarza. Ka?dy krok sprawia? mu ból, s?ania? si? pod jakim? niewidzialnym ci??arem, porusza? bardzo wolno r?kami. Mimo ogromnego cierpienia, id?c na s?aniaj?cych si? nogach, potrafi? sta? za o?tarzem po kilka godzin. Kiedy go poproszono, by to wyja?ni?, odpowiedzia?: ?Odprawiaj?c Msz? ?w. nie odczuwam zm?czenia, poniewa? nie stoj? na nogach, lecz wisz? na krzy?u razem z Jezusem, jako Jego pomocnik w wielkim dziele zbawienia. To Pan tak sprawi?, nie z powodu jakich? moich zas?ug, ale wy??cznie ze swojej najwy?szej dobroci". Msz? odprawia? najcz??ciej przy g?ównym o?tarzu. Kilkuset pielgrzymów mog?o z bliska przygl?da? si?, jak modli si? w skupieniu, jak od czasu do czasu chwyta si? za skronie pragn?c z?agodzi? ból g?owy, czy jak mówiono: zwolni? ucisk cierniowej korony. Pod koniec ?ycia nie potrafi? schyli? si?, by uca?owa? o?tarz.
Wielu próbowa?o opisa? sposób odprawiania Mszy przez Ojca Pio, jednak ludzka mowa, mimo najumiej?tniej dobranych s?ów, nie mo?e odda? tego, co jest istot? eucharystycznej Ofiary, co dokonywa?o si? za przyczyn? tego zakonnika w ludzkich sercach. Wielu, którzy przybywali do San Giovanni Rotondo, nie mia?o poj?cia, ?e uczestnictwo w Mszy mo?e wzbudzi? taki entuzjazm. Opowiadali potem z wypiekami na twarzy, ?e Ojciec Pio za o?tarzem przestawa? by? zwyczajnym kap?anem; przeobra?a? si? w ?wiadka Chrystusowej Ofiary; by? uczestnikiem cierpie? na Golgocie, ukrzy?owanym mistycznie razem z Jezusem.
W czasie Mszy na twarzy Ojca Pio malowa? si? g??boki wyraz cierpienia, ca?e cia?o przebiega?y skurcze, przy ka?dym powstaniu z przykl?kni?cia wydawa?o si?, jakby przygniata? go ogromny ci??ar.
Kto? si? wyrazi?, ?e Pio nie odprawia? Mszy, to nie by?o sprawowanie obrz?du. On bra? udzia? w misterium Golgoty, by? jej wspó?ofiarnikiem. Potwierdzaj? to jego s?owa. Na pytanie braci: ?Kto nam po twojej ?mierci b?dzie s?u?y? takim wzorem?" odpowiedzia?: ?Pójdziecie pod tabernakulum, tam spotkacie Jezusa, a z Nim tak?e mnie". Czy te s?owa nale?y rozumie? dos?ownie, czy kto? nie uzna ich za blu?nierstwo?
Kiedy np. w czasie Mszy wpada? w ekstaz?, zw?aszcza na Gloria lub Credo, odnosi?o si? wra?enie, ?e ogl?da na w?asne oczy to, o czym w modlitwie mówi, ?e rozmawia z kim?, kogo tylko on sam widzi. Jego twarz odzwierciedla?a te wewn?trzne doznania. Mo?na by?o tylko si? dziwi?, dlaczego tak rzadko go?ci?a w tych chwilach na jego twarzy rado??. Najcz??ciej rysowa?o si? na niej cierpienie.
Kiedy przerywa? modlitwy i wpada? w ekstaz?, uczestnicy Mszy prze?ywali podobne chwile wewn?trznego uniesienia, jak gdyby tak?e im udziela?a si? ?aska. Ilu? nawróci?o si? pod jego wp?ywem! Pod koniec II wojny ?wiatowej, tu? po wyzwoleniu Rzymu, setki ?o?nierzy ameryka?skich otrzyma?y specjalne zezwolenia, by pojecha? do San Giovanni Rotondo i uczestniczy? w Mszy Ojca Pio. Wielu z nich przechodzi?o z protestantyzmu na katolicyzm. Takie by?o widzialne oddzia?ywanie niewidzialnego Boga.
Wielkie wra?enie czyni?y równie? ?zy, które sp?ywa?y mu po twarzy. Mokr? od ?ez i potu chusteczk? obciera? oczy i skronie, by po chwili kontynuowa? Msz?. Potem, na Ofiarowanie, podnosi? paten? oraz kielich i wypowiada? pro?by, które przez niego sk?adali pielgrzymi. Na o?tarzu le?a?y karteczki i koperty, które zawiera?y modlitwy o ró?ne dary i ?aski; tak?e poleca? Bogu swoich duchowych synów i córki. D?ug? list? ich imion wymienia? z pami?ci.
Najtrudniej prze?ywa? moment Przeistoczenia. Cierpia? w dwójnasób. Rysy twarzy wyostrza?y si?, oczy zapada?y w g??b, walczy? ze sob?, z ran wyp?ywa?a mu ?wie?a krew. W tajemniczy sposób prze?ywa? na sobie konanie Chrystusa. W ciszy zalegaj?cej ko?ció? mo?na by?o us?ysze? jego powtarzaj?ce si? wezwanie: ?Jezu, mi?osierdzia".
Zw?aszcza w okresie Wielkiego Postu jego cierpienia w czasie Przeistoczenia nasila?y si?. Ekstazy nast?powa?y jedna po drugiej, trwa?y po pi?? i wi?cej minut. Nieraz cisz? ko?cio?a przerywa? czyj? szloch albo okrzyk: ?wierz?". Nierzadko s?owa konsekracji wypowiada? z trudem, kilkakrotnie je rozpoczyna? i jakby cofa? si? w pó? s?owa, marszczy? brwi, pochyla? g?ow?, zdawa?o si?, ?e przygniata? go jaki? ci??ar, ?e sposobi si? do walki z kim? mocniejszym. Stru?ki potu sp?ywa?y mu po czole, cho? mog?a by? akurat zima. Porównanie do agonii jest chyba najbardziej trafne i tak do?? cz?sto okre?lano w ksi??kach te chwile. On sam stawa? si? w tym momencie m?czennikiem i dopiero kiedy uniós? w gór? Hosti?, rysy twarzy stawa?y si? mi?kkie, promienia? spokojem. Zanim jednak uniós? Hosti? w gór?, bra? j? w r?k?, trzyma? d?ugo, milcza?, odk?ada?, si?ga? po chusteczk?, by wytrze? p?yn?ce ?zy, i znowu bra? Hosti?, pogr??a? si? w ekstazie, i wreszcie, po d?ugiej ciszy, p?aczliwym g?osem wypowiada? s?owa konsekracji. Podobnie czyni? z kielichem. Chwile te nikomu nie d?u?y?y si?, cisza panowa?a przejmuj?ca, wielu wstrzymywa?o oddech. To by?o misterium, w którym brali udzia? wszyscy.
W czasie Komunii setki ludzi próbowa?o dopcha? si? do Ojca Pio, wielu przyst?powa?o do Komunii: dopiero po Mszy, gdy zakonnik sam j? rozdziela? przy g?ównym o?tarzu. By?a to okazja by z bliska: zobaczy? tylko jego palce, bowiem d?o? okrywa? d?ugi wykrochmalony r?kaw alby. W czasie Mszy komunikowa? jedynie dzieci pierwszokomunijne oraz osoby tzw. uprzywilejowane: wybranych duchowych synów i córki, ma??onków z okazji obchodzenia rocznicy ?lubu, zakonników...
Bywa?o, ?e niektóre osoby pomija?. Pomini?ci wiedzieli dlaczego, g?os sumienia bywa? najlepsz? pami?ci?. Czasem zdarza?o si? odwrotnie, kto? nie mia? odwagi przyst?pi? do Komunii. Kiedy np. jeden z m??czyzn powiedzia? do niego: ?Ojcze, nie jestem godzien przyst?pi? do Komunii ?w.", odpar?: ?Co mówisz - godzien, kto w?a?ciwie jest godzien! Nikt! Wszystko jest ?ask? i mi?osierdziem".
Wró?my jednak do opisu Mszy, do momentu, w którym nast?powa?o dzi?kczynienie. Ojciec Pio bowiem nie sk?pi? czasu na modlitw?. Uwa?a? j? za rzecz ?wi?t? i nietykaln?, za najbardziej wewn?trzn? sfer? w cz?owieku, któr? ka?dy powinien w drugim uszanowa?. Najlepiej ?wiadcz? o tym przyk?ady. Kiedy jeden z dziennikarzy ze ?Stampa Sera" sta? w?ród t?umu wiernych modl?cych si? razem z Ojcem Pio i notowa? w pami?ci ró?ne sprawy do artyku?u, us?ysza? nagle g?os zakonnika: ?Synu, czy to jest odpowiednia chwila do zabawiania si? notatkami? ?le czynisz wzniecaj?c tyle ha?asu doko?a ksi?dza, który si? modli."
Pomi?my w tym wydarzeniu umiej?tno?? czytania w my?lach, jak? Pio posiada?. Wa?ne jest co innego: obrona wewn?trznej sfery ducha, któr? ró?ni ??dni sensacji ludzie nie?wiadomie niszczyli. Ten nadzwyczajny zakonnik by? jak czu?y odbiornik krótkofalowy, który odbiera wszystkie fale. Dlatego tak ?atwo mo?na by?o zak?óci? jego ?pasmo odbioru", zdenerwowa? bezmy?lno?ci?, b?ahostkami, natarczywo?ci?... Chocia? jego wn?trze mo?na porówna? do duchowej twierdzy, to najmniejszy poruszony kamie? w tej budowli chwia? ni?, rozprasza? wewn?trzne skupienie. Dzia?o si? tak dlatego, poniewa? Padre Pio nie pracowa? jedynie nad w?asn? doskona?o?ci?, nie modli? si? czy cierpia? dla siebie, ale czyni? to z my?l? o innych, zw?aszcza o tych, którzy, znale?li si? na jego drodze, których mu zlecono do nawrócenia czy uzdrowienia.
Dzi?kczynienie nie ko?czy?o si? razem z Msz?. Ojciec Pio kl?cza? najpierw d?ugo w zakrystii, a potem szed? na swoje miejsce w chórze. Jak pisa? w li?cie do o. Augustyna: ?Po Mszy ?w. zosta?em z Jezusem na dzi?kczynieniu. Jaka? to by?a niebia?ska rozmowa! Serce Jezusa i moje z??czy?y si? w jedno. Bi?y ju? nie dwa serca, ale tylko jedno. Moje serce znik?o jak kropelka wch?oni?ta przez ocean" (18.04.1912).
Um?czone wieloletnim bólem cia?o by?o jakby skarbnic? duchowych owoców; w nim, podobnie jak w Chrystusie, trwa?a wieloletnia agonia, tajemnicze wspó?cierpienie z Jezusem, przynosz?ce tyle nadzwyczajnych ?ask dla innych. Aby jednak by? tak oddany innym, musia? wyzu? si? z samego siebie, wyzwoli? i niejako pozbawi? wszystkiego, co nie ma zwi?zku z Bogiem. Jego ?ycie przemieni?o si? w totaln? modlitw?, w obcowanie z Bogiem niemal ?twarz? w twarz", co przynale?y ju? osobom zbawionym. To by?o powo?anie do wspó?odkupienia, które wyniszcza?o go stopniowo pogr??aj?c coraz g??biej w tajemnicy paschalnej. Pascha by?a rzeczywisto?ci?, w któr? w??czy? si? ca?ym sob?, sta?a si? jego codziennym chlebem. ?Mi?o?? doskona?? ? mówi? ? nabywa si? dzi?ki posiadaniu przedmiotu tej mi?o?ci. Dlatego wst?powanie na Kalwari? jest owocne, cho? si? o tym nie wie". Wyznawa? ponadto: ?Jestem ukrzy?owany z mi?o?ci!"...?

 

Komentarze   

 
+1 #8 jolanta 2016-02-29 20:44
Bardzo prosze ojcze Pio o wyprostowanie mojego poskrecanego zycia,wyprostow anie moich sciezek,oraz o nawrocenie moich kochanych dzieci.Bog zaplac!
Cytować
 
 
+1 #7 klara 2015-07-07 06:56
Cytować
 
 
0 #6 Maria ?ujcja Oko? 2013-10-24 12:27
Cytować
 
 
0 #5 szczurekk 2012-09-18 06:47
Ojcze Pio wypro? u Boga ?ask? Mi?osierdzia dla naszej rodziny. Jeste? jak Piotr Opoka. Jeste? jak najlepszy Ojciec. Wstaw si? prosz? za nami.
Cytować
 
 
0 #4 wiesia 2012-09-09 21:04
Cytować
 
 
0 #3 witek 2012-04-08 01:34
?wietnie si? czyta ten tekst. Co? innego. Pi?kna polszczyzna. Ciekawe by?o ?e Ojciec Pio cierpia? pod czas Mszy ?wi?tej ?acz?c si? duchowo z Bogiem
Cytować
 
 
+1 #2 Zaskarbek 2010-11-28 07:30
Cytować
 
 
+1 #1 grzegorz 2010-09-23 02:24
Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież


Sonda

Czy przedsoborowa Msza Trydencka? (po ?acinie)
 

Polecany link, kliknij

Reklama

Kto jest teraz on-line

NaszÄ… witrynÄ™ przeglÄ…da teraz 64 goĹ›ci