DEMOKRACJA
Czytelnia - Publikacje religijne

 

DEMOKRACJA:
MO?LIWO?CI I ZAGRO?ENIA
 
22. Wspó?czesna demokracja
23. Powrót do Europy?
24. Macierzy?ska pami?? Ko?cio?a
25. Wertykalny wymiar dziejów Europy

 


 
22.
Wspó?czesna demokracja
 
Jako program wspó?czesnej demokracji rewolucja francuska rozpowszechni?a w ?wiecie has?o: ?wolno??, równo??, braterstwo?. Jak Ojciec ?wi?ty ocenia system demokratyczny w jego wspó?czesnym zachodnim wydaniu?
 
Refleksje snute dotychczas przybli?y?y nas do sprawy, która dla cywilizacji europejskiej zdaje si? szczególnie znamienna: jest to mianowicie sprawa demokracji, rozumianej nie tylko w sensie ustroju politycznego, ale tak?e pewnej postawy umys?owej i obyczajowej. Demokracja zakorzenia si? w tradycji greckiej, chocia? w antycznej Helladzie nie oznacza?a tego samego co we wspó?czesnych demokracjach. Znane jest klasyczne rozró?nienie pomi?dzy trzema odmianami ustroju politycznego: monarchi?, arystokracj? i demokracj?. Ka?dy z tych ustrojów daje w?asn? odpowied? na pytanie o to, kto jest pierwotnym podmiotem w?adzy Wedle koncepcji monarchicznej podmiotem tym jest jaka? jednostka: król, cesarz czy udzielny ksi???. W systemie arystokratycznym jest nim pewna grupa spo?eczna, która sprawuje w?adz? na podstawie szczególnych zas?ug, na przyk?ad na polu bitwy, pochodzenia czy zamo?no?ci, W ustroju demokratycznym natomiast podmiotem w?adzy jest ca?e spo?ecze?stwo, ca?y ?lud?, po grecku demos. Oczywi?cie, ca?e spo?ecze?stwo nie mo?e bezpo?rednio sprawowa? w?adzy, dlatego te? demokratyczna forma rz?dów opiera si? na strukturach w?adzy wy?anianych w drodze wolnych wyborów.
Wszystkie te trzy formy sprawowania rz?dów by?y urzeczywistniane w dziejach poszczególnych spo?ecze?stw i w dalszym ci?gu s? urzeczywistniane, z tym ?e tendencja wspó?czesna zdecydowanie zmierza ku ustrojowi demokratycznemu, jako najbardziej odpowiadaj?cemu rozumnej i spo?ecznej naturze cz?owieka, a w konsekwencji wymogom sprawiedliwo?ci spo?ecznej. Trudno bowiem nie przyj??, ?e je?eli spo?ecze?stwo sk?ada si? z ludzi, a cz?owiek jest istot? spo?eczn?, to jest konieczne dopuszczenie ka?dego do uczestnictwa - cho?by po?redniego - we w?adzy.
Patrz?c na polskie dzieje, mo?emy stwierdzi? stopniowe nast?powanie po sobie tych trzech form ustroju politycznego, ale tak?e ich przenikanie si?. Je?eli pa?stwo piastowskie mia?o charakter przede wszystkim monarchiczny, to od czasów jagiello?skich monarchia staje si? coraz bardziej konstytucyjna, a po wyga?ni?ciu dynastii, przy zachowaniu zwierzchnictwa monarchicznego, w?adza by?a oparta na oligarchii szlacheckiej. Poniewa? jednak podmiot w?adzy, jakim by?a szlachta, by? do?? rozleg?y, trzeba by?o uciec si? do jakiej? formy demokratycznego wyboru tych, którzy mieli reprezentowa? rody szlacheckie. W ten sposób zrodzi?a si? demokracja szlachecka. Tak wi?c monarchia konstytucyjna i demokracja szlachecka wspó?istnia?y ze sob? przez szereg wieków w tym samym pa?stwie. Je?eli stanowi?o to w pocz?tkowych fazach si?? pa?stwa polsko-litewsko-ruskiego, to z biegiem czasu i wraz ze zmiana sytuacji coraz bardziej objawia?a si? s?abo?? i niewydolno?? tego ustroju, które doprowadzi?y do utraty niepodleg?o?ci.
Po odzyskaniu niepodleg?o?ci Rzeczpospolita Polska ukonstytuowa?a si? jako pa?stwo demokratyczne, z prezydentem i z dwuizbowym parlamentem. Po upadku tak zwanej Polski Ludowej w 1989 roku Trzecia Rzeczpospolita wróci?a do ustroju analogicznego do tego, który funkcjonowa? przed II wojn? ?wiatow?. Je?eli chodzi o okres Polski Ludowej, trzeba powiedzie?, ?e chocia? nazwa?a siebie ?demokracj? ludow??, faktycznie w?adza spoczywa?a w r?ku partii komunistycznej (oligarchia partyjna), a pierwszy sekretarz tej partii by? zarazem pierwsz? osob? w ?yciu politycznym kraju.
Ca?y ten retrospektywny przegl?d historii ró?nych form sprawowania rz?dów pozwala nam lepiej zrozumie? etyczno-spo?eczne znaczenie za?o?e? demokratycznych ustroju. O ile w ustrojach monarchicznych i oligarchicznych (na przyk?ad polska demokracja szlachecka) cz??? spo?ecze?stwa (cz?sto jego ogromna wi?kszo??) skazana jest na rol? warstw biernych czy te? podporz?dkowanych, poniewa? w?adza spoczywa w r?kach mniejszo?ci, o tyle w za?o?eniu demokratycznym to powinno by? wykluczone. Czy w rzeczywisto?ci jest wykluczone? Pewne sytuacje, jakie zachodz? w demokracji, usprawiedliwiaj? to pytanie. W ka?dym razie, bior?c pod uwag? same za?o?enia, katolicka etyka spo?eczna sk?ania si? do rozwi?zania demokratycznego jako tego, które - jak powiedzia?em - bardziej odpowiada rozumnej i spo?ecznej naturze cz?owieka. Równocze?nie za? daleka jest od ?kanonizowania? tego ustroju. Pozostaje prawd?, ?e ka?de z tych rozwi?za? ustrojowych - monarchia, arystokracja i demokracja - mo?e pod ?ci?le okre?lonymi warunkami s?u?y? realizowaniu tego, co jest istotnym celem w?adzy, to znaczy dobra wspólnego. Koniecznym za?o?eniem ka?dego rozwi?zania jest jednak poszanowanie fundamentalnych norm etycznych. Ju? dla Arystotelesa polityka nie jest niczym innym, jak tylko etyk? spo?eczn?. Znaczy to, ?e od odpowiednich cnót zale?y, czy dany ustrój nie ulegnie wypaczeniu. Ró?ne formy wypaczenia ustroju znalaz?y ju? w tradycji greckiej w?a?ciwe nazwy. I tak monarchia mo?e wyrodzi? si? w tyrani?; a dla form patologicznych demokracji Polibiusz uku? nazw? ?ochlokracja?, czyli panowanie t?umu.
Po upadku ideologii XX-wiecznych, a zw?aszcza po upadku komunizmu, nadzieje wielu narodów zwi?za?y si? z demokracj?. W?a?nie w tym kontek?cie wypada zapyta?: czym powinna by? demokracja? Cz?sto s?yszy si? twierdzenie, ?e dzi?ki demokracji tworzy si? prawdziwe pa?stwo prawa. W tym systemie bowiem ?ycie spo?eczne jest regulowane prawem stanowionym przez parlamenty, które sprawuj? w?adz? ustawodawcz?. W tych zgromadzeniach s? opracowywane normy, które reguluj? post?powanie obywateli w ró?nych zakresach ?ycia spo?ecznego. Oczywi?cie, ka?da dziedzina ?ycia wymaga specjalnego ustawodawstwa, które pozwoli jej prawid?owo si? rozwija?. Pa?stwo prawa wype?nia w ten sposób postulat ka?dej demokracji: tworzenia spo?ecze?stwa wolnych obywateli, którzy razem wytrwale d??? do dobra wspólnego.
Po tym wszystkim, co zosta?o powiedziane, mo?e si? okaza? u?yteczne odwo?anie si? raz jeszcze do dziejów Izraela. By?a mowa o Abrahamie, który by? cz?owiekiem wiary w obietnic? Boga. Sta? si? ojcem wielu narodów, przez to ?e przyj?? z ufno?ci? Bo?e s?owo. To znacz?ce, ?e w tym kontek?cie odwo?uj? si? do Abrahama zarówno synowie i córki Izraela, jak te? i chrze?cijanie. Powo?uj? si? na niego równie? muzu?manie. Trzeba jednak od razu sprecyzowa?, ?e nie Abraham stoi u podstaw narodu izraelskiego jako zorganizowanego spo?ecze?stwa, ale Moj?esz. To Moj?esz wyprowadzi? swoich rodaków z ziemi egipskiej, a podczas w?drówki na pustyni sta? si? prawdziwym twórc? pa?stwa prawa w biblijnym tego s?owa znaczeniu. Jest to kwestia, któr? trzeba tu szczególnie uwydatni?: Izrael, jako lud wybrany przez Boga, by? spo?ecze?stwem teokratycznym, dla którego Moj?esz by? nie tylko charyzmatycznym przywódc?, ale tak?e prorokiem. Jego zadaniem by?o w imieniu Boga budowa? prawno-religijne podstawy egzystencji Izraela. W tej dzia?alno?ci Moj?esza kluczowym momentem by?o wydarzenie, które rozegra?o si? u podnó?a góry Synaj. Tam bowiem zosta?o zawarte przymierze Boga z narodem izraelskim, którego podstaw? by?o prawo, jakie Moj?esz otrzyma? od Boga na górze. Zasadniczo prawo to stanowi? Dekalog: dziesi?? s?ów, dziesi?? zasad post?powania, bez których ?adna ludzka wspólnota, ?aden naród ani te? spo?eczno?? mi?dzynarodowa nie mo?e si? urzeczywistni?. Przykazania wyryte na dwóch tablicach, które Moj?esz otrzyma? na Synaju, s? równocze?nie wypisane w sercu cz?owieka. Uczy tego ?w. Pawe? w Li?cie do Rzymian: ?Tre?? Prawa wypisana jest w ich sercach, gdy jednocze?nie ich sumienie staje jako ?wiadek? (2, 15). Boskie prawo Dekalogu ma moc wi???c? jako prawo natury równie? dla tych, którzy nie akceptuj? Objawienia: nie zabijaj, nie cudzo?ó?, nie kradnij, nie mów fa?szywego ?wiadectwa, czcij ojca i matk? swoj?... Ka?de z tych s?ów kodeksu synajskiego bierze w obron? jakie? podstawowe dobro ?ycia i wspó??ycia ludzkiego. Je?eli kwestionuje si? to prawo, wspó??ycie ludzkie staje si? niemo?liwe, a egzystencja moralna cz?owieka na ró?ne sposoby zagro?ona. Moj?esz, który schodzi z góry, nios?c tablice Przykaza?, nie jest ich autorem. Jest raczej s?ug? i rzecznikiem tego Prawa, które Bóg da? mu na Synaju. Na ich podstawie sformu?uje on potem bardzo szczegó?owy kodeks post?powania, który przeka?e synom i córkom Izraela w Pi?cioksi?gu.
Chrystus potwierdzi? Dekalog jako podstaw? chrze?cija?skiej moralno?ci, uwydatniaj?c równocze?nie jego syntez? zawart? w przykazaniach mi?o?ci Boga i bli?niego. Wiadomo równie?, ?e znaczenie, jakie nadaje On w Ewangelii okre?leniu ?bli?ni?, ma charakter uniwersalny Mi?o??, do której zobowi?zany jest chrze?cijanin, obejmuje wszystkich ludzi, równie? nieprzyjació?. Kiedy pisa?em studium Mi?o?? i odpowiedzialno??, to najwi?ksze przykazanie Ewangelii ukaza?o mi si? jako norma personalistyczna. W?a?nie dlatego, ?e cz?owiek jest bytem osobowym, nie mo?emy odda? tego, co si? mu nale?y, inaczej, jak tylko kochaj?c go. Tak jak mi?o?? jest najwi?kszym przykazaniem w odniesieniu do Boga-Osoby, tak te? mi?o?? jest fundamentalnym obowi?zkiem w odniesieniu do osoby ludzkiej, stworzonej na obraz i podobie?stwo Boga.
Ten w?a?nie pochodz?cy od Boga kodeks moralno?ci, prawo zatwierdzone w Starym i Nowym Przymierzu, jest nienaruszaln? podstaw? równie? ka?dego ludzkiego prawodawstwa w jakimkolwiek ustroju, a w szczególno?ci w ustroju demokratycznym. Prawo stanowione przez cz?owieka, przez parlamenty i ka?d? inn? instancj? prawodawcz?, nie mo?e pozostawa? w sprzeczno?ci z prawem natury, czyli ostatecznie z odwiecznym prawem Boga. ?w. Tomasz sformu?owa? znan? definicj? prawa: Lexest quaedam rationis ordinatio ad bonum comune, ab eo qui curam communitatis habet promulgata - ?Prawo jest to rozporz?dzenie rozumu dla dobra wspólnego nadane i publicznie obwieszczone przez tego, kto ma piecz? nad wspólnot??. Jako ?rozporz?dzenie rozumu?, prawo zasadza si? na prawdzie bytu: prawdzie o Bogu, prawdzie o cz?owieku, prawdzie o ca?ej rzeczywisto?ci stworzonej. Ta prawda wyra?a si? w prawie naturalnym, którego aplikacj? do konkretnych sytuacji spo?ecznych jest prawo stanowione. Prawodawca dodaje do tego akt promulgacji. Tak by?o na Synaju, gdy chodzi o prawo Bo?e, i tak jest w parlamentach, gdy chodzi o ró?ne formy prawodawstwa stanowionego.
Dotykamy w tym miejscu sprawy o zasadniczej wadze dla historii Europy w XX wieku. Przecie? to parlament legalnie wybrany pozwoli? na powo?anie do w?adzy Hitlera w Niemczech w latach trzydziestych, a z kolei ten sam Reichstag, udzielaj?c plenipotencji (Ermäachtigungsgesetz) Hitlerowi, otworzy? drog? do politycznej inwazji na Europ?, do tworzenia obozów koncentracyjnych i do wprowadzenia w ?ycie tak zwanego ?ostatecznego rozwi?zania" kwestii ?ydowskiej, czyli eksterminacji milionów synów i córek Izraela. Wystarczy przywo?a? na pami?? tylko ten jeden bliski nam w czasie cykl wydarze?, a?eby zobaczy? jasno, ?e prawo stanowione przez cz?owieka ma swoje granice, których nie mo?e przekracza?.
S? to granice wyznaczone przez prawo natury, za pomoc? którego Bóg sam chroni podstawowe dobra cz?owieka. Zbrodnie hitlerowskie doczeka?y si? swojej Norymberg!, gdzie winni zostali os?dzeni i ponie?li kar? wed?ug ludzkiego wymiaru sprawiedliwo?ci. Jednak jest wiele przypadków, w których brakuje tego ostatniego dope?nienia, cho? zawsze pozostaje najwy?szy trybuna? Boskiego Prawodawcy. G??boka tajemnica okrywa sposób, w jaki Sprawiedliwo?? i Mi?osierdzie spotykaj? si? w Bogu w s?dzie nad lud?mi i dziejami ludzko?ci.
W tej perspektywie, jak ju? mówi?em, na pocz?tku nowego stulecia i tysi?clecia trzeba wysuwa? zastrze?enia wobec postanowie? prawnych, jakie zosta?y zadecydowane w parlamentach wspó?czesnych demokracji. Najbardziej bezpo?rednie odniesienie, jakie przychodzi na my?l, to prawa aborcyjne. Kiedy jaki? parlament zezwala na przerywanie ci??y, zgadzaj?c si? na zabicie dziecka w ?onie matki, pope?nia powa?ne nadu?ycie w stosunku do istoty ludzkiej niewinnej, a ponadto pozbawionej jakiejkolwiek mo?liwo?ci samoobrony. Parlamenty, które stanowi? i promulguj? podobne prawa, musz? by? ?wiadome tego, ?e przekraczaj? swoje kompetencje i pozostaj? w jawnym konflikcie z prawem Bo?ym i z prawem natury.
 


 
23.
Powrót do Europy?
 
Bardzo aktualnym zagadnieniem jest odniesienie Polski do nowej Europy. Mo?na si? pyta?, jakie tradycje wi??? Polsk? ze wspó?czesn? Europ? Zachodni?. Czy mog? zrodzi? si? problemy na skutek niedawnego w??czenia jej w organizmy europejskie? Jak Ojciec ?wi?ty widzi miejsce i rol? Polski w Europie?
 
Po upadku komunizmu w Polsce zacz?to lansowa? tez? o konieczno?ci powrotu do Europy. Oczywi?cie, by?y uzasadnione racje, które przemawia?y na rzecz takiego postawienia kwestii. Niew?tpliwie bowiem system totalitarny narzucony ze Wschodu oddziela? nas od Europy. Tak zwana ??elazna kurtyna? by?a tego wymownym symbolem. Równocze?nie jednak, z innego punktu widzenia, teza o ?powrocie do Europy? nie wydawa?a si? poprawna, równie? w stosunku do ostatniego okresu naszej historii. Chocia? bowiem politycznie zostali?my oddzieleni od reszty kontynentu, to przecie? Polacy nie szcz?dzili w tych latach wysi?ku, aby wnie?? w?asny wk?ad w tworzenie nowej Europy. Jak nie wspomnie? w tym kontek?cie o heroicznej walce z nazistowskim agresorem w roku 1939, a tak?e powstania, jakim w 1944 roku Warszawa zareagowa?a na horror okupacji. Znacz?cy by? potem rozwój ?Solidarno?ci?, który doprowadzi? do upadku systemu totalitarnego na Wschodzie - nie tylko w Polsce, ale i w krajach s?siednich. Trudno wi?c zgodzi? si? bez u?ci?le? z tez?, wed?ug której Polska ?musia?a wraca? do Europy?. Polska ju? by?a w Europie, skoro aktywnie uczestniczy?a w jej tworzeniu. Mówi?em o tym na wielu miejscach podczas moich podró?y do Polski. Mówi?em o tym przy ró?nych okazjach, w pewnym sensie protestuj?c przeciw krzywdzie, jak? si? wyrz?dza Polsce i Polakom poprzez fa?szywie rozumian? tez? o ?powrocie? do Europy.
Ten protest sk?ania mnie do spojrzenia na dzieje Polski i zapytania, jaki by? wk?ad narodu w formowanie tak zwanego ducha europejskiego. Si?gaj?c w dalek? przesz?o??, mo?na powiedzie?, ?e to wspó?tworzenie zacz??o si? ju? od chrztu Polski, a zw?aszcza od Zjazdu Gnie?nie?skiego w roku 1000. Przyjmuj?c chrzest z pobratymczych Czech, pierwsi w?adcy Polski piastowskiej tworzyli w tym miejscu Europy struktur? pa?stwow?, która pomimo swoich historycznych s?abo?ci zdo?a?a przetrwa? napór z Zachodu (niemiecki Drang nach Osten). ?yj?ce na ziemiach na zachód od Polski plemiona s?owia?skie uleg?y tej presji. Polska za? by?a zdolna przeciwstawi? si? i sta?a si? wr?cz bastionem dla ró?nych zewn?trznych naporów.
My, Polacy, wspó?tworzyli?my zatem Europ?, uczestniczyli?my w rozwoju historii naszego kontynentu, broni?c go równie? zbrojnie. Wystarczy przypomnie? cho?by bitw? pod Legnic? (1241 r.), gdzie Polska zatrzyma?a najazd Mongo?ów na Europ?. A co powiedzie? o ca?ej sprawie krzy?ackiej, która znalaz?a swój rezonans na Soborze w Konstancji (1414-1418)? Jednak?e wk?ad Polski nie mia? wy??cznie charakteru militarnego. Równie? na p?aszczy?nie kultury Polska wnios?a w?asny wk?ad w tworzenie Europy. Bardzo cz?sto w tym wymiarze przypomina si? zas?ugi szko?y w Salamance, a zw?aszcza hiszpa?skiego dominikanina Francisca de Vitorii (1492-1546) w opracowywaniu prawa mi?dzynarodowego. S?usznie. Nie mo?na jednak zapomina?, ?e du?o wcze?niej Pawe? W?odkowic (1370-1435) g?osi? te same zasady, jako fundament uporz?dkowanego wspó??ycia narodów. Nie nawracanie mieczem, ale przekonywanie - Plus ratio quam vis - to z?ota zasada Uniwersytetu Jagiello?skiego, który dla kultury europejskiej mia? olbrzymie zas?ugi. Na tym uniwersytecie wyk?adali wybitni uczeni, na przyk?ad Mateusz z Krakowa (1330-1410) czy Miko?aj Kopernik (1473-1543). Trudno tu nie przypomnie? jeszcze jednego faktu historycznego: w okresie kiedy Europa Zachodnia pogr??a?a si? w wojnach religijnych po reformacji, którym usi?owano zapobiega?, przyjmuj?c nies?uszn? zasad?: Cuius regio eius religio, ostatni z Jagiellonów, Zygmunt August stwierdza? uroczy?cie; ?Nie jestem królem waszych sumie??. Istotnie, nie by?o w Polsce wojen religijnych. By?a natomiast tendencja ku porozumieniom i uniom: z jednej strony, w polityce, unia z Litw?, a z drugiej, w ?yciu ko?cielnym, unia brzeska zawarta pod koniec XVI wieku pomi?dzy Ko?cio?em katolickim a chrze?cijanami wschodniego obrz?dku. Chocia? o tym wszystkim bardzo ma?o si? wie na Zachodzie, nie mo?na nie uznawa? istotnego wk?adu Polski w kszta?towanie chrze?cija?skiego ducha Europy Dzi?ki temu w?a?nie wiek XVI s?usznie jest nazywany ?z?otym wiekiem? Polski.
Wiek XVII natomiast, zw?aszcza druga jego cz???, ods?ania pewne znamiona kryzysu zarówno w polityce - wewn?trznej i mi?dzynarodowej - jak te? w ?yciu religijnym. Z tego punktu widzenia obrona Jasnej Góry w 1655 roku ma nie tylko charakter pewnego cudu historycznego, ale tak?e mo?e by? interpretowana jako ostrze?enie na przysz?o?? w sensie wezwania do baczno?ci wobec zagro?enia, które pochodzi?o z Zachodu zdominowanego zasad? cuius regio eius religio, a tak?e ze Wschodu, gdzie coraz bardziej umacnia?a si? wszechw?adza carów. W ?wietle tych wydarze? mo?na by powiedzie?, ?e je?eli Polacy zawinili w czym? wobec Europy i ducha europejskiego, to zawinili przez to, ?e pozwolili zniszczy? wspania?e dziedzictwo XV i XVI stulecia.
Wiek XVIII jest okresem wielkiego upadku. Polacy pozwolili zniszczy? dziedzictwo Jagiellonów, Stefana Batorego i Jana III Sobieskiego, Nie mo?na zapomnie? o tym, ?e jeszcze pod koniec XVII wieku w?a?nie Jan III Sobieski ocali? Europ? przed zagro?eniem otoma?skim w bitwie pod Wiedniem (1683). To by?o zwyci?stwo, które oddali?o od Europy niebezpiecze?stwo na d?ugi czas. W pewnym sensie powtórzy?o si? pod Wiedniem to, co wydarzy?o si? w XIII wieku pod Legnic?. W XVIII wieku Polacy zawinili tym, ?e nie ustrzegli dziedzictwa, którego ostatnim obro?c? by? zwyci?zca spod Wiednia. Wiadomo, ?e powierzenie narodu królom z dynastii saskiej dokona?o si? pod presj? zewn?trzn?, zw?aszcza Rosji, która d??y?a do zniszczenia nie tylko Rzeczypospolitej, ale tak?e tych warto?ci, których by?a ona wyrazem. Polacy w ci?gu XVIII wieku nie zdobyli si? na to, aby ten proces rozk?adowy zahamowa?, a?eby obroni? si? przed niszcz?cym wp?ywem liberum veto. Szlachta nie zdoby?a si? na przywrócenie praw stanu trzeciego, a przede wszystkim praw wielkich rzesz ch?opów polskich przez uw?aszczenie ich i uczynienie obywatelami wspó?odpowiedzialnymi za Rzeczpospolit?. To s? starodawne winy spo?ecze?stwa szlacheckiego, a zw?aszcza znacznej cz??ci arystokracji, dygnitarzy pa?stwowych i niestety tak?e niektórych dygnitarzy ko?cielnych.
W tym wielkim rachunku sumienia z naszego wk?adu do Europy trzeba wi?c w szczególny sposób zatrzyma? si? na historii wieku XVIII. Pozwoli nam to z jednej strony zda? sobie spraw?, jak rozleg?y jest bilans win i zaniedba?, z drugiej jednak - u?wiadomi? sobie to wszystko, co w wieku XVIII by?o pocz?tkiem odnowy. Jak nie wspomnie? na przyk?ad Komisji Edukacji Narodowej, pierwszych prób zbrojnego oporu wobec zaborców, a przede wszystkim wielkiego dzie?a Sejmu Czteroletniego? Szala win i zaniedba? by?a jednak przewa?aj?ca i dlatego Polska upad?a. Jednak?e upadaj?c, zabra?a ze sob? w testamencie to wszystko, co mia?o si? sta? zaczynem odbudowy jej niepodleg?o?ci, a tak?e jej pó?niejszego wk?adu w budow? Europy. Ten nast?pny etap mia? si? jednak rozpocz?? dopiero po upadku XIX-wiecznych systemów i tak zwanego ?wi?tego Przymierza.
Po odzyskaniu niepodleg?o?ci w 1918 roku Polska mog?a znowu aktywnie uczestniczy? w wspó?tworzeniu Europy Dzi?ki niektórym politykom, a tak?e wybitnym ekonomistom by?o mo?liwe osi?gni?cie w krótkim czasie wielkich rezultatów. Wprawdzie na Zachodzie, zw?aszcza w Wielkiej Brytanii, patrzono na Polsk? z pow?tpiewaniem, jednak naród z roku na rok stawa? si? coraz bardziej godnym zaufania partnerem w powojennej Europie. By? to tak?e partner odwa?ny, co sta?o si? jasne w roku 1939: kiedy demokracje zachodnie ?udzi?y si?, ?e mog? co? uzyska?, paktuj?c z Hitlerem, Polska zdoby?a si? na stawienie czo?a wojnie, która z punktu widzenia si? militarnych i technicznych by?a bardzo nierówna. W?adze polskie uzna?y, ?e w tym momencie by?o to nieodzowne, a?eby obroni? przysz?o?? Europy i europejsko?ci.
Kiedy wieczorem 16 pa?dziernika 1978 roku stan??em po raz pierwszy na balkonie Bazyliki ?w. Piotra, aby pozdrowi? rzymian i pielgrzymów zgromadzonych na placu w oczekiwaniu na wynik konklawe, powiedzia?em, ?e przychodz? z ?dalekiego kraju?. W gruncie rzeczy ta odleg?o?? w sensie geograficznym nie by?a tak wielka. Samoloty pokonywa?y j? zaledwie w dwie godziny. Mówi?c o daleko?ci, mia?em na my?li istniej?c? jeszcze w tamtym momencie ??elazn? kurtyn??. Papie?, który przychodzi? spoza ??elaznej kurtyny?, w prawdziwym sensie tego s?owa przychodzi? z daleka, chocia? w rzeczywisto?ci przychodzi? z samego centrum Europy. Przecie? geograficzne centrum Europy znajduje si? w?a?nie na terenie Polski.
W latach istnienia ??elaznej kurtyny? zapomniano o Europie ?rodkowej. Stosowano do?? mechanicznie podzia? na Zachód i Wschód, uznaj?c Berlin, stolic? Niemiec, za miasto-symbol, przynale??ce jedn? sw? cz??ci? do Niemiec Federalnych, a drug? do Niemieckiej Republiki Demokratycznej. W rzeczywisto?ci ten podzia? by? ca?kowicie sztuczny. S?u?y? celom politycznym i militarnym. Wyznacza? granice dwóch bloków, ale nie liczy? si? z histori? ludów. Polakom trudno by?o przyj?? do wiadomo?ci, ?e nale?? do Wschodu, zw?aszcza bior?c pod uwag? fakt, i? w?a?nie w tych latach granice Polski zosta?y przesuni?te na Zachód. Przypuszczam, ?e tak samo trudno by?o to zaakceptowa? Czechom, S?owa kom czy W?grom, a tak?e Litwinom, ?otyszom czy Esto?czykom.
Z tego punktu widzenia powo?anie papie?a z Polski, z Krakowa, mog?o mie? wymow? niejako symboliczn?. Nie by?o to jedynie powo?anie konkretnego cz?owieka, ale ca?ego Ko?cio?a, z którym by? on zwi?zany od urodzenia; po?rednio by?o to tak?e powo?anie narodu, do którego nale?a?. Zdaje mi si?, ?e t? spraw? szczególnie jasno widzia? i wyrazi? kard. Stefan Wyszy?ski. Osobi?cie by?em zawsze przekonany, ?e wybór Polaka na papie?a t?umaczy? si? tym, czego Prymas Tysi?clecia wraz z Episkopatem i Ko?cio?em polskim potrafili dokona? w warunkach ogranicze?, ucisku i prze?ladowa?, jakim byli poddani w tamtych trudnych latach.
Chrystus powiedzia? kiedy? do Aposto?ów, posy?aj?c ich na kra?ce ziemi: ?B?dziecie mi ?wiadkami? (Dz 1, 8). Wszyscy chrze?cijanie s? wezwani do ?wiadczenia o Chrystusie. W szczególny sposób s? do tego powo?ani pasterze Ko?cio?a. Powo?uj?c na Stolic? Rzymsk? kardyna?a z Polski, konklawe dokona?o znacz?cego wyboru: tak jak gdyby za??da?o ?wiadectwa Ko?cio?a, z którego ten kardyna? przychodzi? - jakby go za??da?o dla dobra Ko?cio?a powszechnego. W ka?dym razie wybór ten mia? dla Europy i dla ?wiata szczególn? wymow?. Do tradycji bowiem nale?a?o, od prawie pi?ciu wieków, ?e rzymsk? Stolic? ?w. Piotra przejmowali kardyna?owie w?oscy Wybór Polaka nie móg? nie oznacza? jakiego? prze?omu. ?wiadczy? o tym, ?e konklawe, id?c za wskazaniami Soboru, stara?o si? odczytywa? ?znaki czasu? i w ich ?wietle kszta?towa? swoje decyzje.
W tym kontek?cie mo?na by si? tak?e zastanawia? nad wk?adem Europy ?rodkowo-Wschodniej w tworzenie si? dzi? Europy zjednoczonej. Mówi?em na ten temat przy ró?nych okazjach. Jak mi si? wydaje, najbardziej znacz?cym wk?adem, jaki narody tego regionu mog? zaoferowa?, jest obrona w?asnej to?samo?ci. Narody Europy ?rodkowo-Wschodniej pomimo wszystkich przeobra?e? narzuconych przez dyktatur? komunistyczn? zachowa?y swoj? to?samo??, a poniek?d nawet j? umocni?y. Walka o to?samo?? narodow? by?a dla nich walk? o przetrwanie. Dzisiaj obie cz??ci Europy -zachodnia i wschodnia - ponownie si? zbli?aj?. To zjawisko, samo w sobie jak najbardziej pozytywne, nie jest pozbawione ryzyka. Wydaje mi si?, ?e podstawowym zagro?eniem dla Europy Wschodniej jest jakie? przy?mienie w?asnej to?samo?ci. W okresie samoobrony przed totalitaryzmem marksistowskim ta cz??? Europy przeby?a drog? duchowego dojrzewania, dzi?ki czemu pewne istotne dla ?ycia ludzkiego warto?ci mniej si? tam zdewaluowa?y ni? na Zachodzie. Tam ?ywe jest jeszcze na przyk?ad przekonanie, i? to Bóg jest najwy?szym gwarantem godno?ci cz?owieka i jego praw. Na czym wobec tego polega ryzyko? Polega ono na bezkrytycznym uleganiu wp?ywom negatywnych wzorców kulturowych rozpowszechnionych na Zachodzie. Dla Europy ?rodkowo-Wschodniej, w której tendencje te mog? jawi? si? jako rodzaj ?promocji kulturowej?, jest to dzisiaj jedno z najpowa?niejszych wyzwa?. My?l?, i? w?a?nie z tego punktu widzenia toczy si? tutaj jakie? wielkie duchowe zmaganie, od którego zale?e? b?dzie oblicze Europy tworz?ce si? na pocz?tku tego tysi?clecia.
W roku 1994 odby?o si? w Castel Gandolfo sympozjum na temat to?samo?ci europejskich spo?ecze?stw (Identityin Change). Pytanie, wokó? którego toczy?a si? debata, dotyczy?o zmian, jakie wydarzenia XX wieku wprowadzi?y w ?wiadomo?ci to?samo?ci europejskiej i to?samo?ci narodowej w kontek?cie nowoczesnej cywilizacji. Na pocz?tku sympozjum Paul Ricoeur mówi? o znaczeniu pami?ci i zapominania, jako dwóch przeciwstawnych sil dzia?aj?cych w historii cz?owieka i spo?ecze?stw. Pami?? jest t? si??, która tworzy to?samo?? istnie? ludzkich, zarówno na p?aszczy?nie osobowej, jak i zbiorowej. Przez pami?? bowiem w psychice osoby tworzy si? poniek?d i krystalizuje poczucie to?samo?ci.
Po?ród wielu interesuj?cych stwierdze?, które wówczas us?ysza?em, jedno szczególnie mnie uderzy?o. Chrystus zna? to prawo pami?ci i w momencie kluczowym swego pos?annictwa do niego si? odwo?a?. Kiedy ustanawia? Eucharysti? podczas Ostatniej Wieczerzy, powiedzia?: ?To czy?cie na moj? pami?tk?? (Hoc facite in meam commemorationem: ?k 22, 19). Pami?tka mówi o pami?ci. Tak wi?c Ko?ció? jest poniek?d ?yw? ?pami?ci?? Chrystusa: Chrystusowego misterium, Jego m?ki, ?mierci i zmartwychwstania, Jego Cia?a i Krwi. T? ?pami??? realizuje si? poprzez Eucharysti?. Wynika st?d, ?e chrze?cijanie, celebruj?c Eucharysti?, to jest przywo?uj?c na ?pami??? swego Pana, nieustannie odkrywaj? swoj? to?samo??. Eucharystia wyra?a co? najg??bszego, a zarazem najbardziej uniwersalnego - ?wiadczy o przebóstwieniu cz?owieka i nowego stworzenia w Chrystusie. Mówi o odkupieniu ?wiata. Ale ta pami?? odkupienia i przebóstwienia cz?owieka, tak bardzo dog??bna i uniwersalna, jest równocze?nie ?ród?em wielu innych wymiarów pami?ci cz?owieka i ludzkich wspólnot. Pozwala ona cz?owiekowi rozumie? siebie w jakim? najg??bszym zakorzenieniu, a zarazem w ostatecznej perspektywie swego cz?owiecze?stwa. Pozwala ona równie? rozumie? ró?ne wspólnoty, w których kszta?tuj? si? jego dzieje: rodzin?, ród i naród. Pozwala te? wnika? w dzieje j?zyka i kultury, w dzieje wszystkiego, co jest prawdziwe, dobre i pi?kne.
 


 
24.
Macierzy?ska pami?? Ko?cio?a

 
W ró?nych cz??ciach ?wiata dokonuj? si? w ostatnich dziesi?cioleciach ogromne zmiany i du?o mówi si? o potrzebie dostosowania si? Ko?cio?a do nowej rzeczywisto?ci kulturowej. Pojawia si? zatem równie? pal?ce pytanie o to?samo?? Ko?cio?a. Jak Ojciec ?wi?ty okre?li?by podstawy tej to?samo?ci?
 
Aby odpowiedzie? na to pytanie, trzeba przywo?a? jeszcze inny wymiar tego samego zagadnienia. Zapisuj?c wydarzenia Jezusowego dzieci?ctwa, ?w. ?ukasz stwierdza: ?A Matka Jego chowa?a wiernie wszystkie te sprawy w swym sercu? (?k 2, 51). Chodzi o wspomnienia s?ów, a jeszcze bardziej wydarze? zwi?zanych z wcieleniem Syna Bo?ego. Maryja zachowywa?a w swym sercu tajemnic? Zwiastowania, bo by? to moment pocz?cia si? w Jej ?onie S?owa Wcielonego (por. J 1, 14). Zachowywa?a pami?? miesi?cy, kiedy to S?owo by?o ukryte w Jej ?onie. A potem nadszed? moment Bo?ego narodzenia i wszystkiego, co temu wydarzeniu towarzyszy?o. Maryja zachowywa?a w sercu, ?e Jezus narodzi? si? w Betlejem; ?e z braku miejsca w gospodzie musia? przyj?? na ?wiat w stajni (por. ?k 2, 7). Jego narodzinom towarzyszy?a jaka? nadziemska atmosfera: pasterze z pobliskich pól przybiegli, a?eby pok?oni? si? Dzieci?tku (por. ?k 2, 15-17); potem przybyli do Betlejem trzej M?drcy ze Wschodu (por. Mt 2,1-12); potem wraz z Józefem Maryja musia?a ucieka? do Egiptu, a?eby ocali? Syna przed okrucie?stwem Heroda (por. Mt 2, 13-15). To wszystko zapisywa?o si? w pami?ci Maryi i, jak s?usznie si? wnioskuje, zosta?o przez Ni? przekazane ?ukaszowi, który by? Jej szczególnie bliski. Zosta?o tak?e przekazane Janowi, któremu Jezus odda? Matk? w godzinie ?mierci.
Wprawdzie ca?? Ewangeli? dzieci?ctwa Jezusa streszcza Jan w jednym zdaniu: ?A S?owo sta?o si? cia?em i zamieszka?o w?ród nas? (1, 14), oprawiaj?c to jedno zdanie we wspania?y Prolog swej Ewangelii, jednak potem wy??cznie u Jana znajdujemy opis pierwszego cudu dokonanego przez Jezusa na pro?b? Matki (por. J 2, 1-11). I tylko Jan zachowa? s?owa, w których Jezus w godzinie konania zawierzy? mu swoj? Matk? (por. J 19, 26-27). ?A Matka Jego chowa?a wiernie wszystkie te sprawy w swym sercu?.
Pami?? Maryi jest szczególnym ?ród?em poznania Chrystusa, ?ród?em z niczym nieporównywalnym. Maryja jest ?wiadkiem nie tylko tajemnicy wcielenia, w której realizacji ?wiadomie wspó?pracowa?a. Krok po kroku ?ledzi?a Ona post?puj?cy proces objawiania si? Syna, który dorasta? u Jej boku. Wydarzenia z tym zwi?zane znane s? z Ewangelii: dwunastoletni Jezus pozwala Maryi zorientowa? si?, ?e jest wezwany do szczególnej misji, któr? otrzyma? od Ojca (por. ?k 2, 49). Potem, kiedy opu?ci dom nazareta?ski, Matka pozostanie zawsze w jaki? sposób z Nim zwi?zana: tak mo?na s?dzi?, bior?c pod uwag? cud w Kanie Galilejskiej (por. J 2,1-11) i inne epizody (por. Mk 2, 31-35; Mt 12, 46-50; ?k 8, 19-21).
Maryja b?dzie ?wiadkiem powo?ania Aposto?ów, a wreszcie ca?ej tajemnicy pasyjnej i jej wype?nienia na Kalwarii (por. J 19, 25-27). Chocia? nigdzie nie jest to zapisane w tekstach biblijnych, mo?na s?dzi?, ?e by?a równie? pierwsz?, której ukaza? si? Zmartwychwsta?y W ka?dym razie Maryja jest obecna przy Jego Wniebowst?pieniu, jest z Aposto?ami w wieczerniku, gdy oczekuj? na Zes?anie Ducha ?wi?tego, i jest ?wiadkiem narodzin Ko?cio?a w dniu Pi??dziesi?tnicy.
Otó? ta macierzy?ska pami?? Maryi jest szczególnie wa?na dla bosko-ludzkiej to?samo?ci Ko?cio?a. Mo?na powiedzie?, ?e z tej pami?ci Maryi czerpie pami?? nowego Ludu Bo?ego, wci?? na nowo prze?ywaj?cego w celebracji eucharystycznej czyny i s?owa Chrystusa poznane równie? z ust Matki Bo?ej. Ostatecznie pami?? Ko?cio?a jest równie? pami?ci? matczyn?, bo Ko?ció? jest matk?, która pami?ta. Ko?ció? zachowuje w znacznej mierze to, co jest ?ywe we wspomnieniach Maryi.
Pami?? Ko?cio?a rozrasta si?, w miar? jak zaczyna si? on rozrasta?; to wzrastanie dokonuje si? przede wszystkim przez ?wiadectwo Aposto?ów i przez cierpienie m?czenników. Jest to pami??, która stopniowo wyra?a si? w historii, od Dziejów Apostolskich, ale która nie uto?samia si? bez reszty z histori?. Jest czym? swoistym. U?ywaj?c terminu technicznego, trzeba powiedzie?, ?e uto?samia si? z Tradycj?. To s?owo mówi o czynnej funkcji pami?tania i przekazywania. Bo czym?e innym jest Tradycja, je?li nie staraniem podj?tym przez Ko?ció?, by przekazywa? (po ?acinie tradere) tajemnic? Chrystusa i ca?o?? Jego nauczania, jakie Ko?ció? zachowuje w pami?ci? Jest to zadanie, w którym Ko?ció? jest stale wspierany przez Ducha ?wi?tego. W momencie rozstania Chrystus mówi do Aposto?ów o Duchu ?wi?tym: ?On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedzia?em? (J 14, 26). Kiedy wi?c Ko?ció? sprawuje Eucharysti?, b?d?c? ?pami?tk?? Pana, czyni to w mocy Ducha ?wi?tego, który z dnia na dzie? budzi i ukierunkowuje jego pami??. Temu wspania?emu, a zarazem tajemniczemu dzie?u Ducha, przekazywanemu z pokolenia na pokolenie, Ko?ció? zawdzi?cza swoj? istotn? to?samo??. A trwa to ju? dwa tysi?ce lat.
Pami?? tej podstawowej to?samo?ci, w któr? Chrystus wyposa?y? swój Ko?ció?, okazuje si? silniejsza od wszystkich podzia?ów, które w to dziedzictwo wnie?li ludzie. Chrze?cija?stwo na pocz?tku trzeciego tysi?clecia, chocia? podzielone, jest równocze?nie ?wiadome tego, ?e do najg??bszej istoty Ko?cio?a nale?y jedno??, a nie podzia?. Jest ?wiadome tego przede wszystkim za spraw? ustanowienia eucharystycznego: ?To czy?cie na moj? pami?tk?? (?k 22, 19). Te s?owa s? jednoznaczne i niejako nie dopuszczaj? podzia?u, ani rozbicia.
T? jedno?? pami?ci, która towarzyszy Ko?cio?owi przez wszystkie pokolenia w ci?gu dziejów, wyra?a w szczególny sposób pami?? Maryi. Jest tak równie? dlatego, ?e Maryja jest kobiet?. W pewnym sensie pami?? nale?y do tajemnicy kobiety bardziej ani?eli m??czyzny. Tak jest w dziejach rodzin, w dziejach rodów i narodów, tak jest te? w dziejach Ko?cio?a. Wiele motywów t?umaczy kult maryjny w Ko?ciele, obecno?? tylu sanktuariów maryjnych w ró?nych regionach ziemi, II Sobór Watyka?ski wyrazi? to w s?owach: Maryja jest ?pierwowzorem (typus) Ko?cio?a w porz?dku wiary, mi?o?ci i doskona?ego zjednoczenia z Chrystusem. W misterium bowiem Ko?cio?a, który sam tak?e s?usznie jest nazywany matk? i dziewic?, B?ogos?awiona Dziewica Maryja idzie przed nami, stanowi?c najdoskonalszy i jedyny wzór zarówno dziewicy, jaki matki? (Lumen gentium, n. 63). Maryja przoduje, poniewa? jest najbardziej wiern? pami?ci?, albo te?, poniewa? Jej pami?? jest najwierniejszym odbiciem Bo?ej tajemnicy, która w Niej zosta?a przekazana Ko?cio?owi, a przez Ko?ció? ludzko?ci.
Nie jest to tylko tajemnica Chrystusa. W Nim jest tajemnica cz?owieka, która objawia si? od samego pocz?tku. Nie ma chyba ?adnego innego zapisu pocz?tku cz?owieka tak prostego, a jednocze?nie tak kompletnego jak ten, który znajdujemy w pierwszych trzech rozdzia?ach Ksi?gi Rodzaju. Jest w nich opisane nie tylko stworzenie cz?owieka jako m??czyzny i niewiasty (por. Rdz 1, 27), ale bardzo wyra?nie jest ustawiona sprawa jego szczególnego powo?ania w kosmosie. Jest tam tak?e wyra?ona w sposób zwi?z?y, ale do?? przejrzysty, zarówno prawda o pierwotnym stanie cz?owieka, który by? stanem niewinno?ci i szcz??liwo?ci, jak i zdecydowanie odmienna historia grzechu i jego konsekwencji - tego, co teologia scholastyczna nazywa status naturae lapsae (?stanem natury upad?ej?) - jak równie? od razu zarysowana Bo?a inicjatywa odkupienia (por. Rdz 3, 15).
Ko?ció? zachowuje pami?? historii cz?owieka od pocz?tku: pami?? jego stworzenia, powo?ania, wyniesienia i upadku. A w te zasadnicze ramy wpisuj? si? ca?e dzieje cz?owieka, które s? dziejami odkupienia. Ko?ció? jest matk?, która na podobie?stwo Maryi przechowuje ca?e te dzieje, zachowuj?c w sercu wszystkie ludzkie istotne problemy.
Ta prawda by?a mocno akcentowana w czasie Wielkiego Jubileuszu Roku 2000. Ko?ció? prze?ywa? go jako jubileusz narodzin Jezusa Chrystusa, ale jednocze?nie jako jubileusz pocz?tków cz?owieka, pojawienia si? cz?owieka w kosmosie, jego wyniesienia i jego powo?ania. Konstytucja duszpasterska Gaudium et spes trafnie powiedzia?a, ?e tajemnica cz?owieka ods?ania si? w pe?ni dopiero w Chrystusie: ?...misterium cz?owieka wyja?nia si? prawdziwie jedynie w misterium S?owa Wcielonego. Adam bowiem, pierwszy cz?owiek, by? typem Tego, który mia? przyj??, to znaczy Chrystusa Pana. Chrystus, nowy Adam, w?a?nie w objawieniu tajemnicy Ojca i Jego mi?o?ci objawia w pe?ni cz?owieka samemu cz?owiekowi i ods?ania przed nim jego najwy?sze powo?anie? (n. 22). ?w. Pawe? wyrazi? to w s?owach: ?Sta? si? pierwszy cz?owiek, Adam, dusz? ?yj?c?, a ostatni Adam duchem o?ywiaj?cym. Nie by?o jednak wpierw tego, co duchowe, ale to, co ziemskie; duchowe by?o potem. Pierwszy cz?owiek z ziemi - ziemski, Drugi Cz?owiek - z nieba. Jaki ów ziemski, tacy i ziemscy; jaki Ten niebieski, tacy i niebiescy. A jak nosili?my obraz ziemskiego [cz?owieka], tak te? nosi? b?dziemy obraz [Cz?owieka] niebieskiego? (1. Kor 15, 45-49).
Takie by?o istotne znaczenie Wielkiego Jubileuszu. Obchody Roku 2000 sta?y si? wa?nym wydarzeniem nie tylko dla chrze?cija?stwa, ale tak?e dla ca?ej rodziny ludzkiej. Pytanie o cz?owieka, które wci?? sobie ludzko?? zadaje, znajduje w Jezusie Chrystusie pe?n? odpowied?. Mo?na powiedzie?, ?e Wielki Jubileusz Roku 2000 by? równocze?nie jubileuszem narodzin Chrystusa i odpowiedzi na pytanie o znaczenie i sens cz?owiecze?stwa. I to jest w?a?nie zwi?zane z pami?ci?. Pami?? Maryi i Ko?cio?a s?u?? cz?owiekowi, aby raz jeszcze, na prze?omie tysi?cleci, odnalaz? w?asn? to?samo??.
 


 
25.
Wertykalny wymiar dziejów Europy
 
W ten sposób dotarli?my do zasadniczego pytania o cz?owieka i jego przeznaczenie: Jak uj?? najg??bszy sens historii? Czy wystarczaj?ca jest interpretacja, która - pytaj?c o histori? - bierze pod uwag? jedynie ograniczenia czasu i miejsca?
 
Jak wiadomo, historia cz?owieka rozwija si? w wymiarze horyzontalnym w przestrzeni i czasie. Jednak krzy?uje si? z ni? równie? wymiar wertykalny. Nie tylko ludzie bowiem pisz? histori?. Razem z nimi pisze j? tak?e Bóg. Od tego wymiaru historii, który mo?emy nazwa? transcendentnym, zdecydowanie odesz?o o?wiecenie. Ko?ció? natomiast nieustannie do niego powraca: wymownym przyk?adem takiego powracania by? równie? II Sobór Watyka?ski.
W jaki sposób Bóg pisze ludzk? histori?? Odpowied? na to pytanie daje Biblia od pierwszych rozdzia?ów Ksi?gi Rodzaju a? do ostatnich stron Ksi?gi Apokalipsy Bóg objawia si? od pocz?tku dziejów cz?owieka jako Bóg obietnicy. Jest to Bóg Abrahama, o którym ?w. Pawe? mówi, i? ?uwierzy? wbrew nadziei? (por. Rz 4, 18), przyj?? bez wahania Bo?? obietnic?, ?e b?dzie ojcem wielkiego narodu. Obietnica ta zdawa?a si? nierealna: by? bowiem cz?owiekiem starym. Zestarza?a si? równie? jego ?ona Sara. Po ludzku bior?c, nadzieje na potomka zdawa?y si? przekre?lone. A jednak ten potomek przychodzi na ?wiat. Obietnica, jak? Abrahamowi uczyni? Bóg, wype?nia si?. Syn zrodzony w staro?ci otrzymuje imi? Izaak i staje si? pocz?tkiem rodu Abrahamowego, który stopniowo rozrasta si? w naród. Jest to Izrael, naród wybrany przez Boga, któremu zwierza On obietnice mesja?skie. Ca?e dzieje Izraela tocz? si? jako czas oczekiwania na spe?nienie tej Bo?ej obietnicy.
Obietnica ma konkretn? tre??: ?b?ogos?awie?stwo? Bo?e dla Abrahama i dla jego potomstwa. Rozmowa Boga z nim rozpoczyna si? od s?ów: ?Uczyni? bowiem z ciebie wielki naród, b?d? ci b?ogos?awi? i twoje imi? rozs?awi?: staniesz si? b?ogos?awie?stwem (...). Przez ciebie b?d? otrzymywa?y b?ogos?awie?stwo ludy ca?ej ziemi? (Rdz 12, 2-3). A?eby zrozumie? ten zbawczy wymiar obietnicy, trzeba si?gn?? do pierwszych rozdzia?ów Ksi?gi Rodzaju, a w szczególno?ci do rozdzia?u trzeciego, gdzie jest zapis rozmowy Jahwe z tymi, którzy stanowili dramatis personae pierworodnego upadku. Bóg pyta wpierw m??czyzn?, a potem niewiast? o to, co uczynili. A kiedy m??czyzna obwinia swoj? ?on?, wówczas ta wskazuje na kusiciela (por. Rdz 3, 11-13). On bowiem nak?ania? do z?amania nakazu Bo?ego (por. Rdz 3, 1-5). Jest znamienne, ?e przekle?stwo, jakie Bóg skierowa? pod adresem w??a, ju? zawiera plan przysz?ego zbawienia. Bóg przeklina z?ego ducha, który sta? si? przyczyn? grzechu pierwszych ludzi, ale równocze?nie wypowiada s?owa, które zawieraj? w sobie pierwsz? mesja?sk? obietnic?. Mówi tak do w??a: ?Wprowadzam nieprzyja?? mi?dzy ciebie a niewiast?, pomi?dzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono ugodzi ci? w g?ow?, a ty ugodzisz je w pi?t?? (Rdz 3, 15). Jest to zwi?z?y zarys, w którym zostaje powiedziane wszystko. Ca?a mesja?ska obietnica zbawienia tu si? zawiera i mo?na ju? dostrzec ca?e dzieje ludzko?ci, a? do Apokalipsy: niewiasta zapowiedziana w Protoewangelii pojawia si? na stronach Apokalipsy obleczona w s?o?ce, a na jej g?owie wieniec z dwunastu gwiazd, a równocze?nie wyst?puje przeciw niej starodawny smok, który chce po?re? jej potomstwo (por. Ap 12).
Do ko?ca czasów b?dzie trwa?a walka pomi?dzy dobrem a z?em, pomi?dzy grzechem, który ludzko?? odziedziczy?a po pierwszych rodzicach, a zbawcz? ?ask?, któr? przynosi Chrystus, Syn Maryi. On jest wype?nieniem obietnicy danej Abrahamowi i odziedziczonej przez Izraela. Z Jego przyj?ciem rozpoczynaj? si? czasy ostateczne, czasy eschatologicznego wype?nienia. Bóg, który dotrzyma? obietnicy z?o?onej Abrahamowi, zawieraj?c Przymierze z Izraelem przez Moj?esza, w Chrystusie, swoim Synu, otwar? przed ca?? ludzko?ci? perspektyw? ?ycia wiecznego poza kresem jej ziemskiej historii. Jest to nies?ychane przeznaczenie cz?owieka: wezwany do godno?ci przybranego syna Bo?ego, podejmuje to powo?anie w wierze i w??cza si? w budowanie Królestwa, w którym historia rodzaju ludzkiego na ziemi znajdzie ostateczny kres.
W zwi?zku z tym, co zosta?o powiedziane, przychodz? mi na my?l wersety, które napisa?em lata temu, rozmawiaj?c o cz?owieku z Cz?owiekiem, Bo?ym S?owem wcielonym, w którym jako jedynym historia nabiera pe?nego sensu. Mówi?em:
 
Do Ciebie wo?am. Cz?owieku, Ciebie szukam - w którym
historialudzi mo?e znale?? swe Cia?o.
Ku Tobie id?, i nie mowie ?przyb?d??,
alepo prostu ?b?d??,
b?d?tam, gdzie w rzeczach ?aden nie widnieje zapis, a cz?owiek,
by?, by? dusz?, sercem, pragnieniem, cierpieniem i wol?,
gdziego trawi?y uczucia i pali? naj?wi?tszy wstyd ?
b?d?jak wieczysty Sejsmograf tego, co niewidzialne
aRzeczywiste.
(...)
Cz?owieku, w którym ka?dy cz?owieka odnale?? mo?e zamys? najg??bszy
ikorze? w?asnych uczynków: zwierciad?o ?ycia i ?mierci wpatrzone w ludzki nurt,
doCiebie - Cz?owieku - stale docieram przez p?ytk? rzek? historii,
id?cw stron? serca ka?dego, id?c w stron? ka?dej my?li
(historia - my?li st?oczeniem i ?mierci? serc).
Szukam dla ca?ej historii Twojego Cia?a,
szukamTwej g??bi.
(Wigilia wielkanocna 1966)
 
Oto wi?c odpowied? na zasadnicze pytanie: najg??bszy sens historii wykracza poza histori? i znajduje pe?ne wyja?nienie w Chrystusie, Bogu-Cz?owieku. Chrze?cija?ska nadzieja si?ga poza granic? czasu. Królestwo Bo?e zaszczepia si? i rozwija w dziejach ludzkich, ale jego celem jest ?ycie przysz?e. Ludzko?? jest powo?ana do wychodzenia poza granic? ?mierci i poza granic? przemijaj?cych wieków, ku ostatecznej przystani w wieczno?ci, przy chwalebnym Chrystusie w trynitarnej komunii. ?Nadzieja ich pe?na jest nie?miertelno?ci" (Mdr 3, 4).

 

Komentarze   

 
0 #2 Dominika 2011-10-29 21:20
:D:D:D:D:D:D:D: D:D:D:D:D:D:D:D :D:D:D:D:D:D:D: D:D:D:D:D:D:D:D :D:D:D:D:D:D:D: D:D:D:D:D:D:D:D :D:D:D:D:D:D
Cytować
 
 
0 #1 Janek 2011-03-12 13:26
,, najg??bszy sens historii wykracza poza histori? i znajduje pe?ne wyja?nienie w Chrystusie "
Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież


Sonda

Czy przedsoborowa Msza Trydencka? (po ?acinie)
 

Polecany link, kliknij

Reklama

Kto jest teraz on-line

NaszÄ… witrynÄ™ przeglÄ…da teraz 84 goĹ›ci