Małżeństwo i Rodzina 41-50
Czytelnia - Małżeństwo i rodzina

41. Jaka jest rola szkoły wobec rodziny i czy można jej zlecić wychowanie dzieci?

Szkoła wobec rodziny zawsze powinna pełnić rolę pomocniczą, służebną, podobnie zresztą jak inne instytucje wychowawcze (przedszkola, świetlice) czy osoby wspierające wychowanie (opiekunka, psycholog, pedagog). Wychowanie własnych dzieci jest obowiązkiem płynącym z natury i tym samym jest funkcją niezbywalną. Niestety, wczasach wysoko rozwiniętych usług specjalistycznych wielu rodzicom wydaje się słuszne zlecenie wychowania swych

dzieci wykwalifikowanym instytucjom. Co więcej, niektórzy są wręcz przekonani, że to właśnie one są odpowiedzialne za rozwój ich dzieci. Niejednokrotnie spotykałem się z pretensjami rodziców pod adresem szkoły z powodu jawnego chuligaństwa ich pociech. („Co wy w tej szkole robicie?!" „Czego wy ich w tej szkole uczycie?!")

42. jakie są moralne obowiązki rodziców wobec edukacji szkolnej?

Skoro szkoła ma wspomagać rodziców, to obowiązkiem rodziców jest pilnowanie, czy przekazywane treści i zabiegi wychowawcze stosowane przez nauczycieli są zgodne z wartościami przekazywanymi w rodzinie. Nie bez znaczenia jest też osobowość wychowawców. Rodzice mają więc prawo interweniować, gdy osobowość nauczyciela destrukcyjnie wpływa na rozwój ich dzieci. Szczególnie delikatnym terenem oddziaływania są lekcje z zakresu przygotowania do życia w rodzinie. W tym szczególnym wypadku nieodpowiednia postawa pedagoga może poczynić wiele szkód w sercach i umysłach dzieci. Ustawa gwarantuje rodzicom prawo poznania nie tylko treści programowych realizowanych w danej szkole, ale daje im również możliwość osobistego spotkania z nauczycielem tego przedmiotu. Niewykorzystanie tej szansy jest poważnym grzechem zaniedbania z ich strony. Mają oni bowiem moralny obowiązek zakazać udziału swych dzieci w tych lekcjach, jeżeli osoba nauczyciela nie gwarantuje właściwego podejścia do delikatnej sfery płciowości. Należy niestety odnotować smutny fakt, że lekcje wychowania do życia w rodzinie nierzadko stają się okazją do deprawacji, do niewłaściwego, z punktu widzenia rozwoju młodych, rozbudzania niezdrowej ciekawości, zagłuszania pozytywnej, naturalnej wstydliwości czy nawet do jawnej demoralizacji i zachęty do przedwczesnych działań seksualnych zarówno o charakterze masturbacyjnym, jak i w młodocianych parach. Połączone jest to niejednokrotnie z instruktażem stosowania „niezbędnej do szczęścia" antykoncepcji, jako przykład przytoczę proponowany scenariusz lekcji wgimna-

zjum, w którym chłopiec ma na forum klasy zachęcać dziewczynkę do współżycia, a ona odmawia mu w imię „odpowiedzialności", ponieważ chłopiec... nie ma prezerwatywy. Reasumując, rodzice mają obowiązek chronienia swych dzieci przed demoralizacją i powinni stanowczo oponować, gdy takie zagrożenia stwarza szkoła czy inna instytucja lub osoba powołana do wspierania rodziców w wychowaniu ich dzieci.

43. Obecnie media są wszędobylskie. Prawie w każdym domu jest radio czy telewizor, a coraz częściej pojawia się też dostęp do Internetu. ]ak sobie radzić w rodzinie z obecnością mediów i prezentowanymi w nich treściami?

Największym zagrożeniem ze strony mediów jest to, że zwalniają zsamodzielnego myślenia i refleksji osobistej. Podają do wierzenia co jest dobre, co złe, kto jest mądry, kto głupi, kogo należy wybrać w najbliższych wyborach. Każdy, kto myśli inaczej, jest „oszołomem" rodem z „ciemnogrodu".

Dopiero na drugim miejscu wśród zagrożeń związanych z mediami wymieniłbym przekazywanie destrukcyjnych treści. Treści pornograficzne, które aby nie straszyć klientów nazywane są dziś niewinnie erotycznymi, oraz makabryczne, propagujące m.in. przemoc, to wcale nie jedyne zagrożenia. Specjalnością mediów brukowych stała się krytyka Kościoła, księży i wszystkich autorytetów, ideałów i wartości wyższych. Promowanie na idoli osób moralnie wątpliwych lub wręcz jawnie złych może siać (i sieje) spustoszenie w umysłach nie tylko młodych ludzi. Przesycenie nawet pozornie niewinnych reklam erotyką jest aż nazbyt widoczne. Zagrożenie Internetem jest szczególne, ponieważ można w nim znaleźć dosłownie wszystko i to o dowolnej porze dnia i nocy. Niebezpieczna jest zwłaszcza oferta pornograficzna wraz z propozycjami zabaw seksualnych z poznanymi przez Internet partnerami. Spotkałem się wielokrotnie z tragediami rozbitych w ten sposób małżeństw. Dodałbym do tego gry komputerowe, które wielu,

nawet bardzo przyzwoitych ludzi (dzieci i dorosłych), doprowadziły do uzależnienia.

Pytanie, jak sobie z tym wszystkim radzić. Najprościej byłoby całkowicie zrezygnować z „dobrodziejstw" proponowanych przez media. Osobiście znam wiele rodzin, które po prostu wyrzuciły z domu telewizor. Tego samego nie da się już jednak zrobić z Internetem, który stał się narzędziem niezwykle pożytecznym, a czasem wręcz niezbędnym w nauczaniu szkolnym. Sądzę więc, że recepta na obronę przed złym wpływem mediów powinna być inna niż całkowita rezygnacja z nich. Przede wszystkim korzystanie z mediów należy podporządkować rozumowi i woli poprzez wprowadzenie w życie rodziny systemu wcześniejszego decydowania co i kiedy będzie ona oglądać. Telewizję można sobie „podporządkować", ustalając dla każdego członka rodziny tygodniowe limity czasowe na wybrane programy telewizyjne. W przypadku dzieci powinny być one zaakceptowane przez rodziców. Programy kontrowersyjne warto oglądać wspólnie, aby móc je skomentować i ostrzec swoje pociechy przed ukrytymi często w nich pułapkami. Ważne jest, aby obejrzeć tylko zakreślone filmy czy audycje, po czym natychmiast wyłączyć telewizor. Nie może być mowy o żadnym ustępstwie w rodzaju: „Poczekajmy może będzie jeszcze coś ciekawego" lub tak zwanego „skakania po kanałach". Znam dom, w którym po rodzinnej naradzie zamknięto telewizor w szafie, a dysponentem klucza są rodzice.

Podczas korzystania z komputera również konieczne są limity czasowe. Dobrze jest także postawić komputer w ogólnie dostępnym miejscu, by wszyscy domownicy widzieli, co jest na monitorze. Znacznie trudniej wejść wówczas na chwilę na strony z pornografią.

Wydaje się jednak, że najważniejsze jest, by wszyscy członkowie rodziny sami siebie chcieli kontrolować. Nie wyobrażam sobie sukcesu na tym polu bez klarownego przykładu wolnych od jakichkolwiek uzależnień rodziców.

44. W dzisiejszym zabieganym świecie okazuje się, że wiele rodzin nie potrafi zorganizować sobie czasu wolnego, ograniczając się do oglądania telewizora lub chodzenia po sklepach. Jakie formy spędzania czasu wolnego są szkodliwe dla rodziny?

Czas powinniśmy z rozmysłem zagospodarować, komuś go poświęcić, a nie po prostu go spędzać. Szkodliwe lub co najmniej stracone dla budowy więzi rodzinnych są wszelkie formy marnotrawienia czasu, w których nie ma miejsca na budowanie właściwych relacji, kiedy to członkowie rodziny zajmują się wspólnie czymś dobrym i pożytecznym. Można z pożytkiem dla rodziny zarówno wspólnie pracować, jak też odpoczywać. Dla mojej rodziny bardzo owocne okazały się wspólne wędrówki po górach. Zachwyt nad pięknem świata, który jest dziełem Stwórcy, rozmowy w drodze, przezwyciężanie zmęczenia, wzajemne wspieranie się, pomoc słabszym i wreszcie odpowiedzialność za każdego członka rodziny bardzo nas do siebie zbliżyły. Wydaje się, że dzisiejszemu pokoleniu telewizyjno - komputerowemu bardzo brakuje hartu ducha, odporności na zmęczenie, na niespodziewane przeciwności losu i wreszcie odpowiedzialności.

45. Jak spędzać godziwie czas wolny, aby jak najwięcej skorzystała na tym rodzina?

Można to zrobić na tysiące sposobów. W mojej rodzinie były to wspólne wycieczki i wyjazdy. To sprawdzony, dobry i owocny sposób na zbliżenie się do siebie, choć nie twierdzę, że jedyny. Wystarczy wcześniej pomyśleć, czy zaplanowany i przeżyty wspólnie czas przyczyni się do tego, że nasze więzi staną się głębsze. Stefan kardynał Wyszyński powiedział: „Ludzie mówią: Czas to pieniądz, a ja wam mówię: Czas to miłość". A zatem czas ofiarowany dzieciom przez rodziców jest najpiękniejszym darem i jednocześnie inwestycją na przyszłość. Moim zdaniem dobrze wychowana gromadka dzieci to najpewniejsze zabezpieczenie emerytalne. W dobie „nie-

obecnych ojców" szczególnie cenny jest czas, jaki tata spędza z dzieckiem sam na sam. Nie musi to być od razu wyjazd w góry (choć byłoby wspaniale); wystarczy naprawa samochodu, budowa altanki na działce, wycieczka rowerowa, pokopanie piłki, a nawet nie zawsze lubiane zakupy. Dla dziecka tatuś „na wyłączność" to prawdziwy rarytas, a rozwijanie wspólnych pasji stanowi najlepszą inwestycję w budowanie pozytywnych więzi.

Pamiętajmy: Czas to miłość!, zwłaszcza, że badania dowodzą, iż średnio ojciec w Polsce poświęca na kontakt z dziećmi 7 minut dziennie, a przed telewizorem spędza blisko 4 godziny.

46. Czy małżonkowie powinni mieć czas tylko dla siebie, a jeżeli tak, to jak często?

Pytanie jest retoryczne! Oczywiście, że powinni, choć pewnie wszyscy mają z tym kłopoty. Pojawiają się dwa problemy: po pierwsze, jak ten czas „wydrzeć" zabieganej codzienności i po drugie, co z nim zrobić. Wydaje się, że odpowiedź na drugie pytanie jest trudniejsza. Do trudu budowy komunii małżeńskiej potrzebna jest bowiem dobra komunikacja, a my zwyczajnie nie umiemy ze sobą rozmawiać. Po prostu nikt nas tego nie uczy. A szkoda, gdyż umiejętność porozumiewania się jest podstawą budowy więzi. W komunikacji ważniejsze jest słuchanie niż mówienie (mamy dwoje uszu i jedne usta.) Już zwykłe zwiększenie życzliwości dla mówiącego, choćby przez powstrzymanie się przed przerywaniem mu, może dać dobre efekty. Dobrze byłoby umówić się przynajmniej raz w miesiącu na wieczorną rozmowę i ofiarować sobie życzliwie czas. Warto zadbać, aby ta rozmowa nie stała się wypominaniem win, lecz wzajemną opowieścią o sobie, o swoich spełnionych i niespełnionych uczuciach i pragnieniach. Rozmowy takie bardzo zbliżają, tworzą komunię, a to jest przecież podstawowym celem małżeństwa. Oczywiście małżonkowie powinni również znajdować czas na spotkania intymne, które są normalnym językiem miłości. Bez ważnych powodów żaden z nich nie powinien odmawiać tego spotkania, co nie znaczy, że mają się one odbywać bez odpowiedniego przygotowania, również psychicznego.)

47. Gdy dzieci są małe, rodzice często nie zwracają uwagi na to, kim są ich koleżanki czy koledzy, a gdy już podrosną, to z przerażeniem stwierdzają, w jakim towarzystwie ich dziecko się znalazło. Często, niestety, jest już za późno. Jak zatem wychować dziecko, aby dokonywało właściwego doboru przyjaciół?

To bardzo trudny i poważny problem. Większość rodziców nie zdaje sobie sprawy, że w kształtowaniu osobowości ich dzieci telewizja i rówieśnicy często z nimi wygrywają. Potwierdzają to niestety najnowsze badania. Choć ta rzeczywistość zapewne nam się nie podoba, to obrażanie się na nią w niczym nie pomoże. Rozsądni rodzice powinni poważnie myśleć, jak „skanalizować" złe wpływy telewizji i rówieśników. O telewizji już słowo powiedzieliśmy. Co z rówieśnikami? Na ile możliwe jest wywieranie wpływu na ich dobór? Istotny jest w tym wypadku wybór szkoły, plany wakacyjne, a nawet miejsce zamieszkania. Warto też otworzyć dom na być może trochę dziwacznych rówieśników własnych dzieci właśnie po to, by dyskretnie kontrolować, z kim one się kontaktują. Gdy zachodzi taka potrzeba, należy interweniować. Najlepszy jest bowiem aktywny dobór odpowiednich przyjaciół dla dzieci. Ułatwione zadanie mają rodziny zaangażowane we wspólnoty religijne, gdyż ich dzieci w ciągu roku i podczas wakacji w naturalny sposób kontaktują się między sobą. Spośród nich często kojarzą się małżeństwa dużo trwalsze i szczęśliwsze od statystycznych.

Choć dzieci ulegają często, nierzadko szkodliwym, panującym modom, to jednak rodzice powinni w miarę możliwości chronić je przed ich złym wpływem. Bywa, że najporządniejsze z nich lgną do „osobników" modnych, przywódczych, będących „na topie", a w gruncie rzeczy najgorszych w otoczeniu. Trzeba dzieciom do ręki dawać „narzędzia" pomagające odróżniać kto jest dobry a kto zły. Ot, choćby takie proste pytanie: „Czy chciałbyś (chciałabyś), by

twoje dziecko przyjaźniło się z takim „osobnikiem"? Czy chciałbyś, by twoje dziecko było kiedyś takie jak on?" Przy tak postawionej sprawie wielu jest w stanie zdobyć się na całkiem zdrowy krytycyzm.

48. Istnieje powiedzenie: „Małe dzieci - mały kłopot, duże dzieci -duży kłopot." Wielu rodziców po latach zadaje sobie pytanie: dlaczego moje dziecko tak źle postępuje, skoro staraliśmy się je wychować jak najlepiej? Na ile rodzice ponoszą odpowiedzialność za błędy życiowe swoich dorosłych dzieci? Czy są to skutki wyłącznie ich błędów wychowawczych?

Przytoczone powiedzenie jest bardzo smutne, lecz niestety czasem uzasadnione. Wolałbym we własnym rodzicielstwie zamienić je na: „Małe dzieci mała radość i pociecha, duże dzieci wielka radość, duża pociecha, duma i zadowolenie z dobrze wypełnionego zadania wychowania".

Generalnie jest tak, że im więcej i mądrzej zainwestujemy jako rodzice w małe dzieci, tym większa szansa na ich prawidłowy wzrost. Wspomnieliśmy jednak, że dzieci nawet z najporządniej szych domów mogą dostać się pod zgubny wpływ mediów (głównie TV) oraz zdemoralizowanych rówieśników. Najlepszym znanym mi zabezpieczeniem dzieci przed zagubieniem w życiu jest doprowadzenie ich do podjęcia świadomego samowychowania. Dziecko, które mądrze podjęło trud wychowywania samego siebie, trud troski o własne wzrastanie, jest najlepiej zabezpieczone przed zagrożeniami świata. Niektórym rodzicom wydaje się, że są w stanie samodzielnie obronić własne dzieci przed zagrożeniami (płynącymi z zewnątrz). Tymczasem wychowanie powinno doprowadzić do sytuacji, w której dziecko samo potrafi się obronić (niejako od wewnątrz).

Wprawdzie rodzice nie ponoszą bezpośredniej odpowiedzialności za czyny swych dorosłych dzieci, jednak powinni mieć świadomość, że kryteria ich wyborów i życiowe decyzje wynikają w dużej mierze z „odebranego" wychowania.

Pozostaje jeszcze jedno ważne narzędzie do obrony dzieci. Jest nim modlitwa, która osłania dzieci w trakcie wzrastania i po opuszczeniu rodzinnego domu. Czasem, gdy dorosłe dzieci schodzą na manowce, tylko to (i aż to) rodzicom pozostaje. Niektórym wydaje się, że „już nie warto". Wytrwała modlitwa czyni jednak cuda. Przykładem może być święta Monika, która długie lata modliła się o nawrócenie swego syna Augustyna, który stał się wielkim świętym i Doktorem Kościoła.

49. Prędzej czy później rodzice doświadczają odejścia z rodzinnego gniazda swoich dzieci, które zakładają własne rodziny. Zdarza się, że niektórym rodzicom trudno się z tym faktem pogodzić. Jak zatem wejść w tę nową fazę życia i stać się dobrym teściem lub teściową?

Odchodzenie dzieci z rodzinnego domu i związany z tym problem ułożenia sobie poprawnych stosunków z teściami zasługuje na odrębne opracowanie, (patrz: J. Pulikowski, Warto pokochać teściowę, wyd. Jerozolima.) Im rodzice bardziej wychowywali dzieci „dla siebie", tym problem ich wyjścia z domu jest trudniejszy. Gdy więź między rodzicami jest zła lub nawet zerwana rozwodem, zazwyczaj trudne jest wypuszczenie „swego" dziecka z domu. To zrozumiałe w takiej sytuacji, bo dziecko jest zazwyczaj najważniejszą lokatą uczuć mamusi, a to ona po odejściu pozostanie sama.

Z kolei dobra więź małżeńska zdecydowanie ułatwia wypuszczenie dzieci z gniazda. Małżonkowie, po wyjściu dzieci z domu, spełniwszy swój obowiązek wychowawczy, zyskują nową szansę inwestycji we własny związek. Rzeczywiście ten etap życia może stać się okazją do radykalnego polepszenia i pogłębienia relacji rodziców, mogących poświęcić sobie nawzajem więcej czasu zanim przyjdą wnuki. Rodzice znajdujący radość w inwestowaniu od nowa we własny związek są zazwyczaj dobrymi teściami. Przynajmniej nie mają nadmiernej pokusy zajmowania się detalicznie sprawami młodych. Przemożna chęć reżyserowania wszystkich szczegółów w życiu i decyzjach młodego małżeństwa jest nieznośna dla młodych.

To jeden z głównych powodów powstawania licznych kawałów „o teściowej".

50. Czy we współczesnym świecie rola dziadków ogranicza się jedynie do rozpieszczania wnuków upominkami, czy też mają do odegrania jakąś rolę w ich wychowaniu?

Dziadkowie nie tylko mogą odgrywać ważną rolę w wychowaniu wnuków, ale ją po prostu odgrywają. Może być ona dobra lub zła. Dziadkowie, podobnie jak inne „instytucje wychowawcze", powinni pełnić funkcje pomocnicze w stosunku do rodziców. Mogą nawet trochę porozpieszczać wnuki, byle było to uzgodnione z rodzicami i za cichym ich przyzwoleniem. Jeżeli tak, wówczas jest wszystko w porządku. Pomoc dziadków w wychowaniu bywa wówczas nieoceniona. Mając niejednokrotnie więcej czasu od rodziców, dziadkowie mogą np. opowiadać godzinami o dawnych czasach, uczyć dzieci patriotyzmu, umiłowania przyrody, wzbudzać ciekawe i pożyteczne zainteresowania. Mogą wspólnie gotować, piec czy majsterkować i praktycznie uczyć mnóstwa dobrych i pożytecznych rzeczy. Tacy dziadkowie są prawdziwym skarbem.

Gorzej, gdy dziadkowie (świadomie lub nie) próbują przeforsować własną linię wychowawczą i „lepiej" od rodziców wiedzą, jak wychowywać dzieci (wnuki). Pozwalają wnukom oglądać zakazane filmy, grać w zakazane gry, jeść zakazane rzeczy (np. czekoladkę alergikom) pod warunkiem, że nie powiedzą o niczym rodzicom. Taka działalność dziadków w procesie wychowania jest szkodliwa i destrukcyjna. Jeżeli nie pomogą perswazje, trzeba (niestety) ograniczać i kontrolować kontakty dzieci z dziadkami.

Osobną sprawą jest udział dziadków w wychowaniu religijnym. Mogą oni modlić się w intencji swych dzieci i wnuków i udzielać bezcennego wręcz wsparcia w wychowaniu religijnym, lecz pomysł zastąpienia lub wyręczenia rodziców jest chybiony i praktycznie zawsze przynosi złe owoce. Dziadkowie, widząc mniejsze zaangażowanie religijne rodziców „swych" wnuków, powinni mądrze ich

wspierać, lecz nigdy nie wyręczać. Pójście w niedzielę do Kościoła z wnukami, by rodzice mogli spokojnie obejrzeć telewizję, jest niedźwiedzią przysługą. Trudno się wówczas dziwić, że dorosłe dzieci odrzucą Boga i praktyki religijne, które w ich odczuciu „są przecież dla dzieci i dziadków".

 

Sonda

Czy przedsoborowa Msza Trydencka? (po łacinie)
 

Polecany link, kliknij

Reklama

Kto jest teraz on-line

Naszą witrynę przegląda teraz 219 gości