Małżeństwo i Rodzina 21-30
Czytelnia - Małżeństwo i rodzina

21 .Często przyczyną nieporozumień małżeńskich jest utrzymanie rodziny i dbanie o sferę materialną. Oskarżanie męża o zbyt małe zarobki lub żony o zaniedbywanie domu to jeden z wielu przykładów. Wiele tych nieporozumień jest wynikiem zbyt wybujałych oczekiwań wobec współmałżonka, jednak jak radzić sobie w momentach, gdy problemy materialne stają się poważne dla całej rodziny?

Rzeczywiście ludzie mają coraz więcej problemów finansowych. Dzieje się tak głównie dlatego, że posiadają mniej pieniędzy niż chcą mieć. Chcą zaś, manipulowani przez reklamy, coraz więcej. W poradni dla małżeństw największe problemy finansowe zgłaszali zwykle ludzie ponadprzeciętnie zamożni czy wręcz bardzo bogaci. Zazwyczaj chodzi w tych wypadkach o podział pieniędzy na „moje" i „twoje" i posądzanie współmałżonka o rozrzutność. Czasem włączają się w spory rodziny obu stron, wypominając, ile to majątku ich rodzone dziecko wniosło w posagu. Coraz częściej, już „na konto" przyszłych kłopotów finansowych, jeszcze przed ślubem spisywana jest intercyza. Nierzadko zdarza się, że krótko przed ślubem, w pośpiechu obdarowuje się swoje dziecko (samochód, mieszkanie, gospodarstwo), by w razie rozwodu...

Bywa, że strona zarabiająca (częściej mężczyzna) wydziela drugiej „limity", żądając szczegółowych, dosłownie groszowych, rozliczeń na piśmie. Ostatnio w poradni pewna pani opowiadała (mąż siedział obok ze spuszczoną głową) jak pół godziny biegali po mieście szukając bezpłatnej toalety, bo mąż nie chciał jej dać złotówki. Mąż, człowiek bardzo bogaty, posiadający kilkanaście mieszkań w dużym mieście i kilkusettysięczne lokaty przeprowadził rozdzielność majątkową i żona została bez środków do życia zdana całkowicie na jego łaskę. Zresztą w rozmowie kilkakrotnie podkreślał, że żona wszystko mu zawdzięcza.

Wiele problemów stwarzanych jest na własne życzenie i wynikają one tak naprawdę z wysokich, nierzadko wygórowanych oczekiwań finansowych lub braku wspólnoty majątkowej. A przecież małżeństwo powinno być pełną wspólnotą obejmującą wszystkie obszary życia bez żadnych egoistycznych rachub czy wyjątków. Przyjęcie takiej postawy połączone ze skromnością wymagań finansowych rozwiązuje zdecydowaną większość problemów „o pieniądze". Ponoć Sokrates przechadzając się po rynku wśród najwspanialszych wytworów ówczesnego świata miał zwyczaj powtarzać: „Jaki ja jestem szczęśliwy, że nie muszę tego wszystkiego mieć".

By jednak nie zbagatelizować sprawy, trzeba przyznać, że są też oczywiście problemy finansowe wynikające z prawdziwej biedy. Brakuje pieniędzy na chleb, na lekarstwa, nawet na zaspokojenie podstawowych potrzeb dzieci. Czasem jest to połączone z patologią (alkoholizm, narkomania) i wówczas pomoc finansowa jest bardzo utrudniona. Są na szczęście specjalistyczne ośrodki i organizacje zajmujące się takimi rodzinami. Ofiarowywane jest nie tylko wsparcie materialne, lecz także terapia i to dla całych dotkniętych chorobą rodzin.

Gdy jednak rodzina cierpi biedę w sposób zupełnie niezawiniony (utrata pracy, wypadek lub śmierć żywiciela rodziny), to pomoc nie tylko jest konieczna, lecz staje się moralnym obowiązkiem otoczenia. W małych środowiskach, w których nie ma jak w wielkich miastach osób anonimowych, naturalna pomoc sąsiedzka może wiele zdziałać. Na własne oczy widziałem, jak w kilka tygodni odbudowany został przez górali spalony dom sąsiada. Od pierwszych chwil po pożarze cała rodzina pogorzelców została objęta wszechstronną opieką sąsiadów i proboszcza. Warto przy okazji zauważyć, że wiele organizacji i stowarzyszeń skupionych przy Kościele katolickim świadczy tego rodzaju pomoc w sposób dyskretny i bez rozgłosu. Ważne jest takie jej zaoferowanie, by potrzebujący nie krępowali się z niej korzystać. Najłatwiej można rozpoznać komu i jaka pomoc jest potrzebna, gdy patrzymy z perspektywy parafii. Piękny przykład stanowi poznańska inicjatywa „Patronat nad rodziną" obejmująca stałą opieką niezamożne rodziny wielodzietne. Anonimowi sponsorzy (osoby prywatne i instytucje) dyskretnie czuwają nad funkcjonowaniem tych rodzin. Chwalebne jest to, że rodziny nie wiedzą od kogo otrzymują pomoc. Ważne jest bowiem, aby nie była ona krępująca czy wywołująca wrażenie, że osoby obdarowywane są gorsze, co mogłoby wywołać w nich uczucie upokorzenia. Chodzi o to, żeby pomoc była skuteczna i trafiała w prawdziwe potrzeby.

Niestety, w państwowej opiece społecznej nadal funkcjonują pewne przepisy, które nie pozwalają pomóc rodzinie po prostu biednej. Trzeba w podaniu „dopisać" drugi czynnik, jakąś patologię. To faktycznie poniżające...

22. Współżycie małżeńskie oprócz płodzenia potomstwa ma na celu wyrażanie miłości między małżonkami. Jak jednak odróżnić kiedy jest to wyraz miłości, a kiedy egoistyczne wykorzystanie drugiej osoby dla zaspokojenia własnych zachcianek?

Rzeczywiście sens współżycia płciowego jest podwójny: ma wyrażać jedność kochających się małżonków oraz być znakiem rodzicielstwa. Choć wyrażenie „płodzenie potomstwa" jest całkowicie poprawne, dla mnie ma wydźwięk nieco „chłodny". Wolę mówić raczej o uczestniczeniu małżonków w cudzie poczęcia nowego człowieka. Dziecko jest efektem spotkania się trzech miłości: żony, męża i samego Boga. Jestem przekonany, że tym małżonkom, którzy doceniają ten cud, nigdy nie grozi zrobienie z tego świętego terenu obszaru spełniania swych egoistycznych zachcianek.

Jak rozpoznać i zaklasyfikować konkretne działania? Bardzo prosto. Jeżeli w działaniu pojawi się jakikolwiek przymus, możemy śmiało wyrokować o egoizmie, o braku miłości. Zmuszanie drugiej strony do czegokolwiek, co mu „duchowo" nie odpowiada, co jawi się mu jako złe moralnie czy choćby niestosowne, nieodpowiednie, jest wyrazem egoizmu, a nie miłosnej troski o współmałżonka. Gdy dla zaspokojenia własnych zachcianek, pojawia się argument, w którym jedna strona powołuje się na „ własne wysokie potrzeby", czy nawet straszy zdradą, egoizm sam siebie jednoznacznie demaskuje.

Współżycie małżeńskie, które jest wyrazem miłości, musi szanować nie tylko osobę współmałżonka, ale też nakazy moralne i odbywać się w sposób prawidłowy. W szczególności ważna jest postawa otwartości na nowe życie, czyli opowiadanie się po stronie „cywilizacji miłości". Moralnie złe w tej dziedzinie są bez wątpienia cudzołóstwo i masturbacja. Prawidłowy akt małżeński prowadzi przez „jakieś" przygotowanie (bardzo duża dowolność i pole do swoistej twórczości intymnej) do zjednoczenia narządów rozrodczych żony i męża i przekazanie płynu nasiennego męża (wytrysk) do otwartych na jego przyjęcie i niczym nie okaleczonych dróg rodnych żony.

Jeżeli dążą celowo do wywołania reakcji jak we współżyciu bez zjednoczenia narządów rozrodczych to działanie takie ma charakter masturbacyjny. Jest obiektywnie moralnie złe i prowadzi (jak każde zło) do wewnętrznego rozbicia, frustracji i niszczenia relacji małżeńskiej. Nie wyraża więc miłości. Miłość bowiem rodzi dobro i tylko dobro.

Trzeba tu jednak dodać, że współżycie jest normalnym środkiem wyrazu miłości małżeńskiej. Tak więc odmowa współżycia przez którąkolwiek ze stron nie może być wynikiem „widzimisię", lecz powinna być spokojnie i życzliwie wypowiedziana. Odmowa wskażująca na konkretną przyczynę, np. awanturę pół godziny wcześniej, powinna zawierać zaproszenie do współżycia po wyciszeniu negatywnych emocji. Może to być np. następująca wypowiedź: „ Ja po tym, co się przed chwilą działo, naprawdę nie mogę ot tak... wskoczyć do łóżka. Ale zadbajmy, by dwa następne dni były piękne, miłe i spokojne i pojutrze... zapraszam cię sama do współżycia".

0 ileż łatwiej przyjąć taką odmowę od typowego: „ Nie bo nie, sam powinieneś wiedzieć,... zobaczymy kiedy..."

23. Czym jest zdrada małżeńska?

Zdrada jest czynnym złamaniem przysięgi wierności. Jest zdradą siebie, współmałżonka i Boga. Wszak przysięga wierności była składana człowiekowi przez człowieka, ale wobec Boga, z przywoływaniem Go na świadka swych słów. Kiedyś ludzie dla wypełnienia złożonej przysięgi gotowi byli oddać życie. Niestety, w czasach współczesnych cena przysięgi zmalała. Zdrada to jeden z najokrutniejszych ciosów, jakie można zadać małżeństwu i sobie samemu. Bardzo rani, kiepsko i długo się goi, dotyka i niszczy obie strony: zdradzonego i zdradzającego. Nikomu się nie opłaca - jest życiowym błędem i tragedią. Zawsze. Dla zdrady nie ma usprawiedliwienia!

Oczywiście zdrada ma zawsze swoją przyczynę. Bez obawy popełnienia pomyłki można powiedzieć, że zdrada jest dowodem niedojrzałości osoby zdradzającej. Jednak zwykle są jeszcze jakieś inne przyczyny towarzyszące. Zdrady zdarzają się prawie wyłącznie wtedy, gdy małżeństwo przeżywa kryzys osób i więzi. Nierzadko jednym z symptomów kryzysu jest odchodzenie od Boga i praktyk religijnych. Nie bez znaczenia są także okoliczności zachęcające do zdrady. Znam niestety wiele przypadków zdrad sprowokowanych służbowym wyjazdem „integracyjnym". Organizator zadbało „dobrą atmosferę", alkohol, nastrojowe tańce, dwuosobowe pokoje bez konieczności podawania nazwisk w recepcji... Nie chcę powiedzieć, że wszystkie wyjazdy służbowe i szkolenia mają taki scenariusz, lecz niewątpliwie się zdarzają, a rozsądek nakazuje wystrzegać się podejrzanych imprez. „Kto stoi, niech baczy, by nie upadł".

Zdrady mężczyzn (zwłaszcza tych płytko traktujących płciowość w ogóle) bywają „okazjonalne" i powierzchowne, bez głębszego zaangażowania uczuciowego. Zdrady kobiet zazwyczaj są „przygotowane" silnym związkiem uczuciowym (kobiety realizują w nim tęsknoty uczuciowe niespełnione w małżeństwie). Skutki zdrad, wywołujące w psychikach męża i żony spustoszenie, są niesymetryczne. Zawsze głębiej zdradą dotknięta jest kobieta i to zarówno zdradzona, jak i zdradzająca. Ona bardziej jest obciążona konsekwencjami biologicznymi i psychicznymi współżycia.

24. Jeżeli już doszło do ujawnienia zdrady małżeńskiej, co powinien zrobić małżonek zdradzający, a co zdradzony, aby uratować ich związek?

Zdradzający powinien radykalnie i całkowicie zerwać kontakty z kochanką (iem), szczerze prosić o wybaczenie i próbować zadośćuczynić. To on powinien brać na siebie główny ciężar odbudowy małżeństwa z ruiny. Zdradzony powinien szczerze wybaczyć i próbować nie wracać do tematu zdrady w rozmowach oraz nie wykorzystywać go jako argumentu przeciwko współmałżonkowi przy każdej sposobności, w każdej dyskusji. To bardzo trudne, ale konieczne, by pozwolić zabliźnić się ranom.

Oboje powinni podjąć rozmowy i pogłębioną refleksję na lemat okoliczności, w jakich doszło do zdrady, po to, by nigdy więcej nie powtórzyły się one w ich małżeństwie. Przy czym ta pogłębiona refleksja powinna być mądra i konstruktywna. Nierozsądne jest na przykład opowiadanie osobie zdradzonej jakichkolwiek szczegółów o kochance(ku) lub zadawanie bądź odpowiadanie na pytania: |ak miała na imię? Czy była młodsza? Ładniejsza? Mas/ zdjęcie? Pokażesz? A jak to robiliście? Gdzie? Ile razy? Było ci z nią lepiej?...Uwaga, wcale nie namawiam do kłamstwa. Przeciwnie, zachęiam do przyznania się, uznania swej winy i okazania skruchy. Konieczne jest jed-

nak zniszczenie wszystkich rztczy przypominających tę osobę (zdjęcia, listy, SMS-y, pamiątki). Mogą się one bowiem stać, podobnie jak opowiedziane konkretne szczegóły, pożywką dla wyobraźni i będą przeszkadzały w ostatecznym pojednaniu. Spróbuję zilustrować to przykładem. Do poradni przyszła para małżeńska osiem lat po zdradzie. Mąż przyłapany przez żonę przyznał się, prosił o wybaczenie i rzeczywiście radykalnie w jednej chwili zerwał wszelkie kontakty z kochanką. Na prośbę żony, myślącej naiwnie, że to jej pomoże wybaczyć, opowiedział wszystko ze szczegółami. Wśród szczegółów była nazwa hotelu, w którym się spotykali. Hotel leżał na trasie ich dom - jej praca. Przez osiem lat, przejeżdżając koło tego hotelu, żona przypominała sobie ze szczegółami zdradę męża. Po kilku latach takich doświadczeń nadawała się do leczenia psychiatrycznego.

W przypadku małżeństwa zranionego zdradą zawsze namawiam, by sięgnęli do mocy nadprzyrodzonych, do łask sakramentalnych, gdyż ludzkich sił, nawet popartych szczerą i dobrą wolą, może po prostu nie wystarczyć.

25. Jaka jest różnica między rozwodem i separacją? Dlaczego Kościół odrzuca rozwody, a dopuszcza separację?

Zasadniczą różnicę między rozwodem a separacją można, jak wszystko, poznać po owocach. Rozwód umożliwia formalne, urzędowe zawarcie nowego związku. Zresztą, nie oszukujmy się, zwykle głównie o to chodzi. Wierzący współmałżonek, zgadzający się dobrowolnie na rozwód, w pewnym sensie popycha męża (żonę) do grzesznego, cudzołożnego związku. Ma się to nijak do odpowiedzialności za zbawienie męża (żony). Rozwód jest zezwoleniem na ostateczne rozstanie, jest dezercją, definitywną ucieczką z małżeństwa. Kościół, nauczając zbawiennie o nierozerwalności małżeństwa sakramentalnego, nie może pochwalać, a tym bardziej zaakceptować rozwodu otwierającego furtkę do zawarcia nowego związku. Mimo wszystko pozwala jednak, aby małżonkowie będący po rozwodzie, lecz niewchodzący w związki nowe (czyli z punktu

widzenia przysięgi małżeńskiej cudzołożne), mogli w pełni uczestniczyć w życiu sakramentalnym.

Separacja natomiast nie daje możliwości zawarcia drugiego związku. W tym sensie chroni przed zalegalizowanym urzędowo cudzołóstwem i daje szansę powrotu i naprawy małżeństwa. Osoba wnosząca o separację nie podważa sensu istnienia małżeństwa, nie chce wchodzić w kolejny związek, nie ułatwia tego współmałżonkowi, a jedynie uważa, że relacje są aktualnie tak trudne, że wspólne mieszkanie jest czasowo niemożliwe. Uznała więc, że dla dobra małżeństwa celowe będzie tymczasowe rozstanie. Bywa, że napięcie, jakie narosło, doprowadza do rękoczynów i zagrożone jest zdrowie, a nawet życie żony i dzieci. Separacja może też zagwarantować pokrywanie kosztów utrzymania przez małżonka uchylającego się od tego obowiązku, co często ratuje podstawy bytu żony i dzieci. Separacja jest próbą zachowania ważności i nierozerwalności małżeństwa przez przetrwanie kryzysu w oddaleniu od siebie. Kościół nie tyle zaleca, co dopuszcza separację, uznając, że losy ludzkie bywają tak pogmatwane, iż czasem potrzebna jest czasowa (a nawet trwała) separacja, by przywrócić godne warunki życia zagrożonemu małżonkowi i dzieciom.

26. Co to jest orzeczenie nieważności małżeństwa i jakie są podstawy do takiego orzeczenia?

W potocznej mowie słyszymy często o „rozwodach kościelnych". Tymczasem ważnie zawartego i dopełnionego małżeństwa nie może rozwiązać nawet Papież. Małżeństwo niedopełnione (bez rozpoczęcia współżycia płciowego) może być „dla słusznych powodów" rozwiązane przez Papieża na prośbę dwu lub nawet jednej strony.

Może się jednak zdarzyć, że małżeństwo zostało zawarte nieważnie. Dzieje się to wtedy, gdy w chwili zawierania małżeństwa działały przeszkody tzw. zrywające. Przeszkody te pochodzą z prawa Bożego lub kościelnego. Od przeszkód z prawa kościelnego może,

gdy istnieją słuszne przyczyny, udzielić dyspensy biskup. Przeszkód jest kilkanaście, z których wymieńmy najważniejsze:

• Przeszkoda wieku (w skali świata mężczyzna 16 lat, kobieta 14, w Polsce odpowiednio 18, 16)

• Niezdolność fizyczna (impotencja - trwała i pewna)

• Przeszkoda węzła małżeńskiego

• Przeszkoda różności religii

• Przeszkoda przyjętych święceń lub ślubu wieczystego w instytucie zakonnym

• Przeszkoda uprowadzenia (w celu wymuszenia zgody na małżeństwo)

• Przeszkoda występku (zabójstwo lub udział w nim, by „uzyskać" stan wolny)

• Przeszkoda pokrewieństwa, powinowactwa lub pokrewieństwa prawnego (przez adopcję)

• Przeszkoda przyzwoitości publicznej (nie wolno poślubić bliskich krewnych konkubiny).

• Powodem nieważności może być również niezdolność prawna do zawarcia małżeństwa poprzez niewystarczające używanie rozumu, brak dostatecznego rozeznania lub możliwości pod jęcia istotnych praw i obowiązków małżeńskich. Należy ponadto wymienić błąd co do osoby, oszustwo w sprawie waż nej, zgoda pozorna lub zawarcie małżeństwa pod warunkiem dotyczącym przyszłości lub pod przymusem.

Zatem zadaniem trybunału kościelnego nie jesl udzielenie „rozwodu" wKościele, ajedynie stwierdzenie, czy malżeńsiwo /oslalo zawarte w sposób ważny. Tak więc jakiekolwiek wydarzenie po ślubie, choćby najbardziej dramatyczne, nie może nuci najmniejszego wpływu na ważność zawartego wcześniej ni.il/ensi w.i.

27. W dzisiejszym świecie coraz więcej ludzi staje się ofiarami rewolucji seksualnej na skutek wczesnej edukacji seksualnej w szkole, łatwego dostępu do pornografii i braku zachowania czystości przedmałżeńskiej. W jaki sposób wpływa to później na współżycie małżeńskie?

W sposób zasadniczy, jakościowy i zawsze negatywny.

Spróbuję to szerzej wyjaśnić. Dodajmy, że powodów nieładu seksualnego, poza wymienionymi, jest bardzo wiele, poczynając od naturalnych pobudzeń (nieopanowanych rozumem i wolą), a kończąc na programowej, profesjonalnej, niemal powszechnej zachęcie do działań seksualnych poza małżeństwem, a więc cudzołożnych. Czynią to, nie szczędząc środków, ci, którzy zarabiają na bałaganie seksualnym. Faktycznie, rozwiązłość seksualna niezwykle się w czasach współczesnych rozpanoszyła. Akceptowana obecnie dość powszechnie obyczajowość w sferze seksualnej jeszcze 50 lat temu nazwana byłaby skrajną nieobyczajnością. Skutki takiego stanu rzeczy są opłakane. Można je obserwować na poziomie pojedynczej osoby, w relacjach międzyosobowych (w tym małżeńskich) i na poziomie społecznym (całe mnóstwo negatywnych zjawisk takich jak: rozbite rodziny, domy dziecka, przestępczość seksualna, zjawisko aborcji i wiele innych). Osoby, które podjęły działania seksualne w poszukiwaniu egoistycznej przyjemności (masturbacja, współżycie z przygodnymi partnerami) są wewnętrznie rozbite i gorzej nadają się do wchodzenia w relację miłości, która wymaga chęci obdarowywania oraz postawy panowania nad sobą. Osoby z doświadczeniami pozamałżeńskimi znacznie trudniej nawiązują trwałe więzi. Ich małżeństwa szybciej i częściej się rozpadają. W związku małżeńskim mają natomiast trudności z wiernością i, co może wydać się dziwne, ze współżyciem płciowym. Trudno im również zaakceptować poczęte dzieci. Powszechnie sięgają po antykoncepcję, a w razie „zawodu" łatwiej decydują się na aborcję. Znani mi z poradni wszyscy młodzi ok. trzydziestoletni impotenci bardzo wcześnie i intensywnie „korzystali" z pornografii, uprawiali samogwałt i mieli „bogate" doświadczenia z wieloma partnerami. Nie spotkałem pary w sytuacji rozwodowej, w której oboje dotrwali w czystości do małżeństwa.

Co jest główną przyczyną faktu, że doświadczenia przedślubne niszczą współżycie małżeńskie? Jest nią degradacja osoby poprzez wypaczone nastawienie psychiczne i utrwalone nieprawidłowe stereotypy przeżywania przyjemności seksualnej. Normalne współżycie małżeńskie odbywa się w atmosferze spokoju moralnego (to, co robimy, jest piękne i dobre), w kontekście trwałej więzi heteroseksualnej (umożliwiającej przyjęcie i wychowanie dzieci), przy akceptacji podwójnego znaczenia współżycia (jedności i rodzicielstwa). Właśnie niepokój moralny, brak poczucia bezpieczeństwa i rozbicie tego podwójnego znaczenia (jedności i rodzicielstwa) leżą u podstaw niemal wszystkich niepowodzeń i tragedii seksualnych. Wszelkie pozamałżeńskie formy aktywności seksualnej są szukaniem przyjemności w oderwaniu od rodzicielstwa. Więcej, są stawianiem wyżej przyjemności seksualnej, która staje się ważniejsza od życia dziecka. To nieludzkie podejście wniesione w małżeństwo powoduje spustoszenie we współżyciu oraz wychowaniu dzieci. Sprowadza akt małżeński do wciąż malejącego wymiaru przyjemnościowego i pozbawia głębi, która stanowi najwspanialszy wymiar współżycia męża i żony. Świat, z wiadomych przyczyn, milczy na temat przeżyć wyższych dostępnych jedynie wiernym małżonkom, otwartym na życie poczęte i oddającym się sobie nawzajem bez żadnego lęku. Tymcza sem rosnąca aż do śmierci więź psychiczna i duchowa małżonków stanowi najpiękniejszy owoc współżycia płciowego, który jest zupcl nie niedostępny, a często nawet nie uświadamiany przez osoby odda jące się przygodnym uciechom seksualnym.

28. Co to jest czystość małżeńska i jak ją zachowywać?

Czystość jest to stan najbliższy idealnemu. Czyste złoto, izyslc powietrze, czysta woda to niekwestionowane dziś warlośi i (//ysly chłopak, czysta dziewczyna, czystość przedmałżeńska bywuią przyj mowane z uśmieszkiem podważającym wartość i opłacalność takiej postawy. Czystość małżeńska jest dla wielu terminem niezrozumiałym. Małżeństwo czyste to takie, jakim je zaplanował Stwórca i przez to najszczęśliwsze. Warto precyzyjnie zdefiniować czystość małżeńską w wymiarze płciowym. Tak, jak czystość przedmałżeńska wyklucza całkowicie współżycie, a nawet świadome pobudzenie seksualne, tak ważnym jej elementem w małżeństwie jest prawidłowe współżycie. W wymiarze cielesnym oznacza ono zjednoczenie narządów rozrodczych żony i męża i przekazanie płynu nasiennego męża (wytrysk nasienia) do otwartych na jego przyjęcie, niczym niezablokowanych i nieokaleczonych w swej funkcji narządów rodnych żony. W wymiarze psychicznym czystość współżycia wymaga obopólnej zgody (brak jakiegokolwiek wymuszenia) i trwałej bliskości psychicznej męża i żony w codzienności. Współżycie ma być wyrazem tego, co łączy małżonków. Ponadto powinno się ono odbywać w atmosferze absolutnego spokoju, bez jakiegokolwiek lęku, w szczególności przed poczęciem dziecka. By nie bać się własnej płodności i móc traktować ją jako piękny dar do zagospodarowania, trzeba ją objąć rozumem i podporządkować woli własne działania seksualne. Zauważmy, że zupełnie sprzeczna z takim podejściem jest oferta świata zachęcająca do działań bezrozumnych i bezwolnych - „spontanicznych". Zatem poznanie i akceptacja płodności żony jest koniecznym elementem czystości małżeńskiej.

Czystość wymaga wzięcia w ryzy rozumu i woli własnej i wspólnej płciowości. Aby współżycie małżeńskie było czyste, musi być zawsze prawidłowe i odbywać się w czasie respektującym rytm płodności żony oraz dokonywać się za obopólną zgodą, z zachowaniem nakazów moralnych. Słowem, czystość jest postawą wpisania się z działaniami seksualnymi w naturę z pełnym jej uszanowaniem. Nieczyste są wszelkie działania autoerotyczne, antykoncepcyjne, poronne i abortywne. Źródłem nieczystości jest stawianie przyjemności seksualnej wyżej niż życia dziecka. Można zaryzykować stwierdzenie, że nieczysty jest już sam lęk przed dzieckiem i jego odrzucę-

nie psychiczne. Dziecko bowiem, nawet to niezaplanowane, powinno być zawsze traktowane jako wielki dar. Ma ono do tego niezbywalne prawo, gdyż jest darem samego Boga.

29. Na czym polegają uzależnienia seksualne i jaki jest ich wpływ na współżycie małżeńskie?

Uzależnienia seksualne są skutkiem wcześniejszych postaw i działań. Wynikają z zaburzenia harmonii rozwoju człowieka. Najczęściej ich korzenie sięgają okresu dojrzewania. Wtedy to młody człowiek odczuwa nowe, dotychczas nieznane pobudzenia ciała i wyobraźni, co zawsze sprawia mu pewne trudności. Jest to czas ostatecznego kształtowania się heteroseksualizmu, jedynej biologicznie uzasadnionej (poprzez płodność), a więc normalnej orientacji seksualnej człowieka.

Niebezpieczeństwem dla dziewcząt są pobudzenia wyobraźni inspirowane przez profesjonalnie redagowane i podsuwane „piśmi-dełka" popychające je w kierunku „przygód miłosnych" lub wprost pobudzeń seksualnych. Szczytem draństwa była zachęta do samogwałtu wraz z instruktażem zawarta w książkach dla klas V-VIII zatwierdzonych przez MEN za czasów min. Wiatra. Dziewczynka, której tęsknoty skierowane są ku doznaniom seksualnym z dużym prawdopodobieństwem podejmie jakieś działania, by je zaspokoić. Zaczyna się od „niewinnego" fantazjowania, po czym przychodzą podniecające rozmowy z rówieśniczkami, które torują drogę do podjęcia działań. Gdy dochodzi do tego w bardzo młodym wieku, przy nieukształtowanej jeszcze psychice, w prostej linii prowadzi do uzależnienia od przeżywania przyjemności seksualnej (samogwałt, zabawy z przygodnymi partnerami, wchodzenie w „wolne" związki).

W przypadku chłopców jest nieco inaczej. Najwięcej bodźców (w tym seksualnych) dociera do nich za pośrednictwem zmysłu wzroku. W związku z tym czyha na nich mnóstwo pułapek, które zastawiają fachowcy od manipulacji „polujący" na stałych klientów (czytaj nałogowców) w przemysłach, dla których pożywkę stanowi

rozwiązłość seksualna. Ich lista jest długa: pornograficzny, antykoncepcyjny, żyjący z nierządu (dawniej „burdele" dziś „agencje towarzyskie"), sieci klinik aborcyjnych i wiele innych solidarnie współpracujących. Chłopak, który wpadnie w pułapkę i zasmakuje w przyjemności, jaką rodzi oglądanie choćby lekko porozbieranych pań, wstępuje na równię pochyłą ku uzależnieniu. Po chwili bowiem te „lekko rozebrane" przestają działać. By uzyskać tę samą przyjemność, trzeba sięgać po coraz silniejsze bodźce (psychiczne prawo znużenia). Zwykle napięcie, jakie wywołuje oglądanie „panienek", jest rozładowywane na drodze samogwałtu. To prosta droga do uzależnienia od przyjemności seksualnej. Bywa, że chęć przeżycia „nowych wrażeń" (stare się nudzą) popycha uzależnionego do działań perwersyjnych czy wręcz przestępczych.

Osoba uzależniona nie może działać w sposób wolny. Nie panując nad sobą, nie posiadając siebie, nie może siebie jako dar ofiarować. Traktując sprawę jak najbardziej poważnie, trzeba powiedzieć, że osoba uzależniona nie może wejść w prawdziwą, głęboko rozumianą relację miłości. Wchodząc w związki, nawet małżeńskie, z innymi ma silną skłonność do używania osoby i ciała współmałżonka jako „przedmiotu" dostarczającego przyjemności cielesnej. Rola „przedmiotu" do samogwałtu jest tragiczna, ale wcale nie tak rzadka w praktyce. Tak więc wszelkie uzależnienia od przyjemności seksualnej wpływają katastrofalnie na współżycie małżeńskie i są nierzadko przyczyną rozpadu więzi i prowadzą do rozwodów.

30. Jakie zagrożenia płyną z pornografii, która jest powszechnie dostępna?

Szkodliwość pornografii jest powszechnie niedoceniana. Tymczasem nawet pojedynczy obejrzany obraz pornograficzny czy przeczytany w młodości opis może pozostawać w pamięci i wprowadzać niepokój przez całe życie. Wszyscy wiedzą, że pornografia ma na celu wywołanie bezpośredniego, najlepiej natychmiastowego pobudzenia seksualnego. Większość jednak nie zdaje sobie sprawy z dłu-

gofalowych skutków jej oddziaływania. Pornografia wzbudza lesk noty do przeżycia tego samego w rzeczywistości. W ten sposób staje się nieuświadomionym wzorcem własnych zachowań seksualnych. Co więcej, oglądane reakcje ciał i „szczęście" filmowych partnerów stają się źródłem przygnębienia i frustracji po przyrównaniu do nich własnych działań i przeżyć. Podobnie rzecz się ma z przedstawio nymi na zdjęciu czy w filmie wyidealizowanymi ciałami. Nikt tak w rzeczywistości nie wygląda, nawet ci „aktorzy" we własnych zwiąż kach, o ile w ogóle takie stworzyli. Porównanie żony (czy męża) do oglądanych „ideałów" zawsze wypada blado i rodzi frustracje oraz pokusy zmiany partnera na „lepszego". Nade wszystko jednak pornografia kładzie nacisk na wygląd i reakcje ciała (orgazm). Takie spojrzenie sieje spustoszenie w relacjach małżeńskich, bo odwraca uwagę od tego, co najistotniejsze w spotkaniu miłosnym męża i żony. Cała jego głębia, decydująca w warstwie psychicznej i duchowej dozgonnej atrakcyjności współżycia małżeńskiego, pozostaje w cieniu. Nieważne stają się wówczas: radość z wzajemnej wierności i dozgonnej miłości małżeńskiej, wyłączność seksualna, czystość relacji i wreszcie płodność potwierdzona zrodzonymi dziećmi.

Słowem pornografia zabija ducha i głębię spotkania intymnego, sprowadzając je do spektaklu zredukowanego do wymiaru cieles nego (doznania i reakcje ciała).

 

Sonda

Czy przedsoborowa Msza Trydencka? (po łacinie)
 

Polecany link, kliknij

Reklama

Kto jest teraz on-line

Naszą witrynę przegląda teraz 116 gości