Małżeństwo i Rodzina 11-20
Czytelnia - Małżeństwo i rodzina

11. Niestety coraz więcej osób podchodzi do sakramentu małżeństwa bardzo lekkomyślnie, jakby nie zdając sobie sprawy z tego, co przysięgają sobie i Bogu. jakie mogą być tego skutki?

Skutki takiego podejścia są opłakane w dosłownym znaczeniu tego słowa. Odsuwając Boga oraz świat wyższych wartości i motywacji, praktycznie każde małżeństwo może dojść do wniosku, by rozwiązać istniejące problemy przez rozwód. I tak niestety dzieje się bardzo często w coraz bardziej bezbożnym, hedonistycznym i wyzutym z wszelkich wartości wyższych świecie. Jeżeli głównym motywem postępowania staje się doraźna przyjemność, to trudno liczyć na trwałość jakiegokolwiek związku.

12. Wypełnianie przysięgi małżeńskiej można nazwać receptą na szczęśliwe małżeństwo. Czego wyrazem zatem powinno być to, co kobieta i mężczyzna ślubują sobie przy ołtarzu?

Nie ulega wątpliwości, że każda para, która wypełniłaby w pełni słowa przysięgi małżeńskiej, byłaby bardzo szczęśliwa.

Jestem przekonany, że decyzja o ślubie w Kościele podejmowana jest niekiedy z pobudek zupełnie pozareligijnych. Bywa, że nowożeńcy nie tylko nie doceniają świętości chwili, ale wręcz nie rozumieją, czego wyrazem są słowa wypowiadane w Kościele w momencie zawierania sakramentalnego związku małżeńskiego. Gdyby w dniu ślubu zdali sobie sprawę, co znaczą wypowiadane słowa i deklaracje... Gdyby pojęli, że ślubowana miłość nie jest chwilowym kaprysem, lecz stanowi świadomy wybór, że jest aktem ich wolnej woli i zobowiązaniem do dozgonnej troski o dobro małżonka. Gdyby rozumieli głębię ślubu wierności i uczciwości. Gdyby zauważyli, że prosili o łaskę wsparcia do wypełnienia przysięgi samego Boga, aniołów i wszystkich świętych. Gdyby mieli poczucie odpowiedzialności za słowa i choćby odrobinę ludzkiej przyzwoitości... to losy małżeństw, przynajmniej tych zawartych w Kościele, byłyby diametralnie inne. Małżeństwa stałyby się lepsze, trwalsze i po prostu szczęśliwsze.

13. Wielu jest przekonanych, że miłość to silne uczucie, które z czasem musi przeminąć. Czy można sobie zatem ślubować dozgonną miłość i w czym ma się ona wyrażać w życiu codziennym?

Miłości nie należy mylić z uczuciami choć towarzyszą one sobie nieodłącznie. Uczucia są bowiem z natury zmienne i zależą od wielu czynników, zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych, na które nie mamy wpływu. Uczucia i ich intensywność zmieniają się np. wraz z wiekiem czy ze stanem zdrowia. Nie zależą one bezpośrednio od woli, zatem nie można ich ślubować. Należy natomiast troszczyć się o nie i podtrzymywać je w dobrej kondycji przez całe życie. Błędne jest przeświadczenie, że tylko w dniu ślubu mężczyzna i kobieta darzą się prawdziwą miłością. Miłość i uczucia mogą się rozwijać i dojrzewać, na co wskazuje wiele wzruszających przykładów okazywania sobie miłości, szacunku i przywiązania przez staruszków, którzy przeżyli ze sobą całe życie. Ich uczucia są zupełnie inne niż te gorące, młodzieńcze, ale z pewnością nie gorsze. Powiedziałbym raczej, że są bardziej dojrzałe, bo stanowiące owoc całego życia. Odmienne oblicza wzajemnych relacji w poszczególnych etapach życia można porównać do wina: młode „buzujące" powoduje zawrót głowy (jak to bywa zazwyczaj z młodymi ludźmi) i stare, „przeleżakowane", przeznaczone dla koneserów, czyli osób dojrzałych, które już wiedzą, że miłość nie jest tylko chwilowym zauroczeniem. Miłość jest funkcją woli (i w tym sensie można ją sobie narzucić). Jest decyzją troszczenia się o dobro osoby ukochanej do końca życia, bez żadnych warunków, a nawet pomimo wszystko. Ślubujemy miłość, bo ślub ten można jednoosobowo, nawet przy odrzuceniu przez drugą stronę, wypełnić aż do śmierci. W codzienności będzie się to wyrażać najprostszymi gestami: zrobieniem herbaty, posprzątaniem, ale też zauważeniem wysiłku współmałżonka, pochwałą, wreszcie podziwem dla jego dokonań, jak również przeproszeniem i wybaczeniem, gdy wymaga tego sytuacja. Jednego tylko miłość nie dopuszcza: zachęcania do zła moralnego czy przyzwalania na nie. Zło moralne niszczy miłość i niszczy człowieka, a więc oddala go od szczęścia a tym samym od zbawienia. Dla osoby wierzącej najwyższym dobrem jest zbawienie i to ono powinno być głównym celem troski o ukochanego człowieka. Piękną definicję miłości dał Jan Paweł II: „Człowiek w pełni nie może się odnaleźć inaczej, jak tylko przez bezinteresowny dar z siebie samego". Oprócz definicji miłości Papież w tym zdaniu podkreślił, że miłość jest drogą odnalezienia siebie, swego przeznaczenia, jedyną drogą do szczęścia człowieka. A jak się mają uczucia do miłości? Są one bardzo ważne na etapie poznawania się, gdyż często pozytywne uczucia, jakie wywołuje druga osoba, zwracają na nią uwagę i pozwalają dostrzec w niej to, co dobre i piękne. Umiłowanie tych wartości może zrodzić gotowość do poświęcenia i mamy... początek miłości. Uczucia, które wyrwały się spod kontroli rozumu i woli, mogą doprowadzić do ruiny życia. Gdy uczucia są dobre i szlachetne, podtrzymanie miłości w małżeństwie jest proste. Dlatego warto dbać o pozytywne uczucia w związku, gdyż jest to najprostsza recepta na przetrwanie i rozwój miłości aż do śmierci. Tam, gdzie miłość małżeńska jest zagrożona, zawsze doradzam to samo: troskę o naprawę uczuć. Pewien staruszek zapytany, czy nigdy nie zamierzał się rozwieść, zażartował: „Rozwieść - nigdy, ale zamordować żonę - bardzo często!" Pojawiające się nawet silne negatywne uczucia są alarmem, że trzeba natychmiast coś zrobić. Nie wolno jednak na tej podstawie stawiać absurdalnej diagnozy, że oto miłość się skończyła. Trzeba zabrać się za naprawianie uczuć. Tak więc uczucia w miłości są ważne, dobre ułatwiają miłowanie, lecz złe, zaniedbane, nie naprawiane mogą rujnować miłość. Ostatecznie jednak miłość (troska o dobro) dzięki rozumowi i woli może trwać nawet wbrew uczuciom. Może nigdy się nie kończyć.

14. Na czym polega wierność małżeńska?

Wierność obejmuje całe życie, nie tylko sferę płciowości. Wierności współmałżonka nie da się upilnować żadną siłą, nadzorem, kontrolą. Na wierność trzeba się zdecydować osobiście i samemu ją sobie narzucić. Ważne jest, by mieć jasną, klarowną, radykalną wizję własnej wierności. Wszelkie relatywizowanie i łagodzenie ostrości widzenia w tym względzie są śmiertelnie niebezpieczne. Kościół w encyklice Humanae Vitae podpowiada, że wierność należy rozumieć tak, jak w dniu ślubu, czyli dosłownie. Wypowiedzenie roty przysięgi małżeńskiej jest bowiem publiczną deklaracją decyzji na wierność dozgonną. Należy ją jednak egzekwować w pierwszej kolejności od siebie, nie zaś od współmałżonka. Czy jesteś wierny? A czy w stosunku do spotkanej atrakcyjnej kobiety zachowałbyś się tak samo, gdyby żona stała przy tobie? Czy w stosunku do obcego, interesującego mężczyzny zachowałabyś się tak samo, gdyby przy twoim boku stał mąż?

15. Na czym polega uczciwość małżeńska?

Uczciwość w rozumieniu ogólnym to przestrzeganie ustalonych zasad. W tym znaczeniu uczciwość małżeńska jest respektowaniem zasad, które są podstawą, fundamentem zawartego małżeństwa. W Kościele katolickim zasady te wymienione są w przysiędze małżeńskiej. Mieści się w niej deklaracja zawarcia związku małżeńskiego z własnej i nieprzymuszonej woli, trwania w nim w dobrej i złej doli aż do śmierci oraz przyjęcia z miłością każdego poczętego dziecka, oraz ślub deklaracji miłości, wierności i uczciwości małżeńskiej. Ślub uczciwości jest swoistym zwornikiem, podsumowaniem i potwierdzeniem tych wszystkich deklaracji. Można jednak uczciwość małżeńską traktować dodatkowo jako deklarację czystości w dziedzinie specyficznej dla małżeństw, a więc w sferze płcio-wości. Czystość małżeńska wymaga użycia rozumu (poznanie rytmu płodności żony) i woli (dostosowanie aktów małżeńskich do aktualnych planów prokreacyjnych). Można wreszcie, sięgając do źródłosłowu, traktować uczciwość jako „uczczenie" współmałżonka swoim postępowaniem. W dziedzinie płciowości jest to szczególnie piękna deklaracja, bowiem „uczczenie" jest całkowicie sprzeczne z egoistycznym wykorzystaniem i uprzedmiotowieniem tak dziś zagrażającym małżeństwu wobec podszeptów bezbożnego i zdemoralizowanego świata (szatana).

16. Jak rozumieć nierozerwalność i trwanie małżeństwa aż do śmierci?

Dosłownie.

17. Jedną z funkcji małżeństwa oprócz zrodzenia i wychowania potomstwa jest wzajemne wsparcie małżonków. Na czym ono powinno polegać w świecie, który stara się zacierać tradycyjne czy naturalne role wynikające z faktu bycia kobietą lub mężczyzną?

Głupcy i manipulatorzy próbują zrównać kobiety z mężczyznami w każdej płaszczyźnie życia. Dotyczy to zwłaszcza ról, jakie mają oni do wypełnienia w społeczności. Jest rzeczą oczywistą, że mężczyzna i kobieta jako osoby mają równą godność. Inne są jednak zadania, do wypełnienia których zostali powołani przez Boga w rodzinie i w świecie. Równość rozumiana jako identyczność jest ewidentnie wbrew naturze, która nakazuje kobietom rodzić dzieci, a mężczyznom troszczyć się o swoje żony i potomstwo. W otoczeniu głupców, mimo presji przez nich wywieranej, można jednak żyć mądrze. Tyle tylko, że trzeba się przygotować na ich ataki i uodpornić na nazywanie siebie głupcem i odsyłanie do „ciemnogrodu". Ja osobiście wolę być szczęśliwy z przyklejoną etykietką nienowoczesnego „oszołoma" niż nowoczesny według panujących nowomodnych wymogów i... głęboko nieszczęśliwy, bo wynaturzony. Małżonkowie powinni sobie nawzajem pomagać w pogłębianiu radości wynikającej z różnic między kobietą a mężczyzną oraz okazywać podziw dla geniuszu kobiecości i męskości. Powinni ponadto mądrze, w zależności od talentów i predyspozycji, dzielić role i zadania, jakie mają do wypełnienia w rodzinie, zwłaszcza poprzez zrozumienie istoty powołania do macierzyństwa i ojcostwa. Niezbędne jest również udzielanie sobie wsparcia we wzajemnym rozwoju, dzięki czemu stanie się możliwe coraz lepsze wypełnianie naturalnych dla każdej płci zadań. Najważniejszym wsparciem, jakiego powinni udzielać sobie małżonkowie, jest jednak stałe utwierdzanie siebie nawzajem w zdrowym poczuciu własnej wartości. Nic tak nie mobilizuje żony do wysiłku i pracy nad sobą jak zachwyt w oczach męża dla jej piękna i dobra. Analogicznie mąż, szczerze podziwiany przez żonę, gotów jest dla niej i dla rodziny do najwyższych poświęceń. Wzajemne wspieranie się wżyciu codziennym może być bardzo różne w zależności od osobistych talentów i umiejętności. Najlepiej jest, jeśli każdy daje wspólnocie rodzinnej to, co ma najlepszego do zaoferowania. W niektórych sprawach małżonkowie mogą się wspierać lub wymieniać (np. w kuchni). Kobieta jest jednak niezastąpiona w trosce o małe dziecko. I nie chodzi tu tylko o karmienie piersią. Wydaje się jednak, że głównym i najważniejszym wkładem kobiet wżycie społeczne jest kształtowanie pozytywnych relacji między ludźmi. Najpiękniejszą relacją jest miłość, a więc zadaniem kobiet jest szerzenie miłości. Mężczyzna natomiast jest (a przynajmniej powinien być) człowiekiem czynu, który walczy z przeciwnościami i doprowadza sprawy do zaplanowanego końca. Słowem, stworzony jest do brania odpowiedzialności za losy rodziny. W tej roli mężczyzna czuje się w swoim żywiole i staje się zdolny do najwyższych poświęceń. Najtrudniejsza jest jednak budowa komunii małżeńskiej dwojga całkowicie odmiennych istot. Podstawowe wsparcie, jakiego udzielać winni sobie małżonkowie w tym względzie, to ubogacanie siebie nawzajem przez szczere i ufne ujawnianie niewidocznego dla oczu wnętrza siebie - osoby drugiej płci. To ujawnienie jest warunkiem koniecznym poznania, zaakceptowania i uszanowania, a nawet radowania się uzupełniającą się wzajemnie „innością" małżonków.

18. W niektórych środowiskach można zaobserwować pewne tendencje do feminizacji zachowań mężczyzn i maskulinizacji zachowań kobiet. Czym to jest spowodowane i jak wpływa na relacje w rodzinie?

Rzeczywiście zjawisko maskulinizacji kobiet jest wyraźnie zauważalne i, niestety, rozszerza się. Nie wynika ono ani z głębokiej refleksji, ani z rozważnie podejmowanych decyzji, lecz jest raczej wynikiem bezmyślności, ślepym podążaniem za duchem (a może upiorem) dziwacznie definiowanej nowoczesności czy, mówiąc wprost, za modą, która narzuca kobietom przekonanie, że osiągną szczęście, gdy staną się „jak mężczyźni". Panuje więc wśród pewnych grup kobiet moda na udawanie „twardziela" niepotrzebującego wsparcia i opieki mężczyzny. Wiele kobiet tak dobrze wchodzi w tę rolę, że przyjmuje zachowania „typowo męskie" według najgorszych wzorców, a więc piją, palą, przeklinają, oglądają horrory, a nawet zabawiają się seksualnie w przygodnych związkach. Nie wiedzą, że odchodząc od kobiecej natury, tracą szansę na szczęście i w przyszłości będą musiały zadowalać się jedynie powierzchownymi przyjemnościami. Ma to oczywiście katastrofalny wpływ na małżeństwa takich kobiet i wypełnianie przez nie roli matki. Często jednak bywa, że kobiety tego typu nie wchodzą w trwałe związki, a swym dzieciom nie pozwalają się urodzić. Feminizacja zachowań męskich jest również dość powszechna i chociaż nic nie usprawiedliwia mężczyzn, którzy rezygnują z używania rozumu i z pracy nad sobą, to jednak kobiety mają w tym procesie swój niechlubny udział. Przede wszystkim zdominowały one wychowanie chłopców. Nie ma już postrzyżyn i chłopiec nie zaprawia się do trudów życia pod twardą, trochę szorstką ręką ojca. Matki, wychowawczynie przedszkolne, nauczycielki za ideał dobrego zachowania stawiają chłopcom... grzeczne dziewczynki. Często nadopiekuńcze, troszczą się głównie o bezpieczeństwo chłopców, nie pozwalając na żadne „męskie wybryki". Takie wychowanie pozbawia okazji do nabijania sobie guzów i uczenia się odpowiedzialności na własnych, nawet bolesnych błędach. W efekcie chłopiec w wieku 18 lat staje się nominalnie mężczyzną, lecz schowany pod skrzydełkami mamy, osaczony jej uczuciami, nie jest zdolny do brania na siebie nawet elementarnej odpowiedzialności. To jest podstawowa przyczyna lęku mężczyzn przed zawieraniem małżeństw (stąd „wolne" związki) i przed zdecydowaniem się na rodzicielstwo (stosowanie antykoncepcji, aborcja). Zniewieściały mężczyzna, niepotrafiący wziąć na swoje barki odpowiedzialności za losy rodziny, fatalnie funkcjonuje jako mąż i ojciec. Skutki feminizacji mężczyzn są dosłownie opłakane. Najtragiczniejsze jest to, że ucieczka zarówno kobiet, jak i mężczyzn od swej natury, od swego odwiecznego przeznaczenia czyni ich samych po prostu nieszczęśliwymi... w pewnym sensie na własne życzenie.

19. Wśród młodych ludzi daje się zaobserwować niepokojącą tendencję do unikania trwałych związków małżeńskich na rzecz związków na tzw. „kocią łapę". Gdzie można szukać przyczyn tego zjawiska i jak mu zapobiegać?

„Kocia łapa" czy, jak mówi dzisiejszy świat, „wolny związek" jest wynikiem tchórzostwa, klasyczną męską ucieczką przed odpowiedzialnością. „Wolność" takich związków od rodzicielstwa z jednoczesną „swobodą" seksualną (pozbawienie działań kontroli rozumu i woli) prowadzi w prostej linii do uzależnienia od seksu. Uniemożliwia to oczywiście tworzenie prawidłowej i dającej szczęście więzi intymnej, co w konsekwencji powoduje rozpad „wolnych związków". Doświadczenie potwierdza, że rozpadają się one dużo częściej i szybciej niż formalnie zawarte małżeństwa. Podstawową przyczyną tego zjawiska jest niedojrzałość, zwłaszcza mężczyzn. Bogata retoryka ukazująca wyższość „wolnych związków" jest bez wątpienia wytworem pokrętnych i skarlałych duchowo mężczyzn. Napawa mnie to jako mężczyznę wielkim smutkiem. Do rozpowszechniania się „wolnych związków", obok wspomnianego już lęku mężczyzn przed odpowiedzialnością, przyczynia się niewątpliwie postawa hedonistyczna ukierunkowana jedynie na przeżywanie przyjemności. Sprzyja temu nowa obyczajowość, która dawniej zostałaby nazwana „nieobyczajnością" i swoista moda na rozwiązłość seksualną reklamowana ochoczo w filmach, czasopismach, piosenkach. Zapobieganie temu zjawisku jest walką Dawida z Goliatem, przy czym Goliat to gigantyczny światowy przemysł żywiący się nieładem i, co logiczne, propagujący wszelkie formy bałaganu seksualnego. Obroną byłby powszechny powrót do zasad moralnych zawartych w Dekalogu, zaś jedynym narzędziem, które, moim zdaniem, ostatecznie okaże się skuteczne, są świadectwa szczęśliwych małżeństw, a ludzie, patrząc na nie będą mówili jak za czasów pierwszych chrześcijan: „ Zobaczcie, jak oni się miłują". Wówczas powstanie powszechna tęsknota do tworzenia normalnych, prawdziwych i trwałych rodzin. I... Dawid wygra! Mamy wszak obietnicę, że moce piekielne nie zwyciężą.

20. Małżonkowie tworzą wspólne gospodarstwo rodzinne. Na czym polegają role kobiety i mężczyzny w prowadzeniu rodzinnego gospodarstwa?

Podział na role powinien być przede wszystkim sprawiedliwy i mądry. Nie chodzi tu o „sprawiedliwość" typu: raz ty, raz ja. Byłoby kompletnym absurdem, gdyby węgiel z piwnicy nosili na przemian mąż i żona! Mądrość w podziale zadań i ról polega na uwzględnieniu indywidualnych talentów i ograniczeń wynikających nie tylko z różnicy płci. Bywa, że mężczyźni wspaniale gotują, a kobiety doskonale radzą sobie z majsterkowaniem przy sprzęcie elektrycznym czy elektronicznym, a nawet z komputerami. W tym względzie wymienność może posunąć się bardzo daleko. Nie powinna ona jednak dotykać terenów niejako przypisanych kobiecie i mężczyźnie przez naturę. Najogólniej mówiąc, kobieta powinna odpowiadać za piękno i dobro samego domu i relacji w nim panujących. Rolą mężczyzny jest natomiast stanie na straży prawidłowego funkcjonowania domu i rodziny oraz odpowiedzialność za to, by wszystko zmierzało do dobrego, ustalonego celu. Dla wierzących celem najwyższym jest zbawienie, a dochodzenie do tego odbywać się powinno przez osobowy rozwój i wzrost ku świętości wszystkich członków rodziny. Tego właśnie powinien pilnować mężczyzna. Terenem wybitnie kobiecym jest opieka nad małym dzieckiem, nad każdym biednym i chorym oraz kształtowanie pozytywnych relacji międzyludzkich. To właśnie kobieta ma uczyć mężczyznę tworzenia takich stosunków w rodzinie oraz angażować go do zabawy lub opieki nad małymi dziećmi. Jednakże to ona na tym terenie powinna pozostawać domowym ekspertem i głównym decydentem. Nieroztropnym ze względów psychologicznych byłoby np. wysłanie zaraz po urlopie macierzyńskim na urlop wychowawczy... męża. Znam przypadek, kiedy mąż wpadł na taki „genialny" pomysł i, gdy minęła pierwsza euforia, popadł w tak ciężką depresję, że cała rodzina boleśnie ten pomysł odchorowała. Działania wymagające użycia dużej siły fizycznej czy nawet niebezpieczne z pewnością powinno się zostawiać mężczyznom. Podobnie niemądre byłoby zdejmowanie z mężczyzny odpowiedzialności za byt i bezpieczeństwo rodziny. Pomijając fakt, że to on ma wrodzone predyspozycje do działania racjonalnego, do planowania, przewidywania, wybiegania myślami nawet w daleką przyszłość, to trzeba zauważyć, że przejęcie przez męża całkowitej odpowiedzialności za losy rodziny zawsze powoduje wzrost „mężczyzny" w wielu płaszczyznach życia. Można wręcz powiedzieć, że stanowi gwarancję tego wzrostu. Oczywiście wszystkie decyzje podejmowane przez męża powinny być podporządkowane dobru rodziny, nigdy zaś jego zachciankom. Każdy kapitan będzie ryzykował życiem, by ratować wszystkich powierzonych sobie pasażerów i członków załogi w razie katastrofy statku. Gdyby mężowie czuli się w rodzinie tak ważni (pierwszy po Bogu), jak kapitanowie na okręcie, zapewne gotowi byliby do oddania życia za żonę i dzieci. Jeżeli tak nie jest, to znaczy, że nie weszli jeszcze dostatecznie w rolę głowy rodziny, czyli w rolę głównego opiekuna, obrońcy, żywiciela i przewodnika (również w wierze) dla żony i dzieci.

 

Sonda

Czy przedsoborowa Msza Trydencka? (po łacinie)
 

Polecany link, kliknij

Reklama

Kto jest teraz on-line

Naszą witrynę przegląda teraz 358 gości