O moraln? odnow? Narodu
?ycie Ko?cio?a - Katechezy i homilie

 

Stefan kardyna? Wyszy?ski, - Do wiernych w bazylice gnie?nie?skiej 2 II 1981

Umi?owane dzieci Bo?e, dzieci moje!

Wprowadzenie do dzisiejszej uroczysto?ci wyja?nia nam ju? jej charakter. Oto Chrystus chcia? podda? si? przepisom Starego Przymierza. Nie przyszed? bowiem po to, aby Zakon zniszczy?, ale by go wype?ni?. Dlatego Maryja i Józef przynie?li Dzieci? Jezus do ?wi?tyni i ofiarowali Je Panu. To co Bo?ego zosta?o oddane Bogu. Jakkolwiek Jezus Chrystus przyszed? na ten ?wiat dla nas ludzi i dla naszego zbawienia, nie przesta? trwa? w nieustannej ??czno?ci ze swoim Ojcem, na którego ?onie przebywa? nawet wtedy, gdy ?y? jako cz?owiek na ziemi. Jednak od chwili przedstawienia Dzieci?cia Jezus w starej ?wi?tyni jerozolimskiej Chrystus ujawnia sw? wi?? z Ojcem w perspektywie dziejów ludzkich. Wchodzi niejako w dziedzictwo swoich ojców wed?ug cia?a, w dziedzictwo Dawida i jego potomków. Jest to Bóg-Cz?owiek. Odt?d jest On w ?wi?tyni. Mo?emy powiedzie?: Bóg i Cz?owiek w ?wi?tyni ?wiata.

WEJ?CIE BOGA-CZ?OWIEKA W ?YCIE ZIEMI

Tak pi?knie mówi nam dzi? modlitwa liturgiczna: Oto przychodzi do ?wi?tyni swojej ?wi?ty W?adca, Pan. Wej?cie Chrystusa na ramionach Maryi do ?wi?tyni jerozolimskiej oznacza wej?cie Jezusa Chrystusa w ?ycie ?wiata, w ?ycie rodziny ludzkiej, w ?ycie ziemi. Wyk?adaj?c to zdarzenie ?wi?tobliwy starzec Symeon wyja?ni? Matce Chrystusowej: Oto znak, któremu sprzeciwia? si? b?d? (?k 2,34). Jezus Chrystus jest na tym ?wiecie znakiem. B?d? Mu si? sprzeciwia?, ale Go nie zniszcz?. Jedni b?d? Mu si? sprzeciwia? i dla nich b?dzie On ruin?, ale inni przyjm? ten znak i dla nich Jezus Chrystus stanie si? zmartwychwstaniem i ?yciem. W ten sposób uk?adaj? si? dzieje Bo?ego Syna na ziemi. Po tej samej te? linii id? dzieje Ko?cio?a, w którym ?yje Chrystus. Tak te? uk?adaj? si? dzieje rodziny ludzkiej i ka?dego narodu. Dla jednych Jezus Chrystus i Jego nauka s? zbawieniem: Wszyscy, którzy Go przyj?li, otrzymali moc, aby si? stali synami Bo?ymi (J 1,12). Dla innych jest znakiem sprzeciwu. Nieszcz??cie spotyka tych, którzy Mu nie uwierzyli. Wtedy rozpoczyna si? tragedia cz?owieka. A je?li to jest naród, mo?e si? rozpocz?? tragedia narodu. Mo?na te? mówi? o tragedii rodziny ludzkiej, je?eli uporczywie b?dzie odrzuca?a znak Chrystusa, który jest ustanowiony na zbawienie i na upadek wielu.

Widzimy, najmilsi, jak w dziejach ?wiata sprawdzaj? si? zdarzenia zapowiedziane w ?wi?tyni jerozolimskiej. Niewielu by?o ?wiadków tego donios?ego faktu-wej?cia do ?wi?tyni nowej ?wiat?o?ci, Boga-Cz?owieka. Przedtem w podwojach tej ?wi?tyni zaledwie trwo?liwie korzono si? przed Jahwe, którego imienia ludzie nie mieli odwagi wymawia?, ale teraz, gdy Maryja wnios?a Dzieci? Jezus i przedstawi?a je Symeonowi, Chrystus bierze w swoje ramiona ca?e dzieje ?ycia religijnego, tworz?c Nowe Przymierze; bierze w swoje d?onie dzieje rodziny ludzkiej, owszem - dzieje ka?dego cz?owieka, albowiem ka?dy z nas jest mieszkaniem Boga z lud?mi (por. Ap 21,3). To jest ?wiat?o?? prawdziwa. ?piewamy dzisiaj w czasie procesji ze ?wiecami: ?wiat?o na o?wiecenie pogan i chwa?? ludu izraelskiego. To ?wiat?o mo?e by? gaszone, albo rozdmuchiwane. Jest gaszone, gdy ludzie uporczywie broni? si? przed Bogiem i odmawiaj? Mu prawa obecno?ci w ?wiecie. Ale mo?e te? by? rozpromieniane, gdy cz?owiek, rodzina ludzka, naród - ?yje duchem Ewangelii. Wtedy to ?wiat?o Chrystusowe staje si? znakiem przewodnim dla ka?dego cz?owieka - bo kto chodzi w tej ?wiat?o?ci, jest ju? poza ciemno?ci?. Staje si? te? znakiem dla ka?dej rodziny, która patrzy na to przedziwne zdarzenie ze ?wi?tyni jerozolimskiej, gdzie Naj?wi?tsza Rodzina oddaje cz?owieka Bogu.

To jest, najmilsze dzieci Bo?e, program, który za przyk?adem Matki Chrystusowej maj? wype?nia? wszyscy rodzice. Wprawdzie to dzieci? jest twoim, matko, dzieci?ciem, owocem twojego trudu i m?ki, twojego cierpienia, po?wi?ce? i ofiary, ale zawsze jest te? dzieci?ciem Bo?ym. Jezus Chrystus przyniesiony do ?wi?tyni jerozolimskiej przez Maryj? na pewno by? i Jej Dzieci?ciem, bo ona prawdziwie by?a Mu Bogurodzic? Dziewic?. Ale Ona wiedzia?a, ?e otrzyma?a to Dzieci? od Ojca niebieskiego. Wiedzia?a te?, ?e Jego przeznaczeniem na ziemi jest odkupi? Izraela, odkupi? cz?owieka, wyzwoli? go z niewoli i m?ki, bo na to przyszed? na ?wiat, aby?my ?ycie mieli i obficie mieli (J 10,10). Dlatego sta? si? dla nas drog?, prawd? i ?yciem (J 14,6).

Najmilsze dzieci Bo?e! To, co jest prawd? w wymiarze ka?dego cz?owieka, jest te? prawd? w wymiarze ca?ej ludzko?ci, narodu, a nawet spo?eczno?ci publicznej i politycznej. Dlatego musimy sobie powiedzie?, ?e obecno?? Chrystusa w ?wiecie jest nadziej? rodziny ludzkiej, uznanie Jego miejsca w?ród nas jest naszym b?ogos?awie?stwem. Ale nie daj Bo?e odmówi? Chrystusowi miejsca w sercach naszych, w rodzinach, w narodzie, a nawet w spo?eczno?ci publicznej, bo to zawsze prowadzi do ruiny. Je?eli cz?owiek si? spostrze?e w swojej niedoli, musi to sobie u?wiadomi?. Wszelka bowiem odnowa musi si? zaczyna? od rehabilitacji Boga-Cz?owieka w naszym ?yciu osobistym, w ?yciu naszych rodzin, narodu i pa?stwa.

FUNDAMENTEM PRAWDZIWEJ ODNOWY - REHABILITACJA PRAWA BO?EGO

Kto? powiedzia?, ?e jedn? z przyczyn wspó?czesnej niedoli i rozk?adu moralnego naszego narodu jest to, ?e w pocz?tkach tego okresu dziejów Polski uporczywie odmawiano miejsca Chrystusowi, zw?aszcza w ?yciu rodzinnym oraz w wychowaniu dziatwy i m?odzie?y. Nie by?o dla Chrystusa miejsca w gospodzie, w tym polskim "Betlejem". Schroni? si? On do ?wi?tyni, schroni? si? do naszych serc. I tam przetrwa? programowan? zimnic? i wrogo?? wobec Boga-Cz?owieka, tam przetrwa? oboj?tno?? jak te? wyrafinowane o?wiadczenia: Nie znam tego cz?owieka... Nie wiem, co mówisz (Mt 26,70.72). Niestety, tak by?o cz?sto. Na skutek takiej sytuacji pog??bia? si? duchowy bez?ad wielu naszych braci, narasta?o wewn?trzne, psychiczne rozdwojenie, które prowadzi?o do chaosu i utraty zdolno?ci w?a?ciwego warto?ciowania - wszystko jest wzgl?dne, wszystko jest dost?pne, wszystko mo?na czyni?, co si? tylko komu podoba. Dzisiaj patrzymy na ten ujawniaj?cy si? rozk?ad, który przyszed? na nas tak nagle, chocia? zdawa?oby si?, ?e wszystko by?o "wzgl?dnie" dobrze. Panowa?a "wzgl?dna" cisza, a tu nagle taki wstrz?s! Zacz??o si? od kryzysu gospodarczego, jednak powoli zacz?li?my docieka?: No dobrze, ale dlaczego si? tak sta?o? Jedni mówi? - ludzie zawiedli, inni mówi? - b??dne by?y zasady nowej wspólnoty narodowej i politycznej. Gdy obecnie czytamy pras? krajow? i zagraniczn?, zastanawia nas to, ?e ludzie tak dobrze widz? teraz przyczyny naszej niedoli i umiej? je wyliczy?.

Ale mnie si? wydaje, najmilsi, ?e w szeregu najrozmaitszych przyczyn, które si? podaje, nie wymienia si? najstarszej: oto u podstaw tej sytuacji le?y jaki? bez?ad moralny spo?ecze?stwa. Zapewne, gdyby nie by?o b??dów nadrz?dnych, pochodz?cych od kierownictwa, do których si? to kierownictwo teraz przyznaje, mo?e ?atwiej by?oby jeszcze wytrzyma? b??dy obywateli. Ale gdy si? jedno z drugim sprz?g?o, wtedy dopiero rozpocz??a si? prawdziwa niedola. Trzeba teraz d?u?szego czasu naprawy, ?eby naród si? z niej wydoby?. Mo?e jeszcze ?atwiej si? b?dzie nam d?wign?? z niedoli gospodarczej, ale z tej straszliwej fali rozk?adu moralnego, która nas ogarn??a, wydobywa? si? b?dziemy z wielkim trudem. Je?eli dzi? we?mie si? do r?ki gazet?, ?atwo dostrzec, jak du?o jest nieuczciwo?ci, niesumienno?ci, bezprawia, nie tylko na najwy?szym poziomie, ale nawet na p?aszczy?nie pracy czy to zawodowej, przemys?owej, czy rolniczej, zw?aszcza we wspólnotach uspo?ecznionych. Gdy si? to ??czy jeszcze z nietrze?wo?ci?, a wi?c z os?abieniem postawy psychicznej i moralnej, wtedy rzeczywi?cie naprawa pr?dko przyj?? nie mo?e.

Trzeba zacz?? od naprawy cz?owieka. Dzisiaj s?yszy si? wielkie wo?anie o powrót moralno?ci ewangelicznej do naszego ?ycia osobistego, rodzinnego i narodowego. Zawsze mo?emy powiedzie?: tak, ale przecie? nie wszyscy s? ?li. Na pewno nie wszyscy. Gdyby by?o inaczej, naród ju? dawno by zgin??. Je?eli w ka?dym ?rodowisku istnieje przynajmniej grupa ludzi, którzy umiej? w sobie, w swoim ?yciu rodzinnym i w swojej pracy broni? moralno?ci chrze?cija?skiej, to bardzo cz?sto ci w?a?nie ludzie, których sta? na m?stwo, s? przyczyn? trwania ca?ego narodu. S?uszn? jest rzecz?, aby?my oddali pe?ny szacunek tym ludziom, którzy w niebywa?ym trudzie przyznawali si? zawsze do Chrystusa i do Ewangelii, którzy nie poddawali si? z?udzeniom. Niemniej jednak, trzeba sobie powiedzie?, ?e du?o musimy odmieni? w naszym ?yciu spo?ecznym. Dlatego dzisiaj wo?anie o powrót moralno?ci chrze?cija?skiej jest tak nies?ychanie donios?e. To mo?e sta? si? warunkiem naszego uratowania, zw?aszcza, ?e Bóg uczyni? narody "uleczalnymi" i nie ma sytuacji beznadziejnych. Istnieje bowiem jeszcze sumienie cz?owieka, jego zdrowy rozs?dek, sumienie rodzinne, sumienie narodu, o którym mówi?em obszernie w katedrze ?wi?toja?skiej w dniu 6 stycznia bie??cego roku. To jest ?ród?o naszej nadziei na uratowanie.

Przecie? ten wspó?czesny ruch, kieruj?cy si? ku Ewangelii Chrystusowej, to wo?anie o obecno?? Chrystusa w pracy stoczniowców, górników, hutników, pracowników ró?nych instytucji przemys?owych, a tak?e rolników jest w?a?nie przejawem wspomnianego zdrowego rozs?dku, g?osem sumienia narodowego. Trzeba to przyj?? jako szczególn? ?ask? Bo??. Garn?ce si? do Ko?cio?a zwi?zki zawodowe daj? dowód, i? dobrze rozumiej?, co jest dzisiaj potrzebne narodowi. Najpierw musimy wyj?? z niewoli duchowej, z kl?ski moralnej, jak? jest przede wszystkim nietrze?wo??, pija?stwo, kradzie?e, nieuczciwo??, brak sumienno?ci w pracy, nadu?ycia, szczególnie natury spo?ecznej i publicznej. ?wiadomo?? konieczno?ci takiej przemiany jest dowodem, ?e chocia? du?o by?o w?ród nas z?a, jednak sumienie pozosta?o i ono wo?a o miejsce chrze?cija?skiej Ewangelii w naszym ?yciu spo?ecznym, gospodarczym i narodowym.

Ko?ció?, do którego tak powszechnie zwracaj? si? dzi? organizacje zawodowe, nie ma zamiaru tworzy? z nich jakich? bractw, nie chce im nadawa? charakteru wyznaniowego, jak si? to niekiedy mówi. My chcemy dla wszystkich - i dla tych, którzy pracuj?, i dla tych którzy nimi kieruj? - ducha Ewangelii Chrystusowej. Dlatego Ko?ció? dzisiaj przypomina podstawowe tezy chrze?cija?skiego my?lenia, katolickiej nauki spo?ecznej.

TEZY KATOLICKIEJ NAUKI SPO?ECZNEJ

Na czo?o wysuwa si? sprawa godno?ci cz?owieka. Pami?tajmy jednak, ?e nikt tej godno?ci nie zdo?a obroni? - chocia?by?my mieli najwspanialsze ustawodawstwo spo?eczne - je?eli cz?owiek sam nie b?dzie jej broni? przez styl ?ycia chrze?cija?skiego. Spraw? podstawow? jest godno?? cz?owieka, o której tak wiele mówi Ko?ció?, poniewa? Jego za?o?yciel, Jezus Chrystus, przyszed? na ziemi? dla nas ludzi i dla naszego zbawienia. To od was, od waszego stylu ?yciowego, od waszej wierno?ci Chrystusowi i Ewangelii w pierwszej mierze zale?y moralna odnowa naszego ?ycia spo?ecznego i publicznego.

Ale mówi?c o godno?ci cz?owieka, Ko?ció? w swoich licznych listach przypomina jednocze?nie o prawach cz?owieka. Aby bowiem mie? ?wiadomo?? swej wysokiej godno?ci, trzeba ?y? w atmosferze wolno?ci i sprawiedliwo?ci. I o t? wolno?? ludzie dzisiaj walcz?. Jednak znowu konieczne jest zastrze?enie. Otrzymawszy wolno?? trzeba pami?ta?, ?e ma by? ona u?yta do dobrego, a nie do swawoli, nie?adu, do anarchii i rozk?adu. Wolno?? jest wielkim darem Boga dla dzieci Bo?ych i ma prowadzi? do dobra, do prawdy, do mi?o?ci i do wzajemnej s?u?by. Oto jest prawdziwa wolno??! Gdy cz?owiek korzysta z takiej wolno?ci, mo?e doprowadzi? do szerszego wymiaru stosowania sprawiedliwo?ci spo?ecznej w codziennym ?yciu.

Z tym ??czy si? prawo cz?owieka do owoców swej pracy. To wszystko, co cz?owiek wypracuje uczciwie, jest niew?tpliwie w pierwszym rz?dzie w?asno?ci? jego i jego rodziny. Ale prawo do owoców pracy ??czy si? równie? z obowi?zkiem umiej?tnego pos?ugiwania si? wypracowanymi dobrami, aby cz?owiek nie stawa? si? przez nie gorszy, aby si? nie upadla?. Owoce pracy, cokolwiek cz?owiek osi?ga, maj? s?u?y? jemu, jego rodzinie i tym, którzy s? w potrzebie. St?d te? cz?owiek nie mo?e u?ywa? i nadu?ywa? wypracowanych dóbr: du?o zarobi?em, mog? przepi?. To jest b??d i ci??ki grzech, Cz?owiek musi pami?ta?, ?e nie jest absolutnym panem owoców swej pracy. Bo dobra i zarobki, zdobyte z trudem, z wielkim wysi?kiem fizycznym i duchowym, przeznaczone s? dla duchowego rozwoju cz?owieka, jego rodziny i tej wspólnoty, która pomaga mu ?y? i pracowa?.

Z tym wi??e si? inne, bardzo donios?e prawo: nie masz wolno?ci w spo?ecze?stwie bez mo?no?ci zrzeszania si?, jednoczenia, zespalania dla wzajemnej pomocy i pot?gowania owoców swej pracy i s?u?by spo?ecznej. Mo?e dlatego nasi bracia pracownicy zacz?li odnow? spo?eczn? najpierw od zrzeszania si?. Jednak to prawo niew?tpliwie b?dzie utrzymane wtedy, gdy cz?owiek po??czy z nim wysi?ek zmierzaj?cy ku odnowie moralnej. Prawo do zrzeszania si? jest prawem naturalnym, przyrodzonym, ale jest te? prawem osobistym, indywidualnym, bo cz?owiek jest osob? spo?eczn?. I chocia? ma i rozum, i woln? wol?, chocia? mo?e mie? wielk? wiedz?, talenty i zdolno?ci, jeszcze sobie sam w ?yciu nie zdo?a poradzi?, je?eli si? nie odwo?a do pomocy innych i je?eli innym tej pomocy nie u?yczy. To jest prawo naturalne, a wi?c niezaprzeczalne. Ale - jak powiedzia?em - jest to równie? prawo indywidualne - to znaczy, cz?owiek mo?e tworzy? takie wspólnoty spo?eczne, jaki odpowiadaj? jego potrzebom, zainteresowaniom i d??eniom. Prawa do zrzeszania nikt nam nie mo?e ani narzuci?, ani udzieli?, bo ono jest naszym prawem wrodzonym.

Dzisiaj na przyk?ad czytamy w gazetach wiele najrozmaitszych rozwa?a? na temat: je?eli pracownicy przemys?owi uzyskali prawo zrzeszania si?, to trzeba to prawo przyzna? równie? i pracownikom rolnym. Nie trzeba tego prawa "przyznawa?". Ono po prostu istnieje i nikt go nam odmówi? nie mo?e. Jedno jest prawo przyrodzone takie samo dla ka?dego cz?owieka bez wzgl?du na to, co on robi: czy pracuje w fabryce, w kopalni czy na roli. Ka?dy ma takie samo prawo przyrodzone, naturalne, zespalania swoich si? i wysi?ków dla wspólnego przeprowadzania zada?, które cz?owiek ma do wykonania. Ponadto, jest to równie? prawo indywidualne, jak najbardziej osobiste.

We?my na przyk?ad wielk? rzesz? pracowników na roli. Jezus Chrystus mia? dla niej tyle szacunku, do tego stopnia, ?e mówi?: Ojciec mój jest oraczem... Ojciec mój dzia?a a? dot?d i Ja te? dzia?am. Gdy czytamy Ewangeli?, zastanawia nas, ?e Chrystus tak bacznie obserwowa? proces rozwoju ro?lin: od ?d?b?a, poprzez k?os, do ziarna. Tak to wszystko umia? zastosowa? w swoich najrozmaitszych przypowie?ciach, i? mo?na powiedzie?: chyba by? rolnikiem. Ale znaj?c ówczesne stosunki, trzeba uzna?, ?e prawdopodobnie Józef, prowadz?cy warsztat, móg? mie? najwy?ej jaki? zagon przy swojej chacie, ale niewielki, i mo?e co? uprawia? razem z Maryj?. Niemniej jednak Jezus rolnikiem, w znaczeniu dzisiejszym, nie by?.

Je?eli patrzymy dzisiaj na ?wiat rolniczy, który ma tak donios?e znaczenie w naszym ?yciu narodowym, widzimy, ?e ci ludzie maj? swoje w?asne zadania. Na nich spoczywa odpowiedzialno?? za ziemi?: Czy?cie sobie ziemi? poddan? (Rdz 1,28); odpowiedzialno?? za swoj? pozycj? w narodzie; na nich ci??y obowi?zek ?ywienia i wy?ywienia spo?ecze?stwa. To s? ich w?asne zadania, których nikt nie wype?ni. Ale maj? te? prawo do pomocy. Je?eli obecnie w prasie zagranicznej ukazuj? si? artyku?y o polskim skandalu - który polega na tym, ?e Polska, która by?a spichlerzem dla Europy, dzisiaj chodzi po proszonym od kraju do kraju po zbo?e - to oczywi?cie nie najlepiej ?wiadczy o naszej gospodarce. Ale je?eli zwa?ymy, ?e istnia? specjalny, nieprzyjazny styl odnoszenia si? do ?wiata rolniczego, g??biej pojmiemy dzisiejsz? kl?sk?. Gdyby tylko jedno zrozumiano, ?e jeste?my w ?cis?ym tego s?owa znaczeniu krajem rolniczym, a jedynie na marginesie - przemys?owym, wtedy na pewno nast?pi?aby taka harmonia gospodarcza, ?e Polska nie by?aby "?ebrakiem narodów", ale mog?aby by? jeszcze ich ?ywicielem. St?d te? zwlekanie z przyznawaniem ludno?ci rolniczej prawa do zrzeszania si? tak, jak ona tego chce, jest nierozumne, wi?cej, jest przeciwne prawu przyrodzonemu i prawu w?asnemu tego wielkiego ?ywiciela naszego narodu, jakim jest ludno?? rolnicza.

Takie rozwa?ania snujemy dzisiaj, patrz?c na Maryj?, która niesie Dzieci?tko do ?wi?tyni, i na Józefa, który sk?ada na ofiar? to, co jego skromne ?ycie pracy da?o - jak?? par? synogarlic, mo?e kawa?ek chleba; przynie?li to do ?wi?tyni, aby z?o?y? jako wykupienie za pierworodnego Syna Maryi i Ojca niebieskiego. I na pewno ten Syn Oracza, który otoczy? ca?e ?ycie i trud pracy rolniczej szacunkiem i umi?owaniem, sprawi, ?e b?dzie ona zrehabilitowana i w naszej ojczy?nie. Im pr?dzej to si? stanie, tym lepiej, bo tym szybciej zapanuje w naszym kraju sprawiedliwo?? i pokój, którego tak g??boko wszyscy pragniemy.

Ale, najmilsze dzieci Bo?e, na tle dzisiejszej uroczysto?ci, gdy Bóg-Cz?owiek wszed? do ?wi?tyni - nie tylko Bóg, ale i Cz?owiek, tak jak ka?dy z nas jest cz?owiekiem przeznaczonym do ?ycia Bo?ego - pami?ta? musimy, ?e trzeba zacz?? od duchowej odnowy naszego ?ycia.

NAKAZ ODNOWY LUDZI

Nie trzeba si? ogl?da? na innych, na tych lub owych, mo?e na polityków, ??daj?c od nich, aby si? odmienili. Ka?dy musi zacz?? od siebie, aby?my prawdziwie si? odmienili. A wtedy, gdy wszyscy b?dziemy si? odradza?, i politycy b?d? musieli si? odmieni?, czy b?d? chcieli czy nie. Nie idzie bowiem w tej chwili w ojczy?nie naszej tylko o zmian? instytucji spo?ecznej, nie idzie te? o wymian? ludzi, ale idzie przede wszystkim o odnowienie si? cz?owieka. Idzie o to, aby cz?owiek by? nowy, aby nasta?o "nowych ludzi plemi?". Bo je?eli cz?owiek si? nie odmieni, to najbardziej zasobny ustrój, najbardziej bogate pa?stwo nie ostoi si?, b?dzie rozkradzione i zginie. Có? bowiem z tego - powiem mo?e trywialnie - ?e kr???ca butelka spirytusu przejdzie z r?k jednych pijaków do r?k innych pijaków! Powiem jeszcze bardziej drastycznie: ?e klucz od kasy pa?stwowej przejdzie z r?k jednych z?odziei w r?ce drugich z?odziei?! Przecie? chyba nie o to idzie, ?eby wszyscy z?odzieje mieli dost?p do kasy i wszyscy pijacy do wódki, tylko ?eby sumienie wszystkich si? obudzi?o, ?eby?my zrozumieli nasz? odpowiedzialno?? za naród, który Bóg wskrzesza.

Dzisiaj wspomina si? bardzo cz?sto powstania polskie, które by?y zrywami narodu, by go ratowa?. Dwie?cie lat temu Polska kona?a. Jej rozk?ad moralny by? wtedy straszny. Sprzedawano Polsk? na sejmie Grodzie?skim w 1794 roku po prostu kawa?kami. Mo?e si? dzi? komu? wydawa?, ?e kto? ma nas ratowa?. Powiedzia?em w katedrze warszawskiej w dniu 6 stycznia: nie mo?emy handlowa? nasz? ojczyzn?, nie mo?emy te? liczy? na to, ?e kto? nas zbawi. Zbawi nas tylko Pan nasz Jezus Chrystus, je?eli zaufamy Jego Ewangelii i rozpoczniemy rzeteln? odnow? duchow? od siebie, nie ogl?daj?c si? wokó? na innych, tylko zagl?daj?c w swoje w?asne sumienie. Pami?tajmy, ?e ludzie ze starymi na?ogami nie odnowi? ojczyzny. Chrystus domaga? si? tego, gdy mówi?: Nie wlewa si? m?odego wina do starych buk?aków. W przeciwnym razie buk?aki p?kaj?, wino wycieka, a buk?aki si? psuj? (Mt 9,17). Je?eli w Polsce robi si? teraz nowe wino, to trzeba pami?ta?, ?e nale?y je wlewa? w nowe dusze, w nowe serca, w nowe my?li, w zdrow? wol? spo?eczn?. Dopiero wtedy ojczyzna zdo?a si? podnie??, pod?wign?? z tej niedoli, której na razie jeszcze ko?ca nie wida?.

Mo?e to, co mówi?, jest nie w smak wielu ludziom. By? mo?e, ale w mojej 3 z-letniej s?u?bie Ko?cio?owi gnie?nie?skiemu, Ko?cio?owi w Polsce i narodowi ju? nieraz tak si? zdarza?o, ?e nie w smak by?o to, co mówi?em. Nie jestem jednak od tego, ?ebym schlebia? komukolwiek, ?ebym trzyma? z tym lub owym. Ja jestem nauczycielem narodu w Ko?ciele. I tego si? trzyma?em od pierwszej chwili, gdy przed 3 z laty z l?kiem, z obaw?, ale i wielk? czci? wchodzi?em w te prastare mury prymasowskiej bazyliki. Dlatego musz? nieraz powiedzie? twarde s?owa i postawi? twarde wymagania.

Potrzeba ojczy?nie naszej Bo?ego pokoju i ?adu. Mówi? o tym papie? w dniu 31 stycznia na audiencji dla Polaków w Rzymie: Modl? si?, dla was o pokój, o rozwag?, i o rozwój waszych osi?gni??. Najmilsi! Trzeba pami?ta?, ?e to wszystko jest mo?liwe w duchu ?adu Bo?ego. ?ad musi by? we wszystkich naszych pragnieniach, uczuciach i przedsi?wzi?ciach. Nie jest mo?liwe osi?gni?cie Bo?ego pokoju, gdy w duszach naszych jest nieporz?dek. Zdobywamy sobie prawo mówienia do ludzi i nauczania ich przez wysoki poziom naszego ?ycia moralnego.

Ko?czymy nasze rozwa?ania. To jest ?wiat?o?? na o?wiecenie pogan - Jezus Chrystus, który wszed? do ?wi?tyni na ramionach Bogurodzicy Dziewicy, Tej, która jest nam tak bliska, której tak ufamy, której zawierzyli?my bez granic, której ja, wasz biskup, s?u?? od 32 lat - bo wszystko postawi?em na Maryj?. Uczyni?em to, ws?uchuj?c si? w s?owa kardyna?a Augusta Hlonda, który, gdy umiera? w szpitalu sióstr El?bietanek w Warszawie, mówi?: Zwyci?stwo, gdy przyjdzie, b?dzie to zwyci?stwo Matki Naj?wi?tszej. Nie my?lmy, ?e to jest ju? pe?nia zwyci?stwa, bo Matka Chrystusowa jest nies?ychanie hojna dla swoich czcicieli. Ona wnios?a Dzieci? Bo?e do ?wi?tyni jerozolimskiej. Pozwólcie, ?e Ona wniesie Jezusa do waszych serc, do wszystkich rodzin, do miejsc waszego trudu i pracy - w fabryce, w kopalni, na roli. Ona wprowadzi ?wiat?o?? prawdziw? do ca?ego ?ycia narodowego. Ona sprawi duchow? odnow? w naszej wspólnocie pa?stwowej.

A wi?c ?wiat?a! ?wiat?a! Jak najwi?cej Bo?ego ?wiat?a dla serc i umys?ów ?yczy wam biskup w 32-g? rocznic? swojej pokornej s?u?by dzieciom Bo?ym ?wi?tego Ko?cio?a archidiecezjalnego gnie?nie?skiego.

?ród?o:
Stefan kardyna? Wyszy?ski Prymas Polski, Nauczanie spo?eczne 1946-1981, Warszawa 1990, O?rodek Dokumentacji i Studiów Spo?ecznych

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież


Sonda

Czy przedsoborowa Msza Trydencka? (po ?acinie)
 

Polecany link, kliknij

Reklama

Kto jest teraz on-line

NaszÄ… witrynÄ™ przeglÄ…da teraz 91 goĹ›ci