Or?dzie Matki Bo?ej, z La Salette PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
piÄ…tek, 11 kwietnia 2008 19:59

Objawienia "Pi?knej Pani z La Salette"

Pani z La SaletteMatka Bo?a ukaza?a si? jeden jedyny raz dnia 19 wrze?nia 1846 roku dwojgu pastuszkom: 15-letniej Melanii Calvat i 11-letniemu Maksyminowi Giraud na górze w La Salette, w Alpach wysokich we Francji. Dzieci zobaczy?y J? siedz?c? wewn?trz niezwykle jasnej kuli. Zakry?a d?o?mi twarz, ?okcie opar?a na kolanach i p?aka?a. Na jej piersiach widnia? krzy? z Jezusem Chrystusem z zawieszonymi na nim narz?dziami m?ki: m?otkiem i obc?gami. Z tego krzy?a promieniowa?a niezwyk?a jasno?? otaczaj?ca Maryj?. Objawienie Maryi, któr? dzieci nazwa?y "Pi?kn? Pani?", ma nas obudzi?, zburzy? nasz? oboj?tno??, nasz? pewno?? siebie i doprowadzi? do oparcia naszego ?ycia na Jezusie Chrystusie. S?owa Or?dzia obna?aj? nasze niepos?usze?stwo wobec Boga, lekcewa?enie Ko?cio?a i sakramentów ?wi?tych. Zapraszaj? one (S?owa Or?dzia), aby?my odnowili modlitw? i nasze ?wiadectwo wobec ca?ego Jej ludu. Nasza Matka przekonuje nas, ?e nawet troskliwie z?o?ona na r?ku dziecka kromka chleba budzi Jej wspó?czucie i wstawiennictwo. Uczy, ?e ?adna nasza ziemska troska nie pozostaje poza zasi?giem Jej czu?ego spojrzenia. Ona przychodzi zatroskana, aby?my dostrzegali i dobrze rozumieli to, co dzieje si? w naszym ?yciu. Na miejscu objawienia (ok 1750 m.n.p.m.), tam gdzie Maryja siedzia?a, wytrysn??o ?róde?ko. P?ynie ono od dnia objawienia bez przerwy, a? do dnia dzisiejszego. Woda ta u?yta z wiar? (wiadomo sama woda nie uzdrawia, ale wiara w ten cudowny znak dany nam przez Matk? Bo?? Saleta?sk? i wiara w jej cudown? moc czyni niesamowite cuda), dokona?a wielu cudownych uzdrowie? i nawróce?. Po przeprowadzeniu d?ugich i mozolnych bada?, po otrzymaniu zgody "Stolicy Piotrowej", Biskup Philibert de Bruillard, ordynariusz diecezji Grenoble og?osi? uroczy?cie dnia 19 wrze?nia 1851 roku, ?e "Objawienie si? Naj?wi?tszej Maryi Panny dwojgu pastuszkom dnia 19 wrze?nia 1846r., na jednej z gór, nale??cych do ?a?cucha Alp, po?o?onej w parafii La Salette, w dekanacie Corps, posiada w sobie wszystkie cechy prawdziwo?ci i wierni maj? uzasadnione podstawy uzna? je za niew?tpliwe i pewne". Ró?ni papie?e w ci?gu nast?pnych lat obdarowywali przywilejami tak nabo?e?stwo do Matki Bo?ej Salety?skiej jak i Sanktuarium w La Salette. Po 19 wrze?nia 1846 roku Melania, a pó?niej Maksymin, któremu pomaga? nawrócony ojciec, ustawili krzy?e, aby zaznaczy? miejsce objawienia. Na wiosn? pielgrzymi ustawili 14 tradycyjnych stacji drogi krzy?owej, wytyczaj?c drog?, któr? przesz?a Pi?kna Pani po zako?czeniu rozmowy z dzie?mi. Droga ta przypomina?a kszta?tem liter? "S" i by?a powtórzeniem w miniaturze drogi Chrystusa na Golgot? (droga istnieje do dzisiaj i znajduje si? w okolicach ?ród?a). Ko?czy si? ona figur? przedstawiaj?c? Maryj? wznosz?c? si? do nieba, z twarz? skierowan? w dok?adnie w stron? Rzymu, dla podkre?lenia jedno?ci z Ko?cio?em za?o?onym przez Jezusa Chrystusa, Syna Bo?ego, którego widzialn? g?ow? na ziemi jest papie?. Maryja w La Salette w swym Or?dziu wypowiedzianym ze ?zami pokazuje, ?e droga do nieba prowadzi przez cierpienie, które po grzechu pierworodnym wpisane jest w kondycj? cz?owieka. Ukazuje te? sens cierpienia i jego warto?? oraz daje cz?owiekowi ogromn? nadziej?, ?e kiedy? si? ono sko?czy i b?dziemy królowa? w niebie z Bogiem pod warunkiem, ?e si? nawrócimy i przyjmiemy drog?, któr? proponuje nam Zmartwychwsta?y Chrystus jedyny Zbawiciel ?wiata. Obecnie Misjonarze Matki Bo?ej z La Salette pracuj? w 23 krajach ?wiata. Siostry Saletynki w 4. Wci?? w Or?dziu z La Salette wiele osób znajduj? drog? do Boga, Ko?cio?a, do nawrócenia i pog??bienia swojej wiary. W przesz?o?ci byli to m.in: Claudel, Mauriac, Fumet, Bloy, Maritain, Dupanloup, ?w. Jan Bosco, ?w. Piotr Eymard, ?w Zofia Barat... Zróbmy i my miejsce na ?zy nawrócenia i mi?o?ci.

 

Rozdzia? I (Wyj?cie w góry na pastwisko)

Dnia 18 wrze?nia 1846 r., w przededniu objawienia ?wi?tej Panny by?am jak zwykle sama i pas?am krowy moich pa?stwa. Oko?o godziny jedenastej rano zobaczy?am ma?ego ch?opca id?cego do mnie. Na widok ten przestraszy?am si?, gdy? wydawa?o mi si?, ?e ka?dy musia? wiedzie?, i? unika?am wszelkiego rodzaju towarzystwa. Ch?opiec podszed? bli?ej i powiedzia? do mnie: ?Ma?a, pójd? z tob?, jestem te? z Corps.? Na te s?owa moje odtr?caj?ce nastawienie sta?o si? natychmiast widoczne i cofaj?c si? kilka kroków powiedzia?am mu: ?Nie chc? mie? nikogo przy sobie, chc? pozosta? sama?. Nast?pnie oddali?am si?, ale ch?opiec pod??y? za mn? i powiedzia? ?Chod?, pozostaw mnie przy sobie, mój pan powiedzia? mi, ?e mam strzec moich krów razem z twoimi, jestem przecie? z Corps.? Ale ja oddali?am si? od niego i da?am mu do zrozumienia, ?e nie chcia?am nikogo. Gdy odesz?am nieco dalej, usiad?am na trawie. I tu rozmawia?am sobie z kwiatkami Dobrego Boga. Wkrótce potem spojrza?am do ty?u i zobaczy?am, ?e Maximin usiad? zupe?nie w pobli?u mnie. On powiedzia? od razu: ?Zatrzymaj mnie tu, b?d? ca?kiem roztropny!? Ale moje niedobre nastawienie przewa?a?o. Gwa?townie podnios?am si? i uciek?am nieco dalej, nie mówi?c s?owa, i znowu zacz??am si? bawi? kwiatkami Dobrego Boga. Ale Maximin nie da? za wygran? i znowu powiedzia? mi, ?e b?dzie zupe?nie grzeczny, ?e nie b?dzie mówi?, ?e samemu si? nudzi i ?e jego pan go do mnie przys?a? itp. Tym razem wzbudzi? moje wspó?czucie i da?am mu znak, aby usiad? ko?o mnie, i kontynuowa?am dialog z kwiatkami Dobrego Boga.
Maximin bardzo szybko przerwa? milczenie i zacz?? si? ?mia? (s?dz?, ?e ?mia? si? ze mnie), ja spojrza?am na niego i on powiedzia? do mnie: ?Rozerwijmy si?, zróbmy zabaw?.?
Nie da?am mu ?adnej odpowiedzi, poniewa? nie potrafi?am bawi? si? z innymi, gdy? zawsze by?am sama. Bawi?am si? sama kwiatkami. Wówczas Maximin zbli?y? si? ca?kiem do mnie, ?miej?c si? tylko, i powiedzia?, ?e kwiaty nie maj? uszu, aby mnie us?ysze?, i ?e powinni?my si? jednak razem bawi?. Ale ja nie mia?am najmniejszej sk?onno?ci do zabawy, któr? zaproponowa?. Da?am si? ale sk?oni? do rozmowy z nim i tak opowiedzia? mi on, ?e te dziesi?? dni, które musi jeszcze sp?dzi? u swego pana nied?ugo min? i ?e on wówczas wróci do Corps do swego ojca itd.
Gdy mówi? do mnie, dzwony w La Salette zacz??y bi? na Anio? Pa?ski; da?am Maximinowi znak, aby dusz? sw? wzniós? ku Bogu. On odkry? sw? g?ow? i by? kilka chwil cicho. Nast?pnie powiedzia?am do niego: ?Czy chcesz zje?? obiad?? ?Tak? odpowiedzia?, ?zacznijmy?. Usiedli?my, ja wyci?gn??am z mojej torby zapasy jedzenia, które moi pa?stwo dali mi ze sob?, i zgodnie z moim przyzwyczajeniem zrobi?am czubkiem no?a na mojej bu?ce krzy? i w ?rodku dziurk?, zanim zacz??am j? gry??, mówi?c przy tym: ?Je?li diabe? jest w ?rodku, to niech wyjdzie, a je?li Dobry Bóg jest w ?rodku, to niech zostanie!? I szybko zatka?am dziurk?. Maximin parskn?? ogromnym ?miechem i kopn?? nog? moj? bu?k?, tak ?e wy?lizgn??a si? ona z moich r?k, stoczy?a si? na sam dó? góry i zgin??a.
Mia?am jeszcze jeden kawa?ek chleba, który jedli?my razem; potem bawili?my si?. Potem przysz?o mi do g?owy, ?e Maximin musi by? jeszcze w?a?ciwie g?odny, i pokaza?am mu miejsce w górach, gdzie by?o du?o drobnych owoców. Kaza?am mu pój?? tam i je?? z nich, co on te? zaraz uczyni?. Jad? je i przyniós? ich pe?n? czapk?. Wieczorem razem zeszli?my z góry i umówili?my si?, ?e b?dziemy znowu razem strzec naszych krów.
Nast?pnego dnia, 19 wrze?nia 1846 r. ruszy?am w drog? razem z Maximinem. Razem wspi?li?my si? na gór?. Stwierdzi?am, ?e Maximin by? bardzo dobroduszny i zno?ny, i ?e ch?tnie rozmawia o rzeczach, o których chcia?am. By? te? bardzo poj?tny i nie obstawa? przy swoim punkcie widzenia. By? ale nieco ciekawski. Gdy oddali?am si? nieco od niego i chcia?am tam troch? pozosta?, to szybko przybieg?, aby zobaczy?, co robi?am i aby s?ysze?, o czym rozmawia?am z kwiatkami Dobrego Boga. Gdy przyby? za pó?no, to pyta? mnie, o czym rozmawia?am .
Maximin chcia?, abym mu pokaza?a zabaw?. By?o ju? pó?ne przedpo?udnie. Powiedzia?am mu, ?e ma zrywa? kwiatki, aby zbudowa? ?raj?. Zabrali?my si? oboje do roboty i wkrótce mieli?my ca?? mas? ró?nokolorowych kwiatów. Ze wsi s?ycha? by?o dzwony na ?Anio? Pa?ski?, bo pogoda by?a czysta i nie by?o ?adnej chmury. Gdy oddali?my chwa?? Dobremu Bogu, powiedzia?am do Maximina, ?e powinni?my pop?dzi? nasze krowy na ma?? równin? w pobli?u ma?ego w?wozu, poniewa? tam by?y kamienie do budowy ?raju?. Pop?dzili?my nasze krowy na to miejsce i zjedli?my drobn? przek?sk?. Nast?pnie znie?li?my razem kamienie i zabrali?my si? do budowania naszego ma?ego domku, który sk?ada? si? z parteru, który, ?e tak powiem, by? naszym mieszkaniem, i jednego pi?tra wy?ej, które wed?ug nas by?o ?rajem?.
To pi?tro by?o przyozdobione ca?kiem kwitami o rozmaitych kolorach i wisz?cymi girlandami z ?odyg kwiatów. Ten ?raj? by? przykryty jednym, du?ym kamieniem, który by? równie? obsypany kwiatami. Poza tym powiesili?my te? tutaj dooko?a girlandy. Gdy ?raj? by? gotów, zwiedzili?my go. Zrobi?o si? nam senno i oddalili?my si? od niego dwa kroki. Tutaj zasn?li?my w trawie. (4, 2, 1, 3)
Pi?kna Pani usiad?a na naszym ?raju?, nie powoduj?c jego zawalenia. (4, 2)

 

Rozdzia? II (Matka Bo?a zjawia si?)

Gdy zbudzi?am si? i nie widzia?am ju? naszych krów, zawo?a?am Maximina i wspi??am si? na ma?e wzgórze. Stamt?d widzia?am, ?e nasze krowy spokojnie le?a?y. Wówczas zesz?am z powrotem w dó? i Maximin ze swej strony wszed? do góry. Nagle ujrza?am pi?kne ?wiat?o, bardziej ja?niej?ce ni? s?o?ce, i ledwo mog?am wymówi? s?owa ?Maximin, widzisz tam na dole. O! Mój Bo?e!? Jednocze?nie upu?ci?am kij który mia?am w r?ce. Nie wiem, co w tej chwili dzia?o si? wspania?ego we mnie, ale czu?am si? przyci?gni?ta, czu?am wielki respekt pe?en mi?o?ci i serce moje bi?o szybciej, ni? mog?am biec. Wpatrywa?am si? w to nieruchome ?wiat?o, a gdy si? ono otworzy?o, zobaczy?am wewn?trz jeszcze silniejsze ?wiat?o, które si? porusza?o, i w ?rodku tego ?wiat?a ujrza?am przepi?kn? Pani?, która siedzia?a na naszym ?raju? i trzyma?a sw? twarz mi?dzy swymi r?koma.
Ta pi?kna Pani podnios?a si?. Z?o?y?a swoje r?ce lekko
nad piersi? i powiedzia?a:

?Avancez, mes enfants, n'ayez pas peur; je suis ici pour vous annoncer une grande nouvelle.? 

?Chod?cie tu, moje dzieci, nie bójcie si?; jestem tutaj aby oznajmi? wam wielk? nowin?.?

Te ?agodne i orze?wiaj?ce dusz? s?owa spowodowa?y, ?e lecia?am ku Niej, i moje serce najch?tniej by si? na zawsze do niej przycisn??o. Gdy przyby?am ca?kiem blisko pi?knej Pani, po Jej prawej stronie, rozpocz??a Ona sw? przemow? i jednocze?nie pop?yn??y ?zy z jej pi?knych oczu:
?Je?eli lud mój si? nie podporz?dkuje, to jestem zmuszona da? spa?? ramieniu mojego Syna. Jest ono tak uciskaj?ce i ci??kie, ?e nie mog? je powstrzyma?.
Od jak dawna cierpi? dla was! Je?li chc?, aby mój Syn z was nie zrezygnowa?, to musz? si? bez ustanku do Niego modli?. Ale to was nie wzrusza. Mo?ecie modli? si? i stara? ile chcecie, ale nigdy nie mo?ecie wynagrodzi? wysi?ku, który zada?am sobie dla was. Sze?? dni da?am wam do pracy a siódmy zachowa?am sobie, a wy nie chcecie mi go przyzna?. To jest to, co czyni rami? mego Syna tak ci??kie.
Taczkarze nie potrafi? mówi? bez przeklinania memu Synowi.
To s? te obie rzeczy, które tak bardzo obci??aj? rami? mego Syna.
W ubieg?ym roku da?am wam to do zrozumienia przy ziemniakach. Nie wzburzy?o was to. Wr?cz przeciwnie: Gdy znajdywali?cie zgni?e, to przeklinali?cie i nadu?ywali?cie imienia mego Syna. B?d? one dalej gni?y i na Bo?e Narodzenie nie b?dzie ju? ?adnych.?
Tu zastanawia?am si?, co znacz? s?owa ?ziemniaki? [po francusku ?pommes des terre? czyli ?ziemskie/ziemne jab?ka? - przyp.t?um.]; s?dzi?am, ?e rozchodzi si? o ?jab?ka?. Pi?kna i dobrotliwa Pani odgad?a moje my?li i zacz??a od nowa:
?Nie rozumiecie mnie, moje dzieci? Powiem wam to w inny sposób.?
T?umaczenie na francuski jest nast?puj?ce:
?Je?eli plony si? psuj?, to tylko z waszego powodu. W ubieg?ym roku pokaza?am wam to przy ziemniakach, i nic sobie z tego nie robili?cie. Wr?cz przeciwnie: Gdy znajdywali?cie zgni?e, to przeklinali?cie i nadu?ywali?cie imienia mego Syna. B?d? one dalej gni?y i na Bo?e Narodzenie nie b?dzie ju? ?adnych. Je?li macie zbo?e, to nie siejcie go.
Wszystko, co posiejecie, po?r? zwierz?ta. Co jednak wzejdzie, rozpadnie si? w py?, gdy zaczniecie to m?óci?. B?dzie wielka kl?ska g?odowa. Zanim ta kl?ska g?odowa przyjdzie, dzieci poni?ej siedmiu lat b?d? wstrz?sane gor?czk? i b?d? umiera? w r?kach ludzi, którzy je trzymaj?; inni b?d? czyni? pokut? poprzez g?ód. Orzechy zepsuj? si? a winogrona zgnij?.?
Tu pi?kna Pani, która mnie zachwyca?a, przerwa?a i nie mo?na Jej by?o przez pewien czas zrozumie?. Widzia?am ale, ?e kontynuowa?a, tak jakby mówi?a, poruszaj?c powabnie swymi pe?nymi wdzi?ku ustami. Wówczas Maximin otrzymywa? swoj? tajemnic?. Nast?pnie Naj?wi?tsza Panna mówi?a do mnie i da?a mi tajemnic? po francusku.
Oto pe?na tajemnica, dok?adnie tak, jak mi j? da?a: (4, 1, 2, 3) 

 

Rozdzia? III (Wielka Tajemnica)

Or?dzie Matki Bo?ej, z La Salette  - zwane równie? "Sekretem z La Salette"  1846 r.

?Melanio, to co ci teraz powiem, nie b?dzie zawsze tajemnic?; w roku 1858 b?dziesz mog?a to opublikowa?.
Ksi??a, s?udzy mego Syna, ci ksi??a przez swoje haniebne ?ycie, przez ich brak szacunku i ich brak pobo?no?ci przy celebrowaniu ?wi?tych tajemnic, przez ich mi?o?? do pieni?dza, przez ich sk?onno?? do zaszczytów i przyjemno?ci, tak, ci ksi??a stali si? do?ami nieczysto?ci. Tak, ?ycie ksi??y wo?a o pomst?, i pomsta wisi nad ich g?owami. Biada ksi??om i innym osobom po?wi?conym Bogu, którzy przez sw? niewierno?? i swoje z?e ?ycie na nowo krzy?uj? mego Syna! Grzechy ludzi po?wi?conych Bogu wo?aj? do Nieba i wo?aj? o pomst?, i ju? pomsta stoi przed ich drzwiami, gdy? nie ma ju? nikogo, aby wyb?aga? mi?osierdzia i przebaczenia dla ludu; nie ma ju? szlachetnych dusz, nie ma ju? nikogo, kto by?by godzien z?o?y? Wiecznemu ofiar? nieskazitelnego baranka dla dobra ?wiata.
Bóg b?dzie karci? w bezprzyk?adny sposób.
Biada mieszka?com ziemi! Bóg wyleje swój ca?y gniew, i nikt nie b?dzie móg? uj?? prze wieloma plagami.
G?owy, przywódcy ludu Bo?ego, zaniedbali modlitwy i pokuty, i demon zaciemni? ich rozum. Stali si? oni tymi b??dnymi gwiazdami, które stary diabe? poci?gnie swoim ogonem za sob?, aby je zniszczy?. Bóg pozwoli staremu w??owi, aby sia? niezgod? mi?dzy rz?dz?cych, we wszystkie spo?eczno?ci i wszystkie rodziny. B?dzie si? cierpia?o bóle cielesne i duchowe; Bóg pozostawi ludzi samych sobie i ze?le kary, które b?d? po sobie nast?powa? przez trzydzie?ci pi?? lat.
Spo?ecze?stwo jest u progu straszliwych plag i najwi?kszych przemian; trzeba si? przygotowa? na to, ?e b?dzie si? rz?dzonym ?elaznym batem i ?e si? wypije kielich gniewu Bo?ego.
Niech Wikariusz mego Syna, Suwerenny Papie? Pius IX, nie opuszcza ju? Rzymu po roku 1859; ale niech b?dzie niewzruszony i wielkoduszny i niech walczy or??em wiary i mi?o?ci; ja b?d? z nim. Przed Napoleonem niech si? ma na baczno?ci. Jest on dwulicowy, i gdy pewnego dnia b?dzie chcia? sta? si? papie?em i cesarzem, to Bóg si? wnet od niego odwróci; jest on or?em, który chce si? wnie?? coraz to wy?ej i spadnie na miecz, którym chcia? si? pos?u?y? aby zmusi? narody do wzniesienia go.
W?ochy zostan? ukarane za swoje d??enie do zrzucenia jarzma Pana wszystkich panów; zostan? oddane wojnie i krew b?dzie wsz?dzie p?yn??; ko?cio?y b?d? zamykane lub bezczeszczone; ksi??a i zakonnicy b?d? przep?dzani; przeznaczy ich si? na ?mier? i okrutnie zabije. Wielu z nich zrezygnuje z wiary i ilo?? ksi??y i zakonników, którzy odpadn? od prawdziwej wiary, b?dzie wielka; mi?dzy nimi b?d? nawet biskupi.
Papie? ma si? mie? na baczno?ci przed cudotwórcami; gdy? nadszed? czas, w którym b?d? nast?powa? najbardziej zadziwiaj?ce wydarzenia na ziemi i w powietrzu.
W roku 1864 zostanie wypuszczony z piek?a lucyfer wraz z du?? liczb? demonów. Demony b?d? podkopywa? wiar? kawa?ek po kawa?ku, i to nawet u osób po?wi?conych Bogu, które o?lepi? w ten sposób, ?e osoby te przyjm? ducha tych z?ych anio?ów, je?eli nie otrzymaj? szczególnej ?aski; wiele domów zakonnych straci zupe?nie wiar? i poci?gnie wiele dusz na zatracenie.
Z?ych ksi??ek b?dzie na ziemi w nadmiarze i duchy ciemno?ci b?d? wsz?dzie rozprzestrzenia? ozi?b?o?? wobec wszystkiego, co dotyczy s?u?by Bogu; b?d? mia?y one wielk? w?adz? nad natur?. B?d? ko?cio?y do s?u?enia tym duchom.
Ludzie b?d? przenoszeni z jednego miejsca na drugie przez te z?e duchy, i nawet ksi??a, poniewa? nie b?d? wiedzeni przez dobrego ducha Ewangelii, który jest duchem pokory, mi?osierdzia i ?arliwo?ci na chwa?? Bo??.
B?dzie si? dokonywa? zmartwychwstania zmar?ych i sprawiedliwych [tzn. zmarli ci przyjm? posta? dusz sprawiedliwych, które ?y?y na ziemi, aby móc lepiej zwie?? ludzi. Ci tak zwani zmarli, pod których postaci? ukrywaj? si? tylko diab?y, b?d? g?osi? inn? ewangeli?, przeciwn? tej prawdziwego Jezusa Chrystusa, zaprzeczaj?c? istnieniu Nieba i tak?e dusz pot?pionych. Wszystkie te dusze b?d? wydawa? si? zjednoczone ze swoimi cia?ami]. Wsz?dzie b?d? wyst?powa? nadzwyczajne cuda, poniewa? prawdziwa wiara zgas?a i fa?szywe ?wiat?o o?wietla ?wiat.
Biada Ksi???tom Ko?cio?a, którzy s? tylko tym zaj?ci, aby zbiera? coraz wi?cej bogactw, zachowa? swoj? w?adz? i rz?dzi? w pysze!
Wikariusz Mego Syna b?dzie du?o cierpia?, poniewa? przez pewien czas Ko?ció? b?dzie wystawiony na ci??kie prze?ladowania: to b?dzie czas ciemno?ci; Ko?ció? b?dzie prze?ywa? straszliwy kryzys.
Poniewa? ?wi?ta wiara w Boga posz?a w zapomnienie, ka?da jednostka b?dzie si? chcia?a sama prowadzi?, sta? nad podobnymi sobie. Zostan? obalone w?adze cywilne i ko?cielne, wszelki porz?dek i wszelka sprawiedliwo?? zostan? podeptane; b?dzie si? widzie? tylko zabójstwa, nienawi??, zazdro??, k?amstwo i niezgod?, bez mi?o?ci do ojczyzny i do rodziny.
Ojciec ?wi?ty b?dzie du?o cierpia?. B?d? przy nim a? do ko?ca, aby przyj?? jego ofiar?.
Niegodziwcy b?d? wielokrotnie nastawa? na jego ?ycie, nie mog?c zaszkodzi? jego dniom; lecz ani on ani jego nast?pca [na marginesie swego egzemplarza z Lecce Melania napisa?a w nawiasie nast?puj?ce s?owa: ?który nie b?dzie d?ugo rz?dzi??] nie zobaczy triumfu Ko?cio?a Bo?ego.
Rz?dy cywilne b?d? wszystkie mia?y ten sam zamiar, którym b?dzie obalenie i zatarcie wszystkich zasad religijnych, aby zrobi? miejsce dla materializmu, dla ateizmu, dla spirytyzmu i dla wszystkich rodzajów przywar.
W roku 1865 b?dzie wida? pod?o?ci w ?wi?tych miejscach; w domach zakonnych kwiaty Ko?cio?a b?d? gni?y a demon b?dzie udawa? króla serc. Niech ci, którzy s? g?ow? wspólnot zakonnych, maj? si? na baczno?ci wobec tych, których maj? przyj??, gdy? demon u?yje ca?ej swej przewrotno?ci, aby do zakonów religijnych wprowadzi? osoby oddane grzechowi, bo rozwi?z?o?ci i zami?owanie do przyjemno?ci cielesnych b?d? rozpowszechnione po ca?ej ziemi.
Francja, W?ochy, Hiszpania i Anglia b?d? w stanie wojny; krew b?dzie p?yn?? ulicami; Francuz b?dzie walczy? z Francuzem, W?och z W?ochem; w ko?cu nast?pi ogólna wojna, która b?dzie straszliwa. Przez pewien czas Bóg nie wspomni ani Francji ani W?och, gdy? Ewangelia Jezusa Chrystusa nie b?dzie ju? znana. Niegodziwcy rozwin? sw? ca?? przewrotno??; b?dzie si? zabija?, b?dzie si? masakrowa? nawzajem a? do wn?trza domów.
Za pierwszym zamachem Jego b?yskawicznego miecza góry i ca?a natura zadr?? z przera?enia, gdy? rozwi?z?o?ci i przest?pstwa ludzi przenikn? sklepienie Niebios. Pary? zostanie spalony a Marsylia poch?oni?ta (4, 1, 2, 3) [Melania powiedzia?a: ?Pary? zostanie spalony?. Interpretowano to w roku 1870: ?To b?dzie przez Prusaków?, na co Maximin odpowiedzia?: ?Nie, nie, to nie przez Prusaków Pary? zostanie spalony, lecz przez swój mot?och (canaille)? - przyp.t?um.]; (3) wiele wielkich miast zostanie wstrz??ni?tych i poch?oni?tych przez trz?sienia ziemi; b?dzie si? s?dzi?, ?e wszystko jest stracone; b?dzie wida? tylko zabójstwa, b?dzie s?ycha? tylko szcz?k broni i blu?nierstwa.
Sprawiedliwi b?d? du?o cierpie?; ich modlitwy, ich pokuta i ich ?zy wznios? si? do Nieba i ca?y lud Bo?y b?dzie prosi? o wybaczenie i mi?osierdzie i b?dzie prosi? o moj? pomoc i wstawiennictwo. Wówczas Jezus Chrystus przez akt swej sprawiedliwo?ci i swego wielkiego mi?osierdzia dla sprawiedliwych, rozka?e swoim anio?om, aby wszyscy Jego wrogowie zostali zabici. Za jednym zamachem prze?ladowcy Ko?cio?a Jezusa Chrystusa i wszyscy ludzie oddani grzechowi zgin? i ziemia stanie si? jak pustynia.
Wówczas nastanie pokój, pojednanie Boga z lud?mi; Jezusowi Chrystusowi b?dzie si? s?u?y?o, oddawa?o cze?? i chwa??; dobroczynno?? wsz?dzie zakwitnie. Nowi królowie b?d? prawym ramieniem Ko?cio?a ?wi?tego, który b?dzie silny, pokorny, pobo?ny, biedny, ?arliwy i na?ladowc? cnót Jezusa Chrystusa.
Ewangelia b?dzie g?oszona wsz?dzie i ludzie poczyni? du?e post?py w wierze, poniewa? b?dzie jedno?? mi?dzy robotnikami Jezusa Chrystusa i ludzie b?d? ?yli w boja?ni Bo?ej.
Ten pokój mi?dzy lud?mi nie b?dzie d?ugotrwa?y: dwadzie?cia pi?? lat obfitych ?niw pozwol? im zapomnie?, ?e grzechy ludzkie s? przyczyn? wszystkich kar, które przychodz? na ziemi?.
Prekursor antychrysta, ze swymi oddzia?ami z kilku narodów, b?dzie walczy? przeciwko prawdziwemu Chrystusowi, jedynemu Zbawcy ?wiata; przeleje wiele krwi i B?dzie chcia? zniszczy? kult Boga, aby siebie kaza? uwa?a? za Boga.
Ziemi? uderz? wszelkie rodzaje plag [oprócz pomoru i g?odu, które b?d? powszechne]; b?d? wojny a? do ostatniej wojny, która b?dzie prowadzona przez dziesi?ciu królów antychrysta, którzy to królowie b?d? mieli ten sam zamys? i b?d? jedynymi, którzy b?d? rz?dzi? ?wiatem.
Zanim to nast?pi, b?dzie pewnego rodzaju fa?szywy pokój na ?wiecie; nie b?dzie si? my?la?o o niczym innym ni? o rozrywce; ?li oddadz? si? wszelkiego rodzaju grzechom;
ale dzieci Ko?cio?a ?wi?tego, dzieci wiary, moi prawdziwi na?ladowcy, wzrosn? w mi?o?ci do Boga i w cnotach, które s? mi najbardziej drogie.
Szcz??liwe s? dusze pokorne, prowadzone przez Ducha ?wi?tego! B?d? walczy? razem z nimi a? do chwili, gdy dojd? do pe?ni wieku.
Natura domaga si? pomsty wzgl?dem ludzi i dr?y ze zgrozy w oczekiwaniu tego, co musi przyj?? na ziemi? zbrukan? grzechami.
Dr?yjcie, ziemio, i wy, którzy zajmujecie si? s?u?eniem Jezusowi Chrystusowi a którzy wewn?trz wielbicie samych siebie, dr?yjcie; gdy? Bóg wyda was swemu wrogowi, poniewa? miejsca ?wi?te s? w zepsuciu; wiele zakonów nie jest ju? domami Bo?ymi, lecz pastwiskami asmodeusza i jego bliskich.
B?dzie to w tym czasie, gdy narodzi si? antychryst z zakonnicy hebrajskiej, fa?szywej dziewicy, która b?dzie mia?a ??czno?? ze starym w??em, mistrzem nieczysto?ci; jego ojcem b?dzie Biskup; rodz?c si? b?dzie plu? blu?nierstwa, b?dzie mia? z?by; jednym s?owem, b?dzie to diabe? wcielony; b?dzie wydawa? straszliwe okrzyki, b?dzie czyni? niezwyk?e zjawiska, b?dzie si? karmi? tylko nieczysto?ciami.
B?dzie mia? braci, którzy, nie b?d?c wprawdzie jak on wcielonymi demonami, b?d? dzie?mi z?ego; maj?c 12 lat, wyró?ni? si? swoimi dzielnymi zwyci?stwami, które odnios?; wkrótce ka?dy z nich b?dzie na czele armii, wspomaganych przez legiony piek?a.
Pory roku si? zmieni?, ziemia b?dzie produkowa? tylko z?e owoce, gwiazdy strac? swe prawid?owe ruchy, ksi??yc b?dzie odbija? tylko s?abe czerwonawe ?wiat?o; woda i ogie? nadadz? kuli ziemskiej drgawkowe ruchy i straszliwe trz?sienia ziemi, które spowoduj? poch?oni?cie gór, miast [itd.]
Rzym straci wiar? i stanie si? siedzib? antychrysta.
Demony powietrza b?d? czyni? wraz z antychrystem wielkie niezwyk?e zjawiska na ziemi i w powietrzu, i ludzie si? coraz bardziej zepsuj?. Bóg b?dzie si? troszczy? o swoich wiernych s?ug i ludzi dobrej woli; Ewangelia b?dzie wsz?dzie g?oszona , wszyscy ludzie i wszystkie narody b?d? wiedzia?y o prawdzie!
Kieruj? pilny apel do ziemi:
wzywam prawdziwych uczniów Boga ?ywego i króluj?cego w niebiosach; wzywam prawdziwych na?ladowców Jezusa ucz?owieczonego, jedynego i prawdziwego Zbawcy ludzko?ci; wzywam moje dzieci, moich prawdziwych pobo?nych, tych, którzy s? mi oddani, abym ich prowadzi?a do mojego Boskiego Syna, tych, których nios?, ?e tak powiem, w swych ramionach, tych, którzy ?yli moim duchem;
wreszcie wzywam Aposto?ów czasów ostatecznych, wiernych uczniów Jezusa Chrystusa, którzy ?yli w pogardzie dla ?wiata i samych siebie, w ubóstwie i w pokorze, w czysto?ci i w jedno?ci z Bogiem, w cierpieniu i nieznani ?wiatu.
Czas jest, aby ukazali si? i przyszli o?wieci? ?wiat. Chod?cie i oka?cie si? moimi drogimi dzie?mi; jestem z wami i w was, oby tylko wasza wiara by?a ?wiat?em, które was o?wieca w tych dniach nieszcz??cia. Oby wasza ?arliwo?? uczyni?a was jakby zg?odnia?ych chwa?y i czci Jezusa Chrystusa. Walczcie, dzieci ?wiat?a, wy, ma?a liczbo, którzy widzicie; gdy? to jest czas czasów, koniec ko?ców.
Ko?ció? b?dzie za?miony, ?wiat b?dzie w os?upieniu. Ale oto Henoch i Eliasz, przepe?nieni duchem Bo?ym; oni b?d? g?osi? kazania z si?? Bo?? i ludzie dobrej woli b?d? wierzy? w Boga i wiele dusz b?dzie pocieszonych, oni uczyni? wielki post?p moc? Ducha ?wi?tego i pot?pi? b??dy diabelskie antychrysta.
Biada mieszka?com ziemi! B?d? krwawe wojny i g?ód; pomory i choroby zaka?ne; b?d? okropne opady gradu ze zwierz?t; grzmoty, które wstrz?sn? miastami; trz?sienia ziemi, które poch?on? kraje; b?dzie s?ycha? g?osy w powietrzu; ludzie b?d? uderza? g?ow? o mury; b?d? wo?a? ?mierci a ?mier? b?dzie z innej strony zadawa?a swe m?ki; krew b?dzie p?yn?? ze wszystkich stron. Kto b?dzie móg? zwyci??y?, je?li Bóg nie skróci czasu próby?
Przez krew, ?zy i modlitw? sprawiedliwych Bóg da si? zmi?kczy?; Henoch i Eliasz zostan? zabici; Rzym poga?ski zniknie; ogie? z Nieba spadnie i strawi trzy miasta; ca?y ?wiat b?dzie dotkni?ty, gdy? nie wielbili prawdziwego Chrystusa, ?yj?cego w?ród nich. Ju? czas; s?o?ce si? za?miewa; sama wiara b?dzie ?y?.
Oto ju? czas; otch?a? si? otwiera.
Oto król królów ciemno?ci. Oto bestia ze swymi podw?adnymi, nazywaj?ca siebie zbawc? ?wiata.
Wzniesie si? z pych? w przestworza aby doj?? a? do Nieba; b?dzie uduszony przez tchnienie ?wi?tego Micha?a Archanio?a. Spadnie, i ziemia, która od trzech dni b?dzie w ci?g?ych zmianach, otworzy swe ?ono pe?ne ognia; on b?dzie pogr??ony na zawsze ze wszystkimi swymi w wiecznych otch?aniach piek?a.
Wówczas woda i ogie? oczyszcz? ziemi? i strawi? wszystkie dzie?a pychy ludzkiej, i wszystko b?dzie odnowione: Bogu b?dzie si? s?u?y? i oddawa? chwa??.? (4, 2, 1, 4) 

 

Rozdzia? IV (Dalsza rozmowa z Matk? Bo??)

Nast?pnie ?wi?ta Dziewica poda?a mi, równie? po francusku, Regu?? nowego Zakonu duchownego. Po podaniu mi Regu?y nowego Zakonu duchownego ?wi?ta Dziewica wznowi?a dalsz? cz??? przemowy jak nast?puje:
?Je?eli si? nawróc?, to kamienie i ska?y zmieni? si? w zbo?e i ziemniaki znajd? si? zasadzone przez gleby.
Czy dobrze zmawiacie wasze modlitwy, moje dzieci??
Odpowiedzieli?my oboje razem:
?O, nie! Madame, nie bardzo.?
?Ach! Moje dzieci, trzeba to dobrze czyni?, wieczorem i rano. Gdy nie b?dziecie mog?y wi?cej uczyni?, to zmówcie Pater i Ave Maria
[?aci?ska nazwa Ojcze nasz i Zdrowa? Maryjo];
a gdy b?dziecie mia?y czas i b?dziecie mog?y wi?cej uczyni?, to zmówcie wi?cej.
Nie idzie wi?cej jak kilka kobiet nieco starszych na Msz?; inni pracuj? ca?e lato w niedziel?; a na jesieni, gdy nie wiedz? co robi?, to id? na Msz?, aby si? nabija? z religii. W Wielki post id? do rze?nika jak psy.
Czy nie widzieli?cie zepsutego zbo?a, moje dzieci??
Oboje razem odpowiedzieli?my: ?O! Nie, Madame.?
?wi?ta Dziewica zwróci?a si? do Maximina:
?Ale ty, moje dziecko, powiniene? by? to pewnego razu dobrze widzie? w pobli?u Le Coin, z twoim ojcem. M??czyzna z tej parceli powiedzia? do twego ojca: Chod?cie zobaczy?, jak moje zbo?e si? zepsu?o. Wy?cie tam poszli. Twój ojciec wzi?? dwa czy trzy k?osy do r?ki, potar? je, i one spad?y w prochu. Pó?niej, wracaj?c, gdy nie byli?cie dalej ni? pó? godziny od Corps, twój ojciec da? ci kawa?ek chleba mówi?c: Trzymaj, moje dziecko, jedz w tym roku, gdy? nie wiem, kto b?dzie jad? w przysz?ym roku, je?li zbo?e tak si? zepsuje.?
Maximin odpowiedzia?: ?To prawda, Madame, nie przypomina?em sobie tego.?
Naj?wi?tsza Dziewica zako?czy?a przemow? po francusku:
?No dobrze! Moje dzieci, wy przeka?ecie to memu ca?emu ludowi.?
Przepi?kna Pani przekroczy?a strumyk; i, dwa kroki od strumyka, nie odwracaj?c si? od nas, którzy za ni? pod??ali?my (poniewa? nas przyci?ga?a do siebie swoim blaskiem a jeszcze bardziej swoj? dobroci?, która mnie osza?amia?a, która zdawa?a si? powodowa? rozp?yni?cie mego serca), powiedzia?a do nas znowu:
?No dobrze! Moje dzieci, wy przeka?ecie to memu ca?emu ludowi.? (4, 2, 1)
Nast?pnie sz?a dalej do tego miejsca, gdzie ja si? wspi??am, aby zobaczy?, gdzie znajdowa?y si? nasze krowy. Jej stopy dotyka?y tylko czubków trawy, nie przeginaj?c jej. Dotar?szy na ma?e wzgórze, pi?kna Pani zatrzyma?a si? i szybko podbieg?am do Niej, aby zobaczy? J? ca?kiem z bliska i wykry?, jak? te? drog? obierze; poniewa? by?am przej?ta; zapomnia?am zarówno o moich krowach jak i o moich pa?stwu, u których by?am na s?u?bie. Odda?am si? na zawsze i ca?kowicie Mojej Pani; tak, nie chcia?am Jej ju? nigdy opu?ci?; pod??a?am za Ni? bez ukrytych my?li i w gotowo?ci s?u?enia Jej, jak d?ugo b?d? ?y?a.
Z Moj? Pani? zdawa?am si? zapomnie? o ?raju?; mia?am tylko jedn? my?l, aby Jej we wszystkim s?u?y?. S?dz?, ?e mog?abym wszystko uczyni?, czego by ode mnie za??da?a; gdy? zdawa?o mi si?, ?e ma du?? w?adz?. Patrza?a na mnie z czu?? dobroci?, która przyci?ga?a mnie do Niej; ?yczy?am sobie, z zamkni?tymi oczyma polecie? w Jej ramiona. Ale nie da?a mi czasu, aby to uczyni?. Unios?a si? niepostrze?enie z ziemi na wysoko?? oko?o metra lub nieco wi?cej. Tak pozosta?a przez chwilk? szybuj?c w powietrzu. Moja pi?kna Pani patrzy?a ku niebu, potem na ziemi? w prawo i w lewo. Nast?pnie spojrza?a na mnie oczami tak ?agodnymi, wdzi?cznymi i dobrotliwymi, ?e s?dzi?am, ?e wci?gnie mnie do swego wn?trza, i wydawa?o mi si?, jak gdyby moje serce otwiera?o si? jej sercu.
I podczas, gdy moje serce rozp?ywa?o si? w cieple, coraz bardziej znika?a posta? Mojej dobrej Pani. Wydawa?o mi si?, jak gdyby ?wiat?o wprawione w ruch zwielokrotnia?o i zag?szcza?o si? wokó? ?wi?tej Dziewicy, aby mi przeszkodzi? w dalszym ogl?daniu Jej.
W ten sposób ?wiat?o zaj??o miejsce cz??ci cia?a, które znika?y przed mymi oczyma; mo?naby te? powiedzie?, ?e cia?o Mojej Pani przekszta?ca?o si? w ?wiat?o, rozp?ywaj?c si?. ?wiat?o podnosi?o si? powoli w formie kuli w kierunku prostym. Nie mog? powiedzie?, czy rozmiar ?wiat?a zmniejsza? si?, im bardziej si? ono wznosi?o, czy te? ten odst?p powodowa?, ?e widzia?am zmniejszaj?ce si? ?wiat?o, im bardziej oddala?o si? ono do góry. To, co wiem, jest to, ?e d?ugo trwa?am z podniesion? g?ow? i oczyma przybitymi do ?wiat?a, te? wówczas, gdy ?wiat?o to, coraz bardziej si? oddalaj?c i zmniejszaj?c si? w obwodzie, w ko?cu znik?o.
Moje oczy oderwa?y si? od firmamentu i spojrza?am wokó? siebie. Spojrza?am na Maximina, który patrzy? na mnie, i powiedzia?am do niego: ?Memin, to musi by? Dobry Bóg mego ojca, lub ?wi?ta Dziewica lub jaka? inna wielka ?wi?ta?. I Maximin zawo?a?, machn?wszy r?k? w powietrzu: ?Ach, gdybym to by? wiedzia?!? (1, 2, 4) 

 

Rozdzia? V (Powrót z pastwiska)

Wieczorem dnia 19 wrze?nia schodzili?my nieco wcze?niej ni? zwykle do wsi. Doszli?my do moich pa?stwa, by?am zaj?ta uwi?zywaniem krów i doprowadzaniem obory do porz?dku. Jeszcze tego nie sko?czy?am, gdy moja pani przysz?a do mnie i ze ?zami w oczach powiedzia?a do mnie: ?Moje dziecko, dlaczego nie przysz?a? do mnie, aby opowiedzie?, co si? wam przytrafi?o w górach?? (Maximin nie zastawszy swoich pa?stwa w domu, którzy nie wrócili jeszcze od swoich prac, przyszed? do moich i opowiedzia? im wszystko, co us?ysza? i zobaczy?). Odpowiedzia?am jej: ?Bardzo chcia?am wam to powiedzie?, ale chcia?am najpierw sko?czy? moj? prac?.? Chwil? pó?niej uda?am si? do domu i moja pani rzek?a do mnie: ?Opowiedz, co widzieli?cie; pasterz Bruite'a (by?o to przezwisko Pierra Selme'a, pana Maximina) wszystko mi opowiedzia?.?
Zacz??am i mniej wi?cej w ?rodku mojego opowiadania przybyli moi panowie ze swych pól; moja pani, która p?aka?a s?uchaj?c skarg i gro?nych zapowiedzi naszej dobrotliwej Matki, powiedzia?a: ?Ach! Wy?cie chcieli jutro i?? ??? zbo?e; powstrzymajcie si? od tego, chod?cie pos?ucha?, co przytrafi?o si? temu dziecku i pasterzowi Selme'a.? I, obracaj?c si? do mnie, rzek?a: ?Zacznij od nowa opowiada? wszystko, co mi powiedzia?a?.? Zacz??am od nowa, a gdy sko?czy?am, pan mój powiedzia?: ?To by?a ?wi?ta Dziewica albo te? jaka? wielka ?wi?ta, która przysz?a od Dobrego Boga; ale to jest tak, jak gdyby Dobry Bóg samemu przyszed?: trzeba czyni? wszystko, co ta ?wi?ta powiedzia?a. Jak zrobicie to, aby powiedzie? o tym ca?emu ludowi?? Odpowiedzia?am mu: ?Wy mi powiecie, jak mam to zrobi?, a ja to zrobi?.? Nast?pnie doda? on, patrz?c na sw? matk?, sw? ?on? i swego brata: ?Trzeba to przemy?le?.? Potem ka?dy odszed? do swoich zaj??.
By?o po kolacji. Maximin i jego pa?stwo przyszli do moich, aby opowiedzie?, co Maximin im opowiedzia?, i aby wiedzie?, co nale?y uczyni?: ?Bo?, powiedzieli, ?wydaje nam si?, ?e to jest ?wi?ta Dziewica, która zosta?a wys?ana przez dobrego Boga; s?owa, które Ona powiedzia?a, pozwalaj? tak s?dzi?. I Ona powiedzia?a im, aby przekazali to jej ca?emu ludowi; mo?e trzeba, aby te dzieci przebieg?y ca?y ?wiat, aby da? zna?, ?e trzeba, aby ca?y ?wiat zachowywa? przykazania Dobrego Boga, bo w przeciwnym wypadku wielkie nieszcz??cia na nas spadn?.? Po chwili ciszy mój pan powiedzia?, zwracaj?c si? do Maximina i do mnie: ?Czy wiecie, co powinni?cie uczyni?, moje dzieci? Jutro wstaniecie z samego rana, pójdziecie razem oboje do Pana Proboszcza i opowiecie mu wszystko co widzieli?cie i s?yszeli?cie; powiedzcie mu dok?adnie, jak ta rzecz mia?a miejsce: on wam powie, co wy macie uczyni?.?
Dnia 20 wrze?nia, nast?pnego dnia po objawieniu, wyruszy?am wcze?nie z Maximinem. Przybywszy do Proboszcza, zapuka?am do drzwi. Gospodyni Pana Proboszcza posz?a otworzy? i zapyta?a, czego my chcemy. Powiedzia?am do niej (po francusku, ja, która nigdy tym j?zykiem nie mówi?am): "Chcemy rozmawia? z Panem Proboszczem." - "A co chcecie mu powiedzie??", zapyta?a nas. - Chcemy mu powiedzie?, Mademoiselle, ?e wczoraj poszli?my pilnowa? naszych krów na górze masywu Baisses, i ?e po zjedzeniu obiadu, itd., itd." Opowiedzieli?my jej du?? przemowy Naj?wi?tszej Dziewicy. Wtenczas zabi? dzwon ko?cio?a; by?o to ostatnie bicie dzwonu na Msz?. Ksi?dz Perrin, proboszcz w La Salette, który nas s?ysza? otworzy? drzwi z hukiem: p?aka?; uderza? si? piersi; powiedzia? do nas: "Moje dzieci, jeste?my straceni, Dobry Bóg przyjdzie nas ukara?. Ach! Mój Bo?e, to jest ?wi?ta Dziewica, która si? wam ukaza?a!" I poszed? odprawia? Msz? ?wi?t?. Spojrzeli?my na siebie z Maximinem i gospodyni?; nast?pnie Maximin rzek? do mnie: "Ja pójd? teraz do mego ojca do Corps." I rozstali?my si?.
Nie otrzymawszy od moich pa?stwa polecenia powrotu zaraz po rozmowie z Panem Proboszczem, uwa?a?am, ?e nie robi? nic z?ego, uczestnicz?c w Mszy. Posz?am wi?c do ko?cio?a. Msza rozpocz??a si? i po pierwszej Ewangelii, Pan Proboszcz zwróci? si? do ludzi i próbowa? opowiedzie? swoim parafianom o objawieniu, które mia?o miejsce poprzedniego dnia na jednej z ich gór, i napomina? ich aby ju? wi?cej nie pracowali w niedziel?: g?os jego przerwa?y szlochy, i wszyscy ludzie byli poruszeni. Po Mszy ?wi?tej wróci?am do moich pa?stwa. Pan Peytard, który jeszcze dzisiaj jest merem w La Salette, przyszed? tam, aby mnie wypyta? o zdarzenie objawienia; i, po przekonaniu si? o prawdziwo?ci tego, co mu powiedzia?am, odszed? przekonany.
W dalszym ci?gu pozosta?am na s?u?bie u moich pa?stwa, a? do wszystkich ?wi?tych. Nast?pnie zosta?am umieszczona jako pensjonariuszka u sióstr zakonu Opatrzno?ci w moich rodzinnych stronach w Corps. (4, 1, 2) 

 

Rozdzia? VI (Opis Matki Bo?ej)

Naj?wi?tsza Dziewica by?a bardzo wysoka i ?adnie zbudowana; wydawa?a si? by? tak lekka, jak gdyby jednym chuchni?ciem da?o si? J? poruszy?, tymczasem by?a nieruchoma i mocno ustawiona. Jej wyraz twarzy by? majestatyczny i wzbudzaj?cy szacunek, ale nie w ten sposób wzbudzaj?cy szacunek, jak ma to miejsce u panów tu na ziemi. Ona wzbudza?a boja?? pe?n? szacunku. W tym samym czasie, gdy Jej Dostoje?stwo wzbudza?o szacunek pomieszany z mi?o?ci?, przyci?ga?a do siebie. Jej spojrzenie by?o ?agodne i przenikaj?ce; Jej oczy wydawa?y si? rozmawia? z moimi, ale rozmowa ta powstawa?a z g??bokiego i ?ywego uczucia mi?o?ci wobec tej zachwycaj?cej pi?kno?ci , która mnie roztopi?a. Powab Jej spojrzenia, Jej atmosfera niepoj?tej dobroci pozwala?y zrozumie? i czu? , ?e przyci?ga?a do siebie i chcia?a si? podarowa?; by? to wyraz mi?o?ci, którego nie mo?na wyrazi? cielesnym j?zykiem ani literami alfabetu.
Szata Naj?wi?tszej Dziewicy by?a z?oci?cie bia?a i ca?a b?yszcz?ca; nie mia?a w sobie nic materialnego: by?a z?o?ona ze ?wiat?a i z blasku, zmienna i mrugaj?ca. Na ziemi nie ma wyra?enia ani porównania, które by mo?na da?.
?wi?ta Dziewica by?a ca?a pi?kna i ca?a uformowana z Mi?o?ci; patrz?c na Ni?, t?skni?am za tym, aby si? w Niej stopi?. Wokó? Niej jak i w Jej osobie wszystko tchn??o dostoje?stwem, ?wietno?ci?, wspania?o?ci? nieporównywalnej Królowej. Ona ukaza?a si? pi?kna, bia?a, niepokalana, krystaliczna, ol?niewaj?ca, niebia?ska, ?wie?a, nowa jak Dziewica; wydawa?o si?, jak gdyby s?owo Mi?o?? wymyka?o si? z jej srebrzystych i tak czystych ust. Ukaza?a mi si? jako dobra Matka, pe?na dobroci, uprzejmo?ci, mi?o?ci dla nas, pe?na wspó?czucia i mi?osierdzia.
Korona z ró?, któr? mia?a na g?owie, by?a tak pi?kna, tak b?yszcz?ca, ?e nie mo?na sobie tego wyobrazi?: ró?e ró?nych kolorów nie by?y ziemskie; by? to zestaw kwiatów, który otacza? g?ow? Naj?wi?tszej Dziewicy w formie korony; ale ró?e zmienia?y si? lub si? zamienia?y miejscami; poza tym z serca ka?dej ró?y wydobywa?o si? tak pi?kne ?wiat?o, ?e zachwyca?o i nadawa?o ró?om ol?niewaj?ce pi?kno. Z korony ró? wznosi?y si? jakby z?ote ga??zie i pewna ilo?? innych kwiatków zmieszanych z brylantami.
Wszystko tworzy?o przepi?kny diadem, który b?yszcza? samemu bardziej ni? nasze ziemskie s?o?ce.
?wi?ta Dziewica mia?a bardzo ?adny Krzy? zawiedzony na szyi. Ten Krzy? wydawa? si? by? poz?acany (dorée) aby nie mówi? plater z?oty (une plaque d'or); poniewa? widzia?am kilka razy przedmioty poz?acane z ró?nymi odcieniami z?ota, które wywiera?y na moich oczach ?adniejsze wra?enie ni? zwyk?y plater z?oty.
Na tym pi?knym Krzy?u, ca?ym l?ni?cym od ?wiat?a, by? Chrystus, by? Nasz Pan, jego ramiona rozpostarte na Krzy?u. W pobli?u dwóch ko?ców Krzy?a z jednej strony by? m?otek a z drugiej obc?gi. Chrystus mia? kolor cia?a naturalny; ale ?wieci? wielk? jasno?ci?; i ?wiat?o, które wydobywa?o si? z Jego ca?ego cia?a, wygl?da?o jak mocno ?wiec?ce strza?y, które rozdziera?y mi serce pragnieniem roztopienia si? w nim. Czasami Chrystus wydawa? si? by? martwy: mia? pochylon? g?ow? i cia?o Jego jakby obsuni?te, jak gdyby mia?o spa??, gdyby nie by?o przytrzymywane przez gwo?dzie, które przytrzymywa?y je na Krzy?u.
Ogarn??o mnie wówczas g??bokie wspó?czucie, chcia?am wyjawi? ca?emu ?wiatu Jego nieznan? mi?o?? i wla? w dusze ?miertelników najszczersz? mi?o?? i najg??bsz? wdzi?czno?? wobec Boga, który nas absolutnie nie potrzebowa?, aby by? tym, czym jest, tym czym by?, i tym, czym zawsze b?dzie; a jednak - o mi?o?ci niepoj?ta dla cz?owieka! - uczyni? si? cz?owiekiem, chcia? umrze? - tak, umrze? - aby lepiej zapisa? w naszych duszach i naszej pami?ci ob??dn? mi?o??, któr? ma wobec nas! O. jak?e? jestem nieszcz??liwa, widz?c si? tak ubog? w wyra?enia do wyjawienia mi?o?ci - tak, mi?o?ci naszego dobrego Zbawiciela wobec nas! - lecz z drugiej strony, jak?e? jestem szcz??liwa, ?e mog?am lepiej odczu? to, czego nie potrafimy wyrazi?!
Innym razem Chrystus wydawa? si? by? ?ywy; mia? wyprostowan? g?ow?, oczy otwarte i robi? wra?enie, ?e jest na Krzy?u ze swej w?asnej woli. Czasami zdawa? si? mówi?: zdawa? si? chcie? pokaza?, ?e jest na Krzy?u dla nas, z mi?o?ci do nas, aby nas przyci?gn?? do swej mi?o?ci, ?e ci?gle odczuwa now? mi?o?? do nas, ?e Jego mi?o?? z pocz?tku i z roku 33 jest zawsze t? dzisiejsz? i ?e zawsze b?dzie.
?wi?ta Dziewica p?aka?a prawie przez ca?y czas, gdy do mnie mówi?a. ?zy p?yn??y, jedna po drugiej, powoli, a? do Jej kolan, nast?pnie znika?y jak ?wietlne iskry. By?y one ?wiec?ce i pe?ne mi?o?ci. Ch?tnie by?abym J? pocieszy?a, aby wi?cej nie p?aka?a. Ale wydawa?o mi si?, ?e mia?a potrzeb? pokaza? swe ?zy, aby lepiej pokaza? sw? mi?o?? zapomnian? przez ludzi. Ch?tnie by?abym si? rzuci?a w Jej ramiona i Jej powiedzia?a: "Moja dobra Matko, nie p?acz! Chc? ci? kocha? za wszystkich ludzi na ziemi." Ale wydawa?o mi si?, ?e do mnie mówi?a: "Jest tylu, którzy mnie nie znaj?!"
By?am mi?dzy ?mierci? a ?yciem, widz?c z jednej strony tyle mi?o?ci, tyle pragnienia by? kochan?, a z drugiej strony tyle zimna, tyle oboj?tno?ci ... O, moja Matko, Matko ca?kowicie pi?kna, ca?a kochana, moja mi?o?ci, serce mego serca!
?zy naszej czu?ej Matki, dalekie od uszczuplenia Jej atmosfery Majestatu, Królowej i Pani, zdawa?y si?, wr?cz przeciwnie, J? upi?ksza?, czyni? j? bardziej kochan?, bardziej pi?kn?, bardziej pot??n?, bardziej przepe?nion? mi?o?ci?, bardziej matczyn?, bardziej zachwycaj?c?; i najch?tniej po?kn??abym Jej ?zy, które rozsadza?y moje serce ze wspó?czucia i z mi?o?ci. Widzie? p?acz?c? Matk?, i to tak? Matk?, nie podj?wszy wszystkich daj?cych si? wyobrazi? ?rodków aby J? pocieszy?, aby zmieni? Jej bóle w rado??, czy mo?na to zrozumie?? O Matko, wi?cej ni? pi?kna! Zosta?a? stworzona ze wszystkich zalet, których Bóg jest zdolny; wyczerpa?a? prawie moc Bo??; jeste? dobra a zreszt? dobra z dobroci samego Boga; Bóg si? podwy?szy?, tworz?c w Tobie Swoje arcydzie?o ziemskie i niebieskie.
Naj?wi?tsza Dziewica mia?a ?ó?ty fartuch. Co ja mówi?, ?ó?ty? Ona mia?a fartuch bardziej ?wiec?cy ni? kilka s?o?c razem. To nie by? materia? materialny, to by?o po??czenie blasku, i blask ten by? iskrz?cy i zachwycaj?cej pi?kno?ci. Wszystko w Naj?wi?tszej Dziewicy silnie mn? kierowa?o i powodowa?o, ?e si? jakby ze?lizgiwa?am ku uwielbianiu i kochaniu mojego Jezusa we wszystkich etapach Jego ?ycia doczesnego.
Naj?wi?tsza Dziewica mia?a dwa ?a?cuchy, jeden bardziej szeroki ni? drugi. Na bardziej w?skim by? zawieszony Krzy?, o którym wspomnia?am wy?ej. Te ?a?cuchy (poniewa? nale?y da? nazw? ?a?cuchów) by?y jak promienie aureoli o wielkiej jasno?ci zmieniaj?cej si? i iskrz?cej.
Buty (poniewa? trzeba powiedzie? buty) by?y bia?e, ale z bieli srebrzystej, ?wiec?cej; mia?y dooko?a ró?e. Ró?e te by?y ol?niewaj?cej pi?kno?ci, i z serca ka?dej ró?y wychodzi? p?omie? ?wiat?a bardzo pi?knego i bardzo przyjemnego w patrzeniu. Na butach by?a klamra ze z?ota, nie ze z?ota ziemskiego lecz ze z?ota rajskiego.
Widok Naj?wi?tszej Dziewicy by? sam ziszczonym rajem. Mia?a Ona w sobie wszystko to, co mog?o zadowoli?, poniewa? ziemia by?a zapomniana.
?wi?ta Dziewica by?a otoczona dwoma ?wiat?ami. Pierwsze ?wiat?o, bli?sze Naj?wi?tszej Dziewicy, dochodzi?o a? do nas; ?wieci?o ?wiat?o?ci? bardzo pi?kn? i iskrz?c?. Drugie ?wiat?o rozpo?ciera?o si? troch? bardziej dooko?a Pi?knej Pani i my?my si? znajdowali w nim; by?o ono nieruchome (to znaczy, ?e ono nie iskrzy?o), ale by?o bardziej ?wiec?ce ni? nasze biedne ziemskie s?o?ce. Wszystkie te ?wiat?a nie wyrz?dza?y szkody oczom, i absolutnie nie m?czy?y wzroku.
Oprócz tych ?wiate?, tego ca?ego blasku, wychodzi?y jeszcze skupienia lub wi?zki ?wiat?a lub promieni ?wietlnych z Cia?a ?wi?tej Dziewicy, z Jej szat i zewsz?d.
G?os Pi?knej Pani by? spokojny; oczarowywa? i zachwyca?, czyni? dobrze sercu; nasyca?, usuwa? wszystkie przeszkody, uspokaja?, u?agadza?. Wydawa?o mi si?, ?e ju? zawsze chcia?am je?? z Jej pi?knego g?osu, i moje serce zdawa?o si? ta?czy? lub chcie? i?? na jego spotkanie aby si? w nim rozp?yn??.
Oczy Naj?wi?tszej Dziewicy, naszej czu?ej Matki, nie daj? si? opisa? ludzkim j?zykiem. Aby o nich mówi?, potrzeba by serafina; potrzeba by wi?cej, potrzeba by j?zyka samego Boga, który stworzy? Niepokalan? Dziewic?, arcydzie?o Jego ca?ej mocy.
Oczy Czcigodnej Maryi wydawa?y si? tysi?ce tysi?cy razy pi?kniejsze od brylantów. Diamentów i drogocennych kamieni, najbardziej poszukiwanych; ?wieci?y jak dwa s?o?ca; by?y ?agodne sam? s?odycz?, jasne jak lustro. W oczach tych widzia?o si? raj; one przyci?ga?y do Niej; wydawa?o si?, ?e chcia?a si? podarowa? i przyci?ga?. Im wi?cej na Ni? patrza?am, tym bardziej chcia?am J? widzie?; im bardziej J? widzia?am, tym bardziej J? kocha?am, i kocha?am J? ze wszystkich mych si?.
Oczy pi?knej Niepokalanej by?y jak furtka do Boga, sk?d widzia?o si? wszystko to, co mo?e oszo?omi? dusz?. Gdy moje oczy spotka?y si? z oczami Matki Bo?ej i mojej, odczuwa?am wewn?trz siebie szcz??liwy przewrót mi?o?ci i zapewnienia o kochaniu Jej i o moim rozp?ywaniu si? w mi?o?ci. Patrz?c na siebie, nasze oczy rozmawia?y ze sob? po swojemu, i tak J? kocha?am, ?e ch?tnie uca?owa?abym J? w ?rodek Jej oczu, które rozczula?y moj? dusz? i zdawa?y si? j? przyci?ga? i powodowa? jej rozp?yni?cie w Jej duszy. Oczy te wywo?ywa?y we mnie delikatne dr?enie w ca?ej mojej istocie; ba?am si? uczyni? najmniejszy ruch, który móg?by by? dla Niej nieprzyjemny, cho?by nawet niewiele.
Ten sam widok oczu najczystszej z Dziewic wystarczy?by, aby by? Niebem b?ogos?awionego; wystarczy?by, aby da? wej?? duszy w pe?ni? woli Najwy?szego w?ród wszystkich wydarze?, które przytrafiaj? si? w ci?gu ?ycia doczesnego; wystarczy?by, aby spowodowa? mówienie do tej duszy o ci?g?ych aktach uwielbienia, dzi?kczynienia, zado??uczynienia i pokuty. Ten sam widok skupia dusz? na Bogu i czyni j? jakby martwym ?ywym, uwa?aj?cym wszystkie rzeczy ziemi, nawet rzeczy, które wydaj? si? najpowa?niejsze, za zabawy dzieci?ce; ona by chcia?a s?ysze? tylko mow? o Bogu i o tym, co dotyczy Jego Chwa?y.
Grzech jest jedynym z?em, które widzi na ziemi. Umar?aby z bólu, gdyby Bóg jej nie wspiera?. Amen. (4, 2, 1)
Castellamare, dnia 21 listopada 1878 r.
 

Marie de la Croix, Victime de Jésus, 
née Mélanie Calvat, 
Bergere de La Salette. 

Maria od Krzy?a, Ofiara Jezusa, 
z d. Melania Calvat, 
Pasterka z La Salette. 

Nihil obstat: imprimatur
Datum Lycii ex Curia Episcopi, die 15 Nov. 1879

Vicarius Generalis
Carmelus Archus Cosma. (4, 2)

 

Pos?owie

"Wielka Nowina", któr? g?osi?a Melania, by?a surowa i Melania musia?a podzieli? los wszystkich proroków: udawano g?uchego, chciano by? pozostawionym w spokoju, prze?ladowano j?, wyzywano j? od zwiastunów nieszcz??cia. Jej przeciwnicy utrzymywali, ?e nowina, któr? w 1851 r. na rozkaz Ko?cio?a kaza?a przekaza? Ojcu ?wi?temu, nie by?a rzekomo identyczna z t?, któr? opublikowa?a w 1879 r. na rozkaz biskupa Zoli. Idzie tu o centralny sam fakt "Wielkiej Nowiny" i dlatego podkre?lmy jeszcze raz: Melania wielokrotnie zaprzecza?a temu. Te o?wiadczenia powierniczki Matki Bo?ej, która jako taka zosta?a uznana i wzi?ta powa?nie przez Stolic? ?wi?t?, nie mog? by? poddawane w w?tpliwo??.

Melania mia?a mimo wszystko satysfakcj?, ?e nast?pca Piusa IX, papie? Leon XIII, okaza? pe?ne zrozumienie dla jej misji i dodawa? jej otuchy; poza tym cieszy?a si? protekcj? trzech biskupów w?oskich: monsiniora Petagni, monsiniora Zoli i monsiniora Ceechini'ego; natomiast ze strony nast?pców w urz?dzie biskupa Grenoble i ze strony du?ej cz??ci kleru francuskiego napotyka?a na lodowate odrzucenie; akceptowano tylko pierwsz? cz??? Tajemnicy, natomiast o w?a?ciwej "Wielkiej Nowinie", o "Tajemnicy z La Salette" nie chciano nic s?ysze?. "Wielka Nowina" ukaza?a si? odt?d w wielu krajach i j?zykach i wielu nak?adach.

Melania Calvat by?a ukryt? ?wi?t?; ze wzgl?du na t? nowin? wiele cierpia?a i pod koniec ?ycia otrzyma?a nawet stygmaty. A wi?c Bóg samemu uwierzytelni? j? na jej ciele piecz?ci? Swych Ran. Ten rodzaj uwierzytelnienia, który mo?e pochodzi? tylko od Palca Bo?ego, przewy?sza wszelki inny rodzaj uwierzytelnienia. (3) 

 

?ród?a i literatura:

  1. Paul Gouin, "Mélanie, die Hirtin von La Salette", Christiana-Verlag, Stein am Rhein, Szwajcaria, 1982.

  2. Fr. Paul-Marie, a.m., "Les Apparitions et le Secret de La Salette", Editions Jules Hovine, Marquain, Belgia, 1982.

  3. Johannes Maria Höcht, "Die Große Botschaft von La Salette", Christiana-Verlag, Stein am Rhein, Szwajcaria, 1983.

  4. "L'Apparition de la Tres Sainte Vierge Sur la Montagne de la Salette Le 19 Septembre 1846", publiée par la Bergere de La Salette avec Imprimatur de Mgr l'Eveque de Lecce, reprint wydany przez Librairie Téqui, Saint-Céneré, Francja.
     

 

 

Zmieniony: niedziela, 08 czerwca 2008 16:57
 

Komentarze   

 
+4 #55 Jadwiga 2016-01-09 18:47
Cytować
 
 
+1 #54 janina 2015-07-28 20:33
Cytować
 
 
+1 #53 Katolik 2015-03-29 09:41
Cytować
 
 
+2 #52 Wera 2015-03-02 12:06
Cytować
 
 
+2 #51 Barbara 2012-12-02 16:37
Nie wystarczy tylko chodzic do ko?cio?a trzeba te? ?y? zgodnie z jego przykazaniami
Rzeczywisto?c cz?sto pokazuje jak jest naprawd?.Matko Bo?a miej nas w swojej opiece.
Cytować
 
 
0 #50 Maria 2012-12-01 02:49
Matko majswietsza pomoz henrykowi wyjsc z choroby psycicznej,
Cytować
 
 
+1 #49 Maria 2012-12-01 02:47
matko najswietsza prosz Cie wyslchaj mnie biednej prosze cie o nawrocenie mojego meza zokrpnej zazdrosci , .wwiku lat 60 jua nie warto sie roschodzic , to tyle lat meki 35 lat juz dalej nie moge psychiczni on chce mnie skonczy c matko pomoz mi peztrwac. Jezu pomoz.
Cytować
 
 
-1 #48 ewa 2012-10-31 13:05
Matko Boska La Salette prosz? ci? ?eby problemy emocjonalne i depresja nie powraca?y ,?ask? ca?kowitego powrotu do zdrowia,spotkan ie na mojej drodze upragnion? osob?, wszelk? pomy?lno?? w pracy
Cytować
 
 
0 #47 Sebastian 2012-10-20 21:16
MATKO BO?A KOCHAM CIE!!!!
b?agam o modlitw? o wyjscie z nalogow.
Cytować
 
 
-1 #46 ewa 2012-10-16 13:49
Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież


Sonda

Czy przedsoborowa Msza Trydencka? (po ?acinie)
 

Polecany link, kliknij

Reklama

Kto jest teraz on-line

NaszÄ… witrynÄ™ przeglÄ…da teraz 71 goĹ›ci