ENCYKLIKA - SOLLICITUDO REI SOCIALIS
Dokumenty Ko?cio?a - Encykliki - Jan Pawe? II

SOLLICITUDO REI SOCIALIS

OJCA ?WI?TEGO JANA PAW?A II
SKIEROWANA DO BISKUPÓW, KAP?ANÓW,
RODZIN ZAKONNYCH, SYNÓW I CÓREK KO?CIO?A
ORAZ
WSZYSTKICH LUDZI DOBREJ WOLI
Z OKAZJI
DWUDZIESTEJ ROCZNICY OG?OSZENIA
POPULORUM PROGRESSIO
 
 
Czcigodni Bracia, Drodzy Synowie i Córki, Pozdrowienie i Apostolskie B?ogos?awie?stwo!

I WPROWADZENIE

1. SPO?ECZNA TROSKA Ko?cio?a o autentyczny rozwój cz?owieka i spo?ecze?stwa, czyli taki, który zachowuje szacunek dla osoby ludzkiej we wszystkich jej wymiarach oraz s?u?y jej rozwojowi, dochodzi?a do g?osu zawsze i na ró?ne sposoby. Jednym z owych sposobów, do których si?gano w ostatnich czasach najch?tniej, sta?y si? wypowiedzi Magisterium Biskupów Rzymu, którzy - od czasów Leona XIII i Encykliki Rerum novarum, bior?c j? za punkt odniesienia - wiele razy zabierali g?os w tych sprawach, og?aszaj?c ró?ne dokumenty spo?eczne, cz?sto w rocznic? wydania owego pierwszego dokumentu.
Najwy?si Pasterze na?wietlali w nich tak?e nowe aspekty nauki spo?ecznej Ko?cio?a. Dlatego poczynaj?c od cennego wk?adu Leona XIII, poprzez dalsze ubogacaj?ce wypowiedzi Magisterium, nauczanie to stanowi uaktualniony ?corpus? doktrynalny, który rozwija si? w miar? jak Ko?ció?, w pe?no?ci S?owa objawionego przez Jezusa Chrystusa i przy pomocy Ducha ?wi?tego (por. J 14,16. 26;16,13-15), odczytuje wydarzenia zachodz?ce w ci?gu dziejów. Ko?ció? stara si? wi?c tak prowadzi? ludzi, aby - tak?e z pomoc? refleksji rozumowej oraz nauk o cz?owieku - mogli realizowa? swoje powo?anie odpowiedzialnych budowniczych ziemskiej spo?eczno?ci.
 
2. W ten bogaty ca?okszta?t nauczania spo?ecznego wpisuje si?, a jednocze?nie w nim si? wyró?nia Encyklika Populorum progressio, któr? mój czcigodny Poprzednik Pawe? VI og?osi? dnia 26 marca 1967 roku.
Jak dalece Encyklika ta zachowa?a sw? aktualno??, mo?na z ?atwo?ci? stwierdzi?, odnotowuj?c cho?by seri? obchodów dla uczczenia rocznicy jej og?oszenia, które mia?y miejsce w tym roku, w ró?nych formach i w wielu ?rodowiskach ko?cielnych oraz ?wieckich. W tym w?a?nie celu Papieska Komisja Iustitia et Pax rozes?a?a w ubieg?ym roku list okólny do Synodów katolickich Ko?cio?ów Wschodnich i do Konferencji Episkopatów, prosz?c o opinie i projekty odnosz?ce si? do sposobu najlepszego uczczenia rocznicy og?oszenia Encykliki, celem wzbogacenia i nale?nego uaktualnienia jej nauczania. Ta sama Komisja zorganizowa?a w dwudziest? rocznic? uroczysto??, w której z rado?ci? uczestniczy?em, wyg?aszaj?c ko?cowe przemówienie. Obecnie, bior?c tak?e pod uwag? tre?? odpowiedzi na wspomniany list okólny, uzna?em za w?a?ciwe przygotowanie pod koniec 1987 roku Encykliki po?wi?conej tematyce Populorum progressio.
 
3. Przy?wiecaj? mi w tym g?ównie dwa cele o niema?ym znaczeniu: z jednej strony oddanie ho?du temu historycznemu dokumentowi Paw?a VI i zawartemu w nim nauczaniu; z drugiej, za wzorem moich czcigodnych Poprzedników na Stolicy Piotrowej, potwierdzenie ci?g?o?ci nauki spo?ecznej, a zarazem sta?ej jej odnowy. W istocie rzeczy, ci?g?o?? i odnowa stanowi? dowód nieprzemijaj?cej warto?ci nauczania Ko?cio?a.
Te dwie cechy s? bowiem znamienne dla jego nauczania w dziedzinie spo?ecznej. Jest ono sta?e, gdy? pozostaje identyczne w swojej najg??bszej inspiracji, w ?zasadach refleksji?, w swoich ?kryteriach ocen?, w podstawowych ?wytycznych dzia?ania?6, a nade wszystko w wiernej i ?ywotnej wi?zi z Ewangeli? Chrystusow?. Jest zarazem zawsze nowe, gdy? podlegaj?ce koniecznym i potrzebnym zmianom dyktowanym przez ró?ne uwarunkowania historyczne i nieustanny bieg wydarze?, po?ród których up?ywa ?ycie ludzi i spo?ecze?stw.
 
4. W przekonaniu, ?e nauczanie Encykliki Populorum progressio, skierowanej do ludzi i spo?ecze?stw lat sze??dziesi?tych, dzisiaj, u schy?ku lat osiemdziesi?tych, nie przestaje by? pe?nym mocy wyzwaniem dla sumie?, usi?uj?c wyznaczy? zasadnicze linie wspó?czesnego ?wiata - zawsze w perspektywie tego inspiruj?cego motywu, jakim jest rozwój ludów, jeszcze daleki od urzeczywistnienia - zamierzam podj?? jej g?os, wi???c zawarte w niej or?dzie oraz jego mo?liwe zastosowania z obecnym momentem historycznym, nie mniej dramatycznym ni? czasy prze?ywane przed dwudziestu laty.
Czas, jak wiemy, biegnie zawsze tym samym rytmem. Dzi? jednak?e odnosi si? wra?enie, jakby by? on podporz?dkowany ruchowi o sta?ym przyspieszeniu, z uwagi przede wszystkim na wielorako?? i z?o?ono?? zjawisk w?ród których ?yjemy. W rezultacie, uk?ad ?wiata w ci?gu ostatnich dwudziestu lat, cho? zachowuje pewne sta?e elementy podstawowe, uleg? znacznym zmianom i ukazuje ca?kiem nowe aspekty.
Ten okres, który w wigili? trzeciego Milenium chrze?cija?stwa charakteryzuje si? powszechnym oczekiwaniem, czas niejako nowego ?Adwentu?7, w jaki? sposób dotycz?cego wszystkich ludzi, daje okazj? do tego, by pog??bi? nauczanie Encykliki, a?eby wspólnie dostrzec tak?e jej perspektywy.
Celem tego rozwa?ania jest podkre?lenie, poprzez refleksj? teologiczn? nad wspó?czesn? rzeczywisto?ci?, konieczno?ci bogatszej i bardziej zró?nicowanej koncepcji rozwoju, zgodnie z sugestiami Encykliki, oraz wskazanie pewnych form jej urzeczywistnienia.

II. NOWO?? ENCYKLIKI POPULORUM PROGRESSIO

5. Ju? w chwili opublikowania dokument Papie?a Paw?a VI wywo?a? zainteresowanie opinii publicznej dzi?ki swej nowo?ci. Mo?na by?o dostrzec, w sposób konkretny i bardzo wyra?nie, wspomniane charakterystyczne cechy kontynuacji i odnowy wewn?trz nauki spo?ecznej Ko?cio?a. Dlatego ukazanie licznych aspektów tego nauczania poprzez ponowne i uwa?ne odczytanie Encykliki b?dzie stanowi?o g?ówny w?tek niniejszych refleksji.
Naprzód jednak pragn? zatrzyma? si? nad dat? og?oszenia: rok 1967. Sam fakt, ?e Papie? Pawe? VI powzi?? decyzj? og?oszenia swej jedynej encykliki spo?ecznej w owym roku, sk?ania do rozwa?enia tego dokumentu w powi?zaniu z powszechnym Soborem Watyka?skim II, zako?czonym 8 grudnia 1965 roku.
 
6. W tym fakcie winni?my widzie? co? wi?cej, ni? tylko prost? blisko?? w czasie. Encyklika Populorum progressio jawi si? poniek?d jako dokument na temat zastosowania nauczania soborowego. I to nie tyle dlatego, ?e ustawicznie powo?uje si? na teksty soborowe, ile dlatego, ?e wyp?ywa ona z tej samej troski Ko?cio?a, która by?a natchnieniem dla ca?ej pracy Soboru - w sposób szczególny Konstytucji duszpasterskiej Gaudium et spes - troski o usystematyzowanie i rozwini?cie licznych tematów jego spo?ecznego nauczania.
Mo?emy zatem stwierdzi?, ?e Encyklika Populorum progressio jest jakby odpowiedzi? na soborowy apel, od którego rozpoczyna si? Konstytucja Gaudium et spes: ?Rado?? i nadzieja, smutek i trwoga ludzi wspó?czesnych, zw?aszcza ubogich i wszystkich cierpi?cych, s? te? rado?ci? i nadziej? uczniów Chrystusowych; i nie ma nic prawdziwie ludzkiego, co nie mia?oby odd?wi?ku w ich sercu?9. S?owa te wyra?aj? podstawowy motyw, który by? natchnieniem dla wielkiego dokumentu soborowego, wychodz?cego od stwierdzenia sytuacji n?dzy i niedorozwoju, w jakiej ?yje wiele milionów ludzkich istnie?.
Ta n?dza i niedorozwój maj? inne miano: ?smutek i trwoga? w naszych czasach, zw?aszcza ludzi ubogich. W obliczu rozleg?ej panoramy bólu i cierpienia Sobór pragnie ukaza? horyzonty rado?ci i nadziei. Do tego samego celu zmierza wierna soborowemu natchnieniu Encyklika Paw?a VI.
 
7. Tak?e w porz?dku tematycznym Encyklika, zgodnie z wielk? tradycj? spo?ecznego nauczania Ko?cio?a, podejmuje w sposób bezpo?redni nowy wyk?ad i bogat? syntez? wypracowan? przez Sobór, g?ównie w Konstytucji Gaudium et spes.
Co do tre?ci i tematów podj?tych w Encyklice, nale?y podkre?li?: ?wiadomo?? obowi?zku spoczywaj?cego na Ko?ciele, który ma ?ogromne do?wiadczenie w sprawach ludzkich, ?badania znaków czasu i wyja?niania ich w ?wietle Ewangelii?10; równie g??bok? w Ko?ciele ?wiadomo?? w?asnej misji ?s?u?enia?, odr?bnej od funkcji pa?stwa, nawet gdy zajmuje si? on w konkretny sposób losem ludzi; nawi?zanie do ra??cych ró?nic w sytuacji tych samych ludzi; potwierdzenie nauczania soborowego, wierne echo wiekowej tradycji Ko?cio?a co do ?powszechno?ci przeznaczenia dóbr ziemskich?; docenianie kultury i cywilizacji technicznej s?u??cej wyzwoleniu cz?owieka; uznanie ich ogranicze?; i wreszcie, w zwi?zku z problematyk? rozwoju, b?d?c? tematem Encykliki, po?o?enie nacisku na ?szczególnie wa?ne zadanie? spoczywaj?ce na narodach bardziej rozwini?tych, jakim jest ?pomoc w rozwoju krajom mniej rozwini?tym?16. Samo poj?cie rozwoju ukazane w Encyklice wyp?ywa bezpo?rednio ze sposobu uj?cia tego problemu w Konstytucji duszpasterskiej.
Te i inne wyra?ne odniesienia do Konstytucji duszpasterskiej pozwalaj? wnosi?, ?e Encyklika stanowi zastosowanie nauczania soborowego w dziedzinie spo?ecznej do specyficznego problemu rozwoju i niedorozwoju ludów.
 
8. Ta krótka analiza pozwala nam lepiej oceni? nowo?? Encykliki, któr? mo?na sprecyzowa? w trzech punktach.
Pierwszym jest sam fakt wydania dokumentu, pochodz?cego od najwy?szego autorytetu Ko?cio?a katolickiego i skierowanego zarówno do samego Ko?cio?a, jak i do ?wszystkich ludzi dobrej woli?18, dokumentu dotycz?cego takich zagadnie?, jak rozwój ludów, które pozornie zdaj? si? posiada? charakter wy??cznie ekonomiczny czy spo?eczny. Termin ?rozwój? jest tu zaczerpni?ty ze s?ownika nauk spo?ecznych i ekonomicznych. W tym aspekcie Encyklika Populorum progressio idzie po linii Encykliki Rerum novarum, która traktuje o ?sytuacji robotników?19. Przy powierzchownym spojrzeniu oba tematy mog? si? wyda? obce s?usznej trosce Ko?cio?a, widzianego jako instytucja religijna; ?rozwój? jeszcze bardziej ni? ?sytuacja robotnicza?.
Podobnie jak w Encyklice Leona XIII, nale?y dostrzec w dokumencie Paw?a VI uwypuklenie charakteru etycznego i kulturowego problematyki dotycz?cej rozwoju, jak równie? s?uszno?ci i konieczno?ci zabierania g?osu przez Ko?ció? w tej dziedzinie.
W ten sposób nauka spo?eczna Ko?cio?a raz jeszcze ukaza?a swoj? znamienn? cech?, jak? jest stosowanie S?owa Bo?ego do ?ycia ludzi i spo?ecze?stwa oraz do rzeczywisto?ci doczesnych z nim zwi?zanych, przez podanie ?zasad refleksji?, ?kryteriów ocen? i ?wytycznych dzia?ania?20. W dokumencie Paw?a VI znajduj? si? te trzy elementy, ukierunkowane w przewa?aj?cej mierze praktycznie, to jest ku post?powaniu moralnemu.
Zgodnie z tym Ko?ció?, zajmuj?c si? rozwojem ludów, nie mo?e by? oskar?any o przekraczanie w?a?ciwego mu zakresu kompetencji, a tym bardziej o wychodzenie poza mandat otrzymany od Chrystusa Pana.
 
9. Drugim punktem jest nowo?? Populorum progressio, wyra?aj?ca si? w szeroko?ci horyzontów, z jak? potraktowane s? tam sprawy, powszechnie okre?lane jako ?kwestia spo?eczna?.
Co prawda ju? Encyklika Mater et Magistra papie?a Jana XXIII ukaza?a ten szerszy horyzont, a Sobór w Konstytucji duszpasterskiej Gaudium et spes by? tego echem, jednak nauczanie spo?eczne Ko?cio?a nie dosz?o jeszcze do stwierdzenia z ca?? jasno?ci?, ?e kwestia spo?eczna nabra?a wymiaru ?wiatowego, ani te? nie uczyni?a z tego stwierdzenia i analizy jej towarzysz?cej, jakiej? ?wytycznej dzia?ania?, jak to uczyni? Papie? Pawe? VI w swej Encyklice.
Zaj?cie tak wyra?nego stanowiska zawiera w sobie wielkie bogactwo tre?ci, które trzeba ukaza?.
Przede wszystkim trzeba wykluczy? ewentualn? dwuznaczno??. Uznanie, ?e ?kwestia spo?eczna? nabra?a wymiaru ?wiatowego, z pewno?ci? nie oznacza, i? zmniejszy?a si? jej si?a oddzia?ywania lub ?e utraci?a sw? wa?no?? w skali narodowej i lokalnej. Przeciwnie, oznacza to, ?e problemy wyst?puj?ce w miejscach pracy lub w ruchach czy zwi?zkach robotniczych okre?lonego zak?adu pracy w kraju czy regionie, nie mog? by? uwa?ane za samotne wyspy, ale ?e w coraz wi?kszej mierze zale?? od wp?ywu czynników istniej?cych poza granicami regionalnymi czy narodowymi.
Ujmuj?c rzecz z punktu widzenia gospodarczego, liczba krajów na drodze rozwoju znacznie niestety przewy?sza liczb? krajów rozwini?tych, a rzesze ludzi pozbawionych dóbr i us?ug, jakie niesie ze sob? rozwój, s? nieporównanie liczniejsze od tych, które z tych dobrodziejstw korzystaj?.
Stoimy zatem wobec powa?nego problemu nierównomiernego podzia?u ?rodków potrzebnych do ?ycia, przeznaczonych z natury dla wszystkich ludzi, a wi?c równie? dobrodziejstw z nich wynikaj?cych. Dzieje si? tak nie z winy rzesz upo?ledzonych ani tym mniej na skutek nieuchronnych konieczno?ci wynikaj?cych z warunków naturalnych czy te? w wyniku zbiegu okoliczno?ci w ogóle.
Encyklika Papie?a Paw?a VI, g?osz?c, ?e kwestia spo?eczna sta?a si? zagadnieniem ?wiatowym, zmierza przede wszystkim do zasygnalizowania pewnego faktu moralnego, którego podstaw? stanowi obiektywna analiza rzeczywisto?ci. Wed?ug s?ów Encykliki ?nale?y sobie zda? spraw?? z tego faktu w?a?nie dlatego, ?e dotyka on bezpo?rednio sumienia, ?ród?a decyzji moralnych i etycznych.
W tym kontek?cie nowo?? Encykliki polega nie tyle na historycznym potwierdzeniu powszechno?ci kwestii spo?ecznej, co na ocenie moralnej owej rzeczywisto?ci. Dlatego odpowiedzialni za sprawy publiczne, poszczególni obywatele krajów bogatych, zw?aszcza je?li s? chrze?cijanami, maj? moralny obowi?zek - zale?nie od stopnia odpowiedzialno?ci - bra? pod uwag? przy podejmowaniu decyzji indywidualnych czy rz?dowych to odniesienie uniwersalne, t? wspó?zale?no??, jaka istnieje pomi?dzy ich postaw? a n?dz? i niedorozwojem tylu milionów ludzi. Z ogromn? ?cis?o?ci? Encyklika Paw?owa przedstawia obowi?zek moralny jako ?obowi?zek solidarno?ci?25. To stwierdzenie, mimo ?e wiele sytuacji w ?wiecie uleg?o zmianie, zachowa?o do dzi? t? sam? si?? i aktualno??, jak? posiada?o wówczas, gdy zosta?o wyra?one.
Z drugiej strony, nie wykraczaj?c poza t? wizj? moraln?, nowo?? Encykliki polega równie? na wprowadzeniu podstawowego za?o?enia, wed?ug którego sama koncepcja rozwoju, widzianego w perspektywie powszechnej wspó?zale?no?ci, ulega znacznej zmianie. Prawdziwy rozwój nie mo?e polega? na zwyk?ym gromadzeniu bogactw i mo?no?ci korzystania w wi?kszym stopniu z dóbr i us?ug, je?li osi?ga si? to kosztem niedorozwoju wielkich rzesz i bez nale?ytego uwzgl?dnienia wymiarów spo?ecznych, kulturowych i duchowych istoty ludzkiej.
 
10. Trzecim punktem jest to, ?e Encyklika Populorum progressio wnosi powa?ny i oryginalny wk?ad do ca?o?ci nauki spo?ecznej Ko?cio?a i samego poj?cia rozwoju. Nowo?? ujawnia si? tu w jednym zdaniu, które czytamy w ko?cowym paragrafie dokumentu, a które oprócz tego, ?e jest okre?leniem historycznym, mo?e by? uwa?ane za formu?? podsumowuj?c? jego tre??: ?rozwój jest nowym imieniem pokoju?27.
Istotnie, je?eli kwestia spo?eczna ?sta?a si? zjawiskiem ?wiatowym ', to dlatego, ?e wymóg sprawiedliwo?ci mo?e by? zaspokojony jedynie na tej samej p?aszczy?nie. Niezauwa?anie tego wymogu mog?oby sprzyja? powstaniu w ofiarach niesprawiedliwo?ci pokusy odpowiadania przemoc?, co znajduje si? u pod?o?a wielu wojen. Ludy wy??czone ze sprawiedliwego podzia?u dóbr, przeznaczonych pierwotnie dla wszystkich, mog?yby zadawa? sobie pytanie: dlaczego nie odpowiedzie? przemoc? tym, którzy pierwsi wobec nas u?yli przemocy? Je?li rozwa?a si? sytuacj? w ?wietle istniej?cego ju?, jak wiadomo, w roku 1967 podzia?u ?wiata na bloki ideologiczne, a tak?e p?yn?cych z tego konsekwencji i zale?no?ci ekonomicznych oraz politycznych, niebezpiecze?stwo okazuje si? tym wi?ksze.
Do tej pierwszej uwagi na temat dramatycznej tre?ci Encykliki dochodzi druga, o której ten sam dokument czyni wzmianki: jak usprawiedliwi? fakt, ?e ogromne sumy pieni?dzy, które mog?yby i powinny by? przeznaczone na przyspieszenie rozwoju ludów, s? u?ywane na wzbogacenie jednostek czy grup lub te? na powi?kszenie arsena?u broni, zarówno w krajach rozwini?tych, jak i tych na drodze rozwoju, kosztem prawdziwych priorytetów? Jest to tym bole?niejsze, gdy si? zwa?y trudno?ci, które cz?sto s? przeszkod? w bezpo?rednim przekazywaniu kapita?ów przeznaczonych na niesienie pomocy krajom potrzebuj?cym. Je?li ?rozwój jest nowym imieniem pokoju?, to wojna i przygotowania militarne s? najwi?kszym wrogiem integralnego rozwoju ludów.
W taki sposób, w ?wietle s?ów Papie?a Paw?a VI, jeste?my wezwani do nowego spojrzenia na poj?cie rozwoju; nie pokrywa si? ono z pewno?ci? z takim uj?ciem, wed?ug którego rozwój ogranicza si? do zaspokojenia potrzeb materialnych poprzez wzrost dóbr, nie bior?c pod uwag? cierpie? wi?kszo?ci, a egoizm osób i narodów staje si? jego g?ówn? motywacj?. Jak?e dobitnie przypomina nam List ?w. Jakuba: ?Sk?d si? bior? wojny i sk?d k?ótnie mi?dzy wami? (...) z waszych ??dz, które walcz? w cz?onkach waszych. Po??dacie (...), a nie mo?ecie osi?gn??? (Jk 4,1-2).
I przeciwnie, w odmiennym ?wiecie, rz?dzonym trosk? o dobro wspólne ca?ej ludzko?ci czy te? trosk? o ?post?p w cz?owiecze?stwie i warto?ciach duchowych wszystkich? zamiast szukania indywidualnej korzy?ci, pokój by?by mo?liwy jako owoc ?doskonalszej sprawiedliwo?ci mi?dzy lud?mi?29.
Równie? ta ?nowo??? Encykliki ma sta?? i aktualn? warto?? dla dzisiejszej mentalno?ci, która tak ?ywo odczuwa wewn?trzn? wi?? zachodz?c? mi?dzy poszanowaniem sprawiedliwo?ci a budowaniem prawdziwego pokoju.

III. PANORAMA ?WIATA WSPÓ?CZESNEGO

11. Podstawowe nauczanie Encykliki Populorum progressio zyska?o w swoim czasie rozg?os dzi?ki swej nowo?ci. Kontekst spo?eczny, w jakim dzisiaj ?yjemy, nie mo?e by? uznany za ca?kowicie identyczny z owym sprzed lat dwudziestu. Dlatego pragn? teraz dokona? krótkiego przegl?du niektórych cech znamionuj?cych wspó?czesny ?wiat, aby zawsze z punktu widzenia rozwoju ludów, pog??bi? nauczanie Encykliki Paw?a VI.
 
12. Pierwszym faktem, który nale?y podkre?li?, jest to, ?e nadzieje na rozwój, tak wówczas ?ywe, wydaj? si? dzisiaj bardzo dalekie od urzeczywistnienia.
W tym wzgl?dzie Encyklika nie dawa?a ?adnych z?udze?. J?zyk jej, powa?ny, niekiedy dramatyczny, ogranicza? si? do podkre?lenia wagi sytuacji i do przedstawienia sumieniom wszystkich nagl?cego obowi?zku przyczyniania si? do jej rozwi?zania. W owych latach istnia? pewien optymizm co do mo?liwo?ci z?agodzenia, bez nadzwyczajnych wysi?ków, opó?nienia ekonomicznego ubogich ludów, zaopatrzenia ich w infrastruktury i udzielenia pomocy w procesie uprzemys?owienia.
W tym kontek?cie historycznym, poza wysi?kami poszczególnych krajów, Organizacja Narodów Zjednoczonych og?osi?a kolejne dwa dziesi?ciolecia rozwoju. Istotnie, podj?to pewne inicjatywy, dwustronne i wielostronne, w celu przyj?cia z pomoc? licznym narodom, w?ród których by?y kraje od pewnego czasu niezale?ne, inne - w wi?kszo?ci - by?y pa?stwami dopiero co powsta?ymi w procesie dekolonizacji. Ko?ció? ze swej strony poczuwa? si? do obowi?zku zg??biania problemów pojawiaj?cych si? w tych nowych sytuacjach, pragn?c swoj? inspiracj? religijn? i ludzk? wesprze? owe wysi?ki, aby tchn?? w nie ?dusz?? i da? im skuteczny impuls.
 
13. Nie mo?na powiedzie?, ?e rozmaite inicjatywy religijne, humanitarne, ekonomiczne i techniczne by?y daremne, skoro zdo?a?y osi?gn?? pewne rezultaty. Ale w ogólnych zarysach, bior?c pod uwag? ró?norodne czynniki, nie mo?na zaprzeczy?, ?e obecna sytuacja ?wiata z punktu widzenia rozwoju daje wra?enie raczej negatywne.
Z tego powodu pragn? zwróci? uwag? na pewne ogólne wska?niki, nie wykluczaj?c innych, bardziej szczegó?owych. Nie wchodz?c w analiz? cyfr i statystyk, wystarczy spojrze? na rzeczywist? sytuacj? niezliczonej rzeszy m??czyzn i kobiet, dzieci, doros?ych i osób w podesz?ym wieku, jednym s?owem - konkretnych i niepowtarzalnych ludzi, którzy cierpi? pod niezno?nym ci??arem n?dzy. Jest wiele milionów ludzi, którzy stracili nadziej?, bowiem w ró?nych cz??ciach ?wiata ich sytuacja dotkliwie si? pogorszy?a. W obliczu tego dramatu skrajnej n?dzy i potrzeb, w jakich ?yje tylu naszych braci i sióstr, sam Jezus Chrystus staje przed nami i pyta (por. Mt 25, 31-46).
 
14. Pierwszym stwierdzeniem negatywnym, jakie trzeba uczyni?, jest utrzymywanie si?, a cz?sto powi?kszanie, przedzia?u pomi?dzy obszarem tak zwanej rozwini?tej Pó?nocy a obszarem Po?udnia, b?d?cego na drodze rozwoju. Ta terminologia geograficzna jest tylko umowna, gdy? nie wolno zapomina?, ?e granice mi?dzy bogactwem i ubóstwem przebiegaj? wewn?trz tych samych spo?ecze?stw, zarówno rozwini?tych, jak na drodze rozwoju. Tak wi?c, jak w krajach bogatych istniej? nierówno?ci spo?eczne a? do granicy n?dzy, tak - równolegle - w krajach s?abiej rozwini?tych nierzadko widzi si? przejawy egoizmu i wystawnego bogactwa, które budzi niepokój i zgorszenie.
Obfito?ci dóbr i dost?pnych us?ug w niektórych cz??ciach ?wiata, przede wszystkim w rozwini?tej Pó?nocy, odpowiada na Po?udniu niedopuszczalne zacofanie, a w?a?nie w tej strefie geopolitycznej ?yje wi?ksza cz??? rodzaju ludzkiego.
Przegl?d ró?nych dziedzin - jak produkcja i rozdzia? ?ywno?ci, higiena, zdrowie i mieszkania, zaopatrzenie w wod? pitn?, warunki pracy, zw?aszcza kobiet, d?ugo?? ?ycia i inne wska?niki ekonomiczne i spo?eczne daje w rezultacie niezadowalaj?cy obraz ogólny, czy to rozpatrywany sam w sobie, czy w stosunku do odpowiednich danych z krajów najbardziej rozwini?tych. S?owo ?przedzia?? spontanicznie wraca na usta.
Mo?e nie jest to s?owo najodpowiedniejsze dla ukazania prawdziwej rzeczywisto?ci, gdy? daje wra?enie zjawiska niezmiennego. Tak nie jest. W post?pie krajów rozwini?tych i krajów na drodze rozwoju zaznaczy? si? w tych latach ró?ny stopie? przyspieszenia, co spowodowa?o powi?kszanie si? dystansu. W ten sposób kraje na drodze rozwoju, zw?aszcza najubo?sze, dochodz? do sytuacji wielkiego zacofania.
Trzeba tu jeszcze w??czy? ró?nice pod wzgl?dem kulturowym i systemów warto?ci mi?dzy ró?nymi grupami ludów, które nie zawsze odpowiadaj? stopniowi rozwoju gospodarczego i przyczyniaj? si? do powstawania dystansu. S? to elementy i aspekty, które sprawiaj?, ?e kwestia spo?eczna sta?a si? o wiele bardziej z?o?ona w?a?nie dlatego, ?e osi?gn??a wymiary ?wiatowe.
Obserwuj?c ró?ne cz??ci ?wiata oddzielone od siebie z powodu tego rosn?cego przedzia?u i bior?c pod uwag? to, ?e ka?da z nich zdaje si? pod??a? w swym dzia?aniu w?asnym torem, staje si? zrozumia?e, dlaczego potocznie mówi si? o ró?nych ?wiatach w obr?bie jednego ?wiata: Pierwszy ?wiat, Drugi i ?wiat, Trzeci ?wiat, a niekiedy Czwarty ?wiat. Podobne okre?lenia, które oczywi?cie nie pretenduj? do ostatecznej klasyfikacji wszystkich krajów, s? znamienne: s? one znakiem powszechnego odczucia, ?e jedno?? ?wiata, innymi s?owy jedno?? rodzaju ludzkiego, jest powa?nie zagro?ona. Owa terminologia, poza jej warto?ci? mniej lub bardziej obiektywn?, kryje w sobie niew?tpliwie tre?? moraln?, wobec której Ko?ció?, który jest ?sakramentem, czyli znakiem i narz?dziem (...) jedno?ci ca?ego rodzaju ludzkiego?32, nie mo?e pozosta? oboj?tny.
 
15. Ukazany wy?ej obraz by?by jednak niepe?ny, gdyby do ?ekonomicznych i spo?ecznych wska?ników? niedorozwoju nie dosz?y inne, równie negatywne, co wi?cej, bardziej jeszcze niepokoj?ce, poczynaj?c od dziedziny kulturowej. S? to: analfabetyzm, trudno?? czy niemo?no?? osi?gni?cia poziomu wy?szego wykszta?cenia, niezdolno?? do uczestnictwa w budowaniu w?asnego narodu, ró?ne formy wyzysku czy ucisku ekonomicznego, spo?ecznego, politycznego, a tak?e religijnego osoby ludzkiej i jej praw, wszelkiego rodzaju dyskryminacje, zw?aszcza ta najbardziej odra?aj?ca, oparta na ró?nicy rasowej. Je?li któr?? z tych plag odczuwa si? w strefie najbardziej rozwini?tej Pó?nocy, to niew?tpliwie wyst?puj? one cz??ciej, s? trwalsze i trudniejsze do wykorzenienia w krajach s?abiej rozwini?tych i mniej zaawansowanych.
Nale?y zauwa?y?, ?e w dzisiejszym ?wiecie - w?ród wielu praw cz?owieka - ograniczane jest prawo do inicjatywy gospodarczej, które jest wa?ne nie tylko dla jednostki, ale tak?e dla dobra wspólnego. Do?wiadczenie wykazuje, ?e negowanie tego prawa, jego ograniczanie w imi? rzekomej ?równo?ci? wszystkich w spo?ecze?stwie, faktycznie niweluje i wr?cz niszczy przedsi?biorczo??, czyli twórcz? podmiotowo?? obywatela. W rezultacie kszta?tuje si? w ten sposób nie tyle równo??, ile ?równanie w dó??. Zamiast twórczej inicjatywy, rodzi si? bierno??, zale?no?? i podporz?dkowanie wobec biurokratycznego aparatu, który jako jedyny ?dysponent? i ?decydent?, je?li wr?cz nie ?posiadacz? ogó?u dóbr wytwórczych stawia wszystkich w pozycji mniej lub bardziej totalnej zale?no?ci, jak?e podobnej do tradycyjnej zale?no?ci pracownika-proletariusza w kapitalizmie. St?d rodzi si? poczucie frustracji lub beznadziejno?ci, brak zaanga?owania w ?ycie narodowe, sk?onno?? do emigracji, cho?by tak zwanej emigracji wewn?trznej.
Taki uk?ad ma swoje konsekwencje równie? z punktu widzenia ?praw poszczególnych narodów?. Cz?sto bowiem zdarza si?, ?e naród zostaje równie? pozbawiony swojej podmiotowo?ci, czyli odpowiadaj?cej mu ?suwerenno?ci?, w znaczeniu ekonomicznym, a tak?e polityczno-spo?ecznym. Poniek?d i kulturalnym, gdy? wszystkie te wymiary ?ycia we wspólnocie narodowej s? ze sob? powi?zane.
Ponadto nale?y podkre?li?, ?e ?adna grupa spo?eczna, na przyk?ad partia, nie ma prawa uzurpowa? sobie roli jedynego przewodnika, niesie to bowiem z sob?, podobnie jak w przypadku ka?dego totalizmu, niszczenie prawdziwej podmiotowo?ci spo?ecze?stwa oraz ludzi - obywateli. Cz?owiek i naród staj? si? w tego rodzaju systemie ?przedmiotem?, pomimo wszystkich deklaracji i werbalnych zapewnie?.
Trzeba w tym punkcie doda?, ?e w dzisiejszym ?wiecie istniej? liczne inne formy ubóstwa. W istocie bowiem, czy? pewne braki lub ograniczenia nie zas?uguj? na to miano? Czy? negowanie lub ograniczanie praw ludzkich - na przyk?ad prawa do wolno?ci religijnej, prawa do udzia?u w budowaniu spo?ecze?stwa, swobody zrzeszania si? czy tworzenia zwi?zków zawodowych, a tak?e podejmowania inicjatyw w sprawach ekonomicznych - nie zubo?aj? osoby ludzkiej tak samo, je?li nie bardziej, ni? pozbawienie dóbr materialnych? A czy rozwój, który nie bierze pod uwag? pe?nego potwierdzenia tych praw, jest naprawd? rozwojem na miar? cz?owieka?
Krótko mówi?c, niedorozwój, którego ?wiadkami jeste?my w naszych czasach, nie jest jedynie niedorozwojem ekonomicznym, ale tak?e kulturowym, politycznym i po prostu ludzkim, na co zwróci?a ju? uwag? dwadzie?cia lat temu Encyklika Populorum progressio. A zatem w tym punkcie nale?a?oby zada? sobie pytanie, czy tak smutna dzisiejsza rzeczywisto?? nie jest, przynajmniej cz??ciowo, wynikiem zbyt ograniczonej, to znaczy przede wszystkim ekonomicznej koncepcji rozwoju.
 
16. Trzeba podkre?li?, ?e mimo godnych pochwa?y wysi?ków czynionych w ostatnim dwudziestoleciu przez kraje bardziej rozwini?te lub b?d?ce na drodze rozwoju oraz przez Organizacje mi?dzynarodowe w celu znalezienia drogi wyj?cia z tej sytuacji lub cho?by zapobie?enia niektórym z jej przejawów, warunki uleg?y znacznemu pogorszeniu.
Odpowiedzialno?? za to pogorszenie mo?na przypisa? ró?nym przyczynom. Nale?y odnotowa? niew?tpliwie powa?ne zaniedbania ze strony samych narodów b?d?cych na drodze rozwoju, a zw?aszcza tych, które sprawuj? w nich w?adz? ekonomiczn? i polityczn?. Niemniej jednak nie mo?na stwarza? pozorów, ?e si? nie dostrzega odpowiedzialno?ci narodów rozwini?tych, które nie zawsze, a przynajmniej nie w nale?ytej mierze poczuwa?y si? do obowi?zku niesienia pomocy krajom oddzielonym od ?wiata dobrobytu, do którego one same nale??.
W ka?dym razie nale?y koniecznie napi?tnowa? istnienie mechanizmów ekonomicznych, finansowych i spo?ecznych, które, chocia? s? kierowane wol? ludzi, dzia?aj? w sposób jakby automatyczny, umacniaj? stan bogactwa jednych i ubóstwa drugich. Mechanizmy te, uruchomione - w sposób bezpo?redni lub po?redni - przez kraje bardziej rozwini?te, sprzyjaj? - poprzez samo ich funkcjonowanie - interesom tych, którzy nimi manewruj?, ale w ko?cu doprowadzaj? do zd?awienia lub uzale?nienia gospodarki krajów s?abiej rozwini?tych. Konieczne b?dzie poddanie jeszcze tych mechanizmów szczegó?owszej analizie pod k?tem etyczno-moralnym.
Ju? Encyklika Populorum progressio przewidywa?a, ?e przy istnieniu takich systemów b?dzie si? mog?o powi?ksza? bogactwo bogatych, przy równoczesnym utrwalaniu si? n?dzy ubogich. Potwierdzeniem tego przewidywania jest pojawienie si? tak zwanego Czwartego ?wiata.
 
17. O ile spo?ecze?stwo ?wiata pod pewnym wzgl?dem jawi si? jako niejednolite, co wyra?a si? w umowny sposób przez nazwy: Pierwszy, Drugi, Trzeci, a nawet Czwarty ?wiat, to zawsze pozostaje bardzo ?cis?a wspó?zale?no?? tych ?wiatów, która, je?li nie liczy si? z wymogami etycznymi, przynosi tragiczne skutki najs?abszym. Co wi?cej, owa wspó?zale?no??, poprzez pewien rodzaj dynamiki wewn?trznej i pod dzia?aniem mechanizmów, które trudno nie uzna? za przewrotne, wywo?uje negatywne skutki nawet w krajach bogatych. W?a?nie wewn?trz tych krajów wyst?puj?, chocia? na mniejsz? skal?, najbardziej specyficzne objawy niedorozwoju. Tak wi?c powinno by? oczywiste, ?e rozwój albo stanie si? powszechny we wszystkich cz??ciach ?wiata, albo ulegnie procesowi cofania si? równie? w strefach odznaczaj?cych si? sta?ym post?pem. Zjawisko to jest szczególnie znamienne dla natury prawdziwego rozwoju: albo uczestnicz? w nim wszystkie narody ?wiata, albo nie b?dzie to prawdziwy rozwój.
W?ród szczególnych znaków niedorozwoju, które w coraz wi?kszym stopniu dotykaj? tak?e kraje rozwini?te, dwa zw?aszcza wskazuj? na dramatyczno?? sytuacji. Na pierwszym miejscu znajduje si? kryzys mieszkaniowy. W obchodzonym obecnie Mi?dzynarodowym Roku Schronienia dla Bezdomnych, zainicjowanym przez Organizacj? Narodów Zjednoczonych, nasza uwaga zwraca si? ku wielomilionowej rzeszy istot ludzkich pozbawionych nale?ytego lub wr?cz jakiegokolwiek mieszkania, w tym celu, aby obudzi? sumienie wszystkich i znale?? rozwi?zanie tego powa?nego problemu, który powoduje szereg negatywnych skutków na p?aszczy?nie indywidualnej, rodzinnej i spo?ecznej.
Niedostatek mieszka? - zjawisko powszechne - w du?ej mierze jest skutkiem rosn?cej stale urbanizacji. Nawet narody bardziej rozwini?te przedstawiaj? smutny obraz jednostek i rodzin, które zaledwie utrzymuj? si? przy ?yciu, bez dachu nad g?ow? lub w pomieszczeniach tak prymitywnych, ?e zupe?nie nie rozwi?zuj?cych problemu.
Brak mieszka?, który sam w sobie jest bardzo powa?nym problemem, mo?na uwa?a? za znak i syntez? ca?ego niedostatku ekonomicznego, kulturowego i po prostu ludzkiego, a zdaj?c sobie spraw? z rozmiaru zjawiska, nie trudno b?dzie doj?? do przekonania, ?e bardzo dalecy jeste?my od prawdziwego rozwoju ludów.
 
18. Drugim znakiem niedorozwoju, wspólnym wszystkim narodom, jest zjawisko bezrobocia lub niepe?nego zatrudnienia.
Wszyscy zdaj? sobie spraw? z aktualno?ci i wzrastaj?cej powagi owego zjawiska w krajach uprzemys?owionych. Je?li wydaje si? ono alarmuj?ce w krajach na drodze rozwoju, przy ich du?ym przyro?cie demograficznym i wielkiej liczbie ludzi m?odych, to w przypadku krajów o wysokim rozwoju ekonomicznym odnosi si? wra?enie, ?e kurcz? si? miejsca pracy i w ten sposób mo?liwo?ci zatrudnienia zamiast wzrasta?, malej?.
Równie? to zjawisko, któremu towarzyszy szereg ujemnych skutków na p?aszczy?nie indywidualnej i spo?ecznej, od degradacji a? po utrat? szacunku, jaki ka?dy cz?owiek winien ?ywi? dla samego siebie, sk?ania nas do powa?nego pytania o to, z jakiego typu rozwojem mieli?my do czynienia w ci?gu ostatnich dwudziestu lat. W zwi?zku z tym nasuwa si? jak?e tu stosowna my?l z Encykliki Laborem exercens: ?Nale?y podkre?li?, ?e elementem konstytutywnym, a zarazem najw?a?ciwszym sprawdzianem owego post?pu w duchu sprawiedliwo?ci i pokoju, który Ko?ció? g?osi i o który nie przestaje si? modli? (...) jest w?a?nie sta?e dowarto?ciowywanie pracy ludzkiej, zarówno pod k?tem jej przedmiotowej celowo?ci, jak te? pod k?tem godno?ci podmiotu ka?dej pracy, którym jest cz?owiek?. Co wi?cej, ?nie mo?e nas nie uderza? niepokoj?cy fakt o ogromnych wymiarach?, a mianowicie, ?e ?istniej? ca?e zast?py bezrobotnych czy te? nie w pe?ni zatrudnionych (...) fakt, który niew?tpliwie dowodzi, ?e zarówno wewn?trz poszczególnych wspólnot politycznych, jak i we wzajemnych stosunkach mi?dzy nimi na p?aszczy?nie kontynentalnej i ?wiatowej - gdy chodzi o organizacj? pracy i zatrudnienia - co? nie dzia?a prawid?owo, i to w?a?nie w punktach najbardziej krytycznych i o wielkim znaczeniu spo?ecznym?37.
Tak jak poprzednie, tak i to zjawisko, ze wzgl?du na jego powszechno?? i szybkie narastanie, stanowi bardzo wyra?ny wska?nik, o wyd?wi?ku negatywnym, dzisiejszego stanu i jako?ci rozwoju ludów.
 
19. Innym zjawiskiem, równie? typowym dla ostatniego okresu - nawet je?li nie wyst?puje ono wsz?dzie - jest niew?tpliwie wska?nik wspó?zale?no?ci, istniej?cej mi?dzy krajami bardziej i mniej rozwini?tymi. Chodzi tu o zagadnienie zad?u?enia mi?dzynarodowego, któremu Papieska Komisja Iustitia et Pax po?wi?ci?a swój dokument.
Nie mo?na tu pomin?? milczeniem ?cis?ego zwi?zku, jaki zachodzi pomi?dzy tym problemem, którego rosn?ce znaczenie przewidywa?a ju? Encyklika Populorum progressio, a kwesti? rozwoju ludów.
Racj?, która sk?ania?a narody b?d?ce na drodze rozwoju do przyj?cia obfitych kapita?ów oddanych do dyspozycji, by?a nadzieja na mo?liwo?? ich zainwestowania w dzia?alno?? s?u??c? rozwojowi. W rezultacie, dost?pno?? kapita?ów i fakt ich przyj?cia jako po?yczki mo?na uwa?a? za wk?ad w sam rozwój, za rzecz sam? w sobie po??dan? i s?uszn?, nawet je?li czasem dzia?ano tu nieroztropnie, a w pewnych wypadkach zbyt pospiesznie.
Kiedy okoliczno?ci, zarówno w krajach zad?u?onych, jak i na mi?dzynarodowym rynku finansowym uleg?y zmianie, narz?dzie przeznaczone do popierania rozwoju przekszta?ci?o si? w mechanizm przynosz?cy skutek przeciwny. Sta?o si? tak dlatego, ?e kraje zad?u?one, aby zaspokoi? wymogi d?u?nicze, czuj? si? zmuszone do eksportowania kapita?ów koniecznych do zwi?kszenia lub przynajmniej utrzymania poziomu ich stopy ?yciowej czy te? dlatego, ?e z tej samej racji nie mog? otrzyma? nowych, równie niezb?dnych funduszy.
Na skutek dzia?ania tego mechanizmu, ?rodek maj?cy s?u?y? rozwojowi ludów sta? si? hamulcem, a co wi?cej, w pewnych wypadkach spowodowa? nawet pog??bienie niedorozwoju.
Stwierdzenia te - jak mówi niedawno wydany dokument Papieskiej Komisji Iustitia et Pax - powinny sk?oni? do refleksji nad etycznym charakterem wspó?zale?no?ci ludów oraz, aby nawi?za? do niniejszych rozwa?a?, nad wymogami i warunkami wspó?pracy na rzecz rozwoju, p?yn?cymi równie? z zasad etycznych.
 
20. Skoro w tym punkcie rozwa?amy przyczyny powa?nego opó?nienia w procesie rozwoju, które nast?pi?o pomimo wskaza? Encykliki Populorum progressio, b?d?cej ?ród?em tak wielkich nadziei, uwaga nasza skupia si? w sposób szczególny na politycznych przyczynach dzisiejszej sytuacji.
Staj?c wobec ca?okszta?tu czynników niew?tpliwie z?o?onych, nie mo?na dokona? tutaj pe?nej analizy. Trudno jednak pomin?? milczeniem wa?ny fakt wyst?puj?cy w obrazie politycznym, znamienny dla okresu historycznego po drugiej wojnie ?wiatowej i stanowi?cy wa?ny czynnik w procesie rozwoju ludów.
Mamy na my?li istnienie dwóch przeciwstawnych bloków, powszechnie okre?lanych umownymi nazwami Wschód i Zachód. Uzasadnienie takich okre?le? nie ma charakteru czysto politycznego, ale równie?, jak zwyk?o si? mówi?, geopolityczny. Ka?dy z tych bloków zmierza do asymilacji lub skupienia wokó? siebie innych krajów lub grupy krajów, przy ró?nym stopniu ich przynale?no?ci czy uczestnictwa.
Przeciwstawno?? posiada tutaj przede wszystkim charakter polityczny, skoro ka?dy blok odnajduje sw? to?samo?? w systemie organizacji spo?ecze?stwa i sprawowania w?adzy, który usi?uje by? alternatyw? drugiego; przeciwstawno?? za? polityczna wywodzi si? z g??bszych przeciwstawno?ci w porz?dku ideologicznym.
Na Zachodzie istnieje system czerpi?cy historycznie inspiracj? z zasad kapitalizmu liberalnego, który rozwin?? si? w ubieg?ym stuleciu wraz z procesem uprzemys?owienia; na Wschodzie istnieje system czerpi?cy inspiracj? z kolektywizmu marksistowskiego, który powsta? z interpretacji po?o?enia klas proletariackich, dokonanej w ?wietle specyficznego odczytania dziejów. Ka?da spo?ród tych ideologii, odwo?uj?c si? do dwóch zupe?nie odmiennych wizji cz?owieka, jego wolno?ci i roli spo?ecznej, proponuje i popiera na polu ekonomicznym przeciwstawne formy organizacji pracy i struktury wolno?ci, zw?aszcza gdy chodzi o tak zwane ?rodki produkcji.
Przeciwstawno?? ideologiczna, która sprzyja systemom i antagonistycznym o?rodkom w?adzy, przy u?yciu w?asnych form propagandy i wpajania przekona?, doprowadzi?a nieuchronnie do rosn?cej przeciwstawno?ci militarnej, daj?c pocz?tek dwóm blokom uzbrojonych pot?g, nieufnych wobec siebie i l?kaj?cych si? przewagi drugiego.
Ze swej strony stosunki mi?dzynarodowe nie mog?y nie odczuwa? skutków tej ?logiki bloków? i odpowiadaj?cych im ?sfer wp?ywów?. Napi?cie mi?dzy dwoma blokami, powsta?e przy ko?cu drugiej wojny ?wiatowej, panowa?o w czasie ca?ego nast?pnego czterdziestolecia, przybieraj?c b?d? charakter ?zimnej wojny? b?d? ?wojen per procura? drog? wykorzystywania konfliktów lokalnych lub te? przez trzymanie ludzi w niepewno?ci i niepokoju gro?b? wojny otwartej i totalnej.
Je?li obecnie to niebezpiecze?stwo, jak si? zdaje, jest bardziej odleg?e, chocia? nie w pe?ni za?egnane, i je?li po raz pierwszy nast?pi?o porozumienie co do zniszczenia jednego rodzaju broni nuklearnej, to istnienie i przeciwstawno?? bloków wci?? pozostaje realn? i niepokoj?c? rzeczywisto?ci?, która nadal wp?ywa na obraz ?wiata.
 
21. Wyra?a si? to ze skutkiem szczególnie ujemnym w stosunkach mi?dzynarodowych, dotycz?cych krajów na drodze rozwoju. Jak wiadomo, napi?cie mi?dzy Wschodem i Zachodem nie dotyczy samo w sobie przeciwie?stw mi?dzy dwoma ró?nymi stopniami rozwoju, ale raczej mi?dzy dwiema koncepcjami samego rozwoju ludzi i ludów; obydwie s? niedoskona?e i wymagaj? gruntownej korekty. Omawiana przeciwstawno?? zostaje przeniesiona do tych krajów, przyczyniaj?c si? do powi?kszenia przedzia?u, który ju? istnieje na p?aszczy?nie ekonomicznej mi?dzy Pó?noc? i Po?udniem i który jest wynikiem dystansu pomi?dzy dwoma ?wiatami: ?wiatem bardziej i ?wiatem mniej rozwini?tym.
Jest to jedna z racji, dla których spo?eczna nauka Ko?cio?a jest krytyczna zarówno wobec kapitalizmu, jak i wobec kolektywizmu marksistowskiego. Rozpatruj?c bowiem rzecz z punktu widzenia rozwoju, trudno nie postawi? pytania, jak i na ile oba systemy s? zdolne do przemian i odnowy, tak by u?atwi? lub popiera? prawdziwy i integralny rozwój cz?owieka i ludów we wspó?czesnym ?wiecie? W ka?dym razie takie przemiany i odnowa s? pilne i konieczne dla sprawy wspólnego rozwoju wszystkich.
Krajom, które niedawno uzyska?y niepodleg?o?? i które czyni? wysi?ki, by osi?gn?? w?asn? to?samo?? kulturow? i polityczn?, jest potrzebny skuteczny i bezinteresowny wk?ad ze strony wszystkich krajów bogatszych i lepiej rozwini?tych. Zostaj? one tymczasem wpl?tane - co nieraz prowadzi je do ruiny - w konflikty ideologiczne, poci?gaj?ce za sob? nieuniknione podzia?y wewn?trzne kraju, ko?cz?ce si? w pewnych wypadkach prawdziw? wojn?. Dzieje si? tak tak?e dlatego, ?e inwestycje i pomoc w rozwoju bywaj? cz?sto odrywane od w?a?ciwego im celu i wykorzystywane do podsycania kontrastów, nie uwzgl?dniaj?c lub godz?c w interesy krajów, którym mia?y przynie?? korzy??. Wiele z tych krajów coraz lepiej sobie zdaje spraw? z niebezpiecze?stwa stania si? ofiar? neokolonializmu i próbuje tego unikn??. ?wiadomo?? ta, nie bez trudno?ci, waha? i niekiedy sprzeczno?ci, da?a pocz?tek mi?dzynarodowemu ruchowi krajów niezaanga?owanych, który, poprzez to, co w nim jest pozytywne, chcia?by rzeczywi?cie potwierdza? prawo ka?dego ludu do w?asnej to?samo?ci, w?asnej niepodleg?o?ci i bezpiecze?stwa, jak równie? do uczestnictwa na gruncie równo?ci i solidarno?ci w korzystaniu z dóbr, które s? przeznaczone dla wszystkich ludzi.
 
22. Po dotychczasowych rozwa?aniach ja?niejszy staje si? obraz ostatnich dwudziestu lat i bardziej zrozumia?e kontrasty wyst?puj?ce w pó?nocnej cz??ci ?wiata, to jest mi?dzy Wschodem i Zachodem, które w znacznym stopniu s? przyczyn? zacofania czy zastoju Po?udnia.
Kraje na drodze rozwoju zamiast dochodzi? do niezale?no?ci i d??y? w?asn? drog? do zdobycia sprawiedliwego uczestnictwa w dobrach i us?ugach przeznaczonych dla wszystkich, staj? si? raczej elementami mechanizmu, trybami wielkiej machiny. Cz?sto dotyczy to równie? ?rodków spo?ecznego przekazu, które pozostaj?c w gestii o?rodków Pó?nocy ?wiata, nie zawsze nale?ycie uwzgl?dniaj? priorytety i problemy tych krajów, nie maj? poszanowania dla profilu ich kultur i nierzadko narzucaj?c spaczony obraz ?ycia i cz?owieka, nie s?u?? wymogom prawdziwego rozwoju.
Ka?dy z tych bloków kryje w sobie, jak si? powszechnie mówi, swoist? sk?onno?? do imperializmu czy jakiej? formy neokolonializmu: jest ?atwa pokusa, której, jak uczy historia, równie? najnowsza, cz?sto si? ulega.
Ta w?a?nie nienormalna sytuacja, b?d?ca skutkiem wojny i wyolbrzymionego niepokoju o w?asne bezpiecze?stwo, t?umi d??enie do solidarnej wspó?pracy wszystkich dla wspólnego dobra ludzko?ci, szkodzi przede wszystkim ludom pragn?cym pokoju, pozbawionym prawa dost?pu do dóbr przeznaczonych dla wszystkich ludzi.
Widziany w ten sposób obecny podzia? ?wiata stanowi bezpo?redni? przeszkod? w d??eniu do prawdziwej zmiany warunków zacofania w krajach b?d?cych na drodze rozwoju czy w krajach mniej rozwini?tych. Ludy te jednak cz?sto nie poddaj? si? swemu losowi.
Ponadto, te same potrzeby gospodarki przyt?oczonej wydatkami militarnymi, biurokracj? i wewn?trzn? nieudolno?ci?, zdaj? si? obecnie sprzyja? procesom, które mog?yby z?agodzi? przeciwie?stwa oraz u?atwi? podj?cie korzystnego dialogu i prawdziwej wspó?pracy dla pokoju.
 
23. Stwierdzenie Encykliki Populorum progressio, ?e zasoby i inwestycje przeznaczone do produkcji broni winny by? u?yte do zmniejszenia n?dzy ludów g?oduj?cych, czyni bardziej nagl?cym wezwanie do przezwyci??enia przeciwie?stw istniej?cych pomi?dzy dwoma blokami.
Dzisiaj, w praktyce, takie zasoby umo?liwiaj? ka?demu z tych bloków osi?gni?cie przewagi nad drugim i zapewnienie w ten sposób w?asnego bezpiecze?stwa. To wykrzywienie, stanowi?ce ich ?grzech pierworodny?, utrudnia swobodne wype?nianie obowi?zku solidarno?ci wobec ludów pragn?cych osi?gn?? pe?ny rozwój tym narodom, które w aspekcie historycznym, ekonomicznym i politycznym mog?yby odgrywa? przoduj?c? rol?.
Nale?y tu stwierdzi? - i nie wydaje si?, by by?o to przesad? - ?e funkcja przoduj?ca mi?dzy narodami mo?e by? usprawiedliwiona jedynie mo?liwo?ci? i wol? wnoszenia szerszego i bardziej wspania?omy?lnego wk?adu w dobro wspólne.
Powa?nie uchybi?by ?cis?emu obowi?zkowi etycznemu naród, który uleg?by mniej lub bardziej ?wiadomie pokusie zamkni?cia si? w sobie, uchylaj?c si? w ten sposób od odpowiedzialno?ci p?yn?cej z jego przewagi po?ród innych narodów. ?atwo to mo?na dostrzec w takich okoliczno?ciach historycznych, w których wierz?cy dopatruj? si? zrz?dzenia Opatrzno?ci Bo?ej, gotowej pos?u?y? si? narodami w realizacji swych planów i ?udaremni? zamiary narodów? (por. Ps 33 [32],10).
Gdy Zachód zdaje si? popada? w form? wzrastaj?cej i egoistycznej izolacji, a Wschód ze swej strony wydaje si?, dla w?tpliwych powodów, zaniedbywa? obowi?zek wspó?pracy w ul?eniu n?dzy ludów, stajemy nie tylko wobec zdrady s?usznych oczekiwa? ludzko?ci, co grozi nieprzewidzianymi skutkami, ale wobec prawdziwej ucieczki od moralnego obowi?zku.
 
24. Je?li produkcja broni na tle prawdziwych potrzeb ludzi i konieczno?ci u?ycia stosownych ?rodków do ich zaspokojenia jest powa?nym nieporz?dkiem panuj?cym w obecnym ?wiecie, to nie mniejszym nieporz?dkiem jest tak?e handel t? broni?. Co wi?cej, trzeba doda?, ?e os?d moralny jest tu jeszcze surowszy. Jak wiadomo, chodzi o handel bez ogranicze?, zdolny nawet przekroczy? bariery bloków. Potrafi on przezwyci??y? podzia? na Wschód i Zachód, a nade wszystko podzia? na Pó?noc i Po?udnie, potrafi nawet - i to jest najgorsze - przenikn?? do ró?nych sektorów po?udniowej cz??ci ?wiata. I tak stajemy wobec dziwnego zjawiska: podczas gdy pomoc ekonomiczna i plany rozwoju natrafiaj? na przeszkody w postaci nieprzekraczalnych barier ideologicznych, barier taryfowych i handlowych, to bro? jakiegokolwiek pochodzenia kr??y z absolutn? swobod? po ró?nych cz??ciach ?wiata. I wszyscy wiedz? - co dobitnie podkre?li? najnowszy dokument Papieskiej Komisji Iustitia et Pax o zad?u?eniu mi?dzynarodowym - ?e w niektórych przypadkach kapita?y udost?pnione przez ?wiat rozwini?ty s? u?yte do zakupu broni w ?wiecie nie rozwini?tym.
Je?li do tego wszystkiego doda si? powszechnie znane straszliwe niebezpiecze?stwo broni atomowych nagromadzonych w niewiarygodnych ilo?ciach, nasuwa si? nast?puj?cy logiczny wniosek: tak widziany ?wiat wspó?czesny, ??cznie ze ?wiatem ekonomii, zamiast troszczy? si? o prawdziwy rozwój, wiod?cy wszystkich ku ?yciu ?bardziej ludzkiemu? - jak tego pragn??a Encyklika Populorum progressio - zdaje si? prowadzi? nas szybko ku ?mierci.
Skutki takiego stanu rzeczy przejawiaj? si? w zaostrzeniu typowej plagi ujawniaj?cej brak równowagi i konflikty we wspó?czesnym ?wiecie: miliony uchod?ców, których wojny, kl?ski naturalne, prze?ladowania i wszelkiego rodzaju dyskryminacje pozbawi?y domu, pracy, rodziny i ojczyzny. Tragedia tych rzesz wypisana jest na przygn?bionych twarzach m??czyzn, kobiet i dzieci, którzy w podzielonym i niego?cinnym ?wiecie nie mog? ju? odnale?? domowego ogniska.
Nie mo?na te? nie dostrzega? innej bolesnej plagi dzisiejszego ?wiata: zjawiska terroryzmu, nastawionego na zabijanie i niszczenie bez ró?nicy ludzi i dóbr, na tworzenie klimatu strachu i niepewno?ci, cz?sto równie? poprzez wi?zienie zak?adników. Nawet gdy jako motywacj? tej nieludzkiej praktyki podaje si? jak?? ideologi? czy d??enie do stworzenia lepszego ?wiata, akty terroryzmu nigdy nie mog? by? usprawiedliwione. Tym bardziej, gdy - jak to si? dzisiaj zdarza - te decyzje i akty przybieraj?ce niekiedy rozmiary prawdziwej masakry, porywanie osób niewinnych i nie zamieszanych w konflikty, maj? na celu propagand? w?asnej sprawy albo te?, co gorsze, s? celem samym w sobie, gdy zabija si? tylko dla zabijania. Wobec takiej grozy i ogromu cierpienia zawsze zachowuj? swoj? wa?no?? s?owa, które wypowiedzia?em kilka lat temu, a które tu pragn? jeszcze raz powtórzy?: ?Chrze?cija?stwo zabrania (...) uciekania si? do nienawi?ci, mordowania bezbronnych, do metody terroryzmu?44.
 
25. W tym miejscu trzeba nawi?za? do problemu demograficznego i do sposobu mówienia o nim dzisiaj, co Pawe? VI uwydatni? w Encyklice i co ja sam omówi?em szerzej w Adhortacji Apostolskiej Familiaris consortio.
Nie mo?na zaprzeczy?, ?e istnieje, zw?aszcza w strefie Po?udnia naszej planety, problem demograficzny utrudniaj?cy rozwój. Warto tu zaznaczy?, ?e w strefie Pó?nocy ten problem ma cechy odwrotne: tam niepokoi spadek przyrostu urodze? i zwi?zane z tym starzenie si? ludno?ci, niezdolnej do biologicznej odnowy. Zjawisko to samo w sobie utrudnia rozwój. Tak jak nie jest ?cis?e twierdzenie, ?e trudno?ci pochodz? jedynie z wy?u demograficznego, tak nie zosta?o równie? dowiedzione, ?e ka?dy wzrost demograficzny nie da si? pogodzi? z planowanym rozwojem.
Z drugiej strony bardzo niepokoj?ce wydaj? si? prowadzone w wielu krajach systematyczne kampanie przeciw przyrostowi naturalnemu, podejmowane z inicjatywy ich rz?dów nie tylko wbrew to?samo?ci kulturowej i religijnej tych?e ludów, ale równie? wbrew naturze prawdziwego rozwoju. Cz?sto te kampanie s? wymuszane i finansowane przez kapita?y pochodz?ce z zagranicy, niekiedy za? od nich bywaj? wr?cz uzale?nione pomoce i opieka ekonomiczno-finansowa. W ka?dym razie przejawia si? w tym zupe?ny brak poszanowania wolnej decyzji zainteresowanych osób, m??czyzn i kobiet, poddanych nierzadko bezwzgl?dnym naciskom, równie? ekonomicznym, maj?cym podporz?dkowa? ich tej nowej formie przemocy. W?a?nie ludy najubo?sze doznaj? takich krzywd: doprowadza to niekiedy do pojawiania si? tendencji do rasizmu lub sprzyja wprowadzaniu pewnych, równie? rasistowskich form eugenizmu.
Tak?e ten fakt, domagaj?cy si? stanowczego pot?pienia, jest objawem b??dnej i przewrotnej koncepcji prawdziwego rozwoju cz?owieka.
 
26. Ta panorama, w znacznej mierze negatywna, rzeczywistej sytuacji rozwoju w ?wiecie wspó?czesnym nie by?aby kompletna bez zasygnalizowania istniej?cych równie? aspektów pozytywnych.
Pierwszym pozytywnym aspektem jest u bardzo wielu ludzi pe?na ?wiadomo?? w?asnej godno?ci i godno?ci ka?dej istoty ludzkiej. ?wiadomo?? ta wyra?a si? na przyk?ad poprzez o?ywiaj?c? si? wsz?dzie trosk? o poszanowanie ludzkich praw i bardzo zdecydowane odrzucenie ich gwa?cenia. Widomym tego znakiem jest liczba prywatnych, niedawno powsta?ych stowarzysze?, niekiedy o zasi?gu ?wiatowym. Niemal wszystkie zajmuj? si? z wielk? uwag? i z godnym pochwa?y obiektywizmem ?ledzeniem wydarze? mi?dzynarodowych w tej tak delikatnej dziedzinie.
Na tej p?aszczy?nie trzeba uzna? wp?yw, jaki wywar?a Deklaracja Praw Cz?owieka og?oszona prawie czterdzie?ci lat temu przez Organizacj? Narodów Zjednoczonych. Samo jej istnienie i stopniowe jej przyjmowanie przez wspólnoty mi?dzynarodowe ju? jest znakiem utwierdzaj?cej si? ?wiadomo?ci. W tej?e dziedzinie praw ludzkich to samo trzeba powiedzie? o innych ?rodkach prawnych Organizacji Narodów Zjednoczonych i innych Organizmów mi?dzynarodowych.
?wiadomo??, o której mowa, wyst?puje nie tylko u jednostek, ale równie? u narodów i ludów, które jako byty posiadaj?ce okre?lon? to?samo?? kulturow? s? szczególnie czu?e na prawo do zachowywania swego cennego dziedzictwa, swobodnego kierowania nim i rozwijania go.
Równocze?nie, w ?wiecie podzielonym i gn?bionym ró?nego rodzaju konfliktami, toruj? sobie drog? przekonanie o radykalnej wspó?zale?no?ci i, w konsekwencji, potrzeba takiej solidarno?ci, która by j? podejmowa?a i przenosi?a na p?aszczyzn? moraln?. Dzisiaj bardziej chyba ni? w przesz?o?ci ludzie zdaj? sobie spraw? z ??cz?cego ich wspólnego przeznaczenia, aby budowa? razem, je?li chce si? unikn?? zag?ady wszystkich. Z g??bi niepokoju, l?ku i zjawisk ucieczki, takich jak narkomania, typowych dla ?wiata wspó?czesnego, z wolna wy?ania si? zrozumienie tego, ?e dobro, do którego wszyscy jeste?my powo?ani, i szcz??cie, do którego d??ymy, nie dadz? si? osi?gn?? bez wysi?ku i zaanga?owania wszystkich, nie wy??czaj?c nikogo, i bez konsekwentnego wyrzeczenia si? w?asnego egoizmu.
Dochodzi tu jeszcze, jako znak poszanowania ?ycia - mimo wszelkich pokus do jego niszczenia, od przerywania ci??y do eutanazji - jednoczesna troska o pokój i ?wiadomo??, ?e jest on niepodzielny: albo jest on udzia?em wszystkich, albo nikogo. Troska o taki pokój, który coraz bardziej domaga si? ?cis?ego poszanowania sprawiedliwo?ci i - w konsekwencji - równego podzia?u owoców prawdziwego rozwoju.
W?ród pozytywnych znaków obecnych czasów nale?y te? odnotowa? rosn?c? ?wiadomo?? ograniczono?ci dost?pnych zasobów, potrzeby poszanowania integralno?ci i rytmów natury oraz uwzgl?dniania ich przy programowaniu rozwoju, nie po?wi?caj?c ich na rzecz demagogicznych koncepcji. Chodzi tu o tak zwan? dzisiaj trosk? ekologiczn?.
Jest tak?e rzecz? s?uszn? uznanie zaanga?owania ludzi rz?dz?cych, polityków, ekonomistów, syndykalistów, ludzi nauki i pracowników Instytucji mi?dzynarodowych, w?ród których wielu czerpie natchnienie z wiary religijnej. Wielkodusznie i z niema?ym osobistym po?wi?ceniem wnosz? oni wk?ad w rozwi?zanie istniej?cego w ?wiecie z?a i przy u?yciu wszelkich ?rodków d??? do tego, aby coraz wi?cej ludzi mog?o cieszy? si? dobrodziejstwem pokoju i ?y? ?yciem zas?uguj?cym na to miano.
Wnosz? tu swój niema?y wk?ad wielkie Organizacje mi?dzynarodowe i niektóre organizacje regionalne, których po??czone wysi?ki pozwalaj? na podejmowanie skuteczniejszych poczyna?.
Tak?e dzi?ki owemu wk?adowi niektóre kraje Trzeciego ?wiata, mimo obci??enia przez liczne negatywne uwarunkowania, zdo?a?y osi?gn?? pewn? samowystarczalno?? w zakresie wy?ywienia lub pewien stopie? uprzemys?owienia, który pozwala im ?y? w sposób godny oraz zapewni? zatrudnienie czynnej zawodowo ludno?ci.
Tak wi?c nie wszystko w ?wiecie wspó?czesnym jest negatywne - i nie mo?e by? inaczej, bowiem Opatrzno?? Ojca Niebieskiego z mi?o?ci? czuwa nawet nad naszymi codziennymi troskami (por. Mt 6, 25-32;10, 23-31; ?k 12, 6-7. 22-30); co wi?cej, wspomniane wy?ej warto?ci pozytywne ?wiadcz? o nowej trosce moralnej, nade wszystko w porz?dku wielkich problemów ludzko?ci, jakimi s? rozwój i pokój.
Ta rzeczywisto?? sk?ania mnie do prowadzenia refleksji nad prawdziw? natur? rozwoju ludów po linii Encykliki, której rocznic? obchodzimy; refleksji, która jest ho?dem dla zawartego w niej nauczania.

IV. PRAWDZIWY ROZWÓJ LUDZKI

27. Spojrzenie na ?wiat wspó?czesny, do jakiego zach?ca nas Encyklika, pozwala stwierdzi? przede wszystkim, ?e rozwój nie jest procesem przebiegaj?cym po liniach prostych; jakby automatycznym i z natury swej nieograniczonym, tak jak gdyby przy spe?nieniu si? pewnych warunków ludzko?? mia?a szybko pod??a? ku nieokre?lonej doskona?o?ci.
Takie uj?cie, zwi?zane bardziej z poj?ciem ?post?pu? wed?ug koncepcji filozoficznych w?a?ciwych dla okresu o?wiecenia ani?eli z poj?ciem ?rozwoju?50 zastosowanym w znaczeniu specyficznie ekonomiczno-spo?ecznym, zdaje si? by? obecnie powa?nie kwestionowane, zw?aszcza po tragicznych do?wiadczeniach obu wojen ?wiatowych oraz zaplanowanego i cz??ciowo dokonanego wyniszczenia ca?ych narodów, jak te? zagro?enia atomowego. Miejsce naiwnego optymizmu mechanicystycznego zaj?? uzasadniony niepokój o los ludzko?ci.
 
28. Równocze?nie jednak prze?ywa kryzys sama koncepcja ?ekonomiczna? czy ?ekonomistyczna? zwi?zana ze s?owem rozwój. Rzeczywi?cie, rozumie si? dzi? lepiej, ?e samo nagromadzenie dóbr i us?ug, nawet z korzy?ci? dla wi?kszo?ci, nie wystarcza do urzeczywistnienia ludzkiego szcz??cia. W konsekwencji, tak?e i dost?p do wielorakich rzeczywistych dobrodziejstw, jakich w ostatnim czasie dostarczy?y wiedza i technika, ??cznie z informatyk?, nie przynosi z sob? wyzwolenia spod wszelkiego rodzaju zniewolenia. Przeciwnie, do?wiadczenie niedawnych lat uczy, ?e je?li ca?a wielka masa zasobów i mo?liwo?ci oddana do dyspozycji cz?owieka nie jest kierowana zmys?em moralnym i zorientowana na prawdziwe dobro rodzaju ludzkiego, ?atwo obraca si? przeciw cz?owiekowi - jako zniewolenie.
Ogromnie pouczaj?ce powinno sta? si? niepokoj?ce stwierdzenie dotycz?ce okresu najnowszego: obok n?dzy niedorozwoju, której nie mo?na tolerowa?, stoimy w obliczu pewnego ?nadrozwoju?, który tak?e jest niedopuszczalny, bowiem tak samo jak niedorozwój sprzeciwia si? on dobru i prawdziwemu szcz??ciu. Nadrozwój, polegaj?cy na nadmiernej rozporz?dzalno?ci wszelkiego typu dobrami materialnymi na korzy?? niektórych warstw spo?ecznych, ?atwo przemienia ludzi w niewolników ?posiadania? i natychmiastowego zadowolenia, nie widz?cych innego horyzontu, jak tylko mno?enie dóbr ju? posiadanych lub sta?e zast?powanie ich innymi, jeszcze doskonalszymi. Jest to tak zwana cywilizacja ?spo?ycia? czy konsumizm, który niesie z sob? tyle ?odpadków? i ?rzeczy do wyrzucenia?. Posiadany przedmiot, zast?piony innym, doskonalszym, zostaje odrzucany bez u?wiadomienia sobie jego ewentualnej trwa?ej warto?ci dla nas lub dla kogo? ubo?szego.
Wszyscy z bliska obserwujemy smutne skutki tego ?lepego poddania si? czystej konsumpcji: przede wszystkim jaki? ra??cy materializm, przy równoczesnym radykalnym nienasyceniu; jest bowiem rzecz? ?atwo zrozumia??, ?e je?li si? nie jest uodpornionym na wszechobecn? reklam? i nieustannie kusz?ce propozycje nabycia nowych produktów, wówczas im wi?cej si? posiada, tym wi?cej si? po??da, podczas gdy najg??bsze pragnienia pozostaj? niezaspokojone, a mo?e nawet zag?uszone.
Encyklika Papie?a Paw?a VI sygnalizowa?a tak cz?sto dzi? podkre?lan? ró?nic? pomi?dzy ?mie?? i ?by??51, wcze?niej w sposób precyzyjny sformu?owan? przez Sobór Watyka?ski II. ?Posiadanie? rzeczy i dóbr samo przez si? nie doskonali podmiotu ludzkiego, je?li nie przyczynia si? do dojrzewania i wzbogacenia jego ?by??, czyli do urzeczywistnienia powo?ania ludzkiego jako takiego.
Z pewno?ci? ró?nica mi?dzy ?by?? i ?mie??, niebezpiecze?stwo nieod??czne od prostego mno?enia czy zast?powania nowymi rzeczy posiadanych, nie musi przekszta?ca? si? koniecznie w antynomi? do warto?ci ?by??. Jedna z najwi?kszych niesprawiedliwo?ci wspó?czesnego ?wiata polega w?a?nie na tym, ?e stosunkowo nieliczni posiadaj? wiele, a liczni nie posiadaj? prawie nic. Jest to niesprawiedliwo?? wadliwego podzia?u dóbr i us?ug pierwotnie przeznaczonych dla wszystkich.
Jawi si? zatem nast?puj?cy obraz: s? tacy, nieliczni, którzy posiadaj? wiele i nie potrafi? prawdziwie ?by??, bowiem na skutek odwrócenia hierarchii warto?ci przeszkod? staje si? dla nich kult ?posiadania?; s? tak?e i tacy, liczni, którzy maj? ma?o lub nic i którzy nie s? w stanie realizowa? swego zasadniczego ludzkiego powo?ania z powodu braku niezb?dnych dóbr.
Z?o nie polega na ?mie?? jako takim, ale na takim ?posiadaniu?, które nie uwzgl?dnia jako?ci i uporz?dkowanej hierarchii posiadanych dóbr. Jako?ci i hierarchii, które p?yn? z podporz?dkowania dóbr i dysponowania nimi ?byciu? cz?owieka i jego prawdziwemu powo?aniu.
Jest to dowodem na to, ?e chocia? rozwój posiada swój nieodzowny wymiar ekonomiczny, winien bowiem udost?pni? mo?liwie najwi?kszej liczbie mieszka?ców ?wiata korzystanie z dóbr niezb?dnych do ?bycia?, to nie wyczerpuje si? on jednak w tym w?a?nie wymiarze. Zredukowany do?, obróci si? przeciw tym, którym mia? s?u?y?.
Charakterystyczne cechy pe?nego rozwoju ?bardziej ludzkiego?, który - przy uwzgl?dnieniu wymogów ekonomicznych - by?by na miar? prawdziwego powo?ania cz?owieka, m??czyzny i kobiety, zosta?y opisane przez Paw?a VI.
 
29. Rozwój nie tylko ekonomiczny mierzy si? i ukierunkowuje wed?ug tej rzeczywisto?ci i powo?ania cz?owieka widzianego ca?o?ciowo, czyli wed?ug jego ?paramentu? wewn?trznego. Potrzebuje on niew?tpliwie dóbr stworzonych i wytworów przemys?u wzbogacanego sta?ym post?pem naukowym i technologicznym. Wci?? nowe mo?liwo?ci dysponowania dobrami materialnymi, je?li s?u?? zaspokajaniu potrzeb, otwieraj? nowe horyzonty. Niebezpiecze?stwo nadu?y? o charakterze konsumistycznym oraz zjawisko sztucznych potrzeb nie powinny bynajmniej przeszkadza? w uznaniu i u?ytkowaniu nowych dóbr oraz zasobów b?d?cych do naszej dyspozycji; co wi?cej, powinni?my widzie? w nich dar Bo?y i odpowied? na powo?anie cz?owieka, które w pe?ni urzeczywistnia si? w Chrystusie.
W celu osi?gni?cia prawdziwego rozwoju nie mo?na jednak nigdy traci? sprzed oczu wspomnianego parametru, który jest w naturze w?a?ciwej cz?owiekowi stworzonemu przez Boga na Jego obraz i podobie?stwo (por. Rdz l, 26). Natura cielesna i duchowa ukazana jest symbolicznie w drugim opisie stworzenia przez dwa elementy: ziemi?, z której Bóg ukszta?towa? fizyczn? natur? cz?owieka i tchnienie ?ycia, które tchn?? w jego nozdrza (por. Rdz 2, 7).
Cz?owiek wchodzi w ten sposób w zwi?zek pokrewie?stwa z innymi stworzeniami: jest powo?any do ich u?ywania, do zajmowania si? nimi oraz, wci?? wed?ug opisu Ksi?gi Rodzaju (2,15), zostaje umieszczony w ogrodzie, aby go uprawia? i dogl?da?, ponad wszystkimi innymi istotami, oddanymi przez Boga pod jego w?adanie (por. tam?e, 1, 25-26). Ale równocze?nie cz?owiek ma pozosta? poddanym woli Boga, który mu zakre?la granice u?ywania i panowania nad rzeczami (por. tam?e, 2,16-17), podobnie jak obiecuje mu nie?miertelno?? (por. tam?e, 2, 9; Mdr 2, 23). Cz?owiek wi?c, b?d?c obrazem Boga, ma równie? prawdziwe z Nim pokrewie?stwo.
Zgodnie z tym nauczaniem rozwój nie mo?e polega? tylko na u?yciu, na w?adaniu i na nieograniczonym posiadaniu rzeczy stworzonych i wytworów przemys?u, ale nade wszystko na podporz?dkowaniu posiadania, panowania i u?ycia podobie?stwa cz?owieka do Boga oraz jego powo?aniu do nie?miertelno?ci. Oto transcendentna rzeczywisto?? istoty ludzkiej, w której od pocz?tku uczestniczy on jako ?dwoje?: m??czyzna i kobieta (por. Rdz 1, 27), jest wi?c ze swej natury istot? spo?eczn?.
 
30. Rozwój zatem, w rozumieniu Pisma ?wi?tego, nie jest jedynie poj?ciem ?laickim?, ??wieckim?, ale jawi si? - równie? ze swymi akcentami spo?eczno-gospodarczymi - jako wspó?czesny wyraz zasadniczego wymiaru powo?ania cz?owieka.
Cz?owiek bowiem, je?li mo?na tak powiedzie?, nie zosta? stworzony jako byt nieruchomy i statyczny. Pierwszy jego opis biblijny przedstawia go jako stworzenie i obraz, okre?lony w swej g??bokiej rzeczywisto?ci przez pochodzenie i podobie?stwo, które o nim stanowi?. Ale wszystko to wprowadza w istot? cz?owieka, m??czyzny i kobiety, zacz?tek zadania oraz wymóg spe?nienia go, zarówno indywidualnie, jak we dwoje. Zadaniem tym jest niew?tpliwie panowanie nad stworzeniami, ?uprawianie ogrodu''; ma to by? wype?niane w ramach pos?usze?stwa prawu Bo?emu, a zatem w szacunku dla otrzymanego ?obrazu?, b?d?cego wyra?n? podstaw? w?adzy panowania, przyznanej mu dla jego udoskonalenia (por. Rdz 1, 26-30; 2, 15-16; Mdr 9, 2-3).
Gdy cz?owiek okazuje niepos?usze?stwo Bogu i odmawia poddania si? Jego panowaniu, wówczas natura buntuje si? przeciw cz?owiekowi i nie uznaje go za swego ?pana?, gdy? za?mi? on w sobie obraz Bo?y. Wezwanie do posiadania i u?ywania ?rodków stworzonych wci?? pozostaje w mocy, lecz po grzechu wype?nianie tego wezwania staje si? trudne i naznaczone cierpieniem (por. Rdz 3,17-19).
Rzeczywi?cie, nast?pny rozdzia? Ksi?gi Rodzaju ukazuje nam potomstwo Kaina, które buduje ?miasto?, oddaje si? pasterstwu, po?wi?ca sztuce (muzyce) i technice (kowalstwu); wtedy te? zacz?to ?wzywa? imi? Pana? (por. Rdz 4,17-26).
Opisane w Pi?mie ?wi?tym dzieje ludzkiego rodzaju równie? po upadku grzechowym s? histori? nieustannych realizacji, które, zawsze poddawane w w?tpliwo?? i zagro?one przez grzech, powtarzaj? si?, pog??biaj? i rozszerzaj? jako odpowied? na Bo?e powo?anie dane od pocz?tku m??czy?nie i kobiecie (por. Rdz 1, 26-28) i wyryte w otrzymanym przez nich obrazie.
P?ynie st?d logiczny wniosek, przynajmniej dla ludzi wierz?cych w S?owo Bo?e, ?e tak zwany wspó?czesny rozwój nale?y widzie? jako etap historii zapocz?tkowanej w dziele Stworzenia i ci?gle zagro?onej z powodu niewierno?ci wobec woli Stwórcy, zw?aszcza pokus? ba?wochwalstwa; rozwój jednak zasadniczo jest zgodny z pierwotnymi za?o?eniami. Kto by chcia? odst?pi? od trudnego, ale wznios?ego zadania polepszania losu ca?ego cz?owieka i wszystkich ludzi pod pretekstem ci??aru walki i sta?ego wysi?ku przezwyci??ania przeszkód czy te? z powodu pora?ek i powrotu do punktu wyj?cia, sprzeciwia?by si? woli Boga Stwórcy. Z tego samego punktu widzenia ukaza?em w Encyklice Laborem exercens powo?anie cz?owieka do pracy, aby podkre?li?, ?e w?a?nie cz?owiek jest zawsze protagonist? rozwoju.
Co wi?cej, sam Pan Jezus, w przypowie?ci o talentach, zwraca uwag? na surowo??, z jak? zosta? potraktowany ten, który odwa?y? si? ukry? otrzymany dar: ?S?ugo z?y i gnu?ny! Wiedzia?e?, ?e chc? ??? tam, gdzie nie posia?em i zbiera? tam, gdziem nie rozsypa? (...) Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesi?? talentów? (Mt 25, 26-28). My, którzy otrzymujemy dary Bo?e, aby owocowa?y, winni?my ?sia?? i ?zbiera??. Je?li tego nie czynimy, b?dzie nam odebrane i to, co mamy.
Niech zg??bienie tych surowych s?ów pobudzi nas do bardziej zdecydowanego podj?cia przynaglaj?cego dzisiaj wszystkich obowi?zku wspó?pracy w pe?nym rozwoju innych: ?rozwoju ca?ego cz?owieka i wszystkich ludzi?55.
 
31. Wiara w Chrystusa Odkupiciela, rzucaj?c ?wiat?o od wewn?trz na natur? rozwoju, jest tak?e przewodnikiem w realizowaniu zadania wspó?pracy. W Li?cie ?w. Paw?a do Kolosan czytamy, ?e Chrystus jest ?pierworodnym wobec ka?dego stworzenia? i ?e ?wszystko przez Niego i dla Niego zosta?o stworzone? (1,15-16). Istotnie, ?wszystko w Nim ma istnienie (...) Zechcia? bowiem (Bóg), aby w Nim zamieszka?a ca?a Pe?nia i aby przez Niego znów pojedna? wszystko z sob?? (tam?e, 1, 17. 19-20).
W ten Bo?y plan, zapocz?tkowany od wieków w Chrystusie, doskona?ym ?obrazie? Ojca (por. Kol 1, 15) i osi?gaj?cy sw? doskona?o?? w Nim, ?Pierworodnym spo?ród umar?ych? (tam?e, 1, 18), wpisuje si? nasza historia, naznaczona naszym wysi?kiem osobistym i zbiorowym dla polepszenia po?o?enia cz?owieka, przezwyci??enia stale zjawiaj?cych si? na naszej drodze trudno?ci, i w ten sposób przygotowuj?ca nas do uczestniczenia w pe?ni, która ?zamieszkuje w Panu? i której udziela On ?swemu Cia?u, którym jest Ko?ció?? (por. tam?e, 1, 18; Ef 1, 22-23), podczas gdy grzech, który zawsze zastawia na nas sid?a i nara?a na niepowodzenie osi?gni?cie naszych ludzkich celów, zosta? zwyci??ony i okupiony przez ?pojednanie? dokonane przez Chrystusa (por. Kol l, 20).
Tutaj perspektywy si? rozszerzaj?. Marzenie o nieograniczonym post?pie powraca, gruntownie przemienione dzi?ki nowej optyce otwartej przez wiar? chrze?cija?sk?, która zapewnia nas, ?e post?p taki jest mo?liwy tylko dlatego, ?e Bóg Ojciec ju? od pocz?tku postanowi? uczyni? cz?owieka uczestnikiem swej chwa?y w zmartwychwsta?ym Jezusie Chrystusie: ?W Nim mamy odkupienie przez Jego krew - odpuszczenie wyst?pków? (Ef 1, 7), w Nim tak?e zechcia? Bóg zwyci??y? grzech i sprawi?, by s?u?y? on naszemu wi?kszemu dobru, które niesko?czenie przewy?sza to, co móg?by urzeczywistni? post?p.
Wolno nam zatem powiedzie? - gdy trudzimy si? w?ród ciemno?ci i braków niedorozwoju i nadrozwoju - ?e kiedy? ?to, co zniszczalne, przyodzieje si? w niezniszczalne, a to, co ?miertelne, przyodzieje si? w nie?miertelno??? (1 Kor 15, 54), gdy Pan ?przeka?e królowanie Bogu i Ojcu? (tam?e, 15, 24) i wszystkie dzie?a i czyny godne cz?owieka zostan? odkupione.
Poj?cie wiary ponadto dobrze wyja?nia motywy przynaglaj?ce Ko?ció? do zajmowania si? problematyk? rozwoju i do uznania za obowi?zek pasterskiej pos?ugi pobudzanie wszystkich do refleksji nad natur? i charakterem autentycznego rozwoju cz?owieka. Poprzez swoje zaanga?owanie Ko?ció? z jednej strony chce s?u?y? Bo?emu planowi, zmierzaj?cemu do doprowadzenia wszystkich rzeczy do pe?ni, która zamieszkuje w Chrystusie (por. Kol l, 19), a której On udzieli? swemu Cia?u; z drugiej, chce wype?ni? swoje zasadnicze powo?anie bycia ?sakramentem, czyli znakiem i narz?dziem wewn?trznego zjednoczenia z Bogiem i jedno?ci ca?ego rodzaju ludzkiego?57.
Dla niektórych Ojców taka wizja Ko?cio?a sta?a si? inspiracj? do wypracowania oryginalnych koncepcji znaczenia historii i pracy ludzkiej jako skierowanej ku celowi, który j? przewy?sza i okre?lanej zawsze w odniesieniu do dzie?a Chrystusa. Innymi s?owy, w nauczaniu patrystycznym mo?na odnale?? optymistyczn? wizj? dziejów i pracy ludzkiej, to znaczy wieczystej warto?ci prawdziwych ludzkich dokona? jako odkupionych przez Chrystusa i skierowanych ku obiecanemu królestwu.
Tak wi?c w ca?ym nauczaniu i najdawniejszej praktyce Ko?cio?a zawiera si? przekonanie, ?e z racji swego powo?ania jest on sam, jego szafarze i ka?dy z jego cz?onków, zobowi?zany do niesienia ulgi cierpi?cym n?dz?, bliskim czy dalekim, nie tylko z tego, co ?zbywa?, ale z tego, co jest konieczne do ?ycia. W obliczu istniej?cych potrzeb nie wolno przedk?ada? nad nie bogatego wystroju ?wi?ty? i drogocennych paramentów przeznaczonych do kultu Bo?ego; przeciwnie, mog?oby si? okaza? konieczne sprzedanie tych dóbr, aby da? chleb, napój, odzie? i dom temu, kto ich jest pozbawiony. Jak ju? wspomniano, wskazana jest tu ?hierarchia warto?ci? w ramach posiadania - pomi?dzy ?mie?? i ?by??, zw?aszcza gdy ?mie?? jednych decydowa?oby o uszczerbku ?by?? wielu innych.
W swojej Encyklice Papie? Pawe? VI idzie po linii tego nauczania, czerpi?c natchnienie z Konstytucji duszpasterskiej Gaudium et spes. Ze swej strony pragn? po?o?y? nacisk na wa?no?? i nagl?cy charakter tej nauki, prosz?c Boga o si?? dla wszystkich chrze?cijan, by wiernie stosowali j? w praktyce.
 
32. Obowi?zek anga?owania si? w spraw? rozwoju ludów nie jest powinno?ci? tylko indywidualn?, a tym mniej indywidualistyczn?, jakby osi?gni?cie go by?o mo?liwe na drodze odizolowanych wysi?ków ka?dego. Jest to imperatyw dla wszystkich i ka?dego, m??czyzn i kobiet, dla spo?ecze?stw i narodów, w szczególno?ci dla Ko?cio?a katolickiego, innych Ko?cio?ów i Wspólnot ko?cielnych, z którymi jeste?my ca?kowicie gotowi wspó?pracowa? w tej dziedzinie. I w tym sensie my, katolicy, zapraszamy braci chrze?cijan do uczestniczenia w naszych inicjatywach oraz deklarujemy gotowo?? udzia?u w inicjatywach podejmowanych przez nich i przyj?cia skierowanych do nas zaprosze?. W tym poszukiwaniu integralnego rozwoju cz?owieka mo?emy tak?e wiele dokona? wraz z wyznawcami innych religii, jak to si? ju? zreszt? dzieje na wielu miejscach.
Wspó?praca nad rozwojem ca?ego cz?owieka i ka?dego cz?owieka jest bowiem obowi?zkiem wszystkich wobec wszystkich, i powinna zarazem by? powszechna w ca?ym ?wiecie: na Wschodzie, Zachodzie, Pó?nocy i Po?udniu lub, pos?uguj?c si? u?ywanymi dzi? terminami, w ró?nych ??wiatach?. Je?li natomiast usi?uje si? urzeczywistnia? rozwój w jednej tylko cz??ci lub w jednym ?wiecie, czyni si? to kosztem innych; tam za?, gdzie rozwój zaczyna si? dokonywa? - w?a?nie dlatego, ?e nie bierze pod uwag? innych, podlega przerostowi i wypaczeniu.
Równie? ludy i narody maj? prawo do w?asnego pe?nego rozwoju, który obejmuj?c aspekty ekonomiczne i spo?eczne - o czym by?a mowa wy?ej - winien tak?e uwzgl?dnia? ich to?samo?? kulturow? i otwarcie si? na rzeczywisto?? transcendentn?. Nie mo?na te? traktowa? potrzeby rozwoju jako pretekstu do narzucania innym w?asnego sposobu ?ycia czy w?asnej wiary religijnej.
 
33. Doprawdy, taki model rozwoju, który by nie szanowa? i nie popiera? praw ludzkich, osobistych i spo?ecznych, ekonomicznych i politycznych, ??cznie z prawami narodów i ludów, nie by?by godny cz?owieka.
Dzisiaj mo?e wyra?niej ni? kiedykolwiek dostrzega si? wewn?trzn? sprzeczno?? rozwoju ograniczonego tylko do dziedziny gospodarczej. ?atwo podporz?dkowuje on osob? ludzk? i jej najg??bsze potrzeby wymogom planowania gospodarczego lub wy??cznego zysku.
Wewn?trzny zwi?zek pomi?dzy prawdziwym rozwojem i poszanowaniem praw cz?owieka raz jeszcze ujawnia jego charakter moralny: prawdziwego wyniesienia cz?owieka, zgodnie z naturalnym i historycznym powo?aniem ka?dego, nie da si? osi?gn?? jedynie przez korzystanie z obfito?ci dóbr i us?ug czy dzi?ki dysponowaniu doskona?? infrastruktur?.
Gdy jednostki i wspólnoty widz?, ?e nie s? ?ci?le przestrzegane wymogi moralne, kulturowe i duchowe, oparte na godno?ci osoby i na to?samo?ci w?a?ciwej ka?dej wspólnocie, poczynaj?c od rodziny i stowarzysze? religijnych, to ca?? reszt? - dysponowanie dobrami, obfito?? zasobów technicznych s?u??cych w codziennym ?yciu, pewien poziom dobrobytu materialnego - uznaj? za niezadowalaj?c?, a na d?ug? met? za rzecz nie do przyj?cia.
Stwierdza to wyra?nie Chrystus Pan w Ewangelii, zwracaj?c uwag? wszystkich na prawdziw? hierarchi? warto?ci: ?Có? bowiem za korzy?? odniesie cz?owiek, cho?by ca?y ?wiat zyska?, a na duszy swej szkod? poniós??? (Mt 16, 26).
Prawdziwy rozwój na miar? wymogów w?a?ciwych istocie ludzkiej, m??czy?nie czy kobiecie, dziecku, doros?emu czy cz?owiekowi starszemu, zak?ada - zw?aszcza u tych, którzy czynnie uczestnicz? w tym procesie i s? za? odpowiedzialni - ?yw? ?wiadomo?? warto?ci praw wszystkich i ka?dego z osobna a tak?e konieczno?? poszanowania przys?uguj?cego ka?demu prawa do pe?nego korzystania z dobrodziejstw nauki i techniki.
Wewn?trz ka?dego narodu ogromne znaczenie posiada poszanowanie wszystkich praw: zw?aszcza prawa do ?ycia w ka?dej fazie istnienia; praw rodziny jako podstawowej wspólnoty spo?ecznej czy ?komórki spo?ecze?stwa?; sprawiedliwo?ci w stosunkach pracy; praw zwi?zanych z ?yciem wspólnoty politycznej jako takiej; praw opartych na transcendentnym powo?aniu istoty ludzkiej, poczynaj?c od prawa do swobodnego wyznawania i praktykowania w?asnego religijnego credo.
Na p?aszczy?nie mi?dzynarodowej, czyli stosunków mi?dzy pa?stwami lub - u?ywaj?c potocznego okre?lenia - pomi?dzy ró?nymi ??wiatami?, konieczne jest pe?ne poszanowanie to?samo?ci ka?dego ludu, z jego cechami historycznymi i kulturowymi. Jest tak?e konieczne, aby - zgodnie z zaleceniem Encykliki Populorum progressio - uznano równe prawo ka?dego ludu do tego, by ?zasiada? przy stole wspólnej uczty?61, zamiast le?e? z ?azarzem za drzwiami, podczas gdy ?psy przychodz? i li?? wrzody? (por. ?k 16, 21). Zarówno ludy, jak osoby indywidualne winny cieszy? si? podstawow? równo?ci?, na której opiera si? na przyk?ad Karta Organizacji Narodów Zjednoczonych: równo?ci?, która jest podstaw? prawa uczestniczenia wszystkich w procesie pe?nego rozwoju.
Aby rozwój by? pe?ny, winien urzeczywistnia? si? w ramach solidarno?ci i wolno?ci, bez po?wi?cania pod jakimkolwiek pozorem jednej czy drugiej. Moralny charakter rozwoju i dzia?anie na jego korzy?? uwidacznia si? w pe?ni wówczas, gdy nale?ycie przestrzegane s? wszystkie wymogi p?yn?ce z porz?dku prawdy i dobra, w?a?ciwego istocie ludzkiej.
Ponadto chrze?cijanin, który nauczy? si? dostrzega? obraz Boga w cz?owieku powo?anym do pe?nego uczestnictwa w prawdzie i dobru, którym jest sam Bóg, nie uznaje zaanga?owania w spraw? rozwoju i jego realizacj? bez zachowania i poszanowania niepowtarzalnej godno?ci tego obrazu. Inaczej mówi?c, prawdziwy rozwój musi opiera? si? na mi?o?ci Boga i bli?niego oraz przyczynia? si? do polepszenia stosunków mi?dzy jednostkami i spo?ecze?stwem. Jest to tak zwana ?cywilizacja mi?o?ci?, o której cz?sto mówi? Papie? Pawe? VI.
 
34. Moralny charakter rozwoju nie mo?e tak?e pomija? milczeniem poszanowania bytów tworz?cych widzialn? natur?, któr? Grecy, czyni?c aluzj? w?a?nie do porz?dku, jaki j? wyró?nia, nazywali ?kosmosem?. Ta rzeczywisto?? wymaga tak?e poszanowania z trzech wzgl?dów, nad którymi warto si? powa?nie zastanowi?.
Pierwszy wzgl?d polega na konieczno?ci lepszego u?wiadomienia sobie, ?e nie mo?na bezkarnie u?ywa? ró?nego rodzaju bytów, ?yj?cych czy nieo?ywionych - sk?adników naturalnych, ro?lin, zwierz?t - w sposób dowolny, jedynie wed?ug w?asnych potrzeb gospodarczych. Przeciwnie, nale?y bra? pod uwag? natur? ka?dego bytu oraz ich wzajemne powi?zanie w uporz?dkowany system, którym w?a?nie jest kosmos.
Drugi wzgl?d natomiast opiera si? na fakcie, poniek?d bardziej jeszcze niepokoj?cym, ograniczenia zasobów naturalnych, z których cz??? - jak si? zwyk?o mówi? - nie odnawia si?. U?ywanie ich tak, jakby by?y niewyczerpalne, z nieograniczon? w?adz?, nara?a na powa?ne niebezpiecze?stwo mo?liwo?? korzystania z nich nie tylko przez obecne pokolenie, ale przede wszystkim przez przysz?e generacje.
Trzeci wzgl?d odnosi si? bezpo?rednio do skutków pewnego typu rozwoju dla jako?ci ?ycia w strefach uprzemys?owionych. Wiemy, ?e skutkiem bezpo?rednim czy po?rednim uprzemys?owienia jest coraz cz??ciej zatrucie ?rodowiska, nios?ce powa?ne konsekwencje dla zdrowia ludno?ci.
Jeszcze raz staje si? oczywiste, ?e rozwój, jego planowanie, u?ycie zasobów i sposób ich wykorzystania nie mog? by? odrywane od poszanowania wymogów moralnych. Jeden z nich niew?tpliwie wyznacza ograniczenia u?ycia widzialnej natury. Panowanie, przekazane przez Stwórc? cz?owiekowi, nie oznacza w?adzy absolutnej, nie mo?e te? by? mowy o wolno?ci ?u?ywania? lub dobrowolnego dysponowania rzeczami. Ograniczenie na?o?one od pocz?tku na cz?owieka przez samego Stwórc? i wyra?one w sposób symboliczny w zakazie ?spo?ywania owocu drzewa? (por. Rdz 2,16-17) jasno ukazuje, ?e w odniesieniu do widzialnej natury jeste?my poddani prawom nie tylko biologicznym, ale tak?e moralnym, których nie mo?na bezkarnie przekracza?.
W?a?ciwa koncepcja rozwoju nie mo?e pomija? powy?szych rozwa?a? - dotycz?cych u?ycia elementów natury, odnawiania si? zasobów i skutków nieuporz?dkowanego uprzemys?owienia - stawiaj?cych nasze sumienie wobec wymiaru moralnego, jakim powinien odznacza? si? rozwój.

V. ODCZYTYWANIE AKTUALNYCH PROBLEMÓW W ?WIETLE TEOLOGII

35. W ?wietle tych samych podstawowych kategorii moralnych, które s? w?a?ciwe dla rozwoju, nale?y rozwa?y? tak?e i przeszkody stoj?ce na jego drodze. Je?eli w ci?gu lat, które up?yn??y od og?oszenia Encykliki Paw?owej, rozwój nie nast?pi? - czy te? nast?pi?, ale by? nieznaczny, nieprawid?owy, je?li nie wr?cz pe?en sprzeczno?ci - to przyczyny tego nie s? tylko natury ekonomicznej. Jak ju? uprzednio podkre?lili?my, wchodz? tu w gr? motywy polityczne. Decyzje przyspieszaj?ce czy hamuj?ce rozwój ludów maj? bowiem charakter czynników politycznych. Aby przezwyci??y? wspomniane wy?ej wynaturzone mechanizmy i zast?pi? je nowymi, sprawiedliwszymi i bardziej odpowiadaj?cymi wspólnemu dobru ludzko?ci, konieczna jest skuteczna wola polityczna. Niestety, analiza sytuacji nasuwa wniosek, ?e wola ta by?a niewystarczaj?ca.
W niniejszym dokumencie duszpasterskim analiza zacie?niona wy??cznie do przyczyn ekonomicznych i politycznych niedorozwoju (z nale?ytym uwzgl?dnieniem tak zwanego nadrozwoju) by?aby niepe?na. Trzeba zatem koniecznie wykry? przyczyny porz?dku moralnego, które na p?aszczy?nie zachowania ludzi jako osób odpowiedzialnych wp?ywaj? na opó?nienie procesu rozwoju i utrudniaj? jego pe?ne osi?gni?cie.
Podobnie, gdy dysponuje si? ?rodkami naukowymi i technicznymi, które wraz z niezb?dnymi i konkretnymi decyzjami natury politycznej powinny wreszcie przyczyni? si? do skierowania ludów na drog? prawdziwego rozwoju, wówczas przezwyci??enie powa?niejszych przeszkód mo?e si? dokona? moc? decyzji istotowo moralnych, które dla wierz?cych, zw?aszcza chrze?cijan, czerpi? sw? inspiracj? z zasad wiary i wspomagane s? ?ask? Bo??.
 
36. Nale?y zatem podkre?li?, ?e ?wiat podzielony na bloki podtrzymywane przez sztywne ideologie, w których zamiast wspó?zale?no?ci i solidarno?ci dominuj? ró?ne formy imperializmu, mo?e by? tylko ?wiatem pod- danym ?strukturom grzechu?. Suma czynników negatywnych, których dzia?anie zmierza w kierunku przeciwnym ni? prawdziwe poczucie powszechnego dobra wspólnego i potrzeba popierania go, zdaje si? stwarza? - dla osób i instytucji - przeszkod? trudn? do przezwyci??enia. Skoro dzisiejsz? sytuacj? przypisa? nale?y wielorakim trudno?ciom, uzasadnione jest mówienie o ?strukturach grzechu?, które, jak stwierdzi?em w Adhortacji Apostolskiej Reconciliatio et paenitentia, s? zakorzenione w grzechu osobistym i st?d s? zawsze powi?zane z konkretnymi czynami osób, które je wprowadzaj?, umacniaj? i utrudniaj? ich usuni?cie. W ten sposób wzmacniaj? si? one, rozpowszechniaj? i staj? si? ?ród?em innych grzechów, uzale?niaj?c od siebie post?powanie ludzi.
?Grzech? i ?struktury grzechu? to kategorie, które nie s? cz?sto stosowane do sytuacji wspó?czesnego ?wiata. Trudno jednak doj?? do g??bokiego zrozumienia ogl?danej przez nas rzeczywisto?ci bez nazwania po imieniu korzeni n?kaj?cego nas z?a.
Z pewno?ci? mo?na mówi? o ?egoizmie? i ?krótkowzroczno?ci?; mo?na odwo?ywa? si? do ?b??dnych rachub politycznych? i ?nieroztropnych decyzji gospodarczych?. W ka?dej z tego rodzaju ocen dochodzi do g?osu kryterium natury etyczno-moralnej. Z kondycji cz?owieka wynika to, ?e trudno jest przeprowadzi? g??bsz? analiz? czynów i zaniedba? ludzkich bez w??czenia, w taki czy inny sposób, os?dów czy odniesie? porz?dku etycznego.
Ta ocena jest sama w sobie pozytywna, zw?aszcza gdy jest dog??bnie konsekwentna i gdy opiera si? na wierze w Boga oraz na jego prawie, nakazuj?cym czyni? dobro i zabraniaj?cym czyni? z?o.
Na tym polega ró?nica mi?dzy analiz? spo?eczno-polityczn? a formalnym odniesieniem do ?grzechu? i do ?struktur grzechu?. W tej wizji uwzgl?dnia si? wol? trzykro? ?wi?tego Boga, Jego plan wobec ludzi, Jego sprawiedliwo?? i Jego mi?osierdzie. Bóg bogaty w mi?osierdzie, Odkupiciel cz?owieka, Pan i Dawca ?ycia wymaga od ludzi okre?lonych postaw, wyra?aj?cych si? równie? w spe?nianiu b?d? unikaniu pewnych czynów wobec bli?niego. Przychodzi tu na my?l nawi?zanie do ?drugiej tablicy? dziesi?ciorga Przykaza? (por. Wj 20,12-17; Pwt 5,16-21); ich niezachowywanie obra?a Boga i krzywdzi bli?niego, wprowadzaj?c w ?wiat uwarunkowania i przeszkody, których dzia?anie znacznie wykracza poza aktywno?? i krótki bieg ?ycia jednostki. Odbija si? to równie? na procesie rozwoju ludów, którego opó?nienie lub powolno?? winny by? os?dzane tak?e w tym ?wietle.
 
37. Do tej ogólnej analizy porz?dku religijnego mo?na by doda? pewne uwagi szczegó?owe, aby ukaza?, ?e w?ród dzia?a? i postaw przeciwnych woli Bo?ej, dobru bli?niego i w?ród ?struktur?, które z nich powstaj?, najbardziej charakterystyczne zdaj? si? dzisiaj by? dwie: z jednej strony wy??czna ??dza zysku, a z drugiej pragnienie w?adzy z zamiarem narzucenia innym w?asnej woli. Do ka?dej z tych postaw mo?na doda? dla lepszego ich scharakteryzowania wyra?enie: ?za wszelk? cen??. Innymi s?owy, stoimy wobec absolutyzacji postaw ludzkich ze wszystkimi mo?liwymi nast?pstwami.
Nawet je?li same w sobie s? one rozdzielne, tak ?e jedno mo?e istnie? bez drugiego, oba nastawienia pojawiaj? si? - w panoramie roztaczaj?cej si? przed naszymi oczyma - jako nierozerwalnie z??czone, z mo?liwo?ci? przewagi jednego lub drugiego.
Oczywi?cie, ofiar? tego podwójnie grzesznego nastawienia padaj? nie tylko jednostki; ofiarami mog? by? tak?e narody i bloki. I to sprzyja jeszcze bardziej wprowadzeniu ?struktur grzechu?, o których mówi?em. Rozwa?aj?c pewne formy wspó?czesnego ?imperializmu? w ?wietle tych kryteriów moralnych, mo?na odkry?, ?e za okre?lonymi decyzjami, pozornie dyktowanymi jedynie przez racje gospodarcze lub polityczne, kryj? si? prawdziwe formy ba?wochwalczego kultu: pieni?dza, ideologii, klasy, technologii.
Wprowadzi?em ten rodzaj analizy g?ównie po to, by ukaza?, jaka jest prawdziwa natura z?a, wobec którego stajemy w dziedzinie rozwoju ludów: jest to z?o moralne, owoc wielu grzechów, które prowadz? do struktur grzechu. Taka diagnoza z?a oznacza dok?adne rozpoznanie, na poziomie ludzkich zachowa?, drogi wiod?cej do jego przezwyci??enia.
 
38. Jest to droga d?uga i z?o?ona, a co wi?cej, stale zagro?ona zarówno ze strony wewn?trznej s?abo?ci zamiarów i ludzkich realizacji, jak i przez zmienno?? zewn?trznych okoliczno?ci w du?ej mierze nie do przewidzenia. Trzeba jednak mie? odwag? podj?cia tej drogi, a tam, gdzie ju? poczyniono jakie? kroki czy przebyto pewien odcinek, pod??ania ni? do ko?ca.
W ?wietle naszych refleksji owa decyzja podj?cia drogi czy jej kontynuowania ma nade wszystko warto?? moraln?, w której ludzie wierz?cy widz? wymaganie woli Bo?ej, jedynej prawdziwej podstawy etyki bezwzgl?dnie wi???cej.
Nale?y si? spodziewa?, ?e tak?e ludzie, którzy nie posiadaj? wyra?nej wiary, s? przekonani o tym, ?e przeszkody stoj?ce na drodze pe?nego rozwoju nie s? przeszkodami jedynie porz?dku ekonomicznego, lecz zale?? od najg??bszych podstaw, które dla ludzkiej osoby przedstawiaj? warto?? absolutn?. Dlatego mo?na oczekiwa?, ?e ci, którzy w takim czy innym wymiarze s? odpowiedzialni za ??ycie bardziej ludzkie? wobec innych, czerpi?c lub nie czerpi?c natchnienia z wiary religijnej, w pe?ni zdaj? sobie spraw? z pilnej konieczno?ci przemiany postaw duchowych, które okre?laj? stosunki ka?dego cz?owieka z sob? samym, z bli?nim, ze wspólnotami ludzkimi, nawet najbardziej odleg?ymi, a tak?e z natur?, na mocy wy?szych warto?ci, takich jak, dobro wspólne, lub - u?ywaj?c trafnego wyra?enia Encykliki Populorum progressio - pe?ny rozwój ?ca?ego cz?owieka i wszystkich ludzi?66.
Dla chrze?cijan, podobnie jak i dla wszystkich, którzy uznaj? dok?adne znaczenie teologiczne s?owa ?grzech?, zmiana zachowania, mentalno?ci czy sposobu bycia nazywa si? w j?zyku biblijnym ?nawróceniem? (por. Mk 1, 15; ?k 13, 3. 5; Iz 30,15). Poj?cie nawrócenia wskazuje dok?adnie na stosunek do Boga, do pope?nionej winy, do jej skutków, a wreszcie do bli?niego, jednostki lub wspólnoty. To w?a?nie Bóg, ?który kieruje ludzkimi sercami?67, mo?e, wed?ug tej samej obietnicy, przemieni? za spraw? swego Ducha ?serca kamienne? w ?serca z cia?a? (por. Ez 36, 26).
Na drodze po??danego nawrócenia, prowadz?cej do przezwyci??enia przeszkód moralnych w rozwoju, mo?na ju? wskaza? jako na warto?? pozytywn? i moraln? rosn?c? ?wiadomo?? wspó?zale?no?ci mi?dzy lud?mi i narodami. Fakt, ?e ludzie w ró?nych cz??ciach ?wiata odczuwaj? jako co?, co dotyka ich samych, ró?ne formy niesprawiedliwo?ci i gwa?cenie praw ludzkich dokonuj?ce si? w odleg?ych krajach, których by? mo?e nigdy nie odwiedz?, jest dalszym znakiem pewnej rzeczywistej przemiany sumie?, przemiany maj?cej znaczenie moralne.
Chodzi nade wszystko o fakt wspó?zale?no?ci pojmowanej jako system determinuj?cy stosunki w ?wiecie wspó?czesnym, w jego komponentach: gospodarczej, kulturowej, politycznej oraz religijnej, wspó?zale?no?ci przyj?tej jako kategoria moralna. Na tak rozumian? wspó?zale?no?? w?a?ciw? odpowiedzi - jako postawa moralna i spo?eczna, jako ?cnota? - jest solidarno??. Nie jest wi?c ona tylko nieokre?lonym wspó?czuciem czy powierzchownym rozrzewnieniem wobec z?a dotykaj?cego wielu osób, bliskich czy dalekich. Przeciwnie, jest to mocna i trwa?a wola anga?owania si? na rzecz dobra wspólnego, czyli dobra wszystkich i ka?dego, wszyscy bowiem jeste?my naprawd? odpowiedzialni za wszystkich. Wola ta opiera si? na gruntownym przekonaniu, ?e zahamowanie pe?nego rozwoju jest spowodowane ??dz? zysku i owym pragnieniem w?adzy, o którym by?a mowa. Takie ?postawy? i ?struktury grzechu? zwalczy? mo?na jedynie - zak?adaj?c pomoc ?aski Bo?ej - postaw? diametralnie przeciwn?: zaanga?owaniem dla dobra bli?niego wraz z gotowo?ci? ewangelicznego ?zatracenia siebie? na rzecz drugiego zamiast wyzyskania go, ?s?u?enia mu? zamiast uciskania go dla w?asnej korzy?ci (por. Mt 10, 40-42; 20, 25; Mk 10, 42-45; ?k 22, 25-27).
 
39. Praktykowanie solidarno?ci wewn?trz ka?dego spo?ecze?stwa posiada warto?? wtedy, gdy jego cz?onkowie uznaj? si? wzajemnie za osoby. Ci, którzy posiadaj? wi?ksze znaczenie dysponuj?c wi?kszymi zasobami dóbr i us?ug, winni poczuwa? si? do odpowiedzialno?ci za s?abszych i by? gotowi do dzielenia z nimi tego, co posiadaj?. S?absi ze swej strony, post?puj?c w tym samym duchu solidarno?ci, nie powinni przyjmowa? postawy czysto biernej lub niszcz?cej tkank? spo?eczn?, ale dopominaj?c si? o swoje s?uszne prawa, winni równie? dawa? swój nale?ny wk?ad w dobro wspólne. Grupy po?rednie za? nie powinny egoistycznie popiera? w?asnych interesów, ale szanowa? interesy drugich.
Pozytywnymi znakami we wspó?czesnym ?wiecie s?: rosn?ca ?wiadomo?? solidarno?ci pomi?dzy ubogimi, ich dzia?ania na rzecz wzajemnej pomocy, wyst?pienia publiczne na arenie spo?ecznej, gdzie bez uciekania si? do przemocy przedstawiaj? w?asne potrzeby i w?asne prawa wobec nieskuteczno?ci dzia?ania czy korupcji w?adz publicznych. Na mocy tego samego ewangelicznego zaanga?owania Ko?ció? czuje si? powo?any do tego, by sta? u boku ubogich rzesz, by rozpoznawa? s?uszno?? ich ??da?, przyczynia? si? do ich zaspokajania, nie trac?c z pola widzenia dobra poszczególnych grup w ramach dobra wspólnego.
To samo kryterium odnosi si? analogicznie do stosunków mi?dzynarodowych. Wspó?zale?no?? winna przekszta?ci? si? w solidarno?? opart? o zasad?, ?e dobra stworzone s? przeznaczone dla wszystkich. To, co wytwarza przemys?, przerabiaj?c surowce nak?adem pracy, winno w równy sposób s?u?y? dobru wszystkich.
Przezwyci??aj?c wszelkiego typu imperializmy i d??enia do utrzymania w?asnej hegemonii, narody silniejsze i lepiej wyposa?one winny poczuwa? si? do moralnej odpowiedzialno?ci za inne narody, co prowadzi?oby do powstania prawdziwego systemu mi?dzynarodowego, dzia?aj?cego na zasadzie równo?ci wszystkich ludów i niezb?dnego poszanowania w?a?ciwych im ró?nic. Krajom pod wzgl?dem ekonomicznym s?abszym b?d? z trudem utrzymuj?cym si? przy ?yciu nale?y, z pomoc? innych ludów i wspólnoty mi?dzynarodowej, umo?liwi? tak?e wnoszenie do wspólnego dobra wk?adu w?asnych warto?ci ludzkich i kulturowych, które w przeciwnym razie przepadn? na zawsze.
Solidarno?? pomaga nam dostrzec ?drugiego? - osob?, lud czy naród - nie jako narz?dzie, którego zdolno?? do pracy czy odporno?? fizyczn? mo?na tanim kosztem wykorzysta?, a potem, gdy przestaje by? u?yteczny, odrzuci?, ale jako ?podobnego nam?, jako ?pomoc? (por. Rdz 2,18. 20), czyni?c go na równi z sob? uczestnikiem ?uczty ?ycia?, na któr? Bóg zaprasza jednako wszystkich ludzi. St?d wa?no?? budzenia sumienia religijnego w poszczególnych ludziach i narodach.
W ten sposób zostaje wykluczony wyzysk, ucisk, unicestwianie drugich. Te zjawiska, przy obecnym podziale ?wiata na przeciwstawne bloki, zwi?kszaj? niebezpiecze?stwo wojny i nadmierny niepokój o w?asne bezpiecze?stwo, za które p?aci si? cz?sto cen? autonomii, wolnej decyzji, nienaruszalno?ci terytorialnej s?abszych narodów, obj?tych tak zwanymi ?strefami wp?ywów? lub ?pasami bezpiecze?stwa?.
?Struktury grzechu? i grzechy, które w nie wchodz?, sprzeciwiaj? si? radykalnie zarówno pokojowi, jak i rozwojowi, rozwój bowiem, wed?ug znanego wyra?enia Encykliki Paw?owej, jest ?nowym imieniem pokoju?68.
W taki sposób proponowana przez nas solidarno?? jest drog? do pokoju, a zarazem do rozwoju. Pokój ?wiatowy bowiem nie jest do pomy?lenia, je?eli ludzie za? odpowiedzialni nie uznaj?, ?e wspó?zale?no?? sama w sobie wymaga przezwyci??enia polityki bloków, porzucenia wszelkiej formy imperializmu ekonomicznego, militarnego czy politycznego, a tak?e przekszta?cenia wzajemnej nieufno?ci we wspó?prac?. Wspó?praca jest aktem w?a?ciwym solidarno?ci mi?dzy jednostkami i narodami.
Dewiz? pontyfikatu mego czcigodnego Poprzednika Piusa XII by?o: Opus iustitiae pax, pokój owocem sprawiedliwo?ci. Dzisiaj mo?na by z tak? sam? dok?adno?ci? i z tak? sam? moc? inspiracji biblijnej (por. Iz 32,17; Jk 3,18) powiedzie?: Opus solidarietatis pax, pokój owocem solidarno?ci.
Pokój, tak przez wszystkich upragniony, z pewno?ci? zostanie osi?gni?ty na drodze wprowadzania sprawiedliwo?ci spo?ecznej i mi?dzynarodowej, a tak?e poprzez praktykowanie cnót, które u?atwiaj? wspó??ycie i ucz? ?y? w zjednoczeniu, aby daj?c i przyjmuj?c, w zjednoczeniu budowa? spo?ecze?stwo nowego i lepszego ?wiata.
 
40. Solidarno?? jest niew?tpliwie cnot? chrze?cija?sk?. Ju? w dotychczasowym rozwa?aniu mo?na by?o dostrzec liczne punkty styczne pomi?dzy ni? a mi?o?ci?, znakiem rozpoznawczym uczniów Chrystusa (por. J 13, 35).
W ?wietle wiary solidarno?? zmierza do przekroczenia samej siebie, do nabrania wymiarów specyficznie chrze?cija?skich ca?kowitej bezinteresowno?ci, przebaczenia i pojednania. Wówczas bli?ni jest nie tylko istot? ludzk? z jej prawami i podstawow? równo?ci? wobec wszystkich, ale staje si? ?ywym obrazem Boga Ojca, odkupionym krwi? Jezusa Chrystusa i poddanym sta?emu dzia?aniu Ducha ?wi?tego. Winien by? przeto kochany, nawet je?li jest wrogiem, t? sam? mi?o?ci?, jak? mi?uje go Bóg; trzeba by? gotowym do poniesienia dla niego ofiary nawet najwy?szej: ?odda? ?ycie za braci ' (por. I J 3,16).
Wówczas ?wiadomo?? powszechnego ojcostwa Boga, braterstwa wszystkich ludzi w Chrystusie, ?synów w Synu?, ?wiadomo?? obecno?ci i o?ywiaj?cego dzia?ania Ducha ?wi?tego dostarczy naszemu spojrzeniu na ?wiat jakby nowe kryterium jego wyja?niania. Poza wi?zami ludzkimi i naturalnymi, tak ju? mocnymi i ?cis?ymi, zarysowuje si? w ?wietle wiary nowy wzór jedno?ci rodzaju ludzkiego, z której solidarno?? winna w ostatecznym odniesieniu czerpa? swoj? inspiracj?. Ten najwy?szy wzór jedno?ci, odblask wewn?trznego ?ycia Boga, jednego w trzech Osobach, jest tym, co my, chrze?cijanie, okre?lamy s?owem ?komunia?. Komunia ta, na wskro? chrze?cija?ska, zazdro?nie strze?ona, poszerzana i ubogacana przy Bo?ej pomocy, jest dusz? powo?ania Ko?cio?a, który ma by? ?sakramentem? we wskazanym wy?ej znaczeniu.
Solidarno?? winna zatem przyczynia? si? do urzeczywistnienia tego Bo?ego zamys?u, tak na p?aszczy?nie indywidualnej, jak i na p?aszczy?nie wspólnoty narodowej oraz mi?dzynarodowej. ?Wynaturzone mechanizmy? i ?struktury grzechu?, o których by?a mowa, mog? zosta? przezwyci??one jedynie poprzez praktykowanie ludzkiej i chrze?cija?skiej solidarno?ci, do której Ko?ció? zach?ca i któr? niestrudzenie popiera. Tylko w ten sposób b?d? mog?y wyzwala? si? wielkie pozytywne energie z korzy?ci? dla rozwoju i pokoju.
Liczni ?wi?ci kanonizowani przez Ko?ció? daj? nam godne podziwu ?wiadectwo takiej w?a?nie solidarno?ci i mog? s?u?y? za wzór w obecnych, trudnych okoliczno?ciach. W?ród nich pragn? przypomnie? ?w. Piotra Klawera i jego pos?ug? niewolnikom z Kartageny w ?Indiach Zachodnich? oraz ?w. Maksymiliana Mari? Kolbego i jego ofiar? z ?ycia na rzecz nieznanego mu wi??nia w obozie koncentracyjnym w O?wi?cimiu.

VI. NIEKTÓRE WSKAZANIA SZCZEGÓ?OWE

41. Ko?ció? nie mo?e zaofiarowa? technicznych rozwi?za? problemu niedorozwoju jako takiego, co stwierdzi? ju? w swej Encyklice Papie? Pawe? VI. Nie proponuje bowiem systemów czy programów gospodarczych i politycznych ani te? nie stawia jednych ponad innymi, byleby godno?? cz?owieka by?a nale?ycie uszanowana i umacniana, a Ko?cio?owi by?a pozostawiona konieczna przestrze? do wype?nienia w?asnego pos?annictwa w ?wiecie.
Ko?ció? ma jednak ?ogromne do?wiadczenie w sprawach ludzkich?70, i to si?? rzeczy pobudza go do rozci?gania swego religijnego pos?annictwa na ró?ne dziedziny, w których ludzie rozwijaj? swoj? dzia?alno??, szukaj?c szcz??cia - cho? jest ono zawsze wzgl?dne - szcz??cia mo?liwego na tym ?wiecie, odpowiadaj?cego ich osobowej godno?ci.
Za przyk?adem moich Poprzedników musz? powtórzy?, ?e nie mo?na ogranicza? tylko do problemu ?technicznego? tego, co jako prawdziwy rozwój, odnosi si? do godno?ci cz?owieka i ludów. Zredukowany w ten sposób rozwój zosta?by pozbawiony swej prawdziwej tre?ci i sta?by si? aktem zdrady cz?owieka i ludów, którym powinien s?u?y?.
Oto dlaczego Ko?ció? wypowiada si? dzisiaj, podobnie jak przed dwudziestoma laty, i tak jak to b?dzie czyni? w przysz?o?ci, na temat natury, warunków, wymogów i celów autentycznego rozwoju, a tak?e na temat trudno?ci, które mu si? przeciwstawiaj?. W ten sposób Ko?ció? wype?nia pos?annictwo ewangelizacji, gdy? daje swój pierwszy wk?ad w rozwi?zanie pilnego problemu rozwoju, g?osz?c prawd? o Chrystusie, o sobie samym, o cz?owieku i stosuj?c j? do konkretnej sytuacji.
Narz?dziem, jakim Ko?ció? pos?uguje si? do osi?gni?cia tego celu, jest jego nauka spo?eczna. W obecnej trudnej sytuacji wielk? pomoc? we w?a?ciwym postawieniu problemów i ich mo?liwie najlepszym rozwi?zaniu mo?e by? dok?adniejsza znajomo?? i szersze upowszechnienie ?ca?okszta?tu zasad refleksji, kryteriów ocen i wytycznych dzia?ania? podanych w jego nauczaniu.
W ten sposób natychmiast mo?na zauwa?y?, ?e stoj?ce przed nami zagadnienia s? przede wszystkim zagadnieniami natury moralnej, i ?e ani analiza problemu rozwoju jako takiego, ani ?rodki s?u??ce do przezwyci??enia obecnych trudno?ci, nie mog? pomija? tego istotnego wymiaru.
Nauka spo?eczna Ko?cio?a nie jest jak?? ?trzeci? drog?? mi?dzy liberalnym kapitalizmem i marksistowskim kolektywizmem ani jak?? mo?liw? alternatyw? innych, nie tak radykalnie przeciwstawnych wobec siebie rozwi?za?: stanowi ona kategori? niezale?n?. Nie jest tak?e ideologi?, lecz dok?adnym sformu?owaniem wyników pog??bionej refleksji nad z?o?on? rzeczywisto?ci? ludzkiej egzystencji w spo?ecze?stwie i w kontek?cie mi?dzynarodowym, przeprowadzonej w ?wietle wiary i tradycji ko?cielnej. Jej podstawowym celem jest wyja?nianie tej rzeczywisto?ci poprzez badanie jej zgodno?ci czy niezgodno?ci z nauk? Ewangelii o cz?owieku i jego powo?aniu doczesnym, a zarazem transcendentnym; zmierza zatem do ukierunkowania chrze?cija?skiego post?powania. Nauka ta nale?y przeto nie do dziedziny ideologii, lecz teologii, zw?aszcza teologii moralnej.
Nauczanie i upowszechnianie nauki spo?ecznej wchodz? w zakres ewangelizacyjnej misji Ko?cio?a. A poniewa? chodzi o nauk? zmierzaj?c? do kierowania post?powaniem cz?owieka, wynika z niej jako konsekwencja ?zaanga?owanie dla sprawiedliwo?ci? wed?ug roli, powo?ania i warunków ka?dego.
Do sprawowania pos?ugi ewangelizacji na polu spo?ecznym, która jest aspektem prorockiej funkcji Ko?cio?a, nale?y tak?e ukazywanie z?a i niesprawiedliwo?ci. Nale?y jednak wyja?ni?, ?e przepowiadanie zawsze jest wa?niejsze od oskar?ania. To ostatnie nie mo?e by? jednak oderwane od przepowiadania, daj?cego mu prawdziw? sta?o?? i moc wy?szej motywacji.
 
42. Spo?eczna nauka Ko?cio?a winna dzisiaj bardziej ni? dawniej otworzy? si? na perspektyw? mi?dzynarodow? w duchu Soboru Watyka?skiego II, ostatnich Encyklik papieskich, a zw?aszcza tej, któr? tu wspominamy. Nie b?dzie zatem zbyteczn? rzecz? rozwa?y? i zg??bi? na nowo w tym ?wietle tematy i charakterystyczne uwarunkowania podj?te w ostatnich latach przez Magisterium.
Pragn? tu zwróci? uwag? na jedno z nich: opcj? czy mi?o?? preferencyjn? na rzecz ubogich. Jest to rodzaj opcji, czyli specjalna forma pierwsze?stwa w praktykowaniu mi?o?ci chrze?cija?skiej, po?wiadczona przez ca?? Tradycj? Ko?cio?a. Odnosi si? ona do ?ycia ka?dego chrze?cijanina, które ma by? na?ladowaniem ?ycia Chrystusa, ale stosuje si? równie? do naszej spo?ecznej odpowiedzialno?ci, a zatem do stylu naszego ?ycia, do decyzji, które trzeba stosownie podejmowa? w odniesieniu do w?asno?ci i u?ytkowania dóbr.
Dzi?, gdy kwestia spo?eczna nabra?a wymiarów ?wiatowych, owa mi?o?? preferencyjna oraz decyzje, do jakich pobudza, nie mog? nie obejmowa? wielkich rzesz g?oduj?cych, ?ebrz?cych, bezdomnych, pozbawionych pomocy lekarskiej, a nade wszystko nie maj?cych nadziei na lepsz? przysz?o??; nie mo?na nie bra? pod uwag? istnienia tych rzeczywisto?ci. Niezauwa?enie ich oznacza?oby upodobnienie si? do ?bogatego smakosza ', który udawa?, ?e nie dostrzega ?ebraka ?azarza le??cego u bramy jego pa?acu (por. ?k 16, 19-31)77.
Rzeczywisto?? ta musi wyciska? swój ?lad na naszym codziennym ?yciu, jak równie? na naszych decyzjach w zakresie polityki czy gospodarki. Podobnie, ludzie odpowiedzialni za narody i za Instytucje mi?dzynarodowe, którzy w swoich planach powinni uwzgl?dnia? w pierwszym rz?dzie prawdziwy wymiar ludzki, nie mog? zapomina? o dawaniu pierwsze?stwa zjawisku rosn?cego ubóstwa. Niestety, liczba ubogich, zamiast male?, wzrasta, i to nie tylko w krajach s?abiej rozwini?tych, ale, co jest równie gorsz?ce, w krajach wysoko rozwini?tych.
Raz jeszcze nale?y przypomnie? typow? zasad? chrze?cija?skiej nauki spo?ecznej: dobra tego ?wiata zosta?y pierwotnie przeznaczone dla wszystkich. Prawo do w?asno?ci prywatnej jest s?uszne i konieczne, ale tej zasady nie niweczy. Ci??y bowiem na w?asno?ci ?hipoteka spo?eczna?79, czyli uznaje si? jako jej wewn?trzn? w?a?ciwo?? funkcj? spo?eczn?, maj?c? swoj? podstaw? i uzasadnienie w?a?nie w zasadzie powszechnego przeznaczenia dóbr. Nie mo?na te? w zaanga?owaniu na rzecz ubogich pomija? owej szczególnej formy ubóstwa, jak? jest pozbawienie osoby ludzkiej podstawowych praw, w szczególno?ci prawa do wolno?ci religijnej, a tak?e prawa do inicjatywy gospodarczej.
 
43. ?ywe zaniepokojenie losem ubogich, którzy - wed?ug wymownego sformu?owania - s? ?ubogimi Pana?80, winno przekszta?ci? si? na wszystkich poziomach w konkretne czyny, a? do podj?cia decyzji dokonania szeregu potrzebnych reform. Wskazanie najpilniejszych reform i sposobów ich realizacji zale?y od poszczególnych sytuacji lokalnych, nie mo?na jednak zapomina? o tych ??daniach, które wynikaj? z opisanej wy?ej sytuacji braku równowagi mi?dzynarodowej.
W zwi?zku z tym pragn? szczególnie przypomnie?: reform? mi?dzynarodowego systemu handlowego obci??onego protekcjonizmem i rosn?cym bilateralizmem; reform? ?wiatowego systemu monetarnego i finansowego, uwa?anego dzisiaj za niewystarczaj?cy; zagadnienie wymiany technologicznej i w?a?ciwego z niej korzystania; konieczno?? dokonania rewizji struktur istniej?cych Organizacji mi?dzynarodowych w ramach systemu prawa mi?dzynarodowego.
Mi?dzynarodowy system handlowy cz?sto dzi? dyskryminuje wyroby pocz?tkuj?cych przemys?ów w krajach na drodze rozwoju, zniech?caj?c producentów surowców. Istnieje zreszt? pewien rodzaj mi?dzynarodowego podzia?u pracy, w którym ta?sze produkty pewnych krajów, pozbawionych skutecznego prawodawstwa pracy czy zbyt s?abych, by je wprowadza? w ?ycie, s? sprzedawane w innych cz??ciach ?wiata ze znacznym zyskiem dla przedsi?biorstw zajmuj?cych si? tego rodzaju produkcj? bez ogranicze?.
?wiatowy system monetarny i finansowy cechuje nadmierna zmienno?? metod wymiany i oprocentowania ze szkod? dla bilansu p?atniczego i sytuacji zad?u?enia krajów ubogich.
Technologie i ich przekazywanie stanowi? dzisiaj jeden z podstawowych problemów wymiany mi?dzynarodowej i wyp?ywaj?cych z niej powa?nych szkód. Nierzadkie s? przypadki, ?e krajom na drodze rozwoju odmawia si? potrzebnych technologii lub udost?pnia si? im technologie bezu?yteczne.
Organizacje mi?dzynarodowe, wed?ug do?? powszechnej opinii, zdaj? si? by? w takim stadium, w którym mechanizmy ich funkcjonowania, koszty i skuteczno?? dzia?ania wymagaj? ponownej dok?adnej rewizji i ewentualnej korektury. Rzecz oczywista, ?e tak delikatnego procesu nie mo?na dokona? bez wspó?pracy wszystkich. Zak?ada on przezwyci??enie rywalizacji politycznej i wyrzeczenie si? wszelkiej tendencji do wykorzystywania tych Organizacji, których jedyn? racj? bytu jest dobro wspólne.
Istniej?ce Instytucje i Organizacje dobrze dzia?a?y na rzecz ludów, jednak ludzko??, stoj?ca wobec nowego i trudniejszego etapu prawdziwego rozwoju, potrzebuje dzisiaj wy?szego stopnia zorganizowania na p?aszczy?nie mi?dzynarodowej w s?u?bie spo?ecze?stwom, systemom gospodarczym i kulturom na ca?ym ?wiecie.
 
44. Rozwój domaga si? nade wszystko ducha inicjatywy od samych zainteresowanych krajów. Ka?dy z nich winien dzia?a? wed?ug w?asnej odpowiedzialno?ci, bez oczekiwania wszystkiego od krajów bardziej uprzywilejowanych i wspó?pracuj?c z innymi krajami znajduj?cymi si? w takiej samej jak one sytuacji. Ka?dy kraj winien odkry? i jak najlepiej wykorzysta? przestrze? w?asnej wolno?ci. Ka?dy powinien zdobywa? si? na podejmowanie inicjatyw odpowiadaj?cych potrzebom w?asnego spo?ecze?stwa. Ka?dy z tych krajów winien by? ?wiadom prawdziwych potrzeb oraz tego, ?e ma prawo i obowi?zek szukania rozwi?za?. Rozwój ludów zaczyna si? i znajduje najodpowiedniejsze urzeczywistnienie w zaanga?owaniu si? ka?dego narodu na rzecz w?asnego rozwoju we wspó?pracy z innymi.
Wa?ne jest wi?c, aby narody na drodze rozwoju popiera?y samopotwierdzenie si? ka?dego obywatela poprzez dost?p do wy?szej kultury i swobodnego przep?ywu informacji. Wszystko, co mog?oby sprzyja? alfabetyzacji i podstawowemu wykszta?ceniu, które j? pog??bia i uzupe?nia, jak proponowa?a Encyklika Populorum progressio - dalekie jeszcze od urzeczywistnienia w tylu cz??ciach ?wiata - jest bezpo?rednim wk?adem w prawdziwy rozwój.
Aby wej?? na t? drog?, narody same powinny okre?li? w?asne priorytety i dobrze rozpozna? swoje potrzeby stosownie do konkretnych warunków ludno?ci, ?rodowiska geograficznego i w?asnych tradycji kulturowych.
Niektóre narody powinny zwi?kszy? produkcj? ?rodków ?ywno?ciowych, aby zawsze mie? do dyspozycji to, co jest konieczne dla wy?ywienia i dla ?ycia. We wspó?czesnym ?wiecie - gdzie g?ód poch?ania tak wiele ofiar, zw?aszcza w?ród niemowl?t - s? przyk?ady krajów s?abo rozwini?tych, które jednak potrafi?y osi?gn?? samowystarczalno?? w zakresie wy?ywienia, a nawet sta?y si? eksporterami ?rodków spo?ywczych.
Inne narody potrzebuj? reformy niektórych niesprawiedliwych struktur, a zw?aszcza w?asnych instytucji politycznych, aby zast?pi? rz?dy zdeprawowane, dyktatorskie czy autorytarne rz?dami demokratycznymi i dopuszczaj?cymi uczestnictwo. Oby ten proces rozszerza? si? i umacnia?, bowiem ?zdrowie? wspólnoty politycznej - wyra?aj?ce si? poprzez dobrowolne i odpowiedzialne uczestnictwo wszystkich obywateli w sprawach publicznych, zabezpieczenie prawa, poszanowanie i popieranie praw ludzkich stanowi konieczny warunek i pewn? gwarancj? rozwoju ?ca?ego cz?owieka i wszystkich ludzi?.
 
45. To, co zosta?o powiedziane, nie mo?e si? urzeczywistni? bez wspó?pracy wszystkich, zw?aszcza wspólnoty mi?dzynarodowej, w ramach solidarno?ci obejmuj?cej wszystkich, poczynaj?c od najbardziej zepchni?tych na margines. Ale tak?e same narody znajduj?ce si? na drodze rozwoju s? zobowi?zane do solidarno?ci mi?dzy sob? i z krajami najbardziej upo?ledzonymi na ?wiecie.
Po??dane jest, na przyk?ad, aby narody tej samej strefy geograficznej ustali?y takie formy wspó?pracy, które by zmniejszy?y ich zale?no?? od pot??niejszych producentów; aby otworzy?y granice dla wyrobów danej strefy; aby zbada?y ewentualn? komplementarno?? produktów; aby zrzesza?y si? dla ?wiadczenia sobie wzajemnie us?ug, których ka?dy z nich sam nie mo?e zapewni?; aby wspó?prac? rozci?gn??y tak?e na sektor monetarny i finansowy.
W wielu spo?ród tych krajów wspó?zale?no?? jest ju? rzeczywisto?ci?. Uznanie jej, tak aby sta?a si? jeszcze bardziej czynna, stanowi alternatyw? wobec nadmiernego uzale?nienia od krajów bogatszych i pot??niejszych, w samym porz?dku upragnionego rozwoju, bez przeciwstawiania si? komukolwiek, ale przez odkrywanie i maksymalne docenianie w?asnych mo?liwo?ci. Kraje na drodze rozwoju w jednej strefie geograficznej, zw?aszcza obj?tej nazw? ?Po?udnie?, mog? i powinny tworzy? - co ju? zaczyna si? dokonywa? i przynosi? obiecuj?ce rezultaty - nowe regionalne organizacje oparte na kryteriach równo?ci, wolno?ci i uczestnictwa w zgodnym kr?gu narodów.
Koniecznym warunkiem powszechnej solidarno?ci jest autonomia i swobodne dysponowanie sob?, tak?e wewn?trz stowarzysze?, takich jak wy?ej wymienione. Równocze?nie jednak wymaga ona gotowo?ci do ponoszenia ofiar koniecznych dla dobra ?wiatowej wspólnoty.

VII. ZAKO?CZENIE

46. Ludy i jednostki d??? do w?asnego wyzwolenia. Poszukiwanie pe?nego rozwoju jest dowodem tego, ?e pragn? przezwyci??enia wielorakich przeszkód, utrudniaj?cych dost?p do ??ycia bardziej ludzkiego?.
Ostatnio, w okresie po og?oszeniu Encykliki Populorum progressio, w pewnych cz??ciach Ko?cio?a katolickiego, zw?aszcza w Ameryce ?aci?skiej, rozpowszechni? si? nowy sposób podejmowania problemów n?dzy i niedorozwoju, który z wyzwolenia czyni podstawow? kategori? i pierwsz? zasad? dzia?ania. Pozytywne warto?ci, ale tak?e odchylenia i niebezpiecze?stwo odchyle? zwi?zanych z t? form? refleksji i opracowa? teologicznych, zosta?y w sposób w?a?ciwy zasygnalizowane przez Magisterium Ko?cio?a.
Wypada doda?, ?e pragnienie wyzwolenia z wszelkiej formy zniewolenia, w odniesieniu do cz?owieka i spo?ecze?stwa, jest czym? szlachetnym i warto?ciowym. Do tego w?a?nie zmierza rozwój, a raczej wyzwolenie i rozwój, zwa?ywszy wewn?trzne powi?zanie istniej?ce pomi?dzy tymi dwiema rzeczywisto?ciami.
Rozwój tylko ekonomiczny nie mo?e wyzwoli? cz?owieka, wprost przeciwnie, prowadzi do wi?kszego jeszcze zniewolenia. Rozwój, który nie obejmuje wymiarów kulturowych, transcendentnych i religijnych cz?owieka i spo?ecze?stwa, im bardziej nie uznaje istnienia takich wymiarów i nie dostrzega w nich w?asnych celów i priorytetów, tym mniejszy ma wk?ad w prawdziwe wyzwolenie. Istota ludzka jest ca?kowicie wolna tylko wówczas, gdy jest sob? w pe?ni swoich praw i obowi?zków; to samo trzeba powiedzie? o ca?ym spo?ecze?stwie.
G?ówn? przeszkod?, któr? nale?y przezwyci??y?, aby osi?gn?? prawdziwe wyzwolenie, jest grzech i wywodz?ce si? ze? struktury, w miar? jak si? on mno?y i szerzy.
Wolno??, ku której wyswobodzi? nas Chrystus (por. Ga 5,1), pobudza do stania si? s?ugami wszystkich. W ten sposób proces rozwoju i wyzwolenia konkretyzuje si? w praktyce solidarno?ci, czyli mi?o?ci i s?u?by bli?niemu, zw?aszcza najubo?szym: ?Tam bowiem, gdzie brak prawdy i mi?o?ci, proces wyzwolenia prowadzi do u?miercenia wolno?ci, która utraci wszelkie wsparcie?.
 
47. Wobec smutnych do?wiadcze? ostatnich lat i obrazu w przewa?nej mierze negatywnego chwili obecnej, Ko?ció? musi z moc? potwierdzi?, ?e mo?liwe jest przezwyci??enie przeszkód, które przez nadmiar lub brak przeciwdzia?aj? rozwojowi, a tak?e g?osi? ufno?? w prawdziwe wyzwolenie. Ufno?? i mo?liwo?? s? oparte w ostatecznym odniesieniu na ?wiadomo?ci posiadanej przez Ko?ció? Bo?ej obietnicy, która gwarantuje, ?e obecna historia nie pozostaje sama w sobie zamkni?ta, ale jest otwarta na królestwo Bo?e.
Ko?ció? pok?ada ufno?? równie? w cz?owieku, mimo ?e zna niegodziwo??, do jakiej on jest zdolny, albowiem wie dobrze, ?e - pomimo grzechu odziedziczonego i tego, który mo?e by? pope?niony przez ka?dego - istniej? w osobie ludzkiej wystarczaj?ce przymioty i energie, istnieje podstawowa ?dobro?? (por. Rdz 1, 31), gdy? jest ona obrazem Stwórcy, jest poddana zbawczemu wp?ywowi Chrystusa, który ?zjednoczy? si? jako? z ka?dym cz?owiekiem?, i poniewa? skuteczne dzia?anie Ducha ?wi?tego ?wype?nia ziemi?? (Mdr 1, 7).
Nie ma zatem podstaw do rozpaczy, do pesymizmu ani do bierno?ci. Nawet je?li trzeba z gorycz? powiedzie?, ?e tak jak mo?na grzeszy? egoizmem, ??dz? nadmiernego zysku i w?adzy, tak wobec pilnych potrzeb rzesz ludzkich pogr??onych w niedorozwoju mo?na równie? uchybi? przez l?k, niezdecydowanie, a w gruncie rzeczy przez tchórzostwo. Wszyscy jeste?my wezwani, a nawet zobowi?zani do stawienia czo?a straszliwemu wyzwaniu ostatniej dekady drugiego tysi?clecia. Równie? i dlatego, ?e powa?ne niebezpiecze?stwa zagra?aj? wszystkim: ?wiatowy kryzys ekonomiczny, powszechna wojna bez zwyci?zców i bez zwyci??onych. Wobec takich zagro?e? rozró?nienie pomi?dzy lud?mi i krajami bogatymi a lud?mi i krajami ubogimi ma niewielkie znaczenie, prócz tego, ?e wi?ksza odpowiedzialno?? ci??y na tym, kto wi?cej ma i wi?cej mo?e.
Jednak?e ta motywacja nie jest ani jedyna, ani zasadnicza. W gr? wchodzi godno?? osoby ludzkiej, której obrona i rozwój zosta?y nam powierzone przez Stwórc? i której d?u?nikami w sposób ?cis?y i odpowiedzialny s? m??czy?ni i kobiety w ka?dym uk?adzie dziejowym. Obraz dzisiejszego ?wiata, z czego wielu ludzi mniej lub bardziej jasno zdaje sobie spraw?, nie wydaje si? odpowiada? tej godno?ci. Ka?dy jest wezwany do zaj?cia w?asnego miejsca w tej pokojowej kampanii, do rozegrania jej ?rodkami pokojowymi, aby osi?gn?? rozwój w pokoju, aby ocali? przyrod? i ?wiat nas otaczaj?cy. Równie? Ko?ció? czuje si? g??boko w??czony w owo d??enie, ufaj?c w jego pomy?lny wynik.
Dlatego, za przyk?adem Papie?a Paw?a VI i Encykliki Populorum progressio, pragn? z prostot? i pokor? zwróci? si? do wszystkich, m??czyzn i kobiet bez wyj?tku, by w przekonaniu o powadze obecnej chwili i o osobistej odpowiedzialno?ci ka?dego - poprzez osobisty i rodzinny styl ?ycia poprzez sposób korzystania z dóbr, poprzez obywatelskie uczestnictwo, poprzez swój wk?ad w decyzje ekonomiczne i polityczne i w?asne zaanga?owanie w programy narodowe i mi?dzynarodowe - zastosowali ?rodki, do jakich pobudza solidarno?? i mi?o?? preferencyjna ubogich. Wymaga tego obecna chwila i wymaga tego przede wszystkim godno?? osoby ludzkiej, która jest niezniszczalnym obrazem Boga Stwórcy, identycznym w ka?dym z nas.
W tym zaanga?owaniu przyk?adem i przewodnikiem winni by? synowie Ko?cio?a, wezwani, wed?ug s?ów samego Chrystusa wypowiedzianych w synagodze nazareta?skiej, aby ?ubogim nie?? dobr? nowin?, wi??niom g?osi? wolno??, a niewidomym przejrzenie, aby uci?nionych odsy?a? wolnymi, i obwo?ywa? rok ?aski od Pana? (por. ?k 4,18-19). Nale?y podkre?li? przewa?aj?c? rol?, jak? maj? w tej dziedzinie ?wieccy, m??czy?ni i kobiety, jak to zosta?o przypomniane na ostatnim Zgromadzeniu Synodalnym. Do nich nale?y o?ywianie wspó?czesnej rzeczywisto?ci poprzez chrze?cija?skie zaanga?owanie: oni winni okaza? si? tu ?wiadkami i tymi, którzy wprowadzaj? pokój i sprawiedliwo??.
W szczególny sposób pragn? zwróci? si? do osób, które przez Sakrament Chrztu i wyznawanie tego samego credo wspó?uczestnicz? z nami w prawdziwej, cho? jeszcze niedoskona?ej, komunii. Jestem pewien, ?e zarówno troska, jak? ta Encyklika wyra?a, jak i racje, które j? o?ywiaj?, b?d? im bliskie, poniewa? czerpi? natchnienie z Ewangelii Jezusa Chrystusa. Mo?emy tu znale?? nowe wezwanie do z?o?enia jednomy?lnego ?wiadectwa naszych wspólnych przekona? o godno?ci cz?owieka stworzonego przez Boga, odkupionego przez Chrystusa, u?wi?conego przez Ducha ?wi?tego i powo?anego na tym ?wiecie do ?ycia odpowiadaj?cego tej godno?ci.
Apel ten kieruj? tak samo do tych, którzy podzielaj? z nami dziedzictwo Abrahama, ?naszego ojca w wierze? (por. Rz 4, 11-12) i tradycj? Starego Testamentu, czyli do ?ydów; do tych, którzy jak my wierz? w Boga sprawiedliwego i mi?osiernego, czyli do Muzu?manów, a tak?e do wszystkich wyznawców wielkich religii ?wiata.
Spotkanie 27 pa?dziernika ubieg?ego roku w Asy?u, mie?cie ?wi?tego Franciszka, które mia?o na celu modlitw? i zaanga?owanie si? w spraw? pokoju - ka?dy w wierno?ci w?asnemu wyznaniu religijnemu - ukaza?o wszystkim, do jakiego stopnia pokój i jego konieczny warunek, rozwój ?ca?ego cz?owieka i wszystkich ludzi?, jest równie? spraw? religijn? i jak bardzo pe?na realizacja jednego i drugiego zale?y od wierno?ci naszemu powo?aniu ludzi wierz?cych. Poniewa? zale?y przede wszystkim od Boga.
 
48. Ko?ció? dobrze wie, ?e ?adne doczesne dokonania nie uto?samiaj? si? z królestwem Bo?ym, i ?e wszystkie dokonania nie s? niczym innym, ani?eli odblaskiem i poniek?d antycypacj? chwa?y królestwa, którego oczekujemy na ko?cu dziejów, ?gdy Pan wróci?. Oczekiwanie jednak nigdy nie mo?e by? dla cz?owieka usprawiedliwieniem postawy oboj?tno?ci wobec konkretnych sytuacji osobistych, ?ycia spo?ecznego, narodowego i mi?dzynarodowego, które - zw?aszcza dzisiaj - wzajemnie si? warunkuj?.
To wszystko, co w danym momencie historycznym mo?e i powinno by? urzeczywistniane poprzez solidarny wysi?ek wszystkich i dzi?ki ?asce Bo?ej, aby ?ycie ludzkie uczyni? ?bardziej ludzkim?, nawet je?li niedoskona?e i tymczasowe, nie przepadnie ani nie b?dzie daremne. Tego naucza Sobór Watyka?ski II w s?ynnym tek?cie Konstytucji Gaudium et spes: ?Je?li krzewi? b?dziemy na ziemi w duchu Pana i wedle Jego zlecenia godno?? ludzk?, wspólnot? bratersk? i wolno??, to znaczy wszystkie dobra natury oraz owoce naszej zapobiegliwo?ci, to odnajdziemy je potem na nowo, ale oczyszczone ze wszystkiego brudu, roz?wietlone i przemienione, gdy Chrystus odda Ojcu ?wieczne i powszechne królestwo?, (...); (które) na tej ziemi obecne ju? jest w tajemnicy?.
Teraz królestwo Bo?e uobecnia si? nade wszystko w sprawowaniu Sakramentu Eucharystii, która jest ofiar? Chrystusa Pana. W tym sprawowaniu owoce ziemi i pracy ludzkiej - chleb i wino - zostaj? w sposób tajemniczy, ale rzeczywisty i substancjalny przemienione za spraw? Ducha ?wi?tego i przez s?owa szafarza w Cia?o i Krew Jezusa Chrystusa, Syna Bo?ego i Syna Maryi, przez którego królestwo Ojca sta?o si? w?ród nas obecne.
Dobra tego ?wiata i praca naszych r?k - chleb i wino - s?u?? nadej?ciu ostatecznego królestwa, skoro Pan, przez swego Ducha, przyjmuje je do siebie, a?eby ofiarowa? Ojcu siebie i wraz z sob? ofiarowa? nas w ponawianiu swej jedynej ofiary, która antycypuje królestwo Bo?e i g?osi jego ostateczne przyj?cie.
W ten sposób Chrystus Pan, poprzez Eucharysti?, sakrament i ofiar?, jednoczy nas z sob? i jednoczy wzajemnie nas, ludzi, wi?zi? doskonalsz? od jakiegokolwiek zjednoczenia w porz?dku natury; a zjednoczonych rozsy?a na ca?y ?wiat, aby?my poprzez wiar? i czyny dawali ?wiadectwo Bo?ej mi?o?ci, przygotowuj?c przyj?cie Jego królestwa i antycypuj?c je, cho? jeszcze w cieniu obecnego czasu.
Uczestnicz?c w Eucharystii, wszyscy jeste?my wezwani do odkrywania, poprzez ten Sakrament, g??bokiego sensu naszego dzia?ania w ?wiecie na rzecz rozwoju i pokoju; do czerpania ze? energii, a?eby wielkodusznie, coraz pe?niej oddawa? si? sprawie na wzór Chrystusa, który w tym Sakramencie ??ycie swoje oddaje za przyjació? swoich? (J 15,13). Nasze osobiste zaanga?owanie zjednoczone z ofiar? Chrystusa nie b?dzie daremne, lecz jak Jego ofiara - z pewno?ci? przyniesie owoce.
 
49. W obecnym Roku Maryjnym, który og?osi?em, aby katolicy coraz cz??ciej wznosili wzrok ku Maryi, która poprzedza nas w pielgrzymowaniu wiary, i z macierzy?sk? troskliwo?ci? wstawia si? za nami do swego Syna naszego Odkupiciela, pragn? zawierzy? Jej samej i Jej wstawiennictwu trudny moment wspó?czesnego ?wiata oraz wysi?ki, które s? i b?d? czynione, cz?sto kosztem wielkich cierpie?, na rzecz prawdziwego rozwoju ludów, ukazanego i g?oszonego przez mego Poprzednika Paw?a VI.
Tak jak to zawsze czyni?a pobo?no?? chrze?cija?ska, przedk?adamy Naj?wi?tszej Dziewicy trudne sytuacje indywidualne, aby ukazuj?c je Synowi, uzyska?a od Niego z?agodzenie ich i odmian?. Ale przedstawiamy Jej równie? sytuacj? spo?eczn? i kryzys mi?dzynarodowy z tym wszystkim, co budzi trosk?: n?dz?, bezrobocie, brak ?ywno?ci, wy?cig zbroje?, pogard? dla praw ludzkich, konflikty ju? istniej?ce czy zagra?aj?ce, cz??ciowe czy totalne. Wszystko to pragniemy z?o?y? po synowsku przed Jej ?mi?osierne oczy?, powtarzaj?c raz jeszcze z wiar? i ufno?ci? staro?ytn? antyfon?: ??wi?ta Bo?a Rodzicielko, racz nie gardzi? naszymi pro?bami w potrzebach naszych, ale od wszelakich z?ych przygód racz nas zawsze wybawia?, Panno chwalebna i b?ogos?awiona?.
Naj?wi?tsza Maryja Panna, Matka i Królowa nasza, jest T?, która zwracaj?c si? do Syna, mówi: ?Nie maj? ju? wina? (J 2, 3), i tak?e T?, która wielbi Boga Ojca, poniewa? ?str?ca w?adców z tronu, a wywy?sza pokornych. G?odnych nasyca dobrami, a bogatych z niczym odprawia? (?k 1, 52-53). Jej macierzy?ska troska ogarnia osobiste i spo?eczne aspekty ?ycia ludzkiego91.
W obliczu Trójcy Przenaj?wi?tszej zawierzam Maryi to, co w niniejszej Encyklice przedstawi?em, zach?caj?c wszystkich do przemy?lenia tego i wprowadzenia w czyn na rzecz prawdziwego rozwoju ludów, co dobitnie wyra?a modlitwa Mszy ?wi?tej w tej intencji: ?Wszechmog?cy Bo?e, wszystkie narody maj? wspólne pochodzenie i tworz? jedn? rodzin?; przeniknij swoj? mi?o?ci? serca wszystkich ludzi i spraw, aby pragn?li post?pu swoich braci; niech dobra, których hojnie udzielasz ca?ej ludzko?ci, s?u?? post?powi ka?dego cz?owieka, niech w spo?eczno?ci ludzkiej znikn? wszelkie podzia?y, a zapanuje równo?? i sprawiedliwo???.
O to modl? si? w imieniu wszystkich braci i sióstr. Wszystkim te?, jako znak pozdrowienia i ?ycze?, z serca udzielam Apostolskiego B?ogos?awie?stwa.
 
 
W Rzymie, u ?wi?tego Piotra, dnia 30 grudnia 1987, w dziesi?tym roku mego Pontyfikatu.
 
                          Jan Pawe? II, papie?

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież


Sonda

Czy przedsoborowa Msza Trydencka? (po ?acinie)
 

Polecany link, kliknij

Reklama

Kto jest teraz on-line

NaszÄ… witrynÄ™ przeglÄ…da teraz 138 goĹ›ci