Dzienniczek Siostry Faustyny - zeszyt pierwszy (101-200)
Boże Miłosierdzie - Dzienniczek Siostry Faustyny

 Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia

101-103.

ŚW. FAUSTYNA OPISUJE STAN SWOICH PRZEŻYĆ W ETAPIE AGONII JEJ

DUSZY

Jezu, Ty jeden wiesz, jak dusza jęczy w tych mękach, spowita ciemnością, a jednak

pragnie i łaknie Boga, jak spalone usta wody. Umiera i usycha, umiera śmiercią bez śmierci,

to jest, że umrzeć nie może. Wysiłki jej są niczym, ona jest pod ręka mocarną. Teraz jej dusza

wchodzi w moc Sprawiedliwego. Ustają wszelkie pokusy zewnętrzne, milknie wszystko, co ja

otacza, tak jak konający traci wszystko, co jest zewnętrzne – cała jej dusza jest skupiona pod

mocą Sprawiedliwego i Trzykroć Świętego Boga. – Na wieki odrzucona. – To największy

moment i tylko Bóg może duszę w ten sposób doświadczyć, bo On jeden wie, że dusza może

to wytrzymać. Kiedy dusza została jakoby przesiąknięta na wskroś tym ogniem piekielnym,

wpada jakby w rozpacz. Dusza moja doświadczyła tego momentu kiedy byłam w celi sama

jedna. Kiedy dusz zaczęła się pogrążać w rozpaczy, czułam, że zaczynam konać, jednak

chwyciłam krzyżyk i zacisnęłam kurczowo w ręku, teraz czuję, ze się odłączy ciało od duszy i

chociaż pragnęłam pójść do Przełożonych już sił fizycznych nie było, wyrzekłam ostatnie

słowa – ufam miłosierdziu Twemu, i zdawało mi się jakobym pobudziła Boga do większego

gniewu i zapadłam sama w rozpacz i już tylko od czasu do czasu wyrywa się z duszy jęk

bolesny, jęk nieutulony. Dusza w agonii – i zdawało mi się, że już pozostanę w tym stanie, bo

o własnej mocy nie wyszłabym z niego. Każde wspomnienie Boga jest morzem nieopisanym

cierpień, a jednak jest cos w duszy, co się rwie do Boga, lecz jej się zdaje, ze na to tylko, aby

więcej cierpiała. Wspomnienie dawnej miłości, jaką Bóg otaczał jest dla niej nowym

rodzajem męki. Jego wzrok przenika ja na wskroś i wszystko zostało spalone w duszy od

spojrzenia Jego. (Dz 101). Była to dłuższa chwila, kiedy weszła jedna z Sióstr do celi i zastała

mnie prawie umarłą. Zlękłam się i poszła do Mistrzyni, która mocą świętego Posłuszeństwa

rozkazała mi podnieść się z ziemi i natychmiast odczułam siły fizyczne i podniosłam się

ziemi, drżąca cala. Mistrzyni poznała zaraz mój cały stan duszy, mówiła mi o niepojętym

miłosierdziu Bożym i powiedziała, niech się Siostra nie martwi niczym, nakazuje Siostrze

mocą posłuszeństwa – i mówiła mi: teraz widzę, że Bóg powołuje Siostrę do wysokiej

świętości, blisko chce Pan mieć Siostrę przy Sobie, kiedy takie rzeczy dopuszcza i to tak

wcześnie. Niech Siostra będzie wierna Bogu, bo to jest znak, że wysoko chce mieć Siostrę w

niebie. Jednak nie rozumiałam nic ze słów tych. Kiedy weszłam do kaplicy, czuję, jakoby

wszystko odpadło od duszy mojej, jakobym dopiero wyszła z ręki Bożej, czuję nietykalność

swoje duszy, czuję, że jestem dziecię maleńkie. (Dz 102) Wtem ujrzałam wewnętrznie Pana,

Który mi rzekł: nie lękaj się, córko Moja, Ja jestem z tobą. – W tym jednym momencie

pierzchły wszystkie ciemności i udręczenia, zmysły zalane radością niepojętą, władze duszy

napełnione światłem. (Dz 101-103)

104.

ŚW. FAUSTYNA OPISUJE STAN SWEGO CIAŁA PO PRZEŻYCIU NOCY

CIEMNEJ

Jeszcze chcę wspomnieć, że choć dusza moja już była pod promieniami Jego miłości,

to jednak na ciele moim jeszcze przez dwa dni pozostały ślady przeszłej męki. Twarz

śmiertelnie blada i oczy zaszłe krwią. Jezus tylko wie com cierpiała. Wobec rzeczywistości

bladym to jest, com napisała. Nie umiem tego wypowiedzieć, zdaje mi się, ze wróciłam z

zaświatów. Czuję niechęć do wszystkiego, co jest stworzone. Tulę się do Serca Boga, jak

niemowlę do piersi matki. Patrzę na wszystko innym wzrokiem. Świadoma jestem tego, co

Pan dokonał jednym słowem w mej duszy, tym żyję. Na wspomnienie przeszłej męki dreszcz

mnie przenika. Nie wierzyłam, że można tak cierpieć, gdybym sama nie przeszła tego. – Jest

cierpienie na wskroś duchowe. (Dz 104)

105-107.

ŚW. FAUSTYNA W CZASIE TYCH DOŚWIADCZEŃ NIE OPUSZCZAŁA

KOMUNII ŚW.

Jednak w tych wszystkich cierpieniach i walkach nie opuszczam Komunii św. Kiedy

zdawało mi się, że nie powinnam komunikować, wtedy szlam przed Komunia św. do

Mistrzyni i powiedziałam jej, że nie mogę iść do Komunii św., zdaje mi się, że nie powinnam

przystępować. Ona mi jednak nie pozwalała opuszczać Komunii św. i poszłam i poznałam, że

uratowało mnie tylko posłuszeństwo.

Sama Mistrzyni później powiedziała mi, że te doświadczenia przeszły u mnie prędko,

tylko dlatego, że Siostra była posłuszna. Moc posłuszeństwa tylko, że Siostra tak mężnie

przebrnęła. Prawda, że Pan sam mnie wyprowadził z tej męki, ale wierność posłuszeństwu

podobała Mu się. Chociaż są to rzeczy przerażające, jednak nie powinna się nimi żadna dusza

przerażać zbytecznie, bo nie da Bóg ponad to, co możemy. (Dz 106)A z drugiej strony, może

nigdy nie dopuści na nas podobnych mąk, a piszę dlatego, że jeżeli się Panu podoba jakąś

duszę prowadzić przez podobne męki, niech się nie lęka, ale będzie we wszystkim, o ile od

niej zależy, wierna Bogu. Bóg duszy krzywdy nie zrobi, gdyż jest sama miłością i w tej

niepojętej miłości powołał ja do bytu. Chociaż kiedy byłam w tych utrapieniach nie

rozumiałam tego. (Dz 106) O Boże mój, poznałam, że nie jestem z tej ziemi, wlał to Pan w

moją duszę w wysokim stopniu. Obcowanie moje jest więcej w niebie, aniżeli na ziemi,

chociaż w niczym nie zaniedbuję obowiązków swoich. (Dz 105-7)

108.

ŚW. FAUSTYNA POTWIERDZA, ŻE PRZEZ TE DOŚWIADCZENIA PAN JEZUS

SAM JĄ PRZEPROWADZIŁ

W tych chwilach nie miałam kierownika duszy i nie znałam żadnego kierownictwa.

Prosiłam Pana i nie dawał mi kierownika. Sam Jezus jest Mistrzem moim od dzieciństwa, aż

dotąd. Przeprowadził mnie przez wszystkie puszcze i niebezpieczeństwa, widzę jasno, że

tylko Bóg mógł mnie przeprowadzić przez tak wielkie niebezpieczeństwa bez żadnej szkody i

bez szwanku, gdzie dusza moja została nietknięta i zawsze zwyciężałam wszelki trudności,

które były do nie pojęcia. Wychodziła [...]. jednak dał mi Pan kierownika, ale później. (Dz

108)

109.

ŚW. FAUSTYNA OPISUJE STAN DUSZY, KTÓRA PRZEŻYŁA NOC CIEMNĄ

Po tych cierpieniach dusza jest wielkiej czystości ducha i wielkiej bliskości Boga,

chociaż musze jeszcze wspomnieć, ze w tych udręczeniach duchowych ona jest blisko Boga,

ale jest ślepa. Jej wzrok duszy spowity w ciemności, a Bóg jest bliżej takiej duszy cierpiącej,

tylko cały sekret właśnie w tym, że ona o tym nie wie. Ona twierdzi, że nie tylko ja Bóg

opuścił, ale jest przedmiotem Jego nienawiści. Co za ciężka choroba wzroku duszy, która

rażona światłem Bożym, twierdzi, ze Go nie ma, a tymczasem jest tak silne, że ją oślepią.

Jednak poznałam później, ze Bóg jest bliżej niej w tych chwilach niż kiedy indziej, bo

zwykłej pomocy łaski nie przetrwałaby prób. Wszechmoc Boga tu działa i łaska

nadzwyczajna, bo inaczej załamałaby się pod pierwszym uderzeniem. (Dz 109)

110.

ŚW. FAUSTYNA WYZNAJE, ŻE TO CO ZASZŁO W JEJ DUSZY JEST DZIEŁEM

ŁASKI BOŻEJ

O Boski Mistrzu, to tylko dzieło Twoje w duszy mojej. Ty, o Panie, nie boisz się

duszy postawić nad brzegiem strasznej przepaści, gdzie ona się trwoży i lęka i znowu

przywołuje ją do siebie. Oto są Twoje niepojęte tajemnice. (Dz 110)

111.

ŚW. FAUSTYNA WYZNAJE, ŻE W CZASIE TYCH DOŚWIADCZEŃ NIE

NATRAFIŁA W SPOWIEDZI NA KAPŁANA, KTÓRY BY TE SPRAWY

ROZUMIAŁ

Kiedy w tych udręczeniach duszy starałam się oskarżać w spowiedzi św. z jak

najdrobniejszych drobiazgów, kapłan ten dziwił się, że nie popełniam większych uchybień i

powiedział mi te słowa: jeżeli w tych udrękach Siostra jest tak wierna Bogu, to już to samo

daje świadectwo, że Bóg Siostrę wspiera szczególną łaską Swoją, a że Siostra tego nie

rozumie, to i dobrze. Jednak dziwna rzecz, że mnie w tych rzeczach spowiednicy nie mogli

ani zrozumieć, ani uspokoić, aż do spotkania z O. Andraszem a później z ks. Sopoćko. (Dz

111)

112.

ŚW. FAUSTYNA ZWRACA UWAGĘ NA PRZYMIOTY, KTÓRYMI ODZNACZAĆ

SIĘ POWINIEN SPOWIEDNIK SŁUCHAJĄCY DUSZ DOŚWIADCZANYCH NOCĄ

CIEMNĄ

Parę słów o spowiedzi i spowiednikach. Tylko to wspomnę, com doświadczyła i

przeżyła w własnej duszy. Trzy rzeczy są gdzie dusza nie odnosi pożytku w spowiedzi w tych

wyjątkowych chwilach.

Pierwsze. – Że spowiednik mało zna drogi nadzwyczajne i okazuje zdziwienie, jeżeli

dusza odsłoni mu te wielkie tajemnice, jakich Bóg dokonywał w duszy. To zdziwienie jego

już duszę subtelna zatrważa i ona spostrzega, ze spowiednik się waha wypowiedzieć swego

zdania, a dusza jeżeli to spostrzeże, nie uspokoi jej, ale jeszcze więcej ma wątpliwości po

spowiedzi, aniżeli przed spowiedzią, bo ona wyczuje, że spowiednik uspakaja ją, a sam nie

ma pewności. Albo – co mi się zdarzyło, ze spowiednik nie mogąc przeniknąć niektórych

tajemnic duszy – odmawia jej spowiedzi, okazuje jakąś bojaźń przed zbliżeniem się takiej

duszy do kratki. Jakże może dusza w takim stanie czerpać uspokojenie w konfesjonale, gdyż

ona jest subtelniejsza na każde słowo kapłana. Moim zdaniem w takich chwilach

szczególnych nawiedzin Bożych w duszy, jeżeli jej nie rozumie, powinien duszy wskazać

jakiegoś doświadczonego i światłego spowiednika, albo samemu zaczerpnąć światła, aby

duszy dąć to, co ona potrzebuje, a nie wprost odmówić jej spowiedzi, o w ten sposób naraża

ją na wielkie niebezpieczeństwa i może niejedna dusza opuścić drogę, na której ja Bóg

szczególniej chciał mieć. Jest to rzecz wielkiej wagi, bo sama tego doświadczyłam, ze już

zaczęłam się chwiać, pomimo tych szczególnych darów Bożych, chociaż mnie Bóg Sam

uspokajał, jednak zawsze pragnęłam mieć pieczęć Kościoła.

Druga rzecz. To, że spowiednik nie pozwoli się szczerze wypowiedzieć, okazuje

zniecierpliwienie. Dusza wtenczas milknie i nie mówi wszystkiego, a tym samym nie odnosi

pożytku, a tym mniej odnosi pożytku, a nie znając jej, dlatego zamiast pomóc duszy, to

szkodzi jej. A to dlatego, ze ona wie, że spowiednik nie zna jej, bo nie pozwoli całkowicie

odsłonić się jej, jak co do łask, tak i co do nędzy. A wiec próba nie jest stosowna. Miałam

niektóre próby, z których się śmiałam. Lepiej te rzecz wyrażę tymi słowami, że spowiednik to

lekarz duszy, wiec, jak lekarz nie znając choroby może dać stosowne lekarstwo? – Nigdy. –

Bo albo nie będzie wywierać żadnego skutku pożądanego, albo da za silne, gdzie powiększy

chorobę, a czasami – co nie daj boże – może nastąpić śmierć, ponieważ za silne. Mówię to z

doświadczenia, że w pewnych wypadkach wprost Sam Pan mnie powstrzymywał.

Trzecia rzecz. To, że się zdarza, że spowiednik nieraz lekceważy drobne rzeczy. Nic

nie ma w życiu duchowym drobnego. Czasami rzecz drobna na pozór odkryje rzecz wielkiej

wagi, a dla spowiednika jest snopem światła w poznaniu duszy. Wiele odcieni duchownych

kryje się w rzeczach drobnych.

Nigdy nie stanie gmach wspaniały, jeśli odrzucimy drobne cegiełki. Bóg od niektórej

duszy żąda wielkiej czystości, wiec zsyła jej głębsze poznanie nędzy. Oświecona światłem z

wysoka, lepiej poznaje, co się Bogu podoba, a co – nie. Grzech jest według poznania i światła

duszy, to samo i niedoskonałości, chociaż ona wie, że co do sakramentu ściśle należy, to jest

dążeniu do świętości i nie może spowiednik tego lekceważyć. Cierpliwość i łagodność

spowiednika otwiera dusze do najgłębszych tajni duszy. Dusza niejako bezwiednie odlania

swą przepastną głębię i czuje się silniejsza i odporniejsza, tutaj mężnie walczy, więcej się

stara, ponieważ wie, że musi z tego zdać sprawę.

Jeszcze jedno wspomnę co do spowiedników. On musi nieraz doświadczyć, musi

próbować, musi ćwiczyć, musi poznać, czy ma do czynienia ze słomą, czy z żelazem, czy z

czystym zlotem. Każda z tych trzech dusz potrzebuje odrębnego ćwiczenia. Musi – i to

koniecznie spowiednik wyrobić sobie o każdej sąd jasny, aby wiedział, co ona może

udźwignąć w pewnych chwilach, okolicznościach i wypadkach. Co do mnie, to później, po

wielu doświadczeniach, kiedy poznałem, że nie jestem zrozumiana, to nie odsłaniałam swej

duszy i nie mąciłam sobie spokoju. Ale to miało miejsce dopiero wtenczas – kiedy – czyli od

czasu, kiedy już te wszystkie laski były ponad sądem mądrego i wykształconego i

doświadczonego spowiednika. Teraz wiem, jak w niektórych wypadkach się kierować. (Dz

112)

113.

ŚW. FAUSTYNA PRZEDSTAWIA RADY DUSZOM WYBRANYM DO PRZEŻYCIA

NOCY CIEMNEJ

I znowuż pragnę powiedzieć trzy słowa o duszy, która pragnie stanowczo dążyć do

świętości i odnosić owoc, czyli pożytek ze spowiedzi.

Pierwsze, całkowita szczerość i otwartość. Najświętszy i najmądrzejszy spowiednik,

nie może gwałtem wlać w duszę tego, co pragnie, jeżeli dusza nie będzie szczera i otwarta.

Dusza nieszczera, skryta, naraża się na wielkie niebezpieczeństwa w życiu duchowym i sam

Pan Jezus nie udziela się takiej duszy w sposób wyższy, bo wie, że ona nie odniosłaby

korzyści z tych łask szczególnych.

Drugie słowo – Pokora. Dusza nie korzysta należycie z sakramentu spowiedzi, jeżeli

nie jest pokorna. Pycha duszę utrzymuje w ciemności. Ona nie wie i nie chce dokładnie

wniknąć w głąb swej nędzy, maskuje się i unika wszystkiego, co by ja uleczyć miało.

Trzecie słowo – to posłuszeństwo. Dusza nieposłuszna, nie odniesie żadnego

zwycięstwa, chociaż by ja Sam Pan Jezus bezpośrednio spowiadał. Spowiednik

niedoświadczony nic takiej duszy nie pomoże. Na wielkie nieszczęście naraża się dusza

nieposłuszna i nic nie postąpi w doskonałości i nie da rady w życiu duchowym. Bóg

najhojniej obsypuje duszę łaskami, ale duszę posłuszną. (Dz 113)

114.

ŚW. FAUSTYNA OPISUJE STAN DUSZY CIERPIĄCEJ

O, jak miłe są hymny, płynące z duszy cierpiącej. Całe niebo zachwyca się taką duszą

– szczególnie, kiedy jest dotknięta przez Boga. Wywodzi za nim swe tęskne treny. Jej

piękność jest wielka, bo płynie z Boga. Idzie przez puszczę życia zraniona miłością Bożą.

Ona jedną stopą dotyka ziemi. (Dz 114)

115.

ŚW. FAUSTYNA OPISUJE STAN DUSZY, KTÓRĄ ŁASKA BOŻA

PRZEPROWADZIŁA PRZEZ NOC CIEMNĄ

+ Dusza, która wyszła z tych cierpień jest głęboko pokorna. Jej czystość duszy jest

wielka. Ona bez namysłu niejako lepiej wie, co w danej chwili należy czynić, a co zaniechać.

Wyczuwa najlżejsze dotknięcie łaski i jest bardzo wierna Bogu. Ona z daleka poznaje Boga i

cieszy się nieustannie Bogiem. Ona Boga nader szybko odkrywa w duszach innych, w ogóle

w otoczeniu. Dusza jest oczyszczona przez Samego Boga. Bóg, jako czysty Duch wprowadza

dusze w życie czysto duchowe. Sam Bóg wpierw tę dusze przygotował i oczyścił, czyli

uczynił ją zdolną do ścisłego obcowania z Sobą. W sposób duchowy obcuje ona z Panem w

miłosnym odpocznieniu. Mówi do Pana bez wyrażenia zmysłów. Bóg napełnia dusze swym

światłem. Jej rozum oświecony, widzi jasno i rozróżnia stopnie w życiu duchowym. Widzi,

kiedy się łączyła w sposób niedoskonały z Bogiem, gdzie zmysły brały udział i duchowość

była złączona ze zmysłami, choć już w sposób wyższy i szczególny – jednak niedoskonały.

Jest łączenie się z Panem wyższe i doskonalsze – to jest umysłowe. Dusza tu jest

bezpieczniejsza od złudzeń, duchowość jej jest głębsza i czystsza. W życiu, gdzie są zmysły,

tam więcej jest narażenia na złudzenia. Jak jej samej, tak i spowiedników ostrożność powinna

być większa. Są chwile, w których i Bóg wprowadza duszę w stan czysto duchowy. Zmysły

gasną i są jakoby umarłe, dusza jest jak najściślej zjednoczona z Bogiem, jest zanurzona w

Bóstwie, poznanie jej jest całkowite i doskonale, nie poszczególne – jak dawniej, ale ogólne i

całkowite. Cieszy się tym, ale jeszcze chcę mówić o tych chwilach próby. W tych chwilach

trzeba, aby spowiednicy mieli cierpliwość z taka duszą. Ale największą cierpliwość powinna

mieć dusza sama z sobą. (Dz 115)

116.

ŚW. FAUSTYNA DZIĘKUJE PANU JEZUSOWU ZA PRZEŻYCIE NOCY CIEMNEJ

Mój Jezu, Ty wiesz, co doznaje dusza moja na wspomnienie tych cierpień. Nieraz

dziwiłam się, że Aniołowie i Świeci siedzą cicho na takie cierpienia duszy. Jednak oni nas

szczególnie w tych chwilach kochają. Dusza moja nieraz krzyczała za Bogiem, jak małe

dziecię, kiedy matka zasłoni swoje oblicze, a ono jej poznać nie może, krzyczy, ile sił ma. O

Jezu mój, za te doświadczenia miłosne niech Ci będzie cześć i chwała. Wielkie i niepojęte jest

miłosierdzie Twoje. Wszystko o Panie, coś zamierzył względem mej duszy, jest przeniknięte

miłosierdziem Twoim. (Dz 116)

117.

ŚW. FAUSTYNA ZWRACA UWAGĘ NA TO, JAK WIELKĄ POMOCĄ W

PRZEŻYWANIU TYCH DOŚWIADCZEŃ JEST ŻYCZLIWOŚĆ OTOCZENIA

Wspomnę tu, że otoczenie nie powinno dodawać cierpień zewnętrznych, bo naprawdę,

dusza, kiedy ma kielich po brzegi, to czasami właśnie ta kropelka, którą my dorzucamy do jej

kielicha będzie akurat za wiele i przeleje się kielich goryczy. I kto za taką dusze odpowie?

Strzeżmy się dorzucać cierpień innym, bo to się nie podoba Panu. Gdyby Siostry czy

Przełożeniu wiedzieli, lub się domyślali, że dana dusza jest w takich doświadczeniach, a

mimo to, jaszcze ze swej strony dodawaliby jej cierpienia, grzeszyłyby śmiertelnie i sam Bóg

upomniałby się za taka duszą. Nie mowie tu o wypadkach, które z natury stanowią grzech, ale

mówię o rzeczy, która w innym razie nie byłaby grzechem. Strzeżmy się mieć takie dusze na

sumieniu. Jest to wielka wada w życiu zakonnym i powszechna, że jak się widzi dusze

cierpiącą, to zawsze chce jej się dodać jeszcze więcej. Nie mowie o wszystkich, ale są.

Pozwalamy sobie na wydawanie sądów rozmaitych i mówimy tam, gdzie nie powinniśmy

tego nieraz powtarzać. ( Dz 117)

118-119.

ŚW. FAUSTYNA ZACHĘCA DO ZACHOWAWYWANIA MILCZENIA

WEWNĘTRZNEGO I ZEWNĘTRZNEGO

Mały członek jest język, ale wielkie rzeczy czyni. Zakonnica niemilcząca, nie dojdzie

nigdy do świętości, czyli nie zostanie świętą. Niech się nie ludzi – chyba, że mówi przez nią

Duch Boży, wtenczas nie wolno milczeć. Ale na to, żeby słyszeć głos Boży, trzeba mieć ciszę

w duszy i być milczącą, nie milczeniem ponurym, ale ciszą w duszy, to jest skupieniem w

Bogu. Można wiele mówić, a nie przerwać milczenia, a zarazem można niewiele mówić, a

zawsze łamać milczenie. O, jak niepowetowana szkodę przynosi niezachowanie milczenia.

Wiele się krzywdy wyrządza bliźnim, ale najwięcej – to własnej duszy.

Według mojego pojęcia i doświadczenia, to reguła o milczeniu powinna być na

pierwszym miejscu. Bóg nie udziela się duszy gadatliwej, która jak truteń w ulu wiele

brzęczy, ale za to nie wyrabia miodu. Dusza gaduła, jest pusta we własnym wnętrzu. Nie ma

w niej ani cnót gruntownych, ani poufałości z Bogiem. Nie ma mowy o życiu głębszym, o

słodkim pokoju i ciszy, w której mieszka Bóg. Dusza nie zaznawszy słodyczy ciszy

wewnętrznej, jest duchem niespokojnym i mąci innym te ciszę. Widziałam wiele dusz w

przepaściach piekielnych, za niezachowanie milczenia. Same mi to powiedziały, kiedy ich

zapytałam, co było przyczyna ich zguby. Były to dusze zakonne. Mój Boże, co za ból, ze

przecież mogłyby być nie tylko w niebie, ale i nawet święte. O Jezu, ml osierdzia, drżę kiedy

pomyślę, że mam zdawać sprawę z języka, w języku jest życie, ale i śmierć, a nieraz językiem

zabijamy, popełniamy prawdziwe zabójstwo i to mamy jeszcze uważać za rzecz małą?

Naprawdę, nie rozumiem takich sumień. Poznałam pewna osobę, która dowiedziawszy się od

innej pewnej rzeczy, ktorą o niej mówiono... rozchorowała się ciężko, a więc ubyło tam wiele

krwi i wiele wylała łez i potem nastąpiło smutne następstwo, a więc nie miecz, ale język

dokonał tego. O mój Jezu milczący, miej miłosierdzie nad nami. (Dz 118-119)

120.

DUSZA OCZYSZCZONA W NOCY CIEMNEJ ZOSTAJE UMOCNIONA W WALCE

O ZACHOWANIE ŁASK BOŻYCH

Zeszłam na temat milczenia, przecież nie o tym chcę mówić, ale o życiu duszy z

Bogiem i o jej odpowiedzeniu łasce kiedy dusza została oczyszczona i Pan poufale z nią

przestaje, teraz zaczyna się cała siła duszy w dążeniu do Boga. Jednak ona z siebie nic nie

może. Tutaj tylko Bóg urządza wszystko, dusza o tym wie i jest świadoma tego. Ona jeszcze

żyje na wygnaniu i rozumie dobrze, ze jeszcze mogą być i chmurne dni i dżdżyste, ale ona ma

się już inaczej na to wszystko patrzeć niż dotychczas. Nie ubezpiecza się w fałszywym

spokoju, ale pręży się do walki. Ona wie, że jest z pokolenia rycerskiego. Teraz lepiej sobie

zdaje sprawę ze wszystkiego. Ona wie, że jest rodzajem królestwa, wszystko się je tyczy co

wielkie i święte. (Dz 120)

121.

ŚW. FAUSTYNA OPISUJE PRZEŻYCIA DUSZY OCZYSZCZONEJ W NOCY

CIEMNEJ

+ Szereg łask, które Bóg zlewa na dusze po tych ognistych próbach. Cieszy się

ścisłym jednoczeniem z Bogiem. Wiele ma widzeń zmysłowych i umysłowych, wiele słyszy

słów nadprzyrodzonych i nieraz wyraźnych rozkazów, jednak pomimo tych łask, nie

wystarcza sama sobie. Tym właśnie mniej, że ja Bóg nawiedza tymi łaskami, bo jest w okazji

różnych niebezpieczeństw i łatwo może popaść w złudzenie. – Powinna prosić Boga o

przewodnika duchowego, ale nie tylko się modlić o przewodnika, ale trzeba się starać i

szukać takiego wodza, który zna się na rzeczy, jak wódz, który musi znać drogi, którymi ma

prowadzić do walki. Duszę, która jest zjednoczona z Bogiem, trzeba ją przygotować do

wielkich i zaciętych walk.

+ Po tych oczyszczeniach i próbach, Bóg obcuje w duszy w sposób szczególny jednak

dusza nie zawsze współpracuje z tymi łaskami. Nie, żeby ona sama z siebie nie chciała

pracować, ale natrafiła na tak wielkie trudności zewnętrzne i wewnętrzne, że naprawdę trzeba

cudu , aby się taka dusza utrzymała na tych wyżynach. Tu potrzebuje koniecznie kierownika.

Duszę moją często napełniali wątpliwościami, a nieraz i sama się trwożyła, bo myślałam

sobie, że przecież jestem nieukiem, nie znam się na wielu rzeczach, a tym więcej na rzeczach

duchownych. Jednak, jeżeli wątpliwości się zwiększały, szukałam światła u spowiednika,

albo u Przełożonych. Jednak nie otrzymywałam tego, czego pragnęłam. (Dz 121)

122.

ANI PRZEŁOŻONA ANI SPOWIEDNIK NIE DALI WIARY WYZNANIOM ŚW.

FAUSTYNY

Kiedy odsłoniłam się Przełożonym, jedna z Przełożonych poznała moją duszę i drogę,

jaką Bóg mnie chce prowadzić. Kiedy się stosowałam do jej wskazówek, zaczęłam szybko

postępować na drodze doskonałości. Jednak nie trwało to długo. Kiedy odsłoniłam głębiej

swą duszę, nie otrzymałam tego, czego pragnęłam, a Przełożonej zdały się te łaski

niepodobne, więc już nic zaczerpnąć od niej nie mogłam. Mówiła mi, że nie podobna, aby

Bóg tak obcował ze stworzeniem. Ja się o Siostrę boję, czy to nie jest jakie złudzenie. Niech

Siostra się poradzi jakiego kapłana. Jednak spowiednik mnie nie rozumiał i powiedział: -

lepiej, żeby Siostra pomówiła o tych rzeczach z Przełożonymi. I tak chodziłam od

Przełożonych do spowiednika, od spowiednika do Przełożonych, a uspokojenia nie

znajdowałam. Te łaski Boże zaczęły się dla mnie wielkim cierpieniem. Mówiłam nieraz

wprost do Pana: Jezu, ja się Ciebie boję, czy Ty nie jesteś jaki widmem. Jezus mnie zawsze

uspokajał, ale ja zawsze nie dowierzałam. Dziwna rzecz, nim ja więcej nie dowierzałam, to

Jezus więcej dawał dowodów, iż On jest sprawcą tych rzeczy. (Dz 122)

123.

Z POWODU BRAKU ZROZUMIENIA U PRZEŁOŻONYCH, ŚW. FAUSTYNA

PRZESTAŁA MÓWIĆ O SWYCH WEWNĘTRZNYCH PRZEŻYCIACH

+ Kiedy poznałam, że nic nie otrzymuję uspokojenia od Przełożonych, postanowiłam

nic nie mówić o tych rzeczach czysto wewnętrznych. Na zewnątrz starałam się, tak, jako

dobra zakonnica, o wszystkim mówić z Przełożonymi, ale o potrzebie duszy, już będę mówić

w konfesjonale. Dla wielu i to bardzo słusznych przyczyn, poznałam, że niewiasta nie jest

powołana do rozróżniania takich tajemnic. Naraziłam się na wiele cierpień niepotrzebnych.

Przez dłuższy czas byłam uważana jakoby opętana przez złego ducha i patrzono na mnie z

politowaniem, a Przełożona poczyniła pewne ostrożności co do mnie. Dolatywało do uszu

moich, iż Siostry patrzą na mnie, jako na taką. I zaciemnił się horyzont wokoło. Zaczęłam

unikać łask tych Bożych, ale cóż, przecież to nie było w mej mocy. Nagle ogarniało mnie tak

wielkie skupienie, że w brew woli pogrążałam się w Bogu i Pan utrzymywał mnie przy Sobie.

(Dz 123)

124.

POCZĄTKOWY LĘK DUSZY ZAMIENIA SIĘ W SPOKÓJ

W pierwszych chwilach dusza moja zawsze jest strwożona, ale później, dziwny spokój

i moc napełnia duszę. (Dz 124)

125-126.

OSOBY TRZECIE NIE MOGŁY POJĄĆ ŻĄDANIA PANA JEZUSA ODNOSZĄCE

SIĘ DO NAMALOWANIA OBRAZU BOZEGO MIŁSIERDZIA

+ Wszystko było jeszcze do zniesienia. Ale kiedy Pan zażądał, abym malowała ten

obraz, już teraz naprawdę zaczynają mówić i patrzeć na mnie, jako na jakąś histeryczkę i

fantastyczkę i już to jest trochę głośniejsze. Jedna z Sióstr przyszła, aby ze mną pomówić w

poufałości. I zaczęła się nade mną litować. Mówi mi: słyszę, że mówią o Siostrze, że jest

fantastyczka, że ma jakieś widzenia. Biedna Siostra, niech się Siostra broni przed tym.

Szczera była ta dusza i co słyszała – powiedziała mi szczerze. Ale podobne rzeczy codziennie

wysłuchiwać musiałam. A jak to mnie męczyło, jeden Bóg tylko wie. Jednak postanowiłam

sobie wszystko znosić w cichości, ani się nie tłumaczyć na zadawane mi pytanie. Jednych

drażniło to moje milczenie, a zwłaszcza więcej ciekawych. Drugie – głębiej myślące – mówił,

że jednak Siostra Faustyna musi być bardzo blisko Boga, że ma siłę znieść tyle cierpień. I

widziałam przed sobą jakby dwie grupy sędziów. Starałam się o ciszę wewnętrzną i

zewnętrzną. Nie mówiłam nic, co się tyczyło mojej osoby, chociaż byłam przez niektóre

Siostry wprost pytana. Zamilkły usta moje. Cierpiałam, jak gołębica, nie skarżąc się. Jednak

niektóre Siostry miła jakoby przyjemność, aby mi w jakikolwiek sposób dokuczyć. Drażniła

je moja cierpliwość, jednak Bóg dawał mi wewnętrznie tyle siły, że znosiłam to ze spokojem.

(Dz 125-126)

127.

ŚW. FAUSTYNA ZACZYNA MODLITWĘ O STAŁEGO SPOWIEDNIKA

+ Poznałam, że od nikogo w tych chwilach pomocy mieć nie będę i zaczęłam się

modlić i prosić Pana o spowiednika. Pragnęłam, aby jakiś kapłan powiedział mi to jedno

słowo: bądź spokojna, na dobrej jesteś drodze, albo – odrzuć to wszystko, bo to nie od Boga

pochodzi. Jednak tak stanowczego kapłana nie znajdowałam, który by mi te jasne słowa

wypowiedział w imieniu Pana. A wiec w dalszym ciągu niepewność. O Jezu, jeżeli jest wola

Twoja, abym żyła w takiej niepewności, niech Imię Twoje będzie błogosławione. Proszę Cię,

Panie, kieruj Sam duszą moja i bądź ze mną, bo ja sama z siebie jestem niczym. (Dz 127)

128.

ŚW. FAUSTYNA ZNALAZŁA SIĘ POD USTAWICZNĄ KONTROLĄ SIÓSTR

Otóż już jestem osądzana na wszystkie strony, już nic nie ma, co by we mnie było, a

uszło sądów Sióstr, ale już się niejako wszystko wyczerpało i zaczęli mnie zostawiać w

spokoju. Umęczona dusza moja trochę odpoczęła, ale poznałam, że najbliżej był Pan ze mną

w tych prześladowaniach. Trwało to króciutko. Wybuchła znów silna burza. Teraz dawniejsze

podejrzenia stały się jakoby rzecz pewna i znowu te same pieśni trzeba słuchać. Tak się Panu

podoba to. Ale dziwna rzecz, że nawet na zewnątrz zaczęły mi się różne niepowodzenia. To

ściągało wiele różnych cierpień, Bogu tylko wiadomych. Jednak starałam się jak mogłam, -

aby wszystko czynić w jak najczystszej intencji. Widzę teraz, że jestem jak złodziej strzeżona

wszędzie: w kaplicy, przy obowiązku, w celi. Już teraz wiem, że oprócz obecności Bożej

mam zawsze obecność ludzką, napraw, nieraz bardzo ta obecność ludzka mnie męczyła. Były

chwile, że się zastanawiałam, czy się rozebrać do myci, czy nie. Naprawdę, biedne moje

łóżko, ono także było wiele razy kontrolowane. Śmiech mnie nieraz ogarnął, jak się

dowiedziałam, że nawet łóżka nie zostawia w spokoju. Sama mi jedna z Sióstr powiedziała,

że co dzień wieczorem patrzyła się do mnie do celi, jak się w niej zachowuję.

Jednak Przełożeni zawsze są przełożonymi. I chociaż mnie osobiście upokarzali i

nieraz napełniali różnymi wątpliwościami, to jednak zawsze pozwalali mi na to, co żądał Pan,

chociaż nie tak, jak prosiłam, ale w inny sposób czynili zadość żądaniom Pana i pozwalali mi

na te pokuty i ostrości. (Dz 128)

129.

ŚW. FAUSTYNA WSPOMINA UPOKORZENIE, KTÓRE ZNIOSŁA OD PEWNEJ

SIOSTRY

W pewnym dniu, jedna z Matek tak się na mnie nagniewała i tak mnie upokarzała, że

już myślałam, że nie zniosę tego. Mówi mi: dziwaczko, histeryczko, wizjonerko, wynoś mi

się z pokoju, niech nie znam Siostry. – Sypało się na głowę moją wszystko, co się dało. Kiedy

przyszłam do celi, padłam na twarz przed krzyżem i spojrzałam na Jezusa, a nie mogłam już

ani jednego słowa wymówić. A jednak taiłam się przed innymi i udawałam, jakoby nic nie

zaszło pomiędzy nami. Szatan zawsze korzysta z takich chwil, zaczęła mi przychodzić myśli

zniechęcenia – za wierność i szczerość – masz nagrodę. Jak można być szczerą, kiedy się jest

tak niezrozumianą. Jezu, Jezu, już nie mogę. Upadałam znowuż na ziemie pod tym ciężarem i

pot wystąpił na mnie i lęk jakiś zaczął mnie ogarniać. Nie mam się na kim wewnętrznie

oprzeć. W tym usłyszałam głos w duszy: Nie lękaj się, Ja jestem z tobą – i jakieś dziwne

światło oświeciło mój umysł i poznałam, że nie powinnam się poddawać takim smutkom, i

jakaś siła napełniła mnie i wyszłam z celi z nowa odwagą do cierpień. (Dz 128-129)

130-131.

ŚW. FAUSTYNA OPISUJE SWOJE DUCHOWE PRZEŻYCIA, KTÓRYCH

DOŚWIADCZYŁA PRZED PIERWSZĄ PROFESJĄ ZAKONNĄ

Jednak zaczęłam się trochę opuszczać. Nie zwracałam uwagi na te wewnętrzne

natchnienia. Starałam się być rozproszona. Jednak pomimo gwaru i rozproszenia, widziałam,

co się w duszy mojej działo. Mowa Boża wymowna jest i nic jej zagłuszyć nie może.

Zaczęłam unikać spotkania się z Panem we własnej duszy, bo nie chciałam być ofiarą

złudzenia. Jednak Pan mnie niejako ściga swymi darami i naprawdę, na przemian

doznawałam męki i radości. O różnych widzeniach i łaskach tutaj nie wspominam, które w

tym czasie Bóg mi udzielił, bo mam to na innym miejscu zanotowane, ale wspomnę to, że już

doszły te różne cierpienia do szczytu i postanowiłam sobie, przed ślubami wieczystymi już

skończyć z tymi wątpliwościami. Przez czas cały próbacji modliłam się o światło dla kapłana,

przed którym miałam się odsłonić – całą dusze na wskroś. I prosiłam Boga, aby mi On Sam w

tym dopomógł i dał mi łaskę, abym mogła wypowiedzieć najtajniejsze rzeczy, jakie są

pomiędzy mną, a Panem, i był tak usposobiona, że jakkolwiek ten kapłan zadecyduje, to będę

uważać, jakoby Samego Jezusa. Mniejsza o to, co za sąd na mnie wyda, ja tylko pragnę

prawdy i stanowczej odpowiedzi na pewne pytania. Zdana jestem zupełnie na Boga i dusza

moja pragnie prawdy. Już dłużej nie mogę żyć w wątpliwościach, chociaż w duszy miałam

tak wielka pewność, że rzeczy te od Boga pochodzą, że oddałabym za nie życie, ale jednak

ponadto wszystko, przełożyłam zdanie spowiednika i postanowiłam sobie tak postępować, jak

on uzna i udzieli mi wskazówek. Te chwilę widzę, która zadecyduje jak mam postępować

przez całe życie. Wiem, że od niej będzie zależeć wszystko. Mniejsza o to, czy mi powie

zgodnie z moimi natchnieniami, czy też całkiem przeciwnie, już to mnie nie obchodzi. Ja

pragnę poznać prawdę i za nią iść.

Jezu, Ty możesz mnie wspomóc. I już od tej chwili zaczęłam. – Taję wszystkie łaski w

duszy i czekam na tego, którego mi Pan przyśle. Nie wątpiąc nic w sercu swoim, jakaś

odwaga weszła w duszę moją. (Dz 130-131)

132.

WEDŁUG ŚW. FAUSTYNY DUCH ŚWIĘTY POSŁUGUJE SIĘ SPOWIEDNIKAMI

NAWET BEZ ICH PEŁNEJ ZNAJOMOŚCI DUSZY PENITENTA

Muszę jeszcze wspomnieć, że są niektórzy spowiednicy, że dopomagają duszy i są,

którzy się zdawać mogło ojcami duchownymi, ale dotąd, jak wszystko idzie dobrze, a jak

dusza znajdzie się w większych potrzebach, wtenczas są jakby bezradni i nie mogą, czy też

nie chcą duszy zrozumieć. Starają się jak najprędzej ją pozbyć, ale jeżeli dusza jest pokorna,

to choć trochę zawsze korzysta. Bóg Sam nieraz rzuci snop światła w głąb duszy, za jej

pokorę i wiarę. Powie nieraz spowiednik to, co wcale powiedzieć nie zamierzał i sam nie

zdaje sobie z tego sprawy. O, niechaj dusza wierzy, że są to słowa Samego Pana, chociaż

musimy wierzyć, że każde słowom w konfesjonale jest Boże, ale to, co wspomniałam wyżej,

jest coś wprost od Boga. I dusza to czuje, że kapłan nie jest od siebie zależny – mówi to, co

nie chciał wypowiedzieć. Otóż tak Bóg nagradza wiarę. Odczulam to po wiele razy na sobie.

Pewien kapłan bardzo uczony i wielce podważany – czasami wypadło mi iść do niego do

spowiedzi – zawsze był surowy i sprzeciwiał mi się w tych rzeczach, ale raz odpowiedział mi:

wiedz Siostro, że jeżeli Bóg żąda, abyś tego dokonała, więc nie trzeba się sprzeciwiać. Bóg

chce czasami właśnie w ten sposób być chwalonym. Bądź spokojna, jak Bóg zaczął – to Bóg

dokończy, ale mówię ci, wierność Boga i poora, jeszcze raz pokora. Zapamiętaj to sobie, co ci

dziś powiedziałem. Ucieszyłam się i pomyślałam, że może mnie ten kapłan zrozumiał. Jednak

okoliczności tak się złożyły, że już więcej się u niego nie spowiadałam. (Dz 132)

133.

ŚW. FAUSTYNA OPISUJE UPOKORZENIE DOZNANE ZE STRONY PEWNEJ

SIOSTRY

+ W pewnej chwili przywołała mnie jedna ze starszych Matek i jakby z jasnego nieba

zaczęły się gromy ogniste, tak, że nawet nie wiedziałam, o co się rozchodzi. Jednak pokrótce

zrozumiałam, że to jest za to, co wcale ode mnie nie zależy. Mówi mi, że niech Siostra sobie

wybije z głowy, żeby Pan Jezus miał z Siostrą tak poufale przestawać, z taką nędzą, a taką

niedoskonałą. Pan Jezus tylko ze świętymi duszami obcuje, zapamiętaj to sobie. Przyznałam,

że ma wielka racje, bo ja jestem nędzna, ale jednak ufam miłosierdziu Bożemu. Kiedy się

spotkałam z Panem, upokarzałam się i mówiłam: Jezu, Ty z takimi nędznymi podobno nie

obcujesz? – Bądź spokojna, córko Moja – właśnie przez taką nędzę chce okazać moc

miłosierdzia Swego. Poznałam, że Matka ta raczej chciała mnie tylko upokorzyć. (Dz 133)

134.

ŚW. FAUSTYNA WYZNAJE, ŻE DOŚWIADCZYŁA WIELE ŁASK W KRÓTKIM

CZASIE

+ O mój Jezu, wiele mi dałeś w tym krótkim życiu doświadczeń, wiele rzeczy

zrozumiałam, nawet takich, że teraz się dziwię. O, jak dobrze zdać się we wszystkim na Boga

i pozwolić Bogu w całej pełni działać w duszy. (Dz 134)

135-136.

PAN JEZUS PRZYGOTOWUJE ŚW. FAUSTYNĘ NA PRZYJĘCIE JEGO WOLI

W czasie trzeciej próbacji Pan dał mi poznać, żebym Mu się ofiarowała, aby mógł

czynić ze mną to, co Mu się podoba. Mam zawsze stawać przed Nim, jako ofiara. Zlękłam się

w pierwszej chwili czując się nędza bezdenną i znając dobrze siebie. Odpowiedziałam Pan

jeszcze raz: - jestem nędzą samą, jak mogę być zakładniczką? Dziś tego nie rozumiesz.

Jutro dam ci poznać w czasie adoracji. Serce mi drżało i dusza. Słowa mi tak głęboko

utkwiły w duszy. Mowa Boża żywa jest. Kiedy przyszłam na adorację, odczuwałam w duszy,

że weszłam do świątnicy Boga Żywego, którego Majestat wielki i niepojęty. I dal mi Pan

poznać, czym są nawet najczystsze duchy wobec Niego. Chociaż na zewnątrz nic nie

widziałam, obecność Boża przenikała mnie na wskroś. W tej chwili dziwnie mój umysł został

oświecony. Przesunęła się przed oczyma mej duszy wizja, jak u Pana Jezusa w Ogrójcu.

Najpierw cierpienia fizyczne i wszystkie okoliczności, które je powiększą: cierpienia

duchowe w całej rozciągłości i te, o których nikt wiedzieć nie będzie. W tę wizję wchodzi

wszystko: posądzanie niewinne, odebranie dobrej sławy. Napisałam to w streszczeniu, ale to

poznanie było tak jasne, ze to, co później przeżywałam, nic się nie różniło od chwili kiedy

poznałam. Imię moje ma być „ofiara”. Kiedy skończyła się wizja, zimny pot spłynął mi po

czole. Jezus dal mi poznać, że chociaż się nie zgodzę na to, to jednak mogę się zbawić i łask,

których mi udziela, nie zmniejszy i nadal będzie w takiej samej poufałości ze mną, tak, że

chociaż się nie zgodzę na tę ofiarę, to nie zmniejszy przez to hojność Boża. I dal mi Pan

poznać, że cała tajemnica ode mnie zleży, od mojego dobrowolnego zgodzenia się na tę ofiarę

z całą świadomością umysłu. W tym akcie dobrowolnym i świadomym, jest cala moc i

wartość przed Jego Majestatem. Chociażby mnie nic z tego na com się ofiarowała nie

dosięgło, jednak przed Panem jest jakby już wszystko dokonane. W tym momencie poznałam,

że wchodzę w łączność z Majestatem Niepojętym. Czuje, ze Bóg czeka na moje słowo, na

moja zgodę. Wtem, duch mój pogrążył się w Panu i rzekłam: czyń ze mną, co ci się podoba,

poddaje się woli Twojej. Wola Twoja św. od dziś jest mi pokarmem. Wierna będę żądaniom

Twoim, przy pomocy Twojej łaski. Czyń ze mną co Ci się podoba. Błagam Cię, o Panie, bądź

ze mną w każdym momencie życia mojego. (Dz 135-136)

137-138.

ŚW. FAUSTYNA OPISUJE STAN DUSZY PO WYRAŻENIU ZGODY NA

SPEŁNIENIE SIĘ BOŻEJ WOLI W JEJ ŻYCIU

Wtem – kiedy się zgodziłam wola i sercem, na tę ofiarę – obecność Boża przeniknęła

mnie na wskroś. Dusza moja została pogrążona w Bogu i zalana tak wielkim szczęściem, że

ani w części tego napisać nie mogę. Czułam, że Majestat Jego otacza mnie. Dziwnie zostałam

zlana z Bogiem. Widziałam wielkie upodobanie Boże w sobie i nawzajem utonął duch mój w

Nim. Świadoma tego zjednoczenia się z Bogiem, czuję, że jestem szczególnie miłowana i

nawzajem – kocham całą siłą swej duszy. – Tajemnica wielka zaszła na tej adoracji.

Tajemnica między mną, a Panem i zdawało mi się, że skonam z miłości w Jego spojrzeniu.

Choć mówiłam wiele z Panem, jednak bez słowa. I powiedział Pan: jesteś rozkoszą dla

Serca Mojego, od dziś każdy uczynek najdrobniejszy ma w oczach Moich upodobanie,

cokolwiek czynić będziesz. – W tym momencie czułam się przekonsekrowaną. Powłoka

ciała jest ta sama, ale dusza inna, w niej mieszka Bóg z całym Swoim upodobaniem. Nie

uczucie, ale świadoma rzeczywistość, której nic mi przyćmić nie może. Wielka tajemnica

zadzierzgnęła się miedzy mną a Bogiem. Odwaga i moc pozostała w duszy mojej. Kiedy

wyszłam z adoracji, ze spokojem spojrzałam w oczy temu wszystkiemu, czego się przedtem

tak bardzo lękałam. Kiedy wyszłam na korytarz, zaraz mnie spotkało wielkie cierpienie i

upokorzenie przez jedną osobę. Przyjęłam z poddaniem się woli wyższej i głęboko

przytuliłam się do Najśw. Serca Jezusowego Pana, dając poznać, że jestem gotowa do tego,

na co się ofiarowałam. Cierpienie wyrastało jakby spod ziemi, sama Matka Małgorzata

dziwiła się temu. Innym wiele rzeczy ujdzie, bo naprawdę nie warto na to zwracać uwagi, ale

mnie nic nie uchodzi, każde słowo analizowane, każdy krok uważany. Jedna Siostra

powiedziała mi: nich się Siostra przygotuje na przyjęcie krzyżyka, jaki Siostrę czeka od Matki

Przełożonej, tak mi Siostry żal. A ja w duszy cieszę się na to i już od dawna jestem na to

gotowa. Kiedy zauważyła moją odwagę, zdziwiła się temu. Teraz widzę, że dusza z siebie

niewiele może, ale z Bogiem, wszystko może. Oto, co może łaska Boża. Mało jest dusz, które

by zawsze były czujne na natchnienie Boże, a jeszcze mniej jest dusz takich, które by wiernie

szły za natchnieniem Bożym. (Dz 137-138)

139.

ŚW. FAUSTYNA ZALECA, ABY DUSZE NIE DOWIERZAŁY NATCHNIENIOM,

AŻ DO CZASU UTWIERDZENIA PRZEZ ŚWIATŁEGO SPOWIEDNIKA

Jednak dusza wierna Bogu nie może sama rozstrzygać swych natchnień, musi je

poddawać pod kontrolę bardzo wykształconego i mądrego kapłana i dopokąd się nie upewni,

niech się trzyma nie dowierzająco. Tym natchnieniom i wszelkim łaskom wyższym, niech nie

dowierza sama, bo się narazić może na wielkie straty.

Chociaż dusza odróżnia zaraz fałszywe natchnienia od Bożego, jednak niech będzie

ostrożna, bo wiele jest rzeczy niepewnych. Bóg lubi i cieszy się, kiedy dusza nie dowierza

Jemu Samemu, dla Niego Samego, dlatego, że Go kocha, to jest ostrożna i pyta się i sama

szuka pomocy, aby stwierdzić, czy to naprawdę Bóg jest, co w niej działa. A utwierdziwszy

się przez światłego spowiednika, niech będzie spokojna i odda się Bogu według Jego

wskazówek, to jest wskazówek spowiednika. (Dz 139)

140.

CZYSTA MIŁOŚĆ ZDOLNA JEST PRZEZWYCIĘŻYĆ WSZELKIE TRUDNOŚCI

Miłość czysta zdolna jest do czynów wielkich i nie łamią jej trudności ani

przeciwności, jak miłość mocna – wielkich trudności – tak też jest wytrwała w szarym,

codziennym, żmudnym życiu. Ona wie, że by się Bogu przypodobać, jednego potrzeba, to

jest, aby najdrobniejsze rzeczy czynić z wielkiej miłości, - miłość i zawsze miłość.

Miłość czysta nie błądzi, ona ma dziwnie dużo światła i nic nie zrobi, co by się Bogu

miało nie podobać. Przemyślna jest w czynieniu tego, co milsze Bogu i nikt jej nie dorówna;

szczęśliwa gdy może się wyniszczać i płonąć, jak czysta ofiara. Im więcej czyni z siebie, tym

jest szczęśliwsza, ale też nikt nie umie wyczuć niebezpieczeństw tak z daleka, jak ona; umie

zdzierać maskę i wie z kim ma do czynienia. (Dz 140)

141.

PAN JEZUS PRZYGOTOWAŁ POMOC ŚW. FAUSTYNIE W OSOBACH DWÓCH

KAPŁANÓW

+ Ale udręki moje już dobiegają końca. Pan daje mi obiecaną pomoc, widzę ją w

dwóch kapłanach – to jest w Ojcu Andraszu i ks. Sopoćko. W rekolekcjach przed ślubami

wieczystymi pierwszy raz zostałam gruntownie uspokojenia, a później przez ks. Sopoćko w

tym samym kierunku byłam prowadzona – tu się spełniła obietnica Pana. (Dz 141)

142.

ŚW. FAUSTYNA OPISUJE STAN DUSZY PO UZYSKANIU POMOCY

SPWIEDNIKA

Kiedy zostałam uspokojona i pouczona jak postępować po tych drogach Bożych, duch

mój rozradował się w Panu i zdawało mi się, że nie idę, ale biegnę, zostały mi rozwiązane

skrzydła do lotu i zaczęłam szybować w sam żar słońca i nie obniżę się, aż spocznę w Tym, w

Którym utonęła dusza moja na wieki. I poddałam się całkowicie wpływowi łaski; wielkie są

zniżenia Boże do duszy mojej. Nie usuwam się ani wymawiam, ale tonę w Nim, jako

Jedynym Skarbie swoim. Jedno jestem z Panem, niejako niknie przepaść między nami.

Stwórca i stworzenie. Przez parę dni dusza moja była jakoby w ustawicznej ekstazie.

Obecność Boża ani na chwilę nie opuszczała mnie. I dusza moja trwała w ustawicznym

miłosnym złączeniu z Panem. Jednak nie przeszkadzało mi to w spełnianiu obowiązków.

Czułam, ze jestem przemieniona w miłość, płonęłam cała, ale bez szkody. Ustawicznie

tonęłam w Bogu, Bóg mnie tak silnie i potężnie pociągał ku Sobie, ze chwilami nie zdałam

sobie sprawy, ze jestem na ziemi. Przez tyle czasu krepowałam łaskę Bożą i lękałam się jej,

teraz Bóg Sam przez tego ojca Andrasza usunął wszelkie trudności. Duch mój został

zwrócony ku słońcu i rozkwitł w Jego promieniach dla Niego Samego, już nie rozu – [urywa i

od nowego wiersza zaczyna inną myśl] (Dz 142)

143.

ŚW. FAUSTYNA WSPOMINA CHWILE, W KTÓRYCH PAN JEZUS USPOKAJAŁ

JEJ WĄTPLIWOŚCI

+ Wiele marnowałam łaski Bożej, gdyż zawsze się bałam złudzenia. I chociaż Bóg

mnie tak potężnie pociągał ku Sobie, że często nie było w mej mocy opierać się łasce Jego,

gdy nagle zostałam pogrążona w Nim, a w tych chwilach Jezus mnie tak napełniał Swym

pokojem, że później chociaż chciałam się niepokoić, to nie mogłam. I wtem usłyszałam w

duszy, że te słowa: - abyś była spokojna, iż Ja jestem sprawcą tych wszystkich żądań od

ciebie, udzielę ci tak głębokiego spokoju, iż chociażbyś chciała się niepokoić i trwożyć,

dziś nie będzie to w twej mocy, ale miłość zalewać będzie twa duszę, aż do zapomnienia o

sobie. Dz 143)

144.

ŚW. FAUSTYNA WSPOMINA DRUGIEGO KAPŁANA, KTÓRY Z WOLI BOŻEJ

POMÓGŁ JEJ WZRASTAĆ DUCHOWO

Później Jezus dał mi drugiego kapłana, przed którym kazał mi odsłonić swoją duszę.

Chociaż w pierwszej chwili czyniłam to trochę z ociąganiem się, ale surowe upomnienie

Jezusa dokonało w duszy mojej głębokiej pokory. Pod jego kierownictwem szybko dusza

moja postępowała w miłości Bożej i wiele życzeń Pańskich zostało na zewnątrz spełnione.

Nieraz zastanawiałam się nad odwagą i głębią pokory jego. (Dz 144)

145.

POSTĘP W ŻYCIU WEWNĘTRZNYM ZALEŻY OD POMOCY STAŁEGO

SPWIEDNIKA

O, jak nędzną moja dusza, która tyle łask zmarnowała. Uciekałam przed Bogiem, a On

ścigał Swymi łaskami. Najczęściej doznawałam łask Bożych, kiedy się najmniej tego

spodziewałam. Od chwili, kiedy mi Pan dał kierownika duszy, jestem wierniejsza łasce.

Dzięki kierownikowi, jego czujności nad duszą, ale poznałam, co to jest kierownictwo i jak

Jezus się na to patrzy. Za najmniejsze uchybienie Jezus mnie upominał i zaznaczał mi, że

sprawy, które przedstawiam spowiednikowi, On Sam rozsądza, - a wszelkie uchybienie

przeciw niemu, Mnie Samego dosięga. (Dz 145)

145a.

POD OPIEKĄ SPOWIEDNIKA ŚW. FAUSTYNA DOŚWIADCZYŁA DUCHOWEGO

POKOJU

Kiedy dusza moja pod jego kierownictwem zaczęła zażywać głębokiego skupienia i

pokoju, często słyszałam w duszy te słowa: umacniaj się do walki parokrotnie nieraz

powtórzone. (Dz 145)

145b.

DO CZASU POZNANIA SPOWIEDNIKÓW, PAN JEZUS OSOBIŚCIE PROWADZIŁ

ŚW. FAUSTYNĘ PO DROGACH DOSKONAŁOŚCI

+ Jezus daje mi poznać często, co Mu się w duszy mojej nie podoba i nieraz strofował

mnie za takie na pozór drobiazgi, a jednak w rzeczy samej miały wielkie znaczenie,

przestrzegał mnie i ćwiczył jak Mistrz. Przez wiele lat wychowywał mnie Sam, aż do chwili,

kiedy daŁ mi kierownika duszy. Dawniej Sam mi dawał poznać, czego nie rozumiałam, a

teraz każe mi się pytać wszystkiego spowiednika i często mówi mi tak: a Ja ci odpowiem

przez usta jego, bądź spokojna. Jeszcze mi się nie zdarzyło, abym kiedy otrzymała

sprzeczna odpowiedź z tym, co żądał Pan ode mnie i przedstawiłam kierownikowi. Nieraz

zdarza się, że Jezus mi wpierw niektóre rzeczy poleca i nikt przecież o tym nie wie, a kiedy

się zbliżałam do kratki – to samo mi polecił spowiednik – jednak często nie. (Dz 145)

145c.

PO UMOCNIENI RADĄ SPOWIEDNIKA DUSZA WEZWANA JEST DO CZYNU

+ Kiedy przez długi czas dusza otrzymywała wiele światła i natchnień i kiedy

spowiednicy zatwierdzili jej spokój i pochodzenie ich, jeżeli miłość jej jest wielka, teraz Jezus

daje jej poznać, że czas, aby to, co otrzymywała wprowadziła w czyn. Dusza poznaje, że Pan

liczy na nią, a ta wiadomość dodaje jej siły, ona wie, że aby być wierna będzie musiała nieraz

się narazić na różne trudności, ale ona ufa Bogu i dzięki tej ufności dochodzi tam, gdzie ja

Bóg wzywa. Trudności jej nie przerażają, są dla niej jakby chlebem powszednim – wcale jej

nie przerażają, ani zastraszają, jak rycerza, który jest ustawicznie w boju, nie przeraża go huk

armat. Daleka od przerażania się, ale nadsłuchuje, z której strony nieprzyjaciel atakuje, by

odnieść zwycięstwo. Nic na ślepo nie robi, ale bada, zastanawia się głęboko, a nie licząc na

siebie, modli się gorąco i zasięga rady rycerzy doświadczonych i mądrych, a tak postępując,

prawie zawsze zwycięża. (Dz 145)

145d.

W OKRESIE NAGŁYCH ATAKÓW ZŁEGO DUCHA, NALEŻY UCIEC SIĘ DO

RANY SERCA JEZUSOWEGO

Bywają zaatakowania, gdzie dusza nie ma czasu ani na zastanowienie, ani zasięgnięcie

rady, ani na nic, wtenczas trzeba walczyć na śmierć i życie, czasami jest dobrze uciec się do

Rany Serca Jezusowego, nie odpowiadając ani jednego słowa – tym samym nieprzyjaciel już

jest zwyciężony. (Dz 145)

145e.

W CZASIE DUCHOWEGO SPOKOJU NALEŻY ĆWICZYC WOLĘ NA CZAS

KOLEJNEJ WALKI

W czasie spokoju dusza tak samo robi wysiłki jak i w czasie walki. Musi się ćwiczyć i

to bardzo, bo inaczej nie ma mowy o zwycięstwie. Czas pokoju uważam za czas

przygotowania do zwycięstwa. Musi ustawicznie czuwać – czujność, jeszcze raz czujność.

Dusza, która się zastanawia, otrzymuje wiele światła. Dusza rozproszona, sama siebie naraża

na upadki i niech się nie dziwi, że upada. O Duchu Boży, kierowniku duszy, mądry jest ten,

kogo Ty wyćwiczysz. Ale, aby mógł Duch Boży działać w duszy – trzeba ciszy i skupienia.

(Dz 145)

146.

KAŻDY POWINIEŃ SIĘ MODLIĆ

Modlitwa. Dusza zbroi się przez modlitwę do walki wszelakiej. W jakimkolwiek

dusza jest stanie powinna się modlić. – Musi się modlić dusza czysta i piękna, bo inaczej

utraciłaby swa piękność; modlić się musi dusza dążąca do tej czystości, bo inaczej nie

doszłaby do niej; modlić się musi dusza dopiero co nawrócona, bo inaczej upadłaby z

powrotem; modlić się musi dusza grzeszna, pogrążona w grzechach, aby mogła powstać. I nie

ma duszy, która by nie była obowiązana do modlitwy, bo wszelka łaska spływa przez

modlitwę. (Dz 146)

147.

ŚW. FAUSTYNA WYZNAJE, ŻE NAJWIĘCEJ ŚWIATŁA OTRZYMYWAŁA W

CZASIE ADORACJI

Przypominam sobie, że najwięcej światła otrzymałam w adoracji, które odprawiałam

codziennie przez pół godziny przez cały post przed Najświętszym Sakramentem leżąc

krzyżem. W tym czasie poznałam głębiej siebie i Boga. Pomimo, że miałam wiele przeszkód

do odprawienia takiej modlitwy, pomimo, że miałam pozwolenie Przełożonych. Niech dusza

wie, że aby się modlić i wytrwać w modlitwie, musie się uzbroić w cierpliwość i mężnie

pokonywać trudności zewnętrzne i wewnętrzne. Trudności wewnętrzne – zniechęcenie,

oschłość, ociężałość, pokusy; zewnętrzne – wzgląd ludzki i uszanować chwile, które są

przeznaczone na modlitwę. Sama tego doświadczyłam, że jeżeli nie odprawiłam modlitwy w

czasie dla nie przeznaczonym, później już jej nie odprawiłam, bo mi obowiązki nie

pozwoliły, a jeżeli ją odprawiłam, to z wielkim trudem, myśl ucieka do obowiązku. Zdarzała

mi się ta trudność, że jeżeli dusza dobrze odprawiła modlitw i wyszła z niej z wewnętrznym,

głębokim skupieniem, inni sprzeciwiają jej się w tym skupieniu, a więc musi być

cierpliwość, aby wytrwać w modlitwie. Zdarzała mi się rzecz taka niejednokrotnie, że kiedy

dusza moja była głębiej pogrążona w Bogu i większy owoc odniosła z modlitwy i obecność

Boga towarzyszyła w ciągu dnia, a przy pracy było większe skupienie i większa dokładność i

wysiłek w obowiązku, - to jednak zdarzało mi się, że właśnie wtenczas najwięcej miałam

upomnień, że jestem nieobowiązkowa, że jestem obojętna na wszystko, bo dusze mniej

skupiona chcą, aby i inni byli im podobnie, ponieważ są dla nich ustawicznym wyrzutem. (Dz

147)

148.

DUSZA SZLACHETNA WE WSZYSTKIM SZUKA BOGA

Dusza szlachetna i delikatna może być nawet najprostsza, ale o uczuciach delikatnych;

taka dusza we wszystkim upatruje Boga, wszędzie Go znajduje, umie Boga znaleźć nawet

pod najtajniejszymi rzeczami. Wszystko dla niej ma znaczenie, wszystko sobie wysoce ceni,

za wszystko Bogu dziękuje, ze wszystkiego wyciąga korzyści dla duszy, a wszystką chwałę

odnosi do Boga, Jemu ufa i nie miesza się, gdy przyjdzie czas doświadczeń. Ona wie, że Bóg

zawsze jest Ojcem najlepszym, a na wzgląd ludzki niewiele zważa. Za najmniejszym

podmuchem Ducha Świętego idzie wiernie, cieszy się tym Gościem, duchowym i trzyma się

Go jak dziecię matki. Tam, gdzie inne dusze zatrzymują się i trwożą – ona przechodzi bez

lęku i trudności. (Dz 148)

149.

ŚW. FAUSTYNA OPISUJE SAMOTNOŚĆ W SWEJ CHOROBIE

Kiedy Pan Sam chce być przy duszy i prowadzić ja, usunie wszystko, co zewnętrzne.

Kiedy zachorowałam i zostałam przeniesiona do infmirmerii, wiele miałam z tego powodu

przykrości. Dwie chore leżałyśmy w infirmerii. Do Siostry N.... chodziły Siostry, aby ją

odwiedzić, do mnie, nikt nie zajrzał. Prawda, że to jedna infmirmeria, ale każda ma swoją

celę. Długie były zimowe wieczory, światła miała Siostra N...., słuchawki radiowe, a ja nawet

medytacji nie mogłam przygotować a braku światła.

Kiedy tak upłynęło blisko dwa tygodnie, jednego wieczoru żaliłam się Panu, że wiele

mam cierpień, a nawet medytacji nie mogę przygotować, bo nie mam światła – i powiedział

mi Pan, że codziennie wieczorem będzie przychodził i podawał mi punkty do jutrzejszej

medytacji. Punkty były zawsze z Jego bolesnej Męki. Mówił mi: rozważ Moją Mękę przed

Piłatem. – I tak poszczególnie, przez cały tydzień rozważałam Jego Bolesną Mękę. Od tej

chwili wstąpiła w duszę moją radość wielka i już nie pragnęłam ani odwiedzin, ani światłą.

Jezus mi wystarczał za wszystko. Przecież troskliwość Przełożonych była wielka dla chorych,

a jednak Pan tak zrządził, że czułam się opuszczona. Ale Ten Mistrz najlepszy, aby mógł Sam

działać, usunie wszystko, co jest stworzone. Nieraz doznawałam tak różnych prześladowań i

cierpień, że sama Matka M. powiedziała, że na Siostry drodze cierpienia wprost spod ziemi

61

wyrastają. – Powiedziała mi: ja patrzę na Siostrę jak na ukrzyżowaną, jednak zauważyłam, że

Pan Jezus coś w tym ma. Niech Siostra będzie wierna Panu. (Dz 149)

150.

ŚW. FAUSTYNA OPISUJE SEN ZE ŚW. TERESKĄ OD DZIECIĄTKA JEZUS,

KTÓRA POTWIERDZIŁA PRZYSZŁĄ CHWAŁĘ FAUSTYNY

+ Pragnę zapisać jeden sen, który miałam o św. Teresce od Dzieciątka Jezus. Jeszcze

byłam nowicjuszką i miałam pewne trudności, w których nie mogłam sobie poradzić.

Trudności te były wewnętrzne i połączone z trudnościami zewnętrznymi. Wiele nowenn

odprawiłam do różnych świętych, jednak sytuacja stawała się coraz cięższa. Cierpienia moje z

tego powodu były tak wielkie, że już nie wiedziałam, jak dalej żyć, ale nagle przyszła mi

myśl, żebym się modliła do św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Zaczęłam nowennę do tej

świętej, ponieważ przed wstąpieniem miałam do niej wielkie nabożeństwo. Teraz trochę się w

nim opuściłam, ale w tej potrzebie znowu z całą gorliwością zaczęłam się modlić. W piątym

dniu nowenny śni mi się św. Teresa, ale jakoby była jeszcze na ziemi. Ukryła przede mną

świadomość, że jest święta i zaczęła mnie pocieszać, żebym się tak nie smuciła z powodu tej

sprawy, ale więcej ufała Bogu. Mówi mi, że i ja cierpiałam bardzo wiele, a ja nie

dowierzałam jej, że ona dużo cierpiała i mówiłam jej, że mnie się zdaje, że ty nic nie cierpisz.

Jednak Teresa św. odpowiedziała mi przekonywująco, że wiele cierpiał i powiedziała mi:

Siostro, niech Siostra wie, że na trzeci dzień Siostra tę sprawę załatwi jak najpomyślniej.

Kiedy ja nie bardzo chciałam jej wierzyć, wtem ona daje mi się poznać, że jest święta. W tej

chwili duszę moja napełniła radość i mówię do niej. – Tyś jest święta, a ona mi powiada, że

tak, jestem święta i ufaj, że sprawę tę załatwisz na trzeci dzień. I powiedziałam do niej,

Tereniu święta, powiedz mi, czy będę w niebie? – Odpowiedziała mi, ze będzie Siostra w

niebie. – A czy będę święta? – Odpowiedziała mi, że będzie Siostra święta. Ale, Tereniu, czy

ja będę tak święta, jak Ty, na ołtarzach? A ona mi odpowiedziała – tak, będziesz święta jak i

ja, ale musisz ufać Panu Jezusowi. – Zapytałam się jej, czy ojciec i matka będą w niebie, czy

[niedokończone] – odpowiedziała mi – będą. I zapytałam dalej – a czy siostry i bracia moi

będą w niebie? – Odpowiedziała mi, żebym się modliła za nich bardzo, a nie dała mi pewnej

odpowiedzi. Zrozumiałam, że potrzebują dużo modlitwy.

To jest sen i jak to mówi przysłowie: - sen mara, a Bóg wiara, ale jednak na trzeci

dzień załatwiłam tę trudna sprawę jako mi powiedziała, z tak wielka łatwością. Jak mi

powiedziała dosłownie się spełniło wszystko co do tej sprawy. To jest sen, ale on miał swoje

znaczenie. (Dz 150)

151.

PEWNA SIOSTRA UPOKARZA ŚW. FAUSTYNE KARZĄC JEJ SIEDZIEĆ NA

STOLE

+ W pewnej chwili, kiedy byłam z Siostrą N. W kuchni i trochę się na mnie

pogniewała i za pokutę kazał mi usiąść na stole, a sam pracowała bardzo, sprzątała i

szorowała, a ja siedziałam na stole. Siostry przychodziły i dziwiły się, że siedzę na stole,

każda co chciała, to powiedziała. Jedna, że jestem próżniak, inna – że co to za dziwak. Byłam

wtedy postulantką. Inne mówiły – co to będzie za Siostra? Jednak zejść nie mogłam, bo ta

Siostra nakazała mi pod posłuszeństwem, żeby siedzieć, aż mi powie kiedy mam zejść.

Naprawdę, ile ja wtedy zrobiłam aktów zaparcia, to jeden tylko Bóg wie. Myślałam, że spłonę

ze wstydu. Bóg nieraz Sam tak dopuszczał dla mojego wewnętrznego wyrobienia, ale

nagrodził mi Pan wielka pociechą za to upokorzenie. W czasie benedykcji ujrzałam Go w

wielkiej piękności, Jezus spojrzał się łaskawie na mnie i rzekł: córko Moja, nie lękaj się

cierpień, Ja jestem z tobą. (Dz 151)

152.

PAN JEZUS UKRYTY W TABERNAKULUM USPOKAJA ŚW. FAUSTYNĘ

Kiedy miałam raz dyżur w nocy, a byłam tak cierpiąca w duszy z powodu tego

malowania tego obrazu, że już nie wiedziałam czego się trzymać, ustawiczne wmawianie, że

to jest złudzenie, to znowuż jeden kapłan powiedział, że może Bóg właśnie chce przez ten

obraz cześć odbierać, więc trzeba się starać o to malowanie. Jednak zmęczona była dusza

moja bardzo. Kiedy weszłam do kapliczki, zbliżyłam głowę swoja do tabernakulum i

zapukałam i rzekłam: Jezus, patrz, jak wielkie trudności mam z powodu tego malowania tego

obrazu i usłyszałam głos z tabernakulum: córko Moja, już niedługo trwać będzie cierpienie

twoje. (Dz 152)

153.

ŚW. FAUSTYNA OPISUJE WIZJE DRÓG WIODĄCYCH DO PIEKŁA I DO NIEBA

W pewnym dniu ujrzałam dwie drogi: jedna szeroka, wysypana piaskiem i kwiatami,

pełna radości i muzyki i różnych przyjemności. Ludzie idąc tą drogą tańcząc i bawiąc się –

dochodzili do końca, nie spostrzegają się, że już koniec. A na końcu tej drogi była straszna

przepaść, czyli otchłań piekielna. Dusze te na oślep wpadały w tę przepaść, jak szły, tak i

wpadały. A była ich wielka liczba, że nie można było ich zliczyć. I widziałam drugą drogę, a

raczej ścieżkę, bo była wąska i zasłana cierniami i kamieniami, a ludzie, którzy nią szli ze

łzami w oczach i różne boleści były ich udziałem. Jedni padali na te kamienie, ale zaraz

powstawali i szli dalej. A w końcu drogi był wspaniały ogród przepełniony wszelkim

rodzajem szczęścia i wchodziły tam te wszystkie dusze. Zaraz w pierwszym momencie

zapominały o swych cierpieniach. (Dz 153)

154.

PAN JEZUS PRZYPOMNIAŁ ŚW. FAUSTYNIE OBOWIĄZEK DOPROWADZENIA

DO KOŃCA SPRAWY NAMALOWANIA OBRAZU MIŁOSIERDZIA BOŻEGO

Kiedy była adoracja u Sióstr Rodziniarek, wieczorem poszłam z jedną z naszych

Sióstr na tę adorację. Zaraz kiedy weszłam do kapliczki, obecność Boża ogarnęła moja duszę.

Modliłam się tak, jak w pewnych momentach, bez słowa mówienia. Nagle ujrzałam Pana,

Który mi powiedział: wiedz o tym, że jeżeli zaniedbasz sprawę malowania tego obrazu i

całego dzieła miłosierdzia, odpowiesz za wielka liczbę dusz w dzień sądu. Po tych słowach

Pana jakaś bojaźń wstąpiła w duszę moja i lęk. Nie mogłam się uspokoić sama w sobie.

Brzmiały mi te słowa: tak, to mam nie tylko za siebie odpowiadać w dzień sądów Bożych, ale

i za inne dusze. Te słowa głęboko wyryły mi się w serce moje. Kiedy wróciłam do domu,

weszłam do małego Jezusa, upadłam na twarz przed Najświętszym Sakramentem i

powiedziałam Panu: wszystko uczynię, co będzie w mej mocy, ale Cię proszę, Ty zawsze

bądź ze mną i daj mi moc do spełnienia woli Twojej świetlej, bo Ty wszystko możesz, a ja nic

sama z siebie. (Dz 154)

155.

ŚW. FAUSTYNA OTRZYMAŁA DAR MODLITWY ZA INNYCH

+ Zdarza się od jakiegoś czasu, że ja czuje w duszy jak się kto za mnie modli,

odczuwam to natychmiast w duszy i znowuż, jak jakaś dusza prosi mnie o modlitwę, chociaż

mi tego nie mówi, ja także odczuwam w duszy. Czuję to w ten sposób, że doznam

zaniepokojenia, jakoby mnie ktoś wzywał, kiedy się modle, otrzymuję spokój. (Dz 155)

156.

PAN JEZUS POLECA ŚW. FAUSTYNIE, BY NIE OPUSZCZAŁA BEZ POWODU

KOMUNII ŚW.

W pewnej chwili pragnęłam przystąpić do Komunii św., ale miałam pewna

wątpliwość i nie przystąpiłam. Cierpiałam z tego powodu strasznie. Zdawało mi się, że mi

serce pęknie z bólu. Kiedy zajęłam się pracą, pełna gorzkości w sercu, nagle stanął Jezus przy

mnie i rzekł mi: córko Moja, nie opuszczaj Komunii św., chyba wtenczas, kiedy wiesz

dobrze, że upadłaś ciężko, poza tym niech cię nie powstrzymują żadne wątpliwości w

łączeniu się ze Mną w Mojej tajemnicy miłości. Drobne twoje usterki znikają w Mojej

miłości, jak źdźbło słomy rzucone na wielki żar. Wiedz o tym, że zasmucasz Mnie

bardzo kiedy Mnie opuszczasz w Komunii św. (Dz 156)

157.

ŚW. FAUSTYNA POZNAJE ZNACZENIE DŁUGIEJ MODLITWY W OKRESIE

TRUDNOŚCI

+ Wieczorem, kiedy weszłam do małej kapliczki, usłyszałam w duszy te słowa: córko

Moja, rozważ te słowa: a będąc w ciężkości – dłużej się modlił. Kiedy się zaczęłam

zastanawiać głębiej, wiele światła spłynęło na duszę moją. Poznałam, jak bardzo potrzeba

nam wytrwałości w modlitwie i od takiej ciężkiej modlitwy zależy nieraz nasze zbawienie.

(Dz 157)

158.

ŚW. FAUSTYNA ODPOCZYWA NAD JEZIOREM W KIEKRZU K. POZNANIA

+ Kiedy byłam w Kiekrzu (k. Poznania), aby zastąpić jedna z Sióstr na krótki czas, w

jednym dniu po południu poszłam przez ogród i stanęłam nad brzegiem jeziora i długą chwilę

zamyśliłam się nad tym żywiołem. Nagle ujrzałam przy sobie Pana Jezusa, Który mi rzekł

łaskawie: to wszystko dla Ciebie stworzyłem, oblubienico Moja, a wiedz o tym, że

wszystkie piękności niczym są w porównaniu z tym, co ci przygotowałem w wieczności.

Dusza moja została zalana tak wielką pociechą, że pozostałam tam do wieczora, a zdało mi

się, że jestem krótką chwilę. Dzień ten miałam wolny i przeznaczony na jednodniowe

rekolekcje, więc miałam zupełną swobodę odda się modlitwie. O, jak Bóg jest nieskończenie

dobry, ściga nas swoja dobrocią. Najczęściej zdarza się, że udziela mi Pan największych łask

wtenczas, kiedy ja się wcale ich nie spodziewam. (Dz 159)

159.

PIEŚŃ DO HOSTII ŚWIĘTEJ

O Hostio święta, Tyś dla mnie w złotym kielichu zamknięta,

bym wśród wielkiej puszczy wygnania –

przeszła czysta, niepokalana, nietknięta,

a niech to sprawi moc Twego kochania.

O Hostio święta, zamieszkaj w mej duszy,

najczystsza Miłości serca mojego,

a jasność Twoja niech ciemności rozproszy –

Ty nie odmówisz łaski dla serca pokornego

O Hostio święta – zachwycie nieba,

choć taisz piękność swą

i przedstawiasz mi się w okruszynie chleba,

lecz wiara silna rozdziera zasłonę tą. (Dz 159)

160 .

ŚW. FAUSTYNA OPISUJE OKOLICZNOŚCI, W KTÓRYCH HOSTIA UPADŁA NA

JEJ RĘCE

+ W dniu krucjaty, który jest dzień piąty miesiąca – przypadło to w pierwszy piątek –

dziś jest mój dzień, abym trzymała straż przed Panem Jezusem. W dniu tym moim należy do

mnie wynagradzać Panu Jezusowi za wszystkie zniewagi i nieuszanowania, modlić się, aby

w dniu tym nie popełniło się żadnego świętokradztwo. Duch mój, w dniu tym, był rozpalony

szczególną miłością ku Eucharystii. Zdawało mi się, ze jestem przemieniona w żar. Kiedy się

zbliżałam do Komunii św., kapłan, który mi podawał Pana Jezusa, druga Hostia uczepiła się

rękawa i nie wiedziałam którą przyjąć. Kiedy się tak chwilę namyślałam, kapłan ten

zniecierpliwiony dał ruch ręką, abym przyjęła. Kiedy przyjęłam tę Hostię, która mi podał –

druga upadła mi na ręce. Ksiądz poszedł od końca balustrady komunikować, a ja trzymałam

Pana Jezusa na rękach przez cały ten czas. Kiedy się kapłan zbliżył powtórnie, podałam mu

Hostię, aby zabrał do kielicha, bo w pierwszej chwili kiedy przyjęłam Pana Jezusa, to

przecież nie mogłam mówić, że drugi upadł, dopiero aż spożyłam. Jednak kiedy miałam

Hostię w ręku, odczuwałam taka moc miłości, że przez dzień cały nie mogłam nic ani jeść,

ani wrócić do przytomności. Z Hostii usłyszałam te słowa: pragnąłem spocząć na rękach

twoich, nie tylko w sercu twoim i nagle w tym momencie ujrzałam małego Jezusa. Ale

kiedy zbliżył się kapłan – widziałam z powrotem Hostię. (Dz 160)

161.

PIEŚŃ DO MATKI BOŻEJ

O Maryjo, Niepokalana Dziewico,

Czysty krysztale dla serca mojego,

Tyś mocy moja, o silna kotwico,

Tyś tarczą i obrona dla serca słabego.

O Maryjo, Tyś czysta i niezrównana,

Dziewico i Matko zarazem,

Tyś piękna jak słońce, niczym nie zmazana,

Nic nie pójdzie w porównanie z Twej duszy obrazem.

Twa piękność zachwyciła oko Trzykroć Świętego,

Że zstąpił z Nieba, opuszczając tron wieczystej stolicy,

I przybrał Ciało i Krew z Serca Twego,

I przez dziwić miesięcy tając się w sercu Dziewicy.

O Matko, Dziewicy, nikt ni pojmie tego,

Że Bóg niezmierzony staje się człowiekiem,

To tylko motyw miłości niezgłębionego miłosierdzia Swego,

Przez Ciebie, Matko – dane nam życie z Nim na wieki.

O Maryjo, Matko Dziewico i Bramo niebieska,

Przez ciebie przyszło nam zbawienie,

Wszelka laska przez Twoje ręce dla nas tryska,

A wierne naśladowanie Ciebie, uświęci mniej jedynie.

O Maryjo, Dziewico – Lilio najśliczniejsza,

Serce Twe dla Jezusa było pierwszym tabernakulum na ziemi,

A to dlatego, że poora Twoja była najgłębsza,

I dlatego wyniesiona nad chóry Anielskie i nad Świętymi.

O Maryjo, słodka Matko moja,

Oddaje Ci duszę, ciało i biedne me serce,

Bądź strażniczka życia mego,

A szczególnie w śmierci godzinie, w ostatniej walce. (Dz 160)

162.

ŚW. FAUSTYNA PRZEDSTAWIA SWOJĄ PRACĘ WEWNĘTRZNĄ

J.M.J. Jezu, ufam Tobie Rok 1937 mies. I dzień 1

Karta wewnętrznej kontroli duszy. Rachunek szczegółowy – łączyć się z Chrystusem

miłosiernym. Praktyka – cisza wewnętrzna, ścisłe zachowanie milczenia.

Sumienie

Styczeń Bóg i dusza, milczenie. Zwycięstwa 41, upadki 4

Akt strzelisty: A Jezus milczał.

Luty Bóg i dusza, milczenie. Zwycięstwa 36, upadki 3

Akt strzelisty: Jezu, ufam Tobie.

Marzec Bóg i dusza, milczenie. Zwycięstwa 51, upadki 2

Akt strzelisty: Jezu, rozpal serce moje miłością.

Kwiecień Bóg i dusza, milczenie. Zwycięstwa 61, upadki 4

Akt strzelisty: z Bogiem wszystko mogę.

Maj Bóg i dusza, milczenie. Zwycięstwa 92, upadki 3

Akt strzelisty: w Imieniu Jego moc moja.

Czerwiec Bóg i dusza, milczenie. Zwycięstwa 64, upadki 1

Akt strzelisty: Wszystko dla Jezusa.

Lipiec Bóg i dusza, milczenie. Zwycięstwa 62, upadki 8

Akt strzelisty: Spocznij, Jezu, w sercu moim.

Sierpień Bóg i dusza, milczenie. Zwycięstwa 88, upadki 7

Akt strzelisty: Jezu, Ty wiesz...

Wrzesień Bóg i dusza, milczenie. Zwycięstwa 99, upadki 1

Akt strzelisty: Jezu, ukryj mnie w Swym Sercu.

Październik Bóg i dusza, milczenie. Zwycięstwa 41, upadki 3

Akt strzelisty: Maryjo, złącz mnie z Jezusem.

Tu już inna karta – rekolekcje.

Listopad Bóg i dusza, milczenie. Zwycięstwa, upadki

Akt strzelisty: O mój Jezu, miłosierdzia.

Grudzień Bóg i dusza, milczenie. Zwycięstwa, upadki.

Akt strzelisty: Witaj Hostio żywa. (Dz 162)

163.

ŚW. FAUSTYNA MODLI SIĘ O PRZEMIANĘ JEJ OSOBY W MIŁOSIERDZIE

JMJ Rok 1937

+ Ile razy pierś ma odetchnie, ile razy serce moje uderzy, ile razy krew moja zapulsuje

w organizmie moim, tyle tysięcy razy pragnę uwielbić miłosierdzie Twoje, o Trójco

Przenajświętsza.

+ Pragnę się cała przemienić w miłosierdzie Twoje i być żywym odbiciem Ciebie, o

Panie, niech ten największy przymiot Boga, to jest niezgłębione miłosierdzie Jego, przejdzie

przez serce i duszę moja do bliźnich.

Dopomóż mi do tego, o Panie, aby oczy moje były miłosierne, bym nigdy nie

podejrzewała i nie sądziła według zewnętrznych pozorów, ale upatrywała to, co piękne w

duszach bliźnich i przychodziła im z pomocą.

Dopomóż mi, aby słuch mój był miłosierny, bym skłaniała się do potrzeb bliźnich, by

uszy moje nie były obojętne na bóle i jęki bliźnich.

Dopomóż mi, Panie, aby język mój był miłosierny, bym nigdy nie mówiła ujemnie o

bliźnich, ale dla każdego miała słowo pociechy i przebaczenia.

Dopomóż mi, Panie, aby ręce moje były miłosierne i pełne dobrych uczynków, bym

tylko umiała czynić dobrze bliźniemu, na siebie przyjmować cięższe, mozolniejsze prace.

Dopomóż mi – aby nogi moje były miłosierne, bym zawsze śpieszyła z pomocą

bliźnim, opanowując swoje własne znużenie i zmęczenie. Prawdziwe moje odpoczniecie jest

w usłużności bliźnim.

Dopomóż mi, Panie, aby serce moje było miłosierne, bym czuła ze wszystkimi

cierpieniami bliźnich. Nikomu nie odmówiła serca swego. Obcować będę szczerze nawet z

tymi, o których wiem, że nadużywać będą dobroci mojej, a sama zamknę się w

Najmiłosierniejszym Sercu Jezusa. O własnych cierpieniach będę milczeć. Niech odpocznie

miłosierdzie Twoje we mnie, o Panie mój. (Dz 163)

163a.

PAN JEZUS DOMAGA SIĘ OD ŚW. FAUSTYNY, ABY PEŁNIŁA MIŁOSIERDZIE

W TRZECH STOPNIACH

+ Sam mi każesz się ćwiczyć w trzech stopniach miłosierdzia; pierwsze: uczynek

miłosierny – jakiegokolwiek on będzie rodzaju; drugie: słowo miłosierne – jeżeli nie będę

mogła czynem, to słowem; trzecim -,jest modlitwa. Jeżeli nie będę mogła okazać czynem, ani

słowem miłosierdzia, to zawsze mogę modlitwa. Modlitwę rozciągam nawet tam, gdzie nie

mogę dotrzeć fizycznie. O Jezu mój, przemień mnie w Siebie, bo Ty wszystko możesz. (Dz

163)

164.

ŚW. FAUSTYNA DOWIADUJE SIĘ, ŻE POJEDZIE NA PRÓBACJĘ ZAKONNĄ

Kiedy się dowiedziałam, że mam jechać na próbację, radość mi zabiła na widok

niepojętej łaski, jaka jest ślub wieczny. Poszłam przed Najświętszy Sakrament, a kiedy

zatonęłam w modlitwie dziękczynnej, usłyszałam w duszy te słowa: dziecię Moje, tyś

rozkoszą Moja, tyś ochłodą dla Mojego Serca. Udzielam ci tyle łask, ile udźwignąć

zdołasz. Ile razy chcesz Mi sprawić radość – to mów światu o Moim wielkim i

niezgłębionym miłosierdziu. (Dz 164)

165.

PAN JEZUS ZAPEWNIA ŚW. FAUSTYNĘ, ŻE ZŁOŻY WIECZNE ŚLUBY

Parę tygodni przed tym nim miałam ogłoszone, że będę miała próbację, kiedy

weszłam na chwilę do kaplicy, Jezus mi powiedział: w tej chwili Przełożeni ogłaszają, które

Siostry maja mieć śluby wieczyste. Nie wszystkie dostąpią tej łaski, ale same temu winne.

Kto nie korzysta z małych łask – nie otrzymuje wielkich. Ale tobie, dziecię Moje, dana

jest ta łaska. Radosne zdziwienie ogarnęło moja duszę, a to dlatego, że przed paru dniami

jedna z Sióstr powiedziała mi, ze Siostra nie będzie miała trzeciej próbacji. Sama się o to będę

starać, aby Siostrze nie dali ślubów. Nic na to nie odpowiedziałam owej Siostrze, ale bardzo

mi było to przykre, ale starałam się jak mogłam ukryć swój ból.

O Jezu, jak dziwne są sprawy Twoje. Teraz widzę, że ludzie sami z siebie niewiele

mogą – bo miałam próbację tak, jak mi powiedział Jezus. (Dz 165)

166.

ŚW. FAUSTYNA WYZNAJE, ŻE W MODLITWIE ODNAJDUJE POMOC W

CHWILACH TRUDNYCH

W modlitwie zawsze znajduję światło i moc ducha, chociaż są nieraz chwile ciężkie i

bardzo przykre, tak, że nieraz nie można pojąć, że to w klasztorze dziać się może. Dziwnie

Bóg dopuszcza, ale to się dzieje zawsze w tym celu, by się okazała w duszy cnota, albo, aby

się wyrobiła. Na to są przykrości. (Dz 166)

167-168.

ŚW. FAUSTYNA PRZJEŻDŻA DO WARSZAWY, PRZED ŚLUBAMI ODPRAWIA

REKOLEKCJE W WALENDOWIE

Dziś [listopad 1932 r.] przyjechałam do Warszawy na trzecią próbację. Po serdecznym

przywitaniu się z drogimi Matkami, weszłam na chwilę do malej kapliczki. Nagle obecność

Boża zalała duszę moja i usłyszałam te słowa: córko Moja, pragnę, aby serce twoje było

ukształtowane na wzór miłosiernego Serca Mojego. Miłosierdziem Moim musisz być

przesiąknięta cała.

Kochana Matka Mistrzyni

zaraz mnie zapytała, czy odprawiłam rekolekcje w tym roku, - odpowiedziałam, że nie. A

wiec Siostra musi najpierw odprawić przynajmniej trzy dni rekolekcji.

Dzięki Bogu w Walendowie były ośmiodniowe rekolekcje, a wiec mogłam skorzystać.

Jednak zaczęły się trudności co do wyjazdu na te rekolekcje. Bardzo się sprzeciwiała temu

pewna osoba i już miałam nie jechać. Po obiedzie weszłam na pięciominutową adorację.

Wtem ujrzałam Pana Jezusa, Który mi powiedział: córko Moja, wiele ci przygotowuję łask,

które otrzymasz w tych rekolekcjach, które jutro zaczniesz. Odpowiedziałam: - Jezu,

przecież rekolekcje już się rozpoczęły, a ja mam nie jechać. I powiedział mi – ty się

przygotuj na to, że jutro zaczniesz rekolekcje, a wyjazd twój Ja załatwię z przełożonymi.

I nagle Jezus znikł. Zaczęłam się zastanawiać, jak to będzie. Jednak w jednej chwili

odrzuciłam wszelkie zastanawianie jak to się stanie, a tę chwilę czasu poświeciłam modlitwie

o światło Ducha Świętego, aby mi dał poznać całą nędzę jaka jestem. I po chwili wyszłam z

kapliczki do swego zajęcia. Za niedługą chwilę Matka Generalna wola mnie do siebie ii mówi

mi: Siostro, Siostra dziś jeszcze jedzie z Matką Walerią do Walendowa, żeby jutro od razu już

Siostra mogła rozpocząć rekolekcje, a jakoś się tak dobrze złożyło, że jest Matka Waleria,

więc razem pojedziecie. Za niecałe dwie godziny już byłam w Walendowie. Chwilę weszłam

w siebie i poznałam, że tak sprawy, to tylko Jezus może załatwić.

Kiedy mnie zobaczyła ta osoba, która się tak usilnie sprzeciwiała żebym tych

rekolekcji nie odprawiła – okazała swoje zdziwienie i niezadowolenie. Ja jednak nie zważając

na nie, skłoniłam się jej serdecznie i poszłam do Pana po wskazówki, jak mam postępować w

czasie rekolekcji. (Dz 167-168)

169.

PAN JEZUS OBIECUJE ŚW. FAUSTYNIE, ŻE UTWIERDZI JEJ DUSZĘ W

POKOJU

Rozmowa moja z Panem Jezusem przed zaczęciem rekolekcji. Jezus mi powiedział, że

te rekolekcje będą trochę odmienne od innych. Będzie się starać o głęboki spokój w

obcowaniu ze Mną. Usunę wszelkie niepewności pod tym względem. Ja wiem, że teraz

jesteś spokojna, kiedy do ciebie mówię, a z chwilą, kiedy przestanę mówić, zaczniesz

wyszukiwać wątpliwości, ale wiedz o tym, że tak utwierdzę duszę twoją, że chociażbyś

chciała się niepokoić, nie będzie to w mocy twojej, a jako dowód, że Ja mówię do ciebie,

pójdziesz w drugim dniu rekolekcji do spowiedzi do tego, kapłana, który ma rekolekcje

– zaraz pójdziesz do niego, kiedy skończysz konsiderację i przedstaw mu swoje obawy

jakie masz w stosunku do Mnie, a Ja ci odpowiem przez usta jego, a wtenczas ustaną

obawy twoje. W tych rekolekcjach zachowaj tak ścisłe milczenie, jakoby nic wokoło

ciebie nie istniało. Mówić będziesz tylko ze Mną i ze spowiednikiem, przełożonych

będziesz prosić tylko o pokuty. Ucieszyłam się niezmiernie, że Pan Jezus okazał m tyle

Swej życzliwości i tak się zniża do mnie. (Dz 169)

170.

ŚW. FAUSTYNA ROZPOCZYNA REKOLEKCJE MODLITWĄ DO DUCHA

ŚWIĘTEGO I MATKI NAJŚWIĘTSZEJ

Pierwszy dzień rekolekcji. Rano starałam się być pierwsza w kaplicy, przed medytacją

miałam jeszcze chwile czasu na modlitwę do Ducha Świętego i Matki Najświętszej. Gorąco

prosiłam Matkę Bożą, aby mi uprosiła laskę wierności w tych natchnieniach wewnętrznych i

abym wiernie spełniła wszelka wolę Bożą. Z dziwną odwagą zaczęłam te rekolekcje. (Dz

170)

171.

ŚW. FAUSTYNA OD POCZĄTKU REKOLEKCJI POSTANAWIA ZACHOWAĆ

MILCZENIE

Walka o zachowanie milczenia. Jak zwykle bywa, ze na rekolekcje zjeżdżają się

Siostry z różnych domów. Jedna z Sióstr, z którą się dawno nie widziałam, przyszła do celi i

mówi mi, że ma mi cos powiedzieć. Nic jej nie odpowiedziałam, a ona spostrzegła, że nie

chcę przerwać milczenia. Odpowiedziała mi - nie wiedziałam, że Siostra jest takie dziwadło –

i poszła. Zrozumiałam, że osoba ta nie miała do mnie innego interesu, prócz zaspokojenia

ciekawej miłości własnej. O Boże, utrzymuj mnie w wierności. (Dz 171).

172.

ŚW. FAUSTYNA PRZYBLIŻA POSTAĆ REKOLEKCJONISTY

Ojciec ten, który dawał rekolekcje był z Ameryki. Na krótki czas przyjechał do Polski

i tak się złożyło, że dawał u nas rekolekcje. Odbijało się w tym człowieku wielkie życie

wewnętrzne. Postać jego mówiłam o wielkości ducha, umartwieniu i skupienie cechowały

tego kapłana. Jednak pomimo tych wielkich cnót jakie ten kapłan posiadał, doznałam tam

wielkich trudności, aby odsłonić swoja duszę co do łask – bo co do grzechów, to jest zawsze

łatwo, ale co do łask, to naprawdę muszę sobie wielki wysiłek zadać i to nie wszystko

powiem. (Dz 172)

173-174

ŚW. FAUSTYNA OPISUJE POKUSY SZATAŃSKIE, KTÓRE WYWOŁUJĄ W JEJ

SERCU LĘK, ORAZ PRZEBIEG SPOWIEDZI ŚW.

Pokusy szatana w czasie medytacji. Dziwnie mnie opanował lęk, że kapłan nie

zrozumie, to znów, że nie będzie miał czasu, żebym mogła się ze wszystkiego wypowiedzieć.

Jak ja mu o tym wszystkim powiem? Żeby to jeszcze do Ojca Bukowskiego, to bym to łatwiej

uczyniła, ale tego Jezuitę pierwsze widzę. Tu mi się przypomina rada Ojca Bukowskiego,

którą mi powiedział, że jak odprawiam rekolekcje, to powinnam światła, które mi Bóg zsyła,

chociaż pokrótce zanotować. Mój Boże, półtora dnia przeszło mi tak łatwo – teraz zaczyna się

walka na śmierć i życie. Za pół godziny ma być konferencja, a później mam iść do spowiedzi.

Szatan wmawia we mnie, że jeżeli Przełożeniu powiedzieli, że to życie moje wewnętrzne jest

złudzeniem – po co się jeszcze pytać i męczyć spowiednika? Przecież ci powiedziała M.X., że

z takimi duszami nędznymi to Pan Jezus w ten sposób nie obcuje, to samo ci odpowie i ten

spowiednik. Po co masz o tym mówić, przecież to nie grzechy, a Matka X przecież ci

wyraźnie powiedziała, że to całe obcowanie z Panem Jezusem jest marzycielstwem, czystą

histerią i po cóż masz mówić o tym spowiednikowi temu? Lepiej zrobisz, jeżeli to wszystko

odrzucisz jako złudzenie. Patrz, tyle cię upokorzeń już spotkało i wiele cię jeszcze czeka, a

Siostry wiedza o tym, że jesteś histeryczka. Jezus, zawołałam całą siłą swej duszy. (Dz 174)

W tym Ojciec wyszedł z konferencją. Krótko mówił, jakby się spieszył. Po skończonej

konferencji zasiadł do konfesjonału. Patrzę, żadna z Sióstr ni idzie. Zerwałam się ze swego

klęcznika i już jestem przy kratce. Nie było czasu na żadne namyślanie się. Zamiast

powiedzieć Ojcu o swoich wątpliwościach, których mi narobiono w stosunku do Pana Jezusa,

to ja zaczęłam mówić te wszystkie pokusy, które są wyżej opisane. Jednak spowiednik od

razu spostrzegł całe moje położenie i powiedział: Siostra nie dowierza Panu Jezusowi dlatego,

że tak łaskawie z Siostra postępuje. Cóż, Siostro, niech Siostra będzie najzupełniej spokojna.

Jezus jest Mistrzem Siostry, a obcowanie Siostry z Jezusem ani nie jest histerią, ani

marzycielstwem, ani złudzeniem. Niech Siostra wie, że na dobrej jest drodze. Proszę się

starać o wierność tym łaskom i nie wolno Siostrze się usuwać od nich. Do Przełożonych

Siostra nie potrzebuje mówić o tych łaskach wewnętrznych wcale, tylko na wyraźny rozkaz

Pana Jezusa, i to proszę wpierw porozumieć się ze spowiednikiem. Ale jeżeli Pan Jezus żąda

czegoś co jest na zewnątrz, to po porozumieniu się ze spowiednikiem powinna siostrę to

spełnić co żąda Pan, choćby siostrze nie wiedzieć co kosztować miało. A z drugiej strony

siostra musi o wszystkim mówić spowiednikowi. Absolutnie innej drogi nie ma dla siostry.

Niech się siostra modli o kierownika duchowego, bo inaczej zmarnuje siostra te wielkie dary

Boże. Jeszcze raz powtarzam, że proszę być spokojną – na dobrej drodze siostra jest. Nie

zważać na nic, ale zawsze być wierna Panu Jezusowi, mniejsza o to, co kto o siostrze powie.

Właśnie z takimi nędznymi duszami tak Pan Jezus obcuje, i im się siostra więcej będzie

uniżać, tym Pan Jezus więcej jeszcze będzie się łączył z siostrą. (Dz 173-174)

175.

PO SPOWIEDZI ŚW. FAUSTYNE OGARNĘŁA RADOŚĆ

Kiedy odeszłam od kratki, radość niepojęta zalała duszę moja, tak, ze usunęłam się na

osobne miejsce w ogród, aby się ukryć przed siostrami, a pozwolić sercu na całe wylanie się

ku Bogu. Obecność Boża przeniknęła mnie na wskroś i w jednym momencie cała nicość moja

zatonęła w Bogu i w tym momencie odczuwałam, czyli odróżniałam, mieszkające we mnie

Trzy Boskie Osoby, a spokój miałam w duszy tak wielki, że sama bardzo sobie się dziwiłam –

jak można było się niepokoić. (Dz 175)

176.

ŚW. FAUSTYNA POSTANAWIA DOCHOWYWAĆ WIERNOŚCI NATCHNIENIOM

+ Postanowienie: Wierność natchnieniom wewnętrznym, chociażby mnie nie wiedzieć

co kosztować miało. Nic nie czynić sama, bez porozumienia się wpierw ze spowiednikiem.

(Dz 176)

177.

PAN JEZUS PROSI ŚW. FAUSTYNĘ, BY ZACHĘCAŁA KAPŁANÓW DO

GŁOSZENIA TAJEMNICY MIŁOSIERDZIA BOŻEGO

+ Odnowienie ślubów. Od samego rana kiedy się przebudziłam, zaraz duch mój cały

zatonął w Bogu. W tym oceanie miłości. Czułam, że jestem cała pogrążona w Nim. W czasie

Mszy św. miłość moja ku Niemu doszła do potęgi. Po odnowieniu ślubów i Komunii św.

nagle ujrzałam Pana Jezusa, Który rzekł mi łaskawie: córko Moja, patrz w miłosierne Serce

Moje. Kiedy się wpatrzyłam w to Serce Najświętsze wyszły te same promienie, jakie są w

tym obrazie – jako Krew i Woda i zrozumiałam, jak wielkie jest Miłosierdzie Pańskie. I znów

rzekł Jezus łaskawie: córko Moja, mów kapłanom o tym niepojętym miłosierdziu Moim.

Pala Mnie płomienie miłosierdzia, chcę je wylewać na dusze, nie chcą dusze Wierzyc w

Moja dobroć. Nagle Jezus znikł. Jednak dzień cały duch mój był zanurzony w odczuwalnej

obecności Bożej, pomimo gwaru i rozmowy jak zwykle bywa po rekolekcjach. Nic mnie to

nie przeszkadzało. Duch mój był w Bogu, pomimo, ze na zewnątrz brałam udział w

rozmowach, a nawet byłam zwiedzić Derdy. (Dz 177)

178.

ŚW. FAUSTYNY UCZESTNICZY W ROZMOWIE Z MISTRZYNIĄ

Dziś zaczynam trzecia próbację. Zebrałyśmy się całą trojką u M. Małgorzaty, bo inne

Siostry miały w nowicjacie trzecia próbację. Matka Małgorzata rozpoczęła modlitwą i

objaśnieniem, na czym polega trzecia próbacja i wspomniała, jak wielką jest łaska ślubów

wieczystych. Nagle rozpłakałam się w cały głos. W jednej chwili stanęły mi wszystkie łaski

Boże przed oczyma duszy mojej, widząc się tak nędzną i niewdzięczną wobec Boga. Siostry

zaczęły mnie strofować, czego się tak rozpłakała, jednak Matka Mistrzyni obroniła mnie i

powiedziała, że się nie dziwi.

178a.

PAN JEZUS OCZYSZCZA ŚW. FAUSTYNĘ Z WSZELKIEJ NĘDZY

Po skończonej godzinie poszłam przed Najświętszy Sakrament i jako największa

nędza nędza i nicość prosiłam Go o miłosierdzie, aby raczył uleczyć i oczyścił moją biedną

duszę. Wtem usłyszałam te słowa: córko Moja, wszystkie nędze twoje spłonęły w ogniu

Mojej miłości, jakoby jedno źdźbło wrzucone w niepojęty żar. A tym uniżeniem ściągasz

na siebie i inne dusze morze miłosierdzia Mojego. I odpowiedziałam – Jezu, kształtuj moje

biedne serce według Twojego Boskiego upodobania. (Dz 178)

179.

ŚW. FAUSTYNA ROZNOSI WYPRANE UBRANIE WSPÓŁSIOSTROM

CIERPLIWIE ZNOSZĄC UPOKORZENIA

Przez cały czas próbacji, moim obowiązkiem było pomagać Siostrze w westiarni.

Obowiązek ten dał mi dużo sposobności do ćwiczenia się w cnotach. Nieraz poszłam ze trzy

razy z bielizną do niektórych Sióstr i to człowiek nie mógł dogodzić. Ale poznałam i wielkie

cnoty niektórych Sióstr, które zawsze prosiły, żeby im dawać co jest najlichsze w całej

westiarni. Podziwiałam tego ducha pokory i umartwienia. (Dz 179)

180.

W ADWENCIE PAN JEZUS POZWALA ŚW. FAUSTYNIE POZNAĆ SWOJE

PRZYMIOTY: ŚWIĘTOŚCI, SPRAWIEDLIWOŚCI, MIŁOŚCI I MIŁOSIERDZIA

W czasie Adwentu obudziła się w duszy mojej tak wielka tęsknota za Bogiem. Duch

mój rwał się do Boga całą swą mocą, jaką mam w swoim jestestwie. W tym czasie Pan

udzielił mi wiele światła poznania Jego przymiotów.

Pierwszym przymiotem, jakim Pan dał poznać – to Jego świętość. Świętość ta jest tak

wielka, że drżą przed Nim wszystkie potęgi i moce. Duchy czyste zasłaniają swoje oblicze i

pogrążają się w nieustannej adoracji, a jeden ich tylko wyraz największej czci, to jest –

Święty... Świętość Boga rozlana jest na Kościół Boży i na każdą w nim żyjącą duszę – jednak

nie w równym stopniu. Są dusze na wskroś przebóstwione, a są dusze też zaledwie żyjące.

76

Drugie poznanie udzielił mi Pan – to jest Jego sprawiedliwość. Sprawiedliwość Jego

jest tak wielka i przenikliwa, że sięga w głąb istotnej rzeczy i wszystko wobec Niego staje w

obnażonej prawdzie i nic się ostać by nie mogło.

Trzecim przymiotem jest Miłość i Miłosierdzie. I zrozumiałam, że największym

przymiotem jest miłość i Miłosierdzie. Ono łączy stworzenie ze Stwórcą. Największą miłość i

przepaść miłosierdzia poznaję we Wcieleniu Słowa w Jego odkupieniu i tu poznałam, że to

przymiot jest największy w Bogu. (Dz 180)

181.

PEWNA SIOSTRA UPOKARZA ŚW. FAUSTYNĘ, KTÓRA SPRZĄTAŁA W JEJ

POKOJU

Dziś sprzątałam pokój jednej z Sióstr. Pomimo, że się starałam go sprzątać z

największym staraniem, jednak osoba ta prze cały czas sprzątania chodziła za mną i mówiła –

tu proszek, tam plamka na podłodze. Na każde jej skinienie poprawiałam choć dziesięć razy

to samo, byle ja zadowolić. Nie praca meczy, ale te nieumiarkowane gadania i wymagania.

Nie wystarczyło jej moje całodzienne męczeństwo, ale poszła do Mistrzyni na skargę. –

Proszę Matki, co to za Siostra niedokładna, nie umie się pospieszać. Na drugi dzień poszłam

tę sama robotę robić bez słowa tłumaczenia. Kiedy mnie wzięła w swoje obroty, to

pomyślałam sobie: Jezu, można być cicha męczennicą – nie od pracy sil ubywa, ale tego

męczeństwa. (Dz 181)

182.

ŚW. FAUSTYNA POZNAŁA, ŻE NIEKTÓRE OSOBY MAJĄ ŁATWOŚĆ

DOKUCZANIA INNYM

Poznałam, że niektóre dusze mają szczególny dar dokuczania innym. Ćwiczą, jak

mogą. Biedna taka dusza, jak się dostanie pod ich rękę, nic nie pomoże, rzeczy najlepsze są

przenicowane. (Dz 182)

182a.

W CZASIE PASTERKI ŚW. FAUSTYNA WIDZI ŻYWE DZIECIĄTKO JEZUS

+ Wigilia Bożego Narodzenia.

Dziś łączyłam się ściśle z Matka Boża, przeżywałam Jej chwile wewnętrznie.

Wieczorem przed łamaniem opłatkiem, weszłam do kaplicy, aby się w duchu podzielić z

osobami drogimi i prosiłam Matkę Boża o łaski dla nich. Duch mój był cały pogrążony w

Bogu. W czasie pasterki ujrzałam małe Dzieciątko Jezus w Hostii, duch mój pogrążył się w

Nim. Choć mała Dziecina, jednak Majestat Jego przenikał moja duszę. Głęboko przeniknęła

mnie ta tajemnica, to wielkie uniżenie się Boga, to niepojęte wyniszczenie Jego. Całe święte

żywo mi to było w duszy. O, my nigdy nie pojmiemy tego wielkiego uniżenia się Boga – nim

więcej to rozważam [myśl urwana]. (Dz 182)

183.

PAN JEZUS SPRAWIA, ŻE ŚW. FAUSTYNA ODWIEDZA CHORYCH RAZEM Z

KAPŁANEM NIOSĄCYM KOMUNIĘ ŚW.

W pewnym dniu rano, po Komunii św. usłyszałam taki głos – pragnę abyś Mi

towarzyszyła, jak idę do chorych. – Odpowiedziałam, że dobrze, jednak po chwili, kiedy

rozważyłam, że jak ja to zrobię, przecież Siostry drugiego chóru nie chodzą towarzyszyć

Najświętszemu Sakramentowi, zawsze idą Siostry dyrektorki. Pomyślałam sobie, że Jezus

temu zaradzi. Za niedługą chwilę, przyszła Matka Rafaela po mnie i mówi mi: Siostro, Siostra

będzie chodzić z Panem Jezusem, jak ksiądz idzie do chorych. I przez cały czas, jak byłam na

próbacji, zawsze chodziłam ze światłem, towarzysząc Panu, a jako rycerz Jezusa, starałam się

zawsze osznurować żelaznym paskiem, bo przecież tak zwyczajnie nie pasowałoby iść przy

Kołu. I to umartwienie ofiarowałam za chorych. (Dz 183)

184.

PAN JEZUS UKAZUJE SIĘ ŚW. FAUSTYNIE W CZASIE ADORACJI JAKO MAŁE

DZIECIĘ

+ Godzina święta. W czasie tej godziny starałam się rozmyślać Mękę Pańską. Jednak

duszę moja zalała radość i nagle ujrzałam małe Dziecię Jezus. Jednak Majestat Jego tak mnie

przeniknął i powiedziałam: - Jezu, Ty jesteś takim malutkim, a ja wiem, że Ty jesteś mój

Stwórca i Pan. – a Jezus mi odpowiedział: - jestem, a dlatego obcuję z tobą jako Dziecię,

aby cię nauczyć pokory i prostoty.

Wszystkie cierpienia i trudności składam jako wiązankę dla Jezusa na dzień naszych

zaślubin wieczystych. Nie było nic mi trudnym, kiedy sobie wspomniałam, że do dla

Oblubieńca mojego, jako dowód mojej miłości ku Niemu. (Dz 184)

185.

ŚW. FAUSTYNA TROSZCZY SIĘ O CISZĘ WEWNĘTRZNĄ

Moja cisza dla Jezusa. – Starałam się o wielką ciszę dla Jezusa. Pośród największego

gwaru, Jezus miał zawsze ciszę w moim sercu, chociaż mnie to nieraz wiele kosztowało. Ale

dla Jezusa cóż może być wielkie, dla Tego, Którego kocham całą siłą mojej duszy? (Dz 185)

186-187.

PAN JEZUS ZAPEWNIA ŚW. FAUSTYNĘ, ŻE POZNA JEGO MIŁOŚĆ DO

GRZESZNIKÓW, GDY BĘDZIE ROZWAŻAŁA JEGO MĘKĘ

+ Powiedział mi dziś Jezus: - pragnę, abyś głębiej poznała Moja miłość, jaka pała

Moje Serce ku duszom, a zrozumiesz to, kiedy będziesz rozważać Moją Mękę. Wzywaj

Mojego miłosierdzia dla grzeszników, pragnę ich zbawienia. Kiedy odmówisz tę

modlitwę za jakiego grzesznika z sercem skruszonym i wiarą, dam mu łaskę nawrócenia.

Modlitewka ta jest następująca: (Dz 186)

- O Krwi i Wodo, któraś wytrysnęła z Serca Jezusowego, jako zdrój Miłosierdzia

dla nas ufam Tobie. (Dz 187)

188.

ŚW. FAUSTYNA WIDZI PANA JEZUSA BICZOWANEGO PRZEZ UCZESTNIKÓW

ZABAW KARNAWAŁOWYCH

W ostatnie dni karnawału, kiedy odprawiałam godzinę świętą, ujrzałam Pana Jezusa,

jak cierpiał biczowanie. O, niepojęta to katusza. – Jak strasznie Jezus ucierpiał przy

biczowaniu. O biedni grzesznicy, jak wy się spotkacie w dzień sądu z tym Jezusem, którego

teraz tak katujecie? Krew Jego płynęła na ziemię, a w niektórych miejscach ciało zaczęło

odpadać. I widziałam na plecach parę kości Jego obnażonych z ciała... Jezus cichy wydawał

jęki i westchnienie. (Dz 188)

189.

DUSZA ZACHOWUJĄCA REGUŁĘ JEST MIŁA PANU JEZUSOWI

W pewnej chwili, Jezus dał mi poznać, jak bardzo Mu jest miła dusza, która wiernie

zachowuje regułę. Większą nagrodę otrzyma dusza za zachowanie reguły, aniżeli za pokuty i

wielkie umartwienia. Ale jeżeli one są poza obrębem reguły podejmowane, chociaż i te

ostatnie swoja nagrodę otrzymają – ale nie przewyższą reguły. (Dz 189)

190.

PAN JEZUS ZAŻĄDAŁ OD ŚW. FAUSTYNY, ABY ODDAŁA SIĘ JAKO OFIARA

NA PEWNE CIERPIENIE

Podczas jednej adoracji zażądał Pan ode mnie, abym Mu się oddała jako ofiara na

pewne cierpienie, które sprawie Bożej będzie czynić zadość i to nie tylko w ogólności za

grzechy świata, ale w szczególności za uchybienia w tym domu popełnione. W jednej chwili

powiedziałam, ze dobrze, jestem gotowa. Jednak Jezus dal poznać to, co będę cierpieć i w

jednej chwili stanęła mi przed oczyma duszy cala męka i przesuwała się kolejno. – Pierwsze –

intencje moje będę nie uznawane, różne posądzenia i niedowierzania, różnego rodzaju

upokorzenia i przeciwności – nie wszystko tu wymieniam. Wszystko stanęło przed oczyma

mojej duszy, jako ciemna burza, z której maja za chwilę zacząć się sypać pioruny, czekając

tylko na moja zgodę. Chwile zatrwożyła się natura moja. Wtem uderzył dzwonek na obiad.

Wyszłam z kaplicy drżąca i niezdecydowana. Jednak ofiara ta ustawicznie trwa przede mną,

bo ani się nie zdecydowałam na przyjęcie jej, ani też nie odmówiłam Panu. Chciałam się zdać

na Jego wolę. Jeżeli mi ją Jezus Sam nałoży, to już jestem gotowa. Ale Jezus dał mi poznać,

ze ja muszę się sama, dobrowolnie zgodzić i przyjąć z cała świadomością, bo w tym wypadku

inaczej nie miałaby żadnego znaczenia. Całą moc jego zawiera się w dobrowolnym moim

akcie wobec Niego, ale zarazem dał mi pan poznać, że to jest w mojej mocy. Mogę to

uczynić, ale mogę i nie uczynić. I w tej chwili odpowiedziałam – Jezu, przyjmuję wszystko,

cokolwiek chcesz na mnie zesłać, ufam Twojej dobroci. W jednej chwili wyczułam, że przez

ten akt oddalam Bogu wielka chwałę. Jednak uzbroiłam się w cierpliwość. Kiedy wyszłam z

kaplicy, zaraz się spotkałam z rzeczywistością. Nie chcę tego w szczegółach opisywać, ale

było tyle, ile udźwignąć mogłam, więcej ani kropli bym nie poradziła. (Dz 190)

191.

PAN JEZUS POLECA ŚW. FAUSTYNIE POWIADOMIĆ O PEWNEJ SPRAWIE

MATKĘ GENERALNĄ

+ W pewnej chwili rano, usłyszałam w duszy te słowa – idź do Matki Generalnej i

powiedz, że ta rzecz mi się w tym a tym domu nie podoba. Której rzeczy wymienić nie

mogę, ani domu, ale Matce Generalnej powiedziałam, chociaż mnie to bardzo kosztowało.

(Dz 191)

192.

ŚW. FAUSTYNA PRZJĘŁA NA SIEBIE POKUSĘ WYCHOWANKI

W pewnej chwili przyjęłam na siebie straszna pokusę, którą cierpiała jedna z naszych

wychowanek w domu warszawskim. Pokusa ta była samobójstwa. Przez siedem dni

cierpiałam, po siedmiu dniach Jezus udzielił jej łaski, a wtenczas i ja cierpieć przestałam. Jest

to wielkie cierpienie. Często biorę udręki naszych wychowanek na siebie. Jezus mi na to

pozwala – i spowiednicy. (Dz 192)

193.

SERCE ŚW. FAUSTYNY JEST MIESZKANIEM PANA JEZUSA

Serce moje jest mieszkaniem dla Jezusa ustawicznym. Poza Jezusem nikt do niego

wstępu nie ma. Z Jezusem czerpię siłę do walki ze wszystkimi trudnościami i sprzeciwami.

Pragnę przejść w Jezusa, abym mogła się doskonale oddawać duszom. Bez Jezusa nie

zbliżyłabym się do dusz, bo wiem, czym jestem sama z siebie. Wchłaniam Boga w siebie, aby

Go oddać duszom. (Dz 193)

194.

ŚW. FAUSTYNA POSTANAWIA POŚWIĘCIĆ SWE ŻYCIE DZIEŁU RATOWANIA

DUSZ

+ 27.3. Pragnę się wysilać, pracować, wyniszczać za dzieło nasze ratowania dusz

nieśmiertelnych. Mniejsza o to, jeżeli te wysiłki skrócą moje życie, przecież ono już do mnie

nie należy, ale jest własnością Zgromadzenia. Pragnę być pożyteczna całemu Kościołowi

przez wierność Zgromadzeniu. (Dz 194)

195.

DUCHOWE WYZNANIA ŚW. FAUSTYNY

O Jezu, dziś dusza moja jest jakby zamroczona cierpieniem. Ani jednego promienia

światła. Burza szleje, a Jezus śpi. O Mistrzu mój, nie będę Cię budzić, nie przerwę Ci

słodkiego snu. Ja wierzę, że Ty bez wiedzy mojej umacniasz mnie.

Całe godziny są, kiedy adoruję Ciebie – o Chlebie żywy – pośród wielkich posuch

duszy. O Jezu, ilości czysta, nie potrzebuje pociech, karmie się wolą Twoja – o Mocarzu,

Wola Twoja jest celem mojego istnienia. Zdaje mi się, że świat cały mi służył i jest ode mnie

zależny. Ty, Panie, rozumiesz duszę moja we wszystkich jej dążeniach.

Jezu, gdy sama nie mogę śpiewać Ci hymnu miłości, to podziwiam śpiew Serafinów –

tych bardzo umiłowanych przez Ciebie. Pragnę na sposób ich tonąć w Tobie. Takiej miłości

nic nie położy tamy, bo nad nią nie ma siły żadna moc. Ona jest podobna do błyskawicy,

która oświeca ciemności, ale nie pozostaje w niej. O Mistrzu mój, kształtuj Sam duszę moją

według woli Swojej i odwiecznych zamiarów Swoich. (Dz 195)

196.

ŚW. FAUSTYNA OPISUJE ZACHOWANIE PEWNEJ OSOBY, KTÓRA

POSTANOWIŁA JĄ „ĆWICZYĆ” – MUSIAŁA STAĆ 30 MIN. NA KORYTARZU

Pewna osoba wzięła sobie jakoby za zadanie, aby mnie ćwiczyć w cnocie na różne

sposoby. W jednym dniu chwyciła mnie na korytarzu i zaczęła od tego, że nie ma podstaw do

robienia mi uwagi, ale rozkazała, abym przez całe pół godziny stała na korytarzu naprzeciw

małej kapliczki i czekała na M. Przełożoną i jak będzie szła po skończonej rekreacji, to mam

się oskarżać z różnych rzeczy, które mi rozkazała, aby się z nich oskarżyć. Chociaż ja w

duszy o nich pojęcia żadnego nie miałam, jednak byłam posłuszna i czekałam całe pół

godziny na Przełożoną. Każda Siostra przechodząc obok mnie, patrzyła się z uśmiechem.

Kiedy się oskarżyłam Matce Przełożonej, ta mnie odesłała do spowiednika, kiedy

przystąpiłam do spowiedzi, kapłan ten zaraz się spostrzegł, że to jest coś, co nie płynie z

własnej duszy i ja o takich rzeczach zielonego pojęcia nie mam i zdziwił się, że ta osoba

mogła się na takie rozkazy zdobyć. (Dz 196)

197.

ŚW. FAUSTYNA WYRAŻA SWOJE UCZUCIA WOBEC KOŚCIOŁA ŚWIĘTEGO

O Kościele Boży, tyś najlepszą Matka, ty jeden umiesz wychowywać i dawać wzrost

duszy. O, jak wielka nam miłość i cześć dla Kościoła – tej Matki najlepszej. (Dz 197)

198.

DUSZA UFAJĄCA PANU MA WIELKĄ SIŁĘ

W pewnej chwili powiedział mi Pan: - córko Moja, ufność i miłość twoja krępują

sprawiedliwość Moja i nie mogę karać, bo mi przeszkadzasz. o, jak wielka ma siłę dusza

pełna ufności. (Dz 198)

199.

MYŚL O ŚLUBACH WIECZYSTYCH POCHŁANIA ŚW. FAUSTYNĘ DOGŁĘBNIE

Kiedy myślę o ślubach wieczystych i o tym, kto jest Ten, Który się ze mną pragnie

połączyć, to myśl pochłania mi całe godziny myśleniem o Nim; - jak to się stanie, przecież

Tyś Bóg, a ja stworzenie Twoje, Tyś ról nieśmiertelny, a ja żebraczka i nędza sama. Ale już

mi jest teraz wszystko jasne – przecież tę przepaść wyrówna łaska Twoja, Panie, i miłość. Ta

miłość wyrówna przepaść, jaka jest pomiędzy Tobą, Jezu a mną. (Dz 199)

200.

ZARZUT OBŁUDY BARDZO RANI DUSZE SZCZERE

O Jezu, jak to głęboko rani duszę, jeżeli ona stara się zawsze być szczera, a tu jej

zarzucają obłudę i odnoszą się z nieufnością. O Jezu i Tyś był w takim cierpieniu, aby zadość

czynić Ojcu Swemu. (Dz 200)

Ciąg dalszy >>>

 

Sonda

Czy przedsoborowa Msza Trydencka? (po łacinie)
 

Polecany link, kliknij

Reklama

Kto jest teraz on-line

Naszą witrynę przegląda teraz 213 gości