Dzieje duszy Rozdzia? I
Czytelnia - DZIEJE DUSZY - ?w - ?w. Teresa od Dzieci?tka Jezus

Dzieje duszy
?w. Teresa od Dzieci?tka Jezus (Teresa Martin)

Rozdzia? I

Wczesne dzieci?stwo

Mi?osierdzie Bo?e i tajemnica wybrania. Mi?o?? dla rodziców i sióstr. Wizyta w Mans. Charakter Teresy. Przyja?? z Celink?. Sen o diabe?kach. S?oneczne lata.

Tobie, moja droga Matko, która jeste? mi podwójnie Matk?, powierzam dzieje mej duszy... (1) W dniu, w którym kaza?a? mi to uczyni?, zdawa?o mi si?, ?e rozprosz? moje serce, zajmuj?c si? sob?, ale Jezus da? mi zrozumie?, ?e stan? si? mi?? Jemu przez proste pos?usze?stwo; mam zreszt? do zrobienia tylko jedno: Zacz?? ?piewa? to, co b?d? powtarza? przez ca?? wieczno?? - "Zmi?owania Pa?skie!!!" (2).

Zanim wzi??am pióro do r?ki, ukl?k?am przed figur? Maryi (3), (przez któr? otrzymali?my tyle dowodów matczynej opieki Królowej Nieba nad nasz? rodzin?) i prosi?am J? o pokierowanie moj? r?k?, abym nie napisa?a ani jednej linii, która by Jej nie by?a mi??. Nast?pnie otworzy?am Ewangeli? ?wi?t?; wzrok mój pad? na s?owa: - "Jezus wszed? na gór? i przywo?a? do siebie tych, których sam chcia?, a oni przyszli do Niego" (Mk 3,13) (4). Oto prawdziwa tajemnica mego powo?ania, ca?ego mojego ?ycia, a przede wszystkim tajemnica uprzywilejowania mojej duszy przez Jezusa... On nie wzywa tych, którzy s? tego godni, ale tych, których sam chce, albo, jak mówi ?w. Pawe?: - "Bóg lituje si? nad tym, nad kim zechce, i mi?osierdzie okazuje temu, nad kim chce si? zmi?owa?. Nie zale?y to wi?c od trudu tego, kto chce, ani kto si? ubiega, ale od lituj?cego si? Boga" (Rz 9,15 i 16).

Przez d?ugi czas pyta?am siebie, dlaczego dobry Bóg ma swoich uprzywilejowanych, dlaczego wszystkie dusze nie otrzymuj? ?ask w równym stopniu; dziwi?am si? widz?c, jak obdarza nadzwyczajnymi wzgl?dami ?wi?tych, którzy w przesz?o?ci obra?ali Go, jak ?w. Pawe? i ?w. Augustyn, oraz ci, których On zmusi? - rzec by mo?na - do przyj?cia swej ?aski. Ponadto, czytaj?c o ?yciu ?wi?tych i widz?c, jak Pan Nasz mia? upodobanie w pieszczeniu ich od ko?yski a? do grobu, jak usuwa? z ich drogi wszelkie przeszkody mog?ce utrudni? im wznoszenie si? ku Niemu, jak uprzedza? te dusze swymi wzgl?dami, aby nie dopu?ci? do przy?mienia niepokalanego blasku ich szaty chrztu, pyta?am siebie: dlaczego, na przyk?ad, tak wielu biednych dzikich umiera, zanim maj? mo?no?? us?ysze? d?wi?k Imienia Bo?ego... Jezus raczy? pouczy? mnie o tej tajemnicy. Stawi? mi przed oczyma ksi?g? natury i zrozumia?am, ?e wszystkie kwiaty przez Niego stworzone s? pi?kne, ?e przepych ró?y i biel Lilii nie ujmuj? woni ma?emu fio?kowi ani zachwycaj?cej prostoty stokrotce... Zrozumia?am, ?e gdyby wszystkie ma?e kwiatki chcia?y by? ró?ami, natura straci?aby sw? wiosenn? kras?, pola nie by?yby umajone kwieciem...

Podobnie dzieje si? w ?wiecie dusz, w tym ogrodzie Jezusa. Spodoba?o Mu si? stworzy? wielkich ?wi?tych, których mo?na porówna? do Lilii i ró?; lecz stworzy? tak?e tych najmniejszych, którzy winni si? zadowoli?, ?e s? stokrotkami i fio?kami, przeznaczonymi, by radowa? oczy dobrego Boga, gdy je skieruje na ziemi?. Doskona?o?? polega na tym, by czyni? Jego wol?, by by? tym, czym On nas chce mie?...

Zrozumia?am te?, ?e mi?o?? Naszego Pana objawia si? zarówno w duszy najprostszej, która w niczym nie stawia oporu Jego ?asce, jak i w najbardziej wznios?ej; poniewa? za? w?a?ciwo?ci? mi?o?ci jest zni?anie si?, wi?c gdyby wszystkie dusze by?y podobne do dusz ?wi?tych doktorów, o?wiecaj?cych Ko?ció? blaskiem swej nauki, wówczas mog?oby si? wydawa?, ?e dobry Bóg, zst?puj?c do nich, nie schodzi do?? nisko. On jednak stworzy? dziecko, które nic nie wie i potrafi tylko s?abo kwili?; On stworzy? biednego dzikiego cz?owieka, kieruj?cego si? wy??cznie prawem natury, i do ich serc raczy si? zni?a?; to s? w?a?nie owe polne kwiaty, których prostota zachwyca Go... Zni?aj?c si? tak dalece, dobry Bóg okazuje sw? niesko?czon? wielko??. Jak s?o?ce o?wieca równocze?nie cedry i ka?dy ma?y kwiatek, jak gdyby ten by? jedynym na ziemi, tak Pan Nasz troszczy si? o ka?d? dusz? z osobna, jakby nie mia?a podobnych sobie i jak w przyrodzie nast?pstwo pór roku sprawia, ?e w oznaczonym dniu mo?e zakwitn?? najdrobniejsza stokrotka, podobnie wszystko zgodne jest z dobrem ka?dej duszy.

Na pewno, moja droga Matko, zapytasz ze zdziwieniem, do czego zmierzam, bo dot?d nie powiedzia?am niczego, co dotyczy historii, mego ?ycia, ty sama jednak poleci?a? mi pisa? swobodnie to, co mi si? na my?l nasunie. To, co napisz?, nie b?dzie - ?ci?le mówi?c - moim ?yciorysem; b?d? to moje my?li o ?askach, których dobry Bóg raczy? mi udzieli?. Znajduj? si? w tym okresie ?ycia, kiedy mog? skierowa? spojrzenie w przesz?o??; moja dusza dojrzewa?a w tyglu do?wiadcze? zewn?trznych i wewn?trznych (5); obecnie jak kwiat wzmocniony burz? podnosz? g?ow? i widz?, ?e spe?niaj? si? we mnie s?owa Psalmu XXII (Pan jest moim Pasterzem i niczego mi nie zabraknie. Postawi? mnie na pastwiskach przyjemnych i urodzajnych. Prowadzi? mnie s?odko wzd?u? wód. Wiód? m? dusz? bez zm?czenia... Bo cho?bym zeszed? w mroczn? dolin? ?mierci, nie b?d? si? ba? niczego z?ego, albowiem ze mn? b?dziesz, Panie) (6). Pan by? dla mnie zawsze wspó?czuj?cy i pe?en s?odyczy... Powolny do karania i pe?en mi?osierdzia... (por. Ps 102, 8). Tote?, moja Matko, z wielk? rado?ci? wy?piewuj? przy tobie zmi?owania Pa?skie... Dla Ciebie samej pisa? b?d? dzieje ma?ego kwiatka zerwanego przez Jezusa, chc? wi?c mówi? swobodnie, bez niepokoju o styl czy liczne dygresje. Serce matki zawsze zrozumie swe dziecko, cho?by ono umia?o jedynie szczebiota?; jestem wi?c pewna, ?e zrozumiesz mnie i odgadniesz Ty, która? ukszta?towa?a moje serce i ofiarowa?a je Jezusowi!...

Zdaje mi si?, ?e gdyby kwiatek potrafi? mówi?, powiedzia?by po prostu, co dobry Bóg uczyni? dla niego, bez ch?ci ukrywania Jego dobrodziejstw. Nie mówi?by - pod pozorem fa?szywej pokory - ?e jest pozbawiony uroku i woni, ?e s?o?ce zniszczy?o jego wspania?o?? a burze z?ama?y ?odyg?, b?d?c jednocze?nie przekonanym, ?e jest wr?cz przeciwnie. Kwiat, który zaczyna opowiada? swoje dzieje, cieszy si?, ?e mo?e mówi? o przywilejach darmo otrzymanych od Jezusa, bo wie, ?e nic w nim nie by?o takiego, co mog?oby ?ci?gn?? na niego Boskie wejrzenie i ?e jedynie mi?osierdzie Bo?e sprawi?o to wszystko, co jest w nim dobrego... to Jezus sprawi?, ?e wyrós? on na ziemi ?wi?tej i do g??bi przesi?kni?tej woni? dziewictwa. To Jezus .sprawi?, ?e poprzedzi?o go osiem Lilii l?ni?cych biel?. W swej mi?o?ci chcia? On zabezpieczy? ma?y kwiatek przed zatrutym tchnieniem ?wiata; zaledwie bowiem korona jego zacz??a si? rozchyla?, Boski Zbawiciel przesadzi? go na gór? Karmelu (7), gdzie ju? dwie Lilie, które go w wio?nie ?ycia s?odko otacza?y i ko?ysa?y, wydawa?y sw? mi?? wo?...

Siedem ?at up?yn??o, odk?d ma?y kwiatek zapu?ci? swe korze palio nie w ogrodzie Oblubie?ca dziewic, a ju? trzy Lilie sk?aniaj? wokó? Niego swe wonne kielichy; niedaleko inna Lilia rozkwita pod okiem Jezusa, a dwie b?ogos?awione ?odygi, które wyda?y te kwiaty, s? teraz z??czone na wieki w Niebieskiej Ojczy?nie... Tam to odnalaz?y cztery Lilie, których ziemia nie widzia?a w rozkwicie... niech Jezus raczy nie zatrzymywa? d?ugo na tym obcym brzegu pozosta?ych na wygnaniu kwiatów; niech ca?y szczep Lilii po??czy si? wkrótce w Niebie (8).

Oto, moja Matko, w kilku s?owach zebra?am to, co Pan Bóg dla mnie uczyni?; obecnie wejd? w szczegó?y mego dzieci?stwa. Wiem, ?e to, co dla kogo innego by?oby tylko nudnym opowiadaniem, dla twego matczynego serca b?dzie pe?ne uroku...

Co wi?cej, wspomnienia, które przyzywam na pami??, s? równie? Twoimi, przy Tobie bowiem up?yn??o moje dzieci?stwo i mia?y?my szcz??cie posiadania tych samych niezrównanych rodziców, którzy otaczali nas równym staraniem i jednakow? tkliwo?ci?. O! niech zechc? b?ogos?awi? najmniejszemu ze swych dzieci i wspomóc je w wys?awianiu zmi?owa? Bo?ych!... (9).

W dziejach mej duszy przed wst?pieniem do Karmelu wyró?niam trzy odr?bne okresy; pierwszy, mimo ?e trwa? krótko, nie jest najubo?szy we wspomnienia; obejmuje on czas od chwili rozbudzenia si? mego rozumu, a? do odej?cia naszej ukochanej Matki do Ojczyzny Niebieskiej.

Bóg da? mi t? ?ask?, ?e bardzo wcze?nie rozwin?? mój umys? i wspomnienia z dzieci?stwa tak g??boko utrwali? w mej pami?ci, i? odnosz? wyra?enie, jakoby wczoraj mia?o miejsce to, o czym b?d? opowiada?. W swej mi?o?ci Jezus niew?tpliwie chcia? mi da? pozna?, jak niezrównan? da? mi Matk?, zanim pospieszy? ukoronowa? j? w Niebie sw? Bosk? r?k?!...

Spodoba?o si? Panu Bogu otacza? mnie przez ca?e ?ycie mi?o?ci?; moje pierwsze wspomnienia pe?ne s? u?miechów i najczulszych pieszczot!... ale je?li On otoczy? mnie tak wielk? mi?o?ci?, nape?ni? ni? tak?e moje ma?e serduszko, czyni?c je mi?uj?cym i wra?liwym; ja tak?e bardzo kocha?am Tatusia i Mamusi? i - b?d?c bardzo wylewn? - okazywa?am im moj? czu?o?? na tysi?c sposobów. Sposoby te by?y jednak niekiedy dziwaczne, jak o tym ?wiadczy fragment z listu Mamusi - "Male?ka jest niezrównanym figlarzem; przychodzi mnie pie?ci? ?ycz?c mi ?mierci: -'O! jak bym bardzo chcia?a, ?eby? umar?a, moja biedna Mamusiu!...', skarcona za? mówi: 'To dlatego, aby? posz?a do nieba, przecie? mówisz, ?e trzeba umrze?, by tam pój??'. Podobnie ?yczy ?mierci swemu ojcu, w napadzie gor?cej mi?o?ci" (10).

Oto, co pisze o mnie mama 25 czerwca 1874 roku, kiedy mia?am zaledwie osiemna?cie miesi?cy: "Ojciec twój zawiesi? hu?tawk?; Celina nie posiada si? z rado?ci, ale trzeba widzie? hu?taj?c? si? ma??; ?mieszne to, ale ona zachowuje si? jak du?a dziewczynka, nie ma obawy, by wypu?ci?a sznur z r?ki, a gdy nie hu?ta si? do?? mocno - krzyczy. Przywi?zujemy j? z przodu drugim sznurem, mimo to jednak nie jestem spokojna, widz?c j? wzbijaj?c? si? tak wysoko...

Ostatnio mia?am z ni? dziwn? przygod?. Zwyczajnie chodz? na Msz? ?w. o 5.30 rano. Pocz?tkowo nie mia?am odwagi zostawi? jej samej, ale widz?c, ?e si? nigdy nie budzi, w ko?cu zdecydowa?am si? na to. K?ad? j? w ?ó?ku i przysuwam ko?ysk? tak blisko, ?e jest rzecz? niemo?liw?, aby spad?a. Jednego dnia zapomnia?am przysun?? ko?ysk?. Wracam, a ma?ej nie ma w ?ó?ku; w tym momencie us?ysza?am krzyk; rozgl?dam si? i widz? j? siedz?c? na krze?le znajduj?cym si? u wezg?owia, z g?ówk? le??c? na poduszce; spa?a w ten sposób snem bardzo niespokojnym, bo by?o jej niewygodnie. Poniewa? spa?a, nie mog? zrozumie? jak si? to sta?o, ?e upadaj?c usiad?a na tym krze?le. Podzi?kowa?am Panu Bogu, ?e si? jej nic nie sta?o, bo jest to istotnie opatrzno?ciowe; powinna by?a stoczy? si? na ziemi?. Strzeg? j? Anio? Stró? i dusze czy??cowe, do których codziennie si? modl?, by opiekowa?y si? ma??. Tak ja to rozumiem... Ty przyjmij to jak chcesz!..."

Pod koniec listu mamusia dodaje: "W?a?nie male?ka przysz?a pog?aska? mnie r?czk? po twarzy i u?ciska?. To biedne ma?e nie chce mnie ani na chwil? opu?ci?, jest stale ze mn?; bardzo lubi chodzi? do ogrodu, ale je?li mnie tam nie ma, nie chce zosta? i p?acze tak d?ugo, a? j? do mnie przyprowadz?"... (11). Oto fragment z innego listu: ,,Terenia pyta?a mnie jednego dnia, czy pójdzie do Nieba. Powiedzia?am jej, ?e tak, je?eli b?dzie bardzo grzeczna; na co ona odrzek?a:

'Tak, ale je?li nie b?d? pieszczotk?, to pójd? do piek?a... Dobrze jednak wiem, co zrobi?; ulec? z Tob?, gdy b?dziesz sz?a do Nieba i jak Pan Bóg b?dzie móg? mnie od??czy??... b?dziesz mnie mocno trzyma? w swych ramionach - prawda?' Widzia?am w jej oczach mocne przekonanie, ?e Pan Bóg nie b?dzie móg? jej nic zrobi?, je?li si? znajdzie w ramionach swej matki..." (12). "Maria bardzo kocha siostrzyczk?, uwa?a j? za pieszczotk?; trudno inaczej, bo ma?a boi si? bardzo, by nie wyrz?dzi? jej przykro?ci. Wczoraj chcia?am da? jej ró?? wiedz?c, ?e jej to sprawi rado??, ale zacz??a mnie prosi?, by ró?y nie ?cina?, bo Maria nie pozwoli?a. Zaczerwieni?a si? a? z przej?cia; mimo to da?am jej dwie, ale ona nie ?mia?a pokaza? si? w domu. Daremnie t?umaczy?am jej, ?e ró?e by?y moje; 'ale? nie - powiedzia?a - one s? Marii...' To dziecko bardzo ?atwo przejmuje si?. Je?li tylko troch? zawini, wszyscy musz? o tym wiedzie?. Wczoraj niechc?cy rozdar?a ma?y kawa?ek tapety; by?a w stanie godnym po?a?owania, chcia?a, aby to natychmiast powiedzie? Ojcu; wróci? po czterech godzinach, wszyscy ju? o tym zapomnieli, ale ona przybieg?a przypomnie? Marii: 'Powiedz zaraz Tatusiowi, ?e rozdar?am papier.' By?a jak przest?pca oczekuj?cy wyroku, jest jednak przekonana, ?e ?atwiej otrzyma przebaczenie, gdy przyzna si? sama" (13).

Bardzo kocha?am moj? chrzestn? matk?. Zwraca?am piln? uwag? na wszystko, co si? dzia?o i mówi?o ko?o mnie, cho? si? z tym nie zdradza?am; zdaje mi si?, ?e mia?am s?d o rzeczach taki sam, jak obecnie. Bardzo uwa?nie s?ucha?am, czego Maria uczy?a Celin?, by robi? to samo co ona. Po jej powrocie od Sióstr Wizytek, chc?c otrzyma? pozwolenie przebywania w jej pokoju podczas lekcji, które dawa?a Celinie, by?am bardzo grzeczna i stosowa?am si? ca?kowicie do jej woli. Zasypywa?a mnie te? podarkami, które mimo swej ma?ej warto?ci sprawia?y mi wielk? przyjemno??.

By?am bardzo dumna z obu moich starszych sióstr, ale mym dziecinnym idea?em by?a Paulina... Odk?d zacz??am mówi?, na zapytanie Mamusi - "O czym my?lisz?" odpowiada?am niezmiennie - "O Paulinie..." Kiedy?, wodz?c paluszkiem po szybie, mówi?am - "Pisz?: Paulina!..." S?ysza?am cz?sto jak mówiono, ?e Paulina b?dzie zakonnic?; nie rozumiej?c jeszcze, co to znaczy, my?la?am jednak: "Ja te? b?d? zakonnic?". Jest to jedno z moich pierwszych wspomnie? i od tego czasu nigdy nie zmieni?am swego postanowienia!... Ciebie to, moja droga Matko, wybra? Jezus, by? mnie Jemu za?lubi?a; chocia? nie by?a? wówczas przy mnie, ju? wtedy zaistnia?a wi?? pomi?dzy naszymi duszami. Ty by?a? moim idea?em, chcia?am by? podobna do Ciebie; Twój to przyk?ad poci?gn?? mnie do Oblubie?ca dziewic ju? w drugim roku ?ycia... Jak?e s?odkie my?li chc? Ci powierzy?!... Powinnam jednak opowiada? dalej dzieje ma?ego kwiatka, jego histori? pe?n?, ale ogóln?, gdybym bowiem chcia?a mówi? szczegó?owo o moich powi?zaniach z Paulina, by?abym zmuszona pomin?? wszystko inne!...

Moja droga Leo?cia zajmowa?a równie? wiele miejsca w mym sercu. Kocha?a mnie bardzo. Wieczorem, kiedy ca?a rodzina sz?a na przechadzk?, ona mnie pilnowa?a. Zdaje mi si?, ?e jeszcze teraz s?ysz? te mi?e piosenki, które mi do snu ?piewa?a... na wszelki sposób stara?a si? zrobi? mi przyjemno??, tote? i mnie by?oby bardzo przykro, gdybym j? czymkolwiek zmartwi?a.

Doskonale pami?tam jej Pierwsz? Komuni? ?w. (14) zw?aszcza od chwili, kiedy wzi??a mnie na r?ce, aby zabra? mnie z sob? do prezbiterium; ogromnie mi si? to podoba?o, ?e niesie mnie starsza siostra, podobnie jak ja - ca?a w biel przybrana. Wieczorem po?o?ono mnie wcze?niej spa?, poniewa? by?am za ma?a, by zosta? na uroczystym obiedzie, ale teraz jeszcze widz? Tatusia, który przyszed? do mnie w czasie deseru, nios?c swej królewnie kawa?ek tortu z piramid?...

Nazajutrz, a mo?e kilka dni pó?niej, posz?y?my z mamusi? do ma?ej kole?anki Leonii; zdaje mi si?, ?e to w tym dniu nasza dobra Mamusia zaprowadzi?a nas za mur, by?my si? napi?y wina po obiedzie (którym pocz?stowa?a nas uboga pani Dagorau) (15), nie chcia?a bowiem zrobi? przykro?ci tej dobrej kobiecie, ale nie chcia?a tak?e, aby nam czegokolwiek brakowa?o... Jak delikatne jest serce Matki, jak potrafi objawi? sw? czu?o?? w niezliczonych przewiduj?cych staraniach, o których nikt inny by nie pomy?la?!

Pozostaje mi teraz opowiedzie? o kochanej Celinie, towarzyszce mego dzieci?stwa, ale wspomnienia o niej s? tak liczne, ?e nie wiem, które z nich wybra?. Przytocz? par? urywków z listów, które mamusia pisa?a do Ciebie, gdy by?a? u Wizytek; nie b?d? jednak wszystkiego przepisywa?, zbyt d?ugo by to trwa?o... 10 lipca 1873 r. (16) (rok mego urodzenia) tak oto pisze do Ciebie: - "Karmicielka (17) przynios?a nam we czwartek Teres?, która ?mia?a si? nieustannie; Celina spodoba?a si? jej szczególnie, patrz?c na siebie, co chwila wybucha?y ?miechem; sprawia wra?enie, jakby chcia?a si? ju? bawi?, co nast?pi nied?ugo, bo stoi na nó?kach prosto jak ko?eczek. S?dz?, ?e wcze?nie zacznie chodzi? i b?dzie mia?a dobry charakter; wydaje si? bardzo inteligentna i twarzyczka jej nosi znami? wybrania..."

Swoje serdeczne uczucia okaza?am jednak Celinie dopiero po powrocie od karmicielki (18). Rozumia?y?my si? doskonale, ale ja by?am ?ywsza i mniej naiwna od niej; cho? by?am trzy i pó? roku m?odsza, zdawa?o mi si?, ?e jeste?my w równym wieku.

Oto fragment z listu Mamusi, który Ci poka?e, jak Celina by?a s?odka, a jak ja by?am swawolna - "Celinka jest sk?onna do cnoty; ca?a jej istota wewn?trznie sk?ania si? w tym kierunku; posiada czyst? dusz? i do z?a czuje odraz?. Z ma?ego trzpiota nie wiadomo co wyro?nie; jaka jest ma?a - taka roztrzepana. Inteligencj? przewy?sza Celin?, za to jest o wiele mniej ?agodna, a przede wszystkim niezmiernie uparta; kiedy powie nie za nic nie ust?pi, woli pozosta? ca?y dzie? w piwnicy, a nawet sp?dzi? noc, ani?eli powiedzie? tak...

Przy tym wszystkim ma z?ote serce, jest czu?a i bardzo szczera. Ciekawy to widok, gdy biegnie za mn?, by mi wyzna?: - Mamusiu, raz popchn??am Celin?, raz j? uderzy?am, ale wi?cej ju? tego nie zrobi?. - (Tak jest zawsze, ilekro? co? zbroi). We czwartek wieczorem poszli?my na przechadzk? w stron? dworca; chcia?a koniecznie i?? do poczekalni i jecha? po Paulin?, bieg?a przed nami z rado?ci?, która okaza?a si? z?udn?. Kiedy spostrzeg?a, ?e zamiast wsi??? do poci?gu i jecha? po Paulin? musi wraca?, p?aka?a ca?? drog?" (19).

Ta ostatnia cz??? listu przywodzi mi na pami?? szcz??cie, jakiego doznawa?am widz?c ci? powracaj?c? od Sióstr Wizytek. Bra?a? mnie, moja matko, na r?ce, Maria za? bra?a Celin?; w tysi?czny sposób okazywa?am Ci moj? serdeczno??, przechyla?am si? w ty?, by podziwia? twój wielki warkocz... potem da?a? mi tabliczk? czekolady przechowywan? od trzech miesi?cy. Pomy?l, jaka to by?a dla mnie relikwia... Przypominam sobie równie? podró? do Mans (20), wtedy po raz pierwszy jecha?am poci?giem. Có? to za rado?? podró?owa? samej z Mamusi?!... Tymczasem, nie wiem ju? dlaczego, zacz??am p?aka? i biedna Mamusia by?a zmuszona zaprezentowa? cioci w Mans (21) ma?ego brzydala, ca?ego czerwonego od ?ez wylanych podczas drogi... Z pobytu w rozmównicy nie pami?tam nic poza momentem, kiedy to ciocia poda?a mi bia?? myszk? i koszyczek z bristolu nape?niony cukierkami, na których królowa?y dwa pi?kne pier?cionki z cukru, akuratnie na miar? mego palca. Natychmiast zawo?a?am: - "Co za szcz??cie! B?dzie pier?cionek dla Celiny". Ale, o bole?ci! wzi??am mój koszyk za ucho, drug? r?k? poda?am Mamusi i wysz?y?my. Po kilku krokach ogl?dam mój koszyk i widz?, ?e prawie wszystkie cukierki posia?am po ulicy, jak kamyki Tomcia Paluszka... Przygl?dam si? uwa?niej i spostrzegam, ?e jeden z cennych pier?cionków podzieli? nieszcz??liwy los cukierków... Nie mia?am co da? Celinie! roz?ali?am si? wi?c i prosi?am, by?my wróci?y; mamusia zdawa?a si? nie zwraca? na mnie uwagi. Tego ju? by?o za wiele, ?zy moje przesz?y w krzyk... Nie mog?am zrozumie?, dlaczego nie podziela mego zmartwienia, i to wzmog?o mój ból...

Powracam teraz do listów, w których mamusia opowiada o Celinie i o mnie; st?d b?dziesz mog?a najlepiej pozna? mój charakter. Oto fragment, w którym moje wady ukazuj? si? w jasnym ?wietle: ,,Celina bawi si? z ma?? klockami; od czasu do czasu dochodzi do sprzeczki, Celina ust?puje, by zdoby? per?? do swojej korony. Czuj? si? wtedy w obowi?zku skarci? to biedne male?stwo, które wpada w istn? furi?; gdy bowiem co? nie dzieje si? po jej my?li, z rozpaczy tarza si? po ziemi b?d?c przekonan?, ?e wszystko stracone; s? chwile, ?e to staje si? silniejsze od niej, tak ?e a? si? dusi. Jest to dziecko bardzo nerwowe (22), jednak bardzo mi?e i inteligentne, wszystko pami?ta" (23). Widzisz wi?c, moja Matko, ?e nie by?am wcale dziewczynk? bez wad. Nie mo?na by?o o mnie powiedzie? nawet tego, ?e "jestem grzeczna kiedy ?pi?", bo w nocy wierci?am si? jeszcze wi?cej ni? za dnia. Przez sen zrzuca?am z siebie wszystkie przykrycia i uderza?am si? o brzeg mego drewnianego ?ó?eczka; budzi?am si? wtedy z bólu wo?aj?c: "Mamusiu, jestem stukni?ta..." I ta biedna Mamusia musia?a wstawa?, stwierdza?a, ?e mam istotnie guzy na czole, ?e jestem stukni?ta, okrywa?a mnie dok?adnie i sz?a si? po?o?y?. Po chwili jednak rozpoczyna?am od nowa stukni?cia, tote? w ko?cu trzeba by?o przywi?za? mnie do ?ó?ka. Co wieczór przychodzi?a Celina, by powi?za? ma?ego skrzata mnóstwem sznurków, uniemo?liwiaj?c mu tym samym stukanie si? i budzenie Mamusi. Sposób ten okaza? si? dobry i odt?d by?am grzeczna, gdy spa?am. Posiada?am rozbudzon? ju? inn? wad?, o której Mamusia nie wspomina w listach, by?a ni? wielka mi?o?? w?asna. Chc? Ci poda? tylko dwa przyk?ady, by nie przed?u?a? zbytnio opowiadania. - Jednego dnia Mamusia powiedzia?a do mnie - "Moja Tereniu, je?li poca?ujesz ziemi?, dam ci sou". Jeden sou stanowi? w moich oczach bogactwo; by go otrzyma?, nie potrzebowa?am zni?a? mej wielko?ci, poniewa? mój ma?y wzrost nie czyni? zbyt wielk? odleg?o?? mi?dzy mn? a ziemi?. My?l o "poca?owaniu ziemi" zadrasn??a jednak moj? pych?, wi?c prostuj?c si? na ca?? wysoko??, powiedzia?am Mamusi - "O nie, moja Mamusiu, wol? nie mie? sou!..."

Innym razem mia?y?my si? uda? do Grogny do pani Monnier (24). Mamusia poleci?a Marii, by ubra?a mnie w ?liczn? b??kitn? sukienk?, ozdobion? koronkami, ale ramion nie zostawia?a odkrytych, by ich nie opali?o s?o?ce. Pozwoli?am si? ubiera? z oboj?tno?ci?, jak? powinny mie? dzieci w moim wieku, ale po cichu pomy?la?am, ?e o wiele ?adniej wygl?da?abym z ods?oni?tymi ramionkami.

Maj?c tak? natur?, ?atwo sta?abym si? bardzo niedobr?, a mo?e nawet posz?abym na zatracenie, gdyby mnie nie wychowywali rodzice cnotliwi, albo gdybym by?a rozpieszczana jak Celina przez Ludwik? (25). Ale Jezus czuwa? nad sw? ma?? oblubienic?, aby wszystko wysz?o jej na dobre; dozwoli?, ?e wady wcze?nie karcone pos?u?y?y jej do post?pu w doskona?o?ci.

Istotnie, posiada?am mi?o?? w?asn?, ale mia?am te? umi?owanie dobra. Zaledwie zacz??am my?le? powa?nie (a by?o to bardzo wcze?nie) wystarczy?o powiedzie? mi, ?e co? nie jest dobre, a nigdy ju? nie trzeba by?o powtarza? po raz drugi. Z rado?ci? spostrzegam w listach Mamusi, ?e w miar? jak ros?am, sprawia?am jej coraz wi?cej pociechy. Maj?c ko?o siebie tylko dobry przyk?ad, w sposób naturalny chcia?am go na?ladowa?. Oto, co Mama pisa?a w 1876 roku: - "Co si? za? tyczy Teresy, to i ona zaczyna ju? pe?ni? praktyki (26)... Jest to urocze dziecko, delikatne jak cie?, bardzo ?ywe, ale serce ma czu?e. Z Celin? kochaj? si? bardzo i wystarczaj? sobie wzajemnie przy zabawie. Codziennie, zaraz po zjedzeniu obiadu, Celina bierze swego kogutka, jednym susem ?apie kurk? dla Teresy; jest tak ?ywa, ?e od razu j? chwyci, cho? ja nie mog? sobie z ni? poradzi?; potem obie przychodz? ze swymi zwierz?tkami usi??? przy kominku i zabawiaj? si? tam bardzo d?ugo. (T? kurk? i kogutka podarowa?a mi Ró?yczka (27); kogutka da?am Celinie). Pewnego dnia Celina spa?a ze mn?, Teresa za? na pi?trze w ?ó?ku Celiny. Prosi?a Ludwik?, by j? znios?a na dó? do ubierania. Ludwika posz?a jej tam szuka?, ale znalaz?a ?ó?ko puste. Teresa us?yszawszy g?os Celiny, zesz?a z ni? na dó?. Ludwika zwróci?a si? do niej: - "Nie chcesz wi?c i?? si? ubiera??" - "O nie, moja Ludwiko, my jeste?my jak dwie ma?e kurki i nie trzeba nas rozdziela?!" Przy tych s?owach obj??y si? i zacz??y si? ?ciska?... Wieczorem Ludwika, Celina i Leonia posz?y do kó?ka katolickiego (28) i zostawi?y biedn? Teres?, która rozumiej?c doskonale, ?e jest za ma?a, by pój?? z nimi, mówi?a: - "?eby cho? po?o?ono mnie w ?ó?ku Celiny!..." Ale nie, nie chciano... nic nie powiedzia?a i pozosta?a ze sw? ma?? lampk?; w kwadrans pó?niej spa?a ju? g??bokim snem..." (29).

Kiedy indziej Mama pisa?a jeszcze: "Celina i Teresa s? nieroz??czne, trudno spotka? bardziej kochaj?ce si? dzieci. Kiedy Maria zabiera Celin?, by odrobi? z ni? lekcje, biedna Teresa zalewa si? ?zami. Niestety, có? poradzi, jej ma?a przyjació?ka odchodzi!... Maria z lito?ci zabiera i j? i to biedne ma?e siedzi na krze?le dwie czy trzy godziny; daje si? jej koraliki do nawlekania albo jaki? ga?ganek do szycia, a ona nie odwa?a si? ruszy? i tylko wzdycha g??boko. Ciekawy to widok, gdy nitka wysunie si? jej z ig?y i nie potrafi jej nawlec, a nie ?mie przeszkadza? Marii; wówczas dwie wielkie ?zy sp?ywaj? po jej policzkach... Maria pociesza j? wkrótce, nawleka ig?? i biedny anio?ek u?miecha si? przez ?zy..." (30).

Przypominam sobie, ?e istotnie nie mog?am obej?? si? bez Celiny; wola?am wsta? od sto?u przed sko?czeniem deseru, byle móc pój?? za ni?, gdy tylko si? podnios?a. Wierci?am si? na swym wysokim krze?le prosz?c, by mnie zsadzono i zaraz sz?y?my razem bawi? si?. Czasem bawi?y?my si? z córk? prefekta; bardzo mi si? to podoba?o ze wzgl?du na park i pi?kne zabawki, jakie nam pokazywa?a (31), chodzi?am tam jednak przede wszystkim dlatego, by zrobi? przyjemno?? Celinie; sama wola?am raczej pozosta? w naszym ma?ym ogrodzie i skroba? mury, z których wybiera?y?my wszystkie b?yszcz?ce kamyczki, a potem sz?y?my sprzedawa? je Tatusiowi, który bardzo powa?nie kupowa? je.

W niedziel? Mamusia zostawa?a pilnowa? mnie, poniewa? by?am za ma?a, by pój?? na nabo?e?stwo. W czasie trwania Mszy ?w. by?am bardzo grzeczna i chodzi?am tylko na paluszkach, gdy jednak zobaczy?am, ?e drzwi si? otwieraj?, wybucha?am nieopisan? rado?ci?, wybiega?am naprzeciw mej ?licznej Siostrzyczki, "wystrojonej jak kaplica" (32)... i zwraca?am si? do niej: "Oh! moja Celinko, daj mi szybko ?wi?conego chleba!" Zdarzy?o si? raz, ?e go nie mia?a, poniewa? przysz?a za pó?no... Co pocz??? Musia?am go otrzyma?, bo by?a "moja msza"... Bardzo szybko znalaz?o si? wyj?cie - "Nie masz ?wi?conego chleba, to nic, zrób go!" Jak si? powiedzia?o - tak si? zrobi?o; Celina wzi??a krzes?o, otworzy?a ?cienn? szafk?, wyj??a chleb, ukroi?a kromk? i z wielk? powag? zmówi?a nad ni? Zdrowa? Maryjo, po czym poda?a mi, a ja zrobiwszy znak Krzy?a spo?y?am go bardzo pobo?nie, stwierdzaj?c, ?e ma zupe?nie smak ?wi?conego chleba... Cz?sto odprawia?y?my wspólnie konferencje duchowe; oto przyk?ad, który zapo?yczam z listu Mamusi: "Nasze ukochane ma?e, Celinka i Terenia, to anio?y b?ogos?awie?stwa, dwie ma?e anielskie duszyczki. Teresa to rado?? i szcz??cie Marii, która chlubi si? ni?; nie do wiary, jak ona jest z niej dumna. To prawda, ?e jej odpowiedzi nale?? do rzadko?ci w tym wieku, przewy?sza w tym Celin?, która jest dwa razy starsza od niej. Którego? dnia Celina spyta?a: - 'W jaki sposób Pan Bóg mo?e by? obecny w tak ma?ej Hostii?' Ma?a odrzek?a: 'Nic w tym dziwnego, przecie? Pan Bóg jest wszechmocny'. 'Wszechmocny - co chcesz przez to powiedzie??' - '?e czyni wszystko, co tylko zechce!...' (33).

Kiedy Leonia s?dz?c, ?e jest ju? za du?a na to, by bawi? si? lalk?, przysz?a do nas obu z koszyczkiem pe?nym sukienek i pi?knych ga?ganków przeznaczonych na uszycie innych; na wierzchu le?a?a jej lalka. - "Prosz?, moje siostrzyczki, zwróci?a si? do nas, wybierajcie, daj? wam to wszystko". Celina wyci?gn?wszy r?k?, wzi??a k??bek jedwabnych sznurków, który si? jej spodoba?. Po chwili zastanowienia i ja wyci?gn??am r?k? mówi?c: - "Ja wybieram wszystko!" i bez ?adnych ceremonii zabra?am ca?y koszyk. ?wiadkowie tej sceny uznali to za ca?kiem s?uszne, nawet Celina nie próbowa?a si? skar?y? (zreszt? nie brakowa?o jej zabawek; ojciec chrzestny (34) zasypywa? j? podarkami, a Ludwika zawsze znalaz?a sposób dostarczenia jej wszystkiego, czego tylko pragn??a).

Ten drobny szczegó? z mego dzieci?stwa jest streszczeniem ca?ego mojego ?ycia; pó?niej, kiedy stan?? przede mn? idea? doskona?o?ci, zda?am sobie spraw?, ?e aby zosta? ?wi?t?, trzeba du?o cierpie?, szuka? zawsze tego, co najdoskonalsze i zapomnie? o sobie.

Zrozumia?am, ?e istnieje wiele stopni ?wi?to?ci, a ka?da dusza posiada swobod? w daniu odpowiedzi na zaproszenie Naszego Pana, mo?e czyni? dla Niego ma?o lub wiele, jednym s?owem, ma mo?no?? wyboru pomi?dzy ofiarami, o które On prosi. Zawo?a?am wi?c, jak w dniach mego wczesnego dzieci?stwa: "Bo?e, wybieram wszystko!" Nie chc? by? ?wi?t? po?owicznie, nie l?kam si? cierpie? dla Ciebie, obawiam si? jedynie zachowania w?asnej woli, zabierz mi j?, bo "wybieram wszystko, czego Ty chcesz!"...

Ale stop! nie powinnam jeszcze wspomina? Ci o swojej m?odo?ci, lecz o ma?ym czteroletnim Figlarzu. Przypominasz sobie sen, który mia?am mniej wi?cej w tym wieku i który wyry? si? g??boko w mojej pami?ci. ?ni?o mi si? jednej nocy, ?e wysz?am przej?? si? samotnie po ogrodzie. Doszed?szy do stopni schodów, na które trzeba by?o wej??, aby si? tam dosta? (35), zatrzyma?am si? z przera?enia. Przede mn?, obok altany, znajdowa?a si? beczka od wapna; na tej beczce dwa szkaradne diabe?ki ta?czy?y z zadziwiaj?c? zwinno?ci?, pomimo ci??kich ?elaznych kajdan, jakie mia?y na nogach. Nagle rzuci?y na mnie ogniste spojrzenie, po czym w mgnieniu oka, zdawa?o si? bardziej przera?one ode mnie, zeskoczy?y z beczki i uciek?y skry? si? w bieli?niarni, która znajdowa?a si? naprzeciw. Widz?c, jak wielkie z nich tchórze, chcia?am si? przekona?, po co tam posz?y i w tym celu zbli?y?am si? do okna. Biedne diabe?ki biega?y tam po sto?ach, nie wiedz?c w jaki sposób umkn?? przed moim spojrzeniem; raz po raz zbli?a?y si? do okna, spogl?daj?c niespokojnym wzrokiem, czy jeszcze przy nim jestem, a widz?c mnie, z rozpaczy zaczyna?y biega? na nowo. Ten sen nie ma w sobie na pewno nic nadzwyczajnego, niemniej jestem przekonana, ?e Dobry Bóg dlatego pozwoli? mi go zapami?ta?, by mnie upewni?, ?e dusza w stanie ?aski nie powinna obawia? si? szatanów, tchórzliwych, niezdolnych znie?? spojrzenia dziecka... Oto jeszcze jeden fragment, który odnalaz?am w li?cie mamusi. Biedna Mateczka przeczuwa?a ju? wówczas koniec swego wygnania (36).

"Nie obawiam si? o dwie ma?e, obie s? wyj?tkowo dobre, to natury wybrane, z pewno?ci? b?d? dobre. Maria i Ty doskonale dacie sobie rad? z ich wychowaniem. Celina nie pope?nia nigdy najmniejszej dobrowolnej winy. Ma?a b?dzie równie? dobr?; nie sk?amie za ?adne skarby ?wiata, jest tak rozumna, jak ?adna z was nie by?a (37).

,Niedawno by?a z Celin? i Ludwik? w sklepie kolonialnym, opowiada?a o swych praktykach i mocno dyskutowa?a z Celin?; owa pani zapyta?a Ludwik?: "O czym ona mówi; gdy bawi si? w ogrodzie, s?ycha? tylko rozmow? o praktykach?" Pani Gaucherin (38) wychyla g?ow? przez okno, staraj?c si? zrozumie?, co znaczy ta rozprawa o praktykach... To biedne male?stwo jest nasz? pociech?; b?dzie dobra, wida? ju? zawi?zki tego; mówi tylko o Panu Bogu, nigdy nie zaniedbuje si? w swoich modlitwach. Chcia?abym, by? j? zobaczy?a kiedy opowiada bajeczki, nigdy nie widzia?am nic bardziej mi?ego; zupe?nie sama znajduje wyraz i ton, jaki trzeba nada?, zw?aszcza wtedy, gdy mówi: - "Dziecino z?otow?osa, czy wiesz, gdzie mieszka Bóg?" Kiedy dojdzie do s?ów: - "On jest wysoko w b??kitnym Niebie", zwraca spojrzenie w gór? z anielskim wyrazem; s?ów brak, by to opisa?, tak jest pi?kne; w jej spojrzeniu jest co? niebia?skiego, co zachwyca!..." (39).

O Matko! jak szcz??liw? by?am w tym wieku! Zaczyna?am ju? budzi? si? do ?ycia, cnota wywiera?a na mnie urok i mia?am - jak mi si? zdaje - to samo co obecnie usposobienie, ju? wtedy w du?ym stopniu panuj?c nad swymi czynno?ciami.

O! jak szybko min??y owe s?oneczne lata mego wczesnego dzieci?stwa, ale jak?e s?odkie ?lady pozostawi?y w mojej duszy! Z rado?ci? przypominam sobie dni, kiedy tatu? zabiera? nas do pawilonu (40); najdrobniejsze szczegó?y wyry?y si? w mym sercu... Pami?tam zw?aszcza niedzielne spacery, w których zawsze towarzyszy?a nam Mama... Do dzi? pozosta?y w mej duszy g??bokie, pe?ne poezji wra?enia, które rodzi?y si? w niej na widok ?anów zbó? przybranych b?awatami i polnym kwieciem. Ju? wówczas kocha?am dal... Przestrze? i olbrzymie jod?y, których ga??zie dotyka?y ziemi, pozostawi?y w mym sercu wra?enia podobne tym, jakich dzi? jeszcze doznaj? na widok natury... Podczas tych d?ugich spacerów odwiedzali?my cz?sto biednych i do Tereni nale?a? zawsze obowi?zek podawania im ja?mu?ny, z czego by?a bardzo szcz??liwa. Tatu? jednak uwa?aj?c, ?e droga jest zbyt d?uga dla jego królewny, zabiera? j? wcze?niej do mieszkania (ku jej wielkiemu niezadowoleniu). Wówczas Celina, chc?c j? pocieszy?, nape?nia?a stokrotkami swój pi?kny koszyczek i wr?cza?a go jej po powrocie. Ale có? z tego! babcia (41) uwa?aj?c, ?e wnuczka ma ich za du?o, zabiera?a wi?ksz? cz??? dla swojej Naj?wi?tszej Panny... Nie podoba?o si? to Tereni, wystrzega?a si? jednak bardzo, by nic nie powiedzie?, mia?a bowiem dobry zwyczaj nigdy si? nie skar?y?, nawet wtedy, gdy zabierano jej to, co do niej nale?a?o. Wi?cej nawet, kiedy by?a oskar?ana niesprawiedliwie, wola?a milcze? ani?eli t?umaczy? si?, co bynajmniej nie by?o zas?ug? z jej strony, ale cnot? naturaln?. Jaka szkoda, ?e to dobre usposobienie znik?o...

O tak! Wszystko na ziemi u?miecha?o si? do mnie, na ka?dym kroku znajdowa?am kwiaty, a moje szcz??liwe usposobienie równie? czyni?o mi ?ycie przyjemnym. Wkrótce jednak mia? si? zacz?? nowy okres dla mojej duszy; trzeba mi by?o od dzieci?stwa przechodzi? ró?ne próby i cierpienia, by móc jak najwcze?niej ofiarowa? si? Jezusowi. Jak wiosenne kwiaty zaczynaj? kie?kowa? pod ?niegiem i rozwijaj? si? w pierwszych promieniach s?o?ca, podobnie kwiatek, którego wspomnienia opisuj?, musia? przej?? przez zim? do?wiadcze?...

* * *

(1) Opowiadanie o swym ?yciu pisze ?w. Teresa od Dzieci?tka Jezus dla swej starszej siostry, Pauliny, która jako matka Agnieszka od Jezusa zosta?a przeorysz? Karmelu w Lisieux. Teresa w chwili, gdy to pisa?a, znajdowa?a si? pod w?adz? tej, któr? ju? niegdy?, po ?mierci pani Martin, wybra?a sobie jako "Mateczk?". Tekst r?kopisu Teresy zaczyna si? od drugiej karty zeszytu.

(2) Por. Ps 88, 1.

(3) Odnosi si? to do "Madonny U?miechni?tej", która jest obecnie umieszczona nad sarkofagiem ?wi?tej w kaplicy Karmelu w Lisieux. Figura ta, ofiarowana panu Martin przed wst?pieniem przez niego w zwi?zek ma??e?ski, towarzyszy?a rodzinie we wszystkich kolejnych miejscach zamieszkania, a w ko?cu przyby?a do Karmelu razem z Celin? w chwili jej wst?pienia.

(4) Cytaty z Psalmów i Nowego Testamentu zapo?yczy?a Teresa w wi?kszo?ci z ksi??ki: Manuel du Chrétien, któr? mia?a do swego u?ytku. Teksty, którymi si? pos?uguje, czerpa?a zapewne i z innych ?róde?.

Sygnalizujemy dwa zeszyty r?kopi?mienne, z których ?wi?ta w sposób szczególny korzysta?a. Teksty w nich zawarte, odpisane przez jej siostr? Celin? i jej kuzynk? - siostr? Mari? od Eucharystii, stanowi? g?ównie wyj?tki z Ksi?gi Przys?ów, z Eklezjastesa, Pie?ni nad pie?niami, z Ksi?gi M?dro?ci, z Proroków (g?ównie z Izajasza: 40 i 53 do 66) i z Apokalipsy.

Teresa pos?ugiwa?a si? równie? przek?adem ks. Glaire'a, przechowywanym w bibliotece Karmelu. Cytaty z Pisma ?w. czerpa?a ponadto z lektury duchownej, któr? mia?a do swego u?ytku, jak: "O na?ladowaniu Chrystusa" oraz "Pie?? duchowa" i "?ywy p?omie? mi?o?ci" ?w. Jana od Krzy?a. W wydaniu facsimile Manuscrits Autobiographiques znajduje si? kompletny spis ?róde?, z których ?w. Teresa od Dz. Jezus czerpa?a cytaty Pisma ?w. (t. I, ss. 37-38, t. II, s. 5).

Ponadto Teresa cytowa?a niekiedy z pami?ci, nie obawiaj?c si? zreszt? podawa? wersetów z Pisma ?w. w brzmieniu przez siebie zmienionym. Z uwagi na to w niniejszym wydaniu podajemy je w t?umaczeniu dos?ownym wed?ug wersji R?kopisu.

(5) Teresa pisze te s?owa w styczniu 1895 r., pod koniec siódmego roku swego ?ycia zakonnego, po ?mierci pana Martin (29 lipca 1894) i wszystkich do?wiadczeniach, które towarzyszy?y jego chorobie. Czyni w nich te? aluzj? do ró?nego rodzaju trudno?ci, jakie prze?y?a w zwi?zku ze swym wst?pieniem do Karmelu (cierpienia fizyczne i moralne, osch?o?ci duchowe).

(6) Ps 22, 1-4.

(7) Teresa mia?a pi?tna?cie lat, kiedy wst?pi?a do Karmelu.

(8) Alegoria rodziny Morfin. Osiem lilii, które poprzedzi?y Teres?, to jej bracia i siostry: Maria Ludwika, ur. 22 lutego 1860, siostra Maria od Naj?w. Serca Pana Jezusa, zm. 19 stycznia 1940, Maria Paulina, ur. 7 wrze?nia. 1861, matka Agnieszka od Jezusa, zm. 28 lipca 1951; Maria Leonia, ur. 3 czerwca 1863, siostra Franciszka Teresa, zm. 16 czerwca 1941; Maria Helena, ur. 13 pa?dziernika 1864, zm. 22 lutego 1870, Maria Józef Ludwik, ur. 20 wrze?nia 1866, zm. 14 lutego 1867; Maria Józef Jan Chrzciciel, ur. 19 grudnia 1867, zm. 24 sierpnia 1868; Maria Celina, ur. 28 kwietnia 1869, siostra Genowefa od Naj?w. Oblicza i ?w. Teresy; Maria Melania Teresa, ur. 16 sierpnia 1870, zm. 8 pa?dziernika 1870; Ona sama, "ma?y kwiatek", Maria Franciszka Teresa Martin, urodzi?a si? 2 stycznia 1873 r., o godz. 11.30 wieczorem, przy ul. ?w. B?a?eja w Alençon i zosta?a ochrzczona 4 stycznia w ko?ciele Naj?w. Panny (Notre-Dame). W chwili, gdy ?wi?ta pisa?a te s?owa, "trzy lilie" znajdowa?y si? przy niej w Karmelu: Maria, Paulina i Celina: inna, Leonia, w klasztorze Sióstr Wizytek w Caen. Przez "dwie b?ogos?awione ?odygi, teraz z??czone na wieki" okre?la Teresa swoich rodziców: pani Martin zmar?a 28 sierpnia 1877, a pan Martin 29 lipca 1894 roku.

(9) Ten ostatni fragment by? w r?kopisie wydrapany. Tekst zosta? przywrócony, na podstawie niew?tpliwych danych, przez siostr? Mari? od Naj?w. Serca, w kwietniu 1910 r.

(10) List pani Martin do Pauliny, z 5 grudnia 1875 r. W tym miejscu r?kopis Teresy zawiera odsy?acz do kartki uzupe?niaj?cej, do??czonej przez ni? do s. 5 zeszytu. Tekst, który ona zawiera, podajemy w logicznym miejscu opowiadania, przed ostatnimi wierszami karty 4v.

(11) List Marii Martin do córek: Marii i Pauliny, pensjonarek u sióstr Wizytek w Mans, z 25 czerwca 1874 roku.

(12) List do Pauliny, z 29 pa?dziernika 1876 roku.

(13) List do Pauliny, z 21 maja 1876 roku.

(14) 23 maja 1875 r. Teresa mia?a wi?c dwa i pó? roku.

(15) Pani Dagorau by?a matk? "kole?anki Leonii". Zgodnie ze zwyczajem panuj?cym w Alençon pa?stwo Martin wzi?li na siebie koszty uroczyste Komunii ?w. tego ubogiego dziecka.

(16) List ten nosi dat? 1 lipca, a nic - jak pisze Teresa - 10.

(17) Dwa miesi?ce po urodzeniu Teresa zachorowa?a i musia?a by? oddana karmicielce, Ró?y Taillé, mieszkaj?cej na wsi, w okolicy Alençon.

(18) Czwartek, 2 kwietnia 1874 r.

(19) List do Pauliny, z 14 maja 1876 r.

(20) Poniedzia?ek, 29 marca 1875 r.

(21) Siostra Marie-Dosithée (Maria Ludwika Guérin), starsza siostra pani Martin, wst?pi?a w roku 1858, maj?c lat 29, do Sióstr Wizytek w Mans. W klasztorze, podobnie jak w ?wiecie, by?a zaufan? powiernic? swej m?odszej siostry. Umar?a 24 lutego 1877 roku.

(22) Fragment ten by? w r?kopisie poddany licznym poprawkom. Obecnie czytamy: "Jestem zmuszona usprawiedliwi? to biedne male?stwo, które wpada w stan budz?cy lito??; gdy co? nie dzieje si? po jej my?li, zdaje si? by? przekonan?, ?e ju? wszystko stracone; s? chwile, ?e to staje si? od niej silniejsze, a? si? dusi. Jest to dziecko ?ywio?owe..."

(23) List pani Martin do Pauliny, z 5 grudnia 1875 r.

(24) Pani Monnier by?a siostr? pani Tifenne, chrzestnej matki Leonii.

(25) Ludwika Marais pe?ni?a obowi?zki pomocy domowej u rodziny Martin a? do ?mierci pani Martin.

(26) "Praktyki" by?y to ma?e ofiarki.

(27) Karmicielka Teresy.

(28) Kó?ka katolickie, zak?adane w wa?niejszych miastach Francji, powsta?y w zwi?zku z inicjatyw? spo?eczn? hrabiego Alberta de Ma?. Dawano w nich koncerty i recytowano poezjo.

(29) List pani Martin do Pauliny, z 8 listopada 1876 r.

(30) List pani Martin do Pauliny, z 4 marca 1877 r.

(31) Te spotkania dzieci by?y Litw?, poniewa? rodzina Martin mieszka?a na wprost prefektury.

(32) Wyra?enie u?ywane w rodzinie Martin.

(33) List pani Martin do Pauliny, z 10 maja 1877 r.

(34) Pan Witalis Romet, przyjaciel pana Martin.

(35) Ogród znajdowa? si? za domem, u wylotu 13-metrowej uliczki. Chc?c si? tam uda?, trzeba by?o, po przej?ciu wewn?trznego podwórza domu, wej?? na cztery stopnie przed zapuszczeniem si? w uliczk?. Altana znajdowa?a, si? w g??bi ogrodu, ale mo?na by?o j? widzie? ju? od stopni schodów. Bieli?niarnia by?a na prawo, przy wej?ciu do ogrodu.

(36) Przed kilku miesi?cami lekarze uznali jej stan zdrowia za beznadziejny.

(37) List pani Martin do Pauliny, z 22 marca 1877 r.

(38) Pani Gaucherin by?a s?siadk?; droga do ogrodu wiod?a obok jej mieszkania.

(39) Lisi. pani Martin do Pauliny, z 4 marca 1877 r.

(40) "Pawilon" - ma?a posiad?o?? nabyta przez pana Martin przed jego ma??e?stwem - znajdowa? si? przy ulicy des Lavoirs (obecnie ulica Pawilonu ?wi?tej Teresy).

(41) Matka pani Martin przychodzi?a cz?sto w niedziel? wieczorem z wizyt? do dzieci.

Krakowska Prowincja Karmelitów Bosych: www.karmel.pl

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież


Sonda

Czy przedsoborowa Msza Trydencka? (po ?acinie)
 

Polecany link, kliknij

Reklama

Kto jest teraz on-line

NaszÄ… witrynÄ™ przeglÄ…da teraz 59 goĹ›ci