Dzieje duszy Rozdzia? IV
Czytelnia - DZIEJE DUSZY - ?w - ?w. Teresa od Dzieci?tka Jezus

Dzieje duszy
?w. Teresa od Dzieci?tka Jezus (Teresa Martin)

Rozdzia? IV

W promieniach Eucharystii

Obrazki i ksi??ki. Pragnienie ?wi?to?ci. Gorliwe przygotowanie. Pierwsza Komunia ?w. i oddanie si? Matce Bo?ej. Bierzmowanie. ?ycie Teresy w opactwie. Przypowie?? o troskliwym ojcu. Choroba skrupu?ów i opuszczenie pensjonatu - lekcje prywatne. Teresa zaliczona do Dzieci Maryi. Pobyt w Trouville. Jak wygl?da? pokój Teresy. Roz??ka z Maryni?. Uwolnienie od skrupu?ów.

W zwi?zku z wizyt? u karmelitanek przypomnia?am sobie pierwsz?, jaka mia?a miejsce krótko po wst?pieniu Pauliny. Zapomnia?am powiedzie? o tym poprzednio, a jest to szczegó?, którego nie nale?y pomija?. Rankiem tego dnia, kiedy mia?am i?? do rozmównicy, le??c jeszcze w ?ó?ku, zastanawia?am si? nad sob? (tu bowiem odprawia?am najg??bsz? modlitw? - w przeciwie?stwie do oblubienicy z pie?ni (1) - i tu znajdowa?am mego Umi?owanego) i zada?am sobie pytanie, jakie imi? b?d? mia?a w Karmelu. Wiedzia?am, ?e jest ju? tam S. Teresa od Jezusa, jednak moje pi?kne imi? Teresy nie mog?o mi by? odebrane. Nagle pomy?la?am o Male?kim Jezusie, którego tak kocha?am, i powiedzia?am sobie: "O! jak?e by?abym szcz??liwa, gdyby mnie nazwano Teres? od Dzieci?tka Jezus!" W rozmównicy nie powiedzia?am ani s?owa o moim ?nie na jawie, ale dobrej Matce M. od ?w. Gonzagi, kiedy pyta?a siostry, jakie imi? nale?y mi da?, przysz?o na my?l, aby nazwa? mnie wy?nionym imieniem... Nie posiada?am si? z rado?ci, a t? szcz??liw? zgodno?? my?li uzna?am za objaw delikatno?ci mego Umi?owanego Ma?ego Jezusa.

Zapomnia?am jeszcze o kilku ma?ych szczegó?ach z mego dzieci?stwa poprzedzaj?cych Twoje wst?pienie do Karmelu; nie wspomnia?am Ci o mym zami?owaniu do obrazków i lektury... A przecie?, moja droga Matko, pi?knym obrazkom, które mi w nagrod? pokazywa?a?, zawdzi?czam jedn? z najs?odszych rado?ci i jedno z najsilniejszych wra?e? pobudzaj?cych mnie do praktykowania cnoty... Ogl?daj?c je, traci?am poczucie czasu. Na przyk?ad: Ma?y kwiatek Boskiego Wi??nia przemawia? do mnie o tylu sprawach, w których si? zatapia?am (2). Widz?c, ?e imi? Pauliny zosta?o wypisane u stóp kwiatka, chcia?am, by znalaz?o si? tam równie? imi? Teresy i ofiarowa?am si? Jezusowi jako Jego ma?y kwiatek... Je?eli prawd? jest, ?e nie umia?am si? bawi?, to przecie? bardzo lubi?am czyta? i na tym mog?abym sp?dzi? ca?e ?ycie. Na szcz??cie mia?am ziemskich anio?ów, kieruj?cych mn? i wybieraj?cych dla mnie ksi??ki, które bawi?c karmi?y serce i umys?; na czytanie za? mia?am czas ograniczony, co stwarza?o mi okazj? do wielkich ofiar, gdy trzeba by?o przerwa? lektur? w po?owie najbardziej interesuj?cego fragmentu... Ten poci?g do czytania trwa? u mnie a? do wst?pienia do Karmelu. Nie jestem w stanie okre?li? liczby ksi??ek, które przesz?y przez moje r?ce, ale Dobry Bóg nie dozwoli?, bym przeczyta?a co? takiego, co mog?oby mi wyj?? na z?e. Inna rzecz, ?e czytaj?c rozmaite opowie?ci rycerskie, w pierwszej chwili nie zawsze wyczuwa?am prawd? ?ycia, ale wkrótce Pan Bóg da? mi zrozumie?, ?e prawdziw? jest ta chwa?a, która trwa wiecznie, i aby j? zdoby?, nie trzeba koniecznie dokonywa? dzie? rzucaj?cych si? w oczy, ale wystarczy ukry? si? i praktykowa? cnot? w rodzaju "niech nie wie lewica co czyni prawica"... (3) Podobnie czytaj?c opowiadania o patriotycznych czynach francuskich bohaterów, a szczególnie o Czcigodnej JOANNIE D'ARC, bardzo pragn??am je na?ladowa?; zdawa?o mi si?, ?e czuj? w sobie ten sam zapa?, który ich o?ywia?, to samo natchnienie pochodz?ce z Nieba. Otrzyma?am wówczas ?ask?, któr? uwa?a?am zawsze za jedn? z najwi?kszych w mym ?yciu; w tym wieku bowiem nie otrzymywa?am o?wiece? tak jak obecnie, kiedy w nie op?ywam. By?am przekonana, ?e urodzi?am si? do chwa?y i kiedy szuka?am sposobu, by j? osi?gn??, Dobry Bóg natchn?? mnie my?lami, które chc? opisa?. Zrozumia?am, ?e moja chwa?a nie uka?e si? oczom ?miertelnych, ?e ona polega? b?dzie na tym, by sta? si? wielk? ?wi?t?!!!... To pragnienie mog?o wydawa? si? zuchwa?ym, je?li si? we?mie pod uwag?, jak by?am s?aba i niedoskona?a i jak jestem ni? jeszcze dzi?, po siedmiu (4) latach sp?dzonych w zakonie. Mimo to czuj? zawsze t? sam? zuchwa?? ufno??, ?e stan? si? wielk? ?wi?t?, poniewa? nie posiadaj?c ?adnych zas?ug, nie licz? na nie, ale ufam Temu, który jest Sam? Moc? i ?wi?to?ci?. Zadowalaj?c si? mymi s?abymi wysi?kami, On sam podniesie mnie a? do Siebie i okrywszy swymi niesko?czonymi zas?ugami uczyni ?wi?t?. Nie przypuszcza?am wówczas, ?e aby doj?? do ?wi?to?ci, trzeba wiele cierpie?; Dobry Bóg nie omieszka? mi to pokaza? zsy?aj?c na mnie wy?ej wspomniane do?wiadczenia... Teraz podejm? moje opowiadanie od miejsca, w którym je przerwa?am. - Trzy miesi?ce po swym uzdrowieniu pojecha?am z Tatusiem do Alençon (5). Wraca?am tam po raz pierwszy i cieszy?am si? bardzo, ?e mog? znowu ujrze? miejsca, w których sp?dzi?am dzieci?stwo, a przede wszystkim, ?e mog? pomodli? si? na grobie Mamusi i poprosi? j? o sta?? opiek? nade mn?...

Pan Bóg da? mi ?ask? poznania ?wiata na tyle, bym mog?a nim wzgardzi? i oddali? si? od niego. Mog? powiedzie?, ?e nast?pi?o to podczas mego pobytu w Alençon, kiedy to zacz??am po raz pierwszy wchodzi? w ?wiat. Wszystko wokó? mnie tchn??o rado?ci? i szcz??ciem; przyjmowano mnie, pieszczono, podziwiano; jednym s?owem, moje ?ycie w ci?gu tych pi?tnastu dni by?o us?ane kwiatami... Przyznaj?, ?e takie ?ycie mia?o dla mnie pewien urok. Ma s?uszno?? Ksi?ga M?dro?ci gdy mówi: "Urok marno?ci tego ?wiata uwodzi umys? nawet daleki od z?ego" (6). W dziesi?tym roku ?ycia serce ?atwo daje si? ol?ni?; uwa?am wi?c za wielk? ?ask?, ?e nie pozosta?am w Alençon; przyjaciele, których tam mieli?my, byli zbyt ?wiatowi, zbyt dobrze umieli ??czy? rado?ci ziemskie ze s?u?b? Bogu. Za ma?o my?leli o ?mierci, a tymczasem nawiedzi?a ju? ona wiele osób z tych, które zna?am m?odymi, bogatymi i szcz??liwymi!!! Lubi? powraca? my?l? do tych miejsc czarownych, w których ?yli, i pyta? si?, gdzie oni s? teraz, co im pozosta?o z zamków i parków, w których widywa?am ich ciesz?cych si? wygodnym ?yciem?... I widz?, ?e wszystko pod S?o?cem jest marno?ci? i udr?czeniem ducha (7)... ?e jedyne dobro, to kocha? Boga z ca?ego serca swego i by? tu na ziemi ubogim w duchu...

By? mo?e, ?e Jezus chcia? mi pokaza? ?wiat, zanim nawiedzi? mnie po raz pierwszy, abym zupe?nie dobrowolnie mog?a wybra? t? drog?, po której post?powanie mia?am Mu przyobieca?. Okres, w którym przyj??am pierwsz? Komuni? ?w., g??boko wyry? si? w mym sercu i pozosta? w nim jako niczym nie zm?cone wspomnienie. Zdaje mi si?, ?e nie mog?am by? lepiej przygotowana ni? by?am, a poza tym na przeci?g roku opu?ci?y mnie moje wewn?trzne udr?ki. Jezus chcia?, abym zakosztowa?a rado?ci tak doskona?ej, jaka tylko jest mo?liwa na tej ?ez dolinie...

Czy pami?tasz, droga Matko, t? urocz? ksi??eczk?, któr? da?a? mi trzy miesi?ce przed moj? pierwsz? Komuni? ?w.? (8)... Ona to dopomog?a mi przygotowa? serce starannie i szybko, bo chocia? przygotowywa?am je ju? od wielu lat, to jednak trzeba by?o da? mu nowy zryw, nape?ni? je ?wie?ymi kwiatami tak, by Jezus móg? w nim spocz?? z przyjemno?ci?... Codziennie spe?nia?am wiele praktyk, które stanowi?y tyle? kwiatów, wzbudza?am akty strzeliste w ilo?ci jeszcze wi?kszej ni? to zdo?a?a? zapisa? codziennie w mojej ksi??eczce, a te akty mi?o?ci tworzy?y p?czki kwiatów...

Co tydzie? pisa?a? do mnie pi?kny li?cik, który nape?nia? moj? dusz? g??bokimi my?lami i dopomaga? mi do praktykowania cnoty; stanowi?o to wielk? pociech? dla Twej biednej córeczki, któr? wiele kosztowa?o pogodzenie si? z tym, ?e nie mo?e co wieczór przygotowywa? si? na Twoich kolanach, tak jak jej droga Celina... Paulin? zast?powa?a mi Maria; siada?am na jej kolanach, chciwie s?uchaj?c tego, co mi mówi?a; mia?am wra?enie, ?e ca?e jej serce, tak wielkie, tak wspania?omy?lne, przelewa si? we mnie! - Jak s?awni wojownicy uczyli swe dzieci rzemios?a rycerskiego, tak i ona mówi?a mi o walkach tego ?ycia, o palmie, któr? otrzymuj? zwyci?zcy... Maria mówi?a mi równie? o niezniszczalnych bogactwach, które ?atwo jest codziennie zbiera?, o nieszcz??ciu przechodzenia obok nich bez zadania sobie trudu si?gni?cia po nie r?k?; po czym wyja?nia?a mi sposób zostania ?wi?t? przez wierno?? w najdrobniejszych rzeczach; da?a mi ma?? ksi??eczk?: "O wyrzeczeniu" (9), nad któr? z rozkosz? rozmy?la?am...

O! jak?e wymowna by?a moja chrzestna matka! Pragn??am, abym nie tylko sama s?ucha?a jej g??bokich nauk; by?am nimi bardzo przej?ta i w mej naiwno?ci wierzy?am, ?e najwi?ksi grzesznicy wzruszyliby si? tak samo jak ja, i pozostawiwszy swoje znikome bogactwa, pragn?liby pozyska? jedynie Niebieskie... Nikt Jeszcze wówczas nie pouczy? mnie o sposobie odprawiania modlitwy my?lnej, mimo ?e bardzo tego pragn??am.

Maria jednak uwa?aj?c, ?e jestem wystarczaj?co pobo?na, pozwala?a mi tylko na odmawianie pacierzy. Pewnego dnia jedna z mych nauczycielek w Opactwie zada?a mi pytanie, co robi? w dniach wolnych, kiedy jestem sama. Odpowiedzia?am jej, ?e wchodz? do pustego k?ta za swoim ?ó?kiem, który ?atwo daje si? zas?oni? firank?, i tam ,,my?l?". - Ale o czym tak my?lisz? - zapyta?a mnie. - My?l? o Panu Bogu, o ?yciu, WIECZNO?CI, jednym s?owem - my?l?... Poczciwa zakonnica u?mia?a si? ze mnie serdecznie i pó?niej lubi?a przypomina? mi czasy, kiedy to my?la?am, pytaj?c mnie, czy w dalszym ci?gu my?l?... Teraz rozumiem, ?e nie zdaj?c sobie z tego sprawy, odprawia?am rozmy?lanie, i ?e Dobry Bóg ju? wówczas o?wieca? mnie w sposób tajemniczy.

Trzy miesi?ce przygotowania min??y szybko i wkrótce rozpocz??am rekolekcje (10), na czas których sta?am si? prawdziw? pensjonark?, nocuj?c? w Opactwie. Nie jestem w stanie wypowiedzie?, jak s?odkie wspomnienie pozostawi?y mi te rekolekcje; istotnie, je?li wiele cierpia?am na pensji, to niewys?owione szcz??cie tych kilku dni sp?dzonych na oczekiwaniu Jezusa szczodrze mi to wynagrodzi?o... S?dz?, ?e tylko w zgromadzeniu zakonnym mo?na zakosztowa? takich rado?ci; ma?a liczba dzieci u?atwia zaj?cie si? ka?dym z osobna, i rzeczywi?cie, nasze nauczycielki otacza?y nas wtedy macierzy?sk? troskliwo?ci?. Nade mn? czuwa?y pilniej ni? nad reszt?; ka?dego wieczoru kierowniczka zbli?a?a si? z ma?? latark? do mego ?ó?ka, by mnie u?ciska? i okazywa?a mi wiele serdeczno?ci. Wzruszona jej dobroci? powiedzia?am jej którego? z tych wieczorów, ?e zwierz? jej tajemnic?, po czym wyci?gn?wszy tajemniczo spod poduszki moj? drogocenn? ksi??eczk?, pokaza?am jej z oczyma b?yszcz?cymi rado?ci?... Bardzo mi si? podoba?o, jak rano wszystkie uczennice wstawa?y z ?ó?ek; chcia?am czyni? to co one, ale nie by?am przyzwyczajona ubiera? si? zupe?nie sama. Nie by?o przy mnie Marii, by mi u?o?y?a w?osy, musia?am wi?c pój?? nie?mia?o z grzebieniem do dy?urnej nauczycielki, która ?mia?a si? na widok du?ej jedenastoletniej dziewczynki nie umiej?cej pos?ugiwa? si? grzebieniem, po czym czesa?a mnie, ale nie tak delikatnie jak Maria, mimo to nie ?mia?am krzycze?, co robi?am stale pod ?agodn? r?k? mej chrzestnej matki... Podczas mych rekolekcji przekona?am si?, ?e by?am dzieckiem pieszczonym i otaczanym opiek?, jak ma?o które na ?wiecie, szczególnie spo?ród tych, co s? pozbawione matki... Codziennie odwiedza?y mnie Maria i Leonia oraz Tatu?, który obsypywa? mnie pieszczotami, tote? mimo oddalenia od rodziny nie mog?am si? skar?y? na ich brak i nic nie zaciemnia?o pogodnego Nieba mych rekolekcji.

Z wielk? uwag? s?ucha?am nauk g?oszonych przez ksi?dza Domin (11) i streszcza?am je (12); z osobistych my?li nie chcia?am nic zapisywa?, twierdz?c, ?e je dobrze zapami?tam, jak si? te? i sta?o... Wielk? rado?? sprawia?o mi ucz?szczanie wspólnie z zakonnicami na wszystkie nabo?e?stwa; wyró?nia?am si? spo?ród moich towarzyszek wielkim Krucyfiksem, ofiarowanym mi przez Leoni?. Za?o?y?am go za pasek, na wzór misjonarzy. Krzy? ten budzi? zainteresowanie zakonnic, które s?dzi?y, ?e nosz?c go, chc? na?ladowa? swoj? siostr? karmelitank?... Ach! moje my?li istotnie bieg?y do niej; wiedzia?am, ?e moja Paulina odprawia rekolekcje podobnie jak ja i to nie w tym celu, by Jezus si? jej odda?, ale by ona sama odda?a si? Jezusowi (13); tote? ta samotno?? sp?dzona na oczekiwaniu by?a mi podwójnie droga...

Przypominam sobie, ?e którego? dnia pos?ano mnie do infirmerii, poniewa? bardzo kaszla?am (od czasu mej choroby nauczycielki bardzo na mnie uwa?a?y i gdy cho? troch? bola?a mnie g?owa, albo kiedy zauwa?y?y, ?e jestem bledsza ni? zwykle, wysy?a?y mnie na ?wie?e powietrze lub na odpoczynek do infirmerii). Patrz?, a tu wchodzi moja droga Celina, która otrzyma?a pozwolenie, by mimo rekolekcji zobaczy? si? ze mn? i ofiarowa? mi obrazek, którym si? bardzo ucieszy?am; by? to: "Ma?y kwiatek Boskiego Wi??nia". O! jak?e mi by?o przyjemnie otrzyma? t? pami?tk? z r?k Celiny!... Ile? aktów mi?o?ci jej zawdzi?czam!...

W wigili? wielkiego dnia otrzyma?am po raz drugi rozgrzeszenie; spowied? generalna pozostawi?a w mej duszy wielki pokój, i Dobry Bóg nie dopu?ci?, by cho?by najl?ejsza chmura go przy?mi?a. Po po?udniu przeprosi?am ca?? moj? rodzin?, która przysz?a mnie zobaczy?, ale mówi? mog?am tylko przez ?zy, tak bardzo by?am wzruszona... Nie by?o tam Pauliny, ale czu?am, ?e sercem by?a przy mnie; przys?a?a mi przez Mari? pi?kny obrazek; nie mog?am si? jemu napatrze? i wszystkim kaza?am go podziwia?!... Napisa?am do Ojca Pichon, polecaj?c si? jego modlitwom i zwierzaj?c si?, ?e wkrótce zostan? karmelitank?, a wtedy on b?dzie moim kierownikiem. (Sprawdzi?o si? to w cztery lata pó?niej, kiedy b?d?c w Karmelu, otwar?am przed nim swoj? dusz?...). Maria poda?a mi list od niego; by?am naprawd? a? nazbyt szcz??liwa!... Wszystkie rado?ci zbieg?y si? naraz. Najwi?ksz? jednak rado?? sprawi?o mi zdanie z jego listu: "Jutro przyst?pi? do ?wi?tego O?tarza za ciebie i za twoj? Paulin?!" Ósmego maja Paulina i Teresa z??cz? si? jeszcze ?ci?lej, skoro Jezus zdaje si? ??czy? je w wylewie swojej ?aski... Zawita? w ko?cu "najpi?kniejszy spo?ród wszystkich dni"; jak?e niewys?owione wspomnienia pozostawi?y w mej duszy najdrobniejsze szczegó?y tego Niebia?skiego dnia!... Radosne przebudzenie o ?wicie, pe?ne czci i serdeczno?ci poca?unki nauczycielek i starszych uczennic... Du?a sala nape?niona ?nie?nymi p?atkami, w które zosta?o przybrane kolejno ka?de dziecko... A nade wszystko wej?cie do kaplicy i poranny ?piew pi?knej pie?ni: "O ?wi?ty O?tarzu, otoczony Anio?ami!"

Nie mog? jednak zag??bia? si? w szczegó?y; s? rzeczy, które przy otwarciu trac? swój aromat; s? my?li tajemne, których niepodobna prze?o?y? na j?zyk tej ziemi, gdy? natychmiast trac? swój sens ukryty i Niebia?ski; s? one jak ten "Kamyk bia?y, który b?dzie dany zwyci?zcy i na którym wypisane jest imi? ZNANE tylko TEMU, który je otrzymuje" (14) Ach! jak?e s?odki by? dla mojej duszy pierwszy poca?unek Jezusa!...

By? to poca?unek mi?o?ci; czu?am, ?e jestem kochan? i sama równie? mówi?am: "Kocham Ci?, oddaj? si? Tobie na zawsze". Nie by?o ?adnych pró?b, zmaga?, ofiar; ju? dawno Jezus i biedna ma?a Teresa spojrzeli na siebie i zrozumieli si?... Tego dnia nie by?o to ju? spojrzenie ale zjednoczenie; nie by?o ju? dwojga; Teresa znik?a jak kropla wody w g??binach oceanu. Pozosta? sam Jezus; On by? mistrzem, Królem. Czy? Teresa nie prosi?a, by zabra? jej wolno??, gdy? wolno?? napawa?a j? l?kiem; czu?a si? tak s?aba, tak n?dzna, ?e pragn??a na zawsze po??czy? si? z Bo?? Moc?!... Rado?? jej by?a zbyt wielka, zbyt g??boka, by mog?a j? opanowa?; wkrótce zala?a si? s?odkimi ?zami, ku wielkiemu zdumieniu swych towarzyszek, które mówi?y potem mi?dzy sob?: "Dlaczego ona p?aka?a? czy mia?a jakie? zmartwienie?... - A mo?e dlatego, ?e nie widzia?a przy sobie swojej Matki, albo Siostry karmelitanki, któr? tak bardzo kocha?" Nie pojmowa?y one, ?e gdy ca?a rado?? Nieba sp?ynie do serca, wtedy serce wygna?ca mo?e to znie?? tylko p?acz?c rzewnie... O nie! nieobecno?? Mamusi nie zasmuca?a mnie w dniu mojej pierwszej Komunii ?w.; czy? Niebo nie by?o w mej duszy, a czy? Mamusia ju? od dawna w nim nie przebywa?a? Tak wi?c przyjmuj?c odwiedziny Jezusa, przyjmowa?am równie? odwiedziny mojej kochanej Matki, która b?ogos?awi?a mnie raduj?c si? moim szcz??ciem... Nie p?aka?am te? z powodu nieobecno?ci Pauliny; by?abym niew?tpliwie ogromnie szcz??liwa, widz?c j? przy sobie, ale dawno ju? zgodzi?am si? na t? ofiar?; w tym dniu sama tylko rado?? nape?nia?a moje serce. ??czy?am si? z ni?, kiedy nieodwo?alnie oddawa?a si? Temu, który z tak? mi?o?ci? mnie si? oddawa?!...

Po po?udniu mnie przypad?o odczyta? akt po?wi?cenia si? Naj?w. Pannie; by?o to zupe?nie s?uszne, ?e w imieniu moich towarzyszek przemawia?am do Matki Niebieskiej w?a?nie ja, która tak wcze?nie by?am pozbawiona ziemskiej Matki... Ca?ym sercem mówi?am do Niej, po?wi?ca?am si? Jej jak dziecko, które rzuca si? w ramiona Matki i prosi, by si? nim opiekowa?a. S?dz?, ?e Naj?wi?tsza Panna spojrza?a na swój ma?y kwiatek i u?miecha?a si? do niego, bo czy? nie by? on uzdrowiony Jej widzialnym u?miechem?... Czy? nie z?o?y?a Ona w jego kielichu swojego Jezusa, Kwiat Polny, Lili? Dolin?... (15)

Wieczorem tego pi?knego dnia odnalaz?am znowu moj? ziemsk? rodzin?; ju? rano, po Mszy ?w., u?ciska?am Tatusia i wszystkich krewnych, ale dopiero teraz po??czyli?my si? na dobre. Tatu? wzi?? sw? ma?? królewn? za r?k? i skierowa? si? w stron? Karmelu!... I tu zobaczy?am moj? Paulina jako oblubienic? Jezusa, zobaczy?am j? w bia?ym - jak ja - welonie i w wianuszku z ró?... Ach! rado?? moja by?a wolna od goryczy, ufa?am, ?e wkrótce spotkamy si? i wspólnie b?dziemy oczekiwa? Nieba! Uroczysto?ci rodzinne, które nast?pi?y wieczorem w dniu mojej pierwszej Komunii ?w., nie by?y mi oboj?tne; wielk? rado?? sprawi? mi pi?kny zegarek, który podarowa? mi mój Król; szcz??cie moje by?o jednak pe?ne ciszy i nic nie mog?o zam?ci? wewn?trznego pokoju. Maria wzi??a mnie do siebie na noc, która nast?pi?a po tym pi?knym dniu, poniewa? po dniach nawet najbardziej promiennych zawsze nast?puj? ciemno?ci; tylko dzie? pierwszej, jedynej, wiecznej Komunii w Niebie nie b?dzie mia? zachodu!...

Nast?pny dzie? po mojej pierwszej Komunii ?w. by? równie? pi?kny, ale nieco smutny. Pi?kna sukienka, kupiona mi przez Mari?, prezenty, jakie otrzyma?am, wszystko to nie by?o w stanie zape?ni? mi serca, bo tylko sam Jezus móg? je zadowoli?; wzdycha?am do chwili, kiedy wolno mi b?dzie przyj?? Go po raz drugi. W niespe?na miesi?c po mej pierwszej Komunii ?w. posz?am przed Wniebowst?pieniem wyspowiada? si?, i odwa?y?am si? poprosi? o pozwolenie na przyj?cie Komunii ?w.

Wbrew wszelkiej nadziei ksi?dz mi pozwoli? i mia?am szcz??cie ukl?kn?? przy balaskach mi?dzy Tatusiem i Mari?; jak?e s?odkie wspomnienie pozostawi?o mi to drugie nawiedzenie Jezusa! Znowu pop?yn??y ?zy nad wyraz s?odkie, i powtarza?am sobie bez przerwy s?owa ?w. Paw?a: "To ju? nie ja ?yj?, to Jezus ?yje we mnie!..." (16) Od tej Komunii ?w. moje pragnienie przyjmowania Dobrego Boga wzrasta?o; otrzyma?am pozwolenie na przyst?powanie we wszystkie wi?ksze ?wi?ta. W wigili? tych szcz??liwych dni wieczorem Maria bra?a mnie na kolana i przygotowywa?a podobnie jak przed pierwsz? Komuni? ?w.; pami?tam, ?e kiedy? mówi?a mi o cierpieniu, stwierdzaj?c równocze?nie, ?e chyba nie pójd? t? drog?, ale Dobry Bóg b?dzie mnie zawsze nosi? jak dziecko...

Nazajutrz przypomnia?am sobie te s?owa Marii po Komunii ?w.; poczu?am rodz?ce si? w mym sercu wielkie pragnienie cierpienia z równoczesn? wewn?trzn? pewno?ci?, ?e Jezus zachowa? dla mnie wiele krzy?ów; zalewa?y mnie pociechy tak wielkie, ?e uwa?am je za najwi?ksze ?aski mego ?ycia. Cierpienie poci?ga?o mnie, zachwyca?o mnie swoim urokiem, cho? dobrze go jeszcze nie pozna?am. Dot?d, je?li cierpia?am, to cierpienia samego nie kocha?am; od tego dnia za? poczu?am dla? prawdziw? mi?o??. Odczuwa?am równie? pragnienie, by kocha? wy??cznie Pana Boga i jedynie w Nim szuka? rado?ci. Podczas Komunii ?w. powtarza?am cz?sto te s?owa Na?ladowania: "O Jezu! s?odyczy niewys?owiona, zmie? dla mnie w gorycz wszystkie pociechy ziemi!..." (17) Ta modlitwa wyp?ywa?a mi na usta bez wysi?ku, bez sprzeciwu; mia?am wra?enie, ?e powtarzam j? nie z w?asnej woli, ale jak dziecko, które pos?uguje si? s?owami podsuwanymi mu przez kogo? drogiego... Pó?niej opowiem ci, droga Matko, jak to spodoba?o si? Jezusowi spe?ni? moje pragnienie, jak On sam sta? si? moj? niewys?owiona s?odycz?; chc?c opowiada? o tym teraz, by?abym zmuszona uprzedzi? czas mojej m?odo?ci, gdy tymczasem pozosta?o mi jeszcze do opowiedzenia wiele szczegó?ów z dzieci?stwa.

Krótko po mej pierwszej Komunii ?w. znowu odprawi?am rekolekcje przed Bierzmowaniem (18). Zosta?am bardzo starannie przygotowana na przyj?cie nawiedzin Ducha ?wi?tego; nie pojmuj?, dlaczego nie zwraca sio wi?kszej uwagi na przyj?cie tego sakramentu Mi?o?ci. Przed Bierzmowaniem odprawia si? zwykle jeden dzie? rekolekcji, ale poniewa? ks. Biskup nie móg? przyby? w dniu oznaczonym, mia?am pociech? sp?dzenia dwóch dni w samotno?ci. By nas rozerwa?, nasza nauczycielka zaprowadzi?a nas na Mont Cassin (19) i tam pe?nymi gar?ciami zbiera?am rumianki na Bo?e Cia?o. Ach! jak?e radosna by?a moja dusza! Jak Aposto?owie, z rado?ci? oczekiwa?am na przyj?cie Ducha ?wi?tego... Cieszy?am si? na my?l, ?e nied?ugo b?d? ju? w pe?ni chrze?cijank?, a przede wszystkim, ?e na moim czole pozostanie ju? na wieki tajemniczy znak krzy?a, który nakre?li na nim Biskup podczas udzielania sakramentu... Nadesz?a wreszcie ta szcz??liwa chwila; kiedy przyjmowa?am Ducha ?wi?tego, nie odczuwa?am gwa?townego wichru, ale raczej lekki wietrzyk. którego szum s?ysza? prorok Eliasz na górze Horeb... (20) W tym dniu otrzyma?am moc do znoszenia cierpie?, bo wkrótce mia?o si? zacz?? m?cze?stwo mojej duszy... Droga moja Leo?cia by?a mi Matk? przy Bierzmowaniu; by?a tak przej?ta, ?e przez ca?y czas trwania ceremonii nie mog?a si? powstrzyma? od ?ez. Przyj??a razem ze mn? Komuni? ?w., bowiem w tym pi?knym dniu mia?am równie? szcz??cie po??czy? si? z Jezusem.

Po tych uroczych i niezapomnianych ?wi?tach moje ?ycie sta?o si? na powrót zwyczajne, to znaczy, ?e musia?am powróci? do ?ycia pensjonarki, tak dla mnie trudnego. Przed pierwsz? Komuni? ?w. lubi?am ten tryb ?ycia z dzie?mi w moim wieku, z których wszystkie by?y pe?ne dobrej woli i - podobnie jak ja - chcia?y powa?nie praktykowa? cnot?. Teraz jednak trzeba by?o wej?? znowu w kontakt z uczennicami zupe?nie innego rodzaju, roztrzepanymi, niekarnymi, i to czyni?o mnie nieszcz??liw?.

By?am weso?ego usposobienia, ale nie potrafi?am bawi? si? odpowiednio do mego wieku; cz?sto podczas przerw opiera?am si? o drzewo i rozmy?la?am nad tym, co widzia?am, snuj?c powa?ne refleksje! Wymy?li?am równie? zabaw?, która bardzo mi si? podoba?a, a mianowicie: grzebanie biednych martwych ptaszków znalezionych pod drzewami. Wiele kole?anek mi w tym pomaga?o, dzi?ki czemu nasz cmentarzyk, zasadzony drzewami i kwiatami proporcjonalnymi do wielko?ci piskl?t, wygl?da? bardzo ?adnie. Lubi?am te? opowiada? historyjki, które komponowa?am w miar?, jak nap?ywa?y mi pomys?y; tote? moje towarzyszki skwapliwie mnie otacza?y, i nawet starsze uczennice przy??cza?y si? do grona s?uchaczek. To samo opowiadanie ci?gn??o si? przez kilka dni, poniewa? wzbogaca?am je ch?tnie w coraz to nowe szczegó?y, w miar?, jak widzia?am wzbudzone przez nie zainteresowanie, odbijaj?ce si? na twarzach mych kole?anek; wkrótce jednak nauczycielka zakaza?a mi kontynuowania mego zawodu mówcy, chc?c widzie? nas, jak si? bawimy i biegamy, zamiast dyskutowa?...

Z ?atwo?ci? chwyta?am sens tego, czego si? uczy?am, ale trudno mi by?o wyuczy? si? czego? na pami??, nie wy??czaj?c katechizmu, tote? w ci?gu roku poprzedzaj?cego moj? pierwsz? Komuni? ?w. prawie codziennie prosi?am o pozwolenie, abym mog?a uczy? si? go podczas przerw. Moje wysi?ki nie posz?y na marne i by?am zawsze pierwsz?. Je?li przypadkiem z powodu zapomnienia jednego s?owa utraci?am moje miejsce, wówczas mój ból okazywa? si? tak gorzkimi ?zami, ?e ks. Domin nie wiedzia? jak mnie uspokoi?... By? one ze mnie bardzo zadowolony (ale nie wtedy, gdy p?aka?am) i nazywa? mnie swym ma?ym doktorem, a to ze wzgl?du na moje imi? Teresy. Pewnego dnia uczennica, która by?a po mnie (21), nie potrafi?a postawi? swojej kole?ance pytania z katechizmu (22). Ksi?dz, po bezskutecznym przepytaniu wszystkich uczennic, zwróci? si? do mnie mówi?c, ?e teraz si? przekona, czy zas?uguj? na swoje pierwsze miejsce.

W mej g??bokiej pokorze na to tylko czeka?am; powstawszy ?mia?o, powiedzia?am bez jednego b??du to, o co by?am zapytana, ku zdziwieniu wszystkich... Po pierwszej Komunii ?w. mój zapa? do nauki katechizmu trwa? a? do chwili opuszczenia pensjonatu. Nauka sz?a mi dobrze, niemal zawsze by?am w niej pierwsza; najwi?ksze osi?gni?cia mia?am w dziedzinie historii i stylu. W opinii wszystkich nauczycielek uchodzi?am za uczennic? bardzo inteligentn?, inaczej ni? u Wuja, który uwa?a? mnie za ma?? ignorantk?, dobr? i mi??, posiadaj?c? zdrowy rozs?dek, ale niezdoln? i niezgrabn?... Nie dziwi?a mnie ta opinia, jak? mieli o mnie Wujostwo, i jak? zapewne do dzi? maj?; b?d?c bardzo nie?mia??, prawie nieustannie milcza?am; kiedy pisa?am, te moje gryzmo?y i ortografia wi?cej ni? prymitywna, nie mog?y nikogo oczarowa?... Inne prace, jak szycie i haft, sz?y mi - zdaniem nauczycielek - co prawda dobrze, ale niezgrabny i niezr?czny sposób trzymania roboty usprawiedliwia? ma?o korzystn? opini?, jak? o mnie miano. I to w?a?nie uwa?am za 38 r. ?ask?. Dobry Bóg, pragn?c mego serca wy??cznie dla Siebie, wys?ucha? ju? mojej modlitwy "Zamienia j?? mi w gorycz pociechy ziemi" (23). Potrzebne mi to by?o tym wi?cej, ?e nie by?am nieczu?a na pochwa?y. Cz?sto chwalono przy mnie inteligencj? innych, ale mojej nigdy, wywnioskowa?am wi?c z tego, ?e jej nie posiadam i pogodzi?am si? z tym...

Moje serce tak wra?liwe i mi?uj?ce, gdyby znalaz?o inne serce zdolne je zrozumie?, z ?atwo?ci? by si? mu odda?o... Próbowa?am zaprzyja?ni? si? z dziewczynkami w moim wieku, szczególnie z dwiema; kocha?am je, one za? kocha?y mnie o tyle, o ile by?y do tego zdolne; ale niestety! jak?e ciasne i p?oche jest serce stworze?!!! Wkrótce przekona?am si?, ?e moja mi?o?? jest nie zrozumiana. Jedna z moich przyjació?ek by?a zmuszona powróci? na kilka miesi?cy do swojej rodziny; podczas jej nieobecno?ci my?la?am o niej i starannie przechowywa?am ma?y pier?cionek, który mi ofiarowa?a. Ucieszy?am si? bardzo, gdy znów zobaczy?am moj? towarzyszk?, lecz có?! otrzyma?am oboj?tne spojrzenie...

Moja mi?o?? zosta?a zapoznana; odczu?am to, ale nie ?ebra?am uczucia, którego mi odmówiono; poniewa? za? Bóg da? mi serce tak wierne, ?e gdy raz g??boko pokocha, kocha ju? na zawsze, dlatego do dzi? modl? si? za moj? towarzyszk? i nadal j? kocham... Widz?c, jak Celina darzy szczególn? sympatia jedn? z nauczycielek, chcia?am j? na?ladowa?; nie umiej?c jednak zjednywa? sobie stworze?, nie mog?am mie? w tym powodzenia. Szcz??liwa nieumiej?tno??! od jak wielkiego z?a mnie ona uchroni?a!... Jak?e wdzi?czna jestem Jezusowi, ?e pozwoli? mi znajdowa? "jedynie gorycz w ziemskich przyja?niach"; z sercem takim, jak moje, ?atwo da?abym si? usidli? i podci?? sobie skrzyd?a; jak?e wi?c mog?abym potem "ulecie? i spocz??"? (24) Jak mo?e serce oddane mi?o?ci stworze? zjednoczy? si? wewn?trznie z Bogiem?... Wiem, ?e jest to niemo?liwe. Nie pij?c nigdy z kielicha nadmiernej mi?o?ci ku stworzeniom, czuj? jednak, ?e nie mog? si? myli?. Widzia?am tyle dusz oczarowanych tym zwodniczym ?wiat?em, jak podobne biednym motylom lata?y opalaj?c sobie skrzyd?a, po czym powraca?y do tego prawdziwego, s?odkiego ?wiat?a mi?o?ci, które wraca?o im skrzyd?a bardziej promienne i l?ejsze, aby mog?y w ko?cu ulecie? do Jezusa, tego Boskiego P?omienia, "który p?onie a nie spala" (25). O! ja wiem, ?e Jezus uwa?a? mnie za zbyt s?ab?, by mnie wystawia? na pokusy; mo?e sp?on??abym doszcz?tnie w tym zwodniczym ?wietle, gdyby ono zab?ys?o przed mymi oczyma... A tymczasem znajduj? jedynie gorycz w tym, co dusze mocne nape?nia rado?ci? i czego musz? si? wyrzeka?, aby pozosta? wiernymi. Nie ma wi?c ?adnej mojej zas?ugi w tym, ?e nie odda?am si? umi?owaniu stworze?, poniewa? zabezpieczy?o mnie przed tym wielkie mi?osierdzie Dobrego Boga!... Zdawa?am sobie spraw?, ?e bez niego by?abym upad?a mo?e tak nisko, jak ?w. Magdalena; a pe?ne g??bi s?owa Naszego Pana, skierowane do Szymona, rozbrzmiewaj? z wielk? s?odycz? w mojej duszy... Tak, ja wiem, ?e "ten, któremu mniej odpuszczono, mniej MI?UJE" (26), ale wiem i to, ?e Jezus odpu?ci? mi wi?cej ni? ?w. Magdalenie, poniewa? odpu?ci? mi z góry, powstrzymuj?c mnie od upadku.

Ach! jak?e pragn??abym móc wypowiedzie? to, co czuj?!... Oto przyk?ad, który cho? troch? my?l moj? wyt?umaczy. -- Przypu??my, ?e syn bieg?ego lekarza napotykaj?c na swej drodze kamie?, wywraca si? na nim i upadaj?c, ?amie sobie który? z cz?onków; przyby?y natychmiast ojciec podnosi go z mi?o?ci?, opatruje jego rany wszystkimi znanymi sobie sposobami; wkrótce syn ca?kowicie wyleczony okazuje mu sw? wdzi?czno??. Dziecko to niew?tpliwie mia?o powody, by kocha? swego ojca. Ale przypu??my jeszcze inn? ewentualno??. - Ojciec wiedz?c, ?e na drodze jego syna znajduje si? kamie?, wyprzedza go spiesznie i niespostrze?enie ten kamie? usuwa. Syn ów, otoczony tak przewiduj?c? mi?o?ci?, nie WIEDZ?C o nieszcz??ciu, z którego go ojciec wybawi?, nie oka?e mu swej wdzi?czno?ci i b?dzie go mnie] kocha?, ni? gdyby zosta? przez niego uleczony... je?li si? jednak dowie, jakiego niebezpiecze?stwa unikn??, czy? nie b?dzie go kocha? tym wi?cej Otó? ja jestem owym dzieckiem, przedmiotem uprzedzaj?cej mi?o?ci Ojca, który zes?a? swoje S?owo nie po to, by odkupi? sprawiedliwych, ale grzeszników (27). On chce, abym Go kocha?a za to, ?e odpu?ci? mi nie tylko wiele, ale WSZYSTKO. Nie czeka?, a? Go ukocham bardziej ni? ?w. Magdalena, lecz chcia?, bym ZROZUMIA?A, ?e ukocha? mnie mi?o?ci? przedziwnie uprzedzaj?c?, i w zamian kocha?a Go teraz do szale?stwa!... Nieraz s?ysza?am jak mówiono, ?e nie spotyka si? duszy czystej, która by kocha?a bardziej ni? dusza pokutuj?ca. Jak?e chcia?abym zada? k?am tym s?owom!...

Spostrzeg?am, ?e bardzo odbieg?am od tematu, wi?c co rychlej do niego powracam. Rok nast?puj?cy po mojej pierwszej Komunii ?w. prawie ca?y up?yn?? bez wewn?trznych do?wiadcze?; rozpocz??y si? one podczas rekolekcji przed rocznic? Komunii ?w. (28), kiedy to zapad?am na straszliw? chorob? skrupu?ów... Trzeba samemu przej?? przez to m?cze?stwo, by nale?ycie zrozumie?.

Niemo?liwo?ci? by?oby dla mnie wypowiedzie?, co przecierpia?am w ci?gu pó?tora roku... Wszystkie my?li, najprostsze czyny, stawa?y si? dla mnie przedmiotem niepokoju; ulgi doznawa?am jedynie wtedy, gdy to wszystko zwierza?am Marii, co zreszt? bardzo mnie kosztowa?o, poniewa? czu?am si? w obowi?zku odkrywa? przed ni? wszystkie niedorzeczne my?li na jej temat. Pozbywszy si? w ten sposób mego ci??aru, mia?am przez chwil? spokój, ale przemija? on jak b?yskawica i wkrótce m?cze?stwo moje zaczyna?o si? na nowo. Jak?? cierpliwo?? okazywa?a moja droga Maria, gdy mnie tak wys?uchiwa?a, nie okazuj?c nigdy znudzenia!... Bezpo?rednio po moim powrocie z opactwa zaczyna?a uk?ada? mi w?osy na dzie? nast?pny (codziennie bowiem, by sprawi? przyjemno?? Tatusiowi, ma?ej królewnie uk?adano w?osy, ku wielkiemu zdziwieniu kole?anek, a przede wszystkim nauczycielek, które nie widzia?y nigdy, aby rodzice tak pie?cili swoje dzieci). Podczas tego posiedzenia nie przestawa?am p?aka?, opowiadaj?c o wszystkich moich skrupu?ach. Z ko?cem roku Celina po uko?czeniu swojej nauki wróci?a do domu, i biedna Teresa, b?d?c zmuszon? powróci? tam sama, wkrótce si? rozchorowa?a; jedynym urokiem pensji by?o dla niej wspólne ?ycie z nieod??czn? Celin?, bez niej "ma?a córeczka" nie mog?a tam pozosta?... Tak wi?c w trzynastym roku ?ycia opu?ci?am opactwo (29) i uczy?am si? dalej, pobieraj?c kilka lekcji tygodniowo u "Pani Papinau". By?a to bardzo poczciwa osoba, wielce wykszta?cona, ale posiadaj?ca pewne maniery starej panny; mieszka?a ze swoj? matk?. Ogromnie mi?y widok przedstawia?o ich mieszkanie, które zajmowa?y we trójk? (bo kotka nale?a?a tak?e do rodziny i musia?am si? z tym pogodzi?, ?e odprawia?a drzemk? na moich zeszytach, jak równie? podziwia? jej pi?kne ruchy). Mia?am okazj? pozna? ?ycie tej rodziny.

Buissonnets by?o nieco za daleko na niezbyt ju? m?ode nogi mej nauczycielki, prosi?a wi?c, abym na lekcje do niej przychodzi?a. Kiedy si? zjawia?am, starsza pani Cochain przygl?da?a mi si? "swymi wielkimi jasnymi oczyma", po czym g?osem spokojnym i uroczystym wo?a?a: "Pani Papinau.... Pa..nna Te..resa przysz?a!..." Jej córka natychmiast odpowiada?a dziecinnym g?osem:

"Jestem, mamusiu". I wkrótce rozpoczyna?a si? lekcja. Mia?am z tych lekcji (nie licz?c poucze?, które odbiera?am) i t? korzy??, ?e poznawa?am ?wiat... Któ? by zdo?a? w to uwierzy?!... W owym staro?wiecko umeblowanym pokoju, otoczona ksi??kami i zeszytami, by?am nierzadko ?wiadkiem odwiedzin przeró?nego rodzaju ludzi: kap?anów, pa?, m?odych dziewcz?t, itd. Pani Cochain bawi?a, jak zdo?a?a, ca?e towarzystwo, aby córka mog?a prowadzi? ze mn? lekcj?; w takich dniach jednak nie nauczy?am si? wiele; z nosem w ksi??ce, s?ysza?am wszystko co mówiono, a nawet i to, czego lepiej mi by?o nie s?ysze?, pró?no?? bowiem ?atwo zakrada si? do serca!... Jedna z pa? mówi?a, ?e mam ?adne w?osy... inna wychodz?c i s?dz?c, ?e nie s?ysz?, pyta?a, kim jest to pi?kne dziewcz?. S?owa te, tym bardziej pochlebne, ?e nie do mnie by?y skierowane, sprawia?y mi w g??bi duszy przyjemno??, co jasno dowodzi, jak wielka by?a we mnie mi?o?? w?asna. O! jak?e wspó?czuj? duszom, które si? gubi?!... Jak?e ?atwo jest zej?? z drogi prawej na us?ane kwiatami ?cie?ki ?wiata... Nie ulega w?tpliwo?ci, ?e dla duszy cho? troch? wznios?ej, jego s?odycz jest zmieszana z gorycz?, i chwilowe pochwa?y nie s? w stanie zape?ni? bezmiernej pojemno?ci jej pragnie?... gdyby jednak moje serce od zarania nie wznosi?o si? ku Bogu, gdyby u progu ?ycia ?wiat si? do mnie u?miechn??, có? by si? ze mn? sta?o?... Matko moja droga, z jak?? wdzi?czno?ci? wys?awiam mi?osierdzie Pana!... Czy? nie sprawdzaj? si? na mnie s?owa Ksi?gi M?dro?ci: "Zabrana zosta?am ze ?wiata, zanim z?o?? jego zdo?a?a zepsu? mego ducha, i zanim u?uda zd??y?a zwie?? moj? dusz?" (30)? Tak?e i Naj?wi?tsza Panna czuwa?a nad swym kwiatkiem i nie chc?c dopu?ci?, by straci? ?wie?o?? w kontakcie ze ?wiatem, przenios?a go na swoj? gór? zanim zdo?a? si? rozwin??... Oczekuj?c szcz??liwej chwili, w której to mia?o nast?pi?, Terenia wzrasta?a w mi?o?ci ku swej Niebieskiej Matce; ?eby za? da? Jej dowód tego, spe?ni?a czyn, który j? wiele kosztowa?, opowiem o tym w kilku s?owach, cho? to d?uga sprawa... Prawie natychmiast po swym zg?oszeniu si? do opactwa, zosta?am przyj?ta do stowarzyszenia ?w. Anio?ów. Bardzo lubi?am pobo?ne praktyki, które ono nak?ada?o na mnie, gdy? mia?am szczególne upodobanie w modlitwie do tych B?ogos?awionych Duchów Niebieskich, a zw?aszcza do tego, którego Dobry Bóg da? mi za towarzysza mego wygnania. W jaki? czas po mojej pierwszej Komunii ?w. oznak? stowarzyszenia ?w. Anio?ów zast?pi?a wst??ka aspirantki do stowarzyszenia dzieci Maryi; opu?ci?am jednak pensj?, nie b?d?c przyj?ta do tego zwi?zku Naj?w. Panny. Nie mia?am prawa do niego nale?e?, poniewa? odesz?am przed uko?czeniem nauki. Musz? wyzna?, ?e ten przywilej nie wzbudza? we mnie zazdro?ci, niemniej na my?l, ?e wszystkie moje siostry zosta?y "dzie?mi Maryi", czu?am obaw?, ?e b?d? w mniejszym stopniu ni? one dzieckiem mej Niebieskiej Matki; poprosi?am wi?c z pokor? (mimo ?e mnie to kosztowa?o) o przyj?cie do stowarzyszenia Naj?w. Panny przy opactwie. Kierowniczka nie chcia?a mi odmówi?, ale postawi?a warunek, abym dwa razy w tygodniu po po?udniu przychodzi?a celem sprawdzenia czy jestem godna przyj?cia. Pozwolenie to nie tylko nie sprawia?o mi przyjemno?ci, ale w dodatku bardzo mnie kosztowa?o; nie mia?am, jak inne by?e uczennice, swej ukochanej nauczycielki, z któr? mog?abym sp?dza? wiele godzin; poprzestawa?am wi?c jedynie na przywitaniu nauczycielki, po czym pracowa?am w milczeniu a? do ko?ca lekcji robót. Nikt nie zwraca? na mnie uwagi, sz?am wi?c na chór do kaplicy i pozostawa?am przed Naj?w. Sakramentem a? do chwili, kiedy przychodzi? po mnie Tatu?; tylko tu znajdowa?am pociech?, bo czy? Jezus nie by? moim jedynym przyjacielem... Z Nim samym jedynie umia?am mówi?; rozmowy ze stworzeniami, nawet pobo?ne, m?czy?y moj? dusz?... Czu?am, ?e lepiej jest mówi? do Boga, ni? rozmawia? o Bogu, bo do rozmów duchowych miesza si? tak wiele mi?o?ci w?asnej!,.. Ach! jedynie dla Naj?w. Panny chodzi?am do opactwa... Czasem czu?am si? samotna, tak bardzo samotna, ?e - jak w dniach mego pensjonarskiego ?ycia, gdy smutna i chora przechadza?am si? po wielkim dziedzi?cu - powtarza?am te s?owa, które zawsze odradza?y na nowo w mym sercu pokój i si??: "?ycie jest twym okr?tem, a nie twym mieszkaniem..." (31) Kiedy by?am malutka, s?owa te dodawa?y mi odwagi; i dzi? jeszcze, mimo lat, które zatar?y wiele wra?e? dziecinnej pobo?no?ci, widok okr?tu urzeka moj? dusz? i pomaga jej znosi? wygnanie... Czy? i Ksi?ga M?dro?ci nie mówi, ?e ,,?ycie jest jak okr?t, który przecina wzburzone fale i nie pozostawia ?adnego ?ladu swego gwa?townego przej?cia..." (32)? Rozmy?laj?c o tych rzeczach, duchem zag??biam si? w niesko?czono?ci i mam wra?enie, ?e przybijam ju? do wiecznej przystani... Zdaje mi si?, ?e znajduj? si? ju? w obj?ciach Jezusa... ?e widz? Moj? Matk? Niebiesk?, jak wychodzi mi na spotkanie wraz z Tatusiem... Mamusi?... czterema anio?kami... Zdaje mi si?, ?e ciesz? si? ju? na zawsze prawdziwym i wiecznym ?yciem rodzinnym...

Zanim jednak danym mi b?dzie ujrze? rodzin? zebran? razem w domu Ojca Niebieskiego, trzeba mi by?o wprzód zakosztowa? dobrodziejstwa roz??ki; w roku, w którym zosta?am dzieckiem Naj?w. Panny, zabra?a mi Ona moj? drog? Mari? (33), jedyne oparcie mojej duszy... Wszak to Maria mn? kierowa?a, pociesza?a mnie, pomaga?a mi w pe?nieniu cnoty; ona to by?a moj? jedyn? wyroczni?. Nie ulega w?tpliwo?ci, ?e pierwsze miejsce w moim sercu zajmowa?a nadal Paulina, ale Paulina by?a daleko, bardzo daleko ode mnie!... Przesz?am prawdziwe m?cze?stwo, by si? przyzwyczai? do ?ycia bez niej, do istnienia mi?dzy nami murów nie do przebycia, ale w ko?cu pogodzi?am si? z t? smutn? rzeczywisto?ci?. Paulina by?a dla mnie stracona, niemal tak samo, jak gdyby umar?a. Nadal mnie bardzo kocha?a, modli?a si? za mnie; ale w moich oczach droga moja Paulina sta?a si? ?wi?t?, która nie potrafi?a ju? zrozumie? spraw tej ziemi, a n?dze jej biednej Teresy, gdyby je zna?a, powinny by j? zadziwi? i powstrzyma? przed tak wielk? mi?o?ci?, jak? j? darzy?a. Gdybym zreszt? nawet chcia?a zwierzy? jej moje my?li, jak to mia?o miejsce w Buissonnets, nie mog?abym tego uczyni?; czas odwiedzin w rozmównicy by? tylko dla Marii.

Obie z Celin? mia?y?my pozwolenie przychodzi? tam dopiero pod koniec, kiedy zostawa?o akuratnie tyle czasu, by si? nam serca ?cisn??y... Tak wi?c w rzeczywisto?ci mia?am jedynie Mari?, która by?a mi, ?e tak powiem, niezb?dna; tylko jej mówi?am o moich skrupu?ach i by?am jej pos?uszna do tego stopnia, ?e spowiednik nigdy nie pozna? mojej szkaradnej choroby; mówi?am mu tylko tyle grzechów, ile Maria pozwoli?a mi wyzna?, ani jednego wi?cej, tote? mog?am uchodzi? za dusz? najmniej skrupulatn? na ziemi, cho? by?am ni? w najwy?szym stopniu... Maria wiedzia?a wi?c o wszystkim, co dzia?o si? w mojej duszy, zna?a tak?e moj? t?sknot? za Karmelem, ja za? tak j? kocha?am, ?e bez niej ?y? nie mog?am. Ka?dego lata ciocia zaprasza?a nas kolejno do Trouville; bardzo lubi?am tam je?dzi?, ale z Mari?! Gdy jej tam nie by?o, nudzi?am si? bardzo. Raz jednak czu?am si? dobrze w Trouville, a by?o to w roku podró?y Tatusia do Konstantynopola (34). Maria, chc?c Celin? i mnie nieco rozerwa? (by?y?my bowiem smutne wiedz?c, ?e Tatu? jest tak daleko) wys?a?a nas na pi?tna?cie dni nad brzeg morza. Cieszy?am si? bardzo, poniewa? mia?am moj? Celin?. Ciocia stara?a si? dla nas o wszelkie mo?liwe przyjemno?ci, jak: przeja?d?ki na o?le, ?owienie ryb na w?dk? itp. Mimo ?e mia?am ju? dwana?cie i pó? lat, by?am jeszcze bardzo dziecinna; pami?tam swoj? rado?? przy zak?adaniu b??kitnych wst??ek, które mi Ciocia da?a do w?osów; pami?tam te?, ?e si? z tego w Trouville spowiada?am, bo za grzech uwa?a?am t? dziecinn? przyjemno??... Pewnego wieczoru zrobi?am do?wiadczenie, które mnie ogromnie zdziwi?o. - Maria (Guerin), b?d?c niemal zawsze cierpi?c?, cz?sto pop?akiwa?a; Ciocia wtedy pie?ci?a j?, wymy?la?a najczulsze imiona, a moja ma?a kuzyneczka nieustannie powtarza?a przez ?zy, ?e j? boli g?owa. Ja te? prawie codziennie miewa?am bóle g?owy, ale nie skar?y?am si?; tego wieczoru jednak chcia?am na?ladowa? Mari?, zabra?am si? wi?c do wylewania ?ez na fotelu w k?cie salonu.

Wkrótce Joanna i Ciocia zebra?y si? ko?o mnie, pytaj?c, co mi si? sta?o. Odpowiedzia?am jak Maria: "Boli mnie g?owa". S?dzi?y, ?e dla mnie nie móg? to by? wystarczaj?cy powód do skargi i nie da?y si? przekona?, ?e p?aka?am z powodu bólu g?owy. Zamiast mnie popie?ci?, przemawiano do mnie jak do doros?ej osoby; Joanna zarzuca?a mi brak zaufania do Cioci, s?dzi?a bowiem, ?e mam niepokój sumienia... Ostatecznie wysz?o mi to na dobre, postanowi?am bowiem nigdy nie na?ladowa? drugich i zrozumia?am bajk? o "O?le i piesku" (35). By?am tym osiem, który widz?c pieszczoty, jakimi darzono pieska, po?o?y? na stole swoj? ci??k? ?ap?, by odebra? swoj? cz??? czu?o?ci; ale niestety! wprawdzie nie otrzyma?am uderze? kijem jak biedne zwierz?, niemniej zap?acono mi stosown? monet? i ta zap?ata wyleczy?a mnie na ca?e ?ycie z ch?ci zwracania na siebie uwagi; jedyny wysi?ek, jaki zrobi?am w tym kierunku, drogo mnie kosztowa?...

Nast?pnego roku, to jest w roku odej?cia mej drogiej chrzestnej Matki, Ciocia zaprosi?a mnie znowu, ale tym razem sam?; czu?am si? tak nieswojo, ?e po dwóch czy trzech dniach rozchorowa?am si? i trzeba mnie by?o zabra? do Lisieux (36); moja choroba, która wydawa?a si? powa?n?, by?a tylko t?sknot? za Buissonnets; zaledwie dotkn??am go stopami, zdrowie wróci?o. I takiemu to dziecku Dobry Bóg mia? zabra? jedyne oparcie, jakie ??czy?o je z ?yciem!...

Skoro dowiedzia?am si? o decyzji Marii (37), postanowi?am wyrzec si? wszystkich ziemskich przyjemno?ci... Po opuszczeniu pensjonatu (38) ulokowa?am si? w dawnym atelier malarskim Pauliny (39), które urz?dzi?am wed?ug w?asnego gustu. By? to prawdziwy bazar, mieszanina pobo?nych przedmiotów i ciekawostek, ogród i ptaszarnia... A wi?c: w g??bi na tle ?ciany wyra?nie rysowa? si? wielki krzy? z czarnego drzewa bez Chrystusa, oraz kilka ulubionych rysunków; na drugiej ?cianie kosz przybrany mu?linem i ró?owymi wst??kami, pe?en aromatycznych zió? i kwiatów; wreszcie na ostatniej ?cianie królowa? samotnie portret dziesi?cioletniej Pauliny.

Pod tym portretem znajdowa? si? stó?, na którym sta?a wielka klatka, mieszcz?ca mnóstwo ptaków, których melodyjny ?wiergot nu?y? go?ci, lecz nie ich ma?? pani?, poniewa? bardzo je kocha?a... By? tam jeszcze "bia?y mebelek" nape?niony moimi szkolnymi ksi??kami, zeszytami itp., na nim sta?a figura Naj?w. Panny, wazony zawsze pe?ne ?wie?ych kwiatów, ?wieczniki; doko?a mnóstwo figurek ?wi?tych, ma?ych koszyczków z muszelek, pude?ek z brystolu itd!... Wreszcie przy oknie wisia? mój ogród, gdzie piel?gnowa?am kwiaty w doniczkach (najrzadsze, jakie uda?o mi si? spotka?); w "moim muzeum" mia?am jeszcze jedn? ?ardinier?, w której umieszcza?am swoj? ulubion? ro?lin?... Pod oknem sta? mój stó? przykryty zielon? makatk?, na której w po?rodku ustawi?am klepsydr?, ma?? figurk? ?w. Józefa, pude?ko z zegarkiem, koszyczki kwiatów, ka?amarz itd... Kilka kulawych krzese? i prze?liczne ?ó?eczko dla lalki Pauliny uzupe?nia?y ca?e moje umeblowanie. Ta biedna mansarda stanowi?a dla mnie w rzeczywisto?ci ca?y ?wiat, i mog?am - jak de Maistre - napisa? ksi??k? pod tytu?em: "Przechadzka doko?a mego pokoju". W tym to pokoju lubi?am przesiadywa? samotnie ca?ymi godzinami, ucz?c si? i rozmy?laj?c, zapatrzona w pi?kny widok roztaczaj?cy si? przed mymi oczyma... Kiedy si? dowiedzia?am, ?e Maria zamierza nas opu?ci?, mój pokój straci? dla mnie ca?y urok; nie chcia?am ani na chwil? opu?ci? drogiej siostry, która wkrótce mia?a odlecie?... Ile? da?am jej okazji do aktów cierpliwo?ci! Ilekro? przechodzi?am obok drzwi jej pokoju, puka?am tak d?ugo, a? mi otworzy?a, po czym ?ciska?am j? z ca?ego serca; chcia?am zrobi? zapas poca?unków na ca?y ten czas, kiedy b?d? ich pozbawiona. Na miesi?c przed jej wst?pieniem do Karmelu Tatu? zawióz? nas do Alençon (40), podró? ta jednak tak bardzo ró?ni?a si? od poprzedniej; wszystko nape?nia?o mnie smutkiem i gorycz?.

Trudno wypowiedzie?, ile ?ez wyla?am na grobie mamusi, gdy? zapomnia?am zabra? ze sob? bukiet b?awatków dla niej zerwanych. I rzeczywi?cie, wszystko by?o dla mnie powodem smutku! Teraz jest przeciwnie, poniewa? Dobry Bóg da? mi ?ask?, ?e nic przemijaj?cego nie mo?e mnie przygn?bi?. Gdy wspominam przesz?o??, dusz? moj? przepe?nia wdzi?czno?? na widok ?ask, jakie otrzyma?am z Nieba; zmieni?y mnie one nie do poznania... Prawd? jest, ?e pragn??am ?aski "posiadania absolutnego panowania nad swymi czynno?ciami, aby by? ich pani?, a nie niewolnikiem" (41). Te s?owa Na?ladowania g??boko mnie poruszy?y, jednak ow? nieocenion? ?ask? musia?am, ?e si? tak wyra??, okupi? swymi pragnieniami. By?am jeszcze dzieckiem, które zdawa?o si? jakoby nie posiada?o w?asnej woli, a kierowa?o si? tylko wol? innych, co niektórym osobom w Alençon dawa?o podstaw? do twierdzenia, ?e jestem s?abego charakteru. Podczas tej podró?y Leonia rozpocz??a swoj? prób? (42) u klarysek (43); zmartwi?o mnie to jej niezwyk?e wst?pienie, poniewa? bardzo j? kocha?am, a nie mia?am mo?no?ci u?ciska? jej przed odej?ciem.

Nigdy nie zapomn? dobroci i zak?opotania biednego Tatusia, gdy przyszed? nam oznajmi?, ?e Leonia przywdzia?a ju? habit klaryski. Tak jak i my uwa?a? to za wielkie dziwactwo, ale nie chcia? nic mówi?, widz?c niezadowolenie Marii. Zaprowadzi? nas do tego klasztoru i tam dozna?am skurczu serca, jak na widok ?adnego dot?d. By?o to wra?enie wprost przeciwne jak w Karmelu, gdzie wszystko rozszerza?o mi dusz?... Nie zachwyci? mnie tak?e widok zakonnic i nie odczu?am pokusy pozostania w?ród nich; biedna Leonia wygl?da?a jednak bardzo mi?o w swym nowym ubiorze, poleci?a nam dobrze patrze? w jej oczy, bo ju? wi?cej nie b?dziemy mog?y ich widzie? (klaryski pokazuj? si? tylko ze spuszczonymi oczyma).

Pan Bóg jednak zadowoli? si? dwoma miesi?cami ofiary i Leonia wróci?a pokaza? nam swe b??kitne oczy, tak cz?sto zroszone ?zami... Opuszczaj?c Alençon wierzy?am, ?e pozostanie ona u klarysek, tote? z bardzo ci??kim sercem odchodzi?am ze smutnej ulicy pó?ksi??yca. Zosta?y?my ju? tylko trzy, a wkrótce nasza droga Maria mia?a nas tak?e opu?ci?... Pi?tnasty pa?dziernika by? dniem roz??ki! Z weso?ej i licznej rodziny w Buissonnets pozosta?o tylko dwoje najm?odszych dzieci... Go??bki opu?ci?y rodzinne gniazdo, te za?, które pozosta?y, mia?y polecie? za nimi, ale ich skrzyd?a by?y jeszcze zbyt s?abe, by mog?y próbowa? lotu...

Dobry Bóg, który chcia? wezwa? do siebie najmniejsz? i najs?absz? ze wszystkich, przyspieszy? wzrost jej skrzyde?. Ten, który lubi pos?ugiwa? si? narz?dziem najmniej godnym dla okazania swej dobroci i pot?gi, zechcia? mnie powo?a? przed Celin?, która niew?tpliwie bardziej na t? ?ask? zas?ugiwa?a. Jezus jednak dobrze wiedzia?, jak by?am s?aba i dlatego mnie pierwsz? ukry? w rozpadlinie skalnej (44).

W tym czasie, kiedy Maria wst?pi?a do Karmelu, by?am jeszcze wielk? skrupulatk?. Nie maj?c ju? mo?no?ci zwierza? si? jej, zwróci?am si? w stron? Nieba. Wzywa?am moich czterech anio?ków, którzy mnie tam w górze poprzedzili, s?dzi?am bowiem, ?e te niewinne dusze, które nigdy nie zazna?y niepokoju i l?ku, zlituj? si? nad sw? biedn? siostrzyczk? cierpi?c? na ziemi. Zwraca?am si? do nich z dzieci?c? prostot?, przypominaj?c im, ?e jako najm?odsza w rodzinie, by?am zawsze najbardziej kochana, najbardziej pieszczona przez siostry, wi?c i oni, gdyby pozostali na ziemi, dawaliby mi niew?tpliwie takie same dowody uczucia... Ich odej?cia do Nieba nie uwa?am za dostateczn? racj?, by o mnie zapomnieli; przeciwnie, maj?c mo?no?? czerpania ze skarbów Bo?ych, winni mi uprosi? pokój i pokaza? mi, ?e w Niebie mo?na tak?e kocha?!... Odpowied? nie da?a na siebie d?ugo czeka?; wkrótce s?odkie fale pokoju zala?y moj? dusz? i przekona?am si?, ?e jestem kochana nie tylko na ziemi, ale równie? w Niebie!... Od tej chwili wzros?o moje nabo?e?stwo do mych braciszków i siostrzyczek i lubi?am cz?sto z nimi rozmawia?, opowiada? im o smutkach wygnania... o tym, ?e pragn? spotka? ich wkrótce w Ojczy?nie!...

* * *

(1) Aluzja do oblubienicy z Pie?ni nad pie?niami, 3, 1.

(2) Teresa chce powiedzie?, ?e by?a skupiona.

(3) Por. Mt 6, 3.

(4) Obecnie jest w r?kopisie: "po o?miu latach". Kiedy robiono korekt? przystosowuj?c?, by? rok 1896, rok powtórnego wyboru m. Marii Gonzagi na przeorysz?; poniewa? Teresa wst?pi?a do Karmelu w 1888, trzeba by?o zmieni? 7 na 8. Poprawka ta zosta?a przeoczona, kiedy przywracano pierwotne przeznaczenie tego r?kopisu dla m. Agnieszki od Jezusa.

(5) W sierpniu 1883 roku.

(6) Mdr 4, 12.

(7) Por. Ekl 2, 11.

(8) Ksi??ka ta zosta?a wydana z ilustracjami pod tytu?em; "Dwa miesi?ce i dziewi?? dni przygotowania do mojej Pierwszej Komunii ?w." (Boumard Fils, 1909, wyd. pierwsze).

(9) Zeszyt z sentencjami przys?any przez ojca Pichon.

(10) Te przygotowawcze rekolekcje trwa?y trzy pe?ne dni. Pierwsza Komunia ?w. odby?a si? we czwartek 8 maja 1884 r.

(11) Ksi?dz Victor-Louis Domin by? kapelanem i spowiednikiem sióstr Benedyktynek w Lisieux.

(12) Ma?y notatnik rekolekcyjny Teresy jest przechowywany w Archiwum Karmelu w Lisieux. Tego samego notatnika u?ywa?a Teresa w nast?pnym loku przed odnowieniem.

(13) Siostra Agnieszka od Jezusa przygotowywa?a si? w Karmelu do z?o?enia profesji w dniu pierwszej Komunii ?w. Teresy.

(14) Ap 2, 17.

(15) Por. Pnp 2, 1.

(16) Ga 2, 20.

(17) Tomasz a Kempis, O na?ladowaniu Chrystusa, ks. III, 26, 3.

(18) Teresa by?a bierzmowana przez ks. Hugonin, biskupa Bayeux, w sobot? 14 czerwca 1884 r.

(19) Tak szumnie nazywano pagórkowaty teren przed?u?aj?cy park opactwa.

(20) Por. 3 Krl 19, 12-13.

(21) To znaczy zajmowa?a drugie miejsce w nauce.

(22) Pyta? i odpowiedzi katechizmowych uczono si? na pami??.

(23) Por. O na?ladowaniu Chrystusa, ks. III, r. 26, 3.

(24) Por. Ps 54, 6.

(25) Por. Wj 3, 2 i ?w. Jan od Krzy?a, ?ywy p?omie? mi?o?ci, (komentarz do 2 strofy).

(26) ?k 7, 47.

(27) Por. Mt 9, 13.

(28) Rekolekcje te trwa?y od niedzieli wieczorem 17 do czwartku 21 maja 1885 r.

(29) Teresa opu?ci?a opactwo w drugim trymestrze roku szkolnego 1885/1886.

(30) Mdr 4, 11.

(31) Teresa cytuje z pami?ci werset poematu Lamartina, Réflexion. Recueillements poétiques, Epîtres et poésies diverses, Hachette 1884.

(32) Mdr 5, 10.

(33) Maria wst?pi?a do Karmelu w Lisieux 15 pa?dziernika 1886 r. i przyj??a tam imi? siostry Marii od Naj?w. Serca.

(34) Pan Martin wyjecha? do Konstantynopola z ko?cem sierpnia 1885 roku; pobyt Teresy i Celiny w Trouyille nale?y umie?ci? we wrze?niu.

(35) La Fontaine, Bajki, ks. IV, 5.

(36) Krótki ten pobyt by? w lipcu 1886 r.

(37) By?o to prawdopodobnie w lipcu, po jej powrocie z Trouville, kiedy Teresa dowiedzia?a si? o decyzji Marii.

(38) Teresa wspomina tu o swym pobycie w opactwie w charakterze pensjonarki.

(39) Jedna z dwóch mansard na drugim pi?trze.

(40) Teresa pope?ni?a tu jedn? ze swych rzadkich pomy?ek chronologicznych. Inne dokumenty podaj?, ?e podró? ta by?a oko?o 7 pa?dziernika, a nie w po?owie wrze?nia.

(41) Por. O na?ladowaniu Chrystusa, ks. III, r. 38, 1.

(42) Termin okre?laj?cy wst?pny okres ?ycia zakonnego.

(43) 7 pa?dziernika 1886 roku Leonia posz?a z ojcem z?o?y? wizyt? klaryskom, które zna?a od dzieci?stwa. Okaza?a tak wielkie pragnienie wst?pienia do nich, ?e zakonnice przyj??y j?. B?d?c zbyt s?ab?, by móc znie?? surowo?? regu?y, opu?ci?a klaryski l grudnia tego? roku.

(44) Por. Pnp 2, 14 oraz Wj 33, 22.

Krakowska Prowincja Karmelitów Bosych: www.karmel.pl

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież


Sonda

Czy przedsoborowa Msza Trydencka? (po ?acinie)
 

Polecany link, kliknij

Reklama

Kto jest teraz on-line

NaszÄ… witrynÄ™ przeglÄ…da teraz 73 goĹ›ci