Dzieje duszy Rozdzia? V
Czytelnia - DZIEJE DUSZY - ?w - ?w. Teresa od Dzieci?tka Jezus

Dzieje duszy
?w. Teresa od Dzieci?tka Jezus (Teresa Martin)

Rozdzia? V

Owoce duchowej przemiany

?aska Bo?ego Narodzenia. Gorliwo?? o zbawienie dusz. Pierwsza zdobycz. "Na?ladowanie Chrystusa" i "Konferencje" ks. Arminjon. W Belwederze. Za?y?o?? z Celink?. Zwierza si? ojcu i wujowi ze swego powo?ania. Sprzeciw prze?o?onego. Zetkni?cie z duszami dzieci?cymi. Bezowocna wizyta w Bayeux.

Niebo darzy?o mnie szczodrze ?askami bynajmniej nie dlatego, jakobym na nie zas?u?y?a; by?am jeszcze bardzo niedoskona?a. To prawda, ?e bardzo pragn??am praktykowa? cnot?, zabiera?am si? jednak do tego w sposób osobliwy; na przyk?ad; jako najm?odsza, nie mia?am w zwyczaju sama sobie us?u?y?. Pokój, w którym spa?y?my razem z Celin?, ona sprz?ta?a, ja za? nie zajmowa?am si? ?adn? prac? domow?. Po wst?pieniu Marii do Karmelu, aby sprawi? przyjemno?? Panu Bogu, kilka razy przysz?a mi ochota po?cieli? ?ó?ko, lub te? pod nieobecno?? Celiny pownosi? wieczorem jej doniczki z kwiatami. Jak ju? wspomnia?am, robi?am to jedynie dla Pana Boga, rzekomo nie spodziewaj?c si? podzi?kowania od stworze?. By?o niestety zupe?nie inaczej; je?eli Celina na nieszcz??cie nie okaza?a si? uradowana i zaskoczona mymi drobnymi przys?ugami, by?am niezadowolona i objawia?am to ?zami... Moja nadmierna uczuciowo?? czyni?a mnie niezno?n?; je?li komu? z mych ukochanych sprawi?am mimo woli cho?by najmniejsz? przykro??, wówczas zamiast przej?? nad tym do porz?dku dziennego, p?aczem powi?ksza?am swoj? win? zamiast j? zmniejszy?. P?aka?am jak Magdalena, a kiedy przestawa?am p?aka? z powodu samej winy, p?aka?am dlatego, ?e przedtem p?aka?am... Nie pomog?y ?adne perswazje; nie by?am w stanie zdoby? si? na popraw? z tej brzydkiej wady.

Nie wiem, jak mog?am si? ?udzi? s?odk? my?l? o wst?pieniu do Karmelu, b?d?c równocze?nie jeszcze w dziecinnych powijakach!... Dobry Bóg musia? sprawi? ma?y cud, bym w jednej chwili dojrza?a; uczyni? go w niezapomnianym dniu Bo?ego Narodzenia (1). Tej nocy promiennej, która ja?nia?a doskona?o?ciami Trójcy Przenaj?wi?tszej, Jezus, s?odkie ma?e Dzieci?tko, w jednej chwili zmieni? noc mojej duszy w strumienie ?wiat?a... Tej nocy, w której z mi?o?ci ku mnie sam sta? si? s?abym i cierpi?cym, mnie uczyni? siln? i odwa?n?, przyodziawszy w sw? w?asn? zbroj?, i od tej b?ogos?awionej nocy nie uleg?am ju? w ?adnej walce, ale przeciwnie, sz?am ze zwyci?stwa w zwyci?stwo, rozpoczynaj?c - rzec mo?na - "bieg olbrzyma"!... (2) ?ród?o moich ?ez wysch?o i odt?d rzadko i z trudem si? otwiera?o. Tak to wype?ni?y si? s?owa, które mi kiedy? powiedziano: "Tak wiele p?aczesz w dzieci?stwie, ?e zabraknie ci ?ez na pó?niej!..."

Dniem, w którym otrzyma?am ?ask? dojrza?o?ci, czyli mego ca?kowitego nawrócenia, by? 25 grudnia 1886 roku. - Wrócili?my w?a?nie z Pasterki, podczas której mia?am szcz??cie przyj?? Boga si?y i mocy. W drodze powrotnej do Buissonnets cieszy?am si?, ?e pójd? zabra? moje buciki z kominka; ów stary zwyczaj sprawia? nam w dzieci?stwie tak wielk? rado??, ?e Celina chcia?a mnie nadal traktowa? jak ma?e bobo, poniewa? by?am najm?odsz? w rodzinie... Tatu? lubi? patrze? na moj? rado??, s?ucha? weso?ych okrzyków towarzysz?cych wyci?ganiu coraz to nowych niespodzianek z zaczarowanych bucików, rado?? za? mego Króla pot?gowa?a moje szcz??cie. Jezus chcia? mi jednak pokaza?, ?e wyzwalaj?c mnie z dziecinnych s?abostek, odbierze mi równie? te niewinne rado?ci. On to dopu?ci?, ?e Tatu? b?d?c zm?czony po powrocie z Pasterki, okaza? znudzenie na widok moich bucików stoj?cych na kominku i wyrzek? s?owa, które mnie bardzo zabola?y: "Ca?e szcz??cie, ?e w tym roku b?dzie to wreszcie po raz ostatni!..." Sz?am w?a?nie na gór?, by zdj?? kapelusz. Celina, która zna?a moj? wra?liwo??, spostrzeg?szy ?zy w moich oczach, sama by?a bliska p?aczu, poniewa? kochaj?c mnie bardzo, zdawa?a sobie spraw?, jak mi by?o przykro. "Tereso - zwróci?a si? do mnie - nie schod?, b?dzie ci za trudno teraz ogl?da? buciki". Tymczasem Teresa ju? nie by?a ta sama; Jezus przemieni? jej serce! T?umi?c ?zy, zbieg?am ze schodów i powstrzymuj?c bicie serca, wzi??am moje buciki stawiaj?c je przed Tatusiem, po czym "wyci?ga?am rado?nie ca?? zawarto??, promieniuj?c szcz??ciem jak królowa. Tatu? ?mia? si? i zdawa? si? by? zadowolony, a Celina my?la?a, ?e to sen!... Na szcz??cie by?a to s?odka rzeczywisto??; Teresa odzyska?a na zawsze moc duszy, któr? utraci?a w wieku lat czterech i pó?!...

Od tej nocy pe?nej ?wiat?a rozpocz?? si? trzeci okres mego ?ycia, najpi?kniejszy spo?ród wszystkich, najbardziej obfituj?cy w ?aski Nieba!... Jezus, zadowalaj?c si? moj? dobr? wol?, której mi nigdy nie brakowa?o, w jednej chwili dokona? dzie?a, jakiemu nie mog?am sprosta? przez dziesi?? lat. Mog?am Mu wyzna? podobnie jak aposto?owie: "Panie, ?owi?am ca?? noc i nic nie uchwyci?am" (3) Jeszcze bardziej lito?ciwy dla mnie ni? dla swoich uczniów, Jezus sam uj?? sie?, zarzuci? j? i wyci?gn?? nape?nion? rybami... On uczyni? ze mnie rybaka dusz; uczu?am wielkie pragnienie, by pracowa? nad nawróceniem grzeszników pragnienie tak ?ywe jak nigdy dot?d... Jednym s?owem, w serce moje wst?pi?a mi?o?? po??czona z pragnieniem zapomnienia o sobie, by innym sprawia? przyjemno??, i od tej chwili poczu?am si? szcz??liwa!... Pewnej Niedzieli, gdy ogl?da?am fotografi? przedstawiaj?c? naszego Pana na Krzy?u, uderzy? mnie widok krwi, która sp?ywa?a z jednej z Jego Boskich r?k. Ogarn?? mnie wielki smutek na my?l, ?e ta krew spada na ziemi?, a nikt nie kwapi si?, by j? przyj??, postanowi?am wi?c trwa? w duchu u stóp Krzy?a i przyjmowa? t? Bosk? ros?, która z niego sp?ywa, z tym prze?wiadczeniem, ?e mam j? potem wylewa? na dusze... Nieustannie rozbrzmiewa?o w mym sercu wo?anie Jezusa na Krzy?u: "Pragn?!" (4) Te s?owa rozpali?y mnie ?arem nie znanym mi dot?d i gwa?townym... Chcia?am da? pi? memu Umi?owanemu i czu?am równocze?nie, ?e i mnie pali pragnienie dusz... W tym czasie nie poci?ga?y mnie jeszcze dusze kap?anów, lecz wielkich grzeszników, pali?o mnie pragnienie wyrywania ich z wiecznych p?omieni...

Aby pobudzi? moj? gorliwo??, Dobry Bóg pokaza? mi, ?e mi?e s? Mu moje pragnienia. - S?ysza?am kiedy? jak rozmawiano o wielkim zbrodniarzu, który mia? by? skazany na ?mier? za straszne morderstwa (5); wszystko wskazywa?o na to, ?e umrze nie okazuj?c ?alu. Chcia?am za wszelk? cen? nie dopu?ci? do tego, by poszed? do piek?a, i wykorzysta?am w tym celu wszystkie dost?pne mi ?rodki. Maj?c ?wiadomo??, ?e sama z siebie nic nie mog?, ofiarowa?am Dobremu Bogu wszelkie niesko?czone zas?ugi Naszego Pana, skarby Ko?cio?a ?wi?tego, wreszcie poprosi?am Celin?, by zamówi?a Msz? ?w. w moich intencjach, sama bowiem nie ?mia?am tego uczyni? w obawie, aby nie by? zmuszon? do przyznania si?, ?e to za Pranziniego, wielkiego zbrodniarza. Tak?e i Celinie nie chcia?am o tym mówi?, ale ona tak czule i tak natarczywie mnie pyta?a, ?e powierzy?am jej moj? tajemnic?; nie tylko mnie nie wy?mia?a, ale jeszcze obieca?a pomóc mi w nawróceniu mego grzesznika, co te? przyj??am z wdzi?czno?ci?, chcia?am bowiem, by wszystkie stworzenia zjednoczy?y si? ze mn? w celu uzyskania ?aski dla winnego. W g??bi serca czu?am pewno??, ?e moje pragnienia b?d? zaspokojone, niemniej, chc?c na przysz?o?? doda? sobie odwagi do modlitwy za grzeszników, mówi?am Dobremu Bogu, ?e ufaj?c niez?omnie niesko?czonemu mi?osierdziu Jezusa, jestem najzupe?niej pewna, i? przebaczy biednemu nieszcz??nikowi Pranziniemu i wierzy? w to b?d? nawet wtedy, gdyby nie wyspowiada? si? i nie okaza? ?adnego znaku skruchy, jednak o ten znak prosz?, prosz? jedynie dla zwyk?ej mojej pociechy... Moja modlitwa zosta?a wys?uchana dos?ownie! Mimo ?e Tatu? zabroni? nam czytania jakichkolwiek dzienników, nie uwa?a?am za niepos?usze?stwo czytanie fragmentów dotycz?cych Pranziniego. Nazajutrz po jego egzekucji wpad? mi w r?ce dziennik: "La Croix". Otworzy?am go po?piesznie i co zobaczy?am?... Ach! ?zy zdradzi?y moje wzruszenie i by?am zmuszona pój?? si? ukry?... Pranzini bez spowiedzi wst?pi? na szafot i gotowa? si? do w?o?enia g?owy w ponury otwór, gdy nagle, poruszony niespodziewanym natchnieniem, obróci? si?, chwyci? Krucyfiks podany mu przez kap?ana i trzykro? uca?owa? jego ?wi?te rany!... Potem jego dusza posz?a przyj?? mi?osierny wyrok Tego, który zapewnia?, ?e w Niebie b?dzie wi?ksza rado?? z jednego grzesznika czyni?cego pokut?, ani?eli z dziewi??dziesi?ciu dziewi?ciu sprawiedliwych, którzy pokuty nie potrzebuj?!... (6)

Otrzyma?am "znak", o który prosi?am, a znak ten by? wiernym obrazem ?ask, przez które Jezus poci?gn?? mnie do modlitwy za grzeszników. Czy? nie na widok ran Jezusa i sp?ywaj?cej Jego Boskiej krwi wst?pi?o w moje serce pragnienie ratowania dusz? Chcia?am je poi? t? Krwi? niepokalan?, która mo?e je obmy? z wszelkiej zmazy i oto wargi "mego pierwszego dziecka" przywar?y do tych ?wi?tych ran!!!... Jak?e niewypowiedzianie s?odka odpowied?!... Od tej ?aski jedynej w swoim rodzaju moje pragnienie ratowania dusz wzrasta?o z ka?dym dniem; zdawa?o mi si?, ?e s?ysz? Jezusa mówi?cego do mnie jak do Samarytanki: "Daj mi pi?" (7) By?a to prawdziwa wymiana mi?o?ci; duszom dawa?am krew Jezusow?, a Jezusowi ofiarowywa?am te same dusze o?ywione Bosk? ros?. S?dzi?am, ?e w ten sposób ugasz? Jego pragnienie; im wi?cej dawa?am mu pi?, tym bardziej wzrasta?o równocze?nie pragnienie mojej biednej ma?ej duszy, a to ?arliwe pragnienie dawa? mi On, jako najs?odszy napój swej mi?o?ci...

Niebawem Dobry Bóg wyzwoli? mnie z tego ciasnego kr?gu, w którym si? obraca?am nie wiedz?c, jak si? z niego wydosta?. Odczuwa?am ogromn? wdzi?czno?? na widok przebytej drogi, niemniej musia?am koniecznie pogodzi? si? z tym, ?e chocia? uczyni?am ju? wielki krok naprzód, pozosta?o mi jeszcze wiele rzeczy do opuszczenia. Duch mój uwolniony od skrupu?ów, od nadmiernej wra?liwo?ci, rozwin?? skrzyd?a. Zawsze serce moje zwraca?o si? ku temu co wielkie, co pi?kne; w tym za? okresie pojawi?o si? u mnie niezwyk?e pragnienie wiedzy. Nie zadowalaj?c si? lekcjami i zadaniami zleconymi mi przez nauczycielk?, na w?asn? r?k? zabra?am si? do nauki historii i przyrody. Inne dziedziny wiedzy by?y mi oboj?tne; te dwie poch?ania?y ca?? moj? uwag?, dzi?ki czemu w ci?gu kilku miesi?cy nauczy?am si? wi?cej, ni? przez wszystkie minione lata. Ach! czy? nie by?o w tym pró?no?ci i udr?czenia ducha?... (8) Cz?sto przychodzi? mi na my?l rozdzia? Na?ladowania mówi?cy o nauce (9), ale nigdy mi nie zabrak?o sposobów, by w dalszym ci?gu tak post?powa?; t?umaczy?am sobie, ?e skoro jestem w wieku, kiedy trzeba si? uczy?, to nie ma w tym nic z?ego. Nie s?dz?, bym obra?a?a Dobrego Boga (cho? musz? przyzna?, ?e traci?am czas bezu?ytecznie); po?wi?ca?am bowiem na to oznaczon? ilo?? godzin, której nie chcia?am przekracza?, by w ten sposób umartwi? swoje zbyt ?ywe pragnienie wiedzy... By?am w wieku najbardziej niebezpiecznym dla m?odych dziewcz?t, ale Pan Bóg uczyni? dla mnie to, o czym mówi Ezechiel w swych proroctwach: "Przechodz?c ko?o mnie Jezus spostrzeg?, ?e nadszed? czas, by mnie umi?owa?; zawar? ze mn? przymierze i sta?am si? Jego... rozci?gn?? na mnie swój p?aszcz, obmy? mnie w drogocennych wonno?ciach, przyodzia? mnie sukni? haftowan?, da? mi naszyjniki i bezcenne ozdoby... ?ywi? mnie m?k? najczystsz?, miodem i oliw? w obfito?ci... sta?am si? wi?c pi?kn? w jego oczach i da? mi moc królowej"!... (10)

Tak, Jezus to wszystko uczyni? dla mnie; mog?abym zatrzyma? si? nad ka?dym s?owem, które tu napisa?am i udowodni?, ?e spe?ni?o si? na mnie, ale ?aski, o jakich wy?ej wspomnia?am, s? ju? wystarczaj?cym tego dowodem; b?d? wi?c mówi? jedynie o tym pokarmie, którym darzy? mnie "w obfito?ci" (11). Od dawna ju? ?ywi?am si? "czyst? m?k?" zawart? w Na?ladowaniu; by?a to jedyna ksi??ka, która mi przynosi?a po?ytek; nie zna?am jeszcze skarbów ukrytych w Ewangelii. Mia?am zapisane w sercu niemal wszystkie rozdzia?y mego kochanego Na?ladowania; z t? ksi??eczk? nie rozstawa?am si? nigdy, w lecie nosi?am j? w kieszeni, w zimie za? w zar?kawku, co przesz?o w ko?cu do tradycji. U Cioci niejednokrotnie si? tym zabawiano; otwierano na chybi? trafi? i kazano mi recytowa? rozdzia?, na którym wzrok si? zatrzyma?. Przy moim wielkim pragnieniu wiedzy Pan Bóg uzna? za konieczne w czternastym roku ?ycia do??czy? do "czystej m?ki" "miodu i oliwy w obfito?ci". Ten miód i oliw? znalaz?am w konferencjach ks. Arminjon o celu obecnego ?ycia i tajemnicach ?ycia przysz?ego (12). Ksi??k? t? po?yczy?y Tatusiowi moje drogie karmelitanki, tote? wbrew memu zwyczajowi (nie czyta?am bowiem ksi??ek tatusia) poprosi?am go, bym mog?a j? przeczyta?.

Lektura ta sta?a si? jedn? z najwi?kszych ?ask mego ?ycia; czyta?am w oknie mego pokoju, a wra?enie jakie wówczas odnios?am, jest zbyt wewn?trzne i zbyt s?odkie, bym mog?a je wyrazi?...

Wszystkie wielkie prawdy religijne, tajemnice wieczno?ci, przepe?nia?y moj? dusz? nadziemskim szcz??ciem. Przenika?am ju? (nie wzrokiem ludzkim, ale oczyma serca) co Bóg zachowa? dla tych, którzy Go mi?uj? (13) a widz?c, ?e nagroda nie pozostaje w ?adnej proporcji do ma?ych ofiar ?ycia (14), chcia?am kocha?, nami?tnie kocha? Jezusa, dawa? Mu, póki jeszcze mog?, niezliczone dowody mi?o?ci... Przepisywa?am wiele ust?pów o doskona?ej mi?o?ci i o przyj?ciu, jakie Dobry Bóg zgotuje swym wybranym w owej chwili, gdy On sam stanie si? ich wielk? i wiekuist? nagrod?; wyznawa?am Mu nieustannie swoj? mi?o?? w s?owach p?yn?cych z serca... Celina sta?a si? zaufan? powiernic? moich my?li; pocz?wszy od Bo?ego Narodzenia rozumia?y?my si? wzajemnie, ró?nica wieku znik?a odk?d podros?am fizycznie, a nade wszystko wzros?am w ?asce... Dawniej cz?sto si? skar?y?am, ?e nie znam tajemnic Celiny; mówi?a mi wówczas, ?e jestem jeszcze za ma?a, ?e musz? podrosn?? "do wysoko?ci taboretu", by mog?a mie? do mnie zaufanie. Lubi?am wchodzi? na ten cenny taboret, kiedy znajdowa?am si? przy niej, i prosi?am, by mi si? zwierza?a; przemy?lno?? moja by?a jednak daremna, nadal dzieli? nas dystans...

Jezus chc?c, by?my wspólnie post?powa?y naprzód, po??czy? nasze serca wi?zami silniejszymi ni? wi?zy krwi; uczyni? nas siostrami wedle ducha. Spe?ni?y si? na nas s?owa Pie?ni ?w. Jana od Krzy?a (zwracaj?c si? do Oblubie?ca - oblubienica wo?a): "Wst?puj?c w twoje ?lady, dziewcz?ta pobieg?y lekko drog?, do iskry dotkni?cia, do przyprawionego wina, które wydaje zapach boskiego balsamu" (15). O tak, bardzo lekko bieg?y?my drogami Jezusa; iskry mi?o?ci, które hojn? r?k? rozsypywa? w naszych duszach, wino s?odkie i mocne, którym nas poi?, sprawia?y, ?e nik?y nam sprzed oczu rzeczy przemijaj?ce, a z naszych ust wyrywa?y si? westchnienia mi?o?ci przez Niego natchnione. Jak?e s?odkie rozmowy prowadzi?y?my co wieczór w belwederze! Zatapiaj?c spojrzenie w dali, patrzy?y?my na jasny ksi??yc wschodz?cy z wolna ponad wielkimi drzewami... na srebrzyste blaski, jakie rzuca? na u?pion? natur?... na b?yszcz?ce gwiazdy migoc?ce w g??bi lazuru. Lekkie tchnienie wietrzyka unosi?o ?nie?ne ob?oki, a wszystko to podnosi?o nasze dusze ku Niebu, temu pi?knemu Niebu, które mog?y?my kontemplowa? na razie tylko "od przejrzystej lewej strony..." (16)

Nie wiem czy si? nie myl?, ale wydaje mi si?, ?e to wzajemne udzielanie si? naszych dusz przypomina?o zwierzenia mi?dzy ?w. Monik? i jej synem, kiedy to w porcie Ostia pogr??ali si? w ekstazie na widok wspania?o?ci Stwórcy!... Zdaje mi si?, ?e otrzymywa?y?my ?aski na miar? tych, które by?y udzia?em wielkich ?wi?tych. Na?ladowanie mówi, ?e Dobry Bóg udziela si? raz w powodzi ?wiat?a, to znowu "?agodnie, os?oni?ty cieniami i figurami" (17). W taki to sposób raczy? udziela? si? naszym duszom, ale jak?e przejrzyst? i lekk? by?a owa zas?ona, która ukrywa?a Jezusa przed naszym spojrzeniem!... W?tpliwo?? by?a niemo?liwa, Wiara i Nadzieja przestawa?y by? konieczne, mi?o?? sprawia?a, ?e znajdowa?y?my na ziemi Tego, którego?my szuka?y. "Gdy?my znalaz?y jedynego. On nas poca?owa?, aby w przysz?o?ci nikt nie móg? nami wzgardzi?"(18).

Tak wielkie ?aski nie mog?y pozosta? bezowocne, owoce za? by?y tak obfite, ?e pe?nienie cnoty sta?o si? dla nas czym? s?odkim i naturalnym. Pocz?tkowo moja twarz zdradza?a jeszcze walk?, ale stopniowo i to wra?enie znik?o; wyrzeczenie sta?o si? dla mnie ?atwe nawet od pierwszej chwili. Jezus powiedzia?: "Kto ma, temu b?dzie dane, i nadmiar mie? b?dzie" (19). Za wierno?? jednej ?asce udziela? mi mnóstwo innych. Dawa? mi siebie w Komunii ?w. cz??ciej ni? ?mia?am si? tego spodziewa?. Przyj??am jako zasad?, aby przyst?powa? do Komunii ?w., ilekro? spowiednik mi na to pozwoli; nie chcia?am jednak sama ustala? ich liczby, ani o pozwolenie prosi?. Brak mi by?o wówczas tej odwagi, jak? dzisiaj posiadam, a która pozwoli?aby mi post?pi? inaczej. Jestem g??boko przekonana, ?e dusza powinna wyzna? spowiednikowi, jak bardzo pragnie przyjmowa? swego Boga. On nie po to zst?puje codziennie z Nieba, aby pozosta? w z?otym cyborium, ale by znale?? inne Niebo, stokro? Mu dro?sze od tamtego: Niebo naszej duszy, stworzonej na Jego obraz, ?yw? ?wi?tyni? uwielbianej Trójcy!...

Jezus, widz?c moje pragnienie i prawo?? serca, sprawi?, ?e w ci?gu miesi?ca maja mój spowiednik pozwoli? mi przyst?powa? do Komunii ?w. cztery razy w tygodniu, a kiedy przeszed? ten pi?kny miesi?c, doda? jeszcze pi?ty raz, je?li w danym tygodniu wypada?o jakie? ?wi?to. Gdy opuszcza?am konfesjona? z oczu sp?ywa?y mi s?odkie ?zy; zdawa?o mi si?, ?e to sam Jezus pragnie mi si? oddawa?, poniewa? spowiadaj?c si? bardzo krótko, nigdy ani s?owem nie wspomnia?am o mych wewn?trznych prze?yciach. Droga, po której post?powa?am, by?a tak prosta, tak jasna, ?e nie potrzebowa?am innego przewodnika oprócz Jezusa... Kierowników duchownych porównywa?am do wiernych zwierciade?, które odbijaj? w duszach Jezusa i my?la?am, ?e wobec mnie Dobry Bóg nie potrzebuje pos?ugiwa? si? po?rednikiem, ale dzia?a bezpo?rednio!...

Kiedy ogrodnik piel?gnuje owoc z t? my?l?, by dojrza? przed czasem, nie czyni tego po to, aby pozostawi? go na drzewie, ale by móc poda? na bogato zastawiony stó?. W podobnym zamiarze Jezus obsypywa? ?askami swój ma?y kwiatek... Ten, który podczas swego ziemskiego ?ycia zawo?a? w uniesieniu rado?ci:

"Wys?awiam Ci?, Ojcze, ?e? te rzeczy zakry? przed m?drymi i przewiduj?cymi, a objawi?e? je najmniejszym z ma?ych" (20) chcia?, by zaja?nia?o we mnie Jego mi?osierdzie; poniewa? by?am ma?a i s?aba, schyli? si? do mnie i poucza? tajemnie o sprawach swej mi?o?ci. Ach! gdyby tak uczeni, po?wi?caj?cy ca?e ?ycie na zdobywanie wiedzy, przyszli mnie zapyta?, byliby niew?tpliwie zdumieni widz?c, jak czternastoletnie dziecko pojmuje tajemnice doskona?o?ci, tajemnice, których ca?a ich wiedza nie jest w stanie odkry?, bo aby je posi???, trzeba by? ubogim w duchu!...

Jak mówi ?w. Jan od Krzy?a w swojej pie?ni: "Nie mia?am innego przewodnika ani ?wiat?a prócz tego, które p?on??o w moim sercu, ono prowadzi?o mnie pewniej ni? ?wiat?o po?udnia na miejsce, gdzie mnie oczekiwa? Ten, który zna? mnie doskonale" (21). Tym miejscem by? Karmel; zanim "odpocz??am w cieniu Tego, którego pragn??am" (22), trzeba mi by?o przej?? przez wiele do?wiadcze?, jednak wezwanie Bo?e by?o tak nagl?ce, ?e cho?by mi przysz?o przedziera? si? przez p?omienie, zrobi?abym to, by pozosta? wiern? Jezusowi... Mia?am tylko jedn? osob?, która dodawa?a mi odwagi w mym powo?aniu; by?a ni? moja droga Matka... moje serce znajdowa?o w niej wierne echo i bez niej na pewno nie dotar?abym do b?ogos?awionego brzegu, który j? przed pi?ciu laty przyj?? na swoj? ziemi?, przesycon? ros? niebiesk?... Tak, od pi?ciu lat by?am oddalona od Ciebie, moja droga Matko, i by?am przekonana, ?e Ci? utraci?am, lecz w chwili do?wiadczenia Twoja to r?ka wskaza?a mi drog?, któr? mia?am post?powa?... Potrzebowa?am tej pociechy, bo moje odwiedziny w rozmównicy Karmelu stawa?y si? coraz bardziej przykre; ilekro? mówi?am o mym pragnieniu wst?pienia, mia?am uczucie, ?e jestem odrzucona. Maria uwa?aj?c, ?e jestem zbyt m?oda, robi?a wszystko co mo?liwe, by przeszkodzi? memu wst?pieniu; Ty sama, moja Matko, chc?c mnie do?wiadczy?, kilkakrotnie próbowa?a? ostudzi? mój zapa?; ostatecznie, gdybym nie mia?a prawdziwego powo?ania, by?abym si? zatrzyma?a na pocz?tku, bo trudno?ci napotyka?am od momentu, kiedy zacz??am odpowiada? na wezwanie Jezusa. Nie chcia?am mówi? Celinie o moim pragnieniu wst?pienia do Karmelu w tak m?odym wieku i to powi?ksza?o moje cierpienie; by?o mi bowiem bardzo trudno ukrywa? przed ni? cokolwiek... Cierpienie to nie trwa?o d?ugo; wkrótce droga siostrzyczka dowiedzia?a si? o mym postanowieniu i nie tylko nie próbowa?a odwodzi? mnie od niego, ale z nadzwyczajn? odwag? przyj??a ofiar?, jakiej Dobry Bóg od niej ??da?; chc?c zrozumie?, jak wielka to by?a ofiara, trzeba by poj??, do jakiego stopnia by?y?my zjednoczone... O?ywia? nas, mo?na powiedzie?, jeden duch; od niedawna cieszy?y?my si? ?yciem najmilszym, o jakim mog? ?ni? m?ode dziewcz?ta; wszystko wokó? nas odpowiada?o naszym upodobaniom, posiada?y?my najwi?ksz? jak? mo?na mie? swobod?; mog? powiedzie?, ?e ?ycie nasze by?o Idea?em szcz??cia na ziemi... Zaledwie zdo?a?y?my zakosztowa? tego idea?u, szcz??cia, a ju? trzeba by?o dobrowolnie odwróci? si? od niego i moja droga Celina nie buntowa?a si? ani przez chwil?. Mia?a prawo si? skar?y?, bo czy? nie j? pierwsz? Jezus powo?a??... maj?c to samo powo?anie co ja, ona powinna by?a odej??!... Ale jak w czasach m?czenników ci, którzy pozostawali w wi?zieniu, dawali rado?nie poca?unek swym braciom id?cym przed nimi walczy? na arenie, i pocieszali si? my?l?, ?e dla nich zachowana jest by? mo?e jeszcze ci??sza walka, podobnie Celina pozwoli?a odej?? swej Teresie, a sama pozosta?a na chwalebn? i krwaw? walk? (23), jak? przeznaczy? jej Jezus na dowód swej mi?o?ci!...

Celina sta?a si? wi?c powiernic? moich walk i cierpie?, które dzieli?a ze mn?, jak gdyby chodzi?o o jej w?asne powo?anie; z jej strony nie obawia?am si? sprzeciwu, ale nie wiedzia?am w jaki sposób powiedzie? o tym Tatusiowi... Jak?e mu wyzna?, ?e opu?ci go jego królowa, jemu, który ju? z?o?y? ofiar? z trojga starszych dzieci?... Ach! jakie? wewn?trzne zmagania musia?am przej??, zanim zdoby?am si? na odwag?, by z nim pomówi?!... A trzeba by?o si? zdecydowa?; mia?am ju? czterna?cie i pó? roku, tylko sze?? miesi?cy dzieli?o mnie od pi?knej nocy Bo?ego Narodzenia, kiedy to postanowi?am wst?pi? o tej samej godzinie, w której ubieg?ego roku otrzyma?am "moj? ?ask?". Na to wielkie zwierzenie wybra?am dzie? Zes?ania Ducha ?wi?tego. (24); przez ca?y dzie? b?aga?am ?wi?tych Aposto?ów, aby modlili si? za mnie i podsun?li mi s?owa, którymi winnam si? pos?u?y?. Czy? nie do nich ostatecznie nale?a?o wspomaga? nie?mia?e dziecko, które Bóg przeznaczy?, aby sta?o si? aposto?em aposto?ów przez modlitw? i ofiar??... Po po?udniu, po powrocie z nieszporów, nadarzy?a si? okazja, by porozmawia? z moim drogim Ojczulkiem; poszed? w?a?nie spocz?? na brzegu basenu i tam, z?o?ywszy r?ce, kontemplowa? wspania?o?ci natury; s?o?ce, którego promienie utraci?y ju? swój ?ar, z?oci?o wierzcho?ki wysokich drzew, a na nich ptasz?ta weso?o ?wiergota?y sw? wieczorn? modlitw?. Pi?kna posta? Tatusia sprawia?a niebia?skie wra?enie, czu?am, ?e w jego sercu panuje pokój; nie mówi?c ani s?owa, usiad?am przy nim z oczyma pe?nymi ?ez. Spojrza? na mnie z czu?o?ci? i obejmuj?c moj? g?ow?, przytuli? j? do serca mówi?c: "Co ci jest, moja królewno?... wyznaj mi..." Po czym, jakby chc?c ukry? wzruszenie, wsta? i szed? powoli, ci?gle tul?c do serca moj? g?ow?. Ze ?zami w oczach powierzy?am mu swoje pragnienie wst?pienia do Karmelu; ?zy nasze pop?yn??y razem, nie powiedzia? jednak ani s?owa, by odwie?? mnie od mego powo?ania, zwróci? mi tylko uwag?, ?e jestem o wiele za m?oda do podj?cia tak wa?nej decyzji. Ja jednak tak dobrze broni?am swej sprawy, ?e Tatu? dzi?ki prostej i prawej naturze, jak? posiada?, wkrótce zosta? przekonany o Bo?ym pochodzeniu mego pragnienia i w swej g??bokiej wierze zawo?a?, ?e Dobry Bóg czyni mu wielki zaszczyt, kiedy tak prosi go o dzieci. Spacerowali?my d?ugo; moje serce dozna?o ulgi na widok dobroci, z jak? ten Polio nieporównany Ojciec przyj?? moje wyznanie, tote? z wolna wynurza?o si? przed nim. Zdawa?o si?, ?e Tatu? cieszy si? ju? t? spokojn? rado?ci?, któr? daje spe?niona ofiara; rozmawia? ze mn? jak ?wi?ty. Chcia?abym przypomnie? sobie jego s?owa, by móc je tutaj zapisa?, lecz pozosta?o mi po nich tylko wspomnienie, zbyt wznios?e, by mo?na je wys?owi?. Doskonale natomiast zapami?ta?am symboliczn? czynno??, jak? bezwiednie spe?ni? mój Król. Zbli?aj?c si? do niskiego muru, pokaza? mi male?kie bia?e kwiatki, cos w rodzaju lilii w miniaturze, i zrywaj?c jeden z nich, poda? mi go t?umacz?c, jakim staraniem Dobry Bóg go otoczy?, aby móg? si? rozwin?? i przetrwa? a? do dnia dzisiejszego. Ws?uchuj?c si? w to, co mówi?, by?am przekonana, ?e s?ysz? w?asn? histori?; tak wiele by?o podobie?stwa mi?dzy tym, co Jezus uczyni? dla ma?ego kwiatka i malej Teresy... Przyj??am ten kwiatek jako relikwi? i zauwa?y?am, ?e Tatu? przy zrywaniu wyj?? go ze wszystkimi korzonkami nie uszkodziwszy ich; wygl?da?o na to, jakby by? przeznaczony do dalszego ?ycia w ziemi bardziej urodzajnej od mi?kkiego mchu, w którym prze?y? swe pierwsze poranki... Troch? pó?niej uczyni? Tatu? to samo ze mn?, kiedy pozwoli? mi wspi?? si? na gór? Karmelu i opu?ci? cich? dolin?, ?wiadka pierwszych kroków w mym ?yciu...

W?o?y?am mój bia?y kwiatek do Na?ladowania, przy rozdziale zatytu?owanym: "0 mi?o?ci Jezusa nade wszystko" (25), dyli tam, gdzie dot?d si? znajduje; tylko jego ?ody?ka z?ama?a si? tu? przy korzeniu, przez co Dobry Bóg chce mi zapewne powiedzie?, ?e wkrótce skruszy wi?zy swego ma?ego kwiatka i nie pozwoli mu zwi?dn?? na ziemi (26).

Uzyskawszy pozwolenie Tatusia wierzy?am, ?e teraz ju? bez przeszkód ulec? do Karmelu, tymczasem jeszcze wiele bardzo bolesnych do?wiadcze? mia?o wypróbowa? moje powo?anie. Nast?pi?o to wówczas, gdy dr??cym g?osem zwierzy?am si? wujowi z podj?tej decyzji (27). Da? mi wiele dowodów serdeczno?ci, ale na moje odej?cie nie zgodzi? si?, co wi?cej, zakaza? mi wspomina? o moim powo?aniu przed uko?czeniem siedemnastu lat. Jest to przeciwne ludzkiej roztropno?ci - mówi? - by pi?tnastoletnie dziecko wst?powa?o do Karmelu; ?ycie karmelitanki jest w oczach ?wiata ?yciem filozofa; by?oby to z wielk? szkod? dla zakonu, gdyby niedo?wiadczonemu dziecku pozwolono je podj??. Wszyscy by o tym mówili, itd... itd... O?wiadczy? mi, ?e trzeba by cudu, aby zdecydowa? si? da? mi pozwolenie na odej?cie. Wiedzia?am doskonale, ?e wszelkie perswazje pozostan? bezskuteczne, odchodzi?am wi?c z sercem pe?nym najg??bszej goryczy. Jedyn? pociech? znajdowa?am w modlitwie; b?aga?am Jezusa, by uczyni? potrzebny cud, poniewa? jedynie za t? cen? b?d? mog?a odpowiedzie? na Jego wezwanie.

Min??o do?? du?o czasu (28), zanim znowu odwa?y?am si? na rozmow? z moim wujem; udanie si? do niego niezmiernie mnie kosztowa?o; sprawia? wra?enie, ?e nie my?li ju? wi?cej o moim powo?aniu, mój smutek jednak - jak si? pó?niej dowiedzia?am - wiele zmieni? na moj? korzy??. Zanim za?wita? w mej duszy promyk nadziei, Dobry Bóg chcia? mnie przeprowadzi? przez bardzo bolesne m?cze?stwo, trwaj?ce trzy dni (29). Och! podczas tego do?wiadczenia zrozumia?am jak nigdy dot?d ból Naj?w. Panny i ?w. Józefa, jaki prze?ywali przy szukaniu Boskiego Dzieci?tka Jezus... Znalaz?am si? na smutnej pustym, albo raczej: dusza moja wyda?a mi si? podobna do s?abego czó?na, które z powodu braku sternika zdane jest na ?ask? burzliwych fal... Wiedzia?am, ?e w mojej ?ódeczce ?pi Jezus, ale noc by?a tak ciemna, ?e niemo?liwo?ci? wydawa?o mi si?, aby Go dostrzec; znik?d nie mia?am ?wiat?a, nawet ?adna b?yskawica nie rozrywa?a ponurych chmur... Zapewne, nieweso?y by?by ów promie? ?wiat?a pochodz?cy z b?yskawicy, ale w nim, gdyby to chocia? by?a burza, mog?abym na chwil? zobaczy? Jezusa... ale to by?a noc, g??boka noc duszy... Czu?am si? samotna, jak Jezus w ogrodzie konania, pozbawiona pociechy zarówno z ziemi jak i z Nieba; zdawa?o si?, ?e Dobry Bóg mnie opu?ci?!!!... Natura jak gdyby bra?a udzia? w moim smutku; przez te trzy dni s?o?ce nie zab?ys?o ani jednym promieniem a deszcz la? strumieniami. (Zauwa?y?am, ?e we wszystkich wa?niejszych okoliczno?ciach mego ?ycia natura zdawa?a si? by? obrazem mojej duszy. W dniach ?ez - Niebo p?aka?o razem ze mn?; w dniach rado?ci - S?o?ce wysy?a?o obficie swe radosne promienie i ?adna chmura nie przys?ania?a b??kitu...).

Wreszcie czwartego dnia, a by?a to sobota, dzie? po?wi?cony s?odkiej Królowej Nieba, posz?am odwiedzi? wuja. Jakie? by?o moje zdumienie kiedy ujrza?am, ?e spogl?daj?c na mnie, zaprasza mnie do swego gabinetu, cho? sama nie zdradza?am pragnienia wej?cia taml... Zacz?? mi czyni? ?agodne wymówki, ?e wygl?da na to, jakbym si? go obawia?a, a potem powiedzia? mi, ?e cud nie jest konieczny, ?e prosi? Boga, by mu da? "zwyk?? przychylno?? serca" i zosta? wys?uchany... Ach! nie mia?am pokusy, by b?aga? o cud, bo dla mnie cud ju? si? spe?ni?; wuj nie by? ju? tym samym cz?owiekiem. Nie robi?c ?adnej aluzji do "ludzkiej roztropno?ci", powiedzia? mi, ?e jestem ma?ym kwiatkiem, który Dobry Bóg pragnie zerwa?, a on nie b?dzie si? d?u?ej sprzeciwia?!... (30)

- Ta zdecydowana odpowied? by?a prawdziwie godna jego. Ju? po raz trzeci ów chrze?cijanin dawnych wieków ch?tnie godzi? si? na to, by jedna z jego przybranych córek posz?a ukry? si? z dala od ?wiata. Ciocia równie? okaza?a podziwu godn? delikatno?? i roztropno??; nie pami?tam, by w czasie trwania mych do?wiadcze? powiedzia?a cho? jedno s?owo, które mog?oby je powi?kszy?. Widzia?am, ?e ?a?owa?a bardzo swej biednej Teresy, tote? kiedy mój drogi wuj udzieli? mi pozwolenia, ona równie? da?a mi swoje, okazuj?c mi równocze?nie na wszystkie mo?liwe sposoby, jak bardzo martwi si? moim odej?ciem... Niestety, nasi drodzy krewni dalecy byli od my?li, ?e jeszcze dwukrotnie przyjdzie im ponawia? t? sam? ofiar?... Ale Dobry Bóg wyci?gaj?c r?k? z coraz to nowym ??daniem, nie wyci?ga? jej pró?nej; Jego umi?owani przyjaciele mieli mo?no?? czerpa? z niej m?stwo i odwag?, których tak bardzo potrzebowali... Ale serce unios?o mnie bardzo daleko od mego tematu; powracam do? niemal z ?alem: Otrzymawszy odpowied? od wuja, pojmujesz, moja Matko, - z jak? rado?ci? wraca?am do Buissonnets pod "Niebem pogodnym, z którego bez ?ladu znik?y wszelkie chmury"!... Znik?a równie? noc mojej duszy;

Jezus obudziwszy si? wróci? mi rado??, usta? huk fal; zamiast wichru przeciwno?ci lekki wietrzyk wzdyma? mój ?agiel i wierzy?am, ?e wkrótce dop?yn? do b?ogos?awionego brzegu, który dostrzega?am tu? przy sobie. By? on istotnie nieopodal mej ?ódeczki, ale niejedna burza mia?a si? jeszcze rozp?ta? i przys?oni? widok ja?niej?cej latarni morskiej tak dalece, ?e istnia?a obawa, i? przyjdzie mi oddali? si? bezpowrotnie od tak upragnionego brzegu...

Wkrótce po otrzymaniu zgody wuja, posz?am zobaczy? si? z Tob? (31), moja droga Matko, i zwierzy? Ci moj? rado?? z tego, ?e wszystkie do?wiadczenia min??y, jak?e jednak zdziwi?am si? i zmartwi?am s?ysz?c od Ciebie, ?e Prze?o?ony (32) nie zgodzi si? na moje wst?pienie przed uko?czeniem dwudziestego pierwszego roku ?ycia... Nikomu na my?l nie przysz?a mo?liwo?? oporu z tej strony, najtrudniejszego do prze?amania. Mimo to nie trac?c odwagi, posz?am z Tatusiem i Celin? do naszego Ojca (33), próbuj?c zmi?kczy? go przez okazanie, ?e naprawd? posiadam powo?anie do Karmelu. Przyj?? nas bardzo ch?odno; mój niezrównany Tatu? popar? moj? pro?b?, nic jednak nie by?o w stanie zmieni? jego nastawienia. Powiedzia? mi, ?e mieszkaj?c w domu, nie jestem nara?ona na ?adne niebezpiecze?stwo, ?e mog? prowadzi? w nim ?ycie karmelitanki, ?e jeszcze nic straconego je?li nie b?d? u?ywa?a dyscypliny, itd... itd... w ko?cu stwierdzi?, ?e jest jedynie delegatem Biskupa i je?li ten pozwoli mi wst?pi? do Karmelu, wtedy on nie b?dzie mia? ju? nic do powiedzenia... Opuszczaj?c plebani?, zalewa?am si? Izami, na szcz??cie schowa?am si? pod parasol, poniewa? deszcz la? jak z cebra. Tatu? nie wiedzia? jak mnie pocieszy?... obieca? mi, ?e mnie natychmiast we?mie do Bayeux, bym da?a ?wiadectwo o swoim pragnieniu, by?am bowiem zdecydowana doj?? do swego celu, o?wiadczaj?c, ?e je?li Biskup nie zechce mi pozwoli? na wst?pienie do Karmelu w pi?tnastym roku ?ycia, to pójd? a? do Ojca ?wi?tego. Moj? podró? do Bayeux poprzedzi?o jeszcze wiele wydarze? (34). Na zewn?trz ?ycie moje nie uleg?o zmianie; uczy?am si?, pobiera?am lekcje rysunku z Celin? i moja bieg?a nauczycielka odkrywa?a we mnie wielkie zdolno?ci w tej dziedzinie. Nade wszystko za? wzrasta?am w mi?o?ci Bo?ej; odczuwa?am w sercu nie znane mi dot?d porywy, niekiedy prze?ywa?am prawdziwe uniesienia mi?o?ci. Pewnego wieczoru, nie znajduj?c ju? sposobu wyra?enia Jezusowi, jak bardzo Go mi?uj?, jak pragn?, aby by? przez wszystkich kochany i uwielbiany, pomy?la?am z bólem, ?e z przepa?ci piekielnych nie otrzyma On nigdy ani jednego aktu mi?o?ci. Wobec tego powiedzia?am Dobremu Bogu, ?e dla sprawienia Mu przyjemno?ci zgodz? si? ch?tnie by? w niej pogr??ona, byle tylko móc kocha? Go wiecznie w tym przekl?tym miejscu... Wiem, ?e nie móg?by by? przez to uwielbiony, skoro pragnie jedynie naszego szcz??cia, ale kiedy si? kocha, odczuwa si? potrzeb? mówienia mnóstwa niedorzeczno?ci. Mówi?am tak nie z tego powodu, jakobym nie pragn??a Nieba, ale dlatego, ?e dla mnie Niebo by?o tylko Mi?o?ci? i wraz ze ?w. Paw?em czu?am, ?e nic nie mo?e mnie oderwa? od jej boskiego przedmiotu, który mnie oczarowa?!... (35)

Zanim opu?ci?am ?wiat, Dobry Bóg da? mi t? pociech?, ?e mog?am pozna? z bliska dusze dzieci?ce; jako najm?odsza w rodzime nie mia?am dot?d nigdy tego szcz??cia. Teraz oto zgotowa?y mi je smutne okoliczno?ci. Pewna biedna kobieta, krewna naszej bony, zmar?a w kwiecie wieku, zostawiaj?c troje male? 1 kich dzieci. Podczas jej choroby wzi??y?my do domu dwie dziew i czynki, z których starsza nie mia?a jeszcze sze?ciu lat. Zajmo , wa?am si? nimi przez ca?y dzie? i wielk? rado?? sprawia?a mi ich naiwna prostota, z jak? wierzy?y we wszystko, co im mówi?am. Widocznie Chrzest ?w. bardzo g??boko zaszczepia w duszy zarodek cnót teologicznych, skoro ujawniaj? si? one ju? od dzieci?stwa, i skoro nadzieja dóbr przysz?ych wystarcza, by dzieci podj??y ofiar?. Kiedy chcia?am, by moje dwie dziewczynki ?y?y ze sob? w zgodzie, nie obiecywa?am zabawek ani cukierków tej, która ust?pi siostrze, mówi?am im natomiast o wiecznej nagrodzie, jak? grzecznym dzieciom da w Niebie ma?y Jezus. Starsza, której umys? zaczyna? si? rozwija?, patrzy?a na mnie oczyma b?yszcz?cymi z rado?ci i zadawa?a mi tysi?ce uroczych pyta? o ma?ego Jezusa i jego pi?kne Niebo i z zapa?em obiecywa?a mi, ?e zawsze b?dzie ust?powa? swej siostrze; zapewnia?a, ?e nigdy w ?yciu nie zapomni tego, co jej mówi?a "du?a panienka", tak bowiem mnie nazywa?a... Maj?c ko?o siebie te niewinne dusze pojmowa?am, jakie to wielkie nieszcz??cie, gdy nie s? one nale?ycie kszta?towane ju? od pierwszego momentu ich rozwoju, kiedy s? podobne do mi?kkiego wosku, na którym mo?na zostawi? odcisk cnót, ale niestety i z?a... Zrozumia?am to, co powiedzia? Jezus w Ewangelii: "Lepiej by? wrzuconym w morze, ni? zgorszy? jedno z tych male?kich dzieci" (36). Ach? ile? dusz dosz?o by do ?wi?to?ci, gdyby by?y nale?ycie prowadzone!...

Wiem, ?e Dobry Bóg nie potrzebuje nikogo, aby móg? dope?ni? swojego dzie?a, niemniej jednak, tak jak pozwala On zr?cznemu ogrodnikowi wyhodowa? rzadkie i delikatne ro?liny, daj?c mu potrzebn? do tego umiej?tno??, sobie za? rezerwuj?c trosk? o u?y?nianie ziemi, tak i Jezus pragnie, by Mu pomagano w Boskiej uprawie dusz.

Có? by si? sta?o, gdyby niezr?czny ogrodnik ?le zaszczepi? krzew?... albo nie umiej?c odró?ni? poszczególnych gatunków, chcia? zaszczepi? ró?? na brzoskwini?... Drzewo b?dzie musia?o uschn??, a przecie? by?o dobre i zdolne do rodzenia owoców.

W podobny sposób trzeba umie? rozpozna? ju? w dzieci?stwie, czego Bóg ??da od duszy i wspó?pracowa? z dzia?aniem ?aski, nigdy nie uprzedzaj?c jej ani nie wstrzymuj?c.

Jak ma?e piskl?ta ucz? si? ?piewa?, ws?uchuj?c si? w ?piew swych rodziców, podobnie i dzieci nabywaj? znajomo?ci cnoty, tego wznios?ego ?piewu Mi?o?ci Bo?ej, przebywaj?c w pobli?u dusz trudni?cych si? ich wychowaniem.

Przypominam sobie, ?e w?ród moich ptaszków znajdowa? si? czy?yk, który zachwycaj?co ?piewa?, mia?am te? male?k? makol?gw?, któr? opiekowa?am si? z "macierzy?sk?" troskliwo?ci?, poniewa? otrzyma?am j?, zanim zdo?a?a cieszy? si? szcz??ciem wolno?ci. Ten biedny ma?y wi?zie? nie mia? rodziców, którzy nauczyliby go ?piewa?, ale .od rana do wieczora s?ucha? czy?yka wywodz?cego swoje trele i chcia? go na?ladowa?... Trudne to by?o przedsi?wzi?cie dla makol?gwy; jej s?aby g?osik nie?atwo upodabnia? si? do d?wi?cznego g?osu mistrza ?piewu. Uroczy widok przedstawia?y wysi?ki biednego male?stwa, które ostatecznie zosta?y jednak uwie?czone sukcesem, poniewa? jej ?piew, nie trac?c uroku swej wielkiej delikatno?ci, sta? si? identyczny ze ?piewem czy?yka.

Matko moja droga! Ty? to uczy?a mnie ?piewa?... twój to g?os zachwyca? mnie od dzieci?stwa, a i teraz ciesz? si? s?ysz?c, ?e jestem do Ciebie podobna!!! Wiem, jak mi jeszcze do tego daleko, niemniej jednak ufam, ?e pomimo mej s?abo?ci b?d? przez ca?? wieczno?? powtarza? t? sam? pie?? co Ty!... <>Przed wst?pieniem do Karmelu pozna?am poza tym dobrze ?ycie i n?dze tego ?wiata, ale zasz?abym zbyt daleko chc?c wdawa? si? w szczegó?y; podejmuj? wi?c opowiadanie o moim podo?aniu. Na moj? podró? do Bayeux by? wyznaczony dzie? trzydziesty pierwszy pa?dziernika. Pojecha?am sama z Tatusiem, maj?c serce pe?ne nadziei, niemniej jednak bardzo przej?ta my?l? o stawieniu si? w siedzibie biskupa. Pierwszy to raz w swym ?yciu mia?am z?o?y? wizyt? nie w towarzystwie moich sióstr, a by?a to w dodatku wizyta u Biskupa (37). Ja, która nigdy dot?d nie mia?am potrzeby rozmawia? inaczej, jak tylko odpowiadaj?c na postawione mi pytania, teraz by?am zmuszona sama wy?o?y? cel moich odwiedzin, ods?oni? powody, które sk?aniaj? mnie do wst?pienia do Karmelu; krótko mówi?c, musia?am wykaza? prawdziwo?? swego powo?ania. Ach! ile? mnie kosztowa?a ta podró?. Dobry Bóg zmuszony by? wesprze? mnie zupe?nie szczególn? ?ask?, bym zdolna by?a przezwyci??y? sw? wielk? nie?mia?o??... Jaka? to prawda, ?e "Mi?o??... z niepodobie?stwem si? nie liczy, gdy? s?dzi, ?e wszystko mo?e i ?e jej wszystko wolno!" (38) Istotnie, tylko mi?o?? do Jezusa pozwoli?a mi przezwyci??y? te trudno?ci, jak równie? i te, które potem nast?pi?y, poniewa? spodoba?o si? Jemu, abym swoje powo?anie okupi?a ogromnymi do?wiadczeniami...

Dzi?, kiedy raduj? si? samotno?ci? Karmelu (odpoczywaj?c w cieniu Tego, którego tak ?arliwie pragn??am) (39) s?dz?, ?e moje szcz??cie osi?gn??am tanim kosztem, i gdybym go dzi? jeszcze nie posiada?a, dla jego zdobycia gotowa by?abym znie?? o wiele wi?ksze utrapienia!

Kiedy przybyli?my do Bayeux, la?o jak z cebra. Tatu? nie chc?c, by jego królewna pokaza?a si? w siedzibie biskupiej w swej pi?knej sukni zupe?nie przemoczonej, kaza? jej wsi??? do omnibusu i zawióz? j? do katedry. I tu zacz??y si? moje utrapienia. Ksi?dz Biskup wraz z ca?ym duchowie?stwem uczestniczyli w uroczystym pogrzebie. Ko?ció? by? wype?niony paniami w ?a?obie i wszyscy patrzyli na moj? jasn? sukni? i bia?y kapelusz; chcia?am wyj?? z ko?cio?a, ale z powodu deszczu by?o to niemo?liwe. Dla tym wi?kszego upokorzenia mnie Dobry Bóg dopu?ci?, ?e Tatu? w swej patriarchalnej prostocie zaprowadzi? mnie a? w g??b katedry; nie chc?c mu robi? przykro?ci, przysta?am na to ch?tnie, czym sprawi?am roztargnienie poczciwym mieszka?com Bayeux, których wola?abym nigdy nie widzie?... Wreszcie mog?am swobodnie odetchn?? w kaplicy za wielkim o?tarzem, gdzie d?ugo pozosta?am modl?c si? ?arliwie i oczekuj?c, a? deszcz przestanie pada? i b?dziemy mogli wyj??. Tatu? kaza? mi wychodz?c podziwia? pi?kno budowli, która teraz pusta wydawa?a si? o wiele wi?ksza; ja jednak by?am zaj?ta tylko jedn? my?l? i w niczym nie potrafi?am znale?? przyjemno?ci. Poszli?my prosto do ks. Révérony (40), który uprzedzony o naszym zamiarze przybycia, sam wyznaczy? dzie? podró?y; nie zastali?my go jednak. Trzeba wi?c by?o b??ka? si? po ulicach, które sprawi?y na mnie bardzo smutne wra?enie. W ko?cu wrócili?my w okolic? pa?acu biskupiego i Tatu? zaprowadzi? mnie do wytwornego hotelu, gdzie nie przynios?am zaszczytu bieg?emu kucharzowi. Biedny Ojczulek otacza? mnie wprost niewiarygodn? serdeczno?ci?, mówi? mi, abym si? nie smuci?a bo ks. Biskup na pewno spe?ni moj? pro?b?. Po krótkim odpoczynku wrócili?my do ks. Reverony; równocze?nie z nami przyszed? jaki? pan, ale wikariusz generalny poprosi? go grzecznie, by zaczeka?, a nas pierwszych zaprosi? do swego gabinetu (ten biedny pan mia? czas si? nudzi?, bo wizyta trwa?a d?ugo). Ks. Reverony przyj?? nas uprzejmie, ale widzia?am, ?e powód naszej wizyty zdziwi? go niema?o; przypatruj?c mi si? z u?miechem, postawi? mi kilka pyta?, po czym rzek?: "Przedstawi? was ks. Biskupowi, prosz? ?askawie i?? za mn?". Widz?c ?zy w moich oczach, doda?: "Ach! widz? diamenty... nie trzeba ich pokazywa? Ksi?dzu Biskupowi!" Poprowadzi? nas przez mnóstwo wielkich sal ozdobionych portretami biskupów; widz?c siebie w tych wielkich salonach, mia?am wra?enie, ?e jestem ma?? mrówk? i stawia?am sobie pytanie, czy zdob?d? si? na odwag?, by przemówi? do ks. Biskupa. Przechadza? si? po kru?ganku w towarzystwie dwu ksi??y; spostrzeg?am, ?e ks. Reverony zamieni? z nim kilka s?ów, po czym obaj weszli do gabinetu, w którym czekali?my. Przy kominku, na którym trzaska? ogie?, sta?y trzy ogromne fotele. Na widok wchodz?cego Ekscelencji Tatu? ukl?k? przy mnie, aby otrzyma? b?ogos?awie?stwo, nast?pnie ks. Biskup wskaza? Tatusiowi jeden z foteli, sam za? usiad? naprzeciw niego, a ks. Révérony poleci? mi zaj?? ?rodkowy; wzbrania?am si? grzecznie, ale on nalega? mówi?c, ?e teraz mam pokaza?, czy potrafi? by? pos?uszn?. Usiad?am natychmiast bez wahania, zawstydzi?am si? jednak widz?c, ?e on wzi?? dla siebie krzes?o, podczas gdy ja ton??am w fotelu, w którym cztery takie jak ja dobrze by si? czu?y (i lepiej ni?eli ja, bo mnie daleko by?o do tego!!!...). Mia?am nadziej?, ?e Tatu? zabierze g?os, ale on poleci? mi, bym sama przed?o?y?a ks. Biskupowi cel naszej wizyty; zrobi?am to w sposób mo?liwie najbardziej wymowny. Jego Ekscelencja przyzwyczajony do elokwencji nie wygl?da? poruszony moimi argumentami, zamiast których wystarczy?oby jedno s?owo Prze?o?onego, a tego s?owa mi brakowa?o i jego sprzeciw nie przemawia? na moj? korzy?? (41).

- Ks. Biskup zapyta? mnie, czy od dawna pragn? wst?pi? do Karmelu. - "O tak, ks. Biskupie, od bardzo dawna..."

"Patrzcie? no - zauwa?y?, ?miej?c si? ks. Révérony - w ka?dym razie nie mo?esz powiedzie?, ?e dawniej ni? od pi?tnastu lat". - "To prawda - odpowiedzia?am ?miej?c si? równie? - ale niewiele lat trzeba by odliczy?, poniewa? pragn? zosta? zakonnic? od chwili przebudzenia si? mego rozumu, a Karmel poci?ga? mnie od momentu, gdy tylko go dobrze pozna?am, s?dzi?am bowiem, ?e w tym zakonie znajd? zaspokojenie wszystkich moich aspiracji". Nie jestem pewna, moja Matko, czy dok?adnie tak brzmia?y moje s?owa, przypuszczam, ?e by?y one gorzej sformu?owane, ale sens ich by? taki.

- Ksi?dz Biskup s?dz?c, ?e sprawi tym przyjemno?? Tatusiowi, usi?owa? mnie przekona?, abym jeszcze kilka lat zosta?a przy nim; jak?e si? jednak zdziwi? i zbudowa? widz?c, ?e staje on po mojej stronie prosz?c, bym mog?a odej?? w pi?tnastym roku ?ycia. Wszystko to jednak okaza?o si? bezskuteczne; ks. Biskup powiedzia?, ?e zanim podejmie decyzj?, musi porozmawia? z Prze?o?onym Karmelu. Nic nie mog?o mnie bardziej zasmuci?, zna?am bowiem formalny sprzeciw naszego Ojca, a nie mog?c równie? liczy? na poparcie ze strony ks. Reverony, nie tylko pokaza?am moje diamenty ks. Biskupowi, ale obsypa?am go nimi!... Doskonale widzia?am, ?e by? wzruszony; obejmuj?c mnie za szyj?, opar? moj? g?ow? na swoim ramieniu i pie?ci? mnie tak, jak chyba nikogo. Powiedzia? mi, ?e jeszcze nie wszystko stracone; cieszy? si? z tego, ?e pojad? do Rzymu, przez co wzmocni? swoje powo?anie; uwa?a?, ?e zamiast p?aka?, powinnam si? radowa?; na koniec doda?, ?e nast?pnego tygodnia b?dzie w Lisieux i pomówi o mnie z ks. proboszczem od ?w. Jakuba, a jego odpowied? dostan? na pewno we W?oszech. Zrozumia?am, ?e dalsze nalegania s? bezu?yteczne, zreszt? nie mia?am ju? nic wi?cej do powiedzenia, wyczerpawszy ca?y zasób mej wymowy.

Ksi?dz Biskup odprowadzi? nas a? do ogrodu. Tatu? bardzo go rozbawi? opowiadaj?c, jak to upi??am sobie wysoko w?osy, aby sprawi? wra?enie starszej. (Nie posz?o to w zapomnienie, bo ilekro? ks. Biskup mówi o "swej ma?ej córeczce", nie pominie nigdy historii z w?osami). Ksi?dz Reverony, towarzysz?c nam a? do ko?ca biskupiego ogrodu, powiedzia? Tatusiowi, ?e jest to rzecz niespotykana: "Ojciec równie skwapliwy w oddaniu swego dziecka Bogu, jak dziecko w ofiarowaniu siebie!"

Tatu? pyta? o ró?ne szczegó?y pielgrzymki, mi?dzy innymi o to, jak nale?y si? ubra?, by móc stan?? przed Ojcem ?w. Widz? go jeszcze, jak obracaj?c si? przed ks. Révérony pyta: "Czy tak, jak jestem w tej chwili, b?dzie dobrze?..." Ksi?dzu Biskupowi za? powiedzia?, ?e je?li on nie pozwoli mi na wst?pienie do Karmelu, b?d? prosi? o t? ?ask? Najwy?szego Pasterza. Mój kochany Król by? bardzo prosty w s?owach i obej?ciu, ale przy tym tak pi?kny... posiada? wrodzon? dystynkcj?, która musia?a si? podoba? Biskupowi, przywyk?emu wprawdzie do towarzystwa osób znaj?cych wszystkie regu?y salonowej etykiety, ale nie do Króla Francji i Nawarry we w?asnej osobie wraz z jego ma?? królewn?...

Gdy znalaz?am si? na ulicy, znowu zacz??y mi p?yn?? ?zy, nie tyle z powodu mego w?asnego zmartwienia, ile raczej na widok drogiego Ojczulka, który odby? t? podró? na pró?no... A tak si? cieszy?, ?e wy?le do Karmelu depesz? z pomy?ln? odpowiedzi? Biskupa, teraz za? musi powraca? z niczym... Ach! jak?e by?am zmartwiona!... Zdawa?o mi si?, ?e moja przysz?o?? jest na zawsze przekre?lona; im bli?ej by?am celu, tym bardziej moje sprawy si? komplikowa?y. Dusza moja by?a pe?na goryczy, ale i pokoju, szuka?am bowiem jedynie woli Dobrego Boga.

Po powrocie do Lisieux posz?am niezw?ocznie szuka? pociechy w Karmelu i znalaz?am j? u Ciebie, moja droga Matko. O nie! nie zapomn? nigdy tego, co wycierpia?a? z mego powodu. Mog?abym powtórzy? s?owa Jezusa, które skierowa? do aposto?ów w wieczór swej M?ki, gdyby mnie nie powstrzymywa?a obawa przed sprofanowaniem ich przez zastosowanie do siebie: "To wy byli?cie ze mn? zawsze, we wszystkich moich do?wiadczeniach" (42). Od moich ukochanych sióstr dozna?am najs?odszej pociechy...

* * *

(1) Noc wigilijna z pi?tku na sobot? 1886 r.

(2) Por. Ps 18, 5.

(3) ?k 5,5.

(4) J 19, 28.

(5) W nocy z 16 na 17 marca 1887 roku Pranzini pope?ni? potrójne morderstwo. Jego proces, zacz?ty 9 lipca, zako?czy? si? 13 tego? miesi?ca wyrokiem ?mierci. Wyrok wykonano 31 sierpnia.

(6) Por. ?k 15, 7.

(7) J 4, 7.

(8) Por. Ekl 2, 11.

(9) O na?ladowaniu Chrystusa, ks. III, r. 43.

(10) Ez 16, 8-13.

(11) W przek?adach na j?zyk polski zarówno z Wulgaty (ks. Wujka) jak i hebrajskiego (BT) wyakcentowany przez Teres? zwrot: "w obfito?ci", nie pojawia si?.

(12) Chodzi tu o dzie?ko: Fin du monde présent et myst?res de la vie future (Koniec ?wiata obecnego i tajemnice ?ycia przysz?ego). Konferencje g?oszone w katedrze w Chambéry (Imprimeries-Libraires de 1'Oeuvre Saint-Paul, 1862).

(13) Por. 1 Kor 2, 9.

(14) Por. Rz 8, 18.

(15) ?w. Jan od Krzy?a, Pie?? duchowa, strofa 25 (t?umaczenie w?asne).

(16) Reminiscencja z wiersza Alfreda Besse de Larze (1848-1904) pod tytu?em: L'envers du Ciel (Niebo z lewej strony).

(17) Por. O na?ladowaniu Chrystusa, ks. III, r. 43, 4.

(18) Pnp 8, 1.

(19) Mt 13,12.

(20) Mt 11,25.

(21) ?w. Jan od Krzy?a, Noc ciemna, strofa 3 i 4.

(22) Pnp 2,3.

(23) Aluzja do do?wiadcze? zwi?zanych z chorob? pana Martin, które dotkn??y w sposób szczególny obecn? przy nim Celin?.

(24) 29 maja 1887 roku.

(25) O na?ladowaniu Chrystusa, ks. II, r. 7.

(26) Te s?owa pisa?a Teresa w roku 1895, w nast?pnym roku na Wielkanoc zachorowa?a i opu?ci?a ziemi? 30 wrze?nia 1897 r.

(27) Pan Guérin dowiedzia? si? o tym w sobot?, 8 pa?dziernika 1887 roku.

(28) W rzeczywisto?ci 15 dni (dwa tygodnie).

(29) Od ?rody 19 do soboty 22 pa?dziernika.

(30) Fragment (-...-), który po tym nast?puje, znajduje si? w r?kopisie w dopisku za??czonym u do?u karty 51 v i 52 r.

(31) By?o to prawdopodobnie we ?rod? 15 pa?dziernika.

(32) Ks. Delatroëtte, proboszcz parafii ?w. Jakuba.

(33) Karmelitanki nazywaj? tak swego prze?o?onego ko?cielnego lub zakonnego.

(34) W rzeczywisto?ci ta rozpi?to?? czasu by?a do?? krótka: siedem do o?miu dni, skoro podró? mia?a miejsce 31 pa?dziernika.

(35) Por. Rz 8, 39.

(36) Mt 48, 6.

(37) Ks. Flawiusz Abel Antoni Hugonin by? biskupem Bayeux i Lisieux od roku 1867; zmar? w roku 1898, krótko po wydaniu zezwolenia na publikacj? Dziejów duszy.

(38) O na?ladowaniu Chrystusa, ks. III, r. 5, 4.

(39) Pnp 2, 3.

(40) Ks. Révérony by? wikariuszem generalnym biskupa Hugonin od 1879 roku.

(41) Nast?puj?cy po tych s?owach fragment (-...-) jest w r?kopisie zamieszczony w formie dopisku u do?u karty 54 v i 55 r.

(42) ?k 22, 28.

Krakowska Prowincja Karmelitów Bosych: www.karmel.pl

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież


Sonda

Czy przedsoborowa Msza Trydencka? (po ?acinie)
 

Polecany link, kliknij

Reklama

Kto jest teraz on-line

NaszÄ… witrynÄ™ przeglÄ…da teraz 97 goĹ›ci