Dzieje duszy Rozdzia? VII
Czytelnia - DZIEJE DUSZY - ?w - ?w. Teresa od Dzieci?tka Jezus

Dzieje duszy
?w. Teresa od Dzieci?tka Jezus (Teresa Martin)

Rozdzia? VII

Pocz?tki ?ycia zakonnego

Wst?pienie do Karmelu. Spowied? generalna. Teresa wobec prze?o?onych. Nabo?e?stwo do Naj?w. Oblicza. Ob?óczyny. Choroba ojca. Ma?e cnoty. ?lubna szata.

Na moje wst?pienie wyznaczono poniedzia?ek, dziewi?ty kwietnia, dzie?, w którym Karmel obchodzi? ?wi?to Zwiastowania, przeniesione z powodu wielkiego postu. W przeddzie? ca?a rodzina zebra?a si? u sto?u, przy którym mia?am zasi??? po raz ostatni. Ach! jak?e rozdzieraj?ce s? takie intymne zebrania!... Wtedy, kiedy chcia?o by si? by? zapomnianym, zwracaj? si? do nas z pieszczot? i najczulszym s?owem, co z kolei pozwala odczu? ofiar? rozstania... Tatu? nie mówi? prawie nic, ale wzrok jego spoczywa? na mnie z mi?o?ci?... Ciocia od czasu do czasu pop?akiwa?a, a Wuj prawi? mi tysi?ce serdecznych komplementów. Joanna i Maria okaza?y mi równie? wiele delikatno?ci, szczególnie Maria, która wzi?wszy mnie na bok prosi?a o przebaczenie przykro?ci, jakie mi rzekomo wyrz?dzi?a. Wreszcie moja droga Leo?cia, która przed paru miesi?cami wróci?a od Wizytek (1), obsypywa?a mnie poca?unkami i pieszczotami. Tylko o Celinie nic nie wspomnia?am, ale domy?lasz si?, moja droga Matko, jak przesz?a nam ostatnia noc, kiedy spa?y?my razem... Rankiem tego wielkiego dnia, rzuciwszy ostatnie spojrzenie na Buissonnets, to urocze gniazdko mego dzieci?stwa, którego ju? nigdy nie mia?am zobaczy?, posz?am pod r?k? z mym kochanym Królem, aby wst?pi? na gór? Karmelu!... Ca?a rodzina zebrana jak dnia poprzedniego, wys?ucha?a Mszy ?w. i przyj??a Komuni? ?w. W chwili, gdy Jezus zst?powa? do serc mych najbli?szych, s?ysza?am wokó? siebie st?umione ?kanie; tylko ja jedna nie p?aka?am, czu?am jednak tak gwa?towne bicie serca, ?e kiedy dano znak, by zbli?y? si? do drzwi klauzurowych, zdawa?o mi si?, i? nie b?d? w stanie podej??. Zbli?y?am si? jednak, zadaj?c sobie równocze?nie pytanie, czy nie umr? z powodu silnego bicia serca... Ach! có? to by?a za chwila! Trzeba to prze?y? samemu, by zrozumie? co to znaczy...

Wzruszenie moje nie objawia?o si? jednak na zewn?trz. U?cisn?wszy wszystkich cz?onków mej kochanej rodziny, ukl?k?am przed swym niezrównanym Ojcem prosz?c o b?ogos?awie?stwo; udzielaj?c mi go sam równie? ukl?k? i b?ogos?awi? mnie p?acz?c... Widok tego starca ofiaruj?cego swoje dziecko w wio?nie ?ycia musia? uweseli? anio?ów!... W par? chwil potem brama ?wi?tej arki zamkn??a si? za mn? i zosta?am u?ciskana przez moje drogie siostry, które zast?powa?y mi matk?, a które od tej chwili obra?am sobie za wzór post?powania... Nareszcie zi?ci?y si? moje pragnienia; w duszy zapanowa? POKÓJ tak s?odki i g??boki, ?e niepodobna tego wyrazi?. Od lat siedmiu i pó? ów pokój wewn?trzny jest moim udzia?em i nie opu?ci? mnie po?ród najci??szych nawet do?wiadcze?.

Natychmiast po mym wst?pieniu zosta?am zaprowadzona - jak wszystkie postulantki - do chóru (2); panowa? tu pó?mrok z powodu wystawienia Naj?w. Sakramentu (3). Moj? uwag? zwróci?o przede wszystkim spojrzenie naszej ?wi?tej Matki Genowefy utkwione we mnie (4). Przez chwil? kl?cza?am u jej stóp dzi?kuj?c Panu Bogu za ?ask?, któr? mnie obdarzy?, daj?c mi mo?no?? poznania ?wi?tej, a nast?pnie posz?am za Matk? Mari? od ?w. Gonzagi (5), która mnie oprowadzi?a po klasztorze. Wszystko mnie tu zachwyca?o, mia?am wra?enie, ?e jestem przeniesiona na pustyni?; szczególnie podoba?a mi si? nasza ma?a celka (6). Rado??, któr? odczuwa?am, by?a jednak cicha, najl?ejszy wietrzyk nie marszczy? spokojnych wód, po których p?yn??a moja ?ódeczka, ?adna chmura nie przes?ania?a mego lazurowego nieba... Ach! by?am w pe?ni wynagrodzona za wszystkie moje do?wiadczenia... Z jak?e g??bok? rado?ci? powtarza?am te s?owa: "Na zawsze, na zawsze jestem tutaj!..."

Szcz??cie to nie by?o przelotne, nie mia?o si? rozwia? wraz ze "z?udzeniami pierwszych dni". Z?udzenia... z ?aski Bo?ej nie mia?am ?ADNYCH wst?puj?c do Karmelu; ?ycie zakonne znalaz?am takim, jakim je sobie wyobra?a?am; nie dziwi?a mnie ?adna ofiara, a przecie? wiesz (7), moja droga Matko, ?e pierwszym moim krokom towarzyszy?y raczej ciernie ni? ró?e!... Tak, cierpienie wyci?ga?o do mnie ramiona a ja rzuci?am si? w nie z mi?o?ci?. Wszak po to przysz?am do Karmelu, jak o?wiadczy?am u stóp Jezusa-Hostii podczas egzaminu poprzedzaj?cego moj? profesj?: "Przysz?am ratowa? dusze, a przede wszystkim modli? si? za kap?anów". Aby doj?? do jakiego? celu, trzeba u?ywa? odpowiednich ?rodków; Jezus pozwoli? mi zrozumie?, ?e chce mi dawa? dusze poprzez krzy?, tote? cierpienie poci?ga?o mnie coraz bardziej w miar? jak si? zwi?ksza?o. Przez pi?? lat by?o ono moj? osobist? drog? (8); nic jednak nie zdradza?o go na zewn?trz, cho? by?o tym bole?niejsze, ?e tylko mnie znane. Ach! jakie? b?dzie nasze zdziwienie przy ko?cu ?wiata, gdy danym nam b?dzie czyta? dzieje dusz!... Ile? osób b?dzie zaskoczonych na widok drogi, któr? by?am prowadzona!...

I tak b?dzie w istocie; najlepszy dowód, ?e w dwa miesi?ce po moim wst?pieniu Ojciec Pichon, przyby?y na profesj? S. Marii od Naj?w. Serca (9), by? zdumiony na widok tego, co Dobry Bóg sprawi? w mojej duszy i przyzna? mi si?, ?e w przeddzie?, przypatruj?c mi si? uwa?nie, gdy si? modli?am, s?dzi?, ?e mój zapa? jest na wskro? dziecinny a moja droga pe?na s?odyczy. Rozmowa z dobrym Ojcem by?a dla mnie ogromn? pociech?, niemniej przys?oni?ta by?a ?zami z powodu trudno?ci, jak? sprawia?o mi otwarcie w?asnej duszy. Odprawi?am jednak spowied? generaln?, czego dot?d nigdy nie czyni?am; pod koniec Ojciec wyrzek? do mnie te tak bardzo pocieszaj?ce s?owa, które od chwili, gdy je us?ysza?am rozbrzmiewaj? mi w duszy:

"W obliczu Dobrego Boga, Naj?w. Panny i wszystkich ?wi?tych O?WIADCZAM, ?E NIGDY NIE POPE?NI?A? ?ADNEGO GRZECHU ?MIERTELNEGO". Po czym doda?: 'Podzi?kuj Dobremu Bogu za to, co uczyni? dla ciebie, bo gdyby ci? by? opu?ci?, zamiast by? ma?ym anio?em, sta?aby? si? ma?ym szatanem.' Ach! nie by?o mi trudno w to uwierzy?, czu?am, jak by?am s?aba i niedoskona?a, tote? serce przepe?nia?a mi wdzi?czno??; tak bardzo obawia?am si?, by nie splami? szaty Chrztu ?w., ?e to zapewnienie pochodz?ce z ust kierownika odpowiadaj?cego pragnieniom Naszej ?w. Matki Teresy, to znaczy ??cz?cego wiedz? z cnot?, równa?o si? w moich oczach zapewnieniu samego Jezusa... Dobry Ojciec powiedzia? mi te? inne s?owa, które g??boko wyry?y si? w mym sercu: "Moje dziecko, niech Pan Nasz b?dzie zawsze twym Prze?o?onym i twym Mistrzem nowicjatu". I rzeczywi?cie sta? si? nim, a ponadto zosta? "moim kierownikiem". Nie chc? przez to powiedzie?, jakoby moja dusza by?a zamkni?ta przed Prze?o?onymi, przeciwnie, usi?owa?am zawsze by? dla nich ksi?g? otwart?, ale nasza Matka choruj?c cz?sto, ma?o mia?a czasu, by mn? si? zajmowa?. Wiem, ?e bardzo mnie kocha?a i wyra?a?a si? o mnie zawsze mo?liwie najlepiej, ale Dobry Bóg dopuszcza?, ?e bezwiednie obchodzi?a si? ze mn? BARDZO SUROWO; gdy j? spotyka?am, nie obesz?o si? nigdy bez poca?owania ziemi (10), z jej kierownictwa duchowego korzysta?am równie? bardzo rzadko... O jak?e nieoceniona to ?aska!... W jak?e widoczny sposób Dobry Bóg dzia?a? przez t?, która zajmowa?a Jego miejsce!... Có? by si? ze mn? sta?o, gdybym - jak s?dzono na ?wiecie - by?a "zabawk?" zgromadzenia?... By? mo?e, ?e zamiast widzie? w Prze?o?onych Naszego Pana, traktowa?abym ich jak zwyk?ych ludzi, i moje serce, tak dobrze strze?one na ?wiecie, by?oby si? w klauzurze przywi?za?o w sposób czysto ludzki... Na szcz??cie zosta?am od tego z?a zachowana. Nie ulega w?tpliwo?ci, ?e bardzo kocha?am nasz? Matk?, ale uczuciem czystym, które mnie podnosi?o do Oblubie?ca mej duszy...

Nasza mistrzyni (11), naprawd? ?wi?ta, by?a doskona?ym typem pierwszych karmelitanek; przebywa?am z ni? ca?y dzie?, poniewa? uczy?a mnie pracowa?. Jej dobro? dla mnie nie mia?a granic, a jednak nie potrafi?am otworzy? przed ni? swej duszy... Rozmowy duchowne, jakie z ni? prowadzi?am, kosztowa?y mnie wiele wysi?ku. Nie b?d?c przyzwyczajona do mówienia o swojej duszy, nie potrafi?am wypowiedzie? tego, co prze?ywa?am. Jedna dobra stara matka zdawa?a si? rozumie? moje uczucia i którego? dnia powiedzia?a mi na rekreacji z u?miechem: "Moje dziecko, przypuszczam, ?e niewiele masz do powiedzenia twoim prze?o?onym". - "Po czym Matka tak s?dzi, prosz? mi powiedzie??..." - "Bo twoja dusza jest niezmiernie prosta, ale kiedy dojdziesz do doskona?o?ci, b?dziesz jeszcze bardziej prosta; im kto bardziej zbli?a si? do Boga, tym prostszym si? staje". Dobra ta Matka mia?a racj?, bowiem trudno??, jak? mi sprawia?o otwarcie mojej duszy, mia?a wy??czne ?ród?o w prostocie i by?a dla mnie prawdziwym do?wiadczeniem. Widz? to teraz, kiedy nie przestaj?c by? prost?, wyra?am swoje my?li z najwi?ksz? ?atwo?ci?.

Jak ju? wspomnia?am, Jezus by? "moim Kierownikiem". - Wst?puj?c do Karmelu pozna?am tego, który mia? nim by?, ale zaledwie zaliczy? mnie w poczet swych dzieci, musia? i?? na wygnanie... (12) Tak wi?c pozna?am go po to, by go natychmiast utraci?. Otrzymuj?c od niego listy tylko raz do roku, mimo ?e sama pisa?am ich dwana?cie, bardzo szybko zwróci?am swe serce do Kierownika kierowników i On to wtajemnicza? mnie w ow? wiedz?, któr? zakry? przed m?drymi, aby j? objawi? maluczkim... (13)

Ma?y kwiatek przeszczepiony na gór? Karmel rozkwita? w cieniu Krzy?a; zraszany by? ?zami i krwi? Jezusa; S?o?cem sta?o si? mu Czcigodne Oblicze przys?oni?te ?zami... Dotychczas nie zg??bia?am skarbów ukrytych w Naj?w. Obliczu (14), dopiero Ty, droga Matko, nauczy?a? mnie je odkrywa?. Jak niegdy? wyprzedzi?a? nas wszystkie we wst?pieniu do Karmelu, tak teraz pierwsza przenikn??a? tajemnice mi?o?ci ukryte w Obliczu naszego Oblubie?ca; kiedy zwróci?a? si? do mnie z wezwaniem, zrozumia?am je... Zrozumia?am, w czym le?y prawdziwa chwa?a. Ten, którego królestwo nie jest z tego ?wiata (15) ukaza? mi, ?e prawdziwa m?dro??, to "chcie? by? nieznanym i uwa?anym za nic" (16), to "szuka? rado?ci we wzgardzie samego siebie" (17)... Ach! tak jak Jezus pragn??am, by "moja twarz by?a prawdziwie zakryta, aby na ziemi nikt mnie nie pozna?" (18). Chcia?am cierpie? i by? zapomnian?...

Jak?e pe?na mi?osierdzia jest droga, po której Dobry Bóg mnie prowadzi, nigdy nie daje mi pragnie?, których by potem nie spe?ni?, tote? Jego gorzki kielich wyda? mi si? pe?en s?odyczy...

Po radosnych ?wi?tach w miesi?cu maju, po uroczysto?ciach profesji i welacji naszej drogiej Marii, najstarszej z rodziny, któr? najm?odsza mia?a szcz??cie ukoronowa? w dniu jej za?lubin (19), trzeba by?o, aby nawiedzi?o nas do?wiadczenie... W maju ubieg?ego roku Tatu? mia? atak parali?u nóg (20). Zaniepokoi?o nas to bardzo, ale mocny temperament mego drogiego Króla szybko to przezwyci??y? i obawy nasze si? rozwia?y. Tymczasem podczas podró?y do Rzymu zauwa?y?y?my niejednokrotnie, ?e ?atwo si? m?czy? i nie by? tak wesó? jak zwykle. To, co mnie najbardziej uderzy?o, to post?p, jaki Tatu? czyni? w doskona?o?ci; podobnie jak ?w. Franciszek Salezy doszed? do takiego opanowania swej wrodzonej porywczo?ci, ?e móg? uchodzi? za cz?owieka o naj?agodniejszym w ?wiecie usposobieniu... Sprawy ziemskie zdawa?y si? go ledwie dotyka?; z ?atwo?ci? przechodzi? ponad przeciwno?ciami tego ?ycia, zreszt? Dobry Bóg zalewa? go pociechami. Podczas codziennego nawiedzenia Naj?w. Sakramentu jego oczy cz?sto nape?nia?y si? ?zami a twarz promieniowa?a niebia?skim szcz??ciem... Kiedy Leonia wyst?pi?a od Wizytek, nie zasmuci? si?, nie mia? ?alu do Pana Boga, ?e nie wys?ucha? jego pró?b, jakie zanosi? o powo?anie dla swojej drogiej córki, pojecha? po ni? nawet z pewn? rado?ci?...

Z jak? wiar? przyj?? Tatu? rozstanie ze sw? królewn? ?wiadcz? s?owa, w których zawiadomi? o tym swych przyjació? w Alençon: - "Najdro?szy Przyjacielu, Teresa, moja królewna, wst?pi?a wczoraj do Karmelu!... Tylko Bóg mo?e ??da? podobnej ofiary... Nie ?a?uj mnie, bo moje serce jest przepe?nione rado?ci?".

Nadszed? czas, by s?uga tak wierny otrzyma? nagrod? za swoje trudy i s?usznym by?o, by jego zap?ata by?a podobna do tej, jak? Bóg da? Królowi Nieba, swemu Jedynemu Synowi...

Tatu? ofiarowa? Bogu O?tarz (21), a na ofiar?, która mia?a by? z?o?ona razem z Barankiem bez zmazy, zosta? wybrany on sam. Znasz moja droga Matko, nasze gorzkie prze?ycia z miesi?ca czerwca, a szczególnie z dnia dwudziestego czwartego, roku 1888 (22); wspomnienia te zbyt g??boko wyry?y si? w naszych sercach, by trzeba by?o o nich pisa?... Matko moja! co?my wówczas wycierpia?y!... a by? to dopiero pocz?tek naszego do?wiadczenia... Tymczasem nadszed? czas moich ob?óczyn; by?am przyj?ta przez kapitu??, o uroczysto?ci jednak nie by?o co nawet marzy?! By?a ju? mowa o tym, ?e otrzymam habit bez wychodzenia na zewn?trz (23); ostatecznie postanowiono zaczeka? (24). Nasz drogi Tatu? wbrew wszelkiej nadziei przyszed? do siebie po drugim ataku (25) i ks. Biskup naznaczy? ceremoni? na dzie? dziesi?ty stycznia. Oczekiwanie by?o d?ugie, ale jak?e pi?kne by?o to ?wi?to!... niczego nie brak?o, niczego, nawet ?niegu... Nie wiem, czy ju? wspomina?am Ci o moim umi?owaniu ?niegu?... B?d?c jeszcze male?k?, zachwyca?am si? jego biel?; jedn? z najwi?kszych przyjemno?ci by? dla mnie spacer w?ród ?nie?nej zawiei. Sk?d si? wzi??o to moje upodobanie do ?niegu? Mo?e st?d, ?e b?d?c zimowym kwiatkiem, pierwszym spojrzeniem mych dzieci?cych oczu ujrza?am natur? przystrojon? w bia?y p?aszcz... Tote? zawsze pragn??am, aby w dniu moich ob?óczyn natura wraz ze mn? przybra?a si? w biel... W przeddzie? tego pi?knego dnia ze smutkiem patrzy?am w szare niebo, z którego od czasu do czasu m?y? drobny deszcz; by?o tak ciep?o, ?e nie mia?am najmniejszej nadziei na ?nieg. Nazajutrz niebo nie zmieni?o si?; tymczasem uroczysto?? by?a czaruj?ca, a najpi?kniejszym, najbardziej uroczym kwiatem by? mój kochany Król; nigdy nie wygl?da? pi?kniej, bardziej dostojnie... Wszyscy go podziwiali. By? to dzie? jego triumfu, ostatnie ?wi?to na ziemi. Odda? Dobremu Bogu wszystkie swoje dzieci, bowiem i Celina zwierzy?a mu si? ze swego powo?ania; p?aka? wówczas z rado?ci i poszed? razem z ni? podzi?kowa? Temu, który "uczyni? mu zaszczyt zabieraj?c wszystkie jego dzieci".

Pod koniec ceremonii ks. Biskup zaintonowa? Te Deum; jeden z ksi??y zwróci? uwag?, ?e ten hymn ?piewa si? podczas profesji, ale poniewa? ju? zacz?to, hymn dzi?kczynienia brzmia? do ko?ca. Czy? nie godzi?o si?, aby by?o to pe?ne ?wi?to, skoro zawiera?o w sobie wszystkie inne? U?cisn?wszy po raz ostatni mego drogiego Króla, wróci?am do klauzury; pierwsz? rzecz?, któr? dostrzeg?am w kru?ganku, by? "mój male?ki ró?owy Jezus" (26) u?miechaj?cy si? spo?ród kwiatów i ?wiat?a, a nast?pnie wzrok mój przeniós? si? na p?atki ?niegu... Dziedziniec wewn?trzny by? bia?y jak ja. Jaka? to delikatno?? Jezusa! Uprzedzaj?c pragnienie swej ma?ej oblubienicy, ofiarowa? jej ?nieg. ?nieg... który? ze ?miertelników, cho?by by? najpot??niejszy, mo?e ?ci?gn?? z Nieba ?nieg dla wzbudzenia zachwytu swej ukochanej?... By? mo?e, ?e osoby ze ?wiata zadawa?y sobie to pytanie, poniewa? ?nieg w dniu mych ob?óczyn wyda? im si? niew?tpliwie ma?ym cudem i wszystkich w mie?cie zadziwi?. Moje upodobanie do ?niegu uwa?ano za ?mieszne... Tym lepiej! Wszak to jeszcze bardziej uwydatnia niepoj?t? pob?a?liwo?? Oblubie?ca dziewic... Tego, który kocha zarówno bia?e Lilie jak i ?nieg... Po ceremonii ks. Biskup wszed? do klauzury (27) i okaza? mi prawdziwie ojcowsk? dobro?. Jestem przekonana, ?e by? dumny, i? dopi??am swego; mówi? wszystkim o mnie jako o "swej córeczce". Od czasu tej pi?knej uroczysto?ci, ilekro? Jego Ekscelencja nas odwiedza?, by? dla mnie zawsze pe?en dobroci; szczególnie pami?tani jego wizyt? z okazji stulecia N. O. ?w. Jana od Krzy?a. Uj?? wówczas moj? g?ow? w swoje r?ce i okaza? mi tyle serdeczno?ci, ?e by?am zaszczycona jak nigdy dot?d. Wtedy to Dobry Bóg nasun?? mi my?l o tym czu?ym przyj?ciu, jakie mi zgotuje w obliczu anio?ów i ?wi?tych; da?o mi to jak gdyby przedsmak tamtego ?wiata i dozna?am ogromnej pociechy.

Jak ju? wspomnia?am, dziesi?ty stycznia by? dla mego Króla dniem triumfu; porównuj? go z wjazdem Jezusa do Jerozolimy w niedziel? palmow?. U niego, jak i u Naszego Boskiego Mistrza, jednodniowa chwa?a poprzedzi?a bolesn? m?k?, a by?a to m?ka nie tylko jego. Jak cierpienia Jezusa mieczem przeszy?y Serce Jego Boskiej Matki, podobnie i nasze serca odczu?y cierpienie tego, którego kocha?y?my najgor?cej na ?wiecie... Przypominam sobie, ?e w czerwcu 1888 roku, podczas naszych pierwszych do?wiadcze?, powiedzia?am: "Cierpi? bardzo, ale czuj?, ?e mog?abym cierpie? jeszcze wi?cej". Nie przeczuwa?am jednak tego, co mi by?o zgotowane... Nie wiedzia?am, ?e dwunastego lutego, miesi?c po moich ob?óczynach, nasz drogi Ojciec b?dzie pi? z kielicha najbardziej gorzkiego, najbardziej upokarzaj?cego." (28)

Ach! tego dnia ju? nie mówi?am, ?e potrafi? cierpie? wi?cej!!!... Naszej udr?ki nie zdo?aj? wyrazi? ?adne s?owa, tote? nie usi?uj? jej opisa?. Kiedy?, w Niebie, z przyjemno?ci? b?dziemy opowiada? sobie o naszych chwalebnych do?wiadczeniach; czy? ju? teraz nie czujemy si? szcz??liwe, ?e przysz?o nam tyle wycierpie??... Trzy lata m?cze?stwa Tatusia wydaj? mi si? najbogatsze w ?ask?, najbardziej owocne z ca?ego naszego ?ycia; nie zamieni?abym ich za wszystkie ekstazy i zachwyty ?wi?tych. Serce moje rozp?ywa si? z wdzi?czno?ci na my?l o tym skarbie nieocenionym, który winien budzi? ?wi?t? zazdro?? u Anio?ów i Dworu Niebieskiego...

Mimo ?e moje pragnienie cierpienia zosta?o zaspokojone, poci?g do niego nie zmniejszy? si?; wkrótce wi?c i dusza zacz??a dzieli? udr?ki serca. Moim codziennym chlebem sta?a si? osch?o??; pozbawiona wszelkich pociech, by?am równocze?nie najszcz??liwsz? spo?ród stworze?, poniewa? wszystkie moje pragnienia zosta?y zaspokojone...

Matko moja droga! jak?e s?odkim musia?o by? to nasze wielkie do?wiadczenie, skoro z serc naszych wznosi?y si? jedynie westchnienia mi?o?ci i wdzi?czno?ci!... Ca?a nasza pi?tka ju? nie tylko post?powa?a drogami doskona?o?ci, ale nimi bieg?a. Dwie biedne ma?e wygnanki z Caen (29), cho? przebywa?y jeszcze w ?wiecie, nie by?y ju? ze ?wiata. O! jak?e wielkich rzeczy dokona?y te do?wiadczenia w duszy mej drogiej Celiny!... Wszystkie listy, jakie pisa?a w tym czasie, s? przepojone rezygnacj? i mi?o?ci?... A có? dopiero mówi? o naszych rozmowach przy kracie?... Ach! kraty Karmelu zamiast nas dzieli?, jeszcze mocniej ??czy?y nasze dusze; mia?y?my te same my?li, te same pragnienia, t? sam? mi?o?? Jezusa i dusz... Kiedy Celina i Teresa rozmawia?y ze sob?, ani jednym s?owem nie dotyka?y nigdy spraw ziemskich; obcowanie ich by?o wy??cznie w Niebie. Jak niegdy? w belwederze, ?ni?y o sprawach wieczno?ci, a chc?c wkrótce cieszy? si? tym szcz??ciem bez ko?ca, jako sw? cz?stk? na tej ziemi wybiera?y "Cierpienie i wzgard?" (30).

Tak to up?ywa? czas mych zar?czyn... By? on bardzo d?ugi dla biednej ma?ej Teresy! Pod koniec mego roku (31) Nasza Matka powiedzia?a mi, abym nawet nie my?la?a o tym, by prosi? o do puszczenie do profesji, bo Prze?o?ony na pewno si? nie zgodzi; powinnam poczeka? jeszcze osiem miesi?cy... W pierwszej chwili bardzo trudno przysz?o mi przyj?? tak? ofiar?, ale niebawem zab?ys?o mi w duszy ?wiat?o. Rozwa?a?am wówczas "Podstawy ?ycia duchowego" Ojca Surin (32). Którego? dnia podczas modlitwy u?wiadomi?am sobie, ?e w moje ?arliwe pragnienie z?o?enia profesji miesza si? wielka mi?o?? w?asna; skoro bowiem odda?am si? Jezusowi, by Mu sprawia? przyjemno?? i pociesza? Go, to nie powinnam Go zmusza?, aby czyni? moj? wol?, ale pozwoli? Mu czyni? jedynie swoj?. Zrozumia?am równie? i to, ?e oblubienica winna by? pi?knie przybrana na dzie? swych za?lubin, a ja nic nie uczyni?am w tym kierunku... powiedzia?am wi?c Jezusowi: "Mój Bo?e! nie prosz? Ci? o to, bym mog?a z?o?y? swoje ?wi?te ?luby; b?d? czeka? na nie, dok?d zechcesz, nie chc? tylko, by nasze wzajemne zjednoczenie opó?nia?o si? z mojej winy, chc? równie? przygotowa? pi?kn? szat? zdobn? w klejnoty. Skoro uznasz, ?e jest ona ju? do?? bogato przybrana, jestem pewna, ?e ?adne stworzenie nie zdo?a przeszkodzi? Ci w zst?pieniu do mnie i zjednoczeniu mnie z Sob? na wieki, o mój Ukochany!..."

Od chwili ob?óczyn otrzyma?am wiele ?wiat?a odno?nie doskona?o?ci zakonnej, zw?aszcza w tym, co dotyczy ?lubu ubóstwa. W czasie postulatu lubi?am mie? do swego u?ytku rzeczy ?adne i znajdowa? zawsze pod r?k? to, co mi by?o potrzebne. "Mój Kierownik" znosi? to cierpliwie, poniewa? nie lubi On ods?ania? duszom wszystkiego od razu. Zwykle udziela On swego ?wiat?a stopniowo. (Na pocz?tku mego ?ycia wewn?trznego, w wieku lat trzynastu i czternastu, zadawa?am sobie pytanie, w czym mog?abym jeszcze post?pi?, s?dzi?am bowiem, ?e nie mo?na ju? lepiej pojmowa? doskona?o?ci; wkrótce jednak zrozumia?am, ?e na tej drodze im kto dalej post?pi, tym cel wydaje mu si? bardziej odleg?y. Obecnie pogodzi?am si? z my?l?, ?e zawsze b?d? si? widzie? niedoskona?? i w tym znajduj? rado??...). Wracam wi?c do lekcji danej mi przez "mego Kierownika". Pewnego razu po komplecie daremnie szuka?am naszej. lampki w jej zwyk?ym miejscu na pó?ce. Poniewa? by? to czas wielkiego milczenia (33), niepodobna by?o upomina? si? o ni?... dosz?am do przekonania, ?e która? z sióstr przez pomy?k? wzi??a nasz? zamiast swojej, podczas gdy ja tak bardzo jej potrzebowa?am. Zamiast odczu? smutek z powodu jej braku, by?am bardzo szcz??liwa, maj?c ?wiadomo??, ?e ubóstwo polega na Folia tym, by brakowa?o nam rzeczy nie tylko przyjemnych, ale i koniecznych; tak to w ciemno?ciach zewn?trznych otrzyma?am ?wiat?o wewn?trzne... W tym okresie rozmi?owa?am si? w przedmiotach najbrzydszych i najbardziej niewygodnych, tote? z rado?ci? spostrzeg?am, ?e zabrano z naszej celi ?liczny ma?y dzbanek, a na jego miejsce dano mi ci??ki poobijany dzban... Stara?am si? równie? bardzo, by si? nie usprawiedliwia?, co w stosunku do naszej Mistrzyni, przed któr? nie chcia?am niczego ukrywa?, przychodzi?o mi nieraz bardzo trudno. Oto moje pierwsze zwyci?stwo; nie by?o ono wielkie, ale bardzo mnie kosztowa?o. St?uk? si? ma?y wazonik, który sta? za oknem. Moja Mistrzyni s?dz?c, ?e spad? on z mojej winy, pokaza?a mi go mówi?c, abym na przysz?o?? by?a uwa?niejsza. Bez s?owa poca?owa?am ziemi?, po czym przyrzek?am, ?e odt?d b?d? bardziej dba? o porz?dek. - Ze wzgl?du na moj? ma?? cnot? te drobne praktyki bardzo mnie kosztowa?y; musia?am a? ratowa? si? my?l?, ?e na s?dzie ostatecznym wszystko wyjdzie na jaw. Zrobi?am bowiem nast?puj?ce spostrze?enie: kiedy spe?nia si? swój obowi?zek nigdy o tym nie mówi?c, wówczas nikt tego nie zauwa?y, niedoskona?o?ci przeciwnie, natychmiast si? ukazuj?...

Nie maj?c wprawy w praktykowaniu wielkich cnót, przyk?ada?am si? w sposób szczególny do tych ma?ych; lubi?am wi?c sk?ada? p?aszcze pozostawione przez siostry i oddawa? im przeró?ne ma?e us?ugi, na jakie mnie by?o sta?. Mia?am te? zami?owanie do umartwie?, zw?aszcza tych du?ych, ale nie pozwalano mi na ?adne z nich... Jedyne ma?e umartwienie, które praktykowa?am b?d?c w ?wiecie, a które polega?o na tym, by przy siedzeniu nie opiera? si? plecami, by?o mi zakazane ze wzgl?du na moj? sk?onno?? do garbienia si?. Niestety! zapa? mój z pewno?ci? nie trwa?by d?ugo, gdyby wolno mi by?o czyni? wiele pokut. Pozwalano mi jedynie, i to bez mojej pro?by, na umartwianie mi?o?ci w?asnej, co przynosi?o mi o wiele wi?kszy po?ytek ni? pokuty cielesne...

Zaraz po ob?óczynach naznaczono mi zaj?cie w refektarzu, co dawa?o mi niejedn? okazj?, by mi?o?? w?asn? umie?ci? na w?a?ciwym miejscu, to znaczy pod stopami. To prawda, ?e wielk? pociech? by?o dla mnie mie? wspólne zaj?cie z Tob?, moja droga Matko, i móc z bliska podziwia? Twoje cnoty, ale zbli?enie to by?o mi powodem cierpienia. Nie mog?am ju?, jak niegdy?, mówi? Ci swobodnie o wszystkim, trzeba by?o zachowa? regu??, która nie pozwala?a otworzy? duszy przed Tob?; wszak by?am w Karmelu, a nie w Buissonnets pod ojcowskim dachem!...

Tymczasem Naj?w. Panna pomaga?a mi przygotowywa? szat? mojej duszy; kiedy niebawem zosta?a wyko?czona, przeciwno?ci znik?y same przez si?. Ks. Biskup nades?a? pozwolenie, o które prosi?am, zgromadzenie zgodzi?o si? przyj?? mnie i moja profesja zosta?a wyznaczona na dzie? ósmy wrze?nia...

To wszystko, co tu w skrócie opisa?am, wymaga?oby wielu stronic szczegó?ów, ale te stronice nie b?d? nigdy czytane na ziemi; wkrótce, moja droga Matko, opowiem Ci o wszystkim w naszym ojcowskim domu, w pi?knym Niebie, do którego p?yn? westchnienia naszych serc...

Moja ?lubna szata by?a ju? gotowa, zdobna w dawne klejnoty otrzymane od Oblubie?ca, ale to nie wystarcza?o Jego hojno?ci, chcia? przyda? mi nowy diament o niezmiernym blasku. Dawnymi klejnotami by?y do?wiadczenia Tatusia wraz ze wszystkimi bolesnymi okoliczno?ciami, jakie im towarzyszy?y; nowym sta?o si? do?wiadczenie na pozór male?kie, dla mnie jednak bardzo dotkliwe. Od jakiego? czasu nasz biedny Ojczulek mia? si? troch? lepiej, móg? wyje?d?a? powozem na spacer; zachodzi?o wi?c pytanie, czy nie móg?by odby? podró?y kolej?, by nas odwiedzi?. Celina oczywi?cie pomy?la?a o tym natychmiast, gdy tylko naznaczono dzie? mojej welacji. "Aby go nie zm?czy? - mówi?a - nie b?d? obecna na ca?ej uroczysto?ci, ale pod koniec wyjd? po niego i podprowadz? delikatnie a? do kraty, by Teresa mog?a otrzyma? jego b?ogos?awie?stwo". Ach! jak?e dobrze pozna?am w tym serce mojej drogiej Celiny... Jaka? to prawda, ?e "mi?o??... z niepodobie?stwem si? nie liczy, gdy? s?dzi, ?e wszystko mo?e i ?e jej wszystko wolno" (34). Ludzka roztropno?? przeciwnie, dr?y nieustannie, brak jej odwagi - rzec mo?na - na postawienie jednego kroku; tote? Dobry Bóg, chc?c mnie wypróbowa?, pos?u?y? si? ni? jako uleg?ym narz?dziem i w dniu mych za?lubin by?am prawdziwie sierot?; nie maj?c ju? Ojca na ziemi, mog?am z ufno?ci? spogl?da? w Niebo i mówi? w ca?ej prawdzie: "Ojcze nasz, który jeste? w Niebie".

* * *

(1) Leonia wst?piwszy do Wizytek w Caen 16 lipca 1887, opu?ci?a klasztor ze wzgl?du na stan zdrowia 6 stycznia 1888.

(2) W klasztorach klauzurowych "chórem" nazywa si? cz??? ko?cio?a wzgl?dnie kaplicy oddzielona krat?, gdzie zakonnice odmawiaj? chóralnie brewiarz.

(3) Zgodnie ze zwyczajem chór by? pogr??ony w mroku, by karmelitanki nie by?y widziane z kaplicy.

(4) Matka Genowefa od ?w. Teresy, profeska Karmelu w Poitiers, by?a wys?ana jako fundatorka i podprzeorysza do Karmelu w Lisieux w 1838 roku. Kilkakrotnie pe?ni?a tu obowi?zki przeoryszy. Zachorowawszy w 1884 roku, zmar?a ?wi?tobliwie 5 grudnia 1891 roku.

(5) Matka Maria od ?w. Gonzagi wst?pi?a do Karmelu w 1860 roku. Przeorysz? zosta?a wybrana po raz pierwszy 28 pa?dziernika 1874 roku. Potem sprawowa?a ten urz?d pi?ciokrotnie.

(6) Zgodnie z pustelniczym charakterem Karmelu ka?da zakonnica mieszka w oddzielnej celi, której jednak ze wzgl?du na ?lub ubóstwa nie nazywa nigdy swoj?.

(7) Wyrazy "vous le savez" (wiesz) s? dopisane obc? r?k?. Tworz? one prawdopodobnie cz??? korekty przystosowuj?cej r?kopis, ale mog? te? pochodzi? z pó?niejszej rekonstrukcji tekstu.

(8) Czas obu kolejnych prze?o?e?stw m. Marii od ?w. Gonzagi.

(9) 22 maja 1888 roku.

(10) Gest pokory b?d?cy w u?yciu w Karmelu.

(11) Siostra Maria od Anio?ów zajmowa?a si? nowicjatem od pa?dziernika 1886 roku. W roku 1893, kiedy wybrano j? podprzeorysz?, zosta?a zast?piona w obowi?zkach mistrzyni nowicjatu przez matk? Mari? od ?w. Gonzagi, której pomaga?a siostra Teresa od Dz. Jezus. Po ?mierci ?wi?tej, siostra Maria od Anio?ów ponownie obj??a nowicjat.

(12) O. Pichon wyjecha? z polecenia prze?o?onych do Kanady 3 listopada 1888 roku.

(13) Por. Mt 11, 25.

(14) Nabo?e?stwo do Naj?w. Oblicza rozprzestrzeni?o si? w XIX wieku w wyniku objawie?, jakie otrzyma?a od Pana Jezusa siostra Maria od ?w. Piotra z Karmelu w Tours. Teresa zapozna?a si? z nim w gronie rodzinnym, a potem w Karmelu. Zach?cona przez matk? Agnieszk? pog??bi?a je nast?pnie w sposób ca?kowicie osobisty, g?ównie w oparciu o teksty proroctw Izajasza. 10 stycznia 1889 roku, w dniu ob?óczyn, po raz pierwszy podpisa?a si? na bilecie: Siostra Teresa od Dzieci?tka Jezus i Naj?wi?tszego Oblicza.

(15) Por. J 18, 36.

(16) Por. O na?ladowaniu Chrystusa, ks. I, r. 2, 3.

(17) Tam?e, ks. III, r. 49, 7.

(18) Por. Iz 53, 3.

(19) W Karmelu istnieje zwyczaj wk?adania wie?ca z kwiatów na g?ow? nowej profeski.

(20) 1 maja 1887 roku pan Martin mia? pierwszy wylew do mózgu.

(21) O?tarz g?ówny w ko?ciele ?w. Piotra w Lisieux.

(22) W sobot?; 23 czerwca 1888 roku pan Martin, ju? ci??ko dotkni?ty przez arterioskleroz? mózgow?, znik? bez uprzedzenia kogokolwiek. Znaleziono go 27 czerwca w Hawrze.

(23) W owych czasach postulantka w dniu swych ob?óczyn opuszcza?a klauzur? w ?lubnym stroju. W otoczeniu swojej rodziny bra?a udzia? w ceremonii zewn?trznej. Od momentu przystosowania konstytucji do Prawa Kanonicznego ca?a ceremonia odbywa si? w klauzurze, ze wzgl?du na obowi?zuj?c? klauzur? papiesk?.

(24) Postulat trwa? normalnie sze?? miesi?cy. Ob?óczyny Teresy wypada?y w pa?dzierniku 1888 roku.

(25) Ataku tego dozna? w sobot? 3 listopada 1888 r.

(26) By?a to figurka Dzieci?tka Jezus przybrana w ró?ow? sukienk?. Teresa zdobi?a j? kwiatami a? do swej ?mierci.

(27) W owych czasach karmelitanki francuskie nie sk?ada?y ?lubów uroczystych, zwi?zanych z klauzur? papiesk?. Ordynariusz diecezji móg? wi?c z ró?nych okazji wchodzi? do klauzury.

(28) 12 lutego 1889 roku pan Martin musia? opu?ci? Lisieux, by uda? si? do prywatnej lecznicy Dobrego Pasterza w Caen.

(29) Leonia i Celina zdecydowa?y si? zamieszka? w pobli?u Dobrego Pasterza w Caen, w sieroci?cu ?w. Wincentego a Paulo.

(30) Aluzja do znanego powiedzenia ?w. Jana od Krzy?a: "cierpie? i by? wzgardzonym".

(31) Chodzi o rok kanonicznego nowicjatu poprzedzaj?cego profesj?.

(32)Les Fondements de la Vie Spirituelle, tirés du livre de l'imitation. Jésus-Christ, par le R. P. Surin, SJ. Paris 1732.

(33) W ten sposób nazywa sio w Karmelu czas od komplety do modlitw porannych, kiedy to wszelkie rozmowy s? zakazane. W razie prawdziwej konieczno?ci mo?na porozumiewa? si? znakami lub pisz?c bilecik.

(34) O na?ladowaniu Chrystusa, ks. III, r. 5, 4.

Krakowska Prowincja Karmelitów Bosych: www.karmel.pl

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież


Sonda

Czy przedsoborowa Msza Trydencka? (po ?acinie)
 

Polecany link, kliknij

Reklama

Kto jest teraz on-line

NaszÄ… witrynÄ™ przeglÄ…da teraz 63 goĹ›ci