Dzieje duszy Rozdzia? VIII
Czytelnia - DZIEJE DUSZY - ?w - ?w. Teresa od Dzieci?tka Jezus

Dzieje duszy
?w. Teresa od Dzieci?tka Jezus (Teresa Martin)

Rozdzia? VIII

Na drogach mi?o?ci

Profesja i welacja. Cnoty i ?mier? m. Genowefy. Epidemia grypy. Matka Agnieszka na prze?o?e?stwie. Rekolekcje pod znakiem ufno?ci. ?mier? ojca. Wst?pienie Celinki. Ofiara Mi?o?ci mi?osiernej.

Obja?nienie tarcz herbowych

Zanim zaczn? opowiada? Ci, moja droga Matko, o tym do?wiadczeniu, winnam wspomnie? o rekolekcjach, które poprzedzi?y moj? profesj? (1); nie przynios?y mi one ?adnej pociechy; osch?o?? zupe?na, prawie opuszczenie, by?y moim udzia?em. Jezus - jak zwykle - spa? w swojej ma?ej ?ódeczce. Ach! wiem doskonale, jak rzadko dusze dopuszczaj? do tego, by móg? w nich zasn?? spokojnie. Jezus jest tak zm?czony nieustannym dawaniem i pogoni? za duszami, ?e ch?tnie korzysta ze spoczynku, jaki Mu ofiarowuj?. Przebudzi si? zapewne dopiero podczas mych wielkich rekolekcji w wieczno?ci, ale to, zamiast mnie smuci?, sprawia mi najwy?sz? rado??...

Doprawdy, jak?e daleko mi do ?wi?to?ci; ju? to jedno jest wystarczaj?cym tego dowodem; zamiast cieszy? si? z mojej osch?o?ci, winnam trapi? si?, ?e zasypiam (od 7 lat) podczas modlitwy i dzi?kczynienia - ale si? nie smuc?!... S?dz?, ?e ma?e dzieci podobaj? si? swoim rodzicom zarówno wtedy, kiedy ?pi?, jak i kiedy nie ?pi?; my?l? te?, ?e lekarze, chc?c zrobi? operacj?, usypiaj? swoich chorych, i ?e "Pan widzi nasz? s?abo?? i wie, i?e?my proch" (2).

Moje rekolekcje poprzedzaj?ce profesj?, podobnie jak i wszystkie nast?pne, odznacza?y si? wielk? osch?o?ci?; mimo to Dobry Bóg pokaza? mi jasno - sama nie wiem jak i kiedy - sposób, jak podoba? si? Jemu i pe?ni? najwy?sze cnoty. Zauwa?y?am niejednokrotnie, ?e Jezus nie chce dawa? mi nic na zapas; karmi mnie z chwili na chwil? i to po?ywieniem zawsze nowym, a ja znajduj? je w sobie, nie wiedz?c sk?d si? tam wzi??o. S?dz? ca?kiem po prostu, ?e to Sam Jezus, ukryty w g??bi mego biednego serca, porusza mnie ?ask?, podsuwaj?c mi to, czego w danej chwili ode mnie oczekuje...

Na kilka dni przed profesj? mia?am szcz??cie otrzyma? b?ogos?awie?stwo papieskie; stara?am si? o nie przez brata Symeona, dla Tatusia i dla siebie, i mia?am wielk? pociech?, mog?c w ten sposób odwdzi?czy? si? drogiemu Ojczulkowi za ?ask?, której otrzymanie umo?liwi? mi, zawo??c mnie do Rzymu.

Wreszcie nadszed? pi?kny dzie? mych za?lubin (3). On sam by? bezchmurny, ale w przeddzie? podnios?a si? w mojej duszy zawierucha, jakiej dot?d nie przechodzi?am. Dotychczas nigdy nie przysz?a mi na my?l ?adna w?tpliwo?? co do mego powo?ania; trzeba by?o, abym przesz?a i przez t? prób?. Wieczorem po jutrzni, kiedy odprawia?am Drog? Krzy?ow?, powo?anie moje wyda?o mi si? urojeniem i mrzonk?... Dostrzega?am ca?e pi?kno ?ycia w Karmelu, mimo to szatan wzbudzi? we mnie pewno??, ?e ono nie jest dla mnie, ?e oszukuj? prze?o?onych post?puj?c drog?, na któr? nie jestem powo?ana... Ciemno?ci sta?y si? tak wielkie, ?e widzia?am i rozumia?am ju? tylko to jedno: ja nie mam powo?ania!... Ach! jak?e zdo?am wyrazi? udr?k? mej duszy?... Zdawa?o mi si? (my?l niedorzeczna, która dowodzi, ?e by?a to pokusa szata?ska), ?e je?li wyznam swoje obawy mistrzyni, nie dopu?ci mnie ona do z?o?enia ?wi?tych ?lubów; jednak?e wola?am spe?ni? wol? Bo?? i wróci? do ?wiata, ani?eli pozosta? w Karmelu, czyni?c moj? w?asn?. Wywo?a?am wi?c swoj? mistrzyni? i z g??bokim zawstydzeniem przedstawi?am jej smutny stan mojej duszy... Na szcz??cie widzia?a go ja?niej ode mnie i uspokoi?a mnie zupe?nie; zreszt? spe?niony przeze mnie akt pokory spowodowa? ucieczk? szatana, który by? mo?e spodziewa? si?, ?e nie odwa?? si? wyzna? mej pokusy. Moje w?tpliwo?ci znik?y w momencie, gdy sko?czy?am mówi?. Kiedy za?, chc?c dope?ni? mego aktu upokorzenia, wyzna?am jeszcze moj? dziwn? pokus? naszej Matce, ona jedynie ?mia?a si? ze mnie.

Rankiem ósmego wrze?nia czu?am, ?e zalewa mnie rzeka pokoju, i w tym pokoju, "który przewy?sza wszelki umys?" (4), z?o?y?am swoje ?wi?te ?luby... Moje zjednoczenie z Jezusem dokona?o si? nie po?ród piorunów i b?yskawic, to znaczy ?ask nadzwyczajnych, ale w tchnieniu lekkiego wietrzyka, podobnego temu, który s?ysza? na górze nasz ojciec ?w. Eliasz... (5) O jakie? to ?aski nie prosi?am tego dnia?... Czu?am si? rzeczywi?cie KRÓLOW?, korzysta?am wi?c z mego tytu?u, by uwolni? wi??niów, by uzyska? u Króla ?aski dla Jego niewdzi?cznych poddanych, chcia?am wreszcie uwolni? wszystkie dusze z czy??ca i nawróci? grzeszników... Wiele si? modli?am za moj? Matk?, za moje drogie Siostry... za ca?? rodzin?, a zw?aszcza za mego drogiego Ojczulka, tak do?wiadczonego, a tak ?wi?tego... Odda?am si? Jezusowi, aby zawsze doskonale wype?nia? we mnie swoj? wol?, bez ?adnej przeszkody ze strony stworze?... (6)

Pi?kny ten dzie? przemin??, jak mijaj? i dni najsmutniejsze, poniewa? i te najbardziej promienne maj? swoje nazajutrz; bez ?alu jednak z?o?y?am swój wieniec u stóp Naj?w. Panny; czu?am, ?e czas nie odbierze mi mego szcz??cia... Narodzenie Maryi! jakie? to pi?kne ?wi?to na to, by sta? si? w nim oblubienic? Jezusa... W tym dniu ma?a Naj?w. Dziewica ofiarowa?a ma?emu Jezusowi swój ma?y kwiatek... W tym dniu wszystko by?o ma?e, z wyj?tkiem ?aski i pokoju, które otrzyma?am, z wyj?tkiem spokojnej rado?ci, z jak? tego wieczoru patrzy?am na gwiazdy migoc?ce na firmamencie, my?l?c, ?e to pi?kne Niebo otworzy si? wkrótce przed mymi zachwyconymi oczyma i b?d? mog?a po??czy? si? z mym Oblubie?cem w wiecznym szcz??ciu...

Dnia dwudziestego czwartego odby?a si? ceremonia welacji (7); wszystko by?o ca?kowicie przys?oni?te ?zami... Nie by?o Tatusia, by pob?ogos?awi? sw? Królow?... Ojciec (8) by? w Kanadzie... Ks. Biskup, który mia? przyjecha? i by? na obiedzie u wuja, zachorowa? i nie móg? przyby?; ostatecznie wszystko by?o smutne i zaprawione gorycz?... Mimo to pokój, nieustanny pokój panowa? na dnie kielicha... Jezus dopu?ci?, ?e tego dnia nie mog?am powstrzyma? ?ez, a ?zy te nie zosta?y zrozumiane... Istotnie, znosi?am bez p?aczu o wiele ci??sze do?wiadczenia, ale wspomaga?a mnie wtedy pot??na ?aska; dwudziestego czwartego za? przeciwnie, Jezus pozostawi? mnie moim w?asnym si?om, a ja pokaza?am, jak one s? ma?e.

Osiem dni po mojej welacja odby? si? ?lub Joanny (9). Mówi?a? mi, moja droga Matko, ?e jej przyk?ad winien mnie pouczy?, ile delikatno?ci powinna okaza? oblubienica swojemu Oblubie?cowi. Nie do zniesienia by?a dla mnie my?l, bym mia?a mniej uczyni? dla mego ukochanego Jezusa, ni? Joanna dla Franciszka, stworzenia niew?tpliwie bardzo doskona?ego, ale ostatecznie tylko stworzenia!...

Zabawi?am si? u?o?eniem sobie zaproszenia ?lubnego na wzór jej zaproszenia; oto jak ono brzmia?o:

Zaproszenie na ?lub siostry Teresy od Dzieci?tka Jezus od Naj?wi?tszego Oblicza

Bóg Wszechmog?cy, Stwórca Nieba i ziemi, Najwy?szy W?adca ?wiata, i Najchwalebniejsza Dziewica Maryja, Królowa Dworu Niebieskiego, pragn? zawiadomi? o Za?lubinach ich Dostojnego Syna, Jezusa, Króla królów i Pana panuj?cych, z Pann? Teres? Martin, obecnie Dam? i Ksi??niczk? królestw wniesionych w posagu przez jej Boskiego Oblubie?ca, czyli: Dzieci?ctwa Jezusa i jego M?ki, sk?d wywodz? si? jej tytu?y szlacheckie: od Dzieci?tka Jezus i od Naj?wi?tszego Oblicza.

Pan Ludwik Martin, Dziedzic i W?adca Senioratów Cierpienia i Upokorzenia, i Pani Martin, Ksi??na i Dama Dworu Niebieskiego, pragn? zawiadomi? o Za?lubinach ich Córki Teresy, z Jezusem, S?owem Bo?ym, drug? Osob? Trójcy Godnej Uwielbienia, który za spraw? Ducha ?wi?tego sta? si? Cz?owiekiem i Synem Maryi, Królowej Nieba.

Chocia? nie mo?ecie by? zaproszeni na uroczysto?? Za?lubin, która odby?a si? na górze Karmel 8 wrze?nia 1890 (jedynie dwór niebieski by? dopuszczony), niemniej zaprasza si? do wzi?cia udzia?u w Powrocie z Za?lubin, który nast?pi Jutro, w Dniu Wieczno?ci, w którym to dniu Jezus, Syn Bo?y, przyjdzie na Ob?okach Niebieskich, w blasku swego Majestatu, by s?dzi? ?ywych i Umar?ych.

Godzina nie jest jeszcze znana; jako zaproszeni, musicie by? gotowi i czuwa?. Teraz, moja droga Matko, có? jeszcze zosta?o mi do powiedzenia? Ach! my?la?am, ?e to ju? wszystko, a tymczasem nie powiedzia?am Ci jeszcze nic o tym, jakim to wielkim szcz??ciem by?a dla mnie mo?no?? poznania naszej ?wi?tej Matki Genowefy... Uwa?am to za nieocenion? ?ask?, tote? Dobry Bóg, który mi ich ju? tyle udzieli?, zechcia? równie?, abym ?y?a wspólnie ze ?wi?t?, nie tak? niedost?pn? do na?ladowania, ale u?wi?con? cnotami ukrytymi i zwyczajnymi... Niejednokrotnie otrzyma?am za jej po?rednictwem wielkie pociechy, szczególnie za? jednej niedzieli. - Wst?puj?c - jak zwykle - by z?o?y? jej ma?? wizyt?, zasta?am przy Matce Genowefie dwie Siostry; spojrzawszy na ni? z u?miechem, chcia?am si? wycofa?, poniewa? przy chorej nie mog?y by? a? trzy osoby, ale ona patrz?c na mnie, rzek?a jak gdyby w natchnieniu: ,,Zaczekaj, moje dziecko, chc? ci powiedzie? s?ówko. Ilekro? przychodzisz, prosisz mnie o wi?zank? duchow?; otó? dzisiaj dam ci tak?: S?u? Bogu w pokoju i z weselem; pami?taj, moje dziecko, ?e nasz Bóg jest Bogiem pokoju."(10). Podzi?kowa?am jej z prostot? i wysz?am wzruszona a? do ?ez, maj?c przekonanie, ?e Dobry Bóg objawi? jej stan mojej duszy; tego dnia by?am bowiem udr?czona do ostatecznych granic, niemal ?e smutna, w nocy tak wielkiej, ?e nie wiedzia?am ju?, czy kocham Pana Boga. Pojmujesz wi?c, droga Matko, moj? rado?? i pociech?, jakiej dozna?am!...

W nast?pn? Niedziel? chcia?am dowiedzie? si? od Matki Genowefy, czy mia?a co do mnie jakie? objawienie; zapewni?a mnie, ?e nie odebra?a ?adnego; gdy si? wi?c przekona?am, jak dalece Jezus w niej ?y?, przez ni? dzia?a? i mówi?, podziw mój dla niej wzrós? jeszcze. Taka ?wie?o?? wydaje mi si? najbardziej prawdziwa, najbardziej ?wie?a i takiej w?a?nie pragn?, poniewa? nie podlega ona ?adnym z?udzeniom...

W dniu mej profesji dozna?am równie? niema?ej pociechy dowiedziawszy si? z ust Matki Genowefy, ?e i ona przesz?a przed profesj? t? sam? co ja prób?. Czy przypominasz sobie, moja droga Matko, jak? pociech? znajdowa?y?my u niej w czasie naszych wielkich do?wiadcze?? Ostatnie wspomnienie, jakie w moim sercu pozostawi?a po sobie Matka Genowefa, jest niewymownie s?odkie. W dniu, w którym ulecia?a do Nieba (11), by?am szczególnie wzruszona; pierwszy to raz asystowa?am przy ?mierci, a widok by? prawdziwie urzekaj?cy... Znajduj?c si? w nogach ?ó?ka umieraj?cej ?wi?tej, widzia?am doskonale nawet najl?ejsze jej ruchy. Mia?am nadziej?, ?e podczas dwóch godzin, jakie w ten sposób przy niej sp?dzi?am, dusza moja rozgorzeje; tymczasem sta?o si? przeciwnie, ow?adn??a mn? dziwna nieczu?o??; w samej jednak chwili narodzin dla Nieba naszej ?wi?tej Matki Genowefy moje wewn?trzne usposobienie zmieni?o si? zupe?nie. Nagle poczu?am, ?e ogarnia mnie rado?? i niewypowiedziany zapa?, jak gdyby Matka Genowefa podzieli?a si? ze mn? szcz??liwo?ci?, której dost?pi?a; jestem bowiem najmocniej przekonana, ?e posz?a wprost do Nieba... Jeszcze za jej ?ycia powiedzia?am jej pewnego dnia: "Ty, Matko, nie pójdziesz do czy??ca!..." - ,"Mam t? nadziej?", odpowiedzia?a mi ze s?odycz?... I Dobry Bóg nie móg? zawie?? jej nadziei, tak pe?nej pokory; ?wiadcz? o tym wszystkie ?aski, jakie otrzyma?y?my za jej po?rednictwem... Ka?da z sióstr usi?owa?a zdoby? jak?? relikwi?; Ty wiesz, jak? ja mam szcz??cie posiada?... Podczas agonii Matki Genowefy spostrzeg?am ?z?, b?yszcz?c? pod jej powiek? jak diament; ta ?za, ostatnia spo?ród wszystkich, jakie wyla?a, nie spad?a; widzia?am j?, jak l?ni?a jeszcze w chórze (12), nikomu bowiem nie przysz?o na my?l, by j? otrze?. Wieczorem wi?c, gdy mnie nikt nie widzia?, wzi??am skrawek p?ótna i zdobywaj?c si? na odwag?, podesz?am zebra? jako relikwi? ostatni? ?z? ?wi?tej... Odt?d nosz? j? stale w ma?ej torebce, w której przechowuj? moje ?luby (13).

Z zasady nie przywi?zuj? wagi do swoich snów, zreszt? bardzo rzadko maj? one symboliczne znaczenie; zadaj? sobie nawet pytanie, jak to si? dzieje, ?e przez ca?y dzie? my?l?c o Panu Bogu, we ?nie wcale si? Nim nie zajmuj?... Zazwyczaj ?ni? o lasach, kwiatach, strumykach i morzu; prawie zawsze widz? ?liczne ma?e dzieci, chwytam nie znane mi dot?d motyle i ptaki. Jak widzisz, Matko, moje sny s? raczej poetyczne, i nie maj? w sobie nic mistycznego. Jednak?e której? nocy po ?mierci Matki Genowefy mia?am sen bardzo pocieszaj?cy; ?ni?o mi si?, ?e sporz?dza?a swój testament, daj?c ka?dej siostrze jak?? rzecz z tych, które do niej nale?a?y; gdy przysz?a kolej na mnie, s?dzi?am, ?e nic nie dostan?, bo nic jej ju? nie zosta?o, tymczasem ona podnosz?c si?, rzek?a mi trzykrotnie z przejmuj?cym naciskiem: "Tobie pozostawiam moje serce".

W miesi?c po ?mierci naszej ?wi?tobliwej Matki nawiedzi?a zgromadzenie grypa (14); tylko ja wraz z dwiema siostrami trzyma?y?my si? na nogach. Nigdy nie zdo?am opowiedzie? wszystkiego, na co patrzy?y moje oczy, jakim okaza?o mi si? wówczas ?ycie i to co przemija...

Dzie?, w którym uko?czy?am dziewi?tna?cie lat, zosta? u?wi?cony przez ?mier? (15); wkrótce potem nast?pi?y dwie dalsze. W tym okresie sama zajmowa?am si? zakrysti?, poniewa? pierwsza zakrystianka by?a ci??ko chora; sama musia?am przygotowywa? wszystko do pogrzebów, otwiera? w chórze kraty na Msz? ?w. itd... Dobry Bóg dawa? mi wówczas wiele m?stwa; dzi? trudno mi poj??, jak mog?am wtedy podo?a? wszystkiemu. ?mier? panowa?a wsz?dzie; najci??ej chore by?y piel?gnowane przez te, które z trudem wlok?y si? na nogach; gdy która? z sióstr wyda?a ostatnie tchnienie, trzeba j? by?o natychmiast pozostawi? sam?. Pewnego ranka wstaj?c mia?am przeczucie, ?e S. Magdalena nie ?yje; dormitarz (16) by? pogr??ony w ciemno?ciach, nikt nie wychodzi? z cel; zdecydowa?am si? w ko?cu na wej?cie do celi S. Magdaleny, drzwi by?y otwarte. I rzeczywi?cie, zobaczy?am j? le??c? w habicie na sienniku; nie odczuwa?am najmniejszego l?ku. Widz?c, ?e nie ma ?wiecy, posz?am jej poszuka?, a przy tym i wie?ca z ró?.

W wieczór ?mierci Matki Podprzeoryszy (17) by?y?my tylko obie z infirmerk?; jest rzecz? niemo?liw? wyobrazi? sobie smutny stan Zgromadzenia w owym czasie; tylko te, które by?y na nogach, maj? o tym jakie? poj?cie. Po?ród tego opuszczenia czu?am jednak, ?e Dobry Bóg ma piecz? o nas. Umieraj?c siostry lekko przechodzi?y do lepszego ?ycia; natychmiast po ?mierci "wyraz rado?ci i pokoju rozlewa? si? na ich twarzach; sprawia?y wra?enie, jak gdyby s?odko spa?y. I tak by?o istotnie, bo kiedy przeminie posta? tego ?wiata, przebudz? si?, aby si? radowa? wiecznym szcz??ciem, które czeka wybranych...

Podczas tego ci??kiego do?wiadczenia w Zgromadzeniu mia?am niewymown? pociech?, mog?c codziennie przyjmowa? Komuni? ?w... Ach! có? to by?a za rozkosz!... Jezus rozpieszcza? mnie d?ugo, znacznie d?u?ej ni? swe wierne oblubienice; pozwoli? bowiem, by mi Go dawano, cho? inne nie mia?y ju? szcz??cia przyjmowa? Go... Czu?am si? te? niezmiernie szcz??liwa maj?c mo?no?? dotykania ?wi?tych naczy?, przygotowywania malutkich pieluszek (18) na przyj?cie Jezusa; mia?am ?wiadomo??, ?e powinnam zwi?kszy? swoj? gorliwo??, i cz?sto przychodzi?y mi na my?l te s?owa, skierowane do pewnego ?wi?tego diakona: "?wi?tym b?d?, ty, który dotykasz naczy? Pa?skich" (19).

Je?li chodzi o moje dzi?kczynienie, nie mog? powiedzie?, bym podczas niego op?ywa?a w pociechy; przeciwnie, s? to chwile, kiedy ich miewam najmniej... Uwa?am to za rzecz zupe?nie naturaln?, poniewa? odda?am si? Jezusowi z pragnieniem przyjmowania Jego odwiedzin nie dla w?asnej przyjemno?ci, lecz przeciwnie, by sprawi? przyjemno?? Temu, który mnie si? oddaje. - Wyobra?am sobie swoj? dusz? jako wolny teren i prosz? Naj?w. Pann?, by pozbiera?a gruzy, jakie mog? naruszy? ten jego wolny charakter, i dalej prosz?, by sama raczy?a wznie?? przybytek godny Nieba i przybra?a go swymi w?asnymi ozdobami; potem zapraszam wszystkich Anio?ów i ?wi?tych, aby przyszli urz?dzi? wspania?y koncert. Mam wra?enie, ?e Jezus, zst?puj?c do mego serca, jest zadowolony z tak dobrego przyj?cia, a ja dziel? Jego rado??... To wszystko nie wyklucza jednak roztargnie? i senno?ci, które mnie nawiedzaj?, ale po sko?czonym dzi?kczynieniu, widz?c, ?e je tak ?le odprawi?am, postanawiam trwa? w nim przez ca?y dzie?. Widzisz wi?c, moja droga Matko, ?e daleka jestem od tego, by post?powa? drog? l?ku; zawsze znajd? sposób, aby by? szcz??liw? i wyci?gn?? korzy?? ze swoich n?dz... To na pewno podoba si? Jezusowi, zdaje si? bowiem dodawa? mi odwagi na tej drodze. - Przyst?puj?c pewnego dnia do Komunii ?w. by?am - wbrew memu sta?emu usposobieniu - troch? niespokojna; zdawa?o mi si?, ?e Dobry Bóg nie jest ze mnie zadowolony i powiedzia?am sobie: "Je?eli otrzymam dzi? tylko po?ow? hostii, b?dzie mi bardzo smutno, b?dzie to znakiem, ?e Jezus niech?tnie przychodzi do mego serca". Zbli?y?am si?... I co za rado??! - Po raz pierwszy w ?yciu zobaczy?am, jak kap?an bierze dwie hostie zupe?nie od siebie oddzielone i podaje mi je!... Zrozumiesz chyba moj? rado?? i s?odkie ?zy, które wylewa?am na widok tak wielkiego mi?osierdzia...

W rok po profesji, to znaczy na dwa miesi?ce przed ?mierci? Matki Genowefy, otrzyma?am wielkie ?aski w czasie rekolekcji (20). Zazwyczaj rekolekcje g?oszone przez kap?ana s? dla mnie jeszcze bardziej bolesne ni? te, które odprawiam zupe?nie sama; w tym roku by?o jednak ca?kiem inaczej. Z wielk? gorliwo?ci? odprawi?am nowenn? przygotowawcz? mimo wewn?trznego prze?wiadczenia, ?e ów kaznodzieja, który po?wi?ca si? w sposób szczególny nawracaniu wielkich grzeszników, nie za? prowadzeniu dusz zakonnych, nie potrafi mnie zrozumie?. Dobry Bóg chc?c mi pokaza?, ?e to On sam jest kierownikiem mojej duszy, pos?u?y? si? tym w?a?nie Ojcem, którego nikt oprócz mnie nie doceni?. Przechodzi?am wówczas ró?ne ci??kie do?wiadczenia wewn?trzne (dochodzi?o do tego, ?e czasem pyta?am siebie, czy istnieje Niebo). Mia?am zamiar nie mówi? nic o moim wewn?trznym usposobieniu, nie wiedzia?am bowiem, jak je okre?li?; tymczasem zaledwie wesz?am do konfesjona?u, odczu?am, ?e moja dusza si? otwiera. Po kilku zaledwie s?owach zosta?am w sposób zupe?nie niezwyk?y zrozumiana, a nawet odgadni?ta... Dusza moja sta?a si? niby ksi?ga, w której Ojciec czyta? lepiej ni? ja... Poleci? mi p?yn?? pe?nymi ?aglami po falach ufno?ci i mi?o?ci, które mnie tak poci?ga?y, ale którym nie ?mia?am si? powierzy?... Powiedzia? mi, ?e moje b??dy nie zasmucaj? Dobrego Boga, ?e zast?puj?c Jego miejsce, ze swej strony zapewnia mnie, i? Pan Bóg jest ze mnie bardzo zadowolony...

O! jak?? pociech? sprawi?y mi te s?owa!... Nigdy dot?d nie s?ysza?am, by b??dy mog?y nie zasmuca? Pana Boga; to zapewnienie nape?ni?o mnie rado?ci? i pozwoli?o mi znosi? cierpliwie wygnanie tego ?ycia. W g??bi serca podziela?am to przekonanie, bo? przecie? Dobry Bóg jest bardziej czu?y ni? Matka, a czy? Ty, moja droga Matko, nie jeste? zawsze gotowa przebaczy? mi ka?d? drobn? niedelikatno???... Ile? to razy s?odko tego na sobie do?wiadczy?am!... ?adne upomnienie nie zdo?a poruszy? mnie tak, jak jeden objaw serdeczno?ci z twej strony. Tak? ju? mam natur?; strach powoduje, ?e si? cofam, ale wiedziona mi?o?ci? nie tylko id? naprzód, lecz biegn?...

Matko moja! szczególnie od b?ogos?awionego dnia twego wyboru (21) zacz??am biec szybko po drogach mi?o?ci... Tego dnia Paulina sta?a si? dla mnie ?ywym Jezusem... (22)

Ju? od dawna mam szcz??cie podziwia? cuda, jakie Jezus dzia?a za po?rednictwem mojej drogiej Matki... Widz?, ?e tylko cierpienie zdolne jest dawa? duszom ?ycie i jak nigdy dot?d ods?ania si? przede mn? g??bia tych przedziwnych s?ów Jezusa:

"Zaprawd?, zaprawd? powiadam wam, ?e je?li ziarno pszeniczne wpad?szy w ziemi? nie obumrze, samo zostaje; lecz je?li obumrze, przynosi obfity plon" (23). Jak?e bogate zebra?a? ju? plony!... Sia?a? we ?zach, ale ju? wkrótce ujrzysz owoc swych prac i powraca? b?dziesz z rado?ci?, nios?c w r?kach swych snopy... (24) Matko moja! po?ród tych kwiecistych snopów ukrywa si? tak?e bia?y kwiatek, w Niebie jednak odzyska on swój g?os, by wys?awia? tw? s?odycz i twoje cnoty; widzia? bowiem, jak pe?ni?a? je codziennie w ukryciu i ciszy ziemskiego wygnania!...

Tak, od dwóch lat (25) doskonale przenikam tajemnice dotychczas przede mn? zakryte. Pan Bóg okaza? si? dla mnie równie mi?osierny jak dla króla Salomona; nie chcia? pozostawi? niespe?nionym ?adnego z moich pragnie? i to nie tylko z dziedziny doskona?o?ci, ale nawet i tych, których marno?? zrozumia?am, zanim zdo?a?am jej do?wiadczy?.

Patrz?c zawsze na Ciebie, droga Matko, jako na swój idea?, pragn??am by? we wszystkim do Ciebie podobn?. Widz?c, ?e malujesz pi?kne obrazy i piszesz urocze wiersze, powiedzia?am sobie: "Ach! jak?e by?abym szcz??liwa, gdybym umia?a malowa? i wyra?a? swoje my?li wierszem, i w ten sposób mog?a czyni? dobrze duszom..." Nie chcia?am jednak prosi? o te przyrodzone dary i pragnienia moje pozosta?y ukryte w g??bi serca, Otó? Jezus, równie? ukryty w tym ma?ym sercu, chcia? mi ukaza?, ?e "wszystko pod s?o?cem to marno?? i udr?czenie ducha..." (26) Ku wielkiemu zdziwieniu sióstr zacz??am malowa? i Dobry Bóg umo?liwi? mi skorzystanie z tych lekcji, których udziela?a mi moja droga Matka... Chcia?am jeszcze za jej przyk?adem pisa? wiersze i uk?ada? przedstawienia, które by si? podoba?y... Tymczasem podobnie jak Salomon, który obróciwszy si? ku dzie?om r?k swoich, gdzie znalaz? niepo?yteczn? trosk?, spostrzeg?, ?e wszystko jest pró?no?ci? i udr?czeniem ducha, tak i ja pozna?am DO?WIADCZALNIE, ?e szcz??cie polega na ukryciu si? i nieznajomo?ci rzeczy stworzonych. Zrozumia?am, ?e bez mi?o?ci niczym s? wszystkie dzie?a, nawet te najwspanialsze, jak wskrzeszanie umar?ych, czy nawracanie ludów...

Dary, jakie otrzymywa?am od Dobrego Boga nie prosz?c o nie, zamiast przynie?? mi szkod? i nape?ni? mnie pró?no?ci?, wznosi?y mnie ku Niemu; przekona?am si?, ?e jedynie On jest niezmienny, ?e tylko On sam mo?e zaspokoi? moje niezmierne pragnienia...

Mia?am jeszcze pragnienia innego rodzaju, i Jezus je spe?nia?, pragnienia dziecinne, podobne do owego ?niegu z dnia ob?óczyn.

Wiesz, droga Matko, jak bardzo kocham kwiaty; czyni?c si? wi??niem w pi?tnastym roku ?ycia, wyrzek?am si? na zawsze rado?ci biegania po ??kach przybranych skarbami wiosny; a tymczasem?... nigdy nie mia?am tyle kwiatów, jak od chwili wst?pienia do Karmelu... Istnieje taki zwyczaj, ?e narzeczony cz?sto obdarza swoj? wybran? wi?zankami kwiatów; Jezus te? nie zapomnia? o tym, przysy?a? mi ca?e nar?cza b?awatów, rumianków, maków itp... tych wszystkich kwiatów, którymi si? najbardziej zachwyca?am. By? w?ród nich i ma?y kwiatek zwany czarnuszk? zbo?ow?, którego nigdy nie spotyka?am w czasie naszego pobytu w Lisieux, a mia?am wielk? ochot? zobaczy? jeszcze ten kwiat mego dzieci?stwa, który zrywa?am na polach Alençon. I oto dopiero w Karmelu u?miechn?? si? on do mnie i okaza? mi, ?e tak w rzeczach najmniejszych jak i najwi?kszych Dobry Bóg ju? w tym ?yciu stokrotnie p?aci duszom, które opu?ci?y wszystko z mi?o?ci ku Niemu (27).

Najskrytszym jednak i najwi?kszym mym pragnieniem, na którego spe?nienie nie mia?am nadziei, by?o wst?pienie mojej drogiej Celiny do tego samego Karmelu, gdzie my?my by?y. Marzenie, by ?y? pod jednym dachem, dzieli? rado?ci i smutki z towarzyszk? mego dzieci?stwa, wydawa?o mi si? nieprawdopodobnym; tote? z?o?y?am z niego ca?kowit? ofiar?, z ufno?ci? powierzaj?c Jezusowi przysz?o?? mej kochanej siostry, godz?c si? nawet na jej wyjazd cho?by na koniec ?wiata, gdyby zasz?a tego potrzeba. Nie do przyj?cia by?a dla mnie jedynie my?l, ?e mog?aby nie zosta? oblubienic? Jezusa, bo kochaj?c j? jak siebie sam?, za nic nie chcia?am, by odda?a swe serce ?miertelnemu cz?owiekowi. Ju? sam fakt, ?e w ?wiecie wystawiona jest na niebezpiecze?stwa, jakich sama zupe?nie nie zna?am, sprawia? mi cierpienie. Mog? powiedzie?, ?e od chwili wst?pienia do Karmelu, moje uczucia dla Celiny sta?y si? bardziej mi?o?ci? matki ni? siostry... Pewnego dnia, kiedy musia?a i?? na wieczorek (28), tak by?am tym zmartwiona, ?e b?aga?am Dobrego Boga, by nie pozwoli? jej ta?czy?, a nawet (wbrew swemu zwyczajowi) wylewa?am strumienie ?ez. Jezus raczy? mnie wys?ucha?. Nie dopu?ci?, by jego ma?a oblubienica mog?a ta?czy? tego wieczoru (chocia?, ilekro? zasz?a potrzeba, nie by?o jej trudno uczyni? to z wdzi?kiem). Zaproszona do ta?ca nie wzbrania?a si?, lecz partner jej absolutnie nie by? w stanie rozpocz?? ta?ca i ku swemu wielkiemu zawstydzeniu zmuszony by? zwyczajnie przej?? z ni? przez sal?, by j? odprowadzi? na miejsce; po czym wycofa? si? i tego wieczoru ju? wi?cej si? nie pokaza?. Ta przygoda, jedyna w swoim rodzaju, spot?gowa?a moj? ufno?? i mi?o?? ku Temu, który k?ad?c swój znak na moim czole, z?o?y? go równocze?nie na czole mej drogiej Celiny...

Dobry Bóg, zrywaj?c dwudziestego dziewi?tego lipca ubieg?ego roku wi?zy swego nieporównanego s?ugi (29), zerwa? tym samym wi?zy, które trzyma?y w ?wiecie Jego drog? oblubienic?. Spe?ni?a ona swoje pierwsze zadanie; zobowi?zana reprezentowa? nas wszystkie przy Ojcu tak serdecznie kochanym, wype?ni?a sw? misj? jak anio?... a anio?owie, gdy spe?ni? wol? Dobrego Boga, nie pozostaj? na ziemi, ale natychmiast wracaj? do Niego; od tego przecie? maj? skrzyd?a... Tote? i nasz anio? zatrzepota? swymi bia?ymi skrzyd?ami, gotów odlecie? bardzo daleko, byle tylko znale?? Jezusa, Jezus jednak kaza? mu lecie? ca?kiem blisko... Zadowoli? si? przyj?ciem wielkiej ofiary, która by?aby bardzo bolesna dla ma?ej Teresy... Przez dwa lata jej Celina ukrywa?a przed ni? swoj? tajemnic?... (30) Ach! ile? i ona si? nacierpia?a, ona równie?!... W ko?cu mój kochany Król, który na ziemi nie lubi? powolno?ci w dzia?aniu, pospieszy? z wysoko?ci Nieba rozwik?a? jej tak bardzo popl?tane sprawy i czternastego wrze?nia jego Celina znalaz?a si? u nas!...

Pewnego dnia, kiedy trudno?ci zdawa?y si? nie do przezwyci??enia, powiedzia?am w czasie dzi?kczynienia Jezusowi: "Ty wiesz, mój Bo?e, jak bardzo pragn? dowiedzie? si?, czy Tatu? poszed? zupe?nie prosto do Nieba; nie prosz?, by? mi o tym powiedzia?, ale daj mi znak. Je?eli S. A. od J. (31), zgodzi si? na wst?pienie Celiny i nie b?dzie robi? trudno?ci, b?dzie to dla mnie odpowiedzi?, ?e Tatu? poszed? prosto do Ciebie". Siostra ta, jak Ci droga Matko wiadomo, uwa?a?a, ?e skoro jeste?my ju? i tak trzy, nie trzeba dodawa? jeszcze jednej; ale Dobry Bóg, w którego r?kach spoczywaj? serca wszystkich stworze? i który nak?ania je wed?ug swej woli, zmieni? usposobienie tej siostry. Pierwsz? osob?, któr? spotka?am po dzi?kczynieniu, by?a w?a?nie ona; przywo?a?a mnie z bardzo mi?ym wyrazem twarzy mówi?c mi, ?e idzie do Ciebie, i ze ?zami w oczach rozmawia?a ze mn? o Celinie...

Ach! ile? to mam powodów do wdzi?czno?ci wzgl?dem Jezusa, który spe?ni? wszystkie moje pragnienia!...

Teraz nie pragn? ju? niczego, jak tylko do szale?stwa kocha? Jezusa... Znik?y ju? dziecinne pragnienia; to prawda, ?e w dalszym ci?gu lubi? zdobi? kwiatami o?tarz Ma?ego Jezusa, ale odk?d ofiarowa? mi On Kwiat, jakiego po??da?am, moj? drog? Celin?, nie pragn? ju? innych, lecz j? sk?adam Mu jako najwspanialsz? wi?zank?...

Nie pragn? ju? ani cierpienia, ani ?mierci, cho? kocham jedno i drugie; tylko mi?o?? mnie poci?ga... D?ugi czas ich pragn??am; zazna?am cierpienia i zdawa?o mi si?, ?e dobijam ju? do niebieskiej przystani; s?dzi?am zawsze, ?e ma?y kwiatek zostanie zerwany w swym pierwszym rozkwicie... Dzi? jedyn? moj? busol? jest zdanie si? na Boga. O nic nie potrafi? ju? ?arliwie prosi? poza tym jednym, by w mojej duszy wype?ni?a si? wola Bo?a bez przeszkód ze strony stworze?. Mog? dzi? powtarza? s?owa pie?ni duchowej N. Ojca ?w. Jana od Krzy?a: "W wewn?trznej piwnicy mego Umi?owanego napi?am si?, a kiedy j? opu?ci?am, na ca?ej tej równinie nie chcia?am zna? niczego i utraci?am trzod?, za któr? post?powa?am... Moja dusza pos?ugiwa?a si? wszystkimi sposobami w jego s?u?bie, nie strzeg? ju? wi?cej trzody, nie mam ju? innego obowi?zku, poniewa? obecnie jedynym moim zaj?ciem jest MI?O??!..." (32), albo te?: "Odk?d jej do?wiadczy?am, MI?O?? jest tak pot??na w dzia?aniu, ?e potrafi wyci?gn?? korzy?? ze wszystkiego, z dobrego i z?ego, i przemieni? moj? dusz? w SIEBIE" (33). Matko droga! jak?e s?odka jest droga mi?o?ci. To prawda, ?e mo?na ci??ko upa??, mo?na pope?nia? niewierno?ci, ale mi?o??, która potrafi wszystko obróci? na swoj? korzy??, w mgnieniu oka zniweczy wszystko, co mo?e nie podoba? si? Jezusowi, pozostawiaj?c na dnie serca jedynie pokor? i g??boki pokój...

Ile? ?wiat?a zawdzi?czam dzie?om Naszego Ojca ?w. Jana od Krzy?a!... W wieku lat siedemnastu i osiemnastu nie mia?am innego duchowego pokarmu (34); pó?niej jednak wszystkie ksi??ki pozostawia?y mnie w osch?o?ci, i stan ten trwa dot?d. Zaledwie otworz? jak?? ksi??k? duchown? (chocia?by najpi?kniejsz?, najbardziej wzruszaj?c?), czuj? natychmiast, ?e moje serce kurczy si?, i nie wiem - rzec mo?na - co czytam, a umys? mój staje si? niezdolny do rozmy?lania... W tej niemo?no?ci przychodzi mi z pomoc? Pismo ?wi?te i Na?ladowanie; w nich znajduj? pokarm mocny i czysty. Pomoc? w modlitwie jest mi jednak przede wszystkim Ewangelia; ona zaspokaja wszystkie potrzeby mojej biednej ma?ej duszy. Odkrywam w niej coraz to nowe ?wiat?a, oraz jej sens ukryty i mistyczny...

Rozumiem i wiem z w?asnego do?wiadczenia, "?e królestwo Bo?e jest w nas" (35). Jezus nie potrzebuje ksi??ek ani doktorów, by poucza? dusze; On, Doktor doktorów, naucza bez ha?asu s?ów... (36) Nigdy nie s?ysza?am Jego g?osu, ale czuj?, ?e jest On we mnie w ka?dej chwili, ?e mn? kieruje i daje mi natchnienia, co powinnam mówi? lub czyni?. Odkrywam nie znane mi dot?d ?wiat?a w tym samym momencie, kiedy ich potrzebuj?, a dzieje si? to najcz??ciej podczas modlitwy odprawianej w najwi?kszym opuszczeniu, lub nawet po?ród codziennych zaj??.

Matko moja droga! Czy? po otrzymaniu tylu ?ask nie mog? ?piewa? z psalmist?: "?e Pan jest DOBRY, ?e na wieki MI?OSIERDZIE Jego" (37). Zdaje mi si?, ?e gdyby wszystkie stworzenia otrzyma?y takie ?aski jak ja, nikt nie obawia?by si? Dobrego Boga, ale kochano by Go do szale?stwa, i z mi?o?ci, a nie z boja?ni, nikt nie chcia?by Go zasmuci?... Zdaj? sobie jednak spraw?, ?e wszystkie dusze nie mog? by? do siebie podobne, ?e trzeba, aby ka?da by?a w swoim rodzaju, dla uczczenia w sposób specjalny poszczególnych doskona?o?ci Bo?ych. Mnie obdarzy? On swoim niesko?czonym Mi?osierdziem, w ?wietle którego rozwa?am i adoruj? wszystkie pozosta?e doskona?o?ci Bo?e. Wszystkie one ukazuj? mi si? opromienione mi?o?ci?, nawet sama Sprawiedliwo?? (ona mo?e nawet bardziej ni? inne) wydaje ml si? przyodziana mi?o?ci?... Jaka? to s?odka rado?? pomy?le?, ?e Dobry Bóg jest Sprawiedliwy, to znaczy, ?e zwa?a na nasze s?abo?ci, ?e doskonale zna krucho?? naszej natury. I czegó? tedy mia?abym si? l?ka?? Ach! Bóg tak niesko?czenie sprawiedliwy, który z tak? dobroci? przebacza dziecku pope?nione przeze? winy, czy? nie b?dzie sprawiedliwy równie? w stosunku do mnie, która "zawsze jestem z Nim"?... (38) Dziewi?tego czerwca tego roku, w uroczysto?? Trójcy Przenaj?wi?tszej, otrzyma?am ?ask? lepszego ni? dot?d zrozumienia, jak Jezus pragnie by? kochany (39).

My?la?am o duszach, które oddaj? si? na ofiar? Sprawiedliwo?ci Bo?ej, aby odwróci? kary od innych a ?ci?gn?? je na siebie; ofiara ta wyda?a mi si? wielka i wspania?omy?lna, ale nie mia?am najmniejszej ochoty jej z?o?y?. "Mój Bo?e! - zawo?a?am z g??bi serca - czy? jedynie Twojej Sprawiedliwo?ci maj? si? dusze oddawa? na ofiar??... Czy? Twoja Mi?o?? Mi?osierna nie potrzebuje ich tak?e?... Jest ona powszechnie zapoznana i odrzucona. Oto serca, którym pragniesz jej udzieli?, zwracaj? si? do stworze? i u nich ?ebrz? szcz??cia i n?dznego uczucia, zamiast rzuci? si? w Twoje ramiona i przyj?? Tw? niesko?czon? Mi?o??... Bo?e mój! czy? ta Mi?o?? wzgardzona ma pozosta? w Twym Sercu? S?dz?, ?e gdyby? znalaz? dusze oddaj?ce si? na ca?opalne Ofiary Twej Mi?o?ci, [Twój ogie?] strawi?by je natychmiast; zdaje mi si?, ?e czu?by? si? szcz??liwy, nie b?d?c ju? wi?cej zmuszonym t?umi? w sobie przyp?ywów niesko?czonej czu?o?ci... Je?eli nawet Twoja Sprawiedliwo?? lubi si? udziela?, ona, która rozci?ga si? tylko na ziemi?, o ile? bardziej Twoja Mi?o?? Mi?osierna pragnie ogarn?? dusze, skoro Twoje Mi?osierdzie wznosi si? a? do Nieba... (40) O mój Jezu! niech ja stan? si? t? szcz??liw? ofiar?, niech ogie? twej Boskiej Mi?o?ci strawi z?o?one Ci ca?opalenie!..."

Ty, droga Matko, która pozwoli?a? mi ofiarowa? si? w ten sposób Dobremu Bogu, ty wiesz, jakie strumienie, a raczej oceany ?aski zala?y m? dusz?... Od tego szcz??liwego dnia zdaje mi si?, ?e Mi?o?? mnie przenika i ogarnia; zdaje mi si?, ?e w ka?dej chwili ta Mi?o?? Mi?osierna odnawia mnie i oczyszcza moj? dusz? ze wszelkiej skazy grzechowej, tak, ?e ju? nie jestem w stanie obawia? si? czy??ca. Wiem, ?e sama z siebie nie zas?u?y?am nawet na to, by dosta? si? do owego miejsca ekspiacji, gdzie dost?p maj? tylko dusze ?wi?te, ale wiem równie? i to, ?e Ogie? Mi?o?ci u?wi?ca skuteczniej od p?omieni czy??cowych, wiem, ?e Jezus nie mo?e pragn?? dla nas cierpie? bezowocnych i ?e nie wzbudza?by we mnie tych pragnie?, gdyby nie mia? zamiaru ich spe?ni?...

Oto, moja droga Matko, wszystko, co mog? Ci powiedzie? o ?yciu twej ma?ej Teresy; sama wiesz najlepiej kto ona jest i co Jezus dla niej uczyni?, wybacz mi wi?c, ?e tak bardzo skróci?am dzieje mego ?ycia zakonnego...

Jaki b?dzie koniec tych "dziejów bia?ego kwiatka"? - By? mo?e, ?e ma?y kwiatek zostanie zerwany w swej ?wie?o?ci, lub te? przeniesiony na inne brzegi... (41) Nie wiem, ale pewna jestem, ?e Mi?osierdzie Bo?e zawsze pójdzie za nim, ?e nigdy nie przestanie on b?ogos?awi? drogiej Matki, która odda?a go Jezusowi; po wieczne czasy radowa? si? b?dzie, ?e jest jednym z kwiatów jej korony... Po wieczne czasy ?piewa? b?dzie wraz z drog? Matk? zawsze now? pie?? Mi?o?ci...

* * *

Dodatek 1

Obja?nienie tyarcz herbowych

Jezus by? ?askaw przynie?? w posagu swej biednej ma?ej oblubienicy Herb IHS. Sierota z Berezyny (42) sta?a si? Teres? od DZIECI?TKA JEZUS od NAJ?WI?TSZEGO OBLICZA; to s? jej tytu?y szlacheckie, jej bogactwo i jej nadzieja. - Winna latoro?l, która dzieli herb na dwie cz??ci, jest wi?c figur? Tego, który raczy? nam powiedzie?: "Ja jestem winnym Krzewem, a wy latoro?lami; chc?, by?cie przynie?li mi wiele owocu" (43). Dwie ga??zki, z których jedna otacza Naj?w. Oblicze, druga ma?ego Jezusa, wyobra?aj? Teres?, która ma tu na ziemi tylko jedno pragnienie: ofiarowa? si? Dzieci?tku Jezus jako ma?e winne grono, by orze?wi? Je i zabawi?, by da? Mu si? wycisn??, zale?nie od Jego kaprysów, by zaspokoi? to gor?ce pragnienie, jakie odczuwa? podczas swej m?ki. - Harfa przedstawia Teres?, która chce nieustannie ?piewa? Jezusowi pie?? mi?o?ci.

FMT jest herbem Marii Franciszki Teresy, ma?ego kwiatka Naj?w. Panny. Ten to w?a?nie ma?y kwiatek przyjmuje b?ogos?awione promienie S?odkiej Gwiazdy porannej! - Zazieleniona ziemia wyobra?a b?ogos?awion? rodzin?, w ?onie której wzrasta? kwiatuszek; w oddali wida? gór?, która przedstawia Karmel. To b?ogos?awione miejsce wyobra?a Teresa na swej tarczy herbowej przez rozpalony grot mi?o?ci, który winien jej wys?u?y? palm? m?cze?sk?, zanim b?dzie mog?a rzeczywi?cie odda? krew swoj? za Tego, którego kocha. Pragn?c bowiem odpowiedzie? w pe?ni na mi?o?? Jezusa, chce uczyni? dla Niego to, co On uczyni? dla niej... Teresa nie zapomina jednak, ?e jest tylko s?ab? trzcin?, jaka widnieje na jej herbie. ?wietlisty trójk?t przedstawia Godn? Uwielbienia Trójc?, która nie przestaje udziela? swych bezcennych darów duszy biednej Tereni, tote? w poczuciu wdzi?czno?ci nie zapomni ona nigdy tej zasady, ?e:

"Za Mi?o?? p?aci si? Mi?o?ci?"(44).

Mi?osierdzie Pa?skie na wieki wy?piewywa? b?d?!...

Herby Jezusa i Teresy (na wst??ce)

Za Mi?o?? p?aci si? Mi?o?ci? Dni ?ask, udzielonych przez Pana Jego ma?ej oblubienicy

Urodziny 2 stycznia 1873 - Chrzest 4 stycznia 1873 - U?miech Naj?w. Dziewicy maj 1883 - Pierwsza Komunia ?w. 8 maja 1884 - Bierzmowanie 14 czerwca 1884 - Nawrócenie 25 grudnia 1886 - Audiencja u Leona XIII 20 listopada 1887 - Wst?pienie do Karmelu 9 kwietnia 1888 - Ob?óczyny 10 stycznia 1889 - Nasze wielkie bogactwo (45) 12 lutego 1889 - Egzamin kanoniczny, B?ogos?awie?stwo Leona XIII wrzesie? 1890 - Profesja 8 wrze?nia 1890 - Welacja 24 wrze?nia 1890 - Ofiarowanie si? Mi?o?ci 9 czerwca 1895.

* * *

(1) Rekolekcje te rozpocz??a Teresa w pi?tek 29 sierpnia 1890 r.

(2) Ps 102, 14.

(3) Poniedzia?ek, 8 wrze?nia 1890 r.

(4) Flp 4, 7.

(5) Por. 3 Krl 19, 12-13.

(6) Mi?dzy stronami 76 i 77 w?o?ony jest bilet, który Teresa nosi?a przy tobie w dniu swej profesji (patrz: Dodatek 2, str. 250).

(7)Welacja jest ceremoni? zewn?trzn? i uroczyst?, i odbywa?a si? wkrótce po profesji, któr? wówczas sk?adano w kapitularzu zakonnym.

(8) W r?kopisie mamy obecnie: "Ojca P." (dodano obc? r?k?). Chodzi tu widocznie o ojca Pichon.

(9) Joanna Guérin, kuzynka Teresy, po?lubi?a dra Franciszka La Néle 1 pa?dziernika 1890 r.

(10) Por. 1 Kor 14, 33.

(11) Sobota 5 grudnia 1891 r.

(12) W Karmelu zw?oki zmar?ych sióstr wystawiane s? w chórze zakonnym.

(13) To znaczy dokument profesji.

(14) Epidemia grypy zacz??a si? sro?y? pod koniec grudnia 1891 r.

(15) 2 stycznia zmar?a siostra Józefa od Jezusa, najstarsza siostra Zgromadzenia.

(16) Nazwa korytarza, na który wychodz? drzwi cel.

(17) 4 stycznia 1892 roku.

(18) Korpora?ów.

(19) Iz 52, 11. Tekst stosowany w obrz?dzie ?wi?ce? diakonatu.

(20) Rekolekcje te prowadzi? od 8 do 15 pa?dziernika 1891 roku o. Aleksy Prou, franciszkanin z Caen, gwardian domu ?w. Nazariusza.

(21) Siostra Agnieszka od Jezusa zosta?a wybrana przeorysz? w poniedzia?ek 20 lutego 1893 r.

(22) W tym miejscu r?kopis jest wydrapany; mo?na jednak odczyta? nast?puj?ce s?owa: "ona sta?a si? dla mnie ksi?g? Mi?o?ci".

(23) J 12, 24-25.

(24) Por. Ps 125, 5-6.

(25) Wyrazy: "dwóch lat" s? dopisane obc? r?k?. Pochodz? one prawdopodobnie z poprawy przystosowuj?cej r?kopis, mog? jednak równie? by? wynikiem pó?niejszej rekonstrukcji tekstu.

(26) Por. Ekl 2, 11.

(27) Por. Mt 19, 29.

(28) Epizod ten mia? miejsce na ?lubie Henryka Maudelonde, siostrze?ca pani Guérin.

(29) Pan Martin zmar? w niedziel? 29 lipca 1894 roku w pa?acu de la Musse (Eure).

(30) Teresa robi tu aluzj? do projektu apostolatu misyjnego w Kanadzie, sugerowanego Celinie przez o. Pichon.

(31) Siostra Amata od Jezusa i Serca Maryi.

(32) ?w. Jan od Krzy?a, Pie?? duchowa, strofy 26 i 28, wed?ug dos?ownego przek?adu r?kopisu Teresy. - Wed?ug oryginalnego tekstu hiszpa?skiego czytamy w przek?adzie polskim:

W wewn?trznej piwnicy mego Umi?owanego napi?am si?,
a kiedym wysz?a przez ca?? t? urodzajn? równin?,
ju? nic nie widzia?am i trzod? utraci?am, za któr? sz?am przedtem.
Moja dusza odda?a siebie i ca?e moje mienie w Jego s?u?b?;
ju? nie strzeg? trzody i nie mam ju? innego zawodu,
bo ju? tylko w mi?owaniu jest moje zaj?cie.
(?w. Jan od Krzy?a, Dzie?a, t. II, Kraków 1961, s. 14 n).

(33) ?w. Jan od Krzy?a, Glosa o rzeczach Boskich, strofa 3, wed?ug dos?ownego przek?adu r?kopisu Teresy. - Wed?ug oryginalnego tekstu hiszpa?skiego czytamy w przek?adzie polskim:

A ?ród?o tej mi?o?ci Tak cudnym blaskiem l?ni,  
Ze wszystkie ?ycia n?dze W szcz??cie zamienia mi!
Dusz? m? zmienia w siebie - P?on? jak ognia ?ar!   
Wyniszczam si? sam w sobie - To jest najdro?szy dar...
(?w. Jan od Krzy?a, Dzie?a, t. II, Kraków 1961, s. 405).

(34) W czytaniu pism ?w. Jana od Krzy?a ?wi?ta Teresa pos?ugiwa?a si? przek?adem wydanym wspó?cze?nie przez Karmelitanki w Pary?u (Paris, Ch. Douniol et Cie, 1875-1877-1880).

(35) ?k 17, 21.

(36) Por. O na?ladowaniu Chrystusa, ks. III, r. 43, 3.

(37) Ps 117, 1.

(38) Por. ?k 15, 31.

(39) 9 czerwca 1895 roku Teresa ofiarowa?a si? Mi?o?ci mi?osiernej. Siostra Genowefa od Naj?w. Oblicza (Celina) opowiada w swych "Radach i wspomnieniach" o okoliczno?ciach, które temu towarzyszy?y. (Zobacz akt ofiarowania w Dodatku 3).

(40) Por. Ps 35, 5.

(41) Teresa robi aluzj? do mo?liwo?ci swego wyjazdu na misje. Karmel w Sajgonie, ufundowany przez Karmel w Lisieux, prosi? o pomoc dla swej nowej fundacji w Hanoi.

(42) Jeden z czu?ych przydomków, jakie pan Martin nadawa? swojej królewnie.

(43) J 15, 5.

(44) ?w. Jan od Krzy?a, Pie?? duchowa. Obja?nienie strofy 9.

(45) Zwrotem tym okre?la Teresa do?wiadczenia zwi?zane z chorob? ojca, który 12 lutego 1889 roku opu?ci? Lisieux, udaj?c si? do lecznicy w Caen.

Krakowska Prowincja Karmelitów Bosych: www.karmel.pl

 

Komentarze   

 
0 #1 asienka 2009-11-17 18:21
"Nie pragn? ju? ani cierpienia, ani ?mierci, cho? kocham jedno i drugie; tylko mi?o?? mnie poci?ga..." pi?kne :*:*:********** *****
Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież


Sonda

Czy przedsoborowa Msza Trydencka? (po ?acinie)
 

Polecany link, kliknij

Reklama

Kto jest teraz on-line

NaszÄ… witrynÄ™ przeglÄ…da teraz 125 goĹ›ci