Dzieje Duszy - Rozdzia? X
Czytelnia - DZIEJE DUSZY - ?w - ?w. Teresa od Dzieci?tka Jezus

Dzieje duszy
?w. Teresa od Dzieci?tka Jezus (Teresa Martin)

Rozdzia? X

Przez noc wiary
Adresowany do Matki Marii od ?w. Gonzagi

Stosunek do m. Marii od ?w. Gonzagi. Winda niebieska. Misja w nowicjacie. Pierwsze wezwanie na wieczne gody. Stó? grzeszników. Duchowe ciemno?ci. Powo?anie misyjne. Prawdziwa mi?o?? bli?niego. Wielkie zwyci?stwo. Dezerter. Wyrzec si? swoich praw a? do ostatka. "Praktykuj? to, o czym pisz?".

Czerwiec 1897

Moja ukochana Matko (1), wyrazi?a? ?yczenie, bym razem z Tob? doko?czy?a Wy?piewywa? Zmi?owania Pa?skie (2). T? s?odk? pie?? rozpocz??am ju? z tw? drog? córk?, Agnieszk? od Jezusa, której opiece matczynej i kierownictwu zleci? mnie Dobry Bóg w dniach mego dzieci?stwa; z ni? tedy opiewa?am ?aski udzielone ma?emu kwiatkowi Naj?wi?tszej Panny w wio?nie jego ?ycia, z tob? jednak winnam opiewa? obecne szcz??cie ma?ego kwiatuszka, kiedy to nie?mia?e promienie jutrzenki zast?pi? pal?cy ?ar po?udnia. Tak wi?c z tob?, Matko najdro?sza, id?c za twoim ?yczeniem (3), spróbuj? wypowiedzie? uczucia mej duszy, moj? wdzi?czno?? dla Pana Boga, dla ciebie, która mi Go widzialnie przedstawiasz; czy? nie przez twoje matczyne r?ce odda?am si? Jemu ca?kowicie? O Matko moja, czy pami?tasz ten dzie??... (4) Tak, czuj?, ?e serce twoje nie mog?o go zapomnie?... Co do mnie, musz? oczekiwa? na pi?kne Niebo, bo tu na ziemi nie znajduj? s?ów zdolnych wyrazi? to, co dzia?o si? w moim sercu w tym dniu b?ogos?awionym.

Matko ukochana, by? tak?e inny dzie?, w którym moja dusza jeszcze silniej, je?li to mo?liwe, przylgn??a do twojej; to dzie?, w którym Jezus w?o?y? na Ciebie ponownie brzemi? prze?o?e?stwa. W dniu tym, moja droga Matko, sia?a? w?ród ?ez, za to w Niebie b?dziesz nape?niona rado?ci? na widok swego obfitego ?niwa (5). O moja Matko, przebacz mi moj? dzieci?c? prostot?; wiem, ?e mi pozwolisz mówi? Ci ze swobod? to, co m?oda zakonnica mo?e powiedzie? swojej Przeoryszy. By? mo?e, ?e nie zawsze b?d? si? trzyma? w granicach zakre?lonych podw?adnym, ale, Matko moja, o?mielam si? powiedzie?, ?e to twoja wina: post?puj? z tob? jak dziecko, poniewa? Ty nie post?pujesz ze mn? jak Przeorysza, ale jak Matka...

O, czuj? to dobrze, Matko droga, ?e to Dobry Bóg zawsze przez Ciebie do mnie przemawia. Wiele sióstr mniema, ?e mnie rozpieszczasz odk?d wst?pi?am do ?wi?tej arki, ?e otrzymuj? od Ciebie tylko pieszczoty i pochwa?y, a tymczasem jest wr?cz przeciwnie; zobaczysz moja Matko, w zeszycie zawieraj?cym moje wspomnienia z dzieci?stwa, co my?l? o mocnym i macierzy?skim wychowaniu, jakie od Ciebie odebra?am. Z g??bi serca dzi?kuj? Ci za to, ?e mnie nie oszcz?dza?a?. Jezus dobrze wiedzia?, jak bardzo Jego ma?emu kwiatkowi potrzebna by?a o?ywcza woda upokorzenia; bez niej nie zdo?a?by si? zakorzeni? - by? zbyt s?aby. Dzi?ki Tobie, moja Matko, otrzyma? to dobrodziejstwo.

Od pó?tora roku Jezus chcia? zmieni? sposób post?powania z ma?ym kwiatkiem; uzna? zapewne, ?e jego kwiatek jest ju? dostatecznie zasilony wilgoci?, bo obecnie s?once przyczynia si? do jego wzrostu; Jezus ma dla niego ju? tylko u?miech, którym go obdarza za twoim, Matko Ukochana, po?rednictwem. To s?odkie s?o?ce bynajmniej nie odbiera kwiatków; ?wie?o?ci, ale pozwala mu wspaniale si? rozwija?. W g??bi kielicha zachowuje on drogocenne krople rosy, które przyj?? i które zawsze mu przypominaj?, ?e jest ma?y i s?aby... Wszystkie stworzenia mog? si? ku niemu sk?ama?, podziwia? go i chwali?, ale to - nie wiem czemu - nie jest w stanie doda? ani jednej kropli fa?szywej rado?ci do prawdziwego szcz??cia, którym cieszy si? w swym sercu widz?c si? takim, jakim jest w oczach Boga; biedne ma?e zero i nic wi?cej... Mówi?, ?e nie rozumiem dlaczego, ale czy? nie dlatego, ?e by? on chroniony przed wod? pochwa? a? do momentu, dopóki jego ma?y kielich nie zosta? dostatecznie nape?niony ros? upokorzenia? Teraz nie grozi mu ju? niebezpiecze?stwo, przeciwnie, ma?y kwiatek tak zasmakowa? w rosie, która go nape?nia, ?e uwa?a bardzo, aby jej nie zamieni? na md?? wod? pochwa?.

Nie chc? przez to powiedzie?, moja droga Matko, i nie chc?, by? s?dzi?a ?e serce twego dziecka nie docenia mi?o?ci i zaufania, jakie mu okazujesz, chc? powiedzie? jedynie, jak dobrze czuj?, ?e obecnie nie mam si? czego obawia?, ?e, przeciwnie, mog? si? cieszy?, odnosz?c do Dobrego Boga wszelkie dobro, którym mnie nape?nia. Je?li Mu si? spodoba sp?awi?, bym wyda?a si? lepsz? ni? jestem, to Jego rzecz, wolno Mu czyni? co zechce... Matko moja, jak?e ró?ne s? drogi, którymi Pan prowadzi dusze l W ?ywotach ?wi?tych dostrzegamy, ?e wielu nie pozostawi?o po sobie nawet najmniejszej pami?tki, ?adnego pisma. Inni, jak ?wi?ta nasza Matka Teresa, przeciwnie, wzbogacili Ko?ció? swymi wznios?ymi objawieniami, nie l?kaj?c si? wyjawia? tajemnic Króla (6), aby tylko dusze lepiej Go pozna?y i mocniej ukocha?y. Co milsze jest Dobremu Bogu? Mnie si? zdaje, moja Matko, ?e zarówno jedno jak drugie, poniewa? wszyscy oni post?powali pod dzia?aniem Ducha ?wi?tego, a Pan rzek?: Powiedzcie Sprawiedliwemu, ?e WSZYSTKO jest dobrze (7). Tak, wszystko jest dobrze, gdy szuka si? tylko woli Jezusa, tote? ja, biedny ma?y kwiatek, s?ucham Jezusa, staraj?c si? sprawi? przyjemno?? mej ukochanej Matce.

Ty wiesz, moja Matko, ?e zawsze pragn??am by? ?wi?t?, ale có?! kiedy porównuj? si? ze ?wi?tymi, stwierdzam nieustannie, ?e mi?dzy nami jest ta sama ró?nica, jak mi?dzy niebotyczn? gór?, a zagubionym ziarenkiem piasku, deptanym stopami przechodniów. Lecz zamiast zniech?ca? si?, mówi? sobie: "Dobry Bóg nie dawa?by mi pragnie? nierealnych, wi?c pomimo ?e jestem tak ma??, mog? d??y? do ?wi?to?ci. Niepodobna mi sta? si? wielk?, powinnam wi?c znosi? si? tak?, jak? jestem, ze wszystkimi swymi niedoskona?o?ciami; chc? jednak znale?? sposób dostania si? do Nieba, jak?? ma?? drog?, bardzo prost? i bardzo krótk?, ma?? drog? zupe?nie now?. ?yjemy w wieku wynalazków, nie ma ju? potrzeby wchodzi? na gór? po stopniach schodów; u ludzi bogatych z powodzeniem zast?puje je winda. Otó? i ja chcia?abym znale?? tak? wind?, która by mnie unios?a a? do Jezusa, bo jestem zbyt ma?a, by wst?powa? po stromych stopniach doskona?o?ci. Poszukiwa?am wi?c w ksi?gach ?wi?tych wyt?umaczenia co do owej windy, przedmiotu mych pragnie? i przeczyta?am te s?owa, które wysz?y z ust Przedwiecznej M?dro?ci: Je?eli kto jest MALUCZKI, niech przyjdzie do mnie (8). Znalaz?am wi?c to, czego szuka?am, a chc?c si? dowiedzie?, o mój Bo?e! co uczynisz maluczkiemu, kiedy odpowie na Twe wezwanie, poszukiwa?am dalej. I oto co znalaz?am: - Jak matka pie?ci swe dzieci?, tak ja was pociesza? b?d?, przy piersiach was ponios? i b?d? was ko?ysa? na mych kolanach! (9) O! nigdy jeszcze s?owa czulsze, o bardziej melodyjnym brzmieniu nie rozweseli?y mej duszy; wind?, która mnie uniesie a? do Nieba, s? twoje ramiona, o Jezu! a do tego nie potrzebuj? wzrasta?, przeciwnie, powinnam zosta? ma??, stawa? si? coraz mniejsz?. O mój Bo?e, przewy?szy?e? wszelkie moje oczekiwanie, tote?. pragn? wy?piewywa? Twoje mi?osierdzie. "Uczy?e? mnie od m?odo?ci i a? dot?d opowiadam Twoje cuda, b?d? je dalej g?osi? w wieku podesz?ym" (10). Kiedy osi?gn? ten wiek podesz?y? Zdaje mi si?, ?e mog?abym ju? teraz, bo dwa tysi?ce lat w oczach Pana znacz? tyle co lat dwadzie?cia, co jeden dzie?... (11) Ach, nie s?d? jednak Matko ukochana, ?e twoje dziecko pragnie Ci? opu?ci?... nie my?l, ?e za wi?ksz? ?ask? uwa?a ?mier? w poranku dnia, ni? u jego schy?ku. Jedyne, co przedstawia dla niego warto??, co jest jego wy??cznym pragnieniem, to sprawia? przyjemno?? Jezusowi... Teraz, kiedy On zdaje si? zbli?a?, by powo?a? je do przybytku swej chwa?y, dziecko twoje raduje si?. Ono dawno ju? zrozumia?o, ?e Dobry Bóg nie potrzebuje nikogo, aby czyni? dobrze na ziemi, a jego jeszcze mniej ni? innych.

Przebacz mi, moja Matko, je?li Ci? zasmuci?am... ach! tak chcia?abym Ci? rozradowa?... czy s?dzisz jednak, ?e gdyby twoje modlitwy nie zosta?y wys?uchane na ziemi, gdyby Jezus na kilka dni rozdzieli? dziecko od Matki, to czy? nie b?d? one wys?uchane w Niebie?...

Wiem, ?e ?yczysz sobie, abym spe?nia?a przy tobie pos?annictwo nader s?odkie i ?atwe (12); czy? nie mog? go spe?ni? z wysoko?ci Niebios?... Jak Jezus rzek? pewnego dnia do ?wi?tego Piotra, tak Ty powiedzia?a? do swego dziecka: "Pa? baranki moje" (13), co mnie nape?ni?o zdziwieniem i na co odrzek?am, ?e "jestem zbyt ma?a..."; b?aga?am Ci?, by? sama pas?a swe ma?e baranki, mnie za? strzeg?a i pozwoli?a mi z ?aski pa?? si? razem z nimi. A oto, moja Matko ukochana, spe?niaj?c po cz??ci moje s?uszne pragnienie, strze?esz ma?ych baranków i owiec (14), mnie wszak?e rozkaza?a?, bym je cz?sto pas?a w cieniu, wskazywa?a im trawy najlepsze i najbardziej wzmacniaj?ce, a tak?e ukazywa?a im kwiaty o zwodniczym blasku, których mog? dotyka? jedynie po to, by mia?d?y? je stopami... Nie obawia?a? si?, moja Matko, ?e twoje ma?e baranki sprowadz? z w?a?ciwej drogi; mój brak do?wiadczenia, moja m?odo??, nie przerazi?y Ci? wcale; mo?e wspomnia?a? na to, ?e Pan ch?tnie udziela? m?dro?ci ma?ym i ?e pewnego dnia, uniesiony rado?ci?, b?ogos?awi? swego Ojca za to, ?e zakry? swe tajemnice przed roztropnymi, a objawi? je najmniejszym (15). Ty wiesz, Matko, jak rzadko zdarzaj? si? dusze, które by pot?gi Bo?ej nie mierzy?y swym krótkowzrocznym rozumem; przyznaj? wprawdzie, ?e wsz?dzie na ziemi zdarzaj? si? wyj?tki, ale Panu Bogu czyni? ich nie pozwalaj?! Wiem, ?e ten sposób mierzenia do?wiadczenia wed?ug ilo?ci lat jest od bardzo dawna w u?yciu mi?dzy lud?mi, ju? bowiem ?wi?ty król Dawid w m?odo?ci ?piewa? Panu: "Jestem M?ODY i wzgardzony" (16). W tym samym psalmie 118 nie l?ka si? jednak powiedzie?: "Sta?em si? m?drzejszy od starców: poniewa? szuka?em Twojej woli... Twoje s?owo jest pochodni?, która o?wieca moje kroki... Jestem gotów wype?ni? Twoje rozkazy i nic NIE zdo?a mnie ZANIEPOKOI?... (17)

Matko ukochana, nie obawia?a? si? powiedzie? mi pewnego dnia, ?e Dobry Bóg o?wieca moj? dusz?, daj?c mi do?wiadczenie d?ugich lat... O Matko! jestem zbyt ma??, by by? dzisiaj pró?n?, zbyt ma?? równie?, by pi?knymi s?owami zaprzecza? i przez to przekonywa? Ci?, ?e jestem bardzo pokorna, wol? raczej przyzna? z prostot?, ?e Wszechmocny uczyni? wielkie rzeczy w duszy dziecka swojej boskiej Matki, a najwi?ksz? z nich jest to, ?e okaza? mu jego male?ko??, jego niemoc. Matko droga, Ty wiesz doskonale, ?e Dobry Bóg pozwoli? mojej duszy przej?? przez najrozmaitsze do?wiadczenia; wiele ju? na ziemi wycierpia?am. W dzieci?stwie cierpia?am ze smutkiem, dzi? zupe?nie inaczej, bo w rado?ci i pokoju; po?ród cierpienia ciesz? si? prawdziwym szcz??ciem. Matko moja! Trzeba Ci pozna? wszystkie tajemnice mej duszy, aby? si? nie u?miecha?a przy czytaniu tych s?ów, bo czy? na pozór znajduje si? dusza mniej ode mnie do?wiadczana? Jak?e? by si? jednak zdziwiono na widok m?cze?stwa, które od roku przechodz?... (18)

Matko ukochana, Ty znasz to do?wiadczenie; chc? Ci o nim jeszcze opowiedzie?, bo uwa?am je za wielk? ?ask?, któr? otrzyma?am w czasie twego b?ogos?awionego Prze?o?e?stwa.

Dobry Bóg da? mi t? pociech?, ?e wielki post ubieg?ego roku mog?am zachowywa? z ca?? ?cis?o?ci?; nigdy nie czu?am si? tak silna, a trwa?o to a? do Wielkanocy! Tymczasem w Wielki Pi?tek Jezus chcia? mi zrobi? nadziej?, ?e wkrótce pójd? ujrze? Go w Niebie... O! jak s?odkie jest dla mnie to wspomnienie! Po czuwaniu przy Grobie a? do pó?nocy wróci?am do naszej celi, ale zaledwie zd??y?am po?o?y? g?ow? na poduszce, dozna?am uczucia, jakby gor?cy strumie? wzbiera? we mnie podchodz?c mi do ust. Nie mog?am si? zorientowa?, co to jest, ale pomy?la?am, ?e mo?e umieram i dusz? moj? zala?a rado??... Tymczasem, poniewa? nasza lampka by?a ju? zgaszona, powiedzia?am sobie, ?e trzeba mi zaczeka? do rana, aby si? upewni? o mym szcz??ciu; zdawa?o mi si? bowiem, ?e zrzuci?am krew. Na ranek nie musia?am d?ugo czeka?; zbudziwszy si?, natychmiast pomy?la?am, ?e mam si? dowiedzie? czego? bardzo pocieszaj?cego i zbli?ywszy si? do okna mia?am mo?no?? stwierdzi?, ?e si? nie myli?am... Ach! moja dusza rozp?ywa?a si? w nadmiarze pociechy; by?am wewn?trznie przekonana, ?e Jezus chcia?, abym w dniu dorocznych obchodów pami?tki Jego ?mierci us?ysza?a pierwsze wezwanie. By} to jakby s?odki i odleg?y szmer, który zapowiada? mi przybycie Oblubie?ca... (19)

Tote? z wielkim zapa?em uczestniczy?am w Prymie i kapitule przeprosze? (20). Gdy przysz?a kolej na mnie podesz?am spiesznie, by móc wreszcie, przepraszaj?c Ci?, zwierzy? Ci, ukochana Matko, moj? nadziej? i szcz??cie; doda?am jednak, ?e nie odczuwam ?adnego bólu (co by?o rzeczywi?cie prawd?) i b?aga?am Ci? Matko, by? mi nie dawa?a ?adnej dyspensy. W rezultacie mia?am t? pociech?, ?e Wielki Pi?tek sp?dzi?am tak jak pragn??am. Nigdy ostro?ci Karmelu nie wydawa?y mi si? równie s?odkie; nadzieja, ?e pójd? do Nieba, przemienia?a mi je w rado??. Nadszed? wieczór tego b?ogos?awionego dnia; trzeba by?o po?o?y? si? na spoczynek; Pan Jezus da? mi ten sam znak co ubieg?ej nocy, ?e zbli?a si? moje odej?cie do Wieczno?ci... Cieszy?am si? wówczas wiar? tak ?yw?, tak jasn?, ?e my?l o Niebie nape?nia?a mnie szcz??ciem; w g?owie mi si? nie mie?ci?o, by mogli istnie? bezbo?nicy nie maj?cy wiary. S?dzi?am, ?e je?li zaprzeczaj? oni istnieniu Nieba, tego pi?knego Nieba, gdzie Sam Bóg chcia?by si? sta? ich wieczn? nagrod?, czyni? to wbrew swemu wewn?trznemu przekonaniu. W radosnych dniach okresu paschalnego Jezus da? mi odczu?, ?e istotnie s? dusze pozbawione wiary, które przez nadu?ywanie ?ask utraci?y ten cenny skarb, ?ród?o jedynej rado?ci czystej i prawdziwej. Pozwoli? On, aby dusz? moj? spowi?y najg?stsze ciemno?ci, ?e my?l o Niebie, tak dla mnie s?odka, sta?a si? przedmiotem walki i udr?ki... Do?wiadczenie to nie trwa?o kilku dni czy kilku tygodni, wygl?da na to, ?e b?dzie ono trwa? a? do godziny wyznaczonej przez Boga... godzina ta jeszcze nie nadesz?a... Chcia?abym móc wyrazi? to, co czuj?, ale có?! wiem, ?e jest to niemo?liwe. Trzeba samemu przeby? ten mroczny tunel, aby by? w stanie zrozumie?, czym s? jego ciemno?ci. Spróbuj? to wyja?ni? przez porównanie.

Przypu??my, ?e urodzi?am si? w krainie g?stej mg?y i nigdy nie podziwia?am radosnego widoku natury zalanej i przemienionej promiennym s?o?cem; co prawda od dzieci?stwa s?ucha?am opowiada? o tych wspania?o?ciach, wiem, ?e kraj, w którym przebywam, nie jest moj? ojczyzn?, ?e jest inny, do którego winnam nieustannie t?skni?. Jego istnienie nie jest bajk? zmy?lon? przez mieszka?ca smutnego kraju, w którym si? znajduj?, lecz prawd? niezbit?, albowiem Król owej s?onecznej ojczyzny przyszed? do krainy ciemno?ci, by ?y? w niej przez trzydzie?ci trzy lata. Ale có?! ciemno?ci nie mog?y zrozumie?, ?e ten Boski Król by? ?wiat?em ?wiata... (21) Twoje dziecko, o Panie, zrozumia?o jednak boskie ?wiat?o, wi?c przeprasza Ci? za swych braci, godzi si? po?ywa? chleb bole?ci tak d?ugo, jak Tobie si? b?dzie podoba?o i wcale nie ma ochoty wsta? od tego sto?u zastawionego gorycz?, przy którym po?ywiaj? si? biedni grzesznicy, zanim nadejdzie dzie? przez Ciebie oznaczony... Ale czy? nie mo?e wo?a? w imieniu swoim i swoich braci: Zmi?uj si? nad nami Panie, bo jeste?my biedni grzesznicy! (22) O Panie! dozwól nam odej?? usprawiedliwionymi... Niech ci wszyscy, którzy nie byli dot?d o?wieceni jasnymi promieniami Wiary, zobacz? w ko?cu jej ?wiat?o... O Jezu, je?li trzeba, by dusza mi?uj?ca Ciebie oczy?ci?a stó? przez nich skalany, pragn? gor?co po?ywa? ten chleb ci??kich do?wiadcze? a? do chwili, w której spodoba Ci si? wprowadzi? mnie do Twego promiennego królestwa. O jedn? tylko ?ask? prosz?, abym Ci? nigdy nie obrazi?a...

Moja ukochana Matko, to co Ci napisa?am nie jest z sob? powi?zane; moja historyjka, podobna do czarodziejskiej bajki, zmieni?a si? nagle w modlitw?; nie wiem jak? korzy?? przyniesie Ci czytanie tych my?li pogmatwanych i ?le wyra?onych. Ostatecznie, moja Matko, pisz?c nie mam na celu stworzenia dzie?a literackiego; pisz? z pos?usze?stwa; je?li Ci? nudz?, tp przynajmniej przekonasz si?, ?e twoje dziecko da?o dowód dobrej woli. Nie zniech?caj?c si?, b?d? wi?c dalej snu? moje ma?e porównanie, podejmuj?c je od miejsca, w którym je przerwa?am. Wspomnia?am ju? o swej trwaj?cej od dzieci?stwa pewno?ci, ?e kiedy? opuszcz? ten kraj smutny i ciemny; sw? pewno?? opiera?am nie tylko na tym, co s?ysza?am od osób m?drzejszych ode mnie, ale równie? na wewn?trznym d??eniu serca w sfery najpi?kniejsze. Jak geniusz Krzysztofa Kolumba pozwoli? mu przeczu? istnienie nowego ?wiata, cho? nikomu si? o tym nawet nie ?ni?o, podobnie i ja mia?am poczucie, ?e kiedy? zamieszkam na sta?e na innej ziemi. A oto nagle otaczaj?ce mnie mg?y zg?stnia?y, przenikn??y a? do wn?trza mej duszy i zasnu?y j? do tego stopnia, ?e nie jestem ju? w stanie odnale?? w niej s?odkiego obrazu mojej Ojczyzny - wszystko znikn??o! Je?li biedne moje serce zm?czone otaczaj?cymi je ciemno?ciami chce znale?? wytchnienie wspominaj?c promienny kraj, ku któremu si? wyrywa, udr?czenie wzmaga si? jeszcze. Zdaje mi si?, jakoby te ciemno?ci szydzi?y ze mnie, zapo?yczaj?c g?osu bezbo?ników: "Marzysz o ?wiat?o?ci, o ojczy?nie nape?nionej cudown? woni?, marzysz o wiecznym posiadaniu Stwórcy tych wszystkich wspania?o?ci, spodziewasz si?, ?e kiedy? wyjdziesz spo?ród otaczaj?cej ci? mg?y! Naprzód, naprzód, ciesz si? na ?mier?, która ci da nie to, czego oczekujesz, ale noc jeszcze g??bsz?, noc nico?ci".

Matko ukochana, to wyobra?enie, które chcia?am Ci da? o ciemno?ciach zalegaj?cych moj? dusz?, jest tak niepe?ne, jak szkic w stosunku do modelu, mimo to nie chc? dalej pisa? z obawy, aby nie zblu?ni?... l?kam si?, ?e i tak ju? za du?o powiedzia?am...

O! niech mi Jezus przebaczy, je?eli zrobi?am Mu przykro??. On dobrze wie, ?e cho? nie czerpi? pociechy z Wiary, staram si? jednak pe?ni? jej uczynki. Wiem, ?e w ci?gu tego roku wzbudzi?am w sobie wi?cej aktów wiary ni? w ci?gu ca?ego mego ?ycia. W ka?dej nadarzaj?cej si? okazji, kiedy to mój nieprzyjaciel chce mnie sprowokowa? do walki, dowodz? mojej dzielno?ci, wiedz?c bowiem, ?e tchórzostwem jest pojedynkowa? si?, odwracam si? plecami do mego przeciwnika nie patrz?c mu w oczy. Biegn? wówczas do mego Jezusa i mówi? Mu, ?e jestem gotowa wyla? ostatni? kropl? krwi dla wyznania tej prawdy, ?e Niebo istnieje. Mówi? Mu, jak jestem szcz??liwa, ?e nie ciesz? si? tym pi?knym Niebem na ziemi, bo dzi?ki temu mog? otworzy? je na ca?? wieczno?? biednym niewierz?cym. Tote? mimo tej próby, która odbiera mi wszelk? rado??, mog? przecie? zawo?a?: "Panie, nape?niasz mnie RADO?CI? przez WSZYSTKO co uczyni?e?" (Ps 91) (23). Bo czy? mo?e by? rado?? wi?ksza od tej, któr? daje cierpienie z mi?o?ci ku Tobie?... A cierpienie im bardziej jest ukryte, im mniej jest widoczne dla oczu stworze?, tym wi?ksz? rado?? sprawia Tobie, mój Bo?e! A gdyby? nawet, co jest niemo?liwe, i Ty nie mia? o nim wiedzie?, jeszcze cierpia?abym z rado?ci?, w nadziei, ?e przez nie powstrzymani lub wynagrodz? cho?by jeden grzech pope?niony przeciw Wierze.

Pomy?lisz mo?e, moja ukochana Matko, ?e zbyt czarno przedstawiam moje do?wiadczenie. Istotnie, s?dz?c po uczuciach, które wyra?a?am w wierszykach w tym roku u?o?onych, mog?aby? mniema?, ?e moja dusza op?ywa w pociechy, ?e zas?ona wiary zosta?a prawie rozdarta. A tymczasem... dla mnie to ju? nawet nie jest zas?ona, to mur, który si? wznosi prawie do nieba i przys?ania gwia?dzisty firmament... Kiedy ?piewam o szcz??ciu Nieba, o wiecznym posiadaniu Boga, czyni? to bez ?adnej wewn?trznej rado?ci, opiewam po prostu to, w co CHC? WIERZYC. To prawda, ?e czasem nik?y promyk s?o?ca rozja?nia moje ciemno?ci, ale do?wiadczenie ustaje tylko na chwil?, po czym wspomnienie tego promyka, zamiast mnie pocieszy?, sprawia, ?e ciemno?ci wydaj? mi si? jeszcze bardziej nieprzeniknione.

O moja Matko, nigdy jeszcze mocniej nie odczu?am, jak s?odki i mi?osierny jest Pan; zes?a? mi On bowiem to do?wiadczenie dopiero wtedy, kiedy mia?am ju? si?y je unie??; wiem dobrze, ?e wcze?niej przywiod?oby mnie ono do zniech?cenia... Obecnie oczyszcza ono tylko moje pragnienie Nieba od wszelkiej przyrodzonej rado?ci... Matko ukochana, zdaje mi si?, ?e teraz nic ju? nie stoi na przeszkodzie, bym ulecia?a do Nieba, bo nie mam ju? wi?kszego pragnienia nad to, by kocha? i umrze? z mi?o?ci... (9 czerwca) (24).

Matko moja droga, jestem zdumiona widz?c to, co napisa?am wczoraj, co za gryzmo?y!... R?ka tak mi si? trz?s?a, ?e musia?am przerwa?, teraz za? usi?uj?c pisa? dalej, skrobi? tak samo; mimo to ufam, ?e dzi? uda mi si? pisa? czytelniej, bo nie jestem ju? w ?ó?eczku ale w pi?knym bia?ym foteliku.

O moja Matko, czuj? dobrze, ?e to wszystko, co mówi?, nie jest z sob? powi?zane, równocze?nie jednak czuj? potrzeb?, by - zanim zaczn? opowiada? Ci o przesz?o?ci - wyrazi? Ci moje obecne uczucia; pó?niej mo?e zapomn? o tym. Przede wszystkim chc? Ci powiedzie?, jak bardzo jestem wzruszona ca?? tw? macierzy?sk? delikatno?ci?; ach! wierzaj mi, Matko moja ukochana, ?e serce twego dziecka jest przepe?nione wdzi?czno?ci? i nie zapomni nigdy tego wszystkiego, co Ci zawdzi?cza.

Matko moja, najbardziej wzrusza mnie nowenna, któr? odprawiasz do M. B. Zwyci?skiej (25), te Msze ?w., które zamówi?a?, by uprosi? moje uzdrowienie. Czuj?, ?e te wszystkie skarby duchowne przynosz? wiele dobrego mojej duszy; na pocz?tku nowenny powiedzia?am Ci, moja Matko, ?e trzeba, aby Naj?w. Panna albo mnie uzdrowi?a, albo raczej zabra?a do Nieba, bo wydawa?o mi si?, ?e to bardzo smutne dla Ciebie i Zgromadzenia, nie?? ci??ar choroby m?odej zakonnicy; teraz jednak zgodzi?abym si? by? chor? przez ca?e ?ycie, je?eli mia?o by to sprawi? przyjemno?? Panu Bogu i zgodzi?abym si? tak?e na ?ycie bardzo d?ugie; jedyna ?asko, której pragn? - to umrze? z mi?o?ci.

O nie! nie l?kam si? d?ugiego ?ycia, nie uchylam si? od walki, bo Pan jest ska??, na któr? zosta?am wzniesiona, który ?wiczy me r?ce do walki, a palce moje do wojny. On jest moj? tarcz?, w Nim mam nadziej?. - Ps 143 (26). Tote? nigdy nie prosi?am Pana Boga, by umrze? w m?odym wieku, maj?c co prawda zawsze nadziej?, ?e taka jest Jego wola. Cz?sto Pan zadowala si? naszym pragnieniem pracowania dla Jego chwa?y, a Ty, Matko, wiesz, jak wielkie s? moje pragnienia! Wiesz równie?, ?e Jezus podawa? mi niejeden gorzki kielich, odbieraj?c mi od ust zanim zacz??am go pi?, ale wprzód pozwala? mi zakosztowa? jego goryczy. Matko ukochana, mia? racj? ?wi?ty król Dawid, który ?piewa?: Jak dobrze, jak s?odko mieszka? braciom razem w doskona?ej jedno?ci (27). Prawd? tych s?ów czu?am bardzo cz?sto, ale taka jedno?? mo?e zaistnie? na ziemi tylko za cen? ofiary. Nie po to, by ?y? razem z mymi siostrami, wst?pi?am do Karmelu, ale dlatego jedynie, aby odpowiedzie? na wezwanie Jezusa. O! s?usznie przeczuwa?am, ?e kiedy si? nie folguje naturze, wspólne ?ycie z nimi mo?e sta? si? przyczyn? nieustannych cierpie?.

Jak mo?na mówi?, ?e wy?sz? doskona?o?ci? jest ?y? z dala od swoich?... Czy? mo?na czyni? zarzut braciom z tego, ?e walcz? na jednym polu bitwy, ?e razem biegn? po palm? m?cze?stwa?... Niew?tpliwie s?usznie uwa?ano, ?e dodawali sobie nawzajem odwagi, ale niemniej s?usznie, ?e m?cze?stwo jednego stawa?o si? równocze?nie m?cze?stwem wszystkich. Podobnie dzieje si? w ?yciu zakonnym, które teologowie zw? m?cze?stwem. - Serce, oddaj?c si? Bogu, nie traci swych przyrodzonych, pe?nych tkliwo?ci uczu?, przeciwnie, uczucia te pot?guj? si? w miar?, jak staj? si? coraz czystsze i coraz bardziej boskie.

Matko ukochana, z tak? to serdeczn? tkliwo?ci? kocham Ciebie, kocham moje siostry; szcz??liwa jestem, ?e w rodzinie walcz? o chwa?? Króla Niebios, ale równocze?nie jestem gotowa pod??y? spiesznie na inne pole walki, gdyby Boski Genera? tego sobie ?yczy?. Nie trzeba tu rozkazu, wystarczy spojrzenie, prosty znak.

Od chwili mego wst?pienia do b?ogos?awionej arki, spodziewa?am si? zawsze, ?e je?li Jezus nie zabierze mnie szybko do Nieba, moim udzia?em stanie si? los go??bki Noego; ?e pewnego dnia Pan otworzy okno arki i powie mi, bym lecia?a bardzo, bardzo daleko, na poga?skie brzegi, nios?c ga??zk? oliwn?. O Matko, ta my?l rozszerza?a mi dusz?, pozwala?a mi wznosi? si? ponad wszystko co stworzone. Zrozumia?am, ?e nawet w Karmelu mo?e istnie? roz??ka, ?e tylko w Niebie b?dzie po??czenie ca?kowite i wieczne; stara?am si? wi?c, by dusza moja zamieszka?a w Niebie, by na rzeczy ziemskie spogl?da?a z oddali. Zgodzi?am si? nie tylko by? sama wys?an? do obcego narodu, ale równie?, co by?o mi stokro? bardziej gorzkie, aby wys?ano tam moje siostry. Na zawsze pozostanie mi w pami?ci dzie? 2 sierpnia 1896 r., w którym wypada? w?a?nie wyjazd misjonarzy (28) i sprawa wyjazdu Matki Agnieszki od Jezusa by?a najpowa?niej traktowana. Nie chcia?am uczyni? absolutnie nic w celu przeszkodzenia mu; w sercu odczuwa?am jednak g??boki smutek, poniewa?, znaj?c wra?liwo?? jej duszy, s?dzi?am, ?e nie jest stworzona do ?ycia po?ród tych, którzy nie potrafi? jej zrozumie?. Tysi?ce podobnych my?li cisn??o mi si? t?umnie do g?owy, a Jezus milcza?, nie rozkazywa? burzy... Ja za? mówi?am do Niego: Mój Bo?e, z mi?o?ci ku Tobie godz? si? na wszystko: je?eli Ty chcesz, ja równie? chc? cierpie?, a nawet umrze? ze zmartwienia. Jezus zadowoli? si? t? gotowo?ci?; ale w kilka miesi?cy pó?niej mówiono o wyje?dzie S. Genowefy i S. Marii od Trójcy ?w.; wówczas by?o to cierpienie innego rodzaju, bardzo wewn?trzne i bardzo g??bokie. Wyobra?a?am sobie wszystkie do?wiadczenia i rozczarowania, jakie im przyjdzie wycierpie?, jednym s?owem, niebo moje by?o zasnute chmurami... jedynie w g??bi serca panowa?a nadal cisza i spokój.

Matko ukochana, dzi?ki swej roztropno?ci rozpozna?a? wol? Dobrego Boga i ze swej strony zabroni?a? na razie twoim nowicjuszkom my?le? o opuszczeniu kolebki ich zakonnego dzieci?stwa; zrozumia?a? jednak ich pragnienia, poniewa? w swej m?odo?ci sama prosi?a?, Matko moja, by? mog?a wyjecha? do Sajgonu; cz?sto si? zdarza, ?e pragnienia matek znajduj? swe echo w duszach dzieci. Matko moja droga, wiesz, ?e twe pragnienia apostolskie odbi?y si? w mojej duszy bardzo wiernym echem; pozwól, ?e Ci si? zwierz?, dlaczego pragn??am i jeszcze dzi? pragn? - je?eli Naj?w. Panna mnie uzdrowi - dla obcej ziemi opu?ci? rozkoszn? oaz?, w której ?yj? tak szcz??liwa pod twym macierzy?skim wejrzeniem.

Do ?ycia w Karmelach misyjnych trzeba mie? - jak mi, Matko, mówi?a? - zupe?nie specjalne powo?anie; wiele dusz ?udzi si?, ?e je posiada. Powiedzia?a? mi równie?, ?e ja je otrzyma?am i jedynie moje zdrowie stoi na przeszkodzie; wiem dobrze, ?e ta przeszkoda znik?aby, gdyby Dobry Bóg powo?a? mnie w dalekie kraje, tote? ?yj? bez ?adnego niepokoju. Gdyby pewnego dnia trzeba mi by?o opu?ci? mój drogi Karmel, o! nie bez bólu bym to uczyni?a; Jezus nie obdarzy? mnie sercem nieczu?ym i dobrze, ?e uczyni? je zdolnym do cierpienia, bo pragn?, by da?o Mu wszystko, co tylko da? mo?e. Tutaj, Matko ukochana, ?yj? nie k?opocz?c si? ?adnymi troskami tej n?dznej ziemi, mam jedynie wype?ni? s?odk? i ?atw? misj?, któr? mi powierzy?a?. Tutaj jestem otoczona twoj? uprzedzaj?c?, macierzy?sk? troskliwo?ci?, nie odczuwam ubóstwa, poniewa? nigdy mi niczego nie brakowa?o (29). Ale nade wszystko - tutaj jestem kochana przez Ciebie i przez wszystkie siostry i ta mi?o?? jest mi nad wyraz s?odka. Oto dlaczego marz? o klasztorze, w którym by?abym nieznana, w którym cierpia?abym z powodu ubóstwa, braku mi?o?ci, wreszcie - osamotnienia serca.

Ach! Opu?ci?abym wszystko, co mi jest drogie, nie dlatego, by by? u?yteczn? Karmelowi, który zechcia?by mnie przyj??; robi?abym niew?tpliwie wszystko, co do mnie nale?y, ale znaj?c m? nieudolno?? wiem, ?e nawet staraj?c si? uczyni? wszystko, na co mnie sta?, nie mog?abym podo?a?, gdy? nie znam si? wcale, jak ju? wspomnia?am, na sprawach doczesnych. Jedynym moim celem by?oby spe?ni? wol? Bo??, sta? si? dla Niego ofiar? w sposób, który sam wybierze.

Wiem dobrze, ?e nie spotka?oby mnie ?adne rozczarowanie, bo skoro jest si? przygotowanym na samo tylko cierpienie, mi?e zdziwienie budzi najdrobniejsza rado??, a zreszt? - wiesz o tym Matko - samo cierpienie staje si? najwy?szym szcz??ciem, kiedy ubiega si? o nie jak o skarb najcenniejszy.

O nie! nie dlatego chcia?abym wyjecha?, by cieszy? si? z owoców swoich prac; gdyby to by?o moim celem, nie odczuwa?abym tego s?odkiego pokoju, który zalewa m? dusz?, a nawet cierpia?abym z tego powodu, ?e nie mog? zrealizowa? swego powo?ania na dalekie misje. Od dawna ju? nie nale?? do siebie, oddalam si? ca?kowicie Jezusowi, który ma teraz pe?n? swobod? czynienia ze mn? tego, co Mu si? podoba. On da? mi poci?g do ?ycia na ca?kowitym wygnaniu, pozwoli? pozna? wszystkie cierpienia, na jakie bym tam napotka?a, pytaj?c mnie, czy chc? wypi? ten kielich goryczy do dna. Mia?am ochot? pochwyci? go natychmiast, gdy tylko mi Jezus ukaza?, ale On cofaj?c sw? r?k? da? mi zrozumie?, ?e wystarcza Mu zgoda.

Matko moja, od ilu? niepokojów chroni nas pe?nienie ?lubu pos?usze?stwa! Jak szcz??liwe s? zwyk?e zakonnice! Maj?c za jedyn? busol? wol? prze?o?onych, zawsze s? pewne, ?e znajduj? si? na prostej drodze, nie l?kaj? si? pomy?ki, cho? czasem zdawa? im si? mo?e, ?e prze?o?eni si? myl?. Ale skoro tylko przestan? spogl?da? na t? nieomyln? busol?, skoro zbocz? z wytkni?tej drogi pod pretekstem pe?nienia woli Boga, który rzekomo nie do?? jasno o?wieca tych, co przecie? zajmuj? Jego miejsce, natychmiast dusza zaczyna si? b??ka? po ja?owych ?cie?kach, gdzie wkrótce zabraknie jej wody ?aski.

Matko ukochana, ty jeste? t? busol?, która z woli Jezusa ma mnie prowadzi? pewnie do brzegów wieczno?ci. Jak mi?o mi wpatruj?c si? w Ciebie, wype?nia? wol? Pana! Odk?d On pozwoli?, abym cierpia?a pokusy przeciw wierze, pomno?y? równocze?nie w mym sercu ducha wiary, który mi ka?e widzie? w tobie nie tylko Matk? kochaj?c? mnie i przeze mnie kochan?, ale przecie wszystkim Jezusa ?yj?cego w twej duszy i przez Ciebie objawiaj?cego mi swoj? wol?. Matko moja, zdaj? sobie doskonale spraw?, ?e traktujesz mnie jak dusz? s?ab?, jak rozpieszczone dziecko, dlatego nietrudno mi znosi? ci??ar pos?usze?stwa, ale przypuszczam, w oparciu o to co w g??bi odczuwam, ?e gdyby? nawet zechcia?a traktowa? mnie surowo, nie zmieni?oby to mego post?powania, ani nie os?abi?o mi?o?ci ku Tobie, bo i w tym widzia?abym wol? Jezusa, który w ten sposób pos?uguje si? Tob? dla jak najwi?kszego dobra mojej duszy.

W tym roku, moja droga Matko, Dobry Bóg udzieli? mi ?aski zrozumienia na czym polega mi?o?? bli?niego; przedtem rozumia?am j?, to prawda, ale w sposób niedoskona?y, nie zg??bi?am jeszcze tych s?ów Jezusa: "Drugie przykazanie jest PODOBNE pierwszemu: B?dziesz mi?owa? bli?niego twego jak siebie samego" (30). Stara?am si? przede wszystkim kocha? Boga, a mi?uj?c Go zrozumia?am, ?e trzeba, by mi?o?? moja wyra?a?a si? nie tylko s?owami, bo: "Nie ci, którzy mówi?: Panie, Panie! wejd? do królestwa Niebieskiego, ale ci, którzy czyni? wol? Bo??" (31). Wol? t? dawa? mi Jezus pozna? wiele razy, mog? powiedzie?, ?e prawie z ka?dej strony swej Ewangelii, ale podczas Ostatniej Wieczerzy, kiedy czu?, ?e serca uczniów p?on? najgor?tsz? mi?o?ci? ku Niemu, który dopiero co da? si? im w niewypowiedzianej tajemnicy swej Eucharystii, ten s?odki Zbawiciel chce im da? przykazanie nowe. Powiedzia? im z niewymown? tkliwo?ci?:

"Przykazanie nowe daj? wam, aby?cie si? wzajemnie mi?owali, aby?cie tak, JAK JA WAS UMI?OWA?EM I WY WZAJEMNIE SI? MI?OWALI. Po tym wszyscy poznaj?, ?e?cie uczniami moimi, je?li b?dziecie si? wzajemnie mi?owali" (32).

W jaki sposób Jezus mi?owa? swych uczniów i dlaczego ich mi?owa?? O! nie mog?y Go poci?gn?? ich zalety naturalne; niesko?czona odleg?o?? dzieli?a Go od nich. On by? wiedz?, Wiekuist? M?dro?ci?, oni byli biednymi grzesznikami, lud?mi prostymi i pe?nymi przyziemnych my?li. Mimo to Jezus nazywa ich swymi przyjació?mi, swymi bra?mi (33). Chce, a?eby panowali z Nim razem w królestwie Jego Ojca i pragnie umrze? na krzy?u, aby im to królestwo otworzy?, poniewa? sam powiedzia?: Nie ma wi?kszej mi?o?ci, jak da? swe ?ycie za tych, których si? mi?uje (34).

Matko ukochana, rozwa?aj?c te s?owa Jezusa, zrozumia?am, jak niedoskonale kocham moje siostry, i spostrzeg?am, ?e nie tak? mi?o?ci? kocha je Dobry Bóg. Ach! Teraz pojmuj?, ?e doskona?a mi?o?? bli?niego polega na tym, by znosi? b??dy innych, nie dziwi? si? wcale ich s?abo?ciom, budowa? si? nawet najdrobniejszymi aktami cnót, które u nich spostrzegamy. Przede wszystkim jednak zrozumia?em, ?e mi?o?? bli?niego nie powinna pozostawa? zamkni?ta w g??bi serca. Nikt, powiedzia? Jezus, nie zapala pochodni, by j? wsadzi? pod korzec, ale stawia j? na ?wieczniku, aby o?wieca?a WSZYSTKICH, którzy s? w domu (35). Zdaje mi si? ?e ta pochodnia wyobra?a mi?o?? bli?niego, która winna o?wieca?, rozwesela?, nie tylko moich najdro?szych, ale WSZYSTKICH, którzy s? w domu, nie wy??czaj?c nikogo.

Kiedy Pan rozkaza? swemu ludowi kocha? bli?niego jak siebie samego (36), wtedy nie by? jeszcze zst?pi? na ziemi?; wiedz?c za? dobrze, jak dalece cz?owiek kocha siebie samego, nie móg? nakaza? swoim stworzeniom wi?kszej mi?o?ci bli?niego. Ale skoro Jezus da? swym aposto?om przykazanie nowe, SWOJE W?ASNE PRZYKAZANIE (37), to - jak powie dalej - maj? mi?owa? bli?niego nie tylko jak siebie samych, lecz mi?owa? tak, jak On, Jezus ich kocha, jak mi?owa? b?dzie a? do sko?czenia wieków.

Ach! Panie, ja wiem, ?e Ty nie nakazujesz rzeczy niemo?liwych, znasz lepiej ode mnie moj? s?abo??, moj? niedoskona?o??, wiesz dobrze, ?e nigdy nie mog?abym kocha? mych sióstr tak, jak Ty je kochasz, je?eli Ty sam, o mój Jezu, nie b?dziesz ich kocha? we mnie. Chc?c mi udzieli? tej ?aski, da?e? przykazanie nowe. O! jak?e jest mi ono drogie, poniewa? daje mi pewno??, ?e chcesz kocha? we mnie tych wszystkich, których rozkaza?e? mi mi?owa?...

O tak, czuj? to, ?e kiedy jestem mi?osierna, wtedy Jezus sam dzia?a we mnie; im mocniej jestem z Nim zjednoczona, tym bardziej kocham wszystkie moje siostry. Kiedy chc? spot?gowa? w sobie t? mi?o??, a szatan usi?uje podsun?? mi przed oczy duszy b??dy tej lub tamtej siostry, dla mnie mniej sympatycznej, spiesz?, by wynale?? jej cnoty i dobre pragnienia; mówi? sobie, ?e zobaczy?am tylko jeden jej upadek, a mo?e odnios?a ona wiele zwyci?stw, które przez pokor? ukry?a i ?e to, co zdaje si? by? b??dem, mo?e ze wzgl?du na intencje by? aktem cnoty. Nietrudno mi siebie o tym przekona?, bo sama na sobie do?wiadczy?am, jak to nigdy nie mo?na s?dzi?. - By?o to podczas rekreacji; siostra ko?owa zadzwoni?a dwa razy; trzeba by?o otworzy? bram? klauzurow? robotnikom, którzy mieli wnie?? drzewka przeznaczone do ??óbka. Rekreacja nie by?a weso?a, bo nie by?o Ciebie, moja droga Matko, tote? pomy?la?am, ?e je?li mnie zawo?aj? do pomocy (38), b?d? bardzo zadowolona; w?a?nie matka Podprzeorysza powiedzia?a, bym posz?a us?u?y? ja albo siostra, która by?a ko?o mnie; natychmiast zacz??am zdejmowa? fartuszek, ale dosy? spokojnie, aby moja towarzyszka mog?a mnie w tym uprzedzi?, s?dzi?am bowiem, ?e b?dzie jej mi?o pój?? pomóc. Siostra zast?puj?ca szafark? z u?miechem patrzy?a na nas i widz?c, ?e wsta?am ostatnia, powiedzia?a do mnie: "AXch! dobrze wiedzia?am, ?e nie przydasz tej per?y do swej niebieskie) korony; zbyt wolno zabiera?a? si? do tego..."

Z pewno?ci? ca?e zgromadzenie uwa?a?o, ?e post?pi?am tak pod wp?ywem natury, a mnie trudno wypowiedzie?, jak zbawienne dla mej duszy by?o to drobne zdarzenie i jak uczyni?o mnie pob?a?liw? dla s?abo?ci innych. Chroni mnie teraz tak?e od pró?no?ci, kiedy jestem chwalona, bo wtedy mówi? sobie: Skoro moje ma?e akty cnoty bierze si? za niedoskona?o??, to mo?na si? równie dobrze myli?, bior?c za cnot? to, co jest niedoskona?o?ci?. Mówi? wi?c ze ?w. Paw?em: Bardzo ma?o mnie smuci by? s?dzon? przez jakikolwiek trybuna? ludzki. Nie s?dz? siebie samej; tym, który mnie s?dzi, jest PAN (39). Aby wi?c uczyni? sobie ten s?d bardziej przychylnym, albo raczej, by nie by? wcale s?dzon?, chc? zawsze z mi?o?ci? my?le? o wszystkich, bo Jezus powiedzia?: Nie s?d?cie, a nie b?dziecie s?dzeni (40).

Moja Matko, czytaj?c to co napisa?am, s?dzi? mo?esz, ?e pe?nienie cnoty mi?o?ci bli?niego nie sprawia mi trudno?ci. To prawda, ?e od kilku miesi?cy praktyka tej pi?knej cnoty ju? mnie wewn?trznie nie kosztuje, co nie znaczy, ?e nigdy w tej dziedzinie nie pope?niam b??dów. O! jestem na to zbyt niedoskona?a, ale nie sprawia mi wiele trudno?ci podnie?? si? po upadku, poniewa? z innej walki wysz?am zwyci?sko; teraz przybywaj? mi na pomoc tak?e zast?py niebieskie, jak gdyby nie chcia?y dopu?ci?, abym mia?a ulec po tak wspania?ym zwyci?stwie w walce, któr? postaram si? opisa?.

Jest w zgromadzeniu siostra, która ma talent dra?nienia mnie na ka?dym kroku; jej zachowanie, jej s?owa, jej usposobienie wydaj? mi si? bardzo nieprzyjemne. Tymczasem jest to ?wi?ta zakonnica, która musi by? bardzo mila Panu Bogu. Nie chc?c ulec naturalnej antypatii, jak? odczuwa?am, powiedzia?am sobie, ?e mi?o?? bli?niego nie powinna opiera? si? na uczuciach, ale wyra?a? si? w czynach; postanowi?am wi?c post?powa? wobec tej siostry tak, jak post?powa?abym wzgl?dem najdro?szej mi osoby. Za ka?dym razem, ilekro? j? spotka?am, wstawia?am si? za ni? do Pana Boga, ofiaruj?c Mu jej cnoty i zas?ugi. Czu?am doskonale, ?e jest to nader mi?e Jezusowi, bo czy? jest artysta, który by nie by? zadowolony, gdy chwal? jego dzie?a? tote? Jezus, Artysta dusz, jest równie? szcz??liwy, kiedy nie zatrzymuj?c si? na tym co zewn?trzne, przenikamy a? do wewn?trznego sanktuarium, które wybra? sobie na mieszkanie, podziwiaj?c jego pi?kno. Nie poprzestawa?am na tym, by modli? si? wiele za t? siostr?, która by?a mi powodem tylu walk, stara?am si? równie? oddawa? jej wszelkie mo?liwe przys?ugi, a gdy mia?am pokus? odpowiedzie? jej szorstko, stara?am si? u?miechn?? najmilej i zmieni? temat rozmowy. Na?ladowanie bowiem mówi: Raczej ka?dego pozostawi? przy swoim zdaniu, ni? wdawa? si? w k?ótliwe sprzeczki (41).

Cz?sto te?, je?li nie by?o to na rekreacji (mówi? o godzinach pracy), a mia?am co? do za?atwienia z t? siostr?, kiedy moje zmagania by?y zbyt gwa?towne, ucieka?am jak dezerter. Poniewa? ona zupe?nie nie domy?la?a si? moich uczu? wzgl?dem niej, dlatego te? nie podejrzewa?a pobudek mego post?powania i trwa?a w przekonaniu, ?e jej charakter bardzo mi si? podoba. Pewnego dnia podczas rekreacji powiedzia?a mi z min? bardzo zadowolon? te mniej wi?cej s?owa: "Powiedz mi S. T. od Dz. Jezus, co ci? tak do mnie poci?ga, bo za ka?dym razem kiedy na mnie spojrzysz, widz?, ?e si? u?miechasz?" Co mnie poci?ga?o, to Jezus ukryty w g??bi jej duszy... Jezus, który czyni s?odkimi rzeczy najbardziej gorzkie... (42) Odpowiedzia?am jej, ?e si? u?miecham, poniewa? ciesz? si? widz?c j? (nie doda?am naturalnie, ?e to ze wzgl?du widzenia duchowego).

Wspomina?am Ci Matko ukochana, ?e moim ostatecznym ?rodkiem, by nie ulec w walce, jest ucieczka; tego ?rodka u?ywa?am stale podczas mego nowicjatu i zawsze z wielkim powodzeniem. Opowiem Ci, moja Matko, jeden przyk?ad, który na pewno Ci? ubawi. By?o to w czasie jednego z twych bronchitów; b?d?c zakrystiank?, przysz?am rano cichute?ko odda? klucze od kraty, przy której przyjmujemy Komuni? ?w.; w g??bi duszy nie odczuwa?am przykro?ci, ?e mam okazj? Ciebie zobaczy?; bardzo cieszy?am si? z tego, ale usi?owa?am nie da? pozna? po sobie. Jedna z sióstr, która równocze?nie bardzo mnie lubi?a, widz?c mnie wchodz?c? do Ciebie, moja Matko, i przypuszczaj?c, ?e chc? Ci? obudzi?, o?ywiona ?wi?tym zapa?em usi?owa?a odebra? mi klucze; nie by?am tak naiwna, by jej odda? je i zrzec si? mych praw. Powiedzia?am jej mo?liwie najgrzeczniej, ?e ja równie jak ona wcale nie pragn? Ci? obudzi? i ?e do mnie nale?y oddanie kluczy... Teraz rozumiem, ?e o wiele doskonalej by?o by ust?pi? tej siostrze, m?odej co prawda, ale ostatecznie starszej ode mnie. Wtedy tego nie rozumia?am, chcia?am wi?c koniecznie wej??, mimo ?e ona zamyka?a drzwi, aby uniemo?liwi? mi przej?cie. Wkrótce nast?pi?o nieszcz??cie, którego obawia?y?my si? obie: na skutek ha?asu, który?my zrobi?y, otwar?a? oczy... Wszystko spad?o na mnie. Biedna siostra, której si? sprzeciwia?am, wyg?osi?a ca?? przemow?, o takiej mniej wi?cej tre?ci:

To Siostra T. od Dz. Jezus narobi?a ha?asu... Bo?e, jaka ona jest nieprzyjemna... itd. Uwa?aj?c, ?e jest zupe?nie przeciwnie, mia?am ochot? si? broni?; na szcz??cie o?wieci?a mnie my?l i powiedzia?am sobie, ?e skoro tylko zaczn? si? usprawiedliwia?, na pewno nie b?d? mog?a zachowa? pokoju duszy; czu?am równie?, ?e nie posiadam dostatecznej cnoty, by w milczeniu pozwoli? si? oskar?a?; ostatni? moj? desk? ratunku sta?a si? wi?c ucieczka. Jak pomy?la?am, tak natychmiast zrobi?am; odesz?am bez ha?asu (43) zostawiaj?c siostr?, która ci?gn??a dalej swoje przemówienie podobne do z?orzecze? Kamilusa przeciw Rzymowi. Serce bi?o mi tak silnie, ?e nie by?am w stanie i?? dalej; usiad?am na schodach, by radowa? si? w pokoju owocami mego zwyci?stwa. Osobliwe to by?o m?stwo, nieprawda?, Matko droga?... ale s?dz?, ?e czasem lepiej nie nara?a? si? na walk?, kiedy jest si? pewnym przegranej. Niestety! gdy przenosz? si? my?l? w czasy mego nowicjatu, widz?, jak by?am niedoskona??... Martwi?am si? z powodu drobnych rzeczy, z których teraz si? ?miej?. O! jak dobry jest Pan, ?e pozwoli? wzrosn?? mej duszy, ?e jej da? skrzyd?a... Wszystkie sieci my?liwych nie mog? mnie przestraszy? bo: "Na pró?no zarzuca si? sie? przed oczyma skrzydlatych" (Prz) (44). Na pewno po jakim? czasie tak?e chwila obecna wyda mi si? jeszcze pe?na niedoskona?o?ci; ale niczemu ju? si? nie dziwi? ani si? nie martwi? widz?c, ?e jestem sam? s?abo?ci?, przeciwnie, w?a?nie w niej si? chlubi? (45) i codziennie spodziewam si? odkry? w sobie nowe niedoskona?o?ci. Pami?taj?c, ?e mi?o?? zakrywa mnóstwo grzechów (46), czerpi? z tej niezg??bionej kopalni, któr? Jezus otworzy? przede mn?. Pan daje wyja?nienie w Ewangelii na czym polega Jego nowe przykazanie. Mówi On u ?w. Mateusza: "S?yszeli?cie, ?e powiedziano: B?dziecie mi?owa? waszych przyjació? a nienawidzi? nieprzyjació?. Ja za? mówi? wam: mi?ujcie waszych nieprzyjació?, módlcie si? za tych, którzy was prze?laduj?" (47). W Karmelu oczywi?cie nie spotyka si? nieprzyjació?, ale ostatecznie zdarzaj? si? sympatie; czuje si? poci?g do jednej siostry, podczas gdy inn? okr??a si?, aby unikn?? spotkania, i tak bezwiednie staje si? ona przedmiotem prze?ladowania. Tymczasem Jezus mówi mi, ?e t? siostr? trzeba kocha?, trzeba si? za ni? modli?, mimo ?e jej zachowanie zdaje si? wskazywa? na brak mi?o?ci z jej strony. "Je?li mi?ujecie tych, którzy was kochaj?, jaka? st?d dla was wdzi?czno??? To? i grzesznicy mi?o?? okazuj? tym, którzy ich mi?uj?" (48). Nie wystarczy kocha?, trzeba tego dowie??. Doznaje si? naturalnej rado?ci, gdy mo?na zrobi? prezent przyjacielowi, zw?aszcza gdy zrobimy mu nim niespodziank?; ale to nie jest znakiem mi?o?ci bli?niego, bo grzesznicy czyni? tak samo. Oto, czego jeszcze nauczy? mnie Jezus: "Daj KA?DEMU, kto ci? prosi, a nie dopominaj si? od tego, który BIERZE twoje" (49). Dawanie wszystkim, którzy prosz?, sprawia mniejsz? przyjemno??, ni? pój?cie za porywem serca; dok?d jeszcze prosz? grzecznie - dawanie nie kosztuje, ale je?eli na nieszcz??cie u?yj? s?ów niezbyt delikatnych, dusza - o ile nie jest ugruntowana w mi?o?ci - natychmiast si? zbuntuje. Znajduje si? wtedy tysi?c powodów, by pro?bie odmówi? i dopiero, gdy przekonamy prosz?cego o jego niedelikatno?ci, dajemy w ko?cu z ?aski to, czego od nas ??dano, czy te? oddajemy drobn? przys?ug?, o któr? byli?my proszeni, a która zabra?aby dwadzie?cia razy mniej czasu ni? dochodzenie urojonych praw. Je?li trudno jest dawa?, gdy nas prosz?, to jeszcze trudniej jest pozwoli? wzi?? to, co do nas nale?y, nie ??daj?c zwrotu. Moja Matko, mówi?, ?e jest to trudne, a powinnam raczej powiedzie?, ?e wydaje si? trudnym, bo Jarzmo Pana jest s?odkie i lekkie (50); kiedy si? je przyjmie, natychmiast czuje si? jego s?odycz i wo?a si? z Psalmist?: "POBIEG?EM drog? Twoich przykaza?, odk?d rozszerzy?e? mi serce" (51). Jedynie mi?o?? bli?niego mo?e rozszerzy? moje serce. O Jezu, odk?d trawi je ten s?odki p?omie?, z rado?ci? biegn? drog? Twego NOWEGO przykazania... Chc? ni? biec a? do b?ogos?awionego dnia, kiedy to w??czywszy si? w dziewiczy orszak b?d? mog?a post?powa? za Tob? w bezkresach, ?piewaj?c Tw? pie?? NOW? (52), która b?dzie pie?ni? Mi?o?ci.

Wspomnia?am, ?e Jezus nie chce, bym si? upomina?a o to, co do mnie nale?y; to zdaje si? by? ?atwe i naturalne, poniewa? nie posiadam niczego. Dóbr ziemskich wyrzek?am si? ?lubem ubóstwa; nie mam wi?c prawa skar?y? si?, ?e zabrano mi rzecz, która do unie nie nale?y, przeciwnie, powinnam cieszy? si?, gdy danym mi jest odczuwa? ubóstwo. Niegdy? zdawa?o mi si?, ?e nie dbam o nic, ale odk?d zrozumia?am s?owa Jezusa, spostrzeg?am, ?e w ró?nych okazjach jestem bardzo niedoskona?a. Na przyk?ad: wiem doskonale, ?e przy pracy malarskiej nic nie jest moje; niemniej jednak, kiedy zabieraj?c si? do pracy znajduj? p?dzla i farby w nieporz?dku, je?li gdzie? znik?a linijka lub o?ówek, cierpliwo?? dochodzi do kresu i musz? zebra? ca?? odwag?, nie upomina? si? z gorycz? o brakuj?ce przedmioty. Bardzo cz?sto jeste?my zmuszeni prosi? o rzeczy konieczne, je?li to jednak czynimy z pokor?, nie przekraczamy przykazania Jezusa, przeciwnie, post?pujemy jak ubodzy, którzy wyci?gaj? r?k?, aby otrzyma? to, co jest im niezb?dne; nie dziwi? si? oni, je?li ich pro?ba zostanie odrzucona, bo od nikogo nic si? im nie nale?y. Ach! Jaki? pokój zalewa dusz?, gdy wznosi si? ponad uczucia naturalne... Nie, nic nie da si? porówna? z rado?ci?, jakiej kosztuje prawdziwie ubogi w duchu. Je?li prosi z oderwaniem o rzecz konieczn? i gdy nie tylko mu jej odmówi?, ale jeszcze usi?uj? zabra? mu to, co posiada, idzie wówczas za rad? Jezusa: "Temu, który chce prawowa? si? z tob? i twoj? sukni? wzi??, oddaj i p?aszcz" (53).

Odda? p?aszcz znaczy to - jak mi si? zdaje - wyrzec si? do ostatka swych praw, uwa?a? si? za s?ug?, niewolnika innych. Kiedy pozb?dziemy si? swego p?aszcza, wtedy ?atwiej jest i??, biec, dlatego Jezus dorzuca: "Je?li kto przymusi ci?, by? szed? z nim tysi?c kroków, id? z nim dwa tysi?ce" (54). Nie dosy? wi?c da? ka?demu, ktokolwiek mnie prosi (55), trzeba uprzedzi? jego pragnienia, da? do zrozumienia, ?e oddawanie us?ugi uwa?a si? za obowi?zek, za wielki zaszczyt; je?li za? zabior? nam rzecz s?u??c? do naszego u?ytku, nie powinno si? zdradza? ?alu, przeciwnie, trzeba okaza? szcz??cie, ?e nas od tego uwolniono (56). Moja droga Matko, bardzo daleko mi do praktykowania tego, co tak dobrze zrozumia?am, ale ju? samo pragnienie daje mi pokój.

Dzi? bardziej ni? w inne dni czuj?, jak nies?ychanie ?le si? wyra?am. Napisa?am co? w rodzaju, rozprawy o mi?o?ci bli?niego, której lektura na pewno Ci? zm?czy; przebacz mi, Matko ukochana i pomy?l sobie, ?e w tej w?a?nie chwili infirmerki spe?niaj? wobec mnie to, o czym pisz?; nie wahaj? si? zrobi? dwa tysi?ce kroków tam, gdzie wystarczy?o by dwadzie?cia; mog?am wi?c podziwia? mi?o?? bli?niego w czynie! Bez w?tpienia, dusza moja winna si? tym zachwyca?; ale umys? mój - przyznaj? - jest troch? skr?powany wobec takiego po?wi?cenia i pióro straci?o swój polot. Na to, bym mog?a wypowiedzie? swoje my?li, trzeba mi by? jak wróbel na dachu (57), a to zdarza si? bardzo rzadko. Zaledwie wezm? pióro do r?ki, oto przechodzi ko?o mnie jaka? dobra siostrzyczka z wid?ami na ramieniu. S?dzi, ?e mnie zabawi ma?? pogaw?dk?: siano, kaczki, kury, wizyta doktora, wszystko znajduje si? na tapecie. Co prawda nie trwa to d?ugo, ale jest wi?cej takich mi?osiernych siostrzyczek; a oto znów inna, rozrzucaj?ca siano, sk?ada na mych kolanach kwiaty, by? mo?e w przekonaniu, ?e stan? si? one dla mnie ?ród?em poetyckiego natchnienia. Lecz ja go w tej chwili nie szukam, i wola?abym, aby te kwiaty nadal ko?ysa?y si? na swych ?odygach. Wreszcie zm?czona zamykaniem i otwieraniem owego s?awnego zeszytu, otwieram ksi??k? (która ci?gle si? zamyka) i odpowiadam ?mia?o, ?e przepisuj? my?li z Psalmów i Ewangelii na imieniny Naszej Matki (58). I jest to rzeczywi?cie prawd?, poniewa? nie szcz?dz? cytatów... Matko droga, zabawi?abym Ci?, jak s?dz?, opowiadaj?c Ci wszystkie moje przygody w zaro?lach Karmelu; nie wiem czy mog?am napisa? dziesi?? linii, aby mi nie przerwano; nie powinno mnie to ?mieszy? ani bawi?, lecz przez mi?o?? dla Boga i mych sióstr (tak mi?osiernych dla mnie) staram si? wygl?da? na zadowolon?, a przede wszystkim by? ni? istotnie... Masz tobie, oto jeszcze jedna siostra odchodzi od sianokosów, by powiedzie? mi wspó?czuj?cym tonem: "Moja biedna siostrzyczko, jak?e to musi ci? m?czy? tak pisa? ca?y dzie?". - "B?d? spokojna - odpowiadam jej, to tylko tak si? wydaje, ?e ja du?o pisz?, w rzeczywisto?ci nie pisz? prawie nic". - "Tym lepiej - odpowiada z zadowolon? min? - ale b?d? co b?d?, ciesz? si?, ?e w?a?nie zbieramy siano, bo to zawsze troch? ci? rozerwie". Istotnie, jest to dla mnie tak wielka rozrywka (nie licz?c odwiedzin infirmerek), i? wcale nie k?ami? twierdz?c, ?e prawie nic nie pisz?.

Na szcz??cie nie?atwo mnie zniech?ci?; by Ci to okaza?, moja Matko, sko?cz? wyja?nia? Ci to, co Jezus da? mi zrozumie? odno?nie mi?o?ci bli?niego. Dotychczas mówi?am o czynach zewn?trznych; teraz chcia?abym Ci zwierzy?, jak rozumiem mi?o?? czysto duchow?. Jestem najmocniej przekonana, ?e wkrótce nie omieszkam pomiesza? jednej z drug?, ale poniewa? mówi? to, moja Matko, do Ciebie na pewno nie b?dzie Ci trudno uchwyci? moj? my?l i rozwik?a? pasmo spl?tane przez twoje dziecko.

W Karmelu nie zawsze jest mo?liwo?? praktykowania dos?ownie nakazów Ewangelii; czasem obowi?zek ka?e nam odmówi? jakiej? us?ugi; niemniej jednak, je?li mi?o?? bli?niego zapu?ci?a g??bokie korzenie w duszy, wtedy oka?e si? ona na zewn?trz. Istnieje tak mi?y sposób odmówienia, w wypadku, kiedy nie mo?na odda? us?ugi, ?e sama odmowa mo?e si? sta? równie przyjemn? jak dar. To prawda, ?e jest mniej kr?puj?ce poprosi? o przys?ug? siostr?, która jest zawsze do niej gotowa;

Jezus jednak mówi: "Nie odwracaj si? od tego, kto chce po?yczy? od ciebie" (59). Tak wi?c pod pretekstem, ?e b?dzie si? zmuszon? odmówi?, nie powinno si? omija? sióstr, które maj? zwyczaj stale prosi? o przys?ugi. Nie nale?y te? zwi?ksza? swej us?u?no?ci w celu popisania si?, albo w nadziei, ?e kiedy indziej ta siostra b?dzie si? czu?a w obowi?zku odwzajemni? us?ug?, bo Pan Nasz powiedzia? tak?e: "Je?li dobrze czynicie tym tylko, od których spodziewacie si? zap?aty, to jaka? b?dzie wdzi?czno?? wasza? bo grzesznicy równie? po?yczaj? grzesznikom, by tyle? samo otrzyma?. Wy natomiast czy?cie dobrze i PO?YCZAJCIE NICZEGO SI? NIE SPODZIEWAJ?C, a wasza nagroda b?dzie wielka" (60). O tak! nagroda jest wielka ju? tu na ziemi... na tej drodze tylko pierwszy krok kosztuje. Po?ycza?, niczego si? nie spodziewaj?c, to wydaje si? trudne dla natury; wolimy dawa?, bo rzecz dana ju? wi?cej do nas nie nale?y. Oto przychodzi kto? do ciebie, mówi?c z ca?? pewno?ci?: "Siostro, potrzebuj? twojej pomocy przez kilka godzin, ale b?d? spokojna, mam pozwolenie naszej Matki i oddam ci czas mi po?wi?cony, bo wiem, jak si? spieszysz". Rzeczywi?cie, gdy si? wie, ?e nie oddadz? nam po?yczonego czasu, powiedzia?o by si? ch?tniej:

"Ofiaruj? ci go". To zadowoli?oby mi?o?? w?asn?, poniewa? bardziej wspania?omy?lnie jest dawa? ni? po?ycza?, a przy tym da?o by si? siostrze do zrozumienia, ?e nie liczy si? na jej us?ugi... Ach! pouczenia Jezusa s? tak przeciwne sk?onno?ciom natury! Bez pomocy ?aski niemo?liwo?ci? by?o by nie tylko zacz?? je praktykowa?, ale nawet zacz?? rozumie?.

* * *

(1) Matka Maria od ?w. Gonzagi, wybrana przeorysz? 24 marca 1896 roku, obj??a ponownie ten urz?d po trzyletnim prze?o?e?stwie matki Agnieszki od Jezusa.

(2) Por. Ps 88, 2.

(3) Polecenie dalszego spisywania swych wspomnie? otrzyma?a Teresa 3 czerwca 1897 r., na skutek interwencji m. Agnieszki od Jezusa u m. Marii od ?w. Gonzagi.

(4) Dzie? jej profesji, 8 wrze?nia 1890 r.

(5) Por. Ps 125, 5-6. Teresa z nadzwyczajn? delikatno?ci? robi aluzj? do powtórnego, bardzo trudnego wyboru matki Marii od ?w. Gonzagi na prze?o?e?stwo. Patrz list CLXX, z dnia 29 czerwca 1896 r., do m. Marii Gonzagi.

(6) Por. Tb 12, 7.

(7) Iz 3, 10.

(8) Prz 9, 4.

(9) Iz 66, 13, 12.

(10) Ps 70, 17-18.

(11) Por. Ps 89, 4.

(12) Chodzi tu o pomoc w kierowaniu nowicjatem.

(13) J 21, 15.

(14) Matka Maria od ?w. Gonzagi zostawszy przeorysz? zachowa?a mimo wszystko tytu? i oficjalne obowi?zki mistrzyni nowicjatu. "Ma?ymi barankami" nazywa Teresa nowicjuszki, "owcami" - zakonnice profeski.

(15) Por. Mt 11, 25.

(16) Ps 118, 141.

(17) Ps 118, 100, 105, 60.

(18) Chodzi tu o prób? wiary, która zacz??a si? w ?wi?ta Wielkanocy 1896 r.

(19) Por. Mt 25, 6.

(20) Wielki Pi?tek matka przeorysza przemawia krótko na temat mi?o?ci i siostry przepraszaj? si? wzajemnie wymieniaj?c u?cisk.

(21) Por. J 1, 5 i 9.

(22) Por. ?k 18, 13.

(23) Ps 91, 5.

(24) Ta data wpisana jest o?ówkiem u do?u strony r?kopisu. Przypomina ona drug? rocznic? Aktu ofiarowania si? Mi?o?ci mi?osiernej (9 czerwca 1895 r.).

(25) Nowenna zacz??a si? 5 czerwca 1897 r.

(26) Ps 143, 12.

(27) Ps 132, 1.

(28) 2 sierpnia 1896 r. ojciec Roulland, duchowy brat ?wi?tej, odp?yn?? okr?tem wraz z innymi misjonarzami z Marsylii do Chin.

(29) To zdanie Teresy trzeba odczytywa? w kontek?cie jej poprzednich wypowiedzi ?wiadcz?cych o tym, jak pojmowa?a wymagania zakonnego ubóstwa.

(30) Mt 22, 39.

(31) Mt 7, 21.

(32) J 13, 34-35.

(33) Por. J 15, 15, 20, 17.

(34) J 15, 13.

(35) Mt 5, 15.

(36) Por. Kp? 19, 18.

(37) Por. J 15, 12.

(38) Teresa u?ywa tu okre?lenia "detierce - jako tiers". Nazywano tak dawniej zakonnic?, która asystowa?a przy wpuszczaniu osób obcych (pracowników) do klauzury.

(39) 1 Kor 4, 3-4.

(40) ?k 6, 37.

(41) O na?ladowaniu Chrystusa, ks. III, r. 44, 1.

(42) Por. tam?e, ks. III, r. 5, 3.

(43) Teresa u?ywa tu francuskiego zwrotu "bez b?bna i tr?bki" nie maj?cego odpowiednika w j?zyku polskim.

(44) Prz 1, 17.

(45) Por. 2 Kor 12, 5.

(46) Prz 10, 12.

(47) Mt 5, 43-44.

(48) ?k 6, 32.

(49) ?k 6, 30.

(50) Mt 11, 30.

(51) Ps 118, 32.

(52) Por. Ap 14, 3.

(53) Mt 5, 40.

(54) Mt 5, 41.

(55) Por. ?k 6, 30.

(56) Tego ostatniego zdania Teresy nie mo?na zbytnio uogólnia? ani przenosi? w dziedzin? spo?eczn?. Nale?y je rozumie? zgodnie z kontekstem, mianowicie, ?e ubogim "od nikogo nic si? nie nale?y" wed?ug przekonania ich samych, my?l?cych wed?ug ducha ewangelicznego oderwania.

(57) Por. Ps 101, 7.

(58) Imieniny matki Marii od ?w. Gonzagi przypada?y 21 czerwca, w dzie? ?w. Alojzego Gonzagi.

(59) Mt 5, 42.

(60) ?k 6, 34-35.

Krakowska Prowincja Karmelitów Bosych: www.karmel.pl

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież


Sonda

Czy przedsoborowa Msza Trydencka? (po ?acinie)
 

Polecany link, kliknij

Reklama

Kto jest teraz on-line

NaszÄ… witrynÄ™ przeglÄ…da teraz 76 goĹ›ci