Dzieje Duszy - Rozdzia? XI
Czytelnia - DZIEJE DUSZY - ?w - ?w. Teresa od Dzieci?tka Jezus

Dzieje duszy
?w. Teresa od Dzieci?tka Jezus (Teresa Martin)

Rozdzia? XI

Nowe przykazanie

Mi?o?? bli?niego a duchowe ubóstwo. Ma?y p?dzelek. Nadprzyrodzona pedagogia Teresy. Zwyci?stwo przez modlitw? i ofiar?. Czym jest dla Teresy modlitwa. Pochwa?y i upokorzenia. Znosi? wady bli?niego. Siostra od ?w. Piotra. Dwaj bracia misjonarze. "Poci?gnij mnie..."

Bilet, który siostra Teresa od Dzieci?tka Jezus nosi?a na sercu w dniu profesji

Akt ofiarowania si? Mi?o?ci Mi?osiernej

Moja Matko, Jezus wy?wiadczy? twemu dziecku t? ?ask?, ?e pozwoli? mu przenikn?? tajemnicze g??bie mi?o?ci bli?niego; gdyby ono zdolne by?o wypowiedzie? to, co rozumie, us?ysza?aby? melodi? Niebios, ale niestety! daj? Ci us?ysze? tylko szczebiot dzieci?cy... Gdybym nie mog?a pos?ugiwa? si? s?owami samego Jezusa, mia?abym pokus? prosi? Ci? o ?ask?, by? mi pozwoli?a od?o?y? pióro... Ale nie, trzeba, bym dalej czyni?a z pos?usze?stwa to, co z pos?usze?stwa zacz??am.

Matko ukochana, napisa?am wczoraj, ?e dobra ziemskie nie s? moj? w?asno?ci?; winno mi ?atwo przychodzi? nie upomina? si? nigdy, gdy mi cokolwiek zabieraj?. Dobra Niebieskie tym bardziej nie nale?? do mnie, s? mi po?yczone przez Dobrego.

Boga i nie mam prawa nawet skar?y? si?, gdyby chcia? mi je odebra?. Tymczasem dobra pochodz?ce wprost od Pana Boga, zalety umys?u i serca, my?li g??bokie, tworz? bogactwo, do którego przywi?zujemy si? jak do w?asnego dobra, którego nikt nie ma prawa tkn??... Na przyk?ad: gdy - maj?c na to pozwolenie - podziel? si? z któr?? siostr? ?wiat?em odebranym na modlitwie, a ona wkrótce potem, rozmawiaj?c z inn?, przeka?e jej to zwierzenie, jako my?l w?asn?, wtedy s?dzimy, ?e zabra?a nie swoj? w?asno??. Albo te? w czasie rekreacji szepnie si? s?siadce dowcipne s?ówko; je?eli ona g?o?no je powtórzy nie podaj?c ?ród?a, sk?d pochodzi, mo?e si? to autorce wyda? kradzie?? i chocia? w pierwszej chwili nie upomni si? o nie, to jednak skorzysta z pierwszej okazji, aby sprytnie da? do zrozumienia, ?e przyw?aszczono sobie jej my?li.

Moja Matko, nie umia?abym tak dobrze okre?li? tych po?a?owania godnych sk?onno?ci natury, gdybym ich we w?asnym sercu nie do?wiadczy?a, a mile bym si? ?udzi?a, ?e tylko mnie one nawiedzaj?, gdyby? mi nie poleci?a wys?uchiwa? drogich ma?ych nowicjuszek zwierzaj?cych mi swe pokusy. Pe?ni?c misj?, któr? mi zleci?a?, sama du?o skorzysta?am, przede wszystkim za? znalaz?am si?? do praktykowania tego, czego uczy?am innych; teraz wi?c mog? powiedzie?, ?e dzi?ki ?asce Jezusa jestem ju? oderwana zarówno od zalet umys?u i serca, jak i dóbr ziemskich. Je?li przyjdzie mi na my?l i powiem co?, co spodoba si? moim siostrom, uwa?am to za rzecz ca?kiem naturaln?, kiedy uchwyc? to jako swoj? w?asno??. My?l ta pochodzi przecie? od Ducha ?wi?tego a nie ode mnie, wszak ?w. Pawe? zapewnia, ?e bez pomocy tego Ducha Mi?o?ci nie mo?emy nawet nazwa? imieniem "Ojciec" naszego Ojca, który jest w Niebie (1). Wolno mu zatem pos?ugiwa? si? mn?, kiedy chce poda? dobr? my?l jakiej? duszy; gdybym uwa?a?a, ?e ta my?l do mnie nale?a?a, by?abym jak "Osio? nios?cy relikwie" (2), który sobie przypisywa? oznaki czci sk?adane ?wi?tym.

Nie gardz? g??bokimi my?lami, które karmi? dusz? i ??cz? j? z Bogiem, ale dawno ju? zrozumia?am, ?e nie trzeba na nich zbytnio polega? i zak?ada? doskona?o?ci na otrzymywaniu wielkiej ilo?ci ?wiate?. Najpi?kniejsze my?li s? niczym bez uczynków. To prawda, ?e mog? one by? bardzo po?yteczne dla innych, dla tych, którzy okazuj? Panu Bogu pokorn? wdzi?czno?? za to, ?e pozwala im uczestniczy? w uczcie duszy, któr? spodoba?o Mu si? wzbogaci? ?askami; je?eli jednak ta dusza lubuje si? w swoich pi?knych my?lach i zanosi modlitw? faryzeusza, staje si? podobna do kogo?, kto umiera z g?odu, siedz?c przy suto zastawionym stole, podczas gdy jego go?cie korzystaj? obficie z uczty i raz po raz rzucaj? zazdrosne spojrzenia na posiadacza tych skarbów. Ach! jak to dobrze, ?e chocia? Bóg jeden zna g??biny serc... jak?e powierzchowne s? s?dy stworze?!... Kiedy widz? dusz? obdarzon? wi?kszym ?wiat?em, natychmiast wnioskuj?, ?e s? mniej ni? ona przez Jezusa mi?owane, a zatem nie s? powo?ane do takiej ?wi?to?ci jak ona. - Odk?d to Pan nie ma ju? prawa pos?ugiwa? si? jednym ze swych stworze? w celu rozdawania umi?owanym przez siebie dzieciom niezb?dnego im po?ywienia? W czasach Faraona Pan mia? jeszcze to prawo, bo w Pi?mie ?w. zwróci? si? do tego w?adcy: "Wynios?em ci? bardzo g?ównie dlatego, aby zaja?nia?a nad tob? MOJA MOC, oby imi? moje opowiadane by?o po ca?ej ziemi (3). Wieki przemin??y, odk?d Najwy?szy wypowiedzia? te s?owa, a jego post?powanie nie zmieni?o si?, zawsze u?ywa swych stworze? jako narz?dzi dla dope?nienia w duszach swego dzie?a.

Gdyby p?ótno, na którym artysta maluje, mog?o my?le? i mówi?, nie skar?y?oby si? zapewne, ?e jest nieustannie dotykane p?dzlem, nie zazdro?ci?oby równie? losu temu narz?dziu, wiedz?c, ?e bynajmniej nie p?dzlowi, ale kieruj?cemu nim arty?cie zawdzi?cza to pi?kno, którym zosta?o przybrane. P?dzel za? nie mo?e chlubi? si? z arcydzie?a dokonanego za jego po?rednictwem, wie bowiem, ?e to arty?ci o nie zabiegaj?, ?e igraj?c z trudno?ciami, wol? nieraz pos?ugiwa? si? narz?dziami s?abymi i u?omnymi.

Matko ukochana, jestem tym ma?ym p?dzelkiem, który Jezus wybra? sobie, by tworzy? swój obraz w duszach, które mi powierzy?a?. Arty?cie nie wystarczy tylko jeden p?dzel - potrzebuje przynajmniej dwóch; pierwszy jest najpotrzebniejszy, nim robi ogólne zarysy, szybko pokrywa ca?e p?ótno; drugi, mniejszy, s?u?y do wyka?czania szczegó?ów.

To Ciebie, moja Matko, wyobra?a mi ten cenny p?dzel, którym r?ka Jezusa pos?uguje si? z mi?o?ci?, gdy chce wykona? wielk? prac? w duszach twych dzieci, ja za? jestem tym ca?kiem male?kim, którego nast?pnie raczy u?ywa? do wyka?czania szczegó?ów.

Po raz pierwszy pos?u?y? si? Jezus swym ma?ym p?dzelkiem oko?o 8 grudnia 1892 r. Okres ten pozostanie dla mnie na zawsze pami?tnym czasem ?aski. Podziel? si? z Tob?, moja droga Matko, tymi s?odkimi wspomnieniami.

W pi?tnastym roku ?ycia, kiedy to mia?am szcz??cie wst?pi? do Karmelu, znalaz?am w nowicjacie towarzyszk? (4), która uprzedzi?a mnie tu o kilka miesi?cy; by?a ode mnie osiem lat starsza, ale jej dzieci?ce usposobienie pozwala?o zapomnie? o ró?nicy wieku; tote? wkrótce cieszy?a? si?, moja Matko, patrz?c na dwie postulantki, doskonale si? rozumiej?ce i nieroz??czne. By wesprze? to budz?ce si? uczucie, które - jak s?dzi?a? - mog?o by? owocne, pozwoli?a? nam od czasu do czasu na ma?e rozmówki duchowne. Moja droga ma?a towarzyszka zachwyca?a mnie swoj? niewinno?ci?, sw? otwart? natur?, ale z drugiej strony by?am zaskoczona widz?c, jak bardzo jej uczucie, którym Ciebie darzy?a, by?o odmienne od mego. Pragn??am, aby tak?e w swym stosunku do sióstr wiele rzeczy zmieni?a. Wówczas to Pan Bóg da? mi zrozumie?, ?e s? dusze, na które w mi?osierdziu swoim czeka nieznu?enie, którym udziela swego ?wiat?a stopniowo, tote? strzeg?am si? bardzo, by nie wyprzedzi? Jego godziny i oczekiwa?am cierpliwie, a? Jezus pozwoli jej nadej??.

Pewnego dnia, zastanawiaj?c si? nad udzielonym nam pozwoleniem rozmawiania ze sob?: by zapala? si? nawzajem wi?ksz? mi?o?ci? naszego Oblubie?ca - jak mówi? nasze ?w. Konstytucje - pomy?la?am ze smutkiem, ?e nasze rozmowy mijaj? si? z celem; tak wi?c Dobry Bóg da? mi pozna?, ?e chwila nadesz?a, ?e trzeba albo bez obawy powiedzie? wszystko, albo zaprzesta? tych rozmów, które przypominaj? raczej rozmowy dwóch ?wiatowych przyjació?ek. By?a to sobota; nazajutrz w czasie swego dzi?kczynienia b?aga?am Pana Boga, by w?o?y? w moje usta s?owa ?agodne i przekonywaj?ce, albo raczej, Sam mówi? przeze mnie. Jezus wys?ucha? mej pro?by i pozwoli?, ?e wynik przeszed? moje oczekiwanie, poniewa? Ci, którzy zwracaj? swoje spojrzenie na Niego, b?d? wys?uchani (Ps 33) (5) i Dla tych, którzy maj? serce prawe, w ciemno?ciach wzesz?a ?wiat?o?? (6). Pierwsze s?owa odnosz? si? do mnie, drugie do mej towarzyszki, która istotnie mia?a serce prawe... Spotka?y?my si? o oznaczonej godzinie; biedna siostrzyczka rzuciwszy na mnie wzrokiem natychmiast spostrzeg?a, ?e ju? nie jestem t? sam?. Rumieni?c si? usiad?a ko?o mnie, a ja tul?c jej g?ow? do swego serca, powiedzia?am jej przez ?zy wszystko, co o niej my?l?, ale w s?owach tak serdecznych, okazuj?c jej tak wiele uczucia, ?e wkrótce jej ?zy zmiesza?y si? z moimi. Przyzna?a z wielk? pokor?, ?e wszystko, co jej powiedzia?am, by?o prawdziwe, obieca?a zacz?? nowe ?ycie i prosi?a mnie jak o ?ask?, bym jej zawsze zwraca?a uwag?, kiedy pob??dzi. Wreszcie w chwili naszego rozej?cia si? nasze wzajemne uczucie sta?o si? ca?kowicie duchowe, nie pozosta?o ju? w nim nic ludzkiego (7). Zi?ci?o si? w nas zdanie Pisma ?w.: "Brat, który bywa wspierany przez brata, jest jak miasto umocnione"(8).

To, co Jezus uczyni? z pomoc? swego p?dzelka, by?oby si? wkrótce zatar?o, gdyby nie pos?u?y? si? Tob?, moja Matko, by dope?ni? swego dzie?a w duszy, któr? chcia? mie? wy??cznie dla siebie. Ta próba wyda?a si? mej biednej towarzyszce bardzo gorzka, ale twoja stanowczo?? zwyci??y?a i dopiero wtedy mog?am, staraj?c si? j? pocieszy?, wyja?ni? tej, któr? w sposób szczególny da?a? mi za siostr?, na czym polega prawdziwa mi?o??. Wykaza?am jej, ?e siebie sam? kocha?a nie Ciebie, powiedzia?am jej, jak ja Ciebie kocham i jakie ofiary musia?am ponie?? na pocz?tku mego ?ycia zakonnego, aby nawet w najmniejszym stopniu nie przywi?za? si? do Ciebie w sposób naturalny, tak jak pies przywi?zuje si? do swego pana. Mi?o?? karmi si? ofiar?; im wi?cej dusza unika zaspokojenia przyrodzonych sk?onno?ci serca, tym silniejsze i bardziej bezinteresowne staje si? jej uczucie.

Pami?tam, ?e b?d?c postulantk?, miewa?am nieraz bardzo silne pokusy, aby wej?? do Ciebie dla w?asnej przyjemno?ci, dla znalezienia kilku kropli rado?ci, jak by?am wówczas zmuszona szybko przechodzi? przed depozytorium (9) i chwyta? si? por?czy schodów. Przychodzi?o mi na my?l mnóstwo pozwole?, o które mog?abym prosi?, s?owem, moja ukochana Matko, wynajdywa?am tysi?ce racji, by zadowoli? natur?... Jak?e jestem teraz szcz??liwa, ?e odmawia?am sobie tego w pocz?tkach mego ?ycia zakonnego! Ciesz? si? ju? nagrod? obiecan? tym, którzy si? m??nie potykaj?. Nie czuj? ju? teraz koniecznej potrzeby odmawiania swemu sercu wszelkiej pociechy, bo dusza moja jest utwierdzona przez Tego, którego jedynie pragn? mi?owa?. Widz? wi?c z rado?ci?, ?e serce moje Jego tylko mi?uj?c, rozszerza si? tak, ?e zdolne jest kocha? swoich mi?o?ci? nieporównanie gor?tsz?, ni?by mog?o mie? dla nich, zamykaj?c si? w uczuciu samolubnym i bezowocnym.

Przypomnia?am Ci, moja droga Matko, pierwsz? prac?, któr? "wspólnie z Jezusem raczyli?cie wykona? za moim po?rednictwem; stanowi?a ona jedynie wst?p do tych, które potem by?y mi powierzane. Zaledwie danym mi by?o wnikn?? do sanktuarium dusz (10), natychmiast spostrzeg?am, ?e zadanie przechodzi?o moje si?y, rzuci?am si? wi?c jak dziecko w ramiona Bo?e i kryj?c w nich twarz, powiedzia?am Mu: Panie, jestem za ma?a, by nakarmi? twe dzieci; je?li chcesz dawa? im przeze mnie to, ka?demu jest potrzebne, nape?nij moj? ma?? d?o? Twoimi skarbami, a ja pozostaj?c w Twych ramionach i nie odwracaj?c g?owy, b?d? obdarza? dusz?, która do mnie przyjdzie. Je?eli w nich zasmakuje, uznam, ?e to nie mnie, ale Tobie zawdzi?cza; je?eli za?, przeciwnie, skar?y? si? b?dzie na zbytni? gorycz tego, co jej podaj?, nie b?d? si? tym niepokoi?, ale postaram si? jej wyt?umaczy?, ?e ten pokarm pochodzi od Ciebie i b?d? si? bardzo strzeg?a szukania dla niej czego? innego.

Moja Matko, odk?d zrozumia?am, ?e sama z siebie nie mog? nic uczyni?, obowi?zek, który na mnie w?o?y?a?, nie wydaje mi si? ju? tak trudny, zdaj? sobie spraw?, ?e rzecz? konieczn? dla mnie jest coraz ?ci?lejsze zjednoczenie z Jezusem, reszta za? b?dzie mi przydana w nadmiarze (11). I rzeczywi?cie, moja ufno?? nigdy nie dozna?a zawodu; Dobry Bóg raczy? nape?nia? moj? ma?? d?o?, ilekro? to by?o potrzebne dla nakarmienia duszy moich sióstr. Wyznaj? Ci, Matko ukochana, ?e gdybym cho? troch? opiera?a si? na w?asnych si?ach, trzeba by mi by?o szybko z?o?y? bro?. Czyni? dobrze duszom, umacnia? je w mi?o?ci Bo?ej, wreszcie kszta?towa? je wed?ug osobistego zapatrywania i w?asnych my?li - z daleka wygl?da to ró?owo. Z bliska jednak jest ca?kiem inaczej i nie przedstawia si? ró?owo... wtedy si? czuje, ?e czyni? dobrze bez pomocy Bo?ej jest rzecz? równie? niemo?liw? jak sprawi?, by s?o?ce ?wieci?o w nocy... Wtedy si? czuje, ?e trzeba zupe?nie poniecha? w?asnych upodoba? i osobistych pogl?dów i prowadzi? dusze drog?, któr? Jezus dla ka?dej wykre?li?, nie pozwalaj?c im, by chodzi?y w?asnymi ?cie?kami. Ale nie to jeszcze jest najtrudniejsze; co mnie najwi?cej kosztuje, to zwracanie uwagi na b??dy, na najmniejsze niedoskona?o?ci i wydawanie im ?miertelnej walki. Mia?abym ochot? powiedzie?: na nieszcz??cie dla mnie (ale nie, to by?oby tchórzostwem), powiem wi?c: na szcz??cie dla mych sióstr, odk?d spocz??am w ramionach Jezusa, sta?am si? podobna do stra?nika obserwuj?cego nieprzyjaciela z najwy?szej baszty warownego zamku. Nic nie ujdzie przed moim wzrokiem; cz?sto sama si? dziwi?, ?e tak jasno widz? i rozumiem dobrze proroka Jonasza, ?e uciek?, zamiast pój?? zawiadomi? Niniw? o zag?adzie. Wola?abym sama by? tysi?c razy upomniana, ni? upomina? innych, czuj? jednak, ?e trzeba, by sprawia?o mi to przykro??, kiedy bowiem dzia?a si? pod wp?ywem natury, jest rzecz? niemo?liw?, by dusza, której b??dy si? odkrywa, zrozumia?a swój brak s?uszno?ci, widzi bowiem tylko jedno: siostra - zobowi?zana do kierowania mn? - gniewa si?, i wszystko spada na mnie, cho? jestem pe?na najlepszych intencji.

Dobrze wiem, ?e twoje ma?e baranki uwa?aj? mnie za surow?. Gdyby przeczyta?y te s?owa, powiedzia?yby, ?e wygl?dam na to, jakby mnie najmniej w ?wiecie kosztowa?o tak biega? za nimi, przemawia? do nich tonem surowym, ukazuj?c im, ?e zbruka?y swoje pi?kne runo, albo te? przynosi? im odrobin? wyrwanej we?ny, któr? pozostawi?y na przydro?nych cierniach. Ma?e baranki mog? mówi?, co si? im podoba; w g??bi jednak czuj?, ?e je kocham mi?o?ci? prawdziw?, ?e nigdy nie na?ladowa?abym najemnika, który widz?c nadchodz?cego wilka, opuszcza owce i ucieka (12). Gotowa jestem odda? za nie ?ycie, ale moja mi?o?? jest tak czysta, ?e nawet nie pragn?, by by?a im znana. Nigdy, za ?ask? Jezusa, nie ubiega?am si? o pozyskanie ich serc dla siebie, rozumia?am, ?e moj? misj? jest prowadzi? je do Boga i pomóc im zrozumie?, ?e tu na ziemi, Ty, Matko, jeste? widzialnym Jezusem, którego maj? kocha? i szanowa?.

Powiedzia?am Ci ju?, moja droga Matko, ?e ucz?c drugich, sama wiele si? nauczy?am. Przede wszystkim przekona?am si?, ?e wszystkie dusze przechodz? przez te same mniej wi?cej walki, z drugiej jednak strony tak dalece jedna od drugiej jest ró?na, ?e nietrudno mi zrozumie? to, co mówi? Ojciec Pichon:

"Dusze ludzkie ró?ni? si? mi?dzy sob? o wiele bardziej ni? ludzkie twarze". Jest istotnie rzecz? niemo?liw? post?powa? z wszystkimi w ten sam sposób. Wobec jednych czuj?, ?e winnam sta? si? male?k?, nie l?ka? si? samoupokorzenia przez wyznanie w?asnych walk i pora?ek. Moje siostrzyczki widz?c, ?e mam te same co one s?abo?ci, wyjawiaj? mi z kolei b??dy, które sobie wyrzucaj?, i ciesz? si?, ?e znam je z w?asnego do?wiadczenia. Z innymi znów przeciwnie, widz?, ?e dla ich dobra musz? si? uzbroi? w wielk? stanowczo?? i nigdy nie cofa? tego, co raz powiedzia?am. Tutaj uni?enie si? by?oby objawem nie pokory, ale s?abo?ci. Z ?aski Bo?ej nie l?kam si? walki; pragn? za wszelk? cen? spe?ni? swój obowi?zek. Nieraz s?ysza?am: "Je?li chcesz cokolwiek ze mnie zrobi?, to tylko mi?o?ci?; si?? niczego nie doka?esz". Wiem, ?e nikt nie jest dobrym s?dzi? we w?asnej sprawie, a dziecko, któremu lekarz ma zrobi? bolesn? operacj?, nie omieszka g?o?no krzycze? i wo?a?, ?e lekarstwo jest gorsze od samej choroby; po kilku miesi?cach jednak, kiedy ju? wyzdrowieje, jest szcz??liwe, ?e mo?e bawi? si? i biega?. Podobnie dzieje si? z duszami; wkrótce i one rozumiej?, ?e odrobina goryczy jest lepsza od pociech i nie obawiaj? si? tego uzna?. Kilkakrotnie nie mog?am powstrzyma? si? od wewn?trznego u?miechu na widok zmiany, jaka zasz?a z dnia na dzie?; to jest wprost cudowne... Przychodz?, by mi powiedzie?: "Mia?a? wczoraj racj?, ?e by?a? surowa, zrazu oburzy?o mnie to, ale potem zastanowi?am si? i widz?, ?e post?pi?a? bardzo sprawiedliwie... Pos?uchaj: wychodz?c pomy?la?am, ?e wszystko sko?czone; mówi?am sobie: pójd? do naszej Matki i powiem jej, ?e nie chc? ju? chodzi? do S. T. od Dz. Jezus. Czu?am jednak ?e podsuwa mi to szatan, a potem zdawa?o mi si?, ?e siostra modli si? za mnie, uspokoi?am si? wi?c i zaja?nia?o mi ?wiat?o, ale teraz trzeba, by? mnie o?wieci?a do reszty, i po to tu przysz?am". Rozmowa nawi?zuje si? bardzo szybko, jestem bardzo szcz??liwa, ?e mog? pój?? za porywem serca, nie u?ywaj?c ?adnego gorzkiego s?owa. Tak, ale... szybko spostrzegam, ?e nie trzeba si? zbyt spieszy?, jedno s?owo mo?e zniszczy? pi?kn? budowl? wzniesion? w?ród ?ez. Je?eli na nieszcz??cie powiem jedno s?owo, które zda si? ?agodzi? to, co w przeddzie? powiedzia?am, widz?, ?e moja siostrzyczka próbuje uchwyci? si? tego jak deski ratunku, wi?c krótko modl? si? wewn?trznie i prawda odnosi zwyci?stwo. O! to modlitwa i ofiara stanowi? ca?? moj? si??, one s? t? niewidzialn? broni?, któr? mi da? Jezus, one - cz?sto tego do?wiadczy?am - o wiele lepiej ni? s?owa potrafi? wzruszy? dusze. Jedno z tych do?wiadcze? wywar?o na mnie s?odkie i g??bokie wra?enie.

By? czas wielkiego postu. Zajmowa?am si? wówczas tylko jedn? nowicjuszk? (13), przebywaj?c? tutaj, której by?am anio?em (14). Pewnego dnia przysz?a do mnie rozpromieniona i mówi: "Ach! gdyby?, siostro, wiedzia?a, jak pi?kny mia?am sen tej nocy: by?am przy mojej siostrze i chcia?am j? oderwa? od wszystkich marno?ci, które tak bardzo kocha, i w tym celu wyja?nia?am jej t? strofk? z "?y? mi?o?ci?": "Kocha? Ci? Jezu, jaka? to owocna strata! Wszystkie moje wonno?ci s? dla Ciebie bezpowrotnie". Czu?am, ?e moje s?owa przenikaj? do jej duszy i by?am uradowana. Przebudziwszy si? rano pomy?la?am, ?e mo?e Dobry Bóg chce, bym Mu t? dusz? pozyska?a. Gdybym tak po sko?czeniu wielkiego postu napisa?a do niej i opowiedzia?a jej mój sen, dodaj?c, ?e Jezus chce j? mie? ca?? dla Siebie?"

Nie namy?laj?c si? d?ugo, powiedzia?am jej, ?e mo?e spróbowa? to zrobi?, ale najpierw musi poprosi? Nasz? Matk? o pozwolenie. Do ko?ca postu by?o jeszcze daleko, tote? by?a?, Matko ukochana, bardzo zdumiona t? przedwczesn? pro?b? i widocznie z natchnienia Bo?ego odpowiedzia?a?, ?e karmelitanka winna zbawia? dusze nie przez listy, ale modlitw?.

Dowiedziawszy si? o twojej decyzji, ja z kolei przekona?am si?, ?e tego chce Jezus i powiedzia?am do S. Marii od Trójcy ?w.: "We?my si? zatem do dzie?a i módlmy si? wiele! Jaka to b?dzie rado??, je?eli do ko?ca postu zostaniemy wys?uchane!... O! jak niesko?czone jest mi?osierdzie Pana, który zechcia? wys?ucha? modlitwy swych dzieci... Pod koniec postu jedna dusza wi?cej po?wi?ci?a si? Jezusowi. By? to prawdziwy cud ?aski, cud wyproszony gorliwo?ci? pokornej nowicjuszki!

Jak?e wi?c wielka jest pot?ga Modlitwy! Mo?na by rzec, ?e to królowa, która ma w ka?dej chwili wolny przyst?p do króla i mo?e otrzyma? wszystko, o co prosi. Aby zosta? wys?uchanym, nie trzeba koniecznie odczytywa? z ksi??ki pi?knej formu?ki, u?o?onej na dan? okoliczno??; gdyby tak by?o... niestety! jak?e by?abym godna po?a?owania!... Poza Oficjum Pa?skim, które odmawia? jestem tak bardzo niegodna, nie mam odwagi zmusza? si? do wyszukiwania pi?knych modlitw w ksi??kach; od tego a? g?owa mnie boli, tak ich jest du?o... a poza tym wszystkie s? bardzo pi?kne, jedna ?adniejsza od drugiej... Nie zdo?am odmawia? wszystkich, a nie wiedz?c, któr? z nich wybra?, post?puj? jak dzieci nie umiej?ce czyta?: mówi? Panu Bogu po prostu, co chc? Mu powiedzie?, nie sil?c si? na pi?kne zdania, a On mnie zawsze zrozumie... Dla mnie modlitwa jest wzniesieniem serca, prostym wejrzeniem ku Niebu, okrzykiem wdzi?czno?ci i mi?o?ci zarówno w cierpieniu jak i w rado?ci; na koniec jest to co? wielkiego, nadprzyrodzonego, co rozszerza m? dusz? i jednoczy mnie z Jezusem.

Nie chcia?abym jednak, moja ukochana Matko, by? s?dzi?a, ?e wspólne modlitwy w chórze albo w ermita?u odmawiam bez nabo?e?stwa. Przeciwnie, bardzo kocham wspólne modlitwy, bo Jezus obieca? by? po?ród tych, którzy si? zbieraj? w imi? Jego (15); czuj? wtedy, ?e ?arliwo?? mych sióstr dope?nia moj?; gdy jednak zostaj? sama (wstydz? si? to wyzna?) odmawianie ró?a?ca kosztuje mnie wi?cej, ni? u?ywanie narz?dzi pokutnych... Czuj?, ?e tak ?le go odmawiam! Musz? zadawa? sobie gwa?t, by rozmy?la? o tajemnicach ró?a?cowych; nie mog? skupi? my?li... D?ugi czas smuci?am si? tym brakiem pobo?no?ci, który mnie zadziwia?, bo tak bardzo kocham Naj?wi?tsz? Pann?, ?e powinnam z ?atwo?ci? odmawia? ku Jej czci modlitwy, tak Jej mi?e. Teraz ju? mniej si? martwi?; my?l?, ?e skoro Królowa Nieba jest moj? MATK?, jest zadowolona, widz?c moj? dobr? wol?.

Nieraz, kiedy mój umys? pogr??ony jest w tak wielkiej osch?o?ci, ?e niemo?liwo?ci? staje si? dla mnie wydobycie z niego cho?by jednej my?li jednocz?cej mnie z Bogiem, odmawiam bardzo powoli "Ojcze Nasz", a potem pozdrowienie anielskie; wówczas te modlitwy porywaj? mnie i karmi? m? dusz? o wiele lepiej, ni? gdybym odmówi?a je setki razy, ale z po?piechem!...

Naj?wi?tsza Panna okazuje mi, ?e nie jest na mnie zagniewana; nie omieszka opiekowa? si? mn?, ilekro? Jej wzywam. Kiedy ogarnia mnie niepokój, zamieszanie, natychmiast zwracam si? do Niej i zawsze zaopiekuje si? mymi sprawami jak najczulsza Matka. Ile? to razy przychodzi mi J? wzywa? podczas rozmowy z nowicjuszkami i mam mo?no?? odczu? b?ogos?awie?stwo Jej macierzy?skiej opieki!...

Nowicjuszki mówi? mi cz?sto: "Ze te? siostra ma zawsze na wszystko gotow? odpowied?, my?la?am, ?e tym razem wprowadz? siostr? w zak?opotanie... Sk?d siostra czerpie te odpowiedzi?" S? one na tyle prostoduszne, by wierzy?, ?e czytam w ich duszy, poniewa? nieraz zdarzy?o mi si? uprzedzi? je i powiedzie? im, co my?l?. Pewnej nocy jedna z mych towarzyszek (16) postanowi?a ukry? przede mn? trosk?, która sprawia?a jej wiele cierpienia. Spotka?am j? rano; kiedy odezwa?a si? do mnie z u?miechem, wówczas - nie odpowiadaj?c na to, co mi mówi?a - powiedzia?am przekonywaj?cym tonem: "Siostra ma zmartwienie". Gdyby za moj? spraw? ksi??yc spad? pod jej nogi, nie mog?aby spojrze? na mnie z wi?kszym zdziwieniem. Jej zdumienie by?o tak wielkie, ?e i mnie si? udzieli?o, i na chwil? ogarn?? mnie l?k przed czym? nadprzyrodzonym. By?am pewna, ?e nie mam daru czytania w duszach i dlatego tak si? zdziwi?am, ?e moje powiedzenie okaza?o si? s?uszne. Doskonale czu?am, ?e Dobry Bóg jest tu? blisko, ?e - nie zdaj?c sobie z tego sprawy - powiedzia?am jak dziecko s?owa, która nie pochodzi?y ode mnie, ale od Niego.

Matko moja ukochana, wiesz, ?e nowicjuszkom wszystko jest dozwolone; trzeba, ?eby mog?y powiedzie? wszystko, co my?l?, bez ?adnych ogranicze?, tak dobre jak i z?e. Jest to dla nich o tyle ?atwiejsze, ?e wobec mnie nie powstrzymuje ich szacunek nale?ny mistrzyni. Nie mog? powiedzie?, by Jezus prowadzi? mnie zewn?trznie drog? upokorze?; poprzestaje On na upokarzaniu mnie w g??bi mej duszy; w oczach stworze? wszystko mi si? udaje, id? drog? zaszczytów, o tyle, o ile jest to mo?liwe w zakonie. Rozumiem, ?e nie dla mego po?ytku, ale dla innych, trzeba mi kroczy? drog? tak niebezpieczn?. Istotnie, gdybym w oczach zgromadzenia uchodzi?a za zakonnic? pe?n? wad, niezdoln?, pozbawion? inteligencji i rozs?dku, niemo?liwo?ci? by?oby, moja Matko, by? mog?a mie? ze mnie pomoc. Oto dlaczego Dobry Bóg rzuci? zas?on? na wszystkie moje braki zewn?trzne i wewn?trzne. Ta zas?ona sprawia, ?e niekiedy otrzymuj? pochwa?y ze strony nowicjuszek; wiem jednak dobrze, ?e nie robi? tego z pochlebstwa, ?e jest to wyraz ich naiwnego uczucia; ale doprawdy nie wbija mnie to w pych?, mam bowiem ci?gle ?wiadomo??, czym jestem. Czasem jednak bardzo pragn? us?ysze? co? innego ni? pochwa?y. Wiesz o tym, Matko ukochana, ?e przek?adam ocet nad cukier, ponadto moja dusza nu?y si? pokarmem zbyt s?odkim; tote? Jezus pozwala, by mi podano sa?atk? dobrze polan? octem, mocno przyprawion? korzeniami, niczego jej nie brakuje, prócz oliwy, co jeszcze dodaje jej smaku... T? dobr? sa?atk? podaj? mi nowicjuszki w chwili najbardziej nieoczekiwanej. Pan Bóg uchyla zas?on? kryj?c? moje niedoskona?o?ci, wi?c drogie siostrzyczki spostrzeg?szy, jak? jestem naprawd?, konstatuj?, ?e moje post?powanie przesta?o im si? podoba?. Z prostot?, która mnie zachwyca, opowiadaj?, jakie walki przechodz? z mego powodu, co im si? we mnie nie podoba; czyni? to wreszcie bez najmniejszego zak?opotania, jakby chodzi?o o kogo? innego, wiedz? bowiem, ?e takim post?powaniem sprawiaj? mi najwi?ksz? przyjemno??. Ach! Doprawdy, to wi?cej ni? przyjemno??, to rozkoszna biesiada, nape?niaj?ca dusz? rado?ci?. Nie pojmuj?, jak rzecz tak niemi?a dla natury mo?e dawa? tyle szcz??cia; gdybym tego nie do?wiadczy?a, nie potrafi?abym uwierzy?... Pewnego dnia, kiedy w sposób szczególny pragn??am by? upokorzon?, nadesz?a jedna z nowicjuszek i tak dobrze zatroszczy?a si?, by mnie w tym zadowoli?, ?e natychmiast przyszed? mi na my?l Semej z?orzecz?cy Dawidowi (17), i powiedzia?am sobie: Tak, to na pewno Pan rozkaza? jej, by powiedzia?a mi to wszystko... I moja dusza z rozkosz? przyjmowa?a ten gorzki pokarm, którego dostarczono jej obficie.

W taki to sposób Pan Bóg raczy stara? si? o mnie. Nie zawsze mo?e podawa? mi wzmacniaj?cy chleb zewn?trznego upokorzenia, ale od czasu do czasu pozwala mi ?ywi? si? okruchami, które spadaj? ze sto?u DZIECI (18). o! jak?e wielkie jest Jego mi?osierdzie; b?d? je mog?a wy?piewa? dopiero w Niebie...

Matko ukochana, skoro ju? na ziemi zacz??am z Tob? opiewa? to niesko?czone mi?osierdzie, powinnam wspomnie? o jeszcze jednej wielkiej korzy?ci, jak? odnosz? z powierzonej mi przez Ciebie misji. Otó? dawniej, gdy co? nie podoba?o mi si? w post?powaniu której? z sióstr i wydawa?o mi si? przeciwne regule, mówi?am sobie: O! gdybym mog?a jej powiedzie?, co o tym my?l?, wykaza? jej, ?e b??dzi, jak?? by mi to przynios?o ulg?. Odk?d sta?o si? to poniek?d moim zawodem, zapewniam Ci?, moja Matko, ?e zupe?nie zmieni?am zdanie. Teraz, kiedy zobacz?, ?e która? z sióstr czyni co?, co wydaje mi si? niedoskona?ym, mówi? sobie z uczuciem ulgi: Co za szcz??cie, ?e to nie nowicjuszka; nie mam obowi?zku jej upomina?. I staram si? natychmiast wyt?umaczy? siostr? przypisuj?c jej dobr? intencj?, któr? niew?tpliwie mia?a! Ach! moja Matko, odk?d jestem chora, twoje starania o mnie jeszcze lepiej pouczy?y mnie, czym jest mi?o?? bli?niego. ?adne lekarstwo nie wydaje Ci si? zbyt drogie, a je?li nie jest skuteczne, nie zniech?casz si?, ale próbujesz czego innego. Jak?? trosk? otaczasz mnie, kiedy przychodz? na rekreacj?, jak starasz si?, bym mia?a dobre miejsce, zabezpieczone od przeci?gu! Wreszcie, gdybym chcia?a wszystko powiedzie?, nie sko?czy?abym nigdy.

Rozwa?aj?c to wszystko, dosz?am do przekonania, ?e powinnam by? równie wspó?czuj?ca wobec duchowych s?abo?ci moich sióstr, jak Ty, moja droga Matko, gdy z tak? mi?o?ci? mnie piel?gnujesz.

Zauwa?y?am (i jest to zupe?nie naturalne), ?e im która? z sióstr jest bardziej ?wi?ta, tym wi?cej jest kochana; ?e szuka si? sposobno?ci do rozmowy z ni?, oddaje si? jej przys?ugi, o które nawet nie prosi?a, jednym s?owem, dusze zdolne do znoszenia braku wzgl?dów i delikatno?ci otacza powszechna mi?o??. Mo?na by do nich zastosowa? te s?owa naszego Ojca, ?w. Jana od Krzy?a: "Wszystkie dobra zosta?y mi dane, odk?d nie poszukiwa?em ich dla zadowolenia mi?o?ci w?asnej" (19).

Z duszami niedoskona?ymi jest przeciwnie, ich towarzystwa nikt nie poszukuje; wprawdzie zachowuje si? wobec nich normy zakonnej grzeczno?ci, ale unika si? ich towarzystwa, by? mo?e z obawy, by nie powiedzie? im jakich? niemi?ych s?ów. - Mówi?c o duszach niedoskona?ych, nie mam na my?li jedynie ich niedoskona?o?ci duchowych, poniewa? nawet najbardziej ?wi?te osi?gn? doskona?o?? dopiero w Niebie; chodzi mi tu o brak rozs?dku, wychowania, dra?liwo?? w?a?ciw? niektórym usposobieniom, czyli te wszystkie rzeczy, które bynajmniej nie umilaj? ?ycia. Wiem, ?e te u?omno?ci moralne s? chroniczne i nie ma nadziei na uleczenie z nich, ale równocze?nie wiem dobrze, ?e moja Matka nie przestanie mnie piel?gnowa? i stara? si? o sprawienie mi ulgi, cho?by mi przysz?o chorowa? ca?e ?ycie. Wyci?gam st?d taki oto wniosek: powinnam w czasie rekreacji czy te? rozmów, na które jest pozwolenie, poszukiwa? towarzystwa sióstr najmniej mi mi?ych i wobec tych dusz zranionych pe?ni? rol? dobrego Samarytanina. Jedno s?owo, jeden mi?y u?miech wystarcz?, by rozweseli? dusz? smutn?; jednak absolutnie nie w tym celu chc? praktykowa? mi?o?? bli?niego, zniech?ci?abym si? bowiem bardzo szybko; s?owo wypowiedziane w najlepszej intencji mo?e by? zupe?nie przeciwnie zinterpretowane. Tote?, by nie narazi? si? na strat? czasu, chc? by? przyjemna dla wszystkich (a szczególnie dla sióstr, które s? mniej mi?e) w tym celu, by rozradowa? Jezusa i wype?ni? rad?, któr? da? w Ewangelii w tych oto mniej wi?cej s?owach: "Kiedy urz?dzasz uczt?, nie zapraszaj swych krewnych ani przyjació?, z obawy, by oni z kolei nie zaprosili ciebie i by? w ten sposób nie otrzyma? swojej zap?aty; ale zapraszaj ubogich, chromych, paralityków, a b?dziesz szcz??liwy, bo oni nie b?d? mogli odwdzi?czy? ci si? (20), a Ojciec twój, który widzi w skryto?ci, nagrodzi ci?" (21).

Jak?? uczt? mo?e sprawi? karmelitanka swoim siostrom, je?li nie uczt? duchow?, z?o?on? z mi?o?ci wdzi?cznej i radosnej? Innej uczty nie znam i chc? na?ladowa? ?w. Paw?a, który weseli? si? z wesel?cymi (22). Prawda, ?e i p?aka? z p?acz?cymi, tote? na uczcie, któr? chc? wyprawi?, winny pojawi? si? i ?zy; zawsze jednak stara? si? b?d?, by w ko?cu fzy te zamieni?y si? w rado?? (23), poniewa? Pan mi?uje tych, którzy daj? z rado?ci? (24).

Przypominam sobie pewien akt mi?o?ci bli?niego, do którego Dobry Bóg da? mi natchnienie, kiedy by?am jeszcze nowicjuszk?. By? to drobiazg, mimo to nasz Ojciec, który widzi w skryto?ci, który bardziej zwraca uwag? na intencj? ni? na wielko?? uczynku, nagrodzi? mnie ju? tutaj, nie czekaj?c na ?ycie przysz?e. By?o to w okresie, gdy S. od ?w. Piotra przychodzi?a jeszcze do chóru i do refektarza. Podczas modlitwy wieczornej (25) jej miejsce by?o przede mn?; 10 minut przed szóst?, która? z sióstr winna by?a zaprowadzi? j? do refektarza, poniewa? infirmerki mia?y za du?o chorych, aby mog?y przyj?? po ni?. Wiele mnie kosztowa?o ofiarowa? si? jej do spe?niania tej ma?ej przys?ugi, wiedzia?am bowiem, ?e nie ?atwo by?o zadowoli? biedn? siostr? od ?w. Piotra, która bardzo cierpi?c, nie lubi?a zmiany prowadz?cej j? siostry. Tymczasem nie chcia?am straci? tak pi?knej okazji spe?nienia aktu mi?o?ci bli?niego, maj?c w pami?ci to, co powiedzia? Jezus: "Co uczynili?cie najmniejszemu z moich, mnie?cie uczynili" (26). Zg?osi?am si? wi?c bardzo pokornie do prowadzenia jej: nie bez trudu jednak przysz?o mi uzyska? jej zgod?! Wreszcie zabra?am si? do dzie?a i okaza?am tyle dobrej woli, ?e powiod?o mi si? doskonale.

Ka?dego wieczoru, gdy tylko spostrzeg?am, ?e moja S. od ?w. Piotra potrz?sa klepsydr?, wiedzia?am, ?e chce mi przez to powiedzie?: ruszamy w drog?! Nie do uwierzenia, ile mnie kosztowa?o ruszy? si? z miejsca, zw?aszcza na pocz?tku, jednak czyni?am to natychmiast, po czym rozpoczyna?a si? ca?a ceremonia. Nale?a?o j? podnie?? i przesun?? ?awk? w pewien okre?lony sposób, przede wszystkim niezbyt pospiesznie, w ko?cu rusza?y?my w drog?. Trzeba by?o i?? za biedn? chor? podtrzymuj?c j? za pasek: robi?am to jak tylko mog?am najostro?niej; je?eli jednak, na nieszcz??cie, potkn??a si?, zaraz zdawa?o si? jej, ?e trzymam j? ?le, ?e upadnie. - "O mój Bo?e! siostra idzie za szybko, siostra mnie porozbija". Je?eli próbowa?am i?? jeszcze ostro?niej - "Ale? niech mnie siostra trzyma, nie czuj? twej r?ki, pu?ci mnie siostra, upadn?; ach! mia?am racj? mówi?c, ?e jest siostra za m?oda, by mnie prowadzi?". W ko?cu bez dalszych przygód dociera?y?my do refektarza. Tam powstawa?y nowe trudno?ci; trzeba by?o posadzi? S. od ?w. Piotra tak zr?cznie, by jej nie urazi?, nast?pnie nale?a?o zawin?? jej r?kawy (tak?e w pewien okre?lony sposób); potem by?am wolna i mog?am si? oddali?. Swymi biednymi, zniekszta?conymi r?kami przygotowywa?a sobie, jak umia?a, chleb na miseczce. Wkrótce to spostrzeg?am i ka?dego wieczoru, zanim odesz?am, oddawa?am jej jeszcze i t? przys?ug?. Poniewa? nie prosi?a mnie o to, by?a wzruszona, ?e sama zauwa?y?am. I tak to niechc?cy zyska?am wkrótce jej ?aski, przede wszystkim tym (jak si? pó?niej dowiedzia?am), ?e ukroiwszy jej chleb, darzy?am j? przed odej?ciem moim najpi?kniejszym u?miechem.

Matko ukochana, mo?e Ci? to zdziwi, ?e opisuj? ten ma?y akt mi?o?ci, dawno spe?niony. Czyni? to jedynie dlatego, poniewa? czuj?, ?e dzi?ki niemu winnam opiewa? zmi?owania Pana, który zostawi? mi pami?? o tym niby wonne tchnienie, zach?caj?ce mnie do praktykowania mi?o?ci. Nieraz przypominam sobie ró?ne szczegó?y, które s? dla mojej duszy jakby wiosennym powiewem. A oto jeden z nich, który szczególnie pami?tam: Pewnego wieczoru spe?nia?am jak co dzie? swoj? drobn? powinno??; by?o zimno, panowa?a noc... nagle us?ysza?am z oddali harmonijny d?wi?k instrumentów muzycznych; stan?? mi przed oczyma salon rz?si?cie o?wietlony, l?ni?cy od z?oce?; elegancko ubrane m?ode dziewcz?ta, prawi?ce sobie nawzajem komplementy i ?wiatowe grzeczno?ci. Wzrok mój przeniós? si? nast?pnie na biedn? chor?, któr? podtrzymywa?am; zamiast melodii dochodzi?y od czasu do czasu do moich uszu jej ?a?osne skargi; zamiast z?oce? widzia?am ceg?y naszej surowej klauzury, zaledwie rozja?nione s?abym p?omykiem lampki. Nie jestem w stanie wyrazi?, co dzia?o si? w mojej duszy; to tylko wiem, i? Pan rozja?ni? j? promieniami prawdy, tak dalece przewy?szaj?cymi pos?pny blask ziemskich uciech, ?e nie mog?am uwierzy? memu szcz??ciu... Ach! nie odda?abym dziesi?ciu minut pe?nienia mego pokornego uczynku mi?o?ci za tysi?c lat radowania si? ziemskimi uciechami... Je?eli ju? teraz, po?ród cierpienia i walki, na sam? my?l, ?e Bóg wyrwa? nas ze ?wiata, prze?ywamy chwile szcz??cia przerastaj?cego wszystkie ziemskie rado?ci, to co dopiero b?dzie w Niebie, kiedy w?ród wiecznych rado?ci j wiecznego pokoju poznamy, jak niewypowiedzian? ?ask? Par nam wy?wiadczy? wybieraj?c nas, by?my zamieszka?y w Jego domu (27), prawdziwym przedsionku Nieba?...

Nie zawsze z takim rozradowaniem praktykowa?am mi?o?? bli?niego, na pocz?tku jednak mego zakonnego ?ycia Jezus da? mi odczu?, jak s?odko jest widzie? Go w duszach Jego oblubienic; tote? prowadzi?am S. od ?w. Piotra z tak? mi?o?ci?, ?e nie by?abym w stanie zrobi? tego lepiej, gdyby mi przysz?o prowadzi; samego Jezusa. Praktykowanie mi?o?ci bli?niego - jak Ci o tym, droga Matko, dopiero co wspomnia?am - nie zawsze przychodzi?o mi ?atwo; na dowód tego opowiem Ci o ró?nych zmaganiach, z których b?dziesz si? ?mia?a. Przez d?ugi czas podczas wieczornego rozmy?lania zajmowa?am miejsce (28) przed siostr?, która mia?a zabawne przyzwyczajenie, a jak s?dz?... równie? wiele ?wiat?a, poniewa? bardzo rzadko pos?ugiwa?a si? ksi??k?. Oto co spostrzeg?am: Siostra ta, gdy tylko wesz?a, natychmiast zaczyna?a robi? dziwny szmer, jakby ociera?a wzajemnie dwie muszelki. Tylko ja jedna zwróci?am na to uwag?, bo s?uch mam nadzwyczaj ostry (nieraz a? za bardzo). Nie jestem w stanie wyrazi?, moja Matko, jak mnie ten nieznaczny ha?as m?czy?. Mia?am wielk? ochot? odwróci? g?ow? i spojrze? na winn?, która na pewno nie zdawa?a sobie sprawy ze swego nawyku; nie by?o innego sposobu, by jej to u?wiadomi?. W g??bi serca czu?am jednak, ?e lepiej b?dzie znie?? to z mi?o?ci ku Bogu i nie robi? przykro?ci siostrze. Trwa?am wi?c spokojnie, usi?uj?c jednoczy? si? z Panem Bogiem i zapomnie? o cichym szmerze... wszystko na darmo. Czu?am, ?e pot mnie oblewa i by?am zmuszona odprawia? jedynie modlitw? polegaj?c? na znoszeniu tego cierpienia; pogr??ona w udr?ce szuka?am jednak sposobu, by czyni? to bez irytacji, ale z rado?ci? i pokojem, przynajmniej wewn?trz duszy. Stara?am si? wi?c pokocha? ten dra?ni?cy szelest i zamiast czyni? wysi?ki, by go nie s?ysze? (co by?o rzecz? niemo?liw?), s?ucha?am go z pe?n? uwag?, jakby to by? zachwycaj?cy koncert, i ca?e moje rozmy?lanie (a nie by?a to bynajmniej modlitwa odpocznienia) up?ywa?o na ofiarowywaniu Jezusowi tego koncertu.

Innym razem znalaz?am si? w pralni naprzeciw siostry, która, ilekro? podnosi?a chustki na swojej ?awce, opryskiwa?a mi twarz brudn? wod?. Zrazu odruchowo chcia?am si? cofn?? i otrze? twarz, a tym samym zwróci? uwag? siostrze, która mnie kropi?a, najspokojniej w ?wiecie oddaj?c mi t? przys?ug?. Zaraz jednak przysz?o mi na my?l, ?e post?pi?abym bardzo niem?drze, gdybym odrzuci?a skarby, tak wspania?omy?lnie mi ofiarowane i bardzo uwa?a?am, by nie da? pozna? po sobie wewn?trznych zmaga?. Usi?owa?am obudzi? w sobie pragnienie, by mnie jak najobficiej oblewano brudn? wod?, i dosz?am do tego, ?e w ko?cu rzeczywi?cie polubi?am ten nowy rodzaj pokropienia i przyrzek?am sobie, ?e na drugi raz wróc? na to uprzywilejowane miejsce, gdzie mo?na otrzyma? tyle skarbów.

Widzisz wi?c, Matko ukochana, ?e jestem male?k? dusz?, która mo?e ofiarowa? Panu Bogu tylko male?kie rzeczy, i to jeszcze cz?sto mi si? zdarza pomin?? okazje do tych ma?ych ofiar, które daj? duszy tyle pokoju; nie zniech?cam si? tym jednak, godz? si? posiada? nieco mniej pokoju i staram si? by? na przysz?o?? uwa?niejsza.

Ach! Pan jest dla mnie tak dobry, ?e obawa przed Nim wydaje mi si? rzecz? niemo?liw?; obdarza? mnie zawsze tym, czego pragn??am, a raczej dawa? mi pragnienie tego, czym chcia? mnie obdarzy?. I tak, na krótko przed pocz?tkiem moich pokus przeciw wierze mówi?am sobie: doprawdy, nie mam wielkich cierpie? zewn?trznych, ?ebym za? mog?a dozna? wewn?trznych, musia?by chyba Pan Bóg odmieni? drog?, któr? mnie prowadzi; jednak nie s?dz?, by zechcia? to uczyni?. Niemniej jest rzecz? niemo?liw?, bym mog?a ?y? stale w takim pokoju. W jaki wi?c sposób Jezus mnie wypróbuje? Odpowied? nie da?a na siebie d?ugo czeka? i okaza?a, ?e Temu, którego kocham, nie brakuje ?rodków; nie zmieniaj?c mej drogi, zes?a? mi do?wiadczenie, które wnosi przymieszk? zbawiennej goryczy do wszystkich mych rado?ci. Jezus daje mi przeczucie i pragnienie nie tylko do?wiadcze?, które mi zes?a? zamierza. Od bardzo dawna ?ywi?am pragnienie niemo?liwe - jak mi si? zdawa?o - do spe?nienia, a mianowicie, by mie? brata kap?ana. My?la?am cz?sto, ?e gdyby moi braciszkowie nie ulecieli do Nieba, mia?abym zapewne szcz??cie widzie? ich przyst?puj?cych do o?tarza; lecz skoro Pan Bóg przeznaczy? ich na ma?e anio?ki, nie mog? si? ju? spodziewa?, by si? zi?ci?o moje marzenie. Tymczasem Jezus nie tylko wy?wiadczy? mi ?ask?, której pragn??am, ale po??czy? mnie wi?zami duchowymi z dwoma swymi aposto?ami, którzy stali si? mymi bra?mi... Chc? Ci, Matko ukochana, opowiedzie? szczegó?owo, jak Jezus nie tylko spe?ni? moje pragnienie, ale przewy?szy? je, poniewa? pragn??am mie? tylko jednego brata kap?ana, który by ka?dego dnia pami?ta? o mnie przy o?tarzu.

Mego pierwszego braciszka (29) przys?a?a mi nasza ?w. Matka Teresa, jako upominek imieninowy w 1895 r. Znajdowa?am si? w pralni i by?am bardzo zaj?ta moj? prac?, kiedy Matka Agnieszka od Jezusa odwo?awszy mnie na bok da?a mi do przeczytania list, który otrzyma?a. M?ody seminarzysta, inspirowany - jak twierdzi? - przez ?w. Teres?, prosi? o siostr?, która by po?wi?ci?a si? specjalnie za zbawienie jego duszy, a kiedy zostanie misjonarzem, wspomaga?a go modlitwami i ofiarami, by móg? dopomóc do zbawienia wielu duszom. Obiecywa?, ?e kiedy b?dzie ju? móg? odprawia? Msz? ?w. nie zapomni o tej, która sta?a si? jego siostr?. Matka Agnieszka wyrazi?a swoj? wol?, abym ja sta?a si? siostr? przysz?ego misjonarza.

Matko moja, nie jestem w stanie wypowiedzie? mego szcz??cia; spe?nienie pragnienia w sposób tak nieoczekiwany zrodzi?o w mym sercu rado??, któr? nazwa?abym dzieci?c?, bo musia?abym wróci? do dni mego dzieci?stwa, by odnale?? wspomnienie rado?ci tak ?ywych, ?e dusza nie jest ich zdolna pomie?ci?. Od lat nie prze?ywa?am podobnego szcz??cia. Mia?am uczucie, jakby co? nowego zrodzi?o si? w mojej duszy, jakby po raz pierwszy dotkni?to strun, pozostaj?cych dot?d w zapomnieniu.

Zdawa?am sobie spraw? z przyj?tych zobowi?za?, tote? wzi??am si? natychmiast do dzie?a, podwajaj?c moj? gorliwo??. Trzeba przyzna?, ?e z pocz?tku nie mia?am pociech, które by pot?gowa?y mój zapa?; mój braciszek, po napisaniu pi?knego, pe?nego serca i szlachetnych uczu? listu z podzi?kowaniem do matki Agnieszki, nie dawa? znaku ?ycia a? do lipca nast?pnego roku, wyj?wszy przys?an? w listopadzie kartk? z zawiadomieniem, ?e idzie do wojska. Dla Ciebie, moja ukochana Matko, zachowa? Pan Bóg dope?nienie zacz?tego dzie?a. Nie ulega w?tpliwo?ci, ze przeje wszystkim modlitw? i ofiar? przynosi si? pomoc misjonarzom, ale niekiedy, je?li spodoba si? Jezusowi z??czy? dla swej chwa?y dwie dusze, mog? one od czasu do czasu wymienia? swoje my?li i w ten sposób pobudza? si? do coraz gor?tszej mi?o?ci Boga. Do tego jednak trzeba wyra?nej woli prze?o?onych; s?dz? bowiem, ?e w przeciwnym razie korespondencja wyrz?dzi?aby wi?cej szkody ni? dobra, je?eli nie misjonarzowi, to przynajmniej karmelitance, która ze wzgl?du na swój tryb ?ycia, jest zawsze sk?onna do zajmowania si? sob?. Uproszona przez ni? wymiana listów (nawet rzadka) zamiast ??czy? j? z Panem Bogiem, b?dzie zajmowa? jej umys?; wyobra?aj?c sobie, ?e wznosi góry i czyni cuda, nie dokona nic z tego, co zamierza?a, a pod pozorem gorliwo?ci narazi si? jedynie na niepotrzebne rozproszenie. Osobi?cie jestem przekonana, ?e zarówno w tym wypadku jak i we wszystkich innych, korzy?? przynios? tylko te listy, które s? pisane z pos?usze?stwa, we mnie za? ich pisanie winno wzbudza? raczej opory ni? przyjemno??. Podobnie, gdy rozmawiam z nowicjuszk?, staram si? czyni? to z osobistym umartwieniem; unikam stawiania jej pyta?, które by zaspokaja?y jedynie moj? ciekawo??; je?li zacznie opowiada? co? ciekawego, a potem nie ko?cz?c zmieni temat mówi?c o czym?, co mnie nudzi, wystrzegam si? bardzo, by jej nie przypomnie? tematu rozmowy, który porzuci?a; zdaje mi si? bowiem, ?e szukaj?c siebie, niczego dobrego nie dokonam.

Matko ukochana, widz?, ?e si? nigdy nie poprawi?; oto wdaj?c si? w te rozprawy, odesz?am znowu bardzo daleko od mego przedmiotu; wybacz mi, prosz?, i pozwól, ?e znowu zrobi? to przy najbli?szej okazji, bo inaczej nie potrafi?!... Post?pujesz jak Pan Bóg, który nie nu?y si? s?uchaj?c mnie, kiedy z prostot? mówi? Mu o moich zmartwieniach i rado?ciach, jak gdyby o nich nie wiedzia?... Ty równie?, moja Matko, od dawna wiesz, co my?l? i znasz wszystkie zdarzenia mego ?ycia, które zas?uguj? na pami??; niczego nowego nie powiem. Nie mog? powstrzyma? si? od u?miechu my?l?c, ?e opisuj? Ci dok?adnie te wszystkie rzeczy, które znasz równie dobrze jak ja. Ostatecznie, Matko droga, czyni? to z pos?usze?stwa wobec Ciebie i je?li obecnie czytanie tych stron nic Ci nie da, mo?e cho? na stare lata znajdziesz w nich rozrywk?, a potem pos?u?? za podpa?k?, i tak oto czas mój nie b?dzie stracony. Lecz bawi? si? mówi?c jak dziecko... Nie s?d?, moja Matko, ?e zastanawiam si?, jaki u?ytek mo?e mie? moja biedna praca; spe?niam j? z pos?usze?stwa - to mi wystarczy, i nie sprawi mi to ?adnej przykro?ci, je?li bez przeczytania spalisz j? na moich oczach.

Czas ju?, bym podj??a opowiadanie o mych braciach, zajmuj?cych obecnie tak wiele miejsca w moim ?yciu. Pami?tam, ?e którego? dnia, pod koniec maja ubieg?ego roku (30), zawo?a?a? mnie przed udaniem si? do refektarza. Z bij?cym sercem wesz?am do Ciebie, droga Matko, pytaj?c si? siebie, co te? masz mi do powiedzenia, poniewa? po raz pierwszy wzywa?a? mnie w ten sposób. Kaza?a? mi usi???, po czym uczyni?a? mi tak? propozycj?: "Czy chce siostra zatroszczy? si? o duchowe potrzeby misjonarza, który wkrótce ma by? wy?wi?cony na kap?ana i nied?ugo potem odjecha??" (31) Nast?pnie, moja Matko, odczyta?a? mi list tego m?odego Ojca, abym dobrze wiedzia?a, o co on prosi. Pierwszym moim uczuciem by?a rado??, która natychmiast ust?pi?a miejsca obawie. T?umaczy?am Ci, ukochana Matko, ?e ofiarowa?am ju? moje liche zas?ugi za przysz?ego misjonarza, tote? nie s?dz?, bym mog?a co? jeszcze uczyni? w intencjach drugiego; a zreszt? jest wiele sióstr lepszych ode mnie, które mog? odpowiedzie? na jego pragnienie. Wszystkie moje zastrze?enia okaza?y si? bezskuteczne; odpowiedzia?a? mi, ?e mog? mie? wi?cej braci. Wówczas zapyta?am Ci?, czy pos?usze?stwo mo?e podwoi? moje zas?ugi. Odpowiedzia?a? twierdz?co, mówi?c mi wiele rzeczy, które mnie ostatecznie przekona?y, ?e trzeba b?dzie bez skrupu?ów przyj?? nowego brata. W g??bi duszy, moja Matko, podziela?am Twoje przekonanie, a poniewa? "gorliwo?? karmelitanki powinna obejmowa? ca?y ?wiat" (32), ufa?am, ?e dzi?ki ?asce Bo?ej b?d? po?yteczna wi?cej ni? dwom misjonarzom, a równocze?nie nie zapomn? modli? si? za wszystkich, nie wy??czaj?c zwyk?ych ksi??y, których pos?annictwo jest równie trudne, jak misja aposto?ów pracuj?cych nad nawracaniem niewiernych. Wreszcie, chc? by? córk? Ko?cio?a (33), jak by?a ni? nasza ?w. Matka Teresa, i modli? si? w intencjach naszego Ojca ?w., wiedz?c, ?e jego intencje obejmuj? ca?y ?wiat. To jest cel g?ówny mego ?ycia; nie przeszkadza?by mi on jednak modli? si? za mych drogich anio?ków i w sposób szczególny ??czy? si? z ich dzie?ami, gdyby zostali kap?anami. A wi?c w taki oto sposób jestem duchowo z??czona z aposto?ami, których Jezus da? mi za braci: cokolwiek do mnie nale?y, jest w?asno?ci? ka?dego z nich; doskonale wiem, ?e dobry Bóg jest zbyt dobry, by dzieli?. Jest On tak bogaty, ?e daje bez miary wszystko, o cokolwiek Go prosz?... Nie my?l jednak, droga Matko, ?e gubi? si? w d?ugich wyliczaniach.

Odk?d mam dwóch braci i moje siostrzyczki nowicjuszki, dni by?yby za krótkie, gdybym chcia?a prosi? dla ka?dej duszy o to, co jest jej konieczne. Mimo to mia?abym jeszcze wielk? obaw?, czy nie zapomn? o czym? wa?nym. Dusze proste nie potrzebuj? skomplikowanych ?rodków; poniewa? do nich nale??, Jezus podda? mi w czasie rannego dzi?kczynienia prosty sposób wype?nienia tego zadania; pozwoli? mi zrozumie? te s?owa Pie?ni nad pie?niami: "POCI?GNIJ MNIE! POBIEGNIEMY do wonno?ci olejków twoich" (34). O Jezu, nie ma zatem potrzeby mówi?: "Poci?gaj?c mnie, poci?gnij tak?e te dusze, które kocham!" Wystarczy to proste s?owo: "Poci?gnij mnie". O Panie, pojmuj?, ?e skoro dusza da si? zniewoli? upajaj?c? wonno?ci? Twoich olejków, nie pobiegnie sama, ale poci?gnie za sob? wszystkie dusze, które kocha; dzieje si? to bez przymusu, bez wysi?ku, jest naturaln? konsekwencj? jej d??enia do Ciebie. Jak strumie? wpadaj?cy gwa?townie do oceanu unosi z sob? wszystko, co spotyka na swej drodze, podobnie, o mój Jezu, i dusza, która zanurza si? w bezbrze?nym oceanie Twej mi?o?ci, poci?ga za sob? swoje skarby... Panie, Ty wiesz, ?e nie posiadam innych skarbów poza duszami, które spodoba?o Ci si? w szczególny sposób po??czy? z moj?; te skarby Ty sam mi powierzy?e?, tote? o?mielam si? zapo?yczy? Twoich w?asnych s?ów, które skierowa?e? do Ojca Niebieskiego ostatniego wieczoru Twego tu?aczego i ?miertelnego ?ycia na naszej ziemi. O Jezu mój Ukochany, nie wiem, kiedy sko?czy si? moje wygnanie... mo?e niejeden jeszcze wieczór trzeba mi b?dzie tutaj ?piewa? Twoje mi?osierdzie, lecz w ko?cu i dla mnie nadejdzie ostatni wieczór; wtedy, o mój Bo?e, chcia?abym móc Ci powiedzie?: "Jam Ciebie ws?awi?a na ziemi; dokona?am dzie?a, które? mi zleci?; objawi?am imi? Twoje tym, których mi da?e?: Twoimi byli i mnie ich da?e?. Teraz poznali, ?e wszystko, cokolwiek mi da?e?, od Ciebie pochodzi; bo przekaza?am im s?owa, które mi da?e?, oni przyj?li je i uwierzyli, ?e? Ty mnie pos?a?. Za tymi prosz?, których mi da?e?, bo Twoimi s?. Ja ju? nie jestem na ?wiecie; za nimi prosz?, bo oni s? tutaj a ja wracam do Ciebie. Ojcze ?wi?ty, zachowaj w imi? Twoje tych, których mi da?e?. Ja teraz id? do Ciebie, i dlatego mówi? to póki jestem na ?wiecie, by rado??, któr? mi da?e?, by?a w nich doskona?a. Nie prosz?, by? ich zabra? ze ?wiata, ale ?eby? ich zachowa? od z?ego. Jak oni nie s? wcale ze ?wiata, tym bardziej ja nie jestem ze ?wiata. Nie tylko za nimi prosz?, ale tak?e za tymi, którzy dla s?owa ich uwierz? w Ciebie.

Ojcze, chc?, a?eby ci, których mi da?e?, byli ze mn? tam, gdzie ja b?d?, i ?eby ?wiat pozna?, ?e umi?owa?e? ich tak, jako? i mnie umi?owa?" (35).

Oto Panie, co pragn? powtarza? za Tob?, zanim ulec? w Twoje ramiona. Czy mo?e jest to zuchwalstwem? Ale? nie, wszak od dawna pozwoli?e? mi by? ?mia?? wobec Ciebie. Jak ojciec syna marnotrawnego powiedzia? do swego pierworodnego, tak Ty rzek?e? do mnie: "WSZYSTKO moje do ciebie nale?y" (36). Moimi s? zatem Twoje s?owa, o Jezu, i mog? pos?ugiwa? si? nimi, by sprowadza? na dusze z??czone ze mn? ?aski Ojca Niebieskiego. Lecz mówi?c, 'Panie, ?e pragn?, aby ci, których mi da?e?, byli ze mn? tam, gdzie ja b?d?, nie twierdz?, jakoby nie mogli oni doj?? do chwa?y znacznie wy?szej ni? ta, której zechcesz mnie udzieli?, ale po prostu chc? Ci? prosi?, by?my kiedy? wszyscy z??czyli si? w Twym pi?knym Niebie. Ty wiesz, mój Bo?e, ?e zawsze moim pragnieniem by?o Ciebie jedynie mi?owa?, ?e innej chwa?y nie szukam. Mi?o?? Twoja uprzedzi?a mnie od dzieci?stwa, wzrasta?a wraz ze mn?, a teraz jest przepa?ci?, której g??boko?ci zmierzy? nie zdo?am. Mi?o?? przyci?ga mi?o??, tote?, mój Jezu, moja wzlatuje ku Tobie; chcia?aby wype?ni? przepa??, która j? przyci?ga, ale niestety! nie jest to nawet kropla rosy zagubiona w oceanie!... By kocha? Ciebie tak, jak Ty mnie mi?ujesz, trzeba mi zapo?yczy? Twojej w?asnej mi?o?ci; jedynie wtedy znajd? ukojenie. O mój Jezu, by? mo?e, i? si? ?udz?, ale zdaje mi si?, ?e ?adnej duszy nie móg?by? nape?ni? mi?o?ci? przerastaj?c? t?, któr? mnie nape?ni?e?; oto dlaczego mam ?mia?o?? prosi? Ci?, by? umi?owa? tych, których mi da?e?, jako i mnie mi?ujesz (37). Je?li kiedy? w Niebie odkryj?, ?e kocha?e? kogo? wi?cej ni? mnie, b?d? si? radowa?, ju? dzi? bowiem widz?, ?e te dusze bardziej ni? ja zas?u?y?y na Twoj? mi?o??; niemniej tu na ziemi nie jestem w stanie poj?? wi?kszego bezmiaru mi?o?ci ni? ten, jakim spodoba?o Ci si? mnie obdarzy? za darmo, bez ?adnej zas?ugi z mej strony.

Ale wracaj?c do Ciebie, droga Matko, jestem ogromnie zdziwiona tym, co napisa?am, nie by?o to bowiem moim zamiarem; skoro ju? jednak napisa?am, niech zostanie. Zanim powróc? do historii mych braci, chc? Ci powiedzie?, moja Matko, ?e nie do nich, ale do mych siostrzyczek stosuj? pierwsze s?owa zapo?yczone z Ewangelii: "s?owa, które Ty mi da?e?, przekaza?am im" (38), itd.; nie roszcz? sobie bowiem prawa do pouczania misjonarzy, nie jestem, na szcz??cie, na tyle zarozumia?a, by tak s?dzi?! Nie by?abym równie? zdoln? do udzielania jakichkolwiek rad moim siostrom, gdyby? Ty, moja Matko, która wobec mnie zast?pujesz Pana Boga, nie przekaza?a mi ?aski potrzebnej do tego.

Przeciwnie, z my?l? o twoich drogich synach duchowych, którzy s? moimi bra?mi, pisa?am te oto i nast?puj?ce po nich s?owa Jezusa: "Nie prosz?, by? ich zabra? ze ?wiata... prosz? tak?e za tymi, którzy dla s?owa ich uwierz? w Ciebie" (39).

Istotnie, jak?e mog?abym nie modli? si? za dusze, które oni w swych dalekich misjach b?d? ratowa? przez cierpienie i prac? apostolsk??

Moja Matko, uwa?am za konieczne obja?ni? Ci jeszcze nieco s?owa z Pie?ni nad pie?niami: "Poci?gnij mnie, pobiegniemy", bowiem to, co dot?d powiedzia?am, zdaje mi si? ma?o zrozumia?e. "Nikt - powiedzia? Jezus - nie mo?e przyj?? do mnie, je?li MÓJ OJCIEC, który mnie pos?a?, nie poci?gnie go" (40). Nast?pnie we wznios?ych przypowie?ciach, a cz?sto nawet omijaj?c t? form? tak w?a?ciw? ludowi, uczy nas, ?e wystarczy ko?ata?, by nam otworzono, wystarczy szuka?, by znale??, i pokornie wyci?gn?? r?k?, by otrzyma?, o co si? prosi... (41) Dodaje jeszcze, ?e wszystkiego, o co prosi si? Ojca w imi? Jego, On u?yczy (42). Na pewno dlatego Duch ?wi?ty jeszcze przed narodzeniem Jezusa, podyktowa? t? prorocz? modlitw?: ..Poci?gnij mnie, pobiegniemy".

Có? wi?c mo?e znaczy? pro?ba, by by? Poci?gni?tym, je?li nie to, by dost?pi? jak najg??bszego zjednoczenia z przedmiotem, który zniewala serce? Gdyby ogie? i ?elazo by?y obdarzone rozumem i gdyby to ostatnie rzek?o do pierwszego: "Poci?gnij mnie", czy? nie wyra?a?oby przez to pragnienia zjednoczenia si? z ogniem do tego stopnia, by ten przenikn?? je i nasyci? sw? ?arz?c? substancj?, a? do ca?kowitego zlania si? w jedno? Matko moja, oto moja modlitwa: prosz? Jezusa, by mnie poci?gn?? w p?omienie swej mi?o?ci; aby mnie tak ?ci?le zjednoczy? ze Sob?, by On sam ?y? i dzia?a? we mnie. Czuj?, ?e im wi?cej ogie? mi?o?ci ogarnie moje serce, tym mocniej wo?a? b?d?: "Poci?gnij mnie, tym szybciej dusze z??czone ze mn? (biedn? ma?? okruszyn? niepotrzebnego ?elaza, gdybym si? tylko oddali?a od boskiego ogniska) pobiegn? do wonno?ci olejków Umi?owanego; bo dusza ogarni?ta mi?o?ci? nie mo?e by? bezczynna, cho? niew?tpliwie znajduje si? - jak ?w. Magdalena - u stóp Jezusa, s?uchaj?c Jego s?odkiego i p?omiennego g?osu. Na pozór nic nie czyni?c, w rzeczywisto?ci czyni daleko wi?cej ni? Marta, która si? troszczy?a o wiele rzeczy (43) i chcia?a jeszcze by j? siostra na?ladowa?a. Jezus nie zgani? pracy Marty; te same prace spe?nia?a z pokor? przez ca?e ?ycie Jego boska Matka, przygotowuj?c posi?ki dla ?w. Rodziny. Jezus chcia? skarci? jedynie niepokój (44) tej gorliwej gospodyni. Rozumieli to wszyscy ?wi?ci, a najlepiej mo?e ci, którzy na ca?y ?wiat roznie?li ?wiat?o nauki ewangelicznej. Czy? ?w. Pawe?, Augustyn, Jan od Krzy?a, Tomasz z Akwinu, Franciszek, Dominik i tylu innych wybitnych Przyjació? Boga, nie w modlitwie czerpali ow? m?dro?? Bo??, wprawiaj?c? w zdumienie najwi?kszych geniuszy? Pewien M?drzec powiedzia?: "Dajcie mi d?wigni? i punkt oparcia, a rusz? z posad ziemi?". To, czego Archimedes nie móg? osi?gn??, poniewa? pro?by swej nie kierowa? do Boga i mia? na my?li czynno?? wy??cznie materialn?, to ?wi?ci w ca?ej pe?ni otrzymali. Wszechmocny da? im za punkt oparcia SAMEGO SIEBIE I TYLKO SIEBIE; za d?wigni?: modlitw?, która wznieca ogie? mi?o?ci. W ten sposób pod?wign?li oni ?wiat; w ten sposób d?wigaj? go ?wi?ci, którzy jeszcze tocz? boje, i w ten sposób d?wiga? go b?d? ci, którzy po nich b?d? nast?powa? a? do sko?czenia ?wiata.

Moja droga Matko, pozosta?o mi jeszcze powiedzie? ci, co rozumiem przez wonno?? olejków Umi?owanego. - Skoro Jezus wst?pi? do Nieba, mog? post?powa? za Nim tylko Jego ?ladami, a jak?e ?wietlane s? te ?lady, jak wonne! Zaledwie skieruj? spojrzenie na Ewangeli? ?wi?t?, natychmiast oddycham woni? ?ycia Jezusa i wiem, w któr? biec stron?... Nie wysuwam si? na pierwsze miejsce, ale pozostaj? na ostatnim; zamiast wyst?powa? naprzód z faryzeuszem, powtarzam z ufno?ci? pokorn? modlitw? celnika; nade wszystko jednak na?laduj? zachowanie si? Magdaleny. Jej zadziwiaj?ca a raczej pe?na mi?o?ci ?mia?o??, która oczarowa?a Serce Jezusa, i mnie zachwyca. O taki czuj?, ?e cho?by sumienie moje by?o obci??one wszystkimi mo?liwymi grzechami, posz?abym z sercem z?amanym ?alem rzuci? si? w ramiona Jezusa, poniewa? wiem, jak On kocha marnotrawne dziecko, które powraca do Niego. Je?li si? wznosz? do Boga przez ufno?? i mi?o??, to nie dlatego ?e w swym uprzedzaj?cym mi?osierdziu zachowa? m? dusz? od grzechu ?miertelnego (45).

* * *

Dodatek 2

Bilet, który siostra Teresa od Dzieci?tka Jezus nosi?a na sercu w dniu profesji

8 wrze?nia 1890

O Jezu, mój Boski Oblubie?cze; obym nigdy nie utraci?a drugiej szaty mego Chrztu! zabierz mnie, zanim zdo?am pope?ni? cho?by najl?ejsz? dobrowoln? win?. Niech zawsze szukam i znajduj? tylko Ciebie, niech stworzenia b?d? dla mnie niczym, a ja niczym dla nich. Ty za?, o Jezu, b?d? wszystkim!... Niech sprawy tej ziemi nie zdo?aj? nigdy zam?ci? mej duszy, niech nic nie zak?óci mego pokoju. Jezu, prosz? Ci? tylko o pokój i o mi?o??, mi?o?? niesko?czon?, której jedyn? granic? stanowisz Ty sam... mi?o??, która nie b?dzie ju? moja, ale Twoja, mój Jezu. Jezu, niech dla Ciebie umr? ?mierci? m?cze?sk?, niech ponios? m?cze?stwo serca lub cia?a, albo raczej oba razem... Daj mi wype?ni? moje ?luby w ca?ej doskona?o?ci i dozwól mi zrozumie?, jak? powinna by? Twoja oblubienica. Spraw, bym nigdy nie by?a ci??arem dla Zgromadzenia, niech nikt si? mn? nie zajmuje, niech dla Ciebie, Jezu, b?d? zdeptana stopami, zapomniana jak ziarnko piasku. Niech jak najdoskonalej spe?ni si? we mnie Twoja wola, niech dostan? si? na miejsce, które mi przygotowa?e?...

Jezu, spraw, ?ebym zbawi?a wiele dusz, ?eby dzi? nie pot?pi?a si? ani jedna dusza i aby te, które przebywaj? w czy??cu, zosta?y ze? uwolnione... Jezu przebacz mi, je?li mówi? rzeczy, których mówi? si? nie godzi; chc? Ciebie rozradowa? i pocieszy?.

Dodatek 3

Akt ofiarowania si? Mi?o?ci Mi?osiernej

J.M.J.T.

Oddanie siebie samej na Ofiar? Ca?opaln? Mi?o?ci Mi?osiernej Boga.

O mój Bo?e! Trójco B?ogos?awiona, pragn? Ci? Kocha? i stara? si?, by Ci? Kochano, pracowa? na chwa?? ?wi?tego Ko?cio?a ratuj?c dusze, które przebywaj? na ziemi i wybawiaj?c te, które cierpi? w czy??cu. Pragn? wype?ni? doskonale Twoj? wol? i osi?gn?? ten stopie? chwa?y, który przygotowa?e? mi w swym królestwie, jednym s?owem, pragn? by? ?wi?t?; czuj? jednak moj? s?abo?? i prosz? Ci?, o mój Bo?e, Ty sam b?d? moj? ?wi?to?ci?,

Skoro? mnie a? tak umi?owa?, ?e da?e? mi swego jedynego Syna, by sta? si? moim Zbawicielem i Oblubie?cem, to niesko?czone skarby Jego zas?ug i do mnie nale??, ofiaruj? je Tobie z rado?ci? b?agaj?c, aby? patrzy? na mnie ju? tylko przez Oblicze Jezusa i przez Jego Serce gorej?ce Mi?o?ci?.

Ofiaruj? Ci tak?e wszystkie zas?ugi ?wi?tych (którzy s? w Niebie i na ziemi), akty Mi?o?ci ich, jak równie? ?wi?tych Anio?ów; wreszcie ofiaruj? Ci, o Trójco B?ogos?awiona, Mi?o?? oraz zas?ugi Naj?w. Panny, mej drogiej Matki, przez której r?ce sk?adam moj? ofiar? prosz?c, by j? Tobie przed?o?y?a. Jej Boski Syn, mój Umi?owany Oblubieniec, powiedzia? nam za dni swego ?miertelnego ?ycia: "O cokolwiek prosi? b?dziecie Ojca niego w imi? moje, da wam". Jestem wi?c pewna, ?e spe?nisz moje pragnienia, o mój Bo?e, ?e im wi?cej zamierzasz da?, tym wi?cej ka?esz pragn??. Czuj? w mym sercu niezmierzone pragnienia, tote? prosz? z ufno?ci?, by? pospieszy? zabra? na w?asno?? moj? dusz?. Ach| nie mog? przyjmowa? Komunii ?wi?tej tak cz?sto, jak tego pragn?, ale czy? Ty, o Panie nie jeste? Wszechmocnym?... Pozosta? we mnie jak w tabernakulum, nie oddalaj si? nigdy od Twej ma?ej hostii...

Chcia?abym Ci? pocieszy? za niewdzi?czno?? wyst?pnych i b?agam, odbierz mi wolno?? czynienia czegokolwiek wbrew Twemu upodobaniu. Je?eli przez s?abo?? kiedy? upadn?, niech?e Twoje Boskie Wejrzenie natychmiast oczy?ci m? dusz?, wyniszczaj?c jej wszelkie niedoskona?o?ci, jak ogie?, który wszystko przemienia w siebie...

Dzi?kuj? Ci, o mój Bo?e! za wszystkie ?aski, jakimi mnie obdarzy?e?, a szczególnie za to, ?e mnie przeprowadzi?e? przez prób? cierpienia. W dniu ostatecznym z rado?ci? b?d? patrzy?a na Ciebie trzymaj?cego ber?o Krzy?a; skoro raczy?e? podzieli? si? ze mn? tym drogocennym Krzy?em, ufam, ?e w Niebie b?d? podobna do Ciebie i na moim uwielbionym ciele ujrz? ja?niej?ce chwa?? stygmaty Twej M?ki...

Mam nadziej?, ?e po tym ziemskim wygnaniu pójd? radowa? si? z Tob? w Ojczy?nie; nie chc? jednak zbiera? zas?ug na Niebo, chc? pracowa? jedynie z Mi?o?ci ku Tobie, tylko w tym celu, by sprawia? Ci rado??, pociesza? Twoje Naj?wi?tsze Serce i ratowa? dusze, które b?d? Ci? kocha? przez wieczno?? ca??.

Pod wieczór ?ycia stan? przed Tob? z pustymi r?koma, bo nie prosz? Ci?, Panie, by? liczy? moje uczynki. Wszelka sprawiedliwo?? nasza jest ska?ona w Twych oczach. Pragn? wi?c przyodzia? si? Twoj? w?asn? Sprawiedliwo?ci? i jako dar Twojej Mi?o?ci otrzyma? wieczne posiadanie Ciebie samego. Nie chc? wi?c innego Tronu ani innej Korony, jedynie tylko Ciebie samego, o mój Umi?owany!...

W Twoich oczach czas jest niczym, jeden dzie? jest jak tysi?c lat, tote? w jednej chwili mo?esz przygotowa? mnie do stawienia si? przed Tob?...

Pragn?c, aby ca?e moje ?ycie by?o aktem doskona?ej Mi?o?ci, PO?WI?CAM SIEBIE NA OFIAR? CA?OPALN? TWOJEJ MI?OSIERNEJ MI?O?CI b?agaj?c, by? mnie wyniszcza? nieustannie, przelewaj?c w m? dusz? strumienie niesko?czonej czu?o?ci, ukryte w Tobie, bym w ten sposób, o mój Bo?e, sta?a si? M?czennic? Twej Mi?o?ci!

Niechaj to M?cze?stwo przygotuje mnie do stawienia si? przed Tob? a potem przyprawi mnie o ?mier?, aby dusza moja mog?a bezzw?ocznie ulecie? w wieczyste obj?cia Twej Mi?osiernej Mi?o?ci...

Pragn?, mój Umi?owany, za ka?dym uderzeniem serca niezliczone razy ponawia? t? ofiar?, a? rozprosz? si? cienie i b?d? mog?a ponawia? wyznanie mej mi?o?ci w Wiekuistym Twarz? w Twarz!...

Maria Franciszka Teresa od Dzieci?tka Jezus i od Naj?w. Oblicza zak. karm. nieg.

Uroczysto?? Trójcy Przenaj?wi?tszej

9 czerwca, w roku ?aski 1895

* * *

(1) Por. Rz 8, 15.

(2) La Fontaine, Bajki.

(3) Wj 9, 16.

(4) Chodzi?o o siostr? Mari? od Jezusa, konwersk?.

(5) Ps 33, 5.

(6) Ps 111, 4.

(7) Przymiotnikiem "ludzki" okre?la ?wi?ta uczucia czysto naturalne, przyrodzone, w przeciwie?stwie do mi?o?ci duchowej, nadprzyrodzonej.

(8) Prz 18,19. ?w. Teresa podaje ten werset w ca?kowicie odmiennym sensie.

(9) Tak nazywa si? w klasztorze cela, w której przechowuje si? akta i dokumenty.

(10) Teresa zajmowa?a si? nowicjuszkami od pocz?tku lutego 1893 roku a? do swej ?mierci.

(11) Por. Mt 6, 33.

(12) J 10, 12.

(13) Chodzi tu o s. Mari? od Trójcy ?wi?tej, która wst?pi?a do Karmelu w Lisieux 16 lipca 1894 roku. W rzeczywisto?ci by?y w tym czasie w Karmelu cztery nowicjuszki, których mistrzyni? by?a matka Maria od ?w. Gonzagi. S. Maria od Trójcy ?w. by?a jednak w sposób szczególny powierzona ?w. Teresie od Dzieci?tka Jezus. Epizod ten mia? miejsce prawdopodobnie podczas postu 1895 r. Wiersz "?y? mi?o?ci?", o którym mowa, zosta? u?o?ony przez ?wi?t? we ?rod?, podczas 40-godzinnego nabo?e?stwa, 26 lutego 1895 r.

(14) Tym imieniem nazywa si? w klasztorach klauzurowych zakonnic?, która ma obowi?zek pomóc postulantce wej?? w ?ycie zgromadzenia.

(15) Mt 18, 20.

(16) By?a to s. Marta od Jezusa, która osobi?cie z?o?y?a o tym ?wiadectwo.

(17) Por. 2 Sm 16, 10.

(18) Mk 7, 28.

(19) Sentencja ta figuruje na symbolicznym rysunku Góry doskona?o?ci, naszkicowanym przez ?w. Jana od Krzy?a.

(20) Por. ?k 14, 12-14.

(21) Mt 6, 4.

(22) Rz 12,15.

(23) Por. J 16.20.

(24) 2 Kor 9,7.

(25) Na wspóln? modlitw? przepisan? konstytucjami zbieraj? si? karmelitanki w chórze.

(26) Mt 25, 40.

(27) Por. Ps 22, 6.

(28) W chórze.

(29) Ksi?dz Maurycy Bart?omiej Belliere by? klerykiem diecezji Bayeux i kandydatem na misjonarza. 29 wrze?nia 1897 r., w wigili? ?mierci ?w. Teresy, wsiad? na okr?t do Algierii, gdzie wst?pi? do nowicjatu Ojców Bia?ych. Po kilku latach pracy na misjach w Afryce, dotkni?ty chorob? ?pi?czki, wróci? do Francji i zmar? 14 lipca 1907 r.

(30) Sobota, 30 maja 1896.

(31) Ojciec Adolf Jem Ludwik Eugeniusz Roulland by? klerykiem Stowarzyszenia Misji Zagranicznych w Pary?u. Wy?wi?cony na kap?ana 28 czerwca 1896 r., wyjecha? do Chin 2 sierpnia nast?pnego roku. W 1909 r. zosta? wezwany do Francji na inne stanowisko. Zmar? 12 czerwca 1934 r.

(32) Cytat z ksi??ki bardzo ch?tnie wówczas czytanej w Karmelach: Le Banquet sacré 1'Idée d'une parfaite carmelite (Uczta ?wi?ta, czyli idea? doskona?ej karmelitanki - Rekolekcje 10-dniowe u?o?one przez W. Matk? Joann? Ma?gorzat? od Mi?osierdzia Bo?ego, karmelitank?. Albi, S. Rodi?re, 1844).

(33) ?w. Teresa z Avila powtarza?a to zdanie na ?o?u ?mierci (por. Vie de sainte Thér?se par Fr. de Ribera, ks. III, r. XV).

(34) Pnp l, 3 - przek?ad oparty na Wulgacie. W tek?cie oryginalnym "Pie?ni nad pie?niami" werset ten brzmi odmiennie.

(35) J 17, 4 i nast?pne. ?wi?ta po??czy?a razem wybrane wersety Modlitwy Arcykap?a?skiej i cytuje je swobodnie.

(36) ?k 15,31.

(37) J 17,23.

(38) J 17,8.

(39) J 17,15-20.

(40) J 6,44.

(41) Por. Mt 7,8.

(42) J 16,23.

(43) Por. ?k 10,41.

(44) Od tego wyrazu tekst jest pisany o?ówkiem. 8 lipca ?wi?ta definitywnie opu?ci?a swoj? cel?, przechodz?c do infirmerii, gdzie ko?czy?a swój r?kopis.

(45) 11 lipca ?wi?ta Teresa prosi?a matk? Agnieszk? od Jezusa, by uzupe?nia jej niedoko?czony r?kopis: "Powiedz, moja Matko, ?e gdybym pope?ni?a wszystkie mo?liwe zbrodnie, nie zmniejszy?oby to mojej ufno?ci; czuj?, ?e ten ogrom zniewag by?by jak kropla wody wrzucona w p?on?cy ?ar. Opowiedz nast?pnie histori? nawróconej grzesznicy, która zmar?a z mi?o?ci..." (Novissima verba, 11 lipca; "Historia grzesznicy"). Dwa i pó? miesi?ca pó?niej, 30 wrze?nia 1897 r. o godz. 7.30 wieczorem ?wi?ta Teresa od Dzieci?tka Jezus zmar?a ?mierci?, jakiej pragn??a: jak Jezus na krzy?u.

Krakowska Prowincja Karmelitów Bosych: www.karmel.pl

 

Komentarze   

 
0 #1 aga 2009-04-17 21:16
dzieje duszy sw tereski poruszaja dusze na wskros:-)
Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież


Sonda

Czy przedsoborowa Msza Trydencka? (po ?acinie)
 

Polecany link, kliknij

Reklama

Kto jest teraz on-line

NaszÄ… witrynÄ™ przeglÄ…da teraz 73 goĹ›ci