Gloria Polo - Trafiona przez piorun
?ycie Ko?cio?a - Rodzina


Ujrza?am moich rodziców
Podczas gdy moje cia?o na ziemi znajdowa?o si? w ?pi?czce, gdy tak krzycza?am, ?e jestem katoliczk?, ujrza?am ma?e ?wiat?o. A wiedzcie, ?e jedno malutkie ?wiate?ko w tej nieprzeniknionej ciemno?ci jest ju? czym? wspania?ym, gdy znajdujecie si? w takiej absolutnej, nie daj?cej si? opisa? ciemno?ci. To najlepsze, co mo?e si? wam w tej sytuacji przytrafi?. To najwi?kszy prezent, o którym mo?na pomarzy? i na którego otrzymanie nie o?mielacie si? mie? nadziei. Nad t? niesamowit? i mroczn? dziur? widz? kilka stopni. Spogl?dam w gór? i zauwa?am tam mojego ojca. Umar? 5 lat przed tym wydarzeniem. Sta? prawie na skraju tej przepa?ci. Mia? troch? wi?cej ?wiat?a ni? ja, w dole. Kilka stopni wy?ej zobaczy?am moj? matk?. Mia?a jeszcze wi?cej ?wiat?a. By?a zatopiona w modlitwie, jakby w postawie adoracji.
Gdy ujrza?am ich oboje, wype?ni?a mnie taka rado??, tak wielka, ?e nie mog?c si? opanowa? zacz??am wo?a?: „Tato! Mamo! Jak?e si? ciesz?, ?e was widz?. Prosz?, wyci?gnijcie mnie st?d! Prosz? was z ca?ego serca, wyci?gnijcie mnie st?d! Wydosta?cie mnie st?d!” Gdy na mnie spojrzeli i mój tata zobaczy? mnie w tej beznadziejnej sytuacji... musieliby?cie zobaczy? ten wielki ból, który mog?am wyczyta? z ich twarzy... Po tamtej stronie natychmiast widzi si? takie rzeczy, gdy? ka?dego rozpoznaje si? do g??bi. Tak wi?c popatrzy?am na nich i natychmiast odczu?am ogromny smutek i cierpienie, jakie czuli moi rodzice, widz?c mnie w takim stanie.
Mój tata zacz?? gorzko p?aka?, zas?oni? twarz r?kami i lamentowa?: „Córko! Moja córeczko!” A moja matka dalej modli?a si?. I tak oto zda?am sobie spraw?, ?e moi rodzice nie mogli mnie wydosta?. Przy tym wszystkim wielkim cierpieniem by?o to, ?e moj? sytuacj? przyczyni?am si? do tego, ?e tak?e tam, gdzie byli, musieli dodatkowo znosi? mój ból. Moje cierpienie pot?gowa?o i to, ?e widzia?am, jak dziel? je ze mn?, nic nie mog?c dla mnie zrobi?. Poj??am równie?, ?e byli tu, poniewa? musieli zda? Panu spraw? z wychowania mnie. Byli ustanowionymi stra?nikami talentów, które Bóg mi da?. Mieli obowi?zek ustrzec mnie przed atakami szatana – swoim ?yciem i przyk?adem. Mieli obowi?zek podtrzymywa? ?aski, dane mi przez Pana. Wszyscy rodzice s? stra?nikami talentów, które Bóg daje ich dzieciom. Gdy ujrza?am cierpienie moich rodziców, przede wszystkim mojego ojca, krzycza?am zrozpaczona: „Wyci?gnijcie mnie st?d, zabierzcie mnie st?d!”
 
Eutanazja
Ponownie z ca?ej si?y zacz??am krzycze?: „Wydosta?cie mnie st?d! To musi by? jaka? pomy?ka. Kto jest za ni? odpowiedzialny? Wyci?gnijcie mnie st?d!” W tym czasie, kiedy tak krzycza?am, moje cia?o znajdowa?o si? na ziemi w ?pi?czce. By?am pod??czona do wielu aparatów. By?am w agonii. Umiera?am. Moje p?uca nie pracowa?y, nerki nie funkcjonowa?y. „?y?am” jeszcze, gdy? by?am pod??czona do urz?dze?, a moja siostra, która jest lekarzem, nalega?a, aby nie od??czano mnie od nich. Powiedzia?a do opiekuj?cych si? mn? lekarzy i piel?gniarek, którzy chcieli j? namówi? do zako?czenia intensywnej terapii i wy??czenia aparatury: „Nie jeste?cie Bogiem!” Lekarze bowiem uwa?ali, ?e nie op?aca si? kontynuowa? intensywnej terapii. Rozmawiali ju? z moimi bliskimi i przygotowywali ich na to, ?e umr?. Mówili, ?e powinni pozwoli? mi umrze? w spokoju, gdy? le?a?am w agonii. Moja siostra jednak nie ust?powa?a. Widzicie ten paradoks? W moim ?yciu zawsze broni?am eutanazji, tak zwanego prawa do „godnej ?mierci”.
Moja siostra mog?a przy mnie by? tylko dlatego, ?e sama by?a lekarzem. Przez ca?y czas trwa?a przy mnie. W momencie, gdy moja dusza by?a po drugiej stronie i widzia?am rodziców, i krzycza?am z ca?ych si? do nich, moja siostra us?ysza?a ca?kiem wyra?nie, jak wo?a?am do rodziców, ciesz?c si? z tego, ?e przybyli, aby mnie wydosta?... Jednak?e ?le zinterpretowa?a to wo?anie. Prawie umar?a ze strachu, kiedy us?ysza?a moje krzyki – naprawd? us?ysza?a je wyra?nie, czuwaj?c przy moim ?ó?ku. Dla niej oznacza?y, ?e ostatecznie odejd? z tego ?wiata. Zawo?a?a: „Moja siostra umar?a! Przegra?a walk?. Mój ojciec i matka zabrali j?. Odejd?cie st?d, tato, mamo, id?cie sobie! Nie bierzcie jej ze sob?. Ma przecie? jeszcze ma?e dzieci. Nie zabierajcie jej nam. Nie zabierajcie mojej siostry Glorii. Zostawcie j?!”
Lekarze musieli j? stamt?d zabra?, gdy? s?dzili, ?e jest w szoku. I nie ma w tym nic dziwnego, poniewa? prze?y?a wiele: ?mier? mojego siostrze?ca, którego musia?a zabra? z krematorium, ?mier? siostry czy raczej jej krytyczn? sytuacj?: nie umar?a, ale nie prze?yje dzisiejszego dnia – jak mniemali lekarze. Obci??ona by?a tymi troskami i obawami ju? od 3 dni i do tego wszystkiego nie mog?a spa?. Nic dziwnego, ?e jej koledzy s?dzili, ?e postrada?a zmys?y.
 
Egzamin
Na nowo zacz??am krzycze?: „Nie rozumiecie! Wyci?gnijcie mnie st?d, jestem przecie? katoliczk?! To wszystko musi by? jakim? nieporozumieniem, pomy?k?! Kto? si? tam pomyli?! Prosz?, wyci?gnijcie mnie st?d!”
I gdy tak rozpaczliwie krzycza?am, nagle us?ysza?am g?os, tak s?odki i mi?y g?os, niebia?ski g?os. Na jego d?wi?k ca?a moja dusza zadr?a?a z radosnego uniesienia. Wype?ni?a si? g??bokim pokojem i niewyobra?alnym uczuciem mi?o?ci. A wszystkie te ciemne postaci b?yskawicznie odst?pi?y przera?one, nie mog? bowiem przeciwstawi? si? owej mi?o?ci. Tego pokoju te? nie mog? znie??. Upad?y na ziemi?, le?a?y tak, jak gdyby te? adorowa?y Pana.
To wywar?o na mnie niesamowite wra?enie. Wyobra?cie sobie! Widz? te byty, straszne z?e duchy, powalone na ziemi?... Jak tylko us?ysza?y G?os Pana (pomimo pychy szatana, z powodu której odczuwaj? go jako bardzo nieprzyjemny), rzuci?y si? na kl?czki!
Zobaczy?am Naj?wi?tsz? Pann? na kolanach, gdy kap?an unosi? Naszego Pana w Hostii, podczas Mszy ?w. odprawianej za dusz? mojego kuzyna. Maryja Niepokalana modli?a si? za mnie! Kl?cz?c u stóp Naszego Pana, zbiera?a wszystkie modlitwy, jakie ludzie na ziemi ofiarowywali za mnie, i Mu je oddawa?a.
Czy wiecie, ?e w chwili Podniesienia, gdy kap?an podnosi Hosti?, obecno?? Jezusa jest odczuwalna i wszyscy trwaj? pokornie na kl?czkach, nawet z?e duchy! ...A ja chodzi?am na Msz? ?w. bez minimum szacunku, bez skupienia uwagi, z gum? do ?ucia w ustach, czasami drzemi?c, rozgl?daj?c si?, rozproszona tysi?cem banalnych my?li...! A potem mia?am jeszcze czelno?? tymi samymi ustami uskar?a? si?, pe?na pychy, ?e Bóg mnie nie wys?ucha?, kiedy Go o co? prosi?am!
Wierzcie mi, ?e by?o dla mnie wstrz?saj?ce, kiedy ujrza?am jak, przy przej?ciu Naszego Pana, wszystkie te stworzenia, nawet te straszne byty, rzuca?y si? na ziemi? w imponuj?cym uwielbieniu. Ujrza?am Niepokalan? Dziewic?, wdzi?cznie kl?cz?c? u stóp Pana, or?duj?c? za mnie, w uwielbieniu przed Nim. ...A ja, grzesznica, tak brudna, traktowa?am Go bez odrobiny szacunku, i mówi?am, ?e by?am dobra... Tak, dobry ze mnie n?dzarz! Wypiera?am si? i przeklina?am Pana! Pomy?lcie, jak? by?am grzesznic?, skoro nawet z?e duchy kaja?y si? do ziemi, kiedy przechodzi? Pan Jezus Chrystus...!
Niezwyk?y pokój powróci? i us?ysza?am, jak ten pi?kny g?os powiedzia? do mnie: „No dobrze, je?li naprawd? jeste? katoliczk?, to na pewno mo?esz wymieni? Dziesi?? Przykaza? Bo?ych!”
Co za nieoczekiwane wyzwanie dla mnie. Teraz si? o?miesz?. Sama zastawi?am t? pu?apk? na siebie moim krzykiem i deklaracj?. Ca?y ?wiat ma teraz dowiedzie? si? o moim k?amliwym wyznaniu. Straszna perspektywa dla mnie. Mo?ecie to sobie wyobrazi?? Wiedzia?am, ?e istnieje Dziesi?? Przykaza?. Nic wi?cej. Nic. Zupe?na ciemno??. „Ojej, jak ja si? z tego wypl?cz?? Co mam teraz zrobi??” Pomy?la?am: „Tylko si? nie poddawaj, jako? to b?dzie!”
 
B?dziesz mi?owa? Pana Boga twego z ca?ego serca swego,
z ca?ej duszy swojej...
Moja matka zawsze mówi?a o pierwszym przykazaniu mi?o?ci. Nareszcie jej s?owa maj? jak?? warto?? dla mnie. Jej ci?g?e napomnienia i pouczenia nie by?y wi?c daremne. Wybi?a zatem godzina, by udowodni?, jak? to jestem grzeczn? i pos?uszn? córeczk?. Mama ucieszy si? z tego. Przekonajmy si?, czy z t? szcz?tkow? wiedz? dam sobie rad?, nie ujawniaj?c mojej ignorancji. My?la?am, ?e ze wszystkim sobie poradz?, tak jak to by?o w moim ?yciu. Mia?am zawsze najlepsze wymówki i zawsze umia?am ze wszystkiego wybrn??. Zawsze tak si? usprawiedliwia?am i broni?am, ?e po prostu nikt nie zauwa?a? tego, czego nie wiedzia?am i czego nie potrafi?am. Tak samo wyobra?am to sobie teraz i zaczynam mówi?: „Pierwsze przykazanie brzmi: Kochaj Boga ponad wszystko, a bli?niego swego jak siebie samego!” I s?ysz? odpowied?: „Doskonale!” Zaraz po tym ten sam mi?y g?os mówi: „A czy ty kocha?a? swoich bli?nich?” Odpowiadam pr?dko: „Tak, tak, kocha?am ich; tak, naprawd? ich kocha?am. Tak, kocha?am ich!” Z drugiej strony dochodzi do mnie: „Nie!” Krótkie, krystalicznie czyste: nie!
S?uchajcie teraz, prosz?, uwa?nie! Gdy us?ysza?am to nie, trafi? mnie jakby piorun, wtedy dopiero tak naprawd? poczu?am uderzenie pioruna. To by?o jak szok, by?am jak sparali?owana. A g?os mówi? dalej: „Nie, nie kocha?a? swego Boga ponad wszystko! A jeszcze mniej kocha?a? swego bli?niego jak siebie sam?! Ulepi?a? sobie w?asnego Boga. Utworzy?a? go sobie tak, jak ci akurat pasowa?o. Tylko w chwilach cierpienia dawa?a? swemu Bogu miejsce w ?yciu, gdy by?a? w najwi?kszej potrzebie. Wtedy kl?ka?a?, p?aka?a?, prosi?a?, ofiarowywa?a? nowenny, obiecywa?a? pój?? na Msz? ?w. lub do grupy modlitewnej, kiedy ci zale?a?o na ?asce lub cudzie. Bóg by? twoim przyciskiem alarmowym! Rzuca?a? si? na ziemi? przed Nim, gdy by?a? jeszcze biedna, gdy twoja rodzina ?y?a w skromnych warunkach, a ty koniecznie chcia?a? mie? wykszta?cenie zawodowe i pozycj? spo?eczn?. Tak, wówczas modli?a? si? ka?dego dnia i po?wi?ca?a? na to wiele czasu. Wiele godzin b?aga?a? Pana, prosi?a? Go na kolanach. Bezustannie prosi?a? o to, by uwolni? ci? z n?dzy, by umo?liwi? ci wykszta?cenie zawodowe i pozwoli? ci by? kim? powa?anym w spo?ecze?stwie. Kiedy by?a? w potrzebie, kiedy chcia?a? po prostu pieni?dzy... ‘Odmówi? zaraz ró?aniec, Panie, ale nie zapomnij da? mi pieni?dzy!’ – tak wygl?da?o wiele twoich modlitw! I to by?a twoja relacja z Bogiem! Tak obchodzi?a? si? z Bogiem i wed?ug w?asnych wyobra?e? przyznawa?a? Mu miejsce w swoim ?yciu!”
To prawda, w taki sposób traktowa?am Pana Boga w ?yciu. To smutna prawda, której nie mog? upi?kszy? ani jej zaprzeczy?. Mog? doda? jeszcze, ?e Bóg by? dla mnie swego rodzaju bankomatem. „Wrzuca?am” ró?aniec i musia?a wtedy wysypa? si? pewna suma pieni?dzy. Taka by?a moja relacja z Bogiem.
Pokazano mi to i zda?am sobie z tego spraw?. Gdy tylko Pan pozwoli? mi otrzyma? dobre wykszta?cenie zawodowe, gdy tylko sprawi?, ?e znaczy?am co? w spo?ecze?stwie, ?e by?am kim?, gdy tylko pozwoli? na wzbogacenie si?, tak ?e mog?am sobie na wiele pozwoli?, nagle Bóg sta? si? niewa?ny dla mnie – sta? si? kim? pobocznym w moim ?yciu. Zacz??am by? zarozumia?a – zarozumia?o?? to bardzo niebezpieczny odcinek na drodze ?ycia! Moje ego sta?o si? gigantyczne! Nie by?am zdolna nawet do najmniejszego odruchu mi?o?ci ani do wdzi?czno?ci wobec Pana! By? wdzi?czn?! Nigdy, przenigdy! Niby czemu! Przecie? sama wszystko osi?gn??am! Sta?am si? kim?. Ja sama osi?gn??am wszystko to, o czym marzy?am. By?am ca?kowicie ?lepa, nie pami?ta?am ju? moich pró?b i b?aga?! Niemo?liwo?ci? by?o dla mnie powiedzie?: „Panie, dzi?kuj? za kolejny dzie?, który mi darujesz! Dzi?kuj? za moje zdrowie! Dzi?kuj? Ci za ?ycie i zdrowie moich dzieci. Dzi?kuj? Ci za to, ?e mamy dach nad g?ow?. Pomó? równie? biednym ludziom, którzy s? bezdomni i nie wiedz?, czym si? dzi? po?ywi?! Daj im przynajmniej co? do jedzenia; nie pozostawiaj ich samych; wspomó? ich!” Niczego takiego nie mog?am powiedzie?. Nie by?am do tego zdolna. Nie my?la?am te? o tym. By?am totalnie skupiona na sobie. Moje ja wystarcza?o mi. I tak oto by?am najbardziej niewdzi?czn? istot?, jak? tylko mo?na sobie wyobrazi?. Co wi?cej, nie tylko nie by?am zdolna do okazania wdzi?czno?ci, ale gardzi?am Bogiem i wystawia?am Go na po?miewisko.
 
Ezoteryka i reinkarnacja
Bardziej ni? w Niego wierzy?am w Merkurego, Wenus i inne cia?a niebieskie. Amulety by?y dla mnie wa?niejsze ni? Bóg. By?am za?lepiona astrologi? oraz czytaniem z gwiazd i rozpowiada?am wokó?, jak to gwiazdy wp?ywaj? na moje ?ycie i pozytywnie je kszta?tuj?. Astrologia to jedna z rys w naszym duchowym ?yciu, na które nie zwracamy uwagi. I gdy pó?niej zauwa?amy, jak jeste?my zapl?tani w te sztuczki – równie? demonicznego pochodzenia – wówczas jest zwykle ju? za pó?no, by si? z tego wyrwa?. Zacz??am wtedy ulega? modnym trendom ducha czasów. Wszystkie nauki – nawet je?li by?y wytworem chorych umys?ów – by?y dla mnie bardziej interesuj?ce ni? Dobra Nowina Pana. To wszystko by?o o wiele bardziej na czasie ni? Pismo ?wi?te i dwutysi?cletnia nauka Ko?cio?a Katolickiego. Zacz??am wi?c wierzy? w to, ?e si? po prostu umiera i potem zaczyna si? ?y? od nowa. Reinkarnacja by?a dla mnie wygodn? nauk?, wype?niaj?c? moje pozbawione wiary ?ycie. Wdzi?czno?? dla mojego Stworzyciela by?a czym? obcym. Po prostu nigdy o tym nie my?la?am.
?aska by?a s?owem, które wykre?li?am z mojego s?ownika. By?a dla mnie obcym poj?ciem. Kompletnie zapomnia?am o jej znaczeniu i w moim stylu ?ycia nie by?a mi ju? potrzebna. A ju? zupe?nie nie by?am ?wiadoma tego, ?e Pan zap?aci? za mnie wysok? cen?, ?e i zosta?am odkupiona za cen? Jego Przenajdro?szej Krwi. Wszystko to sta?o si? dla mnie jasne podczas egzaminu z Dziesi?ciu Przykaza? – dzi?ki s?owom i pytaniom tego niebia?skiego g?osu. Teraz ujrza?am to wszystko ca?kiem wyra?nie. ?lepota zosta?a jakby zmyta. „Sprawdza mnie i chce wiedzie?, co wiem o Dziesi?ciu Przykazaniach. I wykazuje mi, ?e udawa?am, ?e wmawia?am sobie to, ?e czcz? Boga, ?e kocham Pana. Uderza we mnie moimi w?asnymi s?owami. Co to ma znaczy?? Czy mam by? po prostu odes?ana do piek?a, do diab?a?”
Gdy pewnego razu przysz?a do mego gabinetu mi?a kobieta, by okadzi? moje pomieszczenia mieszank? z zió?, spryska? esencjami na szcz??cie i odprawi? rytua? odp?dzania nieszcz???, powiedzia?am do niej: „Nie wierz? w takie bzdury. Ale niech pani to zrobi, nigdy nie wiadomo. Je?li nie zaszkodzi, to tylko wyjdzie na dobre!” Wtedy wypowiedzia?a magiczne zakl?cia i rozpyli?a eliksiry, by tak wype?ni? pomieszczenia szcz??ciem i dobrym samopoczuciem. Pozwoli?am, aby prymitywna magia i przeciwstawiaj?ce si? mojej nauce zabobony wi?cej mia?y wp?ywu na moje ?ycie, ni? Pan i Jego Dobra Nowina. W moim gabinecie ukry?am – w k?cie, aby nikt nie widzia?, aby nie zauwa?yli moi pacjenci – mi?sisty li?? aloesu, o którym mi powiedziano, ?e wyp?dza z?? energi? z pomieszcze?. Pomy?lcie, na jakie manowce zesz?am! Dowiedzieli?cie si?, jaka pustka zamiast prawdziwej nauki wype?ni?a moje ?ycie. To ha?ba! I wstydz? si? dzi? tego. W rzeczywisto?ci takie by?o moje ówczesne ?ycie.
Pan kontynuuje analiz? mojego ?ycia na podstawie Dziesi?ciu Przykaza? Bo?ych. Przy tym wskazuje bardzo dok?adnie na to, jak si? zachowywa?am wobec mojego bli?niego. Jak?e cz?sto wo?a?am do Pana, ?e Go kocham, zanim si? odwróci?am od Niego, mojego Boga. Zanim zacz??am b??dzi? po drogach ateizmu i przyjmowa? fa?szywe nauki, cz?sto mówi?am Panu: „Mój Panie i mój Bo?e, kocham Ci?!”
 
Ja i mój bli?ni
Tym j?zykiem, którym tak chwali?am i wychwala?am Pana, tym j?zykiem i tymi samymi ustami krzywdzi?am ludzi i przeklina?am ich. Krytykowa?am wszystko i wszystkich. Nic mi nie odpowiada?o. Wskazywa?am palcem na ca?y ?wiat i obwinia?am. Tylko na siebie nie wskazywa?am, siebie nie obwinia?am! By?am przecie? „?wi?t? Glori?”, t? „dobr?”, „kochan?” i „pi?kn?”. I jak?e si? napusza?am, gdy mówi?am, ?e kocham Boga. Jednocze?nie by?am zazdrosna, niezno?na i ani troch? nie by?o we mnie wdzi?czno?ci! Nigdy nie okazywa?am rodzicom i rodzinie wdzi?czno?ci za wszystkie trudy, mi?o??, wyrzeczenia, które brali na siebie, by umo?liwi? mi dobre wykszta?cenie zawodowe, by widzie?, jak awansuj? spo?ecznie, by mnie wspiera?. W dodatku, gdy tylko uko?czy?am studia, kiedy tylko wspi??am si? po drabinie kariery, rodzice i rodzina przestali by? dla mnie wa?ni. Nawet ci, którzy wspierali mnie wszystkimi mo?liwymi ?rodkami, stali si? dla mnie ma?o znacz?cymi. Tak, dosz?o nawet do tego, ?e wstydzi?am si? matki. Wstydzi?am si? jej, bo pochodzi?a z prostej rodziny i ?y?a w n?dznych warunkach.
 
Ja i moja rodzina
Po tych dowodach mego egoistycznego stylu ?ycia Pan ukazuje mi jeszcze – podczas tego egzaminu z Dziesi?ciu Przykaza? Bo?ych – to, ?e nie spisa?am si? równie? jako ?ona. Ca?kowicie nie tak by?o, jak Bóg spodziewa si? po chrze?cija?skiej ma??once. Jak? by?am ?on?? Jaka by?am? Ca?y dzie? tylko narzeka?am – ju? od momentu wstania z ?ó?ka. Mój m?? wita? mnie serdecznie: „Dzie? dobry!” A ja na to: „To ma by? dobry dzie?? Wyjrzyj przez okno! Znowu pada!” Umia?am zawsze odparowa? i skrytykowa?, by?am w z?ym humorze. Nikt nie móg? mi dogodzi?. Szuka?am wsz?dzie dziury w ca?ym i od razu zaczyna?am si? z tego powodu denerwowa?. Nie tylko wobec m??a, ale tak?e wobec dzieci zachowywa?am si? w ten sam niezno?ny i niesprawiedliwy sposób.
Podczas tego egzaminu ukazano mi te?, ?e nigdy nie okazywa?am szczerego uczucia mi?o?ci czy prawdziwego wspó?czucia dla bli?nich, moich braci i sióstr, poza rodzin?. Pan powiedzia? mi: „Po prostu nigdy o nich nie my?la?a?!”
Kiedy ujrza?am mnóstwo chorych i samotnych, zacz??am lamentowa?: „O Panie, jak?e s? biedni, opuszczeni ci chorzy ludzie. Nikt nie troszczy si? o nich! Udziel mi tej ?aski, bym posz?a do nich i odwiedzi?a ich, pocieszy?a i dotrzyma?a towarzystwa. Tak?e te liczne dzieci, które nie maj? ju? matki, te ma?e sieroty, o Panie, jakie cierpienia musz? znosi? w tak m?odym wieku.”
Im wi?cej dostrzega?am, w miar? jak egzamin post?powa?, tym wyra?niej widzia?am przed sob? moje skamienia?e serce. Musia?am stwierdzi?, i? by?o niczym potwór w moim wcze?niejszym stylu bycia. Wszystko by?o tak jasne i jednoznaczne, ?e w ?aden sposób nie mog?am wybrn?? z opresji, do czego zazwyczaj by?am przyzwyczajona. Mówi?c wprost, krótko i tre?ciwie, na tym egzaminie z Dziesi?ciu Przykaza? Bo?ych ca?kowicie poleg?am. Nie mia?am szansy na zdanie go z moim minionym ?yciem. To by?o niewyobra?alnie straszne! W moim przesz?ym ?yciu ?y?am w ogromnym chaosie. Nie by?o ju? ?adnego ?adu, jaki jest nadany stworzeniom. Co z tego, ?e nikogo nie zamordowa?am?
Podam wam jeszcze jeden przyk?ad. Bardzo cz?sto dawa?am w darze wielu potrzebuj?cym ludziom towary, artyku?y spo?ywcze, ubrania i wiele innych rzeczy. Ale nigdy nie dawa?am im tego z bezinteresownej mi?o?ci, lecz by mnie powa?ano, by pokaza?, jaka to jestem dobra, by wywrze? na nich wra?enie, i by w?ród ludzi stworzy? sobie dobry wizerunek. A poniewa? by?am bardzo bogata, chcia?am pokaza? ludziom, jaka to jestem dobra i wspania?omy?lna. Powinni strz?pi? sobie j?zyki z powodu tej mojej wspania?omy?lno?ci, zazdro?ci? mi i podziwia?. Poniewa? by?am taka bogata, podarunkami i wspania?omy?lno?ci? chcia?am sterowa? ich potrzebami oraz n?dz? i czerpa? jeszcze z tego korzy?ci. I tak oto mówi?am: „Spójrz, daj? ci to i tamto (w zale?no?ci od tego, co mi si? akurat nawin??o pod r?k? albo co mi zbywa?o), ale za to prosz? ci?, b?d? tak dobra i pójd? zamiast mnie na wywiadówk? do szko?y moich dzieci i zast?p mnie tam, bo ja nie mam niestety czasu, by i?? na to zebranie, a tam zawsze sprawdzana jest obecno??.”
W ten sposób wprawdzie rozdawa?am wokó? mnóstwo rzeczy, ale ka?dy dar zwi?zany by? z pewnymi warunkami albo ??daniami. Owin??am sobie ludzi wokó? palca. Manipulowa?am nimi i byli ode mnie zale?ni. Ponadto podoba?o mi si? niezmiernie, gdy widzia?am, jak rzesza ludzi pod??a?a za mn? i opowiada?a za moimi plecami, jaka to ja jestem wspania?omy?lna, dobra i ?wi?ta. Tak oto stworzy?am sobie w moim otoczeniu imponuj?cy wizerunek. Nikt nie wiedzia?, ?e by? fa?szywy i ?e nie odpowiada? rzeczywisto?ci.
Podczas tego mojego egzaminu wszystko wysz?o na jaw. Powiedziano mi: „Jedynym Bogiem, którego czci?a?, by?y pieni?dze. Ju? ten bo?ek ci? pot?pia! Z powodu twojego boga pieni?dzy i samych pieni?dzy stoczy?a? si? do otch?ani. Oddala?a? si? coraz bardziej od Boga.” I tak by?o. Przez pewien czas mieli?my du?o pieni?dzy, pó?niej jednak zbankrutowali?my. Uton?li?my w d?ugach, mieli?my niewiarygodnie wiele d?ugów. Pieni?dze ca?kowicie si? nam sko?czy?y, nie mieli?my ju? nic. I gdy wypomniano mi te pieni?dze, po prostu krzykn??am: „O jakich pieni?dzach mówisz? Na ziemi zostawi?am przecie? mas? problemów i d?ugów...” Wi?cej nie mog?am ju? powiedzie?...
 
Nie b?dziesz bra? imienia Pana Boga twego nadaremno
Gdy Pan robi? mi wymówki z powodu drugiego przykazania, ujrza?am w pe?nym ?wietle, jak b?d?c dzieckiem nauczy?am si?, ?e k?amstwa s? doskona?ym ?rodkiem unikni?cia kar mojej matki, które czasami bywa?y bardzo surowe i dotkliwe. W ten oto sposób zacz??am i?? przez ?ycie maj?c przy sobie ojca wszelkiego k?amstwa, szatana. Sta? si? moim towarzyszem, a ja – wielk? k?amczyni?. Zaprawia?am si? w sztuce k?amania. By?am coraz to doskonalsza. Im wi?ksze i perfidniejsze by?y moje grzechy, tym bardziej powi?ksza?y si? moje k?amstwa; stawa?y si? coraz wi?ksze oraz bezwstydne. Widocznie chcia?am udowodni? samej sobie, do jakiego mistrzostwa w tej dziedzinie k?amania mog? doj??. K?amstwa stawa?y si? coraz bardziej wymy?lne i pogr??a?am si? w nich – podobnie jak w d?ugach.
Grzech k?amstwa osi?gn?? swój punkt kulminacyjny w przypadku sacrum i samego Boga. Zauwa?y?am, ?e moja mama mia?a g??boki szacunek dla Pana. Dla niej Imi? Pa?skie by?o godne czci, ?wi?te. Przemy?la?am sobie to dobrze i pomy?la?am, ?e to najlepsza bro? dla mnie. Tak oto zdoby?am kontrol? nad moj? matk?. Zacz??am przysi?ga? na Boga w ka?dej drobnostce dla zatuszowania moich k?amstw. Wymawia?am Imi? Bo?e lekkomy?lnie i nadaremno. Mówi?am na przyk?ad do mamy: „Mamo, na Rany Chrystusa przysi?gam ci, ?e...” lub „Mamo, przysi?gam na Boga, zapewniam ci?...” itp. I tak dzi?ki tym wiarygodnie spreparowanym k?amstwom wymigiwa?am si? od dobrze zas?u?onych kar mojej matki.
Czy mo?ecie sobie wyobrazi?, ?e dla moich k?amstewek, ma?ych ?wi?stewek, tego b?ota, w którym czu?am si? tak dobrze, nadu?ywa?am Naj?wi?tszego Imienia Boga i przez to tak?e Jego wci?ga?am w to b?oto, bo sama tkwi?am po szyj? w owym szambie grzechów. Moi drodzy bracia i siostry, dzi?ki temu do?wiadczeniu, o którym teraz w?a?nie mówi?, nauczy?am si? i do?wiadczy?am na w?asnej skórze, ?e s?owa i zdania, które wychodz? z naszych ust, i które cz?sto tak lekkomy?lnie i bez zastanowienia wypowiadamy, nie id? na wiatr i nie przepadaj?. Nie. Pozostaj? rzeczywisto?ci?, która nas pó?niej dogoni. K?amstwa powróc? do nas niczym bumerang, a mówi?c dobitniej: spadn? na nas.
Mo?e zje?? si? wam w?osy na g?owie, gdy opowiem nast?puj?c? rzecz. Nie jeden raz, lecz bardzo cz?sto, kiedy moja matka by?a naprawd? nieugi?ta i po prostu nie chcia?a mi wierzy?, mówi?am do niej: „Mamo, niech mnie piorun trza?nie, je?li k?ami?. Mówi? ci ca?? prawd?!” Te moje cz?ste zapewnienia popada?y w zapomnienie i nikt nie my?la? ju? o nich, a jednak... Popatrzcie, jedynie dzi?ki Mi?osierdziu Boga stoj? przed wami, bo rzeczywi?cie porazi? mnie piorun, przeszed? praktycznie przez ca?e moje cia?o, przedzieli? mnie w?a?ciwie na dwie cz??ci i ca?kowicie zw?gli?. Ukazano mi w za?wiatach, ?e ja – która podawa?am si? tak pi?knie za katoliczk? – nie dotrzymywa?am s?owa, a dla moich nikczemno?ci zawsze nadu?ywa?am Naj?wi?tszego Imienia naszego Pana i Boga.
By?am pod wra?eniem, jak Pan znosi? wszystkie te straszne i okropne czyny, i jak równocze?nie wszystkie stworzenia pada?y przed Nim na ziemi? w ge?cie przejmuj?cej adoracji i czci. Widzia?am Naj?wi?tsz? Maryj? Pann?, Matk? Bo?? u stóp Pana, adoruj?c? Go. Modli?a si? za mnie i b?aga?a Go. A ja, wielka i pod?a grzesznica, przebywaj?c w moim bagnie by?am z Panem na ‘ty’! Ja, która rzekomo by?am taka dobra i mia?am tak dobr? reputacj?, któr? sobie przecie? zdoby?am moimi manipulacjami... Ujrza?am siebie, jak cz?sto buntowa?am si? przeciw Panu, jak by?am w?ciek?a na Niego, wymy?la?am Go i tak?e przeklina?am. ?wiadomo?? mojej przesz?o?ci i jasne jej widzenie by?o dla mnie nie tylko wstydem, ale i niezno?nym oraz bolesnym do?wiadczeniem.
 
Pami?taj, aby? dzie? ?wi?ty ?wi?ci?
By?a to dla mnie straszna chwila, gdy podczas egzaminu z Dziesi?ciu Przykaza? Bo?ych, przysz?a kolej na przykazanie ?wi?cenia dnia Pa?skiego i ?wi?t. Ogarn?? mnie niezno?ny ból. G?os powiedzia? mi jasno i wyra?nie, ?e codziennie do 4-5 godzin zaj?ta by?am swoim cia?em, moim wygl?dem, rzekom? urod?, i przy tym nie po?wi?ca?am nawet 10 minut na to, by okaza? Panu sw? mi?o?? i wdzi?czno??, by pomodli? si? do Niego. Tak, cz?sto by?o nawet tak, ?e gdy obieca?am Mu Ró?aniec, odmawia?am go zazwyczaj w po?piechu i stresie. Bywa?o przy tym, ?e mówi?am: „Jak dobrze si? sk?ada. Ró?aniec mog? odmówi? w czasie reklamy podczas mojego ulubionego serialu.”
Zaczyna?am z po?piechem, nie zwa?aj?c na wypowiadane s?owa, zaj?ta jedynie tym, czy odcinek si? ju? rozpoczyna czy jeszcze nie i w jakim jest miejscu. Czyli – bez wznoszenia serca ku Bogu.
I ukazane mi zosta?o na tamtym ?wiecie, jak zawsze by?am niewdzi?czna wobec mojego Pana. Nigdy nie przysz?o mi na my?l, by podzi?kowa? Mu, mojemu Stworzycielowi i Zbawicielowi. Sta?o si? dla mnie jasne, jakie mia?am wymówki, gdy z lenistwa nie chcia?am i?? na Msz? ?wi?t?. Mówi?am: „Mamo, skoro Bóg jest wsz?dzie i jest wszechobecny, dlaczego musz? koniecznie i?? do ko?cio?a, by tam Go spotka??” ?atwo i wygodnie by?o mi tak mówi?. A g?os ponownie wypomnia? mi, ?e kaza?am czeka? Bogu ka?dego dnia 24 godziny, i ?e przez ca?y czas nie pomy?la?am o Nim. Nie modli?am si? do Niego i ani razu nie posz?am do Niego w niedziel?, by Mu podzi?kowa?, wyrazi? wdzi?czno??, okaza? mi?o??, przynajmniej w dniu Pa?skim. Po prostu by?o to dla mnie zbyt wiele. By?am zbyt dumna i do tego pyszna.
Najgorsze w moim przypadku by?o to, ?e moja dusza marnia?a – mówi?c dobitniej – g?odowa?a, gdy nie chodzi?am do ko?cio?a, gdy? nie otrzymywa?a po?ywienia. Po?wi?ca?am si? jedynie mojemu cia?u. Dla piel?gnacji tej przemijaj?cej pow?oki zawsze mia?am czas. Sta?am si? niewolnic? cia?a. Przy tym wszystkim nie widzia?am malutkiego, ale istotnego szczegó?u. Mia?am równie? dusz?, o któr? po prostu si? nie troszczy?am. ‘Osieroci?am’ j?. Nigdy nie karmi?am jej s?owem Bo?ym. By?am bowiem zdania, ?e ten, kto regularnie czyta Bibli?, wcze?niej czy pó?niej straci rozum.
 
Sakramenty ?wi?te
Z sakramentami nie mia?am nic do czynienia. Jak?e mog?am wyzna? grzechy któremu? z tych „starych, zwapnia?ych facetów”, którzy „sami byli gorsi i bardziej grzeszni ni? ja”. By?o na r?k? mnie i moim ?wi?stewkom, by nie chodzi? do spowiedzi. Wielki k?amca i wichrzyciel – w?a?nie: diabe? – trzyma? mnie z dala od spowiedzi i sakramentów. Szatanowi uda?o si? zapobiega? u?wi?caniu i oczyszczaniu mojej duszy. By?o tak, ?e demon za ka?dym razem, gdy pope?nia?am grzech, wyciska? na bia?ej szacie mojej duszy stempel – czarny znak swego królestwa ciemno?ci. Moje grzechy nie by?y pozbawione skutków. Nie by?y czym? bez wp?ywów i znaczenia, lecz mia?y powa?ne konsekwencje dla zdrowia mojej duszy.
Nigdy – oprócz mojej pierwszej Komunii ?wi?tej – nie wyspowiada?am si? nale?ycie. Nie rzadko natrafia?am na ksi?dza, który przyznawa? mi racj?, co do mojego nastawienia do spowiedzi usznej, okre?la? ten sakrament jako co? nie pasuj?cego do naszych wspó?czesnych czasów i nowoczesnego cz?owieka. I tak dochodzi?o do tego, ?e za ka?dym razem, gdy przyst?powa?am do Komunii ?w., niegodnie przyjmowa?am Pana Naszego Jezusa Chrystusa w Sakramencie O?tarza. Blu?ni?am do tego stopnia, ?e dumna i wszystko wiedz?ca mówi?am naoko?o: „To ma by? Naj?wi?tszy Sakrament? Jak to mo?liwe, ?e sam wszechpot??ny Bóg obecny jest w kawa?ku chleba, Hostii. Ci ksi??a powinni raczej doda? do Hostii troch? sosu karmelowego, aby przynajmniej dobrze smakowa?a, a nie tak md?o.” Moje ?ycie tak bardzo wymkn??o si? spod kontroli i do tego stopnia naruszy?am porz?dek stworzenia, ?e zdolna by?am do takich blu?nierstw. I tak oto osi?gn??am najni?szy punkt, dno i zniszczy?am moj? relacj? z Bogiem, moim Stworzycielem. Nigdy nie dawa?am mojej duszy czego? naprawd? buduj?cego, jakiej? po?ywki.
Dzi? ka?da matka i ka?dy ojciec ponosz? t? sam? odpowiedzialno??, gdy nie chrzcz? swojego dziecka. Sakrament chrztu to „matczyne mleko dla duszy”. Cz?sto s?yszy si? dzi?: „Dziecko samo powinno zdecydowa?, gdy doro?nie, czy chce by? ochrzczone czy te? nie.” Nie ochrzci? dziecka to tak jakby nie karmi? go, argumentuj?c: „Niech samo pó?niej zdecyduje, co chce je?? i pi?!” Jeste?my odpowiedzialni przed Bogiem za dawanie dziecku w?a?ciwej po?ywki dla duszy. Bez sakramentów jeste?my pozbawieni pokarmu dla duszy. Przez to ona g?oduje.
 
Sakrament kap?a?stwa
Na domiar z?ego stale krytykowa?am ksi??y i ukazywa?am ich w z?ym ?wietle. Powinni?cie zobaczy?, jak za?ama?a mnie ta sprawa podczas egzaminu w za?wiatach. Pan poczyta? mi to post?powanie za bardzo ci??ki grzech. W mojej rodzinie zwyk?o si? plotkowa? o ksi??ach. Odk?d pami?tam, w naszym domu od ma?ego mówi?o si? ?le o ksi??ach. Zw?aszcza mój ojciec mówi?, ?e typy te to kobieciarze, uganiaj?cy si? za ka?d? spódnic? i ?e wszyscy razem s? bardziej pob?ogos?awieni pieni?dzmi i bogactwem ni? my, biedni ludzie. Wszystkie te oszczerstwa, my dzieci, powtarzali?my. Pan powiedzia? do mnie smutnym, ale surowym g?osem: „Co my?la?a?, ?e ty kim jeste?, aby tak czyni?, jak gdyby? by?a Bogiem, i wydawa? os?d o moich konsekrowanych, i przy tym oczernia? ich i im wymy?la?? Kontynuowa?: „S? lud?mi z krwi i cia?a. A je?li chodzi o ?wi?to?? ksi?dza, to ta wspomagana jest przede wszystkim przez wspólnot? wiernych, przez parafian. Wspólnota wspiera konsekrowanego swoimi modlitwami, szacunkiem. A kiedy ksi?dz dopuszcza si? grzechu, wtedy nie powinni?cie tak bardzo wypytywa? go o powód i obwinia?, lecz o wiele bardziej szuka? winy we wspólnocie, która nie okaza?a mu szacunku, nie da?a wsparcia, nie modli?a si? za niego lub robi?a to w niewystarczaj?cym stopniu.”
Pan pokaza? mi wtedy, jak to za ka?dym razem, gdy krytykowa?am ksi?dza i stawia?am go w z?ym ?wietle, demony rzuca?y si? i przylega?y do mnie. Ponadto widzia?am, jak wielkie z?o czyni?am, gdy przedstawia?am konsekrowanego jako homoseksualist? – a nowina ta sz?a lotem b?yskawicy przez ca?? wspólnot?. Nie jeste?cie w stanie sobie wyobrazi?, jakie wielkie i ogromne szkody wyrz?dzi?am.
Wiecie, moi bracia i siostry w Chrystusie Panu, gdy ksi?dz upada, wtedy wspólnota odpowiedzialna jest za niego przed Bogiem. Wspólnota odpowiedzialna jest za ?wi?to?? swoich kap?anów. Diabe? nienawidzi katolików, ale ksi??y jeszcze bardziej. Nienawidzi naszego Ko?cio?a, gdy? dopóki s? ksi??a, dopóty wymawiane s? s?owa Konsekracji. I my wszyscy musimy wiedzie?, ?e r?ce kap?ana dotykaj? Boga, nawet je?li jest tylko cz?owiekiem. Ma pe?nomocnictwo, by wezwa? Boga z Nieba, przez jego s?owo dokonuje si? w kawa?ku zwyczajnego chleba transsubstancjacja: przeistoczenie chleba i wina w Cia?o i Krew Pana. Kap?an jest konsekrowanym Pana, uznanym przez Boga Ojca. Gdy kap?an unosi Hosti?, czuje si? obecno?? Pana i wszyscy padaj? na kolana, nawet demony! A ja, gdy chodzi?am na Msz? ?w., nie okazywa?am ani troch? szacunku i nie po?wi?ca?am temu ?adnej uwagi, ?u?am gum?, czasami zasypia?am, ogl?da?am si? dooko?a, my?la?am o wszystkim – o banalnych rzeczach, tylko nie o tym wspania?ym eucharystycznym wydarzeniu, gdzie za ka?dym razem Niebo dotyka ziemi. Potem mia?am jeszcze czelno?? uskar?a? si?, pe?na pychy, ?e Bóg mnie nie wys?uchiwa?, gdy prosi?am Go o co?. Ja, grzesznica, w mojej niewra?liwo?ci i z lodowatym, skamienia?ym sercem, nieczu?a na wszystko, co dobre, traktowa?am Pana tak: Ty tam, ja tutaj. Twierdzi?am jeszcze potem, ?e jestem dobra, prawie ?wi?ta. A by?am istn? ruin?, niczym innym – religijnym zamkiem na lodzie, postawionym na piasku i bagnie! Gardzi?am Panem i obra?a?am Go – Jego, który z mi?o?ci? zawsze by? przy mnie, zatroskany o mnie! Wyobra?cie sobie tak? grzesznic?! Nawet demony z pokor? upada?y na ziemi?, gdy Pan przechodzi?.
 
Godzina ?mierci – nasza „ostatnia godzina”
Te konsekrowane r?ce kap?ana... och, jak bardzo demon ich nienawidzi! Strasznie nienawidzi tych r?k, maj?cych pe?nomocnictwa z Nieba. Diabe? tak bardzo odczuwa wstr?t do nas katolików, bo mamy Eucharysti?, bo jest ona otwart? bram? do Nieba i jest jedyn? bram?. „Kto spo?ywa moje Cia?o i pije moj? Krew, ma ?ycie wieczne!”. Bez przyj?cia Eucharystii, to znaczy Cia?a i Przenajdro?szej Krwi Pana, nie mo?na wkroczy? do wiecznej szcz??liwo?ci. Pan jednak przychodzi do ka?dego umieraj?cego cz?owieka – oboj?tnie jak? wiar? wyznawa? czy nie wyznawa? – do ka?dego z osobna przychodzi Pan w jego ostatniej godzinie i objawia si? mu, mówi mu pe?en mi?o?ci i mi?osierdzia: „To Ja, twój Pan!” Gdy ten cz?owiek przyjmuje swego Pana i prosi o przebaczenie swoich grzechów, dzieje si? co? nies?ychanego, co trudno wyja?ni?: Pan b?yskawicznie zabiera t? dusz? do miejsca, gdzie sprawowana jest Msza ?w. i ów cz?owiek przyjmuje wiatyk. To mistyczna komunia. Ten bowiem tylko, kto otrzymuje Cia?o i Krew Pana, mo?e wej?? do Nieba. To tajemnicza ?aska, któr? da? Bóg naszemu Ko?cio?owi. A tak wielu jest ludzi, którzy kln? na Ko?ció?. Jednak tylko w Ko?ciele Katolickim mo?emy znale?? zbawienie. Ci umieraj?cy mog? wówczas dost?pi? zbawienia. Id? do czy??ca, ale s? uratowani. Tam nadal czerpi? ?ask? z Eucharystii. Dlatego te? diabe? tak bardzo nienawidzi kap?anów. Dopóki s? ksi??a, dopóty chleb i wino s? przemieniane. Z tego wzgl?du naszym obowi?zkiem jest modli? si? wiele za ksi??y, gdy? demon atakuje ich nieprzerwanie. Pan pokaza? mi to wszystko.
Jedynie przez kap?ana mo?emy na przyk?ad otrzyma? sakrament pokuty i pojednania. Jedynie przez kap?ana otrzymujemy przebaczenie naszych win. Wiecie, czym jest konfesjona?? To wanna, k?piel dla duszy. Nie k?piel z myd?em i wod?, a z Krwi? Chrystusa. Gdy dusza jakiego? cz?owieka sta?a si? wskutek grzechu brudna i czarna, mo?e on j? umy? Krwi? Chrystusa podczas spowiedzi. Ponadto zrywane s? p?ta, którymi szatan zwi?za? nas ze sob?.
Jest zatem logiczne, ?e diabe? najbardziej nienawidzi kap?anów i chce ich doprowadzi? do upadku. Nawet ci kap?ani, którzy sami s? wielkimi grzesznikami, maj? moc odpuszczania grzechów jak i wa?nego szafowania ka?dym sakramentem. Pan ukaza? mi, jak to si? dzieje. A dzieje si? to w Ranie Jego Serca. S? rzeczy, które przekraczaj? ludzkie poj?cie, ale to duchowa rzeczywisto??. Przez t? Ran? Pana dusza wznosi si? do Boskiego wymiaru, wznosi si? do Mi?osierdzia Bo?ego, do bram Bo?ego Mi?osierdzia; dusza wznosi si? i oczyszczana jest w Sercu Wiecznego Arcykap?ana, Jezus z Krzy?a oczyszcza j? Naj?wi?tsz? Krwi? w Swoim wiecznym teraz.
Widzia?am, jak moja dusza zosta?a oczyszczona dzi?ki wyznaniu grzechów. Przy ka?dym grzechu, za który szczerze ?a?owa?am i wyznawa?am go, Pan rozwi?zywa? p?ta, które mnie mocno trzyma?y przy szatanie. Jaka szkoda, ?e oddali?am si? od sakramentu pokuty i pojednania.
Wszystko to jest dla nas mo?liwe tylko dzi?ki kap?anowi. Tak samo w przypadku pozosta?ych sakramentów: przyjmujemy je dzi?ki kap?anowi. Dlatego mamy obowi?zek modli? si? za ksi??y, aby Bóg strzeg? ich, o?wieca? i prowadzi?. Teraz mo?na poj??, dlaczego diabe? nienawidzi Ko?cio?a i kap?anów, bo ?wi?ty kap?an ma moc wyrwania szatanowi wielu dusz.
 
Sakrament ma??e?stwa
Chcia?abym wam równie? opowiedzie? o wielkiej ?asce p?yn?cej z sakramentu ma??e?stwa. Gdy kto? przyjmuje w Ko?ciele sakrament ma??e?stwa i mówi swoje „tak” i tym samym zobowi?zuje si? dochowa? wierno?ci, by? wiernym w dobrych i z?ych chwilach, wtedy obiecuje to samemu Bogu Ojcu. On jest tym jedynym ?wiadkiem, gdy sk?adamy sobie obietnice. Gdy umrzemy, ujrzymy ten moment zapisany w naszej Ksi?dze ?ycia. Widzia?am, jak para ma??e?ska w owym momencie spowita jest niewymownie pi?kn?, z?ocist? po?wiat?. Bóg Ojciec zapisuje te s?owa z?otymi literami w naszej Ksi?dze ?ycia. Kiedy pó?niej przyjmujemy Cia?o i Krew naszego Pana, zawieramy przymierze z Bogiem i z osob?, któr? sobie wybrali?my na ma??onka/ma??onk?, z któr? chcemy dzieli? ca?e ?ycie. Kiedy oznajmiamy nasz? wol?, te s?owa s? zobowi?zaniem nie tylko wobec partnera, ale i wobec Trójcy Przenaj?wi?tszej.
Pan pozwoli? mi zobaczy?, jak w dniu mojego ?lubu, gdy mój m?? i ja przyj?li?my Komuni? ?w., nie byli?my tylko my dwoje, lecz troje: my i Jezus. W chwili bowiem, gdy przyjmujemy Komuni? ?w., Pan tak nas jednoczy, ?e jeste?my jedno. Bierze nas do Serca i w Jego Sercu stajemy si? jedno. Razem z Jezusem tworzymy ?wi?t? trójc?. „Co wi?c Bóg z??czy?, tego cz?owiek niech nie rozdziela!”[5]. I teraz pytam: kto jest w stanie rozdzieli? tak? JEDNO??? Nikt! Nikt, moi bracia i siostry w Chrystusie Panu, nikt nie mo?e rozbi? tego przymierza. Naprawd? nikt, po tym jak Bóg je pob?ogos?awi?. I nie wyobra?acie sobie tak?e, jakie b?ogos?awie?stwo spoczywa na parze osób dziewiczych zawieraj?cych zwi?zek ma??e?ski!
Ujrza?am równie? ?lub moich rodziców. Gdy mój ojciec wk?ada? mojej matce pier?cionek na palec, a ksi?dz og?asza? ich m??em i ?on?, Pan przekaza? ojcu lask? pastersk?, promieniej?c? ?wiat?em, która by?a u góry zgi?ta. To jest ?aska, któr? Pan daje m??owi. To prezent autorytetu Boga Ojca, aby m?? móg? opiekowa? si? ma?? trzódk? swojej rodziny – któr? s? dzieci, zrodzone w ma??e?stwie – aby broni? ma??e?stwa i dzieci przed wieloma niebezpiecze?stwami, na jakie nara?ona jest rodzina. Mojej matce Bóg Ojciec da? co? podobnego do ognistej kuli i umie?ci? j? w jej sercu. Oznacza ona mi?o?? Ducha ?wi?tego. Zobaczy?am, ?e moja matka by?a bardzo czyst? kobiet?. Bóg by? pe?en rado?ci.
Nie jeste?cie w stanie sobie wyobrazi?, jak wiele nieczystych duchów próbowa?o zaatakowa? mojego ojca w tamtym momencie. Te duchy wygl?da?y jak larwy, jak pijawki.
Musicie wiedzie?, ?e gdy kto? ma pozama??e?skie stosunki p?ciowe, to wówczas te nieczyste duchy uczepiaj? si? natychmiast tej osoby, oblepiaj? j? wsz?dzie, zaczynaj? od genitaliów, bior? w posiadanie cia?o, hormony, osadzaj? si? w mózgu, zajmuj? przysadk? mózgow?, grasic? i wszystkie wa?ne miejsca organizmu ludzkiego oraz rozpoczynaj? produkcj? wielkiej ilo?ci hormonów, które pobudzaj? niskie instynkty. Przekszta?caj? dziecko Bo?e w niewolnika ??dzy, instynktów, po??dania seksualnego. Czyni? z niego cz?owieka, o którym mawia si?, ?e u?ywa ?ycia. A my mówimy tak lekkomy?lnie: raz si? ?yje... ale to „raz” poci?ga za sob? gorzkie konsekwencje...
Gdy para ma??e?ska jest dziewicza, Bóg jest szczególnie uwielbiony. Bóg zawiera z nimi ?wi?te przymierze i b?ogos?awi ich seksualno??[6]. Seksualno?? bowiem nie jest grzechem. Bóg da? j? jako b?ogos?awie?stwo. Tam, gdzie ma??e?stwo zawierane jest przed Bogiem, tam jest On obecny, tak?e w ?o?u ma??e?skim. W sakramentalnie zawartym ma??e?stwie osoby udzielaj? sobie ?ask Bo?ych w intymnym obcowaniu, a w zwi?zku niepob?ogos?awionym brudz? si? wzajemnie swoim grzechem.
Bóg raduje si?, gdy mo?e im towarzyszy? w ich nowym ?yciu. Bóg i taka para tworz? jedno??. Szkoda, ?e wiele ma??e?stw nie wie tego i nie my?li o tym. Gdy bierze si? ?lub w ko?ciele jedynie z tradycji, nie wierz?c w ten sakrament, b?ogos?awie?stwa nie ma.
Wielu my?li podczas ceremonii o tym, aby jak najszybciej si? sko?czy?a, aby mo?na by?o wreszcie ?wi?towa?, je??, pi?, bawi? si? i wyjecha? na miodowy miesi?c. Zapominaj? o Panu. Tak jak ja wtedy uczyni?am i zostawi?am Go samego. Do g?owy mi nie przysz?o, aby zaprosi? Pana do mojego nowego domu, do mojego nowego ?ycia. On tak bardzo lubi by? zapraszanym do przebywania z nami, we wszystkich sytuacjach ?yciowych, radosnych i mniej radosnych. Chce, aby?my odczuli Jego obecno??. Wprawdzie jest obecny z racji sakramentu ma??e?stwa, lecz by?oby pi?kniej, gdyby?my byli ?wiadomi Jego obecno?ci.
I ja nie zaprosi?am Go, aby po moim weselu przyby? do mojego domu. Zostawi?am Go w ko?ciele. Potem sp?dzi?am mój miodowy miesi?c i w ogóle nie my?la?am ju? o Nim. Wróci?am do domu, a On smutny pozosta? na zewn?trz i w ogóle nie zwraca?am na Niego uwagi, nie zaprasza?am do siebie.
Jak dobrze by?oby dla ma??onków, gdyby byli ?wiadomi Jego obecno?ci i nie pope?niali tego samego b??du, jaki ja wtedy pope?ni?am. Przy ?lubie moich rodziców najpi?kniejsze by?o to, ?e Bóg przywróci? memu ojcu wszystkie ?aski, które straci? z powodu swego rozpustnego ?ycia. Bóg uczyni? to z mi?o?ci do mojej matki, jego ?ony, która jako dziewica zawar?a zwi?zek ma??e?ski. Bóg uleczy? przez to zbrukan? seksualno?? mojego ojca i ca?y zwi?zany z ni? nieporz?dek hormonalny.
Ojciec jednak by? bardzo „m?ski” – istny macho – i jego przyjaciele zacz?li go znowu zatruwa? i zwodzi?, mówi?c mu, aby nie da? si? wodzi? za nos ?onie. Szybko go przekonali do powrotu do wcze?niejszego trybu ?ycia. Okaza? niewierno?? powierzonej mu ?onie, mojej matce, ju? w 14 dni po swoim weselu. Da? si? zaci?gn?? do domu publicznego, by udowodni? przyjacio?om, ?e jest panem siebie i ?e nie b?dzie pantoflarzem.
I wiecie, co si? sta?o z lask? pastersk?, któr? otrzyma? od Pana? Demon mu j? zabra?. I wszystkie te brudne z?e duchy powróci?y i przyklei?y si? do niego. Mój ojciec przeobrazi? si? z pasterza rodziny w wilka, który nie chroni? ju? rodziny, a otworzy? demonom drzwi na o?cie? i sta? si? postrachem ca?ego domu.
Mój ojciec powiedzia? we ?zach po tamtej stronie: „Dzi?ki mojej cudownej ?onie, twojej matce, która modli?a si? przez 38 lat za mnie o moje nawrócenie i prowadzi?a przyk?adne ?ycie jako ofiarna matka, zosta?em uratowany przed piek?em.”
Moja matka modli?a si? przez 38 lat za mojego ojca, który prowadzi? zepsute i cudzo?o?ne ?ycie, tak?e z winy dziadka, który zabra? go jako 12-latka ze sob? do domu uciech, aby „zrobi? z niego m??czyzn?”. A wiecie, jak modli?a si? zawsze moja matka przed Naj?wi?tszym Sakramentem? Mówi?a: „Panie, Bo?e mój, wiem i ufam, ?e nie pozwolisz umrze? Swojej s?u?ebnicy, zanim nie ujrz? nawrócenia mojego ma??onka. Prosz? Ci? nie tylko za moim m??em, a b?agam Ci? równie?, aby? wspiera? wszystkie te biedne kobiety, które znajduj? si? w tej samej nieszcz??liwej sytuacji, co ja. Szczególnie prosz? Ci? za tymi kobietami, które oddaj? si? mocy wró?bitów, czarnoksi??ników i innych narz?dzi magii oraz si? demonicznych. Prosz? Ci? za wszystkimi tymi, które w ten sposób sprzedaj? demonom swoje dusze i dusze swoich dzieci, zamiast trwa? przed Naj?wi?tszym Sakramentem: przed Tob?, zamiast modli? si? tutaj i Ci? uwielbia?. Prosz? Ci? tak?e za nimi. Wspieraj je wszystkie i uwolnij je z wi?zów Z?ego!”
Tak modli?a si? moja matka. I wiecie, dlaczego zawsze kocha?am swego ojca? Poniewa? moja matka by?a dobr? kobiet?, która nas nigdy, ani troch?, nie sk?ania?a do tego, by kogo? nienawidzi?, nawet ojca, mimo ?e dawa? jej ku temu powody.
Czasami moja matka mawia?a do mnie, ?e mia?a widzenie i widzia?a, ?e po ka?dym ci??kim grzechu ziemia si? otwiera i po?yka dan? dusz?. Cz?sto naigrywa?am si? z tych jej opowiada? i nazywa?am j? g?upi? i naiwn?. Mówi?am cz?sto do niej: „Wiesz co, Bóg mi w?a?nie pokaza?, jak otwar?a si? ziemia i po?kn??a tat?.” Mówi?am to, nawi?zuj?c do jej wypowiedzi dotycz?cych ci??kich grzechów.
Ale w tym drugim ?wiecie sta?o si? dla mnie jasne, ?e moja matka naprawd? mia?a mistyczn? wizj?. Odpowiedzia?a mi tak: „Tak, moja córko, widzia?am twego ojca. By? sp?tany przez diab?a, który chcia? go zaci?gn?? do otch?ani. Ale musisz wiedzie?, ?e owi?am go natychmiast moim ró?a?cem i zaci?gn??am do ko?cio?a przed Naj?wi?tszy Sakrament. To by?a ustawiczna walka. Szatan chcia? go zaci?gn?? w dó? swymi p?tami, a ja swoim ró?a?cem ci?gn??am go z powrotem w gór?. I kiedy wreszcie przyprowadzi?am go do ko?cio?a, rzek?am do Pana: ‘Oto przyprowadzam Ci go i ufam, ?e Ty go uratujesz.’”
Mój ojciec nawróci? si? osiem lat przed ?mierci?. Z g??bok? skruch? prosi? Boga o przebaczenie, a mi?osierny Bóg odpu?ci? mu. Mój ojciec jednak?e nie odpokutowa? swoich czasowych kar za grzechy. Wprawdzie ?a?owa?, wyspowiada? si? i otrzyma? rozgrzeszenie, ale nie mia? okazji odby? pokuty. Dlatego znajdowa? si? w czy??cu, a? po szyj? w tym cuchn?cym bagnie, które ju? wcze?niej opisa?am.
Pokutowanie za pope?nione grzechy i zado??uczynienie to jedna z tych rzeczy, o których tak ?atwo zapominamy. W?a?ciwie bardzo ma?o o tym my?limy. Poza tym sami z siebie bardzo ma?o mo?emy zado??uczyni?. Ale Jezus w Naj?wi?tszym Sakramencie mo?e nam udzieli? ?aski odpokutowania. Gdy Go odwiedzamy w Naj?wi?tszym Sakramencie i uwielbiamy Go, otrzymujemy cz?sto ten dar pokuty, zado??uczynienia za skutki naszych grzechów.
W tym drugim ?wiecie Bóg ukazuje nam, jak nasze grzechy wp?ywaj? na innych. Cierpi On bardziej z powodu skutków naszych grzechów dotykaj?cych inne osoby, ani?eli z powodu samego grzechu. Skutki te s? zazwyczaj bezpo?rednim atakiem na mi?o??. Bóg sam w Sobie jest mi?o?ci?.
Eucharystia i adoracja Naj?wi?tszego Sakramentu to jedyna droga, która nas bezpo?rednio prowadzi do Nieba. Zapami?tajcie to! To bardzo wa?ne dla nas wszystkich.
Gdy kto? zdradza swojego wspó?ma??onka, zdradza Pana Boga. ?amie obietnic?, któr? z?o?y? Bogu i swojemu partnerowi w dniu ?lubu. Je?li kto? zamierza nie dotrzyma? obietnicy ma??e?skiej, niech lepiej nie zawiera zwi?zku ma??e?skiego. Pan mówi do nas: „Je?li jeste? niewierny, sam siebie pot?piasz. Je?li nie jeste? wierny, to si? nie ?e?.” Pan mówi: „Moje dzieci, pro?cie Mnie o to, by?cie mog?y by? wierne swojemu wspó?ma??onkowi, by?cie mog?y by? wierne waszemu Bogu.”
Ile szkód i cierpie? do?wiadcza ma??e?stwo z powodu niewierno?ci! Gdy np. m??czyzna idzie do domu publicznego albo rozpoczyna romans z sekretark?, to pomimo prezerwatywy zara?a si? wirusem. Wtedy nie pomo?e ?adna k?piel. Wirus nie ginie i pó?niej, gdy przychodzi do swej ?ony, przenosi tego wirusa na ni? i ten zagnie?d?a si? w pochwie lub w macicy, a pó?niej rozwija si? z tego rak. Tak, rak! Kto wi?c odwa?y si? twierdzi?, ?e cudzo?óstwo nie zabija?! I jak?e wiele kobiet, które dopu?ci?y si? cudzo?óstwa, boi si?, ?e zostanie odkryty ich cudzo?o?ny zwi?zek, i chc? usun?? dziecko! Zabijaj? niewinnego cz?owieka, który nie mo?e jeszcze ani mówi?, ani si? broni?. To zaledwie kilka przyk?adów nieprzewidzianych konsekwencji grzechów, krótkiej chwili przyjemno?ci.
Cudzo?óstwo zabija na ró?ne sposoby. I mamy jeszcze czelno?? skar?y? si? na Boga, atakowa? Go i zrzuca? na Niego win?, gdy rzeczy nie maj? si? tak, jakby?my tego chcieli, gdy mamy problemy, gdy nas nawiedzaj? choroby. To my fundujemy sobie nieszcz??cie i ?ci?gamy je na siebie naszymi grzechami. Za grzechem stoi zawsze przeciwnik, szatan. Otwieramy mu drzwi, gdy ci??ko grzeszymy. A gdy spotyka nas jakie? nieszcz??cie, wtedy Boga obarczamy odpowiedzialno?ci? za to.
Biada temu, który próbuje zniszczy? ma??e?stwo. Gdy kto? rujnuje ma??e?stwo, uderza w ska??, któr? jest Jezus. Bóg chroni ma??e?stwo, nigdy w to nie w?tpcie!
Chcia?abym wam te? jeszcze powiedzie?, ?e musicie dobrze uwa?a? na wszystkich te?ciów, którzy mieszaj? si? do ma??e?stwa dzieci, aby zniszczy? zwi?zek, zaszkodzi? relacji ma??onków, siej?c nieufno??, uwa?aj?c si? za kogo? m?drzejszego. Nawet je?li nie lubicie swojej synowej lub zi?cia, czy s?usznie czy nie, nie mieszajcie si? w ich zwi?zek. Lepiej pomódlcie si? za to ma??e?stwo. Oboje s? ju? w ma??e?stwie i nic ju? nie mo?na zrobi?. Jedyn? rzecz?, któr? mo?ecie uczyni?, to modlitwa za nich. Módlcie si? za to ma??e?stwo i milczcie. I ofiarujcie Panu swoje milczenie, które by? mo?e nie przychodzi wam ?atwo. Wiele kobiet si? pot?pi?o, gdy? miesza?y si? do ma??e?stwa swoich dzieci. To bardzo ci??ki grzech. Gdy zauwa?acie, ?e co? nie jest w porz?dku, ?e jedno z nich grzeszy przeciwko ma??e?skiej obietnicy, zamilknijcie i módlcie si?. Pro?cie Boga za nimi, pro?cie Boga o pomoc.
Mo?ecie równie? porozmawia? z obojgiem i prosi? ich, aby ratowali swe ma??e?stwo, aby brali pod uwag? swe dzieci, gdy? ma??e?stwo jest po to, aby kocha?, obdarza? si? i wzajemnie sobie przebacza?. Trzeba walczy? o ma??e?stwo, ale nie poprzez mieszanie si? i ustawianie si? po jednej stronie barykady.
 
Czcij ojca swego i matk? swoj?
Doszli?my do czwartego przykazania: Czcij ojca swego i matk? swoj?! Tak?e tu Pan ukaza? mi, jak niewdzi?czna by?am za ?ycia wzgl?dem moich rodziców. Jak cz?sto i jak strasznie kl??am na nich oraz wymy?la?am im. Wyrzuca?am im, ?e nie mog? mi zaoferowa? tego wszystkiego, co otrzyma?y moje kole?anki. Sta?o si? dla mnie jasne, jak bardzo by?am nie umiej?c? niczego ceni? córk?, dla której wszystko, co z trudem i wyrzeczeniami dawali mi rodzice, nie mia?o ?adnej warto?ci. Tak, nawet do tego stopnia ?ywi?am uraz? do rodziców, ?e twierdzi?am, ?e ta kobieta nie mo?e by? moj? matk?, gdy? po prostu jest dla mnie zbyt prymitywna. Dla mnie by?a nikim, jak wi?c mog?a by? moj? matk?.
Przera?aj?c? rzecz? by?o dla mnie ujrze? rezultat: widzie? siebie jako kobiet? bezbo?n?, która wszystko niszczy?a oraz negatywnie wp?ywa?a na wszystko, co stan??o jej na drodze. Najgorsze w tym wszystkim by?o to, ?e wmawia?am sobie, ?e jestem kim? wyj?tkowym, szczególnie dobrym i ?wi?tym. Pan wyja?ni? mi równie?, dlaczego wmawia?am sobie, ?e przy tym czwartym przykazaniu nie musz? si? niczego obawia?. By?am pewna, ?e z ?atwo?ci? sobie tutaj poradz?, gdy? w ostatnich latach ?ycia rodziców finansowa?am lekarzy i leki, których potrzebowali, gdy chorowali. Tylko z powodu tego faktu wmawia?am sobie, ?e wype?ni?am czwarte przykazanie bardziej, ni? by?o to nakazane. Pasowa?o to do mojej filozofii ?ycia, w której wszystkie moje czyny ocenia?am i segregowa?am wed?ug zasady pieni?dzy. Tak samo by?o i z moimi rodzicami. Mój m?? podj?? zobowi?zanie pokrycia op?at, a ja mówi?am: „Spójrz na tych dwoje bezwstydnych ludzi! Nie zostawi? nam nic w spadku, a w dodatku trzeba na nich wyda? fortun?. Rodzice moich przyjació?, przeciwnie, zostawi? im dobra...” I Pan ukaza? mi, jak analizowa?am wszystko przez pryzmat pieni?dza i jak manipulowa?am rodzicami, kiedy posiada?am pieni?dze i pozycj?. Dzi?ki bogactwu uros?am dla nich, ?yj?cych w prostych warunkach, do rangi bóstwa, które czcili, o?lepieni moimi pieni?dzmi.
Ta sytuacja, uwarunkowana mamon?, pozwoli?a mi tak?e na bezczelne obchodzenie si? z moimi rodzicami. Nie mo?ecie sobie wyobrazi?, jak bardzo bola?o mnie to jasne poznanie – mia?am je z ?aski Boga – mojego wcze?niejszego ?ycia, jaki g??boki ból sprawia?o. Musia?am przypatrywa? si?, jak mój tata z wielkim smutkiem p?aka? i szlocha? nade mn? i moim zachowaniem, bo mimo wszystkich swoich s?abo?ci by? dobrym ojcem. Uczy? mnie by? pracowit? i prowadzi? przyk?adne ?ycie, gdy? tylko ten, kto dobrze pracuje i dobrze wykonuje swój zawód, b?dzie post?powa? naprzód i co? osi?gnie. Niestety, mimo ?e tak stara? si? mnie dobrze wychowa?, uszed? mu ma?y szczegó?, bardzo istotny, a mianowicie to, ?e mia?am tak?e dusz?, która umiera?a z g?odu, i ?e on – jako wzór dla swej córki – mia? do spe?nienia misj?: ?y? Dobr? Nowin? i wiar?. Pod tym wzgl?dem ca?kowicie zawiód? i po prostu nie widzia?, jak to moje ?ycie ton??o w bagnie wskutek niedostrzegania przez niego tego szczegó?u.
Bola?o mnie, gdy widzia?am, jakim kobieciarzem by? mój ojciec. Czu? si? szcz??liwy i dobrze mu by?o, gdy móg? opowiada? mojej matce i wszystkim ludziom – oraz che?pi? si? przy tej okazji – jakim to on jest „macho”, poniewa? mia? równocze?nie wiele kobiet i by? w stanie trzyma? je na wodzy oraz zadowala?. Poza tym wiele pi? i pali?. Z tych wszystkich wad i z?ych przyzwyczaje? mój ojciec by? nawet dumny. By? bardzo zarozumia?y. B??dnie uwa?a?, ?e nie by?y to wady, a wr?cz przeciwnie – cnoty, które czyni?y go kim? wyj?tkowym. Ju? w m?odym wieku widzia?am, jak mama siedzia?a w domu zalana ?zami, gdy tata zaczyna? che?pi? si? swoimi kobietami i przygodami, jakie z nimi mia?. Im cz??ciej to prze?ywa?am, tym wi?kszy by? mój gniew, w?ciek?o?? i awersja, która mnie ogarnia?a. A teraz widz? przebieg mojego wcze?niejszego ?ycia i pojmuj? natychmiast, ?e te niepohamowane uczucia powoli doprowadza?y mnie do „duchowej ?mierci”, do obumierania mojej duszy. Ogarnia? mnie ogromny gniew, gdy musia?am przypatrywa? si?, jak tata perfidnie upokarza? mam? na oczach wszystkich.
Zaczyna?am si? temu przeciwstawia?. Zagadywa?am mam?, próbowa?am na ni? wp?yn??. Mówi?am do niej na przyk?ad tak: „Nigdy nie b?d? taka jak ty, nie pozwol? sobie na takie rzeczy ze strony m??czyzny. My, kobiety, nie mamy ?adnej warto?ci w spo?ecze?stwie i jeste?my dlatego tak poni?ane, bo s? takie kobiety jak ty, pozwalaj?ce na wszystko; bo s? kobiety, które ulegle poddaj? si? samowoli tych „macho”; kobiety, które nie maj? ju? godno?ci ani dumy, a s? bardzo pod?amane psychicznie; w?a?nie takie kobiety, które pozwalaj? zarozumia?ym m??czyznom na zn?canie si? nad sob? i traktowanie siebie jak ostatni? szmat?.”
A do mojego ojca powiedzia?am, gdy by?am nieco starsza: „Nigdy, uwierz mi i wbij to sobie do g?owy, tato, nigdy nie dopuszcz? do tego, ?eby jaki? m??czyzna tak mnie traktowa? i upokarza?, jak ty to ci?gle czynisz wobec mamy. Je?li dojdzie do tego, ?e m??czyzna b?dzie mi niewierny i b?dzie mnie oszukiwa?, zemszcz? si? na nim, zrobi? mu to samo. Ze mn? tak nie b?dzie, kochany tato!” W odpowiedzi otrzyma?am od ojca solidne lanie. Krzycza? na mnie: „Co ty sobie my?lisz? Na co sobie pozwalasz? Za kogo ty si? masz, ?eby tak do mnie mówi??”
Nie mo?ecie sobie wyobrazi?, jakim strasznym „macho” by? mój ojciec. Nie mog?am trzyma? j?zyka za z?bami i odpowiedzia?am: „Nawet je?li mnie bijesz i prawie mnie zabijasz, przysi?gam ci, ?e nie pozwol? sobie na co? takiego. Gdyby dosz?o do tego, ?e jako zam??na dowiedzia?abym si? o niewierno?ci m??a, zem?ci?abym si? na nim w straszliwy sposób, aby?cie wy m??czy?ni zrozumieli, co prze?ywa kobieta, gdy m??czyzna traktuje j? jak ostatni? szmat?, upokarza j? i zn?ca si? nad ni? jak nad mokr? ?cierk?.”
I tak nape?nia?am si? t? awersj?, gniewem i w?ciek?o?ci? i wype?nia?am nimi my?li i umys?. Zatruwa?am swój umys? i charakter. Kiedy doros?am i by?am samodzielna – i oczywi?cie mia?am ju? wystarczaj?co du?o pieni?dzy – stale wywiera?am presj? na moj? matk?, mówi?c do niej: „Mamo, wiesz co? Rozejd? si? z tat?. We? z nim rozwód!” Zachowywa?am si? tak, chocia? szanowa?am tat? i lubi?am go. Mimo to ci?gle zagadywa?am mam?: „Nie mo?e tak by?, aby? tak po prostu znosi?a takiego typa jak mój ojciec! Jako kobieta b?d? ?wiadoma swej godno?ci! Odzyskaj honor i poka? mu, ?e jeste? kim? cennym, wyj?tkowym, a nie kawa?kiem szmaty, któr? mo?e si? wytrze?!” Te i podobne frazy powtarza?am nieustannie mojej matce. Mo?ecie to sobie wyobrazi?? Robi?am wszystko, by rozdzieli? moich rodziców, by sk?oni? ich do rozwodu.
Mama zwykle mawia?a wtedy do mnie: „Nie, moja droga córko, nie rozwiod? si?. Nie my?l sobie, ?e zachowanie twojego ojca nie jest dla mnie bolesne i upokarzaj?ce. Cierpi? bardzo z tego powodu, co z pewno?ci? mo?esz sobie wyobrazi?. Ale ponosz? t? ofiar? i wytrzymuj?, gdy? mam was – siedmioro moich dzieci. Jest was siedmioro, a ja jestem sama. Tak wi?c lepiej jest, aby tylko jedna osoba musia?a cierpie?, a nie – siedem osób. W ko?cu twój ojciec jest dobrym tat? i nie mam serca, by tak po prostu uciec i pozostawi? was, aby?cie sami dorastali. Pytam ci? jeszcze: je?li rozejd? si? z twoim ojcem, kto wtedy b?dzie si? modli? o jego nawrócenie, aby jego dusza zosta?a zbawiona? Cierpienie i poni?enie, jakie wyrz?dza mi twój tata, jednocz? z niewymownymi cierpieniami naszego Pana Jezusa Chrystusa na Krzy?u. Ka?dego dnia mówi? naszemu Panu: ‘To, co musz? cierpie? i znosi?, jest przecie? niczym w porównaniu z cierpieniami, jakie znosi?e? dla nas na Krzy?u. Aby moje cierpienie mia?o warto??, prosz? Ci? o to, bym mog?a po??czy? i zjednoczy? je z Twoim cierpieniem, tak aby to moje cierpienie otrzyma?o moc wyproszenia ?aski nawrócenia dla m??a i dzieci, by mogli zosta? uchronieni od wiecznego pot?pienia!”
Nie rozumia?am tego wszystkiego i tylko potrz?sa?am g?ow? z powodu „g?upoty” mamy. Po prostu nie by?am w stanie tego poj??. To by?y my?li, które by?y mi obce i diametralnie sprzeciwia?y si? mojemu stylowi ?ycia i my?lenia. Wiedzcie jeszcze, ?e nie tylko nie rozumia?am tego. Wypowiedzi mojej matki dra?ni?y mnie i powi?ksza?y mój gniew. Dosz?o do tego, ?e zmieni?o si? ca?e moje ?ycie, gdy? sta?am si? prawdziw? rebeliantk?. Ten bunt objawia? si? najpierw w tym, ?e anga?owa?am si? w walk? o prawa kobiet i emancypacj? – i to nie tylko jako bierna uczestniczka... nie. Walczy?am o prawa kobiet na czele tego frontu.
Zacz??am broni? aborcji, prawa kobiety do decydowania o swoim brzuchu; niezale?no?ci i prawa do bycia „singlem” czy ?ycia w wolnym zwi?zku – do organizowania sobie ?ycia z przygodnymi partnerami. Propagowa?am rozwód jako dobre rozwi?zanie problemów ma??e?skich. W szczególno?ci broni?am „prawa talionu”[7]. A wi?c doradza?am zawsze kobietom, by odp?aca?y tym samym, by równie? one równie? m?ci?y si? na ka?dym niewiernym m??czy?nie „skokiem w bok” – je?li to mo?liwe – z jego najlepszym przyjacielem. Chocia? sama osobi?cie nigdy nie by?am niewierna m??owi, to z?ymi radami wyrz?dza?am wielkie szkody bardzo wielu osobom. Niestety!

Nie zabijaj – aborcja
Kiedy w mojej Ksi?dze ?ycia doszli?my do pi?tego przykazania Bo?ego: „Nie zabijaj”, pomy?la?am sobie: wreszcie, nie mam sobie nic do zarzucenia, bo nikogo nie zabi?am. Ku memu ogromnemu przera?eniu Pan pouczy? mnie o czym? ca?kiem innym. Pokaza? mi z ca?? wyrazisto?ci?, ?e by?am niesamowicie okrutn? morderczyni?. Mordy, w jakie by?am uwik?ana, nale?a?y do zabójstw, które w oczach Pana zaliczaj? si? do tych najpotworniejszych: aborcja dzieci nienarodzonych.
Pewnego dnia moja przyjació?ka Estela rzek?a do mnie: „S?uchaj! Masz 13 lat i nie straci?a? jeszcze cnoty?” Spogl?da?am na ni? oniemia?a. Co chcia?a przez to powiedzie?? Moja matka opowiada?a mi zawsze o wadze dziewictwa. Mówi?a, ?e to dar, jaki panna m?oda mo?e ofiarowa? Bogu. Moja przyjació?ka jednak?e odpowiedzia?a mi, wyra?aj?c wy?szo?? i zarozumia?o??: „Moja matka zaprowadzi?a mnie do ginekologa, jak tylko dosta?am pierwsz? menstruacj?. Od tamtego czasu bior? pigu?ki antykoncepcyjne.”
Wtedy nie wiedzia?am nawet, co to takiego. Wyja?ni?a mi, ?e te pigu?ki s?u?? temu, by nie zaj?? w ci???. I opowiedzia?a mi, z jakimi m??czyznami ju? spa?a. To by?a du?a ilo?? ch?opaków i m?odych m??czyzn. Powiedzia?a, ?e to takie przyjemne. Rzek?a do mnie: „Widz?, ?e nie masz poj?cia o tym wszystkim.” Potwierdzi?am. Powiedzia?a, ?e zaprowadzi mnie do miejsca, gdzie b?d? mog?a si? czego? nauczy?. By?am przestraszona, bo nie wiedzia?am, gdzie chce mnie zaprowadzi?.
Otworzy? si? przede mn? nowy ?wiat, ca?kowicie nieznany ?wiat. Posz?a z ni? i innymi do kina, do centrum miasta, by obejrze? film pornograficzny. Mo?ecie sobie wyobrazi? moje przera?enie? Dziewczynka, która wówczas mia?a 13 lat! Nie posiadali?my nawet telewizora. Mo?ecie sobie wyobrazi? taki film? Umar?am niemal ze strachu i wstr?tu. Wydawa?o mi si?, ?e jestem w piekle. Chcia?am uciec, ale tylko wstyd przed moimi przyjació?kami powstrzymywa? mnie. Jednak niczego innego nie pragn??am, jak uciec stamt?d. By?am do g??bi wstrz??ni?ta.
W tym dniu posz?am z mam? na Msz? ?wi?t?. I poniewa? czu?am si? bardzo ?le, posz?am do spowiedzi. Mama ukl?k?a przed o?tarzem i modli?a si?. Na spowiedzi powiedzia?am zwyczajne rzeczy, ?e nie odrobi?am pracy domowej, ?e ?ci?ga?am na klasówkach, ?e by?am niepos?uszna... To by?y mniej wi?cej moje grzechy. Spowiada?am si? zawsze u tego samego ksi?dza i on zna? moje grzechy mniej wi?cej na pami??. Ale w tym dniu wyzna?am te?, ?e uciek?am mamie, ?eby pój?? do kina. Ksi?dz by? zupe?nie zaskoczony i nieomal krzykn??: „Kto komu uciek?? Kto gdzie poszed??” Przestraszy?am si? ogromnie jego reakcji i spojrza?am boja?liwie na matk?, czy co? us?ysza?a. Ona jednak kl?cza?a spokojnie na swoim miejscu i modli?a si?. Bogu niech b?d? dzi?ki, pomy?la?am, niczego nie us?ysza?a. Samo wyobra?enie sobie, ?e mog?a co? us?ysze?, by?o dla mnie niezno?ne. Wsta?am od konfesjona?u i by?am w?ciek?a na ksi?dza. Oczywi?cie nie powiedzia?am mu, na jakim filmie by?am. Skoro takie cyrki wyprawia? z tego powodu, ?e by?am w kinie, jakie sceny by robi?, gdyby wiedzia? o wszystkim. Mo?e by mnie nawet zbi?.
Od tamtej chwili szatan zacz?? dzia?a? we mnie. Od tamtego czasu nie spowiada?am si? szczerze. Wybiera?am odt?d, co powiem, a co przemilcz?. Zacz??y si? moje ?wi?tokradzkie spowiedzi i przyjmowa?am Komuni? ?w., chocia? wiedzia?am, ?e nie wyspowiada?am si? szczerze. Przyjmowa?am Pana ?wi?tokradzko. On pokaza? mi, jak straszna by?a degradacja mojego ?ycia, jak ten proces duchowej ?mierci coraz bardziej post?powa?. Skutkiem tej degradacji by?o to, ?e przy ko?cu swego ?ycia nie wierzy?am ju? w istnienie diab?a ani w nic innego. A moje grzechy uwa?a?am nawet za dobre czyny. Pan ukaza? mi, jak kroczy?am jako dziecko trzymaj?c si? r?ki Boga, jak? g??bok? wi?? z Nim mia?am i jak moje grzechy oddziela?y mnie coraz bardziej od Boga i Jego prowadz?cej r?ki. Pan powiedzia? mi, ?e ka?dy, kto niegodnie przyjmuje Jego Cia?o i Krew, ?ci?ga na siebie pot?pienie. Spo?ywa?am i pi?am moj? zgub?[8].
Zobaczy?am te? w Ksi?dze ?ycia, jak diabe? by? zrozpaczony, kiedy w wieku 12 lat wierzy?am jeszcze w Boga i chodzi?am z matk? na adoracj?. Diabe? by? w?ciek?y z tego powodu.
Gdy rozpocz??o si? moje grzeszne ?ycie, Pan da? mi odczu?, ?e pokój opu?ci? moje serce. Pojawi?y si? wyrzuty sumienia. A co powiedzia?y na to moje przyjació?ki? „Co? Chodzi? do spowiedzi? Ty chyba zwariowa?a?. To zupe?nie nie jest na czasie. I to do tych ksi??y, którzy maj? wi?ksze grzechy ni? my!” ?adna z nich nie posz?a ju? do spowiedzi, ja by?am t? jedyn?. Rozpocz??a si? wewn?trzna walka mi?dzy tym, co mówi?y moje kole?anki a tym, co mawia?a moja matka i co podpowiada?o mi sumienie. Szala stopniowo przechyla?a si? i moje kole?anki zwyci??y?y. Nie chcia?am bowiem spowiada? si? u tych „starych” ksi??y, nastawionych negatywnie do cia?a, a na pewno nie u tych, którzy wzburzali si? tylko dlatego, ?e si? sz?o do kina. Widzicie tutaj przebieg?o?? szatana. Odsun?? mnie od spowiedzi, gdy mia?am zaledwie 13 lat. Okaza? si? bardzo podst?pny. Wiecie, on podsuwa nam z?e pomys?y. W wieku 13 lat Gloria Polo by?a ju? ?ywym trupem, je?li chodzi o jej dusz?. Dla mnie jednak by?o to czym? wa?nym i dumna by?am z tego, ?e mog?am nale?e? do tej ma?ej grupki moich kole?anek, do tych „fajnych”, m?drych dziewczyn, który wmawia?y sobie, ?e wiedz? wi?cej ni? wszyscy ich rodzice razem wzi?ci. Maj?c 13 lat my?la?y?my, ?e wszystko wiemy i by?y?my zdania, ?e ka?dy, kto mówi? o Bogu, by? nienowoczesny lub szalony. To co nowoczesne – to korzy?ci i przyjemno?ci... Konsumpcja, przyjemno?ci – to by?o w modzie.
Nie powiedzia?am wam jeszcze, ?e wtedy, gdy sta?am nad przepa?ci? do piek?a i nagle rozleg? si? g?os Pana, wszystkie demony uciek?y. Uciek?y gdzie pieprz ro?nie, jeden tylko zosta?. Bóg pozwoli? mu zosta?. Ten ogromny demon krzycza? przera?liwym g?osem: „Ona nale?y do mnie! Ona jest moja! Nale?y do mnie! Jest moja na zawsze!” Ten demon móg? tylko dlatego pozosta?, gdy? by? przywódc? hordy, która zagnie?dzi?a si? we mnie i manipulowa?a wszystkim w moim ?yciu, abym grzeszy?a. Podst?pnie wykorzystywali moje s?abe strony. To ten demon trzyma? mnie z dala od spowiedzi. Dlatego Pan zarz?dzi?, aby by? obecny. Ten diabe? krzycza? strasznie, gdy? obawia? si?, ?e ?up mo?e si? mu wymkn?? w ostatnim momencie. Wrzeszcza? przera?liwie i oskar?a? mnie. Móg? pozosta?, gdy? umar?am w stanie grzechu ?miertelnego. Od 13 roku ?ycia bowiem nie spowiada?am si? nale?ycie, a wcze?niej raz, dwa razy moja spowied? nie by?a wa?na. Nale?a?am zatem do tego demona i z tego wzgl?du móg? by? obecny na egzaminie.
Mo?ecie sobie wyobrazi?, jak si? czu?am, gdy moje wszystkie grzechy zosta?y mi przedstawione? By?o ich tak wiele. I do tego wszystkiego te z?o?liwe, szydercze oskar?enia... Nie mog?am tego wytrzyma?, gdy tak wrzeszcza?, ?e nale?? do niego. To by?o co? niewyobra?alnie strasznego. Z?y trzyma? mnie z dala od sakramentu pokuty i pozbawia? mnie przez to uzdrowienia i oczyszczenia mojej duszy przez Jezusa. Za ka?dym razem bowiem, gdy grzeszy?am, grzech nie by? czym? „za darmo”. Grzech jest w?asno?ci? szatana i musimy za niego zap?aci?. Mój grzech by? tak wielki, ?e diabe? wypali? piecz?? na mojej duszy. Ta pierwotnie tak cudowna, przenikni?ta ?wiat?em dusza, jak? widzia?am podczas mojego pocz?cia, stawa?a si? coraz ciemniejsza, czarna. By?a jedn?, straszn? czerni?.
Tak wi?c ci?gle ?wi?tokradzko przyjmowa?am Komuni? ?w., nie odby?am prawie w ogóle dobrej spowiedzi, wtedy jak jeszcze chodzi?am si? spowiada?. Zawsze, zanim skorzystamy z sakramentu pokuty, musimy prosi? Ducha ?wi?tego i naszego Anio?a Stró?a, aby nas o?wiecili, aby ciemno?? naszego umys?u rozja?ni?a si?. Jedn? bowiem z rzeczy, któr? diabe? czyni z upodobaniem, jest zaciemnianie naszego umys?u, tak ?e s?dzimy, ?e nic nie jest grzechem, ?e wszystko jest w porz?dku, ?e nie trzeba spowiada? si? u ksi??y, bo ci wi?cej maj? grzechów ni? my sami, ?e spowied? wysz?a z mody. To oczywiste, ?e dla mnie by?o wygodniej ju? si? w ogóle nie spowiada?.
 
Aborcja mojej przyjació?ki Esteli
Gdy mia?am 13 lat, moja przyjació?ka Estela zasz?a w ci???. Gdy mi o tym opowiedzia?a, zapyta?am j?: „Ale chyba wzi??a? pigu?ki?” Odpar?a: „Tak, ale to na nic si? nie zda?o.” Powiedzia?am: „I co teraz? Co zrobisz? Kto jest ojcem?” Odpowiedzia?a: „Nie wiem.” Nie wiedzia?a, czy by?o to podczas tego lub tamtego spaceru albo na festynie, czy te? ojcem dziecka jest jej narzeczony. Powiedzia?a mi: „Powiem po prostu, ?e to jego”[9]. W czerwcu wyjecha?am z mam? na wakacje. Estela by?a ju? wtedy w pi?tym miesi?cu ci??y. Kiedy powróci?am, by?am zaskoczona. Nie by?o ju? oznak ci??y. Nie by?o wida? grubego brzucha. Wygl?da?a jak trup, tak by?a blada. Nic nie pozosta?o z tej ekstrawertywnej, ?ywej dziewczyny, która tak ch?tnie si? bawi?a. Krótko mówi?c, nie by?a t? sam? dziewczyn?, tym radosnym podlotkiem co niegdy?, sk?onnym do zabaw. Mia?a zamglone spojrzenie. Nie chcia?a mi w ogóle opowiedzie?, co si? sta?o. Ale pewnego razu by?am u niej w domu i wtedy pokaza?a mi blizn? po operacji, z aborcji. Powiedzia?a: „Gdy moja matka dowiedzia?a si?, ze jestem w ci??y, tak si? w?ciek?a, ?e natychmiast wzi??a mnie za r?k?, wcisn??a do samochodu i zawioz?a do ginekologa. Gdy tam dotar?y?my, rzek?a mu: ‘Jest w ci??y. Prosz?, niech pan ??da, czego chce, ale natychmiast trzeba operowa? moj? córk? i usun?? ten problem”. Jak rzeczowo: problem.
Potem otworzy?a szaf? i pokaza?a mi s?oik, w którym w roztworze spirytusowym znajdowa? si? p?ód. To by?o jej dziecko. By?o ju? ca?kowicie rozwini?te, zakonserwowane w tym s?oiku. Nigdy nie zapomn? tego widoku. Jej matka obstawa?a przy tym, aby Estela mia?a przed oczyma konsekwencje swego b??dnego post?powania. A na wieczku tego s?oika sta?o pude?ko z pigu?kami antykoncepcyjnymi, aby nigdy nie zapomnia?a ich bra?. Wyobra?acie sobie co? takiego??? Zobaczcie, jak grzech czyni cz?owieka chorym. I jak matka, ?lepa duchowo, bierze w?asne dziecko do lekarza, aby usun?? niechciany owoc ?ona. I do tego ten absurdalny pomys? z zakonserwowanym p?odem, aby stawia? jej go przed oczami ka?dego dnia, by nie zapomina?a bra? pigu?ek. By za ka?dym razem, gdy otworzy szaf?, widzia?a swoje dziecko i pami?ta?a o tych pigu?kach. To naprawd? chore, to jest po prostu demoniczne. Takie rzeczy robi diabe?, gdy przez grzech otwieramy mu drzwi i nie chcemy go zmaza? w sakramencie pokuty i pojednania, którym mo?e szafowa? rzymskokatolicki kap?an.
Kiedy zapyta?am moj? przyjació?k?, czy cierpi, odpowiedzia?a ironicznie: „Ach, dlaczego mam by? smutna? To najmniejsze z?o, znie?? tych par? bólów, ni? ?ebym mia?a si? u?era? z tym dzieckiem przez ca?e ?ycie! Ten problem zosta? tak ?atwo rozwi?zany!” To by?o k?amstwo, gdy? nie by?a ju? nigdy taka, jak wcze?niej. Nie min??o du?o czasu i wpad?a w straszn? depresj?. Zacz??a bra? LSD. A poniewa? by?am jej najlepsz? przyjació?k?, zaproponowa?a mi spróbowanie. Jednak przestraszy?am si? tego. Ch?tnie bym spróbowa?a, poniewa? mówi?a, ?e ten narkotyk daje takie przyjemne uczucie... Cz?owiek ma wra?enie, jakby si? unosi?, jakby by? na chmurach... i opowiada?a mi o innych cudach, abym tylko spróbowa?a. Tak, ch?tnie bym skosztowa?a, ale nie mog?am. Ba?am si? i powiedzia?am jej: nie da rady, bo przesi?kn? tym zapachem, a gdy moja matka to odkryje, zabije mnie. Ma wyostrzony zmys? powonienia, zabi?aby mnie, gdyby si? dowiedzia?a.
Faktem jest, ?e nie spróbowa?am tej u?ywki, chroniona przez mojego Anio?a Stró?a i dzi?ki modlitwom mojej matki. Pan ukaza? mi teraz w mojej Ksi?dze ?ycia, ?e nie spróbowa?am narkotyku nie tyle ze strachu przed moj? matk?, ale dlatego ?e udzieli? mi ?aski, abym tego nie uczyni?a, i dlatego ?e mia?am matk?, która si? za mnie modli?a. Jej modlitwa ró?a?cowa uchroni?a mnie od wpadni?cia do tej otch?ani. Moje kole?anki nie by?y jednak ze mnie zadowolone. Dyskutowa?y, krzycza?y, mówi?y, ?e jestem nudziar?, bo nie wzi??am w tym udzia?u. Ale nie mog?am, po prostu nie mog?am. To by?a jedna z wielu ?ask, które otrzyma?am, gdy? mia?am matk?, która by?a tak zwi?zana z Bogiem i modli?a si? za mnie. Modlitwa jest tak bardzo wa?na.


Ci?g dalszy >>>>
 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież


Sonda

Czy przedsoborowa Msza Trydencka? (po ?acinie)
 

Polecany link, kliknij

Reklama

Kto jest teraz on-line

NaszÄ… witrynÄ™ przeglÄ…da teraz 41 goĹ›ci