Gloria Polo - Trafiona przez piorun
?ycie Ko?cio?a - Rodzina

 
W wieku 16 lat utraci?am sw? niewinno??
Wiecie, ?adna z nas dziewczyn nie sz?a ch?tnie na Msz? ?w., ale w przyklasztornej szkole, do której ucz?szcza?y?my, by?o to obowi?zkiem. Musia?y?my chodzi? na Msz? ?w. z zakonnicami. Ksi?dz by? ju? w podesz?ym wieku i trwa?o to zawsze do?? d?ugo, zanim sko?czy?. Nam te Msze ?w. wydawa?y si? trwa? ca?? wieczno??. Zabawia?y?my si? wi?c zawsze, gada?y?my, ?mia?y?my si?, nie po?wi?caj?c nawet minimum uwagi temu, co si? dzia?o przy o?tarzu. Pewnego dnia jednak przyby? m?ody ksi?dz, bardzo przystojny. Uwa?a?y?my, ?e szkoda by?o takiego ?adnego, m?odego m??czyzny. I tak zastanawia?y?my si?, która z nas mog?aby uwie?? tego m?odego, przystojnego ksi?dza. Wyobra?acie to sobie? Jakie nienormalne rzeczy diabe? zaszczepia m?odej osobie.
W tej szkole zakonnice jako pierwsze sz?y do Komunii ?w. Potem by?a nasza kolej, cho? ?adna z nas nie by?a w spowiedzi. Zak?ada?y?my si?, której z nas uda si? uwie?? ksi?dza. Postanowi?y?my porozpina? nasze bluzki, id?c do Komunii ?w. Ta, przy której jego r?ka zaczyna?a dr?e?, gdy podawa? Cia?o Pana, ta mia?a najlepszy biust i zwróci?a na siebie jego uwag?. Co za diabelskie my?li i jaki zam?t sia? w nas z?y duch! A my w swej naiwno?ci wierzy?y?my, ?e to tylko niewinna zabawa. Jak nisko upad?y?my...
Na nieszcz??cie, maj?c 16 lat, pozna?am mojego pierwszego ch?opaka. Moje przyjació?ki ponownie zacz??y na mnie wywiera? presj?. By?am czarn? owc? w?ród nich, poniewa? by?am jeszcze dziewic?. Teraz, gdy mia?am ju? narzeczonego, znów mnie prze?ladowa?y. Obieca?am im, ?e to zrobi?, gdy b?d? mia?a narzeczonego, ale nie wcze?niej. A teraz nie mog?am si? wykr?ci?. Powiedzia?am do mojej kole?anki Esteli: „A je?li zajd? w ci???, jak ty?” Odpowiedzia?a: „Nie, to ci si? nie przytrafi, bo teraz s? inne metody, mianowicie prezerwatywy.” Za jej czasów by?y jedynie pigu?ki. Teraz wi?c nie b?dzie ?adnych problemów. Powiedzia?a, ?e mi da 5 pigu?ek, abym je po?kn??a wszystkie na raz, dla wi?kszej pewno?ci. Poza tym powiedzia?a, ?e powinni?my u?y? prezerwatywy i ?e przekonam si?, ?e nic mi si? nie przydarzy. Bardzo ?le mi by?o z tym, ?e musia?am dotrzyma? tej g?upiej obietnicy. Gdy by?o ju? po wszystkim, dotar?o do mnie, ?e moja matka mia?a racj? mówi?c, ?e dziewczyna, która traci niewinno??, ga?nie. Czu?am, ?e co? we mnie zgas?o, jak gdybym straci?a co?, co ju? nigdy nie powróci, co nigdy nie zostanie mi zwrócone. I tak z wyczarowanego przed moimi oczami przez moje przyjació?ki sensacyjnego prze?ycia pozosta?o jedynie wewn?trzne rozczarowanie, gorycz i smutek.
Nie wiem, dlaczego wszyscy mówi?, ?e seks jest pi?kny. Nie wiem, dlaczego m?odzie? mówi, ?e tak bardzo to kocha. My?l?, ?e wcale nie jest taki wspania?y. W moim kraju, w Kolumbii, ogl?da si? w telewizji, jak w reklamach chwal? niezawodno?? prezerwatywy, jak ludzie wykorzystuj? seksualno?? dla zaspokojenia ??dz, egoizmu, dla sprawowania w?adzy i sp?dzania czasu. Smutno mi, gdy widz? co? takiego. Gdyby ci wszyscy ludzie wiedzieli, jak te powierzchowne uczucia w rzeczywisto?ci oszo?amiaj? dusz? cz?owieka, aby nie pami?ta? ju? o przykazaniach! Niektóre osoby, które w swej m?odo?ci by?y wielkimi zwolennikami pokolenia 68, w dojrza?ym wieku same zda?y sobie spraw?, jak? z?? drog? wówczas obra?y i ile szkód wyrz?dzi?y innym ludziom, tak?e swoim potomkom.
Co do mnie, to po stracie mojego dziewictwa by?am bardzo smutna i ba?am si? potwornie i?? do domu, poniewa? my?la?am, ?e moja matka z pewno?ci? co? po mnie zauwa?y. Po tym prze?yciu nie mog?am ju? wi?cej spojrze? matce w oczy – z czystego strachu, ?e mo?e z moich oczu wyczyta?, co uczyni?am. By?am oburzona i w?ciek?a na moje przyjació?ki, tak?e na siebie sam?, ?e by?am taka g?upia i im uleg?am, ?e zrobi?am co?, czego nie chcia?am i ?e to wszystko uczyni?am z tchórzostwa przed nimi.
Pomimo wszystkich rad mojej przyjació?ki Esteli, pomimo wszystkich ?rodków ostro?no?ci, po moim pierwszym razie zasz?am w ci???. Mo?ecie sobie wyobrazi? strach 16-letniej dziewczyny? Ci??a![10] Zauwa?y?am wiele zmian w moim ciele. Oprócz mojej obawy czu?am równie?, jak czu?o?? do tego dziecka, które nosi?am w sobie, kie?kowa?a i stawa?a si? coraz silniejsza. Rozmawia?am z narzeczonym i powiedzia?am mu o wszystkim. By? zaskoczony i przestraszony. Oczekiwa?am, ?e powie: „No to si? pobierzmy”. Mia?am 16 lat, a on – 17. Powiedzia? mi jednak, ?e nie zrujnujemy sobie ?ycia z tego powodu i ?e powinnam usun?? dziecko. I tak odesz?am, strasznie przygn?biona, zmartwiona, niezmiernie smutna.
By?am równie? w?ciek?a na Estel?, która mi obieca?a, ?e nic mi si? nie stanie. Co si? tyczy aborcji, to powiedzia?a mi: „Nie martw si?, nie ma o co. Nie zapominaj, ?e ja co? takiego ju? kilka razy prze?y?am. Za pierwszym razem by?am troch? smutna, za drugim by?o ciut l?ej, za trzecim w ogóle niczego si? nie czuje.” Rzek?am do niej: „Nie wyobra?asz sobie, co si? stanie, gdy wróc? do domu, a moja matka zauwa?y blizn?. Zmartwienie, jakiego jej przysporz?, zabije j?.” Estela uspokoi?a mnie i powiedzia?a: „Nie robi? teraz tak du?ych naci??. To ci?cie, jakie u mnie widzia?a?, by?o tak wielkie, poniewa? dziecko by?o ju? du?e. By?am w pi?tym miesi?cu. Je?li o ciebie chodzi, nie zamartwiaj si?, twoje jest przecie? dopiero takie malutkie. Twoja matka kompletnie niczego nie zauwa?y.”
Ach, moi bracia i siostry w Chrystusie Panu, co za smutna sprawa! Jak?e wielki ból! To szatan sprawia, ?e ?le rozumiemy rzeczy, bagatelizujemy je, jak gdyby wszystko to nie by?o niczym wa?nym, jak gdyby by?o bez znaczenia, jak gdyby aborcja by?a najnormalniejsz? rzecz? w tym bezbo?nym ?wiecie. Skoro nawet taka g?upia osoba, jak? ja by?am, czuje si? potem ?le, jak strasznie musi si? czu? kto? m?ody i niezepsuty! Z?y omamia m?odzie?, ?e seks jest po to tylko, by czerpa? z niego przyjemno??, ?e nie trzeba mie? ?adnych wyrzutów sumienia, ?e nie trzeba si? czu? winnym. Ale wiecie, dlaczego szatan to czyni? Dlaczego zwodzi ludzi, aby robili co? takiego? Oprócz wielu innych powodów potrzebuje tych ofiar, gdy? ka?da umy?lnie dokonana aborcja zwi?ksza jego w?adz? w ?wiecie.
Nikt nie jest w stanie sobie wyobrazi?, jak si? ba?am i jakie mia?am poczucie winy, gdy uda?am si? do szpitala, daleko od mojego domu, by dokona? aborcji. Lekarz podda? mnie narkozie. Gdy si? ockn??am, nie by?am ju? t? sam? osob?, co wcze?niej. Zabili moje dziecko, a ja umar?am wraz z nim[11].
Wiecie, Pan pokaza? mi wszystkie te rzeczy w Ksi?dze ?ycia, których nie jeste?my w stanie ujrze? naszymi ziemskimi oczyma. Ukaza? mi, co si? wydarzy?o, gdy lekarz przeprowadza? aborcj?. Zobaczy?am tego lekarza, jak trzyma? co? podobnego do obc?g, którymi chwyci? dziecko i rozdrobni? je na kawa?ki. Dziecko krzycza?o z ca?ej si?y. O mój Bo?e, tak bardzo krzycza?o. Ka?de dziecko otrzymuje zaraz po pocz?ciu dusz?, ca?kowicie doros?? i dojrza??, gdy? nie ro?nie ona tak jak cia?o. Bóg stwarza j? ju? ca?kowicie ukszta?towan?. Zaraz po tym, kiedy dochodzi do po??czenia plemnika z komórk? jajow?, tworzy si? niesko?czenie pi?kny, ?wietlisty promie?. ?wiat?o to wygl?da jak s?o?ce, które wychodzi z ?wietlistego blasku Boga Ojca i Jego niesko?czonej Mi?o?ci. W tym samym momencie ta stworzona przez Niego dusza jest ju? dojrza?a i doros?a. Jest doskona?a, jest obrazem Boga. To m?ode ?ycie jest zatopione w Duchu ?wi?tym, który pochodzi z Bo?ego Serca. ?ono kobiety, które pocz??o, pe?ne jest tego ?wiat?a, blasku zjednoczenia Pana z t? nowo stworzon? dusz?.
Jak bardzo walczy o ?ycie ta male?ka istota, gdy mordercy – personel klinik aborcyjnych – chwytaj? dziecko obc?gami i rozcz?onkowuj? je. Zobaczy?am, jak Pan dr?a? i wzdryga? si?, gdy wyrywali z Jego r?k t? dusz?. Gdy zabija si? takie dziecko, ono tak g?o?no krzyczy, ?e dr?y ca?e Niebo. W moim przypadku, gdy pozwoli?am u?mierci? dziecko, s?ysza?am jego g?o?ny i rozdzieraj?cy serce krzyk. S?ysza?am tak?e, jak Jezus j?cza? i cierpia? na Krzy?u z powodu tej duszy i wszystkich dusz dzieci zabijanych przez aborcj?, którym odmawia si? prawa do ?ycia. Spojrzenie Pana na Krzy?u by?o tak pe?ne bólu! Nie da si? opisa?, jakie cierpienia musia? znosi? z tego powodu! Gdyby?cie mogli to zobaczy?, nikt nie odwa?y?by si? dokona? aborcji[12].
A teraz pytam was: ile aborcji przeprowadzanych jest na tym ?wiecie? W ci?gu dnia? W ci?gu miesi?ca? Mo?ecie zmierzy? straszliwy rozmiar naszych grzechów? Rozmiar masowego mordu, cierpienia, jakie sprawiamy Bogu, Temu, który jest pe?en mi?osierdzia wobec nas, który nas kocha, chocia? jeste?my niczym, potworami, po prostu grzeszymy ot, tak sobie? Jak? krzywd? sami sobie wyrz?dzamy, kiedy z?o opanowuje nas i nasze ?ycie...
Aborcja jest najci??szym grzechem, najstraszliwszym grzechem ze wszystkich. Za ka?dym razem, gdy jest przelewana krew dziecka – niewinnego dziecka – sk?adamy szatanowi ofiar? ca?opaln?, a jego moc w ?wiecie powi?ksza si?. Zrozpaczona dusza krzyczy o pomoc, ale nikt nie mo?e jej us?ysze?, albo raczej nikt nie chce jej us?ysze?! Powtarzam wam jeszcze raz: ta dusza jest dojrza?a i doros?a. Chocia? nie ma jeszcze wykszta?conego i uformowanego cia?a, to jest ona ju? w pe?ni ukszta?towana, tak jak w pestce jab?ka zawarte jest ju? wszystko, co stanowi o du?ym, roz?o?ystym drzewie. Cia?o musi si? wpierw uformowa? i urosn??, ale dusza jest gotowa. A ów krzyk, jaki wydaje m?ode ?ycie, gdy si? je zabija, sprawia, ?e Niebo dr?y. Tak?e w piekle rozlega si? krzyk, ale – tryumfu, porównywalny z okrzykiem na stadionie pi?ki no?nej, gdy kto? strzeli? gola. Piek?o jest takim stadionem, ogromnym, nie daj?cym si? ogarn?? wzrokiem boiskiem pe?nym demonów, diab?ów, które – odniós?szy tryumf – krzycz? jak szalone. Demony wyla?y na mnie krew mojego dziecka, któr? mia?am na sumieniu oraz krew dzieci osób, które zach?ca?am i pod?ega?am do dokonania aborcji.
Moj? pocz?tkowo jasn? dusz? ogarn??a nieprzenikniona ciemno??. Po aborcji utraci?am wszelkie poczucie grzechu. Naprawd? uwa?a?am, ?e nie mia?am grzechów. Pan jednak ukaza? mi jeszcze wi?cej, a mianowicie to, jak przez tak zwane „planowanie rodziny” przyczynia?am si? do kolejnych aborcji. Za?o?ono mi miedzian? spiral? jako ?rodek antykoncepcyjny. Od 16 roku ?ycia u?ywa?am tego ?rodka. Nosi?am j? do dnia, gdy trafi? we mnie piorun. Usuwa?am j? jedynie wtedy, gdy chcia?am zaj?? w ci???. Chcia?abym powiedzie? wszystkim kobietom, ?e skutkiem stosowania spirali jest aborcja. Zap?odnione jajo nie mo?e si? zagnie?dzi? i ginie. Jest sp?dzane. Wiem, ?e wiele kobiet w czasie okresu zauwa?a w krwi co? na kszta?t skrzepu i odczuwa wielkie bóle, wi?ksze ni? zwykle. Id? do lekarza, on za? nie po?wi?ca temu szczególnej uwagi, przepisuje ?rodek przeciwbólowy, a gdy ból staje si? niezno?ny, daje zastrzyk.
Wiecie, jakie jest naprawd? dzia?anie spirali? Mikroaborcja. Tak, spirala powoduje mikroaborcj?, gdy? zap?odniona komórka jajowa chce si? zagnie?dzi? w macicy i nie mo?e z powodu spirali, jak wam ju? to wcze?niej powiedzia?am. Te zap?odnione komórki jajowe to s? ju? ludzie. Maj? ju? dusz?, w pe?ni wykszta?con? dusz?, a nie pozwala si? im ?y?. Straszn? rzecz? by?o przygl?da? si?, jak wiele takich zap?odnionych komórek – a wi?c w pe?ni zdolnych do ?ycia ludzi – zosta?o w ten sposób sp?dzonych. Te s?o?ca, „boskie iskry” s? gaszone, mordowane, a krzyki dzieci wstrz?saj? fundamentami Nieba.
Najgorsze dla mnie by?o to, ?e nie mog?am powiedzie?, ?e nie wiedzia?am tego. Pewien ksi?dz bowiem powiedzia? o tym w swoim kazaniu, ale ja nie chcia?am tego s?ucha?. Zwykle, gdy chodzi?am na Msz? ?w., nigdy nie zwa?a?am na to, co ksi?dz mówi?. Nigdy nie s?ucha?am, a gdy kto? pyta? mnie, jaka by?a ewangelia, nie wiedzia?am. Wiecie, demony s? obecne równie? w ko?ciele i nie dopuszczaj? do tego, aby?my co? us?yszeli, rozpraszaj? nas i usypiaj?. Na takiej Mszy ?w., podczas której by?am zupe?nie nieobecna my?lami, mój Anio? Stró? da? mi kuksa?ca i otworzy? mi uszy, abym us?ysza?a, co akurat mówi? ksi?dz. Us?ysza?am wi?c jego s?owa, ?e spirala przyczynia si? do aborcji i ?e ka?da kobieta, która jej u?ywa, nie mo?e przyst?powa? do Komunii ?w. S?ucha?am tego i w?cieka?am si? na ksi?dza. „Co ci ksi??a sobie my?l?? Co si? tak wtr?caj?, jakim prawem? No jasne, to dlatego Ko?ció? nie idzie do przodu i ?wieci pustkami. Nie idzie z duchem czasu, ma gdzie? post?p i nauk?. W?a?ciwie to za kogo si? ci ksi??a uwa?aj?? Czy to oni mo?e daj? je?? wszystkim tym dzieciom, które przychodz? na ?wiat?” W?ciek?a i pomstuj?ca wysz?am z ko?cio?a. Nie mog?am zatem na swoim s?dzie przed Bogiem powiedzie?, ?e nie wiedzia?am... Jednak?e nie zwa?a?am na us?yszane s?owa i nadal nosi?am spiral?. Ile? dzieci zabi?am w ten sposób...
Z tego powodu by?am te? w wielkiej depresji, gdy? moje ?ono, zamiast by? ?ród?em ?ycia, sta?o si? cmentarzyskiem, miejscem strace? moich nienarodzonych dzieci. Wyobra?cie sobie, ?e w?asna matka zabija swoje dziecko: matka, której Bóg udzieli? tak wielkiego daru, ?e mo?e przekazywa? ?ycie; matka, która powinna strzec dziecka i zachowa? je od ka?dego z?a. Ta matka morduje swoje w?asne dziecko! Demon, dzia?aj?c wed?ug swej diabelskiej strategii, doprowadzi? do tego, ?e ludzko?? zabija swe dzieci, a tym samym rujnuje sw? przysz?o??. Zacz??am teraz pojmowa?, dlaczego przez ca?y czas by?am zgorzknia?a, przygn?biona, w z?ym humorze, nieprzyjemna, wiecznie rozdra?niona, sfrustrowana z powodu wszystkiego i wszystkich. To jasne. Przekszta?ci?am si? w maszyn? do zabijania nienarodzonych dzieci. To coraz bardziej ci?gn??o mnie w dó?, a? na kraw?d? piek?a. Dobrowolna aborcja jest najgorszym grzechem, gdy? zabijanie w ?onie matki niewinnego dziecka, niewinnej istoty, oznacza przekazanie szatanowi kierownictwa nad ?yciem, zaprzedanie mu duszy. Demon prowadzi nas prosto do otch?ani, bo przelewamy niewinn? krew.
Dziecko jest niczym baranek, „niewinny baranek”, podobny do Jezusa, Baranka Bo?ego, który zosta? za nas zabity. Taki grzech oznacza g??boki zwi?zek z ciemno?ci?, bo matka jest t?, która zabija swe dziecko. W?a?nie z tego powodu wi?cej demonów opuszcza otch?a? i zamieszkuje ziemi?, by niszczy? ca?? ludzko??. Ka?dy z nas zdaje sobie dzi? spraw?, jak satanizm ro?nie w si??. Otwieraj? si? dotychczas zapiecz?towane bramy, odpadaj? piecz?cie, które Bóg tam umie?ci?, by z?o nas nie zala?o. Te piecz?cie kruszej? coraz bardziej po ka?dym dzieciobójstwie. Z piekielnych bram wychodz? demony, które wygl?daj? jak straszne larwy, a ziemia i ludzko?? coraz bardziej zalewana jest tym szata?skim pomiotem. Przyczepiaj? si? do nas, prze?laduj?, a na ko?cu czyni? z nas wszystkich niewolników naszego cia?a, po??dania, grzechu – podatnych na z?o. Sami widzimy, jak z?o przybiera wsz?dzie na sile. Jest tak, jak gdyby?my sami dawali demonom do r?ki klucze, aby mog?y wyj??. I wychodz?, coraz liczniej, demony prostytucji, chorej seksualno?ci, satanizmu, ateizmu, samobójstwa, znieczulicy i wszelkiego z?a, jakie codziennie widzimy. Z ka?dym dniem ?wiat staje si? coraz gorszy. Tryumfem piek?a jest codzienny mord wielu dzieci. Z powodu tej niewinnej krwi demony s? wypuszczane, by potem nas zwodzi?.
Zauwa?cie, jak grzeszymy bezwiednie, bo zag?uszyli?my nasze sumienia. A nasze ?ycie zmienia si? coraz bardziej w piek?o, pe?ne problemów ka?dego rodzaju, z chorobami i innym z?em, które nas nawiedza. Wszystko to jest dzia?aniem demonów w?ród nas, w kulturze ?mierci. Jednak tylko my sami ponosimy win?, bo otworzyli?my diab?u na o?cie? bram? naszymi grzechami, za które nie ?a?owali?my i z których si? nie wyspowiadali?my. W ten sposób dajemy mu swobod? i pozwolenie na to, aby post?powa? z nami, jak mu pasuje.
Nie jest jednak tak, ?e grzeszymy jedynie z powodu aborcji, chocia? jest najci??szym grzechem. W wielu dziedzinach jeste?my z w?asnej winy nie?wiadomi grzechu i zupe?nie oboj?tni. I mamy jeszcze czelno?? obwinia? Boga za z?o, gdy spotyka nas choroba, cierpienie i krzywda.
Kochaj?cy Bóg daje nam jednak w Swoim niesko?czonym mi?osierdziu sakrament pokuty i mamy mo?liwo?? ?alu, zmycia naszych grzechów dzi?ki spowiedzi, a przez to – zerwania p?t szatana, po?o?enia kresu raz na zawsze jego wp?ywowi na nasze ?ycie. Mo?emy obmy? dusz?. Jednak?e ja tego nie czyni?am.
Nie zabijamy tylko wtedy, gdy odbieramy komu? ?ycie. Mo?na pope?ni? ten grzech równie? „okr??nie”. Uwa?ajcie teraz dobrze! W?adza i wp?yw, jakie zyska?am dzi?ki moim pieni?dzom, zwiod?y mnie i doprowadzi?y do tego, ?e sfinansowa?am nie tylko jedn?, lecz wiele – by nie powiedzie? mnóstwo – aborcji. Moje pieni?dze umo?liwi?y ich realizacj?. Zawsze bowiem mawia?am: „Kobieta ma prawo do decydowania do tego, kiedy chce utrzyma? ci???, a kiedy – nie. Jej brzuch nale?y tylko do niej!”
I patrzcie! W mojej Ksi?dze ?ycia zapisane to by?o czarno na bia?ym. By?o to dla mnie bardzo bolesne, gdy zobaczy?am i zrozumia?am w ko?cu, w jakie potworne przest?pstwa uwik?a?am si? moimi pieni?dzmi. W mojej Ksi?dze ?ycia by?o to napisane. Pewn? dziewczyn?, która mia?a zaledwie 14 lat, sk?oni?am do aborcji. By?am jej mistrzyni?, od której pobiera?a nauki. Gdy kto? ma w sobie trucizn?, wtedy nic nie pozostaje zdrowe w jego otoczeniu. Taki cz?owiek wywiera negatywny wp?yw na wszystkich, którzy si? do niego zbli?aj?. Stykaj? si? z t? trucizn? i sami zostaj? zatruci; staj? si? truj?cy. Inne m?ode dziewczyny, trzy moje siostrzenice i narzeczona jednego z moich bratanków dokona?y aborcji. Ich rodzice kazali im i?? do mnie, gdy? by?am przecie? t? „nadzian?”, która mog?a wszystko za?atwi? i mia?a takie „dobre serce”. By?am t? dobr? cioci?, która zawsze wszystkich zaprasza?a; t? dobr? cioci?, która opowiada?a im o nowinkach ze ?wiata mody, przedstawia?a najnowsze kolekcje i cz?sto te? je kupowa?a. By?am t?, która uczy?a te m?ode osóbki, jak mog? sta? si? atrakcyjnymi, jak mog? wkroczy? do „glamourowego”[13] spo?ecze?stwa i jak mog? pokazywa? innym, ?e ich m?ode cia?o jest sexy i poci?gaj?ce.
Wyobra?cie sobie! Moja siostra z ca?kowitym zaufaniem posy?a?a do mnie swoje dzieci i pozostawia?a je mnie. Jak?e je zepsu?am i zgorszy?am. Tak, zgorszy?am te m?ode umys?y. To by?o kolejne wykroczenie wo?aj?ce o pomst? do Nieba, straszny grzech, który na li?cie najpotworniejszych czynów w oczach Pana plasuje si? tu? za aborcj?.
Te m?odziutkie dziewczyny uczy?am nast?puj?cych rzeczy: „Moje drogie dziewczynki, nie b?d?cie g?upie! Nawet je?li wasze matki tyle opowiadaj? o warto?ci dziewictwa, skromno?ci i czysto?ci, da si? to wyt?umaczy? tylko tym, ?e wasi rodzice s? zacofani. Ich ?wiat nie jest ju? tym obecnym ?wiatem. ?yj? tym, co by?o wczoraj, przegapili szans? na prowadzenie wolnego i nowoczesnego ?ycia. Musicie by? dla nich wyrozumia?e. Ale wy same powinny?cie wie?? ?ycie nowoczesne, cieszy? si? wywalczon? przez nas kobiety wolno?ci? i realizowa? si? jako kobiety. Przys?uchujcie si? im zatem, b?d?cie dla nich wyrozumia?e, gdy? nie mog? inaczej; nie rujnujcie sobie jednak?e przez to waszego m?odego ?ycia. Wasze matki rozmawiaj? z wami o Biblii, która ma ju? 2000 lat. Rodzice nie s? po prostu na bie??co. Tak?e ksi??a odrzucili to, co nowoczesne, i nie chc? i?? z duchem czasu. G?osz? tylko to, co nakazuje im papie?. Papie? nie pasuje ju? do dzisiejszych czasów, ten papie? wyszed? z mody. I ka?dy nowoczesny cz?owiek, który go jeszcze s?ucha, jest g?upi i sam winny temu, ?e nie mo?e w?a?ciwie u?ywa? ?ycia.”
Popatrzcie na trucizn?, któr? wla?am w te m?ode dziewcz?ce serca. To po prostu niewyobra?alna potworno??! Uczy?am te? te m?ode dziewczyny, jak najlepiej mog? u?ywa? cia?a i czerpa? przyjemno?? z seksu. Przy tym zwraca?am im uwag? na to, jak wa?n? rzecz? s? ?rodki antykoncepcyjne. Nauczy?am je wszystkich znanych mi metod. O ryzykach i zapobieganiu skutkom stosunku p?ciowego poinformowa?am je podczas rozmowy na temat „Perfekcyjna i samodzielna kobieta”.
Pewnego dnia przychodzi jedna z tych dziewcz?t, a dok?adnie narzeczona mojego bratanka – mia?a wtedy 14 lat – do mojego gabinetu (to, co wam teraz opowiadam, osobi?cie widzia?am zapisane w mojej Ksi?dze ?ycia), i opowiada mi p?acz?c rzewnie: „Glorio, jestem przecie? jeszcze taka m?oda, w?a?ciwie to sama jestem jeszcze dzieckiem, a mimo to jestem ju? w ci??y.” Odpar?am: „Ale z ciebie g?upia g??! Nie uczy?am was, jak si? zabezpiecza????!!!” Odpowiedzia?a mi, nadal p?acz?c: „Owszem, ale nie zadzia?a?o, jak powinno.” Dzi?ki wgl?dowi do mojej Ksi?gi ?ycia zrozumia?am, ?e Pan przys?a? do mnie t? m?od? osóbk?, by uchroni? j? od pope?nienia g?upstwa. Chcia?, abym uchroni?a j? od sko?czenia w tej otch?ani, abym odwiod?a j? od zabicia jej male?stwa. Aborcja bowiem zak?ada na nasz? szyj? bardzo ci??ki ?a?cuch, który ci??y i którego potem nie umiemy ci?gn?? za sob?. Sprawia ogromny ból, który nigdy nie przeminie w naszym ?yciu: ta straszna ?wiadomo??, ?e si? pope?ni?o morderstwo, ?e jest si? morderc?. Najgorsze w tym wszystkim jest to, ?e nie zabi?o si? „kogo? tam”, ale w?asne dziecko, w?asne cia?o i krew.
W przypadku tej dziewczyny najgorsze by?o to, ?e ja – zamiast j? odci?gn?? od tego zamiaru, opowiedzie? jej o naszym Panu Bogu – da?am jej do r?ki plik banknotów, by by?o j? sta? na t? aborcj?. By uspokoi? moje sumienie (nie wiem, czy mo?na nazwa? jeszcze sumieniem to, co wówczas mia?am) da?am jej tak du?o pieni?dzy, ?eby mog?a uda? si? do najbardziej renomowanej kliniki aborcyjnej, by zapobiec wszelkim komplikacjom. Podobnie sfinansowa?am jeszcze par? innych aborcji, aby nie powiedzie? – wiele.
To takie straszne, gdy dzi? o tym my?l?. Za ka?dym razem, gdy przelewana jest krew dziecka, jest to jak jedno wielkie ca?opalenie dla szatana, jak uczta dla diab?a. Zaciera r?ce i ta?czy z rado?ci. A nasz Pan Jezus Chrystus cierpi jak podczas Swojej ?mierci na Krzy?u i w?ród tych cierpie? dr?y i boleje bardzo za ka?dym razem, gdy nienarodzone niewinne dziecko zam?czane jest na ?mier?.
Czy mamy w ogóle poj?cie o tym, jak wiele dzieci zabijanych jest codziennie na ca?ym ?wiecie? Nie jeste?my w stanie wyobrazi? sobie rozmiaru tej przera?aj?cej zbrodni. Brodzimy we krwi tych niewinnych dzieci i nawet tego nie zauwa?amy. Jest to dla nas normaln? rzecz?; jest to po prostu na porz?dku dziennym. Gdy kto? anga?uje si? w walk? przeciwko aborcji, przedstawiany jest jako fanatyk, konserwatysta, kto? staromodny i troch? szalony. To jest jeden z najwi?kszych tryumfów ksi?cia piek?a, szatana. Jak ma by? dobrze na tym ?wiecie, je?li to cena niewinnej krwi ka?dego nienarodzonego sprawia, ?e nowe demony wypuszczane s? na ziemi?. Wkrótce zaciemni si? od nich na ?wiecie.
Potem ujrza?am, jak si? zanurza?am i k?pa?am we krwi niewinnych dzieci. By?o ca?kiem inaczej ni? w czasie prania na naszym ?wiecie: przez to pranie we krwi moja dusza stawa?a si? coraz ciemniejsza i n?dzniejsza, a? sta?a si? zupe?nie czarna.
Po tych epizodach z aborcj? nie mia?am ju? wyczucia, co jest grzechem. Dla mnie grzech po prostu nie istnia?. Wszystko by?o dozwolone i to mi odpowiada?o. Pomaga?am przecie? ludziom. Nie by?am jednak?e ?wiadoma, ?e tym ludziom pomog?am w drodze do piek?a.
Pokazano mi jeszcze co? innego, co w ?aden sposób nie przysz?o mi na my?l ani nie rzuci?o mi si? w oczy, bo figurowa?am na „li?cie p?ac” diab?a. Ukazano mi wszystkie dzieci, które sama zabi?am przez aborcj?. I tak samo, jak wy teraz, nie wiedzia?am w pierwszej chwili, jak, kiedy i gdzie! Pokazano mi to i wtedy zrozumia?am. Ju? wcze?niej powiedzia?am wam, ?e sama stosowa?am spiral? jako ?rodek antykoncepcyjny w planowaniu rodziny. Ku mojemu bolesnemu zdziwieniu zmuszona by?am teraz widzie? w mojej Ksi?dze ?ycia, jak wiele moich komórek jajowych zosta?o zap?odnionych i jak zacz??y stawa? si? ma?ymi dzie?mi. Widzia?am wiele ?wietlistych iskier, które ja?nia?y podczas stwarzania ich dusz. S?ysza?am równie? krzyki tych dusz, gdy wyrywane by?y z r?ki Boga Ojca.
Zrozumia?am natychmiast powód, dlaczego by?am zawsze w takim z?ym nastroju, zgorzknia?a i markotna. By?am w z?ym humorze, cz?sto nieprzyst?pna, niepohamowana i kapry?na wobec moich bli?nich, mojej rodziny. Przez ca?y dzie? by?am poirytowana, nic nie mog?o mnie zadowoli?. Cz?sto ogarnia?a mnie straszna depresja. Teraz spad?y mi ?uski z oczu: „Jakie to proste i oczywiste! Przeobrazi?am si? w maszyn? do zabijania moich dzieci!”
Wszystko to sprawi?o, ?e coraz g??biej ton??am w bagnie grzechu. Jak mog?am sobie wmawia? na pocz?tku tego przegl?du mojego ?ycia, ?e nikogo nie zabi?am? Jak mog?am gardzi? ka?dym, kto wed?ug mnie by? za gruby albo niesympatyczny, traktowa? go z nienawi?ci? i po prostu odrzuca?? Jak mog?am si? tak wywy?sza?, mimo ?e by?am tak? pod?? morderczyni??
Ukazano mi te?, ?e cz?owieka mo?na zabi? nie tylko strza?em z pistoletu. Nie, cz?sto wystarcza, ?e si? go strasznie nienawidzi, ?e ?yczy mu si? najgorszego albo krzywdzi, wystarcza ?e jest ofiar? zazdro?ci. Tym sposobem mo?na zabi? drug? osob?. Istnieje te? co? takiego jak mordowanie dobrego imienia. Morderstwo w rodzinie lub gdzie indziej zaczyna si? cz?sto od takich postaw, które okre?lamy jako nieszkodliwe.
 
Nie cudzo?ó?
Teraz, przy szóstym przykazaniu: Nie cudzo?ó?, powiedzia?am sobie: „No wreszcie – przynajmniej przy tym przykazaniu nie mog? mi zarzuci? jego naruszenia. Nie b?d? mogli wypomnie? mi jakiego? kochanka, poniewa? przez ca?e ?ycie wierna by?am jednemu m??czy?nie, to jest mojemu m??owi. Tylko jego kocha?am.” Od ?lubu nikogo innego ju? nie poca?owa?am. Pan jednak ukaza? mi w jednym momencie, ?e za ka?dym razem, gdy ods?ania?am dekolt, gdy odkrywa?am brzuch, nosi?am w?skie, przylegaj?ce do nóg spodnie i pokazywa?am cia?o w seksownym bikini, sprawia?am, ?e obcy m??czy?ni gapili si? na mnie, mieli spro?ne fantazje i przez to nak?ania?am ich do grzechu. Moje ubrania eksponowa?y moje cia?o. S?dzi?am, ?e m??czy?ni jedynie mi si? przygl?dali, a Pan pokaza? mi, ?e doprowadzi?am ich do grzechu. Spojrzenia nie wyra?a?y jedynie podziwu, lecz by?y prowokuj?ce. Pokazuj?c moje cia?o by?am winna grzechu cudzo?óstwa. M??czy?ni ci zgrzeszyli z mojego powodu. Nigdy nie zgrzeszy?am w ten sposób, ?eby wspó??y? z innym m??czyzn?, ale w duchu by?am jak prostytutka. Gdyby m?? okaza? mi niewierno?? zamierza?am si? zem?ci?. Tak dopuszcza?am si? cudzo?óstwa, a tak?e moj? postaw?, gdy ci?gle doradza?am kobietom, które odkrywa?y niewierno?? swoich m??ów, by odp?aci?y si? im tym samym: „Nie b?d?cie g?upie, odp?a?cie si? im, przypadkiem im nie wybaczajcie, lecz rozsta?cie si?, a najlepiej – szybki rozwód!” Samym tym gadaniem i z?ymi radami uczestniczy?am we wstr?tnym cudzo?óstwie i by?am mu wspó?winna.
Musicie wiedzie?, ?e ja i moje przyjació?ki, doprowadzi?y?my w ten sposób do tego, ?e jedna z nas odesz?a od m??a, gdy? zaskoczy?a go, gdy w biurze ca?owa? si? z sekretark?. Z powodu naszych interwencji i rad uniemo?liwi?y?my ich pogodzenie si?, chocia? m?? przeprasza? j? i naprawd? by? bardzo skruszony. Ona by?a gotowa mu przebaczy?, poniewa? go kocha?a, ale my na to nie pozwoli?y?my. Rozeszli si? i po dwóch latach wzi??a ?lub cywilny z Argenty?czykiem. Widzicie, co zrobi?y?my? Mimo ?e od ?lubu ?y?am tylko z moim m??em, z powodu moich rad by?am winna cudzo?óstwa. Mo?na bowiem grzeszy? my?l?, mow? i czynem.
W czasie tego przegl?du mojego ?ycia zda?am sobie spraw? z tego, ?e grzechy po??dliwo?ci s? ohydne, prowadz? bezpo?rednio do pot?pienia. Wielu ludzi uwa?a je dzi? za normalne i mówi, ?e wspaniale jest samemu do?wiadczy? tego czy tamtego; ?e trzeba spróbowa?, by dowiedzie? si?, czy czerpie si? z tego przyjemno??, czy dochodzi si? do szczytu. Niektórzy nie boj? si?, usprawiedliwiaj?c swe czyny, porównania do zwierz?t i mówi?: „Róbmy to tak dziko jak dzikie zwierz?ta!” Tak?e dla homoseksualizmu stosuje si? argument, jakoby by? ca?kiem naturalny i dozwolony przez Boga, bo udowodniono ju?, ?e w królestwie zwierz?t maj? miejsce homoseksualne kopulacje. Tak. Nie zauwa?amy, ?e tym samym bierzemy zwierz?ta za wzór. Jest to równoznaczne z odrzuceniem duszy. To, co nas wyró?nia jako istoty stworzone na podobie?stwo Bo?e, to stworzona przez Niego nie?miertelna dusza, a my depczemy j?.
W swoim ?yciu wyrwa?am si? niestety z r?ki Boga. Musia?am stwierdzi? ze smutkiem, ?e grzech to nie tylko czyn dokonany, lecz tak?e najbardziej tajemna my?l w mojej duszy. Bolesne by?o dla mnie, gdy musia?am zda? sobie spraw? z tego, jakie skutki mia?y wszystkie te grzechy i jak przez d?ugi czas dzia?a?y. Grzech cudzo?óstwa mojego ojca wyrz?dzi? wiele szkód równie? nam, dzieciom i zadusi? nasze dusze. Z tego powodu gardzi?am wszystkimi m??czyznami. Moi bracia stali si? prawdziwymi kopiami taty. Wsz?dzie obnosili si? z tym, ?e s? prawdziwymi „macho”, kobieciarzami i wielkimi pijakami. Wmawiali sobie jeszcze inne rzeczy. Tr?bili o tym wokó? siebie. Nie zdawali sobie sprawy z tego, jak wielkie szkody wyrz?dzali przez to swoim dzieciom.
Dlatego te? widzia?am, jak mój ojciec gorzko p?aka? na tamtym ?wiecie. Dopiero tam poj??, jaki grzech zapisa? w testamencie swoim synom i córkom. Dowiedzia? si?, jakich szkód narobi? Boskiemu porz?dkowi i stworzeniu Boga Ojca.
 
Nie kradnij
Przy siódmym przykazaniu: Nie kradnij, znowu by?am pewna swego. Uwa?a?am siebie za kogo? godnego czci i nie mia?am sobie nic do zarzucenia! Pan jednak?e ukaza? mi w drastyczny sposób, ?e wiele artyku?ów spo?ywczych w moim domu zacz??o si? psu? i ple?nie?, poniewa? kupowali?my je bez zastanowienia i nie mogli?my wszystkiego zje??. Ja marnowa?am ?ywno??, a tyle g?odu by?o na ca?ym ?wiecie. Kiedy Pan mi to ukaza?, powiedzia? jedynie: „By?em g?odny, a popatrz, co zrobi?a? z tym, co ci da?em. Nie ceni?a? tego i zmarnowa?a?. By?o Mi zimno, a popatrz, jak sta?a? si? niewolnic? trendów w modzie i wygl?du zewn?trznego. Jaki maj?tek wyda?a? na zastrzyki, by by? szczuplejsz?. Sta?a? si? niewolnic? w?asnego cia?a. Krótko mówi?c, cia?o swoje wynios?a? do rangi bóstwa, bo?ka.”
Pan da? mi do zrozumienia, ?e tym samym by?am winna n?dzy w naszym kraju i ?e równie? w przypadku tego przykazania Bo?ego ponosi?am win?. Potem zwróci? moj? uwag? na to, ?e za ka?dym razem, gdy ?le mówi?am o kim?, krad?am mu honor. Prawie niemo?liwo?ci? jest naprawienie tego, zwrócenie go. ?atwiejsz? rzecz? by?aby kradzie? banknotu, gdy? wówczas mog?abym po prostu zwróci? t? sum?. Tote? kradzie? dobrej reputacji cz?owieka jest czym? powa?niejszym ni? zwyk?a kradzie? rzeczy czy pieni?dzy.
Okrada?am równie? swe dzieci, gdy odmawia?am im bycia dobr? gospodyni? domow? i matk?, czu?? matk?. Nie mia?y matki, która by si? o nie troszczy?a, zawsze przy nich by?a i stanowi?a prawdziwy wzór bezinteresownej i ofiarnej mi?o?ci. By?am matk?, która wa??sa?a si? i zostawia?a dzieci pod opiek? telewizora jako substytutu ojca, komputera jako substytutu matki i w kr?gu wielu gier wideo – jako substytutu rodze?stwa. By uspokoi? swe sumienie, kupowa?am im zawsze markowe ciuchy, aby przynajmniej w szkole i w?ród kolegów robi?y dobre wra?enie i prowokowa?y do zazdro?ci.
Jeszcze bardziej przerazi?am si?, gdy zobaczy?am, jakie wyrzuty robi?a sobie moja matka i pyta?a siebie, czy by?a dobr? matk?, mimo ?e przecie? by?a bardzo pobo?n? i dobr? kobiet?, gospodyni? i matk?, która nieustannie upomina?a nas, kocha?a i pokazywa?a, jak bardzo jest zatroskana o nas i nasze dobro. Podobnie mój ojciec. Na swój sposób ukazywa? nam, jak bardzo nas kocha, ?e jeste?my najwa?niejsi w jego ?yciu.
I gdy tak pogr??ona by?am w tych my?lach, rzek?am do siebie samej: „Co si? ze mn? stanie, ze mn?, która nigdy niczego nie da?am moim dzieciom? Mo?e w ogóle nie zauwa??, ?e mnie nie b?dzie; prawdopodobnie nic ich nie obchodz?!” Przy tych s?owach wzdrygn??am si? ca?a i przeszy? mnie ból, jak miecz wbity prosto w serce. Wstydzi?am si? tego, ?e zawiod?am na ca?ej linii. Musicie wiedzie?, ?e w Ksi?dze ?ycia widzi si? wszystko jak na filmie. I tak oto zobaczy?am, jak moje dzieci rozmawia?y ze sob?: „Miejmy nadziej?, ?e mamie zajmie jeszcze troch? czasu, nim wróci do domu. Miejmy nadziej?, ?e stoi w korku. Nasza mama jest bardzo nudna i przez ca?y czas potrafi tylko narzeka? i krytykowa?...”
Jakim szokiem by?o dla mnie s?ysze? to z ust trzyletniego syna i troch? starszej córeczki, jak tak rozmawiali o swojej matce-z?odziejce. Ponownie zda?am sobie spraw?, ?e okrada?am ich z prawdziwej matki. Nigdy nie da?am im przytulnego ogniska domowego. Swoj? postaw? uniemo?liwi?am im poznanie Boga w dzieci?stwie. Nie nauczy?am ich mi?o?ci bli?niego. Jest bowiem tak: je?li nie kocham bli?niego, nie b?d? mia?a nic do czynienia z naszym Panem Bogiem. Je?li sama nie okazuj? wspó?czucia i mi?osierdzia i nie wcielam go w czyn, wówczas nie mog? by? po stronie Boga, a tym samym nie mog? nikomu przybli?y? Boga i przekazywa? wiary. Bóg bowiem jest mi?o?ci?...
 
Nie mów fa?szywego ?wiadectwa
przeciw bli?niemu swemu
Teraz opowiem wam co? na temat przykazania: „Nie mów fa?szywego ?wiadectwa przeciw bli?niemu swemu.” W przekraczaniu tego przykazania by?am profesjonalistk?. Czy wszyscy s?yszeli? Diabe? sta? si? moim ojcem. Ka?dy z nas ma swego ojca, czy to Boga Ojca, czy szatana[14], który spiera si? z Nim o ojcostwo. Je?li Bóg jest mi?o?ci?, a ja jestem pe?na nienawi?ci, to kto jest moim ojcem? Nie trudno odpowiedzie? na to pytanie. ?atwo jest te? to zrozumie?. Gdy Bóg mówi mi ci?gle o pojednaniu i przebaczeniu, gdy wzywa mnie do tego, abym kocha?a równie? moich nieprzyjació? i tych, którzy wyrz?dzaj? mi szkody, a ja my?l? jedynie o zem?cie i kieruj? si? mottem: „Z?b za z?b” (taki wtedy by? mój ?wiat i moje wyobra?enia), to kto tak naprawd? by? moim ojcem? Ma?o tego: On, nasz Pan jest sam? Prawd?, a szatan – ksi?ciem k?amstwa. Kto zatem by? wtedy moim ojcem? Rozumiecie teraz. Cokolwiek bym teraz robi?a, wynik jest zawsze taki sam: sama wybra?am diab?a na ojca w moim ?yciu. I powiadam wam, nie ma podzia?u na grzechy: nie ma podzia?u na niewinne, nieszkodliwe i niepozorne k?amstewka. Ka?de k?amstwo to po prostu – k?amstwo. Podobnie jak nie ma niewinnych k?amstewek, tak nie ma te? k?amstw z konieczno?ci albo z grzeczno?ci, mi?osierdzia czy lito?ci i wielu innych rodzajów, jakie przebieg?e osoby wymy?li?y za natchnieniem z?ych duchów. Ka?de k?amstwo jest po prostu k?amstwem. A diabe? jest ojcem k?amstwa, k?amc? od samego pocz?tku.
K?amstwa, jakie rozsiewa?am, by?y straszne, po prostu potworne. Mog?am zobaczy?, ?e tu zdoby?am najwi?ksz? ilo?? punktów. K?amstwo to k?amstwo i zawsze nim pozostanie. Najgorsze jest to, gdy sami wik?amy si? w k?amstwa tak dalece, ?e na koniec przyjmujemy je za prawd?. Najwi?kszym k?amstwem jest to, gdy cz?owiek uwa?a si? za ?wi?tego mówi?c: „Nie krad?em, nikogo nie zabi?em. [K?amie te? ten, kto mówi:] nie ma ?adnego Boga. A je?li Bóg naprawd? istnieje, to pójd? bezpo?rednio do Nieba, bo jestem taki pobo?ny i ?wi?ty. Gdzie? indziej mia?bym si? w tej mojej ?wi?to?ci dosta??” S? te? tak zwane ?yciowe k?amstwa.
Przy ka?dej okazji, na przyk?ad podczas plotek, które szerzy?am wsz?dzie wokó?, na?miewa?am si? z kogo?, lekkomy?lnie wymy?la?am innym ludziom z?o?liwe przezwiska, mówi?am o nich dooko?a, za ka?dym razem naigrywa?am si? w straszliwy sposób. Jak bardzo i jak wiele osób przez to zrani?am, obrazi?am, wystawi?am na po?miewisko i oczerni?am. To wszystko wyrz?dzi?am moim bli?nim. Nie macie poj?cia, jak jedno przezwisko mo?e zrani? jak?? osob?. Mo?e ona z tego powodu nabra? kompleksów ni?szo?ci, które mog? towarzyszy? jej przez ca?e ?ycie i sta? si? przyczyn? cierpie?. Na przyk?ad pewn? kole?ank?, która by?a nieco pulchna, nazywa?am „grubaskiem” albo „t?u?cioszkiem”. Na zawsze ju? pozosta?a „t?u?cioszkiem”. Bardzo j? to bola?o. Frustracja uczyni?a z niej bulimiczk?, co wp?ywa?o na jej sylwetk?. Z tego powodu inni cz?sto nie zabierali jej ze sob? ani nie zapraszali. Zauwa?cie, ?e s?owa mog? poci?ga? za sob? czyny. Na ko?cu powstaje mnóstwo z?o?liwo?ci. A wszystko to stanowi truj?cy owoc jednego lekkomy?lnie wypowiedzianego s?owa.
Pot?ga s?owa...! Niszczymy nieraz dziewczyn?, nadaj?c jej ró?ne przydomki. Wchodzi demon i sieje w niej zniszczenie. Ona tak?e b?dzie niszczy? innych swoj? nienawi?ci?... i tak si? rozszerzaj? fale z?a. Gdzie jest nienawi??, tam jest szatan. Mo?emy tak zabi? kole?ank? szkoln?... zabi? jej dusz?!
To by?o dwadzie?cia lat temu... Mia?am kuzynk?, bardzo mi??. Uczy?am j?, doradza?am, jak ma si? ubiera?, aby wyeksponowa? warto?? swego cia?a, jak si? malowa? itd. Pewnego dnia sparzy?a si? powa?nie – ponad 70% cia?a. Tylko twarz nie uleg?a poparzeniu. By?a w stanie bardzo ci??kim, mog?a umrze?.
Wpad?am we w?ciek?o??, z?o?ci?am si? na Boga. Posz?am do kaplicy szpitalnej i powiedzia?am: „Bo?e, je?li istniejesz, daj mi dowód! Udowodnij mi, ?e istniejesz. Uratuj j?!”. Wyobra?acie sobie moj? pych?! Moja kuzynka prze?y?a, ale poniewa? ca?e jej cia?o by?o poparzone, pozosta?y jej powa?ne blizny. R?ce by?y zniekszta?cone… By?o to smutne.
Wtedy dobrze mi si? ju? powodzi?o ekonomicznie i zabiera?am j? na spacer, czasami na basen. Kiedy wchodzi?a do wody, wszyscy ludzie wychodzili, protestuj?c s?owami: „Jakie to odra?aj?ce! Po co wychodzi? z domu z kim? takim? Przychodzi, ?eby nam popsu? wakacje!” Tak mówi?y te osoby, które j? widzia?y! Tak mówi? ludzie ?li, przewrotni, egoi?ci, kiedy widz? czyje? nieszcz??cie. Wskutek tego moja kuzynka zacz??a obawia? si? wychodzenia z domu. Ba?a si? ludzi! W ko?cu ich znienawidzi?a![15] Pan ka?demu z nas uka?e, kiedy o?mieszyli?my brata, nie maj?c za grosz wspó?czucia. Jakim prawem zadajesz komu? cierpienie, wymy?lasz przezwiska, nazywasz kogo? obra?liwie, bez ?wiadomo?ci, co ta osoba prze?ywa? Jakim prawem jeste? tak okrutny? Bóg uka?e ci, ile osób zamordowa?e? samymi tylko s?owami! Zobaczysz straszn? moc, jak? posiada s?owo, bo mo?e zabi? nawet dusz?.
 
Nie po??daj ?adnej rzeczy, która jego jest
Gdy ju? sprawdzono moje ?ycie na podstawie Dziesi?ciu Przykaza? Bo?ych, okaza?o si?, ?e ca?e moje z?o, grzechy i z?o?liwo?ci mia?y swój pocz?tek w chciwo?ci. To szalona ch??, ta ??dza posiadania wszystkiego i decydowania o wszystkim. Bardziej „mie?” ani?eli „by?”. S?dzi?am zawsze, ?e b?d? szcz??liwa, je?li posi?d? wszystkie pieni?dze ?wiata i b?d? bogata. To marzenie, by mie? pieni?dze, sta?o si? dla mnie obsesj?. By?o to dla mnie wielk? tragedi?, bo gdy posiada?am naprawd? du?o pieni?dzy i sta? mnie by?o na wiele, wtedy prze?ywa?am najgorszy i najnieszcz??liwszy okres w moim ?yciu. Moja dusza by?a na takim dnie, ?e chcia?am nawet odebra? sobie ?ycie. Mia?am bardzo du?o pieni?dzy i bogactwa, a mimo to by?am sama i pusta wewn?trznie, samotna i opuszczona. Na w?asnej skórze do?wiadczy?am, ?e pieni?dzmi nie mo?na kupi? mi?o?ci, przyja?ni ani sympatii. Nawet je?li za pieni?dze ca?ego ?wiata próbuje si? kupi? mi?o??, otrzymuje si? zazwyczaj jedynie ob?ud?, fa?sz, pochlebstwa i udawan? s?u?alczo??. By?am dog??bnie rozczarowana, zgorzknia?a w tej ?lepej uliczce mojego ?ycia, któr? sama wybra?am. Osi?gn??am szczyt frustracji, a tam wia? lodowato zimny wiatr, który nasuwa? mi pytanie, po co tam w ogóle si? wspi??am.
Chciwo??, jak ka?da inna ??dza zreszt? – ta ??dza pieni?dzy i bogactwa; zazdro?? tego, co kto? inny ju? ma; to „te?-to-musz?-mie?” – uczepi?o si? mnie, bra?o mnie za r?k? i sprowadza?o na manowce. Chciwo?? ta prowadzi?a mnie bezpo?rednio do piek?a, daleko od Boga, mojego Stworzyciela, z Jego r?ki t? ch?ci? posiadania wyrwa?am si?. ??dza, chciwo?? oddala zawsze od Boga. Idzie si? w przeciwnym kierunku i pod??a si? za diab?em. Im bardziej jest si? oddalonym od Boga, tym mniej zauwa?a si? Jego obecno?? i tym mniejsza jest Jego ochrona.
By wam ukaza?, jak Bóg w cudowny sposób przybli?a? si? do mnie, chc? opowiedzie? nast?puj?ce wydarzenie. Po moim wypadku sanitariusze zawie?li mnie do publicznego szpitala, zanim dotar?am do kliniki. Wiecie, co mi si? przytrafi?o w tym szpitalu publicznym? By?o tam tak wiele chorych i ofiar wypadków, ?e po prostu nie by?o ju? miejsca. Nawet korytarze szpitalne przepe?nione by?y ?ó?kami i noszami. Nie by?o wi?c ani jednego wolnego miejsca, by mnie po?o?y?. Bóg dopu?ci?, abym dozna?a w ten sposób zupe?nego opuszczenia przez ludzi. Dla tych biednych lekarzy by?o to wszystko ponad ich si?y. Byli ca?kowicie zdezorientowani. Ratownicy nios?cy mnie na noszach bezustannie pytali: „Gdzie mamy j? po?o?y??” Jedyn? odpowiedzi?, jak? za ka?dym razem otrzymywali, by?o: „Po?ó?cie j? tam w k?cie!” albo „Po?ó?cie j? tam na pod?odze!” Oni jednak nie chcieli mnie po?o?y? na pod?odze w korytarzu, gdy? wiedzieli, ?e z moimi oparzeniami ?atwo dosta?abym ?miertelnego zaka?enia albo sepsy. W owych godzinach, kiedy tak tam le?a?am i nikt z lekarzy nie móg? si? o mnie zatroszczy? – poniewa? mieli powa?ne przypadki, a by?o wi?cej nadziei na powodzenie ich zabiegów – do?wiadczy?am tego ca?kowitego opuszczenia ze strony wszystkich doko?a mnie, chocia? roi?o si? od ludzi: chorych pacjentów i zdrowych pomocników. Gdy wszyscy lekarze spogl?dali na mnie, jak tak le?a?am podobna do zw?glonego kawa?ka mi?sa z grilla, my?leli sobie, ?e na wszelk? pomoc i tak jest za pó?no i ?e nie da si? ju? uratowa? mojego ?ycia.
Z?o?ci?am si? b?d?c w tej beznadziejnej sytuacji, ?e nikt si? mn? nie zaj??. Gdy by?am tak opuszczona i rozz?oszczona, ujrza?am nagle naszego Pana, Jezusa Chrystusa, jak pochyli? si? nade mn? i z ca?? swoj? czu?o?ci? po?o?y? r?k? na mojej g?owie, by mnie pocieszy?. Zamkn??am oczy, s?dz?c, ?e mam halucynacje, ale gdy je znowu otworzy?am, widzia?am Go pochylonego nade mn? i us?ysza?am Jego g?os mówi?cy do mnie: „Zobacz, Moja ma?a, teraz umrzesz. Zapragnij Mojego mi?osierdzia!” Wyobra?cie sobie, gdy to us?ysza?am, pomy?la?am sobie: „Co to ma znaczy?? Mi?osierdzie, pragnienie mi?osierdzia? Có? z?ego uczyni?am? Dlaczego mam potrzebowa? mi?osierdzia?” W ?aden sposób nie mog?am zrozumie? powodu i sensu tej oferty. Nie mia?am ju? w ogóle sumienia. Zupe?nie je straci?am. By?am ca?kowicie pozbawiona skrupu?ów! Jedno poj??am: to, ?e teraz umr?. Nadesz?a moja ostatnia godzina. Jedyna my?l, jaka mi przesz?a przez g?ow?, by?a taka: „Co stanie si? teraz z moimi pier?cionkami z diamentami, które mam na palcach?” Wci??y si? w zupe?nie spalone i napuchni?te palce. Martwi?am si?, ?e si? uszkodz?, gdy si? je odetnie lub zdejmie. My?l?c o tym, próbowa?am rozpaczliwie ?ci?gn?? je z palców. Czy wiecie, jak strasznie boli spalona skóra i cz?onki? Nie mo?ecie sobie wyobrazi?, jakie cierpienie sama sobie zadawa?am przy próbie zdj?cia pier?cionków. Odrywa?o si? przy tym cia?o od palców. Mimo tego wmawia?am sobie fanatycznie, ?e na pewno je zsun? z palców. W moim ?yciu nie spotka?am si? jeszcze ze zbyt trudnym zadaniem lub wygórowanym celem. Zawsze wszystko osi?ga?am, co sobie postanowi?am. W tym przypadku te? mia?am to nastawienie, a w?a?ciwie t? egoistyczn? obsesj?. Powiedzia?am sobie: „To by?by ju? szczyt wszystkiego, gdybym przed ?mierci? nie mog?a zdj?? pier?cionków z palców!” Ledwo uda?o mi si? to zrobi?, ogarn??a mnie kolejna rozpacz. Nasz?y mnie czarne my?li: „Bo?e mój, zaraz umr?. Potem piel?gniarki z pewno?ci? od razu skradn? moje cenne pier?cionki!” I wtedy nagle podszed? do mnie szwagier i z ulg? pomy?la?am: „Bogu niech b?d? dzi?ki, teraz przynajmniej moje pier?cionki s? bezpieczne!” Przekaza?am mu je i powiedzia?am: „Daj je mojemu m??owi Ferdynandowi! I powiedz moim siostrom, aby troszczy?y si? o moje dzieci, poniewa? b?d? musia?y sobie teraz poradzi? beze mnie. Musz? ci powiedzie?, ?e tym razem nie ujd? z ?yciem. Umr?.” Teraz mog?am ju? spokojnie umrze?. Tak zamglony by? mój umys? w tej ostatniej godzinie, ?e nawet nie mog?am ujrze? ?wiat?a, które Jezus mi ofiarowywa?. I wiecie, co by?o moj? ostatni? my?l?? „Bo?e mój, sk?d oni wezm? pieni?dze na pogrzeb z tym ogromnym debetem na koncie?”
Popatrzcie, to historia osoby, która utraci?a swoje sumienie, która swoje ostatnie my?li i chwile po?wi?ca?a marno?ciom tego ?wiata i, przekonana o swej ?wi?to?ci, nie my?la?a w ogóle o wieczno?ci, o przysz?o?ci duszy i propozycji Pana. Gdy cz?owiek uwa?a si? za „?wi?tego”, w?a?nie wtedy bardzo ?atwo ze?lizguje si? w kierunku piek?a albo przyczynia si? t? b??dn? ocen? do w?asnego pot?pienia.
 
„Ksi?ga ?ycia”
Po tej analizie mojego ?ycia wed?ug Dziesi?ciu Przykaza? Bo?ych pozwolono mi na wgl?d do mojej Ksi?gi ?ycia. Brakuje mi po prostu s?ów, by w?a?ciwie opisa? Ksi?g? ?ycia. Zacz??a si? od mojego pocz?cia. Skoro tylko komórki moich rodziców po??czy?y si?, pojawi?a si? iskra. Ma?a, cudowna eksplozja ?wiat?a i z tego powsta?a dusza, moja w?asna dusza, ca?kowicie chroniona r?kami Boga Ojca, i w Bogu Ojcu ujrza?am kochaj?cego i czu?ego Tat?. Przez ca?? dob? by? ze mn?, prowadzi? za r?k?, ochrania?, zawsze by? o mnie zatroskany i by? blisko mnie. Nie spu?ci? mnie z oka i nie zostawi? samej. I wszystko, co w pierwszym momencie wydawa?o mi si? kar? lub niepowodzeniem, by?o niczym innym jak tylko wyrazem Jego mi?o?ci i troski o mnie. Nie patrzy? bowiem na mój wygl?d i moje ?adnie uformowane cia?o. Nie. On patrzy? na moje wn?trze, bada? moj? dusz? i widzia?, jak powoli, ale zdecydowanie schodzi?am z Jego drogi i jak odrzuca?am Jego ratunek oraz zbawienie. I tak oto prze?y?am wiele sytuacji minionego ?ycia, zagl?daj?c do mojej Ksi?gi ?ycia. Widzia?am skutki mego post?powania i decyzji mojej wolnej woli.
Dla lepszego zrozumienia podam wam pewien przyk?ad, który ukazuje pi?kno Ksi?gi ?ycia. By?am w ?yciu fa?szywa i ob?udna. Cz?sto schlebia?am moim znajomym lub przyjació?kom: „O, jak pi?knie dzi? wygl?dasz. Ta twoja sukienka jest po prostu cudna i tak dobrze na tobie le?y! Jak tobie w niej do twarzy” W Ksi?dze ?ycia jednak?e widzi si? to, o czym si? przy tym my?li, i co kryje si? we wn?trzu. Wtedy ujrza?am, co mówi?am sobie w my?li w tamtej chwili: „Ale beznadziejnie wygl?da i do tego my?li, ?e jest królow? pi?kno?ci!” Widzicie, takie by?y moje my?li w moim wn?trzu. W Ksi?dze ?ycia widzi si? i s?yszy wydarzenia jak na filmie. Widzia?am i s?ysza?am wszystko to samo, co kiedy? w moim ?yciu mówi?am, z t? jedyn? ró?nic?, ?e mog?am s?ysze? moje my?li. To by?o jak film w ró?nych j?zykach z dwiema ?cie?kami d?wi?kowymi albo jak film z napisami. Jedna ?cie?ka pozwala?a us?ysze? to, co ob?udnie mówi?am, a druga – moje my?li, które w tym samym momencie mia?am. Mog?am te? przy tym widzie? stan mojej duszy, moje wn?trze. Sami pomy?leliby?cie o tym jak o cudzie techniki, gdyby?cie w ten sposób prze?yli s?owa czy sytuacje w waszym w?asnym ?yciu. To po prostu co? niesamowitego!
Widzia?am wi?c wewn?trzn? rzeczywisto?? mojego ?ycia. Wszystkie moje k?amstwa by?y na wierzchu, kipia?y jak w garnku bez pokrywy, by?y nagie i bez retuszy, ka?dy móg? je zobaczy?, us?ysze?. Ca?y ?wiat móg? je widzie?. By?y ?ywe i ujawnia?y haniebne czyny. Moja matka... Jak cz?sto j? oszukiwa?am i podle z ni? post?powa?am. Cz?sto nie pozwala?a mi na wyj?cie, abym spotka?a si? z moimi z?ymi przyjació?mi. Ale gdy stwierdza?am: „Mamo, mam teraz pracowa? w grupie w szkolnej bibliotece!”, ju? mnie nie by?o. Moja matka po?kn??a haczyk i da?a wiar? wymy?lonemu przeze mnie na pr?dce k?amstwu. Jak?e cz?sto okrada?am sam? siebie takimi k?amstwami, w?óczy?am si? po domach, ogl?da?am filmy pornograficzne albo chodzi?am do baru pi? piwo z moimi „przyjació?kami”. A teraz moja matka zobaczy?a to wszystko w otwartej dla wszystkich Ksi?dze mego ?ycia. Nic nie umkn??o jej uwadze.
Jeszcze jeden przyk?ad tego, co zobaczy?am w Ksi?dze ?ycia. Moi rodzice dawali mi zawsze banany do jedzenia w czasie przerwy w szkole. W owym czasie ?yli?my w n?dznych warunkach, tak ?e posi?ek sk?ada? si? zwykle jedynie z bananów, od czasu do czasu – z bu?ki i mleka. Ju? w drodze do szko?y jad?am te banany i rzuca?am bez zastanowienia skórki tam, gdzie przechodzi?am. Nigdy nie przysz?o mi na my?l, nie ?ama?am sobie g?owy nad tym, co mo?e si? zdarzy? z powodu takiej ?liskiej, nieuwa?nie wyrzuconej skórki, jak? krzywd? co? takiego mo?e wyrz?dzi? innym ludziom. A wyrzucone przeze mnie skórki le?a?y wsz?dzie. Zaskoczy?o mnie, co niektóre – naturalnie nie wszystkie – z le??cych skórek spowodowa?y. Pan mi to pokaza?. Ujrza?am osoby, które po?lizgn??y si? na tych skórkach. W niektórych wypadkach upadki te, z powodu du?ego ruchu, mog?y nawet zako?czy? si? ?mierci?. Wtedy ja by?abym temu winna: odebra?abym ?ycie. Wszystko z bezmy?lno?ci, z braku odpowiedzialno?ci i mi?osierdzia dla moich bli?nich.
Podobnie by?o w innym wypadku, kiedy to kasjerka supermarketu, przez pomy?k?, wyda?a mi o 4.500 peso za du?o. Przy tej okazji posz?am do spowiedzi, bo czu?am naprawd? szczer?, g??bok? skruch? i g??boki ból z powodu mego grzesznego zachowania. Mój ojciec zawsze upomina? nas, dzieci, aby?my w ?yciu by?y uczciwe i mimo n?dzy uwa?a?y honor, przede wszystkim w?asny, za wielkie dobro. Dlatego nie powinni?my nigdy przyw?aszcza? sobie cudzych pieni?dzy, nawet wtedy, gdy chodzi o kilka groszy. Kiedy wi?c mia?o miejsce to zaj?cie ze zbyt du?? reszt?, o pomy?ce zorientowa?am si? dopiero w samochodzie, gdy by?am w drodze powrotnej do pracy. Powiedzia?am sobie: „Ta g?upia krowa wyda?a mi o 4.500 peso wi?cej i musz? teraz zawróci?, by odda? jej pieni?dze!” By?am ju? w drodze do supermarketu, gdy utkn??am w olbrzymim korku. Us?ysza?am przez radio, ?e wszystko dooko?a sta?o. I znowu powiedzia?am do siebie samej: „Do?? tego! Teraz mam jeszcze traci? cenne godziny mojego czasu, tylko dlatego, ?e ta g?upia krowa by?a zbyt g?upia, by dobrze policzy?. Nikt jej przecie? nie kaza? by? tak g?upi? i myli? si? w liczeniu! Pojad? do domu i nigdy nie zwróc? jej tych pieni?dzy! O nie, w ?adnym wypadku, sama jest temu winna.”
Mimo moich usprawiedliwie? mia?am wyrzuty sumienia w zwi?zku z tym zaj?ciem. A poniewa? mój tata tak cz?sto i wyra?nie podkre?la? warto?? uczciwo?ci i przez to umocni? mój charakter, posz?am w nast?pn? niedziel? do spowiedzi. Powiedzia?am do ksi?dza siedz?cego w konfesjonale: „Prosz? ksi?dza, zgrzeszy?am, gdy? przyw?aszczy?am sobie 4.500 peso, bo nie odda?am tej sumy kobiecie, do której nale?a?a.” Nie zwa?a?am wówczas zupe?nie na to, co mi powiedzia? spowiednik i o czym mnie pouczy?. Gdy zobaczy?am t? scen? w Ksi?dze ?ycia, musicie wiedzie?, ?e Z?y, diabe?, nie móg? mi przypisa? tego grzechu i uzna? za z?odziejk?, gdy? wyzna?am go w spowiedzi.
Opowiem wam jednak teraz o tym, co Pan powiedzia? do mnie na ten temat: „Okaza?a? brak mi?o?ci bli?niego, w tym dniu, kiedy nie zwróci?a? pieni?dzy. 4.500 peso by?y dla ciebie drobnostk?, gdy? takie kwoty codziennie wydawa?a? na zbytki, które koniecznie chcia?a? mie?, ale dla tej biednej kobiety z minimaln? p?ac?, która pó? dnia musia?a pracowa? i zmuszona by?a zostawi? swoje dzieci, by zwi?za? koniec z ko?cem, dla niej te 4.500 peso by?y utrzymaniem na ca?e trzy dni, sum? na jedzenie i napoje dla ca?ej rodziny przez trzy dni.” I wiecie, co by?o najgorsze i najbardziej bolesne w tej sytuacji? Pan ukaza? mi t? scen?... Na w?asne oczy mog?am zobaczy?, jak ta kobieta musia?a wraz z dzie?mi cierpie? z tego powodu i jak musia?a ta rodzina znosi? g?ód przez kilka dni. Wszystko z mojej winy. Skutki moich grzechów... Kobieta ta znosi?a to wszystko wraz ze swoimi ma?ymi dzie?mi i obawia?a si?, ?e utraci prac?. Nasz Pan zwraca uwag? w Ksi?dze ?ycia na konsekwencje naszego zachowania. Ukazuje nam, kiedy co? uczynili?my, kto musia? cierpie? z powodu naszych czynów, kto ponosi? skutki, do jakich czynów przymuszony by? skrzywdzony bli?ni.
 
Ko?cowe pytanie: talenty
Teraz opowiem wam o tym, jak Pan pokaza? mi talenty. Musicie wiedzie?, ?e w telewizji nie patrzy?am nigdy na wiadomo?ci, poniewa? nie chcia?am ogl?da? tylu umar?ych, tylu rzeczy nieprzyjemnych… Interesowa?a mnie tylko cz??? ko?cowa: diety, horoskop, duchowe moce i energie, i tego typu sprawy... Wszystko to, czego u?ywa diabe?, aby nas przyci?gn?? do siebie, wprowadzi? w zam?t... Pan pokaza? mi w Ksi?dze ?ycia, jak pewnego dnia, w Swej Boskiej strategii, opó?ni? program, i ja w??czy?am telewizor, kiedy jeszcze wiadomo?ci si? nie zako?czy?y. Ujrza?am wtedy ubog? ch?opk?, jak p?aka?a nad cia?em nie?yj?cego m??a.
Musz? wam powiedzie?, bracia i siostry, ?e diabe? przyzwyczaja nas do bólu, do widoku cierpienia bli?niego, podsuwaj?c nam my?l, ?e ten problem nas nie dotyczy: je?li komu? jest niedobrze, musi sam da? sobie rad?, to nie mój lecz jego problem. Pokaza? mi, jak boli Go, gdy dziennikarze s? zatroskani jedynie o to, aby wiadomo?? wywar?a silne wra?enie, jednak bez wzruszania kogokolwiek. My?leli tylko o tym, by sprzeda? t? wiadomo??, bez zbytniego przejmowania si? przypadkiem tej kobiety!
Kiedy w??czy?am telewizor i zobaczy?am t? p?acz?c? kobiet?, odczu?am g??boki ból z powodu jej cierpienia. Jej widok naprawd? mnie zasmuci?. I istnia? Bóg, który na to pozwala?!... S?ucha?am z uwag? tego, co mówiono, i spostrzeg?am, ?e miejsce, w którym si? to zdarzy?o, Venadillo, Tulima, to by?y moje rodzinne strony!... Zaraz potem zacz??a si? jednak ta cz???, w której mówiono o fenomenalnej diecie, i ca?kowicie zapomnia?am o kobiecie, poniewa? bardziej od niej interesowa?a mnie dieta... Ju? wi?cej o niej nie my?la?am!
A kto nie zapomnia? o tej kobiecie? Nasz Pan! On da? mi odczu? jej ból i cierpienie, poniewa? chcia?, ?ebym jej pomog?a. To by?a chwila, w której mia?am u?y? talentów, które mi da?. Powiedzia?: „Ból, jaki odczu?a? z jej powodu, to by?o Moje wo?anie, aby? jej pomog?a. To Ja opó?ni?em wiadomo?ci, aby? mog?a to zobaczy?. Nie zdo?a?a? jednak zgi?? kolan i pomodli? si? za ni? ani przez jedn? minut?! Pozwoli?a?, ?e ci? poch?on??a dieta, i wi?cej sobie o niej nie przypomnia?a?!”
Pan mi pokaza? sytuacj? tamtej kobiety. By?a to uboga rolnicza rodzina. Najpierw za??dano od m??a, aby opu?ci? dom, w którym ?yli. On si? na to nie zgodzi? i powiedzia?, ?e nie odejdzie stamt?d. Wtedy przyszli jacy? ludzie, aby go wyp?dzi?. Ten rolnik zobaczy? ich, id?cych w jego kierunku, aby go wyrzuci?, i spostrzeg?, ?e byli uzbrojeni i mieli zamiar go zabi?. Zobaczy?am ca?e ?ycie tamtego cz?owieka. Dostrzeg?am i odczu?am strach i zmartwienie, które prze?ywa?. Zobaczy?am, jak pobieg?, aby ukry? dzieci i ?on? pod czym?, co wygl?da?o na ogromne naczynia z terrakoty. Ujrza?am, jak oddala? si? biegiem i jak ci ludzie go ?cigali. Wiecie, jaka by?a jego ostatnia pro?ba? „Panie, zaopiekuj si? moj? ?on? i moimi dzie?mi: Tobie ich polecam!” I zabili go! Upad? na ziemi?. Kiedy strzelili, Pan da? mi odczu? ból tej kobiety i dzieci, które nie mog?y krzycze?[16].
Pan pokazuje nam ból, jaki On odczuwa, i cierpienia innych. My jednak cz?sto interesujemy si? tylko naszymi sprawami i nie przejmujemy si? ani troch? naszymi bra?mi i ich potrzebami![17] Wiecie czego Pan chcia?? Chcia?, ?ebym ukl?k?a i b?aga?a Go za tamt? rodzin?, ?ebym si? modli?a za t? mam? i jej dzieci! Bóg da? mi natchnienie, jak mog?am im pomóc! A wiecie jak? Wystarczy?o zrobi? par? kroków, pój?? do kap?ana, który mieszka? naprzeciw mojego domu, i powiedzie? mu o tym, co zobaczy?am w telewizji. Ten duchowny przyja?ni? si? z proboszczem tamtej wsi[18], a w Bogocie posiada? dom. I pomóg?by tej kobiecie.
Wiedzcie, ?e pierwsz? rzecz?, za któr? zdajemy przed Bogiem spraw?, przed pope?nionymi [czynnie] grzechami, s? zaniedbania! S? one tak ci??kie! Nie wyobra?acie sobie, jak bardzo ci??kie! Pewnego dnia ujrzycie je tak, jak ja je zobaczy?am! Te grzechy sprawiaj?, ?e Bóg p?acze! Tak, Bóg p?acze, widz?c Swe dzieci cierpi?ce z powodu naszej oboj?tno?ci i braku wspó?czucia bli?nim. P?acze z tego powodu, ?e inni tak cierpi?, a my nic dla nich nie robimy! Pan uka?e nam, poka?e wszystkim nast?pstwa grzechu naszej oboj?tno?ci wobec cierpienia bli?niego. Bardzo wiele bólu w ?wiecie istnieje przez nasz? oboj?tno??, interesowno?? i twarde serce.
Wracaj?c do tamtej ch?opki... z powodu prze?ladowa?, (bo rzeczywi?cie chciano i j? zabi?), uciek?a z dzie?mi i szuka?a pomocy u ksi?dza we wsi. Zasmucony proboszcz powiedzia?: „Córko, musisz ucieka?, poniewa? je?li ci? znajd?, zabij? ci?!” W po?piechu zrobi? to, co mu si? wydawa?o najlepsze dla niej: odes?a? j? do Bogoty, da? jej pieni?dze i jakie? listy rekomenduj?ce! Odesz?a szybko. Z tymi listami posz?a w ró?ne miejsca, które proboszcz jej wskaza?, ale nikt jej nie przyj??! Wiecie, jak si? to sko?czy?o? Wiecie, kto w ko?cu pomóg? tej kobiecie? Ci, którzy j? zmusili do prostytucji!!!...
Pan mi da? jeszcze okazj?, aby jej pomóc, kiedy po latach zobaczy?am j?! Pewnego dnia musia?am si? uda? do centrum. Nienawidzi?am chodzenia tam, poniewa? jest to miejsce, gdzie bardziej wida? n?dz?. Czuj?c si? kim? wy?szym, nie lubi?am ogl?dania ubóstwa, biedy itp. Ale w tamtym dniu musia?am tam pój??. Gdy przechodzili?my, mój syn zapyta? mnie: „O mamo, jak kobieta mo?e si? tak ubiera? i nosi? tak krótk? spódnic??”. Odpowiedzia?am: „Nie patrz, synu! Te kobiety s? godne pogardy, bo z w?asnej woli sprzedaj? swe cia?o... dla pieni?dzy. To brudne prostytutki”. Wyobra?acie sobie! Powiedzie? tak, i na dodatek zatru? mojego syna! Tak bezlito?nie oceni?am siostr?, która upad?a z powodu oboj?tno?ci ludzi. Pan powiedzia? do mnie: „Oboj?tni s? letni i Ja ich zwymiotuj?![19] Oboj?tny nigdy nie wejdzie do Nieba! Oboj?tny to kto?, kto przechodzi przez ?wiat i nic go nie obchodzi, nic go nie dotyka, jedynie jego dom i jego sprawy! Twoja ?mier? duchowa zacz??a si? wtedy, kiedy przesta?a? interesowa? si? tym, co si? przydarza twoim braciom. Kiedy my?la?a? tylko o sobie i o twoim dobrobycie!”.
Na ko?cu Pan zapyta? mnie: „Jakie duchowe skarby Mi przynosisz?” My?l? sobie: „Jakie duchowe skarby ma na my?li?” Sta?am przecie? przed Nim z pustymi r?kami, nie mia?am nic, po prostu mia?am je opuszczone, nic w nich nie trzyma?am ani nic nie robi?am. I w tej chwili s?ysz?, jak mówi do mnie: „Co z tego, ?e mia?a? dwa mieszkania w?asno?ciowe, ?e jakie? gabinety mog?a? nazwa? swoimi? Na co ci si? zda?o, ?e uwa?a?a? si? za wysoce wyspecjalizowanego stomatologa, który odniós? wiele sukcesów? Przynios?a? mo?e py?ek ceglanego kurzu z jednego z twoich budynków? Masz mo?e przy sobie swój wypchany portfel albo swoj? grub? ksi??eczk? czekow??”
Kiedy nast?pnie zada? mi pytanie: „Co uczyni?a? z talentami, które ci da?em?”, pomy?la?am sobie: „Jakie talenty ma na my?li? Co chce przez to powiedzie??” I nagle zrozumia?am. U?wiadomi?am to sobie. Tak, otrzyma?am zadanie: szerzy? „Królestwo Mi?o?ci”, „Królestwo Bo?e” i broni? go. Jednak ca?kowicie zapomnia?am, ?e posiadam dusz?, a jeszcze mniej pami?ta?am o tym, ?e otrzyma?am równie? talenty. Zupe?nie nie by?am ?wiadoma, ?e jednym z tych talentów by?a zdolno?? do tego, by by? narz?dziem Mi?osierdzia Bo?ego, Jego mi?osiernej r?ki. Nie zdawa?am sobie ponadto sprawy, ?e ca?e dobro, którego zaniecha?am i nie uczyni?am, sprawia?o Bogu wielki ból i przysporzy?o Mu wiele trosk. On konfrontowa? mnie z moim ?yciem: „Ile dobra mog?a? uczyni? dzi?ki tak wielkim pieni?dzom, które wyrzuca?a? na kosmetyki. Na co zda?y ci si? twoje diety, którym si? poddawa?a? i którymi zam?cza?a? swe cia?o, powoduj?c bulimi? oraz anoreksj?? Uczyni?a? z siebie samej i ze swego cia?a bo?ka – „z?otego cielca”. Co ci teraz po tym? Robi?a? wiele prezentów, to prawda, ale czyni?a? to tylko po to, aby ci dzi?kowano, mówiono o tobie, jak jeste? dobra. Swoj? du?? ilo?ci? pieni?dzy manipulowa?a? wszystkimi, aby ci wy?wiadczali przys?ugi. Powiedz Mi, co teraz przynosisz dla wieczno?ci? Gdy ci? ostatnio nawiedzi?em bankructwem, nie by?a to kara, jak my?la?a?, lecz b?ogos?awie?stwo. Bankructwo to mia?o ci? uwolni? od twego bo?ka, od twego ‘z?otego cielca’, któremu s?u?y?a?. To bankructwo mia?o ci? do Mnie przyprowadzi?. Ty jednak buntowa?a? si?, broni?a? i nie chcia?a? opu?ci? swojej wysokiej pozycji w spo?ecze?stwie, zni?y? si?. Kl??a?, pomstowa?a? i szala?a?, ty, niewolnica pieni?dzy, niewolnica mamony. S?dzi?a?, ?e wszystko potrafisz, ?e sama mo?esz uczyni? co? swoim wysi?kiem, pilno?ci? i zaanga?owaniem. My?la?a?, ?e potrafisz wszystko lepiej od innych. Nie! Spójrz, ile jest wykszta?conych osób, absolwentów, którzy tak samo jak ty starali si?, a nawet lepiej i gorliwiej, mimo to nie osi?gn?li tego samego co ty. Tobie wi?cej dano i dlatego wi?cej si? od ciebie za??da.”
Wiedzcie, ?e musia?am zda? Bogu spraw? z ka?dego ziarenka ry?u, które zmarnowa?am. Z ca?ego jedzenia, które wyrzuca?am do kosza. W Ksi?dze ?ycia ujrza?am te?, jak kiedy? kiedy by?am jeszcze dzieckiem, a moja rodzina by?a biedna, moja mama gotowa?a fasol?. Nienawidzi?am tego. Powiedzia?am: „Znowu ta przekl?ta fasola? Kiedy? b?d? tak bogata, ?e nigdy wi?cej jej nie zjem”. Kiedy mama wysz?a, potajemnie wyrzuci?am fasol?, któr? dosta?am na obiad. Byli?my bardzo biedni. Gdy moja matka zobaczy?a pusty talerz, my?la?a, ?e by?am g?odna i dlatego tak szybko zjad?am. Zrezygnowa?a z w?asnej porcji, sama nie jad?a i odda?a mi swoj? cz???, s?dzi?a bowiem, ?e by?am bardzo g?odna. Pan ukaza? mi, ?e po?ród osób najbli?szych moja matka by?a t?, która cierpia?a g?ód. Mia?a siedmioro dzieci, nie raz pozostawa?a wi?c bez jedzenia, aby?my zjedli my, bo byli?my bardzo biedni. I tak w tym dniu odda?a mi, skazuj?c si? na g?ód, to, co ja wyrzuci?am do kub?a na ?mieci. Cz?sto nie jad?a, bo dawa?a jedzenie ka?demu biednemu, który zapuka? do drzwi. Nikt nigdy tego po niej nie zauwa?y?, nigdy nie mia?a na pokaz zgorzknia?ej miny, wr?cz przeciwnie – zawsze si? u?miecha?a. Czasem si? smuci?a, ale nic innego.
Pan pokaza? mi, jak pó?niej, gdy mia?am ju? du?o pieni?dzy, wydawa?am przyj?cia, zaprasza?am go?ci i by?o wiele jedzenia i jak potem wi?cej ni? po?owa wyrzucana by?a do kub?a na ?mieci. A wokó? mnie by?o tak wiele biednych i g?odnych ludzi. W ogóle nie mia?am wyrzutów sumienia. Pan doda? i prawie to wykrzycza?: „By?em g?odny!” Da? mi odczu? Swój ból z powodu potrzeb Swoich dzieci i oboj?tno?ci tych, którzy mogliby pomóc, a nie czyni? tego. Ukazywa? mi dalej, ile rzeczy mia?am w swoim domu – pierwszorz?dnych rzeczy, drogich, markowych rzeczy: najlepsze ubrania, elegancka bielizna, wszystko najlepszej jako?ci. I powiedzia? mi: „By?em nagi w twoim bli?nim, a ty mia?a? pe?ne szafy i ?y?a? w zbytku, mia?a? tak wiele rzeczy i niektórych wcale nie u?ywa?a?.”
Kiedy widzia?am, ?e znajomi mieli to i tamto, czego ja jeszcze nie posiada?am albo co by?o lepsze od tego, co sama mia?am, by?am zazdrosna i kupowa?am sobie co? jeszcze lepszego. Chcia?am mie? zawsze najlepsze rzeczy, gdy? by?am zazdrosna. To grzech, gdy cz?owiek ?wiadomie wzbudza zazdro?? u innych albo si? bardzo cieszy, gdy kto? staje si? zazdrosnym o co?, co my posiadamy. Nawet spogl?danie przez p?ot do ogrodu s?siada powoduje w nas zazdro??.
Pan powiedzia? mi: „By?a? dumna, porównywa?a? si? zawsze z innymi, którzy byli w lepszej sytuacji ni? ty. Bogacze! Nie troszczy?a? si? o tych, którzy ?yli w ni?szej warstwie spo?ecznej. Kiedy by?a? uboga, sz?a? dobr? drog?, gdy? wtedy dawa?a? z serca, nawet te rzeczy, które tobie by?y potrzebne”. Pan ukaza? mi, ?e to si? Mu podoba?o. Jak wtedy, gdy moje nowo zakupione tenisówki podarowa?am ch?opcu z ulicy, bo on nie mia? wcale butów. Mój ojciec z trudem zdoby? pieni?dze na ich zakup i zrobi? mi wielk? awantur?. By? strasznie w?ciek?y. Mieli?my tak ma?o ?rodków do ?ycia, a ja posz?am i podarowa?am moje buty. Da si? to zrozumie?... Ale z punktu widzenia Pana by?o to w porz?dku. Chocia? byli?my w trudnej sytuacji, Bóg wylewa? na nas wiele b?ogos?awie?stw. Ukaza? mi równie?, ile ?ask mia? dla mnie przygotowanych, gdybym nie porzuci?a Jego drogi i pomog?a wielu ludziom. Powiedzia?: „O?wieca?em ci? i pokazywa?em ci, jak mog?a? im pomóc. Nie spotka?o by ich z?o, które poci?ga za sob? z?e konsekwencje.” Bóg traktuje nas bardzo powa?nie.
Dalej pokaza? mi: „Popatrz, ten m?ody cz?owiek nie pope?ni?by samobójstwa, gdyby? si? za niego pomodli?a. Równie? ta osoba – gdyby? si? pomodli?a – nie umar?aby z powodu opuszczenia, bo znalaz?aby wyj?cie z tej sytuacji.” Ja jednak nie dopu?ci?am nigdy do tego, aby Duch ?wi?ty mnie dotkn??. Nie porusza?a i nie wzrusza?a mnie czyja? potrzeba. Moje serce by?o skamienia?e. Nie mog?am i nie chcia?am otworzy? go na strumienie ?ask Pana. Jest to bardzo wa?ny, pierwszy krok, gdy chcemy powróci? do domu Ojca: zmi?kczy? serce, otworzy? je na ?ask?, na Pana.
Powiedzia? mi: „Popatrz na krzywd? Mojego ludu. Spójrz, jak bardzo potrzebne by?o, aby twoja rodzina zosta?a dotkni?ta rakiem, ?eby? si? nauczy?a wspó?czucia. Wspó?czu?a? wi??niom dopiero wtedy, gdy twój m?? zosta? aresztowany.” Pan prawie wykrzycza?: „Jeste? z kamienia, nie jeste? zdolna do mi?o?ci!!!”
Opowiedzia?am wam ju?, jakim to zió?kiem by?am jako córka. By?am rozwydrzona i bezczelna. Nawi?zuj?c do telewizyjnej kreskówki „Flinstonowie”, mojego ojca nazywa?am „Pedro Flinston” i chcia?am przez to wyrazi?, ?e ?y? nadal w epoce kamienia ?upanego. A mojej matce mówi?am, ?e jest nienowoczesna, staro?wiecka i inne rzeczy w tym stylu. Zabrn??am tak daleko, ?e wypiera?am si? w?asnej matki, wstydzi?am si? jej, nie nale?a?a bowiem do wy?szych warstw spo?ecznych. Wyobra?cie sobie! Teraz wiecie, dlaczego tak bardzo by?a o mnie zatroskana i modli?a si? za mnie. Nie jeste?cie jednak w stanie sobie wyobrazi?, ile ?ask otrzyma?am dzi?ki mojej matce, ale nie tylko ja, lecz ca?y ?wiat. Mia?am matk?, która chodzi?a do ko?cio?a i swoje cierpienia zanosi?a Jezusowi. Matk?, która wierzy?a, bardzo mocno wierzy?a. Sp?dza?a wiele godzin na adoracji Naj?wi?tszego Sakramentu. I w ten sposób sta?a si? po?redniczk? wielu ?ask. Pan zwróci? si? do mnie: „Nikt tak ciebie nie kocha?, jak twoja matka i nikt nie b?dzie ci? tak kocha? jak ona. Nigdy, przenigdy nikt nie b?dzie ci? tak czule kocha? jak ona.”
 
Mi?o?? Bo?a
Musicie wiedzie?, o co wci?? mnie Pan pyta?! Pyta? mnie nieustannie o mi?o??, o bezinteresown?, bezwarunkow? mi?o??. Brakowa?o mi na co dzie? tej mi?o?ci, tej ‘caritas’, dobroczynno?ci, chrze?cija?skiej mi?o?ci w szerokim zakresie. Brak Bo?ej mi?o?ci, któr? On w?o?y? nam wszystkim do ko?yski jako zadanie i talent, to – podsumowuj?c – wynik przegl?du wszystkich wydarze? mojego dotychczasowego ?ycia.
Potem mi wyja?ni?: „Wiesz, twoja duchowa ?mier?, obumieranie twojej duszy zacz??o si?…” Wtedy poj??am: wprawdzie ?y?am jeszcze, oddycha?am jeszcze, ale w?a?ciwie to umar?am; moja dusza umar?a; udusi?a si?. Gdyby?cie wiedzieli, czym jest „duchowa ?mier?”, co to znaczy, ?e dusza obumar?a, udusi?a si?! Powinni?cie widzie?, jak wygl?da dusza, która odczuwa jedynie nienawi??. Jaka zgroza i przera?enie ogarnia na widok duszy, która jest jedynie zgorzknia?a, niezno?na i uci??liwa! My?li przez ca?y czas tylko o tym, jak mo?e jeszcze dokuczy? wszystkim. Tak w?a?nie wygl?da dusza, gdy obci??ona jest ci??kimi grzechami. Moja dusza jest tego przyk?adem. Na zewn?trz przyjemnie pachnia?am i mia?am na sobie drogie ubrania, ale moja dusza w ?rodku strasznie ?mierdzia?a i pogr??ona by?a w otch?ani ludzkiej i diabelskiej z?o?liwo?ci.
Zrozumia?e sta?o si?, dlaczego mia?am wszystkie te depresje i opanowa?a mnie gorycz. Pan wyja?ni? mi: „Twoja duchowa ?mier? zacz??a si? bowiem od tego, gdy twoi bli?ni i ich cierpienie stali ci si? ca?kowicie oboj?tni. Gdy nie mia?a? dla nich serca. To by?o upomnieniem ode Mnie i powinno by?o by? dla ciebie ostrze?eniem, gdy ukazywa?em ci cierpienie twoich bli?nich – przy tak wielu okazjach i we wszystkich cz??ciach ?wiata. Ale kiedy mog?a? dowiedzie? si? z telewizji lub innych mediów, jak ludzie byli porywani, zabijani, rozrywani od bomb i wyp?dzani, rzuca?a? tylko powierzchowne komentarze: ‘O, biedni ludzie! Co za niegodziwo?? im si? wyrz?dza!’ Cierpienia twoich bli?nich w ogóle ci? nie porusza?y, nie wzrusza?y twojego skamienia?ego serca, ich los ci? nie zainteresowa?. W swoim sercu wi?c nic nie czu?a?! Twoje serce by?o twarde jak kamie?, lodowata ska?a. Twoje grzechy sprawi?y, ?e skamienia?o, sta?o si? twarde i zimne!”
I gdy moja Ksi?ga ?ycia zamkn??a si?, z pewno?ci? mo?ecie sobie wyobrazi?, jaki wstyd i smutek mnie ogarn??. Ponadto odczuwa?am wielki ?al – a ten ból by? wi?kszy, bardziej niezno?ny – ?e w swoim ?yciu by?am taka z?a i niewdzi?czna dla Boga Ojca, mojego Stworzyciela. Mimo moich wszystkich ci??kich grzechów, mimo ca?ej mojej brudnej duszy i mojej oboj?tno?ci, mimo mojej letnio?ci i wszystkich strasznych i okrutnych uczu? wobec moich bli?nich, Pan zawsze mnie szuka? i to do ostatniej chwili. Szed? za mn? i czeka? na znak mojej wolnej woli do zawrócenia i powrotu. Posy?a? ci?gle ró?ne osoby, które napotyka?am na swej drodze ?ycia i które by?y Jego narz?dziami, aby mnie sk?oni? do zastanowienia si? i powrotu do Niego. W ten sposób przemawia? do mnie, zwraca? na Siebie uwag?, wo?a? mnie – cz?sto ca?kiem g?o?no. Zabra? mi te? wiele rzeczy, aby sk?oni? mnie do zastanowienia si?. Zsy?a? mi próby i ci??kie chwile. Jak k?ody rzuca? mi pod nogi wielkie rozczarowania. Wszystko to czyni? nieustannie, by mnie odzyska?, sprowadzi? na t? w?a?ciw? drog? do domu Ojca. Naprawd? próbowa? wszystkiego do ostatniej chwili i czeka? na mój znak. Nigdy jednak nie naruszy? mojej wolnej woli. Powinnam by?a rozpozna? Jego wo?anie oraz czekanie i dobrowolnie podj?? wtedy w?a?ciw? decyzj?.
Wiecie, kim jest Bóg, jaki jest Ojciec nas wszystkich? Stoi jak ?ebrak na skraju naszej drogi ?ycia. I tak jak ?ebrak b?aga nas, pod??a za nami, cz?sto jest natr?tny, p?acze i próbuje zmi?kczy? nasze skamienia?e serce. Smutek ogarnia dog??bnie Jego Naj?wi?tsze Serce, gdy tak cz?sto musi prze?ywa? to, ?e odwracamy si? od Niego i nie zwa?amy na Niego, albo tak si? zachowujemy, jak gdyby?my Go nie zauwa?ali. Bardzo cz?sto i na ró?ne sposoby uni?a si? – tak jak uni?y? si? na Krzy?u – po to, by sprawi?, ?e si? nawrócimy i zmienimy nasze ?ycie, powrócimy do Niego, do domu Ojca.
Gdy powiedzia?am do Niego: „S?uchaj, mój Panie, pot?pi?e? mnie!” ponownie zda?am sobie spraw?, jak bezczelnie si? zachowa?am. Nie by?o to oczywi?cie prawd?, gdy? On nigdy mnie nie pot?pi?, lecz to ja sama doprowadzi?am do tego wszystkiego. Sta?o si? dla mnie jasne, ?e w zale?no?ci od nastroju i ochoty, z wolno?ci? – jak? ma stworzenie, a któr? Bóg szanuje – podejmowa?am swoje decyzje. Znalaz?am sobie swojego „ojca” i w?asny „klan”. Ojcem, którego sobie wybra?am, nie by? Bóg Ojciec, lecz szatan. Diab?a wzi??am sobie za ojca i za przewodnika mojego ?ycia. Wed?ug jego woli i k?amstw ukszta?towa?am sobie ?ycie. On i jego mamid?a by?y sensem mojego n?dznego ?ycia.
Kiedy moja Ksi?ga ?ycia zosta?a zamkni?ta, dotar?o do mnie, ?e wci?? zwisam g?ow? w dó? na kraw?dzi strasznej, ciemnej przepa?ci. By?am pewna, ?e spadn? bezpowrotnie do tej mrocznej dziury, na ko?cu której wyobra?a?am sobie bram?, przez któr? wkrocz? do wiecznego pot?pienia. Zacz??am wi?c z ca?ej si?y i rozpaczy krzycze? i wo?a?. B?aga?am wszystkich ?wi?tych, aby mnie uratowali. Nie macie poj?cia, ilu ?wi?tych na raz przysz?o mi na my?l. Nie wiedzia?am w ogóle, ?e zna?am tylu ?wi?tych i ich imiona. By?am przecie? tak? letni? – ma?o tego – naprawd? z?? katoliczk?. W tamtej chwili jednak?e my?la?am tylko o tym, by si? uratowa?. I by?o mi ca?kowicie oboj?tne to, czy uratuje mnie ?w. Józef Robotnik, czy ?w. Franciszek z Asy?u, czy inny przywo?any ?wi?ty. Najwa?niejsze, ?ebym zosta?a uratowana. Na koniec sko?czy?y mi si? imiona ?wi?tych, których przywo?ywa?am. ?aden ju? nie przychodzi? mi na my?l i nagle zapad?a grobowa cisza.
Ta cisza sprawia?a, ?e znowu czu?am nieopisane cierpienia. Poczu?am beznadziejn? pustk?. Czu?am si? samotna i ca?kowicie opuszczona. Umia?am my?le? tylko o tym, ?e na ziemi wszyscy ludzie z pewno?ci? my?l? o mnie, przywo?uj?c moj? reputacj? osoby dobrej, pi?knej i ?wi?tej. T? opini? umy?lnie zbudowa?am, dzi?ki stworzonemu przez siebie fikcyjnemu ?wiatu. Wszyscy op?akiwali mnie, rozmawiali o mojej „?wi?to?ci”, czekali na moj? ?mier?, by potem zwraca? si? do swojej „?wi?tej”, któr? przecie? osobi?cie znali, prosz?c j? o ten czy tamten „cud”. Popatrzcie, w jakiej beznadziejnej sytuacji by?am. ?adna z tych op?akuj?cych mnie osób, które spodziewa?y si? mojej ?mierci – nawet moi najgorsi wrogowie – nie mogli wyobrazi? sobie, w jak beznadziejnej sytuacji znajdowa?am si?, czyli tu? przed wiecznym pot?pieniem, przed odej?ciem do piek?a, w którego istnienie wi?kszo?? z tych p?acz?cych osób ca?kiem ju? nie wierzy?a. Te my?li k??bi?y si? w moim umy?le. Ci?gle potrz?sa?am g?ow?, wyra?aj?c zaskoczenie z powodu rozd?wi?ku mi?dzy moim po?o?eniem a my?lami op?akuj?cych mnie osób. Wówczas wznios?am oczy ku górze i ujrza?am oczy mojej matki. Nasze spojrzenia spotka?y si?. Spogl?damy na siebie, patrzymy sobie wprost w oczy. Po?ród wielkich cierpie? wo?am do niej: „Mamo! Co za ha?ba. Pot?piaj? mnie. Stamt?d, gdzie musz? i??, nigdy ju? nie powróc? i nigdy wi?cej si? nie zobaczymy.”
W tym momencie mojej matce zosta?a udzielona wielka, cudowna ?aska. Przez ca?y czas by?a ca?kowicie nieruchoma. I nagle pozwolono jej podnie?? dwa palce ku górze. Da?a mi przez to wyra?ny znak, bym równie? spojrza?a do góry. W tej samej chwili od moich oczu odpad?y dwie wielkie skorupy, które sprawia?y mi niewyobra?alny ból i by?y powodem mojej duchowej ?lepoty. Odpad?y i ujrza?am nagle niesamowicie pi?kny widok: naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Jednocze?nie przypomnia?am sobie, jak jedna z moich pacjentek powiedzia?a mi pewnego razu: „Pani doktor, jest mi bardzo smutno i bardzo si? o pani? martwi?. Prosz? pos?ucha? i zapami?ta?. Jest pani wielk? materialistk?. W obliczu wielkiego smutku lub jakiego? niebezpiecze?stwa, którego pani nie uniknie, je?li znajdzie si? pani w takiej sytuacji, prosz? si? zwróci? do naszego Pana Jezusa Chrystusa i prosi? Go o przebaczenie i aby okry? i ochroni? pani? Swoj? Przenajdro?sz? Krwi?. On nigdy pani nie opu?ci i nie pozostawi samej. On bowiem tak?e pani? odkupi? Sw? Przenajdro?sz? Krwi?!”
Z wielk? skruch? i wstydem, w?ród wielkich cierpie? w sercu, zacz??am drze? si? w niebog?osy: „Panie Jezu, zmi?uj si? nade mn?! Przebacz mi! Panie, daj mi drug? szans?!” Potem prze?y?am najpi?kniejszy moment w ca?ej tej historii. Brakuje mi po prostu s?ów, by w?a?ciwie opisa? t? chwil?. Nasz Pan, Jezus Chrystus, zszed? na dó? i wyci?gn?? mnie z tej czarnej, okropnej otch?ani, z tej napawaj?cej strachem dziury. I gdy mnie wyci?gn?? i uj?? za r?k?, wtedy te wszystkie stwory, te ohydne kreatury i te pal?ce plamy, które wcze?niej czu?am, odpad?y ode mnie. Ca?a ziemia pode mn? pe?na by?a tych ?mieci. Uniós? mnie do góry i przeniós? na t? p?aszczyzn?, któr? opisa?am wcze?niej. Z mi?o?ci?, nie daj?c? si? wyrazi? ludzkimi s?owami, powiedzia? do mnie: „Powrócisz na ziemi?, otrzymasz drug? szans?...” Powiedzia? te? z powag?: „Tej ?aski powrotu nie otrzymujesz dzi?ki modlitwom twoich przyjació? i najbli?szych. Mo?na si? tego spodziewa? i jest to normalne, ?e twoja rodzina i osoby, które ciebie ceni?, modl? si? za ciebie i b?agaj? Mnie z twego powodu. Mo?esz jednak powróci? dzi?ki modlitwie bardzo wielu ludzi, którzy nie s? z tob? spokrewnieni i nie nale?? do twojej rodziny. Tak wiele obcych ci osób gorzko p?aka?o, modli?o si? do Mnie ze z?amanym sercem i z g??bi duszy, i w twojej intencji wznosili do Mnie swe serca jako wyraz najwi?kszej mi?o?ci i sympatii.”
W owym momencie ujrza?am, jak mnóstwo ?wiate?, niczym ma?e bia?e p?omienie, pe?ne bezinteresownej i czystej mi?o?ci, zacz??o ?wieci?. I widz? nagle wszystkie osoby, które si? za mnie modli?y. To by?o ukazanie mocy modlitwy wstawienniczej. Wszystkimi tymi ?wiat?ami by?y tysi?ce osób, które dowiedzia?y si? o moim wypadku z gazet, serwisów radiowych i telewizyjnych. By?y poruszone t? wiadomo?ci?, p?aka?y z tego powodu, wznosi?y za mnie do Pana akty strzeliste, i naprawd? mi wspó?czu?y. Wiele z nich co? ofiarowa?o i po?wi?ci?o dla uratowania mnie. Wiedzcie, ?e Msza ?w. jest najwi?kszym darem, jaki mo?ecie komu? ofiarowa?. Eucharystia bowiem nie jest dzie?em cz?owieka, a bezpo?redni? interwencj? Boga w ?wiecie.
Jeden z p?omieni by? szczególnie du?y, wyró?nia? si? spo?ród innych i ?wieci?, emanowa? wi?kszym ?wiat?em ni? wszystkie inne. To by? p?omie? osoby, która w?o?y?a w sw? modlitw? najwi?cej bezinteresownej i prawdziwej mi?o?ci bli?niego. Ciekawi?o mnie, kim by? ten cz?owiek, który nie wiadomo dlaczego okaza? mi tyle mi?o?ci. Wówczas Pan rzek? do mnie: „Ten cz?owiek, którego tam widzisz, to osoba, która – mimo ?e jeste?cie sobie ca?kowicie obcy – odczu?a tak wielk? sympati? i czu?? mi?o??, ?e trudno to sobie wyobrazi?.”
Pan pokaza? mi, jak to wszystko si? wydarzy?o. Ten biedny m??czyzna india?skiego pochodzenia, dla mnie ?wi?ty rodak, ?y? na wsi u stóp Sierra Nevada de Santa Marta. By? to biedny i bardzo prosty rolnik. Nie mia? wystarczaj?co du?o po?ywienia dla w?asnej rodziny. Po?ar zniszczy? mu w owym roku zbiory. Lis zabra? wi?ksz? cz??? kur, jakie mu pozosta?y do prze?ycia. Na domiar z?ego guerilleros[20] zabrali mu syna, by u?y? go jako ?o?nierza-dziecko do swoich celów. Chodzi? na Msz? ?w. do wsi i uczestniczy? w niej z takim nabo?e?stwem, jakie rzadko si? widzi. Pan pozwoli? mi zobaczy?, jak ten biedny wie?niak ?arliwie si? modli? na Mszy ?w.: „Panie mój i Bo?e, kocham Ci?, dzi?kuj? Ci za ?ycie, moj? rodzin? i moje dzieci!” Ca?a jego modlitwa by?a jednym dzi?kczynieniem i uwielbieniem. Mia? przy sobie dwa banknoty – jeden o nominale 10000 peso, drugi – 5000 peso. Mo?ecie to sobie wyobrazi?, ?e on na tac? nie da? banknotu o nominale 5000 peso, lecz pomimo swojej n?dzy – 10000? Ja dawa?am banknoty, które jako fa?szywki zdarzy?o mi si? od kogo? otrzyma? w gabinecie. Po Mszy ?w. za reszt? pieni?dzy kupi? sobie jeszcze troch? chleba i sera. Te artyku?y spo?ywcze zawini?to mu w star? gazet? z poprzedniego dnia, co zwyk?o si? robi? na wsi. Gdy w drodze powrotnej chcia? co? zje?? i rozpakowa? zakupy, ujrza? na stronie tytu?owej wydania „El Espectador” zdj?cie mojego zw?glonego cia?a, le??cego na ulicy.
Kiedy ten prosty cz?owiek zobaczy? zdj?cie, którego podpisu i towarzysz?cego mu artyku?u nie umia? nawet przeczyta?, z wielkim po?piechem i nie zwlekaj?c d?ugo, upad? na kolana i pocz?? bardzo gorzko i rzewnie p?aka?. Uczyni? to z tak wielk?, wewn?trzn?, bezinteresown? oraz dzieci?c? mi?o?ci?! I odmówi? przy tym p?acz?cym g?osem nast?puj?c? modlitw?: „Ojcze w Niebie, Panie mój i Bo?e, zmi?uj si? nad moj? siostrzyczk?. Panie, uratuj j?, pomó? jej, Panie, nie pozwól, aby zgin??a, wejrzyj ?askawie i zaopiekuj si? ni?. Je?li uratujesz moj? siostrzyczk?, obiecuj? Ci, ?e pieszo odb?d? pielgrzymk? do sanktuarium w Buga[21] i na pewno dotrzymam tej obietnicy. Ty za? pomó? mojej siostrzyczce i uratuj j?!”
Wyobra?cie sobie! Jaki? ca?kiem prosty i biedny rolnik, który nie kl?? na Boga ani Go nie przeklina?, mimo ?e musia? znosi? g?ód i pragnienie, który pojmowa? czym jest prawdziwa, bezinteresowna mi?o??, oferuje Panu przemierzenie naszego wielkiego kraju, by odby? obiecan? pielgrzymk? za kogo?, kogo w ogóle nie zna? i nigdy nie spotka? w swoim ?yciu. Pan wyja?ni? mi: „Widzisz teraz! To nazywam mi?o?ci? bli?niego!” Zaraz po tym powiedzia? mi: „Powrócisz na ziemi?. O swoim prze?yciu nie opowiesz tysi?c razy, a tysi?ce tysi?cy razy. B?d? ludzie, którzy nie zmieni? si?, mimo ?e dowiedz? si? o twojej historii. I takie osoby s?dzone b?d? wtedy z wi?ksz? surowo?ci?. Tak samo dla ciebie, kiedy po raz drugi przyb?dziesz na s?d, b?d? obowi?zywa?y surowsze kryteria.”
Równie? pomaza?cy, to znaczy konsekrowani Pana b?d? s?dzeni wed?ug surowszych kryteriów. I ka?dy z tych, którzy wiedz? o zdzia?anych przez Pana cudach w tym ?wiecie, spotka si? z surowszym kryterium. Nie ma bowiem gorszego g?uchoniemego od tego, kto po prostu nie chce s?ucha?. Nie ma gorszej ?lepoty ni? ta, gdy cz?owiek nie chce widzie?.
Wszystko, co wam dzi? tutaj opowiedzia?am, drodzy bracia i siostry w Panu, nie jest gro?b? czy pogró?k? ani ?adnym szanta?em. Nasz Pan bowiem nie musi nam grozi? czy szanta?owa? nas. To, co dzi? us?yszeli?cie, albo co przed chwil? przeczytali?cie, jest wasz? drug? szans?, okazj?, któr? wszyscy, wy i ja, zawdzi?czamy jedynie niezmierzonej dobroci naszego Boga. Skorzystajcie z tej oferty. By? mo?e to jest wasza ostatnia okazja. Dzi?ki naszemu dobremu Panu prze?y?am to, co prze?y?am. W ten sposób dzi?ki ?asce Boga mog? wam o tym mówi?.
Gdy otworzy si? przed wami Ksi?ga ?ycia, przed ka?dym z was, gdy ka?dy z was przejdzie do wieczno?ci, gdy umrze, wszyscy do?wiadczymy tego samego procesu i zobaczymy siebie takimi, jakimi naprawd? jeste?my, bez retuszu – z t? ró?nic?, ?e w obecno?ci Boga zobaczymy i us?yszymy nasze najg??bsze my?li oraz najbardziej tajemne uczucia. Wszystko stanie si? jasne i nic si? nie ukryje. Najpi?kniejsze b?dzie to, ?e ka?dy z nas stanie bezpo?rednio przed Panem, twarz? w twarz. On jak ?ebrak bezustannie prosi o to, aby?my si? nawrócili, aby?my powrócili o domu Ojca, powrócili do Niego, zacz?li od nowa i stali si? nowymi stworzeniami z Nim i przez Niego. Bez Jego pomocy bowiem nie jest to dla nas mo?liwe.
Niech Pan, nasz Bóg, obdarzy was wszystkich hojnie swoim b?ogos?awie?stwem i ?ask?.
Chwa?a Bogu, Ojcu, który nas stworzy? i kocha nas z wielk? czu?o?ci?. Chwa?a niech b?dzie Synowi Bo?emu, naszemu Panu, Jezusowi Chrystusowi, który swoim cierpieniem na Krzy?u wybawi? nas od wszelkiej winy za grzech i obmy? nas swoj? Krwi? Przenajdro?sz? z wszelkich grzechów i odkupi? za cen? swojej Najdro?szej Krwi. Chwa?a niech b?dzie Duchowi ?wi?temu, który nas u?wi?ca i wzmacnia moc? swoich darów, pociesza i wspiera, a? Ty Panie powrócisz, jak sam nam obieca?e?. Przyjd? Panie, niech nadejdzie godzina, która uczyni wszystko nowym i utworzy Twoje Królestwo. Uczy? wszystko nowym i ustanów Królestwo mi?o?ci i pokoju. Amen.
 
* * *
S?OWO O ?MIERCI
MOJEGO M??A I OJCA MOICH DZIECI
 
6 pa?dziernika 2006 r. mój m?? uda? si? z ci??kim sercem do innej cz??ci Kolumbii o nazwie Quindio. Pojecha? w odwiedziny do kuzyna, którego bardzo ceni?, by uczestniczy? w Pierwszej Komunii ?w. jego córki. Mój m?? bowiem by? ojcem chrzestnym tej dziewczynki. Jako chrzestny ?wiadomy by? swego obowi?zku i powa?nie podchodzi? do tej religijnej funkcji. Z tego te? powodu, mimo wszystkich przeciwno?ci zwi?zanych z terminem, nie zrezygnowa? z wyjazdu, aby koniecznie by? na Pierwszej Komunii ?w. swojej chrze?nicy.
7 pa?dziernika 2006 posz?am do radia, aby tam nagra? moje ?wiadectwo wiary dla audycji radiowej „Minuty z Bogiem”. By?a godzina 14.00, kiedy mój m?? zadzwoni? do mnie na komórk? i powiedzia? nast?puj?ce s?owa: „Kochanie, by?em na Pierwszej Komunii ?w. mojej chrze?nicy i przyj??em Komuni? ?w. podczas tej Mszy ?w.. Potem pojecha?em z Jorge[22] do jego posiad?o?ci.” Przerwa?am mu: „Skarbie, bardzo ci? kocham, ale nie mog? teraz z tob? rozmawia?, gdy? w?a?nie id? do studia, gdzie jestem umówiona na nagranie mojego ?wiadectwa. Zadzwo? do mnie oko?o 18.00!” Odpowiedzia? mi jedynie: „Te? ci? bardzo kocham. Pó?niej na pewno zadzwoni? do ciebie!”
O godzinie 17.30 by?am z dwojgiem moich dzieci, mianowicie ze starszym, 17-letnim synem, z którego jego ojciec by? bardzo dumny i który znaczy? wszystko dla mojego m??a, oraz z moj? najm?odsz? córk?, Mari? José. Nagle zakr?ci?o mi si? w g?owie i zrobi?o mi si? bardzo niedobrze, tak jak gdyby ziemia pod moimi stopami rozst?pi?a si?. Moja córeczka powiedzia?a do mnie: „Prawdopodobnie dlatego ?le si? czujesz, bo ten sklep ca?y jest udekorowany czarownicami i magicznymi przedmiotami.”
Tu? po 18.00 poczu?am nagle, jak gdybym unosi?a si? i jakby kto? mnie ci?gn??. Najpierw ci?gn?? mnie za ramiona, potem ze?lizgiwa? si? wzd?u? mojego cia?a a? do stóp. Jednocze?nie czu?am si? tak, jak gdybym w tym momencie mia?a umrze?. Mój syn przytrzyma? mnie wtedy i zapyta?: „Mamusiu, co si? z tob? dzieje? Co ci jest?” Odczuwa?am wielki ból w moim wn?trzu, w sercu, jak gdyby moja dusza si? dusi?a.
Kiedy jechali?my samochodem do domu, nagle dzwoni moja komórka i s?ysz?, ?e mój m?? mia? zawa? serca. Tu? po pierwszym telefonie – telefon drugi z wiadomo?ci?, ?e mój m?? ju? nie ?yje. Prowadzi?am w?a?nie samochód, moje dzieci krzycza?y g?o?no z bólu z powodu tej nieoczekiwanej wiadomo?ci. I wówczas odmówi?am nast?puj?c? modlitw?: „Bo?e mój, kocham Ci?, przekazuj? Tobie, w Twoje mi?osierne r?ce, mojego drogiego m??a. Sk?adam Ci w ofierze wielkie, niesko?czone cierpienie mojej duszy, które w tych godzinach przenika moj? ca?? rodzin?, zjednoczon? w ten bolesny sposób z Tob? na krzy?u, aby? Ty, Wszechmocny, t? ofiar? móg? uratowa? wiele dusz.”
P?aka?am z bólu, ale mia?am w sobie zarazem uczucie rado?ci i pokoju, gdy? wiedzia?am, ?e mój m?? jest z naszym Panem i Bogiem i tam mo?e do?wiadczy? nieopisanej rado?ci oraz szcz??cia p?yn?cego z wiecznej Mi?o?ci Bo?ej. Okaza?o si?, ?e m?? ju? nie ?y? podczas pierwszego telefonu, gdy powiadomiono nas, ?e przed chwil? mia? atak serca. Te osoby planowa?y przygotowanie nas w ten sposób na otrzymanie bolesnej wiadomo?ci o jego ?mierci. Nie min??a nawet jedna minuta, gdy otrzymali?my drugi telefon z wiadomo?ci?, ?e ju? nie ?yje.
Co si? wydarzy?o?
M?? uda? si? do swego pokoju, aby si? od?wie?y? i wzi?? prysznic. I gdy kuzyn zauwa?y?, ?e mój m?? Fernando zbyt d?ugo przebywa? w pokoju, poszed? na gór?, by go poszuka? i zapuka? do drzwi. Mój Fernando jednak?e nie odpowiada?, mimo ?e kuzyn g?o?no wali? w drzwi. Otwarcie drzwi nie zaj??o wiele czasu, bo znaleziono zapasowy klucz. Drzwi by?y zamkni?te od ?rodka. Gdy otworzono drzwi, zastano mojego m??a le??cego na pod?odze. Gdy m?? opu?ci? kabin? prysznicow?, upad? martwy obok krzes?a i le?a? tak, gdy go znaleziono. Zawa? serca nast?pi? nagle i m?? natychmiast umar?. To by?o dok?adnie w tym samym czasie, gdy poczu?am silny u?cisk ramion, który nieomal zatrzyma? mój oddech. Nast?pnie czu?am, ?e te r?ce nie mog?y trzyma? si? moich ramion i zsuwa?y si? po mnie w dó?, jakby mnie mia?y nawet powali? na ziemi?. By?o mi wtedy bardzo niedobrze, prawie zemdla?am i tak si? chwia?am, ?e syn musia? mnie podtrzyma?. Jego cia?o zosta?o zabrane do Bogoty i pochowali?my mojego m??a Fernanda dopiero trzeciego dnia po ?mierci, gdy? musieli?my poczeka? na moj? najstarsz? córk?, która jest siostr? zakonn? i w tamtym czasie przebywa?a w Rzymie ze wspólnot? swej kongregacji.
Wiecie, co wtedy powiedzia?a do mnie moja najm?odsza córka Maria José? Ze ?zami w oczach rzek?a: „Mamo, je?li Bóg jest tak dobry i mi?osierny, dlaczego zabiera nam tat?? Przecie? w Swojej wszechwiedzy musia? wiedzie?, ?e jego dzieci tak bardzo go potrzebuj?, przede wszystkim ja – najm?odsza.”
Odpar?am: „Zobacz, w?a?nie dlatego, ?e twój tata by? tak dobrym cz?owiekiem, Bóg go wyró?ni? i da? w prezencie najpi?kniejsz? i najwy?sz? nagrod?, jaka tylko jest, a mianowicie NIEBO! A my, którzy kochamy go z ca?ego serca, nie b?dziemy go op?akiwa? i wo?a? za nim, skoro otrzyma? tak wielkie wyró?nienie. Raczej powinni?my w naszym smutku cieszy? si? z tego, ?e jest ju? w Sercu JEZUSA CHRYSTUSA i tam odpoczywa!”
W czwartek, gdy byli?my w drodze na pogrzeb, zadzwonili do mnie ludzie z Peru i donie?li mi, ?e uzgodnione spotkania w zwi?zku z moim ?wiadectwem wiary maj? ju? kompletn? liczb? uczestników. Odpowiedzia?am im: „Nie mog? przyby?. W?a?nie chowam mojego m??a.” Pani Nancy Freud, wspania?a aposto?ka w Peru i kobieta, która ca?y swój maj?tek odda?a na dzie?o Nowej Ewangelizacji, prosi?a mnie ca?y czas, abym jednak przyjecha?a w sobot?, gdy? z braku czasu niemo?liwo?ci? by?o odwo?anie wszystkich zaplanowanych ju? imprez. Poza tym zaproponowa?a zabranie moich dzieci w podró?, aby nie pozostawia? ich w tej sytuacji samych. I wiecie, rzek?am po prostu do mojego JEZUSA: „Je?li chcesz, abym polecia?a do Peru, to udziel mi ?aski i si?y do odbycia tej podró?y razem z moimi dzie?mi.” Polecia?am wi?c razem z nimi. Mia?y miejsce cudowne ?wiadectwa wiary, gdy? przez ca?y czas bardzo wyra?nie czu?am, ?e Duch ?wi?ty prowadzi? mnie, towarzyszy? mi i podsuwa? w?a?ciwe s?owa i zdania. A mój zmar?y m?? otrzyma? szczególny prezent: podczas spotkania na du?ym stadionie biskup wraz z dwunastoma ksi??mi sprawowa? Msz? ?w. w jego intencji. Jaki? to cenny prezent dla mojego drogiego Fernanda! Takie to nieoczekiwane wydarzenia ?wiadcz? nieustannie o niesko?czonej Mi?o?ci Boga.
Tego samego dnia z?o?y?am w programie telewizyjnym ?wiadectwo, którego urywki mo?na obejrze? w internecie. Potem polecieli?my do Peru.
Rozmawia?am tam z osob?, która mnie zaprosi?a na maryjne spotkanie do Meksyku, a dok?adniej mówi?c do Cancun, aby tak?e i t? pani? powiadomi?, ?e nie mog? dotrzyma? ustalonego terminu. Zacz??a lamentowa? i b?aga?a: „Bo?e, tylko nie to. Prosz?: nie! Biskup wyg?osi na tym spotkaniu przemówienie. Planowali?my, ?e zaraz po tym pani z?o?y swe ?wiadectwo. Z t? nag?? odmow?, gdy pozosta?o mniej ni? 10 dni do naszej imprezy, niemo?liwo?ci? jest odwo?anie wszystkiego. Wszystkie pomieszczenia zosta?y wynaj?te. Prosz?, niech pani przyb?dzie razem z dzie?mi. Ulokuj? was wszystkich w hotelu i pokryj? koszty pobytu. Jeste?cie moimi go??mi.” Opowiedzia?am o tym wszystkim moim dzieciom i powiedzia?am do nich: „Popatrzcie, jak wspania?y i dobry jest nasz Pan Bóg: mimo naszej uszczuplonej sytuacji finansowej – i to nie jest zarzut ani te? nie chc? by? niewdzi?czna, gdy? zawsze b?ogos?awi? mnie ?askami, tak ?e mia?am do?? pracy, by zarobi? na utrzymanie mojej rodziny – mo?emy si? tam uda?. Ale faktem jest, ?e z moimi skromnymi ?rodkami nigdy nie mog?abym sobie pozwoli? na sp?dzenie z wami wakacji w Cancun.”
Mimo ?a?oby i bólu by?y to wspania?e dni, które mog?am z moimi dzie?mi sp?dzi? w Meksyku, gdzie dane mi by?o z?o?y? ?wiadectwo przed wieloma osobami i tak – mimo ?a?oby – dotrzyma? terminu, zaplanowanego jeszcze przed ?mierci? m??a. Kontynuowa?am sk?adanie ?wiadectwa wspierana przez „?o?nierzy eucharystycznych” i przez was wszystkich, drogie rodze?stwo w Panu, przez wasz? modlitw?.
Mój spowiednik i kierownik duchowy, ojciec Wilson z parafii Santa Cruz (?wi?tego Krzy?a) w Bogocie wezwa? mnie jednak?e potem do odwo?ania zaplanowanych przemówie?. Otrzyma?am od niego jedynie pozwolenie na z?o?enie ?wiadectwa w Kalifornii i w Europie. Pozosta?ych zaplanowanych wyk?adów musia?am po prostu zaniecha?. By?o mi bardzo przykro i wstydzi?am si?, ?e pos?uszna mojemu spowiednikowi nie mog?am przyby? na spotkania, jak na to w Meksyku, gdzie wszystko by?o ju? zorganizowane i potrzebne pomieszczenia by?y wynaj?te, i poszczególni biskupi wydali sw? zgod?. Mój duchowy kierownik o. Wilson upomnia? mnie w nast?puj?cy sposób: „Wcze?niej mog?a? bez problemów i ze spokojem je?dzi? do ka?dego zak?tka ziemi, gdy? twój m?? pozostawa? z waszymi dzie?mi. Teraz jednak nie jest to ju? mo?liwe z racji twej rodzicielskiej odpowiedzialno?ci jako matki samotnie wychowuj?cej. Nie mo?esz, ot tak, pozostawi? swoich dzieci samych.” Nie mo?ecie sobie wyobrazi?, jak wielkim bólem by?o to w moim sercu i do g??bi wstrz?sa?o moj? dusz?, ale pos?ucha?am tego polecenia w pos?usze?stwie mojemu kierownikowi duchowemu, który z pewno?ci? – jako kap?an Pana – mia? powody, by na?o?y? na mnie ten obowi?zek i da? mi ów zakaz.
Mój m?? by? wspania?ym cz?owiekiem. Bez jego bezkompromisowego wsparcia i gotowo?ci do po?wi?ce? nie mog?abym podró?owa? do tylu krajów, by spe?ni? pos?annictwo dane mi przez PANA.
Prosz? was wszystkich, którzy tak cz?sto chcecie da? mi co? w prezencie, módlcie si? za moj? rodzin?, moje dzieci i moich zmar?ych cz?onków rodziny – przede wszystkim równie? za mojego m??a i zmar?ego od uderzenia pioruna siostrze?ca, i w ko?cu te? za mnie sam?. Wasze modlitwy s? dla mnie najpi?kniejszym i najcenniejszym prezentem.
Bóg zap?a?! Dzi?kuj? serdecznie za wszystko, szczególnie za modlitw? za mojego zmar?ego m??a, Luisa Fernanda RICO RAMIREZA, ur. 25 maja 1957, zm. 7 pa?dziernika 2006.
*
Przek?ad z niemieckiego: Agnieszka Zuba
Uzupe?nienia wg tekstu w?oskiego: Ewa Bromboszcz
Dozwolone jest rozpowszechnianie, kopiowanie i u?ywanie tekstu dla sprawozda?, czasopism, gazet, telewizji i radia jak i Internetu przy spe?nieniu nast?puj?cych warunków:
1)                 Tre?? nie mo?e by? skracana ani zmieniana – zdania nie mog? by? wyrywane z kontekstu. W przypadku przedruku w?asnych skrótów czy streszcze? ?wiadectwa nale?y uprzednio skontaktowa? si? z Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamujÄ…cymi. W przeglÄ…darce musi być wĹ‚Ä…czona obsĹ‚uga JavaScript, ĹĽeby go zobaczyć. lub Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamujÄ…cymi. W przeglÄ…darce musi być wĹ‚Ä…czona obsĹ‚uga JavaScript, ĹĽeby go zobaczyć.
2)                 Nie jest dozwolona sprzeda? i dzier?awa w celach komercyjnych tekstu lub jego cz??ci, zdj??, nagra? video i audio. Ponadto wyra?nie musi zosta? podane ?ród?o tekstu: www.gloriapolo.net
3)                 ?wiadectwo i jego przedruki mog? by? rozpowszechniane jedynie bezp?atnie i u?ywane w celach niekomercyjnych.
*
Na stronie www.gloriapolo.net mo?na uzyska? informacje, które w wielu j?zykach opisuj? histori? pani Glorii Polo.
?wiadectwo dost?pne jest w ca?o?ci na stronie internetowej: http://www.gloriapolo.net w wersji .doc oraz .pdf w wielu j?zykach.
Mo?na tam te? znale?? oryginalne nagrania audio oraz video, z których zaczerpni?to inne wypowiedzi pani Glorii Polo, które uzupe?ni?y jej ?wiadectwo z 5 maja 2005. Ksi??ka w j?zyku polskim.
Ksi??ki o podobnej tematyce:
1. Catalina Rivas "Bo?a opatrzno??"
2. Maria Valtorta "Przygotowanie na spotkanie z Ojcem"
3. ks. Micha? Kaszowski "?mier? i wieczne istnienie"
oraz w opracowaniu (ksi??ka b?dzie dost?pna w ostatnim kwartale 2008): "Spotkanie z wszechwiedz?c? Mi?o?ci?" - ksi??ka ks. Micha?a Kaszowskiego z cyklu "Wielkie tajemnice"

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież


Sonda

Czy przedsoborowa Msza Trydencka? (po ?acinie)
 

Polecany link, kliknij

Reklama

Kto jest teraz on-line

NaszÄ… witrynÄ™ przeglÄ…da teraz 53 goĹ›ci