Emmerich - 2 NAJ?WI?TSZE WCIELENIE
Czytelnia - bl. Anna Katarzyna Emmerich


?ywot i Bolesna M?ka
Pana Naszego Jezusa Chrystusa
I Naj?wi?tszej Matki Jego Maryi


napisa?a Katarzyna Emmerich (ok. 1790)

NAJ?WI?TSZE WCIELENIE

?wi?ty Domek w Nazaret

Domek w Nazaret, który Anna urz?dzi?a dla Maryi i Józefa, by? Anny w?asno?ci?. Ze swego mieszkania mog?a tam dot?d bocznymi drogami, nie widziana od nikogo, zaj?? w przeci?gu pó? godziny. Domek sta? niedaleko bramy; z przodu by?o ma?e podwórze, a w pobli?u sta?a studnia, do której si? schodzi?o po kilku stopniach. Le?a? on przy pagórku, nie by? jednak wbudowany, lecz dzieli?a go od niego z tylnej strony w?ska droga, z pagórka skopana, a u góry wychodzi?o na pagórek ma?e, drzewem wyk?adane okno. Tylna cz??? domku mia?a trzy k?ty, le?a?a te? wy?ej ani?eli przednia cz???. Dolna cz??? sta?a w ska?ach, za? górna l?ej murowan? by?a. W tej tylnej cz??ci by?a sypialnia Maryi, tutaj te? zwiastowa? jej Anio?. Ta izdebka mia?a, wskutek poustawianych naoko?o murów plecionych ?cian ruchomych, grubszych od zwyczajnych cienkich, parawanów, form? pó?okr?g??. Do andrutów podobne desenie by?y w nie wplecione, u?yto te? podczas plecenia rozmaitych kolorów, by desenie wydoby?. ?ó?ko Maryi sta?o po prawej stronie, poza plecionym parawanem. Po lewej stronie sta?y szafeczka i ma?y stó? ze sto?kiem; by?o to miejsce, gdzie ?w. Dziewica si? modli?a. Miejsce to by?o oddzielone od reszty domku kominkiem. Kominek ów sk?ada? si? z muru o kilku stopniach, z którego ?rodka, nad nieco wywy?szonym ogniskiem wychodzi? dymnik, a? pod dach, Dach ów mia? u góry otwór, za? koniec dymnika tworzy?a na dwór wychodz?ca rura, nad któr? znajdowa? si? ma?y daszek. Widzia?am, ?e pó?niej na czubku dymnika wisia?y dwa ma?e dzwonki. Z prawej i lewej strony, obok dymnika, prowadzi?y ponad ukosem wznosz?cymi si? schodami o trzech stopniach drzwi do izby Maryi. W kominie by?y rozmaite otwory, a w nich ma?e naczynia, które jeszcze w Loretto widz?. Za kominem by?a ustawiona belka z drzewa cedrowego, do której jedna ?ciana komina przybudowan? by?a. Od tej prosto stoj?cej belki prowadzi?a belka poprzeczna do ?rodka muru tylnego, a w t? belk? poprzeczn? znowu inne belki z obu ?cian bocznych prowadzi?y. Te belki by?y niebieskawe, a ?ó?te ozdoby znajdowa?y si? na nich. Pomi?dzy nimi widzie? by?o mo?na dach, wy?o?ony wewn?trz wielkimi li??mi i matami, przyozdobionymi na trzech, naro?nikach gwiazdami. Gwiazda, znajduj?ca si? na ?rodkowym rogu, by?a wielk? jak jutrzenka. Pó?niej wi?cej by?o gwiazd na matach, którymi dach by? wewn?trz wy?o?ony. Nad poziom? belk? prowadz?c? od dymnika do ?ciany tylnej, by?o w po?rodku okno, a pod oknem przytwierdzona by?a lampa. Pod dymnikiem le?a?a tak?e belka. Dach nie by? spiczasty, ani wysoki, lecz tak sp?aszczony, ?e doko?a poza kraw?dzi? chodzi? by?o mo?na. Czubek dachu by? zupe?nie p?aski, t?dy wychodzi?y na dwór dymnik i rura, nad któr? by? ma?y daszek. Gdy ?wi?ta Dziewica wyprowadzi?a si? po ?mierci Józefa w pobli?e Kafarnaum, pozostawi?a domek ?wi?ty pi?knie przystrojony, jak ?wi?ty modlitewnik, cz?sto te? z Kafarnaum tam przychodzi?a, by odwiedzi? miejsce na którym wcieli? si?, Jezus Chrystus i by si? pomodli?. Piotr i Jan, ilekro? przyszli do Palestyny, zawsze wst?powali do domku w Nazaret i w nim konsekrowali. Tam, gdzie by?o ognisko, sta? o?tarz. Szafeczka, której u?ywa?a Maryja, by?o miejscem do przechowywania Przenaj?wi?tszego Sakramentu i sta?a na o?tarzu. Ju? cz?sto mia?am widzenie o przeniesieniu ?wi?tego domku do Loretto. D?ugi czas nie chcia?am w to wierzy?, lecz zawsze znowu to widzenie mia?am. Widzia?am, jak siedmiu Anio?ów unosi?o domek ponad morzem. Nie mia? spodu,


100

lecz l?ni?o si? pod nim od ?wiat?a. Po obu stronach domku by?y jakby antaby. Trzej Anio?owie po jednej, trzej po drugiej stronie domek unosili. Jeden unosi? naprzód, otoczony wielk? jasno?ci?. Przypominam sobie, ?e tylna cz??? domku z kominkiem, z o?tarzem Aposto?ów i okienkiem do Europy przeniesion? zosta?a, a my?l?c o tym, zdaje mi si?, jakoby reszta w nieco niebezpiecznej postawie przy tym wisia?a, jakby zapa?? si? mia?a. Widz? w Loretto tak?e krzy?, który ?wi?ta Dziewica w Efezie mia?a, a który z rozmaitego zrobiony jest drzewa, który te? Aposto?owie pó?niej mieli. Przed tym krzy?em liczne dziej? si? cuda. Mur ?wi?tego domku w Loretto jest jeszcze zupe?nie ten sam co dawniej. Nawet belka, która pod kominem le?a?a, razem z domkiem przeniesion? zosta?a. Cudowny obraz Matki Boskiej stoi na o?tarzu Aposto?ów.

Zwiastowanie Naj?wi?tszej Maryi Pannie

Mia?am widzenie o Zwiastowaniu Naj?wi?tszej Maryi Pannie w dzie? ?wi?ta ko?cielnego Widzia?am ?wi?t? Dziewic? krótko po Jej ?lubie w domku w Nazaret. Józefa nie by?o w domu; uda? si? bowiem z dwoma bydl?tami jucznymi w drog? do Tyberiady po swe narz?dzia. Za to Anna by?a w domu oraz jej s?u?ebna i jeszcze dwie dziewice, które razem z Maryj? by?y w ?wi?tyni. W domu urz?dzi?a Anna na nowo wszystko. Nad wieczorem modli?y si? wszystkie, stoj?c oko?o okr?g?ego sto?ka, a potem jad?y zió?ka. Anna krz?ta?a si? jeszcze d?ugo w domu, za? ?wi?ta Dziewica wesz?a po kilku stopniach do swej izdebki. Tutaj w?o?y?a na si? d?ug?, we?nian?, bia?? sukni? z pasem, a na g?ow? w?o?y?a bia?awo — ?ó?ty welon. Potem wesz?a s?u?ebna, a zapaliwszy kilkuramienn? lamp?, znowu si? oddali?a. Maryja, odsun?wszy od ?ciany niski, z?o?ony stolik, postawi?a go na ?rodek izdebki. Stolik ten mia? pó?okr?g?? p?yt?, zwieszaj?c? si? przed dwiema nogami; jedna z tych nóg sk?ada?a si? z dwóch cz??ci, a jedn? po?ow? wysun?? by?o mo?na a? pod okr?g?? cz??? p?yty, tak ?e stolik sta? na trzech nogach. Maryja nakry?a stolik najpierw czerwonym, a potem bia?ym, przezroczystym obrusem z fr?dzlami u do?u, a z haftowan? ozdob? na ?rodku, zwieszaj?cym si? po tej stronie stolika, która nie by?a okr?g??. Okr?g?a strona stolika pokryt? by?a bia?ym obrusem. Gdy stolik by? uszykowany, po?o?y?a Maryja przed nim ma??, okr?g?? poduszeczk?, a opar?szy obie r?ce na stolik, przykl?k?a. Plecami zwrócon? by?a ku ?o?u, drzwi komórki by?y po jej prawej stronie. Na pod?odze rozpostarty by? dywan. Maryja, spu?ciwszy welon przed twarz, z?o?y?a r?ce przed piersi?. Widzia?am j? d?ugo w tej postawie modl?c? si? jak naj?arliwiej. Modli?a si? o zbawienie i o króla obiecanego, i a?eby i jej modlitwa te? pewien udzia? mia?a w Jego pos?annictwie. Kl?cza?a d?ugo jakby w zachwyceniu, z obliczem ku niebu wzniesionym; potem, sk?oniwszy g?ow? ku ziemi, modli?a si?. Potem spojrza?a ku prawej stronie i spostrzeg?a ja?niej?cego m?odzie?ca z rozpuszczonym, ?ó?tym w?osem. By? to archanio? Gabriel. Nogami nie dotyka? ziemi. W uko?nej linii przypad? z góry w pe?ni ?wiat?a i blasku do Maryi. Ca?a izdebka pe?na by?a ?wiat?o?ci, wobec której nik?o ?wiat?o lampy. Anio? z ni? rozmawia? pocz??, obie r?ce przed piersiami z lekka od siebie rozszerzaj?c. Widzia?am, ?e s?owa w kszta?cie z?otych g?osek wychodzi?y z ust jego. Maryja odpowiada?a, nie podnosz?c na? wzroku. I znowu mówi? Anio?, a Maryja, jakby na rozkaz Anio?a, uchyliwszy nieco welonu, spojrza?a na niego i rzek?a: ?Oto ja s?u?ebnica Pa?ska, niech mi si? stanie wed?ug s?owa twego". Teraz widzia?am j? w g??bokim zachwyceniu. Stropu izdebki ju? nie widzia?am. Ob?ok ?wiat?a by? nad domem, a ?wietlana droga a? do otwartych niebios. W ?ródle tej


101

?wiat?o?ci widzia?am obraz Trójcy Przenaj?wi?tszej. Wygl?da? jak trój graniaste ?wiat?o, a w nim widzia?am to, o czym my?la?am: Ojca, Syna, Ducha ?wi?tego. Gdy Maryja wyrzek?a: ?Niech mi si? stanie wed?ug s?owa Twego", widzia?am posta? Ducha ?w. z twarz? ludzk? i otoczonego blaskiem jakby skrzyd?ami. Z piersi i r?k widzia?am i trzy strugi ?wiat?a w prawy bok ?wi?tej Dziewicy wnikaj?ce, a pod jej sercem w jedno sp?ywaj?ce. W tej chwili Maryja na wskro? by?a o?wiecon? i jakby przejrzyst?; zdawa?o si? jakoby nieprzezroczysto?? pierzcha?a jak noc przed tym wylewem ?wiat?a. Podczas gdy Anio?, a razem z nim promienie ?wiat?a znowu znika?y, widzia?am, jak przez smug? ?wiat?a, ci?gn?c? si? za nim do nieba, liczne zamkni?te bia?e ró?e o zielonych listkach spada?y na Maryj?, która, ca?kiem w sobie zatopiona, wcielonego Syna Bo?ego ogl?da?a w sobie jako ma??, ludzk? posta? ?wietlan? z wszystkimi rozwini?tymi cz?onkami, nawet paluszkami. By?o to oko?o pó?nocy, kiedy t? tajemnic? widzia?am. Po niejakim czasie wesz?y Anna i drugie niewiasty; lecz widz?c Maryj? w zachwyceniu, znowu wysz?y z izdebki. Teraz powsta?a ?wi?ta Dziewica, posz?a do o?tarzyka przy ?cianie, a wysun?wszy wizerunek dzieci?tka w pieluszkach, modli?a si? przed nim, stoj?c pod lamp?. Dopiero nad ranem uda?a si? na spoczynek. Liczy?a nieco wi?cej ani?eli 14 lat. Anna mia?a ?ask? wewn?trznej wspó?wiedzy. Maryja wiedzia?a, ?e pocz??a Zbawiciela, owszem jej wn?trze by?o przed ni? odkryte, tak wi?c ju? wtenczas wiedzia?a, ?e królestwo jej Syna b?dzie nadprzyrodzonym, a dom Jakuba ko?cio?em, zjednoczeniem odrodzonej ludzko?ci. Wiedzia?a, ?e Zbawiciel b?dzie królem Swego ludu, ?e czystym uczyni lud i da mu zwyci?stwo, ?e jednak dla zbawienia ludzko?ci cierpie? b?dzie i umrze. Pokazano mi te?, dlaczego Zbawiciel przez 9 miesi?cy w ?onie matki chcia? pozostawa? i jako dzieci? si? narodzi?, a nie w postaci doskona?ej, jak Adam wyst?pi?, ani te? przyj?? rajskiej pi?kno?ci Adama. Wcielony Syn Bo?y chcia? na nowo u?wi?ci? pocz?cie i narodzenie, przez upadek grze-chowy tak bardzo ska?one. Maryja sta?a si? Jego matk?. Nie przyszed? pierwej, poniewa? Maryja by?a pierwsz? i jedyn? niewiast? niepokalanie pocz?t?. Jezus ?y? lat trzydzie?ci trzy i trzy razy po sze?? tygodni, My?la?am sobie jeszcze: tu w Nazaret jest inaczej ni? w Jerozolimie, gdzie niewiastom nie wolno do ?wi?tyni wst?powa?. Tutaj w tym ko?ciele w Nazaret, jest dziewica sama ?wi?tyni?, a w niej ?wi?te ?wi?tych.

Nawiedzenie Maryi

Zwiastowanie Maryi nast?pi?o przed powrotem Józefa. Jeszcze nie by? osiad? w Nazaret, gdy si? wybra? z Maryj? w podró? do Hebron. Po pocz?ciu Jezusa, Dziewica ?wi?ta gor?co pragn??a odwiedzi? ciotk? sw? El?biet?. Widzia?am j? z Józefem w podró?y ku po?udniowi. Raz widzia?am ich nocuj?cych w pewnej chacie o plecionych ?cianach, poros?ej li?ciem i pi?knymi bia?ymi kwiatami. Stamt?d mieli jeszcze oko?o 12 godzin drogi do domu Zachariasza. Blisko Jerozolimy zboczyli na wschód, by samotniej podró?owa?. Omin?wszy pewne miasteczko, dwie godziny od Emaus, szli drogami, którymi Jezus pó?niej cz?sto chodzi?. Mimo to d?ug? t? drog? odbyli bardzo szybko. Musieli jeszcze przeby? 2 góry. Widzia?am ich, jak siedz?c mi?dzy tymi górami, krople balsamu, zebrane po drodze, mieszali z wod? do picia i chleb jedli. W górach by?y urwiste ska?y z pieczarami. Doliny by?y bardzo urodzajne. Na drodze spostrzeg?am osobliwie jeden kwiat o delikatnych, zielonych listkach, z gronem kwiatów,


102

z?o?onym z 9ciu bladoczerwonych dzwonków. Maryja mia?a na sobie brunatn? we?nian? sukni?, na niej inn? szar? z paskiem, a na g?owie ?ó?taw? chustk?. Józef niós? w t?umoczku d?ug?, brunatn? szat? z kapturem i z wst??kami z przodku, któr? Maryja przywdziewa?a, ilekro? sz?a do ?wi?tyni lub synagogi. Dom Zachariasza na oddzielnym sta? pagórku, inne domy sta?y naoko?o. Niedaleko st?d przep?ywa? do?? wielki strumyk z góry. El?bieta pozna?a w widzeniu, ?e jedna z jej rodu porodzi Mesjasza, my?la?a te? o Maryi, t?skni?a za ni?, bardzo i widzia?a w duchu, ?e do niej przychodzi. Przygotowa?a u wej?cia do domu po prawej stronie pokoik z siedzeniami. Tutaj oczekiwa?a tej, której si? spodziewa?a, cz?sto d?ugo wygl?daj?c, czy jej nie ujrzy. Gdy Zachariasz powraca? ze ?wi?t Wielkanocnych, widzia?am, ?e El?bieta z wielkiej t?sknoty, znaczn? przestrze? usz?a z domu ku Jerozolimie. Gdy j? powracaj?cy Zachariasz spotka?, przel?k? si? bardzo, widz?c j? w obecnym stanie tak od domu oddalon?. Powiedzia?a mu, ?e czuje si? wzruszona i ?e zawsze ma na my?li, i? jej krewna Maryja przychodzi do niej z Nazaret. Lecz Zachariasz nie przypuszcza?, i?by nowo za?lubiona teraz tak dalek? chcia?a odbywa? drog?. Nazajutrz widzia?am znowu El?biet? w tym samym wzruszeniu umys?u wychodz?c? w drog?, i ?wi?t? rodzin? ku niej si? zbli?aj?c?. El?bieta by?a w podesz?ym wieku i wysokiego wzrostu, mia?a delikatn?, ma?? twarz, a g?owa jej by?a okryta. Zna?a Maryj? tylko z opowiadania. ?wi?ta Dziewica, spostrzeg?szy El?biet?, pozna?a j? natychmiast, i wyprzedziwszy Józefa, który si? zatrzyma?, pobieg?a jej naprzeciw. Maryja by?a ju? pomi?dzy pobliskimi domami, których mieszka?cy, zdumieni jej pi?kno?ci? i wzruszeni ca?? jej postaci?, cofali si? z pewn? skromno?ci?. Gdy si? zesz?y, przywita?y si? uprzejmie, podaj?c sobie r?ce, i widzia?am w Maryi ?wiat?o??, a z niej promie? w El?biet? wnikaj?cy, a El?biet? za? dziwnie wzruszon?. Nie zatrzymywa?y si? przed lud?mi, lecz prowadz?c si? pod r?k?, posz?y przez podwórze do drzwi domu, gdzie El?bieta jeszcze raz Maryj? powita?a. Józef, udawszy si? na bok do otwartego przysionka domu Zachariasza, przywita? pokornie s?dziwego kap?ana, który mia? tablic? i pisz?c na niej, mu odpowiada?. Maryja i El?bieta wesz?y w dom do przysionka, gdzie te? znajdowa?o si? ognisko. Tutaj pad?szy sobie w obj?cia, uca?owa?y sobie twarze, a widzia?am ?wiat?o pomi?dzy obie sp?ywaj?ce. Wtedy El?bieta, przej?ta serdecznym uniesieniem, cofaj?c si? nieco z wzniesionymi r?kami, zawo?a?a: ?B?ogos?awiona? ty mi?dzy niewiastami i b?ogos?awiony Owoc ?ywota twojego. A sk?d?e mnie to, ?e przysz?a matka Pana mego do mnie? Albowiem oto, jako sta? si? g?os pozdrowienia twego w uszach moich, skoczy?o od rado?ci dzieci?tko w ?ywocie moim. A b?ogos?awiona?, która? uwierzy?a, albowiem spe?ni si? to, co jest powiedziane od Pana." W?ród ostatnich s?ów zaprowadzi?a Maryj? do przygotowanej izdebki, by usiad?a. By?o do niej tylko kilka kroków. Maryja pu?ci?a r?k? El?biety, któr? trzyma?a, a z?o?ywszy r?ce na krzy? na piersiach, w natchnieniu wypowiedzia?a hymn: ?Wielbi dusza moja Pana, i rozradowa? si? duch mój w Bogu, Zbawicielu moim. I? wejrza? na nisko?? s?u?ebnicy Swojej. Albowiem oto odt?d b?ogos?awion? mnie zwa? b?d? wszystkie narody. Albowiem uczyni? mi wielkie rzeczy, który mo?ny jest i ?wi?te imi? Jego. A mi?osierdzie Jego od narodu do narodów, boj?cym si? Jego. Uczyni? moc ramieniem Swoim, rozproszy? pyszne my?l? serca ich. Z?o?y? mocarze z stolicy, a podwy?szy? niskie. ?akn?ce nape?ni? dobrami, a bogaczy z niczym pu?ci?. Przyj?? Izraela, s?ug? Swego, wspomniawszy na mi?osierdzie Swoje. Jako mówi? do ojców naszych, Abrahamowi i nasieniu jego na wieki." Widzia?am, ?e El?bieta ca?y ten hymn z równym natchnieniem razem z Maryj?


103

odmawia?a. Teraz usiad?y na niskich sto?kach, a na stoliku by? ma?y kubek. Mnie za? tak by?o b?ogo! Siad?am wi?c tak?e blisko nich i ca?? z nimi odmówi?am modlitw?. Józefa i Zachariasza widz? jeszcze razem. Rozmawiaj? ze sob?, pisz?c na tabliczce, ci?gle o tym, ?e bliskim jest Mesjasz. Zachariasz jest to wysoki, pi?kny starzec w szatach kap?a?skich. Siedz? po stronie domu w otwartym przedsionku, wychodz?cym na ogród. El?bieta z Maryj? siedz? teraz w ogrodzie, pod wielkim, szerokim drzewem na dywanie. Za drzewem jest studnia; za poci?gni?ciem czopa, wytryska z niej woda. Widz? traw? i kwiaty doko?a i drzewa z ma?ymi, ?ó?tymi ?liwkami. Jedz? ma?e owoce i placki z podró?nej torby Józefa. Jaka? wzruszaj?ca prostota i umiarkowanie! Dwie s?u??ce i dwaj s?udzy s? w domu. Zastawiaj? stó? pod drzewem; Józef i Zachariasz przyst?puj? i nieco jedz?. Józef chcia? zaraz wraca?, lecz pozostanie 8 dni. Nic nie wie, ?e Maryja pocz??a. Niewiasty nie mówi? o tym, obie by?y ze sob? w duchowym zwi?zku pod wzgl?dem swych uczu?. Gdy wszyscy byli razem, odmawiali rodzaj litanii, i widzia?am podczas odmawiania tej?e, ukazuj?cy si? krzy?, a przecie? nie by?o jeszcze wtedy Krzy?a. Zdawa?o si? nawet, jakoby dwa krzy?e si? nawiedza?y. Wieczorem siedzieli znowu wszyscy razem przy lampie pod drzewem w ogrodzie. Pod drzewem, rozpostarte by?o nakrycie w kszta?cie namiotu, a niskie krzese?ka z por?czami sta?y doko?a. Józefa i Zachariasza widzia?am potem id?cych do modlitewnika, a El?biet? i Maryj? do swej izdebki. By?y do g??bi przej?te i odmawia?y razem „Magnificat." ?wi?ta Dziewica mia?a czarny, przezroczysty welon, który opuszcza?a, gdy rozmawia?a z m??czyznami. Zachariasz zaprowadzi? nazajutrz Józefa do innego ogrodu, oddalonego od domu. Zachariasz jest we wszystkim mi?uj?cy porz?dek i dok?adno??. Ogród zasadzony jest pi?knymi drzewami i krzewami, pe?nymi owoców. W ?rodku jest aleja, a na ko?cu domek, do którego prowadzi wej?cie z boku. U góry domku s? otwory z zasuwami w miejsce okien. Stoi tam plecione ?o?e, wy?cielone mchem lub innym delikatnym zielem, a tak?e dwie bia?e figury wielko?ci dziecka. Nie wiem w?a?ciwie, sk?d one si? tam dosta?y, ani te?, co oznaczaj?, lecz wydaj? mi si? bardzo podobne do Zachariasza i El?biety, chocia? daleko m?odziej wygl?daj?. Maryj? i El?biet? widz? cz?sto ze sob?: Maryja we wszystkim w domu dopomaga i przygotowuje rozmaite przybory dla dziecka; haftuje z El?biet? wielki dywan, na pos?anie dla El?biety. Pracuj? te? dla ubogich. W nieobecno?ci Maryi, Anna posy?a cz?sto s?u?ebnic? do Nazaret do domu Maryi, by dogl?da?, a nawet j? sam? raz tam widzia?am. Zachariasza i Józefa widzia?am nazajutrz noc sp?dzaj?cych w ogrodzie, oddalonym od domu. Cz??ci? spali w altanie, cz??ci? modlili si? pod go?ym niebem. Wrócili do domu przed ?witem. El?bieta i ?wi?ta Dziewica pozosta?y w domu. Zawsze, rano i wieczorem, odmawiaj? pospo?u hymn „Magnificat," który Maryja w chwili pozdrowienia El?biety od Ducha ?w. by?a otrzyma?a. Przy odmawianiu stoj? w izdebce Maryi, jakby w chórze, przy ?cianach naprzeciw siebie, maj?c r?ce na piersiach na krzy? z?o?one i welony spuszczone na twarz. Podczas odmawiania drugiej cz??ci „Magnificat," odnosz?cej si? do obietnicy Boga, widzia?am dzieje, które poprzedza?y tajemnic? Naj?wi?tszego Wcielenia i Przenaj?wi?tszego Sakramentu O?tarza, od Abrahama a? do czasów Maryi. Widzia?am Abrahama, jak ofiaruje Izaaka, widzia?am tajemnic? Arki Przymierza, któr? Moj?esz w nocy przed wyj?ciem z Egiptu by? otrzyma?, a która da?a mu moc wyruszenia i przezwyci??enia wszystkiego. Pozna?am jej stosunek do naj?wi?tszego wcielenia, i zdawa?o si? jakoby ta tajemnica teraz w Maryi si? spe?ni?a lub o?y?a. Tak?e widzia?am proroka Izajasza i jego proroctwo o Dziewicy,


104

jako te? pocz?wszy od niego a? do czasu Maryi obrazy zapowiadaj?ce Naj?w. Sakrament. Przypominam sobie, i? s?ysza?am s?owo: od ojców do ojców a? do Maryi jest po kilkakro? 14 pokole?. Widzia?am te? krew Maryi w jej przodkach rozpoczynaj?c? si? i jak ta krew coraz bardziej ku wcieleniu si? zbli?a?a. Nie mam s?ów, by to ja?niej opisa?, mog? tylko powiedzie?, ?e raz tu, raz tam widzia?am ludzi najrozmaitszego rodzaju, i jakoby promie? ?wiat?a z nich si? wysuwa?, na ko?cu którego widzia?am Maryj? zawsze tak?, jak? w tej chwili u El?biety by?a. Widzia?am ten promie? najpierw z tajemnicy Arki Przymierza wychodz?cy i do Maryi si? posuwaj?cy. Potem widzia?am Abrahama, a od niego promie? znowu w Maryi si? ko?cz?cy, i tak dalej. Abraham musia? mieszka? wówczas zupe?nie w pobli?u obecnego pobytu; podczas odmawiania bowiem ?Magnificat" widzia?am, jak ów promie? tu? z niego wychodzi?, podczas gdy promienie osób, stoj?cych matce Bo?ej co do czasu bli?ej, z dali przychodz?ce widzia?am. Te promienie tak by?y delikatne i jasne jak promienie s?o?ca, gdy s?o?ce przez otwór ?wieci. Krew Maryi widzia?am w takim promieniu czerwono i l?ni?co po?yskuj?c?, a powiedziano mi: ?Patrz! tak niepokalan?, jak to ?wiat?o czerwone, musi by? krew dziewicy, z której Bóg cz?owiecze?stwo ma przyj??!" Raz te? widzia?am, ?e nad wieczorem Maryja i El?bieta wysz?y na wiosk? Zachariasza. Zabra?y ze sob? ma?e bu?eczki i owoce w koszyczkach, chcia?y tam bowiem przez noc pozosta?. Józef i Zachariasz pod??yli za nimi. Widzia?am, jak Maryja im naprzeciw wysz?a. Zachariasz mia? sw? tabliczk? przy sobie; lecz by?o za ciemno, by móg? pisa?, i widzia?am Maryj? go zagaduj?c? i mu oznajmiaj?c?, ?e tej nocy b?dzie móg? mówi?. Widzia?am, ?e schowa? tabliczk? i ?e tej nocy z Józefem rozmawia?. Widzia?am to i by?am tym zdziwiona; wtedy rzek? mój przewodnik: có? to jest? i pokaza? mi obraz, przedstawiaj?cy ?wi?tego Goara, jak ten?e p?aszcz swój na promieniach s?o?ca, jakby na haczyku zawiesi?. Pouczono mnie, i? ?ywa ufno?? po??czona z prostot?, wszystko istotnym czyni i w substancj? zamienia. Te dwa wyrazy by?y dla mnie wielkim wewn?trznym wyja?nieniem wszystkich cudów; nie umiem tylko tak dok?adnie odda?. Wszyscy przep?dzili noc w ogrodzie. Jadali lub przechadzali si? parami, rozmawiaj?c lub modl?c si?, to znowu w ma?ym domku udawali si? na spoczynek. S?ysza?am te?, ?e w sabat wieczorem Józef do domu powróci, i ?e Zachariasz a? do Jerozolimy b?dzie mu towarzyszy?. Ksi??yc ?wieci?, a niebo pi?knie gwiazdami by?o pokryte. By?o niewymownie spokojnie i pi?knie u tych ludzi ?wi?tych. By?o mi te? raz danym rzuci? okiem na izdebk? ?wi?tej Dziewicy. By?a to noc; le?a?a na boku, a r?k? trzyma?a pod g?ow?. Mniej wi?cej ?okie? szeroka smuga z bia?ej we?nianej materii prowadzi?a od g?owy a? do stóp, naoko?o brunatnej sukni. K?ad?c si? na spoczynek, bra?a jeden koniec tej smugi pod rami? i zawija?a j? sobie naoko?o g?owy i górnej cz??ci cia?a a? na nogi i znowu w gór?, tak ?e ni? zupe?nie okryt? by?a i wielkich kroków robi? nie mog?a. Czyni?a to tu? przy ?ó?ku, które w g?owach ma?? mia?o wypuk?o??. Ramiona by?y do po?owy wolne. Zas?ona twarzy otwiera?a si? ku piersiom. Cz?sto widz? pod sercem Maryi aureol? a w ?rodku tej?e niewymownie jasny p?omyk. Tak?e ponad cia?em El?biety spostrzegam aureol?, lecz ?wiat?o w niej nie tak jasne. Gdy si? sabat zacz??, widzia?am, jak na pewnym miejscu, domu Zachariaszowego, którego jeszcze nie zna?am, lamp? zapalili i ?wi?cili sabat. Zachariasz, Józef i jeszcze oko?o sze?? m??ów z okolicy modlili si? pod lamp?, stoj?c naoko?o skrzyni, na której zapisane le?a?y zwoje. Z ich g?owy zwiesza?y si? chustki, lecz podczas modlitwy nie robili tyle obrotów i ruchów, jak dzisiejsi ?ydzi, jakkolwiek raz po raz g?owy schylali i ramiona do góry wznosili. Maryja, El?bieta i


105

jeszcze kilka innych niewiast, sta?y osobno w zakratkowanej przegrodzie, z której do modlitewnika patrza?y. Wszystkie mia?y g?owy okryte p?aszczami do modlitwy. Przez ca?y sabat widzia?am Zachariasza w szacie ?wi?tecznej, w d?ugiej bia?ej sukni, o niezbyt szerokich r?kawach. Owini?ty by? kilkakrotnie szerokim pasem, na którym pisane by?y g?oski, i z którego zwiesza?y si? rzemienie. Do tej szaty by? w tyle kaptur przytwierdzony, który we fa?dach z g?owy na plecy w kszta?cie marszczonego welonu w ty? opada?. Ilekro? co czyni? lub dok?dkolwiek chodzi?, zarzuca? t? szat? wraz z ko?cami pasa na jedno rami?, i w ten sposób podniesion? wtyka? na drugiej stronie pod ramieniem za pas. Obie nogi by?y szeroko owini?te, a to owini?cie trzyma?y rzemienie, za pomoc? których podeszwy do go?ych stóp by?y przymocowane. Pokaza? te? Józefowi p?aszcz swój kap?a?ski, który bardzo by? pi?kny. By? to szeroki, ci??ki p?aszcz, bia?o i purpurowo przeb?yskuj?cy, a na piersiach trzema ozdobnymi klamrami spinany. Nie mia? r?kawów. Gdy si? sabat sko?czy?, widzia?am ich znowu jedz?cych. Jedli pospo?u w ogrodzie przy domu, pod drzewem. Jedli zielone li?cie, które zanurzali i zanurzone zielone p?atki wysysali; zastawione te? by?y miseczki z ma?ymi owocami i inne miski, z których przezroczystymi, brunatnymi, ?opatkami co? jedli, przypuszczam, ?e to by? miód. Widzia?am te?, ?e przynoszono ma?e chleby, które jedli. Poczym przy blasku ksi??yca w?ród cichej nocy pe?nej gwiazd, Józef w towarzystwie Zachariasza, wybra? si? z powrotem. Wpierw ka?dy osobno si? pomodli?. Józef znowu t?umoczek swój mia? przy sobie, a w nim bu?ki i ma?y dzbaneczek, mia? tak?e sw? u góry zakrzywion? lask?. Zachariasz mia? d?ug? lask? z guzikiem u góry. Obaj mieli p?aszcze do podró?y przez g?owy przerzucone. Zanim poszli, u?cisn?li Maryj? i El?biet? kolejno, przyciskaj?c je do serca. Ca?owania wówczas nie widzia?am. Rozeszli si? bardzo weso?o i spokojnie, obie niewiasty towarzyszy?y im jeszcze kawa?ek drogi. Potem szli sami w?ród niewymownie mi?ej nocy. Maryja i El?bieta wróci?y teraz do domu, do izdebki Maryi. Pali?a si? w niej lampa na ramienniku, wystaj?cym ze ?ciany, jak zawsze, gdy si? modli?a i na spoczynek k?ad?a. Obie niewiasty stan??y znowu, zas?oni?te naprzeciw siebie i odmawia?y „Magnificat." Modli?y si? ca?? noc. Przyczyny tych mod?ów sobie nie przypominam. We dnie widz? Maryj? zaj?t? rozmait? prac?, np. tkaj?c? nakrycia. — Józefa i Zachariasza widzia?am jeszcze w drodze. Nocowali w szopie. Zbaczali cz?sto z drogi i zdaje mi si?, ?e rozmaitych ludzi odwiedzali. Trzy dni trwa?a ich podró?. Józefa widzia?am znowu w Nazaret w swym domu. Anny s?u?ebna wszystko mu robi?a, przychodz?c raz po raz do Anny i odchodz?c. Zreszt? by? Józef sam. Widzia?am, ?e Zachariasz równie? przyby? do domu, Maryja za? i El?bieta, jak zawsze, odmawia?y „Magnificat" i pracowa?y nad rozmaitymi rzeczami. Pod wieczór przechadza?y si? w ogrodzie, gdzie by?a studnia, co tam jest rzadko?ci?, dlatego te? mia?y zawsze przy sobie dzbanuszek z sokiem. Wychodzi?y te? na przechadzk? w okolic?, po wi?kszej cz??ci nad wieczorem, gdy si? och?odzi?o, gdy? Zachariasza dom sta? odosobniony i polami by? otoczony. Zwykle o godzinie dziewi?tej sz?y na spoczynek, lecz zawsze znowu przed wschodem s?o?ca wstawa?y. ?wi?ta Dziewica przez trzy miesi?ce, a? do narodzenia Jana, pozosta?a u El?biety, jeszcze przed obrzezaniem do Nazaret wróci?a. Józef do po?owy drogi wyszed? jej naprzeciw i spostrzeg?, ?e by?a w stanie b?ogos?awionym; lecz si? z tym nie odezwa?, walcz?c z w?tpliwo?ciami. Maryja, która si? tego z góry obawia?a, by?a powa?n? i zamy?lon?, a to powi?ksza?o jego niepokój. W Nazaret uda?a si? Maryja do rodziców diakona Parmenasa, pozostaj?c tam?e dni kilka. Niepokój


106

Józefa doszed? do tego stopnia, i?, gdy Maryja do domu powróci?a, postanowi? uciec. Wtedy ukaza? mu si? Anio?, pocieszaj?c go.

Obrazy uroczyste

Widzia?am cudowny, prawie niewypowiedziany uroczysty obraz. Ko?ció? wydawa? si? jakby cienko i delikatnie wychodz?cy, o?miograniasty owoc na ?odydze, która korzeniami ponad wrz?cym ?ród?em dotyka?a ziemi. ?odyga by?a tylko tyle wysoka, ?e na dole pomi?dzy ko?cio?em a ziemi? mo?na by?o przejrze?. Z przodu by?o wej?cie do ko?cio?a ponad ?ród?em, które zawsze wrza?o i co? bia?ego, jakby piasek lub ziemi? wyrzuca?o na obie strony, wszystko naoko?o zieleni?c i zap?adniaj?c. Z tej strony przedniej nie szed? ?aden korze? przez ?ród?o. Wewn?trz ko?cio?a, w ?rodku, znajdowa? si? jakby torebka nasienna w jab?ku, rodzaj przechowku z rozmaitych delikatnych, bia?ych nitek, a w ró?nych przedzia?ach, które ów przechowek zawiera?, znajdowa?y si? istoty, jak w jab?ku ziarna. W posadzce ko?cio?a by? otwór, którym prosto we wrz?c? studni? mo?na by?o patrze?. Widzia?am pojedyncze ziarna, jakby zesch?e i zepsute, w studni? wpadaj?ce. Podczas tego ów owoc coraz bardziej przybiera? posta? ko?cio?a, a torebka nasienna stan??a wreszcie w po?rodku jakby artystyczne rusztowanie, jakby prze?amany bukiet artystyczny. I widzia?am ?wi?t? Dziewic? i El?biet? w niej stoj?ce, i ?e one same by?y znowu jakby dwa przybytki Miejsca ?wi?tego i Naj?wi?tszego. Widzia?am, ?e obie niewiasty ku sobie si? zwraca?y i nawzajem si? pozdrawia?y. Wtem wyst?pi?y z nich dwie postacie, Jan i Jezus. Jan, jakby w kab??k zwini?ty, le?a? ju? w wi?kszej postaci, na ziemi; Jezus za? jako ma?e ?wietlane Dzieci?tko, zupe?nie tak, jak to cz?sto w Przenaj?wi?tszym Sakramencie widz?, przyst?powa? do niego. Unosi? si? w powietrzu, i widzia?am, ?e jakby mg?? bia?aw? ?ci?ga? z Jana, na ziemi le??cego; to za?, co ze? zdj?? wpada?o otworem w studni?, i tam ton??o. Potem, podniós?szy ma?ego Jana do góry, u?cisn?? go, i znowu wst?pili w swe matki, które podczas tego ?piewa?y „Magnificat." Widzia?am te? podczas „Magnificat," z obu stron przez mury ko?cio?a, Józefa i Zachariasza do nich przyst?puj?cych, potem coraz wi?cej ludzi, ca?o?? przybiera?a coraz bardziej posta? ko?cio?a i uroczysto?ci. Naoko?o ko?cio?a ros?y winne li?cie, lecz sta?y za g?sto, trzeba je by?o wycina?. Ko?ció? zst?pi? teraz na posadzk?, sta? si? w nim o?tarz, a przez otwór ponad wrz?cym ?ród?em wyros?a chrzcielnica. Liczni ludzie wchodzili drzwiami, i wreszcie odby?a si? wielka, prawdziwa uroczysto?? ko?cielna. Wszystkie przej?cia we formy i akcje by?y spokojnym ro?ni?ciem. Nie umiem wszystkiego opowiedzie?, s?ów mi braknie. W dzie? uroczysto?ci ?wi?tego Jana inny mia?am obraz ?wi?teczny. O?miograniasty ko?ció? by? przezroczysty, jakby z kryszta?u lub z promieni wody zbudowany. W ?rodku by?a studnia ?ródlana, ponad któr? wznosi?a si? wie?yczka. Widzia?am Jana przy niej chrzcz?cego. Potem, zmieni? si? obraz. Ze studni wyrasta?a kwiatu ?odyga, a naoko?o niej sta?o osiem s?upów, d?wigaj?cych koron? piramidaln?, na której stali dziad i babka Anny, El?biety i Józefa, a tak?e Maryja i Józef i rodzice Zachariasza, rodzice za? Józefa nieco dalej od pnia g?ównego. Jan sta? u góry na pniu ?rodkowym. Zdawa?o si?, jakoby g?os z niego wychodzi?, i widzia?am narody i królów, do ko?cio?a wst?puj?cych, i z r?k biskupa Przenaj?wi?tszy Sakrament otrzymuj?cych. S?ysza?am te?, ?e Jan o ich wi?kszym szcz??ciu mówi?.


107

Przygotowania ?wi?tej Dziewicy do porodzenia Chrystusa. Podró? do Betlejem

Widz? ?wi?t? Dziewic? od kilku dni u Anny, Józefa za? samego w do mu w Nazaret, gdzie s?u??ca Anny mu gospodarowa?a. W ogóle pobierali utrzymanie z domu Anny, dopóki ta ?y?a. Widz? ?wi?t? Dziewic? u Anny dywany i opaski szyj?c? i haftuj?c?. Wielki ruch panuje w domu. Joachim zapewne ju? dawno umar?; widz? drugiego m??a Anny w domu i dziewczynk? sze?ciu do siedmiu lat, która Maryi dopomaga?a i od niej nauki pobiera?a. Je?eli nie by?a córk? Anny, natenczas by?a córk? Marii Kleofasowej i równie? nazywa?a si? Maria. Widzia?am Maryj? z innymi niewiastami w pokoju siedz?c? i ró?ne wielkie i ma?e nakrycia przygotowuj?ca. Niektóre z nakry? haftowa?y z?otem i srebrem. Wielki dywan, przy którym ka?da haftowa?a dwoma pr?cikami z k??bków nawini?tych pstr? we?n?, le?a? pomi?dzy nimi na skrzyni. Anna by?a bardzo czynn?, to w t?, to w ow? biega?a stron?, odbieraj?c i podaj?c we?n?. Wszyscy spodziewali si?, ?e Maryja w domu Anny porodzi. Nakrycia itp. przybory przygotowuj? cz??ci? do po?ogu Maryi, cz??ci? na podarki dla ubogich. Wszystko ju? dobrze przygotowane, obficie i nad potrzeb?. Nie wiedz?, ?e Maryja b?dzie musia?a odby? podró? do Betlejem. Józef z bydl?tami ofiarnymi jest w drodze do Jerozolimy. Widzia?am, ?e Józef powróci? z Jerozolimy, zap?dziwszy tam bydl?ta ofiarne i umie?ciwszy je w domu przed bram? betlejemsk?, gdzie tak?e przed oczyszczeniem Maryi pó?niej wst?pili. By? to dom Esse?czyków. St?d poszed? do Betlejem, nie odwiedzi? jednak swych krewnych. Ogl?da? si? za miejscem do budowli i za sposobno?ci? nabycia drzewa i sprz?tów; chcia? bowiem, skoro Maryja w Nazaret porodzi, nast?pnej wiosny z ni? tu si? sprowadzi?. Wybra? sobie miejsce niedaleko od siedziby Esse?czyków. Niech?tnie w Nazaret przebywa?. Z Betlejem wróci? Józef znowu do Jerozolimy celem z?o?enia ofiary. Gdy w powrocie z Jerozolimy, o pó?nocy przechodzi? przez pole Chimki, mniej wi?cej 6 godzin od Nazaret, ukaza? mu si? Anio?, mówi?c, i?by wnet z Maryj? uda? si? do Betlejem, albowiem dzieci? jej tam?e ma si? narodzi?, by wzi?? ze sob? tylko nieco skromnych sprz?tów, a osobliwie ?eby nie bra? ?adnych robót koronkowych ani haftowanych nakry?. Anio? oznaczy? mu wszystko. Józef wskutek tego bardzo by? zatrwo?ony. Powiedziano mu te?, i?by oprócz os?a, na którym siedzie? b?dzie Maryja, jednoletni? zabra? o?lic?, która jeszcze nie mia?a ?rebi?t; t? ma pu?ci?, by sz?a dowolnie, sam za? ma i?? drog?, któr? ona pójdzie. Widzia?am Józefa i Maryj? w domu w Nazaret, a tak?e Ann?. Powiedzia? im, co mu zwiastowano, i pocz?li si? wybiera? w podró?. Anna by?a tym bardzo zmartwiona. ?wi?ta Dziewica dobrze wiedzia?a w sercu swoim, i? w Betlejem ma porodzi? dzieci?, lecz z pokory nic o tym nie mówi?a. Wiedzia?a o tym z proroctw. Wszystkie miejsca proroków, odnosz?ce si? do narodzenia Mesjasza, mia?a w swej szafeczce w Nazaret, czyta?a je bardzo cz?sto, b?agaj?c o spe?nienie si? proroctw. Otrzyma?a je od swych nauczycielek przy ?wi?tyni, te te? ?wi?te niewiasty tych?e j? nauczy?y. Zawsze modli?a si? o przyj?cie Mesjasza, naprzód zawsze nazywa?a b?ogos?awion? t?, która ?wi?t? Dziecin? na ?wiat wyda, i pragn??a jako najni?sza s?uga u niej s?u?y?. W pokorze swej nie my?la?a nigdy, ?eby ona ni? by? mog?a. Z owych miejsc proroczych wiedzia?a, ?e Zbawiciel w Betlejem si? narodzi; tym ch?tniej podda?a si? woli Bo?ej i wybra?a w podró?, która w tej porze roku by?a dla niej bardzo uci??liwa, gdy? w górach by?o mro?no. Maryja niewys?owione mia?a uczucie, i? tylko ubog? by? mo?e i by? musi. Nie mog?a nic zewn?trznego posiada? albowiem wszystko w sobie mia?a.


108

Wiedzia?a, ?e stanie si? matk? Syna Bo?ego, wiedzia?a te? i czu?a, ?e, jako przez niewiast? grzech na ?wiat przyszed?, tak te? przez niewiast? zado??uczynienie ma si? narodzi?. Z tym uczuciem powiedzia?a: ?Oto ja s?u?ebnica Pa?ska." Dowiedzia?am si?, ?e Jezus o pó?nocy z Ducha ?wi?tego si? pocz?? i o pó?nocy si? narodzi?. Widzia?am, jak Józef i Maryja, w towarzystwie Anny, Maryi Kleofasowej i kilku s?ug, w cicho?ci z domu Anny wybierali si? w drog?. Osio? d?wiga? wygodne siod?o poprzeczne dla Maryi i jej rzeczy. Na polu Chimki, gdzie Anio? ukaza? si? by? Józefowi, posiada?a Anna pastwisko; st?d zabrali s?udzy ow? jednoroczn? o?lic?, któr? Józef mia? wzi?? ze sob?. Bieg?a za ?wi?t? rodzin?. Tutaj Anna, Maryja Kleofasowa i s?udzy, po rzewnym po?egnaniu, rozstali si? z Józefem i Maryj?. Widzia?am ich jeszcze dalej id?cych i wst?puj?cych do bardzo wysoko po?o?onego domu, gdzie ich dobrze przyj?to. S?dz?, ?e by? to dzier?awca dworu, który nazywa? si? ?domem Chimki," i nale?a? do owego pola. Mo?na by?o st?d widzie? bardzo daleko, nawet góry Jerozolimskie. Potem widzia?am ?wi?t? rodzin? id?c? dolin? ku pewnej górze. By?o mro?no i ?nieg pada?. Dolina ta by?a mniej wi?cej 4 godziny drogi od domu Chimki oddalona. Maryi bardzo by?o zimno. Zatrzymawszy si? przy pewnym drzewie terebintowym, rzek?a: ?musimy odpocz??, nie mog? i?? dalej." Józef zrobi? jej miejsce pod drzewem. Umie?ci? tak?e ?wiat?o na drzewie; widzia?am, ?e to cz?sto w?ród podró?y nocnych czynili. ?wi?ta Dziewica b?aga?a gor?co Boga, by jej zmarzn?? nie dopu?ci?. Naraz ogarn??o j? tak wielkie ciep?o, ?e ?wi?temu Józefowi poda?a r?ce, by si? nimi zagrza?. Pokrzepi?a si? tutaj nieco pokarmem. Biegn?cy z nimi i wskazuj?cy im drog? osio?, równie? tutaj przystan??. Kiedy indziej rozmaicie oko?o nich biega?; gdzie droga by?a prosta i nie mo?na by?o zb??dzi?, np. mi?dzy górami, to pozostawa? w tyle, to wybiega? naprzód; gdzie si? za? droga dzieli?a, zjawia? si? zawsze i wybiera? w?a?ciw? drog?; gdzie si? za? mieli zatrzyma?, tam stawa?. Józef mówi? tutaj Maryi o dobrym umieszczeniu, jakie pragn?? znale?? w Betlejem. Mówi?, ?e zna gospod? u pewnych dobrych ludzi, gdzie za tanie pieni?dze wygodne miejsce mie? b?d?. Lepiej zap?aci? kilka groszy, ani?eli za darmo mieszka?. W ogóle zachwala? jej Betlejem i pociesza? j?. Widzia?am potem ?wi?t? rodzin? przybywaj?c? przed wielk? zagrod? ch?opsk?. Gospodyni nie by?o w domu. Gospodarz zby? ?wi?tego Józefa, mówi?c, ?e mo?e jeszcze ?mia?o i?? dalej. Ten dom by? mniej wi?cej 2 godziny od owego drzewa terebintowego oddalony. Poszli wi?c dalej i znale?li o?lic? w jednej prostej szopie pasterskiej, do której wst?pili. By?o tam kilku pasterzy, którzy szop? wysprz?tali. Byli dla nich bardzo uprzejmi, dali im s?omy i chrustu czy te? wi?zek sitowia do palenia. Ci pasterze równie? poszli do domu, z którego ?wi?t? rodzin? oddalono, dopowiadaj?c, jaka to pi?kna, przedziwna niewiasta i jak mi?y, pobo?ny m?? s? ci podró?ni. ?ona owego gospodarza równie? teraz do domu przysz?a i wyrzuca?a mu ?e ich nie przyj??. Widzia?am, ?e tak?e posz?a w pobli?e owej szopy, do której podró?ni wst?pili, lecz ba?a si? wej??. Ta szopa znajdowa?a si? po pó?nocnej stronie góry, po stronie za? po?udniowej le?? Samaria i Tebez; a na wschód tej okolicy po tej stronie Jordanu le?a?y Salem i Ainon, po drugiej stronie, Sukkot. By?o to mniej wi?cej 12 godzin drogi od Nazaret. Owa niewiasta przysz?a jednakowo? jeszcze z dwojgiem dzieci i by?a bardzo uprzejm? i wzruszon?. Przyby? i m??, i prosi? o przebaczenie i wskaza? im, gdy si? nieco pokrzepili, gospod?, mniej wi?cej godzin? drogi w gór? oddalon?. Gdy przed ni? stan?li, uniewinnia? si? gospodarz przed Józefem, i? bardzo wiele ludzi jest w jego domu; lecz gdy ?wi?ta Dziewica zbli?y?a si? i prosi?a o nocleg, ?ona gospodarza bardzo si? wzruszy?a, a tak?e i m?? jej. Zrobi? im miejsce w


109

pobliskiej szopie, umie?ci? tak?e os?a; o?licy nie by?o, biega?a po polu. Gdy nie by?o potrzeba, nie by?o jej. By?a tu dosy? okaza?a gospoda, kilka domów, sady, ogrody, tak?e krzewy balsamu; lecz ta maj?tno?? le?a?a jeszcze po stronie pó?nocnej. Tutaj pozostali przez noc i ca?y dzie? nast?pny; by? bowiem sabat. W dzie? sabatu przyby?a do Maryi gospodyni z trojgiem swych dzieci, a tak?e gospodyni domu, o którym przedtem by?a mowa, z dwojgiem swych dzieci. Maryja rozmawia?a z dzie?mi i uczy?a je. Mia?y ma?e zwoje pergaminowe, z których musia?y czyta?. Tak?e i mnie wolno by?o poufale z Maryj? rozmawia?. Mówi?a mi, jak b?ogo jej w tym stanie, ?e nie doznaje ?adnych uci??liwo?ci, ale nieraz w sercu swoim nies?ychanie czuje si? wielk? i jakby w sobie samej si? unosi; czuje, ?e zawiera w sobie Boga i cz?owieka, i ?e ten, którego zawiera j? nosi. Józef wyszed? z gospodarzem na jego pola. Ci w?a?ciciele gospody polubili bardzo Maryj?, i ubolewali wielce nad jej dol?. Chcieli j? u siebie zatrzyma?, pokazali jej te? pokój, który chcieli jej ust?pi?. Lecz nazajutrz rano Józef z Maryj? w dalsz? wybrali si? podró?. Szli teraz nieco wi?cej ku wschodowi wzd?u? gór, dolin? górsk? oddalaj?c si? od Samarii, ku której przedtem zdawa?o si?, ?e si? zbli?aj?. By?o wida? ?wi?tyni? na górze Garizim. Na dachu by?y liczne figury, jakby lwów lub innych zwierz?t, które w s?o?cu bia?o po?yskiwa?y. Zeszli na równin? czyli pole Sychem, a po mniej wi?cej sze?ciogodzinnej podró?y przybyli do odosobnionego domu wie?niaczego, gdzie ich dobrze przyj?to. M?? by? dozorc? nad polami i ogrodami, nale??cymi do blisko po?o?onego miasta. By?o tutaj cieplej, wszystko te? w lepszym, urodzajniejszym znajdowa?o si? stanie, ani?eli tam i gdzie przedtem byli. Strony te by?y s?oneczne, co w Ziemi obiecanej o tej porze roku wielk? stanowi ró?nic?. Ów dom nie zupe?nie jeszcze le?a? w równinie, lecz na po?udniowym stoku góry, który rozci?ga si? od Samarii na wschód. Mieszka?cy pochodzili od owych pasterzy, z których córkami o?enili si? pó?niej s?udzy pozostali z orszaku ?wi?tych Trzech Króli. Tak?e Jezus tutaj pó?niej cz?sto naucza?. By?y tutaj w domu dzieci którym Józef, nim poszed? dalej, b?ogos?awie?stwa udzieli?. Widzia?am go z Maryj? id?cego dalej przez równin? Sychem. ?wi?ta Dziewica chodzi czasem pieszo, tak ?e chwilami na wygodnych miejscach odpoczywaj? i pokrzepiaj? si?. Maj? ma?e chleby ze sob?, tak?e ch?odz?cy i wzmacniaj?cy napój w ma?ych, ozdobnych dzbanuszkach, brunatnych i jak spi? l?ni?cych. Siod?o Maryi na o?le nie jest tak urz?dzone, ?eby nogi zupe?nie na dó? si? zwiesza?y. Po lewej i prawej stronie siod?a jest wypuk?o??, tak ?e nogi na nim raczej jakby podparte spoczywaj?, ani?eli si? zwieszaj?. Nad karkiem os?a znajduje si? por?cz, a Maryja siedzi na przemian raz po lewej, raz po prawej stronie. Zbieraj? te? czasem jagody i owoce, które na niektórych miejscach s?onecznych jeszcze na drzewach wisz?. Pierwszym, co Józef zawsze czyni, jest to, ?e dla Maryi w gospodzie wygodne miejsce wyszukuje; potem umyje sobie nogi, podobnie? ?wi?ta Dziewica. W ogóle cz?sto si? myj?. By?o zupe?nie ciemno, gdy przybyli do osobno po?o?onego domu. Józef zapuka? i prosi? o nocleg, lecz gospodarz nie chcia? otworzy?. Józef przedstawia? mu swe po?o?enie, mówi?c, ?e ?ona dalej i?? nie mo?e. Lecz gospodarz by? nieub?aganym i rzek?, ?e pragnie mie? spokój. A gdy Józef powiedzia?, ?e nic nie chce darmo, odpowiedzia?, ?e tutaj nie ma ?adnej gospody i nie ?yczy sobie pukania. Nawet drzwi nie otworzy?. Poszli wi?c nieco dalej do pewnej szopy. Józef zapali? ?wiat?o i przygotowa? pos?anie dla Maryi, w czym mu ona dopomaga?a. Wprowadzi? te? os?a do tej szopy i znalaz? dla niego jeszcze pod?ció?k? i pasz?. Wypocz?li tutaj nieco, a rano, gdy jeszcze by?o ciemno, widzia?am ich wyruszaj?cych. Byli od poprzedniego miejsca a? dot?d mo?e oko?o 6 godzin drogi oddaleni, a 26


110

godzin drogi od Nazaret, 10 od Jerozolimy. Ten dom le?a? na równinie lecz teraz droga sz?a znowu w gór?, w kierunku od Gabaty do Jerozolimy. Dot?d nie szli ?adn? drog? bit?, lecz przeci?li kilka dróg handlowych, które biegn? od Jordanu do Samarii i do dróg prowadz?cych z Syrii do Egiptu. Prócz tych dróg szerokich, zreszt? drogi, którymi przechodzili, bardzo by?y w?skie, a zw?aszcza w górach, tak, i? cz?owiek musi bardzo zr?cznie po nich chodzi?, os?y jednak chodz? bardzo pewnie. Teraz przybyli przed pewien dom, gdzie gospodarz z pocz?tku grubia?skim by? dla Józefa. Za?wieciwszy Maryi w oczy, ?artowa? sobie z Józefa, i? tak m?od? ma ?on?. Lecz gospodyni przyj??a ich, a zaprowadziwszy do domu przyleg?ego, poda?a im placki. Poszed?szy st?d dalej, stan?li najbli?sz? gospod? w pewnym wielkim domu wie?niaczym, gdzie ich równie? nie bardzo mile przyj?to. W?a?ciciele, wcale jeszcze m?odzi, nic si? o nich nie troszczyli; nie byli to zwyczajni pasterze, lecz, jak tutaj na wsi wielcy gospodarze, zaj?ci ?wiatem, handlem itp. Widzia?am s?dziwego m??a chodz?cego w domu o kiju. St?d mieli jeszcze 6 do 7 godzin drogi do Betlejem; lecz nie szli tam prost? drog?, poniewa? o tej porze roku by?a za uci??liw? i górzyst?. Post?powali za o?lic? w poprzek krainy pomi?dzy Jerozolim? a Jordanem po?o?onej, a oko?o po?udnia widzia?am ich przybywaj?cych przed wielki dom pasterski, oddalony mniej wi?cej 2 godziny od miejsca, na którym ?wi?ty Jan chrzci? nad Jordanem, i gdzie Jezus tak?e raz po chrzcie nocowa?. Obok tego domu sta? dom osobny dla narz?dzi gospodarczych i pasterskich, w podwórzu sta?a studnia, z której rurami sp?ywa?a woda do stoj?cych doko?a wanien. By?o to wielkie gospodarstwo; mnóstwo s?ug przychodzi?o tam i wychodzi?o aby si? posili?. Gospodarz przyj?? mile podró?nych i by? bardzo us?u?nym. S?u??cy musia? Józefowi przy studni umy? nogi i przewietrzy? tak?e i oczy?ci? jego suknie, podaj?c mu przez ten czas inne. Maryi w ten sam sposób us?u?y?a dziewka. Gospodyni nie pokazywa?a si?, mieszka?a osobno. Jest to ta sama, któr? Pan Jezus po 30 latach napotkawszy chor?, wyleczy?, mówi?c jej, i? ta choroba nawiedzi?a j? dlatego, poniewa? dla Jego rodziców go?cinn? nie by?a. Znam jednak i przyczyn?, dla której si? nie pokaza?a: owa niewiasta by?a m?od? i nieco pró?n?. Zobaczywszy ?wi?t? Dziewic?, czy z ni? rozmawiaj?c, bli?szych szczegó?ów dok?adnie ju? nie pami?tam, uczu?a zazdro?? z powodu jej pi?kno?ci i dlatego si? nie pokaza?a. Dzieci tak?e by?y w domu. Przy odje?dzie oko?o po?udnia, owi ludzie towarzyszyli im kawa? drogi. Szli na zachód ku Betlejem i po dwugodzinnej drodze zaszli do pewnej miejscowo?ci, której domy z ogrodami i przedsionkami sta?y w d?ugich rz?dach po obu stronach szerokiego go?ci?ca. Józef mia? tutaj krewnych. Byli to jakby synowie z powtórnego ma??e?stwa ojczyma lub macochy. Widzia?am dom, by? bardzo okaza?y; nie szli jednak ku niemu, lecz, przeszed?szy ca?? miejscowo??, a potem id?c pó? godziny na prawo w kierunku ku Jerozolimie, przybyli przed wielk? gospod?, gdzie by?o mnóstwo ludzi celem odprawienia uroczysto?ci pogrzebowej. W domu ?cianki ruchome przed kominem i ogniskiem by?y usuni?te. Za ogniskiem wisia?y czarne zas?ony, za? przed ogniskiem sta?a czarnym suknem pokryta trumna. M??czy?ni mieli d?ugie czarne szaty, a na nich krótsze bia?e i modlili si?. Niektórzy mieli przez rami? czarne, grube chustki. W innym miejscu siedzia?y niewiasty, zupe?nie zas?oni?te. W podwórzu by? wielki wodotrysk, o licznych ramionach. Domowi, zaj?ci pogrzebem, przyj?li ich tylko z daleka. Lecz byli tam s?udzy, którzy im us?ugiwali i osobne im zrobili miejsce, spuszczaj?c maty, które u stropu by?y zwini?te. Pó?niej widzia?am tak?e w?a?cicieli gospody z nimi rozmawiaj?cych. Nie mieli ju? bia?ych szat na czarnych. W domu by?o mnóstwo po?cieli zwini?tych pod ?ciany, a z góry, ze stropu, mo?na by?o spu?ci? maty, tak ?e zupe?nie byli od??czeni. Dopiero nast?pnego dnia w


111

po?udnie, znowu odjechali. Pani domu mówi?a im, i?by jeszcze pozostali, gdy? Maryja, zdaje si?, lada chwil? rozwi?zania si? spodziewa. Lecz Maryja, welon maj?c spuszczony, rzek?a, i? ma jeszcze 36 albo 38 godzin czasu. Pani domu chcia?a ich wprawdzie zatrzyma?, lecz nie w domu. Pan domu rozmawia? z Józefem, przy odje?dzie, tak?e o jego zwierz?tach. Józef chwali? os?y, mówi?c, i? jednego zabra? na wypadek potrzeby; gdy za? gospodarz z ?on? mówili, ?e trudno b?dzie znale?? w Betlejem gospod?, powiedzia? Józef, i? tam ma przyjació? i z pewno?ci? dobrze przyj?tym zostanie. ?al mi tego, ?e z tak? zawsze pewno?ci? o tym mówi. Tak?e z Maryj? o tym znowu w?ród drogi rozmawia?. W czasie tej podró?y, gdy byli w okolicy Betanii, zdarzy?o si?, i? Maryja bardzo pragn??a pokrzepienia i spokoju i ?e Józef z ni? prawie pó? mili zboczy? z drogi do miejsca, gdzie z dawniejszej podró?y wiedzia? o pi?knym drzewie figowym, maj?cym zwykle zawsze liczne owoce. Naoko?o tego drzewa by?y ?awki dla odpoczynku. Lecz gdy tam przybyli, owo drzewo ?adnych nie mia?o owoców, byli wi?c bardzo zasmuceni. Z tym drzewem Jezus pó?niej co? uczyni?. ?adnych ju? nie wydawa?o owoców, lecz mia?o li?cie. Jezus przekl?? je, zwi?d?o wi?c i usch?o.

Maryja i Józef przybywaj? do Betlejem

Droga od ostatniej gospody a? do Betlejem wynosi?a mniej wi?cej trzy godziny. Obszed?szy Betlejem od strony pó?nocnej, zbli?ali si? stron? zachodni? do miasta. Mniej wi?cej na kwadrans drogi przed miastem, przybyli do wielkiego budynku, otoczonego podwórzami i mniejszymi domami. Sta?y te? drzewa przed tym budynkiem, a mnóstwo ludzi obozowa?o w namiotach doko?a. By? to dawniej ojczysty dom Józefa, i gniazdo Dawida. Teraz jest tutaj rzymski dom poborczy. Józef mia? te? jeszcze brata w mie?cie. By? on gospodarzem; nie by? to jednak brat rodzony, by? on dzieckiem z pó?niejszego ma??e?stwa. Józef wcale do niego nie poszed?. Mia? pi?ciu braci, trzech rodzonych, a dwóch przyrodnich. Józef mia? lat 45. By? 30 lat i, zdaje mi si?, 3 miesi?ce starszym od Maryi. By? chudy, mia? bia?y kolor twarzy i wystaj?ce, czerwonawe ko?ci policzkowe, wysokie czo?o i brunatna brod?. O?lica nie idzie tu razem z nimi, lecz chodzi samopas. Biega na po?udnie naoko?o miasta. Droga jest tam nieco równa, a prowadzi przez dolin?. Józef natychmiast wst?pi? do tego domu, gdy? ka?dy przybywaj?cy mia? si? tam zg?osi? i otrzyma? karteczk?, któr?, chc?c by? do miasta wpuszczonym, odda? musia? przy bramie. Miasto nie mia?o w?a?ciwie bramy, lecz mimo to droga do niego prowadzi?a pomi?dzy kilkoma rozpadlinami muru, jakby przez bram? zburzon?; Józef przyby? nieco pó?no do domu celnika, lecz mimo to bardzo uprzejmie go przyjmowano. Maryja znajduje si? w pewnym ma?ym domu przy podwórzu u niewiast. S? dla niej bardzo uprzejme, i co? jej daj?. Niewiasty gotuj? dla ?o?nierzy. S? to Rzymianie, jakie? rzemienie zwieszaj? im oko?o bioder. Jest tu pi?kne powietrze i ciep?o. S?o?ce o?wieca gór? pomi?dzy Jerozolim? a Betani?. Widok st?d bardzo pi?kny. Józef jest w wielkiej izbie, lecz nie na dole. Pytaj? go, kim jest, i patrz? na d?ugie zwoje, wisz?ce w wielkiej liczbie na ?cianie. Rozwijaj? je i czytaj? mu jego rodowód i Maryi. Nie wiedzia? Józef, ?e Maryja z Joachima równie? w prostej linii od Dawida pochodzi. M?? jaki? zapyta? go: gdzie masz, tw? ?on?? Siedem lat ju? min??o, odk?d ludzie tutejszego kraju wskutek rozmaitych zaburze? nie byli nale?ycie oszacowani. Widz? liczb? V i II, co przecie? jest siedem. To opodatkowanie trwa ju? od kilku miesi?cy. Ludzie musz? jeszcze dwa razy p?aci?, zostaj? tu czasami przez trzy miesi?ce. Wprawdzie w tych siedmiu latach tu i ówdzie nieco pop?acono, lecz bez


112

porz?dku. Józef dzisiaj jeszcze nie p?aci?, lecz wypytano go o jego stosunki, a on im powiedzia?, ?e ?adnych nie posiada gruntów i ?e ze swego rzemios?a i z wsparcia swych te?ciów si? utrzymuje. Maryj? tak?e wezwano przed pisarzy, lecz nie w górze, tylko na dole w ganku siedz?cych; nic jej jednak nie odczytywano. Mnóstwo pisarzy i wy?szych urz?dników jest w domu, w kilku salach. W górnych s? Rzymianie, a tak?e liczni ?o?nierze. S? tam faryzeusze i saduceusze, kap?ani i rozmaici urz?dnicy i pisarze, tak ze strony ?ydów, jak ze strony Rzymian. W Jerozolimie niema takiej komisji, lecz w kilku innych miejscowo?ciach, np. Magdalum nad jeziorem Galilejskim, dok?d ludzie z Galilei p?aci? musz?, a tak?e ludzie z Sydonu, s?dz?, ?e poniek?d z powodu interesów handlowych. Tylko ci ludzie, którzy nie s? stale zamieszka?ymi i których nie mo?na pod?ug ich gruntów szacowa?, musz? i?? do swego miejsca urodzenia. Odt?d p?aci si? podatek w trzech miesi?cach i trzech ratach. W pierwszej zap?acie ma udzia? cesarz Augustus, Herod i jeszcze jeden król, mieszkaj?cy w pobli?u Egiptu. wskutek czego co? mu p?aci? musz?. Druga p?aca odnosi si? do budowy ?wi?tyni; zdaje si?, ?e idzie na sp?acenie d?ugu. Trzecia ma by? dla wdów i ubogich, którzy ju? dawno nic nie dostawali; lecz zwykle, tak jak po dzi? dzie?, ma?o co komu, w?a?ciwie potrzebuj?cemu, si? dostawa?o. S? same s?uszne przyczyny, a jednakowo? wszystko pozostaje i grz??nie w r?kach mocarzy. Józef poszed? potem z Maryj? prosto do Betlejem, zbudowanego bardzo rozlegle, a? do ?ródmie?cia. Kaza? Maryi z os?em zawsze przy wej?ciu do ulicy si? zatrzyma?, sam za? szed? w t? ulic?, szuka? gospody. Maryja cz?sto d?ugo czeka? musia?a, nim zasmucony powróci?. Wsz?dzie by?o pe?no ludzi, wsz?dzie go oddalano. Wreszcie, gdy ju? by?o ciemno, powiedzia?, i? pójd? na drug? stron? miasta, tam z pewno?ci? jeszcze nocleg znajd?. Szli wi?c ulic?, lub raczej poln? drog?, gdy? domy na pagórkach sta?y rozproszone, a przy ko?cu tej drogi przybyli na g??biej le??cy wolny plac lub pole. Tutaj sta?o bardzo pi?kne drzewo o g?adkim pniu; ga??zie jego rozchodzi?y si? woko?o jakby dach. Zaprowadziwszy pod to drzewo ?wi?ta Dziewic? i os?a, Józef znów odszed? od nich, by szuka? gospody. Chodzi od domu do domu. Przyjaciele jego, o których opowiada? Maryi, nie chc? go zna?. W?ród tego szukania wraca raz do Maryi, czekaj?cej pod drzewem, i p?acze. Ona go pociesza. Szuka na nowo. Poniewa? za? bliskie rozwi?zanie swej ?ony jako g?ówn? przyczyn? podaje, wiec tym bardziej wsz?dzie go odprawiaj?. Tymczasem zapad? zmrok. Maryja sta?a pod drzewem. Suknia jej pe?no mia?a fa?d i by?a bez pasa, g?owa bia?ym welonem okryta. Osio? sta? g?ow? do drzewa zwrócony. Józef urz?dzi? dla Maryi pod drzewem siedzenie z pakunków. Wielki ruch panowa? w Betlejem. Liczni ludzie przechodzili, patrz?c z ciekawo?ci ku niej, jak si? to czyni, gdy si? kogo w ciemnym miejscu d?ugo stoj?cego widzi. Zdaje mi si?, ?e niektórzy do niej przemawiali, pytaj?c j?, kto ona jest. Nie przeczuwali, i? Zbawiciel by? tak blisko nich. Maryja by?a tak cierpliw?, spokojn? i oczekuj?c?, tak pokorn?! Ach! bardzo d?ugo czeka? musia?a! Usiad?a z r?koma na piersiach z?o?onymi, z g?ow? spuszczon?. Wreszcie powróci? Józef bardzo zasmucony. Widzia?am, i? p?aka?, i ze smutku, i? ?adnej nie znalaz? gospody, nie ?mia? si? zbli?y?. Mówi?, ?e z m?odych lat zna jeszcze jedno miejsce na przedmie?ciu, w?asno?? pasterzy, którzy tutaj odpoczywaj?, ilekro? bydl?ta do miasta prowadz?, i ?e on sam cz?sto tam na modlitw? si? uchyla? i przed bra?mi swoimi si? ukrywa?. O tej porze roku niema tam ?adnych pasterzy, a chocia?by przyszli, ?atwo si? z nimi zgodzi. Tam znajduj? tymczasowo schronienie; potem, gdy ju? b?dzie mia?a spokój, wyjdzie, by na nowo szuka?. Teraz obeszli drog? na lewo, jakoby si? sz?o przez zapad?e mury, rowy i wa?y miasteczka. Przez wa? lub pagórek dostali si? na dó?; potem


113

droga prowadzi?a znowu nieco w gór?. Sta?y tam przed pagórkiem rozmaite drzewa, iglaste, terebinty lub cedry i drzewa o mniejszych li?ciach, jak bukszpan. W tym pagórku by?a grota lub sklepienie. By?o to w?a?nie miejsce, które Józef mia? na my?li. ?adnych domów nie by?o w pobli?u. Sklepienie z jednej strony uzupe?nione by?o surow? murarsk? robot?, sk?d przyst?p do doliny pasterzy sta? otworem. Józef wysadzi? lekkie plecione drzwi. Gdy tutaj stan?li, przybli?y?a si? do nich o?lica, która zaraz przy domu rodzinnym Józefa od nich by?a odbieg?a i a? dot?d poza miastem doko?a bieg?a. Bawi?a si? i skaka?a weso?o naoko?o nich, a Maryja rzek?a jeszcze: ?patrz! zapewne jest wol? Boga, by?my tutaj pozostali." Józef za? bardzo by? zasmucony i nieco zawstydzony w sercu, poniewa? tak cz?sto o dobrym przyj?ciu w Betlejem mówi?. Przed drzwiami by?o schronienie, pod którym umie?ci? os?a i Maryi miejsce do spoczynku zrobi?. By?a mniej wi?cej ósma godzina, gdy tu przybyli, by?o te? ciemno. Józef, zapaliwszy ?wiat?o, wszed? do groty. Wej?cie by?o bardzo ciasne, wiele grubej s?omy, jakby sitowie, sta?o przy ?cianach, a na nich wisia?y brunatne maty. Tak?e w tyle, we w?a?ciwej grocie, gdzie u góry by?o kilka otworów dla powietrza, nie by?o nic w porz?dku. Józef, uprz?tn?wszy, tyle w g??bi groty pozyska? miejsca, i? dla Maryi móg? urz?dzi? miejsce do spania i siedzenia. Maryja usiad?a na ko?drze, maj?c obok siebie t?umoczek, na którym si? opar?a. Tak?e os?a wprowadzono. Józef przytwierdzi? lamp? do ?ciany, a gdy Maryja spoczywa?a, wyszed? na pole ku grocie mlecznej i w?o?y? worek skórzany do ma?ego strumyka, by go wod? nape?ni?. Pobieg? te? jeszcze do miasta i przyniós? ma?ych miseczek i chrustu, i, zdaje mi si?, tak?e owoców. Byt wprawdzie sabat, lecz wskutek pobytu licznych cudzoziemców w mie?cie, którzy potrzebowali wiele ?ywno?ci, po rogach ulic by?y poustawiane sto?y, na których le?a?y rozmaite artyku?y spo?ywcze i sprz?ty. Warto?? tych?e k?ad?o si? na stó?. Zdaje mi si?, ?e obok stali s?udzy lub poga?scy niewolnicy, nie pami?tam ju? tego dok?adnie. Gdy wróci?, przyniós? wi?zk? cienkiego okr?glaka, zwi?zanego ?adnie sitowiem, w puszce za?, zaopatrzonej w trzonek, ?arz?cych w?gli, które u wej?cia do groty wysypa?, by roznieci? ogie?; przyniós? tak?e worek z wod? i przygotowa? nieco po?ywienia. By?a to g?sta polewka z ?ó?tych ziaren, i wielki owoc, który si? gotowa?, a zawiera? wiele ziaren, i ma?e chleby. Gdy si? posilili, a Maryja na pos?aniu z sitowia, nakrytym ko?drami, po?o?y?a si? na spoczynek, zrobi? sobie i Józef przy wej?ciu do groty pos?anie, a potem poszed? jeszcze raz do miasta. Wszystkie otwory w grocie pozatyka?, by nie by?o przeci?gu. Widzia?am tu po raz pierwszy ?wi?t? Dziewic? modl?c? si? na kolanach. Potem po?o?y?a si? na dywanie na bok, spieraj?c g?ow? i rami? na w?ze?ku. Grota owa le?a?a u ko?ca grzbietu gór betlejemskich. Przed wej?ciem by? plac z pi?knymi drzewami, z których niektóre dachy i wie?e miasta widzie? by?o mo?na. Ponad wej?ciem, zamykanym za pomoc? plecionych drzwi, by? daszek. Od drzwi prowadzi? niezbyt szeroki ganek do w?a?ciwej groty, by?o to nieforemne sklepienie, na pó? okr?g?e, na pó? trójk?tne. Ten ganek mia? po jednej stronie zag??bienie, które Józef kocami na nocleg dla siebie oddzieli?. O ile koce z tego zag??bienia jeszcze do samego ganku dochodzi?y, przedzieli? Józef t? cz??? ganku a? do drzwi za pomoc? mat zawieszonych i uczyni? z tego miejsce, w którym rozmaite rzeczy móg? przechowa?. Ganek nie by? tak wysokim, jak grota, która z natury by?a sklepion?. Wewn?trzne ?ciany groty, tam gdzie by?y z natury, chocia? nie zupe?nie g?adkie, by?y jednak mi?e, czyste i mia?y dla mnie jaki? powab. Podoba?y mi si? lepiej, ani?eli ta cz???, która by?a dobudowana; to by?o niezgrabne i chropowate. Prawa strona wej?cia, si?ga?a od do?u do?? daleko w ska?? i tylko u góry, zdaje mi si?, by?a murowana; by?y tam szpary do ganku. U góry, w ?rodku sklepienia groty by? otwór, i zdaje


114

mi si?, ?e by?y jeszcze trzy inne otwory uko?ne, w po?owie wysoko?ci groty, oko?o których ?ciana groty nieco g?adziej by?a ociosana; zdaje si?, ?e r?ce ludzkie je wyko?czy?y. Pod?oga by?a g??biej ni? wej?cie, i z trzech stron otoczon? by?a podniesion? ?awk? kamienn?, miejscami szerzej, miejscami w??ej. Na takiej w?a?nie szerszej ?awie sta? osio?. Nie mia? koryta przed sob?, wór z wod? sta? przy nim lub wisia? w k?cie. Poza os?em by?a ma?a grota boczna, tylko tak wielka, i? w niej osio? sta? móg?. Tu przechowywano pasz?. Obok miejsca, na którym sta? osio?, by? ?ciek, widzia?am te?, ?e Józef codziennie czy?ci? grot?. I tam tak?e, gdzie Maryja le?a?a, nim porodzi?a i gdzie j? podczas porodzenia wzniesion? widzia?am, by?a tak?e ?awka kamienna. Miejsce, na którym sta? ??óbek, by?o wg??bion? boczn? jam? groty. Blisko tej jamy by?o jeszcze drugie wej?cie do groty. Ponad jaskini? rozci?ga? si? grzbiet gór a? do miasta. Z tylnej cz??ci groty zni?a? si? pagórek ku bardzo powabnej, rz?dem drzewami obsadzonej doliny, prowadz?cej do groty Abrahama, która le?a?a na wzgórzu przeciwleg?ej wy?yny. Dolina mia?a mo?e pó? kwadransa szeroko?ci, tutaj te? p?yn??o owo ?ród?o, z którego Józef bra? wod?. Prócz w?a?ciwej groty ze ??óbkiem by?y na pagórku nieco g??biej jeszcze dwie inne groty, a w jednej z nich ?wi?ta Dziewica równie? czasem si? ukrywa?a. Gdy pó?niej ?wi?ta Paula da?a pierwszy pocz?tek do swego klasztoru w Betlejem, widzia?am ma?? kapliczk? w tej dolinie w ten sposób do wschodniej strony groty przybudowan?, ?e owa kapliczka do tylnej strony groty z ??óbkiem w?a?nie w tym miejscu przylega?a, w którym Pan Jezus si? narodzi?. Ta kapliczka z drzewa i plecionek, by?a wewn?trz pokryta dywanami. Przylega?y do niej 4 rz?dy cel, które tak lekko by?y zbudowane, jak domy go?cinne w Ziemi obiecanej. W ka?dym rz?dzie pojedyncze cele, otoczone ogródkami, po??czone by?y ze sob? krytymi gankami, a wszystkie, prowadzi?y do kapliczki. Tutaj Paula i jej siostra zgromadza?y swe pierwsze towarzyszki. W kaplicy by? osobno stoj?cy o?tarz z tabernakulum a za o?tarzem wisia?a zas?ona z czerwonego i bia?ego jedwabiu, poza któr? sta? przez ?wi?t? Paul? na?ladowany ??obek, który tylko skalistym murem groty od miejsca narodzenia Jezusa by? od??czony. Ten ??óbek by? z bia?ego kamienia, zupe?nie w rodzaju ??óbka Jezusowego, tak?e koryto, a nawet zwieszaj?ce si? siano by?o na?ladowane. By?o w nim tak?e Dzieci?tko z bia?ego kamienia w niebiesk? pow?ok? zawini?te. By?o wewn?trz pró?ne i nie zbyt ci??kie. Widzia?am, ?e ?wi?ta Paula bra?a to dzieci?tko podczas modlitwy na r?ce. Tam, gdzie ten ??óbek dotyka? ?ciany, wisia?a deka, na której wyhaftowany by? osio?, ?bem do ??óbka zwrócony. By?a to robota kolorowa, a w?osy, jakby prawdziwe za pomoc? nitek by?y na?ladowane. U góry, nad ??óbkiem, by? otwór, w którym by?a przymocowana gwiazda. Widzia?am, jak tutaj ?wi?te Dzieci?tko ?wi?tej Pauli i jej córce cz?sto si? ukazywa?o. Przed zas?on?, na lewo i prawo o?tarza wisia?y lampy.

Narodzenie Dzieci?tka Jezus

Widzia?am, jak Józef nazajutrz dla Maryi w tak zwanej grocie ssania, grobowcu mamki Abrahama, Maraha zwanej, obszerniejszej od groty z ??óbkiem, urz?dzi? miejsce do siedzenia i do spania. Przep?dzi?a tam kilka godzin, podczas których Józef grot? z ??óbkiem lepiej uprz?tn?? i uporz?dkowa?. Przyniós? te? jeszcze z miasta rozmaitych mniejszych sprz?tów i suszonych owoców. Maryja powiedzia?a mu, ?e tej nocy nadejdzie godzina narodzenia jej Dzieci?tka. B?dzie wówczas 9 miesi?cy, jak pocz??a z Ducha ?wi?tego. Prosi?a go, by ze swej strony wszystko uczyni?, i?by od Boga przyrzeczone, w sposób nadprzyrodzony pocz?te Dzieci?tko, jak najlepiej na ziemi uczcili. Niechaj z ni? po??czy modlitw? swoj? za lud?mi twardego serca, którzy Mu ?adnego przytu?ku da? nie chcieli. Józef


115

powiedzia? Maryi, i? przyprowadzi z Betlejem kilka pobo?nych znanych mu niewiast do pomocy; lecz Maryja nie przyj??a tego, mówi?c, i? nikogo nie potrzebuje. By?a pi?ta godzina wieczorem, gdy Józef ?wi?t? Dziewic? znowu do groty z ??óbkiem zaprowadzi?. Tutaj zawiesi? jeszcze kilka lamp; tak?e o?lic?, która rado?nie powróci?a z pola, zaopatrzy? w schronisku przed drzwiami. Gdy Maryja powiedzia?a, i? jej czas si? zbli?a, i?by wi?c uda? si? na modlitw?, opu?ci? j? i poszed? na miejsce, na którym sypia?, by si? modli?. Jeszcze raz, nim wszed? do komórki swojej, wejrza? w g??b groty, gdzie Maryja, plecami do niego zwrócona, kl?cz?c, modli?a si? na swym pos?aniu, z twarz? na wschód zwrócon?. Widzia? grot? nape?nion? ?wiat?em, a Maryja by?a jakby p?omieniami otoczona. Wydawa?o si?, ?e jak Moj?esz wpatruje si? w krzak gorej?cy. Upad?, modl?c si?, na twarz i nie ogl?da? si? ju? wi?cej. Widzia?am, jak blask naoko?o Maryi coraz si? powi?ksza?. ?wiate?, które Józef zapali?, nie by?o ju? mo?na widzie?. Kl?cza?a w szerokiej, bia?ej szacie, która i przed ni? by?a rozpostarta. O godzinie dwunastej by?a w modlitwie zachwycon?. Widzia?am j? z ziemi podniesion? w gór?, tak i? wida? by?o pod ni? pod?og?. R?ce mia?a na piersiach na krzy? z?o?one. Blask oko?o niej powi?ksza? si?. Nie widzia?am ju? powa?u groty. Zdawa?o si?, jakoby droga ze ?wiat?a ponad ni? a? do nieba prowadzi?a, w której jedno ?wiat?o przenika?o drugie i jedna posta? przenika?a drug?, i kr?gi ?wiat?a przechodzi?y w kszta?ty i postacie niebia?skie. A Maryja modli?a si?, patrz?c ku ziemi. W tej chwili porodzi?a Dzieci?tko Jezus. Widzia?am je jakby ja?niej?ce, male?kie Dzieci?, ja?niejsze nad wszystek inny blask, le??ce na pokryciu przed jej kolanami. Wydawa?o mi si? zupe?nie ma?ym i ?e w oczach moich ros?o. Lecz to wszystko by?o tylko poruszeniem po?ród tak wielkiego blasku, tak i? nie wiem, czy i jak to widzia?am. Nawet martwa przyroda by?a jakby na wskro? poruszona. Kamienne posadzki i ?ciany groty zdawa?y si? by? ?ywe. Maryja by?a jeszcze przez pewien czas tak zachwycon? i widzia?am, jak chustk? na Dzieci?tko k?ad?a lecz go jeszcze nie podnios?a, ani bra?a w r?ce. Po do?? d?ugim czasie widzia?am, ?e Dzieci?tko zacz??o si? porusza? i p?aka?. Maryja zdawa?a si? przychodzi? do siebie. Wzi??a Dzieci?tko, zawijaj?c je chustk?, któr? na nie po?o?y?a, przycisn??a je do piersi i siedzia?a zas?oni?ta zupe?nie razem z Dzieci?tkiem, i zdaje mi si?, ?e je karmi?a, widzia?am te?, ?e Anio?owie w ludzkiej postaci naoko?o niej na twarzy le?eli. Mniej wi?cej godzin? po narodzeniu, zawo?a?a Maryja ?wi?tego Józefa, ci?gle jeszcze w modlitwie zatopionego. Gdy si? do niej zbli?y?, rzuci? si? nabo?nie z rado?ci? i pokor? na kolana i pad? na oblicze, Maryja za? jeszcze raz prosi?a go, i?by ogl?da? ?wi?ty dar niebios. Wtedy wzi?? Dzieci?tko na r?ce. ?wi?ta Dziewica zawin??a teraz dzieci?tko Jezus w okrycie czerwone, a na to po?o?y?a bia?e, a? do ramionek, wy?ej za? da?a inn? chusteczk?. Tylko 4 pieluszki mia?a przy sobie. Po?o?y?a je potem do ??óbka, który nape?niony by? sitowiem i innymi delikatnymi ro?linami, i okryty zas?on? po bokach si? zwieszaj?c?. ??óbek sta? ponad korytem kamiennym, które równo z ziemi? po prawej stronie wej?cia do groty si? znajdowa?o, tam, gdzie grota ku po?udniowi jest wi?cej wysuni?ta. Posadzka tej groty le?a?a nieco g??biej ani?eli druga cz???, gdzie si? Dzieci?tko narodzi?o. Gdy w?o?y?a Dzieci?tko do ??óbka, oboje stan?li obok, p?acz?c i ?piewaj?c hymny. ?wi?ta Dziewica mia?a swe pos?anie i miejsce do siedzenia obok ??óbka. Widzia?am j? w pierwszych dniach w prostej postawie siedz?c?, a tak?e na boku le??c?. Nie widzia?am jej jednakowo? bynajmniej chor? lub wyczerpan?. Przed i po porodzeniu by?a ubrana zupe?nie bia?o. Gdy ludzie do niej przychodzili, siedzia?a po wi?kszej cz??ci obok ??óbka, wi?cej owini?ta. W nocy, w chwili narodzenia, wytrysn??o w innej, na prawo po?o?onej grocie, pi?kne ?ród?o, obficie wyp?ywaj?ce, któremu Józef nazajutrz wykopa? odp?yw i


116

studni?. Wprawdzie w?ród tych widze?, których przedmiotem by?o zdarzenie samo, a nie uroczysto?? ko?cielna, nie widzia?am takiej promiennej rado?ci w przyrodzie, jak widz? innym razem w czasie Bo?ego Narodzenia, kiedy ta rado?? ma wewn?trzne znaczenie; lecz mimo to widzia?am wesele nadzwyczajne, a na wielu miejscach, a? do najdalszych stron ?wiata, widzia?am o pó?nocy co? nadzwyczajnego, co mnóstwo dobrych ludzi radosn? t?sknot?, z?ych za? trwog? nape?nia?o. Widzia?am te? liczne zwierz?ta rado?nie wzruszone, liczne ?ród?a wytryskaj?ce i wezbrane, na wielu miejscowo?ciach kwiaty wyrastaj?ce, zio?a i drzewa jakby orze?wienie czerpi?ce i zapach wydaj?ce. W Betlejem by?o ponuro a na niebie ?wieci?o pos?pne, czerwonawe ?wiat?o. Za? w dolinie pasterzy, naoko?o ??óbka i w dolinie groty ssania zalega?a orze?wiaj?ca, l?ni?ca mg?a wilgotna. Widzia?am trzody przy pagórku trzech pasterzy przewodników, pod szopami, a przy dalszej wie?y pasterskiej cz??ciowo jeszcze pod go?ym niebem. Widzia?am trzech pasterzy — przewodników wzruszonych cudown? noc?, przed sw? chat? stoj?cych, ogl?daj?cych si? na wszystkie strony i spostrzegaj?cych wspania?y blask nad ??óbkiem. Tak?e pasterze przy wi?cej oddalonej wie?y byli w wielkim ruchu. Wst?piwszy na rusztowanie wie?y, spogl?dali w okolic? ??óbka, nad którym ?wiat?o?? spostrzegli. Widzia?am jak ob?ok ze ?wiat?a zst?pi? na owych trzech pasterzy. Spostrzeg?am te? w nim jakie? przechodzenie i przemienianie si? w kszta?ty i s?ysza?am zbli?aj?cy si? s?odki, dono?ny, a jednak cichy ?piew. Pasterze przestraszyli si? z pocz?tku; lecz wnet stan??o pi?? lub siedem jasnych, mi?ych postaci przed nimi, wst?g? wielk? jakby kartk? trzymaj?c w r?kach, na której napisane by?y s?owa g?oskami, jak r?ka wielkimi. Anio?owie ?piewali ?Gloria." Okazali si? tak?e pasterzom przy wie?y, i nie wiem ju?, gdzie jeszcze wi?cej. Pasterzy nie widzia?am natychmiast do ??óbka spiesz?cych, dok?d owi trzej pierwsi mo?e pó?torej godziny drogi mieli, owi za? pasterze przy wie?y pewno jeszcze raz tyle. Lecz widzia?am, ?e natychmiast rozwa?ali, co by nowonarodzonemu Zbawicielowi w darze ofiarowa?, i ?e czym pr?dzej te dary zbierali. Owi trzej pasterze ju? bardzo rano przybyli do ??óbka. Widzia?am, ?e tej nocy Anna w Nazaret, El?bieta w Jucie, Noemi, Hanna i Symeon w ?wi?tyni mieli widzenia i objawienia o narodzeniu Zbawiciela. Dzieci? Jan niewymownie by?o uradowane. Tylko Anna wiedzia?a, gdzie by?o nowonarodzone Dzieci?tko; inne niewiasty a nawet El?bieta, wiedzia?y wprawdzie o Maryi i widzia?y j? w?ród wizji, lecz nic o Betlejem nie wiedzia?y. W ?wi?tyni widzia?am rzecz dziwn?. Zapisane zwoje Saduceuszów kilkakrotnie wypad?y ze swych przechowków. Wskutek tego powsta?a wielka trwoga. Przypisywali to czarodziejstwu i wiele pieni?dzy zap?acili, by to zachowa? w tajemnicy. Widzia?am, ?e w Rzymie, nad rzek?, w okolicy, gdzie mnóstwo ?ydów mieszka?o, wytrys?o ?ród?o jakby oliwy i wszystko bardzo si? zdziwi?o. Tak?e, gdy si? Jezus narodzi?, rozpad? si? wspania?y pos?g bo?ka Jowisza, wskutek czego wszystko si? zatrwo?y?o. Sk?adali ofiary i pytali si? innego bo?yszcza, zdaje mi si? Wenery, a szatan z niej powiedzie? musia?: dzieje si? to dlatego, poniewa? dziewica bez m??a pocz??a i porodzi?a syna. Oznajmi?a im te? cud z owym ?ród?em oliwy. Na tym miejscu stoi teraz ko?ció? Naj?wi?tszej Maryi Panny. Lecz widzia?am, i? kap?ani ba?wochwalczy wskutek tego zdarzenia bardzo byli zatrwo?eni, a w zwojach nast?puj?c? odszukali histori?: Przed mniej wi?cej 70 laty przyozdobili tego bo?ka bardzo wspaniale z?otem i drogimi kamieniami, wiele ha?asu z nim robi?c i sk?adaj?c mu liczne ofiary. ?y?a wówczas w Rzymie bardzo dobra, pobo?na niewiasta, utrzymuj?c? si? ze swego maj?tku. Nie wiem na pewno, czy


117

nie by?a ?ydówk?. Miewa?a widzenia i musia?a prorokowa?, powiada?a te? czasem ludziom przyczyn? ich niep?odno?ci. Ta niewiasta oznajmi?a publicznie, i?by tego bo?ka tak kosztownie nie czcili, gdy? kiedy? na dwie cz??ci p?knie. Wskutek tego pojmano j? i tak d?ugo dr?czono, dopóki nie wyprosi?a sobie u Boga objawienia, kiedy to nast?pi, tego bowiem kap?ani ba?wochwalczy od niej dowiedzie? si? chcieli. Rzek?a wi?c wreszcie: Pos?g si? skruszy, skoro czysta dziewica porodzi syna. Gdy to powiedzia?a, wy?miano j? i jako pozbawion? rozumu wypuszczono. Teraz przypomnieli sobie to ludzie i przekonali si?, ?e mia?a s?uszno??. Widzia?am te?, ?e burmistrzowie Rzymu, z których jeden nazywa? si? Lentulus i by? przodkiem przyjaciela ?wi?tego Piotra w Rzymie i kap?ana — m?czennika Moj?esza, dowiadywali si? o owym zdarzeniu i o owej studni z oliw?. Cesarza Augusta widzia?am tej nocy na Kapitolu, gdzie mia? widzenie t?czy z wizerunkiem dziewicy i Dzieci?tka. Wyrocznia, której kaza? pyta?, takie wyrzek?a zdanie: ?narodzi?o si? Dzieci?, któremu wszyscy ust?pi? musimy." Potem synowi Dziewicy, jako ?Pierworodnemu Boga," kaza? zbudowa? o?tarz i sk?ada? ofiary. W Egipcie równie? widzia?am obraz, by?o to daleko poza Matare?, Heliopolis i Memfis. By? tam wielki bo?ek, który wpierw ró?ne g?osi? wyroki. Ten naraz oniemia?, a król kaza? w ca?ym kraju wielkie sk?ada? ofiary. Wtedy na rozkaz Boga ów bo?ek musia? powiedzie?, i? milczy i ust?pi? musi, gdy? narodzi? si? z dziewicy syn, i ?e mu tutaj ?wi?tynia wystawiona zostanie. Król chcia? mu potem ?wi?tyni? obok wystawi?. Nie znam ju? dok?adnie tej historii. Lecz bo?ka usuni?to, a na tym miejscu stan??a ?wi?tynia na cze?? Dziewicy z Dzieci?tkiem, o której on g?osi?, i której potem na sposób poga?ski cze?? oddawano. W kraju ?wi?tych Trzech Króli widzia?am wielki cud. Na jednej górze mieli wie??, gdzie na przemian zawsze jeden z nich z kilku kap?anami przebywa?, by w gwiazdy si? wpatrywa?. Co w gwiazdach widzieli, spisywali i udzielali sobie. Tej nocy by?o tutaj dwóch króli, Menzor i Sair. Trzeci, który mieszka? na wschód od morza kaspijskiego i nazywa? si? Teokeno, nie by? obecnym. By? to jaki? rodzaj konstelacji, na który zawsze patrza? i na którego zmiany uwa?ali. Wtedy otrzymywali widzenia i obrazy na niebie. Tak by?o i dzisiejszej nocy, i to w kilku odmianach. Nie by?a to jedna gwiazda, w której ów obraz widzieli, by?o wi?cej gwiazd w jednej figurze, i jakie? poruszenie w gwiazdach. Widzieli pi?kn? kolorow? t?cz? ponad obrazem ksi??yca, na której siedzia?a dziewica. Lewa noga by?a w postawie siedz?cej, prawa wi?cej prosto opada?a na dó? i spoczywa?a na ksi??ycu. Po lewej stronie dziewicy wida? by?o ponad t?cz? winn? latoro?l, po prawej stronie ki?? k?osów. Przed dziewic? widzia?am ukazuj?cy si? lub ja?niej z swego blasku wyst?puj?cy kszta?t kielicha, jakby kielicha Wieczerzy Pa?skiej. Z kielicha wznosi?o si? w gór? Dzieci?tko, a ponad Dzieci?tkiem widnia?a jasna tarcza, jakby pró?na monstrancja, z której promienie, jakby k?osy wychodzi?y. Mia?am przy tym wyobra?enie Sakramentu. Po lewej stronie dziewicy wznosi? si? o?miograniasty ko?ció? ze z?ot? bram? i z dwoma ma?ymi drzwiami bocznymi. Dziewica posun??a praw? r?k? Dzieci?tko i hosti? ku ko?cio?owi, który podczas tego sta? si? wielkim i w którym spostrzeg?am Trójc? Przenaj?wi?tsz?. Ponad ko?cio?em wznosi?a si? wie?a. Te same obrazy widzia? te? w ojczy?nie swojej Teokeno, trzeci z owych króli. Dzieci?tko Jezus. Matki Boskiej nie by?o, by je obroni?. Przychodzi?y dzieci z rózgami i z biczami rozmaitego gatunku i uderza?y Je w twarz a? do krwi, a ono mile zas?ania?o si? r?czkami, za? najmniejsze dzieci z?o?liwie bi?y Je po r?czkach. Niektórym rodzice sami rózgi zwijali i skr?cali; przychodzi?y z cierniami, pokrzywami, batami, kijami ró?nymi, a ka?de mia?o swe znaczenie. Jedno przysz?o z zupe?nie cienk? rózg?, jakby z ?odyg?, a gdy na nie chcia?o uderzy?, nad?ama?a si? ?odyga i pad?a na nie samo. Zna?am kilka tych dzieci, inne che?pi?y


118

si? wytwornymi szatami; z niektórych zdj??am te suknie i dobrze je wych?osta?am. Gdy Maryja jeszcze przed ??óbkiem sta?a, rozwa?aj?c, zbli?yli si? pastuszkowie z swymi ?onami. By?o 5 osób. By im zrobi? miejsce, i?by do ??óbka dost?pi? mogli, ust?pi?a im ?wi?ta Dziewica miejsca, udaj?c si? tam, gdzie porodzi?a. Ci ludzie nie oddawali w?a?ciwie pok?onu, lecz g??boko wzruszeni, patrzeli na Dzieci?tko, a nim odeszli, nachylili si? ku niemu, jakby je ca?uj?c. Nasta? dzie?, Maryja siada?a na swym zwyk?ym miejscu, a Dzieci?tko Jezus, owini?te, z wolnymi r?koma i twarz?, na jej ?onie spoczywa?o. Mia?a co? jakby p?ótno w swych r?kach, które uk?ada?a i przygotowywa?a. Józef u wej?cia przy ognisku równie? co? uk?ada? czy przygotowywa? jakby podstawk?, by na niej sprz?ty wiesza?. Sta?am obok os?a. Wtem wesz?y trzy wiekiem podesz?e niewiasty Esse?skie; przyj?to je bardzo serdecznie. Maryja nie powsta?a. Przynios?y do?? wiele darów: ma?ych owoców, tak?e ptaków wielko?ci kaczek, o czerwonych szyd?owatych dziobach, trzymaj?c je za skrzyd?a, tak?e pod?ugowatookr?g?ych, na cal grubych placków, p?ótna i innej materii. Wszystko przyj?te by?o z wielk? pokor? i podzi?k?. By?y bardzo spokojne i serdeczne. Ze wzruszeniem spogl?da?y na Dzieci?tko lecz nie dotyka?y Go, a potem znowu, bez d?ugiego ?egnania i odprowadzania odesz?y. Tymczasem obejrza?am os?a jak najdok?adniej. Mia? bardzo szeroki grzbiet, i pomy?la?am sobie jeszcze: kochane bydl?tko, ju?e? wiele d?wiga?o! Chcia?am te? do?wiadczy?, czy jest rzeczywi?cie prawdziwym, wi?c uchwyci?am jego w?osy i zauwa?y?am, ?e by?y delikatne jak jedwab. — Razu pewnego przysz?y dwie niewiasty, z trzema ko?o osiem lat maj?cymi dzieweczkami. Zdawa?y si?, jakoby by?y znakomite, wi?cej obce i ?e bardziej ni? poprzednie, przyby?y wskutek cudownego rozg?osu. Józef przyj?? je bardzo pokornie. Przynios?y dary wi?cej wewn?trznej warto?ci a mniejszych rozmiarów: ziarna w miseczce, ma?ych owoców, tak?e ustawion? kupk? trójgraniastych, grubych blaszek z?otych, na których wyci?ni?ty by? stempel, jakby piecz?tka. Pomy?la?am: przedziwnie, wygl?da to, jak obraz opatrzno?ci Boskiej. Nie! jak?e oko Boskie mog? porówna? z czerwon? ziemi?! Maryja powsta?a i poda?a im Dzieci?tko na r?ce. Trzyma?y je obie przez pewien czas, modl?c si? po cichu z podniesionym duchem i ca?owa?y je. Owe za? troje dziewcz?t by?y spokojne i wzruszone. Józef i Maryja rozmawiali z nimi, a gdy odchodzi?y, Józef odprowadzi? je kawa?ek drogi. Ach! gdyby kto, jak owe niewiasty, móg? widzie? pi?kno??, czysto?? Maryi i to zatopienie si? w Bogu! Ona wie wszystko! Lecz dla swej pokory jest jakby nie?wiadom? pojedynczych rzeczy. Jak dziecko spuszcza swe oczy; a gdy spojrzy, wzrok jej Jak promie?, jak prawda, jak niepokalana ?wiat?o?? na wskro? przenika. A to st?d pochodzi, ?e jest zupe?nie czyst?, zupe?nie niewinn?, pe?n? Ducha ?wi?tego i bez ukrytych zamys?ów. Temu spojrzeniu nikt oprze? si? ni? zdo?a. Ci ludzie przyszli jakby potajemnie, unikaj?c wszelkiego rozg?osu w mie?cie. Wydawa?o si?, jakoby przynajmniej kilka mil byli przebyli. Przy takich odwiedzinach Józef by? zawsze bardzo pokornym, uchyla? si? nieco i przypatrywa? si? z dala, z ubocza. Widzia?am te? s?u??c? Anny, która ze starym s?ug? z Nazaret do ??óbka przyby?a. By?a wdow? i spokrewnion? ze ?wi?t? Rodzin?. Przynios?a od Anny rozmaite potrzebne rzeczy i pozosta?a przy ?wi?tej Dziewicy. Stary s?uga wylewa? ?zy rado?ci i znowu powróci? do domu by Ann? uwiadomi?. Dnia nast?pnego widzia?am ?wi?t? Dziewic? z Dzieci?tkiem Jezus i s?u??c?, opuszczaj?cych na kilka godzin grot?. Wychodz?c, zwróci?a si? dla schronienia swego na prawo, i uczyniwszy kilka kroków, ukry?a si? w grocie bocznej, w której podczas narodzenia Chrystusa wytrysn??o ?ród?o.


119

Mniej wi?cej cztery godziny zabawi?a w tej jaskini. Przybyli bowiem z Betlejem, szpiedzy Heroda, poniewa? przez opowiadanie pasterzy rozesz?a si? wie??, i? tam sta? si? cud z pewnym dzieci?tkiem. Widzia?am, ?e owi ludzie pomówili kilka s?ów z Józefem, którego przed jaskini? spotkali, i ?e go opu?cili z uprzejmym u?miechem. Jaskinia z ??óbkiem po?o?ona jest w?a?ciwie w bardzo mi?ym i spokojnym zaciszu. Nikt tu z Betlejem nie przychodzi, tylko pasterze tu przebywaj?. W ogóle nikt si? teraz wiele nie troszczy o to, co si? za miastem dzieje, albowiem wskutek tak wielkiej liczby cudzoziemców panuje tam wielki nat?ok i ruch. Sprzedaje i bije si? tam bardzo wiele byd?a, poniewa? mnóstwo ludzi swe podatki bydl?tami op?aca; jest tam te? wielu s?u??cych, pogan. Cud o objawieniu si? Anio?ów pasterzom szybko rozszed? si? pomi?dzy mieszka?cami mniej i wi?cej oddalonych dolin gór, a tym samym te? narodzenie Dzieci?tka w grocie ze ??óbkiem. Dlatego te? gospodarze, u których ?w. Rodzina w?ród drogi wst?powa?a, przychodzili jeden po drugim, by uczci? to, co nie znaj?c, ugo?cili. Widzia?am, ?e ów uprzejmy gospodarz ostatniej gospody najpierw s?ugi z darami wys?a?, a potem sam przyby?, by Dzieci?tku cze?? odda?. Tak?e dobr? ?on? owego m??a, który tak niegrzecznym by? dla Józefa, widzia?am do ??óbka przybywaj?c?, jako te? innych pasterzy i dobrych ludzi, którzy bardzo byli wzruszeni. Wszyscy mieli szaty ?wi?teczne, a na szabat wracali do Betlejem. Owa dobra niewiasta mia?aby bli?ej do Jerozolimy, lecz mimo to przyby?a do Betlejem. Krewny Józefa, ojciec owego Jonadaba, który podczas krzy?owania poda? Jezusowi chust?, przyby? tak?e, id?c na szabat, do ??óbka. Józef ?y? z nim w zgodzie. Ów krewny dowiedzia? si? od ludzi z swej miejscowo?ci o cudownym po?o?eniu Józefa i przyby?, by go obdarzy? i odwiedzi? Dzieci?tko Jezus i Maryj?. Lecz Józef nic nie przyj??, daj?c mu w zastaw sw? o?lic? pod warunkiem, i? za otrzymane pieni?dze znowu j? b?dzie móg? wykupi?. Potem Maryja, Józef, s?u??ca i dwaj pasterze którzy u wej?cia stali, ?wi?cili szabat w grocie. Pali?a si? lampa z 7 knotami, a na stoliku, bia?o i czerwono nakrytym, le?a?y zwoje, z których si? modlili. Liczne pokarmy, które pasterze w darze przynie?li, rozdzielane by?y mi?dzy ubogich i u?ywane dla go?ci. Ptaki na oszczepie pieczono w ogniu i posypywano kolejno m?k? z ziaren ro?liny, podobnej do sitowia, rosn?cej licznie oko?o Betlejem i Hebronu. Z ziaren robiono tak?e l?ni?cy bia?y kleik i pieczono placki. Pod ogniskiem widzia?am bardzo gor?ce i czyste otwory, w których tak?e ptaki pieczono. Po szabacie, ?ony Esse?czyków, pod sza?asem postawionym przez Józefa i pasterzy przed wej?ciem do jaskini, zgotowa?y uczt?. Józef poszed? do miasta po kap?anów do obrzezania. W ??óbku wszystko uprz?tni?to. Usuni?to przegrod?, któr? Józef zrobi? w ganku, a pod?og? kobiercami wy?o?ono; albowiem w tym ganku, w pobli?u samego ??óbka, by?o miejsce obrz?du.

Obrzezanie

Józef powróci? z Betlejem z 5 kap?anami i niewiast?, która w takich wypadkach by?a potrzebna. Nie?li ze sob? krzes?o do obrzezania i o?miograniast? p?yt? kamienn?, w której by?y narz?dzia. To wszystko po?o?ono w ganku jaskini na swoim miejscu. Krzes?o by?o skrzyni?, która, roz?o?ona, tworzy?a rodzaj niskiego ?ó?ka z por?cz? po jednej stronie. Nakryto je czerwon? materi?. Kamie?, na którym obrzezano, mia? mo?e wi?cej ani?eli dwie stopy ?rednicy. W ?rodku nakryty by? p?yt? metalow?, pod któr? w zag??bieniu kamienia le?a?y rozmaite puszki z p?ynami, a na boku nó? do obrzezania w przegrodach. Ten kamie?


120

po?o?ono na sto?ek, który, chustk? okryty, dot?d zawsze sta? w miejscu, na którym Pan Jezus si? narodzi?, a teraz postawiono go obok krzes?a do obrzezania. Wieczorem urz?dzono uczt? przed wej?ciem pod altan?. Mnóstwo ubogich ludzi kap?anom towarzyszy?o, jak to zwyczajnie przy obrzezaniach si? dzieje i otrzymywali podczas uczty od kap?anów i Józefa bez ustanku dary. Kap?ani poszli te? do Maryi i Dzieci?tka, rozmawiali z Ni? i brali Dzieci?tko na r?ce. Z Józefem rozmawiali o imieniu, które Dzieci?tko mia?o otrzyma?. W nocy jeszcze wiele modlili si? i ?piewali, a ze ?witem obrzezano Dzieci?tko. Maryja by?a podczas tego obrz?du w wielkiej obawie i by?a bardzo zasmucona. Po obrzezaniu owini?to Dzieci?tko a? po ramionka czerwonymi, a z wierzchu jeszcze bia?ymi chustkami; tak?e ramionka zawi?zano, a g?ówk? owini?to chust?. Z?o?ywszy je znowu na o?miograniastym kamieniu, jeszcze nad Nim si? modlono. Jakkolwiek wiem, i? ju? Anio? Józefowi by? powiedzia?, ?e Dzieci?tko ma otrzyma? Imi? Jezus, jednakowo? przypominam sobie niewyra?nie, jakoby kap?an nie zaraz na to imi? si? zgodzi? i jakoby z drugimi jeszcze si? modli?. Widzia?am, ?e l?ni?cy Anio? stan?? przed kap?anem, trzymaj?c przed nim Imi? Jezus na tablicy, podobnej do tej, która nad krzy?em by?a umieszczona. Widzia?am te?, i? kap?an to Imi? na pergaminie zapisa?. Nie wiem, czy on sam lub inni przytomni Anio?a widzieli, lecz owo Imi? wskutek natchnienia pisa? z wielkim wzruszeniem. Po obrz?dzie dano Dzieci?tko znowu Józefowi, a ten poda? je ?w. Dziewicy, która w g??bi groty sta?a z dwiema niewiastami. Wzi??a p?acz?ce Dzieci?tko na r?ce i uspokaja?a je. Przed wej?ciem do groty tak?e kilku pastuszków sta?o. Pali?y si? lampy i w?ród tego za?wita? dzie?. Wci?? si? modlono i ?piewano, a przed odej?ciem kap?anów posilono si? jeszcze przek?sk?. Widzia?am te?, ?e wszyscy, którzy przy obrzezaniu byli obecni, byli dobrymi i ?e kap?ani tak?e zostali o?wieceni i pó?niej zbawienia dost?pili. Jeszcze przez ca?e rano licznym ubogim rozdzielano dary. Pó?niej rozmaite, wstr?tne ?ebractwo, czarni i brudni ludzie, przychodz?c z t?umokami z doliny pasterzy, przechodzili ko?o ??óbka. Zdawa?o si?, jakoby zamierzali i?? do Jerozolimy na ?wi?ta. Byli bardzo natarczywi, przeklinali i wyzywali szkaradnie, gdy ma?o otrzymali. Nie wiem dok?adnie, co to byli za ludzie. Osio? by? podczas tego obrz?du wi?cej w g??bi przywi?zany, zwykle za? sta? w grocie z ??óbkiem. W?ród dnia widzia?am niewiast? opatruj?c? jeszcze raz u Maryi i owijaj?c? Dzieci?tko, a nast?pnej nocy widzia?am Dzieci?tko cz?sto p?acz?ce i od bólu niespokojne. Maryja i Józef, tul?c je, chodzili z Nim w grocie. Zastanawiaj?c si? nad tajemnic? obrzezania, mia?am widzenie. Pod drzewem palmowym widzia?am dwóch Anio?ów stoj?cych, którzy dwie tablice trzymali. Na jednej by?y wyobra?one rozmaite narz?dzia m?ki, a mi?dzy nimi przypominam sobie w po?rodku stoj?cy s?up z mo?dzierzem o dwóch uszkach. Na drugiej tablicy by?y g?oski, wyobra?aj?ce czasy i lata Ko?cio?a. Na drzewie palmowym kl?cza?a dziewica, jakby z drzewa wyros?a, a jej p?aszcz, lub welon, zadzierzgni?ty nad g?ow?, powiewa? oko?o niej. Przed sob? w r?kach trzyma?a serce, na którym ujrza?am ma?e, l?ni?ce dzieci?tko. Widzia?am, jak do drzewa palmowego zbli?a? si? z ob?oku Bóg Ojciec, ?ami?c mocn?, tworz?c? krzy? ga??zk?, i sk?adaj?c j? na Dzieci?tko. Potem widzia?am Dzieci?tko jakby do tego krzy?a przybite, a Dziewica poda?a ga??zk? palmow? wraz z ukrzy?owanym dzieci?tkiem Bogu Ojcu serce tylko zatrzymuj?c w r?ku. Wieczorem dnia nast?pnego widzia?am El?biet? z Juty na o?le w towarzystwie starego s?ugi do groty przybywaj?c?. Józef przyj?? j? bardzo mile. Jej i Maryi rado?? by?a niezmiernie wielka, gdy si? ?ciska?y. El?bieta przycisn??a Dzieci?tko do serca. Spa?a w grocie Maryi obok miejsca, na którym si? Jezus narodzi?. Przed tym miejscem sta?a podstawa, na której czasami k?ad?y Dzieci?tko.


121

Maryja opowiada?a El?biecie wszystko, co zasz?o. A gdy jej mówi?a o przykro?ciach z noclegiem po przybyciu do Betlejem, El?bieta serdecznie p?aka?a. Opowiada?a jej te? obszernie chwile narodzenia Jezusa, a przypominam sobie jeszcze, i? powiedzia?a, ?e w chwili Zwiastowania by?a przez 10 minut w zachwyceniu i ?e si? jej zdawa?o, jakoby si? serce jej podwaja?o, i ?e niewymownym szcz??ciem by?a nape?niona. W chwili narodzenia za? uczu?a wielkie pragnienie i zdawa?o si? jej, jakoby j?, kl?cz?c?, Anio?owie w gór? unosili i jakoby jej serce si? oddziela?o i jedna po?owa od niej si? oddziela?a. W tym zachwyceniu znajdowa?a si? przez 10 minut, a odczuwaj?c wewn?trzn? pró?ni? i pragnienie czego? poza sob?, ujrza?a blask przed sob?, i zdawa?o si? jej, jakoby w jej oczach ros?a posta? Dzieci?tka. Wtem spostrzeg?a, ?e Dzieci?tko porusza si? i us?ysza?a, ?e p?acze, a przyszed?szy do siebie, wzi??a Dzieci?tko z pokrycia do piersi; z pocz?tku bowiem waha?a si? wzi?? je na r?ce, poniewa? wielkim blaskiem otoczone by?o. El?bieta rzek?a: ?Ty? nie porodzi?a jak inne matki. Narodzenie Jana by?o te? s?odkie, lecz nie by?o takim jako twoje." Raz widzia?am te? El?biet? z Maryj? i Dzieci?tkiem w ukryciu nad wieczorem w grocie pobocznej. Pozostawa?y w niej ca?? noc. Przychodzili go?cie z Betlejem, którym pokaza? si? nie chcia?y. Niewiasty ?ydowskie krótko tylko karmi?y niemowl?ta. Tak?e Dzieci?tko Jezus ju? w pierwszych dniach dostawa?o papk? z s?odkiego, lekkiego i po?ywnego rdzenia pewnej ro?liny, podobnej do sitowia. Gdy w Jerozolimie zacz??a si? uroczysto?? po?wi?cenia ?wi?tyni Machabeuszów, obchodzi? j? i Józef w grocie. Przytwierdzi? trzy ?wieczniki z siedmiu ?wiat?ami do ?cian groty i zapala? je przez tydzie?, rano i wieczór. Raz widzia?am jednego z kap?anów, którzy byli przy obrzezaniu, ze zwojem u ??óbka; modli? si? z niego z ?w. Józefem. Zdawa?o mi si?, jakoby si? chcia? przekona?, czy Józef t? uroczysto?? obchodzi i jakoby mu now? uroczysto?? og?asza?; albowiem nast?powa? dzie? postny. Widzia?am i w Jerozolimie niejedn? zmian?. Przygotowywano potrawy na dzie? nast?pny, zakrywano ogie?, wszystko sprz?tano, a otwory zas?aniano. Anna wysy?a?a kilkakrotnie s?ugi z darami, pokarmami i sprz?tami. Lecz Maryja wszystko wnet ubogim rozdawa?a. Raz pos?a?a te? El?bieta pi?kny koszyczek z owocami i ?wie?ymi, pe?nymi, wielkimi ró?ami, zatkni?tymi w owoce. Te ró?e bledsze by?y od naszych, prawie cielistego koloru, tak?e ?ó?te i bia?e. Maryja ucieszy?a si? tym bardzo i postawi?a koszyk obok siebie. Gdy Anna ze swym drugim m??em i jednym s?ug? przyby?a, rado?? jej i wzruszenie z powodu Dzieci?tka Jezus wyci?gaj?cego ku niej r?czki, by?y bardzo wielkie. Maryja opowiedzia?a jej wszystko, jak i El?biecie. Anna p?aka?a z Maryj?, a do tego wszystkiego miesza?y si? pieszczoty Dzieci?tka Jezus. Anna przynios?a Maryi i Dzieci?tku wiele darów, nakrycia i opaski. Maryja ju? wiele od niej otrzyma?a; lecz mimo to wszystko w grocie w ubogim pozostaje stanie, poniewa? Maryja wszystko, bez czego oby? si? mo?na, natychmiast rozdaje. Opowiedzia?a Annie, ?e królowie ze Wschodu si? zbli?aj?, ?e przynosz? wielkie dary i ?e te odwiedziny wielkie zrobi? wra?enie. Dlatego Anna, dopóki królowie tu b?d?, chce zabawi? u swej siostry, kilka godzin drogi st?d mieszkaj?cej, i dopiero po wyje?dzie królów chce powróci?. Widzia?am te?, ?e Józef ??óbek i groty poboczne wysprz?ta? zacz??, by si? przygotowa? na przybycie królów, których Maryja w duchu zbli?aj?cych si? widzi. By? te? w Betlejem, by drugi podatek zap?aci? i za mieszkaniem si? obejrze?; albowiem po Oczyszczeniu Maryi zamierza zamieszka? w Betlejem.


122

Podró? ?wi?tych Trzech Króli do Betlejem

Widzia?am orszak Teokenona w kilka dni po wyruszeniu z ojczyzny, stykaj?cy si? w podupad?ym mie?cie z orszakiem Menzora i Saira. Sta?y tutaj rz?dy wysokich kolumn, a na niektórych miejscach tak?e wielkie, pi?kne figury. W gruzach miasta osiad?a ho?ota napastników. W zwierz?ce skóry byli przybrani i nosili oszczepy, mieli brunatn? barw? cia?a, wzrostu niskiego i kr?pego, lecz bardzo zwinni. Wszystkie trzy orszaki, opu?ciwszy o ?wicie pospo?u to miasto, po po?udniowej podró?y odpoczywa?y w pewnej dosy? urodzajnej okolicy, gdzie by?a studnia, a naoko?o kilka obszernych szop. By?o tu zwyk?e miejsce odpoczywania dla takich orszaków. Ka?demu królowi towarzyszy?o razem z orszakiem czterech przedniejszych plemienia. Sam za? król by? jakoby ojcem wszystkich, staraj?cym si? o wszystko, rozkazuj?cym i rozdzielaj?cym. W ka?dym orszaku byli ludzie rozmaitej barwy twarzy. Plemi? Menzora by?o o mi?ej, brunatnej barwie. Plemi? Saira by?o brunatne, za? Teokenona o po?yskuj?cej, ?ó?tawej barwie. O l?ni?cej, czarnej barwie, widzia?am tylko niewolników, których wszyscy posiadali. Przedniejsi siedzieli na wysoko na?adowanych dromaderach pomi?dzy t?umokami pokrytymi dywanami. W r?ku mieli laski. Za nimi post?powa?y inne zwierz?ta, prawie tak wielkie jak konie, na których s?udzy i niewolnicy pomi?dzy pakunkami jechali. Przybywszy na miejsce, zsiedli, a zdj?wszy pakunki ze zwierz?t, u studni je napoili. Studnia otoczon? by?a ma?ym wa?em, na którym znajdowa? si? mur z trzema otwartymi wchodami. W tym miejscu by? zbiornik, który nieco g??biej le?a? i mia? upust z trzema za pomoc? czopów zamkni?tymi rurami. Zbiornik zamkni?ty by? wiekiem. Szed? z nimi jaki? cz?owiek z owego opustosza?ego miasta i otworzy? zbiornik za zap?at?. Mieli skórzane naczynia, które zupe?nie p?asko sk?ada? by?o mo?na; by?y one na 4 przegrody podzielone, które wod? nape?niali i z których zawsze 4 wielb??dy razem pi?y. Obchodzili si? te? z wod? tak ostro?nie, aby ?adnej kropli nie uroniono. Potem zaprowadzono zwierz?ta w ogrodzone, nie pokryte miejsca blisko studni, ka?de przegrod? oddzielone. Mia?y kamienne koryta przed sob?; sypali im w te koryta jak?? pasz?, któr? ze sob? nosili. Pasza sk?ada?a si? z ziaren tak wielkich, jak ?o??dzie. Pomi?dzy pakunkami znajdowa?y si? te? w?skie, wysokie klatki z ptakami, które pod szerszymi pakami po bokach zwierz?t wisia?y; siedzia?y w nich, pojedynczo i parami, w przegrodach pod?ug rozmaitej wielko?ci ptaki, jak go??bie lub kury. Potrzebowali ich na po?ywienie w drodze. W skórzanych skrzyniach mieli chleby równej wielko?ci, jakby pojedyncze tafle tu? obok siebie spakowane; od?amywali zawsze tyle, ile potrzebowali. Mieli przy sobie bardzo kosztowne naczynia z ?ó?tego kruszcu, i drogimi kamieniami ozdobnie wysadzane, prawie zupe?nie w kszta?cie naszych naczy? ko?cielnych, jak, kielichów, ?ódek, i miseczek, z których pijali i na których potrawy podawali. Brzegi tych naczy? po wi?kszej cz??ci by?y wysadzane czerwonymi, drogimi kamieniami. Plemiona by?y nieco odmienne pod wzgl?dem ubioru. Teokeno i jego rodzina, równie? Menzor, nosili na g?owie wysokie, pstro haftowane czapki z bia??, grub? opask?. Ich kurtki si?ga?y a? po ?ydki, by?y bardzo pojedyncze, mia?y kilka guzików i ozdób na piersiach. Byli okryci lekkimi szerokimi i bardzo d?ugimi p?aszczami, które w tyle za nimi si? wlok?y. Sair i jego rodzina nosili czapki z ma??, bia?? wypuk?o?ci? i okr?g??, kolorowo haftowan? kapuz?. Mieli krótsze p?aszcze, lecz w tyle nieco d?u?sze, ani?eli z przodu, pod spodem kurtki a? do kolan szczelnie zapinane, przyozdobione na piersiach sznurkami, b?yskotkami i licznymi ?wiec?cymi guzikami. Po jednej stronie piersi mieli b?yszcz?c? tarcz?, podobn? do gwiazdy. Wszyscy mieli bose nogi sznurkami oplecione, do których


123

przylega?y podeszwy. Przedniejsi mieli krótkie pa?asze lub wielkie no?e za pasami, a niektórzy tak?e worki i puszki. Pomi?dzy królami i ich krewnymi byli m??owie, mniej wi?cej lat 50, 40, 30 i 20 licz?cy. Niektórzy mieli d?ugie, inni tylko krótkie brody. S?udzy i poganiacze wielb??dów byli o wiele skromniej ubrani. Niektórzy mieli na sobie tylko kawa? materii lub stare okrycie. Gdy zwierz?ta zaspokojono i gdy si? te? sami napili, zrobili ogie? na ?rodku szopy, pod któr? obozowali. Drzewo, którego do tego ognia u?ywali, sk?ada?o si? z mniej wi?cej dwie i pó? stóp d?ugich trzasek, które ubodzy ludzie tej okolicy w bardzo ?adnie u?o?onych wi?zkach przynie?li, jakoby takowe dla podró?uj?cych ju? gotowe mieli. Królowie, postawiwszy stos trójgraniasty, w?o?yli na? doko?a owe trzaski, pozostawiaj?c z jednej strony otwór dla przeci?gu, a wszystko bardzo zr?cznie by?o u?o?one. W jaki za? sposób ogie? wzniecili, tego dobrze nie wiem, widzia?am, ?e jeden z nich kawa?ek drewna w drugim, jakoby w puszce przez pewien czas obraca?, i ?e potem ów kawa?ek drewna zapalony wyci?ga?. W ten sposób zapalili ogie?, i widzia?am, jak teraz kilka ptaków zabijali i piekli. Trzej Królowie i najstarsi post?powali, ka?dy w swym plemieniu, jakoby ojcowie rodziny, dzielili pokarm i rozdawali. Porozcinane ptaki i ma?e chleby k?adli na ma?e miseczki lub talerze, stoj?ce na niskiej nodze, i podawali je; tak samo nape?niali kubki i podawali ka?demu do picia. Podrz?dniejsi s?udzy, pomi?dzy nimi murzyni, le?eli obok na ziemi. Zdawa?o si?, jakoby niewolnikami byli. Niewymownie wzruszaj?c? by?a dzieci?ca prostota i dobroduszno?? tych m??ów. Przybiegaj?cym ludziom dawali z wszystkiego, co mieli. Podawali im nawet z?ote naczynia, daj?c im pi? jak dzieciom. Menzor, brunatny, by? Chaldejczykiem, miasto jego nazywa?o si? mniej wi?cej Akajaja, otoczone rzek?, jakby na wyspie le?a?o. Po wi?kszej cz??ci przebywa? na polu przy trzodach swoich; po ?mierci Chrystusa zosta? przez ?wi?tego Tomasza ochrzczony i nazwany Leandrem. Sair, brunatny, ju? w czasie Bo?ego Narodzenia by? u Menzora gotów do wyjazdu. Tylko on i ludzie jego plemienia byli tak brunatni, lecz czerwone mieli wargi; reszta ludzi doko?a by?a bia?ej barwy. Sair mia? chrzest pragnienia. Nie ?y? ju?, gdy Jezus przyby? do krainy królów. Teokeno by? z Mecji, kraju, po?o?onego wi?cej w górach. Stercza? ten kraj, jakby kawa? ziemi mi?dzy dwa morza. Mieszka? w swym mie?cie, którego imi? zapomnia?am, sk?ada?o si? ono z namiotów, zbudowanych na fundamencie kamiennym. Teokeno by? najzamo?niejszym. Zdaje mi si?, ?e by?by mia? prostsz? drog? do Betlejem i ?e musia? obchodzi?, by i?? razem z drugimi a nawet s?dz?, ?e musia? oko?o Babilonu przechodzi?, by do nich si? dosta?. Ochrzci? go ?wi?ty Tomasz, nadaj?c mu imi? Leon. Imiona: Kasper, Melchior i Baltazar dano tym królom dlatego, poniewa? te imiona zupe?nie do nich si? stosuj?. Albowiem Kasper oznacza: idzie z mi?o?ci?; Melchior: chodzi doko?a, idzie z pochlebstwem, przyst?puje ze s?odycz?. Baltazar: wol? swoj? szybko porywa; swoj? wol? natychmiast do woli Boga stosuje. Od obozu Menzora mieszka? Sair trzy dni drogi, na ka?dy po 12 godzin licz?c, a Teokeno o pi?? takich dni by? oddalony. Menzor i Sair byli razem, gdy z gwiazd dowiedzieli si? o narodzeniu Jezusa, i nazajutrz wybrali si? z orszakiem swoim w drog?. Teokeno mia? to samo widzenie w domu i szybko pod??y? za nimi. Droga ich a? do Betlejem wynosi?a oko?o 700 godzin i jeszcze pewn? ilo??, w której liczba 6 zachodzi. Mieli oko?o 60 dni drogi, na ka?dy po 12 godzin licz?c, lecz wskutek wielkiej szybko?ci swych zwierz?t jucznych odbyli j? w 33 dniach, jad?c cz?sto dniem i noc?. Gwiazda, która ich prowadzi?a, wygl?da?a jak okr?g?a pi?ka, a ?wiat?o wychodzi?o z niej jakby z ust. Zawsze mi si? zdawa?o, jakoby t? pi?k? na nitce ?wietlanej, jaka? r?ka powodzi?a. Za dnia widzia?am cia?o l?ni?ce; ja?niejsze od s?o?ca, przed nimi post?puj?ce. Gdy rozwa?ali dalek? drog?, to szybko??


124

pochodu wydaje mi si? zdumiewaj?ca. Lecz te zwierz?ta post?puj? tak lekkim i równym krokiem, ?e widz? podró? ich w takim porz?dku, tak szybk? i równ?, jak lot ptaków w?drownych. Kraje Trzech Królów le?a?y w ten sposób, i? wszystkie razem tworzy?y trójk?t. Menzor i Sair mieszkali bli?ej siebie, Teokeno mieszka? najdalej. Gdy orszak a? do wieczora tutaj odpocz??, pomogli im ludzie, którzy si? do nich przy??czyli, w?o?y? znowu pakunki na zwierz?ta juczne, a potem zabrali ze sob? do domu rozmaite przedmioty przez królów pozostawione. Gdy wyruszyli, ukaza?a si? gwiazda, maj?c kolor czerwony, jak ksi??yc w?ród wietrznego powietrza. Ogon gwiazdy by? blady i d?ugi. Szli jeszcze kawa? drogi obok swych zwierz?t pieszo z odkrytymi g?owami, modl?c si?. Droga tu by?a tak?, i? nie mo?na by?o szybko post?powa?; gdy przyszli na równ? drog?, dosiedli zwierz?t, które bardzo szybko bieg?y. Czasem sz?y wolniej, a wówczas wszyscy nader wzruszaj?co ?piewali w?ród nocy. Widz?c tych królów w takim porz?dku i nabo?nym skupieniu ducha i z rado?ci? w?druj?cych, my?la?am sobie: gdyby to nasze procesje z nich przyk?ad sobie bra?y! Raz widzia?am orszak zatrzymuj?cy si? w nocy na polu przy studni. Cz?owiek z pewnej chaty, których kilka w pobli?u by?o, otworzy? im studni?. Napoili zwierz?ta juczne i, nie zdejmuj?c pakunków, przez krótki czas odpoczywali. Pó?niej widzia?am orszak na wy?szej p?aszczy?nie. Po prawej stronie by?y góry, i zdawa?o mi si?, jakoby tam, gdzie droga znowu opada?a, zbli?ali si? do okolicy, w której wi?cej by?o zabudowa? i drzew, a w?ród nich studnie. Ludzie tutejsi mieli tu porozci?gane pomi?dzy drzewami nici i robili z nich szerokie pokrycia. Oddawali cze?? obrazom wo?ów, a licznej gawiedzi, post?puj?cej za orszakiem królów, dawali hojnie potrawy, lecz nie u?ywali ju? misek, z których tamci jedli, co mnie dziwi?o. Nazajutrz widzia?am królów w pobli?u pewnego miasta, którego nazwa jakby Kausur brzmia?a, a które sk?ada?o si? z namiotów na kamiennych fundamentach zbudowane, odpoczywaj?cych u innego króla, do którego to miasto nale?a?o, a którego zamek z namiotów w ma?ym oddaleniu od miasta si? znajdowa?. Od swego spotkania si? a? dot?d odbyli 53 lub 63 godzin drogi. Opowiedzieli królowi Kausuru wszystko, co widzieli w gwiazdach. By? bardzo zdziwiony i patrz?c lunet? na gwiazd?, która ich prowadzi?a, ujrza? w niej dzieci?tko z krzy?em. Prosi? ich potem, i?by mu w powrocie wszystko opowiedzieli, a wtedy i on na cze?? Dzieci?tka wystawi o?tarze i ofiary sk?ada? mu b?dzie. Gdy królowie opu?cili Kausur, przy??czy? si? do nich znaczny orszak wielkich panów podró?uj?cych, którym t? sam? drog? i?? wypada?o. Pó?niej odpoczywali przy studni, nie zdejmuj?c pakunków; lecz wzniecili ogie?. Gdy znowu dalej jechali, s?ysza?am ich s?odko i serdecznie pospo?u ?piewaj?cych. ?piewali krótkie rymy, jak: ?Spieszmy przez góry, niwy i ?any, By odda? pok?on Panu nad pany." Jeden zaczyna?, a drudzy ?piewali razem rymy, które na przemian tworzyli i zanucali. W samym ?rodku gwiazdy mo?na by?o dzieci?tko z krzy?em widzie?. Maryja mia?a widzenie o zbli?aniu si? królów, gdy w Kausur odpoczywali. Opowiedzia?a o tym Józefowi i El?biecie. Nareszcie widzia?am królów przybywaj?cych do pewnej miejscowo?ci ?ydowskiej. By?o to ma?e, rozleg?e miasteczko, gdzie liczne domy wysokimi p?otami by?y otoczone. Tu byli ju? w prostej linii do Betlejem; lecz mimo to skierowali sw? drog? na prawo, gdy? innej drogi nie by?o. Gdy przybyli do nast?pnej miejscowo?ci, zacz?li pi?knie ?piewa? i byli bardzo uradowani, albowiem gwiazda ?wieci?a tu bardzo jasno, ?wieci? tak?e ksi??yc, tak, ?e wyra?nie wida? by?o cienie. Jednakowo? zdawa?o si?, jakoby mieszka?cy albo gwiazdy nie widzieli, albo nie bardzo si? ni? zajmowali; byli jednak niezmiernie us?u?ni. Kilku podró?nych zsiad?o, a mieszka?cy pomogli im napoi? zwierz?ta. My?la?am tu jeszcze o czasach Abrahama, jak to wówczas


125

wszyscy ludzie tak dobrzy byli i us?u?ni. Liczni mieszka?cy prowadzili orszak przez miasto, nios?c ga??zki, i szli godny kawa? drogi z nimi. Gwiazda nie zawsze przed nimi ?wieci?a, nieraz by?a zupe?nie ciemna, zdawa?o si?, jakoby ja?niej tam ?wieci?a, gdzie ?yli dobrzy ludzie, a ilekro? j? gdzie podró?ni bardzo ja?niej?c? widzieli, czuli osobliwsze wzruszenie, i my?leli, i? tam zapewne Mesjasz by? musi. Lecz królowie obawiali si? te?, i?by ich wielki orszak wielkiego wra?enia i gwaru nie wywo?a?. Nazajutrz, nie zatrzymuj?c si?, przeszli oko?o ponurego, mglistego miasta, a nieco dalej st?d przez rzek?, wp?ywaj?c? do Morza Martwego. Wieczorem widzia?am ich przybywaj?cych do pewnego miasta, jakby Manatea lub Madian si? nazywaj?cego. Orszak ich sk?ada? si? najmniej z 200 ludzi, tyle gawiedzi ?ci?gn??a za nimi ich wspania?omy?lno??. Prowadzi?a t?dy ulica; mieszka?cy za? sk?adali si? z ?ydów i pogan. Orszak zaprowadzono przed miasto na miejsce, opasane murem, gdzie królowie namioty rozbili. Widzia?am te?, jak si? tu, podobnie jak w poprzednim mie?cie, zasmucili, poniewa? nikt nie chcia? o nowonarodzonym królu nic s?ucha? ani wiedzie?. S?ysza?am ich tak?e opowiadaj?cych, jak dawno ju? na gwiazd? czekali.

Rodowód Królów

S?ysza?am, ?e ród swój wywodzili a? od Joba, który ?y? na Kaukazie, i jeszcze inne obszary w dal posiada?. Jeszcze dawno przed Balaamem, i nim Abraham by? w Egipcie, mieli przepowiedni? i czekali na gwiazd?. Przywódcy pewnego pokolenia z ziemi Joba otrzymali byli podczas pewnej wycieczki do Egiptu, w okolicy Heliopolis, przez Anio?a objawienie, i? z dziewicy narodzi si? Zbawiciel, któremu ich potomkowie cze?? oddawa? b?d?. Dalej nie maj? si? zapuszcza?, lecz wraca? i uwa?a? na gwiazdy. Z tego powodu urz?dzali uroczyste obchody, budowali ?uki tryumfalne i o?tarze, które kwiatami przyozdobili, i znowu do domu wrócili. By?o ich mo?e razem oko?o 3000. Byli to ludzie medyjscy i astrolodzy, o pi?knej, ?ó?tawo brunatnej barwie, i bardzo szlachetnej i wysokiej postawy. Przechodzili za swymi trzodami z jednego miejsca na drugie, a wskutek wielkiej swej pot?gi, panowali, gdzie chcieli. Ci wi?c, jak opowiadali królowie, pierwsi przynie?li proroctwo i przez nich dopiero rozpocz??o si? u nich ?ledzenie gwiazd. A gdy pó?niej to ?ledzenie gwiazd zosta?o zaniedbane, odnowi? je jeden z uczniów Balaama, a znacznie pó?niej po nim trzy prorockie córki przodków Trzech Króli. Teraz wreszcie w 500 lat po owych córkach, zjawi?a si? owa gwiazda, za któr? poszli. Owe trzy córki ?y?y w jednym i tym samym czasie, by?y z gwiazdziarstwem bardzo obeznane, mia?y te? ducha proroczego i widzenia. Widzia?y one, ?e wyjdzie gwiazda z Jakuba, i ?e Niepokalana Dziewica porodzi Zbawiciela. W d?ugich szatach chodzi?y po kraju, og?aszaj?c to proroctwo, nawo?uj?c do poprawy i przepowiadaj?c zdarzenia przysz?e a? do najodleglejszych czasów, i ?e pos?a?cy Zbawiciela przyb?d? do ich narodu i przynios? mu prawdziw? s?u?b? Bo??. Ojcowie tych dziewic wystawili obiecanej Matce Bo?ej tam, gdzie ich kraje si? ??czy?y, ?wi?tyni?, a w jej pobli?u wie?? celem ?ledzenia gwiazd i ich ró?nych zmian. Od tych trzech ksi???t pochodzili ?wi?ci Trzej Królowie od mniej wi?cej 500 lat w prostej linii przez 15 rodów. Lecz wskutek pomieszania si? z innymi plemionami nabyli tak ró?nej barwy. Ju? od owego d?ugiego czasu zawsze niektórzy z ich przodków przebywali na wie?y, by na gwiazdy uwa?a?. To, co spostrzegli, zapisywano i przechodzi?o z ust do ust, i pod?ug tych spostrze?e? zwolna niejedno w ich s?u?bie Bo?ej i ?wi?tyni si? zmienia?o.


126

Wszystkie pami?tne chwile, odnosz?ce si? do przyj?cia Mesjasza, by?y im przez obrazy w gwiazdach wskazane. W ostatnich latach, od Pocz?cia Maryi, obrazy te stawa?y si? coraz dok?adniejsze i zbli?anie si? zbawienia coraz znamienniejsze. W czasie od pocz?cia Maryi widzieli dziewic? z ber?em i wag?, w której równych szalach le?a?a pszenica i grona. W ko?cu widzieli nawet figury gorzkiej m?ki. Zdawa?o si?, jakoby nowonarodzonemu królowi wypowiedziano wojn?, ?e ten jednak wszystko zwyci??y. To ?ledzenie gwiazd by?o po??czone z nabo?e?stwem, postami, modlitw?, oczyszczeniami i umartwieniami. Nie by?a to jednakowo? tylko jedna gwiazda lecz ca?e zestawienie gwiazd, na które uwa?ali, a przy pewnych zetkni?ciach gwiazd otrzymywali, patrz?c na gwiazdy, widzenia i obrazy. W?ród tego gwiazdziarstwa jednak trafia?y si? i z?e wp?ywy na osoby, które z?e ?ycie wiod?y i w?ród demonicznych widze? w konwulsje wpada?y. Przez takich ludzi wszcz?? si? szkaradny zwyczaj ofiarowania ludzi, starców i dzieci; lecz powoli zdro?no?ci te usta?y. Królowie jednakowo? widywali obrazy jasno i spokojnie, w s?odkim uniesieniu, nie doznaj?c ?adnych z?ych wp?ywów, przeciwnie stawali si? coraz lepszymi i pobo?niejszymi. To wszystko opisywali ciekawym s?uchaczom z dzieci?c? prostot? i szczero?ci?, i smucili si?, ?e ich s?uchacze wcale nie zdawali si? wierzy? w to, na co ich przodkowie ju? od 2000 lat tak wytrwale czekali. Gwiazda by?a okryt? chmurami; lecz gdy si? znowu ukaza?a i w ca?ym blasku stan??a pomi?dzy przeci?gaj?cymi chmurami, jakoby bardzo blisko ziemi, jeszcze tej samej nocy wybiegli ze swego namiotu, a zwo?awszy mieszka?ców, pokazali im gwiazd?. Ludzie wpatrywali si? zdziwieni, i ju?to bardzo byli wzruszeni, ju?to gniewali si? na królów, najwi?ksza za? cz??? stara?a si? korzysta? z ich hojno?ci. S?ysza?am ich te? teraz opowiadaj?cych, jak daleko dot?d jecha? musieli. Liczyli dni piesze, ka?dy po 12 godzin. Do miejsca ich zebrania jeden mia? trzy, drugi pi?? takich dni po 12 godzin. Lecz na swych zwierz?tach, dromaderach, robili dziennie 36 godzin, licz?c w to noc i godziny odpoczynku. Dlatego ten, który o trzy dni by? oddalonym, móg? na miejscu zbornym stan?? w jednym dniu, ten za?, który o 5 dni by? oddalonym, w dwóch dniach. Od tego miejsca a? dot?d mieli 56 dni drogi po 12 godzin, a wi?c 672 godziny. Potrzebowali na to od Narodzenia Chrystusa a? dot?d, licz?c czas zebrania si? i dni odpoczynku, mniej wi?cej 25 dni. Tu chcieli tak?e jeden dzie? wytchn??. Ludzie tutejsi byli nadzwyczaj natr?tni i zuchwali, i naprzykrzali si? królom jak roje os; ci za? rozdawali im zawsze ma?e, trójgraniaste, ?ó?te kawa?ki, jakby blaszki, a tak?e ciemniejsze ziarna. Musieli mie? niezmierne skarby. Gdy ruszyli w drog?, szli oko?o miasta, w którym widzia?am bo?yszcza, stoj?ce na ?wi?tyniach; na drugiej stronie miasta, przechodzili przez most i przez dzielnic? ?ydowsk? z synagog?. Teraz szli dobr? drog? coraz spieszniej ku Jordanowi. Mo?e ze 100 ludzi przy??czy?o si? do ich pochodu. St?d mieli do Jerozolimy jeszcze mo?e 24 godziny. Lecz nie widzia?am ich przechodz?cych przez jakiekolwiek miasto, lecz zawsze obok miast. Poniewa? by? sabat, spotykali ma?o ludzi. Im bardziej zbli?ali si? do Jerozolimy, tym wi?cej tracili otuch?, albowiem gwiazda przed nimi nie by?a ju? tak jasn?, a w Judei w ogóle tylko rzadko kiedy j? widywali. Spodziewali si? te?, ?e wsz?dzie spotkaj? ludzi we wielkiej rado?ci i okaza?o?ci z powodu nowonarodzonego Zbawiciela, któremu cze?? odda? z tak daleka przyjechali; lecz poniewa? nigdzie ani najmniejszego ?ladu wzruszenia nie spostrzegli, smucili si? i byli niepewni, s?dz?c, ?e si? mo?e omylili. Mog?o by? ko?o po?udnia, gdy si? przez Jordan przeprawiali. Zap?acili przewo?ników; którzy pozostali i im samym przewie?? si? zezwolili; tylko kilku z nich im pomaga?o. Jordan nie by? wtenczas szerokim, a mia? pe?no ?awic piasku.


127

Po?o?ono deski na belkach, a na nich ustawiono dromadery. Sz?o to dosy? szybko. Z pocz?tku zdawa?o si?, jakoby królowie ku Betlejem zd??ali; potem obrócili si? i szli ku Jerozolimie. Widzia?am to miasto wysoko ku niebu si? pi?trz?ce. By?o w?a?nie po sabacie, gdy przybyli przed miasto.

Królowie u Heroda

Orszak królów by? d?ugi mo?e kwadrans drogi. Gdy przed Jerozolim? stan?li, znikn??a gwiazda przed nimi. To ich wielce strapi?o. Królowie siedzieli na dromaderach, trzy inne dromadery by?y ob?adowane pakunkami; inni za? po wi?kszej cz??ci siedzieli na szybkich, ?ó?tawych zwierz?tach o delikatnych ?bach, nie wiem, czy na koniach lub os?ach, wygl?da?y zupe?nie inaczej, ni? nasze konie. U przedniejszych by?y te zwierz?ta bardzo pi?knie okryte i okie?zane, i z?otymi gwiazdami i ?a?cuszkami obwieszane. Kilku z ich dru?yny posz?o do bramy, sk?d powrócili z dozorcami i ?o?nierzami. Przybycie ich o tym czasie, poniewa? ?adnej nie by?o uroczysto?ci i ?adnym nie trudnili si? handlem, i to t? drog?, by?o niezwyczajnym. Mówili, dlaczego przychodz?. Mówili o gwie?dzie i o dzieci?tku; o niczym tu nie wiedziano. S?dzili z pewno?ci?, i? si? omylili; albowiem ani jednego nie spostrzegli cz?owieka, wygl?daj?cego, jakoby wiedzia? co? o zbawieniu ?wiata. Tak?e z takim zadziwieniem przypatrywali si? im ludzie, nie mog?c poj??, czego by chcieli. Mówili, ?e za wszystko, co dostan?, zap?ac?, i ?e z królem chc? mówi?. By?o st?d wiele posy?ania tam i na powrót. Podczas tego rozmawiali z rozmaitymi lud?mi, którzy si? oko?o nich zgromadzili. Niektórzy znali pog?osk? o Dzieci?tku, które w Betlejem mia?o si? narodzi?; lecz ?e to nic nie znaczy, gdy? to tylko prosty lud. Drudzy wy?miewali si? z nich. Byli przeto bardzo przygn?bieni i zasmuceni. A poniewa? z dolatuj?cych s?ów ludzi poznali, gdy? i Herod nic o tym nie wie, a dalej, poniewa? nie bardzo uprzejmie o Herodzie mówiono, zasmucili si? i tym, ?e nie wiedzieli, jak maj? z nim mówi?. Pomodlili si? wi?c i znowu nabrali otuchy i mówili do siebie: ten, który nas za pomoc? gwiazdy tak szybko tu doprowadzi?, ten te? nam dopomo?e szcz??liwie do domu wróci?. Oprowadzano orszak oko?o miasta i wprowadzono go stron? od góry kalwaryjskiej znowu do miasta. Niedaleko od placu rybiego zaprowadzono ich wraz ze zwierz?tami na okr?g?e podwórze, które przysionkami i mieszkaniami by?o otoczone, i przed którego bramami sta?y stra?e. W ?rodku podwórza by?a studnia, przy której napoili zwierz?ta; doko?a by?y stajnie i wolne miejsca sklepione, gdzie wszystko umie?cili. Owo podwórze przytyka?o jedn? stron? do góry, z drugiej strony by?o wolne i otoczone drzewami. Widzia?am te? ludzi z pochodniami przychodz?cych, którzy ich pakunki przegl?dali. Pa?ac Heroda sta? niedaleko od tego podwórza na wy?ynie, a ca?? drog? a? do wy?yny widzia?am o?wiecon? pochodniami czy te? koszami z ogniem. Widzia?am te? ludzi zst?puj?cych z pa?acu i zabieraj?cych do pa?acu najstarszego króla, Teokena. Przyj?to go pod ?ukiem, a potem wprowadzono na sal?. Rozmawia? tutaj z dworzaninem, donosz?cym o wszystkim Herodowi, który jakby rozum wskutek tego straci?, i królom nazajutrz rano kaza? przyj?? do siebie. Kaza? im powiedzie?, by wypocz?li, a on tymczasem zbada wszystko i oznajmi im, czego si? dowie. Gdy Teokeno wróci? z pa?acu, królowie zasmucili si? jeszcze bardziej i kazali pozdejmowane pakunki znów w?o?y? na zwierz?ta. Nie mogli zasn??. Niektórych z nich widzia?am przechadzaj?cych si? z przewodnikami po mie?cie. Zdawa?o mi si?, jakoby s?dzili, i? Herod mo?e przecie? wie wszystko tylko im prawdy powiedzie? nie chce. Tak?e zawsze jeszcze gwiazdy szukali. W samej Jerozolimie by?o spokojnie, ale na stra?y przy podwórzu by?o wiele biegania i wypytywania. Gdy Teokeno by? u Heroda, mog?a by? jedenasta godzina w nocy. By?a


128

uroczysto?? u niego, mnóstwo ?wiec pali?o si? w sali, by?y tak?e niewiasty. To, co Teokeno mu oznajmi? kaza?, nape?ni?o go wielk? trwog?. Pos?a? s?ugi do ?wi?tyni i do miasta. Widzia?am, ?e kap?ani, uczeni w Pi?mie i s?dziwi ?ydzi ze zwojami przyszli do niego. Mieli na sobie swe szaty, napier?niki i pasy z g?oskami, wskazywali na karty. By?o ich mo?e dwudziestu oko?o niego. Widzia?am ich te? z nim na dach pa?acu wchodz?cych i na gwiazdy patrz?cych. Herod by? bardzo niespokojny i zmieszany, uczeni za? w Pi?mie wszystko mu znowu t?umaczyli, i starali si? go zawsze przekona?, i? gadanina królów nic nie znaczy, i? te narody maj? zawsze rozmaite przywidzenia i urojenia o gwiazdach, i gdyby co? w tym by?o, to oni, przy ?wi?tyni i w ?wi?tem mie?cie, o tym przecie? pr?dzej wiedzie? by musieli. Rano, ze ?witem, widzia?am znowu dworzanina zst?puj?cego i wszystkich trzech królów z nim do pa?acu id?cych. Wprowadzono ich na sal?, gdzie na przyj?cie pewne potrawy i zielone ga??zki i krzewy w naczyniach poustawiane by?y. Królowie nie tkn?li podanych potraw. Stali, dopóki nie przyszed? Herod, naprzeciw któremu wyst?pili z uk?onem i krótko zapytali, gdzie jest nowonarodzony król ?ydów, którego gwiazd? widzieli i któremu pok?on odda? przybyli. Herod by? bardzo zatrwo?ony, lecz nie da? tego po sobie pozna?. By?o jeszcze kilku uczonych w Pi?mie przy nim. Wypytywa? si? bli?ej o gwie?dzie, i mówi? im, i? o Betlejem Efrata obietnica opiewa. Menzor opowiedzia? mu ostatnie widzenie, które w gwie?dzie mieli, wskutek czego jeszcze wi?ksza trwoga go ogarn??a, tak i? nie wiedzia?, jak j? ukry?. Menzor mówi?, ?e widzieli dziewic? a przed ni? le??ce dzieci?tko, z prawego za? jego boku wychodzi?a ?wietlana ga??zka, a na niej wie?a o licznych bramach, która wielkim miastem si? sta?a. Ponad tym sta?o dzieci?tko z mieczem i ber?em, jako król, i widzieli siebie samych i królów ca?ego ?wiata przybywaj?cych, bij?cych czo?em i dzieci?tku pok?on oddaj?cych; albowiem ono posiada królestwo, które zwyci??y wszystkie królestwa. Herod radzi im uda? si? w cicho?ci do Betlejem i to natychmiast, a potem, skoro by Dzieci?tko znale?li, maj? wróci? i oznajmi? mu, i?by i on tak?e poszed? odda? Jemu pok?on. Widzia?am królów znowu na dó? schodz?cych i natychmiast wyruszaj?cych. Dnia?o, ?wiat?a na drodze ku pa?acowi jeszcze si? pali?y. Gawied?, która za nimi post?powa?a, rozgo?ci?a si? wczoraj wieczorem w mie?cie. Herod, który w czasie narodzenia Chrystusa w swym zamku przy Jerycho przebywa?, ju? przed przybyciem królów by? bardzo niech?tnym i rozgniewanym. Dwóch ze swych synów nieprawego ?o?a wyniós? przy ?wi?tyni do wysokich godno?ci. Byli Saduceuszami, oni te? wszystko mu zdradzali, co si? tam dzia?o i kto jego zamiarom by? przeciwnym. Do tych nale?a? mianowicie pewien dobry i sprawiedliwy m??, powa?any urz?dnik przy ?wi?tyni. Tego kaza? bardzo grzecznie i po przyjacielsku do siebie do Jerycho zaprosi?, a kiedy by? w drodze, kaza? go napa?? i zamordowa? w pustyni, jakoby to przez zbójców si? sta?o. Kilka dni pó?niej przyby? do Jerozolimy, by obchodzi? uroczysto?? po?wi?cenia ?wi?tyni. Wtedy chcia? ?ydom na swój sposób sprawi? rado?? i zaszczyt. Kaza? zrobi? z?ota figur?, jakby jagni? lub raczej baranka, albowiem mia?a rogi. Ten baranek na ?wi?to mia? by? postawiony nad bram? prowadz?c? z przedsionka dla niewiast na miejsce, na którym ofiary sk?adano. Chcia? to uczyni? zupe?nie samowolnie i za to jeszcze pi?kn? podzi?k? otrzyma?, lecz kap?ani opierali si? temu. Grozi? im kar? pieni??n?. Powiedzieli mu, i? kar? zap?ac?, lecz tego wizerunku pod?ug prawa nigdy nie przyjm?. By? wskutek tego bardzo rozgniewany i chcia? go potajemnie kaza? postawi?. Lecz jeden gorliwy prze?o?ony wzi?? t? figur?, skoro j? tylko przyniesiono, rozbi? j? na dwoje, i rzuci? na ziemi?. Powsta?o wskutek tego zbiegowisko, a Herod kaza? owego m??a


129

wtr?ci? do wi?zienia. By? z tej przyczyny bardzo rozgniewany i wola?by, i?by by? lepiej wcale na uroczysto?? nie przychodzi?. Dworzanie za? starali si? go rozmaitymi zabawami rozerwa?. W kraju ?ydowskim oczekiwali niektórzy pobo?ni ludzie bliskiego przyj?cia Mesjasza, a zdarzenia przy narodzeniu Jezusa, by?y przez pastuszków rozpowszechnione. Tak?e Herod o tym s?ysza? i cichaczem kaza? si? o tym w Betlejem wywiadywa?. Poniewa? za? jego szpiedzy tylko ubogiego Józefa znale?li, a mieli polecone, unika? zwracania lub wywo?ania uwagi, przeto donie?li, ?e to nic nie jest, ?e to tylko uboga rodzina w pewnym lochu si? znajduje, i ?e o tej ca?ej rzeczy nie op?aci si? nawet mówi?. W tym naraz przyby? ów wielki orszak królów, którzy tak pewnie i tak stanowczo o króla Judy si? pytali i z tak? pewno?ci? o gwie?dzie mówili, i? Herod sw? trwog? i swe zamieszanie ledwo móg? ukry?. My?la?, ?e o bli?szych w tej sprawie szczegó?ach dowie si? od królów samych, a potem ?rodków zaradczych si? chwyci. Lecz poniewa? królowie, przestrze?eni od Boga, do niego nie wrócili, poczytywa? ich ucieczk? za nast?pstwo ich k?amstwa i omamienia, jakoby si? wstydzili i obawiali wróci?, jako ludzi, którzy z siebie zakpi? pozwolili. Tylko w ogólno?ci kaza? w Betlejem og?osi?, i?by si? z tymi lud?mi nie wdawa?. Lecz gdy Herod Jezusa usun?? zamierza?, dowiedzia? si?, i? Go ju? niema w Nazaret. Kaza? d?ugo za Nim szuka?, lecz gdy nadzieja znalezienia Jezusa okaza?a si? daremn?, a trwoga jego tym bardziej ros?a, zabra? si? do szalonego ?rodka rzezi m?odzianków, a tak by? ostro?nym, i? ju? przedtem wojska swe przeniós? na inne miejsce, by powstaniu zapobiec.

Królowie przybywaj? do Betlejem

Widzia?am królów w tym samym porz?dku, w jakim byli przyszli, z Jerozolimy, bram? ku po?udniowi, wychodz?cych; najpierw Menzora, a potem Saira, a na ko?cu Teokenona. Gromada ludzi a? do pewnego strumyka za miastem sz?a za nimi, gdzie ich znowu opu?ci?a i do Jerozolimy wróci?a. Na drugim brzegu strumyka stan?li i ogl?dali si? za sw? gwiazd?, a spostrzeg?szy j?, bardzo si? uradowali i w?ród wdzi?cznego ?piewu post?powali dalej. Dziwi?am si? jednakowo?, ?e gwiazda nie prowadzi?a ich prost? drog? z Jerozolimy do Betlejem, lecz szli wi?cej na zachód oko?o miasteczka bardzo mi znanego. Poza tym miasteczkiem widzia?am ich na pewnym pi?knym miejscu zatrzymuj?cych si? i modl?cych. ?ród?o przed nimi wytrys?o; zsiad?szy, wykopali obszerny zbiornik dla tego ?ród?a, otaczaj?c je czystym piaskiem i darni?. Odpocz?li tutaj kilka godzin i napoili zwierz?ta; w Jerozolimie bowiem, wskutek przeszkód i trosk, nie mieli spoczynku. Gwiazda, która w nocy wygl?da?a jak ognista kula, podobn? by?a teraz mniej wi?cej do ksi??yca w?ród dnia; lecz nie wydawa?a si? ca?kiem okr?g?a, lecz jakby z?bkowata. Widzia?am, ?e si? cz?sto kry?a za chmury. Na prostej drodze z Betlejem do Jerozolimy roi?o si? od ludzi i podró?uj?cych z pakunkami i os?ami; mo?e byli to ludzie, którzy od spisu z innych miast i z Betlejem do domu wracali, albo którzy do Jerozolimy do ?wi?tyni lub na targ przychodzili. Na tej drodze królowie szli, by?o zupe?nie spokojnie. Mo?e gwiazda dlatego tak ich prowadzi?a, by na nich nie zwracano uwagi i a?eby dopiero wieczorem do Betlejem przybyli. O zmierzchu przybyli przed Betlejem do bramy, gdzie Józef z Maryj? by? si? zatrzyma?. Poniewa? im tutaj gwiazda znikn??a, udali si? przed dom, gdzie dawniej rodzice Józefa mieszkali, i gdzie Józef z Maryj? kaza? si? zapisa?; spodziewali si?, ?e tutaj znajd? nowonarodzonego. By? to wi?kszy dom z kilku mniejszymi doko?a, ogrodzone podwórze by?o przed nim, a przed tym


130

podwórzem miejsce obsadzone drzewami i studnia. Na tym placu widzia?am rzymskich ?o?nierzy, gdy? w tym domu znajdowa? si? urz?d poborczy. By? tutaj wielki nat?ok. Ich zwierz?ta by?y pod drzewami przy studni, i poili je. Sami za? usiedli, i okazywali, im rozmaite honory; nie obchodzono si? tak grubia?sko, jak z Józefem. Rzucano te? ga??zki przed nimi i dawano je?? i pi?. Lecz widzia?am, ?e dzia?o si? to po wi?kszej cz??ci przez wzgl?d na kawa?ki z?ota, które i tutaj rozdzielali. Widzia?am, ?e tutaj d?ugo wahaj?c si?, pozostawali i ?e jeszcze zawsze byli niespokojni, a? ujrza?am ?wiat?o po drugiej stronie Betlejem ponad okolic?, gdzie si? ??óbek znajdowa?, na niebie wschodz?ce. ?wieci?o, jakby ksi??yc wschodzi?, Widzia?am, ?e dosiad?szy znowu zwierz?t, naoko?o po?udniowej strony Betlejem ku stronie wschodniej pojechali, tak ?e po boku mieli pole, na którym pastuszkom narodzenie Chrystusowe zwiastowanym zosta?o. Musieli przechodzi? rowem i naoko?o murów zapad?ych. Szli t? drog?, poniewa? im w Betlejem dolin? pasterzy jako dobre koczowisko wskazano. Tak?e kilku ludzi z Betlejem za nimi pobieg?o. Lecz im nie mówili, kogo tutaj szukaj?. Zdawa?o si?, jakoby ?w. Józef wiedzia? o ich przybyciu. Czy si? o tym w Jerozolimie lub podczas widzenia dowiedzia?, nie wiem; lecz w?ród dnia widzia?am go przynosz?cego rozmaite przedmioty z Betlejem, owoce, miód i zio?a. Widzia?am te?, ?e grot? starannie uprz?tn??, ?e ow? odgrodzon? komórk? u wej?cia zupe?nie zestawi? drzewo za? i sprz?ty kuchenne przed drzwi pod schronisko wyniós?. Gdy orszak zeszed? w dolin? groty z ??óbkiem, zsiedli i zacz?li rozbija? namiot; ludzie za?, którzy z Betlejem za nimi byli pobiegli, powrócili znowu do miasta. Ju? rozbili cz??? namiotu, gdy znowu ujrzeli ponad grot? gwiazd?, a w niej zupe?nie wyra?nie Dzieci?tko. Sta?a tu? nad ??óbkiem, sw? wst?g? l?ni?c? prosto na? wskazuj?c. Odkryli g?owy i widzieli, i? gwiazda si? powi?ksza?a, jakoby si? zbli?a?a i na dó? spuszcza?a. Zdaje mi si?, i? widzia?am j? wzrastaj?ca do wielko?ci prze?cierad?a. Z pocz?tku byli bardzo zdziwieni. By?o ju? ciemno, nie by?o wida? ?adnego domu, tylko pagórek ??óbka podobny do wa?u. Lecz wnet niezmiernie byli uradowani i szukali wej?cia do groty. Menzor, otworzywszy drzwi, spostrzeg? grot? pe?n? blasku i Maryj? z Dzieci?tkiem w g??bi siedz?c?, zupe?nie podobn? do owej dziewicy, któr? zawsze w gwie?dzie widzieli. Król wyszed? i oznajmi? to dwom drugim. Teraz wszyscy trzej wst?pili w przedsionek. Widzia?am, ?e Józef wyszed? do nich ze starym pastuszkiem i bardzo uprzejmie z nimi rozmawia?. Powiedzieli mu prostodusznie, i? przybyli, by nowonarodzonemu królowi ?ydów, którego gwiazd? widzieli, pok?on odda? i dary mu ofiarowa?. Józef powita? ich z pokor?. Uchylili si?, by si? do obrz?dku przygotowa?. Stary za? ów pasterz uda? si? ze s?ugami królów do ma?ej doliny poza pagórkiem, gdzie by?y szopy i obory, by ich zwierz?ta zaopatrzy?. Orszak zaj?? ow? ca?? ma?? dolin?. Widzia?am teraz, ?e królowie swe obszerne, powiewaj?ce p?aszcze z ?ó?tego jedwabiu zdejmowali z wielb??dów i w nie si? ubierali. Naoko?o cia?a przytwierdzili do pasa za pomoc? ?a?cuszków worki i z?ote puszki z guzikami jakby cukierniczki. Wskutek tego stali si? w swych p?aszczach bardzo obszerni. Mieli tak?e ma?? tablic? na niskiej podstawce, któr? rozk?ada? mogli. S?u?y?a ona za tac?; nakryto j? kobiercem z fr?dzlami, i po?o?ono na niej dary w puszkach i miseczkach. Ka?dy król mia? przy sobie 4 towarzyszów ze swej rodziny. Wszyscy szli za ?w. Józefem z kilku s?ugami do przedsionka groty z ??óbkiem. Tutaj rozpostarli kobierzec na tac? i po?o?yli na niej mnóstwo puszek, które mieli pozawieszane, jako swe wspólne dary. Teraz wesz?o drzwiami najpierw dwóch m?odzie?ców, nale??cych do dru?yny Menzora, za?cielaj?c drog? a? do ??óbka dywanami. Gdy si? oddalili, wst?pi? Menzor z swymi czterema towarzyszami; sanda?y od?o?yli.


131

Dwaj s?udzy nie?li za nimi a? do groty z ??óbkiem tac? z darami; przy wej?ciu odebra? im Menzor tac? i ukl?kn?wszy, po?o?y? j? przed Maryj? na ziemi?. Dwaj inni królowie ustawili si? ze swymi towarzyszami w przedsionce groty. Grot? widzia?am pe?n? nadprzyrodzonego ?wiat?a. Naprzeciw wej?cia, na miejscu narodzenia, by?a Maryja w postawie wi?cej le??cej, ani?eli siedz?cej, oparta na jedno rami?, obok Niej Józef, a po jej prawej stronie le?a?o Dzieci?tko Jezus w ko?ysce, podwy?szonej i kobiercem pokrytej. Gdy wszed? Menzor, Maryja podnios?a si? w postawie siedz?cej, spu?ci?a welon na twarz, i wzi??a zakryte Dzieci?tko do siebie na ?ono. Lecz odchyli?a zas?on?, tak ?e górn? cz??? cia?a a? do ramionek by?o wida? odkryt?, i trzyma?a Dzieci?tko w postawie prostej, oparte o piersi, podpieraj?c Mu g?ówk? jedn? r?k?. Mia?o r?czki na piersiach, jakby modl?c si?, by?o bardzo mi?e, ja?niej?ce i ujmowa?o wszystkich woko?o. Menzor, upad?szy przed Maryj? na kolana, pochyli? g?ow?, z?o?y? r?ce na krzy? na piersiach i ofiaruj?c dary, wymawia? pobo?ne s?owa. Potem wyj?wszy z worka u pasa gar?? d?ugich jak palec grubych i ci??kich pr?cików, które u góry by?y cienkie, w ?rodku za? ziarniste i z?ociste, po?o?y? je z pokor?, jako swój dar, Maryi obok Dzieci?tka na ?ono, a Maryja przyj?wszy je uprzejmie i pokornie przykry?a r?bkiem swego p?aszcza. Towarzysze Menzora stali za nim z g?ow? g??boko pochylon?. Menzor ofiarowa? z?oto, poniewa? by? pe?en wierno?ci i mi?o?ci i poniewa? z niewzruszonym nabo?e?stwem i usi?owaniem zawsze szuka? zbawienia. Gdy on i jego towarzysze si? usun?li, wszed? Sair ze swymi czterema towarzyszami i upad? na kolana. W r?ku niós? z?ot? ?ódk? z kadzid?em, pe?n? ma?ych, zielonych ziaren jak ?ywica. Ofiarowa? kadzid?o, poniewa? ochoczo i z uleg?o?ci?, lgn?? do woli Bo?ej i z wszelk? gotowo?ci? szed? za ni?. Po?o?y? swój dar na ma?? tac? i trwa? d?ugo w postawie kl?cz?cej. Po nim zbli?y? si? Teokeno, najstarszy. Nie móg? kl?cze?, by? bowiem za stary i za oty?y. Sta? schylony i po?o?y? na tac? z?ot? ?ódk? z zielonym, delikatnym zielem. By?o jeszcze zupe?nie ?wie?e i ?ywe, sta?o prosto jak wspania?y, zielony krzew z bia?ymi kwiatkami. Przyniós? mirry, albowiem mirra oznacza umartwienie i pokonane nami?tno?ci. Zacny ten m?? zwalczy? ci??kie pokusy do ba?wochwalstwa i do wielo?e?stwa. Bardzo d?ugo pozostawa? przed Dzieci?tkiem Jezus, tak, i? obawia?am si? o owych dobrych ludzi z dru?yny, którzy bardzo cierpliwie na dworze przed wej?ciem czekali, a?eby wreszcie i oni Dzieci?tko Jezus zobaczy? mogli. Mowy królów i wszystkich, którzy po nich przyst?powali i odchodzili, by?y prostoduszne i jakby upojone mi?o?ci?. Opiewa?y one mniej wi?cej w ten sposób: ?Widzieli?my Jego gwiazd? i wiemy, ?e On jest królem ponad wszystkie króle. Przychodzimy odda? Mu pok?on, i ofiarowa? dary." W?ród ?ez najserdeczniejszych polecali Dzieci?tku Jezus siebie, swoje rodziny, swój kraj, swych ludzi, swój maj?tek, wszystko, co tylko na ?wiecie dla nich warto?? mia?o; i?by przyj?? ich serca, ich dusze, wszystkie ich uczynki i my?li, i?by ich o?wieci?, obdarzy? wszelak? cnot?, a ziemi? nawiedzi? szcz??ciem, pokojem i mi?o?ci?. Trudno wypowiedzie?, jak? pa?ali mi?o?ci? i pokor? i jak ?zy rado?ci sp?ywa?y po ich licach i po brodzie najstarszego. By?o im bardzo b?ogo, wydawa?o im si?, jakoby w gwie?dzie przybyli, za któr? ich przodkowie tak d?ugo wytrwale t?sknili i w któr? z takim upragnieniem si? wpatrywali. By?a w nich wszelaka rado?? ze spe?nionej obietnicy od tylu wieków. Józef i Maryja równie? p?akali i byli tak uradowani, jak nigdy przedtem. Wielk? pociech? i pokrzepieniem by?a dla nich chwa?a i uznawanie, okazywane ich dziecku i Zbawicielowi, dla którego nie mogli zdoby? si? na lepsz? odzie? i po?ciel, a którego wysoka godno?? ukryta spoczywa ich pokornych sercach.


132

Widzieli, ?e wszechmoc Boga z daleka, mimo wszystkich ludzi, zsy?a Mu to, czego sami da? Mu nie mog?: ho?dy mocarzów z ?wi?t? okaza?o?ci?. Ach! jak?e wraz z nimi cze?? Mu oddawali! Jego chwa?a uszcz??liwia?a ich. Matka Boska przyjmowa?a wszystko bardzo pokornie i wdzi?cznie; nic nie mówi?a, tylko lekki szept pod welonem wyra?a? wszystko. Dzieci?tko Jezus trzyma?a pomi?dzy welonem a p?aszczem, a cia?ko Jego przegl?da?o ja?niej?ce z pod welonu. Dopiero na ko?cu wymieni?a tak?e kilka uprzejmych s?ów z ka?dym, uchylaj?c nieco w?ród mowy welonu. Teraz wyszli królowie do swego namiotu. Pali?o si? w nim ?wiat?o i by?o bardzo pi?knie. Wreszcie przybyli do ??óbka i dobrzy s?udzy, którzy podczas adoracji królów na lewo przed jaskini? z ??óbkiem, w stronie pola pasterzy, z pomoc? Józefa rozbili bia?y namiot, który wraz z wszystkimi dr?gami i suknem do namiotu nosili ze sob? na swych zwierz?tach. My?la?am z pocz?tku, i? Józef urz?dzi? ów namiot, i dziwi?am si?, sk?d go tak szybko i w tak pi?knym stanie by? dosta?; lecz gdy odchodzili, widzia?am, ?e ów namiot w?o?ono znowu na zwierz?ta. Przy namiocie by?o tak?e umieszczone schronisko z mat s?omianych, pod którym sta?y ich skrzynie. Gdy s?udzy rozbili namiot i wszystko szybko uporz?dkowali, czekali z wielk? pokor? przed drzwiami ??óbka. Zacz?li wi?c wchodzi? po pi?ciu, wprowadza? ich jeden z przedniejszych, do którego nale?eli, i kl?kaj?c przed Maryj? i Dzieci?tkiem, po cichu si? modlili. Równocze?nie przyszli ch?opcy w ma?ych p?aszczykach, z którymi by?o wszystkich mniej wi?cej 30 osób. Gdy si? wszyscy znowu oddalili, weszli jeszcze raz wszyscy królowie razem. Mieli na sobie inne, szeroko powiewaj?ce p?aszcze z surowego jedwabiu, nios?c kadzielnice i kadzid?o. Dwaj s?udzy rozpostarli na pod?odze groty dywan ciemno czerwony, na którym Maryja z Dzieci?tkiem siedzia?a, gdy królowie kadzili. Dywanu tego u?ywa?a i pó?niej, chodzi?a po nim, mia?a go te? na o?le podczas podró?y, któr? do Jerozolimy celem oczyszczenia odbywa?a. Królowie okadzili Dzieci?tko, Maryj? i Józefa i ca?? grot?. By? to ich sposób uwielbiania. Widzia?am, jak potem w namiocie, na kobiercu, oko?o niskiego stolika le?eli, i jak Józef talerzyki z owocami, bu?kami, plastrami z miodem i miseczki z zió?kami przyniós?, pomi?dzy nimi siedzia? i razem z nimi po?ywa?. By? bardzo weso?y, a wcale nie boja?liwy, i z rado?ci zawsze p?aka?. Pomy?la?am sobie wtedy o moim ojcu, jak podczas mej profesji w klasztorze w?ród tylu znakomitych osób siedzie? musia?, wskutek czego w swej pokorze i prostocie tak by? nie?mia?ym, jak jednak mimo to by? weso?ym i p?aka? z rado?ci. Gdy Józef powróci? do groty, postawi? wszystkie dary po prawej stronie ??óbka, w k?t ?ciany i zastawi? je tak, i? nic widzie? nie by?o mo?na. S?u??ca Anny, która celem us?ugiwania Maryi by?a pozosta?a, przebywa?a zawsze w klepisku po lewej stronie groty, i wtenczas dopiero wychodzi?a, gdy ju? wszyscy si? oddalili. By?a spokojn? i skromn?. Nie widzia?am, i?by ona lub Maryja lub Józef dary ogl?dali i ?wiatowe upodobanie w nich okazywali. Z podzi?kowaniem je przyj?li i znowu mi?osiernie rozdali. Owa s?uga, krewna Anny, by?a rze?k? i bardzo powa?n? osob?. W Betlejem tego wieczora i tej nocy widzia?am tylko przy rodzinnym domu Józefa rozruch, i gdy królowie przybyli, bieganie w mie?cie; u ??óbka z pocz?tku bardzo by?o spokojnie. Potem widzia?am tu i ówdzie w dali ponurych, na czatach stoj?cych ?ydów, którzy stali gromadami, tam i na powrót chodzili i donosili o wszystkim do miasta. W Jerozolimie widzia?am w tym dniu jeszcze cz?ste bieganie starych ?ydów i kap?anów z pismami do Heroda, lecz potem wszystko


133

ucich?o, jakoby o tym ju? wi?cej mówi? nie chciano. W ko?cu odbyli jeszcze, królowie, ze swymi lud?mi, pod drzewem terebintowym, ponad grot? ssania, nabo?e?stwo z wzruszaj?cym ?piewem, a g?osy ch?opców bardzo mile sp?ywa?y z ich g?osami. Potem z cz??ci? dru?yny udali si? do wielkiej gospody w Betlejem. Drudzy obozowali w namiotach mi?dzy ??óbkiem a grot? ssania; tak?e i t? zaj?li i umie?cili w niej cz??? swych klejnotów. W bia?ym namiocie przed ??óbkiem spali niektórzy z przedniejszych.

Drugi dzie? pobytu Królów u ??óbka. Ich odjazd

Dnia nast?pnego byli jeszcze raz wszyscy na przemian w grocie z ??óbkiem. Podczas dnia widzia?am ich rozdawaj?cych, osobliwie za? pasterzom z pola gdzie si? ich zwierz?ta znajdowa?y. Widzia?am, ?e ubogim, starym niewiastom, bardzo zgarbionym, zarzucali okrycia na plecy. Widzia?am te? wielk? natr?tno?? ?ydów z Betlejem; wy?udzali wszelkimi sposobami z dobrych ludzi dary i z chciwo?ci przegl?dali im rzeczy. Widzia?am te?, ?e królowie pu?cili kilku ze swych ludzi, którzy tutaj w kraju u pasterzy pozosta? chcieli. Dali im kilka zwierz?t, na które rozmaitych okry? i sprz?tów napakowali, nadawali im tak?e ziaren z?ota, a potem uprzejmie ich odprawili. Nie wiem, dlaczego dzisiaj o wiele mniej ludzi by?o. Mo?e w nocy ju? wielu pu?cili i do domu odes?ali. Rozdzielano tak?e liczne bochenki chleba. Nie pojmuj? wcale, sk?d tyle chleba nabrali, lecz w rzeczywisto?ci tak by?o. Mieli ze sob? form?, a gdzie odpoczywali tam piekli. Musieli jednak by? ju? ostrze?eni, i?by sobie do powrotu ul?yli. Wieczorem widzia?am ich w ??óbku ?egnaj?cych si? z ?w. Rodzin?. Menzor wszed? najpierw sam jeden. ?wi?ta Dziewica da?a mu te? Dzieci?tko Jezus na r?ce. P?aka? bardzo, rozpromieniony z rado?ci. Potem i drudzy przyst?pili, ?egnaj?c si? i p?acz?c. Przynie?li jeszcze wiele darów; wiele materii, sztuki bladego i czerwonego jedwabiu, tak?e kwieciste materie i mnóstwo bardzo delikatnych okry?. Zostawili tak?e swe d?ugie, delikatne p?aszcze; by?y p?owe i z cienkiej we?ny, bardzo lekkie i powiewne w powietrzu. Przynie?li te? jeszcze wiele, jedna na drug? u?o?onych miseczek i puszek pe?nych ziaren, a w koszyku garnuszki z delikatnymi, zielonymi krzewami o ma?ych listkach i bia?ych kwiatkach. Mniej wi?cej po trzy sta?o w ?rodku jednego garnuszka, tak i? znowu garnuszek na brzeg nasadzi? by?o mo?na. Sta?y jedna na drugiej w koszyku. Postawili te? w?skie, d?ugie koszyki z ptakami, które do zabicia na dromaderach wisia?y. Wszyscy bardzo p?akali, opuszczaj?c Dzieci?tko i Maryj?. Widzia?am tam tak?e przy nich stoj?c? ?wi?t? Dziewic?, gdy si? ?egnali. Przyjmuj?c dary, nie okazywa?a ?adnej rado?ci z przedmiotów, lecz niezmiernie by?a wzruszon?, pokorn? i prawdziwie wdzi?czn? dla dawcy. Nie widzia?am w niej ?adnego ?ladu interesowno?ci w?ród tych cudownych odwiedzin, tylko z pocz?tku z mi?o?ci ku Dzieci?tku Jezus, a z wspó?czucia ku ?w. Józefowi my?la?a, ?e teraz wi?cej b?d? mieli opieki i ?e ju? nie tak pogardliwie z nimi obchodzi? si? b?d?, jak przy przybyciu, albowiem tak jej ?al by?o, i? Józef wskutek tego si? smuci? i wstydzi?. Gdy si? królowie ?egnali, by?o ju? jasno w ??óbku. Potem wyszli na pagórek ??óbka ku wschodowi w pole, gdzie byli ich ludzie i zwierz?ta. Sta?o tam wielkie szerokie drzewo, bardzo stare i daleko cie? rzucaj?ce. By?o co? osobliwego z tym drzewem; ju? Abraham z Melchizedekiem byli pod nim. Tak?e pasterzom i ludziom doko?a by?o ono ?wi?tym. By?o przy nim ognisko, które mo?na by?o ukry?, a po obu stronach by?y chaty do spania. Przed nim by?a studnia, z której pasterze w pewnych czasach przynosili wod? jako bardzo zdrow?. Wszystko otoczone by?o p?otem. Tam poszli królowie i wszyscy ich ludzie, jeszcze obecni, tam si? zgromadzili. Tak?e ?wiat?o by?o przy


134

studni. Modlili si? i ?piewali niewymownie mile. Potem ugo?ci? ich Józef znowu w ich namiocie przy ??óbku, a przewodnicy wrócili do swych go?cin do Betlejem. Tymczasem zwierzchno?? w Betlejem, nie wiem, czy z powodu tajnego polecenia Heroda, czy te? z w?asnej gorliwo?ci, postanowi?a królów w Betlejem przebywaj?cych pojma?, i jako burzycieli przed Herodem oskar?y?. Nie wiem, kiedy to mia?o nast?pi?. Lecz w nocy ukaza? si? królom w Betlejem a zarazem i innym, którzy w namiocie przy ??óbku spoczywali, we ?nie anio?, który ich upomnia?, by w podró? wyruszyli i inn? drog? wracali. Ci, którzy byli przy ??óbku, natychmiast obudzili Józefa i to mu oznajmili. Podczas gdy swym ludziom kazali wyrusza? i zwija? namioty, co si? dzia?o z niezmiern? szybko?ci?, pobieg? Józef do Betlejem, by to innymi tam?e przebywaj?cym oznajmi?. Lecz ci, pozostawiwszy tam znaczn? cz??? swych rzeczy, ju? byli w drodze i szli naprzeciw niemu. Józef oznajmi? im swe poselstwo, a oni odpowiedzieli mu, ?e ju? je s?yszeli. W Betlejem nie zwrócono uwagi na ich wyjazd. Poniewa? bez pakunków po cichu wychodzili, mo?na by?o s?dzi?, i? id? do swych ludzi na jak? modlitw?. Podczas gdy przewodnicy jeszcze w ??óbku si? ?egnali, p?acz?c, dru?yna ju? w oddzielnych orszakach, by móc pr?dzej podró? odbywa?, posuwa?a si? rozmaitymi drogami na po?udnie przez pustyni? Engaddi wzd?u? Morza Martwego. Królowie b?agali, i?by ?w. Rodzina z nimi ucieka?a, a potem prosili, i?by przecie? Maryja z Jezusem w grocie ssania si? ukry?a, by z powodu nich nie dozna?a przykro?ci. Jeszcze mnóstwo przedmiotów pozostawili ?wi?temu Józefowi do rozdania. A ?wi?ta Dziewica podarowa?a im swój d?ugi welon, który zdj??a z g?owy, a w który Dzieci?tko Jezus, gdy je nosi?a, i siebie owija?a. Wszyscy mieli Dzieci?tko jeszcze na swych, r?kach, p?akali i rozmawiali bardzo wzruszaj?co i zostawili Maryi swe lekkie, jedwabne p?aszcze. Potem, dosiad?szy zwierz?t, szybko odjechali. Widzia?am anio?a przy nich tak?e na dworze, na polu. Wskazywa? im drog?, któr? i?? mieli. Nie by?o ich ju? bynajmniej tak wielu, a ich zwierz?ta tylko troch? by?y ob?adowane. Ka?dy król by? mniej wi?cej o kwadrans drogi oddalony od drugiego, a? nagle jakby znikn?li. Gdy znowu wszyscy w pewnym miasteczku si? zeszli, nie podró?owali ju? tak szybko dalej, jak wtedy, gdy z Betlejem byli wyruszyli. Widzia?am Anio?a zawsze przed nimi chodz?cego, a czasem tak?e z nimi rozmawiaj?cego. Maryja otulona, uda?a si? z Dzieci?tkiem Jezus do groty ssania. Tak?e dary i to, co królowie pozostawili, przynie?li tam pasterze, którzy zawsze w dolinie przebywali, przy pomocy tych, którzy tu zostali. Trzej najstarsi pasterze, którzy Jezusa najpierw powitali, z szczególniejsz? hojno?ci? obdarzeni byli przez królów. Gdy w Jerozolimie dowiedziano si? o wyruszeniu pochodu, byli ju? przy Engaddi, a dolina, na której przestawali, z wyj?tkiem kilku s?upków namiotu i ?ladów zdeptanej trawy, by?a jak zwykle, spokojn? i cich?. Zjawienie si? jednak orszaku królów w Betlejem wywo?a?o wra?e niewielkie. Wielu ?a?owa?o, i? Józefa nie przyj?li na mieszkanie; inni mówili o królach jako awanturniczych marzycielach; inni ??czyli ich przybycie z pog?oskami o cudownych zjawiskach u pasterzy. Widzia?am te?, jak z s?du w Betlejem wydano publiczne og?oszenie do zwo?anego ludu, a?eby si?, wstrzymywa? od wszelkich przewrotnych s?dów i zabobonnych pog?osek, i ju? nie chodzi? do mieszkania owych ludzi z przed miasta. Gdy si? znowu lud rozbieg?, widzia?am, i? Józefa dwa razy wzywano do s?du. Gdy tam szed? drugi raz, wzi?? ze sob? nieco darów od królów i podarowa? to starym ?ydom, którzy wypytawszy si? o wszystkim, znowu go pu?cili. Widzia?am te?, ?e ?ydzi ?ci?tym drzewem zastawili drog?, prowadz?c? do jaskini z ??óbkiem, nie


135

przez bram?, lecz przez owo miejsce, gdzie Maryja wieczorem po swym przybyciu do Betlejem pod drzewem czeka?a. Postawili te? stra?nic? z dzwonkiem, od której sznurek ci?gn?? si? przez drog?, by ka?dego, który by t? drog? chcia? przechodzi?, mo?na by?o zatrzyma?. Widzia?am tak?e oko?o szesnastu ?o?nierzy u Józefa przy grocie z ??óbkiem. Lecz gdy prócz niego znale?li tylko Maryj? z Dzieci?tkiem, wrócili, i zdali o tym spraw?. Józef ukry? dobrze wszystkie dary królów. W pagórku pod ??óbkiem jeszcze inne by?y groty, o których nikt nie wiedzia?, a które Józef, jeszcze jako ma?y ch?opiec by? odkry?. Pochodzi?y one od Jakuba, który tutaj nad ??óbkiem w?ród swoich w?drówek mia? namiot, kiedy Betlejem zaledwie z kilku tylko strzech si? sk?ada?o. Dary królów, materie, p?aszcze, z?ote naczynia, s?owem wszystko u?yte zosta?o po Zmartwychwstaniu do pierwszego nabo?e?stwa. Mieli trzy lekkie p?aszcze i jeden gruby, mocny, na s?ot?. Lekkie by?y cz??ci? ?ó?te, cz??ci? czerwone, z bardzo delikatnej we?ny; powiewa?y w powietrzu, gdy podró?owali. Lecz w uroczystych chwilach nosili jedwabne p?aszcze naturalnego, l?ni?cego koloru jedwabnego. Mieli szat? z pow?ok?, na brzegu z?otem haftowan?, któr? musia? zawsze kto? nie??. Mia?am te? widzenie o ich jedwabnictwie. W pewnej okolicy mi?dzy krajem Saira a Teokenona widzia?am drzewa, pe?ne jedwabników. Wokó? ka?dego drzewa by? rów z wod?, by jedwabniki nie mog?y odpe?za?. Tak?e pod drzewami nasypywano ?eru, a na drzewach wisia?y pude?ka, z których d?ugie jak palec wyjmowali poczwarki, odwijaj?c z nich prz?dziwo, jakby paj?czyn?. Przytwierdziwszy mnóstwo takich poczwarek przed sob?, prz?dli z nich delikatn? ni?, nawijaj?c j? na drzewo z haczykami. Widzia?am tak?e mi?dzy drzewami ich narz?dzia do tkania jedwabiu. Mieli ca?kiem zwyczajne krosna, a smugi materii by?y mo?e tak szerokie jak moje ?ó?ko.

Powrót ?wi?tej Anny

?wi?ta Rodzina przenios?a si? po odje?dzie królów do innej groty. Grot? ??obkow? widzia?am zupe?nie opró?nion?; sta? tam tylko jeszcze osio?. Wszystko, nawet ognisko, by?o uprz?tni?te. Widzia?am Maryj? bardzo spokojn? w nowym mieszkaniu, które zreszt? wcale wygodnie by?o urz?dzone. ?o?e jej jest przy ?cianie, obok niej spoczywa Dzieci?tko Jezus w pod?u?nym koszu, uplecionym z szerokich pasków ?yka. W górnym ko?cu kosza, nad g?ówk? Dzieci?tka Jezus, rozpi?ta by?a chusta; kosz za? sam stoi na podstawce kszta?tu wide?. ?o?e Matki Bo?ej i kolebka Dzieci?tka Jezus oddzielone s? od reszty wn?trza groty plecionymi ?cianami. Niekiedy siedzi Maryja przed t? przegrod? i ma przy sobie Dzieci?tko. Nieco dalej ma Józef osobne swoje miejsce. Nad przegrodami sterczy z muru dr??ek, na którym wisi lampa. Widzia?am, ?e Józef przyniós? co? w misce i wody w dzbanuszku. Za sprawunkami nie chodzi ju? do Betlejem, gdy? wszystko, co potrzeba, przynosz? mu pasterze. Widzia?am teraz Zachariasza pierwszy raz id?cego z Hebronu do ?w. Rodziny. P?aka? z rado?ci, wzi?? Dzieci?tko na r?ce, i odmawia? zmieniony nieco hymn, który wyg?osi? przy obrzezaniu Jana. Pozosta? jeszcze przez nast?pny dzie? u Józefa, a potem odszed?. Wielu z tych, co przyszli na szabat do Betlejem, spieszyli do groty ??obkowej: nie znalaz?szy tam jednak Maryi, wracali do miasta. Anna przyby?a znów do Matki Bo?ej. Przez osiem dni by?a u swej najm?odszej siostry, która o jakie 3 godziny od Betlejem, w pokoleniu Beniamina by?a zam??n? i mia?a kilku synów, (mi?dzy innymi oblubie?ca z Kany), którzy pó?niej zostali uczniami. Anna mia?a przy sobie najstarsz? córk?; by?a ona wi?ksza od Anny i wygl?da?a prawie jakby równego z ni? wieku. By? z ni? tak?e drugi m??


136

Anny, starszy i wi?kszy ni? Joachim. Nazywa? si? Eliud, i by? zatrudniony przy ?wi?tyni, gdzie zajmowa? si? zwierz?tami do ofiar. Od niego mia?a Anna córk?, która tak?e nazywa?a si? Maria. W czasie narodzenia Chrystusa mog?a ju? mie? 6 — 8 lat. Z trzecim swym m??em mia?a Anna jednego syna; jest to ten którego zwano tak?e bratem Chrystusa. Z tym kilkakrotnym ma??e?stwem Anny ??czy si? tajemnica; czyni?a to na rozkaz Bo?y. ?aska, przez któr? wraz z Maryj? sta?a si? p?odn?, nie by?a jeszcze wyczerpan?; widocznie nale?a?o b?ogos?awie?stwo Bo?e ca?kowicie spo?ytkowa?. Maryja opowiada?a Annie wszystko o królach, a Anna by?a rozrzewniona, ?e Bóg tych m??ów z takiej dali dla oddania czci Dzieci?tku sprowadzi?. Z rozrzewnieniem ogl?da?a dary, jako wyraz ho?dów, i pomaga?a wszystko porz?dkowa?, sk?ada? a niejedno i rozdawa?. S?u?ebnica Anny by?a jeszcze przy Maryi. Podczas pobytu w grocie ??obkowej, by?a zawsze w owej komórce na lewo. Teraz sypia pod schroniskiem, które jej Józef przed pieczar? przyrz?dzi?. Anna i jej córki ?pi? w grocie ??obkowej. Widzia?am, ?e Maryja daje Annie Dzieci?tko Jezus piastowa?; zreszt? nikomu Dzieci?cia nie powierzali. Widzia?am tak?e — co mnie bardzo rozrzewnia?o — ?e w?osy Dzieci?tka Jezus, ?ó?te i k?dzierzawe, ko?czy?y si? cieniuchnymi, b?yszcz?cymi promieniami. Przypuszczam, ?e one to k?dzierzawi? Mu w?osy; nacieraj? bowiem g?ówk? woko?o przy myciu. Nast?pnie wdziewaj? na? p?aszczyk. Widz? zawsze u Maryi, Józefa i Anny pobo?ne wzruszenie i uwielbienie dla Dzieci?tka Jezus; a jednak wszystko jest tak proste, jak u ?wi?tych, wybranych osób. Dzieci?tko zwraca si? do matki z takim wdzi?kiem i lubo?ci?, jakiej tak ma?ych dzieci jeszcze nie widzia?am. Anna jest tak szcz??liwa, gdy bawi Dzieci?. Maryja daje Je zawsze jej na r?ce. W grocie, w której obecnie Maryja przebywa, ukryte s? tak?e dary królów. Le?? w plecionej skrzyni, w wydr??eniu ?ciany, ca?kiem ukrytym i zastawionym. M?? Anny niebawem z córkami i s?ug? odjecha? do domu. Zabrali ze sob? wiele z królewskich darów. Tak wi?c pozosta?a tylko Anna u Maryi i Józefa, i b?dzie tu, a? Eliud wróci ze s?ug?, Widzia?am, ?e z Maryj? splata?a czy te? haftowa?a nakrycia. Sypia w grocie przy Maryi, lecz osobno. W Betlejem byli znów ?o?nierze, którzy w kilku domach szukali za nowonarodzonym synem królewskim. Natr?tnymi swymi pytaniami, zw?aszcza jednej znakomitej po?o?nicy ?ydowskiej byli uci??liwi. Do groty ??obkowej nawet nie szli; za wystarczaj?ce przyj?to zapewnienie, ?e znaleziono tu tylko jaka? ubog? ?ydowsk? rodzin?, o której nie ma co wi?cej mówi?. Wszelako przysz?o do Józefa dwóch starszych pasterzy, którzy pierwsi przybyli do ??óbka, i przestrzegli go. Widzia?am tedy, ?e Józef, Maryja i Anna schronili si? do grobowca pod drzewem terebintowym, o kwadrans odleg?ym od groty, pod którym to drzewem s?ysza?am królów wieczorem ?piewaj?cych. Drzewo stoi na pagórku. Na dole u pagórka s? sko?ne drzwi; st?d idzie si? do prosto stoj?cych drzwi, które prowadz? do grobowca. W przedsionku przebywaj? cz?sto pasterze. Przed tym grobowcem jest studnia. Pieczara sama nie jest graniast?, lecz ma kszta?t okr?g?y. Wielka trumna, gór? nieco szersza i z?bato nacinana, stoi na grubych nó?kach na kamiennej podstawie, tak i? pomi?dzy kamie? a trumn? mo?na na wylot widzie?. Wn?trze pieczary stanowi, bia?y mi?kki kamie?. Widzia?am, ?e ?w. Rodzina sz?a tam?e noc? z zas?oni?tym ?wiat?em. W grocie przez nich opuszczonej nie by?o nic uderzaj?cego. ?ó?ka by?y z?o?one i zabrane, tak?e wszystkie inne sprz?ty by?y usuni?te. Wygl?da?o to, jakby jakie opuszczone mieszkanie. Anna nios?a Dzieci?tko na r?ku. Józef i Maryja szli u jej boku. Prowadzili ich pasterze. Mia?am przy tym widzenie, o którym nie wiem, czy widzia?a je i ?w. Rodzina. Widzia?am ko?o Dzieci?tka Jezus, które Anna nios?a, glori? z siedmiu po??czonych i jakoby na sobie po?o?onych Anio?ów. By?o jeszcze


137

wiele postaci w tej glorii, tak?e z ka?dej strony Anny, Józefa i Maryi widzia?am ?wietlane postacie, które jakoby prowadzi?y ich pod r?ce. Kiedy przeszli przez pierwsze wej?cie, zamkn?li je i poszli do wn?trza grobowca. Na kilka dni przed powrotem Anny do domu, widzia?am, ?e pasterze przyszli do grobowca do Maryi i powiedzieli Jej, ?e przychodzili jacy? ludzie przys?ani od zwierzchno?ci, szuka? Dzieci?tka. Józef tedy wyniós? Dzieci?tko Jezus owini?te w p?aszcz, a Maryja siedzia?a jakie pó? dnia w pieczarze bez Dzieci?tka, bardzo zatrwo?ona. Gdy Eliud wróci? z Nazaretu po Ann? z jej niewolnic?, widzia?am wzruszaj?cy obchód w grocie ??obkowej. Józef korzystaj?c z pobytu Maryi w grobowcu, przyozdobi? z pasterzami ca?? grot? ??obkow?. Wsz?dzie wisia?o pe?no wie?ców, na ?cianach i na powale, a w ?rodku ustawiono stó?. Co nie by?o zabrane z pi?knych dywanów i materii od królów, rozes?ano na ?cianach, na pod?odze i na stole, na którym ustawiono piramid? z zieleni i kwiatów, a? do otworu w powale. U góry na wierzcho?ku siedzia?a go??bica. Ca?a grota pe?na by?a ?wiat?a i blasku. Dzieci?tko Jezus z ko?ysk?, opart? na sto?eczku, postawiono na stole. Siedzia?o pro?ciutko jak na ?onie Matki przy przybyciu królów. Józef i Maryja stali po obu stronach, przyozdobieni byli w wie?ce i pili z jednego pucharu. Widzia?am zjawiaj?ce si? w grocie chóry anio?ów. Wszyscy byli bardzo szcz??liwi i wzruszeni. By?a to rocznica za?lubin Józefa z Maryj?. Po tym obchodzie widzia?am odjazd Anny i Eliuda. Z darów, pozostawionych przez królów zabrali ze sob? na dwa os?y tyle, ile jeszcze pozosta?o. ?w. Rodzina wybiera?a si? ju? tak?e do drogi. Coraz wi?cej zmniejszali sprz?ty domowe, rozdawali plecione ?cianki i inne przybory, zrobione przez Józefa, pasterzom, którzy je sobie zabierali. Ju? dwa razy widzia?am, ?e ?wi?ta Dziewica sz?a o zmroku z Dzieci?tkiem Jezus do groty ??obkowej, k?ad?a je w miejscu narodzenia na dywan na ziemi, kl?ka?a przy nim i modli?a si?, a ?wiat?o?? wype?nia?a ca?? grot? jak przy narodzeniu. Tak tedy jest ju? grota ca?kiem opró?niona. Po powrocie do domu, Anna jeszcze raz wys?a?a dwoje ludzi, by zabrali to wszystko, co b?dzie zbywa?, i czego ?w. Rodzina w drodze u?ywa? nie b?dzie. Widzia?am tych ludzi, wracaj?cych z dwoma objuczonymi os?ami. Jaskinia, na ostatku przez ?w. Rodzin? zajmowana, jako te? grota ??obkowa, by?y ju? puste i zamiecione; Józef bowiem chcia? je zostawi? zupe?nie czystymi. Lecz w nocy przed wyjazdem do ?wi?tyni, widzia?am, ?e Maryja i Józef formalnie i uroczy?cie rozstawali si? z grot? narodzenia. Po?o?yli ciemno czerwony kobierzec na owym miejscu groty, gdzie si? Dzieci?tko Jezus narodzi?o, po?o?yli na nim Dzieci?tko, i kl?cz?c przy nim, pocz?li si? modli?. Poczym po?o?yli Dzieci?tko w ??óbku i znów si? tu modlili; wreszcie po?o?yli je w miejscu, gdzie by?o obrzezane, zanosz?c znów mod?y. M?od? o?lic? zostawi? Józef na wychowek u jednego swego krewnego; zawsze bowiem my?la? wróci? jeszcze do Betlejem, i skleci? sobie w dolinie pasterskiej jakie mieszkanko. Mówi? ju? nawet o tym z pasterzami, dodaj?c, ?e rad by tylko na pewien czas zostawi? Maryj? u jej Matki, aby si? wzmocni?a po trudach i niewygodach mieszkania, i wiele ró?nych rzeczy pozostawi? u pasterzy.

Oczyszczenie Maryi

O ?wicie wsiad?a Maryja z Dzieci?tkiem Jezus na os?a. Trzyma?a Dzieci? na ?onie i mia?a tylko kilka nakry? i w?ze?ek na o?le. Siedzia?a na siedzeniu poprzecznym z podnó?kiem. Obeszli w lewo pagórek ??obkowy od po?udnia Betlejem, i nikt ich nie zauwa?y?.


138

W po?udnie widzia?am ich spoczywaj?cych przy jakiej? studni z dachem u góry i otoczonej ?awkami. Przyby?o tu kilka niewiast do Maryi i przynios?y jej dzbanuszków i placków. Dar ofiarny, który ?wi?ta Rodzina mia?a ze sob?, wisia? w koszu na o?le. Kosz mia? trzy przedzia?ki, dwie z owocami, trzeci? kratowan? z go??biami. Nad wieczorem, na kwadrans mo?e drogi przed Jerozolim?, stan?li przed jedn? wi?ksz? gospod?, w ma?ym domku, u bezdzietnych ma??onków, którzy przyj?li ich z wielk? rado?ci?. By?o to ju? mi?dzy potokiem Cedronem a miastem. Widzia?am, ?e u tych w?a?nie ludów tak?e s?uga i niewolnica Anny w powrocie si? zatrzymali, i oni to zamówili przyj?cie dla ?w. Rodziny. Niewiasta by?a powinowat? Joanny Chusa. Zdawa?o mi si?, ?e s? Esse?czykami. Ca?y jeszcze nast?pny dzie? widzia?am ?w. Rodzin? u tych podesz?ych ludzi przed Jerozolim?. ?w. Dziewica by?a przewa?nie w osobnej izbie sama z Dzieci?tkiem, które na niskim przedmurzu ?ciany na kobiercu spoczywa?o. Zawsze trwa?a w modlitwie i widocznie przygotowywa?a si? do ofiary. Przy tej sposobno?ci mia?am wewn?trzne wskazówki, jak si? do ?w. Sakramentu przygotowywa? nale?y. Widzia?am w jej izbie wiele anio?ów, oddaj?cych cze?? Dzieci?tku Jezus. Maryja by?a zatopiona w skupieniu wewn?trznym. Poczciwi staruszkowie zdobywali si? na wszelkie us?ugi dla Matki Bo?ej; musieli widocznie odczuwa? ?wi?to?? Dzieci?tka. Mia?am tak?e widzenie o kap?anie Symeonie. By? to m?? chudy, bardzo podesz?y, z krótk? brod?. Mia? ?on? i trzech doros?ych synów, z których najm?odszy liczy? ju? lat 20. Symeon mieszka? przy ?wi?tyni. Widzia?am, jak szed? ciemnym gankiem w murach ?wi?tyni do ma?ej celi, wpuszczonej w grube mury, z jednym tylko otworem, którym na dó? do ?wi?tyni móg? spogl?da?. Tu starzec kl?kn?? i z przej?ciem si? modli?. Wtem zjawi? si? przed nim anio?, i powiedzia? mu, aby jutro rano uwa?a? w ?wi?tyni na Dzieci?tko, które pierwsze przyniesione b?dzie do ofiarowania; jest to Mesjasz, na którego ju? tak d?ugo czeka; potem umrze. Wszystko, by?o tak pi?knie; wn?trze celi by?o pe?ne ?wiat?a, a starzec promienia? z rado?ci. Poszed? do swego mieszkania i opowiedzia? ucieszony swej ?onie zwiastowanie anielskie. Nast?pnie uda? si? znów na modlitw?. Zauwa?y?am, ?e pobo?ni kap?ani i Izraelici nie chwiali si? tak przy modlitwie, jak dzisiejsi ?ydzi, ale za to biczowali si?. Widzia?am, ?e i Anna w swej celi przy ?wi?tyni by?a zachwycona w modlitwie i mia?a widzenie. Wczesnym rankiem, gdy jeszcze ciemno by?o, widzia?am, jak ?w. Rodzina z objuczonym do podró?y os?em i koszem z ofiar?, w towarzystwie obojga staruszków, zd??a?a do miasta. Weszli najpierw na jaki? murem otoczony dziedziniec, gdzie postawiono os?a w szopie. Staruszka pewna przyj??a ?w. Rodzin? z Dzieci?tkiem i poprowadzi?a j? przez pokryty ganek do ?wi?tyni. Nios?a gorej?c? ?wiec?, bo by?o jeszcze ciemno. Tu w ganku wyszed? naprzeciw Maryi Symeon, pe?en oczekiwania, przemówi? z ni? rado?nie kilka s?ów, wzi?? Dzieci?tko Jezus, przycisn?? je do serca i pospieszy? potem na drug? stron? do ?wi?tyni. Ju? od wczorajszego wieczora, kiedy otrzyma? zwiastowanie anio?a, by? pe?en t?sknoty i oczekiwa? tu, gdzie by? dla kobiet ganek do ?wi?tyni, i ledwo móg? si? doczeka? przybycia ?w. Rodziny. Niewiasta zaprowadzi?a Maryj? a? do przedsionka owej cz??ci ?wi?tyni, w której mia?o si? odby? ofiarowanie i tu w przedsionku przyj??a j? Anna i jeszcze inna niewiasta (Noemi, dawniejsza jej nauczycielka). Symeon przyby? ze ?wi?tyni do tej hali, i zaprowadzi? Maryj? z Dzieci?tkiem na r?kach, do hali na prawo przy przedsionku kobiet, gdzie by?a tak?e skarbona, obok której by? Jezus, gdy wdowa grosz wrzuca?a. Staruszka Anna, której Józef odda? kosz z go??biami i owocami, sz?a wraz z Noemi za nimi, Józef za? uda? si? na miejsce, przeznaczone dla


139

m??czyzn. W ?wi?tyni wiedziano, ?e kilka kobiet mia?o dzi? przyj?? do ofiarowania. Wszystko by?o ju? po temu przygotowane. Naoko?o po ?cianach p?on??o wiele lamp w kszta?cie piramid. P?omyki wychodzi?y ze szyby ?ukowego ramienia, b?yszcz?cej niemal tak silnie, jak samo ?wiat?o. Na szybach wisia?y gasid?a, które do góry przymkni?te, gasi?y p?omienie. Przed o?tarzem, z którego w?g?ów wychodzi?y rogi, by?a postawiona skrzynia, której drzwiczki na zewn?trz otwarte, tworzy?y podstaw? dla do?? obszernej p?yty sto?u. P?yt? t? nakryto naprzód czerwonym, nast?pnie bia?ym, przezroczystym, a? do ziemi spadaj?cym obrusem. Na czterech rogach postawiono kilkuramienne p?on?ce lampy, na ?rodku sto?u koszyk w kszta?cie ko?yski, obok dwie pod?u?ne miseczki i dwa mniejsze koszyki. Wszystkie te przedmioty, jako te? suknie kap?a?skie, z?o?one na o?tarzu z rogami, przechowywane by?y w skrzynce, której drzwiczki tworzy?y podstaw? sto?u. Wszystko otacza?a krata. Po obydwu stronach wn?trza ?wi?tyni by?y rz?dy ?awek, jedne wy?ej od drugich, w których siedzieli kap?ani. Symeon poprowadzi? Maryj? przez balustrad? o?tarza do sto?u ofiarnego, na którym po?o?y?a do ko?yski Dzieci?tko w niebieskie szaty owini?te. Maryja mia?a niebiesk? sukni?, bia?y welon, i odziana by?a d?ugim, ?ó?tawym p?aszczem. Podczas gdy Dzieci?tko le?a?o w ko?ysce, zaprowadzi? Symeon Maryj? znów na miejsce dla kobiet. Nast?pnie poszed? przed w?a?ciwy, sta?y o?tarz, na którym le?a?y suknie kap?a?skie, i gdzie prócz niego jeszcze trzech innych kap?anów si? ubra?o. Jeden stan?? w tyle, jeden na przedzie, a dwóch po bokach sto?u i modlili si? nad Dzieci?tkiem. Wtedy przyst?pi?a do Maryi Anna, da?a jej w dwóch na sobie stoj?cych koszykach go??bie i owoce, i posz?a z ni? ku balustradzie o?tarza. Tu zatrzyma?a si? Anna; Maryj? za? zaprowadzi? Symeon przez balustrad? przed stó? o?tarza, gdzie do jednej z miseczek po?o?y?a owoce, do drugiej monety; go??bie za? postawi?a z koszem na stole. Symeon sta? nieco oddalony obok Maryi przed sto?em. Kap?an za? poza sto?em, wzi?? Dzieci?tko z ko?yski na r?ce, podniós? je w gór? i ku ró?nym stronom ?wi?tyni, i d?ugo si? modli?. Od niego odebra? Dzieci? Symeon, poda? je Maryi na r?ce, i ze zwoju, obok niego na pulpicie le??cego, modli? si? nad ni? i nad Dzieci?tkiem. Teraz zaprowadzi? Symeon Maryj? znowu przed balustrad?, a st?d posz?a z ni? Anna do miejsca kobiet, krat? otoczonego, gdzie tymczasem zebra?o si? jeszcze oko?o 20 kobiet z pierworodnymi synami. Józef i kilku innych m??czyzn stali nieco w g??bi w miejscu m??czyzn. W tej chwili pocz?li dwaj kap?ani przed sta?ym o?tarzem s?u?b? bo?? okadzaniem i modlitwami, a ci, co byli w rz?dach siedze?, poruszali si?, lecz — jak ju? wspomina?am — nie tak, jak dzisiejsi ?ydzi. Po uko?czeniu tego obrz?du, poszed? Symeon na owo miejsce, gdzie by?a Maryja, wzi?? Dzieci? na ramiona i mówi? d?ugo i g?o?no z weselem i uniesieniem. Gdy sko?czy?, by?a Anna natchniona i mówi?a d?ugo. Zauwa?y?am wprawdzie, ?e wszyscy ludzie to s?yszeli, nie spowodowa?o to jednak ?adnego zamieszania. Lecz wszyscy byli wzruszeni, i okazywali Maryi i Dzieci?tku wielk? cze??. Maryja ja?nia?a jak ró?a. Na pozór mia?a ofiar? najubo?sz?; lecz Józef da? niepostrze?enie Symeonowi i Annie wicie trójk?tnych, ?ó?tych kawa?ków na rzecz ?wi?tyni, a osobliwie dla dziewic, które by?y ubogie i nie mog?y ponosi? kosztów. Nie wszyscy mogli dawa? swe dzieci do ?wi?tyni na wychowanie. Raz widzia?am tak?e ch?opczyka na wychowaniu i opiece Anny. Przypuszczam, ?e by? to syn jakiego ksi?cia lub króla; zapomnia?am jednak jego nazwisko. Obchodu oczyszczenia innych kobiet nie widzia?am; mia?am jednak uczucie, ?e wszystkim dzieciom, dzi? ofiarowanym, osobliwsza ?aska dosta?a si? w udziale, i


140

?e by?y mi?dzy nimi niektóre z m?odzianków niebawem przez Heroda zamordowanych. Gdy Naj?w. Dzieci?tko po?o?ono do ko?yski na o?tarzu, ?wiat?o?? nieopisana nape?ni?a ?wi?tyni?. Widzia?am, ?e Bóg by? w tym ?wietle, i niebo otwarte a? do Przenaj?wi?tszej Trójcy. Anna i Noemi zaprowadzi?y znów Maryj? na dziedziniec. Po?egna?a si? z nimi i spotka?a si? z Józefem i staruszkami gospody. Zaraz wyruszyli z os?em, z Jerozolimy, a poczciwi staruszkowie szli z nimi sporo drogi. Tego jeszcze dnia dostali si? do Betheron; przenocowali w domu, gdzie by?a ostatnia stacja Maryi w podró?y do ?wi?tyni przed 13 laty. Do tego miejsca wys?ani byli po nich przez Ann? ludzie.

Uroczyste widzenie

Obchód ten widzia?am tak?e w ko?ciele nadziemskim. Pe?en by? anielskich chórów; w ?rodku nad nimi widzia?am Naj?w. Trójc?, a w niej jakoby pewn? pró?ni?. Po?ród ko?cio?a sta? o?tarz, a na nim drzewo z szerokimi, obwis?ymi li??mi, podobnie jak by?o drzewo upadku w raju. ?w. Dziewica z Dzieci?tkiem na r?kach wznosi?a si? z ziemi ku o?tarzowi, a drzewo na o?tarzu chyli?o si? przed ni? i wi?d?o. Wielki, jak kap?an odziany anio?, z pier?cieniom oko?o g?owy, przyst?powa? ku Maryi. Odda?a mu Dzieci?tko, które po?o?y? na o?tarzu. W tej?e chwili widzia?am ?w. Trójc?, jak zawsze. Widzia?am, ?e anio? da? Matce Bo?ej ma??, jasn? kul? z wizerunkiem owini?tego dziecka, a Maryja z tym darem unosi?a si? nad o?tarzem. Ze wszech stron zbli?a?y si? do Maryi liczne ramiona ze ?wiat?ami; wszystkie te ?wiat?a oddawa?a ona Dzieci?tku na kuli, i wszystkie wnika?y w Dzieci?tko i ze? wychodzi?y. A ze wszystkich tych ?wiate? stawa?o si? nad Maryj? i Dzieci?tkiem jedno ?wiat?o, które wszystko o?wieca?o. Maryja rozpostar?a swój obszerny p?aszcz na ca?? ziemi?. Taki by? ów niebieski obchód. Mniemam, ?e zwi?dni?cie drzewa wiadomo?ci za zjawieniem si? Maryi, i wnikanie Dzieci?tka w Naj?w. Trójc?, oznacza z??czenie upad?ych ludzi z Bogiem. Przez Maryj? staj? si? rozpierzch?e ?wiat?a w ?wietle Jezusa jednym ?wiat?em, które wszystko o?wieca.

?mier? ?w. Symeona

Widzia?am, ?e Symeon, po swym powrocie do ?wi?tyni, zachorowa? w domu. Na ?o?u dawa? ostatnie napomnienia ?onie i synom, i dzieli? si? z nimi sw? rado?ci?, a wreszcie widzia?am, ?e umiera?. Ko?o niego by?o wielu podesz?ych kap?anów i ?ydów, którzy si? modlili. Gdy umar?, przeniesiono zw?oki na inne miejsce, gdzie je obmyto, nie zdejmuj?c szat. Le?a? na desce z otworami nad miedzianym w?torem, do którego woda sp?ywa?a, a myto go pod p?ótnem nad nim rozpi?tym. Potem ob?o?ono go kwiatami i krzewami zió? i owini?to w szerokie p?ótno jak dziecko w pieluchy. Zw?oki by?y tak wyt??one i wyprostowane, i? zdawa?o mi si? prawie, ?e jest poowijany na desce. Wieczorem pogrzebano go. Sze?ciu ludzi nios?o go ze ?wiat?ami na marach z nisk? ?ukow? por?cz? do wydr??onego grobowca, w pagórku, niedaleko ?wi?tyni. Grobowiec mia? sko?no le??ce drzwi, a ?ciany jego by?y ozdobione gwiazdami i figurami, jak cela Naj?w. Panny przy ?wi?tyni. By?a to robota, któr? u?ywano tak?e w pierwszym klasztorze ?w. Benedykta. Zw?oki z?o?ono na ziemi w ?rodku ma?ej groty, tak ?e mo?na by?o obej?? je woko?o. Potem by? jeszcze obrz?d, i nak?adli oko?o zw?ok ró?nych rzeczy, zdaje mi si?:


141

monet, kamyków, placków. Lecz nie wiem tego dok?adnie. Symeon spokrewniony by? z Weronik?, a przez jej ojca z Zachariaszem. Synowie jego byli w us?udze przy ?wi?tyni, i byli zawsze ukrytymi przyjació?mi Jezusa i Jego zwolenników, zostali Jego uczniami cz??ci? przed, cz??ci? po Jego wniebowst?pieniu. W czasie pierwszych prze?ladowa? wiele dobrego uczynili dla gminy wiernych.

Powrót ?w. Rodziny do Nazaretu

Widzia?am ?wi?t? Rodzin?, powracaj?c? do Nazaretu daleko prostsz? drog? od tej, któr? st?d szli do Betlejem. Wtedy omijali wszelkie miejscowo?ci i stawali tylko w domkach odosobnionych, teraz za? szli drog? prost?, o wiele krótsz?. Józef mia? w p?aszczu kiesze?, a w niej ma?e zwitki ?ó?tych, po?yskuj?cych, cienkich blaszek, na których by?y g?oski. Dosta? je od ?w. Królów. Srebrniki Judasza by?y grubsze i w kszta?cie j?zyka. Widzia?am, jak ?w. Rodzina przyby?a do domu Anny przy Nazarecie. By?a tam najstarsza siostra Maryi, Maria Helego ze sw? córk?, Mari? Kleofasow?, pewna niewiasta z miejscowo?ci El?biety i s?u?ebna Anny, która by?a u Maryi w Betlejem. Urz?dzono uroczysto??, podobnie jak przy odje?dzie Dzieci?tka Maryi do ?wi?tyni; lampa pali?a si? nad sto?em, obecni tak?e byli starsi kap?ani. Wszystko jednak odbywa?o si? ca?kiem cicho. Ca?e zebranie cieszy?o si? Dzieci?tkiem Jezus, lecz rado?? ta by?a cicha i wewn?trzna. W ogóle u wszystkich tych ?w. osób nie zauwa?y?am nigdy jakiejkolwiek przesady. Mieli ma?? uczt?, a kobiety po?ywa?y, jak zawsze, osobno od m??czyzn. Ca?ego obrazu ju? sobie nie przypominam, lecz bezsprzecznie by?am w?ród niego, gdy? mia?am w nim czynny udzia? modlitw?. Mimo pó?nej pory roku, widzia?am w ogrodzie Anny wiele gruszek i ?liwek, i innych owoców na drzewach, jakkolwiek li?cie ju? by?y poopada?y. Zapominam zawsze powiedzie?, jak mi si? przedstawia powietrze w kraju obiecanym w zimowej porze, wszystko bowiem wydaje mi si? tak naturalnym i zawsze my?l?, ?e ka?dy przecie? musi to wiedzie?. Widz? cz?sto deszcz i mg??, niekiedy i ?nieg, który jednak wnet taje. Widz? wiele drzew, na których jeszcze s? owoce. Widz? kilka zbiorów w roku, a pierwsze ?niwo ju? w czasie naszej wiosny. Teraz w zimie widz? ludzi na drodze opatulanych p?aszczem, na g?ow? nasuni?tym. W noc Bo?ego Narodzenia widz? jeszcze wszystko, jakby zielone, kwitn?ce i pe?ne kwiatów, zwierz?ta weso?e, w winnicach pi?kne jagody i s?ysz? ?piew ptaków; lecz wnet potem znów wszystko jest cicho i tak jak zwykle tam o tej porze. Tak te? widzia?am owo drzewo przed Betlejem, pod którym Maryja sta?a, w czasie gdy tam sta?a, ca?kiem zielonym i cienistym, lecz potem znów zwi?d?ym. By? to mo?e tylko znak czci, lecz i ?w. Dziewica tak to odczuwa?a. Pole pasterzy jednak by?o o tym czasie ju? zielone, gdy? by?o nawodnione. Droga z domu Anny do domu Józefa w Nazarecie prowadzi jakie pó? godziny mi?dzy ogrodami i pagórkami. Widzia?am, ?e Józef u Anny wiele na?adowa? na par? os?ów, i ?e z niewolnic? Anny szed? do Nazaretu przed os?ami. Anna z Dzieci?tkiem Jezus na r?kach towarzyszy?a Maryi. Maryja i Józef nie prowadz? w?asnego gospodarstwa; we wszystko zaopatruje ich Anna, która cz?sto do nich przychodzi. Widzia?am, ?e niewolnica Anny nosi?a im w jednym koszu na g?owie, a w drugim na r?ce, zapasy ?ywno?ci. ?w. Dziewica robi?a sukienki na drutach lub szyde?kiem. Po prawej stronie mia?a przytwierdzony k??bek z we?n?, a w r?ku dwa, zdaje mi si?, ko?ciane pr?ciki z haczykami u góry. Jeden jest mo?e d?ugi pó? ?okcia, drugi krótszy. Poza haczykami na pr?cikach by?o przed?u?enie, na które przy robocie nawija?o si? ni?


142

i tworzy?y oczka. Co by?o zrobione, zwisa?o mi?dzy obydwoma pr?tami. Tak pracowa?a, stoj?c lub siedz?c przy Dzieci?tku Jezus, które le?a?o w ko?ysce. ?wi?ty Józef wyrabia? z d?ugich, ?ó?tych, ciemnych i zielonych pasków ?yka, zas?ony od s?o?ca, wielkie p?achty i opony na gmachy. Mia? zapas plecionych tafli w szopie przy domu z?o?onych. Wyplata? przeró?ne gwiazdy, serca i inne wzory. Przychodzi?a mi do g?owy my?l, jak to on nawet nie przeczuwa, ?e st?d wnet b?dzie musia? odchodzi?. ?w. Rodzin? w Nazarecie odwiedza?a tak?e Maria Helego, najstarsza siostra ?w. Dziewicy. Przychodzi?a ze ?w. Ann?, i miewa?a ze sob? wnuczka, mniej wi?cej 4 letniego ch?opca, syna swej córki, Marii Kleofasowej. ?wi?te niewiasty siedzia?y razem, piastowa?y Dzieci?tko Jezus i bra?y je na r?ce tak samo jak po dzi? dzie?. Maria Helego mieszka?a oko?o 3 godziny na po?udnie od Nazaret w ma?ej miejscowo?ci. Mia?a domek, prawie równie dobry jak dom matki jej, Anny; przed domem by? dziedziniec, murem otoczony, i studnia z pomp? i basenem, do którego p?yn??a woda, gdy si? u do?u nast?pi?o na pomp?. M?? jej nazywa? si? Kleofas. Córka jej, Maria Kleofasowa, za?lubiona Alfeuszowi, mieszka?a na drugim ko?cu wsi. Wieczorem widzia?am ?w. Niewiasty wspólnie si? modl?ce. Sta?y przed ma?ym stolikiem przy ?cianie, który okryty by? czerwonym i bia?ym obrusem. Na nim le?a? zwój, który Maryja w gór? rozwija?a i przytwierdza?a do ?ciany. Na tym zwoju utkany by? bladymi barwami wizerunek, przedstawiaj?cy jakoby jakiego? zmar?ego w d?ugim, bia?ym p?aszczu, nasuni?tym na g?ow?, maj?cego co? w r?ce. Podobny obraz widzia?am tak?e przy uroczysto?ci w domu Anny, gdy Maryja podró?owa?a do ?wi?tyni na oczyszczenie. Tak?e lampa p?on??a przy modlitwie. Maryja sta?a nieco na przedzie, a Anna i Maryja Helego po obu stronach. Sk?ada?y r?ce na krzy? na piersiach, podawa?y je sobie i wyci?ga?y w gór?. Maryja czyta?a z le??cego przed ni? zwoju. Odmawia?y modlitwy w pewnym tonie i takcie, który mi przypomina? ?piew w chórze.

Ucieczka do Egiptu

Gdy Herod widzia?, ?e królowie nie wracaj?, my?la? z pocz?tku, ?e mo?e Jezusa nie znale?li i zdawa?o si?, ?e ca?a sprawa przycich?a, Gdy jednak Maryja by?a ju? w Nazarecie, s?ysza? Herod o przepowiedni Symeona i Anny przy ofiarowaniu, i na nowo obudzi?a si? w nim trwoga. Widzia?am go w takim niepokoju, jak wtedy, gdy królowie przybyli do Jerozolimy. Pocz?? tedy naradza? si? ze starszymi ?ydami, którzy odczytywali mu co? ze zwojów na pr?tach. Kaza? tak?e zwo?a? wiele ludzi i na wielkim dziedzi?cu zaopatrzy? ich w zbroj? i odzie? wojenn?. By?o to tak, jak u nas, gdy si? powo?uje do wojska. Widzia?am tak?e, ?e tymi ?o?nierzami obsadza? oko?o Jerozolimy ró?ne miejsca, z których mia?y by? wezwane do Jerozolimy matki z dzie?mi, a których liczb? kaza? Herod wsz?dzie dok?adnie zbada?. Chcia? zapobiec powstaniu, którego si? l?ka?, gdyby wiadomo?? o zabijaniu dzieci do tych miejsc dosz?a. Widzia?am tych ?o?nierzy w trzech miejscach, w Betlejem, Gilgat i Hebronie. Mieszka?cy byli przera?eni, nie domy?lali si? bowiem, dlaczego dano im za?og?. ?o?nierze ci byli w tych miejscach przez trzy kwarta?y. Zabijanie dzieci pocz??o si?, gdy Jan mia? oko?o 2 lata. W domu ?w. Rodziny w Nazaret przebywa?a jeszcze Anna i Maria Helego. Maryja z Dzieci?tkiem mia?a oddzieln? sypialni? na prawo za ogniskiem, Anna po lewej stronie, a pomi?dzy jej sypialni? i Józefa, by?a sypialnia Marii Helego. Wszystkie te przedzia?y nie by?y tak wysokie jak sam dom mieszkalny, a porobione by?y tylko plecionymi przegrodami; nawet stropy by?y z plecionek. Oko?o ?o?a Maryi by?a jeszcze opona czyli zas?ona; u jej stóp le?a?o Dzieci?tko Jezus na osobnym pos?aniu; pod?wign?wszy si? mog?a je dosta?. Widzia?am, jak


143

ja?niej?cy m?odzieniec stan?? przed ?o?em Józefa i pocz?? do? mówi?. Józef podniós? si?; by? jednak snem znu?ony i znów si? po?o?y?, m?odzieniec przeto uj?? go za r?k? i poci?gn??. Wtedy oprzytomnia? i stan??, a m?odzieniec znik?. Widzia?am, ?e Józef poszed? ku lampie, w ?rodku domu p?on?cej i zapali? sobie ?wiat?o. Poszed? nast?pne do komnaty Maryi, zapuka? i pyta?, czy mo?e si? zbli?y?. Widzia?am, ?e wszed? i rozmawia? z Maryj?, która jednak nie uchyla?a zas?ony. Potem uda? si? do obory do swego os?a, dalej do komory, gdzie by?y ró?ne sprz?ty, i wszystko porz?dkowa?. Maryja powsta?a, ubra?a si? zaraz w drog? i posz?a do Anny. I ta wsta?a, jako te? Maria Helego i ch?opiec. Trudno powiedzie?, jak wzruszaj?cym by?o zasmucenie Anny i siostry. Anna u?cisn??a kilkakrotnie w?ród ?ez Maryj?, przyciska?a j? do serca, jakby ju? nigdy nie mia?a jej zobaczy?. Siostra rzuci?a si? z p?aczem na ziemi? i p?aka?a. Wszyscy przyciskali jeszcze Dzieci?tko do serca; i ch?opczyk tak?e je u?ciska?. Maryja wzi??a Dzieci?tko na r?ce do chustki, na ramionach zawi?zanej. Owini?ta by?a w d?ugi p?aszcz, którym Dzieci?tko okry?a. Mia?a d?ugi welon, który g?ow? otacza? i na przedzie po obydwóch stronach twarzy si? zwiesza?. Wszystko czyni?a ze spokojem i szybko, bez wielkich zachodów na podró?; nie widzia?am nawet, aby Dzieci?tko ?wie?o przewija?a. Mia?a przy sobie ma?o przyborów; daleko mniej, ni? przywie?li ze sob? z Betlejem. By? ma?y w?ze?ek i kilka okry?. Józef mia? worek z wod? i kosz z przegródkami, a w nich placki, dzbanuszki i ?ywe ptaki. Na o?le by?o dla Maryi z Dzieci?tkiem poprzeczne siedzenie z podnó?kiem. Ma?? cz??? drogi sz?a Maryja naprzód pieszo z Ann?. Droga wiod?a ku domowi Anny, lecz wi?cej w lewo. Anna obj??a j? r?koma i b?ogos?awi?a, gdy wtem nadjecha? Józef z os?em i Maryja wsiad?a, i odjechali dalej. By?o jeszcze przed pó?noc?, gdy z domu wyszli. Dzieci?tko Jezus mia?o 12 tygodni widzia?am bowiem 3 razy po 4 tygodnie. Mari? Helego widzia?am id?c? do domu matki, by pos?a? Eliuda z niewolnikiem do Nazaretu; poczym wróci?a z ch?opcem do ojczystego domu. Anna zebra?a wszystko w domu Józefa i wyprawi?a przez niewolnika do swego domu. ?w. Rodzina d??y?a tej nocy przez kilka miejscowo?ci i dopiero nad ranem widzia?am ich, jak spoczywali w jakim? schronisku dla pokrzepienia. Pierwszy nocleg mieli w ma?ej miejscowo?ci Nazara, mi?dzy Legio i Massaloth. Ubodzy i uci?nieni tutejsi ludzie nie byli w?a?ciwymi ?ydami; mieli daleko przez góry do Samarii do ?wi?tyni na górze Garizim. Musieli zawsze jak niewolnicy pracowa? przy ?wi?tyni w Jerozolimie i innych publicznych budowlach. ?w. Rodzina nie mog?a dalej zd??y?, i by?a wcale dobrze przyj?t? przez tych upo?ledzonych ludzi. Nasi podró?ni pozostali tu i przez ca?y dzie? nast?pny. Przy powrocie z Egiptu odwiedzili znów tych ludzi, jako te?, gdy Jezus pierwszy raz szed? do ?wi?tyni, i do Nazaret wraca?. Ca?a rodzina tych biednych ludzi przyj??a pó?niej chrzest Jana i przyst?pi?a do wyznawców Jezusa. Tylko w trzech gospodach mia?a ?w. Rodzina nocleg podczas ucieczki; w tym miejscu, nast?pnie w Anim czyli Engannim u pasterza wielb??dów, a wreszcie u rozbójników. Innych dni spoczywali w kotlinach, pieczarach i odleg?ych pustkowiach, id?c manowcami w?ród uci??liwej drogi. Gdy ?w. Rodzina wyruszy?a dalej z Nazary, zatrzyma?a si? w ukryciu przy owym wielkim terebincie, przy którym Maryi w drodze do Betlejem takie zimno dokucza?o. W oko?o by?o tu wiadomo o prze?ladowaniu Heroda, dlatego nie by?o bezpiecznie. Pod tym terebintem sta?a niegdy? arka przymierza, gdy Jozue zebra? lud i kaza? mu wyrzec si? bo?ków. Pó?niej widzia?am ?w. Rodzin? odpoczywaj?c? przy pewnym krzewie balsamowym i ?ródle. Na ga??zkach by?y porobione wci?cia, z których kroplami


144

spada? balsam do garnuszków. Dzieci?tko Jezus le?a?o z bosymi nó?kami na ?onie Maryi. Za nimi na lewo wida? by?o w dali na wy?ynie Jerozolim?. Gdy ?w. Rodzina przesz?a przestrze? ci?gn?c? si? przy murach Gazy, widzia?am j? na puszczy. Niepodobna opowiedzie?, jak trudn? by?a ich podró?. Szli zawsze o jak? mil? ku wschodowi oddaleni od drogi g?ównej; a poniewa? musieli omija? publiczne gospody, dlatego cierpieli niedostatek. Widzia?am, jak okropnie znu?eni i wyczerpani i bez wody (dzbanki by?y pró?ne) zbaczali do zaro?la w dolinie po?o?onego. ?wi?ta Dziewica zsiad?a z os?a i spocz??a na wysokiej murawie. Wtem wytrys?o przed nimi w gór? ?ród?o i rozla?o si? po ziemi. Ucieszyli si? niezmiernie. Józef zrobi? nieco dalej przykop?, przyprowadzi? do niej os?a, który rado?nie pi? z obfitego do?u. Maryja umy?a w ?ródle Dzieci?tko. Orze?wieni i uradowani, zabawili tu przy blasku s?o?ca oko?o 2 — 3 godzin. Szósty nocleg widzia?am ?w. Rodzin? w pieczarze przy górze i mie?cie Efraim. Jaskinia le?a?a w dzikiej kotlinie, godzin? mo?e drogi od gaju Mambre. ?w. Rodzina przyby?a tu bardzo znu?ona i przygn?biona. Maryja by?a smutna i p?aka?a. Czuli okropny niedostatek. Spoczywaj?c przez ca?y dzie?, doznali tu dla pokrzepienia swego kilka ?ask. Wytrys?o ?ród?o w jaskini i dzika koza przyby?a, pozwalaj?c si? doi?; tak?e zostali tu od anio?a pocieszeni. W tej pieczarze cz?sto modli? si? by? pewien prorok. Samuel tu tak?e swego czasu przebywa?, a Dawid pasa? w oko?o tej jaskini owce swego ojca, w niej si? modli? i otrzymywa? przez anio?a rozkazy, jako te? upomnienie i wezwanie, aby zabi? Goliata. Ostatnia ich stacja w obr?bie pa?stwa Heroda by?a w pobli?u granicy, przy pustyni. By?a tu gospoda dla podró?nych, wybieraj?cych si? w pustyni?. W?a?ciciele gospody, jak si? zdawa?o, byli pasterzami, w ogrodzonych bowiem pastwiskach widzia?am wiele wielb??dów. Byli to ludzie zdziczeli i uprawiali najniezawodniej tak?e rzemios?o z?odziejskie; mimo to, wschodnim zwyczajem, przyj?li ?w. Rodzin? uprzejmie. Miejscowo?? ta by?a na kilka godzin od Morza Martwego. Raz tak?e widzia?am, ?e Maryja wysy?a?a pos?a?ca do El?biety, która potem swoje dziecko zanios?a w ukryte miejsce na pustyni. Zachariasz szed? z ni? tylko kawa?ek drogi a? do jakiej? wody, gdzie El?bieta z dzieci?tkiem tratw? si? przeprawi?a. St?d poszed? Zachariasz do Nazaret t? sam? drog?, któr? Maryja sz?a odwiedzi? El?biet?. Widzia?am go w podró?y; mo?e chcia? si? bli?szych szczegó?ów dowiedzie?. By?o tam kilkoro ludzi, zmartwionych odjazdem Maryi. Pewnej gwia?dzistej nocy pu?ci?a si? ?w. Rodzina w dalsz? podró? przez piaszczyst?, krzewami zaros?? puszcz?. Tak mi si? to ?ywo przedstawia?o, i? zdawa?o mi si?, ?e id? przez puszcz? razem z nimi. Pod kupami li?ci le?a?o mnóstwo niebezpiecznych w k??bek zwini?tych w??ów. Z g?o?nym sykiem wyci?ga?y swoje g?owy ku ?w. Rodzinie, która, blaskiem otoczona, bezpiecznie obok nich przechodzi?a. Inne jeszcze widzia?am zwierz?ta z wielkimi p?etwami, sk?adanymi jak skrzyd?a na ciemnym cielsku, o krótkich nogach i z g?ow? podobn? do rybiej, które z szybko?ci? strza?y przelatywa?y ponad ziemi?. Wreszcie za tymi zaro?lami natrafi?a ?w. Rodzina na rozpadlin?, jakby na jak?? ?cian? w?wozu i to miejsce obra?a sobie na spoczynek. Ostatnia miejscowo?? Judei, przez któr? przechodzili, nazywa?a si?, o ile sobie przypominam, Mara. Zdawa?o mi si?, ?e to miejsce rodzinne Anny, ale pomyli?am si?. Ludzie tej miejscowo?ci byli bardzo nieokrzesani i nieu?yci, tak, ?e ?w. Rodzina nie mog?a u nich niczym si? pokrzepi?. Przechodz?c dalej przez pust? okolic?, nie wiedzieli, co pocz??, stracili bowiem wszelki ?lad drogi, przed sob? za? widzieli tylko ciemne, niedost?pne pasmo górskie. Maryja by?a zm?czona i smutna. Ukl?k?a z Dziecin? i Józefem na ziemi,


145

gor?ce zasy?aj?c mod?y do Boga. Wtedy zbli?y?o si? do nich kilka wielkich, dzikich zwierz?t, jakoby lwy, które by?y wobec ?w. Rodziny bardzo ?askawe; wida?, ?e by?y zes?ane w celu pokazania drogi ?wi?tym podró?nym. Jak pies, kiedy chce kogo w jakie? miejsce zaprowadzi?, tak i te zwierz?ta biega?y naoko?o, spogl?daj?c w stron? gór. ?w. Rodzina uda?a si? za nimi, i tak przeszli góry i znale?li si? w nieznanej okolicy.

?wi?ta Rodzina w?ród zbójców

W bok od drogi, zobaczyli nasi podró?ni, odbywaj?c dalsz? podró? noc?, ma?e migoc?ce ?wiate?ko. Wisia?o ono na drzewie obok chaty, nale??cej do zgrai rozbójników, aby zwabi? tam?e nic nie przeczuwaj?cych podró?nych. Droga by?a miejscami przekopana, a nad przekopami porozci?gane sznury z ma?ymi dzwonkami, które oznajmi?y, skoro jaki podró?ny przypadkiem o taki sznur zawadzi?. Tote? widzia?am, jak nagle jaki? cz?owiek, wyskoczywszy z pi?ciu towarzyszami z zasadzki, otoczy? ?wi?t? Rodzin?. Przyszli wprawdzie ci rozbójnicy w z?ym zamiarze, ale skoro zobaczyli Dzieci?, widzia?am, ?e b?yszcz?cy promie? ?aski przeszy?, jakby strza?? serce ich naczelnika, który te? zaraz zmi?k?, i nakaza? swym towarzyszom, aby tym ludziom dali spokój i nie czynili im ?adnej przykro?ci. B?yszcz?cy ten promie? widzia?a równie? i Maryja. Rozbójnik przyprowadzi? ?w. Rodzin? do swojej zagrody i opowiedzia? ?onie, jak silnego dozna? wzruszenia. Ludzie ci, chocia? to nie by?o w ich zwyczaju, byli z pocz?tku pe?ni jakiej? trwogi i nie?mia?o?ci, dopiero po niejakim czasie zacz?li zwolna przybli?a? si? i ze wszech stron przypatrywa? ?wi?tej Rodzinie, która, zm?czona, usiad?a w k?ciku na ziemi. M??czy?ni chodzili tam i na powrót, a gospodyni przynios?a Maryi bochenki chleba, owoców, plastrów miodu i puchar z napojem. Równie? i osio?ek znalaz? umieszczenie pod dachem. Gospodyni przyrz?dzi?a tymczasem dla Maryi ma?? izdebk? i przynios?a niecu?eczki z wod?, aby wyk?pa?a Dzieci?tko Jezus, a nadto wysuszy?a Jej pieluszki przy ogniu. Zbójca za?, na widok Dzieci?tka Jezus, bardzo wzruszony, w te do ?ony odezwa? si? s?owa: ?To hebrajskie dziecko — jakie? niezwyk?e, pro? jego matk?, czy by nie pozwoli?a nam wod?, w której si? k?pa?o, umy? naszego tr?dem pokrytego syna; mo?e by mu to pomog?o." Gdy ?ona chcia?a t? pro?b? przed?o?y? Naj?wi?tszej Pannie, nie przysz?a jeszcze do s?owa, gdy Maryja skin??a na ni?, aby w wodzie, w której k?pa?o si? Dzieci?tko Jezus, a która teraz by?a o wiele czystsza, ni? przedtem, wyk?pa?a swego tr?dowatego synka. Ch?opczyna mia? ko?o trzech lat, ale wskutek tr?du nie móg? si? prawie rusza?. Przyniesiono go na r?kach, zanurzono w wodzie, i o dziwo! gdzie tylko cia?o si? zanurza?o, zaraz tr?d ca?ymi p?atami opada? na dno niecu?ki. I tak synek zbójcy pozosta? czystym i zdrowym. Matka jego nie posiada?a si? z rado?ci, chcia?a nawet Maryj? i Dzieci?tko u?ciska?, Maryja jednak zatrzyma?a j? r?k?, nie dozwalaj?c ani siebie ani Dzieci?cia dotkn??; kaza?a jej tylko wykopa?, a? do ska?y, g??bok? studni? i wla? w ni? t? wod?, a wtedy b?dzie jej mog?a zawsze do podobnych u?ywa? celów. Maryja rozmawia?a z ni? d?u?ej i otrzyma?a od niej przyrzeczenie, ?e przy najbli?szej sposobno?ci opu?ci miejsce dotychczasowego pobytu. Wszyscy ludzie byli bardzo uprzejmi, i stan?wszy woko?o, z podziwem przypatrywali si? ?w. Rodzinie. W nocy powrócili inni cz?onkowie tej zgrai zbójeckiej, którym zaraz opowiedziano o wyzdrowieniu ch?opczyka. Dziwnym by?o, ?e zbójcy wobec ?w. Rodziny tak uprzejmie si? zachowywali, zw?aszcza, ?e tej samej nocy wiele innych ludzi, ?wiate?kiem do chaty zwabionych, chwytali i zap?dzali g??boko w las do wielkiej jaskini, która by?a w?a?ciw? ich kryjówk?. Z wierzchu by?a ca?a zaro?ni?ta a wej?cie do niej by?o ukryte. Wszystkiego by?o tam pod dostatkiem, sukni,


146

dywanów, mi?sa, kóz, owiec i wiele innych zagrabionych rzeczy. Widzia?am tak?e uprowadzonych ch?opców w wieku od siedmiu do o?miu lat, strze?onych przez star? kobiet?, która gospodarzy?a w tej wielkiej jaskini. Maryja nie spa?a, tylko siedzia?a cicho na pos?aniu roz?o?onym na ziemi. Z brzaskiem dnia wyruszy?a ?wi?ta Rodzina w dalsz? drog?. Rozbójnicy i ?ona zbójcy ch?tnie J? byli d?u?ej przy sobie zatrzymali; zaopatrzyli J? tedy w ?ywno?? i odprowadzili obok przekopu a? na drog? dobr?. Gdy j? w?ród g??bokiego wzruszenia wszyscy ?egnali, godne uwagi rzekli s?owa: ?Pami?tajcie o nas, gdziekolwiek b?dziecie." Przy tych s?owach mia?am widzenie, ?e ten ch?opczyk uzdrowiony by? owym dobrym ?otrem, który na krzy?u rzek? do Jezusa: ?Pomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa!" ?ona zbójcy, zamieszka?a pó?niej przy ludziach, którzy osiedlili si? naoko?o ogrodu balsamowego. Stad sz?a dalej ?w. Rodzina przez pustyni?, a gdy zgubi?a wszelki ?lad, schodzi?y si? ró?nego rodzaju zwierz?ta, nawet wielkie jaszczurki ze skrzyd?ami i w??e, które wskazywa?y im drog?. Gdy pó?niej przez równin? piaskiem pokryt? nie mogli dalszej odbywa? drogi, zobaczy?am cud nowy. Po obu stronach drogi wyros?y nagle ró?e jerycho?skie z zakrzywionymi ga??zkami, kwiatuszkami i z prostym korzeniem. Uradowani zbli?yli si? do nich ?wi?ci podró?ni, i spostrzegli, ?e na ca?ej przestrzeni, jak daleko oko ludzkie si?ga?o, wsz?dzie takie same ro?linki wyrasta?y. Widzia?am, ?e Naj?wi?tszej Pannie objawionym by?o, i? ludno?? tej krainy w przysz?o?ci ró?e te zbiera? i dla swego utrzymania obcym, podró?nym sprzedawa? b?dzie. Okolica ta nazywa?a si? jako? Gaza czy Goze. Widzia?am, jak potem przysz?a ?w. Rodzina do miejscowo?ci zwanej Lepe czy Lape. Wida? tu wiele kana?ów i rowów z wysokimi groblami. ?wi?ta Rodzina przewozi si? tratw? przez jak?? wod?; Naj?wi?tsza Panna usiad?a z Dzieci?tkiem na k?odzie, a osio?ka umieszczono w wielkim korycie. Dwóch strasznych, opalonych, pó?nagich prawie ludzi, ze sp?aszczonymi nosami i odwróconymi wargami, s?u?y?o im za przewo?ników. ?w. Rodzina przechodzi?a tylko obok odleg?ych domów owej miejscowo?ci. Mieszka?cy jej byli szorstcy i niemi?osierni, podró?ni wi?c mijali ich, nie przemawiaj?c do nich ani s?owa. Zdaje mi si?, ?e to by?o pierwsze poga?skie miasto Egiptu. Dziesi?? dni zesz?o im na przebycie kraju ?ydowskiego, a drugie dziesi?? na podró? przez pustyni?. Nast?pnie widzia?am ?wi?t? Rodzin? ju? na ziemi egipskiej, na zieleniej?cej si? równinie, s?u??cej za pastwisko. Do drzew przywi?zane by?y szerokimi wst??kami, na których znajdowa?y si? jakie? figury czy litery, figurki bo?ków, podobne do owini?tych lalek lub ryb. Tu i ówdzie wida? by?o ludzi kr?pych, oty?ych, przychodz?cych i oddaj?cych cze?? bo?kom. ?w. Rodzina uda?a si? na spoczynek do szopy, w której sta?o byd?o; to jednakowo? wysz?o zaraz, robi?c im miejsce. Zapasy ?wi?tym podró?nym ju? si? wyczerpa?y, nie posiadali ani chleba, ani wody, a Maryja mia?a zaledwie pokarm dla swego Dzieci?cia. Nikt im nie przyszed? z pomoc?. Tak wi?c, podczas swej ucieczki, poznali dobrze na sobie wszelk? ludzk? n?dz?. Wreszcie nadeszli pasterze w celu pojenia trzody, ale i ci nic nie byliby im dali do jedzenia, gdyby ich Józef o to by? nie poprosi?. Otworzyli wi?c studni? i dali mu nieco wody. Pó?niej zobaczy?am ?wi?t? Rodzin? zm?czon? i znu?on? w jakim? lasku. Na ko?cu lasu rós? wysoki i smuk?y daktyl, na którego czubku znajdowa?o si? grono owoców. Maryja podesz?a z Dzieci?tkiem Jezus na r?kach pod drzewo i modli?a si?, podnosz?c Dzieci? w gór?; wtedy drzewo schyli?o swój wierzcho?ek, jakby ukl?k?o tak, ?e mo?na by?o oberwa? wszystkie owoce i w tym po?o?eniu


147

pozosta?o. Maryja wiele owoców rozdzieli?a pomi?dzy nagie dzieci, które nadbieg?y za nimi z pobliskiej osady. Kwadrans drogi od tego drzewa sta? niezwykle gruby daktyl, wielki jak d?b, a w ?rodku wydr??ony. ?wi?ci podró?ni znale?li w nim schronienie przed nadci?gaj?cymi za nimi lud?mi. Wieczorem widzia?am ich pomi?dzy murami ruin, gdzie te? znale?li nocleg.

Ogród balsamowy

Na drugi dzie? wyruszy?a ?wi?ta Rodzina w dalsz? drog? przez pusty, piaszczysty step, a poniewa? nigdzie nie by?o wody, przeto prawie usychaj?c z pragnienia, usiad?a na piaszczystym pagórku; Naj?wi?tsza Panna tymczasem gor?ce do Boga zasy?a?a mod?y. Naraz wytryska obok niej strumie? czystej wody, a gdy Józef usun?? powierzchni? piasku, powsta?a pi?kna, z czyst? wod?, studzienka. Zrobi? on nadto dla wody ?ciek, tak, ?e op?ywa?a dosy? wielk? przestrze? i gubi?a si? w miejscu, w którym wytryskiwa?a. ?w. Rodzina ugasi?a pragnienie, Maryja obmy?a Dzieci?tko Jezus, Józef za? napoi? osio?ka i nape?ni? wod? skórzany worek. Wida? by?o ró?nego gatunku zwierz?ta, podobne do ?ó?wi, bez boja?ni przechodz?ce obok ?wi?tej Rodziny, aby zaspokoi? pragnienie. Przestrze?, zalana wod?, pokry?a si? wkrótce zieleni?, tam, pó?niej za? powyrasta?o tam wiele krzewów balsamowych. Gdy ?wi?ta Rodzina wraca?a z Egiptu, mog?a ju? w cieniu balsamowych krzewów znale?? orze?wiaj?cy spoczynek. Osiedlili si? tu ludzie; co jednak poganie uprawiali, wi?d?o i sch?o. Dopiero, gdy przybyli tu ?ydzi, którzy w kraju znali si? z ?wi?t? Rodzin?, urodzaje si? poprawi?y. Zdaje mi si?, ?e w tym miejscu znalaz?a schronienie tak?e ?ona rozbójnika, której syn by? uzdrowiony z tr?du przez wod?, w której k?pa?o si? Dzieci?tko Jezus. Od??czy?a si? ona wkrótce (po odej?ciu ?w. Rodziny) od rozbójników, dziecko jej jednak d?u?ej przy nich pozosta?o. Ca?y ogród, w którego ?rodku sta?o wiele innych drzew owocowych, otacza? balsamowy ?ywop?ot. Pó?niej wykopano drug? wielk? studni?, z której ko?em, obracanym przez wo?y, wiele czerpano wody; takow? mieszano z wod? ze ?ród?a Maryi i zlewano ni? ca?y ogród; nie zmieszana bowiem woda tej nowej studni by?aby szkodliwa. Wo?y, które ko?o od studni poruszaj?, nie dadz? si?, jak widzia?am, w ?aden sposób zmusi? do pracy od soboty po?udnia do poniedzia?ku rano.

?wi?ta Rodzina przybywa do Heliopolis

Widzia?am ?wi?t? Rodzin? w drodze do Heliopolis. Od gospody, w której ostatni? noc przeby?a, sz?a w towarzystwie jakiego? poczciwego cz?owieka, nale??cego prawdopodobnie do grona robotników, pracuj?cych oko?o kana?u, przez który ?wi?ci podró?ni si? przeprawili. Przeszli oni przez wysoki i d?ugi most, nad jak?? szerok? rzek? (Nilem), która jak si? zdawa?o, mia?a kilka odnóg. Wreszcie przybyli na plac, le??cy przed bram? miasta, otoczony jakby alej?, przeznaczon? na przechadzki. Tu na wysokim, ku górze zw??aj?cym si? filarze sta? pos?g bo?ka z g?ow? wo?u, który na r?kach trzyma? co? podobnego do powitego dziecka. Pos?g bo?ka woko?o otoczony by? kamieniami w kszta?cie ?awek albo sto?ów, na których ludzie sk?adali swe ofiary. Niedaleko od tego bo?ka sta?o wielkie drzewo, pod którym ?wi?ta Rodzina spocz??a. Zaledwie chwilk? siedzieli, powsta?o trz?sienie ziemi, a pos?g bo?ka zachwia? si? i upad?. Powsta?o zaraz zbiegowisko i krzyk pomi?dzy ludem, przybyli nawet


148

robotnicy, pracuj?cy w pobli?u przy kanale. Ów poczciwy cz?owiek który, towarzyszy? ?wi?tej Rodzinie, odprowadzi? J? do miasta. Ju? mieli z placu wychodzi?, na którym sta? bo?ek, gdy przera?ony lud, z gniewem, pogró?kami i obel?ywymi s?owy na ustach, otoczy? ich ze wszech stron. Ale wtem zadr?a?a znów ziemia, drzewo obok bo?ka obali?o si?, a korzenie jego wydoby?y si? na wierzch, wskutek czego powsta?a brudna ka?u?a, w której zanurzy? si? pos?g, tak ?e mu ledwie rogi by?o wida?, a z nim razem wpad?o tam kilka ludzi, najwi?cej gniewem zapalonych. ?wi?ta Rodzina wesz?a tymczasem spokojnie do miasta. Tu zwróci?a swe kroki ku przedsionkowi obszernego zabudowania, z wielu komnatami, w pobli?u poga?skiej ?wi?tyni. Tak?e w ca?ym mie?cie poprzewraca?y si? pos?gi bo?ków po ?wi?tyniach, Heliopolis zwa?o si? tak?e On. Aseneth, ?ona egipskiego Józefa, by?a tu przy kap?anie poga?skim Putyfarze, tu pobiera? tak?e nauki Dionizjusz Areopagita. Heliopolis zbudowane jest z powodu wielu odnóg rzeki na bardzo rozleg?ym obszarze. Ju? z daleka wida? wysoko le??ce miasto. Niektóre miejsca s? ca?kiem zamurowane, a pod nimi przep?ywa rzeka. Odnogi rzeki przep?awiali ludzie na belkach, które w tym celu le?a?y w wodzie. Widzia?am niezmiernej wielko?ci zabytki architektury; wielkie od?amy grubego muru, po?owy wie?yc, a nawet prawie ca?e ?wi?tynie. Widzia?am filary, wielkie jak wie?e, po których mo?na by?o zewn?trz id?c woko?o, dosta? si? na ich wierzcho?ek. ?wi?ta Rodzina zamieszka?a w niskim portyku, gdzie tak?e inni ludzie mieszkanie mieli. Przedsionek tego kru?ganku spiera? si? na krótkich, okr?g?ych i czworograniastych s?upach. Na górze by?a nad nim droga, któr? mo?na by?o chodzi? i je?dzi?. Naprzeciw tego przedsionka stal? poga?ska ?wi?tynia z dwoma podwórzami. Józef otoczy? plac przez siebie zaj?ty cienkimi deskami; w pobli?u znalaz? pomieszczenie tak?e ich osio?ek. Miejsce to oddzielone by?o ?ciankami z deseczek splecionych, jak to Józef zwyk? by? wykonywa?. Zauwa?y?am po raz pierwszy, ?e za tak? zas?on? mieli przy murze, w ukryciu, ma?y o?tarzyk, a mianowicie stolik nakryty czerwonym, a z wierzchu bia?ym, przezroczystym przykryciem; na samej górze za? znajdowa?a si?, lampa. By?o to zwyk?e miejsce modlitwy. Józef pracowa? ju? to w domu, ju? poza domem. Wyrabia? d?ugie laski z okr?g?ymi g?ówkami, ma?e, trójnogie sto?eczki z r?czk? do chwytania i co? w rodzaju koszy; sporz?dza? wiele lekkich plecionek i sze?cio czy o?mio?cienne lekkie wie?yczki, z cienkich a d?ugich desek, w górze ostro si? zw??aj?ce i ko?cz?ce g?ówk?. W ?rodku by? otwór, tak ?e cz?owiek, jakby w stra?nicy, móg? si? wygodnie pomie?ci?. Zewn?trz znajdowa?y si? tu i ówdzie schody, s?u??ce do wej?cia na gór?. Wie?yczki takie wida? by?o w kilku miejscach przed ?wi?tyniami, jako i na p?askich dachach domów. Siedzieli w nich ludzie; by?y to wi?c zapewne stra?nice lub budki do ochrony przed promieniami s?o?ca. Naj?wi?tsza Panna tka?a dywany, a nadto zaj?ta by?a jak?? robot?, przy czym mia?a obok siebie lask?, zako?czon? ma?? g?ówk?, nie wiem tylko, czy prz?d?a, czy te? co wyszywa?a. Cz?sto odwiedzali ludzie Maryj? i Dzieci?tko Jezus, które obok le?a?o na ziemi w jakiej? ko?ysce. Cz?sto widzia?am, ko?ysk? t?, podobn? do czó?enka, podniesion? i postawion? na podstawie, podobnej do trackiej sztalugi. ?ydów by?o tu ma?o, a chodzili tak nie?mia?o, jakby nie mieli prawa tu przebywa?. Na pó?noc od Heliopolis, mi?dzy tym?e miastem a Nilem, który w tym miejscu w wiele rozga??zia si? odnóg, le?a? kraj Goszen, a w nim znajdowa?a si? miejscowo??, w której pomi?dzy kana?ami wielu mieszka?o ?ydów, zdzicza?ych wielce w swej religii. Wielu z pomi?dzy tych ?ydów zapozna?o si? ze ?w. Rodzin?. Maryja robi?a im ró?nego rodzaju roboty kobiece, w zamian za to zaopatrywali J? w chleb i inne ?rodki do ?ycia. ?ydzi w kraju Goszen mieli swoj? ?wi?tyni?, któr?


149

porównywali z ?wi?tyni? Salomona, by?a jednak ona w rzeczywisto?ci ca?kiem odmienna. Niedaleko swego mieszkania wystawi? Józef modlitewnik, tj. ma?y domek, w którym ?w. Rodzina zbiera?a si? razem z mieszkaj?cymi tu ?ydami na modlitw?. Domek ten mia? u góry lekk? kopu??, któr? mogli otwiera? i wtedy znajdowali si? pod go?ym niebem. W ?rodku tego domku sta? bia?o i czerwono nakryty stó? ofiarny czyli o?tarz, na którym le?a?y zwoje. Kap?an czy te? nauczyciel by? ju? w bardzo podesz?ym wieku. M??czy?ni i kobiety nie byli tu tak oddzieleni przy modlitwie, jak w kraju obiecanym; m??czy?ni stali po jednej, a kobiety po drugiej stronie. ?wi?ta Rodzina mieszka?a nieco wi?cej ni? rok w Heliopolis; w tym czasie wiele ucierpia?a od Egipcjan, którzy j? nienawidzili i prze?ladowali wskutek owych wywróconych bo?ków. Tak?e Józef nie mia? tu w dostatku ciesielskiej roboty, gdy? ludzie tutejsi bardzo dobrze umieli budowa?. Krótko przed opuszczeniem Heliopolis dowiedzia?a si? Naj?wi?tsza Panna przez anio?a o wymordowaniu dzieci betlejemskich. Maryja i Józef zasmucili si? bardzo na t? wiadomo??, a Dzieci?tko Jezus, które ju? mia?o pó?tora roku i umia?o chodzi? — p?aka?o przez ca?y dzie?.

Mord niewini?tek

Widzia?am matki z ch?opcami, od najm?odszych a? do dwóch lat, jak spieszy?y do stolicy z miejscowo?ci oko?o Jerozolimy po?o?onych, z Betlejem, Gilgal i Hebron, dok?d by? Herod wys?a? ?o?nierzy, a nadto prze?o?onym tamtejszym stosowny wyda? rozkaz. Niektóre kobiety a? od granic Arabii przynosi?y dzieci swoje do Jerozolimy; czasem mia?y one wi?cej ni? dzie? drogi. Ca?ymi gromadami zbli?a?y si? matki do miasta; niektóre z nich mia?y ze sob? dwoje dzieci i te jecha?y na os?ach. Wszystkie prowadzono do wielkiego budynku, m??ów za? towarzysz?cych im, oddalano. Ludzie ci byli wszyscy weso?o usposobieni, my?leli bowiem, ?e otrzymaj? nagrod?. Gmach, do którego zaprowadzono matki z dzie?mi, le?a? niedaleko od domu, w którym pó?niej mieszka? Pi?at. Sta? on na uboczu i tak otoczony murami, ?e z zewn?trz nie mo?na by?o s?ysze?, co si? w ?rodku dzia?o. Brama prowadzi?a przez podwójne mury na wielkie podwórze, które z trzech stron by?o zamkni?te zabudowaniami. Budynki po obu stronach by?y jednopi?trowe, ?rodkowy za?, który wygl?da? na star? pust? synagog?, by? dwupi?trowy. Ze wszystkich trzech budynków wychodzi?y drzwi na podwórze. Budynek ?rodkowy musia? by? s?dem, gdy? na podwórzu wida? by?o kamienne bloki, liny z ?elaznymi ?a?cuchami i drzewa, których wierzcho?ki zwi?zywano, a potem puszczano w celu rozdarcia skazanych. Matki wprowadzono nast?pnie przez podwórze do obu bocznych budynków i tu je zamkni?to. Zdawa?o mi si? z pocz?tku, jakoby znajdowa?y si? w szpitalu lub lazarecie. Poniewa? wszystkie pozna?y teraz, ?e pozbawione s? wolno?ci, przej?? je strach i zacz??y p?aka? i narzeka?. W budynku s?dowym na parterze znajdowa?a si? wielka izba, niby wi?zienie lub stra?nica, a na pierwszym pi?trze równie? znajdowa?a si? sala. z której okna wychodzi?y na podwórze. W tej sali widzia?am zgromadzonych s?dziów, przed którymi na stole le?a?y zwoje akt. Tak?e i Herod by? mi?dzy nimi. Z koron? na g?owie, i w czerwonym p?aszczu, podbitym bia?ym futerkiem z czarnymi brzegami, przypatrywa? si? rzezi z okna, w licznym otoczeniu dworzan. Matki wzywano pojedynczo z swoim synkami z budynków bocznych do przysionka, znajduj?cego si? pod sal? rozpraw. Na wst?pie zabierali im ?o?nierze


150

ich dzieci i odnosili je przez bram? na podwórze, gdzie oko?o 20 katów sta?o z mieczami i dzidami, których obowi?zkiem by?o przebija? szyje i serca dzieci?tek. Niektóre z nich by?y jeszcze w pieluchach, inne znowu by?y ubrane w tkane sukienki. ?o?nierze nie zwlekali sukienek, ale natychmiast przebijali im szyj? i serce, a potem, chwyciwszy za r?k? lub nog?, rzucali na kup?. Widok to by? okropny. Matki tymczasem, znajduj?ce si? w wielkim przedsionku, pospychali ?o?nierze do kupy, a gdy te zrozumia?y si? losu swych dzieci, podnios?y wielki lament, w rozpaczy wydziera?y sobie w?osy z g?owy i ?ciska?y jedna drug?. Wreszcie tak si? zwar?y do kupy, ?e zaledwie mog?y si? ruszy?. Zdaje mi si?, ?e mord ten trwa? do wieczora. Zamordowane dzieci wrzucono do wielkiego do?u na podwórzu i przysypano ziemi?. Matki tych dziatek powi?zano i odstawiono w nocy przez ?o?nierzy do miejsca ich pobytu. Nie tylko tu ale i w innych miejscowo?ciach mordowano dzieci, a egzekucja ta trwa?a dni kilka. Liczba zamordowanych przedstawion? mi by?a cyfr?, która brzmia?a, jak mi si? zdaje, ?ducen" a któr? dodawa?am tyle razy, a? wysz?a suma ogólna: siedemset siedem czy siedemna?cie. Na miejscu, na którym si? rze? niewini?tek w Jerozolimie odby?a, by?o pó?niej miejsce tracenia, niedaleko budynku s?dowego Pi?ata; w tym czasie wygl?da?o jednak ca?kiem inaczej. Przy ?mierci Chrystusa grób niewini?tek zapad? si?, i widzia?am jak ich dusze si? zjawia?y i stamt?d uchodzi?y. El?bieta szuka?a dla Jana schronienia na puszczy, i po d?ugim szukaniu znalaz?a jaskini?, gdzie pozosta?a czterdzie?ci dni przy nim. Pó?niej jaki? Esse?czyk ze stowarzyszenia z góry Horeb, krewny Anny prorokini, przynosi? mu, z pocz?tku co osiem, a potem co czterna?cie dni po?ywienie i dopomaga? mu. Przed prze?ladowaniem Heroda móg? Jan i niedaleko domu rodzinnego by? ukryty, ale na rozkaz Boski ukryto go na puszczy, poniewa? odosobniony od towarzystwa ludzkiego i zwyk?ych potraw w samotno?ci mia? si? wychowywa?. Puszcza ta by?a dosy? urodzajn?, ros?y tam bowiem owoce, jagody i zio?a.

?wi?ta Rodzina zd??a do Matarey

?wi?ta Rodzina opu?ci?a Heliopolis z powodu prze?ladowania i braku roboty dla Józefa. Szli bocznymi drogami jeszcze wi?cej w g??b kraju, na po?udnie, w kierunku Memfis. Gdy niedaleko od Heliopolis przechodzili przez ma?e miasteczko i usiedli w przedsionku otwartej ?wi?tyni poga?skiej, aby wypocz??, spad? pos?g bo?ka i rozbi? si?. Mia? on g?ow? wo?u z trzema rogami, a w sobie wiele otworów dla wrzucania tam?e i palenia ofiar. Wskutek tego niezwyk?ego wypadku powsta?o zbiegowisko kap?anów, którzy zatrzymali ?wi?t? Rodzin? i jej si? odgra?ali. Ale jedni z kap?anów przedstawi? im, i?by by?o lepiej poleci? si? Bogu tych ludzi, a mówi? to, pomn?c, co ucierpieli ich przodkowie, gdy lud ten prze?ladowali i jak przed ich wyj?ciem z Egiptu w ka?dym domu pierworodny nag?? zgin?? ?mierci?. Na te s?owa puszczono ?wi?t? Rodzin? w spokoju. Ten?e kap?an poga?ski uda? si? wkrótce potem z wielu swymi do Matarey, gdzie przy??czy? si? do ?wi?tej Rodziny i do gminy ?ydowskiej. Stad wyruszyli nasi ?wi?ci podró?ni do Troi, miejscowo?ci po?o?onej po wschodniej stronie Nilu, naprzeciw Memfis. Miejscowo?? ta by?a wielka ale b?otnista. Postanowili tu pozosta?, ale ich nie przyj?to; nawet nie podano im kropli wody ani daktyli o które prosili. Memfis le?a?o na zachodniej stronie Nilu. Rzeka w tym miejscu by?a bardzo szeroka i mia?a wysepki. Z tej strony Nilu znajdowa?a si? tak?e cze?? miasta, a za czasów Faraona wznosi? si? tu wielki pa?ac z ogrodami i wysok? wie??, sk?d córka Faraona cz?sto wygl?da?a. Widzia?am tak?e miejsce, w którym niegdy? znaleziono w wysokiej trzcinie


151

malutkiego Moj?esza. Memfis sk?ada?o si? jakby z trzech miast po jednej i drugiej stronie Nilu, i wygl?da?o, jakoby Babilon, le??cy na wschód z up?ywem rzeki, który tak?e do niego nale?a?. Za czasów Faraona by?a ca?a okolica nad Nilem mi?dzy Heliopolis, Babilonem i Memfis, zape?niona wysokimi, kamiennymi tamami, budynkami i kana?ami, tak i? wszystko wygl?da?o jakby jedno wielkie miasto. Teraz za pobytu ?wi?tej Rodziny wszystko to by?o ju? poniszczone i porozrywane. Z Troi wyruszyli na pó?noc, z wod? rzeki do Babilonu, który by? ?le zbudowany i b?otnisty. Potem szli mi?dzy Nilem a Babilonem wstecz, w tym samym kierunku, w jakim tu przyszli, prawie przez dwie godziny. Wzd?u? ca?ej drogi znajdowa?y si? tu i ówdzie zwaliska budynków. Nast?pnie przeprawili si? przez odnog? rzeki, czy te? kana? i stan?li w Matarey, która le?a?a na przyl?dku, tak ?e Nil w dwóch miejscach styka? si? z miastem. Miasto to by?o bardzo biedne. Po wi?kszej cz??ci zbudowane by?o z drzewa daktylowego i ze stwardnia?ego mu?u, budynki za? by?y pokryte sitowiem. Józef znalaz? tu wiele roboty; budowa? silniejsze domy z plecionek, spajaj?c dobrze pojedyncze cz??ci, z galeriami u góry, na których mo?na by?o chodzi?. Tu zamieszka?a ?wi?ta Rodzina w ciemnym sklepieniu, w okolicy odludnej, niedaleko bramy, któr? przybyli. Józef do tego sklepienia znowu nieco przybudowa?. Tak?e i tu rozbi? si? za ich przybyciem bo?ek w ma?ej ?wi?tyni, a pó?niej i inne bo?yszcza naoko?o. Tu równie? uspokoi? lud kap?an, przypominaj?c im plagi egipskie. Pó?niej, gdy si? oko?o nich zebra?a ma?a gmina ?ydów i nawróconych pogan, odst?pili im kap?ani ma?? ?wi?tyni?, której bo?ki pot?uk?y si? za przybyciem ?w. Rodziny, a Józef urz?dzi? z niej synagog?. By? tu jakby ojcem gminy i zaprowadzi? wzorowy ?piew psalmów, gdy? ?ydzi tutejsi byli ju? bardzo w swej religii zdziczeli. ?y?o tu tylko kilku bardzo ubogich ?ydów, którzy mieszkali w n?dznych norach i jamach. W osadzie za? ?ydowskiej, le??cej mi?dzy Heliopolis a Nilem, mieszka?o wiele ?ydów, i ci mieli okaza?? ?wi?tyni?. Popadli oni jednak w ohydne ba?wochwalstwo

Powrót ?w. Rodziny z Egiptu.

Widzia?am ?wi?t? Rodzin?, opuszczaj?c? Egipt Herod wprawdzie, do?? dawno temu ju? umar?, ale nie mogli zaraz wraca?, gdy? jeszcze nie byli bezpieczni. ?wi?ty Józef, który zawsze ciesielk? by? zaj?ty, powróci? pewnego wieczora bardzo przygn?biony smutkiem, ludzie bowiem nic mu nie dali za robot?, nic wi?c nie móg? te? przynie?? do domu, gdzie by? niedostatek. Ukl?k? wi?c smutny w odosobnionym miejscu i modli? si?. Pobyt mi?dzy tymi lud?mi stawa? si? mu coraz niezno?niejszy. Wstr?tne odprawiali nabo?e?stwa na cze?? bo?ków, którym nawet ofiarowali u?omne swe dzieci; kto za? chcia? uchodzi? za pobo?nego, nie waha? si? i zdrowego po?wi?ci?. Oprócz tego odprawiali jeszcze gorszy tajny kult. Równie? i ?ydzi z ?ydowskiej osady wzbudzali w nim wstr?t. Gdy tak Józef zasmucony prosi? Boga o pomoc, stan?? przed nim anio?, rozkazuj?c, a?eby zebra? rzeczy i na drugi dzie? rano go?ci?cem z Egiptu do ojczyzny powraca?; w drodze nie potrzebuje si? niczego obawia?, gdy? on z nim b?dzie. Józef opowiedzia? o tym widzeniu Maryi i Jezusowi, i natychmiast zacz?li swój skromny dobytek ?adowa? na os?a. Na drugi dzie?, gdy si? rozesz?a wie?? o postanowionym ich odje?dzie, zesz?o si? wiele ludzi, wielce zasmuconych, przynosz?c im ró?ne podarki w ma?ych naczyniach ?ykowych. Wiele kobiet przyprowadzi?o tak?e swoje dzieci. Mi?dzy nimi by?a jedna zamo?niejsza, z kilkuletnim synem, którego zwyk?a nazywa? synem Maryi, a to dlatego, poniewa?, nie mog?c si? doczeka? syna, dopiero na


152

modlitw? Maryi go otrzyma?a. Kobieta ta da?a Dzieci?tku Jezus trójk?tnych, ?ó?tego, bia?ego i ciemnego koloru monet; wtedy Jezus spojrza? na Sw? Matk?. Syn tej kobiety przyj?ty zosta? pó?niej przez Jezusa w poczet uczniów i nazwany by? Deodatus. Matka jego zwa?a si? Mira. Z powodu odjazdu ?wi?tej Rodziny szczery smutek przej?? serca wszystkich. Mi?dzy ?egnaj?cymi wi?cej wida? by?o pogan, ni? ?ydów, których ju? nawet za ?ydów nie mo?na by?o uwa?a?, tak popadli w ba?wochwalstwo. Byli tu i tacy, którzy cieszyli si? z odjazdu ?wi?tej Rodziny. Uwa?ali j? za czarowników, którzy za pomoc? najstarszego z diab?ów wszystkiego potrafi? dokaza?. W towarzystwie tych wszystkich przyjació? pod??yli drog?, prowadz?c? mi?dzy Heliopolis a ?ydowsk? osad?. Od Heliopolis zwrócili si? ku po?udniowi, chc?c przyby? do ogrodu balsamowego, aby tu wytchn?? i zaopatrzy? si? w wod?. Ogród znajdowa? si? w dobrym stanie. Krzewy balsamowe by?y tak wielkie, jak ?redniej wielko?ci winna latoro?l, i otacza?y czterema rz?dami ca?y ogród, do którego prowadzi? ganek, a który zape?niony by? ró?nego rodzaju drzewami owocowymi, jak daktylami i sykomorami. ?ród?o op?ywa?o ca?? t? przestrze? naoko?o. Towarzysz?cy ludzie po?egnali si? teraz z ?wi?t? Rodzin?, która tu jeszcze kilka godzin zabawi?a. Józef narobi? z ?yka ma?ych naczy?, bardzo g?adkich i ?adnych, które wyla? smo??. Nast?pnie poob?amywa? z krzaka balsamowego listków, podobnych do koniczyny, i pod?o?y? pod spód owych naczy?, chc?c tym sposobem uzbiera? kropel balsamowych na dalsz? podró?. Gdzie tylko si? zatrzymywali, wsz?dzie wyrabia? Józef z ?yka takie naczynia i flaszki na wszelki u?ytek. Naj?wi?tsza Panna wypra?a tu tymczasem i wysuszy?a odzienie. Skoro wszyscy dostatecznie wypocz?li, ruszyli dalej publicznym bitym go?ci?cem. Widzia?am wiele obrazów ca?ej ich podró?y, któr? odbywali bez szczególniejszego niebezpiecze?stwa. Maryja cz?sto si? smuci?a, poniewa? droga po gor?cym piasku by?a dla Dzieci?tka Jezus wielce uci??liwa. Józef zrobi? Mu trzewiki z ?yka, które by?y silnie przywi?zane powy?ej kostek; widzia?am jednak, ?e cz?sto stawali, a Maryja wytrz?sa?a z trzewików Dzieci?tka piasek. Sama mia?a tylko sanda?y. Jezus mia? na Sobie brunatn? sukienk? i cz?sto musia? siada? na os?a. Dzieci?tko, Maryja i Józef mieli na g?owie jako ochron? przed rozpalonymi promieniami s?o?ca os?ony z ?yka, które za pomoc? wst??ki przywi?zywali pod brod?. Widzia?am ich mijaj?cych wiele miejscowo?ci, ale przypominam sobie tylko nazw? Ramesses. W ko?cu widzia?am ich w Gazie, gdzie by?o wielu pogan, i tam si? zatrzymali trzy miesi?ce. Józef nic chcia? i?? do Nazaretu, tylko do Betlejem; waha? si? jednak, bo s?ysza?, ?e w Judei panuje okrutny Archelaus. Nareszcie ukaza? mu si? anio?, który mu oznajmi?, by si? uda? do Nazaretu. Anna jeszcze ?y?a. Tylko ona i kilka krewnych wiedzia?o o miejscu pobytu ?wi?tej Rodziny. Widzia?am siedmioletnie Dzieci? Jezus, jak id?c mi?dzy Maryj? a Józefem, wraca?o z Egiptu do Judei. Os?a nie widzia?am przy nich. Sami nie?li swe zawini?tka. Józef by? oko?o trzydzie?ci lat starszy od Maryi. Szli na go?ci?cu, prowadz?cym przez pustyni?, oddalonym oko?o dwie godziny drogi od groty ?wi?tego Jana. Dzieci? Jezus, krocz?c, spogl?da?o w ow? stron?, a ja widzia?am, ?e jego dusza zwraca si? ku Janowi. Równocze?nie widzia?am modl?cego si? Jana w grocie. Anio?, w postaci pachol?cia, przyst?pi? do niego i doniós?, ?e go?ci?cem idzie Jezus. Widzia?am Jana, jak z roz?o?onymi r?koma, wyszed?szy z groty, spieszy? w t? stron?, k?dy przechodzi? jego Zbawiciel. Z rado?ci podskakiwa? i ta?czy?. Obraz ten by? nader wzruszaj?cy. Grota Jana by?a w pagórku; nie by?a szersza, jak jego ?o?e, natomiast ci?gn??a si? daleko do wn?trza. Wyskoczy? z niej przez ma?y otwór. Z góry prowadzi? do groty uko?ny otwór, przez który wpada?o ?wiat?o. W grocie widzia?am na podstawce sporz?dzonej z trzciny plastry miodu i suszone ?ó?te, pstrokate szara?cze,


153

wielko?ci raka. Pustynia, na której Jezus po?ci?, jest st?d mniej wi?cej 4 godziny drogi oddalona. Jan mia? na sobie skór? zwierz?c?. Anio?, który przyszed? do niego w postaci pachol?cia, by? w tym wieku co Jan. Widzia?am go z pocz?tku mniejszym, potem wi?kszym; zapewne wzrasta? razem z nim; ukazywa? si? i znika?.

Jan jako dzieci? i m?odzieniec na puszczy.

Jan przebywa? ju? od d?u?szego czasu na puszczy, kiedy ?w. Rodzina powróci?a z Egiptu. G?ównie za zrz?dzeniem Boskim sta?o si?, ?e tak wcze?nie zosta? zaniesionym na pustyni?. Równie? poprowadzi? go tam jego w?asny pop?d, lubi? bowiem samotno?? i by? zawsze zamy?lony. Do szko?y nigdy nie ucz?szcza?. Duch ?w. naucza? go na pustyni. Ju? od dzieci?stwa mówiono wiele o jego przysz?o?ci. Cudowne jego narodzenie by?o znane i cz?sto widziano ?wiat?o ko?o niego. Herod ju? wcze?nie nastawa? na jego ?ycie, ale El?bieta uciek?a z Janem przed morderstwem niemowl?t na pustyni?. Jan umia? ju? chodzi? i we wszystkim sobie radzi?, a przebywa? niedaleko pierwszej groty Magdaleny. El?bieta odwiedza?a go cz?sto. Pó?niej widzia?am znowu, jak matka prowadzi?a go drugi raz na pustyni?, gdy mia? ju? mniej wi?cej sze?? czy siedem lat. — El?bieta wyprowadzi?a ch?opca z domu w czasie nieobecno?ci Zachariasza; ten bowiem oddali? si? z domu, aby unikn?? bolesnego po?egnania z ukochanym Janem. B?ogos?awie?stwa swego udzieli? mu jednak, bo wci?? b?ogos?awi? El?biet? i Jana, ile razy tylko z domu si? oddala?. Jan mia? na sobie szat? ze skór zwierz?cych, która przewieszona by?a przez lewe rami? i spada?a na piersi i plecy, pod prawym za? ramieniem by?a spi?ta; zreszt? nie nosi? ?adnej innej sukni. W?osy mia? brunatne i ciemniejsze ni? Jezus. W r?ce mia? bia?? lask?, któr? wzi?? z domu, i przez ca?y czas pobytu na pustyni mia? przy sobie. Widzia?am dalej, jak El?bieta, matka Jana, wysoka, otulona, podesz?a w wieku lecz krzepka jeszcze kobieta o ma?ej, delikatnej twarzy, prowadzi?a go za r?k?, spiesz?c z nim na puszcz?; cz?sto bieg? naprzód, by? otwartym i dziecinnym, jednak nie roztrzepanym. Przeprawiali si? przez rzek?, a ?e nie by?o mostu, przep?awili si? na k?odach, le??cych w wodzie. El?bieta, bardzo odwa?na kobieta, wios?owa?a ga??zi?. Przedostawszy si? przez rzek?, zwrócili si? na wschód i przybyli do parowu, w górze pustego i skalistego, na dole za? pokrytego zaro?lami, szczególnie poziomkami, z których Jan od czasu do czasu po jednej zrywa? i po?ywa?. Gdy ju? kawa? drogi parowem uszli, po?egna?a si? El?bieta z Janem. Pob?ogos?awi?a go, a przycisn?wszy do serca, poca?owa?a w oba policzki i czo?o. Nast?pnie odesz?a z powrotem, cz?sto jednak, p?acz?c, ogl?da?a si? za nim; on jednak, nie troszcz?c si? i nie martwi?c, kroczy? dalej. Post?powa?am za nim i obawia?am si?, ?e dzieci? za daleko odejdzie od matki i nie trafi do domu. Wewn?trzny g?os mówi? mi, abym si? nie troszczy?a, dzieci? bowiem wie, co robi. Post?powa?am wi?c dalej za nim i widzia?am w ró?nych obrazach jego dalsze ?ycie na puszczy, a i on sam mi cz?sto opowiada?, jak sobie wszystkiego odmawia? i umartwia? swe zmys?y, jak wszystko, co go otacza?o, dziwnym sposobem go uczy?o, i jak przez to coraz ja?niej i dok?adniej wszystko pojmowa? i widzia?. Cz?sto bawi? si? jak dziecko kwiatkami i ze zwierz?tami. Szczególnie przywi?zane by?y do niego ptaszki, które zlatywa?y mu na g?ow?, kiedy szed? i si? modli?; do?? cz?sto za? k?ad? lask? sw? w poprzek w ga??zie, na której siada?y, a on im si? przypatrywa? i z nimi si? bawi?. Nieraz szed? za zwierz?tami do ich legowisk, karmi? je, bawi? si? z nimi albo im powa?nie si? przypatrywa?.


154

Przy ko?cu parowu okolica nieco si? otwiera?a. Jan, id?c nim, doszed? do ma?ego jeziora, którego równe brzegi pokrywa? bia?y piasek. Wst?pi? w wod?, a ryby gromadzi?y si? do niego, z którymi on swobodnie przebywa?. Jan pozosta? w tej okolicy przez d?u?szy czas. Tu wyplót? sobie w zaro?lach schronisko z ga??zi, niskie, tak wielkie, ?e mo?na by?o tylko w nim le?e?. Cz?sto widzia?am tu i pó?niej ja?niej?ce postacie anio?ów, z którymi obcowa? bez l?ku, lecz skromnie i swobodnie, a zdawa?o mi si?, i? go pouczaj? o wielu rzeczach i na takowe zwracaj? uwag?. Na swej lasce umie?ci? poprzeczny dr??ek, tak ?e nada? jej posta? krzy?a; przywi?za? do? tak?e szerokie sitowie, li?cie lub kor? z drzew, któr? on jakby chor?giewk? powiewa? i ni? si? bawi?. Podczas pobytu na puszczy odwiedzi?a go matka dwa razy, lecz nigdy si? w tej stronie puszczy nie spotkali; Jan bowiem, zapewne wiedz?c o przybyciu matki, wychodzi? zwykle naprzeciw niej. El?bieta przynios?a mu tabliczk? i cienk? rurk? do pisania. Po ?mierci ojca przyszed? Jan potajemnie do Juty, aby pocieszy? El?biet?. Przez pewien czas przebywa? u niej w ukryciu. Opowiada?a mu nieco o Jezusie i ?w. Rodzinie, a on niektóre rzeczy znaczy? sobie kreskami na tabliczce. El?bieta pragn??a, by z ni? si? uda? do Nazaretu, czemu on jednak si? sprzeciwi?, i wola? uda? si? z powrotem na pustyni?. Zachariasz, id?c z trzod? do ?wi?tyni, zosta? przez ?o?nierzy Heroda przed Jerozolim?, od strony Betlejem, w w?wozie napadni?ty i bardzo zniewa?ony. Nast?pnie zaprowadzili go do wi?zienia, znajduj?cego si? na stoku góry Syjon, któr?dy uczniowie pó?niej chodzili do ?wi?tyni. Poniewa? nie chcia? wyjawi? miejsca pobytu Jana, ?o?nierze okropnie go zniewa?yli, a nareszcie zabili. Gdy si? to dzia?o, by?a El?bieta u Jana na pustyni. Wracaj?c? do Juty, odprowadzi? j? Jan do?? daleko, poczym wróci?. Przybywszy tu, dowiedzia?a si? El?bieta o zabiciu m??a i zacz??a bardzo narzeka?. Przyjaciele Zachariasza pochowali go w pobli?u ?wi?tyni. Nie jest to jednak ten Zachariasz, który zosta? zabity mi?dzy ?wi?tyni? a o?tarzem, i przy ?mierci krzy?owej Jezusa powsta? z grobu, a wyszed?szy przez mur ?wi?tyni, gdzie stary Symeon mia? swój modlitewnik, po ?wi?tyni chodzi?. Ten Zachariasz by? zabity w k?ótni, jako te? wskutek sporu o rodowód Mesjasza, równie? wskutek sporu o pewne prawa i miejsca w ?wi?tyni dla niektórych rodzin. Z ?alu po stracie m??a nie mog?a El?bieta pozosta? w Jucie, ani te? ?y? bez Jana; uda?a si? wi?c znów do niego na puszcz?, gdzie wnet umar?a, a pewien Esse?czyk, krewny Anny, pozostaj?cej stale przy ?wi?tyni, pochowa? j? z czci? nale?n?. W jej pi?knie urz?dzonym domu zamieszka?a teraz jej siostrzenica. Po ?mierci matki przyszed? tu Jan jeszcze raz potajemnie, nast?pnie wróci? i zapu?ci? si? dalej w g??b puszczy, pozostaj?c odt?d zupe?nie w samotno?ci. Widzia?am Go w po?udniowej stronie Morza Martwego, potem po wschodniej stronie Jordanu, a przenosz?c si? z puszczy na puszcz?, doszed? a? do miasta Kedar, a nawet Gessur. Przechodz?c z jednej puszczy na drug?, przebiega? noc? rozleg?e pola. Przyby? i do tej okolicy, gdzie pó?niej widzia?am Jana Ewangelist?, jak przebywa? pod wysokimi drzewami i pisa?. W cieniu tych drzew ros?y zaro?la i krzewy pokryte jagodami, którymi si? ?ywi?. Widzia?am go równie? jedz?cego jakie? ziele, które mia?o pi?? okr?g?ych listków, podobnych do koniczyny i bia?y kwiat. Podobne zio?a, tylko mniejsze, ros?y u nas w domu pod p?otami; listki mia?y smak kwaskowaty, jada?am ich wiele jako dziecko, pas?c w samotno?ci byd?o, a jad?am dlatego, bo ju? wtedy widzia?am, ?e Jan nimi si? ?ywi?. Nadto wyci?ga? Jan z dziupli drzew i z pod mchu ziemnego jakie? brunatne bry?ki, i te jada?. Zdaniem moim by? to dziki miód, który si? tam znajduje w obfito?ci. Skór?, któr? zabra? z domu, zarzuci? na biodra, na ramionach za? mia? ciemn?, kosmat? opo?cz?, któr?


155

sam uplót?. Na tej puszczy by?o wiele zwierz?t, pokrytych we?n?, które ?askawie ko?o niego chodzi?y; równie? widzia?am wielb??dy, z d?ugim w?osem na szyi, pozwalaj?ce Janowi swobodnie w?os swój wyrywa?. Z tego materia?u skr?ca? sznury i splata? okrycie, które jeszcze mia? na sobie, kiedy si? znów mi?dzy lud?mi zjawi? i ich chrzci?. Widzia?am go ci?gle w poufnym otoczeniu anio?ów, który go pouczali. Sypia? pod go?ym niebem i to na twardej skale. Chodzi? po ostrych kamieniach, cierniach i ostach, biczowa? si? cierniem, d?wiga? drzewa i kamienie, ustawicznie trwa? na modlitwie i rozmy?laniu. Torowa? drogi, poprawia? i robi? ?cie?ki i nadawa? kierunek ?ród?om. Cz?sto pisa? sw? lask? na piasku, nieruchomy kl?cza? lub sta? w zachwycie, modl?c si? z rozwartymi ramionami. Coraz bardziej i ostrzej si? biczowa? i umartwia?, a modlitwa by?a coraz gor?tsza i coraz to d?u?ej trwa?a. Zbawiciela widzia? Jan trzy razy osobi?cie, my?l? jednak wci?? by? przy Nim, a maj?c dar proroczy, widzia? w duchu ?ycie Jezusa. Jako m??a doros?ego, silnego i powa?nego, widzia?am Jana przy suchym dole na puszczy. Zdawa?o si?, ?e si? modli, a blask na? zst?pi? jakoby jasny ob?ok i ?e to ?wiat?o spada?o na niego z góry jakby ze ?ród?a nadziemskiego. Naraz spad? z góry ?wietlany strumie? wody ponad nim do do?u, przy którym Jan sta?. Patrz?c na to, ujrza?am Jana ju? nie na kraju, lecz w samym dole, oblanego b?yszcz?c? wod?, a sam dó? by? tak?e wod? t? nape?niony. Za chwil? sta? znowu na brzegu do?u, jak z pocz?tku, nie widzia?am jednak, aby wchodzi? lub wychodzi?, i s?dz?, ?e to by?o mo?e widzenie, jakie Jan mia?, a?eby rozpocz?? chrzci?, albo ?e to jest duchowny chrzest, który na? przyszed? w widzeniu.

Uroczyste widzenie o Janie Chrzcicielu

Widzia?am Ko?ció? nadziemski na puszczy, na której by? Jan. Ko?ció? ten powsta? z wody, która w ?ród?ach, promieniach i chmurach pochodzi?a z wy?yn niebieskich. Ko?ció? by? niezmiernie wielki; by? on streszczeniem i wyobra?eniem chrztu i wzrasta? z ochrzczonymi. By? przezroczysty jakby z kryszta?u. Ze ?rodka wyrasta?a o?miok?tna wie?a w niesko?czon? wysoko??, a pod ni? znajdowa?a si? wielka studnia, podobna do chrzcielnicy, któr? Jan wed?ug widzenia na pustyni zbudowa?. We wn?trzu wie?y znajdowa?o si? wielkie drzewo rodowe Jana i jego przodków. By? tam i o?tarz i obrazy, przedstawiaj?ce jego cudowne pocz?cie, narodzenie, obrzezanie, ?ycie na puszczy, chrzest Jezusa i ?ci?cie Jana. Dalej widzia?am, jakby na niebieskiej drabinie, we wzorowym porz?dku wszelkiego rodzaju ?wi?tych, ca?? histori? obietnicy i odkupienia rodzaju ludzkiego, jako te? niezmierzone miejsca dla b?ogos?awionych, na samym za? szczycie drabiny ?wi?t? Dziewic?, która otula?a wszystkich Swym p?aszczem. Obrazy te by?y przezroczyste i bia?e. Do tej wie?y nap?ywa?y ze wszech stron t?umnie rzesze ludzi ró?nych stanów, narody, a nawet królowie. Wielu sz?o obok Ko?cio?a, w którym si? chrzest odbywa?, na puszcz?, gdzie nie ma wody ?ycia. Wielu wchodzi?o do niego, padali przy chrzcielnicy na kolana, a Jan, stoj?c przy niej tak, jak niegdy? jako dziecko na puszczy, uderza? sw? lask? w wod? i kropi? ni? ludzi. Ci, na których woda prys?a, maleli, chocia? wielkimi przychodzili do studni. Wielu jednak tylko obchodzi?o chrzcielnic? i wracali z powrotem. Ci którzy zmaleli, jako dzieci, wchodzili do nieba, wst?puj?c po drabinie do cudownej wie?y. Przy chrzcie byli ?wi?ci chrzestnymi ojcami. Wszystko to wygl?da?o jakby budynek, pomimo i? by?o z wody, i zdawa?o si?, jakby na cienkich nitkach, do sklepienia niebieskiego by?o przytwierdzone.


156

?wi?ta Rodzina w Nazarecie. Jezus dwunastoletni w ?wi?tyni Jerozolimskiej

Dom w Nazarecie podzielony by? na trzy oddzielne mieszkania. Mieszkanie Matki Bo?ej by?o najwi?ksze i najprzyjemniejsze. Tu si? zbierali Jezus, Maryja i Józef na modlitw?; w innym czasie widzia?am ich rzadko kiedy razem. Przy modlitwie stali, maj?c r?ce z?o?one na piersiach w kszta?cie krzy?a i zdawa?o si?, ?e g?o?no si? modl?. Cz?sto modlili si? przy ?wietle lampy, maj?cej kilka knotów, albo przy ?wietle ?wiecznika, przytwierdzonego do ?ciany. Zwykle przebywali osobno w swoich mieszkaniach. Józef uprawia? w swej przygrodzie ciesielk?. Wycina? i struga? dr??ki i deski, heblowa? wi?ksze kawa?y drzewa, nieraz d?wiga? belki do obrobienia, przy czym mu Jezus pomaga?. Maryja za? by?a przewa?nie zaj?ta szyciem lub jak?? robot? na drutach; prac? t? wykonywa?a siedz?co, maj?c nogi na krzy? pod?o?one, a obok Siebie ma?y koszyczek. Ka?dy spa? w swoim przedziale, a za ?o?e i po?ciel s?u?y? im koc, który rano w k??bek zwijano. Jezus by? rodzicom we wszystkim pomocny i pos?uszny, równie? przy ka?dej sposobno?ci, nawet na ulicy, uprzejmy, pomocny i us?u?ny dla ka?dego. Pomaga? Swemu Opiekunowi w pracy, albo przep?dza? czas na modlitwie i rozmy?laniu. By? wzorem wszystkim dzieciom w Nazarecie. Wszystkie Go kocha?y i ba?y si? Go obrazi?. Nieraz napominali rodzice swe dzieci, które si? z Nim bawi?y, za psoty i b??dy, s?owy: ?Co powie na to Syn Józefa, gdy Mu to opowiem? jak si? tym zasmuci?" Nieraz nawet oskar?ali spokojnie swe dzieci przed Jezusem w tych?e obecno?ci i prosili Go, by napomina? je, aby tego lub owego z?ego nie czyni?y. Jezus przyjmowa? to z dzieci?c? swobod? i z mi?o?ci? zach?ca? dzieci, by dobrze post?powa?y; a nawet modl?c si? z nimi, prosi? Ojca niebieskiego o pomoc i ?ask?, by si? poprawi?y i zach?ca? je do umartwiania i wyznawania b??dów. W stronie Seforis le?y, o godzin? mo?e drogi oddalona od Nazaretu, miejscowo?? Ophna. Tu mieszkali, w czasie m?odzie?czego wieku Jezusa, rodzice Jana i Jakuba starszego. Ci przestawali cz?sto z Jezusem, a? ich rodzice przenie?li si? do Betsaidy, a sami oddali si? rybo?ówstwu. W Nazarecie ?y?a pewna rodzina Esse?czyków, spokrewniona z Joachimem, a mia?a czterech synów, imieniem: Kleofas, Jakub, Judas i Jafet, którzy byli o kilka lat starsi lub m?odsi od Jezusa, i Jego towarzyszami m?odo?ci. Tak oni jak i ich rodzice, zwykle byli wraz z ?w. Rodzin? pielgrzymowa? do ?wi?tyni jerozolimskiej. Ci czterej byli w czasie, w którym si? Jezus da? ochrzci?, uczniami Jana, a po jego ?ci?ciu zostali uczniami Jezusa. Gdy Andrzej i Saturnin przechodzili przez Jordan, poszli i oni za nimi, pozostali przez dzie? przy Jezusie, i byli tak?e pomi?dzy uczniami Jana, z którymi Jezus przyszed? na wesele do Kany. Kleofas jest to ten sam, któremu, b?d?c wraz z ?ukaszem, Jezus ukaza? si? w Emaus po zmartwychwstaniu Swoim. By? ?onaty i mieszka? w Emaus. ?ona jego dopiero pó?niej przy??czy?a si? do gminy wiernych. Jezus by? smuk?ej i szczup?ej postaci, mia? delikatne i jasne oblicze; wygl?da? zdrowo, lecz by? blady. Mia? skromnie utrzymane, d?ugie, czerwono ?ó?tawe w?osy, rozczesane nad wysokim otwartym czo?em, które spada?y Mu na ramiona. Nosi? na sobie d?ug?, jasno brunatn? szat?, która w fa?dach spada?a a? do nóg. R?kawy jej by?y przy r?kach nieco obszerne. W ósmym roku ?ycia uda? si? po pierwszy raz z rodzicami do Jerozolimy, na ?wi?ta Paschy; pó?niej czyni? to ka?dego roku. Ju? w pierwszych podró?ach zwróci? Jezus na Siebie uwag? przyjació?, do których zaje?d?ali, jako te? kap?anów i nauczycieli. U niektórych znajomych w Jerozolimie rozmawiano cz?sto o m?drym i nabo?nym ch?opi?ciu, o cudownym synu Józefa, podobnie jak u nas przy dorocznych pielgrzymkach zna si? t? lub ow? poczciw?,


157

pobo?n? osob? albo roztropne dziecko ze wsi, i przypomina je sobie, gdy znów przyjdzie. Tak i Jezus, gdy w 12 roku przyszed? z rodzicami, ich przyjació?mi i dzie?mi do Jerozolimy, mia? tu ju? ró?nych znajomych. Rodzice Jezusa szli do Jerozolimy zwykle w gronie ludzi znajomych tej samej miejscowo?ci, i wiedzieli, ?e Jezus w tej, obecnie ju? pi?tej podró?y, szed? jak zwykle z m?odzie?cami z Nazaretu. Tym razem, gdy wracali z Jerozolimy, od??czy? si? Jezus od towarzyszy ju? przy górze Oliwnej, a ci, nie widz?c Go w swoim gronie, s?dzili, ?e przy??czy? si? do rodziców, id?cych za nimi. Lecz Jezus uda? si? z Jerozolimy w stron? Betlejem, do owej gospody, do której ?wi?ta Rodzina wst?pi?a przed oczyszczeniem Maryi. — Rodzice my?leli, ?e ch?opiec pobieg? naprzód z lud?mi z Nazaretu, ci za? s?dzili, ?e idzie za nimi z rodzicami. Gdy wreszcie wszyscy si? spotkali w gospodzie, Maryja i Józef, nie widz?c Jezusa, niezmiernie si? zatrwo?yli, wrócili wi?c natychmiast do Jerozolimy, i pytali si? po drodze i wsz?dzie w Jerozolimie za Jezusem, nie mogli Go jednak znale??, bo Go tam, gdzie si? zwykle zatrzymywali, wcale nie by?o. Jezus przep?dzi? noc w gospodzie, przed bram? zwan? Betlejemsk?, gdzie ludzie znali Go dobrze i Jego rodziców. Tam przy??czy? si? Jezus do kilku m?odzie?ców i poszed? z nimi do dwóch szkó? w mie?cie; jednego dnia do jednej, drugiego do drugiej. Trzeciego dnia by? rano w 3 szkole przy ?wi?tyni, po po?udniu za? by? w samej ?wi?tyni, gdzie Go te? rodzice znale?li. By?y to szko?y ró?nego rodzaju, nie we wszystkich uczono prawa; wyk?adano tak?e inne nauki; w tej za?, która by?a przy ?wi?tyni, kszta?cili si? i wychodzili z niej lewici i kap?ani. Pytaniami i odpowiedziami wzbudzi? Jezus u nauczycieli i rabinów wszystkich tych szkó? podziw i wprawi? ich w takie zak?opotanie, ?e postanowili, trzeciego dnia po po?udniu na publicznym miejscu wyk?adów, w samej ?wi?tyni, otoczy? Jezusa najucze?szymi we wszystkich ga??ziach wiedzy rabinami i Go upokorzy?. Umówili to mi?dzy sob? nauczyciele i biegli w pi?mie; z pocz?tku bowiem cieszyli si? Jego m?dro?ci?, pó?niej jednak opanowa?a ich z?o??! Odbywa?o si? to w publicznej sali, w ?rodku przedsionka ?wi?tyni, przed Miejscem ?wi?tym w owym zaokr?gleniu, gdzie Jezus tak?e pó?niej naucza?. Siedzia? na wielkim krze?le, które dla Niego by?o za wielkie. Otoczony by? mnóstwem podesz?ych ?ydów, ubranych po kap?a?sku; s?uchali z uwag?, lecz wida? by?o, ?e pa?aj? gniewem, tak i? l?ka?am si?, ?e si? rzuc? na Niego, by Go pojma?. Na krze?le, na którym Jezus siedzia?, by?y ciemne g?ówki jakby psie; kolor ich wpada? w zielony, na wierzchu za? b?yszcza?y ?ó?tawo. Podobne g?ówki i figury znajdowaly si? na ró?nych sto?ach i przyrz?dach, które w bok od tego miejsca sta?y w ?wi?tyni, i pe?ne by?y ofiar. Ca?e to miejsce by?o tak wielkie i lud?mi przepe?nione, i? si? wcale nie odczuwa?o, ?e si? jest w ko?ciele. Poniewa? Jezus w odpowiedziach i wyja?nieniach u?ywa? ró?nych przyk?adów z natury, z dziedziny sztuk i nauk, przeto ?ydzi zgromadzili tu najbieglejszych we wszystkich tych naukach. Gdy wi?c ci zacz?li ka?dy z osobna z nim rozprawia?, rzek?, ?e takie przedmioty nie nale?? w?a?ciwie tu do ?wi?tyni, lecz mimo tego odpowie im i na te pytania, bo taka jest wola Ojca Jego. Jezus mia? na my?li Ojca niebieskiego, oni przeciwnie s?dzili, ?e Józef poleci? Mu pokaza? si? ze wszystkimi Swymi wiadomo?ciami. Rozpocz?? odpowiada? i poucza? ich o sztuce lekarskiej, opisuj?c ca?e cia?o ludzkie, czego najucze?si nie wiedzieli. Równie? mówi? o astronomii, budownictwie, rolnictwie, geometrii i rachunkach, o nauce praw, w ogóle o wszystkim, co zasz?o. Wszystko za? tak pi?knie ??czy? z prawem i obietnic? Odkupiciela, z proroctwami, ?wi?tyni?, z tajemnicami obrz?dów i ofiar, ?e jedni coraz bardziej si? zdumiewali, inni za? zawstydzeni popadali w gniew, i to


158

kolejno, a? wszystkich przej?? wstyd i gniew, a to dlatego, ?e s?yszeli o rzeczach, których nigdy nie znali, i nigdy tak nie pojmowali. Ju? kilka godzin naucza? w ten sposób, gdy przysz?a Maryja z Józefem do ?wi?tyni, pytaj?c si? za Dzieci?tkiem znanych im tam lewitów. Wtem us?yszeli g?os Jego, wychodz?cy z sali naukowej. Nie mog?c tam wej??, poprosili lewit?, by zawo?a? Jezusa. Jezus jednak kaza? im odpowiedzie?, ?e najpierw uko?czy Sw? rozpraw?. Maryja zasmuci?a si? bardzo tym, ?e Jezus zaraz nie przyszed?. By? to pierwszy wypadek, w którym da? odczu? rodzicom, ?e ma nie tylko ich rozkazy do spe?nienia, lecz i inne. Naucza? jeszcze z godzin?, a pokonawszy uczonych i kap?anów, zawstydzonych i rozgniewanych, uda? si? do rodziców, do przedsionka Izraela i kobiet. Józef, nie?mia?y i zdumiony, nic nie mówi?; Maryja za?, zbli?ywszy si? do Jezusa, rzek?a: ?Synu, có?e? nam tak uczyni?? oto ojciec Twój i ja, ?a?o?ni, szukali?my Ci?." Jezus odrzek? im powa?nie: ?Czego?cie Mnie szukali? Nie wiedzieli?cie, i? w tych rzeczach, które s? Ojca mego, potrzeba, ?ebym by??" A oni nie zrozumieli tego i wrócili z nim do domu. Obecni tu ludzie przypatrywali si? ?w. Rodzinie wielce zdziwieni. By?am w wielkiej obawie, by si? nie rzucili na Jezusa; wielu bowiem z pomi?dzy nich by?o oburzonych. Dziwi?o mnie tylko, ?e pu?cili ich ca?kiem w spokoju; tym wi?ksze by?o moje zdziwienie, ?e ludzie, sami, mimo nat?oku, przed ?wi?t? Rodzin? si? rozst?powali, toruj?c jej wygodne przej?cie. Widzia?am przy tym wiele szczegó?ów i s?ysza?am bardzo wiele Jego nauk, lecz nie mog? wszystkiego spami?ta?. Nauka Jezusa wywar?a na uczonych w pi?mie wielkie wra?enie; niektórzy zapisywali j? sobie jako szczególno??, szepc?c co? i rozmawiaj?c, nawzajem si? ok?amuj?c. Rzeczywisty jednak?e przebieg sprawy uciszyli mi?dzy sob?, a mi?dzy lud?mi mówili o Jezusie, jako o zbyt g?o?nym ch?opcu, którego trzeba by?o nieco skarci?; jest wprawdzie utalentowany, ale to musi si? jeszcze ug?adzi?. ?wi?ta Rodzina wysz?a znów do miasta. Przed samym miastem przy??czy?o si? do nich trzech m??czyzn, dwie kobiety i kilkoro dzieci, nieznanych mi; zdawa?o mi si?, ?e byli równie? z Nazaretu. Razem z tymi obeszli jeszcze tu i ówdzie wko?o Jerozolim?, zwiedzili Gór? Oliwn?, zatrzymuj?c si? na niej w niektórych miejscach uroczych, pokrytych muraw?, i modl?c si? z r?koma skrzy?owanymi na piersiach. Przechodzili tak?e mostem przez jaki? strumyk. To chodzenie i modlenie si? tej gromadki przypomina?o mi ?ywo nasze pielgrzymki. Gdy Jezus wróci? do Nazaretu, widzia?am w domu Anny przygotowan? uroczysto??, na któr? zgromadzili si? m?odzie?cy i dziewcz?ta, krewnych i przyjació?. Nie wiem, czy to by?a uroczysto?? rado?ci z powodu odnalezienia Jezusa, czy te? mo?e jaka uroczysto??, któr? urz?dzano po powrocie ze ?wi?t Wielkanocnych, czy te? wreszcie ?wi?to obchodzone w dwunastym roku ?ycia ch?opców. W rzeczy samej by? tu Jezus jakby g?ówn? osob?. Nad sto?ami urz?dzono ?adne namioty z li?ci, u których wisia?y wie?ce z winogron i k?osów; dzieci mia?y tak?e winogrona i placki. Na uczcie by?o trzydziestu trzech ch?opców, sami przyszli uczniowie Jezusa; z tego mia?am wskazówk? co do lat ?ycia Jezusa. Jezus uczy? przez ca?? uczt? i opowiada? ch?opcom niezwyk?? i po wi?kszej cz??ci niezrozumian? przypowie?? o weselu, na którym woda zamieni si? w wino, a ozi?bli go?cie w gorliwych zwolenników; nast?pnie o godach, na których wino zamieni si? w krew, a chleb w cia?o, a to dzia? si? i trwa? b?dzie u go?ci a? do ko?ca ?wiata, ku pocieszeniu i wzmocnieniu ludzi, i jako ?ywy w?ze? zjednoczenia. Do jednego krewnego m?odzie?ca, imieniem Natanael, powiedzia?: B?d? na twych godach. Od tego, tj. dwunastego roku ?ycia by? Jezus zawsze jakby nauczycielem Swoich towarzyszy. Przebywa? z nimi cz?sto i opowiada? im; chodzi? tak?e z nimi po okolicy.


159

?mier? Józefa. Jezus i Maryja przenosz? si? do Kafarnaum

Im wi?cej zbli?a? si? czas, w którym Jezus mia? rozpocz?? Swój urz?d nauczycielski, widzia?am, ?e coraz wi?cej oddawa? si? samotno?ci i rozmy?laniu. Gdy Jezus dochodzi? do trzydziestego roku ?ycia, Józef opada? coraz bardziej na si?ach, a Maryja wraz z Synem znajdowa?a si? cz?sto przy nim. Maryja siedzia?a niekiedy przed ?o?em na ziemi, albo na niskiej, okr?g?ej p?ycie o trzech nogach, której najniezawodniej u?ywano tak?e za stó?. Rzadko widzia?am, aby jedli; gdy za? jedli, albo przynosili Józefowi posi?ek do ?ó?ka, by?y to jakie? trzy bia?e skibki, oko?o dwa palce szerokie, pod?u?nie graniaste, na talerzyku u?o?one, lub ma?e owoce w miseczce; dawali mu równie? pi? z dzbanka. Gdy Józef umar?, siedzia?a Maryja w g?owach jego ?ó?ka, trzymaj?c go na r?kach. Jezus za? sta? przy jego piersiach. Pokój przepe?niony by? ?wiat?o?ci? i anio?ami. R?ce jego u?o?ono w kszta?cie krzy?a na piersiach, nast?pnie owini?to cia?o bia?ym prze?cierad?em, po?o?ono do w?skiej trumny i z?o?ono w bardzo pi?knej grocie, któr? Józef od jakiego? poczciwego cz?owieka by? otrzyma?. Prócz Maryi i Jezusa post?powa?o za trumn? tylko kilkoro ludzi. Widzia?am jednak, ?e trumna by?a otoczona blaskiem i anio?ami. Chrze?cijanie przenie?li pó?niej cia?o Józefa do grobu do Betlejem. Zdaje mi si?, jakoby wci?? tam jeszcze le?a? nienaruszony. Józef musia? umrze? przed Jezusem, by?by bowiem nie przeniós? na sobie Jego m?ki i ?mierci krzy?owej. By? za s?aby i pe?en niezmiernej mi?o?ci. Wiele cierpia? przez to, ?e ?ydzi ró?nymi skrytymi podst?pami prze?ladowali Jezusa od 20-go do 30-go roku ?ycia Jego. Nie mogli patrze? na Niego i mówili z przek?sem, ?e Syn cie?li chce zawsze wszystko lepiej wiedzie?, poniewa? cz?sto sprzeciwia? si? nauce Faryzeuszów i mia? przy Sobie tyle przywi?zanej do Niego m?odzie?y. Równie? ucierpia?a wiele Maryja przez te prze?ladowania. Te bole?ci zdawa?y mi si? zawsze by? wi?ksze ni? rzeczywiste m?czarnie. Niewypowiedzian? by?a mi?o?? Jezusa, z jak? znosi?, jako m?odzieniec, prze?ladowanie i z?o?? ?ydów. Po ?mierci Józefa przenios?a si? Maryja z Jezusem do ma?ej wioski o kilku domach, le??cej mi?dzy Kafarnaum a Betsaid?. Dom, w którym zamieszkali, ofiarowa? im pewien m?? z Kafarnaum, imieniem Lewi, który ?w. Rodzin? wielce ukocha?. Dom ten sta? na osobno?ci, otoczony ze wszystkich stron rowem pe?nym wody. Równie? pozostawi? tam Lewi ludzi do pos?ugi; po?ywienie za? nadsy?a? z Kafarnaum. Do tej miejscowo?ci przyszed? pó?niej ojciec Piotra, kiedy synowi odda? rybo?ówstwo w Betsaidzie. Jezus mia? ju? pomi?dzy m?odzie?cami z Nazaretu kilku zwolenników; ci Go jednak zawsze odst?powali. Chodzi? z nimi po kraju, oko?o jeziora, a nawet do Jerozolimy na ?wi?ta. Rodzina ?azarza z Betanii zna?a si? ju? ze ?wi?t? Rodzin?. Faryzeusze z Nazaretu nazywali Jezusa w?ócz?g? i pa?ali ku niemu gniewem. Aby wi?c bez przeszkody ze strony tych?e móg? zgromadza? i poucza? Swoich s?uchaczów, odda? Mu Lewi swój dom. W okolicy Kafarnaum nad jeziorem by?o wiele urodzajnych i przyjemnych dolin. ?niwa by?y tu kilka razy do roku, przy tym przecudna ziele?, owoce i kwiaty. Wielu znakomitych ?ydów mia?o tu swoje ogrody i pa?ace, tak?e i Herod. ?ydzi za czasów Jezusa podupadli moralnie; odst?pili od obyczajów swoich przodków, skutkiem handlu, który prowadzili z poganami. Kobiety nie wychodzi?y nigdzie, nawet do robót w polu, chyba bardzo ubogie, które zbiera?y k?osy. Widzie? je mo?na by?o tylko podczas ?wi?t w Jerozolimie lub w miejscach modlitwy. Upraw? roli i wszelkimi zakupywaniem zajmowali si? tylko niewolnicy. Widzia?am wszystkie miasta w Galilei; tam, gdzie teraz znajduj? si?, zaledwie trzy miejscowo?ci, by?o dawniej ze sto, i to bardzo zaludnionych. Maria Kleofe, która ze swoim trzecim m??em, ojcem Symeona z Jerozolimy, dom


160

Anny, w pobli?u Nazaretu po?o?ony, zamieszkiwa?a, przenios?a si? z synem swoim, Symeonem, do domu Maryi w Nazarecie. S?u?ba i domownicy jej pozostali w domu Anny. Gdy nied?ugo potem Jezus odbywa? podró? z Kafarnaum przez Nazaret w okolice Hebronu, towarzyszy?a Mu w tej?e podró?y Maryja, która zawsze tak czule za Nim chodzi, do Nazaretu, gdzie pozosta?a a? do Jego powrotu. Przybyli tam tak?e Jozes Barsabas, syn Maryi Kleofe z drugiego ma??e?stwa, ze Sab?, i trzej jej synowie z pierwszego ma??e?stwa, z Alfeuszem, a mianowicie: Szymon, Jakób m?odszy i Tadeusz; ci ostatni prowadzili ju? gospodarstwo na w?asn? r?k?. Do Nazaretu przybyli w tym celu, aby pocieszy? ?w. Rodzin? z powodu ?mierci Józefa, a przy tym ujrze? Jezusa, z którym ju? od lat dzieci?cych nie mieli ?adnej styczno?ci. Wprawdzie co? nieco? wiedzieli o proroctwie Symeona i Anny wypowiedzianym przy ofiarowaniu Jezusa w ?wi?tyni, nie bardzo jednak w to wierzyli. Dlatego te? przy??czyli si? do Jana Chrzciciela, który nied?ugo potem t?dy przechodzi?.

JEZUS ROZPOCZYNA PUBLICZNE NAUCZANIE

Jezus w drodze do Hebron

Jezus pod??a? z Kafarnaum przez Nazaret do Hebron. Droga prowadzi?a cudn? okolic? Genezaret, obok ciep?ych, potoków Emaus, które, id?c z Magdalum w stronie Tyberiady, mniej wi?cej godzin? drogi dalej jak Tyberiada u stoku góry by?y po?o?one. ??ki pokrywa?a wysoka, g?sta trawa; u stóp góry rozsiane by?y domy i namioty w?ród drzew figowych, palm daktylowych i pomara?cz. Tu? przy drodze odbywa?a si? jaka? zabawa ludowa. M??czy?ni i niewiasty w oddzielnych gromadach, bawili si? i wspó? ubiegali o owoce. Pod drzewem figowym zobaczy? Jezus, pomi?dzy m??czyznami, Natanaela, zwanego tak?e Chasydem. W chwili, gdy ten, walcz?c z pokus? zmys?ow?, wzrokiem swym goni? za zabaw? niewiast, przechodzi? Jezus obok niego i spojrza? na? ostrzegaj?co. Pod wp?ywem owego spojrzenia uczu? Natanael g??bokie wzruszenie, chocia? Jezusa nie zna?, i pomy?la? sobie: Ten cz?owiek ma przenikaj?cy wzrok. Czu? on, ?e nieznajomy jest czym? wi?cej od zwyczajnego cz?owieka. Wzrokiem Jezusa na wskro? przeszyty, wszed? w siebie, zwyci??y? pokus?, i sta? si? odt?d o wiele surowszym wzgl?dem siebie. Zdaje mi si?, ?e widzia?am równie? Neftalego, zwanego Bart?omiejem, i ?e i jego tak?e Jezus wzrokiem Swym poruszy?. Z dwoma przyjació?mi m?odo?ci szed? Jezus dalej do Hebron, po?o?onego w Judei. Lecz ?aden z nich nie pozosta? mu wiernym i oddalili si? od Niego; dopiero po zmartwychwstaniu, gdy Pan Jezus zjawi? si? na górze Thebez w Galilei, znowu si? nawrócili i przy??czyli do wiernych. W Betanii naucza? Jezus w domu ?azarza, który wygl?da? znacznie starszym od Niego; zdaje mi si?, ?e by? osiem lat starszy. Posiad?o?? ?azarza by?a wielka, mia? bardzo wiele ludzi, pól i ogrodów. Marta mia?a w?asny dom, a siostra jej, imieniem Maria, która ?y?a wy??cznie dla siebie, mieszka?a równie? w oddzielnym domu; Magdalena za? zamieszkiwa?a zamek w Magdalum. ?azarz ju? od d?u?szego czasu ?y? w przyja?ni ze ?wi?t? Rodzin?; wspiera? i on mi?dzy innymi Maryj? i Józefa hojnymi datkami. Dla wiernych czyni? od pocz?tku do ko?ca bardzo wiele; woreczek, którym Judasz zawiadywa?, jako te? pierwsze urz?dzenie gminy, zawdzi?czano hojno?ci ?azarza. Z Betanii chodzi? Jezus tak?e do ?wi?tyni Jerozolimskiej.


161

Rodzina ?azarza

Ojciec ?azarza zwa? si? Zarah albo Zerah i pochodzi? ze znakomitej rodziny egipskiej. Mieszka? w Syrii na pograniczu Arabii, utrzymuj?c stosunki z pewnym królem syryjskim. Uznaj?c wielkie zas?ugi po?o?one w obronie kraju, obdarzy? go cesarz rzymski dobrami, le??cymi w okolicy Jeruzalem i w Galilei. By? jakoby ksi?ciem, a przy tym bardzo bogaty; powi?kszy? za? swój maj?tek przez o?enienie si? z ?ydówk?, imieniem Jesabel, która pochodzi?a z rodu Faryzeuszów. Przyj?? tak?e religi? ?ydowsk?, prowadz?c ?ycie pobo?ne i ostre na sposób Faryzeuszów. Cz??? miasta na górze Syjon, w stronie, gdzie kotlin? u stoku góry potok p?ynie, równie? do niego nale?a?a. Z tej jednak posiad?o?ci wi?ksz? cz??? odda? na potrzeby ?wi?tyni; pozosta?a mu jeszcze dawna posiad?o?? rodzinna. Le?a?a ona tam, k?dy Aposto?owie szli do wieczernika, ten jednakowo? do niej ju? nie nale?a?. Zamek w Betanii by? bardzo wielki, obejmowa? wiele ogrodów, tarasów, studni i by? podwójnym wa?em otoczony. Rodzina ?azarza zna?a proroctwo Anny i Symeona, oczekiwa?a Mesjasza, i ju? w m?odzie?czych latach Jezusa zaprzyja?ni?a si? ze ?wi?t? Rodzin?, jak to cz?sto ludzie pobo?ni wysokiego rodu ch?tnie ?yj? w przyja?ni z pobo?nymi ubogimi. Rodzice ?azarza mieli 15 dzieci, z tych 6 umar?o zbyt wcze?nie, a z 9 pozosta?ych tylko 4 do?y?o czasów Chrystusa. Do tych nale?a? ?azarz, Marta 2 lata od niego m?odsza, po niej Maria, za ob??kan? uwa?ana, o 2 lata m?odsza od Marty, wreszcie Maria Magdalena, o 5 lat m?odsza od Marii ob??kanej. O tej ostatniej Pismo nie wspomina, ani nie bierze jej w rachub?, jednak Bóg o niej pami?ta?. Od rodziny by?a ona zawsze z dala i na uboczu, i dlatego jest wcale nieznan?. Najm?odsza z nich, Magdalena, obdarzona niezwyk?? urod?, ju? w bardzo m?odych latach odznacza?a si? s?usznym wzrostem i postaw?, jakby doros?a dziewica. G?ow? mia?a zaprz?tni?t? figlami i psotami. W siódmym roku ?ycia obumarli j? rodzice. Z powodu ostrego ich ?ycia, nienawidzi?a ich. W dziecinnych latach ju? by?a niezmiernie pró?n?, ?akom?, dumn?, mi?kk? i zarozumia??. Nie by?a sta?? i wiern?, lecz lgn??a do tego, co jej na razie najwi?cej schlebia?o. Przy tym by?a rozrzutn? i hojn?, ale z politowania wi?cej zmys?owego, dobrotliwa i lgn?c? do rzeczy zewn?trznych i b?yskotek. Z?emu jej wychowaniu winn? by?a nieco i matka, od niej te? odziedziczy?a owo rozpieszczone uczucie. Matka i mamka zepsu?y Magdalen?, zbyt jej dogadzaj?c i bior?c ja wsz?dzie w tym celu ze sob?, aby podziwiano jej figle i pustoty, to znowu wysiaduj?c z pi?knie wystrojon? w oknie. Owo w?a?nie wysiadywanie w oknie najwi?cej si? przyczyni?o do jej zepsucia. Widzia?am j? w oknie, jako te? na tarasie domu, siedz?c? na wspania?ych dywanach i wezg?owiach. W takiej okaza?o?ci i przepychu mo?na j? by?o widzie? z ulicy. Z domu wynosi?a potajemnie mnóstwo przysmaków, by je potem dzieciom rozdawa? w ogrodzie zamkowym. Ju? w dziewi?tym roku ?ycia rozpocz??a mi?ostki. W miar?, jak ros?a w przymioty i talenty, wzrasta? o niej rozg?os i podziw. Nie mia?a spokoju w domu i ci?ga?o j? co? zawsze do licznych i weso?ych towarzystw, w których z lubo?ci? przebywa?a; by?a przy tym uczon? i pisywa?a na ma?ych rolkach pergaminu ró?ne zdania o sprawach mi?osnych; widzia?am, jak przy tym rachowa?a na palcach. Sentencje te rozsy?a?a i zamienia?a mi?dzy wielbicielami i ulubie?cami, zyskuj?c przez to s?aw? i podziw. Tego jednak dopatrzy? si? nie mog?am, aby kogo? rzeczywi?cie kocha?a, lub by?a nawzajem kochan?; by?a to tylko pró?no??, mi?kko??, ubóstwianie siebie, zaufanie w swoj? urod?. Dla rodze?stwa swego by?a zmartwieniem; pogardza?a te? nim z powodu prostego ich ?ycia i wstydzi?a si? ich.


162

Przy podziale dóbr rodzicielskich, przypad? jej losem bardzo pi?kny zamek w Magdalum. Jako dziecko cz?sto tu Magdalena przybywa?a ze swymi rodzicami, maj?c do tego miejsca szczególne jakie? upodobanie. Mia?a niespe?na lat jedena?cie, kiedy z wielkim przepychem, ze s?ugami i niewolnicami, do zamku tego si? przenios?a. Magdalum nale?a?o do miejsc warownych i obejmowa?o kilka zamków, publicznych budowli, wielkie aleje i ogrody. Po?o?one by?o 8 godzin na wschód od Nazaretu, mniej wi?cej 3 godziny od Kafarnaum, a pó?torej godziny na po?udnie od Betsaidy; blisko mil? drogi od jeziora Genezaret zajmowa?o wy?yn? i cz??? doliny, która si? rozci?ga?a w kierunku ku jezioru i drogi, okr??aj?cej jezioro. Jeden z zamków nale?a? do Heroda, który w ?yznej okolicy Genezaretu jeszcze wi?kszy zamek posiada?. W Magdalum przebywali za?og? tak?e ?o?nierze Heroda i oni to przyczyniali si? do zepsucia obyczajów. Oficerowie tej za?ogi przebywali z Magdalen?. Prócz wojska by?o w Magdalum oko?o 200 ludzi, po wi?kszej cz??ci urz?dników, dozorców budowli i s?u?by. Synagogi tu nie by?o; ucz?szczano wi?c do Betsaidy. Zamek Magdaleny by? wspanialszy i wy?szy od innych; z dachu jego mo?na by?o zobaczy? powierzchni? jeziora galilejskiego a? na drugi brzeg i dalej. Pi?? dróg prowadzi?o do Magdalum a na ka?dej z nich sta?a w oddaleniu pó? godziny od w?a?ciwej warowni, wie?a, wzniesiona nad sklepieniem, i rodzaj stra?nicy do ?ledzenia. Wie?e te nie ??czy?y si? wcale ze sob?, a okolica, któr? otacza?y, pe?na by?a ogrodów, pól i pastwisk. Magdalena posiada?a pola i trzody, mia?a czelad? z?o?on? z parobków i s?u??cych; ca?e jednak gospodarstwo by?o bez?adne i podupada?o. Poni?ej wzgórza, na którym si? Magdalum wznosi?o, by?a w?ska i dzika prawie dolina, przez któr? p?yn?? do jeziora ma?y strumyk; w dolinie tej przebywa?o du?o zwierzyny, która z trzech pusty? tutaj si? schodz?cych do kotliny nap?ywa?a. Herod zwyk? tu by? polowa?. Obok swego zamku w okolicy Genezaret mia? on tak?e zwierzyniec. Okolica Genezaret zaczyna si? mi?dzy Tyberiad? a Tariche?, o 4 godziny drogi od Kafarnaum, i ci?gnie si? od jeziora na przestrzeni 3godzinnej w g??b kraju; z po?udniowej strony okr??a Tariche? a? do miejsca, gdzie Jordan wyp?ywa. Z t? okolic? ??czy si? rozkoszna dolina z utworzonym sztucznie przez potok jeziorkiem w okolicy Betulii; jeszcze inne ?ród?a przep?ywaj? t?dy do jeziora. Potok ten tworzy kilka sztucznych wodospadów i pi?knych stawów w owej okolicy, obejmuj?cej ca?e szeregi ogrodów, zaników, zwierzy?ców, alei, sadów owocowych i winnic, wskutek tego przez ca?y rok okryta jest kwieciem i owocem ró?nego rodzaju. Bogacze kraju, szczególnie jerozolimscy, maj? tu swoje mieszkania i ogrody. Ca?? prawie okolic? zape?niaj? budynki, zdobi? plantacje, chodniki cieniste, zielone labirynty i piramidalnie utworzone pagórki z kr?tymi ?cie?kami. Wi?kszych miejsc w okolicy niema. Mieszka?cy tutejsi s? po wi?kszej cz??ci ogrodnikami i dozorcami dóbr lub pasterzami licznych trzód owiec i kóz. Przy tym chowaj? tak?e ró?nego rodzaju rzadkie zwierz?ta i ptaki. Go?ci?ca bitego nie ma w okolicy ?adnego; za to przecinaj? j? dwie drogi, jedna od jeziora, druga od Jordanu.

Jezus w Hebron, Dothaim i Nazarecie

Przyszed?szy Jezus do Hebron, zostawi? tam Swych towarzyszy, mówi?c, ?e chce odwiedzi? przyjaciela. Zachariasz i El?bieta ju? nie ?yli. Jezus zd??a? ku pustyni, dok?d El?bieta zaprowadzi?a by?a swego syna, Jana. Po?o?ona by?a na po?udnie mi?dzy Hebron a Morzem Martwym. Droga prowadzi?a do niej najpierw przez


163

wysok? gór? o bia?ych kamieniach, poczym wchodzi?o si? na pi?kn? dolin? palmow?. Tam to szed? Jezus. By? On naprzód w jaskini, gdzie El?bieta zaprowadzi?a by?a Jana, przeszed? nast?pnie przez ma?? rzeczk?, przez któr? dawniej i Jan przechodzi?. Widzia?am, jak w samotno?ci, modl?c si?, przygotowywa? si? do zawodu nauczycielskiego. Z pustyni powróci? On znowu do Hebron, wsz?dzie nios?c pomoc. I tak nad Morzem Martwym dopomóg? ludziom, którzy ?eglowali na tratwie, zbudowanej w kszta?cie namiotu. Prócz ludzi znajdowa?o si? tam byd?o i pakunki. Skin?? na nich Jezus i zsun?? im z brzegu na statek belk?, pomagaj?c tym sposobem wysi??? na brzeg; pó?niej za? udzieli? im pomocy przy naprawie tratwy. Ci ludzie nie mogli poj??, kim by ten cz?owiek by?, gdy?, pomimo, ?e odzieniem Swym wcale si? nie odró?nia?, to postawa Jego, pe?na powagi; dziwnie jako? poci?ga?a i wzrusza?a obecnych. Zrazu mniemali, ?e to Jan Chrzciciel, który wtedy ju? przyby? w okolice Jordanu, spostrzegli jednak wnet, ?e si? pomylili, Jan bowiem by? ciemniejszej tuszy i surowszy z postaci. W Hebron ?wi?ci? Jezus szabat i zostawi? tu towarzyszy podró?y. Odwiedza? chorych, nios?c im s?owa pociechy pomaga? im, d?wiga? ich, przenosi?, pod?ciela? im ?o?e; nie widzia?am jednak, aby kogo uzdrawia?. Zjawienie si? Jego sprawia?o na wszystkich mi?e wra?enie. Zbli?a? si? tak?e do op?tanych, którzy w Jego obecno?ci si? uspokajali; szatanów jednak nie wyp?dza?. Gdzie tylko przechodzi?, wsz?dzie niós? pomoc, gdy widzia? jej potrzeb?. Upad?ych podnosi?, pragn?cych pokrzepia?, podró?nych przeprowadza? przez k?adki na strumykach, wszyscy podziwiali pielgrzyma, tak pe?nego mi?o?ci. Z Hebron przyby? do miejsca, gdzie Jordan wp?ywa do Morza Martwego. Przeprawiwszy si? przeze?, pod??y? wschodnim jego brzegiem ku Galilei. Widzia?am, jak przebywa? mi?dzy Pella a okolic? Gergeza. Robi? ma?e wycieczki i niós? wsz?dzie pomoc. Odwiedza? wszystkich chorob? dotkni?tych, nawet tr?dowatych, pociesza?, us?ugiwa? im, zach?ca? do modlitwy, podawa? ?rodki lecznicze, b?d?c od wszystkich podziwianym. Zdarzy?o si?, ?e w jednym miejscu lud, znaj?c proroctwo Symeona i Anny, pyta? si? Go, czy to nie On jest owym przez proroka przepowiedzianym? Z mi?o?ci ku Niemu towarzyszy? mu zwykle t?um z jednego miejsca do drugiego. Op?tani przez czarta zachowywali si? spokojnie w Jego obecno?ci. By? tak?e nad brzegiem rw?cej rzeczki Hieromaks, która poni?ej morza Galilejskiego, wp?ywa do Jordanu niedaleko owej stromej góry, z której na Jego rozkaz stado wieprzów w morze wpad?o. Przy rzece sta? ca?y rz?d ma?ych chatek z gliny, niby pasterskich, zamieszkanych przez ludzi, trudni?cych si? budowaniem statków. Ludzie ci nie mogli sobie da? rady; Jezus wi?c przyszed? do nich i ch?tnie im pomaga?. Widzia?am, jak d?wiga? belki i Sam z nimi pracowa?, wykazuj?c im ró?ne u?atwienia i korzy?ci, a napominaj?c w?ród pracy do mi?o?ci i cierpliwo?ci. Nast?pnie widzia?am Jezusa w Dothaim, miejscowo?ci nader rozwlek?ej, po?o?onej w kierunku pó?nocno — wschodnim od Seforis. By?a tam synagoga. Lud tam nie by? z?y, lecz bardzo zaniedbany. Tam posiada? niegdy? Abraham pastwiska dla swych zwierz?t ofiarnych; tam Józef strzeg? owiec ze swymi bra?mi, w tej okolicy te? zosta? sprzedany. Dothaim by?o teraz ma?o zamieszkane; ?yzne jednak pola i liczne pastwiska rozci?ga?y si? a? do morza Galilejskiego. Znajdowa? si? tam wielki dom, co? w rodzaju domu ob??kanych, zamieszkiwany przez op?tanych przez czarta. Nieszcz??liwi ci w w?ciek?o?ci bili si? na zabój, gdy w?a?nie Jezus tam zawita?. Ludzie nie byli wstanie ich poskromi?. Lecz Jezus przybli?ywszy si? do nich, rozmawia? z nimi, a ludzie ci ucichli zupe?nie. Napomniani, odeszli spokojnie, ka?dy do rodzinnych stron. Mieszka?cy Dothaim, nadzwyczaj tym zdziwieni, nie chcieli Jezusa od siebie


164

pu?ci? i zaprosili Go na gody weselne, na których, jako obcy, by? wielce powa?any; rozmawia? uprzejmie i z m?dro?ci?, a nowo?e?com dawa? upomnienia. Oni to pó?niej przy zjawieniu si? Jego w Thebez, przyst?pili do uczniów Jego. Skoro Jezus znów przyby? do Nazaretu, odwiedzi? znajomych Swoich rodziców; wsz?dzie Go jednak ch?odno przyj?to. Odmówili Mu wst?pu do synagogi, gdy chcia? tam?e naucza?. Przemawia? zatem na miejscach publicznych wobec wielu ludzi, wobec Saduceuszów i Faryzeuszów, przedstawiaj?c im Mesjasza zupe?nie inaczej, jak sobie ka?dy z nich wyobra?a?. Jana Chrzciciela nazywa? On g?osem na puszczy. Z okolicy Hebronu przysz?o razem z Nim dwóch m?odzie?ców, ubranych w pow?óczyste szaty i przepasanych jak kap?ani, jednak nie zawsze z Nim chodzili. Tutaj te? ?wi?ci? Jezus Szabat. Widzia?am potem, jak Jezus i Maryja, Maria Kleofasowa, rodzice Parmenasa, w ogóle oko?o 20 osób, opu?cili Nazaret i szli znowu do Kafarnaum. Mieli tak?e ze sob? os?y z pakunkami. Dom w Nazarecie pozosta? oczyszczony i schludny. By? tak schludnie uprz?tni?ty i kobiercami wewn?trz zasiany, ?e przedstawia? mi si? jak ko?ció?. Sta? pró?ny. Trzeci m?? Marii Kleofasowej, zarz?dzaj?cy domem Anny, jako te? i jej synowie, maj? staranie o ów domek. Maria Kleofasowa z najm?odszymi swymi synami, Józefem, Barsab? i Szymonem, mieszka?a bardzo blisko owego domku, który Lewi w blisko?ci Kafarnaum Panu ust?pi?; rodzice Parmenasa równie? niedaleko mieszkali. St?d szed? Jezus znów dalej z miejsca na miejsce, zatrzymuj?c si? szczególnie tam, gdzie przebywa? Jan, który z pustyni ju? by? powróci?. Chodzi? do synagog i naucza?, pociesza? chorych i pomaga? im. Zdarzy?o si?, ?e gdy w pewnej ma?ej miejscowo?ci mówi? o chrzcie Janowym, bliskim Mesjaszu, o pokucie, zacz?li szemra? i pogardza? Nim. Niektórzy nawet mówili: „Przed trzema miesi?cami ?y? jeszcze Jego ojciec, cie?la, wtedy z nim przy warsztacie pracowa?, a teraz, zwiedziwszy nieco obcych krajów, przychodzi znowu nas uczy? Swej m?dro?ci." By? tak?e w Kanie, gdzie odwiedzi? Swych krewnych i naucza?. Dotychczas nie ma przy Nim jeszcze ?adnego z pó?niejszych uczniów. Zdaje si? dopiero ludzi poznawa? i na gruncie, przez Jana w nich przygotowanym, dalej budowa?. Z jednej miejscowo?ci do drugiej towarzyszy Mu niekiedy jaki poczciwy cz?owiek. Raz widzia?am czterech m??ów, mi?dzy nimi pó?niejszych Jego uczniów, jak w okolicy mi?dzy Samari? a Nazaretem, czekali na Jezusa, stoj?c w cienistym miejscu przy go?ci?cu. Jezus nadchodzi? w towarzystwie jednego m??czyzny. M??owie ci wyszli naprzeciw Niemu, opowiadaj?c, jak ich Jan ochrzci?, przepowiadaj?c zarazem bliskie nadej?cie Mesjasza. Mówili Mu równie? o ostrej mowie Jana do ?o?nierzy, z których Jan kilku ochrzci?. Mi?dzy innymi powiedzia? im, ?e móg?by z takim skutkiem ochrzci? kamienie z Jordanu. Potem posili z Jezusem dalej. St?d skierowa? Jezus Swe kroki na pó?noc wzd?u? morza Galilejskiego. O Mesjaszu mówi? ju? wyra?niej i ja?niej, op?tani wo?ali za Nim w niektórych miejscowo?ciach. Z jednego op?tanego wygna? czarta i naucza? po szko?ach. Wkrótce spotka?o Go sze?ciu m??ów, wracaj?cych od chrztu Jana; mi?dzy nimi znajdowa? si? Lewi, zwany pó?niej Mateuszem, i dwaj synowie wdów, El?biecie pokrewnych. Znali oni Jezusa jako krewnego i z opowiadania; domy?lali si? wi?c w Nim tego, o którym Jan mówi?, nie byli jednak tego pewni. Opowiadali oni o Janie, o ?azarzu, siostrach jego i o Magdalenie, która wed?ug nich zapewne tak?e przez czarta by?a op?tana. W tym czasie mieszka?a ju? na zamku w Magdalum. M??owie ci szli dalej za Jezusem, podziwiaj?c Jego mowy. M?odzie?cy, przychodz?cy do Jana z Galilei, opowiadali mu cz?sto o tym wszystkim, co o Jezusie wiedzieli i s?yszeli; ci za?, którzy przychodzili z Ainon, miejsca, gdzie Jan


165

chrzci?, opowiadali Jezusowi o Janie. Stad szed? Jezus brzegiem jeziora do ogrodzonego miejsca rybaków, gdzie sta?o pi?? okr?tów. Na brzegu znajdowa?o si? wiele domków, zamieszkanych przez rybaków. W?a?cicielem tego miejsca po?owu by? Piotr, znajduj?cy si? wtedy wraz z Andrzejem w chacie. Jan i Jakub wraz ze swym ojcem Zebedeuszem i kilku innymi byli na okr?tach. Na okr?cie ?rodkowym by? ojciec ?ony Piotra i trzej jego synowie. Imiona ich wszystkie wiedzia?am, lecz teraz wysz?y mi ju? z pami?ci. Ojca nazywano tak?e Zelotes, a to z tej przyczyny, ?e raz prowadzi? z Rzymianami sprzeczk? o prawo ?eglugi na jeziorze, i spór wygra?; odt?d otrzyma? to imi?. Ogó?em by?o na okr?tach oko?o trzydzie?ci osób. Jezus, przechodz?c ?cie?k? nadbrze?n? pomi?dzy chatkami a okr?tami, rozmawia? z Andrzejem i innymi. Czy z Piotrem tak?e mówi?, tego nie wiem. Oni Go dotychczas jeszcze nie znali. Mówi? z nimi o Janie i o bliskim nadej?ciu Mesjasza. Andrzej zosta? po swoim chrzcie uczniem Jana. Jezus przyobieca? im, ?e znowu do nich przyjdzie.

Podró? Jezusa przez Liban do Sydonu i Sarepty

Jezus zwróci? si? teraz od jeziora ku górom Libanu, a to g?ównie z powodu pog?osek i pewnego zamieszania. Wielu uwa?a?o Jana za Mesjasza, inni mówili, ?e jest nim Ten, na którego Jan wskazuje. Towarzyszy?o Jezusowi oko?o sze?ciu do dwunastu m?odzie?ców, a po drodze jedni odchodzili, drudzy przychodzili, i tak liczba ich wci?? si? zmienia?a. S?uchali pilnie Jego nauki i nieraz przychodzi?o im na my?l, ?e zapewne On jest Tym, na którego Jan wskazuje. Jezus nie obcowa? bli?ej z ?adnym z nich; umia? by? w ich towarzystwie odosobnionym, a jednak rzuca? posiew i przygotowywa? ?niwo. Wszystkie te Jego w?drówki w tej okolicy mia?y zwi?zek z w?drówkami i czynami proroków, mianowicie Eliasza, i by?y ich spe?nieniem. Przeszed?szy z towarzyszami wy?yn? Libanu, ujrza? Jezus nad morzem miasto Sydon. Widok z góry by? niewypowiedzianie pi?kny. Zdawa?o si?, jakoby miasto tu? nad morzem le?a?o, chocia? w rzeczywisto?ci by?o od miasta do morza trzy kwadranse drogi. By?o ono wielkie i ludne. Domy wygl?da?y z góry jakoby okr?ty, gdy? na p?askich dachach sta?o mnóstwo dr?gów i rusztowa?, obwieszonych ró?nymi barwnymi tkaninami, a pomi?dzy domami wi?y si? t?umy pracuj?cego ludu. Widzia?am, jak tam wykonywano rozmaite b?yszcz?ce naczynia. Woko?o miasta le?a?o wiele ma?ych wiosek; ziemia by?a wsz?dzie bardzo urodzajna, to te? na ka?dym kroku wida? by?o mnóstwo owoców. Oko?o niektórych drzew urz?dzone by?y siedzenia, na inne wiod?y znowu schody, tak ?e mi?dzy ga??ziami, jak w altanie mog?o si? ca?e towarzystwo usadowi?. Równina mi?dzy górami a morzem, na której le?y miasto, nie jest bardzo szeroka. Miasto zamieszkiwali ?ydzi i poganie, zajmuj?cy si? handlem zamiennym. Ba?wochwalstwo kwit?o w wysokim stopniu. Z tego miasta pochodzi?a królowa Jezabel, która tak srodze prze?ladowa?a Eliasza. Id?c do miasta, naucza? Pan Jezus w ma?ych wioskach; ucz?c w cieniu drzew, opowiada? o Janie, nak?aniaj?c do chrztu i pokuty. W mie?cie przyj?to Jezusa mile, podobnie jak i za pierwsz? Jego tu bytno?ci?. Tu naucza? Jezus w szkole, przepowiadaj?c rych?e wyst?pienie Mesjasza i nak?aniaj?c do porzucenia ba?wochwalstwa. Towarzyszów swoich zostawi? Jezus w Sydonie, a sam uda? si? do miejscowo?ci, wi?cej oddalonej od morza, a zwróconej ku po?udniowi, aby tam modli? si? na osobno?ci. Miejscowo?? ta, opasana grubymi murami, a prócz tego z jednej strony otoczona lasem, posiada wiele winnic. Jest to Sarepta, gdzie niegdy?


166

uboga wdowa ?ywi?a Eliasza. Od tego czasu zachowywali mieszka?cy, tak ?ydzi jak poganie, nast?puj?cy zabobonny zwyczaj: W izdebkach, urz?dzonych w murach miasta, pozwalali mieszka? pobo?nym wdowom i byli przekonani, ?e to ich ustrze?e od wszelkich niebezpiecze?stw i zachowa miasto od wszelkiej nieprawo?ci. Teraz mieszkali tam jacy? starcy. Starcy ci ?yj? tu jak pustelnicy, chc?c uczci? przez to Eliasza i zachowa? dawny zwyczaj. Czas przep?dzaj? na rozmy?laniu, t?umaczeniu proroctw i prosz? Boga o zes?anie Mesjasza. Jezus zamieszka? u jednego z nich, w miejscu, gdzie niegdy? mieszka?a owa wdowa, naucza? ich o Mesjaszu i chrzcie Jana. Pobo?ni to ludzie, ale maj? wiele b??dnych poj??; wyobra?aj? sobie np., ?e Mesjasz ma przyj?? jako pot??ny, bogaty król. — Jezus st?d cz?sto wychodzi do pobliskiego lasu, aby modli? si? na osobno?ci. Naucza starszych w synagodze, a cz?sto poucza i dzieci. Czasem chodzi po okolicy i napomina ludzi, aby unikali stosunków z poganami, których wielka liczba tam mieszka. Zwykle chodzi sam, czasem tylko ma w ko?o Siebie tutejszych ludzi. Cz?sto widz? Go, jak na pagórku, lub pod drzewem naucza m??czyzn i kobiety. Wci?? mi si? zdaje, jakoby teraz by? maj, poniewa? w kraju obiecanym zbo?e w porze drugiego ?niwa tak wygl?da, jak u nas w maju. Zbo?a nie r?n? tutaj zupe?nie nisko przy ziemi. Ucinaj? tylko mniej wi?cej na ?okie? z góry, a reszt? zostawiaj?. Zer?ni?tego zbo?a nie m?óc?, tylko uk?adaj? w snopy na ziemi i t?ocz? walcem, ci?gnionym dwoma wo?ami. Zbo?e jest bardzo suche, wi?c wykrusza si? ?atwo. Czynno?? ta odbywa si? pod go?ym niebem, lub pod s?omianym dachem, opartym na czterech s?upach. Z Sarepty uda? si? Jezus w kierunku pó?nocno wschodnim do miejscowo?ci, po?o?onej obok wielkiego pola bitwy, na które Ezechiel, przeniesiony duchem mia? widzenie, jakoby ko?ci poleg?ych powstawa?y z ziemi, przyobleka?y si? w cia?o, a nast?pnie o?ywia?y si? pod tchnieniem lekkiego wietrzyka. Otrzyma?am wyja?nienie, ?e zgromadzenie si? i przyobleczenie w cia?o tych martwych ko?ci spe?ni?o si? przez chrzest i nauk? Jana, za? o?ywienie cia? przez tchnienie wietrzyka, oznacza odkupienie przez Jezusa i zes?anie Ducha ?w. Ludzi tu zamieszka?ych pociesza? Jezus w ich smutku i przygn?bieniu i obja?nia? im znaczenie widzenia Ezechiela. Potem szed? Jezus jeszcze wi?cej ku pó?nocy, w stron?, gdzie Jan najpierw po powrocie z puszczy przebywa?. By?a tu ma?a osada pasterska, w której niegdy? d?u?szy czas przebywa?a Noemi wraz z sw? córk? Ruth. Pozostawi?a po sobie tak mi?e wspomnienie, ?e jeszcze teraz ludzie o niej mówili; pó?niej mieszka?a przy Betlejem. W tej okolicy, nieco wy?ej, mia? Jakub swoje pola. Jezus naucza? tu bardzo gorliwie. Zbli?a si? jednak czas, kiedy uda si? do chrztu drog? przez Samari?. Osad? t? przecina rzeczka, za któr? hen w górze znajdowa?a si? studnia Jana. Od studni tej prowadzi?a bardzo stroma droga na dó?, ku polu bitwy Ezechiela; droga ta podobn? jest do drogi, po której szli pierwsi rodzice, wyp?dzeni z raju. Im ni?ej schodzili, tym mniejsze by?y drzewa i skar?owacia?e. Wreszcie znale?li si? po?ród g?stych zaro?li i krzaków, a wszystko doko?a wyda?o im si? dzikim, zeszpeconym. Raj pozosta? za nimi gdzie? w niedost?pnych wy?ynach, a wreszcie znikn?? im z oczu przys?oni?ty gór?, która zdawa?a si? wyst?powa? z ziemi. Zbawiciel wraca teraz z osady do Sarepty, a idzie t? sam? drog?, któr? niegdy? szed? Eliasz od potoku Karith do Sarepty. Po drodze naucza tu i ówdzie, i min?wszy Sydon, przybywa do Sarepty; st?d uda si? nied?ugo na po?udnie dla przyj?cia chrztu. W Sarepcie ?wi?ci jeszcze Szabat. Po Szabacie wyruszy? Jezus z Sarepty drog?, prowadz?c? do Nazaretu. Po drodze znowu naucza?; czasem mia? towarzyszy, to znowu szed? sam, a zawsze boso. Tylko, gdy zbli?a? si? do jakiej miejscowo?ci, wk?ada? sanda?y na nogi.


167

Przeszed?szy przez doliny, ci?gn?ce si? ko?o Karmelu, doszed? do drogi, która st?d prowadzi?a do Egiptu, a potem zwróci? si? na wschód. Matka Bo?a, Maria Kleofe, matka Parmenasa i dwie inne niewiasty, s? tak?e w drodze do Nazaretu. Tam?e d??? równie? Serafia (Weronika), Joanna Chusa i syn Weroniki, który pó?niej nale?a? do grona uczniów. Id? zobaczy? si? z Maryj?, z któr? znaj? si? z dorocznych podró?y do Jerozolimy. Maryja i Józef podobnie jak i inne pobo?ne rodziny odprawiali w trzech miejscach nabo?e?stwa doroczne: w ?wi?tyni jerozolimskiej, w Betlejem pod drzewem terebintowym i na górze Karmel. Rodzina Anny i inni pobo?ni ludzie wst?powali na Karmel zwykle w maju, wracaj?c z Jerozolimy. By?a tam studnia i grota Eliasza, urz?dzona jak kaplica. W rozmaitych porach roku przychodzili tu nabo?ni ?ydzi prosi? Boga o zes?anie Mesjasza. Niektórzy z nich osiedlali si? tu na sta?e, a pó?niej tak?e chrze?cijanie. W pewnym miasteczku, le??cym po zachodniej stronie góry Tabor, uczy? Jezus w szkole o chrzcie Jana. Mia? oko?o Siebie pi?ciu towarzyszów, mi?dzy nimi byli pó?niejsi uczniowie. Rada jerozolimska rozes?a?a przez pos?a?ców listy do wszystkich g?ówniejszych miejscowo?ci, gdzie by?y szko?y i urz?dy, z poleceniem, aby dawali baczenie na tego, o którym Jan Chrzciciel mówi, ?e jest Mesjaszem i ?e od niego przyjmie chrzest. Na tego niech uwa?aj? i donosz? o wszystkich jego czynno?ciach, gdy?, je?li to jest Mesjasz, to nie potrzebuje przyjmowa? chrztu od Jana. Uczynili to z niech?ci ku Niemu, gdy si? dowiedzieli, ?e to jest ten sam, który jako dwunastoletni ch?opiec naucza? w ?wi?tyni. Pos?a?cy z tymi listami przybyli tak?e do miasta Gazy, po?o?onego o cztery mile od Hebron, niedaleko morza. Tu znale?li niegdy? wywiadowcy Aarona i Moj?esza ogromne winogrona. Od miasta a? do morza ci?gn?? si? szereg namiotów, w których wystawione by?y na sprzeda? najrozmaitsze tkaniny i jedwabie. W towarzystwie pi?ciu uczniów naucza? Jezus tu i ówdzie a? do okolicy, gdzie by?a studnia Jakuba i tu obchodzi? szabat. Gdy wraca? z towarzyszami do Nazaretu, wysz?a naprzeciw. Niego Naj?w. Panna; zobaczywszy jednak, ?e nie idzie sam, wróci?a si?, nie przywitawszy Go. Podziwiam jej zaparcie si?. — Zaraz po przybyciu naucza? Jezus w szkole, przy czym ?wi?te niewiasty tak?e by?y obecne. Na drugi dzie? naucza? Jezus znowu w synagodze wobec wielkiego t?umu ludu. W oko?o Niego by?o pi?ciu uczniów i oko?o dwudziestu dawniejszych Jego towarzyszów z lat m?odzie?czych. ?wi?tobliwych niewiast nie by?o przy tym. S?uchacze mruczeli niezadowoleni, i mówili mi?dzy sob?, ?e mo?e teraz chce zaj?? opuszczone miejsce Jana i chrzcz?c ludzi, zechce uchodzi? za równego jemu. Bo tego mu jednak, jak mówili, du?o brakuje. Jan wychowa? si? na puszczy, ale Jego znaj? dobrze; nie uda Mu si? wi?c przewodzi? nad nimi.

Jezus w Betsaidzie i Kafarnaum

Z Nazaretu uda? si? Jezus do Betsaidy, gdzie chcia? jeszcze kilku m??ów pozyska? dla nowej nauki. ?wi?te niewiasty i inni towarzysze Jezusa pozostali w Nazarecie. Nim odszed?, by? w domu Swej matki, gdzie równie? zebrali si? Jego przyjaciele. Tu o?wiadczy? im, ?e odchodzi teraz, aby ucich?a niech??, jaka przeciw Niemu powsta?a, ale ?e pó?niej wróci. By? wtedy przy Nim Amandor, syn Weroniki, syn jednej z trzech wdów spokrewnionych z Jezusem — nazywa? si?, zdaje mi si?, Syrach — i pewien krewny Piotra, jeden z pó?niejszych uczniów Jezusa. Przybywszy do Betsaidy, mia? Jezus podczas szabatu w synagodze nauk?, w której wymownymi s?owy przedstawia? im potrzeb? rych?ego przyj?cia chrztu i czynienia pokuty. Je?li nie przyjm? chrztu z r?k Jana, to przyjdzie czas, ?e wo?a?


168

b?d? „biada", ale ju? b?dzie za pó?no. Mi?dzy licznie zgromadzonym ludem w synagodze, nie widzia?am, jak mi si? zdaje, prócz Filipa, ?adnego z pó?niejszych aposto?ów. Inni aposto?owie z Betsaidy i okolicy obchodzili gdzie indziej szabat. Przebywali oni w miejscu po?owu ryb niedaleko Kafarnaum. Podczas nauki Jezusa w Betsaidzie prosi?am gor?co Pana Boga, aby ci ludzie si? nawrócili i dali si? ochrzci?; wtedy to mia?am widzenie, jak Jan, jako gotuj?cy drog? Jezusowi, z grubsza oczyszcza? ludzi z brudu grzechowego. Pracowa? gorliwie z nat??eniem i z si??. Skóra, któr? by? okryty, spada?a mu na przemian z jednego ramienia na drugie. Musia?a to by? tylko wyobra?nia, gdy? widzia?am, jak niektórym z tych, których chrzci?, opada?a jakby ?uska, z drugich wychodzi?y czarne k??by pary, a na wielu spada?y jasne, ?wiec?ce ob?oki. Tak?e w Kafarnaum naucza? Jezus w szkole. Ze wszystkich stron schodzi?y si? t?umy ludu; byli tak?e obecni Piotr, Andrzej i wielu innych, którzy ju? przyj?li chrzest z r?k Jana. Pó?niej widzia?am Jezusa nauczaj?cego t?umy ludu o dwie godziny drogi od Kafarnaum na po?udnie. Mia? tylko trzech uczniów przy Sobie. Pó?niejsi Aposto?owie, którzy s?uchali Jego nauk w Kafarnaum, wrócili do swej pracy na jeziorze, nie czekaj?c, a? Jezus si? z nimi rozmówi. Tu naucza? Jezus równie? o chrzcie Jana i o spe?nionej obietnicy. Potem przeszed? przez doln? Galile?, id?c ku po?udniowi w kierunku Samarii, nauczaj?c po drodze tu i ówdzie. Szabat obchodzi? w pewnej szkole, po?o?onej mi?dzy Nazaretem a Seforis. By?y tam obecne ?wi?te niewiasty z Nazaretu, a tak?e ?ona Piotra jako te? ?ony kilku innych z pó?niejszych Aposto?ów. Miejscowo?? ta sk?ada?a si? tylko z kilku domów i szko?y, a tylko polem przedzielona by?a od dawniejszego domu Anny. Z pó?niejszych Aposto?ów przybyli dla s?uchania Jezusa: Piotr, Andrzej, Jakub M?odszy, Filip, wszyscy uczniowie Jana. Filip pochodzi? z Betsaidy; by? dosy? wykszta?conym i nale?a? do pisarzy zakonnych. Jezus nie zatrzymywa? si? tu d?u?ej; nie jad? nawet nic, tylko naucza? ci?gle. Aposto?owie obchodzili szabat prawdopodobnie gdzie? w pobliskiej miejscowo?ci (?ydzi cz?sto udaj? si? gdzie indziej na czas szabatu), a potem przyszli tu, s?ysz?c o obecno?ci Jezusa. I teraz jeszcze nie mówi? z nimi Jezus o ?adnych wa?niejszych sprawach.

Jezus w Seforis, Betulii, Kedes i Jezrael

St?d uda? si? Jezus przez góry z trzema uczniami do Seforis, które by?o oddalone od Nazaretu o 4 godziny drogi. Tu przebywa? w go?cinie u ciotecznej babki, nazwiskiem Maraha, która by?a najm?odsz? siostr? Anny. Mia?a ona córk? i dwóch synów, którzy nosili d?ugie, bia?e suknie. Nazywali si? Arastaria i Koharia; oboje nale?eli pó?niej do grona uczniów Jego. Naj?w. Panna, Maria Kleofasow? i inne niewiasty tak?e dot?d zd??a?y. Jezusowi umyto nogi, a nast?pnie odby?a si? uczta. Jezus nocowa? w domu Marahy; który dawniej by? w?asno?ci? rodziców Anny. Seforis jest to wielkie miasto. S? tam trzy sekty: Faryzeusze, Saduceusze i Esse?czycy i trzy szko?y. Miasto to ucierpia?o cz?sto przez wojny, a dzisiaj niema z niego prawie ?ladu. Jezus zostawa? tu przez kilka dni, nauczaj?c i wzywaj?c do chrztu z r?k Jana. W tym samym dniu naucza? w dwóch synagogach, w jednej wy?szej i wi?kszej, i w drugiej mniejszej. W wi?kszej byli obecni Faryzeusze. Ci byli niech?tni Chrystusowi i szemrali przeciwko Niemu. Niewiasty by?y te? na tej nauce. W mniejszej synagodze, Esse?czyków, nie by?o miejsca dla kobiet. Tu przyj?to Go ch?tnie. Gdy Jezus uczy? w szkole Saduceuszów, sta?a si? rzecz nadzwyczajna. By?o w Seforis bardzo wiele op?tanych, ob??kanych i wariatów. Uczono ich w szkole, znajduj?cej si?


169

obok synagogi, a w naukach i nabo?e?stwie, przeznaczonym dla zdrowych ludzi, musieli i oni bra? udzia?. wówczas stawali z ty?u w osobnej kruchcie i przys?uchiwali si? nauce. Pomi?dzy tymi chorymi stali dozorcy z ka?czugami, ka?dy maj?c dozór nad pewn? liczb? op?tanych, stosownie do tego, w jakim stopniu chorzy byli z?o?liwymi. Widzia?am ich, zanim jeszcze Jezus przyszed? do szko?y, jak podczas nauki Saduceuszów wykrzywiali twarze i popadali w konwulsje, a dozorcy biciem ich znowu uspokajali. Gdy Jezus przyszed?, byli z pocz?tku spokojni, ale po chwili zacz?? to jeden, to drugi wykrzykiwa?: ?To jest Jezus z Nazaretu, urodzony w Betlejem, któremu oddali cze?? M?drcy ze wschodu, a Matka Jego jest u Marahy. On teraz rozpoczyna now? nauk?. Tego cierpie? nie mo?na." W ten sposób wywo?ywali ci op?ta?cy ca?e ?ycie Jezusa i to wszystko, co si? dotychczas z Nim dzia?o. Raz ten zaczyna?, to znów drugi, tak ?e bicze stró?ów by?y daremne. Naraz podnie?li krzyk wszyscy razem i powsta?o ogólne zamieszanie. Wtedy rzek? Jezus, aby ich przyprowadzono do Niego przed synagog? i pos?a? dwóch uczniów do miasta, aby przyprowadzili wszystkich tych, którzy podlegali podobnemu nieszcz??ciu. Wkrótce stan??o ko?o Niego wi?cej ni? pi??dziesi?ciu tych nieszcz??liwych, a woko?o nich mnóstwo widzów. Ale szale?cy ci nie przestawali krzycze?. Wtedy rzek? Jezus: ?Duch, który przez was mówi, jest z piek?a i niech na powrót tam wróci" i w tej?e chwili uspokoili si? i zostali uzdrowieni, a wielu z nich widzia?am, jak upadli na twarz przed Jezusem. Uzdrowienie to wywo?a?o w mie?cie rozruch. Jezus i Jego uczniowie byli w wielkim niebezpiecze?stwie, a zamieszanie wzrasta?o tak dalece, ?e Mistrz by? zmuszony uciec do pewnego domu a w nocy opu?ci? miasto, co równie? zrobili trzej Jego uczniowie i synowie Marahy: Koharia i Arastaria, jako te? ?wi?tobliwe niewiasty. Matka Jezusowa by?a w wielkim smutku i trwodze, bo widzia?a po raz pierwszy Syna Swego tak prze?ladowanego. Umówili si?, ?e si? zejd? za miastem pod drzewami, aby stamt?d uda? si? do Betulii. Wi?ksza cz??? z tych uzdrowionych, przez Pana Jezusa, przyj??a chrzest z r?k Jana i ci to byli przewa?nie, którzy tu potem przystali do Chrystusa. Betulia jest to miasto, przy którego obl??eniu Judyta zg?adzi?a Holofernesa. Le?y na górze w stronie po?udniowowschodniej od Seforis, wskutek czego rozci?ga si? stamt?d daleki widok. Niedaleko st?d, w Magdalum, jest zamek Magdaleny, która wówczas op?ywa?a w dostatkach. W Betulii jest tak?e zamek, a miejscowo?? obfituje w studnie. Jezus i Jego uczniowie zaj?li gospod? przed Betuli?. Tu przysz?a do Niego Maryja i ?wi?te niewiasty. S?ysza?am, jak Maryja prosi?a Jezusa, aby tu zaprzesta? nauczania, bo jest w wielkiej obawie, aby wskutek tego znów nie powsta?y rozruchy. Ale Jezus odpowiedzia?, ?e wie, co ma spe?nia?. Maryja znów rzek?a do Niego: ?Mo?e teraz przyjmiemy chrzest z r?k Jana?" A Jezus odpowiedzia? Jej z powag?: ?Po co teraz mamy przyjmowa? chrzest? Czy potrzebny jest? B?d? jeszcze obchodzi? i zgromadza?, i powiem, je?eli b?dzie potrzeba i?? do chrztu." Maryja zamilk?a, podobnie jak w Kanie i posz?a z towarzyszkami do Betulii. Widzia?am jednakowo?, ?e ?wi?te te niewiasty przyj??y chrzest dopiero po Zielonych ?wi?tach przy sadzawce w Betsaidzie. Jezus uczy? w szabat w synagodze i przysz?o wiele ludzi z okolicy, aby Go s?ysze?. I tu w Betulii widzia?am tak?e bardzo wiele ob??kanych i op?tanych, siedz?cych przy drogach przed miastem, tudzie? na ulicach, k?dy Jezus przechodzi?, uspokojonych od napadów, a nawet uzdrowionych, wskutek czego ludzie niekiedy mówili: "Ten cz?owiek musi mie? tak? moc, jak? mieli dawni prorocy, gdy? na Jego ukazanie si? nieszcz??liwi ci uspokoili si?." Ludzie ci czuli, ?e On im pomóg?, chocia? nic na nich nie uczyni?, dlatego poszli do Niego do gospody, aby Mu podzi?kowa?. Uczy? i zach?ca? do chrztu i mówi? bardzo surowo, zupe?nie na sposób Jana. Mieszka?cy


170

Betulii cenili bardzo Jezusa i Jego uczniów i nie chcieli zezwoli? na to, aby mieszka? przed miastem, a nawet wielu sprzecza?o si? o to, u kogo ma mieszka?; ci za?, którzy nie mogli ju? Jezusa mie? u siebie, chcieli przynajmniej mie? jednego z pi?ciu uczniów Jego, którzy przy Nim byli. Ci jednakowo? pozostali przy Jezusie, który mieszka?com przyrzek? kolejno zmienia? u nich gospod?. Ale có?, kiedy ta ich troska o Jezusa i mi?o?? dla Niego nie by?a zupe?nie bezinteresowna, co te? Jezus zarzuca? im w Swoich naukach w synagodze. Mieli za? ten uboczny cel: chcieli sobie przez zatrzymanie u siebie nowego proroka zjedna? dla swego miasta pewne powa?anie, które stracili przez handel, stosunki i pomieszanie z poganami. Nie by?o wi?c w nich czystej mi?o?ci dla prawdy. Gdy Jezus opu?ci? Betuli?, widzia?am Go ucz?cego w dolinie pod drzewami. Towarzyszy?o Mu tylko pi?ciu uczniów i mo?e ze dwadzie?cia osób. ?wi?te niewiasty ju? przed Jezusem posz?y drog? do Nazaretu. Opu?ci? Betuli?, bo za nadto by? otoczony lud?mi. Zesz?o si? bowiem z okolicy bardzo wiele chorych i op?tanych, a On nie chcia? teraz jeszcze tak otwarcie wyst?powa? jako uzdrawiaj?cy. Id?c dalej, mia? morze Galilejskie poza Sob?. Miejsce, gdzie teraz uczy?, by?o dawnym miejscem nauczania Esse?czyków albo proroków, wzniesione i pokryte muraw?, otoczone w ko?o ma?ymi groblami, które s?u?y?y dla odpoczynku i przys?uchiwania si?. By?o ze 30 osób ko?o Jezusa. Wieczorem widzia?am Go, jak z towarzyszami przyby? do ma?ej miejscowo?ci z synagog?, oddalonej godzin? drogi od Nazaretu, w której by?, zanim szed? do Seforis. Lud tutejszy przyj?? Go bardzo ch?tnie i umieszczono Go w jednym okaza?ym domu z podwórzem. Umyto Jemu i uczniom nogi, zdj?to im suknie podró?ne, wytrzepano je, oczyszczono i przygotowano im uczt?. Tu uczy? Jezus w synagodze; niewiasty by?y w Nazarecie. Na drugi dzie? uda? si? Jezus o dwie mile dalej, do miasta Lewitów Kedes albo Kizjon. I tutaj sz?o za Nim co? ze siedmiu op?tanych, którzy jeszcze wyra?niej, ni? owi w Seforis wykrzykiwali Jego pos?annictwo i histori? ?ycia. Wyszli Mu tu naprzeciw kap?ani i m?odzie?cy w d?ugich, bia?ych sukniach, poniewa? kilku z Jego otoczenia uprzedzi?o Go do miasta. Tu Jezus nie uzdrawia? op?tanych, gdy? kap?ani zamkn?li ich do pewnego domu, aby nie przeszkadzali. Dopiero pó?niej, po Swoim chrzcie, uzdrowi? ich. Tu wprawdzie przyjmowano i obs?ugiwano Jezusa bardzo uprzejmie, ale gdy zacz?? uczy?, pytali Go, jakim prawem to czyni, sk?d ma takie pos?annictwo, skoro przecie? jest Synem Józefa i Maryi. Ale Jezus odpowiedzia? wymijaj?co, ?e Ten, który Go posta?, i którego jest Synem, objawi to przy Jego chrzcie. I wiele jeszcze o tym mówi? ucz?c o chrzcie Jana, na pagórku w ?rodku owej miejscowo?ci, gdzie podobnie jak ko?o Tebez, na pagórku by?o przygotowane miejsce, do nauczania, — lecz nie pod go?ym niebem, tylko pod namiotem czy szop?, pokryt? sitowiem. Stamt?d szed? Jezus przez pastersk? okolic?, gdzie po drugim dniu Paschy uzdrowi? tr?dowatego, a nast?pnie naucza? w rozmaitych miejscowo?ciach. Na szabat za? przyby? ze Swoimi uczniami do Jezrael, miejscowo?ci sk?adaj?cej si? z ogrodów, starych budynków i wie?yc. Przez ?rodek za? prowadzi g?ówna droga zwana królewsk?. Wielu z Jego otoczenia wyprzedzi?o Go naprzód, On za? Sam szed? zdaje mi si? w towarzystwie 3 osób. W tej miejscowo?ci mieszkali ludzie, którzy ?ci?le przestrzegali zakon ?ydowski; nie byli to Esse?czycy, ale tak zwani Nazarejczycy. ?lubowali oni przez krótszy lub d?u?szy przeci?g czasu ?y? we wstrzemi??liwo?ci od ró?nych rzeczy. Mieli wielk? szko?? i kilka domów. M?odzie?cy mieszkali w osobnym domu, a dziewice te? osobno; ma??e?stwa ?lubowa?y tak?e na d?u?szy czas pow?ci?gliwo??. W czasie tym mieszkali m??czy?ni w domu obok domu m?odzie?ców, kobiety za? w


171

samym domu dziewic. Wszyscy ci ludzie byli ubrani szaro lub bia?o. Prze?o?ony ich nosi? d?ug?, szar? sukni?, u której wisia?y na dole bia?e owoce i ozdoby; mia? szary pas z bia?ym napisem; oko?o jednego ramienia nosi? przepask?, zrobion? z kr?conej, grubej splecionej materii, bia?oszarego koloru, tak mocnej, jak skr?cona serweta. Wisia? przy tym krótki koniec z fr?dzelkami. Mia? tak?e rodzaj ko?nierzyka lub p?aszczyka, podobnie jak Argos, Esse?czyk, lecz by? szarego koloru i zamiast z przodu by? z ty?u do zapinania. Z przodu by?a na tym p?aszczyku przymocowana b?yszcz?ca tarcza a z ty?u by? jakby pospinany lub sznurowany. Na ramionach wisia?y w?skie klapy. Wszyscy nosili p?kat?, czarn?, b?yszcz?c? wysok? czapk?; na czole by?y wypisane s?owa, w górze na g?owie ??czy?y si? trzy kab??ki w ga?k? lub jab?ko. To jab?ko i brzegi czapki by?y bia?e i szare. Ludzie ci nosili d?ugie, g?ste, k?dzierzawe w?osy i brody. Namy?la?am si?, kogo pomi?dzy aposto?ami zna?am im podobnego. Wreszcie przypomnia?am sobie, i? to by? Pawe?, który nosi? w?osy i ubranie na ich sposób, kiedy jeszcze chrze?cijan prze?ladowa?. Nale?a? on do Nazarejczyków i pó?niej go mi?dzy nimi widzia?am. Nie strzygli w?osów a? do uko?czenia ?lubów, a potem obcinali je i ofiaruj?c, wrzucali w ogie?; tak?e ofiarowano go??bie. W wype?nianiu ?lubu mogli si? nawzajem wyr?cza?. Jezus ?wi?ci z nimi szabat. — Jezrael jest oddzielone od Nazaretu górami. Niedaleko st?d znajduje si? studnia, przy której Saul z wojskiem odpoczywa?. W szabat uczy? Jezus o chrzcie Jana. Mówi? tak?e, ?e ich pobo?no?? jest chwalebna, ale przesada jest niebezpieczna; drogi do zbawienia s? ró?ne, a odosobnianie si? w zgromadzeniu wyradza si? ?atwo w sekt?; z dum? i pogard? spogl?daj? na tych biednych braci, którzy nie mog? si? z nimi równa? i od mocniejszych powinni doznawa? pomocy. Ta nauka by?a tu bardzo na miejscu, gdy? na ostatnich kra?cach tej miejscowo?ci ?yli ludzie, którzy si? z poganami pomieszali i byli bez kierownictwa i zach?ty, a to wskutek tego, ?e Nazarejczycy si? od nich od??czyli. Jezus wi?c odwiedza? i tych ludzi w ich mieszkaniach i nawo?ywa? ich do nauki, i uczy? o chrzcie. Nast?pnego dnia by? Jezus na uczcie w domu Nazarejczyków. Omawiali spraw? obrzezania w stosunku do chrztu. S?ysza?am po raz pierwszy Jezusa rozprawiaj?cego o obrzezaniu, ale s?ów Jego nie jestem w stanie dok?adnie powtórzy?. Mówi?, ?e prawo obrzezania ma sw? podstaw?, lecz podstawa, ta ustanie, wtedy mianowicie, gdy lud Bo?y nie ciele?nie z pokolenia Abrahama, ale duchownie ze chrztu Ducha ?w. pochodzi? b?dzie. Bardzo wielu z Nazarejczyków zosta?o chrze?cijanami, jednak?e tak zawzi?cie trzymali si? prawa ?ydowskiego, ?e wielu z nich chcia?o pomiesza? ?ydostwo z chrze?cija?stwem, i popadli w herezje.

Jezus w miejscowo?ci celników

Gdy Jezus wyszed? z Jezrael, szed? przez pewien czas ku wschodowi a zwracaj?c si? ko?o góry, która le?a?a mi?dzy Jezrael a Nazaretem, zd??a? do Nazaretu. W odleg?o?ci dwóch godzin od Jezrael zatrzyma? si? w miejscowo?ci, w której by?o kilka domów, stoj?cych po obu stronach g?ównej ulicy. Mieszkali tu sami celnicy i kilku ubogich ?ydów w namiotach, oddalonych od g?ównego traktu. Droga z mieszkaniami celników by?a odgrodzona kratami, a u wej?cia i na ko?cu zamkni?ta. Mieszkali tu bogaci celnicy, którzy dzier?awili wiele ce? w kraju i podnajmowali je znów ni?szym celnikom, czyli poborcom. Takim ni?szym celnikiem by? Mateusz, tylko w innej miejscowo?ci. Tutaj mieszka?a zwykle Maria, siostrzenica El?biety; s?dz?, ?e owdowiawszy, przenios?a si? do Nazaretu a nast?pnie do Kafarnaum. Jest to ta sama, która by?a obecn? przy ?mierci Maryi.


172

T?dy sz?a droga komunikacyjna, ??cz?ca Syri?, Arabi? i Sydon z Egiptem. Przewo?ono tu na wielb??dach i os?ach ogromne paki z bia?ym jedwabiem w k??bkach, jak len, delikatnymi, bia?ymi i pstrymi materiami, tudzie? wielkie, grube, d?ugie zwoje kobierców, a nawet korzenie. Gdy karawana przyby?a do okr?gu c?owego, zamykano go, zdejmowano paki i wszystko przeszukiwano. P?acono podatek towarem lub pieni?dzmi, które by?y przewa?nie trójk?tne lub czworo boczne ?ó?te, bia?e lub czerwonawe sztuki, z wybit? jak?? figurk?, z jednej strony wkl?s??, a z drugiej wypuk??; oprócz tego by?y jeszcze inne monety. Widzia?am np. na monetach wyryte ma?e wie?yczki, dziewic?, tak?e dzieci? w czó?enku. Takie ma?e, udatne, z?ote dr??ki, jakie królowie ofiarowali przy ??obie, widzia?am jeszcze tylko u kilku cudzoziemców, którzy przybyli do Jana Chrzciciela. Celnicy wszyscy byli jak gdyby ze sob? zaprzysi??eni, i je?eli jeden z nich oszuka? kogo wi?cej, ni? inni, to jednak dzielili wszystko mi?dzy siebie. Byli bogaci i ?yli wygodnie. Domy ich by?y otoczone podwórzami, ogrodami i murami. Przypominali mi oni naszych bogatych wie?niaków z swoimi zagrodami. ?yli zupe?nie dla siebie i nikt si? z nimi nie wdawa?. mieli tak?e szko?? i nauczyciela. Jezus ze Swym otoczeniem by? przez nich go?cinnie przyj?tym. Widzia?am tu wiele niewiast przychodz?cych a pomi?dzy nimi, jak mi si? zdaje, by?a i ?ona Piotra. Jedna z nich rozmawia?a z Jezusem, potem odesz?y. Mo?e przychodzi?y lub sz?y do Nazaretu, z jakim zamówieniem lub zleceniem dla matki Jezusa. Jezus by? na przemian u jednego, to znów u drugiego celnika i uczy? ich w szkole. Wyrzuca? im szczególnie to, ?e zdzierali cz?sto podró?nych, ??daj?c wi?cej nad nale?ne c?o. Wstydzili si? bardzo i nie mogli poj??, sk?d On to wie. Byli pokorniejszymi i przyjmowali ch?tniej jego nauk?, ani?eli inni ?ydzi. Nak?ania? ich do przyj?cia chrztu.

Jezus w Kislot, przy górze Tabor

Jezus opu?ci? miejscowo?? c?ow? po ca?onocnej tam?e nauce. Wielu z celników chcia?o obdarzy? Go podarunkami, ale On nic nie przyj??. Niektórzy z nich poszli za Nim; chcieli i?? z Nim do chrztu. Przechodzi? tego dnia przez okolic? ko?o Dotaim obok domu ob??kanych, gdzie za pierwszym wyj?ciem z Nazaretu uspokoi? szalonych i op?tanych. Gdy tamt?dy przechodzi?, wywo?ywali Jego imi? i gwa?tem domagali si? wypuszczenia. Jezus wi?c rozkaza? dozorcom wypu?ci? ich — On sam b?dzie za wszystko odpowiada?. Gdy ich wypuszczono, zaraz si? uspokoili, zostali bowiem uzdrowieni i poszli za Nim. Pod wieczór przyby? Jezus do Kislot, miasta le??cego u stóp góry Tabor, przewa?nie przez Faryzeuszy zamieszka?ego. S?yszeli oni o Nim i gorszyli si? z tego, ?e za Nim post?powali celnicy, których oni uwa?ali za zbrodniarzy, znani ju? op?ta?cy i wiele innego ludu. Poszed? do szko?y i uczy? o chrzcie Jana, a zwracaj?c si? do swych towarzyszy, przestrzega? ich, aby si? dobrze zastanowili, nim pójd? za Nim, czy potrafi? to wszystko wykona?; niech nie my?l?, i? ?cie?ka, któr? On idzie, jest wygodn?. Opowiada? im tak?e kilka przypowie?ci o budowaniu. Je?eli sobie kto chce gdzie wybudowa? dom, to musi si? tak?e zastanowi? i obmy?li?, czy w?a?ciciel ziemi go tam ?cierpi; dlatego musz? si? najpierw pojedna? i czyni? pokut?; a je?eli znów kto chce budowa? wie??, to musi najpierw koszta obliczy?. Uczy?, wiele jeszcze takich rzeczy, które si? nie podoba?y Faryzeuszom. Dlatego nie tyle s?uchali, ile raczej pilnowali Go; widzia?am, jak mi?dzy sob? uk?adali, aby na cze?? Jego wyprawi? uczt? i podczas niej podchwytywa? Go w mowie. W rzeczy samej urz?dzili Mu wielk? uczt? w publicznym budynku. Sta?y tam trzy


173

sto?y obok siebie; na prawo i na lewo by?y zapalone lampy, a nad ?rodkowym sto?em, przy którym siedzia? Jezus, kilku Jego uczniów i Faryzeusze, znajdowa? si? zwyk?y otwór w powale; przy obydwóch bocznych sto?ach siedzieli towarzysze Jezusa. Widocznie w tym mie?cie panowa?a dawna go?cinno??, ?e je?eli wyprawiano obcemu uczt?, — spraszano równie? i ubogich, z których wielu, zupe?nie zapomnianych, ?y?o w mie?cie; albowiem Jezus, gdy zasiad? do sto?u, zaraz zapyta? Faryzeuszów, gdzie s? ubodzy, i czy to oni nie maj? prawa, aby wzi?? w uczcie udzia?u? Faryzeusze byli zak?opotani i t?umaczyli si?, ?e to ju? od dawna wysz?o z zwyczaju, wi?c Jezus pos?a? Swoich uczniów: Arastari?, Kohari?, synów Marahy, Kolaj?, syna wdowy Seby, aby z miasta sprowadzili tutaj ubogich. Faryzeusze si? wielce nad tym zgorszyli a w mie?cie sprawi?o to wielkie wra?enie. Wielu bowiem ubogich le?a?o ju? i zasypiali, i widzia?am, jak uczniowie kazali im wstawa? z ?ó?ek. Sceny te w chatach i norach przedstawia?y mi si? bardzo pociesznie. Ubodzy przybyli. Jezus i uczniowie Jego przyj?li ich i pos?ugiwali im, a potem mia? Jezus bardzo pi?kn? nauk?. Faryzeusze byli bardzo rozgoryczeni, ale nie mogli nic uczyni?, bo Jezus mia? s?uszno??, a lud w ogóle by? z tego zadowolony; s?owem by? wielki rozruch w mie?cie. — Po sko?czonej uczcie zabrali sobie ubodzy jeszcze resztki jedzenia do domu, a Jezus, pob?ogos?awiwszy im pokarmy i pomodliwszy si? z nimi, wezwa? ich do przyj?cia chrztu z r?k Jana. D?u?ej nie chcia? si? jednak zatrzymywa? w mie?cie i dlatego w nocy wyszed? stamt?d ze Swoimi. Wielu z Jego otoczenia pozosta?o, wskutek poprzedniego upomnienia, inni za? poszli, przygotowa? si? do chrztu Jana.

Jezus w miejscowo?ci pasterskiej „Himki”

W nocy szed? Jezus przez dwie doliny. Widzia?am, ?e niekiedy rozmawia? ze Swoimi uczniami, to znów zostawa? w tyle i kl?cz?c, modli? si? do Boga, a potem znowu ich dogania?. Nast?pnego dnia po po?udniu widzia?am Jezusa, jak przyby? do pewnej rozleg?ej miejscowo?ci pasterskiej. By?a tu szko?a, ale nie by?o kap?ana, który tu zwykle przybywa? z odleg?ej miejscowo?ci. Szko?a by?a zamkni?ta. Dlatego Jezus zgromadzi? pasterzy w sali gospodniej i naucza?. Zbli?a? si? szabat. Wieczorem przybyli kap?ani faryzeuszowscy, pomi?dzy którymi tak?e by?o kilku z Nazaretu. Jezus uczy? o chrzcie i o zbli?aniu si? Mesjasza. Faryzeusze byli Mu bardzo przeciwni, mówili o Jego niskim pochodzeniu i w ten sposób starali si? zmniejszy? Jego powag?. Tu Jezus nocowa?. W szabat uczy? Jezus w przypowie?ciach. Za??da? ziarnka gorczycznego. Przyniesiono Mu je. Wiele o nim mówi? i rzek?, ?e je?eliby mieli tylko tak wielk? wiar?, jak wielkim owo ziarnko jest, to mogliby t? grusz? w morze przesadzi?. (Sta?a bowiem w tym miejscu wielka grusza, pe?na owoców). Faryzeusze szydzili z takiej dziecinnej nauki. Wyk?ada? to i t?umaczy? bli?ej, ale zapomnia?am. Opowiada? tak?e o niesprawiedliwym w?odarzu. Ale lud tu i w ogóle na ca?ej drodze podziwia? Jezusa i mówi?, ?e ten nowy nauczyciel zupe?nie odpowiada temu opowiadaniu, jakie s?yszeli od swoich przodków o nauce i duchu ostatnich proroków, tylko ?e o wiele jeszcze jest ?agodniejszy. Miejsce to nazywa?o si? Kimki. Mo?na by?o st?d widzie? góry Nazaretu, oddalone st?d mo?e o jakie 2 godziny. Miejscowo?? ta by?a rozrzucona, zaledwie ko?o synagogi sta?o kilka domów razem. Jezus mieszka? tu w domu biednych ludzi, a gospodyni by?a chora na puchlin?. Jezus wi?c ulitowa? si? nad ni? i uzdrowi? j?, k?ad?c r?k? na jej g?ow? i ?o??dek. Wyzdrowiawszy, s?u?y?a Mu do sto?u. Zakaza? jej surowo o tym mówi?, dopóki nie powróci od chrztu. Wskutek tego pyta?a Go, dlaczego nie ma tego wsz?dzie og?asza?. Odpowiedzia?: „Poniewa? chcesz o tym opowiada?, oniemiejesz." I rzeczywi?cie oniemia?a a? do Jego powrotu od chrztu. Up?yn??o do tego czasu przesz?o


174

czterna?cie dni;gdy? w Betulii i Jezrael mówi? co? o trzech tygodniach. Jezus naucza? tu w synagodze jeszcze trzeciego dnia. Faryzeusze byli Mu zawsze przeciwni. Mówi? o przyj?ciu Mesjasza, ucz?c: „Oczekujecie Go w ?wiatowej okaza?o?ci, On jednak przyszed? ju?, ale jako ubogi; przyniesie prawd?, ale dozna wi?cej nagany, ni? pochwa?y, gdy? On chce sprawiedliwo?ci. Ale nie od??czajcie si? od Niego, aby?cie nie zgin?li, podobnie jak dzieci Noego, które z ojca szydzi?y, gdy mozolnie budowa? korab, który ich mia? przed potopem ocali?. Te za?, które nie szydzi?y z niego, wesz?y do korabia i w ten sposób ocala?y." Potem zwracaj?c si? do uczniów Swoich, rzek?: „Nie od??czajcie si? ode Mnie, jak Lot od Abrahama, który, szukaj?c lepszych pastwisk, poszed? do Sodomy i Gomory; nie ogl?dajcie si? za przepychem ?wiata, który zniszczy? ogie? z nieba, aby?cie si? nie stali s?upem solnym! Trwajcie przy Mnie we wszelkim ucisku, a Ja was zawsze wspomog? itd." Faryzeusze stawali si? coraz wi?cej niech?tni i mówili: „Co On im obiecuje, a Sam nic nie ma? Czy? nie jeste? z Nazaretu, syn Józefa i Maryi?" Ale On odpowiedzia? niewyra?nie, ?e Ten, którego jest Synem, Sam to og?osi; a gdy rzekli: „Tu i wsz?dzie, gdziekolwiek naucza?e?, o ile?my zbadali, mówisz zawsze o Mesjaszu i zapewne chcesz, aby?my i my Ci? za Mesjasza uwa?ali ? wtedy rzek? Jezus: „Na takie pytanie nie pozostaje mi ?adna inna odpowied?, jak tylko: Tak jest! wy?cie powiedzieli." Skutkiem tego powsta? wielki rozruch w synagodze, Faryzeusze pogasili lampy, a Jezus i uczniowie opu?cili t? miejscowo?? i poszli w nocy go?ci?cem dalej. Widzia?am ich ?pi?cych pod drzewem.

Jezus w miejscowo?ci po?o?onej przed Nazaretem

Nast?pnego dnia widzia?am cisn?cych si? do Jezusa wiele ludzi, którzy, obozuj?c wedle drogi, na Niego czekali. Nie byli oni z Nim w poprzedniej miejscowo?ci, ale ju? Go nieco wyprzedzili. Widzia?am Jezusa, zbaczaj?cego z nimi z drogi i zd??aj?cego oko?o 3 godziny po po?udniu ku pewnej osadzie pasterskiej, która sk?ada?a si? zaledwie z kilku lekko zbudowanych chatek, w których mieszkali pasterze w czasie paszy. Nie by?o tu kobiet. Pasterze wyszli na spotkanie Jezusa; widocznie wiedzieli o Jego przybyciu od innych, którzy Go uprzedzili. Podczas, gdy jedna cz??? z nich wysz?a naprzeciw Niemu, inni tymczasem nazabijali ptaków i rozniecili ogie? dla przygotowania uczty. To wszystko odbywa?o si? w publicznej gospodzie; ognisko by?o oddzielone ?cian?; znajdowa?a si? tam ?awka z murawy dla wypoczynku, por?cz by?a upleciona i poros?a traw?. Pasterze wprowadzili Pana i Jego uczniów, których by?o blisko dwudziestu, i tyle? pasterzy. Wszyscy myli nogi, Jezus w osobnej miednicy; za??da? nieco wi?cej wody i kaza? jej nie wylewa?. Gdy si? ju? zabierano do uczty, zapyta? Jezus pasterzy — zdradzaj?cych pewien niepokój — co ich trwo?y i czy którego z nich nie brakuje. Na to wyznali, ?e s? niespokojni, poniewa? maj? w?ród siebie dwóch ludzi, dotkni?tych tr?dem; obawiali si?, czy nie jest to przypadkiem nieczysty tr?d, i ?e wskutek tego mo?e by Jezus do nich nie przyszed?; dlatego ich ukryli. Wtedy rozkaza? im Jezus przyprowadzi? ich i pos?a? po nich Swoich uczniów. Przybyli ci ludzie — ka?dy z nich przez dwie osoby prowadzony, owini?ci od stóp do g?ów w prze?cierad?o, tak ?e ledwie si? poruszali. Jezus doda? im otuchy, mówi?c, ?e tr?d ten nie pochodzi od wewn?trz, lecz od zewn?trz przez zara?enie, co zrozumia?am w duchu w ten sposób, ?e oni zgrzeszyli nie ze z?ej woli, lecz zostali uwiedzieni. Kaza? umy? ich w wodzie, w której umyte by?y Jego nogi, a skoro tylko to zrobili, widzia?am, jak skorupy z nich opada?y i pozosta?y tylko blizny. Wod? wlano potem do osobnego do?u i przykryto ziemi?. Jezus przykaza? jeszcze surowo tym poczciwym ludziom


175

nic nie mówi? o swym wyzdrowieniu, a? wróci od chrztu. Potem mia? nauk? o Janie, o chrzcie i rych?ym przyj?ciu Mesjasza. Wtem za-pytali Go z ca?? prostot? za kim w?a?ciwie maj? i??, czy za Nim, tj. za Jezusem, czy te? za Janem? który z nich jest najwi?kszy? A On im odpowiedzia?: „Ten jest najwi?kszy, który s?u?y najuni?eniej i najpokorniej; kto si? w mi?o?ci zni?a jak najpokorniej, ten jest najwi?kszy." Dalej zach?ca? ich do przyj?cia chrztu. Mówi? im zarazem o trudno?ciach w na?ladowaniu Go, a wreszcie odprawi? wszystkich ze Swego otoczenia oprócz pi?ciu uczniów, naznaczy-wszy im poprzednio miejsce na puszczy, niedaleko od Jerycho — s?dz?, ?e w okolicy Ofra, gdzie si? mieli spotka?; Joachim mia? tam woko?o pastwiska. Cz??? z tych ludzi opu?ci?a Go zupe?nie, inni poszli wprost do Jana, inni wpierw do domu, aby si? przygotowa? na drog? do chrztu. Jezus z pi?ciu uczniami szed? ku Nazaretowi, które st?d le?a?o nie wi?cej jak o godzin? drogi. Ale nie weszli do miasta. Zbli?yli si? tylko do? od strony bramy, przez któr? ku wschodowi prowadzi?a droga ku morzu Galilejskiemu. Nazaret mia?o pi?? bram. Mo?e kwadrans drogi od miasta by?a stroma góra, sk?d cz?sto str?cano ludzi, a nawet Jezusa pewnego razu str?ci? chciano. U podnó?a tej góry le?a?o kilka chatek. Jezus poleci? pi?ciu uczniom, aby ka?dy z osobna sobie wyszuka? gospod?; Sam za? uda? si? tak?e do jednej chaty na spoczynek. Dostali wody do umycia nóg, troch? chleba i miejsce do spania. Dobra Anny le?a?y na wschód od Nazaretu. Pasterze tak?e piekli sobie chleb w popiele. Mieli oni wykopan?, nie murowan? studni?.

Jezus u Esse?czyka Eliuda

Dolina, przez któr? szed? Jezus w nocy z KislothTabor, nazywa?a si? Edron, a pole pastorskie z synagog?, gdzie Faryzeusze z Nazaretu szydzili z Jezusa, mia?o nazw? Kimki. Ludzie, u których zamieszka? Jezus wraz z pi?ciu uczniami, niedaleko Nazaret, byli Esse?czykami i sprzyjali ?w. Rodzinie. Byli tam m??czy?ni i kilka kobiet, a mieszkali osobno, nie po??czeni zwi?zkiem ma??e?skim, w sklepieniach jakiego? starego, rozsypanego w gruzy budynku. Przy mieszkaniu mieli ma?e ogródki; m??czy?ni ubierali si? w d?ugie, bia?e suknie, a kobiety w p?aszcze. Zwykle mieszkali w dolinie Zabulon, obok zamku Heroda, lecz z przychylno?ci do ?w. Rodziny przenie?li si? dot?d. Jezus zamieszka? u s?dziwego, powa?nego starca z d?ug? brod?, imieniem Eliud; by? on wdowcem i mia? córk? jedynaczk? przy sobie, która go piel?gnowa?a. By? to bratanek Zachariasza. Ludzie ci ?yli tu w odosobnieniu, chodzili tylko do synagogi w Nazarecie, do Rodziny ?w. byli bardzo przywi?zani i im to powierzy?a Maryja przy Swoim udaniu si? w drog? staranie o Jej domek. Rano uda?o si? pi?ciu uczniów Jezusa do Nazaretu, by odwiedzi? krewnych i znajomych i by? w szkole. Jezus Sam pozosta? u Eliuda, odprawi? z nim wspólne modlitwy i rozmawia? o wielu poufnych sprawach. Ten pojedynczy, pobo?ny m?? ?wiadom by? wielu tajemnic. W domu Maryi znajdowa?y si? oprócz Niej cztery kobiety: siostrzenica Jej, Maria Kleofe, ciotka Anny, mieszkaj?cej przy ?wi?tyni a krewna Symeona, Joanna Chusa, Maria, matka Jana Marka i wdowa Lea. Weroniki i ?ony Piotra, któr? widzia?am niedawno na cle, nie by?o tutaj. Rano odwiedzi?a Jezusa Naj?wi?tsza Panna z Maria Kleofe. Jezus poda? Swej Matce r?k? na przywitanie. Zachowanie si? Jego wzgl?dem Niej by?o pe?ne mi?o?ci, jednak nacechowane powag? i spokojem. Pe?na troski o Niego prosi?a Go Naj?w. Panna, aby nie szed? do Nazaret, bo panuje tam wielkie przeciw Niemu rozgoryczenie, a sprawcami tego s? Faryzeusze nazarejscy, którzy, s?ysz?c mowy


176

Jego w synagodze w Kimki, wzbudzili od nowa niech?? przeciw Niemu. Jezus przyrzek? Jej, ?e poczeka na przybycie rzeszy, maj?cej si? chrzci? u Jana i ?e wtedy dopiero z nimi pójdzie przez Nazaret. O tym i wielu innych rzeczach rozmawia? z Ni? tego dnia; mi?dzy innymi powiedzia? Jej, ?e trzy razy pójdzie na ?wi?to Paschy do Jeruzalem, i ?e ostatnim razem dozna Maryja wiele smutku. Wiele jeszcze innych tajemnic wyjawi? Jej, lecz ju? wysz?y mi one z pami?ci. Maria Kleofe, nadobna, stateczna niewiasta, rozmawia?a tak?e tego dnia z Jezusem i prosi?a Go, aby przyj?? jej pi?ciu synów za Swych uczniów. Jeden z nich — jak mówi?a — jest pisarzem, albo raczej rozjemc?, a nazywa si? Szymon, dwaj drudzy, Jakub m?odszy i Judas Tadeusz, s? rybakami; s? to synowie z pierwszego jej ma??e?stwa z Alfeuszem. Po tym pierwszym m??u ma równie? pasierba Mateusza, który b?d?c celnikiem, wiele jej zgryzoty sprawia. Z drugiego ma??e?stwa ze Sab? mia?a jednego syna, Jozesa Barsab?, równie? trudni?cego si? rybo?ówstwem. Wreszcie z trzecim m??em, rybakiem Jonaszem, ma ch?opca Symeona. Jezus pociesza? j?, ?e oni przyjd? do Niego, a co si? tyczy Mateusza (który, id?c z Sydonu, by? ju? w drodze u Niego) zapewnia? j?, ?e ten mo?e by? jeszcze najgorliwszym Jego uczniem. Naj?wi?tsza Panna wróci?a z Nazaretu z kilku krewnymi do Swego mieszkania w Kafarnaum. W tym celu przyby?o po Ni? kilka s?ug z jucznymi os?ami, aby na nie popakowa? sprz?ty i naczynia, które pozosta?y ostatnim razem w Nazarecie. Wszystko spakowano w skrzynie, plecione z ?yka, lub kory drzewnej, i objuczono tym os?y. Dom Maryi w Nazarecie wygl?da? podczas Jej nieobecno?ci jak ozdobna kapliczka, ognisko wydawa?o si? o?tarzem. Na ognisku postawiono skrzynk?, a w niej wazonik z pi?knym kwiatkiem. Po Jej odje?dzie zamieszkaj? dom ten Esse?czycy.

Rozmowy Jezusa z Esse?czykiem Eliudem o tajemnicach Starego Przymierza i o Naj?w. Wcieleniu

Przez ca?y dzie? prowadzi? Jezus z Eliudem poufne rozmowy. Na zapytania Eliuda, jakiem jest Jego pos?annictwo, poda? mu Jezus wiele obja?nie?. Wyzna? mu, ?e jest Mesjaszem, opowiada? mu o wszystkich Swych przodkach po Matce i o misterium arki przymierza. Z rozmowy tej dowiedzia?am si?, ?e tajemnica ta ju? przed potopem dosta?a si? do arki przymierza i ?e od czasu do czasu Bóg odejmowa? ja ludziom i znowu przywraca?. Maryja, jak mówi? Jezus, sta?a si? ze Swym przyj?ciem na ?wiat ark? przymierza tej tajemnicy. Podczas rozmowy wydobywa? Eliud rozmaite zwoje pisma, wyszukiwa? odpowiednie ust?py z proroków, a Jezus mu je obja?nia?. Nast?pnie zapyta? Eliud Jezusa, dlaczego wcze?niej nie przyszed? na ?wiat, na co mu Jezus odrzek?: „Mog?em si? narodzi? tylko z takiej kobiety, która by?aby pocz?t? w ten sposób, jak odbywa?oby si? by?o pocz?cie ludzi, gdyby nie by?o upadku pierworodnego; a poniewa? do czasu Joachima i Anny nie by?o tak zacnej i cnotliwej pary ma??e?skiej, wi?c te? dlatego nie przyszed?em pr?dzej na ?wiat." W ten sposób poucza? Jezus Eliuda i wskazywa? mu ró?ne trudno?ci i przeszkody, nie dozwalaj?ce na wcze?niejsze odkupienie ludzko?ci. S?ysza?am tak?e wiele o historii arki przymierza. Gdy raz wpad?a arka w r?ce nieprzyjació?, kap?ani wyj?li z niej ow? tajemnic?, jak to zwykli byli robi? w razie ka?dego niebezpiecze?stwa; jednak za samo zniewa?enie naczynia, które zawiera?o tak? ?wi?to??, ponie?li zas?u?on? kar? i musieli ark? zwróci?. Pokolenie, które Moj?esz przeznaczy? do strze?enia arki, istnia?o a? do czasów Heroda. Przy uprowadzeniu ?ydów do niewoli babilo?skiej kaza? Jeremiasz ukry? obok innych rzeczy i ark? na górze Synaj, jednak wtenczas nie by?o ju? w niej tej


177

?wi?tej tajemnicy. Arka zgin??a od tego czasu na zawsze. Na jej wzór zrobiono drug?, lecz brak?o w niej ju? niektórych rzeczy. Ró?d?ka Aarona i cz??? tajemnicy by?y na górze Horeb w posiadaniu Esse?czyków. Sakrament b?ogos?awie?stwa odnalaz? si? znowu, cho? nie wiem, przez którego kap?ana. Ogie? ?wi?ty przechowany by? w miejscu, gdzie pó?niej by? staw Betesda. — Wszystko to, co Jezus mówi? Eliudowi, albo widzia?am w obrazach, albo s?ysza?am tylko; lecz nie wszystko utkwi?o mi w pami?ci. Mówi? dalej Jezus, ?e cia?o przyj?? z b?ogos?awionego nasienia, które Bóg przed upadkiem odj?? Adamowi. Aby ca?y naród wzi?? udzia? w przygotowaniu dzie?a odkupienia, musia?o to nasienie przechodzi? przez wiele pokole?; cz?sto odejmowa? je Bóg, odwracaj?c ?wiat?o Swej ?aski od ludzi. Widzia?am podczas tego opowiadania wszystkich przodków Jezusa, przechodzenie tego b?ogos?awionego nasienia na pierworodnych za pomoc? czynno?ci sakramentalnej. Jedzenie i picie ze ?wi?tego kubka, który da? anio? Abrahamowi, obiecuj?c mu narodziny Izaaka, by?o niejako typem Naj?w. Sakramentu nowego przymierza i przygotowaniem do przyjmowania w przysz?o?ci cia?a i krwi Mesjasza. Przodkowie Jezusa przyjmowali tamten Sakrament, aby przyczyni? si? do ucz?owieczenia Boga, a Jezus uczyni? Swe Cia?o i krew, przyj?te od przodków, Sakramentem wy?szym, maj?cym s?u?y? do po??czenia ludzi z Bogiem. Rozmawia? jeszcze Jezus z Eliudem o ?wi?to?ci Anny i Joachima, jak równie? o nadprzyrodzonym pocz?ciu si? Maryi pod z?ot? bram?. Mówi? mu, ?e nie jest pocz?ty z Józefa; lecz ?e cia?o Swe przyj?? z Maryi, która znowu powsta?a z tego czystego b?ogos?awie?stwa, które Bóg odj?? Adamowi przed upadkiem jego, które nast?pnie z Abrahama przesz?o na Józefa w Egipcie, od niego dosta?o si? do arki przymierza, a z niej cudownym sposobem przesz?o do Joachima i Anny. Mówi?, ?e dla odkupienia ludzko?ci przyj?? natur? ludzk? ze wszystkimi jej s?abo?ciami i skutkiem tego odczuwa wszystko, jak ka?dy zwyczajny cz?owiek. Jak w?? Moj?esza na puszczy, tak On b?dzie wywy?szony na górze Kalwarii, gdzie spoczywaj? zw?oki pierwszego cz?owieka. Przepowiedzia? dalej, jak smutnym b?dzie Jego los i jak niewdzi?cznymi oka?? si? ludzie wzgl?dem Niego. Od czasu do czasu zapytywa? Eliud o niektóre rzeczy w sposób prosty i szczery; wida? by?o jednak, ?e lepiej wszystko rozumie, ni? aposto?owie pocz?tkowo; umys? jego pojmowa? dobrze s?yszane rzeczy; tego tylko nie móg? zrozumie?, co mia?o pó?niej nast?pi?. Zapyta? wi?c Jezusa, gdzie obierze siedzib? swego przysz?ego królestwa, czy w Jerozolimie, czy w Jerycho, czy w Engaddi? Na to rzek? Jezus, ?e tam jest Jego królestwo, gdzie On sam jest, bo nie jest to ?adne królestwo, ?wiatowe. W dalszym ci?gu opowiada? Eliud Jezusowi o Jego matce, a chocia? Jezusowi by?o to wszystko znanym, jednak s?ucha? tego ?askawie. Opowiada? tak?e Eliud o Joachimie i Annie, o ?yciu i ?mierci Anny. W tym miejscu obja?ni? go Jezus, ?e nie by?o kobiety czystszej jak Anna, a ?e o ?mierci Joachima jeszcze dwa razy za m?? wysz?a, sta?o si? na wyra?ny rozkaz Boga; oznaczona liczba potomków tego szczepu musia?a by? dope?niona. Gdy Eliud opowiada? o ?mierci Anny, ujrza?am przed sob? obraz jej ?mierci. Anna le?a?a na wywy?szonym pos?aniu w tylnej komnacie swego wielkiego domu; rozprawia?a ?ywo i wcale nie wygl?da?a na umieraj?c?. Widzia?am, jak udziela?a b?ogos?awie?stwa ma?ym córkom i domownikom, zgromadzonym w przedpokoju. Maryja sta?a w g?owach jej ?ó?ka, a Jezus u nóg. Nast?pnie pob?ogos?awi?a Maryj? i prosi?a o b?ogos?awie?stwo Jezusa, który wygl?da? ju? na doros?ego i mia? leki zarost. Potem mówi?a co? jeszcze rozradowana. Wtem spojrza?a w gór?, zblad?a jak ?nieg, a krople potu wst?pi?y na jej czo?o. Zawo?a?am: „Umiera! Umiera!" i chcia?am chwyci? j? w swoje obj?cia; w tym zda?o mi si?, ?e umieraj?ca


178

rzeczywi?cie przybli?a si? ku mnie i pada w moje obj?cia i jeszcze po ockni?ciu si? zdawa?o mi si?, ?e j? trzymam. Eliud opowiada? jeszcze wiele o cnotliwym ?yciu Maryi w ?wi?tyni, a wszystko to przedstawia?o mi si? w obrazach. Nauczycielka jej, Noemi, by?a krewn? ?azarza. By?a to kobieta oko?o pi??dziesi?cioletnia i pochodzi?a równie? jak wszystkie inne w ?wi?tyni s?u??ce kobiety, z Esse?czyków. Widzia?am, jak Maryja uczy?a si? u niej robót r?cznych i towarzyszy?a jej zawsze, gdy ta czy?ci?a naczynia i sprz?ty z krwi ofiarnej, rozdziela?a pewne cz??ci mi?sa ofiarnego i przygotowywa?a z nich pokarm dla kap?anów i kobiet s?u??cych, gdy? to stanowi?o po cz??ci ich po?ywienie. Zachariasz odwiedza? Maryj?, ilekro? mia? s?u?b? w ?wi?tyni, a i Symeon zna? j? dobrze. Tak przesuwa?o mi si? przed oczyma jej pokorne, bogobojne ?ycie w ?wi?tyni, zupe?nie tak samo, jak to Eliud opowiada? Panu. Rozmawiali równie? o pocz?ciu Chrystusa. Eliud opowiada? o odwiedzinach Maryi u El?biety i w jaki sposób Maryja znalaz?a tam studni?. To tak?e widzia?am. Naj?w. Panna uda?a si? ? El?biet?, Zachariaszem i Józefem do niewielkiej posiad?o?ci Zachariasza, gdzie nie by?o wody. Naj?w. Panna wyprzedzi?a innych, ukl?kn?wszy przed ogrodem, modli?a si? gor?co; nast?pnie uderzy?a laseczk? trzyman? w r?ku o ziemi?, z której natychmiast wytrys?a woda, op?ywaj?c ma?y pagórek. Na to nadeszli Zachariasz i Józef, skopali pagórek, usun?li ?opatami ziemi?, wydobywaj?ca si? woda utworzy?a sobie jam? i tak powsta?a pi?kna studnia. Zachariasz mieszka? o pi?? godzin drogi od Jeruzalem w kierunku po?udniowo zachodnim. Tak schodzi? czas Jezusowi i Eliudowi na wzajemnych poufnych rozmowach, przeplatanych modlitwami. Eliud powa?a? wysoko Jezusa, ale traktowa? go po synowsku, a ugaszcza? z rado?ci?, jak cz?owieka wybranego. Córka Eliuda nie mieszka?a w tym samym domu, lecz w osobnej grocie. Wszystkich Esse?czyków mieszkaj?cych przy górze, by?o oko?o dwudziestu; kobiety, w liczbie pi?? lub sze??, mieszka?y razem, oddzielnie od m??czyzn. Ludzie ci uwa?ali Eliuda za swego zwierzchnika i codziennie schodzili si? do niego na modlitw?. Jezus jada? z nim wspólnie chleb, owoce, miód i ryby, lecz w bardzo ma?ej ilo?ci. Ludzie ci trudnili si? po najwi?kszej cz??ci tkactwem i ogrodnictwem. Góra, u stóp której mieszkali Esse?czycy, by?a najwy?szym szczytem pasma górskiego, przy którym wznosi? si? Nazaret, a oddzielona by?a od miasta tylko dolin?. Z przeciwnej strony spada? stromo na dó? stok góry. Urwisko poros?e by?o zielem i winem, a na dole le?a?y gruzy, odpadki i ko?ci; z tej to ska?y chcieli pó?niej faryzeusze str?ci? Jezusa. Dom Maryi le?a? w przedniej cz??ci miasta przy pagórku, tak, ?e tylna cz??? domu tworzy?a niejako sklepienie w wzgórzu, ca?o?? jednak ponad wzgórze wystawa?a. Z drugiej strony pagórka znajdowa?y si? inne mieszkania. Maryja i podró?uj?ce z ni? niewiasty przyby?y w towarzystwie Kolaji, syna Lei, do Kafarnaum, gdzie by? dom Maryi. Przyjació?ki jej z okolicy wysz?y jej naprzeciwko. Mieszkanie Maryi by?o w?asno?ci? m??a, nazwiskiem Lewi, który mieszka? obok w wielkim domu. Mieszkanie to wynajmowa?a rodzina Piotra od Lewiego i oddawa?a je do u?ytku ?wi?tej Rodzinie; Piotr bowiem i Andrzej znali dobrze ?wi?t? Rodzin?, i przedtem i przez Jana Chrzciciela, którego byli uczniami. Do mieszkania tego przytyka?o wiele budynków, gdzie mogli przemieszkiwa? uczniowie, lub krewni; z którego to powodu zosta?o najpewniej za mieszkanie ?wi?tej Rodzinie ofiarowane. Maria Kleofe mia?a przy sobie najm?odszego syna, Symeona, licz?cego zaledwie kilka lat. Oko?o wieczora uda? si? Jezus wraz z Eliudem do Nazaret. Przed murami miasta, gdzie Józef mia? sw? pracowni? ciesielsk?, mieszka?o wiele poczciwych, ubogich


179

ludzi, znajomych Józefa, a niektórzy z ich synów razem z Jezusem wzro?li. Do nich to zaprowadzi? Eliud Jezusa. Pocz?stowano go?ci kawa?kiem chleba i kubkiem ?wie?ej wody. Woda w Nazarecie odznacza?a si? szczególnie dobrym smakiem. Widzia?am, jak Jezus siedzia? z tymi lud?mi na ziemi i zach?ca? ich, aby si? od Jana dali ochrzci?. Lecz oni otaczali Jezusa z pewn? boja?ni?, dziwi?c si?, sk?d ten, którego znali przedtem jako sobie równego, a którego teraz Eliud, wielce przez nich szanowany, tak usilnie im poleca?, ma prawo zach?ca? ich do ochrzczenia si?. S?yszeli wprawdzie o maj?cym przyj?? Mesjaszu, lecz ani przez my?l im nie przesz?o, ?e mo?e to w?a?nie Jezus jest tym Mesjaszem.

Podró?e i rozmowy Jezusa z Eliudem

Na drugi dzie? wyruszy? Jezus z Eliudem z Nazaretu w kierunku po?udniowym drog? jerozolimsk? ku dolinie Esdrelon. Po dwóch godzinach drogi przeszli przez rzeczk? Kison i przybyli do miejscowo?ci, sk?adaj?cej si? z synagogi, gospody i kilku domów. By?o to przedmie?cie le??cego w pobli?u miasta Endor; niedaleko st?d znajduje si? s?awna studnia. Jezus zatrzyma? si? w gospodzie. Ludzie przyj?li Go tu oboj?tnie, nie b?d?c jednak wprost nieprzyjaznymi. Eliud nie by? tak?e w wielkim u nich powa?aniu, bo wi?cej sprzyjali Faryzeuszom. Jezus oznajmi? prze?o?onym, ?e chce naucza? w synagodze. Na ich o?wiadczenie, ?e niema tu zwyczaju, aby obcy uczyli, odrzek? Jezus, ?e to jest Jego powo?aniem i uda? si? do szko?y. Tu uczy? o Mesjaszu, o tym, ?e królestwo Jego nie jest z tego ?wiata, ?e nie b?dzie ja?nia? blaskiem zewn?trznym, jak równie? o chrzcie Jana. Kap?ani synagogi nie przychylali si? do Jego zdania. Wtedy kaza? sobie przynie?? ksi?gi pisma, otworzy? je i obja?nia? im rozmaite miejsca z proroków. Szczególnie jednak wzrusza?y mnie poufne rozmowy starego Eliuda z Jezusem, którego pos?annictwo zna? dobrze, wiedzia? o Jego nadnaturalnym pochodzeniu i wierzy? w nie; nie mia? jednak, zdaje si? przeczucia, ?e Jezus jest Bogiem. W sposób ca?kiem pojedynczy opowiada? Jezusowi podczas wspólnych w?drówek rozmaite rzeczy z czasów swojej m?odo?ci. Powtarza? Jezusowi opowiadania Anny, b?d?cej przy ?wi?tyni, o tym, co jej mówi?a Maryja po powrocie ?w. Rodziny z Egiptu, gdy j? kilka razy w Jerozolimie odwiedza?a. Jezus nawzajem opowiada? mu wiele rzeczy niewiadomych mu, do??czaj?c do tego stosowne obja?nienia. Wszystkie te ich rozmowy nosi?y cech? prostoty i serdeczno?ci; zdawa?o si?, ?e mi?y, przyjemny starzec, rozmawia z m?odym, ukochanym przyjacielem. Gdy Eliud opowiada? o tym, co Anna s?ysza?a od Maryi, mia?am to wszystko przed oczyma i cieszy?o mnie, ?e obrazy te zupe?nie by?y podobne do tych, jakie ju? przedtem miewa?am, a które ju? po cz??ci zapomnia?am. Rozmawia? tak?e Jezus z Eliudem o tym, ?e w krotce wyruszy do Jana, aby si? da? ochrzci? i ?e ju? wiele ludzi zebra? i kaza? im przyj?? na puszcz? Ophra. On sam jednak, jak mówi?, pójdzie przez Betani?, gdy? chce si? jeszcze rozmówi? z ?azarzem. Nazywa? go innym jakim? pospolitym imieniem, które wysz?o mi z pami?ci, a wspomina? tak?e o jego ojcu. Mówi?, ?e ?azarz i jego siostry wielki posiadaj? maj?tek i ?e dla sprawy zbawienia ch?tnie go po?wi?c?. ?azarz mia? trzy siostry. Najstarsza nazywa?a si? Marta, najm?odsza Maria Magdalena, a ?rednia Maria. Ta ostatnia ?y?a w samotno?ci i odosobnieniu i uchodzi?a za upo?ledzon? na umy?le. Nazywano ja powszechnie „cich? Mari?." O Marcie mówi? Jezus, ?e jest dobr? i bogobojn? i ?e zarówno ona jak brat pójd? ch?tnie za Nim. O cichej Marii za? tak mówi?: „Niegdy? mia?a ona bystry umys? i dobry rozum, a zosta? jej zabrany dla jej zbawienia. Nie jest ona dla ?wiata; ?yje tylko ?yciem wewn?trznym i nigdy nie grzeszy. Gdybym Ja z ni? rozmawia?,


180

zrozumia?aby nawet najg??bsze tajemnice. Gdy ?azarz wraz z siostrami pójd? za Mn?, i mienie swe oddadz? dla dobra gminy, Maria nied?ugo potem ?ycie zako?czy. Najm?odsza siostra, Maria Magdalena, jest obecnie na z?ej drodze, ale nawróci si? i stanie si? doskonalsza ni? Marta." Eliud rozmawia? z Jezusem tak?e o Janie Chrzcicielu; na w?asne oczy nie widzia? go jeszcze nigdy i nie by? przez niego ochrzczony. Nocowali w gospodzie w blisko?ci synagogi i st?d na drugi dzie? rano wyruszyli wzd?u? góry Hermon do opustosza?ego nieco miasta Endor. Ju? w stronie gospody le?a?y tak szerokie kawa?y murów, ?e po wierzchu ?mia?o mo?na by?o powozi?. Endor pe?ne by?o gruzów, i posiada?o wiele ogrodów. W niektórych cz??ciach miasta wznosi?y si? wspania?e budowle, w innych cz??ciach wygl?da?o znowu, jakoby przez wojn? wszystko zosta?o zniszczone. O ile mi si? zdaje, mieszka? tu lud ca?kiem odr?bny od ?ydów. Synagogi tu nie by?o. Jezus zatrzyma? si? wi?c na obszernym, równym miejscu, poros?ym traw?, w ?rodku którego znajdowa? si? staw. Ko?o stawu sta?y z trzech stron budynki, podzielone na wiele pojedynczych izdebek. W izdebkach tych mieszkali chorzy, gdy? zdaje si?, i? to by?o miejsce lecznicze. Na powierzchni ko?ysa?y si? czó?na, a z boku wida? by?o pomp?. Jezus wszed? z Eliudem do jednego z budynków, gdzie przyj?to Go go?cinnie i umyto Jezusowi nogi. Nast?pnie urz?dzono Mu na murawie wywy?szone siedzenie, na którym, siedz?c, naucza?. Niewiasty, mieszkaj?ce w jednym z bocznych skrzyde?, przybli?y?y si? tak?e powoli za innymi. Ludzie ci nie byli w?a?ciwie ?ydami, lecz pogardzanymi niewolnikami, i musieli p?aci? haracz z plonów polnych. Pozostali oni tutaj od czasów jakiej? wojny; zdaje mi si?, i? ich dowódca Sisara w pobli?u tego miasta pobitym zosta?, a pó?niej przez jak?? kobiet? zamordowany. Ludzie ci rozdzieleni byli po ca?ym kraju jako niewolnicy; w tym mie?cie by?o ich jeszcze oko?o czterystu. Za czasów króla Dawida i Salomona musieli ?ama? kamienie na budow? ?wi?tyni. Zmar?y król Herod, zatrudnia? ich przy budowie wodoci?gu, prowadz?cego do góry Syjon. Panowa?a mi?dzy nimi wielka zgoda, a przy tym odznaczali si? szczodrobliwo?ci?. Ubierali si? w d?ugie suknie, przepasane pasem i spiczaste czapki, spadaj?ce a? na uszy, jak dawni pustelnicy. Z ?ydami nie obcowali wcale; dozwolone im jednak by?o posy?a? swoje dzieci do szko?y, z czego nie korzystali, gdy? bardzo tam nimi pogardzano i je prze?ladowano. Jezus przej?ty by? lito?ci? dla nich; chorych kaza? tak?e przywie?? do Siebie. Siedzieli oni na ?ó?kach w swoim rodzaju, podobnych do mego krzes?a z por?czami; pod ruchomym oparciem znajdowa?y si? podpory, tak, ?e gdy spuszczono oparcie, sto?ek przemienia? si? w ?ó?ko. Jezus, wy?o?ywszy im nauk? o chrzcie i o przyj?ciu Mesjasza, zach?ca? ich do przyj?cia chrztu. Lecz oni byli bardzo nie?miali i t?umaczyli si?, ?e nie mog? sobie do tego ro?ci? ?adnego prawa, poniewa? s? wzgardzonymi i nie nale?? do spo?ecze?stwa ?ydowskiego. Na to opowiedzia? im Jezus przypowie?? o niesprawiedliwym w?odarzu. Pierwej pami?ta?am dobrze wyt?umaczenie tej przypowie?ci, lecz teraz ju? zapomnia?am; mo?e mi to pó?niej b?dzie znowu obja?nione. Mówi? tak?e przypowie?? o synu, którego ojciec posy?a do winnicy, aby j? obj?? w posiadanie; przypowie?? t? mówi? Jezus zwykle opuszczonym poganom. Po nauce przyrz?dzono Jezusowi uczt? pod go?ym niebem. Jezus zaprosi? na ni? ubogich i chorych i us?ugiwa? im z Eliudem; bardzo ich to rozrzewni?o. Wieczorem wróci? Jezus z Eliudem do gospody na przedmie?ciu, gdzie odprawili szabat i noc tam przep?dzili. Na drugi dzie? powróci? Jezus z Eliudem do Endor, niedaleko od gospody. Tu naucza? znowu. Ludzie ci byli Kanaanitami, o ile mi si? zdaje, ze Sychem, gdy? dzisiaj s?ysza?am podczas widzenia nazw? Sychemici. W ?wi?tyni swej mieli bo?ka pod ziemi? schowanego, który za pomoc? stosownie


181

urz?dzonego przyrz?du wyst?powa? za naci?ni?ciem z pod ziemi i ukazywa? si? na o?tarzu, a potem znowu znika?. Bo?ek ten, z Egiptu przywieziony, nazywa? si? Astarta, a nie, jak wczoraj mi si? zdawa?o, Estera. Ba?wan ten mia? twarz okr?g?? jak ksi??yc w pe?ni. Na r?kach przed siebie wyci?gni?tych, trzyma? co? d?ugiego, zawini?tego, na kszta?t poczwarki motyla. Przedmiot ten by? w ?rodku grubszy i zw??a? si? ku obu ko?com; mo?e te? by?, ?e to by?a ryba. Z ty?u posagu umieszczony by? postument, na którym sta? jakoby kosz lub korzec, wystaj?cy ponad g?ow? pos?gu. Le?a?o w nim co? na kszta?t k?osów w zielonych ?uskach, a prócz tego inne ziela i kwiaty i owoce. Ni?sza cz??? posagu sta?a równie? w czym? podobnym do kadzi, w której prócz tego sta?y naturalne kwiaty w wazonach. Pomimo, ?e os?aniali tajemnic? kult, sk?adany temu bo?kowi, jednak Jezus wiedzia? o tym i gromi? ich za to. Dawnymi czasy po?wi?cali mu nawet w ofierze u?omne dzieci. Do tej bogini nale?a? jeszcze bo?ek Adonis, który by? jakoby jej m??em. Lud ten jak ju? mówi?am, zosta? zwyci??ony w tej okolicy wraz ze swoim wodzem, Sisara, i skutkiem tego popad? w niewol?. Teraz pogardzano nimi i uciskano ich. Krótko przed przyj?ciem na ?wiat Chrystusa podnie?li rokosz w Galilei, skutkiem czego po?o?enie ich jeszcze si? pogorszy?o. Pod koniec Szabatu powróci? Jezus z Eliudem do synagogi na przedmie?ciu. ?ydzi wzi?li Mu za z?e Jego odwiedziny w Endor, jednak Jezus skarci? ich nie czu?o?? wzgl?dem nich; upomina? ich, aby wzi?li tych pogan ze sob?, gdy pójd? chrzest przyj?? z r?k Jana, na który oni sami, wys?uchawszy Jego nauki, si? postanowili. Wida? by?o, ?e przemowa Jezusa wywar?a na nich wra?enie. Pod wieczór wybra? si? Jezus z powrotem do Nazaret, wiele z Eliudem rozprawiaj?c. Eliud opowiada? Mu powtórnie o ucieczce do Egiptu. Podczas rozmowy zapyta? Jezusa, czy w przysz?ym Jego królestwie znajdowa? si? b?d? tak?e ci dobrzy Egipcjanie, u których przebywa? w dzieci?stwie, i którzy tak ?ywo zajmowali si? Jego losem. Teraz przekona?am si?, ?e podró? Jezusa, któr? odbywa? po wskrzeszeniu ?azarza przez kraje poga?skie Azji do Egiptu, a któr? ju? przedtem widzia?am, nie by?a wytworem mej wyobra?ni, gdy? s?ysza?am teraz, jak Jezus mówi? do Eliuda: ?Wsz?dzie, gdzie pad? zasiew, b?d? przed m? ?mierci? zbiera? pojedyncze k?osy." Eliudowi znana by?a tak?e historia ofiary Melchizedeka z chleba i wina; widocznie nie mia? on nale?ytego poj?cia o tym, kim jest Chrystus, gdy? zapyta? teraz Jezusa, czy On nie jest przypadkiem Melchizedekiem. Na to rzek? mu Jezus: ?Nie, tamten przygotowa? tylko ofiar?, lecz Ja jestem sam? ofiar?." Dowiedzia?am si? równie? z tej rozmowy, ?e Noemi, nauczycielka Maryi podczas pobytu tej?e w ?wi?tyni, by?a ciotk? ?azarza, a siostr? matki ?azarza. Ojciec ?azarza by? synem pewnego króla syryjskiego, s?u?y? we wojnie i otrzyma? rozliczne dobra. ?ona jego by?a ?ydówk?, a pochodzi?a ze znakomitego kap?a?skiego rodu Aarona, osiad?ego w Jeruzalem (przez Manassesa by?a spokrewniona z Ann?). Rodzina ?azarza posiada?a trzy zamki w Betanii, w pobli?u Herodium i w Magdalum nad morzem Galilejskim; w okolicy Magdalum by? równie? zamek Heroda. — Wspomina? tak?e Eliud o zmartwieniu, jakie sprawia Magdalena rodze?stwu swym post?powaniem. Przybyli wreszcie do domu Eliuda, gdzie zastali pi?ciu uczniów, Esse?czyków i innych ludzi, chc?cych si? da? ochrzci?. Do ich liczby nale?a?o tak?e kilku celników, przyby?ych z Nazaretu; wielka liczba ludzi wyruszy?a ju? naprzód w tym samym celu.


182

Jezus w Nazarecie

Na drugi dzie?, gdy Jezus znowu naucza?, przyby?o z Nazaretu dwóch Faryzeuszów, prosz?c Go, by uda? si? z nimi do szko?y Nazaretu, gdy? ju? tak wiele o Jego nauce w tych stronach s?yszeli, i radzi by byli, gdyby im wyja?ni? niektóre miejsca z proroków. Jezus poszed? ch?tnie z nimi. Zaprowadzono Go wraz z pi?ciu uczniami do domu jednego z Faryzeuszów, gdzie zastali ju? liczne zgromadzenie. D?ugo rozmawia? z nimi Jezus i mówi? im wiele pi?knych przypowie?ci, i zdawa?o si?, jakoby nauka Jego wielce si? im podoba?a. Nast?pnie zaprowadzono Go do synagogi, gdzie zebra?a si? wielka liczba ludzi. Jezus opowiada? im o Moj?eszu i obja?nia? im jego proroctwa mesja?skie. Poniewa? jednak Jezus mówi? w ten sposób, i? Faryzeusze si? mogli domy?le?, ?e to stosuje do Samego Siebie, wi?c ?yczliwo?? ich ku Niemu zamieni?a si? w niech??; pomimo tego zaprosili Go na uczt? do pewnego Faryzeusza. Noc przep?dzi? Jezus z uczniami w gospodzie ko?o szko?y. Nazajutrz naucza? Jezus celników, id?cych chrzest przyj??, a pó?niej mówi? w synagodze przypowie?? o ziarnku pszenicznym, które musi pa?? na ziemi? dobr?. Nie podoba?o si? to Faryzeuszom, wi?c pocz?li Mu znowu wytyka?, ?e jest Synem biednego cie?li Józefa i zarzucali Mu, ?e obcuje z celnikami i grzesznikami, za co Jezus surowo ich skarci?. Esse?czyków nazywali ob?udnikami, którzy nie ?yj? wed?ug zakonu. Jezus jednak udowadnia? Faryzeuszom, ?e Esse?czycy wi?cej zachowuj? zakon ni? oni, i ?e oni w?a?nie s? ob?udnikami. Rozmowa zesz?a na Esse?czyków z tego powodu, ?e u Esse?czyków by?o w zwyczaju b?ogos?awienie, a Jezus cz?sto b?ogos?awi? dzieci. Mianowicie gdy wchodzi? do synagogi, albo wychodzi?, zast?powa?y Mu drog? niewiasty, prosz?c, aby pob?ogos?awi? ich dziatki. Podczas pobytu Swego tutaj przestawa? Jezus cz?sto z dzie?mi i, rzecz dziwna, nawet najniespokojniejsze dzieci uspokaja?y si? natychmiast, gdy je pob?ogos?awi?. Matki, pami?taj?c o tym, przynosi?y do Niego umy?lnie swe dzieci, chc?c si? przekona?, czy nie jest teraz dumniejszym. By?o tam kilkoro dzieci, które pod wp?ywem chorobliwych kurczy tarza?y si? po ziemi i krzycza?y wniebog?osy, lecz to wszystko przemija?o, skoro je Pan Jezus pob?ogos?awi?. Widzia?am wtenczas, jak z g?owy niektórych tych dzieci wychodzi?a jakoby ciemna para. B?ogos?awi?c ch?opców, k?ad? im Jezus r?k? na g?ow?, i na sposób patriarchów kre?li? w powietrzu trzy linie od g?owy i obu ramion ku sercu. Dziewcz?ta b?ogos?awi? podobnie, ale bez wk?adania r?ki, za to kre?li? im znak na ustach; my?la?am, ?e to mo?e ma by? ?rodkiem przeciw wielomówno?ci, lecz mog?o to tak?e co innego oznacza?. — Noc przep?dzi? Jezus z uczniami w domu jednego z Faryzeuszów.

Jezus odprawia trzech m?odzie?ców. Zawstydza wielu uczonych w synagodze w Nazaret.

Do pi?ciu uczniów Jezusa przy??czy?o si? jeszcze czterech innych, którzy tak?e byli krewnymi ?w. Rodziny. O ile mi si? zdaje, by? mi?dzy nimi jeden z trzech synów wdowy, a jeden rodem z Betlejem; ten wynalaz? sk?d?, ?e jest potomkiem Ruth, któr? poj?? za ?on? Booz z Betlejem. Jezus przyj?? ich za Swoich uczniów. W Nazarecie by?o kilka bogatych rodzin, które mia?y trzech wykszta?conych synów, towarzyszów Jezusa z czasów Jego m?odo?ci. Rodzice ich, którzy ju? s?yszeli Jezusa naucza? i o Jego m?dro?ci wiele im mówiono, postanowili tak?e da? synom sposobno?? poznania m?dro?ci Jego, a nast?pnie za stosownym wynagrodzeniem, udzielonym Jezusowi, wyprawi? ich z Nim w podró?, aby mogli


183

si? przy Nim kszta?ci?. W dobrej wierze my?leli, ?e Jezus za pieni?dze b?dzie ochmistrzem ich synów. Wys?ali zatem synów do synagogi, gdzie za ich i Faryzeuszów staraniem zebrali si? wszyscy uczeni z Nazaretu. Mia? to by? rodzaj próby, aby si? przekona? o m?dro?ci Jezusa. Mi?dzy innymi by? jeden bieg?y w prawie zakonnym, a drugi jaki? wysoki, barczysty m?? z d?ug? brod?, przepasany szerokim pasem — by? lekarzem; na sukni na ramieniu mia? jaki? znak. Widzia?am, jak Jezus, wchodz?c do szko?y, b?ogos?awi? zebrane dzieci, mi?dzy tymi i tr?dowate, które natychmiast odzyskiwa?y zdrowie. Podczas nauki w szkole przerywali Mu cz?sto uczeni, stawiaj?c rozmaite zawik?ane pytania, lecz, zbici z tropu m?drymi odpowiedziami, wkrótce zamilkli. Bieg?emu w Zakonie t?umaczy? bardzo jasno Zakon Moj?esza, a mi?dzy innymi mówi?, ?e rozwód w ma??e?stwie nie powinien nigdy mie? miejsca. Je?eli m?? nie mo?e ?y? z ?on?, to mo?e si? od niej od??cza?, ale ma??e?stwo pozostaje wa?nym i z inn? ?eni? mu si? nie wolno. Ta Jego mowa o ma??e?stwie nie podoba?a si? wcale ?ydom. Lekarz znowu zapytywa? Go, czy wie, co to jest cz?owiek suchej, albo wilgotnej natury, pod jak? planet? urodzi? si? taki, gdzie zio?a dawa? trzeba tym lub owym ludziom i jakie s? w?a?ciwo?ci cia?a ludzkiego? Jezus odpowiada? mu na wszystko nadzwyczaj m?drze; obja?nia? mu budow? cia?a kilku obecnych, wymieni? ich s?abo?ci i poda? ?rodki na nie, s?owem mówi? o ciele ludzkim ze znajomo?ci? rzeczy, zdumiewaj?c? lekarza. Mówi? o istocie ducha, który dzia?a na cia?o, o chorobach, które ju?to lekarstwami, ju?to modlitw? i popraw? trzeba leczy?, a wszystko to odznacza?o si? tak? jasno?ci? i m?dro?ci?, ?e lekarz uzna? si? za pokonanego i przyzna?, ?e o takiej wiedzy nie mia? wyobra?enia. Zdaje mi si? nawet, ?e chcia? pozosta? na zawsze przy Jezusie, tym bardziej gdy s?ysza?, jak Jezus z najwi?ksz? dok?adno?ci? opisa? mu ludzkie cia?o, wszystkie cz?onki, musku?y, ?y?y, nerwy i wn?trzno?ci, i wyja?ni? ich znaczenie i wzajemny stosunek. Taka wiedza upokorzy?a go zupe?nie. Jakiemu? astrologowi opowiada? Jezus o biegu gwiazd, o ich ró?nych wp?ywach, o kometach i znakach niebieskich. Z innym rozmawia? o budownictwie, znowu z innym o handlu i przemy?le i o stosunkach z obcymi narodami, powstaj?c przy tym gwa?townie przeciw modom i nowo?ciom, jako te? ró?nego rodzaju grom i kuglarstwu, które z Aten si? tu dosta?y. Widocznym to by?o w Nazarecie i w wielu innych miejscowo?ciach. Te nowo wprowadzone, p?oche rozrywki s?, jak mówi?, nie do przebaczenia, gdy? nikt nie uwa?a ich za grzech, wi?c te? i nie pokutuje za nie. Wszyscy zdumieni byli Jego m?dro?ci? i prosili Go nawet, aby zamieszka? u nich na zawsze, obiecuj?c da? Mu mieszkanie i dostarczy? wszystkiego, czego Mu b?dzie potrzeba. Pytali Go tak?e, dlaczego przeniós? si? z Matk? do Kafarnaum? Jezus nie przysta? na ich wniosek, bo — jak mówi? — nie pozwala Mu na to Jego pos?annictwo. Przeniós? si? do Kafarnaum, bo chce mieszka? w ?rodku kraju itd. Wszystko to by?o dla nich niezrozumia?ym, ?li wi?c byli na Niego, ?e nie chce z nimi pozosta?. Dziwili si?, ?e odrzuca tak korzystn? propozycj?, a s?owa Jego o pos?annictwie uwa?ali za wynios?o??. W takim usposobieniu opu?cili wieczorem synagog?. Wtedy wspomniani wy?ej trzej m?odzie?cy, licz?cy mniej wi?cej po dwadzie?cia lat, prosili Go o chwil? pos?uchania. Jezus kaza? im poczeka?, a? przyjd? Jego uczniowie, mówi?c im, ?e chce mie? ?wiadków tej rozmowy. Gdy uczniowie przyszli, oznajmili Mu m?odzie?cy pokornie ?yczenie swych rodziców, aby ich przyj?? za uczniów, dodaj?c, ?e rodzice zap?ac? Mu za to, a oni b?d? si? starali wiernie Mu s?u?y? i pomaga?. Jezus zasmuci? si?, ?e zmuszony by? odmówi? ich pro?bie, ze wzgl?du na nich samych i ze wzgl?du na Swoich uczniów, gdy? musia? im wyt?umaczy? powody takiego post?powania, których oni nie mogli jeszcze poj??. „Kto ofiaruje pieni?dze", mówi? m?odzie?com, „aby za nie


184

co? pozyska?, ten my?li tylko o korzy?ciach doczesnych; kto za? chce pój?? Jego drog?, musi wyrzec si? dóbr ziemskich, rodziców i przyjació?. Moi uczniowie wyrzekli si? ognisk rodzinnych i ?on." Warunki te przygn?bi?y bardzo umys?y m?odzie?ców, o?mielili si? jednak przypomnie? Esse?czyków, którzy tak?e wi?ksz? cz??ci? s? ?onaci. Na to odrzek? im Jezus, ?e Esse?czycy pod?ug swoich praw post?puj? s?usznie, ?e jednak On musi uzupe?ni? i udoskonali? to, co oni tylko przygotowali itd. Z tym odprawi? ich, zostawiaj?c im czas do namys?u. Uczniowie Jezusa, s?ysz?c te s?owa, zl?kli si?, s?dz?c, ?e i oni nie zdo?aj? wype?ni? tak trudnych warunków. Jednak Jezus, wracaj?c z nimi z Nazaretu do domu Eliuda, rozproszy? ich obawy, mówi?c, ?e nie maj? powodu zniech?ca? si?, i mog? spokojnie i?? za Nim, bo droga ta nie jest tak trudn?, jak si? im wydaje. Tak doszli do domu Eliuda. S?dz?, ?e Jezus nie b?dzie przebywa? w domu Eliuda, gdy? i tak ju? Nazare?czycy wielce utyskiwali na to, gniewni, ?e nie chcia? u nich pozosta?. Oceniali Jego zdolno?ci i m?dro??, lecz s?dzili, ?e jak na syna cie?li, jest zanadto dumny. Widzia?am tak?e, jak trzej m?odzie?cy wrócili do rodziców swoich, i jak ci za z?e wzi?li Jezusowi, ?e nie chcia? ich przyj??. Tak powoli wyradza?a si? w Nazarecie coraz wi?ksza nienawi?? ku Jezusowi. Trzej m?odzie?cy przybyli na drugi dzie? znowu do Jezusa i prosili Go o przyj?cie, przyrzekaj?c Mu zupe?ne, bezwarunkowe pos?usze?stwo. Jezus odmówi? im jednak, chocia? widzia?am, ?e Go to zasmuca, ?e nie chc? zrozumie? przyczyny Jego odmowy. T?umaczy? to po ich odej?ciu uczniom, mówi?c, ?e m?odzie?cy chc? tylko dla zysku ?wiatowego przy??czy? si? do Niego, a nie s? gotowi ofiarowa? wszystko z mi?o?ci. Tymczasem uczniowie Jego powinni dla Niego wszystko porzuci? i wtedy dopiero zap?at? otrzymaj?. Mówi? jeszcze d?ugo i bardzo pi?knie o znaczeniu chrztu, a nast?pnie rozkaza? im po drodze wst?pi? do Kafarnaum i oznajmi? Jego Matce, ?e i On wkrótce pójdzie da? si? ochrzci?, a nast?pnie poleci? im rozmówi? si? z uczniami Janem, Piotrem i Andrzejem o Janie, i oznajmi? Janowi Chrzcicielowi Jego przybycie.

Jezus i Eliud mi?dzy tr?dowatymi

Widzia?am, jak Jezus z Eliudem wychodzili w nocy z Nazaretu w kierunku po?udniowo — zachodnim. Celem ich podró?y by?o Chim, miejsce, w którym znajdowali si? tr?dowaci. Z brzaskiem dnia przybyli na miejsce; Eliud odradza? Jezusowi, jak móg?, aby si? mi?dzy tr?dowatych nie udawa?, mówi?c, ?e zanieczy?ci si? przez to i mo?e by? potem niedopuszczony do chrztu. Na to odrzek? mu Jezus, ?e wie dobrze, co ma czyni?, i do czego jest powo?any, a pójdzie tam tym bardziej, poniewa? od dawna ju? jeden z tych nieszcz??liwych ludzi Go oczekuje z upragnieniem. Do osady tr?dowatych prowadzi?a droga przez rzeczk? Kison; sama za? osada le?a?a nad brzegiem strumyka, p?yn?cego z Kison do stawu, w którym k?pali si? tr?dowaci. Woda tego stawu nie wp?ywa?a znów do Kison. Miejsce to odci?te by?o od stosunków ze ?wiatem i nikt tam nie zagl?da?, prócz ludzi dozoruj?cych i us?uguj?cych chorych. Mie?cili si? w chatach, doko?a rozrzuconych. Eliud nie wszed? tam z Jezusem, lecz zatrzyma? si? w pobli?u, oczekuj?c a? powróci; Jezus wi?c sam uda? si? do jednej z chat, le??cych na ustroniu, gdzie zawini?ty w brudne szmaty le?a? jaki? cz?owiek na ziemi, z którym Jezus rozmawia?. Nie przypominani sobie ju?, w jaki sposób dobry ten cz?owiek zosta? zara?ony tr?dem. Za pojawieniem si? Jezusa podniós? si? z rado?ci?, wzruszony tym, ?e Pan raczy? przyj?? do niego. Jezus rozkaza? mu wyj?? z chaty i po?o?y? si? w nape?nione wod? wielkie koryto, które sta?o obok chaty. Chory uczyni? tak, a Jezus wyci?gn?? r?ce nad wod?. Wtem zacz?? chory swobodnie si? porusza?, i straci? tr?d, poczym ubra? si? w inne suknie. Odchodz?c, poleci? mu


185

Jezus, aby nie mówi? nikomu o swoim uzdrowieniu, a? po Jego chrzcie. Cz?owiek ten odprowadzi? Jezusa i Eliuda spory kawa? drogi i wróci? si? dopiero na rozkaz Jezusa. Przez ca?y dzie? nast?pny szed? Jezus z Eliudem znów wi?cej w kierunku po?udniowym dolin? Ezdrelon. Od czasu do czasu rozmawiali ze sob?, to znowu szli oddzielnie, jakoby pogr??eni w modlitwie i rozmy?laniu. W tym czasie panuje w tamtych stronach prawie wci?? niepogoda; niebo jest po najwi?kszej cz??ci zachmurzone, i g?sta mg?a wisi nad ziemi?. W podró?y u?ywaj? tam ludzie laski, opatrzonej zwykle ma?? ?opatk? na ko?cu, jak owczarze i nosz? wygodne trzewiki, których wierzchy s? z grubej bawe?ny plecione; Jezus jednak nie u?ywa? nigdy kija podró?nego, a na nogach mia? tylko sanda?y. Oko?o po?udnia widzia?am ich, jak siedzieli nad brzegiem krynicy, spo?ywaj?c chleb.

Jezus przemienia si? przed Eliudem

W nocy byli znowu w podró?y; raz szli razem, to znowu osobno. Wtedy to przedstawi? si? mym oczom obraz niewys?owionej pi?kno?ci. Eliud szed? za Jezusem mówi?c o pi?kno?ci Jego cia?a. Na to rzek? mu Jezus: „Za kilka lat nie znajdziesz w nim ani ?ladu pi?kno?ci, tak je zeszpec? i zniszcz? wrogowie." Eliud nie zrozumia? dobrze znaczenia tych s?ów, gdy? w ogóle nie wiedzia?, kiedy przyjdzie czas królestwa Jezusowego. My?la?, ?e do czasu za?o?enia go up?ynie jeszcze z dziesi?? lub dwadzie?cia lat, bo zawsze mia? na my?li królestwo doczesne. Uszli tak spory kawa? drogi, gdy wtem Jezus kaza? id?cemu z ty?u Eliudowi, zatopionemu w my?lach, przybli?y? si?, mówi?c, ?e chce mu pokaza?, kim On w?a?ciwie jest, i jakim jest Jego królestwo. Eliud, przybli?ywszy si?, stan?? o kilkana?cie kroków przed Jezusem, który, modl?c si?, spogl?da? w niebo. Po chwili spu?ci? si? z góry ob?ok, otaczaj?c ich doko?a, tak ?e nikt z zewn?trz nie móg? ich zobaczy?. Nast?pnie ?wiat?o?? ogromna wype?ni?a ca?? przestrze?, a w niej ujrza?am w górze ?liczne miasto z ja?niej?cymi murami, ujrza?am niebia?sk? Jerozolim?. Ca?e wn?trze by?o obwiedzione blaskiem t?czowym. Widzia?am tak?e jak?? posta?, jakoby Boga Ojca, z której wychodzi?y promienie ?wiat?a, ??cz?ce j? z Jezusem. Jezus sam sta? z obliczem promiennym, a posta? Jego ca?a by?a ja?niej?ca i przejrzysta. Eliud sta? chwil? jakby w zachwyceniu, wpatrzony w cudowne zjawisko, lecz potem, zdj?ty obaw?, upad? na twarz. Gdy si? znowu podniós?, ?wiat?o i zjawisko ju? znik?o. W milczeniu poszed? Eliud za Jezusem w dalsz? drog?, ze strachem my?l?c o tym, co widzia?. Zjawisko to by?o, zdaje mi si?, Przemienieniem Pa?skim, ale nie widzia?am, aby Jezus si? unosi? w powietrzu. Zdaje mi si?, ?e Eliud nie do?y? ukrzy?owania Chrystusa. Jezus by? z nim poufalszym ni? z Aposto?ami i wtajemnicza? go w bardzo wiele rzeczy. Uwa?a? go zawsze za swego przyjaciela i towarzysza i da? mu wielk? w?adz?, to te? Eliud wiele dobrego dzia?a? dla wyznawców Jezusa. By? on jednym z najucze?szych Esse?czyków. Za czasów Jezusa nie obierali ju? Esse?czycy siedzib wy??cznie w górach; wielka ich cz??? mieszka?a tak?e, rozproszona po miastach. Widzenie wy?ej opowiedziane mia?am oko?o pó?nocy. Z brzaskiem dnia widzia?am Jezusa i Eliuda nadchodz?cych na obszerne pastwisko. Pasterze, strzeg?cy byd?a, którym Jezus by? znany, wyszli naprzeciw Niego, oddali Mu pok?on i zaprowadzili obu do szopy, w której znajdowa?y si? ich sprz?ty. Tam umyli im nogi i przyrz?dzili pos?anie. Jako tymczasowy posi?ek podali im chleb i wod? w kubkach, a pó?niej upiekli par? synogarlic, które gnie?dzi?y si? w wielkiej liczbie w ich chatach. Widzia?am, jak po uczcie Jezus


186

odsy?a? Eliuda do domu i da? mu na drog?, w obecno?ci pasterzy Swoje b?ogos?awie?stwo. Przy po?egnaniu rzek? mu: „Mo?esz w pokoju dokona? dni ?ywota, bo droga, która Ja pójd?, jest dla ciebie za uci??liwa. Przeznaczon? prac? w winnicy Mej uko?czy?e? i za to otrzymasz zap?at? w królestwie moim, a ju? teraz przyjmuj? ci? pomi?dzy wiernych." S?owa te obja?ni? Jezus bli?ej przypowie?ci? o robotnikach w winnicy. Eliud, który od czasu widzenia nocnego by? zamy?lony i powa?ny, teraz tym bardziej si? wzruszy?. Odprowadzi? jeszcze Jezusa kawa?ek drogi, poczym Jezus u?ciska? go i rozeszli si? w przeciwne strony. O ile mi si? zdaje, przyj?? Eliud pó?niej chrzest z r?k uczniów Jezusa. Miejsce, gdzie Jezus idzie na szabat, nazywa?o si? Gur, i po?o?one by?o na górze, mo?na je zatem by?o ju? st?d widzie?. Niegdy? mieszkali tam krewni Jezusa. Dawniej mieszka? tu brat Józefa, który wiele obcowa? ze ?w. Rodzin?, pó?niej jednakowo? przeniós? si? do Zabulon. Przyszed?szy na miejsce, wszed? Jezus niepostrze?enie do gospody, gdzie umyto Mu nogi i podano posi?ek. Jezus kaza? Sobie przynie?? kilka ksi?g z synagogi i uda? si? z nimi do osobnej izdebki, gdzie ju?to czyta? w nich, ju?to si? modli?, spogl?daj?c w gór?. Do szko?y nie poszed?. Widzia?am, jak do gospody przyby?o kilka osób, którzy chcieli z Nim mówi?, lecz Jezus ich nie przyj??.

Rzut oka na uczniów, id?cych do chrztu

Wys?anych przez Jezusa uczniów widzia?am, gdy dochodzili do Kafarnaum; mi?dzy nimi by?o jednak tylko pi?ciu ju? mi znanych. Dwóch posz?o do Betsaidy do Piotra i Andrzeja, podczas gdy inni rozmawiali z Maryj?. Byli tak?e obecni: Jakub M?odszy, Szymon, Tadeusz, Jan i Jakub Starszy. Uczniowie opowiadali o ?agodno?ci, dobroci i m?dro?ci Jezusa. Inni mówili z zachwytem o surowo?ci ?ycia i g??bokiej nauce Jana Chrzciciela, przyznaj?c, ?e nie s?yszeli, aby kto tak umia? uczy? i obja?nia? zakon i proroków. Nawet Jan, który zna? dobrze Jezusa, wyra?a? si? z podziwem o Janie Chrzcicielu. Jan mia? sposobno?? pozna? Jezusa, bo rodzice jego mieszkali tylko o kilka godzin drogi od Nazaretu, i Jezus, b?d?c dzieckiem, zna? go ju? i kocha?. — W Kafarnaum obchodzili uczniowie szabat. Dnia nast?pnego widzia?am dziewi?ciu uczniów Jezusa w towarzystwie powy?ej wymienionych w drodze ku Tyberiadzie, a stamt?d w kierunku Ephron przez pustyni? do Jerycho, sk?d ju? niedaleko by?o do Jana. Piotr i Andrzej wychwalali bardzo Jana Chrzciciela, mówi?c, ?e pochodzi ze znakomitego rodu kap?a?skiego, ?e pobiera? nauki od Esse?czyków na pustyni, ?e nie znosi jakiegokolwiek nieporz?dku i jest zarówno surowym, jak m?drym. Niektórzy uczniowie wspominali o ?agodno?ci i m?dro?ci Jezusa; inni mówili na to, ?e Jezus przez Swoj? uleg?o?? staje si? cz?sto przyczyn? nieporz?dku i przytaczali nawet na to przyk?ady. Przyznawali jednak, ?e i On uczy? si? wiele u Esse?czyków, kiedy niedawno temu by? w podró?y. Jan nie mówi? nic podczas dzisiejszej drogi. Nie wszyscy odbywali wspólnie podró?; schodzili si? tylko na jaki? czas, a potem znowu si? roz??czali. S?ysz?c ich rozmowy, pomy?la?am sobie, ?e ludzie i dawniej byli ju? takimi, jakimi s? dzisiaj.

Jezus w Gophna

Miejscowo?? Gur, gdzie Jezus modli? si? w gospodzie na osobno?ci, le?a?a niedaleko miasta Meggido i równiny tej nazwy. Przed niejakim czasem mia?am widzenie, ?e na tym polu stoczona b?dzie przy ko?cu ?wiata bitwa z


187

antychrystem. Jezus wsta? z brzaskiem dnia, zwin?? Swe pos?anie, przepasa? si?, i zostawiwszy nale?n? zap?at?, odszed?. Obchodzi? wiele miast i wsi, nie stykaj?c si? z nikim, i nie wchodz?c do gospód. Przeszed?szy obok góry Garizim niedaleko Samarii, zwróci? si? ku po?udniu. Po drodze ?ywi? si? jagodami i owocami, a gdy by? spragniony, zaczerpywa? r?k? lub li?ciem zwini?tym wody ze strumyków. Pod wieczór przyby? do miasta Gophna, po?o?onego w górach Ephraim. Miasto wznosi?o si? na nierównym, pagórkowatym terenie, a odznacza?o si? wielk? ilo?ci? pi?knych ogrodów. Tu mieszkali krewni Joachima, ci jednak nie utrzymywali bli?szych stosunków z rodzin?. Jezus zaszed? do gospody, gdzie umyto Mu nogi i podano skromny posi?ek; wkrótce jednak przysz?o kilku Jego krewnych i znakomitych faryzeuszów, i ci wzi?li Go do swego domu. By?a to jedna z najpi?kniejszych budowli w Gophna. W mie?cie tym, które by?o jednym z znaczniejszych, by?a siedziba w?adz okr?gowych. Krewny Jezusa by? tak?e urz?dnikiem i pisarzem. O ile mi si? zdaje, nale?a?o to miasto do Samarii. Jezusa przyj?to z szacunkiem i wyprawiono uczt? na cze?? Jego, na której by?o wielu m??ów obecnych. W domu tym Jezus tak?e nocowa?. Do Jeruzalem by?o st?d dzie? drogi. Dot?d zasz?a ?w. Rodzina, gdy Jezus, maj?c 12 lat, zosta? w ?wi?tyni jerozolimskiej. Rodzice s?dzili, ?e poszed? naprzód do krewnych, gdy? dopiero ko?o Michmas stracili Go z oczu. Maryja obawia?a si?, ?e mo?e wpad? do wody, gdy? w pobli?u znajdowa?a si? rzeczka. Na drugi dzie? poszed? Jezus do synagogi, kaza? sobie da? pisma jednego z proroków i uczy? o chrzcie i Mesjaszu. Wykazywa? im, ?e czas przyj?cia Mesjasza ju? nadszed?, ?e zdarzenia, maj?ce poprzedzi? Jego przyj?cie, ju? si? spe?ni?y; wspomina? przy tym o jakim? zdarzeniu, zasz?ym przed o?miu laty, ale ju? nie wiem, czy to chodzi?o o wojn?, czy o odj?cie ber?a od Judy. Udowadnia? ?wiadectwami spe?nienie si? znaków, poprzedzaj?cych przyj?cie Mesjasza, jak np. powstanie wielu bezbo?nych sekt, i jak wiele obrz?dów tylko powierzchownie sprawowano. Mówi?, ?e cho?by Mesjasz by? w po?rodku nich, to jednak nie poznaliby go. Przedstawia? rzecz tak, ?e wszystko da?o si? zastosowa? do Niego i do Jana, tak, jak gdyby powiedzia?: „B?dzie jeden, który wam Mnie wska?e, a wy Mnie nie poznacie. Zwyci?zc?, otoczonego s?aw?, bogactwem i orszakiem znakomitych ludzi, uznaliby?cie za Mesjasza, lecz nie uznacie cz?owieka prostego, ubogiego, wyst?puj?cego w otoczeniu prostych wie?niaków i rzemie?lników, obcuj?cego z ?ebrakami, kalekami, tr?dowatymi i grzesznikami." W ten sposób mówi? Jezus, popieraj?c Swe s?owa ust?pami z proroków, które wszystkie odnosi?y si? prawie najwyra?niej do Niego i do Jana. Nie mówi? jednak nigdy „Ja," lecz zawsze jakby o kim? trzecim. Nauka ta trwa?a prawie ca?y dzie?, a krewni Jego i s?uchacze doszli nareszcie do przekonania, ?e On jest zapewne owym pos?a?cem, poprzednikiem Mesjasza. Kiedy si? znowu znale?li w domu, otwarto w Jego obecno?ci ksi?g?, w której by?o napisane, jak si? mia?a rzecz z Jezusem, synem Maryi, gdy jako dwunastoletni ch?opczyk naucza? w ?wi?tyni; przypominali sobie bowiem podobie?stwo mi?dzy tym, co wtenczas przepowiada? i czego ich dzisiaj naucza?, i to ich zastanawia?o i dziwi?o tym wi?cej. G?ow? domu by? podesz?y w latach starzec, dwie za? jego córki, obydwie owdowia?e, opowiada?y sobie, jak by?y zaproszone na za?lubiny Józefa i Maryi w Jerozolimie, jak wspania?? by?a ta uroczysto??, ?e wtenczas Anna by?a wcale zamo?n?, a nied?ugo potem tak podupad?a ich rodzina. Nie obesz?o si? jednak bez zwyk?ego w takich razach przyganiania i dowcipkowania, kiedy zacz??y roztrz?sa? sprawy maj?tkowe podupad?ego rodu. Podczas gdy one, zwyczajem kobiet, obszernie si? nad tym weselem i ?lubnym strojem Maryi rozwodzi?y, ujrza?am dok?adny obraz tych za?lubin jako te? ?lubnego stroju ?wi?tej Dziewicy. M??czy?ni tymczasem wyszukali w ksi?dze miejsce, gdzie by?a mowa o Jezusie


188

dwunastoletnim i Jego nauce w ko?ciele. Rodzice, wielce zak?opotani, szukali tam z po?piechem Jezusa, dlatego te? wie?? dosz?a o tym i do nich; zajmowali si? oni za? wi?cej jeszcze ni? inni t? spraw?, bo Jezus by? ich krewnym. Poniewa? jednak krewni coraz wi?cej pocz?li si? zastanawia? nad podobie?stwem Jego poprzednich i obecnych nauk i coraz wi?cej si? Nim zaczynali zajmowa?, o?wiadczy? im Jezus, ?e musi ich po?egna? i odszed? mimo wszelkich ich pró?b. Kilku m??czyzn odprowadzi?o Go. Przeszli przez most murowany nad strumykiem, na którym drzewa ros?y, i znale?li si? na polance, zasadzonej wierzbami. W tej miejscowo?ci przebywa? patriarcha Józef, gdy spieszy? z polecenia Jakuba do braci w Sychem, a nawet i sam Jakób tu równie? bywa?. Pó?nym ju? wieczorem doszed? Jezus do zagrody pasterskiej, po?o?onej z tej strony strumyka, a towarzysze Jego wrócili do domu. Wi?ksza cz??? osady rozci?ga?a si? po przeciwleg?ej stronie rzeczki. Synagoga by?a tak?e z tej strony. Zbawiciel wst?pi? do gospody. By?y tu dwie kompanie pielgrzymów, spiesz?cych do Chrzciciela na puszcz?; wsz?dzie rozprawiano o bliskim wyst?pieniu Jezusa. Wieczorem rozmawia? z nimi Jezus, a na drugi dzie? odeszli wszyscy w kierunku Jordanu. Zbawicielowi umyto nogi, po skromnym posi?ku usun?? si? Jezus od rozmawiaj?cych, zmówi? modlitw? i uda? si? na spoczynek.

Jezus gromi cudzo?óstwo Heroda. Podró? ?wi?tych niewiast.

Rano uda? si? Jezus do synagogi, gdzie by?o wiele ludzi zebranych. Uczy? o chrzcie i o Mesjaszu i zapowiada? im, i? wielu nie zechce Go pozna?. Najostrzej za? wyrzuca? im ich przes?dne i uporczywe obstawanie przy starych, czczych zwyczajach i podaniach. Wszyscy zdawali si? by? dobroduszni i s?uchali Go ch?tnie. Potem kaza? si? Jezus prze?o?onym synagogi zaprowadzi? do kilku chorych; nie uleczy? jednak ?adnego, bo przedtem ju? zapowiedzia? Eliudowi i swoim pi?ciu uczniom, ?e w okolicy Jeruzalem przed chrztem nikogo uzdrawia? nie b?dzie. Byli to po najwi?kszej cz??ci chorzy na wodn? puchlin?, paralitycy i s?abe niewiasty. Ka?demu z osobna doradza?, ?eby si? w duchowy sposób odradzali, bo po najwi?kszej cz??ci s? ich choroby kar? za pope?nione wyst?pki. Niektórym za? zaleca?, by si? poszli oczy?ci? i chrzest przyj?li. W gospodzie wyprawiano jeszcze uczt?, na której znajdowa?o si? wielu okolicznych mieszka?ców. Przed uczt? rozmawiano o Herodzie, o jego niegodnym zwi?zku, ganiono go wszechstronnie i zapytywano Jezusa o zdanie o nim. Jezus karci? surowo jego post?powanie, lecz równie? nadmieni?, ?e nale?y raczej siebie, ani?eli innych s?dzi? i pot?pia? i gromi? ostro grzechy krwi. W miejscowo?ci tej by?o równie? wielu grzeszników, a Jezus zwraca? si? do ka?dego z osobna i wyrzuca? im w cztery oczy grzechy ich i wyst?pne ?ycie, innym za? wyjawia? ich tajemne przest?pstwa w ma??e?stwie, a ci skruszeni, przyrzekali pokut?. St?d uda? si? w stron? Betanii, odleg?ej o dobre sze?? mil, wracaj?c na powrót w góry. O tej porze panuje w tym kraju zima, powietrze jest wi?c pos?pne i mgliste, a w nocy dotkliwe przymrozki. Jezus otuli? g?ow? chust? i spieszy? w stron? wschodni?. Widzia?am Maryj? i cztery ?wi?te niewiasty, id?ce drog? niedaleko od Tyberiady. Prowadzi ich dwóch s?u??cych. Jeden z nich idzie przodem, a drugi na ko?cu; obydwoje nios? t?umoki podró?ne, przewieszone na piersiach i na plecach, i maj? lask? w r?ce. Mi?dzy nimi wida? Joann? Chusa, Mari? Kleofasow?, jedn? z trzech wdów i Mari? Salome. One równie? do Betanii spiesz?, lecz id? zwyk?? drog? ko?o Sychar, które zostaje po lewej r?ce; Jezus za? zostawi? je po stronie prawej. ?wi?te niewiasty id? jedna za drug? o kilka kroków i st?paj? uwa?nie, bo drogi tamtejsze dla pieszych s? w?skie i po wi?kszej cz??ci nierówne; wyj?tek w tym


189

wzgl?dzie stanowi? szerokie go?ci?ce. Id? ?wawo i nie chwiej? si? tak, jak u nas ludzie podczas dalszej drogi, zapewne dlatego, ?e od samej m?odo?ci przywyk?y do d?u?szych pieszych podró?y. P?aszcze podró?ne maj? podniesione a? do po?owy goleni, ?eby im by?o l?ej i??, nogi od pasa a? do kostki owini?te ta?m?, a na nogach maj? du?e, wyk?adane sanda?y. Na g?owie nosz? zas?ony, które ?ci?gaj? oko?o szyi do?? d?ug? i w?sk? chusteczk?. Ta chusta skrzy?owana na piersiach, obiega plecy i dochodzi a? do pasa. W t? przepask? k?ad? na przemian? jedn? lub drug? r?k?. M??czyzna, przodem id?cy, toruje drog?, otwiera p?oty, usuwa z drogi kamienie i inne przeszkody, k?adzie k?adki — s?owem, spe?nia, co potrzeba, do u?atwienia podró?y, jak równie? ma obowi?zek wyszukania i zamawiania gospody. S?u??cy, zamykaj?cy pochód, przywraca znów wszystko do poprzedniego porz?dku.

Jezus w Betanii

W drodze do Betanii, odleg?ej jeszcze o jakie sze?? mil, doszed? Jezus znowu do krainy górzystej. Wieczorem przyby? do pewnego, kilka godzin na pó?noc od Jerozolimy w górach po?o?onego miasteczka, które si? sk?ada z ulicy, mniej wi?cej pó? godziny d?ugiej. Betania b?dzie st?d jeszcze ze 3 godziny oddalona. St?d mo?na widzie? ca?? okolic?; Betania bowiem le?y w dolinie. Od góry tej, na której si? owo miasteczko znajduje, ci?gnie si? mniej wi?cej przez 3 godziny na pó?nocny wschód pustynia w kierunku pustyni Ephron, i pomi?dzy obiema tymi pustyniami widzia?am Maryj? i Jej towarzystwo dzi? w gospodzie na noclegu. Jest to ta sama góra, na której si? Joab i Abizaj w ucieczce przed Abnerem zatrzymali i gdzie ten?e z nimi rozmawia?; miejsce to, le??ce na pó?noc od Jeruzalem, zwano Amma. Z miejsca, na którym sta? Jezus, rozlega? si? widok ku wschodowi i pó?nocy; o ile mi si? zdaje, nazywa?o si? to miejsce Giah, i ??czy?o si? z puszcz? Gibeon, która si? tu? u jego podnó?a zaczyna?a i bieg?a wprost naprzeciw pustyni Ephron. Jezus doszed? tu wieczorem i wst?pi? do pewnej chaty dla pokrzepienia. Umyto Mu nogi i dano jaki? napój i ma?e placki. Wkrótce zebra?o si? oko?o Niego mnóstwo ludzi, a poniewa? szed? z Galilei, pocz?li wypytywa? si? Go o Mistrza z Nazaretu, o którym tyle s?yszeli i o którym Jan tyle mówi, i czy chrzest Jana jest dobry. Jezus poucza? ich, jak to zawsze zwyk? by? czyni?, nak?ania? ich do chrztu i nawo?ywa? do pokuty, opowiadaj?c im o Proroku z Nazaret i o Mesjaszu; ?e publicznie wyst?pi, ?e nie zechc? Go pozna?, owszem, ?e b?d? Go prze?ladowa? i zniewa?a?. Powinni jednak wszystko rozwa?y?, gdy? nadchodzi czas przepowiedziany. Z jak najwi?kszym za? naciskiem zaznacza?, ?e Mesjasz nie przyjdzie w tryumfie i chwale, lecz w ubóstwie i poni?eniu i ?e najwi?cej b?dzie przestawa? z prostaczkami. Nie poznali Go s?uchacze, lecz ch?tnie Go s?uchali i okazywali mu wielki szacunek. T?umy ludu, ci?gn?ce do Jana, rozprawia?y wsz?dzie o Jezusie. Po dwugodzinnym wypoczynku odprowadzili Jezusa na drog?. Do Betanii przyszed? Jezus w nocy. ?azarz, powiadomiony od uczniów o przybyciu Jezusa dopiero przed kilku dniami z swojej w?o?ci w Jerozolimie powróciwszy, bawi? obecnie w domu. W?asno?? ta le?a?a z pó?nocnej strony góry Syjon w stronie góry Kalwarii. Domostwo w Betanii nale?a?o w?a?ciwie do Marty. ?azarz jednak ch?tniej tu przebywa? i razem z siostr? gospodarzy?. Wszyscy oczekiwali Jezusa i przyrz?dzili uczt? na Jego przyj?cie. Maria zamieszkiwa?a dom, po?o?ony po drugiej stronie podwórza. Byli tak?e i go?cie w domu. U Marty by?a Serafia (Weronika), Maria Marka i jeszcze jedna podesz?a niewiasta jerozolimska. Marta by?a razem z Maryj? na pos?ug? do ?wi?tyni ofiarowan?, lecz w?a?nie w tym czasie, kiedy Maryj? oddano do ?wi?tyni, odesz?a stamt?d; sama ch?tnie by?aby tam d?u?ej zosta?a, lecz dziwnym zrz?dzeniem Boga musia?a wyj?? za m??. U


190

?azarza za? by? Nikodem, Jan Marek, jeden z synów Symeona i pewien starzec, nazwiskiem Obed, brat albo mo?e bratanek m??a Anny ze ?wi?tyni. Wszyscy byli tajemnymi wielbicielami i przyjació?mi Jezusa, cz??ci? przez Jana Chrzciciela, cz??ci? przez rodzin? i przez proroctwa Symeona i Anny. Nikodem by? cz?owiekiem badawczym i my?l?cym, który spodziewa? si? i po??da? widzie? Jezusa. Wszyscy byli ochrzczeni chrztem Jana. Ch?tnie te? przyj?li zaproszenie ?azarza; przybyli po kryjomu. Ten sam Nikodem by? pó?niej wiernym stronnikiem Jezusa i Jego sprawy, lecz zawsze tajnie. ?azarz wys?a? naprzeciw Jezusa swoich domowników i jeden z nich, stary, wierny s?uga, spotka? Go o pó? godziny drogi od Betanii. S?uga ten zosta? pó?niej wiernym uczniem Jezusa. Spotkawszy Go, upad? przed Nim na twarz i rzek?: „Jestem s?ug? ?azarza, je?elim znalaz? ?ask? przed Tob?, zapraszam Ci? do jego domu." Jezus kaza? mu powsta? i poszed? za nim. By? dla niego przyjaznym, lecz z powag? i godno?ci?. Takim w?a?nie post?powaniem porywa? wszystkich serca ku Sobie. Kochali cz?owieka, a odczuwali w Nim Boga. S?u??cy przywiód? Jezusa do przedsionka domu przed studni?, gdzie ju? wszystko by?o przygotowane. Wod? studzienn? obmy? Jezusowi nogi i w?o?y? na nie ?wie?e sanda?y. Przychodz?c do domu ?azarza, mia? Jezus sanda?y zielono wyk?adane. Te wi?c zdj?? s?u??cy i na?o?y? zwyk?e, twarde, ze skórzanymi rzemykami, które te? Jezus nosi? od tego czasu. Nast?pnie zdj?? s?u??cy z Niego suknie i otrz?s? z kurzu. Wtem nadszed? ?azarz ze swymi przyjació?mi i przyniós? Jezusowi kubek i przek?sk?. Jezus u?ciska? ?azarza, a reszt? obecnych przywita? podaniem r?ki. Wszyscy przyj?li Go serdecznie i ruszyli do domu; przedtem jednak jeszcze zaprowadzi? ?azarz Jezusa do domu Marty. Zebrane tu kobiety by?y wszystkie zawoalowane. Skoro Jezus z ?azarzem weszli, upad?y Mu do nóg, Jezus jednak podniós? je ?agodnie z ziemi, rzek? do Marty, ?e Matka Jego j? odwiedzi, gdy? Go tu b?dzie oczekiwa?a, a? powróci od chrztu. — Potem poszli do domu ?azarza i zasiedli do uczty. Podano na stó? upieczone jagni? i go??bie, miód, ma?e chleby, owoce, jarzyny i nape?niono kubki. Wpó? le??cej postawie spoczywali na sofach niskich, po dwóch na ka?dej; niewiasty za? jad?y osobno w przedsionku. Jezus modli? si? przed uczt? i pob?ogos?awi? potrawy. Podczas uczty by? bardzo powa?ny, prawie smutny; mówi? do wspó?biesiadników, ?e bardzo ci??ka dla Niego zbli?a si? chwila, ?e wst?puje na uci??liw? drog?, która bardzo gorzko si? sko?czy. Zach?ca? ich, ?eby wytrwali przy Nim, cokolwiek Go spotka, je?eli chc? nadal by? Jego przyjació?mi, gdy? wiele wypadnie im cierpie?. Tak czule przemawia?, ?e wszyscy wybuchli p?aczem, jednak nie mogli go zupe?nie zrozumie? i nie wiedzieli, ?e Boga goszcz? mi?dzy sob?. Nie mog? sobie jednak wyt?umaczy? ich nie?wiadomo?ci, kiedy sama tak mocno jestem przekonana o Boskim Jezusa pos?annictwie. Ci?gle mi przychodzi na my?l, dlaczego tym ludziom nie by?o to tak samo obja?nione jak mnie. Widz? przecie? wyra?nie jak Pan Bóg stwarza pierwszego cz?owieka, ukszta?ca z jego cia?a Ew?, jak Bóg ??czy ich w?z?em ma??e?stwa i ich smutny upadek. S?ysza?am obietnic? Mesjasza, dan? im w raju, widzia?am rozproszenie si? ludów po ca?ym ?wiecie, jako te? dziwne ?aski, jakie Opatrzno?? zsy?a na przysz?? matk? Odkupiciela. Widzia?am drog? odkupienia, przebiegaj?c? na kszta?t iskry przez wszystek ród Dawida a? do rodziców Maryi; widzia?am wreszcie Zwiastowanie, przyniesione Maryi przez anio?a, i niebia?sk? jasno??, otaczaj?c? Maryj? w chwili Niepokalanego Pocz?cia. Nie mog? w ?aden sposób poj??, biedna grzesznica, ?e ci ?wi?ci towarzysze i przyjaciele Jezusa patrz? na Niego w?asnymi oczy, szanuj? i czcz? Go nawet a nie chc? pomimo tego uwierzy? w Boskie Jego pos?annictwo; uznaj? Go wprawdzie za Mesjasza, ale nie za Boga, i spodziewaj? si? po nim przywrócenia w?adzy królewskiej domowi Dawida. Dla nich jest Jezus zawsze


191

jeszcze synem Józefa i Maryi. Nikt nie przeczuwa?, ?e Maryja jest Dziewic?, bo nie wiedzieli nic o Jej cudownym Pocz?ciu. Nie wiedzieli oni nawet o tajemnicy arki przymierza. Ju? to, ?e Go kochali i czcili, zdawa?o si? im zupe?nie wystarczaj?cym. Faryzeusze os?upieli ze zdziwienia, us?yszawszy proroctwa, wypowiedziane o Nim przy ofiarowaniu Go w ko?ciele jerozolimskim przez Symeona i Ann?, jak niemniej podziwiali nadludzk? Jego m?dro?? podczas rozmowy z Nim, gdy mia? lat dwana?cie; ciekawie wi?c badali Jego ród i mesja?skie przepowiednie, lecz rodzina Jego by?a za uboga, za niska, nie odpowiada?a bynajmniej ich urojeniom, jakie sobie wytworzyli o pot??nym i ze znakomitego rodu pochodz?cym Mesjaszu. ?azarz, Nikodem i wielu z Jego stronników, my?leli, ?e On na to pos?any od Boga, by przy pomocy swych uczniów i stronników zdoby? Jerozolim? i wyswobodzi? królestwo izraelskie z pod jarzma Rzymian. W tym bowiem czasie, ka?dy ?ydpatriota widzia? w tym zbawc?, któryby kochanej ojczy?nie przywróci? ich dawn? swobod? i samorz?d. Nie przewidywali oni, ?e królestwo, które ich zbawi? i uszcz??liwi? mo?e, nie jest królestwem tego ziemskiego pado?u. Owszem cieszyli si? nawet chwilami na my?l, ?e teraz si? zbli?a koniec niejednemu z owych okrutnych tyranów. ?aden jednak z nich nie o?mieli? si? mówi? z Nim o tym, bo wszystkich przejmowa?a obawa. Wnosz?c z Jego zachowania si? i s?ów, widzieli, ?e nie zanosi si? wcale na spe?nienie ich oczekiwa?. Po uczcie udano si? do modlitewnika i tu odmówi? Jezus modlitw? dzi?kczynn?, gdy? rozpoczyna si? czas Jego pos?annictwa. Wszyscy wzruszeni byli bardzo i ?zy cisn??y im si? do oczu, a szczególnie niewiastom, które sta?y w tyle. Potem odmówiono jeszcze wspólnie modlitwy, Jezus pob?ogos?awi? obecnych, i odprowadzony przez ?azarza, uda? si? na spoczynek. Oddzielne sypialnie dla m??czyzn by?y w jednym obszernym miejscu i gustowniej urz?dzone, ni? w zwyk?ych domach. ?ó?ko nie by?o sk?adane, jak gdzie indziej i nie le?a?o bezpo?rednio na ziemi, lecz na podwy?szeniu. Z przodu by?a galeryjka (?cianka opatrzona u góry kratami), ozdobiona zas?on? i fr?dzlami. Na ?cianie, przy której sia?o ?ó?ko, umieszczona by?a u góry pi?kna mata, któr? za poci?gni?ciem mo?na by?o podnie?? lub spu?ci? przed ?ó?ko, tak ?e tworzy?a sko?ny daszek, zakrywaj?cy ?ó?ko, kiedy by?o pró?ne. Przy ?ó?ku sta? sto?ek pod nogi, w niszy umywalnia, a na niej naczynie z wod? i dwa mniejsze do nabierania i wylewania wody. Na ?cianie wisia?a lampa, a przy niej r?cznik do wycierania si?. Wszed?szy z Jezusem do sypialni, zapali? ?azarz lamp?, ukl?kn?? przed Jezusem, który go jeszcze raz pob?ogos?awi?, poczym odszed? do swej sypialni. Ob??kana siostra ?azarza, „cicha Maria," nie pokazywa?a si? wcale, gdy? w ogóle nie lubi?a rozmawia? z lud?mi. W obecno?ci drugich by?a milcz?ca, spogl?da?a w ziemi?, s?owem wygl?da?a jak pos?g, który o tyle tylko dawa? znak ?ycia, ?e obcych wita? grzecznym uk?onem. Za to gdy by?a sama w swojej izdebce, lub w ogródku, rozmawia?a g?o?no sama ze sob?, lub z otaczaj?cymi j? przedmiotami, jakby z ?yj?cymi istotami. Swoje suknie i rzeczy utrzymywa?a w porz?dku i oddawa?a si? ró?nym zaj?ciom. Pobo?n? by?a bardzo, lecz nie chodzi?a nigdy do szko?y, tylko modli?a si? w swojej izdebce. O ile mi si? zdaje, miewa?a widzenia, podczas których rozmawia?a z jakimi? osobami. Kocha?a nadzwyczaj rodze?stwo, szczególnie Magdalen?. Ob??kanie jej trwa?o jeszcze od lat dzieci?cych. Mia?a zawsze przy sobie dozorczyni?, co jednak by?o prawie zbytecznym, gdy? zachowywa?a si? spokojnie i na pozór nie wygl?da?a nawet na ob??kan?. O Magdalenie nie mówiono jeszcze nic w obecno?ci Jezusa. Przebywa?a ona dotychczas w Magdalum, gdzie ?y?a z najwi?kszym przepychem. Tej samej nocy, w której Jezus przyby? do ?azarza, widzia?am, jak Naj?wi?tsza


192

Panna, Joanna Chusa, Maria Kleofe, wdowa Lea i Maria Salome, nocowa?y w gospodzie, po?o?onej o pi?? godzin drogi od Betanii, mi?dzy pustyniami Gibea i Efraim. Umieszczono je w szopie, maj?cej cienkie, drewniane ?ciany, a podzielonej na dwie cz??ci; w przedniej urz?dzone by?y w dwóch rz?dach pos?ania dla ?wi?tych niewiast, a w tylnej cz??ci by?a kuchnia. Przed domem sta?a szopa, w której p?on??o ognisko, oko?o którego spoczywali m??czy?ni, towarzysz?cy niewiastom. Na przemian jeden spa? a drugi czuwa? nad bezpiecze?stwem ?pi?cych. Opodal znajdowa?o si? mieszkanie w?a?ciciela gospody. Na drugi dzie? chodzi? Jezus po podwórzach i ogrodach zamkowych, nauczaj?c domowników. S?owa Jego powa?ne porusza?y do g??bi i cho? dla wszystkich by? uprzejmy, jednak zachowanie si? Jego nakazywa?o szacunek. Wszyscy kochali Go i ch?tnie szli za Nim, a jednak byli nie?miali wobec Niego. Najpoufalszym by? z Nim ?azarz, inni m??czy?ni podziwiali Go bardzo, ale trzymali si? z daleka.

Rozmowy Jezusa z „cich? Mari?" i z Matka Sw?

W towarzystwie ?azarza uda? si? Jezus tak?e do kobiet, a Marta zaprowadzi?a Go do swej siostry, „cichej Marii," z któr? Jezus ?yczy? Sobie, pomówi?. Przeszed?szy wielkie podwórze, weszli do niewielkiego, murem otoczonego ogródka, do którego przytyka?o mieszkanie Marii. Jezus czeka? w ogródku, a Marta posz?a zawo?a? siostr?. — Ogródek by? pi?knie i w wielkim porz?dku utrzymany. Zasadzony by? ró?nymi zio?ami, korzeniami i krzewami, a w ?rodku sta?a wielka palma daktylowa. By?a tak?e studnia obszerna z kamiennym siedzeniem w po?rodku, do którego dochodzi?o si? po desce, rzuconej przez wod? od kraju studni. Tu lubi?a siadywa? „cicha Maria" pod namiotem, rozpi?tym nad studni?, otoczona doko?a wod?. Marta posz?a do niej i oznajmi?a jej, ?e kto? na ni? czeka w ogrodzie. Pos?uszna, wsta?a natychmiast, zarzuci?a zas?on? na twarz i zesz?a do ogrodu, podczas gdy Marta odesz?a gdzie indziej. Maria by?a niewiast? pi?kn?, s?usznego wzrostu i mog?a liczy? oko?o trzydzie?ci lat. Mówi?c o sobie, nie mówi?a nigdy „ja," lecz zawsze „ty," jak gdyby patrza?a na drug? osob? i do niej przemawia?a. Do Jezusa nie przemówi?a nic i pok?onu Mu nie odda?a. Spogl?da?a tylko wci?? w gór?, a gdy czasem wzrok jej pad? w stron?, gdzie szed? Jezus, by? on tak nieokre?lonym, jak gdyby spogl?da?a w pró?ni?. Jezus pocz?? do niej mówi?, chodz?c z ni? po ogrodzie, ale w?a?ciwie nie mówili do siebie. Maria, patrz?c w gór?, mówi?a o jakich? niebieskich zjawiskach, jak gdyby na nie patrza?a. I Jezus podobnie mówi?, a mianowicie mówi? o Ojcu Swoim i z tym Ojcem rozmawia?; Maria nie patrza?a na Jezusa, tylko czasem, mówi?c, zwraca?a si? nieco ku Niemu. Ich wzajemna rozmowa by?a raczej modlitw?, hymnem, rozmy?laniem, lub wyjawianiem tajemnic, ale nie rozmow?. Zreszt? Maria prawdopodobnie nie zdawa?a sobie nawet sprawy z tego, ?e ?yje; dusza jej przebywa?a na innym ?wiecie, a tylko cia?o ?y?o i dzia?a?o na tej ziemi. Z mów jej przypominam sobie t?, w której opowiada?a o wcieleniu si? Chrystusa w taki sposób, jak gdyby widzia?a odbywanie si? tego dzie?a w Naj?wi?tszej Trójcy. — Nie potrafi? powtórzy? tych dziecinnych, a zarazem pe?nych znaczenia s?ów. Mówi?c o tej tajemnicy, w te odezwa?a si? s?owa: „Ojciec rzek? do Syna, aby szed? na ziemi? i zosta? pocz?ty w ?onie Dziewicy." Nast?pnie opisywa?a rado?? anio?ów, ciesz?cych si? t? nowin?, i poselstwo Gabriela do dziewicy. Wymienia?a po kolei wszystkie chóry anio?ów i tych, którzy towarzyszyli Gabrielowi, tak samo jak dziecko, które przypatruje si? z rado?ci? przeci?gaj?cej procesji i chwali pobo?no?? i gorliwo?? ka?dego z osobna. Potem zdawa?a si? widzie? Naj?w. Pann? w Jej izdebce, przemawia?a do Niej, przej?ta pragnieniem,


193

aby przyj??a poselstwo anio?a, widzia?a przybycie anio?a i zwiastowanie, a wszystko to mówi?a, patrz?c w dal, jak gdyby przypatrywa?a si? wszystkiemu i my?li swe g?o?no wy powiada?a. Zauwa?y?a przy tym z dzieci?c? naiwno?ci?, ?e Naj?w. Panna namy?la?a si?, zanim odpowiedzia?a anio?owi, a potem rzek?a: „Nie dziwi? si? temu, gdy? uczyni?a? ?lub dziewictwa; gdyby? nie by?a zgodzi?a si? zosta? matk? Pana, có?by si? wtenczas sta?o? Czy znalaz?aby si? inna odpowiednia po temu dziewica? D?ugo jeszcze, osierocony Izraelu, musia?by? wzdycha? za wyzwoleniem!" I znów mówi?a, jakie to szcz??cie, ?e dziewica zgodzi?a si? zosta? matk?, chwali?a j? za to, a przyszed?szy do narodzenia Jezusa, zwróci?a si? do nowonarodzonego Dzieci?cia ze s?owami: „Mas?o i miód je?? b?dziesz." Potem znów przeszed?szy do proroctw, mówi?a o proroctwach Symeona i Anny i tak coraz to inne rzeczy opowiada?a, jak gdyby ?y?a w tych czasach, wszystko widzia?a i ze wszystkimi rzeczywi?cie mówi?a. Doszed?szy do tera?niejszego ?ycia Jezusa, rzek?a: „Teraz idziesz po stromej, uci??liwej drodze itd." Przy tym zachowywa?a si? tak, jak gdyby by?a sama, i chocia? wiedzia?a, ?e Pan jest przy niej, to jednak zdawa?o si?, jakoby si? jej przedstawia? w takim oddaleniu, jak wszystkie te obrazy i sceny, o których opowiada?a. Jezus przerywa? jej w stosownych miejscach, czy to modl?c si?, czy dzi?ki sk?adaj?c Bogu, czy wstawiaj?c si? do Niego za lud?mi. Ca?a ta rozmowa by?a niewypowiedzianie wzruszaj?c? i dziwn?. Gdy Jezus odszed?, powróci?a „cicha Maria" znowu do dawnego spokoju i odesz?a do swego mieszkania. Rozmawiaj?c z ?azarzem i Mart?, tak si? Jezus o niej wyrazi?: „Nie jest ona pozbawiona rozumu, tylko dusz? nie przebywa na tym ?wiecie. Nie widzi ?wiata i ?wiat jej nie rozumie; szcz??liwa jest, bo nie grzeszy nigdy." Rzeczywi?cie, ?yj?c ci?gle tylko duchowo, nie wiedzia?a „cicha Maria", co si? z ni? i oko?o niej dzia?o, i zawsze by?a jakby nieprzytomna. Z nikim nie mówi?a tak wiele, jak z Jezusem, nie dlatego, jakoby by?a dumna i w sobie zamkni?ta, ale ?e ?yj?c ?yciem wewn?trznym, nie zwraca?a na ludzi uwagi i nie widzia?a ?adnego zwi?zku miedzy nimi a widzianymi tajemnicami i odkupieniem. Nieraz zapytywali j? o co? uczeni i pobo?ni przyjaciele ?azarza, i wtedy nieraz wymawia?a g?o?no par? s?ów, których jednak nikt nie rozumia? i które nie mia?y ?adnego zwi?zku z zadanym pytaniem. By?y to zapewne urywki z jej widze?, które jednak dla uczonych pozosta?y tajemnic?. Skutkiem takiego zachowania si? uwa?ano j? w rodzinie za ob??kan? i pozostawiono j? w odosobnieniu; tak? te? pozosta?a nadal, jakby nie ?yj?c na tym ?wiecie. Czas sp?dza?a na uprawie ogródka i wyrabianiu haftów dla ?wi?tyni, które jej dostarcza?a Marta. Roboty wykonywa?a pi?knie, b?d?c bezustannie pogr??on? w rozmy?laniu. By?a bardzo pobo?n? i prawdopodobnie odczuwa?a na sobie grzechy innych, gdy? nieraz wida? w niej by?o takie przygn?bienie, jak gdyby ?wiat ca?y wraz z ni? si? zapada?. Jad?a bardzo ma?o, a i to nie w towarzystwie, lecz osobno. Mieszkanie urz?dzone mia?a bardzo wygodnie, zaopatrzone w wszelkie potrzebne sprz?ty. — Umar?a z bole?ci nad niezmiernymi cierpieniami Jezusa, które w duchu widzia?a. Marta rozmawia?a tak?e z Jezusem o Magdalenie i o zmartwieniu, jakie im sprawia swoim post?powaniem. Jezus pocieszy? j?, mówi?c, ?e Magdalena z pewno?ci? si? poprawi, je?li tylko nie przestan? modli? si? za ni? i odwodzi? j? od z?ego. O godzinie pó? do drugiej przyby?a Naj?w. Panna wraz z Mari? Chusa, Le?, Mari? Salome i Mari? Kleofe. Jeden z towarzysz?cych im m??czyzn wyprzedzi? je, oznajmiaj?c o ich przybyciu, wi?c te? Marta, Serafia, Maria Marka i Zuzanna wysz?y na przywitanie z potrzebnymi przyborami i posi?kiem do tego samego przysionka, w którym wczoraj przyjmowa? ?azarz Jezusa. Po wzajemnym


194

pozdrowieniu umyto przyby?ym nogi; ?wi?te niewiasty na?o?y?y inne suknie, przepasa?y si? i wzi??y inne zas?ony. Suknie te zrobione by?y z we?ny bia?ej, ?ó?tej lub brunatnej. Nast?pnie cokolwiek si? posili?y i posz?y do mieszkania Marty. Tam przyby? tak?e na powitanie Jezus z m??czyznami i rozmawia? d?ugo z Naj?wi?tsz? Pann? na osobno?ci. G?osem pe?nym mi?o?ci, lecz zarazem z powag? mówi? Jej, ?e ju? rozpoczyna teraz Swój zawód; nied?ugo pójdzie da? si? ochrzci? przez Jana, a potem wróci, a?eby z Ni? jeszcze krótki czas przep?dzi? w okolicy Samarii. Potem uda si? na pustyni? i pozostanie tam przez czterdzie?ci dni. S?ysz?c o pustyni, zasmuci?a si? Maryja i prosi?a Go gor?co, aby nie szed? w to straszne miejsce, bo tam zmarnieje. Na to odrzek? Jej Jezus, ?e nie powinna od teraz trosk? Sw? o Niego, przeszkadza? Mu w Jego powo?aniu. Co czyni, jest koniecznym. Wprawdzie wchodzi na uci??liw? drog? i wie, ?e ci, co z Nim pójd?, b?d? musieli wspó?cierpie? z Nim, lecz na tej drodze spe?nia pos?annictwo Swoje, powinna wi?c zrzec si? wszelkich osobistych roszcze? i praw do Niego. On kocha? J? b?dzie, jak zawsze, lecz od teraz przeznaczonym jest dla wszystkich. Prosi? J? dalej, by zastosowa?a si? do Jego s?ów, a Ojciec Jego, który jest w niebie, wynagrodzi J? za to. Spe?ni si? teraz to, co przepowiada? Jej Symeon, ?e dusz? Jej przeniknie miecz bole?ci. Naj?w, Pann? zasmuci?y bardzo Jego s?owa lecz nie upad?a na duchu i podda?a si? ch?tnie woli Bo?ej, tym bardziej, ?e Jezus by? dla Niej bardzo dobrotliwym i uprzejmym. Wieczorem odby?a si? w domu ?azarza wielka uczta, na któr? zaproszono Faryzeusza Szymona i kilku innych. Niewiasty spo?ywa?y wieczerz? w s?siedniej komnacie, oddzielonej krat?, tak, ?e mog?y s?ysze? ca?? nauk? Jezusa. Jezus naucza? o wierze, nadziei, mi?o?ci i o pos?usze?stwie. Mówi?, ?e kto za Nim pójdzie, nie mo?e si? ju? ogl?da? wstecz, tylko musi post?powa? wed?ug Jego nauki i podziela? Jego cierpienia; za te On z pewno?ci? takiego nie opu?ci. Mówi? tak?e o ci??kiej i mozolnej drodze, na któr? wst?puje, o cierpieniach i prze?ladowaniach, na jakie b?dzie wystawiony, a które b?d? musieli podziela? z Nim Jego przyjaciele. Wszyscy s?uchali Go ze wzruszeniem i podziwem, lecz tego, co mówi? o Swoich cierpieniach, nie rozumieli dobrze i nie chcieli wprost temu wierzy?; s?dzili tylko, ?e znaczenie tych s?ów jest prorockie i ?e nie trzeba ich bra? dos?ownie. Faryzeuszów nie gorszy?a ta mowa, cho? wi?cej byli uprzedzonymi ni? inni, bo tym razem mówi? Jezus bardzo umiarkowanie i ?agodnie.

Jezus wyrusza z ?azarzem na miejsce chrztu

Po uczcie spocz?? Jezus troch?, a potem poszed? z ?azarzem we dwójk? w kierunku Jerycho, by si? da? ochrzci?. Z pocz?tku towarzyszy? im s?u??cy ?azarza z pochodni?, gdy? by?a jeszcze noc. Po up?ywie pól godziny doszli do gospody, nale??cej do ?azarza, w której pó?niej zatrzymywali si? cz?sto uczniowie Jezusa. Nie jest to jednak ta gospoda, o której dawniej cz?sto mówi?am, po?o?ona dalej po przeciwnej stronie, w której tak?e cz?sto przebywali uczniowie. Przedsionek za?, gdzie ?azarz przyjmowa? Jezusa, a pó?niej Maryj?, by? ten sam, w którym przebywa? i naucza? Jezus przed wskrzeszeniem ?azarza, gdy Magdalena wysz?a naprzeciw Niego. Przy gospodzie zdj?? Jezus sanda?y i szed? boso. ?azarz, lituj?c si? nad Nim, prosi? Go, aby tego nie czyni?, bo droga jest bardzo kamienista, lecz Jezus odrzek? mu powa?nie: „Pozwól, niech tak b?dzie; Ja wiem, co Mi czyni? wypada." Szli teraz pustyni?, przecinan? skalistymi parowami, ci?gn?c? si? w kierunku Jerycho przez pi?? godzin drogi. Za ni? przez dwie godziny drogi ci?gnie si? urodzajna dolina jerycho?ska, jednak i na niej s? gdzieniegdzie miejsca


195

nieurodzajne. St?d jest jeszcze dwie godziny drogi do miejsca, gdzie Jan chrzci?. Jezus szed? o wiele pr?dzej ni? ?azarz i cz?sto wyprzedza? go o godzin? drogi. Ludzie, których Jezus wys?a? z Galilei do chrztu, a mi?dzy którymi by?o wielu celników, wracali teraz, lecz inn? drog? przez pustyni? ku Betanii. Jezus przeszed? ko?o Jerycha i kilku innych miejscowo?ci, nie wst?puj?c nigdzie. Przyjaciele ?azarza, jak Nikodem, syn Symeona, Jan Marek, rozmawiali niewiele z Jezusem; za to mi?dzy sob? wci?? podziwiali i wychwalali Jego umys? i m?dro??, przymioty cia?a i duszy. Ilekro? nie by? z nimi, lub szed? kawa?ek drogi naprzód, mówili jeden do drugiego: „Co to za cz?owiek nadzwyczajny! Takiego nie by?o i nie b?dzie, ?eby by? tak powa?ny, ?agodny, m?dry, przenikaj?cy wszystko, a zarazem tak pojedynczy." Nie rozumiem Jego mowy, a przecie? musz? Mu wierzy?. Nie mo?na Mu wprost w twarz popatrze?, gdy?, zdaje si?, ?e odgaduje my?li ka?dego cz?owieka. Co za kszta?ty! co za wynios?a posta?! Jak pr?dko idzie, a przy tym nie biegnie! Któ? tak umie chodzi?! Szybko i bez znu?enia odbywa podró?e, a przybywszy na miejsce, wyrusza dalej o oznaczonej godzinie! „Jaki okaza?y m?? zrobi? si? z Niego!" Potem mówili o Jego latach dzieci?cych, o nauczaniu w ?wi?tyni, o niebezpiecze?stwach, jakie przeby?, podró?uj?c pierwszy raz na morzu i jak tam pomaga? ?eglarzom. ?aden z nich nie przeczuwa? jednak, ?e mówi o Synu Boga. By? dla nich wi?kszym, ni? inni ludzie, czcili Go i bali si? zarazem, uwa?ali Go za cz?owieka nadzwyczajnego, ale tylko za cz?owieka. Jednym z tajemnych uczniów Jezusa by? Obed z Jeruzalem, cz?owiek ju? podesz?y w latach, bratanek m??a staruszki Anny ze ?wi?tyni. Nale?a? do tak zwanych „najstarszych" w ?wi?tyni i by? cz?onkiem „Rady." By? to cz?owiek pobo?ny i przez czas ?ycia swego wielce zdzia?a? dobrego dla wyznawców Jezusa.

 

 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież


Sonda

Czy przedsoborowa Msza Trydencka? (po ?acinie)
 

Polecany link, kliknij

Reklama

Kto jest teraz on-line

NaszÄ… witrynÄ™ przeglÄ…da teraz 66 goĹ›ci