Emmerich - 3 JAN NAK?ANIA DO POKUTY I CHRZCI
Czytelnia - bl. Anna Katarzyna Emmerich

?ywot i Bolesna M?ka
Pana Naszego Jezusa Chrystusa
I Naj?wi?tszej Matki Jego Maryi


napisa?a Katarzyna Emmerich (ok. 1790)

JAN NAK?ANIA DO POKUTY I CHRZCI

Jan opuszcza pustyni?.

Jan otrzyma? pos?annictwo udzielania chrztu w objawieniu, na podstawie którego wzi?? si? przed opuszczeniem pustyni do kopania, studni w miejscu, po?o?onym bli?ej zamieszka?ych okolic. Widzia?am go u stóp stromej ska?y od strony zachodniej. Po lewej r?ce p?yn?? strumyk, prawdopodobnie jedno ze ?róde? Jordanu, który wyp?ywa z gór Libanu, z jaskini, po?o?onej mi?dzy dwoma pagórkami (s? one widoczne dopiero za zbli?eniem si? do nich); po prawej r?ce rozci?ga?a si? równina pusta, otoczona w oko?o puszcz?, i na niej to w?a?nie mia? Jan kopa? studni?. Jan kl?cza? na jednym kolanie, a na drugim trzyma? d?ugi zwój ?yka papirusowego, na którym pisa? co? rurk? trzcinow?. Promienie s?o?ca pada?y prostopadle na niego, lecz on, wpatrzony w po?o?one ku zachodowi góry Libanu, nie zwa?a? na to. Kl?cz?c tak nieruchomy, robi? wra?enie martwego pos?gu. Nagle zdawa?o mi si?, ?e wpad? w zachwycenie i ujrza?am jakiego? m??a, stoj?cego przy nim, który przez ca?y czas, gdy Jan by? w zachwyceniu, pisa? co? i rysowa? na zwoju. Gdy Jan przyszed? do siebie, przeczyta?, co ów nieznajomy napisa? na zwoju i zaraz zacz?? ci??k? prac? kopania studni. Zapisany zwój po?o?y? na ziemi i przycisn?? dwoma kamieniami, aby si? nie zwija? i podczas pracy spogl?da? we? cz?sto, gdy? widocznie by? tam nakre?lony plan, wed?ug którego mia?a si? praca odbywa?. Widzenie to ma zwi?zek z poprzednim, jakie mia?am z ?ycia Eliasza. Widzia?am go, jak siedzia? na pustyni zasmucony tym, ?e pope?ni? jaki? b??d. Po chwili zasn?? i mia? sen, ?e ch?opiec jaki? tr?ca go kijem i zdj??a go obawa, ?e wpadnie


196

do studni, znajduj?cej si? obok, a to tym wi?cej, ?e wskutek owych uderze? potoczy? si? nieco drog?. Wtedy zbudzi? go anio? i da? mu si? napi? wody. Dzia?o si? to na tym samym miejscu, gdzie teraz Jan kopa? studni?. Znanym mi by?o znaczenie ka?dej warstwy ziemi, któr? przekopywa? Jan, robi?c studni?, jak równie? znaczenie ka?dej pojedynczej pracy, a? do zupe?nego uko?czenia dzie?a. Wszystko mia?o zwi?zek ze skamienia?o?ci? i innymi wadami serc ludzkich, które mia? pokona?, aby ?aska Pana mog?a na nie sp?yn??. Ta jego praca — jak w ogóle jego ca?e ?ycie i dzia?alno?? — by?a jakby symbolem i obrazem, przez który nie tylko poucza? go Duch ?w. co ma robi?, ale przez który rzeczywi?cie spe?nia? to, co te prace wyobra?a?y, gdy? Bóg przyjmowa? dobr? intencj?, jak? do nich przy??cza?. Do tego wszystkiego pobudza? go Duch ?w. podobnie jak niegdy? proroków. Jan odkopa? doko?a darnin? i w twardym marglowym pok?adzie wykopa? starannie równ? okr?g?? kotlin?, wy?o?y? j? ró?nymi kamieniami, a tam, gdzie woda zaczyna?a si? pokazywa?, pozostawi? otwór. Wybran? ziemi? u?o?y? doko?a kotliny na kszta?t wa?u, zostawiwszy w nim pi?? otworów. Naprzeciw czterech z tych otworów zasadzi? w równym oddaleniu cztery smuk?e zieleniej?ce si? szczepy, z których ka?dy by? innego gatunku. W ?rodku za? kotlinki zasadzi? jakie? osobliwe drzewo o w?skich li?ciach i piramidalnych p?kach kwiecia, otoczonych kolczastymi szypu?kami owoców. Drzewko to le?a?o d?u?szy czas nieco zwi?dni?te przed jego grot?. Cztery szczepy doko?a wygl?da?y raczej na drzewa, na których dojrzewaj? jagody. Dla ochrony otoczy? je u spodu kopcami. Skoro przy kopaniu kotliny dotar? do gruntu, gdzie potem w ?rodku zasadzone by?o drzewo, poprowadzi? rów z potoku obok swej groty a? do kotliny, a nast?pnie widzia?am, jak po puszczy zbiera? trzciny, nasadza? jedn? na drug? i w ten sposób poprowadzi? wod? z potoku do kotliny, poczym ten wodoci?g przykry? ziemi?; móg? go tak?e zatyka?. Zrobi? ?cie?k? przez zaro?la do naprzeciw le??cego wy??obienia w kraw?dzi kotliny. ?cie?ka ta prowadzi?a naoko?o kotliny, pomi?dzy jej brzegiem, a czterema drzewami, które pozasadza? naprzeciwko czterem przerwom brzegu. W przerwie, gdzie si? znajdowa?o wej?cie, nie by?o drzewa. Z tej strony jedynie by? wolny przyst?p do studni, z innych za? stron by?a oddzielona od zaro?li i ska? jedynie otaczaj?c? j? ?cie?k?. Na pokrytych muraw? kopcach, u stóp czterech drzew, zasadzi? ro?lin? dobrze mi znan?. Bardzo j? lubi?am, b?d?c jeszcze dzieckiem, a gdy j? znalaz?am, zasadzi?am j? w pobli?u naszego domu. Ma ona wysok?, grub? ?odyg?, brunatno — czerwone kwiaty, a jest bardzo skuteczn? na wrzody i ból szyi, o czym dzisiaj si? przekona?am. Zasadza? równie? naoko?o rozmaite inne ro?liny i ma?e drzewka. Przy ca?ym tym zaj?ciu spogl?da? od czasu do czasu na le??cy przed nim zwój ?ykowy i odmierza? wszystko lask?; zdawa?o mi si?, ?e mia? wszystko tam naznaczone, nawet drzewa, które sadzi?. Przypominam sobie, ?e widzia?am tam tak?e ?rodkowe drzewo. By? tam zaj?tym przez kilka tygodni, a gdy ju? uko?czy?, ukaza?a si? dopiero ma?a fala na dnie kotliny. ?rodkowe drzewo, którego li?cie by?y zwi?d?e i brunatne, o?y?o; w naczyniu zrobionym z ?yka drzewnego, w kszta?cie wora, a po bokach wylanym ?ywic?, przyniós? Jan z drugiego ?ród?a wody i pola? je. Woda ta by?a ze ?ród?a, które przy jednym z jego dawniejszych mieszka? wytrys?o ze ska?y, gdy w ni? uderzy? lask? w kszta?cie krzy?a. S?ysza?am równie?, i? nie móg? na tym miejscu dawniejszego mieszkania wybudowa? studni, poniewa? by?y tam same ska?y: ale i to mia?o swoje znaczenie. Nast?pnie pu?ci? tyle wody ze strumyka do kotliny, ile by?o potrzeba; a gdy by?o jej za wiele, odp?ywa?a przez przerwy porobione w grobli, na le??c? w oko?o p?aszczyzn? i orze?wia?a ro?liny.


197

Widzia?am dalej, jak Jan wszed? w wod? a? po pas, jedn? r?k? obj?? drzewo ?rodkowe, a swoj? lask?, na której umie?ci? krzy? i chor?giewk?, tak bi? w wod?, a? pryska?a ponad jego g?ow?. Ujrza?am przy tym nad nim jasno?? i strumie? ?wiat?a, jakby od Ducha ?wi?tego, i jak dwaj anio?owie nad brzegiem kotliny zjawili si? i z nim rozmawiali. To widzia?am jako ostatni? jego czynno?? na pustyni. Studnia by?a w u?ywaniu jeszcze po ukrzy?owaniu Jezusa; gdy chrze?cijanie stamt?d uchodzili, chrzczono w niej podró?nych i chorych, mieli te? zwyczaj tam si? modli?. Za czasów Piotra otoczona by?a studnia murem ochronnym. Wkrótce po uko?czeniu studni, maj?cej s?u?y? do udzielania chrztu, powróci? Jan mi?dzy ludzi. Sprawia? dziwne wra?enie. Wielki, wysch?y od postów i umartwie? cia?a, ale silny i ko?cisty, odznacza? si? niezwyk?? szlachetno?ci?, czysto?ci? i prostot?, ca?kiem szczery i stanowczy. Cera jego ?niada, policzki wysch?e i zapadni?te, ale za to powa?ne i surowe; w?osy jego ciemno — czerwone i k?dzierzawe, broda niewielka. Naoko?o cia?a przepasany prze?cierad?em, które spada a? do kolan. Nosi szorstki, brunatny p?aszcz, który, jak si? zdaje, sk?ada si? z trzech cz??ci. Z ty?u wolny, w ?rodku cia?a ?ci?gni?ty rzemieniem. Ramiona za? i piersi s? ca?kiem odkryte. Pier? kosmata i pe?na w?osów, które maj? prawie ten sam kolor, co p?aszcz. Nosi lask?, na kszta?t pasterskiej zakrzywion?. Schodz?c z puszczy, zrobi? najpierw ma?y most na strumyku. Wcale nie troszczy? si? o przej?cie, które by?o st?d daleko, lecz dzia?a? zupe?nie tak, jak wymaga? tego jego cel. By?a tam publiczna droga. Przebywa? blisko Cidessy i naucza? ludzi naoko?o, pogan, którzy pierwszymi byli przy jego chrzcie. ?yli tutaj ca?kiem zaniedbani w podziemnych cha?upach. Byli to potomkowie wszelakiego ludu, który si? tutaj osiedli? przed narodzeniem Chrystusa po ostatnim zburzeniu ?wi?tyni. Jeden z ostatnich proroków przepowiedzia? im, ?e maj? tu tak d?ugo pozostawa?, a? przyjdzie kto? taki, jak jest w?a?nie Jan, który im powie, co maj? robi?. Pó?niej poszli ku Nazaretowi. Jan szed? wprost do ludzi, nie napotykaj?c i nie zwa?aj?c na ?adn? przeszkod?, i mówi? tylko o jednym: O pokucie i o blisko?ci Mesjasza. Wszyscy si? zdumiewali i powa?nieli, gdzie si? tylko pokaza?. Jego g?os by? ostry jak miecz, g?o?ny i surowy, a mimo to mi?y. Z lud?mi ka?dego stanu obcowa?, jak z dzie?mi. Wsz?dzie szed? prosto, nic go nie mog?o w b??d wprowadzi?, na nic si? nie ogl?da?, niczego nie potrzebowa?. Widzia?am go, jak biega? po lasach i puszczach, tu i tam kopa?, stacza? kamienie, drzewa usuwa? z drogi, przygotowywa? miejsca na spoczynek, zwo?ywa? ludzi, którzy z podziwem na? spogl?dali, ba, nawet z cha?up wyci?ga? ich do pomocy. Wszyscy ze zdumieniem przypatrywali mu si? i dziwili, ?e nigdzie nie zatrzymywa? si? i wkrótce znowu by? na innym miejscu. Przechodzi? mimo morza Galilejskiego, oko?o Tarychei w dolinie Jordanu, pó?niej obok Salem naprzeciwko Betel przez pustyni?, mimo Jerozolimy, gdzie nigdy nie by? w swym ?yciu, a na któr? spogl?da? ze smutkiem i bole?ci?. Ci?gle pe?en swego zadania, powa?ny, surowy, prostoduszny, tylko jedno wo?aj?cy: Pokut? czy?cie, gotujcie si?, Zbawiciel nadchodzi. Nast?pnie poszed? przez dolin? pastersk? do swojej ojczyzny. Rodzice jego poumierali; pierwszymi jego uczniami by?o kilku m?odzie?ców, krewnych ze strony Zachariasza. Gdy Jan przechodzi? przez Betsaid?, Kafarnaum i Nazaret, nie widzia?a go Naj?wi?tsza Panna, która od czasu ?mierci Józefa ma?o wychodzi?a z domu; ale m??owie z Jej pokrewie?stwa s?yszeli jego napomnienia i towarzyszyli mu tak?e spory kawa? drogi. Dwa razy przeszed? Jan na trzy miesi?ce przed chrztem przez kraj, g?osz?c Tego, który po nim mia? przyj??. Jego chodzenie odbywa?o si? z niezwyk?? si??, ?cis?o?ci?, bez przerwy, pr?dko a jednak bez kwapienia si?. Nie by?o to spokojne chodzenie, jak Zbawiciela. Gdzie nie mia? nic do czynienia, to widzia?am, ?e jakby


198

biega? od pola do pola. Szed? do domów i szkó? naucza?, zbiera? lud na miejscach publicznych i ulicach ko?o siebie. Kap?ani i w?adze w ró?nych miejscowo?ciach zatrzymywali go i wdawali si? z nim w rozmow?; ale odchodzili z zdziwieniem i zdumieniem. Wyra?enie: „prostujcie drogi Pa?skie" nie by?o tylko czysto obrazowe; albowiem widzia?am, jak Jan rozpocz?? swój urz?d przygotowywaniem dróg, jak przechodzi? wszystkie miejsca i drogi, którymi pó?niej chodzi? Jezus ze Swymi uczniami. Usuwa? z drogi krzaki i kamienie, i robi? ?cie?ki. Dawa? k?adki po strumykach, oczyszcza? ich koryta, kopa? zbiorniki na wod? i studnie, urz?dza? siedzenia, miejsca na spoczynek i altany, gdzie pó?niej Zbawiciel spoczywa?, naucza? i dzia?a?. W?ród tych zaj?? ?ci?ga? na siebie powszechn? uwag? ten powa?ny, prostoduszny i niezwyk?y cz?owiek w twardym odzieniu i surowej postaci, i budzi? zdumienie w chatach, do których wst?powa?, aby sobie wypo?yczy? narz?dzi do pracy, lub by zawezwa? ludzi do pomocy. Wsz?dzie wkrótce go otaczano, a on ?mia?o i odwa?nie wzywa? do pokuty, g?osz?c przyj?cie Mesjasza, a siebie przedstawiaj?c jako Jego poprzednika. Cz?sto zwraca? si? w stron?, k?dy Jezus w?a?nie przechodzi?. Jednak nigdy si? z Nim nie schodzi?, chocia? czasem tylko o godzin? drogi byli od siebie oddaleni. Raz by? najwy?ej o ma?? godzink? drogi od Jezusa oddalony, mówi?c ludowi, i? on sam nie jest oczekiwanym Zbawicielem, lecz tylko n?dznym s?ug?, gotuj?cym drogi Panu, a ?e tamt?dy w?a?nie idzie Zbawiciel, wskazuj?c na Niego. W ca?ym swym ?yciu tylko trzy razy widzia? Jan Zbawiciela z wejrzenia. Pierwszy raz na pustyni, gdy ?wi?ta Rodzina podczas ucieczki do Egiptu mimo przechodzi?a, a Jan, natchniony Duchem ?w., przybieg?, aby swego Mistrza pozdrowi?, którego ju? pozdrowi? by? w ?onie matki. Uczul blisko?? Zbawiciela i Jego pragnienie. Wtedy pomodli? si? ch?opczyna i uderzy? lask? o ziemi?, sk?d wytrysn??o obfite ?ród?o. Pobieg? naprzód, i ujrza? Jezusa z Maryj? i Józefem przechodz?cego, i w tym miejscu, gdzie ?ród?o by?o, ta?czy? rado?nie i powiewa? chor?giewk?. Drugi raz widzia? Jezusa przy chrzcie, a trzeci, gdy Go ujrza? przechodz?cego nad Jordanem i da? o Nim ?wiadectwo. S?ysza?am, jak Zbawiciel mówi? do Aposto?ów o wielkim zaparciu si? Jana, i? nawet przy chrzcie trzyma? si? ?ci?le w granicach uroczystego nastroju, chocia? jego serce omal nie p?k?o z mi?o?ci i t?sknoty. Od tego czasu raczej z pokory unika? Go, pokonuj?c pop?d w?asnej mi?o?ci, sk?aniaj?cej go do szukania Jezusa. Jan patrza? ci?gle na Zbawiciela w duchu, albowiem ci?gle by? w stanie proroczym. Ci?gle widzia? w Jezusie dope?nienie swego poselstwa, urzeczywistnienie swego prorockiego nawo?ywania. Jezusa nie uwa?a? on za swego rówie?nika, za wspó?czesnego, lecz za Zbawiciela ?wiata, Syna Bo?ego, który sta? si? cz?owiekiem; za Odwiecznego, który zjawi? si? w czasie; i nie ?mia? nawet o tym pomy?le?, aby z Nim obcowa?. Lecz i siebie samego Jan nie uwa?a?, jak inni, za ?yj?cego w czasie i w ?wiecie, i z nim spojonego. Ju? w ?onie matki kierowa? nim Przedwieczny, a Duch ?w. ze Zbawicielem jeszcze przed czasem wprowadzi? go w zetkni?cie. Jako ch?opiec uchylony by? od ?wiata i pozostawa? w najwi?kszym odosobnieniu na puszczy, o niczym nie wiedz?c, jak tylko o Zbawicielu, a? wreszcie wychodzi z niej, jakoby drugi raz narodzony i rozpoczyna swój urz?d powa?nie, z namaszczeniem i si??, o nic zreszt? w oko?o si? nie troszcz?c. Judea jest teraz dla niego pustyni? i tak jak tutaj obcowa? ze ?ród?ami, ska?ami, drzewami i zwierz?tami, z nimi ?yj?c i rozmawiaj?c, tak teraz rozmawia i dzia?a z lud?mi i grzesznikami, nie my?l?c bynajmniej o sobie. Widzi on, wie i mówi jedynie o Jezusie: „Nadchodzi! przygotowujcie drogi, czy?cie pokut?, przyjmujcie chrzest! Oto Baranek Bo?y, który g?adzi grzechy ?wiata!" Oto jego


199

s?owa. Na puszczy czysty i bez skazy, jak dziecko w ?onie matki, z puszczy wyszed? szczery i prostoduszny, jak dziecko na piersiach matki. Sam Zbawiciel mówi o nim do Aposto?ów: „Czysty jak anio?, nigdy nic skalanego nie wesz?o do jego ust, i ani grzech, ani nieprawda z nich nie wysz?y. Jan chrzci? na ró?nych miejscach. Najpierw przy Ainon, w okolicy Salem; pó?niej w On, naprzeciw Bethabary, na zachodniej stronie Jordanu, niedaleko od Jerycha. Trzecie miejsce chrztu by?o na wschód Jordanu, kilka godzin ku pó?nocy od drugiego. Na koniec chrzci? znowu przy Ainon, gdzie go te? pojmano. Woda, któr? Jan chrzci, jest odnog? Jordanu, która na wschodniej cz??ci rzeki robi zakr?t, d?ugi na godzin? drogi. Odnoga ta jest w niektórych miejscach tak w?ska, i? j? mo?na przeskoczy?, a w innych znowu szersza. Jej koryto tu i ówdzie zapewne si? zmieni?o, albowiem ju? wtedy na niektórych miejscach nie by?o wody. Zakr?t Jordanu obejmuje ma?e stawy i studnie, które maj? wod? z odnogi Jordanu. Taki staw oddzielony grobl? od odnogi, by? miejscem chrztu przy Ainon. Pod grobl? znajdowa?y si? rury, którymi mo?na by?o wod? wpuszcza? i wypuszcza?. Miejsce to urz?dzi? po temu Jan. By?a zatoka, wrzynaj?ca si? w brzeg, w któr? wciska?y si? przesmyki l?du. Chrzczony sta? mi?dzy takimi dwoma klinami l?du po pas w wodzie, opiera? si? na por?czy, która si? znajdowa?a na ka?dym klinie l?du. Na jednym ostrowie sta? Jan, czerpi?c wod? muszl? i polewaj?c na g?ow? chrzczonego, na przeciwnym cyplu sta? ochrzczony, który k?ad? r?k? na nowoochrzczonego. Na pierwszego k?ad? r?k? sam Jan. Nowochrzcze?cy nie mieli górn? cz??? cia?a ca?kiem odkryt?; okrywano ich rodzajem prze?cierad?a, tylko ramiona by?y wolne. By? tam tak?e namiot, w którym si? rozbierano i ubierano. Nie widzia?am, aby chrzczono niewiasty. Chrzciciel mia? przy udzielaniu chrztu, d?ug?, bia?? sukni?. Okolica, gdzie chrzczono, jest w ogóle przyjemna i nawodniona, i nazywa si? Salem. Samo miejsce Salem le?y po obu brzegach odnogi, Ainon za? le?y z przeciwnej strony Jordanu, bardziej ku pó?nocy ni? Salem, bli?ej Jordanii i jest wi?ksze. Byd?o pasie si? w okolicy, wiele os?ów skubie traw? po ??kach naoko?o licznych wód. Okolica Salem i Ainon by?a najpewniej woln?, albo te? mia?a przywilej od dawna przyj?ty, i? nikogo nie wolno by?o stamt?d wyp?dzi?. Jan mia? swoj? chat? w pobli?u Ainon na starych zwaliskach dawnego wielkiego budynku, ca?kiem opustosza?ych i traw? poros?ych; gdzieniegdzie by?a tam zbudowana jaka? chatka. By?y to fundamenta namiotu, który mia? Melchizedek. Mia?am o tym miejscu ró?nego rodzaju obrazy dawnych czasów, z których tylko to jeszcze wiem, i? Abraham mia? tu widzenie i postawi? dwa kamienie, jeden, na którym kl?cza?, drugi za? s?u??cy za o?tarz. Widzenie za? mia? takie: By?o miasto Bo?e, jak niebieskie Jeruzalem, a z niego sp?ywa?y strumienie wody. Nakazano mu równie? modli? si? o przyj?cie miasta Bo?ego. Sp?ywaj?ca z tego miasta woda, rozlewa?a si? na wszystkie strony. Abraham mia? to widzenie na pi?? lat przedtem, zanim Melchizedek zbudowa? tu swój zamek. Ten zamek by? raczej namiot z galeriami i schodami naoko?o, co? na kszta?t zamku Menzora w Arabii. Tylko podwalina by?a bardzo silna z kamienia; zdaje mi si?, ?e za czasów Jana widzia?am jeszcze cztery skrzyd?a, gdzie sta?y g?ówne filary. Na tym fundamencie, który jeszcze teraz sta?, jak poro?ni?ty szaniec, mia? Jan chat? z rogo?y. Za czasów Melchizedeka by? ten namiot miejscem, gdzie si? wielu obcych przechodz?cych ludzi zatrzymywa?o, rodzaj wolnego, wygodnego zajazdu przy przyjemnej wodzie. Mo?e Melchizedek, którego widzia?am zawsze jako doradc? i przewodnika przechodz?cych tu st?d i zow?d ludów i pokole?, mia? ten zamek dla przyjmowania ich i pouczania. Mia?o to ju? wtedy jaki? zwi?zek z chrztem i by?o dla Melchizedeka miejscem, sk?d wychodzi? do swych zabudowa? w Jerozolimie, do Abrahama i indziej; zbiera? tu i rozdziela? rodziny i ludzi, którzy si? t?dy osiedlali. Jakób tak?e przebywa? tu przy Ainon ze swoim dobytkiem przez


200

czas d?u?szy. Cysterna studni do chrztu ju? by?a wtedy a Jakób j? odnowi?. Resztki zamku Melchizedeka le?a?y w pobli?u wody i miejsca chrztu, a w pierwszych czasach chrze?cija?skiej Jerozolimy stan?? ko?ció? na tym miejscu, gdzie Jan chrzci?. Ten ko?ció? sta? jeszcze, gdy Maryja egipska t?dy przechodzi?a na pustyni?. Salem by?o to pi?kne miasto, ale zosta?o zniszczone w wojnie, zdaje mi si? podczas zburzenia ?wi?tyni przed Chrystusem. Przebywa? tu tak?e ostatni z proroków. Jan za?ywa? od paru tygodni s?awy z powodu nauki i chrztu, gdy w tym przyszli do niego pos?owie Heroda z Kallirroe. Herod mieszka? tam w zamku na wschodniej stronie Martwego morza. Znajduje si? tam wiele k?pieli i gor?cych ?róde?. Herod chcia?, aby Jan przyszed? do niego; lecz Jan odpowiedzia? pos?om, ?e ma wiele do czynienia, a gdy Herod chce z nim mówi?, to niech sam do niego przyjdzie. Wtedy widzia?am, jak Herod z orszakiem ?o?nierzy, jecha? na wozie o niskich ko?ach, lecz na wysokim siedzeniu, sk?d móg? widzie? wszystko jak z tronu, do miasteczka, mniej wi?cej 5 godzin drogi na po?udnie od Ainon, i kaza? tam Jana zaprosi?. Jan przyszed? w to miejsce do chaty cudzoziemca, a Herod poszed? bez orszaku do niego. Przypominam sobie, ?e mu Herod mówi?, dlaczego mieszka, w tak n?dznej chacie przy Ainon, ?e ka?e mu tam dom wybudowa?; na co Jan odpowiedzia?, i? nie potrzebuje domu, ma wszystko, czego mu potrzeba, a tylko czyni wol? Tego, który jest nad niego wi?kszym. Mówi? powa?nie i surowo i poszed? z powrotem. Sta? z dala odwrócony od Heroda i ma?o mówi?. Widzia?am, i? synowie zmar?ego Alfeusza i Maryi Kleofasowej, Szymon, Jakub M?odszy i Tadeusz i ich syn z drugiego ma??e?stwa z Sab?, Jozes Barsabas, dali si? ochrzci? od Jana w Ainon. Tak?e J?drzej i Filip byli przy nim i byli przeze? ochrzczeni, poczym powrócili do swoich zaj??; równie? inni Aposto?owie i wielu uczniów ju? chrzest przyj?li. Pewnego dnia przysz?o wielu prze?o?onych i kap?anów z okolicznych miejsc Jerozolimy do Jana, aby si? go zapyta?, kim jest, kto go pos?a?, czego uczy itd. Odpowiada? z niezwyk?? surowo?ci? i ?mia?o?ci?, g?osz?c blisko?? Mesjasza, i obwiniaj?c ich o nie pokut? i ob?ud?. Nied?ugo potem wys?ano z Nazaretu, Jerozolimy i Hebron ca?e t?umy prze?o?onych i Faryzeuszów do Jana, aby si? go zapytali o jego powo?anie. Wzniesiono tak?e skarg? przeciw niemu, ?e zaj?? bez pozwolenia miejsce, na którym chrzci?.By?o wielu celników u Jana, którzy przyj?li od niego chrzest, a którym bardzo przemawia? do sumienia. By? tam tak?e celnik Lewi, pó?niejszy Mateusz, syn z pierwszego ma??e?stwa wdowca Alfeusza, m??a Maryi Kleofasowej. Bardzo si? wzruszy? i poprawi?. Rodzina nim pogardza?a. Wielu jednak celników Jan odprawi? z niczym.

?o?nierze Heroda, wys?a?cy "Rady" i rzesze pragn?cych chrztu, przychodz? do Jana.

W Dothaim, gdzie Jezus wyleczy? niespokojnych, op?tanych, mieszkali wspólnie poganie i ?ydzi od czasów niewoli babilo?skiej. Poganie mieli na niedalekim pagórku swoje bo?yszcza i uroczysko. ?ydzi, obecnie wzruszeni kr???cymi pog?oskami o rych?ym przyj?ciu Mesjasza, który mia? narodzi? si? w Galilei, nie chcieli znosi? d?u?ej pogan obok siebie. Pog?oski te powsta?y ju? to przez to, ?e Jan by? tak?e w tych stronach, ju? to rozszerzali je ludzie, ochrzczeni przez Jana. Dla obrony kap?anów poga?skich przed ?ydami przys?a? s?siedni ksi??? Sydonu ?o?nierzy. Uczyni? to równie? i Herod dla zapobie?enia rozruchom. ?o?nierze Heroda byli pstra zbieranin? wszelkiego rodzaju ludzi. Widzia?am ich w Kallirroe przy Herodzie. Prosili go wtenczas, aby pozwoli? im da? si? ochrzci? u Jana. By?o to tylko zr?cznym wybiegiem i komedi?, przez któr? chcieli sobie zjedna? wi?cej wzi?cia u ludu. Herod odrzek? im, ?e niema najmniejszej potrzeby przyjmowa? chrztu od Jana; Jan nie czyni cudów, wi?c nie


201

mo?na uznawa? jego pos?annictwa. Zreszt? mog? bli?szych szczegó?ów w tej sprawie zasi?gn?? w Jerozolimie. Widzia?am, ich pó?niej w Jerozolimie. Widocznie nale?eli do trzech ró?nych sekt, gdy? ka?da cz??? gdzie indziej udawa?a si? po porad?. Pó?niej zebrali si? na placu s?dowym gdzie Piotr zapar? si? Jezusa. Siedzia?o tu wiele przed trybuna?em i wiele ludu by?o. Na zapytanie ich odpowiedzieli kap?ani szyderczo, ?e mog? czyni?, co im si? podoba, ich to nic nie obchodzi. Oko?o trzydziestu z tych ?o?nierzy przyby?o rzeczywi?cie do Jana, prosz?c o chrzest, lecz Jan zgromi? ich, mówi?c, ?e nie chodzi im o popraw?. Ochrzci? tylko kilku z nich, których uwa?a? za lepszych, a innych odprawi? wykazawszy im ich ob?ud?. Ogromne t?umy ludzi zgromadzone s? w Ainon. Jan od kilku dni ju? nie chrzci, tylko naucza, karc?c surowo, Gromady ?ydów, samarytan i pogan roz?o?y?y si? oddzielnie na wzgórkach i wy?ynach, cz??ci? w mieszkaniach, cz??ci? na wolnym powietrzu, aby s?ucha? nauki Jana. Na setki by?o mo?na liczy? tych, co przybywali codzie?, aby wys?ucha? nauki i przyj?? chrzest. Szczególnie raz widzia?am wielu pogan a? gdzie? z Arabii i jeszcze z dalszych stron. Przybyli do krewnych w tutejsze strony, a prowadzili ze sob? trzody os?ów i owiec Przeci?gaj?c t?dy, wst?pili po drodze pos?ucha? nauki Jana. W Radzie jerozolimskiej odby?a si? walna narada nad tym, jak si? zachowa? wobec wyst?pienia Jana. Postanowiono wys?a? do niego z ramienia trzech urz?dów po trzech m??ów. Annasz wys?a? Józefa z Arymatei, najstarszego syna Symeona, i jednego z kap?anów, zajmuj?cych si? ogl?daniem ofiar. Z Rady wys?ano trzech m??ów, prócz tego posz?o trzech zwyczajnych obywateli. Mieli oni wypyta? Jana, kim jest, i zawezwa? go do Jerozolimy, gdy?, je?liby jego pos?annictwo by?o prawnym, by?by si? najpierw zg?osi? do prze?o?onych ?wi?tyni. Wyszydzali jego ?mieszny ubiór i nowy zwyczaj chrzczenia ?ydów, zw?aszcza ?e tylko pogan zwyk?o si? chrzci?. Niektórzy z nich przypuszczali, ?e mo?e to jest Eliasz, przyby?y na powrót z drugiego ?wiata. Andrzej i Jan, ewangelista, s? przy Janie Chrzcicielu. Prócz nich s? prawie wszyscy pó?niejsi aposto?owie i wielu uczniów, z wyj?tkiem Piotra, który ju? chrzest przyj??. Niema tak?e zdrajcy Judasza, jednak by? on ju? u rybaków ko?o Betsaidy i dowiadywa? si? o Jezusa i Jana. Jan, nie chrzci? ju? od trzech dni, w?a?nie znów chrzci? rozpocz??, kiedy przybyli do niego wysiani m??owie z Jerozolimy. Wys?a?ców nie przyj?? zaraz, lecz dopiero, gdy sko?czy? chrzci?, da? im pos?uchanie. Ci przedstawiali mu, ?e post?puje zanadto samow?adnie, ?e powinien zg?osi? si? do Jerozolimy po pozwolenie nauczania, a zarazem nie by? tak dziwacznie ubranym. Na zarzuty ich odpowiedzia? Jan krótko a ostro, i odprawi? ich z niczym. Mi?dzy zebranymi lud?mi by?o wielu takich, których Jan nie chcia? chrzci?; ci zwrócili si? teraz z za?aleniem do wys?a?ców, oskar?aj?c Jana o stronniczo??. Wys?a?cy odeszli; pozosta? tylko Józef z Arymatei i syn Symeona, i przyj?li chrzest z r?k Jana. Z nauk Jana dowiedzieli si? przyszli aposto?owie wiele szczegó?ów o Jezusie i zacz?li zwraca? na niego uwag?. Obecnie powrócili do domu, opowiadaj?c wsz?dzie o Janie. Wracaj?c do Jerozolimy, spotka? Józef z Arymatei Obeda, krewnego Serafii (Weroniki), który by? s?ug? przy ?wi?tyni. Na jego zapytania opowiada? mu wiele o Janie, co sk?oni?o Obeda, ?e tak?e da? si? ochrzci?. Jako nale??cy do ?wi?tyni pozosta? tymczasem potajemnym uczniem i pó?niej dopiero wyst?pi? z tym jawnie.

Jan otrzymuje polecenie udania si? do Jerycho

Widzia?am potem Jana, jak przechodzi? przez Jordan chrzci? chorych. Mia? na sobie tylko chust? i p?aszcz, przewieszony na ramionach. Przez jedno rami? mia?


202

przewieszony miech skórzany z wod? do chrztu, przez drugie czar? do polewania. Wielk? liczb? chorych przyniesiono ju? to na noszach, ju? to w pewnego rodzaju taczkach na brzeg Jordanu, naprzeciw miejsca, gdzie Jan chrzci?. Poniewa? nie mo?na by?o przewie?? ich na drug? stron?, proszono Jana, aby uda? si? do nich. Jan przyby? z kilku uczniami. Za pomoc? ?opaty, któr? zawsze mia? przy sobie, wy kopa? równy, g?adki dó?, oddzielony grobl? od Jordanu. Przez kana? opatrzony zasuw?, napu?ci? wody do do?u, i wla? do? wod?, któr? przyniós? ze sob?. Wtedy, po stosownej nauce, chrzci? chorych w ten sposób, ?e sadowi? ich na kraju do?u i z czary la? na nich wod?. Ochrzciwszy chorych, przeprawi? si? znowu na wschodni? stron? Jordanu do Ainon. Tu przyst?pi? do niego anio? i rzek? mu, ?e m? uda? si? na drug? stron? Jordanu w okolice Jerycha, gdy? zbli?a si? Ten, który ma przyj??, a którego przyj?cie Jan ma g?osi?. Skutkiem tego polecenia zwin?? Jan wraz z uczniami namioty w Ainon i wyruszy? z nimi we wskazanym kierunku. Przez kilka godzin szli wschodni? stron? Jordanu w dó?, potem przeprawili si? na zachodni brzeg Jordanu i znowu szli przez jaki? czas w gór? rzeki. Doszli wreszcie do miejsca, gdzie znajdowa?y si? baseny k?pielowe, wewn?trz obmurowane, po??czone z Jordanem kana?em, który mo?na by?o zamyka?, lub otwiera?. Wysp na Jordanie nie by?o tutaj. To drugie miejsce chrztu le?a?o na zachodniej stronie Jordanu mi?dzy Jerychem a Bethagl?. Naprzeciw, na wschodnim brzegu Jordanu, le?a?o miasto Bethabara. Do Jeruzalem jest st?d oko?o pi?? mil. Prost? drog? idzie si? tam przez Betani?, pustyni? i ko?o jakiej? gospody, która stoi opodal drogi. Okolica mi?dzy Jerychem a Bethagl? jest bardzo pi?kna. Woda w Jordanie jest jasna, przejrzysta, a miejscami wydaje nawet przyjemny zapach, gdy? nad brzegami ro?nie wiele kwitn?cych krzewów, z których kwiaty opadaj? w wod?. Miejscami woda jest tak p?ytka, ?e wida? doskonale dno. W wielu miejscach widzia?am otwory, wykute w nadbrze?nych ska?ach podwodnych. Z przyjemno?ci? przebywam duchem w tym b?ogos?awionym kraju, lecz nigdy nie wiem, jaka jest pora roku. Gdy u nas jest zima, tam zieleni si? ju? wszystko, gdy znowu u nas lato, tam nadchodzi ju? czas drugiego ?niwa. Jest jednak i tam pora roku, w której s? ci?g?e deszcze, a mg?a unosi si? w powietrzu po ca?ych dniach. W oko?o Jana jest mniej wi?cej sto osób, mi?dzy tymi uczniowie i wielu pogan. Wszyscy pracuj? nad urz?dzeniem miejsca do chrztu i chaty. Przenosz? reszt? sprz?tów z Ainon i wszystko porz?dkuj?. Z okolicy przyniesiono wielu chorych na ?o?ach. W tym miejscu przedzieli? niegdy? Eliasz p?aszczem wody Jordanu i przeszed? z Elizeuszem such? nog?, a ten ostatni uczyni? to samo, id?c z powrotem i tu spoczywa?. T?dy równie? przechodzili niegdy? Izraelici. Z Jerozolimy wys?ano znowu od prze?o?onych ?wi?tyni do Jana Faryzeuszów i Saduceuszów. Jan wiedzia? przez anio?a o ich przybyciu. Przybywszy nad Jordan, wys?ali do niego go?ca z poleceniem stawienia si? przed nimi. Jan nie robi? sobie nic z tego; naucza? i chrzci? dalej, a przez go?ca kaza? im powiedzie?, ?e je?li chc? z nim mówi?, to mog? przyj?? do niego. Zawstydzeni tedy wys?a?cy przyszli rzeczywi?cie do niego, lecz on, znowu nie zwa?aj?c na nich, naucza? i chrzci?, i dopiero, gdy wys?uchali jego nauki, kaza? ich zaprowadzi? do namiotu, urz?dzonego przez uczniów. Potem w towarzystwie uczniów i pospólstwa uda? si? do nich; wys?a?cy zapytywali go kilkakrotnie, czy on jest tym, lub owym, lecz Jan odpowiada? przecz?co. Zapytywali go tak?e, kto jest Ten, o którym opowiadaj? wsz?dzie. Od dawna mówi? proroctwa, ?e ma przyj?? Mesjasz, a? oto teraz s?ycha? mi?dzy ludem pog?oski, ?e ju? przyszed?. Jan odrzek? im na to: ?Powsta? w?ród was m??, którego wy nie poznajecie. Nie widzia?em Go nigdy, lecz zanim przyszed?em na ?wiat, ju? otrzyma?em rozkaz przygotowa? Mu drog? i ochrzci? Go. Przyjd?cie o oznaczonym czasie, a ujrzycie Go przy chrzcie." Wyrzuca? im


203

równie? Jan surowo, ?e nie przyszli tu ochrzci? si?, lecz tylko na pods?uchy. Wys?a?cy odrzekli mu, ?e teraz ju? wiedz?, kim on jest, ?e chrzci bez upowa?nienia, ?e jest ob?udnikiem i tylko z ob?udy ubiera si? tak dziwacznie. Poczym odeszli. Po ich odej?ciu przybyli znowu pos?owie ?Rady jerozolimskiej," w liczbie oko?o dwudziestu. Byli oni wybrani z ró?nych stanów, mi?dzy nimi i kap?ani w czapkach, szerokich pasach, z ta?mami zwieszaj?cymi si? z ramion, opatrzonymi futrzanym zako?czeniem. W imieniu ?Rady" ??dali od niego stanowczo, aby stawi? si? tam?e i wykaza? prawdziwo?? swego pos?annictwa, gdy? w?a?nie przez niepos?usze?stwo dla ?Rady" okazuje, ?e nie jest powo?anym do nauczania. Na to odrzek? Jan, ?e maj? czeka?, a? przyjdzie do niego Ten, który go pos?a?. Tu wskaza? wybitnie na Jezusa jako Mesjasza, opowiadaj?c Jego narodzenie w Betlejem, wychowanie w Nazarecie, ucieczk? do Egiptu itp. Zar?cza? jednak, ?e nigdy nie widzia? Jezusa. Wys?a?cy zarzucali mu, ?e jest w porozumieniu z Jezusem, i ?e wysy?a do Niego pos?ów. Przyzna? im Jan, ?e posy?a cz?sto do Jezusa, lecz pos?owie ci s? niewidzialni, a tacy jak oni, nie godni s? zobaczy? ich. Wys?a?cy, widz?c, ?e nic nie wskóraj?, odeszli, pe?ni niech?ci. Ze wszystkich stron schodz? si? do Jana gromady pogan i ?ydów. Nawet Herod przysy?a cz?sto ludzi, aby przys?uchali si? nauce Jana i opowiedzieli mu j?. Miejsce chrztu wygl?da teraz o wiele pi?kniej. Z pomoc? uczniów wystawi? Jan wielki namiot, w którym pokrzepiaj? si? chorzy lub zm?czeni, i gdzie odbywa si? nauczanie. Cz?sto s?ycha? ?piewy. Raz s?ysza?am, jak ?piewali psalm o przej?ciu Izraelitów przez Morze czerwone. Z czasem wytworzy?o si? tu jakby ma?e miasto, tyle jest chat i namiotów. Niektóre z nich kryte s? skórami, inne sitowiem. Przyp?yw obcych jest bardzo wielki, nawet z najdalszych okolic, gdzie mieszkaj? trzej królowie. Przybysze ci maj? ze sob? mnóstwo wielb??dów, os?ów i koni. W podró?y do Egiptu zatrzymuj? si? tu ko?o Jana, s?uchaj? jego nauki i przyjmuj? chrzest. St?d ci?gn? gromadnie do Betlejem. Niedaleko groty, w której narodzi? si? Jezus, w stronie, gdzie jest pole pasterzy, znajduje si? studnia Abrahama. Abraham mieszka? ze Sar? w tej okolicy. Raz, b?d?c s?abym, zapragn?? gwa?townie napi? si? wody z tej studni, lecz gdy mu j? przyniesiono, przezwyci??y? si? i z mi?o?ci ku Bogu odmówi? sobie napoju; w nagrod? za ten czyn wyzdrowia? natychmiast. Czerpanie wody jest z powodu g??boko?ci tej studni wielce uci??liwym. Tu? obok stoi wielkie drzewo, a w pobli?u znajduje si? grota z grobowcem Marahy, mamki Abrahama, która towarzyszy?a mu wsz?dzie a? do tego miejsca, gdzie j? w podesz?ym wieku ?mier? zaskoczy?a. Jest to miejsce pielgrzymki pobo?nych ?ydów, podobnie jak góra Karmel i Horeb. Tu modlili si? tak?e trzej królowie. Oprócz pó?niejszych uczniów Jezusa widzia?am bardzo ma?o Galilejczyków przy Janie. Przybywa?o tu wi?cej pogan jako te? ludu z okolicy Hebron, i dlatego to Jezus w podró?y Swej przez Galile? lud tamtejszy tak usilnie upomina?, aby si? udali do Jana i przyj?li chrzest.

Herod u Jana.

Obchód ?wi?teczny tam?e Miejsce, gdzie Jan naucza?, oddalone by?o o nieca?? godzin? drogi od miejsca chrztu. By?o to u ?ydów miejscem ?wi?tem, pami?tkowym. Otoczone by?o zewsz?d murem, jakby ogród, a wewn?trz sta?y chaty o ?cianach, krytych sitowiem. Na ?rodku le?a? kamie?, tam gdzie niegdy? Izraelici po przeprawieniu si? przez Jordan z?o?yli ark? i odprawili nabo?e?stwo dzi?kczynne. Nad tym kamieniom wystawi? Jan wielki namiot, o ?cianach plecionych, krytych sitowiem, przed kamieniem za? sta? rodzaj katedry, z której Jan naucza?. Tu zasta? go Herod nauczaj?cego w otoczeniu uczniów, lecz Jan, nie


204

zwa?aj?c na niego, uczy? dalej. Herod spotka? si? w Jerozolimie z ?on? brata swego, która przebywa?a tam?e ze sw? szesnastoletni? córk?, Salome. Poznawszy j?, zapa?a? pragnieniem poj?cia j? za ma??onk?. Daremnie jednak prosi? „Rad?" o pozwolenie na to ma??e?stwo, a nawet skutkiem tego poró?ni? si? z cz?onkami „Rady." Obawia? si? jednak przez spe?nienie tego kroku narazi? si? opinii publicznej, dlatego nie chcia? post?powa? samow?adnie, lecz stara? si? pozyska? przyzwolenie Jana, którego lud czci? jako proroka. S?dzi?, ?e ten, aby pozyska? jego ?ask?, z pewno?ci? przychyli si? do jego ??dania. Herod uda? si? do Jana w towarzystwie Salomy, córki Herodiady. W orszaku swym mia? oko?o trzydziestu ludzi, oprócz s?u?ebnych Salomy. Jecha? wraz z kobietami w powozie; Jana uprzedzi? o swym przybyciu przez osobnego pos?a?ca; Jan jednak nie chcia?, aby Herod ze swym orszakiem przyby? a? na miejsce chrztu, gdy? ich obecno??, a szczególnie obecno?? kobiet splami?aby to ?wi?te miejsce. Przesta? wi?c chrzci? i uda? si? z uczniami na miejsce nauki i tam spotka? si? z Herodem. Nie rozmawiaj?c z nim wcale, zacz?? naucza?, mówi?c w?a?nie na ten temat, ?e Herod móg? po?rednio dowiedzie? si?, jakie jest jego zapatrywanie w sprawie tego ma??e?stwa. Wypowiedzia? bez ogródki prawd?, a wreszcie doda?, ?e trzeba czeka? na Tego, który ma przyj??; on sam ju? nie d?ugo b?dzie chrzci?, bo ust?pi miejsca Temu, którego tylko jest przes?a?cem. Z mowy tej móg? Herod ?atwo zrozumie?, ?e Jan zna jego plan i ?e wcale go nie pochwala. Opu?ci? wi?c Jana z gniewem w sercu, wracaj?c do miejsc k?pielowych w Kallirroe, gdy? wtenczas jeszcze tam mieszka?, oddalonych o kilka godzin drogi od miejsca chrztu Jana. Przed odej?ciem jednak kaza? odda? Janowi zwój pisma z opisem swej sprawy, s?dz?c ?e Jan zmieni jeszcze swe zapatrywanie. Po?o?ono go przed Janem, gdy? nie chcia? nim splami? swej r?ki. Zarazem kaza? zosta? kilku ludziom ze swego orszaku, aby starali si? Jana nak?oni?, by ten?e plan jego zechcia? potwierdzi?. Usi?owania ich jednak by?y daremne. Jan nie chcia? ma??e?stwa Heroda z ?on? brata uzna? za wa?ne, a sko?czywszy nauczanie, wróci? na miejsce chrztu. Kobiety z orszaku Heroda wystrojone by?y zbytkownie, lecz dosy? przyzwoicie. Magdalena by?a w ubieraniu si? wi?cej wybredna i rozrzutna. Wspomina?am ju?, ?e w miejscowo?ci, gdzie Jan chrzci, w?a?nie gdzie teraz le?a? wielki kamie?, spoczywa?a niegdy? arka przymierza. Otó? nie pami?tam ju?, czy na pami?tk? owego pochodu Izraelitów przez Jordan, czy z innej jakiej przyczyny, urz?dzono tam trzydniow? uroczysto??. Uczniowie Jana ozdobili to miejsce drzewkami, wie?cami i kwiatami. Byli tam obecni Piotr, Andrzej, Filip, Jakób M?odszy, Szymon, Tadeusz i wielu pó?niejszych uczniów Jezusa. Miejsce to uwa?ali jeszcze wszyscy pobo?ni ?ydzi za ?wi?te, lecz z biegiem czasu straci?o ono w ogóle na znaczeniu. Otó? widocznie chcia? Jan przez ten uroczysty obchód znowu podnie?? jego s?aw?. Jan Chrzciciel i niektórzy z uczniów mieli ubiory kap?a?skie. Jan mia? pod spodem szar?, a na wierzchu bia??, szerok? szat?, przepasan? w biodrach szarfa bia??, ?ó?to nakrapian?, a opatrzon? na ko?cach ozdobnymi fr?dzlami. Na bokach mia? zawieszone dwa pod?u?ne, zaokr?glone drogie kamienie, a na ka?dym z nich wypisano by?y imiona sze?ciu pokole? izraelskich. Na piersiach znowu wisia?a czworok?tna tablica bia?o — ?ó?ta, przymocowana na czterech rogach czterema z?otymi ?a?cuszkami. W tablic? t? wprawione by?o dwana?cie ró?nych drogich kamieni z wyrytymi na nich imionami dwunastu pokole?. Przez plecy zwiesza?a d?uga chusta, na kszta?t stu?y, u do?u nakrapian? w bia?e i ?ó?te kostki, opatrzona na ko?cach fr?dzlami. P?aszcz ozdobiony by? z ty?u bia?ymi i ?ó?tymi w?z?ami z jedwabiu, na?laduj?cymi owoce. G?ow? mia? odkryt?, ale za to na szyi mia? w?ski kawa? materii, któr? móg? jak kapuz? naci?ga? ha g?ow? i wtedy koniec jej zachodzi? mu a? na czo?o.


205

Przed pami?tkowym kamieniem arki przymierza ustawiono ma?y, mniej wi?cej czworoboczny o?tarz; w ?rodku pró?ny. O?tarz ten opatrzony by? z wierzchu rusztem, u spodu by? popielnik, a z czterech boków by?y umieszczone cztery wyd?te rury, na kszta?t rogów. O?tarz by? przeno?ny z miejsca na miejsce. Naoko?o o?tarza zebrali si? uczniowie w bia?ych szatach, przepasani szerokimi pasami. Ubrania te podobne by?y do szat aposto?ów przy sprawowaniu pocz?tkowym obrz?dów religijnych. O?tarz okadzono, a nast?pnie Jan ofiarowa?, pal?c na nim rozmaite zio?a i korzenie, a o ile mi si? zdaje, tak?e i k?osy. Wszystko zdobne by?o w kwiaty, wie?ce i girlandy. Wielkie t?umy ludzi, ochrzczonych przez Jana przypatrywa?y si? uroczysto?ci. Kap?a?skie suknie Jana Chrzciciela wykonano ju? na nowym miejscu chrztu. Robi?y je kobiety, które od niedawnego czasu osiedli?y si? niedaleko st?d nad Jordanem. Wyrabia?y one rozmaite sprz?ty i suknie, do chrztu jednak ich nie dopuszczano. Ca?e zachowanie si? Jana w ostatnim czasie wygl?da?o tak, jak gdyby zak?ada? nowy ko?ció?. Nie zajmowa? si? tu ju? prac? r?czn?, tylko chrzci? i naucza?; udzielaj?c chrztu wdziewa? d?ug? bia?? szat?. Tylko miejsce, przeznaczone na chrzest Jezusa, przygotowa? w?asnor?cznie, przy czym mu kilku uczniów donosi?o potrzebne przedmioty. Jan naucza? z zapa?em zebrane, na uroczysto?? t?umy ludzi. ?eby lepiej mo?na by?o s?ysze? jego mow?, naucza? z galerii, otaczaj?cej namiot. Zwyczaj budowania namiotów z galeriami pochodzi od królów arabskich. Przy murach, otaczaj?cych to miejsce, urz?dzone by?y siedzenia amfiteatralne, na których sta?y niezliczone t?umy ludu. Jan naucza? o Zbawicielu, który go pos?a?, a którego on nie zna, i o przej?ciu Izraelitów przez Jordan. Po nauce z?o?ono znowu ofiar? kadzieln? i spalono na o?tarzu zio?a. Od Masfy a? do Galilei og?oszono wsz?dzie, ?e Jan b?dzie mia? wa?n? nauk?; zesz?y si? wi?c wielkie t?umy ludzi. Esse?czycy stawili si? prawie co do jednego. Wi?ksza cz??? ludzi mia?a na sobie d?ugie bia?e suknie. Przybyli nie tylko m??czy?ni, ale i kobiety, które przyjecha?y na os?ach, prowadzonych przez m??czyzn i przywioz?y ze sob? mnóstwo go??bi; m??czy?ni bowiem ofiarowali chleb a kobiety go??bie. Jan sta? za krat? i przyjmowa? ofiarowane chleby; nast?pnie oczyszczono je, z m?ki przywrza?ej, nad d?ugim sto?em opatrzonym na wierzchu krat? i sk?adano na misy; Jan b?ogos?awi? chleby i podnosi? w gór?, ofiaruj?c Bogu. Nast?pnie dzielono te chleby na kawa?ki i rozdzielano mi?dzy lud; najwi?cej otrzymywali ci, którzy z najwi?cej oddalonych stron dot?d przybyli, poniewa? oni te? najbardziej potrzebowali. Oskrobana m?ka i okrawki spada?y przez kratki do osobnego zbiornika, sk?d brano je i palono na o?tarzu. Podobnie rozdzielano tak?e go??bie, ofiarowane przez kobiety. Trwa?o to wszystko prawie pó? dnia. Ca?a uroczysto?? trwa?a w??cznie z szabatem trzy dni, poczym Jan znowu odda? si? zwyk?emu zaj?ciu, to jest chrzci? i naucza? ludzi.

Wyspa chrztu Jezusa wy?ania si? z wód Jordanu

Po niejakim czasie mia? Jan do uczniów mow? nad Jordanem o rych?o maj?cym nast?pi? chrzcie Mesjasza, którego nigdy nie widzia?. Odezwa? si? do nich w te s?owa: „Na ?wiadectwo prawdziwo?ci mych s?ów, poka?? wam miejsce, gdzie Mesjasz b?dzie chrzczony. Patrzcie, oto wody Jordanu rozst?pi? si?, a z g??bi ich uka?e si? wyspa!" — W tej samej chwili rozst?pi?y si? rzeczywi?cie fale wody, a zdziwionym uczniom ukaza?a si? ma?a, okr?g?a wysepka, utworzona z jakiej? bia?awej ziemi. Sta?o si? to w tym samym miejscu, k?dy niegdy? przechodzili Izraelici z ark? przymierza i któr?dy przechodzi? Eliasz, rozdzieliwszy wody


206

p?aszczem. Wielkie wzruszenie opanowa?o na ten widok obecnych. Padli na kolana, wznosz?c ku niebu mod?y dzi?kczynne. Tymczasem pok?ad? Jan w wod? z pomoc? uczniów wielkie kamienie od brzegu ku wysepce, po?o?y? na nie drzewa i ga??zie i wysypa? z wierzchu drobnymi kamykami. Tak powsta? mostek, po którym mo?na by?o przej?? na wysepk?, a pod którym woda swobodnie przep?ywa?a. Doko?a wysepki zasadzili dwana?cie drzewek, po??czywszy je razem, tak, ?e tworzy?y jakby altan?, u góry otwart?. Mi?dzy drzewkami posadzili krzewy, o kwiatach bia?ych i czerwonych z owocami ?ó?tymi, zako?czonymi ?adn? szypu?k?. Krzaków tych by?a nad brzegiem wielka obfito??. Ca?o?? wygl?da?a bardzo pi?knie, gdy? jedne krzewy dopiero kwit?y, podczas gdy drugie ugina?y si? ju? pod ci??arem owoców. Nowa wysepka, utworzona na miejscu, któr?dy przechodzili Izraelici, wydawa?a si? skalist?, a ?o?ysko rzeki bardziej pog??bione, jak za czasów Jozuego. Stan wody jednak by? o wiele ni?szy, ni? dawniej, i gdy na s?owa Jana wysepka wy?oni?a si? z wody, nie wiedzia?am w?a?ciwie, czy dno rzeki si? podnosi, czy tylko woda si? cofa. Na kraju wysepki na lewo od mostu wykopano dó?, który zaraz nape?ni? si? czy?ciutk? wod?. Kilka stopni prowadzi?o w dó?, a tu? ponad wod? le?a? g?adki, czerwony trójk?tny kamie?, na którym mia? Jezus sta? podczas chrztu. Na prawo od tego kamienia by?o pi?kne, pe?ne owoców drzewo palmowe, którego trzyma? si? Jezus podczas obrz?du chrztu. Brzeg studni wy?o?ony by? ?adnymi kamieniami, a w ogóle we wszystkim zna? by?o staranne, skrz?tne opracowanie. Kiedy? dawniej widzia?am przej?cie Izraelitów t?dy. By?o to w czasie, gdy wody Jordanu wezbra?y. Na samym przedzie, w do?? wielkiej odleg?o?ci przed reszt?, ludu niesiono ark? przymierza. Pomi?dzy dwunastu m??ami, którzy nie?li i towarzyszyli arce przymierza, by? tak?e Jozue, Kaleb i zdaje mi si?, Enoi. Gdy przyszli nad Jordan, jeden tylko niós? ark? z przodu, a inni z ty?u. Zaledwie spód arki dotkn?? si? powierzchni wody, w tej chwili woda wstrzyma?a si?, skrzep?a i spi?trzy?a w gór? ogromnie wysoko, tak ?e a? z miasta Zartan mo?na j? by?o widzie?. Skutkiem tego osuszy?o si? ?o?ysko rzeki od miejsca gdzie arka sta?a, w stron? Morza martwego. Tymczasem nadeszli ci?gn?cy Izraelici i przeprawili si? oddaleni od arki such? nog? na drugi brzeg. Ludzie nios?cy ark? stan?li mniej wi?cej w ?rodku rzeki, gdzie le?a?y cztery wielkie, jak krew czerwone, graniaste kamienie; z obu ich stron le?a?o w dwóch rz?dach po sze?? trój graniastych g?adko ciosanych kamieni, czyli po dwana?cie z ka?dej strony. Ka?dy z nich by? ostrym ko?cem zag??biony w ziemi?. Nios?cy ark? lewici postawili j? na czterech ?rodkowych kamieniach, a sami stan?li, po sze?ciu z ka?dej strony, mi?dzy rz?dami kamieni trój graniastych. Kamienie na zewn?trz le??ce, by?y ró?nokolorowe, ozdobione odciskami rozmaitych figur i kwiatów. Jozue wybra? dwunastu m??ów, po jednym z ka?dego pokolenia, i kaza? te kamienie wynie?? na brzeg i tam w pewnym oddaleniu ustawi? w dwóch rz?dach, na pami?tk? przej?cia przez Jordan. Wyryto na nich imiona dwunastu pokole? i tych, którzy je przenosili. Za czasów Jana nie by?o ich ju? w tym miejscu. Nie wiem, czy przysypane s? ziemia, czy te? uleg?y zniszczeniu podczas licznych wojen. To jednak pewne, ?e w tym miejscu sta? namiot Jana. W pó?niejszych czasach wybudowano tu ko?ció?, zdaje mi si? za staraniem cesarzowej Heleny. Kamienie, na których stali lewici obok arki, by?y o wiele wi?ksze; po odej?ciu lewitów obrócono je ostrymi ko?cami do góry. Wody, spi?trzone do góry, opad?y po przej?ciu Izraelitów i przeniesieniu arki, i znowu p?yn?? Jordan jak zwyczajnie. W tym w?a?nie miejscu, na którym sta?a arka, wykopa? Jan na nowo powsta?ej wyspie studni?, w której Jezus mia? przyj?? chrzest.


207

Poziom studni po?o?ony by? ni?ej, ni? powierzchnia wysepki tak, i? ten, który w niej sta?, móg? by? z brzegu widziany tylko po piersi. Studnia zbudowana by?a w o?miok?t, maj?cy oko?o pi?? stóp ?rednicy i by?a otoczona w pi?ciu miejscach przerwan?, kraw?dzi?, na tyle do?? szerok?, ?e sporo ludzi mog?o na niej stan??. Owych dwana?cie trój graniastych kamieni, na których lewici stali, wystawa?o z ziemi po obu stronach studni. W samej za? studni le?a?y pod wod? owe graniaste kamienie, na których spoczywa?a arka. Kamienie te mo?na by?o i dawniej czasem widzie? przy niskim stanie wody w Jordanie. Tu? przy brzegu le?a? wbity ostrym ko?cem w ziemi? trój graniasty piramidalny kamie?, na którym sta? Jezus podczas chrztu, gdy Duch ?w. zst?pi? na Niego. Po prawej r?ce sta?o wspomniane wy?ej drzewo palmowe, którego si? trzyma? podczas chrztu, po lewej sta? Jan Chrzciciel. Kamie?, na którym sta? Jezus, nie nale?a? do owych dwunastu kamieni; zdaje mi si?, ?e Jan przyniós? go umy?lnie z brzegu. Zna? by?o na nim odciski rozmaitych kwiatów. Tamte kamienie by?y równie? ozdobione odciskami, a przy tym ró?nobarwne. Wi?ksze, by?y o wiele od tych, które Jozue kaza? wynie?? na brzeg. Zdaje mi si?, ?e by?y to drogie kamienie, i ?e umie?ci? je tu Melchizedek, zupe?nie ma?e, w czasach, gdy Jordan nie p?yn?? jeszcze t?dy. Podobnie zaznacza? Melchizedek wiele innych miejsc, które pó?niej mia?y by? widowni? wa?nych zdarze? dziejowych. Zdaje mi si? tak?e, ?e z tych, lub z wyniesionych na brzeg kamieni, wyrobione by?y drogie kamienie na napier?niku Jana, który mia? na sobie podczas tera?niejszej uroczysto?ci.

Nowe poselstwo z Jerozolimy. Herod powtórnie przybywa do Jana

Podczas gdy Jan chrzci? znowu na zwyk?ym miejscu, przyby?o do? oko?o dwudziestu pos?ów, przys?anych od wszystkich w?adz jerozolimskich, aby go poci?gn?? do odpowiedzialno?ci. Przybywszy na miejsce, gdzie si? poprzednio odbywa?a owa uroczysto??, pos?ali po Jana, aby si? tam stawi?, czego on jednak nie uczyni?. Na drugi dzie? przyszli bli?ej, tak ?e tylko o pó? godziny drogi oddaleni byli od miejsca chrztu. Jan nie ?yczy? sobie, aby weszli w obr?b ogrodzonej osady, wi?c po sko?czonym zaj?ciu zbli?y? si? ku nim i rozmawia? z nimi z pewnej odleg?o?ci. Rozmowa dotyczy?a tego samego, co i przedtem; Jan cz?sto nie odpowiada? na ich pytania, a we wszystkim odwo?ywa? si? na Tego, który przyjdzie przyj?? u niego chrzest, jest od niego pot??niejszym, a którego jeszcze nigdy nie widzia?. Wkrótce potem widzia?am Heroda, siedz?cego na mule w pewnego rodzaju skrzyni, przytwierdzonej do grzbietu mu?a, jad?cego do Jana. Towarzyszy?a mu ?ona brata jego, mieszkaj?ca w tym czasie ju? razem z nim. Siedzia?a równie? na mule, dumna i w zbytkowne suknie wystrojona. Z orszakiem s?ug przybyli w pobli?e miejsca chrztu. Herodiada zatrzyma?a si? na mule opodal. Herod za? zsiad? z mu?a, przybli?y? si? do Jana i zacz?? z nim rozmow?. Sprzecza? si? z nim, gdy? Jan rzuci? na niego kl?tw? z powodu niedozwolonego ma??e?stwa z ?on? brata, mimo ?e Herod przed?o?y? mu niedawno pismo z dowodami, maj?cymi ten jego krok usprawiedliwi?. Jan zagrozi? mu nadto utrat? prawa chrztu i zbawienia przez Mesjasza, je?li nie zaniecha tego haniebnego, gorsz?cego stosunku. Potem zapytywa? Herod Jana, czy zna Jezusa z Nazaretu, o którym ró?ne po kraju chodz? pog?oski, czy si? nawzajem przez pos?ów porozumiewaj?, i czy to jest Ten sam, którego on g?osi? Je?li tak jest, to on zwróci si? do Niego w tej sprawie. Jan zapewnia? go, ?e Jezus tak samo b?dzie si? na t? spraw? zapatrywa?; nie pomog? tu ?adne wykr?ty, gdy? cudzo?óstwo pozostanie zawsze cudzo?óstwem. — Ca?a ta rozmowa toczy?a si? z pewnego oddalenia. Gdy Herod zapyta? Jana, dlaczego nie


208

chce przyj?? bli?ej do niego, odrzek? mu ten?e: „By?e? dotychczas ?lepym, a grzech twój jeszcze bardziej ci? o?lepia. Czym bli?ej by?bym ciebie, tym mniej pojmowa?by?. Gdy b?d? w twej mocy, wtenczas b?dziesz czyni?, co zechcesz, chocia? pó?niej b?dziesz tego ?a?owa?!" Tkwi?a w tych s?owach przepowiednia przysz?ego losu Jana. — Rozgoryczony, powróci? Herod z przewrotn? kobieta, do domu. Zbli?a si? czas, w którym Jezus przyjdzie do chrztu. Jan chodzi zasmucony i ju? nie bierze si? z takim zapa?em do pracy, jak gdyby ko?czy? si? ju? czas jego dzia?alno?ci. Ze wszystkich stron cierpi prze?ladowanie. Z Jerycha, Jerozolimy, od Heroda, biegaj? pos?a?cy, nakazuj?c jemu i uczniom opu?ci? przestrze?, zaj?ta doko?a miejsca chrztu. By?a to rzeczywi?cie przestrzeli do?? wielka, wi?c tym bardziej nie chciano pozwoli? stronnikom Jana osiedla? si? na niej, a jego samego starano si? wyp?dzi? na drug? stron? Jordanu. Raz nawet zniszczyli ?o?nierze Heroda palisad? os?dy na znacznej przestrzeni i po wyp?dzali ludzi z domostw; nie dotarli jednak do namiotu Jana, postawionego mi?dzy dwunastu kamieniami. — Smuci?o to Jana, i nieraz mówi? swym uczniom, ?e czeka tylko na to, aby ochrzci? Jezusa, a potem roz??czy si? z nimi i pójdzie na drug? stron? Jordanu. Bola?o to wiernych przywi?zanych uczniów, gdy? nie chcieli za nic w ?wiecie roz??cza? si? z Janem. Dowiedziawszy si? o zbli?aniu si? Jezusa, wzi?? si? Jan z dawnym zapa?em do udzielania chrztu. Nadci?ga?y teraz t?umy ludu, wyprawione do chrztu przez Jezusa; by?o mi?dzy nimi wielu celników, a tak?e Parmenas z Nazaretu wraz ze swymi rodzicami. Mówi?c o Mesjaszu i o rych?ym swoim ust?pieniu, tak si? Jan poni?a?, ?e a? zasmuca?o to uczniów jego. Przybyli do niego tak?e uczniowie Jezusa, których ten?e odprawi? w Nazarecie, i ci mu donie?li o zbli?aniu si? Jezusa. Jan rozmawia? z nimi w namiocie o Jezusie; podczas tej rozmowy tak? zapali? si? mi?o?ci? ku Jezusowi, ?e prawie okazywa? zniecierpliwienie z tego powodu, ?e Jezus wyra?niej nie wskazuje na Siebie, jako na Mesjasza. — Podczas gdy Jan uczniów chrzci?, spu?ci?a si? na nich jasna chmura, a w jej blasku ujrza? Jan Jezusa w otoczeniu wszystkich Jego pó?niejszych uczniów. — B?d?c ju? pewnym, ?e Jezus wkrótce przyb?dzie, okazuje Jan niezwyk?? rado?? a zarazem t?sknot?, i ci?gle spogl?da w dal, czekaj?c, rych?o Pan nadejdzie. Wysepka, na której ma by? ochrzczony Jezus, zieleni si? pi?knie. Nikt tam nie chodzi z wyj?tkiem Jana. Droga, prowadz?ca przez mostek, jest zwykle zamkni?ta.

Jan chrzci Jezusa

Id?c pr?dzej ni? ?azarz, przyby? Jezus o dwie godziny wcze?niej od niego na miejsce chrztu. Dochodz?c tam, przy??czy? si? o zmierzchu do gromady ludzi, którzy równie? szli do chrztu. Nikt Go nie zna?, a przecie? wszystkich oczy zwraca?y si? ku Niemu, jakby przeczuwano w Nim kogo? wy?szego. Nad ranem przyby? Jezus z innymi na miejsce chrztu. Ogromne t?umy ludzi zalega?y równin?, a Jan natchnionymi s?owami mówi? miejsca chrztu. By?o to u ?ydów miejscem ?wi?tem, pami?tkowym. Otoczone by?o zewsz?d murem, jakby ogród, a wewn?trz sta?y chaty o ?cianach, krytych sitowiem. Na ?rodku le?a? kamie?, tam gdzie niegdy? Izraelici po przeprawieniu si? przez Jordan z?o?yli ark? i odprawili nabo?e?stwo dzi?kczynne. Nad tym kamieniem wystawi? Jan wielki namiot, o ?cianach plecionych, krytych sitowiem, przed kamieniem za? sta? rodzaj katedry, z której Jan naucza?. Tu zasta? go Herod nauczaj?cego w otoczeniu uczniów, lecz Jan, nie zwa?aj?c na niego, uczy? dalej.


209

Herod spotka? si? w Jerozolimie z ?on? brata swego, która przebywa?a tam?e ze sw? szesnastoletni? córk?, Salome. Poznawszy j?, zapa?a? pragnieniem poj?cia j? za ma??onk?. Daremnie jednak prosi? „Rad?" o pozwolenie na to ma??e?stwo, a nawet skutkiem tego poró?ni? si? z cz?onkami „Rady." Obawia? si? jednak przez spe?nienie tego kroku narazi? si? opinii publicznej, dlatego nie chcia? post?powa? samow?adnie, lecz stara? si? pozyska? przyzwolenie Jana, którego lud czci? jako proroka. S?dzi?, ?e ten, aby pozyska? jego ?ask?, z pewno?ci? przychyli si? do jego ??dania. Herod uda? si? do Jana w towarzystwie Salomy, córki Herodiady. W orszaku swym mia? oko?o trzydziestu ludzi, oprócz s?u?ebnych Salomy. Jecha? wraz z kobietami w powozie. Jana uprzedzi? o swym przybyciu przez osobnego pos?a?ca; Jan jednak nie chcia?, aby Herod ze swym orszakiem przyby? a? na miejsce chrztu, gdy? ich obecno??, a szczególnie obecno?? kobiet splami?aby to ?wi?te miejsce. Przesta? wi?c chrzci? i uda? si? z uczniami na miejsce nauki i tam spotka? si? z Herodem. Nie rozmawiaj?c z nim wcale, zacz?? naucza?, mówi?c w?a?nie na ten temat, ?e Herod móg? po?rednio dowiedzie? si?, jakie jest jego zapatrywanie w sprawie tego ma??e?stwa. Wypowiedzia? bez ogródki prawd?, a wreszcie doda? ?e trzeba czeka? na Tego, który ma przyj??; on sam ju? nie d?ugo b?dzie chrzci?, bo ust?pi miejsca Temu, którego tylko jest przes?a?cem. Z mowy tej móg? Herod ?atwo zrozumie?, ?e Jan zna jego plan i ?e wcale go nie pochwala. Opu?ci? wi?c Jana z gniewem w sercu, wracaj?c do miejsc k?pielowych w Kallirroe, gdy? wtenczas jeszcze tam mieszka?, oddalonych o kilka godzin drogi od miejsca chrztu Jana. Przed odej?ciem jednak kaza? odda? Janowi zwój pisma z opisem swej sprawy, s?dz?c ?e Jan zmieni jeszcze swe zapatrywanie. Po?o?ono go przed Janem, gdy? nie chcia? nim splami? swej r?ki. Zarazem kaza? zosta? kilku ludziom ze swego orszaku, aby starali si? Jana nak?oni?, by ten?e plan jego zechcia? potwierdzi?. Usi?owania ich jednak by?y daremne. Jan nie chcia? ma??e?stwa Heroda z ?on? brata uzna? za wa?ne, a sko?czywszy nauczanie, wróci? na miejsce chrztu. Kobiety z orszaku Heroda wystrojone by?y zbytkownie, lecz dosy? przyzwoicie. Magdalena by?a w ubieraniu si? wi?cej wybredna i rozrzutna. Wspomina?am ju?, ?e w miejscowo?ci, gdzie Jan chrzci, w?a?nie gdzie teraz le?a? wielki kamie?, spoczywa?a niegdy? arka przymierza. Otó? nie pami?tam ju?, czy na pami?tk? owego pochodu Izraelitów przez Jordan, czy z innej jakiej przyczyny, urz?dzono tam trzydniow? uroczysto??. Uczniowie Jana ozdobili to miejsce o rych?ym przyj?ciu Mesjasza, któremu ust?pi miejsca, i o potrzebie czynienia pokuty. Jezus sta? po?ród t?umu s?uchaczów, a jednak Jan przeczuwa? Jego obecno??, a mo?e Go i widzia?; w g?osie jego zna? by?o niezwyk?? rado?? i zadowolenie. Mimo to doko?czy? sw? mow?, a potem zaraz zacz?? chrzci?. Jezus oczekiwa? wraz z innymi, a? przyjdzie na Niego kolej i by?a ju? mo?e dziesi?ta godzina, gdy stan?? przed Janem, prosz?c o chrzest. Jan pok?oni? si? nisko, mówi?c: „Mnie przystoi, abym by? ochrzczony przez Ciebie, a Ty do mnie przychodzisz!" I rzek? mu Jezus: „Pozwól, niech tak b?dzie, przystoi Nam wype?ni? wszelk? sprawiedliwo??, a wi?c powinienem przyj?? chrzest z twej r?ki." Potem mu mówi?: "Otrzymasz chrzest Ducha ?wi?tego i krwi." Gdy Jan chcia? zaprowadzi? Jezusa na wysepk?, powiedzia? mu Ten?e: „Owszem, pójd? ale chc? by? chrzczony t? woda, któr? chrzci?e? innych. Tam równie? masz chrzci? dzi? wszystkich, którzy tu s? ze Mn?, a drzewo, które b?d? obejmowa? r?k? przy chrzcie, ma by? przesadzone na zwyk?e miejsce chrztu, aby wszyscy, którzy po Mnie chrzci? si? b?d?, dotykali si? go r?k?." Rzek?szy to, uda? si? Zbawiciel z Janem i dwoma jego uczniami, Andrzejem i


210

Saturninem (Andrzej przyszed? dot?d z uczniami Pana i lud?mi, o których wy?ej by?a mowa, z Kafarnaum), przez mostek na wysepk? i wszed? do ma?ego namiotu, stoj?cego po stronie wschodniej studni, a s?u??cego do rozbierania si? i ubierania. Uczniowie poszli za Nim na wysp?. Ca?y mostek i brzeg rzeki zaj?ty by? przez t?umy ludzi. Mostek by? tak szeroki, i? obok siebie mog?y sta? trzy osoby. W pierwszym rz?dzie sta? na mostku ?azarz. Studnia, s?u??ca do chrztu, le?a?a w o?miok?tnej kotlinie lekko zag??biaj?cej si?, i by?a zewsz?d otoczona rowem, po??czonym z Jordanem pi?ciu podziemnymi kana?ami. Rów ten by? przez po??czenie z Jordanem nape?niony wod?, która wci?ciami, porobionymi w o?miok?tnej kraw?dzi studni, wp?ywa?a do tej?e. Od strony pó?nocnej wida? by?o trzy takie wci?cia, i przez nie wp?ywa?a woda. Dwa za? wci?cia od strony po?udniowej, s?u??ce do odp?ywu wody, by?y zakryte, wi?c te? wody obok studni nie by?o wida?. Z tej strony tak?e by? wolny przyst?p do studni. Do samej za? studni prowadzi?y schodki z darniny. Na po?udniowo zachodniej kraw?dzi studni, tu? przy brzegu, wprawiony by? trójgraniasty czerwony, po?yskuj?cy kamie?, p?ask? stron? zwrócony ku wodzie, a ostrym ko?cem na zewn?trz. Ze strony, gdzie by?y umieszczone schody, by? brzeg studni nieco wy?szy, ni? od strony pó?nocnej, sk?d dop?ywa?a woda. Po stronie po?udniowo zachodniej, w miejscu, gdzie ko?czy? si? brzeg wy?szy, schodzi?o si? po jednym schodzie na ni?szy brzeg. T? tylko drog? mo?na si? by?o na? dosta?. W samej studni obok wy?ej wspomnianego kamienia sta?o smuk?e zieleniej?ce si? drzewo. Wysepka chrztu by?a cz??ci? skalista, cz??ci? okryta muraw?. W ?rodku wznosi? si? niewielki pagórek, a na nim sta?o drzewo o roz?o?ystych konarach. Wierzcho?ki dwunastu drzew, zasadzonych doko?a wyspy, po??czone by?y z konarami drzewa ?rodkowego, a mi?dzy drzewami zasadzone by?y szpalerem ma?e krzewy. Ca?o?? wygl?da?a, jak jedna wielka altana. Wraz z Jezusem zesz?o ku studni dziewi?ciu Jego uczniów, którzy w ostatnim czasie Go nie odst?powali i stan?li na kraw?dzi studni. — Jezus zdj?? w namiocie p?aszcz, pas i ?ó?t? sukni? we?nian? otwart? z przodu, a spi?t? p?tlicami, wreszcie w?ski we?niany zawój, który noszono zwykle na szyi, i na piersiach na krzy? sk?adano, a w nocy, lub podczas niepogody naci?gano na g?ow?. Pozosta? tylko w brunatnej tkanej koszuli, któr? nosi? na samym ciele. Zszed?szy na brzeg studni, ?ci?gn?? koszul? przez g?ow?. Teraz mia? na sobie tylko przepask? oko?o bioder, owijaj?ca obie nogi z osobna a? do kolan. Suknie odebra? od Niego Saturnin i odda? je stoj?cemu na kraju wyspy ?azarzowi. Jezus tymczasem wst?pi? w wod?, si?gaj?c? Mu a? do piersi. Lew? r?k? trzyma? si? drzewa, a praw? po?o?y? na piersi; rozlu?nione ko?ce przepaski unosi?y si? lekko na wodzie. Jan sta? od strony po?udniowej, trzymaj?c w r?ku czar? z szerokim brzegiem o trzech ??óbkach. Schyliwszy si?, nabra? wody i w trzech strumieniach wyla? j? na g?ow? Pana. Jeden strumie? pada? na ty? g?owy, drugi na ?rodek, a trzeci na przód g?owy i na twarz. Nie pami?tam ju? dok?adnie s?ów, jakie wymawia? Jan przy chrzcie; mniej wi?cej brzmia?y one: „Niech Jehowa przez Cherubinów i Serafinów zleje na Ciebie wszelkie b?ogos?awie?stwo i udzieli Ci m?dro?ci, rozumu i mocy." Ostatnich trzech s?ów nie s?ysza?am dobrze, lecz w ka?dym razie rozchodzi?o si? tu o dary dla umys?u, duszy i cia?a, których potrzeba ka?demu, aby móg? przynie?? Panu w ofierze umys?, dusz? i cia?o, u?wi?cone i oczyszczone z wszelkich zmaz grzechowych. Andrzej i Saturnin stali po prawej r?ce Chrzciciela ko?o trójgraniastego kamienia. Gdy Jezus wyszed? ze studni, owin?li Go wielk? chust?, któr? si? Jezus otar?, a nast?pnie przyoblekli Go w d?ug? bia?? koszul?.*) Teraz stan?? Jezus na owym kamieniu, le??cym na prawo od wej?cia do studni, Jan


211

po?o?y? r?k? na Jego g?ow?, a uczniowie na rami?. Po tym obrz?dzie pozostawi? Jan Jezusa modl?cego si? i chcia? ju? z obu uczniami wyj?? na gór?, gdy nagle sta?o si? co? nadzwyczajnego. Najpierw da? si? s?ysze? z nieba szum wielki i rozleg? si? przera?liwy huk grzmotu, tak, ?e wszyscy obecni zadr?eli, z l?kiem spogl?daj?c w gór?. Nast?pnie spu?ci?a si? wielka bia?a chmura ?wietlana, a w niej wida? by?o skrzydlat? ?wietlan? posta?, zalewaj?c? Jezusa strumieniami ?wiat?a. Przy tym otworzy?o si? niebo, a w nim pojawi? si? Ojciec niebieski w Swej zwyk?ej postaci i w?ród huku grzmotów us?ysza?am g?os: „Ten jest Syn mój mi?y, w którym sobie upodoba?em." Jezus, ca?y przenikni?ty ?wiat?em, sam sta? si? tak jasny i przejrzysty, ?e nie mo?na by?o na Niego patrze?. Chóry anio?ów otacza?y Go doko?a. W niejakim oddaleniu ujrza?am na wodach Jordanu szatana w kszta?cie jakby wielkiej czarnej chmury, w ko?o której roi?o si? mnóstwo obrzydliwego robactwa i potworów. Zdawa?o si?, jak gdyby wszystkie zbrodnie i grzechy, wszystko z?e, gnie?d??ce si? w tej okolicy, przybiera?o widome postacie i ucieka?o przed ?wiat?em Ducha ?w. do tej ciemnej otch?ani, z której wzi??o swój pocz?tek. Straszny to by? widok, ale w?a?nie przez to przeciwie?stwo uwydatnia? si? lepiej nieopisany blask, szcz??liwo?? i b?ogo??, nape?niaj?ca ca?? wysp?, na której znajdowa? si? Jezus. Nie tylko ?wi?ta studnia chrztu, lecz wszystko doko?a nape?nione by?o dziwn? ?wiat?o?ci?. Cztery kamienie na dnie studni, na których sta?a arka przymierza, b?yszcza?y jakby z rado?ci, a na dwunastu kamieniach oko?o studni, na których stali lewici, widnia?y jakoby postacie anio?ów, wielbi?cych swego Pana. Duch Bo?y przed wszystkimi lud?mi da? ?wiadectwo Temu, który mia? by? ?ywym fundamentem, wybranym kamieniem w?gielnym Ko?cio?a. Na tym kamieniu musimy opiera? si?, musimy wznosi? si? jako duchowy budynek, jako ?wi?ty gmach kap?a?stwa, bo mi?? ofiar? mo?emy Bogu z?o?y? tylko za po?rednictwem „Jego Syna mi?ego, w którym sobie upodoba?." Wyszed?szy po stopniach na gór?, uda? si? Jezus do namiotu. Saturnin odebra? od ?azarza suknie Jezusa, które ten?e trzyma? podczas chrztu, i zaniós? Jezusowi. Ubrawszy si?, wyszed? Jezus z namiotu i otoczony uczniami, uda? si? na woln? przestrze? ko?o drzewa, stoj?cego w ?rodku wyspy. Tymczasem Jan, pe?en rado?ci, przemawia? do ludu, daj?c ?wiadectwo Jezusowi, ?e jest Synem Boga i przyobiecanym Mesjaszem. Przytacza? na ?wiadectwo tych s?ów wszystkie obietnice, dane patriarchom i prorokom, które spe?ni?y si? na Jezusie, i przypomina? im zjawisko, dopiero co widziane, i g?os s?yszany z nieba: Zarazem oznajmia?, ?e teraz, po wyst?pieniu Jezusa, on w krotce ust?pi. Przypomina? tak?e, ?e na tym miejscu sta?a arka przymierza, gdy naród izraelski zajmowa? kraj obiecany, a teraz na tym samym miejscu Bóg wszechmocny da? ?wiadectwo Swemu Synowi, wype?nicielowi zakonu. Do niego odprawia? wszystkich, wielbi?c dzie?, w którym spe?ni?y si? najgor?tsze ?yczenia Izraela. Podczas tego przyby?y nowe rzesze ludu, a mi?dzy nimi i przyjaciele Jezusa. Widzia?am w t?umie Nikodema, Obeda, Józefa z Arymatei, Jana Marka i innych. Andrzejowi poleci? Jan, aby w Galilei og?asza? chrzest Mesjasza. Po przemowie Jana potwierdzi? Jezus wyra?nie, ?e s?owa jego s? prawdziwe: doda? przy tym, ?e teraz oddali si? na krótki czas, a gdy wróci, niech zg?osz? si? do Niego chorzy i strapieni, a On ich pocieszy i wspomo?e. Tymczasem niech przygotowuj? si? do tego przez pokut? i pe?nienie dobrych uczynków. Teraz odejdzie od nich, lecz nie na d?ugo, a po powrocie obejmie królestwo, oddane Mu przez Ojca niebieskiego. — Wszystko to mówi? Jezus w formie przypowie?ci o synu królewskim, który, zanim wst?pi na tron, przebywa na osobno?ci, aby ub?aga? pomoc u ojca, skupi? ducha itd. Mi?dzy zgromadzonymi by?o tak?e kilku Faryzeuszów. Ci ?miesznie t?umaczyli


212

sobie s?owa Jezusa. Mówili sobie tak: „Jezus zapewne nie jest synem cie?li, tylko podsuni?tym dzieckiem jakiego? króla. Teraz wróci do swej ojczyzny, zbierze wojsko i zajmie Jeruzalem." Wydawa?o im si? to bardzo osobliwym i nierozs?dnym. Jan chrzci? teraz wszystkich na wyspie w tej samej studni, gdzie chrzci? Jezusa. Wchodzili oni do wody, otaczaj?cej studni?, a Jan chrzci? ich, stoj?c na brzegu. Ludzie, ochrzczeni w tym dniu, stali si? pó?niej prawie wszyscy wyznawcami Jezusa. Odchodz?c, zabra? Jezus z sob? dziewi?ciu uczniów oprócz kilku innych, którzy tu przyszli do Niego. Za Nim poszli tak?e ?azarz, Andrzej i Saturnin. Na rozkaz Jezusa wzi?li ze sob? wór wody ze studni, w której by? chrzczony Jezus. Obecni rzucali si? na ziemi? przed Jezusem, b?agaj?c Go, by zosta? z nimi. Jezus jednak odszed?, obiecuj?c wkrótce powróci?.

Jezus idzie przez Luz i Ensemes do gospód, w których przebywa?a i chroni?a si? ?w. Rodzina.

Jeszcze tego samego dnia uda? si? Jezus z towarzyszami do malej miejscowo?ci, kilka godzin ku Jerozolimie po?o?onej, nazywaj?cej si? prawdopodobnie Betel. By? tam rodzaj szpitala, w którym znajdowa?o si? wielu chorych. Gdy do niego przyby?, podano Jemu i uczniom obfity posi?ek. Na wie?? o Jego przybyciu zesz?o si? wiele ludzi, szczególnie starców. Przyjmowano Go uroczy?cie, ze czci?, gdy? wiedziano ju? przez ochrzczonych o tym, co Jan mówi? o Jezusie. W towarzystwie uczniów szed? Jezus do izb wszystkich chorych i pociesza? ich, mówi?c, ?e po powrocie uleczy ich, je?li tylko w Niego wierz?. Jednego tylko chorego le??cego w trzeciej izbie, uleczy? Jezus. Cz?owiek ten wyschni?ty by? jak szkielet, mia? pe?no wrzodów na g?owie, a po ca?ym ciele bia?e krosty. Pob?ogos?awi? go i kaza? mu wsta?, a ten wsta? natychmiast zdrów, dzi?ki sk?adaj?c Jezusowi. Andrzej i Saturnin ochrzcili tam wielk? liczb? ludzi. Jezus kaza? nala? wody w miednic? tak wielk?, ?e dziecko mog?o si? w niej zmie?ci?, i postawi? j? w pokoju na sto?ku. Pob?ogos?awiwszy t? wod?, pokropi? j? ga??zi? zamaczan?, zdaje mi si?, w wodzie przyniesionej od Jana w worze. Chc?cy si? ochrzci?, obna?ali si? po piersi, schylali g?ow? nad miednic?, a Saturnin chrzci? ich. Zdaje mi si?, ?e chrzcz?c wymawia? inne s?owa, ni? Jan, których Jezus go nauczy?. Tu obchodzi? Jezus szabat, poczym Andrzej uda? si? do Galilei, Jezus za? wyruszy? do miasta Luz. Przyszed?szy tam, mia? w synagodze d?ug? mow?, w której t?umaczy? wiele tajemnic z Pisma ?wi?tego. Przypominam sobie, ?e opowiada? o dzieciach Izraela, jak po przej?ciu przez Morze Czerwone b??dzili tak d?ugo po pustyni z powodu swoich grzechów; pó?niej jednak przeszli przez Jordan i posiedli ziemi? obiecan?. — Teraz — mówi? — przyszed? czas urzeczywistnienia si? tego przez chrzest. Wtenczas by?o to tylko obrazem, ale teraz posi?d? rzeczywi?cie ziemi? obiecan? i miasto Bo?e, je?li tylko b?d? wierni i pos?uszni przykazaniom Bo?ym. — Mia? tu Jezus na my?li królestwo duchowne, niebiesk? Jerozolim?, lecz oni rozumieli królestwo doczesne i wyswobodzenie z pod jarzma Rzymian. Mówi? tak?e Jezus o arce przymierza i surowo?ci Starego Zakonu; kto niepowo?any dotyka? si? arki, natychmiast karany by? ?mierci?. Teraz jednak spe?ni? si? zakon i nast?puje panowanie ?aski w osobie Syna cz?owieczego. Czas obecny porównywa? Jezus z tym czasem, gdy anio? odprowadza? do b?ogos?awionego kraju Tobiasza, który wierny przykazaniom Boga, d?ugi czas przep?dzi? w ci??kiej niewoli. — Opowiada? tak?e Jezus o wdowie Judycie, która uci??a g?ow? pijanemu Holofernesowi i uwolni?a od obl??enia miasto Betuli?; teraz wzro?nie w si?y i pot?g? dziewica od


213

wieków istniej?ca i upadnie wiele pysznych g?ów, uciskaj?cych Betuel. Przez obraz dziewicy rozumia? tu Jezus Ko?ció? i zwyci?stwa, jakie Ko?ció? odniesie nad w?adcami tego ?wiata. Wiele podobnych porówna? mówi? Jezus, wykazuj?c, ?e wszystkie spe?ni?y si? teraz. Nie rzek? jednak nigdy: „Ja jestem Mesjaszem," lecz wyra?a? si? o Sobie, jakby o trzeciej osobie. — Mówi? tak?e o tym, ?e kto za Nim pójdzie, musi wszystko opu?ci? i wyrzec si? zbytecznej troski o rzeczy doczesne. Chodzi teraz o co? wa?niejszego, o odrodzenie si?, a Ten, który odrodzi ich z wody i z Ducha ?wi?tego, postara si? tak?e o wy?ywienie ich. Kto za Nim pójdzie, musi wyrzec si? rodziny, a nawet ?ony, gdy? nie jest teraz czas zasiewu, lecz ?niwa. Wspomina? Jezus o chlebie duchowym z nieba. S?uchacze podziwiali Jego m?dro?? i ze czci? spogl?dali na Niego, jednak s?owa Jego odnosili do rzeczy doczesnych, do spraw cia?a. ?azarz odszed? st?d do domu; inni przyjaciele Jezusa rozstali si? z Nim ju? nad Jordanem. ?wi?te niewiasty, które by?y w Jerozolimie u Zuzanny, uda?y si? drog? przez pustyni?. Z Luz uda? si? Jezus z uczniami ku po?udniowi. Droga prowadzi?a przez pustyni?. Gdy przechodzili ko?o palm daktylowych, uczniowie ch?tnie by zjedli cokolwiek owoców z drzewa spad?ych, lecz trzymaj?c si? przepisów za konnych, nie wolno im by?o zbiera? ich z ziemi. Jezus uspokoi? ich, mówi?c, i? nie maj? si? obawia? i ?mia?o je?? mog?. Niech tylko staraj? si? o czysto?? serca i mowy, gdy? przez jedzenie owoców nie pope?ni? grzechu. Po drodze wst?powa? Jezus do pojedynczo stoj?cych domów, pociesza? chorych, a niektórych nawet leczy?. Ci po najwi?kszej cz??ci szli zaraz za Nim. Wreszcie przyby? Jezus do miejscowo?ci Ensemes. Naprzeciw Niego wyszed? t?um ludzi, gdy? ju? im doniesiono, ?e zbli?a si? wielki prorok. Niektórzy nie?li nawet dzieci na r?kach. Pozdrowili Go uroczy?cie, padaj?c przed Nim na kolana; Jezus przyj?? wdzi?cznie ich powitania i zosta? wprowadzony do domu jednego ze znakomitych mieszka?ców. Wkrótce przyszli jednak po Niego Faryzeusze i zabrali Go ze sob? do szko?y. Pocz?tkowo usposobieni byli dobrze wzgl?dem Niego i cieszyli si?, ?e maj? proroka mi?dzy sob?. Dowiedziawszy si? jednak od uczniów, ?e Jezus jest synem Józefa, cie?li z Nazaretu, zaraz znale?li w Nim wiele wad. Gdy Jezus naucza? o chrzcie, spytali Go, chc?c Go wybada?, czyj chrzest jest lepszy, Jana, czy Jego? Jezus powtórzy? im to, co Jan mówi? o chrzcie swoim i Mesjasza, i doda?, ?e kto pogardzi? chrztem przes?a?ca, ten nie uszanuje tak?e chrztu Mesjasza. Nie mówi? jednak nigdy: „Ja jestem Mesjaszem," lecz nazywa? si? tak, jak pó?niej w ewangelii „synem cz?owieczym." Wieczerz? zjad? w domu, w którym zamieszka?, a przed udaniem si? na spoczynek odprawi? z uczniami wspólne modlitwy. Wyszed?szy z uczniami z Ensemes przeprawi? si? Jezus przez potok Cedron, p?yn?cy w Judei. Po najwi?kszej cz??ci szed? bocznymi drogami, przechodz?c przez doliny, w których go?ci?a niegdy? Naj?w. Panna z Józefem, id?c równie? bocznymi drogami do Betlejem. Obecnie jest tam do?? zimno i mg?a zalega ziemi?; w g??bokich dolinach wida? nawet gdzieniegdzie ?nieg, lub szron, za to w miejscach otwartych, dok?d s?o?ce dochodzi?o zieleni si? wszystko. Na drzewach jest jeszcze dosy? owoców i nimi ?ywi si? Pan i uczniowie po drodze. Do wi?kszych miejscowo?ci nie wst?puje Jezus, gdy? wsz?dzie ju? mówi? o Jego chrzcie i o g?osie s?yszanym z nieba, jak równie? o ?wiadectwie, jakie da? Mu Jan, jako Mesjaszowi. Wiedz? o tym ju? i w Jerozolimie. Jezus chce dopiero po powrocie z pustyni wyst?pi? publicznie w Galilei, a teraz podró?uje t?dy, chc?c jeszcze gdzieniegdzie nak?oni? ludzi do chrztu. Nie zawsze s? uczniowie przy Nim; czasem jest ich tylko dwóch. Inni rozchodz? si? po osadach pasterskich, le??cych w bok drogi i prostuj? fa?szywe poj?cia ludzi tych o Jezusie; wszystkich


214

ich bowiem tak dalece uj?? Jan, i? s?dzili, ?e Jezus jest tylko jego pomocnikiem. Uczniowie obja?niali im wi?c pojawienie si? Ducha ?w. i s?owa, które da?y si? s?ysze? przy chrzcie Jezusa i powtarzali to, co Jan powiedzia?, ?e tylko przygotowuje drog? Panu i dlatego te? dzia?a czasem tak gwa?townie i nagle, gdy? usuwa przeszkody i drogi. Przekonani tymi s?owy, przychodzili pasterze i tkacze, mieszkaj?cy w tych stronach, t?umnie do Jezusa, s?uchali pod drzewami lub w szopach krótkiej Jego nauki, a potem rzucali si? przed Nim na ziemi?, a On b?ogos?awi? ich i utrwala? w dobrym. Po drodze obja?nia? Jezus uczniom, ?e s?owa, które s?yszeli przy Jego chrzcie: „Ten jest Syn Mój mi?y !" wyrzek? Jego Ojciec niebieski o ka?dym, który bez grzechu przyjmie chrzest Ducha ?wi?tego. Ju? powy?ej wspomnia?am, ?e t?dy przechodzi? Józef z Maryj? do Betlejem. Józef zna? doskonale t? okolic?, gdy? ojciec jego mia? tu pastwiska. Id?c t?dy, zboczy? od Jerozolimy mniej wi?cej o pó?tora dnia drogi i omija? wi?ksze miasta. Szed? za? przewa?nie dlatego ta drog?, gdy? osady pasterskie by?y do?? blisko obok siebie po?o?one, tak, ?e w kilku godzinach mo?na si? by?o z jednej osady do drugiej z ?atwo?ci? dosta?. ?wi?ta Rodzina za? nie mog?a by? przez ca?y dzie? w podró?y, poniewa? Naj?w. Pannie za uci??liwym by?o d?u?sze siedzenie na, poprzecznym siodle, jako te? i pieszo nie mog?a i?? d?ugo. G?ównym celem podró?y Jezusa by?y szczególnie dwa domy, do których wst?powali niegdy? na nocleg Jego rodzice. Najpierw przyszed? do tego domu, w którym niegdy? ?le przyj?to Maryj?. W?a?ciciel domu, cz?owiek stary a grubia?ski, nie chcia? i Jezusa przyj?? w go?cin?. W zachowaniu si? podobnym by? do niejednego z dzisiejszych wie?niaków, którzy mówi?: „Co mnie tam obchodzi to lub owo? Przecie? p?ac? podatki i chodz? do ko?cio?a" — a poza tym ?yj? wed?ug swego widzimisi?. Podobnie mówili mieszka?cy tego domu: „Na co nam jakich? nowo?ci? Mamy Zakon moj?eszowy, otrzymany od samego Boga, a wi?cej nie potrzebujemy". Jezus przypomina? im obowi?zek go?cinno?ci i mi?osierdzia, czym odznaczali si? ?wi?ci patriarchowie; sk?d ?eby si? wzi??o to b?ogos?awie?stwo i prawo, gdyby Abraham nie by? przyj?? w dom anio?a, przynosz?cego mu b?ogos?awie?stwo? Nast?pnie przypomnia? im Jezus dawniejszy wypadek w formie przypowie?ci, tak brzmi?cej: „Kto odtr?ca od drzwi matk? brzemienn?, znu?on? podró?? i prosz?c? o przyj?cie, kto wyszydza cz?owieka, prosz?cego uprzejmie o przenocowanie, ten odepchnie tak?e ich Syna, a z Nim zbawienie, które on przynosi." Przy tych s?owach Jezusa jeden z nich drgn??, jakby ra?ony gromem; tak, widocznie by? to ten sam dom, od którego Maryj? i Józefa odepchni?to i wyszydzono. Pozna?am go wida? dobrze. Starsi z nich, którzy byli ?wiadkami owego zdarzenia, zmieszali si? nadzwyczajnie. Zdumiewa?o ich to, ?e Jezus opowiedzia? ich sprawk? w formie przypowie?ci bez wymienienia imion rodziców. Jeden wi?c z nich rzuci? si? przed Jezusem na twarz, prosz?c, aby raczy? wst?pi? do niego i przyj?? posi?ek, gdy? musi by? niezawodnie prorokiem, kiedy tak dok?adnie wie wszystko, co si? tu przed 30 laty dzia?o. Jezus jednak nie przyj?? nic od niego. Naucza? nast?pnie zebranych pasterzy, jako wszelkie uczynki s? zapowiedzi?, obrazem i zarodkiem nast?pnych; doda? jednak, ?e szczery ?al i pokuta niszcz? zakorzenione z?o i je?li kto zmieni swój umys? na dobre, to mo?e przez chrzest odrodzi? si? w Duchu ?wi?tym i zas?u?y? sobie na ?ywot wieczny. St?d ruszy? Jezus dalej przez doliny, nauczaj?c tu i ówdzie. Nieraz wo?ali za Nim op?tani, lecz milkli natychmiast na Jego rozkaz. Tak przyszed? Jezus do drugiego domu, po?o?onego na wy?ynie, w którym tak?e niegdy? Naj?w. Panna szuka?a schronienia. W?a?ciciel domu posiada? wiele trzód. W dolinach poni?ej sta?y szeregiem chaty pasterzy i tkaczy. Mieli d?ugie pasma, rozpi?te pod go?ym niebem, i wspólnie pracowali. W okolicy pas?y si? liczne


215

trzody owiec, i dziczyzny by?o pod dostatkiem. Po podwórzach chodzi?y jak u nas kury, gromadnie go??bie i jakie? wielkie ptaki z d?ugimi ogonami. Widzia?am tak?e po lasach zwierz?ta, podobne do sarny, z ma?ymi rogami; nie by?y wcale p?ochliwe i pas?y si? razem z trzodami. Przyj?to tu Jezusa bardzo go?cinnie. Mieszka?cy domu wyszli wraz z s?siadami i dzie?mi naprzeciw Niego i oddali Mu pok?on, ciesz?c si? z Jego przybycia. S?owem przyj?to Jezusa tak serdecznie, jak niegdy? Maryj? i Józefa. Rodzina sk?ada?a si? z dwojga m?odych ludzi i ich ojca, zgarbionego staruszka, podpieraj?cego si? lask? pastersk?. Byli to ludzie pobo?ni i dosy? o?wieceni. Jako posi?ek zastawiono owoce, jako te? jarzyny, które maczano w sosie i ma?e podp?omyki. Gdy Jezus si? posili?, zaprowadzili Go do komnaty, w której nocowa?a Naj?w. Panna. Pokój ten ??czy? si? dawniej z ich mieszkaniem, lecz pó?niej oddzielili go, zrobili osobne wej?cie i zamienili na modlitewnik. Przez ?ci?cie czterech rogów zamienili pokój na o?mioboczny i przykryli dachem w rodzaju kopu?y. — W ?rodku zawieszona by?a lampa i w powale klapa, daj?ca si? otwiera?. Przed lamp? sta? w?ski stó? na kszta?t naszych balasek, na którym mo?na si? by?o oprze? podczas modlitwy. Pokój by? pi?knie i czysto utrzymany i wygl?da? jak kaplica. Starzec, przyprowadzi? tu Jezusa, pokazuj?c Mu miejsce, gdzie spoczywa?a Jego matka i gdzie spa?a matka jej, Anna, która tak?e wst?powa?a tu, id?c w odwiedziny do Naj?w. Panny do Betlejem. Ludzie ci znali dobrze ?ycie Jezusa. Wiedzieli o Jego narodzeniu si? w Betlejem, o przyj?ciu trzech królów, o proroctwach Symeona i Anny w ?wi?tyni, o ucieczce do Egiptu i o cudownej nauce Jezusa w ?wi?tyni. Niektóre z tych dni pami?tkowych ?wi?cili tu modlitw? i od pocz?tku przej?ci byli silna wiar?, nadziej? i mi?o?ci?. Doczekawszy si? przyj?cia Jezusa, spytali Go teraz prostodusznie w sposób zwyk?y wie?niakom: „Jak to b?dzie teraz? W Jerozolimie chodz?, pog?oski, ?e nowy Mesjasz jako król ?ydowski odbuduje pa?stwo i wyswobodzi ?ydów z pod jarzma Rzymian. Czy rzeczywi?cie tak si? stanie?" — Jezus odpowiedzia? im w formie przypowie?ci o synu królewskim, którego ojciec posy?a, aby obj?? jego tron, przywróci? dawna ?wietno?? ?wi?tego miejsca i uwolni? braci z pod jarzma; wspó?bracia nie uznaj? jego syna, b?d? go dr?czy? i prze?ladowa?, a jednak on b?dzie wywy?szony i poci?gnie za sob? do królestwa ojca niebieskiego wszystkich, którzy b?d? spe?nia? jego przykazania. Wraz z Jezusem zesz?o si? do modlitewnika wiele ludzi, a Jezus naucza? ich. Uzdrowi? tak?e jedn? niewiast?. Stary pasterz zaprowadzi? Go do swojej s?siadki, która ju? od wielu lat cierpia?a na podagr?. Jezus wzi?? j? za r?k? i Rozkaza? jej wsta?; kobieta wsta?a natychmiast, na kl?czkach podzi?kowa?a Panu i odprowadzi?a Go a? do drzwi zdrowa zupe?nie, podczas gdy przedtem mog?a chodzi? tylko skulona, jak ?wiekra Piotrowa. Nast?pnie kaza? si? Jezus zaprowadzi? w dolin?, gdzie by?o wielu chorych i pociesza? ich, a wielu z nich uleczy?. Ogó?em uleczy? oko?o dziesi?ciu ludzi. Jan chrzci jeszcze wci?? i coraz wi?cej ludzi przychodzi do niego. Drzewko, które Jezus trzyma? przy chrzcie, przesadzone jest teraz do wielkiej sadzawki i pi?knie si? zieleni. Do stawu prowadz? z brzegu schody. Brzeg wrzyna si? w wielu miejscach w wod?, tworz?c ma?e przyl?dki. Po nich wchodz? ludzie do wody, a po ochrzczeniu wychodz? drug? stron?. Dom, w którym go?ci? Jezus, le?y pi?? godzin drogi od Betlejem. Gdy Jezus odchodzi?, odprowadza?o Go sporo ludzi. Ludzie ci dlatego tak sprzyjali Jezusowi, bo schodzili si? cz?sto z pasterzami, którzy po narodzeniu si? Jezusa pierwsi Go witali, le??cego w ??óbku. Jezus szed? teraz z uczniami dalej, zbaczaj?c cz?sto tu i ówdzie. Doko?a Niego zbiera?y si? t?umy pasterzy i robotników, a On poucza? ich porównaniami,


216

wzi?tymi z ich ?ycia codziennego i zaj??. Nak?ania? ich wci?? do przyj?cia chrztu i czynienia pokuty, przepowiadaj?c zbli?anie si? Mesjasza, maj?cego ich zbawi?. Na drodze, przez któr? mia? Jezus przechodzi?, u stoku góry, w dogodnym po?o?eniu, ujrza?am raz t?umy ludzi, zaj?tych prac? w polu i w winnicach. Zwozili oni nagromadzone zbo?e, orali, siali i sadzili. Ziemia wydawa?a si? tu bardzo urodzajn?, podczas gdy w ni?ej po?o?onych dolinach le?a? szron lub ?nieg. Zbo?a nie wi?zano w snopki, lecz z?ynano na pó? stopy z góry i wi?zano zawsze w dwa p?ki w ten sposób, ?e k?osy zwiesza?y si? z obu stron. Ca?e stosy takich wi?zanek le?a?y na polu. Znoszenie nie odbywa?o si? teraz, gdy? by?o to ju? dawno po ?niwach. Wielkie stogi zbo?a le?a?y ju? od dawna zebrane. Teraz jednak, przy nadchodz?cej d?d?ystej porze roku, przykrywano je s?om? i uprawiano ziemi? na nowo. K?osy obcinano krzywym no?em, a s?om? wyrywano i rzucano na kup?. S?om? wi?zano tak?e w wielkie snopki, prawdopodobnie na spalenie. Zbo?e za? znoszono na kup? na noszach, które d?wiga?o czterech robotników. W innych miejscach orano. P?ug by? bez kó?, ci?gniony przez ludzi, a ten, który widzia?am, wygl?da? jak sanki z trzema ostrzami do krajania ziemi i z ci??arem na wierzchu. W ?rodku by? orczyk. P?ugiem nie kierowano z tylu, tylko ci?gn?li go ludzie lub os?y. Orano na wzd?u? i na poprzek. Brona by?a trójk?tna, zwrócona podstaw? do przodu. Zbo?e rodzi?o si? obficie. Gdzie grunt by? skalisty, tam nak?adano ziemi i tak?e zasiewano. Siewcy mieli worek ze zbo?em przewieszony przez kark, tak ?e oba ko?ce spada?y na piersi. Sadzono czosnek i jakie? ro?liny o wielkich li?ciach, zapewne jarzyny. Jedna z nich nazywa?a si? Durra. Uczniowie zawo?ali tych ludzi na drog?, a Jezus naucza? ich przez przypowie?ci o oraniu, sianiu i o ?niwach. Mówi? potem do uczniów o zasiewie, który maj? rzuca? przez chrzest. Nast?pnie przeznaczy? kilku uczniów, pomi?dzy innymi tak?e Saturnina, aby po pewnym czasie poszli nad Jordan chrzci?. Mówi? im, ?e chrzest b?dzie zasiewem, i jak ci ludzie tutaj, tak i oni po dwóch miesi?cach zbiera? b?d? plon. Mówi? tak?e o s?omie, która ma by? wrzucona do ognia. Podczas gdy Jezus naucza?, nadesz?a drog? z Sychar gromada robotników z ?opatami, hakami i d?ugimi dr?gami. Byli to niby niewolnicy wracaj?cy do domu od roboty przy publicznej budowli czy te? budowie drogi. Z nie?mia?o?ci? zatrzymali si? w pewnym oddaleniu, nie odwa?aj?c si? przyst?pi? do ?ydów i tylko z daleka przys?uchiwali si? nauce. Jezus kaza? im si? przybli?y?, mówi?c, ?e Jego Ojciec niebieski powo?uje przez Niego wszystkich do Siebie i ?e wszyscy s? równi, którzy czyni? pokut? i daj? si? ochrzci?. O?mieleni Jego ?agodno?ci?, upadli Mu ci biedacy do nóg, prosz?c, aby przyszed? i do nich do Samarii i ul?y? ich n?dzy. Jezus przyrzek? im, ?e przyb?dzie, jednak teraz musi pewien czas przeby? w samotno?ci, aby przygotowa? si? na obj?cie królestwa, do którego posy?a Go Ojciec Jego niebieski. Pasterze oprowadzali Jezusa jeszcze po ró?nych drogach, którymi chodzi?a niegdy? matka Jego. On jednak zna? te miejsca lepiej, ni? Jego przewodnicy, tak i? ci, zdziwieni, zawo?ali: „Panie, Ty jeste? prorokiem, ale i dobrym, pobo?nym synem, gdy? znasz ?lady stóp Twej b?ogos?awionej matki i chodzisz nimi!" Nauczaj?c i upominaj?c po drodze, ludzi, przyby? Jezus do miasta Bet Araba. By?o to ju? po po?udniu, kiedy Jezus przyszed? z uczniami Swymi na obszerny, równy plac, zasiad? pod drzewami na kamiennym siedzeniu i naucza? zebranych tu ludzi, którzy byli dobrze usposobieni wzgl?dem Niego.


217

Jezus w dolinie pasterskiej ko?o Betlejem

Jezus opu?ci? to miejsce w towarzystwie wielu s?uchaczy i szed? ku dolinie pasterskiej, która le?a?a st?d mniej wi?cej o 3 i pó? godziny. Razu pewnego widzia?am Go z uczniami pod otwart? szop?, jak spo?ywa? uzbierane czerwone jagody i k?osy. Uczniowie rozproszyli si? po ró?nych drogach, a Jezus przeznaczy? im miejsce, gdzie si? znowu zej?? mieli. Oni oznajmiali ludziom o Jezusie i wzywali ich do chrztu i pokuty, je?eli jeszcze nie byli ochrzczeni; ludzie ci szli po cz??ci z nimi na wyznaczone miejsca, na których Pan Jezus naucza?. Jezus tak?e szed? manowcami, a cz?sto sp?dza? po?ow? nocy na ró?nych pagórkach na modlitwie, tak i? czas przeznaczony na drog? ca?kiem by? wype?niony. S?ysza?am, jak uczniowie prosili Jezusa, aby ostrym ?yciem, chodzeniem pieszo, postami, i czuwaniem nocnym, w?ród takiego zimna i wilgotnej pory roku, nie wycie?cza? przedwcze?nie Swego cia?a. On jednak odpowiada? im ?agodnie, i pozostawa? przy Swoim. O brzasku dnia zst?powa? Jezus wraz z uczniami przez grzbiet góry do doliny pasterskiej. Mieszkaj?cy tam naoko?o pasterze ju? wiedzieli, ?e Jezus si? do nich zbli?a. Wszyscy przyj?li ju? chrzest Jana, a nawet kilku mia?o sny widzenia o bliskim przyj?ciu Pana. Dlatego niektórzy z nich czuwali i spogl?dali ci?gle w stron?, sk?d Jezus powinien by? nadej??. — Widzieli, jak zst?powa? w dolin?, ja?niej?cy i otoczony ?wiat?em, albowiem wielu z tych prostaczków by?o w stanie ?aski. Zatr?bili natychmiast na rogu, aby w oddali mieszkaj?cych zbudzi? i przywo?a?. Mieli ten zwyczaj przy ka?dym szczególniejszym zdarzeniu. Wszyscy pospieszyli naprzeciw Pana i rzucili si? przed Nim pokornie na ziemi?, z wyci?gni?t? naprzód szyj?, trzymaj?c w r?kach d?ugie laski. Niektórzy le?eli, rzuciwszy si? na twarz. Nosili oni kaftany, si?gaj?ce a? do kolan, przewa?nie owcze; niektórzy mieli owe kaftany otwarte na piersiach, drudzy znowu bez otworu, a na ramionach sakwy. Powitali Jezusa s?owami psalmu, który wyra?a? przyj?cie Zbawiciela i dzi?ki Izraela za spe?nion? obietnic?. Jezus by? bardzo uprzejmy i rozmawia? o ich szcz??liwym stanie. Uczy? tu i ówdzie w chatach, które le?a?y naoko?o szerokich ??k, w przypowie?ciach o stanie pasterskim. St?d uda? si? z nimi dalej, przez dolin? ku Betlejem do wie?y pasterskiej. Wie?a ta by?a zbudowana na pagórku w?ród pola, na podwalinach z wielkich kamieni. Sk?ada?a si? z bardzo wysokiego rusztowania z belek, a w ko?o ros?y drzewa, które j? tak?e podpiera?y. By?a obwieszana ró?kami, mia?a zewn?trz schody i galerie, tu i ówdzie ma?e pokryte budki, jak stra?nice. Z oddalenia mia?a wygl?d wysokiego okr?tu z napi?tymi ?aglami, i by?a podobn? do wie?, z których w kraju królów si? gwiazdy bada. Mieli stamt?d widok na ca?? okolic?, mogli widzie? Jerozolim?, a nawet gór?, na której szatan kusi? Jezusa. Pasterzom by?a ta wie?a potrzebna, aby mie? widok na ruchy trzody, i aby stró?ów ostrzec przed gro??cym niebezpiecze?stwem. Poszczególni pasterze, ze swymi rodzinami, mieszkali w okr?gu o 5 godzin od wie?y, w chatach z podwórzami, polem i ogrodami. Przy wie?y by?o wspólne miejsce dla zgromadzania si?; odbywali tu tak?e swoje narady i st?d otrzymywali stró?e po?ywienie. Wzd?u? pagórka, na którym wie?a sta?a, by?y chaty, a na osobno?ci wielka szopa, w której mieszka?y niewiasty stró?ów i przyrz?dza?y po?ywienie. Niewiasty te nie wysz?y razem z pasterzami naprzeciw Jezusa i Jego uczniów. Mieszka?o tu blisko 20 pasterzy, których Jezus poucza? o ich szcz??liwym stanie, i ?e On ich teraz odwiedzi?, poniewa? i oni oddali Mu pok?on w ??óbku a Jego Rodzicom okazali mi?o??. Poucza? ich tak?e w przypowie?ciach o pasterzach i trzodach, i ?e On tak?e jest pasterzem, który b?dzie mia? innych pasterzy, b?dzie gromadzi? trzody, leczy? i prowadzi? a? do ko?ca dni.


218

Pasterze opowiadali o zwiastowaniu Anio?a, o ?wi?tej Rodzinie i o dziecku; oni tak?e widzieli w gwie?dzie nad szopk? obraz dziecka. Opowiadali o królach, ?e ci widzieli w gwiazdach tak?e wie?? pastersk? i o darach, które z?o?yli. Wiele z tych darów, osobliwie surowe p?ótna na namioty, spotrzebowali na wie?e i chaty. By?o tu wiele starszych m??czyzn, którzy jako m?odzie?cy byli u ??óbka. Opowiedali Jezusowi o wszystkim, co wtedy widzieli. Na drugi dzie? zaprowadzili pasterze Jezusa i uczniów Jego bli?ej ku Betlejem do mieszkania synów trzech najstarszych pasterzy, którym najpierw zjawili si? Anio?owie przy narodzeniu Chrystusa, i którzy pierwsi oddali Mu pok?on. Pasterze ci ju? pomarli i pogrzebani byli niedaleko mieszkania, które mniej wi?cej o godzin? by?o oddalone od groty ??obkowej. Trzej ju? podeszli w latach synowie owych pasterzy byli przy ?yciu i za?ywali u reszty pasterzy powszechnego szacunku. Rodzina ta by?a niejako prze?o?on? nad innymi, tak jak trzej królowie u swoich. Przyj?li oni Jezusa pokornie i z rado?ci?, i zaprowadzili Go do grobów swych ojców. By? to pagórek, poros?y winem; u do?u by? naoko?o otoczony pewnego rodzaju schronieniem, pod którym wchodzi?o si? do piwnic i jaski?; wy?ej nad pagórkiem by?y grobowce starych pasterzy. Grobowce znajdowa?y si? w ziemi w tym kierunku, i by?y przykryte drzwiami. Pasterze otworzyli grobowce, i widzia?am owini?te cia?a ze ?niadym obliczem. Miejsce oko?o trumien by?o wype?nione ma?ymi kamyczkami. W trumnach le?a?y laski pasterskie. Pasterze pokazali Jezusowi tak?e skarb, który im pozosta? z podarunków ?wi?tych Trzech Króli, a który by? schowany w jaskini. Sk?ada? si? z bitego z?ota i z kawa?ków bardzo kosztownej, z?otem przetykanej materii. Pytali si? Jezusa, czy maj?, to ofiarowa? do ?wi?tyni, na co im odpowiedzia?, aby zatrzymali to dla gminu, który b?dzie tworzy? now? ?wi?tyni?; a nadto doda?, i? na tym grobowcu stanie kiedy? ko?ció? (uczyni?a to ?w. Helena). Pagórek ten by? pocz?tkiem winnic, które si? ci?g?y ku Gazie, i by? wspólnym cmentarzem dla pasterzy. St?d zaprowadzili Pana do miejsca Jego urodzenia, do groty, o godzin? drogi st?d oddalonej. Droga wiod?a przez niezwykle pi?kn? ??k?, przez któr? prowadzi?y trzy ?cie?ki pomi?dzy alejami z drzew owocowych. Po drodze opowiadali pasterze o chwale Anio?ów, a ja widzia?am znowu wszystkie te obrazy. Anio?owie zjawili si? na trzech miejscach; najpierw trzem pasterzom, w nast?pn? noc pasterzom na wie?y, a pó?niej przy studni, w miejscu, gdzie wczoraj pasterze przyj?li Jezusa. Na wie?y pasterskiej zjawili si? w wi?kszej liczbie. By?y to wielkie postacie bez skrzyde?. Pasterze zaprowadzili równie? Jezusa do grobowca Marahy, mamki Abrahama, przy wielkim terebincie.

Grota ??obkowa jako miejsce modlitwy pasterzy

Droga do groty prowadzi?a od strony wschodniej, sk?d nie by?o do Betlejem dobrego przyst?pu, ani te? równej prostej drogi. Miasta od tej strony prawie nie by?o wida?, by?o bowiem oddzielono od doliny pasterskiej rozwalonymi wa?ami, i grubymi gruzami murów, mi?dzy którymi by?y w?wozy. Najbli?szy i w?a?ciwy wchód do miasta prowadzi? przez bram? po?udniow?, która wiod?a do Hebron. Od tej bramy trzeba by?o obej?? naoko?o miasta ku wschodowi, gdy si? chcia?o dosta? w okolic? groty, która si? styka?a z dolin? pastersk?, a z której wchodzi?o si? w t? okolic?, omijaj?c zupe?nie Betlejem. Grota i obok le??ce jaskinie nale?a?y tak?e do pasterzy, którzy ju? od dawna u?ywali ich dla zap?dzania byd?a i sk?adania sprz?tów, a nikt z Betlejem nie utrzymywa? z nimi stosunków, jako te? nie by?o ?adnej drogi ani ?cie?ki. Józef, którego dom rodzinny by? w stronie po?udniowej, obcowa? ju? jako dziecko tu z pasterzami, ukrywa? si? przed bra?mi i sp?dza? czas na modlitwie.


219

Gdy pasterze z Jezusem przyszli do groty, by?a ju? zupe?nie zmieniona. Przerobili j?, jako miejsce ?wi?te, na modlitewnik. Poniewa? za? nikomu nie by?o dozwolone na ?wi?tej ziemi stan??, dlatego zrobili naoko?o ??óbka chodnik, który otoczyli kratami i w ten sposób grot? rozszerzyli. Z tego chodnika prowadzi?y wej?cia do celek, znajduj?cych si? w ska?ach, podobnie jak w klasztorze. ?ciany i posadzka by?y pokryte dywanami od królów; by?y one pstre i po najwi?kszej cz??ci wyszyte by?y na nich piramidy (prawdopodobnie ró?nobarwne trójk?ty, zwykle przez ?ydów u?ywane ozdoby na ?ciany, o których wspomina?am, mówi?c o modlitewniku Maryi przy ?wi?tyni). Oprócz tego poprowadzili z chodnika otaczaj?cego grot? dwoje schodów nad grot?, usun?li z niej ca?kiem sklepienie, gdzie by?y sko?ne otwory, a natomiast umie?cili rodzaj kopu?y, przez która pada?o ?wiat?o z góry. Mogli jednymi schodami wej?? na wzgórek i w ten sposób gór? przej?? do Betlejem. Wszystkie te zmiany porobili przy pomocy zasobów, jakie otrzymali od królów. Kiedy Jezusa tu przyprowadzili, by? w?a?nie pocz?tek szabatu, wi?c w grocie pozapalano lampy. ??óbek sam sta? jeszcze na dawnym miejscu. Jezus pokaza? im miejsce, w którym si? narodzi?, czego oni dot?d nie wiedzieli. Mia? tu pi?kn? nauk?, poczym ?wi?cili szabat. Powiedzia? im, ?e miejsce to przedtem ju? przeznaczy? Ojciec niebieski, gdy Maryja by?a pocz?t?; wiedzia?am równie? o ró?nych wa?niejszych zdarzeniach Starego Testamentu, które si? wydarzy?y na tym miejscu. By? tu tak?e Abraham i Jakub. Tu porodzi?a Ewa po siedmioletniej pokucie Seta, jako dziecka obietnicy; tu oznajmi? Anio? Ewie, i? tego syna da? jej Bóg w miejsce Abla, i tu, jako te? w jaskini ssania, pó?niejszym grobowcu mamki Marahy, d?ugo by? ukrywany i karmiony, albowiem bracia jego czyhali aby go zdradzi?, jak synowie Jakuba Józefa. Pasterze zaprowadzili równie? Jezusa do s?siedniej groty, gdzie ?wi?ta Rodzina przez pewien czas mieszka?a. ?ród?o, jakie tam wytrys?o przy narodzeniu Chrystusa Pana, pi?knie ogrodzili i u?ywali wody z niego w chorobach. Jezus kaza? wzi?? tej wody ze sob?. Nast?pnie odwiedza? pojedynczo mieszkania pasterskie. Saturnin ochrzci? wielu starców, którzy nie byli w stanie pój?? do Jana, aby przyj?? chrzest. Zmieszano wod?, któr? si? Jan pos?ugiwa? przy chrzcie Chrystusa, z wod? ze ?ród?a obok groty. Przy chrzcie z r?k Jana wyznawano ogólnie grzechy, przy chrzcie za? Jezusa wyznawali grzechy pojedynczo, ?a?owali i otrzymywali odpuszczenie. Starcy kl?kali, a cia?o mieli ods?oni?te a? po piersi. Przed nimi sta?a wielka miednica, nad któr? schylali g?ow? i przyjmowali chrzest. Przy tym chrzcie, podobnie jak i przy formu?ce, jakiej u?ywa? Jan przy Chrzcie Jezusowym, wymieniano imi? Jehowy i daru trzech przymiotów, ale i s?owo w imi? pos?anego.

Jezus zwiedza gospody, gdzie odpoczywa?a ?wi?ta Rodzina w ucieczce do Egiptu.

Noce sp?dza? Jezus samotnie na modlitwie. Gdy opu?ci? pasterzy, rzek? do uczniów: „?e teraz chce i?? jeszcze do ludzi, którzy swego czasu przyj?li Go z Rodzicami w czasie ucieczki, i ?e tam chce leczy? chorych i nawróci? pewnego grzesznika. ?aden krok jego ?w. Rodziców nie pozostanie bez b?ogos?awie?stwa. Wszystkich, którzy ich wówczas przyj?li go?cinnie i okazali im mi?o??, odszuka teraz i poprowadzi do zbawienia. Ka?de dobrodziejstwo i mi?osierdzie, teraz jak i przedtem, b?dzie mia?o udzia? w zbawieniu wiekuistym i do niego si? przyczyni; podobnie jak On teraz odwiedza wszystkich, którzy wówczas Jemu i Jego bliskim okazali mi?o??, tak Jego Ojciec niebieski b?dzie pami?ta? o wszystkich, którzy


220

mi?o?? i dobrodziejstwo wy?wiadcz? najmniejszemu z Jego braci." Kaza? si? zej?? uczniom Swoim na pewnym miejscu przy mie?cie i górach Efraim, gdzie Go mieli oczekiwa?. Jezus szed? teraz samotnie nad granic? obszaru Heroda ku pustyni przy Anim albo Engannim o kilka godzin od Morza martwego, przez okolic? dzik?, jednak dosy? urodzajn?. By?o tu wiele pas?cych si? wielb??dów, chodz?cych po czterdzie?ci w ró?nych ogrodzeniach. Jezus szed? do gospody, która tu by?a dla ludzi udaj?cych si? w pustyni?. Wiele chat i szop sta?o tu jedna po drugiej a ludzie ci mieli tak?e wiele wielb??dów. Miejsce to by?o ostatni? gospod? w obszarze Heroda, podczas ucieczki do Egiptu, a ludzie, chocia? s? z?ego usposobienia, i trudni? si? najpewniej tak?e kradzie??, jednakowo? uprzejmie przyj?li ?wi?t? Rodzin?. Równie? w poliskim miasteczku mieszka?o wielu nie porz?dnych ludzi, którzy od czasu wojen tu si? osiedlili. Jezus uda? si? do pewnego domu i ??da? przyj?cia. W?a?ciciel domu nazywa? si? Ruben, liczy? oko?o lat 50, a mieszka? tu ju? w czasie ucieczki do Egiptu. Gdy Jezus przemówi? do niego i na? spojrza?, wst?pi? jakby promie? w jego serce. S?owa Jezusa i pozdrowienie by?y jakby b?ogos?awie?stwem, przemówi? wi?c wzruszony: „Panie, zdaje mi si?, jakoby kraj obiecany wraz z Tob? wszed? do domu mego." Jezus odrzek? mu, je?eli wierzy w obietnic?, a wype?nienia od siebie nie odrzuca, to mo?e mie? udzia? w kraju obiecanym. Pó?niej rozmawia? o dobrych uczynkach i ich skutkach, i ?e przyszed? do niego, aby mu zbawienie zwiastowa?, poniewa? Matka Jego i opiekun w domu tym przed 30 laty znale?li go?cinne przyj?cie podczas ucieczki. Tak jak ten czyn, odniesie ka?dy, czy dobry, czy z?y, swój owoc. Wtedy rzuci? si? m??, ca?kiem wzruszony, na ziemi? i rzek?: „Panie, sk?d?e to mnie biednemu i nikczemnemu cz?owiekowi, i? Ty wst?pujesz w me progi?" Jezus wyja?ni? mu, i? przychodzi nawraca? i oczyszcza? grzeszników. M??czyzna mówi? ci?gle o swej nikczemno?ci, i ?e oni wszyscy tu s? niegodnym i zepsutym plemieniem. Opowiada? równie?, ?e jego wnuki s? chore i mizerne, a Jezus mu powiedzia?, i? je?li w Niego uwierzy i da si? ochrzci?, to On przywróci wnukom zdrowie. Potem umy? Jezusowi nogi i da? Mu si? posili? tym, co mia?. Gdy si? tu zeszli s?siedzi, opowiedzia? im, kim jest Jezus i co mu przyobieca?. By? tak?e przy tym krewny, imieniem Issachar. Zaprowadzi? równie? Jezusa do chorych wnuków, którzy byli ju?to tr?dowaci, ju?to kulawi i pozarastani. Poszed? tak?e Jezus do niewiast chorych i cierpi?cych na krwotok. Dzieciom kaza? wsta?, i wsta?y uzdrowione. Rozkaza? przygotowa? k?piel. Postawili wielkie naczynie z wod? pod namiotem, a Jezus wla? z flaszki troch? wody z Jordanu, która s?u?y?a do chrztu, i pob?ogos?awi? j?. Dwie takie flaszki nosi? z boku pod sukni? przepasan? rzemieniem. Ludzie musieli si? w niej obmy?, i wychodzili zdrowi, dzi?kuj?c Panu. Sam ich nie chrzci?, lecz obmywali si?; by? to jakoby chrzest w nag?ej potrzebie; wzywa? ich jednak, aby za??dali chrztu w Jordanie. Gdy si? Go pytali, czy Jordan ma tak? szczególniejsza moc, odpowiedzia? im: Ojciec niebieski wymierzy? drog? Jordanu, przeznaczy? i zbudowa? wszystkie ?wi?te miejsca tego kraju, zanim jeszcze tu ludzie byli, owszem nim by? kraj i Jordan. Mówi? dziwne rzeczy o tym; rozmawia? tak?e o ma??e?stwie z niewiastami, zalecaj?c im karno?? i wstrzemi??liwo??, i przedstawia? upo?ledzenie tutejszych ludzi i n?dz? dzieci jako skutek nieprawid?owych stade? w tej okolicy; mówi?, i? rodzice przyczyniaj? si? do upo?ledzenia dzieci, ?e to z?o da si? usun?? przez pokut? i zado??uczynienie, jako te? o odrodzeniu przez chrzest. Nast?pnie opowiada? o wszystkim, co wy?wiadczyli ?wi?tej Rodzinie podczas ucieczki, i naucza? na miejscach, gdzie ?w. Rodzina jad?a i spoczywa?a. Mieli ze sob? w czasie ucieczki os?a i o?lic?. Wskazywa? im na wszystkie ówczesne


221

czynno?ci, jako obrazy ich tera?niejszego przej?cia z grzechu do zbawienia. Przygotowali Panu uczt?, jak? tylko mogli; by? tam pewien rodzaj g?stego mleka, przy tym bia?y ser, miód, ma?e chleby pieczone w popiele, tak?e winogrona i ptaki. W towarzystwie kilku z tych m??ów wraca? Jezus inn? drog? z Anim i przyszed?, pod wieczór do miejscowo?ci, która le?a?a po obu stronach góry, w?ród której by?a dzika dolina z g??bokimi jarami. Miejscowo?? i góra nazywa?a si? Efraim czyli Efron. Góry rozci?ga?y si? w kierunku Gazy. Jezus przyszed? przez okolic? Hebronu. Z drogi, któr? Jezus szed?, wida? by?o w do?? sporej g?o?ci podupad?a miejscowo?? z wie??, której nazwa podobnie brzmia?a jak Malaga. (Prawdopodobnie Molada, któr? Józef Flawiusz 18, 7, 2. nazywa Malatha). Tutaj w okr?gu godziny by? gaj Mambre, gdzie Anio?owie przynie?li Abrahamowi obietnic? Izaaka. Równie? niezbyt daleko by?a podwójna jaskinia, któr? Abraham od Hetejczyka Efron by? kupi?, i gdzie by? jego grobowiec, jak równie? miejsce walki Dawida z Goliatem. Jezus, którego towarzysze znowu wrócili do domu, obszed? jedn? stron? miasta, z obu stron góry po?o?onego, i spotka? si? z uczniami Swymi, którym t? okolic? przeznaczy?, na drodze w dzikiej dolinie. Wychodz?c z tego w?wozu, poprowadzi? ich do jaskini, której po?o?enie by?o zupe?nie dzikie i niedost?pne, ale za to by?a bardzo przestronna. Tutaj przep?dzili noc. By? tu szósty spoczynek ?w. Rodziny podczas ucieczki do Egiptu. Jezus opowiada? o tym uczniom, którzy pocieraj?c szybko jeden kawa?ek drzewa o drugi, rozniecili ogie?. Poucza? ich o ?wi?to?ci tego miejsca. Tutaj równie? cz?sto w?ród modlitwy przebywa? jaki? prorok, zdaje mi si?, Samuel. Dawid strzeg? w tej okolicy owiec swego ojca, modli? si? w tej jaskini i otrzymywa? rozkazy od Boga przez Anio?a; tutaj równie? w?ród modlitwy otrzyma? polecenie zabicia Goliata. ?wi?ta Rodzina przyby?a tu podczas ucieczki wielce strudzona, a Naj?wi?tsza Panna by?a bardzo smutna i p?aka?a. Cierpieli niedostatek, albowiem uciekali bocznymi drogami i omijali wszystkie wielkie miasta i publiczne gospody. Spoczywali tu przez ca?y dzie?. Dla ich pokrzepienia zdarzy?o si? kilka cudów. W grocie wytrys?o ?ród?o, przysz?a tak?e dzika koza i pozwoli?a si? doi?. Jezus mówi? do uczniów o wielkich trudach, które czekaj? ich i wszystkich, którzy za Nim pójd? i o niewygodach, których dozna?a tutaj Jego Matka naj?wi?tsza i On, równie? o mi?osierdziu Jego Ojca niebieskiego i o ?wi?to?ci tego miejsca. Mówi? im tak?e, ?e tutaj niegdy? b?dzie wybudowany ko?ció?, i pob?ogos?awi? jaskini?, jakoby j? po?wi?ca?. Spo?yli tutaj kilka owoców i ma?ych chlebów, które uczniowie mieli ze sob?.

Jezus udaje si? ku Masfa, do jednego z krewnych ?w. Józefa

Gdy Jezus i uczniowie opu?cili jaskini?, udali si? w kierunku Betlejem i wst?pili z tamtej strony Efronu do pewnej gospody, po?o?onej obok domów osobno stoj?cych, gdzie si? pokrzepili i umyli nogi. Ludzie tutejsi byli dobrzy i ciekawi. Jezus naucza? o pokucie i zbli?aniu si? zbawienia i o na?ladowaniu. Pytali si? te? Jezusa, dlaczego to Jego Matka odby?a tak dalek? drog? z Nazaretu do Betlejem, mog?c w domu mie? wszelk? wygod?. Wtedy mówi? Jezus, ?e wed?ug obietnic mia? si? narodzi? w ubóstwie w Betlejem pomi?dzy pasterzami, jako pasterz, który ma zgromadzi? trzod?, i dlatego teraz, kiedy Ojciec Jego niebieski ju? da? o nim ?wiadectwo, idzie najpierw przez te okolice pasterskie. St?d szed? ku po?udniowej stronie Betlejem, które by?o odleg?e o par? godzin, przeszed? cz??? doliny pasterskiej, szed? po zachodniej stronie od Betlejem i


222

pozostawi? na prawo dom rodziców Józefa. Pod wieczór przyby? do ma?ego obecnie miasta Masfy, które jest oddalone od Betlejem o kilka godzin. Masf? mo?na by?o z daleka widzie?. Ognie p?on??y w ?elaznych koszach na go?ci?cach oko?o miasta, które by?o otoczone murem i posiada?o wie?e, a wiele dróg t?dy przechodzi?o. Miasto to by?o przez d?ugi czas g?ównym miejscem dla modlitwy. Judas Machabejczyk*) odprawi? tu wielkie nabo?e?stwo przed bitw?, przed?o?y? Bogu ró?ne haniebne edykty nieprzyjació? i Jego obietnice, jako te? obja?ni? ludowi znaczenie szat kap?a?skich. Potom zjawi?o si? im przed miastem pi?ciu Anio?ów, którzy im przyobiecali zwyci?stwo. Tu zebra? si? tak?e Izrael do walki przeciw pokoleniu Beniamin, z powodu zniewa?enia i zabicia ?ony pewnego podró?uj?cego Lewity. Zha?bienie to wydarzy?o si? przy pewnym drzewie; miejsce to by?o jeszcze teraz otoczone murem i nikt si? do? nie zbli?a?. Samuel odbywa? w Masfa tak?e s?dy i tu te? by? klasztor Esse?czyków, w którym mieszka? Manahem, który Herodowi jako ch?opcu przepowiedzia? tron królewski. Zbudowa? go Esse?czyk Chariot. ?y? on blisko 100 lat przed Chrystusem; pochodzi? z okolicy Jerycha i by? ?onaty; roz??czy? si? jednak z ?on? i oboje, on dla m??czyzn, ona dla niewiast, za?o?yli stowarzyszenia Esse?czyków. Oprócz tego za?o?y? inny klasztor niedaleko Betlejem, w którym umar?. By? tak ?wi?tobliwym m??em, ?e przy ?mierci Chrystusa najpierw powsta? z grobu i ukaza? si?. Tu w Masfa by?o bardzo wiele gospód, a ludzie zaraz wiedzieli, gdy jaki cudzoziemiec zawita?. Zaledwie Jezus przyszed? do gospody, a ju? by?o wiele ludzi ko?o niego. Zaprowadzono go równie? do synagogi, gdzie wyk?ada? Zakon. Byli i tu pods?uchiwacze, którzy nie bardzo byli z tego zadowoleni. Ci chcieli podst?pnie wybada? Jezusa, czy prawd? jest, co s?yszeli, ?e chce i pogan wprowadzi? do królestwa Bo?ego, i jak si? przy pasterzach wyra?a? o trzech królach. Jezus jednak naucza? bardzo ostro i mówi?: czas obietnicy wype?ni? si?, wszyscy, którzy znowu odrodz? si? we chrzcie i uwierz? w tego, którego pos?a? Ojciec, stan? si? uczestnikami królestwa, a ci, którzy pójd? za nimi, odziedzicz? królestwo; od ?ydów za?, którzy nie uwierz?, odwróci si? obietnica, a przejdzie do pogan. Nie mog? si? dobrze wyrazi?, lecz mówi?, ?e wie, i? tylko czyhaj?, by Go pochwyci? i poleci? im uda? si? do Jerozolimy i t? Jego nauk? og?asza?. Jezus mówi? tak?e o Judzie Machabeuszu, i o innych zdarzeniach, które tu zasz?y, a oni mówili o wspania?o?ci ?wi?tyni i pierwsze?stwie ?ydów przed poganami. On im za? wyk?ada?, ?e cel wybranego ludu i jego ?wi?tyni wype?ni? si?; ten bowiem, którego Pan obieca? przez proroków, przyszed?, aby za?o?y? królestwo i ?wi?tyni? Ojca niebieskiego. Po tej nauce opu?ci? Jezus Masf? i uda? si? mniej wi?cej godzin? drogi na wschód. Min?wszy rz?dy domów, przyby? do osobnej zagrody, do krewnych Józefa. Ojciec Józefa przez powtórne o?enienie si? z pewn? wdow?, mia? przyrodniego syna, który si? tu osiedli?, a potomkowie jego w?a?nie t? zagrod? zamieszkiwali. Mieli dzieci, byli ochrzczeni i przyj?li Jezusa uprzejmie i z pokor?; przysz?o tu nadto wielu s?siadów. Jezus naucza? i jad? te? u nich. Po uczcie szed? z dwoma m??czyznami, Aminadabem i Manassem. Ci Go pytali, czy zna ich stosunki i czy zaraz maj? pój?? za Nim. Jezus odpowiedzia? im, ?e nie, ale aby byli Jego tajnymi uczniami; ukl?kli, a Jezus ich pob?ogos?awi?. Przed Jego ?mierci? jednak przeszli do publicznych uczniów Jezusa. Jezus tu przenocowa?.

Jezus w przedostatniej gospodzie Maryi w Jej podró?y do Betlejem

St?d uda? si? Jezus ze Swoimi uczniami o kilka godzin dalej ku dworowi, który by? przedostatni? gospod? Maryi przed Betlejem, oddalonym st?d mo?e jakie cztery


223

godziny. Z zabudowa? wyszli Mu naprzeciw m??czy?ni, i upadli przed nim na kolana, zapraszaj?c Go do siebie. Przyj?to Go tu bardzo uprzejmie. Ludzie ci chodzili prawie codziennie na nauk? Jana i znali cudowne skutki jego chrztu. Przyrz?dzono Mu uczt? a nawet ciep?? k?piel, jako te? wyborne pos?anie. Jezus naucza? tu. Niewiasta, która przed trzydziestu laty przyjmowa?a ?wi?t? Rodzin?, jeszcze ?y?a. Mieszka?a sama w g?ównym budynku, obok mieszka?y dzieci, i posy?a?y jej po?ywienie. Gdy si? Jezus obmy?, uda? si? tak?e do owej niewiasty. Nie widzia?a ju? nic i od kilku lat ca?kiem by?a pochylona. Jezus rozmawia? z ni? o mi?osierdziu i go?cinno?ci, o nie wype?nianiu dobrych uczynków, o samolubstwie, i przedstawi? tera?niejsz? jej n?dz?, jako kar? za to. Niewiast? bardzo to wzruszy?o, wyzna?a swoje grzechy, a Jezus j? uzdrowi?. Kaza? jej wej?? do wody, w której si? On obmy?, przez co odzyska?a wzrok, prost? postaw? i zdrowie. Jezus jednak zakaza? jej komukolwiek o tym mówi?. Pytano tu Jezusa z prostot?: który te? jest wi?kszym, On czy Jan? Jezus odpowiedzia? im: „Ten, o którym Jan daje ?wiadectwo." Mówili nadto o m?stwie i gorliwo?ci Jana, i o pi?knej postaci Jezusa. Jezus odpowiedzia? im i? po kilku miesi?cach nie ujrz? ?adnej postaci w Nim, ani Go nie poznaj?, tak si? Jego cia?o zmieni. Mówi? o m?stwie i gorliwo?ci Jana, jako takiego, który puka do domu ?pi?cych, zwiastuj?c przybycie Pana, jako takiego, który przez pustyni? toruje drog?, aby ni? móg? i?? król, jako o strumieniu, który oczyszcza koryto rzeki.

Oto Baranek Bo?y

Nazajutrz z brzaskiem dnia wyruszy? Jezus z uczniami i t?umem ludzi, zgromadzonym ko?o Niego, ku Jordanowi oddalonemu st?d mniej wi?cej o trzy godziny drogi. — Jordan p?ynie tu mniej wi?cej pó? godziny szerok?, po obu stronach rzeki wznosz?c? si? dolin?. Pami?tkowy kamie? arki przymierza w oddzielnym miejscu, w którym niedawno obchodzono uroczysto??, le?a? od miejsca chrztu Jana o godzin? drogi, w kierunku prostym ku Jeruzalem. Chata za? Jana przy dwunastu kamieniach, po?o?ona by?a w kierunku Betabary, wi?cej na pó?noc ni? powy?szy kamie?, a mianowicie o pó? godziny drogi od miejsca chrztu w kierunku Gilgal. Gilgal za? le?a?o na zachodniej stronie wy?yny, która w tym miejscu znowu si? zni?a. Ze stawu, gdzie Jan chrzci?, rozlega? si? pi?kny widok, na wznosz?ce si? lekko urodzajne brzegi Jordanu.Najpi?kniejsza okolica rozci?ga?a si? nad morzem Galilejskim. Ro?linno?? by?a tam nadzwyczaj bujna i wida? by?o mnóstwo drzew owocowych. Bli?ej stawu i w okolicy Betlejem uprawiano g?ównie zbo?e, owoce, czosnek, ogórki, a na ??kach wypasaj? byd?o. Min?wszy kamie? arki przymierza, przechodzi? Jezus wczesnym rankiem o kwadrans drogi od chaty Jana, który w?a?nie naucza? lud. Mo?na st?d by?o widzie? Jana i nawzajem Jan móg? widzie? Jezusa, ale tylko przez par? minut, gdy Jezus przechodzi? bardzo krótk? przestrze? w?wozem doliny. Jan jednak, nape?niony Duchem ?w. wskaza? palcem na Jezusa, wo?aj?c: „Oto Baranek Bo?y, który g?adzi grzechy ?wiata!" Jezus przechodzi? w?a?nie, a przed Nim i za Nim rozproszeni uczniowie Gromada ludzi, którzy si? na ostatku przy??czyli do Niego, sz?a na samym ko?cu. Ludzie otaczaj?cy Jana, s?ysz?c jego s?owa, pobiegli w stron? ku Jezusowi, lecz Ten ju? przeszed? i znik? im z oczu. Nie mog?c wi?c ju? z Nim rozmawia?, s?ali Jezusowi z oddalenia swe uwielbienie. Powróciwszy do Jana, rzekli mu: „Wielka liczba ludzi idzie z Jezusem. S?yszeli?my tak?e, ?e uczniowie Jego chrzcz? nawet. Co to z tego b?dzie?" Jan powtórzy? im jeszcze raz, ?e wkrótce ust?pi swego miejsca Jezusowi, gdy? jest tylko


224

przes?a?cem i s?ug? Jezusa. Nie bardzo podoba?y si? te s?owa uczniom jego, którzy teraz mo?e i zazdro?cili nieco uczniom Jezusa. Jezus zwróci? si? teraz w kierunku pó?nocno zachodnim, pozostawi? Jerycho na prawo i uda? si? do Gilgal oddalonego o dwie godziny drogi od Jerycho. Po drodze wst?powa? gdzie niegdzie. Dzieci, spotykane po drodze, towarzyszy?y Mu, ?piewaj?c pie?ni na Jego cze??, lub te? bieg?y do domów, aby zawo?a? rodziców.

Jezus w Gilgal, Dibon, Sukkot, Aminie i Betanii

Nazw? Gilgal nosi w obszerniejszym znaczeniu ca?e pole, wy?ej po?o?one nad dolin? Jordanu, maj?ce pi?? godzin drogi obwodu. Ze wszech stron otoczone jest strumieniami, sp?ywaj?cymi do Jordanu. W ?ci?lejszym znaczeniu miejscowo?? Gilgal, do której Jezus si? zbli?a? przed wieczorem, ci?gn??o si? mniej wi?cej godzin? drogi w stron?, gdzie przebywa? Jan Chrzciciel. Domy sta?y w pewnym oddaleniu od siebie, otoczone pi?knymi ogrodami. Zbli?ywszy si? do miasta, uda? si? Jezus najpierw na odosobnione ?wi?te miejsce, gdzie prowadzono zwykle proroków i wielkich nauczycieli. Miejsce to by?o to samo, gdzie niegdy? Jozue wyjawi? Izraelitom tajemnic?, któr? Moj?esz przed ?mierci? powierzy? jemu i Eliezerowi, a mianowicie sze?? przekle?stw i sze?? b?ogos?awie?stw. Niedaleko st?d znajdowa?o si? wzgórze obrzezania, otoczone osobnym murem. Przy tej sposobno?ci ujrza?am obraz ?mierci Moj?esza, Umar? on na ma?ym, stromym pagórku, po?o?onym w g??bi gór, Nebo, mi?dzy Arabi? a Moab. Obóz Izraelitów roz?o?ony by? doko?a w pewnym oddaleniu, i tylko kilka placówek sta?o bli?ej w dolinie, otaczaj?cej pagórek, który by? obros?y jakby bluszczem, ma?ymi strz?piastymi krzakami, podobnymi do ja?owcu. Pagórek by? tak stromy, ?e Moj?esz musia? chwyta? si? krzaków, aby si? dosta? na wierzch. Poszli z nim Jozue i Eliezer. Moj?esz mia? tam widzenie, zakryte oczom towarzyszów. Nast?pnie odda? Jozuemu pismo, zawieraj?ce sze?? przekle?stw i sze?? b?ogos?awie?stw, z poleceniem, aby je og?osi? ludowi dopiero w ziemi obiecanej. Potem po?egna? ich u?ciskiem, kaza? im odej?? i nie ogl?da? si?; sam za? ukl?k?, wyci?gn?wszy r?ce w gór?, i po chwili pad? martwy na ziemi?. W tej chwili rozst?pi?a si? pod nim ziemia i przyj??a go w swe ?ono. Przy przemienieniu si? Jezusa na górze Tabor, z tej strony pojawi? si? Moj?esz. Sze?? przekle?stw i sze?? b?ogos?awie?stw og?osi? pó?niej Jozue ludowi. W Gilgal oczekiwali Jezusa Jego przyjaciele, ?azarz, Józef z Arymatei, Obed, syn wdowy z Nazaretu i wielu innych. Zaprowadziwszy Go do gospody, umyli Panu i towarzyszom Jego nogi i podali im posi?ek. Nad wysokim, w kszta?cie tarczy spadaj?cym brzegiem jednej z odnóg rzecznych, by?o urz?dzone miejsce do oczyszczania si? i do k?pieli. Nad nim rozpi?ty by? dach p?ócienny, a w ko?o by?y altany obsadzone drzewami. Tu naucza? Jezus w wobec licznie zebranych mieszka?ców tutejszych, jako te? gromad ludzi, d???cych do Jana, aby chrzest przyj??. Saturnin i dwóch innych uczniów, którzy od Jana towarzyszyli Jezusowi, chrzcili, a Jezus naucza? o Duchu ?wi?tym, o darach Jego i o znakach, po jakich pozna? mo?na, czy si? Go otrzyma?o. Przy chrzcie Jana by?a tylko ogólna zach?ta do pokuty, ogólne wyznanie winy i przyobiecanie poprawy; przy chrzcie Jezusa nie wystarcza?o ogólne wyznanie win, ka?dy musia? pojedynczo oskar?a? si? i wyznawa? swe grzechy g?ówne. Jezus napomina? ka?dego, i nieraz, aby skruszy? zatwardzia?ego grzesznika, który przez fa?szywy wstyd i dum? waha? si? wyzna? swe grzechy, wbrew wypowiada? najtajniejsze jego winy. Naucza? tu Jezus tak?e o przej?ciu przez Jordan i o obrzezaniu, które si? tutaj


225

odby?o; obja?nia? zebranym, dla czego si? te? tutaj chrzest odbywa, i ?e odt?d przeze? maj? by? obrzezani na sercu, jako te? o spe?nieniu obietnic Zakonu. Przy chrzcie nie wchodzili ju? ludzie do wody, tylko pochylali si? nad ni?. Uczniowie nie mieli do chrzczenia takiej czary z trzema ??óbkami, jak Jan, tylko trzykrotnie czerpali wod? r?k? ze stoj?cego naczynia. Nie wk?adano te? ochrzczonym koszuli, lecz okrywano tylko plecy bia?? chust?. Ochrzczeni, w liczbie oko?o trzydziestu, byli bardzo wzruszeni i uradowani i jak przyznawali — czuli to dobrze, ?e Duch ?w. zst?pi? na nich. Po nauce uda? si? Jezus na szabat do synagogi w Gilgal, w?ród wys?awiania przez t?umy ludu, w drodze Mu towarzysz?ce. Synagoga le?a?a we wschodniej dzielnicy miasta. By? to budynek staro?ytny, obszerny, w kszta?cie pod?u?nego czworoboku ?ci?tego na rogach. Podzielony by? na trzy pi?tra, a w ka?dym mie?ci?a si? szko?a. Doko?a ka?dego pi?tra bieg?a galeria, na któr? wychodzi?o si? po schodach, umieszczonych z zewn?trz. W górze w ?ci?tych rogach budynku by?y zrobione ny?e, z których daleko i szeroko widzie? by?o mo?na. Po obu bokach synagogi by?a wolna przestrze? i tu urz?dzone by?y ma?e ogródki. Z przodu dobudowany by? przedsionek z siedzeniem, przeznaczonym dla nauczaj?cego, podobnie jak w ?wi?tyni jerozolimskiej. By? tak?e dziedziniec, gdzie s?a? o?tarz pod go?ym niebem, na którym niegdy? sk?adano ofiary. Dla niewiast i dzieci urz?dzone by?y osobne kryte miejsca. W ca?ym urz?dzeniu zna? by?o ?lady podobie?stwa do ?wi?tyni jerozolimskiej, tak?e i to, ?e tu sta?a niegdy? arka przymierza i ?e tu sk?adano ofiary. W sali na dole, urz?dzonej pi?kniej ni? dwie inne, sta? w jednym ko?cu, gdzie si? w ?wi?tyni „Miejsce naj?wi?tsze" znajdowa?o, filar o?miok?tny, opatrzony doko?a pó?kami, pe?nymi zwojów pisma. Do?em bieg? doko?a s?upa okr?g?y stó?, a spodem by?o sklepienie; tu sta?a niegdy? arka przymierza. S?up wyciosany by? z pi?knego bia?ego kamienia. W tej sali naucza? Jezus wobec zgromadzonego t?umu ludu, kap?anów i uczonych. Mi?dzy innymi powiedzia? im: i? tu najpierw za?o?one zosta?o obiecane pa?stwo, a jednak pó?niej tak dalece oddano si? obrzydliwym zabobonom poga?skim, ?e zaledwie siedmiu sprawiedliwych mo?na by?o w mie?cie znale??. Niniwa by?a pi?? razy wi?ksz? i by?o w niej pi?ciu sprawiedliwych. Bóg zachowa? miasto Gilgal od zatraty; nie powinni wi?c teraz odrzuca? pos?a, przybywaj?cego wed?ug danej obietnicy. Maj? czyni? pokut? i odrodzi? si? przez chrzest. Mówi?c to, otwiera? Jezus umieszczone przed kolumn? pisma, czyta? z nich i obja?nia?. Nast?pnie naucza? Jezus m?odzie?ców na drugim pi?trze, a na trzecim ch?opców. Zeszed?szy, naucza? jeszcze w przedsionku niewiasty i dziewice. Naucza? o wstydliwo?ci i obyczajno?ci, o poskramianiu ciekawo?ci, o skromno?ci w ubiorze, zaleca? zas?anianie w?osów i nakrywanie g?owy w ?wi?tyni i szkole. Przypomina?, ?e na miejscach ?wi?tych obecnym jest Bóg i anio?owie, i ?e ci ostatni zakrywaj? przed Nim swe oblicza. Mówi?, ?e w ?wi?tyni i szkole jest wielu anio?ów obecnych mi?dzy lud?mi i t?umaczy? im, dlaczego kobiety powinny zakrywa? g?ow? i w?osy. Z dzie?mi obchodzi? si? Jezus bardzo serdecznie. B?ogos?awi? je i bra? na r?ce; tote? lgn??y one do Niego ca?ym sercem. W ogóle cieszono si? bardzo Jego obecno?ci?, a gdy wychodzi? ze szko?y, wo?a?y za Nim t?umy: „Spe?nia si? obietnica, dana ojcom naszym. Oby tylko zosta?a przy nas na zawsze!" Po nauce chcieli ludzie przynie?? do Niego chorych, lecz Jezus odmówi?, mówi?c, ?e nic jest tu miejsce i czas po temu; musi odej?? st?d, gdy? jest gdzie indziej powo?anym. ?azarz i przyjaciele z Jerozolimy wrócili z powrotem do domu, a Jezus kaza? przez nich powiedzie? Naj?wi?tszej Pannie, gdzie si? z Ni? jeszcze zobaczy, zanim pójdzie na pustyni?. „Rada jerozolimska" odby?a znowu waln? narad? co do Jezusa. Mieli oni wsz?dzie


226

przekupionych ludzi, którzy donosili im o ka?dym kroku Jezusa. „Rada jerozolimska'' sk?ada?a si? z 71 kap?anów i uczonych; jednak zwyczajnie urz?dowa? tylko wydzia?, z?o?ony z dwudziestu cz?onków, z których znowu po pi?ciu wspólnie naradzali si? i rozprawiali. Zbadawszy ksi?gi rodowodów, przekonali si? i nie mogli zaprzeczy?, ?e rzeczywi?cie Józef i Maryja pochodz? z pokolenia Dawidowego, a matka Maryi z pokolenia Aarona; t?umaczyli sobie jednak, ?e ród ten wiele ju? straci? na znaczeniu, a sam Jezus plami Sw? godno??, w?ócz?c si? z jakim? mot?ochem, przestaj?c z celnikami i poganami i schlebiaj?c niewolnikom. Wiedzieli ju? o tym, ?e Jezus niedawno w okolicy Betlejem rozmawia? poufnie z Symechitami, wracaj?cymi z roboty do domu, i mniemali, ?e na czole mot?ochu chce wywo?a? rokosz w kraju. Niektórzy obstawali przy tym, ?e Jezus jest mo?e podrzuconym dzieckiem i ?e zechce kiedy wyst?pi? jako syn królewski. Musia? gdzie? pobiera? tajemne nauki, zapewne od diab?a, gdy? lubi przebywa? w odosobnieniu, a noc? cz?sto wychodzi na pustyni?, lub na wzgórki. Wszystko to ju? zbadali. W?ród tych dwudziestu by?o kilku, którzy znali bli?ej Jezusa i Jego stronników, i ci byli potajemnie Jego przyjació?mi. Nie sprzeciwiali si? jednak drugim, aby móc pomaga? Jezusowi i uczniom, donosz?c im o tym, co si? dzia?o w „Radzie." Wreszcie og?oszono w Jerozolimie z wydzia?u „Rady" wysoki wyrok, jak zwyczajnie nazywano ich uchwa?y, ?e „Jezus musi pobiera? nauki od diab?a." Uczniowie Jana donie?li mu o chrzcie w Gilgal, przedstawiaj?c mu to, jako wdzieranie si? w jego prawa. Jan naucza? ich znowu z najg??bsz? pokor?, ?e jest tylko przes?a?cem Pana, któremu przygotowuje drog?, i ?e w krotce ust?pi Mu miejsca. Mowy tej jednak uczniowie dobrze nie zrozumieli. Wyszed?szy z Gilgal z dwudziestu towarzyszami, poszed? Jezus ku Jordanowi, przez który tratw? przeprawili si? na drug? stron?. Na tratwie umieszczone by?y w ko?o ?awki, w ?rodku za? sta?o kilka wielkich koryt, w które wstawiano zwykle wielb??dy, aby podczas przeprawy, przez szpary pomi?dzy belkami, nie wpad?y nogami do wody. Mo?na tam by?o wstawi? trzy wielb??dy. Obecnie nic by?o nikogo na tratwie oprócz Jezusa i uczniów. Poniewa? to by?o wieczorom, wi?c ?wiecono pochodniami. Jezus zacz?? opowiada? uczniom przypowie?? o siewcy, lecz sko?czy? j? dopiero dnia nast?pnego. Przeprawa trwa?a dobry kwadrans, gdy? rzeka p?yn??a w tym miejscu bardzo bystro. Chc?c dop?yn?? do miejsca, które mieli na celu, trzeba by?o naprzód p?yn?? kawa? drogi w gór? i stamt?d dopiero z pr?dem na sko?, przep?ywa?. Dziwna to rzeka ten Jordan. W niektórych miejscach s? brzegi tak strome, ?e o przeprawie przez wod? wcale nie mo?e by? mowy, poniewa? nie mo?na doj?? do wody; skr?ca si? nagle i zdaje si? wprost p?yn?? do jakiej? miejscowo?ci, lecz tu? za ni? znowu gdzie indziej zwraca swój bieg. Miejscami dno jest skaliste, poszarpane, i tworzy mnóstwo raf i wysepek. Woda jest raz m?tna, to znów przejrzysta, stosownie do w?a?ciwo?ci gruntu, po jakim p?ynie. Gdzieniegdzie s? i wodospady. Woda jest mi?kka i letnia. Wyl?dowano przy mieszkaniach celników. T?dy prowadzi? w dolin? go?ciniec z okolicy Kedar. Jezus zamieszka? u celników ochrzczonych ju? przez Jana. Wielu z towarzyszów Jezusa dziwi?o to poufa?e obcowanie Jezusa z lud?mi, powszechnie pogardzanymi, i trwo?liwie trzymali si? z dala. Jezus jednak i uczniowie uczniowie nie zwa?ali na to, i nocowali tu, z pokor? przez celników ugoszczeni. Domy celników sta?y w dolinie przy drodze, tu? nad Jordanem; nieco dalej by?y gospody dla kupców i stajnie dla wielb??dów. Obecnie by?o tu rojno i gwarno, gdy? z powodu nadchodz?cego ?wi?ta kuczek nic wolno by?o kupcom dalej podró?owa?. Wprawdzie byli to po najwi?kszej cz??ci poganie, lecz pod tym wzgl?dem musieli trzyma? si? przepisów zakonnych i przestrzega? wypoczynku ?wi?tecznego. Celnicy pytali Jezusa, co maj? teraz pocz?? ze ?le nabytym mieniem. Jezus


227

poleci? im odda? je do ?wi?tyni, lecz przez ?wi?tyni? rozumia? przeno?nie Swój przysz?y ko?ció?. Mówi?, ?e za te pieni?dze nale?y kupi? rol? ko?o Jeruzalem dla biednych wdów i t?umaczy? im, dlaczego w?a?nie rol?, a nie co innego. Wszystko to mia?o zwi?zek ?cis?y z opowiadaniem przypowie?ci o siewcy. Na drugi dzie? chodzi? Jezus z uczniami po nadbrze?nej okolicy, mówi?c dalej przy powie?? o siewcy i o przysz?ym ?niwie, a wybra? t? w?a?nie przypowie?? z okazji nadchodz?cego ?wi?ta kuczek, które jest tak?e ?wi?tem zbiorów wina i owoców. Rozstawszy si? z celnikami, wyruszy? Jezus dalej drog?, wiod?c? przez dolin?. Po obu stronach drogi na otaczaj?cych wzgórzach sta?y d?ugiem pasmem domy, to wy?ej, to ni?ej, we wszystkich za? obchodzono ?wi?to kuczek. Domy te by?y zapewne przedmie?ciem miasta Dibon, do którego wiod?a ta droga. Przy domach wybudowane by?y chatki zielone z ga??zi drzew, zdobne w bukiety, ró?ne owoce i winogrona. Kuczki i osobne chatki dla kobiet le?a?y po jednej stronie drogi, po drugiej za? by?y komory, w których bito zwierzyn? na ?wi?ta. Potrawy przenoszono przez drog?. Od jednej kuczki do drugiej snu?y si? w?ród muzyki i ?piewu gromadki dzieci, przystrojonych w wie?ce. Do grania mia?y trojakie instrumenty: trójk?tne z kr??kami, które dzwoni?y, drugie równie? w kszta?cie trójk?ta, opatrzonego strunami, i instrument d?ty o licznych kr?conych piszcza?kach. Po drodze Jezus naucza?. Gdzieniegdzie podawano Jemu i uczniom posi?ek, np. winogrona, wisz?ce na kijach, a które zawsze dwóch nios?o. Min?wszy wszystkie domy, zaszed? Jezus do gospody, le??cej niedaleko wielkiej, pi?knej synagogi. Synagoga ta nale?a?a do Dibon, ale le?a?a poza obr?bem miasta od strony wy?ej wspomnianych domów. Po?o?ona by?a na równym miejscu w ?rodku drogi, otoczona drzewami. Na drugi dzie? naucza? Jezus w synagodze, obja?niaj?c przypowie?? o siewcy, mówi?c o chrzcie i blisko?ci królestwa Bo?ego. Omawiaj?c ?wi?to kuczek i sposób obchodzenia go tutaj, zarzuca? ludziom, ?e do ceremonii swych wmieszali wiele pierwiastka poga?skiego. Pochodzi?o to st?d, ?e mieszkali tu jeszcze gdzieniegdzie Moabici, z którymi miejscowi mieszka?cy wchodzili w zwi?zki. Wychodz?c z synagogi, napotka? Jezus na dziedzi?cu wielu chorych, przyniesionych tu na noszach. Zobaczywszy Go, wo?ali: „Panie! Ty jeste? prorokiem, pos?anym od Boga. Wiemy, ?e mo?esz nam pomóc. Dopomó? nam, Panie!" Jezus uleczy? te? wielu. Wieczorem wyprawiono w gospodzie Jemu i uczniom wspania?? uczt?. W pobli?u obozowa?o wielu kupców poga?skich i ci przys?uchiwali si?,jak Jezus mówi? o powo?aniu pogan, o gwie?dzie, która ukaza?a si? w kraju trzech królów, i za której ?ladem poszli oni, aby odwiedzi? nowonarodzone Dzieci? i odda? Mu pok?on. Noc? opu?ci? Jezus to miejsce i wyszed? sam na gór?, aby w samotno?ci si? modli?, uczniom za? kaza? stawi? si? nast?pnego ranka na drodze poza miastem Dibon. — Dibon, oddalone o sze?? godzin drogi od Gilgal, odznacza si? obfito?ci? ??k i ?róde?. Mnóstwo tu jest ogrodów i teras, gdy? miasto nie ogranicza sio tylko na dolin?, lecz tak?e zajmuje cz??? gór, wznosz?cych si? po obu stronach doliny. St?d uda? si? Jezus do Sukkot i przyby? tam nad wieczorem. Zaraz otoczy?y Go ogromne t?umy ludu, mi?dzy nimi wielu chorych. Jezus naucza? w synagodze, a Saturninowi i czterem innym uczniom nakaza? chrzci?. Chrzest odbywa? si? przy studni, zrobionej pod skalistym sklepieniem, z którego mo?na by by?y widzie? Jordan, gdyby nie zas?ania? widoku wynios?y pagórek. Studnia by?a tak g??boka, ?e zasila?a si? wod? a? z Jordanu. ?wiat?o dochodzi?o z góry przez otwory w sklepieniu. Przed sklepieniem rozci?ga? si? obszerny, pi?knie urz?dzony ogródek z zieleniej?c? si? muraw?, obsadzony drzewkami i krzewami. Le?a? tu tak?e kamie? pami?tkowy, odnosz?cy si? do odwiedzin Melchizedeka u Abrahama.


228

Jezus naucza? o chrzcie Jana, mówi?c, ?e jest to chrzest pokuty, który wkrótce ustanie, a zast?pi go chrzest Ducha ?wi?tego i odpuszczenia win. Chc?cy si? ochrzci?, wyznawali najpierw ogólnie swe winy, a nast?pnie ka?dy pojedynczo wyznawa? g?ówniejsze grzechy i u?omno?ci. Nast?pnie wk?ada? na nich r?ce na znak rozgrzeszenia. Chrzczeni nie zanurzali si? w wodzie, lecz tylko obna?eni do po?owy, schylali si? nad wielk? miednic?, ustawion? na kamieniu pami?tkowym Abrahama, a chrzcz?cy nabiera? trzy razy wody i wylewa? im na g?ow?. Zosta?o tu bardzo wielu ochrzczonych. W Sukkot mieszka? tak?e niegdy? Abraham ze swoj? mamka, Maraha. Tu mia? posiad?o?ci w trzech miejscach, a przyby? dot?d po podziale maj?tno?ci z Lotem. Melchizedek nie mia? ju? wtenczas ziemskiej maj?tno?ci w Salem. Pierwszy raz przyby? tu do Abrahama, podobnie jak to czynili anio?owie, i kaza? mu z?o?y? potrójna ofiar?, z go??bi, ptaków z d?ugiem i dziobami i innych zwierz?t. Zarazem oznajmi? mu, ?e przyjdzie pó?niej ofiarowa? chleb i wino, wskaza? mu, o co si? ma modli?, i przepowiedzia? przysz?e losy Sodomy i Lota. W tej okolicy mia? tak?e Jakób swoje domostwa. Z Sukkot wyruszy? Jezus do miasta, WielkieChorazin zwanego. W pobli?u tego miasta znajdowa?a si? gospoda, do której poleci? uda? si? Swej Matce i ?wi?tym niewiastom. Przechodz?c przez Geraz?, obchodzi? tam Jezus szabat, a potem uda? si? do wspomnianej gospody w pustyni, oddalonej o kilka godzin drogi od jeziora Galilejskiego. W?a?ciciele gospody, mieszkali w pobli?u, sama za? gospoda zamieniona by?a na kuczk? ?wi?teczn?. ?wi?te niewiasty wynaj??y j? ju? kilka dni przedtem i wszystko przyrz?dzi?y. Potrawy sprowadzi?y z Gerazy. Oprócz innych niewiast obecna by?a tak?e ?ona Piotra, a nawet Zuzanna z Jerozolimy. Nie by?o tylko Weroniki. Jezus rozmawia? d?ugo na osobno?ci z Matk? Sw?, oznajmiaj?c Jej, ?e st?d uda si? do Betanii, a potem na puszcz?. Maryja przej?ta by?a do g??bi smutkiem i prosi?a Go, aby przynajmniej nie wst?powa? do Jerozolimy, gdy? s?ysza?a o wysokim wyroku „Rady jerozolimskiej." Nieco pó?niej naucza? Jezus na wzgórzu, gdzie urz?dzone by?o kamienne siedzenie, zrobione umy?lnie dla nauczaj?cych. Zgromadzi?o si? doko?a Niego wielu m??czyzn z okolicy i oko?o trzydzie?ci kobiet. Te ostatnie sta?y razem, w pewnym oddaleniu od m??czyzn. Po nauce oznajmi? towarzyszom, ?e teraz roz??czy si? na pewien czas z nimi, a wtenczas i oni, równie jak niewiasty, niech si? rozejd?, dopóki On nie powróci. Mówi? tak?e o chrzcie Jana, który wkrótce ustanie i o prze?ladowaniach, jakie czekaj? Jego i Jego zwolenników. Opu?ciwszy gospod?, poszed? Jezus z mniej wi?cej dwudziestu uczniami i towarzyszami w kierunku po?udniowozachodnim ku miastu Arumie. Id?c dwana?cie godzin bez przerwy, doszli do gospody, po?o?onej przed miastem, a wynaj?tej raz na zawsze dla Jezusa i Jego towarzyszy. Marta urz?dzi?a t? gospod? podczas pierwszej swej podró?y z ?wi?tymi niewiastami do Gerazy. Nadzorcy gospody mieszkali w pobli?u. Koszty ponosili przyjaciele Jezusa z Jerozolimy. Przy odej?ciu Jezusa radzi?y Mu niewiasty stan?? w tej gospodzie. Miasto Aruma le?y o dziewi?? godzin drogi od Jerozolimy, a pi?? do sze?? od Jerycho. Obok gospody mieli tak?e Esse?czycy swe mieszkania. Dowiedziawszy si? o przybyciu Jezusa, przyszli zaraz do Niego, i rozmawiali z Nim, spo?ywaj?c wspólnie zastawiony posi?ek. Potem poszed? Jezus do synagogi, gdzie naucza? o chrzcie Jana; mówi?, ?e jest to tylko chrzest pokuty, przedwst?pne oczyszczenie i akt przygotowawczy, jakich wiele jest podobnych w przepisach Zakonu. Jest on jednak ró?nym od chrztu Tego, którego Jan przepowiada. Nie widzia?am te? ?adnego z ochrzczonych przez Jana, który by pr?dzej dawa? si? chrzci? po raz wtóry, jak przy stawie Betesda, i to, ju? po ukrzy?owaniu Jezusa i po zes?aniu


229

Ducha ?wi?tego. — Faryzeusze zapytywali Jezusa o znaki, po których ma si? poznawa? Mesjasza, a Jezus wyliczy? im wszystkie i wyt?umaczy?. Powstawa? tak?e przeciw mieszanym ma??e?stwom z Samarytanami i poganami. Mi?dzy innymi s?ucha? tu nauki Jezusa Judasz Iskariot, pó?niejszy aposto?. Przyby? tu osobno, nie w towarzystwie innych uczniów, i przez dwa dni przys?uchiwa? si? mowom Jezusa, a potem rozprawia? o tym z faryzeuszami, nieprzychylnymi Jezusowi. Nast?pnie uda? si? do pobliskiej, ma?o powa?anej miejscowo?ci, i tu wiele naopowiada? jakiemu? poczciwemu cz?owiekowi o nauce Jezusa. Cz?owiek ten zaprosi? Jezusa do siebie. Jezus przyj?? zaproszenie i kiedy przyby? do owej miejscowo?ci z uczniami, Judasza ju? tam nie zasta?. By?a to nowo powsta?a osada, ma?o powa?ana, gdy? mieszka? tam tylko sam mot?och. W pobli?u by? zamek Heroda. Musia?o tu si? co? sta?, co mia?o zwi?zek z Beniamitami, gdy? w pobli?u sta?o drzewo, otoczone murem, do którego nikt si? nie zbli?a?. Swego czasu sk?ada? tu Abraham i Jakób ofiar? i dot?d uda? si? tak?e Ezaw gdy si? poró?ni? z Jakubem z powodu b?ogos?awie?stwa. Izaak mieszka? wtenczas ko?o Sychar. Cz?owiek, do którego Jezus by? zaproszony, nazywa? si? Jair; nale?a? on do tych Esse?czyków, którym wolno by?o si? ?eni?. Byt te? ?onaty i mia? kilkoro dzieci. Synowie nazywali si? Ammon i Kaleb; córk? pó?niej Jezus uleczy? w s?abo?ci. Nie jest to jednak ów ewangeliczny Jair, lecz potomek Esse?czyka Chariota, który za?o?y? klasztory w Betlejem i Masfie i zna? dobrze stosunki rodzinne i lata m?odzie?cze Jezusa. Obrany by? naczelnikiem tej wzgardzonej miejscowo?ci, a to dla znanej jego mi?o?ci ku bli?nim. Wspomaga? chorych, w oznaczonych dniach naucza? dzieci i nieumiej?tnych, poniewa? nie by?o tu szko?y, ani kap?anów. Piel?gnowa? tak?e chorych. S?ysz?c, ?e Jezus si? zbli?a, wyszed? z synami naprzeciw Niego i przywita? Go z wielk? pokor?. Jezus naucza? tu jak zwykle, o chrzcie Jana jako przygotowawczym chrzcie pokuty, i o zbli?aniu si? królestwa Bo?ego. Nast?pnie uda? si? z Jairem do chorych i pociesza? ich; nie chcia? ich jednak uzdrowi?. Za to obieca?, ?e za cztery miesi?ce wróci znowu, i wtenczas ich uleczy. W nauce Swej wspomina? o zdarzeniach, które tu mia?y miejsce, jak np. o oddaleniu si? Ezawa od swego brata skutkiem gniewu, odnosz?c to do wyst?pku, który spowodowa? wzgard? tej miejscowo?ci. Mówi? o mi?osierdziu Ojca niebieskiego, objawiaj?cym si? przez spe?nienie si? obietnicy dla wszystkich, którzy wierz? w Tego, którego On pos?a?, dadz? si? ochrzci?, i czyni? b?d? pokut?; gdy? pokuta g?adzi nast?pstwa z?ych czynów. Emmerich. ?ywot Jezusa Chrystusa. Wieczorem wyruszy? Jezus z uczniami ku Betanii, odprowadzony przez Jaira i synów jego do po?owy drogi. W gospodzie, znajduj?cej si? w pobli?u Betanii, naucza? Jezus d?ugo uczniów; mówi? im o niebezpiecze?stwach, jakie czekaj? Jego i tych, którzy Mu b?d? towarzyszyli w przysz?ym Jego ?yciu. Powiedzia? im, ?e teraz mog? go opu?ci? i niech si? dobrze zastanowi?, czy b?d? mogli w przysz?o?ci wytrwa? przy Nim. Do tego miejsca wyszed? ?azarz Jezusowi naprzeciw. Niebawem rozeszli si? te? uczniowie, oprócz Arama i Temeniego, którzy towarzyszyli Jezusowi a? do Betanii, gdzie wiele przyjació? z Jerozolimy Jezusa oczekiwa?o. By?y tam tak?e ?wi?te niewiasty i Weronika. — Aram i Temeni byli siostrze?cami Józefa z Arymatei. Byli poprzednio uczniami Jana, lecz udali si? za Jezusem, gdy Ten?e przechodzi? drog?, prowadz?c? do Gilgal oko?o miejsca chrztu Jana. W domu ?azarza naucza? Jezus o chrzcie Jana i Mesjasza, o Zakonie, o spe?nieniu si? obietnicy, i o ró?nych rodzajach sekt ?ydowskich. Przyjaciele Jego przynie?li z Jerozolimy ksi?gi pisma, a On obja?nia? z nich ust?py prorockie, odnosz?ce si? do Mesjasza. — Przy takich obja?nieniach obecnym by? tylko ?azarz i kilku


230

zaufanych. Jezus mówi? z nimi tak?e o tym, gdzie pó?niej b?dzie przebywa?. Radzili Mu, aby nie osiedla? si? w Jerozolimie, oznajmiaj?c wszystko, co tam przeciw Niemu knuto i mówiono. Za to zach?cali Go, aby przebywa? w Salem, gdy? tam ma?o jest faryzeuszów. Jezus rozmawia? z nimi o wszystkich tych miejscowo?ciach i o tym, i? si? musi spe?ni? kap?a?stwo Melchizedeka; ten odmierzy? wszystkie drogi i oznaczy? wszystkie miejsca, którymi stosownie do woli Ojca niebieskiego Syn cz?owieczy ma chodzi?. Rozmowy te prowadzono w odosobnionych komnatach przy ogrodzie, gdzie urz?dzone by?y ?azienki. Z niewiastami rozmawia? Jezus w dawniejszych komnatach Magdaleny, le??cych od strony drogi jerozolimskiej. Na ?yczenie Jezusa przyprowadzi? ?azarz do Niego siostr?, „cich? Mari?," i zostawi? ich samych. Niewiasty chodzi?y tymczasem w przedsionku. Tym razem by?o zachowanie si? Marii wzgl?dem Jezusa nieco innym. Wszed?szy, rzuci?a si? przed Nim na kolana i uca?owa?a nogi Jego. Jezus pozwoli? na to, a wzi?wszy j? za r?k?, kaza? jej wsta?. Po chwili podnios?a oczy w gór?, jakby w natchnieniu, i zacz??a mówi? g??bokie, dziwne tajemnice prostymi, naturalnymi s?owami. Mówi?a o Bogu, Jego Synu i królestwie zupe?nie tak, jak s?u?ebna mówi o ojcu swego pana i jego dziedzictwie. Wszystkie jej s?owa by?y prorocze, gdy? mówi?a to tylko, co widzia?a przed sob?. Mówi?a dalej o wielkich d?ugach i o z?ym prowadzeniu gospodarstwa przez z?ych parobków i dziewki s?u?ebne. Teraz wys?a? ojciec swego syna, aby uporz?dkowa? wszystko i ka?dego stosownie do jego zas?ug wynagrodzi?. Przyjm? go jednak ?le i b?dzie musia? umrze? w wielkich cierpieniach, aby krwi? sw? odkupi? królestwo i zmaza? winy niewolników, by ci mogli by? znowu uznani godnymi dzie?mi swego ojca. Wszystko to wypowiada?a pi?knie a w tak naturalny sposób, jak gdyby mówi?a o tym, co si? woko?o niej dzieje, i cieszy?a si? z tego; potem znowu smuci?a si?, ?e jest nieu?yteczn? s?u?ebnic? i bola?a nad ci??k? prac?, jaka czeka syna tak mi?osiernego Pana i Ojca. Skar?y?a si? tak?e, ?e s?ugi nie chc? tego zrozumie?, a przecie? to tak naturalne i ?e tak by? musi. Mówi?a tak?e o zmartwychwstaniu, o tym, ?e syn pójdzie tak?e do s?ug, zamkni?tych w podziemnych wi?zieniach, pocieszy ich i uwolni, bo przecie? odkupi? ich, a potem wróci z nimi do ojca swego. Wszyscy za?, którzy nie uznaj? zadosy?uczynienia i b?d? dalej trwa? w z?em, b?d? wrzuceni w ogie?, gdy syn przyjdzie znowu na s?d. O ?mierci i wskrzeszeniu ?azarza tak mówi?a: „Idzie z tego kraju w dal, patrzy na wszystko, a wszyscy p?acz? za nim, jak gdyby nigdy nie mia? wróci?; jednak syn wraca go z drogi s?owy swymi, i znowu pracuje w winnicy."— O Magdalenie za? mówi?a: „S?u?ebnica jest na strasznej pustyni, po której w?drowa?y dzieci Izraela; na miejscach z?ych, gdzie panuj? ciemno?ci i nie posta?a nigdy noga ludzka; lecz wyjdzie stamt?d i na innej pustyni wszystko zma?e pokut?." O sobie samej mówi?a „cicha Maria" jak o niewolnicy. W?asne cia?o wydawa?o si? jej jakoby wi?zienie, gdy? nie wiedzia?a o tym, ?e ?yje. ?yczy?a sobie wróci? do domu z tej niewoli, poniewa? wsz?dzie tu tak ciasno, nikt jej nie rozumie, gdy? wszyscy s? ?lepi. Ofiarowa?a si? jednak ch?tnie pozosta? i wytrzyma? wszystko, b?d?c przekonan?, ?e na nic lepszego nie zas?uguje. Jezus pociesza? j?, przemawiaj?c do niej ?yczliwie i rzek?: „Po ?wi?tach paschy, gdy znowu tutaj wróc?, b?dziesz ju? w swojej ojczy?nie." nast?pnie, gdy ukl?k?a przed Nim, pob?ogos?awi? j?, trzymaj?c r?ce nad jej g?ow?; zdawa?o mi si?, jak gdyby Jezus wyla? jej co? na g?ow? z flaszki, trzymanej w r?ku; nie wiem jednak zapewne, czy to by?a oliwa czy woda. Cicha Maria odznacza?a si? wielk? ?wi?to?ci?; ?y?a w ci?g?ych objawieniach, tycz?cych si? odkupienia, których znaczenia nikt nie przeczuwa?, a które ona po dzieci?cemu pojmowa?a. Nikt nie pozna? si? na niej, nie rozumia?


231

jej, wszyscy uwa?ali j? za ob??kan?. Po s?owach, które Jezus do Marii wypowiedzia?, oznajmiaj?c jej czas skonu i wyzwolenia z wi?zów, nama?ci? jej cia?o na ?mier?. Z tego mo?na wnosi?, ?e namaszczanie cia?a przed ?mierci? jest rzecz? wa?niejsz?, ni? si? ludziom zdaje. Jezus uczyni? to z lito?ci, gdy? jako mnieman? ob??kana nie balsamowano by jej po ?mierci. ?wi?to?? jej by?a tajemnic? dla wszystkich. Po powy?szej rozmowie po?egna? Jezus Mari?, a ta uda?a si? do swego mieszkania. Potem rozmawia? Jezus z m??czyznami o chrzcie Jana w porównaniu do chrztu Ducha ?wi?tego. Nie przypominam sobie, aby by?a jaka znaczniejsza ró?nica mi?dzy chrztem Jana a pocz?tkowym chrztem uczniów Jezusa; o tyle tylko mo?e, ?e ten ostatni pr?dzej usposabia? do zmazania win. ?aden z ochrzczonych przez Jana nie dawa? si? drugi raz chrzci? przed zes?aniem Ducha ?wi?tego. Przed szabatem wrócili przyjaciele Jezusa do Jerozolimy. Aram i Temeni szli z Józefem z Arymatei. Jezus rzek? im na odchodnym, ?e teraz przez jaki? czas b?dzie ?y? w samotno?ci, aby si? przygotowa? do uci??liwego urz?du nauczycielskiego; nie wspomina? im jednak o tym, ?e b?dzie po?ci?.

JEZUS NA PUSZCZY. GODY W KANIE. PIERWSZE ?WI?TA WIELKANOCNE W JEROZOLIMIE

Czterdziestodniowy post Jezusa

Jezus uda? si? przed szabatem w towarzystwie ?azarza w stron? pustyni do gospody, b?d?cej w?asno?ci? ?azarza. W drodze oznajmi? mu, ?e wróci znowu po dniach czterdziestu. W gospodzie rozsta? si? z ?azarzem i poszed? dalej sam jeden, boso. Z pocz?tku nie szed? w kierunku Jerycha, lecz ku po?udniowi, jak gdyby zamierza? do Betlejem, drog? mi?dzy miejscem pobytu krewnych Anny, a krewnych Józefa, ko?o Masfy; nast?pnie zwróci? si? ku Jordanowi, obchodz?c ró?ne miejsca, a wreszcie przyszed? ?cie?kami tu? ko?o miejsca, gdzie niegdy? sta?a arka i gdzie Jan obchodzi? ow? uroczysto??. Mniej wi?cej o godzin? drogi od Jerycha wszed? w góry, ci?gn?ce si? do Jerycho mi?dzy wschodem a po?udniem przez Jordan ku Madian. Tu uda? si? do obszernej groty. W okolicy Jerycho zacz?? Jezus po?ci?, potem przebywa?, poszcz?c, w ró?nych stronach pustyni z przeciwnej strony Jordanu, i tu tak?e w okolicy Jerycha post Swój zako?czy?. St?d zaniós? Go szatan na gór?, która cz??ci? jest poros?a krzakami, cz??ci? pusta i skalista. Z wierzcho?ka jej roztacza si? przed oczami szeroko i daleko pi?kny widok. Nie jest w?a?ciwie tak wysoko po?o?ona, jak Jerozolima, poniewa? jednak le?y w ni?szym poziomie i z dala od innych gór, wi?c si? wy?sza wydaje. Na wzgórzach jerozolimskich najwy?ej si?ga szczyt Kalwarii, le??cy w równej wysoko?ci ze ?wi?tyni?. Od strony Betlejem i od po?udnia opada wy?yna, na której stoi miasto Jeruzalem, bardzo stromo na dó?; z tej te? strony niema do miasta ?adnego dost?pu. Stoj? tu tylko pa?ace. W nocy wyszed? Jezus na strom?, dzik? gór? na puszczy, zwan? teraz Kwarantani?. Góra ta ma trzy grzbiety, a w ka?dym jest jaskinia, jedna nad drug?. Poza najwy?sz? jaskini?, do której wszed? Jezus, wida? by?o strom?, ciemna przepa??. W górze tej pe?no by?o strasznych, niebezpiecznych szczelin. W tej samej jaskini mieszka? przed 400 laty jaki? prorok, którego nazwiska nie pami?tam. Mieszka? tu równie? potajemnie przez czas jaki? Eliasz i rozszerzy? pieczar?; st?d schodzi? nieraz niespodzianie mi?dzy lud, prorokowa? i ?agodzi? spory. Przed 150 laty mia?o tu swe mieszkania 25 Esse?czyków. U stóp tej góry obozowali niegdy? Izraelici, gdy w?ród odg?osu tr?b z ark? przymierza okr??ali


232

Jerycho. W okolicy tej jest tak?e owa studnia, której wod? Elizeusz przemieni? na s?odk?. ?w. Helena kaza?a t? jaskini? przemieni? w kaplice, a w jednej z nich widzia?am na ?cianie obraz, przedstawiaj?cy kuszenie Jezusa. Pó?niej zbudowano na górze klasztor. Pami?tam, ?e nie mog?am poj??, jak mogli robotnicy wyj?? na tak? gór? i tam budowa?. Helena zbudowa?a ko?cio?y w wielu ?wi?tych miejscach. Za jej staraniem powsta? tak?e ko?ció? o dwie godziny od Seforis nad domem, w którym si? urodzi?a Anna, matka Naj?wi?tszej Maryi Panny. W samym Seforis posiadali rodzice Anny równie? dom. Ach, jak to bolesne, ?e prawie wszystkie te ?wi?te miejsca uleg?y teraz zniszczeniu i ledwie pami?? po nich pozosta?a. Id?c jako m?ode dziewcz? zim? po ?niegu, przed wschodem s?o?ca, do ko?cio?a w Koesfeld, widzia?am dok?adnie wszystkie te miejsca i patrza?am nieraz, jak poczciwi ludzie tamtejsi rzucali si? p?azem na drodze pod nogi rozjuszonych wojowników, aby tylko ochroni? to drogie pami?tki, od zniszczenia. S?owa Pisma ?w.: „zaprowadzony by? przez Ducha ?w. na puszcz?" nale?y rozumie? w ten sposób, ?e Duch ?wi?ty, który zst?pi? na Niego przy chrzcie (o ile Jezus jako cz?owiek przejawia? na Sobie ca?? Bosko??), sk?oni? Go pój?? na pustyni? i przygotowa? si? w sposób ludzki przed Swoim Ojcem niebieskim do trudów i cierpie? przysz?ego zawodu. Jezus modli? si? d?ugo w grocie do Ojca niebieskiego, kl?cz?c z r?koma wniesionymi w gór?, prosz?c o wytrwa?o?? i pociech? we wszystkich, czekaj?cych Go cierpieniach. Przewiduj?c je wszystkie naprzód, b?aga? o potrzebne ?aski do wytrwania w nich. Widzia?am po kolei wszystkie te niedole i troski, a na ka?de otrzyma? Jezus pociech? i zas?ug?. Wielka jak ko?ció? ?wietlana chmura spu?ci?a si? na Niego z góry, a podczas gdy odmawia? pojedyncze modlitwy, zbli?a?y si? do Niego jakie? postacie duchowe, przyobleka?y na si? posta? ludzk? i oddawa?y Mu cze??, przynosz?c Mu zarazem ró?ne obietnice i pociechy. Zrozumia?am jasno, ?e tu na pustyni Jezus dla nas zdobywa? wszelkie umocnienie, pomoc i zwyci?stwo w utrapieniach, zjednywa? nam zas?ug? walki i zwyci?stwa, przygotowywa? nam warto?? dla naszych umartwie? i postów. Tu ofiarowa? Bogu Ojcu wszelkie Swe przysz?e prace i trudy, aby nada? warto?? przysz?ym ?wiczeniom duchownym i modlitwom wszystkich wiernych. Pozna?am, jak wielki skarb zdoby? przez to Chrystus dla Ko?cio?a, który to skarb oddany zosta? do u?ytku wiernych przez ustanowienie postu czterdziestodniowego. Podczas modlitwy poci? si? Jezus krwawym potem. Z tej góry zeszed? Jezus ku Jordanowi, id?c mi?dzy Gilgal a miejscem chrztu Jana, le??cym o godzin? drogi wi?cej na po?udnie. Przeprawiwszy si?, w g??bokim lecz w?skim miejscu, na belce przez Jordan, zostawi? Betabar? po prawej r?ce i przekroczywszy wiele dróg, prowadz?cych do Jordanu, dosta? si? w góry, id?c pustyni? po ?cie?kach górskich, pomi?dzy wschodem a po?udniem. Przeszed?szy nast?pnie dolin?, ci?gn?c? si? ku Kallirroe, i przeprawiwszy si? przez jak?? rzeczk?, wyruszy? grzbietem górskim ku pó?nocy a? do miejsca, naprzeciw którego le?y w dolinie Jachza. Tu niegdy? pobili Izraelici króla Amorytów, Sychona. Trzech Izraelitów przypada?o na 16 nieprzyjació?, a jednak Izraelici cudem zwyci??yli, gdy? rozleg? si? nad wojskiem Amorytów straszliwy szum, którym przestraszeni, uciekli. Góry, na których si? Jezus teraz znajdowa?, po?o?one by?y prawie, naprzeciw góry przy Jerycho, lecz o wiele dziksze od tych?e. Od Jordanu s? one oddalone mniej wi?cej 9 godzin. Szatanowi nieznan? by?a Bosko?? Jezusa i Jego pos?annictwo. S?owa: „Ten jest Syn Mój mi?y, w którym Sobie upodoba?em," t?umaczy? sobie szatan jako odnosz?ce si? do cz?owieka — proroka. Mimo tego ju? nieraz kuszony by? Jezus wewn?trznie. Pierwsz? pokus? by?a my?l: „Ten lud jest zanadto popsuty. Czy? to


233

wszystko mam dla niego cierpie?, a jednak nie dokona? Swego dzie?a?" Pokusy te jednak zwyci??y? Jezus Sw? niesko?czon? mi?o?ci? i mi?osierdziem, mimo ?e widzia? wszystkie Swoje m?ki. Jezus modli? si? w grocie to le??c, to kl?cz?c, to stoj?c. By? w zwyk?ym Swym odzieniu, lecz by?o ono przestronnym i wolnym. Pasa i sanda?ów nie mia? na Sobie. P?aszcz, sakwy i pas le?a?y obok na ziemi. Codziennie modli? si? Jezus o co innego, codziennie zdobywa? nam nowe ?aski, nie powtarzaj?c nigdy dwa razy to samo. Bez tych Jego wytrwa?ych, ci?g?ych modlitw nie mogliby?my nigdy zdoby? zas?ugi za opieranie si? pokusom. Przez ca?y ten czas nie jad? Jezus, ani nie pi?, lecz widzia?am, ?e Go pokrzepiali anio?owie. Nie wychud? wcale skutkiem d?ugiego postu, tylko przyblad? znacznie. W grocie, nie le??cej przy samym wierzcho?ku góry, by? otwór, przez który d?? ostry, mro?ny wiatr, gdy? w?a?nie by?a teraz d?d?ysta pora roku. Grota jednak by?a na tyle obszerna, ?e Jezus móg? kl?cze? lub le?e?, nie znajduj?c si? na wprost otworu. ?ciany groty utworzone by?y z kamieni ró?nobarwne ?y?kowanych i gdyby si? je og?adzi?o, wygl?da?aby grota jak malowana. Pewnego dnia le?a? Jezus twarz? na ziemi. Obna?one nogi by?y zaczerwienione i pokaleczone podró?? po skalistych drogach; Jezus bowiem przez ca?y ten czas chodzi? po pustyni boso. Cz?sto wstawa?, to znowu k?ad? si? twarz? na ziemi?. ?wiat?o otacza?o Go doko?a. Nagle rozleg? si? szum z nieba, ?wiat?o?? nape?ni?a grot?, a w tej ?wiat?o?ci ukaza?a si? gromadka anio?ów, nios?cych rozmaite przedmioty. Wtem dozna?am uczucia, jak gdyby kto? przemoc? wt?acza? mnie w ?cian? groty. S?dz?c, ?e zapadam si?, krzykn??am: „Jak to! mam zapa?? si?, zapa?? obok mego najdro?szego Jezusa?" Gdy to przemin??o, ujrza?am, jak anio?owie ze czci? oddawali pok?on Jezusowi, pytaj?c Go, czy mog? Mu przedstawi? Jego pos?annictwo i czy zawsze jeszcze jest Jego wol?, cierpie? jako cz?owiek za ludzi, jak to postanowi? wtenczas, gdy zst?powa? od Ojca niebieskiego, przyjmuj?c cia?o ludzkie w ?onie Dziewicy? Gdy Jezus powtórnie przyj?? na Siebie wszystkie cierpienia, wystawili przed Nim anio?owie wysoki krzy?, którego pojedyncze cz??ci przynie?li ze sob?. Krzy? mia? zwyk?y swój kszta?t, lecz sk?ada? si? z czterech cz??ci, podobnie jak to wiedzia?am przy t?oczniach krzy?owych, poniewa? górna cz??? d?u?szego boku, wystaj?ca ponad ramiona, zrobiona by?a tak?e z osobnego kawa?ka drzewa. Pi?ciu anio?ów nios?o doln? cz??? krzy?a, trzech górn?, trzech lewe, trzech prawe rami? krzy?a; trzech nios?o podstaw? dla oparcia nóg, trzech drabin?, inny niós? kosz ze sznurkami i narz?dziami, inni w?óczni?, trzcin?, rózgi, bicze, koron? cierniow?, gwo?dzie i inne przedmioty maj?ce s?u?y? do ur?gania, w ogóle wszystko, co u?ytym by? mia?o przy Jego m?ce. Krzy? zdawa? si? by? w ?rodku wydr??ony; mo?na go by?o otworzy? jak szaf?, wype?niony za? by? mnóstwem rozmaitych narz?dzi m?cze?skich. W ?rodku za?, w miejscu, gdzie przebito serce Jezusa, ??czy?y si? wszelkie mo?liwe rodzaje m?ki, przedstawione za pomoc? odpowiednich narz?dzi. Krzy? by? barwy krwistej, bole?nie nastrajaj?cej. Pojedyncze cz??ci krzy?a mia?y równie? barwy bole?nie usposabiaj?ce, z których ka?da wyobra?a?a rodzaj m?ki, maj?cej by? odcierpian? w tym miejscu, a odczut? w sercu. Narz?dzia, umieszczone w pojedynczych cz??ciach krzy?a, by?y równie? wyobra?eniem przysz?ych m?k. W krzy?u by?y tak?e naczynia z ?ó?ci? i octem, prócz tego ma?ci, mirra i jakie? korzenie, a to odnosi?o si? zapewne do ?mierci i z?o?enia w grobie Jezusa. Prócz tego by?o mnóstwo d?ugich, na d?o? szerokich pasm o ró?nych barwach, na których wypisane by?y ró?ne cierpienia i bolesne prace Jezusa. Barwy oznacza?y


234

rozmaite stopnie i rodzaje ciemno?ci, które cierpienia Jezusa mia?y rozja?ni? i rozproszy?. Czarny kolor oznacza? zgub?; brunatny — smutek, osch?o??, pomieszanie i brud; czerwony — oci??a?o??, cielesno??, zmys?owo??; ?ó?ty — mi?kko?? serca i obaw? przed cierpieniami. By?y tak?e wst?gi pó? ?ó?te i pó? czerwone jedne i drugie mia?y wybiele?. Wiele by?o pasm zupe?nie bia?ych jak mleko, przejrzystych, z pismem ?wiec?cym. Na nich wypisane by?y b?ogie skutki m?ki Jezusa. Wszystkie te wst?gi przedstawia?y niejako liczb? wszelkiego rodzaju cierpie? i prac, jakie Jezusa czeka?y w czasie Jego przysz?ej, uci??liwej w?drówki ?yciowej, z uczniami i innymi lud?mi. Przed oczami Jezusa przesun?li si? wszyscy ci ludzie, którzy mieli Mu najwi?cej ukryte sprawia? bole?ci, jak; podst?pni faryzeusze, zdrajca Judasz i ?ydzi, bezlito?nie szydz?cy z Niego podczas konania i haniebnej i gorzkiej ?mierci na krzy?u. Wszystko to rozwijali anio?owie przed oczami Zbawiciela z niewypowiedzian? czci? i kap?a?skim porz?dkiem; a gdy ju? ca?y obraz, m?ki by? uporz?dkowany i Jezusowi przedstawiony, p?akali anio?owie wraz z Jezusem, patrz?c na ten bolesny obraz. W jednym z nast?pnych dni przedstawiali anio?owie Jezusowi w obrazach niewdzi?czno?? ludzi, zw?tpienie, naigrywanie, szyderstwa, zdrad? i zaparcie si? Go ze strony przyjació? i nieprzyjació? przed i po ?mierci Jego. Z drugiej strony okazywali Mu jako pociech? wszystko dobro, jakie b?dzie i skutkiem Jego m?ki. Wszystko to wskazywali Mu po kolei r?koma na obrazach. Podczas tych przedstawie? m?ki, krzy? pozosta? zawsze jednakowy, z?o?ony z pi?ciu kawa?ków drzewa, z ramionami podpartymi klinami, z podstaw? na nogi. Cz??? pnia nad g?ow?, gdzie przybity by? napis, by?a przymocowana pó?niej osobno, gdy pie? okaza? si? za niskim, aby mo?na by?o umie?ci? nad g?ow? napis. Nasadzono j? za? w ten sposób, jak nakrywk? wk?ada si? na igielnik.

Szatan kusi Jezusa w ró?ny sposób

Szatan nie wiedzia?, ?e Chrystus jest Bogiem, uwa?a? Go tylko za proroka. Znanym mu by?o ?wi?te ?ycie Jezusa w m?odo?ci i ?wi?to?? Jego matki. Maryja nie dozna?a nigdy najazdów szatana, bo nie mog?a by? kuszona. Szatan nie móg? znale?? w Jej duszy ?adnej s?abej strony, któr? by móg? wyzyska?, aby j? przywie?? do grzechu. By?a najpi?kniejsz? dziewic? i niewiast?; nie mia?a jednak nigdy ?wiadomie ubiegaj?cych si? o Ni?, wyj?wszy wtenczas, gdy mia?a wyj?? za m?? i w tym celu odbywa?o si? w ?wi?tyni losowanie za pomoc? ga??zek. Co do Jezusa, wprowadzi?o szatana w b??d to, ?e Jezus nie okazywa? wzgl?dem, uczniów w?a?ciwej Faryzeuszom surowo?ci co do zachowania niektórych mniej wa?nych zwyczajów. Uwa?a? Go za cz?owieka dlatego, bo Jemu przypisywali win?, ?e uczniowie Jego nie trzymaj? si? litery prawa i nie przestrzegaj? tradycji. — Znaj?c gorliwo?? Jezusa, chcia? Go przywie?? do gniewu i gorszy?, ukazuj?c Mu si? w postaci jednego z uczniów Jego, to znowu chcia? poruszy? Jego mi?osierdzie, pojawiaj?c Mu si? jako os?abiony starzec, lub chcia? jako Esse?czyk z Nim rozprawia?. Raz np. pojawi? si? szatan u wej?cia do groty w postaci syna jednej z trzech wdów, którego Jezus szczególnie mi?owa?. Szmerem da? zna? o swej obecno?ci, s?dz?c, ?e Jezus, zobaczywszy ucznia, rozgniewa si?, i? o?mieli? si? pój?? za Nim wbrew Jego zakazu. Jezus jednak nie obejrza? si? nawet. Szatan zagl?da? do jaskini, wymy?la? rozmaite rzeczy o Janie Chrzcicielu, mówi?c, ?e podobno si? wielce rozgniewa? na Niego, dowiedziawszy si?, ?e Jezus ka?e tu i ówdzie chrzci?, co przecie? do Niego nie nale?y.


235

Potem nas?a? szatan na Niego postacie siedmiu czy dziewi?ciu Jego uczniów. Wchodzili oni kolejno do groty, mówi?c, ?e szukali Go trwo?liwie i od Eustachego dowiedzieli si? o Jego pobycie. Prosili Go, by nie wyniszcza? si? tu do ostatka i nie opuszcza? ich. Ró?ne uw?aczaj?ce Mu pog?oski kr??? o Nim, a przecie nie powinien pozwoli?, aby co? z tego przylgn??o do Niego. Jezus nie odpowiada? nic na to, jak tylko: „Odst?p ode mnie, szatanie, jeszcze nie przyszed? czas." Na te s?owa poznika?y wszystkie zjawiska. Drugi raz znowu pojawi? si? szatan w postaci pochylonego wiekiem, powa?nie wygl?daj?cego Esse?czyka, który z trudem wspina? si? na strom? gór?. Zm?czy? si? przy tym tak, ?e sama, nie wiedz?c, kto to taki, litowa?am si? nad nim. Zbli?ywszy si? do groty, upad? bezw?adny przy wej?ciu z g?o?nym j?kiem. Jezus nie spojrza? wcale na niego. Wtedy starzec powsta? i rzek?, ?e jest Esse?czykiem z Karmelu, ?e s?ysza? o Jezusie, i powodowany pragnieniem ujrzenia Go, przyby? a? tu, upadaj?c ze znu?enia. Prosi? Jezusa, aby usiad? ko?o niego i rozmawia? z nim o ?wi?tych rzeczach. Wie on tak?e, co to jest post i modlitwa; gdy dwóch jest razem w imi? Bo?e, ?atwiej post?powa? na drodze doskona?o?ci. Na te wywody szatana wyrzek? Jezus mniej wi?cej te s?owa: „Id? precz, szatanie, jeszcze nie nadszed? czas! Wtenczas pozna?am, ?e to by? szatan, gdy?, znikaj?c, zrobi? si? czarny a z?o?? piekielna widnia?a w nim. ?mieszne mi si? to wydawa?o, jak upad? niby ze znu?enia na ziemi?, a potem jak niepyszny musia? wstawa?. Trzeci raz pojawi? si? u Jezusa w postaci starego Eliuda. Musia? ju? wiedzie? o przedstawieniu. Jezusowi przez anio?ów przysz?ej Jego m?ki, gdy? w te si? odezwa? s?owa: „Mia?em objawienie, jak ci??kie walki i trudy przysz?ego ?ycia przedstawione Ci by?y, i czu?em, ?e nie b?dziesz móg? ich przetrwa?; czterdziestu dni postu tak?e nie potrafisz przeby?. Dlatego z mi?o?ci ku Tobie przyszed?em jeszcze raz prosi? Ci?, aby? pozwoli? mi podzieli? z Tob? samotno?? i w?o?y? na mnie cz??? Twego zobowi?zania." — Jezus, nie zwa?aj?c na kusiciela, podniós? r?ce ku niebu i rzek?: „Ojcze mój, oddal t? pokus? ode mnie!" Szatan znik? natychmiast, zgrzytaj?c z?bami ze z?o?ci. Po niejakim czasie, gdy Jezus modli? si?, kl?cz?c, przyby?o do groty trzech m?odzie?ców, którzy byli przy Nim podczas pierwszej Jego podró?y z Nazaretu, a potem Go opu?cili. Zbli?yli si? teraz trwo?liwie, rzucili si? przed Nim na kolana i ?alili si?, ?e nie b?d? mie? spokoju, dopóki im nie przebaczy. Niech przyjmie ich na powrót z lito?ci i pozwoli im za kar? po?ci? ze Sob?. Obiecywali, ?e b?d? Mu najwierniejszymi uczniami. Wywodz?c takie skargi, chodzili po obszernej grocie z g?o?nym szelestem. Jezus powsta?, wzniós? r?ce i pomodli? si? do Boga, a zjawiska znik?y w tej chwili. W kilka dni pó?niej, gdy Jezus znowu si? modli? w jaskini, kl?cz?c, zjawi? si? szatan, bujaj?c w powietrzu od wschodniej strony groty, k?dy nie by?o wej?cia do jaskini, tylko kilka dziur w ?cianie. Mia? na sobie l?ni?c? sukni?, chcia? bowiem uchodzi? za anio?a. Nie mo?e mu si? to jednak uda? zupe?nie, gdy? ?wiat?o jego nie jest nigdy ca?kiem przezroczystym, lecz wygl?da jak namalowane, suknie za? wydaj? si? ca?kiem sztywne, podczas gdy odzienie anio?ów jest lekkie, przejrzyste, powiewne. Przyp?yn?wszy w powietrzu ku wej?ciu jaskini, rzeki: „Jestem przys?any od Ojca Twego, aby Ci? pocieszy?." Jezus nie spojrza? na niego. Wtedy pojawi? si? przy jednym z otworów ze strony ca?kiem niedost?pnej i zawo?a? na Jezusa, aby si? przekona? ?e on jest anio?em, bo potrafi unosi? si? w powietrzu ponad ska?ami. Jezus znowu nie spojrza? na niego. Rozgniewa?o to szatana i zrobi? ruch, jak gdyby chcia? przez otwór chwyci? Jezusa pazurami. Widz?c jednak, ?e Jezus i teraz wcale na niego nie patrzy, przybra? sw? pierwotn?, wstr?tn? posta? i znikn??.


236

Potem przyszed? szatan do jaskini w postaci starego, dziko wygl?daj?cego pustelnika z góry Synaj. Mia? d?ug? brod?, a w twarzy wyraz z?o?liwo?ci i chytro?ci. Jako odzienie mia? tylko skór?, zarzucon? na sobie. Wdrapawszy si? z trudem na gór?, rzek? do Jezusa, ?e by? u niego Esse?czyk z góry Karmel i opowiada? mu mnóstwo rzeczy o Jego chrzcie, m?dro?ci, cudach i o tera?niejszym surowym po?cie. Nie zwa?aj?c na swój wiek, wybra? si? wi?c zaraz w dalek? drog? do Niego, a teraz chce z Nim pomówi? bo on sam tak?e ma ju? wielkie do?wiadczenie w umartwieniach. Dosy? ju? — mówi? — tego, teraz mo?e i na niego w?o?y? cz??? umartwie?. Te i tym podobne rzeczy wygadywa? pustelnik. Jezus popatrzy? na niego z boku i rzek?: „Id? precz, szatanie!" Wtem te? szatan sczernia? i stoczy? si? z hukiem na dó? w postaci czarnej kuli. Zadawa?am sobie w duchu pytanie, dlaczego te? przed szatanem zatajona jest Bosko?? Chrystusa. Otrzyma?am od Boga wskazówki, t?umacz?ce mi to, i pozna?am dok?adnie nieopisan? korzy??, wyp?ywaj?ca dla ludzi z tego, ?e ani szatan, ani oni sami nie wiedzieli, ?e Chrystus jest Bogiem, i musieli dopiero nauczy? si? w to wierzy?. Ze s?ów, które mi Pan mówi?, zapami?ta?am tylko te: „Cz?owiek nie wiedzia?, ?e w??, który go uwiód?, by? szatanem, wi?c te? na odwrót szatan nie ?mie wiedzie?, ?e ten, który odkupi cz?owieka, jest Bogiem." Szatan te? dopiero wtenczas si? dowiedzia?, ?e Chrystus jest Bogiem, kiedy Ten?e wyprowadza? dusze sprawiedliwych z otch?ani. Pewnego z nast?pnych dni przyby? znowu szatan w postaci znakomitego m??a z Jerozolimy. Przyszed?szy przed grot?, rzek? do Jezusa, ?e przychodzi tu z ?yczliwo?ci dla Niego, gdy? wie dobrze, ?e pos?annictwem Jego jest wywalczenie ?ydom wolno?ci. Opowiada? Mu nast?pnie, co mówi? o Nim w Jerozolimie i co knuj? przeciw Niemu, a potem rzek?: „Przyszed?em do Ciebie, aby poprze? Tw? spraw?. Jestem urz?dnikiem Heroda, wi?c udaj si? ze mn? do Jerozolimy, tam ukryjesz si? w pa?acu Heroda, uczniom naka?esz si? zgromadzi?, a tak b?dzie mo?na plan ten przeprowadzi?. Chod? zaraz ze mn?!" Wszystko to t?umaczy? Jezusowi bardzo rozwlekle. Jezus jednak, nie patrz?c na niego, modli? si? gor?co. Po chwili szatan ust?pi?, przybrawszy sw? posta? ohydn?; z nozdrzy bucha? mu ogie? i para, i znikn??. Poniewa? Jezus zacz?? ?akn?? i pragn??, przyby? do Niego szatan w postaci pobo?nego pustelnika i rzek?: „Cierpi? g?ód niezno?ny! Prosz? Ci?, daj mi nieco z owoców, rosn?cych na górze przed jaskini?, gdy? nie chc? ich rwa?, nie poprosiwszy w?a?ciciela o pozwolenie (szatan udawa?, ?e uwa?a Jezusa za w?a?ciciela); potem si?dziemy sobie razem i b?dziemy rozmawiali o zacnych rzeczach." Rzeczywi?cie ros?o tam od wschodniej strony groty w pewnym oddaleniu par? fig i drzewa z owocami, podobnymi do orzechów, tylko z mi?kk? ?upin?, jak u nieszpu?ek i jagód. Jezus odrzek? szatanowi: „K?amc? jeste? od pocz?tku. Id? precz i nie ruszaj wcale owoców!" Na te s?owa przybra? szatan ciemn? posta? i uciek? przez gór?, siej?c k??by czarnej pary. Potem przyby? szatan tak?e w postaci podró?nego do Jezusa, pytaj?c Go, czy nie wolno Mu je?? pi?knych winogron, rosn?cych w pobli?u, gdy? uspokajaj? one pragnienie. Jezus nie odrzek? mu nic i nie spojrza? nawet na niego. W dzie? potem usi?owa? skusi? Jezusa, okazuj?c Mu ?ród?o wody.

Szatan kusi Jezusa sztukami kuglarskimi

Widzia?am szatana wchodz?cego do groty Jezusa, podaj?cego si? za kuglarza i m?drca, a przyby? do Jezusa, jako do podobnego sobie m?drca, aby Mu pokaza?, ?e on tak?e co? umie. Kaza? Jezusowi zajrze? do maszynki, któr? trzyma? w r?ku.


237

By?a ona podobna do kuli, lub raczej do klatki. Jezus nie patrz?c Niego, odwróci? si? i wyszed? z groty. W klatce, któr? szatan trzyma?, wida? by?o prze?liczne krajobrazy, co? na kszta?t rozkosznego, bujnego ogrodu, o cienistych altanach, ?wie?ych ?ród?ach, pe?nego drzew ob?adowanych owocami i przepysznych winogron. Wszystko wydawa?o si? tak ?udz?co bliskim, ?e bra?a ochota r?k? si?gn?? po to; a widok ci?gle si? zmienia? i coraz by? pi?kniejszy. Gdy szatan widzia?, ?e Jezus na niego nie zwa?a, ust?pi?. By?a to ju? dla Jezusa druga pokusa do z?amania postu; a w?a?nie teraz zaczyna? odczuwa? g?ód i pragnienie. Szatan nie wie ju?, za co w?a?ciwie Jezusa ma uwa?a?. Zna wprawdzie dobrze proroctwa o Nim i czuje, ?e Jezus ma nad nim w?adz?, nie wie jednak, ?e jest Bogiem i Mesjaszem, niez?omnym w dokonaniu Swego dzie?a. Wprowadza go w b??d to, ?e Jezus po?ci, znosi utrapienie, g?ód, jest ubogim, cierpi wiele i w ogóle okazuje si? cz?owiekiem, nie ró?nym co do natury od innych. O?lepia to szatana, podobnie jak Faryzeuszów; uwa?a Go jednak za bardzo ?wi?tego cz?owieka i stara si? na wszelki sposób przez pokusy przywie?? Go do upadku.

Szatan kusi Jezusa, aby przemieni? kamienie w chleb

Jezusa dr?czy? g?ód i pragnienie. Cz?sto wychodzi? przed grot?. Pod wieczór dnia nast?pnego zjawi? si? szatan, id?c pod gór? w postaci ros?ego, krzepkiego m??a. Z do?u wzi?? dwa kamienie wielko?ci ma?ych bochenków chleba, lecz kanciaste, i id?c pod gór?, urabia? je w r?ku na kszta?t bochenków. Ze z?o?liwym wyrazem twarzy przyst?pi? do Jezusa, a trzymaj?c w jednej r?ce kamienie, tak rzek? mniej wi?cej: „Masz s?uszno??, ?e nie jesz owoców, gdy? one podniecaj? tylko g?ód. Patrz! kamienie te maj? kszta?t chleba. Je?li jeste? ukochanym Synem Boga, na którego zst?pi? Duch ?wi?ty podczas chrztu, uczy?, aby te kamienie sta?y si? chlebem". Jezus nie spojrza? na szatana, wymówi? tylko s?owa: „Cz?owiek nie samym ?yje chlebem". Te tylko s?owa s?ysza?am wyra?nie; nie wiem, czy mówi? co wi?cej. Na to przybra? szatan straszn? posta?, wyci?gn?? swe pazury ku Jezusowi, przy czym oba kamienie le?a?y mu na ramionach, i uciek?. ?mia? mi si? chcia?o z niego, ?e musia? kamienie zabra? ze sob?.

Szatan unosi Jezusa na ganek ?wi?tyni, potem na gór? Kwarantania. Anio?owie pokrzepiaj? Jezusa.

Dnia nast?pnego oko?o wieczora przyby? szatan do Jezusa w postaci pot??nego anio?a, unosz?c si? z szumem w powietrzu. Mia? na sobie rodzaj wojowniczego odzienia, podobnego do tego, w jakim pojawia si? ?w. Micha?. Mimo jednak, ?wietnego blasku przebija?o si? w nim co? ponurego, strasznego. Che?pi? si? przed Jezusem, mówi?c mniej wi?cej: „Poka?? Ci, czym jestem, co potrafi?, i jak mnie anio?owie nosz? na r?kach. Patrz, oto tam Jerozolima! Widzisz ?wi?tyni?? Postawi? Ci? na najwy?szym jej szczycie, a Ty poka?, co Ty potrafisz i czy anio?owie znios? ci? na dó?". Podczas tych s?ów szatana zda?o mi si?, ?e Jerozolima i ?wi?tynia le?? tu? pod gór?. Zapewne jednak by?o to tylko omamieniem. Jezus nie odpowiada? nic szatanowi. Wtedy szatan uj?? Jezusa za ramiona, uniós? Go w powietrzu w niewielkiej odleg?o?ci od ziemi do Jerozolimy i postawi? na szczycie jednej z wie?, stoj?cych na czterech rogach ?wi?tyni, których przedtem nie zauwa?y?am. Wie?a ta sta?a ze strony zachodniej ku górze Syjon, naprzeciw zamku Antonia. Wzgórze ?wi?tyni by?o w tym miejscu bardzo


238

strome. Wie?e te wygl?da?y jako wi?zienia, a w jednej z nich przechowywano kosztowne suknie arcykap?ana. Dach by? p?aski, tak, ?e mo?na by?o po nim chodzi?; tylko w ?rodku wznosi?a si? kopu?a, zako?czona wielk? kul?, na której mog?o stan?? dwoje ludzi. St?d mo?na by?o ca?? ?wi?tyni? widzie?. Na ten najwy?szy szczyt wie?y postawi? szatan Jezusa, nie odzywaj?cego si? wcale do niego, spu?ci? si? na dó? i rzek?: „Je?li jeste? Synem Bo?ym, poka? Sw? moc i spu?? si? na dó?; napisano jest bowiem w pi?mie: „Anio?om Swoim rozkaza? o Tobie i b?d? Ci? na r?ku nosi?, aby? sna? nie obrazi? o kamie? nogi Twojej". Na to odrzek? mu Jezus: „Zasi? napisano jest, nie b?dziesz kusi? Pana Boga twego". Rozgniewany, przyst?pi? szatan znowu do Niego, a Jezus rzek?: „U?ywaj twej mocy, która ci jest dana". Na zachodzie widnia?a ju? zorza wieczorna. Szatan chwyci? znowu Jezusa na barki i z wielkim gniewem polecia? z Nim przez pustyni? ku Jerycho; lecz zdaje si?, teraz wolniej, ni? przedtem. To wzlatywa? wy?ej, to spuszcza? si? ku do?owi, to rzuca? si? na wszystkie strony, jak taki, który chce wywrze? na kim? sw? w?ciek?o??, a nie mo?e tego dokaza?. Niós? Jezusa na gór?, oddalon? o siedem mil od Jeruzalem, t? sam?, na której Jezus post rozpocz??. Nios?c Jezusa, przelecia? szatan tu? ponad wysokim starem drzewem terebintowym, rosn?cym w dawnym ogrodzie jakiego? Esse?czyka, którzy tu dawniej mieszkali; tak?e Eliasz przebywa? w tych stronach czas jaki?. Drzewo sta?o za grot? niedaleko stromego urwiska. Drzewa takie nacina si? trzy razy do roku i otrzymuje si? z nich za ka?dym razem cokolwiek lichszy balsam. Szatan postawi? Pana na wystaj?cej, niedost?pnej skale, która tworzy?a najwy?szy szczyt góry, a po?o?on? by?a o wiele wy?ej, jak grota. By?o ju? ciemno; lecz kiedy szatan wskazywa? r?k? naoko?o siebie, zrobi?o si? jasno i we wszystkich stronach ?wiata wida? by?o najpi?kniejsze krajobrazy. Wtedy rzek? szatan do Jezusa: „Wiem, ?e jeste? wielkim nauczycielem, a teraz chcesz powo?a? uczniów i nauk? Sw? rozszerzy?. Patrz! Tu widzisz mnóstwo wspania?ych krajów, pot??nych narodów, a tu z drugiej strony ma?a, nieznaczna Judea! Tam id?! oddam Ci te wszystkie kraje w posiadanie, je?li, ukl?kn?wszy, oddasz mi pok?on." Przez pok?on rozumia? tu szatan uni?enie si?, jak to cz?sto czynili ?ydzi, a szczególnie faryzeusze, wobec wysokich dostojników i królów, gdy chcieli co? uzyska?. Pokusa ta diabelska podobn? by?a do owej, gdy szatan przyby? do Jezusa z Jerozolimy, jako urz?dnik Heroda, i chcia? wzi?? Go ze sob? do Jerozolimy na zamek, aby tam popiera? Jego plany. Tylko ta, u?o?ona by?a na wi?kszy zakrój. Gdzie szatan wskaza? r?k?, tam wida? by?o rzeczywi?cie kraje i morza, wspania?e miasta, królów, post?puj?cych w chwale i tryumfie w otoczeniu wojowników i wspania?ego orszaku. Wszystko wida? by?o tak wyra?nie, jak gdyby odleg?o?? by?a bardzo ma?a; a ka?dy obraz, ka?dy naród, przedstawia? si? w innym blasku i ?wietno?ci, ka?dy mia? inne zwyczaje i obyczaje. Szatan wykazywa? tak?e Jezusowi zalety pojedynczych narodów; szczególnie zwraca? uwag? Jego na kraj, zamieszka?y przez ros?ych, wspania?ych ludzi, jakoby olbrzymów (zdaje mi si?, ?e by?a to Persja), i radzi? Mu tam przede wszystkim pój?? naucza?. Palestyn? za? gani? jako ma?y i nieznaczny kraik. By? to cudowny widok. Tyle ró?nych rzeczy, a wszystko tak ?wietne i wspania?e. Jezus nie wyrzek? nic wi?cej do szatana tylko te s?owa: „Samego Boga, Pana twego czci? b?dziesz i Jemu samemu s?u?y? b?dziesz. Id? precz, szatanie!" — W tej chwili sta? si? szatan nieopisanie strasznym, rzuci? si? ze ska?y w przepa?? i znikn??, jakby go ziemia poch?on??a. Zaraz potem przyst?pi? do Jezusa chór anio?ów, którzy, oddawszy Mu pok?on, ?agodnie, jakby na r?kach, zanie?li Go do groty, w której zacz?? Swój post czterdziestodniowy. By?o dwunastu g?ównych anio?ów i wiele mniejszych do


239

pos?ugi, równie? oznaczonej liczby. Nie pami?tam ju?, czy tych ostatnich by?o 72, lecz tak mi si? zdaje, gdy? podczas tego widzenia mia?am wci?? na my?li aposto?ów i uczniów Jezusa. Teraz odby?a si? w grocie uroczysto?? dzi?kczynna i tryumfalna, a potem uczta. Anio?owie obwiesili grot? li??mi winnymi i z tych?e li?ci zwiesza?a si? ze sklepienia nad Jezusem korona zwyci?ska. Wszystko odby?o si? w porz?dku i uroczy?cie i bardzo szybko, gdy? cokolwiek tylko który z anio?ów pomy?la?, to w jednej chwili przybiera?o wyra?ne kszta?ty i stosownie do przeznaczenia zajmowa?o swe miejsce; a wszystko by?o przejrzystym, symbolicznym. Anio?owie przynie?li równie? ze sob? stó? z pocz?tku ma?y, zastawiony niebia?skimi potrawami, który szybko wzrasta? i powi?ksza? si?. Potrawy i naczynia by?y takie same, jakie widywa?am zawsze na sto?ach niebia?skich. Jezus zasiad? wraz z anio?ami do spo?ywania potraw. W?a?ciwie jednak nie by?o to zwyk?e jedzenie ustami, lecz cudowne jakie? przechodzenie potraw w spo?ywaj?cych, udzielanie si? jedz?cym si?y orze?wiaj?cej i po?ywno?ci tych?e. Wydawa?o si?, jak gdyby sama wewn?trzna tre?? potraw przechodzi?a w spo?ywaj?cych. Nie da si? to s?owami wypowiedzie?. Na ko?cu sto?u sta? wielki ?wietlisty kielich, a w ko?o niego ma?e kubki takiego kszta?tu, jak przy ostatniej wieczerzy, tylko wi?ksze; sta? tak?e talerz z cienkimi skibkami chleba. Jezus nalewa? z wielkiego kielicha do kubków, zanurza? w nich kawa?ki chleba, a anio?owie odbierali je od Niego i odnosili. Na tym sko?czy?o si? widzenie. Opu?ciwszy grot?, zeszed? Jezus z gór ku Jordanowi. Anio?owie, którzy s?u?yli Jezusowi, byli ró?nego stopnia i postaci, i rozmaicie ubrani. Ci, co na ostatku odchodzili z chlebem i winem, byli w szatach kap?a?skich. W tej samej chwili, jak znikli, mia?am widzenie, jakie pociechy duchowne tera?niejsi i pó?niejsi przyjaciele Jezusa otrzymali. W Kanie pojawi? si? Jezus w widzeniu Naj?wi?tszej Pannie, pokrzepiaj?c j?. ?azarz i Marta zapa?ali nadzwyczajn? mi?o?ci? ku Jezusowi. „Cichej Marii" przyniós? anio? rzeczywi?cie w darze potrawy ze sto?u Pana; przyjmowa?a je z dziecinn? rado?ci?. Widzia?a ona podczas postu Jezusa wszystkie Jego utrapienia i pokusy i ?y?a tylko rozwa?aniem i wspó?czuciem dla Niego, nie dziwi?c si? niczemu.— Magdalena tak?e dozna?a cudownego wzruszenia umys?u. By?a w?a?nie zaj?t? strojeniem si? na jak?? uroczysto??, gdy w tym opanowa?a j? nag?a trwoga z powodu swego sposobu ?ycia i gwa?towne pragnienie ratowania swej duszy. Rzuci?a strój o ziemi?, id?c za pierwszym pop?dem, za co otoczenie jej wy?mia?o j?. Wielu z pó?niejszych aposto?ów otrzyma?o tak?e pokrzepienie duchowne, i t?sknota opanowa?a ich serca. Natanaelowi, siedz?cemu w swym mieszkaniu, przypomnia?o si? wszystko, co s?ysza? o Jezusie, i wzruszy? si? tym bardzo, lecz wkrótce zapomnia? o tym. Piotr, Andrzej i inni byli tak?e poruszeni i pokrzepieni na duchu. Cudowny by? to obraz. Podczas postu Jezusa mieszka?a Maryja pocz?tkowo w domu ko?o Kafarnaum. Nas?ucha?a si? tu nieraz rozmaitych rzeczy o Jezusie i zarzutów, jakie Mu czyniono, ?e w?óczy si? Bóg wie któr?dy, ?e zaniedbuje obowi?zek postarania si? o jakie zaj?cie, aby utrzyma? sw? matk? itd. W ogóle mówiono w ca?ym kraju bardzo wiele o Jezusie, bo przez opowiadania rozproszonych uczniów dowiedzieli si? wszyscy o cudownym zjawisku przy chrzcie i o ?wiadectwie jakie Mu da? Jan. Pó?niej jeszcze raz tylko, tj. przy wskrzeszeniu ?azarza i przed m?k?, zajmowano si? Nim tyle co teraz. Naj?w. Panna by?a wci?? powa?n? i skupion? w Sobie; nie by?o chwili, ?eby nie mia?a wewn?trznych natchnie? i objawie? i ?eby nie czu?a i nie cierpia?a wespó? z Jezusem. Pod koniec czterdziestodniowego postu zamieszka?a Maryja w Kanie galilejskiej u rodziców narzeczonej z Kany. Byli to ludzie powa?ni i jak gdyby prze?o?eni


240

miasta. W ?rodku miasta mieli pi?kny, przyjemny dom, drugi za? dom maj? w innym miejscu i ten oddaj? z wszelkim urz?dzeniom córce na wiano. W nim mieszka teraz Naj?wi?tsza Panna. Przez ?rodek miasta idzie go?ciniec, zdaje mi si?, z Ptolomaidy; wida?, go z daleka, jak z wy?yn spuszcza si? powoli ku miastu. Miasto samo nie jest tak nierówno i nie porz?dnie zbudowane, jak inne. Oblubieniec jest prawie w tym samym wieku co Jezus, i jako g?owa rodziny prowadzi gospodarstwo swej matce. Dobrzy ci ludzie radz? si? Naj?wi?tszej Panny co do szczegó?ów wyprawy dla nowo?e?ców i wszystko Jej pokazuj?. W czasie tym Jan ci?gle jest zaj?ty chrzczeniem. Herod nieraz stara? si? nak?oni? go, by przyszed? do niego, a tak?e posy?a? do?, aby wywiedzie? si? co? o Jezusie. Jan traktowa? Heroda zawsze oboj?tnie, a co do Jezusa powtórzy? mu dawniejsze swe s?owa. Wys?a?cy z Jerozolimy byli tak?e u Niego, aby im zda? spraw? o sobie i o Jezusie. Jan powtórzy? im to, co zawsze, ?e Jezusa nigdy przedtem nie widzia?, ?e jednak pos?any jest, aby Mu przygotowa? drog?. Od czasu, kiedy si? Jezus da? ochrzci?, naucza? Jan zawsze, ?e woda ta u?wi?con? zosta?a przez chrzest Jego i zst?pienie na Niego Ducha ?wi?tego, i ?e z?e mocy wysz?y ju? z wody, jak gdyby j? egzorcyzmowano. Jezus dlatego da? si? ochrzci?, aby u?wi?ci? wod?. Chrzest Jana by? wi?c teraz czystszym i ?wi?tszym; dlatego te? widzia?am, ?e Jan Jezusa chrzci? w osobnej studni, z której potem puszczono wod? do Jordanu i innych chrzcielnic, i z której tak Jezus, jak i uczniowie brali zawsze wody w drog? do dalszego udzielania chrztu.

Jezus wyrusza nad Jordan i ka?e chrzci?

Rankiem przeprawi? si? Jezus przez Jordan w tym samym miejscu, co przed czterdziestu dniami; le?a?y tam belki, s?u??ce do przeprawiania si?. Nie by?o to jednak g?ówne przej?cie. Przeprawiwszy si?, poszed? Jezus wschodni? stron? Jordanu w dó?, a? naprzeciw miejsca chrztu Jana. Jan naucza? w?a?nie i chrzci?, lecz jakby natchnieniem wiedziony, wskaza? zaraz r?k? w t? stron? i rzek?: „Oto Baranek Bo?y, który g?adzi grzechy ?wiata!" Jezus zwróci? teraz swe kroki ku Betabarze. Andrzej i Saturnin, którzy stali przy Janie i s?yszeli jego s?owa, przeprawili si? zaraz przez Jordan w tym samym miejscu, co i Jezus. Za nimi poszed? jeden z krewnych Józefa z Arymatei i dwaj inni uczniowie Jana. Wszyscy pospieszyli za Jezusem; Jezus przystan??, i id?c naprzeciw nich, zapyta?, czego szukaj?. Wtedy Andrzej, uradowany ?e Go znowu znalaz?, zapyta?, gdzie mieszka? Jezus kaza? im i?? za Sob? i zaprowadzi? ich do gospody, po?o?onej przed Betabar? w kierunku wody, i tu zatrzymali si? na spoczynek. Przez ten dzie? pozosta? Jezus w Betabarze wraz z pi?ciu uczniami i spo?y? z nimi posi?ek. Rozmawia? z nimi, ?e zamierza rozpocz?? zawód nauczycielski i zebra? uczniów. Andrzej wymienia? Mu niektórych swoich znajomych, a mianowicie Piotra, Filipa, Natanaela, zalecaj?c ich Jezusowi na uczniów. Mówi? im potem Jezus, ?e kilku z nich b?dzie tu chrzci? nad Jordanem. Na to odrzekli oni, ?e niema tu nigdzie dogodnego miejsca do chrztu, chyba to, gdzie Jan chrzci, a przecie? nie wypada rugowa? go stamt?d. Jezus wyt?umaczy? im, ?e pos?annictwo i przeznaczenie Jana ju? si? spe?ni?o, i potwierdzi? wszystkie s?owa Jana, wypowiedziane przez tego? o sobie i o Mesjaszu. Dalej mówi? Jezus o swoim przygotowaniu si? na pustyni do zawodu nauczycielskiego, i o przygotowaniu w ogólno?ci, które jest koniecznie potrzebnym do ka?dego wa?nego dzie?a. W ogóle by? z uczniami poufa?ym i serdecznym, a oni patrzeli na Niego z boja?ni? i pokor?.


241

Na drugi dzie? rano uda? si? Jezus z uczniami z Betabary nad Jordan ku domkom przewo?ników i naucza? tu zgromadzonych. Potem przeprawi? si? przez Jordan i naucza? w ma?ej miejscowo?ci, sk?adaj?cej si? z dwudziestu mo?e domów, oddalonej o godzin? drogi od Jerycho. Nap?ywa?y tu wci?? nowe gromady ochrzczonych i uczniów Jana, aby przys?ucha? si? nauce i opowiedzie? o Nim chrzcicielowi. By?o to ju? oko?o po?udnia, gdy tam naucza?. Nast?pnie poleci? Jezus uczniom, aby po szabacie przyprowadzili znowu do porz?dku miejsce chrztu po drugiej stronie Jordanu, oddalone o godzin? drogi od Betabary w gór? rzeki. W miejscu tym chrzci? Jan, zst?puj?c z Ainon, zanim przyszed? na zachodni brzeg Jordanu, naprzeciw Betabary. Chciano tu Jezusowi wyprawi? uczt?, lecz Jezus odszed? i wróci? przez Jordan przed szabatem do Betabary; tam odprawi? szabat i naucza? w synagodze. Nocowa? u prze?o?onego szko?y u którego tak?e spo?y? wieczerz?. Uczniowie, wys?ani przez Jezusa, przyprowadzili do ?adu miejsce, gdzie Jan przez krótki czas chrzci?, zanim si? uda? w okolic? Jerycha, by tam chrztu udziela?. Chrzcielnica by?a tu mniejsza, jak u Jana ko?o Jerycha. Wysoki brzeg opatrzony by? cyplem wrzynaj?cym si? w wod?, na którym stawali chrzczeni. Doko?a bieg? kana?, z którego mo?na by?o przez brzeg spuszcza? wod? do chrzcielnicy. Trzy wi?c s? teraz chrzcielnice. Jedna, o której jest mowa, powy?ej Betabary, druga na wysepce, gdzie Jezus przyjmowa? chrzest, i powszechna chrzcielnica, w której chrzci Jan. Andrzej przyniós? we worze skórzanym wody ze studni na wyspie, w której Jezus zosta? ochrzczonym. Gdy Jezus tu przyby?, wla? nieco, tej wody do studni, przeznaczonej do chrztu i pob?ogos?awi? j?. Wszyscy ochrzczeni czuli si?; do g??bi rozrzewnieni i wzruszeni. Chrztu udziela? Andrzej i Saturnin, lecz przyjmuj?cych chrzest nie zanurzano ca?kiem we wodzie. Ludzie wst?powali w wod? przy brzegu; k?adziono im r?ce na ramiona, a chrzcz?cy czerpa? r?k? wod? po trzykro? i wylewa? na nich, chrzcz?c w imi? Ojca i Syna i Ducha ?wi?tego, czego nie czyni? Jan, który mia? naczynie do czerpania o trzech ??óbkach. Da?o si? tu chrzci? bardzo wielu ludzi, szczególnie za? z Perei. Jezus naucza?, stoj?c w pobli?u na pagórku, pokrytym muraw?, o pokucie, chrzcie i Duchu ?wi?tym, mówi?c: „Ojciec mój zes?a? Ducha ?wi?tego, gdy przyjmowa?em chrzest, i powiedzia?: Ten jest Syn Mój mi?y, w którym Sobie upodoba?em." Tak samo odzywa si? do ka?dego, który Ojca niebieskiego mi?uje i ?a?uje za swoje grzechy. I na wszystkich, którzy daj? si? chrzci? w Imi? Ojca i Syna i Ducha ?wi?tego, zsy?a Ducha ?wi?tego, i wszyscy s? odt?d Jego synami, w których On znajduje upodobanie; albowiem On jest Ojcem dla wszystkich, którzy przyjmuj? chrzest Jego i przeze? dla Niego si? rodz?." Dziwi mnie zawsze, ?e wszystkie te zdarzenia tak krótko s? opisane w Ewangelii i ?e Jezus zaraz, gdy Andrzej poszed? za nim po ?wiadectwie, jakie da? o Nim Jan, spotka? si? z Piotrem, który tu wcale nie by?, lecz w Galilei. Ale jeszcze dziwniejszym mi si? wydaje, ?e po wyje?dzie do Jerozolimy w niedziel? palmow?, tak pr?dko nast?puje ostatnia wieczerza i m?ka, gdy ja w tym czasie s?ysz? zawsze tak wiele nauk Jezusa, i tyle dni widz?. Mniemam te?, i? Jezus zatrzyma si? tu jeszcze ze czterna?cie dni, zanim si? uda do Galilei. Andrzej nie by? jeszcze w?a?ciwie przyj?ty w poczet uczniów. Jezus go nie powo?a?, sam przyszed? i ofiarowa? si?, i? chce ch?tnie zosta? przy Nim. By? on bardziej ??dny s?u?enia Jezusowi i wi?cej si? z tym o?wiadcza? ni? Piotr, który sobie my?la?, ?e do tego jest niezdolny, i ?e to przewy?sza jego si?y, skutkiem czego poszed? do swoich zaj??. Równie? Saturnin i obaj krewni Józefa z Arymatei, Aram i Temeni, podobnie przy??czyli si? do Jezusa. By?oby jeszcze wi?cej przesz?o do Jezusa uczniów Jana, którego miejsce chrztu


242

coraz bardziej si? pocz??o opró?nia?, gdyby kilku uporczywych jego uczniów, którym si? ca?a ta sprawa nie podoba?a, nie by?o ich od tego powstrzyma?o. U?alali si? oni o to przed Janem i mniemali, i? Jezus nies?usznie post?puje, ?e tu chrzci, gdy? to do Niego nie nale?y. Jan mia? z tego powodu wiele trudu, aby im wykaza? ich b??dne zapatrywanie. Mówi? im, wi?c, aby mieli zawsze na pami?ci jego s?owa, jak on to zwykle mawia?, i? tylko przygotowuje drog?, i ?e ju? wnet zupe?nie zaprzestanie tej w?drówki, gdy tylko drogi b?d? gotowe. Kochali oni bardzo Jana i nie mog?o im si? to wcale pomie?ci? w g?owie. Miejsca przy chrzcie Jezusa by?y ju? tak przepe?nione, i? oznajmi? uczniom Swoim, ?e jutro dalej si? udadz?. Udaj?c si? z Betabary, mia? Jezus oko?o dwudziestu towarzyszy przy Sobie, mi?dzy tymi tak?e Andrzeja, Saturnina, Arama i Temeniego, i przeszed? wraz z nimi Jordan w miejscu zwyk?em i dogodnym, i uda? si?, zostawiaj?c Gilgal po prawej stronie, do miasteczka Ofry, które le?a?o ca?kiem schowane w w?skiej dolinie górskiej. T?dy przechodzili zwykle ludzie z okolicy poza Sodom? i Gomor?, którzy na wielb??dach d??yli z towarami na wschodni? stron? Jordanu i przyjmowali chrzest z r?k Jana. Prowadzi?a t?dy boczna droga z Judei do Jordanu. Miejscowo?? ta le?a?a oko?o 3 — 4 godziny od miejsca chrztu Jana i tyle te? mniej wi?cej od Jerycho, a od Jerozolimy mo?e ze siedem godzin. W ogólno?ci by?a jakoby ca?kiem zapomniana. Klimat by? zimny i s?o?ce nie wiele dochodzi?o, ale za to dobrze by?a uprawiona. Dobrobyt ludzi stanowi? pewien rodzaj kramarstwa, celnictwa, czy te? przemycanie. Zdaje si?, i? z przechodniów ci?gli zysk. Nie byli z?ego usposobienia, lecz ospali i co? tak, jak s? cz?sto kramarze i gospodarze, gdy maj? dobry zarobek. Niewiele dbali o chrzest Jana, ani te? nie ?akn?li zbawienia; ?yli w dobrych stosunkach, mieli wszystkiego pod ostatkiem, a o reszt? si? nie k?opotali. Gdy si? zbli?ali do tego miejsca, wys?a? Jezus krewnych Józefa z Arymatei naprzód, aby za??dali kluczy od synagogi i zwo?ali ludzi na nauk?. U?ywa? ich zwykle do takich zlece?, albowiem byli uprzejmi i zr?czni. Przy wst?pie do miasta, biegli op?tani i ob??kani do Jezusa i wo?ali z daleka: „Oto przybywa prorok, Syn Bo?y, Jezus Chrystus, nasz wróg! on nas wyp?dzi." Jezus rozkaza? im milcze? i zachowa? spokój. Uspokoili si? natychmiast wszyscy, i poszli za Nim do synagogi, znajduj?cej si? na drugim ko?cu miasta. W synagodze naucza? Jezus do wieczora i tylko raz wyszed?, aby si? nieco posili?. Naucza? o zbli?aniu si? Królestwa Bo?ego, o potrzebie chrztu, i ostro upomina? mieszka?ców, aby ockn?li si? z ozi?b?o?ci i fa?szywego bezpiecze?stwa, aby s?d na nich nie przyszed?. Wyst?powa? surowo przeciw ich lichwiarstwu i przemytnictwu, w ogóle przeciw takim grzechom, jakie pope?niali celnicy i kramarze. Ludzie nie sprzeciwiali si? w niczym, lecz tak?e nie bardzo brali sobie to do serca, albowiem bardzo byli ugrz??li w swoim kramarstwie. Kilku jednak ta nauka bardzo wzruszy?a i zmieni?a. Pod wieczór przyby?o do Jezusa do gospody kilku z wy?szego i ni?szego stanu z mocnym postanowieniem przyj?cia chrztu; jako? zaraz w nast?pnych dniach poszli do Jana. Z Ofry wraca? Jezus z rana ze Swoimi uczniami do Betabary. W?ród drogi rozdzielili si?. Andrzeja z wi?ksz? cz??ci? wys?ano naprzód t? drog?, któr? dot?d szli. Jezus za? ze Saturninem i krewnym Józefa z Arymatei zbli?a? si? do miejsca chrztu Jana t? sam? drog?, gdzie ten najpierw po chrzcie da? o Nim ?wiadectwo. Po drodze wst?powa? do kilku domów, nauczaj?c i wzywaj?c do chrztu. Po po?udniu przyszli znowu do Betabary, a Jezus jeszcze tego dnia naucza? na miejscu chrztu, a Andrzej i Saturnin chrzcili. Poniewa? za? coraz to inne t?umy przychodzi?y do chrztu, naucza? Jezus przewa?nie o tym, i? Ojciec Jego niebieski do wszystkich pokutników i ochrzczonych powiedzia?: „Ten jest Syn mój mi?y!"


243

gdy? wszyscy maj? sta? si? dzie?mi Bo?ymi. Przyst?puj?cy do chrztu pochodzili po najwi?kszej cz??ci z kraju Filipa Tetrarchy, który by? cz?owiekiem dobrym. Ludzie byli dosy? zamo?ni, i dlatego jeszcze ma?o o tym my?leli, aby si? da? ochrzci?. Z Betabary poszed? Jezus z trzema uczniami przez dolin? ku Dibon, gdzie niedawno sp?dzi? ?wi?to Kuczek. Naucza? w niektórych domach, jako te? i w synagodze, która le?a?a w dolinie przy drodze, oddalona od miasta. W samej miejscowo?ci Dibon nie by?. Przenocowa? w gospodzie, a raczej szopie, le??cej nieco na osobno?ci, a w której robotnicy z okolicy otrzymywali nocleg i po?ywienie. Zasiewano teraz na stronie, zwróconej do s?o?ca; zasiewy te dojrzewa?y oko?o Wielkanocy. Rol? rozkopywano, gdy? jest tu albo twardy grunt, albo kamie?, lub piasek, i nie mo?na u?ywa? p?ugów i innych zwyk?ych narz?dzi do rozpulchniania ziemi. Cz??? pozosta?ego ?niwa zebrali dopiero teraz. D?ugo?? tej doliny wynosi?a oko?o 3 godziny, a mieszka?cy byli dobrzy, ?yli pojedynczo i byli te? dla Jezusa dobrze usposobieni. Jezus opowiada? w synagodze i robotnikom na polu przypowie?? o siewcy i wyk?ada? j?. Nie zawsze jednak to czyni?, i tak np. wobec faryzeuszów opowiada? j?, cz?sto, ale jej nie wyk?ada?. Andrzej i Saturnin poszli z innymi uczniami jeszcze raz do Ofry, aby ludzi, których nauka Jezusowa bardzo poruszy?a, jeszcze wi?cej w dobrym utwierdzi?. Z gospody przy Dibon ruszy? Jezus dalej drog?, le??c? o dwie godziny bardziej na po?udnie od Jordanu, ani?eli ta, któr? przyszed? z Betabary, i przyby? do miejscowo?ci Eleale, oddalonej od Dibon oko?o cztery godziny. Przyby? tu w towarzystwie siedmiu uczniów i wst?pi? do prze?o?onego synagogi. Przy rozpocz?ciu szabatu mia? nauk? w przypowie?ci o chwiej?cych si? ga??ziach drzew, które postrz?sa?y kwiecie i nie wyda?y owocu. Chcia? przez to da? do poznania mieszka?com, i? przewa?nie nie poprawili si? przez chrzest Jana i pozwalaj?, aby im wiatr strz?sa? kwiaty pokuty, skutkiem czego nie przynosz? owoców. By?o tu tak w rzeczywisto?ci. U?y? za? tego porównania dlatego, poniewa? mieszka?cy tutejsi utrzymywali si? przewa?nie z hodowania owoców. Poniewa? za? miejscowo?? ta po?o?ona by?a na ustroniu i nie by?o go?ci?ca, przeto byli zmuszeni owoce roznosi? daleko celem sprzeda?y. Wyrabiali tak?e w wielkiej ilo?ci koce i grube tkaniny. Jezus nie napotka? dotychczas ?adnego oporu. Ludzie w Dibon i wsz?dzie naoko?o przyjmowali Go bardzo uprzejmie i zawsze mawiali, i? nigdy jeszcze nie s?yszeli takiego nauczyciela, a starcy porównywali Go zawsze z prorokami, o których nauce s?yszeli od swoich pradziadów. Po szabacie szed? Jezus oko?o trzy godziny ku zachodowi do Betjesimot, które by?o po?o?one na wschodniej stronie góry, zwróconej do s?o?ca, mniej wi?cej godzin? od Jordanu. W?ród drogi przyszli Andrzej i Saturnin z innymi jeszcze uczniami Jana znowu do Jezusa. Rozmawia? z nimi o Izraelitach, którzy tu obozowali, i jak Jozue i Moj?esz do nich przemawia?. Zastosowa? to do obecnej chwili i do Swojej nauki. Betjesimot nie jest wielkie, ale za to bardzo urodzajne, a szczególnie obfituje w winnice. Gdy Jezus tu przyby?, wypuszczono w?a?nie na ?wie?e powietrze op?tanych od czarta, którzy tu byli umieszczeni w jednym budynku a teraz szli powi?zani. Pocz?li si? te? zaraz sro?y? i wo?a?: „Oto nadchodzi Prorok, On chce nas wyp?dzi?!" Jezus zwróci? si? do nich, nakaza? im milcze?, jako te? aby opad?y z nich wi?zy i aby poszli za Nim do synagogi. Zaraz te? wi?zy z nich w cudowny sposób spad?y, uspokoili si?, upadli przed Jezusem na ziemi?, podzi?kowali Mu i poszli za Nim do synagogi, gdzie Jezus naucza? w przypowie?ciach o urodzajno?ci i uprawie winnicy. Nast?pnie odwiedzi? wielu chorych w domach i uleczy?.


244

Miejscowo?? ta nie le?y przy go?ci?cu, mieszka?cy wi?c musz? sami nosi? p?ody swoje na targ. Od czasu, jak Jezus opu?ci? pustyni?, uzdrawia? tu znowu po raz pierwszy, dlatego te? prosili Go bardzo mieszka?cy, aby pozosta?. Pomimo to szed? Jezus z Andrzejem, Saturninem, krewnymi Józefa z Arymatei, ogó?em oko?o dwunastu towarzyszami, uko?nie ku pó?nocy, a? do publicznego miejsca przeprawy, dok?d z Dibon prowadzi? go?ciniec, którym szed? z Gilgal do Dibon na ?wi?ta Kuczek. Trzeba tu by?o dosy? d?ugo p?yn?? przez wod?, albowiem z powodu stromego brzegu, miejsca do wsiadania nie le?a?y prosto naprzeciw siebie. St?d szli jeszcze oko?o godzin? drogi w kierunku Samarii u stóp góry do pewnej miejscowo?ci, sk?adaj?cej si? z szeregu domów, a nie maj?cej szko?y. Miejscowo?? t? zamieszkiwali przewa?nie pasterze i ludzie ?agodnego usposobienia, którzy prawie tak samo byli ubrani, jak pasterze przy ??óbku. Jezus naucza? pod go?ym niebem na wzniesieniu, gdzie by?a zrobiona z kamieni katedra. Ludzie tutejsi równie? byli ju? ochrzczeni z r?k Jana.

Jezus w Si?o, Kibzaim i Tebez

Potem widzia?am Jezusa w Silo, które le?a?o na wy?ynie zwolna pi?trz?cych si? gór, naoko?o wysokiej stromej ska?y, na której znajdowa?a si? wielka p?aszczyzna. Na tej p?aszczy?nie, najwy?szym szczycie w ca?ym pa?mie gór, sta? w pierwszych czasach po wyj?ciu z Egiptu i w podró?y przez pustyni? przybytek z ark? przymierza. By?a tu wielka przestrze?, otoczona murem cz??ciowo ju? zawalonym, na której le?a?y jeszcze resztki ma?ego przedsionka, zbudowanego nad przybytkiem. Na miejscu gdzie sta?a arka przymierza, by? pod dachem, spoczywaj?cym na otwartym ?uku, taki sam s?up, jak i w Gilgal, a pod tym znajdowa? si? podobnie jak i tam, rodzaj pieczary w gruncie skalistym. Nie daleko od miejsca, gdzie sta?a arka przymierza, by?o miejsce, przeznaczone do ofiar, i przykryty dó?, gdzie sk?adano odpadki przy zabijaniu, albowiem wolno im tu by?o jeszcze trzy lub cztery razy w roku sk?ada? ofiary. Synagoga równie? le?a?a na tym obmurowanym wzgórku, sk?d by? niezwykle daleki widok na wzgórza Jerozolimy, na morze Galilejskie i wiele gór. Silo samo by?o nieco podupad?ym i nie bardzo zaludnionym miasteczkiem ze szko?? Faryzeuszów i Saduceuszów. Mieszka?cy tutejsi byli niedobrzy, dumni, pe?ni zarozumia?o?ci i fa?szywej ufno?ci w siebie. W niewielkiej odleg?o?ci od bramy miejskiej le?a? zaniedbany klasztor Esse?czyków z rozwalonymi wie?ami, a bli?ej miasta sta? jeszcze dom, w którym Beniamici podczas ?wi?ta Kuczek zamkn?li byli w Silo pochwytane dziewice. Jezus wst?pi? z dwunastu towarzyszami do pewnego domu, gdzie podró?ni, nauczyciele i prorocy prawo mieli wst?powa?. Dom ten styka? si? ze szko?ami i zabudowaniami Faryzeuszów i uczonych w pi?mie, którzy mieli tu jakoby rodzaj seminarium. Zebra?o si? ich przy Jezusie oko?o dwudziestu w d?ugich szatach z pasami i grubymi, d?ugimi, spadaj?cymi na ramiona warkoczami. Udawali, jakoby nic o Nim nie wiedzieli, i docinali Mu w ró?ny sposób, mówi?c do Niego: „Co z tego b?dzie? S? teraz dwa chrzty, jeden Jana, a drugi Jezusa, syna cie?li z Galilei; który? z nich jest prawdziwym? S?ycha? tak?e, i? si? inne jeszcze kobiety przy??czy?y do matki tego syna cie?li, a mi?dzy innymi jaka? wdowa z dwoma synami, ?e matka Jego chodzi do ró?nych miejscowo?ci i zjednywa zwolenników synowi swemu. Oni wcale nie potrzebuj? takich nowo?ci, maj? swoje obietnice i Zakon i to im wystarcza." Nie szydzili oni w swej mowie wprost z Jezusa, lecz z ob?ud? i udan? uprzejmo?ci?. Jezus odpowiedzia? im na ich uszczypliwe mowy: i? On jest w?a?nie tym, o którym mówi?. A gdy wspomnieli o g?osie, który da? si?


245

s?ysze? przy chrzcie Jego, naucza?, i? by? to g?os Ojca Jego niebieskiego, który jest Ojcem ka?dego, ?a?uj?cego za grzechy i odradzaj?cego si? we chrzcie. Gdy za? Jezusa i uczniów Jego nie chcieli wpu?ci? na miejsce, gdzie sta?a arka przymierza, jako na miejsce naj?wi?tsze, On pomimo tego poszed? tam i wyrzuca? im, ?e przez sw? z?o?? postradali ark? przymierza, ?e teraz, maj?c puste miejsce, tak samo dalej post?puj?, ?e Zakon wtedy i zawsze przekraczali; i dlatego podobnie jak arka przymierza ich opu?ci?a, tak samo odst?pi od nich spe?nienie Zakonu. Gdy za? chcieli z Nim rozprawia? o Zakonie, poustawia? ich po dwóch, i pyta? ich tak jak dzieci. Zadawa? im ró?norakie zawi?e pytania z Zakonu, a oni nie byli w stanie na nie odpowiedzie?. Zawstydzili si? bardzo i rozgniewani, tr?cali si? nawzajem, mruczeli i pocz?li wychodzi?. Jezus poprowadzi? ich tak?e do przykrytego do?u, do którego wrzucano odpadki z ofiar, kaza? go otworzy? i porówna? ich z owym do?em, mówi?c, i? s? wewn?trz pe?ni nieczysto?ci i zgnilizny, niezdatnej do ofiary, zewn?trz za? pi?knie okryci, i to w?a?nie tu, na miejscu, z którego ust?pi?a ?wi?to?? z powodu grzechów ich pradziadów. Odeszli wszyscy rozgoryczeni. W synagodze naucza? Jezus bardzo wiele o uszanowaniu starców i o mi?o?ci dla rodziców. Naucza? o tym bardzo surowo; ludzie bowiem w Silo mieli od dawna z?y na?óg, ?e pogardzali i lekcewa?yli rodziców podesz?ych w wieku, i odmawiali im opieki. Z Betel, które le?y ku po?udniu, prowadzi dot?d droga; Lebona le?y w pobli?u. St?d mo?e by? od Samarii mniej wi?cej osiem do dziewi?? godzin, w Silo jest pochowany prorok Jonasz. Jezus opu?ci? miasto Silo z przeciwnej strony w kierunku zachodu i pó?nocy. Andrzej, Saturnin i krewni Józefa z Arymatei roz??czyli si? tu z Jezusem i poszli naprzód do Galilei. Jezus za? przyby? z innymi uczniami Jana, którzy przy Nim byli, przed szabatem do Kibzaim. Le?y ono w nizinie, pomi?dzy rozga??zieniem gór, które ci?gn? si? ?rodkiem kraju, i tu si? uk?adaj? jakby w kszta?t wilczej ?apy. Tutejsi mieszka?cy byli dobroczynni, uprzejmi i dobrze usposobieni dla Jezusa, i oczekiwali Go. By?o to miasto Lewitów. Jezus zago?ci? u jednego prze?o?onego obok szko?y. Przyby? tu równie?, w celu przywitania Jezusa, ?azarz z Mart? i ze starym s?ug?, oprócz tego Joanna Chusa i syn Szymona, który mia? posad? przy ?wi?tyni. Byli oni w drodze na gody do Kany, a dowiedzieli si? przez pos?ów, i? si? tu z Jezusem spotkaj?. Przy spotkaniu si? wyszczególni? Jezus ?azarza, jako osobliwie umi?owanego przyjaciela; — nigdy jednak go si? nie wypytywa?: „Co robi ten lub ów z twoich przyjació? lub krewnych?" Kibzaim le?y na osobno?ci, ukryte w zak?tku góry. Mieszka?cy utrzymuj? si? z hodowania drzew owocowych; wyrabiaj? tu tak?e namioty, kobierce, a szczególnie wiele podeszew. — Jezus zatrzyma? si? tu przez szabat i uzdrowi? wielu chorych samym rozkazem. Byli to cierpi?cy na puchlin? wodn? i ?lepi, których przyniesiono do Niego przed szko?? na ma?ych ?o?ach. Uczta odby?a si? u pewnego znakomitego Lewity. Po szabacie uda? si? Jezus jeszcze do Sichar, gdzie przyby? pó?no i przenocowa? w pewnej gospodzie. ?azarz i jego towarzystwo poszli wprost do Galilei. Na drugi dzie? rano szed? Jezus z Sichar na pó?nocny wschód do Tebez. W Sichar albo Sychem nie móg? naucza?. Nie by?o tu ?ydów, lecz Samarytanie, a nadto jeszcze jacy? ludzie, którzy od czasu niewoli babilo?skiej lub po jakiej wojnie tu pozostali; ucz?szczaj? oni do ?wi?tyni w Jerozolimie, lecz nie sk?adaj? razem ofiar. Obok Sychem le?y pi?kne pole, które kupi? Jakób dla swego syna, Józefa. Cz??? tego nale?y ju? do Heroda z Galilei. Przez dolin? prowadzi granica, któr? stanowi wa?, ?cie?ka i ko?ki. Przez Tebez, które jest dosy? wielkim miastem, prowadzi go?ciniec. Mieszka?cy


246

tutejsi trudni? si? handlem. Przechodz? t?dy wielb??dy, wysoko ob?adowane. Jest to ciekawy widok, gdy ob?adowane owe zwierz?ta, jak ma?e wie?yczki, powoli przechodz? przez góry, z powodu ci??aru chwiej? g?ow? na d?ugiej szyi w t? i owa stron?. Mieszka?cy tutejsi handluj? tak?e surowym jedwabiem. S? to dobrzy ludzie i nie stawali na przeszkodzie Jezusowi; nie byli jednak prostymi i dziecinnymi, ale oboj?tnymi, jakimi s? cz?sto dobrze si? maj?cy kupcy. Kap?ani i uczeni w pi?mie byli nieco pewni siebie i neutralni. Gdy Jezus przyby? do miasta, podnie?li op?tani i s?abi na umy?le krzyk: „Oto nadchodzi prorok z Galilei! On ma moc nad nami; On nas wyp?dzi." Rozkaza? im milcze? i wtedy si? uspokoili. Jezus wst?pi? tu do synagogi, a ludzie poszli za Nim i przynie?li Mu chorych i uzdrowi? ich. Pod wieczór naucza? w szkole i obchodzi? ?wi?to po?wi?cenia ?wi?tyni, które rozpocz??o si? tego wieczora. Pozapalano w szkole i po wszystkich domach siedem ?wiate?, równie? na dworze, po polach i przy drogach by?y zapalone wi?zki na dr?gach. Tebez le?a?o na bardzo pi?knym wzgórzu; w wielkiej odleg?o?ci mo?na by?o widzie? prowadz?c? drog? górsk? i jak zst?powa?y po niej objuczone wielb??dy; z pobli?a nie widzia?o si? tego. Andrzej, Saturnin i krewni Józefa poszli ju? z Silo do Galilei. Andrzej wst?pi? do swoich w Betsaidzie i powiedzia? Piotrowi, i? Mesjasza, który teraz idzie do Galilei, znowu odnalaz?, i ?e chcia?by Piotra do Niego zaprowadzi?. Teraz szli wszyscy do Arbeli, zwanej tak?e Betarbel, po Natanaela Chasyda, który mia? tam zaj?cia, by go zabra? do Gennabris i tam sp?dzi? uroczysto??, albowiem Chasyd mieszka? tam wówczas w wysokim budynku, który z wielu innymi sta? oddzielnie przed miastem. — Rozmawiali wiele o Jezusie, a Andrzej sam poprowadzi? ich tam na ?wi?ta, albowiem tak on jak i drudzy wiele liczyli na Natanaela. Chcieli us?ysze?, jakie jest jego w tym wzgl?dzie zapatrywanie; on za? niewielk? k?ad? wag? na ca?? t? spraw?. ?azarz przyby? z Mart? i Joann? Chusa do Maryi w Kafarnaum, która tam uda?a si? by?a z Kany, — i poszed? ze synem Szymona dalej do Tyberiady, gdzie si? chcieli spotka? z Jezusem; oblubieniec z Kany, który by? synem córki Soby, siostry Anny, wyszed? równie? na spotkanie Pana. Zwa? si? tak?e Natanaelem i nie pochodzi? z Kany, lecz tylko tam si? o?eni? i osiedli?. Miasto Gennabris by?o ludne; prowadzi? przez nie go?ciniec, a nadto by?o bardzo przemys?owe; mieszka?cy trudnili si? handlem, mi?dzy innymi kupczyli tak?e jedwabiem. Le?a?o ono o par? godzin w g??b kraju od Tyberiady, jednak oddzielone górami w ten sposób, i? trzeba by?o i?? nieco ku po?udniu i mi?dzy Emaus a Tyberiad?, a potem obróci? si? znowu ku Tyberiadzie. Arbel le?a?o mi?dzy Seforis a Tyberiad?.

Pierwsze wyra?ne powo?anie Piotra, Filipa i Natanaela

Jezus wyruszy? przed dniem z Tebez i szed? z uczniami najpierw ku wschodowi, potem zwróci? si? ku pó?nocy, u stóp góry, w dolinie Jordanu, do Tyberiady. Przechodzi? przez pi?kn? miejscowo?? AbelMehula, miasto rodzinne Elizeusza, gdzie góry zwracaj? si? wi?cej ku pó?nocy. Miasto rozci?ga si? na grzbiecie góry; zauwa?y?am wielk? ró?nic? mi?dzy urodzajno?ci? po stronie zwróconej do s?o?ca a urodzajno?ci? po stronie pó?nocnej. Ludzie byli tu dosy? dobrzy. S?yszeli oni o cudach Jezusa w Kibraim i Tebez. Zatrzymali Go na drodze i wyrazili ?yczenie, aby tu pozosta? i leczy?. Zbieg?o si? te? wiele ludu. Jezus nie bawi? tu d?ugo. Miejsce by?o oddalone oko?o cztery godziny od Tebez. Teraz szed? Jezus mi?dzy Scytopolis i Jordanem. Gdy Jezus z Abelmehola dalej podró?owa?, wyszli naprzeciw Niego Andrzej z Piotrem i Janem przy pewnym miasteczku, oddalonym od Tyberiady oko?o sze?? godzin, podczas gdy inni przyjaciele byli ju? w Gennabris. Piotr z Janem przebywa? w tej okolicy dla rybo?ówstwa. — Chcieli i?? tak?e do Gennabris,


247

Andrzej jednak nak?oni? ich, aby wpierw wyszli naprzeciw Pana. Andrzej przyprowadzi? teraz swego brata do Jezusa, a Ten mi?dzy innymi rzek? do?: „Ty jeste? Szymon, syn Jony, lecz na przysz?o?? b?dziesz si? nazywa? Kefas." Odby?o si? to wszystko tylko w krótkim przemówieniu. Do Jana powiedzia?, ?e si? wnet zobacz?. Nast?pnie udali si? Piotr i Jan do Gennabris. Andrzej za? pozosta? przy Jezusie, który st?d pod??y? w okolic? Tarychei. Jan Chrzciciel opu?ci? teraz miejsce, gdzie udziela? chrztu nad Jordanem; przeszed? rzek? i chrzci? dalej, mo?e godzin? drogi za Betabar?, gdzie Jezus niedawno rozkaza? chrzci?, a gdzie Jan sam przedtem chrzci?. Uczyni? to za? dlatego, poniewa? wielu ludzi z kraju Filipa Tetrarchy, który by? cz?owiekiem dobrodusznym, chcia?o si? da? ochrzci?, ale niech?tnie przechodzili przez Jordan, szczególnie za? dlatego, poniewa? by?o tam wielu pogan, i ?e podczas ostatniego pobytu Jezusa w tej okolicy wielu ludzi da?o si? nak?oni? do przyj?cia chrztu. Nadto chcia? pokaza?, i? od Jezusa nie jest od??czony, wi?c udziela? chrztu na tym samym miejscu, co Jezus. Gdy Jezus przyby? z Andrzejem w pobli?e Tarychei, wst?pi? do jednej z chat rybackich, po?o?onej w obr?bie rybo?ówstwa Piotra, w pobli?u jeziora, gdzie Andrzej ju? by? zamówi? gospod?. Do miasta Jezus nie wst?powa?; mieszka?cy mieli co? w sobie nieprzyjemnego i odra?aj?cego i byli bardzo chciwi na lichw? i zysk. Szymon, który tutaj sprawowa? urz?d, by? na ?wi?tach w Gennabris z Tadeuszem, Jakóbem M?odszym i swymi bra?mi, gdzie równie? byli Jakób Starszy i Jan. Przyby? tu do Jezusa ?azarz, Saturnin i syn Szymona a nadto oblubieniec z Kany, który Jezusa wraz z towarzyszami zaprosi? na gody. Jezus przebywa? oko?o Tarychei przez kilka dni, a to g?ównie z tej przyczyny, poniewa? chcia? przysz?ym Aposto?om i uczniom da? dosy? czasu, aby sobie nawzajem mogli udzieli? ró?nych wie?ci, i aby to wszystko, co, im Andrzej i Saturnin opowiedz?, mogli sobie dobrze rozwa?y? i nawzajem si? porozumie?. Widzia?am równie?, i? podczas gdy Jezus chodzi? po okolicy, Andrzej pozosta? w domu, i pisa? trzcin? listy na paskach ?yka; pismo to mo?na by?o za pomoc? z boku przymocowanych drewienek zwija? i rozwija?. Do Andrzeja przychodzili cz?sto m??czy?ni i m?odzie?cy, szukaj?c zaj?cia; Andrzej u?ywa? ich za pos?a?ców. Wys?a? te listy do Filipa i do brata przyrodniego, Jonatana, do Gennabris do Piotra i innych z oznajmieniem, i? Jezus przyjdzie na szabat do Kafamaum, dok?d ich wszystkich wzywa?. Z Kafarnaum przyby?o tymczasem poselstwo do Andrzeja, ?eby przecie? prosi? Jezusa, aby Ten?e przyszed?, gdy? ju? od kilku dni czeka na Niego pos?aniec z Kades, który Go chce prosi? o pomoc. Jezus szed? potem z Andrzejem, Saturninem, Obedem i kilku uczniami Jana z domu rybackiego przy Tarychei do Kafamaum, które nie le?a?o nad samym jeziorem, lecz na wzgórzu, po po?udniowej stronie góry. Góra ta tworzy od strony zachodniej jeziora dolin?, przez któr? Jordan p?ynie i wpada do jeziora. Jezus i Jego towarzysze szli oddzielnie. Andrzej zeszed? si? na drodze z bratem swoim przyrodnim, Jonatanem, i Filipem, którzy, stosownie do jego zawiadomienia, wyszli mu naprzeciw; z Jezusem nie spotkali si?. Andrzej rozmawia? z nim ?ywo, opowiada? wszystko co wiedzia? o Jezusie, i upewnia? ich, i? Jezus jest prawdziwym Mesjaszem. Je?eli chc? i?? za Nim, to wcale nie potrzebuj? Go o to prosi?; maj? tylko uwa?nie s?ucha? Jego nauk, a je?eli serdecznie b?d? pragn?? zosta? Jego uczniami, to On ich przyjmie jednym skinieniem lub s?owem. Maryja i ?wi?te niewiasty nie by?y w samym Kafamaum, lecz w mieszkaniu Maryi, w dolinie przed Kafarnaum naprzeciw jeziora, i tam obchodzi?y te? ?wi?ta. Synowie Marii Kleofasowej i Jakób Starszy z bratem Janem i Piotr, przybyli ju? tu z Gennabris, jak równie? i inni pó?niejsi uczniowie. — Chasyda (Natanaela),


248

Tomasza, Bart?omieja i Mateusza tam nie by?o; zreszt? by?o tu wielu innych krewnych i przyjació? ?wi?tej Rodziny, którzy otrzymali zaproszenie na gody do Kany, a tu ?wi?cili szabat, poniewa? s?yszeli o Jezusie. Jezus mieszka? z Andrzejem, Saturninem, kilku uczniami Jana, ?azarzem i Obedem w domu, nale??cym do oblubie?ca Natanaela, którego rodzice ju? pomarli i w spadku mu wielki maj?tek zostawili. Przyszli uczniowie, którzy przybyli tutaj z Gennabris, trzymali si? jeszcze z dala z powodu pewnej obawy, albowiem chwiali si? mi?dzy powag?, jak? wywiera?o na nich zdanie Natanaela Chasyda, a wielkimi rzeczami, które opowiadali im o Jezusie Andrzej i inni uczniowie Jana; cz??ci? za? wstrzymywa?a ich nie?mia?o??, jako te? s?owa Andrzeja, który im powiedzia?, i? nie potrzebuj? si? zg?asza?, niech tylko s?uchaj? Jego nauki, a potem ju? pójd? za wewn?trznym poruszeniem. Dwa dni czeka? tu cz?owiek z Kades na przyj?cie Jezusa. Teraz upad?szy Mu do nóg, rzek?, ?e jest s?ug? pewnego m??a z Kades. Jego pan b?aga Jezusa, aby przyby? do niego i uleczy? jego synka, który ma tr?d i op?tany przez diab?a, straci? mow?. Wida? by?o po nim, ?e wierny to s?uga, bo z wielkim wspó?czuciem mówi? o zmartwieniu swego Pana. Jezus odrzek? mu, ?e pój?? tam nie mo?e, jednak trzeba b?dzie dziecku pomóc ze wzgl?du na jego niewinno??. Poleci? wi?c s?udze, aby najpierw Pan jego po?o?y? si? na syna z rozkrzy?owanymi ramionami i odmówi? pewn? modlitw?, a tr?d zejdzie z ch?opca; potem niech on, s?uga; sam po?o?y si? na ch?opca i tchnie na niego, a wtenczas wyjdzie z ch?opca b??kitna para i uleczony b?dzie z niemocy. Widzia?am, ?e rzeczywi?cie ojciec i s?uga uleczyli w ten sposób ch?opca. Mia?o to swoje tajemne znaczenie, ?e ojciec i s?uga mieli bra? udzia? w leczeniu ch?opca. S?uga on by? w?a?ciwym ojcem dziecka, o czym jednak pan jego nie wiedzia?; Jezusowi jednak wiadomym to by?o, i dlatego kaza? im obydwom zdj?? z dziecka niezas?u?on? win?. Miasto Kades le?a?o o sze?? godzin drogi od Kafarnaum nad granic? Tyru na zachód od Paneas; by?o niegdy? g?ównym miastem Kanaanitów, a obecnie jest miastem wolnym, gdzie mog? si? chroni? ?cigani przez s?d. Graniczy?o z krajem Chabul, który Salomon darowa? królowi Fenicji. Ten pas ziemi jest zawsze jaki? ponury, nieprzyjemny, to te? Jezus omija? go zawsze, gdy szed? do Tyru i Sydonu. S?dz?, ?e musiano tam pope?nia? morderstwa i rozboje. Na nauk? Jezusa w synagodze zgromadzi?o si? bardzo wiele ludzi, a mi?dzy innymi wszyscy przyjaciele i krewni Jezusa. Mowa Jego by?a dla ludzi czym? zupe?nie nowym, porywaj?cym. Mówi? o blisko?ci królestwa Bo?ego, o ?wietle, którego nie powinno si? stawia? pod korzec, o siewcy i o podobie?stwie wiary do ziarnka gorczycowego. Nie ogranicza? si? jednak na samych przypowie?ciach bez wyt?umaczenia ich. Przypowie?ci s?u?y?y Mu tylko za przyk?ad, lub porównanie, a z tego wyci?ga? nast?pnie odpowiedni? nauk?. S?ysza?am wprawdzie podczas Jego nauk wiele przypowie?ci, nie umieszczonych w ewangelii; te jednak, które teraz mówi?, powtarza? cz?sto, tylko za ka?dym razem wyk?ada? je inaczej. Po szabacie poszed? Jezus z uczniami na ma?? dolink? obok synagogi, s?u??c? jako miejsce do przechadzek. U wej?cia, jak równie? w samej dolinie, ros?y drzewa. Za Nim poszli synowie Marii Kleofasowej, Zebedeusza i inni uczniowie; tylko Filip z boja?ni i pokory oci?ga? si?, nie wiedz?c, czy mo?e pój?? za Panem. Wtedy Jezus, id?cy przed nim, zwróci? g?ow? ku niemu i rzek?: „Chod? za Mn?!" s?ysz?c te s?owa, poszed? Filip, uradowany, wraz z innymi. Wszystkich uczniów by?o oko?o dwunastu. W miejscu tym naucza? Jezus pod drzewem o Swym powo?aniu i o potrzebie na?ladowania Go. Andrzej, który by? nadzwyczaj gorliwy i nape?niony


249

pragnieniem, aby wszyscy tak jak on, byli przekonani o godno?ci mesja?skiej Jezusa, cieszy? si? wielce, ?e Jezus Sw? nauk? w szabat tak bardzo poci?gn?? za Sob? ludzi. Maj?c serce przepe?nione rado?ci?, powtarza? ka?demu, komu tylko móg?, widzenie przy chrzcie Jezusa i wszystkie cuda Jego. Jezus mówi? ponownie uczniom, ?e pos?a? Go Ojciec niebieski i wzywa? Niebo na ?wiadka, ?e wi?ksze jeszcze cuda zobacz?, ni? dotychczas. Mówi?c o powo?aniu ich na uczniów, rzek?, ?e maj? by? wci?? gotowymi, a gdy ich zawo?a, maj? wszystko opu?ci?, a On si? ju? postara o to, ?e nie b?dzie im na niczym zbywa?. Tymczasem mog? si? zajmowa? swym rzemios?em, gdy? przed zbli?aj?c? si? Wielkanoc?, ma jeszcze inne sprawy do za?atwienia; lecz gdy ich powo?a, maj?, nie troszcz?c si? o nic, pój?? za Nim. Mówi? Jezus o tym dlatego, gdy? obecni uczniowie zapytywali Go, co maj? zrobi? ze sw? rodzin?? Piotr np. wspomina?, ?e nie mo?e przecie? opu?ci? natychmiast swego ojczyma (wuja Filipa). Obawy te rozproszy? Jezus, mówi?c, ?e przed Wielkanoc? nie b?dzie nic zaczyna?. Obecnie maj? tylko w sercu pozby? si? przywi?zania do swoich zaj??, ale na zewn?trz mog? si? zaj?ciu swemu oddawa? dopóty, dopóki nie b?d? powo?ani. Tymczasem za? mog? przygotowywa? si? do oddania swych rzemios? i interesów w inne r?ce. Opu?ciwszy nast?pnie dolin? z przeciwnej strony, uda? si? Jezus wzd?u? domów, le??cych mi?dzy Kafarnaum a Betsaid?, do mieszkania Swej matki. Krewni Jego poszli za Nim, gdy? matki ich tak?e si? tam znajdowa?y. Na drugi dzie? wyruszy? Jezus raniute?ko z uczniami i krewnymi do Kany. Maryja i inne niewiasty posz?y tam?e osobno drog? prostsz? i krótsz?. Droga, któr? sz?y niewiasty, by?a to w?ska ?cie?ka, prowadz?ca przewa?nie przez góry. Dla niewiast by?a ona milsz?, gdy? zapewnia?a im samotno??, a szerokiej drogi nie potrzebowa?y, bo sz?y zwykle szeregiem, jedna za drug?. Z przodu i z ty?u szli w niejakim oddaleniu przewodnicy. Droga ta ci?g?a si? mniej wi?cej 7 godzin w kierunku na po?udniowy zachód od Kafarnaum. Jezus szed? z towarzyszami w stron? Gennabris, drog? d?u?sz?, lecz szerok? i sposobniejsz? do nauczania; cz?sto przystawa?, nauczaj?c, lub obja?niaj?c co?. Droga ta skr?ca?a si? wi?cej ku po?udniowi, ni? droga, któr? posz?a Maryja. Z Kafarnaum do Gennabris wynosi?a przestrze? oko?o sze?? godzin, stamt?d za? w kierunku zachodnim do Kany trzy godziny. Gennabris by?o pi?knym miastem i posiada?o szko??, synagog? i szko?? wymowy, oprócz tego kwit? tu handel. Przed miastem sta?o kilka domów, a mi?dzy nimi w jednym wysokim budynku mia? Natanael swe biuro urz?dowe. Natanael do miasta nie przyszed?, pomimo, i? go do tego niektórzy z uczniów, przyjaciele jego, namawiali. Jezus naucza? tu w synagodze, poczym z kilku uczniami u pewnego zamo?nego faryzeusza nieco si? posili?. Reszta uczniów posz?a ju? naprzód. Filipowi poleci? Jezus, aby uda? si? do Natanaela i przywiód? go ze sob? na drog?, któr?dy b?dzie przechodzi?. Jezus dozna? w Gennabris bardzo zaszczytnego przyj?cia; mieszka?cy prosili Go nawet, aby pozosta? d?u?ej i ulitowa? si? nad chorymi, bo przecie? jest ich ziomkiem. Jezus jednak nie zosta? i odszed? wkrótce do Kany. Tymczasem by? Filip u Natanaela w domu pisarskim, w którym jeszcze wi?cej pisarzy si? znajdowa?o, sam za? Natanael siedzia? w swej izdebce na górze. Filip, cho? zna? go dobrze, nie mówi? z nim przedtem o Jezusie, gdy? Natanael nie by? z innymi w Gennabris. Obecnie z zapa?em wielkim wychwala? Jezusa, mówi?c, ?e jest prawdziwym Mesjaszem, o którym mówi? proroctwa. Znale?li wreszcie Mesjasza w osobie Jezusa z Nazaretu, syna Józefa! Natanael by? cz?owiekiem weso?ym, ?ywym, przy tym rzetelnym i szczerym, a przekona? swych lubi? si? stale trzyma? i nie zmienia? ich. Obecnie zapyta? Filipa:


250

„Có? mo?e by? osobliwszego z Nazaretu?" Zna? bowiem dobrze zdanie, jakie miano o Nazare?czykach, ?e umys? ich ma wstr?t do wszelkich nowo?ci i ?e w szko?ach ich niewiele m?drego uczono. S?dzi?, ?e cz?owiek, który tam odebra? wykszta?cenie, mo?e chyba zadowoli? swoich prostodusznych, pojedynczych przyjació?, lecz z pewno?ci? m?dro?? ta nie zadowoli jego wymaga?. Filip nalega? na niego, aby przynajmniej poszed? popatrze? na Jezusa, gdy? b?dzie wkrótce przechodzi? drog?, prowadz?c? do Kany. Dawszy si? nak?oni?, poszed? Natanael z Filipem ?cie?k?, od domu do go?ci?ca. Jezus nadchodzi? w?a?nie i zatrzyma? si? w miejscu, gdzie ?cie?ka ta krzy?owa?a si? z go?ci?cem. Filip, o ile przedtem by? nie?mia?y, o tyle od czasu, kiedy go Jezus zawo?a?, poufale obcowa? z Jezusem, i zawo?a? g?o?no, zbli?aj?c si? z Natanaelem: „Nauczycielu! przywodz? Ci tego, który si? pyta?, co mo?e wyj?? osobliwego z Nazaretu." Gdy Natanael stan?? przed Jezusem, rzek? Ten?e do otaczaj?cych Go uczniów: „Oto prawdziwy Izraelczyk, w którym nie masz zdrady!" Powiedzia? to Jezus tonem serdecznym, przyjacielskim, a Natanael zapyta? Go: „Sk?d?e mnie znasz?" — I rzek? mu Jezus: „Pierwej, ni? ci? Filip wezwa?, widzia?em ci?, gdy? sta? pod fig?." Przy tych s?owach spojrza? na niego Jezus wzrokiem, w?a?ciwym Sobie, do g??bi wzruszaj?cym. Pod wp?ywem tego wzroku przypomnia? sobie nagle Natanael, ?e to Jezus jest tym podró?nym, którego powa?ne, ostrzegaj?ce spojrzenie tak cudownie go pokrzepi?o, gdy sta? pod fig? na miejscu spacerowym w ciep?ych k?pielach i walcz?c z pokus?, spogl?da? za urodziwymi kobietami, które po drugiej stronie ??ki wspó?ubiega?y si? o owoce. Pot?ga tego wzroku, i skutkiem którego odniós? owo zwyci?stwo nad sob?, pozosta?y mu w pami?ci, lecz rysy twarzy podró?nego zatar?y mu si? w umy?le. Obecnie pozna? niezawodnie zaraz Jezusa, lecz nie przysz?o mu na my?l, ?e ów wzrok rozmy?lnie by? wówczas skierowany na niego. Teraz jednak, gdy Jezus powo?a? si? na owo zdarzenie i znowu bystro na niego spojrza?, uczu? si? dziwnie wstrz??ni?tym i poruszonym; pozna?, ?e Jezus, przechodz?c wtenczas ko?o niego, czyta? w jego sercu, i by? mu anio?em opieku?czym; Natanael mia?, bowiem tak czyste serce, ?e ka?da my?l nieczysta ju? go zasmuca?a. Widzia?, wi?c teraz w Jezusie swego obro?c? i zbawiciela, a to, ?e Jezus odczyta? jego my?li, by?o dla jego szczerego, wdzi?cznego serca dostatecznym powodem, aby zaraz rado?nie wobec wszystkich uczniów uzna? Jezusa za Mesjasza. Natychmiast, wi?c po tych s?owach ukorzy? si? przed Jezusem i rzek?: Nauczycielu! Ty? jest Synem Bo?ym, Ty? jest królem Izraelskimi" Na to rzek? mu Jezus: I?em ci powiedzia?: widzia?em ci? pod fig?, uwierzy?e?. Zaprawd?, wi?ksze jeszcze rzeczy ujrzysz." Zwracaj?c si? nast?pnie do drugich rzek?: Zaprawd?, zaprawd?! Ujrzycie niebo otworzone i anio?y Bo?e, wst?puj?ce i zst?puj?ce na Syna cz?owieczego."Inni uczniowie nie rozumieli w?a?ciwego znaczenia s?ów Jezusa o drzewie figowym; nie wiedzieli, dlaczego Natanael Chasyd tak nagle zmieni? swe zapatrywanie. Przyczyna ta pozosta?a dla nich jako sprawa sumienia tajemnic? i tylko Jan o tym wiedzia?, gdy? Natanael zwierzy? mu si? na godach weselnych w Kanie. ? Natanael zapyta? Jezusa, czy ma zaraz opu?ci? wszystko i pój?? za Nim; ma bowiem brata, któremu chcia?by odda? swój urz?d. Jezus powtórzy? mu to samo, co wczoraj wieczorem mówi? innym, i zaprosi? go, aby przyby? za Nim na gody do Kany. Nast?pnie wyruszy? Jezus z uczniami w dalsz? drog? do Kany; Natanael Chasyd za? wróci? do domu, przygotowa? si? do podró?y na uroczysto?? weseln? i na drugi dzie? rano by? ju? w Kanie.


251

Gody w Kanie

Kana, przyjemne i schludne miasteczko, po?o?one na zachodnim stoku do?? wynios?ego pagórka, jest mniejsze od Kafarnaum. Posiada synagog?, a przy niej jest trzech kap?anów. Gody odbywaj? si? w budynku z przedsionkiem i przysionkami doko?a, stoj?cym obok synagogi i przeznaczonym na uroczyste obchody. Od budynku a? do synagogi stoj? altany i porobione s? ?uki z zielonych ga??zi, obwieszone wie?cami i mnóstwem owoców. Jako sala godowa s?u?y przestrze? mi?dzy przedsionkiem a ogniskiem. Ognisko wysokie, murowane, zastawione jest obecnie naczyniami, kwiatami i podarunkami dla nowo?e?ców. Za ogniskiem jest jeszcze wolna trzecia cz??? sali, gdzie podczas uczty siedz? niewiasty, oddzielnie od m??czyzn. W górze wida? belki, zdobne wie?cami, u których umieszczone s? lampy, przeznaczone do o?wietlenia sali. Gdy Jezus zbli?a? si? do Kany wysz?a naprzeciw Niego Maryja, rodzice oblubienicy, oblubieniec i inni; przyj?to Go z wielkim szacunkiem. Jezus zamieszka? z wybranymi uczniami, a mianowicie z pó?niejszymi aposto?ami, w osobnym domu, nale??cym do ciotki oblubie?ca, która tak?e by?a córk? Soby, siostry Anny. Podczas ca?ej uroczysto?ci zast?powa?a ona oblubie?cowi matk?. — Ojciec oblubienicy nazywa? si? Izrael i pochodzi? z rodziny Rut z Betlejem. By? zamo?nym cz?owiekiem; posiada? sk?ady towarów, wielkie pakownie wodne, gospody i ?erowiska dla karawan wzd?u? go?ci?ca, przy czym zatrudnia? wielu ludzi. Ca?y dobrobyt tej miejscowo?ci by? w r?ku Izraela i kilku innych; wi?kszo??, zatem mieszka?ców ?y?a z zarobków u Izraela. Matka oblubienicy by?a nieco kulawa, skutkiem, czego utyka?a i musiano j? prowadzi?. Z Galilei zebrali si? w Kanie wszyscy krewni ?w. Anny i Joachima, ogó?em oko?o 100 osób. Z Jerozolimy przybyli Maria matka Marka, Jan Marek, Obed i Weronika. Sam Jezus przyprowadzi? jako go?ci oko?o 25 uczniów. Jak ju? powy?ej mówi?am, by? Jezus w dwunastym roku ?ycia, po powrocie ze ?wi?tyni, na zabawie dziecinnej w domu ?w. Anny. Wtenczas to, mówi?c z obecnym oblubie?cem, o tajemniczych sprawach chleba i wina, powiedzia? Jezus, ?e b?dzie na jego weselu; jednak obecny Jego udzia? w tej uroczysto?ci mia? jeszcze jak i wszystkie inne Jego czynno?ci w ?yciu na tej ziemi oprócz wy?szych tajemniczych przyczyn, tak?e zewn?trzne, na pozór zwyczajne powody. Ju? wielokrotnie prosi?a Maryja Jezusa przez pos?ów, aby przyby? na t? uroczysto?? weseln?. Powód do tego by? taki. Krewni i znajomi ?w. Rodziny, jak zwykle ludzie, mówili nieraz mi?dzy sob?, ?e Maryja, matka Jezusa, jest opuszczon? wdow?, ?e Jezus chodzi z miejsca na miejsce, a nie troszczy si? o Ni? i o Swoj? rodzin?. Dlatego te? postanowi? Jezus przyby? z przyjació?mi na gody i uczci? Sw? matk?. Uwa?a? te gody za Sw? w?asn? spraw? i wzi?? nawet na Siebie cz??? ca?ej uroczysto?ci; z tego te? powodu Maryja tam tak wcze?nie przyby?a i wszystko pomaga?a urz?dza?. Jezus przyj?? na Siebie dostarczenie wszelkiego wina na gody, i dlatego to Maryja przede wszystkim Jezusa zawiadomi?a, gdy wina zabrak?o. Poleci? Jezus uda? si? do Kany tak?e ?azarzowi i Marcie, którzy Maryi w Jej zaj?ciach pomagali. ?azarz ponosi? cz??? kosztów, które Jezus przyj?? na Siebie, co by?o tylko Jezusowi i Maryi wiadomym. Jezus mia? do ?azarza wielkie, zaufanie; przyjmowa? ch?tnie wszystko od niego, a ten?e by? szcz??liwy, kiedy Jezusowi móg?, co ofiarowa?. Do ko?ca ?ycia by? ?azarz niejako skarbnikiem gminy Jezusowej. Ojciec oblubienicy podejmowa? ?azarza, jako znakomitego pana, podczas ca?ej uroczysto?ci z wielkim szacunkiem i o ile móg? osobi?cie mu us?ugiwa?. ?azarz by? ugrzeczniony, powa?ny, spokojny i uprzejmy, jednak nie narzucaj?cy si?. Mówi? ma?o, a wpatrywa? si? ci?gle z serdeczno?ci? w Jezusa. Oprócz wina przyj?? Jezus na Siebie dostarczenie cz??ci potraw i to


252

najwyborniejszych, tudzie? owoców, ptactwa i jarzyn. O to wszystko si? te? postarano. Weronika przynios?a z Jerozolimy kosz ?licznych kwiatów i jakie? osobliwe cukierki. — Jezus by? jakby panem godów. Kierowa? wszystkimi rozrywkami, dodaj?c do nich nauki. U?o?y? ca?y porz?dek zachowania si? podczas godów i dozwoli? wszystkim bawi? si? w tych dniach stosownie do przyj?tego zwyczaju, lecz i z zabaw poleca? wyci?ga? po?ytek dla duszy. Mi?dzy innymi postanowi?, i? dwa razy na dzie? b?d? wychodzi? na wolne powietrze, aby tam si? zabawia?. Potem widzia?am wszystkich go?ci weselnych, osobno m??czyzn i kobiety, zaj?tych rozmow? i zabaw? w ogrodzie. M??czy?ni le?eli wko?o na ziemi i zabawiali si? gr?, polegaj?c?, na tym, ?e rzucano do siebie pod?ug pewnych regu? owoce, staraj?c si? je wp?dzi? do oznaczonych do?ków i kó?ek, a inni przeszkadzali temu. Jezus bra? tak?e udzia? w tej grze z w?a?ciw? Sobie uprzejmo?ci? i powag?. Cz?sto z u?miechem wymawia? jakie s?owo, wywo?uj?c u wszystkich podziw, lub ciche, wewn?trzne wzruszenie; niektórzy nie rozumieli tego i prosili m?drzejszych o obja?nienie. Jezus podzieli? graj?cych na pojedyncze kó?ka i ustanowi? wygrane, które rozdziela? potem z pi?knymi, nieraz zadziwiaj?co trafnymi uwagami. M?odzie? biega?a po trawniku, skacz?c przez girlandy z li?ci i owoców. Kobiety siedzia?y osobno, zabawiaj?c si? t? sam? gr?, co i m??czy?ni. Oblubienica siedzia?a zawsze mi?dzy Maryj? Pann? a ciotk? oblubie?ca. Zabawiano si? tak?e ta?cami. Dzieci gra?y i ?piewa?y naprzemian. Ta?czono w rz?dach, lub tworzono ko?a; ta?cz?cy mieli w r?kach chusteczki, którymi m??czy?ni dotykali dziewic i na odwrót. Sam? r?k? nie dotykali si? nigdy. U nowo?e?ców by?y chustki te czarne, u innych ?ó?te. Najpierw ta?czyli nowo?e?cy sami, a potem dopiero wszyscy razem. Dziewice mia?y na twarzy zas?on?, z boku nieco uchylon?. Suknie by?y z ty?u do?? d?ugie, z przodu podpasane nieco sznurami. Ta?cz?c nie podskakiwano jak u nas, lecz raczej zakre?lano chodem rozmaite linie, poruszaj?c przy tym r?kami, g?ow? i cia?em, stosownie do taktu muzyki. Przypomina?o mi to chwianie si? faryzeuszów podczas modlitwy; lecz wszystko wygl?da?o wdzi?czniej i powa?niej. Z pó?niejszych aposto?ów nie ta?czy? ?aden: za to ta?czyli Natanael Chasyd, Obed, Jonatan i inni uczniowie. Tancerkami by?y tylko dziewice. Wszystko odbywa?o si? w najwi?kszym porz?dku, ze spokojem, lecz i z weso?o?ci?. W tych dniach rozmawia? Jezus wiele na osobno?ci z uczniami, którzy mieli pó?niej zosta? aposto?ami; inni uczniowie nie byli przy tym. Jezus urz?dza? tak?e dalsze wycieczki z uczniami i go??mi po okolicy i naucza? cz?sto, a pó?niejsi aposto?owie t?umaczyli drugim s?yszane s?owa. Te wycieczki go?ci s?u?y?y do tego, aby tymczasem mo?na by?o bez przeszkody odda? si? przygotowaniom do uczty. Niektórzy z uczniów, a czasem i Jezus, pozostawali w domu, by by? obecnymi przygotowaniom i niejedno jeszcze zarz?dzi?. Wielu z nich zajmowa?o si? u?o?eniem pochodu weselnego. Jezus chcia? podczas tej uroczysto?ci wszystkim krewnym i przyjacio?om, a równie? i tym, których dotychczas wybra?, da? sposobno??, by mogli przy tej uroczysto?ci nawzajem, jako te? z krewnymi Jezusa i znajomymi bli?ej si? pozna?. W synagodze, gdzie zgromadzili si? go?cie, naucza? Jezus tak?e o przyjemno?ci dozwolonej rozrywki, i o jej znaczeniu, o granicach i powadze, jakie trzeba przy tym zachowa?, o po?ytku, jaki nale?y z zabawy wyci?gn??; mówi? tak?e o ma??e?stwie, o obowi?zkach m??a i ?ony, o pow?ci?gliwo?ci, sk?onno?ci i o ma??e?stwie duchownym. Przy ko?cu nauki stan??a m?oda para przed Jezusem, któr? poucza? ka?dego z osobna.


253

Za?lubiny. Gra kobiet. Gra losowa m??czyzn

?lub odby? si? dnia trzeciego po przybyciu Jezusa, oko?o godziny dziewi?tej rano. Pann? m?od? ubiera?y dru?ki; ubiór jej by? podobny do szat jakie mia?a Matka Bo?a przy ?lubie, tylko tu by?a korona bogaciej ozdobiona. W?osy mia?a plecione w grubsze warkocze, a nie w pojedyncze pasma. Gdy ju? oblubienic? ubrano, przedstawiono j? Naj?wi?tszej Pannie i innym niewiastom. Z synagogi przys?ano po oblubie?ca i oblubienic?, poczym odby? si? pochód do synagogi. Sze?ciu ch?opców i sze?? ma?ych dziewczynek nios?o wie?ce, za nimi sz?o sze?cioro starszych ch?opców i dziewcz?t z piszcza?kami i innymi instrumentami. Na plecach przypi?t? mieli jak?? sztywn? materi? na kszta?t skrzyde?. Oprócz tego towarzyszy?o oblubienicy 12 dziewic, jako dru?ki, za? oblubie?cowi 12 m?odzie?ców. Mi?dzy ostatnimi by? Obed, syn Weroniki, krewni Józefa z Arymatei, Natanael Chasyd i kilku uczniów Jana, nie by?o jednak ?adnego z pó?niejszych aposto?ów. ?lub dawali kap?ani przed synagog?. Obr?czki ?lubne otrzyma? oblubieniec w darze od Maryi, a Jezus je pob?ogos?awi?. Na ?lubie zauwa?y?am osobliw? scen?, na co nie zwraca?am uwagi przy za?lubinach Józefa i Maryi — mianowicie, ?e kap?an uk?u? jakim? ostrym narz?dziem oblubie?ca i oblubienic? w przedostatni palec w tym miejscu, na którym miano nosi? pier?cionki. Dwie krople krwi oblubie?ca, a jedn? kropl? oblubienicy wpu?ci? do kielicha z winem, z którego potem oboje m?odzi wspólnie pili. Nast?pnie rozdzielono mi?dzy zebranych ubogich rozmaite cz??ci odzie?y i inne podarunki. Powracaj?cych do domu nowo?e?ców przyj?? Jezus. Przed uczt? zebrali si? znowu wszyscy w ogrodzie. Niewiasty i dziewice siedzia?y w sza?asie na matach i zabawia?y si? gr? w owoce; mia?y na przemian na kolanach trójk?tn? tabliczk?, zapisan? na brzegu jakimi? g?oskami. Palcem obraca?y wskazówk?, umieszczon? na tabliczce, i stosownie do tego, na którym miejscu wskazówka stan??a, otrzymywa?y pewn? wygran?. Dla m??czyzn widzia?am ?liczn? gr?, urz?dzon? przez Jezusa. W ?rodku domu, w którym si? ta uroczysto?? odbywa?a, sta? okr?g?y stó?, a na nim, stosownie do liczby graj?cych, tyle? porcji kwiatów, zió? i owoców. Owoce te u?o?y? ju? przedtem Jezus sam, a ka?de z nich mia?o swoje znaczenie. Nad sto?em umieszczona by?a okr?g?a ruchoma tarcza z otworem na boku. Graj?cy obraca? tarcz?, a nad któr? porcj? zatrzyma? si? otwór tarczy, t? porcj? te? graj?cy otrzymywa?. Na ?rodku sto?u sta?a ga??zka winnej latoro?li z winogronami, w?o?ona w p?k k?osów pszennych; im d?u?ej obracano stó?, tym wy?ej podnosi?a si? ga??zka winogronu wraz k?osami. ?azarz i pó?niejsi aposto?owie nie brali w grze udzia?u, i otrzyma?am te? obja?nienie, dlaczego. Ci, którzy otrzymali powo?anie do nauczania, lub m?drzejszymi byli od innych, mieli tylko przypatrywa? si? grze, wtr?ca? od czasu do czasu pouczaj?ce uwagi, i tak ??czy? powag? i nauczanie z weso?o?ci?. Gra ta, urz?dzona przez Jezusa, nie by?a czym? przypadkowym, lecz mia?a swoje cudowne znaczenie; los, który przypada? ka?demu wygrywaj?cemu, mia? ?cis?y zwi?zek z jego przymiotami, b??dami, lub cnotami. Jezus t?umaczy? to ka?demu, który odbiera? wygrane owoce. Ka?dy los by? niejako przypowie?ci? o wygrywaj?cym; czu?am zarazem, ?e ka?dy z nich wraz z owocami otrzymywa? od Jezusa jakie? dary duchowne. S?owa Jezusa wzrusza?y ka?dego, do którego by?y zwrócone, a to samo czyni?o mo?e i spo?ywanie wygranych owoców. Znaczenie ka?dego owocu poniek?d urzeczywistnia?o si? w nich przez spo?ycie; lecz dla innych, których to nie dotyczy?o, by?y s?owa Jezusa niezrozumia?e. Widzieli w nich


254

tylko jaki? weso?y, pe?en znaczenia dowcip. Ka?dy, do kogo Jezus mówi?, czu? na sobie wzrok Jego, przenikaj?cy a? do wn?trza. Dzia?o si? to podobnie, jak przy g?owach Jezusa do Natanaela o widzeniu go pod fig?; wtenczas tak?e jego tylko przenikn??y g??boko s?owa Jezusa, a dla innych pozosta?y tajemnic?. Przypominam sobie jeszcze, ?e mi?dzy innymi zio?ami tak?e rezeda si? znajdowa?a. Gdy Natanael Chasyd wylosowa? sw? wygran?, rzek? Jezus do niego: „Widzisz teraz, i? mia?em s?uszno??, mówi?c, ?e jeste? prawdziwym Izraelit? bez cienia fa?szu." Jeden los podzia?a? szczególnie zadziwiaj?co. Oblubieniec Natanael wygra? osobliwy jaki? owoc. By?y to w?a?ciwie dwa owoce na jednej ?ody?ce; jeden podobny by? do figi, drugi wi?cej do karbowanego jab?ka i by? z wierzchu czerwonawy, w ?rodku bia?y w czerwone pr??ki; widzia?am takie owoce w raju. Wszyscy zdziwili si? nadzwyczajnie, gdy oblubieniec wygra? ten owoc, a Jezus powiedzia? mu kilka s?ów o czysto?ci w ma??e?stwie i o stokrotnym owocu tej?e. Wypowiedziane to by?o w ten sposób, ?e nie obra?a?o poj?? ?ydowskich o ma??e?stwie, a jednak niektórzy uczniowie, jak np. Jakób M?odszy, którzy byli Esse?czykami, zrozumieli w?a?ciwe znaczenie tych s?ów. Obecni dziwili si? wi?cej temu losowi, ni? innym, a Jezus wyrzek? te mniej wi?cej s?owa: „Losy te, a w?a?ciwie owoce mog? kiedy? wi?kszy plon wyda?, ni? dziwne ich znaczenie mo?e zapowiada?." Oblubieniec wyci?gn?? ten los dla siebie i dla swej oblubienicy, to te? oboje skosztowali go nieco. Po zjedzeniu go zasz?a w oblubie?cu dziwna zmiana; uczu? si? dziwnie wzruszony, zblad? i wyszed? z niego jaki? czarniawy cie?. Teraz wyda? mi si? czystszym, ja?niejszym i prawie przezroczystym w porównaniu z poprzednim wygl?dem. Równie? oblubienica, która siedzia?a mi?dzy niewiastami, zdawa?o mi si?, jakoby po zjedzeniu omdla?a nagle i wyszed? z niej równie? czarniawy cie?. Owoc ten mia? ?cis?y zwi?zek z zachowaniem czysto?ci. Do pojedynczych losów przywi?zane by?y tak?e pewne warunki. Przypominam sobie, ?e nowo?e?cy po wyci?gni?ciu owocu byli zobowi?zani przynie?? jaki? przedmiot z synagogi i odmówi? pewne modlitwy. Natanael Chasyd wylosowa? p?k szczawiu. U niektórych uczniów, którzy, wylosowawszy owoce, jedli je, obudzi?y si? równie? w?a?ciwe im nami?tno?ci, i po krótkiej walce wewn?trznej wychodzi?y z nich; czasem znowu uzyskali uczniowie tylko wzmocnienie do walki. — Jest jaka? nadnaturalna tajemnica we wszystkich owocach i zio?ach, która po upadku cz?owieka, a z nim przyrody, sta?a si? tajemnic? naturaln?; z jej pierwotnej tre?ci pozosta?o tylko s?abe poj?cie w okre?laniu znaczenia, kszta?tu, smaku i dzia?ania tych rzeczy. Tylko w widzeniach i na sto?ach niebia?skich pojawiaj? si? owoce w swym w?a?ciwym znaczeniu przed upadkiem; lecz i wtenczas poj?cie to nie jest zupe?nie jasne; wszystko pomiesza? nasz rozum i zwyczajny tryb ?ycia. Gdy oblubienica omdla?a, zdj?to z niej zbytecznie, obci??aj?ce j? cz??ci stroju, jak równie? pier?cienie z palców. Mi?dzy innymi zdj?to z palca ?rodkowego z?ot? lejkowat? blaszk?, zasadzon? na kszta?t naparstka, jak równie? ?a?cuszki i sprz?czki, spinaj?ce sukni? na ramionach i piersiach. Z klejnotów pozostawiono jej tylko pier?cie? ?lubny na palcu lewej r?ki i ?ó?t? ozdob? zawieszon? na szyi, a podobn? do napi?tego ?uku. Powierzchnia ?uku mi?dzy ci?ciw? a grzbietem wy?o?ona by?a brunatn? mas?, podobnie jak pier?cionki ?lubne Józefa i Maryi, a na niej wyci?ni?ta, by?a jaka? le??ca posta?, ogl?daj?ca trzymany w r?ku p?czek jakiego? kwiatu. Po zabawach w ogrodzie udano si? na uczt?. Pocz?wszy od ogniska podzielona by?a sala godowa na trzy cz??ci o tyle niskimi przegrodami, ?e go?cie, le??cy przy sto?ach, mogli si? wzajemnie widzie?; w ka?dej cz??ci sta? d?ugi, w?ski stó?. Jezus le?a? w samym ?rodku na przednim miejscu przy stole, z


255

nogami zawróconymi ku ozdobionemu ognisku. Przy tym?e stole siedzia? Izrael, ojciec oblubienicy, krewni Jezusa i oblubienicy i ?azarz. Przy bocznych sto?ach siedzieli inni go?cie weselni i uczniowie. Niewiasty siedzia?y w cz??ci sali za ogniskiem, mog?y jednak s?ysze? wszystkie s?owa Pana. Przy stole us?ugiwa? oblubieniec i kilku s?u??cych, mimo, i? by? wyznaczony osobny prze?o?ony wesela, przybrany w fartuch. Niewiastom us?ugiwa?a oblubienica z kilku niewiastami. Po chwili wniesiono potrawy, a przed Jezusem postawiono upieczonego baranka z nogami zwi?zanymi na krzy?. Oblubieniec przyniós? Mu szkatu?k? z no?ami s?u??cymi do rozkrawania; wtedy rzek? mu Jezus po cichu, czy przypomina sobie ow? uczt? dzieci?c? po Wielkanocy, podczas której opowiada? mu przypowie?? o godach weselnych i obieca? by? na jego weselu, W dzisiejszym dniu spe?nia si? to. S?ysz?c te s?owa, spowa?nia? bardzo oblubieniec, gdy? zapomnia? ca?kiem o owym zdarzeniu. Podczas uczty, jak w ogóle przez ca?y czas godów, by? Jezus bardzo weso?y, a nigdy nie zapomina? o nauczaniu; ka?d? czynno?? przy uczcie t?umaczy? wed?ug jej duchowego znaczenia. Mówi? o weso?o?ci i o zabawianiu si? na uroczysto?ciach, wspominaj?c, ?e ?uk nie mo?e by? ci?gle napi?ty, a rola potrzebuje orze?wienia przez deszcz. Szczególnie jednak dziwne rzeczy opowiada? przy rozkrawaniu jagni?cia. Mówi? o oddzieleniu jagni?cia od trzody i o wybraniu go nie na rozkosze, lecz na ?mier?; o pieczeniu go, oznaczaj?cym oddalenie przywar przez ogie? oczyszczenia. Rozkrawaj?c pojedyncze cz?onki baranka, mówi?, ?e tak musz? ci, którzy zechc? pój?? za Barankiem, rozdzieli? si? z najbli?szymi krewnymi. Wreszcie, gdy poda? biesiadnikom pojedyncze kawa?ki jagni?cia, a oni spo?yli je, rzek?: „Tak podzielony i rozebrany b?dzie Baranek przez swoich, na wspólny, ??cz?cy wszystkich pokarm. Tak musi ten, który pójdzie za barankiem zrzec si? swego pokarmu, zniszczy? swe nami?tno?ci, rozdzieli? si? z cz?onkami swej rodziny i sta? si? pokarmem i potraw? po??czenia przez Baranka w Ojcu niebieskim. — Ka?dy z go?ci mia? przed sob? talerz z potraw?, chleb lub ciasta. Jezus po?o?y? tak?e na stó? ciemno brunatn? tabliczk? z ?ó?t? obwódk?, któr? wzajemnie sobie podawano. Czasami bra? do r?ki p?k ziela i dawa? stosowne nauki. Jak ju? wspomnia?am, przyj?? Jezus na Siebie dostarczenie drugiego dania przy uczcie i wina, o co si? te? Naj?wi?tsza Panna i Marta postara?y. Gdy wniesiono potrawy, jak: ptaki, ryby, przysmaki z miodu, owoce i owe cukierki, które Weronika przynios?a z Jerozolimy, wsta? Jezus, nakroi? ka?d? potraw? i znowu si? po?o?y? przy stole. Wina jednak nie by?o, a Jezus, nie zwracaj?c na to uwagi, naucza?. Naj?wi?tsza Panna, która zajmowa?a si? tym wszystkim, widz?c, ?e wina niema, podesz?a ku Jezusowi i przypomnia?a Mu, ?e obieca? o wino si? postara?. Jezus, który w?a?nie naucza? o Ojcu Swoim niebieskim, odrzek?: „Niewiasto, nie troszcz si? o nic, nie zaprz?taj tym g?owy Mnie i Sobie! Jeszcze nie przysz?a godzina Moja." S?owa te nie by?y ?adn? szorstko?ci?, okazan? Naj?wi?tszej Pannie. Rzek? do niej „niewiasto," a nie „matko," gdy? w obecnej chwili mia? jako Syn Bo?y, jako Mesjasz, wykona? wobec uczniów i krewnych tajemnicz? czynno?? i mia? obecnie na oku tylko Sw? moc Bosk?. W chwilach, gdy Jezus dzia?a jako S?owo wcielone, wi?cej znaczy, gdy nazwie kogo tym, czym w?a?ciwie jest, ni? gdyby go obdarzy? jak?? godno?ci?, lub urz?dem. Przez to samo bierze si? niejako udzia? w tej ?wi?tej sprawie. Maryja by?a niewiast?, a zarazem rodzicielk? Tego, któremu obecnie, jako Stworzycielowi, przypomnia?a potrzeb? dostarczenia wina stworzeniom, i to tym stworzeniom, którym On w?a?nie chcia? pokaza?, ?e jest Synem Boga, a nie, ?e jest synem Maryi. Podczas ?mierci krzy?owej rzek? równie? do Maryi, p?acz?cej u Jego stóp, wskazuj?c na Jana: „Niewiasto! oto syn twój!" — Poniewa? Jezus


256

mówi? Jej przedtem, ?e postara si? o wino, to te? Maryja, mówi?c Mu o braku wina, wyst?powa?a tu w roli po?redniczki i or?downiczki. Wino jednak, które Jezus chcia? da?, nie by?o zwyk?ym winem, odnosi?o si? to bowiem do tajemnicy przemienienia wina w krew Jego przenaj?wi?tsz?. S?owa zatem, wyrzeczone do Maryi Panny, oznacza?y, ?e nie przysz?a godzina Jego aby, po pierwsze: da? obiecane wino, po drugie: przemieni? wod? w wino, po trzecie: przemieni? wino w Sw? Krew. Maryja nie troszczy?a si? ju? wi?cej o go?ci weselnych. Polegaj?c na tym, ?e prosi?a Swego Syna, rzek?a do s?ug: „Cokolwiek wam rzecze, czy?cie!" To jest to samo, jak kiedy oblubienica Jezusa — Ko?ció?, modli si? do Niego: „Panie, Twoi synowie nie maj? wina," a Jezus mówi nie „Oblubienico," lecz: „Ko?ciele, nie troszcz si? i b?d? spokojny, bo jeszcze nie przysz?a Moja godzina;" a wtenczas Ko?ció? mówi do kap?anów: „Zwa?ajcie na ka?dy Jego rozkaz i skinienie, gdy? On wam dopomo?e." Maryja rzek?a wi?c do s?ug, aby oczekiwali rozkazów Jezusa i spe?nili je. Po niejakim czasie kaza? im Jezus przynie?? przed Siebie pró?ne st?gwie i postawi? je dnem do góry. By?y trzy wiadra z wody, a trzy z wina; te przynie?li s?udzy do Jezusa, i aby pokaza?, ?e s? pró?ne, trzymali je nad miednic? do góry dnem. Nast?pnie kaza? je Jezus nape?ni? wod?; w tym celu zanie?li je s?udzy do piwnicy, gdzie by?a kamienna studnia zaopatrzona pomp?. St?gwie by?y tak ci??kie, ?e trudno je by?o podnie?? z ziemi, pe?n? st?giew mia?o dwóch ludzi za oba ucha co nie??. Z góry do do?u sz?y rury opatrzone kurkami. Gdy wiadro opró?ni?o si? do pewnej wysoko?ci, otwierano ni?szy kurek i w ten sposób wylewano zawarto??. Przy wylewaniu nie podnoszono naczynia z ziemi, lecz schylano je nieco. Przypomnienie, wyrzeczone przez Maryj?, ?e nie ma wina, wypowiedziane by?o cicho, lecz g?o?na by?a odpowied? Jezusa, jak równie? rozkaz, aby naczynia nape?niono wod?. Nape?nione wod? st?gwie postawili s?udzy przy kredensie; wtedy Jezus, przyst?piwszy, pob?ogos?awi? je, a potem, kiedy znowu przy stole le?a?, rzek?: „Czerpcie z nich i zanie?cie prze?o?onemu wesela!" Ten, skosztowawszy owego wina, rzek? do oblubie?ca, ?e zwykle daje si? na pocz?tku dobre wino, a potem, gdy go?cie s? podchmieleni, gorsze; gdy tymczasem on zachowa? najlepsze na ostatek. Prze?o?ony wesela nie wiedzia? wcale, ?e to Jezus wzi?? na Siebie dostarczenie wina, jak równie? potrawy na drugie danie, gdy? by?o to tylko wiadomym ?w. Rodzinie i rodzinie oblubienicy. Skosztowali wina tak?e oblubieniec i ojciec oblubienicy, dziwi?c si? jego dobroci, podczas gdy s?udzy zapewniali, ?e z wiader czerpali wod? do kubków. Wszyscy to wino pili. Nie czyniono jednak ?adnego gwaru z powodu cudu; panowa?a cisza, bo wszyscy przej?ci byli czci? dla Jezusa, sprawcy cudu. Jezus dawa? te? odpowiednie nauki. Mówi? mi?dzy innymi, ?e ?wiat daje najpierw silne wino, a potem oszukuje gorszym podchmielonych, lecz nie tak dzieje si? w królestwie, które Ojciec niebieski Mu powierzy?; tam czysta woda przemienia si? w wyborne wino, podobnie jak ozi?b?o?? musi si? przemieni? w zapa? i wielk? gorliwo??. Mówi? tak?e o uczcie, która tutaj z wielu obecnymi obchodzi? jako dwunastoletni ch?opiec po powrocie ze ?wi?tyni; wtenczas opowiada? o chlebie i winie, mówi? przypowie?? o godach weselnych, na których woda ozi?b?o?ci przemieni si? w wino natchnienia, a teraz spe?ni?o si? to wszystko. Potem rzek? im: „Do?yjecie jeszcze wi?kszych cudów. Kilka ?wi?t wielkanocnych b?d? z wami obchodzi?, a przy ostatnich przemieni si? wino w Krew, a chleb w Cia?o, i pozostan? z wami na pocieszenie i wzmocnienie a? do ko?ca. Po owej uczcie ujrzycie spe?nienie na Mnie rzeczy, których by?cie nie zrozumieli teraz, cho?bym je wam powiedzia?." Wszystko to mówi? Jezus nie wprost, lecz w przypowie?ciach, których ju? nie pami?tam, lecz wiem, ?e takie by?o ich znaczenie. Wszyscy s?uchali Jego s?ów z


257

l?kiem i podziwem. Nie tylko cud sam, lecz tak?e wino, które pili, podobnie jak przedtem owoce, przemienia?o ich wewn?trznie i wzmacnia?o na duchu. Uczniowie, krewni, s?owem wszyscy wspó?biesiadnicy, byli teraz przekonani o Jego mocy, godno?ci i pos?annictwie; wszyscy, którzy pili wino, zarówno uwierzyli w Niego i stali si? przez to lepszymi i szlachetniejszymi. Tak wi?c by? Jezus pierwszy raz po?ród Swoich wiernych i pierwszy to znak uczyni? w nich i dla nich dla umocnienia ich wiary, i dlatego te? nazywa si? to pierwszym Jego cudem; ostatnia wieczerza za? ostatnim, spe?nionym wtenczas, gdy ju? utrwalona by?a w nich wiara. Przy ko?cu uczty przyszed? do Jezusa oblubieniec i o?wiadczy? Mu z pokor? na osobno?ci, ?e czuje jak wymar?a w nim wszelka nami?tno?? i ?e ch?tnie b?dzie ?y? z ?on? w czysto?ci, je?li tylko ona na to si? zgodzi; gdy pó?niej to samo wyzna?a Jezusowi oblubienica, zawo?a? Ten?e ich oboje i da? im odpowiedni? nauk? o mi?ej Bogu czysto?ci w ma??e?stwie i o stokrotnych, owocach ducha. Mówi? im, ?e wielu proroków i ?wi?tych ludzi ?y?o w czysto?ci, ofiarowawszy swe cia?o Ojcu niebieskiemu; za to nawrócili wiele ludzi ku dobremu, i pozyskali przez to potomstwo duchowe, a ci ich potomkowie stali si? pó?niej wielkimi i odznaczyli si? ?wi?to?ci?. Nowo?e?cy uczynili natychmiast przed Jezusem ?lub, ?e przez trzy lata b?d? ?y? ze sob? jak brat z siostr?; ukl?kn?wszy przed Jezusem, przyj?li z uszanowaniem Jego b?ogos?awie?stwo. Wieczorem czwartego dnia godów odprowadzono w uroczystym pochodzie nowo?e?ców do ich nowego mieszkania. Na przedzie niesiono ?wiecznik z p?on?cymi ?wiecami, u?o?onymi w kszta?cie litery. Dalej nios?y dzieci na szarfach dwie korony z kwiatów, jedn? otwart?, a drug? zamkni?t?, i przed domem nowo?e?ców rozerwa?y je, a kwiaty rozsypa?y przed domem. Jezus wst?pi? do domu i drugi raz pob?ogos?awi? nowo?e?ców. Byli przy tym i kap?ani; ci jednakowo? od czasu spe?nienia cudu przez Jezusa spokornieli bardzo i pozwalali Mu czyni? wszystko wed?ug upodobania. W szabat naucza? Jezus dwa razy w synagodze w Kanie. Mówi? o godach weselnych, o pos?annictwie i pobo?no?ci m?odej pary. Gdy wychodzi? z synagogi, padli przed Nim ludzie na kolana, prosz?c Go o pomoc dla chorych. Dokona? tu Jezus dwóch cudownych uzdrowie?. Pewien cz?owiek spad? z wysokiej wie?y; zabi? si? na miejscu, i mia? wszystkie cz?onki po?amane. Jezus przyst?pi? do niego, posk?ada? pogruchotane cz??ci cia?a, dotkn?? si? ich i rozkaza? umar?emu wsta? i uda? si? do domu, co te? ten rzeczywi?cie uczyni?, podzi?kowawszy przedtem gor?co Jezusowi za przywrócenie mu ?ycia; cz?owiek ten by? ?onaty i mia? kilkoro dzieci. Równie? uzdrowi? Jezus ob??kanego, który dla bezpiecze?stwa by? przywi?zany do s?upa kamiennego. Uzdrowi? tak?e kilku chorych na wodn? puchlin? i grzeszn? niewiast?, cierpi?c? na up?yw krwi. Ogó?em uzdrowi? tu siedmioro ludzi. Ludzie nie ?mieli podczas uroczysto?ci przyj?? do Jezusa, kiedy jednak rozesz?a si? pog?oska, ?e po szabacie zaraz odejdzie, nie dali si? niczym powstrzyma?. Cudowne te uzdrowienia dzia?y si? w obecno?ci kap?anów, którzy po cudzie na godach w niczym Mu nie przeszkadzali i dozwalali czyni?, co Mu si? podoba; uczniów przy tym nie by?o.

Jezus w Kafarnaum i nad jeziorem Genezaret

Po szabacie odszed? Jezus w nocy z uczniami do Kafarnaum. Cz??? drogi odprowadzi? Go oblubieniec, ojciec jego i wielu innych. Z pozosta?ych potraw, przyrz?dzonych na gody, otrzymali tak?e do?? wiele ubodzy, gdy? nic dwa razy na stó? nie podawano, lecz zaraz rozdzielano je ubogim. Przed szabatem nagotowano wszystkiego ju? naprzód na dwa dni postne, które


258

po szabacie mia?y nast?pi?. Potem ognie wszystkie zagaszono, a okna zbyteczne pozamykano. Zamo?ni mieli ogniska tak urz?dzone, ?e potrawy mo?na by?o przechowywa? przez ca?y czas ?wi?t, w miejscu, urz?dzonym pod gor?cym popio?em. Post ten przeby? Jezus w Kafarnaum, gdzie naucza? w synagodze. Dwa razy na dzie? przynoszono Mu chorych, a On uzdrawia? ich. Ci uczniowie, którzy pochodzili z Betsaidy, poszli tam i po cz??ci wrócili zaraz na powrót. Jezus naucza? tak?e w okolicy; czas wolny przep?dzi? u Maryi, Matki Swej. Andrzeja, Saturnina, Arama, Temeniego i Eustachego wys?a? Jezus nad Jordan na opuszczone przez Jana miejsce chrztu, ko?o Jerycho, gdzie teraz mieli chrzci?. Sam odprowadzi? ich kawa?ek i poszed? do Betanii, gdzie uzdrawia? i naucza?; potem wróci? si?, i po siedmiu, lub o?miu godzinach drogi, w kierunku pó?nocno zachodnim od Kafarnaum, przyby? w pobli?e Hanaton, gdzie si? znajduje góra do nauczania. Na wierzch idzie si? blisko godzin?, po ?agodnie wznosz?cym si? stoku, na górze za? urz?dzone jest miejsce do nauczania. W ?rodku stoi rodzaj katedry nauczycielskiej wykonanej z kamienia; doko?a s? s?upy, a na nich rozpina si? dach p?ócienny, chroni?cy od upa?ów i deszczów. Pod dachem tym mo?e si? bardzo wiele ludzi pomie?ci?. Po nauce znosi si? namiot na dó?. Obok g?ównego szczytu s? trzy inne, mi?dzy nimi góra b?ogos?awie?stw. Z miejsca, na którym Jezus naucza, roztacza si? daleko i szeroko przepyszny widok. U do?u szumi? ba?wany Morza Galilejskiego, a za nim hen w dali widniej? mury Nazaret. W niektórych miejscach jest góra ta uprawna i pokryta bujn? ro?linno?ci?, lecz szczyt, gdzie Jezus naucza, jest pusty i otoczony zwaliskami jakiego? muru, z czego mo?na jeszcze rozró?ni? resztki baszt. Wko?o góry le?? miejscowo?ci: Hanaton, Betanat i Najel, czyni?ce wra?enie, jak gdyby kiedy? w dawnych czasach by?y z??czone w jedno wielkie miasto. Jezus mia? przy Sobie trzech uczniów; syna ciotki oblubie?ca z Kany, syna innej jakiej? wdowy i przyrodniego brata Piotrowego, Jonatana. Ci zwo?ali ludzi na gór?. Jezus naucza? o odmienno?ci ducha pojedynczych ludzi, rodzin i miejscowo?ci, i o Duchu, którego przyj?li na chrzcie, a w którym przez pokut?, zadosy?uczynienie i przeb?aganie, zjednoczyli si? z Ojcem niebieskim. Obja?nia? im tak?e, w jaki sposób mog? pozna?, czy i o ile, przyj?li Ducha ?w. na chrzcie. Naucza? o modlitwie i poszczególnych pro?bach i dziwi?o mnie to, ?e nie wspomniawszy wcale o „Ojczenaszu," ju? obja?nia? pojedyncze pro?by tej modlitwy. Nauka trwa?a od po?udnia do wieczora, poczym Jezus zeszed? do Betanat i tam przenocowa?. Poprzedni? noc, sp?dzi? Jezus w Hanaton. Nast?pnego dnia wyruszy? Jezus z Betanat ku jezioru. W Betanat przy??czy?o si? do Niego jeszcze pi?ciu uczniów Jana; pochodzili oni z nad Morza ?ródziemnego, z okolicy na pó?noc od Afeki, miasta rodzinnego ?w. Tomasza. D?ugi czas byli uczniami Jana, a teraz przy??czyli si? do Jezusa. Oko?o po?udnia stan?? Jezus z uczniami na pagórku, po?o?onym o pó? godziny drogi od jeziora mi?dzy dop?ywem Jordanu a Betsaid?. Wida? st?d by?o doskonale jezioro, a na nim ?odzie Piotra, Jana i Jakuba. Piotr mia? wielk? ?ód?, na której wios?owali najemnicy, sam za? sterowa? malutk? ?ódk?. Jan i Jakub wraz z ojcem, mieli tak?e wielk? ?ód? i kilka mniejszych. Widzia?am równie? ma?? ?ódk? Andrzeja, znajduj?c? si? obok ?odzi Zebedeusza; on sam za? by? obecnie nad Jordanem. Uczniowie, b?d?cy przy Jezusie, ujrzawszy przyjació? na jeziorze, chcieli zej?? na dó? i zawo?a? ich; Jezus jednak kaza? im pozosta? na miejscu. Wtedy spytali Jezusa: Jak mog? ci m??owie tak oboj?tnie je?dzi? po jeziorze i ?owi? ryby, kiedy widzieli Twoje czyny i s?yszeli Twoj? nauk??" Na to rzek? im Jezus: „Nie powo?a?em ich jeszcze; prowadz? rzemios?o na wielk? skal?, szczególnie Piotr, i daj? utrzymanie wielu ludziom. Powiedzia?em im, co maj? czyni?, dopóki ich nie powo?am. Do tego czasu mam jeszcze wiele do czynienia, a


259

prócz tego musz? by? na ?wi?ta Wielkanocne w Jerozolimie." Na zachodnim stoku pagórka sta?o oko?o 26 domostw, nale??cych przewa?nie do rybaków i rolników. Gdy Jezus schodzi? tam, pojawi? si? jaki? op?tany, i biegn?c za Nim, wo?a?: „Oto ju? idzie! Nadchodzi prorok przed którym musimy ucieka?!" Po chwili pojawi?o si? ich wi?cej, a wszyscy krzyczeli i szaleli; dozorcy op?tanych szli tak?e za Jezusem. Jezus rozkaza? im uspokoi? si? i pój?? za Nim, a zaprowadziwszy ich na pagórek, naucza?. ??cznie z op?tanymi zgromadzi?o si? mniej wi?cej sto ludzi oko?o Niego. Jezus naucza? o z?ych duchach, o sposobie walczenia z nimi i o poprawie ?ycia. Op?tani, uwolnieni teraz od z?ego ducha, uspokoili si?, dzi?kuj?c ze ?zami w oczach Jezusowi i zapewniali, ?e nie wiedz?, co si? z nimi przed tym dzia?o. Nieszcz??liwych tych, pomi?dzy którymi byli niektórzy jeden z drugim powi?zani, przywiedziono tu z ró?nych stron, gdy? rozesz?a si? wie?? mi?dzy lud?mi, ?e przyjdzie tu prorok, równy znaczeniem i ?wi?to?ci? Moj?eszowi. Byliby Go jednak nie spostrzegli, gdyby nie to, ?e jeden z op?tanych wyrwa? si? i pobieg? z krzykiem za Jezusem. St?d uda? si? Jezus do Matki Swej drog?, prowadz?c? mi?dzy Kafarnaum a Betsaid?. Pierwsze z nich le?a?o niedaleko od tego wzgórka na pó?noc. Pod wieczór, gdy ju? szabat zapad?, uczy? Jezus w synagodze tego miasta. Mieszka?cy tutejsi obchodzili nadzwyczajne ?wi?to na pami?tk? Tobiasza, który przebywa? w tej okolicy, i zdzia?a? wiele dobrego. Zostawi? on tu tak?e fundusze na utrzymanie szkó? i synagog tamtejszych. Jezus uczy? o wdzi?czno?ci. Po sko?czonym szabacie uda? si? Jezus znowu do Swej Matki, przebywaj?c z Ni? na rozmowie do pó?nej nocy. Mówi? o przysz?ym Swym apostolskim ?yciu, nadmieniaj?c ?e teraz idzie nad Jordan, ko?o Wielkanocy pójdzie do Jeruzalem, nast?pnie powo?a Aposto?ów i wyst?pi publicznie; wspomina? o prze?ladowaniu, jakie Go czeka w Nazarecie, o przysz?ym Swym zawodzie, i w jaki sposób wezm? w nim udzia? Matka Jego i inne niewiasty. W domu Maryi znajdowa?a si? wówczas podesz?a ju? w latach niewiasta; by?a to owa uboga wdowa, jej krewna, któr? Anna do groty ??obkowej dla pos?ugi Maryi przys?a?a. By?a ju? tak star?, ?e wi?cej Maryja jej s?u?y?a, ni? ona Maryi. Jezus szed? teraz w towarzystwie o?miu uczniów nad Jordan do miejsca chrztu. O ?wicie wyruszyli w drog? i udali si? ku wschodniej stronie jeziora i przebyli znów pagórek, sk?d poprzednio widzieli ?odzie Aposto?ów. Jordan, p?yn?cy tu g??bokim korytem, przeszli stromym, w?skim mostem w miejscu, o pó? godziny oddalonym od jego wp?ywu do jeziora. Po drugiej stronie owego przej?cia, niedaleko jeziora, le?y ma?a miejscowo?? rybacka, otoczona spor? liczb? rozci?gni?tych sieci, zwana Ma?e Chorazin. O godzin? drogi na pó?noc od jeziora le?y Betsaida Julias. Wielkie Chorazin po?o?ona jest kilka godzin drogi od jeziora na wschód. Tu przebywa? celnik Mateusz. Jezus przechodzi? wschodnim wybrze?em jeziora i zatrzyma? si? na noc w Hippos. Nast?pnego dnia, id?c ko?o miasta Gadara, uzdrowi? po drodze cz?owieka przez czarta op?tanego, prowadzonego za nim powrozami skr?powanego, a który mimo to wyrywa? si? i krzycza? przera?liwie: „Jezusie! synu Dawidów, Jezusie, dok?d zmierzasz, chcesz nas wyp?dzi?!" Wtedy Jezus, stan?wszy, nakaza? szatanowi milczenie, nast?pnie rozkaza? mu ust?pi? z owego cz?owieka, wskazuj?c, gdzie ma wst?pi?. W kilka godzin przyszed? Jezus z Gadary nad Jordan, przeprawi? si? przeze?, a zostawiaj?c po lewej r?ce Scytopolis, uda? si? w kierunku zachodnio po?udniowym. Id?c przez gór? Hermon, przyby? do miasta Jezrael, po którego zachodniej stronie rozci?ga si? dolina Ezdrelon. Przed synagog? uzdrowi? tu wiele ludzi; zabawi? jednak w Jezrael zaledwie kilka godzin, tak i? Magdalena, która na


260

pro?b? Marty spieszy?a z ni? w to miejsce, aby zobaczy? Jezusa, po przybyciu, ju? Go tu nie zasta?a. O cudach Jego dowiedzia?a si? tylko od uzdrowionych. Rozesz?y si? wi?c obydwie siostry, a Magdalena wróci?a do Magdalum. Widzia?am potem Jezusa w miejscowo?ci Hay, po?o?onej niedaleko od Betel, a od miejsca chrztu o 9 godzin drogi odleg?ej. Miejscowo?? ta uleg?a w dawnych czasach zniszczeniu, pó?niej zosta?a znowu w mniejszych rozmiarach odbudowana, i le?a?a na ustroniu. Tu Jezus tak?e uzdrawia? i uczy?. Mi?dzy Faryzeuszami tamtejszymi znajdowali si? niektórzy, którzy byli obecni nauce Jezusa dwunastoletniego „w ?wi?tyni Jerozolimskiej." Ci rozmawiali teraz o tym, pos?dzaj?c Go o ob?ud?, i? wówczas w jednej synagodze uczonych dyskutowa? z uczniami, a nast?pnie nauczycielom zadawa? pytania, jakby ??da? od nich pomocy i odpowiedzi na zdania przeciwników, pytaj?c ich: „co my?licie o tym, powiedzcie nam! Kiedy przyjdzie Mesjasz?" W ten sposób wydobywa? z nich zdania o wszystkim, a potem narzuca? Swoje jako lepsze. Dlatego pytali si? Go teraz, czy nie jest przypadkiem tym samym, który niegdy? jako 12letni w ?wi?tyni naucza?.

Jezus nakazuje chrzci? w Jordanie

Z Hay pod??y? Jezus do miejsca nad Jordanem, gdzie Jan przedtem chrzci?, 8 godzin od Jerycha oddalonego. Andrzej i wielu uczniów wysz?o Mu naprzeciw blisko godzin? drogi. Prócz tych znajdowa?o si? w owym miejscu kilku uczniów Jana i kilku z Nazaretu. Niektórzy z nich udali si? do ma?ej miejscowo?ci Ono, godzin? drogi st?d odleg?ej, zapowiadaj?c, ?e Jezus tu b?dzie ?wi?ci? szabat i uzdrawia? chorych. Powiedzieli im równie?, ?e dzie?o, któremu Jan da? podwalin?, Jezus prowadzi dalej, wyra?niej i lepiej je wyko?czaj?c. Przed miejscowo?ci? On, posiada? Jezus w?asn? gospod?, pó? godziny drogi odleg??, od miejsca chrztu. Kupi? j? dla Jezusa ?azarz, osadzaj?c w niej cz?owieka, który przygotowywa? posi?ek; potrawy spo?ywa? Jezus jednak zwykle zimne. Gospoda ta by?a dla? miejscem odpoczynku, ile razy przebywa? w tej okolicy; st?d te? udawa? si? w ró?ne miejscowo?ci okolicy, by naucza? i chrzci?. Gdy przyby? na szabat do Ono, naucza? w synagodze i leczy? chorych, których mu przynoszono, mi?dzy tymi uzdrowi? wyniszczon? i maj?c? krwotok kobiet?. W ostatnich czasach przychodzi? cz?sto do Jana Herod, którym on zawsze gardzi?, jako cudzo?o?nikiem. Herod przyznawa? w duszy Janowi s?uszno??, lecz ?ona pa?a?a przeciw niemu gniewem. Odt?d Jan naucza? zawsze o Jezusie, nie chrzci? ju? nikogo, lecz odsy?a? wszystkich za Jordan do chrztu Jezusa, i jego Królestwa, wskazuj?c, gdzie Go szuka? nale?y, mianowicie nie mi?dzy bogatymi, lecz mi?dzy maluczkimi i ubogimi. W czasie upa?u rozpinano nad g?ow? Jego opon? w kszta?cie namiotu. Chrzest ten nazywa? omyciem, chrzest Jana chrztem pokuty; wspomina? tak?e o przesz?ym chrzcie z ognia i Ducha ?w. Drzewa i krzewy, zasadzone przez Jana na wyspie, na której Jezus si? da? chrzci?, pi?knie si? ga??ziami ze sob? splot?y, tworz?c jakby altan?; ponad ni? wyrasta?o drzewo, zasadzone u studni. Na wierzcho?ku owego drzewa widzia?am figur? jakby dzieci?cia z wyci?gni?tymi r?cz?tami, które z winnej macicy wyrasta?o; jedn? r?czk? rozdawa?o ?ó?te jab?uszka, drug? ró?e. Figura ta by?a cz??ci? ozdób, do u?wietnienia uroczystego rozpocz?cia chrztu Jezusowego. St?d uda? si? Jezus ju? pod wieczór z kilkunastu uczniami na po?udnie od Morza Martwego w okolic?, gdzie si? niegdy? zatrzyma? Melchizedek, po wymierzeniu gór i Jordanu. Na d?ugi czas jeszcze przed Abrahamem przesiedli? ten?e tu dot?d przodków jego, lecz miasto ich wraz z Sodom? i Gomor? uleg?o zniszczeniu. Obecnie ponura to okolica, pe?na czarnych poszarpanych ska? i jaskini ci?gn?ca


261

si? na przestrzeni pó?godzinnej od morza Martwego w g??b kraju. Wida? w niej troch? gruzów z murów i wie? zniszczonego miasta Hazezon Thamar. W miejscu, gdzie jest teraz Morze Martwe, dawniej jeszcze przed spustoszeniem owych bezbo?nych miast, rozlewa? si? Jordan, szeroki na ?wier? godziny drogi. Ludzie, mieszkaj?cy po jaskiniach i rozwaliskach w g??bi kraju, nie s? wcale rodowitymi ?ydami, lecz niewolnicy, pochodz?cy od ludów t?dy przechodz?cych, i którzy ?ydom s?u?? i uprawiaj? im pola. S? to biedacy, bardzo upo?ledzeni i zaniedbani. Dlatego te? za niepoj?t? ?ask? uwa?ali sobie, ?e Jezus do nich przyby?, i przyj?li Go nader ?yczliwie. Jezus uzdrowi? im te? wielu chorych. Obecnie okolica ta w lepszym znajduje si? stanie, ni? za czasów Jezusa; pierwotnie jednak by?a nadzwyczaj pi?kn? i ?yzn?. Za czasów Abrahama dopiero, wskutek powstania Morza Martwego, zamieni?a si? prawie w pustyni?. Mnóstwo miast i miasteczek le?a?o nad brzegiem Jordanu podmurowanym ociosanymi kamieniami, w?ród nich za? wznosi?y si? góry i pagórki. Nadto okolica pe?na by?a gajów daktylowych, winnic, sadów i ?anów zbo?a. Wspania?o?ci jej niepodobna opisa?. Przed utworzeniem si? jeszcze Morza Martwego, dzieli? si? Jordan pomi?dzy spalonymi miastami poni?ej swego rozszerzonego koryta, na dwie odnogi, z których jedna sz?a na wschód, zabieraj?c prawie wszystk? wod?, druga za? ku pustyni, przez któr? ?w. Rodzina w ucieczce przechodzi?a, dosi?gaj?c a? okolicy Mara, gdzie Moj?esz os?odzi? gorzkie ?ród?a wody, sk?d przodkowie Anny pochodzili. Mi?dzy miastami tej okolicy znajdowa?y si? kopalnie soli, lecz woda pomimo to nie by?a s?on?; wiele te? by?o tam zdrojów. Lud, zamieszkuj?cy dalsze cz??ci tej pó?niejszej pustyni, u?ywa? ze czci? wody Jordanu do picia. Przodkowie Abrahama, przesiedleni przez Melchizedeka do Hazezon, ulegli ska?eniu obyczajów i zwyrodnieniu, dlatego Bóg, lituj?c si? po raz wtóry, pos?a? Abrahama do ziemi obiecanej. Melchizedek by? tu jeszcze przed rozlaniem si? w tej okolicy Jordanu, wszystko dok?adnie wymierzaj?c i oznaczaj?c. Przychodzi? on tu cz?sto i odchodzi?, nieraz maj?c przy boku kilku ludzi, jakoby niewolników. St?d odszed? Jezus wraz z uczniami w kierunku Betlejem, kra?cem doliny pasterskiej do BethAraba, odleg?ego trzy godziny drogi od miejsca chrztu. Jezus ju? tu raz by?, gdy po chrzcie odwiedza? pasterzy. Mieszka?cy tutejsi utrzymuj? si? z przeci?gaj?cych t?dy karawan; od Betanii le?y blisko 4 godziny drogi, na pograniczu pokolenia Judy i Beniamina. By?o tu wielu op?tanych, którzy biegali przed miastem, krzycz?c, gdy Jezus si? zbli?a?. Rozkazawszy im, aby si? okryli, porobili sobie w kilku minutach przepaski z li?ci. Jezus uzdrowi? ich i wys?a? z miasta ludzi, którzy im przynie?li odzienie. Byli tak?e pomi?dzy nimi tacy, którzy nagle opuchli. Andrzej z pi?ciu innymi uczniami wyprzedzi? Jezusa z miejscu chrztu, zapowiadaj?c, i? tu b?dzie ?wi?ci? szabat. Jezus zamieszka? wraz z uczniami w jednej z gospód, jakie podówczas znajdowa?y si? po miastach dla przyj?cia podró?uj?cych nauczycieli i rabinów. Przyby? tu tak?e ?azarz, Józef z Arymatei i wielu innych z Jerozolimy. Jezus naucza? w synagodze, jako te? pod go?ym niebem na kamiennym stoiku po rogach ulic i po drogach, szko?a bowiem nie mog?a pomie?ci? mnóstwa ludu, jaki si? tam znajdowa?. Uzdrawia? bardzo wielu dotkni?tych ró?nymi chorobami. Przyprowadzali ich za? uczniowie, w?ród nat?oku toruj?c im drog?. ?azarz i Józef z Arymatei stali na uboczu. Po szabacie uda? si? Jezus z uczniami do Ono. Przechodzi? za? przez ma?? miejscowo?? Bethagla, dok?d tak?e przyszli synowie Izraela, po przeprawieniu si? przez Jordan. Nie przechodzili oni bowiem jednym miejscem, lecz na rozleg?ej przestrzeni suchym ?o?yskiem rzeki. Przybywszy tutaj, poprawili sw? odzie? i podkasali si?. Jezus przechodzi? tak?e ko?o owego kamienia, na którym spoczywa?a arka, a gdzie Jan uroczysto?? obchodzi?. ?azarz


262

i Józef z Arymatei wrócili do Jerozolimy. Nikodem, który dla swego urz?du wi?cej si? ukrywa?, wcale tu nie przyby?; s?u?y? jednak potajemnie Jezusowi, donosz?c pó?niej gminie zawsze o ka?dym gro??cym jej niebezpiecze?stwie. Nazajutrz przypada?o pierwsze ?wi?to Nowiu. Widzia?am, i? w tym dniu w Jerozolimie stan robotniczy i urz?dnicy byli wolni od zwyk?ych zaj??; by?o to ?wi?to radosne, dzie? odpoczynku, dlatego te? w dniu tym nikomu chrztu nie udzielano. Z dachu synagogi powiewa?y w dniu owym na d?ugich ?erdziach pozawieszane chor?gwie ze sukna, tu i ówdzie w?z?ami pow?ci?ganego; powsta?e st?d fa?dy rozdyma?y si? za powiewem wiatru. Liczba w?z?ów wskazywa?a ludziom z daleka, który z kolei miesi?c nast?pi?. Podobne chor?gwie zatykano równie? w czasie wojny na znak zwyci?stwa lub niebezpiecze?stwa. Ca?y nast?pny dzie? nauczaj?c, przygotowywa? Jezus nauk? wielu ludzi do chrztu. Przybyli oni ju? wczoraj dot?d, i obozuj? woko?o. Dzisiaj tak?e chrztu si? nie udziela z powodu ?wi?ta, na pami?tk? ?mierci z?ego jednego króla (Aleksandra Janneusa). Miejsce chrztu jest pi?knie urz?dzonym i ozdobionym. Nazajutrz, zaraz z rana, rozpocz?li Andrzej i inni uczniowie chrzci? tych, których Jezus wczoraj przygotowa?. Jezus tymczasem uda? si? wcze?nie z rana z ?azarzem i Obedem, synem Symeona, którzy wczoraj wieczorem dot?d przybyli, w stron? Betlejem, id?c pomi?dzy Bethagla a Ophra, le??cym wi?cej na pó?noc. T? drog? szed? Jezus, poniewa? ?azarz chcia? Mu opowiedzie?, co o Nim mówi? w Jerozolimie, a zarazem, poniewa? Jezus chcia? ?azarza, a przez niego i przyjació? pouczy?, jak wobec tego maj? si? zachowa?. Id?c drog?, któr? szli do Betlejem Józef i Maryja, przybyli do osady sk?adaj?cej si? z kilku chat pasterskich, po?o?onej w pustej okolicy, blisko trzy godziny drogi odleg?ej od miejsca, z którego wyszli. W ci?gu podró?y opowiada? ?azarz Jezusowi, co o Nim w Jerozolimie mówi?, jak jedni si? na Niego oburzaj?, drudzy szydz?, inni zaciekawieni o Nim opowiadaj?, mówi?c, i? zobacz?, czy Jezus podczas ?wi?t Wielkanocnych odwa?y si? w wielkim mie?cie tak?e wyst?pi? z cudami, jak w?ród prostego ludu i w Galilei. Dalej opowiada?, jakie wie?ci przynie?li o Nim Faryzeusze z ró?nych stron Palestyny i jak Go szpieguj?. Co do tego wszystkiego uspokaja? go Jezus, wskazuj?c na ró?ne miejsca w ksi?gach prorockich, w których to wszystko by?o przepowiedzianym. Oznajmi? mu równie?, ?e nad Jordanem zabawi jeszcze jakie 8 dni, poczym uda si? do Galilei, st?d w czasie Wielkanocy przyjdzie do Jerozolimy, nast?pnie powo?a uczniów. Równie? pociesza? go co do Magdaleny, mówi?c, i? pad?a na ni? ju? iskierka zbawienia, która wnet ca?kowicie j? zapali. Dzie? przep?dzili u pasterzy, uraczeni przez nich chlebem, miodem i owocami. Mieszka?o tu tylko oko?o 20 niewiast, przewa?nie wdów, z kilku doros?ymi synami, którzy byli dla nich podpor? w staro?ci. Mieszkania ich by?y to cele nieco oddzielone, w cz??ci z ?ywego jeszcze chrustu. Mi?dzy tymi by?o kilka takich, które Jezusowi w jaskini pok?on odda?y i ofiary z?o?y?y. Jezus zwiedza? te chatki z osobna, naucza? i uzdrowi? kilka niewiast. Jedna z nich by?a bardzo star? i wysch??, le?a?a chorob? z?o?ona w male?kiej chatce na ?o?u li??mi us?anym. Jezus uzdrowi? j?, wyprowadzaj?c j? stamt?d za r?k?. Niewiasty mia?y wspóln? jadalni? i modlitewnik. ?azarz z Obedem wrócili do Jerozolimy. Jezus za? odwiedzi? i uzdrowi? jeszcze kilku chorych w okolicy, i oko?o godziny 3 po po?udniu widzia?am Go znowu na miejscu chrztu.


263

Jezus w Adummim i Nebo

St?d poszed? Jezus z wi?ksz? cz??ci? Swych uczniów przez Bethagle do Adummim. Miejsce to, zupe?nie prawie ukryte, le?y w strasznie odludnej okolicy, pe?nej górskich w?wozów i ska?, po których wije si? cz?sto tak w?ska dro?yna, ?e zaledwie osio? t?dy przej?? mo?e. Po?o?ona jest na granicy pokolenia Beniamina i Judy, w odleg?o?ci trzech godzin od Jerycha w ca?kowitym niemal ukryciu; wpierw nigdy jeszcze go nie widzia?am. Miejscowo?? ta, naje?ona stromymi ska?ami, by?a niegdy? miejscem ucieczki dla wielkich z?oczy?ców i zbrodniarzy, znajduj?cych w nim ochron? przed kar? ?mierci. Miano tu nad nimi dozór do czasu poprawy, lub u?ywano ich jako niewolników w kamienio?omach i do wielkich budowli. Z tego powodu miejscowo?? ta zwa?a si? ?cie?k? czerwonych, krwawych. Ju? przed Dawidem w miejscu tym by?o schronienie, i przesta?o nim by? dopiero w czasie pierwszych prze?ladowa? chrze?cijan. W pó?niejszych czasach stan?? tu klasztor, zbudowany jako twierdza przez zakonników ?w. Grobu. (Katarzyna Emmerich rozumie zapewne owo stowarzyszenie, którego zadaniem by?o strze?enie i cze?? ?w. Grobu, a którego pocz?tek widzia?a u pierwszych biskupów jerozolimskich). Mieszka?cy tutejsi ?yli z hodowania wina i owoców; by?o to straszne pustkowie, pe?ne ska?, przewa?nie nagich; rosn?ce po nich winne latoro?le spada?y nieraz z od?amami ska?. W?a?ciwa droga z Jerycho do Jerozolimy nie prowadzi?a przez Adummim, lecz na pó?noc od niego, droga, za?, wiod?ca z Bethagle do Adummim, przecina?a inne biegn?ce z doliny pasterskiej ku Jerycho na pó? godziny przed Adummim. Niedaleko od miejsca, w którym si? owe drogi krzy?owa?y, znajdowa? si? nader w?ski i niebezpieczny przesmyk z kamienn? katedr?; w tym miejscu, dawno przed narodzeniem Chrystusowym, zdarzy?a si? przygoda, opowiedziana w przypowie?ci o cz?owieku, który wpad? mi?dzy zbójc? i o mi?osiernym Samarytaninie. Id?c do Adummim, zboczy? Jezus nieco z drogi, a usiad?szy na owej katedrze, naucza? wobec uczniów i mieszka?ców tej okolicy, na podstawie tego, co si? w tym miejscu zdarzy?o. W Adummim ?wi?ci? Jezus szabat, naucza? tak?e w synagodze, opowiadaj?c przypowie??, odnosz?c? si? do dobrodziejstwa, jakiego miejsce to jako asylum dostarcza?o, i stosuj?c j? do czasu ?aski pokuty na tej ziemi. Uzdrowi? wielu chorych, zw?aszcza dotkni?tych puchlin? wodn?. Po szabacie wróci? wraz z uczniami na miejsce chrztu. Pod wieczór dnia nast?pnego uda? si? znowu z uczniami ku miastu Nebo, u stóp góry tego samego imienia, wznosz?cej si? na kilka godzin drogi. Uczyni? to na pro?b? mieszka?ców tamtejszych, którzy pos?ów do? wys?ali, by przyby? do nich i naucza?. Mieszka?a tu ludno?? mieszana, Egipcjanie, ?ydzi, oddani przedtem ba?wochwalstwu i Moabici. Nauka Janowa przyprowadzi?a ich do opami?tania; jednak dotychczas nie odwa?yli si? pój?? na miejsce, gdzie Jezus chrzci?. S?dz?, ?e nie ?mieli. Z powodu jakiej? nieznanej mi bli?ej zbrodni, której dopu?cili si? ich przodkowie, byli oni u wszystkich ?ydów w wielkiej pogardzie, i prócz pewnych miejsc, nie mogli si? wsz?dzie pokazywa?. Dlatego przyszli do Jezusa z pokorn? pro?b?, by raczy? u nich chrzci?. Uczniowie wzi?li ze sob? w worach wody ze studni chrzcielnej. Na miejscu chrztu pozostali tylko stra?nicy. Nebo oddzielone jest gór? od Jordanu i odleg?e od niego na pó? godziny, od Macherus za? na jakie 5 do 6 godzin drogi. Nie posiada?o ono urodzajnej ziemi. Chc?c dosta? si? do Nebo, trzeba, przeszed?szy przez Jordan, wspina? si? do góry, nast?pnie idzie si? na dó?. Wprost naprzeciw miejsca chrztu wyrasta brzeg w gór?, która nie zostawia wolnego miejsca i zamyka dost?p. Poza t? nadbrze?n? gór? jest Nebo, miejscowo?? dosy? wielka, zbudowana na gruncie pagórkowatym, dolin? oddzielona od góry Nebo. Posiada ono jeszcze ?wi?tyni?


264

poga?sk?, lecz zamkni?t?; woko?o jest co? przybudowane. Siedz?c na katedrze, przygotowywa? Jezus pod go?ym niebem do chrztu, uczniowie za? chrzcili. Przyjmuj?cy chrzest wst?powali do wanny, nape?nionej do pewnej wysoko?ci wod?, ustawionej obok sadzawki k?pielowej. Uczniowie przynie?li mnóstwo koszul rozwini?tych i obwi?zanych oko?o cia?a, przeznaczonych dla nowochrzcze?ców. Podczas chrztu wk?adano je na ochrzczonych, oko?o których p?ywa?y po wodzie. Po chrzcie okrywano ich rodzajem p?aszcza, który przy chrzcie Janowym mia? form? stu?y, szeroko?ci r?cznika, a przy chrzcie Jezusa wygl?da? wi?cej na w?a?ciwy p?aszcz, na którym jakby ta?ma wyszyt? by?a stu?a z fr?dzlami. Do chrztu przyst?powali po wi?kszej cz??ci m?odzie?cy i s?dziwi starcy; wielu z nich odmówiono chrztu do czasu poprawy. Przy tym uzdrowi? Jezus mnóstwo chorych na febr? i puchlin? wodn?, których na lektykach przyniesiono. U pogan niema tyle op?tanych, co u ?ydów. W Nebo miano m?tn? i s?on? wod? do picia, gromadz?c? si? w?ród ska?. Znajdowa?a si? tam kotlina, z której wod? spuszczano w??ami. Jezus pob?ogos?awi? j? i to w formie krzy?a, zatrzymuj?c r?k? na pewnych punktach powierzchni. W powrocie do gospody, znajduj?cej si? przed miejscowo?ci? Ono, przep?dzi? Jezus wraz z uczniami wi?ksz? cz??? dnia na drodze, zaledwie godzin? wynosz?cej, z Nebo do przejazdu, na Jordanie, obracaj?c ca?y czas na nauczanie. Sta?o tu bowiem mnóstwo domków i namiotów, gdzie ludzie z Nebo sprzedawali przechodniom owoce i wyt?oczone wino. Wobec nich miewa? Jezus nauki i dopiero pod wieczór z uczniami wróci? do gospody, do miejsca chrztu. Nast?pnie chodzi? Jezus po okolicy do niektórych wie?niaków i naucza? u nich. Byli to ludzie dobrzy, którzy jeszcze w czasie chrztu Janowego zaopatrywali w ?ywno?? liczne t?umy ludu, przybywaj?cego do chrztu. Jezus odwiedzi? prawdopodobnie wszystkich; w najmniejszym nawet zak?tku, poniewa? wkrótce mia? opu?ci? to miejsce i uda? si? do Galilei. Pewnego razu przyby? do jednego zamo?nego wie?niaka, niedaleko od Ono, który posiada? rozleg?e pola, zajmuj?ce ca?? gór?. Rola ta jest tego rodzaju, ?e po jednej jej stronie jeszcze trwa ?niwo, a po drugiej zabieraj? si? do zasiewów. Pan Jezus naucza? tu w przypowie?ci o zasiewie i ?niwie. By?a tu u wie?niaka jeszcze z czasów proroków zaniedbana katedra; t? bardzo pi?knie odnowiono, i z niej to w?a?nie Jezus naucza?. Od czasu, kiedy tu Jezus chrzci?, odnowiono jeszcze kilka takich katedr z Jego polecenia, co tak?e wchodzi?o w zakres Jego pos?annictwa. Katedry owe, pochodz?ce z czasów proroków, podobnie jak u nas obrazy stacyjne, z biegiem czasu posz?y w rozsypk?. Eliasz i Elizeusz przebywali cz?sto w tych okolicach. Jutrzejszy szabat sp?dzi Jezus w Ono, potem nast?puje ?wi?to, maj?ce zapewne jaki? zwi?zek z owocami. Widzia?am bowiem, jak w owych dniach do synagog i domów s?dowych zanoszono pe?ne kosze owoców. Na miejscu chrztu zwijaj? uczniowie wszystko i chowaj?. Oko?o miejsca z owym kamieniem, na którym spoczywa?a niegdy? arka przymierza, stoi obecnie oko?o dwadzie?cia mieszka?. Bethabara nie le?y przy samym brzegu, lecz na jakie pó? godziny drogi od przejazdu, st?d mo?na j? jednak widzie?. Od miejsca przejazdu do miejsca, gdzie obecnie Jan chrzci?, przez Bethabar?, trzeba i?? dobre pó? godziny. W Ono widzia?am, jak Jezus chodzi? od domu do domu. Z pocz?tku nie wiedzia?am przyczyny tego post?powania, pó?niej jednak dowiedzia?am si?, i? odnosi?o si? to do dawania dziesi?ciny i ja?mu?n, do czego Pan Jezus ludzi tych zach?ca?, a które przy nadchodz?cym ?wi?cie owoców zwyczajem by?o rozdawa?.


265

Wieczorem ?wi?ci? szabat w synagodze i naucza?. Potem zaczyna?y si? przygotowania do maj?cego nast?pi? ?wi?ta Nowego roku owoców. By?a to potrójna uroczysto??: pierwsze, poniewa? dzisiaj drzewa dostaj? miazg?; po wtóre, poniewa? w dniu tym sk?ada si? dziesi?cin?, po trzecie, by?o to ?wi?to dzi?kczynne za u?yczon? urodzajno??. O tym wszystkim Jezus poucza?. Jedzono wiele owoców, i rozdawano ubogim ca?e stosy owoców, nagromadzonych na sto?ach. Dotychczas przy??czy?o si? do Jezusa mo?e jeszcze dwudziestu nowych uczniów.

Jezus uzdrawia w Fasael córk? Esse?czyka Jaira. Pierwsze wzruszenie Magdaleny

Przy ko?cu uroczysto?ci opu?ci? Jezus Ono z dwudziestu kilku uczniami i wyruszy? do Galilei. Podczas podró?y zaszed? najpierw do sza?asów pasterskich w okolicy, gdzie Jakub swego czasu mia? rol?; w jednym z nich nie przyj?to w go?cin? Józefa i Maryi podczas ich podró?y do Betlejem. Tych, którzy go?cinnymi si? okazali dla Jezusa i Maryi, odwiedzi? Jezus i pouczy?, u tych za?, którzy ich nie przyj?li, przenocowa? i stosownie ich upomina?. Kobieta owa jeszcze ?y?a, i le?a?a z?o?ona chorob?, a Jezus uzdrowi? j?. Pó?niej przechodzi? Jezus przez Arum?, gdzie by? ju? przedtem. W pobliskiej, nieco wzgardzonej miejscowo?ci Fasael mieszka? Jair, potomek Esse?czyka Hariota. Prosi? on wówczas Jezusa, aby uzdrowi? jego chor? córk?, a Jezus obieca? mu to pó?niej uczyni?; obecnie przys?a? Jair pos?a do Jezusa, przypominaj?c Mu obietnic? niesienia pomocy, gdy?, jak mówi? pos?aniec, dziewczynka ju? umar?a. Us?yszawszy to Jezus, kaza? uczniom i?? naprzód, oznaczaj?c pewne miejsce, w którym si? zejd?, a sam poszed? za pos?a?cem Jaira do Fasael. W domu Jaira przygotowywano si? ju? do pogrzebu; zmar?a córka le?a?a na marach, owini?ta w prze?cierad?a i chusty, a w ko?o sta?a rozpaczaj?ca rodzina. Wszed?szy do domu, kaza? Jezus zwo?a? wi?ksz? jeszcze liczb? ludzi owej miejscowo?ci i rozwin?? umar?? z ca?unów i chust; nast?pnie uj?? j? za r?k? i kaza? jej wsta?. Podnios?a si? natychmiast i stan??a na równe nogi. Mia?a oko?o 16 lat i nie odznacza?a si? dobrym charakterem. Ojciec kocha? j? nad ?ycie, lecz ona nie odp?aca?a si? wzajemno?ci?. Gniewa?o j? to, ?e ojciec z pobo?no?ci i mi?o?ci bli?niego przestaje z lud?mi ubogimi i pogardzanymi. Obecnie przywróci? jej Jezus nie tylko ?ycie cielesne, lecz tak?e i ?ycie duszy. Poprawi?a si? bowiem i przesz?a pó?niej do grona ?wi?tych niewiast. Jezus upomnia? wszystkich, aby nikomu nie mówili o tym cudzie, i dlatego te? nie chcia? nawet, aby uczniowie byli przy tym obecni. Nie by? to ten sam Jair z Kafarnaum, którego córk? Jezus pó?niej tak?e wskrzesi?. Jezus opu?ci? to miejsce, poszed? ku Jordanowi, przeprawi? si? przeze?, chodzi? po pó?nocnej cz??ci Perei, przyszed? przy Stukot znowu na zachodni? stron? rzeki i pod??y? ku Jezrael. Jezus naucza? w Jezrael i dzia?a? wiele cudów wobec wielkiego zgromadzenia ludu. Wszyscy uczniowie z Galilei wyszli tu naprzeciw Niego. By? tu Natanael, Chased, Natanael oblubieniec i Piotr, Jakób i Jan, synowie Marii Kleofasowej. ?azarz, Marta, Serafia (Weronika) i Joanna Chusa, które wprzód wysz?y z Jerozolimy, odwiedzi?y Magdalen? w Magdalum i namawia?y j?, aby posz?a do Jezrael i przynajmniej zechcia?a zobaczy?, je?li ju? nie s?ucha?, cudownego i pe?nego wdzi?ku Jezusa, m?drego, najwymowniejszego, którego s?awa rozchodzi si? po ca?ym kraju. Uleg?a pro?bom niewiast i towarzyszy?a im z wielk? pró?no?ci? i przepychem. Patrza?a w?a?nie z okna gospody, w chwili kiedy Jezus przechodzi? wraz z uczniami ulic?; lecz gdy Jezus spojrza? na ni? z powag?, tak


266

ten wzrok g??boko trafi? do jej duszy i takie wywo?a? w niej zawstydzenie i zamieszanie, i? z ogromnego uczucia swej marno?ci pobieg?a z gospody do domu tr?dowatych, gdzie si? równie? znajdowa?y niewiasty, cierpi?ce na krwotok; by? to rodzaj szpitala, nad którym by? prze?o?onym pewien faryzeusz. Ludzie z gospody, którzy znali jej sposób ?ycia, mówili: „Tam ona nale?y, do tr?dowatych i cierpi?cych na krwotok!" Magdalena za? pobieg?a do domu tr?dowatych, aby si? upokorzy?, tak bardzo bowiem wstrz?sn?? ni? wzrok Jezusa; wynaj??a sobie bowiem z pró?no?ci przedniejsz? gospod?, ani?eli inne niewiasty, aby nie by? w towarzystwie tylu biednych ludzi. ?azarz, Marta i inne niewiasty odjechali nast?pnie z ni? do Magdalum, gdzie ?wi?cili najbli?szy szabat. Jest tam synagoga.

Jezus w Kafarnaum, Gennabris i Kislot Tabor

Pod wieczór przyszed? Jezus do Kafarnaum na szabat. Wprzód odwiedzi? Sw? Matk?. Naucza? tu i mieszka? znowu w domu, nale??cym do oblubie?ca z Kany. Wszyscy uczniowie si? tu zebrali. W szabat naucza? a? do ko?ca szabatu. Przyniesiono Mu tu ze wszystkich cz??ci kraju bardzo wiele chorych i przyprowadzono op?tanych, a On uzdrawia? ich publicznie wobec wszystkich uczniów i wyp?dza? diab?ów przed ci?gle nap?ywaj?cym t?umem. Przybyli wys?a?cy z Sydonu i b?agali Go, aby do nich przyby?; Jezus jednak odmówi? im. Pó?niej przyszli tak?e ludzie z Cezarei Filipowej czyli Paneas i zapraszali Go z upragnieniem do siebie, On jednak odprawi? ich nadziej? na pó?niej. Nap?yw tak si? wzmaga?, i? Jezus po szabacie opu?ci? z kilku uczniami Kafarnaum i usun?? si? w góry, po?o?one blisko godzin? drogi na pó?nocny wschód od Kafarnaum, mi?dzy jeziorem a uj?ciem Jordanu, gdzie jest wiele parowów, do których si? uchyli? i tam si? modli?. W tym to pa?mie górskim znajduje si? bli?ej jeziora pagórek; z niego to widzia? Jezus z uczniami, nadchodz?c z Bethanat, okr?ty Piotra i Zebedeusza. Uczniowie, którzy przy Nim byli, zeszli do mieszka? rybackich nad jeziorem, aby opowiada? o Jezusie. Andrzej pozota? w Kafarnaum, nauczaj?c i opowiadaj?c w?ród zebranego t?umu. Wieczorem przyszed? Jezus do mieszkania Matki Swej mi?dzy Betsaid? a Kafarnaum; tu si? zebrali ?azarz, Marta i inne niewiasty jerozolimskie z Magdalum, aby si? po?egna? i wróci? do Jerozolimy. Jezus pociesza? ich o Magdalenie i mówi?, ?e Marta zbyt si? troszczy. Magdalena wprawdzie bardzo si? wzruszy?a, mimo to jeszcze raz ci??ko upadnie. Nie z?o?y?a swego stroju, t?umacz?c si? tym, i? stosownie do swego stanu nie mo?e tak licho si? ubiera?, jak inne niewiasty itd. Gdy nast?pnie rozpocz?? si? post w Kafarnaum z powodu ?mierci pewnego cz?owieka, który chcia? wbrew prawu umie?ci? obrazy w ?wi?tyni, naucza? Jezus znowu w Kafarnaum. Przyniesiono tam wielu chorych, z których wielu uzdrowi?. Byli tu tak?e tacy, którzy Go zapraszali na inne miejsca. Znajdowa?o si?, tak?e tym razem bardzo wielu przewrotnych Faryzeuszów, którzy, sprzeciwiaj?c si?, zapytywali Go, co z tego wszystkiego b?dzie? Ca?y kraj jest wzburzony z powodu Niego, a On naucza publicznie i rozkrzewia nauk? coraz dalej. Jezus za? odpar? z wielk? powag? i o?wiadczy? im, i? zacznie jeszcze jawniej i g?o?niej naucza? i dzia?a?. Wieczorem rozpocz?? si? post na pami?tk? wyt?pienia pokolenia Benjamin przez reszt? pokole? z powodu haniebnego czynu. Widzia?am, i? dzie? ten bardzo surowo i ?ci?le obchodzono w okolicy Fasael, gdzie niedawno Jezus wskrzesi? córk? Jaira, w Arumie, Gibei itd., poniewa? wypadek ten zdarzy? si? w owej okolicy. Niewiasty tamtejsze przynosi?y jak?? ofiar? i szczególniejszy bra?y udzia?


267

w po?cie. Noc? szed? Jezus, odprowadzony od Natanaela Chasyda, z Andrzejem, Piotrem i synami Maryi Kleofasowej i Zebedeuszem do Gennabris, gdzie mieszka? Natanael, który zamówi? tam dla Jezusa gospod?. Jezus nie wst?pi? do domu Natanaela, mimo którego przechodzili przed miastem. Oblubieniec Natanael i jego ?ona byli równie? w tym czasie w Kafarnaum i Jezrael. Miejsca chrztu przy Ono strzegli na przemian tamtejsi mieszka?cy. Jezus uczy? i uzdrowi? w Gennabris ca?kiem szalej?cych op?tanych. Przechodzi t?dy droga handlowa, ludzie tutejsi nie s? tacy dobroduszni, jak nad jeziorem; chocia? otwarcie nie stawiali oporu, to jednak niektórzy przyjmowali nauk? oboj?tnie. Oprócz przysz?ych Aposto?ów, by? tak?e w Gennabris Jonatan, przyrodni brat Piotra. Inni za? rozproszyli si? oko?o Kafarnaum i Betsaidy, gdzie opowiadali wszystko, co s?yszeli i widzieli o Jezusie. Z Gennabris uda? si? Jezus z pó?niejszymi Aposto?ami do Betulii, po?o?onej mniej wi?cej trzy godziny od Gennabris, a pi?? godzin od Tyberiady i niedaleko od Jezrael. Wznosi si? na wzgórku tak stromo, i? zdaje si?, ?e spadnie na dó?, a zwaliska murów s? tak szerokie, i?by mo?na po nich wozem przeje?d?a?. Droga do Nazaretu prowadzi st?d poprzez gór? Tabor, od której le?y tylko o par? godzin na po?udniowy wschód. Natanael Chasyd z?o?y? swój urz?d w Gennabris w r?ce swego brata czy te? kuzyna i w niedalekiej przysz?o?ci pójdzie za Jezusem. Gdy Jezus przechodzi? przez Betuli?, krzyczeli za Nim na ulicy op?tani. Na rynku stan?? przy katedrze, i wys?a? niektórych uczniów, aby powiedzieli prze?o?onemu synagogi, ?eby ze wszystkich stron kaza? otworzy? drzwi szkolne. Innych za? uczniów wys?a?, aby szli od domu do domu i zwo?ywali ludzi na nauk?. Synagoga mia?a naoko?o drzwi pomi?dzy s?upami, zawsze otwarte przy wielkim nat?oku. Jezus naucza? tu o prawdziwym ziarnie pszenicznym, które musi by? wrzucone do ziemi. Mieszka? tu w zamówionej gospodzie. Faryzeusze nie wyst?powali tu wprawdzie otwarcie, mruczeli jednak, a Jezus wiedzia?, i? z obaw? wyra?ali si? przeciw Jego zamiarowi, aby tu pozosta? na szabat. Jezus opowiedzia? to uczniom Swoim i doda?, i? chce sp?dzi? szabat o kilka godzin dalej, mi?dzy zachodem a pó?noc? ku górze Tabor, w miejscowo?ci, której nazwa wysz?a mi teraz z pami?ci; ludzie owej miejscowo?ci farbuj? jedwab na fr?dzle i ozdoby. Równie? i tu uzdrawia? Jezus. — Wszyscy ci uczniowie, którzy pozostali w tyle, znowu si? tu zeszli. Gdy z powodu szemrania Faryzeuszów opu?ci? Jezus Betuli?, naucza? pod go?ym niebem, o ma?y kwadrans przed miastem, siedz?c na kamiennej katedrze. Naoko?o by?y jeszcze rozwalone mury i zdaje si?, i? to miejsce nale?a?o niegdy? do okr?gu miasta. Pó?niej przyby? mniej wi?cej o trzeciej godzinie po po?udniu do Kislot, które le?y st?d prawie o trzy godziny u stóp góry Tabor, dok?d poszli naprzód Andrzej i inni, aby zamówi? gospod? przed Kislot. Zesz?a si? tam wielka ilo?? ludzi z ca?ej okolicy, mi?dzy którymi byli pasterze z laskami i przeje?d?aj?cy kupcy z Sydonu i Tyru. Cuda Jezusa i nauka by?y ju? znane w ca?ym kraju. Wszystko cisn??o si? na miejsce, gdzie naucza?, a skoro si? rozg?osi?o, i? tu pozostanie na szabat, zesz?o si? wszystko, co by?o w drodze. Gdzie si? tylko Jezus zjawi?, powstawa? zawsze wielki nat?ok. Wo?ali na Jego powitanie, rzucali si? do nóg Jezusowi, cisn?li si?, aby Go móc dotkn??, i dlatego te? najcz??ciej nagle i niespodzianie przybywa? i odchodzi?, aby si? uchyli? od nat?oku. Cz?sto od??cza? si? na drodze od Swych uczniów, wysy?a? ich inn? stron? i szed? sam. Miejscami musieli Mu robi? miejsce w?ród t?umu. Niektórym osobom dozwoli? si? zbli?y? i dotkn??, i niejeden przez to wzrusza? si? cicho w sobie, nawraca? lub ozdrawia?. Pod wieczór przyby? Jezus do gospody, któr? Mu zamówili


268

uczniowie przed KislotTabor, gdzie ju? by? dwa razy. Kislot jest oddalonym od Nazaretu mniej wi?cej siedem godzin drogi, w prostej za? linii mniej wi?cej pi??. Poniewa? w tym kraju prowadz? przez doliny kr?te drogi, a ludzie oznaczaj? odleg?o?? ju?to podró??, ju?to patrz?c z gór, dlatego te? rachuby ich rzadko si? zgadzaj?. Niezliczona ilo?? miejscowo?ci znajduje si? w Galilei; jednak z pojedynczych pagórków mo?na zawsze widzie? ich tylko kilka. KislotTabor jest przewa?nie miejscem handlowym; jest tu kilku bogatych kupców i wiele ubogich ludzi, jako te? wiele farbiarni surowego jedwabiu, z którego wyrabiano ozdoby i fr?dzle do szat kap?a?skich. Zreszt? by?y farbiarnie przewa?nie w Tyrze nad morzem; teraz atoli przeniesiono wiele dot?d. Bogaci kupcy pos?ugiwali si? ubogimi lud?mi w fabrykach. Widzia?am te? tu ludzi jakoby niewolników. Przed gospod? otoczyli uczniowie pewne miejsce grubymi sznurami, które przeci?gali przez pale, aby zapobiec nat?okowi ludu. Na tej przestrzeni naucza? Jezus przed gospod?; a poniewa? mi?dzy innymi przys?uchiwali si? bogaci kupcy, uczy? o bogactwie i niebezpiecze?stwach, wynikaj?cych z szukania zysku. Mówi? im, ?e ich stan jest bardziej niebezpiecznym, ni? celników, którzy si? pr?dzej nawracaj?, ani?eli oni, a przy tym wskazywa? na sznury, które go oddziela?y od nat?oku ludzi, mówi?c: „Taki powróz przejdzie pr?dzej przez ucho igielne, ani?eli bogacz do królestwa niebieskiego.? Powrozy te z sier?ci wielb??dziej by?y grube jak rami? i przeci?gni?te cztery razy obok siebie przez pale przed gospod?. Bogacze bronili si?, i? daj? przecie? ja?mu?n? ze swego zysku; Jezus za? odpowiedzia? im, i? ja?mu?na, któr? wyciskaj? z potu innych biednych, nie przyniesie im ?adnego b?ogos?awie?stwa. Nauka ta wcale nie przypad?a ludziom do smaku. Kislot by?o miastem Lewitów; pokolenie Zabulon odst?pi?o je Lewitom, szczepu Merari. Znajdowa?a si? tu najznakomitsza szko?a z ca?ej okolicy; by?a bardzo wielka i wszystko odbywa?o si? tam z wielk? uroczysto?ci?, Gdy Jezus w szabat naucza? w synagogach, us?ugiwali Mu kap?ani miejscowi, podawali zwoje pisma, lub na przemian czytali, co Jezus ??da?; tak?e wypytywa? si? i uczy? o tym. ?piewano równie?, ale nie na sposób Faryzeuszów. S?ysza?am dobrze Jego g?os, brzmi?cy d?wi?cznie mi?dzy innymi; nie przypominam sobie jednak, abym Go s?ysza?a ?piewaj?cego samego. Rano uczy? Jezus w szkole w Kislot. Andrzej naucza? dzieci w przylegaj?cych podwórzach przed szko?? i wyk?ada? cisn?cemu si? obcemu ludowi o Jezusie, co od Niego s?ysza? i widzia?. Jezus mia? nauk? o pysze i zarozumia?o?ci. Dzisiaj nie uzdrawia?, albowiem mówi?, i? s? nad?ci z powodu Jego nauki tu w mie?cie, uwa?aj?c siebie za lepszych nad innych, jakoby dlatego w?a?nie, ?e s? lepsi, dot?d przyby?, zamiast uzna?, i? przyszed? do nich przez wzgl?d na ich n?dz?, aby si? upokorzyli i poprawili. Po nauce zatrzyma? si? jeszcze przed synagog? na wolnym miejscu, gdzie na dziedzi?cu by?y ma?e cele, nale??ce do synagogi, jakoby stra?nice. Tutaj uzdrowi? wiele dzieci, które mia?y konwulsje i cierpienia, a które przynios?y Mu matki. Uzdrawia? je, poniewa? by?y niewinne. Równie? uzdrowi? kilka niewiast, które si? przed Nim ukorzy?y i powiedzia?y do Niego: „Panie, odejmij moj? win? i moj? u?omno??!" Upad?y przed Nim w przysionku i oskar?a?y si?. By?y to niewiasty maj?ce krwotoki i dr?czone z?ymi ??dzami, prosi?y wi?c i o uwolnienie od pokus. Wieczór sp?dza? szabat w szkole, a jad? w gospodzie. Pó?niejsi Jego Aposto?owie i bli?si przyjaciele siedzieli z Nim przy tym samym stole, uczniowie za? na innych miejscach, lub us?ugiwali. Nazajutrz ?wi?ci? szabat w synagodze i uzdrowi? przed synagog? wielu chorych; poszed? tak?e do wielu do ich domów, aby ich uleczy?, poniewa? nie mo?na by?o ich przynie??. Uczniowie dopomagali Mu, nosili chorych, prowadzili, d?wigali, robili miejsce, uskuteczniali zlecenia i poselstwa. Wszystkie


269

wydatki podró?y i ja?mu?na sz?y dot?d z maj?tku ?azarza, a Obed, syn Szymona, za?atwia? wyp?aty. Ma?e domki przed synagog?, wygl?daj?ce jak stra?nice, s? to ma?e cele na dziedzi?cu, gdzie niewiasty, oddzielone kratami, rozmawia?y samotnie z Jezusem. W tych celach grzesznice, pokutnice lub nieczyste niewiasty szuka?y zwykle pociechy u kap?anów. Na górze Tabor niema miasta, ale s? okopy, mury i jakoby opró?niona warownia, gdzie si? niekiedy zatrzymywa?y wojownicze ludy. Wieczór po szabacie by? Jezus z najbli?szymi uczniami i przysz?ymi Aposto?ami na uczcie u pewnego Faryzeusza, na którym nauka Jego wielkie zrobi?a wra?enie i który si? poprawi?. W dniu nast?pnym by? Jezus z uczniami na wielkiej uczcie, któr? wydali na cze?? Jego przedniejsi owej miejscowo?ci w publicznym domu, przeznaczonym do odprawiania uroczysto?ci. Naucza? tu równie?, i jeszcze tego samego wieczora opu?ci? miasto, udaj?c si? do Jezrael, które jest oddalonym od KislotTabor nie wi?cej jak trzy godziny. Tu w Jezrael oddzielili si? od Niego krewni i uczniowie z Betsaidy, a nawet Andrzej i Natanael, aby odwiedzi? domy rodzinne. Jezus naznaczy? im miejsce, gdzie si? mieli znowu spotka?. Pozosta?o jeszcze przy Nim oko?o pi?tnastu m?odszych uczniów. Miejscowo?? ta jest wielka i posiada ró?nego rodzaju szko?y duchowne i ?wieckie, Jezus naucza? tu i uzdrawia?; uczy? tak?e o winnicy Nabota. Z Jezrael uda? si? Jezus pó?torej godziny ku wschodowi na pewne pole w dolinie, dwie godziny d?ugiej i tyle? szerokiej, gdzie jest wiele sadów, ogrodzonych niskim p?otem. Jest to niezwykle urodzajna i powabna dolina, pe?na sadów, których w?a?cicielami s? po najwi?kszej cz??ci mieszka?cy KislotTabor i Jezrael. Jest tu wiele namiotów, w pewnych odst?pach stoj? po parze, a zamieszkuj? je ludzie z Sychar, którzy strzeg? owoców i je zbieraj?. Zdaje mi si?, i? musz? to robi? jako pa?szczyzn?. Zmieniaj? si?, a mieszka ich mniej wi?cej po czterech w jednym namiocie. Kobiety mieszkaj? razem, oddzielnie od m??czyzn, i gotuj? dla nich. Jezus naucza? ludzi pod namiotem. S? tu równie? pi?kne studnie i ?ród?a, które odp?ywaj? do Jordanu. G?ówne ?ród?o przyp?ywa z Jezrael, a tu w dolinie uj?to je w pi?kn? studni?, nad któr? by?o zbudowane co? w rodzaju kapliczki. Woda rozchodzi si? z tej studni do ró?nych innych studzien w dolinie, gdzie si? ??cz? tak?e inne wody i odp?ywaj? w ko?cu do Jordanu. By?o tu oko?o trzydziestu stró?ów, których Jezus naucza?; niewiasty sta?y nieco dalej. Mia? nauk? o niewoli grzechowej, z której winni si? wyzwoli?. Niezmiernie si? cieszyli i wzruszyli, i? ich nawiedzi?. Jezus by? tak serdeczny i przyst?pny dla tych biedaków, i? mnie samej to rozrzewnia?o. Zastawili przed Nim i uczniami owoce, z których oni po?ywali. Miejscami s? tu ju? na niektórych drzewach owoce dojrza?e, na innych jeszcze kwiecie. Widzia?am tu brunatne owoce, jak figi, które rosn? w ki?ciach jak winogrona; równie? ?ó?te ro?liny, z których przyrz?dzaj? rodzaj polewki (opisywa?a je jak kukurydz?, brunatne owoce jak palmy daktylowe, mówi tak?e o Durra i innych zio?ach, które si? jada na sposób sa?aty, i ca?? okolic? przedstawia jako obfituj?c? w bujne sady, po?o?on? na po?udnie od Jezrael). Przy tej dolinie le?? góry Gilboa, na której zgin?? Saul w bitwie z Filistynami.

Jezus w Sunem, Ulama i Kafarnaum

Wieczorem uda? si? Jezus przez Jezrael blisko trzy godziny dalej do Sunem, po?o?one na pagórku, które z daleka by?o wida?. Kilku uczniów posz?o naprzód, aby Mu u pewnego w?a?ciciela przy wej?ciu do miasta zamówi? gospod?. Dolina, obfituj?ca w sady, z której szed? Jezus, le?y na po?udnie od Jezrael; t?dy w?a?nie, tj. przez Jezrael, przeszed? jedn? stron?, przez nikogo nie zatrzymany, a pó?niej


270

zwróci? si? na pó?nocny wschód ku Sunem. Obok tego miasta le??, w odleg?o?ci mniej wi?cej dwóch godzin, jeszcze dwa inne miasteczka, z których jedno pozostawi? Jezus na boku, id?c z KislotTabor do Jezrael. Mieszka?cy w Sunem ?yj? z tkactwa. Mianowicie wyrabiaj? z nici jedwabnych w?skie wykroje g?adkie lub w kwiaty. Miejsce to nie le?y ju? w dolinie Esdrelon, lecz znowu bardziej w górach. Oko?o Jezusa powsta? tu nies?ychany nat?ok, który si? coraz bardziej zwi?ksza?. Ludzie otoczyli Go ze wszech stron, padali na ziemi?, wo?ali i krzyczeli z rado?ci, i? przyby? nowy prorok, wys?aniec Bo?y; wielu ludzi czyni?o to w dobrej my?li, inni za? z ciekawo?ci i dla ha?asu. Nat?ok jest tu tak wielki, i? mo?na by go prawie porówna? z powstaniem; poniewa? za? ci?ba ta w Galilei coraz wi?ksze przybiera?a rozmiary, dlatego Jezus wnet si? st?d usunie. Z tego miejsca pochodzi?a pi?kna Abizag, któr? Dawid w staro?ci wzi?? do siebie. Mia? tu równie? Elizeusz gospod?, gdzie cz?sto wst?powa? i wskrzesi? swej gospodyni zmar?ego syna; mia?am o tym widzenie, skutkiem czego miejsce to dobrze utkwi?o mi w pami?ci. Znajduje si? tak?e w tym mie?cie wolna gospoda dla pewnych podró?nych, zbudowana na pami?tk? Elizeusza; nie wiem jednak, czy gospoda ta jest w tym samym domu, czy tylko na jego miejscu. Tego dnia naucza? Jezus w szkole, odwiedzi? tak?e wiele domów, aby pocieszy? i uzdrowi? chorych. Miasto le?a?o nieco rozrzucone naoko?o pagórka, który w ?rodku miasta ponad nie wystarcza?. W gór? prowadzi?a droga, przy której by?y coraz mniejsze i nieznaczne domy; na górze za? by?y tylko chaty. Na wierzcho?ku by?o wolne miejsce z katedr?, w czasie upa?u jednak okrywane dachem p?óciennym, rozpostar?em na s?upach. Gdy Jezus nast?pnego poranka wst?powa? z uczniami na gór? do katedry, powsta? na tym miejscu okropny rozruch. T?um przyniós? wielk? liczb? chorych na noszach, które poustawiano w gór? wzd?u? drogi. W?ród wielkiego ?cisku i zgie?ku wst?pi? Jezus na gór? i wielu uzdrowi?. Ludzie powychodzili na dachy, aby widzie?, co czyni, i s?ucha? nauk. Na górze, z katedry, jest pi?kny widok na Tabor. Jezus wyst?powa? tu ostro przeciw pysze i che?pliwo?ci ludzi, i? zamiast poprawi? si?, pokutowa? i wype?nia? przykazania Bo?e, czyni? niepotrzebny ha?as, i? przyby? prorok i wys?aniec Bo?y; uwa?ali to sobie za zaszczyt i przypisywali to swej zas?udze; gdy tymczasem Jezus przyby? na to, a?eby poznali swe grzechy. Wyruszywszy st?d o godzinie 3ciej po po?udniu, szed? Jezus jakie 3 godziny w kierunku pó?nocno zachodnim i przyby? do miasta Ulamy, wi?kszego i porz?dniejszego, a nie maj?cego takich cech staro?ytno?ci, jak Sunem. Otacza?y je mury, na których ros?y drzewa. Miasto to le?y o pi?? godzin drogi od Tabor w kierunku wschodnim; st?d za? do Arbeli jest mo?e dwie godziny drogi w kierunku pó?nocnym. Drogi w górach okolicznych s? uci??liwe, pe?no wsz?dzie ostrych, bia?ych krzemieni. To te? wyrabiaj? tu mnóstwo sanda?ów. Samo miasto le?y na górze, wko?o górami otoczone, a ca?a okolica jest bezdro?na i nie do przebycia. Góry obsadzono s? a? ku wierzcho?kom winem. Rosn? tu tak?e jakie? bujne, powik?ane krzewy, wysoko?ci drzewa, o ga??ziach grubo?ci ramienia ludzkiego; owoce maj? gruszkowate, wielkie, podobne do dyni, z których wyrabiaj? flaszki. (Prawdopodobnie ma tu na my?li wielk? bani? butelkow?, której nie zna, gdy? mówi przy tym, i? nie jest to w?a?ciwie drzewo). Miasto nie wydawa?o si? tak starodawne, jak inne; owszem robi?o wra?enie, jak gdyby by?o niesko?czone. Mieszka?cy nie odznaczali si? dawn? ?ydowsk? prostot?, lecz chcieli uchodzi? za roztropniejszych i doskonalszych; mo?e kiedy przebywali tu Rzymianie, lub inny jaki naród. I tu zbieg?o si? mnóstwo ludzi na wie??, ?e Jezus przep?dzi tu szabat. Zebra?o si? tak?e sporo uczniów, mi?dzy innymi brat przyrodni Piotra, Jonatan, i


271

synowie wdowy; ogó?em by?o ich oko?o dwudziestu. Oprócz nich przyszli Piotr, Andrzej, Jan, Jakób M?odszy, Natanael Chased i Natanael Oblubieniec. Jezus poleci? im tu przyj??, aby wys?uchali Jego nauki i byli Mu pomocnymi przy leczeniu chorych, ochraniaj?c Go przed natarczywo?ci? t?umów. Lud dowiedzia? si? sk?d?, k?dy Jezus mia? przyj??, i wyszed? naprzeciw Niego z ga??zkami w r?kach, sypi?c Mu pod nogi li?cie; niektórzy k?adli w poprzek drogi d?ugie pasy sukna, po których Jezus musia? przechodzi?, wszyscy za? wznosili okrzyki na cze?? proroka. Porz?dek utrzymywali prze?o?eni i oni to powitali Jezusa. W mie?cie by?o wielu op?tanych; ci, biegn?c teraz za Jezusem, wykrzykiwali co si?, kim On jest; dopiero na rozkaz Jezusa umilkli. Przyszed?szy do miasta, stan?? Jezus w gospodzie. Tu znowu op?tani nie dali Mu spokoju, krzycz?c i rzucaj?c si? na wszystkie strony. Jezus nakaza? im znowu milczenie i poleci? ludziom ich odprowadzi?. W Ulamie by?y trzy szko?y; jedna dla uczonych zakonu, druga dla m?odzie?y i synagoga. Jezus wst?powa? do rozmaitych domów, pocieszaj?c i lecz?c chorych, a potem naucza? w szkole, mówi?c g?ównie o prostocie i o szacunku nale?nym rodzicom, gdy? tych w?a?nie zalet brakowa?o tutejszym mieszka?com. Powstawa? tak?e ostro przeciw dumie ich, st?d pochodz?cej, ?e powsta? mi?dzy nimi prorok. ?le robi?, ?e czas, przeznaczony na upomnienie i pokut?, trac? na pró?nych przechwa?kach. Po szabacie urz?dzili mu znakomitsi mieszka?cy uczt? w budynku publicznym, na ten cel przeznaczonym. Aposto?owie i uczniowie, którzy byli w domu, odwiedzili tylko swoich i widzieli si? tak?e z Maryj?, która mia?a szczególny dar zyskiwania sobie ?yczliwo?ci i zaufania kobiet. Jan Chrzciciel przebywa? wci?? na tym samym miejscu, lecz liczba jego stronników mala?a z ka?dym dniem. Herod przychodzi? cz?sto do niego lub przysy?a? pos?ów. W dzie? po szabacie uda? si? Jezus z uczniami o godzinie dziewi?tej rano na miejsce k?pielowe, po?o?one na górze o kwadrans drogi od miasta. Jest tu plac mniej wi?cej tak wielki, jak cmentarz w Dülmen, a otoczony wko?o budynkami i podniesieniami; w ?rodku jest pi?kna studnia i siedzenie dla nauczaj?cego. Jezus rozkaza? tu przynie?? wszystkich chorych z miasta, gdy? tam nie leczy? ich, dla unikni?cia zbyt wielkiego nat?oku. Chorzy le?eli doko?a na noszach w przysionkach i pod namiotami, a uczniowie pomagali Jezusowi utrzymywa? porz?dek. Ludzi zbieg?o si? z miasta tyle, ?e nie mogli si? wszyscy docisn??; prze?o?eni i kap?ani pilnowali porz?dku. Jezus uleczy? wielu chorych, id?c po kolei od jednego do drugiego. — Gdy mówi? wielu, to rozumiem przez to zwykle oko?o trzydziestu; gdy za? mówi? kilku, to mam na my?li mniej wi?cej dziesi?ciu. — Potem naucza? Jezus o ?mierci Moj?esza, której rocznic?, wkrótce przypadaj?c?, obchodzono postem. Potrawy w?o?ono ju? do popio?u. W takich dniach jedzono inny chleb, ni? zwyczajnie. Jezus mówi? w Swej nauce o kraju obiecanym i o jego urodzajno?ci, któr? nie tylko materialnie trzeba pojmowa?, lecz tak?e mie? na my?li pokarm duchowy; kraj ten bowiem obfituje tak?e w proroków, g?osz?cych s?owo Bo?e, a owocem tego jest przyobiecane zbawienie i pokuta w sercach tych, którzy zbawienie to pragn? osi?gn??. Po nauce uda? si? Jezus do pobliskiego budynku, gdzie umieszczono wszystkich op?tanych; byli to po najwi?kszej cz??ci ludzie m?odzi, lub dzieci. Za zbli?eniem si? Jego zacz?li rzuca? si? i wrzeszcze?. Jezus kaza? ustawi? ich w szeregu, nakaza? im spokój i jednym rozkazem uwolni? ich od z?ego ducha. Niektórzy z nich omdleli skutkiem lego. Rodzice i krewni ich byli przy tym obecni. Jezus dawa? tu znowu ró?ne napomnienia i nauki. Sko?czywszy jedn? jeszcze nauk? w synagodze, opu?ci? Jezus miasto


272

niepostrze?enie. Uczniowie odeszli ju? przedtem, gdy? Jezus zwyk? by? wszystko z góry m?drze uk?ada?. Omijaj?c po drodze wszystkie miasta, przybyli do Kafarnaum. Jezus chce opu?ci? Galile?, gdy? wiele tu czyni? ha?asów i rozg?osu z Jego powodu. Id?c z uczniami przez ca?? noc, przyby? Jezus rano do Swej matki. By?a tam ?ona i siostra Piotra, oblubienica z Kany i inne niewiasty. Dom, w którym tu Maryja mieszka, jest obszerny i zbudowany na wzór innych tutejszych domów. Maryja nie jest nigdy sama; w pobli?u mieszkaj? wdowy, a cz?sto przychodz? niewiasty z Betsaidy i Kafarnaum, mi?dzy którymi to miastami le?? owe domy. Cz?sto przychodzi tak?e to ten, to ów ucze?. Niewiasty obchodzi?y tu post i ?a?ob? z zas?oni?tymi twarzami, a potem uda?y si? do Kafarnaum, gdzie Jezus naucza? w szkole. Kafarnaum le?y o godzin? drogi od Morza Galilejskiego, je?li si? idzie w prostym kierunku przez gór?; dwie godziny za?, je?li si? idzie dolin?, przez wi?cej ku po?udniowi po?o?on? Betsaidy. Mniej wi?cej pól godziny od Kafarnaum, na drodze ku Betsaidzie, stoj? budynki, z których w jednym mieszka Maryja. Z Kafarnaum p?ynie do jeziora uroczy strumyk, dziel?cy si? pod Betsaid? na wiele odnóg i u?y?niaj?cy ziemi?. Maryja nie prowadzi ?adnego gospodarstwa; nie trzyma byd?a, ani nie uprawia ziemi. ?yje jak wdowa z ofiar przyjació?, trudni si? prz?dzeniem, szyciem i tkaniem za pomoc? pr?cików. Modli si? cz?sto, przy tym pociesza i naucza inne niewiasty. W dniu, w którym Jezus przyby?, nie by?o u Niej nikogo. Biedna matka p?aka?a na my?l o niebezpiecze?stwach, jakie zagra?aj? Jej Synowi z powodu rozg?osu, jaki zyska?a Jego nauka w kraju i cuda. Do uszu Jej bowiem dochodzi?y wszystkie pomruki i z?orzeczenia Judzi nieprzyjaznych, którzy obawiali si? powiedzie? to Jezusowi do oczu. Jezus t?umaczy? Jej, ?e Jego czas ju? nadszed?, ?e opu?ci teraz te strony i uda si? do Judei, gdzie po Wielkanocy z pewno?ci? jeszcze wi?ksza nienawi?? przeciw Niemu si? wzbudzi. W Kafarnaum zacz?? si? obchód uroczysto?ci dzi?kczynnej z powodu deszczu. Synagog? i budynki publiczne ustrojono ?wietnie zielonymi drzewkami i ró?nymi girlandami z li?ci, a z dachu synagogi i wi?kszych domów, opatrzonych galeryjkami, rozbrzmiewa?a muzyka. To s?udzy synagogi, co? jak dzisiejsi ko?cielni, grali na dziwnym, wielog?osowym instrumencie, który wygl?da?, jak w?ski, na cztery stopy d?ugi wór skórzany, na którym jest przymocowanych kilka piszcza?ek i tr?bek. Gdy wór nie jest nad?ty, le?? one na nim. Do grania podnosi i trzyma go dwóch ludzi i pomagaj? trzeciemu, który nadyma worek munsztukiem, a zarazem odmykaj? lub zamykaj? stosowne klapy, skutkiem czego daje si? s?ysze? g?o?ny, harmonijny, wielog?osowy ton. Po boku stoj?cy ludzie tak?e niekiedy dmuchali do instrumentu. Jezus mia? w synagodze rozczulaj?c? nauk? o deszczu i suszy. Opowiada? w niej o Eliaszu, który na górze Karmel modli? si? o deszcz i podczas tego sze?? razy zapytywa? s?ug?, czy nic nie widzi? Dopiero za siódmym razem odrzek? mu ten?e, ?e widzi ma?? chmurk?, wyst?puj?c? z morza, która powi?ksza?a si? coraz bardziej, a wreszcie deszczem orze?wi?a kraj ca?y. Potem przebiega? Eliasz wszystkie miejscowo?ci w kraju. Jezus t?umaczy? to w nast?puj?cy sposób: Siedmiorazowe pytanie si? Eliasza oznacza okresy czasu a? do spe?nienia si? obietnicy. Chmura jest obrazem tera?niejszych czasów, a deszcz oznacza przybycie Mesjasza, którego nauka rozszerzy si? po kraju i orze?wi wszystkich. Kto teraz pragnie, niech pije, a kto uprawi? pole, ten doczeka si? i deszczu. Mówi? to Jezus tak dziwnie i wzruszaj?co, ?e wszyscy s?uchacze, nie wy??czaj?c Maryi i ?wi?tych niewiast, p?akali. Ludzie s? tu w Kafarnaum dobrze usposobieni. Jest tu przy synagodze trzech kap?anów. W domu obok synagogi, gdzie mieszkaj?, spo?ywa Jezus cz?sto wieczerz? wraz z zaufanymi uczniami, gdy? jest tu ustanowiona pewnego rodzaju bezp?atna go?cina dla nauczaj?cych w synagodze.


273

Wczoraj wieczór i dzi? rano grano znowu na dziwacznym instrumencie. Dzi? obchodzili jeszcze ?wi?to m?odzie?cy i dzieci, bawi?c si? weso?o. Jezus ju? wczoraj wieczór odprawi? uczniów z Betsaidy, i uczniów tych, którzy s? jego krewnymi, poniewa? chcia? raniutko opu?ci? te strony i uda? si? do Judei. Tylko dwunastu uczniów pozosta?o przy Nim, a mianowicie ci, którzy pochodzili z Nazaretu, z Jerozolimy i ze stron pobytu Jana.

Jezus w Dothaim i Seforis. Niesie zda?a pomoc rozbitkom

Po tym ?wi?cie dzi?kczynnym wyruszy? Jezus z dwunastu mniej wi?cej uczniami z Kafarnaum w kierunku po?udniowo wschodnim, jak gdyby chcia? przej?? miedzy Kan? a Seforis. Towarzyszy?y Mu Maryja i osiem innych ?wi?tych niewiast, mi?dzy nimi Maria Kleofy, trzy wdowy, oblubienica z Kany i siostra Piotra. Odprowadzi?y Go a? do jakiego? ma?ego miasteczka, gdzie wspólnie spo?yto uczt?, poczym si? rozstano. Miasteczko to nazywa si? Dothaim (lecz nie to wi?ksze Dothaim, które le?y w dolinie Ezdrelon, o 4 godziny drogi na pó?noc od Samarii). W pobli?u znajduje si? studnia, w któr? niegdy? Józef zosta? wrzucony od braci swoich. Ludzie ?yj? tu najwi?cej z zysków, jakie ci?gn? z przeje?d?aj?cych kupców. Miasteczko le?y na ko?cu niewielkiej doliny, wypasaj?cej 80 sztuk byd?a. Na drugim ko?cu doliny stoi wielki budynek, w którym Jezus wielu op?tanych uzdrowi?; teraz jednak nie szed? tam wcale. Miasto le?y o pó?torej godziny drogi na pó?nocny wschód od Seforis, a 4 do 5 godzin drogi od góry Tabor. Uczniowie poszli naprzód do miasta, aby przygotowa? Jezusowi miejsce w gospodzie. Gdy Jezus z niewiastami dochodzi? do miasta, wysz?o naprzeciw Niego oko?o o?miu kap?anów i obywateli i ci wprowadzili Go do otwartego go?cinnego przysionka, w którym nikt nie mieszka?, ale gdzie ju? przygotowana by?a uczta. Dla uczczenia Go rozes?ano przed wej?ciem dywan, po którym by wszed? do ?rodka. Tu umyto Mu nogi i posadzono wraz z uczniami za sto?em. Niewiasty jad?y osobno za ogniskiem. Jedzono tylko zimne potrawy, miód, ma?e placki, jarzyny maczane w wodzie, i owoce; za napój s?u?y?a woda z balsamem, któr? nawet pó?niej dano Jezusowi, jak i niewiastom, we flaszeczkach na drog?. Kap?ani tutejsi us?ugiwali do sto?u z nadzwyczajn? mi?o?ci? i pokor?, a Jezus opowiada? o Józefie, którego tu niegdy? sprzedano. By? to nieopisanie wzruszaj?cy obraz. Gdy patrza?am na to, na p?acz mi si? zbiera?o. Dziwnie to jednak jest, widz? wszystko tu? przed sob? i chcia?abym tam wej??, lub to i to zrobi?, a jednak nie mog?. Zaraz po uczcie wróci?y ?wi?te niewiasty do domu. Jezus po?egna? si? ze Sw? Matk? na osobno?ci, a nast?pnie z innymi. Widzia?am, ?e ilekro? Jezus ?egna si? lub wita z Matk? na osobno?ci, to ?ciska J? serdecznie; wobec innych za? tylko podaje r?k?, lub k?ania si? uprzejmie. Maryja p?aka?a rzewnie przy rozstaniu. Wygl?da jeszcze bardzo m?odo, ale powa?nie i statecznie. Ma wysokie czo?o, nos pod?u?ny, wielkie oczy ?agodnie na dó? spuszczone, pi?kne purpurowe usta, smag?? cer?, a policzki lekko zarumienione. Jezus naucza? jeszcze d?u?ej w gospodzie. M??czy?ni, nie wzi?wszy zap?aty za uczt?, odprowadzili Go potem a? do studni Józefa, le??cej w dolinie o pó? godziny drogi od miasta. Studnia ta nie jest ju? teraz w takim stanie, jak wtenczas, gdy Józefa do niej wrzucono. Dawniej by? to tylko pró?ny dó?, zaro?ni?ty po brzegach muraw?; obecnie rozszerzono go w czworobok, jak ma?y staw, a z wierzchu postawiono dach na s?upach. Wody jest pe?no, a w niej znajduje si? du?o ryb. Niektóre z nich maj? g?owy nie spiczaste, jak nasze, lecz ciekawie w gór? zadarte, nie s? jednak tak wielkie, jak te, które ?yj? w Morzu Galilejskim. Dop?yw


274

wody nie jest widoczny. Studnia jest ogrodzona, a obok mieszkaj? ludzie, pilnuj?cy jej. — Id?c do studni, opowiada? Jezus o Józefie i jego braciach, a przyszed?szy na miejsce, wszed? pod dach studni i naucza?. Odchodz?c, pob?ogos?awi? studni?. Ludzie z Dothaim wrócili do miasta, a Jezus poszed? z uczniami do Seforis, oddalonego o dobr? godzin? drogi. Tam zamieszka? u synów siostry Anny. Seforis le?y na górze i otoczone jest zewsz?d górami. Miasto to wi?ksze jest jak Kafarnaum; w okolicy rozrzucone s? pojedyncze domostwa, które równie? nale?? do miasta. Nauczyciele tutejszej synagogi nie bardzo uprzejmie przyj?li Jezusa, a ?li ludzie, których tu dosy? by?o, rozszerzali wie?ci o Nim, ?e w?óczy si? po kraju, a o Matk? Sw? nie dba. Jezus nie uzdrawia? tu i w ogóle by? ma?omówny; w szabat jednak naucza? w synagodze, a potem stan?? go?cin? w domu obok synagogi. Odwiedza? tak?e niektórych mieszka?ców, a szczególnie Esse?czyków w ich domach, i upomina? ich, aby nic sobie nie robili z tego, ?e ?li ludzie napastuj?, nagabuj? ich i spotwarzaj? z powodu mi?o?ci, jak? ?ywi? ku Niemu. Tak?e krewnym i ludziom obcym, mieszkaj?cym w okolicznych domostwach, poleci?, aby teraz nie szli za Nim, lecz w cicho?ci pozostali Jego przyjació?mi i dobrze post?powali, dopóki nie sko?czy si? Jego dzia?alno??. Krewni Jezusa czyni? tu wiele dobrego i wspomagaj? tak?e Naj?wi?tsz? Pann?, posy?aj?c Jej od czasu do czasu zapomogi. Nie potrafi? tego opisa?, z jakim wylaniem i serdeczno?ci? rozmawia? Jezus z rozmaitymi rodzinami. Do ?ez pobudza?o mnie Jego pe?ne mi?o?ci post?powanie. Tej nocy by?am ?wiadkiem cudownego dzie?a Jezusa, które mnie nadzwyczaj wzruszy?o. Ogromna burza szala?a w kraju obiecanym. Jezus, kl?cz?c z wci?gni?tymi r?koma, modli? si? wraz z innymi o odwrócenie nieszcz??cia. Ta sama burza rozhuka?a ba?wany Morza Galilejskiego i wielkie niebezpiecze?stwo zagra?a?o ?odziom Piotra, Andrzeja i Zebedeusza, bo w?a?nie znajdowa?y si? na pe?nym morzu. W?a?ciciele ?odzi spali spokojnie w Betanii, a na ?odziach byli tylko najemnicy. Równocze?nie, gdy Jezus si? tu modli?, ujrza?am nagle Jego sobowtór, chodz?cy po morzu, lub wst?puj?cy do jednej, to do drugiej ?odzi. Zdawa?o si?, jak gdyby pomaga? w pracy, wstrzymywa? lub odgania? gwa?towno?? burzy. Nie by? to On sam we w?asnej osobie, gdy? modli? si? tu, jak pierwej. Wy?ej by? od ?eglarzy, jak gdyby unosi? si? w powietrzu. Ludzie nie widzieli Go, gdy? by? to tylko Jego duch, dzia?aj?cy przez modlitw?. Nikt nie wiedzia? o tym, a jednak pomoc Jego by?a skuteczn?. By? mo?e, ?e okr?tnicy wierzyli w Jego pot?g? i wzywali Jego pomocy.

Jezus w Nazarecie. Trzej m?odzie?cy. ?wi?to Purim

Wyszed?szy z Seforis, obchodzi? Jezus pojedyncze domostwa, pocieszaj?c i nauczaj?c, a potem uda? si? do Nazaretu, oddalonego st?d o dwie godziny drogi. Mi?dzy uczniami, których mia? obecnie przy Sobie, by?o dwóch czy trzech m?odzie?ców, synów wdów po Esse?czykach. W Nazarecie stan?? w gospodzie, utrzymywanej przez znajomych, i nie wzbudzaj?c uwagi, odwiedzi? kilku uczciwych mieszka?ców. Przychodzili do Niego faryzeusze, uprzejmi na pozór, a w sercu z?o?? ?ywi?cy. Zapytywali Go, co zamy?la teraz robi?, i dlaczego nie pozostaje przy matce Swojej? Na te zapytania odpowiada? Jezus powa?nie i surowo. — W mie?cie zaj?ci s? wszyscy przygotowaniami do postu pami?tkowego Estery i do nast?puj?cej zaraz uroczysto?ci Purim. Jezus mia? w synagodze bardzo ostr? nauk?. Tej nocy modli? si? Jezus znowu z wyci?gni?tymi r?koma, a duch Jego w Jego w?asnej postaci niós? pomoc ?eglarzom na Morzu Galilejskim. Tym razem


275

niebezpiecze?stwo by?o wi?ksze i zagra?a?o znaczniejszej liczbie ?odzi. Widzia?am, jak Jezus w?asn? r?k? ster kierowa?, a jednak Go sternik nie widzia?. Trzej bogaci m?odzie?cy z Nazaretu, którzy ju? dawniej prosili Jezusa o przyj?cie ich na uczniów, przyszli znowu, ponawiaj?c prawie na kl?czkach swe pro?by. Jezus jednak odmówi? im i postawi? pewne warunki, które musz? spe?ni?, je?li chc? pój?? za Nim. Wiedzia? Jezus dobrze, ?e oni tylko doczesne cele maj? na oku i nie potrafi? poj?? g??biej tej sprawy. Chcieli pój?? za Nim, jako za uczonym rabinem, lub filozofem, aby potem przez sw? wiedz? by? chlub? Nazaretu. I to tak?e mo?e gniewa?o ich bardzo, ?e Jezus pomija ich, a przyjmuje na uczniów najwi?kszych biedaków z Nazaretu. Do pó?nej nocy by? Jezus u starego Esse?czyka Eliuda. ?wi?ty ten m?? jest ju? bardzo zgrzybia?y i le?y przewa?nie na swoim pos?aniu. Jezus, le??c obok niego i wsparty na r?ce, rozmawia? z nim. Eliud zaj?ty jest ca?y my?l? o Bogu. Z nadej?ciem ?wi?ta Purim rozleg?a si? znowu ze szczytu synagogi muzyka. Grano na wydr??onym instrumencie, stoj?cym na trzech nogach, a opatrzonym rz?dem piszcza?ek, które przez wci?ganie i wyci?ganie wydawa?y melodyjne g?osy. Dzieci znowu gra?y na harfach i piszcza?kach. Na pami?tk? Estery maj? dzisiaj kobiety i dziewice nadzwyczajne prawa i swobody w synagodze. Nie potrzebowa?y sta? dzi? oddzielnie od m??czyzn, a nawet mog?y zbli?a? si? do miejsca, gdzie stali kap?ani. Dzieci sz?y szeregami do synagogi, ubrane dziwacznie w bia?e i czerwone sukienki. Wreszcie wesz?a do synagogi dziewica, maj?ca naszyjnik, robi?cy okropne wra?enie. By? to bowiem krwistoczerwony pier?cie?, opasuj?cy szyj? tak, i? zdawa?a si? by? odci?t?. Z pier?cienia zwiesza?y si? na oko?o krwistoczerwone nitki obwieszone guzikami i fr?dzelkami tego? koloru; robi?o to wra?enie, jak gdyby z przeci?tej szyi krew p?yn??a. Wyst?powa?a ona w pewnego rodzaju przedstawieniu, podobnym do widowiska, maj?c na sobie wspania?y p?aszcz z ogonem, niesionym przez s?ugi. Za ni? szed? orszak dziewic i dzieci. Na g?owie mia?a wysok?, ozdob? i d?ugi welon. W r?ku nios?a co?, nie wiem, czy miecz, czy ber?o. Odznacza?a si? pi?kno?ci? i wysmuk?? kibici?. Nie wiem dobrze, kogo mia?a przedstawia?; mo?e Ester?? Lecz nie, raczej podobn? by?a do Judyty, ale nie do tej, która zabi?a Holofernesa, gdy? mia?a przy sobie s?u?ebn?, nios?c? pi?kny koszyk z podarunkami dla arcykap?ana. Stan?wszy przed nim, z?o?y?a mu w podarunku kosztowne wisiorki, jakie kap?ani nosz? zwykle na czole, lub na piersiach. Widzia?am jednak, i? w k?cie synagogi za zas?on?, le?a?a na urz?dzonym pi?knie ?ó?ku wypchana posta? jakiego? m??a; tej odj??a dziewica g?ow? i odda?a j? arcykap?anowi. Na mocy przywileju, wytkn??a kap?anom g?ówne ich b??dy, pope?nione przez ca?y rok, a potem si? cofn??a. Tak?e podczas niektórych innych ?wi?t mia?y niewiasty prawo upomina? kap?anów. W synagodze czytano dnia tego na przemian ksi?g? Estery. Tak?e Jezus czyta? z niej. ?ydzi, a szczególniej dzieci mieli ma?e deszczu?ki z m?oteczkami; gdy si? poci?ga?o za nitk?, uderza? m?oteczek w napisane na deszczu?ce imi?, przy czym wymawiano jakie? s?owa. Dzia?o si? to za ka?dym razem, ilekro? wymówiono s?owo „Haman." Po domach urz?dzano wystawne uczty. Jezus by? obecnym na uczcie kap?anów w budynku, przeznaczonym na uroczyste obchody. Przy uczcie tej urz?dzone by?o wszystko tak, jak w ?wi?to kuczek; szczególnie mnóstwo by?o wie?ców, ró? wielkich jak g?owy, i ca?e piramidy kwiatów i owoców. Przy uczcie podano na stó? pieczone jagni?. Szczególnie dziwi?am si? wspania?o?ci sprz?tów sto?owych. By?y tam czary ?liczne ró?nobarwne, przezroczyste, jak drogie kamienie. Masa, z której by?y zrobione, wygl?da?a z?o?ona z cieniutkich, poskr?canych nitek szklanych. Robiono sobie wzajemnie podarunki, które sk?ada?y si? z klejnotów,


276

wspania?ych szat, d?ugich po kostki, ubra? na r?ce, zas?on i pasów, obwieszonych ozdobami. Jezus otrzyma? p?aszcz ?wi?teczny z ozdobami u do?u; nie chcia? go jednak bra? na Siebie i odda? go komu? innemu. Wielu oddawa?o otrzymane podarunki ubogim, których w ogóle wtenczas obficie obdarowano. Po uczcie przechadza? si? Jezus z uczniami w otoczeniu kap?anów po pi?knie urz?dzonych ogrodach w pobli?u Nazaretu. Mieli przy sobie ksi?g? Estery i trzy zwoje pisma, z których na przemian czytano. Gromady m?odzie?ców i dziewic sz?y za nimi; dziewice mog?y si? jednak przys?uchiwa? nauce tylko z pewnej odleg?o?ci. W dniu tym chodzili tak?e m??owie, zbieraj?cy podatek. Z Nazaretu uda? si? Jezus z uczniami do miasta Afeke, oddalonego o cztery godziny drogi, a stamt?d wróci? znowu na szabat do Nazaretu i odwiedzi? umieraj?cego Eliuda. Kap?ani z Nazaretu nie mogli poj??, sk?d Jezus przez tak krótki czas nabra? takiej m?dro?ci. Przyznawali, ?e nauka Jego nie da si? zbi?, a niektórzy Mu w sercu tego zazdro?cili. Pomimo to odprowadzili Go, gdy odchodzi? z uczniami z Nazaretu.

Jezus w posiad?o?ci ?azarza ko?o Tirzy i w Betanii

Id?c t? sam? drog?, któr? sz?a ?w. Rodzina w ucieczce do Egiptu, przechodzi? Jezus z uczniami przez ma?? miejscowo??, niedaleko Legio, gdzie zatrzymywa?a si? wówczas ?w. Rodzina; mieszkali tu ludzie, pogardzani, jak niewolnicy. Jezus kupi? chleba, rozdzieli? go, a chleb cudownie si? rozmno?y?. Nie powsta?o skutkiem tego ?adne zbiegowisko. Nie zatrzymywa? si? tu Jezus d?ugo, lecz uczyni? to tylko w przechodzie. W dalszej podró?y spotka? si? Jezus z ?azarzem, Janem Markiem i Obedem, którzy wyszli Mu naprzeciw; po pi?ciogodzinnej podró?y doszli do posiad?o?ci ?azarza ko?o Tirzy. Przyszli w nocy niepostrze?enie, lecz wszystko by?o ju? przygotowane na przyj?cie. Posiad?o?? ta le?a?a w górach, od strony Samarii, niedaleko od pola Jakuba. Zarz?dc? by? tu stary ?yd, chodz?cy boso i podpasany; by? on ju? na tej posiad?o?ci, gdy Maryja i Józef tu go?cili w przeje?dzie do Betlejem. Równie? Marta i Magdalena ugaszcza?y tu Jezusa w ostatnim roku Jego zawodu nauczycielskiego, gdy naucza? w Samarii, i wtenczas prosi?y Go, aby uda? si? do chorego ?azarza. Blisko tej posiad?o?ci le?a?o ma?e miasteczko Tirza w pi?knej okolicy, oddalone o siedem godzin drogi od Samarii. Zwrócona ku wschodowi s?o?ca, obfitowa?a Tirza w zbo?e, wino, a szczególniej owoce. Mieszka?cy trudnili si? upraw? roli i rozwozili owoce na sprzeda?. Miasto by?o niegdy? o wiele wi?ksze i pi?kniejsze i by?o siedzib? królów; lecz pó?niej zamek spalono a miasto zniszczono podczas wojny. Król Amri mieszka? d?ugo w tym domu, który teraz nale?y do ?azarza, zanim Samaria zosta?a odbudowana i zanim móg? si? tam przenie??. S?dz?, ?e jeszcze do naszych czasów pozosta?y ?lady z miasta. Ludzie s? bardzo pobo?ni i zachowuj? si? spokojnie; unikaj? równie? zetkni?cia si? z Samarytanami.*) Jezus naucza? tu w synagodze, lecz nie leczy?. W szabat zacz??a si? doroczna uroczysto?? po?wi?cenia ko?cio?a Zorobabela; nie obchodzono jej jednak tak uroczy?cie, jak ?wi?to Machabeuszów. W domach, na ulicach, w synagodze, pozapalano ?wiat?a, nawet na pastwiskach rozniecono ognie. Przez wi?ksz? cz??? dnia by? Jezus z uczniami w synagodze. Jad? w domu ?azarza, lecz niewiele. Wi?ksz? cz??? potraw rozdzielano ubogim, których jest w Tirzie bardzo wiele. Podczas Jego obecno?ci dzia?o si? to rozdzielanie bardzo cz?sto. ? Po gruzach murów i starych zapad?ych wie?ach mo?na jeszcze pozna? dawn? wspania?o?? miasta. Zdaje si?, ?e w obr?b miasta wchodzi? wówczas i dom ?azarza, oddalony obecnie o kwadrans drogi od miasta. Wida? to z resztek murów i fundamentów. Posiad?o?? t? otrzyma? ?azarz jeszcze od swego ojca. Jak


277

wsz?dzie, tak i tu powa?aj? i szanuj? bardzo ?azarza, jako cz?owieka bogatego, pobo?nego i m?drego. Zachowaniem si? swym wyró?nia si? on szczególnie od innych ludzi. ? Jest zawsze powa?ny i mówi niewiele; je?li mówi, to mówi ?agodnie, a przy tym statecznie. Po sko?czonych ?wi?tach wyruszy? Jezus z Tirzy z ?azarzem i uczniami w dalsz? podró? do Judei. Szed? t? drog?, któr? Józef i Maryja szli do Betlejem; w prawdzie nie tymi samymi ?cie?kami, lecz t? sam? okolic? przez góry w bok od Samarii. ? Pewnej nocy widzia?am, jak wchodzili na wysok? gór?. Noc by?a jasna, ?agodna; nad okolic? unosi?a si? mg?a kroplista. Jezus mia? przy Sobie oko?o osiemnastu towarzyszy; szli ?cie?k? po dwóch, jedni z przodu, inni z ty?u, a niektórzy razem z Jezusem. Jezus przystawa? cz?sto, rozmawia?, lub modli? si?; gdy? droga do tego si? nadaje. Szli tak przez wi?ksz? cz??? nocy, a nad ranem odpocz?li i posilili si? nieco. Potem szli jeszcze przez góry, na których jest zimne powietrze, nie wst?puj?c po drodze do ?adnych miast. Niedaleko Samarii widzia?am przy Nim mniej wi?cej sze?ciu uczniów, gdy pewien m?ody Samarytanin rzuci? si? w?ród drogi do nóg Jezusowi i mówi?: ?Zbawco ludzko?ci, który chcesz uwolni? Jude? i przywróci? do dawnego stanu" itd. Mniema? on, i? Chrystus za?o?y jakie? ?wiatowe królestwo, dlatego te? prosi? Go usilnie o przyj?cie i urz?d przy Nim. M?odzian ten by? sierot?, odziedziczy? po ojcu wielki maj?tek i sprawowa? w Samarii urz?d. Jezus by? dla? bardzo uprzejmym, i powiedzia? mu, ?e za ponownym przybyciem wska?e mu, co ma czyni?; ?e podoba Mu si? jego dobra ch?? i pokora, i nie mo?na na to, co mówi, nic zarzuci?. Jezus dobrze wiedzia?, ?e m?odzieniec ten przylgn?? do swych bogactw, i wiedzia?am, ?e dopiero wtedy powie mu, co ma czyni?, gdy wybierze wszystkich Aposto?ów, by mu przy tej sposobno?ci da? nauk?. M?odzieniec ten przyjdzie w przysz?o?ci jeszcze raz do Jezusa, a to te? jest opisane w ewangelii. Wieczór przed szabatem przybyli do gospody pasterskiej, le??cej mi?dzy dwiema pustyniami, a odleg?ej od Betanii oko?o cztery do pi?? godzin. Tu nocowa?a Maryja i ?wi?te niewiasty, gdy przed chrztem pod??y?y do Jezusa do Betanii. Zebrali si? tu pasterze z okolicy, przynosz?c podarunki i ?ywno??. Gospoda by?a przerobiona na miejsce modlitwy, zapalono lamp? i wszyscy w tym miejscu pozostali, a Jezus naucza? tu i ?wi?ci? szabat. W tej samotnej i przykrej drodze by? Jezus tak?e na miejscu, gdzie Maryja w?ród podró?y do Betlejem tak bardzo zmarz?a i wnet potem cudownie uczu?a si? ogrzan?. Jezus przep?dzi? ca?y szabat z uczniami w?ród pasterzy, którzy byli bardzo uszcz??liwieni i wzruszeni; lecz i Jezus wydawa? si? swobodniejszym mi?dzy niewinnymi i prostymi lud?mi. Po szabacie uda? si? Jezus do Betanii, oddalonej st?d cztery godziny drogi.

Pierwsze ?wi?ta Wielkanocne w Jerozolimie

Jezus mieszka? w domu ?azarza w Betanii, w tym samym pokoju, gdzie zwykle. Jest to jakby synagoga i modlitewnik domowników; na ?rodku stoi zwyk?y pulpit, na którym le?? zwoje modlitw i pisma., Sypialnia przytyka do tego pokoju, jest jednak oddzielona. Na drugi dzie? po Jego przybyciu uda?a si? Marta do Jerozolimy do Marii Marka i innych niewiast, aby da? zna?, i? Jezus z jej bratem przyb?dzie do domu Marii Marka. Jezus przyby? tam z ?azarzem oko?o po?udnia. Przy obiedzie by?y Weronika, Joanna Chusa, Zuzanna, uczniowie Jezusa i Jana z Jerozolimy, Jan Marek, synowie Symeona, syn Weroniki, krewni Józefa z Arymatei, ogó?em oko?o dziewi?ciu m??czyzn; Nikodema i Józefa nie by?o. Jezus mówi? o zbli?aniu si? królestwa Bo?ego, o Swym powo?aniu i na?ladowaniu,


278

a nawet wspomnia? ogl?dnie o Swej m?ce. Dom Jana Marka le?y przed miastem na wschodniej stronie naprzeciw góry Oliwnej; id?c tam, nie potrzebowa? Jezus przechodzi? przez miasto. Wieczorem uda? si? znowu z ?azarzem do Betanii. W Jerozolimie ju? tu i ówdzie mówiono o Nim, i? nowy prorok z Nazaretu jest w Betanii. Jedni si? z tego cieszyli, drugich to gniewa?o. Po ogrodach i na drodze, prowadz?cej na gór? Oliwna, stawali tu i ówdzie ludzie, a nawet kilku Faryzeuszów, aby Go zobaczy?, gdy b?dzie przechodzi?. Musieli przypadkowo s?ysze?, lub w Betanii wybada?, i? przyb?dzie do miasta. ?aden jednak nie zagadn?? Go; niektórzy kryli si? trwo?liwie poza ploty, i spogl?dali za Nim, mówi?c mi?dzy sob?: „To jest Prorok z Nazaretu, Syn cie?li Józefa.? By?o w ogóle wielu ludzi, którzy z powodu nadchodz?cego ?wi?ta pracowali po ogrodach i przy plotach, gdzie wszystko czyszczono i zdobiono, drogi naprawiano, ?ywop?oty obcinano i zwi?zywano. Przechodzili równie? ze wszystkich stron biedniejsi ?ydzi i robotnicy z os?ami i narz?dziami do Jerozolimy, którzy podczas ?wi?ta spe?niali jako najemnicy roboty w mie?cie i ogrodach. Takim by? tak?e Szymon, który pomaga? nie?? krzy? Jezusowi. W dzie? pó?niej by? Jezus znowu w Jerozolimie, a mianowicie w domu Obeda, syna Symeona, w pobli?u ?wi?tyni, i w innym domu, zamieszka?ym niegdy? przez rodzin? starego Symeona, naprzeciw ?wi?tyni. Znalaz? tu obfit? zastaw?, któr? przygotowa?a i pos?a?a Marta i inne niewiasty. Obecnymi byli uczniowie z Jerozolimy, w liczbie oko?o dziewi?ciu, i jeszcze inni pobo?ni m??owie, nie by?o jednak Nikodema i Józefa z Arymatei. Jezus mówi? z mi?o?ci? i powag? o zbli?aniu si? królestwa Bo?ego. W ?wi?tyni jeszcze nie by?. Chodzi? wsz?dzie bez najmniejszej obawy, maj?c na Sobie zwykle d?ug?, tkan?, bia?? sukni? prorock?. Czasami wygl?da? bardzo pojedynczo, nie zwraca? wcale uwagi na Siebie, i tracono Go ?atwo z oczu. Czasami za? wejrzenie Jego by?o nadzwyczajne; oblicze ja?niej?ce i nadnaturalne. Gdy wieczorem powróci? do Betanii, przyby?o do? kilku uczniów Jana, a mi?dzy nimi Saturnin. Ci pozdrowili Go i opowiadali o Janie, i? bardzo ma?o przychodzi do niego takich, którzy by si? chcieli ochrzci?; Herod jednak ma z nim wiele trudno?ci. Nikodem przyby? tego wieczora do ?azarza do Betanii i s?ucha? nauki Jezusa. Nazajutrz rano uda? si? Jezus do Szymona, Faryzeusza, który mia? w Betanii jakoby gospod? czy te? dom dla uroczystych obchodów. Wyda? on uczt?, na której zebrali si? Nikodem, ?azarz, uczniowie Jana i uczniowie z Jerozolimy; Marta i niewiasty jerozolimskie bra?y tak?e w uczcie tej udzia?. Nikodem prawie nic nie mówi w obecno?ci Jezusa; trzyma si? z dala i tylko s?ucha z podziwem. Józef z Arymatei mówi jak my?li, cz?sto stawia pytania. Szymon Faryzeusz nie jest z?ym, lecz dotychczas jeszcze wahaj?cym si?, i trzyma stron? Jezusa z przyja?ni dla ?azarza; lecz tak?e i z Faryzeuszami jest na dobrej stopie. Jezus rozprawia? przy tej uczcie wiele o prorokach i o wype?nieniu przepowiedni. Naucza? o cudownym pocz?ciu si? Jana Chrzciciela, jak go Bóg wybawi? od rzezi niemowl?t, wykonanej z rozkazu Heroda, i jak wyst?pi? na widowni?, przygotowuj?c drogi. Mówi? tak?e, jak ma?o ludzie zwracaj? uwagi na wype?nienie si? czasów, przy czym rzek?: „Trzydzie?ci lat dobiega! i któ? pami?ta jeszcze o tym, oprócz kilku pobo?nych, prostodusznych ludzi, i? Trzej Królowie, jak wojownicy ze wschodu z ufno?ci? dzieci?c? poszli za gwiazd?, przyszli i szukali nowonarodzonego Króla ?ydowskiego, i znale?li biedne dziecko ubogich ludzi? Przez trzy dni tu bawili. Gdyby byli przyszli do ksi???cego dziecka ze znakomitego rodu, to nie zapomniano by ich tak ?atwo!" Nie nadmieni? jednak, i? On jest tym Dzieci?ciem. W towarzystwie ?azarza i Saturnina nawiedzi? Jezus kilku ubogich, bogobojnych


279

chorych ze stanu robotniczego i uleczy? oko?o sze?ciu z nich. Byli to kulawi, cierpi?cy na puchlin? wodn? i zadum?. Rozkaza? równie? uzdrowionym wyj?? z domu i usi??? w s?o?cu. W Betanii nie by?o zbiegowiska z powodu Jezusa, i podczas tej czynno?ci tak?e zachowali si? wszyscy spokojnie. ?azarz, którego tu wielce powa?ano, przyczyni? si? do tego, i? ludzie ci zachowali si? wzorowo. Wieczorem by?a uroczysto?? w synagodze, poniewa? nast?pi? pierwszy dzie? miesi?ca Nizan. Zdaje si?, i? by?o to ?wi?to Nowiu, albowiem o?wietlenie w szkole by?o w rodzaju tarczy ksi??yca, któr? pewien m??czyzna, wstawiaj?c do niej podczas modlitwy coraz wi?cej ?wiate?, zwolna tarcz? ow? coraz bardziej o?wieca?. Na drugi dzie? by? Jezus z ?azarzem, Saturninem, Obedem i innymi uczniami w ?wi?tyni na nabo?e?stwie. Ofiarowano baranka. Zjawienie si? Jezusa w ?wi?tyni wywo?a?o mi?dzy ?ydami nadzwyczajne wzruszenie. Dziwnym przy tym by?o, i? ka?dy kry? w sobie w?asne uczucie, i ?aden nie ?mia? mówi? z drugim o wra?eniu, jakie na nim wywar?o zjawienie si? Jezusa. Dzia?o si? to z dopuszczenia Bo?ego, aby Zbawicielowi przed?u?y? czas dzia?alno?ci; gdyby bowiem si? wzajemnie porozumiewali, by?oby wzrasta?o rozgoryczenie; teraz atoli walczy w niektórych z?o?? i nienawi?? ze ?wi?tym wzruszeniem, w innych za? budzi si? lekka ciekawo?? pozna? Go bli?ej, i staraj? si? za po?rednictwem innych da? si? Mu pozna?. By? to tak?e dzie? postu z powodu ?mierci dzieci Aarona. W domu ?azarza zebrali si? uczniowie i wiele innych pobo?nych ludzi. W wielkim przysionku, gdzie by?a katedra, naucza? Jezus w podobny sposób, jak i przedtem, gdy wspomina? o Trzech Królach, zwracaj?c ich uwag? na wypadki z dawniejszych czasów, i mówi?: „Czy? nie jest w?a?nie osiemna?cie lat temu, jak ma?y Bachir (zapewne znaczy to tyle, co ucze?), w tak zadziwiaj?cy sposób rozprawia? z uczonymi w pi?mie, a oni tak na Niego si? rozgniewali?" Opowiada? tak?e, o czym ma?y Bachir naucza?. Z Obedem, który us?ugiwa? przy ?wi?tyni, i z innymi jerozolimskimi uczniami, by? Jezus na szabat znowu w ?wi?tyni. Stali parami przy innych m?odych ?ydowskich m??czyznach. Jezus mia? na Sobie bia??, tkan? sukni?, pas i bia?y p?aszcz, podobny do tych, jakie nosz? Esse?czycy. By?o wtedy na Nim jeszcze co? nadzwyczajnego. Odzie? Jego odznacza?a si? szczególniejsz? schludno?ci?, i wygl?da?a bardzo wspaniale, prawdopodobnie dlatego, i? On j? nosi?. Na przemian ?piewa? wspólne pie?ni i modli? si? ze zwojów. Byli tu tak?e tacy, którzy przodowali w odmawianiu modlitw. Znowu zdumiewano si? nad Nim i podziwiano Go, nic z Nim jednak nie rozmawiaj?c; a nawet mi?dzy sob? nie mówili o Nim otwarcie. Widzia?am jednak, ?e umys?y wielu by?y nadzwyczaj poruszone. By?y trzy nauki, czyli kazania o Izraelitach, o ich wyj?ciu z Egiptu i o baranku wielkanocnym. Na jednym o?tarzu pali?o si? kadzid?o; kap?ana jednak nie by?o mo?na widzie?, dobrze jednak wida? by?o dym i ogie?. Ogie? widzia?o si? przez rodzaj kraty, na której by?o wyrobione co? na kszta?t baranka wielkanocnego w?ród ozdób i promieni; przez to b?yszcza? ogie?. O?tarz ten sta? w pobli?u Miejsca naj?wi?tszego, rogi za? jego zdawa?y si? si?ga? do Miejsca naj?wi?tszego. Widzia?am modl?cych si? Faryzeuszów, którzy czasami nawijali na rami? d?ug?, w?sk? wst??k?, lub raczej welon. Mniej wi?cej oko?o drugiej godziny po po?udniu uda? si? Jezus z towarzyszami do zabudowania w przedsionku Izraela w ?wi?tyni, gdzie zastawiono ma?? uczt? z owoców i chlebów, posplatanych jak warkocze. Ustanowiono tu jednego cz?owieka, który mia? o wszystkim staranie. Wszystkiego mo?na by?o kupi? lub zamówi? w przylegaj?cych salach. Cudzoziemcy mieli to prawo. ?wi?tynia by?a tak wielka, jak ca?e miasto, wszystkiego mo?na by?o tam naby?. — Przy tej uczcie mia? Jezus nauk?. Gdy m??czy?ni odeszli, jad?y tak?e niewiasty.


280

Widzia?am równie? dzisiaj to, o czym dot?d nie wiedzia?am: ?azarz sprawowa? bowiem przy ?wi?tyni urz?d, co? tak, jak u nas mo?e mie? burmistrz urz?d przy ko?ciele; chodzi? on z puszk? i zbiera? sk?adk?. Jezus z Swymi pozosta? w ?wi?tyni ca?e popo?udnie, i nie pierwej, jak o dziewi?tej godzinie powróci? do Betanii. Podczas tego szabatu pali?o si? wielkie mnóstwo lamp i ?wiate? w ?wi?tyni. Maryja i inne ?wi?te niewiasty odjecha?y z Kafarnaum do Jerozolimy. D??? ku Nazaretowi, mimo góry Tabor i przez Samari?. Z okolicy góry Tabor przy??czaj? si? do nich jeszcze inne niewiasty. Uczniowie galilejscy id? naprzód, a parobcy z pakunkami post?puj? z ty?u. Z uczniami jest Piotr, Andrzej i brat przyrodni Jonatan, synowie Zebedeusza, synowie Marii Kleofasowej, Natanael Chased i Natanael oblubieniec. Czwartego Nizan sp?dzi? Jezus ca?e rano z dwudziestu uczniami w ?wi?tyni. Pó?niej naucza? w domu Marii Markowej i przek?si? nieco. Potem by? w Betanii u Szymona Faryzeusza z ?azarzem. Przegl?dano ju? teraz wiele baranów. Jezus by? powtórnie w ?wi?tyni i naucza? popo?udniu w domu Józefa z Arymatei. Dom ten le?y w pobli?u domu Jana Marka. Przytyka do niego pracownia kamieniarska. Okolica ta jest nieco oddalona, i Faryzeusze rzadko tu przychodz?; teraz jeszcze nikt nie l?ka si? przyst?pi? do Jezusa, albowiem nienawi?? ku Niemu jeszcze nie wybuch?a jawnie. Jezus okazuje si? coraz swobodniejszym i ?mielszym w Jerozolimie i ?wi?tyni. Wysun?? si? z Obedem naprzód mi?dzy o?tarzem ofiarnym a ?wi?tyni?, gdzie miano nauk? dla kap?anów o ?wi?cie Wielkanocnym i jego obrz?dach. Uczniowie Jego zatrzymali si? w przedsionku Izraela. Faryzeusze gniewali si? bardzo, ?e go tu widzieli. Rozmawia? tak?e z lud?mi na ulicy. Coraz to wi?cej ludu nap?ywa do Jerozolimy, szczególnie robotników, najemników, s?ug i handlarzy z ?ywno?ci?. Porozbijano naoko?o miasta na wolnych miejscach, bardzo wiele chat i namiotów, aby mnóstwo go?ci, przyby?ych na Wielkanoc, umie?ci?. Przyprowadzono równie? do miasta wiele baranów i innego byd?a, i teraz ju? wyszukiwano baranki wielkanocne. Tak?e wielu pogan idzie na ?wi?ta do miasta. W Betanii uczy Jezus i uzdrawia publicznie. Przyniesiono Mu tak?e obcych chorych. Z okolicy Hebron przybyli do Niego krewni Zachariasza, aby Go do siebie zaprosi?. Potem poszed? Jezus znowu do ?wi?tyni, a wieczorem, gdy po nabo?e?stwie kap?ani wyszli ze ?wi?tyni, w miejscu, gdzie przedtem sta? z uczniami, naucza? ich i innych obecnych. Mówi? o blisko?ci Królestwa Bo?ego, o ?wi?tach Wielkanocnych, o bliskim spe?nieniu si? wszystkich proroctw i przeobra?e? i samym baranku wielkanocnym. Mowa Jego by?a tak surow? i ostr?, ?e kilku kap?anów, którzy jeszcze krz?tali si? tu i ówdzie, os?upia?o, s?ysz?c Jego s?owa, a niech?? ku Niemu wzbudzi?a si? w ich sercu. Potem poszed? Jezus do Betanii, a stamt?d uda? si? noc? z lud?mi z Hebron i kilku uczniami ku Hebron, oddalonemu st?d o cztery godziny drogi. W ?wi?tyni zajmuj? si? teraz z po?piechem przygotowaniami na uroczysto?? i zmieniaj? znacznie wewn?trzne urz?dzenie. Otwieraj? przej?cia i sale, usuwaj? przegrody i parawany. Do o?tarza mo?na teraz doj?? z wielu stron; wszystko ma ca?kiem inny wygl?d. W drodze ku Hebron przechodzi? Jezus z uczniami i krewnymi Zachariasza mi?dzy Jerozolim? a Betlejem. I?? trzeba by?o najwy?ej pi?? godzin. Przerzed?szy przez Jut? do pobliskiego Hebron, naucza? tam Jezus bez przeszkody i uzdrowi? wielk? liczb? ludzi. Na szabat powróci? do Betanii. Droga wiod?a przez wysokie góry, na których s?o?ce silnie dopieka?o; dzie? by? upalny. Uczniowie, którzy przybyli tu od Jana do Jezusa, odeszli na powrót do Jana. Przybywszy w szabat do ?wi?tyni, wszed? Jezus z Obedem a? do przysionka,


281

gdzie sta?a katedra do nauczania; z niej to Jezus pó?niej tak?e naucza?. Kap?ani i Lewici zaj?li siedzenia wokó? katedry, z której g?oszono nauk? o ?wi?tach Wielkanocnych. Pojawienie si? Jezusa wywo?a?o wielkie przera?enie w?ród obecnych, które wzmog?o si? jeszcze, gdy Jezus zacz?? stawia? poszczególne pytania i zarzuty, a nikt nie umia? na nie odpowiedzie?. Mi?dzy innymi mówi? Jezus, ?e zbli?a si? czas, w którym pojawi si? pierwowzór baranka wielkanocnego, a wtenczas straci znaczenie swe ta ?wi?tynia, jak i nabo?e?stwa w niej obchodzone. Mówi? to przeno?nie, a jednak tak wyra?nie, ?e ?ywo stan??o mi na pami?ci to miejsce w hymnie „Pange lingua,? gdzie to napisane: et antiquum documentum novo cedat ritui. Gdy Go zapytywano, sk?d to wie, odpowiedzia?, ?e Ojciec Jego powiedzia? Mu to, nie obja?nia? jednak, kogo rozumie przez Ojca. S?owem, wszystko mówi? tylko ogólnie. Faryzeusze, ?li, a jednak pe?ni podziwu, nie ?mieli przeciwko Niemu wyst?pi?. Wprawdzie do tej cz??ci ?wi?tyni nie wolno by?o wchodzi? niepowo?anym, ale Jezus wszed? tu jako prorok. W ostatnim roku Swej w?drówki doczesnej, naucza? tutaj sam. Po szabacie poszed? Jezus do Betanii. Dotychczas nie widzia?am jeszcze, by rozmawia? z „cich? Mari?.? S?dz?, ?e zbli?a si? ju? kres jej ?ycia, i ?e jaka? zmiana z ni? zasz?a. Le?y ona na ziemi na ciemnych kocach, podtrzymywana przez s?u?ebne; popad?a w pewien rodzaj omdlenia. Zdaje si?, ?e ?yje teraz wi?cej ?yciem rzeczywistym i ?e jeszcze na ziemi czekaj? j? cierpienia. Dotychczas by?a duchem gdzie indziej, nie wiedz?c nic o tym ?wiecie. Teraz jednak wi?cej zdaje sobie spraw? z tego, co si? w ko?o niej dzieje; zapewne wie teraz, ?e ten Jezus, przebywaj?cy w Betanii, ?yj?cy w jej pobli?u, jest tym samym, który musi pó?niej tak strasznie cierpie?. Przy ko?cu ?ycia odczuje ona jeszcze ciele?nie wszystkie cierpienia przez wspó?czucie, a potem umrze. W nocy z soboty na niedziel? odwiedzi? Jezus „cich? Mari?" i d?ugo z ni? rozmawia?. Podczas rozmowy Maria ju?to siedzia?a na pos?aniu, ju?to chodzi?a po pokoju. Jest teraz ca?kiem przy zdrowych zmys?ach, rozró?nia ?ycie tera?niejsze od pozagrobowego, wie, ?e Jezus jest Zbawicielem i Barankiem wielkanocnym i ?e tak straszne czekaj? Go cierpienia. Dr?czy j? z tego powodu niewypowiedziany smutek, a ?wiat ca?y wydaje jej si? ciemn?, dusz?c? zmor?. Szczególnie zasmuca j? przewidywana naprzód niewdzi?czno?? ludzka. Jezus rozmawia? z ni? d?ugo o blisko?ci królestwa Bo?ego, o Swoich przysz?ych cierpieniach, a pob?ogos?awiwszy j?, wyszed?. Maria wkrótce po?egna si? z tym ?wiatem. Jest teraz nadzwyczaj pi?kn?, smuk??, bia?? jak ?nieg i prawie przezroczyst?; r?ce ma jak z ko?ci s?oniowej, i smuk?e, d?ugie palce. Rano uzdrowi? Jezus w Betanii publicznie wielu chorych, których umy?lnie tu przyniesiono; byli mi?dzy nimi chromi i ?lepi, a niektórzy przybyli z obcych stron na obchód ?wi?teczny. Przysz?o tak?e do Jezusa kilku m??ów z ?wi?tyni, chc?c Go poci?gn?? do odpowiedzialno?ci za Jego post?powanie, i zapytywali Go, kto Go upowa?ni? do tego, i? wczoraj w ?wi?tyni wtr?ca? Swoje zdanie podczas nauki. Jezus odpowiedzia? im na to surowo i mówi? znowu o Swoim Ojcu. Faryzeusze nie o?mielili si? przeciw Niemu wyst?pi?, czuli wobec Niego obaw? i nie wiedzieli, jak sobie z Nim post?powa?. Na drugi dzie? naucza? Jezus znowu w ?wi?tyni. Obecnie przybyli ju? tu wszyscy uczniowie galilejscy, którzy byli obecni na godach w Kanie. Maryja i ?wi?te niewiasty mieszkaj? u Marii Marka. ?azarz kaza? zakupi? mnóstwo wybranych jagni?t, zabi? je i rozdzieli? mi?dzy ubogich najemników i robotników.


282

Jezus wyp?dza kupcz?cych z przedsionka ?wi?tyni. Uczta Wielkanocna ?mier? „cichej Marii."

Przyszed?szy ze wszystkimi uczniami do ?wi?tyni, ujrza? Jezus w przysionku, przeznaczonym na modlitw?, mnóstwo sto?ów, a za nimi kupców sprzedaj?cych jarzyny, ptaki, jagni?ta i ró?ne przedmioty po?ywne. Jezus w tonie pe?nym mi?o?ci i uprzejmo?ci kaza? im ust?pi? st?d i cofn?? si? a? na dziedziniec, przeznaczony dla pogan, przedstawiaj?c im, ?e ubli?a to powadze ?wi?tyni, a bek jagni?t i ryk byd?a przeszkadza modl?cym si?. Sam z uczniami pomóg? kupcom przenie?? sto?y i towary i pokaza? im, gdzie maj? je ustawi?. W dniu tym uleczy? Jezus wielu obcych przyby?ych do Jerozolimy, szczególnie robotników, którzy mieszkali w pobli?u Wieczernika, u wzgórza Syjon. — Ogromne t?umy ludu zesz?y si? do Jerozolimy. Doko?a miasta powsta? ca?y las domków i namiotów. Na wielkich placach stoj? budynki, tworz?c d?ugie ulice, w których s? zapasy wszystkiego, cokolwiek potrzebnym jest do zbudowania i urz?dzenia namiotu, oraz do spo?ycia baranka Wielkanocnego. W tych ogromnych magazynach cz??ci? sprzedaj? na w?asno?? ??dane przedmioty, cz??ci? wypo?yczaj? tylko za pewnym wynagrodzeniem na czas ?wi?t. Gromady najemników i biedaków z ca?ej Palestyny zaj?te s? roznoszeniem towarów, lub rozbijaniem namiotów. Ju? na d?ugi czas przedtem przygotowywali miejsce w Jerozolimie i okolicy, uprz?tali przeszkody, wycinali zaro?la, torowali drogi, równali i ogradzali miejsca na sk?ady, urz?dzali targowiska i sklepy. Równie? wszystkie drogi i trudniejsze przej?cia w kraju poprawiali na kilka tygodni przedtem. Wszystkie te prace mia?y zwi?zek duchowy z barankiem Wielkanocnym, podobnie jak przygotowywanie drogi Panu przez Jana Chrzciciela mia?o zwi?zek z prawdziwym Barankiem Bo?ym. Nied?ugo potem by? Jezus znowu z uczniami w ?wi?tyni. Z powodu, ?e wkrótce mia?o si? odbywa?, zabijanie Baranka wielkanocnego, by?y wszystkie wej?cia do ?wi?tyni otwarte, a z tego skorzystali znowu kupcy i zastawili swe sto?y w przysionku dla modl?cych si?. Jezus wi?c po raz drugi kaza? im ust?pi? i usun?? sto?y. Napotyka? wi?kszy opór i dlatego bezwzgl?dniej post?powa? ni? pierwszym razem. Uczniowie zabrali si? sami do opró?niania przysionka; przeciwny jednak temu zuchwa?y t?um zacz?? stawia? opór w?ród wrzasku i miotania si? przeciw Niemu, tak, ?e Jezus zmuszony by? sam w?asnor?cznie jeden stó? usun??. Nie pomóg? nic opór t?umu. Wkrótce ca?a przestrze? opró?ni?a si?, a kupców wyp?dzono a? w najdalsze podwórze. Wyp?dzaj?c, ostrzeg? ich Jezus, ?e dotychczas u?y? dwa razy ?rodków ?agodnych, lecz je?li jeszcze raz zastanie ich tutaj, natenczas u?yje przemocy. Najzuchwalsi z nich odgra?ali si?, mówi?c: co sobie ten Galilejczyk my?li, ten ucze? z Nazaretu; nie boimy si? Go wcale. Potem zacz??o si? wyrzucanie ich. By?y przy tym obecne t?umy ludzi, patrz?ce z podziwem na Jezusa. Pobo?ni ?ydzi przyznawali Mu s?uszno?? i z oddalenia przesy?ali Mu pochwa?y. Gdzieniegdzie dawa?y si? s?ysze? g?osy: „Oto prorok z Nazaretu!? Faryzeuszów gniewa?o to i wstydzi?o; ju? par? dni przedtem kazali oni po cichu rozg?osi? mi?dzy ludem napomnienie, aby podczas ?wi?t nikt nie przy??cza? si? do cudzoziemca, nie szed? za Nim i nie rozg?asza? o Nim ?adnych wie?ci. Mimo tego lud zwraca na Niego coraz baczniejsz? uwag?; mi?dzy zebranymi t?umami wielu jest takich, którzy ju? s?yszeli Jego nauki, lub nawet Jego moc? uzyskali zdrowie. Wychodz?c ze ?wi?tyni uzdrowi? Jezus na podwórzu chromego, wzywaj?cego Jego pomocy; uzdrowiony wszed? natychmiast do ?wi?tyni, g?osz?c rado?nie o Jezusie i wywo?a? wielkie wra?enie. Jan Chrzciciel nie przyb?dzie na ?wi?ta do Jerozolimy. Nie jest on wcale


283

podobnym do ?ydów, spe?niaj?cych tylko liter? Zakonu, ani te? jak inni ludzie. Mo?na by go nazwa? g?osem odzianym w cia?o. Zbiega si? do niego znowu wiele ludzi do chrztu, gdy? mnóstwo ludu, id?c na ?wi?ta do Jerozolimy, tak?e do niego wst?puje. Wieczorem zapanowa?a cisza w ca?ej Jerozolimie. Po domach zajmowano si? uprz?taniem wszelkiego kwasu i pieczeniem chleba prza?nego. Wszelkie sprz?ty okrywano i zas?aniano. To samo czyniono równie? w domu ?azarza, na górze Syjon, gdzie Jezus mia? ze Swymi uczniami spo?ywa? baranka wielkanocnego. Jezus by? przy tym obecny, kierowa? wszystkim i dawa? stosowne nauki. Nie post?powano tu przy tym tak drobiazgowo, jak to czynili inni ?ydzi. Jezus obja?nia? obecnych, co te czynno?ci wyobra?aj?, jak nale?y je wykonywa? i jakie nierozumne dodatki poczynili w tym Faryzeusze. Na drugi dzie? nie poszed? Jezus do ?wi?tyni, lecz uda? si? do Betanii. Do ?wi?tyni wcisn??a si? znowu wielka liczba kupcz?cych; widz?c to, pomy?la?am sobie, ?e ?le by na tym wyszli, gdyby tak Jezus si? teraz pojawi?. Po po?udniu odbywa?o si? w ?wi?tyni zabijanie baranków wielkanocnych; czynno?? t? spe?niano w porz?dku i z nieopisan? zr?czno?ci?. Ka?dy przyniós? na plecach swego baranka i stawa? w rz?dzie, a dla ka?dego by?o dosy? miejsca. Przeznaczone by?y dla nich trzy podwórza ko?o o?tarza; tylko mi?dzy o?tarzem a ?wi?tyni? nie sta? nikt. Przed tymi, którzy zabijali baranki, sta?y wygodne podstawki i oparcia; stali oni tak blisko siebie, ?e jeden drugiego obryzgiwa? krwi? zabijanych baranków; to te? suknie ich by?y ca?e skrwawione. Od nich a? do o?tarza stali rz?dami kap?ani, odbierali naczynia z krwi?, a oddawali pró?ne. ?ydzi mieli w?a?ciwy sobie sposób wyjmowania wn?trzno?ci z baranków; zabitego baranka ubijali i ugniatali — przy czym najbli?ej stoj?cy pomaga? trzyma? jagni? — a potem za jednym lekkim poci?gni?ciem wydobywali wn?trzno?ci. Obci?ganie skóry odbywa?o si? bardzo szybko; poluzowawszy w jednym miejscu nieco skór?, przymocowywali j? do okr?g?ego kija, który mieli przy sobie, poczym zawiesili baranka z przodu na szyi i obracali obiema r?kami patyk, tak ?e skóra owija?a si? na niego. Oko?o wieczora by?o ju? zabijanie baranków uko?czone; na niebie widzia?am krwaw? zorz? wieczorn?. ?azarz, Obed i Saturnin przynie?li do zabicia trzy baranki, przeznaczone dla Jezusa i Jego przyjació?. Uczta odbywa si? w domu ?azarza na górze Syjon. By? to dom obszerny, o dwóch skrzyd?ach. W sali, gdzie odbywa?a si? uczta, by? zbudowany piec do pieczenia, jednak nie taki, jak ognisko w Wieczerniku. By? o wiele wy?szym, podobnie jak ogniska w domu Anny i Maryi, i w Kanie. W grubym prostopad?ym murze by?y z góry porobione otwory, w które wstawiano baranka. Baranek mia? nogi rozpi?te na drzewie i wygl?da? jak ukrzy?owany. Sala by?a pi?knie przyozdobiona. Przy stole, który kszta?tem bardzo krzy? przypomina?, siedzieli biesiadnicy w trzech oddzielnych grupach. ?azarz siedzia? u góry przy krótszym ramieniu, a przed nim sta?o wiele mis, nape?nionych gorzkimi zio?ami. Baranki wielkanocne sta?y w miejscach, jak je wskazuje podany rysunek; pojedyncze imiona wskazuj?, gdzie kto siedzia?. Ko?o Jezusa stali krewni i uczniowie z Galilei, ko?o Obeda i ?azarza uczniowie jerozolimscy, a ko?o Saturnina uczniowie Jana. Wszystkich razem by?o wi?cej jak trzydzie?ci osób. Uczta ta Wielkanocna odbywa?a si? inaczej, jak ostatnia uczta Wielkanocna Jezusowa. Trzymano si? tu wi?cej rytua?u ?ydowskiego; wszyscy byli przepasani, trzymali kije w r?ku, a jedli bardzo pr?dko. Przy tamtej za? mia? Jezus dwa kije, z?o?one na krzy?. ?piewano przy tym psalmy i spo?ywano szybko ca?ego baranka wielkanocnego stoj?c, a potem dopiero zasiadano do sto?u. Inaczej to si? jednak odbywa?o, jak u ?ydów. Jezus t?umaczy? im przyczyn? tego, tote? opuszczali oni wiele zwyczajów, wprowadzonych przez Faryzeuszów. Jezus rozebra? trzy baranki


284

i us?ugiwa? innym przy stole, mówi?c, ?e na dzisiaj chce by? s?ug? dla innych. Siedziano pó?no w noc przy uczcie, przeplataj?c j? ?piewem i modlitwami. Ponura cisza panowa?a dzi? w Jerozolimie. ?ydzi, nie zajmuj?cy si? zabijaniem baranków, siedzieli po domach, ozdobionych ciemn?, ?wie?? zieleni?. Wszystkie te t?umy ludzi zaj?te by?y po zabiciu baranków robot? wewn?trz domu, a zachowywano si? tak cicho, ?e a? robi?o to na mnie przygn?biaj?ce wra?enie. Dla obcych, którzy obozuj? poza bramami miasta, by?o osobne miejsce dla pieczenia baranków wielkanocnych. W wielu miejscach w obr?bie miasta i poza miastem urz?dzone by?y niskie murki, tak szerokie, ?e mo?na by?o chodzi? po wierzchu, a w murach tych zrobione by?y piece, jeden ko?o drugiego. Opodal mieszka? dozorca, który uwa?a? na wszystko, i za niewielkim wynagrodzeniem dostarcza? potrzebnych rzeczy. Przy tych piecach gotowali i piekli przechodnie i obcy nie tylko w tym czasie, ale i podczas innych ?wi?t. W ?wi?tyni trwa?o a? do nocy palenie t?uszczu z baranka wielkanocnego, potem po pierwszej wigilii nocnej oczyszczono o?tarz, a z brzaskiem dnia otwierano wszystkie bramy. Jezus przep?dzi? noc z uczniami w domu ?azarza na górze Syjon, przewa?nie na modlitwie, ma?o tylko snu za?ywaj?c; uczniowie z Galilei spali w przylegaj?cych zabudowaniach. Z brzaskiem dnia wyruszyli wszyscy do ?wi?tyni, o?wietlonej mnóstwem lamp. Ze wszystkich stron ci?g?y ju? gromady ludzi, nios?c ofiary. Jezus zatrzyma? si? z uczniami na jednym z podwórzy i naucza?. Wielka liczba kupcz?cych zebra?a si? znowu tutaj, zajmuj?c przestrze? a? do miejsca, przeznaczonego dla modl?cego si? ludu i dla niewiast Gdy coraz wi?cej ich przybywa?o, rozkaza? Jezus im wszystkim wynie?? si? st?d. Kupcy opierali si? Mu, a nawet wezwali na pomoc stra?ników, stoj?cych w pobli?u; ci jednak nie ?mieli sami nic przedsi?wzi?? i donie?li o tym „Radzie." Tymczasem, gdy kupcy wci?? zuchwale stawiali opór, wyj?? Jezus z zanadrza postronek, skr?cony z cienkich w?ókien, przesun?? na dó? pier?cie? opasuj?cy go, tak, ?e z postronka zrobi? si? bicz, z?o?ony z mnóstwa cienkich sznureczków. Tak uzbrojony, zacz?? wygania? kupcz?cych, przewracaj?c ich sto?y i p?dz?c przed sob? opornych. Z obu stron Jego szli uczniowie, usuwaj?c wszystkich z drogi. Na to nadesz?o wielu kap?anów z „Rady", zapytuj?c Go, kto Mu da? prawo do takiego post?powania? Jezus odrzek? im na to, ?e chocia? ust?pi?a ?wi?to?? z tej ?wi?tyni, a ona sama zbli?a si? ku upadkowi, jednak jest zawsze miejscem po?wi?conym i zbornym modlitw tylu ludzi sprawiedliwych; niema wi?c tu miejsca dla lichwy, oszuka?stwa i upadlaj?cego kramarstwa. Poniewa? mówi?, ?e post?puje tak na rozkaz Ojca Swego, wi?c zapytywali Go kap?ani, kto jest Jego Ojcem, a Jezus odrzek? im na to: „Nie jest teraz pora obja?nia? wam to, zreszt? nie by?oby to dla was zrozumia?ym." Z tymi s?owy odwróci? si? od nich i dalej wyp?dza? kupcz?cych ze ?wi?tyni. Wraz z innymi przyby?y do ?wi?tyni dwa oddzia?y ?o?nierzy. Kap?ani nie odwa?yli si? wyst?pi? przeciw Jezusowi, a zreszt? i sami wstydzili si? tego nieporz?dku. Lud licznie zgromadzony, przyznawa? s?uszno?? prorokowi, a ?o?nierze musieli nawet czynnie pomaga? do usuni?cia sto?ów i wyniesienia towarów. Tak wyp?dzi? Jezus kupcz?cych z pomoc? uczniów a? na najdalszy dziedziniec. Pozwoli? zosta? tylko niektórym skromnie si? zachowuj?cym, którzy sprzedawali go??bie, ma?e placki i inne przek?ski, i dlatego potrzebni byli w celach, zrobionych w murach, które otacza?y podwórze. Nast?pnie uda? si? Jezus wraz ze Swoimi na dziedziniec Izraela. Dzia?o si? to mniej wi?cej oko?o godziny siódmej lub ósmej rano. Wieczorem tego? dnia wyruszy?a procesja w dolin? Cedron, aby z??? snopy pierwocin. W kilka dni potem uzdrowi? Jezus na dziedzi?cu ?wi?tyni oko?o dziesi?ciu chromych i niemych, co rozg?osi?o si? szeroko, gdy? uzdrowieni wsz?dzie objawiali sw? rado?? i wdzi?czno??. Poci?gano Go za to znowu do


285

odpowiedzialno?ci, lecz Jezus ostr? da? im odpraw?, a lud uwielbia? Go. Po nabo?e?stwie przys?uchiwa? si? Jezus z uczniami nauce, g?oszonej w jednej ze sali ?wi?tyni. Wyk?adano jedn? z ksi?g Moj?esza. Jezus stawia? cz?sto zarzuty, co by?o dozwolonym, gdy? by? to rodzaj szko?y, w której mo?na by?o dyskutowa?; wkrótce zmusi? wszystkich do milczenia i t?umaczy? czytan? ksi?g? w sposób zupe?nie inny. W tym czasie nie widzia? si? Jezus wcale z Matk? Sw?, która przebywa?a wci?? u Marii Marka i przep?dza?a dnie ca?e na modlitwie, w trosce i we ?zach z powodu rozg?osu, jaki wywo?ywa?o post?powanie Jezusa. Szabat odprawi? Jezus u ?azarza w Betanii, gdzie uda? si? po wrzawie, jaka powsta?a skutkiem Jego uzdrowie? w ?wi?tyni. Po szabacie przybyli Faryzeusze do domu Marii Marka w Jerozolimie, szukaj?c za Jezusem, którego chcieli pojma?. Nie znalaz?szy Go tam, rozkazali ostro Jego Matce i innym ?wi?tym niewiastom, jako Jego zwolennikom, opu?ci? miasto. Niewiasty wielce tym zasmucone, pospieszy?y z p?aczem do Betanii do Marty. Zalana ?zami, wesz?a Maria do izby, gdzie Marta piel?gnowa?a chor? sw? siostr?, „cich? Mari?." Biedna chora ?y?a ju? teraz zupe?nie ?yciem rzeczywistym i widzia?a obecnie spe?nianie si? tego wszystkiego, co przedtem duchem przewidywa?a. Nie mog?c znie?? d?u?ej brzemienia smutku, umar?a w obecno?ci Maryi, Marii Kleofy, Marty i innych niewiast. Mimo zapowiedzianego prze?ladowania, przyby? Nikodem w tych dniach za po?rednictwem ?azarza do Jezusa, a Ten spoczywaj?c przy nim na ziemi przez ca?? noc go naucza?. Przed nadej?ciem dnia poszed? Jezus z Nikodemem do Jerozolimy do domu ?azarza na Syjonie. Tu przyby? do Niego tak?e Józef z Arymatei. Rozmawiaj?c z Nim, o?wiadczyli oni z pokor?, i? uznaj? to, ?e On jest czym? wi?cej, ni? zwyk?ym cz?owiekiem, i ?lubowali s?u?y? Mu wiernie a? do ko?ca. Prosili Go, aby zawsze obdarza? ich Sw? mi?o?ci?, Jezus za? poleci? im, aby byli ostro?nymi w objawach wierno?ci ku Niemu i nie nara?ali si? w?adzom. Powoli zeszli si? wszyscy uczniowie, którzy po?ywali z Nim Baranka Wielkanocnego, a Jezus dawa? im stosowne nauki i polecenia na czas najbli?szy. Podaj?c sobie r?ce przy rozstaniu, p?akali, ocieraj?c ?zy w?sk? chust?, u?ywan? do okrywania g?owy.

 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież


Sonda

Czy przedsoborowa Msza Trydencka? (po ?acinie)
 

Polecany link, kliknij

Reklama

Kto jest teraz on-line

NaszÄ… witrynÄ™ przeglÄ…da teraz 65 goĹ›ci