Czytelnia - bl. Anna Katarzyna Emmerich

?ywot i Bolesna M?ka
Pana Naszego Jezusa Chrystusa
I Naj?wi?tszej Matki Jego Maryi

napisa?a Katarzyna Emmerich (ok. 1790)

OD KO?CA PIERWSZYCH ?WIAT WIELKANOCNYCH A? DO NAWRÓCENIA SAMARYTANKI PRZY STUDNI JAKUBOWEJ

List króla Abgara

Betanii, gdzie przebywa? czas jaki? w ukryciu, uda? si? Jezus na miejsce chrztu w okolicy Ono. Osobni dozorcy strzegli tego miejsca i urz?dzenia do chrztu. Wkrótce zebrali si? ko?o Jezusa uczniowie, a t?umy ludu nap?ywa?y zewsz?d. Pewnego razu naucza? Jezus; s?uchacze stali w ko?o, lub siedzieli na drewnianych siedzeniach, wtem nadjecha? na wielb??dzie jaki? cudzoziemiec w towarzystwie sze?ciu ludzi jad?cych na mu?ach i zatrzyma? si? w pewnym oddaleniu od miejsca nauczania, k?dy sta?y namioty. By? to pose? chorego króla Abgara, wioz?cy od niego Jezusowi podarunki i list, w którym Abgar prosi? Jezusa, aby przyby? do Edessy i uleczy? go. Abgar chorowa? na owrzodzenie, które dotkn??o jego nogi, tak, ?e kula?. Podró?ni opowiadali mu o cudach Jezusa, o ?wiadectwie Jana, o rozgoryczeniu ?ydów przeciw Jezusowi podczas ostatnich ?wi?t Wielkanocnych, i to wzbudzi?o w nim pragnienie, aby Jezus go uzdrowi?. M?ody cz?owiek, który przyniós? Jezusowi list od Abgara, umia? malowa? i mia? polecenie przywie?? przynajmniej wizerunek Jezusa, w razie, gdyby Jezus nie


286

chcia? przyj??. Widzia?am, jak ów cz?owiek daremnie usi?owa? do Jezusa si? dosta?; próbowa? to z tej, to z owej strony przedrze? si? przez t?umy ludzi, aby przys?ucha? si? nauce i zarazem odmalowa? wizerunek Jezusa. Dopiero Jezus rzek? do jednego z uczniów, aby zrobi? miejsce temu cz?owiekowi, który chodzi doko?a i nie mo?e znale?? przej?cia, i zaprowadzi? go na stoj?ce w pobli?u siedzenie. Ucze? usadowi? nie tylko pos?a, ale i towarzyszy jego w pobli?u Jezusa, tak, ?e mogli Go dobrze widzie? i s?ysze?; mieli oni ze sob? dary, sk?adaj?ce si? z drogich materii, z?otych blaszek i pi?knych jagni?t. Pos?aniec, zadowolony, ?e ujrza? wreszcie Jezusa, roz?o?y? zaraz na kolanach przyrz?dy malarskie, spogl?da? z podziwem i z uwag? na Jezusa i rozpocz?? prac?. Mia? przed sob? bia?? tabliczk?, jakoby z bukszpanu. Najpierw odznaczy? na tabliczce rylcem zarys g?owy i brody Jezusa, bez szyi. Nast?pnie zdawa?o si?, jakoby posmarowa? tabliczk? woskiem i wyciska? w niej formy. Potem znowu rozmaicie kre?li? rylcem, niby c?tkuj?c na tabliczce, potem znowu zaciera?, i tak pracowa? d?ugo, nie mog?c przyj?? do ?adu. Ile razy spojrza? na Jezusa, dawa?o si?, ?e zdumienie go ogarnia, i ?e znowu musi zaczyna? robot? na nowo. ?ukasz malowa? w inny sposób i u?ywa? do malowania p?dzla. Obraz tego m??a wydawa? mi si? cz??ci? wypuk?y, tak i? go mo?na by?o za dotkni?ciem odczu?. Jezus naucza? jeszcze d?u?szy czas, a potem kaza? przez jednego z uczniów owemu m??owi zbli?y? si? i spe?ni? swe pos?annictwo. Pose?, wstawszy z siedzenia, zbli?y? si? ku Jezusowi, a za nim szli s?udzy, nios?cy podarunki i jagni?ta. Mia? on na sobie krótkie suknie bez p?aszcza, podobne do ubioru jednego z Trzech Króli Na lewym ramieniu mia? zawieszony na rzemieniu dopiero co zrobiony obraz w kszta?cie serca, jakoby tarcz?, a w prawej r?ce mia? list króla. Zbli?ywszy si?, upad? na kolana i odda? Jezusowi g??boki pok?on, co uczynili podobnie? i s?udzy, a nast?pnie rzek?: „Niewolnikiem Twoim jest s?uga Abgara, króla Edessy, który b?d?c chorym, posy?a Ci ten list i prosi o przyj?cie tych darów." Gdy to mówi?, przybli?yli si? niewolnicy z darami. Jezus odrzek?, ?e podoba Mu si? ?yczliwo?? jego pana i rozkaza? uczniom odebra? podarki, a nast?pnie rozdzieli? je najubo?szym z pomi?dzy obecnych. Nast?pnie otworzy? list i przeczyta? go. Przypominam sobie, ?e mi?dzy innymi by?o tam napisane: „Wiem, ?e mo?esz nawet umar?ych wskrzesza?, przyb?d? wi?c do mnie i ulecz mnie." List wygl?da? tak, jak gdyby strona zapisana by?a z czego? sztywniejszego, ob?o?onego w ko?o czym? podobnym do p?ótna, skóry, lub jedwabiu. Widzia?am, i? z boku wisia?a nitka. Przeczytawszy list, obróci? go Jezus na drug? stron? i pisa? na niej grubym, rylcem, jaki wyci?gn?? z Swej sukni, wysun?wszy co? z niego, kilka wyrazów do?? wielkimi literami i list na powrót zawin??. Nast?pnie Kaza? Sobie da? wody, umy? twarz i przycisn?? mi?kk? ok?adk? listu do twarzy, a potem odda? j? pos?owi, który przy?o?y? j? do obrazu. Gdy j? odj??, ujrza?, ?e obraz sta? si? teraz wiernym wizerunkiem Jezusa. Malarz, pe?en rado?ci, ukaza? obraz, zawieszony na rzemykach, wszystkim obecnym, a upad?szy do nóg Jezusowi, wybiera? si? nast?pnie zaraz w drog? z powrotem. Niektórzy ze s?ug jednak pozostali i poszli za Jezusem, który po tej nauce uda? si? przez Jordan na drugie miejsce chrztu Jana, które ten?e opu?ci?. Tu dali si? oni ochrzci?. Widzia?am, i? pose? króla Abgara, wracaj?c do domu, nocowa? niedaleko jakiego? miasta, obok d?ugich, kamiennych budowli, jakoby cegiel?. Na drugi dzie? raniutko przyby?o tam kilku robotników, mówi?c, ?e widzieli z daleka jakie? jasne ?wiat?o, jak gdyby po?ar, i ?e musia?o si? z obrazem sta? co? nadzwyczajnego. Wkrótce powsta?o liczne zbiegowisko. Malarz pokaza? im obraz i wtedy ujrza?, ?e i na tkaninie, której dotkn?? si? Jezus, odbity by? wizerunek Jezusa. Abgar wyszed?


287

ogrodami naprzeciw swemu pos?a?cowi. Ujrzawszy wizerunek i przeczytawszy list Jezusa, wzruszy? si? nadzwyczajnie. Od tego czasu zmieni? swój ?ywot i oddali? wielk? liczb? kobiet, z którymi dot?d mia? grzeszne stosunki. Widzia?am niegdy?, jak po ?mierci syna tego króla, gdy z?y nast?pca zasiad? na tronie, obraz ten, który by? wystawiony na publiczny widok, przez jednego pobo?nego biskupa zosta? zamurowany ceg?ami wraz z p?on?c? lamp?. Po d?ugim czasie odkryto go znowu, gdy? obraz ów odbi? si? z czasem na zas?aniaj?cym go kamieniu.

Jezus w granicach Sydonu i Tyru

Z Ono uda? si? Jezus z uczniami na ?rodkowe miejsce chrztu powy?ej Betabary naprzeciw Gilgal i kaza? tu chrzci? Andrzejowi, Saturninowi, Piotrowi i Jakubowi. Gromadzi?o si? tu na przemian mnóstwo ludzi. Ów nap?yw narodu zwróci? znowu uwag? Faryzeuszów. Rozes?ali wi?c listy do prze?o?onych wszystkich synagog w kraju z poleceniem, aby im Jezusa wydano, gdziekolwiek Go znajd?, a uczniów schwytano, wybadano co do nauki Jezusa i skarcono. Jezus jednak opu?ci? miejsce chrztu w towarzystwie kilku uczniów i pod??y? przez Samari? i Galile? w granice Tyru. Inni uczniowie rozproszyli si? i wrócili do swoich miejsc rodzinnych. W tym samym czasie kaza? Herod ?o?nierzom dostawi? Jana do Kallirroe, gdzie trzyma? go przez sze?? tygodni uwi?zionego w jednej z piwnic zamkowych, a potem znowu wypu?ci? na wolno??. Podczas gdy Jezus, id?c przez Samari?, przechodzi? z kilku uczniami przez, pole Ezdrelon, powraca? w?a?nie Bart?omiej od chrztu Jana do miejsca rodzinnego Dabbeset i spotka? si? tu z uczniami. Andrzej z wielkim zapa?em i uwielbieniem opowiada? mu o Panu. Bart?omiej s?ucha? wszystkiego z rado?ci? i uszanowaniem, a Andrzej, który pouczonych m??ów bardzo ch?tnie poleca? na uczniów, zbli?y? si? do Jezusa i przedstawi? Mu, aby wezwa? Bart?omieja na ucznia, bo ten ch?tnie pójdzie za Nim. Gdy wi?c Bart?omiej przechodzi? ko?o Jezusa, pokaza? Mu go Andrzej, a Jezus, patrz?c na niego, rzek? Andrzejowi: „Znam go; pójdzie on za Mn?. Widz? w nim wiele dobrego i w swoim czasie powo?am go.? W dalszej drodze spotka? si? Bart?omiej z Tomaszem, rozmawia? z nim o Jezusie i stara? si? usposobi? go przychylnie dla Niego. Bart?omiej mieszka? w Dabbeset niedaleko Ptolomaidy, i by? z zawodu pisarzem. Podczas tej spiesznej podró?y znosi? Jezus wielki niedostatek. Widzia?am, jak Saturnin, lub który? inny z uczniów cz?sto przynosi? chleb w koszyku, a Jezus rozmi?kcza? w wodzie twarde skórki, aby móc je je??. W Tyrze zamieszka? Jezus w gospodzie, po?o?onej przy bramie, znajduj?cej si? od strony kraju. Jezus szed? dot?d przez wysoki grzbiet górski. Tyr, bardzo wielkie miasto, le?y tak stromo na górze, ?e, gdy si? idzie z góry, robi ono wra?enie, jak gdyby si? mia?o zsun?? na dó?. Do miasta nie wchodzi? Jezus, trzyma? si? tylko zewn?trz murów, gdzie niewiele by?o ludzi. Gospoda zrobiona by?a w grubych murach, ponad które prowadzi?a droga. Jezus wst?powa? tylko gdzie niegdzie do domków ubogich ludzi, po?o?onych przy murach; mia? na Sobie br?zow? szat? i bia?y we?niany p?aszcz. Saturnin i jeszcze jaki? ucze? przybyli razem z Jezusem do Tyru. Piotr, Andrzej, Jakób M?odszy, Tadeusz, Natanael Chasyd i wszyscy inni uczniowie, którzy byli z Jezusem na godach w Kanie, przybyli tam dopiero pó?niej, podró?uj?c pojedynczo, i zeszli si? z Jezusem w ?ydowskim domu zbornym, po?o?onym w innej stronie Tyru, do którego prowadzi?a szeroka, drzewami wysadzona grobla. — Do tego domu, po??czonego ze szko??, nale?a? wielki ogród k?pielowy, si?gaj?cy a? do wody, oddzielaj?cy t? cz??? miasta od sta?ego


288

l?du. Ogród ten otoczony by? murem, a prócz tego wewn?trz ?ywop?otem, utworzonym z krzaków wycinanych w najrozmaitsze figury. W ?rodku by?a obszerna cysterna k?pielowa, do której dop?ywa?a woda ?ródlana, otoczona otwart? hal? z kolumnami, kru?gankami i ma?ymi komnatami. W ?rodku cysterny wznosi? si? s?up opatrzony schodami i r?koje?ciami tak, ?e mo?na by?o zej?? do wody na dowoln? g??boko??. Miejsce to zamieszkiwali starzy ?ydzi, którzy pochodzili od jakiego? pogardzanego szczepu, czy te? sekty, ale byli dobrymi i pobo?nymi lud?mi. Wzruszaj?cy to by? widok, jak Jezus wita? przyby?ych uczniów. Ka?demu po kolei podawa? r?k?, a oni przebywaj?c si? z Nim swobodnie, otaczali Go czci?, uwa?aj?c Go jako nadzwyczajnego, nadnaturalnego cz?owieka. Cieszyli si? niewypowiedzianie, ?e widz? Go znowu. Jezus naucza? ich d?ugo, a oni znowu opowiadali o swoich wypadkach. Nast?pnie spo?yli razem uczt?, sk?adaj?c? si? z ptaków, owoców, miodu i ryb, które uczniowie ze sob? przynie?li. Jak uczniowie opowiadali, poci?gali ich Faryzeusze cz??ci? w Jerozolimie, cz??ci? w Gennabris do odpowiedzialno?ci i zmuszali ich zdawa? wobec licznego zgromadzenia obja?nienia co do osoby Jezusa, Jego nauki i zamiarów, jak równie? co do ich obcowania z Nim. Nieraz nara?eni byli nawet przez to na ró?ne przykro?ci. Piotrowi, Andrzejowi i Janowi skr?powano nawet raz r?ce, oni jednak jednym poruszeniem rozerwali wi?zy, i to z ?atwo?ci?, granicz?c? z cudem. Wypuszczono ich pó?niej skrycie na wolno??, a oni powrócili do swych miejsc rodzinnych. Jezus upomina? ich do wytrwania w przeciwno?ciach a zarazem zaleca?, aby powoli odwykali od zwyk?ych swych zatrudnie? i rozszerzali w okolicy mi?dzy ludem Jego nauk?. On sam wkrótce do nich przyb?dzie i po przybyciu do Galilei rozpocznie znowu Sw? publiczn? w?drówk? nauczycielsk?. Po odej?ciu uczniów mia? Jezus w szkole przy ogrodzie k?pielowym nauk? upominaj?c? wobec wielu m??czyzn, kobiet i dzieci. Mówi? o Moj?eszu, prorokach i o blisko?ci Mesjasza. Porównywa? to zbli?anie si? Mesjasza z susz? w kraju, modlitw? Eliasza o deszcz, z wy?aniaj?c? si? chmur? i deszczem, z niej spadaj?cym. Mówi? o potrzebie oczyszczenia si? wod?, uleczy? potem wielu chorych i poleci? im uda? si? po chrzest do Jana. Mi?dzy innymi uzdrowi? kilku ch?opców, przyniesionych na ?o?ach. Wielu z nich bra?, trzymaj?c na r?kach, zanurza? w wod?, do której wprzód Saturnin nala? z worka innej wody, przez Jezusa pob?ogos?awionej; obaj uczniowie ich chrzcili. Doro?lejsi ch?opcy wst?powali sami do wody i trzymaj?c si? pala, zanurzali si?, i w ten sposób przyjmowali chrzest. Niektóre szczegó?y odbywa?y si? tu inaczej ni? zwykle. Doro?li musieli sta? w pewnej odleg?o?ci. Trwa?o to a? do nocy.

Jezus w Sychor Libnat

Opu?ciwszy Tyr, wyruszy? Jezus samotnie w dalsz? drog?, a obu uczniów wys?a? naprzód z rozmaitymi zleceniami do Kafarnaum i do Jana Chrzciciela. Szed? dziesi?? do jedena?cie godzin na po?udniowy wschód od Tyru ku miastu Sychor Libnat, przez które przechodzi? ju? przedtem, id?c do Tyru. Po lewej Jego r?ce wi?cej na wschód le?a?o jezioro Merom z dwoma miastami: Adama i Seleucya. Sychor Libnat, zwane tak?e Amichores, czyli miasto wody deszczowej, le?a?o o kilka godzin drogi od Ptolomaidy, w g??b kraju, nad ma?ym m?tnym jeziorkiem, niedost?pnym z jednej strony z powodu wysokich gór, tam si? wznosz?cych. Z jeziorka tego wyp?ywa?a rzeczka Belus, wpadaj?ca pod Ptolomaid? do morza. Miasto by?o tak wielkie, ?e nie pojmuj?, dlaczego tak ma?o o nim wiemy. Niedaleko le?a?o ?ydowskie miasto Misael. Tu le?y kraj, który Salomon darowa? królowi Hiramowi. Sychor jest miastem wi?cej wolnym, uznaje jednak


289

zwierzchnictwo Tyru. Hodowla byd?a kwitnie na wielk? skal?; jest tu rodzaj wielkich owiec z pi?kn? we?n?, które potrafi? przep?ywa? przez wod?. Mieszka?cy wyrabiaj? pi?kne tkaniny we?niane, które potem w Tyrze farbuj?. Roli nie uprawiano prawie wcale, hodowano tylko owoce. W wodzie ro?nie rodzaj zbo?a z wielkimi k?osami, z którego wyrabiaj? chleb. Zdaje mi si?, ?e ro?nie ono dziko, nie zasiewane. St?d prowadzi droga do Syrii i Arabii; do Galilei niema st?d ?adnej g?ówniejszej drogi. Jezus przyby? do Tyru jedn? z bocznych dróg. Przed Sychor by?y dwa wielkie mosty; jeden d?ugi i wysoki, aby mo?na by?o przechodzi? nim, gdy woda wyleje; po drugim mo?na by?o przechodzi? do?em pod arkady. Domy by?y wysokie i tak urz?dzone, ?e przy wysokim stanie wody mo?na by?o mieszka? na górze w namiotach. Mieszka?cami s? przewa?nie poganie. Na wielu domach by?y spiczaste dr??ki z chor?giewkami, i dlatego uwa?a?am j? za ba?wochwalnic?. Dziwi?o mnie to, ?e wielu ?ydów, którzy nale?? tu do pogn?bionej warstwy ludno?ci, mieszka?o w wielkich pi?knych domach. Zdaje mi si?, ?e byli to ?ydzi, którzy jako zbiegowie tu si? schronili. Dom, w którym zamieszka? Jezus, le?a? przed miastem po stronie, z której Jezus przyby?; id?c do niego, musia? Jezus wprzód przechodzi? przez wod?. W pobli?u domu by?a synagoga. Jezus przemawia? do tych ludzi, przechodz?c t?dy, w drodze do Tyru. Zdawali si? oczekiwa? teraz Jego przybycia, gdy? wyszli naprzeciw Niego i przyj?li Go z wielk? czo?obitno?ci?. Byli to ?ydzi, a mianowicie starzec jaki? z liczn? rodzin?; mieszka? on w wielkim domu, opatrzonym wielu mniejszymi przybudowaniami, a wygl?daj?cym jak pa?ac. Z uszanowania jednak nie wprowadzi? Jezusa do tego domu, lecz do osobnego mieszkania w pobli?u, gdzie umy? Mu nogi i ugo?ci? Go. Widzia?am wielk? gromad? robotników, z?o?on? z m??czyzn, kobiet i m?odzie?ców, rozmaita zbieranina pogan, a mi?dzy nimi niektórzy o czarnej i br?zowej barwie skóry. Byli to prawdopodobnie niewolnicy wspomnianego wy?ej cz?owieka, a szli z roboty na wielki plac, gdzie rozdzielano im ?ywno??. Mieli ze sob? ró?ne ?opaty i taczki, a na plecach nie?li ma?e lekkie ?ódki podobne do niecek; w ?rodku nich by?o siedzenie i wios?a, jako te? równie? narz?dzia rybackie. Pracowali przy budowie mostów i regulacji brzegów. Otrzymywali potrawy w garnuszkach, jako te? jarzyny i ptaki; byli pomi?dzy nimi tak?e tacy, którzy surowe mi?so jedli. Gdy przechodzili ko?o Jezusa, przemawia? do nich uprzejmie, a oni cieszyli si?, ?e widz? tak znakomitego m??a. Przyby?o potem do Jezusa dwóch starych ?ydów ze zwojami pisma. Jedli wspólnie z Jezusem, a On t?umaczy? im niejedno, czego oni chciwie s?uchali. Byli to nauczyciele tutejszej m?odzie?y. W?a?ciciel domu, w którym mieszka Jezus, bogaty ?yd, nazywa si? Symeon, a pochodzi z okolicy Samarii, On, lub te? jego przodkowie, zapl?tali si? w spraw? ?wi?tyni na Garizim, weszli w zatargi z Samarytanami i z tego te? powodu wygnani z kraju, osiedlili si? tutaj. Przez ca?y dzie? naucza? Jezus obok domu Swego gospodarza na publicznym placu, otoczonym kolumnami, na których rozpi?to zas?on?. Pan domu przychodzi? cz?sto i odchodzi? znowu. Zgromadzi?o si? bardzo wielu ?ydów ró?nego wieku i p?ci. Jezus nie uzdrawia?, bo nie by?o tu chorych ani kalek. Ludzie tutejsi s? wysokiego wzrostu, z natury chudzi, a krzepcy. Jezus naucza? o chrzcie, dodaj?c, ?e przyjd? tu uczniowie, wys?ani od Niego, i b?d? chrzci?. Jezus wyszed? z gospodarzem tak?e na drog?, któr? wracali niewolnicy z roboty, rozmawiaj?c z nimi, pocieszaj?c ich, i opowiedzia? im przypowie??. Byli mi?dzy nimi niektórzy dobrzy ludzie, i tych wzruszy?a bardzo przemowa Jezusa. Potem odebrali znowu nale?n? zap?at? i potrawy. Przysz?a mi wtedy na my?l przypowie?? o w?a?cicielu winnicy, p?ac?cemu najemnikom. Ludzie ci mieszkaj? w


290

chatach, stoj?cych rz?dem o kwadrans drogi od domu Symeona. By? to rodzaj nale?no?ci, lub pa?szczyzny, któr? odrabiali Symeonowi. Nast?pnego dnia po ca?odziennej nauce, gdy wszyscy ?ydzi odeszli, przyby?o do Jezusa oko?o dwudziestu pogan, którzy ju? kilka dni przedtem prosili o pozwolenie widzenia si? z Nim. Dom Symeona oddalony by? o dobre pó? godziny drogi od miasta, a poganom nie wolno by?o i?? dalej, jak do pewnej wie?y, lub arkady. Teraz jednak zaprowadzi? ich Symeon a? do Jezusa, a oni pozdrowili Go ze czci? i prosili o pouczenie. Jezus rozmawia? z nimi w jednej ze sal do?? d?ugo, tak, i? lampy musiano za?wieci?. Pociesza? ich, opowiada? im w przypowie?ci o Trzech Królach i obiecywa?, ?e ?wiat?o nauki zwróci si? tak?e do pogan. Obaj wys?ani do Kafarnaum uczniowie wrócili znów do Sychor i oznajmili Jezusowi o rych?ym przybyciu czterech powo?anych tu uczniów. Jezus wyszed? naprzeciw nich o 3 do 4 godzin drogi przez wzgórza i spotka? si? z nimi w pewnej gospodzie, po?o?onej ju? w Galilei. Oprócz powo?anych czterech przysz?o tam jeszcze siedmiu innych, mi?dzy nimi Jan, i kilka niewiast, z których pozna?am Mari? Marka z Jerozolimy i matk? — siostr? oblubie?ca Natanaela. Powo?ani byli Piotr, Andrzej, Jakób M?odszy i Natanael Chasyd. Gdy si? ?ciemni?o, powróci? Jezus z wymienionymi czterema i dwoma innymi uczniami do Sychor; siedmiu za? niepowo?anych powróci?o do Galilei. Noc by?a nadzwyczaj mi?a, prawdziwie letnia; zapach zió? nape?nia? powietrze, a niebo by?o bardzo jasne. Uczniowie szli czasem razem z Jezusem, to znowu jedni wyprzedzali Go, inni pozostawali w tyle, a Jezus szed? sam w ?rodku. Raz zatrzymali si? na spoczynek w urodzajnej okolicy w pobli?u ??k wodnistych, pod drzewami, pe?nymi owoców. Gdy wyruszali w dalsz? drog?, wzlecia?o równocze?nie z ??k stado ptaków, towarzysz?cych im przez ca?? drog?. Ptaki te by?y prawie tak wielkie jak kury, mia?y czerwone dzioby i d?ugie ostre skrzyd?a, podobne do tych, z jakimi maluj? anio?ów, i prowadzi?y mi?dzy sob? dziwny rózgowór. Odprowadzi?y tak podró?nych a? do miasta i tu spu?ci?y si? w trzciny, rosn?ce na wodzie. Umia?y one biega? po wodzie, jak ?yski. — Wzruszaj?cy to przedstawia?o widok na tle tej pi?knej nocy, gdy Jezus zatrzymywa? si? czasem, nauczaj?c lub modl?c si?, a ptaki równocze?nie tak?e spuszcza?y si? na ziemi?. Przeszed?szy przez gór?, zaszli podró?ni ku miastu. Symeon wyszed? im naprzeciw, umy? wszystkim nogi i poda? im w przedsionku lekki posi?ek i kubek wina, a potem wprowadzi? ich do swego domu. Wy?ej wspomniane ptaki wodne, przypominaj?ce lotem go??bie, by?y w?asno?ci? Symeona. Przez dzie? naucza? Jezus, a wieczorem ?wi?ci? szabat w domu Swego gospodarza. Oprócz Jezusa i uczniów zgromadzi?o si? oko?o dwudziestu ?ydów. Dom Symeona by? bardzo wysoki. Synagoga bardzo ?adnie urz?dzona, znajdowa?a si? w podziemnym sklepieniu, a schodzi?o si? do niej po schodach. By? tam lektor, który czyta? i kierowa? ?piewem. Nast?pnie naucza? Jezus. Noc przep?dzili uczniowie wspólnie z Jezusem w tym samym domu. Spali tylko kilka godzin i ju? z brzaskiem dnia byli na drodze, prowadz?cej przez kr?te ?cie?ki górskie do ma?ego ?ydowskiego miasteczka w krainie Chabul. Tu mieszkali równie? wyp?dzeni ?ydzi, którzy ju? nieraz pragn?li pojedna? si?, lecz Faryzeusze nie chcieli ich przyj??. Wyczekiwali oni z upragnieniem przyj?cia Jezusa, nie uwa?ali si? jednak za godnych, aby pos?a? do Niego i prosi? o przybycie do nich. Teraz szed? Jezus z w?asnej woli do nich. Poniewa? droga przez góry by?a kr?ta, trzeba by?o i?? tam 5 do 6 godzin. Gdy zbli?ali si? do miasteczka, posz?o kilku uczniów naprzód i oznajmili prze?o?onemu synagogi przybycie Jezusa. Jezus odbywa? dzi? podró?, pomimo ?e by? szabat, gdy? w kraju tym, gdy zachodzi?a potrzeba, nie zachowywa? tak ?ci?le tego prawa. Prze?o?eni synagogi przyj?li Go z wielk? pokor?. Umyli Mu nogi i uczniom, i podali im zak?sk?. Potem kaza? Jezus oprowadzi? si? po wszystkich


291

chorych i uleczy? oko?o dwudziestu. Mi?dzy nimi byli niektórzy ca?kiem chromi, ?lepi, cierpi?cy na wodn? puchlin?, niewiasty maj?ce up?ywy krwi, równie? wielu tr?dowatych i chore dzieci. Na ulicy krzycza?o za Nim kilku op?tanych; tych Jezus uwolni? od z?ego ducha. Wszystko odbywa?o si? zreszt? spokojnie i cicho. Uczniowie ju?to pomagali podnosi? uleczonych, ju?to pouczali ludzi, którzy szli za nimi i gromadzili si? u drzwi. Przed uzdrowieniem napomina? Jezus chorych do wzbudzania w sobie silnej wiary i poprawy ?ycia; tych, którzy wiar? ju? mieli, leczy? zaraz, wznosz?c oczy w niebo i modl?c si? nad nimi. Innych znowu dotyka? si?, lub przeci?ga? r?k? po nich. To znowu b?ogos?awi? wod? i w?asnor?cznie kropi? ni? chorych, i uczniom kaza? skrapia? ca?y dom. — W jednym domu wzi?? Jezus z uczniami posi?ek i wypi? kubek wina. Niektórzy z uzdrowionych, powstawszy, rzucali si? przed Nim z podzi?k? na ziemi?, a potem szli za Nim, uradowani w duchu, podobnie jak u nas idzie si? za Naj?w. Sakramentem, lecz zawsze w przyzwoitej przez uszanowanie odleg?o?ci. Innym rozkaza? Jezus pozosta?. Niektórym, a mianowicie tr?dowatym i dzieciom, kaza? Jezus sk?pa? si? w wodzie, pob?ogos?awionej przez Niego. Ko?o synagogi by?a studnia do?? g??boka, do której schodzi?o si? po schodach. Przechodz?c ko?o niej, pob?ogos?awi? j? Jezus, a potem wrzuci? do niej soli, któr? równie? przedtem pob?ogos?awi?. Naucza? przy tym o Elizeuszu, który sol? u?wi?ci? wod? ko?o Jerycho, i wyt?umaczy? znaczenie soli. Poleci? równie?, aby na przysz?o?? myli si? w tej studni ludzie, gdy b?d? si? czuli s?abymi. Sól, potrzebn? do wrzucenia, podali Mu uczniowie; oni równie? przytrzymywali Mu p?aszcz, który Jezus czasem, b?ogos?awi?c, zdejmowa?. B?ogos?awi? za? Jezus zawsze znakiem krzy?a. Wszystko to czyni? Jezus z wielk? powag? i namaszczeniem. Otrzyma?am przy tym wewn?trzne obja?nienie, ?e kap?anom dana jest ta sama w?adza uzdrawiania. Niektórych chorych przynoszono do Jezusa na ?ó?kach, a On uzdrawia? ich. Mia? jeszcze nauk? ko?o synagogi, lecz posi?ku ju? nie przyjmowa?. Nauczanie i uzdrawianie trwa?o przez ca?y dzie?. Wieczorem po szabacie opu?ci? Jezus wraz z uczniami t? miejscowo??, a ?egnaj?c si? z mieszka?cami, rozkaza? im pozosta?, a oni, cho? zasmuceni Jego odej?ciem, pokornie Go us?uchali. Przed odej?ciem po?wi?ci? i oczy?ci? wody miejscowe. Przedtem by?y tu wody z?e, pe?ne w??ów i potworów o grubych g?owach i wielkich ogonach. Po kilku godzinach drogi zaszed? Jezus z uczniami do le??cej w górach, wielkiej gospody, gdzie przyj?li posi?ek i przenocowali. Przedtem id?c t?dy, pozostawili t? gospod? na boku. Na drugi dzie? zesz?o si? do tej gospody bardzo wielu ludzi z chorymi, gdy? wiedzieli, ?e Jezus tu przyb?dzie. Ludzie ci mieszkali po obu stronach góry w chatach, lub norach ziemnych. Od strony wschodniej mieszkali ubodzy ?ydzi, po stronie za? zachodniej, od Tyru, mieszkali poganie, i ci tak?e tu przyszli. Jezus uczy? o oczyszczeniu, omyciu i pokucie, i uzdrowi? oko?o trzydziestu chorych. Poganie stali osobno i dopiero wtedy naucza? ich Jezus, gdy inni odeszli. Przemawia? do nich pocieszaj?co. Trwa?o to do po?udnia. Ludzie ci maj? ma?e ogródki i plantacje ko?o swych grot, a ?ywi? si? ju?to serem, wyrabianym z mleka owczego, a s?u??cym im za chleb, ju?to zbieraj? plony ze swych ogrodów, jak równie? dzikie owoce i nosz? je na sprzeda?. Nosz? tak?e w miechach wod? która ma tu wyborny smak, do miasteczka na sprzeda?, gdzie Jezus by? wczoraj i do innych miejscowo?ci. By?o mi?dzy nimi wielu tr?dowatych. Jezus pob?ogos?awi? wod?, a oni musieli si? w niej my?. Wieczorem powróci? Jezus do Sychor — Libnat i tam naucza?, i obieca? chrzci? na drugi dzie?. W podwórzu wielkiego domu Symeona by?a okr?g?a p?aska cysterna,


292

otoczona w ko?o zag??bieniem, w które sp?ywa?a zbyteczna woda. I tu woda nie by?a dobra i mia?a smak nieprzyjemny; to te? Jezus pob?ogos?awi? j? i wrzuci? do niej wielkie kawa?ki soli, której ca?a góra znajdowa?a si? w okolicy. Z cysterny tej wypuszczono wod?, wyczyszczono j? jeszcze raz i tu odby? si? chrzest oko?o trzydziestu osób. Ochrzci? si? pan domu, m?scy domownicy, kilku innych ?ydów tutejszych, wielu pogan, którzy niedawno przychodzili do Jezusa, i niektórzy z mieszkaj?cych obok niewolników, z którymi Jezus rozmawia? nieraz, gdy powracali z roboty. Poganie musieli czeka? a? na ostatek i odby? wpierw pewne omywania. Jezus nala? najpierw do chrzcielnicy wody jordanowej z flaszeczki, któr? mia? przy Sobie, i pob?ogos?awi? j?. Nast?pnie spuszczono wod? w kana?, otaczaj?cy chrzcielnic? w ko?o, tak, ?e chrzczeni stali po kolana w wodzie. Jezus naucza? bardzo d?ugo, przygotowuj?c do chrztu. Maj?cy si? chrzci? przyszli w d?ugich, szarych p?aszczach z kapuzami na g?owie (by? to rodzaj p?aszczów, u?ywanych przy modlitwie). Wst?puj?c do rowu, otaczaj?cego chrzcielnic?, zdejmowali p?aszcze; l?d?wie jednak mieli os?oni?te, a prócz tego okryci byli p?aszczykiem, podobnym do szkaplerza, okrywaj?cym piersi i grzbiet, a otwartym na ramionach. Jeden z uczniów k?ad? im r?k? na plecy, a drugi na ramiona. Chrzcz?cy nabiera? p?ask? czar? wody z chrzcielnicy i polewa? im kilka kro? g?ow? w imi? Najwy?szego. Najpierw chrzci? Andrzej, potem Piotr, a tego wreszcie zast?pi? Saturnin. Pogan chrzczono na ostatku. ??cznie z przygotowaniami trwa?o to a? do wieczora. Gdy ludzie odeszli, wyruszy? Jezus sam z tej miejscowo?ci, rozkazawszy uczniom i?? osobno; podczas drogi z??czyli si? znowu i poszli w kierunku wschodnim ku Adama, po?o?onego nad jeziorem Merom. Na noc zatrzymali si? na spoczynek pod drzewami na bujnej, pi?knej murawie.

Jezus w Adama. Cudowne nawrócenie zatwardzia?ego ?yda

Chocia? Adama wydawa?o si? bardzo blisko, musia? Jezus z uczniami jednakowo? i?? kilka godzin w gór? rzeki, aby dosta? si? do miejsca przeprawy; doszed?szy przeprawili si? bez przewo?nika na tratwie, zbudowanej z belek, która tu umy?lnie w tym celu by?a dla podró?nych. Oko?o po?udnia doszli do miasta Adama, otoczonego ze wszech stron wod?. Jezioro Merom le?a?o od strony wschodniej; z innych za? stron otacza?a miasto woda, ??cz?ca si? z jeziorem ko?o ogrodu k?pielowego, przez któr? wiod?o pi?? mostów. Strome brzegi jeziora nisko po?o?onego zaros?e by?y g?st? trzcin? i krzewami; woda by?a m?tna a? mniej wi?cej do po?owy jeziora, w którym to miejscu przep?ywa? przez nie Jordan. Nad jeziorem gnie?dzi?o si? wiele drapie?nych zwierz?t. Gdy Jezus zbli?a? si? z uczniami do ogrodu k?pielowego, po?o?onego przed miastem, wyszed? naprzeciw Niego orszak dostojników miejscowych, którzy tu czekali na Niego, i ci zaprowadzili Go do zamku naczelnika miasta, po?o?onego na rozleg?ym, równym placu; przed zamkiem by?o podwórze, (obszerny przedsionek), a z boku i z ty?u liczne dobudowania. Dziedziniec by? wy?o?ony ró?nobarwnymi, b?yszcz?cymi p?ytami. Tu umyto Jezusowi i uczniom nogi, wyczyszczono i u?o?ono ich p?aszcze. Podano tak?e obfit? przek?sk?, z?o?on? z owoców i jarzyn. Ludzie w Adama mieli zwyczaj prowadzi? wszystkich obcych, przybywaj?cych do miasta, na ten zamek, wypytywa? ich, a tych, którzy przypadli im do gustu, ugaszcza? hojnie, b?d?c tego zdania, ?e go?cinno?? ta wynagrodzi im si? kiedy?. Tych, którzy im si? nie podobali, zamykali nawet czasem do wi?zienia. Adama wraz z dwudziestu mniej wi?cej okolicznymi w?o?ciami nale?a?o do krainy, stoj?cej pod w?adz? Heroda. Mieszczanie tutejsi byli samaryta?skimi ?ydami, a skutkiem oddzielenia si? od ?ydów przyj?li jeszcze


293

wiele innych dziwacznych zwyczajów. Ba?wochwalstwu jednak nie ho?dowali, a nawet poganie, mieszkaj?cy tu, skrycie tylko czcili swych bo?ków. Ci sami m??owie, którzy powitali Jezusa przed miastem, zaprowadzili Go teraz do wysokiej na trzy pi?tra synagogi, gdzie zgromadzi?a si? wielka liczba ?ydów, a tak?e i kobiety, stoj?ce osobno w tyle. Proszono najpierw w?ród ?piewów i mod?ów Boga o dobre zrozumienie ku Jego czci tego wszystkiego, co Jezus b?dzie mówi?. Potem rozpocz?? Jezus nauk?. Mówi? o obietnicach, dawanych po kolei przodkom, i o spe?nieniu si? ich. Mówi?c o ?asce, t?umaczy?, ?e ta nigdy nie ginie, lecz je?eli ten, któremu ona skutkiem zas?ug przodków przede wszystkim si? nale?a?a, nie zas?uguje na jej przyj?cie, udziela j? Bóg temu, który co, do zas?ug najbli?szym jest i najodpowiedniejszym do otrzymania takowej. Mówi? im dalej, ?e przodkowie ich w tym mie?cie po?o?yli raz tak?e zas?ug? przez to, ?e przyj?li u siebie wyp?dzonych cudzoziemców. Dzia?o si? to tak dawno, ?e prawie nikt o tym nie wie, a przecie? obecnie na nich spada nagroda za to. Jezus zamieszka? z uczniami w wielkiej gospodzie, po?o?onej obok tej bramy, przez któr? weszli do miasta. Przed miastem w pobli?u ogrodu k?pielowego, jednak wi?cej ku po?udniowi, by?o miejsce nauczania. W ?rodku wznosi? si? pagórek, pokryty zielon? muraw?, a na nim pi?knie rze?bione kamienne siedzenie. W ko?o za? sta?y w pi?ciu rz?dach drzewa, których cie? chroni? s?uchaczów od upa?u s?onecznego. Mi?e to miejsce nosi?o nazw?: „miejsce ?aski", gdy?, jak mówili ludzie, sp?yn??a st?d raz na nich wielka ?aska. By?o i drugie miejsce do nauczania w pó?nocnej cz??ci miasta, lecz o tym chodzi?y wie?ci mi?dzy ludem, ?e przez nie spad?a raz na miasto wielka kl?ska. Uczniowie obchodzili pojedyncze domy w dzielnicach miasta, zapraszaj?c mieszka?ców na wielk? nauk?, jak? mia? wypowiedzie? Jezus na miejscu ?aski. W poprzedni wieczór urz?dzono uczt? w otwartym przysionku mieszkania naczelnika miasta, do której, jak s?dz?, tak?e Jezus z uczniami po cz??ci si? przyczyni?. Przy pi?ciu sto?ach zgromadzi?o si? z miasta oko?o pi??dziesi?ciu biesiadników. Jezus jad? wspólnie z najznakomitszymi z nich, a uczniowie siedzieli, rozdzieleni mi?dzy biesiadników przy innych sto?ach. Na sto?ach ustawione by?y drzewka w wazonach. Podczas uczty naucza? Jezus, lub obchodz?c sto?y, rozmawia? z biesiadnikami. Po uczcie po wzajemnych podzi?kowaniach, gdy odniesiono resztki potraw, a tylko drzewka pozosta?y na sto?ach, zebrali si? biesiadnicy w pó?kole ko?o Jezusa. Jezus da? im krótk? nauk?, a potem zaprosi? ich na jutro na wielk? nauk?, któr? mia? wypowiedzie? na „miejscu ?aski.? Na drugi dzie? oko?o godziny dziewi?tej rano uda? si? Jezus z uczniami na miejsce nauczania. Przechodz?c po drodze obok zamku naczelnika miasta, spotka? tego?, jak w?a?nie we wspania?ym odzieniu z licznym orszakiem s?ug równie? tam?e si? wybiera?. Jezus rozkaza? mu jednak zaniecha? tego i podobnie jak inni uda? si? na s?uchanie nauki w d?ugim p?aszczu i sukni pokutnej. Na miejscu zgromadzi?o si? ju? w cieniu drzew przesz?o stu najwybra?szych m??ów, a w tyle za nimi nawet kilka kobiet. M??czy?ni mieli na sobie p?aszcze z farbowanej we?ny i wielkie szkaplerze, których szmata tylna by?a jednolita, przednia, piersiowa rozci?ta, a obie z??czone by?y na barkach w?skimi rzemieniami. Szmaty by?y barwy czarnej, a na nich wypisane siedem grzechów g?ównych ró?nobarwnymi g?oskami. Niewiasty mia?y g?owy zas?oni?te. Gdy Jezus szed? ku krzes?u nauczycielskiemu, oddawali Mu wszyscy pok?on, pe?en szacunku. Naczelnik i znakomitsi mieszka?cy, zaj?li miejsca tu? ko?o Jezusa. Uczniowie znowu poza obr?bem s?uchaczy Jezusa zbierali równie? ludzi ko?o siebie (mi?dzy nimi i niewiasty) i nauczali. Przed nauk? wzniós? Jezus oczy ku niebu i modli? si?


294

g?o?no do Ojca, od którego wszystko pochodzi, aby nauka ta pozyska?a Mu szczere, skruszone serca; ludziom rozkaza? powtarza? za Sob? s?owa modlitwy, co te? oni uczynili. Nauka trwa?a bez przerwy od godziny dziewi?tej rano, do czwartej po po?udniu. Raz tylko by?a krótka pauza, podczas której podano Mu kubek wina na orze?wienie i lekki posi?ek. S?uchacze zmieniali si? wci??, to odchodzili, to przychodzili, stosownie do tego, jak który mia? zatrudnienia w mie?cie. Jezus mówi? o pokucie i o chrzcie, przedstawiaj?c go, jak w ogóle wsz?dzie w tych stronach, jako duchowe oczyszczenie i obmycie. Kobiet nie chrzczono wcale przed Zielonymi ?wi?tami; tylko mi?dzy dzie?mi chrzczono tak?e dziewcz?ta od pi?ciu do o?miu lat, lecz z doros?ych ?adnej. Nie wiem ju?, z jakiej przyczyny. Uczy? tak?e Jezus o Moj?eszu, o rozbiciu tablic z przykazaniami, o z?otym cielcu, o grzmotach i b?yskawicach na górze Synaj. Gdy Jezus sko?czy? Swa nauk? i ju? wielu ludzi, mi?dzy nimi tak?e naczelnik, odesz?o do miasta, wyst?pi? ?mia?o przed Jezusa, siedz?cego na krze?le, jaki? stary, wysoki, z d?uga brod?, liczony ?yd i rzek?: „Teraz i ja chc? z Tob? pomówi?. W nauce Swej poda?e? tylko 23 prawd, a tymczasem jest ich 24.? Tu wyliczy? po kolei wszystkie prawdy i zacz?? dyskutowa? z Jezusem. Jezus za? odrzek? mu: „Znosi?em tu twoj? obecno?? tylko dlatego, ?e chc? ci? nawróci?, gdy? inaczej wyp?dzi?bym ci? st?d wobec wszystkich, dlatego, bo nie prosi?em ci?, aby? tu przyszed?. Mówisz, ?e jest 24 prawd i ?e ja uczy?em tylko o 23, lecz mówi?c tak, dodajesz niepotrzebnie trzy, gdy? jest ich tylko 20 i o tylu tylko uczy?em.? I teraz wyliczy? mu Jezus owe 20 prawd wed?ug liter hebrajskiego alfabetu, wed?ug którego i on liczy?, a potem naucza? o grzechu i karze na tych, którzy stroj? prawd? w niepotrzebne dodatki. Jednak ów stary ?yd nie chcia? w ?aden sposób uzna? swego b??du, a byli mi?dzy obecnymi tacy, którzy przytakiwali mu i ze z?o?liw? rado?ci? s?uchali s?ów jego. Jezus jednak rzek? mu: „Posiadasz pi?kny ogród; przynie? mi wi?c z niego najzdrowsze i najpi?kniejsze owoce, a one zgnij? natychmiast na znak, ?e nie masz s?uszno?ci. Masz proste, zdrowe cia?o, a je?li nie masz s?uszno?ci, zgarbacieje ono, aby? wiedzia?, ?e rzeczy najszlachetniejsze niszczej? i obrzydn?, je?li si? prawd? zmienia przez niepotrzebne dodatki. Je?li ty znowu potrafisz uczyni? cho? jeden znak, to przyznam, ?e masz s?uszno?? co do twoich 24 prawd.? Na te s?owa pospieszy? ów ?yd ze swymi pomocnikami do swego w pobli?u po?o?onego ogrodu. Mia? w nim wszystko, co tylko by?o rzadkim i kosztownym w owocach, korzeniach i kwiatach; w klatkach trzyma? dla swej rozrywki rozmaite osobliwe zwierz?ta i ptaki, w ?rodku za? sta? basen z wod?, a w niej dziwne jakie? ryby. Szybko zebra? z pomoc? przyjació? kilka koszyków najszlachetniejszych owoców, z?ocistych jab?ek i dojrza?ych ju? mimo wczesnej pory winogron, mniejsze za? owoce w?o?y? w szlifowan? szklan? czasz?, wygl?daj?c? tak, jak gdyby by?a zrobiona z plecionych ró?nobarwnych szklanych nitek. Prócz tego wzi?? tak?e ze sob? klatki z rozmaitymi ptakami i osobliwymi zwierz?tami wielko?ci zaj?ca i ma?ego kota. Jezus naucza? tymczasem o zatwardzia?o?ci i o zniszczeniu, jakie sprawia w duszach ludzkich wszelkie zmienianie i przekr?canie prawdy. Przyniós? wi?c ów ?yd w koszach i klatkach wszystkie te osobliwo?ci i ustawi? oko?o siedzenia Jezusa, a ca?e zgromadzenie przypatrywa?o si? temu z podziwem. Gdy jednak uporczywie i z dum? obstawa? przy poprzednim swoim twierdzeniu, spe?ni?y si? s?owa Jezusa na wszystkim, co przyniós?. Najpierw zacz??y owoce p?ka? od wewn?trz, jakie? obrzydliwe robaki i owady zacz??y si? z nich ze wszystkich stron wydobywa? i po?ar?y je tak, ?e np. z jednego jab?ka pozosta? tylko kawa?ek ?upinki, ko?ysz?cy si? na g?owie jednego robaka. Przyniesione za? zwierz?tka upad?y na ziemi? i wyda?y z siebie rop?; z tej wyl?g?y si? robaki, które zacz??y pe?za? po zwierz?tkach i obgryza? je, tak, ?e by?y podobne do padliny,


295

ogo?oconej ze skóry. Wszystko to by?o tak wstr?tnym, ?e zgromadzeni, którzy pocz?tkowo ciekawie cisn?li si? bli?ej, zacz?li teraz z krzykiem i strachem ucieka?, tym bardziej, ?e ?yd ów równie? poblad? i po?ó?k? na twarzy, a cia?o jego jak gdyby postrza?em ra?one skrzywi?o si? w jeden bok. Na widok tego cudu rozleg? si? mi?dzy t?umem niezmierny krzyk i ha?as, a ukarany w ten sposób ?yd, j?cz?c wyzna? swój b??d i prosi? Jezusa o zmi?owanie. Powsta? taki rozruch, ?e musiano zawezwa? naczelnika, który ju? by? powróci? do miasta, aby przywróci? spokój. ?yd wyzna? publicznie, ?e nies?usznie post?pi? i ?e poczyni? niepotrzebne dodatki do prawdy. Widz?c Jezus gor?c? pokut? tego cz?owieka i s?ysz?c, jak b?aga? obecnych, by wstawili si? za nim i prosili o uzdrowienie go, pob?ogos?awi? jego samego i przyniesione przez niego przedmioty. Wszystko wróci?o natychmiast do dawnego stanu; owoce i zwierz?ta przybra?y pierwotn? posta? a sam ?yd, odzyskawszy równie? zdrowie, ze ?zami wdzi?czno?ci rzuci? si? do nóg Jezusowi. Od tego czasu poprawi? si? cz?owiek ten tak dalece, ?e sta? si? najgorliwszym stronnikiem Jezusa i wielu innych jeszcze nawróci?. Za pokut? rozdzieli? wielk? cz??? swych pi?knych plonów ogrodowych mi?dzy ubogich. Cud ten ogromne uczyni? wra?enie na wszystkich s?uchaczach, którzy w celu posilenia si? odchodzili i znów przychodzili. Cud taki potrzebnym by? tutaj, gdy? ludzie ci, chocia? nieraz przekonani byli o swoich biedach, trzymali si? ich uparcie, jak to zwykle bywa u ludzi mieszanego pochodzenia; a w?a?nie oni pochodzili od Samarytan, po??czonych mieszanymi ma??e?stwami z poganami, a nast?pnie wyp?dzonych z Samarii. Dzi? np. nie po?cili na pami?tk? zburzenia ?wi?tyni jerozolimskiej, lecz na pami?tk? wyp?dzenia z Samarii. Uznawali wprawdzie swój b??d i ubolewali nad nim, a jednak w nim trwali i nie chcieli si? go wyrzec. Jezusa przyj?to tutaj dlatego tak uprzejmie, gdy? pod?ug dawnego jakiego? objawienia, które jeszcze od pogan przesz?o do nich, spe?ni?o si? obecnie wiele znaków, które mia?y im zapowiada? otrzymanie jakiej? szczególnej ?aski od Boga. Objawienie to mia? da? Bóg na tym w?a?nie miejscu, które si? teraz nazywa miejscem ?aski. Przypominam sobie tylko tyle, ?e raz poganie owi modlili si? w jakiej? potrzebie na tym miejscu z wyci?gni?tymi w gór? r?koma i otrzymali obietnic?, ?e gdy nowe ?ród?a sp?yn? do jeziora, jak równie? do studni k?pielowej i gdy miasto zabuduje si? tak, ?e dosi?gnie z tej strony a? do studni, wtenczas otrzymaj? t? ?ask?. A w?a?nie teraz spe?ni?y si? prawie do joty wszystkie te znaki. Pi?? nowych wód sp?ywa?o do jeziora, lub w pobli?u niego do Jordanu; spe?ni? si?, tak?e znak co do bocznej odnogi Jordanu, a do studni, po?o?onej przy miejscu ?aski, dop?ywa?a teraz ?wie?a dobra woda. Tu b?dzie Jezus chrzci? i wszystkie owe proroctwa, dotycz?ce wody, odnosz? si? prawdopodobnie do miejsca chrztu. Tu by?a przedtem tak?e z?a woda. W t? stron? g?ównie rozszerzy?o si? miasto. Strona pó?nocna miasta, nisko po?o?ona, pe?na jest zawsze mg?y zjadliwej z otaczaj?cych j? bagien; mieszka? tu przewa?nie mot?och poga?ski w n?dznych chatkach. Za to w stronie po?udniowo wschodniej by?o mnóstwo nowych domów, ogrodów i plantacji, ci?gn?cych si? a? do miejsca ?aski. Miejsce to po?o?one by?o w dole, a otoczone w ko?o równin?. Skutkiem cz??ciowej zmiany koryta rzeki i przez powstanie nowej góry zwróci?a si? jedna odnoga Jordanu ku zachodowi a? do tego ogrodu, tu ??czy?a si? z ma?? rzeczk? i wraz z ni? wraca?a do wspólnego ?o?yska, op?yn?wszy dosy? spor? przestrze?. A w?a?nie to by?o jednym z owych znaków, ?e woda Jordanii ma t?dy p?yn??. W ?rodku synagogi stoi wspania?a szafa na przechowywanie pism zakonnych. Na drugi dzie? naucza? tu Jezus znowu, a na nauk? przyby?o wielu ?ydów boso,


296

wed?ug przepisu; nie wolno im by?o równie? dzi? my? si? i dlatego ju? wczoraj po nauce umyli si? i ok?pali. Na sobie mieli dzi? oprócz tego ubioru, co wczoraj, jeszcze d?ugi czarny p?aszcz z kapuz?, z jednego boku otwarty i zwi?zany ta?mami. Na prawej r?ce mieli dwa proste czarne manipu?y, na lewej jeden, a z tylu u p?aszcza ogon. Modlili si? bardzo gor?co i ?piewali, a potem powk?adali na si? worki ze zrobionym umy?lnie otworem na g?ow? i tak poubierani pok?adli si? twarz? do ziemi w kru?gankach synagogi. To samo czyni?y niewiasty po domach. Ju? wczoraj pogaszono wszystkie ognie; wieczorem dopiero widzia?am Jezusa przy uczcie w gospodzie. Jad? sam z uczniami przy nie nakrytym stole; inni jedli w przysionku w dziedzi?cu. Z domu naczelnika miasta, przyniesiono zimne potrawy. Prócz tego sta?y na stole czarki z popio?em. Ludzie zmieniali si? wci?? przy stole, przychodzi?o tak?e wielu chromych i kalek, a Jezus naucza? podczas uczty. Stary, wczoraj nawrócony ?yd da? mnóstwo najpi?kniejszych owoców na rzecz ubogich. Na drugi dzie?, to jest w szabat, naucza? Jezus znowu w synagodze. Po nauce wyruszy? w kierunku pó?nocnym od miasta w góry w towarzystwie uczniów i oko?o dziesi?ciu ?ydów. By?o tu bardzo pusto i dziko. Ko?o jakiego? domu spocz?li nieco w cieniu drzew i posilili si? potrawami i napojem, jakie im z owego domu wyniesiono. Tu dawa? Jezus Swym towarzyszom rozmaite przepisy zachowania si? na przysz?o??, oznajmiaj?c im zarazem, ?e wkrótce st?d odejdzie i ?e raz tylko jeszcze zawita w te strony. Mi?dzy innymi upomina? ich, aby przy modlitwie zachowywali si? powa?niej, a nie czynili tyle niepotrzebnych ruchów, w czym rzeczywi?cie przesadzali; przede wszystkim za?, aby nie chowali w sercu swym surowo?ci przeciw grzesznikom i poganom, lecz by i wzgl?dem nich okazywali mi?osierdzie. Na poparcie Swych s?ów opowiedzia? im przypowie?? o niesprawiedliwym w?odarzu i t?umaczy? im znaczenie przypowie?ci jakoby zagadk?. Dziwnym im si? to wydawa?o, a Jezus obja?nia? im, dlaczego czynno?? w?odarza zas?u?y?a na pochwa??. Ze s?ów Jezusa wydawa?o mi si?, jakoby przez niesprawiedliwego w?odarza rozumia? synagog?, przez innych za? d?u?ników sekty ?ydowskie i pogan. Synagoga powinna by?a zmniejszy? d?ug sektom i poganom, maj?c w swej r?ce w?adz? i ?aski, tj. posiadaj?c nie zas?u?enie i nies?usznie wielkie bogactwa, aby potem, je?li zostanie odepchni?ta, mog?a si? oprze? na wstawiennictwie ?agodnie traktowanych d?u?ników.

Przypowie?? o niesprawiedliwym w?odarzu

Jeszcze, gdym dzieckiem by?a, przesuwa?y si? przed mymi oczyma jak ?ywe obrazy przypowie?? o niesprawiedliwym w?odarzu i inne, i nieraz zdawa?o mi si?, ?e w ?yciu tym wpo?ród otoczenia poznaj? postacie, widziane w objawieniu. Podobnie rzecz si? mia?a z owym w?odarzem, którego widzia?am zawsze jako garbatego rotmistrza z Rudaw? brod?, biegaj?cego szybko i zwinnie na wszystkie strony i rozkazuj?cego dzier?awcom pisa? co? trzcin? pewnego rodzaju. Niesumienny w?odarz mieszka? w wielkim namiocie na pustyni arabskiej, niedaleko miejsca, gdzie niegdy? buntowali si? Izraelici. Pan jego, mieszkaj?cy daleko za Libanem, mia? tu rol? i plantacje oliwy, granicz?ce z ziemi? obiecan?. Po obu stronach mieszkali dwaj wie?niacy, dzier?awi?cy pola. W?odarz, by? to ma?y, garbaty cz?owiek, chytry i podst?pny; my?la?, ?e pan jego nie pojawi si? tu tak pr?dko, tote? marnowa? wszystko i rozprasza?. Podobnie? obaj wie?niacy tracili wszystko na hulankach. Naraz zjawia si? pan. Hen w górach, wysoko, widzia?am jakoby wspania?e miasto i zamek, od którego tu dot?d prosto wiod?a ?liczna droga. Król schodzi? stamt?d z ca?ym swoim dworem, a za nim wiedziono


297

gromady wielb??dów i ma?e wózeczki, zaprz??one w os?y. Wygl?da?o to, jak gdyby ta droga prowadzi?a z niebia?skiego Jeruzalem i jak gdyby na ziemi? schodzi? król niebieski, posiadaj?cy tu ?any pszenicy i ogrody oliwne. W podobny sposób i z takim orszakiem odbywali królowie patriarchalni swe pochody. Obecnie przybywa? tu ten król ze swych górnych mieszka?, gdy? oskar?ono przed nim owego ma?ego rentmistrza, ?e rozprasza ca?? jego maj?tno??. D?u?nikami pana byli obaj wspomniani wie?niacy, ubrani w d?ugie sukmany, zapi?te na guziki a? do do?u; rentmistrz mia? ma?? czapeczk? na g?owie. Mieszkanie rentmistrza le?a?o wi?cej ku pustyni, posiad?o?ci za? pana zwrócone by?y ku ziemi Kanaan, a po obu ich stronach by?y mieszkania wie?niaków. Razem tworzy?y te trzy mieszkania trójk?t. Obaj ci d?u?nicy marnowali wspólnie z rentrnistrzem dochody, a potrzebne pieni?dze wyciskali od swych biednych poddanych. Byli oni jakoby dwaj ?li proboszczowie, a rentmistrz jako niedobry biskup. Wygl?da? on jednak jak ?wiecki, który ma w?adz? i rz?dy. Pan zbli?a? si? powoli od ?ytniego stajenia. Rentmistrz spostrzeg? zda?a jego zbli?anie si? i trwoga ogarn??a go; przygotowa? wielk? uczt?, i przymilaj?c si?, nadskakiwa? i krz?ta? si? gorliwie ko?o wszystkiego. Przyszed?szy na miejsce, rzek? pan do niego: „Co to! Dosz?y mnie s?uchy, ?e rozpraszasz moj? maj?tno??; zdaj rachunek, bo nie b?dziesz d?u?ej w?odarzem!? Wtedy w?odarz zawo?a? zaraz wie?niaków, a ci przyszli, trzymaj?c w r?ku zapisy i rozwijaj?c je. W?odarz zapyta? ich, ile s? winni, bo nawet tego nie wiedzia?, a oni pokazali mu. Tedy on kaza? im krzyw? trzcin?, któr? trzyma? w r?ku, napisa? szybko, a nieznacznie mniejsze liczby, rozumuj?c tak, ?e gdy zostanie wyp?dzony, to oni przez wdzi?czno?? przyjm? go i dadz? mu utrzymanie, gdy? on sam nie potrafi?by ju? teraz pracowa?. Wie?niacy, wróciwszy do siebie, na?adowali kosze zbo?a i oliwek na wielb??dy i os?y i kazali poddanym zawie?? je do pana. Dali im równie? w tym samym celu pieni?dze, a mianowicie ma?e sztabki metalu, zwi?zane pier?cieniami w wi?ksze lub mniejsze p?ki, stosownie do sumy, któr? mia?y przedstawia?. Pan jednak pozna?, ?e wi?zki te s? za ma?e stosunkowo do otrzymanych ostatnim razem, a? fa?szywie wystawionego rachunku odgad? zamiar w?odarza; u?miechn?? si? wi?c do swoich dworzan i rzek?: „Widzicie, jak roztropnym i chytrym jest ten cz?owiek, chce ze swych poddanych uczyni? sobie przyjació?; synowie tego ?wiata roztropniejsi s? w dzia?aniu od synów ?wiat?o?ci, którzy rzadko tak m?drze czyni? w dobrym, jak ten cz?owiek post?pi? w z?em; gdyby tak post?powali w dobrem, jak on w z?em, otrzymaliby wielk? nagrod?, podobnie jak ten otrzyma wielk? kar?." I tak ten garbaty wyga, ?wik, z?o?ony zosta? z urz?du i pos?any dalej w pustyni?, gdzie by?a tylko ja?owa wydma (?ó?ty, twardy, nieurodzajny piasek, ugier i olszyna). W?odarz by? bardzo przera?ony i zasmucony. W ko?cu jednak zacz?? kopa? i uprawia? ziemi?. Dwóch swych wie?niaków wyp?dzi? pan tak?e i wyznaczy? im nieco lepsze kawa?ki ziemi piaszczystej. Biedni za? poddani otrzymali teraz zarz?d pola w nagrod? za krzywdy, jakich doznali i za straty, jakie przez dzier?awców ponie?li.

Jezus i uczniowie wzywaj? do chrztu i s?uchania nauki ko?o Seleucyi

Jezus i uczniowie rozeszli si? po ca?ym mie?cie Adama. Jezus trzyma? si? wi?cej ?rodka miasta, uczniowie za? rozeszli si? po dzielnicach dalej po?o?onych, nie omijaj?c i mieszka? pogan. Chodz?c prawie od domu do domu, wzywali przygotowanych ju? do tego ludzi, aby w nast?pnym dniu stawili si? do przyj?cia chrztu i wys?uchania nauki, któr? Jezus mia? mie? pojutrze z drugiej strony


298

jeziora na zieleniej?cym oparkanionym placu pod Seleucy?. Z zaproszeniem ??czyli krótk? nauk?. Trwa?o to a? do zmierzchu, poczym wyszli uczniowie z miasta na zachodni brzeg jeziora i tu wsiedli na ?odzie rybaków, ?owi?cych przy blasku pochodni ryby w szerszej cz??ci jeziora, poni?ej uj?cia Jordanu. Zwabione blaskiem pochodni, zbiera?y si? ryby gromadnie w ko?o ?odzi, a rybacy chwytali je na w?dki i o?cienie. Uczniowie pomagali rybakom ?owi?, a zarazem nauczali ich. Radzili im tak?e, aby z?owione ryby zanie?li na owe ??czk? pod Seleucy?, gdzie mia? Jezus naucza?, a tam sprzedadz? je z dobrym zyskiem. Miejsce dopiero wspomniane, by? to rodzaj zwierzy?ca, otoczonego wa?em i parkanem, gdzie chowano dzikie zwierz?ta ?ywcem schwytane. Trzymano je w do?ach umy?lnie w tym celu wykopanych. Plac ten nale?a? do miasta Adama, a oddalony by? o pó?torej godziny drogi od Seleucyi. Ranem przyby? Jezus do uczniów, i z nimi razem powróci? do miasta boczn? drog?, przy której sta?o wiele domostw. W domach tych czynili uczniowie to samo, co wczoraj w mie?cie. Przybywszy do miasta, uda? si? Jezus z uczniami do domu naczelnika, gdzie oczekiwa? ich ju? posi?ek. Posi?ek ten sk?ada? si? z ma?ych chlebów, po??czonych po dwa, i rybek u?o?onych g?ówkami do góry w wielkiej czaszy, zrobionej w kszta?cie ?ódki, b?yszcz?cej jak pstre, ró?nobarwne szk?o. Ka?demu z uczniów na?o?y? Jezus na placek ca?? tak? rybk?. W ko?o w stole wy??obione by?y zag??bienia w kszta?cie talerzy, w które nak?adano potrawy. Po tej uczcie mia? Jezus w przysionku, otwartym do podwórza, nauk? do naczelnika i jego domowników, którzy mieli pó?niej przyj?? chrzest, a potem uda? si? na plac nauki przed miastem, gdzie ju? oczekiwa?y na Niego t?umy ludzi; tu przygotowywa? do chrztu. Ludzie przychodzili i odchodzili naprzemian gromadami, st?d udawali si? do synagogi i modlili si?, posypuj?c na znak pokuty g?owy popio?em; potem szli do ogrodu k?pielowego obok „miejsca ?aski" i tu parami, tylko zas?onami oddzieleni, oczyszczali si? w dole k?pielowym. Gdy ostatni s?uchacze opu?cili ju? plac nauki, uda? si? Jezus z uczniami równie? do ogrodu k?pielowego. Do stawu, przy którym miano chrzci?, dop?ywa?a woda z jednej odnogi Jordanu. I tu by? basen, otoczony tak szerokim rowem, ?e mog?o si? w nim dwóch ludzi wymin??. Do rowu tego prowadzi?o z basenu pi?? zamykanych spustów, a obok nich by?y przej?cia, którymi dochodzi?o si? do ?rodka. W ?rodku basenu sta? pal, który za pomoc? ramienia, si?gaj?cego a? do brzegu, zamyka? lub otwiera? basen. Ten zbiornik wody o pi?ciu spustach nie by? miejscem do chrztu umy?lnie urz?dzonym. Tej formy zbiorniki by?y cz?ste w Palestynie, a mo?e ma to zwi?zek z pi?ciu dop?ywami stawu Betesda, albo ze studni? Jana na pustyni, ze studni? chrztu Jezusa, mo?e te? ma przypomina? pi?? Naj?w. ran, lub wreszcie inn? jak? religijn? tajemnic?. Jezus mia? tu znowu nauk? przygotowawcz? przed chrztem. Przyst?puj?cy do chrztu zdejmowali d?ugie p?aszcze, w które byli odziani, a pozostawali tylko w ma?ych p?aszczykach okrywaj?cych pier? i z przepask? na l?d?wiach; tak ubrani stawali w rowie, otaczaj?cym cystern?, a nape?nionym wod? sprowadzon? przez spusty. Chrzcz?cy i rodzice chrzestni stali na przej?ciach. Chrzcz?cy nabiera? wody czerpark? i polewa? trzykro? g?ow? chrzczonego, wzywaj?c Imienia Jehowy i Jego wys?annika. Czterech uczniów chrzci?o równocze?nie, a dwóch wk?ada?o r?ce. Czynno?? ta trwa?a wraz z przygotowaniami a? do wieczora. Mnóstwo ludzi cisn??o si? do chrztu, lecz wielu z nich odprawiono z niczym, lub chwilowo tylko odraczano chrzest. Z brzaskiem dnia przeprawili si? uczniowie na drugi brzeg jeziora na ów plac zielony pod Seleucy?, na którym mia?a by? nauka. Jezioro, maj?ce kszta?t skrzypiec, zw??a?o si? w?a?nie niedaleko miasta Adama tak, ?e z jednego brzegu na drugi by?o zaledwie kwadrans drogi. Miasto Seleucya, ?redniej wielko?ci, by?o


299

twierdz?, obwarowan? podwójnym murem i wa?em, ci?gn?cym si? mi?dzy obu murami. Niedost?pnym by?o szczególnie od strony pó?nocnej, a zamieszkiwali je przewa?nie poga?scy ?o?nierze. Kobiety mieszka?y w d?ugich domach, stoj?cych w oddzielnej cz??ci miasta, a ka?da mia?a osobne mieszkanie. Nieliczni ?ydzi, mieszkaj?cy tu, ?yli w upo?ledzeniu w n?dznych komórkach, w murze wykutych trzymano ich do spe?niania najci??szych robót, przy kopaniu rowów lub osuszaniu bagien. Synagogi tu nie widzia?am, ale za to by?a wielka okr?g?a ?wi?tynia, stoj?ca na kolumnach, zdobnych wielkimi pos?gami. W najgrubszej kolumnie, stoj?cej w ?rodku, wykute by?y schody, prowadz?ce do ?wi?tyni. Pod ?wi?tyni? by?y obszerne podziemia, w których sta?y urny z popio?ami zmar?ych. W pobli?u by?o osobne czarne miejsce, gdzie palono trupy. W samej ?wi?tyni sta?y postacie w??ów z twarzami ludzkimi, pos?gi ludzkie o psich g?owach, a jeden z tych pos?gów z ksi??ycem i ryb?. Ziemia w oko?o by?a ma?o urodzajna, za to ludzie odznaczali si? wielk? pracowito?ci?. Przewa?nie kwitn?? przemys? wyrobów wojskowych. Wyrabiano powrozy i uprz?? na konie; byli tu tak?e liczni p?atnerze. Przybywszy do Seleucyi, chodzili uczniowie po mie?cie, zapraszaj?c ludzi na nauk? i maj?c? si? potem odby? uczt?. Równocze?nie czyni? Jezus to samo w Adama, odwiedzaj?c domy pogan. Potem udali si? uczniowie na ów plac czyli zwierzyniec, pokryty pi?kn? muraw?, kwiatami i krzewami; tu przygotowali uczt? z pomoc? rybaków, którzy przynie?li tu na sprzeda? ryby i przechowali je w cysternie. Miejsce sto?ów zast?powa?y szerokie na dwie stopy belki, wydobyte z jeziora. Ryby pieczono na ogniskach, znajduj?cych si? poza ogrodem. Musia?y tu cz?sto odbywa? si? uczty, gdy? w piwnicach przechowywano wiele p?yt kamiennych, utworzonych zapewne przez przyrod?, a s?u??cych do roznoszenia potraw. Dania stanowi?y placki, ryby, jarzyny, a tak?e owoce. Ju? wszystko by?o gotowe i zebra?o si? ko?o stu pogan, gdy Jezus, przeprawiwszy si? przez jezioro, tu przyby?. Wraz z Nim przyby? naczelnik miasta, oko?o 12 ?ydów i kilku pogan z Adama. Naczelnik i ?ydzi mieli tak?e udzia? w przygotowaniu uczty, a teraz us?ugiwali z uczniami przy stole. Jezus, stoj?c na pagórku, uczy? o tym, ?e cz?owiek sk?ada si? z duszy i z cia?a i ?e dla duszy zarówno jak dla cia?a potrzebnym jest pokarm. Nast?pnie doda?, ?e teraz maj? do wyboru, albo s?ucha? Jego nauki, albo zasi??? do uczty; powiedzia? za? tak, chc?c ich wypróbowa?. Rzeczywi?cie z pocz?tku kilku tylko, a potem coraz wi?cej zasiada?o zaraz do uczty, tak, ?e mniej wi?cej trzecia cz??? s?ucha?a nauki. Jezus naucza? o powo?aniu pogan i opowiada? o Trzech Królach, co po cz??ci by?o im ju? znanym. Po sko?czeniu nauki i uczty poszed? Jezus wieczorem z uczniami i ?ydami do Seleucyi, po?o?onej o pó?torej godziny drogi dalej ku po?udniowi, w pewnej odleg?o?ci od jeziora. Przed miastem przyj?li Go najznakomitsi mieszka?cy miasta. Ludzie byli tu ju? z powrotem. Dla pokrzepienia podano Mu, zarówno jak i towarzysz?cym Mu uczniom i ?ydom, przek?sk? i napój, poczym wprowadzono ich do miasta. Na placu, opodal bramy, sta?y poga?skie niewiasty, zebrane tu w celu zobaczenia Go. Jezus przywita? je i mia? do niech nauk?. Niewiasty tutejsze ubieraj? si? tak, jak ?ydówki, tylko ?e nie zas?aniaj? tak starannie twarzy. S? one, jak w ogóle mieszka?cy tych okolic, miernego wzrostu, lecz silne i (kr?pe). Nast?pnie uda? si? Jezus do obszernej gospody, gdzie przygotowano na Jego cze?? uczt?. W ogóle w tej okolicy wyprawiano cz?sto uczty. Jezus, uczniowie i ?ydzi jedli przy osobnym stole. Pocz?tkowo nie chcieli ?ydzi nic je??. Widz?c to Jezus, rzek?, ?e to, co do ust wchodzi, nie zanieczyszcza cz?owieka, a je?li nie b?d? z Nim po?ywa?, to znaczy? b?dzie, ?e nie przyjmuj? Jego nauki. Podczas uczty naucza? Jezus niezmordowanie.


300

Poganie mieli wy?sze sto?y, ni? ?ydzi, a prócz tego ma?e stoliki; przy stole siedzieli na poduszkach ze skrzy?owanymi nogami, podobnie jak to czyni? mieszka?cy kraju Trzech Królów. Jako potrawy podawano ryby, jarzyny, miód, owoce i mi?so przypiekane. Nauka Jezusa wzruszy?a ich bardzo; tote?, gdy o zmierzchu st?d odchodzi?, zasmucili si? wielce i prosili Go gor?co, aby d?u?ej pozosta?. Jezus jednakowo? nie zosta?, lecz zostawi? im Andrzeja i Natanaela. Poganie byli na nowe wypadki bardzo ciekawi. Mieszkania kobiet oparte by?y tyln? ?cian? o mur forteczny lub wa?, przodem za? zwrócone by?y ku szerokiej ulicy. Niektóre z tych domów by?y bardzo pi?kne, a gdzieniegdzie oddzielone od siebie ogrodami i podwórzami. Tu zajmowa?y si? niewiasty gospodarstwem i pra?y bielizn?. Jezus rozmawia? jeszcze z nimi przed odej?ciem, kazawszy im poprzednio zgromadzi? si? w pewnym miejscu. Naucza? tu tak?e Jezus o chrzcie, jako o obmyciu si? z nieprawo?ci. Gdy nalegano na Niego, aby d?u?ej pozosta?, odrzek?, ?e nie s? jeszcze sposobni do przyj?cia wszystkiego, co mówi. Z Seleucyi powróci? Jezus znowu do Adama. Tu obchodzili nowoochrzceni ?wi?to dzi?kczynne w synagodze. Stoj?c na samym przedzie, ?piewali oni psalmy dzi?kczynne, a Jezus naucza?. Po powrocie Andrzeja i Natanaela z Seleucyi ochrzczono jeszcze wielu innych. Nawrócony ?yd jest we wszystkim us?u?nym pos?a?cem, z wielk? pokor? us?uguje wszystkim i pomaga. W Adama by?a wielka liczba chorych i ci nie mogli przyby? na nauk? Jezusa i do chrztu; to te? Jezus uda? si? sam do ich mieszka? w towarzystwie Saturnina i drugiego ucznia, swego krewnego. Inni za? uczniowie udali si? do miast Azor, Kades, Berota i Tysbe, po?o?onych na pó?noc od Adama, w odleg?o?ci dwóch do trzech godzin drogi. Celem tej podró?y by?o zaproszenie mieszka?ców tych miast na nauk?, któr? mia? mie? Jezus na górze, po?o?onej na drodze mi?dzy Kades i Berot?. Góra ta, ?agodnie wznosz?ca si?, poros?a by?a bujn? zieleni?. Na szczycie, w miejscu, otoczonym doko?a wa?em, znajdowa?a si? stara katedra nauczycielska. Przybywszy do owych miast, udali si? cz??ci? do naczelników owych miejscowo?ci i prosili ich, aby wezwali lud na nauk?, któr? ma mie? prorok z Galilei na górze w dzie? po szabacie, cz??ci? za? chodzili sami po domach i zapraszali ludzi. Tymczasem obchodzi? Jezus w Adama znakomitych i ubogich ?ydów i pogan, i leczy? chromych, ?lepych, cierpi?cych na wodn? puchlin? i up?yw krwi. Szczególniej uderzy?o mnie dziesi?ciu op?tanych m??czyzn i kobiet, samych ?ydów. Mi?dzy poganami nie widzia?am nigdy tylu op?tanych. Byli mi?dzy nimi i znakomitsi, i tych trzymano w zakratowanych izbach lub zamkni?tych podwórzach. Gdy Jezus zbli?a? si? do takich domów, krzyczeli op?tani straszliwie i szaleli; ale gdy stan?? we w?asnej osobie przed nimi, milkli natychmiast, spogl?daj?c tylko na Niego ze dr?eniem i os?upieniem. Przez samo Swoje wejrzenie wygania? Jezus z nich szatana. Wida? by?o, jak wychodzi? z nich szatan w postaci pary, nast?pnie przybiera? straszn? posta? ludzkiego cienia i ucieka?; widzowie dziwili si? i przera?ali tym. Oswobodzeni tak od szatana, bledli i padali bezprzytomni na ziemi?. Wtedy Jezus bra? ich za r?k? i przemawiaj?c do nich, rozkazywa? im wsta?. Na te s?owa budzili si? oni jakby ze snu jakiego, i jako ca?kiem inni ludzie padali przed Nim z podzi?k? na kolana. Jezus za? dawa? im stosowne upomnienia i wskazywa? b??dy, z których mieli si? poprawi?. Powróciwszy do Adama, udali si? uczniowie wraz z Jezusem na uczt? do domu naczelnika. B?d?c w owych miastach, zakupili ryb i chleba i kazali dostawi? je na gór?, gdzie mia? Jezus naucza?, aby mie? czym po?ywi? s?uchaczów. Jezus otrzymywa? cz?sto podarki od niektórych ludzi i z niektórych miejscowo?ci. Mi?dzy darami by?y nieraz z?ote laseczki, podobne do ro?linek. Podarunki te


301

obraca? Jezus w?a?nie na to, aby posila? swoich s?uchaczów. Od uczty w Seleucyi do tego czasu Jezus jeszcze nic nie jad?. W szabat naucza? w synagodze miejskiej. Jak przewa?nie wsz?dzie, tak i w Adama by?a partia przeciwna Jezusowi i ta wys?a?a dwóch Faryzeuszów na miejsce, gdzie Jan naucza?, aby si? dowiedzieli, co on naucza o Jezusie. Pos?ali równie? do Betabary i Kafarnaum, donosz?c przeciwnikom Jezusa, ?e Ten?e obecnie u nich przebywa, chrzci i przybiera sobie uczniów. Po powrocie wys?a?ców, oczerniali Jezusa i wiele wygadywali przeciw Niemu; za ma?? jednak by?a ich partia, aby mogli co? wskóra?. Raz zapytali Jezusa zwierzchnicy z Adama, co te? on my?li o Esse?czykach? Uczynili to, kusz?c Go, bo chcieli wy?ledzi? pewn? wspólno?? zapatrywa? i przekona? mi?dzy Nim a Esse?czykami, a wiedzieli, ?e Jakób M?odszy, krewny i ucze? Jezusa, jest tak?e Esse?czykiem. Zarzucali wi?c Esse?czykom ró?ne winy, szczególnie odosabnianie si? i bez?enno??. Jezus odpowiedzia? im na to ogólnikowo: „Ludziom tym nie mo?na nic zarzuci?. Je?li maj? do tego powo?anie, pochwala im si? to; ka?dy jednak jest do czego innego powo?anym, i tak np. gdyby kaleka chcia? i?? prosto, nie uda mu si? to i nawet mu to nie przystoi.? — Na to zrobiono Mu zarzut, ?e skutkiem bez?e?stwa ma?o jest rodzin mi?dzy Esse?czykami, lecz Jezus odpar? ten zarzut, wyliczaj?c wiele rodzin esse?skich i jak wiele mi?dzy nimi jest udanych dzieci. Zreszt? — doda? — rozró?ni? trzeba mi?dzy dobrym a z?ym stanem ma??e?skim. W ogóle ani nie bra? Jezus Esse?czyków w obron?, ani nie zarzuca? im nic, tak ?e nawet nie zrozumiano Jego zdania. Przez pytania te zamierzali oni do tego, ?e Jezus mia? krewnych mi?dzy Esse?czykami i obcowa? z nimi.

Jezus na górze ko?o Berota

W nocy z soboty na niedziel? wyruszy? Jezus w towarzystwie uczniów i wielu ?ydów na ow? gór?, gdzie mia? mie? nauk?. Przedtem po?egna? si? wieczór po sabacie z mieszka?cami Adamy, nie wspominaj?c jednak wcale, ?e nie wróci tu wi?cej. Z miasta wyszed? t? sam? bram?, przez któr? wszed? pierwej, a do której prowadzi? most. Wychodz?c inn? bram?, trzeba by?o przeprawia? si? przez rzek?, p?yn?c? z Azoru do Kades pod Adama i wpadaj?c? do Jordanu. Pozostawiwszy Kades na prawo, poszli nasi podró?ni ku zachodowi; droga wznosi?a si? ?agodnie w gór? po górskich tarasach. Wysokie grzbiety górskie nie s? w tej okolicy zbyt strome, lecz tworz? w górze obszerne p?aszczyzny; w ogóle nie ma tu tyle w?wozów i powik?anych, przepa?cistych gór, jak w po?udniowej Palestynie. Po lewej stronie le?a?o wysoko wzgórze Tysbe. Mieszka? tu niegdy? Tobiasz; mia? tam o?enionego szwagra swej ?ony, czy te? brata. By? tak?e w nawodnym mie?cie Amichores i by?by tam móg? na sta?e pozosta?, lecz po?wi?caj?c si? dla swego ludu, wola? pój?? wraz z innymi do niewoli. W Tysbe by? w swoim czasie tak?e Eliasz; Jezus tak?e raz t?dy przechodzi?. T?umy ludzi zebra?y si? ju? na górze. Niektórzy przybyli ju? wieczór po szabacie, aby przygotowa? i uporz?dkowa? wszystko. By?a to ta sama góra, na której odprawia? Jozue nabo?e?stwo dzi?kczynne, zwyci??ywszy Kanaanitów. Po obu stokach góry sta?y szeregi domów, a w nich mieszkali ludzie, zajmuj?cy si? sporz?dzaniem namiotów; mieli tak?e zapasy gotowych namiotów wraz z dr?gami i sznurami. Obecnie przynie?li je na gór?. Jeden rozpi?li nad kamiennym siedzeniem, stoj?cym w miejscu obwa?owanym, z którego mia? naucza? Jezus, a reszt? poustawiali w innych miejscach. Przyniesiono tak?e zapas wody w skórzanych miechach i kosze pe?ne chleba i ryb. Kosze te, podobne do naszych uli, mia?y w ?rodku przegródki, tak, ?e mo?na by?o ró?ne przedmioty k?a?? do


302

nich osobno. Kosze te mo?na by?o k?a?? jeden na drugim. By?o ju? ko?o dziewi?tej godziny, gdy Jezus przyby? na gór?, gdy? z Adama a? dot?d by?o sze?? do siedem godzin drogi. Gdy Jezus pojawi? si? w?ród zgromadzonego ludu, rozleg?y si? zewsz?d radosne okrzyki: „Ty jeste? prawdziwym prorokiem! Ty? naszym opiekunem! itp.? Gdy za? przechodzi? w?ród t?umów, wszyscy schylali przed Nim ze czci? g?owy. Przyprowadzono tu tak?e wielu op?tanych, i ci krzyczeli g?o?no, rzucaj?c si? jak szaleni. Jezus, spojrzawszy na nich, nakaza? im milczenie. Pod wp?ywem tego wzroku i rozkazu, uspokoili si? zaraz i zostali uzdrowieni. Przybywszy na miejsce przemowy, rozkaza? uczniom zrobi? porz?dek mi?dzy ludem, i gdy ju? ucich?y szmery, wzniós? wraz z ludem modlitw? do Ojca niebieskiego, od którego wszystko pochodzi, nast?pnie za? rozpocz?? nauk?. Mówi? za? przede wszystkim o tym, co si? sta?o na tym miejscu, o przybyciu tu Jozuego wraz z Izraelitami, o uwolnieniu tych krajów od Kanaanitów i poga?stwa i o zburzeniu miasta Azor. Wszystko to obja?nia? Jezus symbolicznie; mówi? wi?c, ?e tak samo obecnie przychodzi do nich powtórnie prawda i ?wiat?o wraz z ?ask? i ?agodno?ci?, aby uwolni? ich z pod przemocy grzechowej. Niech wi?c nie opieraj? si? prawdzie, jak niegdy? Kanaanici, aby nie spad?a na nich kara Bo?a, jak niegdy? na miasto Azor. Opowiedzia? potem przypowie??, o ile mi si? zdaje, o pszenicy i uprawie roli, któr? pó?niej drugi raz powtarza?; jest ona w ksi?dze ewangelii. Naucza? tak?e o pokucie i nadej?ciu królestwa Bo?ego, i w tym miejscu wyra?niej, ni? to czyni? tu dotychczas, wskazywa? na Siebie i Ojca niebieskiego. Przybyli tu do Niego synowie Joanny Chusa i Weroniki, wys?ani przez ?azarza, aby ostrzec Go przed szpiegami, których wys?ali Faryzeusze z Jerozolimy do Adamy. Podczas przerwy w nauce przyprowadzili ich uczniowie do Jezusa, a ten uspokoi? ich, aby si? wcale nie l?kali o Niego, gdy? pos?annictwo Swoje z pewno?ci? spe?ni; dzi?kuje im jednak za okazan? Mu mi?o?? itd. Wys?a?cy Faryzeuszów byli tak?e tutaj wraz z przeciwnymi Jezusowi ?ydami z Adamy. Jezus nie zwa?a? na nich i nie rozmawia? z nimi, naucza? jednak g?o?no o tym, jak zasadzaj? si? na Niego i prze?laduj? Go; doda? tak?e, ?e nie uda im si? przeszkodzi? Mu w tym, co Ojciec w niebieskich poleci? Mu spe?ni?. Pojawi si? wkrótce znowu mi?dzy nimi, aby oznajmi? im spe?nienie si? prawdy i królestwa Bo?ego. By?o tak?e obecnych wiele kobiet z dzie?mi, i te prosi?y Jezusa o b?ogos?awie?stwo. Uczniowie, troszcz?c si? o Jezusa, s?dzili, ?e nie powinien tego czyni? z powodu obecno?ci szpiegów. Jezus jednak zgani? t? ich obaw? i rzek?, ?e intencja kobiet jest dobra, i dzieci te dobrymi kiedy? b?d?; potem przechodz?c w?ród ustawionych rz?dem dzieci, b?ogos?awi? je. Nauka trwa?a od dziewi?tej godziny rano a? do wieczora, a potem pousadzano t?umy, aby je po?ywi?. Na jednym stoku góry rozniecono ognie i pieczono ryby na rusztach. We wszystkim zachowano wzorowy porz?dek. Mieszka?cy ka?dego miasta umieszczeni byli osobno, a znowu, mieszka?cy na tych samych ulicach, lub s?siedzi, lub te? cz?onkowie tej samej rodziny, tu? obok siebie byli umieszczeni. Mieszka?cy pojedynczych ulic mieli wybranego jednego m??a, który odbiera? potrawy i rozdziela? mi?dzy nich. Pojedynczy biesiadnicy, lub te? jeden ca?ej gromadki siedz?cej razem, mieli przy sobie zwój skóry, która rozwini?ta s?u?y?a jako talerz. Mieli tak?e przy sobie przybory do jedzenia tj. ko?ciane no?e i ?y?ki, zwi?zane przy trzonkach rzemykiem. Niektórzy zawieszone mieli u pasa flaszki arbuzowe, lub te? kubki plecione z ?yka, w które czerpali napój z miechów. Niektórzy z nich umieli tak?e kubki sporz?dzi? na poczekaniu na miejscu, lub po drodze. Potrawy odbierali od uczniów wybrani naczelnicy poszczególnych grup i rozdzielali porcj? na 4 — 5 osób siedz?cych razem, a mianowicie k?adli nieco ryby


303

i chleba na skór? roz?o?on? mi?dzy nimi. Jezus b?ogos?awi? potrawy, zanim je rozdzieli?, tote? i tu pomno?y?y si? one, gdy? inaczej nie wystarczy?oby ich wcale na tych par? tysi?cy ludzi tu zgromadzonych. Ka?da gromadka otrzymywa?a tylko ma?? porcj?, po spo?yciu jednak ka?dy czu? si? sytym i jeszcze wiele resztek pozosta?o, które ubodzy zebrali w kosze na swój u?ytek. Mi?dzy s?uchaczami by?o tak?e kilku rzymskich ?o?nierzy, którzy, przechodz?c t?dy, zatrzymali si?. Znali oni Letula w Rzymie, lub te? byli pod jego dowództwem, gdy? on mia? tak?e ?o?nierzy pod sob?. Prawdopodobnie mieli od niego polecenie wywiedzie? si? o Jezusie, gdy? przyszli obecnie do uczniów i prosili o danie im kilku placków, pob?ogos?awionych przez Jezusa, aby odda? je Lentulowi. Otrzymali te? je i schowali do worków, przewieszonych przez plecy. Gdy uczta si? sko?czy?a, by?o ju? ca?kiem ciemno, tak ?e musiano zapali? pochodnie. Jezus, pob?ogos?awiwszy lud, zeszed? z uczniami z góry. Wkrótce jednak rozsta? si? z nimi; uczniowie wrócili krótsz? drog? do Betsaidy i Kafarnaum, Jezus za? poszed? z Saturninem i drugim uczniem, swym krewnym, w kierunku po?udniowozachodnim do miasta Zedad le??cego w bok od Beroty. Tu przenocowa? w gospodzie, po?o?onej przed miastem.

Jezus idzie przez Gatefer do Kafarnaum

W nocy, z poniedzia?ku na wtorek, widzia?am Jezusa w górach w towarzystwie Saturnina i innych uczniów. Szed? sam, oddzielnie od innych, i modli? si?, a gdy Go uczniowie zapytywali o przyczyn? tego, naucza? ich o po?ytku modlitwy w samotno?ci i o po?ytku modlitwy w ogóle. Powiedzia? przy tym przyk?ad o w??ach i skorpionach: gdy dziecko prosi o ryb?, to przecie? ojciec nie poda mu skorpiona, itd. — Tego samego dnia by? Jezus w wielu ma?ych osadach pasterskich, gdzie uzdrawia? i naucza?. By? tak?e w Gatefer, mie?cie rodzinnym Jonasza, gdzie mieszkali krewni Jezusa. Tu uzdrawia? tak?e, a wieczorem uda? si? do Kafarnaum. Jak niezmordowanym jest jednak Jezus w pracy! Jak gorliwie ka?e pracowa? uczniom i aposto?om! Pocz?tkowo nu?yli si? oni nieraz nadzwyczaj. A jaka obecnie pod tym wzgl?dem ró?nica! Mieli uczniowie dosy? do roboty, gdy? podczas podró?y musieli dop?dza? ludzi, lub i?? naprzeciw nich, poucza? ich, albo te? powo?ywa? na s?uchanie nauki Jezusa. W domu Maryi ko?o Kafarnaum zgromadzili si? ?azarz, Obed, siostrze?cy Józefa z Arymatei, oblubieniec z Kany i kilku innych uczniów. Na przywitanie Jezusa zesz?o si? tak?e do Maryi oko?o siedem kobiet, ?on przyjació? i krewnych Jezusa. Co chwila wychodzono z domu i spogl?dano na drog?, czy nie idzie Jezus. Zanim jednak Jezus przyby?, pojawili si? uczniowie Jana, przynosz?c wiadomo?? o uwi?zieniu tego?, co wielce zasmuci?o zgromadzonych. Nast?pnie poszli naprzeciw Jezusa, i spotkawszy Go niedaleko miasta, oznajmili i Jemu t? smutn? nowin?. Jezus pocieszy? ich w smutku, a wys?awszy uczniów ju? naprzód, przyby? Sam do Swej Matki. ?azarz wyszed? naprzeciw Niego i w przedsionku domu umy? Mu nogi. Gdy Jezus wszed? do izby, oddali Mu m??czy?ni g??boki pok?on. Pozdrowiwszy ich, podszed? Jezus do Swej Matki i poda? Jej obie r?ce, a Ona sk?oni?a si? z mi?o?ci? i pokor? zarazem. Nie rzucali si? Sobie w obj?cia; we wszystkim zna? by?o pe?no czu?o?ci i niewymuszone umiarkowanie, a zarazem dobro? serdeczn? i mi?o??, wszystkich ujmuj?c?. Nast?pnie zwróci? si? Jezus do innych niewiast. Te, z zas?onami na twarzy, kl?ka?y przed Nim, a Jezus przechodz?c, b?ogos?awi? je. Przyrz?dzono nast?pnie uczt?. Przy jednym ko?cu sto?u byli m??czy?ni, przy drugim siedzia?y niewiasty, spieraj?c si? na nogach na sposób wschodni. Podczas


304

uczty mówiono z gorycz? o uwi?zieniu Jana. Jezus zgani? im to, mówi?c, ?e nie powinni wydawa? o tym s?du i gniewa? si?, gdy? to wszystko musia?o si? tak sta?. Gdyby Jana nie zabrano, to On nie móg?by rozpocz?? Swego dzie?a i uda? si? teraz do Betanii. Opowiada? nast?pnie o ludziach, w?ród których przebywa?. O przybyciu Jezusa nikt tu nie wiedzia?, oprócz zgromadzonych i zaufanych uczniów. Jezus spa? w bocznym budynku, wraz z innymi obecnymi go??mi. Uczniom kaza? stawi? si? po najbli?szym szabacie w pobli?u Betoron w odosobnionym, wysoko po?o?onym domu. Pó?niej rozmawia? Jezus z Maryj? na osobno?ci. Stroskana matka p?aka?a, ?e Jezus udaje si? do Jerozolimy, gdzie tyle niebezpiecze?stw Go czeka. Jezus pociesza? J?, mówi?c, aby nie troszczy?a si? o Niego, ?e spe?ni Swe zadanie, lecz prawdziwie smutne dni jeszcze nie nadesz?y. Naucza? J? tak?e, jak ma si? zachowywa? podczas modlitwy; innym za? rzek?, aby wstrzymali si? od wszelkich s?dów i rozmów co do uwi?zienia Jana i post?powania Faryzeuszów wzgl?dem Niego, gdy? przez to mog? tylko powi?kszy? niebezpiecze?stwo. Sposób post?powania Faryzeuszów pochodzi tak?e z Opatrzno?ci Bo?ej, a post?puj?c tak, dzia?aj? na w?asn? zgub?. By?a tak?e mowa o Magdalenie, a Jezus powtórnie upomina?, aby modlono si? za ni? i wspominano o niej z mi?o?ci?; przyjdzie czas, ?e i ona nawróci si? i b?dzie tak dobr?, ?e wielu pos?u?y za przyk?ad. Potem wyruszy? Jezus raniutko z ?azarzem i pi?ciu uczniami z Jerozolimy w drog? ku Betanii. ?wi?cono w?a?nie pocz?tek Nowiu; w Kafarnaum i innych miejscowo?ciach wywieszono w synagogach d?ugie powi?zane chusty, a przed znaczniejszymi domami rozwieszono girlandy owoców.

Jan Chrzciciel pojmany przez Heroda i uwi?ziony w Macherus

Ju? raz kaza? Herod uprowadzi? Jana Chrzciciela z miejsca chrztu i trzyma? go w wi?zieniu przez kilka tygodni w tym przekonaniu, ?e potrafi go przerobi?, lub zachwia? jego sta?o??. Z obawy jednak przed wielkim t?umem, który zgromadzi? si? dla s?uchania nauki Jana, kaza? go znowu wypu?ci?. Odzyskawszy wolno??, uda? si? Jan na dawniejsze miejsce chrztu, po?o?one pod Ainon naprzeciw Salem, o pó?torej godziny drogi na wschód od Jordanu, a o dwie godziny drogi na po?udnie od Sukkot. Chrzcielnica le?a?a w pobli?u jeziorka, ci?gn?cego si? na kwadrans drogi, z którego wyp?ywa?y dwa strumyki, op?ywa?y w ko?o pagórek i wpada?y do Jordanu. Na pagórku tym sta?y resztki starego, mieszkalnego jeszcze zamku z wie?ami; w ko?o zamku ci?gn??y si? aleje i ogrody, a w?ród nich mniejsze budynki. Mi?dzy jeziorkiem a pagórkiem le?a?a chrzcielnica Jana. Obszerny wierzcho?ek pagórka zag??bia? si?, tworz?c kotlin?; obok znajdowa?o si? tarasowate murowane wzniesienie, nad którym rozpi?li uczniowie namiot i sk?d Jan naucza?. Przestrze? ta nale?a?a do Filipa, wrzynaj?c si? zarazem klinem w posiad?o?ci Heroda; dlatego te? Herod obawia? si? jeszcze nieco, wykona? zaplanowany zamach na Jana. Do Jana zbiegaj? si? znowu niezmierne t?umy ludu, w celu s?uchania nauki jego, a mi?dzy nimi ca?e karawany mieszka?ców Arabii z wielb??dami i os?ami i setki ludzi z Jerozolimy, z ca?ej Judei, m??czy?ni i kobiety. Jedne gromady odchodzi?y, drugie przychodzi?y, zajmuj?c pagórek, brzegi, kotliny i wy?yn?. Mi?dzy t?umem by? wzorowy porz?dek, zaprowadzony i utrzymywany przez uczniów Jana. Cz??? ludzi le?y na ziemi, dalsi siedz?, a najwi?cej oddaleni stoj?, tak, ?e jeden przez drugiego wszystko widzi. Poganie stoj? oddzieleni od ?ydów, m??czy?ni od kobiet, które zawsze by?y w tyle. Umieszczeni na stoku, siedz? najcz??ciej skuleni, pod par?szy g?ow? r?k?, inni siedz? lub le??, obj?wszy r?koma kolano.


305

Od czasu powrotu z niewoli przej?ty jest Jan jakby nowym ogniem gorliwo?ci. G?os jego brzmi nadzwyczaj mile, a przecie? pot??nie i dono?nie; ka?de s?owo jest zrozumia?ym. Zebranych jest kilka tysi?cy ludzi, a przecie? wszyscy s?ysz? go jak najdok?adniej. Ubranie Jana sk?ada si? tylko ze skór i gorsze jest od tego, które nosi?, chrzcz?c ko?o On, gdy? tam ubiera? si? cz?sto w d?ug? sukni?. Jan naucza o Jezusie, o prze?ladowaniu Go w Jerozolimie; wskazuj?c w kierunku górnej Galilei, dodaje, ?e tam znajduje si? teraz Jezus, tam uzdrawia. Wkrótce przyb?dzie On tutaj, a prze?ladowcy Jego nic nie wskóraj?, dopóki nie spe?ni si? Jego pos?annictwo. Przyby? tu tak?e Herod wraz z ?on? w orszaku ?o?nierzy z zamku Liwias, oddalonego o 12 godzin drogi. Droga prowadzi?a obok Dibon, gdzie trzeba si? by?o przeprawia? przez dwie odnogi jakiej? rzeczki. Do Dibon by?a droga wcale dobra; dalej jednak stawa?a si? nierówn?, uci??liw?, dost?pn? w?a?ciwie tylko dla pieszych i dla zwierz?t jucznych. Herod jecha? jednakowo? na d?ugim, w?skim wozie, na którym le?a?o si?, lub siedzia?o bokiem; wraz z nim siedzia?o kilku z orszaku. Zwyczajnie ko?a u wozów by?y niskie, okr?g?e, grube, bez szprych. Miano jednak w zapasie z ty?u uwieszone wi?ksze ko?a i wa?ki. Droga by?a tak nierówn?, ?e niekiedy zak?adano z jednej strony wozu mniejsze ko?a, z drugiej za? wi?ksze. W ogóle by?a podró? bardzo uci??liwa. ?ona Heroda siedzia?a równie? na podobnym wozie wraz z garderobianymi. Jako zaprz?g s?u?y?y os?y. Pochód otwierali i zamykali ?o?nierze i dworzanie Heroda. Herod uda? si? tutaj, gdy? Jan naucza? w ostatnich czasach gorliwiej i gor?cej ni? przedtem, wi?c te? Herod rad by? go pos?ucha? i dowiedzie? si?, czy nie mówi co przeciw niemu. ?ona jego czeka?a tylko sposobno?ci, aby przyprowadzi? go do ostatecznej z?o?ci przeciw Janowi. Udawa?a jednak dobrze usposobion? dla Jana, a chytro?ci? powodowana, wybra?a si? wraz z Herodem w drog?. Tajn? przyczyn? podró?y Heroda by?a tak?e wiadomo??, ?e Aretas, król arabski, a ojciec jego pierwszej ?ony, obecnie odepchni?tej, przyby? do Jana i przebywa w gronie uczniów jego. Chcia? wi?c teraz wy?ledzi?, czy te? ten?e nie knuje co przeciw niemu w?ród t?umów. Pierwsza jego ?ona, pi?kna i zacna niewiasta, przebywa?a obecnie w domu ojców, który s?ysz?c o nauce Jana i o pot?pieniu przez tego? post?pku Heroda, wybra? si? osobi?cie do Jana, aby zaczerpn?? u niego pociechy i us?ysze? zarazem jego nauk?. Nie stara? si? jednak zwraca? na siebie uwagi, lecz ubrany skromnie i pojedynczo, kry? si? w gronie uczniów Jana, zachowuj?c si? wzgl?dem nich jak jeden z t?umu. Herod zajecha? do starego zamku, po?o?onego na wzgórku, i st?d przys?uchiwa? si? nauce Jana, siedz?c na stopniach tarasu przed zamkiem; ?ona jego, otoczona swym orszakiem i stra??, spoczywa?a na wezg?owiach pod namiotem. Jan tymczasem naucza? g?o?no lud, aby w serca ich nie wst?powa?a z?o?? z powodu nieprawego ma??e?stwa Heroda; niech szanuj? go jako króla, nie na?laduj?c go jednak. Cieszy?o to i gniewa?o zarazem Heroda. — Pot?ga, z jak? przemawia Jan, jest nieopisana. G?os jego dono?nym jest jak grzmot, a przecie? brzmi mile i zrozumiale. Zdaje si?, jak gdyby chcia? na ostatek wszystko, co mo?liwe, uczyni?. Powiedzia? ju? nawet swoim uczniom, ?e czas jego zbli?a si? ku ko?cowi, ?e jednak nie powinni go opuszcza?, lecz odwiedza? w wi?zieniu, gdy zostanie pojmany. Trzy dni ju? z rz?du nie jad? nic i nie pi?, tylko naucza? o Jezusie i wykazywa? Herodowi jego wiaro?omstwo ma??e?skie. Nie pomaga?y pro?by uczniów, aby wstrzyma? nauk? i pokrzepi? si?; pe?en natchnienia, nie zna? miary w gorliwo?ci. Nadzwyczaj pi?kny widok roztacza si? z wy?yny, na której Jan naucza. Hen w


306

dali wida? wst?g? Jordanu, bli?ej za? okoliczne miasta, rozsiane w?ród pól i sadów. Musia?a sta? niegdy? na tych polach wielka budowla, gdy? jeszcze teraz wida? gdzieniegdzie grube, poros?e muraw? ?uki kamienne, podobne do mostów. Do zamku, w którym mieszka Herod, przybudowanych jest kilka nowych wie? i w tych znajduj?, si? jego pokoje. Okolica ta bogata jest w ?ród?a; basen k?pielowy znajduje si? w doskona?ym stanie. Zbudowany jest sztucznie, a zasila go woda, p?yn?ca przez sklepiony kana? ze ?ród?a, znajduj?cego si? na pagórku, na którym Jan naucza. Owaln? chrzcielnic? otaczaj? trzy zieleniej?ce si? pi?kne tarasy, przeci?te pi?ciu przej?ciami. Jest ona mniejsza, lecz pi?kniejsza ni? Betesda pod Jerozolim?, gdy? t? ostatni? zanieczyszcza trzcina lub li?cie, spadaj?ce z nadbrze?nych drzew. Chrzcielnica le?y za pagórkiem, a za ni? o 150 kroków obszerny staw, pe?en ryb. Ryby te zbiera?y si? zawsze gromadnie ku tej stronie, gdzie Jan naucza?, jak gdyby chcia?y tak?e s?ucha? jego nauki. Na stawie s? ma?e czó?na, wydr??one k?ody, najwy?ej na dwie osoby, z siedzeniem w ?rodku, przeznaczone do rybo?ówstwa. Jan je bardzo ma?o i licho, a nawet, gdy je wspólnie z uczniami, zadowala si? czym b?d?. Modli si? cz?sto w nocy na osobno?ci, spogl?daj?c d?ugo w niebo. Jan wiedzia?, ?e zbli?a si? jego niewola, dlatego te? mówi? z takim natchnieniem, ?egnaj?c si? zarazem ze wszystkimi. Pot??niej ni? zwykle g?osi? przyj?cie Zbawiciela, mówi?c: „Przyb?dzie teraz Jezus, ja za? musz? ust?pi?, do Niego wi?c zwró?cie si?. Jednak i Jezus wkrótce odj?tym wam b?dzie. Jeste?cie narodem twardym, nieu?ytym. Przypomnijcie sobie, jak przyby?em najpierw przygotowa? drog? Panu, jak budowa?em mosty i ?cie?ki, usuwa?em kamienie, porz?dkowa?em chrzcielnice, sprowadza?em wod?. Ci??ka to by?a praca wobec twardej ziemi, twardych ska? i s?katego drzewa. Potem mia?em do czynienia z narodem, równie zatwardzia?ym, grubia?skim, nieu?ytym. Ci jednak, których nawróci?em, niech id? teraz do Pana, do ulubionego Syna Ojca; których On przyjmie, b?d? przyj?ci, których odrzuci, b?d? odrzuceni. Przyjdzie Pan i b?dzie naucza? i chrzci? i dokonywa? dzie?a, które ja przygotowa?em.? — Wielokrotnie wyrzuca? Jan Herodowi wobec ludu jego wiaro?omstwo wzgl?dem pierwszej ?ony, a Herod, który zreszt? powa?a? go i l?ka? si?, p?on?? w sercu gniewem przeciw niemu; nie dawa? jednak tego pozna? po sobie. Nauka sko?czy?a si? i t?umy rozesz?y si? na wszystkie strony. Odeszli tak?e przybysze z Arabii, a z nimi Aretas, te?? Heroda; Herod nie widzia? go wcale. ?ona Heroda odjecha?a ju? pierwej, a teraz oddali? si? i Herod, ukrywaj?c sw? z?o?? i ?egnaj?c si? przyja?nie z Janem. Jan rozes?a? jeszcze wielu uczniów z poselstwami w ró?ne strony, innych rozpu?ci?, a sam uda? si? do namiotu, aby skupi? ducha na modlitwie. Zmierzch zapad?. Uczniowie oddalili si? ju?, wtem otoczy?o namiot oko?o dwudziestu ?o?nierzy. Rozstawili stra?e ze wszystkich stron, a nast?pnie weszli do namiotu. Jan oznajmi? natychmiast, ?e spokojnie pójdzie za nimi, gdy? wie, ?e czas jego nadszed? i ?e musi ust?pi? miejsca Jezusowi; nie potrzebuj? go wi?za?, gdy? dobrowolnie pójdzie, niech tylko prowadz? go spokojnie, aby unikn?? zaburze?. Zabrawszy go wi?c, odeszli z nim szybkim krokiem. Jan mia? na sobie tylko skór? surow? i lask? w r?ce. Gdy go uprowadzano, zbli?y?o si? kilku uczniów, a Jan spojrzeniem po?egna? ich, prosz?c, by go odwiedzili w wi?zieniu. Wkrótce po uprowadzeniu zeszli si? inni uczniowie i t?um ludzi. Okrzyk si? rozleg?: „Uprowadzono nam Jana!? Wko?o s?ycha? by?o j?ki i ?kania ?a?osne. Chciano i?? za nimi, lecz nie znano drogi; ?o?nierze bowiem zeszli wkrótce ze zwyk?ej drogi i jakimi? wertepami pu?cili si? z Janem ku po?udniowi. Uwi?zienie Jana by?o powodem wielkiego zamieszania, ?alu i narzekania. Uczniowie rozproszyli si? na


307

wszystkie strony, podobnie jak pó?niej przy pojmaniu Jezusa, i roznie?li t? smutn? wie?? po ca?ym kraju. Na wi?zienie dla Jana przeznaczono najpierw jedn? z wie? w Hesebon, dok?d ?o?nierze z nim szli przez ca?? noc. Nad ranem wyszli naprzeciw nich inni ?o?nierze z Hesebon, a to dla bezpiecze?stwa, gdy? ju? rozg?osi?o si?, ?e Jana pojmano i gdzieniegdzie natrafiano na zbiegowiska. ?o?nierze, prowadz?cy go, byli, zdaje si?, rodzajem przybocznej gwardii Heroda. Uzbrojeni byli w ?uskowate lub pier?cieniowe pancerze, chroni?ce pier? i plecy od pocisków, tudzie? w d?ugie w?ócznie. W Hesebon zgromadzi?y si? t?umy ludzi przed wi?zieniem Jana, i stra?e wiele mia?y trudu, aby natr?tów odp?dzi?. U góry wi?zienia umieszczone by?y otwory. Jan, b?d?c ju? w wi?zieniu, przemówi? tak dono?nym g?osem, ?e zewn?trz stoj?cy mogli go s?ysze?: „Przygotowywa?em drogi, kruszy?em ska?y, ?cina?em twarde drzewa, kopa?em ?ród?a i studnie, budowa?em mosty i w ogóle mia?em do czynienia z twardymi, nieu?ytymi przedmiotami. Takim jeste? i ty, narodzie, i dlatego pojmano mnie. Teraz zwró?cie si? do Tego, którego g?osi?em, do Tego, który nadchodzi utorowan? drog?. Gdy Pan nadchodzi, ust?puj? ci, którzy drog? przygotowywali; zwró?cie si? wi?c do Jezusa! Nie jestem godzien rozwi?za? rzemyka u trzewika Jego. Jezus jest ?wiat?em, Prawd?, Synem Ojca!" Nast?pnie prosi? Jan uczniów, aby odwiedzali go w wi?zieniu, gdy? jeszcze nie przysz?a jego godzina, jeszcze nie odwa?? si? na? targn??. Nauka jego by?a tak g?o?n? i wyra?n?, jak gdyby sta? na swojej mównicy w?ród zgromadzonego ludu. Powoli rozp?dzi?y stra?e zebrane t?umy. Zbiegowiska takie i przemowy Jana powtarza?y si? jeszcze nieraz. Z Hesebon przeprowadzili ?o?nierze Jana do wi?zienia w Macherus, po?o?onym na wysokiej, skalistej górze. Wi?ziono go wraz z innymi wi??niami w niskim, w?skim, krytym wozie, zaprz??onym w os?y. Przybywszy do Macherus, zaprowadzili ?o?nierze Jana strom? ?cie?k? górsk? do twierdzy; nie weszli jednak przez g?ówn? bram?, lecz skr?ciwszy w bok, otworzyli jakie? tajemne przej?cie, zwyczajnie zas?oni?te muraw?. By? to w?ski korytarzyk, prowadz?cy w dó? pod ziemi?. Na ko?cu jego, mniej wi?cej pod bram?, by?y drzwi ze spi?u, które otworzywszy, wprowadzili ?o?nierze Jana do obszernego podziemnego lochu, do którego dochodzi?o ?wiat?o przez otwory w górze. W lochu by?o wprawdzie czysto, lecz brak wszelkiego wygodnego urz?dzenia. Z miejsca chrztu uda? si? Herod. do zamku swego, zwanego Herodium, zbudowanego przez Heroda starszego. Swego czasu kaza? ten?e dla swej rozrywki tutaj topi? ludzi w stawie zamkowym. Herod, pe?en gniewu i rozdra?nienia z powodu Jana, nie dopuszcza? do siebie nikogo. Przejmowa?a go tak?e i trwoga, gdy? wielu ludzi przychodzi?o z u?aleniem do niego, ?e kaza? pojma? Jana. To te? zamkn?wszy si? w swoich komnatach, nie pokazywa? si? nikomu i nie przyjmowa? nikogo. Po niejakim czasie pozwolono uczniom Jana przychodzi? po kilku w pobli?e wi?zienia, rozmawia? z Janem, a nawet poda? mu co potrzebnego przez krat?. Je?li jednak przybywali w wi?kszej liczbie, stra?e odp?dza?y ich od wi?zienia. Czyniono to zapewne przez ostro?no??. — Wi?zienie Jana by?o obszerne i widne, lecz nie by?o w nim ?adnych sprz?tów z wyj?tkiem ?awy kamiennej zast?puj?cej ?o?e.—Rozmawiaj?c z uczniami, rozkaza? im Jan tak d?ugo jeszcze chrzci? w Ainon, dopóki Jezus tam nie przyb?dzie i ka?e Swym uczniom chrzci?. Jan jest nadzwyczaj powa?ny. W obliczu jego przebija?o si? zawsze g??bokie zamy?lenie i sm?tno?? jako u tego, który kocha? nad ?ycie i g?osi? wszystkim Baranka Bo?ego, lecz wiedzia? zarazem, ?e w?asny naród ?mier? m?cze?sk? Mu zada.


308

Jezus w Betanii. Urz?dzenie gospód podró?nych dla Jezusa i uczniów. Zgubiona i odnaleziona per?a.

Id?c z Kafarnaum do Betanii, przechodzi? Jezus z ?azarzem i pi?ciu uczniami z Jerozolimy przez okolic? Betulii. Do samego miasta Betulii, po?o?onego wy?ej, nie wst?powali; droga, któr? szli, okr??a?a miasto, prowadz?c do Jezrael. Przed Jezrael posiada? ?azarz rodzaj gospody z ogrodem, gdzie zatrzymywali si? podró?ni. Tam poszli uczniowie naprzód i zamówili przek?sk?. Gospod? t? zarz?dza? powiernik ?azarza. Przybywszy tu raniutko, umyli nogi, oczy?cili suknie, a posiliwszy si? nieco, odpocz?li po trudach. — Wyszed?szy z Jezrael, przeprawili si? przez jak?? rzek?, min?li Scytopolis i Salem, le??ce na lewo, i przeszed?szy przez szczyt górski, przybyli nad Jordan. Nast?pnie przeprawili si? przez Jordan poni?ej Samarii ku po?udniowi. Poniewa? tymczasem noc zapad?a, zatrzymali si? na spoczynek na nadbrze?nej wy?ynie nad Jordanem, gdzie mieszkali zaufani im pasterze. Przed ?witem wyruszyli w dalsz? drog?, prowadz?c? przez puszcz? Jerycho?sk?, mi?dzy miastami Hay i Gilgal. Jezus i ?azarz szli razem, uczniowie za? poszli naprzód innymi drogami. Przez ca?y dzie? podró?owa? Jezus z ?azarzem odludnymi pustymi dro?ynami, nie wst?puj?c do ?adnych miejscowo?ci, ani nawet do gospód, których posiada? ?azarz kilka w tej cz??ci puszczy. Na par? godzin drogi przed Betani? rozsta? si? ?azarz z Jezusem i poszed? naprzód, a Jezus szed? za nim sam powoli. Oprócz ?azarza i pi?ciu uczniów z Jerozolimy zgromadzi?o si? w Betanii oko?o 15 uczniów i stronników Jezusa i siedem niewiast; z m??czyzn byli Saturnin, Nikodem, Józef z Arymatei, jego siostrze?cy, synowie Symeona, Joanny Chusa, Weroniki i Obeda; z kobiet Weronika, Joanna Chusa, Zuzanna, Maria Marka i wdowa po Obedzie, Marta i jej s?u??ca, roztropna staruszka, jedna z tych, które potem pilnie s?u?y?y Panu i uczniom. Wszyscy ci oczekiwali przybycia Jezusa, w ciszy i jakoby w tajemnicy w wielkim podziemnym sklepieniu zamku ?azarza. Jezus przyby? nad wieczorem i wszed? przez tylne drzwiczki do ogrodów. ?azarz wyszed? na Jego spotkanie do przysionka i tu umy? Mu nogi. W przysionku znajdowa?a si? zag??biona sadzawka, do której dop?ywa?a woda kana?em z domu. Obecnie napu?ci?a Marta tym kana?em troch? ciep?ej i zimnej wody do cysterny; Jezus, siedz?c na kraju, w?o?y? nogi do wody, a ?azarz umy? je i otar?. Nast?pnie oczy?ci? Mu suknie, w?o?y? na nogi nowe sanda?y, a potem poda? przek?sk? i napój. Teraz uda? si? z nim Jezus wzd?u? d?ugiej alei do domu i zeszed? do podziemia, gdzie oczekiwali Go zgromadzeni. Kobiety na?o?y?y zaraz zas?ony, i kl?cz?c odda?y Mu pok?on; m??czy?ni schylali si? tylko nisko. Jezus pozdrowi? zebranych i pob?ogos?awi?, i wnet zabrali si? wszyscy do uczty. Niewiasty siedzia?y z pod?o?onymi nogami na poduszkach z jednej strony sto?u. Nikodem by? nadzwyczaj wzruszony i chciwie s?ucha? s?ów Jezusa. M??czy?ni rozmawiali z gorycz? o wzi?ciu Jana do niewoli, na co Jezus im odpowiedzia?: „Musia?o si? tak sta? i wola Bo?a jest w tym; nie powinni?cie mówi? o takich rzeczach, aby nie zwraca? uwagi wrogów i nie wywo?ywa? niebezpiecze?stwa. Gdyby Jana nie usuni?to, nie móg?bym Ja teraz tu dzia?a?. Kwiecie musi opa??, je?eli owoc ma dojrze?.? Mówiono tak?e z niech?ci? o szpiegostwie i prze?ladowaniu ze strony Faryzeuszów, a Jezus i w tym nakaza? im spokój i umiarkowanie. ?a?owa? nawet Faryzeuszów i opowiedzia? przy tym przypowie?? o niesprawiedliwym w?odarzu. Faryzeusze — mówi? — s? tak?e niesprawiedliwymi w?odarzami, ale nie maj? tej roztropno?ci co tamten, i dlatego w dniu odrzucenia nie znajd? ochrony. Po uczcie przeszli do innej komnaty, o?wieconej lampami. Tu obchodzono szabat,


309

a Jezus modli? si? g?o?no. Rozmawia? potem jeszcze z m??czyznami, a nast?pnie wszyscy udali si? na spoczynek. Gdy cisza ju? zupe?na nasta?a i wszystko w g??bokim ?nie by?o pogr??one, podniós? si? Jezus z pos?ania i nie spostrze?ony przez nikogo, poszed? do groty na gór? Oliwn?, gdzie to w przeddzie? Swej strasznej m?ki, tak gor?co si? modli?. I teraz przep?dzi? tam wiele godzin na modlitwie, prosz?c Ojca Swego niebieskiego o si?? do trudnej pracy. Przed brzaskiem dnia wróci? znowu niepostrze?enie do Betanii. Synowie Obeda, b?d?c s?ugami przy ?wi?tyni, wrócili teraz z innymi do Jerozolimy; inni go?cie zachowali si? spokojnie w domu, tak, ?e nikt z obcych nie wiedzia? o obecno?ci Jezusa. Podczas dzisiejszej uczty opowiada? Jezus o Swym pobycie u mieszka?ców Górnej Galilei, Ameat, Adama i Seleucyi. Poniewa? m??czy?ni wyst?powali gwa?townie przeciw tym sektom, zgani? im Jezus t? surowo??; przy tym opowiedzia? przypowie?? o cz?owieku, który w drodze do Jerycha wpad? mi?dzy zbójców i nad którym Samarytanin wi?cej lito?ci okaza?, ni? Lewita. S?ysza?am ju? nieraz t? przypowie?? z ust Jezusa, lecz za ka?dym razem t?umaczy? j? inaczej. Mówi? tak?e Jezus o smutnym losie, jaki czeka Jerozolim?. W nocy, gdy wszyscy udali si? na spoczynek, poszed? Jezus znowu na gór? Oliwn?, aby si? pomodli? w grocie. Podczas modlitwy wylewa? rzewne ?zy, a serce przepe?nia?a Mu dziwna trwoga i t?sknota. Podobnym by? do syna, który, wyruszaj?c na spe?nienie wielkich czynów, rzuca si? jeszcze w obj?cia ojca swego, aby u jego piersi znale?? pociech? i wzmocnienie. Przewodnik mój mówi? mi, ?e, ilekro? Jezus by? w Betanii a znalaz? cho?by godzin? wolnego czasu, zawsze udawa? si? tutaj noc? na modlitw?. By?o to dla Niego niejako przygotowaniem do ostatniej, pe?nej trwogi i dusznej t?sknoty modlitwy, jak? mia? tu odprawi?. Otrzyma?am tak?e wskazówk?, ?e Jezus g?ównie dlatego na górze Oliwnej si? modli? i smuci?, gdy? Adam i Ewa, wyp?dzeni z raju, tu nasamprzód stan?li, na tej niego?cinnej ziemi. W tej grocie op?akiwali swój los i modlili si?. Tu Kain, pracuj?c w ogrodzie na górze Oliwnej, po raz pierwszy popad? w z?o?? i postanowi? zabi? Abla. Przyszed? mi w tej chwili na my?l Judasz. Bratobójstwa dokona? Kain ko?o Kalwarii, a tu na górze Oliwnej poci?gn?? go Bóg do odpowiedzialno?ci. Z brzaskiem dnia znajdowa? si? Jezus znowu w Betanii. Po szabacie sta?o si? to, co by?o g?ównym celem przybycia Jezusa do Betanii. Rzecz mia?a si? tak. ?wi?te niewiasty ze smutkiem dowiedzia?y si?, jak wielki niedostatek musia? nieraz cierpie? Jezus z uczniami podczas Swoich podró?y; szczególnie podczas ostatniej pospiesznej podró?y do Tyru Jezusowi tak ?le si? powodzi?o, ?e musia? si? ?ywi? wy?ebranymi przez Saturnina skórkami chleba, rozmi?kczonymi w wodzie. To spowodowa?o, ?e niewiasty ofiarowa?y si? Jezusowi urz?dzi? w ró?nych miejscach gospody i zaopatrzy? takowe we wszystkie potrzebne rzeczy. Jezus przyj?? t? propozycj? i w?a?nie dla omówienia z nimi tej sprawy przyby? dot?d. Gdy teraz Jezus o?wiadczy?, ?e odt?d b?dzie wsz?dzie publicznie naucza?, ponowi?y niewiasty wraz z ?azarzem jeszcze raz t? propozycj? co do urz?dzenia gospód. By?o to potrzebnym, gdy? szczególniej w miastach, po?o?onych w pobli?u Jerozolimy, ?ydzi, podpuszczeni przez Faryzeuszów, nie chcieli Jezusowi i uczniom Jego niczego dostarcza?. Omawiano wi?c teraz t? spraw?. Niewiasty prosi?y Pana, aby oznaczy? mniej wi?cej g?ówniejsze miejsca, gdzie b?dzie si? zatrzymywa? podczas Swych podró?y nauczycielskich, tudzie?, by poda? w przybli?eniu liczb? Swych uczniów, aby stosownie do tego obrachowa? ilo?? gospód i oznaczy? wielko?? potrzebnych zapasów. Jezus poda? mniej wi?cej kierunek przysz?ych podró?y nauczycielskich i g?ówniejsze miejsca, gdzie mia? si? zatrzymywa?; postanowiono urz?dzi? oko?o 15 gospód i odda? je w zarz?d zaufanym ludziom, po cz??ci krewnym. Gospody rozrzucone by? mia?y po


310

ca?ym kraju, z wyj?tkiem pasa ziemi, ci?gn?cego si? od Chabul a? do Tyru i Sydonu. Potem odby?y niewiasty same mi?dzy sob? narad? co do tego, jaki powiat ma ka?da z nich obj?? i co do za?atwienia poszczególnych spraw, a mianowicie wybrania zarz?dców gospód, dostarczenia naczy?, ko?der, sukien, sanda?ów itd., czyszczenia i naprawiania sukien, dostarczenia chleba i innych artyku?ów ?ywno?ciowych. Narada odbywa?a si? przed uczt? i podczas tej?e; Marta mia?a w niej ?ywy udzia?. Potem mia?o si? odby? losowanie co do podzia?u mi?dzy nie kosztów. Po uczcie zgromadzili si? Jezus, ?azarz, jego przyjaciele i niewiasty, potajemnie w wielkiej komnacie. W jednej stronie komnaty sta?o na podwy?szeniu siedzenie, na którym siedzia? Jezus, w ko?o Niego za? stali lub siedzieli m??czy?ni; niewiasty za? siedzia?y po drugiej stronie sali na estradzie, wys?anej kobiercami i poduszkami. Jezus naucza? o wielkim mi?osierdziu Boga dla Swego wybranego ludu, o tym, jak posy?a? jednego proroka po drugim, lecz wszystkich nie poznano i ?le si? z nimi obchodzono. Zbli?a si? teraz ostatni czas ?aski, lecz i z tego nie skorzysta ten naród i Jego nauk? odrzuci. D?u?szy czas naucza? o tym Jezus, a wreszcie na pro?by obecnych opowiedzia? im stosown? do tej nauki przypowie?? o królu, który wys?a? syna w?asnego do swej winnicy, gdzie najemnicy winnicy pozabijali wys?ane przedtem s?ugi, i jak ci zabili tak?e i syna królewskiego. Przy ko?cu nauki wysz?o kilku m??czyzn z domu, a z pozosta?ymi chodzi? Jezus po sali. Wtedy Marta, która na przemian odchodzi?a i wraca?a do niewiast, zbli?y?a si? do Niego i zacz??a z Nim rozmow? o swój siostrze Magdalenie, o której otrzyma?a wiadomo?ci przez Weronik? i wielk? przej?ta by?a trosk?. Podczas gdy Jezus przechadza? si? po sali z m??czyznami, siedzia?y niewiasty osobno, zaj?te rodzajem gry losowej, za pomoc? której chcia?y rozdzieli? mi?dzy siebie poszczególne zaj?cia w sprawie urz?dzenia gospód. Mi?dzy graj?cymi sta?a na podwy?szeniu tafelka, a raczej skrzynka na kó?kach, wysoka na dwa cale w kszta?cie pi?ciok?tnej gwiazdy. Skrzyneczka ta by?a przykryta, wewn?trz pró?na, tylko podzielona na mnóstwo przegródek. Z wierzchu na przykrywie, wy??obionych by?o pi?? bruzd, biegn?cych od ka?dego z pi?ciu k?tów do ?rodka; mi?dzy bruzdami wywiercone by?y tu i ówdzie ma?e otworki. Ka?da z graj?cych mia?a przy sobie nanizane sznury pere? i drobne klejnoty, te mieszano razem i ka?da po kolei k?ad?a je w jedn? z bruzd. Nast?pnie po?o?ywszy u wylotu bruzdy ma?? strzelb?, wypuszcza?a z niej strza?? ku najbli?szej perle; ta, trafiona, porusza?a ca?? kupk? klejnotów, skutkiem czego rozsypywa?y si? one po pokrywie i albo toczy?y si? w inne bruzdy, albo wpada?y przez otwory do ?rodka skrzynki. Gdy wszystkie per?y w ten sposób wyrzucono z bruzd, wstrz?sano potem skrzynk?, przez co per?y i kamyki, znajduj?ce si? w ?rodku, wpada?y do poszczególnych przedzia?ek. Ka?da z niewiast mia?a swoj? przedzia?k?; przedzia?ki te mo?na by?o krajem skrzynki wyjmowa?. Ka?da wi?c z niewiast wyjmowa?a swoj? przegródk? i patrza?a, jaki los jej przypad? i ile straci?a z swych klejnotów. — Wdowa po Obedzie straci?a dopiero niedawno ma??onka i jeszcze nosi?a po nim ?a?ob?. Jeszcze przed chrztem by? jej m?? wspólnie z Jezusem u ?azarza. Podczas tej gry zagubi?y ?wi?te niewiasty bardzo kosztown? per??, która upad?a pomi?dzy nimi na ziemi?. Uprz?tn??y wi?c wszystko, szukaj?c zguby z wielk? gorliwo?ci?, i znalaz?y j? wreszcie ku wielkiej swej uciesze. Wtedy Jezus, przyst?piwszy, opowiedzia? im przypowie?? o zagubionej drachmie i rado?ci z odnalezienia jej. Zagubion? i po d?ugim szukaniu znalezion? per?? porówna? Jezus z Magdalen?; nazwa? j? per?? kosztowniejsz?, ni? wiele innych — per??, która upad?a z tablicy losowej ?wi?tej mi?o?ci na ziemi? i zgin??a. Jak? rado?ci? — rzek?


311

— nape?ni?oby was odnalezienie tej kosztownej per?y! Wzruszone niewiasty spyta?y Go: „Ach Panie, czy odnajdzie si? kiedy ta per?a?" Na co Jezus odrzek? im: „Pilniej musicie szuka? za ni?, ni? niewiasta w przypowie?ci szuka?a za zgubion? drachm?, lub pasterz za owieczk?." Wszyscy, g??boko przej?ci tymi s?owy, przyrzekli gorliwiej szuka? za Magdalen?, ni? za per?? i wi?cej cieszy? si? z jej odnalezienia. Niektóre z niewiast prosi?y Pana, by przyj?? w poczet Swych uczniów m?odzie?ca z Samarii, który po Wielkiej nocy prosi? Go o to na drodze w Samarii. Mówi?c to, wychwala?y wielk? cnot? i g??bok? wiedz? tego m?odzie?ca, który — o ile mi si? zdaje — by? krewnym, jednej z nich. Jezus odrzek? na to, ?e w?tpi bardzo, aby ów m?odzieniec przysta? do Niego, gdy? jest ?lepy z jednej strony, to znaczy, ?e za wielk? wag? przywi?zuje do swych posiad?o?ci. Wieczorem wielu z m??czyzn i kobiet porobi?o ju? przygotowania do drogi do Betoron, gdzie Jezus nast?pnego dnia chcia? naucza?. Jezus by? znowu w nocy potajemnie na górze Oliwnej i modli? si? tam z wielk? gorliwo?ci?, a potem wyruszy? z ?azarzem i Saturninem do Betoron, oddalonego st?d o sze?? godzin drogi. By?a w?a?nie godzina pierwsza po pó?nocy. Gdy przeszli przez pustyni? i byli tylko o dwie godzin drogi oddaleni od Betoron, wyszli naprzeciw nich wezwani tam uczniowie, którzy przybyli tam ju? dzie? przedtem i zatrzymali si? w gospodzie pod miastem. Byli to Piotr, Andrzej i jego brat przyrodni Jonatan, Jakób M?odszy, Jan, Jakób Starszy i Juda Tadeusz (ten ostatni przyszed? po raz pierwszy) nast?pnie Filip, Natanael Chased, oblubieniec z Kany i jeden czy dwóch synów wdów. Jezus spoczywa? z nimi d?ugo w pustyni pod drzewem i naucza?. Po raz drugi mówi? im przypowie?? o w?a?cicielu winnicy, który posy?a swego syna. Nast?pnie poszli razem do gospody i prosili si?. O posi?ek stara? si? Saturnin, który otrzyma? na to od niewiast woreczek pieni?dzy.

Jezus w Betoron. Trudy i mozo?y uczniów

Do Betoron przybyli oko?o ósmej godziny rano. Kilku uczniów uda?o si? zaraz do prze?o?onego synagogi i za??dali kluczy, mówi?c, ?e mistrz ich chce naucza?; inni rozbiegli si? po ulicach, zwo?uj?c ludzi do szko?y. Z pozosta?ymi wszed? Jezus do synagogi, która wkrótce zape?ni?a si? lud?mi. Jezus naucza? przekonywaj?co, mówi?c znowu przypowie?? o w?a?cicielu winnicy, którego s?ugi wymordowali niewierni najemnicy, a gdy pos?a? wreszcie swego syna, zamordowali i tego, skutkiem czego pan odda? t? winnic? w r?ce innych ludzi. Mówi? tak?e o prze?ladowaniu proroków, o wzi?ciu do niewoli Jana, wspominaj?c przy tym, ?e i Jego b?d? prze?ladowa? i targn? si? na Niego; wreszcie mówi? o s?dzie i kl?skach, maj?cych spa?? na Jerozolim?. Mowa ta sprawi?a na ?ydach wielkie wra?enie; jedni radowali si?, inni mruczeli ze z?o?ci?: „Sk?d zjawia si? Ten tutaj znowu? Nie s?ycha? by?o nic o Jego przybyciu!" Inni za?, us?yszawszy, ?e w gospodzie w dolinie znajduj? si? niewiasty, nale??ce do stronnictwa Jezusowego, wyszli zaraz, aby wywiedzie? si? od nich o planach Jezusa. Jezus tymczasem uleczy? wielu chorych na febr? i po kilku godzinach opu?ci? miasto. W gospodzie by?y ju? obecne Weronika, Joanna Chusa i wdowa po Obedzie, i przygotowa?y tam przek?sk?. Jezus z uczniami jad? i pi? stoj?c, a potem wszyscy, przepasawszy si?, wyruszyli w dalsz? drog?. Tego dnia jeszcze naucza? Jezus w podobny sposób w Kibzaim i w ma?ych, rozrzuconych osadach pasterskich. W Kibzaim nie by?o jeszcze wszystkich uczniów; zebrali si? oni dopiero w obszernym, zabudowaniami opatrzonym domu pasterskim, po?o?onym na granicy Samarii, w którym znale?li niegdy? schronienie Maryja i Józef w Swej podró?y do Betlejem, szukaj?c nadaremno gdzie indziej przytu?ku. Tu posilili si? wszyscy i


312

nocowali. Wszystkich uczniów by?o jeszcze oko?o pi?tnastu. ?azarz wróci? ju? z niewiastami do Betanii. Nast?pnego dnia wyruszy? Jezus z uczniami w dalsz? drog?. Szli spiesznie ju?to razem, ju?to rozproszeni, przechodz?c przez wi?ksze i mniejsze miejscowo?ci, le??ce w obr?bie kilku godzin od Kibzaim, tak np. przez Gabaa i Najot, odleg?e o 4 godzin drogi od Kibzaim. We wszystkich tych miejscach nie traci? Jezus czasu na nauczanie w synagodze, lecz naucza? na wzgórkach, na publicznych placach, lub na ulicach, gdziekolwiek tylko lud si? zebra?. Uczniowie szli pojedynczo naprzód przez doliny do osad pasterskich i pomniejszych miejscowo?ci, i zwo?ywali ludzi na miejsca, gdzie Jezus mia? naucza?. Wi?ksza jednak cz??? uczniów by?a wci?? przy boku Jezusa. Ca?odzienna ta praca i w?drówka z miejsca na miejsce by?a trudn? i wielce uci??liwa. Jezus leczy? przy tym wielu chorych, przywiezionych na miejsce i wzywaj?cych Jego pomocy; mi?dzy chorymi by?o wielu lunatyków. Cz?sto biegli za Nim z krzykiem op?tani, lecz Jezus rozkazywa? im milcze? i ust?pi? z drogi. Uci??liwo?? i trudy dniu powi?kszy?o jeszcze wrogie po cz??ci usposobienie ludno?ci i szyderstwa Faryzeuszów. W okolicy Jerozolimy pe?no by?o ludzi, nale??cych do stronnictwa, przeciwnego Jezusowi. Post?powali oni tak, jak i dzi? wielu robi w ma?ych miejscowo?ciach, ?e wierzyli wszystkim plotkom i powtarzali je, nie staraj?c si? zbada? sprawy. Do tego przyczynia?o si? tak?e niespodziane pojawianie si? Jezusa w otoczeniu tak wielu uczniów i Jego surowe, gro?ne nauki; gdy? wsz?dzie naucza? podobnie ostro jak w Betoron, a to, o ostatnim czasie ?aski, po którym nadejd? czasy sprawiedliwo?ci, o prze?ladowaniu proroków, o pojmaniu Jana, o prze?ladowaniach, skierowanych przeciw Niemu samemu. Powtarza? przy tym wci?? przypowie?? o w?a?cicielu winnicy, który wys?a? teraz swego syna, a ten syn królewski obejmie w posiadanie zbli?aj?ce si? królestwo. Cz?sto tak?e przepowiada? smutny los Jerozolimy i tych, którzy nie przyjm? Jego królestwa i nie b?d? czyni? pokuty. Te surowe, gro?ne mowy przeplata? jednak Jezus czynami mi?o?ci i uzdrowieniami, i tak szed? dalej z miejsca na miejsce. Uczniowie musieli jednak nieraz wiele wycierpie?, co dla nich trudnym by?o do zniesienia. Gdzie tylko przybyli, og?aszaj?c nadej?cie Jezusa, s?yszeli w zamian szydercze s?owa: „Ju? znowu przychodzi Ten tutaj! Co chce od nas? Sk?d pochodzi?'' Czy? nie zakazano Mu tego?? Wy?miewano ich te? zwykle, przezywano i wyszydzano. Niektórzy cieszyli si? wprawdzie z przybycia Jezusa, ale tych by?o ma?o. Samego Jezusa nie wa?y? si? nikt zaczepia?, lecz gdy naucza?, a uczniowie stali w pobli?u, lub gdy szli za Nim ulicami, krzykacze zwracali si? do nich, zatrzymywali ich i wypytywali. S?owa Jezusa rozumieli tylko przez pó? albo fa?szywie, zatrzymywali uczniów, ??daj?c od nich wyja?nienia. W?ród tej ogólnej niech?ci rozbrzmiewa?y znów od czasu do czasu radosne okrzyki. Gdy Jezus leczy? ludzi, gniewa?o to niech?tnych, a wreszcie cofn?li si? i oni. Tak zesz?o a? do wieczora na uci??liwej, pospiesznej w?drówce, bez posi?ku i odpoczynku. Wpad?o mi w oczy, jak s?ab? i u?omn? by?a pocz?tkowo natura uczniów; cz?sto, gdy Jezus naucza? i zapytywano ich o znaczenie nauki, skupiali si? boja?liwie, nie rozumiej?c w?a?ciwie, co za cel mia?a nauka Jezusa. Nie byli wcale zadowoleni ze swego po?o?enia. Nieraz w duchu niejeden mówi?: „Oto opu?cili?my wszystko dla Niego, a teraz ?yjemy w ci?g?ym zamieszaniu, ha?asie i niepokoju Co to za królestwo, o którym On mówi? Czy rzeczywi?cie posi?dzie je?" My?li te ukrywali starannie w sobie; nieraz tylko pozna? by?o po nich zak?opotanie i zniech?cenie. A przecie? tyle ju? cudów widzieli przedtem! teraz wci?? Jezus nowe dzia?a? w ich oczach. Jan tylko szed? za Jezusem, spokojny w duchu i pos?uszny jak dziecko. Wzrusza?o mnie to nadzwyczaj, ?e Jezus zna? doskonale wszystkie ich my?li, a


313

przecie? jakby nie zwa?aj?c na to, nic podobnego nie okazywa?, nie zmieni? si? ani na w?os, lecz zawsze spokojny, powa?ny, a pe?en mi?o?ci, post?powa? wci?? naprzód w rozpocz?tym dziele. A? do nocy odbywa? Jezus Sw? w?drówk?, a potem zatrzymali si? na nocleg u jakich? pasterzy, obozuj?cych z tej strony rzeczki, p?yn?cej wzd?u? granicy Samarii. Pasterze przyj?li ich byle czym, a mo?e nawet i nic im nie dali; do tego woda z rzeczki niemo?liw? by?a do picia. Rzeczka by?a w tym miejscu w?ska i bardzo bystra; tu te? niedaleko od ?ród?a zwraca nagle bieg swój ku zachodowi.

Jezus przy studni Jakóbowej w Sychar. Samarytanka Dina.

Nast?pnego dnia przeprawi? si? Jezus rzeczk?, i pozostawiaj?c gór? Garizim na prawo, wyruszy? ku Sychar. Pozostali przy Nim tylko Andrzej, Jakób M?odszy i Saturnin, reszta rozesz?a si? w innych kierunkach. Z tymi trzema uda? si? Jezus do studni Jakóbowej, po?o?onej na ma?ym wzgórku w posiad?o?ci niegdy? Józefa, na pó?noc od góry Garizim, a na po?udnie od Góry Ebal. O kwadrans drogi st?d na zachód le?a?o Sychar w dolinie, ci?gn?cej si? jeszcze dalej ku zachodowi, na jak? godzin? drogi. O dobre dwie godziny drogi od Sychar na pó?noc le?y na górze Samaria. Na ów wzgórek prowadz? zewsz?d liczne, g??boko powcinane drogi; na górze jest studnia, a nad ni? wznosi si? o?miok?tny budynek, obsadzony drzewami i opatrzony darniowymi siedzeniami. Budynek otacza w oko?o otwarta hala ?ukowa, w której pomie?ci? si? mo?e oko?o dwudziestu ludzi. Wprost drogi, prowadz?cej od Sychar, znajduj? si? zwyczajne zamkni?te drzwi, którymi wchodzi si? z hali do ?rodka budynku. Tu jest otwór w dachu, który dawniej czasami nakrywano kopu??. Wn?trze domku tyle jest obszerne, ?e mi?dzy ?cianami a kamiennym brzegiem g??bokiej studni mo?na wygodnie chodzi? w ko?o; kraw?d? studni jest tak wysoka, ?e mo?na na niej siada?. Otwór studni zamkni?ty jest drewnian? pokryw?; gdy si? j? podniesie, wida? pod ni? ci??ki walec, umieszczony w poprzek studni na wprost od wej?cia, a na nim za pomoc? korby nawini?te wisi wiadro do czerpania wody. Naprzeciw drzwi znajduje si? pompa, któr? mo?na pompowa? wod? a? do wysoko?ci murów domku i wypuszcza? j? na zewn?trz z trzech stron ze strony wschodniej, po?udniowej i zachodniej; tam sp?ywa ta woda w trzy ma?e cysterny, umieszczone w pod?odze hali zewn?trznej. Woda ta s?u?y ju?to do mycia nóg, ju?to dla podró?nych do obmywania si?, ju?to jeszcze do pojenia byd?a. By?o ju? ko?o po?udnia, gdy Jezus przyby? z trzema uczniami do pagórka. Tu pos?a? ich do Sychar na zakup ?ywno?ci, gdy? by? g?odnym; Sam za? wszed? na pagórek, aby tu ich oczekiwa?. W dniu tym by? straszny upa?, a Jezus czu? si? bardzo znu?onym i spragnionym. Siad? opodal od studni na kraju drogi, prowadz?cej od Sychar, i podpar?szy r?k? g?ow?, zdawa? si? czeka? na kogo?, kto by otworzy? studni? i da? Mu si? napi?. Widzia?am w?a?nie Samarytank? z miechem na r?ku, licz?c? mniej wi?cej 30 lat, jak drog? ze Sychar, wchodzi?a na pagórek po wod?. Pi?kn? by?a i zna? w niej by?o si?? m?odo?ci, gdy? szybkimi, elastycznymi krokami sz?a pod gór?. Ubiór jej by? wykwintniejszy ni? zwykle i jak gdyby umy?lnie dobrany. Suknia w niebieskie i czerwone pasy, przeszywana by?a wielkimi, ?ó?tymi kwiatami. R?kawy powy?ej i poni?ej ?okcia ?ci?gni?te ?ó?tymi naramiennikami, tworzy?y oko?o nich fa?dy. Piersi zas?oni?te by?y bia?? tkanin?, ozdobion? ?ó?tymi sznurami. Szyj? okrywa? ?ó?ty, we?niany ko?nierz, obwieszony sznurkami pere? i korali. D?uga zas?ona z delikatnej, drogiej we?ny spada?a przez plecy; zas?on? mo?na by?o ?ci?gn?? za pomoc? tasiemki i przymocowa? u pasa. Tak ?ci?gni?ta zas?ona i zako?czona u do?u r?bkiem, tworzy?a po bokach cia?a dwie fa?dy, w których wygodnie ?okcie r?k mog?y spoczywa?; gdy za?,


314

chwyciwszy za oba kraje, ?ci?gn??a zas?on? na piersi, okryta by?a ca?? górn? cz??? cia?a jakby p?aszczykiem. G?ow? mia?a owini?t? chustkami, tak, ?e w?osów nie by?o wida?. Na tym stroju wystawa? nad czo?em na kszta?t wie?yczki haczyk, do którego przyczepiona by?a przednia cz??? zas?ony spadaj?cej na oblicze i si?gaj?cej a? do piersi. Niewiasta ta mia?a grub?, brunatn? przepask? z sier?ci koziej, lub wielb??dziej, z kieszeniami u góry, przerzucon? przez prawe rami?, tak ?e zakrywa?a nieco miech skórzany, przewieszony przez r?k?. By? to zwyczajny fartuch roboczy, u?ywany przy czerpaniu wody, aby nie uszkodzi? sukni wiadrem, lub te? miechem. Miech by? skórzany, podobny do worka bez szwu; z dwóch stron by? nieco wypuk?y, jak gdyby wy?o?ony pod spodem drewnianymi, wypuk?ymi p?ytami. Drugie dwa boki sk?ada?y si?, gdy miech by? pró?ny, we fa?dy, podobnie jak torba na listy. Po obu wypuk?ych stronach, umieszczone by?y ucha do trzymania, obci?gni?te skór?, przez nie za? przeci?gni?ty by? rzemyk, na którym zawiesza?o si? miech na ramieniu. Otwór miecha by? dosy? w?ski; przy nalewaniu mo?na go by?o rozszerza? w kszta?cie lejka, a potem znowu zamyka?, podobnie jak si? to robi przy torebkach do r?cznych robótek. Pró?ny miech zwiesza? si? p?asko u boku, nape?niony za?, zaokr?gla? si?; mie?ci?o si? w nim tyle wody, co w zwyczajnym wiadrze. Szybko i ra?nie kroczy?a owa niewiasta na pagórek, gdzie u studni Jakuba mia?a czerpa? wod? dla siebie i dla innych. Podoba mi si? bardzo, gdy? wydaje si? by? dobroduszn?, otwart?, a zarazem my?l?c?. Nazywa si? Dina,*) jest dzieckiem z mieszanego ma??e?stwa, i nale?y do sekty Samaryta?skiej. Przebywa w Sychar, nieznana bli?ej przez nikogo, pod imieniem Salome; w?a?ciwie nie jest st?d rodem, lecz znosz? j? tu ch?tnie jak i jej m??a, dla ich otwarto?ci, uprzejmo?ci i us?u?no?ci. Z powodu kr?to wspinaj?cej si? drogi nie widzia?a Dina przedtem Pana, dopiero gdy stan??a tu? przed Nim. Widok tego m??a, spragnionego, siedz?cego samotnie przy studni, by? dla niej czym? zupe?nie niezwyk?ym. Jezus mia? na Sobie d?ugi, bia?y, z delikatnej we?ny p?aszcz, przepasany szerokim pasem i wygl?da? w nim jak w albie. By? to zwyk?y p?aszcz prorocki, który zwykle uczniowie za Nim nosili. Jezus przywdziewa? go, gdy publicznie naucza?, lub spe?nia? funkcje prorockie. Dina, stan?wszy nagle przed Jezusem, os?upia?a chwilowo na Jego widok, potem spu?ci?a zaraz na twarz zas?on?, wahaj?c si?, czy przej?? dalej; Jezus bowiem siedzia? tu? przy drodze. Pozna? by?o po jej twarzy, ?e ró?ne my?li t?oczy?y si? jej do g?owy, jako to: „Jaki? m??czyzna! Co on tu porabia? Czy mo?e to jaka pokusa?? — Pozna?a z wygl?du, ?e m?? ten jest ?ydem. Jezus za?, widz?c jej wahanie, spojrza? na ni? przyja?nie i usun?wszy nogi, bo droga by?a w tym miejscu bardzo w?ska, rzek? do niej: „Przejd? mimo i daj Mi pi?!? Wzruszy?y te s?owa niewiast? przywyk?? do wzajemnej niezgody i pogardy pomi?dzy ?ydami i Samarytanami; tote? zatrzyma?a si? jeszcze i rzek?a: „Dlaczego siedzisz tu tak samotny o tej godzinie? Gdyby mnie tu z Tob? zobaczono, by?oby to w mie?cie powodem zgorszenia.? Jezus odrzek? jej, ?e towarzysze Jego poszli do miasta kupi? ?ywno?ci; a Dina rzek?a na to: „Ach! to s? ci trzej m??owie, których spotka?am! lecz w?tpi?, czy o tej godzinie dostan? co. To, co Sychemici dzi? przyrz?dzili, potrzebuj? sami dla siebie.? Mówi?a to tak, jak gdyby obchodzono dzi? w Sychar jak? uroczysto?? i nazwa?a przy tym inn? miejscowo??, dok?d powinni si? byli uczniowie uda? po ?ywno??. Jezus rzek? do niej powtórnie: „Id? dalej i daj mi pi?!? — Wtedy przesz?a Dina obok Niego, a Jezus wsta? i poszed? za ni? do studni, któr? ona otworzy?a. Po drodze rzek?a do Niego Dina: „Jak mo?esz Ty, b?d?c ?ydem, ??da? wody od


315

Samarytanki?? Na co Jezus odrzek?: „Gdyby? zna?a dar Bo?y i wiedzia?a, kto jest Ten, który ??da wody od ciebie, to sama prosi?aby? Go, aby ci dostarczy? ?ywej wody.? Tymczasem zdj??a Dina pokryw? studni i spu?ci?a wiadro, mówi?c podczas tego do Jezusa, który siad? na kraju studni: „Panie, nie masz przecie ?adnego naczynia, a ?ród?o jest bardzo g??boko, sk?d?e wi?c masz ?yw? wod?? Czy? jeste? wi?kszym od ojca naszego, Jakuba, który zostawi? nam t? studni?, a przedtem sam ze swymi dzie?mi z niej pi? i trzody swoje poi??? Podczas gdy ona to mówi?a, mia?am widzenie, jak Jakub kopa? t? studni?, a woda wydobywa?a si? z pod ziemi. Niewiasta rozumia?a jednak mow? Jezusa o wodzie ?ródlanej na swój sposób. Rozmawiaj?c wi?c, spu?ci?a wiadro na sznurze owini?tym na walcu, i ci??ko si? odwijaj?cym, na dó?, i nabrawszy wody, wyci?gn??a je. Podnios?a potem r?kawy z ramiennikam w gór?, tak ?e si? materia sk??bi?a i obna?onymi r?koma uj??a wiadro, przelewaj?c ze? wod? do miecha. Nast?pnie nabra?a wody do ma?ego ?yczkowego kubka, i poda?a Jezusowi, a Ten siedz?c na kraw?dzi wypi? i rzek? do niej: „Kto pije z tej wody, ten wkrótce b?dzie znów pragn??; lecz kto si? napije ?ywej wody, któr? Ja mu dam, ten nie b?dzie pragn?? na wieki! Tak, woda, któr? Ja mu dam, stanie si? dla? ?ród?em, si?gaj?cym a? do ?ywota wiecznego.? Wtedy rzek?a Dina rado?nie do Jezusa: „Panie, daj mi takiej ?ywej wody, abym nie czu?a wi?cej pragnienia i nie potrzebowa?a z takim trudem czerpa? wod?!? Wzruszy?y j? jednak s?owa Jezusa o ?ywej wodzie i przeczuwa?a, nie b?d?c tego ca?kiem ?wiadom?, ?e Jezus rozumie przez ?yw? wod? spe?nienie si? obietnicy; prorockim natchnieniem wiedziona, wypowiedzia?a sw? pro?b? o ?yw? wod?. Przeczuwa?am zawsze i poznawa?am potem, ?e osoby, z którymi Odkupiciel mia? co?kolwiek do czynienia, nie by?y pojedynczymi, odosobnionymi lud?mi, lecz zwykle przedstawia?y zarazem doskona?y typ ca?ego rodzaju ludzi, lub osobnej sekty. Powodem, tego by?o w?a?nie spe?nianie si? czasu, i teraz te? w osobie Samarytanki, Diny, sta?a przed Odkupicielem ca?a sekta samaryta?ska, odepchni?ta od prawdziwej wiary Izraela i od studni ?ywej wody. U studni Jakubowej czu? Jezus pragnienie za wybranymi duszami Samarii, aby pokrzepi? je ?yw? wod?, od której si? odsun?li. A w?a?nie by?a tu jeszcze cz??? tej odpad?ej sekty samaryta?skiej, mo?liwa do uratowania, pragn?ca ?ywej wody i niejako r?k? wyci?gaj?ca na jej przyj?cie. Przez Din? mówi?a Samaria: „Daj mi, o Panie, b?ogos?awie?stwo obietnicy, uga? d?ugoletnie pragnienie, pomó? mi do osi?gni?cia ?ywej wody, abym z niej zaczerpn??a wi?cej pociechy, ni? z tej doczesnej studni Jakuba, która jedna utrzymuje jeszcze niejak? nasz? ??czno?? z ?ydami.? Na s?owa zatem Diny, poprzednio wypowiedziane, rzek? Jezus do niej: „Id? do domu, zawo?aj twego m??a i wró? tu razem z nim!? Dwa razy powtórzy? te s?owa Jezus, dodaj?c, ?e nie przyszed? tu po to, aby tylko j? naucza?. Tymi s?owy odzywa? si? zarazem Zbawiciel do ca?ej sekty: „Samario! Przyzwij tu tego, do kogo nale?ysz, tego, który zwi?zany jest z tob? prawnie u?wi?conym w?z?em.? Dina odrzek?a na to Panu: „Nie mam m??a!? Przez jej usta wyznawa?a Samaria oblubie?cowi dusz, ?e nie jest z nikim zwi?zana i do nikogo nie nale?y. Jezus odrzek? Dinie: „Masz s?uszno??, gdy? mia?a? ju? wprawdzie pi?ciu m??ów, lecz ten, z którym teraz ?yjesz, nie jest twym m??em.? Tymi s?owy mówi? Mesjasz do ca?ej sekty: „Samario, prawd? mówisz; za?lubiona by?a? bo?kom pi?ciu narodów, a tera?niejszy twój zwi?zek z Bogiem nie jest zwi?zkiem ma??e?skim.?*) S?ysz?c to, odrzek?a Dina ze spuszczonymi oczyma i ze schylon? g?ow?: „Panie, widz?, ?e jeste? prorokiem,? i


316

opu?ci?a znowu zas?on? na twarz. Przez usta jej uznawa?a sekta samaryta?ska Boskie pos?annictwo Jezusa i wyznawa?a sw? win?. Dina, jak gdyby rozumiej?c prorockie znaczenie s?ów Jezusa: „a ten, z którym teraz ?yjesz, nie jest twym m??em,? tj. obecny twój zwi?zek z prawdziwym Bogiem jest nieprawnym, nies?usznym, s?u?ba Bo?a Samarytan oddzieli?a si? przez grzech i samowol? od zwi?zku Boga z Jakubem, ca?kiem, jak gdyby przeczuwa?a znaczenie tych s?ów, wskaza?a r?k? ku po?udniowi na ?wi?tyni?, le??c? w pobli?u na górze Garizim, i rzek?a, jakby prosz?c o obja?nienie: „Nasi ojcowie wznosili mod?y do Boga na tej górze, a wy mówicie, ?e tylko w Jerozolimie nale?y si? modli?.? A Jezus rzek?, pouczaj?c j?: „Niewiasto! wierz Mi, przychodzi godzina, ?e ani na Garizim, ani w Jerozolimie nie b?dziecie si? modli? do Ojca.? Czyli mówi? do Samarii: „Samario, nadchodzi godzina, ?e ani tu, ani w ?wi?tyni, w miejscu ?wi?tym, nie b?dzie si? oddawa? czci Bogu, gdy? w po?ród was On przebywa,? I dalej mówi?: „Wy nie wiecie, co czcicie, lecz my wiemy, gdy? zbawienie sp?ynie od ?ydów.? Tu przyda? Jezus porównanie o wilkach drzew*), które wprawdzie rozga??ziaj? si? i okrywaj? li??mi, lecz nie przynosz? owocu. Przez to mówi? znów Zbawiciel do sekty: „Samario, w kulcie twym dla Boga nie masz pewno?ci, nie masz przymierza, sakramentów, r?kojmi, arki przymierza, ni owoców; wszystko to, obietnic? i jej spe?nienie maj? ?ydzi, z nich pochodzi Mesjasz.? I dalej mówi? Jezus: „Nadchodzi jednak godzina, a nawet ju? nadesz?a, kiedy prawdziwi czciciele b?d? czci? Ojca w duchu i prawdzie; gdy? takich czcicieli chce mie? Ojciec. Bóg jest duchem, ci wi?c, którzy Go czcz?, musz? Go czci? w duchu i prawdzie.? S?owa te Zbawiciela oznacza?y: „Samario, nadchodzi godzina, nawet ju? nadesz?a, kiedy Ojciec musi by? czczony przez prawdziwych czcicieli w Duchu ?wi?tym i w Synu, który jest sam Drog? i Prawd?.? Dina odrzek?a na to Jezusowi: „Wiem, ?e Mesjasz ma przyj??, kiedy wi?c nadejdzie, wszystko nam objawi.? Przez ni? za? mówi?a tu przy studni Jakubowej ta cz??? sekty samaryta?skiej, która mog?a ro?ci? sobie jakie? prawo do otrzymania danej obietnicy: „Ufam i wierz?, ?e Mesjasz przyb?dzie i poda nam r?k? pomocn?.? Na to rzek? Jezus: „Ja nim jestem, który z tob? mówi?.? Znaczy?o to tyle, jak gdyby rzek? do wszystkich Samarytan, chc?cych si? nawróci?: „Samario! Przyby?em do studni Jakuba, pragn?c za tob?, ty wodo ?ródlana! A gdy? Mnie nasyci?a, obieca?em ci ?yw? wod?, która usuwa na zawsze pragnienie; wtedy ty z wiar? i ufno?ci? wyzna?a? Mi tw? t?sknot? za t? wod?. Oto, udzielam ci nagrody, gdy? pragnieniem twym za mn? zaspokoi?a? Moje pragnienie za tob?, Samario, Ja jestem ?ród?em ?ywej wody, Ja, który z tob? mówi?, jestem Mesjasz.? Gdy Jezus rzek?: Ja jestem, który z tob? mówi?, — spojrza?a Dina na Niego z podziwem i dr?eniem, przej??a ?wi?t? rado?ci?; nag?e jednak opami?ta?a si? i zostawiwszy studni? otwarta, a miech z wod? na ziemi, zbieg?a pr?dko z pagórka, spiesz?c do Sychar, aby oznajmi? swemu m??owi i innym o tym, co si? jej zdarzy?o. By?o wprawdzie surowo zakazanym pozostawia? studni? Jakubow? otwart?, ale co j? tam obchodzi?a teraz studnia Jakubowa, co j? obchodzi?o wiadro wody ziemskiej! Oto otrzyma?a zdrój ?ywej wody, a jej serce, przej?te mi?o?ci? i rado?ci?, pragn??o i innych jak najpr?dzej ni? orze?wi?. Biegn?c z otwartej altany studziennej, spotka?a trzech uczniów, którzy przynie?li ?ywno?? i ju? d?u?szy czas stali w niewielkim oddaleniu od drzwi studni, zadziwieni tym, o czym mo?e ich mistrz tak d?ugo rozmawia? z Samarytank?; z uszanowania jednak dla Niego nie zapytywali Go o to. Dina tymczasem pobieg?a do Sychar i z zapa?em rzek?a do m??a i innych ludzi, stoj?cych na ulicy: „Chod?cie na wzgórek do studni Jakóbowej ujrzycie tam m??a, który wyjawi? mi


317

wszystkie tajemnice mego ?ycia. Chod?cie, gdy? z pewno?ci? jest to Chrystus!? Tymczasem przyst?pili trzej aposto?owie do Jezusa, siedz?cego u studni, i podaj?c Mu z kosza ma?e placki i miód rzekli: „Jedz Mistrzu!? Jezus jednak powsta? i wychodz?c z domku, odrzek?: „Mam inn? potraw? spo?ywa?, której wy nie znacie.? S?ysz?c to, mówili uczniowie mi?dzy sob?: „Czy mo?e przyniós? Mu kto jedzenie? Czy mo?e owa Samarytanka przynios?a Mu posi?ek?" Jezus za? nie chcia? traci? tu czasu na jedzenie, lecz zszed?szy zaraz z pagórka, uda? si? ku Sychar, i podczas gdy uczniowie, id?c za Nim, posilali si?, mówi? do nich: „Potraw? dla Mnie jest czynienie woli Tego, który Mnie pos?a?, abym spe?nia? Jego pos?annictwo.? Mia? przy tym na my?li nawrócenie mieszka?ców Sychar, których zbawienia dusza Jego ?akn??a. Po drodze jeszcze niejedno z nimi rozmawia?. W pobli?u miasta wybieg?a naprzeciw Niego Samarytanka Dina, za?atwiwszy ju? polecenie. Z pokor? w sercu, lecz zarazem z rado?ci? i otwarto?ci? przy??czy?a si? zaraz do Jezusa, a Ten rozmawia? z ni? jeszcze wiele, ju?to id?c wolno ku miastu, ju?to przystaj?c chwilami. Podczas rozmowy powtórzy? jej wszystkie dawniejsze jej czyny i wyjawi? ca?y jej stan duchowy. Niewiasta, poruszona bardzo, przyrzek?a Mu w swoim i m??a imieniu, opu?ci? wszystko i pój?? za nim, a Jezus, widz?c jej skruch?, wskaza? jej odpowiedni sposób, w jaki ma odby? pokut? i zmaza? osobiste przewinienia. Dina by?a poj?tn?, roztropn? niewiast?, pochodzi?a z mieszanego ma??e?stwa, z ojca poganina, z matki ?ydówki; urodzi?a si? na wsi pod Damaszkiem. Rodziców straci?a wcze?nie, a karmi?a j? rozpustna mamka, z której z?e sk?onno?ci wyssa?a. Dorós?szy, mia?a pi?ciu m??ów jednego po drugim, a wszyscy zeszli z tego ?wiata, cz??ci? przez zgryzoty, cz??ci? uprz?tni?ci przez jej mi?o?ników. Mia?a trzy córki i wstydem sp?on?? za swoje grzechy. Jezus nie bawi? d?ugo w Sychar, lecz wyszed?szy przeciwleg?? bram?, naucza? jeszcze przed miastem przy domach i ogrodach, ci?gn?cych si? do?? daleko w dolin?. Wreszcie zatrzyma? si? w gospodzie o dobre pó? godziny drogi od Sychar, przyrzek?szy ludziom, ?e nast?pnego dnia znowu b?dzie w mie?cie naucza?. Przyszed?szy nazajutrz do Sychar, naucza? Jezus przez ca?y dzie?, ju?to w mie?cie z mównicy, ju?to przed miastem na wzgórkach, wieczorem za? w gospodzie. Z ca?ej okolicy zesz?a si? ludno??, id?c wci?? za Jezusem. Co chwila s?ycha? by?o okrzyki: Teraz naucza tu, teraz naucza tam. — M?odzieniec z Samarii s?ucha? raz tak?e nauki, ale nie rozmawia? z Jezusem. Dina jest zawsze na przedzie, zawsze najbli?ej Jezusa. Uwa?a bacznie, jest wzruszon? i powa?n?. Mówi?a ju? o tym z Jezusem, ?e chce si? natychmiast roz??czy? ze swym mniemanym m??em. Stosownie do Jego woli chc? ca?y swój maj?tek odda? na przysz?? gmin? i na ubogich. Co do tego, da? jej Jezus odpowiednie wskazówki. Bardzo wielu ludzi by?o wzruszonych i mówili do niej: „Mia?a? s?uszno??, otó? teraz sami s?yszeli?my Go na w?asne uszy i widzimy, ?e jest Mesjaszem." Niewiasta ta ma teraz cze?? ogóln?, jest powa?n? a zarazem pe?n? rado?ci; nie wiem dlaczego, ale czu?am do niej zawsze szczególniejsz? przychylno??. Jezus naucza? tu, jak i gdzie indziej o wzi?ciu Jana do niewoli, o prze?ladowaniu proroków, o zwiastunie, przygotowuj?cym drogi, o synu pos?anym do winnicy, który zostanie zabitym. Zaznacza? za? wyra?nie, ?e Jego to Ojciec pos?a?. Naucza? tak?e o tym wszystkim, co ju? mówi? niewie?cie przy studni, tj. o ?ywej wodzie, o górze Garizim, o zbawieniu nadchodz?cym dla ?ydów, o blisko?ci królestwa i s?du i o karze na z?e s?ugi, którzy zabili syna w?a?ciciela winnicy. Wielu zapytywa?o Go, gdzie maj? si? da? ochrzci? i oczy?ci?, kiedy Jana pojmano. Na to rzek? im Jezus, ?e uczniowie Jana chrzcz? znowu obok Ainon z tamtej strony Jordanu, i ?e, dopóki On sam tam nie przyb?dzie i nie ka?e chrzci?, do nich


318

powinni si? po chrzest udawa?. Rzeczywi?cie wielu z nich uda?o si? tam zaraz dnia nast?pnego. Nazajutrz naucza? Jezus w gospodzie i na okolicznych wzgórkach, a nauki s?ucha?y ró?ne t?umy ludzi, robotnicy, a nawet owi niewolnicy, których Jezus po Swoim chrzcie pociesza? na polu pasterskim obok Betabary. Mi?dzy t?umem byli tak?e szpiedzy, wys?ani przez okolicznych Faryzeuszów. Ze z?o?ci? w sercu s?uchali Jego nauki, a zszed?szy si? razem, poskupiali g?owy i pomrukiwali szyderczo, nie ?mieli jednak zagadn?? Jezusa, a On te? nie zwraca? na nich uwagi. Mi?dzy ludno?ci? samaryta?sk?, jako te? nauczycielami, by?o tak?e wielu niech?tnych nauce Jezusa.

Jezus w Ginnei i Atarot. Zawstydza z?o?liwo?? Faryzeuszów.

Opu?ciwszy z pi?ciu uczniami gospod? ko?o Sychar i pozostawiwszy Tebez na prawo, Samari? za? na lewo, uda? si? Jezus do miasta Ginnea albo Ginnim, po?o?onego st?d o sze?? godzin drogi w dolinie na granicy Samarii i Galilei. Szli z podpasanymi sukniami, a przybywszy pó?no wieczór do Ginnei, udali si? zaraz do synagogi, gdy? szabat ju? si? zacz??. Inni uczniowie, którzy naprzód wyruszyli w drog?, byli tam tak?e obecni. Z synagogi poszli wszyscy razem do wy?ej po?o?onej posiad?o?ci ?azarza, w pobli?u której le?a?o ma?e miasto Tirza, gdzie Jezus ju? raz go?ci? i gdzie zatrzymali si? tak?e Maryja i Józef w Swej podró?y do Betlejem. Zarz?dca posiad?o?ci, cz?owiek prosty, cieszy? si? licznym potomstwem. Posiad?o?? oddalona by?a od Ginnei mniej wi?cej o trzy kwadranse drogi. Tu przenocowa? Jezus z uczniami. ?wi?te niewiasty za? po odej?ciu z Sychar nocowa?y w Tebez. Na dzie? przed szabatem ?wi?cono w Ginnei uroczysto?? na pami?tk? buntu Izraelitów na puszczy. W sam szabat naucza? Jezus w synagodze. Czytano o pochodzie przez pustyni?, o rozdziale kraju Kanaan, a prócz tego ksi?gi Jeremiasza. Jezus, t?umacz?c to, zastosowywa? wszystko do zbli?ania si? królestwa Bo?ego. Mówi? o niech?ci Izraelitów na puszczy, o tym, ?e mogli o wiele krótsz? droga doj?? do ziemi obiecanej, gdyby byli zachowywali przykazania, dano im na górze Synaj; dla ich grzechów jednak opó?nia? Bóg zawsze ich pochód, a nawet sprawi?, ?e wszyscy szemrz?cy, pomarli na puszczy. Tak i oni krocz? teraz po pustyni, na której ?mierci? zgin? wszyscy szemrz?cy przeciw królestwu Bo?emu; królestwo to zbli?a si?, a wraz z nim ko?czy si? mi?osierdzie Bo?e. ?ycie ich jest b??dzeniem po puszczy; niech wi?c teraz wybieraj? najkrótsz? drog? do obiecanego królestwa Bo?ego, któr? On im wskazuje. Uczy? Jezus tak?e o tym, jak Izraelici, niezadowoleni s?dziowskim urz?dem Samuela, domagali si? koniecznie króla i jako otrzymali Saula. Teraz, gdy spe?ni?o si? ju? proroctwo, ?e dla ich bezbo?no?ci odj?te b?dzie ber?o od Judy, teraz znowu ??daj? króla i odbudowania królestwa; Bóg ze?le im króla, i to króla z ich rodu, podobnie jak w?a?ciciel winnicy pos?a? swego syna, gdy niewierni najemnicy pozabijali jego s?ugi. I oni te? odepchn? i zabij? swego króla. Z psalmów naucza? Jezus o kamieniu w?gielnym, który buduj?cy odrzucili, a dostosowywa? to znowu do syna w?a?ciciela winnicy. Nast?pnie naucza? o karze, maj?cej spa?? na Jerozolim?; ?wi?tynia — mówi? — nie ostoi si?, a miasto b?dzie nie do poznania. By?a tak?e mowa o Eliaszu i Elizeuszu. Nauce przys?uchiwa?o si? dwunastu zatwardzia?ych Faryzeuszów i ci rozprawiali potem z Jezusem. Pokazawszy Mu pismo, zapytali, co to ma oznacza?, ?e Jonasz przez trzy dni przebywa? we wn?trzno?ciach wieloryba? Jezus odrzek? na to: „Tak król wasz, Mesjasz, spocznie przez trzy dni w grobie, zst?pi do otch?ani na ?ono Abrahama, a potem zmartwychwstanie.? Faryzeusze wy?miali to t?umaczenie. Przyst?pi?o potem do? trzech Faryzeuszów, i kusz?c Go, rzekli: „Czcigodny


319

nauczycielu, mówisz wci?? o najbli?szej drodze, wska? nam wi?c j?!" Jezus odrzek?: „Czy znacie dziesi?? przykaza?, danych na górze Synaj?" Rzekli: „Tak.? — Rzek? wi?c Jezus: „Zachowujcie pierwsze z nich, mi?ujcie bli?niego jak siebie samych i nie nak?adajcie poddanym zbytnich ci??arów, których sami nie nosicie. To jest owa droga!" — Na to odezwali si?: „To, co nam mówisz, wiedzieli?my ju? sami." Lecz Jezus rzek?: „?e?cie wiedzieli, a nie post?powali tak, to wasza wina, i za to te? kar? poniesiecie." Dalej wyrzuca? im Jezus, ?e obci??aj? ogromnie ludzi, a sami nie wype?niaj? przepisów zakonu, co szczególnie w tym mie?cie si? zdarza?o. Mówi? te? o ubiorze dla kap?anów, jaki Bóg przepisa? Moj?eszowi, i co ten ubiór oznacza, podczas gdy oni nie czyni? tego, do czego ubiór obowi?zuje, zasadzaj?c istot? obrz?dów na zewn?trznych formalno?ciach i przekr?ceniach. Wszyscy rozgoryczeni byli przeciw Jezusowi, nie mogli Mu jednak nic zrobi?. Niektórzy mówili mi?dzy sob?: „To wi?c jest prorok z Nazaretu! Tak! syn cie?li!" Prawie wszyscy Faryzeusze opu?cili synagog?, zanim jeszcze Jezus sko?czy? nauk?; jeden tylko pozosta? do ko?ca, a potem zaprosi? Jezusa z uczniami na uczt?. By? on wprawdzie lepszym od innych, lecz tak?e podst?pnym cz?owiekiem. Jeszcze przedtem przyniesiono przed synagog? chorych; Faryzeusze prosili Jezusa, aby ich uzdrowi?, a da? im przez to znak. Jezus jednak nic uzdrowi? chorych, mówi?c, ?e skoro nie chc? w Niego wierzy?, to i On te? nie chce na zawo?anie okazywa? im znaku. Faryzeuszom jednak nie o to chodzi?o, lecz chcieli skusi? Go do uzdrawiania w szabat, a potem o to Go oskar?y?. Po uko?czeniu szabatu odesz?a wi?ksza cz??? uczniów galilejskich do domu; Jezus za? powróci? z Saturninem i dwoma innymi uczniami do posiad?o?ci ?azarza. Wzruszaj?cy by? to widok, gdy tu mia? nauk? dla dzieci zarz?dcy i z s?siedztwa, najpierw dla ch?opców, potem dla dziewcz?t. Mówi? o pos?usze?stwie dla rodziców i uszanowaniu wzgl?dem starszych. Rodziców da? im Ojciec niebieski; je?li wi?c ich czcz?, czcz? tak?e Ojca niebieskiego. Mówi? tak?e o synach Jakuba i o Izraelitach, którzy dlatego, ?e szemrali, nie weszli do ziemi obiecanej; a przecie? ta ziemia jest tak pi?kna. Tu wskaza? im pi?kne drzewa i owoce, rosn?ce w ogrodzie, pe?ne plonów, i tak mówi? dalej: „Królestwo niebieskie jest nam tak?e obiecane, je?li tylko b?dziemy spe?nia? przykazania Bo?e; a kraj to o wiele wspanialszy, ni? ten, który w porównaniu z nim jest pustyni?; s?uchajcie wi?c i zno?cie z poddaniem wszystko, co Bóg na was ze?le. Nie szemrajcie, aby?cie mogli osi?gn?? Królestwo niebieskie, nie w?tpcie w jego wspania?o??, jak Izraelici na puszczy; wreszcie, ?e jest tam o wiele lepiej, ni? tu, ?e to kraj niewypowiedzianie wspania?y. Miejcie to zawsze silnie w pami?ci i zas?ugujcie sobie na to trudem i prac?." Podczas nauki mia? Jezus mniejsze dzieci przed Sob?. Od czasu do czasu przyciska? je do piersi lub obejmowa? je r?kami po dwoje. Opu?ciwszy posiad?o?ci ?azarza, szed? Jezus z trzema uczniami na powrót w kierunku po?udniowo wschodnim ku wy?ej po?o?onej miejscowo?ci Atarot, b?d?cej g?ówn? siedzib? Saduceuszów. Mieszkaj?cy tu Saduceusze prze?ladowali po ?wi?tach Wielkanocnych równie? jak Faryzeusze z Gennabris uczniów Jezusa, uwi?zili wielu i dr?czyli ich przes?uchaniami. Niektórzy z nich byli niedawno w Sychar i szpiegowali Jezusa podczas nauczania, w ci?gu którego pot?pia? Jezus bardzo surowo?? Faryzeuszów i Saduceuszów wzgl?dem Samarytan. Ju? wtenczas uknuli oni plan skuszenia Jezusa i dlatego wezwali Go, aby przep?dzi? szabat w Atarot, Jezus wiedzia? jednak o ich planach, i dlatego, min?wszy Atarot, poszed? do Ginnei. Oni za?, porozumiawszy si? z Faryzeuszami Ginnei, przys?ali w szabat rano pos?ów do Niego, którzy rzekli: „Naucza?e? tak pi?knie o mi?o?ci ku ludziom, ?e powinno si? kocha? bli?niego, jak siebie samego; przyb?d? wi?c do Atarot i ulecz pewnego chorego. Je?li uczynisz nam ten znak, to nie tylko my, ale


320

i Faryzeusze w Ginnei uwierz? w Ciebie i rozszerzymy nauk? Tw? w ca?ej okolicy." Jezus zna? dobrze ich z?o?ci i ch?? oszukania Go pod pozorem uzdrowienia chorego. Cz?owiek ten le?a? ju? od wielu dni martwy, nieruchomy; Saduceusze jednak twierdzili wbrew wszystkim mieszka?com miasta, ?e on jest w zachwyceniu; nawet ?ona jego nie by?a pewna, czy to naprawd? trup. Gdyby wi?c Jezus by? go wskrzesi?, byliby powiedzieli, ?e to nie by? umar?y. Gdy Jezus si? zbli?a?, wyszli naprzeciw Niego i zaprowadzili Go przed dom owego umar?ego, który za ?ycia by? pierwszym mi?dzy Saduceuszami i najgwa?towniej wyst?powa? przeciw uczniom. Gdy Jezus nadszed?, wynie?li go na noszach na ulic?. Wko?o zebra?o si? oko?o 15 Saduceuszów i t?um ludzi. Trup wygl?da? bardzo pi?knie, gdy? Saduceusze wyj?li z niego wn?trzno?ci i zabalsamowali cia?o, aby ?atwiej oszuka? Jezusa. Jezus jednak rzek?: „Cz?owiek ten jest umar?ym i pozostanie umar?ym." Saduceusze zwracali Mu uwag?, ?e cz?owiek ten jest w zachwyceniu, a je?li umar? naprawd?, to chyba teraz dopiero, lecz Jezus powiedzia?: „Cz?owiek ten przeczy? zmartwychwstaniu, a wi?c nie zmartwychwstanie teraz. Nape?nili?cie go wonno?ciami, lecz patrzcie, co to za balsamy! Otwórzcie mu piersi." Na te s?owa jeden z nich podniós? skór? na piersiach zmar?ego, jak klap?, i oto z wn?trza zacz??a si? wydobywa? zbita, ruchoma czer? obrzyd?ego robactwa. Z?o?? zdj??a Saduceuszów tym bardziej, ?e Jezus wypowiedzia? publicznie i g?o?no wszystkie grzechy i zbrodnie zmar?ego, dodaj?c, ?e robaki te, to robaki z?ego sumienia, które za ?ycia ukrywane i gn?bione, teraz tocz? jego serce. Zarazem wyrzuca? Jezus gro?nie i ostro Saduceuszom ich z?y zamiar oszukania Go, mówi?c tak?e o s?dzie nad Jerozolim? i tych, którzy nie chc? przyj?? zbawienia. Saduceusze wnie?li pr?dko zmar?ego na powrót do domu w?ród strasznej wrzawy i pogró?ek. Dosz?o nawet do tego, ?e gdy Jezus z uczniami wychodzi? przez bram? poza miasto, po?echtany mot?och rzuca? za Nim kamieniami; z?o?ci?o Saduceuszów odkrycie robactwa w piersiach zmar?ego, a jeszcze bardziej wyjawienie z?o?ci, przepe?niaj?cej ich serca. W?ród ogó?u z?ych byli jednak tu i ówdzie ludzie, przychylni Jezusowi, i tych do p?aczu pobudza?o prze?ladowanie Jezusa. W jednej z odosobnionych ulic miasta mieszka?y kobiety, cierpi?ce na krwotok. Pe?ne wiary w Jezusa, z dala b?aga?y Go o pomoc, nie ?miej?c, jako nieczyste, przyst?pi? bli?ej. Jezus, wiedz?c z góry o ich niedoli, a przej?ty lito?ci? dla nich, przeszed? przez t? ulic?; niewiasty za?, id?c Jego ?ladami, ca?owa?y je. Wtedy Jezus obróciwszy si?, spojrza? na nie, a one w tej chwili ozdrawia?y. St?d poszed? Jezus na wzgórek, oddalony o 3 godziny drogi, a po?o?ony w pobli?u Engannim. Le?y on prawie w tej samej linii co Ginnea, lecz w innej dolinie i o kilka godzin drogi dalej na wschód, w prostym kierunku na drodze, prowadz?cej z Endor i Naim do Nazaretu. Od Naim oddalony jest oko?o 7 godzin drogi. Na wzgórku tym spotka? Jezus uczniów z Galilei i tu przenocowa? w sza?asie jakiej? publicznej gospody, posiliwszy si? pierwej tym, co uczniowie przynie?li. Byli to Andrzej, oblubieniec Natanael i dwóch s?u?alców tak zwanego królika z Kafarnaum. Ci ostatni prosili natarczywie Jezusa, ?eby raczy? pospieszy? tam natychmiast, gdy? syn ich pana jest bardzo chory. Jezus odrzek? na to, ?e przyjdzie jeszcze na czas. Królik ten by? to przeniesiony w stan spoczynku zarz?dca nad cz??ci? Galilei, ustanowiony przez Heroda Antyp?. By? on przychylny Jezusowi, a podczas ostatnich prze?ladowa? popiera? uczniów przeciwko Faryzeuszom, i zasila? ich ju? nieraz pieni?dzmi, lub dostarcza? im ?ywno?ci. Nie by? jednak jeszcze ca?kiem nawrócony, chocia? wierzy? w cuda. Pragn?? bardzo obecnie, aby Jezus uczyni? cud na jego synu, powodowany nie tylko mi?o?ci? ojcowsk?, lecz tak?e w ch?ci upokorzenia Faryzeuszów. I uczniowie ?yczyli sobie tego i objawiali to ?yczenie, mówi?c: „A to b?d? si? z?o?cili Faryzeusze! Wtedy przekonaj? si?, kto jest Ten, za którym my idziemy."


321

Dla tej to przyczyny podj?li si? Andrzej i Natanael tego poselstwa, a Jezus wiedzia? dobrze o tym. Rano, nim wyruszy? w dalsz? podró?, naucza? jeszcze. Dwaj s?udzy owego królika byli poganami i jego niewolnikami. Id?c tu, wzi?li ze sob? ?ywno?ci na drog?. Obecnie nawrócili si? i poszli wraz z Andrzejem i Natanaelem z powrotem ku Kafarnaum.

Jezus w Engannim i Naim

Opu?ciwszy gospod? na wzgórku, uda? si? Jezus do pobliskiego miasteczka Engannim w towarzystwie Saturnina, brata ciotecznego oblubie?ca z Kany i jednego z synów wdowy po Ob?dzie z Jerozolimy, m?odzie?ca oko?o 16 lat licz?cego. Tu mia? dalszych krewnych z rodziny Anny, którzy byli Esse?czykami. Ci przyj?li Jezusa z pokor?, a zarazem serdecznie. Mieszkania ich sta?y oddzielnie w osobnej cz??ci miasta. ?yli w wielkiej skromno?ci. W jednym miejscu sta? jakoby klasztor, w którym mieszka?o wielu bez?ennych. Dawnej regu?y nie zachowywano jednak w ca?ej surowo?ci; ubierali si? bowiem tak jak inni i nie stronili od szko?y. Utrzymywali tak?e rodzaj szpitala, przepe?nionego zawsze chorymi i n?dzarzami; w szpitalu tym ?ywiono tak?e biednych przy d?ugich sto?ach. W ogóle przyjmowali oni ka?dego pouczali i nawracali. Gdy który z chorych by? z?ym cz?owiekiem, umieszczali go zawsze mi?dzy dwoma dobrymi, a ci upomnieniami lub przyk?adem starali si? go poprawi?. — W szpitalu tym by? Jezus tak?e i uzdrowi? niektórych chorych. Przez ca?y dzie? naucza? Jezus w synagodze w Engannim. Z okolicy nap?yn??y t?umy ludzi. Poniewa? nie mogli si? w synagodze pomie?ci?, obozowali po wi?kszej cz??ci gromadami przed synagog? i gdy jedna gromada, wys?uchawszy nauki wysz?a — druga zajmowa?a jej miejsce. Jezus naucza? tu podobnie jak gdzie indziej, tylko nie tak surowo, bo ludzie ci przychylni Mu byli. By?o wtenczas tak jak i teraz; ka?dy zak?tek wed?ug usposobienia kap?anów mia? inne znaczenie. Zaraz na wst?pie obieca? Jezus, ?e po nauce b?dzie uzdrawia?. Nast?pnie naucza? o blisko?ci Królestwa Bo?ego i przybyciu Mesjasza, przytaczaj?c wszystkie przepowiednie z pisma i proroków i udowadniaj?c spe?nienie si? ich w swoim czasie. Mówi? o Eliaszu, o jego proroctwach i widzeniach, wymieni? lata, kiedy widzenia te by?y dane i wspomnia? o tym, jak Eliasz zbudowa? w pewnej grocie o?tarz ku czci Matki przysz?ego Mesjasza. Nast?pnie wykaza?, ?e w?a?nie ten a nie inny czas jest czasem przyj?cia Mesjasza, ?e ber?o odj?te jest od Judy; przypomnia? im przy tym przybycie tu Trzech Króli. Wszystko to mówi? ogólnikowo, jak gdyby o kim? trzecim, nie wspominaj?c nic o Sobie ani o Swej Matce. Mówi? dalej o wspó?czuciu i dobrym obchodzeniu si? Samarytan z bli?nimi, i opowiedzia? przypowie?? o mi?osiernym Samarytaninie, nie wymieniaj?c jednak nazwy Jerycho. Sam — jak mówi? — przekona? si?, ?e Samarytanie ch?tniej nios? pomoc ?ydom ni? ci im. I tu opowiedzia? s?uchaczom o tym, jak samaryta?ska niewiasta us?u?nie poda?a Mu wody, co z pewno?ci? ?yd dla Samarytanina nie uczyni?by tak ?atwo, i w ogóle jak dobrego tam dozna? przyj?cia. Wreszcie mówi? o strasznych karach, maj?cych spa?? na Jerozolim?, i wspomina? o celnikach, których kilku mieszka?o tu w okolicy. Jeszcze naucza? Jezus w synagodze, a ju? zniesiono z miasta i z okolicy mnóstwo chorych. U?o?ono ich na noszach lub poduszkach wzd?u? domów, któr?dy mia? Jezus przechodzi? i rozbito nad nimi p?ócienne budy. Obok ka?dego z nich stali krewni. Zachowano przy tym ten porz?dek, ?e cierpi?cych na t? sam? chorob? obok siebie ustawiali. Wygl?da?o to tak, jak istny jarmark n?dzarzy. Sko?czywszy nauk?, wyszed? Jezus z synagogi i szed? wzd?u? szeregu chorych, a


322

gdy ci zwrócili si? do Niego z pokornymi mod?y, uzdrowi? ich, nauczaj?c wci?? i upominaj?c oko?o czterdziestu kulawych, ?lepych, niemych, paralityków, chorych na febr?, wodn? puchlin? itd. Op?tanych nie by?o. Pó?niej naucza? jeszcze na wzgórku, a to dla zbyt wielkiej liczby s?uchaczów. W ko?cu jednak ?cisk sta? si? tak wielki, ?e ludzie cisn?li si? do domów, wst?powali na dachy, a pod naporem t?umów wali?y si? i trzeszcza?y ?ciany. Jak tylko zacz??o si? to zamieszanie, wmiesza? si? Jezus w t?um, a opu?ciwszy miasto, uda? si? strom?, boczn? ?cie?k? w samotne, puste góry. Trzech Jego uczniów uda?o si? za Nim, lecz szukali Go d?ugo i dopiero w nocy znale?li Go na modlitwie. Spytawszy Go, jak si? maj? modli? wtedy, gdy On si? modli, wymieni? im Jezus kilka krótkich pró?b z „Ojcze nasz" i to: „?wi?? si? Imi? Twoje. Odpu?? nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom, zbaw nas ode z?ego!" Przy tym rzek?: „Teraz tak tylko si? módlcie, ale i post?pujcie tak", i powiedzia? stosown?, a bardzo pi?kn? nauk?. Spe?niali to wiernie, ilekro? nie mówi? z nimi, tylko szed? osobno. Obecnie mieli oni zawsze przy sobie nieco zapasów ?ywno?ci w woreczkach; gdy wi?c inni podró?ni przechodzili mimo, nawet bocznymi drogami, biegli zaraz za nimi, wype?niaj?c wskazówki Jezusa, i udzielali im, czego potrzebowali, szczególniej, je?li to byli biedni. Engannim jest miastem Lewitów; le?y u wylotu doliny, biegn?cej ku Jezrael w poprzek d?ugiego grzbietu górskiego. W dolinie p?ynie w kierunku pó?nocnym strumyk. Mieszka?cy trudni? si? tkactwem i wyrabianiem haftów do sukien kap?a?skich, jak równie? ozdób, fr?dzli jedwabnych i guzików, potrzebnych do ozdoby tych?e sukien. Suknie za? szyj? niewiasty. Lud tutejszy jest bardzo dobry. Przeszed?szy ko?o Jezrael i Endor, stan?? Jezus oko?o po?udnia przed Naim, i nie zwracaj?c na Siebie uwagi, wszed? do gospody, le??cej pod miastem. Wdowa z Naim, siostra ?ony Jakóba Starszego, wiedzia?a od Andrzeja i Natanaela o bliskim przybyciu Jezusa i kaza?a tu czeka? na Niego. Teraz za? przysz?a z inn? jak?? wdow? do gospody przywita? Pana. Maj?c zas?oni?te twarze, rzuci?y si? przed Jezusem na kolana. Wdowa z Naim prosi?a Go, aby przyj?? ofiar? owej drugiej dobrej wdowy, która ca?e swoje mienie pragnie odda? do kasy ?wi?tych niewiast, na zaopatrzenie potrzeb uczniów i dla ubogich, i w?asn? us?ug? w tym celu ofiaruje. Jezus przyj?? ofiar? owej wdowy, pocieszaj?c i nauczaj?c obie. Niewiasty przynios?y tak?e skromne dary na uczt?; uczniowie przyj?li je. Owa wdowa da?a im zaraz pewn? sum? pieni?dzy, które oni przes?ali niewiastom w Kafarnaum dla potrzebuj?cych. Tutaj wypocz?? Jezus z uczniami, a wypoczynek by? Mu potrzebnym, gdy? przez ca?y poprzedni dzie? naucza? i uzdrawia? w Engannim z nieopisanym nat??eniem, a potem odby? siedmiogodzinn? drog? a? dot?d. Nowo przyby?a wdowa przedstawi?a Jezusowi inn? jeszcze niewiast?, która równie? chcia?a odda? swe mienie. Jezus jednak rzek?, aby zachowa?a je nadal a? do czasu, gdy b?dzie potrzebniejszym. Niewiasta owa by?a cudzo?o?nic?, i dla jej niewierno?ci odepchn?? j? od siebie jej m??, bogaty ?yd z Damaszku. S?ysza?a ona o mi?osierdziu Jezusa dla grzeszników, wzruszy?o j? to bardzo i odt?d nie mia?a innego pragnienia, jak tylko czyni? pokut? i znale?? ?ask?. Wyszuka?a wi?c Mart?, z której rodzin? by?a w dalszym stopniu spokrewnion?, wyzna?a swe przewinienia i prosi?a j? o wstawiennictwo u Matki Jezusa; odda?a jej tak?e cz??? swego mienia. Marta, Joanna Chusa i Weronika uj??y si? lito?ciwie za pokutnic? i przyprowadzi?y j? raz do mieszkania Maryi pod Kafarnaum. Maryja spojrza?a na ni? przenikliwie i trzyma?a j? d?u?szy czas w pewnym oddaleniu od Siebie. Niewiasta za? b?aga?a J? w?ród ?ez gwa?townych z wzrastaj?cym ?alem: „O Matko


323

Proroka! pro? Syna Twego za mn?, bym znalaz?a ?ask? w oczach Boga!" Niewiasta ta mia?a w sobie niemego diab?a; musiano j? strzec, gdy? podczas napadu nie mog?a wzywa? pomocy, a diabe? wp?dza? j? nieraz w wod? lub w ogie?. Gdy przysz?a znów do siebie, siedzia?a zwykle w jakim k?cie, p?acz?c ?a?o?nie. W sprawie tej nieszcz??liwej pos?a?a Maryja pos?ów do Jezusa, a Ten kaza? powiedzie?, ?e przyb?dzie w Swoim czasie, by jej dopomóc.

PODRÓ?E NAUCZYCIELSKIE JEZUSA W OKOLICY GENEZARETU I NAD BRZEGAMI JORDANU

Pos?aniec królika z Kafarnaum

Wyszed?szy z Naim, przechodzi? Jezus ko?o góry Tabor, a zostawiaj?c Nazaret po lewej stronie, przyby? do Kanny, gdzie wst?pi? do pewnego uczonego w Pi?mie przy synagodze. Podwórze domu nape?ni?o si? wkrótce lud?mi, którzy z Engannim dowiedzieli si? o Jego przybyciu i tutaj Go oczekiwali. Jezus uczy? ju? ca?y dzie?, gdy s?uga królika z Kafarnaum przyby? z kilku towarzyszami na mu?ach. Widocznie by?o mu bardzo spieszno i by? w wielkiej trwodze i trosce, gdy? usi?owa? ze wszystkich stron przez lud przecisn?? si? do Jezusa, ale na pró?no, gdy? znik?d nie móg? si? dosta?. Gdy ju? kilka razy bezskutecznie si? przeciska?, zacz?? silnie wo?a?: „Czcigodny Mistrzu, dopu?? s?ug? Twego przed Siebie! Jestem pos?a?cem mego pana z Kafarnaum i jakby on sam, i ojciec w?asnego syna, prosz? Ci?, aby? si? tam ze mn? zaraz uda? gdy? syn mój jest bardzo chory i bliski ?mierci." Jezus zdawa? si? go nie s?ysze?, nie zwa?a? na niego; on jednak, w?ród ogólnej uwagi na niego zwróconej, wo?a? na nowo: „Chod? zaraz ze mn?, mój syn jest umieraj?cy!" Gdy tak natarczywie wo?a?, zwróci? Jezus w stron? ku niemu g?ow? i rzek? mu tak, ?e lud s?ysza?: „Je?eli nie widzicie znaków i cudów, nie wierzycie. Wiem, o co ci chodzi. Chcecie si? tym chwali? i Faryzeuszom i?? na przekór, a potrzebujecie tego w równym stopniu, jak i oni. — Nie jest Moim pos?annictwem, czyni? cudu dla waszych celów, nie potrzebuj? waszego potwierdzenia. Oka??, czym jestem, tam, gdzie b?dzie wola Ojca Mego, i cuda b?d? czyni? tam, gdzie tego b?dzie pos?annictwo Moje wymaga?o." Jezus d?ugo tak mówi? i ?aja? go przed ca?ym ludem, mianowicie, ?e dlatego tak d?ugo czeka na Niego, aby uzdrowi? syna jego i aby potem mia? si? czym che?pi? przed Faryzeuszami. Nie powinni jednak ??da? cudów przez wzgl?d na drugich, ale maj? wierzy? i nawraca? si?. Wys?ucha? to ów cz?owiek, mimo tego nie da? si? odwie?? od swego zamiaru, tylko przecisn?? si? jeszcze bli?ej i pocz?? od nowa wo?a?: „Co to pomo?e, Mistrzu? syn mój jest umieraj?cym, chod? wi?c natychmiast ze mn?, gdy? mo?e by?, i? ju? nie ?yje." Wtedy powiedzia? mu Jezus: „Id? — syn twój ?yje!" Cz?owiek ów pyta? jeszcze: „A jest ?e to pewnym?" A Jezus odrzek?: „On jest uzdrowiony tej godziny w?a?nie na Moje s?owo." Wtedy uwierzy? Jezusowi ów cz?owiek i ju? nie ??da?, aby z nim jecha?, tylko dosiad? mu?a i pojecha? sam do Kafarnaum. Jezus powiedzia? tak?e, ?e tym razem jeszcze uzdrowi?, lecz w innym podobnym wypadku tego nie uczyni. Ten cz?owiek nie przyby? jako urz?dnik królewski, ale jako ojciec syna. By? on pierwszym urz?dnikiem domu owego królika z Kafarnaum. Ten nie mia? dzieci, lecz od dawna ich pragn??; wzi?? wi?c syna zaufanego s?ugi i jego ?ony za swojego, a ch?opiec ten mia? ju? teraz czterna?cie lat. Pose? przyszed? jako pos?aniec w imieniu swego pana i we w?asnym, jako ojciec. Widzia?am to wszystko w widzeniu i by?o mi wyja?nione, dlatego te? mo?e Jezus kaza? mu tak d?ugo wo?a?. Zreszt? nikomu nie by?o to znane.


324

Ch?opiec pragn?? ju? d?ugo za Jezusem. Z pocz?tku choroba by?a ?agodna, a oni ju? ??dali Jezusa, przez wzgl?d na Faryzeuszów. Od czterdziestu dni jednak choroba si? wzmaga?a, a ch?opiec mimo wielu lekarstw wo?a?: „Wszystkie te napoje nie pomog? mi, tylko Jezus, prorok z Nazaretu, mi pomo?e. Gdy zatem niebezpiecze?stwo wielce si? wzmog?o, wys?ali ju? do Samarii poselstwo ze ?wi?tymi niewiastami, a potem znowu Andrzeja i Natanaela do Engannim, a wreszcie pojecha? sam ojciec i zarz?dca do Kany, gdzie znalaz? Jezusa. Jezus jednak zwleka?, aby ukara? ich ukryte zamiary. Z Kany do Kafarnaum by?o dzie? drogi. Cz?owiek ten spieszy? jednak tak, ?e zd??y? przed noc? do domu. Na kilka godzin przed Kafarnaum wyszli na przeciwko niego s?udzy i powiedzieli mu, ?e ch?opiec jest zdrowy. Chcieli pój?? za nim i powiedzie? mu, ?eby si? nie trudzi?, gdyby jeszcze Jezusa by? nie znalaz?, i aby nie robi? sobie wydatków, bo ch?opiec oko?o siódmej godziny nagle sam przez si? wyzdrowia?. Wtedy opowiedzia? im s?owa Jezusa, a oni dziwili si? i spieszyli z nim do domu. Widzia?am, ?e królik Serobabel z ch?opcem wyszed? na powitanie do drzwi. Ch?opiec u?ciska? go — on za? opowiedzia? mu s?owa Jezusa, a obecni jego s?udzy potwierdzili wszystko. Wtedy powsta?a wielka rado??. Widzia?am, jak przygotowywano uczt?. Ch?opiec siedzia? mi?dzy swym opiekunem a rzeczywistym ojcem, a matka siedzia?a tak?e przy nich. Ch?opiec kocha? przybranego ojca tak jak prawdziwego i ten mia? tak?e wielk? w?adz? w domu. Gdy Jezus odprawi? owego cz?owieka z Kafarnaum, uzdrowi? jeszcze wiele chorych, których mu na jedno podwórze owego domu poprzynoszono. — By?o tam kilku op?tanych, ale nie z?o?liwych. Op?tanych przyprowadzano cz?sto na Jego nauki, i ci wtedy zwykle sro?yli si? i rzucali straszliwie. Skoro im jednak Jezus nakaza? spokój, uspokajali si? zupe?nie, lecz po pewnym czasie jakby nie mog?c ju? d?u?ej wytrzyma?, poczynali na powrót dr?e?. Wtedy Jezus dawa? znak r?k? a oni uspokajali si? znowu. Po nauce kaza? Jezus szatanowi ust?pi?, przy czym zwykle na kilka chwil popadali w omdlenie, a potem si? budzili, weso?o dzi?kuj?c Jezusowi i nie wiedz?c, co si? z nimi dzia?o. Byli to jednak tacy op?tani, którzy bez swej winy zostali op?tanymi. Nie umiem tego jasno wyt?umaczy?, ale widzia?am teraz i zwykle wyra?nie, zdarza?o si?, ?e obok cz?owieka z?ego, który tylko z ?aski i pob?a?ania od zguby by? oszcz?dzany, szatan opanowywa? nieraz spokrewnionego z nim cz?owieka, s?abego i niewinnego. By?o to tak, jakby ten dobry bra? cz??? winy tamtego na siebie. Nie mog? tego tak dok?adnie okre?li?; jest to, zdaje si?, w zwi?zku z tym, ?e jeste?my cz?onkami jednego cia?a, zatem tak samo, jak gdyby zdrowy cz?onek przez grzechy drugiego wskutek tajemnych, wewn?trznych, wzajemnych wp?ywów zaniemóg?. Tacy w?a?nie op?tani byli tam?e. Z?o?liwi s? straszniejszymi i dzia?aj? razem z szatanem; drudzy cierpi? tylko i s? zreszt? dobrymi. Jezus uczy? nast?pnie w synagodze, dok?d go zaprosili uczeni w pi?mie z Nazaretu. Mówili oni, ?e w ich rodzinnym mie?cie rozesz?a si? wie??, jakie cuda zdzia?a? w Judei, Samarii i Engannim. Wie On jednakowo? o tym, i? w Nazarecie utrzymuje si? mniemanie, ?e kto nie zosta? w szkole Faryzeuszów wykszta?cony, ten nie wiele umie; i dlatego te? pragn?, aby do nich przyszed? i w?a?ciwej prawdy ich nauczy?. My?leli, ?e w ten sposób ?atwiej Go do siebie przywabi?. Jezus odpowiedzia? im, ?e teraz jeszcze nie pójdzie, ale i gdy przyjdzie, nie otrzymaj? od Niego tego, czego pragn?. Wyszed?szy z synagogi, uda? si? Jezus na wielk? uczt? do domu ojca oblubienicy z Kany; wdowa, ciotka oblubie?ca, jako te? oboje oblubie?cy, byli tak?e obecnymi. Oblubieniec Natanael przyszed? zaraz jako ucze? do Jezusa i pomaga? utrzymywa? porz?dek przy nauce i uzdrawianiu chorych. Oblubieniec i oblubienica mieszkali osobno, nie mieli w?asnego gospodarstwa, a jedzenie otrzymywali od rodziców oblubienicy ; — s? to dobrzy ludzie, — ojciec ich nieco


325

utyka. Kana jest pi?kn?, schludn? miejscowo?ci?, po?o?on? na wy?ynie; przez miasto prowadzi kilka dróg, a jedna idzie prosto do Kafarnaum, oddalonego mo?e o siedem godzin drogi. — Droga ta jest nieco pochy??. Po uczcie uda? si? Jezus do Swego mieszkania i uleczy? jeszcze kilku chorych, którzy tam na Niego czekali. Nie zawsze leczy? w ten sam sposób. Raz rozkazywa?, drugi raz k?ad? r?ce na nich, czasem nachyla? si? nad nimi, to znowu kaza? im si? kapa?, niekiedy znowu rozrabia? piasek ?lin? i pomazywa? im oczy. Niektórych upomina?, innym przytacza? ich grzechy, innych odprawia?.

Jezus w Kafarnaum

Gdy Jezus z uczniami, którzy z Nim do Kany przybyli, do Kafarnaum wyruszy?, towarzyszy? Mu tak?e Natanael, którego ?ona z sw? ciotk? i z innymi ju? naprzód tam posz?y. Siedmiogodzinna droga jest dosy? równ? i prost?, i prowadzi ko?o ma?ego jeziora, podobnego do jeziora przy Ainon, nad którym le?? domy z ogrodami. Zaczyna si? tu wspania?a, urodzajna okolica Genezaretu, a na niej w pewnych odst?pach wznosz? si? stra?nicze wie?e. Gdy Jezus dochodzi? ju? do Kafarnaum, wielu op?tanych wszcz??o zgie?k przed bramami miasta i w mie?cie, i zacz?li krzycze?: „Prorok idzie, co On tu chce? co Jemu do nas?" Gdy jednak przyszed? przed samo miasto Kafarnaum, wtedy op?tani si? porozbiegali. Przed miastem zbudowany by? namiot. Królik i ojciec ch?opca, wzi?wszy go mi?dzy siebie, prowadzili naprzeciw Jezusa, a za nimi post?powa?a ca?a rodzina, s?udzy i niewolnicy. Ci ostatni byli poganami, przys?anymi mu przez Heroda. By?a to ca?a procesja. Wszyscy rzucili si? na kolana przed Jezusem i dzi?kowali Mu. Nast?pnie umyli Jezusowi nogi i podali Mu posi?ek i napój. Jezus po?o?y? r?k? na g?ow? ch?opca, przed Nim kl?cz?cego, i upominaj?c go, zmieni? imi? jego z Joel na Jesse; królik za? nazywa? si? Serobabel. Prosi? on koniecznie Jezusa, aby do niego wst?pi? i wzi?? udzia? w uczcie. Jezus jednak odmówi? mu, zgani? powtórnie jego ??dz? widzenia cudów w tym celu, aby tylko dokuczy? innym. Jezus powiedzia?: „By?bym nie uzdrowi? ch?opca, gdyby nie silna i niewzruszona wiara pos?a," Potem pu?ci? si? Jezus w dalsz? drog?. Serobabel kaza? jednakowo? urz?dzi? wielk? uczt?. Wszyscy s?udzy i ogrodnicy jego licznych, doko?a le??cych ogrodów, byli na ni? zwo?ani. Wszystkim opowiadano ten cud, wszyscy byli wzruszeni, a czelad? i ubodzy, gdy im rozdano podarki, zacz?li ?piewa? w przedsionku hymn pochwalny. Wiadomo?? o tym cudzie bardzo szybko rozesz?a si? po Kafarnaum. Serobabel udzieli? t? wiadomo?? Matce Jezusa i Aposto?om, którzy zatrudnieni byli po?owem ryb. Powiedziano o tym tak?e ?wiekrze Piotra, która wówczas le?a?a chora. Obszed?szy Kafarnaum, uda? si? Jezus do mieszkania Swej Matki, gdzie zebra?o si? pi?? niewiast, jako te? Piotr, Andrzej, Jakub i Jan. Wyszli oni na przeciwko Jezusa i cieszyli si? z Jego przybycia i z Jego cudów. By? tu na uczcie a potem uda? si? z uczniami do Kafarnaum na szabat, niewiasty za? pozosta?y w domu. W Kafarnaum tymczasem nagromadzi?o si? wiele ludu i chorych. Op?tani biegali i krzyczeli po ulicach, gdy Jezus si? zbli?a?. Jezus nakaza? im milcze? i przeszed? po?ród nich do synagogi. Po modlitwie wywo?ano pewnego zaci?tego Faryzeusza, imieniem Manasse, do czytania Pisma, gdy? na niego przypad?a kolej. Jezus jednak za??da? Pisma i rzek?, ?e je Sam czyta? b?dzie. Podano Mu wi?c Pismo, a On zacz?? czyta? pocz?tek pi?tej ksi?gi Moj?esza a? do szemrania synów Izraela, mówi? o niewdzi?czno?ci ich ojców i o mi?osierdziu Boga, o bliskim królestwie i poucza?, by si? teraz tego strzegli, co dawniej czynili ich ojcowie. Porównywa? ich


326

dawne manowce i b??kania z tera?niejszymi b??dami, a ówczesny kraj obiecany z bliskim teraz Królestwem niebieskim. Potem czyta? pierwszy rozdzia? z Izajasza. Wyk?ada? to na obecne czasy, mówi? o wyst?pkach i karach za nie, o tym, jak d?ugo oczekiwali proroka i jak si? obejd? z tym, którego teraz maj?. Mówi? o rozmaitych zwierz?tach, które poznaj? swoich panów, oni jednak Jego nie poznaj?. Mówi? tak?e, jak ten, który im pomaga, przez ich zniewagi wygl?da? b?dzie, jak Jeruzalem odniesie kar? a ?wi?ta gmina b?dzie ma??. Pan jednak uczyni j? wielk? a inni b?d? wygubieni. Mówi?, aby si? nawrócili, a chocia?by ca?kiem krwi? byli pokryci, niech wo?aj? do Boga i poprawi? si?, a stan? si? czystymi. Naucza? tak?e o Manassesie, jakim on by? grzesznikiem, jak okropnie blu?ni?, jak za kar? by? uwi?ziony i zaprowadzony do Babilonu, jak si? nawróci?, do Boga modli? i przebaczenie otrzyma?. Potem, jakby przypadkowo, otworzy? ksi??k? i czyta? ust?p Izajasza 7,14: „Oto Panna porodzi" i wyk?ada? to o Sobie i o przyj?ciu Mesjasza. To samo, b?d?c w Nazarecie przed chrztem, równie? w ten sposób wyk?ada?, a obecni wy?miewali Go i mówili: „Nie widzieli?my, ?eby jad? wiele chleba i miodu u swego ojca, ubogiego cie?li." Faryzeusze i wielu innych nie byli wcale zadowoleni, ?e im dzi? tak ostro o niewdzi?czno?ci prawi?; spodziewali si? czego? pochlebnego, skoro tak dobrze Go przyj?li. Nauka trwa?a dosy? d?ugo, a gdy Jezus wyszed?, s?ysza?am kilku Faryzeuszów, jak mi?dzy sob? szeptali: „Powynoszono chorych, czy te? si? odwa?y dzisiaj w szabat ich uzdrawia??" Ulic? i wiele domów o?wiecono lampami. Kilka domów, których w?a?ciciele byli Jezusowi nieprzychylni, by?y nieo?wiecone. Kiedy Jezus przechodzi?, byli jeszcze przed domami chorzy i ?wiat?o; innych wnosili domownicy ze ?wiat?em w r?ku we drzwi. Po ulicach by? zgie?k i j?ki, op?tani zacz?li za Nim wo?a?, lecz Jezus rozkazem uwolni? ich od z?ych duchów. Jeden z op?tanych ze straszn? twarz? i rozczochranymi w?osami przyskoczy? z dzik? gwa?towno?ci? do Jezusa, wo?aj?c: „Czego tu chcesz, co tu robisz?" Wtedy odepchn?? go Jezus i rzek?: „Wyjd?, szatanie", a cz?owiek ów upad? tak gwa?townie, ?e powinien sobie r?ce i nogi po?ama?. Wkrótce jednak powsta?, zupe?nie zmieniony, kl?kn?? przed Jezusem, p?aka? i dzi?kowa? Mu. Jezus kaza? mu si? poprawi?. Wielu tak?e uzdrawia?, przechodz?c mimo nich. Potem uda? si? Jezus z uczniami do domu Matki Swej. By?a ju? noc. W drodze mówi? Piotr o swoim gospodarstwie: „i? znacznie zaniedba? rybo?ówstwo, gdy? tak d?ugo by? nieobecnym, a przecie? musi si? stara? o utrzymanie ?ony i dzieci, jako te? swej ?wiekry", na to odpowiedzia? mu znowu Jan, „i? on i Jakub musza si? troszczy? o rodziców, a ci s? wa?niejsi od ?wiekry." Tak rozmawiali swobodnie, na pó? ?artem, a Jezus w te odezwa? si? s?owa: „Przyjdzie niebawem czas, ?e zaniechacie ca?kiem tego rybo?ówstwa, a inne ryby ?owi? b?dziecie." Jan by? z wi?ksz?, ni? inni, jakby dzieci?ca, otwarto?ci? i poufa?o?ci? wzgl?dem Jezusa; a tak by? mi?y i we wszystkim uleg?y, bez cienia l?ku lub oporu. Jezus poszed? wreszcie do Matki, a inni porozchodzili si? do swych domów. Na drugi dzie? rano uda? si? Jezus z uczniami do Kafarnaum, opuszczaj?c mieszkanie Matki, po?o?one mo?e trzy ?wierci godziny od Betsaidy. Droga, prowadz?ca st?d do Kafarnaum, wznosi?a si? nieco w gór?, potem spada?a na dó?. Przed bram? miasta sta? przy drodze dom Piotra, który on dla Jezusa i Jego uczniów przeznaczy?, i poczciwego starca jako zarz?dc? w nim osadzi?. Od jeziora by? ten dom o jakie pó?torej godziny drogi oddalony. W Kafarnaum zeszli si? wszyscy uczniowie Jezusa z Betsaidy, Maryja i inne ?wi?te niewiasty przysz?y tam tak?e. Gdy Jezus przechodzi?, by?o po ulicach bardzo wielu chorych, którzy dzie? przedtem ju? poprzychodzili, ale jeszcze nie byli uzdrowieni. Jezus uzdrowi? wielu


327

w drodze do synagogi, w której naucza?, opowiadaj?c mi?dzy innymi pewn? przypowie??. Poniewa?, wychodz?c z synagogi, jeszcze naucza?, wielu, korzystaj?c z tego, rzuca?o si? przed Nim na kolana, i prosili o przebaczenie grzechów. By?y tak?e mi?dzy tymi dwie wiaro?omne niewiasty, oddalone przez swych m??ów i mo?e czterech m??czyzn, a mi?dzy nimi uwodziciele owych niewiast. Wszyscy zalewali si? ?zami, p?akali i chcieli wyzna? swe grzechy przed ca?ym zgromadzonym ludem. Jezus jednak odpowiedzia?, ?e ich grzechy s? Mu znane; przyjdzie czas, kiedy publiczne wyznanie b?dzie potrzebne; teraz jednak mog?oby to tylko wywo?a? zgorszenie, a na nich samych ?ci?gn?? prze?ladowanie. Upomnia? ich tak?e, aby czuwali nad sob?, by na powrót w grzechy nie popadli, a gdyby si? im znów upa?? zdarzy?o, aby nie rozpaczali, lecz zwrócili si? do Boga i do pokuty. Odpu?ci? im ich grzechy, a gdy si? pytali, czy maj? da? si? ochrzci? uczniom Jana, czy te? czeka?, a? ich ochrzcz? uczniowie Jezusa, odpowiedzia? im, aby si? dali ochrzci? uczniom Jana. Obecni tam Faryzeusze dziwili si? bardzo, ?e Jezus odwa?a si? odpuszcza? grzechy i ??dali, by si? im z tego t?umaczy?. Lecz Jezus zmusi? ich Sw? odpowiedzi? do milczenia i powiedzia?, ?e ?atwiej Mu grzechy odpuszcza? ni? uzdrawia?; temu bowiem, który szczerze ?a?uje, s? grzechy odpuszczone i nie ?atwo do nich wraca; tymczasem chorzy, uzdrowieni na ciele, pozostaj? cz?sto i nadal chorymi na duszy i u?ywaj? cia?a za narz?dzie do grzechu. Pytali si? Go tak?e, czy ci m??owie musz? przyj?? na powrót swoje odepchni?te ?ony, skoro ju? odpuszczone im zosta?y ich grzechy. Jezus odpowiedzia? im, ?e tu nie czas o tym mówi?, lecz kiedy indziej obszerniej o tym ich pouczy. Pytali Go tak?e o to, ?e uzdrawia w szabat, a On wykaza? im, ?e s?usznie post?puje, dodaj?c, ?e przecie? i oni wyci?gaj? bydl?, je?eli im w szabat wpadnie do studni. Po po?udniu poszed? Jezus z wszystkimi uczniami do domu przed Kafarnaum, gdzie by?y ju? ?wi?te niewiasty. Tu byli na uczcie, urz?dzonej staraniem królika Serobabela. Ten i ojciec ch?opca, Salatiel, byli przy stole, ch?opiec za?, Jesse, us?ugiwa?; niewiasty siedzia?y przy innym stole. Jezus naucza? w?ród uczty. Przynoszono Mu chorych a? tutaj, i b?agaj?c pomocy, wciskano si? do sali jadalnej. Wielu Jezus uleczy?. Wstawszy od sto?u, uda? si? ponownie do synagogi i naucza? mi?dzy innymi o Izajaszu, jak przepowiada królowi Achazowi: „Oto Panna pocznie i porodzi Syna" (7. 14). Wyszed?szy z synagogi, do samej nocy uzdrawia? jeszcze chorych po ulicach. Mi?dzy chorymi znajdowa?o si? kilka kobiet cierpi?cych na krwotok, które smutne w oddali sta?y i nie ?mia?y si? zbli?y? do ludu. Jezus wiedzia? o ich chorobie, zwróci? si? wi?c w ich stron? i uzdrowi? je jednym spojrzeniem. Tego rodzaju chorych nie dotyka? nigdy. W tym unikaniu dotkni?cia kryje si? tajemnica, której teraz wypowiedzie? nie mog?. Tego dnia wieczorem rozpocz??o si? ?wi?to. Gdy z uczniami szed? do domu Matki Swej, by?a mowa o tym, ?e Jezus chce si? jutro z nimi wybra? na jezioro, Piotr za? uniewinnia? si? tym, ?e jego czó?no zepsute. Ci wszyscy, którym Jezus grzechy odpu?ci?, byli w pokutniczych szatach i zas?oni?ci. W poprzedni szabat ubrani byli ?ydzi w czarne suknie i przez ca?y czas a? dot?d zachowywali ?a?ob?, obchodz?c rocznic? zburzenia Jerozolimy; w zwi?zku z tym s? tak?e surowe nauki Jezusa o karach, zawis?ych nad Jerozolim?. Wyszed?szy z Kafarnaum, przechodzi? Jezus ko?o budynku, otoczonego wod?. Tu zamykano zwykle wieczorem z?o?liwszych op?tanych. Gdy Jezus przechodzi?, zacz?li si? rzuca? i krzycze?: „Ju? idzie! Co On chce? Dlaczego chce nas st?d wygna??" Wtedy Jezus rozkaza?: „Milczcie i zosta?cie, a? znów przyjd?; wtedy b?dzie wasz czas ust?pi?." Po tych s?owach uspokoili si?.


328

Gdy Jezus opu?ci? miasto, zgromadzili si? Faryzeusze i prze?o?eni miasta; królik Serobabel, by? tak?e obecnym. Radzili nad tym wszystkim, co widzieli, co s?dzi? o Jezusie i jakie przedsi?bra? ?rodki. Mówili: „Jaki rozruch i niepokój czyni ten cz?owiek! ca?y dawny spokojny tryb jest naruszony; ludzie porzucaj? robot? i chodz? za Nim. On niepokoi i zniewa?a wszystko Swoimi, karc?cymi mowami. Mówi ci?gle o Swym Ojcu, a czy? nie jest On z Nazaretu, synem biednego cie?li? Jak mo?e mie? tak? ?mia?o?? i pewno??? na jakim opiera si? prawie? Uzdrawia w szabat i gwa?ci dzie? ?wi?ty. Odpuszcza grzechy! Czy Jego si?a jest wy?sz?, nadprzyrodzon?? czy posiada tajne sztuki i sposoby, sk?d ma ten wyk?ad Pisma ?w.? Czy? nie chodzi? do szko?y w Nazarecie? Musi mie? potajemne stosunki z jakim? obcym narodem. Ci?gle mówi o zbli?aniu si? królestwa, o blisko?ci Mesjasza, o zburzeniu Jerozolimy. Ojciec Jego, Józef, by? ze znakomitej rodziny, mo?e On jest podsuni?tym dzieckiem jakiego innego pot??nego ojca, który szuka zwolenników w kraju i chce zdoby? panowanie nad Jude?. Musi mie? jak?? wielk? tajemn? podpor?, skryte poparcie, na którym tak ?mia?o polega; inaczej nie móg?by tak ?mia?o i odwa?nie, jakby mia? wszelkie prawo do tego, dzia?a? wbrew wszelkiemu zwyczajowi i powadze. Cz?sto do?? d?ugo Go nie by?o, musi by? z kim? w jakich? konszachtach! sk?d zaczerpn?? w?a?ciwie Swoje sztuki i wiadomo?ci? co z Nim pocz???" Tak radzili wespó? w?ród przeró?nych domys?ów, w?ród gniewu i wzajemnej k?ótni. Królik Serobabel zachowa? si? ca?kiem spokojnie; wreszcie uda?o si? mu ich uspokoi?, mówi?c, ?e zbyteczn? jest ich troska, — aby si? tym nie martwili, „je?eli bowiem moc Jego pochodzi od Boga, to si? z pewno?ci? utrzyma; je?eli za? nie, to si? rozpadnie. Tak d?ugo, póki nas leczy i naucza, nie ulega w?tpliwo?ci, ?e mo?emy i powinni?my Go kocha? i dzi?kowa? Temu, który Go przys?a?." Na drugi dzie? rano uda? si? Jezus z mniej wi?cej dwudziestu uczniami ku jezioru, jednak nie prost? drog?, lecz na po?udnie, okr??aj?c wzgórze, na którym ku zachodowi by? domek Maryi. To wzgórze jest ko?czyn? spodka góry, na pó?noc po?o?onej, dolin? jednak nieco od niej oddzielone. By?o tam wiele strumyków, spadaj?cych z góry do jeziora, p?yn??a tak?e rzeczu?ka od Kafarnaum po tej stronie. ?ród?a przerzyna?y tu obficie okolic? i op?ywa?y Betsaid?. Jezus odpoczywa? kilkakrotnie z nimi w miejscach uroczych, cz?sto stawa? i naucza? o dziesi?cinie. Uczniowie u?alali si? na wielki ucisk, po??czony z poborem dziesi?ciny w Jeruzalem, i mówili, czy by jej wcale nie mo?na by?o usun??. Jezus mówi?, ?e Bóg Sam nakaza? dawa? ?wi?tyni i jej s?ugom dziesi?cin? ze wszystkich owoców, aby ludzie przypominali sobie, ?e nie maj? w?asno?ci, tylko u?ywanie; tak?e z jarzyn nale?y dawa? dziesi?cin? przez wstrzemi??liwo??. Uczniowie mówili tak?e o Samarii i objawili zdanie, ?e przykro im, i? przyspieszyli stamt?d odej?cie Jezusa; ale t?umaczyli si? tym, ?e nie wiedzieli, ?e ci ludzie s? tak chciwi tej nauki i tak ch?tnie j? przyj?li; przy czym dodali, ?e, gdyby nie byli napierali, by?by Jezus z pewno?ci? d?u?ej tam zosta?. Jezus jednak odpowiedzia?, ?e te dwa dni, przez które tam by?, zupe?nie wystarczy?y; Sychemici s? gor?cej krwi i pr?dko zostali poruszeni, a przecie? z nawróconych mo?e tylko dwudziestu wytrwa statecznie, przysz?e wielkie ?niwo zostawia dla nich. Uczniowie, poruszeni poprzedni? Jego nauk?, mówili z wspó?czuciem o Samarytanach, i na ich pochwa??, opowiadali sobie przygod? owego cz?owieka, który niedaleko Jerycha wpad? mi?dzy zbójców, a którego potem min?? kap?an i lewita, i dopiero Samarytanin nim si? zaj?? i nama?ci? go winem i oliw?. Historia ta by?a znan? i rzeczywi?cie wydarzy?a si? w pierwszych czasach ko?o Jerycha. Korzystaj?c z ich wspó?czucia nad zranionym i z rado?ci z powodu mi?osierdzia Samarytanina, opowiedzia? im podobn? przypowie??. Zacz?? od Adama i Ewy, i ich upadku, o którym opowiedzia? pojedynczo tak jak jest w Pi?mie ?w., jak


329

potem wygnani z raju, dostali si? z dzie?mi na pustyni? pomi?dzy opryszków i zbójców; i oto teraz ca?a ludzko?? le?y w pustyni, zbita i zraniona grzechami! Lecz Król nieba i ziemi uczyni? mo?liwe wszystko, aby n?dznemu cz?owiekowi przyj?? w pomoc. Nada? tedy prawo i wys?a? kap?anów, dobrze we wszystko zaopatrzonych, jako te? wielu proroków; ale wszyscy przeszli i poszli dalej, a ?aden choremu nie pomóg?, a cz??ci? on sam pomoc? wzgardzi?. W ko?cu pos?a? do n?dznych ludzi w?asnego Swego Syna w ubo?uchnej postaci. I ten w?a?nie, chocia? sam jest ubogim, bez obuwia, bez nakrycia g?owy, bez pasa itd., nala? wina i oliwy w rany cz?owieka, aby go uleczy?. Ale ci sami, którzy byli umocnieni we wszystko, a którzy, maj?c dostatek wszystkiego, nad biednym si? nie ulitowali, — pojmali i zabili tego Syna królewskiego, który oliw? i winem uleczy? n?dzarza. Nad tym co im opowiedzia?, kaza? im dobrze pomy?le? i powiedzie? Mu, co o tym, my?l?, poczym On Sam da im wyja?nienie. Lecz nie rozumieli Go, poznali jednak, ?e opisuj?c owego biednego syna królewskiego, zupe?nie Siebie samego opisa?; zacz?li wi?c wpada? na ró?ne domys?y i szepta? mi?dzy sob?: kto te? to jest Jego Ojciec, o którym ci?gle mówi? Napomkn?? tak?e, jak wczoraj utyskiwali na straty w rybo?ówstwie i przytoczy? syna królewskiego, który wszystko opu?ci? i nama?ci? oliw? i winem rannego n?dzarza, podczas, gdy inni mimo dostatku zostawili go w g?odzie i ch?odzie. Potem doda?: „Ojciec nie opu?ci s?ug Syna Swego i wszystko im sowicie wynagrodzi, gdy ich w Swoim królestwie oko?o Siebie zgromadzi. W?ród tych i tym podobnych nauk przybyli poni?ej Betsaidy nad jezioro, gdzie sta?y czó?na Piotra i Zebedeusza. By?a tam ma?a, zamkni?ta przysta?, a na brzegu by?o kilka sza?asów dla rybaków. Jezus zeszed? z uczniami na dó?. Poniewa? by?o ?wi?to, przeto na ?odziach nie znajdowali si? ?ydzi, lecz poga?scy niewolnicy. Zebedeusz by? w chacie na brzegu. Wtedy rzek? Jezus, aby przestali ?owi? ryby, a wyszli na l?d, co te? uczynili. Jezus tedy zacz?? i tu naucza?. Nast?pnie uda? si? Jezus wzd?u? jeziora w gór? ku Betsaidzie, mo?e pó? godziny drogi st?d odleg?ej. Przestrze?, w obr?bie której Piotrowi przys?ugiwa?o prawo ?owienia ryb, wynosi?a godzin? drogi wzd?u? brzegu. Pomi?dzy miejscem, w którym zwykle sta?y czó?na, a Betsaid?, by?a zatoka; tu wp?ywa?o do jeziora wiele strumyków; s? to odnogi rzeczki, która z Kafarnaum dolin? przep?ywa i wiele ?róde? przyjmuje; przed Kafarnaum tworzy ona wielki staw. Jezus z uczniami nie szed? prosto do Betsaidy lecz zwróci? si? na zachód i pó?nocn? stron? doliny zd??a? a? do domu Piotrowego, po?o?onego na wschodniej stronie wzgórza; na zachodniej za? stronie wzgórza znajdowa? si? dom Maryi. Jezus wszed? z Piotrem do jego domu, gdzie Maryja i inne ?wi?te niewiasty ju? by?y zebrane. Inni uczniowie nie weszli z Nim do domu, lecz cz??ci? zostali w pobli?u w ogrodzie, cz??ci? poszli naprzód do domku Maryi. — Gdy wchodzili do domu, rzek? Piotr do Jezusa: „Panie, mieli?my post, a Ty? nas nasyci?." Dom Piotra by? w wielkim porz?dku, mia? podwórze i ogród, by? obszerny, wierzchem mo?na by?o po nim chodzi?, sk?d by? pi?kny widok na jezioro. Nie by?o tu ani pasierbicy Piotra, ani synów, których otrzyma? za ?on?, widocznie wszyscy byli w szkole. ?ona jego by?a ze ?wi?tymi niewiastami, dzieci nie mia? z ni? ?adnych. ?wiekra Piotra by?a chorowit?, chud?, wysok? kobiet?, chodzi?a po domu, opieraj?c si? o ?ciany. Jezus mówi? d?ugo z niewiastami, jakby tu nad jeziorem urz?dzi? i przysposobi? zapasy, gdy? pragnie si? tu d?u?ej zatrzyma?. Przy czym upomina? je, aby nie by?y lekkomy?lnie rozrzutne ani te? zbytecznie si? nie troszczy?y i nie martwi?y. Dla Siebie bowiem — mówi? — nie potrzebuje wiele, tylko dla uczniów i dla ubogich. Nast?pnie uda? si? z uczniami do mieszkania Maryi, gdzie jeszcze z nimi nieco rozmawia?, a potem poszed? samotny na modlitw?. Obok domu Piotra p?yn?? ów potok z Kafarnaum; tym potokiem móg? Piotr ze sprz?tem rybackim na


330

ma?ym czó?nie, które mia?o w ?rodku siedzenie, dop?yn?? a? do jeziora. ?wi?te niewiasty wiedzia?y od Jezusa, ?e na nast?pny szabat chce si? uda? do Nazaretu, oddalonego stad o dziewi?? lub dziesi?? godzin drogi, nie by?y jednak temu rade i ?yczy?y sobie, aby Jezus tu pozosta?, a je?eli pójdzie, aby przynajmniej wnet powróci?. — Jezus odrzek?, ?e prawdopodobnie nie zabawi tam d?ugo, poniewa? tam nie b?d? z niego zadowoleni, nie mo?e bowiem czyni? tego, czego pragn?. Nadmieni? nawet niektóre rzeczy, które b?d? Mu zarzucali, i zwróci? na to uwag? Swej Matki, dodaj?c, ?e powie Jej, gdy si? to sprawdzi.

Jezus w Betsaidzie

Z domu Maryi uda? si? Jezus z uczniami pó?nocn? stron? doliny, wzd?u? stoku górskiego do Betsaidy, która o ma?? godzin? drogi by?a oddalon?. ?wi?te niewiasty posz?y z domu Piotra do domu Andrzeja; dom ten le?a? na ko?cu Betsaidy na pó?noc, i cho? nie by? tak wielki jak dom Piotra, znajdowa? si? w dobrym stanie. Betsaida jest ma?ym rybackim miastem, którego ?rodek tylko wysuwa si? w g??b kraju, dwie za? w?skie dzielnice jakby ramiona rozci?gaj? si? nad jeziorem. Z przystani Piotra mo?na je by?o dok?adnie widzie?. Zamieszkiwali je przewa?nie rybacy, tkacze i namiotnicy. Jest to lud surowy i nieokrzesany, i przedstawia mi si? zawsze tak jak u nas po wsiach torfiarze w porównaniu z innymi lud?mi. Dywany wyrabiaj? z sier?ci kóz i w?osienia wielb??dów. D?ugie w?osy, które wielb??dy maj? na szyi i na piersi, przychodz? jako fr?dzle i szlaki na r?bki, poniewa? bardzo pi?knie b?yszcz?. Stary królik Serobabel nie by? tu obecny, gdy? by? s?abowitym i nie móg? daleko chodzi?. Móg? by? wprawdzie przyjecha? konno, ale wtedy po drodze by?by nie s?ysza? nauk Jezusa; w dodatku nie by? nawet jeszcze ochrzczonym. Przyby?o tu naprzeciw Niemu wiele ludzi z okolic i wiele obcych z tamtej strony jeziora, z okolicy Chorazim i z BetsaidyJuliady. Jezus uczy? tu w niewielkiej synagodze o blisko?ci królestwa Bo?ego, i do?? wyra?nie dawa? do zrozumienia, ?e On jest królem tego pa?stwa i zdziwi? tym, jak zwykle, Swoich uczniów jako te? i s?uchaczy. Naucza? w ogólnono?ci, tak samo jak we wszystkie te dni, i uleczy? wielu chorych, których Mu przed synagog? przyniesiono. Tak?e wielu op?tanych wo?a?o za Nim: „Jezus z Nazaretu, prorok, król ?ydowski." Jezus nakaza? im milcze?, mówi?c, ?e jeszcze nie przyszed? czas, aby mówiono, kim On jest. Gdy Jezus sko?czy? naucza? i uzdrawia?, poszli wszyscy do domu Andrzeja si? posili?; Jezus jednak nie wszed? do wn?trza, mówi?c, ?e uczuwa g?ód inny. Poszed? wi?c z Saturninem i innym uczniem o jakie pó? kwadransa drogi od domu Andrzeja, w gór? poza jezioro do szpitala, gdzie przebywali nieszcz??liwi tr?dowaci, ob??kani i n?dzarze, od ludzi prawie zapomniani. Byli to ludzie prawie nadzy. Za Jezusem nie szed? tam nikt, aby si? nie zanieczy?ci?. Cele tych biednych ludzi by?y woko?o podwórza; nie wychodzili z nich a po?ywienie podawano im przez szpary w drzwiach. Jezus kaza? dozorcy wyprowadzi? ich z domu, a uczniom Swoim przynie?? im koce i suknie, aby ich pookrywa?. Poucza? ich i pociesza?, chodzi? od jednego do drugiego wko?o, i wk?adaj?c na nich r?ce uleczy? wielu. Niektórych pomija? jeszcze, innym kaza? si? k?pa? i tym podobne dawa? zarz?dzenia. Uzdrowieni padali przed Nim na kolana i dzi?kowali ze ?zami. By? to wzruszaj?cy widok, tym bardziej, ?e ludzie ci byli ca?kiem podupadli. Jezus wzi?? ze Sob? zarz?dc? owego szpitala do domu Andrzeja na uczt?. Przyszli tak?e krewni niektórych uleczonych z Betsaidy, przynie?li sukien i zabrali ich z rado?ci? do domu i do synagogi, aby Bogu podzi?kowa?. U Andrzeja by?a pi?kna uczta, sporz?dzona z wielkich i pi?knych ryb. Jedli w


331

otwartej sali, kobiety osobno przy innym stole. Andrzej sam us?ugiwa? do sto?u. ?ona jego by?a bardzo skrz?tna i pilna, i rzadko wychodzi?a z domu. Zajmowa?a si? wyrabianiem sznurów do sieci, mia?a wiele ubogich dziewcz?t, które równie?, t? prac? zatrudnia?a, we wzorowym porz?dku. By?y mi?dzy nimi ró?ne biedne, upad?e, wzgardzone kobiety, które nie mia?y nigdzie przytu?ku, a nad którymi ona litowa?a si?, zatrudnia?a je, poucza?a i do modlitwy nak?ama?a. Wieczorem uczy? Jezus jeszcze w synagodze, a potem z uczniami odszed?. Przechodzi? jeszcze ko?o wielu chorych, ale nie leczy? ich, mówi?c, ?e czas ich jeszcze nie przyszed?. Po?egnawszy si? nast?pnie z Mart?, uda? si? ze wszystkimi uczniami do gospody przed Kafarnaum. Tam rozmawia? jeszcze d?ugo z uczniami, potem uchyli? si?, poszed? na szczyt ostro wystaj?cego pagórka cyprysowego i tam przep?dzi? ca?? noc na modlitwie. Kafarnaum le?y na ?cianie góry, wznosz?c si? w pó?kole, mia?o wiele tarasowych ogrodów i winnic, a na wzgórzach ro?nie pszenica grubo?ci sitowia. Jest to wielkie, przyjemne miejsce, które kiedy? by?o albo jeszcze raz tak wielkie, albo te? by?o tu kiedy? jeszcze jedno miasto, gdy? w niewielkiej od niego odleg?o?ci le?? gruzy jakby po jakim zburzeniu.

Jezus w Ma?ym Seforis i w okolicy. Ró?ne rodzaje uzdrawiania.

Jezus szed? z Kafarnaum w stron? Nazaretu. Uczniowie z Galilei towarzyszyli Mu jakie pi?? godzin drogi, podczas której Jezus uczy? ich o przysz?ym ich zadaniu, a mówi?c z Piotrem o ich przysz?ym przeznaczeniu, radzi? Piotrowi opu?ci? pobyt w pobli?u jeziora i przenie?? si? do domu, który ma przed Kafarnaum. Przechodzili ko?o kilku miast i wiejskich domów, le??cych nad jakim? jeziorkiem. Na jednym pastwisku przysz?o do Jezusa kilku op?tanych i ??dali uzdrowienia. Byli to w?a?ciciele trzód z okolicy, niekiedy tylko przez z?ego ducha napadani, obecnie jednak byli wolnymi od niego. Jezus nie uleczy? ich, lecz rozkaza? im si? najpierw poprawi? i opowiedzia? im przyk?ad o przepe?nieniu ?o??dka, mówi?c: „Jest to tak samo, jak gdyby chory chcia? si? wyleczy? z choroby ?o??dka, aby potem na nowo oddawa? si? nieumiarkowaniu." Ludzie, us?yszawszy to, odeszli, bardzo zawstydzeni. Uczniowie opu?cili Jezusa na kilka godzin przed Seforis, tak?e Saturnin wróci? z nimi do domu Piotra. Przy Jezusie zosta?o tylko dwóch uczniów z Jerozolimy, dok?d chcieli wróci?. Jezus poszed? do Dolnego Seforis, ma?ego miasteczka, i zamieszka? w domu krewnych ?w. Anny. Nie jest to rodzicielski dom Anny; by? on mi?dzy tym Seforis a Górnym Seforis, obydwie te miejscowo?ci o godzin? drogi s? od siebie oddalone. W obr?bie pi?ciu godzin nale?y wiele domów do Seforis. W Wielkim Seforis Jezus tym razem nie by?. S? tam wielkie szko?y wszystkich sekt i s?dy. W Dolnym Seforis niewiele jest ludzi bogatych. Wyrabiaj? tam sukna a zamo?ne niewiasty jedwabne ozdoby i galony do ?wi?tyni. Ca?a ta okolica, pe?na wiosek i rozsianych obszarów z niwami i alejami, wygl?da jak park. Wi?ksze Seforis jest okaza?e i szeroko rozpo?ciera si? ze swymi zamkami. Okolica jest tu bardzo pi?kna, posiada wiele studzien i ros?e byd?o. Krewni Jezusa mieli trzech synów, z których jeden, imieniem Kolaja, by? uczniem Jezusa. Matka ?yczy?a sobie, aby Jezus tak?e reszt? jej synów przyj?? na uczniów, powo?uj?c si? na synów Marii Kleofasowej. Jezus przyrzek? jej. Synowie ci zostali po ?mierci Jezusa przez Jozesa Barsab?, który by? biskupem w Eleutheropolis, tam?e na kap?anów wy?wi?ceni. Jezus uczy? tu w synagodze, do której przyby?o wiele ludu z okolic. Tak?e ze Swoimi krewnymi chodzi? Jezus i uczy? tu i ówdzie w okolicy ma?e gromady ludzi, które czeka?y Na? i za Nim chodzi?y. Powracaj?c, uleczy? przed synagog? wiele ludzi, a w synagodze uczy? o ma??e?stwie i o rozwodzie. Nauczycielom wyrzuca?,


332

?e ró?ne poczynili dodatki, jednemu staremu nauczycielowi pokaza? w Pi?mie miejsce, które on tam wtr?ci?, wykaza?, ?e jest fa?szywe i kaza? mu to wymaza?. Nauczyciel ukorzy? si?, rzuci? si? przed Jezusem wobec wszystkich na ziemi?, wyzna? swój b??d i dzi?kowa? za pouczenie. Noc ca?? przep?dzi? Jezus na modlitwie. Z domu Swoich krewnych w Ma?ym Seforis uda? si? Jezus pomi?dzy Ma?ym i Wielkim Seforis do dawnej ojcowizny Anny. Mia? przy Sobie tylko jednego ucznia. Tera?niejsi tutejsi mieszka?cy powchodziwszy w ró?ne zwi?zki ma??e?skie, nie byli ju? z Nim blisko spokrewnieni, by?a tu tylko jeszcze jedna staruszka, ob?o?nie chora na wodn? puchlin?, bli?ej z Nim spokrewniona, przy której siedzia? zwykle ma?y, ?lepy ch?opiec. Jezus modli? si? z ni?, staruszka za Nim powtarza?a. Podtrzyma? jej z minut? r?k? na g?owie i w okolicy ?o??dka, i przysz?a ca?kiem do siebie, przez minut? by?a omdla??, po czym uczu?a si? zupe?nie pokrzepion?. Jezus nakaza? jej wsta?. Puchlina wodna jeszcze zupe?nie nie ust?pi?a, ale staruszka mog?a ju? chodzi? i w krótkim czasie bez trudno?ci, ozdrowia?a przez poty i wydzieliny. Kobieta ta prosi?a Go za ?lepym ch?opcem, maj?cym oko?o osiem lat, który od urodzenia by? niemym i ?lepym, ale s?ysza?. Chwali?a jego pobo?no?? i pos?usze?stwo. Jezus w?o?y? mu palec wskazuj?cy w usta, tchn?? potem na obydwa wielkie palce u r?k, lub mo?e raczej pomaza? je ?lin? i trzyma? je modl?c si? i patrz?c w gór?, na zamkni?tych oczach ch?opca. Wtedy otworzy?y mu si? oczy i pierwszym, którego zobaczy?, by? Jezus, jego zbawca. Z rado?ci i zdumienia, odchodz?c prawie od siebie, przypada do Jezusa na kolana, i ?kaj?c, dzi?kuje u stóp Jego. Jezus nak?ania? go ?agodnie do pos?usze?stwa, do mi?o?ci wzgl?dem rodziców; skoro wype?nia? to, b?d?c ?lepym, to teraz, uzyskawszy wzrok, powinien te cnoty jeszcze wierniej wykonywa?, a oczu swoich nie u?ywa? do grzechu. Potem przyszli rodzice ch?opca, domownicy, i wszyscy cieszyli si? i wielbili Jezusa. Jezus nie leczy? wszystkich jednako. Nie leczy? tak?e inaczej jak Aposto?owie i pó?niejsi ?wi?ci i kap?ani a? do naszych czasów. Wk?ada? r?ce na chorych i modli? si? z nimi; czyni? to jednak pr?dzej, ni? Aposto?owie. Uzdrawiaj?c i czyni?c cuda, dawa? tak?e wzór Swoim nast?pcom i uczniom; a czyni? to w sposób, który najlepiej odpowiada? niedomaganiom i potrzebie. Chromych dotyka? a mi??nie ich odzyskiwa?y swobod? i prostowa?y si?. Uszkodzone cz?onki ujmowa? w miejscu uszkodzenia, a zrasta?y si?; z tr?dowatych spada?a za Jego dotkni?ciem wysypka, jakby ?uski, lecz zostawa?y czerwone plamy, które zwolna, lecz pr?dzej ni? zwyczajnie, w miar? tego, jak chory zas?ugiwa?, znika?y. Nie widzia?am nigdy, aby garbaty w jednej chwili stawa? si? prostym jak ?wieca, lub krzywa ko?? w oka mgnieniu stawa?a si? równ?; nie, jakoby Jezus nie móg? by? tego uczyni?, lecz nie czyni? tego z powodu, ?e Jego cuda nie by?y widowiskiem, ale by?y uczynkami mi?osierdzia, by?y obrazem Jego pos?annictwa, rozwi?zywaniem, pojednaniem, nauczaniem, wyswobadzaniem, zbawieniem; i dlatego, podobnie jak od tych, którzy chcieli mie? udzia? w Jego odkupieniu, wymaga? ich wspó?dzia?ania, tak te? i przy uzdrowieniach musieli ci, którzy chcieli by? uzdrowieni, objawia? wiar?, nadziej?, mi?o??, skruch? i popraw?, jako wspó?dzia?anie dla otrzymania uzdrowienia. W ka?dym wypadku stosowa? Jezus sposób post?powania do stanu cia?a i duszy, i przez to ka?da choroba stawa?a si? obrazem duchowej choroby, grzechu i kary, a jej uleczenie obrazem przebaczenia i poprawy. Tylko u pogan niektóre Jego cuda by?y uderzaj?ce i osobliwe. Cuda Aposto?ów i pó?niejszych ?wi?tych by?y bardziej uderzaj?ce i niezgodne z biegiem i prawem natury; i poganie bowiem potrzebowali wstrz??nienia, ?ydzi za? tylko rozwi?zania. Cz?sto ulecza? modlitw? na odleg?o??, cz?sto spojrzeniem, zw?aszcza niewiasty maj?ce krwotok, które nie ?mia?y do Niego si? zbli?a?, a wed?ug prawa ?ydowskiego nawet nie mog?y. Takie prawa, które mia?y jakie? ukryte znaczenie, Jezus ?ci?le


333

wykonywa?, innych za? nie. Nast?pnie uda? si? Jezus do ma?ej szko?y, le??cej w równym oddaleniu mi?dzy Nazaretem a Ma?ym Seforis, dok?d przyszed? do Niego ucze? Parmenas z Nazaretu. Ten chodzi? ju? jako ch?opiec za Jezusem i by?by teraz z innymi uczniami ju? tak?e za Nim poszed?, gdyby nie to, ?e mia? w Nazarecie rodziców, których z pos?ug swoich musia? utrzymywa?. Do szko?y zgromadzi?o si? wielu nauczycieli i Faryzeuszów z Wielkiego i Ma?ego Seforis i nieco ludu, aby z Jezusem nad pewnym miejscem co do rozwodu rozprawia?, które to miejsce wytkn?? Jezus nauczycielowi w synagodze, jako nieprawnie wtr?cone. Wzi?to Mu to w Wielkim Seforis bardzo za z?e, gdy? ów do??czony wyk?ad wynika? z ich nauki. Rozwody w tym mie?cie traktowano i odbywano bardzo lekkomy?lnie, by? nawet osobny dom, w którym umieszczano ?ony, przez m??ów oddalone. Ów nauczyciel, który si? przyzna? do winy, przepisa? by? ksi?g? prawa, i przy tej sposobno?ci powtr?ca? nieznaczne, lecz przewrotne wyja?nienia. D?ugo rozprawiali przeciw Jezusowi i nie mogli zrozumie?, jak ?mie to pot?pia? i kaza? wymaza?. Jezus zmusi? ich do milczenia, jednak nie byli zdolni uzna? swego b??du tak, jak ów nauczyciel. Jezus wykaza? im, ?e zakazane jest wtr?ca? cokolwiek do ksi?g zakonu, i dlatego istnieje obowi?zek poprawi? wtr?cone b??dy; udowadnia?, ?e owe wtr?cone wyja?nienia s? b??dne, i skarci? im obchodzenie prawa o rozwodach, którego w tym mie?cie tak lekkomy?lnie si? dopuszczali. Wymienia? tak?e wypadki, w których wcale nie jest dozwolone m??owi ?on? wydala?; je?eli jedna strona drugiej ?adn? miar? kocha? nie mo?e, to za zgod? drugiej mo?e si? od niej od??czy?, nigdy jednak silniejsza strona nie ?mie drugiej bez jej winy i woli wyp?dza?. Niewiele jednak u nich wskóra?, byli bowiem rozj?trzeni i nad?ci, cho? niczym nie mogli wywodów jego odeprze?. Ów uczony w Dolnym Seforis, przekonany i nawrócony przez Jezusa, oddzieli? si? ca?kiem od Faryzeuszów i zapowiedzia? w swojej gminie, ?e odt?d b?dzie wyk?ada? prawo bez dodatku, a je?eli tego nie chc?, to si? zupe?nie usunie. Miejsce wtr?cone o rozwodach opiewa?o: „Je?eli jedno z ma??onków ju? przedtem mia?o z kim? stosunek, to ma??e?stwo to jest niewa?ne i osoba ta, która z jednym z ma??onków mia?a ów stosunek, mo?e si? o niego, jako sobie nale?nego, dopomnie?, gdyby nawet ci ludzie dobrze ze sob? ?yli." To w?a?nie zgani? im Jezus i nazwa? to prawo za stosowne tylko dla ludu nieokrzesanego. Dwaj z najznakomitszych Faryzeuszów przy tej rozprawie obecnych, byli sami w po?o?eniu takim, i? na tej podstawie mogli wysnu? dla siebie rozwód, i dlatego w?a?nie z takimi dodatkami wyst?powali. Nikt o tym nie wiedzia?, ale wiedzia? to Jezus i dlatego rzek?: „Czy tym przekr?caniem Zakonu nie chcecie przypadkiem broni? waszej w?asnej sprawy?" — na co oczywi?cie gwa?townie si? obruszyli.

Jezus w Nazarecie. Faryzeusze chc? Jezusa str?ci? z góry.

St?d uda? si? Jezus do Nazaretu, dok?d by?o dwie godziny drogi. Przed miastem wst?pi? do domu krewnych zmar?ego Eliuda. Umyli Mu nogi, dali posi?ek i wspomnieli, ?e mieszka?cy Nazaretu wielce si? ciesz? spodziewanym Jego przybyciem. Jezus odpowiedzia?, ?e rado?? ta nie potrwa d?ugo, gdy? nie zechc? s?ucha? tego, co im b?dzie musia? mówi?. Nast?pnie poszed? do miasta, gdzie przy bramie ju? mieli na Niego czeka?. Zaledwie si? ukaza?, wysz?o naprzeciw Niemu wielu Faryzeuszów i ludu. Przyj?li Go bardzo uroczy?cie i chcieli zaprowadzi? Go do publicznej gospody, gdzie przed szabatem zgotowano powitaln? uczt?; ale Jezus nie przyj?? zaproszenia, mówi?c, ?e teraz ma inne sprawy. Zaraz te? uda? si? do synagogi, dok?d poszli za Nim Faryzeusze i wiele ludzi. By?o to jeszcze przed rozpocz?ciem szabatu. Tu uczy? Jezus o przyj?ciu królestwa, o wype?nieniu proroctw, za??da? pisma


334

Izajasza, otworzy? je i czyta? (61,1): „Duch Pa?ski na mnie, przeto ?e mnie Pan pomaza?, pos?a? mnie, abym oznajmi? cichym, abym leczy? skruszone sercem i opowiedzia? wi??niom wyzwolenie, a zamkni?tym otwarcie." To miejsce wyg?asza? Jezus i wyja?nia? w ten sposób, ?e to o Nim Samym jest mowa, ?e Duch Bo?y na Niego zst?pi?, ?e On, tj. Jezus, przyszed?, aby ubogim i n?dznym odkupienie zwiastowa?, ?e wszelka niesprawiedliwo?? b?dzie wyrównana, wdowy b?d? pocieszone, chorzy uzdrowieni i grzechy odpuszczone. Mówi? tak pi?knie i mile, ?e wszyscy byli zdziwieni i pe?ni rado?ci, mówi?c mi?dzy sob?: Mówi tak, jak gdyby sam by? Mesjaszem. Podziw tak nimi zaw?adn??, ?e dumnymi byli, i? Jezus pochodzi z ich miasta. Jezus uczy? jeszcze, gdy ju? zaszed? szabat, mianowicie o g?osie przygotuj?cego drog? na puszczy i o tym, ?e wszystko powinno by? wyprostowane i wyrównane. Potem by? z nimi przy uczcie. Byli dla Jezusa bardzo uprzejmi, mówili, ?e jest tu wiele chorych, prosz?c zarazem, aby ich uleczy?. Jezus odmówi? jednak, i tym si? na razie zadowolili, s?dz?c, ?e jutro uczyni zado?? ich pro?bie. Po uczcie poszed? znowu do Esse?czyków. Widz?c ich rado?? z tego powodu, ?e Go tak dobrze przyj?to, rzek? im: Poczekajcie do jutra, a dowiecie si? czego? zupe?nie innego. Gdy Jezus nazajutrz przyszed? znów do synagogi, chcia? ów ?yd, na którego kolej przypada?a, wzi?? pismo; Jezus jednak za??da? go i uczy? z rozdzia?u 4, pi?tej ksi?gi Moj?esza, o pos?usze?stwie dla przykaza?, ?e nie godzi si? ani nic do nich dodawa?, ani z nich ujmowa?, ?e Moj?esz powtarza tu synom Izraela wszystko, co Pan Bóg rozkaza?, a oni to ?le zachowywali. Potem z kolei odczyta? dziesi?? przykaza? i wyja?nia? pierwsze przykazanie o mi?o?ci Boga. O tym naucza? Jezus bardzo surowo i wyrzuca? im, ?e do przykaza? ró?ne poprzyczepiali dodatki, ?e na lud biedny nak?adaj? ci??ary, a sami prawa nie wype?niaj?. Jezus natar? na nich tak ostro, ?e wpadli w gniew, ale nie mogli powiedzie?, ?e mówi nieprawd?. Szemrali wi?c mi?dzy sob?, mówi?c: „Jak od razu si? rozzuchwali?! Krótki czas Go tu nie by?o, a teraz si? przedstawia, jakby Bóg wie czym by?. Wszak mówi, jak gdyby by? Mesjaszem. A przecie? znamy tak dobrze Jego, jak Jego ojca, ubogiego cie?l?. Gdzie On si? uczy?? Jak ?mie wyst?powa? przed nami tu z takimi rzeczami?" I tak zacz?li coraz wi?cej na Niego w cicho?ci si? sro?y?; byli bowiem zawstydzeni i pokonani przed ca?ym narodem. Jezus uczy? jednak spokojnie dalej, a gdy przysz?a pora, poszed? do rodziny Esse?czyków. Tu przyszli do Niego synowie bogatego cz?owieka, którzy Go ju? kilka razy przedtem, gdy tu przebywa?, prosili o przyj?cie mi?dzy uczniów; lecz rodzice ich szukali w tym tylko ?wiatowej s?awy i uczono?ci. Prosili, aby u nich przyj?? posi?ek. Jezus odmówi?, prosili wi?c jeszcze raz o przyj?cie, mówi?c, ?e wype?nili wszystko, cokolwiek im poleci?. Wtedy rzek? im Jezus: „Je?eli wype?nili?cie ju? to wszystko, to nie potrzebujecie by? Mymi uczniami, jeste?cie bowiem sami mistrzami"— i w ten sposób ich odprawi?. Po?ywa? i naucza? w kó?ku domowym u Esse?czyków, a oni opowiadali Mu, jak w rozmaity sposób doznaj? ucisku. Radzi? im wi?c, aby si? przenie?li do Kafarnaum, gdzie w przysz?o?ci tak?e zamieszka. Faryzeusze tymczasem ju? si? wzajemnie naradzili, podburzyli i postanowili, gdyby dzi? wieczór znów tak ?mia?o mówi?, pokaza? Mu, ?e nie ma tu ?adnego prawa, i zrobi? Mu to, co Jerozolimie ju? dawno zamierzano uczyni?. Zawsze jednak jeszcze spodziewali si?, ?e Jezus si? do nich przychyli i przez wzgl?d na nich cuda czyni? b?dzie. Gdy Jezus pod koniec szabatu przyszed? do synagogi, przynie?li Mu przed synagog? wielu chorych; Jezus jednak przeszed? ko?o nich, nie uzdrowiwszy ?adnego. W synagodze mówi? Jezus o pe?no?ci czasu, o Swoim pos?annictwie, o ostatnim czasie ?aski, o ich zepsuciu i karze, która ich czeka, je?eli si? nie poprawi?, i o tym, ?e przyszed? pomaga?, uzdrawia? i naucza?.


335

Wtedy z?o?cili si? jeszcze wi?cej, szczególniej, gdy mówi?: „Powiadacie: lekarzu, ulecz samego Siebie, tak jak w Kafarnaum i gdzie indziej czyni?e? cuda, tak czy? je i tu w Swoim rodzinnym mie?cie." Zaprawd?, powiadam wam, ?aden prorok nie jest cenionym w swojej ojczy?nie." Jezus porównywa? obecny czas z wielkim g?odem, a pojedyncze miasta z ubogimi wdowami, mówi?c: „Za dni Eliaszowych podczas g?odu, by?o tak?e wiele wdów w kraju, ale prorok nie by? do ?adnej pos?any, tylko do wdowy w Sarepcie, a za czasów Elizeusza by?o wielu tr?dowatych, a przecie? uzdrowi? tylko Syryjczyka Naamana", w ten sposób porównywa? ich miasto z tr?dowatym, który nie b?dzie uleczony. Oni jednak rozsro?yli si? gwa?townie, ?e porównywa? ich z tr?dowatymi, zerwali si? na Niego ze swych siedze? i chcieli Go pojma?. Lecz Jezus rzek?: „Zachowajcie to, czego uczycie, nie gwa??cie szabatu, a potem czy?cie co chcecie." Wtedy szemrz?c i rozmaicie ur?gaj?c, pozwolili Mu dalej naucza?, opu?cili swoje miejsca i zeszli na dó? ku drzwiom. Jezus wi?c uczy? dalej i wyk?ada? ostatnie s?owa Swoje, potem za? wyszed? z synagogi. Oko?o dwudziestu rozgniewanych Faryzeuszów otoczy?o Go przy drzwiach, a uj?wszy, wo?ali: „Nu?e tedy, chod? z nami na jedno wysokie miejsce; tam jeszcze raz przedstawisz Swoj? nauk?, a wtedy odpowiemy Ci tak, jak na ni? odpowiedzie? nale?y." Jezus za? rzek? im, aby Go pu?cili, gdy? Sam za nimi pójdzie; pu?cili Go wi?c, lecz otoczyli w ko?o jak stra?, a wiele ludzi sz?o za nimi. — W chwili gdy si? szabat sko?czy?, pocz??o si? niepohamowane l?enie i naigrywanie. Czynili zgie?k, ka?dy sili? si? na wi?ksze ur?ganie. S?ycha? by?o wo?ania: „My Ci odpowiemy! Pójdziesz do wdowy do Sarepty! Skoro jeste? Eliaszem, to jed? do nieba, — poka?emy Ci dobre miejsce. Kto ty jeste?? dlaczego nie przyprowadzi?e? Swego stronnictwa? Nie mia?e? odwagi! Czy nie mia?e? chleba u twoich biednych rodziców? Teraz, kiedy? poczu? syto??, chcesz nas ha?bi?? B?dziemy Ci? s?uchali. Musisz mówi? przed ca?ym narodem, pod go?ym niebem, tam Ci odpowiemy!" Trwa?o to w?ród krzyku ca?? drog? na gór?. Jezus jednak naucza? dalej spokojnie i odpowiada? na ich mowy ?wi?tymi zdaniami i g??bokimi s?owy, które ich cz??ci? zawstydza?y, cz??ci? jeszcze wi?cej dra?ni?y. Synagoga le?a?a na zachodnim kra?cu Nazaretu. By?o ju? ciemno, mieli jednak kilka pochodni i prowadzili Go wschodni? stron? oko?o synagogi, a potem zawrócili na szerok? ulic?, znowu na zachód za miasto. Wst?puj?c na gór?, przyszli na wysoki grzbiet, na którego pó?nocnej stronie w dole by?o bagno, a po?udniowy jego koniec tworzy? strome, wystaj?ce urwisko. By?o to miejsce, sk?d str?cali z?oczy?ców. Chcieli tu Jezusa jeszcze raz zmusi? do t?umaczenia si? a potem Go zepchn??. Przepa?? u stóp góry zamienia?a si? dalej w w?ski w?wóz. Gdy ju? byli niedaleko tego miejsca, Jezus, który by? mi?dzy nimi jakby jeniec, stan??, a oni, l??c i ur?gaj?c, poszli dalej. W tej chwili widzia?am obok Jezusa dwie wysokie ?wietlane postacie, a Jezus przeszed? przez cisn?cy si? z ty?u lud z powrotem, poczym id?c wzd?u? murów Nazaretu na grzbiecie góry, przyby? do bramy, przez któr? wszed? by? wczoraj do miasta. Nast?pnie poszed? do domu Esse?czyków, którzy nie l?kali si? o Niego; wierzyli bowiem w Niego i oczekiwali Go. Mówi? z nimi o tym wypadku, i radzi? im raz jeszcze przenie?? si? do Kafarnaum; przypomnia? im tak?e, ?e im naprzód przepowiedzia?, jakie Go tu spotka obej?cie, i w mniej wi?cej pó? godziny opu?ci? miasto, id?c w kierunku jakby do Kany. Nie by?o nic ?mieszniejszego jak g?upota, zamieszanie i ha?as Faryzeuszów, gdy naraz spostrzegli, ?e Jezusa niema mi?dzy nimi. Zacz?li wtedy krzycze?: „Stójcie! gdzie? On jest? stójcie!" Z ty?u id?cy lud zacz?? cisn?? si? naprzód, a ci znów, co byli na przedzie, parli w ty?. St?d powsta? na w?skiej drodze straszny nat?ok i zamieszanie; jeden chwyta? drugiego, k?ócili si?, krzyczeli, zagl?dali do


336

wszystkich w?wozów, o?wiecali ka?d? jaskini?, my?l?c, ?e si? ukry?. — Omal ?e sami nie po?amali karków i ko?ci, biegn?c tam i jeden przeklina? drugiego, mówi?c, ?e Jezus przez jego win? si? wymkn??. Gdy Jezus ju? dawno by? za miastem, wrócili spokojnie i obsadzili ca?? okolic? góry stra??, mówi?c: Teraz wida? kim jest — kuglarzem, szatan Mu dopomóg?; przekonacie si?, ?e niespodzianie zjawi si? w innym jakim zak?tku i wszystkich wprawi w zamieszanie. Uczniom Swoim ju? przedtem rozkaza? Jezus, aby po zamkni?ciu synagogi opu?cili Nazaret i na drodze do Tarychei w oznaczonym miejscu Go oczekiwali, dok?d tak?e Saturninowi z innymi uczniami przyj?? poleci?. Poranek szarza? ju?, gdy z??czyli si? wszyscy z Jezusem i odpocz?li na samotnej dolinie. — Saturnin przyniós? chleba i miodu. Jezus mówi? z nim o wypadku w Nazarecie, i ?e wobec tego spokojnie i z pos?usze?stwem zachowywa? si? musz?, aby zbytnim rozg?osem Jego pracy nie przeszkadza?. Potem samotnymi drogami szli przez doliny, ko?o rozmaitych miast, a? do wyp?ywu Jordanu z Morza Galilejskiego. U podnó?a góry, na po?udniowej stronie Morza Galilejskiego, niedaleko miejsca, w którym Jordan z Morza Galilejskiego wyp?ywa, le?a?o pot??ne, obronne miasto. Do miasta prowadzi? most i grobla. Mi?dzy miastem a jeziorem by?a ?agodnie opadaj?ca, zielona p?aszczyzna. Miasto to nazywa si? Tarichea.

Uzdrowienie tr?dowatych pod Tariche?. Jezus poucza uczniów w przypowie?ciach.

Jezus nie poszed? do miasta, lecz dro?yn? boczn? przyby? blisko po?udniowego muru niedaleko bramy. Do tego muru po zewn?trznej stronie miasta przybudowany by? ca?y szereg chat dla tr?dowatych. Gdy si? Jezus zbli?y? do tych domów, rzek? do uczniów: „Wo?ajcie z daleka tych tr?dowatych, aby szli za Mn?, a Ja ich uzdrowi?! Gdy wyjd?, oddalcie si?, aby?cie si? nie zarazili; a nie mówcie nikomu o tym, co zobaczycie, gdy? znan? wam jest zapalczywo?? mieszka?ców Nazaretu, unika? wi?c trzeba wszelkiego powodu do podra?nienia kogokolwiek!? Potem odszed? Jezus nieco naprzód ku Jordanowi, a uczniowie wo?ali na chorych: „Wyjd?cie i post?pujcie za Prorokiem z Nazaretu! On wam pomo?e!? A gdy zobaczyli, ?e chorzy wychodz?, pr?dko uciekli. Jezus tedy zawróci? zwolna z drogi, do miasta prowadz?cej, w stron? Jordanu. Z cel wysz?o pi?ciu m??czyzn rozmaitego wieku, i przyszed?szy do Jezusa, otoczyli Go rz?dem w odosobnionym miejscu, w którym si? by? zatrzyma?. Byli w d?ugich, przestronnych, bia?ych sukniach, bez pasów, z kapturem na g?owie, z kapturów spada?a na twarz szmata z otworami dla oczu. Wtedy pierwszy z nich upad? przed Jezusem na kolana, ca?uj?c r?bek sukni Jego, a Jezus zwróci? si? do?, po?o?y? mu r?k? na g?ow?, modli? si?, b?ogos?awi? go i kaza? mu odej?? na bok. Nast?pnie czyni? to samo drugi i inni a? do ostatniego. Potem uchylili zas?ony z twarzy i odkryli r?ce, a skorupa tr?du opad?a z nich; Jezus za? upomina? ich i przestrzeg? przed grzechem, przez który w t? chorob? popadli, wskaza?, jak maj? ?y?, i zakaza? im mówi? o tym, ?e ich wyleczy?. Lecz oni odpowiedzieli: „Panie, zjawiasz si? tak nagle u nas! Wygl?dali?my Ci? tak dawno i za Tob? wzdychali, lecz nie mieli?my nikogo, kto by Ci o naszej n?dzy opowiedzia?, i do nas Ci? przyprowadzi?. Panie, zjawiasz si? tak nagle! Jak?e mo?emy nasz? rado?? i Twoje cuda zamilcze?!" Jezus powiedzia? im raz jeszcze, aby pr?dzej o tym nie mówili, dopóki nie dope?ni? ustaw prawem przepisanych; maj? si? zg?osi? kap?anom, ?e s? czystymi, dope?ni? nale?nych ofiar i oczyszczenia, a potem powiedzie?, ?e On ich uleczy?. Wtedy raz jeszcze rzucili si? na kolana i powrócili do swoich cel, a Jezus poszed? do uczniów ku Jordanowi. Tr?dowaci owi nie byli zupe?nie zamkni?ci,


337

mieli oni wytkni?t? przestrze?, jak daleko chodzi? mogli. Nikt si? do nich nie zbli?a?, mówiono z nimi z daleka, po?ywienie stawiano im w oznaczonym miejscu w miskach, których jednak na powrót nie brano, lecz chorzy sami je t?ukli i zagrzebywali; za ka?dym razem przynoszono inne tanie naczynia. Jezus szed? jeszcze z uczniami dalek? przestrze?, przez urocze zaro?la i aleje nad Jordanem, gdzie na samotnym miejscu spocz?li i po?ywili si?. Potem czó?nem przeprawili si? przez rzek?. Przy brzegu rzeki, by?y w rozmaitych miejscach czó?na, którymi podró?ni sami si? przeprawiali; ludzie, którzy po brzegach pracowali i w pewnych odst?pach wzd?u? wi?kszej cz??ci rzeki, mieli chaty, przyci?gali czó?na na powrót na swoje miejsce. Jezus szed? z czterema uczniami nie oko?o samego jeziora, ale wi?cej w gór? na wschód ku miastu Galaad. Uczniowie ci byli: Parmenas z Nazaretu, Saturnin, a z dwóch innych jeden nazywa? si? Tarzissus, drugi za?, brat jego, Aristobulus. Tarzissus byt pó?niej biskupem w Atenach. Aristobulus by? przydany Barnabie; s?ysza?am to z dodanym wyrazem „zbratany;" ale by? on tylko duchownym jego bratem. Bywa? cz?sto z Paw?em i Barnab?, i — zdaje mi si? — by? biskupem w Brytanii. Przyprowadzi? ich do Jezusa ?azarz. Byli to cudzoziemcy, prawdopodobnie Grecy; ojciec ich niedawno temu osiad? by? w Jerozolimie. Byli oni ?egluj?cymi handlarzami; ich niewolnicy czyli s?udzy, przewo??c towary, przybyli ze zwierz?tami jucznymi na nauk? Jana i dali si? ochrzci?. Za powrotem opowiedzieli o Janie i Jezusie ich rodzicom, którzy z synami wybrali si? do Jana. Ojciec i synowie dali si? ochrzci?, przyj?li obrzezanie i powrócili do Jerozolimy. Nie byli te? bez maj?tno?ci, ale wszystko dali pó?niej na rzecz gminy. Obaj bracia byli wysokiego wzrostu, brunatno czerwonej cery, zr?czni i bardzo wykszta?ceni. Byli do ro?li, obrotni i zwinni m?odzie?cy, umiej?cy da? sobie rad? w podró?y i wszystko dobrze i wygodnie urz?dzi?. Z okolicy, do której Jezus wst?powa?, sp?ywa?a rzeczka; tamt?dy te? w?a?nie Jezus przechodzi?. Prorok Eliasz tak?e si? tu raz zatrzyma?. Jezus opowiada? o tym i uczy? uczniów przez ca?? drog? w samych przypowie?ciach, zaczerpni?tych z rozmaitych stanów, zaj??, ka?dego krzaczka, kamienia, ro?liny, miejsca i z wszystkiego, co si? tylko na drodze nadarza?o. Uczniowie pytali o wszystko, co z Nim w Nazarecie i Seforis przebyli. Mówi? z nimi o ma??e?stwie z powodu dysputy z Faryzeuszami w Seforis, pot?pia? rozwód, g?osi? nietykalno?? ?lubu; mówi?c, ?e Moj?esz dozwoli? rozwodu tylko przez wzgl?d na surowe obyczaje i grzechy ludu. Pytali si? Go nast?pnie o zarzut, który Mu uczynili mieszka?cy Nazaretu, ?e nie ma mi?o?ci bli?niego, gdy? w rodzinnym Swym mie?cie, które jest Mu przecie? najbli?szym, nie chcia? leczy?; na koniec zapytali, czy przypadkiem Swoich rodaków nie nale?y uwa?a? za bli?nich. Jezus uczy? ich tedy bardzo d?ugo o mi?o?ci bli?niego, i dawa? im rozmaite podobie?stwa i pytania. Przypowie?ci te bra? Jezus z rozmaitych stanów w ?wiecie, o których mowa przypad?a, wskazywa? niektóre miejscowo?ci, które st?d w oddali mo?na by?o zobaczy?, mówi?c o tych lub owych rzemios?ach, które tam osobliwie uprawiano. Mówi? dalej, ?e kto chce za Nim i??, musi opu?ci? ojca i matk?, a jednak wype?nia? czwarte przykazanie; nawet ze Swoim ojczystym miastem musia?by tak post?pi?, jak On post?pi? z Nazaretem, tak, jak na to zas?u?y?o, nie przestaj?c jednak kocha? bli?nich. Pierwszym bli?nim jest Bóg, Ojciec niebieski i Ten, którego On pos?a?. W dalszym ci?gu mówi? o mi?o?ci bli?niego, jak je ?wiat pojmuje i spe?nia, o celnikach w Galaad, do których teraz si? zbli?ali, ?e ci tych najwi?cej kochaj?, którzy im rzetelnie c?o p?ac?. Wskaza? nast?pnie na Dalmanut?, która na lewo od nich le?a?a i rzek?: Ci namiotnicy i tkacze kobierców kochaj? tych bli?nich, którzy od nich wiele namiotów zakupuj?, a swoich biednych zostawiaj? bez przytu?ku. Nast?pnie wzi?? porównanie z wyrabiania podeszew, stosuj?c je do ciekawo?ci


338

Nazare?czyków. Mi?dzy innymi rzek?: „Nie potrzebuj? ich czci. która jest tak pi?knie zabarwiona, jak pstre podeszwy w warsztacie wyrabiaczy podeszew, którymi pó?niej st?pa si? w b?oto." Mówi? tak?e: „S? oni jak wyrabiacze podeszew tego miasta, na które wskaza?em, którzy swoje w?asne dzieci wy?miewaj? i pogardzaj? nimi, a jak je wy?l? do obczyzny i tam si? czego? naucz? o pi?knych zielonych podeszwach, o nowej modzie, to przez chciwo?? nowo?ci ka?? im na powrót powróci?, a nast?pnie chc? szczyci? si? tymi podeszwami, które, podobnie jak i ta s?awa, zostan? podeptane." Dalej pyta? Jezus: „Je?eli kto? w drodze podeszw? podrze i przyjdzie do którego z tych rzemie?lników, aby inn? kupi? — czy wyrabiacz da mu jeszcze drug? na dodatek?" Podobnie mówi? o rybakach, budowniczych i innych stanach. Uczniowie pytali Go tak?e, gdzie chce mieszka?? czy w Kafarnaum chce dom wybudowa?? — Jezus odpowiedzia?, ?e nie buduje na piasku, i nadmieni? innego rodzaju miasto, które zbudowa? zamierza. Nie zawsze rozumia?am, co mówili, chodz?c; gdy siedzieli, rozumia?am lepiej. Tyle sobie przypominam, ?e Jezus chcia? mie? Swoje czó?no, aby móc po jeziorze je?dzi?; chcia? bowiem uczy? na l?dzie i na wodzie. Przybyli wreszcie do kraju Galaadilis. W tej krainie przebywa? chwilowo niegdy? tak?e Abraham z Lotem, i ju? wtedy by? mi?dzy nimi pewien podzia?. Jezus mówi? im o tym, dodaj?c, aby nie rozg?aszali o uleczeniu tr?dowatych, by nikomu nie dawa? powodu do gniewu; teraz szczególniej powinni by? ostro?nymi i unika? rozg?osu, gdy? inaczej mieszka?cy Nazaretu wszcz?liby z pewno?ci? zaraz ha?as i nienawi??. W dzie? szabatu — mówi? — b?dzie znowu w Kafarnaum naucza?; wtedy b?d? mieli sposobno?? pozna?, jak? jest mi?o?? bli?niego i wdzi?czno?? ludzi; zobacz?, ?e zupe?nie inaczej przyjm? Go teraz, ni? wtedy, kiedy uzdrowi? syna królika. Uszli mo?e kilka godzin w pó?nocno wschodnim ?uku od jeziora, gdy przybyli niedaleko Galaad na po?udnie od Gamala. Miasto to, jak przewa?nie wszystkie inne, zamieszkiwali poganie i ?ydzi. Uczniowie chcieli wst?pi? do miasta, ale Jezus powiedzia?, ?e gdyby poszed? do ?ydów, to ci by Go ?le przyj?li i nic Mu nie dali; a gdyby szed? do pogan, to ?ydzi by si? tym gorszyli i Go oczerniali. Powiedzia? te? o tym mie?cie, ?e jest bardzo z?e i ?e b?dzie zburzone. Uczniowie mówili tak?e o pewnym Agabusie, wspó?czesnym proroku z okolicy Argob, który od d?u?szego czasu ró?ne mia? widzenia o ?yciu Jezusa i niedawno o Nim przepowiada?, a pó?niej sta? si? Jego uczniem. Jezus mówi?, ?e rodzice Jego byli Herodianami i w tej sekcie go wychowali, on jednakowo? si? nawróci?. Sekty nazywa? Jezus pi?knie przykrytymi grobami, pe?nymi zgnilizny. Herodian by?o wielu na wschodniej stronie Jordanu, osobliwie w Perei, Trachonitis i Iturei; mieszkali w ukryciu, otoczeni tajemniczo?ci?, i po kryjomu si? wspierali. Przychodzi?o do nich wiele ubogich, którym nad podziw dopomagali. Na pozór byli bardzo podobni do Faryzeuszów, potajemnie dzia?ali na rzecz uwolnienia ?ydów od Rzymian i mieli zwi?zki z Herodem. Byli podobni do dzisiejszych wolnomularzy. Ze s?ów Jezusa odczuwa?am, ?e udawali bardzo ?wi?tobliwych i szlachetnych, a byli ob?udnikami. Jezus zatrzyma? si? z uczniami w pewnym oddaleniu od Galaad, w gospodzie celników. By?o tu wielu celników, którym poganie za przywiezione towary c?o p?acili. Zdawa?o si?, ?e nie znaj? Jezusa, i On te? nie mówi? do nich; lecz uczy? tylko o blisko?ci królestwa, o Ojcu, który swego syna pos?a? do winnicy, i dawa? wcale wyra?nie do zrozumienia, ?e On jest tym Synem, a wszyscy ci, którzy wol? Ojca wype?niaj?, s? Jego dzie?mi; przez to jednak rzecz sta?a si? im znów niejasn?. Nak?ania? ich do chrztu i w rzeczy samej kilku si? nawróci?o, pytaj?c, czy maj? si? da? ochrzci? uczniom Jana. Jezus powiedzia? im, by czekali, a? Jego uczniowie tam chrzci? b?d?. Poniewa? uczniowie Jego przyj?li chrzest Jana,


339

przeto pytali Go, czy chrzest Jego jest innym jak chrzest Jana. Jezus uczyni? pewn? ró?nic? i nazwa? tamten obmyciem pokuty. W nauce przed celnikami by?a wzmianka o Trójcy, o Ojcu, Synu i Duchu ?w. w ich jedno?ci, jednak ca?kiem inaczej wypowiedziana. Uczniowie tutejsi nie obawiali si? wcale celników. Poniewa? w Nazarecie Jezus mieszka? u Esse?czyków, a Faryzeusze i to tak?e Mu zarzucali, dlatego pytali si? uczniowie o Esse?czykach i s?ysza?am, ?e Jezus ich w formie pyta? chwali?. Wymienia? ró?ne b??dy przeciw mi?o?ci bli?niego i przeciw sprawiedliwo?ci, a przy tym zawsze pyta?: „Czyni? to Esse?czycy? czyni? Esse?czycy owo?" itd. W pobli?u Galaad wola?o za Jezusem kilku op?tanych, którzy przed miastem w dzikiej okolicy si? wa??sali i zabijali naoko?o ludzi, dopuszczaj?c si? wszelkich gwa?tów. Jezus spojrza? za nimi, pob?ogos?awi? ich, a oni uspokoili si?, i uwolnieni od z?ego ducha, z rado?ci? do Niego przybiegli i padli do nóg Jego. Jezus zach?ci? ich do pokuty i do chrztu i kaza? im czeka?, a? uczniowie Jego w Ainon chrzci? b?d?. Bli?ej Galaad by?a okolica kamienista, grunt skalisty, pokryty bia?? grud?. St?d uda? si? Jezus z uczniami przez góry, na których po?udniowym ko?cu le?a?a Gamala, w pó?nocno zachodnim kierunku ku jezioru. Przechodzi? tu przez Gergez?, która w odleg?o?ci prawie godziny le?a?a w zag??bieniu grzbietu górskiego. W pobli?u by?o bagno, powsta?e z zatrzymanego strumyka, wp?ywaj?cego kotlin? do morza. Jezus mówi? z uczniami przez drog? o zdarzeniu, zasz?ym w tej miejscowo?ci: Z pewnego proroka wy?miewali si? raz Gergeze?czycy dla jego krzywej postaci. Rzek? im tedy: „S?uchajcie, za to, ?e si? ze mnie wy?miewacie, dzieci wasze pozostan? zatwardzia?ymi, gdy wi?kszy ode mnie tu uczy? i leczy? b?dzie, i nie b?d? si? cieszy?y zbawieniem, wskutek smutku po stracie nieczystych zwierz?t." By?a to przepowiednia o Jezusie Chrystusie i o wej?ciu z?ych duchów w ?winie. Jezus mówi? z uczniami tak?e o tym, co Go w Kafarnaum czeka. Faryzeusze bowiem z Seforis, rozgniewani Jego nauk? o rozwodzie, pos?ali t? wiadomo?? do Jerozolimy; Nazare?czycy z??czyli si? tak?e z nimi w tych skargach, skutkiem tego wys?an? zosta?a do Kafarnaum ca?a zgraja Faryzeuszów z Jerozolimy, Nazaretu i Seforis, aby tam Jezusa postrzega? i z Nim si? spiera?. W tej drodze spotka?y ich ca?e gromady pogan z mu?ami i wo?ami, które mia?y grube pyski, niskie, szerokie rogi, i sz?y ze spuszczonymi ?bami. By?y to karawany handlowe, które przechodzi?y t?dy z Syrii do Egiptu, i cz??ci? ko?o Gerazy, a cz??ci? wy?ej przez most na Jordanie si? przeprawia?y. Z nimi by?o tak?e wiele ludzi, którzy si? przy??czyli do gromad, aby proroka us?ysze?. Jedna z tych gromad przysz?a do Jezusa, pytaj?c, czy prorok uczy w Kafarnaum. Jezus odpowiedzia? im, aby nie szli do Kafarnaum, lecz roz?o?yli si? obozem na stoku góry na pó?noc przy Gerazie, gdy? prorok niezad?ugo tam przyjdzie. Ale On tak mówi? z nimi, ?e powiedzieli: „Panie, Ty jeste? tak?e prorokiem!" a wejrzenie Jego nasuwa?o im domys?, czy On sam nie jest owym prorokiem. Gdy Jezus z uczniami wst?pi? przed Geraz? do gospody, by? taki nat?ok pogan i podró?nych, ?e si? zaraz uchyli?; ale uczniowie mówili jeszcze jaki? czas z poganami o proroku i pouczali ich. Geraza le?y na pochy?o?ci doliny, oddalonej od morza jakie pó?torej godziny. Miasto jest wi?ksze i schludniejsze ni? Kafarnaum, i jak prawie wszystkie miasta doko?a, przez ?ydów i pogan zamieszka?e. S? tu ?wi?tynie. ?ydzi stanowili warstw? uci?nion?, mieli jednak szko?? i nauczycieli. Handel i przemys? sta? tu wysoko, gdy? t?dy przechodzi?y do Egiptu karawany z Syrii i Azji. Przed bram? by? mniej wi?cej pó? kwadransa d?ugi budynek, a w nim kuto ?elazne dr?gi i rury. Dr?gi wykuwali p?asko, a potem lutowali je w okr?g; wyrabiano tak?e o?owiane


340

rury. Nie palili oni drzewem, ale czarnymi bry?ami, które z ziemi wydobywali. ?elazo sprowadzano z Argob. Przybyli poganie roz?o?yli si? na pó?noc od Gerazy na po?udniowej stronie podgórza; byli tam tak?e poganie z miasta i kilku ?ydów, którzy osobno stali. Poganie byli inaczej ubrani ni? ?ydzi i mieli suknie a? do po?owy nóg. Musieli tak?e bogaci by? pomi?dzy nimi, widzia?am bowiem kobiety, które mia?y w?osy splecione w czepeczek z samych pere?, inne za? mia?y w?osy z ponad welonu wystaj?ce, per?ami w rodzaj koszyczka uplecione. Jezus uda? si? na owo wzgórze i naucza? rzesze wst?puj?c na gór?, chodz?c przed s?uchaczami i tu i ówdzie si? zatrzymuj?c. Chodzi? tam i z powrotem i naucza?, rozmawiaj?c z podró?nymi. Zadawa? im pytania, a w odpowiedziach by?a nauka. Tak np. pyta?: „Sk?d jeste?cie? Co sk?oni?o was do podró?y? Czego pragniecie od proroka?" i zaraz uczy?, jakimi by? musz?, je?li chc? mie? udzia? w zbawieniu. Mówi? dalej: „B?ogos?awieni s? ci, którzy tak dalek? i m?cz?ca drog? przebyli, aby szuka? zbawienia! Biada jednak tym, mi?dzy którymi zbawienie powstanie, a nie przyjm? go''. T?umaczy? tak?e przepowiednie, o Mesjaszu, mówi? o wezwaniu pogan, o powo?aniu i przybyciu Trzech Króli, o których zreszt? ludzie wiedzieli. W karawanach znajdowali si? tak?e ludzie z okolicy i miasta, gdzie przy cegielni nocowa? s?uga Abgara z Edessy, powracaj?c od Jezusa z Jego wizerunkiem i listem. Jezus nie uzdrawia? tu wcale chorych. Ludzie byli przewa?nie poczciwi, by?a jednak mi?dzy nimi garstka takich, co ?a?owali, ?e si? tu wybrali; spodziewali si? bowiem zupe?nie czego? innego po proroku, co by wi?cej ich zmys?y uderza?o. Po tej nauce, w której Jezus tak?e rozmaitych u?ywa? podobie?stw, poszed? z czterema uczniami do pewnego Faryzeusza, nauczyciela ?ydowskiego, który Go do siebie zaprosi?, ale dla pychy przy Jego nauce do pogan nie by? obecnym. Byli tu tak?e inni Faryzeusze z miasta i przyj?li Jezusa wprawdzie bardzo uprzejmie, jednakowo? ob?udnie. Przy stole znalaz?a si? sposobno??, by im dosadnie prawd? powiedzie?. Jeden z niewolników czy s?ug, poganin, przyniós? na stó? pi?kn?, wzorzyst? mis? z ró?nymi, wybornymi ciastami z cukru i korzeni, u?o?onymi w kszta?cie ptaków i kwiatów. Jeden z obecnych zacz?? g?o?no wrzeszcze?, ?e na misce jest co? nieczystego, odepchn?? biednego niewolnika, z?aja? go, i zepchn?? go do rz?du innej s?u?by. Tedy rzek? Jezus: „Nie miska, ale to, co na niej jest, jest pe?ne nieczysto?ci". Pan domu odpowiedzia? i? si? myli, ciasta s? ca?kiem czyste i dobre. Ale Jezus odrzek?: „Owszem, s? bardzo nieczyste, jest to przysmak, ugnieciony z potu, krwi, szpiku i ?ez wdów, sierót i ubogich", i da? im jeszcze dobr? nauk? o ich sprawkach, zbytkach, sknerstwie i ob?udzie. Byli tym bardzo rozj?trzeni, ale nie mogli nic odpowiedzie? i opu?cili dom do jednego; zosta? sam gospodarz, który wci?? jeszcze Jezusowi ob?udnie pochlebia?, a w?a?ciwie spodziewa? si? co? takiego wytropi?, co by móg? pó?niej zgromadzeniu w Kafarnaum jako zarzut przeciw Niemu przed?o?y?. Pod wieczór uczy? Jezus jeszcze raz pogan na górze. Gdy si? Go pytali, czy maj? si? da? ochrzci? uczniom Jana i wyrazili ?yczenie, ?e zamierzaj? si? tu w kraju osiedli?, radzi? im Jezus wstrzyma? si? jeszcze z chrztem, a? b?d? lepiej pouczeni, a teraz mog? si? wybra? za Jordan do górnej Galilei w okolice Adamy, gdzie ju? s? poganie pouczeni i dobrzy ludzie, i gdzie tak?e jeszcze uczy? b?dzie. Uczy? ich jeszcze przy ?wietle pochodni, potem opu?ciwszy ich, zeszed? na brzeg morza do miejsca, gdzie ludzie Piotra z ?ódk? na Niego czekali. By?o ju? pó?no. Trzej pacho?cy okr?towi, u?ywali pochodni, gdy? wp?yn?li jakie pó? godziny poni?ej BetsaidyJuliady. — Czó?no w którym Jezus p?yn??, zrobili Mu Piotr i Andrzej ze s?u?b?. Byli bowiem nie tylko ?eglarzami i rybakami, ale umieli tak?e sami budowa? czó?na. Piotr mia? trzy czó?na a jedno bardzo wielkie, d?ugie jak


341

dom. Czó?no Jezusa mog?o pomie?ci? dziesi?cioro ludzi, a d?ugo?ci? i szeroko?ci? przypomina?o kszta?t jaja. Przednia i tylna cz??? by?a zamkni?tym sk?adem, gdzie rozmaite przedmioty mo?na by?o przechowywa? tak?e nogi my?. Na ?rodku sta? maszt podpierany dr?gami z kraju ?odzi. U góry mo?na oko?o tych ?erdzi rozpi?? ?agle. Naoko?o masztu znajdowa?y si? siedzenia. Z tego czó?na Jezus pó?niej cz?sto uczy? i na nim przyp?ywa? do brzegu w oko?o pomi?dzy innymi ?odziami. Wielkie ?odzie mia?y naoko?o masztu okr?g?e, pi?trowe pok?ady, podobne do galerii, pod którymi na wskro? mo?na by?o przejrze?, a na górze mo?na by?o p?ótnem ?aglowym w oko?o ma?e cele odosobni?. Na dr?gach maszt podpieraj?cych, by?y szczeble do wchodzenia w gór?, po obu za? stronach ?odzi p?ywaj?ce skrzynie lub beczki, jak skrzyd?a lub p?etwy, tak ?e okr?t nie móg? si? w czasie burzy wywróci?, a które go obci??a?y lub czyni?y l?ejszym, by wed?ug potrzeby okr?t szed? wy?ej lub g??biej. Czasem by?y one nape?nione wod?, czasem pró?ne, a niekiedy chowano tam z?owione ryby. Z jednej i z drugiej strony okr?tu mo?na by?o wysuwa? deski i wygodnie dosta? si? do tych skrzy?, albo do s?siednich innych okr?tów i móc wyci?gn?? sieci. Gdy nie ?owili, to przeprawiali karawany albo podró?nych przez morze. Rybacy i pacho?cy okr?towi byli przewa?nie niewolnikami i poganami; Piotr mia? tak?e niewolników.

Jezus w domu Piotra. Sposoby Faryzeuszów. Uzdrowienie.

Jezus wyl?dowa? powy?ej Betsaidy, niedaleko domu tr?dowatych, gdzie Piotr, Andrzej, Jan, Jakób Starszy i M?odszy i Filip oczekiwali Jego przybycia. Nie szed? z nimi przez Betsaid?, lecz krótsz? drog? przez góry do domu Piotra w dolinie mi?dzy Betsaid? a Kafarnaum, gdzie by?a ju? Maryja i inne ?wi?te niewiasty. ?wiekra Piotra by?a chor? i le?a?a w ?ó?ku. Jezus odwiedzi? j?, ale jeszcze nie uleczy?. Przed uczt? umyto Jezusowi nogi i mówiono g?ównie o tym, ?e z rozmaitych szkó? w Judei i Jerozolimie pi?tnastu Faryzeuszów pos?ano do Kafarnaum, by obserwowa? Jezusa. Z wi?kszych miejscowo?ci by?o ich po dwóch, z Seforis tylko jeden, a z Nazaretu przyszed? do Kafarnaum ów m?odzieniec, który ju? kilka razy prosi? Jezusa o przyj?cie, a którego Jezus za ka?dym razem oddali?. By? on jako uczony w pi?mie przydany do komisji i niedawno przedtem si? o?eni?. Jezus tedy rzek? do uczniów: „Patrzcie! za kim prosili?cie! Przychodzi Mnie ?ledzi?, a chce by? Moim uczniem." M?odzieniec ten chcia? tylko z pró?no?ci przej?? do uczniów Jezusa, poniewa? jednak Jezus go nie przyj??, przyst?pi? do Jego nieprzyjació?. Ci Faryzeusze mieli si? d?u?ej w Kafarnaum zatrzyma?. Z tych, którzy przyszli po parze, mia? jeden wróci? i donie??, a drugi zosta? w Kafarnaum i ?ledzi?, co Jezus czyni i czego naucza. Odbyli ju? jedno zgromadzenie, maj?c przed sob? królika Serobabela, jako te? jego s?ug? i syna, których przes?uchali co do uzdrowienia i nauki Jezusa. Nie mogli zaprzeczy? uzdrowieniu, ani pot?pi? nauki; jednak byli niezadowoleni, ?e tak si? wszystko sk?ada?o. Gniewa?o ich to, ?e Jezus nie u nich pobiera? nauki, ?e z prostymi lud?mi, Esse?czykami, rybakami, celnikami grzesznikami przestawa?, ?e nie mia? ?adnego upowa?nienia z Jerozolimy, ?e ich rady, jako uczonych, nie zasi?ga?, ?e nie by? Faryzeuszem lub Saduceuszem, ?e uczy? u Samarytan i w szabat leczy?. W ogóle nie by? im dogodnym, bo uznaj?c Go, musieliby samymi sob? wzgardzi?. Zw?aszcza ów m?ody cz?owiek z Nazaretu by? wielkim nieprzyjacielem Samarytan, których w ró?ny sposób prze?ladowa?. Przyjaciele i krewni Jezusa nie chcieli, aby Jezus w szabat uczy? w Kafarnaum, a nawet Matka Jego by?a tym zaniepokojona i objawi?a zdanie, aby Jezus raczej poszed? na drug? stron? jeziora. Przy takich sposobno?ciach odpowiada? Jezus w krótkich s?owach odmownie, bez wyja?nie?. W Betsaidzie i Kafarnaum by?y ca?e rzesze chorych, pogan i ?ydów. Kilka gromad


342

tych podró?nych, którzy Jezusa spotkali na tamtej stronie jeziora, czeka?o tu na Niego. Przy Betsaidzie by?y wielkie, otwarte gospody, pokryte sitowiem, osobne dla pogan i osobne dla ?ydów; w górnej cz??ci miejscowo?ci by?y poga?skie k?piele, poni?ej za? ?ydowskie. Piotr przyj?? wielu chorych do swego domu, a Jezus na drugi dzie? rano wielu z nich uleczy?. Wczoraj wieczór powiedzia? Piotrowi, aby na dzi? zaprzesta? rybo?ówstwa, a pomaga? Mu przy ?owieniu ludzi, wkrótce bowiem ca?kiem go do tego dzie?a powo?a. Piotr us?ucha?, ale by? z tego powodu w pewnym zak?opotaniu. Mniema? bowiem zawsze, ?e ?ycie z Panem jest dla niego za wznios?e, za trudne i niezrozumia?e. Wierzy? on, widzia? cuda, wszystko ch?tnie zwierza?, ale ci?gle my?la?, ?e on na nic si? nie przyda, ?e jest zbyt prostym, niegodnym, a do tego do??cza?a si? tajemna trwoga i ?al za dawnym zaj?ciem. By?o mu tak?e niekiedy przykro, ?e z niego szydzono, i? on, prosty rybak, z Prorokiem si? wa??sa, ?e dom jego jest przybytkiem marzycielstwa i zaburze? i ?e swoje zatrudnienie zaniedbuje. Wszystko to walczy?o jeszcze w nim, bo wtedy nie by? tak rozpalonym, tak ognistym jak Andrzej i inni, jakkolwiek pe?en wiary i mi?o?ci; by? bowiem nie?mia?ym, przywyk?ym do swego zaj?cia, i w prostocie ducha kocha? swoje ubóstwo i swoje zaj?cie. Z domu Piotra poszed? Jezus przez grzbiet górski ku pó?nocnemu ko?cowi Betsaidy. Ca?a ta droga, zape?niona by?a chorymi poganami i ?ydami, jednakowo? wszyscy byli osobno; a tr?dowaci, którzy si? tam znajdowali, ca?kiem na uboczu. By?o tam wiele ?ydów ?lepych, kulawych, niemych, g?uchych, sparali?owanych, a szczególnie wielu cierpi?cych na wodn? puchlin?. Uzdrowienia odbywa?y si? bardzo uroczy?cie i w najwi?kszym porz?dku. Ludzie ci ju? przez dwa dni tu czekali, a uczniowie tutejsi, Andrzej, Piotr i inni, których Jezus zawiadomi?, ?e przyb?dzie, rozmie?cili ich wygodnie, gdy? przy drodze tej by?o w górach wiele cienistych, osobnych ustroni i ogrodów. Jezus uczy? i upomina? chorych, których naoko?o Niego gromadami przynoszono lub przyprowadzano. Kilku chcia?o wyjawi? Mu swoje wyst?pki i Jezus poszed? z nimi na odosobnione miejsce. Wyznaj?c winy, upadali przed Nim na kolana i p?akali. Mi?dzy poganami by?o wielu takich, którzy dopuszczali si? mordu i rabunku w swych podró?ach. Niektórym kaza? Jezus jaki? czas le?e? i zwraca? si? do innych, a dopiero pó?niej do nich, mówi?c: „Wsta?, grzechy twoje s? ci odpuszczone." Pomi?dzy ?ydami byli cudzo?o?nicy i lichwiarze; je?eli widzia?, ?e maj? skruch?, kaza? im wynagrodzi? poczynione krzywdy, modli? si? z nimi, k?ad? na nich r?ce i uzdrawia? ich. Wielu z nich kaza? si? jeszcze oczy?ci? w k?pieli. Niektórych pogan odsy?a? do chrztu, albo do nawróconych pogan w Górnej Galilei. Gromady jedne za drugimi przychodzi?y przed Niego, a uczniowie utrzymywali porz?dek. Jezus przechodzi? tak?e przez Betsaid?, gdzie by?o pe?no ludzi, jakby na jakiej wielkiej pielgrzymce, i leczy? tu tak?e, w ró?nych gospodach i po drodze. W domu Andrzeja by? przygotowany posi?ek. By?y tu tak?e dzieci: mo?e dziesi?cioletnia pasierbica Piotra i kilka dziewczynek w jej wieku, jako te? dwie inne córeczki, jedna mo?e o?mioletnia, a druga dziesi?cioletnia, i ch?opiec Andrzeja, maj?cy ?ó?ty p?aszcz z pasem. By?y przy nich tak?e starsze niewiasty. Sta?y w cieniu pod dachem domu i mówi?y o proroku, czy rych?o przyjdzie, to znów biega?y co chwil?, patrz?c, czy si? ju? zbli?a. By?y tu, aby Jezusa zobaczy?, gdy? zwykle stawa?y z dzie?mi na uboczu. Przechodz?c, spojrza? Jezus na nie i pob?ogos?awi? je. Widzia?am, jak Jezus potem wraca? do domu Piotra i ulecza?. Dzisiaj uleczy? mo?e jakich sto ludzi, odpu?ci? im grzechy, wskazuj?c i na przysz?o??, poucza?, co maj? czyni?. Widzia?am znowu, ?e sposób, w jaki Jezus uzdrawia?, by? rozmaity, i ?e prawdopodobnie dlatego tak leczy?, aby uczniom pokaza?, jak oni sami pó?niej i


343

Ko?ció? po wieczne czasy ma czyni?. We wszystkich Jego uczynkach i cierpieniach by?a ludzka forma i posta?, nie by?o nic popisowego ani nag?ych przemian. We wszystkich Jego leczeniach widzia?am pewn? przemian?, odpowiedni? rodzajowi chorób lub grzechów. Widzia?am, ?e u wszystkich, nad którymi si? modli? lub na których wk?ada? r?ce, nastawa?a na kilka chwil cisza i wewn?trzne skupienie, poczym zdrowiej?c, podnosili si?, jakby z ma?ego omdlenia. Kulawi d?wigali si? zwolna, rzucali si? przed Nim na kolana i byli zdrowi, ale ca?a si?a i zr?czno?? cz?onków wraca?a dopiero po pewnym czasie, u jednych po kilku dniach, u innych po kilku godzinach. Widzia?am chorych na puchlin? wodn?, którzy sami, chwiejnym krokiem do Niego przyst?powali, innych przynoszono do Jezusa. Zwykle k?ad? im r?ce na g?ow? i na ?o??dek, i po Jego s?owach zaraz si? prostowali i mogli chodzi?, czuli si? lekkimi, a woda wychodzi?a z nich w kszta?cie potu. Tr?dowaci zaraz po uleczeniu tracili ?usk?, ale czerwone ?lady zostawa?y na miejscach tr?du. Ci, którzy uzyskali wzrok, mow?, s?uch, mieli z pocz?tku uczucie braku wprawy w tych zmys?ach. Widzia?am sparali?owanych uleczonymi; nie czuli bólu i mogli chodzi?, puchlina jednak nie znika?a od razu, lecz stopniowo, szybko ust?powa?a. Maj?cy kurcze zyskiwali zaraz zdrowie, gor?czki ust?powa?y z czasem; ale uzdrowieni nie w jednej chwili zyskiwali si?? i ?wie?o??, lecz przychodzili do siebie tak, jak zwi?d?a ro?lina na deszczu. Op?tani wpadali zwykle w krótkie omdlenie i budzili si? wolnymi z pogodnym obliczem, tylko zm?czeni. Wszystko odbywa?o si? bardzo spokojnie i wzorowo, a tylko dla niewierz?cych i dla nienawistnych mia?y cuda Jezusa co? strasznego. Przybyli tu poganie, mieli ju? przewa?nie przez tych, którzy byli przy chrzcie Jana i na jego nauce, jako te? przez pogan z Górnej Galilei i innych, gdzie Jezus uczy? i uzdrawia?, obudzon? uwag? i pragnienie za nauk? Jezusa. Jedni mieli chrzest Jana, inni nie. Jezus nie nakazywa? im obrzezania. Gdy Go si? o to pytali, uczy? o obrzezaniu serca i wszystkich zmys?ów, i o tym, jak si? maj? zachowywa?. Uczy? ich mi?o?ci bli?niego, umiarkowania, zaparcia, kaza? im wype?nia? dziesi?cioro przykaza?, uczy? pojedynczych cz??ci modlitwy, jako te? pojedynczych pró?b Modlitwy Pa?skiej, i obieca? im przys?a? uczniów.

Jezus naucza i uzdrawia w Kafarnaum.

Pod wieczór owego dnia powywieszano w Betsaidzie i Kafarnaum na synagogach i publicznych domach chor?gwie z wie?cami i girlandami. By? to bowiem ostatni dzie? miesi?ca Ab. przeddzie? szabatu, z którym nastawa? pierwszy dzie? miesi?ca Elul. Uzdrowiwszy z rana w Betsaidzie jeszcze wielu chorych ?ydów, poszed? Jezus z uczniami do domu Piotra tu? przed Kafarnaum, dok?d ju? naprzód posz?y by?y niewiasty, i gdzie na Niego znów wielu chorych czeka?o. By?o tam dwóch g?uchych m??ów, którym Jezus wpu?ci? palce do uszu. Dwóch innych przyprowadzono, gdy? zaledwie mogli chodzi?; mieli nieruchome, bezw?adne ramiona i r?ce grubo opuch?e. Jezus k?ad? na nich r?k?, modli? si?, uj??: ich za obie r?ce, porusza? nimi w gór? i na dó? i ozdrawia?y. Obrzmienie jednak nie ust?pi?o natychmiast, lecz dopiero po kilku godzinach. Upomina? ich przy tym, aby na przysz?o?? u?ywali r?k na chwa?? Boga, gdy? przez grzechy byli w owym stanie. Uleczy? jeszcze wielu i poszed? potem na szabat do miasta. By?o tam niezmiernie wiele ludzi. Nawet op?tanych wypuszczono z wi?zienia i ci zabiegali Jezusowi drog? i wo?ali za Nim. Jezus nakaza? im milcze? i i??, a oni us?yszawszy to, uspokoili si? i ku zdumieniu ludzi poszli do synagogi s?ucha? Jego nauki. Faryzeusze, a szczególnie owych pi?tnastu nowo przyby?ych, zaj?li miejsca oko?o Jego mównicy, okazuj?c przed Jezusem widoczny l?k i ob?udne


344

uszanowanie. Podano Mu ksi?gi, i czyta? z Izajasza (rozdz. 49), ?e Bóg nie zapomnia? o Swoim narodzie. A dalej: ?e cho?by niewiasta zapomnia?a o dziecku swoim, Bóg jednak nie zapomni o Swoim narodzie, ?e Bóg nie mo?e by? niewdzi?czno?ci? ludzi tak zwi?zany, aby si? nad opuszczonymi nie ulitowa?. Teraz przyszed? czas, o którym prorok mówi, mury Syjonu widzi On ci?gle. Teraz jest czas, ?e burz?cy uciekn?, a buduj?cy przyjd?. Wielu zgromadzi dla przyozdobienia Swej ?wi?tyni. Nastanie tyle dobrych i pobo?nych, tak wiele dobroczy?ców i przywódców biednego ludu, ?e niep?odna synagoga zawo?a: kto mi da? te dzieci? Poganie nawróc? si? do ko?cio?a, królowie s?u?y? mu b?d?! Bóg Jakuba wydrze nieprzyjacielowi i zgubionej ?wi?tyni jej ludzi i sprawi, ?e ci, którzy si? na Zbawiciela jak mordercy targn?, szale? b?d? przeciw sobie i nawzajem si? mordowa?. Mówi? to o upadku Jerozolimy, je?eli królestwa ?aski nie przyjmie. Bóg pyta si?: czy On porzuci? synagog?? czy synagoga ma list rozwodu? czy mo?e sprzeda? Swój naród? Tak, przez grzechy s? sprzedani, synagoga dla swoich zbrodni jest opuszczon?. Wo?a? i upomina?, a nikt nie pos?ucha?. Ale Bóg jest mocen, mo?e wstrz?sn?? niebem i ziemi?. To wszystko odnosi? Jezus do Swego czasu. Udowodni?, ?e wszystko si? wype?nia, ?e Ojciec Go pos?a?, aby zwiastowa? i przyniós? zbawienie, aby zgromadzi? opuszczonych i uwiedzionych, a dalej wypowiedzia? s?owa, jakby o Sobie: „Pan da? mi j?zyk wy?wiczony, abym opuszczonych i zb??kanych zgromadza?, Pan Bóg otworzy? mi rano uszy, abym s?ucha? Jego rozkazów, a ja Jemu si? nie sprzeciwiam." Gdy Jezus to powiedzia?, zrozumieli Faryzeusze po prostu, jakoby Sam Siebie chwali?. — Jakkolwiek Jezus nauk? Swoj? porywa? ich tak, ?e po nauce mówili mi?dzy sob?, i? jeszcze nigdy ?aden prorok tak nie uczy?, to jednak szeptali sobie przeciw Niemu do uszu. Potem wyk?ada? jeszcze miejsce proroka, gdzie mówi, ?e niezaprzeczony trud zadawa? Sobie dla nich, ?e dozwala? si? bi? w twarz, i cia?o Swoje biczowa?, odnosz?c to do prze?ladowania, które On wycierpia? i jeszcze cierpie? b?dzie. Mówi? o z?ym obej?ciu si? z Nim w Nazarecie, a kto ma co przeciw Niemu, niech wyst?pi! Wszyscy Jego nieprzyjaciele zestarzej? si? i przepadn? ze swoj? nauk? i przyjdzie na nich s?dzia. Bogobojni jednak niech s?uchaj? Jego g?osu, nieumiej?tni, nie maj?cy ?wiat?a nauki, niech wo?aj? do Boga i maj? nadziej?. Przyjdzie s?d, a ci którzy ogie? wzniecili, wygin?. To odnosi? do upadku narodu ?ydowskiego i Jerozolimy. Nie mogli ?adnym s?owem Go odeprze?, s?uchali spokojnie, tylko szydz?c szeptali sobie do uszu, a jednak unosili si? nad Jego nauk?. Wyk?ada? tak?e jeszcze co? z Moj?esza — bywa?o to zwykle na ko?cu — i do??czy? przypowie?? pewn?, któr? jednak mówi? wi?cej do Swoich uczniów, ale tak, aby s?ysza? ów zdradziecki, m?ody uczony, z Nazaretu. By?a to przypowie?? o u?yczonych talentach, poniewa? ów uczony by? tak zarozumia?y na sw? uczono??. By? tym wprawdzie w duszy wielce zawstydzony, ale nie poprawi? si?. Jezus opowiada? t? przypowie?? nie zupe?nie tak, jak jest w ewangelii, ale ca?kiem podobnie. Przed synagog? leczy? jeszcze na ulicy, a potem z uczniami poszed? przed bram?, do domu Piotra. By? tu Natanael Chased i oblubieniec i Tadeusz, którzy tu z Kany przybyli na szabat. Tadeusz bawi? dosy? cz?sto w tamtych stronach, w ogóle chodzi? wiele po kraju tam i z powrotem, gdy? sprzedawa? sieci na ryby, p?ótna ?aglowe i powro?nicze wyroby. W nocy nape?ni? si? by? dom znów chorymi, osobno by?o tak?e kilka kobiet, cierpi?cych na krwotok. Inni przynosili na noszach kobiety, ca?kiem poowijane. Wygl?da?y blado i n?dznie, i ju? dawno po??da?y Jego pomocy. Tym razem Jezus wk?ada? na nie r?ce i b?ogos?awi? je; ob?o?nie chore poleci? odwin?? i kaza? im wsta?. Jedna pomaga?a drugiej. Jezus upomina? je i odprawia?, a w nocy uchyli? si? samotnie na modlitw?.


345

Faryzeusze, którzy mieli w Kafarnaum Jezusa postrzega?; nie objawiali g?o?no, jaki jest cel ich przybycia, i dlatego te? królika Serobabela tak?e tylko tajemnie przes?uchiwali. Byli oni tu pod pozorem zwyczaju, wed?ug którego niektórzy ?ydzi na szabat podró?owali w inne miejsca, zw?aszcza tam gdzie by? jaki znakomity nauczyciel, jako te? poniewa? wielu udawa?o si? w okolic? Genezaretu, aby po trudach odpocz?? w?ród pi?knej i bujnej przyrody. Na drugi dzie? poszed? Jezus bardzo wcze?nie do Kafarnaum. Przed synagog? zgromadzi?a si? ogromna ilo?? ludzi i chorych, z których On wielu uleczy?. Gdy wszed? do synagogi, gdzie by?o wielu Faryzeuszów, zacz?li ku Niemu wo?a? op?tani a jeden, gwa?townie szalony, przybieg? na przeciw Jezusa i krzycza?: „Co mamy z Tob? do czynienia Jezu z Nazaretu? Przyszed?e? nas wygubi?. Wiem to, jeste? ?wi?tym Bo?ym!" Jezus rozkaza? szatanowi milcze? i wyj?? z cz?owieka, który pad? wstecz mi?dzy drugich i szamota? si?, lecz diabe? wyszed? z niego, krzycz?c, a chory uspokoi? si? i upad? przed Jezusem na kolana. Wiele ludzi, a osobliwie uczniowie, widz?c to, mówili tak, aby s?yszeli Faryzeusze, których to gniewa?o: „Co to za nowa nauka? kim On mo?e by?? Ma w?adz? nad nieczystymi duchami." W synagodze i ko?o niej by?a tak wielka ci?ba ludzi, ?e Jezus musia? uczy? na takim miejscu w synagodze, sk?d by?o wida? jej wn?trze i podwórze, lud?mi zape?nione. Poza Nim byli w ko?o Faryzeusze, przed Nim za? sta? lud, do którego przemawia?. Raz zwraca? si? do ludu, drugi raz do Faryzeuszów. Przysionki ?wi?tyni by?y pootwierane, a s?uchacze zape?niali nie tylko podwórze, ale stali tak?e na p?askich dachach domów, otaczaj?cych podwórze, na które prowadzi?y schody. Na dole znajdowa?y si? cele i przedzia?y dla modl?cych si? i pokutuj?cych. Dla chorych wyznaczone by?y osobne miejsca. Jezus uczy? znowu bardzo ?ywo z Izajasza i odnosi? wszystko do obecnego czasu i do Siebie: „Czasy wype?ni?y si?— mówi? — królestwo si? zbli?a, Ci?gle t?sknili?cie za spe?nieniem przepowiedni, i po??dali proroka i Mesjasza, aby zdj?? z was brzemi?; ale gdy przyjdzie, nie b?dziecie Go chcieli, gdy? nie b?dzie takim, jakim go sobie przewrotnie wyobra?acie." — Dalej poda? znaki i cechy owego proroka, których spe?nienia wygl?dali; o tych znakach czytali, jeszcze w szko?ach z ksi?g i modlili si? o ich spe?nienie; przy czym wykazywa?, ?e te znaki si? spe?niaj?, mówi?c: „Chromi b?d? chodzi?, ?lepi widzie?, g?usi s?ysze?. Czy tak si? nie dzieje? Czemu? te rzesze pogan kwapi? si? na nauk?? Co krzycz? op?tani? Dlaczego wychodz? z?e duchy? Dlaczego uzdrowieni chwal? Boga? Nie otaczaj? go postrzegacze? Ale oni wypchn? syna pana winnicy i zabij?, a co si? z nimi stanie? Je?li nie chcecie przyj?? zbawienia, to ono nie zginie, ale nie mo?ecie go zabrania? ubogim, chorym, grzesznikom, celnikom, pokutuj?cym, a nawet poganom, do których si? ono od was zwróci." Tak? by?a tre?? Jego nauki. Mówi? tak?e: „Uznajecie Jana za proroka, którego?cie pojmali. Id?cie do niego do wi?zienia i pytajcie go, komu on przygotowywa? drogi, i o kim daje ?wiadectwo?" Gdy w ten sposób uczy?, wzrasta? coraz bardziej gniew Faryzeuszów i szeptali i mruczeli sobie ci?gle co? do uszu. Podczas Jego nauki przywlok?o do synagogi o?miu nie bardzo chorych ludzi, czterech przedniejszych m??ów z Kafarnaum, cierpi?cych na jak?? nieczyst? chorob? i umie?cili ich w takim miejscu na podwórzu, w którym Jezus móg? ich widzie?, a oni mogli s?ysze? Jego s?owa. Z powodu swojej choroby mogli wej?? tylko po jednej stronie, a poniewa? ta strona by?a ju? zaj?ta, dlatego mniej chorzy musieli ob?o?nych przenosi? w jednym miejscu przez omurowanie, cisn?c si? pomi?dzy lud, który ust?powa? przed nimi, gdy? byli dotkni?ci nieczyst? chorob?. Widz?c to Faryzeusze, gniewali si? i szemrali na nich, jako widocznych


346

grzeszników, maj?cych nieczyst? chorob?, i wyra?ali si? g?o?no, ?e jest to zgroza, aby tacy ?mieli do nich si? zbli?a?. Gdy szemrania te z ust do ust dosz?y przez lud a? do nich, zasmucili si? bardzo i zl?kli, ?e Jezus nie uzdrowi ich, gdy us?yszy o ich grzechach. Byli jednak bardzo skruszeni i od dawna po??dali Jego pomocy. Lecz, gdy Jezus us?ysza? te szemrania Faryzeuszów, w tej w?a?nie chwili, kiedy owi chorzy tak si? zasmucili, zwróci? si? z mow? do nich na podwórze, a spojrzawszy na nich z mi?o?ci? i powag?, zawo?a?: „Grzechy wasze s? wam odpuszczone." Biedni ci ludzie wybuchn?li p?aczem, a Faryzeusze szemrali w wielkim rozgoryczeniu: „Jak On ?mie to mówi?? jak mo?e odpuszcza? grzechy?" A Jezus powiedzia?: „Post?pujcie za Mn? i patrzcie, co czyni?, dlaczego was to gniewa, ?e wype?niam wol? Ojca Mego? Je?eli sami nie chcecie zbawienia, to nie bro?cie go pokutuj?cym! Gniewacie si?, ?e w szabat lecz?. Czy r?ka Wszechmocnego spoczywa w szabat, i nie czyni dobrego, ani karze z?ego? czy nie ?ywi, nie uzdrawia, nie b?ogos?awi w szabat? a czy w szabat nie spuszcza choroby i ?mierci? Nie gniewajcie si? wi?c, ?e Syn wype?nia w szabat wol? i dzie?a Ojca Swego." A gdy si? zbli?y? do chorych, ustawi? Faryzeuszów z dala od nich rz?dem, mówi?c: „Zosta?cie tu, gdy? oni s? wam nieczystymi. Dla Mnie oni takimi nie s?, gdy? ich grzechy s? im odpuszczone. A teraz powiedzcie Mi, czy trudniej jest powiedzie? do skruszonego grzesznika: grzechy twoje s? ci odpuszczone, czy te? rzec do chorego: wsta? i we? ?o?e swoje." Faryzeusze nie mogli nic odpowiedzie?, a Jezus poszed? do chorych, k?ad? r?ce na jednego po drugim, modli? si? nad nimi, podnosi? ich za r?ce, wreszcie kaza? im podzi?kowa? Bogu, wi?cej nie grzeszy? i zabra? ?ó?ka swoje. Wtedy wszyscy czterej powstali z ?ó?ek, a owych o?miu, którzy ich nie?li, i byli nie bardzo chorymi, zupe?nie ozdrowieli i pomagali tamtym poodwija? si? z okry?. Czuli si? oni cokolwiek zm?czeni i niewprawni ale z?o?yli ?ó?ka, wzi?li je na plecy i odeszli wszyscy dwunastu w?ród radosnych okrzyków i zdumienia ludu, ?piewaj?c: „Chwa?a b?d? Panu Bogu Izraela! Uczyni? nam wielkie rzeczy! Zlitowa? si? nad Swoim ludem i uzdrowi? nas przez Swego Proroka." Faryzeusze, rozgniewani i zawstydzeni, odeszli bez po?egnania, ka?dy w sw? stron?. Gniewa?o ich wszystko, co i jak Jezus czyni?, ?e nie by? z nimi jednego zdania, ?e nie byli u Niego sprawiedliwymi, m?drymi, wybranymi, ?e obraca? si? pomi?dzy ludem, którym oni pogardzali. Mieli tysi?ce „ale" i mówili tak?e, ?e nie zachowuje postów, przestaje z grzesznikami, poganami, Samarytanami i rozmait? ha?astr?; Sam jest niskiego pochodzenia, daje uczniom za wiele wolno?ci i nie utrzymuje ich w nale?ytej karno?ci. S?owem, wszystko by?o im niedogodne; a przecie? nie mogli nic powiedzie?, nie mogli zaprzeczy? Jego m?dro?ci i zdumiewaj?cym cudom, i wpadali tylko w coraz wi?ksz? z?o?? i potwarze. Gdy si? ?yciu Jezusa przypatrzymy, to znajdujemy ca?y naród i kap?anów takimi, jakich i dzisiaj jest wielu; i gdyby tak Jezus teraz przyszed?, to by Mu z wielu uczonymi i policj? jeszcze o wiele gorzej by?o. Chorob? owych uleczonych by?o nieczyste p?yniecie. Byli oni ca?kiem wycie?czeni i dr?twi, jakoby pora?eni. Osiem drugich mia?o jeden bok cz??ciowo sparali?owany. ?ó?ka ich sk?ada?y si? z dwóch dr?gów z podstawkami i drzewem poprzecznym, a w ?rodku rozpostarta by?a rogó?ka. Z?o?yli to wszystko razem nie?li na plecach jakby dwa dr?gi. By? to wzruszaj?cy widok, jak ludzie ci, ?piewaj?c, przechodzili mi?dzy ludem.

Jezus uzdrawia ?wiekr? Piotra. Wielka pokora Piotra.

Nie zatrzymuj?c si?, wyszed? Jezus z uczniami za bram?, a potem wzd?u? góry poszed? do domu Piotra ko?o Betsaidy, gdy? usilnie Go tam proszono; zdawa?o si?


347

bowiem, ?e ?wiekra Piotra jest konaj?c?. Choroba jej znacznie si? pogorszy?a, cierpia?a bowiem na pal?c? gor?czk?. Jezus poszed? prosto do jej komórki. Byli z Nim jeszcze inni, a zdaje mi si?, ?e i córka Piotra. Przyst?pi? na t? stron? ?ó?ka, gdzie g?owa jej by?a, i nachyli? si? ku ?o?u pó? stoj?c, pó? siedz?c, tak, ?e jej g?owa blisko Niego by?a. Mówi? nast?pnie z ni? s?ów kilka, po?o?y? jej r?k? na g?owie i na piersiach, i zupe?nie si? uspokoi?a. Potem stan?? przed ni? i uj?wszy jej r?k?, podniós? j? tak, ?e mog?a siedzie?, i rzek?: „Dajcie jej pi?." Wtedy poda?a jej córka Piotra napój w pod?u?nej jak czó?enko czarce. Jezus pob?ogos?awi? napój i kaza? jej wsta?, a ona powsta?a z niskiego pos?ania. By?a ca?kiem pozawijana i mia?a na wierzchu jeszcze obszerny szlafrok. Zostawi?a wi?c chusty, w które by?a pozawijana, wsta?a i dzi?kowa?a Panu wraz z ca?ym domem. Przy uczcie us?ugiwa?a uzdrowiona z innymi kobietami i podawa?a do sto?u, ca?kiem ju? zdrowa. Potem uda? si? Jezus z Piotrem, Andrzejem, Jakubem, Janem i innymi jeszcze uczniami nad morze na miejsce po?owu Piotra i naucza? g?ównie o tym, ?e wkrótce swoje zaj?cie ca?kiem porzuc?, a za Nim pójd?. Przerazi?o to Piotra, rzuci? si? wi?c przed Jezusem na kolana, prosz?c, aby wejrza? na jego nieuctwo i s?abo?? i nie wymaga?, i?by by? przy tak wa?nych sprawach; nie jest tego godnym i nie potrafi innych naucza?. Jezus odpowiedzia?, ?e nie b?d? mieli ?adnej doczesnej troski, gdy? Ten, który chorym daje zdrowie, dostarczy im po?ywienia i si?y do sprawowania dzie?a zbawienia. Inni byli ca?kiem zadowoleni, tylko Piotr w pokorze swojej i skromno?ci nie móg? poj??, jak to by? mo?e, ?e on nie ma by? rybakiem, tylko nauczycielem. Lecz nie by?o to jeszcze owo powo?anie, o którym mówi Ewangelia; jeszcze na nie pora nie przysz?a. Wszelako zacz?? Piotr ju? coraz wi?cej swoje zaj?cie oddawa? Zebedeuszowi. Po tej przechadzce nad morzem poszed? Jezus znów w stron? Kafarnaum i znalaz? wielu chorych przed miastem oko?o domu Piotra. Uleczy? wielu, a nast?pnie uczy? w synagodze. Gdy jednak nat?ok stawa? si? coraz wi?kszy, uchyli? si? Jezus niepostrze?enie z t?umu i sam bez towarzyszy poszed? do nadzwyczaj przyjemnego, dzikiego jaru, który ci?gnie si? na po?udnie od Kafarnaum, od dóbr Serobabela do mieszka? jego s?ug i robotników. W tym jarze by?y jaskinie, krzaki i ?ród?a; trzymano tam tak?e wiele ptaków i rzadkie, oswojone okazy ró?nych zwierz?t. By?o to sztucznie chowane dzikie ustronie, w?asno?? Serobabela, wszystkim zreszt? dost?pna cz??? uroczej okolicy Genezaret. — Jezus przep?dzi? tu ca?? noc na modlitwie, a uczniowie Jego nie wiedzieli, gdzie si? znajduje. By?o tu teraz w tej okolicy drugie ?niwo. Na drugi dzie? rano opu?ci? Jezus to dzikie ustronie, nie wróci? ju? jednak do Kafarnaum, lecz poleci? Piotrowi, który z innymi uczniami Go tu odszuka?, aby Mu Parmen?, Saturnina, Aristobula i Tarzyssa przys?a? na oznaczone miejsce, gdzie si? z nimi spotka; nast?pnie wyruszy? do jeziora k?pielowego w Betulii. Obszed? wy?yn? równiny, na której le?y Magdalum, tak ?e Mu do niego tylko jeszcze kilka godzin drogi na wschód pozosta?o. Na po?udniowej stronie tego wzgórza le?a?o miasto Jotapata.

Jezus u jeziora k?pielowego w Betulii i w Jotapacie.

Z pocz?tku my?la?am, ?e Jezus pójdzie do Gennabris, które le?y jakie trzy godziny drogi na zachód od Tyberiady mi?dzy górami. Nie poszed? jednak tam, lecz na pó?nocn? stron? doliny, gdzie jest studnia Betuel. Bardzo wielu znakomitych i zamo?nych ludzi z Galilei i Judei ma tu wille i ogrody, które w pi?knej porze roku zamieszkuj?. Na po?udniowej stronie jeziora, na pó?nocnym stoku gór Betuel s? ca?e rz?dy domów i ciep?e k?piele. K?piele, wi?cej na wschód


348

po?o?one, s? cieplejsze, ku zachodowi za? letniejsze. K?piele maj? wspólny, wielki zbiornik, a naoko?o oddzielne, zewsz?d oszalowane przedzia?y, gdzie osobne, dla ka?dego by?y wanny, wy?ej lub ni?ej, mo?na jednak by?o st?d doj?? tak?e do wspólnego zbiornika i by? razem z innymi. Jest tu wiele gospód i mo?na tu tak?e pojedyncze domy i ogrody na pewien czas sobie naj??, a wtedy s? k?piele i wszystko inne wolne. Dochód przypada Betulii i z tego dochodu ca?y zak?ad bywa utrzymywany. Jezioro by?o tu nadzwyczaj czyste, z powierzchni? jasn? i przezroczyste jak zwierciad?o a? do dna, na którym wida? by?o pi?kne, bia?e kamyczki. Powstaje ono z wody, która przyp?ywa z zachodu, i z jeziora k?pielowego p?ynie na dolin? miasta Magdalum. Jezioro roi si? ma?ymi, ozdobnymi ?odziami, które z daleka wygl?daj? jak kaczki. Na pó?nocnej stronie jeziora stoj? mieszkania dla ?e?skich go?ci k?pielowych, zwrócone na po?udnie. Ich ?cie?ki i miejsca zabawy zbli?aj? si? nad wp?ywaj?cym strumykiem, ku plantacjom dla m??czyzn. Dolina nachyla?a si? z obydwóch stron ?agodnie nad jezioro. Z mieszka? i k?pieli wychodz? oko?o niego ??cz?ce drogi, aleje, drzewami ocienione chodniki, szeroko rozros?e drzewa i altany, a mi?dzy tym le?? ??ki, z wysok? pi?kn? muraw?, sady, warzywne ogrody i place t?umnych zabaw i wy?cigów. Widok jest czaruj?cy, okolica pe?na pagórków i gór, a wsz?dzie bujne urodzaje, zw?aszcza winogron i owoców. S? tu w?a?nie drugie ?niwa w roku. Jezus zosta? po tej stronie jeziora, z której by? przyszed?, w pewnej gospodzie. Wnet zesz?o si? wiele ludzi, a On uczy? przed gospod? z wielk? ?agodno?ci?. S?ucha?o Go tak?e wiele niewiast. Na drugi dzie? widzia?am, jak towarzystwo najznakomitszych przyby?o na ma?ych ?odziach, od po?udniowej strony jeziora k?pielowego, prosz?c uprzejmie, aby Jezus przyszed? ich uczy?. Jezus odjecha? z nimi i wst?pi? do gospody, gdzie Mu podano posi?ek. Rankiem uczy? w ch?odzie, a wieczorem pod cienistymi drzewami przed gospod? przy wzgórzu. Bardzo wielu obecnych sta?o obok Niego, a na uboczu sta?y niewiasty, z zas?onami na twarzy. Panowa? tu wzorowy porz?dek, gdy? byli to prawie wszyscy cywilizowani i dobrze usposobieni ludzie, ?agodni, weseli i dobroduszni; a ?e nie by?o stronnictw, przeto jeden przed drugim nie obawia? si?, szczerze wyjawi? swoich uczu?, tak, ?e wszyscy byli z ca?? uwag? i czci? dla Jezusa. Zaledwie raz Go us?yszeli, a ju? byli pokrzepieni i uradowani. Jezus uczy? o oczyszczeniu wod?, o zjednoczeniu tu obecnych, ich wzajemnym zaufaniu i otwarto?ci, o tajemnicy wody, o obmyciu z grzechu przez chrzest, o Janie, o po??czeniu i mi?o?ci mi?dzy ochrzczonymi i nawróconymi itd. Prócz tego mówi? zachwycaj?co i w podobie?stwach o pi?knej porze roku, o okolicy, o górach, drzewach, owocach, trzodach i o wszystkim, co ich otacza?o. Widzia?am, ?e zgromadzeni w porz?dku kolejno przychodzili i otaczali Go w ko?o, a Jezus nowym s?uchaczom powtarza? pojedyncze ust?py Swej nauki. Widzia?am maj?cych podagr?, jak czo?gali si? woko?o. Byli to przewa?nie urz?dnicy i oficerowie, którzy tu wypoczywali. Pozna?am ich po tym, ?e w zmienionych ubraniach, miejsce to po pewnym czasie opuszczali i udawali si? na swoje stanowiska w ró?nych stronach okolicy; gdy? jak d?ugo tu byli, byli wszyscy ludzie jednakowo ubrani; — m??czy?ni w cienk?, ?ó?taw? materi? we?nian?, która ich okrywa?a jak p?aszczyk z czterech oddzielonych p?atów, które a? do kolan by?y poowijane, tworz?c rodzaj spodni; nogi za? mieli cz??ci? nagie, cz??ci? w sanda?ach. Górn? cz??? cia?a pokrywa?a otwarta po obu stronach szata jak szkaplerz, ?ci?gni?ta oko?o bioder szerokim pasem. Barki a? do po?owy górnego ramienia by?y nakryte suknem w kszta?cie r?kawów, a g?owa odkryta. Urz?dzali zabawy, mocowali si? laskami i tarczami z li?ci, nacierali na siebie w szeregach lub pojedynczo, aby si? wyprze? ze stanowisk. Biegali o zak?ad do celu, przeskakiwali obr?cze i sznury, na których by?y rozmaite b?yskotki


349

pozawieszane, a których nie by?o wolno dotkn??; za poruszeniem za?, brz?cz?c, spada?y na dó? i stosownie do liczby, ile ich spad?o, przeskakuj?cy przegrywa?. By?y tam i owoce, o które grali. Widzia?am, jak niektórzy grali na trzcinowych piszcza?kach; inni mieli okr?g?e d?ugie rurki z sitowia, przez które w dal patrzeli i na morze; przedmuchiwali tak?e przez nie kulki albo strza?ki, jak gdyby strzelali za rybami. Widzia?am, jak rurki te potem zginali w obr?cz i zawieszali przez rami?. Widzia?am tak?e, jak na ko?ce tych rurek wk?adali ró?nokolorowe szklane kule, i obracali nimi tam i sam do s?o?ca, w którym si? ca?y krajobraz odwrotnie odbija? i obraca? tak, jak gdyby jezioro ca?e chodzi?o nad ich g?owami. Wszystkich to ogromnie bawi?o. Ros?y tu wspania?e owoce, zw?aszcza winogrona, a niektórzy z wielkim uszanowaniem i uprzejmo?ci? znosili najpi?kniejsze owoce Jezusowi. Mieszkania niewiast s? po drugiej stronie doliny, k?piele jednakowo? z tej strony, lecz wi?cej na zachód, i m??czy?ni nie mogli ich widzie?. Na kraju strumyka, który wp?ywa do jeziora, widzia?am ma?ych ch?opców w podpasanych bia?ych, we?nianych p?aszczach, jak ob?upionymi w ró?ne figury ró?d?kami wierzbowymi p?dzili przed sob? ca?e gromady wodnego ptactwa. Ze strumyka i z jeziora sprowadzano wod? do gospód na górze i do k?pieli za pomoc? rur, z tych za? do zbiorników po?o?onych wy?ej, a z tych coraz dalej i wy?ej. Niewiasty urz?dza?y sobie tak?e ró?ne zabawy na ??kach. By?y ubrane w d?ugie, cienkie, bia?e, we?niane szaty, z wielu fa?dami, dwa razy przepasane. D?ugie r?kawy mo?na by?o podnosi? i spuszcza? za pomoc? klamerek, naoko?o r?k mia?y wielkie, sztywne kryzy z wielu zmarszczkami, jak pawie ko?a. Jako ozdob? g?owy mia?y czepek, z?o?ony z coraz ni?szych i w??szych grubych kó?ek, owini?tych jedwabiem albo bia?ymi piórami, przez co wygl?da? jak domek ?limaka wykonany z piór. Z ty?u by? czepek zwi?zany i mia? d?ugi koniec z fr?dzlami. By?y bez welonów, ale na twarzy mia?y dwie delikatnie zmarszczone, bia?e, przezroczyste, wachlarzowate os?ony, które, je?li by?y opuszczone, zakrywa?y nos, zostawiaj?c otwory dla oczu. Mog?y je tak?e do po?owy lub ca?kiem odwija?, stosownie do tego, jak chcia?y si? ochroni? od s?o?ca. W towarzystwie m??czyzn spuszcza?y zas?ony na dó?. Niewiasty mia?y weso?? zabaw?. Ka?da mia?a pas z kó?kiem albo p?tl? oko?o bioder; za t? p?tl? chwyta?y si?, tworz?c ko?o, tak, ?e mia?y jedn? r?k? woln?. W trawie za? by? ukryty jaki? klejnot, ko?o obraca?o si? tak d?ugo tam i z powrotem, a? która klejnot znalaz?a i schyli?a si?, aby go podnie??, inne za? rozrywa?y pr?dko ko?o i schyla?y si? tak?e, uwa?aj?c, by nie upa??; niekiedy jednak wywraca?y si? wszystkie jedna na drug? w?ród wielkiego ?miechu. Betulia le?y o pó?torej godziny drogi w górach, na po?udnie od jeziora, na wzgórzu odosobniona i dzika. Ma ona wielk?, dzik? wie??, jako te? wiele zwalisk i resztek baszt. Miasto musia?o by? kiedy? wi?ksze i bardzo obronne. Na murach rosn? drzewa i mo?na tamt?dy je?dzi?, a go?cie k?pielowi przechadzaj? si? po nich. Jest to owe miejsce, gdzie by?a Judyta; obóz Holofernesa ci?gn?? si? od jeziora przez w?wóz Jotapaty wko?o a? do Dothan, które le?y o kilka godzin drogi na po?udnie od Betulii. Z Jotapaty byli tu tak?e ludzie, oni jednak nie s?uchali nauki Jezusa, ale powróciwszy do Jotapaty, opowiadali, ?e tam jest Jezus. Jotapata le?a?a st?d o pó?torej godziny drogi na po?udniowy wschód, wbudowana klinem w zatok? gór jakby w wielk? jaskini?. Przed ni? le?a?a góra, z której schodzi?o si? na dó? do miasta, przez g??bokie dzikie okopy. Miasto by?o jakby w kamienio?om wbudowane, a góra zwiesza?a si? wysoko nad nim. Na pó?noc od góry, niespe?na dwie godziny drogi oddalone, le?a?o Magdalum na kraju w?wozu, a jego okolica pe?na alei, ogrodów i rozmaitych wie?, si?ga?a a? do ?rodka tego w?wozu. Mi?dzy gór?, a Magdalum by?y jeszcze resztki zaro?ni?tych rur


350

wodoci?gu; przez jego ?uki mo?na by?o wygodnie patrze? w okolic?. Na po?udnie od Jotapaty by?a znowu góra, a na prawo i lewo by? widok na rozlegle w?wozy. By?o to urocze, ustronne miejsce. W Jotapacie przebywa?o wielu Herodian. W murze twierdzy mieli tajemne miejsce zebra?. Sekta ta sk?ada?a si? z rozs?dnych i wykszta?conych ludzi i mia?a swego prze?o?onego, o którym nikt nie wiedzia?. Mieli znaki, po których si? poznawali, a starsi mogli doj??, je?eli który co zdradzi?, ale nie wiem, w jaki sposób. Byli oni tajemnymi nieprzyjació?mi Rzymian i knuli i rokosz w sprawie i na korzy?? Heroda; a chocia? byli tajemnymi zwolennikami Saduceuszów, wyst?powali otwarcie jako Faryzeusze, a to dlatego, aby obie strony dla swoich celów pozyska?. Wiedzieli oni dobrze, ?e nadszed? czas panowania króla ?ydowskiego i powzi?li zamiar, t? wiar? wyzyska? dla swoich d??e?. Na zewn?trz, przez ostro?no??, byli oni uprzejmi i cierpliwi, ale w rzeczywisto?ci byli skrytymi, chytrymi knowaczami. Nie wyznawali w?a?ciwie ?adnej religii, ale pod p?aszczykiem religii d??yli do ?wiatowego, wolnego pa?stwa, maj?c w Herodzie poplecznika. Gdy uczeni synagogi w Jotapacie dowiedzieli si?, ?e Jezus jest blisko, wys?ali kilku Herodian do k?pieli w Betulii, polecaj?c im, pilnie Go ?ledzi? i prosi?, aby Jotapat? odwiedzi?. Jezus jednak nie da? stanowczej odpowiedzi. Przysz?o do Jezusa tak?e siedmiu uczniów, którzy przedtem czasami kilka tygodni z Nim podró?owali. By?o tam kilku uczniów Jana, kilku pokrewnych uczniów z okolicy Hebron i jeden z powinowatych z Ma?ego Seforis. Szukali Jezusa w Galilei i tu Go znale?li. Widzia?am, jak Jezus tu w ci?gu dnia i z pojedynczymi go??mi poufale rozmawia?; zapewne byli mi?dzy nimi niektórzy Jego zwolennikami. Gdy Herodianie wrócili do Jotapaty, zacz?li obrabia? lud na wypadek, gdyby Jezus tu przyszed?. Mówili, ?e jest mo?liwym, i? Jezus, prorok z Nazaretu, który zesz?ego szabatu w Kafarnaum, a zaprzesz?ego w Nazarecie tyle ha?asu narobi?, przyjdzie tu od pobliskiej studni w Betulii, mo?e nawet na szabat, i ostrzegali lud, aby si? nie da? uwie??, aby Go radosnym krzykiem nie wita?, aby Mu d?ugo mówi? nie pozwala?, ale aby Mu mruczeniem i zarzutami przerywa?, gdy im co? niezrozumia?ego, nieznanego opowiada? b?dzie. W ten sposób wi?c lud przysposabiano. Jezus mia? w k?pielach betulijskich jeszcze jedn? nauk?. Naoko?o Niego by?o wielu m??czyzn, tworz?c ko?o, a On chodzi? w ?rodku pomi?dzy nimi. W tyle sta?o oddalonych i l?kliwych kilku chorych na podagr?, którzy u?ywali tutejszych k?pieli, a nigdy nie ?mieli zbli?y? si? do Jezusa. Jezus powtarza? to, czego wczoraj i przedwczoraj naucza?, i upomina? ich, aby si? oczy?cili z grzechu. Wszyscy kochali Go i byli wzruszeni; a niektórzy mówili: „Panie, kto Ci? raz us?yszy, nie zdo?a Ci si? oprze?." Jezus zapyta? ich: „Wiele?cie o Mnie s?yszeli i Samego Mnie s?yszeli?cie. Jak my?licie, kim Ja jestem?" Jedni odpowiadali: „Panie, jeste? prorokiem!" — inni: „jeste? wi?cej ni? prorokiem! ?aden prorok tak nie uczy, ?aden nie dzia?a Twoich czynów." Inni za? milczeli. A Jezus, który wiedzia?, co ci milcz?cy my?l?, wskaza? na nich i rzek?: „Ci maj? s?uszno??." Jeden z nich rzek?: „Panie, Ty wiesz wszystko. Jest to prawd?? Mówi?, ?e wskrzesi?e? wielu umar?ych, córk? Jaira?" Mia? tu na my?li owego Jaira, który w pewnym mie?cie, niedaleko Gibeonu mieszka?, gdzie Jezus naucza? biedny, zepsuty lud. Jezus rzek?: „Tak." A cz?owiek ów mówi? jeszcze dlaczego te? tamten w tak niedobrym miejscu mieszka. Wtedy zacz?? Jezus naucza? o ?ród?ach na pustym, w której dobrze jest, by s?abi mieli przewodnika. Ludzie s?uchali, pe?ni zaufania. Wtedy zapyta? Jezus: „Co wiecie o Mnie? co mówiono wam o Mnie z?ego?" Niektórzy odpowiedzieli: „Oskar?aj? Ci?, ?e nie przestajesz w szabat dzia?a? i leczy? chorych." Wtedy wskaza? Jezus na ma?y obok le??cy staw, nad którym pastuszki pa?li byd?o i jagni?ta, i rzek?: „Widzicie tych s?abych


351

pastuszków i te m?ode, s?abe jagni?ta! Gdyby jedno z nich wpad?o w bagno i ?a?o?nie becza?o, czy inne nie stan? w ko?o i nie b?d? tak?e ?a?o?nie becze?? S?abi ch?opcy nie mog? pomóc, ale syn pana owych jagni?t przechodzi tamt?dy w szabat, bo na to pos?any jest, aby jagni?ta pa?? i ocala?; czy wi?c ten nie zlituje si? nad owym jagni?ciem i nie wyci?gnie go z bagna?" Wtedy wznie?li wszyscy r?ce jak dzieci przy katechizmie i zawo?ali: „Tak, tak! on to uczyni." A Jezus mówi? dalej: „A je?eli to nie b?dzie jagni?, lecz upad?e dzieci Ojca niebieskiego, je?eli to b?d? wasi bracia, lub wy sami, czy syn Ojca niebieskiego nie mia?by im pomóc w szabat?" Wszyscy zawo?ali: „Tak, tak" — a Jezus wskaza? na stoj?cych w oddaleniu cierpi?cych na podagr? i rzek?: „Patrzcie na tych chorych braci! czy? nie mam im pomóc, gdy Mnie w szabat o pomoc prosi? b?d?? Czy nie maj? otrzyma? przebaczenia, je?eli w szabat pokutuj?, w szabat grzechy wyznaj?, i do Ojca w niebiesiech wo?aj??" Tedy zawo?ali wszyscy z wzniesionymi r?koma: „Tak, tak!" Jezus skin?? na podagrycznych, a oni zwolna przywlekli si? i stan?li w kole. Mówi? do nich kilka s?ów o wierze, modli? si? i rzek?: „Wyci?gnijcie r?ce!" Wtedy wyci?gn?li do Niego chore ramiona, Jezus przesun?? im r?k? przez ramiona, tchn?? na ich r?ce, a oni w jednej chwili uczuli si? uzdrowieni i w?adali cz?onkami. Jezus kaza? im jeszcze si? k?pa? i wstrzymywa? od niektórych napoi. Upadli tedy przed Nim na kolana, dzi?kuj?c Mu, a wszyscy obecni pe?ni byli czci i uwielbienia. Wreszcie chcia? Jezus odej??, lecz oni prosili Go, aby zosta?, i byli dla Niego pe?ni mi?o?ci i przychylno?ci, a przy tym bardzo wzruszeni. Jezus jednak rzek?, ?e musi i?? dalej i wype?nia? Swoje pos?annictwo. Towarzyszyli Mu przeto jeszcze z uczniami kawa?ek drogi, w ko?cu pob?ogos?awi? ich Jezus i poszed? do Jotapaty, która st?d na wschód o pó?torej godziny drogi by?a oddalon?. By?o ju? po po?udniu, gdy Jezus tu przyby?. Umy? nogi i posili? si? w gospodzie przed miastem. W Jotapacie poszli uczniowie Jezusa do prze?o?onego synagogi i za??dali kluczy dla mistrza swego, aby móg? naucza?. Zgromadzi?o si? zaraz wiele ludu, a uczeni w Pi?mie i Herodianie czekali tylko sposobno?ci, aby Go w nauce schwyta?. Zadawali Mu pytania o nadej?ciu królestwa, o chronologii i wype?nieniu tygodni Danielowych i o przyj?ciu Mesjasza. Jezus mia? o tym d?ug? nauk? i wykazywa?, ?e z nastaniem obecnego czasu przepowiednie spe?niaj? si? jak najzupe?niej. Mówi? tak?e o Janie i jego przepowiedniach. Na to mówili ob?udnie: „aby si? w Swych naukach hamowa? i nie narusza? ?ydowskich zwyczajów! Przestrog? niech Mu b?dzie pojmanie Jana! To, co mówi o wype?nieniu tygodni Daniela i blisko?ci Mesjasza i króla ?ydów jest znakomite i zgodne z ich zdaniem; lecz nie mog? jako? nigdzie tego Mesjasza znale??, cho? si? za Nim ogl?daj?, gdzie tylko mog?." Jezus jednak odniós? wszystkie przepowiednie ogólnikowo do Swojej osoby i oni to dobrze zrozumieli, ale udawali, ?e nikt na t? my?l wpa?? nie mo?e i ?e z tego nic a nic nie rozumieli; chcieli bowiem, aby to Jezus ca?kiem wyra?nie powiedzia?, by Go potem mogli zaskar?y?. Wtedy powiedzia? Jezus do nich: „Jak jeste?cie ob?udni! czemu odwracacie si? ode mnie i pogardzacie mn?! czyhacie na mnie, i chcecie z Saduceuszami now? wszcz?? zmow? jak na Wielkanoc w Jerozolimie! Dlaczego przestrzegacie mnie przyk?adem Jana i przed Herodem?" I teraz powiedzia? im wobec wszystkich wyst?pki Heroda, jego zabójstwa, trwog? przed nowo narodzonym królem ?ydowskim, okrutn? rze? dzieci, jego haniebny koniec, dalej zbrodnie jego nast?pców, cudzo?óstwo Antypy i uwi?zienie Jana. Mówi? tak?e o ob?udnej tajemnej sekcie Herodian, którzy trzymaj? z Saduceuszami, i o tym, jakiego to oni Mesjasza i jakiego królestwa Bo?ego wygl?daj?. A wskazuj?c w dal na rozmaite miejsca, doda?: „Nie zdo?aj? oni nic przeciw Mnie uczyni? a? wype?ni si? Moje pos?annictwo! Jeszcze dwa razy obejd? Samari?, Jude? i Galile?.


352

Widzieli?cie ró?ne znaki przeze mnie zdzia?ane, zobaczycie jeszcze wi?ksze, a pozostaniecie ?lepymi." Potem mówi? jeszcze o s?dzie, o zabijaniu proroków i o karze, gro??cej Jerozolimie. Herodianie, którzy stanowili tajemny zwi?zek i niech?tnie jawnie wyst?powali, pobledli ze wstydu i z?o?ci, gdy Jezus wszystkie sprawki Heroda i tajemnice ich sekty przed narodem og?osi?. W milczeniu opu?cili jeden za drugim synagog?, tak samo zrobili Saduceusze, którzy tu mieli sw? szko??; Faryzeuszów nie by?o tu wcale. Tak wi?c Jezus pozosta? z siedmiu uczniami i ludem, który do?? d?ugo jeszcze naucza?. Wielu wzruszy?o si? i mówili, ?e nie s?yszeli jeszcze takiej nauki i ?e Jezus uczy lepiej, ani?eli ich nauczyciele. Niektórzy poprawili si? i poszli za Nim. Wielka jednak cz??? ludu, podburzona przez Faryzeuszów i Saduceuszów, szemra?a i robi?a zgie?k. Wtedy opu?ci? Jezus z uczniami miasto i id?c na po?udnie dolin?, a potem kilka godzin w gór?, zaszed? podczas ?niwa na pole mi?dzy Betuli? a Gennabris, gdzie wst?pi? do wielkiego domu wie?niaczego. W domu tym byli dobrzy, znani Mu ludzie. ?wi?te niewiasty, odbywaj?c podró?e do Betanii, cz?sto tu nocowa?y; tu wst?powali tak?e pos?a?cy, id?c tam i z powrotem.

Jezus podczas ?niwa na polu ko?o Dothaim i w Gennabris.

Na tym samym polu, na którym pó?niej z uczniami wyrywa? k?osy, naucza? Jezus w czasie ?niwa, przy ?e?cach, ludziach zbieraj?cych k?osy i wi???cych snopy. Chodz?c tu i tam po polu, opowiada? o siewcy i kamienistej roli; tu by?a rola tak?e kamienista. Mówi?, ?e przyszed? tak?e zbiera? k?osy dobre, i opowiada? przypowie?? o wyrywaniu chwastów przy ?niwie. ?niwo porównywa? On z królestwem Bo?ym. Opowiada? to w przerwach zachodz?cych przy pracy, i przechodzi? z jednego pola, na drugie. ?d?b?a zostawiano, tyko k?osy z??to i wi?zano na krzy?. Wieczorem, po uko?czeniu ?niwa mia? Jezus na wzgórzu nauk? do wszystkich robotników. Mówi? tak?e w podobie?stwach o strumyku, który tamt?dy przep?ywa?, o bogobojnym, cichym ?yciu, przynosz?cym b?ogos?awie?stwo, o nadp?ywaj?cej fali ?aski, o sprowadzaniu ?aski na nasze pola itd. Potem pos?a? obu uczniów Jana do uczniów w Ainon, i kaza? im powiedzie?, aby udali si? w stron? Macherus i uspokoili lud; wiedzia? bowiem, ?e tam powsta? rokosz. Do Ainon przychodzi?y ca?e rzesze ludu i bardzo wielu zebra?o si? do chrztu; gdy jednakowo? us?yszeli, ?e prorok pojmany, udali si? do Macherus, gdzie po drodze przy??czy?o si? do nich wiele ludzi, krzycz?c i ha?asuj?c, aby puszczono Jana, i?by ich uczy? i chrzci?. Niektórzy w z?o?ci rzucali kamieniami. Stra?e strzeg?y wszystkich przej??, a Herod udawa?, ?e niema go w domu. Wieczorem wst?pi? Jezus niedaleko Gennabris do drugiego domu wie?niaczego i naucza? w ten sam sposób jak wpierw, a tak?e o ziarnku gorczycznym. Cz?owiek, u którego Jezus mieszka?, skar?y? si? przed Nim na s?siada, i? ten od d?u?szego czasu robi mu szkody na polu i narusza jego prawa. Jezus poszed? wi?c z nim na pole i kaza? Sobie pokaza?, o co si? w?a?ciwie rozchodzi. By? to ju? du?y kawa?ek ziemi, z wolna zabrany, a cz?owiek ów skar?y? si?, ?e nie mo?e z s?siadem doj?? do ?adu. Jezus pyta? go, czy ma jeszcze tyle, aby siebie i swoich wy?ywi?. Cz?owiek ów odpowiedzia?, ?e ma, i ?e dochody jego jeszcze s? dobre. Tedy powiedzia? mu Jezus, ?e jeszcze nic nie straci?, gdy? nam si? nic nie nale?y, i je?eli mamy tyle, ?e mo?emy cho? z bied? wy?y?, to mamy dosy?. Niech swemu s?siadowi da jeszcze wi?cej, ni? wymaga, aby jego g?ód dóbr i maj?tku zaspokoi?. Wszystko, co tu z weso?ym umys?em zostawi lub odda dla zachowania pokoju, znajdzie na powrót w Jego królestwie. On s?siad, wychodz?c ze swego stanowiska, post?puje m?drze, gdy? królestwo swe ma na tej ziemi, i dlatego


353

chce porasta? w dobra doczesne, a nie chce i nic mie? nie b?dzie w Jego królestwie. Od Niego niech si? wi?c uczy, jak to trzeba si? bogaci? na duszy i niech si? stara o nabywanie dóbr w królestwie Bo?ym. Nast?pnie wzi?? Jezus podobie?stwo z rzeki, która z jednej strony ziemi? wyrywa, a z drugiej za? dok?ada. Nauka ta by?a podobna do owej o niesprawiedliwym szafarzu, gdzie ziemskie ?akomstwo i ch?? wzbogacenia si? przedstawia? jako przyk?ad, jak post?powa? nale?y w sprawach duchownych. Ziemskie bogactwa przeciwstawia? niebieskim; nauka zdawa?a si? nieco zawi??, ale dla poj??, religii i po?o?enia ?ydów odpowiedni? i zrozumia??, lud ten bowiem bra? wszystko zmys?owo. By?a tu jednak owa rola, na której znajdowa?a si? studnia Józefa, a Jezus opowiada? podobna sprzeczk? z Starego Testamentu, w której to Abraham Lotowi jeszcze wi?cej da?, ni? ten wymaga?. Jezus wyk?ada? to bli?ej, mówi?c: „Dok?d potem dosz?y dzieci Lota? Czy Abraham nie otrzyma? wszystkiego? Czy nie powinni?my tak czyni? jak Abraham? Czy nie by?o mu przyobiecane królestwo, i czy go nie otrzyma?? To królestwo, jest obrazem królestwa Bo?ego, k?ótnia Lota z Abrahamem, obrazem k?ótni tego cz?owieka z s?siadem; dlatego powinien post?pi? tak jak Abraham, i królestwo Bo?e uzyska?." Jezus przytoczy? tak?e to miejsce z Pisma*) w którym i o tej k?ótni jest mowa i wiele jeszcze uczy? o tym i o królestwie, przed wszystkimi zgromadzonymi ?niwiarzami. Niesprawiedliwy wie?niak by? tak?e przy tym ze swoimi stronnikami; sta? jednak cicho i z daleka. Podburzy? on swoich przyjació?, aby nauk? Jezusa co chwila przerywali uszczypliwymi pytaniami. Tak np. zapyta? jeden: Dok?d w?a?ciwie nauka Jego ma doprowadzi?, có? w?a?ciwie z tego b?dzie? Jezus odpowiedzia? wymijaj?co, a oni z odpowiedzi nie byli m?drzy. Mówi? ogólnie, ?e dla jednych by?oby to za d?ugo, dla drugich za krótko, a wszystko w podobie?stwach o ?niwie, o siewcy, o zbiorze o wyrzuceniu chwastu, o chlebie i pokarmie ?ywota wiecznego itd. Ów gospodarz, pytaj?cy Jezusa o rad?, poszed? za Jego nauk?, nie oskar?y? swego nieprzyjaciela, reszt? dobra swego da? na rzecz gminy, a synowie jego zostali uczniami Jezusa. Mówiono tutaj tak?e o Herodianach. Ludzie narzekali, ?e Herodianie na wszystko tak czatuj?, ?e niedawno kilku cudzo?o?ników tu i w Kafarnaum schwytali i do Jerozolimy zawie?li, gdzie ich teraz maj? s?dzi?. Byli wprawdzie zadowoleni, ?e z po?ród nich takich ludzi usuni?to, ale niemi?ym jest uczucie, ?e si? ustawicznie jest szpiegowanym. Jezus naucza? ca?kiem ?mia?o o tych Herodianach; mówi?, ?e powinni si? strzec grzechu, ale tak?e ob?udy i s?dzenia innych. Najpierw trzeba wyzna? w?asny swój wyst?pek, aby móc innych s?dzi?. Jezus przedstawia? z?e przymioty tych ludzi i na podstawie ust?pu z proroka Izajasza, który zesz?ego szabatu w synagodze by? czytany, naucza? o niemych psach, które nie szczekaj?, nie odwracaj? od grzechu a po kryjomu ludzi uk?sz?. Wspomina?, ?e Herodianie tych cudzo?o?ników wydali s?dowi, podczas gdy Herod, ich przyjaciel, ?yje w cudzo?óstwie. Wreszcie powiedzia? ludziom, po czym mog? pozna? Herodian. W kilku chatach, które tu woko?o si? znajdowa?y, byli chorzy i z nadmiaru pracy chromi ludzie. Jezus odwiedzi? ich, uzdrowi? i kaza? im pój?? do nauki i pracy, co oni te? wdzi?cznie i z rado?ci? uczynili. Jezus pos?a? st?d tak?e jeszcze kilku pasterzy do Macherus z wezwaniem do uczniów Jana, aby lud sk?onili do rozej?cia si?, gdy? ten rozruch móg?by tylko niewol? Jana ci??sz? uczyni?, lub ?mier? jego spowodowa?. Herod i jego ?ona byli w Macherus. Widzia?am, ?e Herod kaza? Jana Chrzciciela przed siebie zawezwa?. Herod siedzia? w wielkiej sali w pobli?u wi?zie?, otoczony stra??, urz?dnikami, uczonymi, a szczególniej Herodiadami i Saduceuszami. Jana wprowadzono przez ganek do sali, gdzie stan?? przed wielkimi otwartymi drzwiami pomi?dzy stra??. Widzia?am ?on? Heroda, jak z bezczelno?ci? i szyderstwem ko?o Jana przemkn??a si? do sali i usiad?a na


354

wysokim siedzeniu. Kobieta ta mia?a inny kszta?t twarzy, ni? przewa?na cz??? ?ydowskich kobiet. Wszystkie kszta?ty by?y bardzo ostre i szpiczaste, g?owa nawet by?a szpiczast?. Twarz i ca?e zachowanie by?y w ci?g?ym poruszeniu. By?a pi?knego wzrostu, lecz suknie mia?a ra??ce, przesadne i obciskaj?ce. Dla ka?dego niewinnego cz?owieka by?a wstr?tn?, a jednak n?ci?a oczy wszystkich na siebie. Herod pyta? Jana, aby mu jasno powiedzia?, co my?li o Jezusie, który taki rozruch robi w Galilei; kto On w?a?ciwie jest? czy On teraz przyszed? na jego miejsce? S?ysza? wprawdzie, ?e Jan o Nim przepowiada?, ale nie przyk?ada? do tego wi?kszej wagi, wi?c chce, aby mu jeszcze raz swoje zdanie dok?adnie powiedzia?, cz?owiek ten bowiem prowadzi dziwne mowy, mówi o jakim? królestwie, nazywa siebie w porównaniach synem królewskim itd., a przecie? jest tylko synem ubogiego cie?li. Jan tedy podniesionym g?osem i zupe?nie tak jakby przemawia? przed zgromadzonym ludem, da? ?wiadectwo o Jezusie, mówi?c, ?e jest tylko przygotowuj?cym drogi Jezusowi, ?e jest niczym wobec Niego, ?e takiego cz?owieka i proroka nie by?o i nie b?dzie, jakim On jest, ?e jest Synem Ojca, Chrystusem, Królem królów, Zbawicielem i Odnowicielem królestwa, ?e ?adna pot?ga nie jest nad Jego pot?g?, ?e jest Barankiem Bo?ym, który wzi?? na Siebie grzechy ?wiata itd. Tak mówi? o Jezusie, g?o?no wo?aj?c, siebie za? zowi?c Jego przes?a?cem, przygotowuj?cym drogi Jego, i najni?szym s?ug?. Mówi? to wszystko z takim natchnieniem i z tak niezwyk?ym uniesieniem, ?e Herod wpad? w wielki strach, a w ko?cu zatka? sobie uszy. Poczym rzek? do Jana: „Wiesz, ?em ci przychylny, ale tak mówisz, i? przeciwko mnie lud buntujesz, pot?piasz bowiem moje ma??e?stwo. Je?li twoj? niewczesn? i przewrotn? gorliwo?? poskromisz i przed ludem mój zwi?zek uznasz, puszcz? ci? na wolno?? i b?dziesz móg? pój?? uczy? i chrzci?. Wtedy podniós? Jan g?os z wielk? powag? i strofowa? Heroda za jego ?ycie publiczne, mówi?c: „Znam twój sposób my?lenia, i wiem, ?e poznajesz s?uszno?? i dr?ysz przed s?dem; ale wpl?ta?e? si? w sid?a i pogr??ony jeste? w wi?zach wszetecze?stwa." Z?o?? kobiety przy tych s?owach by?a nie do opisania, a Herod popad? w tak? trwog?, ?e Jana czym pr?dzej kaza? wyprowadzi?. Poleci? przenie?? go do innego wi?zienia, które by nie mia?o widoku na zewn?trz, tak ?e lud nie móg? go ju? s?ysze?. To przes?uchanie przeprowadzi? Herod z obawy rozruchu ochrzczonych i z powodu wiadomo?ci, jakie Herodianie rozg?aszali o cudach Jezusa. W ca?ym jednak kraju mówiono g?o?no o straceniu w Jerozolimie kilku cudzo?o?ników, których Herodianie przywiedli z Galilei. Mówiono, ?e ma?ych przest?pców trac?, a wielkich puszczaj? wolno, i ?e w?a?nie ci oskar?yciele, Herodianie, s? Herodowi przychylni, a Herod za to w?a?nie Jana wi?zi, poniewa? go o cudzo?óstwo obwinia. Skutkiem tego Herod spos?pnia?. Widzia?am, jak owych cudzo?o?ników s?dzono. Czytano im ich wyst?pki i str?cano ich na podwórzu do w?skiego lochu, na którego brzegu stali. Upadali na nó?, który im podrzyna? gard?o, a stoj?cy na dole w sklepieniu miejscy s?udzy odci?gali zw?oki na bok. W lochu by?a maszyna, na któr? owi cudzo?o?nicy wpadali. By?o to w okolicy, w której potem stracono Jakuba. Tak?e nast?pnego dnia uczy? Jezus jeszcze w?ród robotników, gdy Andrzej, Jakób i Jan do Niego przyszli. Natanael by? w swoim domu na przedmie?ciu pod Gennabris. Jezus opowiedzia? uczniom, ?e wnet pójdzie przez Samari? nad Jordan na miejsce chrztu. Niedaleko od pola, na którym uczy?, by?a studnia Dothaim, przy której sprzedano Józefa. Ludzie pytali tu Jezusa, czy dobrze czyni? ?e ?ywi? ubogich, kulawych robotników, którzy ju? pracowa? nie mog?. Jezus odpowiedzia?, ?e czyni? swoj? powinno??; lecz nie powinni si? tym chwali?, gdy? straciliby prawo do nagrody. Potem chodzi? po chatach tych?e chorych, uzdrowi? wielu z nich i odsy?a? do nauki


355

i pracy. Oni te? to czynili, chwal?c Boga. St?d poszed? Jezus do Gennabris na szabat do synagogi. Gennabris by?o prawie tak wielkie jak Monaster, le?a?o mo?e o godzin? drogi od wy?yny, na której by? Jezus, na wschód, na pochy?o?ci w?ród ogrodów, zak?adów k?pielowych i miejsc uroczych. Z tej strony, któr?dy Jezus przyszed?, by?o miasto otoczone g??bokimi rowami z wod?. Po pó?godzinnej drodze przyszed? Jezus z uczniami do murów i bram wie? w obr?bie miasta. Zgromadzi?o si? tu wielu uczniów z okolicy; z Jezusem przysz?o tak?e ze dwunastu, a w mie?cie by?o wiele Faryzeuszów, Saduceuszów i Herodian, którzy na szabat tu przybyli. Postanowili sobie, chytrymi pytaniami Jezusa w mowie podchwyci?; mówili ludzie pomi?dzy sob?, ?e w mniejszych miejscowo?ciach jest to trudniej, tam bowiem jest Jezus odwa?niejszy ni? tu; cieszyli si? wi?c i byli pewni wygranej. Ludzie obecni przez nich przygotowani, zachowywali si? ca?kiem spokojnie, nie okazuj?c przy przybyciu Jezusa ?adnego wra?enia. Jezus wszed? wi?c w spokoju do miasta, a uczniowie umyli Mu przed synagog? nogi. Uczeni i lud zgromadzili si? ju? w synagodze. Przyj?to Go bez okaza?o?ci, z udanym uszanowaniem, i dozwolono Mu czyta? z ksi?gi i wyk?ada?. Czyta? wi?c z Izajasza jedno zdanie po drugim z rozdzia?u 54, 55, 56 i wyk?ada?. By?a tam mowa o tym, jak Bóg Swój ko?ció? znów postawi, jak go wspaniale zbuduje, jak wszyscy b?d? przychodzi? do? pi? wod?, a ci, którzy pieni?dzy nie maj?, przychodzi? b?d? je?? chleb. — ?ydzi usi?uj? — mówi? dalej — w synagodze si? nasyci?; lecz tu niema chleba, a s?owo Jego ust, Mesjasza, dokona swego dzie?a. W królestwie Bo?ym w ko?ciele, b?d? i obcy, poganie dzia?ali i przynosili owoce wiary. Pogan nazywa? rzeza?cami, poniewa? nie maj? udzia?u w rodowodzie Mesjasza jak Patriarchowie. Bardzo wiele z tego, co mówi?, odnosi? do Swego królestwa, do ko?cio?a i do nieba. Porównywa? tak?e obecnych nauczycieli ?ydowskich z niemymi psami, które nie s? czujne, tylko si? tucz?, ?r? i zbytkuj?, zmierzaj?c tym tak?e do Herodian i Saduceuszów, którzy tylko czatuj? potajemnie, i nie szczekaj?c, napadaj? ludzi, a nawet samego pasterza. W ogóle naucza? bardzo ostro i trafnie. Na koniec czyta? tak?e z 5 ksi?gi Moj?esza 11, 29 i nast. o b?ogos?awie?stwie i przekle?stwie na Garizim i Hebal, dodaj?c wiele o przykazaniach i o kraju obiecanym. A wszystko to stosowa? do królestwa Bo?ego. Jeden z Herodian, pe?en szacunku, przyst?pi? do Jezusa, pytaj?c, jak wielk? b?dzie liczba tych, którzy wejd? do Jego królestwa. Chcieli go tym pytaniem schwyta?, bo skoro wszyscy przez obrzezanie maj? w tym królestwie mie? udzia?, to dlaczego Jezus mówi? tu o poganach i trzebie?cach, a tyle ?ydów wykluczy?. Jezus jednak nie za?atwi? tego pytania zaraz wyra?n? odpowiedzi?, lecz mówi? naprzód o rzeczach, w dalszym zwi?zku b?d?cych, i dopiero na ko?cu przyszed? na punkt, który owo pytanie ca?kiem rozwi?za?. A mianowicie odpowiedzia?, pytaj?c nawzajem, mniej wi?cej w ten sposób: Ile wesz?o z pustyni do Kanaan? czy wszyscy nie przechodzili przez Jordan? ilu? tedy kraj posiad?o? czy go kiedy ca?kiem zdobyli? czy i teraz jeszcze nie musz? si? nim w znacznej cz??ci dzieli? z poganami? czy nigdy i z ?adnego w nim miejsca nie byli ze? wygnani? Mówi? tak?e, ?e ?aden nie wejdzie do Jego królestwa tylko w?sk? drog? i oblubie?czymi drzwiami. Otrzyma?am wyja?nienie, ?e jest to Ko?ció? i Maryja. W Ko?ciele rodzimy si? przez chrzest do nowego ?ywota, — z Maryi narodzi? si? Oblubieniec, który przez Ni? wprowadza nas do Ko?cio?a, a przeze? znów do Boga. Wej?ciu przez drzwi oblubie?cze przeciwstawia? wchodzenie drzwiami bocznymi. To porównanie by?o podobne do owego o dobrym pasterzu i najemniku (Jan. 10, 1), przy czym tak?e powiedzia?: „Tylko przez drzwi prowadzi wchód" S?owa Jezusa na krzy?u przed ?mierci?, w których Maryj?, matk? Jana, a Jana synem Maryi nazywa, maj? ukryte znaczenie, odnosz?ce si? do owego odrodzenia, samego


356

przez si?, i wzajemnie przez ?mier? Jezusa. Tego wieczora nie mogli Jezusa w niczym podchwyci? i dlatego przygotowali sobie to dopiero na koniec szabatu. Rzecz dziwna; gdy s? razem, to maj? wiele rozumu i s?ów, w jaki sposób Jezusa podchwyci? w Jego naukach; ale gdy jest obecny, nie wiedz? co i jak powiedzie?, owszem s? zdumieni, a cz??ciowo nawet przekonani, ale pe?ni z?o?ci. Jezus wyszed? z synagogi ca?kiem spokojnie, a oni zaprosili Go na uczt? do jednego Faryzeusza, gdzie tak?e nic wskóra? ani podchwyci? Go nie mogli. Jezus opowiada? tu przypowie?? o uczcie, na któr? Pan zaprasza go?ci na oznaczony czas, potem za? drzwi si? zamyka, a ci którzy nie s? jeszcze przytomni, nie b?d? wpuszczeni. St?d uda? si? po uczcie Jezus z uczniami na spoczynek do domu pewnego Faryzeusza, zaznajomionego z Andrzejem. By? to sprawiedliwy cz?owiek, on to bowiem rzetelnie broni? uczniów, mi?dzy którymi by? tak?e Andrzej, stawionych tu przed s?d po czysto?ci Paschy. By? on od niedawna wdowcem, nie by? jeszcze starym i wkrótce przysta? do uczniów. Nazywa? si? Dinokus albo Dinolus, a jego dwunastoletni syn, Jozafat. Dom jego le?a? za miastem, w zachodniej jego stronie. Jezus przyszed? do miasta od po?udnia, gdy? szed? na dó? wzgórzem przez pola ku Dothaim, wi?cej ku po?udniu ni? Gennabris, a nast?pnie pod k?tem znów tam powróci?. Dom Faryzeusza le?a? po zachodniej a mieszkanie Natanaela po pó?nocnej stronie ku Galilei. Po owym przes?uchaniu, pos?a? Herod urz?dników do wzburzonego ludu, którzy mu ?agodnie przedstawiali, aby si? o Jana nie troszczyli, lecz spokojnie do domu rozeszli, gdy? Jamowi nie dzieje si? ?adna krzywda i uprzejmie si? z nim obchodz?. Mówili oni, ?e Herod chce go tylko mie? bli?ej siebie, a przez swoje burzenie si? mog? tylko z?e ?wiat?o na niego rzuci? i po?o?enie jego pogorszy?. Kazali si? im wi?c rozej?? do domów, a Jan i tak wkrótce zjawi si? i dalej chrzci? b?dzie. Poniewa? równocze?nie pos?a?cy Jezusa i uczniowie Jana z tym poleceniem przybyli, wi?c si? lud powoli rozszed?. Herod jednak pozostawa? w wielkiej trwodze i niepokoju. Stracenie cudzo?o?ników w Jerozolimie przypomnia?o ludowi cudzo?o?ny zwi?zek Heroda i lud g?o?no szemra?, ?e trzyma Jana w wi?zieniu za to, ?e powiedzia? prawd? i stan?? w obronie prawa, wed?ug którego tamci w Jerozolimie na ?mier? skazani zostali. W dodatku dochodzi?y go s?uchy o naukach i czynach Jezusa w Galilei, i ?e teraz chce Jezus przyj?? w dolne strony nad Jordan i tu naucza?. By? wi?c w wielkiej obawie, ?e to niespokojny lud jeszcze wi?cej podburzy i w tej trwodze zwo?a? Faryzeuszów i Herodian, by si? z nimi naradzi?, co czyni?, aby Jezusa wstrzyma?. Stan??o na tym, ?e o?miu z nich wy?le do Jezusa i ci jasno dadz? Mu do zrozumienia, ?eby ze Swymi naukami i cudami pozosta? w Górnej Galilei z tamtej strony jeziora, a nie przychodzi? wcale nad Jordan, do kraju Heroda. Mieli Go jeszcze dla pewniejszego skutku ostrzec przyk?adem Jana, inaczej bowiem Herod bardzo ?atwo by?by zmuszonym uwi?zi? i Jego, tak jak uwi?zi? Jana. Poselstwo to odesz?o zaraz do Galilei. Na drugi dzie? rano uczy? Jezus bez wi?kszych przeszkód w synagodze, gdy? dopiero po po?udniu podczas nauki chcieli wszyscy na Niego napa??. Uczy? znowu na przemian z Izajasza i 5 ksi?gi Moj?esza. Korzystaj?c tak?e ze sposobno?ci, mówi? Jezus wiele i naucza? o nale?ytym ?wi?ceniu szabatu. Chorzy tego miasta nie mieli odwagi prosi? Go o pomoc, tak byli l?kliwi. Jezus mówi? g?o?no, tak, aby szpiedzy Heroda s?yszeli o jego wys?annikach do Niego. „Gdy wróc?, niech powiedz? lisom, by zawiadomili lisa (Heroda) aby si? z Jego powodu nie trwo?y?; mo?e on bez przeszkody dalej swoje sprawki prowadzi? i co zamierzy?, na Janie wykona?. Nie b?dzie si? zreszt? wcale nim kr?powa? i uczy? wsz?dzie dok?d Go pos?ano, w ka?dej okolicy, a wi?c i w Jerozolimie, gdy potrzeba tego wymaga? b?dzie. Zadanie Swoje spe?ni i z niego Ojcu niebieskiemu zda spraw?." Faryzeusze, s?ysz?c to, bardzo si? z?o?cili. Po po?udniu wyszed?


357

Jezus z uczniami z domu Faryzeusza Dinota na przechadzk?, a gdy przyszli przed bram? domu Natanaela, wszed? Andrzej do domu i zawo?a? go. Natanael przedstawi? tu Jezusowi swego krewnego, jeszcze bardzo m?odego, któremu chce odda? swoje zaj?cie, aby móg? pój?? za Jezusem zupe?nie. Zdaje mi si?, ?e ju? teraz w rzeczy samej si? uda z Jezusem. Po tej przechadzce poszli do miasta, w którym z tej strony by?a synagoga. Mniej wi?cej dwudziestu biednych, z pracy chorych najemników, dowiedzia?o si?, ?e Jezus uzdrowi? podobnych im chorych na polu ?niwa. Pe?ni wi?c nadziei, ?e podobnej dost?pi? ?aski, przywlekli si? do miasta i przed synagog? stan?li w rz?dzie, by prosi? o pomoc. Jezus przeszed? przed nimi, pocieszaj?c ich, a widz?c ich pro?by, poleci? im, aby jaki? czas cierpliwymi byli. Zaraz za Jezusem post?powali uczeni, rozgniewani, ?e jacy? obcy odwa?yli si? prosi? Jezusa o uzdrowienie, skoro uda?o si? im wszystkich chorych w mie?cie od tego powstrzyma?. Ofukn?li wi?c szorstko biednych ludzi, nadaj?c temu jednak pozór dobrego zamiaru, i wezwali ich aby natychmiast odeszli, i nie robili tu zgie?ku i zaburze?, Jezus bowiem ma wa?niejsze sprawy z nimi omówi? i nie jest teraz pora chorymi si? zajmowa?. Poniewa? jednak ci n?dzarze ubodzy nie mogli natychmiast si? z miejsca ruszy?, wi?c kazali ich rozp?dzi?. W synagodze uczy? Jezus przewa?nie o szabacie i jego ?wi?ceniu. Ten rozkaz zachodzi? tak?e w ust?pach Izajasza, które dzi? by?y czytane. Uko?czywszy o tym nauk?, zapyta? ich, wskazuj?c na g??boki rów miejski, na którego brzegu pas?y si? ich os?y: „Gdyby w szabat jeden z tych os?ów wpad? do rowu, czy by?oby wam wolno wyci?gn?? go, aby tam nie zgin???" Oni milczeli. „A cz?owiekowi, czy?by?cie tego nie uczynili?" Oni milczeli: A czy pozwolicie, aby was samych w szabat na duszy i na ciele uzdrowiono? czy jest dozwolony uczynek mi?osierdzia w szabat?" I na to milczeli. Wtedy powiedzia? Jezus: „Je?eli milczycie, musz? przypuszcza?, ?e nic przeciw temu zarzuci? nie mo?ecie. Gdzie? s? wi?c ci chorzy, którzy przed synagog? ode mnie pomocy ??dali!? Przyprowad?cie? ich tu!" Gdy jednak tego uczyni? nie chcieli, powiedzia? Jezus: „Skoro tego uczyni? nie chcecie, ka?? to moim uczniom uskuteczni?." Namy?lili si? tedy lepiej i kazali wyszuka? chorych. N?dzarze ci przywlekli si? wi?c; by?o ich oko?o dwunastu, cz??ci? chromi, cz??ci? okropnie nabrzmiali z puchliny, tak ?e palce zgrubia?e rozchodzi?y si? im jak ko?ki. Byli bardzo uradowani, gdy? wielce ich zmartwi?o, ?e uczeni kazali ich rozp?dzi?. Jezus rozkaza? im stan?? w rz?dzie; by? to prawdziwie wzruszaj?cy widok, patrz?c jak zdrowsi wysuwali wi?cej cierpi?cych przed siebie, aby Jezus ich najpierw uleczy?. Jezus zeszed? do nich kilka stopni i przyzwa? pierwszych, sparali?owanych przewa?nie w ramionach. Modli? si? nad nimi w milczeniu, wznosz?c oczy w niebo i dotyka? ich ramion ?agodnie g?aszcz?c je z góry na dó?; nast?pnie porusza? ich r?koma do góry i na dó?, i kaza? im odej?? i Bogu podzi?kowa?, byli bowiem uzdrowieni. Maj?cy puchlin?, wodn? mogli ledwo chodzi?. Jezus k?ad? im r?k? na g?ow? i na piersi i w jednej chwili tak wzmocnieli, ?e z ?atwo?ci? ju? mogli odej??, a po kilku dniach woda zesz?a z nich ca?kiem. Podczas tego powsta? wielki ?cisk ludu i innych biednych i chorych, którzy wraz z uzdrowionymi g?o?no Boga chwalili. Liczba ich by?a tak wielka, ?e uczeni w Pi?mie, pe?ni z?o?ci i wstydu, musieli ust?powa?, a cz?sto, zupe?nie odchodzili. Jezus za? uczy? zgromadzony lud a? do ko?ca szabatu, o blisko?ci królestwa, o pokucie i nawróceniu. Uczeni w pi?mie nie mogli ju? ze swoimi zarzutami i wykr?tami przyj?? do s?owa. By?o to ?mieszne, widz?c, jak ci, którzy si? mi?dzy sob? tak przechwalali, teraz nie mogli nawet przyj?? do s?owa, tak, ?e nawet w najmniejszej rzeczy nie ostali si? wobec Jezusa przy s?uszno?ci i nic Mu odpowiedzie? nie mogli. Po szabacie urz?dzano za miastem w publicznym parku z powodu uko?czenia


358

?niw wielk? uczt?; zaproszono na ni? tak?e Jezusa z uczniami. Byli tu przewa?nie znakomici ziemianie, jako te? kilku obcych i niektórzy bogaci wie?niacy. Jedzono przy kilku sto?ach. Znajdowa?y si? tu na stole wszelakie owoce, zbo?a, ptactwo; wszystko za?, co osobliwie tego roku obficie si? zrodzi?o, by?o w podwójnej ilo?ci, tak?e zwierz?ta, b?d? upieczone, b?d? zabite, gotowe do sporz?dzenia. By?o to oznak? dostatku. Jezusowi i uczniom Jego wyznaczono pierwsze miejsca, pewien jednak, pyszny Faryzeusz ju? przedtem tam by? usiad?. Zbli?aj?c si? do sto?u, rozmawia? z nim Jezus po cichu i zapyta?, sk?d przychodzi do tego miejsca? Ten odpowiedzia?: „St?d, ?e tu jest ten chwalebny zwyczaj, i? uczeni i znakomici na pierwszych miejscach siedz?." Jezus odrzek?: „Ci, którzy na ziemi dobijaj? si? o pierwsze miejsca, nie b?d? mieli miejsca w królestwie Ojca Mego." Faryzeusz, s?ysz?c to, zawstydzony, usiad? ni?ej, udawa? jednak, jakoby to on sam z w?asnego pop?du i przekonania uczyni?. Przy stole wyja?nia? Jezus jeszcze niektóre rzeczy o szabacie ( Izajasz 58.7): „U?am ?akn?cemu chleba twego, a ubogich i tu?aj?cych si? wprowad? do domu twego." Jezus pyta? dalej: „Czy nie jest zwyczajem przy tym ?wi?cie, jako dzi?kczynnym za dostatek, zaprasza? ubogich i z nimi si? dzieli?? Dziwi Mnie, ?e to zaniedbano; gdzie? bowiem s? biedni? Skoro?cie Mnie zaprosili, na zaszczytnym posadzili miejscu i uczynili pierwsz? osob? uczty, to musz? si? te? o prawnych go?ci upomnie?! Wezwijcie? tych ludzi, których uzdrowi?em i wszystkich innych biednych!" Poniewa? jednak z tym si? nie spieszyli, poszli uczniowie i zwo?ywali biednych po wszystkich drogach, a gdy przyszli, wyznaczy? im Jezus i uczniowie miejsca, co widz?c uczeni, pocz?li jeden za drugim wychodzi?. Jezus jednak, uczniowie i niektórzy poczciwi ludzie us?ugiwali ubogim, dzielili si? z nimi wszystkim, co zosta?o, wskutek czego powsta?a ogólna wielka rado??. Na koniec uda? si? Jezus ze Swoimi towarzyszami do domu Faryzeusza Dinota na spoczynek. Na drugi dzie? przysz?a niezmierna ilo?? chorych z miasta Gennabris i okolicy do Jezusa przed dom Faryzeusza Dinota, a Jezus uzdrawia? ich przez ca?y ranek. Byli to przewa?nie pora?eni w r?kach i z wodn? puchlin?. — Syn Faryzeusza Dinota, u którego Jezus mieszka?, imieniem Jozafat, dwunastoletni ch?opiec, widz?c, ?e ojciec jego zupe?nie za Jezusem post?puje, uczyni? to samo. ?ydowscy ch?opcy nosili d?ugie suknie z klinami po obu bokach, a kraje ich by?y rozci?te; z przodu a? do nóg by?y guziki. Dopiero gdy podro?li, dostawali rodzaj spodni i suknie takie, jak doro?li m??czy?ni. Suknia taka gdy by?a przepasana, wygl?da?a postrz?piona, zwykle jednak spada?a wolno jak koszula, a czasami by?a podpinan?. Rozstaj?c si? z Dinotem, przycisn?? go Jezus do piersi, a on si? rozp?aka?. St?d poszed? Jezus z Natanaelem, Andrzejem, Jakubem, Saturninem, Aristobulem, Tarzisem, Parmen? i innymi czterema uczniami na po?udnie dolinami. Szli mo?e dwie lub trzy godziny, i nocowali na pewnym urwisku mi?dzy dwoma miastami w pró?nej stodole. Miasto po lewej stronie, nazywa?o si? Ulama, po prawej Japhia. Ulama le?y naprzeciw Tarychei, tak jak Gennabris naprzeciw Tyberiady. Na prawo le??ce miasto by?o g??biej po?o?one ni? Betulia; wielka przestrze? oddziela?a je od siebie, ale góra wsuni?ta w widok, sprawia?a z?udzenie, i? zdawa?o si?, ?e Betulia panuje nad ca?ym krajobrazem. Miejscowo?? ta wydawa?a si? tak blisk?, jak gdyby droga, któr? szed? Jezus, do niej zmierza?a; niebawem jednak skr?ca si? w bok, skutkiem czego ów widok zupe?nie si? straci. Pole, na którym Jezus naucza? ?e?ców, jest w?a?nie tym polem, gdzie Józef znalaz? braci pas?cych trzody, a prostok?tna studnia, jest ow? sadzawk?, do której Józefa spuszczono.


359

Jezus w Abelmehola

Z rana, uda? si? Jezus z nocnej Swej gospody z uczniami wi?cej na po?udnie. Szli mo?e 5 godzin i ko?o drugiej godziny przybyli do ma?ego miasta Abelmehola, miejsca urodzenia proroka Elizeusza. Le?a?o ono na wy?ynie góry Hermon tak, ?e wie?e miasta równe by?y z szczytem góry. St?d by?o tylko kilka godzin do Scytopolis, a na zachód by?a dolina Jezrael. Abelmehola le?a?o z miastem Jezrael w równej linii. Nie bardzo daleko od Abelmehola a bli?ej Jordanu le?a?a miejscowo?? Bezech. Samaria le?a?a st?d na po?udniowy zachód o kilka godzin. Abelmehola le?y albo w Samarii, albo na jej granicy, jest jednak przez ?ydów zamieszkana. Jezus usiad? z uczniami przed miastem, na miejscu wypoczynku, jak to czyni? w Palestynie pielgrzymi, których pó?niej zwykle go?cinni ludzie prosz? do swego domu. Tak si? te? i tu sta?o. Ludzie, którzy drog? przechodzili, poznali Jezusa, bo raz ju? podczas Kuczek t?dy by? przechodzi?, i powiedzieli to w domu. Wnet te? przyszed? wraz z s?u??cymi zamo?ny wie?niak, przyniós? Jezusowi i uczniom napój, chleb i miód, zapraszaj?c ich do swego domu, co oni ch?tnie przyj?li. Tutaj umy? im nogi, da? im inne suknie, ich w?asne otrz?s? z prochu i porozwiesza?, poczym na powrót je ubrali. Kaza? te? zaraz przygotowa? uczt?, i zaprosi? na ni? kilku Faryzeuszów, z którymi ?y? w najlepszej zgodzie, i którzy te? wkrótce si? zjawili. By? on nadzwyczaj uprzejmy, ale w rzeczywisto?ci przewrotnym; chcia? przed lud?mi si? pochwali?, ?e prorok jest u niego, i wybada? Jezusa przez Faryzeuszów, którzy mniemali, ?e przy stole, w ?ci?lejszym kó?ku, pójdzie to ?atwiej, jak przed t?umnym ludem w synagodze. Zaledwie jednak przygotowano, uczt? a ju? wszyscy chorzy tej miejscowo?ci, którzy jeszcze sami mogli chodzi?, zeszli si? przed dom i na podwórze w?a?ciciela domu, co jego i Faryzeuszów bardzo gniewa?o. Wyszed? wi?c i chcia? ich rozp?dzi?, lecz Jezus powiedzia?: „Jest inny pokarm, którego ?akn?," i nie usiad? przy stole, lecz wpierw wyszed? do chorych i uzdrawia? ich, a uczniowie szli za Nim. By?o tu kilku op?tanych, którzy na widok Jezusa krzyczeli. Jezus uzdrowi? ich jednym spojrzeniem i samym rozkazem. Wielu chorych mia?o jedn? r?k? bezw?adn? lub obie; Jezus wi?c przesuwa? Sw? r?k? po ich ramionach, i podnosi? je raz do góry i na dó?. Inni mieli wodn? puchlin?; tym Jezus k?ad? r?ce na g?ow? i na piersi; inni byli wycie?czeni, inni wreszcie mieli ma?e lecz nie z?o?liwe wrzody po ciele. Jednym kaza? si? k?pa?, innym powiedzia?, ?e za kilka dni b?d? zdrowi i poleci? im pewne ?rodki. Z dala, za wszystkimi sta?o pod murem kilka niewiast, chorych na krwotok. By?y zakwefione, nie?mia?o oko?o siebie wodzi?y wzrokiem, i od czasu do czasu b??dnymi oczyma przez fa?d welonu spogl?da?y na Jezusa. Na koniec poszed? Jezus do nich, dotkn?? si? ich i uzdrowi? je, a one upad?y przed Nim na kolana. Wszyscy ci ludzie radowali i wielbili Jezusa. Faryzeusze pozatykali wszystkie otwory domu, gniewali si? przy uczcie i pods?uchiwali niekiedy przez kraty. Leczenie jednak trwa?o d?ugo, a oni, chc?c odej?? do domu, musieli przechodzi? przez podwórze pomi?dzy chorymi, uleczonymi i raduj?cymi si?, co by?o dla nich jakby ugodzeniem w samo serce. Tymczasem t?um wzmóg? si? tak dalece, ?e Jezus musia? si? schroni? do domu, a? si? wszyscy rozejd?. Zmrok ju? zapada?, gdy przysz?o pi?ciu Lewitów i zaprosili Jezusa wraz z uczniami, by stan?li gospod? w budynku szkolnym, którego byli prze?o?onymi. Opu?cili wi?c z podzi?kowaniem dom faryzeusza wie?niaka, a Jezus da? mu jeszcze krótk? nauk?, w której u?y? pewnego wyra?enia, przypominaj?cego wyraz „liszki" o Herodiadach. Cz?owiek ten przedstawia? si? zawsze bardzo uprzejmym. W szkole posili? si? Jezus wraz uczniami, i nocowali w d?ugim


360

korytarzu, wys?anym kobiercami, w którym pos?ania ?ciankami by?y pooddzielane. W tym domu by?a szko?a dla ch?opców. W jednej izbie uczono tak?e doros?e dziewcz?ta, które pragn??y wi?kszych wiadomo?ci, jak przysta?o wykszta?conym ?ydówkom. Szko?a ta istnia?a tu ju? od czasów Jakuba. Gdy Ezaw prze?ladowa? Jakuba w rozmaity sposób, wys?a?a go Rebeka potajemnie do Abelmehola, gdzie mia? trzody i s?ugi i mieszka? w namiotach. Rebeka za?o?y?a tam szko?? dla Kanaanitek i innych poga?skich dziewcz?t. Poniewa? Ezaw, jego dzieci, s?udzy i inni ludzie Izaaka, z takimi dziewcz?tami si? ?enili, kaza?a Rebeka, maj?ca niech?? do tego narodu, wychowywa? tu dziewcz?ta, pragn?ce nauki, w obyczajach i religii Abrahama, gdy? pole to do niej nale?a?o. Jakób ukrywa? si? tu d?ugo, a gdy si? za nim pytano, mówi?a, ?e jest na obczy?nie przy trzodach innych ludzi. Niekiedy przychodzi? do niej potajemnie, a wtedy ukrywa?a go czas jaki? przed Ezawem. Niedaleko Abelmehola wykopa? on studni?, t? sam?, przy której Jezus siedzia? przed miastem. Ludzie okoliczni mieli t? studni? w wielkim powa?aniu i by?a zawsze nakryt?. W pobli?u wykopa? drug? jeszcze sadzawk? d?ug?, czworok?tn?, do której si? po schodach schodzi?o. — Pó?niej jednak dowiedziano si? o jego pobycie, a poniewa? Rebeka zauwa?y?a, ?e i on, podobnie jak Ezaw, móg?by si? zaj?? jak? kananejsk? niewiast?, przeto oboje, tj. Izaak i Rebeka, wys?ali Jakuba do jej ojczyzny, do jego wuja, Labana, gdzie wys?u?y? sobie Rachel? i Li?. Szkol? t? urz?dzi?a Rebeka dlatego tak daleko od swego mieszkania, w kraju Heth, poniewa? Izaak mia? wiele sporów z Filistynami, którzy mu cz?sto wszystko niweczyli. Osadzi?a tam cz?owieka z swojej ojczyzny, Mezopotamii, i swoj? mamk?, która, jak mi si? zdaje, by?a jego ?on?. Uczennice mieszka?y w namiotach i uczono je we wszystkim, co kobiecie w prowadzeniu domu koczuj?cego pasterza by?o potrzebnym. Uczy?y si? tak?e obowi?zków kobiecych, jakie by?y w rodzie i religii Abrahama. Mia?y ogrody i uprawia?y pn?ce si? ro?liny, jak dynie, melony, ogórki i pewien rodzaj zbo?a. Mia?y wielkiego wzrostu owce, których mlekiem si? ?ywi?y. Uczono je tak?e czytania, co im jednak podobnie jak pisanie bardzo trudno przychodzi?o. — Pisano wtedy ciekawym sposobem na ciemnych, grubych p?atach. Nie by?y to takie zwoje jak pó?niej, ale kora drzew, z których j? ?ci?gano; na niej wypalano litery. Mia?y skrzyneczk?, a w niej przedzia?ki w zygzak; widzia?am, ?e te przedzia?ki z wierzchu b?yszcza?y, by?o w nich bowiem pe?no rozmaitych znaczków z kruszcu, które w p?omieniu rozgrzewa?y i wyciska?y kolejno na korze. W ogniu tym jednak nie tylko rozgrzewa?y owe znaczki, lecz u?ywa?y go tak?e do gotowania, pieczenia, ?wiecenia, i zawsze sobie my?la?am, ?e one wszystkie maj? tu ?wiat?o pod korcem. Sposób u?ywania i obchodzenia si? z tym ogniem by? nast?puj?cy: W naczyniu, przypominaj?cym ozdob? na g?owie niektórych poga?skich bo?ków, pali?a si? czarna masa, w której ?rodku wywiercona by?a dziurka, zapewne dla dop?ywu powietrza. Oko?o naczynia by?y okr?g?e, pró?ne wie?yczki, w które wlewa?o si? to, co si? mia?o gotowa?. Nad kocio?kiem z ogniem umieszcza?y rodzaj korca, gór? cienkiego i drobno dziurkowanego; na nim równie? woko?o by?y takie okr?g?e wie?yczki, w których mo?na by?o co? zagrza?. Prócz tego by?y na tym korcu naoko?o otwory z zasuwkami. W któr? stron? chcia?y mie? ?wiat?o, tam wyci?ga?y zasuwk?, i tam te? ?wiat?o od p?omienia pada?o. Otwiera?y za? owe zasuwki zawsze z tej strony, sk?d nie dochodzi? przeci?g, który w namiotach móg? do?? cz?sto si? zdarza?. Pod ogniskiem by? tak?e ma?y popielnik, w którym mog?y piec cienkie placki, u góry za? nad owym korcem gotowa?y w p?ytkich naczyniach wod?, któr? spuszcza?y do k?pieli, do prania i gotowania. Mog?y tak?e na tym przyrz?dzie sma?y? i piec. Naczynia te by?y cienkie i lekkie, mog?y je wi?c z ?atwo?ci? przenie?? z miejsca na miejsce, i jako niezb?dne bra?y je ze sob? wsz?dzie w drog?. Ponad takim to w?a?nie kocio?kiem rozpalano owe znaczki,


361

czyli g?oski, i wypalano na p?atkach kory. Kananejczycy mieli czarne w?osy i byli ciemniejszej cery ni? Abraham i jego rodacy. Ci byli barwy wi?cej ?ó?tawej, z ró?owym odcieniem. Kanaanitki ubiera?y si? inaczej ni? Izraelitki. Mia?y one z we?nianej, ?ó?tej materii d?ug? a? po kolana szat?, sk?adaj?c? si? z czterech szmat, które by?y pod kolanami sprz?czk? ?ci?gni?te i tworzy?y rodzaj szerokich dwudzielnych spodni. Spodnie te nie obwija?y bioder jak u ?ydów, ale szerokimi fa?dami po obu stronach pokrywa?y rozdzia?; w pasie by?y te spodnie tak?e ?ci?gni?te. Górna cz??? cia?a by?a podobnymi, podwójnymi szmatami przez plecy i piersi nakryta. Szmaty by?y na ramionach razem zwi?zane, tworz?c rodzaj d?ugiego szkaplerza, który po obydwóch bokach by? otwarty, w pasie za? sprz?czk? ?ci?gni?ty i przez ni? si? zwiesza?. Tak wi?c cia?o i biodra wygl?da?y jak szeroki worek, w ?rodku zwi?zany, a pod kolanami nagle si? urywaj?cy. Na nogach nosi?y podeszwy, i od stóp a? do kolan mia?y nogi obwi?zane na krzy? rzemykami, z poza których przegl?da?a noga. Ramiona okrywa?y cienk?, przezroczyst? materi?, która przy pomocy kilku, po?yskuj?cych, metalowych obr?czek nabiera?a kszta?tu r?kawów, przylegaj?cych do ramion. Na g?owie mia?y czapk? z ma?ych piór, ostro wybiegaj?cych w czubek, z którego opada? wstecz rodzaj pióropusza, zako?czonego pot??n? kit?. By?y pi?knej budowy, ale znacznie mniej inteligentne od potomków Abrahama. Niektóre mia?y tak?e jeszcze d?ugie p?aszcze, u góry w??sze, a u do?u szersze. Niewiasty izraelskie nosi?y najpierw owini?te okrycie na ciele, na tym d?ug? szat?, jakby koszul?, a na wierzchu d?ug?, z przodu zapinan? sukni?. G?ow? mia?y owini?t? welonem, lub ubran? w karby, lub zak?adki, jak teraz noszone bywaj? na szyi. Widzia?am tak?e, czego si? uczy?y za czasów Rebeki. Uczono religii Abrahama, o stworzeniu ?wiata, o Adamie i Ewie, o ich wprowadzeniu do raju, o uwiedzeniu Ewy przez szatana, o upadku pierwszych rodziców przez przekroczenie nakazanej przez Boga wstrzemi??liwo?ci. Przez spo?ycie zakazanego owocu powsta?y w cz?owieku wszystkie grzeszne ??dze. Uczono je o tym, ?e szatan obiecywa? pierwszym rodzicom Bosk? m?dro?? i poznanie, ?e jednak ludzie w?a?nie przez grzech stali si? ?lepymi, i? oczy ich jakoby bielmem zasz?y, ?e poprzednia ich wiedza zagin??a, i teraz musz? ci??ko pracowa?, w bole?ciach rodzi? i pokornie a mozolnie dobija? si? wszelkiej wiedzy. Uczy?y si? tak?e, ?e niewie?cie przyobiecany zosta? syn, który zetrze g?ow? w??a; dalej o Kainie i Ablu, o potomkach Kaina, jak zwyrodnieli i popsuli si?, i jak synowie Bo?y zwabieni urod? córek ludzkich, po??czyli si? z nimi, i jak bezbo?ny, gwa?towny ród olbrzymów z nich powsta?, pe?en czarnoksi?skiej si?y, z?ej umiej?tno?ci i sztuki, rodzaj, który wynalaz? wszelkie pon?ty i fa?szyw? m?dro??, s?owem wszystko, co do grzechu wabi, a od Boga odwodzi; tego uczy? ludzi i tak ich uwiód? i popsu?, ?e Bóg postanowi? wyg?adzi? ich wszystkich z wyj?tkiem Noego i jego rodziny. Ów ród mia? na jednej wysokiej górze g?ówn? sw? siedzib? i wspina? si? coraz wy?ej i wy?ej, w potopie jednak góra ta zapad?a si? i utworzy?o si? z niej morze. Uczy?y si? dalej o potopie, o ocaleniu Noego w arce, o Semie, Chamie i Jafecie, o grzechu Chama, o ponownej z?o?ci ludzi przy budowie wie?y Babel. T? budow?, jej zburzenie, pomieszanie j?zyków i nieprzyjazny rozdzia? ludów, zestawiano im znowu w zwi?zku z gwa?tami owych z?ych pot??nych, czarnoksi?skich ludzi na wysokiej górze, przedstawiaj?c to jako nast?pstwo zakazanych prawem Bo?ym ma??e?stw. Przy wie?y Babel uprawiano tak?e czarodziejstwo i ba?wochwalstwo. W naukach tych ostrzegano m?ode dziewcz?ta przed wszelakim zwi?zkiem z czcicielami ba?wanów, przed wszelkim czczym po??daniem sztuk, czarnoksi?stwa, pokus, rozrywek zmys?owych, przed z?ym strojem i przed wszystkim, co do Boga nie prowadzi, jako przed rzeczami, nale??cymi do grzechów, za które Bóg ludzi wyg?adzi?. Natomiast nak?aniano je do boja?ni


362

Bo?ej, do pos?usze?stwa, uleg?o?ci i do wiernego, szczerego wype?niania wszystkich obowi?zków ?ycia pasterskiego. Uczono je tak?e przykaza?, które Bóg da? Noemu, np. aby nie je?? surowego mi?sa. Uczono je, jak Bóg wybra? ród Abrahama, aby Swój wybrany naród z jego potomków utworzy?, z którego kiedy? ma si? narodzi? Zbawiciel, i jak w tym celu Bóg wywiód? Abrahama z kraju Ur i od wszystkich go wy??czy?, jak Bóg pos?a? do niego bia?ych, ja?niej?cych m??ów i ci objawili mu tajemnic? b?ogos?awie?stwa Bo?ego, ?e jego potomstwo stanie si? wi?kszym nad wszystkie narody ziemi. O tej ustnie podawanej tajemnicy mówiono im w ogóle jako o b?ogos?awie?stwie, z którego przyjdzie zbawienie. Dalej uczy?y si? o Melchizedeku, jako równie? takim bia?ym m??u, który ofiarowa? chleb i wino, i Abrahama pob?ogos?awi?; wreszcie o karze Bo?ej na Sodom? i Gomor?. Gdy Jezus przyszed? odwiedzi? t? szko??, dziewcz?ta oblicza?y w?a?nie jako zadanie, czas przyj?cia Mesjasza, i w obliczaniach tych wszystkie zgadza?y si? na czas obecny. W tej chwili wszed? Jezus do szko?y wraz z uczniami. Uczyni?o to wstrz?saj?ce wra?enie. Jezus zacz?? uczy? o tym i wyk?ada? wszystko zrozumiale, mianowicie, ?e Mesjasz ju? jest, tylko nie poznany. Mówi? o nieznajomym Mesjaszu i o zapowiadaj?cych Go, a obecnie ju? spe?nionych znakach. O s?owach: „Dziewica pocznie i porodzi syna" mówi? ogólnikowo, dodaj?c, ?e to dla nich jeszcze za trudne do zrozumienia; mog? si? cieszy? i uwa?a? za szcz??liwe, ?e do?y?y tego czasu, za którym patriarchowie i prorocy od dawna t?sknili. Mówi? tak?e o prze?ladowaniach i m?ce Mesjasza, t?umacz?c dotycz?ce miejsca, jako te?, aby zwróci?y uwag? na to, co si? na przysz?e ?wi?to Kuczek w Jerycho stanie. Mówi? o cudach i o ?lepym, którego mia? uleczy?. Obliczy? czas Mesjasza, mówi? o Janie, o chrzcie, i pyta?, czy i one chc? by? ochrzczone? Wreszcie naucza? w przypowie?ci o zgubionej drachmie. Dziewcz?ta siedzia?y w szkole z za?o?onymi nogami, niekiedy z jednym kolanem podniesionym. Ka?da mia?a ko?o siebie ?aweczk?, tworz?c? k?t. Na jednej stronie opiera?y si? na bok, na drugiej k?ad?y przy pisaniu swe zwoje; cz?sto tak?e sta?y, przys?uchuj?c si?. W domu, do którego Jezus wst?pi?, by?a tak?e szko?a dla ch?opców, rodzaj domu dla sierot, zak?ad wychowawczy dla osieroconych i z niewoli wykupionych ?ydowskich dzieci, które bez nauki ?ydowskiej wyros?y. W tej szkole brali jako nauczyciele czynny udzia? tak?e Faryzeusze, Saduceusze; przyjmowano i dziewcz?ta, starsze z nich uczy?y m?odsze. Gdy Jezus wchodzi? do szko?y, ch?opcy mieli zadane obliczy? co? o Jobie, i nie mogli z tym doj?? do ko?ca. Jezus wy?o?y? im to i napisa? wszystko kilku g?oskami. T?umaczy? im tak?e co? o mierze dwugodzinnej drogi, czyli o czasie, którego bli?ej poda? nie umiem, i wyk?ada? ch?opcom wiele z ksi?gi Joba, której historyczn? prawd? niektórzy rabini zaprzeczali, a to dlatego, ?e Edomici, z których pokolenia pochodzi? Herod, drwili sobie z ?ydów i szydzili z nich, ?e przyjmuj? za prawdziwe opowiadanie o jakim? cz?owieku z kraju Edom, o którym tam nikt nic nie wie. Jest to bajka, u?o?ona dla rozrywki ?ydów, gdy byli na puszczy. Jezus tedy opowiedzia? ch?opcom histori? Joba jako prawdziw?, a opowiedzia? j? jako prorok i nauczyciel dzieci, jakby widzia? wszystko przed sob?, jakby to by?a jego w?asna historia, albo jakby mu j? sam Job by? opowiedzia?. Nie mogli rozumie?, czy Jezus ?y? wspó?cze?nie z Jobem, albo czy jest anio?em Bo?ym, lub Bogiem samym. Ch?opcom nie by?o to jednak bardzo dziwne, zaraz bowiem odczuli, ?e Jezus jest prorokiem, zreszt? wiedzieli, ?e tak?e i o Melchizedeku nie wiedziano, czym on by?. Mówi? tak?e w przypowie?ci o znaczeniu soli i o zgubionym synu. W?ród tego nadeszli Faryzeusze i bardzo si? z?o?cili, ?e Jezus wszystko to, co w szkole mówi? o Mesjaszu, do Siebie stosuje.


363

Wieczorem tego dnia poszed? Jezus z Lewitami i dzie?mi przed miasto. Wi?ksze dziewcz?ta prowadzi?y za sob? mniejsze. Jezus stawa? chwilami, a? nadejd?, i podczas gdy ch?opcy szli dalej, uczy? w pi?knych przyk?adach z przyrody, bior?c je z ró?nych przedmiotów, o drzewach, owocach, kwiatach, ptakach, pszczo?ach, o s?o?cu, ziemi, wodzie, trzodach i robotnikach w polu. Podobnie? uczy? ch?opców tak?e niezrównanie pi?knie o Jakubie i studni, któr? tu wykopa?; jak teraz ?ywa woda na nich sp?ywa; co to znaczy studni? zatka? i zasypa?, jak to czynili nieprzyjaciele Jakuba i Abrahama, i stosowa? to do tych, którzy chc? st?umi? nauk? i cuda proroków, tj. do Faryzeuszów. Gdy Jezus na drugi dzie? rano przyszed? do synagogi, ju? zasta? tamtejszych Faryzeuszów i Saduceuszów i wiele zgromadzonego ludu. Otworzy? zwoje i wyk?ada? z proroków. Rozprawiali z Nim uporczywie, ale zawstydzi? ich wszystkich. Tymczasem przywlók? si? by? a? przed drzwi synagogi cz?owiek maj?cy pora?one r?ce i nogi; ju? d?ugo t?skni? on za Jezusem i wreszcie uda?o mu si? przyj?? tu, k?dy Jezus wychodz?c, musia? obok przechodzi?. Niektórzy Faryzeusze gniewali si? na niego i kazali mu ust?pi?, a gdy tego uczyni? nie chcia?, usi?owali go wypchn??. On jednak opiera? si?, jak tylko móg?, o drzwi, i spogl?da? ?a?o?nie za Jezusem, który sta? na podwy?szonym miejscu, oddzielony wielu lud?mi, i do?? by? daleko. Jezus jednak zwróci? si? ku niemu i rzek?: „Czego ??dasz ode mnie?" M?? ów odpowiedzia?: „Panie, b?agam Ci?, aby? mnie uzdrowi?, gdy? mo?esz to uczyni?, je?li chcesz." Jezus rzek? mu: „Wiara twoja uzdrowi?a ci?, wyci?gnij r?k? ponad lud!" Tej?e chwili cz?owiek ów zosta? uzdrowiony z dali, wyci?gn?? r?ce i wielbi? Boga. Jezus za? rzek?: „Id? do domu i nie wywo?uj zdziwienia!" Lecz on odpowiadaj?c: „Panie, jak?e mog? tak wielkie dobrodziejstwo zamilcze? ?" wyszed? i opowiada? to wszystkim ludziom. Przysz?o wi?c wielu chorych przed synagog?, a Jezus wychodz?c z synagogi uzdrawia? ich. Potem by? na uczcie z Faryzeuszami, którzy pomimo wewn?trznej z?o?ci, byli dla Niego na zewn?trz bardzo uprzejmi, byle Go tylko w czym podchwyci?. Wieczorem Jezus tak?e jeszcze uzdrawia? chorych.

Jezus idzie z Abelmeholi do Bezech

Nazajutrz rano znajdowa? si? Jezus jeszcze w szkole w Abelmeholi. Przy ko?cu nauki otoczy?y Go ko?em ma?e dziewcz?ta, i stoj?c tu? przy Nim, bra?y Go za r?ce i za suknie. Jezus, nadzwyczaj dla nich przyjacielski, napomina? je do pos?usze?stwa i boja?ni Bo?ej. Wi?ksze dzieci sta?y nieco dalej. Obecnych uczniów k?opota?o to nieco i trwo?y?o, pragn?li te? bardzo, by Jezus ju? odszed?. Zgodnie ze zwyczajem ?ydowskim s?dzili oni, ?e nie przystoi dla proroka takie poufa?e obcowanie z dzie?mi i ?e mo?e to szkodzi? Jego s?awie. Jezus, nie troszcz?c si? wcale o to, poucza? dalej dziatw?, upomina? doros?ych, utwierdza? w dobrym nauczycieli; potem poleci? jednemu z uczniów, by obdarowa? ka?d? z mniejszych dziewczynek; ka?da z nich otrzyma?a po parze pieni??ków razem z??czonych; prawdopodobnie by?y to drachmy. Jezus pob?ogos?awi? nast?pnie wszystkie dzieci, i opu?ciwszy z uczniami miasto, wyruszy? na wschód ku Jordanowi. Po drodze naucza? Jezus jeszcze w?ród pól przed pojedynczo stoj?cymi chatami, gdzie gromadzi?y si? t?umy robotników i pasterzy. Dopiero po po?udniu oko?o godziny czwartej stan?li przed Bezech, le??cym nad Jordanem o dwie godziny drogi na wschód od Abelmeholi. Bezech przedstawia si? jakby dwie miejscowo?ci, le??ce po obu bokach strumyka, wpadaj?cego tu do Jordanu. Okolica ta jest pagórkowata, ziemia porozpadana, a domostwa porozrzucane. Bezech mo?na uwa?a? raczej za dwie wsie, ni? za miasto. Mieszka?cy ?yj? samotnie, rzadko


364

stykaj?c si? ze ?wiatem; s? to po wi?kszej cz??ci rolnicy, oddaj?cy si? z wielkim trudem uprawie i równaniu pagórkowatej, porozpadanej roli. Prócz tego wyrabiaj? na sprzeda? narz?dzia rolnicze, tkaj? grube dywany i p?ótna namiotowe. Oko?o pó?torej godziny drogi st?d zwraca si? Jordan ku zachodowi, jak gdyby chcia? p?yn?? wprost na Gór? Oliwn?, potem znów przybiera pierwotny kierunek. Skutkiem tego tworzy brzeg jego wschodni jakby pó?wysep, na którym stoj? rz?dem domy. Z Bezech mo?e by? do Ainon oko?o 4 godziny drogi, po poprzedniej przeprawie przez Jordan. Id?c z Galilei do Abelmeholi, przeprawia? si? Jezus tak?e przez rzeczk?. Jezus zatrzyma? si? w gospodzie, stoj?cej przed miastem. By?a to jedna z tych gospód, które w Betanii postanowiono urz?dzi? dla wygody Jezusa i uczniów; pierwszy raz go?ci? Jezus w takiej gospodzie. Zarz?dc? ustanowiono pobo?nego, dobrze usposobionego cz?owieka. Ten wyszed? teraz naprzeciw nadchodz?cych, umy? im nogi i ugo?ci? ich. Jezus poszed? jeszcze do miasta, gdzie na ulicy przyj?li Go prze?o?eni szko?y, a potem chodzi? po ró?nych domach, uzdrawiaj?c chorych. Obecnie jest przy Jezusie oko?o trzydziestu uczniów. Wraz z ?azarzem przybyli uczniowie z Jerozolimy i okolicy, a tak?e wielu uczniów Jana. Niektórzy przybyli wprost z Macherus od Jana z poselstwem do Jezusa. Jan mianowicie prosi? bardzo Jezusa, by wyst?pi? jawnie i otwarcie og?osi?, ?e jest Mesjaszem. Mi?dzy wys?a?cami Jana by? tak?e syn owdowia?ego Kleofy. Kleofas ten pochodzi? z Emaus i by? krewnym Kleofy, m??a najstarszej siostry Maryi. Drugim z tych uczniów by? Judas Barsabas, krewny Zachariasza z Hebron. Rodzice jego mieszkali dawniej w Nazarecie, obecnie s? w Kanie. Mi?dzy tymi uczniami Jana zauwa?y?am tak?e innych, np. synów Marii Helego, starszej siostry Naj?wi?tszej Panny. Przyszli oni na ?wiat o wiele pó?niej od swej siostry Marii Kleofasowej, tak, ?e ma?o co byli starsi od jej synów. Towarzyszyli Janowi a? do jego ?ci?cia, a potem stali si? uczniami Jezusa. Ma??onkowie, zarz?dzaj?cy gospod? w Bezech, byli to ludzie dobrzy i pobo?ni, i na mocy uczynionego ?lubu ?yli w czysto?ci, chocia? nie byli Esse?czykami. Byli oni dalekimi krewnymi ?w. Rodziny. Podczas Swego pobytu w Bezech rozmawia? Jezus nieraz sam na sam z nimi. Wszyscy przyjaciele i uczniowie mieszkali wraz z Jezusem w tej nowo za?o?onej gospodzie. Za staraniem ?azarza i niewiast le?a?y tu ju? dla nich przygotowane ró?ne naczynia, koce, kobierce, pos?ania, parawany, tak?e sanda?y i pojedyncze cz??ci ubrania. Przyrz?dza?y to wszystko niewiasty, mieszkaj?ce w domu Marty, stoj?cym przy puszczy Jerycho?skiej. Umieszcza?a tam ona niejedn? ubog? wdow?, lub kobiet? upad??, pragn?c? si? poprawi?, i dawa?a jej zaj?cie; wszystko to dzia?o si? cicho, bez rozg?osu. Nie by?o to przecie? drobnostk? urz?dzi? i utrzymywa? gospody dla tak wielu ludzi, wszystko mie? na oku, wysy?a? wsz?dzie pos?a?ców, lub samemu dogl?da?. Rano mia? Jezus wspania?? nauk?, na wzgórku, le??cym w ?rodku miasta, gdzie mieszka?cy urz?dzili dla Niego katedr?. Zebra?o si? wiele ludzi i oko?o dziesi?ciu Faryzeuszów przyby?ych z pobliskich miejscowo?ci dla pods?uchiwania Jego nauki. — S?owa Jezusa by?y pe?ne ?agodno?ci i mi?o?ci dla tego ludu, który z natury dobry, poprawi? si? jeszcze znacznie przez s?uchanie nauki Jana i przez przyj?cie chrztu, co wielu z nich uczyni?o. Jezus upomina? ich, by ?yli zadowoleni ze swego skromnego stanu, by byli pracowitymi i mi?osiernymi. Mówi? o czasie ?aski, o królestwie, o Mesjaszu, i wyra?niej ni? zwykle o Sobie samym; dalej o Janie, o ?wiadectwie, jakie Mu ten?e da?, o prze?ladowaniu go i pojmaniu dlatego, ?e o?mieli? si? upomina? cudzo?ó?ców w purpurze. A przecie? w Jerozolimie


365

skazywano na ?mier? cudzo?ó?ców, chocia? nie tak jawnie grzeszyli. Mówi? to Jezus bardzo trafnie, a jasno. Upomina? z osobna ka?dy stan ludzi obojga p?ci i ró?nego wieku. Jeden z Faryzeuszów zapyta? Go, czy zajmuje teraz miejsce Jana, czy te? jest tym, o którym Jan mówi?? Jezus odpowiedzia? mu na to wymijaj?co, karc?c takie podst?pne pytanie. Potem mia? Jezus jeszcze wzruszaj?c? przemow? upominaj?c? do ch?opców i dziewcz?t. Upomina? ch?opców do cierpliwo?ci wzajemnej, radzi? im za uderzenia, bicia i przykro?ci nie p?aci? tym samym, lecz znie?? to cierpliwie, usun?? si? i przebaczy? nieprzyjacielowi. Mi?o?ci? tylko powinni odp?aca? z nawi?zk?, a nawet nieprzyjacio?om powinni mi?o?? okazywa?. Nie powinni — jak mówi? — po??da? cudzego dobra; je?li inny ch?opiec chce posiada? ich pióra, ka?amarz, zabawk?, lub owoce, powinni da? mu jeszcze wi?cej ni? chce, zaspokoi? ca?kiem jego chciwo??, je?li tylko wolno im da? te rzeczy. Tylko cierpliwi bowiem, kochaj?cy i dobroczynni zasi?d? w przysz?ym Jego królestwie. Siedzenie to opisa? im Jezus na sposób dzieci?cy jako pi?kny tron. Dalej mówi? Jezus o tym, ?e chc?c pozyska? dobra niebieskie, trzeba wyrzec si? dóbr ziemskich. Dziewcz?ta upomina? mi?dzy innymi by nie zazdro?ci?y sobie wzajemnie sukien, lub pierwsze?stwa, by by?y pos?uszne, ?agodne, szanowa?y rodziców i by?y bogobojne. Przy ko?cu tej publicznej nauki zwróci? si? Jezus do Swych uczniów i w sposób nadzwyczaj serdeczny upomina? ich i zach?ca? do znoszenia z Nim wszystkiego i nie poddawania si? ?adnym ?wiatowym troskom. W zamian obieca? im, ?e otrzymaj? obfit? nagrod? z r?k Ojca niebieskiego i posi?d? z Nim królestwo. Mówi? o prze?ladowaniach, jakie ich czekaj? wspólnie z Nim, wreszcie rzek? wyra?nie: „Gdyby Faryzeusze, Saduceusze lub Herodianie kochali was i chwalili, miarkujcie z tego, ?e?cie odst?pili od Mej nauki i przestali by? Moimi uczniami." Jezus nada? tym sektom bardzo stosowne przydomki. Mieszka?ców tutejszych chwali? Jezus szczególnie dla ich mi?osiernego serca, okazywanego tym, ?e nieraz brali do siebie ubogie sieroty ze szko?y w Abelmehola i wychowywali je. Chwali? im tak?e wybudowanie nowej synagogi, powsta?ej kosztem ofiar i datków, do czego przyczynili si? tak?e pobo?niejsi ludzie z Kafarnaum. — Nast?pnie uzdrowi? jeszcze wielu chorych, posili? si? z uczniami w gospodzie, a wieczorem, gdy szabat zapad?, uda? si? do synagogi. W synagodze obja?nia? Jezus z Izajasza 51, 12: „Ja jestem waszym pocieszycielem." Gani? obaw? przed lud?mi; radzi? s?uchaczom, by nie obawiali si? Faryzeuszów i podobnych im krzykaczy, pami?taj?c o tym, ?e Bóg, ich Stworzyciel, dotychczas ich zachowywa?. S?owa: „S?owo moje k?ad? w usta twoje" wyt?umaczy? tak, ?e Bóg pos?a? Mesjasza, a ten jest S?owem Bo?ym w ustach Jego narodu, ?e Mesjasz ten mówi s?owa Bo?e, a oni s? Jego ludem. Wszystko to odnosi? Jezus tak wyra?nie do Siebie, ?e a? Faryzeusze szeptali mi?dzy sob?, i? cz?owiek ten podaje si? za Mesjasza. Wzywa? potem Jerozolim? do ockni?cia si? z upojenia, gdy? min?? ju? gniew, a nadszed? czas ?aski. Niep?odna synagoga nie porodzi?a nikogo, kto by kierowa? i podniós? biedny naród; teraz jednak przyjdzie ucisk i kara na niszczycieli, ob?udników i ciemi??ycieli. Niech wi?c podniesie si? Jerozolima, niech obudzi si? Syjon. Wszystko wyt?umaczy? Jezus duchowo, odnosz?c to do ludzi pobo?nych, ?wi?tych, czyni?cych pokut?, i do tych, którzy przez Jordan chrztu wejd? do obiecanego Kanaanu, do królestwa Jego Ojca. ?aden nie obrzezany, ?aden nieczysty, ?aden cz?owiek zmys?owy, ?aden grzesznik nie b?dzie odt?d psu? ludu. Tak naucza? Jezus wci?? o odkupieniu i o Imieniu Bo?ym, g?oszonym obecnie mi?dzy nimi; dalej wyk?ada? jeszcze z V. ksi?gi Moj?esza roz. 16—18 o s?dziach i urz?dnikach, o przekr?caniu prawa i przekupstwie, i wszystko to bezlito?nie odnosi? do Faryzeuszów. Potem uzdrawia?


366

jeszcze przed synagog? wielu chorych. Na drugi dzie? obja?nia? Jezus znowu w synagodze rozdzia? 51 i 52 Izajasza i pi?t? ksi?g? Moj?esza roz. 16 do 21. Mówi? o Janie i Mesjaszu i o znakach, po których mo?na go pozna?, w sposób inny ni? zwykle, gdy? bardzo wyra?nie dawa? do poznania, ?e On jest tym Mesjaszem. Czyni? to dlatego, gdy? obecni przygotowani ju? byli znacznie do tego naukami Jana. Wyk?ada? to z proroka Izajasza 52, 13 — 15, a mówi? tak: „Mesjasz b?dzie pe?en m?dro?ci, On was zgromadzi, wywy?szy i u?wietni; podobnie jak wielu przera?eniem przej??oby zburzenie i spustoszenie Jerozolimy przez pogan, tak te? dla wielu przykrym b?dzie widok jej Odkupiciela, pojawiaj?cego si? cicho i skromnie mi?dzy lud?mi, znosz?cego obelgi i prze?ladowania. Mesjasz ochrzci i oczy?ci wielu pogan, królom naka?e milczenie, a ci, którym nie zwiastowano Jego przybycia, ujrz? teraz Jego osob?, us?ysz? Jego nauk?." Tu opowiedzia? znów Jezus wszystkie Swoje czyny i cuda spe?nione od chrztu, wszystkie prze?ladowania wycierpiane w Jerozolimie i w Nazarecie; wykaza?, jak pogardzaj? Nim, wyszydzaj? Go i szpieguj? Faryzeusze. Wspomina? przy tym o cudzie w Kanie, o uzdrawianiu ?lepych, niemych, g?uchych, chromych i o wskrzeszeniu córki Jaira w Fazael. Przy ostatnich s?owach wskaza? w stron? Fazael i rzek?: „Niedaleko to st?d; id?cie i zapytajcie, czy nie tak si? rzecz ma!" I dalej mówi?: „Widzieli?cie Jana i poznali, i on wam powiedzia?, ?e jest przes?a?cem Mesjasza i przygotowuje Mu drog?. Czy? Jan by? delikatny, zniewie?cia?y, bogacz, czy te? by? jako jeden z puszczy? Czy? mieszka? w pa?acach, czy po?ywa? wykwintne potrawy, ubiera? si? w mi?kkie suknie, mówi? g?adkie, pochlebne s?ówka? A przecie? mówi?, ?e jest wys?annikiem; czy? s?uga nie nosi barwy swego pana, czy? król pot??ny, ?wietny, bogaty, jakiego wy oczekujecie jako Mesjasza, mia?by takiego przes?annika? Nie, wy macie Zbawiciela, lecz nie chcecie go uzna?; nie zadawala on waszej pychy i poniewa? nie jest takim jak wy, dlatego nie chcecie go uzna?." Roztrz?sa? tak?e wiele z V. ksi?gi Moj?esza roz. 18 w. 18 — 19: „Wzbudz? im proroka z po?ród ich braci, a kto s?ów jego w moim imieniu nie b?dzie s?ucha? od tego za??dam liczby." Pot??ne wra?enie sprawi?a ta nauka i nikt nie o?mieli? si? Mu sprzeciwi?. Mi?dzy innymi mówi? tak?e: „Jan ?y? samotny na pustyni i nie chodzi? do nikogo; to nie podoba?o si? wam. Ja chodz? z miejsca na miejsce, ucz?, uzdrawiam, i to tak?e nie po waszej my?li. Jakiego? wi?c chcecie Mesjasza? Ka?dy chce co innego! Jeste?cie jak dzieci, biegaj?ce po ulicach; ka?de dmie na innym instrumencie, jedno na rogu z kory z grubym tonem, inne na ?wiszcz?cej piszcza?ce trzcinowej." Tu wymieni? jeszcze Jezus ró?ne instrumenty dzieci?ce, dodaj?c, jak to ka?de dziecko chce zawsze, by w jego tonie ?piewa?, i tylko w swoim instrumencie ma upodobanie. Wychodz?c wieczorem z synagogi, ujrza? Jezus mnóstwo chorych, zebranych tutaj i na? czekaj?cych. Wielu le?a?o na noszach, a nad nimi rozpi?te by?y daszki p?ócienne. W towarzystwie uczniów szed? Jezus od jednego do drugiego i uzdrawia? ich. Mi?dzy nimi byli gdzieniegdzie i op?tani; ci szaleli i wykrzykiwali za Jezusem, On za?, przechodz?c, nakazywa? im milczenie i uwalnia? ich od czarta. Mi?dzy chorymi byli chromi, suchotnicy, g?usi, niemi i chorzy na wodn? puchlin?, maj?cy nabrzmia?o?ci na szyi, jakoby gruczo?y. Jezus uzdrawia? ka?dego z osobna, wk?adaniem r?k, u?ywaj?c ró?nego sposobu przy wk?adaniu lub dotykaniu. Uzdrowienie albo by?o ca?kowite, albo cz??ciowe tylko, przynosz?ce ulg?, po którym pr?dko nast?powa?o zupe?ne uzdrowienie, stosownie do rodzaju s?abo?ci i usposobienia chorego. Uzdrowieni odchodzili, ?piewaj?c psalm Dawida. By?o jednak tak wielu chorych, ?e Jezus nie móg? ich wszystkich obej??. Uczniowie pomagali Mu w podnoszeniu, prostowaniu i rozwijaniu chorych. Wreszcie w?o?y? Jezus r?ce na g?ow? Andrzejowi, Janowi i Judzie Banabie, potem


367

uj?? ich za r?ce i rozkaza? im, pewnej cz??ci chorych czyni? w Jego imieniu to samo, co On czyni?. Ci czynili tak natychmiast i rzeczywi?cie wielu uzdrowili. Potem uda? si? Jezus z uczniami do gospody, gdzie przygotowana by?a dla nich wieczerza, na której prócz nich nikogo nie by?o. Wi?ksz? cz??? potraw zbywaj?cych, pob?ogos?awi? Jezus i kaza? zanie?? biednym, obozuj?cym przed miastem, mi?dzy którymi by?o wielu pogan. Karawany poga?skie nauczali uczniowie. Z obu stron Jordanu zgromadzi?a si? w Bezech wielka ilo?? ludu. Wszyscy, którzy s?yszeli ju? Jana, chcieli teraz s?ysze? Jezusa. Karawana poga?ska chcia?a tak?e wyruszy? do Ainon, lecz zatrzyma?a si? tu, s?ysz?c, ?e Jezus naucza. Bezech le?a?o o jakie trzy kwadranse drogi od Jordanu nad bystrym strumykiem, dziel?cym miasto na dwie cz??ci.

Jezus opuszcza Bezech i idzie do Ainon. Maria z Sufan

Jezus naucza? i uzdrawia? jeszcze przed gospod?. Ochrzczeni, karawana pogan i wielu innych wyruszyli teraz nad Jordan, by przeprawi? si? na drug? stron?. Przeprawa odbywa?a si? o pó?torej godziny na po?udnie od Bezech, pod miastem Zartan, le??cym poni?ej Bezech nad Jordanem. Mi?dzy Bezech a Zartan le?y po drugiej stronie rzeki miejscowo?? Adam. Pod miastem Zartan, zatrzyma? si? niegdy? Jordan, gdy przechodzili przeze? Izraelici; tu równie? kaza? raz Salomon la? naczynia. Jeszcze i teraz trudni? si? tu tym rzemios?em, a nawet na zachód od zachodniego zakr?tu Jordanu, znajduje si? w górach ci?gn?ca si? a? ku Samarii kopalnia kruszcu. Wydobywano tu co?, co u nas nazywaj? spi?em. Jezus naucza? wsz?dzie po drodze. Gdy Go zapytywano, czy b?dzie naucza? w Zartan, odrzek?, ?e inni potrzebuj? nauki wi?cej, tam bywa? cz?sto Jan; niech tylko spytaj? si?, czy ucztowa? on tam bardzo i czy u?ywa? wykwintnych pokarmów. Przez Jordan przeprawiono si? na wielkiej tratwie, b?d?cej zawsze na rzece. Poni?ej przewozu zwraca Jordan swój bieg ku zachodowi. Przeprawiwszy si? na drug? stron?, szli jeszcze oko?o dwie godziny ku wschodowi pó?nocn? stron? jakiej? rzeki, wpadaj?cej do Jordanu poni?ej miejsca przewozu. Potem przeprawili si? przez drug? rzek?, maj?c po lewej r?ce Sukkot. Tu, mi?dzy Sukkot a Ainon, oddalonymi od siebie o jakie 4 godziny drogi, spocz?li pod namiotami. Wyszed?szy za Jordanem nieco w gór?, mogli po drugiej stronie widzie? miasto Salem, które obecnie zas?ania? im brzeg pagórkowaty. Le?a?o ono poni?ej ?rodka zachodniego zakr?tu Jordanu naprzeciw Ainon. W Ainon zgromadzi?y si? niezliczone t?umy ludu. Licznie zebrani poganie roz?o?yli si? taborem mi?dzy wzgórkiem, na którym le?y Ainon, a Jordanem. By?o tak?e dziesi?ciu Faryzeuszów, cz??ci? z Ainon, cz??ci? z innych miejscowo?ci, mi?dzy nimi syn Symeona z Betanii; byli to jednak po najwi?kszej cz??ci ludzie roztropni i wzgl?dni. Od strony pó?nocnej pagórka wygl?da Ainon jak ma?e miasteczko, podobne do osad, powstaj?cych zwykle przy zamkach letnich. Z tej te? strony jest przed miastem odp?yw ?ród?a studni chrztu, le??cej na wschodniej stronie pagórka. Doprowadzano wod? ze ?ród?a a? tu za pomoc? rur ?elaznych. Odp?yw ten by? zwyczajnie zatamowany i tylko w razie potrzeby otwierany. Nad nim by? zbudowany domeczek. W to miejsce wyszli Faryzeusze — mi?dzy nimi syn Szymona tr?dowatego — na spotkanie Jezusa i uczniów. Przyj?li ich uprzejmie i ze czci?, zaprowadzili do namiotu, umyli im nogi, oczy?cili suknie, potem podali posi?ek, z?o?ony z chleba i miodu, i kubek wody. Jezus wiedzia?, ?e s? mi?dzy nimi ludzie zacnie my?l?cy, i przykro Mu by?o, ?e nale??


368

do tej sekty. Uda? si? za nimi do miasta i tu wszed? zaraz na podwórze, na którym czeka?a ju? na Niego wielka liczba chorych wszelkiego rodzaju, tutejszych i obcych. Ci ju?to le?eli pod namiotami, ju?to w przysionkach otwartych od podwórza. Niektórzy z nich mogli jeszcze chodzi?, i tym pomaga? Jezus zaraz przez w?o?enie r?k i upomnienie. Uczniowie pomagali Mu chorych przysuwa?, podnosi?, rozwija?; Faryzeusze i inni przypatrywali si? temu wszystkiemu. Na boku w pewnym oddaleniu sta?y, blade, pootulane niewiasty, cierpi?ce na krwotok. Za?atwiwszy si? ze wszystkimi, podszed? Jezus i do nich, a wk?adaj?c na nie r?ce, uzdrowi? je. — Byli tu g?usi, niemi, chromi, chorzy na wodn? puchlin?, wyniszczeni, z wrzodami na ciele i szyi, s?owem chorzy wszelkiego rodzaju. Podwórze to ko?czy?o si? obszernym podsieniem na kolumnach, z wej?ciem od strony miasta. Tam zgromadzi?o si? wielu widzów, chc?cych przypatrze? si? Jezusowi, mi?dzy innymi Faryzeusze i sporo niewiast. Poniewa? mi?dzy tutejszymi Faryzeuszami by?o wielu sprawiedliwych i poniewa? przyj?li Jezusa szczerze i okazale, wi?c te? Jezus okaza? im tu pewne wyszczególnienie przed innymi niewiastami; chcia? bowiem zapobiec ich zarzutowi, ?e zawsze przestaje tylko z celnikami, grzesznikami i ?ebrakami. Chcia? im okaza?, ?e Sam nie narusza ich wcale i nie ujmuje im czci, je?li tylko oni zachowuj? si? przyzwoicie i przychylnie s? usposobieni. Widzieli to Faryzeusze, to te? starali si? tu bardzo utrzyma? wzorowy porz?dek mi?dzy ludem, a Jezus przyjmowa? to ch?tnie. Podczas gdy Jezus uzdrawia?, stan??a u tylnego wej?cia do owego przysionka pi?kna, po cudzoziemsku ubrana kobieta w ?rednim wieku. Na g?owie i w?osach mia?a cienk? zas?on?, przeplatan? per?ami. Górn? cz??? cia?a od szyi okrywa? kaftanik ko?cz?cy si? sercowato, po obu bokach otwarty. Przewieszony jak szkaplerz, w pasie ?ci?gni?ty i przepasany rzemykami, id?cymi od grzbietu, — ko?o szyi i na piersiach wyszyty by? sznurami i per?ami. Z niego wychodzi?y dwie fa?dziste suknie, jedna krótsza, druga d?u?sza, si?gaj?ca a? do kostek; obie by?y z bia?ej delikatnej we?ny, przeszywane du?ymi, ró?nobarwnymi kwiatami. R?kawy by?y szerokie, uj?te w naramienniki. Na barkach, w miejscu, gdzie ??czy?a si? cz??? przednia kaftanika z tyln?, przypi?ty by? górn? cz??ci? krótki p?aszczyk, spadaj?cy przez oba ramiona. Prócz tego mia?a na sobie d?ugie, bia?e, we?niane okrycie. Przysz?a smutna, pe?na trwogi, nie?mia?a, z obliczem bladym, zap?akanym, na którym malowa?y si? wstyd i troska; w ca?ej postawie wida? by?o zak?opotanie i zmieszanie. Chcia?a przyst?pi? do Jezusa, lecz dla wielkiego nat?oku nie mog?a si? docisn??. Us?u?ni Faryzeusze zbli?yli si? do niej, a ona rzek?a im: „Zaprowad?cie mnie do proroka, aby odpu?ci? mi moje grzechy i uzdrowi? mnie." Na to odrzekli Faryzeusze: „Niewiasto, id? do domu! Czego chcesz tu? On nie b?dzie nawet z tob? mówi?. Jak?e? On mo?e odpu?ci? ci grzechy? Zreszt? On nie b?dzie si? tob? zajmowa?, bo ty jeste? cudzo?o?nic?." S?ysz?c to niewiasta, zblad?a i ze zmienionym od bólu obliczem upad?a na ziemi?, rozdar?a sw? zarzutk? od góry do do?u i rozburzy?a nakrycie g?owy, krzycz?c: „Ach, wi?c jestem zgubion?! Ju? chwytaj? mnie! ju? mnie rozdzieraj?! oto oni!" i tu wymieni?a imiona pi?ciu czartów, którzy j? op?tali, a to czarta swego ma??onka i czterech gachów. Straszny to by? widok. Stoj?ce obok niewiasty d?wign??y j? z ziemi i odnios?y biedn?, dr?czon? przez czarta i narzekaj?c? kobiet? do jej mieszkania. Jezus widzia? to dobrze; nie chcia? jednak zawstydza? tu Faryzeuszów, pozostawi? wi?c to w?asnemu losowi i uzdrawia? dalej, gdy? jej godzina jeszcze nie by?a nadesz?a. Potem, odprowadzany przez t?umy ludu, przeszed? Jezus miasto i uda? si? w towarzystwie uczniów i Faryzeuszów na wy?yn? w miejsce, gdzie Jan naucza?, po?o?one w ?rodku pagórka, otoczonego pojedynczymi budowlami i poros?ymi


369

wa?ami. Na pagórku tym w?a?nie, od strony, z której przybyli, le?a? na pó? opustosza?y zamek, którego wie?? zamieszkiwa? Herod, przys?uchuj?c si? nauce Jana. Ca?y stok pagórka pokryty by? ju? ludem, oczekuj?cym Jezusa. Jezus wszed? na wzgórek i poszed? na miejsce, sk?d naucza? Jan, a nad którym rozpi?ty sta? namiot, otwarty na wszystkie strony. Tu mia? do ludu d?ug? nauk?, w której, przechodz?c ca?e Pismo ?w., wykazywa? mi?osierdzie Boga wzgl?dem ludzi, a w szczególno?ci wzgl?dem Swego narodu, wszystkie Jego wskazówki i obietnice i spe?nienie si? ich w obecnym czasie. Nie zaznacza? jednak tak wyra?nie jak w Bezech, ?e jest Mesjaszem. Mówi? tak?e o pracy Jana i pojmaniu go do niewoli. — Przyprowadzano do Niego na przemian coraz inne gromady ludzi i odprowadzano, by mogli s?ucha? Jego nauki. Pojedyncze gromady zapytywa? Jezus, dlaczego chc? by? ochrzczeni? dlaczego czekali dotychczas? co rozumiej? przez chrzest? Potem dzieli? ich na klasy, z których jedn? pr?dzej, drugie pó?niej po wys?uchaniu kilku nauk chrzest przyj?? mia?y. Przypominam sobie, ?e gdy jedn? tak? grup? zapyta? Jezus, dlaczego czekali z chrztem dotychczas, odrzek? jeden z nich: „Poniewa? Jan zawsze naucza?, ?e przyjdzie wi?kszy od niego, wi?c te? oczekiwali?my Go, aby wi?ksze ?aski otrzyma?." Wtedy wszyscy, którzy równie? tak my?leli, podnie?li r?ce do góry, a Jezus dawa? im jeszcze ró?ne nauki i wskazówki co do przygotowania i czasu chrztu. Po po?udniu oko?o trzeciej godziny sko?czy?a si? nauka, a Jezus wróci? z uczniami i Faryzeuszami do miasta, gdzie przyrz?dzono dla? wielk? uczt? w publicznej sali gospody. Zbli?ywszy si? jednak do domu godowego, nie wszed? do? Jezus, lecz rzek?: „Czuj? g?ód inny;" i cho? wiedzia? dobrze, zapyta? jednak obecnych; gdzie mieszka niewiasta, której rano nie dopuszczono do Niego. Wskazano Mu ów dom, le??cy nieopodal, a Jezus, pozostawiwszy towarzyszów na miejscu, wszed? tam?e przez dziedziniec. Za zbli?aniem si? Jezusa czu?a owa niewiasta wielkie udr?czenie i trwog?. Diabe?, który j? opanowa?, gna? j? teraz z jednego k?ta w drugi; by?a podobn? do sp?oszonej zwierzyny, szukaj?cej kryjówki. Gdy Jezus, id?c przez podwórze, zbli?y? si? do miejsca, gdzie ona by?a, uciek?a przez korytarz po stoku pagórka, na którym sta? dom, do piwnicy i tu wlaz?a do naczynia, podobnego do beczki, w??szego u góry, ni? u do?u, a zrobionego ze zwyk?ej gliny; gdy chcia?a si? w nim ukry?, naczynie rozsypa?o si? z trzaskiem w kawa?ki. Jezus za? stan?? i rzek?: „Mario z Sufy, ?ono ... (tu wymówi? imi? jej m??a, które ju? zapomnia?am). Rozkazuj? ci w Imi? Boga, pójd? do Mnie!" Na te s?owa zbli?y?a si? niewiasta i jak pies, boj?cy si? razów, przyczo?ga?a si? na r?kach i nogach do Jezusa. Od stóp do g?owy otulona by?a w p?aszcz, jak gdyby diabe? zmusza? j? kry? si? w ten przynajmniej sposób. Jezus rzek? do niej: „Powsta?!" a ona powsta?a zaraz, zaci?gaj?c jednak tak mocno zas?on? oko?o g?owy i szyi, jak gdyby chcia?a si? udusi?. Wtedy rzek? Pan: „Ods?o? oblicze!" A ona zaraz zdj??a zas?on? z twarzy, oczy jednak trzyma?a uporczywie w dó? spuszczone, jak gdyby wewn?trzna jaka? moc odpycha?a j? od Jezusa. Ten za? zbli?y? do jej g?owy Swoj? i rzek?: „Spojrzyj na Mnie!" — co gdy niewiasta uczyni?a, tchn?? Jezus na ni?. Niewiasta zadr?a?a na ca?ym ciele, upad?a przed Jezusem na kolana, a ciemna para wysz?a z niej, rozpraszaj?c si? na wszystkie strony. W pobli?u sta?y s?u?ebne, zwabione ha?asem p?kaj?cego naczynia. Jezus rozkaza? im zanie?? bezw?adn? niewiast? do domu na ?o?e i sam wszed? tam?e z kilku uczniami, b?d?cymi przy Nim. Tu zbli?y? si? do niewiasty, wylewaj?cej obfite ?zy, i k?ad?c jej r?k? na g?ow?, rzek?: „Odpuszczone ci s? grzechy twoje!" Niewiasta, podniós?szy si?, zala?a si? znowu gorzkimi ?zami. Wtem wesz?o do izby troje jej dzieci, ch?opczyk licz?cy oko?o 12 lat i dwie dziewczynki w wieku mniej wi?cej 9 i 7 lat. Ubrane by?y w sukienki ?ó?to haftowane z krótkimi r?kawkami. Jezus podszed? do nich, rozmawiaj?c z


370

nimi uprzejmie, wypytuj?c i pouczaj?c. Wtedy rzek?a im matka: „Podzi?kujcie prorokowi! On mnie uzdrowi?!" S?ysz?c to dzieci, rzuci?y si? do nóg Jezusowi; Ten jednak, pob?ogos?awiwszy je, prowadzi? ka?de z osobna od starszego do matki i wk?ada? ich r?ce w r?ce jej, jak gdyby przez to zdejmowa? z nich ha?b? na nich ci???c?, a one stawa?y si? prawymi dzie?mi, (by?y to bowiem dzieci, pocz?te w cudzo?óstwie). —Jezus pociesza? jeszcze niewiast?, ?e mo?e si? pojedna z swym m??em, upomina? j? do wytrwania w ?alu i pokucie i zach?ca? do ?ycia uczciwego; potem odszed? z uczniami na uczt?, przyrz?dzon? u Faryzeuszów. Niewiasta ta pochodzi?a z okolicy Sufa w kraju Moabitów, by?a za? potomkiem Orfy, wdowy po Chelionie, synowej Noemi, która za porad? Noemi nie posz?a za ni? do Betlejem, dok?d Rut, wdowa po drugim jej synu, Mahalonie, jej towarzyszy?a. Ta to Ofra, wdowa po Chelionie, synu Elimelecha z Betlejem, wysz?a w Moab po raz wtóry za m??, i z tej to rodziny pochodzi?a Maria Sufanitka. By?a ?on? pewnego bogatego ?yda, lecz nie dotrzyma?a mu wiary ma??e?skiej; owe troje dzieci, które mia?a przy sobie, by?y nieprawego ?o?a. Prawowite dzieci zatrzyma? m?? przy sobie, a j? odepchn??. Obecnie mieszka?a w Ainon we w?asnym domu; ju? od dawna ?a?owa?a i pokutowa?a za grzechy, prowadzi?a si? dobrze i ?y?a w samotno?ci, przez to te? uczciwe niewiasty w Ainon by?y jej przychylne. Nauki Chrzciciela przeciw cudzo?óstwu Heroda wzruszy?y j? jeszcze bardziej. Pi?? czartów opanowuj?cych j? cz?sto, op?ta?o j? nagle i teraz, gdy wiedziona ostatnim promykiem nadziei, sz?a na podwórze, gdzie Jezus uzdrawia?; w swej nie?mia?o?ci wzi??a odmow? Faryzeuszów za prawdziw?, pochodz?c? od Jezusa, i to doprowadzi?o j? prawie do rozpaczy. Przez swe pochodzenie od Orfy, szwagierki Rut, spokrewniona by?a niejako z Jezusem, pochodz?cym z rodu Dawidowego; widzia?am w objawieniu, jak ów strumyk, zb??kany i odpad?y od g?ównego ?ród?a, a zam?cony w niej tak dalece przez grzech, oczy?ci? si? pó?niej przez ?ask? Jezusa, i po??czy? na powrót z Ko?cio?em. Jezus przyby? tedy do domu godowego i zasiad? z Faryzeuszami i uczniami do sto?u. Faryzeusze ?li byli nieco, ?e Jezus, zostawiwszy ich, wyszuka? sam niewiast?, któr? oni pierwej wobec tylu ludzi z niczym odprawili; nie wspominali jednak o tym, obawiaj?c si? nagany. Jezus zachowywa? wci?? jeszcze wzgl?dem nich szacunek i naucza? przez porównania i przypowie?ci. Uczta dobiega?a ju? do po?owy, gdy do sali wesz?o troje dzieci Sufanitki w ?wi?tecznych sukienkach; jedna z dziewcz?t nios?a bia?y dzbanuszek z wod? pachn?c?, druga podobny dzbanuszek z olejkiem nardowym; ch?opiec niós? tak?e jakie? naczynie. Przyszed?szy do sto?u ze strony, gdzie by?o wolne miejsce, upad?y na kolana przed Jezusem i postawi?y podarunki przed Nim na stole. Za nimi pojawi?a si? tak?e Maria ze s?u?ebnymi, nie ?mia?a jednak wej?? do sali. Na twarzy mia?a zas?on?, w r?ku za? trzyma?a czar? z b?yszcz?cego ró?nobarwnego szk?a, na?laduj?cego marmur, na niej za? pe?no kosztownych korzeni, ob?o?onych ?ywymi, wonnymi zio?ami; podobne lecz mniejsze czarki ofiarowa?y ju? jej dzieci Jezusowi. Faryzeusze niech?tnie spogl?dali na dzieci i na niewiast?, ale Jezus rzek? do niej: „Zbli? si?, Mario!" Ta stan??a pokornie za Nim, podarunek za? odda?a dzieciom, które postawi?y go przed Jezusem, a On podzi?kowa? jej za?. Faryzeusze mruczeli, podobnie jak pó?niej przy podarunku Magdaleny; wspominali co?, ?e to jest marnotrawstwo, ?e to sprzeciwia si? umiarkowaniu i mi?osierdziu wzgl?dem biednych. W?a?ciwie jednak chcieli tylko zarzuci? co? biednej kobiecie. Jezus przeciwnie rozmawia? serdecznie z ni? i z dzie?mi, a tym ostatnim da? po kilka owoców, z którymi odesz?y. Sufanitka za? sta?a wci?? zas?oni?ta w kornej postawie za Jezusem. On tymczasem mówi? do Faryzeuszów: „Wszelkie dary pochodz? od Boga. Za rzecz kosztown? daje si? w podzi?ce to, co si? ma najdro?szego i nie


371

jest to marnotrawstwem; zreszt? ludzie, którzy zbieraj? i przyrz?dzaj? te korzenie, musz? tak?e ?y?." Jednemu z uczniów kaza? Jezus rozdzieli? mi?dzy ubogich tyle, ile te podarunki warte. Potem mówi? jeszcze o nawróceniu si? i pokucie tej niewiasty, przywróci? jej wobec wszystkich cze??, a od obecnych za??da?, by byli dla niej ?yczliwymi. Niewiasta nie mówi?a nic, p?aka?a tylko cicho pod welonem, wreszcie upad?a w milczeniu przed Jezusem na ziemi? i wysz?a z sali. Jezus naucza? jeszcze o cudzo?óstwie i zapytywa?, kto z nich nie czuje si? winnym duchowego cudzo?óstwa. Jan nie nawróci? Heroda, lecz owa niewiasta nawróci?a si?. Mówi? dalej o zgubionej i odnalezionej owcy. Ju? w domu pociesza? by? Jezus niewiast?: „dzieci twe wyrosn? kiedy? na uczciwych ludzi" i robi? jej nadziej?, ?e Marta przyjmie j? do grona niewiast, pracuj?cych dla Niego i uczniów. Po uczcie rozdzielali uczniowie wiele mi?dzy ubogich. Jezus za? uda? si? jeszcze w dó? zachodnim bokiem wzgórka, gdzie w pewnym oddaleniu obozowali poganie, i naucza? ich. Zdaje mi si?, ?e po tej?e stronie by? namiot, s?u??cy Jezusowi za gospod?. Ainon le?a?o w kraju Heroda; jednak jako posiad?o?? le??ca na granicy, nale?a?o do tetrarchy Filipa. Obecnie by?o tu znowu wielu ?o?nierzy Heroda, wys?anych na zwiady.

Jezus w Ramot-Galaad

Z Ainon uda? si? Jezus z 12 uczniami nad Jabok i do miejscowo?ci w pobli?u po?o?onych. Andrzej, Jakub, Jan i inni uczniowie pozostali w Ainon, aby tam chrzci? nad sadzawk?; sadzawka ta le?a?a na wschód od pagórka, z którego dop?ywa?a do niej woda. Poza sadzawk? tworzy?a ta woda jeziorko ma?e, potem jako strumyk nawadnia?a kilka ??k i w stronie pó?nocnej od Ainon uj?ta by?a na powrót w studni?, z której mo?na j? by?o spu?ci? do Jordanu. Mo?e o godzin? drogi na wschód od Sukkot, na po?udnie od Jaboku, naucza? Jezus z uczniami w jakim? mie?cie. Mi?dzy wielu chorymi, których tu uzdrowi?, by? tak?e cz?owiek od urodzenia ?lepy na jedno oko. Jezus pomaza? mu chore oko ?lin? i otworzy?o si? natychmiast, a cz?owiek ów przejrza?. St?d przeprawiwszy si? przez Jabok, p?yn?cy w dolinie, zwróci? si? Jezus ku wschodowi i przyszed? a? przed Mahanaim, czy?ciutkie miasto, podzielone na dwie cz??ci. Usiad? przy studni, stoj?cej przed miastem, a wkrótce przybyli do Niego prze?o?eni synagogi i starszyzna miasta, nios?c naczynia na wod?, potrawy i napoje. Przywitawszy Go, umyli Mu i uczniom nogi, nama?cili im g?owy i podali posi?ek i napój, a potem zaprowadzili Jezusa do miasta z objawami mi?o?ci, a zarazem z prostot?. Jezus mia? tu krótk? nauk? o tym, co praojciec ich, Jakób, prze?y? w tych stronach. Ludzie tutejsi byli ju? cz??ciowo ochrzczeni przez Jana. Panowa?a mi?dzy nimi i w okolicznych miejscowo?ciach wielce patriarchalna prostota starodawnych zwyczajów. Jezus nie bawi? tu d?ugo; w przechodzie tylko chcia? z?o?y? zaszczytne odwiedziny tutejszym mieszka?com. Z Mahanaim szed? Jezus godzin? ku wschodowi pó?nocnym brzegiem Jaboka, a? do miejsca, gdzie zeszli si? niegdy? Jakób i Ezaw. Dolina tworzy?a tu zatok?. Po drodze obja?nia? Jezus uczniom znaczenie wszystkich tych dróg. Po chwili przeprawili si? znowu na brzeg po?udniowy Jaboka niewiele poni?ej miejsca, gdzie ??cz? si? dwie rzeczki, wp?ywaj?ce do Jaboka. Uszed?szy znowu mil? ku wschodowi, ujrzeli po prawej r?ce puszcz? Efraim. Tutaj, na wschód od lasu Efraim, nad dolin?, na grzbiecie górskim, le?y pi?kne, regularne, czysto zbudowane miasto Ramot Galaad; kilka ulic i jedna ?wi?tynia nale?a?o wy??cznie do pogan. S?u?b? Bo?? sprawowali Lewici. Jeden z uczniów poszed? naprzód, aby oznajmi?


372

przybycie Jezusa; Lewici i inni znakomitsi mieszka?cy oczekiwali ju? Jezusa w namiocie, ustawionym przy studni przed miastem. Przyby?ym umyli nogi i podali im posi?ek i napój, a potem odprowadzili ich do miasta. Tu zebra?o si? ju? na wielkim placu mnóstwo chorych, b?agaj?cych Jezusa o pomoc. Wielu z nich uzdrowi? Jezus. Wieczorem naucza? jeszcze w synagodze; by? to bowiem dzie? pami?tkowy ofiarowania córki Jeftego, które obchodzono tu jako narodowe ?wi?to ?a?obne. Z okolicy zgromadzi?o si? sporo ludzi, mi?dzy nimi wiele dziewic. Wieczerz? spo?y? Jezus z uczniami u Lewitów, przenocowali za? w jednym domu obok synagogi. — Tu w okolicy nie by?o umy?lnie dla Jezusa za?o?onych gospód; lecz w Ainon, Kamon i Mahanai wynaj?te by?y naprzód gospody i oznaczona liczba go?ci. Ramot le?y tarasowato na pagórku, za pagórkiem za?, w ma?ej dolinie u stóp stromej ska?y jest cz??? miasta, zamieszkana przez pogan. Domy ich mo?na zawsze pozna? po figurach stoj?cych na dachach. Mieli swoj? w?asn? ?wi?tyni?, na której dachu sta?a grupa figur. W ?rodku sta?a figura z wie?cem na g?owie, trzymaj?ca w r?ku mis?, a stoj?ca nad miednic?, czy te? nad ?ród?em; stoj?ce w ko?o niej figury dzieci?ce czerpa?y wod? do misy trzymanej przez ?rodkow? figur?. Miasta w tej okolicy s? w ogóle czy?ciejsze i pi?kniej zbudowane, ni? stare miasta ?ydowskie. Ulice po?o?one s? gwia?dzi?cie; zbiegaj?ce si? w jednym punkcie ?rodkowym; naro?niki s? okr?g?e, a mury biegn? w oko?o miasta zygzakowato. By?o tu niegdy? miejsce ucieczki dla przest?pców*); jeszcze dzi? jest tu wielki budynek na ustroniu, gdzie musieli mieszka?. Teraz jednak dom ten zrujnowany nie s?u?y ju? — zdaje si? — do w?a?ciwego u?ytku. Mieszka?cy wyrabiaj? tu przykrycia, wyszywaj? w nich ró?ne kwiaty lub zwierz?ta i albo sprzedaj?, albo oddaj? do ?wi?tyni. Widzia?am wiele kobiet i dziewic, zatrudnionych przy tym, w d?ugich namiotach. Ludzie chodz? tu czysto odziani na sposób swych przodków. Suknie robione s? z przedniej we?ny. Jezus by? obecnym na wielkim obchodzie pami?tki ofiarowania córki Jeftego. Z uczniami i Lewitami uda? si? na wschód za miasto na równe wolne miejsce, gdzie poczyniono przygotowania do uroczysto?ci. Wszystka ludno?? z RamotGalaad zgromadzi?a si? tu w wielkich kr?gach. W ?rodku na wzgórku sta? ten sam o?tarz, na którym niegdy? ofiarowano córk? Jeftego; naprzeciw za? w pó?kole by?y siedzenia darniowe dla dziewic, dla Lewitów i s?dziów z miasta. Wszyscy przybyli tu na miejsce w d?ugim wspania?ym pochodzie. Dziewice z Ramot i z miast okolicznych, obecne na obchodzie, przybrane by?y w suknie ?a?obne. Jedna, bia?o ubrana i zakwefiona, przedstawia?a sam? córk? Jeftego. Gromada innych dziewic, ca?kiem ciemno ubranych, z zas?oni?t? szyj? i podbródkiem, a z przodu ze zwieszaj?cymi si? im z ramienia rzemieniami z czarnymi fr?dzlami, przedstawia?a p?acz?ce dró?ki córki Jeftego. Ma?e dziewcz?tka, id?ce przed orszakiem, sypa?y kwiaty pod nogi a niektóre z nich gra?y ?a?o?nie na ma?ych fletach; prowadzono tak?e trzy jagni?ta. By?a to d?uga wzruszaj?ca uroczysto??, pe?na ró?nych obrz?dów, odprawiana w wielkim porz?dku w?ród nauk i ?piewów. Cz??ci? przedstawiano w niej ow? smutn? ofiar?, cz??ci? ?piewano pie?ni pami?tkowe i psalmy. Dziewic?, przedstawiaj?c? córk? Jeftego, pociesza?y towarzyszki i op?akiwa?y w pie?niach chóralnych; ona sama pragn??a swej ?mierci. W gronie Lewitów wspólnie z chórami odbywano nad ni? rodzaj narady; ona sama przyst?pi?a i przemawia?a, ??daj?c wype?nienia ?lubu. Mowy te wszystkie i czynno?ci spisane by?y na zwojach, które miano przy sobie; cz??ci? mówiono z pami?ci, cz??ci? czytano. Jezus bra? ?ywy udzia? w ca?ej uroczysto?ci. Sam przedstawia? najwy?szego s?dziego, czyli kap?ana, i ju? to wypowiada? zwyk?e mowy, ju?to mia? przed i podczas uroczysto?ci d?u?sze nauki. Podczas tego ofiarowano na pami?tk? córki


373

Jeftego troje jagni?t, krwi? pokropiono ziemi? w ko?o o?tarza, a mi?so upieczone rozdzielono mi?dzy ubogich. Potem naucza? Jezus dziewcz?ta o pró?no?ci i do takich doprowadzi? wniosków, jakoby córka Jeftego mog?a by?a tak?e by? uwolnion? od ?mierci, gdyby nie by?a tak pró?n?. Uroczysto?? trwa?a a? do popo?udnia. Podczas ca?ej uroczysto?ci zmienia?y si? wci?? dziewcz?ta mi?dzy sob? w roli córki Jeftego; raz ta raz owa siada?a na kamiennym sto?ku, w ?rodku ko?a, i w namiocie zamienia?a sukni? z poprzedniczk? przedstawiaj?c? córk? Jeftego. Ubiór ten by? podobny do tego, jaki mia?a córka Jeftego przy ofierze. Grobowiec jej sta? jeszcze na wzgórku, a w pobli?u by?o miejsce ofiarowania jagni?t. Grobowiec ów by? to czworoboczny sarkofag, otwieraj?cy si? z góry. Gdy si? dopala? t?uszcz i cz??ci ofiarne jagni?t, niesiono resztki wraz z popio?em tu do grobowca i trzymano naczynie pochy?o nad otworem, tak, ?e popió? i resztki wpada?y do grobowca. Po zabiciu baranków kropiono krwi? w ko?o o?tarza, po jednej kropli tej krwi spuszczano za pomoc? laseczki na róg d?ugiej w?skiej zas?ony dziewic, zwieszaj?cej si? im przez plecy. Tymczasem mówi? Jezus: „Córko Jeftego! powinna? by?a w domu dzi?kowa? Bogu za zwyci?stwo, jakie pozwoli? odnie?? Swemu ludowi; ty jednak pe?na pró?no?ci, szukaj?c s?awy córki bohaterskiej, wysz?a? wystrojona pysznie w ?wi?tecznym orszaku, che?pi?c si? przed córami tego kraju." Gdy si? sko?czy?y obrz?dy ?wi?teczne, udali si? wszyscy do pobliskiego ogrodu, gdzie w altanach i namiotach zastawiona by?a uczta. Jezus wzi?? w niej udzia? i siad? u sto?u, zastawionego dla biednych, podczas uczty opowiada? przypowie??. Dziewice jad?y w tym samym namiocie lecz oddzielone ?ciank? po?owy wysoko?ci m??czyzny. Spoczywaj?cy przy stole nie widzieli si? nawzajem; lecz stoj?c mo?na si? by?o widzie?. Po uczcie powróci? Jezus z uczniami, Lewitami i wielu innymi do miasta. Tu uzdrowi? wielu chorych, którzy na? czekali, mi?dzy nimi melancholików i lunatyków. Potem naucza? w synagodze, o Jakóbie, Józefie i sprzedaniu go Egipcjanom, i rzek?: „Kiedy? równie? zostanie kto? przez jednego z braci sprzedanym; ten tak?e przyjmie skruszonych braci, a zg?odnia?ych nakarmi chlebem wiecznego ?ywota." — Tego samego wieczora pokornie prosi?o kilku pogan z miasta, uczniów, czyby i oni nie mogli cho? w cz??ci skorzysta? z nauk wielkiego proroka. Uczniowie oznajmili to Jezusowi, a Ten przyrzek? poganom, ?e jutro do nich przyb?dzie. Jefte, urodzony by? z matki poganki, i dlatego te? wyp?dzony zosta? przez prawe dzieci swego ojca z Ramot, zwanego tak?e Masfa, i ?y? w pobliskiej krainie Tob, z ró?nym mot?ochem wojennym z ?upiestwa. Po zmar?ej swej ?onie, równie? pogance, mia? córk? jedynaczk?, pi?kn?, nadzwyczaj roztropn?, lecz zarazem do?? pró?n?. Jefte by? to cz?owiek bardzo pochopny, gwa?towny, stanowczy, pe?en ??dzy zwyci?stwa i dotrzymuj?cy ?ci?le danego s?owa; by? jakby poga?skim bohaterem wojennym, chocia? z rodu by? ?ydem; by? on narz?dziem w r?ku Bo?ym. Przepe?niony ??dz?, zwyci?stwa i stania si? w?adc? kraju, z którego go wyp?dzono, z?o?y? ?lub uroczysty, ?e to, co najpierw spotka, wracaj?c po zwyci?stwie do domu, z?o?y Panu na ca?opalenie. — Zapewne nie spodziewa? si? spotka? swej jedynej córki, a o innych w swym domu nie dba?. ?lub ten nie podoba? si? Bogu; dopu?ci? go jednak i zrz?dzi?, ?e przez jego spe?nienie poniós? kar? Jefte i jego córka, a szkodliwe jego nast?pstwa z Izraela by?y uchylone. By? mo?e, ?e córka jego by?aby si? zepsu?a przez zwyci?stwo i takie wyniesienie ojca swego; a tak po dwumiesi?cznej pokucie umar?a dla Boga, a ?mierci? sw? zapewne i ojca przywiod?a do opami?tania i do wi?kszej pobo?no?ci. Po owym zwyci?stwie wysz?a córka naprzeciw ojcu, wi?cej ni? na godzin? drogi przed miasto, zanim jeszcze kogo widzia?, z licznym orszakiem


374

dziewic, w?ród ?piewów, bicia w b?bny i gry na fletach. Dowiedziawszy si? o swym nieszcz??ciu, wesz?a w siebie i za??da?a od ojca dwumiesi?cznej zw?oki, aby móc ze swymi rówie?nicami w samotno?ci op?aka? sw? ?mier? dziewicz?, skutkiem której ojciec nie b?dzie mia? ?adnych potomków w Izraelu, a pokut? przygotowa? si? do ?mierci ofiarnej. Z kilku dziewicami uda?a si? przez dolin? Ramot w przeciwleg?e góry i tam przebywa?y wszystkie przez dwa miesi?ce pod namiotami w sukniach pokutniczych w?ród mod?ów i postów. Dzieweczki z Ramot zmienia?y si? przy niej ci?gle, a owa szczególniej op?akiwa?a sw? pró?no?? i ??dz? s?awy. W mie?cie odbyto nad ni? narad?, czy by nie mo?na uwolni? j? od ?mierci; nie by?o to jednak mo?liwym, gdy? ojciec zaprzysi?g? swój ?lub uroczyst? przysi?g?, by?a wi?c ofiar?, której zmieni? nie mo?na by?o na ?aden sposób. Zreszt? ona sama ??da?a spe?nienia ofiary, przekonuj?c o tym z roztropno?ci? i wzruszeniem. ?mier? jej nape?nia?a wszystkich wielkim smutkiem; towarzyszki jej, stoj?c wko?o, ?piewa?y pie?ni ?a?osne. Siedzia?a na tym samym miejscu, na którym przedstawiano j? podczas uroczysto?ci. Tu naradzano si? po raz wtóry, czy nie mo?na by jej uwolni?; ona jednak powtórnie za??da?a ?mierci, jak to si? dzia?o i podczas dorocznego obchodu. Ubrana by?a w bia?? sukni?, okrywaj?c? j? zupe?nie od piersi a? do stóp; g?ow? za? i piersi os?oni?te mia?a cienk? bia?? przezroczyst? tkanin?, tak ?e oblicze, barki i szyja przebija?y przez zas?on?. Ojciec, nie po?egnawszy si? z ni?, opu?ci? miejsce ofiary. Ona za? wyst?pi?a sama przed o?tarz i wypi?a z podanej czary jaki? czerwony napój, zapewne na to, aby straci? przytomno??. Zabi? j? mia? jeden z wojowników Jeftego. Zawi?zano mu oczy, na znak, ?e nie jest morderc?, gdy? nie widzia?, gdy j? zabija?. Wypiwszy czerwony napój, straci?a przytomno??, i wtedy chwyci? j? ów wojownik, obj?? lewym ramieniem, przy?o?y? z boku do szyi krótkie, spiczaste ?elazo i przeci?? jej gard?o. Dwie z jej rówie?niczek w bia?ym odzieniu, pe?ni?ce niejako s?u?b? ?lubnych dru?ek, chwyta?y p?yn?c? krew w czar? i wylewa?y na o?tarz. Nast?pnie owin??y zabit? dziewic? w tkaniny, i po?o?y?y wzd?u? na o?tarz, którego wierzchnia p?yta by?a rusztem. Pod spodem zapalono ogie?, a gdy zw?gli?y si? szaty i wszystko wygl?da?o jak czarny stos, zdj?li m??czy?ni cia?o wraz z rusztem, zanie?li je nad brzeg stoj?cego w pobli?u otwartego grobowca, i pochyliwszy ruszt, spu?cili cia?o do ?rodka, grobowiec za? zamkn?li. Grób ten sta? jeszcze za czasów Jezusa. Zanim Jeftias ubra?a si? w suknie ofiarne, wyk?pa?y j? najpierw towarzyszki pod namiotem i dopiero wystrojon? wyprowadzi?y. Po jej ?mierci naznaczy?y sobie jej towarzyszki i wiele obecnych zas?ony i chusty jej krwi?. Chowano sobie tak?e popio?u z ognia ofiarnego na pami?tk?. Jeftias wysz?a z towarzyszkami naprzeciw ojca w góry prawie o dwie godziny drogi na pó?noc od Ramot. Jecha?y wszystkie na ma?ych osio?kach, ozdobionych wst??kami i obwieszonych brz?cz?cymi dzwonkami. Jedna z dziewcz?t jecha?a przed córk? Jeftego, dwie z boku, a reszta post?powa?a z ty?u w?ród ?piewu i muzyki. ?piewa?y pie?? Moj?esza o zag?adzie Egipcjan. Ujrzawszy córk?, Jefte rozdar? z bole?ci szaty i by? odt?d niepocieszony. Ona za? nie by?a tak smutn?; w milczeniu i z poddaniem przyj??a wiadomo?? o swoim losie. Gdy sz?a na puszcz? z towarzyszkami, nios?cymi ?ywno?? o tyle, o ile potrzeba jej by?o mimo postu, rozmawia? z ni? ojciec po raz ostatni. By? to niejako ju? pocz?tek ofiary, gdy?, jak to si? czyni ofiarom, po?o?y? jej r?k? na g?ow? i wyrzek? te proste s?owa: „Id?! nie b?dziesz ju? mie? m??a." Potem ju? z ni? nie mówi?. Na pami?tk? jej ?mierci a swego zwyci?stwa, wystawi? jej ojciec pó?niej w Ramot pi?kny pomnik i male?k? ?wi?tyni? i ustanowi?, ?eby pami?tk? dnia ofiary corocznie ?wi?tecznie obchodzono, aby przez to utrzyma? pami?? tego smutnego ?lubu na przestrog? dla wszystkich nierozwa?nych szale?ców (S?dz. 11, 39, 40).


375

Matka Jeftego by?a pogank?, która pó?niej przesz?a na ?ydówk?; ?ona jego by?a córk? cz?owieka, urodzonego nie?lubnie z poganina i ?ydówki. Córka jego nie by?a z nim na wygnaniu w kraju Tob, lecz przez ca?y czas w Ramot, gdzie tymczasem umar?a jej matka. Powo?any z Tob przez swoich rodaków, nie by? jeszcze Jefte w mie?cie rodzinnym. Ca?y plan walki u?o?y? w obozie obok Mizpy i zaraz zebra? lud; domu za? i córki wcale nie widzia?. Czyni?c ?lub, nie pomy?la? nawet o niej, lecz o krewnych, którzy go odepchn?li, i dlatego te? Bóg go ukara?. Uroczysto?? trwa?a cztery dni. Jezus odwiedzi? tak?e z uczniami dzielnic? pogan w Ramot, a ci przyj?li Go z wielk? czci? u wej?cia do ich ulicy. Niedaleko ich ?wi?tyni by? plac do nauczania i tu zgromadzi?o si? wielu starców i chorych, a Jezus uzdrowi? ich. Ci, którzy prosili Go tutaj, zdawali si? by? uczonymi, kap?anami i filozofami; wiedzieli o pochodzie Trzech Królów, gdy z gwiazd wyczytali o narodzeniu si? króla ?ydowskiego; byli oni pokrewnej z tamtymi wiary i tak?e zajmowali si? gwiazdami. Podobnie jak w kraju ?w. Trzech Królów by?a tu na wzgórku spostrzegania, z której patrzeli na gwiazdy. T?sknili d?ugo za obja?nieniem i przyjmowali je teraz z ust samego Jezusa. Jezus g?osi? im g??bokie nauki o Trójcy naj?wi?tszej; szczególniej utkwi?y mi w pami?ci s?owa: „Trzej s? którzy ?wiadectwo daj?, woda, krew i duch, a ci trzej jedno stanowi?." Mówi? tak?e o upadku grzechowym, obiecanym Odkupicielu, o prowadzeniu cz?owieka, o potopie, o przej?ciu przez Morze Czerwone, o Jordanie i chrzcie. Mówi? im, ?e ?ydzi nie zaj?li ca?ego kraju obiecanego i zosta?o w nim wielu pogan; On teraz przychodzi zaj?? to, co oni pozostawili i wcieli? do Swego królestwa; nie b?dzie jednak nic zdobywa? mieczem, tylko mi?o?ci? i ?ask?. S?owa Jezusa wzruszy?y wielu niepomiernie i tych pos?a? Jezus do chrztu do Ainon. Tylko siedmiu starców, którzy nie mogli ju? tam pój??, kaza? dwom uczniom ochrzci? tutaj. Przyniesiono wi?c miednic? i ustawiono przed nimi, oni za? weszli do cysterny k?pielowej, stoj?cej w pobli?u, tak ?e stali po kolana w wodzie; opierali si? za? na por?czy umieszczonej nad wod?. Obaj uczniowie wk?adali chrzczonym r?ce na barki, a Maciej, ucze? Jana, wylewa? im po kolei wod? na g?ow? z czarki opatrzonej r?koje?ci?. Jezus wyg?asza? uczniom formu?k?, któr? mieli wymawia? przy chrzcie. Ludzie byli nadzwyczaj schludni, ubrani w pi?kne bia?e odzienia. Jezus naucza? jeszcze lud o czysto?ci i ma??e?stwie w ogóle; kobietom przypomina? szczególnie pos?usze?stwo, pokor? i dobre wychowanie dzieci. Dobrzy ci ludzie odprowadzili Go z oznakami wielkiej mi?o?ci. Powróciwszy w ?ydowsk? dzielnic? miasta, uzdrawia? jeszcze Jezus przed synagog?. Lewici nie bardzo ch?tnym okiem patrzyli na to, ?e Jezus by? u pogan; mimo to naucza? Jezus w synagodze, gdzie dalej obchodzono ?wi?to Jeftego, o powo?aniu pogan, z których wielu mie? b?dzie w Jego królestwie pierwsze?stwo przed Izraelitami; mówi?, ?e przyby? po to, by pogan nie podbitych przez Izraelitów wcieli? do Ziemi obiecanej przez ?ask?, nauk? i chrzest. Naucza? tak?e o zwyci?stwie i ?lubie Jeftego. Podczas gdy Jezus w synagodze naucza?, obchodzi?y dziewice swoj? doroczn? uroczysto?? przy pomniku, postawionym przez Jeftego córce, pó?niej odnowionym i upi?kszonym ozdobami, zostawianymi tu corocznie przez dziewice. Pos?g sta? w okr?g?ej ?wi?tyni, maj?cej otwór w dachu. W ?rodku tej ?wi?tyni sta?a mniejsza ?wi?tynia, a raczej kopu?a, oparta na kolumnach, do której prowadzi?y schody wydr??one w filarze. Wko?o kopu?y wije si? w gór? droga, a wzd?u? niej rze?by wielko?ci dziecka, przedstawiaj?ce pochód tryumfalny Jeftego. Rze?by te s? z cienkiej masy b?yszcz?cej, jakby by?y z p?yt metalowych, i wystaj?ce, tak, ?e figurki zdaj? si? patrze? w dó? ?wi?tyni. Wyszed?szy na wierzch, staje si? na okr?g?ej p?ycie


376

metalowej, ze ?rodka której przez otwór w dachu wychodzi sztaba ze szczeblami, tak, ?e mo?na wyj?? na zewn?trz, sk?d wida? miasto i okolic?. P?yta by?a tak obszerna, ?e dwie dziewice, z których jedna trzyma?a sztab?, mog?y r?ka w r?k? obej?? j? w ko?o. W ?rodku ?wi?ty?ki na postumencie umieszczona by?a w postaci siedz?cej figura córki Jeftego z bia?ego marmuru; si?dzia?a na krze?le, podobnym do tego, jakie mia?a przed ofiar?. G?owa jej si?ga?a a? do pierwszego skr?tu ?limakowatej kopu?y. W ko?o pos?gu by?o tyle miejsca, ?e troje ludzi mog?o wygodnie przej?? obok siebie. Kolumny ?wi?tyni po??czone by?y pi?kn? krat?. Cze?? zewn?trzna zbudowana by?a z ró?nobarwnie, obficie ?y?kowanego kamienia. Kr?ta droga w ko?o kopu?y by?a na ka?dym skr?cie bielsz?. Jeftias trzyma?a na pos?gu jedn? r?k? z chustk? przy oczach, jak gdyby p?aka?a, w drugiej, spuszczonej, trzyma?a co? na kszta?t u?amanej ga??zki lub kwiatu. Tu wi?c, przy tym pomniku ?wi?ci?y dziewice sw? uroczysto??. Wszystko odbywa?o si? w porz?dku. Najprzód rozpina?y zas?ony od obwodu ?wi?tyni a? do pos?gu, potem siada?y podzielone na osobne grupy i pogr??a?y si? w cichej modlitwie, chwilami wzdychaj?c i narzekaj?c. Maj?c w ?rodku przed sob? pos?g, ju?to ?piewa?y chórem, ju?to poszczególne grupy na przemian. Przyst?powa?y tak?e parami przed pos?g, posypywa?y go kwiatami, zdobi?y wie?cami i ?piewa?y pie?ni pocieszaj?ce o znikomo?ci ?ycia ludzkiego; kiego; cz?sto powtarza?o si? w nich wyra?enie: „dzi? mnie, jutro tobie!" Nast?pnie chwali?y hart duszy córki Jeftego, jej poddanie si? i wielbi?y j? wysoko jako cen? zwyci?stwa. Potem sz?y gromadkami ?limakowat? drog? a? na wierzch pomnika i tam ?piewa?y pie?ni zwyci?skie; niektóre wychodzi?y po szczeblach a? do góry, wygl?daj?c za zwyci?zc? i wypowiadaj?c s?owa straszliwego ?lubu. Nast?pnie wraca? orszak znowu na dó? do pos?gu w?ród biada? i skarg, pocieszaj?c zarazem dziewic?, ?e musi umrze? bez ma??onka. Wszystko to przeplatane by?o pie?niami dzi?kczynnymi i rozwa?aniem sprawiedliwo?ci Bo?ej. — Przy ca?ym obchodzie pe?no by?o wzruszaj?cych scen, a wszystko odbywa?o si? przeplatane na przemian rado?ci?, smutkiem i nabo?e?stwem. Urz?dzano tak?e w ?wi?tyni rodzaj uczty. Dziewice nie siedzia?y jednak przy sto?ach, lecz na schodkowych jakich? sprz?tach, siedzia?y za? z podwini?tymi nogami, po trzy jedna nad drug? w obr?bie ?wi?tyni; przy sobie mia?y ma?e okr?g?e stoliczki. Dania by?y dziwne, symboliczne; tak np. mia?y baranka z masy jadalnej, który le?a? na grzbiecie; z jego za? cia?a wyjmowa?y jarzyny i inne potrawy i spo?ywa?y je.

Jezus idzie z Ramot do Argi, Azo i Efron

Po uczcie u Lewitów, na której by? obecny, wyszed? Jezus oko?o pó?nocy z Ramot z siedmiu uczniami i kilku tutejszymi lud?mi, przeprawi? si? przez Jabok i drog? wznosz?c? si? w gór? szed? przez trzy godziny w kierunku zachodnim ku pewnemu miastu w królestwie Bazan, le??cym w ?rodku pomi?dzy dwiema stromymi i jedn? pod?u?n? gór?. Miasto to nazywa?o si? Arga, a nale?a?o do powiatu Argob w po?owie Manassesa. — O pó?torej, lub dwie godziny drogi na wschód od Argi le?y u ?róde? strumyka Og wielkie miasto Garaza. Wi?cej na po?udniowy wschód od niego wida? wysoko w górach JabeschGalaad. Ziemia jest tu wsz?dzie kamienista. Z dala zdaje si?, ?e nie ma tu wcale drzew; s? jednak miejsca zaros?e ma?ymi, zielonymi krzakami. St?d zaczyna si? królestwo Bazan, a Arga jest pierwszym miastem w jego granicach. Po?owa pokolenia Manassesa rozci?ga si? jeszcze dalej ku po?udniu. Oko?o godzin? drogi na pó?noc od Jaboka wida? ju? by?o pas graniczny, oznaczony palami. Jezus przenocowa? z towarzyszami o pó? godziny drogi od miasta w publicznej


377

gospodzie, przy trakcie handlowym, prowadz?cym ze wschodu ku Ardze. Mieli ze sob? zapasy ?ywno?ci. W nocy, gdy wszyscy spali, wsta? Jezus z pos?ania i wyszed? na wolne powietrze modli? si?. — Arga jest miastem wielkim, ludnym i nadzwyczaj schludnym i jak wi?kszo?? miast tutejszych, w których mieszkaj? tak?e poganie, ma Arga ulice proste, szerokie, zbiegaj?ce si? gwia?dzi?cie. Ludzie ?yj? tu zupe?nie inaczej, ni? w Judei i Galilei, i maj? o wiele lepsze obyczaje. Wysy?ani z Jerozolimy i innych miejscowo?ci Lewici nauczaj? w synagogach, zmieniaj?c si? od czasu do czasu. Gdy ludzie nie s? z nich zadowoleni, mog? si? na nich poskar?y? i wtedy otrzymuj? innych. W ogóle nie znosz? tu z?ych ludzi, lecz zsy?aj? ich na osobne miejsce kary. Mieszka?cy nie prowadz? w?asnego gospodarstwa, tj. nie przyrz?dzaj? sobie potraw w domu; s? na to osobne wielkie garkuchnie, gdzie gotuje si? dla wszystkich, i albo tam id? je??, albo bior? potrawy do domu. ?pi? na dachach domów pod namiotami. S? tu ogromne garbarnie, gdzie farbuj? sztucznie, szczególnie na pi?kny fioletowy kolor. Sporz?dzanie i tkanie wielkich dywanów jest tu o wiele sztuczniejsze i na wi?ksze rozmiary uprawiane ni? w Ramot. Mi?dzy domami a murami miasta stoi mnóstwo namiotów, gdzie przy d?ugich naci?gni?tych smugach materii pracuj? niewiasty. Dla tych przemys?owych czynno?ci panuje w mie?cie od dawien dawna wzorowa czysto??. W pobli?u ro?nie mnóstwo wybornych oliwek. Drzewa oliwne sadzone s? w d?ugich rz?dach, tworz?c regularne szpalery. W dolinach ci?gn?cych si? ku Jordanowi s? doskonale pastwiska, na których wypasa si? wiele wielb??dów. W okolicy ro?nie wyborne drzewo, z którego robiono ark? i stó? na chleby pok?adne. Drzewo to ma pi?kn? i g?adk? kor?, a ga??zki zwieszaj? si? na dó? jak u wierzby; li?cie maj? kszta?t li?ci gruszkowych, s? jednak o wiele wi?ksze, z jednej strony zielone, z drugiej jakby srebrn? ros? pokryte. Owoce podobne s? do g?ogu, tylko wi?ksze. Drzewo jest nadzwyczaj twarde, lipie i daj?ce si? cieniutko ?upa?, jak ?yko; bieli si? je i suszy, przez co staje si? pi?knym, nadzwyczaj twardym i nie spo?ytym. Korze? jest delikatny, lecz przy przecinaniu zaciera si? przewód rdzenia tak dalece, ?e wida? tylko cieniuchn? czerwonaw? ?y?k? w ?rodku najg??bszych s?oi. Z drzewa tego robi? tak?e ma?e stoliki, lub u?ywaj? go do robót wyk?adanych. Handluj? tak?e myrh? i innymi korzeniami, których jednak nie zbieraj? na miejscu, lecz otrzymuj? od karawan, obozuj?cych tu tygodniami i przek?adaj?cych towary. Wonno?ci te wyciskaj? w pakach i stosownie przyrz?dzaj?, a potem gotowe ju? sprzedaj? ?ydom, którzy u?ywaj? ich do balsamowania. Na ??kach wypasaj? ogromne krowy i owce. Gdy Jezus nast?pnego ranka zbli?a? si? z uczniami do miasta, wyszli naprzeciw Niego lewici i prze?o?eni miasta, uwiadomieni ju? przez uczniów o Jego przybyciu, powitali Go z wielk? czci?, a zaprowadziwszy Go do namiotu, umyli Mu nogi i podali przek?sk?. Jezus naucza? w synagodze, a potem uzdrowi? bardzo wielu chorych, mi?dzy nimi wielk? liczb? suchotników. Wielu chorych odwiedzi? w ich w?asnych mieszkaniach. Oko?o godziny trzeciej spo?y? Jezus z lewitami obiad w domu godowym; potrawy przynoszono z garkuchni. Wieczorem, za nadej?ciem szabatu, naucza? znowu w synagodze. — Rano mówi? Jezus wiele o Moj?eszu, o pokucie na górze Synaj i Horeb, o budowie arki przymierza, o stole na chleby pok?adne itd. Mówi? za? o tym dlatego, bo mieszka?cy tutejsi przyczynili si? tak?e do tego ofiarami. T?umaczy? im wi?c, ?e tamta ich ofiara by?a typem, teraz za?, w czasie spe?nienia si? obietnicy, powinni przez pokut? i nawrócenie si? z?o?y? w ofierze w?asne serca i dusze. Porównywa? zatem dawne ich ofiary z obecnym stanem rzeczy, lecz jak to czyni?, ju? nie pami?tam. Powód za? do tej nauki by? nast?puj?cy. Podczas gdy Jezus naucza?, widzia?am w objawieniu dok?adnie i ze wszystkimi szczegó?ami, co nast?puje: Za czasów wyj?cia Izraelitów z Egiptu mieszka? te??


378

Moj?esza, Jetro i ?ona Moj?esza Sefora, z dwoma synami i córk?, tu w Arga. W tym czasie wybrali si? raz Jetro i ?ona Moj?esza z dzie?mi odwiedzi? go na górze Horeb, gdzie w?a?nie Moj?esz si? znajdowa?. Moj?esz przyj?? ich z rado?ci? i opowiedzia? im, jak Bóg cudownie wywiód? ich z Egiptu, a Jetro z?o?y? zaraz ofiar? dzi?kczynn?. Poniewa? Moj?esz s?dzi? sam wszystkich Izraelitów, radzi? mu Jetro, by ustanowi? pomniejszych s?dziów, tysi?czników i setników. Potem powróci? do domu, zostawiwszy ?on? i dzieci Moj?esza przy ojcu. W domu opowiada? Jetro wszystkie cuda, jakie ogl?da?, skutkiem czego przej??o si? wielu tutejszych mieszka?ców wielk? czci? dla Boga Izraelitów. Widzia?am jak Jetro posy?a? na wielb??dach podarunki i ofiary, do czego Argitianie przyczynili si? tak?e wielu darami. Podarki te sk?ada?y si? z doskona?ego oleju, który pó?niej palono w Przybytku Pa?skim, z d?ugiej doborowej sier?ci wielb??dziej, maj?cej s?u?y? do wyrobu tkanin, i z pi?knego drzewa Setim, z którego pó?niej zrobiono dr??ki do arki przymierza i stó? na chleby pok?adne. Zdaje mi si?, ?e pos?ali tak?e jakiego? zbo?a, z którego wypiekano chleby pok?adne; by? to w?a?ciwie mi??sz pewnej trzcinowatej ro?liny, z którego ju? Maryja nieraz gotowa?a Jezusowi polewk?. W szabat obja?nia? Jezus w synagodze z ksi?gi Izajasza i V. ksi?gi Moj?esza rozdz. 21— 26. Ju? rano przysz?a Mu kolej mówi? o Balaku i proroku Bileamie; widzia?am kiedy? to wszystko, lecz ju? nie mog? sobie tego w my?li uporz?dkowa?. W dzisiejszej wieczornej nauce opowiada? np. Jezus histori?, zastosowan? do przeczytanych dopiero praw Moj?esza, jak Sambri wraz z Madianitk? ponosi ?mier? z r?ki Fineesa, 4 Moj?. 25, 7, 8. (Anna Katarzyna przytacza?a bardzo wiele ustaw Moj?esza z ksi?gi V. roz. 21 — 26 w zadziwiaj?cy sposób, a przecie? by?y to rzeczy, o których nigdy nie czyta?a. Mówi?a szczególnie o takich, które odpowiednie by?y jej stanowi i usposobieniu, np. ?e wyjmuj?c gniazda ptasie, powinno si? stare ptaki zostawia?, ?e zbieranie pok?osia nale?y do biednych; mówi?a dalej o zastawianiu rzeczy przez ubogich, o po?yczaniu itd. Wszystko to naucza? teraz Jezus, mówi?c szczególnie o nie zatrzymywaniu p?acy robotnikom, gdy? tutejsi mieszka?cy najmowali wielu robotników. Cieszy?a si? bardzo, ?e wszystko to znajduje si? w Pi?mie ?w. i dziwi?a si?, ?e tak dok?adnie wszystko s?yszy. Po szabacie uda? si? Jezus do gospody pogan, którzy przez uczniów z upragnieniem zapraszali Go do siebie; przyj?li Go z oznakami wielkiej pokory i mi?o?ci. Jezus naucza? o powo?aniu pogan i o tym, ?e przychodzi zdoby? tych, których nie podbi? Izrael. Prosili Go potem o obja?nienia, co do spe?nienia si? proroctwa, ?e za czasów Mesjasza, ber?o ma by? odj?te od Judy, a Jezus uczyni? to ch?tnie. O pobycie Trzech Króli w Betlejem wiedzieli. Po nauce objawili pragnienie przyj?cia chrztu. Jezus wyt?umaczy? im znaczenie chrztu, mówi?c, ?e jest on dla nich przygotowaniem do osi?gni?cia królestwa Mesjasza. Dobrzy owi poganie, byli to przejezdni, którzy zatrzymali si? tu na kilka tygodni, oczekuj?c na nadej?cie jakiej? karawany. By?o ich pi?? rodzin, a osób 37. Nie mogli pój?? do Ainon do chrztu, bo bali si? min?? z karawan?. Zapytywali tak?e Jezusa, gdzie maj? si? osiedli?, a Jezus wskaza? im pewn? miejscowo??. Nie s?ysza?am nigdy, by Jezus wspomina? co poganom o obrzezaniu; zaleca? im jednak wstrzemi??liwo?? i jedno?e?stwo. Poganie ci przyj?li potem chrzest z r?ki Saturnina i Judy Barsaby. Chrzest odbywa? si? tak: Chrzczeni, ubrani bia?o, wst?powali do cysterny k?pielowej i nachylali si? nad wielk? stoj?c? przed nimi miednic?, pob?ogos?awion? przez Jezusa. Trzykrotnie polewano im wod? g?ow?. Po chrzcie z?o?yli Jezusowi podarunek, a mianowicie oddali do kasy uczniów kilka sztabek z?ota i par? zausznic, którymi handlowali. Spieni??ono to potem i rozdzielono mi?dzy ubogich. Jezus naucza? jeszcze w synagodze, uzdrawia? i


379

spo?y? uczt? z lewitami. Po uczcie, odprowadzony przez t?um miejscowych ludzi, uda? si? Jezus do ma?ego miasta Azo, po?o?onego o kilka godzin drogi dalej na pó?noc. Tu by? wielki nap?yw ludno?ci, gdy? wieczorem zaczyna? si? obchód ?wi?ta na pami?tk? zwyci?stwa Gedeona. Przed miastem przyj?li Go lewici, umyli Mu nogi i podali przek?sk?. Potem poszed? Jezus do synagogi i tam naucza?. Za czasów Jeftego by?o Azo twierdz?; zniszczono je jednak podczas wojny, na któr? wezwany by? Jefte z kraju Tob. Obecnie by?o to ma?e, schludne miasteczko, sk?adaj?ce si? z d?ugiego rz?du domów. Mieszka?cy, mi?dzy którymi nie ma wcale pogan, odznaczaj? si? dobroci?, pracowito?ci? i dobrymi obyczajami. Na umy?lnie urz?dzonych przed miastem tarasach sadz? i hoduj? wiele drzew oliwnych. Zajmuj? si? tak?e wyrobem ró?nych materii. ?yj? podobnie jak mieszka?cy Argi. Szczyc? si? tym, ?e s? ?ydami czystej krwi z pokolenia Manassesa i nie zmieszali si? wcale z poganami Czysto?? panuje wsz?dzie ogromna. Droga do miasta prowadzi przez ?agodnie obni?aj?c? si? dolin?, a na ko?cu jej na zachód od jakiej? góry le?y samo miasto. W czasie gdy Debora s?dzi?a w Izraelu, a Sisara poniós? ?mier? z r?ki Jaheli, ?y?a d?ugo w Masfa w ukryciu niewiasta, pochodz?ca od jakiej? kobiety, pozosta?ej z wyt?pionego pokolenia Beniamin. Nosi?a si? po m?sku, a tak umia?a ukry? sw? p?e?, ?e nikt jej nie uwa?a? za kobiet?. Miewa?a widzenia, prorokowa?a i cz?sto s?u?y?a Izraelitom za szpiega; ilekro? jednak si? ni? pos?ugiwano, sprawa bra?a zawsze z?y obrót. Razu pewnego obozowali tu wówczas Madianici. Owa niewiasta uda?a si? do ich obozu, przebrana za okaza?ego ?o?nierza, podaj?c si? za Abinuema, jednego z bohaterów, którzy brali udzia? w pora?ce Sisary. Przekrad?a si? ju? przez wiele obozów w celach szpiegowskich; obecnie, zaprowadzona do namiotu dowódcy, wyzna?a, ?e chce odda? w moc jego wszystkich Izraelitów. Dotychczas nie pija?a nigdy wina, by?a zawsze ostro?na i skromna. Teraz jednak nie wiedzie? dlaczego upi?a si? i odkryto, i? jest niewiast?. Przybito j? gwo?dziami za r?ce i nogi do deski i rzucono do do?u, wo?aj?c: „Le? tu, pogrzebana z twym imieniem!" Od strony Azo wpad? Gedeon do obozu Madianitów. Pochodzi? on z pokolenia Manassesa i mieszka? z ojcem w okolicy Silo. Smutne by?y wtedy czasy dla Izraela. Madianici i inne ludy poga?skie wpada?y zewsz?d w granice kraju i niszczy?y pola, zabiera?y plony. Gedeon, syn Joasa Ezrity, zamieszka?ego w Efra, by? m?odzie?cem nadzwyczaj dzielnym, a przy tym bardzo mi?osiernym; nieraz m?óci? sw? pszenic? wcze?niej od innych i rozdziela? j? mi?dzy potrzebuj?cych. By? to pi?kny, silny m??czyzna. Widzia?am go raz, jak szed? wczesnym rankiem przed ?witem po rosie ku nadzwyczaj grubemu d?bowi, gdzie mia? ukryte swoje boisko. D?b ten okrywa? ga??ziami obszern? kotlin? skalist?, ze ?rodka której wyrasta?. Kotlina otoczona by?a wysokim brzegiem, si?gaj?cym a? do ga??zi dolnych, tak, ?e pod d?bem sta?o si? jak pod obszernym sklepieniem, nie b?d?c widzianym z zewn?trz. Pie? d?bu wygl?da? jakby spleciony z kilku pojedynczych pni. Grunt by? tu twardy, skalisty. W brzegu, otaczaj?cym kotlin?, wybite by?y zag??bienia, gdzie w beczkach z ?yka przechowywano zbo?e. M?ócono za pomoc? walca, opatrzonego drewnianymi m?otami, i obracaj?cego si? na ko?ach naoko?o drzewa. W górze na drzewie by?o siedzenie, z którego mo?na by?o widzie? okolic?. — Madianici roz?o?yli si? obozem od Bazanu a? ku polu Ezdrelon, po obu brzegach Jordanu; dolina Jordanu roi?a si? od trzód pas?cych si? wielb??dów. By?o to bardzo na r?k? Gedeonowi. Wybadawszy wszystko przez kilka tygodni, posun?? si? ze swymi trzystu wojownikami do?? daleko w stron? Azo. Raz podczo?ga? si? ku obozowi Madianitów pod jeden z namiotów i pods?uchiwa?. Do uszu jego dosz?a nast?puj?ca rozmowa: — „?ni?o mi si?, jakoby z góry stoczy?


380

si? chleb i przewróci? ten namiot" — mówi? jeden ?o?nierz. Drugi za? odrzek?: „Nie jest to dobry znak; pewnie Gedeon z Izraelitami napadnie nas tu!" — Nast?pnej nocy wpad? nagle Gedeon z garstk? wojowników w?ród d?wi?ku tr?b i przy blasku pochodni do obozu; równocze?nie inne gromadki uczyni?y tak samo z innych stron. Przera?eni i pomieszani nieprzyjaciele, cz??ci? sami si? wymordowali, cz??ci? rozproszeni przez Izraelitów, ponie?li ?mier? z ich r?ki. Góra, z której ów ?o?nierz we ?nie widzia? staczaj?cy si? chleb, le?a?a tu? za miastem Azo; st?d to wpad? sam Gedeon do obozu. W Azo obchodzono teraz ?wi?to doroczne na pami?tk? owego zwyci?stwa Gedeona. Przed miastem sta? na pagórku wielki d?b, a pod nim ustawiony by? o?tarz z kamieni. Mi?dzy tym drzewem a gór?, z której ów ?o?nierz widzia? staczaj?cy si? chleb, by? grób owej przebranej prorokini. — D?by tutejsze s? inne ni? nasze; owoc maj? wielki, okryty zielon? ?upin?, pod któr? nadzwyczaj twarde ziarno osadzone jest na miseczce, podobnie jak nasze ?o??dzie. Z ziaren tych wyrabiaj? ?ydzi ga?ki do lasek. — Od tego d?bu a? do miasta ustawiono na czas uroczysto?ci szereg chatek zdobnych w ró?ne owoce dla pomieszczenia zebranych t?umów. W uroczystej procesji uda? si? Jezus wraz z uczniami i lewitami do d?bu. Przodem wiedziono pi?? ma?ych koz?ów z czerwonymi wie?cami na szyi; niesiono tak?e pieczywo na ofiar?. Pochód odbywa? si? w?ród d?wi?ku tr?b. Po przybyciu na miejsce, zamkni?to koz?y w zakratowanych zag??bieniach, porobionych doko?a drzewa w brzegu pagórka. Czytano nast?pnie z Pisma o Gedeonie i ?piewano psalmy zwyci?skie. Potem zabijano koz?y, ?wiartowano i wi?ksz? ich cz??? wraz z pieczywem po?o?ono na o?tarzu, krwi? za? kropiono ziemi? w ko?o o?tarza. Jeden z lewitów dmuchaj?c przez trzcin?, roznieci? ogie? pod rusztem o?tarza, na pami?tk?, ?e anio? zapali? lask? ofiar? Gedeona. Do zgromadzonych t?umów mia? Jezus nauk? i na tym zeszed? ranek. Po po?udniu uda? si? Jezus wraz z lewitami i najznakomitszymi mieszka?cami w dolin?, po?o?on? na po?udnie od miasta, gdzie u ?ród?a urz?dzone by?o miejsce k?pielowe i ogródek letni. Tu zastawiono uczt?, przy której wed?ug dawnego zwyczaju pierwsze sto?y zaj?li ubodzy. Jezus jad? wraz z ubogimi i opowiada? im podczas uczty o marnotrawnym synu, na którego przyj?cie ojciec kaza? zabi? cielca. Noc przep?dzi? Jezus na dachu synagogi pod namiotem; taki tu bowiem zwyczaj, ?e mieszka?cy ?pi? na dachach domów. Uroczysto?? przeci?gn??a si? do nast?pnego dnia; kuczki, zbudowane dla przybyszów, przyrz?dzone by?y zarazem na ?wi?to Kuczek, przypadaj?ce za 14 dni. Rano naucza? Jezus w synagodze, a potem przed synagog? uzdrawia? wielu ?lepych, suchotników i spokojnych op?tanych. Bra? jeszcze Jezus udzia? w uczcie, a potem opu?ci? miasto, odprowadzany przez lewitów i innych mieszka?ców, w liczbie oko?o trzydziestu. Droga prowadzi?a najpierw przez gór?, z której ów ?o?nierz widzia? we ?nie staczaj?cy si? do obozu Madianitów chleb j?czmienny (S?dz. 7, 13); nast?pnie schodzi?o si? w w?wóz przecinaj?cy wszerz w?sk?, wysok?, a daleko ci?gn?c? si? gór?. Przeszed?szy go, sz?o si? jeszcze z godzin? na pó?noc dolin? wzd?u? brzegu ma?ego uroczego jeziorka. Nad brzegiem sta?o kilka budynków, nale??cych do lewitów z Azo. Przez dolin? p?yn?? strumyk, przep?ywa? jeziorko i d??y? ku Jordanowi. O jakie? sze?? godzin drogi st?d w kierunku pó?nocno wschodnim le?y Betaramfta-Julias u stóp góry. Nad jeziorem zatrzyma? si? Jezus i posili? zapasami, które uczniowie mieli ze sob?. By?y to pieczone ryby, miód, placki i flaszeczki balsamu. Z Azo a? tu trzeba by?o i?? trzy godziny. Droga by?a wsz?dzie kamienista. Po drodze i tu ju? opowiada? Jezus przypowie?? o siewcy, o roli skalistej, o rybach i ich po?owie. Po jeziorku p?ywali w?a?nie rybacy w ma?ych


381

?odziach i ?owili ryby na w?dki. Z?owione ryby oddawano ubogim. St?d o pó?torej godziny drogi le?y Efron. Samego miasta nie wida? st?d, tylko góry le??ce naprzeciw. Teraz roz??czy? si? Jezus z tymi, którzy odprowadzali Go z Azo, a sam uda? si? do Efron. Przed miastem przyj?li Go jak zwykle tamtejsi lewici. Zniesiono tu równie? wielu chorych w drewnianych skrzyniach, które podnosi?o si? za pomoc? sztucznego przyrz?du. Chorych Jezus uzdrowi?. Efron le?y na po?udniowej bocznej ?cianie w?skiego przesmyka, na dnie którego p?ynie ku Jordanowi cz?sto wysychaj?cy strumyk. ?o?ysko jego znajduje si? g??boko w dole. Naprzeciw wznosi si? do?? wysoka, smuk?a góra, na której niegdy? czeka?a córka Jeftego z dziewcz?tami na znak, po którym mia?a pozna?, ?e ojciec zwyci??y?. Znakiem tym mia? by? wznosz?cy si? dym. Ujrzawszy go, wróci?a spiesznie do Ramot i z ca?? okaza?o?ci? wyruszy?a naprzeciw ojcu. — Jezus naucza? tu i uzdrowi? wielu chorych. Lewici tutejsi nale?eli do starej sekty Rechabitów, która wzi??a pocz?tek od Jetrona, te?cia Moj?esza. Dawniej ?yli tylko pod namiotami, nie uprawiali roli i nie pili wina. Byli ?piewakami i strzegli bram ?wi?tyni. Jezus gani? im ich niektóre zbyt surowe pogl?dy i upomina? lud, by wiele ich przepisów nie spe?nia?, Przypomnia? im przy tym owych lewitów z Betsames, którzy nienale?ycie i zanadto ciekawie ) i za to zostali*spojrzeli na ark? przymierza, zwrócon? przez Filistynów, ?mierci? ukarani. Byli to tak?e Rechabici i mieszkali tam pod namiotami. Jeremiasz bezskutecznie chcia? ich raz, kusz?c, namówi?, by pili w ?wi?tyni wino. Ich ?cis?o?? w wype?nianiu prawa stawiano Izraelitom za wzór. Teraz za czasów Jezusa nie mieszkali ju? pod namiotami; zachowali jednak wiele dziwacznych zwyczajów. Nosili na go?ym ciele w?osienny efod (szkaplerz) jako w?osiennic?, na tym sukni? z run, prócz tego pi?kn? bia?? sukni?, przepasan? szerokim pasem. Wykwintniejsz? sw? odzie?? wyró?niali si? od Esse?czyków. Obrz?dy oczyszczania zachowywali we wszystkim a? do przesady. Co do ma??e?stwa trzymali si? osobliwego zwyczaju, ?e puszczali krew i z niej os?dzali, czy kto? ma si? ?eni? czy nie; stosownie te? do tego ??czyli ludzi swego pokolenia, lub zakazywali im ma??e?stwa. Mieszkali tak?e w Argob, Jabesch i Judei. Nauki i nagany Jezusa przyj?li z pokor?, nie sprzeciwiaj?c si? w niczym. Jezus gani? im g?ównie ich nieub?agan? surowo?? dla cudzo?ó?ców i morderców, dla których nie znali przebaczenia. Przestrzegali tak?e surowo postów. Na pobliskiej górze by?y liczne odlewnie ?elaza i ku?nie. Wyrabiano najwi?cej garnki, rynny i rury do wodoci?gów; te ostatnie robili w ten sposób, ?e spajali razem dwie rynny.

Jezus w Betaramfta – Julias. Abigail, odepchni?ta ?ona tetrarchy Filipa.

Z Efrom uda? si? Jezus z uczniami w towarzystwie wielu Rechabitów do Betaramfia Julias, pi?knego miasta, po?o?onego na wy?ynie, a oddalonego na 5 godzin drogi na pó?nocny wschód. Po drodze naucza? w jakiej? kopalni, gdzie wydobywano rud? przerabian? potem w Efron. W Betaramfcie byli tak?e Rechabici, a niektórzy z nich byli nawet kap?anami. Zdaje mi si?, ?e Rechabici z Efron podlegali ich zwierzchnictwu. Miasto wielkie, obszerne, le?y doko?a podnó?a góry. Zachodni? cz??? zamieszkuj? ?ydzi, wschodni? za? i cz??? wy?yny poganie. Obie cz??ci oddzielone s? murowan? drog? i plantacjami. Na szczycie góry stoi pi?kny zamek warowny basztami, wko?o za? rozci?gaj? si? ogrody pe?ne drzew. Mieszka?a tu ?ona tetrarchy Filipa, z któr? si? rozwiód? i wyznaczy? jej na utrzymanie dochody z tej okolicy Przy sobie mia?a pi?? doros?ych córek. Nazywa?a si? Abigail, a pochodzi?a z rodu królów z Gessur. By?a to starsza ju? niewiasta, lecz krzepka jaszcze i urodna; odznacza?a si? prawym charakterem i


382

dobroczynno?ci? Filip starszym by? od Heroda z Perei i Galilei. Lubi? spokojne, wygodne ?ycie. By? bratem przyrodnim drugiego Heroda, z innej matki. O?eni? si? najpierw z jak?? wdow? maj?c? córk?. Zdarzy?o si? jednak, ?e przeje?d?a? t?dy m?? owej Abigail, czy to z okazji jakiej? wojny, czy te? jad?c do Rzymu, i odje?d?aj?c zostawi? tu sw? ?on?. Tymczasem Filip uwiód? j? i poj?? za ?on?, o czym gdy dowiedzia? si? jej m??, umar? ze zgryzoty. Pierwsz? sw? ?on? wyp?dzi? Filip od siebie. Ta po kilku latach zachorowa?a ci??ko, a umieraj?c, wezwa?a do siebie Filipa i b?aga?a go, by przynajmniej ulitowa? si? nad jej córk?, kiedy nad ni? nie mia? lito?ci. Filip, któremu ju? uprzykrzy?a si? Abigail, spe?ni? pro?b? konaj?cej w ten sposób, ?e pasierbic? sw? poj?? za ?on?, a Abigail odes?a? wraz z jej pi?ciu córkami do Betaram, nazwanego tak?e Julias, na cze?? jakiej? rzymskiej nadwornej damy. Abigail ?y?a tu pod ?cis?ym nadzorem kilku urz?dników Filipa, którzy donosili mu o ka?dym jej kroku. ?wiadczy?a dobrodziejstwa, przychylna by?a dla ?ydów i ??dna bardzo poznania prawdziwej wiary i zbawienia. — Filip mia? tak?e jednego syna. Obecna jego ?ona by?a o wiele m?odsza od niego. W Betaram przyj?to Jezusa dobrze i ugoszczono. Przybywszy rano, uzdrowi? Jezus zaraz wielu chorych; potem wieczór i na drugi dzie? rano naucza? w synagodze o dziesi?cinach i pierworództwie V. Moj?. 26 — 29, a tak?e obja?nia? roz. 60 z Izajasza proroka. Abigail, bardzo przez mieszka?ców lubiana i chwalona, pos?a?a teraz ?ydom dary dla ugoszczenia Jezusa i uczniów. Pierwszego dnia miesi?ca Tiszri obchodzono ?wi?to Nowego Roku. Na dachu synagogi, gra?a muzyka; grano na ró?nych instrumentach, mi?dzy innymi na harfach, a g?ównie na wielkich puzonach, opatrzonych wielu klapami. Grano tak?e na owym dziwnym sk?adanym instrumencie z miechami, który widzia?am ju? raz w synagodze w Kafarnaum. Podczas ?wi?ta ozdobione by?y wszystkie domy kwiatami i owocami. Ka?dy stan mia? tu swoje odr?bne zwyczaje. W nocy schodzi?o si? wiele niewiast w d?ugich sukniach na groby i tam modli?y si?, trzymaj?c w r?ku ?wieczniki, nakryte doniczkami. K?pali si? wszyscy, niewiasty w domach, m??czy?ni w osobnych miejscach k?pielowych, przy czym by? zwyczaj, ?e ?onaci k?pali si? osobno, a m?odzie?cy osobno; tego samego przestrzega?y równie? niewiasty i dziewice. Przy cz?stych k?pielach obchodzili si? ?ydzi bardzo oszcz?dnie, gdy? wody nie wsz?dzie by?o pod dostatkiem. Do k?pieli k?adziono si? na znak w koryto i muszl? lano na siebie wod?; by?o to wi?cej obmywanie si?, ni? k?piel. Dzi? k?pano si? za miastem w wodzie ca?kiem zimnej. By? tak?e zwyczaj, ?e w dniu tym obdarzano si? nawzajem, przy czym pami?tano g?ównie o ubogich. Sprawiano im wspania?? uczt?, a na d?ugiej grobli uk?adano dla nich podarunki, sk?adaj?ce si? z zapasów ?ywno?ci, sukien i okry?. Z podarunków, otrzymanych od przyjació?, oddawa? równie? ka?dy cz??? na ubogich. Obecni przy tym Rechabici, kierowali wszystkim i utrzymywali porz?dek, bacz?c zarazem, co i jak udziela ka?dy ubogim. Mieli przy sobie trzy zwoje, w których zapisywali zalety ka?dego ofiarodawcy bez jego wiedzy. Jeden nazywa? si? ksi?g? ?ycia, drugi ksi?g? drogi, trzeci ksi?g? ?mierci. Ró?nych takich urz?dów mieli Rechabici dosy? wiele, byli od?wiernymi ?wi?tyni, skarbnikami, a przede wszystkim ?piewakami, to te? i przy dzisiejszej uroczysto?ci ?piewali. Jezus otrzyma? równie? w Betaramfta podarunki w sukniach, okryciach i monetach, i kaza? je zaraz rozdzieli? mi?dzy ubogich. Podczas trwania publicznej uroczysto?ci uda? si? Jezus do pogan. Abigail prosi?a Go gor?co o pozwolenie widzenia si? z Nim, a i ?ydzi, którym tyle dobrego wy?wiadczy?a, wstawiali si? za ni? u Jezusa. Przychylaj?c si? do tej pro?by, poszed? Jezus z kilku uczniami na ów publiczny, obsadzony drzewami plac, oddzielaj?cy dzielnic? poga?sk? od ?ydowskiej, gdzie zwykle schodzili si? ?ydzi i


383

poganie dla za?atwiania obopólnych interesów. Tu czeka?a ju? na? Abigail ze swymi pi?ciu córkami, i z ca?ym orszakiem; prócz tego zebra?o si? wielu pogan i dziewic poga?skich. Abigail by?a to ros?a, krzepka niewiasta, lat oko?o pi??dziesi?ciu, prawie w tym wieku co Filip. W rysach jej przebija? si? smutek i t?sknota; pragn??a pomocy i pouczenia, nie wiedzia?a jednak, co pocz??, gdy? kr?powa?y j? na ka?dym kroku stosunki, a nas?ani dozorcy szpiegowali ci?gle. Rzuci?a si? na ziemi? przed Jezusem, Ten jednak podniós? j?, a potem przechadzaj?c si?, poucza? j? i innych zebranych. Mówi? o spe?nieniu si? proroctw, o powo?aniu pogan i o chrzcie. Od czasu, gdy Jezus opu?ci? Ainon, nadci?ga?y tam ze wszystkich miejscowo?ci w których ju? by? Jezus, wci?? t?umy ?ydów i pogan, które chrzcili uczniowie, pozostawieni przez Jezusa. Przeznaczeni byli do tego Andrzej, Jakób M?odszy, Jan i uczniowie Jana Chrzciciela. Od uwi?zionego Jana Chrzciciela szli pos?owie tam i z powrotem. Abigail przyj??a Jezusa ze zwyk?ymi oznakami czci. Ju? przedtem zamówi?a s?ugi ?ydowskie, a ci umyli teraz Jezusowi nogi i uprzejmie Go przywitali. Abigail prosi?a z pokor? Jezusa o przebaczenie za to, ?e o?mieli?a si? prosi? Go o rozmow?, ale uniewinnia?a si? tym, ?e ju? dawno pragn??a pozna? Jego nauk?; prosi?a Go potem, by raczy? wzi?? udzia? w uroczysto?ci, któr? na Jego cze?? urz?dzi?a. Jezus okazywa? si? bardzo ?askawym wzgl?dem zabranych pogan, a szczególnie wzgl?dem niej, j? za? sam widok Jego i s?owa wzrusza?y do g??bi, tym bardziej, ?e dusza jej by?a pe?na troski i ju? na pó? przygotowana do poznania prawdy. Nauczanie pogan trwa?o do popo?udnia, poczym na zaproszenie Abigail uda? si? Jezus do wschodniej dzielnicy miasta, w miejsce niedaleko ?wi?tyni po?o?one, gdzie urz?dzone by?y k?piele. U pogan by? dzi? tak?e rodzaj ?wi?ta narodowego, gdy? obchodzili równie? z wielk? uroczysto?ci? ?wi?to Nowiu. Id?c tu, przechodzi? Jezus przez drog?, oddzielaj?c? ?ydowsk? dzielnic? od poga?skiej; tu w mieszkaniach wykutych w murze, le?a?o wielu biednych chorych pogan w skrzyniach, wys?anych s?om? i plewami. W ogóle by?o tu mi?dzy poganami wielu ubogich. Jezus nie uzdrawia? teraz nikogo. W miejscu s?u??cym do zabawy, gdzie zastawiano uczt?, naucza? Jezus d?ugo pogan, ju?to chodz?c po ogrodzie przed uczt?, ju?to podczas samej uczty. Mówi? ró?ne przypowie?ci o zwierz?tach, aby wykaza? im ich nieu?yteczn?, bezowocn? dzia?alno??. Mówi? np. o mozolnej, a na nic nie przydatnej pracy paj?ka, o pracowito?ci mrówek i os, przeciwstawiaj?c jej wzorow?, w porz?dku prowadzon? prac? pszczó?. W uczcie w której bra?a tak?e udzia? Abigail, rozdzielono potrawy po wi?kszej cz??ci na rozkaz Jezusa ubogim. — W ?wi?tyni poga?skiej odprawiano dzi? tak?e uroczyste nabo?e?stwa. ?wi?tynia ta by?a wspania?a, otoczona z pi?ciu stron otwartymi kru?gankami, przez które mo?na by?o przejrze? na wylot. W ?rodku wznosi?a si? w górze wysoka kopu?a. W poszczególnych przysionkach ?wi?tyni sta?y posagi bóstw. G?ówny Bóg nazywa? si? Dagon; pos?g jego wyobra?a? u góry cz?owieka, a u do?u ryb?. By?y i inne posagi bóstw w postaci zwierz?t; nie by?o jednak nigdzie tak pi?knych pos?gów, jak u Greków i Rzymian. Dziewcz?ta wiesza?y wie?ce na wizerunkach, ?piewa?y i ta?czy?y w ko?o, a kap?ani palili kadzid?a na trójnogach. Na kopule ?wi?tyni umieszczony by? dziwny, sztuczny przyrz?d; by?a to wielka ?wiec?ca si? kula, otoczona gwiazdami, a poruszaj?ca si? w nocy w ko?o dachu. Wida? j? by?o i z zewn?trz i z wn?trza ?wi?tyni. Mia?a ona niby przedstawia? bieg gwiazd i uwidocznia? nów, czy te? nowy rok. Kula porusza?a si? bardzo powoli, a gdy przesz?a na drug? stron? ?wi?tyni, ustawa?y z tej strony wszelkie gry i obchody, a zaczyna?y si? na drugiej stronie, gdzie by?a kula, przedstawiaj?ca ksi??yc. Niedaleko miejsca, gdzie przyrz?dzono uczt? dla Jezusa, by? wielki plac do


384

zabawy, na którym w?a?nie bawi?y si? dziewice; by?y przepasane, nogi mia?y poowijane, w r?kach za? ?uki, strza?y i ma?e w?ócznie, owite kwiatami. Tak ustrojone, przebiega?y ko?o osobliwego rusztowania, ustawionego z ga??zi, kwiatów i ró?nych ozdób. Do rusztowaniu przywi?zane by?y ró?ne ptaszki, za? w ko?o tego?, w ogrodzeniu, sta?y ró?ne zwierz?ta, mi?dzy innymi koz?y i osio?ki. Dziewice strzela?y w biegu, lub rzuca?y w?ócznie do tych ptaków i zwierz?t, staraj?c si? je trafi?. — Sta? tam tak?e w pobli?u szkaradny bo?ek z otwart? szeroko jak u zwierza paszcz?, zreszt? podobny do cz?owieka, ze stercz?cymi naprzód r?koma; wewn?trz by? wydr??ony, a pod spodem pali? si? ogie?. Zabite przez dziewice zwierz?ta wk?adano temu bo?kowi w paszcz?, gdzie pali?y si? i opada?y zw?glone w ogie?. Zwierz?ta za? nie trafione, trzymano w odosobnieniu, jako ?wi?te, potem kap?ani wk?adali na nie grzechy innych i puszczali je na wolno??. Przedstawia?y wi?c one to samo, co zwierz?ta przeb?agalne u ?ydów. Podoba?aby mi si? bardzo szybko?? ruchów i zr?czno?? dziewic, gdyby z tym nie by?o po??czone wstr?tne m?czenie zwierz?t i cze?? dla obrzydliwego bo?ka. Uroczysto?? ta, trwa?a a? do wieczora, a po zej?ciu ksi??yca z?o?ono ofiar? ze zwierz?t. Wieczorem o?wiecono ca?? ?wi?tyni?, jak równie? zamek Abigail pochodniami. Jezus naucza? jeszcze i po uczcie; wielu pogan nawróci?o si? i ci poszli zaraz do Ainon przyj?? chrzest. Wieczorem wyszed? Jezus znowu na gór?, przy blasku pochodni i rozmawia? z Abigail pod kolumnami, w przedsionku jej pa?acu. Przy tym by?o obecnych kilku urz?dników Filipa i ci wci?? bacznie na ni? uwa?ali. Kr?powa?o j? to we wszystkim, co czyni?a. Da?a te? Panu do poznania swoje zak?opotanie rzewnym spojrzeniem na owych m??czyzn. Jezus widzia? i bez tego wi?zy, jakie j? kr?powa?y, zna? tajniki jej serca i litowa? si? nad ni?. Abigail pyta?a Jezusa, czy mo?e jeszcze pojedna? si? z Bogiem, bo czuje straszne wyrzuty sumienia za to, ?e z?ama?a wiar? prawowitemu ma??onkowi i spowodowa?a ?mier? jego. Jezus pociesza? j?, mówi?c, ?e grzechy jej s? ju? odpuszczone, niech tylko spe?nia dalej dobre uczynki, trwa w dobrym i modli si?. — Abigail pochodzi?a z rodu Jebuzytów. Poganie ci zwykli byli nowonarodzone niedo???ne dzieci wyrzuca? na zatracenie i w ogóle maj? wiele przes?dów co do znaków urodzenia. We wszystkich miejscowo?ciach, w których by? Jezus ostatnimi czasy, odbywano z po?piechem przygotowania do ?wi?ta Kuczek. W Betaramfta znoszono zewsz?d cienkie deski i ustawiano na dachach lekkie namioty lub chatki z ga??zi. Dziewice zaj?te by?y zbieraniem ro?lin i kwiatów, które stawia?y w piwnicy w wodzie, by zachowa? je w ?wie?o?ci. Przed ?wi?tem jest tyle dni postu i tyle zu?ywa si? przy tym zapasów na ucztach, ?e ju? teraz trzeba wszystko sprowadza?. Dostarczenie wszelkich potrzebnych rzeczy polecono ubogim, za co otrzymuj? p?ac? i bezp?atne utrzymanie, a przy ko?cu wyprawia si? im obfit? uczt? i daje stosown? nagrod?. W ca?ej okolicy nie wida? tu nigdzie publicznych sklepów. W Jerozolimie tylko na placach ko?o ?wi?tyni stoj? budy z towarami. W innych miastach stoi co najwy?ej przy bramie namiot, gdzie sprzedaj? okrycia, a i to g?ównie tylko w tych miastach, k?dy przechodz? karawany. Do gospód nie schodz? si? ludzie i nie przesiaduj? tak, jak u nas. Tylko tu i ówdzie w za?omie muru stoi czasem przed namiotem cz?owiek z miechem lub dzbanem wina w r?ku; od czasu do czasu zatrzymuje si? który z podró?nych i ka?e sobie poda? kubek wina; rzadko tylko zatrzymuje si? kto d?u?ej i pije wi?cej. Pijanych nie wida? nigdzie na ulicy. Ludzie sprzedaj?cy wod?, maj? miech przewieszony przez plecy na kiju, zwieszaj?cy si? z obu stron. Naczynia i narz?dzia ?elazne przywozi sobie ka?dy na os?ach z miejsca, gdzie je wyrabiaj?. Na drugi dzie? uda? si? Jezus znowu na drog?, odgraniczaj?c? dzielnic? poga?sk? od ?ydowskiej, i tam


385

uzdrowi? wszystkich owych biednych pogan, le??cych n?dznie w komórkach, w murze wykutych; uczniowie za? rozdali im ja?mu?n?. Nast?pnie naucza? w synagodze, a? do chwili odej?cia. Poniewa? ze ?wi?tem tym po??czony by? dzie? pami?tkowy ofiary Izaaka, mówi? Jezus o prawdziwym i rzeczywistym Izaaku, przeznaczonym na ofiar?; ludzie jednak nie zrozumieli s?ów Jego. We wszystkich miejscowo?ciach mówi Jezus teraz wyra?nie o Mesjaszu; nie wypowiada jednak nigdy tego, ?e On Nim jest.

Jezus w Abila i Gadam

Jezus uda? si? teraz z uczniami, odprowadzony przez lewitów, do pi?knego miasta Abila, oddalonego st?d o trzy godziny drogi na pó?nocny zachód; miasto to le?y w w?wozie, przez który przep?ywa potok Karit, tocz?c swe wody do Hieroniaksu. Lewici odprowadzili Go a? do góry, le??cej w pó? drogi, i wrócili si?. Przed miastem, roz?o?onym doko?a ?ród?a potoku Karit, przyj?li Jezusa oko?o trzeciej godziny po po?udniu tamtejsi lewici, mi?dzy którymi by?o tak?e wielu Rechabitów. Obecni byli tak?e trzej uczniowie z Galilei, oczekuj?cy tu Jezusa. Zaraz wprowadzono Go do miasta ku pi?knej studni, po?o?onej w ?rodku miasta, w której by?o ?ród?o potoku Karit. Nad studni? by? zbudowany domek, a raczej hala na kolumnach, od niej za? wiod?y portyki ??cz?ce synagog? i inne budynki z tym punktem ?rodkowym. W ko?o nich roz?o?one by?o, na obu stronach ?agodnej wy?yny, miasto; ulice zbiega?y si? do ?rodka promieni?cie, tak, ?e ze wszystkich ulic mo?na by?o widzie? studni?. Tu u studni umyli lewici Jezusowi i uczniom nogi i podali im zwyczajn? przek?sk?. — W s?siednich ogrodach i budynkach zaj?ci byli m??czy?ni i dziewice przygotowaniami do ?wi?ta Kuczek. St?d uda? si? Jezus na pó?noc od miasta w dolin? ku potokowi, przez który wiód? w tym miejscu o pó? godziny drogi od miasta szeroki most kamienny. Na mo?cie tym sta? pod dachem, wspartym na o?miu kolumnach, filar, postawiony na pami?tk? Eliasza. Na niskim tym filarze znajdowa?a si? ambona, na któr? wchodzi?o si? po schodkach, wydr??onych wewn?trz filaru, i z której zwykle nauczano. Po obu brzegach w?skiego w tym miejscu potoku urz?dzone by?y tarasy dla s?uchaczy, zape?nione obecnie t?umami ludzi. Jezus naucza? z ambony, zwracaj?c si? to w t?, to w ow? stron?. W mie?cie by? dzi? w?a?nie dzie? pami?tkowy Eliasza, który w dniu tym mia? tu u potoku jakie? zdarzenie. Po nauce zastawiono uczt? w letnim ogrodzie k?pielowym przed miastem; uko?czono j? jednak z nastaniem szabatu, gdy? na drugi dzie? by? post na pami?tk? zamordowania Godoliasza. Potem grano jeszcze na puzonach. Na wschód od miasta na urwisku góry by?a w odosobnieniu pi?kna grota grobowa, przed ni? za? ma?y ogródek, w którym obecnie obchodzi?y niewiasty trzech rodzin z Abila ?wi?to umar?ych. Siedzia?y zas?oni?te, p?acz?c, a cz?sto pada?y twarz? na ziemi?. Nast?pnie zabi?y wi?ksz? ilo?? pi?knie opierzonych ptaków, oskuba?y je i spali?y b?yszcz?ce pierze na grobie, mi?so za? rozdano ubogim. By? to grób pewnej Egipcjanki, z której rodu niewiasty te pochodzi?y i dlatego obchodzi?y pami?tk? jej ?mierci. Rzecz za? mia?a si? tak: Przed wyj?ciem Izraelitów z Egiptu, ?y?a tam?e jaka? nie?lubna krewna ówczesnego Faraona, przychylna bardzo dla Moj?esza i oddaj?ca wielkie us?ugi Izraelitom. By?a ona prorokini? i moc? tego daru odkry?a Moj?eszowi ostatniej nocy przed wyj?ciem miejsce, gdzie le?a?y zw?oki Józefa. Zwano j? Segola. Córka tej Segoli wysz?a za Aarona; wkrótce jednak rozwiód? si? on z ni?, a poj?? za ?on? El?biet?, córk? Aminadaba z pokolenia Judy. Rozwiedziona mia?a i z Aminadabem jakie? zwi?zki, lecz nie wiem ju? jakie. Ta wi?c córka Segoli, wyposa?ona dostatnio przez matk?,


386

a potem przez Aarona, wysz?a z Egiptu wraz z Izraelitami, zabrawszy ze sob? wielkie skarby; w pochodzie wysz?a za m?? za jakiego? innego Izraelit?. Potem przy??czy?a si? do Madianitów z rodu Jetrona. Potomkowie jej osiedlili si? pod Abila, mieszkaj?c pod namiotami, cia?o za? jej, przywiezione tu z pustyni, z?o?ono w tym grobowcu. Dzia?o si? to ju? po erze Eliasza, gdy? wtedy dopiero zbudowano miasto Abil?. Za czasów Eliasza nie by?o tu miasta; mo?e by?, ?e istnia?o przedtem, i tylko zburzono je podczas jakiej wojny. Dzi? by?a w?a?nie rocznica ?mierci córki Segoli. Z okazji tej przynosi?y ku jej pami?ci niewiasty lewitom zausznice i inne klejnoty. Jezus, nauczaj?c z mównicy Eliasza, chwali? t? niewiast? i opowiada? o ?agodno?ci jej matki Segoli. Przys?uchiwa?y si? nauce niewiasty, stoj?c w tyle za m??czyznami. — Przy uczcie, w ogrodzie k?pielowym, obecnych by?o wielu ubogich, a ka?dy z biesiadników musia? udzieli? im pewn? cz??? ze swej porcji, zanim zacz?? spo?ywa?. Na drugi dzie? zaprowadzili lewici Jezusa na wielkie podwórze, w ko?o którego sta?y komórki, a w nich mieszka?o oko?o dwudziestu g?uchoniemych i ?lepych od urodzenia, strze?onych przez dozorców i piel?gnowanych przez kilku lekarzy; by? to wi?c rodzaj szpitala. G?uchoniemi zachowywali si? ca?kiem jak dzieci; ka?dy z nich mia? swój ogródek, tam si? bawi? i sadzi? kwiatki. Gdy Jezus przyby?, otoczyli Go w ko?o, u?miechaj?c si? i wskazuj?c palcami na usta. Jezus schyli? si? i palcem okre?li? ró?ne znaki na piasku, ci za? przypatrywali si? im i stosownie do tego, co Jezus napisa?, wskazywali na poszczególne przedmioty, w pobli?u stoj?ce. W ten sposób rozmawiaj?c z nimi, zdo?a? im da? jakie? poj?cie o Bogu. Czy Jezus kre?li? figury, czy g?oski, ju? nie wiem, jak równie?, czy g?uchoniemych uczono ju? pierwej tego. Nast?pnie wk?ada? im Jezus palce w uszy i dotyka? si? palcem wielkim i wskazuj?cym spodu j?zyka. W tej chwili doznali wzruszenia wewn?trznego, ze zdumieniem rozgl?dn?li si? wko?o, a widz?c, ?e odzyskali w?adz? s?uchu i mowy, rzucili si? z p?aczem do nóg Jezusowi, a nast?pnie zanucili t?skn?, jednotonn? pie??, z niewielu s?ów si? sk?adaj?c?. Brzmieniem przypomina?o to ?piew Trzech Królów w pochodzie ich do Betlejem. Uleczywszy g?uchoniemych, przyst?pi? Jezus do ?lepych, stoj?cych cicho w rz?dzie. Pomodliwszy si?, dotkn?? si? dwoma palcami oczu ka?dego, a ci przejrzeli zaraz, i widz?c Zbawiciela i Odkupiciela, z??czyli swe g?osy dzi?kczynne ze ?piewem g?uchoniemych, wielbi?cych Jezusa, ?e mog? s?ysze? Jego nauk?. By? to widok nieopisanie mi?y i radosny. Gdy Jezus wyszed? z uzdrowionymi, otoczyli Go mieszka?cy ca?ego miasta, wesel?c si? i raduj?c. Jezus kaza? ka?demu z uzdrowionych si? wyk?pa?. St?d poszed? Jezus z uczniami i lewitami przez miasto ku mównicy Eliasza. W mie?cie ca?ym panowa? wielki ruch. Na wiadomo?? o spe?nionym cudzie, wypuszczono wielu op?tanych, wi?zionych dotychczas. Na rogu jednej z ulic zabieg?y Jezusowi drog? ob??kane niewiasty, wo?aj?c szybkimi, urywanymi s?owy: „Jezus z Nazaretu! Prorok! Ty? jest prorokiem! Ty? Jezus! Ty? jest Chrystus! Prorok!" — Niewiasty te cierpia?y na rodzaj ?agodnego ob??kania. Jezus nakaza? im milczenie, czego one rzeczywi?cie us?ucha?y. Jezus w?o?y? ka?dej r?k? na g?ow?, a one z p?aczem upad?y na kolana, zawstydzi?y si? i ucich?y zupe?nie, a potem spokojnie da?y si? odprowadzi? do domu. Wielu znów op?tanych w napadzie szale?stwa przeciska?o si? przez t?um, jakby chcieli Jezusa rozedrze?. Jezus tylko spojrza? na nich, a ci jak ?asz?ce si? psy przypadli do nóg Jego. Rozkaza? szatanom z nich ust?pi? i wychodzili w postaci ciemnej pary, a op?tani stracili chwilowo przytomno??, wkrótce jednak przyszli do siebie i z p?aczem dzi?kowali Jezusowi, a potem dali si? odprowadzi? do domu. Zwykle rozkazywa? Jezus takim uzdrowionym oczyszcza? si?. Wszed?szy na ow? mównic? u mostu, mówi? Jezus o Eliaszu, o Moj?eszu i wyj?ciu z Egiptu. Mówi?c za? o uzdrowionych, wykazywa? spe?nienie si? proroctw, ?e za czasów Mesjasza niemi


387

b?d? mówi?, ?lepi widzie?, wielu za? b?dzie takich, którzy znaki ujrz?, a nie uznaj? ich. Podczas tego widzia?am w objawieniu wiele rzeczy, tycz?cych si? Eliasza. By? to m?? s?usznego wzrostu, chudy, o policzkach zapad?ych, na których przebija? si? rumieniec, z d?ug? cienk? brod?; wzrok mia? bystry, b?yszcz?cy; by? ?ysy, tylko z ty?u g?owy mia? wieniec w?osów. Na wierzchu g?owy mia? trzy grube naro?l?, podobne do cebuli, jeden na ?rodku g?owy, dwa za? wi?cej z przodu. Sukni? zrobion? mia? z dwóch skór, spi?tych na barkach, z boku otwartych, w pasie sznurkiem przewi?zanych. Na plecach i ko?o kolan zwiesza?y si? ze skóry kosmyki run. W r?ku nosi? zawsze lask?. Golenie mia? bardziej opalone, brunatne, ni? twarz. Eliasz mieszka? tu przez 9 miesi?cy, za? u wdowy w Sarepcie dwa lata i trzy miesi?ce. B?d?c tu, mieszka? w grocie na wschodnim boku doliny, niedaleko od strumyka. Po?ywienie przynosi? mu ptak. Najpierw pojawi?a si? z pod ziemi jaka? ciemna posta?, jak cie?, nios?ca przed sob? na r?kach pod?u?ne w?skie pieczywo. Nie by? to ani cz?owiek, ani zwierz?; by? to z?y nieprzyjaciel, usi?uj?cy go skusi?. Eliasz nie przyj?? tego chleba i rozkaza? mu i?? precz. Potem dopiero przylecia? w pobli?e jaskini jaki? ptak, nios?cy chleb i potrawy, i ukry? je pod li??mi, tak ?e zdawa?o si?, jakby dla siebie samego to chowa?. Musia? to by? ptak wodny, gdy? szpony mia? spojone b?on?. G?ow? mia? szerok?, z obu stron dzioba zwiesza?y mu si? torebki, pod dziobem za? mia? podgardle. Klekota? podobnie jak bocian. Ptak ten oswojony by? ca?kiem z Eliaszem, tak ?e ten wskazywa? mu kierunek drogi na prawo, lub na lewo, jakby wysy?a? go gdzie i przywo?ywa? z powrotem. Podobne ptaki widywa?am cz?sto u pustelników, tak?e u Zozyma i Marii Egipcjanki.*) Gdy Eliasz by? u wdowy w Sarepcie, przynosi?y mu nieraz kruki potrawy, oprócz pomno?onej cudownie oliwy i m?ki. Jezus uda? si? tak?e z lewitami do groty Eliasza. Na wschodnim boku doliny, pod wystaj?cym daleko od?amem ska?y sta?a w?ska ?awka kamienna, na której sypia? Eliasz, pod os?on? ska?y. Pos?anie przykryte by?o jeszcze mchem. — Gdy min?? post, a zacz?? si? szabat czwartego Tischri, dano uczt? w ogrodzie k?pielowym, przy czym znowu ?ywiono ubogich. Nast?pnego ranka naucza? Jezus znowu w synagodze i uzdrawia?, potem za? uda? si? w towarzystwie uczniów, lewitów, Rechabitów i kilku mieszczan ku zachodniemu stokowi gór, i tam, chodz?c od winnicy do winnicy w obr?bie godziny drogi naucza?. Na wzgórzach tych a? ku Gadarze by?o wiele cz??ci? naturalnych, cz??ci? sztucznie nagromadzonych stert kamieni, w ko?o których sadzono wino. — Latoro?le, rozstawione do?? daleko od siebie, by?y prawie tak grube jak rami?; ga??zki rozpo?ciera?y si? szeroko. Grona by?y cz?sto na rami? d?ugie, jagody za? wielko?ci ?liwek. Li?cie by?y tak?e wi?ksze ni? u nas, jednak stosunkowo do gron ma?e. — Id?c z Jezusem, zapytywali Go lewici o ró?ne miejsca z psalmów, odnosz?ce si? do Mesjasza, mówi?c: „Ty jeste? pewnie najbli?szy Mesjasza, wi?c najpr?dzej potrafisz nam to powiedzie?." Mi?dzy innymi prosili Go o obja?nienie tekstu: „Dixit Dominus Domino meo" i tekstu z Izajasza, gdzie mówi o zbroczonych krwi? sukniach t?oczników (Iz. 63, 3). Jezus t?umaczy? im g??bok? my?l, zawart? w tych tekstach, odnosz?c je do Siebie. — Rozmawiaj?c o tym, siedzieli wszyscy oko?o pagórka z winnic? i spo?ywali winogrona. Rechabici nie chcieli je?? wraz z innymi, gdy? u?ywanie wina by?o im wzbronionym. Jezus jednak zach?ca? ich do jedzenia, a nawet nakaza? im to, mówi?c, ?e je?li przez to pope?ni? grzech, to On bierze win? na Siebie. Poniewa? Rechabici powo?ywali si? na prawo, zacz??a si? o tym mowa, jak ju? Jeremiasz na rozkaz Boga kaza? im pi? wino, a oni nie us?uchali, podczas gdy teraz na rozkaz Jezusa uczynili to. Wieczorem powrócili wszyscy do miasta i zasiedli do uczty, podczas której znowu ?ywiono ubogich; potem naucza? jeszcze Jezus w


388

synagodze, przenocowa? za? w domu lewitów na dachu pod namiotem. W towarzystwie Lewitów uda? si? Jezus z Abili do Gadary i stan?? wieczorem przed ma?? ?ydowsk? dzielnic? miasta, le??c? oddzielnie od wi?kszej dzielnicy poga?skiej, posiadaj?cej co? cztery ?wi?tynie. Po pos?gu Baala, stoj?cym pod wielkim drzewem, mo?na by?o zaraz pozna?, ?e Gadara jest w?a?ciwie miastem poga?skim. W dzielnicy ?ydowskiej mieszkali Faryzeusze i Saduceusze; by?a tu tak?e „Wysoka Rada" dla okolicy, mimo ?e ?ydów, m??czyzn, mieszka?o tu tylko oko?o trzysta do czterystu. Tu przyby?o do Jezusa kilku innych galilejskich uczniów, jak Natanael (Chased), Jonatan, brat przyrodni Piotra i zdaje mi si?, Filip. Jezus mieszka? w gospodzie przed dzielnic? ?ydowsk?, gdzie ju? nagromadzono wielk? ilo?? ga??zi na ?wi?ta Kuczek. Przyszed?szy rano przed synagog?, by naucza?, zasta? ju? Jezus zgromadzonych wielu chorych, mi?dzy nimi tak?e op?tanych, ow?adni?tych w?a?nie napadem szale?stwa. Faryzeusze i Saduceusze, przychylni, zdaje si?, Jezusowi, chcieli odprawi? tych ludzi, by Mu si? nie naprzykrzyli, mówi?c, ?e nie jest teraz czas po temu. Jezus jednak przemówi? przyja?nie, ?e mog? zosta?, bo przecie? dla nich g?ównie przyby? tutaj; wielu te? z nich uzdrowi? rzeczywi?cie. Tymczasem odbywa?a si? w tutejszej „Wysokiej Radzie" narada, czy maj? tu pozwoli? Jezusowi naucza?, a to z powodu wielkiego oporu, jaki podniós? si? przeciw Niemu. Wreszcie godzono si? na to jednog?o?nie, gdy? s?yszano przedtem wiele pochlebnego o Jezusie, mi?dzy innymi szczególnie o uzdrowieniu syna królika z Kafarnaum. Przybyli ?wie?o uczniowie, mówili tak?e z Jezusem o jakim? innym cz?owieku z Kafarnaum, potrzebuj?cym Jego pomocy i zas?uguj?cym na ni?. W synagodze naucza? Jezus o Eliaszu, o Achabie i Jezabeli i o bo?ku Baala, postawionym w Samarii. Opowiada? o Jonaszu, któremu kruk nie przyniós? chleba, dlatego, ?e by? niepos?usznym. By?a tak?e mowa o królu babilo?skim, Baltazarze, który zniewa?y? ?wi?te naczynia i widzia? r?k? pisz?c? na ?cianie. Potem d?ugo i dosadnie t?umaczy? Izajasza, stosuj?c wszystko przedziwnie do Siebie i mówi? wieszczo o Swej m?ce i zwyci?stwie. Mówi? tak?e o t?oczeniu wina, o czerwonej krwawej sukni, o samotnej pracy, o zgnieceniu narodów. Przedtem za? naucza? o odbudowaniu Syjonu i o stra?nikach na murach tego?; zdaje si?, ?e mia? tu na my?li Ko?ció?. Dla mnie nauka Jezusa by?a jasn?, lecz w ogóle zawiera?a tak powa?ne i g??bokie my?li, ?e zadziwi?a wprawdzie i wzruszy?a ?ydowskich uczonych, lecz by?a dla nich niezrozumia?a. W nocy zeszli si? tu znowu, zagl?dali do ró?nych ksi?g i mówili co? ?ywo ze sob?; s?dzili bowiem, ?e Jezus musi by? w zwi?zku z jakim? s?siednim narodem, ?e w krótkim czasie wpadnie tu z wielkim wojskiem i podbije Jude?. Pos?g Baala, ustawiony pod drzewem w postawie siedz?cej, sta? przy wej?ciu do dzielnicy poga?skiej. Zrobiony by? z metalu; usta mia? wielkie, szeroka za? g?owa zw??a?a si? ku górze, jak g?owa cukru, i otoczona by?a wie?cem z li?ci, jakby koron?. Szeroki, niski, gruby bo?ek siedzia? jakby wyprostowany wó?. W jednej r?ce trzyma? snopek k?osów, w drugiej jakie? ziele, nie wiem ju?, czy to by?o winne grono, czy inna jaka ro?lina. W ciele mia? siedem otworów, siedzia? za? na czym? w rodzaju kot?a, pod którym mo?na by?o roznieci? ogie?. W ?wi?ta, ku jego czci obchodzone, ubierano go w suknie. Gadara jest twierdz?. Dzielnica poga?ska, do?? obszerna, le?y nieco poni?ej wierzcho?ka góry. U stóp góry od strony pó?nocnej s? ciep?e k?piele i tam s? pi?kne zabudowania. Nast?pnego ranka, gdy Jezus przed miastem uzdrowi? wielu chorych, przyszli do Niego kap?ani, a Jezus rzek? im: „Dlaczego dzisiejszej nocy tak niepokoili?cie si? co do Mej nauki? Obawiacie si? zast?pów wojennych, wszak Bóg strze?e


389

sprawiedliwych! Wype?niajcie zakon i proroków! Dlaczego trwoga miota wami?" Potem naucza? znowu jak wczoraj w synagodze. Oko?o po?udnia zbli?y?a si? boja?liwie do uczniów jaka? poganka, prosz?c, by Jezus wszed? do jej domu i uzdrowi? jej chore dzieci?. Rzeczywi?cie uda? si? Jezus z wielu uczniami do miasta poga?skiego. M?? tej niewiasty przyj?? Go w bramie i zaprowadzi? do swego domu. Tu rzuci?a si? Mu niewiasta do nóg i rzek?a: „Panie! s?ysza?am o czynach Twoich, wi?kszych nad czyny Eliasza. Patrz! jedyny mój ch?opczyk kona, a nasza m?dra lekarka nie mo?e mu pomóc. Ulituj si? nad nami!" Ch?opiec, licz?cy mo?e trzy lata, le?a? w skrzynce w k?cie izby. Ojciec by? z nim wczoraj wieczór w winnicy; dziecko zjad?o kilka jagód i nagle upad?o z j?kiem na ziemi?. Ci??ko chore przyniesiono do domu. Matka dotychczas tuli?a je do ?ona, próbuj?c daremnie wszelkich ?rodków leczniczych; dziecko nik?o w oczach, i wygl?da?o ju? zupe?nie jak martwe. Wtedy pobieg?a matka do dzielnicy ?ydowskiej i prosi?a Jezusa o pomoc, gdy? o wczorajszych Jego uzdrowieniach opowiadali jej poganie. Jezus przybywszy, rzek? jej: ,.Zostaw Mnie samego z dzieckiem i przy?lij Mi tu dwóch Moich uczniów!" — Przybyli wi?c Judas Barsabas i oblubieniec Natanael. Jezus wzi?? ch?opca z pos?ania na r?ce, przycisn?? go piersi? do Swej piersi, i tak trzymaj?c go w poprzek i obj?wszy ramionami, nachyli? Sw? twarz do twarzy dziecka i tchn?? na?. Nagle otworzy?o dziecko oczy, i poruszy?o si?; wtedy Jezus wyci?gn?? r?ce, trzymaj?c dziecko przed Sob?, i rozkaza? obu uczniom w?o?y? mu r?ce na g?ow? i pob?ogos?awi? je. Uczynili tak, a dziecko w tej chwili wyzdrowia?o. Wtedy zaniós? je Jezus rodzicom, którzy, u?cisn?wszy je, rzucili si? z p?aczem do nóg Jezusowi, a matka dziecka zawo?a?a: „Wielkim jest Pan Bóg Izraela! Wi?kszym ponad wszystkich bogów! Mówi? mi to m?? mój i nie chc? odt?d ?adnemu innemu bogu s?u?y?!" W krotce zebra? si? w ko?o Jezusa t?um ludzi; przyniesiono do Pana jeszcze wi?cej dzieci. Ch?opczyka, rocznego, uleczy? Jezus przez w?o?enie r?k. Inny ch?opiec siedmioletni cierpia? na konwulsje i by? jakby bez zdrowych zmys?ów; choroba ta pochodzi?a od szatana, nie by?o jednak gwa?townych napadów. Cz?sto by? ów ch?opiec jakby chromym i niemym. Jezus pob?ogos?awi? go i rozkaza? go sk?pa? w mieszaninie wody z ciep?ej studni Amatus, z potoku Karit ko?o Abili i z Jordanu. Wod? z Jordanu, z okolicy, któr?dy przechodzi? Eliasz, mieli tu ?ydzi w zapasie w worach i u?ywali ich przy oczyszczaniu tr?dowatych. Matki poganki ?ali?y si? przed Jezusem, ?e tyle k?opotu i zgryzot maj? z chorymi dzie?mi, a kap?anka nie zawsze mo?e je uleczy?. Wtedy rozkaza? im Jezus przywo?a? ow? kap?ank?. Ta przyby?a niech?tnie, ca?a zas?oni?ta, nie chcia?a jednak wej?? do ?rodka. Na rozkaz Jezusa wesz?a, odwracaj?c jednak twarz i nie patrz?c na Niego; w ogóle zachowywa?a si? jak op?tani, których wewn?trznie co? zmusza?o unika? wzroku Jezusa, jednakowo? na Jego rozkaz musieli si? zbli?y?. Gdy si? zbli?y?a, Jezus przemówi? do zebranych pogan, niewiast i m??czyzn: „Poka?? wam, jak? m?dro?? czcili?cie w tej kobiecie i jej sztuce." Rzek?szy to, rozkaza? jej duchom opu?ci? j?. W tej chwili wyszed? z niej czarny dym, a w nim postacie ró?nego robactwa, w??ów, kretów, szczurów i smoków. Gdy wszyscy z obrzydzeniem patrzeli na to straszne widowisko, rzek? Jezus: „Patrzcie! oto jakiej nauki s?uchacie." Niewiasta za? owa upad?a na kolana, p?acz?c i j?cz?c. Sta?a si? teraz powolna i ch?tna, a gdy Jezus rozkaza? jej wyjawi?, jak post?powa?a przy uzdrawianiu dzieci, wyzna?a w?ród ?ez, prawie wbrew swej woli, zasady swej nauki; przy czym wysz?o na jaw, ?e umy?lnie czarami wszczepia?a chorob? w dzieci, aby je potem leczy? na cze?? bogów. Jezus rozkaza? jej teraz i?? z Nim i uczniami tam, gdzie stoi bo?ek Moloch, a zarazem kaza? tam zawezwa? wielu poga?skich kap?anów. Liczny t?um ludu zebra? si? woko?o, gdy? ju? rozg?osi?o si? uzdrowienie dzieci. Miejsce, gdzie sta? Moloch, nie by?o ?wi?tyni?, tylko


390

pagórkiem, otoczonym w ko?o rowami, sam za? bo?ek sta? mi?dzy rowami w podziemnym sklepieniu, opatrzonym przykryw?. Jezus za??da? od kap?anów poga?skich, aby wywo?ali swego boga; ci wyci?gn?li go w gór? za pomoc? umy?lnej maszynerii, na co Jezus wyrazi? im Swoje ubolewanie, ?e maj? boga, który nie umie sobie sam poradzi?. Teraz kaza? Jezus kap?ance wypowiedzie? mow? pochwaln? na cze?? swego boga i opowiedzie?, jak oni mu s?u?? i co on im za to daje. Z niewiast? jednak sta?o si? tak, jak z prorokiem Balaamem; na ca?y g?os opowiedzia?a wszystkie obrzydliwo?ci tego kultu, g?osz?c równocze?nie przed zebranym ludem cuda Boga izraelskiego. Jezus rozkaza? teraz uczniom przewróci? bo?ka i tarza? go po ziemi, a gdy oni to uczynili, rzek?: „Patrzcie, jakim bogom s?u?ycie; przypatrzcie si? duchom, które czcicie." Wtem w oczach wszystkich wyczo?ga?y si? z pos?gu ró?ne diabelskie poczwary, które dr??c pe?za?y w ko?o, a potem przy rowach zapad?y si? w ziemi?. Poganie przestraszyli si? bardzo i zawstydzili, a Jezus rzek?: „Je?li rzucimy waszego bo?ka znowu w dó?, to zapewne rozpadnie si? w kawa?ki!" Poganie prosili Go jednak, by nie psu? im go, a Jezus pozwoli? podnie?? bo?ka z ziemi i spu?ci? na dó?. Prawie wszystkich obecnych wzruszy?a ta scena i zawstydzi?a, szczególnie za? kap?anów. Wprawdzie niektórzy z nich patrzeli na to z niech?ci?, lud by? jednak wszystek po stronie Jezusa. Jezus mia? potem jeszcze pi?kn? nauk?, po wys?uchaniu której nawróci?o si? wielu obecnych. — Ów pos?g Molocha podobny by? do wo?u, siedz?cego na tylnych nogach; ramiona mia? wyci?gni?te, jakby chcia? w nie co uj??; dawa?y si? one ?ci?ga? za pomoc? maszynerii. Paszcz? mia? szeroko rozwart?, na czole za? zakrzywiony róg, a wko?o cia?a kilka wypustek na kszta?t otwartych kieszeni. Siedzia? na szerokiej misie. Podczas uroczysto?ci zawieszano mu na szyi d?ugie rzemienie, a przy sk?adaniu ofiar rozpalano w misie pod nim ogie?; ustawicznie za? ?wiecono przed nim na kraju misy szereg lamp. Dawniej sk?adano mu w ofierze dzieci, teraz by?o to ju? zabronione. Ofiarowano mu wi?c ró?ne zwierz?ta, pal?c je w otworach cia?a, lub wrzucaj?c przez paszcz?. Najznakomitsz? ofiar? dla niego by?y syryjskie wielbl?dokozy. Ka?dy otwór w ciele bo?ka przeznaczony by? na osobn? ofiar?. Dawniej, gdy sk?adano dzieci na ofiar?, wk?adano mu je w ramiona, a on ?ci?ga? je i tak dusi? ofiary, by nie krzycza?y; ogie? za?, pal?cy si? pod pos?giem i wewn?trz (pos?g by? wydr??ony), pali? ofiary. Za pomoc? wind mo?na si? by?o spu?ci? do bo?ka stoj?cego pod ziemi? w?ród rowów. Cze?? jego podupad?a ju? teraz; wzywano go tylko przy sztukach czarnoksi?skich, a szczególnie mia?a z nim do czynienia owa kap?anka przy sprowadzaniu chorób na dzieci i leczeniu ich potem. Za pomoc? maszynerii, umieszczonej w nogach pos?gu, mo?na by?o go postawi?. Pos?g otacza?y w ko?o promienie.

Jezus w Dion i Jogbeha

Poganie, którym Jezus uzdrowi? dziatki, zapytywali Go teraz, gdzie maj? si? zwróci?, gdy? pragn? si? wyrzec czci fa?szywych bo?ków. Jezus wspomnia? im wprawdzie o chrzcie, kaza? im jednak tymczasem pozosta? spokojnie na miejscu i czeka?. Mówi? potem o Bogu, jako o Ojcu, któremu musimy po?wi?ci? nasze z?e ??dze i który nie wymaga ?adnej innej ofiary, jak tylko ofiary serc naszych. W ogóle poganom dawa? Jezus wyra?niej do zrozumienia ni? ?ydom, ?e nie potrzebuje naszych ofiar. Napomina? ich przy tym do ?alu i pokuty, do wdzi?czno?ci za dobrodziejstwa i do mi?osierdzia wzgl?dem n?dzarzy. Wróciwszy do dzielnicy ?ydowskiej, zako?czy? tam Jezus szabat i spo?y? uczt?, poczym zacz?? si? szabat postu, ustanowionego na pami?tk? czci z?otego cielca, na który wyznaczono ósmy dzie? miesi?ca Tischri, gdy? na siódmy dzie? tego miesi?ca


391

przypada? w tym roku szabat. Po po?udniu opu?ci? Jezus miasto. Ci poganie, którym uzdrowi? dzieci, z?o?yli Mu przed dzielnic? poga?sk? jeszcze raz podzi?kowanie. — Pob?ogos?awiwszy ich, zeszed? Jezus z dwunastu uczniami ku dolinie i poszed? ni? w kierunku po?udniowym od Gadary; przeszed?szy przez jak?? gór?, doszed? do rzeczki, wyp?ywaj?cej z gór pod BetaramftaJulias, w miejscu, gdzie s? kopalnie. Nad rzeczk? sta?a gospoda, oddalona od Gadary o 3 godziny drogi; w niej to zatrzyma? si? Jezus i zaraz zabra? si? do nauczania okolicznych ?ydów, zaj?tych w?a?nie zbieraniem owoców. By?a tak?e w pobli?u gromadka pogan i ci zbierali nad rzeczk? z jakich? krzewów bia?e kwiaty, a prócz tego obrzydliwe chrz?szcze i owady. Gdy Jezus zbli?y? si? do nich, cofn?li si? przed Nim trwo?liwie. Równocze?nie widzia?am w objawieniu bo?ka Belzebuba w Dijon; ten siedzia? na wielkiej wierzbie przed bram? miasta. Z postaci podobny do ma?py, mia? krótkie r?ce a cienkie nogi, siedzia? za? tak, jak cz?owiek. G?ow? mia? spiczast?, a na niej dwa ma?e zakrzywione rogi, podobne do sierpów ksi??yca; twarz ?niada, ohydna, opatrzona by?a d?ugim nosem. Brod? mia? krótk?, wystaj?c?, pysk wielki zwierz?cy, cia?o smuk?e, przepasane w pasie fartuszkiem, nogi cienkie, d?ugie, palce zaopatrzone pazurami. W jednej r?ce trzyma? naczynie na ?erdce, w drugiej posta? motyla, wy?a??cego z poczwarki; motyl ten ?wietlisty, barwny, podobny by? troch? do ptaka, troch? do jakiego? szkaradnego owada. Wko?o g?owy bo?ka nad czo?em by? wieniec, zrobiony z plugawych owadów i chrz?szczy, po??czonych w ten sposób, ?e jeden trzyma? pyszczkiem drugiego; na wierzchu za? spiczastej g?owy, mi?dzy rogami, umieszczony by? jeden owad wi?kszy i obrzydliwszy od innych. Owady te by?y b?yszcz?ce, ró?nobarwne, jednak wstr?tnej, burej, jadowitej postaci, z d?ugimi nogami, brzuchami, szczypcami i ??d?ami. Gdy Jezus zbli?y? si? do pogan, zbieraj?cych nad rzeczk? owady dla bo?ka, równocze?nie p?k? nagle ów wieniec na g?owie bo?ka, owady opad?y na ziemi? czarnym rojem, szukaj?c schronienia po dziurach i zak?tkach, a wraz z nimi kry?y si? trwo?liwie do dziur szkaradne czarne widma duchów. By?y to z?e duchy, które wraz z owadami czczono w Belzebubie. Nast?pnego dnia przed po?udniem zbli?y? si? Jezus ku Dijon, od strony ?ydowskiej dzielnicy. Dzielnica poga?ska jest o wiele wi?ksza, pi?knie zabudowana, posiadaj?ca kilka ?wi?ty?, le?y na prze??czy, ca?kiem oddzielnie od miasta ?ydowskiego. Przed ?ydowsk? dzielnic? sta?y ju? po wi?kszej cz??ci gotowe kuczki; w jednej z nich przyj?li kap?ani i prze?o?eni miasta uroczy?cie Jezusa, umyli Mu nogi i podali przek?sk?. Jezus zaj?? si? zaraz chorymi stoj?cymi, lub le??cymi w kuczkach, ci?gn?cych si? a? ku miastu; uczniowie pragn?li Mu w tym pomóc i utrzymywali porz?dek. Nie brak?o chorych wszelkiego rodzaju: byli chromi, niemi, ?lepi, cierpi?cy na reumatyzm i wodn? puchlin?. Jezus uzdrowi? wielu i zach?ca? ich do poprawy. Mi?dzy chorymi by?o kilku kulawych, stoj?cych prosto na trzyno?nych kulach; na kulach tych mo?na si? by?o oprze? nie u?ywaj?c nóg, by?o to wi?c co? podobnego do szczude?. W ko?cu zbli?y? si? Jezus ku chorym niewiastom, umieszczonym bli?ej miasta pod d?ugim poddaszem, postawionym nad tarasowatym siedzeniem z ziemi; siedzenie to pokryte by?o bujn?, pi?kn?, zwieszaj?c? si? traw?, podobn? do delikatnych nitek jedwabnych, na tym za? rozpostarte by?y kobierce. Niektóre z niewiast le?a?y, inne siedzia?y, lub wspiera?y si? na ?okciach. Wiele kobiet cierpia?o na krwotok i te siedzia?y zas?oni?te nieco dalej; kilka znowu cierpi?cych na zadum?, o twarzach pos?pnych, blado brunatnych, siedzia?o, patrz?c ponuro przed siebie. Jezus przemawia? do nich bardzo ?agodnie i uzdrawia? jedn? po drugiej, a potem dawa? im ró?ne wskazówki i rady, jak maj? poprawia? si? z niektórych b??dów,


392

pokutowa? za grzechy i zado?? za nie czyni?. Uzdrawia? tak?e i b?ogos?awi? dzieci, przynoszone przez matki. Trwa?o to a? do po?udnia, a po sko?czeniu wszyscy przej?ci byli rado?ci?. Uzdrowieni wzi?li ?o?a i kule na plecy, i otoczeni przez krewnych, przyjació? i s?ugi, szli do miasta, weseli i rado?ni, ?piewaj?c pie?ni pochwalne; szli za? w tym samym porz?dku, w jakim ich Jezus uzdrawia?. Jezus szed? z uczniami i lewitami w ?rodku, a w obliczu Jego malowa?a si? niewypowiedziana pokora i powaga, jaka zwykle odznacza?a Go, w takich razach. Dzieci i niewiasty sz?y naprzód, ?piewaj?c psalm czterdziesty Dawida: „Chwa?a Temu, który ujmuje si? za potrzebuj?cymi." Orszak uda? si? do synagogi z?o?y? Bogu podzi?k?; potem w jednej z kuczek wystawiono uczt?, sk?adaj?c? si? z owoców, pieczonych ptaków, plastrów miodu, i chleba. Z nadej?ciem szabatu udali si? wszyscy w ?a?obnych sukniach do synagogi; zaczyna? si? bowiem u ?ydów wielki Dzie? pojednania. Tego dnia mia? Jezus w synagodze kazanie pokutne, powstaj?c w nim przeciw oczyszczaniu samego cia?a bez poskramiania duszy. Niektórzy ?ydzi, okryci w szerokie p?aszcze, biczowali si? po biodrach i nogach. Poganie w Dijon mieli dzi? tak?e ?wi?to, podczas którego g?ówn? rol? gra?o palenie mnóstwa kadzide? i nieustanne okadzanie; siadali na krzes?a i zapalali umieszczone pod nimi wonne kadzid?a. Widzia?am równie? uroczysto?? Dnia pojednania w Jerozolimie, wielokrotne, oczyszczanie si? Arcykap?ana jego mozolne przygotowania i umartwiania, sk?adanie ofiar, kropienie krwi? i palenie kadzide?, nawet koz?a ofiarnego. By?y mianowicie dwa koz?y, i o nie ci?gni?to losy. Jednego sk?adano na ofiar?, drugiego za? wyp?dzano na pustyni?, przywi?zawszy mu co? do ogona, w czym by? ogie?. Kozio? bieg? strwo?ony pustyni? i tam wpad? w przepa??. T? pustyni?, zaczynaj?c? si? za Gór? Oliwn?, szed? by? raz Dawid. Arcykap?an by? bardzo zasmucony i pomieszany; ?yczy? sobie, by kto? inny obj?? za niego urz?dowanie, a wreszcie wszed? z trwog? do „Miejsca naj?wi?tszego", prosz?c gor?co lud o mod?y za siebie. Naród zebrany mniema?, ?e arcykap?an ma grzech jaki na sumieniu i bano si?, by mu si? z tego powodu w „Miejsca naj?wi?tszym" co z?ego nic przytrafi?o. Rzeczywi?cie gryz?o go sumienie, bo mia? udzia? w zamordowaniu Zachariasza, ojca Jana, a grzech jego z lichw? powi?kszy? si? w jego zi?ciu, skazuj?cym na ?mier? Jezusa. Zdaje mi si?, ?e nie by? to Kajfasz sam, lecz jego te??. W arce przymierza, stoj?cej w „Miejscu naj?wi?tszym" nie by?o ju? owej ?wi?to?ci, tylko ró?ne chusteczki i naczynia. Nowa ta arka zbudowana by?a na sposób nowszy. Anio?owie, inaczej zrobieni od dawniejszych, siedz?c, mieli ka?dy jedn? nog? wy?ej, drug? zwieszon? z boku, otoczeni za? byli trzema kr?gami; dawna korona by?a jeszcze w ?rodku nich. W arce by?y jeszcze ró?ne ?wi?te rzeczy, jak olej, kadzid?a itp. Przypominam sobie, ?e arcykap?an kadzi? najpierw, potem skrapia? krwi? ziemi?, nast?pnie wyj?? ze ?wi?tnicy chusteczk?. Zmieszawszy za? z wod? krew, któr? albo ju? mia? na palcu, albo zraniwszy si? z palca wytacza?, dawa? to pi? kap?anom po kolei. By?o to wi?c niejako typem Komunii ?w. Obawy jego sprawdzi?y si?, gdy? Bóg ukara? go, obsypawszy jak n?dzarza tr?dem. W ?wi?tyni powsta?o skutkiem tego wielkie zamieszanie. Wkrótce potem zacz?to czyta? wzruszaj?ce do g??bi ust?py z pism Jeremiasza, a podczas tego widzia?am w objawieniu ró?ne zdarzenia z ?ycia proroków i pozna?am ohyd? czci, oddawanej w Izraelu bo?kom. Tak np. widzia?am to, o czym tak?e czytano w ?wi?tyni, ?e Eliasz po ?mierci swej napisa? list do króla Jorama. ?ydzi nie chcieli da? temu wiary i t?umaczyli to sobie tak, ?e Elizeusz, który zaniós? ten list Joramowi, otrzyma? go, jako list prorocki w spu?ci?nie po Eliaszu. Mnie równie? wydawa?o si? to nieprawdopodobnym; nagle uczu?am si? przeniesion? szybko na wschód. W przelocie ujrza?am Gór?


393

proroków, pokryt? ?niegiem i lodem, na niej za? kilka wie?. Tak?, jak teraz j? widzia?am, musia?a by? zapewne za czasów Jorama. Nast?pnie uniesion? zosta?am dalej na wschód w pobli?e raju; po raju chodzi?y pi?kne zwierz?ta i igra?y ze sob?, dalej widnia?y b?yszcz?ce mury, a pod jedn? z bram spali, le??c naprzeciw siebie, Henoch i Eliasz. Eliasz widzia? w duchu wszystko, co si? dzia?o w Palestynie. Wtem spu?ci? si? ku niemu z góry anio?, po?o?y? przed nim zwój bia?ego, delikatnego ?yka i pióro trzcinowe i odszed?. Eliasz ockn?? si?, powsta?, a po?o?ywszy zwój na kolanach, pisa? co? na nim. Gdy sko?czy?, wysun?? si? wewn?trz tu? ko?o bramy po stopniach, czy te? wzd?u? pagórka, ma?y wózek, podobny do krzese?ka, a zaprz??ony w trzy przepi?kne, bia?e zwierz?tka. Dwa zaprz??one by?y z ty?u, jedno z przodu. By?y to nadzwyczaj mi?e, lube zwierz?tka, wielko?ci mniej wi?cej ma?ej sarny, bia?e jak ?nieg, o d?ugiej jedwabistej sier?ci. Nó?ki mia?y cieniutkie, g?owy ma?e, ruchliwe, na g?owie za? ozdobny, nieco naprzód zakrzywiony róg. Te same zwierz?tka zaprz??one by?y do wozu, unosz?cego Eliasza ku niebu. Sko?czywszy pisa?, wsiad? Eliasz na wóz i szybko jak na t?czy pomkn?? do Palestyny. Zatrzyma? si? nad pewnym domem w Samarii. W domu tym modli? si? Elizeusz z wzniesionymi w gór? oczyma. Eliasz upu?ci? przed nim lekko list, a Elizeusz, podniós?szy go, zaniós? królowi Joramowi. Widzia?am tak?e w objawieniu histori? Elizeusza i Sunamitki. Elizeusz dzia?a? jeszcze dziwniejsze rzeczy ni? Eliasz, by? te? dworniejszych obyczajów i staranniej si? ubiera?. Eliasz, by? od stóp do g?ów m??em Bo?ym, w niczym nie podobnym do zwyk?ych ludzi. Mia? w sobie co? wspólnego z Janem Chrzcicielem, który tak?e by? m??em tego pokroju. Potem przedstawi? mi si? obraz, jak s?uga Elizeusza, Giezi, bieg? za m??em (by? to Naaman), którego Elizeusz uleczy? od tr?du. By?a noc, a Elizeusz le?a? pogr??ony we ?nie; Giezi dogna? Naamana nad Jordanem i w imieniu swego pana za??da? od niego podarunków. Nazajutrz pracowa? ów s?uga spokojnie nad sporz?dzeniem parawanów z ob?oni dla oddzielenia miejsc sypialnych. Wtem spyta? go Elizeusz: „Gdzie by?e? w nocy?" A gdy s?uga nie chcia? si? przyzna?, wykry? mu sam wszystko, i za kar? dotkn?? jego i jego potomstwo tr?dem. Nast?pnie przesun??y si? przed mymi oczyma obrazy, uzmys?awiaj?ce mi cze??, oddawan? w pierwszych czasach przez ludzi zwierz?tom i ba?wanom, cz?ste wpadanie Izraelitów w ba?wochwalstwo i wielkie mi?osierdzie Boga, okazywane im za po?rednictwem proroków. Gdy dziwi?am si? temu, jak mo?na czci? takie obrzydliwo?ci, ujrza?am drugi obraz, przedstawiaj?cy mi, ?e obrzydliwy ten kult istnieje i za naszych chrze?cija?skich czasów po ca?ym ?wiecie i to pod t? sam? postaci?, jak w owych czasach, tylko poj?ty w sposób duchowy. Widzia?am kap?anów, czcz?cych obok Sakramentu obrzydliwe gady; ho?dowali mianowicie ró?nym ??dzom przedstawionym pod postaci? tych gadów. Dostojnicy i uczeni czcili tak?e ró?ne zwierz?ta, s?dz?c si? wy?szymi ponad wszelk? religi?. Ubodzy, wzgardzeni ludzie, oddawali cze?? ropuchom i innym szkaradnym p?azom. Nawet ca?e gminy oddawa?y cze?? ba?wanom. Widzia?am np. na pó?nocy ponury ko?ció? reformowany; na pustym, szkaradnym o?tarzu sta?y kruki, a ludzie oddawali im cze??. Nie widzieli wprawdzie tych zwierz?t, czcili je jednak przez sw? pró?no?? i nad?t? zarozumia?o??. Niektórym duchownym odwraca?y przy modlitwie pieski i ma?e dziwol?gi kartki brewiarza. U innych znowu sta?y na stole mi?dzy ksi??kami formalne ba?wany staro?ytno?ci, jak Moloch, lub Baal, w?ada?y, nimi, a nawet podawa?y im jedzenie. Ci sami ludzie, czcz?cy bo?ków, wy?miewali prostych, pobo?nych ludzi i pogardzali nimi. Widzia?am tedy, ?e teraz jest tak samo obrzydliwie, jak niegdy?. Te za? postacie ba?wanów nie by?y wcale przypadkowym urojeniem, bo gdyby bezbo?no?? i ba?wochwalstwo dzisiejszych ludzi przybra?y naraz uchwytne kszta?ty, a ich


394

uczucia przemieni?y si? w dzia?anie, ujrzeliby?my z pewno?ci? te same ba?wany i potwory, które w staro?ytno?ci czcili poganie. Gdy Jezus wychodzi? z Dijon, wysz?a ku Niemu gromadka pogan ze swej dzielnicy. S?yszeli o Jego uzdrowieniach w Gadara, to te? przynie?li chore dzieci, i zbli?ywszy si? boja?liwie, prosili o ich uzdrowienie. Jezus uczyni? to ch?tnie, a potem nak?oni? rodziców do tego, ?e postanowili si? ochrzci?. Sam za? poszed? z 12 uczniami ku po?udniu i po pi?ciu godzinach drogi przeprawi? si? przez potok, sp?ywaj?cy z doliny Efron. Pó? godziny za potokiem, w w?wozie w?ród lasu, le?y w ukryciu miasto Jogbeha. Miejscowo?? to niewielka, ma?o znana. Za?o?ona zosta?a przez proroka i wys?a?ca Moj?esza i Jetrona, którego imi? brzmia?o jakoby Malachai. Nie jest on ten sam, co ostatni prorok Malachiasz. By? s?ug? u Jetrona, te?cia Moj?esza, i odznacza? si? wierno?ci? i roztropno?ci?. Moj?esz pos?a? go tu na zwiady, i zanim sam po kilku latach tu przyby?, Malachai bada? ca?y kraj w ko?o a? do jeziora. Jetro mieszka? jeszcze wówczas nad Morzem Czerwonym i dopiero po zbadaniu kraju przez Malachaja wybra? si? tu z ?on? i synami Moj?esza. Malachai dozna? w ko?cu prze?ladowania za owe zwiady. Nie by?o tu jeszcze wtedy miasta, lecz mieszka?o nieco ludzi w namiotach. Zasadzano si? na niego i ?cigano, chc?c go zamordowa?. Prze?ladowany, ukry? si? w bagnie, czy te? w cysternie, a anio?, pojawiwszy si?, pomóg? mu. Ten?e anio? przyniós? mu na d?ugim skrawku rozkaz, ?e ma pozosta? tu jeszcze trzy lata i dalej chodzi? po zwiadach. Tutejsi mieszka?cy nosili d?ugie czerwone p?aszcze i takiego? koloru kaftany; w taki te? strój ubrali teraz jego. Malachai szpiegowa? tak?e w okolicy Betaramfty. Mieszka? za? stale w namiotach mieszka?ców Jogbehy i by? im nieraz pomocnym przez sw? bystro?? umys?u. W w?wozie by? d?ugi rów nape?niony wod? i ca?y zaros?y trzcin?, w miejscu za?, gdzie ukry? si? Malachai, by?o zasypane ?ród?o, które pó?niej zacz??o znów bi?, wyrzucaj?c wraz z wod? mnóstwo piasku; czasem dobywa?a si? para, a woda wyrzuca?a drobny ?wir. Z czasem powsta? z tego wko?o ?ród?a pagórek i zarós? muraw?. Bagno zasypano ziemi? ze skopanej góry i zacz?to je zabudowywa?. Nad ?ród?em postawiono pi?kny domek, W ko?o za? stan??o powoli miasto Jogbeha, co znaczy: on b?dzie wywy?szony. Ju? kiedy? dawniej musia?a by? ta zabagniona cysterna obmurowana, bo teraz jeszcze wida? by?o resztki omsza?ych murów, a w nich dziury, jakby kryjówki dla ryb. Ruiny te wygl?da?y jak fundamenty starego jakiego? zamku. Malachai nauczy? tutejszych mieszka?ców murowa? za pomoc? ?ywicy skalnej. W ukrytym tym zak?tku przyj?to Jezusa bardzo uprzejmie. Mieszkali tu oddzielnie od reszty mieszka?ców ludzie z sekty Karaitów. Nosili oni d?ugie, ?ó?te szkaplerze, bia?e suknie i przepaski z surowych skór. M?odzie?cy nosili odzienie krótsze, a nogi owijali. Ogó?em by?o tu oko?o czterystu m??ów; dawniej by?o ich wi?cej, lecz prze?ladowania i ucisk zmniejszy?y ich liczb?. Pochodz? od Ezdrasza i jednego z potomków Jetrona. Raz odby?a si? publiczna dysputa mi?dzy jednym z ich nauczycieli, a s?awnym nauczycielem Faryzeuszów. Karaici trzymali si? ?ci?le litery prawa, odrzucaj?c wszelk? tradycj?, ?yli pojedynczo, ubogo; w?asno?? wszelka by?a wspólna, ?aden nie ?mia? z pieni?dzmi i dobytkiem st?d si? wyprowadzi?. Nie by?o mi?dzy nimi ?ebraków; ?ywili si? wspólnie, a nawet nieobecni otrzymywali st?d zasi?ki. M?odzie?cy szanowali bardzo starszych; wychowywali si?, pod nadzorem prze?o?onych, których nazywali najstarszymi. Karaici byli przeciwnikami Faryzeuszów, zatrzymuj?cych obok prawa tradycj?. Z Saduceuszami mieli kilka punktów stycznych, jednak nie co do obyczajów, bo pod tym wzgl?dem mieli surowe przepisy. Jeden z nich poj?? raz za ?on? kobiet? z pokolenia Beniamin, a ?e to by?o w czasie sprzeczki z tym pokoleniem, wy??czono go z sekty. Nie uznawali ?adnych obrazów; wierzyli, ?e dusze zmar?ych przechodz? w innych, nawet w zwierz?ta, i w raju bawi? si? z


395

pi?knymi tamtejszymi zwierz?tkami. Oczekiwali Mesjasza i modlili si? o Niego, spodziewali si? go jednak jako króla ziemskiego. Jezusa uwa?ali za proroka. Czysto?? przestrzegali bardzo, nie przywi?zywali jednak wagi do ?adnych oczyszcze?, do odrzucania mis i tym podobnych uci??liwych dodatków, nie zapisanych w zakonie. ?yli ?ci?le pod?ug prawa; t?umaczyli je jednak o wiele wolniej od Faryzeuszów. ?yli te? spokojnie, w osamotnieniu, nie znosz?c pró?no?ci i strojów, i ?ywi?c si? szczup?ym zarobkiem z pracy. Z rosn?cych tu w ko?o wierzb pletli koszyki i ule, gdy? kwit?a tu hodowla pszczó?. Robili tak?e grube okrycia i lekkie drewniane naczynia. Pracowali wspólnie pod d?ugimi namiotami. Kuczki ich sta?y ju? gotowe przed miastem. Jezusa ugo?cili miodem i plackami, pieczonymi w popiele. Jezus poucza? ich we wszystkim, a oni s?uchali Go ze czci?. Potem objawi? Swe ?yczenie, by mieszkali w Judei, chwali? cze?? dzieci dla rodziców, uczniów dla nauczycieli i uszanowanie dla starszych w ogóle; chwali? tak?e ich pieczo?owito?? wzgl?dem chorych i biednych, których piel?gnowano tu w wygodnie urz?dzonych domach.

 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież


Sonda

Czy przedsoborowa Msza Trydencka? (po ?acinie)
 

Polecany link, kliknij

Reklama

Kto jest teraz on-line

NaszÄ… witrynÄ™ przeglÄ…da teraz 46 goĹ›ci