Czytelnia - bl. Anna Katarzyna Emmerich

 

?ywot i Bolesna M?ka
Pana Naszego Jezusa Chrystusa
I Naj?wi?tszej Matki Jego Maryi

napisa?a Katarzyna Emmerich (ok. 1790)

OD DRUGIEGO ?WI?TA KUCZEK A? DO PIERWSZEGO NAWRÓCENIA SI? MAGDALENY

Jezus w Ainon i Sukkot. Maria Sufanitka. Nawrócenie cudzo?o?nicy

Z Jogbehy poszed? Jezus przez Sukkot do Ainon. Droga od Sukkot, mniej wi?cej godzin?, d?uga, przyjemna by?a i o?ywiona obozowiskami karawan i lud?mi id?cymi do chrztu. Po obu stronach sta?y szeregi kuczek, a ludzie zaj?ci byli gorliwie wyko?czeniem ich, bo ?wi?ta Kuczek zaczyna?y si? zaraz po szabacie. Po drodze naucza? Jezus tu i ówdzie. Przed Ainon sta? pi?kny namiot, w którym Maria Sufanitka przygotowa?a Jezusowi uroczyste przyj?cie; obecni byli najznakomitsi mieszka?cy, kap?ani i Maria z dzie?mi i przyjació?kami. M??czy?ni umyli Jezusowi i uczniom nogi, poczym podali im wyborniejsz? ni? zwykle przek?sk? i napoje; zaj??y si? tym dzieci Marii i inne. Przy powitaniu upad?y niewiasty os?oni?te, na twarz przód Jezusem, a On wita? wszystkich uprzejmie i b?ogos?awi?. Roni?c ?zy rado?ci i wdzi?czno?ci, zaprosi?a Maria Jezusa, by wst?pi? do jej domu. W pochodzie do miasta otacza?y Jezusa w ko?o dzieci Marii, dwie dziewczynki i ch?opczyk i inne dzieci, nios?c d?ugie girlandy z kwiatów, z d?ugimi we?nianymi wst??kami. Jezus wszed? z kilku uczniami do altany, stoj?cej na podwórzu domu Marii. Tu upad?a Maria jeszcze raz przed Nim na kolana, pl?cz?c i dzi?kuj?c Mu gor?co; to samo uczyni?y dzieci, a Jezus popie?ci? je. Nast?pnie opowiedzia?a Mu Maria, ?e by?a tu Samarytanka Dina, i ?e cz?owiek, z którym ?y?a dotychczas, da? si? ju? ochrzci?. Maria zna?a ow? niewiast?, gdy? m?? jej ?y? z jej trzema ?lubnymi dzie?mi tak?e w Damaszku. Nie ust?powa?a te? Samarytanka w pochwa?ach dla Jezusa. Obecnie, przej?ta rado?ci? na widok Jezusa, pokazywa?a Mu kosztowne suknie kap?a?skie i tak?e wysok? czapk? kap?a?sk?, któr? zrobi?a do ?wi?tyni; w robotach takich by?a nadzwyczaj bieg??, a sta? j? by?o na to, bo mia?a dosy? pieni?dzy i mienia. Jezus by? dla niej bardzo ?askawy. Mówi?c o jej m??u, radzi? jej uda? si? do niego i pojedna? si? z nim, bo b?dzie mie? tam sposobno?? by? u?yteczn?. Nie?lubne dzieci kaza? jej umie?ci? gdzie indziej, a potem wyprawi? pos?a?ca do m??a, by przyby? tu do niej. Z domu Marii uda? si? Jezus na miejsce chrztu, a wst?piwszy na mównic?, naucza?. Przybyli tu tak?e na szabat ?azarz, Józef z Arymatei, Weronika, synowie


396

Symeona i inni jerozolimscy uczniowie. Andrzej, Jan i uczniowie Chrzciciela byli tu ju? dawniej; nie by?o jednak Jakuba M?odszego. Chrzciciel poleci? jeszcze raz powiedzie? Jezusowi, by uda? si? do Jerozolimy i wyzna? otwarcie przed ca?ym ?wiatem, kim jest. Jan niecierpliwi? si? i ??dny by? tego, bo nie móg? ju? sam g?osi? Imienia Jezusa, a przecie? mia? tak wielkie, gor?ce, wewn?trzne pragnienie tego. Z nadej?ciem szabatu naucza? Jezus w synagodze o stworzeniu ?wiata, o wodach, które okrywa?y ziemi?, i upadku grzechowym, najja?niej za? o Mesjaszu. T?umaczy? tak?e wzruszaj?co Izajasza 42, 5 — 43, wskazuj?c wyra?nie na Siebie i na lud. Po szabacie odby?a si? uczta w publicznym domu godowym, przyrz?dzona przez Mari? Sufanitk?. Dom ca?y i stó? ozdobione by?y pi?knie zieleni?, kwiatami i lampami; go?ci by?o mnóstwo, mi?dzy nimi i tacy, których Jezus uzdrowi?. Niewiasty jad?y osobno, oddzielone ?ciank?. Podczas uczty wesz?a Maria z dzie?mi, zastawi?a przed Jezusem kosztowne korzenie i wyla?a Mu na g?ow? flaszk? wonnego olejku, a potem rzuci?a si? przed Nim na kolana. Nikt nie zgani? za to niewiasty, bo lubiano j? powszechnie dla jej szczodrobliwo?ci. Jezus, uprzejmy dla wszystkich, opowiada? podczas uczty przypowie?ci. Nast?pnego ranka uzdrowi? Jezus wielu chorych, potem naucza? w synagodze, a tak?e i pod go?ym niebem, by i poganie, ochrzczeni ju?, lub oczekuj?cy chrztu, mogli si? przys?ucha?. Mówi?c w publicznej nauce o marnotrawnym, synu, przedstawia? rzecz tak barwnie i naturalnie, i? zdawa?o si?, jakoby On by? tym ojcem, odnajduj?cym syna. Wyci?gn?wszy ramiona, zawo?a?: „Patrzcie! Oto powraca zaginiony, przyrz?d?my mu uczt?!? By?o to tak naturalnym, ?e ludzie tu i ówdzie ogl?dali si? za tym, do kogo Jezus mówi?, jakby to by?o rzeczywisto?ci?. Wspominaj?c o cielcu, którego ojciec kaza? zabi? dla odnalezionego syna, mówi? znów inaczej, bardziej tajemniczo. Wydawa?o si?, jak gdyby mówi?: „Co za ogrom mi?o?ci, je?li Ojciec niebieski sk?ada w ofierze Swego w?asnego Syna, by uratowa? Swe zagubione dzieci." Nauka ta tyczy?a si? g?ównie pokutuj?cych, ochrzczonych i pogan, przedobra?onych przez owego zaginionego i odnalezionego syna. Wszyscy obecni przej?ci byli rado?ci? i mi?o?ci? wzajemn?. Nauka ta ten odnios?a skutek podczas ?wi?ta Kuczek, ?e poganie doznawali wsz?dzie go?cinnego przyj?cia. Po po?udniu przechadza? si? Jezus z uczniami i t?umem ludzi z Ainon, po kwiecistych ??kach mi?dzy Ainon a Jordanem, gdzie sta?y namioty pogan. Wszyscy rozmawiali o zgubionym synu, a wszyscy byli weseli, szcz??liwi, przej?ci ku sobie wzajemn? mi?o?ci?. Szabat ko?czy? si? dzi? wcze?niej, ni? zwykle. Uzdrowiwszy kilku chorych, naucza? Jezus po raz wtóry. Potem udali si? wszyscy na plac, le??cy przed miastem, ale w?a?ciwie jeszcze w obr?bie tego?; mury bowiem miasta tworz? ró?ne za?omy, a domy przegrodzone s? obszernymi placami i ogrodami. Tu sta?y trzy rz?dy kuczek, ozdobione kwiatami, drzewkami, wst?gami, figurami z owoców i mnóstwem lamp. W ?rodkowym rz?dzie zasiedli do uczty Jezus, uczniowie, kap?ani i obywatele miasta, podzieleni na ró?ne grupy. W jednym z bocznych rz?dów siedzia?y niewiasty, w drugim dzieci szkolne, osobno ch?opcy i dziewcz?ta; szko?a tu podzielona by?a na trzy klasy, a ucz?szcza?y do niej dzieci z ca?ej okolicy. Przy dzieciach siedzieli nauczyciele, ka?da za? klasa mia?a swych ?piewaków. Dzieci z wie?cami na g?owach obchodzi?y od czasu do czasu sto?y, ?piewaj?c i graj?c na fletach, harfach i cymba?kach. M??czy?ni znowu trzymali w r?ku ga??zki palmowe z brz?kad?ami, wierzbowe o w?skich li?ciach i ga??zki z drzewka, hodowanego u nas w wazonikach. By? to mirt. W drugiej za? r?ce trzymali pi?kne, ?ó?te jab?ka z Esrog. Na pocz?tku, w ?rodku i przy ko?cu uczty ?piewali, potrz?saj?c przy tym ga??zkami. Owoce, które trzymali w r?kach, nie pochodzi?y z Palestyny, lecz z jakiego? cieplejszego kraju, a otrzymywali je za


397

po?rednictwem karawan. Rosn? wprawdzie i w Palestynie w miejscach bardziej s?onecznych, nie dochodz? jednak nigdy do tej wielko?ci i nie dojrzewaj? zupe?nie. Owoc to ?ó?ty, wielko?ci ma?ego melona, jest nieco p?aski, ?y?kowany, a w nim tkwi razem pi?? ma?ych ziaren, lecz bez nasiennika; szypu?ka jest nieco skrzywiona. Kwiat bia?y, wyrasta w wielki p?k, jak u nas bez. Ga??zie o wielkich li?ciach obwisaj? ku ziemi i zapuszczaj? znowu korzenie, z których nowe drzewo wyrasta; w ten sposób tworz? si? naturalne altany. Owoce kryj? si? mi?dzy li??mi. Poganie mieli tak?e udzia? w tej uroczysto?ci. Kuczki ich sta?y niedaleko, i to kuczki ochrzczonych — tu? ko?o ?ydowskich. ?ydzi ugaszczali ich przyja?nie. Wszyscy przej?ci byli jeszcze nauk? o zaginionym synu. Uczta przeci?g?a si? a? pó?no w noc. Jezus chodzi? wzd?u? sto?ów i naucza?, a gdzie spostrzeg? brak czego, rozkazywa? uczniom tego dostarczy?. Wsz?dzie panowa? dziwnie radosny ruch, przerywany tylko modlitwami i ?piewem; wsz?dzie ja?nia?y ?wiat?a. Na dachach w Ainon sta?y tak?e chatki i altanki, w których mieszka?cy noc przep?dzali. Po uczcie, gdy wszyscy udali si? na spoczynek, pozostali w kuczkach na noc tylko ubo?si i s?udzy jako dozorcy. Z Ainon powróci? Jezus do pobliskiego Sukkot w otoczeniu uczniów i t?umu ludzi. Wi?ksza cz??? drogi zastawiona by?a kuczkami i namiotami; wielu bowiem okolicznych mieszka?ców sp?dza?o tu ?wi?ta, a i karawany w?drowne zatrzymywa?y si? tu na czas ?wi?t. Ca?a droga wygl?da?a jak spacerowa promenada. Za domkami zgromadzono w namiotach zapasy ?ywno?ci i niejedno mo?na by?o dosta? za pieni?dze. Droga zabra?a Jezusowi wiele czasu; wsz?dzie witano Go rado?nie, a On zatrzymywa? si? cz?sto i naucza?, tak, ?e dopiero pod wieczór stan?? w synagodze w Sukkot, które po?o?one nad pó?nocnym brzegiem Jaboku, by?o pi?knym miastem i mia?o bardzo ?adn? synagog?. Obchodzono tu dzi? oprócz ?wi?ta Kuczek jeszcze dzie? pami?tkowy pojednania si? Jakoba z Ezawem. Wed?ug poda? ?ydów odby?o si? owo pojednanie rzeczywi?cie w dniu dzisiejszym. Zabra?o to ca?y dzie? czasu. Ludzie zgromadzili si? licznie z ca?ej okolicy. — W Ainon by?o mi?dzy dzie?mi szkolnymi wiele sierot ze szko?y w Abelmehola, i te przyby?y na dzi? do Sukkot. Synagoga, jedna z najpi?kniejszych, jakie widzia?am, wygl?da?a dzi? jeszcze wspanialej, gdy? przystrojona by?a ?wi?tecznie w mnóstwo wie?ców, girland i pi?knych b?yszcz?cych lamp. Wysoki ten budynek ma na wst?pie osiem kolumn. Po bokach biegn? kru?ganki, prowadz?ce do d?ugich budynków, mieszcz?cych szko?y i mieszkania lewitów. Wewn?trz synagogi na podwy?szeniu stoi z przodu od ?rodka pi?knie przyozdobiony s?up, opatrzony pó?pier?cieniami i pó?kami, na których przechowuje si? ksi?gi zakonu. Za nim stoi stó? i tu znajduje si? ruchoma zas?ona, któr? spuszczaj?c mo?na t? przestrze? oddzieli? od reszty ?wi?tyni. Kilka kroków dalej stoj? rz?dem siedzenia dla kap?anów, w ?rodku za? na podwy?szeniu katedra dla nauczaj?cego. Za siedzeniami stoi o?tarz kadzielny, nad którym jest otwór w powale, za o?tarzem za? w ko?cu budynku stoj? sto?y, przeznaczone na sk?adanie darów. W ?rodku synagogi najni?ej stoj? wed?ug klas m??czy?ni, na lewo jest okratowane podwy?szenie dla niewiast, na prawo za? takie? miejsce dla dzieci szkolnych, ustawionych wed?ug klas i p?ci. Przez ca?y dzie? dzisiejszy obchodzono ?wi?to pojednania si? z Bogiem i lud?mi; wyznawano te? ogólnie grzechy, publicznie, lub te? i prywatnie, jak kto chcia?. Wszyscy obchodzili o?tarz kadzielny i sk?adali dary przejednawcze, przyjmowali naznaczon? pokut? i czynili dobrowolne ?luby. Wiele w tym by?o podobie?stwa do naszej spowiedzi. Jeden z kap?anów naucza? z katedry o Jakubie i Ezawie, którzy w dniu dzisiejszym pojednali si? ze sob? i z Bogiem, mówi? tak?e o pojednaniu, si? Labana z Jakubem, o ofierze z?o?onej przez nich i napomina? do pokuty. Serca


398

wielu obecnych poruszone ju? by?y poprzednimi naukami i niedawn? nauk? Jezusa, i ci czekali tylko tego dnia ?wi?tecznego. M??czy?ni, poczuwaj?cy si? do grzechów, szli przez kraty obok katedry poza o?tarz i sk?adali na stole ofiary, odbierane przez kap?ana. Nast?pnie szli ku kap?anom poza ów s?up z ksi?gami zakonu i albo publicznie wyznawali swe grzechy, albo prosili o kap?ana którego chcieli. Ten szed? wtedy z nimi do sto?u za zas?on?, przyjmowa? cicho wyznanie grzechów i naznacza? pokut?. Podczas tego palono na o?tarzu kadzid?a, a dym musia? si? wznosi?, k??buj?c w pewien oznaczony sposób i wychodzi? przez otwór na zewn?trz, po czym wed?ug ich mniemania poznawano, czy szczera jest skrucha grzesznika i czy zyska? odpuszczenie grzechów. Inni ?piewali podczas tego i modlili si?. Grzesznicy sk?adali pewnego rodzaju wyznanie wiary, tycz?ce si? prawa, wiernego trwania przy Izraelu i „Miejscu naj?wi?tszym." Potem rzucali si? na ziemi? i wyznawali nieraz ze ?zami swe b??dy. Niewiasty, ??dne pokuty, spowiada?y si? po m??czyznach; kap?an odbiera? ich ofiary, one za? wzywa?y kap?ana poza okratowanie i tam wyznawa?y grzechy. Wyznaj?c grzechy, oskar?ali si? ?ydzi o ró?ne przekroczenia przeciw przyj?tym zwyczajom i o grzechy przeciw dziesi?ciu przykazaniom. W wyznaniach tych uderzy? mnie jeden osobliwy szczegó?, którego nawet nie potrafi? dobrze powtórzy?. Wyznawali mianowicie grzechy swoich przodków, wspominali co? o grzesznej duszy, otrzymanej od nich, i o drugiej ?wi?tej pochodz?cej od Boga: zdawa?o si? zupe?nie, jak gdyby mieli na my?li dwie dusze. Wspominali co? o tym i nauczyciele. Znaczenie ich mowy zdawa?o si? by? takie: „Niech ich grzeszna dusza odejdzie od nas, a pozostanie przy nas ?wi?ta dusza." By?o to wi?c jakie? dziwne ??czenie, przemienianie i oddzielanie grzesznej i ?wi?tej duszy, czego nie umiem ju? sobie wyt?umaczy?. Jezus jednakowo? naucza? pó?niej inaczej o tym, mówi?c, i? nadal nie pozostanie to tak i grzeszne dusze przodków nie b?d? wi?cej w nas. By?a to wzruszaj?ca nauka, okazuj?ca, i? Jezus w?asn? Osob? za wszystkie dusze z?o?y zadosy?uczynienie. Oskar?aj?c si? o grzechy swych rodziców, zdawali si? ?ydzi przeczuwa?, ?e przez przodków musz? znosi? wiele z?a; wierzyli zapewne, ?e z winy ich musz? pozostawa? w stanie grzechu i w sk?onno?ci do z?ego. Jezus przyby? do synagogi dopiero pó?niej, oko?o pi?tej godziny, gdy ju? obrz?d pokutny by? w pe?nym toku. Przywitano Go przed synagog? i wprowadzono do ?rodka, gdzie stan?? w górze obok nauczycieli, podczas gdy jeden z nich naucza?. Ofiary pokutników sk?ada?y si? z ró?nych owoców monet, sukien dla kap?anów, materii, jedwabnych ozdób i w?z?ów, pasów itd.; g?ównie za? ofiarowano kadzid?o, z którego zaraz cz??? palono. Nast?pnie ujrza?am wzruszaj?ce widowisko. M??czy?ni wyznawali wci?? grzechy i sk?adali ofiary. Tu? przy miejscu pokutnym sta? otoczony w ko?o krat? sto?ek, a na nim siedzia?a jaka? dostojna niewiasta, zdradzaj?ca po sobie wzruszenie i niepokój. Przy niej sta?a s?u??ca, postawiwszy kosz z ofiarami na podnó?ku. Niewiasta owa z niecierpliwo?ci? oczekiwa?a, kiedy przyjdzie na ni? kolej. Wreszcie nie mog?c opanowa? smutku i wzrastaj?cego pragnienia pojednania si? z Bogiem, wysz?a z zas?on? na twarzy z okratowania, i maj?c przed sob? s?u?ebne z ofiarami, przesz?a przez kraty ku miejscu, gdzie stali kap?ani, a gdzie nie wolno by?o wchodzi? niewiastom. Dozorcy usi?owali je powstrzyma?, lecz s?u?ebna, przeciskaj?c si? przemoc?, wo?a?a: „Miejsca! miejsca dla mojej pani, która chce z?o?y? ofiar? i pokutowa?. Miejsca dla niej, bo ona chce sw? dusz? oczy?ci?!" Z sercem wzruszonym i skruch? przej?tym stan??a niewiasta przed kap?anami, którzy zwabieni ha?asem zbli?yli si? ku przodowi, i upad?szy na kolana b?aga?a o pojednanie jej z Bogiem. Kap?ani odprawili j? z niczym, mówi?c, ?e nie tu jej miejsce; ale jeden z nich, m?ody jaki? kap?an, uj?? j? za r?k? i rzek?: „Ja ci?


399

wys?ucham. Wprawdzie nie nale?ysz tu cia?em, lecz nale?ysz dusz?, bo pragniesz pokuty!" — To rzek?szy, zwróci? si? z ni? ku Jezusowi i rzek?: „Nauczycielu, rozs?d? Ty!" Niewiasta upad?a na twarz przed Jezusem, który rzek?: „Tak, jej dusza nale?y tu, dozwól córce cz?owieczej czyni? pokut?." Wtedy kap?an wszed? z ni? do namiotu, a gdy po chwili wyszli stamt?d, rzuci?a si? niewiasta p?acz?c na ziemi? i zawo?a?a: „Otrzyjcie o mnie wasze nogi, gdy? jestem cudzo?o?nic?." Ka?dy z kap?anów dotkn?? si? jej nogami. Przywo?ano jej m??a, nie wiedz?cego o niczym, a ten wzruszony do ?ez mow? Jezusa, który wszed? tymczasem na mównic?, przebaczy? jej; niewiasta za?, le??c przed nim na ziemi z twarz? zas?oni?t?, wyzna?a g?o?no z p?aczem sw? win?. W tym stanie podobna by?a raczej do konaj?cej ni? do zdrowej osoby. Po chwili rzek? Jezus do niej: Grzechy twoje s? ci odpuszczone. Wsta? dzieci? Bo?e!" Niewiasta powsta?a, a m??, g??boko wzruszony, poda? jej r?k?. Wtedy zwi?zano ich r?ce zas?on? niewiasty i w?skim d?ugim szalem jej m??a, a pob?ogos?awiwszy ich, rozwi?zano. By?y to wi?c niejako powtórne za?lubiny. Niewiasta by?a po przejednaniu jakby upojona rado?ci?. Przedtem ju?, gdy odda?a ofiary, wo?a?a: „Módlcie si?, módlcie, palcie kadzid?a, sk?adajcie ofiary, bym otrzyma?a odpuszczenie grzechów;" teraz za?, j?kaj?c, wypowiada?a ró?ne zdania z psalmów, wielbi?c Boga, poczym odprowadzi? j? jeden z kap?anów ku jej okratowanemu siedzeniu. Na ofiar? z?o?y?a wiele kosztownych owoców, jakich u?ywano w ?wi?ta Kuczek, by?y one u?o?one w sztuczn? piramid?, tak, ?e nie gniot?y si? wzajemnie. Prócz tego ofiarowa?a ró?ne wyszywania, fr?dzle i kutasy do ubiorów kap?a?skich. Wiele za? w?asnych pi?knych jedwabnych sukien kaza?a spali?, a mianowicie te, w których stara?a si? przypodoba? swemu kochankowi. By?a to s?uszna, smuk?a, pi?kna niewiasta, usposobienia ?ywego, ognistego. Dla jej szczerej skruchy i dobrowolnego, publicznego wyznania grzechu, odpuszczono jej win?, a m?? jej pojedna? si? z ni? zupe?nie. Z nieprawego zwi?zku nie mia?a ?adnych dzieci. Stosunek mi?osny sama zerwa?a i kochanka swego nak?oni?a równie? do pokuty. Imienia jego nie potrzebowa?a wyjawia? kap?anowi, a i m?? nie mia? go wiedzie?; zakazano mu nawet dodowiadywa? si? o to, a jej wyjawia? komukolwiek to imi?. Pobo?ny jej m?? nie ??da? jednak tego wcale, zapomnia? o wszystkim i przebaczy? jej z ca?ego serca. Ludzie zebrani w synagodze nie widzieli wprawdzie bli?szych szczegó?ów, spostrzegli jednak zamieszanie, s?yszeli wo?anie niewiasty o modlitw?. i ofiar?, i wnosili z tego, ?e co? niezwyk?ego zasz?o. Modlili si? te? wszyscy gor?co, i radowali ze szczerej pokuty niewiasty. Dobrzy to byli ludzie, jak w ogóle po ca?ej wschodniej stronie Jordanu. Zachowali wiernie wiele z dawnych zwyczajów i obyczajów patriarchów. Jezus mia? potem bardzo pi?kn?, wzruszaj?c? nauk?. Przypominam sobie wyra?nie, ?e mówi? o grzechach przodków i o naszym udziale w nich, prostuj?c niektóre ich b??dne co do tego poj?cia. Raz wyrazi? si? przy tym tak: „Wasi ojcowie jedli winogrona, u wam ?cierp?y z?by od tego." Wypytywano potem nauczycieli o przekroczenia dzieci szkolnych i upominano je. Je?li przyzna?y si? do winy i ?a?owa?y, przebaczano im. Przed synagog?, czeka?o ju? na Jezusa wielu chorych; wprawdzie nie by?o zwyczaju dopuszcza? chorych podczas samych ?wi?t Kuczek, Jezus jednak kaza? uczniom wprowadzi? ich do kru?ganków mi?dzy synagog? a mieszkaniami nauczycieli. Przy ko?cu uroczysto?ci, gdy ju? w ca?ej synagodze zaja?nia?y ?wiat?a, poszed? tam i uzdrowi? wielu chorych. Nim Jezus wszed? do chorych, przys?a?a do Niego owa wy?ej wspomniana niewiasta, prosz?c Go o chwil? rozmowy. Jezus podszed? do niej i stan?? z ni? na osobno?ci. Wtedy ona rzuci?a si? przed Nim na ziemi?, mówi?c: „Mistrzu! cz?owiek, z którym zgrzeszy?am,


400

b?aga Ci?, by? i jego tak?e rozgrzeszy?." Jezus przyrzek? jej, ?e po uczcie rozmówi si? z nim, ?eby wi?c czeka? na Niego na tym miejscu. Po uzdrowieniu chorych uda? si? Jezus na uczt? ?wi?teczn?, zastawion? na jednym z obszernych placów miejskich. Jezus, uczniowie, lewici i przedniejsi miasta siedzieli w pi?knej obszernej altanie, otoczonej w ko?o innymi. Niewiasty siedzia?y oddzielnie od m??czyzn. Ubodzy byli tak?e obecni, a ka?dy udziela? im najlepszej cz?stki ze swego sto?u. Podczas uczty chodzi? Jezus od sto?u do sto?u, by? tak?e i u niewiast. Owa nawrócona niewiasta pe?na by?a rado?ci, a rado?? t? podziela?y wszystkie jej przyjació?ki, ?ycz?c jej ze szczerego serca szcz??cia na nowej drodze. Podczas gdy Jezus chodzi? w ko?o, spogl?da?a za Nim owa niewiasta niespokojnie, my?l?c o tym, czy te? nie omieszka Jezus pój?? do jej wspólnika, czekaj?cego na Niego, przyj?? od niego wyznanie grzechów i w ten sposób u?atwi? mu pokut?. By?a pewna, ?e on tam ju? czeka na Jezusa. Jezus, przeczuwaj?c jej my?li, podszed? do niej i uspokoi? j?, ?e wszystko stanie si? na czas, niech wi?c nie troszczy si? o to zbytecznie. Po rozej?ciu si? go?ci, uda? si? Jezus do Swego mieszkania przy synagodze. M?? ów czeka? ju? rzeczywi?cie w kru?ganku synagogi, a ujrzawszy Go, rzuci? si? na ziemi? i wyzna? sw? win?. Jezus upomnia? go, jak ma post?powa?, by znowu nie popa?? w grzech i na?o?y? mu pokut?. Pokuta ta polega?a na tym, ?e mia? przez jaki? czas uiszcza? co tydzie? kap?anom pewn? kwot? na cele dobroczynne. Publicznej ofiary nie z?o?y? wi?c ten cz?owiek, ale w ukryciu ?zami obla? sw? win?, ?a?uj?c szczerze za grzechy. Wróciwszy z Sukkot do Ainon, naucza? Jezus na placu chrztu, uzdrawia? chorych, a nawet odwiedzi? pogan. Kilka nielicznych gromadek, ochrzczono. Urz?dzenie by?o tu jeszcze to samo, jakie mia? Jan; zaczynaj?c chrzci? nad Jordanem ko?o On, a mianowicie pojedynczy namiot i kamie? chrztu. Przy chrzcie opierali si? ludzie o por?cz, schylaj?c g?ow? nad chrzcielnic?. Zg?osi?o si? wiele grzeszników, a Jezus przyj?? od nich wyznanie grzechów i rozgrzeszy? ich. Tak?? w?adz? da? kilku starszym uczniom np. Andrzejowi. Jan Ewangelista nie chrzci? teraz; s?u?y? tylko jako ?wiadek i ojciec chrzestny. Przed odej?ciem z Ainon by? Jezus jeszcze u Marii Sufanitki, rozmawia? z ni? i dawa? jej ró?ne rady. Niewiasta ta zmieni?a si? teraz ca?kiem wewn?trznie; jest pe?na mi?o?ci, gorliwo?ci, pokory i wdzi?czno?ci, zaj?ta jest wci?? piel?gnowaniem chorych i ubogich. — Weronika, Joanna Chusa i Marta by?y przez ten czas u niej: Jezus bowiem zaraz po uzdrowieniu jej, id?c przez Ramot do Baszanu, wys?a? jednego ucznia do Betanii, aby uwiadomi? ?wi?te niewiasty o jej uzdrowieniu i nawróceniu si?. Przed odej?ciem st?d otrzyma? Jezus hojne podarunki od Marii i wielu innych mieszka?ców. Wszystko z?o?ono razem i rozdzielono zaraz mi?dzy ubogich. Przy wyj?ciu z miasta poustawiano na drodze, któr? Jezus przechodzi?, bramy tryumfalne z zielonych ga??zi. Wszyscy ?egnali Go ze czci? i wys?awiali, a przed miastem wr?czy?y Mu kobiety i dzieci wie?ce z kwiatów; zwyczaj ten zachowywano zawsze w ?wi?to Kuczek. Wraz z Jezusem wysz?o z Ainon wiele ludzi. Droga wiod?a dwie godziny dolin? Jordanu z lewego brzegu ku po?udniu, potem za Jordanem zwraca?a si? ku zachodowi; id?c tak przez pó? godziny, sz?o si? znowu na po?udnie a? do miasta Akabris, le??cego na grzbiecie ?a?cucha gór.


401

Jezus w Akabris, Silo i Korei

Mieszka?cy Akrabis, dowiedziawszy si?, ?e Jezus przybywa, przygotowali Mu uroczyste przyj?cie. Na oko?o miasta nabudowano altan, a w jednej z nich wielkiej i pi?knej, umyto Mu nogi i podano posi?ek. Akrabis jest dosy? pi?knym miastem, oddalonym oko?o dwie godziny drogi od Jordanu; ma pi?? bram, a prowadzi przez nie g?ówny trakt z Samarii do Jerycha. Wszyscy podró?uj?cy z Samarii w te strony Jordanu, musz? przez to miasto przeje?d?a?, dlatego te? jest tu dobre utrzymanie. Przed bram?, któr? Jezus do miasta przyszed?, znajdowa?y si? gospody dla karawan. Przed ka?d? z pi?ciu bram by?y budki; ka?da cz??? miasta mia?a swe kuczki przy swej bramie. Nast?pnego dnia po przybyciu obchodzi? Jezus miasto i zwiedza? kuczki, tu i ówdzie nauczaj?c. Mieszka?cy Akrabis mieli ró?ne zwyczaje: rano jadali tylko cz??? posi?ku, reszt? zostawiali ubogim. Prac? w ci?gu dnia przerywali ?piewami i modlitwami, a prze?o?eni nad nimi miewali do pracuj?cych nauki, a obecnie miewa? je Jezus. Gdzie tylko Jezus przyszed? i ile razy odchodzi?, przyjmowali i odprowadzali Go ch?opcy i dziewcz?ta, nios?c przed Nim wie?ce z kwiatów, wed?ug panuj?cego tu zwyczaju. Podobnie te? z wie?cami szli mieszka?cy jednej dzielnicy miasta do drugiej, by wzi?? udzia? w nauce lub uczcie. Kobiety mia?y w kuczkach ró?ne zatrudnienia. Jedne, siedz?c nad d?ugimi zwojami sukna, wyszywa?y na nich kwiaty; drugie robi?y podeszwy z grubego ciemnego w?osienia kóz i wielb??dów. Roboty swe przymocowywa?y na pasku, podobnie juk przy robotach drutowych. Do podeszew przytwierdza?y napi?tki i kolce, aby tym ?atwiej mo?na si? wspina? na góry. Mieszka?cy przyj?li Jezusa jak najlepiej; nauczyciele jednak nie byli tak szczerymi, jak w Ainon i Sukkot; byli wprawdzie grzeczni, ale jakoby nie mieli zaufania. Z Akrabis uda? si? Jezus do Silo, le??cego w stronie po?udniowo zachodniej. Miejscowo?? ta oddalona jest w prostej linii od Akrabis tylko jedn? godzin? drogi. Poniewa? jednak droga prowadzi najprzód przez dolin?, a potem znów w gór?, dlatego na przebycie jej potrzeba dwóch godzin czasu. Mieszka?cy Silo, wiedz?c o Jego przybyciu, oczekiwali na? równie? przed bramami w kuczkach. Ju? zda?a widzieli przybli?aj?cego si? Jezusa z Jego otoczeniem; poniewa? jednak nie wszed? do miasta przez bram?, od strony Akrabis, lecz uda? si? w stron? pó?nocno zachodni? ku bramie, le??cej na drodze od Samarii, pos?ali tam pos?a?ców z uwiadomieniem. Ci przyj?li Go w kuczkach, a umywszy Mu nogi, podali posi?ek. Jezus uda? si? zaraz na wzgórze w mie?cie, gdzie niegdy? sta?a arka przymierza, i tam naucza?, siedz?c na pi?knej kamiennej mównicy. Równie? i tu na górze by?y kuczki i schronienia, gdzie wspólnie gotowano potrawy dla wszystkich kuczek. Gotowaniem zajmowali si? tu m??czy?ni; nie wygl?dali oni na prawdziwych ?ydów, lecz wi?cej na niewolników. Nast?pnego dnia przypad?a w ci?gu ?wi?t Kuczek szczególna uroczysto??; nie wiem jednak, czy to by? powszechny, czy tylko miejscowy zwyczaj. Z mównicy bowiem móg? nauczyciel mie? mow? gromi?ca, której nikt nie ?mia? si? sprzeciwi?; Jezus te? g?ównie dla wyg?oszenia tej mowy przyby? do Silo. Wszyscy ?ydzi, m??czy?ni, kobiety, m?odzie?cy, dziewice, dzieci ze wszystkich kuczek, sz?y w procesji na wzgórze, nios?c pomi?dzy ka?d? klas? i oddzia?em wie?ce z li?ci. Nad mównic? rozpi?te by?y p?ótna i ga??zie zieleni, a woko?o znajdowa? si? taras. Jezus uczy? a? do po?udnia. Szczególnie mówi? o mi?osierdziu Boga dla wybranego ludu, o jego upadku i spro?nych grzechach, o karach i wyrokach na Jeruzalem, o zburzeniu ?wi?tyni, o obecnym ostatnim czasie ?aski, jakiej im Bóg u?ycza; a je?li i teraz ?aski nie przyjm?, jako naród nie b?d? jej mieli a? do dnia s?du ostatecznego; wreszcie, ?e na Jerozolim? przyjdzie o wiele gro?niejsze


402

zburzenie, ani?eli by?y poprzednie. By?a to mowa wzruszaj?ca. Wszyscy s?uchali jej w milczeniu i boja?ni, a to tym bardziej, i? Jezus wcale wyra?nie dawa? do zrozumienia, ?e on jest tym, który przynosi zbawienie, wszystkie bowiem proroctwa odnosi? do obecnego czasu. Faryzeusze tutejsi, nie wielkiej warto?ci, którzy na pozór przyj?li Jezusa podobnie jak w Akrabis z oznakami czci, w milczeniu s?uchali nauki, pe?ni podziwu i rozgoryczenia; lud jednak cieszy? si?, i uwielbia? Jezusa. W nauce Swej wspomina? Jezus i o przekr?caniu i b??dnym wyja?nianiu Pisma ?w. i dodatkach uczonych w pi?mie. Wieczorem odby?a si? publiczna uczta w kuczkach na wzgórzu; Jezus za? zeszed? na dó? do ludu, zebranego u stóp wzgórza, pocieszaj?c go i nauczaj?c. Gdzie tylko nie by?o postrzegaj?cych Faryzeuszów, przychodzi?o do Niego wiele ludzi, padali przed Nim na kolana, oddawali Mu cze??, uskar?ali si? na sw? n?dz? i wyznawali grzechy. Jezus pociesza? ich i dawa? rady. Wzruszaj?cy widok przedstawia?o w nocy owo mnóstwo o?wietlonych kuczek; nie by?o wida? ?wiate?, by?y bowiem z powodu przeci?gu pozas?aniane, lecz jasna ?una obejmowa?a ziele?, owoce i ludzi, tworz?c przecudny widok. Z góry miasta Silo si?ga? wzrok na dalekie miejscowo?ci, a wsz?dzie migota?y ?wiat?a kuczek i rozlega?y si? ?piewy z dala i z bliska. Jezus nie leczy? tu; Faryzeusze bowiem nie dopuszczali do Niego chorych, i w ogóle lud by? tu l?kliwy. Tak w Akrabis jak i w Silo zniech?cali Faryzeusze lud, mówi?c: „Có? On tu znowu przynosi nowego? có? tu znowu zamy?la?" Z Silo szed? Jezus pó?torej godziny w stron? po?udniowo wschodni? na dó? do miejscowo?ci Korea, któr? wida? z góry ze Silo. Korea nie by?a otoczona murem ani wa?em. Faryzeusze tego miasteczka, widz?c przybli?aj?cego si? Jezusa, wyszli naprzeciw Niemu i przyprowadzili ze sob? ?lepego od urodzenia m??czyzn?, chc?c przez niego wystawi? Jezusa na prób?. Ten ?lepy mia? na sukniach zarzucon? przez barki szerok? p?acht?, lub lniane prze?cierad?o, którym zarazem mia? i g?ow? nakryt?. By? to pi?kny i wysoki m??czyzna. Gdy si? Jezus zbli?a?, zwróci? si? ?lepy do Niego, i pad? na kolana; w obecnych wywo?a?a ta scena zdziwienie. Jezus podniós? go i zacz?? wypytywa? o religi?, dziesi?? przykaza?, o prawa i proroctwa. Niewidomy odpowiada? nadspodziewanie dobrze; owszem, wygl?da?o to nawet na rodzaj proroctwa. Mówi? o prze?ladowaniach, czekaj?cych Jezusa, ostrzegaj?c Go, aby si? nie udawa? do Jerozolimy, bo Go tam chc? zabi?. Wszystkich obecnych przej?? strach. Bardzo wielu skupi?o si? oko?o niewidomego. Nast?pnie pyta? si? go Jezus, czy pragnie widzie? kuczki Izraela, góry, Jordan, rodziców i krewnych, ?wi?tyni?, Jerozolim? i Jego samego, tj. Jezusa, który przy nim stoi? Niewidomy jednakowo? odpowiedzia?, ?e Go widzi, opisa? Jego postaw? i ubranie, i mówi?, ?e Go widzia?, gdy si? zbli?a? do miasta. „Tak — mówi? — pragn? widzie? to wszystko i wiem, ?e mo?esz otworzy? me oczy, je?li tylko chcesz." Po tych s?owach po?o?y? Jezus r?k? na czo?o ?lepego, pomodli? si?, uczyni? na zamkni?tych powiekach wielkim palcem znak krzy?a, otworzy? je i podniós? wielkim palcem w gór?. W tej chwili zrzuci? z siebie ?lepy zarzucone na barki i g?ow? prze?cierad?o, zdumiony i z rado?ci? rozgl?dn?? si? oko?o, i wo?aj?c: „Wielkie s? dzie?a wszechmocnego," pad? na kolana przed Jezusem, który go pob?ogos?awi?. Faryzeusze milczeli, krewni wzi?li go mi?dzy siebie, wielu z ludu za?piewa?o psalmy, a ?lepy mówi? i ci?gle wy?piewywa? proroczo o Jezusie i o spe?nieniu obietnic. Jezus tymczasem uda? si? do miasta, lecz?c wielu chorych i ?lepych, którzy mieszkali mi?dzy domami i wa?ami miasta. Przed miastem umyto Mu w kuczkach nogi i podano przek?sk?. ?lepy, uniesiony natchnieniem proroczym, g?osi? tak?e ca?? drog?, któr? Jezus przeby?, mówi? o Jordanie, o Duchu ?wi?tym, który na? wst?pi?, i o g?osie, który da? si?, s?ysze? z nieba.


403

Wieczorem uda? si? Jezus na szabat do synagogi, gdzie uczy? o potomstwie Noego, o budowaniu arki, powo?aniu Abrahama, a z proroctw Izajasza obja?nia? miejsca, w których jest mowa o przymierzu Boga z Noem i o t?czy (Iz. 54 i 55). Przy tym widzia?am wszystko, co naucza?, bardzo wyra?nie; widzia?am ?ycie i rody patriarchów, i oddzielaj?ce si? od nich boczne pokolenia, z których wysz?o poga?stwo. Widz?c to, wydaje mi si? wszystko bardzo wyra?ne i zrozumia?e; wracaj?c jednak od widzenia do zwyczajnego ?ycia, uczuwam smutek z powodu tych zbocze? i nie mog? ich poj??. Jezus mówi? te? o fa?szywym rozumieniu Pisma ?w. i o z?ej rachubie czasu. On za? liczy? zupe?nie pojedynczo, wykazuj?c tym, ?e w pi?mie jest wszystko dobrze podane. — Nie mog? te? poj??, jak to si? sta?o, ?e to wszystko tak pogmatwano i zapomniano. Jedna cz??? miasta Korei le?y na tarasie górskim, druga za?, po??czona z pierwsz?, wielkim szeregiem domów, w górskim, wi?cej na wschód le??cym w?wozie. Ze Silo przybyli razem z Nim Faryzeusze i wiele chorych. Chocia? Korea le?y wi?cej w pó?nocnej stronie ni? Akrabis, mimo to jest bli?ej Jordanu; ten bowiem zwraca si? w biegu swoim bardziej w t? stron?. Miasto to niewielkie, a ludzie ubodzy. Trudni? si? wyplataniem koszy, uli, równie? wyrabiaj? cienkie i grube materace ze s?omy. U?ywaj? do tego s?omy lub sitowia, które przedtem biel?. Z rogó?ek s?omianych robi? ?ciany, s?u??ce do odgradzania sypial?. Oprócz Korei le?y w tej okolicy jeszcze du?o miejscowo?ci. Góry s? tu strome i skaliste. Na przeciwnej stronie Akrabis i Jordanu jest okolica, przez któr? Jezus przechodzi? podczas zesz?orocznego ?wi?ta Kuczek do Dibon. Rano naucza? Jezus w synagodze, podczas gdy ?ydzi odbywali drog? szabatu, uzdrawia? wielu chorych, których przyniesiono do wielkiego przysionka, znajduj?cego si? przy synagodze. Po szabacie mia? Jezus przy uczcie w kuczkach z Faryzeuszami dysput?. Rozprawiali o proroctwach, wypowiedzianych przez ?lepego narodzonego. Twierdzili, ?e on ju? przedtem wiele mówi?, a to si? nie wype?ni?o. Jezus odpowiedzia? na to, ?e on niewidomy wtedy jeszcze nie mia? Ducha ?w. W dalszym ci?gu zesz?a mowa na Ezechiela i jego proroctwo o Jerozolimie, które si? nie spe?ni?o. Jezus odpowiedzia?, ?e Duch ?w. zst?pi? na Ezechiela dopiero w Babilonii przy rzece Chobar, przedtem wi?c niejedno móg? pomin??; w ko?cu zmusi? Jezus Faryzeuszów do milczenia. Uzdrowiony ?lepy, obchodzi? po odzyskaniu wzroku miasto, wychwala? Boga, ?piewa? psalmy i prorokowa?. Jeszcze w dniu wczorajszym, zaraz po uzdrowieniu, uda? si? do synagogi, a przypasawszy szeroki pas, uczyni? ?lub jako Nazyrejczyk; jeden z kap?anów udzieli? mu b?ogos?awie?stwa. S?dz?, ?e cz?owiek ten przystanie do uczniów Jezusa. Jezus by? równie? u rodziców uzdrowionego, który Go o to prosi? i do domu zaprowadzi?. Nale?? oni do tych Esse?czyków, którzy ?yj? w ma??e?stwie; s? w dalszym pokrewie?stwie z Zachariaszem i bior? udzia? w zgromadzeniach Esse?czyków odbywaj?cych si? w Masfa. Maj? jeszcze kilku synów i córek; uzdrowiony jest z nich najm?odszy. Mieszkaj? w oddzielnej cz??ci miasta, w s?siedztwie kilku spokrewnionych rodzin, które na pochy?o?ci góry maj? swe oddzielone, pi?kno pola; uprawiaj? na nich tylko pszenic? i j?czmie?. Z plonów zatrzymuj? dla siebie jedn? trzeci? cz???, drug? cz??? rozdzielaj? ubogim, trzeci? za? daj? gminie w Masfa. Esse?czycy wyszli naprzeciw Jezusa i przyj?li Go uprzejmie przed swymi mieszkaniami. Ojciec uzdrowionego odda? swego syna Jezusowi, prosz?c, by go przyj?? jako najmniejszego s?ug? i pos?a?ca uczniów, a?eby przed Nim chodzi? i przygotowywa? gospody. Jezus przyj?? go i wys?a? zaraz ze Syl? i drugim uczniem z Hebron do Betanii. My?l?, ?e przez to chce sprawi? przyjemno?? ?azarzowi, który zna? uzdrowionego jako ?lepego od urodzenia. Ojciec m?odzie?ca nazywa? si? Syrus, Sirius lub Cyrus, podobnie jak król, za


404

którego panowania byli ?ydzi w niewoli. Syn nazywa? si? Manahem. Zwyk? byt nosi? pas pod sukni?, a gdy uzyska? wzrok, przepasa? si? po sukni i co do tego uczyni? nawet na pewien czas ?lub. — Nadto mia? dar prorokowania, a b?d?c jeszcze ?lepym, znajdowa? si? zawsze na kazaniach Jana i nawet przyj?? chrzest jego. Tak?e w Korei gromadzi? ko?o siebie m?odzie?, któr? poucza?, prorokuj?c cz?sto z uniesieniem o Jezusie. Rodzice lubili go bardzo z powodu jego pobo?no?ci i gorliwo?ci, i zawsze go czysto ubierali. Skoro go Jezus uleczy?, rzek? do niego: „Daj? ci podwójne ?wiat?o, ?wiat?o cia?a i ?wiat?o duszy." Faryzeusze w Korei szydzili z niego z powodu proroctw, które uwa?ali za marzenia i mówili, ?e jest pró?ny ze swoich pi?knych szat. — W mniemaniu, ?e Jezus nie b?dzie móg? go uzdrowi?, sami go do Niego przyprowadzili, nigdy bowiem ?renicy w oczach jego nie widziano. Teraz za?, gdy mu Jezus wzrok przywróci?, mówi?o wielu z?ych ludzi: „On wcale nie by? ?lepym; jest Esse?czykiem, i zapewne uczyni? ?lub udawania ?lepego. Faryzeusze, którzy rozmawiali z Jezusem o Ezechielu, gardzili tym prorokiem, mówi?c, ?e by? s?ug? Jeremiasza i ?e miewa? w szkole proroków opaczne i niejasne widziad?a senne; wszystkie jego proroctwa bowiem nie spe?ni?y si?. Manahem prorokowa? tak?e o Melchizedechu, Malachiaszu i Jezusie bardzo dok?adnie.

Jezus w Ofra, Salem i Aruma

O godzin? drogi od Korei le?y w po?udniowo zachodniej strome, ukryta prawie w kotlinie, miejscowo?? Ofra; od Silo równie? oddalona o jedn? godzin? drogi, lecz na po?udnie wychodz?c z Korei, idzie si? najprzód w gór?, potem za? na dó? a? do Ofra. Najwy?ej pó?torej godziny drogi od Korei oddalona, le?y na zachodniej stronie przy ko?cu pustyni, ci?gn?cej si? od Korei a? do Betheron, górzysta twierdza Aleksandria. St?d rozci?ga si? widok na pó?nocny zachód a? do wymienionej pustyni i góry w Beniamin. Po polach, otaczaj?cych ow? pustyni?, Maryja cz?sto chodzi?a; wielu tu mieszka pasterzy, a miasto Betel le?y tu? przy pustyni. Przez Ofra prowadz? trzy drogi, a od strony Hebron przeje?d?a t?dy wiele karawan. Ca?e miasto sk?ada si? z gospód i sklepów. Mieszka?cy odznaczaj? si? dziko?ci? i chciwo?ci? pieni?dzy. Uczniowie Jezusa przed rokiem byli w tym mie?cie i od tego czasu poprawili si? nieco mieszka?cy. Gdy Jezus tu przyby?, zaj?ci byli m??czy?ni na górach w winnicach winobraniem, wieczorem za? mia?a si? rozpocz?? uroczysto??. W kuczkach nie widzia?am ju? nikogo, natomiast widzia?am dzieci, m?odzie?ców i dziewcz?ta, z chor?giewkami w r?kach przeci?gaj?ce w procesji i po kuczkach. Równie? kap?ani mieli swoje zaj?cie; z kuczek bowiem odnosili do synagogi ksi?gi modlitw i inne ?wi?to?ci, k?ad?c na ka?dym krze?le jeden zwój. Kobiety widzia?am w od?wi?tnych strojach w domu, modl?ce si? ze zwojów. M??czy?ni, widz?c Jezusa, udali si? do Niego i przyprowadzili Go do miasta. Po umyciu nóg i posileniu si?, zwiedzi? Jezus kilka domów, gdzie uzdrawia? chorych i naucza?. Wieczorem obnoszono po szkole ksi?g? prawa, z której ka?dy czyta?; potem odby?a si? uczta w domu go?cinnym. Na sto?ach zastawiono by?y pieczone jagni?ta. Równie? spo?ywano potraw? z jab?ek Esrog, jakich u?ywano podczas ?wi?t Kuczek. Jab?ka by?y czym? przyprawiane; ka?de by?o na pi?? cz??ci podzielone i zwi?zane na powrót w ca?o?? czerwon? nitk?. Pi?ciu biesiadników dzieli?o si? jednym jab?kiem. Potrawy te przyrz?dzali s?udzy szabatowi, którzy, nie b?d?c ?ydami, byli w roli niewolników. Ludzie tutejsi, nieokrzesani jeszcze, zajmowali si? na?ogowo lichw?, i skutkiem tego stawiano ich prawie na równi z celnikami. Teraz poprawili si? troch?, ale nie ca?kiem, Jezus wi?c, chodz?c od


405

domu do domu, stara? si? przez napomnienia wykorzeni? z nich t? pod?? ??dz? zysku i chciwo??, a za razem zaprasza? na nauk? w synagodze. Przy tej sposobno?ci sk?ada? wszystkim pewnego rodzaju ?yczenia z okazji zako?czenia ?wi?t. Po po?udniu rozebrano kuczki, ga??zie z nich zanie?li ch?opcy w procesji przed synagog?, u?o?yli w stos i podpalili. Ze sposobu wznoszenia si? p?omienia wnosili zebrani ?ydzi ró?ne wró?by pomy?lne, lub niepomy?lne. Potem naucza? Jezus w synagodze o pierwotnej szcz??liwo?ci Adama, o jego upadku i obietnicy odkupienia i czyta? kilka rozdzia?ów z ksi?gi Jozuego. I znów mówi? o niew?a?ciwym troszczeniu si? o rzeczy doczesne, o liliach które nie prz?d?, o krukach, które nie siej? a przecie? ?yj? bez troski itp. Jako przyk?ad stawia? im pobo?nych m??ów, Daniela i Joba, którzy, oddani tak licznym zaj?ciom, umieli si? jednak ustrzec zbytniego przywi?zania do rzeczy doczesnych. Ca?e utrzymanie Jezusa w tym miejscu nie by?o bezp?atne; p?acili za nie uczniowie ze wspólnych funduszów. Jezus bawi? z uczniami jeszcze w gospodzie, gdy przyby? do Niego pos?aniec od jakiego? znakomitego m??a z Cypru, który s?ysza? wiele o Janie i Jezusie i chcia? si? o nich dowiedzie? co? bli?szego i pewniejszego. Jeden z przodków tego m??a by? dawniej królem Cypru i przyj?? podczas prze?ladowania ?ydów wielu z nich w sw? opiek?. Czyn ten mi?osierny przyniós? mu owoc w obecnie ?yj?cym jego potomku, który dost?pi? tej ?aski, ?e dano mu by?o uwierzy? w Jezusa Chrystusa. Pos?aniec by? przedtem w Macherus u Jana, dok?d na w?asne ??danie zaprowadzi? go jeden ze s?ug królika Serobabela, a stamt?d po dziesi?ciu godzinach drogi przyby? do Ofry. Chocia? poganin, by? on bardzo mi?y cz?owiek, a przy tym pokorny. Jezus rozmawia? z nim do?? d?ugo i poleci? uczniom w obecno?ci pos?a?ca wszystko spisa?, co chcia? si? dowiedzie?. Potem odjecha? pos?aniec szybko z Ofry, by trafi? na czas na okr?t odchodz?cy do Cypru. — O ile zrozumia?am zes?ane mi widzenie, zdaje mi si?, ?e Jezus ma zamiar po najbli?szych ?wi?tach wielkanocnych zboczy? z Palestyny do Tyru i Sydonu, a st?d przeprawi? si? na Cypr i tam naucza?. Z Ofry poszed? Jezus do Salem dolin? mi?dzy Aleksandrium a Lebon?. Przeszed?szy las Hareth, dosta? si? na dolin? Salemu. Przed Salem rozci?ga?y si? ogrody i pi?kne aleje. Miasto samo le?y w bardzo mi?ym po?o?eniu. Nie bardzo jest wielkie, ale regularniejsze i schludniejsze, ni? wiele innych w okolicy. Miasto zbudowane jest w kszta?cie gwiazdy oko?o studni, w ?rodku po?o?onej, a wszystkie ulice zbiegaj? si? ku studni; wzd?u? ulic s? szpalery; lecz wszystko nieco ju? podupad?o. Studni? t? czcz? jako ?wi?to??; raz bowiem, podobnie jak w studni ko?o Jerycha, zepsu?a si? w niej woda, lecz Elizeusz, podobnie jak tam, uczyni? j? znowu dobr? do picia, wrzuciwszy w ni? nieco soli i wody, w której spoczywa?a by?a ?wi?to??. Nad studni? zbudowany jest pi?kny domek. W ?rodku miasta tu? przy studni stoi wysoki, pusty zamek o wielkich oknach bez szyb. Przy zamku wznosi si? wysoka, gruba, okr?g?a wie?a o p?askim dachu, otoczonym galeri?; na wie?y powiewa chor?giew. Mniej wi?cej w dwóch trzecich wysoko?ci wie?y wisz? ze wszystkich czterech stron na wystaj?cych belkach wielkie kule, b?yszcz?ce w promieniach s?o?ca. Wywieszone w kierunku ró?nych miast okolicznych, s? jeszcze pami?tk? z czasów Dawida. Dawid bawi? tu pewnego razu z Michol; gdy potem musia? st?d ucieka? w ziemi? Gilead, Jonatan wedle umowy wywiesza? te kule, raz tak, to znów inaczej, a Dawid, widz?c je z daleka, otrzymywa? w ten sposób ró?ne wskazówki co do tego, gdzie si? obraca prze?laduj?cy go Saul. Jezusa przyj?to tu bardzo ?yczliwie. Ludzie, których napotka? w polu przy ?niwach, odprowadzili Go a? do miasta, a st?d wyszli znów inni naprzeciw Niego. Zaprowadzono Jezusa i uczniów do jednego domu, umyto im nogi i dano na zmian? inne sanda?y i suknie, dopóki ich w?asnych nie oczyszczono i nie u?o?ono.


406

Nieraz darowywano podró?nym takie suknie. Jezus jednak nie bra? ich nigdy, bo mia? przewa?nie przy Sobie drug?, czyst? sukni?, któr? niós? jeden z uczniów. Stad poprowadzono Jezusa ku pi?knej studni, gdzie podano przek?sk?. Kolo studni zebra?o si? ju? mnóstwo ró?nych chorych, inni zaj?li podsienia wzd?u? ulic. Jezus rozpocz?? zaraz uzdrawianie, chodz?c spokojnie od jednego do drugiego. Trwa?o to prawie do czwartej godziny, poczym Jezus spo?y? obiad w gospodzie i poszed? naucza? do synagogi. W czasie nauki zesz?a mowa na Melchizedeka i na Malachiasza, który niegdy? tu bawi?c, wypowiada? swe proroctwa o ofierze wed?ug porz?dku" Melchizedeka?. Jezus rzek? wi?c s?uchaczom, ?e w?a?nie czas tej ofiary si? zbli?a, i ?e ci prorocy mieniliby si? szcz??liwymi, gdyby, jak oni teraz, mogli widzie? i s?ysze? te rzeczy. Mieszka?cy tutejsi byli ?rednio zamo?ni, ani bogaci, ani ubodzy; odznaczali si? ?yczliwo?ci? i mi?o?ci? wzajemn? wzgl?dem siebie. I nauczyciele zakonni dobrze byli usposobieni. Za to Faryzeusze z pobliskich miejscowo?ci przybywali tu cz?sto, i trapili tak gmin? jak nauczycieli wygórowanymi wymogami. Miasto mia?o pewne przywileje; ca?y okr?g wraz z bli?ej po?o?onymi miejscowo?ciami podlega? jego zwierzchno?ci. Jezus ch?tnie bawi? tu i utwierdza? ludzi w ich dobrych zasadach. O godzin? drogi od Salem na po?udniowy zachód, wpada?a do Jordanu ma?a rzeczka Akrabis. W wid?ach, utworzonych przez wp?yw obu rzek, by?o miejsce zabaw i wycieczek. By?y tu ?a?nie wedle potrzeby zimne lub gor?ce. Opodal by?y trzy rybne stawy, do których woda dop?ywa?a z rzeczki. Tutaj to poszed? Jezus nazajutrz rano w licznym towarzystwie mieszka?ców. Po drugiej stronie Jordanu przechadza?o si? tak?e wiele osób. Dalej wida? by?o Ainon w uroczym po?o?eniu. Oko?o po?udnia powrócono do Salem. W mie?cie zebra?o si? tymczasem wielu Faryzeuszów z Arumy, miasta po?o?onego na górze na zachód o dwie godziny drogi, i z Fasael, miasta nowszego, ukrytego, w odosobnionym zak?tku o godzin? drogi na pó?nocny wschód, gdzie mieszka? pobo?ny Jair, którego córk? niedawno Jezus wskrzesi?. Mi?dzy tymi Faryzeuszami by? tak?e brat tr?dowatego Szymona z Betanii, jeden z najznamienitszych Faryzeuszów w Arumie. Stawili si? tak?e i Saduceusze i nauczyciele z innych miejscowo?ci. Wszyscy byli tu jako go?cie; by? bowiem zwyczaj, ?e w dnie po ?wi?tach Kuczek zapraszali si? nauczyciele do siebie wzajemnie. Uczta odby?a si? w publicznym domu godowym, a wzi?? w niej udzia? Jezus i wszyscy nauczyciele. Faryzeusze obawiali si?, ?e Jezus b?dzie w szabat naucza? w Salem, co im nie by?o na r?k?, gdy? i tak mieszka?cy nie bardzo im sprzyjali; brat Szymona zaprosi? wi?c Jezusa na szabat do Arumy, a Jezus przyj?? zaproszenie. Phasael jest to nowa miejscowo??, zbudowana przez Heroda, i on te? zawsze zatrzymywa? si? tu, ilekro? bawi? w tej okolicy. W ko?o miasta rosn? palmy, a w pobli?u wytryska ?ród?o rzeczki wpadaj?cej do Jordanu, prawie naprzeciw Sukkot. Mieszka?cy s? podobno osiedle?cami. W Arumie nie przywitali Jezusa Faryzeusze przed bram? miejsk?; Jezus wszed? wi?c do miasta z siedmiu uczniami w sukniach podpasanych. Tu dopiero przyj??o Go kilku ?yczliwych obywateli, jak zwykle, wed?ug starego zwyczaju krajowego, witano podró?nych, którzy podpasani weszli do miasta. Je?li za? kto wszed? nie podkasany, oznacza?o to, ?e przed bram? ju? dozna? go?cinnego przyj?cia. Obywatele ci zaprowadzili Jezusa do domu, oczy?cili Mu suknie i podali przek?sk?. Potem poszed? Jezus do mieszkania kap?anów ko?o synagogi, gdzie w?a?nie by? brat Szymona, a z nim inni Faryzeusze i Saduceusze, przybyli tu z Tebez i innych miejscowo?ci. St?d, zabrawszy ksi?gi zakonne, poszli wszyscy do cysterny k?pielowej za miastem, i tu omawiali te miejsca Pisma ?wi?tego, które mia?y by? przedmiotem lekcji szabatowej. By?o to wi?c jakby przygotowaniem si?


407

do kazania. Faryzeusze obchodzili si? z Jezusem uprzejmie i sami prosili Go, by naucza? dzi? wieczór, lecz by wystrzega? si? podburzania ludu. Jezus odrzek? im na to ostro, prosto w oczy, ?e b?dzie naucza? tylko tego, co jest w Pi?mie, a wi?c prawdy; poczym zacz?? co? mówi? o wilkach w owczej skórze. W synagodze naucza? Jezus o powo?aniu Abrahama podró?y do Egiptu, o j?zyku hebrajskim, o Noem, Heberze, Falegu i Jobie. Czytano I. ks. Moj?eszu rozdz. 12 i z Izajasza. Jezus wyt?umaczy? s?uchaczom, ?e ju? w osobie Hebera wybra? Bóg Izraelitów, dawszy mu nowy j?zyk hebrajski, nie maj?cy nic wspólnego z ówczesnymi j?zykami, by przez to oddzieli? ród jego od innych. Przedtem mówi? Heber, podobnie jak Adam, Set i Noe swym dawnym j?zykiem ojczystym; ten jednak przy budowie wie?y Babel rozpad? si? na wiele narzeczy i pomiesza? z innymi, wi?c Bóg, by ca?kiem oddzieli? Hebera, da? mu osobny ?wi?ty, starohebrajski j?zyk. Bez tego nigdy by ?ydzi nie byli utrzymali si? w takiej czysto?ci i odosobnieniu od zepsutych pogan. Jezus obra? Sobie mieszkanie w domu, brata tr?dowatego Szymona. Szymon beta?ski pochodzi? tak?e st?d. Ten ostatni, przy niewielkiej swej wiedzy, chcia? koniecznie uchodzi? za co? znacznego, brat za? jego bieg?ym by? w swym zawodzie. Chocia? nie przyj?? Jezusa wprost ze czci?, pochodz?c? z g??bokiej wiary, jednak by? dla Niego bardzo go?cinnym. Dom urz?dzony by? nader przyzwoicie i porz?dnie, a sprz?ty i chusty do mycia by?y w doborowym gatunku. Na modlitw? przeznaczone by?o osobne miejsce. Sam pan domu oddawa? mu stosowne us?ugi; ?ona jego i dzieci rzadko si? pokazywa?y. Jair z Fazael, którego córk? Jezus wskrzesi?, przyby? tu tak?e na szabat i przy sposobno?ci rozmawia? z Jezusem. Poza tym trzyma? si? uczniów i chodzi? wsz?dzie z nimi. Córki jego niema obecnie w domu, bo wys?a? j? do Abelmeholi do szko?y dziewcz?t. Podobnie jak i m??czy?ni si? odwiedzali, zbiera?y si? tam w tych dniach wspólnie m?ode dziewcz?ta. Abelmehola le?y przesz?o sze?? godzin drogi od Fasael. Przed Arum? od strony zachodniej wznosi si? wielki, staro?ytny budynek, zamieszka?y przez starców i wdowy. Nie nale?? oni do sekty Esse?czyków, lecz nosz? d?ugie, bia?e suknie i ?yj? pod?ug ?ci?le oznaczonego regulaminu. Jezus i tam mia? nauk?. — Ilekro? Jezus znajduje si? na jakiej? uczcie, to zwykle naucza, chodz?c od sto?u do sto?u. W Arumie obchodzono w?a?nie pami?tk? po?wi?cenia ?wi?tyni Salomonowej. W?a?ciwe ?wi?to ju? min??o, przypada?o, o ile mi si? zdaje, na ostatni dzie? Kuczek, dzisiaj by? tylko dzie? po?wi?teczny. Ca?a synagoga o?wiecona by?a rz?si?cie, prócz tego wznosi?a si? na ?rodku piramida ?wiate?. Jezus mówi? o po?wi?ceniu ?wi?tyni i jak to wtenczas Bóg, objawiwszy si? Salomonowi, rzek? do?: „Zachowam Izraela i ?wi?tyni?, je?li Mi wierny pozostanie i b?d? mieszka? w ?wi?tyni w po?rodku was; lecz zburz? j?, je?li naród odpadnie ode mnie." S?owa te odniós? Jezus do obecnego czasu, w którym ju? do tego dosz?o, ?e je?li si? nie nawróc?, ?wi?tynia ulegnie zniszczeniu. Dobitnie zaznacza? to Jezus. Faryzeusze, zacz?li na to dyskutowa? z Nim, mówi?c, ?e s?ów tych Bo?ych nie nale?y bra? w realnym znaczeniu, lecz jako poezj?, a raczej fantazj? Salomona. Dysputa sta?a si? bardzo o?ywion?, a Jezus gorliwie broni? Swego. Mia? On w Sobie co? takiego, ?e wkrótce spokornieli i prawie nie ?mieli na Niego spojrze?. Jezus popiera? Swe s?owa zdaniami, wyj?tymi z dzisiejszej lekcji szabatowej a wreszcie rzek?: „Przekr?cacie i zmieniacie do nie poznania odwieczne prawdy, histori? i rachub? czasu starych poga?skich narodów, jak np. Egipcjan. I jak?e ?miecie tym poganom co zarzuca?, kiedy sami doszli?cie ju? do tak n?dznego stanu, ?e to, co przekazano wam jako tak blisk? ?wi?to??, tj. s?owa Wszechmocnego, utwierdzaj?ce zwi?zek Jego z waszym ?wi?tym ko?cio?em, bierzecie za bajk?, za


408

poezj? i odrzucacie dla swej wygody, dla dogodzenia temu, co wam schlebia. Zapewniam was i powtarzam, ?e prawdziw? by?a obietnica, dana Salomonowi przez Boga. Zbli?a si? ju? spe?nienie gro?by Jehowy w?a?nie przez wasze grzeszne przekr?canie i fa?szywe t?umaczenie jej; bo gdzie zaczyna si? chwia? wiara w naj?wi?tsze przyrzeczenia Boga, tam bliskie s? upadku posady jego ?wi?tyni. Tak! ?wi?tynia zburzona b?dzie i zniszczona, bo nie wierzycie w obietnice, nie uznajecie, co ?wi?te, i nie trzymacie nic ?wi?cie. Wy sami pracowa? b?dziecie nad jej zniszczeniem i nie pozostanie kamie? na kamieniu, wszystko ulegnie zag?adzie, a to za wasze grzechy." W ten sposób mówi? Jezus dalej, tak, i? si? zdawa?o, ?e On sam Siebie rozumie przez t? ?wi?tyni?, jak to wyra?nie powiedzia? przed Sw? m?k?: „W trzech dniach zbuduj? j? na powrót." Nie mówi? wprawdzie teraz tak wyra?nie, ale przecie? ze s?ów Jego wia?o co? cudownego, tajemniczego, tak, ?e Faryzeusze z dr?eniem, a zarazem z rozjuszeniem Go s?uchali. Niech?? ich zacz??a si? objawia? g?o?nym szemraniem. Jezus jednak naucza? dalej, a tak pi?knie, ?e nie mogli Mu si? oprze? i cho? wbrew swej woli, czuli si? wewn?trznie przekonani Jego s?owami. Na odchodnym po?egnali Go podaniem r?ki, niby to uniewinniali si?, chc?c na pozór pojedna? si?. Jezus przemówi? jeszcze par? s?ów powa?nie i ?agodnie, poczym odszed? do domu, a synagog? zaraz zamkni?to. W tym czasie mia?am widzenie, jak Salomon, stoj?c na kolumnie ko?o o?tarza ofiarnego przed ?wi?tyni?, przemawia? do ludu i g?o?no si? modli?. Kolumna by?a tak wysoka, ?e ka?dy móg? go widzie?. Na gór? wchodzi?o si? z wewn?trz po kr?tych schodach; na p?askim szczycie sta?o krzes?o. Kolumna by?a ruchoma i w razie potrzeby mo?na by?o j? usun??. Pó?niej widzia?am Salomona na zamku Syjon, jeszcze zanim si? sprowadzi? do swego nowego pa?acu. By?o to w tym samym miejscu, gdzie przedtem Bóg rozmawia? z Dawidem, zw?aszcza, gdy Natan by? przy nim. Przy zamku by? taras pod namiotem, gdzie Salomon sypia?. Tu modli? si? on teraz; wtem otoczy? go blask nieopisany i da? si? s?ysze? g?os, wychodz?cy ze ?rodka. Salomon by? to pi?kny m??czyzna, wzrostu nadobnego, o cz?onkach pe?nych, zaokr?glonych, nie wyschni?tych jak to wida? u przewa?nej cz??ci tutejszych ludzi. W?osy mia? g?adkie, brunatne, tak?? krótk? brod?, przenikliwe oczy, oblicze pe?ne, okr?g?e, ko?ci policzkowe nieco wystaj?ce, szerokie. W tym czasie nie utrzymywa? jeszcze tyle ?on poganek, i nie by? im tak oddany. Jezus nie uzdrawia? w Arumie publicznie, by nie wywo?a? pop?ochu; zreszt? ludzie sami z obawy przed Faryzeuszami nie zg?aszali si? za dnia. Za to sp?dzi? Jezus dwie noce na uzdrawianiu. By? to wzruszaj?cy widok, gdy noc? przy ?wietle ksi??yca, szed? Jezus w towarzystwie kilku uczniów przez ulice, puka? do niskich drzwiczek, które czekaj?cy na? ludzie z pokor? otwierali, jak wchodzi? na podwórze i uzdrawia? zebranych tam chorych. Byli to pobo?ni ludzie, wierz?cy w Niego, którzy za po?rednictwem uczniów wzywali Jego pomocy. Wszystko to mog?o si? odby? bez zwrócenia uwagi, gdy? ulice miasta by?y o tym czasie zupe?nie puste, a okna domów wychodzi?y wsz?dzie od ty?u na podwórza i ogródki, od ulicy za? wznosi? si? tylko nagi mur, a w nim ma?e drzwiczki. Zreszt? wsz?dzie ju? Jezusa oczekiwano. Przypominam sobie, ?e w jednym miejscu wynios?y dwie dziewczynki na podwórze niewiast? ca?kiem owini?t?, cierpi?c? na krwotok. W tych nocnych w?drówkach nie zatrzymywa? si? Jezus d?ugo przy chorych. Zwykle, by wzbudzi? w nich wiar?, stawia? im pytania, czy wierz?, ?e Bóg mo?e ich uzdrowi? i ?e do tego da? Jednemu w?adz? na ziemi. Ju? teraz nie potrafi? tego dobrze powtórzy?. Owej niewie?cie np. cierpi?cej na krwotok kaza? po tym zapytaniu uca?owa? pas, którym by? opasany, i wyrzek? kilka s?ów, tak mniej wi?cej brzmi?cych: „Uzdrawiam ci? przez tajemnic? (lecz zdaje mi si?, i?


409

to tak?e znaczy?o: uzdrawiam ci? w intencji), w której nosi si? ten pas od pocz?tku do ko?ca." Innym chorym wk?ada? ko?ce pasa na g?ow?. Pas ten by?a to d?uga, szeroka ta?ma, jakoby r?cznik; noszono go z?o?ony raz szeroko, raz w?sko, ko?ce opatrzone fr?dzlami, zwiesza?y si? to krócej, to d?u?ej. Cz??? doliny oko?o Arumy si? rozci?gaj?cej, która po wschodniej stronie Arumy zwraca si? od wschodu na zachód ku Sychar, a potem wprost na pó?noc si?ga a? poza gór?, po?o?on? na pó?nocny wschód od Sichem, jest lesista. Cz??? za? lasu, po?o?ona na wschód od tej góry, le??cej w ?rodku równiny Sychar, nazywa?a si? gajem Mambre. Tutaj rozbi? Abraham po raz pierwszy swe namioty, tu objawi? si? mu Bóg i da? mu obietnic? licznego potomstwa. Sta?o tu wielkie drzewo, nie tak chropowate jak d?b, wydaj?ce w jednym czasie kwiaty i owoce; z owoców tych robiono ga?ki do kijów pielgrzymich. Przy tym to drzewie objawi? si? Pan Bóg. Z Sychar prowadzi t?dy droga lewym bokiem lasu i biegnie dalej w ko?o Garizim. Od strony pó?nocnej lasu le?a?o w dolinie miasto, zbudowane na pami?tk? pobytu Abrahama, po którym jeszcze dzisiaj musz? by? ?lady. Jest to TenatSilo, po?o?one na pó?noc od Arumy o trzy godziny drogi, za? o dwie godziny na pó?nocny zachód od Fazael.

Jezus opuszcza Arum? i udaje si? do Tenat Silo i Aser Michmetat

Raz jeszcze zgromi? Jezus ostro Faryzeuszów, i? stracili ducha swej religii i ?e przywi?zuj? wag? tylko do doczesnych form i zwyczajów, które w ko?cu diabe? wype?nia?, jak to mogli widzie? u pogan; poczym opu?ci? Arum? i uda? si? do miasta TenatSilo. Przed miastem sta?a jedna z gospód, za?o?onych przez ?azarza. Przybywszy tu, poszed? Jezus zaraz w pole i naucza? robotników, m??czyzn i niewiasty, zaj?tych sk?adaniem stert zbo?a: mówi? im w przypowie?ciach o uprawie roli i o ró?nych królestwach ziemskich. Ludzie ci byli niewolnikami i nale?eli do sekty samaryta?skiej. Pod wieczór naucza? Jezus tak?e w synagodze. Poniewa? to by? czas nowiu, wi?c przed synagog? i innymi publicznymi budynkami wisia?y wie?ce z plonów. Przed synagog? uzdrowi? Jezus zebranych tam bardzo wielu chorych, szczególnie kulawych, cierpi?cych na podagr?, op?tanych, i maj?cych krwotok. B?ogos?awi? wiele chorych, a tak?e i zdrowych dzieci. Wielu cierpia?o ból w r?kach i w boku, której to choroby nabawiali si? po najwi?kszej cz??ci przy uprawie pola i przez to, i? k?adli si?, spoceni przy pracy, tak w nocy jak we dnie na wilgotnej ziemi. Widzia?am to tak?e na polach przed Genabris i Galilei. Nast?pnego dnia poszed? Jezus na pole, gdzie si? odbywa?o ?niwo, i uzdrowi? tam tak?e wielu chorych. Ludzie z miasta wynie?li w koszach obiad, a spo?yto go w stoj?cej tam jeszcze kuczce. — Potem mia? Jezus nauk?, w której powstawa? przeciw niepotrzebnemu i zbytniemu troszczeniu si? o ?ywot doczesny. Jako przyk?ad przytoczy? lili?, która nie prz?dzie a jednak pi?kniej jest ubrana, ni? Salomon w swojej chwale, a nadto przytoczy? wiele innych pi?knych przyk?adów, wzi?tych z ?ycia ró?norakich zwierz?t i przedmiotów z otoczenia. Uczy? tak?e, i? nie powinni zniewa?a? szabatu i ?wi?t przez prac? jedynie dla zysku. Uczynki mi?osierdzia, niesienie pomocy ludziom i zwierz?tom s? im dozwolone, ale ?niwo, plony, winni zostawi? opiece Bo?ej i nie oddawa? si? pracy w dzie? szabatu, jak to czyni?, skoro tylko zagra?a najmniejsza niepogoda. Mówi? o tym bardzo pi?knie i obszernie, a nauka ta by?a ca?kiem podobna do Kazania na górze, albowiem zachodzi?y i tu nieraz s?owa „b?ogos?awieni s? ci, b?ogos?awieni s? owi." Mieszka?cy tutejsi potrzebowali bardzo takiej nauki; byli bowiem niezmiernie chciwi i szukali jak najwi?kszego zysku w uprawie roli, handlu, z czego te? si? utrzymywali, przeci??aj?c przy tym bardzo sw? s?u?b?. Maj?c polecone


410

pobieranie dziesi?ciny z ca?ej okolicy, zatrzymywali j? cz?sto d?ugo u siebie i dawali na lichw?. Prowadzili tak?e korzystny handel p?odami roli. Starcy obnosili po okolicy wyroby z drzewa, do których materia?u dostarcza? w pobli?u b?d?cy las; szczególnie wyciosywali w wielkiej ilo?ci drewniane obcasy pod sanda?y. Naoko?o miasta by?o bardzo wiele figowych sadów. Faryzeuszów tu nie by?o. Mieszka?cy byli nieco nieokrzesani i bardzo dumni ze swego pochodzenia od Abrahama. Nie by?o jednakowo? z czego, gdy? synowie, których Abraham tu osiedli?, wnet si? wynarodowili, pomieszali si? z Sichemitami, a gdy Jakub powtórnie przyby? do kraju, zaniedbali ju? nawet obrzezania. Jakób zamierza? tak?e osi??? na tych polach, ale przeszkodzi?o mu w tym uprowadzenie Diny. Zna? on dzieci Abrahamowe, które tu mieszka?y, i posy?a? im podarki. Dina przechadza?a si? przy studni w Salem, a nast?pnie zaprosili j? w t? okolic? ludzie, którzy otrzymali podarunki. Mia?a ze sob? s?u?ebnice, a z ciekawo?ci chodzi?a samotnie naoko?o po okolicy; wtem ujrza? j? Sichemita i uwiód?. Nie potrzeba si? dziwi? tej wielkiej ilo?ci chorych, którzy wsz?dzie zbieraj? si? przy Jezusie; zaledwie bowiem dowiedz? si? gdzie Jezus na jakim miejscu przebywa, natychmiast znosz? chorych z ca?ej okolicy, ze wszystkich chat i wsi. W Tenat mieszkali Samarytanie i ?ydzi, oddzieleni od siebie, ?ydzi jednak przewa?ali ich liczb?. Jezus naucza? tak?e Samarytan, sta? jednak przy tym na terytorium ?ydowskim, a Samarytanie na ostatniej ko?czynie swej dzielnicy u wylotu pewnej ulicy. Samarytan leczy? Jezus tak?e. Tutejsi ?ydzi nie byli tak wrogo usposobieni dla nich, poniewa? w ogóle i w innych rzeczach s? mniej gorliwsi, nawet w zachowywaniu szabatu. Jezus uzdrawia? tutaj w ró?noraki sposób. Jednych z daleka spojrzeniem i s?owem, drugich dotkni?ciem, innych wk?adaniem r?k, innych tchnieniem, to znowu b?ogos?awi?, innym wreszcie pomazywa? oczy ?lin?. Niektórzy dotykali si? Go i przez to byli uzdrowieni, innym rozkazywa? wyzdrowie?, wcale si? do nich nie zwracaj?c. Szczególnie w ostatnich czasach czyni? wszystko o wiele pr?dzej, ani?eli w pocz?tkach. Mniema?am z pocz?tku, i? Jezus dlatego leczy? w ró?ny sposób ró?ne rodzaje chorób, by pokaza?, i? moc Jego nie tylko do jednego rodzaju jest przywi?zana, lecz ?e j? ma na wszystkie rodzaje; Jezus jednakowo? Sam raz mówi w Ewangelii, i? jeden rodzaj diab?ów inaczej si? wyp?dza, ni? drugi. Uzdrawia? niezawodnie ka?dego stosownie do rodzaju jego choroby, jego wiary i natury, podobnie jak jeszcze i teraz ka?dego grzesznika inaczej ch?oszcze, inaczej nawraca. Nie psu? przez to porz?dku natury, lecz tylko rozszerza? niejako jej zakres. Nie rozcina? ?adnego w?z?a, lecz tylko rozwi?zywa? go, a móg? wszystkie rozwi?za?, bo mia? do tego wszelk? w?adz?; tylko i? sta? si? Bogiem-Cz?owiekiem, post?powa? przy leczeniu wedle form ludzkich i u?wi?caj?c je. Jeszcze przedtem mia?am objawienie, i? dlatego uzdrawia? pod tak ró?nymi obrazami, by nauczy? uczniów formy dla ka?dej czynno?ci. Wskazuj? na to rozmaite formy ko?cielnego b?ogos?awie?stwa, po?wi?ce? i Sakramentów. Oko?o po?udnia poszed? Jezus dalej, a towarzyszy?o Mu wielu ludzi z miasta. Szed? na dosy? szerokiej drodze, na pó?nocny wschód, która prowadzi do Scytopolis, maj?c Doch po prawej a Tebez po lewej stronie na wschodniej ko?czynie góry, gdzie le?y Samaria. Droga wiod?a w dolin? ku Jordanowi, sk?d p?ynie ?ród?o do Jordanu. Tutaj wybieg? naprzeciw Niego t?um ludzi, chciwych nauki, sk?adaj?cy si? przewa?nie z robotników samaryta?skich, oczekuj?cych Jego przybycia. Na lewo na wzgórzu le?a?a ma?a miejscowo??, sk?adaj?ca si? z d?ugiego szeregu domów, zwana Aser Michmetat, gdzie si? Jezus pod wieczór zatrzyma?. Abelmehola jest st?d oddalona oko?o siedem godzin drogi. Miejscowo?? ta le?y przy drodze, któr? przechodzi?a Maryja i niewiasty, gdy id?c do Judei, nie chcia?y przechodzi? przez wzgórza przy Samarii, równie? w czasie ucieczki do Egiptu


411

podró?owa?a t?dy Naj?wi?tsza Panna z Józefem. Tego wieczora uda? si? jeszcze Jezus do studni Abrahamowej i do miejsca zabawy przed AserMichmetat i uleczy? tu wielu chorych, a mi?dzy innymi dwóch Samarytan, w to miejsce przyniesionych. Mieszka?cy przyj?li Go nadzwyczaj uprzejmie, byli bardzo dobrzy i ka?dy z ch?ci? by?by Go u siebie ugo?ci?. Jezus jednak stan?? go?cin?, u jednej patriarchalnie ?yj?cej rodziny, której g?ow? by? Obed, i przyj?to Go wraz z uczniami bardzo ?yczliwie. Droga z TenatSilo w t? okolic? jest o wiele lepsza i szersza ni? ta, która prowadzi przez Akrabis do Jerycha, a która jest niezwykle w?ska, kamienista i skalista, tak, i? zwierz?ta juczne z trudno?ci? ni? przechodz?. By?o to pod drzewem przy studni Abrahamowej, gdzie za czasów S?dziów prowadzi?a swój zawód czarnoksi?ski fa?szywa prorokini i udziela?a rad, które zawsze na z?e wychodzi?y. Odprawia?a ona podczas nocy rozmaite gus?a z pochodniami, przy czym wywo?ywa?a dziwne zwierz?ta i postacie. Madianici przybili j? w Azo do deski. Pod tym samym drzewem zagrzeba? Jakób zagrabione bo?ki Sychemitów. Podczas ucieczki do Egiptu ukrywa? si? tu tak?e przez jedn? dob? w pobli?u tego drzewa Józef z Naj?wi?tsz? Pann? i Jezusem. Prze?ladowanie Heroda by?o w ogólno?ci znanym, dlatego te? by?o bardzo niebezpiecznym t?dy podró?owa?. Zdaje mi si? tak?e, i? w czasie podró?y do Betlejem, podczas której Maryi by?o zimno, przy tym w?a?nie drzewie zrobi?o si? Jej ciep?o. Aser Michmetat jest po?o?one w poprzek na grzbiecie górskim, ci?gn?cym si? do doliny Jordanu; po?udniowa cz??? nale?y do Efraim, pó?nocna za? do Manassesa. Po stronie Efraim le?y Michmetat, po stronie Manasses Azer, a obydwa tworz? jedno miasto AserMichmetat; granica przechodzi ?rodkiem. Synagoga znajduje si? w Aser z tamtej strony, a mieszka?cy ró?ni? si? nieco obyczajami. Michmetat, miejscowo?? od Efraim, rozci?ga si? ku górze szeregiem zabudowa?, w dolinie za? jest rzeczka; przy niej naucza? Jezus Samarytan, którzy tutaj wyszli naprzeciw Niego. Nieco wy?ej przed miastem znajduje si? pi?kna studnia, a naoko?o niej ogrody do zabaw i k?pieli. ?ród?o, do którego schodzi si? po schodkach, jest uj?te w obmurowan? cystern?, a w ?rodku niej stoi na tarasie drzewo. Z tego zbiornika mo?na nape?ni? wiele cystern, s?u??cych do k?pieli, a znajduj?cych si? tu w oko?o. Jezus uleczy? tutaj dwie Samarytanki. Dom Obeda sta? przed Michmetat, tworz?c jakoby wielk? posiad?o?? ziemsk?, on za? sam by? niejako naczelnikiem osady. Ludzie tutejsi byli po najwi?kszej cz??ci z sob? spowinowaceni, i wiele rodzin by?o dzie?mi Obeda, lub dzie?mi jego przodków. On by? najstarszym i prze?o?onym, za?atwia? ich interesy, kierowa? ich upraw? roli i hodowl? trzód. ?ona jego, do?? jeszcze ?wawa kobieta, gospodarzy?a wraz z innymi niewiastami, nale??cymi do rodziny, w odosobnionej cz??ci domu. Mia?a ona rodzaj domu dla dzieci i uczy?a m?ode dziewcz?ta innych rodzin ró?norakich robót r?cznych. Spr??yn? dzia?ania w ca?ym domu by?a mi?o?? wzajemna, wspieranie si? nawzajem rad? i czynem. Obed mia? osiemna?cioro dzieci, z których jeszcze kilkoro nie by?o zam??nych. Dwie jego córki wysz?y za m?? do Aser, w dzielnicy nale??cej do Manasses; on jednak nie bardzo by? z tego zadowolonym, jak to pozna?am z jego rozmowy z Jezusem, gdy? tamtejsi ludzie nie byli tak dobrzy i ca?kiem innego pokroju. Rano naucza? Jezus przy studni. Przesz?o czterysta ludzi zebra?o si? tu na murawie u wzgórza, maj?cego kszta?t schodów. Jezus naucza? dobitnie o przyj?ciu królestwa, o Swoim pos?annictwie, o pokucie i chrzcie. Kilku nawet przygotowa? do chrztu, mi?dzy nimi dzieci Obeda. Nast?pnie uda? si? z Obedem w pole do pojedynczych mieszka?, uczy? i pociesza? parobków i starców, którzy musieli strzec domu, podczas gdy inni poszli do Niego na nauk?. Obed rozmawia?


412

z Jezusem wiele o Abrahamie i Jakóbie, którzy zamieszkiwali t? okolic?, i o losach Diny. Mieszka?cy Michmetat uwa?ali si? za potomków Judy. Holofernes, medyjski awanturnik, zniszczy? w czasie napadu ca?kiem t? miejscowo??; potem przesiedlili si? przodkowie obecnych mieszka?ców z Judy tu dot?d z nieugi?tym zamiarem wytrwania gorliwie przy starych obyczajach. Dotrzymali s?owa a? do tego czasu. Obed zachowywa? w zupe?no?ci stare obyczaje pobo?nych Hebrajczyków, a szczególnie mia? we czci Joba. Wyposa?a? hojnie swoich synów i córki i przy ka?dym takim wyposa?eniu sk?ada? znaczne ofiary na ubogich i ?wi?tynie. Jezus b?ogos?awi? wiele dzieci, które Mu matki zewsz?d przynosi?y. Po po?udniu odby?a si? wielka uczta przy sto?ach, zastawionych naoko?o domu Obeda i w podwórzu w kuczkach, jeszcze wsz?dzie stoj?cych. Brali w niej udzia? prawie wszyscy mieszka?cy Michmetat, a szczególnie wszyscy ubodzy z okolicy. Jezus obchodzi? wszystkie sto?y, b?ogos?awi? i naucza? i rozdziela? uprzejmie potrawy, opowiadaj?c przy tym przypowie?ci. Niewiasty siedzia?y w odosobnionej altanie. Nast?pnie uda? si? Jezus jeszcze do kilku domów, w których byli chorzy, i uleczy? ich, poczym pob?ogos?awi? jeszcze kilkoro dzieci, które matki poustawia?y przed Nim w rz?dach. W ogóle by?o tutaj bardzo wiele dzieci, a wi?ksza ich cz??? zbiera?a si? na nauk? do ?ony Obeda. Obed mia? ma?ego synka, oko?o siedem lat licz?cego, i z tym Jezus cz?sto rozmawia?. Ch?opczyk ten mieszka? ze swoim starszym bratem w sza?asie na polu, a by? bardzo pobo?nym i cz?sto kl?cza? w nocy na polu na modlitwie. Starszy brat nie by? wcale z tego zadowolonym, z czego si? Obed smuci?. Teraz oddano t? spraw? Jezusowi do rozs?dzenia. Po ?mierci Jezusa przeszed? on ch?opczyk w poczet Jego uczniów. Michmetat by?o w wojnie machabejskiej ?ydom w niejednym pomocne i pozostawa?o im bardzo wiernym. Sam Judasz Machabeusz zatrzymywa? si? tu kilka razy. Obed bra? sobie we wszystkim Joba za wzór; za przyk?adem Joba prowadzi? z ca?ym swym domem takie? samo staropatriarchalne ?ycie. St?d wybra? si? Jezus do drugiej dzielnicy, po?o?onej w pokoleniu Manasses; tu zasta? przy synagodze wielu nieprzyjaznych Mu Faryzeuszów i innych zarozumia?ych mieszka?ców. Byli oni w porozumieniu z urz?dnikami, którzy zbierali podatki i c?a dla Rzymian, brali od nich te pieni?dze i ci?gn?li z tego lichw?. Jezus naucza? tutaj i uzdrawia? chorych, nie zwa?aj?c na to. Faryzeusze i dumni mieszka?cy zachowywali si? ozi?ble i ?li byli na Niego. Z?o?? ich za? pochodzi?a st?d, i? Jezus wprzód wst?pi? do Michmetat, przenosz?c nad nich tych prostodusznych wie?niaków. Nie lubili Go, a jednak domaga?a si? tego ich ambicja, aby taki uczony raczej do nich wpierw wst?pi?, a nie zatrzymywa? si? najpierw u ich prostackich s?siadów, na których oni z góry patrzeli. Z Aser powróci? Jezus w towarzystwie wielu ludzi do studni przed Michmetat i przygotowywa? tutaj do chrztu. Wielu wyznawa?o swoje grzechy w ogólno?ci, wielu za? przyst?powa?o pojedynczo do Jezusa, wyznawaj?c szczegó?owo swoje grzechy, ??dali pokuty i przebaczenia. Saturnin i Judas Barsabas chrzcili, inni uczniowie wk?adali r?ce. Chrzest odbywa? si? w wielkiej cysternie k?pielowej. Po chrzcie uda? si? Jezus na szabat do Aser i wyk?ada? z I. Moj?esza 18, 23 itd. o zniszczeniu Sodomy i Gomory i o cudach Elizeusza, a potem wypowiedzia? ostre kazanie, nawo?uj?c do pokuty. Faryzeusze wcale nie byli z Niego zadowoleni, tym bardziej, ?e Jezus powstawa? wprost na nich, mówi?c, i? gardz? celnikami, a sami trudni? si? lichw?, tylko skryciej i ob?udniej. Jeszcze raz naucza? Jezus w Aser w synagodze o Abrahamie i Elizeuszu, a przy tym uleczy? tak?e wielu chorych, op?tanych od czarta i melancholików. Po po?udniu odby?a si? uczta w gospodzie. Faryzeusze wprawdzie sami na ni? go?ci zaprosili, lecz Jezus ze Swej strony zwo?a? ubogich i ludzi z Michmetat na t? uczt?, i kaza? uczniom wszystko zap?aci?. Przy stole sprzeciwiali mu si? bardzo


413

Faryzeusze, przy czym Jezus opowiedzia? przypowie?? o niesprawiedliwym d?u?niku, który chcia?, aby mu jego d?ugi darowano, a innych gniót?, i z tego da? im przytyk, i? z ubogich wyciskaj? podatki i pieni?dze chowaj?, a Rzymian ok?amuj?, ?e nie maj? z czego zap?aci?; dalej, ?e nak?adaj? wy?sze podatki, a Rzymianom daj? tylko trzeci? cz???. Faryzeusze chcieli si? broni?, lecz Jezus rzek? im: „Oddajcie, co jest cesarskiego, cesarzowi, a co Boskiego, Bogu!" W ko?cu na dobre si? rozgniewali, a nie mog?c si? broni?, pytali si?: „Co Jego to mo?e obchodzi??" Przy zapadaj?cym ?wi?cie pami?tkowym z powodu wyk?ucia oczu Sedekiaszowi przez Nabuchodonozora naucza? Jezus w okolicy pasterzy, a potem przy studni Abrahamowej. Mówi? o królestwie Bo?ym, jak ono si? zwróci od ?ydów do pogan, i ?e poganie b?d? mieli pierwsze?stwo. Obed zwróci? Jezusowi potem delikatnie uwag?, i? takie s?owa mog? ?atwo pogan wzbi? w dum?. Jezus wyja?ni? mu ca?kiem uprzejmie, ?e tak nie jest i ?e oni w?a?nie dla pokory osi?gn? pierwsze?stwo. Nawzajem za? ostrzega? Obeda i jego rodzin?, by si? strzegli przed panuj?cym u nich uczuciem pewnego rodzaju sprawiedliwo?ci i zadowolenia z siebie, do czego mieli pewn? sk?onno??. Oddzielili si? poniek?d i czuli zadowolonymi i szcz??liwymi z tego ?ycia porz?dkowego i umiarkowanego i z tego? owoców, a to mo?e bardzo ?atwo wzbi? ich w dum?. Jako przyk?ad przytoczy?, im przypowie?? o najemnikach. Mia? tak?e nauk? dla niewiast w odosobnionym ogrodzie do zabaw, gdzie by?a pi?kna altana, i wyk?ada? przypowie?? o pannach m?drych i g?upich. Jezus sta? w ?rodku, niewiasty za? w ko?o na tarasie, jedne wy?ej od drugich, przewa?nie wsparte na jednym kolanie, drugie maj?c postawione, i na nim opiera?y si? r?koma. Wszystkie niewiasty pos?ugiwa?y si? w takich razach d?ugimi, zakrywaj?cymi je jak p?aszcz zas?onami; bogatsze z nich mia?y zas?ony lepsze, przezroczyste, ubogie za? szerokie, grube chustki. Pocz?tkowo by?y zas?oni?te, podczas nauki za? ods?ania?y zas?ony jak najwygodniej. Ochrzczono tu oko?o 30 m??czyzn, przewa?nie z daleka pochodz?cych parobków i ludzi, którzy dopiero po uwi?zieniu Jana tu przybyli. W w?drówkach Swych szed? Jezus wraz z lud?mi do winnic, które tu po raz drugi plon wydawa?y. Z Michmetat poszed? Jezus z pi?ciu uczniami, dwóch bowiem uczniów Janowych odesz?o st?d do Macherus, znowu w dolin?, w miejsce, sk?d przedtem przyby?. Rzeczka w dolinie p?yn?ca na po?udnie od Aser Michmetat, ma swoje g?ówne ?ród?o w studni, gdzie Jezus kaza? by? chrzci?. — Szed? On ku zachodowi, prawie trzy godziny w dolinie wzd?u? po?udniowego podnó?a gór, gdzie le?? Tebez i Samaria. — Po drodze naucza? tu i ówdzie pasterzy, a oko?o po?udnia przyby? do posiad?o?ci, która stanowi?a szczególny spadek Józefa, syna Jakubowego. Posiad?o?? ta jest po?o?ona w dolinie na po?udnie od Samarii i rozci?ga si? na pó? godziny wszerz a na godzin? wzd?u? ze wschodu na zachód. W dolinie p?ynie strumyk ku zachodowi. Z winnic, nale??cych do posiad?o?ci, a po?o?onych na wzgórzu, wida? ku po?udniowi Sichem, oddalono st?d na kilka godzin drogi na po?udnie. Wszystkiego jest tu pod dostatkiem: wino, pastwiska, zbo?e, owoce i woda, jako te? dobre zabudowania. Obecnie nale?y ta posiad?o?? do Heroda, a gospodaruje na niej dzier?awca.— Jest to ten sam dom, gdzie Naj?wi?tsza Panna z innymi niewiastami oczekiwa?a na Jezusa, gdy bawi? w Sichem, i gdzie uzdrowi? ch?opca. — Jezus naucza? wobec licznie zebranego ludu i spo?y? tam obiad. G?ówne owo dziedzictwo Józefa nie by?o to pole przy Sichem, które kupi? Jakub od Hemora, lecz oddzielny szmat ziemi, dok?d mi?dzy innymi wdarli si? Amoryci. Odsprzedano mu go, a Jakub musia? uwolni? go od Amorytów, których niech?tnie widzia? w pobli?u, a?eby si? lud jego z nimi nie pomiesza?. Odby?o si? to w pokoju przez pewien rodzaj pojedynku lub zak?adu. Kto drugiemu wytr?ci? miecz lub


414

prze?ama? tarcz?, wygra? kraj a drugi musia? ust?pi?. Strzelano tak?e z ?uku do mety. Jakub i przywódca Amorytów stan?li naprzeciw siebie, ka?dy przed t?umem swoich rodaków. Jakub pokona? przeciwnika i ten musia? ust?pi?. Po zapasach zawarli przymierze. Odby?o si? to wnet po zakupieniu pola. Jakub mieszka? blisko jedena?cie lat oko?o Sichem. St?d uda? si? Jezus znowu na pó?nocny wschód w gór? do Meroz, miasta po?o?onego na po?udniowej stronie góry, na której pó?nocnej stronie le?y Atarot. Meroz le?y wy?ej ni? Samaria, z pó?nocnej strony ponad Tebez, równie? wy?ej ni? zwrócone ku wschodowi Aser Michmetat.

Jezus naucza w Meroz; przyjmuje Judasza Iskariota w poczet uczniów. Pochodzenie i charakter Judasza Iskariota

W Meroz nie by? Jezus jeszcze nigdy. Miejscowo?? ta otoczona by?a wko?o rowem, w którym zbiera?o si? czasem troch? górskiej wody. Mieszka?cy mieli u Izraelitów z?? s?aw?, dla swej wiaro?omno?ci. Niegdy? osiedlili si? tu potomkowie Asera i Gada, synów Jakóba i Zolfy, a niektórzy z nich pobrali za ?ony poganki z Sychem. Inne pokolenia nie chcia?y mie? styczno?ci z potomkami tych a mieszanych ma??e?stw i jak wy?ej wspomniano, pogardzano nimi dla ich niewierno?ci i zdradliwego charakteru. Tak wi?c by?o Meroz w zupe?nym odosobnieniu skutkiem czego mieszka?cy tutejsi nie mieli udzia?u we wielu dobrych, po?ytecznych rzeczach, ale te? mi uchronili si? od wielu z?ych wp?ywów, którym podlega?y inne pokolenia. ?yli tu zaniedbani i jakby zapomniani Trudnili si? g?ównie garbowaniem i wyprawianiem skór, sporz?dzali z nich futra i suknie, wyrabiali skórzane podeszwy, rzemienie, pasy, tarcze i kaftany ?o?nierskie. Skóry zwozili z ca?ej okolicy na os?ach i wyprawiali je zwykle w cysternie, maj?cej dop?yw ze studni miejskiej. Poniewa? jednak nie by?o tu do zbytku wody, bo otrzymywano j? z wodoci?gu, garbowali wi?c nieraz skóry obok Iskariot. By?a to bagnista miejscowo??, oddalona od Meroz na wschód o kilka godzin drogi, na pó?noc za? od Aser Michmetat Kilka tylko domów sta?o w tym pustym zak?tku; st?d a? do doliny Jordanu prowadzi? jar, w którym bi?o obfite ?ród?o. Tu wyprawiali skóry mieszka?cy z Meroz. Przez jaki? czas mieszka? tu Judasz z rodzicami i od tej miejscowo?ci zosta? te? nazwany Iskariot. Ubodzy mieszka?cy Meroz uwiadomieni o przybyciu Jezusa, przyj?li Go ju? przed ow? miejscowo?ci? z wielk? rado?ci?. Wyszli oni naprzeciw Niemu, nios?c Mu w darze suknie i sanda?y, i ofiarowali si? oczy?ci? i wytrzepa? Jego suknie. Jezus jednak, podzi?kowawszy im za to, wszed? z uczniami do miasta, gdzie umyto Mu nogi i podano przek?sk?. Faryzeusze wyszli tak?e naprzeciw Niego. Tego samego wieczora naucza? Jezus w synagodze wobec licznie zgromadzonego ludu o leniwym s?udze, który zagrzeba? w ziemi? talent. Z tego wysnu? porównanie dla tutejszych mieszka?ców, mówi?c, ?e oni tak?e, jako synowie s?u?ebnic, otrzymali tylko jeden talent i tym powinni byli si? dorabia?, a oni zakopali go w ziemi?; niech wi?c spiesz? si? teraz, by jeszcze co zyska?, bo Pan ju? si? zbli?a. Wyrzuca? im tak?e ich brak mi?o?ci i ?yczliwo?ci dla s?siadów i nienawi?? wzgl?dem Samarytan. Faryzeusze nie bardzo byli z Jezusa zadowoleni; za to tym bardziej cieszy? si? lud z Jego przybycia, któremu sprzykrzy? si? ju? ucisk ze strony Faryzeuszów, tym wi?cej, ?e znik?d nie mieli obrony przeciw nim, poniewa? miejscowo?? ta by?a ca?kiem opuszczona i odosobniona. Po nauce uda? si? Jezus z uczniami do gospody, stoj?cej przed wschodni? bram? miasta, któr? ?azarz, maj?cy w pobli?u sw? posiad?o??, umy?lnie tu zbudowa? dla


415

Niego i dla uczniów. Zjawili si? tu Bart?omiej, Szymon Zelotes, Judas Tadeusz i Filip, którzy ju? przedtem porozumiewali si? z uczniami. Przyj?ci uprzejmie przez Jezusa, zasiedli z Nim do wieczerzy i pozostali tu na noc. Bart?omieja widzia? Jezus ju? nieraz, mówi? nawet o nim z uczniami i wzbudzi? w jego sercu pragnienie zostania uczniem Jego. Szymon i Tadeusz byli jego bra?mi stryjecznymi; Filip by? równie? jego krewnym, który zarówno jak Tadeusz ju? przedtem wliczony by? w poczet uczniów. B?d?c w Kafarnaum wyszed? Jezus raz nad jezioro gdzie Piotr ?owi? ryby, i mówi? z nim wtedy o rych?ym powo?aniu uczniów, a Piotr prosi? Jezusa, by jego jako niezdatnego pozostawi? w domu. Wtedy to ju? wymienia? Jezus tych wszystkich, jako powo?anych. Powy?sze s?owa Piotra przytoczone s? pó?niej w Ewangelii. Wraz z tymi czterema przyby? do Meroz tak?e Judasz Iskariot; nie poszed? jednak zaraz do Jezusa, lecz zatrzyma? si? na noc w pewnym domu gdzie zwykle zachodzi? w go?cin?. Bart?omiej i Szymon wspominali Jezusowi o Judaszu; mówili, ?e poznali go, jako cz?owieka ?wiat?ego, zr?cznego, us?u?nego, który pragn??by bardzo zosta? uczniem Jezusowym. Jezus westchn??, s?ysz?c to, i zasmuci? si?; na pytania ich, co za przyczyna tego, rzek?: „Nie czas teraz o tym mówi?, lecz pomy?le? nad tym nale?y." — Podczas wieczerzy naucza? Jezus obecnych, poczym wszyscy udali si? na spoczynek. Nowi ci uczniowie przybyli z Kafarnaum, gdzie zebrali si? u Piotra i Andrzeja. Przynie?li stamt?d ró?ne zlecenia, a zarazem troch? pieni?dzy dla Jezusa na wydatki w podró?y i ja?mu?ny, zebranych przez niewiasty. Po drodze, w Naim przy??czy? si? do nich Judasz i przyprowadzi? ich tutaj. W tym czasie zna? ju? Judasz wszystkich uczniów. Niedawno temu by? na Cyprze. Tu opowiada? cz?sto o Jezusie, o cudach przez Niego zdzia?anych, o zdaniach co do osoby Jego, jak jedni uwa?ali Go za syna Dawida, inni za Chrystusa, przewa?na za? cz??? za najwi?kszego ze wszystkich proroka. Mowy te rozciekawi?y jeszcze wi?cej tamtejszych pogan i ?ydów, którzy i tak wiele nadzwyczajnych rzeczy s?yszeli o Jezusie podczas Jego pobytu w Tyrze i Sydonie. Na Cyprze mieszka? pan owego s?ugi, który ju? raz by? u Jezusa w Ofra; poruszony opowiadaniami Judasza, wys?a? powtórnie tego s?ug? do Jezusa i z nim to Judasz st?d odjecha?. Po drodze by? jeszcze w Ornitopolis, gdzie mieszkali rodzice Saturnina, przeniós?szy si? tu z Grecji. Po drodze dowiedzia? si? Judasz, ?e Jezus ma przyby? w okolice Meroz, gdzie go (Judasza) powszechnie znano; wst?pi? wi?c w Daberet do Bart?omieja, znanego mu ju?, i nak?oni? go, by poszed? z nim razem do Meroz i przedstawi? go Jezusowi. Bart?omiej zgodzi? si? na to ch?tnie, nie poszed? jednak razem z Judaszem, tylko uda? si? najpierw z Jud? Tadeuszem do uczniów, bawi?cych w Kafarnaum, i st?d poszed? z Tadeuszem i Filipem do Tyberiady, do której zabrali z sob? Szymona Zelota, a w Naim spotkali si? z Judaszem, który ju? naprzeciw nich wyruszy?. Tu prosi? ich Judasz jeszcze raz, by postarali si? u Jezusa o przyj?cie go na ucznia. Nie sprzeciwiali si? temu uczniowie, bo podoba?a im si? jego zr?czno??, us?u?no?? i ujmuj?ce obej?cie. Judasz Iskariot móg? liczy? wtenczas oko?o 25 lat; by? ?redniego wzrostu i nie brzydki. W?osy mia? ca?kiem czarn?, brod? nieco rudaw?, odzienie czyste i wygl?da? w nim porz?dniej ni? pospolici ?ydzi. By? rozmowny, us?u?ny i ch?tnie zwraca? na siebie uwag?; mówi? zwykle, jakby dobrze oznajmiony, o wielkich i ?wi?tych m??ach i wsz?dzie wodzi? rej, gdzie go bli?ej nie znano. Trafi?o si? jednak, ?e kto? znaj?cy rzecz lepiej, wykaza? mu nieprawd?, wtedy cofa? si? zawstydzony. By? chciwym zaszczytów, dostoje?stw i bogactwa. Puszcza? si? zawsze na los szcz??cia, t?skni? za s?aw?, urz?dami, zaszczytami, maj?tkiem, nie zdaj?c sobie jednak jasno z tego sprawy. Przyj?cie Jezusa tkn??o


416

go pomy?ln? otuch?. Widzia?, ?e o uczniów bardzo dbano, ?e zamo?ny ?azarz jest Jezusa stronnikiem; wierzono te? powszechnie, ?e Jezus zbuduje nowe królestwo, wsz?dzie mówiono o królu, o Mesjaszu, o proroku z Nazaretu. Wszystkich usta chwali?y m?dro?? i cuda Jezusa, Judasz uczu? wi?c wielk? ch?tk? zostania uczniem Jego, by kiedy? wzi?? udzia? w Jego chwale, któr? uwa?a? za ?wiatow?. Ju? od dawna zbiera? wsz?dzie wiadomo?ci o Jezusie i na odwrót udziela? wszystkim nowinek o Nim. Z czasem zapozna? si? z wielu uczniami, a teraz stara? si? zbli?y? do samego Jezusa. Powodowa?o go do tego i to, ?e nie mia? ?adnego okre?lonego zaj?cia, a by? niby na pó? uczonym. Trudni? si? by? rachunkowo?ci? i handlem, rozproszywszy ju? prawie maj?tek, otrzymany po swym w?a?ciwym ojcu. W ostatnich, czasach zaj?ty by? ró?nymi zleceniami, interesami i po?rednictwami dla ludzi potrzebuj?cych go, a mia? w tym niezwyk?? gorliwo?? i zr?czno??. Brat zmar?ego ojca jego nazywa? si? Symeon, a ?y? jako rolnik w Iskariot, miejscowo?ci wy?ej wspomnianej, sk?adaj?cej si? z mniej wi?cej dwudziestu domostw, po?o?onej nieopodal od Meroz na wschód i do tego? miasta nale??cej. Tu mieszkali przez jaki? czas jego rodzice, a i on sam po ich ?mierci cz?sto tu bawi?, i st?d te? mia? przydomek Iskariot. Rodzice jego prowadzili koczowniczy, w?ócz?gowski sposób ?ycia; matka bowiem by?a tancerk? i ?piewaczk?. Pochodzi?a z rodu Jeftego, a w?a?ciwie z rodu ?ony jego, z kraju Tob. By?a tak?e troch? poetk?, uk?ada?a pie?ni i przys?owia, i ?piewa?a je przy grze na harfie. Zarabia?a tak?e, ucz?c ta?ca m?ode dziewcz?ta, lub sprzedaj?c ró?ne stroiki niewie?cie, które rozwozi?a ze sob? z jednego miejsca na drugie. M?? jej, rodem ?yd, nie ?y? z ni?, lecz mieszka? w Pelli. Judasz by? jej nie?lubnym dzieci?ciem, a ojcem jego by? pewien tysi?cznik, mieszkaj?cy ko?o Damaszku. Wydawszy na ?wiat Judasza podczas swych w?drówek w okolicy Askalonu, pozby?a si? go w ?atwy sposób; w?o?y?a bowiem nowonarodzone dzieci? w koszyk i pu?ci?a na wod?, a ta zanios?a je trafem w miejsce, gdzie je znalaz?o bogate bezdzietne ma??e?stwo. Ludzie ci wzi?li dzieci? do siebie i dali mu staranne wychowanie. Dorós?szy jednak, wszed? rych?o na z?? drog?, a pope?niwszy jakie? oszustwo, musia? opu?ci? dom opiekunów i dziwnym zrz?dzeniem dosta? si? znowu do swej matki, której mo?e nawet p?acono za jego utrzymanie. Zdaje mi si?, ?e m?? matki jego, dowiedziawszy si? o Judasza pochodzeniu, przekl?? go. Judasz posiada? jeszcze nieco maj?tku po swym prawdziwym ojcu, a ?e przy tym by? i zr?czny, obrotny, wi?c wiod?o mu si? nie?le. Po ?mierci rodziców ?y? przewa?nie w Iskariot u swego wuja, garbarza Symeona, i trudni? si? handlem. Wtenczas nie by? jeszcze sko?czonym z?oczy?c?; by? tylko pyskatym, chciwym zaszczytów i bogactw, bez najmniejszej sta?o?ci charakteru. Rozpu?cie nie oddawa? si?, bez religijnym te? nie by?, bo wszystkie przepisane zwyczaje ?ci?le wype?nia?. W ogóle wygl?da? na osob?, z której mo?na zrobi? zarówno najlepszego, jak te? i najgorszego cz?owieka. Przy ca?ej swej zr?czno?ci, uprzejmo?ci i us?u?no?ci mia? jednak w rysach twarzy jaki? ponury, smutny wyraz, ?wiadcz?cy o jego chciwo?ci, ??dzy i tajemnej zazdro?ci, jak? czu? ku wszystkim, bo nawet ludziom zacnym zazdro?ci? ich cnót. Nie by? wprost brzydkim, mia? w sobie co? przyjemnego, ujmuj?cego, lecz zarazem wstr?tnego i nikczemnego. Prawdziwy jego ojciec mia? wiele dobrych przymiotów i z tego przesz?o troch? i na Judasza. Gdy powróci? do swej matki, a ta skutkiem tego pok?óci?a si? z m??em, przekl??a go tak?e, jak przedtem jej m??. Oboje byli kuglarzami, uprawiaj?cymi ró?ne kunszty, i ju?to op?ywali w dostatek, ju? te? nie mieli najpotrzebniejszych nawet rzeczy. Pocz?tkowo uczniowie dosy? Judasza dla jego us?u?no?ci lubili (nieraz czy?ci? im nawet obuwie). Umia? zadziwiaj?co szybko biega?, to te? z pocz?tku odbywa?


417

nieraz wielkie podró?e w sprawach gminy. Cudów nie czyni? nigdy. Zawsze nurtowa?a w nim chciwo?? i zazdro??; pod koniec ?ycia Jezusa mia? ju? do syta tych ci?g?ych podró?y, potrzeby pos?usze?stwa i we wszystkim niezrozumia?ej dla niego tajemniczo?ci. W ?rodku miasta Meroz jest studnia starannie urz?dzona, do której z pobliskiej góry, po?o?onej na pó?noc od miasta, dop?ywa wodoci?giem woda. Wko?o studni jest pi?? obej??, a w nich znajduj? si? zbiorniki, do których pompuje si? woda ze studni. W ostatnim obej?ciu znajduje si? kilka ?azienek. Ca?a przestrze? daje si? zamyka?. W te wi?c ganki poznoszono z miasta na ?o?ach wielu ci??ko chorych, uwa?anych za nieuleczalnych, w najdalszym za? ganku umieszczono w domkach ?azienkowych najbardziej chorych. W ogóle by?o tu w mie?cie bardzo wiele cierpi?cych na ró?ne choroby, a pochodzi?o to zapewne z opuszczenia i pogardy, w jakiej ?yli i braku pomocy sk?dkolwiek. Jest tu wielu chromych, chorych na wodn? puchlin? i innych wszelkiego rodzaju chorych. Jezus uda? si? ku studni ze wszystkimi uczniami oprócz Judasza, którego Mu jeszcze nie przedstawiono; towarzyszyli te? Jezusowi miejscowi Faryzeusze i kilku przejezdnych cudzoziemców. Faryzeusze stan?li tu? przy studni, sk?d mo?na by?o wszystko widzie?. Dziwi?y ich cuda Jezusa, a po cz??ci i gniewa?y. Zestarzeli si? bowiem i zasiedzieli, a opowiadania o Jezusie zbywali wzruszaniem ramion, chwianiem g?owy, lub u?miechem, gdy? nie dowierzali temu. Teraz jednak ogarnia?o ich zdumienie i z?o??, spodziewali si?, ?e uzdrawiaj?ca moc Jezusa rozwieje si? w niwecz wobec tylu ci??ko i nieuleczalnie chorych, a tymczasem widzieli, ?e chorzy ci, uzdrowieni przez Jezusa, brali ?o?a na plecy, i wielbi?c Imi? Jego, szli do domów. Jezus, nie troszcz?c si? o Faryzeuszów, naucza?, upomina? i pociesza? chorych. Ca?e miasto nape?ni?o si? rado?ci?, wsz?dzie rozbrzmiewa?y pochwa?y na cze?? Jezusa. Uzdrawianie trwa?o od rana do po?udnia. Wyszed?szy nast?pnie z miasta wschodni? bram?, powróci? Jezus z uczniami do gospody. Po drodze krzyczeli za Nim na ulicach szalej?cy op?tani, wypuszczeni z zamkni?cia. Na rozkaz jednak Jezusa umilkli i zbli?yli si? pokornie do Jego stóp. Jezus uzdrowi? ich i nakaza? im si? oczy?ci?. Z gospody uda? si? z uczniami do domu tr?dowatych, stoj?cego w pewnej odleg?o?ci od miasta. Wszed?szy tam, wywo?ywa? ich po kolei i uzdrawia? przez dotkni?cie si? ich, nakazawszy im przy tym stawi? si? przed kap?anami do zwyk?ego oczyszczenia. Uczniów nie wzi?? ze Sob? do wn?trza domu, lecz wys?a? ich na gór?, gdzie po uzdrowieniu tr?dowatych chcia? naucza?. W tej w?a?nie drodze przy??czy? si? do uczniów Judasz Iskariot. Gdy za? i Jezus si? z nimi spotka?, przedstawi? Mu Bart?omiej i Szymon Zelotes Judasza tymi s?owy: „Mistrzu, oto Judasz, o którym Ci mówili?my." Jezus spojrza? na niego uprzejmie, lecz z nieopisanym smutkiem, a Judasz rzek? do? z uk?onem: „Mistrzu, prosz?, pozwól mi by? uczestnikiem Twej nauki." Na co Jezus ?agodnie a proroczo odrzek? mu tymi mniej wi?cej s?owy: „Mo?esz nim by?, je?li nie zechcesz ust?pi? miejsca swego komu innemu." Przeczu?am, ?e tymi s?owami przepowiada? Jezus zaprzedanie Go przez Judasza, i nast?pstwo Macieja na miejsce tego? w gronie dwunastu Aposto?ów. Wprawdzie da?o si? to i inaczej wyt?umaczy?, ale ja te s?owa tak zrozumia?am. Wszyscy wi?c razem poszli na gór?, gdzie Jezus zacz?? naucza?. Na górze zgromadzi?y si? t?umy ludu od Meroz, z Atarot, po?o?onego na pó?nocnym stoku góry, i z ca?ej okolicy; zjawili si? te? wszyscy okoliczni Faryzeusze. Zgromadzenie by?o tak liczne, gdy? Jezus kaza? uczniom ju? na kilka dni przedtem zapowiedzie?, ?e b?dzie tu naucza?. Mówi? teraz surowo o królestwie, o potrzebie pokuty, o zaniedbaniu tutejszego ludu, który powinien ockn?? si? z lenistwa. Nie by?o tu ?adnej katedry; nauka odbywa?a si? na wzgórku, otoczonym wko?o


418

rowem i murem, na którym stali lub siedzieli s?uchacze. Rozci?ga si? st?d w dal wspania?y widok. U stóp wida? Samari?, Meroz, Tebez, Michmetat i ca?? okolic?; dalej zatrzymuje si? oko na górze Garizim, gdzie wida? wie?e, pozosta?e z jakiej? starej ?wi?tyni. Na po?udniowy wschód si?ga wzrok a? do morza Martwego, na wschód a? poza Jordan do Gilead. W bok od pó?nocy wida? Tabor i ca?? przestrze? w kierunku do Kafarnaum. Odchodz?c wieczorem, przyrzek? Jezus, ?e na drugi dzie? znowu b?dzie naucza?. Bardzo wielu s?uchaczy pozosta?o tu na noc pod namiotami, bo za daleko by?o im i?? do domu. Jezus za? powróci? z uczniami do gospody przed Meroz, mówi?c po drodze wiele o korzystaniu z czasu, o oczekiwaniu i blisko?ci zbawienia, o potrzebie porzucenia mienia i pój?cia za Nim, i o obowi?zku wspierania potrzebuj?cych. Jeszcze na górze kaza? rozdzieli? mi?dzy ubogich pieni?dze, przyniesione przez uczniów z Kafarnaum, czemu przypatrywa? si? Judasz z szczególn? chciwo?ci?. Zasiad?szy z uczniami do wieczerzy, naucza? ich Jezus, a tak?e jeszcze do pó?nej nocy po wieczerzy. Dzi? siedzia? Judasz po raz pierwszy z Jezusem przy stole i przep?dzi? z Nim noc pod jednym dachem.

Nauka na górze ko?o Meroz. Córki Laisy

Na drugi dzie? poszed? Jezus znowu na gór? i a? do po?udnia mia? d?ug? nauk?, co? na kszta?t kazania na górze. Zebra?o si? znowu mnóstwo ludzi. Podczas nauki rozdzielano ?ywno??, chleb, miód i ryby, wy?awiano w licznych stawach, potworzonych w okolicy przez potoki. Osobne zapasy przygotowali uczniowie na rozkaz Jezusa dla biednych. Jezus naucza? przy ko?cu powtórnie o tym, ?e oni, jako synowie s?u?ebnic, otrzymali od Boga jeden talent i zakopali go w ziemi?; powstawa? gwa?townie na Faryzeuszów, ?e uciskaj? lud i dozwalaj? mu brodzi? w ciemnocie i grzechu. Mi?dzy ludem byli tak?e nawróceni Samarytanie, zatem znowu Jezus gromi? Faryzeuszów, ?e nienawidz? tych?e i ?e dotychczas jeszcze nie nawrócili ich do prawdziwej nauki. Faryzeusze rozz?oszczeni, zacz?li zatem dyskutowa? z Nim, zarzucaj?c Mu g?ównie, ?e tak wiele wolno?ci pozostawia uczniom, którzy ani nie zachowuj? ?ci?le postu, nie przestrzegaj? obmywa? i oczyszcze?, nie obchodz? nale?ycie szabatu, nie unikaj? celników i cz?onków ró?nych sekt, i w ogóle nie ?yj? tak, jak zwykli ?y? uczniowie proroków i prawodawców. Zarzuty odpar? Jezus przykazaniem mi?o?ci bli?niego: Kochaj Boga nade wszystko, a bli?niego twego, jako siebie samego. To jest — mówi? — pierwsze przykazanie. Przede wszystkim wi?c ??dam, od uczniów, by si? nauczyli je zachowywa?, zamiast ?udzi? drugich zewn?trznym wype?nianiem prawa, przekraczaj?c je wewn?trznie. S?owa te wyrzek? Jezus dosy? ogródkowo, tak, ?e nawet Filip i Tadeusz rzekli do Niego: „Mistrzu, ci ludzie nie zrozumieli Ci?." Jezus wyja?ni? je wi?c jeszcze raz dok?adnie, bolej?c zarazem nad tym biednym, nie?wiadomym, a grzesznym narodem, któremu Faryzeusze przy ca?ym zewn?trznym zachowaniu prawa dozwolili si? tak zepsu?; wyra?nie te? zapowiedzia?, ?e ci, którzy tak post?puj?, nie b?d? mie? udzia?u w Jego królestwie. Potem, zszed?szy z góry, uda? si? do gospody, oddalonej st?d o pó? godziny drogi, i tak samo daleko od miasta. Wzd?u? drogi czeka?o na Niego mnóstwo chorych, le??cych na noszach pod namiotami. Zgromadzili si? tu z ca?ej okolicy; wielu by?o mi?dzy nimi takich, którzy spó?nili si? przedtem, gdy Jezus uzdrawia?. Wi?c teraz uzdrowi? Jezus wszystkich w ró?ny sposób, pocieszaj?c ich i daj?c zbawienne rady. Przy drodze znajdowa?a si? tak?e wdowa Lais, poganka z Naim; przyby?a tu b?aga? Jezusa o pomoc dla swych córek, Sabii i Atalii, które, op?tane w straszny


419

sposób przez diab?a, musia?y by? trzymane pod kluczem w swych izdebkach. Wci?? by?y w stanie sza?u, miota?y si? na wszystkie strony, k?sa?y i bi?y wszystkich w ko?o siebie, tak, ?e nie mo?na by?o zbli?y? si? do nich. Czasem le?a?y na ziemi blade jak trupy, wij?c si? od kurczów. Matka ich nie mog?c wzi?? ich z sob?, przyby?a tu z s?ugami i s?u?ebnicami i czeka?a niecierpliwie w pewnym oddaleniu, a? Jezus zbli?y si? do niej; czeka?a jednak d?ugo daremnie, bo Jezus wci?? do kogo innego si? zwraca?. Wreszcie nie mog?c wstrzyma? swej niecierpliwo?ci, wo?a?a, ilekro? Jezus si? zbli?a?: „Ach, Panie! zlituj si? nade mn?!" Jezus jednak zdawa? si? nie s?ysze? tego. Niewiasty obok stoj?ce poprawia?y j?, mówi?c, ?e powinna wo?a?: „Zlituj si? nad mymi córkami!" gdy? jej samej przecie? nic nie brakuje. Poganka rzek?a jednak: „One s? moim cia?em, wi?c je?li nade mn? si? zlituje, to zlituje si? przez to i nad nimi." Wo?a?a zatem dalej jak poprzednio. Wreszcie rzek? Jezus do niej: „S?usznym jest, ?ebym poda? chleb raczej moim domownikom, ni? obcym." Niewiasta za? rzek?a: „Masz s?uszno??, Panie, ch?tnie b?d? czeka?, a nawet wróc? z niczym, je?li nie zechcesz mi dopomóc, bo nie jestem godna Twej pomocy." Gdy ju? wszystkich Jezus uzdrowi?, a oni odeszli z ?o?ami, ?piewaj?c hymny na Jego cze??, zabiera? si? Jezus pozornie do odej?cia, nie zwracaj?c, uwagi na nieszcz??liw? niewiast?. Ta za? zasmuci?a si? w sercu, my?l?c: Ach, wi?c nie ma dla mnie pomocy? Nagle jednak zwróci? si? Jezus ku niej i zapyta?: „Czego ??dasz ode mnie, niewiasto?" Wtedy zas?oni?ta, jak sta?a, rzuci?a si? przed Nim na ziemi?, wo?aj?c: „Panie, ratuj mnie; obie moje córki w Naim dr?czone s? od diab?a. Wiem, ?e mo?esz im pomóc, je?li zechcesz, gdy? wszelka moc jest Ci dana." Na to odrzek? jej Jezus: „Id? do domu! córki twoje id? ju? na twe spotkanie. Lecz nie zapomnij oczy?ci? si?, gdy? za grzechy rodziców cierpi? one dzieci." Ostatnie s?owa wymówi? Jezus ciszej, wy??cznie do niej, na co niewiasta odrzek?a: „Panie, ju? dawno op?akuj? moj? win?; co mam jeszcze czyni??" Wtedy poleci? jej Jezus przede wszystkim odda? niesprawiedliwie zabrane mienie, a dalej umartwia? cia?o, modli? si?, po?ci?, dawa? ja?mu?ny i mi?osierdzie mie? dla chorych. Z p?aczem przyrzek?a to niewiasta i rado?ci? przej?ta, posz?a do domu. Obie chore córki tej niewiasty by?y nieprawego ?o?a; mia?a trzech synów ?lubnych, lecz ci mieszkali gdzie indziej. Z ich to maj?tku zatrzyma?a pewn? cz??? dla siebie. Mia?a tak?e w?asny wielki maj?tek i ?y?a, jak wszyscy zamo?ni ludzie w dostatkach, chocia? szczerze ?a?owa?a za pope?nion? win?. — Gdy szatan córki op?ta?, musiano zamkn?? je w osobnych izdebkach. W tej w?a?nie chwili, gdy Jezus rozmawia? z ich matk?, upad?y obie nieprzytomne na ziemi?, a szatan wyszed? z nich w postaci ciemnej pary. Przyszed?szy do siebie, uczu?y w sobie zmian?, pozna?y, ?e s? ju? uzdrowione, tote? p?acz?c, przywo?a?y swoje dozorczynie, oznajmiaj?c im o tym, co zasz?o, dowiedziawszy si? za?, ?e matka uda?a si? w?a?nie do proroka z Nazaretu, wysz?y na jej spotkanie z licznym gronem znajomych. Mo?e o mil? za miastem Naim spotka?y si? z matk? i opowiedzia?y jej co zasz?o. Matka, cho? przygotowana na to, z rado?ci? wita?a uzdrowione córki, a zarazem oznajmi?a im, komu to maj? do zawdzi?czenia. Przej?te wdzi?czno?ci? postanowi?y Jezusowi zaraz za to podzi?kowa?. Matka wi?c wróci?a sama do miasta, a córki wyruszy?y zaraz w drog? w towarzystwie dozorczy? i s?ug w stron? Meroz, poniewa? mówiono im, ?e Jezus tam jeszcze jutro b?dzie naucza?. Jezus wys?a? by? dawniej do ?azarza Swego ucznia, Manahema z Korei, którego uzdrowi? ze ?lepoty. Otó? teraz, gdy Jezus uzdrawia?, powróci? ten?e z Betanii wraz z obu siostrze?cami Józefa z Arymatei, przyniós?szy z sob? pieni?dze i dary od ?wi?tych niewiast. Podczas rozmowy dowiedzia? si? od nich Jezus, ?e Samarytanka Dina, by?a u ?wi?tych niewiast i przynios?a im obfity zasi?ek, tak


420

samo Weronika i Joanna Chusa. Z powrotem odwiedzili Magdalen? i zauwa?yli w niej wielk? zmian?. By?a jako? przygn?biona, zdaje si?, ?e lepsze uczucia zacz??y ju? w niej bra? gór? nad jej lekkomy?lno?ci?. Id?c do Betanii, wzi?li z sob? tak?e Samarytank?. I do Marty przyby?a jaka? bogata wdowa w podesz?ym wieku oddaj?c ca?e swoje mienie na skarb gminy. Faryzeusze wyprawili uczt? dla Jezusa, a zapraszaj?c Go na ni? spytali przy tym, czy przyprowadzi tak?e Swoich uczniów, którzy przecie? jako ludzie m?odzi, niedo?wiadczeni i przewa?nie nie obyci, nie potrafi? obcowa? z uczonymi. Na to odrzek? im Jezus: „Tak, kto Mnie zaprasza, zaprasza tym samym i Moich domowników, a kto ich nie chce przyj??, ten nie chce przyj?? i Mnie." Prosili Go wi?c Faryzeusze, aby i uczniów wzi?? z Sob?. — Poszli zatem wszyscy do miasta, do domu godowego, gdzie Jezus podczas uczty naucza? i obja?nia? przypowie?ci. Posiad?o?? ?azarza przy gospodzie, przed miastem sk?ada?a si? z ?yznej roli i licznych sadów. Tu i ówdzie zasadzone by?y drzewa w pi?kne aleje. Osadzeni tu s?udzy sprzedawali zebrane plony. Teraz, jako dozorcy gospody, byli obficiej zaopatrzeni. Jezus umówi? si? z ?azarzem ju? podczas Swego ostatniego pobytu w Ainon, i? w tym czasie d?u?ej tu zabawi, a niewiasty zaraz wtenczas tu przyby?y dla urz?dzenia gospody i st?d te? wiedzieli okoliczni mieszka?cy, kiedy si? maj? Jezusa spodziewa?. Zanim Jezus uda? si? nast?pnego dnia na gór?, naucza? rano przy studni w Meroz; przy czym wyrzuca? znowu Faryzeuszom ich niedba?o?? wzgl?dem ludu. Nast?pnie uda? si? na gór? i tu mia? nauk?, podobn? do kazania na górze, w której na po?egnanie t?umaczy? ludziom jeszcze raz przypowie?? o zakopanym talencie. Niektórzy ze s?uchaczów, ju? trzy dni tutaj obozowali. Tych, którzy cierpieli niedostatek, usadowili uczniowie osobno, nakarmili i obdarzyli. Nauce przys?uchiwa? si? tak?e Symeon z Iskariot, wuj Judasza, cz?owiek ju? starszy, ale krzepki, pobo?ny, o czarnym zaro?cie. Ten?e prosi? Jezusa, by przyby? i do Iskariot, a Jezus przyrzek? mu to. Schodz?c z góry, napotka? Jezus kilku chorych, którzy mogli jeszcze chodzi?, czekaj?cych na Niego, i uzdrowi? ich. By?o to na drodze mi?dzy gospod?, a posiad?o?ci? ?azarza, nieco poni?ej miejsca, gdzie uczniowie rozdzielali ludziom ?ywno??. W tym samym miejscu, gdzie wczoraj poganka Lais z Naim upad?a przed Jezusem na kolana, prosz?c o pomoc dla chorych córek, czeka?y dzi? na Jezusa obie te córki, Atalia i Sabia, ju? uzdrowione, w otoczeniu s?u?ebnic i s?ug. Jedna z nich mog?a liczy? 20 lat, druga 25. Wycie?czone chorob? i ci?g?ym przebywaniem w zamkni?tych izbach, wygl?da?y bardzo blado. Ujrzawszy Jezusa, upad?y przed Nim na ziemi?, co te? uczynili towarzysz?cy im, i zawo?a?y: „Panie! nie uwa?a?y?my si? za godne s?ucha? Twych s?ów, tote? czeka?y?my tu na Ciebie, by Ci z?o?y? za to podzi?k?, ?e? nas uwolni? z mocy nieprzyjaciela." Jezus rozkaza? im powsta? i chwali? cierpliwo?? i pokor? ich matki i wiar?, ?e jako obca czeka?a z ufno?ci?, a? poda chleb domownikom. Obecnie — mówi? — nale?y i ona do Jego domu, bo uzna?a Boga Izraela w Jego mi?osierdziu; a Ojciec niebieski pos?a? Go w?a?nie, by wszystkim poda? chleb ?ywota, którzy uwierz? w Jego pos?annictwo i czyni? b?d? pokut?. Nast?pnie kaza? Jezus uczniom poda? Sobie ?ywno?? i da? obu dziewcz?tom, jak równie? ka?demu z ich otoczenia po kawa?ku chleba i ryby, dodaj?c do tego odpowiedni?, pe?n? znaczenia nauk?; poczym uda? si? z uczniami do gospody.


421

Jezus w Iskariot i Dotan. Uzdrowienie Issachara.

Rano wyruszy? Jezus z gospody z uczniami ku wschodowi i w niespe?na godzin? przyby? do Iskariot. Miejscowo?? le?y w g??bokim jarze, le??cym wprost na pó?noc od Michmetat, a sk?ada si? z mniej wi?cej 25 domów; wszystkie stoj? rz?dem na ziemi bagnistej, nad brudnym, sitowiem poros?ym potokiem. Woda, zatamowana tu i ówdzie grobelkami tworzy obszerne ka?u?e, w których garbuje si? skóry. Gdy wody kiedy zabraknie, musz? doprowadza? j? z innych ?róde?. W pobli?u pasie si? byd?o z Meroz. Sztuki przeznaczone na rze? zabija si? w razie potrzeby tu na miejscu, ?ci?ga si? skóry i zaraz garbuje. Garbarstwo ma?o jest cenione u ?ydów dla niezno?nej woni, jaka przy tym powstaje. Do garbowania skór u?ywaj? niewolników z pogan, i w ogóle z najni?szych warstw, którzy mieszkaj? w Meroz oddzielnie. W Iskariot zajmuj? si? wy??cznie tylko garbarstwem ; o ile mi si? zdaje, nale?y wi?ksza cz??? tutejszych domostw do starego Symeona, wuja Judasza. Judasz by? w ?askach u swego wuja, który u?ywa? go do handlu skórami. Ju?to wysy?a? go na zakup surowych skór, zwo?onych na os?ach, ju?to do miast nadmorskich z wyprawionymi ju? skórami; nadawa? si? Judasz do tego, bo by? zr?cznym i przebieg?ym po?rednikiem i kupieckim zast?pc?. Nie by? jeszcze wtenczas zupe?nie z?ym i gdyby w ma?ym si? by? przezwyci??a?, nie by?by zaszed? tak daleko. Naj?wi?tsza Panna nieraz go przestrzega?a, lecz chwiejny jego charakter czyni? go zdolnym tylko do skruchy nag?ej, chwilowej, ale nie do trwa?ej. Nabi? sobie g?ow? my?lami o królestwie ziemskim, gdy za? widzia?, ?e to jest coraz niepewniejszym i nie wyra?niejszym, zacz?? na w?asn? r?k? zbiera? we wszelki sposób pieni?dze, i dlatego tak by? z?y, ?e pieni?dze, uzyskane za olejek Magdaleny, nie przesz?y przez jego r?ce na ja?mu?ny. W czasie ostatniego ?wi?ta Kuczek, które Jezus obchodzi?, zaczyna?o ju? w nim stanowczo z?o bra? gór?. Zdradzaj?c Jezusa za pieni?dze, nie przypuszcza?, ?e zabija Go; owszem by? pewny, ?e Jezus uwolni si? z r?k wrogów, a przy nim pozostan? pieni?dze, zdrad? nabyte. W Iskariot znano Judasza jako cz?owieka us?u?nego, ch?tnie spiesz?cego z pomoc?, czu? si? te? tu zupe?nie jak w domu. Wuj jego, garbarz Symeon, cz?owiek skrz?tny i krzepki, przyj?? Jezusa z uczniami przed osad?, umy? im da? przek?sk?; nast?pnie wprowadzi? wszystkich do swego domu, gdzie mieszka? z ?on?, dzie?mi i wszystk? czeladzi?. Potem uda? si? Jezus na drugi koniec osady, gdzie na polu urz?dzony by? letni ogródek i sta?y jeszcze kuczki. Tu zgromadzili si? wszyscy tutejsi mieszka?cy; Jezus opowiedzia? przypowie?? o siewcy, rzucaj?cym ziarno na rozmait? rol?, i objawi? ?yczenie, by nauka Jego, któr? s?yszeli na górze ko?o Meroz, tak?e znalaz?a ?yzny grunt w ich sercach i obfity plon wyda?a. Wróciwszy do domu Symeona, spo?y? Jezus stoj?co w gronie uczniów i rodziny skromn? przek?sk?. Przy tej sposobno?ci wychwala? Symeon swego siostrze?ca Judasza i prosi? Jezusa, by przyj?? go na uczestnika Swej nauki jako te? i królestwa. Na to odrzek? mu Jezus w podobny sposób, jak i Judaszowi: „Wolno teraz ka?demu pój?? za Mn?, je?li nie chce swej cz?stki odst?pi? komu innemu." Nie uzdrawia? tu Jezus, bo wszyscy chorzy uzdrowieni zostali ju? na górze. Wyszed?szy st?d z uczniami, zwróci? si? Jezus znowu ku zachodowi, a przyszed?szy prawie w pobli?e samej gospody, nie zatrzymywa? si? tam, lecz zwróci? Swe kroki na pó?noc, id?c dolin?, ci?gn?c? si? mi?dzy gór?, na której naucza?, po lewej stronie, a inn? jak?? gór? z prawej strony. Pozostawiwszy Atarot na lewo, zwróci? si? ku pó?nocnemu zachodowi, potem znów ku pó?nocy i zeszed? tarasem górskim nieco ni?ej ku Dotan, sk?d wida? w dole wschodni?


422

ni?sz? cz??? równiny Ezdrelon. Na wschodzie wznosz? si? wysokie góry, na zachodzie rozci?ga si? w dole obszerna równina. W drodze z nauki na górze towarzyszy?y Jezusowi trzy gromady ludzi, wracaj?cych t? sam? droga na szabat, do swych miejsc rodzinnych. Jezus przy??cza? si? to do tych, to do owych. Od gospody do miasta Dotan trzeba by?o i?? blisko trzy godziny. Dotan jest prawie tak wielkie jak Monaster. Widzia?am raz w objawieniu, jak Jeroboam wys?a? tu swego czasu ?o?nierzy na pojmanie Elizeusza, a ci ukarani ?lepot?, odeszli z niczym. Miasto ma pi?? bram, liczne ulice s? szerokie i dobrze utrzymane. Przez miasto wiod? dwa publiczne go?ci?ce; jeden z Galilei w dó? do Samarii i Judei, drugi prowadzi z tamtej strony Jordanu przez dolin? do Afeki i Ptolomaidy i dalej a? do morza. Tu kwitnie handel drzewny, gdy? w górach okolicznych i w Samarii jest mnóstwo lasów, podczas gdy za Jordanem, ko?o Hebron i morza Martwego, góry s? wi?cej z drzew ogo?ocone. W pobli?u w nizinach s? liczne warsztaty, gdzie pod namiotami obrabiaj? belki do budowy okr?tów, lub d?ugie cienkie ?erdki do wyplatania ?cian i grodzenia p?otów. Przed bramami na go?ci?cach, krzy?uj?cych si? w Dotan, stoi wiele gospód. Jezus poszed? z uczniami prosto do synagogi, gdzie ju? lud si? zgromadzi?. Licznie tu mieszkaj?cy Faryzeusze i nauczyciele musieli ju? by? uwiadomieni o nadej?ciu Jezusa; byli bowiem na tyle uprzejmi, ?e przyj?li Go na placu przed synagog?, umyli Mu nogi i podali przek?sk?. Potem wprowadzili Go do ?rodka i podali Mu Ksi?gi Zakonu. Jezus naucza? o karze ?mierci, o drugim ma??e?stwie Abrahama z Ketur? i o pomazaniu Salomona. Po nauce poszed? Jezus do jednej z gospód przed miastem, gdzie zasta? ju? oblubie?ca Natanaela, dwóch synów Kleofasa i starszej siostry Matki Swej, jako te? kilku innych uczniów, którzy zeszli si? tu na szabat; by?o wi?c teraz przy Nim oko?o siedemnastu uczniów. Obchodzili tu równie? szabat ludzie ?azarza z posiad?o?ci tego? pod Gine?, gdzie Jezus by? niedawno, id?c do Atarot. Dotan jest to pi?kne staro?ytne miasto, zbudowane w uroczym miejscu. Na tylnym jego tle wznosz? si? w ma?ym oddaleniu góry, z przodu za? rozci?ga si? pi?kna równina Ezdrelon. Góry nie s? zbyt strome i poszarpane, wznosz? si? za? stopniowo pasmo nad pasmem, a i drogi w nich s? lepsze, jak gdzie indziej. Domy w mie?cie budowane s? na mod? starodawn?, jak za czasów Dawida. Na niektórych wznosz? si? w k?cie p?askiego dachu wie?yczki z wielk? okr?g?? bani? na szczycie, w której siedz?c, rozgl?da? si? mo?na po okolicy; z takiej kuli spogl?da? Dawid na Betsab?. Na dachach s? galerie, w których hoduj? ró?e, a nawet i drzewka. Chodz?c po ulicach, wst?powa? Jezus w przedsionki domów, gdzie le?eli chorzy, których uzdrawia?. Gdzieniegdzie na pro?by mieszka?ców wchodzi? z kilku uczniami do wn?trza domu. Czasem wstawiali si? za lud?mi uczniowie, uproszeni o to przez nich. Potem uda? si? Jezus do tr?dowatych, umieszczonych w odosobnionym miejscu i uzdrowi? ich. Tr?dowatych by?o w mie?cie du?o, mo?e dlatego, ?e miasto mia?o cz?sto stosunki z obcymi, w?drownymi handlarzami. Handlowano bowiem oprócz drzewa i innymi rzeczami; zewsz?d zwo?ono tu kobierce, surowy jedwab i tym podobne towary, wy?adowywano je, a st?d rozsy?ano dalej. Taki sk?ad towarów mia? tak?e ów chory m??, za którym w?a?nie Natanael, tam mieszkaj?cy, si? wstawia? do Jezusa, prosz?c, by wst?pi? w dom jego. Okaza?y ten dom le?a? w pobli?u synagogi, otoczony dziedzi?cami i otwartymi kru?gankami. W?a?ciciel domu, bogaty cz?owiek, licz?cy oko?o pi??dziesi?t lat, nazywa? si? Issachar, a cierpia? na wodn? puchlin?. Przed kilku dniami poj?? za ?on? m?od? dwudziestopi?cioletni? kobiet?, imieniem Salome. By? do tego powód


423

prawny, bo na Salom? przypada? ca?y maj?tek; zachodzi? tu podobny stosunek, jak mi?dzy Boozem i Rut. Plotkarze miejscowi, a szczególniej Faryzeusze, oburzali si? bardzo na to ma??e?stwo, a w mie?cie o tym tylko mówiono. Nowo?e?cy sobie jednak nic z tego nie robili; ufno?? sw? z?o?yli w Jezusie i ju? ostatni raz, gdy Jezus w pobli?u podró?owa?, spodziewali si? Go uprosi?. Dom ten mia? ju? w dawniejszych czasach pewn? styczno?? z Jezusem, jeszcze za ?ycia przodków Salomy; Maryja bowiem, id?c raz ze ?w. Józefem z Nazaretu do El?biety, go?ci?a w tym domu. By?o to w?a?nie krótko przed Wielkanoc?. Józef poszed? z Zachariaszem z Hebron na obchód ?wi?t Wielkanocnych, powracaj?c za? do Hebron, pozostawi? tu Maryj? i sam wróci? do domu. Tak wi?c jeszcze w ?onie Swej Matki by? tu Jezus w go?cinie, a teraz wszed? tu jako Zbawiciel, by po trzydziestu jeden latach wynagrodzi? chorego syna za go?cinno?? rodziców. Salome pochodzi?a z tego rodu. Wysz?a ona za m?? za brata Issachara, a ten znowu poj?? za ?on? jej siostr?. Wkrótce owdowieli oboje, a ?e byli bezdzietni i jedynymi potomkami szlachetnego rodu, pobrali si? wi?c, ufaj?c, ?e Jezus w mi?osierdziu Swym usunie chorob? Issachara. Dom i ca?y maj?tek przypada? na Salom?. Salome szczyci?a si? pokrewie?stwem ze ?w. Józefem; pochodzi?a bowiem z Betlejem, a ojciec Józefa zwyk? by? jej dziadka nazywa? bratem, chocia? nie by? jego bratem rodzonym. Mi?dzy swymi przodkami mia?a tak?e jakiego? potomka króla Dawida, który by? podobno tak?e królem. Zdaje mi si?, ?e nazywa? si? Ela. Z powodu wi?c tej starej znajomo?ci go?cili tu Józef i Maryja. Issachar pochodzi? z pokolenia Lewi. Gdy Jezus wszed? do ich domu, wysz?a naprzeciw Niemu Salome w otoczeniu s?ug i s?u?ebnic, i upad?szy przed Nim na ziemi?, prosi?a Go o uzdrowienie jej m??a. Jezus wszed? tedy do pokoju chorego, który ca?y owini?ty le?a? na pos?aniu. Jak ju? powiedzieli?my, by? on chory na wodn? puchlin?, a jeden bok mia? ca?kiem sparali?owany. Jezus, pozdrowiwszy go, rozmawia? z nim ?yczliwie; chorego wzruszy?o to bardzo, serdecznie te? przywita? Jezusa, ale nie móg? powsta?. Widz?c to Jezus, pomodli? si? chwil?, i dotkn?wszy si? go, poda? mu r?k?. W jednej chwili podniós? si? chory, a w?o?ywszy na siebie inn? sukni?, wsta? z pos?ania. Przej?ty wdzi?czno?ci?, rzuci? si? wraz z ?on? do nóg Jezusowi; Pan za? da? im stosown? nauk? i b?ogos?awie?stwo, obiecuj?c im potomstwo. Potem wyszed? Jezus z nimi z pokoju do zebranych domowników, a gdy ci ujrzeli zdrowego pana, rado?ci nie by?o ko?ca. Na dzisiaj pozostawiono to uzdrowienie w tajemnicy. Issachar zaprosi? Jezusa wraz z wszystkimi uczniami do siebie na nocleg i na uczt?, która mia?a si? odby? po nauce w synagodze. Jezus poszed? wi?c do synagogi i naucza?. Przy ko?cu wszcz?li z Nim Faryzeusze i Saduceusze sprzeczk? z nast?puj?cej okazji. Jezus wyk?ada? z pisma o ma??e?stwie Abrahama z Ketur?, a przy tej sposobno?ci mówi? o ma??e?stwie w ogóle. Na to napomkn?li Faryzeusze o ma??e?stwie Issachara z Salome i gani?c ich, nazywali to niedorzeczno?ci?, ?eby taki chory, podesz?y wiekiem cz?owiek wi?za? ze sob? m?od? niewiast?. Jezus t?umaczy? im, ?e sta?o si? to pod?ug przepisów prawa, a wi?c oni, trzymaj?cy si? tak ?ci?le prawa, nie mog? ich gani?. Spytali wi?c Faryzeusze: „Jak?e? tu mo?e by? wype?nione prawo? Taki chory starzec nie mo?e mie? b?ogos?awie?stwa wskrzeszenia potomstwa, wi?c te? i prawo si? nie spe?ni; owszem tylko zgorszenie to wywo?uje." Na to odrzek? Jezus: „Wiara jego zachowa?a mu owoc. Chcecie k?a?? granice wszechmocy Boga? Czy? nie z pos?usze?stwa dla zakonu o?eni? si? ten chory? Zaufa? Bogu, wierzy, ?e Bóg mo?e mu pomóc, a wi?c bardzo dobrze uczyni?. Lecz nie to jest powodem waszej niech?ci; spodziewali?cie si?, ?e na nich wymrze ten ród bez potomków i ?e ich mienie dostanie si? w wasze r?ce. Dlatego tak przeciw nim powstajecie."


424

Wymieni? potem Jezus wielu pobo?nych m??ów, którzy w podesz?ym wieku o?enili si?, a ?e ufali Bogu i wierzyli w Jego wszechmoc, Bóg nagrodzi? ich za to potomstwem. Mówi? jeszcze Jezus wiele o ma??e?stwie, a Faryzeusze, zawstydzeni, musieli umilkn??, cho? w sercach ich z?o?? wrza?a. Wyszed?szy po sko?czeniu szabatu o zmierzchu ze synagogi, uda? si? Jezus z uczniami do domu Issachara; przedtem jednak uzdrowi? przy blasku pochodni chorych, zgromadzonych przed synagog? i domem. W domu zastawiona ju? by?a wspania?a uczta. Jezusa i krewnych uczniów posadzi? Issachar przy swoim stole, a us?ugiwa?a im jego ?ona. Reszta uczniów zasiad?a w innej sali; byli tu Judasz Iskariot, Bart?omiej i Tomasz, ten ostatni z bratem przyrodnim i rodzonym. Mia? on jeszcze dwóch braci przyrodnich. Przybyli na szabat z Afeke, oddalonego 7 godzin drogi i zamieszkali tu, bo Tomasz by? przez swe handlowe stosunki dobrym znajomym owych gospodarzy. Tomasz nie zna? jeszcze osobi?cie Jezusa; rozmawia? tylko ze znajomymi sobie uczniami, nie ?mia? bowiem si? naprzykrza?. Przyszed? tu tak?e na szabat Jakób M?odszy z Kafarnaum i znowu jaki? Natanael, syn wdowy Anny, starszej córki Kleofasa, przebywaj?cej teraz u Marty. By? on najm?odszym z jej synów, którzy najmowali si? u Zebedeusza do rybo?ówstwa i liczy? oko?o 20 lat; z natury by? ?agodny i mi?y, podobny nieco z usposobienia do Jana. Wychowywa? si? w domu swego dziadka, Kleofasa, i st?d otrzyma? przydomek „ma?y Kleofas" dla odró?nienia go od innego Natanaela. O tym przydomku dowiedzia?am si? w czasie szabatu, bo Jezus rzek? raz do uczniów: „Przywo?ajcie mi ma?ego Kleofasa!" Uczta sk?ada?a si? z ptaków, ryb, miodu i chleba. Ptaków nie brak?o, bo hodowano ich tu mnóstwo ko?o domu, jako to: synogarlice, go??bie i inne; ptaki te wylatywa?y na ?er na równin? Jezrael. Przy uczcie mówi? Issachar o tym, jak m?odocian?, pi?kn? i pobo?n? Maryja wtenczas by?a, gdy za Swych m?odych lat go?ci?a w tym domu, o czym nieraz opowiadali rodzice jego ?ony. Józef by? w tym czasie tak?e w podesz?ym wieku; ufa? wi?c Issachar, ?e Bóg uzdrowiwszy go r?k? syna Józefa, pozwoli mu tak?e doczeka? si? potomków. Jezusa nazywa? synem Józefa, bo nie zna? tajemnicy Jego pocz?cia. Po uczcie udano si? na spoczynek. Wszyscy uczniowie stali tu gospod?, a dla pomieszczenia ich zas?ano im pos?ania w otwartych kru?gankach wko?o domu, które zastawiono ruchomymi ?cianami. W Dotan jest mieszanina ludzi bardzo z?ych i bardzo dobrych. Miasto wyró?nia si? od innych miast krajowych staro?ytn?, trwa?? struktur? swych domów, podobnie jak Kraków wyró?nia si? tym od innych miast. Gdy Jezus nazajutrz rano wychodzi? z uczniami za miasto, zbli?y? si? ku Niemu Tomasz i prosi? o przyj?cie go na ucznia. Przyrzeka? wsz?dzie i?? za Jezusem i czyni?, co za??da, bo, jak mówi?, przekona?a go Jego nauka i widziane cuda, i sprawdzi?o si? wszystko, co mówi? o Nim Jan i co s?ysza? od uczniów. Prosi? wi?c Jezusa, by móg? by? uczestnikiem Jego królestwa. Jezus odrzek? mu, ?e zna go dobrze i wiedzia? ju? o tym, ?e przyjdzie do Niego z tak? pro?b?. Tomasz zapiera? si? tego, twierdz?c, ?e nigdy przedtem podobna my?l w nim nie powsta?a, gdy? nie jest wcale zwolennikiem oddzielania si? od innych, i teraz dopiero, przekonany cudami Jezusa, powzi?? takie postanowienie. Na to rzek? mu Jezus: „Mówisz jak Natanael, uwa?aj?c si? za m?drego, ale s?owa twoje s? nierozs?dne. Czy? ogrodnik nie powinien zna? drzew ogrodu, a w?a?ciciel winnicy swych latoro?li? Czy? ma zak?ada? winnic?, nie znaj?c najemników, którym j? ma powierzy??" Do s?ów tych przyda? Jezus porównanie o zbierania fig na cierniach. Spotkali si? tu z Jezusem dwaj uczniowie Chrzciciela, wys?ani tu przez niego, którzy ju? w Meroz przys?uchiwali si? Jezusa nauce na górze i widzieli cuda. Nale?eli oni do tych uczniów, którzy wci?? bawili w Macherus, i przed wi?zieniem


425

siedz?c, s?uchali nauk Jana i szczerze przywi?zani byli do niego. Nie znali jeszcze wcale czynów Jezusa, wys?a? ich wi?c Jan do Niego, by przekonali si? o prawdziwo?ci tego, co Jan o Nim naucza?. Zarazem mieli prosi? powtórnie Jezusa, by jawnie i otwarcie wypowiedzia?, kim jest i za?o?y? obiecane królestwo. Stan?wszy przed Jezusem, wyznali, ?e przekonani s? o prawdziwo?ci s?ów Jana o Nim, nie wiedz? jednak, czy Jezus zechce wkrótce przyby? uwolni? Jana z wi?zienia. Jan tak?e, jak mówili, spodziewa si?, ?e Jezus uwolni go z wi?zienia, z ut?sknieniem wi?c oczekuje chwili za?o?enia królestwa, po którym zapewne nast?pi uwolnienie ich mistrza. Mniemali uczniowie w duchu, ?e cud ten wi?cej przyniós?by po?ytku, ni? wszystkie uzdrawiania chorych. Jezus rzek? im na to: „Wiem, ?e Jan t?skni za uwolnieniem z wi?zienia tego i t? nadziej? ?yje, która te? wkrótce si? spe?ni. ?ebym Ja jednak mia? przyj?? do Macherus i oswobodzi? go, w to nie mo?e wierzy? Jan Chrzciciel, który by? Moim przes?a?cem i przygotowa? Mi drog?. Oznajmijcie Janowi, co?cie widzieli, i zapewnijcie go, ?e spe?ni? Moje pos?annictwo. - Po tych s?owach odeszli uczniowie Jana do Macherus. Nie wiem, czy Jan wiedzia? o tym, ?e Jezus ma by? ukrzy?owany, i ?e królestwo Jego nie jest doczesnym. S?dz?, ?e i on wierzy? w to, i? Jezus nawróci i oswobodzi naród, a potem za?o?y na ziemi jakie? idealne, ?wi?te królestwo. Oko?o po?udnia wróci? Jezus z uczniami do miasta do domu Issachara, gdzie ju? zebra?o si? mnóstwo ludzi, a pani domu z czeladzi? zaj?ta by?a przyrz?dzaniem potraw. — Wychodz?c tylnymi drzwiami z domu Issachara, mia?o si? przed sob? pi?kny plac, na ?rodku którego sta?a okaza?a studnia, otoczona w ko?o budynkami; miano j? za ?wi?t?, gdy? Elizeusz j? niegdy? pob?ogos?awi?. Przy niej sta?a pi?kna mównica, w ko?o by?y ogrodzenia i ros?y cieniste drzewa, stanowi?c wygodne miejsce dla licznych zgromadze?; tote? kilka razy do roku, a szczególnie na Zielone ?wi?ta miano tu publiczne nauki. Sta?y tam tak?e kobylice, d?ugie ?awki kamienne, ko?o studni za? w?skie tarasy; tu bowiem zatrzymywa?y si? na spoczynek i posi?ek karawany i liczne gromady podró?nych, ci?gn?cych do Jerozolimy na Wielkanoc. Dom Issachara le?a? najbli?ej, tote? jego mieszka?com powierzony by? nadzór nad studni? i ca?ym placem, za co w zamian mogli nim po cz??ci rozporz?dza?; Issachar, jako w?a?ciciel domu handlowego, odbiera? tu od karawan towary, tu je sk?ada?, a potem rozsy?a? dalej. Cz?sto go?cili u niego i ?ywili si? ró?ni przejezdni kupcy i najemnicy, chocia? dom jego nie by? w?a?ciwie publiczn? gospod?. Prowadzi? on podobne przedsi?biorstwo, jak ojciec oblubienicy z Kany w Galilei. — Pi?kna ta studnia mia?a t? jedn? niedogodno??, ?e by?a bardzo g??boka, wi?c wod? trzeba by?o dopiero pompowa? i to z wielkim trudem; wypompowana woda sp?ywa?a w zbiorniki i kadzie, stoj?ce w oko?o. Tu oko?o studni zebra?y si? na zaproszenie Jezusa i Issachara t?umy ludu. Jezus naucza? z mównicy o spe?nianiu si? obietnic, o nadej?ciu królestwa Bo?ego, o potrzebie nawrócenia si? i pokuty i o sposobie wzywania mi?osierdzia Bo?ego do przyj?cia ?aski i pokuty. Opowiada? potem o przygodzie, jak? mia? tu Elizeusz, gdy naucza? w tej okolicy. Syryjscy ?o?nierze przyszli go tu pojma?, za co Pan Bóg skara? ich ?lepot?. ?lepych zawiód? Elizeusz do Samarii w r?ce nieprzyjació?, nie dozwoli? ich jednak zabi?, tylko kaza? przyj?? go?cinnie, poczym przywróci? im wzrok i odes?a? z powrotem do ich króla. Zdarzenie to zastosowa? Jezus do obecnego prze?ladowania Syna cz?owieczego przez Faryzeuszów. Naucza? jeszcze d?ugo o modlitwie i dobrych uczynkach, a mówi?c o modl?cym si? Faryzeuszu i celniku, t?umaczy?, ?e podczas postu trzeba si? w?a?nie zdobi? i namaszcza?, a nie che?pi? si? przed innymi sw? pobo?no?ci?. Ludzie tutejsi, uciskani bardzo przez Faryzeuszów i Saduceuszów, doznali wielkiej pociechy i ulgi, s?ysz?c nauk? Jezusa. Za to tym wi?cej z?o?cili si? Faryzeusze i Saduceusze, s?uchaj?c nauki i widz?c, jaki skutek wywiera na zebranych. Rozgoryczenie


426

wzros?o w nich do najwy?szego stopnia, gdy ujrzeli Issachara zupe?nie zdrowego, ochoczo wraz z domownikami i uczniami rozdzielaj?cego ?ywno?? mi?dzy ludzi, usadowionych na kamiennych ?awkach. Zacz?li tedy cisn?? si? zuchwale do Jezusa; zdawa?o si?, ?e zechc? Go pojma? i pocz?li znowu ?aja? Go i zarzuca?, ?e uzdrawia w szabat. Jezus poprosi? o chwilk? spokoju, ustawi? ich w ko?o i u?y? zwyk?ego swego zwrotu, mówi?c do najg?o?niejszych krzykaczy: „Gdyby? w szabat wpad? w t? oto studni?, czy nie chcia?by?, by ci? wyci?gni?to?" Potem naucza? spokojnie dalej, a przeciwnicy, zawstydzeni, cofn?li si?. Wkrótce potem opu?ci? Jezus z kilku uczniami miasto i zeszed? w dolin?, ci?gn?c? si? od po?udnia na pó?noc, na zachód od miasta. Uzdrowiony Issachar rozdawa? teraz w mie?cie hojne ja?mu?ny; do gospód za? gminy wys?a? os?y, ob?adowane najrozmaitszymi zapasami. Dawniejsze potrawy i napoje, które mieli uczniowie z sob?, zamieni? im na ?wie?e, lepsze; da? im tak?e kubki, podobne do tych, jakie miano w Kanie, i p?askie ba?ki z bia?ej masy, opatrzone kó?kiem do zawieszania. Ba?ki te, zatkane korkiem, wygl?daj?cym jak mocno ?ci?ni?ta g?bka, zawiera?y os?adzaj?cy sok z balsamu. Da? równie? ka?demu z uczniów troch? pieni?dzy na rozdzielanie ja?mu?n i inne potrzeby. Judasz Iskariot wróci? st?d do domu jak i wielu innych uczniów; przy sobie zatrzyma? Jezus tylko dziewi?ciu, mi?dzy nimi Tomasza, Jakóba M?odszego, Jud? Barsab?, Szymona Tadeusza, ma?ego Kleof? (Natanaela), Manahema i Saturnina. Po odej?ciu Jezusa zacz?li dopiero Faryzeusze na dobre szydzi? z Niego, szerzy? Na? obmowy i potwarze, mówi?c do ludzi: „?atwo mo?na pozna?, kim On jest; Issachar musia? Mu si? dobrze op?aci?. Uczniowie Jego, to zbieranina leniuchów, ?ywi?cych si? cudzym kosztem, marnotrawi?ca cudz? prac?. Gdyby Jezus by? co? wart, to siedzia?by w domu i zarabia? na utrzymanie Swej biednej matki; ojciec Jego by? ubogim, ale porz?dnym cie?l?, Jemu jednak nie przypad?o do gustu uczciwe rzemios?o, wi?c w?óczy si? teraz po kraju i wywo?uje wsz?dzie niepokoje. Rozdzielaj?c ja?mu?ny, zwyk? by? Issachar mawia?: „Raczcie przyj??, prosz?! Nie moja to w?asno??, lecz Ojca niebieskiego. Ca?e me mienie On mi tylko po?yczy?, Jemu wi?c dzi?kujcie!"

Jezus idzie z Dotan do Endor. Uzdrowienie ch?opca poga?skiego

Jezus z uczniami ju? pó?n? noc? do po pi?ciu godzinach drogi przyby? samotnej gospody, gdzie zaledwie jakie takie pos?ania znale?li. W pobli?u by?a studnia, pochodz?ca jeszcze z czasów Jakóba. Nazbierawszy chrustu rozpalili uczniowie ogie?, by przyrz?dzi? wieczerz?. Jeszcze w drodze i teraz rozmawia? Jezus z nimi obszernie, szczególniej w celu pouczenia Tomasza, Szymona, Manahema, ma?ego Kleofasa i w ogóle nowszych uczniów. T?umaczy? im, ?e id?c za Nim, trzeba opu?ci? wszystko bez zw?oki i t?sknoty, z zupe?nym poczuciem znikomo?ci ziemskich dóbr; za to w królestwie Jego zostanie im to wszystko tysi?ckrotnie zwrócone. Kaza? im wi?c Jezus dobrze si? zastanowi?, czy zdolni s? do takich ofiar i po?wi?ce?. Niektórym uczniom nie bardzo si? Judasz Iskariot podoba?, a szczególnie Tomaszowi. Powiedzia? to teraz otwarcie Jezusowi, ?e Judasz nie podoba mu si?, bo zanadto ?atwo zmienia swe zdanie; pyta? wi?c Jezusa, dlaczego od razu przyj?? Judasza, podczas gdy innym nieraz robi? trudno?ci. Jezus od rzek? na to wymijaj?co, ?e jak wszystko, tak i to przewidziane by?o i postanowione od wieków w Opatrzno?ci Bo?ej. Podczas gdy uczniowie udali si? na spoczynek, poszed? Jezus sam w góry i tam d?ugo si? modli?. Rano przyby?o do gospody kilku mieszka?ców miasta Sunem le??cego o kilka


427

godzin drogi ku wschodowi; ci prosili gor?co Jezusa, by uda? si? do nich i uzdrowi? dzieci niebezpiecznie chore, bo dotychczas daremnie oczekiwali Jego przybycia. Jezus rzek? na to, ?e teraz nie mo?e spe?ni? ich pro?by, bo inni Go oczekuj?, lecz po?le im Swych uczniów. Nie zadowoli?o ich to jednak, bo — jak mówili — nie mieli zaufania do uczniów; kilku ju? by?o u nich, a ?adnemu nie uda?o si? uzdrowi? nikogo. Koniecznie wi?c prosili, by Jezus w?asn? Sw? osob? pojawi? si? u nich. Jezus upomina? ich, by uzbroili si? w cierpliwo?? i obietnic?, ?e przyjdzie tam pó?niej, poczym wrócili do domu. Teraz szed? Jezus z uczniami w kierunku Endor. Po drodze przechodzili ko?o dwóch studzien, dawniej do Jakuba nale??cych, przy których pojono jego trzody, przy czym nieraz z Amorytami do sprzeczek przychodzi?o. Przed Endor ko?o Jezrael le?a?o pole ?azarza, za? o dwie godziny drogi od Endor, na pó?nocny wschód by?o pole Joachima i Anny. Dot?d odprowadza?a Anna Maryj? w jej podró?y do Betlejem; jednego z pas?cych si? tu os?ów da?a Józefowi na w?asno??. Osio? ten towarzyszy? im w dalszej podró?y, biegn?c wolno naprzód. Drugie pole mia? znów Joachim z tamtej strony Jordanu, na granicy pustyni i lasu Efraim, niedaleko od Gazer. Tu schroni? si? Joachim na modlitw?, wyszed?szy zgryziony i smutny ze ?wi?tyni, i tu otrzyma? z nieba wskazówk?, by uda? si? do Jerozolimy, gdzie przy z?otej bramie si? spotka? z Ann?. Nie wchodz?c do miasta, zatrzyma? si? Jezus przy domach przedmie?cia i naucza?. Uproszony przez ludzi, wchodzi? do niektórych domów i uzdrawia? chorych, mi?dzy którymi by?o wielu przyniesionych z miasta. Byli i poganie, ale ci trzymali si? na uboczu. Jeden tylko z nich ?mielszy, wida?, lub przynaglony potrzeb?, zbli?y? si? ku Jezusowi z siedmioletnim ch?opcem, op?tanym przez niemego diab?a i nieraz nie daj?cym si? poskromi?. I teraz za zbli?eniem si? do Jezusa dosta? napadu sza?u, wyrwa? si? ojcu i ukry? w pobliskiej pieczarze skalnej. Ojciec tymczasem upad? na ziemi? przed Jezusem i wyjawi? Mu swe zmartwienie; Jezus poszed? zaraz do jaskini i rozkaza? ch?opcu stan?? przed swoim Panem. Ch?opiec wyszed? natychmiast z pokor? i upad? na twarz przed Jezusem, a Ten w?o?y? na? r?ce i rozkaza? diab?u wyj?? z niego. Ch?opiec omdla? na chwil?, a szatan wyszed? z niego w postaci ciemnej pary, poczym ch?opiec powsta? i rzuci? si?, ca?kiem zdrów, ojcu w obj?cia. Ojciec u?ciska? go, a upad?szy wraz z synem przed Jezusem na ziemi?, dzi?ki Mu sk?ada?. Jezus da? ojcu stosowne upomnienie i rozkaza? mu, aby si? da? ochrzci? w Ainon. — Do Endor nie wst?powa? Jezus wcale. Przedmie?cie, gdzie Jezus si? znajdowa?, by?o o wiele pi?kniej zabudowane, ni? samo miasto. W wygl?dzie miasta przebija si? pewna martwota; cz??? miasta le?y w gruzach, mury wal? si?. Podobno na ulicach ro?nie trawa. Poganie, mieszkaj?cy tu licznie w zale?no?ci, zobowi?zani s? do robót publicznych. Mieszka tak?e kilka bogatych ?ydów, ale ci ?yj? skrycie, rzadko kiedy wychylaj?c si? na ?wiat Bo?y, jakby si? bali, ?e kto? czyha ju? na ich bogactwa. St?d przyby? Jezus po dwugodzinnej podró?y w dolin?, ci?gn?c? si? od równiny Ezdrelon ku Jordanowi po pó?nocnej stronie gór Gilboe. Tu na wzgórku, jakby na wyspie, roz?o?y?o si? miasto niewielkie, Abez, otoczone ogrodami i alejami. Ko?o miasta p?ynie rzeczka, a w dolinie na wschód od miasta stoi pi?kna studnia, zwana studni? Saula, bo tu niegdy? by? zraniony. Jezus nie poszed? zaraz do miasta, tylko zatrzyma? si? na pó?nocnym stoku gór Gilboe; sta?y tu rz?dem domy w?ród ogrodów i pól, na których le?a?o zgromadzone w wielkie sterty zbo?e. Tu zatrzyma? si? Jezus w gospodzie, gdzie ju? na Niego czekali pokrewni Mu starzy m??czy?ni i niewiasty. By?o wszystkich oko?o 15 osób, dziewi?ciu m??czyzn i sze?? kobiet. Porozumieli si? oni ju? przedtem z Jezusem, i? si? tu zejd?. Obecnie umyli Mu nogi z oznakami szczerego szacunku, po??czonego ze szczer? otuch?. Przyjechali tu oni wspólnie na os?ach, by widzie?


428

Jezusa i pomówi? z Nim; wielu z nich zabra?o z sob? dzieci i s?ugi. Byli to przewa?nie starzy ludzie, krewni Anny, Joachima i Józefa. By? tam m?odszy brat przyrodni Józefa, mieszkaj?cy w dolinie Zabulon, dalej ojciec oblubienicy z Kany i krewna Anny z okolicy Seforis, u której Jezus przed ostatnim, pobytem Swym w Nazarecie, uzdrowi? ?lepego ch?opca. ?yczeniem ich by?o, by Jezus ju? raz Sobie obra? gdzie sta?e miejsce pobytu, a nie podró?owa? wi?cej, chcieli wybra? Mu takie miejsce, gdzie by spokojnie móg? ?y? i gdzie by nie by?o faryzeuszów. Przedstawiali Mu ogrom niebezpiecze?stwa, na jakie si? nara?a, ?ci?gaj?c na siebie rozgoryczenie Faryzeuszów i innych sekt. „Uznajemy w zupe?no?ci — mówili — cuda, jakie dzia?asz i ?aski, które rozdzielasz; lecz teraz miej i Ty ojczyzn?, obierz Sobie k?cik, gdzie by? spokojnie naucza?, by?my nie potrzebowali troszczy? si? wci?? i trwo?y? o Ciebie." Rzek?szy to, zacz?li Mu poleca? ró?ne miejscowo?ci, stosowne na pobyt dla Niego. Pobo?ni ci, a dobroduszni ludzie radzili to Jezusowi z wielkiej ku Niemu mi?o?ci; dochodzi?y bowiem do ich uszu ci?gle obmowy, przycinki i oszczerstwa ze strony niech?tnych Jezusowi, a to ich martwi?o i gniewa?o, chcieli wiec temu po?o?y? koniec. Na wniosek ich odpowiedzia? Jezus ?yczliwie, ale stanowczo i w inny sposób, ni? mówi? do ludu i uczniów. Wyra?niej ni? zwyk? wyt?umaczy? im, ?e przyby? dla spe?nienia obietnicy, ?e musi spe?ni? wol? Ojca niebieskiego. „Nie przyby?em — mówi? — spoczywa?, nie przyby?em dla niektórych tylko ludzi, dla krewnych, lecz dla wszystkich narodów. Wszyscy s? Moimi bra?mi i krewnymi. Mi?o?? nie zna spoczynku; kto pragnie nie?? pomoc, musi wyszukiwa? ubogich; nie trzeba baczy? na wygodne ?ycie. Królestwo Moje nie jest z tego ?wiata." Wiele zadawa? sobie Jezus trudu, by przekona? tych dobrych starców, a ich zdziwienie ros?o coraz wi?cej, coraz ja?niej pojmowali t? spraw?. Spowa?nieli te? zupe?nie, czuj?c, ?e tego zes?anego im Jezusa kochaj? coraz wi?cej. Tak rozmawia? Jezus to z ka?dym z osobna, przechadzaj?c si? po górze w cieniu drzew, to znowu ze wszystkimi razem, poucza? ich i pociesza?. Na tym zeszed? dzie?, poczym zasiedli wszyscy do skromnej wieczerzy, sk?adaj?cej si? z chleba, miodu i owoców suszonych, które tu ze sob? przynie?li. Tego? wieczora przyprowadzili do? uczniowie syna nauczyciela z przedmie?cia Endor. By? to m?odzieniec wykszta?cony, a mia? zamiar zosta? nauczycielem przy jakiej szkole. Prosi? on Jezusa, by przyj?? go na ucznia, bo jako wykszta?cony zaraz mo?e Mu si? przyda?; móg?by mu nawet Jezus da? jaki urz?d. Jezus odprawi? go jednak z niczym, mówi?c, ?e wiedza jego jest innego rodzaju, ni? ta, której potrzeba uczniom Jego i ?e zanadto wida? w nim przywi?zania, do rzeczy doczesnych. Na drugi dzie? ko?o po?udnia odjechali krewni Jezusa ku górze Tabor; tu rozdzielili si? i ka?dy poszed? w swoj? stron?. Mowa Jezusa pokrzepi?a ich, pocieszy?a i o?wieci?a ich umys?y; nie zrozumieli wprawdzie wszystkiego, jednak uspokoili si? i odjechali z tym mocnym przekonaniem, ?e by?y to s?owa Bo?e, ?e Jezus ma s?uszno?? i wie lepiej od nich, co ma czyni? i jak post?powa?. Bardziej rozczulaj?cym od przywitania by? widok ich rozstania si? z Jezusem; ?egnali si? z Nim w?ród ?ez, z szacunkiem, po??czonym z jak?? trwog? a zarazem otuch?. Jedni z nich jechali na os?ach, inni szli pieszo w sukniach przepasanych, z d?ugimi kijami w r?ku. Jezus i uczniowie pomagali im uprzejmie przy pakowaniu rzeczy i wsiadaniu, a potem odprowadzili ich kawa?ek drogi w dolin?.


429

Jezus w Abez i w Dabrat ko?o Tabor

Nast?pnie poszed? Jezus z uczniami w dolin? na wschód od Abez i po kwadransie drogi stan?? u pi?knej studni, przy której kobiety z miasta czerpa?y wod?. Niektóre z nich, ujrzawszy Go, pobieg?y do domów, stoj?cych przed miastem, i wkrótce wróci?y z t?umem m??czyzn i kobiet, nios?cych miednice, chusty, chleb i owoce w kocykach, Umyto Jezusowi i uczniom nogi, i podano im posi?ek. Poniewa? coraz wi?cej ludzi si? zgromadzi?o, naucza? Jezus zaraz przy studni, poczym zaprowadzono Go do miasta. Tu zaraz w bramie i dalej ze wszystkich domów wybiegali naprzeciw Niego ch?opcy i dziewcz?ta, z wie?cami i girlandami w r?kach, i otacza?y Go w ko?o, cze?? Mu w ten sposób oddaj?c. Uczniom wydawa? si? ten nat?ok za wielkim, chcieli wi?c dzieci odprawi?. Jezus jednak rzek?: „Wy si? cofnijcie, a dziateczki dopu??cie do Mnie!" Przybli?y?y si? wi?c dzieci ku Niemu, a Jezus obejmowa? je, garn?? do Siebie i b?ogos?awi?. Rodzice przypatrywali si? temu, stoj?c w drzwiach na galeriach podwórzowych. Jezus uda? si? prosto do synagogi, gdzie wszyscy si? zebrali, i tam naucza?. Potem zasiad? do wieczerzy, w której wzi??o udzia? wielu mieszka?ców miasta; wieczerz? zastawiono w kuczce, do tego czasu jeszcze nie rozebranej. Tomasz roz??czy? si? w Endor z Jezusem i powróci? do Afeki. Tu w Abez widzia?am po raz pierwszy, jak niewiasty cierpi?ce na krwotok, zbli?a?y si? z zas?oni?tymi twarzami w?ród t?umu do Jezusa, dotyka?y si? z tylu r?bka Jego sukni i odzyskiwa?y natychmiast zdrowie. W wi?kszych miastach nie wolno by?o takim niewiastom zbli?a? si? do ludzi, w mniejszych miejscowo?ciach tak bardzo na to nie zwa?ano. Podczas pobytu Jezusa w Abez przyby? do Niego pos?aniec z Kany od naczelnika miasta, który kaza? Mu oznajmi?, ?e syn jego jest ci??ko chory, i prosi? o natychmiastowe przybycie. Jezus uspokoi? pos?a?ca, ?e jest jeszcze na to czas i kaza? mu czeka?. Przysz?o tak?e dwóch pos?a?ców, ?ydów, od pewnego poganina z Kafarnaum, który ju? raz za po?rednictwem uczniów prosi? Jezusa o pomoc dla ci??ko chorego s?ugi. Pos?a?cy b?agali Go gor?co, by zaraz pospieszy? z nimi do Kafarnaum, gdy? inaczej s?uga ów umrze. Jezus odpowiedzia? im, jak i tamtemu, ?e przyb?dzie w swoim czasie i ?e nie umrze s?uga. Po tej odprawie przys?uchiwali si? pos?a?cy nauce Jezusa. Mieszka?cy tutejsi s? to przewa?nie Gileadyci z Jabes. Mieszkali dawniej w Gilead, lecz za czasów arcykap?ana Helego powsta?y mi?dzy nimi k?ótnie, a s?dzia, umy?lnie tam wys?any, rozs?dzi? spraw? tak, ?e kaza? pewnej ich cz??ci tutaj si? osiedli?. Jak wy?ej wspomnieli?my, by?a tu tak zwana studnia Saula, przy której ten?e zosta? zraniony i umar? potem na po?udniowym stoku wy?yny. Mieszka?cy tutejsi, dosy? zamo?ni, trudni? si? wyrobem koszyków i mat z sitowia, obficie rosn?cego w pobliskich bagnach, utworzonych przez sp?ywaj?c? wod? górsk?. — Sporz?dzaj?, tak?e lekkie przeno?ne chaty plecione, prócz tego trudni? si? upraw? roli i hodowl? byd?a.

Saul i czarownica z Endor.

Razu pewnego sta?o wojsko izraelskie obozem przed Endor ko?o Jezrael, a przeciw nim nadci?gn?li z Sunem Filistyni. Walka obopólna ju? si? zaczyna?a, gdy Saul wymkn?? si? z obozu z dwoma towarzyszami i w cieniach zmierzchu wieczornego uda? si? do Endor; wszyscy trzej przybrani byli w suknie prorockie. Wreszcie stan?li przed jakim? rumowiskiem, stoj?cym poza obr?bem miasta, gdzie mieszka?a znana czarownica, z któr? Saul si? chcia? widzie?. By?a to nie stara jeszcze, n?dzna kobieta, powszechnie pogardzana. M?? jej w?óczy? si? po


430

kraju z skrzynk? na plecach, w której pe?no by?o lalek; zachodzi? najcz??ciej do ?o?nierzy lub pospolitego mot?ochu i mami? ?atwowiernych sztuczkami kuglarskimi. Czarownica w ?aden sposób nie chcia?a spe?ni? ??dania nieznajomego jej m??a, w obawie, ?e ten zdradzi j? przed Saulem, który swego czasu srogo wyst?powa? przeciw czarnoksi?stwu. Ust?pi?a jednak, gdy Saul zaprzysi?g? jej uroczy?cie, ?e tego nie uczyni. Z izdebki wi?c, do?? porz?dnie wygl?daj?cej, zaprowadzi?a wszystkich trzech do piwnicy, gdzie Saul ??da?, by mu wywo?a?a ducha Samuela. Wied?ma postawi?a ich na ?rodku, zakre?li?a w ko?o nich ko?o na ziemi, ponakre?la?a ró?ne znaki, a przed Saulem pouk?ada?a ró?ne figury z kolorowej we?ny. Sama stan??a na przeciw niego, maj?c przed sob? na ziemi miednic? z wod?, po bokach za? woln? przestrze?. W r?kach trzyma?a ma?e p?yty, podobne do metalowych zwierciade?ek, i ju?to zbli?a?a je ku sobie, ju?to przesuwa?a nad wod?. Wymawia?a przy tym jakie? s?owa, kilka razy g?o?no krzykn??a, wskazawszy przedtem Saulowi, w które z pól, przegrodzonych nitkami, ma patrze?. Przez takie sztuczki diabelskie umia?a ona wywo?a? obrazy bitew, pochodów wojennych, lub podobizny osób, chcia?a wi?c i Saulowi takie malowid?a pokaza?. Zaledwie jednak zacz??a swe zakl?cia, ujrza?a obok siebie jakie? zjawisko; pe?na trwogi pu?ci?a zwierciade?ka do miednicy i krzykn??a: „Oszuka?e? mnie! Ty jeste? Saul!" Saul uspokaja? j?, ?e nie potrzebuje si? niczego obawia?, i zapyta?, co w?a?ciwie widzia?a? — „?wi?ci wychodz? z ziemi!" rzek?a czarownica. — „Jak?e to wygl?da?" — zapyta? Saul, nie widz?c sam nic przed sob?. Wied?ma, dr??c ze strachu na ca?ym ciele, rzek?a: „Widz? jakiego? starca w kap?a?skich, szatach!" Rzek?szy to, przywo?a?a bli?ej Saula, a sama uciek?a z piwnicy. W tej chwili ujrza? Saul przed sob? Samuela; trwog? przej?ty, upad? przed nim na twarz, a Samuel, a raczej duch jego, rzek?: „Dlaczego mnie niepokoisz? Kara Bo?a spadnie na ciebie. Jutro b?dziesz ze mn? w gronie umar?ych, Filistyni pobij? Izraelitów, a na twe miejsce zostanie Dawid królem." Opanowany bole?ci? i trwog?, le?a? Saul jak martwy na ziemi. Po chwili podnie?li go towarzysze i oparli o ?cian?. Czarownica przynios?a mu chleba i mi?sa, a towarzysze zach?cali go, by si? posili?, lecz nadaremnie. Zanim st?d odeszli, radzi?a kobieta Saulowi, by nie szed? na pole walki, lecz uda? si? do Abez, gdzie mieszka?cy jako Gileadyci s? mu przychylni. Saul us?ucha? tej rady i z brzaskiem dnia przyby? na miejsce. Tymczasem Filistyni wyparli Izraelitów poza wzgórza Gilboe. Jeden oddzia? Izraelitów zwróci? si? w ucieczce w stron? Saula, podczas gdy reszta wojska ucieka?a inn? stron?. Saul siedzia? na wozie, a drugi wóz sta? za nim. Zewsz?d nadbiegali ju? Filistyni, zarzucaj?c uciekaj?cych gradem strza? i pocisków, nie wiedzieli jednak o obecno?ci Saula mi?dzy uciekaj?cymi. Jeden z pocisków trafi? nieszcz??liwie Saula i ci??ko go zrani?, co widz?c giermek, skierowa? wóz z drogi, gdzie wczoraj Jezus si? widzia? z krewnymi, ku po?udniowemu stokowi wy?yny; inni pu?cili si? w dalsz? ucieczk?. Czuj?c Saul, ?e ?mier? si? zbli?a, za??da? od giermka, by skróci? mu ?ycie; ten jednak nie chcia? podnie?? r?ki na swego króla. Postanowi? wi?c Saul sam to uczyni?; postawi? miecz na wozie, ostrzem do góry, i opar? si? na jego koniec przez przedni? por?cz wozu, urz?dzon? tak, ?e mo?na ja by?o otworzy?; nie móg? jednak pa?? na niego. Wtedy giermek otworzy? ow? ruchom? por?cz, która opad?a, a Saul straciwszy podpor?, run?? na w?asny miecz. Potem rzuci? si? na swój miecz i giermek. Nieco pó?niej przebiega? t?dy pewien Amalekita, a poznawszy w le??cym trupie Saula, zabra? strój jego i odniós? Dawidowi. Po bitwie znale?li Filistyni cia?o Saula i przynie?li do obozu, jak równie? cia?a jego synów. Ci ostatni polegli pr?dzej od niego, w miejscu wi?cej oddalonym na wschód. Cia?a ich Filistyni po?wiartowali. Potok, p?yn?cy dolin?, zwie si? Kadumim; jest o nim wzmianka w pie?ni Debory.


431

Tu przebywa? czasami i g?osi? swe proroctwa prorok Malachiasz. O trzy godziny drogi od Abez le?y poga?skie miasto Scytopolis. Od studni poszed? Jezus z uczniami jeszcze dalej na wschód, potem zwróci? swe kroki ku pó?nocy. Przeszed?szy pó?nocn? wynios?o?? doliny, przyby? po trzech godzinach drogi do stóp góry Tabor od strony wschodniej. Z pó?nocnowschodniego stoku góry sp?ywa potok Kison, op?ywa gór? i p?ynie st?d ku równinie Ezdrelon. W za?omie pierwszego tarasu Taboru le?y miasto Dabrat, którego ?rodkiem przep?ywa Kison. Rozci?ga si? st?d widok poprzez wynios?? wy?yn? Saron, a? ku miejscu, gdzie Jordan wyp?ywa z jeziora. Jezus zatrzyma? si? w gospodzie; przed miastem i dopiero na drugi dzie? wszed? do miasta Dabrat, gdzie zaraz zebra? si? w ko?o Niego t?um ludzi. Uzdrowi? tu tylko kilku chorych, których Mu przyniesiono; ludzie niewiele tu choruj?, gdy? jest tu bardzo zdrowe powietrze. Miasto ma wiele pi?knych budynków. Jeszcze teraz przypominam sobie jeden dom o obszernym podwórzu, otoczonym w ko?o kolumnad?; na podwórze wchodzi?o si? po schodach, a z podwórza wiod?y znów wschody na dach. Zaraz za miastem zaczynaj? si? przedgórza Taboru, na szczyt którego wiod? w??ykowate drogi. Na szczyt idzie si? blisko dwie godziny. Wzd?u? murów miasta obozuj? rzymscy ?o?nierze; tu odbywa si? tak?e pobór podatków. Pi?? g?ównych ulic wiedzie przez miasto, a ka?d? z nich zamieszkuje osobny cech r?kodzielniczy; kwitn? tu bowiem ró?ne rzemios?a, chocia? go?ciniec publiczny nie przechodzi przez miasto, tylko o dobre pó? godziny drogi dalej. Miasto ca?e, jak równie? wszelkie dochody nale?? do lewitów. Zaledwie o kwadrans drogi st?d biegn? s?upy graniczne ziemi Issachar. Synagoga stoi na wolnym placu, a obok niej dom, w którym si? Jezus zatrzyma?; dom ten obra? Jezus, bo tu mieszka? syn jednego z braci Józefa, Jego opiekuna. Brat ten Józefa, imieniem Elia, mia? pi?ciu synów, z których jeden, imieniem Jesse, w?a?nie tu mieszka. Jest to starszy ju? cz?owiek, ma ?on? i sze?cioro dzieci, trzech synów i trzy córki. Dwaj synowie, Kaleb i Aaron, licz?, ju? 18 do 20 lat. Na pro?b? ojca przyj?? ich Jezus za Swoich uczniów; maj? Mu towarzyszy? pó?niej w dalszej drodze w g??b kraju. Jesse ma pod sob? pobieranie dochodów dla lewitów, kieruje równie? fabryk? tkack?. Skupuje we?n? w wielkiej ilo?ci, a r?kodzielnicy, zamieszkuj?cy ca?? t?, ulic?, czyszcz? j?, prz?d? i wyrabiaj? z niej doskona?e tkaniny. Ma prócz tego pracowni? w wielkim budynku, gdzie wyciskaj? zio?a, cz??ci? zebrane na górze Tabor, cz??ci? sprowadzane z obczyzny, i wyrabiaj? z nich to farby, to orze?wiaj?ce soki, napoje, lub wonne olejki. Stoj? tu w korytach okr?g?e wydr??one pnie; do nich wk?ada si? zio?a i wyt?acza ci??k? st?p?. Sok sp?ywa rurami, poprowadzonymi a? poza dom, z których ka?da opatrzona jest zatyczk?. Po uko?czeniu wyt?aczania zasuwa si? pod st?py kliny. W ten sposób sporz?dzaj? tak?e olejek z mirry. — Jesse jest bardzo pobo?ny, jak i ca?a jego rodzina. Dzieci chodz? codziennie modli? si? na gór? Tabor, a on sam nieraz im towarzyszy. W tym to domu zamieszka? Jezus z uczniami. Byli tu Faryzeusze i Saduceusze W miejscowo?ci tej by? niby rodzaj konsystorza; obecnie odbyli wspóln? narad?, w jaki sposób maj? pokrzy?owa? plany Jezusowi. Jezus tymczasem poszed? wieczorem z uczniami na gór? Tabor, gdzie na jego polecenie zebra?a si? gromadka ludzi, i tam przy ?wietle ksi??yca naucza? pó?no w noc. Na po?udniowowschodnim stoku Taboru, jest grota z ma?ym ogródkiem, w której cz?sto przemieszkiwa? prorok Malachiasz. Na samej za? górze jest druga grota z ogrodem, gdzie przebywa? Eliasz z uczniami, podobnie jak na Karmelu. W grotach tych zbieraj? si? teraz pobo?ni ?ydzi na modlitw?. Na pó?nocnym stoku góry le?y miejscowo?? Tabor, od której i góra wzi??a nazw?, a o nieca?? godzin?


432

drogi na zachód le?y znów jaka? miejscowo??, zwrócona ku Seforis. W dolinie za?, patrz?c w stron? Afeki, le?y Chasalot z po?udniowej strony góry, na pó?noc od Naim. Najdalsza to cz??? ziemi Zabulon z tej strony. Wiedzia?am tak?e i pó?niejsz? jej nazw? i widzia?am, i? mieszkali tu krewni Jezusa, a mianowicie siostra El?biety, nazywaj?ca si? Rode, tak samo jak s?u?ebnica Marii Marka. Owa Rode mia?a trzy córki i dwóch synów. Jedna córka by?a jedn? z tych trzech wdów, przyjació?ek Maryi, których dwaj synowie byli uczniami Jezusa. Jeden z synów Rody poj?? za ?on? Maroni. Po jego ?mierci posz?a bezdzietna wdowa pod?ug prawa Zakonu drugi raz za m?? za krewnego pierwszego jej m??a, niejakiego Eliuda, siostrze?ca matki Anny i powi?a mu syna Martialisa. Eliud umar? wkrótce, a Maroni, zostawszy drugi raz wdow?, przenios?a si? do Naim. Zwano j? powszechnie wdow? z Naim; tego to w?a?nie jej syna, Martialisa, wskrzesi? Pan z martwych. Nazajutrz naucza? Jezus na placu przed synagog?. Z okolicy przyprowadzono mnóstwo chorych, na co Faryzeusze bardzo ?li byli, wiedz?c ?e Jezus znowu moc Swoj? oka?e. W Dabrat mieszka?a pewna bogata niewiasta, imieniem Noemi; oszukiwa?a dawniej swego m??a i ?y?a w nieprawych zwi?zkach, tak ?e m?? ze zgryzoty umar?. Obecnie zawiadywa? jej maj?tkiem pe?nomocnik, któremu tak?e dawno ju? obieca?a sw? r?k?, ale i tego oszukiwa?a. Niedawno tam w Dotan s?ysza?a nauk? Jezusa i od tego czasu zmieni?a si? zupe?nie. W sercu uczu?a szczery ?al za grzechy i jedynym jej pragnieniem by?o, otrzyma? z r?k Jezusa przebaczenie grzechów i pokut?. — Przysz?a wi?c teraz, i podczas gdy Jezus naucza? i uzdrawia?, stara?a si? koniecznie zbli?y? ku Niemu; Jezus jednak udaremnia? jej zabiegi, zwracaj?c si? wci?? gdzie indziej. Widz?c te jej usi?owania Faryzeusze, przyst?pili do niej i radzili jej, by wróci?a do domu, bo przecie? powinna si? wstydzi? zwraca? publicznie na siebie uwag?. Niewiasta jednak nie dala si? powstrzyma?; wiedziona pragnieniem pojednania si? z Bogiem, przedar?a si? przez t?um do Jezusa, upad?a przed Nim na ziemi? i zawo?a?a, wyznaj?c przed wszystkimi sw? win?: „Panie! czy mog? uzyska? jeszcze ?ask? i przebaczenie? Nie mog? tak d?u?ej ?y?. Grzeszy?am ci??ko wzgl?dem mego m??a, a teraz oszukiwa?am cz?owieka, który zarz?dza mym domem i maj?tkiem." Nie wszyscy s?yszeli jej wyznanie, bo dzia?o si? to na boku, a przy tym zag?usza? jej s?owa ha?as, jaki spowodowali Faryzeusze, cisn?c si? zewsz?d za ni?. Przyj?wszy od niej wyznanie grzechów, rzek? Jezus: „Powsta?! Grzechy twoje; s? ci odpuszczone!" Niewiasta prosi?a o naznaczenie jej pokuty, lecz Jezus od?o?y? to na inny raz. Powstawszy, zdj??a z siebie wszystkie klejnoty, takie jak pier?cienie, agrafy, sznury zdobi?ce ramiona i szyj?, oderwa?a per?y, którymi wyszyte by?o nakrycie g?owy i odda?a to wszystko Faryzeuszom na ja?mu?n? dla ubogich, poczym, spu?ciwszy zas?on? na twarz, odesz?a. Jezus poszed? teraz do synagogi, gdy? ju? zapada? szabat; za Nim poszli rozz?oszczeni Faryzeusze i Saduceusze. Czytano o Jakóbie i Ezawie (1. Moj?. 25, 19 — 34; Malachiasz 1 i 2.) T?umacz?c pismo, porównywa? Jezus urodziny Jakóba i Ezawa z czasem obecnym. — Jak Ezaw i Jakób — mówi? — mocowali si? w ?onie matki, tak obecnie nie ma zgody mi?dzy synagog? a ?wi?tymi, zbawienia pragn?cymi lud?mi. Ezaw jest typem zakonu, wcze?niejszego co do czasu, ostrego i surowego; jednak zakon ten, podobnie jak Ezaw, sprzedaje Jakóbowi swe prawo pierworództwa za mis? soczewicy, za wonno?? ró?nych zwyczajów i zewn?trznych przepisów. Jakób zatem otrzymuje b?ogos?awie?stwo, rozmna?a si? w liczny naród, a Ezaw musi mu s?u?y?. Porównanie by?o tak pi?kne i trafne, ?e Faryzeusze nic temu nie mogli zarzuci?; spierali si? jednak d?ugo z Jezusem. Zarzucali Mu, ?e jedna sobie stronników, ?e po ca?ym kraju zak?ada gospody, na


433

których urz?dzenie trwoni si? mienie i grosz bogatych wdów, podczas gdy to powinno by? obrócone na u?ytek synagogi i nauczycieli. A czy? — mówili — nie stanie si? tak i z mieniem Noemi? Jakim prawem móg? Jezus odpuszcza? jej grzechy? — czy uczyni? to bez ?adnych widoków korzy?ci? Nast?pnego dnia nie poszed? Jezus do synagogi, tylko do szko?y, gdzie uczyli si? ch?opcy i dziewcz?ta. Dzieci to przysz?y potem na podwórze domu Jessego, gdzie Jezus jad? obiad, a On upomina? je i b?ogos?awi?. Zjawi?a si? tam tak?e owa nawrócona wczoraj niewiasta ze swym pe?nomocnikiem. Jezus rozmawia? z ka?dym z osobna i z obojgiem razem, daj?c im odpowiednie wskazówki. W obecnym stanie rzeczy nie mia?a ju? owa niewiasta bra? go za m??a, zw?aszcza, ?e to by? cz?owiek z ni?szego stanu. Odst?powa?a mu tylko cz??? swego maj?tku, a reszt? oddawa?a na biednych, pozostawiaj?c sobie tyle tylko, ile koniecznie potrzebnym by?o do utrzymania. Po uczcie szabatowej, w czasie gdy zwykle ?ydzi id? na przechadzk?, zesz?y si? licznie ?ydówki do gospodyni domu, ?ony Jessego, i tu w obecno?ci Jezusa zaj??y si? pouczaj?c? gr? szabatow?; by?a przy tym i nawrócona Noemi. Gra ta polega?a na tym, ?e mówiono ró?ne przypowie?ci, zadawano sobie wzajemnie zagadki i ró?ne, bardzo trafne i wzruszaj?ce pytania. Pytano si? np. gdzie ka?da ma swój skarb? czy pomna?a go handlem? czy zataja go? czy dzieli go z m??em? czy bierze go z sob? do synagogi? czy lgnie do? bardzo sercem? Podobnie zadawano pytania tycz?ce si? wychowania dzieci, czeladki itp. — Jezus tak?e stawia? pytania, o oleju i lampie, o paleniu si? pe?nej lampy, o wylaniu oleju, a wszystko to mówi? w znaczeniu przeno?nym. Gdy zada? podobne pytanie jednej niewie?cie, rzek?a rado?nie: „Tak, Mistrzu! ja zawsze troszcz? si? gorliwie o lamp? szabatow?!" S?siadki jej roze?mia?y si? z tej odpowiedzi, bo zapytana nie zrozumia?a wcale w?a?ciwego znaczenia s?ów Jezusa. Jezus obja?nia? trafnie niezrozumiale pytania. Która z bawi?cych si? ?le odpowiedzia?a, musia?a z?o?y? jak?? ofiar? na ubogich. Ta, ostatnia ofiarowa?a kawa?ek p?ótna. Potem napisa? Jezus przed ka?d? z graj?cych zagadk? na piasku i ka?da musia?a napisa? obok tego rozwi?zanie. Stosownie do tego naucza? potem, rozwijaj?c ogólnie przed ich oczyma obraz ich z?ych sk?onno?ci i wad. Ka?da czu?? si? g??boko wzruszona tym, co si? do niej stosowa?o, a przecie? nie potrzebowa?a rumieni? si? przed towarzyszkami, o niczym nie wiedz?cymi. Upomnienia te tyczy?y si? g?ównie przekrocze?, pope?nionych w czasie ?wi?t Kuczek, ba ?atwiej by?o wtenczas o grzech przy wi?kszej ni? zwykle swobodzie i ogólnej uciesze. Pod wp?ywem tych s?ów uda?y si? potem niektóre z graj?cych do Jezusa, wyznawa?y przed Nim grzechy i prosi?y Go o odpuszczenie i pokut?. Jezus ch?tnie udziela? im odpuszczenia grzechów, do??czaj?c do tego duchowne pociechy. — Podczas tej nauki siedzia?y niewiasty w pó?kole na kobiercach i poduszkach przy kolumnadzie podwórza, wsparte o kamienne ?awki. Uczniowie i przyjaciele domu stali po obu stronach w pewnym oddaleniu. Nie mówiono zbyt g?o?no, by nie zwabia? z ulicy ciekawych, którzy, wdrapuj?c si? na, mur, byliby przeszkadzali; siedziano bowiem pod go?ym niebem. Przy ko?cu z?o?y?y niewiasty Jezusowi w podarunku ró?ne korzenie, cukry i wonno?ci. Jezus odda? to wszystko uczniom do rozdzielenia mi?dzy ubogich, których pewnie podobna niespodzianka nigdy jeszcze nie spotka?a. Zanim Jezus poszed? do synagogi na zako?czenie szabatu, przys?ali do niego Herodianie, by zeszed? si? z nimi w pewnym oznaczonym miejscu, gdy? chc? z Nim pomówi?. Na to rzek? Jezus surowo do pos?a?ców: „Powiedzcie tym ob?udnikom, dwuj?zycznym ?mijom, ?e je?li chc? ze Mn? mówi?, to znajd? Mnie w ka?dej synagodze; tam te? dam odpowied? im i im podobnym." W ten sposób ostro ich skarciwszy, poszed? Jezus do szko?y.


434

Tu naucza? Jezus znowu o Jakubie i Ezawie, o zakonie i ?asce, o dzieciach ojca i niewolnikach. Wyst?powa? przy tym ostro przeciw Faryzeuszom, Saduceuszom i Herodianom, co ich do coraz wi?kszej pobudza?o z?o?ci. Mówi? o ci?g?ych w?drówkach Izaaka w latach g?odowych, o zasypaniu studni przez Filistynów, odnosz?c to do Swego urz?du nauczycielskiego i prze?ladowania ze strony Faryzeuszów. Wykazywa?, ?e spe?ni?o si? to, co przepowiedzia? prorok Malachiasz: „Imi? moje stanie si? wielkim w ziemiach Izraela, od wschodu do zachodu s?o?ca zaja?nieje imi? moje mi?dzy poganami." Wymienia? potem Jezus wszystkie szlaki Swych w?drówek, jakie odby? z obu stron Jordanii dla rozs?awienia Imienia Pana, dodaj?c, ?e nie ustanie w w?drówce, a? dojdzie do celu. S?owa Malachiasza: „Syn powinien czci? swego ojca, a niewolnik swego pana" wyt?umaczy? na niekorzy?? Faryzeuszów. Zawstydzeni przeciwnicy nie mogli nic dokaza? przeciw Niemu. Po wyj?ciu ludzi z synagogi wybiera? si? i Jezus z uczniami st?d, gdy wtem w podwórzu zaszli Mu drog? Faryzeusze. Otoczywszy Go w ko?o, za??dali, by teraz sprawi? si? im ze Swego post?powania, gdy nikogo niema, bo nie potrzeba wszystkiego pospólstwu rozg?asza?. Zadawali Mu wi?c ró?ne podst?pne pytania, szczególnie co do stosunku ?ydów do Rzymian, którzy w?a?nie tu obozowali. Odpowiedziami swymi zmusi? ich Jezus wkrótce do milczenia; i wreszcie na po?y pochlebnie, na po?y gro?nie za??dali od Jezusa, by zaprzesta? Swych w?drówek z uczniami, ci?g?ych nauk i uzdrawiania chorych, gdy? inaczej oskar?? Go jako burzyciela pokoju i rokoszanina, i na ka?dym kroku b?d? Go prze?ladowali. Wtedy odrzek? im Jezus: „W w?drówkach Moich znajdziecie zawsze a? do ko?ca ko?o Mnie uczniów, nieumiej?tnych, grzeszników, ubogich i chorych. Wy?cie pozostawili ich w nie?wiadomo?ci, przyprawili?cie ich o grzech, ubóstwo i chorob?, a Ja czy? mam ich tak pozostawi?, czy nie mam si? uj?? za nimi?" Widz?c Faryzeusze, ?e nic Mu nie zrobi?, stali si? wreszcie na pozór ugrzecznieni i razem z Nim wyszli z synagogi. W sercach ich jednak kipia?a z?o?? przeciw Niemu, pomieszana z mimowolnym podziwem.

Poganin Cyrynus z Cypru.

Ludzie czekali na Jezusa i przed synagog?. Gdy zmierzch zapada?, wyruszy? Jezus w ich gronie i z uczniami na gór? Tabor. Na niebie iskrzy?y si? tysi?ce gwiazd, a w?ród nich ja?nia?a pe?na tarcza ksi??yca. Na górze byli zgromadzeni ju? krewni Jezusa i t?umy innych ludzi. Jezus usiad? na wierzcho?ku góry, ni?ej za? u stóp Jego siedzieli, lub le?eli s?uchacze. Nauka przeci?gn??a si? pó?no w noc. Ju? nieraz bra? Jezus ze Sob? wieczorem, po znojnej pracy dziennej, gromadki bogobojnych ludzi na jakie odosobnione wzgórze i tam ich naucza?. Nie bez powodu tak czyni?. Cisza wieczorna zapobiega roztargnieniu; nad g?owami wida? niebo zasiane gwiazdami, w dal roztacza si? widok na okolic?, powietrze jest ch?odne, orze?wiaj?ce; cisza panuje w przyrodzie i pokój sp?ywa do serc ludzkich. G?os Jezusa brzmi o wiele dono?niej i zrozumia?ej; ludzie nie wstydz? si? tak bardzo jedni przed drugimi przy wyznawaniu swych u?omno?ci; spami?tawszy nauk?, wracaj? do domu i tam bez roztargnienia nad ni? si? zastanawiaj?. Szczególnie da si? to zastosowa? do nauk na górze Tabor, dla jej pi?knego po?o?enia i wspania?ego widoku, jaki si? st?d roztacza na okolic?. Wra?enie pot?guje si? tu jeszcze, bo góra ta jest ?wi?t? dla mieszka?ców dlatego, ?e mieszkali tu niegdy? Eliasz i Malachiasz. Gdy Jezus powraca? z t?umem pó?no w nocy do domu, przyst?pi? do Niego na drodze pewien kupiec poga?ski z Cypru, który na górze wraz z innymi s?ucha? Jego nauki. Kupiec ten mieszka? obecnie w domu Jessego, z którym mia? stosunki


435

handlowe, zakupuj?c od niego wyroby z zió?. Przez skromno?? trzyma? si? dotychczas ca?kiem na uboczu. Teraz jednak zapragn?? pomówi? z Jezusem; zaprowadzi? go wi?c Jezus do jednej z sal domu, i tu usiad?szy z nim sam na sam, jak z Nikodemem, odpowiada? na wszystkie pytania, które ten?e z pokor?, ale i z widocznym pragnieniem wiedzy zadawa?. Poganin ten, m?? szlachetny i m?dry, nazywa? si? Cyrynus. Wszystko pojmowa? gruntownie, powa?nie, nauki Jezusa s?ucha? z nieopisan? pokor? i rado?ci?; Jezus te? by? dla? ?yczliwy i poufny. Cyrynus wyzna? Jezusowi, ?e ju? dawno pozna? nico?? ba?wochwalstwa i chcia? zosta? ?ydem, ale jedna rzecz obudza?a w nim niepokonany wstr?t, a t? jest obrzezanie; pyta? wi?c teraz, czy mo?liwym jest osi?gn?? zbawienie bez obrzezania. Na to zacz?? mu Jezus poufnie t?umaczy? t? tajemnic?, a ka?de Jego s?owo g??bok? my?l zawiera?o. Radzi? mu, by obrzeza? swe zmys?y z ??dzy cielesnej, by obrzeza? serce i j?zyk, a potem uda? si? ochrzci? do Kafarnaum, a to zupe?nie wystarczy. — „Dlaczegó? wi?c, Mistrzu — zapyta? Cyrynus — nic g?osisz tego, publicznie? Jestem pewny, ?e wtenczas nawróci?oby si? bardzo wielu pogan, wyczekuj?cych zbawienia." — „Gdybym — odrzek? Jezus — objawi? to temu za?lepionemu ludowi, ukamienowano by Mnie; nie trzeba dra?ni? s?abych na duchu. Mog?yby wytworzy? si? z tego ró?ne sekty, a z reszt? dla wielu pogan musi jeszcze zakon istnie? jako kamie? probierczy i ofiara. Zbli?a si? jednak czas Mego królestwa, przymierze obrzezania cielesnego ju? si? wype?ni?o, a teraz musi natomiast nast?pi? obrzezanie serc i ducha." Na zapytanie Cyrynusa, czy dostatecznym jest Jana chrzest pokuty, wyja?ni? mu Jezus i t? spraw?. Opowiada? nast?pnie Cyrynus, jak wiele ludzi w Cyprze t?skni za przyj?ciem Jego nauki i ?ali? si?, ?e obaj jego synowie; zreszt? cnotliwi m?odzie?cy, s? zaci?tymi nieprzyjació?mi judaizmu. Jezus pocieszy? go obietnic?, ?e po wype?nieniu si? Jego pos?annictwa, obaj synowie stan? si? gorliwymi pracownikami w winnicy Pa?skiej. Synowie ci zwali si? podobno Arystarchus i Trofimus; po ?mierci Jezusa zostali uczniami aposto?ów. — Wzruszaj?ca ta rozmowa Jezusa z Cyrynem trwa?a przez ca?? noc a? do rana. Na po?udniowym stoku Taboru, na platformach wykutych w skale, sta?y wielkie naczynia, w których z zió? i innych substancji sporz?dzano ró?ne wonno?ci; by?a to tak?e w?asno?? Jessego. Jaki? sok ?cieka? z jednego naczynia do drugiego, a naczynia cz?sto obracano.

Jezus idzie do Giszala, miejsca urodzenia ?w. Paw?a

Z Dabrat wyszed? Jezus z uczniami przed po?udniem. Zda?a wida? by?o na wschodzie jak?? miejscowo??, zdaje mi si? Jafia, drug? za? ku zachodowi, na przeciw miejscowo?ci Tabor. Po trzech godzinach drogi w kierunku pó?nocnowschodnim przyby? Jezus do miasta Giszala, po?o?onego na polu tej samej nazwy, o nieca?? godzin? drogi od Betulii. Miasto le?y na wy?ynie, ni?ej jednak od Betulii. Jest to twierdza, obsadzona ?o?nierzami poga?skimi, zostaj?cymi na ?o?dzie Heroda. Giszala wyró?nia si? ca?kiem od innych miast. Poszczególne place i budynki otoczone s? sztachetami, s?u??cymi zapewne do przywi?zywania koni; w ko?o miasta stoj? pi?trowe wie?e, otoczone murami, z których w razie potrzeby ?o?nierze mog? stawia? opór nieprzyjacielowi. Na jednej z wie? zbudowana jest ?wi?tynia poga?ska. Ca?o?? nadaje miastu jak?? oryginaln? cech?. W?a?ciwa twierdza le?y na górze, a prowadz? do niej drogi, ogrodzone schodkowatym murem. Ma?a dzielnica ?ydowska le?y na stoku o pó? kwadransa drogi od miasta. ?ydzi tutejsi ?yj? w dobrych stosunkach z poga?skimi ?o?nierzami. Wyrabiaj? ró?ne przedmioty ze skóry, rz?dy na konie i ubiory


436

?o?nierskie. Pola okoliczne, nadzwyczaj urodzajne, s? cz??ciowo ich w?asno?ci?, cz??ciowo tylko pod ich nadzorem i zarz?dem; st?d a? do Kafarnaum ci?gnie si? wspania?a okolica nadbrze?na jeziora Genezaret. Przed dzielnic? ?ydowsk? jest studnia a raczej skrzynia, podobna do koryta, do której rurami dop?ywa woda ?ródlana. Przy tej to studni zatrzyma? si? Jezus z uczniami przed wej?ciem do miasta. ?ydzi tutejsi obchodzili w?a?nie jak?? uroczysto??. Wszyscy, od najwi?kszego do najmniejszego, zebrali si? na polach i ogrodach. Przysz?y tak?e dzieci poga?skie z miasta i przypatrywa?y si? w pewnym oddaleniu. Gdy ujrzano, ?e Jezus zbli?a si? do studni, wyszli naprzeciw Niego prze?o?eni i uczony nauczyciel szkolny. Przywitawszy Jezusa, umyli Jemu i uczniom nogi i podali im owoce na przek?sk?, poczym naucza? Jezus przy studni w przypowie?ci o ?niwie; w?a?nie bowiem odbywa? si? w okolicy drugi zbiór winogron i innych owoców. Nast?pnie poszed? Jezus ku dzieciom poga?skim; porozmawiawszy z ich matkami, pob?ogos?awi? dzieci, a kilkoro chorych uzdrowi?. Uroczysto?? dzisiejsza by?a dniem pami?tkowym oswobodzenia si? z pod ucisku tyrana, za?o?yciela sekty Saduceuszów. — Cz?owiek ten, st?d rodem, ?y? oko?o 200 lat przed Chrystusem; nazwiska jego ju? nie pami?tam. By? urz?dnikiem przy „Wysokiej Radzie" w Jerozolimie i mia? do za?atwiania sprawy religijne, nie zawarte w ksi?gach Zakonu. Dr?czy? on strasznie sw? surowo?ci? tutejszych ?ydów i wpaja? w nich przekonanie, ?e od Boga nie mo?na si? spodziewa? ?adnej nagrody, lecz mimo to musi si? spe?nia? niewolniczo wszelkie przepisy. Ze strachem wspominano tu jego imi?, a pami?tk? ?mierci jego obchodzono uroczy?cie co roku. Towarzyszem jego by? jaki? Samarytanin. Nauk? jego szerzy? dalej Sadoch, odrzucaj?cy nauk? o zmartwychwstaniu i ?yciu przysz?ym, by? on uczniem Antigona. Sadoch mia? tak?e za towarzysza jakiego? Samarytanina. Jezus zamieszka? z uczniami w domu prze?o?onego synagogi i zaraz tam naucza? na podwórzu. Uzdrowi? te? kilku chorych, których Mu przyniesiono, mi?dzy nimi starowin? jak??, cierpi?c? na wodn? puchlin?. — Nauczyciel synagogi by? to dobry, uczony m??. Ludzie tutejsi, niech?tni Faryzeuszom i Saduceuszom, sami si? o jego tu umieszczenie postarali. Wysy?ali go potem w?asnym kosztem w podró? w ró?ne strony, tak?e i do Egiptu. Jezus d?ugo z nim rozmawia? i jak zwykle, tak i teraz zesz?a rozmowa na Jana; ów nauczyciel chwali? go bardzo i dziwi? si?, jak to by? mo?e, ?e Jezus, obdarzony takim rozumem i pot?g?, nie czyni ?adnych zabiegów dla uwolnienia tego znakomitego m??a. Nauczaj?c na podwórzu, wyrzek? Jezus do uczniów te prorockie s?owa, stosuj?ce si? do miasta: „Trzech zagorzalców mia?o wyj?? z Giszala: pierwszym jest ten, którego ?mierci pami?tk? ?ydzi dzi? obchodz?; drugi to Jan z Giszala, w przysz?o?ci okrutny z?oczy?ca, który pó?niej wywo?a wielki rozruch w Galilei, a przy obl??eniu Jerozolimy dopuszcza? si? strasznych okrucie?stw; trzeci ju? ?yje, ale z?o?? jego przemieni si? pó?niej w tym wi?ksz? mi?o??, b?dzie gorliwym szermierzem prawdy i tak naprawi wszystko z?o. Tym ostatnim mia? by? Pawe?, tu st?d rodem, którego rodzice przenie?li si? potem do Tarsu. Pawe? by? tu po swym nawróceniu, id?c do Jerozolimy, i gorliwie g?osi? ewangeli?. Dom jego rodziców stoi jeszcze na samym ko?cu przedmie?cia od strony Giszala. Obszerny ogród otoczony jest sztachetami, a w nim stoj? rz?dem domki, co? na kszta?t chat blicharskich, si?gaj?ce a? do miasta. Rodzice jego musieli mie? zapewne fabryk? p?ótna, lub warsztat tkacki. Dom ten wynaj?? obecnie na mieszkanie pewien poga?ski wojskowy, imieniem Achiasz. Uzdrowienie syna poga?skiego setnika. Urodzajno?? ziemi w tych stronach jest nadzwyczajn?. Obecnie odbywa si? ju? drugi zbiór wina, owoców, korzeni i bawe?ny. Ro?nie tu gatunek trzciny o li?ciach


437

do?em wi?kszych, gór? mniejszych, z której ustawicznie s?czy si? kroplami cukier, jak ?ywica. S? tak?e drzewa, których owoc, zwany jab?kiem patriarchów, odgrywa wielk? rol? podczas ?wi?t Kuczek; zw? go tak, bo go tu patriarchowie z sob? przynie?li z cieplejszych, wschodnich krajów. Pie?ków u?ywa si? na szpalery przy ?cianach, chocia? nieraz dochodzi pie? grubo?ci stopy i wi?cej. Drzewa orzechowe rodz? obficie wielkie orzechy; drzewo to jest ?ykowate i nadzwyczaj trwa?e. Wsz?dzie jest obfito?? fig, drzew oliwnych, wina i krzaków bawe?nianych; mnóstwo wspania?ych melonów ro?nie na polach, przy drogach stoj?, rz?dy palm i daktylów. Na polach pe?no jest wonnych zió?; ro?nie tu te? ro?lina, z której sporz?dzaj? olejek nardowy. W?ród tej wspania?ej przyrody pas? si? liczne trzody byd?a na ??kach, poros?ych najpi?kniejsz? traw? i zielem. Jezus chodzi? cz?sto po polach i ogrodach, gdzie pe?no by?o ludzi zbieraj?cych plony, a gdy tu i ówdzie zebra?a si? przy Nim gromadka ludzi, naucza? w przypowie?ciach, wzi?tych z przedmiotów pracy codziennej. Dzieci poga?skie dosy? poufale przestawa?y z ?ydowskimi przy zbieraniu plonów; wyró?nia?y si? tylko od nich nieco ubiorem. W domu rodziców Paw?a mieszka, jak wy?ej wspomnieli?my, Achiasz, setnik poga?ski z twierdzy. Ma on syna siedmioletniego, obecnie chorego, któremu przy narodzinach nada? imi? ?ydowskiego bohatera, Jefta. Dobry ten cz?owiek pragn?? bardzo pomocy od Jezusa, jednak ?aden z mieszka?ców nie chcia? o nim oznajmi? Jezusowi; uczniowie za? cz??ci? byli przy Jezusie, cz??ci? rozchodzili si? po polach, opowiadali ludziom o Panu i powtarzali im Jego nauki. Inni wreszcie rozeszli si? ju? naprzód w poselstwie do Kafarnaum i po okolicy. Nie mia? wi?c ów setnik do kogo si? uda?. ?ydzi tutejsi nie lubili go, bo nie podoba?o im si?, ?e tak blisko nich mieszka; ch?tnie byliby si? go st?d pozbyli. Zreszt? w ogóle nie byli wielce uprzejmi, i nawet o Jezusa nie zbyt wiele si? troszczyli; s?uchali wprawdzie Jego nauki, nie przerywaj?c swej roboty, ale bez najmniejszego, gorliwego zaj?cia. Stroskany setnik wybra? si? wreszcie sam do Jezusa i szed? za Nim w pewnym oddaleniu. Przyszed?szy bli?ej Niego, przyst?pi? do Do? i oddawszy Mu pok?on, rzek?: „Mistrzu, nie gard? Twoim niewolnikiem! Ulituj si? nad mym chorym synkiem, le??cym bezw?adnie w domu!" — „Godziwym jest — rzek? mu Jezus — bym najpierw poda? chleb w domu dzieciom w?asnym, a potem dopiero obcym, czekaj?cym u drzwi." Achiasz rzek? jednak: „Panie! wierz?, ?e jeste? pos?em Bo?ym i spe?nieniem obietnicy, wierz?, ?e mo?esz mi pomóc. Wszak sam mówi?e?, ?e ci, którzy w to wierz?, s? dzie?mi, a nie obcymi. Ulituj si? wi?c nad moim dzieckiem!" — Wtedy rzek? Jezus— „Wiara twoja wyjedna?a ci pomoc." . To rzek?szy, poszed? zaraz z kilku uczniami do domu rodziców Paw?a, gdzie mieszka? Achiasz. Dom ten wygl?da? okazalej, ni? zwyk?e domy ?ydowskie, rozk?ad jednak wewn?trzny by? prawie taki sam. Z przodu by?o podwórze, z którego wchodzi?o si? do wielkiej sali. Po obu jej bokach urz?dzone by?y sypialnie, oddzielone od sali ruchomymi ?cianami. W ?rodku domu sta?o ognisko, w ko?o za? niego by?y drzwi do kilku obszernych pokoi i sal. W pokojach tych umieszczone by?y pod ?cianami szerokie ?awy kamienne, nakryte kobiercami i poduszkami. Okna by?y wysoko pod powa??. Achiasz przyprowadzi? Jezusa do ?rodka domu, a s?ugom kaza? tu przynie?? ch?opca wraz z ?ó?kiem. Przyniesiono chorego; za nim przysz?a ?ona Achiasza z zas?on? na twarzy, sk?oni?a si? l?kliwie przed Jezusem i w trwo?nym oczekiwaniu stan??a nieco z ty?u. Achiasz, raduj?c si? ju? naprzód, ?e syna ujrzy zdrowym, zwo?a? jeszcze wszystkich domowników, którzy, stan?wszy w oddaleniu, ciekawie si?


438

przygl?dali. Syn Achiasza by?o to pi?kny, przesz?o sze?cioletni ch?opczyk; ubrany by? w d?ug?, we?nian? koszul?, pasek skórzany okrywa? mu szyj? i krzy?owa? si? na piersiach. By? niemy i sparali?owany; twarz mia? jednak roztropn? i bardzo mi??. Obecnie wodzi? za Jezusem oczyma, w których przebija?o g??bokie rozczulenie. Jezus mia? najpierw do zebranych krótk? nauk? o powo?aniu pogan, o zbli?aniu si? królestwa Bo?ego, o potrzebie pokuty i t?umaczy? im, ?e przez chrzest wst?puj? do domu Ojca. Nast?pnie wzi?? ch?opca z pos?ania na r?ce, przycisn?? go do piersi, a pochyliwszy si? nad nim, przesun?? palcami pod spodem jego j?zyka, poczym zdrowego ju? ch?opca postawi? na ziemi i poprowadzi? ku setnikowi. Rodzice ze ?zami rado?ci pochwycili dziecko w obj?cia. Ch?opiec równie? gor?co ?ciska? rodziców, wo?aj?c: „Ach ojcze! matko! mog? chodzi?, mog? znowu mówi?." Jezus za? rzek?: „Oddaj? wam ch?opca zdrowego. Nie wiecie nawet, jaki skarb posiadacie w nim. Otrzymali?cie go powtórnie, ale te? kiedy? za??dany b?dzie od was." Rodzice zbli?yli si? znów z dzieckiem do Jezusa i upad?szy Mu do nóg, ze ?zami w oczach dzi?kowali za uleczenie ch?opca; Jezus za? pob?ogos?awi? go i rozmawia? z nim przez chwil? bardzo uprzejmie. Setnik zaprosi? potem Jezusa do przyleg?ej komnaty na przek?sk?, na co si? Jezus zgodzi?. Stoj?c, spo?ywa? z uczniami chleb, miód i ma?e owoce, popijaj?c winem. Przypomnia? jeszcze Achiaszowi, ?eby uda? si? do Kafarnaum do chrztu, i radzi? mu przy??czy? si? tam do Serobabela. Setnik poszed? rzeczywi?cie potem do Kafarnaum ze wszystkimi domownikami. Syn jego Jefta zosta? pó?niej bardzo gorliwym uczniem Tomasza. Opu?ciwszy mieszkanie uszcz??liwionego Achiasza, mówi? Jezus uczniom, ?e dziecko to przyniesie kiedy? obfity owoc i ?e ju? przedtem urodzi? si? w domu tym m??, który wielkie rzeczy zdzia?a w przysz?ym Jego królestwie. Tu w Giszala umieszczeni ?o?nierze, byli pó?niej obecni przy ukrzy?owaniu Chrystusa jako stra?nicy, U?ywano ich w takich okazjach jako s?ug policyjnych.

Jezus naucza w Gabara. Pierwsze nawrócenie si? Magdaleny.

Jezus nie poszed? z Giszala do pobliskiej Betulii, lecz zwróciwszy si? na lewo, przeszed? przez dolin? i równin?, i uda? si? do znacznego miasta Gabara, le??cego od strony zachodniej, u stóp góry; na po?udniowowschodniej stronie tej?e góry le?y w ukryciu siedziba Herodian, Jotapata. Z Gabara mo?na tam doj??, id?c naoko?o góry, za godzin?. Za miastem wznosi si? góra stromo, tworz?c skalist? ?cian?; na wierzch prowadz? wykute w skale schody. Mieszka?cy zajmuj? si? upraw? bawe?ny, która tu mi?kk? jest jak jedwab. Wyrabiaj? z niej tkaniny i nakrycia, jak równie? rodzaj materaców, zast?puj?cych ?o?e w ten sposób, ?e przymocowuje si? i rozpina je na hakach. ?owi? tu tak?e ryby, sol? i rozsy?aj? dalej. Ju? z Giszala rozes?a? Jezus kilku uczniów do okolicznych miejscowo?ci z zapowiedzi?, ?e na górze ko?o Gadara b?dzie mia? wielk? nauk?. Z ca?ego wi?c okr?gu ci?gn??y liczne t?umy ludu na gór?, rozk?adaj?c si? tu obozem. Na samym wierzchu sta?a w ogrodzeniu mównica, dawno ju? nie u?ywana. Za Jezusem przybyli do Gabara Piotr, Andrzej, Jakób, Jan, Natanael Chased i wszyscy inni uczniowie; prócz tego stawi?a si? wi?ksza cz??? uczniów Jana i synowie najstarszej siostry Naj?wi?tszej Panny, tak, ?e ogó?em zebra?o si? oko?o 60 uczniów, przyjació? i krewnych Jezusa. Zaufa?szych uczniów wita? Jezus podaniem obu r?k, dotykaj?c g?ow? ich policzków. Przyby?y tak?e gromady pogan z Cydessy, oddalonej o godzin? drogi od pobliskiego Damna, z Adama i z okolicy nadbrze?nej jeziora Merom. Wszyscy


439

nie?li z sob? zapasy ?ywno?ci i wiedli chorych wszelkiego rodzaju. Cydessa, jest to osada poga?ska w ?rodku ziemi Zabulon. Aleksander Wielki zdoby? j? i zburzy?, a potem darowa? Liwiaszowi z Tyru. Ten odbudowa? miasto i sprowadzi? tu z Tyru swoich poga?skich rodaków, jako osadników. St?d to zjawili si? te? pierwsi poganie u Jana dla przyj?cia chrztu. Po?o?enie miasta jest bardzo pi?kne. W ko?o roztacza si? widok na bujne, ?yzne okoliczne pola.

Magdalena.

Magdalena wybra?a si? tak?e do Gabara, by pos?ucha? nauki, a przysz?o do tego w nast?puj?cy sposób. W Damna, odleg?ym o trzy godziny drogi od Kafarnaum, a przesz?o godzin? od Magdalum, urz?dzi?y ?wi?te niewiasty gospod? i tu obecnie przebywa?y. Marta wybra?a si? wi?c z Mari? Kleofy do Magdaleny w zamiarze nak?onienia jej, by wraz z innymi pos?ucha?a na górze nauki. Weronika, Joanna Chusa, Dina i Maria Sufanitka pozosta?y tymczasem w Damna. Magdalena przyj??a siostr? dosy? ?yczliwie, nie zaprowadzi?a jej jednak do swych wspaniale urz?dzonych komnat, lecz do pokoju obok si? znajduj?cego. By?a w niej mieszanina prawdziwego i fa?szywego wstydu; cz??ci? wstydzi?a si? swej pobo?nej, prostej, ?le ubranej siostry, która chodzi?a wsz?dzie ze stronnikami Jezusa, pogardzanymi przez jej go?ci i towarzystwo, w jakim ?y?a; z drugiej znów strony wstydzi?a si? zaprowadzi? Mart? do komnat, b?d?cych niemymi ?wiadkami jej pró?no?ci i wyst?pków. W jej umy?le zasz?a ju?, wida?, pewna zmiana; nie mia?a tylko na tyle silnej woli, by otrz?sn?? si? z side? grzechowych. Twarz mia?a blad?, wychud??. Cz?owiek z którym ?y?a, prostak w zachowaniu si?, sta? si? jej ju? ci??arem. ?ycie takie poczyna?o jej si? brzydn??. Marta, pe?na ?yczliwo?ci dla niej, post?pi?a z ni? bardzo roztropnie. Rzek?a do niej: „Znasz Din? i Mari? Sufanitk?, ?e to s? mi?e, roztropne niewiasty. Otó? one zapraszaj? ci?, by? wraz z nimi przys?ucha?a si? nauce Jezusa na górze. Nie jest to daleko, a chcia?y by ci? ch?tnie mie? przy sobie. Nie potrzebujesz si? ich przed ludem wstydzi?; s? przyzwoite, starannie ubrane, i umiej? si? znale??. A jest to przecudne widowisko, widzie? tyle ludzi, ujrze? uzdrawianie chorych, pozna? zadziwiaj?c? wymow? tego Proroka, s?ysze?, z jak? ?mia?o?ci? gromi Faryzeuszów. Weronika, Maria Chusa, matka Jezusa, która ci tak dobrze ?yczy, i my wszystkie jeste?my przekonane, ?e wdzi?czn? nam b?dziesz za to zaproszenie. Zreszt? potrzeba ci troch? rozrywki. Wydajesz si? tu tak opuszczon?; brak ci ?yczliwych ludzi, którzy by potrafili oceni? twoje serce, twoje zdolno?ci. O gdyby? zechcia?a pozosta? u nas na d?u?ej w Betanii! Mamy tam sposobno?? s?ysze? tyle cudownych rzeczy i dzia?a? tak wiele dobrego, a przecie? ty zawsze by?a? dla drugich pe?n? ?yczliwo?ci i mi?osierdzia, Lecz to na pó?niej, na razie przynajmniej do Damna musisz jutro pojecha?; mieszkamy tam w gospodzie, ale ty, jak zechcesz, mo?esz mieszka? oddzielnie i przestawa? tylko z tymi, które znasz." W ten sposób namawia?a Marta siostr?, unikaj?c starannie wzmianki o tym, co by j? mog?o obrazi? i dotkn??. — Magdalena, dr?czona od pewnego czasu zadum?, sk?ania?a si? ch?tnie ku temu; stawia?a jeszcze wprawdzie b?ahe wymówki, ale w ko?cu przyrzek?a Marii, ?e pojedzie z ni? jutro do Damna. Jad?a te? wraz z siostr?, a wieczorem wpada?a co chwila z swych komnat do jej pokoiku. W modlitwie wieczornej prosi?y Marta i Anna Kleofasowa gor?co Boga, by ta podró? Magdaleny nie pozosta?a bezowocn?. Kilka dni przedtem by? u Magdaleny Jakób Starszy, powodowany wspó?czuciem dla niej, i równie? zaprasza? j? do Gabara, by przys?ucha?a si? nauce. Magdalena przyj??a go w bocznym budynku. Niepospolita jego powierzchowno??, mowa powa?na i m?dra, a przy tym pe?na wdzi?ku, zrobi?y na Magdalenie


440

korzystne wra?enie; prosi?a go te?, by odwiedza? j? zawsze, ilekro? t?dy b?dzie przechodzi?. Jakub wcale jej nie strofowa?, owszem mówi? uprzejmie, z szacunkiem, radz?c jej by przecie? raz pos?ucha?a nauki Jezusa; zapewnia? j?, ?e pewnie nie zdarzy si? jej nigdy widzie? lub s?ysze? co? znakomitszego. Nie powinna— jak mówi? — kr?powa? si? s?uchaczami, lecz przyby? w takim ubiorze, jaki przywyk?a nosi?. Magdalena uprzejmie przyj??a jego zaproszenie, a przecie? pó?niej za przybyciem Marty i Anny Kleofy okaza?a si? tak sztywn?, i tak d?ugo trzeba j? by?o namawia?, zanim si? zgodzi?a. Na dzie? przed zapowiedzian? nauk?, wieczorem, wyruszy?a Magdalena w towarzystwie siostry i Anny Kleofy do Damna do ?wi?tych niewiast. Jecha?a na osio?ku, bo do pieszych podró?y nie by?a przyzwyczajon?. Ubiór mia?a staranny, ozdobny, jednak nie tak dziwaczny, przesadny, jak przy powtórnym jej nawróceniu si?. W gospodzie wynaj??a oddzieln? komnat? i obcowa?a tylko z Din? i Sufanitk?, odwiedzaj?cymi j? kolejno. Wreszcie, zasiad?szy wszystkie razem, rozmawia?y ze sob? ?agodnie i uprzejmie. Zauwa?y?am jednak, ?e nawrócone grzesznice zachowywa?y w poufa?o?ci pewn? pow?ci?gliwo??, jak si? to zdarza, gdy np. oficer spotka si? z dawnym swoim koleg?, który potem zosta? kap?anem. Wkrótce jednak znik?a ta sztywno?? wobec wrodzonego kobietom wspó?czucia, rozproszy?y j? ?zy i poufa?e, wzajemne zwierzenia, i przysz?y wszystkie razem do gospody, stoj?cej u stóp góry. — Reszta ?wi?tych niewiast nie sz?a na nauk?, aby nie przeszkadza? sw? obecno?ci? Magdalenie. Przyby?y one tu dlatego, bo chcia?y, by Jezus nie szed? do Kafarnaum, lecz tutaj do nich przyszed?; w Kafarnaum bowiem zebrali si? znowu Faryzeusze, radz?c nad zgub? Jezusa. Zesz?y si? tu z tych samych miejscowo?ci i zamieszka?y w tym samym domu. Pozostan? tu zapewne na zawsze, bo obecnie jest Kafarnaum punktem ?rodkowym w?drówki Jezusa. M?odego Faryzeusza z Samarii, który tu by? ostatnim razem, ju? nie ma; miejsce jego zaj?? inny. Nie tylko w Kafarnaum, ale tak?e w Nazarecie i w innych miejscowo?ciach sprzysi?gli si? Faryzeusze przeciw Jezusowi; jawnie nawet wypowiadali swe gro?by. Z tego to powodu by?y ?wi?te niewiasty, a szczególnie Maryja, w tak wielkiej obawie. — Wys?a?y nawet pos?a?ca do Jezusa z pro?b? by po sko?czeniu nauki nie szed? do Kafarnaum, tylko przyszed? do nich do Damna. Radzi?y Mu, by raczej obszed? Kafarnaum z prawej lub lewej, strony, lub by przeprawiwszy si? przez jezioro, poszed? do miast poga?skich, aby uj?? niebezpiecze?stwa. Jezus kaza? im na to odpowiedzie?, by Jemu pozostawi?y trosk? o to; wie On, co ma czyni? i dlatego w?a?nie przyb?dzie do nich do Kafarnaum.

Kazanie na górze ko?o Gabara. Magdalena.

Magdalena przysz?a z towarzyszkami w sam czas na gór?, mnóstwem ludzi ju? zape?nion?. Chorych poumieszczano w ró?nych miejscach, stosownie do rodzaju ich s?abo?ci, pod lekkimi namiotami i przeno?nymi chatkami. Uczniowie utrzymywali porz?dek mi?dzy lud?mi i z oznakami szczerej przychylno?ci we wszystkim im pomagali. — Mównica sta?a w obmurowanym pó?kolu, nad ni? za? rozpi?ta by?a zas?ona. Tu i ówdzie rozwiesili tak?e i s?uchacze nad sob? dachy z p?ótna. Magdalena siedzia?a z niewiastami na wzgórku w wygodnym miejscu, w pewnym, niewielkim oddaleniu od mównicy. Oko?o godziny dziesi?tej przyby? Jezus z uczniami na gór?, a tu? za Nim nadeszli Faryzeusze, Herodianie i Saduceusze. Jezus wszed? na mównic?, uczniowie stan?li z jednej strony pó?kola, Faryzeusze za? z drugiej. Nauk? Jezus wielokrotnie przerywa?; wtedy zmieniali si? ludzie, jedni odchodz?c, drudzy zajmuj?c ich miejsce. Niejedno powtarza? Jezus kilka razy. W przerwach tych posilali si? s?uchacze, a i Jezus raz to uczyni?;


441

przek?si? nieco i napi? si? wina. Nauka obecna by?a jedn? z najostrzejszych, jakie mia? dotychczas; przemawia? Jezus z tak? si?? i moc?, jak rzadko. Przed modlitw?, zaraz z pocz?tku zapowiedzia?, by nie gorszono si? tym, je?li Boga zwa? b?dzie Ojcem Swym, bo kto czyni wol? Ojca niebieskiego, ten staje si? Jego synem; udowodni? im te?, ?e On w?a?nie wol? t? ?ci?le wype?nia. Nast?pnie g?o?no si? pomodli? do Ojca Swego i pocz?? prawi? surowe kazanie pokutne, na sposób dawnych proroków. Przytoczy? w nim wszystko, co zasz?o od czasu pierwszej obietnicy, wymieni? wszystkie typy i gro?by Bo?e i wykaza?, ?e albo ju? si? obecnie spe?ni?y, albo spe?ni? si? w najbli?szym czasie. Ze spe?nienia proroctw udowodni?, ?e Mesjasz musia? ju? przyby?. Mówi?, jak to Jan, przes?aniec Mesjasza, przygotowywa? Mu drogi i wiernie spe?ni? to zadanie, a oni mimo to pozostali zatwardzia?ymi. Wymienia? im wszystkie ich wyst?pki, ob?ud? i ba?wochwalstwo, oddawane grzesznemu cia?u, pi?tnowa? ostro Faryzeuszów, Saduceuszów i Herodian; mówi? z wielkim zapa?em o gniewie Bo?ym, o zbli?aniu si? s?du, przepowiada? zburzenie Jerozolimy i ?wi?tyni, i kl?ski, na ten kraj spa?? maj?ce. Przytaczaj?c wiele tekstów z Malachiasza, wyja?nia? je i wykaza? zawarte w nich przepowiednie o Mesjaszu i Jego przes?a?cu, o s?dzie na bezbo?nych, o powtórnym przyj?ciu Mesjasza na s?d ostateczny, o ufno?ci i pociechach, maj?cych przypa?? w udziale bogobojnym, wreszcie o nowej, czystej ofierze, oznaczaj?cej zapewne Ofiar? Mszy ?wi?tej. Grozi? im wreszcie, i? ?aska Bo?a odwróci si? od nich, a przejdzie na pogan. Zwraca? si? tak?e Jezus do uczniów, zach?caj?c ich do wierno?ci i wytrwa?o?ci, i oznajmia? im, ?e po?le ich kiedy? do wszystkich ludów, by opowiadali nauk? zbawienia. Upomina? ich, by nie przestawali ani z Faryzeuszami, ani z Saduceuszami, ani z Herodianami. Na tych ostatnich uderzy? ostro publicznie, trafnymi porównaniami okre?la? ich nisk? warto?? moraln?, a nawet wprost na nich wskazywa?. To z?o?ci?o ich najwi?cej, bo po najwi?kszej cz??ci potajemnie tylko nale?eli do tej sekty, a otwarcie ?aden z nich za Herodiana nie chcia? uchodzi?. Podczas kazania rzek? Jezus w pewnym miejscu: Kto nie przyjmie Zbawienia, los jego gorszym b?dzie od losu Sodomy i Gomory. Podczas przerwy wi?c przyst?pili do Niego Faryzeusze i zapytali: „Czy zapadnie si? z nimi ta góra, miasto, lub ca?y kraj? Czy mo?e by? jeszcze co gorszego?" Odrzek? im na to Jezus: „W Sodomie zapad?y si? domy i mury, ale dusze nie wszystkie zgin??y; nie znali bowiem tamtejsi ludzie obietnicy, nie mieli prawa i proroków." Nast?pnie wyrzek? kilka s?ów, odnosz?cych si? zapewne do Jego zst?pienia do otch?ani po ?mierci, sk?d wiele owych dusz wyratuje. Potem tak mówi? dalej: „Inaczej b?dzie z tymi, którzy teraz ?yj?, a zbawienia nie przyjmuj?. Dane im jest bowiem wszystko. Nale?? do wybranego narodu, który Bóg tak licznie rozmno?y?; maj? wszystkie potrzebne wskazówki, przestrogi i przyrzeczenie spe?nienia obietnicy. Je?li wi?c to odrzucaj? i trwaj? w niewierze, nie przepadn? w otch?ani martwe kamienie i góry, pos?uszne g?osowi Pana, lecz ich kamienne serca i dusze. A los to gorszy od losu Sodomy." Po tym surowym nawo?ywaniu do pokuty i przepowiadaniu strasznego s?du na grzeszników, zmieni? Jezus nagle ton mowy; z mi?o?ci? nawo?ywa? grzeszników do Siebie, a nawet wylewa? ?zy mi?o?ci. W modlitwie, zaniesionej do Ojca niebieskiego, prosi? Go, by skruszy? serca s?uchaczów, by cho? cz??? ich, przynajmniej kilku, lub cho? jeden tylko, nawet najwi?kszy zbrodniarz, przyszed? do Niego z pragnieniem poprawy; jedn? przynajmniej dusz? chcia? pozyska?, a obiecywa? wszystko z ni? podzieli?, dla niej wszystko odda?, nawet ?ycie Swe da? za ni?. Wreszcie wyci?gn?? r?ce ku t?umom i zawo?a?: „Pójd?cie! Pójd?cie do Mnie wszyscy, którzy strudzeni i obci??eni jeste?cie! Chod?cie, grzesznicy, czy?cie


442

pokut?, uwierzcie, a Ja podziel? z wami Moje królestwo." Tak?e ku Faryzeuszom i nieprzyjacio?om Swym wyci?ga? ramiona, pragn?c, by cho? jeden z nich poszed? za Nim. Magdalena, siedz?ca przy niewiastach, wygl?da?a na dam? z wy?szej sfery, pewn? siebie, a przynajmniej chcia?a pocz?tkowo za tak? uchodzi?; w sercu jednak czu?a wzrastaj?cy wstyd i wzruszenie. Z pocz?tku rozgl?da?a si? po t?umach; gdy jednak przyszed? Jezus i zacz?? naucza?, uwaga jej zwraca?a si? coraz wi?cej ku Niemu, wzrokiem i dusz? lgn??a coraz bardziej do Niego. Nawo?ywanie Jezusa do pokuty, przedstawienie ohydy wyst?pku i obraz kar, gro??cych grzesznym, wstrz?sn??y ni? do g??bi; nie mog?a si? oprze? pot?dze tych s?ów, zadr?a?a na ca?ym ciele, a ?zy sp?yn??y po jej twarzy, okrytej zas?on?. Gdy Jezus z mi?osnym b?aganiem nawo?ywa? grzeszników, by przyszli do Niego, powsta?o w t?umie poruszenie, ludzie cisn?li si? bli?ej i jedni drugich popychali, wtedy to i Magdalena sk?oni?a niewiasty, by razem z ni? bli?ej przyst?pi?y. Gdy za? Jezus rzek?: „Ach! niech bym cho? jedn? dusz? znalaz?, która by przysz?a do Mnie skruszona", nie mog?a Magdalena opanowa? wzruszenia i gotowa by?a upa?? do nóg Jezusowi. Post?pi?a ju? nawet krok naprzód, lecz towarzyszki wstrzyma?y j?, by nie wywo?a? zamieszania i uspokaja?y j?, ?e pó?niej b?dzie czas na to. Ten jej niepokój zwróci? zaledwie uwag? najbli?szych, bo wszyscy s?uchali z nat??on? uwag? s?ów Jezusa. Ten za?, jak gdyby widzia? wzruszenie Magdaleny, tak mówi? dalej, wlewaj?c pociech? w jej serce: „Gdyby Moje s?owa wzbudzi?y cho? iskr? pokuty, ?alu, mi?o?ci, wiary i nadziei w jakim biednym, zb??kanym z prawej drogi sercu, a poczytanym mu to b?dzie za zas?ug?. Nie zginie to serce, lecz ?y? b?dzie i wzrasta? w cnocie; Ja je wy?ywi? i wychowam, a potem zaprowadz? do Ojca." S?owa te przenikn??y do serca Magdaleny i nape?ni?y je otuch?; usiad?a wi?c znowu spokojnie z innymi. Na tym zesz?o prawie do szóstej godziny; s?o?ce, ko?cz?c swój bieg, zbli?a?o si? ju? do kra?ców horyzontu. Nauczaj?c, zwrócony by? Jezus ku zachodowi, bo i mównica tak by?a obrócona; za Nim nie sta? nikt. Po nauce pomodli? si? Jezus, pob?ogos?awi? lud i rozpu?ci? do domu. Uczniom poleci? zakupi? ?ywno?ci od tych, którzy mieli jej za wiele, lub wyprosi? za darmo i rozdzieli? mi?dzy ubogich i potrzebuj?cych. Cz??? uczniów zabra?a si? zaraz do tego, a ?e znano ich tu dobrze w okolicy, wi?c te? wielu dawa?o ch?tnie za darmo, inni znowu im odsprzedawali; ubodzy, zaopatrzeni w ten sposób dostatnio, wielbili dobro? Pana i dzi?kowali mu. Reszta uczniów posz?a tymczasem z Jezusem ku chorym, zgromadzonym tu w wielkiej liczbie. Faryzeusze, rozgoryczeni, ale po cz??ci zadziwieni i wzruszeni, wybrali si? z powrotem do Gabara, kryj?c z?o?? w sercu. Na odchodnym przypomnia? jeszcze Jezusowi prze?o?ony, Szymon Zabulony by nie zapomnia? przyj?? na wieczerz? do jego domu, co te? mu Jezus obieca?. Po drodze krytykowali Faryzeusze i wymy?lali tak d?ugo na Jezusa, na Jego nauk? i sposób post?powania, (a ka?dy wstydzi? si? przed drugim da? pozna? po sobie wzruszenie, jakie w nim sprawi?a nauka Jezusa), i? doszed?szy do miasta, ka?dy znowu wmówi? w siebie przekonanie o swej rzekomej sprawiedliwo?ci. Za Jezusem zbli?y?a si? do chorych i Magdalena z niewiastami i wmiesza?a si? w t?um, zebrany ko?o chorych niewiast, jak gdyby chcia?a w czym pomaga?. By?a ju? bardzo wzruszona, ale widok tych n?dznych, nieszcz??liwych, wstrz?sn?? ni? jeszcze bardziej. Jezus uzdrawia? najpierw chorych m??czyzn wszelkiego rodzaju. Wkrótce rozleg?y si? w powietrzu ?piewy dzi?kczynne uzdrowionych, odchodz?cych do domu z towarzyszami. Za zbli?eniem si? Jezusa do kobiet, odsuwano natr?tnych, by zrobi? miejsce dla Niego i dla uczniów, a ?e ucisk by? wielki, wi?c fala ludzi unios?a Magdalen? i jej towarzyszki nieco w ty?. Magdalena


443

szuka?a jednak sposobno?ci, wdziera?a si? w ka?d? zrobion? w t?umie luk?, aby tylko zbli?y? si? do Jezusa, zwracaj?cego si? jednak zawsze od niej w inn? stron?. Mi?dzy chorymi by?o kilka niewiast, cierpi?cych na krwotok, i te tak?e Jezus uzdrowi?. Jak jednak musia?o by? na sercu ju? i tak czu?ej Magdalenie, a niezwyczajnej patrze? na tak? n?dz?, gdy naraz przyprowadzono sze?? kobiet, op?tanych straszliwie przez duchy nieczyste; powi?zane by?y razem po trzy, a silne s?u?ebne ci?gn??y je przemoc? do Jezusa na d?ugich chustach i rzemieniach. Pierwszy to raz widzia?am, i? publicznie przyprowadzano op?tane niewiasty do Jezusa. Jedne z nich by?y z za jeziora Genezaret, inne z Samarii; by?y mi?dzy nimi i poganki czasem zachowywa?y si? cicho i spokojnie i nie robi?y sobie nic z?ego, to znowu dostawa?y napadu, miota?y si?, krzycza?y i rzuca?y si? jak szalone. Zwi?zano je dopiero tutaj i podczas nauki trzymano w odosobnieniu, a teraz przyprowadzono przed Jezusa. Za zbli?eniem si? do Jezusa i uczniów zacz??y stawia? gwa?towny opór, a szatan miota? nimi straszliwie; z ust ich wychodzi?y przera?liwe krzyki, a cz?onki wykr?ca?y si? w najrozmaitszy sposób. Widz?c to Jezus, zwróci? si? ku nim, nakazuj?c milczenie i spokój; w tej chwili stan??y spokojnie jak skamienia?e. Wtedy Jezus zbli?y? si? ku nim, a gdy na Jego polecenie rozwi?zano je, kaza? im ukl?kn??, pomodli? si? nad nimi i w?o?y? na nie r?ce; pod ich dotkni?ciem popad?y niewiasty w chwilowe omdlenie, a zaci?ty wróg wyszed? z nich w postaci ciemnej pary. Teraz podnie?li je krewni z ziemi, a one, p?acz?c, pok?oni?y si? przed Jezusem do ziemi, dzi?kuj?c Mu za uzdrowienie. Jezus za? upomina? je, by si? nawróci?y, oczy?ci?y i czyni?y pokut?, aby z?o nie powróci?o znowu ze zdwojon? si??. Zmrok ju? zapada?, gdy Jezus zeszed? wreszcie z uczniami do Gabara. Przed Nim i za Nim sz?y t?umy ludu. Magdalena, id?c za wewn?trznym g?osem serca, bez wzgl?du na cokolwiek innego, sz?a z gromadk? uczniów tu? za Jezusem, a wraz z ni? cztery jej towarzyszki. Wci?? stara?a si? by? jak najbli?ej Jezusa. Poniewa? to by?o wbrew ówczesnym zwyczajom, zauwa?yli to zaraz uczniowie i powiedzieli Jezusowi. Ten za?, zwracaj?c si? do nich, rzek?: „Dozwólcie jej i?? za Mn?! nie wasza to rzecz." Przyszed?szy do miasta, uda? si? Jezus do domu godowego, gdzie Szymon Zabulon zastawi? uczt?. Podwórze nape?nione ju? by?o chorymi i ubogimi, którzy, s?ysz?c o zbli?aniu si? Jego, przyszli b?aga? Go o pomoc. Jezus zaj?? si? zaraz nimi, upomina? ich, pociesza?, a chorych uzdrawia?. Widz?c to Szymon Zabulon, podszed? ku Niemu z kilku Faryzeuszami i rzek?: „Mistrzu! zasi?d? przecie? do uczty, czekamy na Ciebie. Dosy? ju? pracowa?e? dzisiaj; ludzie ci mog? przyj?? innym razem." Chcia? nawet zaraz odprawi? ubogich z niczym. Na to rzek? mu Jezus: „To s? Moi go?cie, których Ja zaprosi?em, wi?c musz? ich przede wszystkim pokrzepi?. Zaprosiwszy Mnie na uczt?, zaprosi?e? zarazem i tych, wi?c nie zasi?d? do uczty, dopóki oni nie otrzymaj? pomocy i nie wezm? udzia?u w uczcie." Musieli wi?c Faryzeusze znowu ust?pi? i jeszcze do tego zastawi? zaraz na podwórzu sto?y dla chorych i ubogich. Jezus uzdrowi? wszystkich, kto za? chcia? zosta?, prowadzili go zaraz uczniowie do sto?ów, o?wieconych lampami, i tam sadowili. Magdalena i jej towarzyszki przysz?y a? tu za Jezusem i zatrzyma?y si? w przysionkach podwórza, przytykaj?cych do sali jadalnej. U?atwiwszy si? z chorymi, zasiad? Jezus z cz??ci? uczniów do uczty, inni za? uczniowie donosili z Jego sto?u, obficie zastawionego, potrawy ubogim, us?ugiwali im i jedli wraz z nimi. Podczas uczty naucza? Jezus i w?a?nie zacz?li z Nim Faryzeusze zaci?t? dysput?, gdy wtem Magdalena, która tymczasem zbli?y?a si? z towarzyszkami do drzwi wej?ciowych, wesz?a (w pokornej postawie, z zas?on? na twarzy) szybkim krokiem do sali, trzymaj?c w r?ku ma??, bia?? flaszeczk?. Wszed?szy, stan??a


444

przed Jezusem i wyla?a Mu na g?ow? zawarto?? flaszeczki, a uj?wszy w obie r?ce fa?dzisty koniec swej zas?ony, przesun??a ni? po g?owie Jezusa, jak gdyby chcia?a przyg?adzi? mu w?osy i zetrze? zbywaj?cy balsam. Pr?dko si? z tym za?atwiwszy, cofn??a si? nieco w ty?. Po sali rozesz?a si? wo? przyjemna, o?ywiona rozmowa usta?a natychmiast, cisza zapanowa?a, a wszyscy spogl?dali ciekawie to na niewiast?, to na Jezusa, który siedzia? spokojnie, nie zwracaj?c na to uwagi. Niektórzy biesiadnicy spogl?dali niech?tnie na Magdalen?, a pochylaj?c si? ku sobie, co? cicho szeptali. Najwi?cej wydawa? si? Szymon Zabulon by? rozgniewanym. Zauwa?ywszy to Jezus, rzek? do niego: „Odgaduj? twe my?li, Szymonie! uwa?asz, ?e nie godzi si?, bym pozwoli? tej niewie?cie namaszcza? Mi g?ow?, dlatego, ?e jest jawnogrzesznic?. Lecz nie masz s?uszno?ci i krzywd? jej tym czynisz. Powodowana mi?o?ci?, oddala mi us?ug?, której ty zaniedba?e? uczyni?; albowiem nie wy?wiadczy?e? Mi czci, nale?nej go?ciowi." — Nast?pnie, zwróciwszy si? do Magdaleny, stoj?cej za Nim, rzek?: „Id? w pokoju! Wiele zosta?o ci odpuszczone." — Magdalena wróci?a zaraz do towarzyszek i wraz z nimi opu?ci?a dom. Jezus za?, rozmawiaj?c o niej z biesiadnikami, rzek?: „Dobra to niewiasta i mi?osierne ma serce. Nie trzeba s?dzi? drugich. Nieraz rzuca si? kamieniem na tego, który wyzna? publicznie sw? win?, a w?asne serce ma si? obci??one win? o wiele wi?ksz?, tylko ?e tajemn?." Jezus naucza? jeszcze d?ugo, a potem wróci? z uczniami do gospody. Magdalenie tkwi?y wci?? w pami?ci s?owa Jezusa: „Gdyby cho? jedno serce skruszone zechcia?o przyj?? do Mnie." To, co widzia?a i s?ysza?a, wzruszy?o j? i wstrz?sn??o do g??bi. Powodowana wewn?trznym pragnieniem i szlachetniejszym porywem serca, chcia?a okaza? Jezusowi t? zmian?, zasz?? w niej, i uczci? Go w jakikolwiek sposób. Ze smutkiem widzia?a, ?e temu nadzwyczajnemu, naj?wi?tszemu Nauczycielowi, temu najmi?o?ciwszemu, cuda czyni?cemu Opiekunowi potrzebuj?cych, nie wy?wiadczyli Faryzeusze ?adnej z oznak czci nale?nej go?ciowi; jaki? wi?c g?os wewn?trzny sk?oni? j? do tego, by wynagrodzi?a Mu niedbalstwo innych. Flaszeczk? z wonno?ciami wielko?ci d?oni nosi?a zawsze przy sobie, jak to by?o w zwyczaju u znakomitych niewiast; skorzysta?a z tego i przy uczcie pomaza?a Jezusowi g?ow?. Dnia tego ubran? by?a w d?ug?, bia?? sukni? wierzchni?, wyszywan? w wielkie czerwone kwiaty i ma?e listki. R?kawy by?y szerokie, na ramionach ?ci?ni?te we fa?dy naramiennikami. Z ty?u by?a suknia g??boko wyci?ta i zwiesza?a si? wolno bez wci?cia, z przodu by?a otwarta, a nad kolanami zwi?zana rzemykami, lub sznurkami. Piersi i plecy okryte by?y rodzajem wielkiego szkaplerza, przystrojonego sznurami pere? i ozdóbkami, zwieszaj?cego si? przez plecy, a po bokach zeszytego. Pod tym mia?a jeszcze drug?, barwn? sukni?. Zas?on?, któr? zwykle zawija?a na szyj?, by?a dzi? starannie okryta. Wzrostu by?a wi?kszego, ani?eli reszta ?wi?tych niewiast, silnie, zbudowana, a jednak smuk?a; palce mia?a cienkie i bardzo pi?kne, nogi ma?e, w?skie, w?os bujny i d?ugi; w ruchach jej przebija? si? wytworny wdzi?k. Powróciwszy z towarzyszkami do gospody, posz?a Magdalena wraz z Mart? zaraz do drugiej gospody, po?o?onej w Betulii nad jeziorem k?pielowym o godzin? drogi st?d, gdzie oczekiwa?a ju? na ni? Maryja w otoczeniu ?wi?tych niewiast, i zaraz wszcz??a z ni? rozmow?. Magdalena unosi?a si? nad nauk? Jezusa; o sobie nie mówi?a nic, ale towarzyszki jej opowiedzia?y za ni? Maryi, jak nama?ci?a Jezusa, i co Jezus powiedzia?. Wszystkie niewiasty prosi?y bardzo Magdalen?, by odt?d zosta?a przy nich, lub przynajmniej na jaki? czas przyby?a do Betulii, Magdalena nie zarzeka?a si?, lecz mówi?a, ?e musi najpierw pój?? do Magdalum, uporz?dkowa? swe gospodarstwo. Nie podoba?o si? to niewiastom, bo przeczuwa?y, ?e nic dobrego z tego nie wyniknie. Magdalena tymczasem nie


445

przestawa?a opowiada? o wzruszeniu, jakiego dozna?a, o wspania?o?ci, pot?dze, ?agodno?ci i cudach Jezusa, zapewniaj?c, ?e powróci do nich, ?e musi pój?? za Jezusem, chocia? niegodna jest obcowania z nim. Wpada?a te? co chwil? w zadum?, cz?sto p?aka?a, i jako? coraz l?ej jej by?o na sercu. Nie da?a si? jednak nak?oni? do pozostania, lecz powróci?a ze s?u?ebnic? do Magdalum. Marta odprowadzi?a j? kawa?ek, a potem zesz?a si? w drodze ze ?wi?tymi niewiastami, powracaj?cymi do Kafarnaum. Magdalena wyró?nia si? w?ród kobiet s?usznym wzrostem i pi?kno?ci?. Dina za to jest ruchliwsz? i zwinniejsz?; dla ka?dego uprzejm?, ka?demu niesie pomoc, a czyni to z pokor?, jak zwinna, ?yczliwa s?u?ebnica. Wszystkie jednak przewy?sza przedziwn? pi?kno?ci? Naj?wi?tsza Panna. Mo?e znalaz?yby si? i inne równie kszta?tnej postaci, mo?e przewy?sza j? Magdalena sw? uderzaj?c? powierzchowno?ci? i kibici?, lecz Maryja wyró?nia si? nad wszystkie Sw? nieopisan? prostot?, skromno?ci?, powag?, ?agodno?ci? i spokojem; jest tak przeczyst? bez wszelkich wra?e? ubocznych, ?e widzi si? w niej wy??cznie obraz Boga w cz?owieku. Pod tym wzgl?dem podobny jest do Niej tylko Jej Syn. Z twarzy za? Jej przebija, jak u nikogo wi?cej, niewypowiedziana czysto??, niewinno??, powaga, m?dro??, spokój i s?odki wdzi?k, jaki tylko pobo?no?? nadaje. Przebija z Niej wznios?o??, a zarazem niewinno?? prostego dzieci?cia. Obecnie jest bardzo powa?n?, spokojn? i cz?sto smutn?; smutek Jej jednak nie ma nigdy gwa?townych objawów, ?zy tylko sp?ywaj? cicho po Jej spokojnym obliczu. Magdalena wesz?a wkrótce w dawny tryb ?ycia. Odwiedzali j? wci?? m??czy?ni, którzy w zwyk?y a uw?aczaj?cy sposób wyra?ali si? o Jezusie, o Jego podró?ach, nauce i o wszystkich Jego stronnikach. Magdalena przyzna?a si? im, ?e s?ucha?a w Gabara nauki Jezusa, lecz oni wy?miali j?, uwa?aj?c to za niepodobie?stwo. Za to zwrócili zaraz uwag?, ?e Magdalena wygl?da o wiele pi?kniej i przyjemniej, ni? ostatnimi czasy. Takie mowy i pochlebstwa omami?y j? na nowo, to te? wkrótce popada?a w grzechy g??biej ni? przedtem. Po nowym upadku zyska? nad ni? szatan tym wi?ksz? w?adz?; gwa?towniej te? napada? na ni?, widz?c, jak ?atwo móg? j? utraci?. Wreszcie j? op?ta?, skutkiem czego mia?a Magdalena cz?sto kurcze i konwulsje.

NAUKI I CZYNY JEZUSA W KAFARNAUM I W OKOLICY. KAZANIE NA GÓRZE

Setnik Korneliusz.

Z Gabary uda? si? Jezus do posiad?o?ci królika Serobabela ko?o Kafarnaum. W domu znajdowali si? zarz?dca, s?u?ba i uzdrowiony syn Serobabela, wszyscy ju? ochrzczeni. Wkrótce przybyli do Jezusa z podzi?kowaniem dwaj tr?dowaci, których Jezus za ostatni? Sw? bytno?ci? w Kafarnaum uzdrowi?. Jezus naucza? do wieczora i uzdrowi? wielu chorych, o zmierzchu za? poszed? w dolin? Kafarne?sk? do domu Swej matki, podczas gdy uczniowie do swoich rodzin si? rozbiegli. U Maryi zebrane by?y wszystkie ?wi?te niewiasty, przej?te wielk? rado?ci?. Maryja i niewiasty prosi?y jeszcze raz gor?co Jezusa, by raniutko przeprawi? si? na drug? stron? jeziora, bo tu niebezpiecznie dla? zostawa?, tak rozj?trzona jest na Niego komisja Faryzeuszów. Jezus, ?wiadom tego, co ma czyni?, uspokoi? ich obawy i rady tej nie przyj??. Spokojniejsza ju? nieco Maryja wstawia?a si? do Niego za chorym niewolnikiem setnika Korneliusza, popieraj?c pro?b? tym, ?e Korneliusz — to bardzo dobry


446

cz?owiek, bo, chocia? poganin, z przychylno?ci dla ?ydów wybudowa? im synagog?; prosi?a Go równie? o uzdrowienie chorej córki naczelnika synagogi Jaira, mieszkaj?cego w ma?ej osadzie ko?o Kafarnaum. Nazajutrz rano poszed? Jezus z kilku uczniami ku domowi setnika Korneliusza, po?o?onemu na wzgórzu na pó?noc od miasta. Wtem, ko?o domu Piotra, zabiegli Mu drog? dwaj ?ydzi, których Korneliusz ju? przedtem raz by? posy?a? do Niego. Ci prosili Go teraz powtórnie, by ulitowa? si? nad jego niewolnikiem, tym bardziej, ?e Korneliusz zas?uguje na to, bo jako przyjació? ?ydów wybudowa? im bo?nic? i za zaszczyt sobie poczytywa?, ?e móg? to uczyni?. Dowiedziawszy si?, ?e Jezus w?a?nie tam idzie, pos?ali pr?dko go?ca, by uprzedzi? Korneliusza o przybyciu Jezusa. Przybywszy przed Kafarnaum, zboczy? Jezus przy bramie na prawo, na drog? mi?dzy miastem a murem, min?? cel? jakiego? tr?dowatego, wykut? w murze, a uszed?szy jeszcze kawa?ek, ujrza? w dali dom Korneliusza. Na wie??, ?e Jezus si? zbli?a, wyszed? Korneliusz z domu; ujrzawszy z dala Jezusa, ukl?k?, a mieni?c si? niegodnym by? przy Jezusie i rozmawia? z Nim, wys?a? do? naprzód pos?a?ca, który rzek?: „Panie! setnik kaza? Ci rzec te s?owa; „Panie! nie jestem godzien, aby? wszed? pod dach mój, ale rzeknij tylko s?owo, a b?dzie zdrów s?uga mój. Gdy? je?li ja, cz?owiek ma?y, poddany mych prze?o?onych, mog? powiedzie? do mych s?ug; czy? to czy? owo, a oni wype?niaj? moje rozkazy, o ile? ?atwiej musi by? dla Ciebie rozkaza? twemu niewolnikowi wyzdrowie? i by on rzeczywi?cie wyzdrowia?? Us?yszawszy te s?owa Jezus, zwróci? si? do otaczaj?cych Go i rzek?; „Zaprawd?, powiadam wam nie znalaz?em takiej wiary w Izraelu. Wiedzcie przeto, ?e wielu przyjdzie ze wschodu i zachodu s?o?ca i zasi?d? w królestwie niebieskim z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem; a wielu Izraelitów, dzieci królestwa Bo?ego, popadnie w bezdenne ciemno?ci, gdzie b?dzie p?acz i zgrzytanie z?bów!" A zwróciwszy si? do s?ugi setnika, rzek?; „Id?! Niech ci si? stanie wed?ug wiary twojej!" S?owa te powtórzy? pos?aniec kl?cz?cemu setnikowi, a ten, pok?oniwszy si? do ziemi, powsta? i pospieszy? do domu. Ledwie wszed?, napotka? dotychczas chorego s?ug?, który zdrów ju? zupe?nie, wyszed?, otulony w p?aszcz i z owini?t? g?ow?. Niewolnik ten nie by? tutejszy, lecz jaki? cudzoziemiec, o ?ó?to br?zowej barwie skóry. Jezus tymczasem skierowa? si? zaraz z powrotem do Kafarnaum. Gdy przechodzi? znowu ko?o celi tr?dowatego wybieg? ten?e, upad? Mu do nóg i rzek?: „Panie, je?li zechcesz, mo?esz mnie oczy?ci?" Jezus kaza? mu wyci?gn?? r?k?, dotkn?? si? jej i rzek?: „Chc?. B?d? oczyszczony!" Tr?d opad? z chorego natychmiast, a wtedy Jezus kaza? mu stawi? si? przed kap?anami do ogl?dzin, z?o?y? ofiar?, a zreszt? uzdrowienia tego nie rozg?asza?. Uzdrowiony, poszed? zaraz do kap?anów Faryzeuszów i kaza? si? zbada?, czy rzeczywi?cie jest czystym. Kap?ani, dowiedziawszy si?, kto go uzdrowi?, ?li byli strasznie, surowo i skrupulatnie badali go, ale w ko?cu musieli mu wyda? ?wiadectwo oczyszczenia. Tylko na odchodnym wszcz?li z nim k?ótni?, a w ko?cu wyrzucili go za drzwi. Jezus wszed? tymczasem w ulic? prowadz?c?, do ?rodka miasta. Czeka?o tu ju? na Niego mnóstwo chorych i op?tanych, zebranych przewa?nie w sza?asach ko?o studni. Jezus uzdrawia? dobr? godzin?, poczym wyszed? z miasta i poszed? z uczniami w w?wóz, po?o?ony nad Magdalum, niedaleko Damny, gdzie by?a publiczna gospoda. Tu czeka?y ju? na Niego wdowa Maroni z Naim i poganka Lais tak?e z Naim, z dwiema córkami, Sabi? i Atali?, które Jezus niedawno uwolni? w Meroz od diab?a. Maroni przyby?a tu b?aga? Jezusa, by poszed? uzdrowi? jej dwunastoletniego syna Marcyalisa, który, jak mówi?a, tak by? chory, ?e nie spodziewa?a si? go za powrotem do domu zasta? przy ?yciu. Jezus kaza? jej spokojnie wróci?, obieca? przyj??, ale kiedy, nie powiedzia?. Zostawiwszy przyniesione podarki w gospodzie, wybra?a si? zaraz Maroni ze s?u??cym z


447

powrotem do domu, dok?d mia?a oko?o 9 godzin drogi. By?a to zamo?na, poczciwa niewiasta, matka i opiekunka wszystkich ubogich dzieci w Naim. Powoli zacz?li si? tu schodzi? uczniowie, i tak przyby? Bart?omiej z synkiem swej siostry, wdowy, Jozesem, zapewne by go da? ochrzci?; dalej Tomasz przyprowadzi? ze sob? Jeftego, uzdrowionego synka setnika Achiasza z Giszali. Samego Achiasza nie by?o, przyby? za to z nimi Judasz Iskariot z Meroz. — Lais i obie jej córki ju? w Naim przesz?y na ?ydowsk? wiar? wyrzek?szy si? wobec kap?anów praktyk poga?skich. Odby? si? przy tym pewnego rodzaju chrzest, polegaj?cy na pokropieniu wod? i ró?nych oczyszczeniach. W takich wypadkach chrzczono u ?ydów i kobiety. Ale Jezus ani Jan nie czynili tego wcale przed Zielonymi ?wi?tami. W Kafarnaum zebrani s? teraz wszyscy przyszli aposto?owie oprócz Mateusza, bardzo wielu uczniów i krewnych Jezusa, tak m??czyzn jak kobiet. Przyby?a tak?e z podarunkami do Maryi jej najstarsza siostra, Maria Heli, licz?ca z gór? 70 lat, z drugim swym m??em Obedem. Mieszka?a ona w Jafa, ma?ej miejscowo?ci, najwy?ej godzin? drogi oddalonej od Nazaretu, gdzie mieszka? przedtem Zebedeusz i gdzie przyszli na ?wiat jego synowie. Cieszy?a si? bardzo na my?l, ?e ujrzy znowu swych trzech synów, obecnie uczniów Janowych: Jakuba, Sadocha i Heliachima. Jakub by? ju? w tym wieku, co Andrzej; jest to ten sam, który wraz z uczniem Kefasara i jakim? Janem mia? sprzeczk? z Paw?em co do ?ydowskiej ceremonii obrzezania. By? to najznakomitszy i najstarszy z pomi?dzy 70 uczniów, po ?mierci Jezusa zosta? kap?anem, zwiedzi? pó?niej z Jakubem Starszym, Hiszpani?, archipelag, Cypr i kraje poga?skie na granicy Palestyny. Pierwszym biskupem jerozolimskim by? nie on, lecz Jakub M?odszy, syn Alfeusza i Marii Kleofy.

Uzdrawiania Jezusa. Dlaczego uczy? przez porównania

Faryzeusze i Saduceusze uchwalili stawi? dzi? Jezusowi prawdziwy opór i umy?lili albo wypchn?? Go z synagogi, w?ród przygotowanego z góry zgie?ku — do czego naj?li ludzi — albo Go pochwyci?, Lecz sta?o si? inaczej. Oto Jezus rozpocz?? Swoj? nauk? w synagodze bardzo ostr? przedmow?, jako taki, który ma w?adz? i moc tak przemawia?. Zapami?ta?o?? rozjuszonych Faryzeuszów wzros?a do tego stopnia, ?e ju? mieli rzuci? si? na Niego, gdy wtem wielkie powsta?o w synagodze zamieszanie. Oto cz?owiek op?tany przez diab?a i zwykle z powodu szale?stwa zwi?zany, rozerwa? p?ta podczas nieobecno?ci stró?ów, którzy w?a?nie znajdowali si? w synagodze, i wpad? jak j?dza do synagogi, przedar? si? z przera?liwym krzykiem przez t?um, roztr?caj?c go na bok, a dobieg?szy do miejsca, gdzie Jezus naucza?, wo?a?: „Jezusie Nazare?ski! Co mamy z Tob? do czynienia? Ty? przyby?, aby nas wyp?dzi?! Wiem, kto jeste?; Ty? jest ?wi?ty Bo?y!" Ale Jezus, nie poruszony tym wcale, obróci? si? zaledwie do niego ze Swego wzniesienia, pogrozi? tylko r?k?, i rzek? spokojnie: „Milcz i wyjd? z niego !" Wtedy uspokoi? si? ów cz?owiek i upad?, szarpany na wsze strony. Szatan umkn??, a w powietrzu unosi?y si? z niego jakby czarne k??by dymu. Cz?owiek ów za?, blady ca?kiem i uspokojony, upad? twarz? na ziemi? i p?aka?. Wszyscy byli ?wiadkami tego strasznego a zarazem cudownego zjawiska mocy Chrystusa. Strach ich zamieni? si? w podziw i szeptanie, a Faryzeusze stracili teraz do szcz?tu odwag? i zdumieni mówili tylko mi?dzy sob?: „ Co to za cz?owiek? Rozkazuje duchom, a one Go s?uchaj?.? Tymczasem Jezus naucza? dalej, a owego uwolnionego od diab?a, zupe?nie os?abionego, zanie?li krewni i jego ?ona, która by?a wówczas w synagodze, do domu.


448

Przyszed?szy do si?, wróci? do synagogi i czeka? na Jezusa przy drzwiach; gdy Jezus wychodzi?, z?o?y? Mu podzi?kowanie i zasi?ga? Jego rady na przysz?o??. Wtedy Jezus upomina? go, aby ju? wi?cej nie dopuszcza? si? spro?no?ci, gdy? mo?e si? mu sta? jeszcze gorzej, i zach?ca? go do pokuty i chrztu, Ów cz?owiek by? sukiennikiem, wyrabia? owe delikatne, w?skie, bawe?niane szale, które noszono na szyi. Teraz uspokojony i uzdrowiony, powróci? do swych zaj??. Nieczysty duch zwyk? by? ow?ada? takich ludzi, którzy bez miary oddawali si? nami?tno?ciom. Po tym wypadku stracili Faryzeusze zupe?nie otuch?, by mogli dzisiaj targn?? si? na Jezusa i dlatego zachowywali si? ca?kiem spokojnie a? do ko?ca nauki, któr? mia? Jezus, wyk?adaj?c bez przeszkody, powa?nie, a nawet surowo lekcj? szabatow? z Moj?esza i Ozeasza. Ca?a postawa Jego i sposób mówienia by? dzisiaj o wiele ostrzejszy, ani?eli zwykle; mówi? jako taki, który ma moc do tego. Po sko?czonym kazaniu uda? si? Jezus do domu Maryi, gdzie by?y zgromadzone niewiasty, wielu krewnych i uczniów, Wed?ug moich oblicze? by?o wszystkich ?wi?tobliwych niewiast a? do ?mierci Jezusa przesz?o siedemdziesi?t, a teraz naliczy?am ich ju? oko?o 37, mi?dzy którymi by?y w czasie ostatnich w?drówek i córki Lais z Naim, imieniem Sabia i Atalia. Za czasów ?wi?tego Szczepana osiad?y one w Jerozolimie. Na drugi dzie? naucza? Jezus równie? bez przeszkód w synagodze. Faryzeusze bowiem tak si? naradzili mi?dzy sob?: „Teraz musimy sobie da? z Nim spokój, bo jeszcze powaga Jego jest za wielka, wi?c tylko stawiajmy Mu tu i ówdzie przeszkody; trzeba o wszystkim donie?? do Jerozolimy i czeka? a? do ?wi?t Wielkanocnych, gdy przyjdzie do ?wi?tyni." Dzisiaj znowu le?a?o bardzo wiele chorych znów po ulicach, z których jedni przywlekli si? jeszcze przed szabatem, a inni nie dowierzali do tego czasu; teraz jednakowo? na wiadomo?? o uzdrowieniu owego op?tanego, zeszli si? ze wszystkich zak?tków miasta. Niektórzy z nich byli tu ju? po kilkakro?, ale jeszcze bez skutku, bo byli to ludzie oboj?tni, ozi?bli, leniwi i jeszcze oci??a?ej si? nawracaj?cy, ani?eli wielcy grzesznicy. Tak np. Magdalena po nawróceniu swoim upada?a znowu, ale przecie? potem przezwyci??y?a si? moc? charakteru, podobnie Dina, Samarytanka, i Maria Sufanitka; w ogóle wszystkie wielkie grzesznice nawraca?y si? bardzo szybko i gorliwie, jak i ?wi?ty Pawe?, który jakby piorunem ra?ony, od razu si? nawróci?. Tymczasem Judasz chwia? si? wci??, a? nareszcie upad?. Zauwa?y?am tak?e, ?e Jezus wed?ug wyroków Swojej m?dro?ci uzdrawia? ci??ko chorych natychmiast, a to dlatego, ?e tacy chorzy, jak np. op?tani, pozostawali w swym op?akanym stanie, albo wbrew swej woli, albo te? wskutek choroby nie mogli ju? kierowa? sw? wol?; innych za? chorych, którzy dlatego tylko nie grzeszyli zbyt, ?e im choroba troch? przeszkadza?a, albo którzy nie nawracali si?, odprawia? Jezus z niczym, albo z upomnieniem, aby si? poprawili, a co najwy?ej, u?mierza? troch? ich bole?ci, aby przez nacisk wi?zów choroby, poskromi? i uszlachetni? ich dusze. Jezus jest w stanie wszystkich zarówno uzdrowi?, ale uzdrawia tylko tych, którzy wierz? i pokut? czyni?, przestrzegaj?c ich przed powtórnym upadkiem. Lekko chorych uzdrawia? Jezus nieraz szybko, je?li to z po?ytkiem by?o dla ich duszy. Lecz nie zawsze tak robi?; bo te? nie przyszed? na to, by uzdrowiwszy cia?o, czyni? je przez to sposobnym do grzechu, lecz by przez uzdrowienie cia?a uratowa? i odkupi? dusz? grzesznika. Zauwa?y?am, ?e w ka?dym rodzaju choroby tkwi?a my?l Opatrzno?ci Bo?ej, ?e ka?da by?a obrazem winy ci???cej na kim?, czy to w?asnej, czy to cudzej, za któr? trzeba by?o odpokutowa? przez chorob?, ?wiadomie, czy nie?wiadomie, albo te? choroba taka by?a pewnego rodzaju kapita?em próby i cierpliwo?ci, który to kapita? mo?na by?o zwi?kszy? przez cierpliwe poddanie si?, tak, ?e w?a?ciwie nikt niewinnie i daremnie nie cierpia?.


449

Któ? bowiem jest niewinnym, je?li sam Syn Bo?y musia? na Siebie przyj?? grzechy ca?ego ?wiata, by je zg?adzi?? Chc?c Go wi?c na?ladowa?, musimy cierpliwie nie?? za Nim swój krzy?. Poniewa? cierpliwo?? w cierpieniach, rado?? w doznawaniu tych?e, tudzie? ??czno?? naszych cierpie? z cierpieniami Jezusa Chrystusa nale?y do doskona?o?ci, przeto ch?? wy?amywania si? od nich jest niedoskona?o?ci?. Doskona?ymi stworzy? nas Bóg i doskona?ymi powinni?my si? odrodzi?. Wszelkie przeto uzdrowienie jest wy??cznie niezas?u?on? ?ask? dla nas biednych grzeszników, którzy zas?u?yli?my wi?cej jak na chorob?, bo na ?mier?; lecz Pan przez Sw? ?mier? wybawi? z niej tych, którzy wierz? w Niego i pod?ug tej wiary dzia?aj?. I dzi? uzdrawia? Jezus znowu wielu op?tanych, chromych, cierpi?cych na wodn? puchlin?, krwotok, lub reumatyzm, niemych, ?lepych i w ogóle ci??ko chorych. Mimo wielu za?, którzy mogli jeszcze sta?, przechodzi? kilkakrotnie, nie zatrzymuj?c si?. Byli mi?dzy nimi tacy, którzy ju? nieraz doznali od Niego z?agodzenia cierpie?, ale oni mimo to nie nawrócili si? i upadali znów tak na duszy, jak na ciele. Widz?c, ?e Jezus pomija ich, zacz?li wo?a?: „Panie! Panie! wszystkich ci??ko chorych uzdrawiasz, a nas nie! Panie, zlituj si?! Znów jestem chory!" Jezus zapyta?: „Dlaczego nie wyci?gniecie ku Mnie r?k?" Uczyniwszy to, rzekli: „Oto nasze r?ce!" A Jezus rzek? wtedy: „Tak, to r?ce wasze wprawdzie wyci?gacie, ale r?k serca waszego nie mog? uj??; cofacie je i zaciskacie, gdy? pe?ni jeste?cie ciemno?ci." O tym naucza? Jezus obszerniej i uzdrowi? wielu takich, którzy si? nawrócili; innym z?agodzi? tylko cierpienia, innych wreszcie pomin?? ca?kowicie. Po po?udniu poszed? Jezus z wszystkimi uczniami i krewnymi ku jezioru. Na po?udniowym kra?cu doliny znajdowa? si? letni ogród k?pielowy, w którym si? zatrzymali. Ogród ten zwil?a?y wody potoku, p?yn?cego z Kafarnaum. Tu obrano miejsce na chrzest Naj?w. Panna posz?a tak?e przechadzk? ku Betsaidzie, powy?ej domów tr?dowatych, a z ni? ?wi?te niewiasty, mi?dzy nimi Dina, Maria, Lais, Atalia, Sabia i Marta. Obozowa?a tam karawana pogan, w której by?o wiele niewiast z Górnej Galilei, a wszystkie siedzia?y w ko?o na wzgórku; Maryja przy??czy?a si? do nich, i ju?to siedz?c, ju?to przechadzaj?c si?, poucza?a je i pociesza?a. Niewiasty wypytywa?y si? to o to, to o owo, a Maryja wyja?nia?a im wszystko, opowiada?a o patriarchach i prorokach i o Jezusie. Nieco pó?niej naucza? Jezus w przypowie?ciach zgromadzone t?umy. Lecz nawet uczniowie nie zrozumieli Go, wi?c pó?niej, gdy by? z nimi na osobno?ci, t?umaczy? im znaczenie przypowie?ci o siewcy, o k?kolu i pszenicy, i mówi?, dlaczego jest niebezpiecznie wyrywa? k?kol z pszenic?. G?ównie Jakub Starszy mówi? to Jezusowi w imieniu wszystkich, ?e nie rozumiej? Go, i zapyta?, dlaczego wyra?niej nie mówi. Jezus odrzek? na to, ?e wszystko im wyja?ni, ale dla s?abych na duchu i pogan, nie mo?e by? królestwo Bo?e bez os?ony podane. Ju? teraz l?kaj? si? tych s?ów, bo przy ich ciemnocie wydaj? si? im za ci??kie, musz? wi?c najpierw przez porównania pozna? te prawdy i musz? one w nich wzej??, jak nasienie, które samo ukryte w ziemi, mie?ci k?os w sobie. Przypowie?? powy?sz? zastosowa? Jezus do ich powo?ania, polegaj?cego na pracy, na zbieraniu plonów. Mówi? potem w ogóle o na?ladowaniu Go, zapowiada? im, ?e wkrótce wspólnie z Nim b?d? odbywa? w?drówki i ?e wtedy wszystko im wyja?ni. Wys?uchawszy wszystkiego, zapyta? Jakub Starszy: Dlaczego, Nauczycielu, chcesz wyjawia? to nam, prostakom, by?my to rozg?osili? Wyjaw raczej lepiej Janowi Chrzcicielowi, który tak wielk? ma wiar?, kim Ty jeste?, a on najlepiej b?dzie umia? to rozpowszechni? i rozg?osi?!"


450

Wieczorem naucza? Jezus znowu w synagodze. Faryzeusze, och?on?wszy ju? troch? z przestrachu, zacz?li znowu w ko?cu dyskutowa? z Nim co do tego, jakim prawem odpuszcza grzechy. Zarzucali Mu wypowiedziane w Gabara do Marii Magdaleny s?owa, ?e grzechy s? jej odpuszczone. „Sk?d?e — pytali — wie On to? Jakim prawem mo?e tak mówi?? Przecie? to jest blu?nierstwo przeciw Bogu. — Dzia?o si? to w przedsionku synagogi. Jezus wkrótce zbi? ich zarzuty i zmusi? do milczenia. Wtedy oni, chc?c Go podra?ni?, mówili, ?e On jest Bogiem, nie cz?owiekiem, lecz i te s?owa obróci? Jezus na ich niekorzy??. W ko?cu podnie?li Faryzeusze wielki krzyk i zgie?k i zacz?li si? cisn?? ku Niemu. Lecz Jezus wmiesza? si? w t?um tak, i? nie wiedzieli, gdzie si? podzia?, poczym przeszed?szy ogród poza synagog?, dosta? si? do ogrodów Serobabela i bocznymi drogami przyby? do domu Swej Matki. Tu przep?dzi? cz??? nocy i przez pos?a?ca kaza? powiedzie? Piotrowi i innym uczniom, by za Nim poszli nazajutrz do Naim i zeszli si? z Nim po drugiej stronie doliny, powy?ej miejsca, gdzie Piotr ryby ?owi?. Nim odszed?, zapytywali Go si? setnik Korneliusz i jego niewolnik, co maj? teraz czyni?. Jezus poleci? im przyj?? chrzest z ca?? rodzin?.

Wskrzeszenie m?odzie?ca z Naim

Do Naim wiod?a droga powy?ej miejsca, gdzie Piotr ?owi? ryby, w poprzek przez dolin? Magdalum, po wschodniej stronie góry, wznosz?cej si? nad Gabar?, nast?pnie przez dolin? na wschód od Betulii i Giszala. Jezus w?drowa? z uczniami mo?e dziewi?? do dziesi?? godzin; raz trzeba by?o nawet przeprawia? si? przez potok Kison. Po drodze naucza? Jezus, mi?dzy innymi i o tym, po czym si? fa?szywych proroków poznaje. Wreszcie zatrzymali si? w gospodzie, nale??cej do pasterzy; st?d by?o jeszcze trzy do czterech godzin drogi do Naim. Naim, zwane tak?e Engannim, jest pi?knym miastem o trwa?ych budynkach. Po?o?one jest na uroczym pagórku od strony po?udniowej, nad potokiem Kison. O nieca?? godzin? drogi wznosi si? góra Tabor, a w kierunku po?udniowo zachodnim wida? Endor. Jezrael le?y wi?cej na po?udnie, lecz dla wynios?o?ci gruntu jest niewidoczne. O trzy do czterech godzin drogi st?d le?y Nazaret. Przed miastem rozci?ga si? pi?kna równina Ezdrelon. Okolica obfituje bardzo w zbo?e, owoce i wino; wdowa Maroni np. posiada ca?? gór? z winnic?, pe?n? najpi?kniejszych latoro?li. Oko?o dziewi?tej godziny rano zbli?y? si? Jezus do Naim, maj?c przy Sobie oko?o trzydziestu towarzyszów. Pagórkowata droga by?a tu w??sza, wi?c te? cz??? uczniów sz?a naprzód, cz??? w tyle, a Jezus w ?rodku. Zbli?ywszy si? do bramy miasta, spotkali orszak pogrzebowy. Gromadka ?ydów, odzianych w p?aszcze ?a?obne, wychodzi?a w?a?nie ze zw?okami z bramy miasta. Zw?oki, z?o?one w skrzyni, nios?o czterech m??czyzn na poprzecznych marach, w ?rodku wgi?tych. Skrzynia ta, przypominaj?ca kszta?tem cia?o ludzkie, lekka by?a jak pleciony kosz, a u góry przymocowane by?o wieko. Za zw?okami sz?a matka zmar?ego w licznym orszaku niewiast; wszystkie mia?y zas?ony na twarzy i w g??bokim smutku by?y pogr??one. Jezus, ujrzawszy orszak, przeszed? ?rodkiem uczniów, ustawionych w dwa szeregi przy drodze, przyst?pi? do nios?cych trumn?, opar? na niej r?k? i rzek?: "Zatrzymajcie si? i postawcie trumn? na ziemi!" Ci uczynili tak i ust?pili na bok, a uczniowie stan?li po obu stronach. Niewiasty zatrzyma?y si? tak?e, a matka, stoj?ca na przedzie, p?aka?a cicho, my?l?c zapewne w duchu: „Ach! Za pó?no ju? przychodzi!" Na twarzach wszystkich malowa? si? smutek i wspó?czucie, gdy? kochano bardzo t? wdow? dla jej szczodrobliwo?ci i uczynno?ci wzgl?dem sierot i ubogich. Kilku tylko by?o nieprzychylnych, z?ych. Coraz wi?cej ludzi nadchodzi?o z miasta. Wzruszy? Jezusa ten smutek ogólny; na ??danie Jego przyniós? jeden z


451

uczniów kocio?ek wody i ga??zk? hyzopu i poda? Mu je. Jezus za? rzek? do nios?cych: „Otwórzcie trumn? i rozwi??cie opaski!" Po zdj?ciu wieka ukaza?y si? zw?oki, poowijane opaskami jak dziecko w pieluchach. Kilku podpar?o zw?oki r?kami, a inni odwin?li opask? otulaj?c? cia?o i r?ce, i odkryli oblicze; teraz okryte by?o cia?o tylko wielk? chust?. Podczas tego wzniós? Jezus oczy do nieba i tak si? modli?: „Wys?awiam Ci?, Ojcze, Panie nieba i ziemi, ?e? te rzeczy zakry? przed m?drymi i roztropnymi, a objawi?e? je prostaczkom. Tak, Ojcze, upodoba?o si? Tobie. Wszystkie rzeczy dane mi s? od Ojca Mego i nikt nie zna Syna, tylko Ojciec, ani nikt nie zna Ojca, tylko Syn i ten komu Syn zechce objawi?. Pójd?cie do Mnie wszyscy, którzy pracujecie i obci??eni jeste?cie, a Ja was och?odz?. We?mijcie jarzmo Moje na siebie, a uczcie si? ode mnie, gdy? jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie odpoczynek duszom waszym. Albowiem jarzmo Moje wdzi?czne jest, a brzemi? Moje lekkie!" Nast?pnie pob?ogos?awi? Jezus wod?, zamacza? w niej ga??zk? i pokropi? zebrany t?um. Wtem ujrza?am, jak z niektórych wychodzi?y ma?e, czarne potworki, jak owady, chrz?szcze, ropuchy, w??e i ma?e ciemne ptaki, szybko znikaj?ce w dali; ludzi za? ogarn??o wzruszenie wewn?trzne, czuli si? jakby czystsi, ja?niejsi. Wtedy pokropi? Jezus ga??zk? zmar?ego m?odzie?ca i uczyni? r?k? krzy? nad nim; i znowu ujrza?am, jak z cia?a zmar?ego wysz?a czarna posta?, podobna do chmury. Potem rzek? Jezus do m?odzie?ca: „Powsta? !? a on usiad? zaraz w trumnie i rozgl?da? si? zdziwiony w ko?o z ciekawo?ci?. Jezus kaza? mu poda? suknie; na?o?ono wi?c na? jaki? p?aszcz, a on stan?wszy na nogi, rzek?: „Co to jest? Sk?d si? tu wzi??em?" Podano mu sanda?y; na?o?y? je i wyszed? z trumny, a Jezus, wzi?wszy go za r?k?, odda? go w obj?cia matki, spiesz?cej ju? do?, i rzek?: „Zwracam ci syna, lecz za??dam go znowu od ciebie, ju? odrodzonego przez chrzest." Biedna matka nie posiada?a si? z rado?ci, podziwu i czci dla Jezusa; nie my?la?a teraz o dzi?kowaniu, tylko p?acz?c rzewnie, ?ciska?a swego syna. Potem udali si? wszyscy do domu wdowy w?ród ?piewu hymnów pochwalnych, wraz z nimi szed? Jezus z uczniami. Dom wdowy, otoczony ogrodami i podwórzami, obszerny by?, ale ledwie móg? pomie?ci? coraz liczniej przybywaj?cych przyjació? i znajomych. Wszystko cisn??o si?, by ujrze? m?odzie?ca. Ok?pano go i ubrano w bia?? sukienk?, przepasan? paskiem. Jezusowi za? i uczniom umyto nogi i podano przek?sk?. Potem w?ród powszechnej weso?o?ci zacz??o si? szczodre rozdzielanie ró?nych podarunków ubogim, którzy zebrali si? przed domem dla z?o?enia ?ycze? swej dobrodziejce. Rozdawano suknie, chusty, zbo?e, chleb, jagni?ta, drób i pieni?dze. Jezus naucza? tymczasem ludzi, zgromadzonych na podwórzu. W owej bia?ej sukience biega? Marcyalis weso?o na wszystkie strony, rozdziela? z innymi ja?mu?ny i pozwala? ka?demu siebie ogl?da?; w twarzy jego zna? by?o dzieci?ce zadowolenie. Pocieszny to by? widok, gdy na podwórze wesz?y dzieci szkolne pod przewodnictwem nauczycieli, a on si? do nich zbli?y?. Dzieci na widok jego przestraszy?y si?, jakby ujrza?y ducha, a gdy podbieg? ku nim, cofa?y si? trwo?liwie. Niektóre jednak, udaj?c bohaterów, wy?mia?y je, a podaj?c na powitanie r?k? Marcjalisowi, spogl?da?y z uczuciem dumy na boja?liwych; z podobnym uczuciem dotyka si? starszy ch?opiec konia, lub innego zwierz?cia, do którego boi si? zbli?y? ma?y jego braciszek, lub siostrzyczka. Potem zastawiono w domu i na podwórzach sto?y do uczty, w której wszyscy wzi?li udzia?. Piotr, jako krewny wdowy (by?a bowiem córk? brata jego te?cia), obraca? si? tu swobodnie jak u siebie, i zast?powa? poniek?d pana domu. — Jezus przywo?ywa? cz?sto do siebie wskrzeszonego ch?opca i niby mówi?c do niego, naucza? zarazem wszystkich obecnych, bardzo trafnie wszystko do nich stosuj?c.


452

Mówi? za? do ch?opca, jakoby strasznego losu unikn??; ?mier?, która przez grzech przysz?a na ?wiat, skr?powa?a go, i w grobie mia?a mu zgub? przynie??; w stanie ?lepoty mia? by? wrzucony w ciemno?ci i tam dopiero, za pó?no niestety, przejrze?, bo tam nie ma mi?osierdzia, nie ma pomocy. Przed wej?ciem jednak do grobu oswobodzi?o go z wi?zów mi?osierdzie Bo?e, przez pami?? na pobo?no?? rodziców i zas?ugi kilku jego przodków. Teraz za to powinien przez chrzest uwolni? si? od choroby grzechowej, aby nie popa?? w straszniejsz? jeszcze niewol?. Jezus mówi? dalej, jak to cnoty rodziców wychodz? nieraz pó?niej na po?ytek dzieciom i jak dla sprawiedliwo?ci patriarchów kierowa? Bóg dotychczas narodem izraelskim i oszcz?dza? go. Potem tak rzek?: „Teraz jednak naród ten le?y w wi?zach ?mierci grzechowej i jak ten ch?opiec, jest ju? na kraju grobu; po raz te? ostatni podaje Bóg mi?osierny Swemu narodowi r?k? pomocn?. Jan przygotowa? drogi, nawo?uj?c pot??nym g?osem do ocucenia serc z letargu ?miertelnego, a Ojciec, lituj?c si?, po raz ostatni otwiera oczy do ?ycia tym, którzy zatwardzia?e ich przed Nim nie zamykaj?. Podobny wi?c jest naród w ?lepocie swej do tego zamkni?tego m?odzie?ca w trumnie, którego spotka?o ocalenie za bramami miasta tu? przed grobem. Jak?e strasznym by?oby to, gdyby nios?cy go nie byli us?uchali g?osu Mego, nie postawili trumny na ziemi, nie otworzyli jej i nie rozwin?li cia?a z opasek, tylko w zatwardzia?o?ci swej poszli, nie zatrzymuj?c si?, i pogrzebaliby biednego ch?opca! Podobnie czyni? fa?szywi nauczyciele, Faryzeusze. Odpychaj?c biedny naród od ?ycia pokuty, ?ciskaj? go wi?zami swych praw, zamykaj? w trumn? swych drobnostkowych obrz?dów i zwyczajów, i tak prowadz? w grób ku wiecznemu zatraceniu. Przyjmijcie wi?c okazane wam mi?osierdzie Ojca Mego niebieskiego, spieszcie do ?ycia, do pokuty, do chrztu. Ostatnie s?owa wymówi? Jezus prawie b?agalnie, upominaj?c gor?co obecnych, by us?uchali rad Jego. Niezwyk?ym by?o to, ?e Jezus u?ywa? tu do kropienia wody ?wieconej, by wyp?dzi? z?e duchy, w których mocy byli niektórzy, obecni przy wskrzeszeniu m?odzie?ca. ?li ci ludzie czuli z?o?? ku Jezusowi i zazdro?? i przepe?nia?a ich rado?? szata?ska, bo s?dzili, ?e Jezus nie potrafi wskrzesi? m?odzie?ca. Jak ju? widzieli?my, uczucia ich zmieni?y si? wkrótce. Gdy Jezus, wskrzeszaj?c m?odzie?ca, pokropi? go wod?, wysz?a z jego cia?a ma?a chmurka, jak cie?, pe?na ró?nych wstr?tnych gadów i znik?a w ziemi. Nie tak by?o, gdy Jezus wskrzesza? innych; wtedy przywo?ywa? dusz? zmar?ego, która oddzielnie od cia?a, sta?a w kole swych wyst?pków; dusza wraca?a na Jego rozkaz, wchodzi?a w cia?o, a martwy przychodzi? do ?ycia. Tu jednak przy wskrzeszeniu m?odzie?ca wydawa?o si?, ?e ?mier? d?wiga si? z cia?a, jako przygniataj?cy je ci??ar. Po uczcie uda? si? Jezus z uczniami do pi?knego ogrodu wdowy Maroni, po?o?onego w po?udniowej stronie miasta. Id?c przez miasto, uzdrawia? Jezus kaleki i chorych, których mnóstwo sta?o przy drodze. W ca?ym mie?cie panowa? ruch ogromny. O zmierzchu przyby? Jezus do ogrodu, gdzie ju? obok wdowy zebrali si? krewni, domownicy i kilku nauczycieli z synagogi; wskrzeszony m?odzieniec by? tam tak?e z kilku innymi ch?opcami. W ogrodzie sta?y tu i ówdzie altany; jedna z nich, pi?kniejsza, wsparta by?a na kolumnach, mi?dzy które mo?na by?o wstawia? ruchome ?ciany. Przed ni?, w?ród drzew palmowych umieszczona by?a pochodnia, o?wiecaj?ca wn?trze. W jej ?wietle b?yszcza?y jasno d?ugie, zielone li?cie, a pozosta?e jeszcze owoce wida? by?o dok?adniej jak za dnia. Pi?kny wieczór letni nabiera? w ogrodzie tym jeszcze wi?cej czaru. Jezus przechadza? si? z pocz?tku, a pó?niej zasiad? w altanie, lecz wci?? naucza? i opowiada?. Na nocleg udano si? do domu Maroni, gdzie w oficynach wszyscy si? pomie?cili. Na wie?? o bytno?ci Jezusa w Naim i wskrzeszeniu m?odzie?ca zesz?o si? z ca?ej okolicy mnóstwo ludzi zdrowych i


453

chorych, i ci stan?wszy w d?ugich rz?dach przed domem Maroni, czekali na Jezusa; ca?a ulica zapchana by?a nimi. Cz??? ich uzdrowi? Jezus zaraz rano, poczym pogodzi? wiele ma??e?stw zwa?nionych przy nast?puj?cej okazji: Co chwila przychodzi?y do? niewiasty, prosz?c Go o wydanie ksi??eczki rozwodowej, bo — jak mówi?y — nie mog? ?y? d?u?ej ze swymi m??ami. W?a?ciwie jednak czyni?y to z namowy Faryzeuszów. Ci bowiem, zawstydzeni cudami Jezusa, a nie mog?c nic wskóra? przeciw Niemu, tym wi?ksz? z?o?ci? ku Niemu zapa?ali i chcieli skusi? Go do wydania w sprawie rozwodowej jakiego? wyroku, niezgodnego z prawem, by potem mogli Jezusa oskar?y? o szerzenie fa?szywej nauki. Lecz i tym razem zawiedli si? srodze. Na skargi i za?alenia niewiast odrzek? Jezus: „Przynie?cie Mi naczynie z mlekiem i drugie naczynie z wod?, a dam wam odpowied?!" Przyniesiono Mu ??dane rzeczy z pobliskiego domu, a wtedy Jezus, zmieszawszy mleko z wod?, rzek?: „Je?eli teraz potraficie oddzieli? mleko od wody, to i Ja wam dam ksi??eczki rozwodowe." Naturalnie nie potrafi?y tego niewiasty uczyni?, a wtedy Jezus zacz?? im t?umaczy?, ?e ma??e?stwo jest nierozerwalnym i tylko dla zatwardzia?o?ci serc ich pozwoli? Moj?esz na rozwód. Ca?kiem nie mog? si? nigdy rozdzieli?, bo tworz? teraz jedno cia?o; nawet gdyby ma??onkowie nie ?yli razem, m?? ma obowi?zek utrzymywa? ?on? i dzieci, a ?adne z nich obojga nie mo?e zawiera? powtórnych zwi?zków ma??e?skich. Dawszy im takie wyja?nienie, poszed? Jezus z nimi do ich m??ów; tu pomówi? najpierw z tymi ostatnimi, a potem przywo?awszy ?ony, obwinia? i m??ów i ?ony, ?e s? przyczyn? niezgody; zawsze jednak wi?ksz? win?, przypisywa? niewiastom. W ko?cu za Jego wp?ywem pogodzili si? wszyscy w?ród ?ez i ?yli odt?d przyk?adniej i szcz??liwiej ni? przedtem. Faryzeuszów za? nowa z?o?? zaj??a, ?e zamiar ich podst?pny si? nie uda?. Tego? rana przywróci? Jezus wielu ?lepym wzrok w ten sposób, ?e rozrabia? w r?ku ziemi? ze ?lin? i b?otem i tym pomazywa? im oczy.

Jezus w Megiddo. Uczniowie Jana

Przy odej?ciu Jezusa z Naim odprowadzali Go Maroni, m?odzieniec, domownicy wdowy, uzdrowieni i wielu innych Mu ?yczliwych, ?piewaj?c psalmy i trzymaj?c przed Nim zielone ga??zki. Jezus poszed? z uczniami ku zachodowi wzd?u? pó?nocnego brzegu Kizonu, maj?c po prawej r?ce góry, okalaj?ce dolin? Nazaret. Wieczorem przyby? na przedmie?cie miasta Megiddo, po?o?onego na wzgórzach, za którymi rozci?ga si? dolina Zabulon. Ludzie pracuj?cy na polach, ujrzawszy Jezusa zbli?aj?cego si? w orszaku uczniów, przywdziali suknie, które w czasie roboty pozdejmowali. Zaszed?szy do gospody, nauczali Jezus jeszcze wieczorem przed domem. Megiddo, miasto nieco podupad?e, le?y na wy?ynie. W ?rodku miasta wida? jakie? ruiny traw? poros?e; tu i ówdzie ujrzysz jeszcze resztki arkad. Sta? tu zapewne dawniej zamek królowi Kanaanu. S?ysza?am, i? w tej okolicy mia? tak?e swego czasu Abraham przebywa?. W lepszym stanie i wi?cej o?ywione jest przedmie?cie, gdzie si? Jezus zatrzyma?. Jest to d?ugi szereg domostw, stoj?cych u podnó?a wy?yny, przez któr? prowadzi go?ciniec handlowy z Ptolomaidy. Co krok wida? obszerne, wygodne gospody. Mieszkaj?cy tu celnicy przys?uchiwali si? nauce Jezusa i pod jej wp?ywem nak?onili si? do czynienia pokuty ochrzczenia si?; gorszyli si? tym bardzo miejscowi Faryzeusze. Zebra?o si? ju? wielu chorych, a wci?? nowi przybywaj?. Jezus kaza? im przez uczniów oznajmi?, ?e wieczorem przyb?dzie do nich, zarazem kaza? im si? odpowiednio uporz?dkowa?. Zaprowadzono wi?c wszystkich chorych na wielki plac przed miastem, poros?y muraw?, otoczony murami i kru?gankami, i tam odpowiednio ich rozmieszczono.


454

Tymczasem chodzi? Jezus z uczniami po polach okolicznych i przez stosowne porównania poucza? robotników, zaj?tych zasiewami. Pomagali Mu w tym uczniowie; niektórzy szli do robotników dalej pracuj?cych i pouczali ich, zanim Jezus przyszed?, to znowu wracali do tych, którzy ju? s?yszeli nauk?, wyja?niali im niezrozumia?e rzeczy i opowiadali o cudach Pana. Wszystkim powtarza? Jezus to samo, wi?c gdy potem zeszli si? razem, mogli poj?tniejsi t?umaczy? s?yszano s?owa innym. Upa? by? wielki, jak tu zwykle w lecie bywa, to te? robotnicy przerywali cz?sto prac? i odpoczywali; w takich to przerwach naucza? ich Jezus, lub te? wtenczas, gdy zasiadali do spo?ycia posi?ku. Podczas gdy Jezus tam by? zatrudniony, nadesz?o czterech uczniów Jana; przepasani byli rzemieniami, a szyje owini?te mieli paskami skóry. Jan ich tu nie przys?a?, bo w?a?ciwie uczniami jego byli tylko z imienia i zwyrodnieli ca?kiem od rzeczywistych uczniów. Stosunek ich z Janem ogranicza? si? do tego, ?e czasem z nim i z jego uczniami obcowali. Mieli stosunki tak?e z Herodianami i ci to w?a?nie wys?ali ich tu na przeszpiegi, by si? dowiedzie?, co Jezus naucza o Swym przysz?ym królestwie. W zachowaniu si? byli wi?cej skrupulatni i uprzejmi ni? uczniowie Jezusa. Przyszed?szy tu, przywitali si? z uczniami i przys?uchiwali si? ich nauczaniu. W par? godzin po nich przyby?a druga gromadka uczniów Jana, tym razem rzeczywistych. By?o ich dwunastu; dwóch wys?a? sam Jan, a inni przy??czyli si? tylko jako ?wiadkowie. Poniewa? Jezus powraca? w?a?nie do miasta, udali si? za Nim. Niektórzy, nich byli ?wiadkami ostatnich cudów Jezusa, i wróciwszy zaraz do Jana, opowiadali mu o tym. Równie? przy wskrzeszeniu m?odzie?ca z Naim by?o obecnych kilku uczniów Jana i ci pobiegli zaraz do Macherus, wypytuj?c gor?czkowo Jana: Co to jest? Co nas czeka? Widzieli?my wszystkie Jego czyny i wszystkie s?owa s?yszeli! Uczniowie Jego mniej kr?puj?, si? przepisami prawa, ni? my. Za kim mamy pój??? Kto On jest? Dlaczego uzdrawia wszystkich chorych? Dlaczego pociesza i wspomaga obcych zupe?nie, a nie przedsi?bierze nic dla uwolnienia ciebie?" Jan mia? wci?? k?opot z swymi uczniami. Nie chcieli oni bowiem w ?aden sposób go opu?ci?. Wysy?a? ich tak cz?sto do Jezusa tylko dla tej przyczyny, by poznawszy Go dobrze poszli za Nim. Nie ?atwo to jednak by?o, gdy? z swej godno?ci, jako uczniowie Jana, byli nadzwyczaj dumni. Dlatego to nieraz kaza? Jan prosi? Jezusa, by wyjawi? publicznie, kim jest, bo wtenczas pewnie uczniowie jego poszli by za Nim, a i wszystka ludno?? nawróci?aby si? do?. Gdy wi?c, jak wy?ej wspomnieli?my, znowu przyszli do niego uczniowie ze zw?tpieniem i niepewno?ci? w sercu, i dr?czyli go pytaniami co do Jezusa, postanowi? niejako zmusi? Go do jawnego wyznania, ?e jest Mesjaszem, Synem Boga, i dlatego wys?a? do Niego dwóch uczniów ze stanowczym zapytaniem. Przybywszy do miasta, uda? si? Jezus zaraz na ów okr?g?y plac, gdzie zgromadzili si? chorzy z ca?ej okolicy. By?a to zbieranina chorych wszelkiego rodzaju: chromych, ?lepych, niemych, g?uchych, nawet op?tanych. Chodz?c w ko?o, uzdrawia? Jezus najpierw op?tanych i to w ró?ny sposób. Ci nie szaleli tutaj tak, jak gdzie indziej; mieli powykrzywiane cz?onki i rzucali si? niespokojnie. Przechodz?c, uzdrawia? ich Jezus z dala samym rozkazem. Szatan uchodzi? z nich w postaci rzadkiej smugi dymu zg?szczaj?cego si? powoli, który ju?to si? rozp?ywa? w powietrzu, ju?to zapada? w ziemi?. Op?tani popadali w chwilowe omdlenie, a przyszed?szy do siebie, czuli si? ca?kiem zdrowymi; tak dzia?o si? tutaj. Kiedy indziej znowu widzia?am nieraz, jak szatan, wyszed?szy z op?tanego w postaci ciemnej pary o kszta?tach ludzkich, kr??y? jeszcze d?ugo mi?dzy lud?mi i potem dopiero znika?. Zaledwie Jezus zacz?? uzdrawia?, gdy zast?pili Mu drog? wys?ani uczniowie Jana, jak gdyby byli uprawnion? do tego komisj? urz?dow?, i chcieli si? z Nim rozmówi?. Jezus, nie zwa?aj?c wcale na nich, uzdrawia? dalej, co


455

si? im wcale nie podoba?o, bo nie umieli sobie tego wyt?umaczy?. — W ogóle byli uczniowie Jana przewa?nie za?lepieni i po cz??ci zazdro?ni. I nic dziwnego. Jan nie czyni? cudów tak, jak Jezus, wynosi? pod niebiosa Jezusa, a Ten nie stara? si? nawet uwolni? go z wi?zienia. Czasami przekonywa?y ich cuda i nauka Jezusa, lecz wkrótce znowu dawali ch?tne ucho pomrukom, mówi?cym: „Któ? to jest w?a?ciwie ten Jezus? Przecie? znaj? wsz?dzie Jego ubogich krewnych!" — Wreszcie nie mogli zrozumie? s?ów Jezusa, obiecuj?cych przysz?e królestwo. Nie widzieli nigdzie tego królestwa, ani nie zauwa?yli przygotowa? do zbudowania go. Widz?c, ?e Jan, czczony i powa?any prawie przez wszystkich, mimo to siedzi w wi?zieniu, s?dzili czasami niezawodnie, ?e Jezus mu dlatego nie pomaga i dozwala mu n?dznie marnie?, a?eby w?asn? s?aw? móc rozpowszechni?. Gniewa?o ich i to, ?e uczniowie Jezusa mieli wi?ksz? swobod?. Uwa?ali to za zbytek pokory ze strony Jana, ?e tak wys?awia Jezusa i wci?? posy?a do Niego z pro?b?, by wyja?ni?, kim jest, i publicznie da? si? pozna?. Jezus dawa? zawsze wymijaj?ce odpowiedzi, a oni nie przeczuwali, ?e Jan dlatego w?a?nie wysy?a ich do Jezusa, by Go poznali i poszli za Nim; przy takim wi?c ich usposobieniu trudniej im by?o rozpozna? si? i zrozumie? rzecz, ni? prostemu dziecku. Uzdrawiaj?c chorych po kolei, przyst?pi? Jezus do jednego chorego z Nazaretu, który zna? Go ju? dawniej; ten zaraz si? pyta? Jezusa, czy przypomina go Sobie z tego czasu, gdy po ?mierci dziadka Jego obcowali cz?sto z sob?. Mia? tu na my?li drugiego czy trzeciego m??a Anny, który umar?, gdy Jezus mia? 25 lat. Jezus przyzna?, ?e go zna, ale nie wdawa? si? d?u?ej w szczegó?y, tylko zwróci? rozmow? na jego cierpienie i grzechy. Widz?c w nim szczery ?al i wiar?, uzdrowi? go, da? mu stosowne napomnienia i zaraz zwróci? si? ku innym. Gdy Jezus obszed? ju? wszystkich chorych w ko?o, stan?li znów przed Nim uczniowie Jana, którzy dotychczas, stoj?c w ?rodku, przypatrywali si? z podziwem wszystkim Jego cudom, i rzekli: „Jan Chrzciciel pos?a? nas do Ciebie i kaza? Ci? zapyta?, czy jeste? Tym, który ma przyj??, czy te? mamy innego oczekiwa??" — Na to odrzek? im Jezus: „Wróciwszy, oznajmijcie Janowi, co?cie widzieli i s?yszeli! ?lepi widz?, g?usi s?ysz?, chromi chodz?, tr?dowaci bywaj? oczyszczeni, umarli zmartwychwstaj?, wdowy doznaj? pociechy, ubogim g?osi si? s?owo Bo?e. Co wczoraj by?o krzywym, dzi? jest prostym; b?ogos?awiony, który si? ze Mnie nie gorszy!" To rzek?szy, odwróci? si? od nich, a oni zaraz odeszli do domu. Jezus nie móg? wyra?niej mówi? o Sobie; któ? by Go by? zrozumia?? Uczniowie Jego, po cz??ci krewni, byli to ludzie pro?ci, dobrzy, zacni i pobo?ni, lecz do zrozumienia takich rzeczy jeszcze niezdolni; zgorszyliby si? tylko, lub ca?kiem na wspak zrozumieli s?owa Jego. Lud nie dorós? jeszcze wcale do przyj?cia prawdy; szpiedzy otaczali Go wsz?dzie. Nawet mi?dzy uczniami Jana mieli Faryzeusze i Herodianie swych p?atnych zauszników. Po odej?ciu wys?a?ców Jana zacz?? Jezus zaraz na miejscu nauk?, której s?uchali uzdrowieni, t?umy ludu, miejscowi doktorowie zakonni, uczniowie i pi?ciu celników, którzy tu mieszkali. Gdy wieczór zapad?, naucza? Jezus dalej przy ?wietle pochodni, a nawet reszta chorych przy ?wietle tym zosta?a uzdrowiona. Za przedmiot nauki obra? Jezus odpowied?, jak? da? uczniom Jana. Napomina? do pokuty i nawrócenia si?, i uczy?, jak nale?y u?ytkowa? dobrodziejstwa otrzymane z r?ki Boga. Wiedzia? Jezus dobrze, ?e niektórzy obecni Faryzeusze, korzystaj?c z Jego krótkiej, ogólnikowej odpowiedzi, jak? da? uczniom Jana, chcieliby wmówi? teraz w lud, ?e Jezus ma za nic Jana, ?e dozwala mu gin?? marnie, aby tylko Sobie przysporzy? s?awy; wi?c te? teraz obja?nia? ludowi t? odpowied? i powód nawo?ywania do pokuty, powo?uj?c si? na ?wiadectwo samego Jana, na s?owa


456

jego, które wyrzek? o Nim, a które przecie? wszyscy s?yszeli. „Dlaczego wi?c" — mówi? — „w?tpicie i co chcecie jeszcze znale?? w Janie? Kogo wyszli?cie widzie?, id?c do Jana? Trzcin?, chwiej?c? si? od wiatru? Cz?owieka, w mi?kkie, wspania?e szaty obleczonego? Oto ci, którzy w mi?kkie szaty si? ob?ócz? i zniewie?ciale ?yj?, mieszkaj? w pa?acach królewskich. Wi?c co?cie chcieli widzie?, szukaj?c go? Proroka? Zaprawd? powiadam wam, wi?cej ni? proroka! Bo on tym jest, o którym napisano: Oto Ja posy?am anio?a Mego przed obliczem twoim, który zgotuje drog? twoj? przed tob?! Zaprawd?, powiadam wam, nie powsta? mi?dzy narodzonymi z niewiast wi?kszy prorok nad Jana Chrzciciela; a przecie? najmniejszy w królestwie niebieskim wi?kszy jest, ni?li on. A od dni Jana Chrzciciela a? dot?d królestwo niebieskie gwa?t cierpi, a gwa?townicy porywaj? je. Bo wszyscy prorocy i zakon a? do Jana o tym prorokowali; a je?li chcecie przyj??, to jest on w?a?nie tym Eliaszem, który ma przyj??. Kto ma uszy ku s?uchaniu, niechaj s?ucha." Wszystkich obecnych wzruszy?y bardzo s?owa Jezusa, wszyscy te? zaraz chcieli si? da? ochrzci?; tylko uczeni zakonu szemrali, gorsz?c si? szczególnie tym, ?e Jezus wdaje si? z obecnymi tu celnikami. To te? Jezus przypomnia? im wszystko, co wci?? na Niego i na Jana wygadywali, i jak Mu zarzucaj?, i? obcuje z celnikami i grzesznikami. Nast?pnie uda? si? Jezus do domu jednego z celników, gdzie te? przyszli i czterej inni, i tam naucza?, a oni pod wp?ywem nauki nawrócili si? i gotowi byli przyj?? chrzest. Dom tego celnika sta? blisko placu, na którym Jezus dopiero uzdrawia?. Drugi taki dom sta? przy wej?ciu do Miasta, inne za? dalej za miastem. W pierwszej po?owie drogi z Naim mo?na by?o widzie? Dabbeset, miejsce zamieszkania Bart?omieja; w dalszej drodze, bli?ej Megiddo, zas?ania?a na? widok wynios?a wy?yna Megiddo. Dabbeset le?a?o nad potokiem Kison u progu doliny Zabulon, o pó?torej godziny drogi w kierunku zachodnim od Megiddo.

Jezus odchodzi z Megiddo. Uzdrowienie tr?dowatego

Za nastaniem ?wi?ta Nowiu wyruszy? Jezus z powrotem do Kafarnaum. Towarzyszy?o Mu oko?o 24 uczniów, owych czterech podejrzanych uczniów Jana i kilku celników z Megiddo, którzy chcieli w Kafarnaum przyj?? chrzest. Drog? odbywano powoli, przystawano cz?sto i w miejscach przyjemniejszych odpoczywano. Szli za? drog?, wiod?c? z Megiddo na pó?nocny wschód przez wy?yny i dolin? Nazaretu ku pó?nocno zachodniej stronie Taboru. Przez ca?? drog? naucza? Jezus, staraj?c si? przygotowa? uczniów do rych?ego, rzeczywistego powo?ania ich na aposto?ów i powierzenia im pos?annictwa. Upomina? ich, by pozbyli si? wszelkich trosk ziemskich i wyniszczyli w sobie przywi?zanie do dóbr doczesnych. S?owa Jego mile porusza?y serca uczniów. Raz zerwa? Jezus w czasie nauczania kwiatek rosn?cy przy drodze i rzek? do uczniów: „Ten nie troszczy si? o nic! Przypatrzcie si?, poza pi?kn? barw?, co za delikatne ?y?ki! Zaprawd?, nie pi?kniej odziany by? m?dry Salomon w ca?ej swej wspania?o?ci!" —Tego porównania u?ywa? Jezus cz?sto. Jezus przemawia? tak?e w ten sposób, ?e w s?owach Jego móg? ka?dy z aposto?ów znale?? wierne odbicie swego charakteru. T?umaczy? im, by nie ubiegali si? tak chciwie o urz?dy w przysz?ym Jego królestwie, i nie przedstawiali sobie tego królestwa w sposób tak doczesny. Mówi? za? tak dlatego, bo po to g?ównie przyszli na przeszpiegi owi czterej mniemani uczniowie Jana, tajemni stronnicy Herodian. Upomina? uczniów, kogo maj? si? najbardziej strzec w przysz?o?ci, i przy tym tak dosadnie tych?e Herodian opisa?, ?e nie mo?na si?


457

by?o co do osoby pomyli?. Mi?dzy innymi uprzedzi? ich, ?e maj? si? strzec ludzi w skórach z d?ugimi rzemieniami, mówi?c: „Strze?cie si? uczonymi w skórach owczych z d?ugimi pasami!" — Rozumia? przez to owych uczniów Jana, szpiegów Herodian, którzy na wzór rzeczywistych uczniów Jana ubierali si? w rodzaj stu?y ze skóry owczej, przewieszonej przez grzbiet i piersi. Jak mówi? Jezus, mieli ich uczniowie po tym pozna?, ?e nie mog? patrze? drugim prosto w oczy. — Gdy za? — mówi? Jezus — zwrócicie si? ku nim z sercem przepe?nionym rado?ci? i zapa?em i zechcecie podzieli? je z nimi, wtedy zamkn? swe serce przed wami i wymyka? si? wam b?d?, jak zwierz wij?cy si? na wszystkie strony. — Tu wymieni? Jezus jakiego? chrz?szcza, jak to on, zamkni?ty zewsz?d, szuka otworu, przez który móg?by si? wymkn??. Wreszcie ujrzawszy przy drodze krzak ostu, uchyli? ga??zki i rzek? do uczniów: „Patrzcie, czy znajdziecie tu jakie owoce!" Kilku z nich zagl?dn??o rzeczywi?cie dobrodusznie, a Jezus rzek?: „Czy? szuka kto fig na ostach, lub winogron na cierniach?" Oko?o wieczora przybyli do miejscowo?ci, le??cej od pó?nocnego zachodu u stóp góry Tabor; domów wszystkich by?o oko?o 20 wraz ze szko??, a wszystkie sta?y rz?dem. Do Nazaretu by?o st?d pó?torej do dwu godzin drogi na zachód, za? do miasta Tabor pó? godziny. Poczciwi mieszka?cy tutejsi znali ju? Jezusa z poprzednich lat, gdy z przyjació?mi przebiega? okolice Nazaretu. Byli to przewa?nie pasterze; teraz w?a?nie oprócz paszenia byd?a zaj?ci byli zbieraniem bawe?ny. Czapki mieli ze surowej skóry; w szkole nakrywali nimi g?owy, przy robocie za? mieli g?owy odkryte. Ujrzawszy Jezusa, zebrali bawe?n? do mat, zanie?li do domu i zaraz wyszli naprzeciw Niego. Przy studni umyli Jezusowi i uczniom nogi i podali im posi?ek. Synagogi tu nie by?o, tylko szko?a, a przy niej nauczyciel. Tam te? uda? si? Jezus i naucza? zebranych przez przypowie?ci. Miejscowo?? ta by?a w?asno?ci? pewnego znakomitego m??a; dom jego, wi?kszy od innych, sta? nieco na uboczu. Za grzechy dawniejsze dotkni?ty zosta? ów cz?owiek tr?dem i dlatego nie ?y? obecnie ze swoj? ?on?; mieszkaj?c? w tym domu, a on mie?ci? si? w bocznym budynku. Choroby swej nie podawa? do wiadomo?ci, by nie by? nara?onym na uci??liwe odosobnienie, przepisane prawem; wiedziano wprawdzie o tym, lecz patrzano na to przez palce. Obok jego domu prowadzi?a zwyczajna droga publiczna, poniewa? jednak wiedziano o jego chorobie, nie chodzono tam t?dy, tylko ?cie?k? boczn?. Uczniowie wiedzieli ju? o wszystkim od ludzi. Tr?dowaty ten dawno ju? ?a?owa? szczerze za grzechy i z ut?sknieniem czeka? przybycia Jezusa. Teraz wi?c dowiedziawszy si? o Jego przyj?ciu, przywo?a? o?mioletniego ch?opaka, który, b?d?c jego niewolnikiem, obs?ugiwa? go, i rzek? mu: „Id? do Jezusa z Nazaretu i tam czekaj na sposobno??; je?li Jezus stanie na uboczu, lub pójdzie oddzielnie od uczniów, padnij przed Nim na twarz i powiedz: „Nauczycielu! pan mój jest chory i wierzy g??boko, ?e Ty móg?by? mu pomóc, gdyby? tylko zechcia? przej?? drog? ko?o naszego domu, któr? nikt nie chce chodzi?. Prosi Ci? pokornie, by? si? nad nim n?dznym zlitowa? i przeszed? t? drog?, a pewnie wyzdrowieje!" Ch?opiec przyszed? do Jezusa i wywi?za? si? nale?ycie z polecenia, a Jezus mu rzek?: „Powiedz panu twemu, ?e jutro tam b?d?." Mówi?c to, uj?? go Jezus za r?k?, a drug? po?o?y? mu na g?owie. Dzia?o si? to w czasie, gdy Jezus szed? ?e szko?y do gospody. Przewiduj?c przybycie ch?opca, pozosta? umy?lnie nieco w tyle za uczniami. — Ch?opiec mia? na sobie ?ó?t? sukienk?. Posiad?o?? Anny le?y o godzin? drogi na zachód od Nazaretu, na wy?ynie mi?dzy dolinami: nazereta?sk? i Zabulon. Do Nazaretu prowadzi st?d w?wóz, obsadzony drzewami. Odwiedzaj?c Maryj?, nie potrzebowa?a Anna wcale przechodzi? przez miasto. Zaraz rano, jeszcze o zmierzchu, wyszed? Jezus z uczniami z gospody i uda? si? na drog? prowadz?c? ko?o domu tr?dowatego. Widz?c to uczniowie,


458

przestrzegali Go, by nie szed? t?dy, Jezus jednak na ich przestrog? nie zwa?a? i kaza? im i?? za Sob?. Poszli wi?c uczniowie lecz z trwog? i obaw?, by skutkiem tego nie narobiono na nich jakich plotek w Kafarnaum. Wspomniani uczniowie Jana nie poszli tam z nimi. Ch?opiec ujrza? ju? z daleka Jezusa i oznajmi? o tym swemu panu; ten wyszed? na ?cie?k?, prowadz?c? do drogi, i gdy Jezus si? zbli?y?, wo?a? do? z odleg?o?ci: „Panie! nie zbli?aj si? do mnie! Je?li tylko zechcesz pomóc mi, pewnie odzyskam zdrowie." Uczniowie zatrzymali si?, a Jezus poszed? do?, dotkn?? go i rzek?: „Chc? tego!" Tr?dowaty upad? przed Nim na twarz i w tej chwili opad? ze? tr?d. Powstawszy, opowiedzia? Jezusowi swoje po?o?enie, a Jezus poleci? mu po??czy? si? znów z ?on?, a z czasem i z lud?mi zacz?? obcowa?, jak przedtem. Nast?pnie skarci? go za pope?nione grzechy, kaza? mu pokutowa?, przyj?? chrzest i rozda? pewne ja?mu?ny. Poczym powróci? Jezus do uczniów i id?c dalej, uczy? ich, ?e dla niesienia pomocy mo?na ?mia?o dotyka? si? i tr?dowatych, je?li si? tylko ma czyste serce i siln? wiar?. Tak uzdrowiony tr?dowaty, wyk?pa? si?, wdzia? inne suknie i udawszy si? do ?ony, opowiedzia? jej, jaki to Jezus cud zdzia?a?. Kilku zawistnych mieszka?ców tutejszych donios?o o tym zaraz Faryzeuszom i kap?anom miasta Tabor, a ci napadli niebawem biednego cz?owieka, jakby jaka komisja ?ledcza, wybadywali go surowo, czy rzeczywi?cie jest uzdrowiony, i poci?gali do odpowiedzialno?ci, ?e zataja? swoj? chorob?. Tak to z zawi?ci do Jezusa narobiono tyle ha?asu w sprawie, któr? przedtem pomijano milczeniem. Tymczasem Jezus w?drowa? z uczniami przez ca?y dzie?; szli szybko, tylko od czasu do czasu zatrzymywali si? i posilali. Po drodze mówi? Jezus przypowie?ci, o królestwie Bo?ym. Mówi?, ?e nie mo?e im teraz dok?adnie wszystkiego obja?ni?, lecz przyjdzie czas, ?e wszystko zrozumiej?. Naucza?, jak to trzeba wyrzec si? dóbr doczesnych i wszelkich trosk o odzienie i po?ywienie; wkrótce b?dzie wi?cej g?odnych, ni? starczy ?ywno?ci, i b?d? Go si? pyta?, sk?d wzi?? tyle jedzenia, a przecie wystarczy i zostanie jeszcze wiele. Nast?pnie kaza? im budowa? i umacnia? domy, jak gdyby za swoje wysi?ki i po?wi?cenie si? mieli otrzyma? te domy, tj. urz?dy i godno?ci w przysz?ym Jego królestwie. Naturalnie pojmowali to uczniowie w znaczeniu doczesnym, materialnym. Judasz, uradowany, wyrwa? si? skwapliwie przed innymi, ?e z pewno?ci? b?dzie gorliwie pracowa? i spe?ni swoj? powinno??. Na to zatrzyma? si? Jezus i rzek?: „Na tym nie koniec; nie zawsze b?dzie wszystkiego pod dostatkiem, nie zawsze b?d? was dobrze przyjmowa? i karmi?. Przyjdzie czas, ?e b?d? was zewsz?d wyrzuca? i prze?ladowa?, ?e nie b?dziecie mieli kawa?ka chleba, sukien, obuwia, ani dachu nad g?ow?. Namy?lcie si? dobrze i przygotujcie do opuszczenia wszystkiego, albowiem przeznaczam was do wa?nych rzeczy. Dwa królestwa stoj? naprzeciw siebie, a nikt nie mo?e dwom przeciwnym sobie panom naraz s?u?y?. Faryzeusze i ich poplecznicy stroj? si? w swej fa?szywo?ci w larwy i maski, nauczaj? i przestrzegaj? tylko dope?niania czczej formy, a pomijaj? to, co jest j?drem i w?a?ciw? tre?ci?, tj. mi?o??, pojednanie si? i mi?osierdzie. Ja za? powiadam wam, ?e ?upina bez ziarna jest martw?, bezp?odn?; tre?? musi poprzedza? prawo; ziarno musi wzrasta? z ?upin?." — Naucza? ich Jezus jeszcze, ?e powinni si? modli? w samotno?ci, a nie jawnie z che?pliwo?ci?, — i wiele innych rzeczy. W ogóle, ilekro? szed? Jezus z uczniami, zawsze w ten sposób przygotowywa? ich do lepszego zrozumienia tego, co mia?o by? przedmiotem Jego nauk publicznych, by potem ?atwiej mogli obja?nia? lud i dawa? mu wskazówki. Cz?sto naucza? tego samego, tylko innymi s?owy i w innym porz?dku. Z towarzysz?cych Mu uczniów najcz??ciej zapytywali Go o co? Jakub Starszy, Judasz Barsabas, czasem Piotr. Judas tak?e wyrywa? si? nieraz nie wcze?nie. Andrzej przywyk? ju? wi?cej do wszystkiego. Tomasz skupiony jest w sobie, jak gdyby zastanawia? si? nad czym?. Jan przyjmuje


459

wszystko z mi?? ufno?ci? dziecka. Uczeni uczniowie milcz?, ju?to ze skromno?ci, ju?to, by si? nie zdradzi?, ?e nie wszystko rozumiej?. Id?c tak przez ca?y dzie? dolinami, stan?? Jezus tu? przed nadej?ciem szabatu w dolinie, po?o?onej na wschód od Magdalum; równocze?nie prawie nadeszli z przeciwnej strony poganin Cyrynus z Dabrat i setnik Achiasz z Giszali, którzy d??yli do Kafarnaum przyj?? chrzest. Zbli?aj?c si? do Kafarnaum, poleca? Jezus przede wszystkim uczniom, by ju? teraz ?wiczyli si? w pos?usze?stwie, w przygotowaniu do przysz?ego pos?annictwa, i uczy? ich, jak maj? zachowywa? si? w drodze, gdy ich wy?le lud naucza?. Tu? przed rozstaniem si?, poda? im kilka ogólnych prawide?, jak maj? post?powa? wzgl?dem niektórych niepo??danych towarzyszy; by? to przytyk dla owych czterech stronników herodia?skich, którzy a? tu przywlekli si? za uczniami. Rzek? wi?c Jezus: „Je?li w przysz?ych waszych w?drówkach przy??cz? si? do was uczeni, których ?atwo poznacie po ich s?odkiej a badawczej, podst?pnej mowie, i je?li nie dadz? si? zby? czym b?d?, tylko b?d? was o wszystko wypytywa?, i ju?to potakiwa?, ju?to sk?adnie si? sprzeciwia? i b?d? wam mówi? rzeczy mi?e sercu waszemu, starajcie si? usilnie uwolni? si? od nich; s?abi jeszcze jeste?cie i nie do?wiadczeni i mogliby?cie ?atwo wpa?? w pu?apk?, zastawion? przez tych szpiegów. Co do Mnie, to nie ust?puj? im z drogi; znam ich na wylot, wi?c dozwalam im s?ucha? Moich nauk."

Jezus naucza w synagodze w Kafarnaum i uzdrawia dwóch tr?dowatych

Podró? odbywa?a si? teraz spiesznie, bo ju? zachodzi? szabat. Droga wypada?a znowu przez posiad?o?? królika Serobabela. W ogrodach tego? mieszkali od niejakiego czasu dwaj tr?dowaci w umy?lnych budynkach; chodzili w czerwonych p?aszczach, otulaj?cych cia?o, obsypane obrzydliwymi wrzodami. Byli to dwaj m?odzi uczeni zakonni, licz?cy oko?o 25 lat, którzy przez swe rozpustne ?ycie wpadli w tr?d. Dawniej obracali si? tak?e ko?o Magdaleny w Magdalum, potem t?umili si? k?dy indziej, a? ostatecznie zeszli do tej n?dzy, wystawieni na ogóln? pogard? i poniewierk?. Powodowany lito?ci?, pozwoli? im Serobabel mieszka? w swoich ogrodach. W czasie ostatniej bytno?ci Jezusa w tej miejscowo?ci, wstydzili pokaza? si? Mu na oczy; teraz jednak, nas?uchawszy si? o Jego naukach i mi?osierdziu, kazali si? zanie?? na drog?, któr? mia? Jezus przechodzi?, i stan?wszy na boku, b?agali Go o pomoc. Jezus przeszed? mimo nich, nie zatrzymuj?c si?, rzek? tylko do dwóch s?ug Serobabela, którzy biegli za Nim, wstawiaj?c si? za nieszcz??liwymi, by chorych przyniesiono do synagogi w Kafarnaum i tam umieszczono w przybudowanych do synagogi pi?trowych kruchtach, aby z zewn?trz mogli si? przys?uchiwa? Jego nauce. Kaza? im to zrobi?, gdy lud zgromadzi si? ju? do synagogi. Tr?dowaci mieli si? modli?, ?a?owa? i czeka? cierpliwie, a? ich zawo?a. Us?yszawszy to s?udzy, wrócili natychmiast do tr?dowatych i krótsz? drog?, prowadz?c? przez dziki w?wóz ogrodowy, zanie?li ich do Kafarnaum. Przybywszy przed synagog?, wyci?gn?li ich z trudem po stopniach w murze na taras kru?ganku; tu wsparci na oknach synagogi, mogli tr?dowaci s?ysze? nauk? Jezusa w synagodze, b?d?c sami pod go?ym niebem, i ze skruszonym sercem czeka? na Odkupiciela. Umywszy nogi i odpasawszy suknie, uda? si? Jezus z uczniami tak?e do synagogi. Na katedrze zakonnej siedzia? ju? który? z nauczycieli i czyta? g?o?no, lecz ujrzawszy Jezusa, powsta? i ust?pi? Mu miejsca. Jezus wzi?? zaraz jedn? z ksi?g i zacz?? naucza? o tym, jak Laban dogna? Jakuba, jak ten ostatni walczy? z anio?em, potem pojedna? si? z Ezawem, dalej o uwiedzeniu Diny, poczym obja?nia? proroka Ozeasza. Zaraz z pocz?tku, gdy Jezus bez wahania zaj??


460

miejsce na katedrze, i zacz?? czyta?, za?miali si? Faryzeusze szyderczo, chc?c przez to okaza?, ?e Jezus nie zna si? na grzeczno?ci. S?yszeli oni ju? o wskrzeszeniu m?odzie?ca z Naim i o innych licznych uzdrowieniach i ?li byli, ?e Jezus znowu si? tu pojawi?. Z nat??on? uwag? czekali wi?c, jak Jezus b?dzie tu Sobie post?powa?. — Prawie ca?a rodzina Jezusa by?a dzi? obecn? w synagodze, jak równie? wszystkie niewiasty. Po nauce, gdy zgromadzeni zacz?li si? ju? rozchodzi?, a Jezus z uczniami tak?e z synagogi wychodzi?, zbli?yli si? do? Faryzeusze, chc?c jeszcze w przedsionku wszcz?? z Nim dysput?. Wstrzyma?a ich jednak od tego niespodziewana dla nich okoliczno??; Jezus bowiem, wyszed?szy przez drzwi, zwróci? si? ku kru?gankowi, w którym byli dwaj tr?dowaci i kaza? im zej?? na dó?. Ci ze wstydu i z boja?ni przed Faryzeuszami nie us?uchali natychmiast, wi?c Jezus powtórzy? rozkaz w jakim? imieniu, którego sobie nie przypominam. Ku wielkiemu zdumieniu wszystkich, zeszli tr?dowaci zaraz, bez niczyjej pomocy. Przedsionek o?wiecony by? pochodniami dla wygody wychodz?cych. Jaka? z?o?? zdj??a Faryzeuszów, gdy poznali po czerwonych p?aszczach, owych biednych, pogardzonych grzeszników. Ci za? upadli przed Jezusem na kolana, a On w?o?y? na nich r?ce i tchn?wszy w ich oblicza, rzek?: „Odpuszczaj? si? wam wasze grzechy!" Poczym upomina? ich do pow?ci?gliwo?ci na przysz?o?? i do przyj?cia chrztu pokutnego, i kaza? im porzuci? nauki zakonne, obiecuj?c, ?e Sam wska?e im drog? do prawdy. Tr?dowaci powstali, i oto, w oczach wszystkich zacz??a ust?powa? szpetna choroba, wrzody sch?y i wyg?adza?y si?, tr?d opada?; wreszcie znik?y wszelkie ?lady choroby, a uzdrowieni, podzi?kowawszy ze ?zami w oczach Jezusowi, odeszli do domu ze s?ugami Serobabela. ?yczliwi im ludzie cisn?li si? w oko?o nich, raduj?c si? z ich uzdrowienia i szczerej pokuty. Teraz jednak gniew Faryzeuszów, dot?d hamowany, wybuch? z ca?? si??. „Jak to! — krzykn?li — w szabat uzdrawiasz! Grzechy odpuszczasz! Sk?d masz do tego w?adz?? Czarta chyba masz w Sobie i ten Ci pomaga. Szaleniec jeste?! Pozna? to ?atwo, bo w?óczysz si? wsz?dy, nie mog?c usiedzie? na jednym miejscu. Zaledwie tu sko?czy? wyprawia? dziwowiska, a oto ju? w Naim wskrzesza?e? z martwych, potem w Megiddo ha?asu narobi?e?, a teraz znowu tu jeste?. Co? podobnego nie potrafi cz?owiek przy zdrowych zmys?ach. Z?y duch pomaga Ci swoj? pot?g?. Niech tylko Herod za?atwi si? raz z Janem, a przyjdzie kolej i na ciebie, je?li tylko nie ulotnisz si? gdzie do tego czasu." Takie pogró?ki miotali Faryzeusze, lecz Jezus, nie zwracaj?c na to uwagi, przeszed? ?rodkiem nich i poszed? do domu. Lecz za to strach przejmowa? biedne niewiasty, krewne Jezusa, które, nie poszed?szy do domu, oczekiwa?y na? w pobli?u i s?ysza?y wszystko; p?aka?y te? i narzeka?y, przej?te obaw? niebezpiecze?stwa, jakie mog?o grozi? Jezusowi ze strony rozw?cieczonych Faryzeuszów. Wyszed?szy z miasta, skierowa? Jezus Swe kroki na wy?yn?, wznosz?c? si? nad dolin?, gdzie sta? dom Maryi. Po drodze s? krzaki i groty, w których si? modli?. Pó?niej wst?pi? na chwil? do domu Maryi, by pocieszy? niewiasty, poczym znowu wyszed? na ca?onocn? modlitw?. Nast?pnego dnia uda? si? Jezus do ogrodu, po?o?onego w pobli?u domu Piotra. W ogrodzie tym, otoczonym parkanem, przyrz?dzone ju? by?o wszystko do chrztu. Sta?o tam sze?? okr?g?ych, murowanych chrzcielnic, a wko?o ka?dej rów, do którego spuszcza?o si? wod? z p?yn?cego mimo potoku: D?uga altana ogrodowa podzielona by?a zas?onami i ?ciankami na komórki, w których przebierali si? przyjmuj?cy chrzest. Do nauczania by?o osobne miejsce na podwy?szeniu. Uczniowie byli wszyscy obecni, a do przyj?cia chrztu zg?osi?o si? oko?o 50 ludzi, mi?dzy nimi krewni ?w. Rodziny, starzec i trzech m?odzie?ców z Seforis, stamt?d równie? ch?opiec, którego Jezus uzdrowi?, i staruszka, która niedawno by?a w


461

Abez u Jezusa. By? dalej Cyrynus z Cypru, setnik rzymski Achiasz, i uzdrowiony przez Jezusa synek jego, Jefte z Gischali, setnik Korneliusz i jego ?ó?ty uzdrowiony niewolnik z wi?ksz?, cz??ci? domowników, wielu pogan z Górnej Galilei, ciemnoskóry niewolnik Serobabela, pi?ciu celników z Megiddo, wielu ch?opców, mi?dzy nimi Jozes, siostrzeniec Bart?omieja. Byli tak?e wszyscy uzdrowieni tr?dowaci i op?tani z okolicy, jak równie? dwaj wczoraj uzdrowieni uczeni zakonni. Na tych ostatnich nie zna? ju? by?o choroby, tylko policzki mieli zapad?e, wychudzone. Przyjmuj?cy chrzest ubrani byli w suknie pokutnicze z szarej we?ny, a na g?owie mieli czworok?tne chusty. Po przygotowawczej nauce poszli do altany i ubrali si? do chrztu w d?ugie, bia?e koszule. Chust?, okrywaj?c? przedtem g?ow?, zarzucali na plecy i tak z obna?onymi g?owami, z r?kami skrzy?owanymi na piersiach, wst?powali do rowu, otaczaj?cego chrzcielnic?. Andrzej i Saturnin chrzcili; Tomasz za?, Bart?omiej, Jan i inni k?adli na nich r?ce jako ojcowie chrzestni. Chrzczony, maj?c plecy obna?one, pochyla? si? na por?czy nad brzegiem chrzcielnicy; jeden z uczniów przynosi? wod?, pob?ogos?awion? przez Jezusa, a ucze? chrzcz?cy nabiera? wody r?k? i polewa? ni? trzykro? g?ow? chrzczonego. Tomasz by? ojcem chrzestnym Jeftego, syna Achiasza. Chrzczono wi?cej osób naraz, a przecie? zaj??o to czas a? do drugiej godziny po po?udniu.

Wskrzeszenie córki Jaira, prze?o?onego synagogi

Nieco pó?niej naucza? Jezus w Kafarnaum na placu przed synagog? i uzdrawia? zebranych chorych. Wtem przyst?pi? do Niego prze?o?ony synagogi Jair, upad? Mu do nóg i prosi? Jezusa, by przyszed? do? uzdrowi? ju? konaj?c? jego córk?. Jezus w?a?nie zamierza? z nim i??, gdy wtem przyby? do Jaira pos?aniec z domu, mówi?c: „Córka twoja umar?a ju?, nie trud? wi?c daremnie Mistrza!" Zasmuci? si? g??boko Jair, a Jezus, widz?c to, rzek? do niego: „Nie obawiaj si?, ufaj Mi tylko, a pomog? ci. Przyszed?szy przed dom, zastali przed drzwiami i w przysionku pe?no pacho?ków pogrzebowych i p?aczek, do których rzek? Jezus: „Czego tak p?aczecie i narzekacie? Ust?pcie st?d! Nie umar?a dzieweczka, ale ?pi." Wy?miewa?y si? z Niego p?aczki i szydzi?y, wiedz?c dobrze, ?e dziewczynka umar?a; jednak na rozkaz Jezusa musia?y wyj??, poczym bram? zamkni?to. Jezus wzi?? z Sob? tylko Piotra, Jakuba Starszego i Jana, i z tymi trzema wszed? do domu, gdzie pogr??ona w smutku matka, zaj?ta by?a ju? ?e s?u?ebn? szyciem ca?unów dla nieboszczki. Oboje rodzice zaprowadzili Jezusa do izdebki, gdzie le?a?a zmar?a. Jezus stan?? przy ?o?u, rodzice za Nim, a uczniowie po prawej r?ce w nogach ?ó?ka. Matka nie podoba?a mi si? od pierwszego wejrzenia; oboj?tna by?a zupe?nie i nie mia?a wcale zaufania do Jezusa; ojciec tak?e, nie bardzo gorliwy przyjaciel Jezusa, nie chcia? zadziera? z Faryzeuszami i tylko trwog? i potrzeb? przynaglony, uda? si? o pomoc do Jezusa. Zreszt? wed?ug swego rozumowania nie traci? nic w ka?dym razie; gdyby Jezus uzdrowi? mu córk?, to w zamian za niech?? Faryzeuszów odzyskiwa? dziecko, w przeciwnym razie u?atwia? Faryzeuszom tryumfowanie nad Jezusem. W ostatnich jednak czasach wielkie wra?enie na nim zrobi?o uzdrowienie s?ugi Korneliusza i odt?d wi?kszego nabra? zaufania ku Jezusowi. Zmar?a córeczka wyniszczona by?a bardzo przez chorob?. Malutka wzrostem, mog?a liczy? najwy?ej 11 lat, ale wcale jak na swój wiek nie by?a rozwini?t?; dziewcz?ta u ?ydów nieraz ju? w 12 latach s? zupe?nie rozwini?te. Le?a?a martwa na pos?aniu, owini?ta w d?ug? sukni?. Jezus podniós? j? lekko ramieniem, przycisn?? do piersi i tchn?? na ni?. I oto ujrza?am cudowne zjawisko: po prawej stronie trupa pojawi?a si? przejrzysta posta? w kole ?wietlistym, która, przybrawszy kszta?t ludzki, wpad?a w chwili, gdy Jezus tchn??


462

na zmar??, jako ma?a, jasna figurka, w usta dziewcz?cia. Potem z?o?y? Jezus dzieweczk? na powrót na pos?aniu; uj?? j? za rami? powy?ej przegubu i rzek?: „Dzieweczko! tobie mówi?, wsta?!" Na te s?owa dzieweczka usiad?a zaraz na ?o?u, a po chwili, trzymana wci?? przez Jezusa za r?k?, powsta?a z oczyma szeroko otwartymi i zesz?a z pos?ania. Rodzice przypatrywali si? pocz?tkowo z oboj?tno?ci? i tajemnym l?kiem, powoli jednak opanowa?o ich dr?enie i wzruszenie wielkie; teraz za?, gdy Jezus im odda? w obj?cia córk? ?yw?, cho? mocno jeszcze os?abion?, nie posiadali si? z rado?ci. Jezus kaza? dziecku da? je?? i poleci? tej sprawy zbytecznie nie rozg?asza?. Ojciec z?o?y? Jezusowi podzi?kowanie, poczym Jezus powróci? drog? na dó? do miasta. Matka, zawstydzona i odurzona tym wszystkim, nie zdoby?a si? na nale?yt? podzi?k?. Mi?dzy p?aczkami rozesz?a si? natychmiast wie??, ?e dzieweczka ?yje. Usuwa?y si? wi?c z drogi Jezusowi, wstydem powodowane; niektóre wprawdzie, pod?e, u?miecha?y si? jeszcze niedowierzaj?co, lecz i te opami?ta?y si?, gdy wszed?szy do domu, ujrza?y, ?e dzieweczka nie tylko ?yje, ale i smacznie po?ywa. W powrocie do miasta mówi? Jezus z uczniami o wskrzeszeniu dzieweczki: rodzice jej wprawdzie nie mieli silnej wiary i nie odznaczali si? ?yczliwo?ci? ku Niemu, lecz wskrzesi? ich córk? dla niej samej i na chwa?? królestwa Bo?ego. ?mier? cielesna nie by?a dla niej z?em; bardziej strzec si? musi przed ?mierci? duszy. Jezus poszed? prosto na plac miejski, uzdrowi? chorych czekaj?cych tu na?, a potem naucza? w synagodze do ko?ca szabatu. Faryzeusze tak byli na Niego rozgoryczeni i rozj?trzeni, ?e pewnie byliby si? na? targn?li, gdyby da? im do tego cho? najmniejszy powód. Znowu zacz?li swe obmowy, ?e Jezus dzia?a cuda za pomoc? sztuki czarnoksi?skiej. Jezus, nie wdaj?c si? z nimi, wyszed? z miasta ogrodami Serobabela. Uczniowie rozproszyli si? tak?e w ró?ne strony. Cz??? nocy przep?dzi? Jezus znowu na osobno?ci na modlitwie. Jezus zwyk? by? wszystko czyni? na sposób ludzki, aby?my umieli i mogli Go na?ladowa?. Wi?c i o szcz??liwe spe?nienie Swego pos?annictwa modli? si? do Ojca niebieskiego. A modlitwy Jego mia?y taki skutek, ?e przez nie nawracali si? grzesznicy a podst?pne plany Faryzeuszów wik?a?y si? i spe?z?y na niczym. Pod?ug naszego sposobu pojmowania nieraz mog?o si? zdawa?, ?e Faryzeusze rozedr? Jezusa na miejscu; a jednak Jezus uchodzi? z ich r?k, i ju? nast?pnego dnia naucza? znowu i uzdrawia? przed synagog?, nawet w szabat. Dziwnym si? wi?c mo?e wydawa?, dlaczego nie wygnali chorych, lub nie zakazali Jezusowi nauczania w synagodze. Otó? od dawna ju? mieli prorocy i nauczyciele prawo naucza? w synagogach, nie?? pomoc i uzdrawia?. Nie mogli Mu wi?c tego zakaza? Faryzeusze, mogli tylko stara? si? podchwyci? Go na blu?nierstwie, lub b??dnym nauczaniu; ale, jak widzimy, nie mogli tego Jezusowi udowodni?. O to, ?e Jezus chrzci ludzi, nie troszczyli si?, a nawet nie pojawiali si? tam. Go?ciniec bowiem publiczny nie prowadzi? dolin?, lecz szed? przez wy?yn? do Betsaidy. Dolin? wiod?y tylko ?cie?ki do jeziora, wydeptane przez rybaków i rolników. Marta, ?wi?te niewiasty z Jerozolimy, Dina i inne powróci?y ju? do domu zaraz po odej?ciu Jezusa do Naim. Wdowa Maroni ma teraz k?opot ze swoim synem; zewsz?d cisn? si? ludzie, by ujrze? wskrzeszonego ch?opca, tak, ?e nawet musi si? kry? przed nimi. Z okazji uzdrowienia s?ugi wyprawi? setnik Korneliusz gody na które zesz?o si? do? bardzo wielu pogan, szczególnie ubogich. Zaraz, po wyzdrowieniu s?ugi doniós? by? Jezusowi, ?e z?o?y ofiar? ca?opaln? ze zwierz?t wszelkiego gatunku. Jezus kaza? mu na to odpowiedzie?, ?e lepiej zrobi, gdy zaprosi swych wrogów i pojedna si? z nimi, gdy pouczy przyjació?, wspomo?e ubogich i ugo?ci wszystkich mi?sem ofiarnym; inaczej bowiem Bóg nie ma upodobania w ca?opaleniach. Wyprawi? wi?c Korneliusz uczt?, na któr? zesz?o si? mnóstwo pogan.


463

Jezus uda? si? znów z uczniami na miejsce chrztu. Ku wielkiej rado?ci Saturnina przyj?li tu chrzest dwaj jego m?odsi bracia i wuj, wszyscy poganie. Jest tu i matka jego, która ju? dawniej przesz?a na wiar? ?ydowsk?. Saturnin by? potomkiem rodu królewskiego, rodem z Patras, gdzie jego rodzice mieszkali. Ojciec ju? nie ?y?, pozosta?a tylko macocha z dwiema córkami i dwoma synami. Wiadomo?? o narodzeniu si? Jezusa i o pojawieniu si? gwiazdy otrzyma? po raz pierwszy z ust pewnego m??a, który nale?a? do orszaku jednego z Trzech Królów, nale??cego do rasy brunatnej; zetkn?? si? z nim w swych podró?ach. Potem uda? si? do Jerozolimy, a po wyst?pieniu publicznym Jana by? jednym z pierwszych jego uczniów. Po chrzcie Jezusa przeszed? z Andrzejem na ucznia Jezusowego. Macocha jego przesiedli?a si? w ?lad jego z obiema córkami do Jerozolimy, a ch?opcy zostali przy wuju; obecnie zebrali si? tu wszyscy. Ca?a ta rodzina posiada?a wielki maj?tek. Ochrzczono jeszcze oko?o dwana?cie m??czyzn. Przyjmuj?cy chrzest wst?powali w rów, okalaj?cy chrzcielnic?, podkasywali d?ug? bia?? koszul?, w któr? si? ubierali do chrztu, a w czasie chrztu pochylali si? nad kraw?dzi? chrzcielnicy; po chrzcie szli do altany i tam przebierali si? w inne suknie. ?ydzi nie troszczyli si? o takich ochrzczonych pogan; je?li taki ochrzczony nie zjawi si? przed kap?anami z pro?b? o obrzezanie, to nie karc? tego. Zapewne niewiele im zale?a?o na takich poganach, byli zupe?nie ozi?bli i nie chcieli nara?a? si? na jakiekolwiek trudy. Korneliusz, który ?y? z ?ydami i nawet im synagog? wybudowa?, b?dzie zapewne musia? da? si? obrzeza?, je?li zechce utrzyma? z nimi dalej ?cis?e stosunki. St?d uda? si? Jezus przez wy?yn?, ci?gn?c? si? za domem Maryi i Piotra ku Betsaidzie i zeszed? a? na brzeg jeziora; tu naucza? na jeziorze niedaleko miejsca, gdzie Piotr ?owi? ryby. Brzegi jeziora s? ko?o Betsaidy w ogóle strome, tylko tu zni?aj? si? ?agodnie i powoli a? ku zwierciad?u wód, tak, ?e ?ódki rybackie mog? wygodnie przybija? do l?du. Niedaleko brzegu ko?ysa?a si? tu na falach ?ód? Piotra i ?ódka Jezusa, ta ostatnia mniejsza, mog?ca pomie?ci? najwy?ej 15 osób.

Jezus naucza z ?odzi. Powo?anie Mateusza

Na brzegu zebra?a si? liczna gromada pogan, którzy byli obecni na uczcie u Korneliusza. Jezus zacz?? nauk?, lecz widz?c, ?e ?cisk jest coraz wi?kszy, wsiad? z kilku uczniami na sw? ?ód?, podczas gdy reszta uczniów i celnicy wsiedli na ?ód? Piotra. Odbiwszy o par? kroków od brzegu, naucza? Jezus z ?odzi zebranych na brzegu pogan, mówi?c im przypowie?? o siewcy i roli, zaros?ej chwastami. Po nauce pop?yn?? Jezus na drug? stron? jeziora. Na ?odzi Piotra wios?owali uczniowie na przemian, a ?ódka Jezusa, przyczepiona do tamtej ?odzi, p?yn??a spokojnie sama. Jezus siedzia? na wywy?szeniu pod masztem, a wko?o na kraw?dziach ?odzi reszta uczniów. Na pytanie uczniów, co oznacza powy?sza przypowie?? i dlaczego naucza przez porównania, wyt?umaczy? im Jezus wszystko. Wy?adowali mi?dzy dolin? Geraz? a Betsaid?Julias. Od brzegu wiod?a droga do mieszka? celników i t? drog? poszli czterej celnicy, którzy p?yn?li z Jezusem; Jezus za? uda? si? z uczniami drog? na prawo wzd?u? brzegu jeziora. Nieopodal drogi sta? dom Mateusza, obok którego przechodzili, a z drogi wiod?a boczna ?cie?ka do jego komory celnej. Przed komor? zaj?ci byli w?a?nie s?udzy jego i celnicy sk?adaniem towarów. Jezus poszed? ?cie?k? prosto ku nim, co widz?c uczniowie, zatrzymali si?, nie ?miej?c i?? dalej. Mateusz, ujrzawszy Jezusa, cofn?? si? do wn?trza chaty, powodowany wstydem; Jezus jednak, podszed?szy bli?ej, zawo?a? na? z drogi, wzywaj?c go do Siebie. Na rozkaz Pana wyszed? Mateusz spiesznie z domu i upad? przed Jezusem na twarz, mówi?c, ?e nie czu? si? godnym rozmawia? z Nim. Jezus jednak rzek? mu: „Mateuszu,


464

powsta? i chod? ze Mn?!? Mateusz, podniós? si? i zmieniony w tej chwili wewn?trznie, mówi?, i? chce ochotnie wszystko porzuci? i pój?? za Jezusem. Poszli teraz na drog?, gdzie stali uczniowie, a ci podali uprzejmie Mateuszowi r?k? na przywitanie. Zadowoleni byli z tego obrotu sprawy szczególnie Tadeusz, Szymon i Jakub M?odszy, jako bracia przyrodni Mateusza po ojcu Alfeuszu; ten bowiem, zanim wzi?? za ?on? córk? Marii Kleofy, mia? z poprzedniej ?ony syna, tego w?a?nie Mateusza. Mateusz prosi? teraz wszystkich na go?cin? do swego domu, lecz Jezus odmówi?, obiecuj?c, ?e jutro wst?pi? da niego; poczym poszed? z uczniami w dalsz? drog?, Mateusz za? powróci? do domu. Dom Mateusza, oddalony o kwadrans drogi od jeziora, stoi nad kotlin? wy?yny; blisko niego p?ynie z Gerazy rzeczka i zasila sw? wod? jezioro. Z domu jest z jednej strony widok na jezioro, z drugiej na obszerne pola. Mateusz by? ?onaty i mia? czworo dzieci. By? ju? w wieku Piotra, a wi?c cz?owiek starszy i ?mia?o móg?by by? ojcem swego brata przyrodniego, Jozesa Barsaby. By? silnej budowy cia?a, kr?py i ko?cisty, w?osy mia? czarne i taki? zarost. Ju? od czasu poznania Jezusa na drodze do Sydonu zmieni? si? na lepsze; zaraz wtenczas przyj?? chrzest z r?k Jana i urz?dzi? swój sposób ?ycia wed?ug zasad naj?ci?lejszej sumienno?ci. Rozstawszy si? teraz z Jezusem, przybieg? z rado?ci? do ?ony, oznajmuj?c jej o szcz??ciu, jakie go spotka?o, i mówi?c, ?e teraz opu?ci wszystko i pójdzie za Jezusem. ?ona uradowa?a si? tym równie?. Mateusz kaza? jej przyrz?dzi? na jutro uczt? i sam zaj?? si? zaproszeniami i przygotowaniami do uroczysto?ci. Chc?c ju? od razu przygotowa? si? do opuszczenia wszystkiego, naj?? zaraz jednego z przewo?ników ?odzi Piotrowej i zda? mu tymczasowo swój urz?d a? do bli?szego rozporz?dzenia. Jezus tymczasem przeszed? wy?yn?, ci?gn?c? si? za domem Mateusza, i oko?o pó?nocy przyby? na dolin? BetsaidaJulias, gdzie w?a?nie obozowa?y w?drowne karawany pogan. Przed udaniem si? na spoczynek mia? jeszcze nauk?. Na drugi dzie? powróci? Jezus z uczniami oko?o po?udnia do domu Mateusza, gdzie ju? zebra?o si? sporo celników. W drodze przy??czy?a si? jeszcze do Jezusa garstka Faryzeuszów i kilku uczniów Jana. Faryzeusze nie weszli jednak do wn?trza domu, lecz chodz?c po ogrodzie z uczniami, mówili: „Jak mo?ecie to ?cierpie?, ?e Mistrz wasz tak poufale zawsze obcuje z grzesznikami i celnikami?" — „Powiedzcie Mu to sami!" — odparli uczniowie. Na to odrzekli Faryzeusze: „Nie dogada?by si? z takim cz?owiekiem, który zawsze chce mie? s?uszno?? po swojej stronie!" Mateusz przyj?? mile a z pokor? Jezusa i Jego towarzyszów i umy? im nogi; bracia jego przyrodni u?ciskali Go serdecznie na przywitanie. Potem przyprowadzi? Mateusz do Jezusa ?on? i dzieci. Jezus rozmawia? z ni? chwil?, a dzieci pob?ogos?awi?; te odesz?y zaraz i nie pojawi?y si? ju? wi?cej. Dziwnym mi si? to wydawa?o, a przecie? tak zwykle by?o, ?e dzieci, pob?ogos?awione przez Jezusa, odchodzi?y zaraz i ju? si? nie pokazywa?y. Gdy Jezus usiad?, ukl?k? Mateusz przed Nim, a Jezus w?o?y? na? r?k?, pob?ogos?awi? i doda? kilka s?ów pouczaj?cych. Mateusz nazywa? si? w?a?ciwie Lewi i teraz dopiero otrzyma? od Jezusa imi? „Mateusz." Uczt? zastawiono w otwartym przedsionku na stole ustawionym w krzy?; w ko?o Jezusa siedzieli celnicy. W przerwach wstawano od sto?u i rozmawiano, a potem znowu zasiadano do nowego dania. Ko?o domu, jak wiadomo, wiod?a droga do miejsca, w którym przeprawiano si? przez jezioro. Od czasu do czasu przechodzili wi?c ko?o domu biedni podró?ni, a uczniowie zatrzymywali ich i udzielali im potraw ze sto?u. Uczniowie nie siedzieli przy stole, tylko chodzili w ko?o lub stali ko?o Jezusa. Podczas uczty zbli?yli si? do nich Faryzeusze i zacz??y si? wzajemne rozmowy i spory, opisane w ewangelii ?w. ?ukasza roz. 5, 30 — 39. Rozmowa toczy?a si? g?ównie na temat postu, a to z


465

dwóch g?ównie powodów; po pierwsze dlatego, ?e wieczorem zaczyna? si? dzie? postny, obchodzony przez zbyt skrupulatnych ?ydów na pami?tk? spalenia ksi?g Jeremiasza przez króla Joachima; po drugie, ?e Jezus pozwala? uczniom rwa? owoce, rosn?ce przy drodze, co nie by?o w zwyczaju u ?ydów judejskich. Na niejedno ich pytanie, skierowane do uczniów, odpowiada? Jezus sam od sto?u, zwracaj?c ku nim g?ow?. W Kafarnaum zaczyna si? teraz ruch bardziej o?ywiony, ni? zwykle. Zje?d?aj? si? zewsz?d obcy, przeciwnicy i przyjaciele Jezusa, by Go widzie? i s?ysze?, g?ównie poganie; ci udaj? si? najliczniej do Serobabela i Korneliusza.

Ostatnie powo?anie Piotra, Andrzeja, Jakuba i Jana. Uciszenie burzy na morzu.

Na drugi dzie? rano poszed? Jezus nad jezioro, oddalone o kwadrans drogi od mieszkania Mateusza. Piotr i Andrzej siadali w?a?nie do ?odzi, zamierzaj?c zarzuci? sieci na g??binie; Jezus jednak, zbli?ywszy si?, rzek? do nich: „Chod?cie za Mn?! Uczyni? was ?owcami dusz ludzkich." Zawo?ani zaprzestali natychmiast pracy, przybili do brzegu i wyszli z ?odzi. Jezus za? poszed? brzegiem nieco dalej ku ?odzi Zebedeusza, który w?a?nie wraz z obu synami, Jakubem i Janem, zaj?ty by? przyrz?dzaniem, sieci. I znowu wezwa? Jezus Jakuba i Jana do pój?cia za Nim, a oni us?uchali i zaraz wysiedli na l?d. Zebedeusz pozosta? z najemnikami na ?odzi. Nowo powo?anym poleci? Jezus uda? si? w góry do obozuj?cych tam pogan i ochrzci? tych, którzy by tego pragn?li; do chrztu przygotowywa? pogan sam Jezus ju? wczoraj i przedwczoraj. Teraz wskazywa? w?asnor?cznie uczniom kierunek, w którym maj? si? uda? i poleca?, by wieczór zeszli si? znowu razem u Mateusza. Inni uczniowie czekali tymczasem na drodze w górze. Zszed?szy si? razem, po?egnali si?, poczym powy?ej wspomniani udali si? w góry chrzci?, jak im Jezus kaza?, Jezus za? poszed? z Saturninem i reszt? uczniów w inn? stron?. W?a?ciwie ju? o wiele dawniej powo?a? Jezus tych rybaków na Swych uczniów, lecz od czasu do czasu powracali oni za Jego przyzwoleniem wci?? do swego dawnego zatrudnienia; nie by?o te? jeszcze koniecznym, by bez przestanku byli przy Jezusie, gdy? jeszcze sami nie nauczali; zreszt? ?eglug? sw? po jeziorze i obcowaniem z poga?skimi karawanami oddawali wielk? przys?ug? Jezusowi, bawi?cemu w Kafarnaum. Bawi?c po minionej Wielkanocy d?u?szy czas przy Jezusie, nauczali wprawdzie troch?, a nawet uzdrawiali, ale to ostatnie nie zawsze im si? udawa?o, bo nie mieli jeszcze silnej wiary. Niektórzy cierpieli ju? nawet prze?ladowanie dla Jezusa; mianowicie w Gennabris pojmano ich i zwi?zanych stawiono przed Faryzeuszów, a ci kazali ich wtr?ci? do wi?zienia. W tym tak?e czasie otrzymali od Jezusa w?adz? b?ogos?awienia wody do chrztu. W?adzy tej udzieli? im Jezus nie przez w?o?enie r?k, tylko przez pob?ogos?awienie ich. Piotr nie tylko zajmowa? si? ?eglug? i rybo?ówstwem, posiada? prócz tego gospodarstwo rolne i trzody byd?a. Posiada? wielki dom ko?o Kafarnaum, przed domem by?o podwórze, w ko?o za? przysionki, oficyny i szopy. Przep?ywaj?cy t?dy z Kafarnaum strumyczek zatrzymano i przekszta?cono tamami w pi?kny stawek, w którym hodowano ryby. W ko?o by?a pi?kna murawa, na której bielono p?ótno i rozpinano sieci. Przy tak pi?knym gospodarstwie trudniej by?o Piotrowi ni? innym, wyrzec si? wszystkiego; martwi?o go przy tym poczucie, ?e niegodnym jest takiej godno?ci i ?e, jak przypuszcza?, nie potrafi nale?ycie naucza?; to wszystko utrudnia?o mu jeszcze wi?cej stanowcz? roz??k?. Andrzej ju? dawniej zaprzesta? swych zaj?? i wi?cej od nich odwyk?. Jakub za? i


466

Jan wci?? jeszcze dot?d wracali do rodziców. W ewangeliach nie mog?y by? przedstawione szczegó?owo wszystkie w?drówki Jezusa z uczniami, tylko krótki wyci?g; dlatego po?o?ono na pocz?tku to odwo?anie rybaków od zamierzonego rybo?ówstwa i powo?anie ich na ?owców dusz ludzkich i przedstawiono to jako ca?kowite powo?anie ?wi?tego Piotra, Andrzej, Jakuba i Jana. Dodano do tego niektóre cuda, przypowie?ci i nauki Jezusowe, jako zbiór przyk?adów, bez oznaczonego porz?dku chronologicznego i lokalnego. Stosownie do polecenia Jezusa udali si? Piotr, Andrzej, Jakub i Jan do obozowiska pogan, gdzie Andrzej zabra? si? do ich chrzczenia. Wielk? miednic? nape?niono wod? z pobliskiego potoku. Przyjmuj?cy chrzest kl?kali w ko?o ze z?o?onymi na piersiach r?kami; byli mi?dzy nimi i ch?opcy od trzech do sze?ciu lat. Piotr trzyma? miednic?, a Andrzej nabiera? z niej r?k? wod?, polewa? ni? po trzykro? g?owy chrzczonych, wymawiaj?c przy tym odpowiedni? formu?k?. Inni uczniowie szli od jednych do drugich i wk?adali na nich r?ce. Gdy ochrzczono jednych, przyst?powali na ich miejsce nowi. W przerwach opowiadali uczniowie dost?pne ju? ich umys?om przypowie?ci, mówili o nauce i cudach Jezusa i obja?niali nieznane jeszcze poganom prawa i obietnice Bo?e, dane Izraelitom. Piotr szczególnie opowiada? gorliwie z ?yw? gestykulacj?; Jan i Jakub mówili tak?e bardzo pi?knie. — W tym czasie naucza? Jezus w innej dolinie, a Saturnin chrzci?. Wieczorem zeszli si? wszyscy w domu Mateusza. Go?ci by?o tu jeszcze dosy? i ci si? zbyt naprzykrzali Jezusowi, co Go m?czy?o; to te? wzi?wszy dwunastu Aposto?ów i Saturnina, wsiad? do ?odzi Piotra i kaza? im jecha? w szerz przez ca?e jezioro ku Tyberiadzie. Zdawa?o si?, jak gdyby Jezus chcia? wypocz??, znu?ony natarczywo?ci? ludzi; po?o?y? si? bowiem w zag??bieniu, na ?rodkowym stopniu tarasu, otaczaj?cego maszt, gdzie zwykle spoczywali stra?nicy, a ?e by? strudzony, zaraz usn??. St?d by? widok na wszystkie strony, a przecie? z wierzchu by?o si? os?oni?tym. Wio?larze stali o wiele wy?ej. Przy odp?ywaniu panowa?a pi?kna pogoda i cisza by?a w powietrzu. Wtem, gdy wp?yn?li mniej wi?cej na ?rodek jeziora, zerwa?a si? gwa?towna burza. Dziwi?o mnie to, ?e cho? niebo pokry?o si? czarnymi chmurami, wida? by?o dobrze gwiazdy. Od czasu do czasu muska? wzburzone fale jasny blask: zapewne si? b?yska?o. Gwa?towny wicher miota? falami wody, p?dz?c przed sob? ba?wany, a te uderza?y o boki ?odzi, rozpryskuj?c si? z hukiem. Spuszczono ?agiel, lecz mimo to niebezpiecze?stwo wzrasta?o coraz wi?cej. Nie mog?c opanowa? trwogi, zbudzili uczniowie wreszcie Jezusa, wo?aj?c: „Mistrzu! nie troszczysz si? wcale o nas? Giniemy!" Jezus podniós? si?, zagl?dn?? na wzburzone fale i spokojnie, powa?nie, jakby rozmawia? z burz?, rzek?: „Ucisz si?, ust?p!" W jednej chwili nasta?a cisza. Przestraszeni uczniowie szeptali jeden do drugiego: „Kto jest Ten, któremu fale wody s? pos?uszne!" Jezus za? zgani? im ich ma?? wiar? i obaw? i kaza? im nawróci? do Chorazin. Tak nazywa si? od miasta Chorazin okolica woko?o komory celnej Mateusza, podobnie, jak okolica od Kafarnaum a? do Giszala nazwan? jest Genezaret. ?ód? Zebedeusza powróci?a wraz z ?odzi? Piotrow?. Po drodze spotkali ?ód?, wioz?c? podró?nych do Kafarnaum. Wraz z Jezusem by?o w ?odzi oko?o pi?tnastu m??ów. Nie trzeba si? dziwi?, ?e wio?larze stali wy?ej od miejsca, gdzie Jezus spa?, a mimo to Jezus móg? widzie? wszystko doko?a. Poniewa? wios?a, umieszczone na wysokim kraju ?odzi, daleko bra?y wod?, wi?c umieszczano je na wysokich burtach, przez co wio?larze musieli sta? wy?ej; dlatego te? urz?dzano tarasy doko?a masztu, sk?d poprzez burty wida? by?o, co si? dzieje na wodzie. Wyl?dowawszy, poszed? Jezus z uczniami na wy?yn?, ci?gn?c? si? na po?udnie od doliny Chorazin, gdzie ju? czeka?y ogromne t?umy narodu, a nowi przybysze wci?? nap?ywali. Nauka zapowiedziana, by?a na


467

par? dni naprzód, wi?c te? zebra?o si? kilka tysi?cy s?uchaczów. Dla Jezusa przyrz?dzona by?a katedra kamienna. Chorazin le?y st?d o godzin? drogi na pó?nocny zachód, a nieco dalej na pó?noc od Gergezy, które le?y ni?ej. Jezus uzdrowi? tu wielka liczb? ?lepych, chromych, niemych i tr?dowatych. Z pocz?tku nauki przeszkadzali Mu op?tani, których tu sprowadzono, ha?asem i krzykami. Na rozkaz Jezusa jednak umilkli zaraz i po?o?yli si? na ziemi?, jakby l?kliwe psy; tak le?eli bez ruchu przez ca?y czas nauki, dopóki Jezus nie przyszed? ku nim i ich nie oswobodzi?. Mi?dzy uzdrowionymi przypominam sobie jednego cz?owieka z uschni?tym zupe?nie ramieniem i z nabrzmia??, pokrzywion? r?k?, Jezus przesun?? r?k? po jego ramieniu, wzi?? go za chor? r?k? i prostowa? mu lekko palce, ka?dy z osobna, naciskaj?c je nieznacznie. Dzia?o si? to pr?dko w tak krótkim czasie, jakiego potrzeba, by to opisa?. R?ka chorego wyprostowa?a si? na poczekaniu i wyzdrowia?a, chory odzyska? w niej w?adz?. Pocz?tkowo by?a ta r?ka wprawdzie sucha i s?aba, ale szybko odzyskiwa?a na obj?to?ci. W?ród s?uchaczów znajdowa?o si? wiele kobiet z dzie?mi ró?nego wieku. Te dzieci kaza? Jezus przyprowadza? do Siebie i b?ogos?awi? je kolejno, a potem naucza? g?o?no tak, ?e i ludzie mogli s?ysze? Jego s?owa. Podczas nauki wzi?? raz jedno dziecko za r?k? i obracaj?c je na wszystkie strony mówi?, ?e tak samo powinni ludzie stosowa? si? do woli Bo?ej i da? si? jej powodowa? spokojnie, cierpliwie i bez oporu. W ogóle Jezus wiele zajmowa? si? dzie?mi. Obecni s?uchacze byli to przewa?nie poganie, a cz??ci? tak?e ?ydzi z Syrii i dziesi?ciu miast. Na wezwanie Jezusa nadci?gn?li tu z??czeni w liczne karawany, wraz z dzie?mi, s?ugami i chorymi, zdrowi po to, by us?ysze? nauk? i przyj?? chrzest, chorzy za?, by odzyska? zdrowie. Jezus wyszed? tu naprzeciw nich, by nie wywo?a? zbyt wielkiego nat?oku w Kafarnaum. Mi?dzy lud?mi, przys?uchuj?cymi si? nauce Jezusa, byli tak?e krewni kobiety cierpi?cej na krwotok, znanej z ewangelii, która mieszka?a w Kafarnaum, a mianowicie wuj jej nieboszczyka m??a z Panei, doros?a jej córka i jaka? inna kobieta. Wypytywali si? oni uczniów, jak si? ma ich chora krewna i umawiali si? z nimi o przewiezienie ich wieczorem do Kafarnaum. Przez ca?y dzie? chrzczono w ten sam sposób, jak wczoraj, tj. ?e ludzie kl?kali tworz?c ko?o. I znowu ochrzczono wiele ma?ych ch?opców; ci nie kl?kali, tylko stali z r?koma skrzy?owanymi na piersiach. Wod? donoszono w miechach z doliny Chorazin. Przybyli tu tak?e na zwiady okoliczni Faryzeusze i fa?szywi uczniowie Jana. Wieczorem poszed? Jezus z uczniami do domu Mateusza i tu opowiada? jeszcze przypowie?ci o skarbie, zakopanym w cudzej roli, który znalaz?szy pewien cz?owiek, pozostawi? go, a poszed?szy do domu, opu?ci? wszystko, co mia?, i kupi? t? rol?, by skarb posi???. Chcia? Jezus przez to wskaza?, z jak? gorliwo?ci? poganie si? staraj? o królestwo niebieskie, które te? rzeczywi?cie zdob?d?. Dla wielkiego nat?oku naucza? Jezus z ?odzi, nie odp?ywa? jednak daleko i po nauce wysiad? zaraz na brzeg. Noc przep?dzi? na modlitwie. Rano uwiadomili uczniowie Jezusowi, ?e Matka Jego prosi Go, by przyszed? jak najpr?dzej, bo Maria Kleofy, mieszkaj?ca w domu Piotra ko?o Kafarnaum, jest bardzo chora i ?e wielu innych chorych, nawet z Nazaretu, oczekuje Go z ut?sknieniem. Jezus nie poszed? zaraz, lecz naucza? nad brzegiem jeziora i uzdrowi? wielu chorych; by?o znów wielu op?tanych, a Jezus uwolni? ich od z?ego ducha. T?umy zebranych rosn? ci?gle i coraz bardziej zwi?ksza si? nat?ok; nie da si? opowiedzie? s?owami, jak Jezus niezmordowanie pracuje i ka?demu niesie pomoc. Po po?udniu wzi?wszy wszystkich Aposto?ów, przeprawi? si? Jezus przez jezioro do Betsaidy. Dzisiaj wybra?o si? równie? wielu pogan na drug? stron?. Ci, którzy


468

tylko do Kafarnaum zamierzali si? uda?, pozostawili tu swoje wielb??dy, inni za? przewozili wielb??dy i os?y w skrzyniach, przyczepionych do ?odzi, lub przeprowadzali je przez most na Jordanie powy?ej jeziora. — Mateusz odda? tymczasowo zarz?d c?a jednemu z rybaków. W ogóle od czasu przyj?cia chrztu Jana sprawuje on swój urz?d bardzo uczciwie; podobnie i inni celnicy s? teraz sumienniejsi i ?agodniejsi i rozdaj? ubogim hojne ja?mu?ny. Przy takich okazjach szczególnie us?u?nym okazuje si? Judasz, zr?czny nadzwyczaj, a nie zepsuty jeszcze ca?kiem, zajmuje si? zawsze troskliwie rozdzielaniem i wszystko szybko oblicza. Oko?o czwartej godziny przyby? Jezus do Betsaidy; oczekiwa?y Go tu ju? Maria Maroni z synem, bawi?ca tu ju? od dwóch dni, i inni; podano Mu te? zaraz przek?sk?. Synowie Marii Kleofasowej poszli zaraz odwiedzi? chor? matk?, Jezus za? naucza? do pó?nej nocy t?umy ludzi, zebrane przed domem Andrzeja i uzdrawia? chorych. Nat?ok obcych ?ydów i pogan w Kafarnaum zwi?ksza si? ostatnimi czasy nie do poj?cia. W ca?ej okolicy obozuj? wsz?dzie rzesze przyjezdnych; wszystkich obcych b?dzie do dwana?cie tysi?cy, a wszyscy przybyli wy??cznie dla s?uchania nauk Jezusa. W dolinach i na ustroniach pas? si? wsz?dzie os?y i wielb??dy, niszcz?c wiele krzaków ob?eraniem z nich p?czków. Gdzieniegdzie za? stoj? przywi?zane i spo?ywaj? spokojnie podawany im obrok. — Na ka?dym kroku wida? rozbite obozowiska. Zaprawd?, od czasu bytno?ci tu Jezusa zwi?ksza si? Kafarnaum i bogaci, wiele rodzin osiedla si? tu na sta?e, wielu obcych przynosi tu swe mienie, bogac?c mieszka?ców. Ruch budowlany wzmaga si? o tyle, ?e domy Serobabela i Korneliusza wkrótce z??cz? si? z miastem, ju? znacznie rozszerzonym. Wskrzeszenie m?odzie?ca z Naim i inne cudowne uzdrowienia rozs?awi?y si? ju? i wszystkich poruszy?y. To te? poznoszono do Kafarnaum chorych z bli?szych i dalszych stron, a tak?e i z Nazaretu. Z pe?n? ufno?ci? w Jezusa posprowadzano nawet nieuleczalnie chorych i ju? konaj?cych. Podwórze w domu Piotra na przedmie?ciu, boczne budynki i szopy, przepe?nione s? nimi. Obok poustawiano namioty i rozmaite altany i zaopatrzono si? w zapasy ?ywno?ci. U Piotra mieszka jego krewna, wdowa z Naim, i Maria Kleofy, spokrewniona z nim przez swego trzeciego m??a; ta ostatnia mieszka stale w Kanie i stamt?d zabra?a j? tu z sob? wdowa z Naim wraz z jej o?mioletnim synkiem z trzeciego ma??e?stwa, Symeonem. Maria Kleofasowa przyby?a tu ju? w gor?czce, a teraz choroba jej wzmaga si? coraz wi?cej. Jezus nie by? jeszcze u niej. Mi?dzy obcymi przybyszami s? tu tak?e i Grecy, a mianowicie mieszka?cy Patras, miejsca rodzinnego Saturnina.

Poselstwo Jana Chrzciciela do synagogi. Obfity po?ów ryb

Jeszcze przed szabatem przyby?o od Jana z Macherus kilku uczniów w poselstwie do Kafarnaum. Byli to najdawniejsi i najzaufa?si uczniowie Jana, mi?dzy nimi bracia Marii Kleofy, Jakub, Sadoch i Heliachim. Przybywszy tu, zwo?ali do przysionka synagogi przewodnicz?cych i komisj? Faryzeuszów i dor?czyli im d?ugi, w?ski zwój, zwini?ty w tr?bk?. By? to list Jana, w tonie ostrym pisany, a zawieraj?cy wyra?ne ?wiadectwo o Jezusie. Podczas gdy Faryzeusze czytali list, i nieco zmieszani jego tre?ci?, to i owo przeb?kiwali, zebra? si? w ko?o t?um ludu, co widz?c uczniowie, g?o?no opowiedzieli ludowi, co Jan niedawno mówi? w Macherus wobec Heroda, uczniów i licznie zgromadzonej ludno?ci. Rzecz za? mia?a si? tak: uczniowie, wys?ani przez Jana do Jezusa do Megiddo, powróciwszy z odpowiedzi?, powiadomili go o cudach i nauce Jezusa, o prze?ladowaniu Go ze


469

strony Faryzeuszów, o ró?nych pog?oskach, kr???cych o Jezusie, i o tym, jak niektórzy zarzucaj? Jezusowi, ?e nie uwalnia go z wi?zienia. Widz?c Jan, ?e daremnym jest nak?ania? Jezusa do dania ?wiadectwa o Sobie samym, ujrza? si? zmuszonym jeszcze raz publicznie po?wiadczy?, kim jest Jezus. Kaza? wi?c powiedzie? Herodowi, by pozwoli? mu mie? mow? do uczniów i do ludu, który si? zgromadzi, bo i tak wkrótce ju? umilknie na zawsze. Herod zezwoli? na to ch?tnie, bo chcia? zyska? ?yczliwo?? ludu i wpoi? we? przekonanie, ?e Janowi nie dzieje si? krzywda w niewoli. Wpuszczono wi?c na dziedziniec zamkowy wszystkich uczniów i t?umy ludu. Sam Herod i jego przewrotna, nieprawa ?ona, siedzieli na podwy?szeniu, otoczeni orszakiem ?o?nierzy. Wreszcie wyszed? Jan z wi?zienia i z wielkim zapa?em zacz?? naucza? o Jezusie. „Ja sam — mówi? — przyszed?em tylko przygotowa? Mu drog? i nikogo innego nie g?osi?em, tylko Jego. Wy jednak w zatwardzia?o?ci swojej nie chcecie Go uzna?. Czy?cie zapomnieli, co naucza?em o Nim? Powtórz? wam to jeszcze raz dok?adnie, bo koniec ?ywota mego ju? bliski." S?owa te nadzwyczaj wzruszy?y s?uchaczów, a wielu uczniów nawet p?aka?o. Herod tak?e zaniepokoi? si? i zak?opota?, bo ani mu jeszcze przez my?l nie przesz?o skazywa? Jana na ?mier?; mia?a wprawdzie takie pragnienie jego na?o?nica, lecz umia?a ob?ud? sw? doskonale pokrywa? i uchodzi? za najlepsz?. Jan tymczasem mówi? dalej z wielk? gorliwo?ci?; przypomina? obecnym cud, jaki mia? miejsce przy chrzcie Jezusa, ?wiadcz?cy o tym, ?e Jezus jest ulubionym Synem Boga, przepowiedzianym przez proroków. Co Jezus uczy, to pochodzi od Ojca Jego, co On czyni, czyni i Ojciec, i nikt nie dostanie si? do Ojca, tylko przez Niego. Zbija? potem Jan zarzuty, stawiane Jezusowi przez Faryzeuszów, szczególnie co do gwa?cenia szabatu. Ka?dy musi szabat ?wi?ci?, lecz w?a?nie gwa?c? go oni, nie s?uchaj?c nauki Jezusa, Syna Tego, który szabat ustanowi?. Wiele jeszcze podobnych rzeczy mówi? Jan, wskazuj?c na Jezusa jako na tego, bez którego nie mo?na by? zbawionym, bo kto nie wierzy we? i nie s?ucha Jego nauki, pot?pionym b?dzie na wieki. Upomina? potem uczniów, by udali si? do Jezusa, by w za?lepieniu nie stawali przy nim na progu ?wi?tyni Bo?ej, lecz weszli do jej wn?trza. Sko?czywszy nauk?, wys?a? cz??? swych uczniów ze znanym nam listem do synagogi w Kafarnaum. W li?cie tym dawa? jeszcze raz wyra?ne ?wiadectwo Jezusowi, ?e jest Synem Boga i wype?nieniem obietnicy i ?e, co naucza i czyni, jest s?usznym i ?wi?tym; odpiera? wszystkie zarzuty Faryzeuszów, grozi? im s?dem i zaklina?, by nie odtr?cali od siebie zbawienia. Da? jeszcze drugi taki? list uczniom i kaza? przeczyta? go ludowi i powtórzy? wszystko, co on tu mówi?. Jak widzieli?my, spe?nili uczniowie wiernie to polecenie. Przed synagog? zebra?y si? niezmierne t?umy ludu, bo w ten szabat szczególnie wielki nat?ok by? w Kafarnaum. Ze wszystkich stron zgromadzili si? tu ?ydzi. Wszyscy s?uchali rado?nie uczniów, gdy ci powtarzali im s?owa Jana o Jezusie, na wszystkich twarzach malowa?a si? rado??, a wiara umocniona na nowo wst?pi?a w ich serca. Wobec takiego usposobienia t?umów nie mogli Faryzeusze nic wskóra? i musieli ust?pi?; wzruszali wprawdzie ramionami i chwiali g?owami na to wszystko, ale udawali ?yczliwych. Dla zaznaczenia jednak swej powagi, rzekli do uczniów Jana: „Nie wchodziliby?my Jezusowi w drog?, gdyby nie narusza? prawa i nie zak?óca? spokoju. Prawda, ?e dziwn? i cudown? w?adz? ma w Sobie, musimy jednak zwa?a? na porz?dek, a wszystko ma swoje granice. Jan jest dobrym cz?owiekiem, ale trzymany w niewoli, nie obeznany jest dobrze ze wszystkim; z reszt? w ogóle bardzo ma?o mia? stosunków z Jezusem. Tymczasem zaszed? szabat. Wszyscy udali si? do synagogi, gdzie te? poszed? Jezus z uczniami. S?uchano tu Jego nauki z wielkim podziwem. Mówi? za? Jezus o sprzedaniu Józefa I Moj?. 37, 1— 41 i o pismach proroka Amosa 2, 6 — 3, 9,


470

gdzie grozi Izraelitom kar? za grzechy. Nie przeszkadzano Mu wcale; Faryzeusze s?uchali z t?umion? w sercu zawi?ci?, ale i z mimowolnym podziwem. I ich wzruszy?o nieco ?wiadectwo Jana, dane Jezusowi wobec wszego ludu. Nagle da? si? s?ysze? w synagodze straszliwy ryk. Przyprowadzono bowiem do synagogi pewnego op?tanego z Kafarnaum, a ten dosta? naraz napadu i wrzeszcz?c, rzuci? si? na obecnych, chc?c ich k?sa?. Jezus zwróci? si? w stron? jego i rzek?: „Milcz! wyprowad?cie go!" W jednej chwili uspokoi? si? op?tany, a gdy go wyprowadzono, po?o?y? si? przed synagog? na ziemi, dr??c z boja?ni. Jezus tymczasem, sko?czywszy nauk? sabatow?, wyszed? z synagogi, a przyst?piwszy do owego op?tanego, uwolni? go od z?ego ducha. Poczym uda? si? z uczniami do domu Piotra, stoj?cego nad jeziorem, gdy? tam wi?kszy panowa? spokój ni? gdzie indziej. W nocy wyszed? jak zwykle, na modlitw?. Mi?dzy wszystkimi chorymi, uzdrowionymi przez Jezusa, nie widzia?am nigdy w?a?ciwych ob??kanych; je?li byli tacy, to tylko jako op?tani przez z?ego ducha. Faryzeusze pozostali jeszcze w synagodze i szperali w ró?nych starych ksi?gach proroków, szczególnie Malachiasza, z którego jeszcze najwi?cej wiedziano; badali ich nauk? i ?ywot, porównywali nauk? Jezusa, a jednak musieli Mu przyzna? pierwsze?stwo przed nimi i podziwia? Jego moc; w ko?cu jednak znale?li i w Jego nauce co? do zganienia. Nast?pnego ranka naucza? Jezus znowu w synagodze wobec licznie zgromadzonych t?umów. Tymczasem jednak tak si? pogorszy?o Marii Kleofasowej, ?e Naj?wi?tsza Panna pos?a?a po Jezusa do synagogi, prosz?c Go o natychmiastow? pomoc. Jezus uda? si? zaraz na przedmie?cie do domu Piotra, ko?o chorej zebrani byli synowie i bracia chorej, Maryja i wdowa z Naim. Szczególnie odczuwa? to nieszcz??cie o?mioletni synek chorej z trzeciego ma??e?stwa z Jonaszem, m?odszym bratem te?cia Piotra, któremu Jonasz pomaga? w zaj?ciach rybackich, a umar? pó? roku temu. Przyszed?szy do domu, przyst?pi? Jezus do pos?ania chorej, wycie?czonej zupe?nie gor?czk?, pomodli? si? i w?o?y? na ni? r?k?; poczym uj?? j? za rami? i rzek?, by przesta?a by? chor?. Nast?pnie kaza? da? jej napi? si? co i przek?si?. Podobnie post?powa? Jezus ze wszystkimi chorymi, a mia?o to przypomina? Przenaj?wi?tszy Sakrament, który pó?niej ustanowi?. Jezus przewa?nie potrawy te b?ogos?awi?. Nie do opisania by?a rado?? synów, a szczególnie ma?ego Symeona, gdy Maria Kleofy wsta?a zupe?nie zdrowa i zaraz zacz??a us?ugiwa? chorym; Jezus bowiem wyszed? ju? by? i zacz?? uzdrawia? licznie ko?o domu zebranych chorych. Byli to po najwi?kszej cz??ci nieuleczalnie chorzy, o których nie miano ju? ?adnej nadziei wyzdrowienia, przyniesieni z dalekich stron, a nawet z Nazaretu niektórzy znajomi Jezusa z czasów m?odo?ci. Niektórzy byli tak s?abi, ?e na pó? martwych przynoszono ich na plecach przed Jezusa. Przybyli tu tak?e uczniowie Jana, którzy przynie?li pismo do synagogi i pokornie oskar?ali si? sami, ?e dotychczas byli Mu niech?tni, a to z tego powodu, ?e nie uj?? si? za ich mistrzem, wzi?tym do niewoli. Opowiadali, jak ostro po?cili dla uproszenia Boga o natchnienie Jezusa, by uwolni? ich mistrza. Jezus pociesza? ich serdecznie i chwali? przed nimi Jana, jako naj?wi?tszego z ludzi. Rozmawiaj?c potem z uczniami Jezusa, zapytywali si?, dlaczego Jezus sam nie chrzci tak jak ich mistrz, który tyle sobie trudu przy tym zadawa?. Odrzekli im na to uczniowie Jezusa: „Jan chrzci?, bo jest chrzcicielem, Jezus za? uzdrawia, bo jest Zbawicielem, Jan przecie? nie uzdrawia?, bo inne mia? zadanie. Przybyli te? z Nazaretu do Jezusa uczeni zakonni i prosili Go uprzejmie, by odwiedzi? przecie? i ich miasto; zachowywali si? tak, jakby chcieli si? usprawiedliwi? z tego, co tam zasz?o. Jezus odrzek? im na to, ?e ?aden jeszcze prorok nie mia? znaczenia w swej ojczy?nie. Poczym uda? si? do synagogi i


471

naucza? a? do ko?ca szabatu. Wychodz?c, uzdrowi? Jezus jeszcze jednego ?lepego. Domem Piotra na przedmie?ciu zarz?dza jego ?ona; w drugim za?, nad jeziorem, gospodarz? jego te?ciowa i pasierbica. — Jezus wyszed? z domu na modlitw?, a uczniomrybakom pozwoli? na ich pro?b? uda? si? na jezioro na nocny po?ów; by?o bowiem przy takim zdumiewaj?cym nat?oku obcych, wielkie zapotrzebowanie ryb. Potrzeba by?o tak?e przewo?ników, bo wielu ludzi przeprawia?o si? z jednego brzegu na drugi. Wyszed?szy na po?ów, ?owili uczniowie ca?? noc, a nad ranem przewozili jeszcze ludzi. Jezus tymczasem z reszt? uczniów zaj?ty by? rozdzielaniem ja?mu?n mi?dzy ubogich, uzdrowionych niedawno chorych i biedniejszych podró?nych. Naucza? przy tym, pociesza? i upomina?, rozdaj?c sam wszystko, w?asnor?cznie co kto potrzebowa?. Rozdzielano suknie tkaniny, nakrycia, chleb i pieni?dze. Wszystko to dostarczy?y niewiasty ze swych zapasów zebranych z datków dobroczynnych. Uczniowie nosili podarki w koszach i rozdzielali stosownie do rozkazu Jezusa. Nieco pó?niej naucza? Jezus nad jeziorem w miejscu, gdzie Piotr zwyk? by? ?owi? ryby. ?odzie Piotra i Zebedeusza sta?y niedaleko brzegu, za? uczniowierybacy czy?cili na brzegu sieci, w oddaleniu od rzeszy. ?ódka Jezusa ko?ysa?a si? na falach w pobli?u wielkich ?odzi. Brzeg w tym miejscu by? w?ski, zamkni?ty z ty?u strom? ska??, a ?e ludzie zebrali si? licznie, wi?c ?cisk powsta? nadzwyczajny. Widz?c to Jezus, skin?? na rybaków, by przyci?gn?li Jego ?ódk?. W tym czasie zbli?y? si? do Niego pewien uczony z Nazaretu, który przyby? tu z chorymi, uzdrowionymi wczoraj i rzek?: „Mistrzu, pójd? wsz?dzie za Tob?, gdzie tylko si? zwrócisz!" Jezus odrzek? mu na to: „Liszki maj? swe nory, ptaki niebieskie gniazda, lecz Syn cz?owieczy nie ma, gdzie by g?ow? sk?oni?. Wsiad?szy na ?ódk?, kaza? Jezus odbi? nieco od brzegu, a p?yn?c wzd?u? i zatrzymuj?c si? co chwila, naucza? s?uchaczów zebranych na brzegu; mówi? kilka przypowie?ci o królestwie Bo?ym, tak np. o nieprzyjacielu, siej?cym k?kol w pszenicy i o podobie?stwie królestwa niebieskiego do sieci, zarzuconej w morze. Wieczór ju? zapada?, gdy Jezus rzek? do Piotra, by wyprowadzi? ?odzie na g??bin? i zapu?ci? sieci. Na to odrzek? Mu Piotr z pewnym zniech?ceniem: „Ca?? noc pracowali?my i nic ?e?my nie u?owili; jednak na Twoje s?owo zapuszcz? sieci." Zabrali wi?c zaraz sieci na ?odzie i wyp?yn?li na jezioro. Jezus tymczasem rozpu?ci? lud, i wzi?wszy z sob? Saturnina, syna Weroniki, przyby?ego tu wczoraj, i kilku innych uczniów, pop?yn?? w swej ?ódce za ?odzi? Piotra; po drodze obja?nia? im jeszcze raz przypowie?ci, a gdy wyp?yn?li na pe?n? wod?, wskaza? im miejsce, gdzie maj? zarzuci? sie?, poczym przep?yn?? w Swej ?ódce przez jezioro w stron?, gdzie sta? dom Mateusza. Tymczasem zapad?a noc. Rybacy zarzucili sie?, a dla ?atwiejszego rozpoznawania zapalono na kraju ?odzi, od strony sieci, pochodnie. Poczekali chwil?, a potem zacz?li p?yn?? ku Chorazin, ci?gn?c sie? za sob?. Zaraz z pocz?tku poczuli, ?e sie? musi by? pe?na, bo ci??ar by? niezwyk?y; z trudem dop?yn?li na p?ytsze miejsce, gdzie sie? spocz??a na dnie. Na wierzch nie mogli jej jednak wydoby?, bo pod ci??arem ryb zacz??a si? rwa?. By ul?y? ci??aru, pop?yn?li w ma?ych czó?enkach i zacz?li r?kami wybiera? ryby w mniejsze sieci i skrzynie, przyczepione wolno do ?odzi. Do pomocy wezwali rybaków Zebedeusza, p?yn?cych obok na ?odzi, którzy tak?e zacz?li wybiera? ryby z sieci. Tak obfity po?ów, jaki im si? jeszcze nigdy nie zdarzy?, wprawia? wszystkich w zdumienie i przera?enie. Piotra zastanowi?o to szczególnie; poczu?, ?e dotychczas nie do?? jeszcze ocenili Jezusa; ca?a ich troska o dobry po?ów nie by?a nic warta, ca?odzienne ich trudy daremne by?y, a oto na jedno s?owo Jezusa wi?cej u?owili


472

ryb, ni? kiedy indziej przez ca?e miesi?ce. Ul?ywszy ci??aru, przybili do brzegu i wyci?gn?li sie?; i znowu przestrach ich ogarn?? na widok takiego mnóstwa ryb. Piotr za?, zawstydzony, upad? na twarz przed Jezusem, stoj?cym na brzegu, i rzek?: „Panie! odejd? ode mnie, bom grzeszny cz?owiek!" — „Nie l?kaj si?, Piotrze!" — rzek? mu Jezus — na przysz?o?? b?dziesz ?owczym dusz ludzkich." Mimo to przygn?biony by? bardzo Piotr sw? n?dz? i zbytni? trosk? o zysk. Dzia?o si? to mi?dzy godzin? trzeci? a czwart? rano i w?a?nie zaczyna?o dnie?. Powybierawszy ryby z sieci, po?o?yli si? uczniowie w ?odziach do snu. Jezus za? uda? si? z Saturninem i synem Weroniki na wschód i wyszed? na pó?nocny kraniec grzbietu górskiego, na którego po?udniowym ko?cu le?y Gamala. Okolica tu pagórkowata, zaros?a krzewami. Po drodze dawa? Jezus towarzyszom wskazówki co do sposobu modlenia si? i kaza? im zastanowi? si? nad tym, poczym od??czy? si? od nich i poszed? na odosobnione miejsce. Oni za? spoczywali, to chodzili, to modlili si?. Ci drudzy uczniowie tymczasem zaj?ci byli przez ca?y dzie? rybami. Spor? cz??? rozdzielono mi?dzy ubogich, mnóstwo zakupili poganie, a reszt? przewieziono do Kafarnaum i do Betsaidy. Wszystkim opowiadali przy tym to cudowne zdarzenie. Obecnie doszli ju? do przekonania, ?e osobista ich troska o wy?ywienie si? do niczego nie prowadzi, ?e wszystko od Jezusa zale?y. Niedawno uciszy? Swym g?osem burz?, a oto teraz ryby, pos?uszne Mu, da?y si? z?owi? w takiej ilo?ci. Rozprzedawszy ryby, pop?yn?li znów na wschodni brzeg, a ?e Jezus powróci? ju? z obu uczniami z dziennej w?drówki, wi?c wszyscy razem pop?yn?li do Kafarnaum. Wyl?dowawszy, poszed? Jezus do domu Piotra na przedmie?ciu i tu do pó?na w noc przy ?wietle pochodni uzdrawia? opuszczonych nieczystych chorych obojga p?ci. Byli to tacy, których nie wolno by?o wraz z innymi publicznie przyprowadza?, i dlatego uzdrawia? ich Jezus podczas nocy na podwórzu Piotra. Niektórzy mi?dzy nimi ju? od wielu lat ?yli w zupe?nym opuszczeniu zda?a od spo?ecze?stwa ludzkiego. — Reszt? nocy przep?dzi? Jezus na modlitwie.

Kazanie na górze. Uzdrowienie paralityka

Rano przeprawi? si? Jezus przez jezioro z liczn? rzesz? uczniów i wysiad? na brzeg o godzin? drogi na pó?noc, od domu Mateusza. Na górze, gdzie Jozue mia? naucza?, zebra?y si? ju? t?umy pogan, uzdrowionych niedawno przez Jezusa i ochrzczonych; wko?o le?a?y obozowiska pogan. Uczniowie-rybacy zapytywali si? Jezusa, czy maj? tak?e z Nim pój??, bo wobec tak obfitego po?owu nie potrzebowali si? ju? tymczasowo stara? o ?ywno??, a zreszt? przekonali si?, ?e i tak wszystko le?y w mocy Jezusa. Jezus nie wzi?? ich ze Sob?, lecz poleci? im ochrzci? tych, którzy jeszcze pozostali w Kafarnaum, a przez reszt? dnia pozwoli? im odda? si? swym zwyk?ym zaj?ciom, gdy? dla tak licznie zgromadzonych t?umów potrzeba by?o tak?e du?o ?ywno?ci. Jeszcze przed odej?ciem z Kafarnaum mia? Jezus do uczniów ogólnikow? przemow?, w której zebra? krótko ca?? Sw? nauk? o o?miu b?ogos?awie?stwach, bo w najbli?szym czasie o tym g?ównie mia? naucza?. Mówi? im, ?e s? sol? ziemi, wybran? do ochraniania i od?wie?ania innych, wi?c, nie wolno im bra? si? do tego bez odpowiedniego zasobu si?. Obja?nia? im to dok?adniej przez przyk?ady i przypowie?ci, a po sko?czeniu tej nauki przeprawi? si? przez jezioro. Stosownie do polecenia Jezusa chrzcili uczniowie wraz z Saturninem w dolinie ko?o Kafarnaum. Ochrzczono mi?dzy innymi, syna wdowy z Naim i dano mu na chrzcie imi? Marcjalis. Saturnin wk?ada? na? r?ce. Niewiasty nie posz?y za Jezusem na nauk?, lecz pozosta?y u wdowy z Naim na chrzcinach jej syna.


473

Przy Jezusie byli siostrze?cy Józefa z Arymatei, przybyli z Jerozolimy, Natanael, Manahem z Korei i wielu innych uczniów; w ostatnim czasie by?o ich wszystkich w Kafarnaum oko?o trzydziestu. Wyl?dowawszy na wschodnim brzegu jeziora, poni?ej uj?cia Jordanu, sz?o si? na wschód pod gór?, potem zwróciwszy si? nieco na zachód, by?o si? ju? na miejscu, gdzie Jezus mia? naucza?. Mo?na by?o tam tak?e doj??, obchodz?c w ko?o jezioro przez most na Jordanie, lecz dost?p z tej strony by? uci??liwy dla licznych jarów i dzikich w?wozów. Betsaida-Julias le?a?o we wschodnich wid?ach uj?cia Jordanu nad jeziorem. Od strony jeziora wiod?a nad stromym brzegiem wzd?u? miasta droga. Mównicy na górze nie by?o, sta? tylko namiot na pagórku, otoczony wa?em; w kierunku zachodnim i po?udniowo-zachodnim by? st?d przepyszny widok na jezioro i wznosz?ce si? za nim góry a? do Taboru. Wko?o góry roz?o?y?y si? obozem t?umy ?ydów i pogan; pogan by?o najwi?cej i to przewa?nie ?wie?o ochrzczonych. Jedni od drugich nie oddzielali si? zbyt starannie, bo i tak ?ydzi tutejsi mieli cz?ste stosunki z poganami, a poganie w tej okolicy mieli przewag?. Jezus mówi? najpierw o o?miu b?ogos?awie?stwach w ogóle, a potem obja?nia? pierwsze z nich: „B?ogos?awieni ubodzy w duchu, albowiem ich jest królestwo niebieskie." Opowiada? potem przyk?ady i przypowie?ci, mówi? o Mesjaszu, a g?ównie o nawróceniu pogan. — Spe?ni?o si? — mówi? — to co przepowiedzia? prorok ku pocieszeniu pogan: porusz? wszystkich pogan, bo i dla pogan przyjdzie pocieszenie.*) — Dzi? Jezus nie uzdrawia?, gdy? za?atwiono si? z tym ju? za dni poprzednich. Zjawili si? tu tak?e Faryzeusze, przep?yn?wszy jezioro na w?asnej ?odzi, i przys?uchiwali si? nauce z zawi?ci? i z?o?ci? w sercu. Podczas przestanków posilali si? ludzie tym, co przynie?li z sob?. Uczniowie tak?e nie przyszli z pró?nymi r?koma; mieli dla siebie i dla Jezusa ryby, chleb, miód i ma?e dzbanuszki ze sokiem, czy balsamem, którego dodawano troszk? do wody do picia. Pod wieczór wraca? lud z Kafarnaum, Betsaidy i innych okolicznych miejscowo?ci do swych domów, okr?ty czeka?y na? na brzegu jeziora. Jezus z uczniami uda? si? wzd?u? doliny Jordanu, do jednej gospody pasterskiej. Tam udziela? uczniom nauki, przygotowuj?c ich w ten sposób do przysz?ego zadania apostolskiego. Przez 14 nast?pnych dni b?dzie Jezus uczy? o o?miu b?ogos?awie?stwach, a szabat przep?dzi w Kafarnaum. Nast?pne dni uczy? Jezus dalej na górze. Znajdowa?a si? tam raz Maryja, Maria Kleofasowa, Maroni z Naim i jeszcze dwie inne niewiasty. W drodze do jeziora rozmawia? Jezus z Aposto?ami i uczniami o przysz?ym ich powo?aniu: „Wy?cie ?wiat?o?ci? ?wiata!" o owym mie?cie, na górze po?o?onym, o lampie na ?wieczniku, o wype?nieniu przykaza?; poczym pojecha? do Betsaidy i zamieszka? w domu Andrzeja. Mi?dzy ochrzczonymi, których w tych dniach Saturnin ochrzci? ko?o Kafarnaum, znajdowali si? tak?e ?ydzi z Achai, dok?d schronili si? byli ich przodkowie w czasie niewoli babilo?skiej. Betsaida-Julias jest nowo wybudowanym miastem poga?skim, w którym jednak i ?ydzi mieszkaj? i gdzie si? znajduje s?ynna z ró?nych ga??zi nauk, szko?a. W mie?cie tym Jezus jeszcze nie by?, lecz mieszka?cy tamtejsi przychodzili s?ucha? nauki Jego do Kafarnaum, gdzie te? wielu chorych Jezus z po?ród nich uzdrowi?. Wspomniane wy?ej miasto le?y w pi?knej dolinie nad wschodnim brzegiem Jordanu, na pó? godziny drogi od uj?cia rzeki do jeziora. St?d o godzin? drogi na pó?noc prowadzi przez rzek? murowany most, Wracaj?c z góry, uczy? Jezus uczniów, jakie ich czekaj? w przysz?o?ci cierpienia i prze?ladowania. Sypia? On na ?odzi Piotrowej. W dzie? potem, gdy z owej góry pod??a? ku Kafarnaum, otacza?y Go liczne t?umy ludu. On jednak uda? si? do domu Piotrowego przed bram? miejsk?, po prawej


474

stronie doliny. Na wiadomo??, ?e Jezus z uczniami znajduje si? w owym domu, zgromadzi?o si? oko?o Niego mnóstwo ludzi, pomi?dzy nimi wielu Faryzeuszów i uczonych w Pi?mie. Ca?y obszerny dziedziniec w ko?o otwartej sali, gdzie Jezus usiad? i naucza?, przepe?niony by? t?umem ludu. Mówi?c o dziesi?ciu przykazaniach, przyszed? na miejsce, o którym jest wzmianka i w kazaniu na górze: S?yszeli?cie, i? powiedziano starym „nie b?dziesz zabija?", nawi?za? te? do tego nauk? o przebaczeniu urazów i o mi?o?ci nieprzyjació?. Wtem powsta? na dachu ha?as i wnet przez otwór w nim si? znajduj?cy, spuszczono na sznurach do sali sparali?owanego wraz z ?ó?kiem, z pro?b?: „Panie, zmi?uj si? nad chorym!" Z pocz?tku bowiem nadaremnie usi?owano wraz z chorym przedrze? si? przez t?um, i dlatego w ko?cu chwycono si? tego sposobu, ?e kilku ludzi po schodach wynios?o chorego na dach, a potem przez otwór spu?cili go do sali przed Jezusa. Oczy wszystkich pad?y na chorego, Faryzeusze oburzali si? na to, uwa?aj?c takie post?powanie za bezczelno?? i bezprawie, lecz Jezus, widz?c tak? wiar? u ludu, cieszy? si?, a przyst?piwszy do chorego, rzek?: „B?d? spokojny Mój synu, odpuszczaj? ci si? grzechy twoje!" Jak zawsze, tak i teraz oburzyli si? Faryzeusze na takie s?owa, uwa?aj?c je za blu?nierstwo! „Któ? bowiem — mówili — mo?e grzechy odpuszcza? jak tylko Bóg?" Jezus przewiduj?c ich my?li, rzek?: „Dlaczego macie z?e my?li w sercach waszych? Có? jest ?atwiej powiedzie?: odpuszczaj? ci si? grzechy twoje? czy te? wsta?, we? ?o?e twoje i chod?? Ale, ?eby?cie wiedzieli, i? Syn cz?owieczy ma moc na ziemi odpuszcza? grzechy, mówi? tobie — tu zwróci? si? do sparali?owanego — wsta?, we?mij ?o?e twoje i id? do domu!" I wsta? ów cz?owiek zdrowy, zabra? ?o?e swe wraz z podporami na ramiona, a otoczony towarzyszami swymi i przyjació?mi, odszed? uradowany, w?ród powszechnej rado?ci ludzi. Faryzeusze, pe?ni gniewu, po cichu, jeden po drugim si? wynie?li. Jezus za?, poniewa? zapad? szabat, uda? si? otoczony t?umem, do synagogi.

Jair i jego powtórnie chora córka. Uzdrowienie niewiasty na krwotok cierpi?cej, dwóch ?lepych i Faryzeusza

Jair, prze?o?ony nad synagog?, znajdowa? si? tam wówczas tak?e, pe?en smutku i wyrzutów sumienia. Córka jego, niebezpiecznie chora, by?a powtórnie blisk? skonu, niebezpieczniejszego jak za pierwszym razem, gdy? by?o niejako kar? za grzechy jej i rodziców. Ju? poprzedniego szabatu popad?a by?a we febr?. Matka jej i siostra, wraz z matk? Jaira odp?aci?y si? lekkomy?lno?ci? za pierwsze uzdrowienie a nawet za dobrodziejstwo to wcale Jezusowi nie podzi?kowa?y; Jair za?, b?d?c chwiejnym i s?abym i a? nadto uleg?ym swej urodziwej i pró?nej ?onie, da? sob? we wszystkim rz?dzi?. W domu panowa?a lekkomy?lna gospodarka kobiet, które zazwyczaj zaj?te by?y tylko strojeniem si? na sposób pogan. Skoro dziewczyna po raz pierwszy wyzdrowia?a, kobiety razem z ni? ?mia?y si? i szydzi?y z Jezusa. Niewinno??, któr? dotychczas dziewczynka si? odznacza?a, nie ja?nia?a ju? dawnym blaskiem. Obecnie dosta?a febry, gor?czka niezwykle j? trawi?a, a w ostatnim tygodniu by?a w ci?g?ym majaczeniu, s?owem blisk? by?a ?mierci. Rodzice widzieli w tym kar? za sw? lekkomy?lno??, lecz nie chcieli si? do tego przyzna?. Widz?c jednak blisk? ?mier? córki, matka zawstydzona i zaniepokojona, rzek?a do Jaira! „Zmi?uje si? te? Jezus jeszcze raz nad nami?" i nalega?a na?, by Go jeszcze raz o to prosi?. Lecz Jair wstydzi? si? pokaza? Jezusowi i czeka? a? do soboty, gdy b?dzie naucza?; mia? bowiem siln? wiar?, ?e Jezus, skoro tylko zechce, mo?e mu dopomóc. Równie? by?o go wstyd prosi? Jezusa o to we dnie wobec ludzi. Gdy Jezus wyszed? z synagogi, powsta? ko?o Niego niezmierny nat?ok. Mnóstwo ludzi i wielu chorych chcia?o si? do Niego


475

zbli?y?. Jair, zbli?ywszy si?, upad? przed Nim, zasmucony, i prosi? usilnie, by si? jeszcze raz raczy? zmi?owa? nad jego ju? umieraj?c? córk?. Jezus przyrzek? mu to. Wtem nadszed? jeden z domowników Jaira, wys?any przez pani? domu, która, strapiona d?ug? nieobecno?ci? m??a, s?dzi?a, ?e Jezus nie chce go wys?ucha?. Pos?aniec doniós?, ?e córka ju? nie?ywa, lecz Jezus kaza? mu tylko ufa? i by? dobrej my?li. Zmrok ju? zapada?, a ko?o Jezusa ci?gle by? nat?ok. Teraz przyprowadzi?y do synagogi s?u?ebnice ow? niewiast?, cierpi?c? na krwotok, która niedaleko st?d mieszka?a. Inne niewiasty, które, cho? nie w tym stopniu cierpi?ce, jak ona, w po?udnie, w?ród nat?oku przy przewozie, za dotkni?ciem si? szaty Jezusowej uzyska?y zdrowie, rozmawiaj?c z ni? o tym, siln? w niej obudzi?y wiar?. Spodziewa?a si?, ?e wieczorem, gdy Jezus b?dzie wychodzi? z synagogi, w?ród nat?oku ludzi b?dzie si? mog?a niepostrze?enie Go dotkn??. Jezus, czytaj?c jej my?li, szed? powoli. Wtedy ona niewiasta, wraz z córk?, Le? i wujem tej?e m??a, przybli?y?a si? do Niego, siad?a na kolanach, a opar?szy si? jedn? r?k? na ziemi, drug? dotkn??a si? szaty Jezusowej, i w oka mgnieniu uczu?a si? zupe?nie uleczon?. Jezus jednak zatrzyma? si?, spojrza? na uczniów i zapyta?: „Kto si? Mnie dotkn???" Na to odrzek? Piotr: „Pytasz, kto si? Ciebie dotkn??? Widzisz, i? lud prze na Ciebie." Lecz Jezus odrzek?: „Kto? Mnie si? dotkn??, gdy? czuj?, ?e si?a wysz?a ze Mnie." Przy czym spojrza? woko?o, a gdy si? lud troch? rozst?pi?, nie mog?a si? owa niewiasta d?u?ej ukry?. Przybli?y?a si? przeto do Jezusa i w trwodze rzuci?a Mu si? do nóg, mówi?c, i? ona to zrobi?a i ?e cierpi?c od d?ugiego czasu na krwotok, za dotkni?ciem si? Jego uleczon? zosta?a. B?aga?a Go, aby jej przebaczy?. Wtedy Jezus rzek? do niej: „B?d? spokojna, córko, wiara twoja ci? uzdrowi?a. Id? w pokoju i b?d? wolna od cierpie?.? Wówczas odesz?a uzdrowiona, wraz z swymi krewnymi. Niewiasta ona nazywa?a si? Enue, liczy?a lat 30 i by?a bardzo wyn?dznia?? i blad?. Nieboszczyk, jej m??, by? ?ydem. Jedyna córka, jak? mia?a, wychowywa?a si? u wuja, który w?a?nie wraz z ni? przyszed? do chrztu i jej szwagrow?, imieniem Le?, której m?? jest zaciek?ym Faryzeuszem. Zwi?zek ma??e?ski, w który owdowia?a Enue chcia?a ponownie wej??, nie by? po my?li jej bogatych krewnych, dlatego te? si? jej sprzeciwiali. Przyspieszaj?c kroku, zd??a? Jezus do domu Jaira. Towarzyszyli Mu uczniowie, Piotr, Jakub, Jan, Saturnin i Mateusz. W przedsionku domu sta?o mnóstwo narzekaj?cych i p?aczków. Przechodz?c obok nich, nie powiedzia? im ju? Jezus: „ona ?pi tylko", lecz poszed? dalej. Matka Jaira, ?ona jego i jej siostra wysz?y w zas?onach ?a?obnych naprzeciw Niemu. Zostawiwszy na podwórzu Saturnina i Mateusza, uda? si? Jezus w towarzystwie Piotra, Jakuba i Jana, wraz z Jairem, ?on? tego?, i matk? do izby, gdzie le?a?a umar?a. Obecnie le?a?a ona w innej, szczuplejszej izdebce, ani?eli poprzedniego razu. Miejsce, w którym le?a?a, znajdowa?o si? teraz za ogniskiem. W ogrodzie kaza? Sobie zerwa? Jezus ga??zk?, jako te? przygotowa? miednic? z wod?, któr? pob?ogos?awi?. Zw?oki zmar?ej, odr?twia?e, przedstawia?y widok o wiele nie przyjemniejszy, ani?eli poprzednio. Dawniej widzia?am jej dusz? blisko cia?a, teraz nie widzia?am jej wcale. Przedtem powiedzia? Jezus: „Ona ?pi", teraz nie powiedzia? nic. By?a nie?ywa. Jezus, umaczawszy ga??zk? w pob?ogos?awionej wodzie, pokropi? ni? umar?? dzieweczk?, nast?pnie modl?c si?, uj?? j? za r?k? i rzek?: „Dzieweczko, tobie mówi?, wsta?!" W chwili, gdy Jezus si? modli?, widzia?am, jak dusza jej w postaci czarnej kuli wesz?a do jej ust. Podnios?a oczy, wyprostowa?a si? za uj?ciem r?ki przez Jezusa i wsta?a z ?o?a. Jezus odda? dziewczynk? rodzicom, którzy w?ród p?aczu do nóg Mu si? rzucili. Potem kaza? Jezus przynie?? jej co do zjedzenia, a mianowicie winogron i chleba. Gdy przyniesiono co Jezus rozkaza?, wskrzeszona


476

jad?a i rozmawia?a. Jezus napomina? rodziców do wdzi?czno?ci wzgl?dem Boga za takie dobrodziejstwo, do porzucenia rozkoszy ?wiatowych i czynienia pokuty, przypomnia? im obowi?zek wychowania wskrzeszonej dzieweczki tak, aby nie popad?a w ?mier? wieczn?. Zgani? im ca?e ich post?powanie i lekkomy?lno??, z jak? przyj?li pierwsz? ?ask?, skutkiem czego w tym krótkim czasie córka ich narazi?a si? na ?mier? ci??sz?, bo na ?mier? duszy. Wskrzeszona do ?ycia p?aka?a ze wzruszenia. Jezus przestrzega? j? przed wszelkim grzechem, przed po??dliwo?ci? oczu, dodaj?c i to, ?e spo?ywszy z chleba, który by? pob?ogos?awi?, na przysz?o?? ju? wi?cej s?u?y? nie powinna cia?u, ale natomiast po?ywa? winna z chleba ?ywota; powinna pokutowa?, mie? siln? wiar?, modli? si? i spe?nia? pobo?ne uczynki. S?owa te wywo?a?y w rodzicach dzieweczki zupe?n? przemian?. Jair przyrzek? we wszystkim by? pos?usznym Jego rozkazom; równie? ?ona jego wraz z wszystkimi obecnymi przyrzekli popraw?, p?acz?c i dzi?kuj?c. Jair zupe?nie przemieniony, rozda? natychmiast cz??? swych dóbr mi?dzy ubogich. Córce jego by?o na imi? Salome. Z powodu wielkiego nap?ywu ludzi przed dom Jaira, poleci? Jezus temu ostatniemu, aby nie czyniono niepotrzebnego rozg?osu i opowiadania. Takie polecenia dawa? On bardzo cz?sto uzdrowionym, a czyni? to z ró?nych powodów. Najcz??ciej za? dlatego, ?e zbytnie przechwalanie si? i rozg?aszanie doznanej ?aski przeszkadza?o skupieniu duszy w rozmy?laniu mi?osierdzia Bo?ego. On za? ?yczy? Sobie, by uleczeni w cicho?ci my?leli o poprawie a nie biegali wsz?dzie, ciesz?c si? nad miar? z otrzymanego zdrowia, przez co bardzo ?atwo w grzech wpa?? mogli. Cz?sto nakazywa? tak?e milczenie w tym celu, by uczniów nauczy? pogardy s?awy a spe?niania dobrych uczynków jedynie z mi?o?ci ku Bogu; albo znowu dlatego, aby nie przysparza? ludzi ciekawych i niespokojnych, jako te?, by si? nie cisn?li do Niego tacy chorzy, których samo tylko pragnienie pozbycia si? choroby do Niego poci?ga?o, ale nie wiara. Wielu bowiem przychodzi?o tak, jakby tylko chcieli do?wiadcza?; tacy popadali pó?niej w grzechy i chorob?, jak to mia?o miejsce w domu Jaira. Po tym wszystkim wyszed? Jezus wraz z pi?ciu uczniami tyln? cz??ci? domu, by w ten sposób uj?? nat?oku u drzwi. Pierwsze uleczenie w domu Jaira odby?o si? za dnia, — dzisiejsze wieczorem po szabacie, przy ?wietle lamp. Dom Jaira le?a? w pó?nocnej stronie miasta, Jezus za? uda? si? w stron? pó?nocno zachodni? ku wa?om. Pomimo to wy?ledzi?o Go dwóch ?lepych wraz z przewodnikami. Skoro Go tylko spostrzegli, pospieszyli za Nim, wo?aj?c: „Jezusie, Synu Dawidów, zmi?uj si? nad nami!" Jezus tymczasem wszed? do jednego domu w wale, nale??cego do pewnego zaufanego m??a, sprawuj?cego w tej dzielnicy miasta urz?d stró?a. Uczniowie tak?e tutaj niekiedy go?cili, a mia? ów dom tak?e wyj?cie po drugiej stronie miasta. ?lepi jednak?e weszli za Jezusem do domu, b?agaj?c: „Jezu, Synu Dawidów, zmi?uj si? nad nami!" Wtedy Jezus, zwróciwszy si? do nich, rzek?: „Wierzycie, i? Ja mog? to uczyni??" Oni odpowiedzieli: „Tak, Panie!" Wówczas wyj?? z kieszeni flaszeczk? nape?nion? balsamem czy oliw?, i nala? z niej troch? do ma?ej, ciemnej i p?ytkiej miseczki. Nast?pnie, trzymaj?c j? na d?oni lewej r?ki, wsypa? nieco gliny, zmiesza? wielkim i wskazuj?cym palcem r?ki prawej i pomaza? oczy ?lepych, mówi?c: „Niech si? stanie wed?ug waszego pragnienia!" Wtedy owi ?lepi otworzyli oczy, widz?c wszystko, a upad?szy Mu do nóg, dzi?kowali. Jezus równie? i im zakaza? cudu tego rozg?asza?. Uczyni? to za? obecnie dlatego, aby t?um a? tu za Nim si? nie cisn?? i aby Faryzeuszom nie dawa? powodu do gniewu. Jednakowo? ju? owo wo?anie ?lepych o pomoc zdradzi?o by?o Jego w tej okolicy obecno??, a tak?e uzdrowieni od ?lepoty rozg?aszali wsz?dzie szcz??cie, jakiego dost?pili. Tymczasem ludzie z okolicy Seforis, dalecy krewni Anny, przyprowadzili do?


477

cz?owieka niemego, który by? od diab?a op?tany. Zwi?zawszy mu r?ce i opasawszy sznur ko?o cia?a, wlekli go w ten sposób, by? bowiem zupe?ny i obrzydliwy szaleniec. By? to Faryzeusz, nale??cy do komisji, która Jezusa ?ledzi?a, nazywa? si? Joas, a by? jednym z owych, z którymi Jezus dyskutowa? w szkole le??cej mi?dzy Seforis, a Nazaretem. Przed 14 dniami op?ta? go szatan, mianowicie wtedy, gdy Jezus wraca? z Naim. Cz?owiek ów wbrew w?asnemu przekonaniu, i chc?c si? tylko pochlebi? innym Faryzeuszom, rzuca? na Jezusa blu?nierstwa, ?e musi posiada? diab?a, skoro kr??y jak szalony po kraju. W Seforis dyskutowa? z nim Jezus o rozwodzie ma??e?skim. By? to wielki grzesznik. Obecnie, gdy go przyprowadzono, zerwa? si? na Jezusa, lecz Pan, skin?wszy r?k?, rozkaza? szatanowi wyj?? z niego. Na to drgn?? ca?y ów op?tany, a czarna para wysz?a z ust jego. Potem upad? przed Jezusem na kolana wyznaj?c swe grzechy i prosz?c o przebaczenie. Jezus przebaczy? mu wszystko, na pokut? zadaj?c mu kilka dni postu i ja?mu?ny. Mia? si? na d?u?szy czas wstrzyma? od niektórych potraw, których ?ydzi najwi?cej u?ywali, jak np. od czosnku. Zdumienie ogarn??o wszystkich, uwa?ano bowiem za rzecz najtrudniejsz? wyp?dzi? niemego diab?a. Faryzeusze mieli z nim ju? dosy? k?opotu. Gdyby go przed Jezusa nie byli przyprowadzili jego domownicy, to Faryzeusze z pewno?ci? byliby go nigdy do Niego nie dopu?cili. Najwi?cej gniewa?o ich, ?e nawet jeden z ich grona szuka? pomocy u Jezusa i pomoc t? znalaz?, wyznaj?c publicznie swe grzechy, w których oni tak?e uczestniczyli. Po odej?ciu owego op?tanego, rozesz?a si? w Kafarnaum wie?? o tym uzdrowieniu; ludzie mówili powszechnie, ?e o takich cudach w Izraelu nie s?yszano. Faryzeusze sro?yli si? jednak, mówi?c: „On wyp?dza szatany moc? ich ksi?cia." Jezus wyszed? wraz z uczniami tylnymi drzwiami domu, obszed? zachodni? cz??? miasta, i poszed? a? do domu Piotra na przedmie?ciu, gdzie przep?dzi? noc. W owych dniach da? Jezus ponownie wobec uczniów ?wiadectwo o Janie Chrzcicielu. Jest on czysty — mówi? — jak anio?, do ust jego nie wesz?o nigdy nic nieczystego, z ust nie wyszed? ?aden grzech, ?aden fa?sz. A kiedy Go pytali, czy te? d?ugo jeszcze Jan ?y? b?dzie, rzek? Jezus, ?e umrze, gdy czas jego przyjdzie, a ten jest ju? niedaleki. Tym zasmucili si? uczniowie bardzo.

Uzdrowienie cz?owieka z usch?? r?k?. B?ogos?awiony ?ywot, który Ci? nosi?

Gdy Jezus szed? do synagogi naucza?, obmy?liwali Faryzeusze znów z?o?liw? psot?. W k?cie synagogi sta? cz?owiek z usch?? r?k?, który nie mia? odwagi zjawi? si? przed Jezusem, a teraz w dodatku obawia? si? i obecnych tu Faryzeuszów. Faryzeusze zarzucali Jezusowi, jak mo?e z takimi lud?mi, jak celnik Mateusz, przestawa?, a Jezus odpowiedzia? na to, ?e przyby? na ziemi? dla nawracania i pociechy grzeszników, a Faryzeuszów wcale za uczniów u?y? nie mo?e. Wtedy rzekli mu szyderczo: „Nauczycielu! oto tu jest jeszcze jeden, mo?e i jego tak?e zechcesz uzdrowi??" Na to Jezus zawezwa? owego z usch?? r?k?, i postawiwszy go w ?rodku synagogi, rzek?: „Grzechy twoje s? ci odpuszczone!" Faryzeusze, którzy tym cz?owiekiem pogardzali, gdy? nie mia? u nich dobrej s?awy, rzekli: „Usch?a r?ka jednak mu nie przeszkadza?a do grzeszenia.” Wówczas Jezus uj?? jego r?k?, wyprostowa? jej palce i rzek?: „W?adaj tw? r?k?!" Na te s?owa wyci?gn?? ów cz?owiek r?k?, zupe?nie uzdrowiony, i podzi?kowawszy, odszed?. Jezus za?, bior?c go w obron? przeciw oszczerstwom Faryzeuszów, okaza? dla? wspó?czucie i nazywa? go cz?owiekiem dobrego serca. Faryzeusze, zawstydzeni i pe?ni jadu, nazywali Jezusa gwa?cicielem szabatu i odeszli. W blisko?ci synagogi znajdowali si? Herodianie i z nimi to porozumiewali si? Faryzeusze, w jaki by sposób podczas ?wi?t w


478

Jerozolimie na Jezusa si? zasadzi?. Gdy Jezus nast?pnie w domu Piotra przemawia? do ludu, by?a mi?dzy innymi niewiastami tak?e Lea, bratowa owej uzdrowionej z krwotoku Enui. M?? jej by? Faryzeuszem i przeciwnikiem Jezusa; ale ona by?a poruszon? przez Jego nauk?. Widzia?am, ?e z pocz?tku spokojnie i przygn?biona chodzi?a tu i ówdzie w?ród ludu, jakby kogo szuka?a. By?a to jednak wewn?trzna si?a, która j? nak?ania?a do okazania jawnie czci Jezusowi. Wtem nadesz?a tak?e Matka Jezusowa wraz z innymi niewiastami; by?y to: Marta, Zuzanna Jerozolimska, Samarytanka Dina i Zuzanna Alfeuszowa, córka Marii Kleofasowej i siostra aposto?ów. Dochodzi?a ju? mo?e lat 30, mia?a dorastaj?ce dzieci, a m?? jej ?y? w Nazarecie, i st?d to w?a?nie niewiasty zabra?y j? z sob?. Zuzanna Kleofasowa chcia?a przy??czy? si? do grona niewiast zaj?tych us?ugiwaniem. Maryja posz?a z niewiastami na podwórze, stan?wszy ko?o miejsca, gdzie naucza? Jezus. W nauce Swej zarzuca? Faryzeuszom ich chytro?? i nieczysto??, a poniewa? mow? przeplata? nauk?, o 8 b?ogos?awie?stwach, przeto rzek? w?a?nie teraz: „B?ogos?awieni czystego serca, albowiem oni Boga ogl?daj?!" Lea, zobaczywszy Maryj?, nie mog?a ju? powstrzyma? wybuchu rado?ci, i upojona zachwytem, zawo?a?a w?ród ludu: „B?ogos?awie?szy (tak na pewno zrozumia?am), b?ogos?awie?szy ?ywot, który Ci? nosi? i piersi, które? ssa?!" Wtem Jezus, spojrzawszy na ni? spokojnie, zawo?a?: „Tak, b?ogos?awieni, którzy s?uchaj? S?owa Bo?ego i go strzeg?!" — i naucza? dalej. Nast?pnie zbli?y?a si? Lea do Maryi, a pozdrowiwszy j?, rozpocz??a mow? o uzdrowieniu Enui i ?e jest gotowa odda? swoje mienie na rzecz gminy, aby tylko Maryja wstawi?a si? do Syna Swego, ?eby nawróci? jej m??a. — By? nim Faryzeusz z Paneas. Maryja rozmawia?a z ni? ca?kiem po cichu i nic nie wiedzia?a o jej radosnym wykrzyku; potem odesz?a z innymi niewiastami. Maryj? zdobi prostota nie do opisania. Jezus nie wyró?nia? Jej nigdy ponad innych ludzi, chyba tylko tym, ?e J? otacza? czci?. Nie wdawa?a si? z nikim, jak tylko z chorymi i prostaczkami; zdobi?a J? zawsze pokora, niewypowiedziana cicho?? i prostota. Wszyscy, nawet nieprzyjaciele Jezusa, oddaj? Jej cze??, a przecie? nie lgnie do nikogo, przywi?zana do ciszy i samotno?ci. Nast?pnie znajdowa? si? Jezus w przystani Piotrowej, gdzie przed wielk? rzesz? ludu naucza? w przypowie?ciach o królestwie Bo?ym. Uczy? równie? i ze Swojej ?odzi na morzu. Gdy pewien uczony w Pi?mie, imieniem Sarazet, o?wiadczy? gotowo??, ?e pójdzie wsz?dy za Nim, wtedy Jezus rzek? i jemu: „Lisy maj? nory itd." By? to przysz?y m?? Salomy, córki Jaira, i oboje przystali po ?mierci Jezusa do gminy chrze?cija?skiej. Prócz tego uczonego przysz?o do Jezusa jeszcze dwóch innych, którzy przez d?ugi czas towarzyszyli Mu jako uczniowie. Jeden z nich rzek? do Jezusa, a?eby przecie? ju? raz wzi?? w posiadanie Swoje królestwo, wszak dostatecznie Swe ju? pos?annictwo udowodni?; czy? nie zechce zasi??? na stolicy Dawida? Gdy mu za? Jezus to wyt?umaczy? i poleci? i?? za Sob?, wtedy on rzek?, ?e musi si? wpierw w domu po?egna?. A Jezus mu na to: „Kto przy?o?y r?k? do p?uga itd." Trzeci z nich, który ju? w Seforis przysta? do Jezusa, rzek?, ?e musi jeszcze ojca pogrzeba?. Na to rzek? Jezus: „Niechaj umarli grzebi? swych umar?ych." Ale mia?o to inne znaczenie; albowiem ojciec jego nie by? jeszcze umar?; by? to przyj?ty zwrot mowy na oznaczenie podzia?u maj?tku i zabezpieczenie ojca. Noc przep?dzi? Jezus pod namiotem, na górze Chorazin na modlitwie w towarzystwie kilku uczniów. Rano zeszli si? tak?e inni uczniowie na kazanie maj?ce si? odby?. Podczas kazania obja?nia? Jezus czwarte b?ogos?awie?stwo i tekst z Izajasza: „Oto s?uga, którego wybra?em, Mój ulubiony, w którym upodoba?a Sobie dusza Moja! Spuszcz? na? ducha Mego i on og?osi s?d narodom." S?uchaczów by?o mnóstwo, mi?dzy nimi z okolicznych twierdz gromadka rzymskich ?o?nierzy. Wys?ano ich tu, by wys?uchawszy nauki Jezusa i zbadawszy, co zacz, zdali z tego spraw?. Z Galii bowiem i z innych prowincji wysy?ano do Rzymu z zapytaniami, co to za prorok powsta? w Judei, kraju podw?adnym Rzymianom; w?adze rzymskie wystosowa?y wi?c odpowiednie zapytania do dowódców w Judei, a ci wys?ali na zwiady ?o?nierzy. Wszystkich by?o tu oko?o stu. Obrali sobie dobre miejsce, by dok?adnie widzie i s?ysze?. Po nauce zeszed? Jezus z uczniami z góry w dolin? ku po?udniu; by?o tu ?ród?o przy którymi pomocne niewiasty przygotowa?y chleb i ryby, T?umy rozsiad?y si? na stoku góry. Wielu z nich jednak nie mia?o ze sob? ?adnych zapasów, wi?c niektórzy, zebrawszy si? na odwag?,


479

pos?ali do uczniów po ?ywno??. Kosze z chlebem i rybami sta?y na tarasie. Jezus pob?ogos?awi? je i przy pomocy uczniów rozdziela? prosz?cym. Zdawa?o si?, ?e ani mowy niema, aby to wystarczy?o; wszyscy jednak otrzymali tyle, ile im by?o potrzeba. To te? mówili jeden do drugiego: „wszystko mno?y si? w Jego r?kach!" Rzymscy ?o?nierze prosili tak?e o ów pob?ogos?awiony chleb, by pos?a? go jako znak i dowód do Rzymu, i tym utwierdzi?, co widzieli i s?yszeli. Jezus kaza? im jednak da? z tego, co b?dzie zbywa?; a ?e po rozdzieleniu zosta?o jeszcze do?? chlebów, ka?dy wi?c ze starszyzny dosta? nieco, którzy zabrali to z sob? do domu.

Jezus w Magdala i Gergeza. Wp?dza szatanów w wieprze

W przerwach w czasie publicznego nauczania i uzdrawiania przygotowywa? Jezus skrz?tnie Aposto?ów i uczniów do przysz?ego ich zawodu, ilekro? tylko znalaz? si? z nimi sam na sam. I teraz ustawi? dwunastu Aposto?ów na samotnym placu nad jeziorem w tym porz?dku, w jakim wymienieni s? w ewangelii i udziela? im mocy uzdrawiania i wyp?dzania z?ych duchów, do??czaj?c Swe b?ogos?awie?stwo; uczniom za? da? w?adz? chrzczenia i wk?adania r?k. Mia? przy tym do nich wzruszaj?c? przemow?, obiecuj?c im, ?e nigdy ich nie opu?ci i wszystkie losy z nimi dzieli? b?dzie. Wszyscy p?akali; Jezus by? tak?e bardzo wzruszony. Przy ko?cu rzek?, ?e wiele jeszcze pozostaje do za?atwienia, poczym, uskuteczniwszy wszystko, pójd? do Jerozolimy, bo zbli?a si? czas wype?nienia obietnicy. Uniesieni zapa?em, przyrzekli Aposto?owie i uczniowie czyni? wszystko co rozka?e, i zawsze pozosta? Mu wiernymi, na co przepowiedzia? im Jezus, ?e nadejd? jeszcze smutne, ci??kie chwile i nawet mi?dzy nimi z?o si? poka?e; mia? tu na my?li Judasza. Tak rozmawiaj?c, przybyli do miejsca, gdzie by?y ?odzie. Jezus wsiad? do ?odzi z 12 Aposto?ami i pi?ciu uczniami, mi?dzy którymi by? Saturnin, i kaza? p?yn?? wzd?u? wschodniego brzegu jeziora. Min?wszy Hippos, wyl?dowali w pobli?u niewielkiej miejscowo?ci Magdala. Magdala le?y tu? nad jeziorem po pó?nocnej stronie dzikiego jaru, do którego sp?ywa woda z bagien, po?o?onych wy?ej ko?o Gergezy. Miejscowo?? ta le?y tu? pod strom? wynios?o?ci?, tak, ?e tylko w po?udnie i wieczór s?o?ce tam troch? zagl?da. Ziemia, szczególnie w pobliskiej kotlinie, jest bagnista, a cz?ste mg?y zanieczyszczaj? powietrze. Jezus nie poszed? zaraz do osady. Piotr zatrzyma? ?ódk? na mieli?nie, po??czonej mostem z l?dem sta?ym. Zaledwie wyszli na brzeg, nadbieg?o kilku op?tanych, krzycz?c na Jezusa: „Czego chcesz od nas? pozostaw nas w spokoju?" A przecie? sami dobrowolnie tu przyszli. Jezus uwolni? ich od z?ego ducha, a oni, podzi?kowawszy Mu, wrócili do osady. Wkrótce nadeszli ludzie z innymi op?tanymi. Piotr, Andrzej, Jan, Jakub i jego siostrze?cy udali si? do osady i tu uzdrawiali chorych i op?tanych, i po raz pierwszy tu spotykane niewiasty, cierpi?ce na konwulsje. Czynili to w Imi? Jezusa z Nazaretu, a niektórzy dodawali formu?k?: „któremu pos?uszne s? wichry morskie." Niektórzy uzdrowieni szli zaraz do Jezusa i s?uchali Jego upomnie? i nauki. Jezus t?umaczy? mieszka?com i uczniom, ?e dlatego jest tu tylu op?tanych, bo ludzie zanadto ulegaj? swym nami?tno?ciom i zbyt s? przywi?zani do rzeczy doczesnych. Wielu op?tanych by?o z Gergezy, po?o?onej na górze o godzin? drogi na wschód. W?óczyli si? wci?? po okolicy, kryj?c si? w grotach i do?ach. — O zmierzchu jeszcze uzdrawia? Jezus, poczym przenocowa? z uczniami na ?odzi. Z okolicy Gergezy, maj?cej oko?o cztery godziny drogi w obwodzie, nie stawi? si? by? nikt na nauk? Jezusa na górze. Na drugi dzie? wszed? Jezus na wy?yn?; tu zast?pi?o Mu drog? dwóch op?tanych m?odzie?ców ?ydowskich z Gergezy. Choroba nie ow?adn??a jeszcze nimi ca?kiem, ale ju? mieli czasami napady, a nie maj?c spokoju, w?óczyli si? bez przestanku po


480

okolicy. Gdy jeszcze byli zdrowi, a Jezus raz t?dy przechodzi? id?c z Tarychei przez Jordan, prosili Go, by ich przyj?? za uczniów, lecz Jezus odmówi? im. Teraz, gdy Jezus uwolni? ich od z?ego ducha, prosili znów o to, dodaj?c, ?e nie byliby popadli w takie nieszcz??cie, gdyby ju? wtenczas by? ich przyj?? za uczniów. Jezus jednak znowu im odmówi?, upomina? ich do poprawy, a potem kaza? im wróci? do domu i oznajmi?, w jaki sposób doznali uzdrowienia. Radzi nie radzi odeszli. Id?c dalej, naucza? Jezus przy domach i sza?asach pasterskich; tu nieraz si? trafia?o, ?e z za krzaków lub pagórków wypadali ku Niemu op?tani i ob??kani, wymachiwali r?koma i wrzeszczeli, by nie szed? tu i pozostawi? ich w spokoju. Jezus wtedy przywo?ywa? ich rozkazem do Siebie i uwalnia? od z?ego ducha, przy czym niektórzy z nich wo?ali, by nie wp?dza? ich w przepa??. Niektórzy z Aposto?ów uzdrawiali chorych w okolicy przez wk?adanie r?k, przy czym wzywali ludzi na nauk? Jezusa, maj?c? si? odby? na górze na po?udnie od Magdali. Na t? nauk? zesz?y si? wielkie, t?umy ludu. Jezus napomina? ich do pokuty, mówi? o blisko?ci królestwa Bo?ego i gani? ich przywi?zanie do rzeczy doczesnych. Mówi?c o warto?ci duszy, wzywa? ich, by poznali, ?e Bogu przecie? wi?cej zale?y na duszy, ni? na wielkich, doczesnych bogactwach ludzi. Odnosi?o si? to do owej ogromnej trzody wieprzów, które wkrótce mia?y zgin?? w jeziorze z dopuszczenia Jezusa; mieszka?cy bowiem Gergezy znowu zapraszali Jezusa do siebie. Jezus za? rzek? im, ?e jeszcze przyjdzie do nich i ?e przyj?cie Jego nie bardzo b?dzie im po??dane. Prosili Go te?, by nie szed? na wy?yn? przez jar, bo b??kaj? si? tam dwaj szalej?cy op?tani, których nie mo?na skr?powa?, bo ju? nieraz zerwali ?a?cuchy i niejednego ju? udusili. Jezus odrzek? na to, ?e w?a?nie z powodu nich pójdzie tamt?dy, je?li b?dzie pora, bo przys?any jest tu dla nieszcz??liwych. Przy tej sposobno?ci powiedzia? tak?e ów tekst,*) w którym mówi ewangelista, ?e gdyby mieszka?cy Sodomy i Gomory widzieli i s?yszeli te rzeczy, jakie si? dziej? tu w Galilei, to z pewno?ci? byliby si? nawrócili. Gdy Jezus zabiera? si? ju? do odej?cia, prosili Go bardzo s?uchacze, by jeszcze zosta? d?u?ej, bo nigdy nie s?yszeli tak mi?ej nauki i zdaje im si?, jakoby s?o?ce poranne o?wieci?o ich ponur?, mglist? ziemi?. Przestrzegali Go przy tym, ?e ju? noc zapada. Na to odrzek? im Jezus w porównaniu, ?e On sam nie l?ka si? nocy, ale oni powinni si? l?ka? pozosta? w wiecznej ciemno?ci w czasie, gdy w?a?nie ?wiat?o S?owa Bo?ego pojawi?o si? mi?dzy nimi. Poczym wsiad? Jezus z uczniami na ?ód?. Z pocz?tku p?yn?li, jak gdyby chcieli przeprawi? si? do Tyberiady, lecz pó?niej nawrócili ku wschodowi, zatrzymali ?ód? prawie przy brzegu, o godzin? drogi na po?udnie od w?wozu i pok?adli si? w ?odzi na spoczynek. Magdala jest to nieznaczna miejscowo??, mniejsza od Betsaidy, o tyle dogodna, ?e jest tu przysta? dla rybaków. Mieszka?cy otrzymuj? zarobek z Hippos, gdzie kwitnie przemys? i handel. Obok Gergezy poprowadzony jest publiczny go?ciniec, wiod?cy w dó? do Hippos. By? w granicach Magdali jest to samo, co by? w granicach Dalmanuty, miasta le??cego z drugiej strony jaru, o kilka godzin drogi st?d. Wyszed?szy nast?pnego ranka na brzeg, uzdrowi? Jezus znowu przez w?o?enie r?k wielu op?tanych. Ludzie tutejsi sami oddawali si? w moc szatana, bo od dawien dawna trudnili si? czarnoksi?stwem. W jarze i na górach ro?nie tu obficie pewne zio?o, które oni zbierali i nami?tnie je spo?ywali, gdy? mia?o t? w?asno??, ?e upaja?o jak opium i do tego wprawia?o w konwulsje. Inne znów zio?o s?u?y?o jako przeciwdzia?aj?ce, ale od pewnego czasu nie chcia?o skutkowa?; ?e za? nie wyrzekli si? spo?ywania tamtego, wi?c te? popadli w najwi?ksz? n?dz?. Ziemia Gergeze?czyków by? to szmat kraju, d?ugi na 4 do 5 godzin, a szeroki na pó? godziny drogi. Zjednoczy?a ich ?ci?le wspólno?? charakterów i wypadków dziejowych; warto?? ich moralna, ogó?em wzi?wszy, bardzo licha. Ziemia Gergeze?czyków ci?gnie si? od jaru mi?dzy Dalmanut? i Magdal?, który stanowi


481

jej kraniec po?udniowy, a liczy na swym obszarze wraz z Gergez? i Geraz? dziesi?? miasteczek, rozrzuconych rz?dem wzd?u? na ca?ej przestrzeni. ??cznie z okolic? Chorazin otacza ziemia Gergeze?czyków jakby pier?cieniem kraj Zin i wielki pusty obszar. Granic? Gergeze?czyków od wschodu stanowi d?ugie pasmo górskie, na którego po?udniowym ko?cu le?y twierdza Gamala; od po?udnia jest granic? jar, od zachodu nadbrze?na dolina jeziora. Tu le?a?y miasta Dalmanuta, Magdala i Hippos, te jednak nie nale?a?y ju? do Gergeze?czyków, jak równie? ca?e nadbrze?e poza jarem na po?udnie od Magdali. Z pó?nocnej strony rozci?ga si? ziemia Chorazin. Okr?gu 10ciu miasteczek nie trzeba stawia? na równi z okr?giem dziesi?ciu miast; ten ostatni jest o wiele rozleglejszy i le?y zupe?nie oddzielnie. Za czasów walk Gedeona z Madianitami stali mieszka?cy tych dziesi?ciu miasteczek po stronie pogan i od tego te? czasu wzi?li tutaj poganie przewag? i uciskali coraz wi?cej ?ydów, wypasaj?c ku wielkiemu ich zgorszeniu i zgryzocie na pó?nocnych stokach jaru nad bagnami ogromne trzody wieprzów, po kilka tysi?cy sztuk licz?ce. Trzód tych strzeg?o oko?o stu poga?skich pasterzy i pastuszków. Wspomniane bagno le?y o trzy kwadranse drogi od Gergezy u stóp wzgórz gamalskich; powsta?o za? sztucznie w ten sposób, ?e tu? nad stokiem jaru zbudowano z belek tam? i w ten sposób zatrzymano wod? potoku, p?yn?cego w t? stron?. Z bagna odp?ywa woda przez jar do morza Galilejskiego. W ko?o bagna i na stokach jaru rosn? nadzwyczaj grube d?by. Ziemia nie bardzo jest urodzajna i gdzie niegdzie tylko na s?onecznych miejscach uprawiaj? wino. Ro?nie tu rodzaj trzciny cukrowej, któr? rozsy?aj? w stanie surowym. Nie tyle ba?wochwalstwo oddawa?o tutejszych mieszka?ców w moc szatana, o ile gorliwe uprawianie czarnoksi?stwa. W samej Gergezie i w okolicznych miejscowo?ciach roi?o si? od czarnoksi??ników, którzy, otoczeni rojem kotów, psów, ropuch, ?ab i innych p?azów, uprawiali swoje niecne rzemios?o. Wywo?ywali te zwierz?ta, lub te? prawdopodobnie sami si? w nie przemieniali, by rani? lub zabija? ludzi i dobytek. Jak wilki ?ar?oczne wyrz?dzali szkody ludziom, m?cili si? zawzi?cie na tych, ku którym ?ywili nienawi??, wywo?ywali zakl?ciami nag?e burze i huragany na jeziorze. Wied?my przyrz?dza?y czarodziejskie napoje. Tak post?puj?c, popadli zupe?nie w moc szatana, i dlatego by?o tu tyle op?tanych, szale?ców i cierpi?cych na konwulsje. Oko?o dziesi?tej godziny z rana pop?yn?? Jezus z kilku, uczniami czó?nem w gór? potoku, p?yn?cego przez jar; wybra? t? drog?, bo bli?ej by?o t?dy, ni? pieszo ?cie?kami. Up?yn?wszy kawa?ek, wysiedli i Jezus poszed? naprzód w gór? pó?nocnym stokiem jaru, a za Nim udali si? uczniowie i wkrótce si? z Nim z??czyli. Nie doszli jeszcze na wierzch, gdy naraz pokaza?o si? owych dwóch op?tanych szale?ców. Za zbli?eniem si? Jezusa wpadli w sza?, i ju?to kryj?c si? w do?ach, ju?to wypadaj?c z ukrycia, miotali na przyby?ych trupie ko?ci, wrzeszcz?c przy tym przera?liwie. Nie uciekali jednak, lecz jakby pchani jak?? tajemn? si??, coraz wi?cej si? przybli?ali, a kryj?c si? za krzaki i g?azy, wystawiali g?owy i wykrzykiwali: „Mocy! Pot?gi, przybywajcie na pomoc! Oto zbli?a si? silniejszy od nas!" Wtedy Jezus wyci?gn?? ku nim r?k? i rozkaza? im po?o?y? si? na ziemi?. Op?tani upadli natychmiast plackiem na twarz, a podniós?szy nieco g?owy, wo?ali: „Jezusie! Synu Boga najwy?szego! Co nam i Tobie? Dlaczego przyszed?e? tu, przedwcze?nie nas dr?czy?. Zaklinamy Ci? na Boga, nie dr?cz nas!" Jezus przyst?pi? do nich z uczniami, a oni zacz?li trz??? si? i dr?e? straszliwie na ca?ym ciele. Na polecenie Jezusa podali im uczniowie do okrycia si? szale, s?u??ce do zawijania g?owy, które mieli na szyi. Jezus rozkaza? op?tanym okry? si? w nie. Ci spe?nili zaraz rozkaz, cho? widocznie wbrew swej woli, otulili si? starannie, dr??c wci?? i trz?s?c si? kurczowo, poczym powstali, prosz?c Jezusa, by ich nie dr?czy?. Jezus zapyta? wtedy: „Ilu was jest?" a oni odrzekli: „Pu?k." Przez usta op?tanych


482

przemawia?y z?e duchy wci?? w liczbie mnogiej, bo — jak mówi?y — niezliczone s? nami?tno?ci tych grzeszników. Tym razem powiedzia? szatan prawd?, gdy? ju? od siedemnastu lat oddawali si? ludzie ci czarnoksi?stwu i ?yli pod w?adz? diabelsk?; od dawna ju? mieli od czasu do czasu takie napady, a od dwóch lat b??dzili tu jak szale?cy po pustyni. Oddani tak d?ugo czarnoksi?stwu, nie mogli si? teraz wydoby? z wi?zów grzechowych. Nieopodal na miejscu, wystawionym na dzia?anie s?o?ca, by?a winnica. Sta?a tu wielka, ciosana kad?, spojona ?atami, wysoka prawie na ch?opa, a tak szeroka, ?e mog?o si? w niej pomie?ci? oko?o 200 ludzi. W niej to wyt?aczali Gergeze?czycy owe oszo?amiaj?ce zio?a, zmieszane z winogronami. Wyt?oczony sok sp?ywa? w mniejsze koryta, sk?d ?ci?gano go w wielkie, gliniane naczynia o w?skich szyjkach i zakopywano je w winnicy w ziemi?. Tak przyrz?dzonego soku u?ywali, by popada? w szata?skie halucynacje i z tego te? dostawali takich napadów sza?u. Ziele, do tego u?ywane, by?a to ro?lina dorastaj?ca wysoko?ci ramienia, opatrzona, jak rozchodnik mnóstwem zielonych, t?ustych li?ci, zako?czona za? wypuk?o?ci?. Sok wyciskano na wolnym powietrzu z powodu odurzaj?cej woni, jak? ziele wydawa?o; podczas roboty jednak rozpinano nad kadzi? namiot. W?a?nie teraz nadeszli prasownicy, by zabra? si? do roboty. Wtem rozkaza? Jezus op?tanym, a w?a?ciwie pu?kowi diab?ów, w nich si? znajduj?cych, przewróci? ow? kad?. Ci pochwycili natychmiast ogromn? kad?, pe?n? soku i leciutko wywrócili j? tak, ?e wszystko si? wyla?o, co widz?c robotnicy, z krzykiem uciekli. Uczniowie tak?e przestraszyli si? bardzo. Op?tani powrócili z dr?eniem do Jezusa, a szatani krzyczeli przez ich usta: „Nie wtr?caj nas w przepa??! nie wyp?dzaj nas z tej okolicy, a ostatecznie dozwól nam wej?? w te wieprze." I rzek? Jezus: „Wejd?cie w nie!" Na te s?owa upadli op?tani na ziemi?, drgaj?c konwulsyjnie, a z cia? ich miota?a si? ca?a chmura, roj?ca si? od owadów, ropuch, robactwa, a szczególnie nied?wiadków. Za par? chwil rozleg?y si? w?ród trzody wieprzów skrzeki i kwiki; s?ycha? by?o krzyki i nawo?ywania pasterzy. Wkrótce ca?a trzoda, licz?ca kilka tysi?cy sztuk, wypad?a ze swych legowisk i na o?lep pop?dzi?a w dó? jaru, ?ami?c krzaki po drodze. S?ycha? by?o tylko wrzaski zwierz?t i huk jakby podczas burzy. Nie sta?o si? to jednak w kilku minutach, jak si? to opowiada, ale zabra?o kilka godzin czasu. Wieprze ugania?y d?ugo na wszystkie strony, miota?y si? jak szalone i gryz?y; wiele z nich powpada?o w bagno i te porwa? w dó? bystry pr?d wody, reszta jednak pogna?a ku jezioru. Uczniowie nie byli z tego zadowoleni, bo mniemali, ?e przez to zanieczy?ci si? woda, na której uprawiaj? rybo?ówstwo, a zarazem i ryby. Jezus, odgaduj?c ich my?li, rozproszy? te obawy, mówi?c, ?e wieprze nie wpadn? w jezioro, tylko w wir, znajduj?cy si? na ko?cu jaru. By? to rodzaj stoj?cego bagniska, oddzielonego od jeziora ?awic? piasku czy te? raf?, poros?? trzcin? i krzakami. Czasem przy wysokim stanie wody, ?awica by?a zalana. Woda dop?ywa?a tu z jeziora, lecz z powrotem st?d nie odp?ywa?a. Bagnisko by?o g??bokie, bezdenne, a pod cichym zwierciad?em wody ukrywa?y si? zdradliwe wiry. W t? to otch?a? rzuci?a si? ca?a trzoda wieprzów. Pasterze biegli pocz?tkowo za wieprzami, lecz widz?c, ?e to na nic si? nie zda, przybli?yli si? do Jezusa; ujrzawszy uzdrowionych op?tanych i dowiedziawszy si?, jak do tego przysz?o, zacz?li na nowo biada? nad szkod?. Jezus przerwa? ich ?ale, mówi?c, ?e wi?cej znaczy dobro tych dusz, ni? wieprze ca?ego ?wiata; poczym kaza? im i?? do miasta i powiedzie? w?a?cicielom trzód, ?e wygna? z ludzi diab?ów, których sprowadzi?a tu bezbo?no?? krajowców i wp?dzi? ich w wieprze. Uzdrowionych op?tanych wys?a? do domu przyodzia? si?, a sam poszed? z uczniami zwolna ku Gergezie. Wielu pasterzy da?o ju? o wszystkim zna? w mie?cie, tote? ze wszystkich stron zbiegali si? ludzie. Przed miastem oczekiwali na Jezusa uzdrowieni wczoraj ludzie z Magdali, dalej dwaj ?ydowscy m?odzie?cy,


483

uzdrowieni wczoraj, i prawie ca?a ?ydowska ludno?? Gergezy. Wkrótce nadeszli obaj uzdrowieni dopiero op?tani, przystojnie odziani i przys?uchiwali si? nauce Jezusa; byli to poganie tutejsi ze znakomitego rodu, spokrewnieni z poga?skimi kap?anami. Robotnicy z winnicy rozszerzyli ju? tak?e w mie?cie wie?? o przewróceniu kadzi przez op?tanych i powsta?ej st?d szkodzie. Przyczyni?o si? to do tym wi?kszego zamieszania i rozruchu, gdy? wielu bieg?o za wieprzami popatrze?, czy nie da si? jeszcze co uratowa?, inni biegli do winnicy popatrze? na kad?; takie zamieszanie trwa?o a? do nocy. Na wzgórku o pó? godziny drogi od miasta mia? Jezus nauk?. Zwierzchnicy miasta i kap?ani poga?skich bo?ków usi?owali odwie?? lud od Niego, rozg?aszaj?c, ?e Jezus jest pot??nym czarownikiem, od którego zagra?a im wielkie niebezpiecze?stwo. Wreszcie, naradziwszy si?, wys?ali delegacj? do Jezusa. Wys?a?cy, przecisn?wszy si? do Niego prosili, by nie zatrzymywa? si? tu i nie wyrz?dza? jeszcze wi?kszej szkody; mówili, ?e uznaj? Go za wielkiego maga, lecz prosz?, by ust?pi? z ich granic. Narzekali przy tym bardzo z powodu utraty ?wi? i wylania p?ynu czarnoksi?skiego; jak?e si? zdziwili i przestraszyli, gdy mi?dzy s?uchaczami ujrzeli u stóp Jezusa obu op?tanych, uzdrowionych ju? i przystojnie odzianych. Na ?ale ich rzek? Jezus: „Nie troszczcie si?, nie b?d? zbyt d?ugo wam uci??liwym. Przyby?em tu jedynie dla tych biednych op?tanych i chorych. Wiem dobrze, ?e nieczyste ?winie i szkodliwe napoje wi?cej maj? w oczach waszych warto?ci, ni? dobro tych dusz; nie tak jednak s?dzi Ojciec niebieski, który da? Mi w?adz? uratowa? tych biednych ludzi, a zatraci? wieprze." — Nast?pnie wytyka? im wszystkie ich ohydne wyst?pki, grzeszne oddawanie si? czarnoksi?stwu, lichw? i s?u?enie diab?u, nawo?ywa? ich do pokuty i chrztu, ofiaruj?c im zbawienie. Umys?y ich jednak wci?? zajmowa?a szkoda, wynik?a z utraty wieprzów; trwali wi?c, przy swym uporczywym, a na po?y boja?liwym ??daniu, by Jezus st?d odszed?. Spe?niwszy poselstwo powrócili do miasta. Judasz Iskariot okazywa? si? tu nadzwyczaj czynnym i ruchliwym, bo znajome mu by?y dobrze te strony. Za czasów swej m?odo?ci, gdy umkn?? od dobroczy?ców, którzy go tajemnie wychowali, mieszka? tu przez jaki? czas wraz z matk?; obaj op?tani byli to jego dobrzy znajomi i towarzysze m?odo?ci. ?ydzi bardzo si? radowali w duchu ze szkody, jak? ponie?li poganie przez utrat? wieprzów, bo te? poganie uciskali ich bardzo, a zreszt? jako ?ydzi gorszyli si? hodowaniem tylu ?wi?. Nie wszyscy jednak tak my?leli, gdy? wielu ?ydów tutejszych zmiesza?o si? ju? przez ma??e?stwa z poganami i umaczali r?ce w ich zabobonnych praktykach. Wszystkich uzdrowionych wczoraj i dzisiaj, jak równie? obu uzdrowionych op?tanych ochrzcili uczniowie, co ich bardzo wzruszy?o i zmieni?o wewn?trznie. Do chrztu u?ywali aposto?owie wody, przyniesionej z sob? w miechu. Ludzie kl?kali w ko?o nich, a oni czerpali wod? z naczynia, trzymanego w r?ce, i chrzcili po trzech naraz, pokrapiaj?c trzykrotnie wod?. Zaraz po chrzcie prosili Jezusa dwaj ?ydowscy m?odzie?cy i obaj uzdrowieni op?tani, by mogli pozosta? przy Nim, jako Jego uczniowie. Tym ostatnim rzek? Jezus, ?e da im pewien urz?d. Mieli mianowicie obchodzi? dziesi?? miasteczek Gergeze?czyków, wszystkim si? pokazywa? i wsz?dzie opowiada?, co ich spotka?o, co widzieli i s?yszeli, nawo?ywa? ludzi do pokuty i chrztu i odsy?a? ch?tnych do Jezusa. W tym nie maj? si? da? wstrzyma? ?adn? przeszkod?, cho?by nawet kamieniami za nimi rzucano. Je?li wype?ni? nale?ycie to polecenie, otrzymaj? za to dar proroctwa. Tak?e mieli na przysz?o?? zawsze wiedzie?, gdzie si? znajduje Jezus, i odsy?a? do Niego ludzi, pragn?cych s?ucha? Jego nauki. Przy tym da? im Jezus moc wk?adania r?k na chorych i uzdrawiania ich. Powiedziawszy im to, pob?ogos?awi?


484

ich Jezus, a oni zacz?li zaraz nast?pnego dnia spe?nia? swe pos?annictwo; pó?niej zostali wliczeni w poczet uczniów. Wieczorem poszed? Jezus z uczniami do prze?o?onego synagogi; przedtem jednak przyszli do tego? zwierzchnicy miasta i za??dali, by usun?? st?d Jezusa, w przeciwnym bowiem razie b?dzie odpowiedzialnym za wszystkie szkody, jakie miasto przez Jezusa poniesie. Wkrótce te? opu?ci? Jezus miasto i zatrzyma? si? z uczniami na nocleg w sza?asie pasterskim. Tu wyja?ni? uczniom, dlaczego dopu?ci? szatanom przewróci? kad? i wej?? w wieprze. Chcia? przekona? tych pysznych pogan, ?e jest prawdziwym prorokiem ?ydów, których oni tak brutalnie uciskali i wyszydzali. Dotkn?? utrat? wieprzów tylu pogan naraz, bo chcia? zwróci? ich uwag? na niebezpiecze?stwo, gro??ce ich duszom, obudzi? z u?pienia ten gnu?ny naród, zagrzebany w kale wyst?pków i pobudzi? ich do przyj?cia nauki. Dozwoli? za? wyla? napój czarodziejski, bo w nim tkwi?o g?ówne ?ród?o grzechów i op?tania tych ludzi. Na drugi dzie? zebra?a si? znowu wielka rzesza ludu ko?o Jezusa; cuda Jego rozg?osi?y si? ju? po ca?ej okolicy. Nowo nawróceni ?ydzi chc? Gergez? na zawsze opu?ci?. Aposto?owie, uzdrawiaj?cy tymczasem chorych w okolicy, przybyli wraz z uzdrowionymi tak?e na nauk? Jezusa. Mi?dzy przyby?ymi by?y i niewiasty i te przynios?y w koszykach ?ywno?? dla aposto?ów. Raz powsta? ?cisk woko?o Jezusa i wtedy przybli?y?a si? do? pewna kobieta z Magdali, cierpi?ca na krwotok. Zwykle nie mog?a chodzi?, teraz jednak moc? wiary zebra?a wszystkie si?y, przyczo?ga?a si? z ty?u do Jezusa, uca?owa?a kraj Jego szaty i w jednej chwili wyzdrowia?a. Jezus naucza? jeszcze chwil?, poczym zapyta?: „Uzdrowi?em kogo?, kto to jest?" Niewiasta przybli?y?a si? do Niego i podzi?kowa?a pokornie za uzdrowienie. S?ysza?a by?a przedtem o uzdrowieniu Enui i dlatego postanowi?a tak samo post?pi?. Wieczorem, wzi?wszy uczniów i dwóch ?ydowskich m?odzie?ców, opu?ci? Jezus Gergez?, op?yn?? jeziorem Magdal? i wysiad? na l?d na pó?noc od Hippos, które nie le?y tu? nad jeziorem, lecz nieco dalej na wy?ynie. Na noc zago?ci? Jezus z uczniami do sza?asu pasterskiego. Tu wspomina? Jezus uczniom, ?e wkrótce nadejd? urodziny Heroda i ?e trzeba b?dzie uda? si? do Jerozolimy. Uczniowie odradzali Mu, t?umacz?c, ?e niezad?ugo nadejdzie Wielkanoc, wi?c i tak trzeba b?dzie tam by?. Jezus jednak trwa? przy Swoim zamiarze, dodaj?c, ?e podczas uroczysto?ci nie b?dzie si? pojawia? publicznie. M?odzie?cy gergeze?scy prosili Go tu jeszcze raz, by wzi?? ich z sob?. Jezus jednak da? im inne pos?annictwo; poleci? im mianowicie obchodzi? dziesi?? miast od Kedar a? do Paneas i g?osi? ?ydom, co widzieli i s?yszeli. Na drog? da? im b?ogos?awie?stwo i podobn? obietnic?, jak tamtym. Je?liby mianowicie sprawowali dobrze ten urz?d, mieli otrzyma? ducha prorockiego, i? b?d? wiedzie?, gdzie Jezus przebywa, i w Jego imieniu b?d? mogli uzdrawia? chorych i g?osi? s?d i kar? za grzechy. Lecz jak u tamtych tak i u tych obietnica ta odnosi?a si? do czasu pó?niejszego. Podobnie i tamci mieli g?osi? Imi? Jego w dziesi?ciu miasteczkach gergeze?skich, a potem poganom w Dekapolis. M?odzie?cy zaraz odeszli, a Jezus tymczasem kaza? pop?yn?? uczniom do Betsaidy, sam za? mimo ich pró?b pozosta? i poszed? brzegiem na pustkowie, by si? tam modli?. Droga wiod?a tam w?ród zwalistych stromych ska?. Niektóre z tych ska? przybiera?y w mroku nocnym pozór olbrzymich strasznych postaci ludzkich. Noc ju? zapad?a. Uczniowie znajdowali si? w?a?nie z ?odzi? na ?rodku jeziora, a ?e wiatr d?? przeciwny, wi?c bardzo im by?o ci??ko wios?owa?. Wtem ujrza?am na falach Jezusa. Szed? lekko jakby po g?adkiej drodze, a znajdowa? si? prawie naprzeciw Tyberiady, w sporym oddaleniu na wschód od ?odzi. Gdy mija? ?ód?, dojrzeli Go i uczniowie; zl?kli si? bardzo, niepewni, czy to On sam, czy jego duch, i zdj?ci trwog? g?o?no krzykn?li. — „Nie bójcie si?! — rzek? Jezus — Jam jest!"


485

Uspokoili si? nieco uczniowie, a Piotr rzek?: „Panie! je?li to Ty jeste?, ka? mi przyj?? do Siebie po wodzie i Jezus rzek? mu: „Chod?!" Piotr wyszed? natychmiast z ?odzi po drabince i szed? po wzburzonych falach ku Jezusowi, jakby po równej ziemi. Zdawa?o mi si?, ?e unosi si? ponad wod?, bo nie przeszkadza?y mu nic rozko?ysane fale. Przeszed? tak kawa?ek, lecz wkrótce dziwnym mu si? to zacz??o wydawa?, zapomnia? o s?owie Jezusa, a zwróci? uwag? na wiatr i wzburzone fale; zaraz te? zacz?? zanurza? si? w wod?, wi?c krzykn?wszy w trwodze: „Panie! ratuj mnie!" wyci?gn?? r?k? do Jezusa, bo woda si?ga?a mu ju? do piersi. Jezus przybli?y? si? do?, uj?? go za r?k? i rzek?: „Cz?owieku ma?ej wiary! dlaczego w?tpisz?" Przyprowadziwszy go do ?odzi, wsiad? z nim razem i zgani? jego, jak i innych, za niepotrzebn? obaw?. Wiatr usta? natychmiast i spokojnie przyp?yn?li do Betsaidy. Przy brzegu spuszczono schody i wszyscy wysiedli na l?d.

Jezus uzdrawia w Betsaidzie i przybywa znowu do Kafarnaum

Zaledwie si? Jezus w Betsaidzie pojawi?, a ju? zabiegli Mu z krzykiem drog? dwaj ?lepi, którzy na przekór przys?owiu prowadzili si? wzajemnie. Jezus uzdrowi? ich, a potem uzdrawia? chromych i niemych. Gdziekolwiek si? Jezus pokaza?, cisn?? si? do Niego lud, przyprowadzaj?c chorych. Wielu si? Go tylko dotyka?o i zaraz odzyskiwali zdrowie. Oczekiwano wsz?dzie na Niego, bo wiedziano, ?e b?dzie t?dy wraca? przed szabatem. Zdarzenie op?tanych i wieprzów rozg?osi?o si? wsz?dzie, wywo?uj?c ogólne wra?enie i podziw. — Cz??? uczniów chrzci?a uzdrowionych ko?o domu Piotra. Widz?c wreszcie uczniowie, ?e t?umy nie daj? Jezusowi czasu do wytchnienia, poszli do? sami i starali si? go nak?oni?, by posili? si? i troch? wypocz??. W dalszej drodze do Kafarnaum zabieg? Jezusowi drog? pewien niemy i ?lepy op?tany. Jezus uzdrowi? go natychmiast, uzdrowienie to wywo?a?o niezwyk?y podziw. Ju? przy zbli?aniu si? do Jezusa, odzyska? ów cz?owiek mow? i zawo?a?: „Jezusie, Synu Dawidów! zmi?uj si? nade mn?!" Jezus dotkn?? si? oczu jego, a op?tany przejrza? natychmiast. Popad? on by? zupe?nie w r?ce pogan z tamtej strony jeziora, i mia? niejednego czarta w sobie. Kuglarze i wró?biarze gergeze?scy, dostawszy go w swoj? moc, w?óczyli go z sob? na powrozie, pokazuj?c go wsz?dzie publicznie jako si?acza, na ich rozkaz ró?ne sztuki czyni?cego. Za cudo og?aszali, ?e na mocy pewnych zakl??, chocia? ?lepy i niemy, wszystko rozumie, wie i robi, wsz?dzie trafi, wszystko przyniesie i rozpozna, chocia? nic w tym dziwnego nie by?o, bo to diabe? dzia?a? przez niego. Tak to ci poga?scy kuglarze, w?druj?c po wszystkich miastach, u?ywali diab?a za po?rednictwem tego biedaka, dla pod?ego zysku. Przeprawiaj?c si? przez jezioro, nie brali go do ?odzi, tylko kazali mu jak psu p?yn?? obok ?odzi. Nikt nie troszczy? si? o niego, bo ka?dy mia? go za straconego. Przytu?ku nie dawano mu ?adnego; musia? wala? si? po rowach i dziurach, a jego panowie jeszcze go przy tym dr?czyli. Obecnie by? od d?u?szego czasu w Kafarnaum, ale nie mia? go kto przyprowadzi? do Jezusa. Wreszcie odwa?y? si? sam na to i — jak widzieli?my — odzyska? zdrowie. Przed szabatem naucza? Jezus w domu Piotra przy bramie, gdy wtem powsta? w Kafarnaum wielki zgie?k. Nadp?yn??o bowiem z tamtej strony jeziora wiele ?odzi z ?ydami gergeze?skimi i ci zacz?li opowiada? o cudach widzianych. Cud uczyniony z wieprzami i wyp?dzenie czarta z niemego i ?lepego op?ta?ca wywo?ywa?y wielkie wra?enie. Widz?c to faryzeusze, rozpuszczali wsz?dzie wie?ci, ?e Jezus wyp?dza czarty moc? diabelsk?. Nie podoba?o si? to ludowi; wielkie t?umy zebra?y si? przed synagog?, pomi?dzy którymi wielu by?o w ?uki uzbrojonych. Gdy Jezus zbli?a? si? do miasta, wybieg? ów ?lepy niemy op?taniec bez


486

przewodnika naprzeciw Niego; wielu pobieg?o za nim, i widzieli w?asnymi oczyma cud, który w takie ich wprawi?o uniesienie, ?e porwa?a ich z?o?? na Faryzeuszów, którzy wci??, nawet i teraz oczerniali Jezusa, ?e uzdrawia moc? diabelsk?. Rozjuszone t?umy kaza?y wywo?a? Faryzeuszów i za??da?y, by uznali moc Jezusa i przyznali, ?e nigdy nie dzia?y si? takie rzeczy w Izraelu, ?e ?aden prorok nie czyni? podobnych cudów. Je?li za? chc? upiera? si? zatwardzia?e przy swoim, to niech lepiej wynosz? si? z Kafarnaum, bo nikt nie my?li znosi? d?u?ej ich niewdzi?czno?ci i oszczerstw. Wobec tego zgrzecznieli nagle Faryzeusze. Z grona ich wyst?pi? jaki? barczysty m?? i tak zacz?? lud tumani?: „To prawda, ?e nigdy nie s?yszano w Izraelu o takich cudach, czynach i nauce; ?aden prorok nie dzia?a? co? podobnego. Ale teraz wys?uchajcie, co nale?y my?le? o tym wyp?dzeniu diab?ów w Gergezie i dzisiejszym oswobodzeniu od czarta cz?owieka, który tak jakby nale?a? do Gergeze?czyków; w os?dzaniu takich rzeczy trzeba by? zawsze bardzo ostro?nym." — Tu poda? t?umom bardzo obszerny opis królestwa z?ych duchów i tak mówi? dalej: „S? wi?c mi?dzy czartami rozmaite stopnie i godno?ci i jeden drugiego musi s?ucha?; Jezus za? zawar? przymierze z jednym z najpot??niejszych. Dlaczego bowiem tego op?tanego nie uzdrowi? ju? przedtem? Dlaczego, je?li jest Synem Boga, nie wyp?dzi? st?d Sw? moc? diab?ów z kraju Gergeze?czyków? Nie! Musia? najpierw przeprawi? si? tam i zawrze? przymierze z najpot??niejszym z czartów gergeze?skich, musia? u?o?y? si? z nim i odda? mu na ?up wieprze; bo chocia? ten czart ni?szy jest od Belzebuba, ale tak?e wielk? ma w?adz?. A teraz zaspokoiwszy tamtego w Gergezie, potrafi? Jezus przez Belzebuba tego tu biedaka uwolni?." Tak to podst?pnie i wymownie t?umaczy? t? spraw? ów m?? i prosi?, by uspokojono si? i oczekiwano ko?ca mówi?c: „Mo?na pozna? czyny po owocach, jakie przynosz?. W dni robocze nie pracuj? ju? ludzie, tylko biegn? za Nauczycielem ogl?da? widowiska; w szabat za? zamiast spokoju s?ycha? wsz?dzie krzyki i wrzaski. Wspomnijcie na dzie? dzisiejszy, uspokójcie si? i przygotujcie na nadchodz?ce ?wi?ta." — Uda?o mu si? wreszcie nak?oni? lud do rozej?cia si?; wielu nawet ?atwowierniejszych na pó? mowa jego przekona?a. Wieczór ten poprzedza? ?wi?to pami?tkowe Po?wi?cenia ?wi?tyni. W domach i szko?ach pali?y si? lampy, piramidalnie ustawione; w ogrodach, na podwórzach i przy studniach pali?y si? tak?e lampy i pochodnie, u?o?one w ró?ne figury. Jezus uda? si? z uczniami do synagogi i naucza? tam, a Faryzeusze nie przeszkadzali Mu, bo si? Go troch? bali. Jezus odgadywa? ich my?li i wiedzia?, co niedawno mówili o Nim ludowi, wi?c ?mia?o wyzwa? ich do dysputy, mówi?c: „Wszelkie królestwo, rozdzielone przeciw sobie, nie ostoi si?; je?li wi?c szatan szatana wyrzuca, przeciwko sobie jest rozdzielony: jak?e tedy ostoi si? jego królestwo? A je?li Ja przez Belzebuba wyrzucam czarty, to synowie wasi przez kogo wyrzucaj??" Tymi s?owy zmusi? ich Jezus do milczenia i bez przeszkody z ich strony wyszed? z synagogi. Noc przep?dzi? w domu Piotra. Na drugi dzie? odwiedzi? Jezus z kilku uczniami rodzin? Jaira, upomina? ich i pociesza?. Ci ludzie bardzo si? teraz zmienili i spokornieli. Mienie swe rozdzielili na trzy cz??ci; jedn? cz??? przeznaczyli dla ubogich, drug? dla gminy, a reszt? dla siebie. Szczególnie stara matka Jaira jest ?yczliwie usposobiona. Córka nie pokaza?a si?, dopóki jej nie zawo?ano, a wtedy wesz?a w pokornej postawie z zas?oni?t? twarz?. Zdaje si?, ?e uros?a od tego czasu; trzyma si? prosto i wygl?da zupe?nie zdrowo. St?d uda? si? Jezus do poga?skiego setnika Korneliusza, pociesza? i poucza? jego rodzin?, a potem zabrawszy Korneliusza, poszed? do Serobabela. Tu zesz?a rozmowa na urodziny Heroda i na Jana. Korneliusz i Serobabel o?wiadczyli Jezusowi, ?e jak wszystkich znakomitszych obywateli, tak i ich zaprosi? Herod na urodziny do Macherus i zapytywali Go, czy wolno im tam i??. Jezus odrzek? im, ?e je?li potrafi? zachowa? si? biernie


487

wzgl?dem wszystkiego, co tam zajdzie, to nie mo?e by? niedozwolonym im tam i??. Lepiej by?oby jednak, gdyby potrafili si? wymówi? i pozostali w domu. Zacz?to potem wyrzeka? na wyst?pne ?ycie Heroda i trzymanie Jana w wi?zieniu, ?ywi?c jednak nadziej?, ?e Herod uwolni go w dzie? swoich urodzin. Jezus odwiedzi? jeszcze Matk? Sw? i oznajmi?, ?e ju? jutro wybierze si? dalej w drog?. By?y tam obecnie Zuzanna, ?ona Alfeusza, córka Maryi Kleofasowej z Nazaretu, Zuzanna z Jerozolimy, Samarytanka Dina i Marta. Ta ostatnia bola?a bardzo nad powtórnym upadkiem Magdaleny, który j? odda? znowu w moc szatana. Zapytywa?a te? Jezusa, czy nie powinna j? odwiedzi?, lecz Jezus kaza? jej czeka?. Rzeczywi?cie smutny jest stan Magdaleny. Dumna jest teraz, z?o?liwa, nieraz jakby nie przy zdrowych zmys?ach, bije i dr?czy swe s?u?ebne, a stroi si? coraz cudaczniej. Niedawno bi?a ulubie?ca, który obecnie z ni? mieszka i wszystkim rz?dzi, a on nawzajem j? czynnie zniewa?y?. Od czasu do czasu popada w melancholi?, p?acze, narzeka, biega po ca?ym domu i szuka Jezusa, wo?aj?c: „Gdzie jest Nauczyciel, gdzie jest? opu?ci? mnie!". Przy czym dostaje cz?sto kurczy lub padaczki. Mo?na sobie wyobrazi? bole?? rodze?stwa, zmuszonego patrze? bezradnie na latoro?l tak szlachetnego rodu, pogr??on? w widoczn? zgub?. Wzruszaj?cy to widok, gdy Jezus przechodzi ulice Kafarnaum w sukni ju?to podpasanej, ju?to wolno opuszczonej. Ruchy niezbyt ?ywe, ale gibkie, chód spokojny, p?yn?cy, posta? pojedyncza, a jednak zdradzaj?ca pot?g? i wy?szo?? nad innymi. Niema w Nim nic chwiejnego, nic chybionego, nic nie razi oka, ?aden krok, ?adne spojrzenie, ?aden ruch nie jest na pró?no, a przecie? nic nie czyni dla zwrócenia na Siebie uwagi. Marta zwiedzi?a z Zuzann? gospody galilejskie a? do Samarii, powierzono jej bowiem zwierzchnictwo nad nimi; bli?ej mieszkaj?ce niewiasty dogl?daj? mniejszych okr?gów. W niejednej gospodzie schodzi?y si? niewiasty razem, przygotowywano zapasy i rozsy?ano, na os?ach. Raz przysz?a do nich Maria Sufanitka i zaraz rozesz?a si? pog?oska mi?dzy ludem, ?e Maria Magdalena by?a u niewiast, które zajmuj? si? utrzymaniem stronników proroka z Nazaretu. Sufanitka mog?a uchodzi? za Magdalen?, bo bardzo by?a do niej podobna z postawy, a z tej strony Jordanu ma?o j? kto zna?. Przy tym nazywa?a si? tak?e Maria, namaszcza?a Jezusa na uczcie u Faryzeuszów i tak?e nie dobr? s?aw? si? cieszy?a; ju? teraz miano j? za Magdalen?, a pó?niej pope?niali t? omy?k? prawie wszyscy, którzy nie mieli poufnych stosunków z gmin?. Niewiasty stara?y si? o wszystko gorliwie; przysposabia?y nakrycia, pos?ania, przepaski, we?niane suknie, sanda?y, kubki, dzbanki z balsamem i oliw? itp. Jezus sam potrzebowa? bardzo ma?o, ale chcia?, by uczniowie nie byli nikomu ci??arem i mieli wszystko, co potrzebne do utrzymania. Przez to odejmowa? Faryzeuszom sposobno?? do wszelkich pod tym wzgl?dem zarzutów.

Rozes?anie Aposto?ów i uczniów

Przy ko?cu szabatu przemawia? Jezus jeszcze raz w synagodze ostro przeciw oszczerstwu Faryzeuszów, zarzucaj?cych Mu, ?e wyp?dza czarty moc? diabelsk?. Za??da?, by Mu wykazali, czy czynno?ci Jego nie zgadzaj? si? z Jego nauk?, czy nie dochowuje tego, czego naucza. Jako? nie mogli Mu Faryzeusze nic zarzuci?. Potem naucza? Jezus przed bram? domu Piotra o b?ogos?awie?stwach: — B?ogos?awieni ubodzy w duchu — mówi?, wykazuj?c wbrew przeciwne post?powanie Faryzeuszów. Poczym przygotowywa? uczniów do oczekuj?cego ich rozes?ania. W Kafarnaum nie chcia? Jezus d?u?ej bawi?; t?umy zebra?y si? za licznie i zanadto


488

by?y podra?nione. Przyby?o tu tak?e wiele Gergeze?czyków; byli to ubodzy ludzie, przywykli do w?óczenia si?, chcieli wi?c chodzi? za Jezusem i mie? od Niego utrzymanie; s?dzili bowiem, ?e podobnie jak Saul i Dawid ka?e si? Jezus namaza? na króla i za?o?y Sw? stolic? w Jeruzalem, Jezus jednak odprawi? ich z niczym do domu, napomnia? ich tylko do pokuty, do spe?niania przykaza? i wype?niania tych rad, które s?yszeli od Niego. T?umaczy? im, ?e królestwo Jego jest inne, ni? oni s?dz?, i ?e wst?pu do? nie maj? grzesznicy. Nast?pnie opu?ci? Jezus Kafarnaum z 12 Aposto?ami i 30 uczniami i poszed? w kierunku pó?nocnym. T? sam? drog? sz?y gromady ludzi. Jezus zatrzymywa? si? cz?sto i naucza? to t?, to ow? gromadk?, poczym s?uchacze od??czali si? i szli do swych miejsc rodzinnych. Oko?o trzeciej godziny po po?udniu stan?? Jezus na górze, oddalonej o trzy godziny drogi od Kafarnaum, a niedaleko tylko od Jordanu. Na gór? prowadzi?o pi?? dróg z pi?ciu miejscowo?ci, roz?o?onych w ko?o. Ludzi, towarzysz?cych Mu a? dot?d, rozpu?ci? Jezus, poczym posili? si? z uczniami u stóp góry i razem weszli na szczyt. By?a tu mównica i z niej mia? Jezus jeszcze raz nauk? do Aposto?ów i uczniów o ich pos?annictwie. Rzek? im, ?e teraz maj? pokaza?, co si? nauczyli, maj? g?osi?, ?e zbli?y?o si? królestwo Bo?e, ?e nadszed? ostateczny czas pokuty, a ?mier? Jana ju? si? zbli?a. Maj? chrzci?, wk?ada? r?ce, czarty wyp?dza?. Naucza? ich, jak maj? si? zachowywa? w sporach, jak rozpoznawa? i odprawia? zysku szukaj?cych stronników i fa?szywych przyjació?. ?aden z nich teraz nie znaczy wi?cej, jak inny. Przyszed?szy gdziekolwiek, mieli go?ci? tylko u pobo?nych ludzi, ?y? ubogo i skromnie i nikomu nie by? ci??arem. Naucza? ich, jak maj? si? w drodze rozdziela? i ??czy? potem. Dwóch Aposto?ów i kilku uczniów mia?o i?? zwykle naprzód, zbiera? ludzi i oznajmia? im zbli?anie si? nauczycieli. — Aposto?owie nosili przy sobie ma?e flaszeczki z oliw?; t? kaza? im Jezus po?wi?ca? i u?ywa? jej przy uzdrawianiach. S?owem, wszystko to ich naucza?, co napisane jest w ewangelii przy rozes?aniu; o niebezpiecze?stwach nie uprzedza? ich jeszcze, rzek? tylko: „Dzisiaj przyjmie was jeszcze ka?dy ch?tnie; nadejdzie jednak czas, ?e b?d? was prze?ladowa?." Po nauce ukl?kli wszyscy woko?o. Jezus pomodli? si? i wk?ada? im r?ce na g?ow?; uczniów pob?ogos?awi? tylko. Nast?pnie u?ciskali si? wszyscy wzajemnie i rozeszli. Potem wyznaczy? im kierunek ich dróg i czas, w którym znów bli?ej Niego przyby? maj?, dla zdania sprawy z pracy apostolskiej i dla zmiany uczniów przy Nim i przy nich. Z Jezusem sz?o sze?ciu Aposto?ów: Piotr, Jakub M?odszy, Jan, Filip, Tomasz i Judasz, prócz nich 12 uczniów, mi?dzy nimi trzech braci Jakóba, Sadoch i Heliachim (synowie Marii Helego), Manahem, Natanael, tzw. ma?y Kleofas, i kilku innych z najm?odszych. Pozostali Aposto?owie mieli 18 uczniów z sob?; mi?dzy nimi by? Jozes Barsabas, Judas Barsabas, Saturnin, Natanael Chased. Oblubieniec z Kany, Natanael, nie poszed? z nimi, mia? inne sprawy dla gminy, i zaj?ty by? w swym bli?szym kó?ku, podobnie jak ?azarz. Przy rozstaniu si? p?akali wszyscy. Odchodz?cy Aposto?owie poszli drog? na wschód ku Jordanowi w dó? wiod?c?, gdzie by?a miejscowo??, zwana Lekkum, mo?e ?wier? godziny od Jordanu oddalona. U stóp góry otoczy?a Jezusa znów gromada ludzi, wracaj?ca z Kafarnaum. Od podnó?a tej góry uda? si? Jezus z uczniami na po?udnie od Safet, le??cego na wysokiej górze, do miejscowo?ci, zwanej Hukok, z której wiele ludzi wysz?o ju? naprzeciw Niemu, i z rado?ci? przyj?li Go wraz z uczniami. Obok u studni oczekiwa? Jezusa jeden ?lepy i kilku kulawych, i prosili Go o pomoc. Jezus kaza? mu umy? twarz wod? studzienn?. Gdy to uczyni?, pomaza? mu Jezus oczy oliw?, u?ama? ga??zk? z krzewu, da? mu j? przed oczy i zapyta?, czy co widzi. Cz?owiek ów rzek?: „Tak, widz? bardzo wielkie drzewa." Jezus pomaza? mu jeszcze raz oczy i znów zapyta?. Wtedy rzuci? si? ów m?? przed Nim


489

z rado?ci? na ziemi?, i zawo?a?: „Panie, widz? góry, drzewa, ludzi! widz? wszystko!" Po?ród ludu powsta?a wielka rado??, i zaprowadzili uzdrowionego do miasta. Jezus uzdrowi? jeszcze kulawych i chromych, którzy na kulach stali woko?o. Kule by?y z cienkiego, bardzo mocnego drzewa, ka?da mia?a 3 nó?ki, tak, ?e same przez si? sta? mog?y i tak je mo?na by?o z??czy?, ?e chory wspiera? si? na nich piersi?. Uzdrowiony ?lepy wnet rozszerzy? po mie?cie radosn? wie??, wi?c nowe t?umy ludu wysz?y za miasto do Jezusa, a za nimi poszli prze?o?eni synagogi i nauczyciele z dzie?mi szkolnymi. W otoczeniu t?umów wszed? Jezus do miasta, a poszed?szy do szko?y, naucza? w przypowie?ciach o o?miu b?ogos?awie?stwach. Wzywa? wszystkich do pokuty, gdy? bliskie jest królestwo Bo?e. Ka?d? przypowie?? t?umaczy? Jezus obszernie; byli przy tym i uczniowie. Jezus kaza? im pilnie s?ucha? nauki, by mogli tego samego naucza?, gdy rozprosz? si? po okolicznych domach i osadach. Tak wi?c to, co us?yszeli w publicznych naukach, mieli rzuca? potem jako zasiew w serca innych ludzi. Zawsze bowiem rozchodzili si? rano Aposto?owie z uczniami po okolicy, nauczali i uzdrawiali, a wieczorem schodzili si? przed najbli?sz? miejscowo?ci?, do której poszed? by? Jezus. — Po nauce uda? si? Jezus z uczniami do prze?o?onego synagogi i tu zasiedli wszyscy do uczty, sk?adaj?cej si? z ryb, miodu, placków i owoców. Hukok le?y o pi?? godzin drogi na pó?nocny zachód od Kafarnaum, pi?? godzin drogi na po?udniowy zachód od góry rozes?ania i o trzy godziny drogi na po?udnie od Safet. Mieszkaj? tu wy??cznie ?ydzi, ludzie nie?li; prawie wszyscy przyj?li ju? chrzest Jana. Trudni? si? wyrobem wybornych materii, we?nianych, w?skich chust, ozdób i fr?dzli z jedwabiu. Robi? tak?e sanda?y o dwóch obcasach; sanda?y te s? w ?rodku gi?tkie, bardzo wygodne, proch wypada przez umy?lne otwory. Miasto jest czysto utrzymane i przyjemne robi wra?enie. Niegdy? musia?o by? siln? twierdz?; dotychczas jeszcze otaczaj? je w ko?o g??bokie rowy, obecnie suche. Drzewa g?sto zasadzone, tworz? pi?kne aleje, z poza których zaledwie wida? domy. W bram? wchodzi si? przez most. Od bramy wiedzie d?uga ulica, rozszerzaj?ca si? przy ko?cu w obszerny plac, na którym wznosi si? wspania?a synagoga. W ko?o otaczaj? j? kolumny; w razie nat?oku otwiera si? synagog?, zatem i z zewn?trz stoj?cy mog? uczestniczy? w obrz?dach; z ty?u ??cz? si? mury w pó?kole. — Aposto?owie i wi?ksza cz??? uczniów rozeszli si? parami po mie?cie i po okolicy; Jezus za? uda? si? do synagogi, gdzie ju? zgromadzili si? s?uchacze. Przedtem jednak poszed? do dwóch oddzielnych hal i uzdrowi? zebranych tam chorych wszelkiego rodzaju obojga p?ci. Posprowadzano tak?e wiele chorych dzieci, niektóre przyniesiono na r?kach, a Jezus uzdrowi? je, zdrowe za? dzieci pob?ogos?awi?. W synagodze naucza? Jezus o modlitwie i o Mesjaszu, mówi?c, ?e ju? przyby?, ?e ?yje w?ród nich i ?e On g?osi Jego nauk?. Co do modlitwy poleca? czci? Boga w duchu i prawdzie. Przeczucie mi mówi?o, ?e znaczy to czci? Boga w Duchu ?w. i w Jezusie Chrystusie; przecie? to Jezus by? Prawd?, prawdziwy, ?ywy, wcielony Bóg, Syn pocz?ty z Ducha. Na powy?sze s?owa zapytali nauczyciele uprzejmie Jezusa, by raczy? im powiedzie?, kim jest w?a?ciwie, sk?d ma pocz?tek, czy mo?e Jego rodzice nie s? w?a?ciwie rodzicami, a krewni krewnymi. Powinien przecie? wyra?nie powiedzie?, czy jest Mesjaszem, Synem Bo?ym. Lepiej by?oby przecie?, ?eby uczeni w Pi?mie wiedzieli, czego si? trzyma? a jako prze?o?eni ludu powinni Go pozna?. Jezus odrzek? na to wymijaj?co: „Je?li powiem: „Jam jest nie uwierzycie mi i powiecie, ?em jest synem tych ludzi. Nie pytajcie o Moje pochodzenie, lecz zwa?ajcie na M? nauk? i czyny; kto spe?nia wol? Ojca, ten jest Synem Ojca, gdy? Syn jest w Ojcu, a Ojciec w Synu, a kto spe?nia wol? Syna, spe?nia i wol? Ojca." S?owa te tak by?y pi?kne, tak pi?knie mówi? te? o modlitwie,


490

?e wielu z obecnych zawo?a?o: ?Panie, Ty? jest Chrystus! Ty? jest prawd?!" Rzucili si? te? przed Nim na ziemi?, chc?c Go uczci?. Jezus jednak rzek? im powtórnie: ?Czcijcie Ojca w duchu i prawdzie!" Poczym uda? si? z prze?o?onym na przedmie?cie i tu przenocowa? z uczniami. Na przedmie?ciu niema synagogi; jest tylko szko?a, ale w niej ucz? bardzo wiele. ?wi?to ?wiate? jeszcze si? nie sko?czy?o. Na drugi dzie? naucza? Jezus znowu w Hukok; mówi? przypowie?? o siewcy i nierównym kie?kowaniu nasienia, dalej o dobrym pasterzu, który przyby? szuka? zb??kanych owiec, i b?dzie si? cieszy?, je?li cho? jedn? odnajdzie i do stada odprowadzi. Tak ? mówi? ? dzia?a? b?dzie dobry pasterz, a? zabij? go nieprzyjaciele; s?udzy jego i s?udzy s?ug jego tak samo czyni? powinni, a? do ko?ca dni. Je?li za? w ko?cu cho? jedna owca b?dzie uratowan?, wystarczy i to dla zadowolenia mi?o?ci. S?owa Jego brzmia?y nadzwyczaj mile w uszach s?uchaczów.

Jezus w Betanat, Galgala, Elkese i Safet

Aposto?owie poszli z kilku uczniami naprzód; Jezus za? sam poszed? z reszt? uczniów ko?o po?udnia w t? sam? stron?, sk?d przyby? wczoraj, i uda? si? do Betanat, le??cego o pó?torej godziny drogi od Safet w stronie po?udniowo zachodniej. Na pó? godziny drogi przed Betanat zast?pi? Mu drog? ?lepy, prowadzony przez dwóch delikatnych ch?opczyków w krótkich, ?ó?tych sukienkach i kapeluszach z ?yka z szerokimi kreskami; by?y to dzieci Lewitów. ?lepy ów, starszy ju? cz?owiek, z wy?szego stanu, dawno ju? oczekiwa? pomocy Jezusa. Obecnie, gdy ch?opcy ujrzeli Jezusa, pospieszy? z nimi naprzeciw, wo?aj?c ju? z daleka: ?Jezusie, Synu Dawidów! pomó? mi! zmi?uj si? nade mn?!" Stan?wszy za? przed Jezusem, upad? na twarz i rzek?: ?Panie, Ty pewnie przywrócisz mi ?wiat?o oczu. D?ugo czeka?em na Ciebie. A ju? od dawna przeczucie mi mówi?o, ?e przyjdziesz i uzdrowisz mnie." Jezus rzek? mu na to: ?Je?li tak wierzysz, to niech ci si? stanie wed?ug twojej wiary!" To rzek?szy, poszed? z nim ku krynicy, ukrytej w zaro?lach, i kaza? mu obmy? w niej oczy. Oczy ?lepego by?y dotychczas pokryte ?usk? i owrzodzia?e, podobnie jak ca?e czo?o. Po obmyciu jednak opad?y ?uski, a gdy Jezus pomaza? mu oczy, czo?o i skronie oliw?, znik?o owrzodzenie, ?lepy przejrza? w tej chwili, dzi?kuj?c gor?co Jezusowi. Jezus pob?ogos?awi? go, jak równie? obu ch?opców, przepowiadaj?c im, ?e kiedy? g?osi? b?d? s?owo Bo?e. Za chwil? stan?? Jezus przed miastem, gdzie ju? oczekiwali Go mieszka?cy, jak równie? Aposto?owie i uczniowie, którzy tu tymczasem nadeszli. Rado?? powsta?a ogólna, gdy dowiedziano si? o uzdrowieniu ?lepego. ?lepy ten nazywa si? Ktesifon; nie jest to jednak ów Ktesifon, którego Jezus równie? ze ?lepoty uzdrowi?, a który pó?niej, zostawszy uczniem, poszed? z ?azarzem do Galii. W otoczeniu Lewitów i t?umów poszed? Jezus do synagogi i naucza? zebranych, t?umacz?c jeszcze raz przypowie?ci o siewcy i dobrym pasterzu. Dobrzy ci ludzie uwa?ali przybycie tu Jezusa za szcz??cie. Mieszkanie urz?dzono Mu w domu Lewitów ko?o szko?y. Lewici ?yli tu wspólnie, jakby w klasztorze, a z grona swego wysy?ali zast?pców do innych miejscowo?ci. Faryzeuszów nie by?o wcale. ?wi?to ?wiate? jeszcze si? nie sko?czy?o, wi?c czas jest wolny od roboty. Betanat by?o niegdy? twierdz? i pe?no tu by?o pogan, bo pokolenie Neftali nie wyt?pi?o ich, lecz pozwoli?o im zosta? jako ho?downikom. Teraz niema ju? ani jednego; wyp?dzono ich po powtórnym odbudowaniu ?wi?tyni, kiedy to Ezdrasz i Nehemiasz zmusili ?ydów rozwie?? si? z ?onami, pogankami. Grozi? Bóg przez proroków ludowi ci??k? kar?, je?li ?y? b?d? w takich mieszanych ma??e?stwach,


491

je?li nie wyp?dz? pogan z kraju i przez to nara?a? si? b?d? wci?? na pokus? ??czenia si? z nimi przez ma??e?stwa. Gro?by te spe?ni?y si? w okolicy góry Tabor i w zapad?ych górach mi?dzy Endor a Scytopolis, gdzie widzia?am pod ziemi? wielkie pok?ady z?ota; tam nie wyp?dzili ?ydzi tak zupe?nie pogan i dlatego miejsca te sta?y si? teraz ja?ow? pustyni?. Wyszed?szy z Betanat z uczniami i aposto?ami, obszed? Jezus Safet i poszed? ku pó?nocy do Galgala; jest to pi?kna znaczna miejscowo??, przez któr? prowadzi g?ówny go?ciniec publiczny. Przyszed?szy tu, uda? si? Jezus z towarzyszami do synagogi, gdzie byli zebrani Faryzeusze. W nauce Swej wyst?powa? ostro przeciw nim, t?umaczy? wszystkie teksty proroka Malachiasza, mówi?c o Mesjaszu, o Jego poprzedniku, Janie, i o nowej czystej ofierze; g?osi? te?, ?e czas ten przepowiedziany ju? nadszed?. St?d skierowa? Jezus Swe kroki wi?cej na wschód do Elkese, miejsca rodzinnego proroka Nahuma, po?o?onego na pó?noc od Safet. Tu naucza? chwil?, poczym uzdrowi? w zak?adzie tr?dowatych o?miu z nich i kaza? im stawi? si? przed kap?anami w Safet. W dalszej drodze naucza? pasterzy, których jest tu sporo, bo na bujnych nadzwyczaj pastwiskach pas? si? liczne trzody wielb??dów. ? Nieco dalej naucza? Jezus pogan, mieszkaj?cych w grotach na górze. Tak ca?y dzie? w?drowa? Jezus, naucza? i uzdrawia? chorych, których wynoszono Mu wsz?dzie na drog?. Pod wieczór przyby? Jezus do Betan, po?o?onego na zachód nieco ni?ej od Safet, a o godzin? drogi od Betanat. Jest to ma?a kolonia Betanatu. Le?y u stóp stromej wynios?o?ci, na której wznosi si? Safet, tak, ?e stamt?d wida? je jak na d?oni. Jezus stan?? z uczniami gospod? u krewnych Swoich; tu bowiem mieszka?a zam??na córka siostry El?biety. Mia?a pi?cioro dzieci, z których najm?odsza córeczka liczy?a oko?o 12 lat. Synowie byli w wieku od 18 ? 20 lat. Rodzina ta nale?a?a do sekty Esse?czyków, a mianowicie do tego ich od?amu, któremu wolno by?o wchodzi? w zwi?zki ma??e?skie; m?? siostrzenicy El?biety by? ich naczelnikiem. Wszyscy oni mieszkali oddzielnie wzd?u? murów miejskich; mieszkania by?y cz??ci? w murze, cz??ci? w skale wykute. Krewni ci Jezusa, ludzie pobo?ni, mieli tu posiad?o??, odziedziczon? po przodkach. Rozmawiaj?c z Jezusem, wyra?ali swój ?al nad losem Jana i wypytywali si?, kiedy odzyska wolno??. Odpowied? Jezusa nastroi?a ich powa?nie i smutno, lecz zachowali si? spokojnie. Jan by? u nich, gdy dopiero co przyszed? z pustyni od ?róde? Jordanu; oni te? jedni z pierwszych przyj?li chrzest z r?k jego. Rozmawiali tak?e z Jezusem o swych synach, których chcieli wkrótce wyprawi? do Kafarnaum, by po?wi?cili si? rybo?ówstwu. Jezus rzek? im na to, ?e tamtejsi rybacy oddali si? ju? innemu rybo?ówstwu i ?e ich synowie tak?e w swym czasie pójd? za Nim. Rzeczywi?cie nale?eli oni pó?niej do grona 72 uczniów. Jezus naucza? i uzdrawia? przez jaki? czas. Oznajmi? potem, ?e ci drudzy uczniowie s? w okolicy Sydonu i Tyru, a on sam chce uda? si? do Judei. Tomasz bardzo by? z tego zadowolony, bo spodziewa? si?, ?e Faryzeusze b?d? tam stawia? opór Jezusowi, a mia? ch?tk? z nimi dyskutowa?; zadowolenie swe objawia? wspó?uczniom, lecz ci nie bardzo zadowoleni byli z tej podró?y. Jezus zgani? mu jego zbyteczn? gorliwo?? i przepowiedzia?, ?e i on tak?e nie zechce kiedy? uwierzy?. Nie chcia?o si? to Tomaszowi w g?owie pomie?ci?, bo s?dzi?, ?e wiara jego nie zmniejszy si? nigdy. Podczas gdy Jezus naucza? w szkole o b?ogos?awie?stwach, przybyli Faryzeusze z Safet, by Go zaprosi? na szabat. Jezus obja?nia? w?a?nie przypowie?? o ziarnie, padaj?cym na niejednakow? rol?; Faryzeusze nie mogli, czy nie chcieli zrozumie? podobie?stwa roli kamienistej, i wdali si? o tym z Jezusem w dysput?, lecz w krotce musieli zamilkn??. Na ich zaprosiny rzek? Jezus, ?e pójdzie tam ze wzgl?du na zgubione owce, lecz ?e z tej okazji zgorsz? si? z Niego oni i


492

Saduceusze (by?o ich tu kilku). Rzekli Mu na to: ?Nauczycielu! zostaw nam trosk? o to." ?Znam was dobrze ? rzek? Jezus ? niesprawiedliwo?ci waszej pe?en jest kraj ca?y." ? Wkrótce te? poszed? Jezus do Safet w otoczeniu t?umów ludu. Z tej strony roz?o?y?o si? miasto na tak stromej górze, ?e domy stoj? prawie jeden nad drugim; ulice biegn? g??biej, a do domów wchodzi si? po schodach wykutych w skale. Pó? godziny trzeba by?o i?? pod gór? do synagogi; tutaj jednak by?o ju? nieco równego miejsca. Z drugiej strony opada góra ju? nie tak stromo ku pó?nocnemu wschodowi. Przed miastem przyj?li Jezusa uroczy?cie ?yczliwi Mu mieszka?cy. Trzymaj?c w r?ku zielone ga??zki, otoczyli Go w ko?o i w?ród ?piewów wprowadzili do miasta. Tu umyto Jemu i uczniom nogi i podano im przek?sk?, poczym zaprowadzono Go do synagogi, gdzie ju? zebra?o si? mnóstwo ludzi, bo w?a?nie ko?czy?o si? ?wi?to ?wiate?, a zaczyna? si? Nów i szabat. G?ównie jednak zebrali si? gwoli Jezusa i uczniów. W Safet jest wiele Faryzeuszów, Saduceuszów i uczonych zakonnych, a tak?e zwyk?ych Lewitów. W tutejszej szkole zakonnej ?wiczy?o si? wielu m?odzie?ców w ?ydowskich sztukach wyzwolonych i w teologii. Tomasz po?wi?ca? si? tu tak?e przed kilku laty naukom. Teraz wi?c, po dawnej znajomo?ci poszed? zaraz do pewnego Faryzeusza, swego dawnego nauczyciela. Ten zdziwi? si? bardzo, ?e jego ucze? obraca si? w takim towarzystwie. Tomasz jednak zacz?? tak gorliwie prawi? o czynach Jezusa i nauce, ?e zmusi? go do milczenia. Przy szkole tutejszej osiedli od dawna Faryzeusze i Saduceusze z Jerozolimy, rz?dzili si? tu jakby u siebie, przez co si? ci??arem nawet tutejszym Faryzeuszom i nauczycielom. Kilku z nich posz?o z innymi zaprosi? Jezusa. Teraz, widz?c, jak uroczystego doznaje przyj?cia, zgorszyli si? i pochlebnie wprawdzie mówili o Jego s?awie i cudach, lecz ??dali, by nie czyni? u nich zamieszek i zaburze?. Jezus da? im na to jeszcze przed zacz?ciem szabatu, w przysionku, wobec wszystkiego ludu ostr? odpraw? i gani? surowo zaburzenia i zgorszenia, jakie sami swym post?powaniem w ca?ym kraju wywo?uj?. Nie wymienia? jednak jeszcze ?adnych szczegó?ów, wreszcie za??da?, aby Mu wykazali, w czym On, którego Ojciec posia? prawo wype?nia?, takowe obra?a. W?a?nie podczas tej dysputy nadeszli uzdrowieni wczoraj tr?dowaci z Elkese, by stosownie do Jego polecenia da? si? ogl?dn?? kap?anom. Ujrzawszy ich Jezus, rzek?: ?Oto, widzicie, jak wiernie wype?niani prawo. Rozkaza?em tym ludziom stawi? si? tu, chocia? nie zachodzi?a tego potrzeba, bo nie ludzkie leki oczy?ci?y ich, lecz rozkaz Bo?y." Ta okoliczno?? bardzo rozz?o?ci?a Faryzeuszów, poszli jednak da? im ?wiadectwo. Zwyczajnie badano takim tylko piersi, i je?li by?y czyste, uznawano ich za oczyszczonych; to samo musieli przyzna? Faryzeusze i teraz, cho? ogarnia? ich przy tym podziw i z?o??. Oprócz zwyk?ej lekcji szabatowej t?umaczy? Jezus w synagodze pierwsz? ksi?g? Moj?esza i ksi?g? Królów, naucza? o dziesi?ciu przykazaniach i podnosi? przede wszystkim takie punkty, przy których Faryzeusze i Saduceusze czuli w duchu, ?e si? to do nich odnosi. Mówi? tak?e o spe?nieniu si? obietnic, g?osi? s?d Bo?y na tych, którzy nie ze chc? skorzysta? z upomnie? do pokuty. Przepowiada? zburzenie ?wi?tyni i spustoszenie wielu miast. Porównywa? dalej prawdziwe prawo z ich ustawami ?wczorajszymi", jak je nazywa?, wykazuj?c ich bezu?yteczno??. Zdaje mi si?, ?e Jezus mia? tu na my?li dzisiejsze ksi?gi ?ydów, zapewne Talmud, bo tych szczególnie si? trzymali i te tylko studiowali. Po nauce poszed? Jezus z uczniami do jednego z tutejszych Faryzeuszów, utrzymuj?cego publiczn? gospod? dla nauczycieli i rabinów. Inni Faryzeusze zebrali si? tutaj tak?e na uczt?. Podczas uczty gani? Jezus ostro Faryzeuszów, ?e wytykali uczniom nie umywanie r?k przy stole i niezachowanie innych drobnych


493

zwyczajów, przyj?tych przy uczcie. Karci? ich i za to, ?e za lada drobnostk? ?ajali ostro s?u??cych, roznosz?cych potrawy. Nast?pnego dnia rano przyprowadzano na podwórze przed mieszkanie Jezusa wielu ci??ko chorych, przewa?nie starców. Nie ?atwym to by?o wobec tak niedogodnych dróg. Byli tam ?lepi, g?usi, chromi, paralitycy i inni chorzy wszelkiego rodzaju. Jezus uzdrawia? ich po kolei, ju?to przez w?o?enie r?k, ju?to przez modlitw?, ju?to przez pomazanie po?wi?con? oliw?, stosuj?c przy tym wi?cej obrz?dów ni? zwykle; rozmawia? przy tym z uczniami i poucza? ich, w taki sam sposób uzdrawia? innych. Uzdrowionym dawa? upomnienia, stosownie do ich stanu i wieku. Faryzeusze i Saduceusze jerozolimscy gorszyli si? bardzo tym; wielu nowo nadesz?ych chorych nie chcieli dopu?ci?, wreszcie zacz?li k?ótni?, nie chc?c na ?aden sposób cierpie? tego gwa?cenia szabatu. Powsta? wi?c wielki ha?as, tak, ?e a? Jezus zwróci? si? ku nim, pytaj?c, czego chc?. Teraz wszcz?li Faryzeusze z Nim dysput? co do Jego nauki, mówi?c, ?e zawsze naucza o Ojcu i Synu, a przecie? ka?dy wie, kim s? Jego rodzice. Jezus rzek? im na to, ?e ten jest Synem Ojca, kto pe?ni wol? Ojca; kto jednak nie zachowuje przykaza?, nie ma prawa tu s?dzi? i powinien by? zadowolonym, je?li nie wyrzuc? go z domu jako natr?tnego obcego. Czynili dalej Jezusowi ró?ne zarzuty co do uzdrawiania, i ?e wczoraj nie umy? si? przed uczt?. Nie chcieli jednak w ?aden sposób da? si? przekona?, ?e sami nie wype?niaj? prawa, a? wreszcie przysz?o do tego, ?e ku wielkiemu ich przera?eniu zacz?? Jezus wypisywa? na ?cianie domu ró?ne ich tajne grzechy i przest?pstwa g?oskami, dla nich tylko czytelnymi. Nast?pnie zapyta? ich, czy wol?, by pismo to zosta?o i rozg?oszono wszystkim ich grzechy, czy wol? pozostawi? Go w spokoju, a pismo zmaza?. Strach ich wielki ogarn??. Jezus zabra? si? spokojnie dalej do uzdrawiania, a Faryzeusze, zmazawszy pismo na ?cianie, odeszli. Mieli oni nieczyste sumienie, bo sprzeniewierzali fundacje, przeznaczone dla wdów i sierót, i obracali je na stawianie ró?nych budowli. Safet mia?o du?o takich fundacji, a mimo to wiele by?o tu ubogich i n?dzarzy. Wieczorem zako?czy? Jezus nauk? w synagodze i przenocowa? w tym samym domu. Obok synagogi jest urz?dzony wodotrysk. Góra, na której le?y Safet, pokryta jest bujn? ro?linno?ci?; pe?no jest drzew i ogrodów. Wzd?u? drogi, prowadz?cej do miasta, ro?nie obficie pachn?ce drzewo mirtowe. Na górze stoj? wielkie, czworoboczne budynki. S? i wolne parcele budowlane, czekaj?ce na wystawienie namiotów. W mie?cie wyrabiaj? wiele ubiorów kap?a?skich. Pe?no tu ucz?cej si? m?odzie?y i uczonych.

Jezus w Kirjataim i Abram

Jezus przebywa? z uczniami i po okolicznych miejscowo?ciach poza miastem i uzdrowi? wiele chorych, których przynoszono Mu przed domy na drog?. Wczesnym rankiem pos?a? jednego z powinowatych, Józefa z Arymatei i syna Serafii do Kirjataim, odleg?ego st?d blisko 3 godziny, dla przygotowania tam gospody, a potem poszed? tam ze Safet. Uczniowie rozproszyli si? po drodze w ró?ne strony, a Jezus tak?e naucza? i uzdrawia?. Szed? mi?dzy Betan i Elkese ku zachodowi, dalej zwraca?a si? droga na po?udnie. Nieco za Elkese, przy którym jest pi?kna studnia, le?y ma?e jezioro, tej wielko?ci, jak jezioro przy k?pieli w Betulii; jest pod?u?ne i wyp?ywa z niego, na po?udnie w dolinie, strumyk, który od Kirjataim w kierunku po?udniowo wschodnim spada w dolin? miasta Kafarnaum. Dolina ta to zw??a si?, to rozszerza, a do Kafarnaum wynosi dobrych siedem godzin. W drodze do Kirjataim przypad?o do Jezusa kilku op?tanych, i prosili Go o pomoc.


494

Mówili, ?e uczniowie nie mogli im pomóc, lecz spodziewaj? si?, ?e On to pr?dzej potrafi. Jezus rzek? im, ?e je?eli uczniowie nie pomogli, to nie uczniów, lecz ich wina, a to dlatego, ?e nie uwierzyli; kaza? im tedy uda? si? do Kirjataim i po?ci?, pokut? czyni? i czeka?, a? uzna za stosowne ich uzdrowi?. Na pó? godziny przed Kirjataim wyszli naprzeciw Niemu Lewici owej miejscowo?ci i wiele dobrych ludzi, jako te? nauczyciele szkó? z dzie?mi. Obaj uczniowie, którzy zamówili gospod?, przybyli tak?e. Przyj?to Go przy ogrodzie k?pielowym, do którego kana?em woda sp?ywa?a z owego potoku. Ogród by? pe?en drzew, altan i ocienionych chodników z grobl? i nadzwyczaj g?stym ?ywop?otem. Umyto Jezusowi i uczniom nogi i ugoszczono ich przek?sk?. Jezus naucza? tu przez chwil? dzieci i pob?ogos?awi?. By?o mo?e ko?o godziny pi?tej, gdy dotarli do miasta, które po?o?one jest na pagórku i ma widok na dolin?. Przez ca?? drog? a? do synagogi uzdrawia? wielu ró?nych chorych, le??cych na drodze. W synagodze naucza? Jezus znów o b?ogos?awie?stwach i o karze spad?ej na Lewitów, którzy zuchwale dotkn?li si? arki i ?e wi?ksza jeszcze kara spadnie na tych, którzy targn? si? na Syna cz?owieczego, gdy? arka by?a tylko obrazem i zapowiedzi? Jego. Jezus mieszka? tu w jednej z maj?tnych gospód, któr? uczniowie urz?dzili sprz?tami wiernych, wpierw tu nades?anymi. W jednym domu miejskim, w którym gotowano dla chorych, przyrz?dzano potrawy. Lewici byli tak?e przy uczcie. Kirjataim jest miastem Lewitów i nie ma w nim Faryzeuszów. Mieszka tu kilka rodzin, spokrewnionych z Zachariaszem. Jezus odwiedzi? je ? by?y bardzo stroskane o Jana. Potem przedstawi? im Jezus wszystko, co poprzedzi?o narodzenie Jana i przy nim zasz?o, jako te? jego przedziwny ?ywot i powo?anie. Przypomnia? im tak?e wiele szczegó?ów o narodzeniu Syna Maryi i oznajmi?, ?e koleje Jana s? w zamiarach Bo?ych i ?e umrze, gdy powo?ania swego dokona. Przeto przygotowa? ich na ?mier? jego. Op?tani, którym wczoraj kaza? si? tu stawi? i wielu innych chorych, zwrócili si? do Niego przy synagodze o uzdrowienie. Niektórych uzdrowi?; innych za? cofn?? i na?o?y? im wpierw post, ja?mu?ny i modlitwy. Tu czyni? to wi?cej ni? gdzie indziej, poniewa? w tych stronach ?ci?lejsze by?o przestrzeganie prawa. Nast?pnie uda? si? z uczniami do ogrodu, w którym Go przyj?to. Tutaj pocz?? naucza?, a uczniowie udzielali chrztu. W pobli?u spoczywali pod namiotami poganie, oczekuj?cy Go, gdy? ju? w Kafarnaum kaza? im tu czeka?. W ogóle zosta?o mniej wi?cej 100 osób ochrzczonych; stali w wodzie ko?o basenu, a chrzci? ich Piotr i Jakub M?odszy, inni wk?adali r?ce. Wieczorem naucza? Jezus w synagodze o o?miu b?ogos?awie?stwach i o zwodniczym uspakajaniu fa?szywych proroków ? wbrew gro?bom proroków prawdziwych ? a przecie? proroctwa ich si? spe?ni?y. Przeto ponownie zapowiada Jezus gro?by, ci???ce na tych, którzy nie przyjmuj? pos?a?ca Bo?ego. Z Kirjataim uda? si? Jezus z uczniami na po?udnie. Przy odej?ciu towarzyszyli Mu Lewici i dzieci szkolne tak samo uroczy?cie, jak przy przybyciu. Mieszka?cy tutejsi maj? tu przewóz towarów i wyrób szat kap?a?skich z jedwabiu, który dostaj? z obcych krajów. Po drugiej stronie doliny na po?udniowej wy?ynie, gdzie jest miejscowo?? Naasson, jest plantacja trzciny cukrowej, któr? sprzedaj?. Jezusowi wypad?a droga przez t? wy?yn?. Uczniowie porozchodzili si? do ró?nych miejsc, wi?cej na wschód w dolinie po?o?onych. Jezus naucza? blisko Naassoti i zasta? tu ludzi, przyby?ych z Kafarnaum, jako te? pogan. Cz?sto daleko sz?y z Nim rzesze. Widzia?am, ?e niektórych uzdrowi?, mi?dzy nimi kilkoro ludzi, którzy ca?kiem pokr?ceni, le?eli na drodze. Ujmowa? ich za r?ce i kaza? im powsta?. Chcieli i?? za Nim, lecz nie dozwoli? im tego. Przeszed? jeszcze jedn? dolin?, i


495

dosta? si? na wzgórze miasta Abram w Asser, przed którym zatrzyma? si? w gospodzie. Przed miastem s? pi?kne ogrody i plantacje. Jezus wszed? tylko z dwoma uczniami do gospody, inni jeszcze nie zd??yli. Po wschodniej stronie wysokiego grzbietu, spadaj?cego od Libanu w dolin? Zabulon, jest to okolica bardzo przyjemna i obfita w pastwiska. Wiele byd?a i wielb??dów chodzi w?ród bujnej trawy; nieco za? na wschód ku jezioru spotyka si? wi?cej owoców. Abram le?y prawie o 3 godziny na po?udnie od Kirjataim. Jezus jednak bocznymi drogami szed? z pewno?ci? z 5 godzin. Pod wieczór nadszed? Tomasz, Jan i Natanael, z powrotem do Jezusa do gospody. Inni uczniowie byli jeszcze po okolicznych miastach. Granica mi?dzy Naftali i Zabulon dzieli wzd?u? gór?, na której le?y Abram. Zarz?dca gospody przed?o?y? Jezusowi do rozstrzygni?cia spór o poblisk? studni? do pojenia byd?a, nad któr? mia? dozór. Gospodarz mówi?: "Panie, nie pu?cimy Ci?, musisz nasz spór rozstrzygn??." Jezus rozstrzygn?? mniej wi?cej tak: aby obie strony pu?ci?y jednakow? ilo?? byd?a, a z której strony, bez poganiania, wi?ksza ilo?? byd?a do studni si? zbli?y, ta strona ma mie? wi?ksze prawo do niej. Z tego wywiód? g??bok? nauk? o ?ywej wodzie, któr? im da; którzy najgor?cej jej pragn?, tych jest owa ?ywa woda udzia?em. Nast?pnego dnia poszed? Jezus do Abram, które w dwóch cz??ciach, jakby dwie wioski, przy dwóch drogach jest po?o?one i poprzedzielane wielu ogrodami. Nauczyciele szkó? wyszli za miasto naprzeciw Jezusowi, umyli Mu nogi i odprowadzili Go do synagogi. Po drodze uzdrowi? Jezus wielu chorych, niedo???nych, le??cych na drodze, wycie?czonych starców i op?tanych, którzy nie byli jeszcze szaleni, tylko mrucz?c z?owrogo, chodzili wsz?dy, jakby niespe?na rozumu, lub z?o?liwi ludzie. Przyszli oni mimo woli na miejsce, gdzie by? Jezus, i powtarzali co chwila te same s?owa: „Jezus Nazare?ski! Jezus, Prorok! Syn Boga! Jezus Nazare?ski!" Jezus wyzwala? ich od szatana za pomoc? b?ogos?awie?stwa. W synagodze uczy? o b?ogos?awie?stwach i z proroka Malachiasza. Byli tu Faryzeusze, Saduceusze i Lewici i dwie synagogi w obydwóch cz??ciach miejscowo?ci. Saduceusze byli w osobnej synagodze, gdzie Jezus nie naucza?, Faryzeusze za? zachowali si? tu prawid?owo wzgl?dem Jezusa. Gospoda le?a?a jaki kwadrans od po?udniowego ko?ca miasta i urz?dzona by?a przez ?azarza. Zarz?dc? gospody jest ?onaty Esse?czyk, potomek z rodziny tego Zachariasza, który zosta? zabity mi?dzy ?wi?tyni? a o?tarzem; ?ona jest wnuczk? jednej z sióstr Anny. Maj? doros?e dzieci, posiadaj? stada i pastwiska obok pola, na którym Joachim modli? si? przed pocz?ciem Maryi. Teraz, kiedy maj? mniej zaj?cia w domu, tu si? przenie?li; pó?niej zast?pi? ich inni. Schronisko to, jak wszystkie, urz?dzone jest ca?kiem porz?dnie i umiarkowanie, jest przy tym tak?e ogród, pole i studnia. Pogan nie by?o w samym Abram, tylko u podnó?a góry, w oddzielnych grupach domów. Inni Aposto?owie i uczniowie, których Jezus zostawi? przed Kirjataim, powrócili znowu do gospody, równie? Andrzej i Mateusz. Tomasz i Jakub M?odszy, zamiast nich poszli do Achzib w Aser, miejscowo?ci oddalonej st?d ku stronie zachodniej oko?o 10 do 12 godzin. Z Andrzejem przysz?o dwudziestu ludzi, obcych i uzdrowionych, którzy chcieli s?ucha? nauki Jezusa. Obaj Aposto?owie opowiadali, jak si? im powodzi?o i jak si? im wszystko uda?o: uzdrowienia, wyp?dzanie szatanów, nauczanie i udzielanie chrztu. Przychodzi?o tak?e do gospody wielu chorych, potrzebuj?cych rady i pociechy, po wi?kszej cz??ci chromi z powykrzywianymi cz?onkami, wyn?dzniali starcy i op?tani, tak?e chore niewiasty, które by?y zebrane w jednym miejscu. Paralitycy, których wczoraj Jezus uzdrowi?, chcieli Mu by? pomocni przy innych chorych; odes?a? ich jednak z powrotem i


496

powiedzia?, ?e przyszed? us?ugiwa?, a nie by? obs?ugiwanym. Jezus uzdrawia? i uczy? ca?y ranek i znów rozstrzygn?? spór o studni?, powstaj?cy zwykle st?d, poniewa? si? tu styka?y granice Aser, Neftali i Zabulonu, a ludzie trudnili si? pasterstwem. Skar?y? wi?c jeden, ?e studni, któr? ojcowie jego wykopali, inni u?ywaj?, — co jednak Jezus powie, to on uczyni; nie mo?e jednak tak lekko odst?pi? praw swoich potomków. Jezus rozs?dzi?, aby wykopa? sobie studni? na innym polu w miejscu, wskazanym przez Jezusa, a znajdzie o wiele obfitsz? i lepsz? wod?. Ochrzczono tak?e dwudziestu do trzydziestu ?ydów, przyby?ych z Andrzejem i Mateuszem. Nie by?o tu wody, w której mo?na by?o sta?, ochrzczono ich wi?c kl?cz?cych w ko?o, czerpi?c r?k? wod? z miednicy. Potem poszed? Jezus do miasta. Ludzie, których Jezus w mie?cie uzdrowi?, byli po wi?kszej cz??ci w rodzaju wy?ej opisanych; ich stan musia? by? w zwi?zku z wysokim po?o?eniem miasta i sposobem ?ycia. Jezus mia? wiele trudu z dzie?mi, które sta?y w szeregach na rogach ulic, lub gdzie by?o miejsce, i oczekiwa?y na Jezusa. Jezus pyta?, uczy? i b?ogos?awi? je. Matki przynosi?y tak?e chore dzieci, które On uzdrawia?. Przybywa?o tak?e bardzo wiele ludzi z okolicy. W synagodze Faryzeusze byli bardzo uprzejmi, ust?pili Mu zaraz pierwsze miejsce, zostawiaj?c uczniom Jego miejsce doko?a Niego, i po?o?yli przed Nim ksi?g? pisma. Naucza? tu znowu o jednym z o?miu b?ogos?awie?stw, a potem o wielkich prze?ladowaniach, które przyjd? na Jezusa i na Jego wyznawców, o wielkich karach i spustoszeniach, które spadn? na kraj i Jeruzalem. Faryzeusze, przerywaj?c Mu, domagali si? obja?nie?, raz tego raz owego. Post?puj? oni tak zwykle. Ludzie tutejsi s? bardzo pracowici, przyrz?dzaj? bawe?n? na sprzeda?, wyrabiaj? ?redniej grubo?ci szerok? materi? i tkaj? tak?e co? jak len. Jest to dosy? gruba trzcina, dziel?ca si? na w?skie paski, które g?adzone na ostrej ko?ci lub drzewie, rozpadaj? si? na cieniutkie d?ugie nitki. S? ?ó?tawe i b?yszcz?ce i prz?d? je na k?dzielach, z którymi podró?uj?. Nie jest to len, ani konopie jak u nas. Wyrabiaj? tak?e wierzchy namiotów i lekkie ?ciany z wiórów i rogó?ek. Jezus i Aposto?owie chodzili ca?y nast?pny ranek i cz??? popo?udnia do pojedynczych domów po?udniowej cz??ci miasta; nauczali, pocieszali, godzili i upominali do jedno?ci, mi?o?ci i pokoju. Gdzie by?a liczna rodzina, naucza? j? Jezus sam?; po wi?kszej cz??ci jednak uczniowie zwo?ywali razem s?siadów. Spory ?agodzono, nieporozumienia wyrównywano. Odwiedzania te odbywa?y si? przewa?nie w tych domach, gdzie byli ob?o?nie chorzy, nie mog?cy by? w synagodze. Kilku starców otrzyma?o chrzest na ?o?u; niektórzy mogli siedzie? tylko podparci i tych chrzczono z miednicy. Zaraz w pierwszym dniu po przybyciu do Abram, pouczy? Jezus 2 pary nowo?e?ców i by? przy ich ?lubie. By?y jeszcze jednak w pewnym domu 3 inne pary, i gdy si? zeszli rodzice ich i najbli?si krewni oraz kilku Faryzeuszów, poucza? ich Jezus o ma??e?stwie. Mówi?, ?e kobiety poddane maj? by? m??om przez pos?usze?stwo przykazaniu, nadanemu po pierwszym grzechu; ?e jednak m??owie czci? maj? u kobiet przyrzeczenie, opiewaj?ce: ?e nasienie niewiasty zetrze g?ow? w??a. Lecz teraz, gdy bliskim jest czas spe?nienia obietnic, ?aska ma zaj?? miejsce przykazania, teraz maj? kobiety s?ucha? przez cze?? i pokor?, a m??owie rozkazywa? z mi?o?ci? i sprawiedliwo?ci?. Wspomina? tak?e w tej nauce i to, ?e nie powinni pyta?, w jaki sposób przyszed? grzech na ?wiat; przyszed? przez niepos?usze?stwo, zbawienie za? przyjdzie przez pos?usze?stwo i wiar?. Mówi? tak?e o roz??ce, ?e m?? i ?ona stanowi? jedno cia?o i przeto nie mog? by? roz??czeni, chyba, ?e z ich wspólne go po?ycia wynika?by wielki grzech;


497

natenczas mog? si? rozej??, ale ?adne z nich nie mo?e zawiera? nowych zwi?zków. Przykazania s? w znacznej cz??ci dla ludów niedojrza?ych i surowych; lecz teraz, kiedy ludy wysz?y ju? z okresu dzieci?ctwa i si? spe?ni? czas, s? nowe zwi?zki ma??e?skie roz??czonych pogwa?ceniem odwiecznego prawa naturalnego; roz??ka jest ust?pstwem dla unikni?cia niebezpiecze?stwa grzechu, dozwolonym tylko po stanowczej próbie i zbadaniu. Nauk? t? mia? w znakomitym domu rodziców jednego ze wspomnianych stade? ma??e?skich; wszystkie jednak pary nowo?e?ców by?y zebrane, i to narzeczone kotar? oddzielone od oblubie?ców. Jezus sta? u ko?ca kotary i naucza?; by?y tak?e obecne matki, za kobietami i ojcowie za m??czyznami, a prócz tego kilku uczniów i Faryzeuszów przy Jezusie. Nauka ta o ma??e?stwie by?a pierwszym wypadkiem, przy którym Jezus spotka? tu pewien opór ze strony Faryzeuszów. Pocz?li jednak rozpraw? nie tutaj, lecz wieczorem w synagodze, gdzie Jezus naucza? o ucisku Izraelitów w Egipcie i z Izajasza. Tu zacz?li stawia? trudno?ci jego nauce o ma??e?stwie, mianowicie, ?e obowi?zek uleg?o?ci kobiet wydaje si? im za ?agodny, przepisy za? co do roz??ki, za surowe. Wpierw szukali po ró?nych pismach, i mimo powtórnego Jego wyja?nienia, nie mogli si? zgodzi? z Jego nauk?. To nie zgadzanie si? ich, wszelako bardzo o?ywione, pozostawa?o zawsze jeszcze w granicach przyzwoito?ci. W dzie? potem by? Jezus z kilku uczniami przy za?lubinach niektórych par ma??e?skich, jakoby ?wiadek. ?lub odbywa? si? przed skrzyni? prawa pod go?ym niebem; kopu?a bowiem w synagodze by?a otwarta. Widzia?am, ?e nowo?e?cy z przedostatniego palca puszczali nieco krwi do kubka z winem i pili, i ?e zamieniali obr?czki, a przy tym czynili i inne obrz?dy. Po obrz?dach w synagodze rozpocz??y si? gody ta?cem, uczt? i zabaw?, a odbywa?y si? w pi?knym, publicznym, godowym domu, opartym na s?upach. Zaproszony by? tak?e Jezus z uczniami. M?ode ma??e?stwa nie wszystkie by?y z miasta, lecz tak?e z pobliskich miejscowo?ci; odbywa?y jednak swe gody razem z tutejszymi nowo?e?cami, poniewa? tak si? umówi?y, dowiedziawszy si? o przybyciu Jezusa. Niektórzy byli z swymi rodzicami na naukach w Kafarnaum. W ogóle zauwa?y? trzeba, ?e ludzie tutejsi byli poczciwi i uprzejmi, i dlatego te? gody ubo?szych urz?dzano wspaniale, chocia? z ma?ym kosztem, wraz z ma??e?stwami zamo?nych. Zauwa?y?am, ?e go?cie przynosili pewne dary, i ?e Jezus za Siebie i za uczniów da? upominek w pieni?dzach, które Mu jednak z dodatkiem kilku koszy przednich chlebów godowych do gospody odes?ali, poczym On kaza? je rozdzieli? ubogim. Z pocz?tku by? taniec nowo?e?ców, bardzo umiarkowany i powolnym krokiem. Oblubienice by?y zakwefione; pary sta?y naprzeciw siebie, a ka?dy oblubieniec ta?czy? raz z oblubienic?. Nie dotykali jedno drugiego, tylko trzymali ko?ce chustek, które mieli w r?kach. Poniewa? ka?dy ta?czy? ze wszystkimi, a potem wszyscy razem, tempo za? by?o bardzo wolne, przeto taniec trwa? blisko godzin?; potem udano si? do uczty, m??czy?ni osobno, a kobiety znów osobno. Muzykantami by?y dzieci, ch?opcy i dziewcz?ta, z wie?cami we?nianymi na ramionach i g?owie; mieli piszcza?ki, krzywe, rogowe tr?bki i inne instrumenty. Sto?y biesiadne by?y w ten sposób poustawiane, ?e go?cie s?yszeli si?, ale nie mogli si? widzie?. Jezus jednak zbli?y? si? do sto?u nowo?e?ców, opowiedzia? przypowie?? na sposób przypowie?ci o 10 m?drych i g?upich pannach i zastosowa? j? do stosunków domu i czasu, a zarazem do potrzeb duszy. Powiedzia? ka?dej parze, jak o to lub owo w swym nowym gospodarstwie ma si? stara? i mie? je w zapasie, a to mia?o tak?e duchowne znaczenie i odpowiada?o usposobieniu i wadom ka?dej z nich. By?a tam wzmianka i o lampie i jej symbolicznym znaczeniu.


498

Po uczcie bawiono si? w zabawy z zagadkami. Zagadki wpada?y do worka przez podziurkowan? desk?, na któr? je rzucano, a ka?dy musia? rozwi?za? t?, która wpad?a do jego worka, albo te? zap?aci? kar?. Nierozwi?zane zagadki przychodzi?y znów w zabaw?, a kto je rozwi?za?, otrzymywa? to, co inni za nie rozwi?zanie jej stracili. Jezus przypatrywa? si?, i czyni? weso?e i pouczaj?ce zastosowania. Potem poszed? Jezus z uczniami do gospody przed miastem w towarzystwie orszaku z pochodniami. Nast?pnie mia? Jezus nauk? w synagodze, poczym odwiedzi? szko?? ch?opców i m?odzie?ców, pyta? ich i uczy? i po?egna? si? z niektórymi z ludzi. Po posi?ku, w czasie, gdy w szabat wychodzono na przechadzk?, odwiedzi? Jezus z dwoma uczniami szko?? dziewcz?t, która zarazem by?a poniek?d szko?? hafciarsk?. Dziewcz?ta od 6 do 14 lat — a by?o ich bardzo wiele by?y dzi? pi?knie poubierane. Tak?e dwóch nauczycieli obecnych, którzy tam codziennie uczyli prawa, by?o przybranych w szaty ?wi?teczne, mieli szerokie pasy i d?ugie chusty, zwieszaj?ce z r?kawów. Nad zak?adem by?o oko?o 10 wdów prze?o?onych. Prócz nauki czytania prawa, a dalej, prócz pisma i rachunków, wykonywa?y dziewcz?ta ró?ne prace hafciarskie, które sprzedawano. Przez ca?y szereg sal by?y rozpi?te d?ugie zwoje ró?nych materii, na ?okie? szeroko?ci, tak?e i w??sze, a? do szeroko?ci trzosów, a koniec gotowy zawsze rozwijano. Wzory, wed?ug których robi?y, sta?y przed nimi, malowane na materiach. By?y to kwiaty i li?cie, drzewka i linie w??owate w wielkich rozmiarach. Materia by?a bardzo przedni? tkanin? we?nian?, na sposób lekkich p?aszczów ?w. Trzech Królów, tylko nieco mocniejsze i ró?nej barwy. Haftowa?y delikatn?, pstr? we?n?, tak?e jedwabiem; barwa ?ó?ta by?a jedn? z najcz?stszych. Nie mia?y one igie?, tylko ma?e haczyki. Niektóre szy?y tak?e na bia?ej materii, o w??szych pasmach; inne za? wyrabia?y pasy i wyszywa?y na nich g?oski; przy tych robotach sta?y dziewcz?ta jedna przy drugiej. Zaj?cia ich by?y podzielone; w miar? wieku i talentu post?powa?y do prac trudniejszych. M?odsze przygotowywa?y nici, drugie wyg?adza?y we?n?, inne prz?d?y; haftuj?cym m?odsze podawa?y zawsze nici i wszystkie narz?dzia potrzebne. Dzisiaj nic nie robi?y; gdy jednak dzieci pokazywa?y Jezusowi swe prace, i Jezus przechodzi? z prze?o?onymi przez sal?, okazane mi by?y w obrazie ca?e dzia?anie zak?adu. Niektóre z dzieci pokazywa?y mniejsze i wi?ksze figury, haftowane na osobnych powierzchniach. By?y to roboty zamówione i robione na sprzeda?. Nabywali je i poganie, daj?c w zamian ró?ne materie itp. rzeczy. Dziewcz?ta mieszka?y cz??ci? w zak?adzie, cz??ci? dochodzi?y z miasta. Dom mia? dwa pi?tra i by? ca?y obrócony na zak?ad. By?a tak?e sala naukowa, a Jezus naucza? i wypytywa? dzieci, które w r?ce trzyma?y swe ma?e zwoje naukowe. Najmniejsze sta?y na czele, a nauczycielki w tyle. Przyst?puj?c rz?dami po kolei na stopie? do mównicy, pob?ogos?awi? Jezus dzieci i przemówiwszy do nich w podobie?stwach o ich pracy, opu?ci? zak?ad, a dzieci da?y Mu upominki z materii i pasów, pos?awszy Mu je do gospody, a które nast?pnie rozdane by?y do synagog. Potem mia? Jezus ko?cow? nauk? w synagodze. Miasto by?o pe?ne ludzi, zebranych z ca?ej okolicy. Niektórzy uczniowie byli dzi? jeszcze poza miastem po, domach. Jezus po?egna? w synagodze wszystkich obecnych i powtórzy?, o czym ich dotychczas poucza?. Wszyscy byli wzruszeni i objawiali ?yczenie, by u nich jeszcze pozosta?. Zanim Jezus opu?ci? Abram, aby pój?? do Dotaim, pos?a? dwóch uczniów z poselstwem do Kafarnaum, a dwóch do Cydessy. Przy Nim pozosta? tylko Andrzej i Mateusz; inni podzielili si? w wiele miejsc. Dotaim le?a?o na tym samym grzbiecie gór, co i Abram, i mo?e by?o jakie 5 godzin stamt?d oddalone na po?udniowy zachód. Tu by?a przygotowana gospoda


499

wy??cznie dla Jezusa i Jego uczni, tu te? spotka? si? Jezus z ?azarzem, który z dwoma uczniami powróci? z Jeruzalem. Tak?e niewiasty z Jeruzalem przyjecha?y tu z ?azarzem.

 

 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież


Sonda

Czy przedsoborowa Msza Trydencka? (po ?acinie)
 

Polecany link, kliknij

Reklama

Kto jest teraz on-line

NaszÄ… witrynÄ™ przeglÄ…da teraz 45 goĹ›ci