Emmerich - 6 DO ODDANIA KLUCZY PIOTROWI
Czytelnia - bl. Anna Katarzyna Emmerich

 

?ywot i Bolesna M?ka
Pana Naszego Jezusa Chrystusa
I Naj?wi?tszej Matki Jego Maryi

napisa?a Katarzyna Emmerich (ok. 1790)

NAWRÓCENIE MAGDALENY, POPAD?EJ POWROTNIE W GRZECHY, A? DO ODDANIA KLUCZY PIOTROWI

Jezus naucza w Azanot. Nawrócenie Magdaleny, popad?ej powtórnie w grzechy

Mniej wi?cej godzin? na po?udniowy zachód od gospody w Dotaim, naoko?o wy?yny, le?a?a ma?a miejscowo?? Azanot. Z tej wy?yny, jakby ze stolicy, ju? w dawnych czasach nauczali prorocy. Przez uczniów rozesz?a si? by?a ju? w okolicy wiadomo??, ?e Jezus b?dzie mia? wielk? nauk?; zd??ali wi?c tu ludzie z ca?ej Galilei. Marta za? pojecha?a ze s?u??c? do Magdaleny, aby j? nak?oni? do przybycia na t? nauk?. Magdalena, której zboczenia dochodzi?y do ostateczno?ci, przyj??a j? z lekcewa?eniem. W?a?nie w czasie przybycia Marty zaj?t? by?a strojeniem si?, i kaza?a jej powiedzie?, ?e obecnie nie mo?e z ni? mówi?. Marta, modl?c si?, czeka?a z niewypowiedzian? cierpliwo?ci?. Na koniec przysz?a nieszcz??liwa Magdalena z lekcewa?eniem, zuchwa?o?ci? i niech?ci?, gdy? wstydzi?a si? prostego odzieniu Marty i obawia?a si?, aby obecni go?cie jej nie zauwa?yli, i dlatego za??da?a od niej, aby si? oddali?a. Marta prosi?a tylko o k?cik do wypoczynku. Umieszczono j? zatem wraz z s?u?ebn? w izdebce bocznego budynku i pozostawiono umy?lnie czy przez zapomnienie bez jedzenia i picia. By?o to po po?udniu. Tymczasem Magdalena stroi?a si? na biesiad?, do której zasiad?a na ozdobnym krze?le, Marta za? i jej s?u?ebna modli?y si?. Po rozkosznej uczcie przysz?a nareszcie Magdalena i przynios?a Marcie co? na talerzyku i do picia; talerzyk mia? brzeg niebieski. Mówi?a gwa?townie i pogardliwie; ca?e jej zachowanie by?o dumne i bezczelne, zdradza?o jednak wewn?trzny niepokój i rozterk?. Marta prosi?a j? z wielk? mi?o?ci? i pokor?: „aby przecie? pos?ucha?a tej wielkiej nauki Jezusa w pobli?u; wszystkie przyjació?ki, które niedawno podczas nauki znalaz?a, b?d? tam tak?e i ciesz? si? bardzo, ?e si? z ni? zobacz?. Wszak sama ju? jawnie okaza?a, jak bardzo czci Jezusa; s?usznie wi?c, aby uczyni?a t? przyjemno?? jej i ?azarzowi, i przyby?a na nauk?, zw?aszcza, ?e nie tak pr?dko nadarzy si? znów sposobno??, by tak blisko us?ysze? cudownego proroka, a zarazem zobaczy? wszystkich swych przyjació?. Przez namaszczenie Jezusa podczas uczty w Gabara dostatecznie okaza?a, ?e umie pozna? i uczci? to, co prawdziwie jest wznios?e i wspania?e; niech wi?c z rado?ci? znów powita, co ju? raz szlachetnie i odwa?nie, publicznie umia?a uzna? i oceni?." Zbytecznie mówi? i trudno wypowiedzie?, z jak? mi?o?ci? przemawia?a jej Marta do serca i z jak? cierpliwo?ci? znosi?a odpychaj?ce i lekcewa??ce jej zachowanie. Wreszcie rzek?a Magdalena: „Pójd?, ale nie z tob?; tak licho jak ty ubrana i?? nie mog?; ustroj? si? wed?ug mego stanu i pójd? z przyjació?kami. Po tym si? rozsta?y. Pora by?a bardzo spó?niona. Nazajutrz rano, w czasie ubierania si?, kaza?a Magdalena zawo?a? Mart?, która zdobywa?a si? na najwi?ksz? cierpliwo?? i bez przerwy modli?a si? w duszy, aby Magdalena si? poprawi?a i z ni? wybra?a na nauk? Jezusa. — Magdalena siedzia?a na niskim sto?ku, owini?ta w cienk?, we?nian? szat?. Dwie niewolnice zaj?te by?y umywaniem jej nóg i r?k, i nacieraniem wonnymi olejkami. W?osy jej podzieli?y przedzia?kami ponad uszy i z ty?u na trzy cz??ci, uk?ada?y je g?adko, czesa?y, trefi?y i splata?y. Nast?pnie na cienk?, we?nian? koszul? wdzia?a zielon? sukni? w ?ó?te, wielkie kwiaty, a na to


500

jeszcze fa?dzist? szat?. Na g?owie mia?a karbowany, wysoki czepek, wystaj?cy przed czo?o. W?osy i czepek by?y prze tykane wieloma pere?kami. Nosi?a d?ugie zausznice. R?kawy sukni by?y u góry szerokie a? po ?okcie, w dolnych cz??ciach ?ci?gni?te szerokimi, l?ni?cymi sprz?czkami, szata by?a marszczona. Spodnia suknia by?a na piersiach otwarta i spojona b?yszcz?cymi sznurkami. Przy ubieraniu si? mia?a w r?ce okr?g?e, b?yszcz?ce zwierciad?o. Napier?nik suto ozdobiony z?otem, graniastymi kamieniami i per?ami, okrywa? jej piersi. Na sukni spodniej nosi?a wierzchni?, pow?óczyst?, z krótkimi, szerokimi r?kawami. Suknia ta by?a z fio?kowego, mieni?cego si? jedwabiu, zdobna i poprzetykana mnóstwem wielkich, pstrych i z?otych kwiatów. W sploty w?osów powtykane by?y ró?e z surowego jedwabiu, sznurki pere? i wystaj?ca wzorzysta tkanina, jakby koronka. W?osy ma?o co mo?na by?o widzie? z pod ozdób, tworz?cych czubek z przodu ponad twarz?. Ponad tym strojem g?owy mia?a przezroczyst?, cienk?, bogat? zas?on?, która z przodu sz?a przez ów czubek, z ty?u za?, ?ci?gni?ta, zwisa?a, a od twarzy spada?a na ramiona. Marta opu?ci?a teraz sw? siostr? i posz?a do gospody pod Damna, aby opowiedzie? Maryi i ?wi?tym niewiastom, ?e uda?o jej si? nak?oni? Magdalen? do s?uchania nauki w Azanot. Do Damny przyby?o z Naj?wi?tsz? Pann? wi?cej ni? dwana?cie niewiast, aby st?d uda? si? do Azanot na nauk?. Mi?dzy nimi by?y: Anna Kleofasowa, Zuzanna Alfeusza, Zuzanna z Jeruzalem, Weronika, Joanna Chusa, Maria Marka, Dina, Maroni, Sufanitka. Z gospody w Dotaim przyby? Jezus wraz z sze?ciu Aposto?ami i wielu uczniami do Azanot; po drodze spotka? si? z ?wi?tobliwymi niewiastami, id?cymi z Damny. ?azarz by? tak?e z Nim. Po oddaleniu si? Marty, Magdalena dr?czona by?a bardzo od diab?a, który chcia? j? powstrzyma? od podró?y na nauk? Jezusa. By?aby ju? nie posz?a, gdyby nie to, ?e jej go?cie umówili si?, aby tak?e do Azanot pod??y?, i tam przypatrzy? si? tak?e temu — jak si? wyra?ali — widowisku. Magdalena i inne grzesznice pojecha?y na os?ach do gospody kobiet przy jeziornych k?pielach Betulii; objuczone os?y nios?y tam?e przepyszne siedzenie dla Magdaleny, jako te? wezg?owia i dywany dla innych. Nazajutrz ubra?a si? Magdalena ze zbytkiem i przepychem i zjawi?a si? z towarzyszkami na miejscu nauki, które by?o z gospody ma?? godzink? drogi oddalone. Z szumem i zwracaj?c na si? ogóln? uwag?, rozprawiaj?c g?o?no i rozgl?daj?c si? naoko?o, siad?y z dala od ?wi?tych niewiast na naczelnym miejscu pod otwartym namiotem. Byli przy nich i m??czy?ni tego samego co i one pokroju. Siedzia?y na pulchnych sto?eczkach, wezg?owiach i kobiercach, na widoku wszystkich; Magdalena na czele. Ona to w?a?nie by?a powodem ogólnych szeptów i pomruków; tu bowiem w ca?ej okolicy by?a jeszcze wi?cej znienawidzona i pogardzana, ni? w Gabara. Faryzeusze, którzy wiedzieli o jej pierwszym, nag?ym nawróceniu, po którym niebawem popad?a znowu w grzechy, gorszyli si? na jej widok, i czynili mi?dzy sob? ró?ne uwagi, ?e ?mie i ?e wolno jej tu si? pokazywa?. Wielk? i surow? Sw? nauk? poprzedzi? Jezus uzdrowieniem wielu chorych. Szczegó?ów nie mog? ju? sobie przypomnie?, wiem jednak jeszcze, ?e wo?a? „biada" na Kafarnaum, Betsaid? i Chorazim; mówi?, ?e królowa Saba przyby?a z po?udnia s?ucha? m?dro?ci Salomona, a przecie? tu jest wi?cej ni? Salomon. Zdumiewaj?cym by?o, ?e ró?ne niemowl?ta na r?kach matek, g?o?no wo?a?y: „Jezus z Nazaretu, najwi?kszy prorok, syn Dawida, Syn Bo?y." Wielu, a nawet Magdalena, byli tym na wskro? wstrz??ni?ci. Maj?c na my?li Magdalen?, mówi? Jezus: Gdy szatan zostanie wyp?dzony i dom si? oczy?ci, wtedy wraca on z sze?ciu towarzyszami i sprawia stan gorszy, ni? by? przedtem. Magdalen? przej??


501

strach. Wzruszywszy w ten sposób serca wielu, rozkaza? Jezus szatanowi w ogólno?ci, zwracaj?c si? na wszystkie strony, wyj?? z tych wszystkich, którzy po??daj? uwolni? si? od niego; którzy jednak nadal chc? by? z nim z??czeni, niech go st?d ze sob? zabior? i to miejsce opuszcz?. Na ten rozkaz zacz?li op?tani w ko?o wo?a?: „Jezu, Synu Boga!" A tu i ówdzie wpadali ludzie w omdlenie. Mi?dzy innymi i Magdalena, która na przepysznym siedzeniu ?ci?ga?a na siebie ogóln? uwag?, upad?a nagle w?ród gwa?townych skurczów; inne grzesznice pocz??y naciera? j? pachnid?ami i chcia?y j? wynie??, by, korzystaj?c z tego, same z honorem mog?y si? uchyli?; pragn??y bowiem szatana w sobie zatrzyma?. Gdy jednak lud zewsz?d zacz?? wo?a?: „Mistrzu, wstrzymaj si?, ta niewiasta umiera!" przerwa? Jezus nauk? i rzek?: „Posad?cie j? na jej krze?le, ?mier?, któr? teraz przebywa, jest ?mierci? dobr?, ona wskrzesi j? do ?ycia," Po pewnym czasie ugodzi?o w ni? znów s?owo Jezusa, upad?a znów omdla?a w kurczach, a ciemne jakie? widma zacz??y z niej wychodzi?. Powsta? znów wielki ha?as i ?cisk oko?o niej, gdy? otaczaj?ce j? towarzystwo chcia?o j? znów zabra? do siebie, lecz wnet na nowo usiad?a na swym pi?knym siedzeniu, okazuj?c, jakoby zwyk?ego tylko dozna?a omdlenia. Ogólne jednak zdziwienie wzmaga?o si? tym wi?cej, ?e za ni? wielu innych op?tanych równie? na ziemi? upad?o, a wstali uwolnieni. Gdy wi?c Magdalena po trzeci raz w gwa?townych bole?ciach na ziemi? upad?a, zgie?k sta? si? jeszcze wi?kszy. Marta pospieszy?a do niej, a gdy Magdalena znów przysz?a do siebie, by?a prawie bez zmys?ów, p?aka?a gwa?townie i ??da?a, by j? przenie?? do miejsca, gdzie siedzia?y ?wi?te niewiasty. Towarzyszki jej zatrzymywa?y j? przemoc?, mówi?c do niej: ?e przecie? nie powinna by? g?upia. Zaniesiono j? jednak na owo miejsce. ?azarz, Marta i inni poszli ku niej i zabrali j? do gospody ?wi?tych niewiast, które tak?e tam si? zesz?y. Tymczasem ?wiatowa dru?yna, która przyby?a z Magdalen?, ju? umkn??a z widowni. Jezus uzdrowi? jeszcze kilku ?lepych i innych, a potem poszed? na dó? ku Swej gospodzie, mia? jednak jeszcze w szkole nauk?, na której Magdalena znów by?a obecna. Nie by?a jeszcze wprawdzie zupe?nie uleczon?, ale wzruszon? do g??bi i ju? nie tak zbytkownie ubran?. Zrzuci?a niepotrzebne i przesadne ozdoby, z cieniutkiej, koronkowej tkaniny, które, s?abe jak paj?czyna, zaledwie kilka razy mo?na by?o nosi?. By?a zakwefiona. Jezus mia? i teraz nauk?, która na wskro? j? przejmowa?a; a gdy nadto spojrza? na ni? wzrokiem, wnikaj?cym do g??bi duszy, popad?a znowu w omdlenie i znów jeden z?y duch j? opu?ci?. Omdla?? wynios?y jej s?u?ebne. Marta i Maryja przyj??y j? przed synagog? i zabra?y do gospody. Odt?d by?a jakby ob??kana; krzycza?a, wybucha?a p?aczem, biega?a po ulicach, wo?aj?c do ludzi, ?e jest wyst?pn? grzesznic?, wyrzutkiem ludzi. Z trudno?ci? usi?owa?y j? niewiasty uspokoi?. Dar?a na sobie suknie, burzy?a w?osy, okrywa?a si? ca?a, jakby kryj?c si? przed widokiem ludzi. Gdy potem Jezus znajdowa? si? w gospodzie z uczniami i kilku Faryzeuszami, spo?ywaj?c stoj?c ma?? przek?sk?, wymkn??a si? Magdalena z po?ród niewiast, wpad?a z rozpuszczonymi w?osami, i przeciskaj?c si? przez wszystkich, rzuci?a si? do nóg Jezusa i z ?kaniem b?aga?a, czy jest jeszcze dla niej ratunek. Faryzeusze, a nawet niektórzy uczniowie, zgorszeni i oburzeni na ni?, rzekli do Jezusa, ?e nie powinien przecie? d?u?ej cierpie?, aby ta nierz?dna niewiasta wsz?dzie wznieca?a niepokój. Nareszcie powinien jej da? raz na zawsze odpraw?. Lecz Jezus odrzek?: „Dozwólcie jej p?aka? i narzeka?, nie wiecie, co si? z ni? dzieje" — poczym zwróci? si? do niej z pociech?, mówi?c: „?a?uj z ca?ego serca, wierz i ufaj, a wnet zyskasz spokój; teraz id?, pe?na otuchy!" Marta, która towarzyszy?a jej ze s?u?ebnymi, wzi??a j? znów do domu. Lecz spokój nie przybywa?; przeciwnie, ci?gle za?amywa?a r?ce i narzeka?a; nie by?a bowiem jeszcze ca?kiem uwolniona od szatana, który n?ka? j?


502

i trapi? straszliwymi wyrzutami sumienia i zw?tpieniem. Nie mog?a znale?? spokoju i my?la?a, ?e jest zgubion?. Na pro?b? Magdaleny pospieszy? ?azarz natychmiast do Magdalum, by obj?? jej posiad?o?? i zerwa? tamtejsze jej stosunki. Jak wiadomo, mia?a Magdalena pod Azanot i w okolicy obszary pola i winnic, które ju? przedtem ?azarz z powodu jej marnotrawstwa obj?? w swój zarz?d. Wskutek wielkiego nat?oku pod??y? Jezus jeszcze noc? z uczniami w pobli?e Damny, gdzie znajdowa? si? pi?kny pagórek, dogodny do nauczania, i gospoda. Gdy nazajutrz rano przysz?y tu i niewiasty z Magdalen?, zasta?y ju? Jezusa, otoczonego mnóstwem ludzi, oczekuj?cych pomocy. Skoro tylko bowiem rozesz?a si? wie??, ?e Jezus odszed?, natychmiast wielu pospieszy?o za Nim; a prócz tego, i ci wszyscy, którzy, chcieli Go wyszuka? w Azanot; tak wi?c w ci?gu ca?ej nauki nap?ywa?y coraz nowe gromady ludzi. Po owym wypadku siedzia?a teraz Magdalena podczas nauki przy ?wi?tych niewiastach, ca?a przygn?biona i jakoby zbita. Jezus mówi? gwa?townie przeciw grzechom nieczysto?ci, dodaj?c, ?e grzechy te mi?dzy innymi ?ci?gn??y ogie? na Sodom? i Gomor?. Nadmienia? jednak i o mi?osierdziu Bo?ym i obecnym czasie ?aski, i prawie b?agaj?c wzywa? ludzi, by t? ?ask? przyj?li. Trzy razy w?ród nauki spojrza? Jezus na Magdalen?, za ka?dym razem upad?a na ziemi?, a czarny opar z niej wychodzi?. By?a jakby unicestwiona, wyblad?a, zwi?d?a i prawie nie do poznania. Strumienie ?ez zalewa?y j? nieustannie. By?a zupe?nie przemieniona, bola?a z ut?sknieniem, by nareszcie wyzna? przed Jezusem grzechy i otrzyma? przebaczenie. Po nauce podszed? Jezus ku niej na ubocze. Sama Maryja, i Marta przywiod?y j? naprzeciw Jezusa, przed którym we ?zach z rozwianymi w?osami rzuci?a si? na twarz. Jezus pociesza? j?, a gdy si? inni oddalili, pocz??a wo?a? i prosi? przebaczenia, wyzna?a swe liczne wyst?pki, pytaj?c ci?gle: „Panie, czy jest jeszcze dla mnie ratunek?" Jezus przebaczy? jej grzechy. Wtedy prosi?a o ?ask?, by ju? wi?cej nie wraca?a do grzechu. Jezus przyrzek? jej to, pob?ogos?awi? j?, i mówi? z ni? o cnocie czysto?ci i o Swej Matce, która czyst? jest od wszelakiej zmazy. Wielbi? J? wysoce jako wybran? ze wszystkich, czego nigdy zreszt? z ust Jego nie s?ysza?am, i poleci? jej ca?kiem przylgn?? do Maryi i od Niej zasi?ga? wszelkiej rady i pociechy. Gdy z Jezusem powróci?a do niewiast, rzek? Jezus: „By?a wielk? grzesznic?; ale te? b?dzie wzorem wszystkim pokutuj?cym na wieczne czasy." Wskutek gwa?townych wstrz??ni??, ?alu i ?ez Magdalena nie by?a ju? prawie podobn? do cz?owieka, by?a jak chwiej?cy si? cie?. Wszystkie niewiasty pociesza?y j? i objawia?y jej mi?o??. Pod wp?ywem tego uspokoi?a si?, lecz p?aka?a i czu?a znu?enie. Poniewa? inne niewiasty wybiera?y si? do Naim, Magdalena za? za s?ab? by?a, by móc i?? z nimi, przeto Marta, Anna Kleofasowa i Maria Sufanitka, posz?y z ni? do Damny, by tu nieco wytchn?? i nazajutrz rano pod??y? za tamtymi ?wi?tymi niewiastami, które przez Kan? posz?y do Naim. Jezus za? uda? si? z uczniami w poprzek doliny jeziora k?pielowego. W 4 do 5 godzin przybyli do Gatefer, dosy? wielkiego miasta, le??cego na pagórku mi?dzy Kan? a Seforis. Na noc zatrzymali si? przed miastem w gospodzie, blisko jaskini, zwanej jaskini? Jana.

Jezus w Gatefer, Kislot i Nazaret

Nazajutrz rano pod??y? Jezus ku Gatefer, a gdy ju? by? blisko, wyszli naprzeciw Niemu prze?o?eni szkó? i Faryzeusze, i przyj?li Go. Lecz zaraz zacz?li Go na wszystkie sposoby przekonywa? i nalega?, by nie zak?óca? spokoju miasta, osobliwie by nie dopuszcza? zbiegowiska i wo?ania kobiet i dzieci. Mo?e sobie spokojnie naucza? w ich synagodze, byle bez zaburzenia ludu, gdy? to niech?tnie


503

by widzieli. Jezus odrzek? im stanowczo i surowo, ?e przychodzi do tych, którzy Go wzywali i po??dali i odpar? ich ob?ud?. Na wiadomo?? jednak, ?e Jezus tu przyb?dzie, Faryzeusze polecili gminie, by kobiety trzyma?y si? z dala, nie pokazywa?y si? z dzie?mi na ulicy, nie wychodzi?y naprzeciw Nazarejczykowi i nie wo?a?y. Okrzyki takie, jak „Syn Bo?y," „Chrystus" s? zgo?a nieprawne i naganne; wszak wszyscy tu dobrze wiedz?, sk?d On jest, kto s? Jego rodzice i krewni. Chorzy mog? ostatecznie zebra? si? oko?o synagogi i da? si? uzdrowi?; wszelki jednak zgie?k i co tylko tr?ci widowiskiem, jest niedopuszczalne. Poustawiali tak?e chorych oko?o synagogi wed?ug swego widzimisi?, tak jakby tu mieli wy??czne prawo rozporz?dza? wszystkim, co Jezus ma czyni?. Tymczasem, ledwie zbli?yli si? z Jezusem do miasta, zobaczyli ku swemu zmartwieniu, ?e matki z dzie?mi obok i na r?kach zape?niaj? drog?, i ?e dzieci wyci?gaj? ku Jezusowi r?ce, wo?aj?c: „Jezus z Nazaretu! Syn Dawida! Syn Bo?y! Naj?wi?tszy z proroków!" Faryzeusze chcieli powyp?dza? kobiety i dzieci, lecz na pró?no. Napiera?y ze wszystkich ulic i domów, tak ?e Faryzeusze, doprowadzeni do ostateczno?ci, wycofali si? z orszaku Jezusa. Lecz i uczniowie, otaczaj?cy Jezusa, byli jakby nieco wyp?oszeni i boja?liwi, i pragn?li w duszy, ?eby to jako? ciszej i z mniejszym nara?aniem si? odbywa?o; czynili nawet w tej mierze pewne dzia?ania. Jezus jednak skarci? im ich l?kliwo??, usun?? ich na bok, przypu?ci? dzieci do Siebie i okazywa? im mi?o?? i serdeczno??. Tak przyby? a? na plac przed synagog?, w?ród ci?g?ych okrzyków dzieci: „Jezus z Nazaretu! Naj?wi?tszy prorok!" Nawet niemowl?ta przy piersi, które ani s?owa jeszcze nigdy nie przemówi?y, wznosi?y okrzyki ku Jego czci, na ?wiadectwo i wzruszaj?cy dowód dla ludu. Przed synagog? ustawi?y si? dzieci, ch?opcy z dziewcz?tami osobno, a matki z niemowl?tami za nimi. Jezus b?ogos?awi? dzieci, poucza? matki i czelad?, która tak?e do Niego przyst?powa?a; o niej te? wyrazi? si? Chrystus, ?e to tak?e ich dziatki. Mówi? tak?e do uczniów o wielkiej warto?ci dziatek przed Bogiem. Faryzeuszom by?o to wszystko nie na r?k?; nast?pnie zwróci? si? Jezus do chorych, którzy tymczasem musieli czeka?, uzdrowi? wielu, a potem naucza? w synagodze o Józefie i o godno?ci dziatek, zw?aszcza ?e Faryzeusze zaczynali znów co? mówi? o zak?ócaniu spokoju. Gdy Jezus wychodzi? z synagogi, przyst?pi?y do? 3 niewiasty i wyrazi?y pro?b?, ?e chc? z Nim samym mówi?. Gdy si? uchyli?, upad?y przed Nim i ?ali?y si? na swych m??ów, prosz?c, by im dopomóg?. „M??ów naszych — mówi?y — n?ka z?y duch, a nawet nas same nagabywa. S?ysza?y?my, ?e pomog?e? Magdalenie, zmi?uj si? wi?c i nad nami!" Jezus przyrzek? przyby? do ich domów. Wprzód jednak poszed? Jezus do domu niejakiego Symeona, prostodusznego cz?owieka, tego oddzia?u Esse?czyków, którzy wchodzili w zwi?zki ma??e?skie. By? on w sile wieku, syn Faryzeusza z Dabrat ko?o Taboru. Stoj?co spo?y? Jezus z uczniami przek?sk?. Ów Symeon mia? zamiar odda? swe mienie na gmin? i w?a?nie teraz radzi? si? Jezusa w tej sprawie. Nast?pnie uda? si? Jezus do mieszka? niewiast i wda? si? w rozmow? z nimi i z ich m??ami. Sprawa w rzeczy samej nie przedstawia?a si? tak, jak one mówi?y; chcia?y one zwali? win? na swych m??ów, chocia? w?a?ciwie same by?y winne. Po zbadaniu sprawy napomnia? Jezus zwa?nionych ma??onków do jedno?ci i modlitwy i zaleci? im post i ja?mu?n?. Po szabacie posz?y te chore niewiasty za Nim, by s?ucha? kazania, jakie mia? mie? na górze na pó?noc od Taboru; Jezus bowiem nie pozosta? tu, lecz poszed? w kierunku po?udniowym ku Kislot, któr?dy przechodzi?y niedawno ?wi?te niewiasty i Magdalena w drodze do Naim. W drodze poucza? Jezus jeszcze raz Aposto?ów o tym, co ich czeka i jak maj? si? zachowa?, przyszed?szy do Judei, gdzie nie bardzo dobre czeka ich przyj?cie. Udziela? im na nowo wskazówek, co do zachowania si?, wk?adania r?k,


504

wyp?dzania czartów i da? im powtórnie Swe b?ogos?awie?stwo, by ich umocni? i nape?ni? ?ask?. W tym czasie przyby?o do Jezusa trzech m?odzie?ców z Egiptu, a On, przedstawiwszy im wpierw wszystkie trudy nowego zawodu, przyj?? ich na uczniów. Jeden z nich zwal si? Cyrynus. Byli to wspó?towarzysze Jezusa z czasu pobytu Jego w Egipcie; obecnie liczyli oko?o 30 lat. Rodzice ich — jak mówili — czcili dotychczas jako ?wi?t? pami?tk? mieszkanie ?wi?tej Rodziny i studni?, z której czerpano wod?. M?odzie?cy zwiedzili po drodze Betlejem i Betani?, odwiedzili Maryj? w Dotaim, a wreszcie przybyli tu, przynosz?c Jezusowi pozdrowienie od swych rodziców. Faryzeusze z Nazaret, dowiedziawszy si?, ?e Jezus jest w Kislot, przybyli tu, zapraszaj?c Go do Jego miasta rodzinnego. Tych, którzy poprzedniego razu chcieli Go str?ci? ze ska?y, nie by?o mi?dzy nimi. Przybysze prosili Jezusa, by przecie? odwiedzi? Swe miejsce rodzinne i tam tak?e dzia?a? znaki i cuda. Wszyscy — mówili — s? ciekawi s?ysze? Jego nauk?; mo?e nawet potem uzdrawia? Swych chorych ziomków. Zastrzegali sobie jednak z góry, by nie uzdrawia? w szabat. Jezus przyrzek? im, ?e przyjdzie i szabatu nie z?amie, ?e jednak i tak zgorsz? si? nad Nim; co do uzdrawiania, obieca? si? zastosowa? do ich woli, zapowiedzia? jednak, ?e to wyjdzie im na szkod?. Faryzeusze odeszli do Nazaretu, a wkrótce pod??y? za nimi Jezus, nauczaj?c po drodze uczniów. Oko?o po?udnia przyby? na miejsce. Naprzeciw wysz?y t?umy ludzi, przewa?nie z ciekawo?ci, a niektórzy tak?e z ?yczliwo?ci; umyto przyby?ym nogi i podano przek?sk?. Jezus mia? przy Sobie dwóch uczniów z Nazaretu, Parmenasa i Jonadaba; u matki tego ostatniego, obecnie wdowy, stan?? gospod?. Dwaj ci uczniowie byli Jego rówie?nikami z czasów m?odo?ci, a przy??czyli si? do Niego po ?mierci Józefa podczas pierwszej w?drówki do Hebron. U?ywa? ich Jezus najcz??ciej do poselstw i zlece?. Jezus uda? si? przede wszystkim do kilku chorych, którzy prosili Go o pomoc, a o których wiedzia?, ?e wierz? we? i pomocy potrzebuj?. Takich, którzy pojawili si? raczej dla próby, lub z wyra?nym uproszczeniem uzdrowienia, Jezus pomija?. Najpierw przyniesiono Mu pewnego m?odego Esse?czyka, maj?cego jedn? stron? cia?a od urodzenia sparali?owan?; na pro?b? jego uzdrowi? go Jezus zaraz na ulicy, a potem przywróci? wzrok kilku ?lepym. Nast?pnie wchodzi? do pojedynczych domów i uzdrawia? chorych, przewa?nie starców obojga p?ci. Byli mi?dzy nimi chorzy na wodn? puchlin? w najwy?szym stopniu, a szczególnie jedna niewiasta strasznie by?a opuchni?ta. Ogó?em uzdrowi? Jezus oko?o pi?tna?cie osób. Uda? si? potem do synagogi, gdzie równie? zebrali si? ju? chorzy, lecz tych nie uzdrawia?. Zachowa? szabat bez ?adnego zak?ócenia. W synagodze czytano o rozmowie Boga z Moj?eszem w Egipcie i z Ezechiela rozdz. 28 i 29. Rano naucza? Jezus znowu w synagodze, lecz nie uzdrawia? wi?cej. Oko?o po?udnia poszed? z uczniami i kilku ?yczliwymi Nazare?czykami drog? ku Seforis do pewnej pobliskiej miejscowo?ci, jak to w szabat by?o zwyczajem. Droga z Nazaretu do Seforis biegnie w kierunku pó?nocnym. Przewa?nie równa, wznosi si? z wolna w gór? na kwadrans przed Seforis. — Po drodze naucza? Jezus pojedyncze gromadki ludzi, tu i ówdzie si? zbieraj?ce. Gdzieniegdzie udawali si? do Niego o porad? zwa?nieni ma??onkowie, lub s?siedzi, a Jezus godzi? i uspokaja? zwa?nionych. Nie uzdrawia? jednak nikogo. W drodze zbli?yli si? jeszcze raz do Jezusa owi dwaj m?odzie?cy, którzy ju? tylekro? prosili Go o przyj?cie ich na uczniów. Jezus znowu zapyta? ich, czy zechc? opu?ci? dom i rodziców, rozda? mienie ubogim, przyrzec ?lepe pos?usze?stwo i by? gotowymi na prze?ladowania. Na takie warunki wzruszyli m?odzie?cy ramionami i odeszli do


505

domu. Powróciwszy do Nazaretu, zwiedzi? Jezus dom Swych rodziców; ten?e by? w dobrym stanie, lecz nie zamieszkany. Odwiedzi? te? najstarsz? siostr? Maryi, matk? Marii Kleofy, która zarz?dza?a domem, mieszkaj?c gdzie indziej. Nast?pnie uda? si? z uczniami do synagogi, gdzie wypowiedzia? surow?, ostr? nauk?; nazwa? Boga Swym Ojcem niebieskim, przepowiedzia? s?d surowy na Jerozolim? i wszystkimi, którzy nie pójd? za Nim; wreszcie zwróci? si? publicznie do Swych uczniów, mówi?c o prze?ladowaniach, jakie ich czekaj?, zach?caj?c do wierno?ci i wytrwa?o?ci. S?ysz?c Faryzeusze, ?e Jezus nie pozostanie tu i nie uzdrowi nikogo wi?cej, zacz?li puszcza? wodze swej z?o?liwo?ci, rzucaj?c w ko?o pytania: „Kto On jest? Czym chce by?? Sk?d Jego nauka? Przecie? st?d jest rodem, ojciec Jego by? cie?l?, Jego krewni, bracia, siostry st?d pochodz?!" Mieli tu na my?li Mari? Helego, pierwsz? córk? Anny i jej dzieci Jakuba, Heliachima, Sadocha, uczniów Jana, — Mari? Kleofy i jej synów i córki. Jezus, nie odpowiadaj?c im, naucza? spokojnie dalej uczniów. Wtedy jeden obcy Faryzeusz z okolicy Seforis, wielki zuchwalec, rzek?: „Któ? Ty jeste?? Czy zapomnia?e?, ?e przed kilku laty, gdy jeszcze ?y? Twój ojciec, robi?e? z nim u mnie deski na ?ciany?" Gdy Jezus i teraz nic nie odpowiada?, krzykn?li: „Odpowiedz! Godzi si? to nie dawa? odpowiedzi czcigodnym m??om?" Jezus rzek? wtedy do owego zuchwalca tak mniej wi?cej: „Tak, obrabia?em wtenczas twoje drzewo, lecz przy tym spogl?da?em z ?alem na ciebie, ?e nie b?d? móg? oswobodzi? twego serca z twardego pancerza grzechu; teraz to si? sprawdza. Nie b?dziesz mia? cz??ci w Moim królestwie, chocia? pomaga?em ci stawia? twe ziemskie mieszkanie. Nigdzie nie doznaje prorok wzgardy, tylko w Swym mie?cie rodzinnym, we w?asnym domu, ze strony w?asnych krewnych". Najwi?cej gorszy?y Faryzeuszów s?owa Jezusa, wyrzeczone do uczniów: ,,Posy?am was jako owce mi?dzy wilki — l?ej b?dzie Sodomie i Gomorze w dzie? s?du, jak tym, którzy was nie przyjm?. — nie przyszed?em przynosi? pokój, tylko miecz." Po szabacie oczekiwa?o wielu chorych na uzdrowienie, Jezus jednak ku wielkiej z?o?ci Faryzeuszów nie uzdrawia?. Niektórzy z?o?liwi ludzie poszli w ?lady Faryzeuszów, i chc?c dokuczy? Jezusowi, wykrzykiwali za Nim: „Czy pami?tasz to a to z czasów Twej m?odo?ci?" — Faryzeusze znowu szydzili, ?e Jezus ma teraz mniejszy orszak ni? za pierwszym razem, i zapytywali, czy nie zechce znowu zamieszka? u Esse?czyków. Esse?czycy rzadko pojawiali si? na publicznych naukach Jezusa; Jezus te? niewiele wspomina? o nich. Wykszta?ceni z nich stali si? pó?niej cz?onkami gminy. Jezusowi nie sprzeciwiali si? w niczym i uznawali Go Synem Bo?ym. Jezus poszed? rzeczywi?cie do Esse?czyków, u których by? tak?e ostatnim razem, spo?y? tam z uczniami wieczerz? i naucza? a? do nocy. Oko?o dziesi?tej godziny powróci? z Górnej Galilei Piotr, Mateusz i Jakub Starszy, pozostawiwszy innych Aposto?ów w okolicy Seleucyi na wschód od jeziora Merom. Na ich miejsce wybrali si? tam zaraz Andrzej, Tomasz, Saturnin, który tak?e niedawno tu przyby?, i jeszcze jeden Aposto?. W nocy opu?ci? Jezus z towarzyszami Nazaret i poszed? ku górze Tabor, do miejscowo?ci, oddalonej o 2 godziny drogi, gdzie niedawno uzdrowi? tr?dowatego obywatela, wracaj?c do Kafarnaum po wskrzeszeniu m?odzie?ca z Naim. Na drugi dzie? zapowiedziana by?a nauka na wy?ynie w po?udniowo zachodniej stronie Taboru o pó? godziny drogi od stóp w?a?ciwego Taboru. Jezus zatrzyma? si? znowu u miejscowego nauczyciela, który, spodziewaj?c si? Jego przybycia, zebra? ju? u siebie kilku chorych. Uzdrowi? tu Jezus jednego niemego. By? tu te? ów ch?opiec, który wówczas tak zr?cznie wywi?za? si? z poselstwa, zleconego mu przez jego tr?dowatego pana; Jezus rozmawia? z nim chwil?. Ch?opiec ten zowie si? Samuel i b?dzie w przysz?o?ci tak?e uczniem Jezusa.


506

Jezus naucza na górze ko?o Tabor i przybywa do Sunem

Nied?ugo przyby? i w?a?ciciel tej miejscowo?ci, ów uzdrowiony tr?dowaty, i serdecznie dzi?kowa? Jezusowi za uzdrowienie. Wstawia? si? te? za innymi tr?dowatymi, dla których kaza? wystawi? sza?asy przy drodze, k?dy mia? Jezus przechodzi?. O?wiadczy? si? Jezusowi z gotowo?ci? oddania cz??ci swego maj?tku na cele w?drówek nauczycielskich Jezusa. Zaledwie zaczyna?o ?wita?, wyszed? Jezus z domu na drog?. Czeka?o tu ju? na Niego pi?cioro ludzi, m??czyzn i kobiet; kobiety sta?y osobno. Wszyscy byli tr?dowaci, a jedna kobieta dr?czona by?a od z?ego ducha i cierpia?a na kurcze. Biedacy ci stali przy drodze, wzywaj?c pomocy Jezusa. Gdy Jezus si? zbli?y?, upadli Mu do nóg, a jedna z kobiet rzek?a: „Panie! jeste?my z Tyberiady i dotychczas nie ?mieli?my prosi? Ci? o pomoc. Faryzeusze powiadali nam, ?e jeste? nieu?ytym i surowym wzgl?dem grzeszników; s?yszeli?my jednak ?e ulitowa?e? si? nawet nad Magdalen?, ?e oswobodzi?e? j? i przebaczy?e? jej grzechy. To doda?o nam odwagi, wi?c przyszli?my za Tob? a? tutaj. Prawda, ?e mo?esz nas uzdrowi? i oczy?ci?. Nawet grzechy mo?esz nam odpu?ci?, bo masz moc ku temu." Jezus bra? ka?dego z nich z osobna na bok, s?ucha? ich dok?adniejszych zezna?, o ile to by?o potrzebne dla zwi?kszenia ich ?alu i lepszej skruchy. Z innymi nie post?powa? tak, bo wiedzia?, ?e nie jest to potrzebne. Uzdrowi? wszystkich i odpu?ci? im grzechy. Uzdrowieni, rozp?ywali si? we ?zach wdzi?czno?ci i prosili Go o rozkazy na przysz?o??. Jezus kaza? im nie wraca? do Tyberiady, lecz uda? si? do jakiej innej miejscowo?ci. Nadmieni? przy tym, ?e nigdy nie b?dzie ju? w Tyberiadzie i rzeczywi?cie nie widzia?am Go ju? tam ani razu. Ludzie ci udali si? potem na gór?, gdzie Jezus mia? naucza?. Jezus za? uda? si? do sza?asu tr?dowatych, których by?o tu czterech czy pi?ciu. Uzdrowi? ich, da? stosowne napomnienia i kaza? im stawi? si? przed kap?anami w Nazaret. Uzdrawiania zwykle nie trwa?y d?ugo, ale wszystko odbywa?o si? bez zbytecznego po?piechu, z odpowiedni? godno?ci? i spokojem; ?adne s?owo nie by?o zbytecznym, mia?o swoje znaczenie. Jednych pociesza? Jezus, drugich upomina?, z jednymi post?powa? ?agodnie, z drugimi surowo, stosuj?c si? zawsze trafnie do charakteru osoby. Dla wszystkich pe?en cierpliwo?ci i mi?o?ci, nie zapomina? nigdy o w?a?ciwym celu. Do niejednych Sam szed?, cho? nie by?o Mu po drodze, spieszy? do nich jako naj?yczliwszy przyjaciel, nios?cy ratunek, innych przeciwnie unika?, kaza? im szuka? si? i d?ugo na Siebie czeka?. Na pi?knym tarasie górskim mia? Jezus nauk?, do zgromadzonych t?umów. Sta?a tu kamienna mównica, z której zwykle nauczali prorocy. W dole rozci?ga?a si? dolina Ezdrelon, a z niej wida? by?o ziemi? Megiddo. Z okolicznych miast zebra?o si? mnóstwo ludzi, przyprowadziwszy z sob? wielu chorych, a mi?dzy nimi tak?e kilku z Nazaretu, których Jezus tam uzdrowi? nie chcia?, a tu ich uzdrowi?. Op?tanych uwalnia? Jezus od czarta, a oni s?awili g?o?no Imi? Jego. Naucza? tu Jezus znowu o czterech pierwszych b?ogos?awie?stwach, o pokucie i nadej?ciu królestwa, opowiedzia? kilka przypowie?ci i wzywa? wszystkich gor?co do przyj?cia ?aski, dopóki jeszcze jest czas. Aposto?owie przys?uchiwali si? pilnie, bo przy najbli?szej w?drówce mieli dalej t? nauk? rozpowszechnia?. Oko?o po?udnia zgromadzi? Jezus Aposto?ów i uczniów w ko?o Siebie u stóp góry. St?d rozes?a? ich na now? w?drówk?, pozostawiaj?c przy Sobie tylko Piotra, Jana i kilku uczniów. Mieli za? rozej?? si? trzema drogami po dwóch; jedni w dolin? Jordanu, inni w dolin? ku Dotan, reszta wreszcie zachodni? stron? kraju ku Jerozolimie. Przy tej sposobno?ci mówi? im Jezus, ?e maj? wybiera? si? w drog?


507

bez pieni?dzy i zapasów, w jednej tylko sukni, z lask? w r?ce. Maj? szuka? nie pogan i Samarytan, lecz zgubionych owiec Izraela. Dawa? im wskazówki, jak maj? zachowywa? si? w domach, przepowiada? pokut?, a w razie niego?cinnego przyj?cia i?? dalej, otrz?sn?wszy proch z nóg. Na czasie by?y te wskazówki, bo mieli wej?? teraz w okolice wi?cej wrogie, a przy tym po maj?cej rych?o nast?pi? ?mierci Jana Chrzciciela mia?o i Jemu grozi? prze?ladowanie. W tej stronie nie potrzebowali uczniowie pieni?dzy, bo wsz?dzie urz?dzone by?y dla nich gospody. Aposto?owie, wys?ani w gór? do Galilei i na drug? stron? Jordanu, otrzymali na drog? nieco pieni?dzy, bo tam by?o im potrzeba, ale nie by?o tego wiele. Dla wyznawców Jezusa nastawa? teraz nowy okres i w nowe wchodzili otoczenie. Przed rozej?ciem si? pob?ogos?awi? ich Jezus i da? im jeszcze kilka wskazówek co do uzdrawiania i wyp?dzania czartów, równie? pob?ogos?awi? im oliw?, przeznaczon? do pomazywania i uzdrawiania chorych. Oznaczy? im przy tym miejsce, gdzie maj? znowu z Nim si? spotka?. Jezus uzdrowi? jeszcze wielu chorych, poczym rozpu?ci? lud i poszed? z Piotrem, Janem i reszt? uczniów ku po?udniowi do Sunem, odleg?ego o trzy godziny drogi. W ?lad za Nim posz?o wielu tutejszych ludzi; mi?dzy nimi by? ów cz?owiek, który ju? raz w gospodzie ko?o Endor prosi? by? Jezusa o pomoc dla swych chorych synów, gdy Jezus szed? z Samarii do Galilei. Obecnie prosi? o to powtórnie Jezusa, a Ten przyrzek? mu przyj?? do jego domu. Owe dwie op?tane niewiasty z Gatefer przysz?y za Jezusem a? tu na gór? i tu je uzdrowi? przez w?o?enie r?k. Przyszed?szy nad potok Kison, uzdrowi? Jezus przed przeprawieniem si? na drug? stron? pewnego biednego tr?dowatego, który w opuszczeniu i w najwi?kszej n?dzy mieszka? tu ju? od dwudziestu lat w sza?asie, wystawionym przy drodze. Uzdrowiwszy go, pos?a? go Jezus za innymi do Nazaretu, by stawi? si? przed kap?anami. O zmierzchu przyby? Jezus do Sunem i uda? si? prosto do domu owego cz?owieka, który Go wezwa? do swych chorych dzieci. Wszystkie znajdowa?y si? w bardzo op?akanym stanie; najstarszy syn, szesnastoletni ch?opiec s?usznego wzrostu, by? g?uchoniemy i le?a? wci?? na ziemi w strasznych kurczach, nieraz zwija? si? w k??bek tak, ?e g?ow? dotyka? pi?t; przy tym by? chromy i nie móg? chodzi?. Drugi syn by? ob??kany, trapiony sza?em prze?ladowczym. Dwie córki by?y nadzwyczaj nieokrzesane i p?ochliwe. Cierpi?cego na konwulsje niemego uzdrowi? Jezus jeszcze tego wieczora. Wyprawiwszy Piotra i Jana do miasta, uda? si? tylko z rodzicami do jego izdebki, ukl?k? przy pos?aniu i pomodli? si?, poczym wspar?szy si? na r?ku, pochyli? si? nad jego obliczem, jak gdyby mówi? co?, lub dmucha? mu w usta. Nast?pnie uj?? go za r?k? i powsta?. Ch?opiec zerwa? si? zaraz na równe nogi i prowadzony przez Jezusa, przeszed? si? kilka kroków tam i z powrotem. Jezus zaprowadzi? go samego do drugiej izby, a rozrobiwszy ?lin? z ziemi?, pomaza? mu uszy wewn?trz, za? dwoma pierwszymi palcami prawej r?ki spód j?zyka; ch?opiec zawo?a? zaraz niezwyk?ym, piskliwym g?osem: „S?ysz?! mog? mówi?!" Rodzice i s?udzy wpadli natychmiast i porwali ch?opca w obj?cia, objawiaj?c sw? rado?? ?zami i krzykiem. Nast?pnie upadli z ch?opcem na ziemi? i czo?gali si? u stóp Jezusa, ?kaj?c z rado?ci. Tego? wieczora rozmawia? Jezus z ojcem ch?opca na osobno?ci, objawiaj?c mu, ?e to winy jego ojca ci??? na nim. Ten, strwo?ony, zapyta?, czy kara ci??y? b?dzie na nim a? do czwartego pokolenia, na co rzek? mu Jezus, ?e mo?e win? umorzy? przez szczer? pokut?. Rano wyleczy? Jezus z ob??kania przez w?o?enie r?k, drugiego syna i obie córki. Uzdrowione dzieci wygl?da?y jak ze snu zbudzone i dziwi?y si? wszystkiemu. Przedtem zdawa?o im si? wci??, ?e kto? chce je zabi? i l?ka?y si? strasznie ognia. — Uzdrowiwszy wczoraj ch?opca, rzek? mu Jezus (co niezwyk?ym by?o u Niego), ?e ma pój??, oznajmi? wszystkim, co mu si? przydarzy?o. Skutkiem tego zbieg?o


508

si? mnóstwo ludzi, a przede wszystkim chorych; rano wi?c naucza? Jezus na ulicy lud, uzdrawia? dzieci i b?ogos?awi? im. Nast?pnie poszed? z Piotrem i Janem w dalsz? w?drówk?; szli szybko ca?y dzie? i noc przez pola Ezdrelon w kierunku Ginnim, spoczywali za? niewiele. Po drodze mówi? Jezus, ?e zbli?a si? koniec Jana i ?e potem ku Niemu zwróc? si? prze?ladowania. Nie nale?y jednak dobrowolnie nara?a? si? na nie. O ile zrozumia?am z rozmowy, mieli uda? si? ku Hebron pocieszy? tam krewnych Jana, by przez ?mier? Jana nie powsta?y jakie rozruchy. ?wi?te niewiasty, a mianowicie Maryja, Weronika, Zuzanna, Magdalena i Maria Sufanitka, s? teraz w Dotan ko?o Samarii. Mieszkaj? u ma??onka Issachara, którego niedawno Jezus uzdrowi?. Gospód nie zwiedzaj? wcale. Za to Marta, Dina, Joanna Chusa, Zuzanna ?ona Alfeusza, Anna Kleofasowa, Maria Joanna Marka i wdowa Maroni, rozesz?y si? parami po gospodach, zobaczy?, czy czego nie brakuje. Jest ich oko?o dwana?cie. Raniutko, gdy Jezus by? z obu aposto?ami na po?udnie od Samarii, nadeszli ku nim od wschodu owi uczniowie z Egiptu i syn Joanny Chusa. Egipscy ci uczniowie ju? przesz?o rok oddawali si? w Hebron studiom, w Betlejem i Betanii zawarli ?cis?? znajomo?? z ?azarzem i uczniami Jezusa, wi?c byli ze wszystkim dobrze obznajomieni. Po jakim? czasie dotar? Jezus z towarzyszami do sza?asów pasterskich, gdzie zeszed? si? ze ?wi?tymi niewiastami po rozmowie z Samarytank? u studni Jakuba i gdzie uzdrowi? chorego syna gospodarza. Tu spocz?li troch? i posilili si?. Pó?niej mia?am widzenie, jak Jezus naucza? ko?o jakiej? studni robotników pracuj?cych w polu; opowiada? im przypowie?ci o skarbie ukrytym w roli i o zgubionej i odnalezionej drachmie. Kilku s?uchaczów za?mia?o si? przy tym, ?e owa niewiasta wymiata?a ca?y dom, szukaj?c zgubionej drachmy, bo przecie? oni nieraz wi?cej zgubili, a nie zadawali sobie takiego trudu. Gdy jednak Jezus wykaza? im ich g?upot?, wyt?umaczy?, co ta drachma oznacza, i jak? jest cnot? takie wymiatanie, zawstydzili si? i nie ?miali si? wi?cej. Ludzie ci zaj?ci byli m?óceniem zbo?a, z?o?onego w sterty na polu. Odbywa?o si? to za pomoc? m?otów z drzewa, które walcowa maszyna podnosi?a i spuszcza?a. Robotnicy podsuwali zbo?e pod nie, a wym?ócone ziarna zmiatali. Przyrz?d umieszczony by? w jamie, wykutej starannie w twardej skale, poprzecinanej barwnymi ?y?kami. Nad tym rozpo?ciera?o si? wielkie cieniste drzewo. Jezus naucza? jeszcze tu i ówdzie na polu, poczym uda? si? z kilku robotnikami do pobliskiego TenatSilo, sk?d ci ostatni pochodzili. Mieszka?cy przyj?li Go uprzejmie przed miastem, podali przek?sk?, umyli Mu nogi, a nawet chcieli Mu da? inne suknie, lecz Jezus nie przyj??. W synagodze naucza? Jezus w przypowie?ci o królu, który wyda? wspania?? uczt?.

?ci?cie ?w. Jana Chrzciciela

Do zamku Macherus zje?d?ali si? ju? od kilku tygodni zaproszeni przez Heroda go?cie, szczególnie z Tyberiady. Codziennie nowe urz?dzano zabawy i uroczysto?ci i wyprawiano wspania?e uczty. W pobli?u zamku sta? otwarty okr?g?y budynek, doko?a z siedzeniami. Tu urz?dzono rodzaj amfiteatru, w którym zaproszeni go?cie przypatrywali si? zapasom gladiatorów z dzikimi zwierz?tami. Tancerze i tancerki popisywali si? swawolnymi ta?cami. Salome, córka Herodiady, wprawia?a si? tak?e do takich ta?ców, a ?wiczenia odbywa?a w obecno?ci matki przed metalowymi zwierciad?ami. Serobabel i Korneliusz z Kafarnaum nie przybyli wymówiwszy si? przed Herodem niemo?no?ci? stawienia si?.


509

Uwi?zionemu Janowi pozwolono w ostatnich czasach chodzi? swobodnie po ca?ym zamku; uczniowie mogli o ka?dej porze go odwiedza?. Herod z?agodnia? tak dalece, ?e ch?tnie zgadza? si? wróci? mu swobod?, byle tylko Jan uzna? jego ma??e?stwo za prawne, lub przynajmniej t? spraw? zaprzesta? rozg?asza?; oczywi?cie Jan nie przyj?? wcale postawionego warunku, owszem w publicznych naukach, jakich kilka mia? ju? w zamku, a którym przys?uchiwa? si? i Herod, wyst?powa? wci?? przeciw temu. Mimo to zamierza? Herod w dzie? swoich urodzin wypu?ci? go na wolno??; inne jednak zupe?nie plany knowa?a jego ?ona i te, jak zobaczymy, uda?y si? ca?kowicie. Herod chcia?, by Jan da? si? widzie? jawnie go?ciom, zebranym na uroczysto??, a przez to uniewinni? si? przed nimi i udowodni? im, ?e Janowi nie dzieje si? tu ?adna krzywda. Zaledwie jednak zacz??y si? w Macherus bankiety, zabawy i stek wyst?pków, nie ruszy? si? ju? Jan krokiem z swej celi wi?ziennej i uczniom swym rozkaza? si? usun??. Wi?ksza ich cz??? wróci?a w okolice Hebronu, sk?d wielu z nich pochodzi?o. Córka Herodiady, zostaj?ca zupe?nie pod wp?ywem matki, we wszystkim by?a jej na r?k?. Wygl?da?a uroczo, ruchy mia?a zbyt swobodne; ubiera?a si? bezwstydnie i w ogóle mia?a w sobie co? bezczelnego, podpadaj?cego w oczy, a w dodatku u?ywa?a wszelkich sztuczek i ?rodków, by powszechn? zwraca? na siebie uwag?. Nie by?a ju? zbyt m?oda. Wyraz twarzy mia?a jaki? chytry, szata?ski, który zach?ca? rozpustników do spogl?dania na ni?, ubiegania si? o jej wzgl?dy; we mnie wzbudza? widok jej, jak urok w??a, wstr?t i odraz?. Porówna? j? mo?na najlepiej z wszetecznymi boginiami staro?ytno?ci. Mieszka?a w osobnym skrzydle zamku od strony obszernego podwórza naprzeciw sali, w której obchodzono uroczysto?? urodzin, a ?e sala ta le?a?a ni?ej, wi?c z galerii mieszkania Herodiady wida? by?o na przestrza? kolumnad? sali. Przed sal? Heroda urz?dzono w podwórzu wspania?y ?uk tryumfalny wiod?cy do sali, do którego dochodzi?o si? po stopniach. St?d bieg? widok daleko na komnaty, wspaniale przystrojone zwierciad?ami, kwiatami, z?otem i zieleni?. Wzrok ?lepn?? po prostu od blasku pochodni i lamp, których mnóstwo o?wieca?o sale i kru?ganki i ca?y gmach od góry do do?u; co krok wida? by?o prze?rocza, ?wietliste obrazy, wspania?e naczynia. W domu uroczysto?ci zaj??a Herodiada wraz z orszakiem niewiast miejsce na wy?szych galeriach swego mieszkania; wszystkie kobiety wspaniale by?y przystrojone. Z ciekawo?ci? patrzy?y na to, co si? dzia?o na dole. Na podwórzu ukaza? si? Herod w otoczeniu wspaniale przybranych go?ci, przeszed? po kobiercach rozes?anych na ziemi i skierowa? swe kroki ku ?ukowi tryumfalnemu, gdzie powita?a go orkiestra; grono ch?opców i dziewcz?t gra?o na ró?nych instrumentach, a pachol?ta powiewa?y na powitanie girlandami kwiatów. Wszed?szy po stopniach pod ?uk tryumfalny, ujrza? Herod now? niespodziank?. Z przeciwnej strony zbli?y? si? do? orszak ch?opców i dziewcz?t, a w ich ?rodku ta?czy?a Salome; za ni? sz?y dzieci ubrane w cienkie obcis?e sukienki, rodzajem skrzyde?ek, u ramion; na wspania?ej, ozdobnej tacy nios?y koron?, przykryt? przezroczyst? tkanin?. Salome mia?a na sobie d?ug? przezroczyst? sukni?, spi?t? na nogach w kilku miejscach b?yszcz?cymi haftkami; na ramionach mia?a z?ote pier?cienie, sznury pere? i wianuszki z pi?knych piór, szyj? i piersi zdobi?y per?y i z?ote ?wiec?ce ?a?cuszki. D?ug? chwil? ta?czy?a przed Herodem, a potem wr?czy?a mu ow? koron?. Jak wszyscy go?cie tak i Herod zachwycony i ol?niony by? ta?cem i wyrazi? jej swój podziw, prosz?c zarazem, by jutro znowu zrobi?a mu t? przyjemno??. Trzeba bowiem wiedzie?, ?e ju? dawno spogl?da? na ni? Herod po??dliwie, i na to liczy?a jej matka, chc?c plan swój przeprowadzi?. St?d weszli wszyscy do sali, gdzie zaraz rozpocz??a si? biesiada; niewiasty ucztowa?y osobno w pokojach Herodiady, a ?e ni?ej po?o?ona sala godowa w t?


510

stron? by?a otwarta, wi?c biesiadnicy widzieli w pochy?ych zwierciad?ach w odbiciu wszystkie niewiasty. W?ród kwiatowych piramid i zielonych drzewek bi?y w sali wonne wodotryski, rozpryskuj?c si? w ko?o cienkimi promieniami. Ca?y zamek o?wiecony by? rz?si?cie pochodniami i jak jedna ogromna p?on?ca pochodnia rozsiewa? blask po okolicznych górach. Gdy ju? biesiadnicy najedli si? i dobrze napili, poprosili Heroda, by znowu zawezwa? Salom? do ta?ca. Heroda nie trzeba by?o d?ugo o to prosi?, zrobiono miejsce na ?rodku, a biesiadnicy umie?cili si? pod ?cianami. Herod sam zasiad? na tronie, maj?c przy boku kilku zaufanych Herodian. Niebawem nadesz?a Salome, ubrana w paj?cz?, przezroczyst? tkanin? w koronie na g?owie; w?osy cz??ci? przetykane by?y per?ami i klejnotami, cz??ci? powiewa?y w lokach ko?o g?owy. Towarzyszy?o jej kilka tancerek. Salome stan??a w ?rodku, towarzyszki w ko?o niej i rozpocz?? si? taniec dziwny, polegaj?cy na wykr?caniu, wyginaniu i ko?ysaniu cia?a na ró?ne strony, tak karko?omnym, jak gdyby tancerki nie mia?y ko?ci. Cia?a przybiera?y co chwila najrozmaitsze pozycje. W r?kach trzyma?y wie?ce i chustki, którymi powiewa?y i rzuca?y na wszystkie strony. Ca?o?? ??czy?a si? w zam?t nieuchwytny, drgaj?cy lubie?no?ci? i chuci?, dra?ni?cy oczy i ??dze widzów. Salome przewy?sza?a wszystkie w tej umiej?tno?ci. Widzia?am wyra?nie szatana przy jej boku, który zdawa? si? pomaga? jej wykr?ca? wszystkie cz?onki, by tym lepiej wykona?a ten ohydny taniec. Herod oszo?omiony by? i odurzony tym widokiem. Przy ko?cu zbli?y?a si? Salome do tronu, a jej towarzyszki ta?czy?y tymczasem dalej, ?ci?gaj?c na siebie uwag? go?ci; tylko wi?c najbli?ej stoj?cy mogli s?ysze?, jak Herod rzek? do niej: „??daj ode mnie co chcesz, a dam ci! Przysi?gam, ?e cho?by? za??da?a po?ow? królestwa, otrzymasz!" Salome my?la?a chwil?, wreszcie odrzek?a: „Pójd? poradzi? si? matki, co mam za??da?." Posz?a te? zaraz do komnaty niewie?ciej i powiedzia?a to matce. Przewrotna niewiasta, uradowana, ?e spe?niaj? si? jej ?yczenia, kaza?a jej za??da? od Heroda g?owy Jana Chrzciciela. Salome wróci?a do Heroda i rzek?a: „Chc?, aby? mi da? natychmiast na misie g?ow? Jana!" Niespodziewane te s?owa, które tylko najbli?si zaufani s?yszeli, razi?y jak gromem Heroda; tego wcale si? nie spodziewa?. Lecz Salome domaga?a si? natarczywie dotrzymania przysi?gi, wi?c, cho? niech?tnie, kaza? jednemu z Herodian zawo?a? kata, poleci? mu ?ci?? Jana, a g?ow? dor?czy? na misie Salome. Kat poszed? spe?ni? rozkaz, a za nim po chwili wysz?a Salome. Herod, pod pozorem, ?e czuje si? niezdrów, opu?ci? sal? z swymi zaufanymi. Zmartwiony by? bardzo takim obrotem sprawy. Teraz dopiero, niestety za pó?no, t?umaczyli mu poufni, ?e nie potrzebowa? koniecznie zezwala? na to: przyrzekli zarazem dotrzyma? ?cis?ej tajemnicy, by nie zak?óci? uroczysto?ci. Smutny i jakby nieprzytomny b??ka? si? Herod po swoich pokojach, a tymczasem zabawa sz?a dalej swoim trybem; go?cie bawili si? doskonale, wychwalaj?c go?cinno?? Heroda. Jan w?a?nie kl?cza? w wi?zieniu z wyci?gni?tymi r?koma i patrz?c w niebo modli? si? gor?co. W ko?o niego rozchodzi?a si? dziwna niebia?ska ?wiat?o??, wobec której o?wietlenie sali Heroda podobne by?o raczej do ognia piekielnego. Zatopiony w modlitwie, nie s?ysza? Jan, ?e drzwi wi?zienia otworzy?y si?, a przez nie wszed? kat, wzi?wszy z sob? obu ?o?nierzy, strzeg?cych wej?cia. ?o?nierze trzymali pochodnie w r?ku, lecz wobec jasno?ci, otaczaj?cej Jana, wygl?da?y one jak ?wiece w dzie? zapalone. Salome czeka?a w pobli?u w przedsionku obszernego wi?zienia, pos?awszy katowi przez s?u?ebne mis?, okryt? czerwonym suknem. Kat przyst?pi? do Jana, i po?o?ywszy mu r?k? na ramieniu, rzek?: „Król Herod przys?a? mnie tu, bym na tej misie zaniós? g?ow? tw? jego córce Salome." Jan, nie wstaj?c z ziemi, zwróci? si? ku niemu i nie daj?c mu sko?czy?, rzek?: „Wiem, po co przychodzisz. Gdyby? wiedzia? co czynisz, to z pewno?ci? nie


511

zgodzi?by? si? jako narz?dzie króla. Zreszt? czy?, co ci kazano; gotów jestem." To rzek?szy, odwróci? si? od niego i kl?cz?c przed kamieniem, gdzie zwykle si? modli?, znowu pogr??y? si? w modlitwie. Widz?c to kat, zabra? si? do wykonania okrutnego wyroku. Mia? do tego maszyn?, daj?c? si? chyba porówna? z ?apk? na lisy. By? to ?elazny pier?cie?, a w nim po bokach dwa ostre ?elaza w kszta?cie no?yc; kat za?o?y? to na szyj? kl?cz?cemu Janowi, poci?gn??, czy te? nacisn?? spr??yn?, i w tej chwili przeci??y ostrza szyj?, oddzielaj?c g?ow? od tu?owia. Jan nie ruszy? si? nawet — odci?ta g?owa upad?a na ziemi?, a z tu?owia wytrysn?? potrójny strumie? krwi, skraplaj?c g?ow? i cia?o ?wi?tego i chrzcz?c go niejako w w?asnej krwi. Pomocnik kata podniós? martw? g?ow? za w?osy i szydz?c po?o?y? na mis?, a kat odda? j? zaraz czekaj?cej Salome. Salome chwyci?a mis? z rado?ci?, pomieszan? z tajemn? groz? i odraz?, jaka zwyk?a przejmowa? ludzi grzesznych na widok krwi lub ran. S?u?ebnej ze ?wiat?em kaza?a i?? naprzód, a sama sz?a za ni? podziemnym kru?gankiem, nios?c na misie ?wi?t? g?ow?. Ze wstr?tem wyci?gn??a r?k? przed siebie i odwróci?a w bok strojn? g?ow?, nie chc?c patrze? na niesiony ci??ar. Sz?y tak czas jaki? wznosz?cym si? w gór? kru?gankiem, a? stan??y w sklepionej izbie kuchennej, le??cej pod mieszkaniem Herodiady. Ta czeka?a tu ju? na nie; natychmiast zdj??a zas?on? ze ?wi?tej g?owy i szydz?c zacz??a pastwi? si? nad ni?; poczym zdj??a ze ?ciany ostry ro?enek, których dosy? tam wisia?o i zacz??a k?u? j?zyk, policzki i oczy, nast?pnie jak diabe? nie cz?owiek rzuci?a ?wi?t? g?ow? na ziemi? i nogami wepchn??a j? przez okr?g?y otwór do rowu, w który wymiatano odpadki i ?miecie kuchenne. Tak nasyciwszy sw? z?o??, wróci? ów potwór w ciele niewiasty wraz z córk? do uciech i zabaw wyst?pnych, jak gdyby nic si? nie sta?o. Zw?oki Jana Chrzciciela, okryte skór?, w któr? si? zawsze odziewa?, z?o?yli ?o?nierze na ?o?u kamiennym. Wzruszeni byli bardzo tragicznym zgonem ?wi?tego, lecz wkrótce zast?piono ich innymi, a tych zamkni?to, by nie wygadali si? przed kim; w ogóle wszystkim wtajemniczonym surowo nakazano milczenie. Go?cie nie my?leli wcale o Janie, wi?c zgon jego pozosta? przez jaki? czas w tajemnicy; owszem rozesz?a si? by?a pog?oska, ?e wypuszczono Jana na wolno??. Gody trwa?y tymczasem dalej; po Herodzie zacz??a przyjmowa? hucznie go?ci Herodiada. Co do zgonu Jana przedsi?wzi?to wszelkie ?rodki ostro?no?ci. Uwi?ziono pi?ciu ?wiadków stracenia, a mianowicie obu stra?ników, kata, jego pomocnika i s?u?ebne Salomy, która okazywa?a ?al z powodu ?ci?cia Jana. Przed wi?zieniem postawiono nowe stra?e. Poufnik jeden Heroda mia? nakaz nosi? przez jaki? czas ?ywno?? do wi?zienia, by nikt nie domy?li? si?, co zasz?o.

Jezus w Tenat Silo i Antipatris

Podczas, gdy takie rzeczy dzia?y si? w Macherus, bawi? Jezus w TenatSilo i tu od ludzi, wracaj?cych z Jerozolimy, dowiedzia? si? o zasz?ym tam wielkim nieszcz??ciu. Przy wielkiej budowie na górze ?wi?tyni zapad?y si? niedawno ?wie?o postawione mury, grzebi?c w swych gruzach mnóstwo robotników i osiemnastu budowniczych, przys?anych przez Heroda. Jezus wyrazi? Swe wspó?czucie dla niewinnie zasypanych ludzi; powiedzia? przy tym, ?e cho? wielk? jest w tym wypadku wina budowniczych, nie jest jednak wi?ksza od winy Faryzeuszów, Saduceuszów i tych wszystkich, którzy dzia?aj? przeciw Jego królestwu. To te? i oni zgin? pod gruzami swej zdradliwej budowy. Budowla ta, o której mowa, ci?gn??a si? na przestrzeni kwadransa drogi, a mia?a s?u?y? do tego, by skierowa? wod?, odp?ywaj?c? ze stawu Betesda, na gór? ku ?wi?tyni i ni? sp?ukiwa? z podwórza ?wi?tyni do jaru krew z ofiar. Staw le?y w tym?e jarze


512

wy?ej; zasila go woda ze ?ród?a Gihon, a zbyteczna woda odp?ywa w jar. Budowa urz?dzona by?a tak, ?e trzy sklepione ganki wiod?y pod gór?, za? przez dolin? od po?udnia ku pó?nocy wiod?y na gór? d?ugie arkady, d?wigaj?ce wodoci?g. Ustawiono wysok? wie?? i za pomoc? maszynerii ko?owej wyci?gano worami wod? na wierzch. Budow? prowadzono ju? d?ugo, i dopiero ostatnimi czasy, gdy brak?o odpowiedniego materia?u i budowniczych, zwróci? si? Pi?at do Heroda za rad? jednego z cz?onków „Rady", tajemnego Herodianina. Herod przys?a? jako budowniczych równie? Herodian. Ci z polecenia Heroda umy?lnie w ten sposób budowali, by wszystko si? zawali?o, bo chcieli przez to jeszcze wi?cej rozj?trzy? ?ydów na Pi?ata. Budowali wi?c na drewnianych rusztowaniach, u spodu szeroko, zostawiaj?c pró?ni? w ?rodku, za? u góry coraz w??ej, ale daj?c coraz ci??szy materia?. Gdy ju? wszystko by?o gotowe, kazali usun?? rusztowania, podtrzymuj?ce budowl?, twierdz?c, ?e ju? wszystko stoi mocno. Sami stan?li tymczasem na tarasie naprzeciw budowli. Mnóstwo robotników pracowa?o podczas tego na wysokich sklepieniach. Zaledwie usuni?to rusztowania, zacz??y si? z trzaskiem wali? olbrzymie mury. Rozleg? si? krzyk i j?ki, nieszcz??liwi robotnicy zacz?li ucieka? na wszystkie strony. K??by py?u wzbi?y si? w gór?, trzask i ?omot rozleg? si? daleko, gruzy przywali?y wiele mniejszych pobliskich mieszka?, przy czym zgin??o mnóstwo robotników i ludzi, mieszkaj?cych u stóp góry. Jednak i sprawcy tego nieszcz??cia nie uszli kary. Od silnego wstrz??ni?cia ziemi zawali?o si? równie? rusztowanie, na którym sta?o osiemnastu zdrajców, grzebi?c ich wraz z innymi w gruzach. Wypadek ten zaszed? tu? przed uroczystym obchodem urodzin w Macherus i dlatego to nie pojawi? si? tam ?aden z rzymskich oficerów i urz?dników. Pi?at rozz?o?ci? si? za to bardzo na Heroda i poprzysi?g? mu w duszy zemst?; bo te? by?a to ogromna budowa i niezmiern? przez to wyrz?dzono szkod?. Od tego czasu gniewali si? na siebie Pi?at i Herod i pojednali si? dopiero przy ?mierci Jezusa, tj. przy zburzeniu prawdziwej ?wi?tyni. Tamto zawalenie si? sprowadzi?o ?mier? winnych i niewinnych, to ostatnie sprowadzi?o s?d na ca?y naród. Zawalona budowla zasypa?a ca?y w?wóz, skutkiem czego zatamowa? si? odp?yw stawu Betesda, a zatrzymana woda utworzy?a jakby drugi staw. Zaraz po wypadku wys?a? by? rozgoryczony Pi?at urz?dników do Macherus, by Herod wyt?umaczy? si? z tego, lecz ten wypar? si? wszelkiego wspó?udzia?u w tej sprawie. Jezus uzdrowi? w Tenat wielu ?lepych. Nast?pnie uda? si? z Piotrem i Janem przez Sychem do Antipatris. Po drodze zagadywali Go nieraz Piotr i Jan, czy nie zechce wst?pi? do Arumy, lub innych miejscowo?ci, lecz Jezus odpowiada?, ?e nie przyj??oby Go tu, wi?c szli prosto do Antipatris. Po drodze naucza? ich Jezus o modlitwie w przypowie?ci o cz?owieku, który w nocy puka do drzwi swego przyjaciela i prosi go o po?yczenie trzech chlebów. Wieczorem przybyli w okolic? Antipatris, obfit? w drzewa, i zaszli na noc do gospody. Antipatris, pi?kne miasto, po?o?one nad rzeczk?, zbudowane jest przez Heroda ku czci Antipatra na miejscu mniejszego miasteczka Kafar Saba. W wojnie z Machabeuszami obozowa? w KafarSaba wódz Lysiasz; ju? wtedy otoczone by?o miasto murem i wie?ami. Lysiasz, pobity przez Jud? Machabeusza, pojedna? si? tu z nim, powstrzyma? inne ludy od napa?ci na Jude? i sam z?o?y? bogate podarunki na odbudowanie ?wi?tyni. T?dy prowadzono pojmanego Paw?a do Cezarei. Miasto le?y o sze?? godzin drogi od morza. Otoczone jest w ko?o ogromnymi drzewami; wewn?trz s? co krok ogrody i okaza?e aleje, ca?e miasto kryje si? prawie w zieleni. Zbudowane jest na sposób poga?ski; wzd?u?, ulic wiod? wsz?dzie portyki. Z gospody poszed? Jezus z Piotrem i Janem do miasta i


513

uda? si? do domu naczelnika miasta, Ozjasza. Dla niego to g?ównie Jezus tu przyby?, znaj?c jego nieszcz??liwe po?o?enie. Córka Ozjasza by?a bardzo chora, wi?c Ozjasz prosi? Jezusa o pomoc i w tym celu pos?a? by? s?ug? do gospody na przedmie?cie, prosz?c Jezusa do siebie. Jezus obieca? przyj?? i teraz spe?ni? t? obietnic?. Ozjasz przyj?? przyby?ych z oznakami wielkiej czci, umy? im nogi i chcia? zaraz zastawi? posi?ek. Jezus jednak od?o?y? to na pó?niej i zaraz uda? si? do chorej; dwaj Aposto?owie poszli tymczasem na miasto zapowiedzie? mieszka?com, ?e w synagodze godz? odb?dzie si? nauka. — Ozjasz by? to m?? ju? blisko 40sto letni. Chora jego córka, Michol, liczy?a oko?o czternastu lat. Le?a?a na pos?aniu blada, wychud?a i by?a tak obezw?adniona, ?e nie mog?a ruszy? ?adnym cz?onkiem, g?owy podnie?? ani obróci? nie mog?a, a r?ce musia? jej dopiero kto? drugi podnosi? i przesuwa?, gdy chcia?a zmieni? ich po?o?enie. W takim stanie zasta? j? Jezus, zbli?ywszy si? do jej pos?ania; matka tam obecna, odda?a Jezusowi pokorny uk?on. Zwykle sypia?a matka po drugiej stronie pos?ania na poduszce, by w ka?dej chwili by? córce pomocna. Obecnie, gdy Jezus ukl?k? przy niskim pos?aniu, stan??a z uszanowaniem naprzeciw, ojciec za? sta? w nogach ?ó?ka. Jezus rozmawia? chwil? z chor?, potem pomodli? si?, tchn?? na jej twarz, a skin?wszy na matk?, kaza? jej ukl?kn?? naprzeciw, co te? ona uczyni?a. Wtedy Jezus nala? na d?o? troch? oliwy, któr? mia? przy Sobie, i pomaza? dwoma pierwszymi palcami prawej r?ki skronie i czo?o chorej dziewczynki, tak?e ?okcie prawej i lewej r?ki i przez kilka chwil trzyma? Sw? r?k? na jej ?okciach. Nast?pnie kaza? matce rozpi?? sukni? chorej na ?o??dku i pomaza? równie? to miejsce. Tak samo pomaza? Jezus nogi chorej, kazawszy matce uchyli? nieco okrycie. Poczym rzek?: „Michol, podaj Mi praw? r?k?, a matce lew?!" Chora po raz pierwszy podnios?a obie r?ce i im poda?a. „Powsta?, Michol!" — rzek? Jezus. I oto, wyn?dznia?e, blade dziecko usiad?o na pos?aniu, a po chwili stan??o na nogi, chwiej?c si? jeszcze, odzwyczajone od chodu. Jezus, trzymaj?c j? z matk? za r?ce, zaprowadzi? j? w obj?cia uszcz??liwionego ojca. Z r?k ojca posz?a w obj?cia matki. Wszyscy troje p?akali z rado?ci, i wdzi?czno?ci? przej?ci, upadli Jezusowi do nóg. Po chwili zeszli si? s?udzy i s?u?ebne, wielbi?c rado?nie imi? Pana. Jezus kaza? przynie?? chleba i winogron, kaza? je wycisn??, pob?ogos?awi? ten posi?ek i kaza? dziewczynce si? kilka razy posili?. Dziewczynka ubrana by?a w d?ug? koszul? z delikatnej, naturalnej we?ny. Przód koszuli zapina? si? na ramionach, mo?na wi?c by?o otwiera? go. Ramiona owini?te by?y szerokimi pasami z tej samej materii, co i koszula. Pod koszul? nosi?a rodzaj szkaplerza, spadaj?cego na plecy i piersi. Po uzdrowieniu okry?a j? matka obszern?, lekk? zas?on?. Uzdrowiona chodzi?a z pocz?tku chwil? chwiejnie i niezgrabnie, jak ten, co ca?kiem zapomnia? chodzi? i prosto sta?, potem usiad?a i posili?a si? troch?. Nied?ugo nadesz?y jej przyjació?ki i rówie?niczki, zdj?te ciekawo?ci?, pomieszan? z trwog?, by si? naocznie przekona? o jej rozg?oszonym ju? uzdrowieniu. Ujrzawszy je, wsta?a dziewczynka i chwiej?c si?, prowadzona za r?k? przez matk?, podesz?a ku nim. Dziewcz?ta z rado?ci? u?ciska?y j? i pomaga?y jej chodzi?. Tymczasem Ozjasz pyta? Jezusa, czy przypadkiem choroba dziecka nie by?a kar? za winy rodziców, na co Jezus mu odrzek?: „Jest to zrz?dzenie Bo?e." — Przyj?wszy jeszcze podzi?kowanie towarzyszek uzdrowionej, poszed? Jezus na podwórze, gdzie ju? zebra?o si? mnóstwo chorych. Tu byli tak?e Piotr i Jan, powróciwszy z miasta. Uzdrowiwszy chorych wszelkiego rodzaju, uda? si? Jezus w otoczeniu t?umów do synagogi, gdzie ju? czekali Go Faryzeusze i nowe t?umy s?uchaczy. Jezus opowiedzia? przypowie?? o pasterzu, i stosuj?c j? do Siebie, rzek?, ?e On w?a?nie szuka zgubionych owiec, ?e wys?a? Swoje s?ugi na znalezienie ich i gotów jest


514

umrze? za owce Swoje. „Mam trzod? — mówi? — na Mej górze i ta jest bezpieczna, a je?li wilk porwie któr? z tych owiec, to ju? jej w?asna wina." Potem opowiedzia? drug? przypowie??, zastosowan? do Swego pos?annictwa, a w ko?cu rzek?: „Mój Ojciec ma winnic?." Faryzeusze spojrzeli na te s?owa szyderczo po sobie. Jezus tymczasem opowiada? dalej, jak to ?li najemnicy ?le si? b?d? obchodzi? ze s?ugami Ojca Jego, jak to Ojciec posy?a teraz Swego w?asnego Syna, ale i tego odepchn? i zabij?. Teraz ju? otwarcie wy?miewali si? Faryzeusze i szydzili, pytaj?c jeden drugiego: „Co to za jeden? co On chce? Sk?d wzi?? Jego ojciec winnic?? Musia? rozum straci?! To jaki? g?upiec, zaraz to pozna?." Wy?miali pogardliwie nauk? Jezusa, a gdy Jezus wyszed? z obu uczniami z synagogi, jeszcze w drodze wykrzykiwali za Nim ró?ne obelgi; zdzia?ane cuda przypisywali czarnoksi?stwu i pomocy diab?a. Jezus, nie zwracaj?c na to uwagi, powróci? do domu Ozjasza, gdzie uzdrowi? jeszcze kilku chorych, czekaj?cych na podwórzu; potem posili? si? troch? i przyj?? ofiarowany Mu na drog? chleb i balsam. Jezus uzdrawia? chorych w rozmaity sposób, a wszystko mia?o osobne, tajemnicze znaczenie. Chocia? widzia?am to na w?asne oczy, nie da si? to jednak tak wiernie opisa?. Sposób uzdrawiania mia? zwi?zek z tajemn? przyczyn? i znaczeniem choroby, z duchowymi potrzebami cz?owieka. Tak np. pomazani olejem, otrzymali pewne wzmocnienie duchowe i si??, zastosowan? do znaczenia alegorycznego oliwy. ?adna czynno?? nie by?a bez w?a?ciwej sobie tre?ci. Przez takie formy zewn?trzne ustanawia? Jezus zarazem rozmaite obrz?dy, które pó?niej zastosowywali w Imi? Jego ?wi?ci i uzdrawiaj?cy kap?ani, ju?to otrzymawszy je z tradycji, ju?to z natchnienia Ducha ?wi?tego. — By sta? si? cz?owiekiem, wybra? Syn Bo?y cia?o najczystszego stworzenia i przyszed? na ?wiat zgodnie z warunkami natury, jakkolwiek w sposób nad natur?. Podobnie jako ?rodków uzdrawiaj?cych u?ywa? zwyk?ych rzeczy stworzonych, ale czystych i pob?ogos?awionych przez si?, dlatego równie? kaza? uzdrowionym je?? chleb i pi? sok winny. Czasem uzdrawia? z odleg?o?ci przez sam rozkaz, by da? pozna?, ?e przyszed? wybawia? wszystkich bez wyj?tku w sposób najrozmaitszy, zado??uczyni? za wszystkich wierz?cych przez jedn? ?mier? krzy?ow?, w której zawarte by?y wszystkie bole?ci i m?ki, wszystkie pokuty i zadosy?uczynienia. Najpierw ró?nymi kluczami mi?o?ci otwiera? Jezus kajdany doczesnej niedoli i kary, naucza? rozmaicie, uzdrawia? w ró?ny sposób, dawa? wszelk? mo?liw? pomoc, a? wreszcie otworzy? bram? przejednania nieba, bram? czy??ca, g?ównym kluczem, kluczem krzy?a. Michol, córka Ozjasza, od m?odo?ci obezw?adniona by?a chorob?, ale obezw?adnienie to by?o dzie?em ?aski Bo?ej. Choroba gn?bi?a j? przez ca?y czas, w którym najwi?ksze bywaj? pokusy grzechowej rodzice ?wiczyli si? przy niej w mi?o?ci i cierpliwo?ci. Gdyby od zarania ?ycia swego by?a zdrow?, co by si? te? by?o sta?o z ni? i jej rodzicami? Nie byliby tak wygl?dali Jezusa, nie otrzymaliby szcz??cia z r?k Jego; nie uwierzyliby w Niego, a On nie by?by chor? uzdrowi? i nama?ci?, co doda?o jej wielkiej si?y i wzmocnienia na ciele i na duszy. Choroba jej by?a prób?, nast?pstwem wewn?trznych sk?onno?ci grzechowych, ale zarazem by?a dobroczynnym zak?adem wychowawczym i leczniczym dla jej w?asnej duszy i dusz jej rodziców. Jej cierpliwo?? i wytrwa?o?? rodziców wspó?dzia?a?y z ?ask?, przynosz?c im w nagrod? wytrwanie w przeznaczonej walce, zdrowie duszy i cia?a, u?yczone r?k? Jezusa. Co za ?aska by? sp?tanym przez wszystko z?o, a przecie? zachowa? w duchu wolno?? i sk?onno?? do dobrego a? do czasu przyj?cia Pana, który oswobodzi dusz? i cia?o! Jezus rozmawia? d?u?szy czas z Ozjaszem. Ten opowiada? Mu o zawaleniu si? wie?y Siloe, przy czym tylu ludzi zgin??o, wspominaj?c z odraz? imi? Heroda,


515

którego wielu uwa?a?o tajemnie za sprawc? tego czynu. Jezus rzek? mu na to, ?e wi?ksze kl?ski czekaj? zdrajców i fa?szywych budowniczych, a je?li Jerozolima nie przyjmie zbawienia, to taki sam los czeka ?wi?tyni?, jak ow? wie??. Mówi?c o chrzcie Jana, wyra?a? Ozjasz nadziej?, ?e Herod wypu?ci Jana w dzie? swych urodzin, na co mu rzek? Jezus, ?e Jan zostanie uwolnionym w swoim czasie. Gdy Jezus by? w synagodze, mówili Mu Faryzeusze, by mia? si? na baczno?ci, gdy? Herod mo?e Go wtr?ci? do wi?zienia, jak Jana, je?li tak dalej b?dzie post?powa?. Jezus pomin?? ich mowy milczeniem. Z Antipatris wyszed? Jezus z Piotrem i Janem oko?o pi?tej po po?udniu i poszed? na po?udniowy zachód ku Ozenzara, oddalonego o 4 — 5 godzin drogi. W Antipatris stoj? obozem rzymscy ?o?nierze. Przez miasto to przewo?? ku jezioru mnóstwo pni drzewnych, przeznaczonych do warsztatów okr?towych. I teraz spotyka? Jezus wielk? liczb? wozów na?adowanych drzewem. Do wozów zaprz??one by?o po kilka par wielkich wo?ów; eskortowali je rzymscy ?o?nierze. W okolicznych lasach ?cinali robotnicy drzewa i zaraz na miejscu je obrabiali. Robotników, tym zaj?tych, Jezus po drodze poucza?. Pó?no wieczorem stan?li w Ozenzara, miejscowo?ci przedzielonej rzek? na dwie cz??ci. Jezus stan?? gospod? u Swych znajomych i zaraz zabra? si? do nauczania ludzi, zgromadzonych przy gospodzie; uzdrawia? przy tym chore dzieci i b?ogos?awi? je. Jezus by? tu ju? raz dawniej, gdy szed? do chrztu.

Jezus w Betoron i w Betanii

Z Ozenzara do Betoron by?o oko?o 6 godzin drogi. Gdy dochodzili do Betoron, wys?a? Jezus Jana i Piotra naprzód, a sam jeden szed? za nimi. Wtem nadeszli z przeciwka owi egipscy uczniowie i syn Joanny Chusa, przynosz?c Mu wiadomo??, ?e ?wi?te niewiasty obchodz? szabat w Machmas, miejscowo?ci le??cej w przesmyku górskim, o cztery godziny drogi st?d na pó?noc, i tak samo daleko od Betanii. Jest to to samo miejsce, gdzie Jezus w dwunastym roku ?ycia od??czy? si? by? od rodziców i powróci? do ?wi?tyni. Maryja zauwa?y?a Jego nieobecno??, my?l?c, ?e znajduje si? na przedzie w Gofna, i dopiero gdy Go i tu nie znalaz?a, wróci?a do Jerozolimy, przej?ta trwog? i smutkiem. W Betoron jest szko?a Lewitów, której nauczyciel znanym by? dobrze ?w. Rodzinie; tu nocowali niegdy? Joachim i Anna, odprowadzaj?c Maryj? do ?wi?tyni, a i Ona sama by?a tu, wracaj?c do Nazaretu jako oblubienica Józefa. Równocze?nie z Jezusem przybyli tak?e uczniowie z Jerozolimy i siostrze?cy Józefa z Arymatei. Jezus poszed? zaraz do Synagogi i odprawi? czytanie szabatowe, przy czym stawiali Mu czasem Faryzeusze zarzuty. Po nauce uzdrawia? Jezus w gospodzie chorych, mi?dzy nimi kilka niewiast, cierpi?cych na krwotok, i b?ogos?awi? chore dzieci. Faryzeusze zaprosili Go byli na uczt?; gdy wi?c teraz d?ugo nie przychodzi?, przyszli powtórnie wezwa? Go, mówi?c, ?e wszystko ma swój czas, tak?e i uzdrawianie, wi?c dosy? ju? tego, bo szabat jest przecie? dniem Bo?ym. Jezus rzek? im na to: „Nie znam innego czasu i innej miary, jak tylko wol? Ojca niebieskiego." Ko?czy? wi?c dalej Swoje zaj?cie, i dopiero potem poszed? z uczniami na uczt?. Podczas uczty znowu wynajdywali Faryzeusze ró?ne zarzuty. — „Chodz? pog?oski — mówili — ?e wraz z Tob? w?druj? ró?ne z?ej s?awy niewiasty." S?yszeli bowiem, o nawróceniu si? Magdaleny, Marii Sufanitki i Samarytanki. Na to rzek? im Jezus: „Gdyby?cie Mnie uznali, mówiliby?cie inaczej. Na to przyszed?em, by litowa? si? nad grzesznikami. S? rany jawne, zewn?trzne, po których uleczeniu cz?owiek zaraz si? oczyszcza; lecz s? wrzody wewn?trzne, ukryte, i wtedy cz?owiek wydaje si? czystym, cho? wewn?trz jest pe?en ka?u."


516

Zarzucali Mu dalej Faryzeusze, ?e uczniowie Jego nie myj? si? przed jedzeniem; Jezus da? im na to zaraz trafn? nauk?, wykazuj?c im ich ob?ud? i nadawanie sobie pozoru ?wi?to?ci. Na ich zarzut o z?ych niewiastach opowiedzia? im Jezus przypowie?? o dwóch d?u?nikach, pytaj?c, który d?u?nik jest lepszy, czy ten, który wiele winien i pokornie prosi o darowanie, obiecuj?c wszystko sumiennie odrobi?, czy te? ten, który tak?e wszystko winien, ale wci?? dalej zbytkuje i nie tylko nie uiszcza si? z d?ugu, ale jeszcze ?le si? obchodzi ze swym przyznaj?cym si? d?u?nikiem. Opowiada? im tak?e przypowie?? o dobrym pasterzu i o winnicy, tak samo, jak w Antipatris. Faryzeusze jednak wszystko to przyjmowali ch?odno i oboj?tnie. Noc przep?dzi? Jezus z uczniami w szkole Lewitów. Do Jerozolimy jest st?d sze?? godzin drogi. Górna cz??? miasta po?o?ona jest tak wysoko, ?e wida? je a? z Jerozolimy. Dolna dzielnica le?y u stóp góry. St?d uda? si? Jezus do Betanii, nigdzie po drodze nie wst?puj?c; tylko w Atanat bawi? chwil?. ?azarz powróci? by? ju? z Magdalum do Betanii. W Magdalum uporz?dkowa? ca?e gospodarstwo, i osadzi? tam zarz?dc? dla strze?enia zamku i ca?ej posiad?o?ci. M??czy?nie, który ?y? z Magdalen?, wyznaczy? na mieszkanie posiad?o??, po?o?on? w górach ko?o Ginnim, przeznaczaj?c mu dochody z niej, a on przyj?? odpraw? bez oporu. Magdalena przybywszy do Betanii, zaj??a zaraz mieszkanie po swej zmar?ej siostrze, cichej Marii, która j? niezmiernie kocha?a. Ca?? noc przep?dzi?a we ?zach. Gdy Marta rano ja odwiedzi?a, znalaz?a Magdalen? z rozpuszczonymi w?osami, lej?c? gorzkie ?zy na grobie siostry. Niewiasty z Jerozolimy posz?y wkrótce z powrotem do domu, odbywaj?c ca?? drog? pieszo. Magdalena, chocia? nie przywyk?a do chodzenia, os?abiona chorob? i niezwyk?ym wstrz??ni?ciem, upar?a si? tak?e i?? pieszo i wykona?a swój zamiar, chocia? pokaleczy?a sobie przez drog? nogi. Wygl?da blado, na licach ma bruzdy, wyorane ?zami. Wszystkie niewiasty tchn? ku niej od czasu jej nawrócenia najwy?sz? mi?o?ci? i wspieraj? j? na ka?dym kroku. Biedna Magdalena nie mog?a oprze? si? t?sknocie jak najpr?dszego ujrzenia Jezusa i podzi?kowania Mu. Wysz?a wi?c na przeciw przesz?o godzin? drogi i upad?a Mu do nóg, skrapiaj?c je ?zami wdzi?czno?ci i pokuty. Jezus uj?? ja za r?k?, podniós? i rozmawia? z ni? uprzejmie, podaj?c jej za wzór zmar?? siostr? i polecaj?c jej pokutowa? tak szczerze, jak tamta pokutowa?a, chocia? nie pope?ni?a grzechu. Magdalena powróci?a ze s?u?ebn? zaraz inn? drog? do domu. Jezus tymczasem wszed? z obu uczniami do ogrodów ?azarza. Ten wyszed? naprzeciw, wed?ug zwyczaju umy? im w przysionku nogi i poda? przek?sk?. Nikodema nie by?o tu, tylko Józef z Arymatei. Jezus nie pokazywa? si? obcym; przebywa? wci?? wewn?trz domu i obcowa? tylko z domownikami i niewiastami. Z Maryj? rozmawia? na osobno?ci o ?mierci Jana, o której Ona ju? wiedzia?a przez wewn?trzne objawienie. Jezus poleci? jej powróci? do Galilei w przeci?gu o?miu dni, zanim galilejscy go?cie Heroda b?d? tam powraca? z Macherus, by nie dozna?a w drodze ?adnych przeszkód. Uczniowie wyruszyli do Judei równocze?nie z Jezusem, ale innymi drogami. Id?c od miasta do miasta, od wsi do wsi, wst?powali wsz?dzie do domów, zapytuj?c: „Czy nie ma tu chorych, by?my ich uzdrowili w imi? Jezusa, mistrza naszego, by?my im za darmo udzielili tego, co On nam da? darmo?" Je?li byli chorzy, namaszczali ich oliw?, a ci zaraz odzyskiwali zdrowie. Z Betanii poszed? Jezus rano przez gór? Oliwn? do po?o?onej w pobli?u osady, gdzie mieszkali robotnicy i murarze, znajduj?cy ci?g?e zaj?cie przy budowach ko?o ?wi?tyni. Ubogie niewiasty gotowa?y im lich? straw? na kilku wystawionych kuchniach. Mi?dzy robotnikami by?o wielu z Galilei i takich, którym znana ju? by?a


517

nauka Jezusa i cuda; byli i tacy, których Jezus uzdrowi?. Niektórzy pochodzili z Giszala, z dóbr królika Serobabela, a najwi?cej by?o ludzi z ma?ej miejscowo?ci po?o?onej ko?o Tyberiady na pó?nocnym stoku wy?yny, okalaj?cej dolin? Magdalum. Jezus uzdrowi? tu wielu chorych. Wszyscy wywodzili przed Nim swe ?ale z powodu nieszcz??cia, zasz?ego przed 14 dniami przy zawaleniu si? budowy, prosili Go, by pomóg? poranionym, którzy po tym wypadku pozostali jeszcze przy ?yciu. Jak mówili, straci?o tam ?ycie, oprócz owych 18 zdrajców, 93 ludzi. Jezus poszed? tam rzeczywi?cie, pocieszy? i uzdrowi? tych biedaków. Tych, którzy mieli rany na g?owach, uzdrawia? przez namaszczenie oliw? i dotkni?cie si? zranionego miejsca. Niektórzy mieli zgniecione r?ce, tak, ?e kawa?ki ko?ci stercza?y na zewn?trz; Jezus sk?ada? u?amane ko?ci, pomazywa? je i trzyma? chwil? w r?ce i zaraz ko?ci si? zrasta?y. Inni znowu mieli z?amane r?ce i trzymali je na temblaku; tym tak?e pomazywa? Jezus chore miejsce, trzyma? je chwil? w r?ku, a rana w tej chwili goi?a si?, chory móg? zdj?? temblak i swobodnie porusza? r?k?. Podobnie uzdrawia? rany tych, którzy utracili jaki cz?onek cia?a. Zebrani ?alili si? przed Jezusem, ?e dawniej mieli cho? jak?? pomoc w uzdrawiaj?cej wodzie sadzawki Betesda, lecz teraz usta?o to zupe?nie, z nik?d nie maj? pomocy i n?dzny musz? wlec ?ywot, a od dawna ju? nie s?ycha? o ?adnym uzdrowieniu. Jezus pociesza? ich i bardzo wzruszaj?co do nich przemawia?. Mówi?, ?e wi?ksza jeszcze ?a?o?? b?dzie, gdy miecz spadnie na Galilejczyków. Upomina? ich, by bez szemrania p?acili cesarzowi podatki, a je?li nie b?d? w stanie zap?aci?, to niech poprosz? ?azarza w Imi? Jego, a pewnie im nie odmówi. Id?c z powrotem przez gór? Oliwn?, zap?aka? Jezus i rzek?: ?Je?li miasto nie przyjmie zbawienia, zburzona zostanie ?wi?tynia, jako te budowle si? zapad?y, a mnóstwo ludzi zginie pod jej gruzami". Zawalenie si? wodoci?gu nazwa? Jezus wyobra?eniem, maj?cym s?u?y? za ci?g?? przestrog? dla mieszka?ców. Nast?pnie uda? si? Jezus do domu przed bram? betlejemsk? Jerozolimy, gdzie go?cili niegdy? Józef i Maryja, id?c dnia czterdziestego po narodzeniu Jezusa, ofiarowa? Go do ?wi?tyni. Tu nocowa?a Anna, w?druj?c do ??óbka Jezusa; tu by? tak?e i Jezus w dwunastym roku ?ycia, kiedy opu?ciwszy rodziców ko?o Machmas, powraca? do ?wi?tyni. Gospodarzami tej szczup?ej gospody byli pobo?ni prostoduszni ma??onkowie. Zatrzymywali si? tu nieraz Esse?czycy i inni pobo?ni podró?ni. Obecnie gospodarowa?y tu dzieci tych, którzy przyjmowali swego czasu ?wi?t? Rodzin?; ?y? jeszcze jeden starzec, który wszystko dobrze pami?ta?. Jezusa nie pami?tali ju?, bo nie by? tu u nich wi?cej od owego czasu; my?leli, ?e to Jan Chrzciciel, bo chodzi?a pog?oska, ?e wypuszczono go ju? z wi?zienia. Poczciwi ci ludzie czcili wielce pami?? bytno?ci u nich Jezusa. Zaprowadziwszy Go w k?t izby, pokazali Mu lalk?, owini?t? w pieluszki, ubran? tak samo, jak Jezus by? ubrany, gdy Go Maryja nios?a do ?wi?tyni. Lalka le?a?a w ??óbku, podobnym do tego, jaki Jezus mia? w Betlejem, w ko?o ?wieci?y si? kaganki i lampy okryte rodzajem lampionów. Z chlub? pokazywali to Jezusowi, mówi?c: ?Tu u nas by? ze Sw? Matk? Jezus z Nazaretu, wielki Prorok, urodzony przed 33 laty w Betlejem. Co od Boga pochodzi, mo?na przecie czci?, wi?c i my obchodzimy przez 6 tygodni dzie? Jego urodzin, bo przecie? i Herod tak obchodzi swe urodziny, cho? nie jest prorokiem. Ludzie ci przez obcowanie z Ann? i innymi powiernikami ?wi?tej Rodziny, jak równie? z pasterzami, którzy si? tu zatrzymywali, id?c do Jerozolimy, stali si? gorliwymi wyznawcami Jezusa i ca?ej ?wi?tej Rodziny. Nieopisan? by?a ich rado??, gdy Jezus da? im si? pozna?. Pokazywali Mu wszystkie miejsca w domu i w ogrodzie, których dotkn??y si? stopy Maryi, Józefa, lub Anny. Jezus pouczy? ich i pocieszy?, a potem si? nawzajem obdarowali. Jezus kaza? jednemu z uczniów da? im troch? pieni??ków, a oni nawzajem dali Mu na drog?, chleba, miodu i


518

owoców. Gdy Jezus poszed? z uczniami w dalsz? drog? ku Hebron, odprowadzili Go nawet kawa?ek.

Jezus powiadamia o ?mierci Jana Chrzciciela

Po pi?ciogodzinnej podró?y zbli?y? si? Jezus do Juty i Hebronu, miejsca rodzinnego Jana Chrzciciela. Maryja, Weronika, Zuzanna, Joanna Chusa, Joanna Marka, ?azarz, Józef z Arymatei, Nikodem i wielu uczniów jerozolimskich wyruszyli ju? tam naprzód, podzieleni na kilka gromadek, a ?e obrali krótsz? drog? na Jerozolim?, wi?c stan?li na miejscu kilka godzin przed Jezusem. Dom Zachariasza sta? na pagórku przed Jut? i przeszed? spadkiem wraz z przyleg?ymi winnicami na Jana Chrzciciela. Obecnie mieszka? tu i zarz?dza? wszystkim brat jego stryjeczny, imieniem tak?e Zachariasz. M?odszy od Jana Chrzciciela, by? w wieku aposto?a Jana. Od dziecka by? ju? tutaj, jak u siebie w domu. ?ukasz by? jego przyjacielem; w?a?nie niedawno odwiedza? go w Jerozolimie i wtedy opowiada? mu Zachariasz wiele szczegó?ów o ?w. Rodzinie. Zachariasz by? Lewit?, a nale?a? do osobnej ich kasty, maj?cej wiele podobie?stwa z Esse?czykami. Przodkowie ich powierzyli im pewne tajemnice, wi?c z tym wi?kszym nabo?e?stwem i upragnieniem oczekiwali przyj?cia Mesjasza. Zachariasz, dot?d bez?enny, posiada? wielkie wykszta?cenia. Jezusa i Jego towarzyszy przyj?? umyciem nóg i podaniem zak?ski. Poczym uda? si? Jezus niezw?ocznie do Hebron do synagogi. By? to dzie? ?wi?teczny; wieczorem zaczyna?a si? tak w Jucie jak w Hebronie uroczysto?? miejscowa, obchodzona na pami?tk? st?umienia przez Dawida rokoszu Absalona, który wszcz?? go najpierw w Hebron, jako w swym miejscu rodzinnym. Podczas uroczysto?ci ?wieci?o mnóstwo lamp przez ca?y dzie? tak w synagodze jak i po domach. W ten sposób dzi?kowali za o?wiecenie rozumu, ?e potrafili wtenczas oceni? co s?uszne, i prosili o o?wiecenie, by i nadal mogli zawsze, co s?uszne, wybiera?, Jezus naucza? wobec licznie zgromadzonych t?umów, a Lewici okazywali Mu na ka?dym kroku mi?o?? i szacunek. Spo?yli te? wspólnie uczt?. Maryja, id?c tu z niewiastami, opowiada?a im po drodze o swej podró?y z Józefem do El?biety; pokazywa?a im miejsce, sk?d Józef si? wróci?, wspomina?a, jaki j? l?k zdejmowa? na my?l, co powie Józef, gdy za powrotem ujrzy J? w odmiennym stanie. Odwiedzi?a z nimi wszystkie te miejsca, gdzie zasz?y tajemnice, dotycz?ce Jej nawiedzenia i urodzin ?w. Jana; opowiada?a im, jak to El?bieta J? pozdrowi?a, a dzieci?tko podskoczy?o rado?nie w jej ?onie, jak Bóg w?o?y? Jej w usta ów hymn dzi?kczynny „Magnificat", który odt?d zawsze wieczorem odmawia?a z El?biet?. Mówi?a, jak Zachariasz oniemia?, a Bóg przywróci? mu mow? za wymówieniem imienia Jan. Wszystkie te, nieznane dot?d niewiastom szczegó?y, opowiada?a Maryja poufale, skraplaj?c je ?zami pobo?nego wspomnienia; niewiasty równie? roni?y ?zy, lecz nie tak bolesne, jak ?zy Maryi, bo nie wiedzia?y jeszcze o ?mierci Jana, która Maryi ju? by?a znana. Pokaza?a im równie? Maryja studni?, która na Jej modlitw? ko?o domu wytrys?a; wszystkie napi?y si? z niej wody. Podczas wspólnej uczty Jezus naucza?. Niewiasty jad?y osobno. Po uczcie poszli Naj?w. Panna z Jezusem, Piotr, Jan, trzej uczniowie Jana, Jakub, Heliachim i Sadoch, synowie jej starszej siostry Marii Helego, do izdebki, w której si? Jan urodzi?. Na ziemi rozes?any by? wielki woj?ok, wko?o którego wszyscy pokl?kali, lub posiadali. Jezus tylko sta?, opowiadaj?c zebranym o ?wi?to?ci ?ycia Jana. Nast?pnie opowiedzia?a Maryja szczegó?y, w?ród jakich ten woj?ok powsta?. Sporz?dzi?y go obie z El?biet? podczas nawiedzenia jej; na nim urodzi? si? ?w. Jan, bo on stanowi? w tym czasie pos?anie El?biety. Woj?ok by? tkany z ?ó?tawej we?ny, zdobny w kwiaty. Na górnym szlaku wyszyte by?y


519

wielkimi literami urywki z pozdrowienia El?biety i z „Magnificat." W ?rodku by? rodzaj skrzynki dla po?o?nicy, w któr? mo?na by?o w?o?y? nogi, jak w worek; u góry tworzy?a ta okrywa rodzaj p?aszcza z kapuz?, w który mo?na si? by?o owin??. Okrywa by?a równie? z ?ó?tawej we?ny w ciemne kwiaty. Ca?o?? wygl?da?a tak, jak gdyby kto? przyszy? szlafrok doln? po?ow? do woj?oka. Maryja podnios?a górny kraj woj?oka, czyta?a g?o?no wyszyte proroctwa i obja?nia?a je. Potem opowiedzia?a, jak to wyprorokowa?a by?a El?biecie, ?e Jan b?dzie tylko trzy razy widzia? Jezusa. Rzeczywi?cie spe?ni?o si? to. Pierwszy raz widzia? Jan Jezusa jako dziecko na puszczy, gdy Maryja w ucieczce do Egiptu z Jezusem nieopodal przechodzi?a; drugi raz przy chrzcie, a trzeci raz, gdy Jezus przechodzi? mimo nad Jordanem, a Jan da? ?wiadectwo o Nim. Teraz dopiero wyjawi? im Jezus, ?e Jan zosta? ?ci?ty na rozkaz Heroda. Smutek ogarn?? serca wszystkich, ?zy obfite sp?ywa?y im po licach, skrapiaj?c woj?ok le??cy na ziemi. Szczególniejszy ?al objawia? aposto? Jan, rzuciwszy si? z p?aczem na ziemi?. Serce si? rozdziera?o na widok ?alu tych ludzi, le??cych twarz? do ziemi i ?kaj?cych ?a?o?nie. Jezus i Maryja stali naprzeciw siebie na obu ko?cach woj?oka. Z powag? przemawia? Jezus do zebranych, ?agodz?c ich ?al i przygotowuj?c ich na to, ?e jeszcze ci??sze ciosy b?d? mieli do zniesienia. Nakaza? im przy tym zachowa? to do czasu w tajemnicy. Oprócz nich wiedzieli o tym dotychczas tylko sprawcy tej zbrodni. Na po?udnie od Hebron le?y gaj Mambre, a w nim grota Machpelah, w której pogrzebany jest Abraham i inni patriarchowie. Tu naucza? Jezus w pobli?u i uzdrawia? chorych osadników, mieszkaj?cych tu pojedynczo. Gajem Mambre nazywa si? dolina, poros?a z rzadka d?bami, bukami i orzechami. Przed gajem za? jest owa wielka grota Machpelah, gdzie le?? zw?oki Abrahama, Sary, Jakuba, Izaaka i innych patriarchów. Grota dzieli si? na dwie cz??ci, tworz?c jakby dwie piwnice. Groby — s? to ?awy kamienne, cz??ci? wystaj?ce, cz??ci? w wy??obieniu ska?y wykute. Przód grot? jest ogródek i plac do nauczania. Stoki groty pokryte s? winn? latoro?l?, a na wierzchu ro?nie zbo?e. Grot? t? otaczaj? krajowcy wielk? czci?. — Jezus przyszed? tu z uczniami. Pootwierano nakrycia grobów; niektóre szkielety rozsypane ju? by?y ca?kiem, tylko zw?oki Abrahama by?y jeszcze nienaruszone. Zw?oki owini?te by?y w br?zow? der?, utkan? z grubych na palec sznurów z sier?ci wielb??dziej. Jezus naucza? o Abrahamie, o obietnicy mu danej, a teraz spe?nionej. Uzdrawia? tak?e chorych, a to chromych, chorych na suchoty i na wodn? puchlin?. Op?tanych nie by?o tu, ale za to byli ob??kani i lunatycy. Ca?a ta okolica jest nadzwyczaj urodzajna. Ka?dy prawie ma swoj? winnic?, a ?liczne dorodne zbo?e ju? ?ó?knieje. Ze zbo?a piek? doskona?y chleb. P?askie wierzcho?ki gór pokryte s? zbo?em, na stokach s? winnice, a w?ród nich tu i ówdzie ukryto groty. Zanim Jezus wszed? z uczniami do groty Machpelah, zdj?li wszyscy przed drzwiami obuwie i weszli boso do ?rodka. Z religijnym uszanowaniem stan?li w ko?o grobu Abrahama, a Jezus przemawia?. Na godzin? drogi od Hebron w kierunku po?udniowo wschodnim le?y miasto Lewitów Betain, do którego wiedzie stroma droga pod gór?. Tam uda? si? teraz Jezus, uzdrowi? kilku chorych i naucza? o arce przymierza i o Dawidzie. W Betain sta?a bowiem raz arka przymierza przez 15 dni. Dawid kaza? j? tu raz przynie?? w nocy, potajemnie, na rozkaz Bo?y z domu Obededoma, a sam szed? boso przed ni?. Gdy znowu j? st?d zabra?, lud tak si? wzburzy? przeciw niemu, ?e ma?o go nie ukamienowano. Tu na górze jest bardzo g??boka studnia, z której ci?gnie si? wod? skórzanym worem. Grunt na drogach jest skalisty, bia?y, kamienie s? drobne ? równie? bia?e. Nikodem, Józef z Arymatei, ?azarz, niewiasty jerozolimskie i Maryja, wybrali si? z powrotem do domu. ?azarz uda? si? do Jerozolimy, gdzie przypada?a na?


520

siedmiodniowa s?u?ba przy ?wi?tyni. Maryja nie wróci?a do Betanii, lecz posz?a wprost do Galilei przez Machmas, gdzie zatrzyma?a si? na szabat u nauczyciela tamtejszej szko?y; by?a z Ni? Anna Kleofy i krewna El?biety z miejscowo?ci Safa, gdzie przyszli na ?wiat Jakub i Jan. Maryja zabra?a z sob? ów woj?ok El?biety; s?uga niós? go zwini?ty w kobia?ce. Zapomnia?am doda?, ?e wczoraj w Jucie mówi? Jezus przy woj?oku o tym, jak gwa?towna ??dza o?ywia?a Jana, by widywa? Go jak najcz??ciej, jednak Jan umia? si? poskromi? i nie pragn?? wi?cej, jak tylko sprosta? swemu pos?annictwu, a pos?annictwem jego by?o, by? przes?a?cem i przygotowa? drog?, a nie wspólnie z Jezusem w?drowa? i pracowa?. Jako ma?y ch?opiec widzia? Jan Jezusa, gdy Józef i Maryja szli z Jezusem przez puszcz? do Egiptu, wypad?o im przechodzi? na odleg?o?? strza?u z ?uku ko?o miejsca, gdzie by? Jan. By?o to na par? godzin drogi od Hebron. Jan bieg? wy?ej g?stwin? wzd?u? strumyka, trzymaj?c w r?ku laseczk?, opatrzon? chor?giewk? z ?yka. Skaka? rado?nie, pl?sa?, wywijaj?c ku Nim r?k?, dopóki nie znikli mu z oczu. Rodzice wzi?li nawet Jezusa na r?ce, mówi?c: ?Patrz! Oto Jan na puszczy!" To Duch Bo?y przyprowadzi? ch?opca, by pozdrowi? Swego Mistrza, jak niegdy? pozdrowi? Go by? w ?ywocie matki. Podczas gdy Jezus to opowiada?, p?akali uczniowie, wspomniawszy na jego skon. Wtem ujrza?am powtórnie w objawieniu nieopisanie wzruszaj?cy obraz. Jan sta? nagi na pustyni, maj?c tylko przepask? na biodrach i skór?, przerzucon? przez plecy. Czu? ju? zbli?anie si? Zbawiciela i przewidywa?, ?e dr?czy go pragnienie. Kl?kn?? wi?c, pomodli? si?, a potem uderzy? laseczk? w ziemi?; natychmiast wytrys?o obfite ?ród?o, Jan pobieg? naprzód w stron?, gdzie woda p?yn??a, i stan?? tam, gdzie woda spada?a po pochy?o?ci; wkrótce ujrza? przechodz?c? Naj?wi?tsz? Rodzin?, pl?sa? na ich widok rado?nie i chwia? chor?giewk?. Nast?pnie pospieszy? na powrót i zatrzyma? si? ko?o wystaj?cej ska?y, przy której grunt zapada? si?, tworz?c grot?. Cz??? wody z nowo utworzonego ?ród?a wp?yn??a do tej groty i tu urz?dzi? sobie Jan studni?, mieszkaj?c potem jeszcze przez d?u?szy czas w tej grocie. Id?c do Egiptu, musia?a ?wi?ta Rodzina przechodzi? przez cz??? góry Oliwnej. O pó? godziny drogi na wschód od Betlejem zatrzymali si? na spoczynek, nast?pnie zostawiwszy na lewo Morze Martwe, szli przez 7 godzin na po?udnie od Betlejem, a dwie godziny za Hebronem i weszli dopiero w puszcz?, gdzie Jan przebywa?. Przeprawili si? przez nowo powsta?y strumyk, spocz?li na jego brzegu i posilili si?. Za powrotem z Egiptu ujrza? Jan znowu duchem Jezusa, i raduj?c si?, pobieg? w kierunku, k?dy mia? Jezus przechodzi?. Nie ujrza? Go jednak twarz? w twarz, bo ?wi?ta Rodzina sz?a teraz o kilka godzin drogi dalej. Wspomina? te? Jezus o wielkim przezwyci??aniu si? Jana. Przy chrzcie np. trzyma? si? Jan w granicach, uroczystym obrz?dem okre?lonych, cho? serce p?ka?o mu prawie z t?sknoty i mi?o?ci. Pó?niej za? raczej unika? Go z pokor?, ni? ?eby mia? pój?? za pop?dem swej mi?o?ci i stara? si? widzie? Jezusa. W Hebron ?wi?cono w?a?nie uroczysto?? pami?tkow? wyp?dzenia z ?Rady" Saduceuszów, którzy w tej ?Radzie" mieli za Aleksandra Janneusa stanowcz? przewag?. Ko?o synagogi ustawiono trzy ?uki tryumfalne obwieszone winn? latoro?l?, k?osami i wie?cami kwiatów ró?nobarwnych. Po mie?cie odby?a si? procesja, w czasie której posypywa?y dzieci ulice kwiatami. Równocze?nie obchodzono ?wi?to Nowiu i obchód dzi?kczynny, ?e drzewa wci?gaj? ju? o?ywczy sok, a czteroletnie szczepy oczyszczaj? si?; dlatego to strojono wszystko w ziele? i kwiaty. Pami?tka wyp?dzenia Saduceuszów zastosowana by?a bardzo trafnie do czasu odradzania si? drzew, gdy? Saduceusze nie uznawali zmartwychwstania. Jezus mia? w synagodze surow? nauk?, skierowan? przeciw Saduceuszom; wykazywa?, ?e zmarli zmartwychwstaj?. Przys?uchiwali si? temu Faryzeusze, którzy przybyli tu z Jerozolimy na ?wi?ta; nie dyskutowali jednak z Jezusem i


521

zachowywali si? zupe?nie odpowiednio. W ogóle nie sprzeciwiano si? w niczym Jezusowi, bo ludzie tutejsi s? Mu ?yczliwi i sprawiedliwi. Po nauce uzdrawia? Jezus chorych przed synagog? i po domach. Byli to przewa?nie robotnicy, chromi, wyniszczeni paralitycy, kilku ob??kanych i nagabywanych przez czarta. Juta i Hebron tworz? razem jedn? gmin?. Juta stanowi rodzaj przedmie?cia, ??cz?cego si? rz?dem domów z Hebronem. Dawniej musia?y to by? dwa osobne miasta, bo dotychczas jeszcze ci?gn? si? mi?dzy nimi resztki murów i baszt i co? na kszta?t rowu. Dom Zachariasza le?y na pagórku o kwadrans drogi przed miastem; przy nim rozci?ga si? pi?kny ogród i winnica. Do Zachariasza równie? nale?y dalej po?o?ona pi?kna winnica z domkiem. W domu mie?ci si? szko?a miejska, przytykaj?c jedn? ?cian? do izby, w której urodzi? si? Jan, a w której wczoraj rozpostarto ów woj?ok. Wkrótce mia? Jezus drug? nauk? w synagodze w Hebron; sta? na wysokiej mównicy, umieszczonej u wej?cia. Drzwi wszystkie w synagodze by?y pootwierane. Mieszka?cy miasta zgromadzili si? t?umnie i mnóstwo ludzi z okolicy, zape?niaj?c ca?y plac. Przyprowadzeni chorzy spoczywali wko?o mównicy na noszach i matach. ?uki tryumfalne sta?y jeszcze w ca?ej okaza?o?ci. Mimo to by?o wida? wszystkich skruszonych i zbudowanych, nie stawiaj?cych w niczym oporu. Po nauce wzi?? si? Jezus do uzdrawiania chorych. W nauce Swej poruszy? Jezus bardzo g??bokie my?li. Czytano o ciemno?ciach egipskich, o ustanowieniu baranka wielkanocnego, o wykupywaniu pierworodnych i nieco z pism Jeremiasza. Jezus bardzo trafnie wyt?umaczy? wykupywanie wszelkiego pierworodnego, mniej wi?cej tak mówi?: ?Gdy s?o?ce i ksi??yc si? zaciemniaj?, matka niesie dziecko do ?wi?tyni dla wykupna!" Wyra?enia, ?za?mienie s?o?ca i ksi??yca u?y? kilka kro?." Mówi? o pocz?ciu, narodzeniu, obrzezaniu i ofiarowaniu w ?wi?tyni, obrazuj?c to przez zaciemnienie i rozja?nianie si?. W sposób mistyczny porówna? wyj?cie z Egiptu z narodzeniem si? cz?owieka. Obrzezanie nazwa? symbolem, który straci pó?niej swe znaczenie, podobnie jak i wykupno pierworodnych. S?ów Jezusa s?uchano w ciszy i skupieniu, nie sprzeciwiaj?c si? w niczym. Dalej mówi? Jezus o mie?cie Hebron, o Abrahamie i zeszed? w ko?cu na Zachariasza i Jana. Dok?adniej i wyra?niej ni? zwykle wykazywa? wysok? warto?? Jana, mówi? o jego narodzinach, ?yciu na pustyni, nawo?ywaniu do pokuty, o chrzcie i wiernym przygotowywaniu drogi, wreszcie o jego niewoli. Nast?pnie przytacza? losy proroków i smutny koniec arcykap?ana Zachariasza, zamordowanego mi?dzy o?tarzem, a ?Miejscem naj?wi?tszym? Przypomina? cierpienia Jeremiasza w jaskini pod Jerozolim? i prze?ladowania innych proroków. Gdy Jezus mówi? o zamordowaniu pierwszego Zachariasza mi?dzy ?wi?tyni? a o?tarzem, przypomnia? si? zaraz obecnym krewnym smutny los ojca Jana Chrzciciela, który z polecenia Heroda zwabiony do Jerozolimy, poleg? z r?ki morderców w pobli?u pewnego domu. Jezus pomin?? to zdarzenie milczeniem. Grób Zachariasza znajdowa? si? w podziemnym sklepie obok owego domu przed miastem Juta. Tak wi?c przemawia? Jezus wzruszaj?co w sposób Sobie w?a?ciwy o Janie i ?mierci Proroków, a za ka?dym s?owem nastawa?a coraz wi?ksza cisza w synagodze. Wzruszenie zna? by?o na twarzach wszystkich. Wielu zacz??o p?aka?, nawet obecni Faryzeusze nie pozostali nieczu?ymi. Krewni za? i przyjaciele Jana, o?wieceni ?wiat?em Bo?ym, domy?lili si?, ?e zapewne Jan wykre?lony ju? zosta? z liczby ?yj?cych, wi?c nowy ból nape?ni? ich serca, a pod ci??arem smutku popadli w omdlenie. Powsta?a przez to przerwa w nauce; chciano wynie?? omdla?ych, lecz Jezus kaza? ich tylko potrzyma? chwil?, mówi?c, ?e zaraz przyjd? do siebie. Przyjaciele wi?c i znajomi podtrzymywali os?abionych, a Jezus tymczasem naucza? dalej. — Po nauce zaprowadzono omdla?ych do domu.


522

Gdy Jezus mówi? o Zachariaszu, ?e zamordowano go mi?dzy ?wi?tyni? a o?tarzem, poj??am lepiej, ni? obecni s?uchacze, znaczenie s?ów: „mi?dzy ?wi?tyni? a o?tarzem;" odnosi?y si? one bowiem do ?mierci Jana Chrzciciela, którego ?mier? w zwi?zku z ?yciem Jezusa, spe?ni?a si? tak?e niejako mi?dzy ?wi?tyni? a o?tarzem. Umar? bowiem mi?dzy dniem urodzenia a ?mierci? krzy?ow? Jezusa. Oprócz Zachariasza, który by? bratem stryjecznym Jana, mieszka?a jeszcze w Hebron zam??na siostrzenica El?biety, maj?ca dwana?cioro dzieci, mi?dzy tymi doros?e córki; ich to najwi?cej dotkn??o przeczucie ?mierci Jana. ?wi?te niewiasty bywa?y nieraz u niej, lecz Jezus nie by? jeszcze nigdy. Dzi? dopiero przyszed? pierwszy raz z uczniami i m?odym Zachariaszem. Wieczorem, zgromadzili si? wszyscy do uczty, lecz brak by?o zwyk?ej biesiadnej weso?o?ci. W osobnej izdebce siedzieli przy stole Jezus, Piotr, Jan, Jakub Kleofy, Heliachim, Sadoch, Zachariasz, siostrzenica El?biety i m?? jej. Izba by?a zamkni?ta, by nikt im nie przeszkadza?. Z wahaniem i obaw? pytali Jezusa krewni Jana: „Panie! czy ujrzymy jeszcze kiedy Jana?" — „Nie!" — odrzek? im Jezus ze ?zami w oczach i znowu zacz?? wzruszaj?co opisywa? ?mier? jego i pociesza? strapionych. Zebrani wyra?ali obaw?, ?e mo?e zw?oki Jana na zniewag? b?d? wystawione, lecz Jezus rozproszy? ich obaw?, mówi?c: „Nie l?kajcie si?! cia?o jego jest nienaruszone, spoczywa spokojnie; g?ow? tylko zniewa?ono i wyrzucono precz; ale i ona bezpiecznie si? zachowa i w swoim czasie zostanie odnaleziona. Po kilku dniach opu?ci Herod Macherus i ju? rozejdzie si? wie?? o ?mierci Jana a wtedy b?dziecie mogli zabra? cia?o." Wraz z innymi zap?aka? Jezus nad losem Jana, potem zasiedli wszyscy do skromnej uczty. Odosobnienie, cisza i powaga, cechuj?ca zebranych, wzruszenie i skupienie si? w Sobie Jezusa, czyni?y t? uczt? podobn? do ostatniej wieczerzy. Przy tej sposobno?ci mia?am w widzeniu obraz ofiarowania Jezusa przez Naj?wi?tsz? Pann? w ?wi?tyni. Sta?o si? to dopiero 43 dnia po narodzeniu, bo przez trzy dni ?wi?t go?ci?a Maryja po drodze u pewnych zacnych ludzi w ma?ej gospodzie przed bram? betlejemsk?. Oprócz zwyk?ej ofiary, tj. pary go??bków, przynios?a Maryja w darze do ?wi?tyni pi?? trójk?tnych blaszek z?ota, otrzymanych jeszcze od Trzech Królów, i par? sztuk wybornej materii na tkaniny. Józef odda? owemu krewnemu jednego os?a w zastaw którego mu nast?pnie sprzeda?. Zdaje mi si? wci??, ?e od tego os?a pochodzi?a o?lica, na której jecha? Pan Jezus w niedziel? Palmow?. Jezus naucza? tak?e w Jucie, zwiedza? z dziesi?ciu Lewitami okoliczne domy i uzdrowi? kilku chorych. W ca?ej okolicy niema tu wcale tr?dowatych, gwa?townych op?tanych, wielkich grzeszników, ani grzesznic. Wieczorem spo?y? Jezus z Lewitami skromn? wieczerz?, sk?adaj?c? si? z ptaków, chleba, miodu i owoców. W tym czasie przyby? tu Nikodem z Arymatei z kilku uczniami, zapraszaj?c Jezusa do Jerozolimy, gdzie wielu chorych t?skni?o za Jego przybyciem. Zapewniali, ?e mo?e tam teraz przebywa? bez obawy, gdy? Herod i Pi?at wiod? obecnie spór z sob?, przyczyny zawalenia si? budowy, a w?adze ?ydowskie tak?e tylko tym s? zaj?te. Jezus jednak odmówi? zaproszenia; przyrzek? tylko przyj?? do Jerozolimy, zanim powróci do Galilei. Krewne Jana odprawi?y szabat w domu. Ubrane w suknie ?a?obne, siedzia?y na ziemi na ?rodku izby, w ko?o postumentu, obwieszonego co? w rodzaju ?wiate?, czy te? lamp. W pobli?u grobu Abrahama mieszkali tak?e Esse?czycy w celach wykutych w skale; na wierzchu wzgórza by? ich ogród. Par? razy przychodzili do Jezusa, a zawsze po dwóch. W ko?o domu Zachariasza rozci?ga si? bardzo pi?kny ogród; rosn? w nim


523

nadzwyczaj wysokie g?ste krzaki ró?. Z drogi Jerozolimskiej wida?, ?e dom wznosi si? na wzgórku. O kwadrans dalej na prawo, na wy?szym pagórku, le?y winnica Zachariasza, a u stóp pagórka studnia, odkryta przez Naj?wi?tsz? Pann?. Staro?ytne Hebron, miejsce pobytu Abrahama, nie jest tym samym, w którym by? Jezus; tamto le?y w ruinach, nieco dalej na po?udnie, p?ytk? kotlin? od tego oddzielone. Za czasów Abrahama, kiedy jeszcze istnia?o, mia?o szerokie ulice i mieszkania, wykute w skale. Niedaleko domu Zachariasza jest miejscowo?? Jeter, dok?d nieraz chodzi?y Maryja i El?bieta. Ze s?ów Jezusa i ze smutku krewnych Chrzciciela domy?lano si? po troch? w Jucie, ?e ten?e Jan nie ?yje i zwolna rozesz?a si? ta pog?oska o jego ?mierci. Przed odej?ciem z Juty odwiedzi? Jezus jeszcze grób Zachariasza w towarzystwie uczniów i jego siostrze?ców. Grób ten nie jest podobny do innych; jest to sklepienie, podobne do katakumb, wsparte na s?upach. Tu chowaj? zwykle kap?anów i proroków i tu te? postanowiono z?o?y? zw?oki Jana Chrzciciela, sprowadziwszy je z Macherus. Wybrano i uprz?tni?to ju? naprzód miejsce, gdzie mia? le?e?. By? to rozczulaj?cy widok, jak Jezus pomaga? przyrz?dza? grób Swemu przyjacielowi. Potem odda? nale?ny szacunek szcz?tkom zamordowanego Zachariasza. Zw?oki El?biety nie le?? tutaj, lecz na do?? wysokiej górze, obok pierwszej jaskini, w której by? Jan, bawi?c jako ch?opiec na puszczy. Przy wyj?ciu z miasta odprowadzali Jezusa mieszka?cy obojga p?ci. Niewiasty wróci?y si? po godzinie drogi, przyj?wszy na kl?czkach b?ogos?awie?stwo Jezusa. Chcia?y nawet uca?owa? nogi Jego, ale Jezus nie dopu?ci? tego. Ca?y orszak zatrzyma? si? przed miastem Libna w gospodzie. St?d wrócili si? odprowadzaj?cy Jezusa m??czy?ni, a wraz z nimi Saturnin, Judas Barsabas i dwaj inni uczniowie, którzy tu z Galilei przez Macherus i Jut? przybyli, opowiadaj?c z wielkim smutkiem o zamordowaniu Jana Chrzciciela, i o dalszych wypadkach. Zaledwie Herod wyruszy? z rodzin? pod eskort? ?o?nierzy z Macherus do Hebron, zaraz rozszerzy?a si? przez kilku zbiegów wie?? o ?ci?ciu Jana; o tym dowiedzia?o si? tak?e kilku s?ug setnika Serobabela z Kafarnaum, zranionych przy katastrofie pod Jerozolimy, i ci donie?li o tym zaraz swemu panu. Serobabel powiadomi? natychmiast o strasznym wypadku Jud? Barsab?, bawi?cego w pobli?u, na co ten niezw?ocznie pospieszy? z Saturninem i dwoma innymi uczniami w okolic? Macherus gdzie niestety otrzymali tylko potwierdzenie wie?ci. Z Macherus pospieszyli do miejsca rodzinnego Jana, by zaj?? si? przygotowaniami do sprowadzenia zw?ok. Wiadomo??, ?e Jezus tu jest, sprowadzi?a ich do gospody. Pobawiwszy chwil? z Jezusem, wybrali si? przez Jut? do Macherus, wioz?c na o?le potrzebne przybory. Towarzyszyli im synowie Marii Helego, siostrzenicy Zachariasza, siostrze?cy Józefa z Arymatei, synowie Joanny Chusa i Weroniki. Zamek Macherus sta? teraz prawie pró?ny, gdy? tylko kilku ?o?nierzy w nim pozosta?o. Jezus nie rusza? si? z tej okolicy, by nie spotka? si? z Pi?atem, który z ?on? i orszakiem z 50 osób z?o?onym podró?owa? w?a?nie z Jerozolimy do Apolonii przez Betsur i Antipatris, W Apolonii mia? wsi??? na okr?t i pop?yn?? do Rzymu, by zanie?? skarg? na Heroda. Przed wyjazdem z Jerozolimy mia? Pi?at d?ug? rozmow? ze swymi urz?dnikami o Jezusie Galilejczyku, o którym s?ysza?, ?e dzia?a tak wielkie cuda, a który obecnie mia? si? znajdowa? w pobli?u Jerozolimy. — „Czy wielkie t?umy otaczaj? Go i czy zbrojni to m??owie?" zapyta? Pi?at — „Nie — odpowiedziano mu — kilku ma tylko przy Sobie uczniów z niskiego stanu, bez urz?du, a bardzo cz?sto w?druje Sam. Naucza na górach i w synagogach, uzdrawia chorych, rozdziela ja?mu?ny. Na nauki Jego schodz? si? t?umy ludzi, nieraz kilkutysi?czne." — „Czy naucza co


524

przeciw cesarzowi?" pyta? dalej Pi?at — Nie! uczy lepszych obyczajów i mi?osierdzia, ka?e oddawa?, co jest cesarskiego, cesarzowi, a co Boskiego, Bogu, Za to naucza cz?sto o jakim? nowym, zbli?aj?cym si? królestwie," — „No, to nic strasznego — rzek? Pi?at. — Jak d?ugo nie gromadzi ko?o Siebie wojowników i zbrojnej t?uszczy, a tylko dzia?a cuda, niema ?adnej obawy. Zdzia?awszy cud w jednym miejscu, idzie zaraz gdzie indziej, wi?c wkrótce zapominaj? o Nim, a nawet oczerniaj? Go. Wszak s?ysza?em, ?e nawet ?ydowscy kap?ani powstaj? przeciw Niemu. Nie jest to wi?c niebezpieczny cz?owiek. Dopiero, gdyby zacz?? gromadzi? zbrojnych, trzeba by wmiesza? si? w to i po?o?y? koniec Jego dzia?aniu." Pi?at mia? ju? kilka przepraw z ?ydami i ci nienawidzili go bardzo. Raz kaza? by? sprowadzi? do miasta rzymskie oznaki rz?dowe, co wywo?a?o rozruchy mi?dzy ?ydami. Innym razem poszli jego ?o?nierze do ?wi?tyni podczas ?wi?t, w których ?ydom nie wolno by?o nosi? broni i dotyka? si? pieni?dzy, rozbili skarbon? ofiar i zabrali wszystkie pieni?dze. By?o to wtenczas, gdy Jan chrzci? jeszcze nad Jordanem ko?o On, a Jezus dopiero przyszed? z puszczy, Z Libny skierowa? Jezus Swe kroki do Betsur, oddalonego o 10 godzin drogi na pó?noc od Libny, a o dwie godziny od Jerozolimy. Betsur jest to twierdza, obwarowana basztami, wa?ami i okopami, nieco ju? zaniedbanymi, ale nie tak, jak w Betulii. Miasto jest tak wielkie, jak Betoron. Od strony, sk?d Jezus przyszed?, dost?p nie jest stromy, za to stromo opada droga z drugiej strony dla obrony przed nieprzyjació?mi. Mi?dzy Betsur a Jerozolim? rozci?ga si? pi?kna dolina. Z wy?szego jakiego miejsca wida? st?d Jerozolim? i na odwrót. Niegdy? przechowywano tu publicznie przez d?ugi czas ark? przymierza. W Betsur przyj?to Jezusa bardzo mile; umyto Jemu i uczniom nogi i dostarczono im do zbytku wszystkiego, czego tylko potrzebowali. Jezus zasta? tu ?azarza i innych przyjació? z Jerozolimy. Zamieszka? w gospodzie ko?o synagogi. Kolo tego miasta przechodzili niegdy? Trzej Królowie, id?c z Jerozolimy do ??óbka betlejemskiego. Popasali w tutejszym karawanseraju, a odchodz?c, ujrzeli na powrót stracon? z oczu gwiazd?. Miasta Betsur nie nale?y uwa?a? za miasto Betsoron, le??ce mi?dzy Betlejem a Hebron, w pobli?u którego Filip ochrzci? rzeza?ca królowej Kandaki. Tamto nazywaj? tak?e Betsur. Jezus uzdrawia? bez przeszkody po domach ci??ko chorych starców, mi?dzy nimi chorych na wodna puchlin?. Ludzie byli tu ?yczliwi Jezusowi, a prze?o?eni synagogi sami oprowadzali Jezusa po domach. Potem naucza? Jezus w szkole i b?ogos?awi? mnóstwo dzieci, najpierw ch?opców, potem dziewcz?ta. Kilkoro z nich uzdrowi? i w ogóle zajmowa? si? wci?? nimi, wci?? si? do nich zwraca?.

Sprowadzenie i pogrzebanie zw?ok ?wi?tego Jana

Saturnin wnet przyby? z towarzyszami do Macherus i zaraz poszli wszyscy na gór? zamkow?; wzi?li z sob? ró?ne narz?dzia, jako to, trzy mocne, szerokie na d?o? sztaby, skórzan? okryw? z dwóch cz??ci z?o?on?, wory, kiesy, zwoje chust, g?bki itp. Znajomi uczniowie za??dali od stra?y zamkowej, by ich wpuszczono, lecz ?o?nierze odprawili ich z niczym. Nie daj?c jednak za wygran?, obeszli uczniowie wa? doko?a i przyszli w stron?, gdzie by?o wi?zienie Jana. Trzeba tu by?o przej?? przez trzy wa?y i dwie fosy, by dosta? si? do wn?trza, lecz przy wzajemnej pomocy im si? to uda?o. Bóg musia? czuwa? nad nimi, bo dokonali tego szybko i bez przeszkody. Nast?pnie dostali si? okr?g?ym otworem w pu?apie do wn?trza zamku. Dwaj ?o?nierze, pilnuj?cy podwórza, spostrzegli ich zaraz i nadbiegli z pochodniami w r?ku. Widz?c uczniowie, ?e nie mo?na si? ju? ukry?,


525

wyst?pili otwarcie i rzekli: „Jeste?my uczniowie Chrzciciela, którego Herod kaza? zamordowa?, i chcieliby?my zabra? cia?o naszego mistrza."Pokaza?o si?, ?e ?o?nierze sami rozj?trzeni s? na Heroda za zamordowanie Jana; nie stawiali bowiem oporu, ale sami otworzyli wi?zienie, chc?c mie? udzia? w dobrym uczynku. Kilku ?o?nierzy zbieg?o z tego samego powodu ju? przed kilku dniami ze zamku. Zaledwie weszli do celi wi?ziennej, zgas?y pochodnie, a równocze?nie nape?ni?o si? wi?zienie dziwn? jasno?ci?; nie wiem, czy uczniowie to ?wiat?o zauwa?yli, lecz zapewne musia?o tak by?, gdy? wszystkie czynno?ci spe?niali szybko i zr?cznie, jak w bia?y dzie?. Z p?aczem przypadli uczniowie do zw?ok mistrza. Wtem ujrza?am w wi?zieniu jak?? wielk?, ja?niej?c? posta? niewie?ci?; wygl?da?a zupe?nie tak, jak Matka Bo?a przy za?ni?ciu. Po chwili dopiero pozna?am w niej ?wi?t? El?biet?. Z pocz?tku wydawa?a mi si? ?yw? kobiet?, a wszystko tak naturalnie robi?a, ?e sama zastanawia?am si?, kto to by? mo?e, i jak ona tu si? dosta?a. Zw?oki le?a?y na ziemi nakryte w?osianym kocem. Nie trac?c czasu, wzi?li si? uczniowie do roboty. Roz?o?ono chusty na ziemi, z?o?ono na nie cia?o i wzi?to si? do mycia. Wod? przynie?li uczniowie w worach, a par? mis jeszcze dostarczyli ?o?nierze. Myciem zaj?li si? Judas Barsaba, Jakób i Heliachim, a inni podawali, co by?o potrzeba. Posta? za? owa we wszystkim pomaga?a, wszystko jakby sama robi?a: roz?ciela?a, pokrywa?a, uk?ada?a, obraca?a, zawija?a; kto tylko zacz?? co robi?, ju? by?a przy nim. Za jej wp?ywem wszystko odbywa?o si? nadzwyczaj szybko i w porz?dku. Cia?o otworzono, wyj?to wn?trzno?ci i schowano do wora. Nast?pnie na?o?ono ró?nych wonnych korzeni i owini?to cia?o w opaski. Wida? by?o teraz, jak zw?oki s? cienkie i wysuszone. Inni tymczasem zebrali zakrzep?? krew z miejsca, gdzie upad?a by?a g?owa i gdzie le?a?o cia?o, i w?o?yli do puszek, w których by?y korzenie. Zawini?te cia?o w?o?ono w ow? skórzan? okryw?, podobn? do koryta, ?ci?gni?to za pomoc? kija, przepchanego u góry przez okryw?, a w skórzane ucha w?o?ono dwie lekkie sztaby, cienkie, a mocne, bo si? nawet pod ci??arem nie ugi??y; na wierzch po?o?ono skór? Jana, któr? zwykle si? odziewa?. Dwóch uczniów wzi??o zw?oki, inni zabrali wory z wn?trzno?ciami i puszki z krwi?. Obaj ?o?nierze postanowili wraz z uczniami opu?ci? Macherus. Jako znaj?cy teren, poprowadzili ich w?sk? ?cie?k? poza wa?ami i wywiedli z zamku owym tajemnym przej?ciem podziemnym, któr?dy Jana wprowadzono do wi?zienia. Wszystko odby?o si? nadzwyczaj szybko i z nieopisanym przej?ciem. W?ród ciemno?ci nocy schodzi? ?a?obny orszak spiesznie z góry, dwóch nios?o zw?oki, reszta post?powa?a z ty?u. Uszed?szy kawa?ek, zapalono pochodnie. Nie da si? opowiedzie?, jak wzruszaj?cym by? widok tych ludzi, mkn?cych szybko a cicho z cia?em drogiego mistrza. Zdawa?o si?, ?e p?yn? w powietrzu. O zmierzchu przeprawili si? przez Jordan, w miejscu, gdzie z pocz?tku Jan chrzci?, i gdzie oni zostali jego uczniami. Na wspomnienie tych minionych chwil, nowa ?a?o?? ?cisn??a ich serca, ?zy obfite wylewaj?c. Przyszed?szy nad Morze Martwe, obeszli je doko?a bocznymi ?cie?kami przez puszcz?, i przez dolin? pasterzy doszli w pobli?e Betlejem. W grocie pewnej zatrzymali si? na spoczynek, a w nocy wyruszyli w dalsz? drog? ku Jucie. Przed ?witem jeszcze przybyli w pobli?e grobu Abrahama; zw?oki umie?cili w grocie obok mieszka? Esse?czyków i ci przez ca?y dzie? czuwali nad nimi. Wieczorem o tej prawie godzinie, w której i Zbawiciela namaszczono i z?o?ono do grobu, tak?e w pi?tek, zanie?li Esse?czycy zw?oki Jana do grobowca, gdzie spoczywa? Zachariasz i prorocy, i z?o?yli je w miejscu, które Jezus niedawno kaza? uprz?tn??. Oprócz przyby?ych z Macherus uczniów i obu ?o?nierzy, zebrali si? w grocie


526

krewni i krewne Chrzciciela i spora liczba Esse?czyków, mi?dzy nimi tak?e kilku starców w d?ugich, bia?ych szatach, którzy Jana ?ywili, za pierwszych czasów jego ukrytego ?ycia na puszczy. Niewiasty ubrano by?y w d?ugie, bia?e p?aszcze i mia?y zas?ony na twarzy, a na szyi d?ugie, w?skie szale, na ko?cach postrz?pione. Grobowiec o?wietlony byt mnóstwem lamp. Zw?oki u?o?ono na kobiercu, zdj?to opaski i zabalsamowano je ma?ciami, korzeniami i mirr?. Jaka to bole?? dla obecnych, widzie? cia?o bez g?owy! Co za ?a?o??, nie móc spojrze? w ukochane oblicze; duchowo tylko musieli to sobie uprzytomnia?. Ka?dy z obecnych dorzuci? wi?zk? mirry, lub garstk? korzeni, poczym zawin?li uczniowie cia?o na powrót i z?o?yli w grobie, wykutym ponad grobem ojca Jana. Ko?ci Zachariasza oczyszczono tak?e i owini?to na nowo. Nast?pnie odprawili Esse?czycy rodzaj nabo?e?stwa, czcili bowiem Jana jakby jednego ze swoich, a nawet jako obiecanego im proroka. Ustawili si? w dwa rz?dy, w ?rodku postawili przeno?ny o?tarz, a jeden z nich przy pomocy dwóch innych odprawia? nabo?e?stwo. O?tarz przykryty by? czerwonym i bia?ym p?ótnem; na ?rodku sta?a figurka baranka wielkanocnego, obsypana zio?ami i ga??zkami, a po bokach le?a?y chleby, z?o?one przez uczestników. Figurka ja?nia?a z pocz?tku ?wiat?em czerwonym, pó?niej bia?ym; zapewne by?y pod spodem lampy, których ?wiat?o pada?o najpierw przez czerwon?, potem przez bia?? zas?on?. Kap?an czyta? z ksi?g, kadzi?, b?ogos?awi? i skrapia? o?tarz wod?. Wszyscy ?piewali chórem, nie wy??czaj?c uczniów i krewnych Jana, stoj?cych w oko?o. Przy ko?cu wypowiedzia? najstarszy mow? o spe?nieniu si? proroctw, o znaczeniu Jana, przytaczaj?c rzeczy, odnosz?ce si? do Chrystusa. Przypominam sobie, ?e mówi? o ?mierci proroków i arcykap?ana Zachariasza, zamordowanego mi?dzy ?wi?tyni? a o?tarzem. Zachariasz, ojciec Jana, tak?e zgin?? mi?dzy ?wi?tyni? a o?tarzem, lecz w znacznie wy?szym znaczeniu; wreszcie Jan jest prawdziwym m?czennikiem, ?wiadkiem krwi mi?dzy ?wi?tyni? a o?tarzem. Tymi s?owy wskazywa? na ?ycie i ?mier? Chrystusa. Obrz?dek z barankiem mia? zwi?zek z widzeniem proroczym, które Jan, b?d?c na puszczy, powierzy? jednemu Esse?czykowi. Baranek ten wyobra?a? baranka Wielkanocnego, Baranka Bo?ego, Jezusa, wieczerz? Pa?sk?, m?k?. Jezusa i ?mier? Jego ofiarn?. W?tpi?, czy oni to wszystko dobrze rozumieli; dzia?ali jednak w duchu proroczym, typowo, bo w ogóle wiele rzeczy czynili z proroczego natchnienia. Po obrz?dzie rozdzieli? najstarszy uczniom chleby, z?o?one na o?tarzu, i ka?demu da? ga??zk? z baranka. Inni krewni dostali tak?e po ga??zce, ale nie z tych, które le?a?y na baranku. Esse?czycy spo?yli chleby, poczym grób zamkni?to. Doskonalsi i bogobojniejsi mi?dzy Esse?czykami mieli wielk? znajomo??, proroczo przewidzian?, przysz?ych losów Mesjasza, znali wewn?trzne znaczenie i zwi?zek ?ydowskich obrz?dów religijnych z przyj?ciem Zbawiciela. Na cztery pokolenia przed narodzeniem Naj?w. Panny zaprzestali krwawych ofiar, przeczuwaj?c, ?e ma nadej?? Baranek Bo?y. Strzeg?c czysto?ci i umartwiaj?c si?, s?u?yli niejako przysz?emu Zbawicielowi. Ludzko?? uwa?ali za Jego ?wi?tyni?, do której On ma wej??; wszelkimi wi?c sposobami starali si? utrzyma? j? w czysto?ci i niepokalano?ci. Wiedzieli, jak cz?sto grzechy ludzi opó?ni?y zst?pienie Zbawienia, wi?c chcieli sw? czysto?ci? i pow?ci?gliwo?ci? zado??uczyni? za grzechy innych. Takie poj?cia i zasady przysposobili w ich sekcie poszczególni prorocy w sposób tajemniczy, lecz ogó? ich, nie mia? i za czasów Jezusa, jasnego o wszystkim poj?cia. Co si? tyczy ich obyczajów i s?u?by Bo?ej, byli niejako przes?a?cami przysz?ego Ko?cio?a. Ju? przedtem wielokro? przyczyniali si? do duchowego wychowania i ukszta?cenia przodków Maryi i innych ?wi?tych rodów, a ostatnim


527

ich wi?kszym dzie?em by?o opiekowanie si? ?w. Janem w m?odo?ci. Wykszta?ceni z nich zostali jeszcze za ?ycia Jezusa uczniami, cz??ci? pó?niej zostali cz?onkami gminy chrze?cija?skiej. Oni to wyrobili ducha umartwiania si? i ?ycia systematycznego, bo sami ju? byli w tym wy?wiczeni; wnie?li równie? pierwszy zawi?zek pó?niejszego ?ycia pustelniczego i klasztornego. Wiele jednak innych Esse?czyków nie przynios?o owocu, lecz pozostali suchymi ga??ziami, tj. zasklepili si? w swych zwyczajach i obrz?dach, zmartwieli i przeszli w sekt?, która pó?niej wci?gn??a w siebie wiele pierwiastka poga?skiego i sta?a si? macierz? licznych herezji, rozwijaj?cych si? po ustaleniu Ko?cio?a. Jezus nie mia? z Esse?czykami ?ci?lejszej styczno?ci, ani te? szczególnego podobie?stwa z ich obyczajami. Z pojedynczymi cz?onkami nie styka? si? cz??ciej, ni? z innymi pobo?nymi, ?yczliwymi m??ami. By? tylko bli?ej zaznajomiony z kilku z ?onatymi Esse?czykami, bo ci byli przyjació?mi ?wi?tej Rodziny. Esse?czycy nie wszczynali z Nim sporu, wi?c i On nie powstawa? przeciw nim. W Ewangelii nie ma o nich wzmianki, bo Jezus nie mia? ich za co karci? tak, jak innych ludzi. Nie wspomina? znowu o ich wysokich zaletach, powiedzieliby bowiem zaraz Faryzeusze, ?e nale?y do ich sekty. Jak tylko rozesz?a si? przez s?u?b? z Macherus wie??, gdzie znajduje si? g?owa Jana, zaraz wybra?y si? tam Joanna Chusa, Weronika i jaka? krewna Chrzciciela by ?wi?t? g?ow? dosta?. Lecz jak d?ugo nie mo?na by?o otworzy? sklepionej kloaki i spu?ci? nieczysto?ci, tak d?ugo nie mo?na by?o dosta? si? do g?owy, le??cej na kamieniu wystaj?cym z muru. Zesz?o tak na niczym par? miesi?cy. Nadszed? wreszcie czas, ?e z Macherus zacz?to usuwa? sprz?ty i budowle, s?u??ce do wystawno?ci dworskich Heroda, by z zamku zrobi? wy??cznie twierdz?, obsadzon? za?og?. Rowy czyszczono i naprawiano, robiono nowe przysypiska. Wpad?a mi przy tym w oczy osobliwa rzecz. Oto tu i ówdzie kopano rowy i nape?niano je wybuchowym materia?em, potem zasypywano i zasadzano na wierzchu drzewa, tak ?e na pozór nic nie by?o podejrzanego. W razie potrzeby mo?na to by?o zapali?, a wtedy by?by nast?pi? wybuch, wszystko w ko?o burz?cy. Takie zasadzki przyrz?dzano doko?a murów w szerokim promieniu. By?o tu sporo ludzi, którzy uprz?tali u?amki, lub ?ci?gali mu? z rowów na swoje pola. Mi?dzy nimi by?o kilka niewiast z Juty i z Jerozolimy, które ze s?ugami czeka?y tu na sposobno?? wydostania g?owy ?wi?tego Jana; modli?y si?, co noc w tej my?li, po?ci?y i b?aga?y Boga o ?ask?. Nadesz?a wreszcie kolej czyszczenia owego kana?u, w którym znajdowa?a si? ?wi?ta g?owa. Dno kana?u sz?o pochy?o z góry na dó?. Dolna cze?? by?a ju? wypró?niona i wyczyszczona. Wszed?szy t?dy, trzeba by?o drapa? si? w gór? po wystaj?cych kamieniach a? do miejsca, gdzie le?a? stos ko?ci wyrzuconych z kuchni i gdzie le?a?a ?wi?ta g?owa, a by?o to dosy? daleko. Podczas gdy robotnicy poszli si? posili?, wpu?cili naj?ci ludzie ?wi?te niewiasty do kana?u, oczyszczonego ju? a? do owej kupy ko?ci. Z trudem zacz??y niewiasty pi?? si? w gór?, modl?c si? ustawicznie, by Bóg wspomóg? je w ich przedsi?wzi?ciu. Wtem ujrza?y szukan? g?ow?, stoj?ca na, szyi na wystaj?cym kamieniu. G?owa zwrócona by?a twarz? do nich, a po obu stronach by?y jakoby dwa p?omyki. Wida? by?o w tym ?ask? Bo??, bo g?ów le?a?o tam wi?cej, i gdyby nie te p?omyki, mog?y by si? by?y niewiasty pomyli?. Lecz w jak op?akanym stanie znajdowa?a si? ta g?owa! Ogorza?e oblicze nabrzmia?e by?o krwi?, j?zyk, pok?uty przez Herodiad?, wystawa? z otwartych ust, ?ó?tawe w?osy, za które trzymali j? niegdy? kat i Herodiada, wznosi?y si? sztywno do góry. Niewiasty okry?y g?ow? chust?, i unosz?c j?, pospieszy?y z powrotem. Zaledwie usz?y kawa?ek drogi, gdy spostrzeg?y z przeciwnej strony nadci?gaj?cych oko?o tysi?c ?o?nierzy, by zluzowa? tych kilkuset, bawi?cych w zamku. Dr??c ze strachu, ukry?y si? przed nimi w jaskini, dopiero gdy wszyscy


528

przeszli, wybra?y si? w dalsz? drog?. Przechodz?c przez góry, znalaz?y ?o?nierza, który, upad?szy, zrani? si? ci??ko w kolano i nieprzytomny pozosta? na drodze. Po?o?ono na nim ?wi?t? g?ow?, a ten w jednej chwili ockn?? i powsta?, opowiadaj?c, ?e widzia? Chrzciciela, i ?e ten mu pomóg?. Wielce tym wzruszone obmy?y mu niewiasty rany winem i oliw? i zanios?y go do pobliskiej gospody, nic jednak nie wspominaj?c o g?owie Jana. Wkrótce napotka?y siostrze?ca Zacharyasza i kilku Esse?czyków, którzy wyszli im na przeciw. Szli wi?c dalej razem, samotnymi dro?ynami, tak jak przedtem z cia?em. W Hebron dotyka?y t? g?ow? chorych Esse?czyków, a ci zaraz odzyskiwali zdrowie. Esse?czycy oczy?cili g?ow?, zabalsamowali kosztownymi ma?ciami i zio?ami, i uroczy?cie z?o?yli do grobowca, gdzie spoczywa?o cia?o.

Jezus w Betanii i Jerozolimie. Uzdrowienie chromego od 38 lat

Z Betsur wyszed?szy, uda? si? Jezus z ?azarzem i uczniami do Betanii, min?wszy po drodze Emaus i inne miejscowo?ci. Tu i ówdzie zatrzymywa? si? i naucza? ludzi, zaj?tych wi?zaniem zieleniej?cych si? ju? ?ywop?otów. Na godzin? drogi przed Betani? spotkali si? z Mart?, Magdalen? i wdow? Salome, które wysz?y im naprzeciw. Salome mieszka?a ju? od dawna przy Marcie w Betanii. Jest ona dalek? krewn? ?wi?tej Rodziny ze strony Józefa i by?a tak?e pó?niej wraz z innymi niewiastami obecn? przy z?o?eniu Jezusa do grobu. Spotka?y si? teraz z Jezusem przy gospodzie ?azarza na pustyni i o zmierzchu powróci?y do Betanii. Czterej aposto?owie i uczniowie, rozes?ani przez Jezusa z góry Tabor, przybyli tak?e tego wieczora do Betanii i tu dopiero, ku wielkiej swej ?a?o?ci dowiedzieli si? o ?mierci Jana Chrzciciela. Zdali nast?pnie Jezusowi spraw? ze swej w?drówki, z wyników g?oszonej nauki i uzdrawiania w sposób podany przez Jezusa. Nie wsz?dzie przyjmowano ich go?cinnie, bo -jak mówili - rzucano raz nawet za nimi kamieniami, ale szcz??ciem ?adnego nie trafiono. Obecnie przybywali z Saron, po?o?onego w pobli?u Lyddy. Gdy ju? wszyscy udali si? na spoczynek i cisza nasta?a w domu ?azarza, wyszed? Jezus na osobno??, na gór? Oliwn? i przep?dzi? noc na modlitwie. Góra Oliwna, okryta bujn? ro?linno?ci? i wspania?ymi drzewami, pe?na by?a takich samotnych zak?tków. Magdalena zamieszkuje teraz szczup?e pokoiki, w których mieszka?a cicha Maria; bardzo cz?sto przesiaduje w w?skiej, wysokiej komnacie, jak wie?yczka; jest to zak?tek pokutny. P?acze jeszcze bardzo cz?sto, chocia? nie jest ju? chora, wygl?da jednak przez ci?g?? skruch? i ci??kie pokuty blado i n?dznie. Przez dwa ostatnie dni by? post, a obecnie po szabacie nast?puje radosne ?wi?to trwaj?ce trzy dni. Przypada?o w?a?ciwie pr?dzej, ale je od?o?ono na pó?niej. Jest to ?wi?to, ustanowione na podzi?kowanie za wszystkie otrzymane ?aski od czasu wyj?cia z Egiptu. Mo?na je obchodzi? wsz?dzie, a nie wy??cznie w Jerozolimie. To te? wielu przedniejszych kap?anów, g?ównych nieprzyjació? Jezusa, wyjecha?o z Jerozolimy, korzystaj?c z nieobecno?ci Pi?ata, bo nie potrzebowali si? teraz niczego obawia?, ani si? tak we wszystkim pilnowa?. Nast?pnego ranka poszed? Jezus z uczniami do Jerozolimy i zago?ci? u Joanny Chusa. Marty i Magdaleny tu nie by?o. Oko?o dziesi?tej godziny uda? si? Jezus do ?wi?tyni i tu w dziedzi?cu niewiast czyta? z mównicy prawo Zakonu i naucza?. Wszyscy podziwiali Jego m?dro??, nikt nie o?mieli? si? przeszkadza?, lub stawia? zarzutu. Obecni kap?ani prawie nie znali Go, a ci, co znali, nie byli Mu wrogo usposobieni. G?ówni za? przeciwnicy, Faryzeusze i Saduceusze, wszyscy prawie wyjechali z miasta. Min??a ju? trzecia godzina, gdy Jezus z kilku uczniami poszed? ku stawowi Betesda. Jezus poszed? przez bram?, b?d?c? zwykle zamkni?t? i


529

obecnie ju? nie u?ywan?. Tu, jako do najdalszego k?ta, odpychano najbiedniejszych i najbardziej opuszczonych. Mi?dzy nimi le?a? tam w jednej izdebce cz?owiek, b?d?cy chromym od trzydziestu o?miu lat. Przyszed?szy tu, zapuka? Jezus w zamkni?t? bram?, a ta otworzy?a si?. Przeszed?szy obok chorego, poszed? Jezus w dó? ku kru?gankom bli?ej stawu, gdzie le?eli lub siedzieli chorzy ró?nego rodzaju, i tu naucza?. Tymczasem uczniowie rozdzielali mi?dzy biedniejszych odzie?, chleb, okrycia i chusty, otrzymane od niewiast. Dla chorych, pozostawionych przewa?nie sobie samym, lub zdanych na opiek? niedba?ych s?ug, by?y te oznaki ?yczliwo?ci i pociechy czym? zupe?nie nowym i bardzo ich wzruszy?y. Nauczaj?c tu i ówdzie, zapytywa? Jezus niejednego, czy wierzy, ?e Bóg mo?e mu pomóc, czy chce by? uzdrowionym, czy ?a?uje za grzechy, czy b?dzie pokutowa? i da si? ochrzci?? Gdy wreszcie zacz?? im wylicza? ich grzechy, rzekli, wzruszeni do g??bi: - Mistrzu, Ty jeste? prorokiem, mo?e nawet Chrzcicielem." ?mier? bowiem Jana nie by?a jeszcze powszechnie znana i w wielu miejscach chodzi?y dot?d pog?oski, ?e Jan odzyska? wolno??. Jezus ogólnikowo tylko da? do poznania, kim jest i uzdrowi? wielu chorych. ?lepym kaza? obmy? oczy wod? ze stawu, domieszawszy do niej oliwy, a gdy odzyskali wzrok, poleci? im spokojnie uda? si? do domu i nie rozg?asza? tego a? po szabacie. Uczniowie uzdrawiali tymczasem w innych kru?gankach. Ka?dy z uzdrowionych musia? si? jednak w stawie umy?. Poniewa? jednak uzdrowienia te wszystkich zwróci?y uwag?, gdy? co chwila przychodzi? który? z chorych do sadzawki, aby si? obmy?, uda? si? Jezus na owo miejsce, gdzie le?a? m??, chory od 38 lat. By? to ogrodnik, który przedtem zajmowa? si? piel?gnowaniem balsamowych krzewów i ?ywop?otów, obecnie, m?czony tak d?ug? chorob?, le?a? tu opuszczony, w ostatniej n?dzy, jako publiczny ?ebrak, a ?ywi? si? resztkami jedzenia innych chorych. Od dawna ju? wszyscy uwa?ali go za nieuleczalnego. Stan?wszy przed nim, zapyta? go Jezus, czy chce by? zdrów? Chory, nie przypuszczaj?c, ?e Jezus chce go rzeczywi?cie uzdrowi?, tylko ?e w ogólno?ci pyta si?, dlaczego tu le?y ? odrzek?, ?e nie ma ?adnego s?ugi ani przyjaciela, który by mu pomóg? zej?? do sadzawki w czasie poruszenia wody; zanim si? zaczo?ga na dó?, ju? inni wyprzedzaj? go i zajmuj? miejsca na stopniach, do sadzawki wiod?cych. Jezus wda? si? z nim w d?u?sz? rozmow?, wy?uszczy? mu jego grzechy, pobudzi? go do skruchy i zaleca?, aby si? pozby? nieczysto?ci i nie grzeszy? wi?cej przeciw ?wi?tyni, gdy? grzechy te za kar? ?ci?gn??y na niego chorob?. Pocieszy? go, ?e Bóg wszystkich przyjmuje na powrót i wszystkim daje pomoc, którzy tylko ze skruch? zwracaj? si? do Niego. Biedny cz?owiek, który nigdy nie zazna? pociechy, którego umys? za?niedzia? ju? i st?pia? w tej n?dzy i nieraz szemra?, ?e nikt mu nie chce pomóc, mile i ze wzruszeniem przyj?? ?yczliwe s?owa Pana. Wtedy rzek? Jezus: - Wsta?, we?mij ?o?e twoje, a chod?!" W tych kilku s?owach mie?ci si? tylko krótki przebieg jego uzdrowienia, lecz w rzeczywisto?ci kaza? mu Jezus jeszcze zej?? do sadzawki, obmy? si?, a potem poleci? jednemu z uczniów zaprowadzi? go do jednego z mieszka?, urz?dzonych dla biednych przez przyjació? Jezusa w Coenaculum na górze Syjon, w której Józef z Arymatei mia? sw? pracowni? kamieniarsk?. Chromy dotychczas cz?owiek, z twarz? ca?kiem zbrukan?, wsta? na s?owa Jezusa zdrów, wzi?? swe liche pos?anie, zeszed? do stawu i obmy? si?; w tym po?piechu i rado?ci o ma?o co zapomnia? ?o?a. W?ród tego zaszed? szabat, wi?c Jezus wyszed? niepostrze?enie wraz z Janem bram? obok chatki chorego. Ucze?, który mia? zaprowadzi? chorego, wskazawszy mu, gdzie si? ma uda?, poszed? naprzód. Gdy uzdrowiony wyszed? poza obr?b budynków, otaczaj?cych sadzawk?, ujrza?o go kilku ?ydów i mniemali, ?e cudowna woda sadzawki uzdrowi?a go, rzekli wi?c


530

do?: Czy nie wiesz, ?e szabat? Nie wolno ci nosi? ?o?a!" Ów za? odrzek? im na to: -Ten, co mnie uzdrowi?, rzek? mi: Wsta?, we?mij ?o?e twoje, i chod?!" - Któ? jest - zapytali - ten m??, który te s?owa rzek? do ciebie?" Uzdrowiony jednak tak?e nie wiedzia? gdy? nie zna? Jezusa i nigdy przedtem Go nie widzia?. Jezus za? i uczniowie byli ju? odeszli. Ewangelia opowiada przy tym cudzie, ?e m?? ów ujrza? pó?niej Jezusa w ?wi?tyni, i wskaza? na Niego, ?e to On go uzdrowi?, i ?e skutkiem tego Faryzeusze wszcz?li z Jezusem dysput? co do ?wi?cenia szabatu, w?a?ciwie jednak sta?o si? to podczas innego ?wi?ta, jak o tym najwyra?niej objawienie mnie obja?ni?o. Tylko Jan ewangelista po??czy? to wszystko razem. Wie?? jednak o cudownym uzdrowieniu m??a, powszechnie uwa?anego za nieuleczalnego, roznios?a si? przez ?ydów, którzy ganili uzdrowionemu noszenie ?o?a w szabat, gdy ju? Jezus Jerozolim? opu?ci?, wywo?uj?c wsz?dzie wielki rozg?os. Na innych, uzdrowionych tak przez Jezusa jak i uczniów, nie zwracano tak wielkiej uwagi, bo przypisywano ich uzdrowienie cudownej dzia?alno?ci wody; zreszt? uzdrowienie ich nie przypada?o w szabat, a stra?nicy i dozorcy sadzawki, stoj?cy przy wej?ciach, nie widzieli Jezusa, ani jak wchodzi?, ani jak wychodzi?. Oprócz chorych, umieszczonych w celkach w murze, nie by?o o tym czasie wiele ludzi wewn?trz zabudowa? ko?o sadzawki. Zamo?niejsi chorzy ju? przedtem kazali si? bowiem odnie?? do domu, gdy? ostatnimi czasy rzadko, tylko zdarza?o si? poruszenie wody i to najcz??ciej przy wschodzie s?o?ca; ci wi?c, których pilnowali s?udzy, wtedy tylko kazali si? przynosi?. W ogóle wszystko tu bardzo podupad?o, a cz??? murów po jednej stronie by?a ju? w gruzach. Udawali si? tu teraz tylko ludzie, którzy nie stracili dot?d ?ywej wiary i bogobojni, podobni do naszych ch?opów, którzy z wiar? i ufno?ci? zwiedzaj? miejsca odpustowe. W sadzawce tej ukry? by? niegdy? Nehemiasz ogie? ?wi?ty. Kawa?ek drzewa, którym ogie? by? przykryty, zarzucono, a pó?niej cudownym zrz?dzeniem u?yto go jako cz??ci sk?adowej do krzy?a Jezusa. Cudowna moc sadzawki objawi?a si? od czasu, jak schowano w niej ogie? ?wi?ty. Pocz?tkowo widzieli nieraz pobo?ni, obdarzeni duchem proroczym chorzy, jak anio? wst?powa? w wod? i porusza? j?. Pó?niej ma?o kto, a mo?e i nikt nie widzia? anio?a, a zreszt? czasy ju? by?y takie, ?e cho? kto widzia?, nie mówi? o tym nikomu. Poruszenie wody zna? jednak by?o zawsze, bo woda wzburza?a si? wtedy i k??bi?a. W sadzawce tej chrzcili Aposto?owie po zes?aniu Ducha ?wi?tego, i stanowi?a ona wraz z anio?em wzruszaj?cym wod?, niejako tajemnic? Chrztu ?wi?tego za czasów Baranka wielkanocnego, który znowu by? wyobra?ni? ostatniej wieczerzy i zbawczej ?mierci Jezusa. Po spe?nieniu tego cudu poszed? Jezus z uczniami do synagogi, stoj?cej na górze ?wi?tyni, gdzie Nikodem i inni przyjaciele obchodzili szabat. Nie naucza? tu Jezus, tylko modli? si? i przys?uchiwa? czytaniu szabatowemu. Czytano za? o wyj?ciu z Egiptu, o przej?ciu przez Morze Czerwone, o prorokini Deborze 2. Moj?. 13, 17 a? do 15, 27 i z ksi?gi S?dziów 4, 4, a? do 5, 32. Nast?pnie ?piewano pie?? o przej?ciu przez Morze Czerwone: wymieniano w niej po kolei wszystkie dobrodziejstwa, wy?wiadczone ?ydom przez Boga, szczególnie co do s?u?by Bo?ej i ?wi?tyni; opiewano obszernie suknie kap?a?skie, ozdoby i przybory do s?u?by Bo?ej, na górze Synaj przepisane. Dzi?kowali za wybawienie z Egiptu i z fal Morza Czerwonego, za tablice Zakonu, ark? przymierza, przybytek, suknie kap?a?skie i ?wi?tyni?, za m?drego króla Salomona, prosz?c o drugiego tak m?drego króla. Szabat dzisiejszy nazywa si? Beszallah, a zaraz po nim nast?puje to ?wi?to, trwaj?ce trzy dni, zwane podobno Ennorum; jest ono zarazem ko?cem, pocz?tkiem i dzi?kczynieniem za wszystko i za wszystkie ?wi?ta. Ze


531

?wi?tem tym, zaprowadzonym przez jednego z proroków jeszcze przed zbudowaniem ?wi?tyni, po??czona jest zabawa, wprowadzona przez Salomona przy okazji otrzymania podarunków od królowej Saby, która go wielce uwielbia?a. Z tych darów urz?dzi? on kap?anom i ludowi rozrywk?, z której powsta?a dzisiejsza zabawa, obchodzona dla rozweselenia umys?u i pokrzepienia si?. Poniewa? to ?wi?to wsz?dzie mo?na obchodzi?, wi?c Faryzeusze i urz?dnicy ?wi?tyni, którzy tylko mog? si? wyrwa?, wyje?d?aj? w odwiedziny na wie?, by nabra? si? nowych na nadchodz?ce uroczyste ?wi?ta Purim i Paschy. W czasie tym rozdzielaj? ?ydzi wiele ja?mu?n; wszyscy piek? pulchne, bia?e placki i na pami?tk? manny na puszczy rozdzielaj? je ubogim. ?wi?to to jest niejako „Amen" wszystkich ?wi?t, ?wi?to pocz?tku i ko?ca. Po wyj?ciu z synagogi poszed? jeszcze Jezus z kilku uczniami do ?wi?tyni; nie wiele tam ju? by?o ludzi. Lewici tylko krz?tali si?, uprz?tali i nalewali oliwy do lamp na dzie? jutrzejszy. Jezus podszed? ku nim w miejsce, gdzie zwykle nie wolno by?o chodzi?; by? a? w przedsionku „Miejsca ?wi?tego", gdzie sta?a wielka katedra. Rozmawia? z Lewitami o wielu wa?nych rzeczach, a ci s?uchali Go d?ugo. Nadesz?o jednak kilku innych, gani?c Mu ?mia?o??, z jak? odwa?a si? chodzi? w niew?a?ciwym czasie po miejscach dla? nie przyst?pnych; nazywali Go przy tym pogardliwie Galilejczykiem itp. Jezus rzek? im na to powa?nie i surowo o nale?nym Mu prawie i o domu Ojca Swego, i odszed?. Lewici wy?miewali Go, ale przecie? w duszy czuli strach przed Nim. — Przez noc pozosta? Jezus w mie?cie. Na drugi dzie? rano uzdrawia? Jezus z Aposto?ami chorych, zebranych w bocznych budynkach Coenaculum, znajduj?cym si? w?ród obszernego podwórza na górze Syjon. Wydzier?awia? je Józef z Arymatei na sw? pracowni? kamieniarsk?. Chorymi opiekowa?y si? ?wi?te niewiasty jerozolimskie, oddaj?c si? im zupe?nie na us?ugi; one to wyprawi?y niedawno Józefa z Arymatei do Hebron, by zaprosi? Jezusa do Jerozolimy. Chorzy ci byli to przewa?nie dobrzy, wierz?cy ludzie, znajomi ?w. Rodziny i przyjació? Jezusa, w nocy posprowadzani w podwórze Coenaculum. Przez ca?e rano uzdrawia? Jezus, nauczaj?c przy tym to t?, to ow? grup?. Byli to m??czy?ni, niewiasty i dzieci, chromi, ?lepi, paralitycy, ludzie z uschni?tymi lub pokrzywionymi r?koma, inni — okryci wrzodami. Mi?dzy nimi by?o te? wielu z tych, którzy przy zawaleniu si? wodoci?gu odnie?li rany na g?owie lub inne cz?onki mieli uszkodzone. W Jerozolimie ludzie s? obecnie zaj?ci uprz?tni?ciem gruzów z doliny. Robotnicy musz? spuszcza? si? na dó? i odkopywa? rumowisko. Przy zawaleniu si? wielkiego budynku na górze ?wi?tyni zapad?y si? tak?e mury, tamuj?ce odp?yw wody; teraz wi?c rzucaj? tam w kotlin? ca?e pnie drzew i mnóstwo kamieni, by znowu tam? zape?ni?. Jezus posili? si? nieco wraz z uczniami w Coenaculum, do którego dopuszczono i uzdrowionych. Nast?pnie uda? si? do ?wi?tyni, zasiad? na publicznej mównicy, gdzie by?y ksi?gi Zakonu, kaza? Sobie je poda? i zacz?? lekcj? sobotni?. Czytano o przej?ciu przez Morze Czerwone i o Deborze; potem znowu ?piewano ów psalm ?wi?teczny; by? przepis ?piewa? go o ?wicie lub wieczorem. Nauka Jezusa zdumia?a wszystkich, a nikt nie ?mia? Mu si? sprzeciwi?; tylko kilku Faryzeuszów pyta?o, gdzie si? uczy?, sk?d ma prawo naucza?, jak mo?e odwa?a? si? na to? Jezus odpowiedzia? im na to surowo, a tak trafnie, ?e zapomnieli j?zyka w ustach. Poczym opu?ci? ?wi?tyni? i poszed? z uczniami i przyjació?mi do Betanii. Pobyt Jezusa w Jerozolimie ma?o tym razem zwróci? uwagi, bo g?ówni Jego wrogowie nie byli obecni. Tylko gdy naucza? w szabat w ?wi?tyni z wielkiej mównicy, odczu?a rzesza, kogo s?ucha, wi?c znowu zacz?to tu i ówdzie mówi? o Galilejczyku. Zreszt? nie miano na to czasu, bo wszyscy zaj?ci byli plotkami o zawaleniu si? budowli, o zawi?ci mi?dzy Herodem a Pi?atem, o odje?dzie Pi?ata do


532

Rzymu, tak, ?e nawet o ?mierci Jana Chrzciciela ma?o mówiono. Dzia?o si? tu tak, jak i w innych wielkich miastach. Tu i ówdzie rzek? kto?: „Jezus, Galilejczyk, ma podobno by? w mie?cie." Inny odpowiada? na to: „Je?li przyby? tu sam, bez tysi?cy popleczników, to nic nie zdzia?a." I na tym si? sko?czy?o. W Betanii odwiedzi? Jezus Szymona, który nie pokazywa? si? publicznie, bo ju? mia? pocz?tki tr?du, skóra jego pokryta by?a czerwonymi plamami. Otulony w obszerny p?aszcz, siedzia? w jednej z dalszych komnat. Wida? by?o po nim, ?e nie chce da? pozna? swej choroby, ale nied?ugo da si? to jeszcze ukry?. Trzyma? si? od ka?dego z daleka. Pó?no w noc powrócili uczniowie z Juty, wyszed?szy stamt?d po szabacie. Opowiadali Jezusowi o sprowadzeniu cia?a Jana z Macherus i pogrzebaniu go obok zw?ok przodków. Wraz z nimi przybyli obaj ?o?nierze, z Macherus. ?azarz ukry? ich u siebie i obieca? si? nimi zaj??. Poniewa? Jezus rzek? do uczniów: „Pójdziemy st?d na jakie samotne miejsce, by wypocz?? i op?aka?, nie ?mier? Jana, ale to, ?e si? tak sta? musia?o", pomy?la?am sobie: „Gdzie? i jak wypocznie Jezus?" Inni bowiem Aposto?owie i uczniowie poszli ju? byli do Maryi do Kafarnaum. Ze wszystkich stron, nawet z Syrii i Baszanu, zesz?y si? niezmierne t?umy ludu, a ca?a okolica Chorazin bieleje obozowiskami t?umów, oczekuj?cych tu Jezusa.

Jezus wykupuje je?ców w Tirzie

Raniutko wyszed? Jezus z Betanii w towarzystwie sze?ciu aposto?ów i oko?o dwudziestu uczniów. Szli bez odpoczynku przez jedena?cie godzin, a? do Lebony, po?o?onej na po?udniowym stoku góry Garizim, nigdzie po drodze nie wst?puj?c. Przed za?lubinami z Maryj? Pann?, pracowa? tu ?wi?ty Józef jako cie?la, i odt?d mia? tu przyjació? i znajomych. Na osobnym cyplu ska?y le?a? zamek, a wiod?a do? pod gór? droga, prowadz?ca mi?dzy budynkami i starymi murami. Na drodze tej sta? niegdy? warsztat Józefa i tu te? zago?ci? Jezus wraz z uczniami. Chocia? nie spodziewano si? Go o ile ?e pora by?a ju? pó?na, jednak przyj?to Go go?cinnie ze czci? i rado?ci?. Dom ten zamieszkiwa?a rodzina Lewitów; na górze by?a synagoga. Wyszed?szy z uczniami z Lebony, w?drowa? Jezus spiesznie przez ca?y nast?pny dzie? przez Samari?, w kierunku pó?nocno zachodnim ku Jordanowi. Przeszli przez Aser — Michmetat. go?cili chwil? w gospodzie w Aser, a potem doszli a? do Tirzy, po?o?onej w nadzwyczaj uroczej okolicy na godzin? drogi od Jordanu, a dwie godziny od Abelmeholi. W mie?cie, jak i we wszystkich miejscowo?ciach po drodze, obchodzono rado?nie ?wi?to, zacz?te w Jerozolimie. Na ulicach sta?y osobne ?uki tryumfalne, bawiono si? w publiczne gry, przy czym skakano o zak?ad przez girlandy, podobnie jak to u nas dzieci. Na wolnych placach le?a?y ogromne kupy zbo?a i owoców, przeznaczonych do rozdzielenia mi?dzy biednych. Miasto dzieli si? na dwie cz??ci; jedna cz??? si?ga a? na pó? godziny drogi do Jordanu. Ca?a okolica jest tak bujnie pokryta ogrodami i drzewami, ?e miasta samego nie wida?, a? si? stanie tu? przed nim. Domy poprzegradzane s? ogrodami i pustymi miejscami tak, ?e cz??? miasta, wi?cej oddalona od Jordanu, robi wra?enie osobnych grup domów, rozmieszczonych mi?dzy ogrodami i murami. Za to dzielnica bli?ej Jordanu ??czy si? w pi?kn? ca?o?? i znajduje si? w bardzo dobrym stanie. Zbudowana jest w górze nad dolin? na palach, a spodem wiedzie go?ciniec, jakby pod mostem. Droga ca?a jest urocza; przez dolin?, pe?n? drzew zielonych, biegnie oko w dal ?wietlist?, rozlegaj?c? si? swobodnie za miastem. Tirza le?y na niezbyt wysokiej, obszernej wy?ynie; z miasta przedstawia si? ?liczny widok na wzgórza za Jordanem. Naprzeciw ku pó?nocy wida? ukryte w


533

lasach miasto Jogbeha, na prawo w dole Pere?, a za wodami Morza Martwego biegnie wzrok a? do Macherus. Przed oczyma roz?ciela si? kr?ta wst?ga Jordanu, a jasne jego wody przeb?yskuj? tu i ówdzie mi?dzy ciemn? zielono?ci? brzegów. Na zachód od Tirzy wznosz? si? do?? wysokie góry, oddzielaj?ce j? od Dotan. Abelmehola le?y o dwie godziny drogi na pó?nocny — zachód w kotlinie, po?o?onej wi?cej na po?udnie, ni? ta, w której bracia sprzedali Józefa. Wko?o Tirzy rozci?gaj? si? wsz?dzie ogrody i gaje, pe?ne drzew owocowych; wida? te? tarasy i szpalery krzewów balsamowych jako te? rajskich jab?ek, u?ywanych przez ?ydów podczas ?wi?ta Kuczek. Drzewa te hoduje si? tylko w stosownych miejscach zwróconych do s?o?ca. Oprócz tego uprawiaj? trzcin? cukrow?, ?ó?ty len, podobny do jedwabiu, bawe?n? i rodzaj zbo?a z grubymi badylami, w których ?rodku jest mi??sz. G?ównie zajmuj? si? mieszka?cy hodowl? owoców i ogrodnictwem. Wielu przerabia len, we?n? i trzcin? cukrow? jako surowy produkt do handlu. Droga, wiod?ca pod miastem do Tarichei i Tyberiady, jest to go?ciniec handlowy i wojskowy; tak jak tutaj, gdzie miasto wznosi si? na s?upach nad drog?, tak te? i dalej biegnie ona nieraz mi?dzy pagórkami, jakby tunelem. W ?rodku miasta, licz?c wed?ug dawniejszego obwodu, le?y na wielkim pustym placu obszerny budynek, otoczony grubymi murami, dziedzi?cami i okr?g?ymi budowlami na kszta?t wie?y, wewn?trz których tak?e podwórza si? znajduj?. Jest to stary, opustosza?y zamek dawnych królów izraelskich, obecnie cz??ci? ju? w gruzach, cz??? za? przemieniono na szpital i wi?zienie. Na ruinach urz?dzono tu i ówdzie ogródki; na placu za? przed domem jest studnia przy której za pomoc? osobnego przyrz?du osio? obraca ko?o i tym sposobem wci?ga wod? w skórzanych worach do góry. Wydobyta woda sp?ywa w wielk? cystern?, a z niej rynnami w koryta. Ka?da dzielnica miejscowo?ci ma swoje osobne koryto. U tej studni zesz?o si? z Jezusem i Jego orszakiem pi?ciu uczniów, wracaj?cych z drugiej strony Jordanu, a mianowicie owi dwaj m?odzie?cy, uwolnieni od czarta, dwóch m??ów, z których Jezus wyp?dzi? z?e duchy w wieprze i jeszcze jaki? pi?ty. Stosownie do polecenia Jezusa rozg?aszali oni w kraju Geraze?czyków i w Dekapolis swe uzdrowienie i cud, zdzia?any na wieprzach, uzdrawiali chorych i g?osili zbli?anie si? królestwa. U?ciskano si? wzajemnie i umyto sobie nogi u studni. Jezus wyszed? by? w?a?nie z domu przed miastem, gdzie nocowa? z innymi uczniami. Przywitawszy si? z Nim, oznajmili Mu owi pi?ciu, ?e wszyscy uczniowie, których rozes?a? do Górnej Galilei, powrócili ju? do Kafarnaum i ?e w okolicy roz?o?y?y si? ju? obozem t?umy ludzi, z upragnieniem Go oczekuj?c. Za?atwiwszy si? z nimi, wszed? Jezus do zamku i za??da? od prze?o?onego szpitala, by Go zaprowadzi? do chorych. Prze?o?ony uczyni? to z ch?ci?, a Jezus poszed? za nim przez sal? i podwórza do cel, gdzie mie?cili si? chorzy, naucza? ich, pociesza? i uzdrawia?. Uczniowie jedni byli przy Nim, pomagali Mu podnosi? i prowadzi? chorych, inni poszli do dalszych izb, uzdrawiali sami i przygotowywali chorych na przybycie Jezusa. W jednym z podwórzy stali uwi?zani na ?a?cuchach op?tani; jak tylko Jezus wszed? do domu, zacz?li zaraz wrzeszcze? i rzuca? si?. Na rozkaz jednak Jezusa uspokoili si? natychmiast, a On uwolni? ich od z?ego ducha. W innej osobnej cz??ci budynku umieszczeni byli tr?dowaci. Do tych poszed? Jezus sam, nie bior?c ?adnego z uczniów. Uzdrowionym kaza? Jezus da? je?? i pi?, ubogim porozdawa? ubranie i okrycie, które uczniowie przynie?li tu z gospody w Bezech. Tych, którzy byli rodem z Tirzy, oddano zaraz krewnym. Nast?pnie uda? si? Jezus do przytuliska chorych kobiet. By? to okr?g?y wysoki jak wie?a budynek, mieszcz?cy wewn?trz podwórze. Z jednego, pi?tra wchodzi?o si? na drugie po stopniach, wystaj?cych z muru ze strony podwórza. Wewn?trz domu by?y tylko ma?e schody, podobnie jak u nas. W komnatach, le??cych od zewn?trz, mie?ci?y si? chore wszelkiego rodzaju; wiele z nich uzdrowi? Jezus. W


534

izbach za?, wychodz?cych na podwórze, mie?ci?y si? kobiety uwi?zione ju?to za rozpust?, ju?to za zuchwa?e wygadywanie; niektóre siedzia?y niewinnie. Siedzieli tu i m??czy?ni, w ci??kim i najci??szym wi?zieniu, b?d? za d?ugi, b?d? obwinieni za rozruchy; niektórych zamkni?to tu z zemsty, innych wreszcie chciano usun?? z widowni. O niejednych zapomniano ca?kiem, oddaj?c ich na pastw? jak najwi?kszej n?dzy. W Tirzy mieszka?o wielu Faryzeuszów i Saduceuszów, z których wielu by?o Herodiadami. Wi?zienia jednakowo? strzegli rzymscy ?o?nierze, a prze?o?onym by? tak?e Rzymianin. Przed poszczególnymi celami by?y mieszkania dozorców i ?o?nierzy i ci dopu?cili Jezusa do tych wi??niów, z którymi wolno by?o rozmawia?. Jezus wypytywa? wszystkich o ich po?o?enie i potrzeby, kaza? im da? posi?ek, naucza? ich i pociesza?, a tym, którzy wyznali swe grzechy, udzieli? rozgrzeszenia. Uwi?zionym za d?ugi i wielu innym obieca? przywróci? wolno??, reszcie za? przynajmniej z?agodzenie dotychczasowego losu. Nast?pnie uda? si? Jezus do owego Rzymianina, zarz?dcy, a rozmówiwszy si? z nim powa?nie i wzruszaj?co w sprawie wi??niów, ofiarowywa? si? zap?aci? ich d?ugi i z?o?y? kaucje gwarantuj?c? ich niewinno?? lub popraw?. ??da? wreszcie, by wolno Mu by?o pomówi? z tymi, którzy zostawali w najci??szym wi?zieniu. Zarz?dca, cz?owiek niez?y, wys?ucha? z uszanowaniem s?ów Jezusa, o?wiadczy? Mu jednak, ?e wi??niowie ci s? ?ydami i dostali si? tu w takich okoliczno?ciach, ?e musi si? najpierw porozumie? z ?ydowskimi zwierzchnikami i Faryzeuszami, zanim b?dzie móg? dopu?ci? kogo do wi??niów lub przyj?? propozycj? Jezusa. S?ysz?c to Jezus, obieca? przyj?? tu z ?ydowskimi prze?o?onymi po nauce w synagodze, a tymczasem poszed? jeszcze do uwi?zionych niewiast, pociesza? je i upomina?; od wielu z nich przyj?? wyznanie grzechów, udzieli? im rozgrzeszenia, rozda? mi?dzy nie podarunki i obieca? im pojednanie z rozgniewanymi krewnymi. Od dziewi?tej godziny rano do czwartej po po?udniu pracowa? Jezus gorliwie w tym domu n?dzy i niedostatku, nape?niaj?c go pociech? i rado?ci?; bo te? dzisiaj tutaj tylko smutek panowa?, podczas gdy miasto ca?e oddawa?o si? rado?ci. By? to bowiem pierwszy dzie? radosny, w??czony do ?wi?ta Ennorum przez Salomona z okazji otrzymania podarunków od królowej Saby. Obchód szabatu pierwszego dnia tej uroczysto?ci widzia? Jezus ju? wczoraj w Bezech. I dzisiaj wszystko oddawa?o si? rado?ci w dzielnicy miasta g??ciej zaludnionej; sta?y i tu ?uki tryumfalne, skakano i biegano o zak?ad i rozdzielano zbo?e ubogim. Za to w szpitalu i wi?zieniu panowa?a cisza; tylko Jezus pami?ta? o biednych tych ludziach i bytno?ci? Sw? wniós? rado?? w dom ten ponury. Odszed?szy do domu na przedmie?cie, posili? si? nieco z uczniami chlebem, owocami miodem; kilku uczniów pos?a? do wi?zienia z ró?nymi podarunkami dla wi??niów, sam za? z reszt? uczniów poszed? do synagogi. Po ca?ym mie?cie rozesz?a si? ju? wie?? o Jego czynach w szpitalu. Chorzy, tam uzdrowieni, wróciwszy do miasta, poszli do synagogi, inni chorzy zebrali si? przed synagog?, gdzie Jezus i aposto?owie wielu jeszcze uzdrowili. W synagodze zebrali si? ju? Faryzeusze, Saduceusze i wielu tajemnych Herodian; przyszli tak?e Faryzeusze z Jerozolimy, którzy tu przyjechali na odpoczynek. Wszyscy pe?ni byli jadu i nienawi?ci ku Jezusowi za Jego czyny, które same przez si? pot?pia?y ich w?asn? dzia?alno??. Oprócz nich zebra?y si? w synagodze t?umnie ludzie, niektórzy a? z Bezech. Jezus mówi? o dzisiejszym ?wi?cie i jego znaczeniu, istniej?cym dla w?asnej rozrywki i aby drugim tak?e rado?? i dobrodziejstwa wy?wiadcza?. Naucza? potem o jednym z o?miu b?ogos?awie?stw, mianowicie: „B?ogos?awieni mi?osierni," i opowiedzia? przypowie?? o marnotrawnym synu, któr? ju? przedtem wi??niom by? opowiada?. Nast?pnie skierowa? mow? na wi??niów, wykazuj?c w jakiej ci nieszcz??liwi ?yj? n?dzy i zaniedbaniu, podczas


535

gdy inni bogac? si? tym, co na utrzymanie uwi?zionych jest wyznaczone; skarci? przy tym ostro urz?dników tym si? zajmuj?cych. Kilku z nich znajdowa?o si? tu mi?dzy Faryzeuszami i ci, cho? ?li, musieli s?ucha? s?ów Jezusa. Opowiadaj?c przypowie?? o marnotrawnym synu, zastosowa? j? Jezus do tych, którzy za zbrodnie siedzieli w wi?zieniu, lecz ?a?owali za nie, wi?c obecni tu ich krewni powinni si? z nimi pojedna?. Wszyscy byli bardzo s?owami Jezusa wzruszeni. Tu tak?e opowiada? Jezus przypowie?? o mi?osiernym królu i niemi?osiernym s?udze; t?umaczy?, ?e tymi niemi?osiernymi s?ugami s? ci, którzy za ma?? win? dopuszczaj? marnie? wi??niom, podczas gdy sami daleko ci??sze maj? winy, a Bóg dotychczas im je odpuszcza. Tajemni Herodianie tutejsi rzeczywi?cie wielu wtr?cili do wi?zienia przez ró?ne knowania i prze?ladowania; Jezus te? wskaza? raz na nich ogólnie, mówi?c do Faryzeuszów: „Jest tu wielu mi?dzy wami, którzy wiedz? zapewne dobrze, jak si? ma sprawa z Janem." Faryzeusze te? szemrali przeciw Jezusowi, mówi?c mi?dzy innymi tak: „Wiedzie on wojn? przy pomocy kobiet i z nimi wsz?dzie si? w?óczy; z takim wojskiem nie uda Mu si? za?o?y? ?adnego wielkiego królestwa." Sko?czywszy nauk?, nak?oni? Jezus naczelników rzymskiego miasta, by poszli z Nim do zarz?dcy wi?zienia, i tu za??da? wykupienia opuszczonych wi??niów. Dzia?o si? to publicznie wobec t?umów ludu, ?yczliwego Jezusowi, bo wszyscy z synagogi poszli za Jezusem do wi?zienia. Faryzeusze zatem nie ?mieli si? Jezusowi sprzeciwia?. Ze z?o?ci jednak postawili tak wysokie ceny, ?e za jednego trzeba by?o zap?aci? cztery kro? wi?cej, ni? si? nale?a?o. Tyle pieni?dzy Jezus przy Sobie nie mia?, lecz jako zastaw da? trójk?tn? monet?, na której by?a zawieszona kartka z pergaminu. Kraw?dzie tej monety by?y na trzy cale d?ugie, a w ?rodku by? napis, oznaczaj?cy warto??. Z jednego ko?ca wisia? rodzaj ?a?cuszka o kilku ogniwach i na nim by?o przyczepione pismo. Na karteczce wypisa? Jezus sum? wykupu, polecaj?c j? pobra? z pieni?dzy, uzyskanych za sprzeda? posiad?o?ci Magdalum, które ?azarz zamierza? w?a?nie sprzeda?, przeznaczaj?c w porozumieniu z Magdalen? wszystkie te pieni?dze na ubogich, d?u?ników i grzeszników. Warto?? tej posiad?o?ci wi?ksz? by?a, ni? warto?? Betanii. Po za?atwieniu tego kaza? zarz?dca przyprowadzi? owych biednych wi??niów; Jezus i uczniowie tak?e przy tym pomagali. Powyci?gano ich z ciemnych lochów, wyn?dznia?ych, pó? nagich, zaros?ych w?osami. Niektórzy strasznie byli os?abieni i chorzy. Z p?aczem upadli Jezusowi do nóg, a On pociesza? ich i upomina?. Faryzeusze, ?li, wynie?li si? do domu. Nast?pnie kaza? Jezus wi??niów umy?, ubra? i po?ywi?, i postara? si? zaraz dla nich o mieszkanie. Tymczasem jednak wolno im by?o mieszka? tylko pod dozorem w obr?bie wi?zienia i szpitala; zupe?n? wolno?? mieli uzyska? po z?o?eniu sumy wykupu. Z niewiastami post?piono tak samo. Wszystkim zostawiono posi?ek, a Jezus i uczniowie us?ugiwali do sto?u, opowiadaj?c znowu przypowie?? o marnotrawnym synu. Tak to dom ten smutny nape?ni? si? przecie? rado?ci?, stanowi?c, niejako wyobra?enie uwolnienia z otch?ani patriarchów, którym ju? Jan po swej ?mierci doniós? zbli?anie si? Odkupiciela. Noc t? przep?dzi? Jezus znowu w domu na przedmie?ciu. Zdarzenia te dosz?y do uszu Heroda i zwróci?y uwag? jego na Jezusa tak, ?e si? nawet zapytywa?: „Czy powsta? Jan z grobu?" Zapragn?? te? widzie? Jezusa. Wprawdzie ju? przedtem z pog?osek i przez Jana s?ysza? o Jezusie, ale nie bardzo si? Nim zajmowa?; teraz jednak, dr?czony wyrzutami sumienia, zwraca? na wszystko baczn? uwag?. Mieszka? obecnie w Hezebon, maj?c przy sobie swoich ?o?nierzy i najemnych Rzymian. Z Tirzy wyruszy? Jezus z uczniami do Kafarnaum, maj?c przed Sob? osiemna?cie godzin drogi. Nie poszli dolin? w gór? Jordanu, lecz wzd?u? gór Gilboe przez


536

dolin? Abez, pozostawiaj?c Tabor na lewo. Na noc zatrzymali si? w gospodzie betulijskiej nad jeziorem, a na drugi dzie? zeszli si? w Damna z Maryj?, która przyby?a tu z kilku niewiastami. Spotkano tu równie? sze?ciu Aposto?ów, wys?anych z uczniami w celu nauczania. W Azanot wreszcie z??czyli si? z orszakiem Jezusa dwaj ?o?nierze z Macherus, których ?azarz tu przez Samari? wys?a?.

Jezus w Kafarnaum i w okolicy

W Kafarnaum zebra?o si? nie mniej jak 64 Faryzeuszów ze wszystkich stron. Ju? podczas podró?y swej dot?d, wywiadywali si? o najs?awniejsze cuda Jezusa, a dla lepszego zbadania sprawy kazali zawezwa? do Kafarnaum wdow? z Naim wraz z synem i ?wiadkami, jak równie? syna setnika Achiasza z Gischali. Surowo badali i przes?uchiwali Serobabela i jego syna, setnika Korneliusza ze s?ug?, Jaira i jego córk?, wielu ?lepych, chromych i w ogóle wszystkich, uzdrowionych przez Jezusa w okolicy; nie zapomnieli tak?e o przes?uchaniu ?wiadków. Z?o?? ich zwi?kszy?a si? jeszcze, gdy mimo najlepszych stara? i bada? znale?li tylko nowe dowody prawdziwo?ci cudów Jezusa; uciekli si? wi?c znowu do dawnego oszczerstwa, ?e Jezus ma do czynienia z diab?em. Prócz tego zarzucali Mu, ?e w?óczy si? z niewiastami z?ej s?awy, ?e buntuje lud, umniejsza ja?mu?ny, sk?adane synagogom, i gwa?ci szabat. Che?pili si?, ?e b?d? co b?d? po?o?? temu teraz koniec. Krewni Jezusa, ju? i tak przestraszeni ?ci?ciem Jana, zl?kli si? teraz tym bardziej pogró?ek Faryzeuszów, którzy ?atwo mogli licznie zebrane t?umy podburzy?. Wszelkimi wi?c sposobami starali si? sk?oni? Jezusa, by nie w Kafarnaum, ale gdzie indziej obra? Sobie miejsce pobytu. Przedstawiali Mu ró?ne miejscowo?ci, jak Naim, Hebron, lub drugi brzeg Jordanu; mimo to trwa? Jezus przy tym, ?e b?dzie w Kafarnaum uzdrawia? i naucza?. Uspokoi? ich jednak, ?e Faryzeusze nic Mu nie uczyni? i umilkn?, jak tylko stanie im przed oczy. — Uczniom, niewiedz?cym, co maj? na przysz?o?? pocz??, obieca? pó?niej wyja?ni? wszystko, a dwunastu Aposto?om obieca? da? w?adz? nad uczniami tak?, jak? obecnie Sam mia? nad nimi. Nad wieczorem rozdzielili si?. Jezus z Maryj?, niewiastami i krewnymi poszed? ku po?udniowi przez wie? Serobabela do domu Maryi, stoj?cego w doli nie. Aposto?owie i uczniowie poszli inn? drog?. Tej jeszcze nocy by? u Jezusa Jair i opowiedzia? Mu o prze?ladowaniach Faryzeuszów, lecz Jezus uspokoi? jego obawy. Jair obecnie ust?pi? ju? z urz?du, a za to tym gorliwiej post?powa? za Jezusem. W Kafarnaum pe?no jest obcych, chorych i zdrowych, ?ydów i pogan. Wszystkie okoliczne pola i wy?yny pokryte s? obozowiskami. Na ??kach i we wszystkich zak?tkach gór pas? si? wielb??dy i os?y. I z drugiej strony jeziora roj? si? niziny i wy?yny od t?umów, oczekuj?cych Jezusa. Wida? tu przybyszów ze wszystkich stron kraju, z Syrii, Arabii, Fenicji, nawet a? z Cypru. Rano odwiedzi? Jezus Serobabela, Korneliusza i Jaira, którego córka jest teraz o wiele zdrowsza, a rodzina jego ca?kiem nawrócona i pobo?na. St?d uda? si? Jezus na przedmie?cie do domu Piotra, zape?nionego chorymi. Byli mi?dzy nimi nawet poganie, czego dawniej nie bywa?o. Liczba chorych by?a tak wielk?, ?e uczniowie musieli stawia? rusztowania, by ich wszystkich poumieszcza?. Chorzy si? nie tylko zwracali do Jezusa, lecz nieraz wo?ali na którego z Aposto?ów lub uczniów: „Czy? ty jest uczniem Proroka? Zmi?uj si? nade mn?! pomó? mi! zaprowad? mnie do Niego!" Przez ca?e rano uzdrawia? i naucza? Jezus, Aposto?owie i miej wi?cej 24 uczniów. Op?tani krzyczeli wci?? na Jezusa, lecz na rozkaz Jego umilkli, a


537

Jezus wyp?dza? z nich czarty. Faryzeuszów tu nie by?o, tylko ich szpiedzy i stronnicy. Sko?czywszy uzdrawianie, poszed? Jezus do osobnej sali, a za Nim uzdrowieni i reszta ludzi, i rozpocz??a si? nauka. Cz??? uczniów uzdrawia?a dalej, cz??? zebra?a si? ko?o Mistrza. Jezus naucza? znowu o b?ogos?awie?stwach i opowiada? przypowie?ci i tak np. nauczaj?c o wytrwa?o?ci w modlitwie, powiedzia? przypowie?? o niedobrym s?dzi, który, ust?puj?c natarczywym pro?bom wdowy, spe?ni? jej ??danie, by si? jej pozby?. Tym bardziej wi?c wys?ucha pró?b naszych Ojciec w Niebiesiech, który pe?en jest mi?osierdzia. Jako najlepsz? modlitw? poda? Jezus „Ojcze nasz." Wymieniwszy wszystkie siedem pró?b, obja?nia? zaraz pierwsz? „Ojcze nasz, który jeste? w Niebie." Jezus mówi? ju? o tym uczniom podczas podró?y, teraz za? wprowadzi? „Ojcze nasz" do Swych nauk publicznych, podobnie jak przedtem osiem b?ogos?awie?stw, i odt?d b?dzie j? wci?? powtarza?, coraz wi?cej obja?nia? i przez uczniów rozszerza?. Równocze?nie wyk?ada nauk? o o?miu b?ogos?awie?stwach. Naucza? tak?e, ?e Bóg jest Ojcem naszym, a przecie? Ojciec nie daje dziecku kamienia, je?li prosi o chleb, ani skorpiona lub w??a, je?li dziecko prosi o ryb?. Tak zesz?o do trzeciej godziny. Maryja przygotowywa?a posi?ek dla Jezusa i uczniów w przedsionku domu, gdy? ostatnimi czasy Jezus z uczniami ani razu nie posilili si? dostatecznie, a trudy niema?e co dnia przebywali. Pomaga?y Jej za? w tym siostry, inne niewiasty i synowie braci Józefa z Dabrat, Nazaretu i doliny Zabulon. Sala jadalna przedzielona by?a od sali, gdzie Jezus naucza?, podwórzem, zape?nionym obecnie zbit? mas? ludzi, s?uchaj?cych nauki Jezusa przez otwart? kolumnad? sali. Nie mog?c si? doczeka? Jezusa, postanowi?a Maryja osobi?cie pój?? poprosi? Go, by si? troch? posili?; nie chc?c i?? Sama w t?um, wzi??a z Sob? krewnych i zacz??a przeciska? si? do Jezusa. Wobec ogromnego nat?oku usi?owania Jej by?y daremne, jednak z ust do ust dosz?a wiadomo?? o Jej ??daniu do uszu szpiega Faryzeuszów, stoj?cego w pobli?u Jezusa. Jezus w?a?nie wspomina? kilkakro? o Ojcu Swym niebieskim, gdy wtem nie bez ukrytej ironii rzek? ów szpieg do Niego: „Patrz, oto Twa Matka i bracia Twoi czekaj? tam i pragn? pomówi? z Tob?." Jezus popatrza? na? chwilk? i powiedzia?: „Kto jest M? matk? i Mymi bra?mi?" Poczym ustawi? Aposto?ów w gromadk?, obok nich uczniów, a wyci?gn?wszy ku nim r?k?, wskaza? najpierw na Aposto?ów, mówi?c: „Oni s? Moj? matk?", za? wskazuj?c na uczniów, rzek?: „To s? Moi bracia, którzy s?uchaj? s?owa Bo?ego i strzeg? go; kto czyni wol? Ojca Mego, który jest w niebiesiech, ten jest Mym bratem, siostr? i matk?!" To rzek?szy, pozosta? Jezus dalej i naucza?, tylko uczniom pozwoli? kolejno odchodzi?, posili? si?. Nast?pnie poszed? z uczniami do synagogi, uzdrawiaj?c po drodze chorych, wzywaj?cych Jego pomocy. Ju? zaszed? szabat, gdy w przedsionku synagogi zast?pi? Jezusowi drog? m?? z pokrzywion?, uschni?t? r?k?, i b?aga? Go o ratunek. Jezus kaza? mu zaczeka?. Wtem z drugiej strony zbli?yli si? ludzie, wiod?cy na sznurze g?uchoniemego op?tanego, który dr?czony przez diab?a, rzuca? si? i szala?. Jezus rozkaza? mu usi??? spokojnie przy wej?ciu do synagogi i czeka?. Op?tany usiad? natychmiast, pod?o?ywszy nogi pod siebie, g?ow? opar? na kolanach i tylko z ukosa spogl?da? na Jezusa, a od czasu do czasu drga? konwulsyjnie; zreszt? zachowywa? si? spokojnie przez ca?y czas nauki. W synagodze czytano o Jetro, jak udziela? Moj?eszowi rad, gdy Izraelici przyszli pod gór? Synaj, o otrzymaniu dziesi?ciu przykaza? na górze, za? z proroka Izajasza o tym, jak ten?e widzia? tron Boga, a Serafin oczy?ci? mu usta ?arz?cym w?glem (2. Moj?. 18 —21; Jez. 6, 1—13). Synagoga przepe?niona by?a lud?mi, a wielu jeszcze sta?o na dworze. Wszystkie wej?cia by?y obsadzone; niektórzy powy?azili a? na gór? i stamt?d przys?uchiwali si? nauce. Obecni byli wszyscy uzdrowieni,


538

równie? uczniowie i krewni Jezusa. Zebrani licznie Faryzeusze i Herodianie pa?ali nienawi?ci? i rozgoryczeniem ku Jezusowi. Wiedz?c jednak, ?e mieszka?cy Kafarnaum, zarówno jak obcy, pe?ni s? czci i podziwu dla Jezusa, nie ?mieli bez powodu Mu przeszkadza?. W ogóle przybyli tu raczej powodowani wzajemn? che?pliwo?ci?, ni? stawienia Mu oporu, bo tego by nie potrafili. Publicznie w ogóle teraz ju? nie bardzo ch?tnie stawiali Jezusowi oporu, bo odpowiedzi Jezusa najcz??ciej o?miesza?y ich i zawstydza?y przed ca?ym t?umem. Za to, gdy Jezus odszed?, starali si? wszelkim sposobem odwie?? od Niego ludzi, i jak najgorsze rzuca? na? potwarze. Mi?dzy nimi byli ?wie?o przybyli z Jerozolimy, którzy mieli ch?tk? po powrocie do domu now? jak? spraw? przed?o?y? w „Radzie." Wiedz?c, ?e tu jest cz?owiek z uschni?t? r?k?, chcieli skusi? Jezusa, by go uzdrowi?, a po tym oskar?y? Go o zgwa?cenie szabatu. Chwycili si? wi?c tego ?rodka, bo innego nie mogli znale??. Chocia? znali ju? zdanie Jezusa w tej sprawie, zarzucili Go znowu pytaniami, a Jezus z niezwyk?? cierpliwo?ci? odpowiada? na nie jak przedtem. „Czy godzi si? w szabat uzdrawia??" — zapytali Go. Jezus, znaj?c ich my?li, przywo?a? cz?owieka z usch?? r?k?, postawi? go w po?ród nich i zapyta?: „Czy w szabat godzi si? czyni? dobrze, czy ?le? Czy nale?y ratowa? ?ycie bli?niego, czy te? dozwoli? mu zgin???" Faryzeusze milczeli. Wtedy u?y? Jezus zwyczajnego w tych razach porównania, mówi?c: „Je?li owca którego z was wpadnie w szabat w dó?, czy nie wyci?gn?liby?cie jej? A przecie? cz?owiek wi?cej znaczy ni? owca. A wi?c dozwolonym jest w szabat czyni? dobrze." Zasmucony ich zatwardzia?o?ci?, spojrza? Jezus na nich gniewnie i przenikliwie, poczym uj?? lewic? chor? r?k? owego cz?owieka, przesun?? po niej praw? r?k?, wyprostowa? pokrzywione palce i rzek?: „Wyci?gnij r?k?!" Cz?owiek ów wyci?gn?? zdrow? ju? r?k?, i porusza? ni? swobodnie, jak ka?dy inny. Sta?o si? to wszystko w jednej chwili. Uzdrowiony rzuci? si? z podzi?k? do nóg Jezusowi; lud g?o?no objawia? sw? rado??, tylko Faryzeusze, ?li, skupili si? u drzwi, naradzaj?c si? nad czym?. Jezus wyp?dzi? tymczasem czarta z op?tanego, le??cego przy drzwiach, i przywróci? mu s?uch i mow?. Nowa rado?? ogarn??a t?umy, tylko Faryzeusze wyra?ali si? obel?ywie: „Ten cz?owiek ma diab?a w Sobie; wyp?dza czarty za pomoc? innych czartów." Jezus zwróci? si? na to ku nim i rzek?: „Kto z was dowiedzie Mi grzechu? Dobre drzewo dobre owoce rodzi, z?e drzewo z?e owoce rodzi. Z owoców poznaje si? drzewo. Plemi? jaszczurcze, jak mo?ecie wy, b?d?c z?ymi, mówi? dobre rzeczy? Usta mówi? to, czego serce jest pe?ne." Tego ju? za wiele by?o Faryzeuszom, wszcz?li wi?c wielki zgie?k, mówi?c: „Tego ju? nam dosy?! Trzeba temu raz koniec po?o?y?." Jeden nawet zawo?a? zuchwale: „Czy nie wiesz, ?e mo?emy Ci? ka?dej chwili wyp?dzi??" Nie zwa?aj?c na krzyki, wyszed? Jezus z uczniami z synagogi. Cz??? uczniów uda?a si? do domu Maryi, cz??? do domu Piotra nad jeziorem. U Maryi Jezus si? posili?, a noc przep?dzi? z 12 Aposto?ami w domu Piotra, bo w tym zak?tku najlepsze by?o schronienie. Ca?y nast?pny dzie? przep?dzi? Jezus z Aposto?ami i uczniami w domu Piotra. Lud oczekiwa? Go, szuka? nawet za Nim na ró?nych miejscach, lecz Jezus pozosta? w ukryciu. Przez ten czas przywo?ywa? Jezus do Siebie Aposto?ów i uczniów po dwóch, tak jak ich by? rozes?a?, i kaza? Sobie zdawa? spraw? z w?drówek nauczycielskich. T?umaczy? im wszelkie w?tpliwo?ci, jakie im si? nieraz przytrafia?y, i poucza?, jak maj? post?powa? na przysz?o??, wspominaj?c, ?e teraz nowe czeka ich przeznaczenie. Sze?ciu aposto?ów, wys?anych do Górnej Galilei znalaz?o wsz?dzie dobre przyj?cie i sk?onne do wiary umys?y; wielu te? ochrzcili. Natychmiast, wys?ani do Judei, nie ochrzcili nikogo, a nawet gdzie niegdzie stawiano im czynny opór.


539

Z ko?cem szabatu ci?ba ko?o domu Piotra stawa?a si? coraz wi?ksz?. Widz?c to Jezus, uszed? tajemnie w nocy z domu bocznymi drogami, wsiad? z uczniami na ?ód? Piotra, a przep?yn?wszy jezioro, wyl?dowa? mi?dzy c?em Mateusza, a miastem Ma?e — Chorazin. St?d udali si? na gór?, u stóp której sta?o c?o; tu na osobno?ci mia? Jezus zamiar poucza? uczniów. Tymczasem t?umy zauwa?y?y znikni?cie Jezusa i wie?? o tym rozesz?a si? natychmiast w?ród obozowisk. Ludzie wi?c, roz?o?eni ko?o Betsaidy, cz??ci? przeprawili si? przez jezioro, cz??ci? obeszli je przez most na Jordanie i wkrótce otoczyli zbit? mas? gór?, na której si? Jezus z uczniami znajdowa?. Widz?c, ?e niema innej rady, uporz?dkowali uczniowie lud, a Jezus rozpocz?? nauk? o o?miu b?ogos?awie?stwach i o modlitwie i obja?nia? znowu pocz?tek „Ojczenasza." T?umy coraz si? zwi?ksza?y i schodzili si? ludzie z okolicznych miast z Julias, Chorazin, Gergezy, wiod?c z sob? chorych i op?tanych. Wielu z nich odzyska?o zdrowie z r?k Jezusa i uczniów. Po sko?czeniu nauki, rozpu?ci? Jezus ludzi, poleciwszy im zej?? si? na drugi dzie? na miejscu, gdzie mia? naucza?. Sam za? poszed? z uczniami i aposto?ami na szczyt góry i zatrzyma? si? w odosobnionym, cienistym miejscu. Oprócz dwunastu aposto?ów by?o przy Nim 72 uczniów, mi?dzy nimi dwaj przybyli z Macherus ?o?nierze i tacy, którzy dot?d jeszcze formalnie nie byli uczniami, ani uczestnikami w rozes?aniu. Do tych nale?eli tak?e synowie braci Józefa. Jezus wy?o?y? krótko uczniom przysz?e ich zadanie. Zaleca?, by nie nosili ze sob? pe?nych sakw, pieni?dzy i chleba, lecz tylko lask? i sanda?y; je?li by ich gdzie nieprzyja?nie przyj?to, niech otrz?sn? proch z obuwia swego i id? dalej. Da? im ogólne przepisy na przysz?o?? co do ich urz?du, jako Aposto?ów i uczniów, nazwa? ich sol? ziemi, ?wiat?em, którego nie powinno si? chowa? pod korzec i miastem na górze. Nie wspomina? jednak nic o czekaj?cych ich ci??kich prze?ladowaniach. W przemowie tej wyró?ni? Jezus stanowczo Aposto?ów nad uczniami, da? im w?adz? rozsy?ania i powo?ywania ich, tak jak On to czyni, a to na mocy danego im pos?annictwa. I uczniów podzieli? Jezus na kilka klas, poddaj?c m?odszych pod w?adz? starszych, bardziej do?wiadczonych. Ustawi? przy tym wszystkich w takim porz?dku: Aposto?ów po dwóch z Piotrem i Janem na czele. Starsi uczniowie stali w ko?o nich, a za nimi m?odsi pod?ug stopni starsze?stwa. Naucza? jeszcze d?ugo powa?nie a wzruszaj?co, i wk?ada? powtórnie r?ce na Aposto?ów, uczniów za? pob?ogos?awi? tylko. Wszystko odby?o si? w?ród g??bokiej ciszy i ogólnego wzruszenia. Nikt nie czyni? jakichkolwiek trudno?ci, ani te? nie objawia? ?adnej niech?ci. Na tym zesz?o do wieczora, poczym Jezus, wzi?wszy Andrzeja, Jana, Filipa i Jakuba M?odszego, zapu?ci? si? dalej w góry i tam przep?dzi? noc na modlitwie.

Nakarmienie 5000 ludzi

Nast?pnego ranka wszed? Jezus znowu z Aposto?ami na gór?, gdzie ju? kilkakrotnie naucza? o o?miu b?ogos?awie?stwach; czeka?y ju? t?umy, zebrane w wielkiej liczbie, a chorych umie?cili inni aposto?owie w miejscach bezpiecznych. Zacz??o si? wi?c nauczanie i uzdrawianie. Tych, którzy dopiero pierwszy raz przybywali w te strony, zaraz chrzczono. Wody do chrztu przyniesiono w worach na gór?. Przyjmuj?cy chrzest kl?kali w ko?o, a aposto?owie chrzcili ich po trzech naraz, przez pokropienie. Przyby?a tu i Matka Jezusa z innymi niewiastami, by nie?? pomoc chorym niewiastom i dzieciom; z Jezusem jednak nie rozmawia?a wcale, i wczesn? por? powróci?a do Kafarnaum. Jezus tymczasem naucza? o o?miu b?ogos?awie?stwach i doszed? a? do szóstego, powtórzy? potem zacz?t? w Kafarnaum nauk? o modlitwie i obja?nia? pojedyncze


540

pro?by „Ojcze nasz" Nauka i uzdrawianie przeci?gn??y si? a? do czwartej godziny i g?ód zacz?? ju? doskwiera? zebranym t?umom ludu. Wszyscy prawie od wczoraj ju? szli za Jezusem, a szczup?y zapas, jaki ka?dy wzi?? z sob?, wyczerpa? si? dawno. Niektórzy a? z g?odu omdlewali. Widz?c to Aposto?owie, prosili Jezusa o zako?czenie nauki, by t?umy mog?y przed noc? poszuka? sobie gospód i kupi? ?ywno?ci. - „Dlaczego? maj? odchodzi?? - rzek? Jezus - dajcie wy im je??!" - Filip odezwa? si? na to: „Czy? mamy pój?? kupi? za par?set denarów chleba i rozdzieli? mi?dzy t?umy?" Wyrzek? to z pewn? zgry?liwo?ci?, mniemaj?c, ?e Jezus chce na nich zda? trud przyniesienia z okolicy takiej mnogo?ci chleba, by po?ywi? t?umy. Lecz Jezus poleci? im tylko popatrze?, ile chleba maj? przy sobie, a Sam naucza? dalej. W?a?nie przyniós? by? jaki? s?uga aposto?om w darze od swego pana pi?? chlebów i dwie ryby, wi?c Andrzej oznajmi? to Jezusowi, dodaj?c: „Có? to znaczy na tak wielu?" Jezus nic nie odpowiadaj?c, kaza? przynie?? owe chleby i ryby, po?o?y? przed Sob? na murawie, i naucza? dalej o pro?bie o chleb powszedni. Lecz ludziom za d?ugo ju? by?o czeka?; wielu poomdlewa?o z g?odu, dzieci p?aka?y, wyci?gaj?c r?cz?ta po chleb. Wtedy rzek? Jezus do Filipa, wystawiaj?c go na prób?: „Gdzie kupimy tyle chleba, by mogli si? nasyci??" - „Dwie?cie denarów nie wystarczy na wszystkich!" odrzek? Filip. Lecz Jezus rzek? mu: „Ka?cie usi??? ludowi w gromadkach, najg?odniejsi po pi??dziesi?ciu, inni po stu, i przynie?cie Mi tu koszyki z chlebem." Aposto?owie przynie?li przed Jezusa p?askie, z szerokiego ?yka plecione koszyki z chlebem, potem zabrali si? do sadowienia ludzi. Góra by?a tarasowata, pi?kn? poros?a traw?. W ko?o góry na stokach rozsiad?y si? wi?c t?umy, w gromadkach po pi??dziesi?ciu i stu; Jezus sta? nieco wy?ej. W ko?o miejsca, gdzie Jezus naucza?, sta?a wysoka ?awka darniowa, przeci?ta kilku wchodami. Na niej kaza? Jezus, roz?o?y? nakrycie i po?o?y? owe pi?? chlebów, jeden na drugim i dwie ryby. Chleby by?y pod?ugowate, grube na dwa cale, o cienkiej ?ó?tej skórce, wewn?trz nie bardzo bia?e, ale smaczne, po?ywne. Oznaczone by?y pr??kami tak, ?e ?atwo je by?o kraja? no?em, lub ?ama?. Ryby, wielko?ci ramienia ludzkiego, o g?owach wystaj?cych, niepodobne by?y do naszych ryb. Le?a?y na wielkich li?ciach, pieczone ju? i ponadkrawywane, gotowe do jedzenia. Kto? inny znowu przyniós? par? plastrów miodu i po?o?y? je równie? na nakryciu ko?o chleba. Podczas gdy uczniowie wed?ug polecenia Jezusa odliczali ludzi i sadowili ich po pi??dziesi?ciu i po stu, pokraja? Jezus ko?cianym no?em wszystkie pi?? chlebów; ryby, nadkrojone ju? na wzd?u?, pokraja? na poprzek. Wzi?wszy za? jeden chleb w r?ce, podniós? do góry i pomodli? si?; to samo uczyni? z ryb?. Co do miodu, nie przypominam sobie, jak by?o. Obok Jezusa sta?o trzech uczniów. Jezus pob?ogos?awi? chleb, ryby i miód, i zacz?? ?ama? chleb w szerz tak, jak by? oznaczony pr??kami, a te kawa?ki znowu ?ama? na mniejsze. I oto ka?dy kawa?ek rós? Mu w r?kach i znów przemienia? si? w bochenek oznaczony pr??kami. Wi?c znowu dzieli? go Jezus na cz??ci, tak wielkie, ?e m?? doros?y móg? si? tym nasyci?. Podobnie czyni? z rybami. Saturnin, stoj?cy obok, k?ad? na porcj? chleba kawa?ek ryby, trzeci za?, m?ody ucze? Jana Chrzciciela, syn pasterza, pó?niejszy biskup, k?ad? na ka?d? porcj? troch? miodu. Ryb nie ubywa?o wcale, a i plastry miodu zdawa?y si? mno?y?. Tadeusz k?ad? gotowe ju? porcje w p?askie kosze i te zanoszono najpierw najg?odniejszym. Pró?ne kosze przynoszono na powrót i zamieniano je na pe?ne i tak trwa?o roznoszenie dwie godziny, dopóki nie nasycili si? wszyscy. ?ony i dzieci obecnych siedzia?y osobno; pami?tano jednakowo? i o nich, bo m??owie ich otrzymywali tak wielkie porcje, ?e ?onie i dzieciom mogli udzieli? i wszyscy mieli dosy?. Popijano przy tym wod?, przyniesion? w worach; s?u?y?y do tego kubki ze


541

zwini?tej kory, jakoby tr?bki, lub wydr??one arbuzy. Rozdzielanie odbywa?o si? ?wawo i we wzorowym porz?dku. Aposto?owie i uczniowie byli zaj?ci roznoszeniem, rozdzielaniem i odnoszeniem pró?nych koszów. Cisza panowa?a w?ród t?umu i wszystkich ogarn??o zdziwienie na widok takiej obfito?ci po?ywienia. A by?o si? te? czemu dziwi?. Chleby bowiem by?y tylko na dwie pi?dzi d?ugie a o jedn? pi?t? mniej wynosi?a szeroko??. Grube by?y na dobre trzy palce. Ka?dy chleb by? karbiony na pi?? cz??ci na wzd?u? i na cztery na poprzek, razem zatem na 20 cz??ci. Ka?da cz??? musia?a si? wi?c 50 razy pomno?y?, by wystarczy?o chleba dla 5000 m??ów. Ryby rozkrojono ju? wzd?u? na dwie po?owy, kraja? Jezus na poprzek na dosy? du?o cz??ci; które mno?y?y si? w cudowny sposób, cho? na oko pozostawa?y zawsze dwie ca?e ryby. Gdy wszyscy si? ju? nasycili, kaza? Jezus uczniom obej?? t?umy i zebra? do koszów u?omki, by nic nie zgin??o. Zebrano dwana?cie pe?nych koszów, chocia? wielu pochowa?o sobie po kawa?ku na pami?tk?. Tym razem nie by?o tu ?adnych ?o?nierzy, którzy zwyczajnie przychodzili s?ucha? wa?niejszych nauk. Po?ci?gano bowiem ich teraz do Hesebon, gdzie przebywa? Herod. Powstawszy, zebrali si? posileni ludzie w gromadki, pe?ni podziwu i zachwytu nad cudem Pana, mówi?c pomi?dzy sob?: „Zaprawd?, ten to jest! To jest prorok, który ma przyj?? na ?wiat! To jest ten obiecany!" Zmrok ju? zapada?, wi?c Jezus kaza? uczniom wsi??? na ?odzie i pop?yn?? naprzód do Betsaidy, gdy? sam tam wkrótce za nimi si? uda, skoro tylko lud rozpu?ci. Zabrawszy kosze z u?omkami, by rozdzieli? je biednym, zeszli uczniowie z góry; cz??? ich pop?yn??a zaraz do Betsaidy, aposto?owie i starsi uczniowie zatrzymali si? chwil?, poczym wsiad?szy na ?ód? Piotra, odp?yn?li tak?e. Jezus tymczasem rozpu?ci? ludzi, bardzo cudem poruszonych. Zaledwie jednak zeszed? z mównicy, podnios?y si? mi?dzy t?umem g?osy: „On nam da? chleb! On naszym królem! Wybierzmy Go sobie za króla!" Jezus jednak, ukrywszy si? przed ich oczyma uszed? na samotne miejsce i odda? si? modlitwie.

Jezus chodzi po morzu

Wiatr przeciwny wstrzymywa? ?ód? Piotra, zaj?t? przez Aposto?ów i kilku uczniów. Wios?owano z wysi?kiem, lecz mimo to wiatr sp?dzi? ?ód? troch? z kierunku przejazdu ku po?udniowi. By?a ju? noc. Z obu brzegów odp?ywa?y co dwie godziny ma?e ?ódki, o?wiecone pochodniami, ju?to by dowie?? spó?nionych podró?nych do wi?kszych ?odzi, ju?to by w ciemno?ci wskazywa? przeje?d?aj?cym drog?. Poniewa? te ?ódki zmienia?y si? co dwie godziny, jak stra?e na placówce, zwano je zwykle nocnymi stra?ami. W?a?nie teraz czwarta taka stra? odbi?a od brzegu; ?ód? za? Piotra, sp?dzona z drogi, ko?ysa?a si? na falach wi?cej w po?udniowej stronie. Wtem pojawi? si? na falach Jezus, id?c od pó?nocnego wschodu ku po?udniowemu zachodowi. Wko?o otacza? Go ob?ok ?wietlisty, a posta? Jego odbija?a si? jasno w zwierciadle wody. Id?c od strony BetsaidaJulias ku Tyberiadzie, przeszed? Jezus pomi?dzy dwoma ?odziami stra?niczymi, z których jedna wyp?yn??a w?a?nie z Kafarnaum, druga z przeciwnej strony. Siedz?cy w nich, ujrzawszy Jezusa, wydali krzyk przera?enia, a s?dz?c, ?e to jaki strach, zatr?bili na trwog?. ?ód? Piotra zwrócona by?a w?a?nie w t? stron?, a uczniowie wios?owali z nat??eniem, by za ?wiat?em ?odzi stra?niczych dosta? si? na w?a?ciw? drog?. Na g?os rogu spojrzeli w t? stron? i ujrzeli po chwili Jezusa, gdy si? ju? do nich zbli?y?, bo przedtem zas?ania?a Go g?sta mg?a. Jezus mkn?? po falach szybciej, ni? zwyk?ym chodem, a gdzie st?pi?, uspokaja?y si? natychmiast fale. Uczniowie widzieli Go na wodzie ju? drugi raz, a przecie? na


542

widok tego niezwyk?ego zjawiska krzykn?li ze strachu. Powoli jednak och?on?li, przypomniawszy sobie pierwsz? w?drówk? Jezusa po falach, a wtedy Piotr, chc?c znowu okaza? sw? siln? wiar?, zawo?a?, powodowany zapa?em: „Panie, je?li to Ty jeste?, ka? mi przyj?? do Siebie!" I rzek? mu Jezus: „Chod?!" Tym razem przeszed? Piotr wi?ksz? przestrze?, lecz przecie? za ma?? by?a wiara jego. B?d?c ju? tu? przy Jezusie, wspomnia? ?e mo?e mu grozi? niebezpiecze?stwo i zaraz zacz?? ton??, chocia? nie zanurzy? si? tak g??boko, jak pierwszym razem. Wyci?gn?wszy r?k? ku Jezusowi, zawo?a?: „Panie ratuj mnie!" Jezus za?, uj?wszy go, rzek?: „Cz?owieku ma?ej wiary, dlaczego w?tpisz?" Gdy wst?pi? Jezus do ?odzi, upadli Mu uczniowie do nóg, wo?aj?c: „Zaprawd?, Ty jeste? Synem Bo?ym!" Jezus zgani? im w ostrej przemowie ich trwog? i ma?owierno??, a potem obja?nia? im jeszcze „Ojcze nasz". ?ód?, kaza? Jezus skierowa? wi?cej na po?udnie. Z pomy?lnym wiatrem pr?dko teraz pop?yn?li, mog?c nawet troch? po?o?y? si? do snu w zag??bieniu ko?o masztu pod burtami. Burza nie by?a dzi? tak silna, jak tamtym razem, z drogi za? sp?dzi? ich silny pr?d, p?yn?cy przez ?rodek jeziora, i dlatego nie mogli powróci? na w?a?ciwa drog?. Jezus wiedzia? dobrze, ?e Piotr zanurzy si? w falach, a kaza? mu przyj?? do Siebie, by go upokorzy?. Piotr jest bardzo gorliwy i ma siln? wiar?, ale przy tym s?abo??, ?eby wiar? t? Jezusowi i uczniom przy ka?dej sposobno?ci okazywa?. Dozwalaj?c mu ton??, ochrania? go Jezus od wzbicia si? w dum?. Inni Aposto?owie podziwiali wiar? Piotra i sami nie byliby si? na to odwa?yli, wi?c teraz da? im Jezus pozna?, ?e pomimo wiara Piotra o tyle silniejsza od ich wiary, przecie? nie wystarcza jeszcze. Ze wschodem s?o?ca dobi?a ?ód? Piotra do brzegu po wschodniej stronie jeziora mi?dzy Magdal? a Dalmanut?, obok grupy domów, nale??cych do Dalmanuty. To miejsce mia? namy?li ewangelista, mówi?c: „W strony Dalmanuty" . Zaledwie ludzie ujrzeli zbli?aj?c? si? ?ód?, zaraz powynosili chorych i wyszli na brzeg na przeciw Jezusa. Jezus z pomoc? uczniów uzdrawia? chorych na ulicach, poczym wyszed? za miasto na pagórek, gdzie zebrali si? wszyscy mieszka?cy, ?ydzi i poganie. Tu naucza? o o?miu b?ogos?awie?stwach, obja?nia? „Ojczenasz" i uzdrawia? przyniesionych chorych. Miejscowo?? ta by?o to miejsce przewozowe i c?owe. Sprowadzano tu mnóstwo ?elaza z miasta Efron w Baszanie, a st?d przewo?ono je do innych miast portowych na u?ytek ca?ej Galilei. Z gór ko?o Efron wida? dobrze t? miejscowo??. St?d pop?yn?? Jezus z Aposto?ami ?odzi? do Tarychei, le??cej na wy?ynie, trzy do cztery godzin drogi na po?udnie od Tyberiady, na kwadrans od brzegu jeziora; pojedyncze domy si?gaj? a? do brzegu. St?d a? do uj?cia Jordanu biegnie brzegiem mocny, czarny mur, na którym prowadzi droga. Miejscowo?? jest pi?kna, nowo zbudowana na sposób poga?ski z portykami przed domami. Na rynku stoi pi?kna studnia z kolumnami, przykryta dachem. Ku tej studni skierowa? Jezus Swe kroki, a za Nim nadeszli wkrótce t?umnie mieszka?cy, wiod?c, chorych, których Jezus uzdrowi?. W niejakiej odleg?o?ci za m??czyznami sta?y z dzie?mi niewiasty zakwefione. Obok Jezusa znajdowali si? Faryzeusze i Saduceusze, a mi?dzy nimi tak?e Herodianie. Przedmiotem nauki by?o znowu osiem b?ogos?awie?stw i „Ojczenasz". Faryzeusze zacz?li stawia? swe zwyk?e zarzuty, ?e obcuje z celnikami i grzesznikami, przestaje z z?ymi niewiastami, uzdrawia w szabat, ?e uczniowie zaniedbuj? umywania r?k itd. Jezus zby? ich krótko, poczym przywo?a? do Siebie dzieci, naucza? je, b?ogos?awi?, chore uzdrawia?, wreszcie wskazuj?c na nie, rzek? Faryzeuszom: „Takimi musicie si? sta?, je?li chcecie wej?? do królestwa niebieskiego". Tarichea le?y ni?ej od Tyberiady. Mieszka?cy ?owi? mnóstwo ryb, sol? je i susz?. Do suszenia ryb


543

ustawione s? przed miastem umy?lne urz?dzenia. Ziemia jest tu nadzwyczaj urodzajna. Na wy?ynach w ko?o miasta urz?dzone s? tarasy, pe?ne winnych latoro?li i wszelkich mo?liwych drzew owocowych. Cala okolica a? do Taboru i do jeziora k?pielowego oko?o Betulii, pokryta jest nad podziw bujn? ro?linno?ci? i wydaje zbyt du?o wszelakich p?odów; j? te? g?ównie nazywaj? ziemi? Genezaret. Wieczorem wyp?yn?? Jezus z uczniami na jezioro ku pó?nocnemu wschodowi i znowu obja?nia? w ?odzi „Ojcze nasz", a mianowicie czwart? pro?b?. W ten sposób zwyk? by? Jezus przygotowywa? uczniów do wa?niejszych nauk, skoro tylko by? z nimi sam na sam.

Jezus naucza o Chlebie ?ywota

Na noc wyl?dowano z ?odzi? mi?dzy c?em Mateusza a BetsaidaJulias i nocowano na ?odzi. Rano zgromadzi?o si? oko?o 100 osób, a Jezus obja?nia? im „Ojczenasz." Oko?o po?udnia pop?yn?? z uczniami w stron? Kafarnaum, niepostrze?enie wysiad? na brzeg i uda? si? do domu Piotra, gdzie si? spotka? z ?azarzem, który nadszed? by? z Hebron z synem Weroniki i kilkorgiem ludzi. Nast?pnie wyszed? Jezus na wy?yn? poza domem Piotra, k?dy wiod?a najkrótsza droga z Kafarnaum do Betsaidy. T?um, obozuj?cy w ko?o, poszed? zaraz w Jego ?lady, ci za?, którzy byli przy rozmno?eniu chleba, i ju? wczoraj i dzi? Go szukali, zapytali, Mistrzu! kiedy przyby?e? z tamtej strony? Szukali?my Ci? i tam i tu!" Jezus za? odrzek? im, rozpoczynaj?c nauk?: „Zaprawd?! zaprawd?! Szukali?cie Mnie, nie ?e?cie cuda widzieli, lecz ?e?cie jedli chleb i najedli si?. Nie troszczcie si? o pokarm przemijaj?cy, lecz o pokarm, który da wam Syn cz?owieczy, bo Jego uwierzytelni? Bóg Ojciec." Mówi? to Jezus o wiele obszerniej, ni? napisane w ewangelii; tam s? tylko g?ówne punkty podane. Ludzie, s?ysz?c to s?owa, szeptali mi?dzy sob?: „Co to ma znaczy? ten Syn cz?owieczy? Przecie? my tak?e synowie ludzi!" Gdy za? Jezus upomina? ich, by czynili dzie?a Bo?e, zapytali: „Co mamy czyni?, by spe?nia? dzie?a Bo?e?" A Jezus odrzek?: „Wierzy? w Tego, którego On pos?a?!" I dalej naucza? Jezus o wierze. Lecz oni zapytali znowu: „Jaki? cud uczynisz, by?my w Ciebie uwierzyli? Ojcom naszym da? Moj?esz chleb na puszczy, mann?, aby uwierzyli we?, a Ty co nam dasz?" Odrzek? im Jezus: „Powiadam wam, nie Moj?esz da? wam chleb z Nieba, lecz Ojciec Mój daje prawdziwy chleb z Nieba; chleb bowiem Bo?y jest ten, który z Nieba zst?puje i ?wiatu ?ycie daje." T?umaczy? im to Jezus obszernie, a niektórzy rzekli: „Panie, dawaj nam zawsze taki chleb!" Inni za? mówili: „Jego Ojciec daje nam chleb z Nieba! Jak to mo?e by?? Przecie? ojciec Jego, Józef, ju? umar?!" Znowu musia? im Jezus to dok?adnie t?umaczy? na ró?ne sposoby. Ma?o kto jednak zrozumia? Go, bo chcieli za zbyt m?drych uchodzi? i wszystko rozumie?. Jezus te? skierowa? nauk? na co innego; obja?nia? jeszcze „Ojczenasz", powtarza? nauki z kazania na górze, lecz nic nie mówi?, ?e Sam jest chlebem ?ywota. Aposto?owie i starsi uczniowie nie pytali o nic, tylko rozmy?lali nad s?owami Jezusa; niektórzy zrozumieli je, inni od?o?yli obja?nienie na pó?niej. Na drugi dzie? rozwija? Jezus dalej wczorajsz? nauk? na wzgórzu poza domem Piotra. Zebra?o si? kilka tysi?cy ludzi i ci na przemian robili sobie miejsce przy Jezusie, by lepiej Go s?ysze?. Jezus te? od czasu do czasu chodzi? od jednych do drugich, z mi?o?ci?, i cierpliwo?ci? powtarza? kilka kro? Sw? nauk? i odpiera? cz?sto to same zarzuty. Niewiasty, licznie zebrane, sta?y osobno w zas?onach na twarzy. Faryzeusze chodzili t?dy i ow?dy mi?dzy ludem, zadawali pytania i szerzyli w?ród zebranych swe w?tpliwo?ci. Dzi? tak przemawia? Jezus do rzeszy: „Jam jest Chleb ?ywota; kto do Mnie


544

przyjdzie, nie b?dzie ?akn??, kto we Mnie wierzy, nie b?dzie pragn??. Kogo Ojciec Mi da?, ten niech przyjdzie do Mnie, a Ja go nie odepchn?. Przyby?em z Nieba, czyni? nie Moj? wol?, ale wol? Ojca Mego. Wol? za? Ojca jest, abym nic nie uroni? z tego, co Mi da?, lecz wskrzesi? je w dzie? ostateczny. Wol? jest Ojca Mego, by, kto widzi Syna i wierzy we?, mia? ?ywot wieczny, i tego wskrzesz? w dzie? ostateczny." Wielu jednak nie zrozumia?o s?ów Jezusa, szemrali wi?c, mówi?c: „Jak?e Ten mo?e mówi?, ?e przyszed? z Nieba? Przecie? jest synem cie?li, Józefa; matka Jego i krewni s? mi?dzy nami, znamy dobrze rodziców ojca Jego, Józefa. Raz mówi, ?e Bóg jest Jego Ojcem, to znowu, ?e jest Synem cz?owieczym." — „Dlaczego szemracie mi?dzy sob?? — rzek? Jezus. — Przez siebie samych nie mo?ecie przyj?? do Mnie; Ojciec, który Mnie pos?a?, musi was do Mnie przywie??!" Tego znowu nie mogli poj?? i pytali, co to ma znaczy?, ?e Ojciec musi ich przyci?gn??. Rzek? im wi?c Jezus: „Napisano jest u proroka: „Wszystkich nauczy Bóg. Kto wi?c Ojca s?yszy i od Niego si? uczy, ten przyjdzie do Mnie." Lecz znowu mówi?o wielu: „Czy? nie jeste?my przy Nim? A przecie? nie s?yszeli?my tego od Ojca, ani te? od Niego si? nauczyli." „Nikt nie widzia? Ojca — rzek? Jezus — tylko kto z Boga jest. Kto we Mnie wierzy, ma ?ywot wieczny. Jam jest chleb, który zst?pi? z Nieba, chleb ?ywota." Na zarzuty niektórych, ?e nie znaj? innego chleba z Nieba, jak tylko mann?, odpar? Jezus, ?e manna nie jest Chlebem ?ywota, bo ojcowie ich pomarli, chocia? j? jedli. „Ten jednak — mówi? — jest chleb, który zst?pi? z Nieba, aby, kto ze? po?ywa, nie umar?. Ja jestem tym chlebem ?ywota, a kto ze? po?ywa, ?y? b?dzie na wieki." Ca?? t? nauk? popiera? Jezus obszernymi obja?nieniami i cytatami z Pisma i Proroków; wi?ksza cz??? zebranych nie chcia?a jednak tego poj??, bo brali t? rzecz zmys?owo, wed?ug ludzkiego sposobu pojmowania, pytali wi?c znowu: „Co to ma znaczy?, ?e ma si? Go je?? i ?y? wiecznie? Któ? mo?e ?y? wiecznie? Któ? mo?e po?ywa? ze?? Henocha i Eliasza wzi?to z ziemi i powiadaj?, ?e nie umarli; tak?e o Malachiaszu nie wiedzie?, gdzie si? podzia? i nie jest pewna ?mier? jego. Ale zreszt? nie ma pewnie takiego, co by nie umar?." „Czy wiecie — zapyta? ich na to Jezus — gdzie Henoch i Eliasz i gdzie Malachiasz, gdy? Mnie nie jest to skrytym? A czy wiecie, w co wierzy? Henoch? Co prorokowali Eliasz i Mala chiasz?" Tu zacz?? im Jezus obja?nia? pisma tych Proroków. Na dzi? zako?czy? Jezus nauk? o tym. W t?umie bowiem panowa?o nadzwyczajne rozciekawienie i napr??enie; rozmy?lano nad tym i rozprawiano. Nawet wielu z nowszych uczniów, szczególnie nowo przybyli uczniowie Jana, zacz?li w?tpi? i si? waha?, i Ci uczniowie Jana dope?nili obecnie liczby 70; dotychczas bowiem by?o tylko 36 uczniów. Niewiast by?o mniej wi?cej 34. Pó?niej wynosi?a liczba niewiast, zostaj?cych w us?ugach gminy, ??cznie z dozorczyniami, s?u?ebnymi i zarz?dczyniami gospód, oko?o siedemdziesi?t. Nauczaj?c powtórnie rzesze na wy?ynie przed miastem, nie wspomina? Jezus nic o Chlebie ?ywota, powtarza? tylko nauki z kazania na górze i obja?nia? „Ojcze nasz." Ludzi zebra?o si? bardzo wiele, nie by?o jednak zbyt wielkiego nat?oku, bo Jezus prawie wszystkich chorych ju? uzdrowi?. Przynoszenie i odnoszenie chorych najwi?cej robi?o zamieszania i nieporz?dku, gdy? ka?dy chcia? by? pierwszy i jak najpr?dzej odej??. Wszyscy, szczególnie uczniowie Jana, oczekuj? z niecierpliwo?ci? doko?czenia rozpocz?tej nauki o Chlebie ?ywota. Gdy wieczorem zacz?? Jezus naucza? w synagodze o czytaniu sobotnim, przerwano Mu takowe wkrótce zapytaniem: „Jak mo?esz nazywa? si? Chlebem ?ywota, który zst?pi? z Nieba? Przecie? ka?dy zna Twe pochodzenie!" Jezus, cierpliwy jak zawsze, powtórzy? im ca?? Sw? dotychczasow? o tym nauk?.


545

Faryzeusze zacz?li znowu stawia? swe zwyk?e zarzuty; gdy za?, powo?uj?c si? na ojca swego Abrahama i na Moj?esza, zapytali, jak mo?e nazywa? Boga Swym Ojcem, odpar? im Jezus: „A wy jak mo?ecie nazywa? Abrahama ojcem, a Moj?esza swym prawodawc? i nauczycielem, kiedy nie post?pujecie wed?ug przykaza? i przyk?adu Abrahama i Moj?esza?" Tu stawi? im Jezus jawnie przed oczy ich przewrotne dzia?anie i z?e, ob?udne ?ycie. Zawstydzeni i rozgoryczeni Faryzeusze musieli ust?pi?. Jezus tymczasem, rozwijaj?c dalej Sw? nauk? o Chlebie ?ywota, rzek?: „Chleb, który Ja dam, jest Cia?o Moje, które dane b?dzie za ?ywot ?wiata." Na to s?owa zacz?to w t?umie szemra? i szepta?: „Jak?e On mo?e da? Swe Cia?o na pokarm?" Nie zwa?aj?c na to Jezus, naucza? dalej o wiele obszerniej, ni? to opisane jest w ewangelii. „Kto nie po?ywa Cia?a Mego i nie pije Krwi Mojej — mówi? Jezus — nie b?dzie mia? ?ywota w sobie. Kto za? b?dzie tak czyni?, otrzyma ?ywot wieczny, a Ja wskrzesz? do w dzie? s?du. Cia?o Moje bowiem jest prawdziwym pokarmem, a Krew Moja prawdziwym napojem. Kto po?ywa Cia?o Moje i pije Krew Moj?, ten jest we Mnie, a Ja w nim. Jako Mnie pos?a? Ojciec ?ywy, i jak Ja przez Ojca ?yj?, tak ten, który Mnie po?ywa, ?y? b?dzie przeze mnie. To jest chleb, który zst?pi? z Nieba, a nie jak manna, któr?, jedli ojcowie wasi i pomarli. Kto ten chleb je, ?y? b?dzie na wieki." S?owa te obja?nia? Jezus cytatami z proroków, szczególnie z Malachiasza, udowadnia? spe?nienie si? tego na Janie Chrzcicielu, o którym mówi? obszernie. Gdy za? pytano si?, kiedy da ten pokarm, odrzek? wyra?nie: „W swoim czasie;" oznaczy? nawet w osobliwy sposób czas w tygodniach, a ja, obliczywszy, wyrachowa?am, ?e mia?o si? to sta? po roku, sze?ciu tygodniach i kilku dniach. Wszystkich poruszy?y bardzo te s?owa, a Faryzeusze nie ustawali w podburzaniu s?uchaczy na Jezusa. Nauczaj?c powtórnie w synagodze, obja?nia? Jezus szóst? i siódm? pro?b? „Ojczenasza" i s?owa „B?ogos?awieni ubodzy w duchu. Mówi?, ?e uczeni nie powinni wiedzie? o swej uczono?ci, a bogaci o swym bogactwie. Szemrali na to zebrani, mówi?c, ?e je?li kto nie wie o czym, nie mo?e te? tego spo?ytkowa?. Lecz Jezus powtórzy? Swoje „B?ogos?awieni ubodzy w duchu", dodaj?c, ?e ka?dy powinien si? czu? ubogim i pokornym wobec Boga, od którego wszelka m?dro?? pochodzi i poza którym wszelka m?dro?? ?wiatowa tylko jest ohyd?. Wkrótce jednak poruszono znowu wczorajsz? nauk? o Chlebie ?ywota, o jedzeniu Cia?a i piciu Krwi Chrystusowej. Jezus jasno i surowo powtórzy? ca?? nauk? o tym, a wielu z uczniów zacz??o szemra?, mówi?c: „Twarda to mowa, któ? jej mo?e s?ucha??" Jezus odrzek? im na to wyra?nie: „Nie gorszcie si? tym: przyjd? jeszcze inne rzeczy, b?d? Mnie prze?ladowa?, a najwierniejsi nawet opuszcz? Mnie i uciekn?. Wpadn? w ramiona nieprzyjaciela i ?mier? ponios? z r?ki wrogów. Jednak nie opuszcz? Mych s?ug rozpierzch?ych, duch Mój b?dzie z nimi." S?owa: „wpadn? w ramiona nieprzyjaciela" inaczej troch? by?y wypowiedziane; co? tak, jak „obejm? nieprzyjaciela" czy te? „on Mnie u?ci?nie." Nie pami?tam ju? dobrze, jak to by?o. Odnosi?o si? to do poca?unku Judasza i jego zdrady. Gdy mimo to zgorszenie uczniów si? zwi?ksza?o, rzek? Jezus: „A co si? stanie gdy ujrzycie Syna cz?owieczego, id?cego tam, sk?d przyszed?? Duch o?ywia cz?owieka, cia?o za? jest md?e. S?owa, które wyrzek?em, s? s?owa ducha i ?ywota. Jest jednak kilku mi?dzy wami, którzy nie wierz?, dlatego te? powiadam: Nikt nie mo?e przyj?? do Mnie, je?li nie dane mu jest od Ojca Mego." Po tych s?owach zacz?to w synagodze otwarcie szemra? i szydzi?. Oko?o trzydziestu nowszych uczniów, szczególnie by?ych uczniów Jana, zbli?y?o si? do Faryzeuszów i wdali si? z nimi w konszachty; za to Aposto?owie i starsi uczniowie skupili si? ko?o Jezusa, a Ten rzek?: „Lepiej, ?e pokaza?o si?, jakiego ducha maj? w sobie, zanim mogli zdzia?a? wi?cej z?ego."


546

Gdy Jezus mia? ju? wychodzi? z synagogi, chcieli Faryzeusze i wiaro?omni uczniowie po obopólnej naradzie zatrzyma? Go, by dalej z Nim dyskutowa?, i ??da? ró?nych obja?nie?, lecz Aposto?owie, uczniowie i przyjaciele, otoczywszy Jezusa, nie dopu?cili ich do Niego, i tak uszed? Jezus ich natarczywo?ci. Ha?as i krzyk wszcz?? si? w synagodze. Wyzywano Jezusa, podobnie, jak to i u nas dzia? si? zwyk?o; tu i ówdzie s?ycha? by?o urywkowe zdania: „Oto mamy! wi?cej nam nie potrzeba. Ka?dy rozumny cz?owiek pozna teraz wyra?nie, ?e to ca?kiem ob??kany. Cia?o Jego mamy po?ywa? Krew Jego pi?. Mówi, ?e jest z Nieba. Ma wst?powa? do Nieba " Jezus tymczasem wyszed? z synagogi ze Swymi; tu rozproszyli si?, jedni poszli obok mieszka? Serobabela i Korneliusza, inni wy?yn? od pó?nocy, inni wreszcie dolin?. Gdy za? zeszli si? na umówionym miejscu, naucza? Jezus znowu, poczym zapyta? ich, czy i oni tak?e chc? Go opu?ci?. Wtedy, odpowiadaj?c za wszystkich, rzek? Piotr: „Panie! Dok?d pójdziemy?" Ty masz s?owa ?ywota wiecznego! Wierzymy i poznali?my, ?e Ty jeste? Chrystus, Syn Boga ?ywego!" Jezus mówi? Jeszcze z nimi, poczym rzek?: „Wybra?em was dwunastu, lecz jeden mi?dzy wami jest diab?em!" Maryja z ?wi?tymi niewiastami by?a tak?e obecn? na ostatnich naukach Jezusa na górze i w synagodze. Tajemnice wszystkie, zawarte w tych naukach zna?a ju? przedtem na mocy wewn?trznego o?wiecenia. Ale podobnie, jak druga Osoba Trójcy ?wi?tej przyj??a Jej cia?o, sta?a si? cz?owiekiem i Jej synem, tak te? i poznanie tych tajemnic opiera?o si? u Niej, a raczej kry?o w mi?o?ci macierzy?skiej, po??czonej z najg??bsz? pokor? i czci?. Podczas gdy Jezus wyra?niej ni? dotychczas obja?nia? te tajemnice ku zgorszeniu za?lepionych, widzia?am równocze?nie w objawieniu, jak Maryja kl?cza?a na modlitwie w Swej izdebce, zatopiona w rozwa?aniu pozdrowienia anielskiego, narodzenia i niemowl?ctwa Jezusa, Swego macierzy?stwa i Jego dzieci?ctwa. Na my?l, ?e to Dzieci? jest Synem Bo?ym, rozp?ywa?a si? w ?zach pokory i czci dla Niego. Widzenia te jednak wewn?trzne znowu kry?y si? w uczuciu mi?o?ci macierzy?skiej ku Boskiemu Synowi, podobnie jak posta? chleba kryje w Naj?wi?tszym Sakramencie samego Boga ?ywego. Podczas gdy ?li uczniowie odst?powali Jezusa, widzia?am w dwóch ko?ach, królestwo Chrystusa, i królestwo szatana. W wielkim blasku ujrza?am miasto szatana, babilo?sk? wszetecznic?, jego proroków i prorokinie, cudotwórców i aposto?ów, a wszystko pe?ne bogactwa i ?wietnego przepychu. Królowie, cesarze, a nawet wielu kap?anów p?dzi?o ku temu miastu we wspania?ych pojazdach; w ?rodku za? miasta wznosi? si? wspania?y tron szatana. — Przeciwnie królestwo Jezusa na ziemi ubogie by?o i niepoka?ne, panowa?y w nim n?dza i trud. Maryja i Chrystus na krzy?u stanowili Ko?ció?, a wej?cie do? by?o przez otwór rany boku Jezusowego.

Jezus w Dan i Ornitopolis

Z Kafarnaum wyruszy? Jezus z uczniami i aposto?ami do Kany i Cydessy. Ko?o Giszali ustawi? Aposto?ów w trzy szeregi i ka?demu z osobna wyjawi? jego usposobienie i sposób my?lenia. W pierwszym szeregu stali Piotr, Andrzej, Jan, Jakub Starszymi Mateusz; w drugim Tadeusz, Bart?omiej, Jakub M?odszy i ucze? Judasz Barsabas; w trzecim Tomasz, Szymon, Filip i Judasz Iskariot. Ka?demu wyjawi? Jezus jego my?li i pragnienia, co ich bardzo wzruszy?o. Potem mia? d?ug? przemow? o czekaj?cych ich trudach i cierpieniach i znowu zako?czy? s?owami: „Jeden mi?dzy wami jest diab?em. Ustawienie w szeregi nie oznacza?o jakiego? podporz?dkowania jednych drugim.


547

Dzia?o si? to tylko stosownie do charakterów i usposobie? pojedynczych osób. Judasz Barsabas sta? na czele uczniów obok Aposto?ów, wi?c i o nim mówi? Jezus i kaza? mu stan?? w drugim szeregu. W dalszej drodze poucza? Jezus Aposto?ów i uczniów, ?e przy uzdrawianiu i wyp?dzaniu czartów maj? tak post?powa?, jakby On sam to czyni? w danym wypadku. Da? im przy tym moc i ducha, przez wk?adanie r?k i namaszczenie dokonywa? tego, co On sam czyni. Cho? przy udzielaniu tej mocy nie wk?ada? Jezus na nich r?k, jednak istotnie w?adz? t? otrzymali. Stali wtenczas wko?o Jezusa, a ja ujrza?am, jak z Niego wyp?ywa?y ku nim ró?nobarwne promienie, stosownie do rodzaju daru i ich w?asnego usposobienia. Niektórzy te? zawo?ali zaraz: „Panie! czujemy w sobie now? si??; s?owa Twoje s? prawda i ?yciem!" — Odt?d wiedzia? ka?dy, jak post?pi? w danym i ka?dym wypadku bez namys?u obiera? stosowny sposób dzia?ania. Po jakim? czasie przyby? Jezus z uczniami do miasta Elkese, po?o?onego o pó?torej godziny drogi od Kafarnaum. W synagodze mia? nauk? szabatow?, w której by?a mowa o budowie ?wi?tyni Salomona. Pami?tani doskonale, ?e przemawia? do Aposto?ów i uczniów, jako do buduj?cych, ?cinaj?cych cedry w górach i obrabiaj?cych je. Mówi? tak?e o wewn?trznym przyozdobieniu ?wi?tyni. Po nauce, której przys?uchiwa?o si? wielu Faryzeuszów, zaproszono Go na uczt?, zastawion? w otwartym domu godowym. Wielu ludzi zebra?o si? w ko?o, by s?ucha? s?ów Jezusa, a wielu ubogim rozdzielano tak?e jedzenie. Faryzeusze, zauwa?ywszy przy jedzeniu, ?e uczniowie nie myj? przedtem r?k, zaraz zapytali Jezusa, dlaczego uczniowie nie zachowuj? tradycji przodków i nie przestrzegaj? zwyk?ych oczyszcze?? Jezus na odwrót zapyta? ich, dlaczego oni przekraczaj? zakon i zachowuj?c tradycj?, nie czcz? ojca i matki? zarzuca? im ob?ud? i trzymanie si? drobnostkowych przepisów oczyszczania z pomini?ciem rzeczy wa?niejszych. W czasie tej sprzeczki sko?czy?a si? uczta, a gdy ludzie zbli?yli si? ze wszystkich stron, powsta? Jezus i rzek?: „S?uchajcie wszyscy i zapami?tajcie sobie! Nie zanieczyszcza cz?owieka to, co wchodzi z zewn?trz do ust, lecz to, co z wewn?trz wychodzi, zanieczyszcza go. Kto ma uszy ku s?uchaniu, niechaj s?ucha!" Po powrocie do gospody rzekli uczniowie Jezusowi, ?e te ostatnie s?owa najwi?cej zgorszy?y Faryzeuszów. Na to odpar? im Jezus: „Ka?da ro?lina, której nie posadzi Ojciec Mój, b?dzie z korzeniem wydarta. Pozostawcie ich swemu losowi. S? to ?lepi i przewodnicy ?lepych; je?li za? ?lepy ?lepego prowadzi, natenczas obaj w rów wpadn?." Gdy nast?pnego wieczora Jezus ko?czy? nauk? szabatow?, podnie?li Faryzeusze znowu zarzuty co do nieregularnego poszczenia uczniów. Jezus nawzajem zarzuci? im ich sk?pstwo i niemi?osierdzie i rzek?: „Uczniowie posilaj? si? po ci??kiej pracy, gdy ju? i inni maj?, co potrzeba. Je?li za? inni ?akn?, to oni oddaj? im swoje, a Bóg b?ogos?awi ten dar! Tu wspomnia? Jezus o cudownym rozmno?eniu chleba i ryb, które uczniowie oddali zg?odnia?ym t?umom i zapyta? Faryzeuszów, czy mogliby si? poszczyci? podobnym czynem mi?osierdzia? Wyszed?szy st?d, min?? Jezus Kades — Neftali, miasto Lewitów, a zarazem twierdz?, zbudowan? z czarnego, b?yszcz?cego kamienia, i poszed? do Dan, zwanego tak?e Lais albo Leschem. Po drodze naucza? wci?? o modlitwie i obja?nia? „Ojczenasz;" mówi? im, ?e dotychczas ?le si? modlili, bo jak Ezaw prosili tylko o t?uszcz ziemi; teraz jednak powinni jak Jakub modli? si? o ros? niebia?sk?, o dary ducha, o ?ask? o?wiecenia, o królestwo wed?ug woli Bo?ej, a nie takie, jak oni sobie wymy?lili. Nawet poganie nie u?ywaj?, modlitwy wy??cznie na uproszenie dóbr doczesnych, ale prosz? tak?e o dobra duchowe. Miasto Dan le?a?o u stóp wysokiej góry; rozci?ga?o si? szeroko, bo ka?dy dom


548

otoczony by? obszernym ogrodem. Wszyscy prawie mieszka?cy trudnili si? ogrodnictwem, hodowali owoce i korzenie wszelkiego rodzaju, jak kalmus, mirr?, balsam, we?n? i mnóstwo wonnych zió?, i tym prowadzili handel z Tyrem i Sydonem. Poganie byli tu wi?cej zmieszani z ?ydami, ni? w innych miejscowo?ciach. Jest tu wiele chorych, mimo, ?e okolica jest tak mi?a i urodzajna. Aposto?owie byli tu po ostatnim rozes?aniu i wystawili w ?rodku miasta gospod?, w której obecnie Jezus zamieszka?. ??cznie z Aposto?ami mia? teraz Jezus przy Sobie trzydziestu uczniów. Ci, którzy tu ju? byli, a do których jako do znajomych najpierw zwrócili si? mieszka?cy, zaprowadzili Jezusa do chorych; inni rozeszli si? po okolicy, przy Jezusie za? pozostali Piotr, Jan i Jakób. Wst?puj?c do domów, uzdrawia? Jezus chorych na wodn? puchlin?; melancholików, op?tanych, l?ej dotkni?tych tr?dem, chromych, szczególnie za? ociemnia?ych i ludzi z opuchni?tymi policzkami i cz?onkami. Ociemnia?ych i chorych na cz?onki by?o tu wielu, szczególnie mi?dzy ogrodnikami i najemnikami. ?lepocie ulegali tu ludzie g?ównie wskutek uk?ucia ma?ego owada, znajduj?cego si? tu w wielkiej obfito?ci. By na przysz?o?? zapobiec temu, wskaza? im Jezus zio?o, którym mieli si? naciera?, by unikn?? uk?sze? owada, poczym wyt?umaczy? im moralne znaczenie tego ziela. Równie? od uk?sze? owadów pochodzi?y nabrzmienia na ciele, j?trz?ce si? ?atwo i powoduj?ce zapalenie, a czasem nawet powoduj?cych ?mier?. Owady te ma?e, czarnopopielate, jak opi?ki ?elaza zlatywa?y z drzew z wiatrem na kszta?t py?u m?cznego i jak g?sta, czarna chmura unosi?y si? w powietrzu; wgryza?y si? w skór? wywo?uj?c uk?szeniem szybkie napuchni?cie. Jako ?rodek leczniczy kaza? im Jezus rozgniata? innego owada i przyk?ada? na obrzmia?o?? i to uzdrawia?o. Owad ten by? to bia?y chrz?szcz, podobny do stonoga, z 15 kropkami na grzbiecie, wielko?ci jaja mrówczego; za dotkni?ciem zwija? si? ca?y w k??bek.

Syrofenicjanka

Podczas gdy Jezus uzdrawia?, chodz?c od domu do domu, post?powa?a wci?? za Nim pewna poganka z Ornitopolis, skrzywiona na bok przez chorob?; z pokory trzyma?a si? w oddaleniu i tylko od czasu do czasu b?aga?a o pomoc. Jezus jednak, nie zwa?aj?c na ni?, wci?? si? od niej odwraca?, uzdrawiaj?c tylko chorych ?ydów. Za pogank? post?powa? s?uga z pakunkami. Ona sama ubrana by?a z cudzoziemska, w suknie w paski, na ramionach i na szyi mia?a sznury pere?, na g?owie wystaj?c?, spiczast? czapk?, na niej barwn? chust?, a na twarzy zas?on?. Ju? dawno spodziewa?a si? od Jezusa pomocy dla chorej, op?tanej swej córki, pozostawionej w domu. By?a tu ju? za pierwszej bytno?ci Aposto?ów i ci teraz kilkakrotnie wspominali o niej Jezusowi. Lecz Jezus wci?? mówi?, ?e jeszcze nie czas, ?e nie chce wywo?ywa? zgorszenia, daj?c poganom pierwsze?stwo przed ?ydami. Po po?udniu poszed? Jezus z Piotrem, Jakubem i Janem do domu tutejszego naczelnika ?ydów. By? to starzec ju?, przyjaciel ?azarza i Nikodema, ?yczliwy Jezusowi, a nawet tajemny Jego stronnik. Obfite datki udziela? na ja?mu?ny gminy i na gospody. Mia? dwóch synów i trzy córki w starszym ju? wieku. Wszystkie dzieci by?y Nazarejczykami i pozostawa?y w stanie dziewictwa; synowie mieli d?ugie w?osy, opadaj?ce w lokach i nie strzy?one brody. Córkom wystawa?y rozczesane w?osy z pod okrycia g?owy. Ubrania nosili bia?e. Gdy Jezus wszed?, podprowadzili synowie ku Niemu ojca, staruszka, z d?ug? bia?? brod?, bo sam ju? nie móg? chodzi?. Ze ?zami rado?ci i ze czci? powita? starzec Jezusa. Synowie umyli Panu i uczniom nogi i podali przek?sk?, z?o?on? z owoców i placków. Jezus


549

by? dla nich bardzo uprzejmy i poufny, mówi? o Swoich najbli?szych w?drówkach i ?e na Wielkanoc publicznie w Jerozolimie nie wyst?pi. Nie d?ugo bawi? Jezus w domu, gdy? lud, wy?ledziwszy wkrótce miejsce Jego pobytu, t?umnie otoczy? ca?? posiad?o??; wyszed? wi?c Jezus na podwórze, potem na ogród i przez wiele godzin naucza? i uzdrawia? w?ród tarasowatych murów, otaczaj?cych ogród. Poga?ska niewiasta czeka?a d?ugo i cierpliwie w oddaleniu. Jezus nie zbli?a? si? do niej, a ona sama nie ?mia?a przyj?? do Niego, tylko wo?a?a kilkakro?, jak pierwej: „Panie! Synu Dawidów! zmi?uj si? nade mn?! córk? moj? dr?czy duch nieczysty." Uczniowie wstawiali si? za ni? do Jezusa, lecz On odpowiada?: „Pos?any jestem tylko do zgubionych owiec Izraela." Powoli przybli?a?a si? niewiasta, wreszcie wszed?szy do hali, upad?a Jezusowi do nóg i zawo?a?a: „Panie, pomó? mi!" — „Poczekaj — rzek? Jezus — dozwól najpierw nasyci? si? dzieciom. Nie godzi si?, bym odejmowa? chleb dzieciom i miota? go psom." — „Tak Panie! — odrzek?a niewiasta — lecz i psy po?ywaj? okruszki, spadaj?ce od ust dzieci ze sto?u pana!" Wtedy rzek? jej Jezus: „Niewiasto, wielka jest wiara twoja! Za to s?owo otrzymasz pomoc." Na pytanie Jezusa, czy i sama chce by? uleczon?, z owego skrzywienia, odrzek?a, ?e nie czuje si? godn? tego i wstawia si? tylko za sw? córk?. Wtedy Jezus po?o?y? jej jedn?, r?k? na g?ow?, drug? na bok i rzek?: „Wyprostuj si?! Niech ci si? stanie, jak pragniesz! szatan wyszed? ju? z twej córki." Niewiasta wyprostowa?a si? natychmiast, odzyskuj?c dawn? smuk?? kibi?; kilka chwil milcza?a, wreszcie wzniós?szy r?ce, zawo?a?a: „Panie! widz? córk? m? w ?ó?ku, spokojn? ju? i zdrow?." Uszcz??liwiona nie posiada?a si? z rado?ci. Wkrótce odszed? Jezus z uczniami na uczt?, urz?dzon? przez Nazarejczyka; byli na niej Lewici z Kades i wszyscy Aposto?owie i uczniowie, którzy poschodzili si? ju? z okolicy. Uczta by?a obfita i wspania?a, jak rzadko, to te? nie ?a?owano potraw i dla ubogich. Pó?no w noc powróci? Jezus do gospody. Ju? od wczoraj trwa ?wi?to Nowiu. Nazajutrz, gdy Jezus naucza? i uzdrawia? w portykach rynku, przyprowadzi?a owa poganka swego krewnego równie? z Ornitopolis, g?uchoniemego, ze sparali?owan? praw? r?k?. Stan?wszy przed Jezusem, prosi?a Go, by chorego uzdrowi?, b?agaj?c przy tym, by przyby? do ich miejsca rodzinnego, a tam godn? Mu z?o?? podzi?k?. Przychylaj?c si? do pro?by, wzi?? Jezus chorego na stron?, po?o?y? mu r?k? na sparali?owane rami?, a pomodliwszy si?, wyprostowa? mu je i w tej chwili rami? wyzdrowia?o. Nast?pnie pomaza? mu troch? ?lin? uszy, kaza? mu uzdrowion? r?k? dotkn?? si? j?zyka, a wzniós?szy oczy w gór?, pomodli? si?. Naraz odzyska? chory s?uch i mow?, i powstawszy, podzi?kowa? Jezusowi. Przyst?piwszy potem z Jezusem do cisn?cego si? ludu, jeszcze raz upad? Mu do nóg z podzi?k?, potem, nape?niony duchem proroczym, zwróci? si? do zebranych pogan i ?ydów i zacz?? rzuca? im w oczy gro?by, przepowiada? kary, wylicza? cuda Jezusa i miejscowo?ci, gdzie by?y spe?nione, wyrzuca? im ich zatwardzia?o??, a wreszcie rzek?: „Pokarm, który wy, dzieci rodzone, odrzucacie, my, odrzuceni, zbieramy z podzi?k? i nim ?yjemy. Z owocu zebranych okruchów uzupe?ni nam Bóg to, co?cie wy stracili, marnotrawi?c Chleb niebieski!" Mowa jego cudowna, natchniona, uczyni?a wielkie wra?enie na zebranych. Wyszed?szy z miasta, zapu?ci? si? Jezus w góry na wschód od Leschem i zatrzyma? si? na wynios?ej wy?ynie, na której znajdowa?a si? obszerna grota z ?awkami do siedzenia. Groty takie by?y zwyk?ym miejscem odpoczynku dla podró?nych; tu te? po parogodzinnej podró?y zatrzyma? si? Jezus z uczniami na noc. Aposto?owie zapytywali Go teraz, dlaczego wzi?? owego g?uchoniemego na stron? i dlaczego kaza? mu w?asn? jego r?k? w?o?y? do ust. Korzystaj?c ze


550

sposobno?ci, pouczy? ich Jezus, dlaczego s? ró?ne sposoby uzdrawiania i co znacz? zewn?trzne czynno?ci, przy tym u?ywane. Naucza? ich te? o modlitwie i chwali? ow? pogank?, która prosi?a o rozeznanie prawdy, a nie o dobra doczesne. Nast?pnie przepisa? im oznaczony plan dzia?ania: Mieli rozchodzi? si? zawsze po dwóch i naucza? to samo, co od niego ostatnimi czasy s?yszeli. Od czasu do czasu mieli si? schodzi? i udziela? sobie nawzajem wyników pracy apostolskiej. Aposto?owie mieli przepisywa? uczniom, co maj? dalej naucza?. W drodze mieli si? wspólnie modli? i rozmawia? tylko o nauce. Wyszed?szy st?d, min?? Jezus wielkie, wysoko po?o?one miasto, Hamator. Po uci??liwym pochodzie strom? ?cie?k? górsk? stan?li wszyscy na grzbiecie górskim, sk?d wida? by?o ocean. Po kilku godzinach drogi w dó?, przeprawili si? przez rzeczk?, wpadaj?c? do morza na pó?noc od Tyru, poczym zatrzymali si? w gospodzie, stoj?cej na 3 — 4 godzin drogi przed Ornitopolis. Syrofenicjanka by?a dostojn? niewiast? i cieszy?a si? w mie?cie rodzinnym powszechnym szacunkiem. Gospod? t? zamówi?a ona dla Jezusa, wracaj?c t?dy do domu. Poganie przyj?li Jezusa i orszak Jego z wielk? pokor?, umie?cili ich w osobnym mieszkaniu, a wszystkie pos?ugi spe?niali z nie?mia?o?ci? i czci?, bo uwa?ali Jezusa za bardzo znakomitego proroka. Nazajutrz uda? si? Jezus z uczniami na wzgórek w pobli?u miasteczka poga?skiego; sta?a tu mównica jeszcze z pierwszych czasów proroków, którzy te? nieraz tu nauczali. Poganie od dawien dawna mieli w poszanowaniu to miejsce, a dzi? rozpi?li nad mównic? pi?kny namiot. Chorzy zebrani tu licznie, z pocz?tku trzymali si? trwo?liwie z daleka, póki Jezus sam si? do nich nie zbli?y? i zacz?? uzdrawia?. Byli mi?dzy nimi chromi, opuchni?ci, chorzy na suchoty, melancholicy i na pó? op?tani. Powrót do zdrowia wydawa? im si? zbudzeniem ze snu ci??kiego. Tym, których opuchni?cie by?o zanadto zjadliwe i zadawnione, k?ad? Jezus r?k? na chore miejsce, a nabrzmienie znika?o zaraz. Potem kaza? uczniom przynie?? ro?liny, rosn?cej w pobli?u na ska?ach, o li?ciach wielkich, mi?sistych, g??boko karbowanych. Li?cie tej ro?liny b?ogos?awi? i polewa? wod? z butelki noszonej przy Sobie, a uczniowie przyk?adali je z?bkowan? stron? na bol?ce miejsce i przewi?zywali opask?. Sko?czywszy uzdrawianie, mia? Jezus nadzwyczaj wzruszaj?c? nauk? o powo?aniu pogan, obja?nia? wiele miejsc z proroków i wykazywa? nico?? ich bo?yszcz. Nast?pnie poszed? trzy godziny drogi na pó?nocny zachód do Ornitopolis, le??cego na trzy kwadranse drogi od morza. Miasto to niewielkie ale pi?knie zbudowane; na wschód od miasta na wzgórku stoi ?wi?tynia poga?ska. W Ornitopolis przyj?to Jezusa z oznakami najwy?szej mi?o?ci. Syrofenicjanka postara?a si? o wspania?e, zaszczytne przyj?cie, a z pokory poleci?a urz?dzenie wszystkiego kilku zamieszka?ym tu ubogim ?ydowskim rodzinom. Ju? po ca?ym mie?cie rozesz?a si? wiadomo?? uzdrowienia jej córki, a szczególnie g?ucho niemego krewnego, który tu tak?e rozpowiadaj?c swym uzdrowieniu, proroczym duchem g?osi? Imi? Jezusa. — Mieszka?cy wszyscy zebrali si? przed domami, powiewaj?c ku orszakowi zielonymi ga??zkami. Poganie trzymali si? w pokorze z daleka, tylko ?ydzi w liczbie oko?o 20 wyszli naprzeciw; byli mi?dzy nimi starcy, nie mog?cy ju? chodzi?, i tych prowadzono. Do nich przy??czy? si? nauczyciel z dzie?mi szkolnymi. Za m??ami sz?y ?ony i córki w zas?onach na twarzy. Na mieszkanie odst?piono Jezusowi i uczniom dom ko?o synagogi, przyozdobiwszy go kobiercami, sprz?tami i lampami. Z pokor? umyli im tu ?ydzi nogi i podali ?wie?e suknie i sanda?y, zanim ich w?asne otrzepano z prochu, wyczyszczono i wyg?adzono. Po nauce, mianej w szkole wobec prze?o?onych, poszed? Jezus na wspania?a uczt?, zastawion? w otwartej sali. Wszystko to przyrz?dzi?a Syrofenicjanka; pozna? by?o po ca?ym urz?dzeniu, po naczyniach, potrawach i zastawie sto?u, ?e


551

wszystko by?o dzie?em i w?asno?ci? poganki. Sto?ów by?o trzy, wy?sze ni? u ?ydów, tak samo i siedzenia woko?o nich. Potrawy przyrz?dzone by?y tak, ?e przedstawia?y ró?ne figury, zwierz?ta, drzewa, góry i piramidy; by?y znów potrawy, zr?cznie przedstawiaj?ce zupe?nie co innego, ró?ne rodzaje przedziwnego pieczywa, ptaki zrobione z ryb, ryby z mi?sa, jagni?ta z korzeni i owoców, m?ki i miodu, lecz by?y tak?e i naturalne pieczone jagni?ta. Przy jednym stole siedzia? Jezus z Aposto?ami i najstarszymi wiekiem ?ydami, przy dwóch innych uczniowie i reszta ?ydów; niewiasty i dzieci siedzia?y przy osobnym stole, oddzielonym parawanem. Podczas uczty wesz?a do sali Syrofenicjanka z córk? i krewnym, by podzi?kowa? za uzdrowienie. Za ni? nie?li s?udzy na kobiercach ozdobne skrzynki z podarunkami. Córka z zas?on? na twarzy stan??a za Jezusem i wyla?a Mu na g?ow? flaszeczk? kosztownego olejku, poczym cofn??a si? skromnie do matki. Tymczasem s?udzy oddali w imieniu córki podarunki na r?ce uczniów, a Jezus podzi?kowa? za nie. Niewiasta powita?a Go jako mi?ego go?cia w swej ojczy?nie i o?wiadczy?a, ?e szcz??liw? by si? czu?a, gdyby stosownie do swej dobrej ch?ci mog?a jako niegodna wynagrodzi? Mu cho? najmniejsze krzywdy, tak cz?sto wyrz?dzane Mu przez rodaków Jego. To wszystko za?atwiono krótko, ka?dy krok i s?owo nacechowane by?o pokor? i pow?ci?gliwo?ci?. Cz??? pieni?dzy otrzymanych w podarunku i cz??? potraw kaza? Jezus zaraz w ich oczach rozdzieli? mi?dzy ubogich ?ydów. Syrofenicjanka by?a to bogata wdowa. M?? jej, zmar?y przed pi?ciu laty, by? w?a?cicielem wielkich okr?tów handlowych, posiada? wielkie obszary ziemi, nawet ca?e wsie i miasteczka i utrzymywa? liczn? s?u?b?. Na pó?wyspie, wystaj?cym w morze, znajdowa?a si? ca?a osada pogan, równie? do niej nale??ca. Zdaje si? i? by? z zawodu kupcem na wielk? skal?. Ona sama cieszy?a si? wielkim powa?aniem w ca?ym mie?cie; roztropna i dobroczynna, a przy tym pobo?na na swój poga?ski sposób, nie by?a pozbawiona pewnego poznania prawdy. Ubodzy ?ydzi miejscowi utrzymywali si? prawie wy??cznie z jej ja?mu?n. Córka jej, s?usznego wzrostu, przystojna dziewczyna liczy?a oko?o 24 lat. Ubrana dzi? by?a w barwn? sukni?, na r?kach mia?a naramienniki, na szyi sznury pere?. Jako bogatej jedynaczce nie brakowa?o na zalotnikach, lecz có? z tego, kiedy dr?czy? j? z?y duch; nieraz miewa?a straszne konwulsje, w napadzie sza?u wyskakiwa?a z ?ó?ka i ucieka?a, jakby gnana przez kogo; trzeba j? by?o wci?? pilnowa?, a nawet wi?za?. Gdy napad przeszed?, by?a znowu dobr? i cnotliw?. W ka?dym razie sprawia?o to tak matce jak córce wielkie zmartwienie i wstyd i musiano j? wci?? trzyma? w ukryciu. Choroba ta ci?gn??a si? ju? od wielu lat. Gdy matka powróci?a z Dan od Jezusa, wysz?a córka naprzeciw niej i oznajmi?a jej, o której godzinie odzyska?a zdrowie; pokaza?o si?, ?e mia?o to miejsce w tym samym czasie, gdy Jezus wypowiedzia? Swe s?owa. Jaki? jednak by? podziw i rado?? córki, gdy ujrza?a, ?e i matka jest zdrowa i prosta, jak dawniej, a krewny przedtem g?uchoniemy, przemówi? do niej s?owami powitania. Przej?ta wdzi?czno?ci? i czci? ku Jezusowi, pomaga?a gorliwie w przygotowaniach do przyj?cia Go. Podarunki, z?o?one w darze Jezusowi, by?y to przewa?nie klejnoty, nale??ce do córki, otrzymywane od najpierwszej m?odo?ci w darze od rodziców, szczególnie od ojca, maj?cego rozlegle stosunki handlowe, którego by?a jedynym ulubionym dzieci?ciem. By?y to przewa?nie staro?ytne kosztowno?ci i klejnoty, jakimi zwykle obsypywano dzieci bogaczy. Niektóre z nich by?y ju? w?asno?ci? jej dziadka i babki. By?y tam przedziwne pos??ki bóstw, z?o?one z pere? i kamieni, spajane z?otem, rzadkie kamienie wielkiej warto?ci, ma?e naczynia i z?ote zwierz?tka, figurki wielko?ci palca o oczach i ustach z drogich kamieni; by?y tak?e kamienie pachn?ce, ambra i laseczki z?ote, rozros?e jak drzewka, a na ga??zkach owoce z


552

barwnych kamieni; dalej ma?e miseczki i kubki z bursztynu, w tych stronach bardzo drogo p?aconego. Wiele, wiele tam by?o tego — ca?y skarb; za niejeden kawa?ek zap?acono by i teraz z tysi?c talarów. To wszystko — jak mówi? Jezus — mia?o si? dosta? w udziale biednym i potrzebuj?cym, a ofiarodawców czeka?a za to nagroda z r?k Ojca niebieskiego. W szabat odwiedzi? Jezus rodziny ?ydowskie z osobna, rozdziela? ja?mu?ny, uzdrawia? i pociesza?. ?ydzi byli tu bardzo biedni i zaniedbani, uwa?ali si? przy tym za odepchni?tych i niegodnych spo?ecze?stwa z Izraelitami. Jezus wi?c zgromadzi? ich w synagodze, a przemawiaj?c wzruszaj?cymi s?owy, wlewa? pociech? w ich serca. Równocze?nie przygotowa? wielu do chrztu. Oko?o dwudziestu m??czyzn przyj??o chrzest w ogrodzie k?pielowym, mi?dzy nimi uzdrowiony g?uchoniemy, krewny Syrofenicjanki. Nast?pnie odwiedzi? Jezus Syrofenicjank?, mieszkaj?c? w pi?knym domu, otoczonym w ko?o dziedzi?cami i ogrodami. Przyj?to Go bardzo uroczy?cie a od?wi?tnie przybrana s?u?ba roz?ciela?a Mu kobierce pod nogi. U wej?cia do wspania?ej altany przyj??y Jezusa wdowa i jej córka; jeszcze raz upad?szy Mu do nóg, dzi?kowa?y za uzdrowienie, co równie? uczyni? krewny. Na sto?ach w kosztownych naczyniach sta?y przeró?ne osobliwe ciasta i owoce. Naczynia by?y szklane, a wygl?da?y jakby ulane z ró?nobarwnych pokrzy?owanych nici. Tu i ówdzie widzia?am u bogatych ?ydów po jednym takim naczyniu, ale tu spotyka?o si? je bardzo cz?sto, jak co? zwyczajnego. W rogach sali przy ?cianach sta?o za zas?on? pe?no takich naczy?. Potrawy ustawione by?y na ma?ych, okr?g?ych stoliczkach, które w razie potrzeby mo?na by?o zestawi? w jeden wielki stó?. Mi?dzy innymi daniami by?y zastawione w naczyniach z owego barwnego szk?a ca?e ga??zki pi?knych suszonych winogron; sta?y równie? jakby drzewka, a na niech inny gatunek suszonych owoców. By?a to trzcina o d?ugich sercowych li?ciach z owocem, podobnym do winogron; owoc by? bia?y, zapewne pocukrowany, wygl?daj?cy zupe?nie jak bia?y ?rodek kalafioru. Smak mia? przyjemny, s?odkawy. Hoduj? go niedaleko morza, w miejscu troch? bagnistym, stanowi?cym w?asno?? Syrofenicjanki. W oddzielnej cz??ci sali sta?y m?ode dziewcz?ta poga?skie, przyjació?ki córki i s?u?ba. I z nimi Jezus rozmawia?. Syrofenicjanka wstawia?a si? do Jezusa za biednymi mieszka?cami Sarepty, prosz?c, by i ich odwiedzi?, a i o innych okolicznych miastach nie zapomnia?. ?e za? roztropna to by?a niewiasta, umia?a wi?c wszystko przedstawi? w w?a?ciwy sobie poci?gaj?cy sposób. I teraz przemówi?a tak do Jezusa: „Wdowa z Sarepty podzieli?a si? z Eliaszem swymi zasobami. Teraz Sarepta sama jest biedn? wdow? i cierpi g?ód. Ty wi?c, jako najwi?kszy prorok, ulituj si? nad ni?. Mnie za?, która tak?e by?am biedn? wdow?, a której Ty przywróci?e? wszystko, przebacz, ?e o?mielam si? wstawia? za Sarept?." Jezus przyrzek? ch?tnie spe?ni? jej pro?b?. Nast?pnie objawi?a wdowa zamiar wybudowania synagogi dla ?ydów, i prosi?a Jezusa, by obra? stosowne miejsce. Nie wiem ju?, co Jezus na to odpowiedzia?. Syrofenicjanka posiada?a wielkie warsztaty tkackie i farbiarnie. W osadzie nad morzem i niedaleko domu sta?y ogromne budynki, opatrzone na górze rusztowaniami, na których rozpinano popielate i ?ó?te tkaniny. Szabat zako?czy? Jezus w szkole ?ydowskiej, bardzo pi?knie przyozdobionej. By pocieszy? biedaków, o?wiadczy? im, ?e niema ju? znaczenia w Izraelu przys?owie: „Nasi ojcowie jedli winogrona, a dzieci dosta?y z tego oskomy. Ka?dy kto zachowuje s?owo Bo?e, g?oszone przez Niego, kto czyni pokut? i daj? si? ochrzci?, nie d?wiga ju? na sobie winy ojców." Ucieszy?o to bardzo i uspokoi?o s?uchaczów. Nazajutrz popo?udniu po?egna? si? Jezus z Syrofenicjank?, córk? jej i krewnym;


553

na pami?tk? otrzyma? jeszcze od nich w darze z?ote figury wielko?ci r?ki, a na drog? dla biednych w Sarepcie zapasy chleba, balsamu, owoców i miodu w koszykach z sitowia. To wszystko pos?ano za Nim do gospody. Ze ?zami w oczach i z pokor? w sercu ?egnali wszyscy Jezusa, On za? upomina? ich do wytrwania w dobrem, poleci? ich opiece ubogich ?ydów i zaleci? im pami?ta? o zbawieniu duszy. Syrofenicjanka, wielce roztropna niewiasta, sk?ania si? ch?tnie do dobrego. Ju? nie chodzi teraz z córk? do ?wi?tyni poga?skiej. Trzyma si? wi?cej nauki Jezusa, obcuje wci?? z ?ydami, a powoli stara si? i domowników do tego nak?oni?. Po drodze poucza? Jezus wci?? uczniów o ich obowi?zkach i obecnym pos?annictwie. Tomasz, Tadeusz i Jakub M?odszy, poszli z cz??ci? uczniów w dó? do ziemi Azer. Jezus sam poszed? na pó?noc ku Sarepcie, a za Nim dziewi?ciu pozosta?ych aposto?ów, Judasz Barsabas, Saturnin i jeszcze jaki? trzeci, wszyscy ?ydzi z Ornitopolis, i wielu pogan. Szesnastu ?ydów posz?o z Nim a? na miejsce, inni wrócili si? z drogi. Sarepta oddalona by?a st?d o 2 i pó? godziny drogi. Jezus nie poszed? wprost tam, lecz zatrzyma? si? przy grupie domów, stoj?cych do?? daleko od Sarepty, w miejscu, gdzie niegdy? spotka? Eliasz wdow?, zbieraj?c? chrust. Mieszkali tu ?ydzi, ubo?si jeszcze od ?ydów z Ornitopolis, bo tamtym nios?a pomoc Syrofenicjanka. Ona to przygotowa?a tu zawczasu gospod? dla Jezusa i wys?a?a naprzód podarunki dla biednych. ?ydzi tutejsi, nie wy??czaj?c niewiast i dzieci, szcz??liwi z przybycia Jezusa, powitali Go nadzwyczaj mile i umyli Jemu i towarzyszom nogi. Jezus mia? tu nauk?, w której pociesza? biednych mieszka?ców, potem poszed? dalej ku wschodowi, odprowadzony przez szesnastu ?ydów z Ornitopolis i kilku z Sarepty. Po kilku godzinach drogi zatrzyma? si? na pagórku ko?o jakiego? miasteczka poga?skiego. Tu znowu mia? nauk? do oczekuj?cych Go tu ludzi i po nauce poszed? dalej; ?ydzi z Ornitopolis wrócili st?d do domu. Jezus poszed? dalej drog?, wznosz?c? si? z wolna ku wschodowi i przyby? ku Hermonowi, wygl?daj?cemu jak kraniec wysokich gór, okalaj?cych Górn? Galile?. Przeszed?szy przez Hermon górsk? kotlin?, zago?ci? Jezus w mie?cie Rechob, po?o?onego u stóp Hermonu na po?udniowy zachód, poni?ej BaalHermon, które jest wielkim miastem i obfituje w ?wi?tynie poga?skie. Rechob wida? st?d doskonale.

Jezus w Gessur i Nobah. Obchód ?wi?ta Purim

Wyszed?szy z Rechob, poszed? Jezus w kierunku pólnocnozachodnim i po siedmiu godzinach przyby? do Gessur; tu zatrzyma? si? u celników, mieszkaj?cych licznie przy go?ci?cu, wiod?cym do Damaszku. Gessur jest to wielkie, pi?kne miasto; ?ydzi i poganie mieszkaj? w osobnych dzielnicach, lecz bardzo cz?sto obcuj? ze sob? i z tego powodu zostaj? ?ydzi tutejsi w pogardzie u innych. W mie?cie stoj? za?og? rzymscy ?o?nierze. Wielu ?ydów i pogan st?d by?o na kazaniu na górze b?ogos?awie?stw. Niektórych tutejszych chorych uzdrowili niedawno Aposto?owie podczas swej ostatniej tam bytno?ci. By? tu i ów niewidomy, któremu Jezus przywróci? wzrok podczas nauki przed cudownym rozmno?eniem chleba. M?? Marii Sufanitki jest st?d rodem, mieszka z ni? jednak obecnie w Ainon. Absalon bawi? tu przez jaki? czas, uciekaj?c przed Dawidem; matka bowiem jego, Maacha, by?a córk? tutejszego króla, imieniem Tholmai. Aposto? Bart?omiej, b?d?cy obecnie przy Jezusie, pochodzi? tak?e z tego domu królewskiego. Ojciec jego, u?ywaj?cy przez d?u?szy czas k?pieli betulijskich, przeniós? si? w tym celu do


554

Kany i kupi? potem posiad?o?? w dolinie Zabulon. Dlatego zosta? Bart?omiej tutejszym ziomkiem. Tu w Gessur mia? po matce bardzo starego ju? dziadka wujecznego, bogatego poganina, posiadaj?cego obszerne w?o?ci. Starzec ten mieszka? w obszernym domu w ?rodku miasta. Us?yszawszy o przybyciu Jezusa, kaza? si? zaprowadzi? do Jego kwatery u celników. Jezus naucza? w?a?nie na tarasie, na którym opakowywano zwykle i op?acano przewo?one towary. Starzec rozmawia? z Aposto?ami, a g?ównie z krewnym Bart?omiejem i przez nich zaprosi? Jezusa do siebie na uczt?. Jezus tymczasem naucza? zebrany t?um m??czyzn i kobiet, pogan i ?ydów, potem za? zasiad? z innymi do posi?ku, zastawionego przez celników. Nauka Jezusa tak poskutkowa?a, ?e postanowili niesprawiedliwie nabyte mienie rozda? ubogim, co wielkie na wszystkich zrobi?o wra?enie. Gdy Jezus przyby? w dzielnic? poga?sk? do wuja Bart?omieja, przyj?to Go wspaniale na sposób poga?ski, rozes?ano Mu kobierce pod nogi i podano obfit? zak?sk?, równie? na sposób poga?ski przyprawion?. Poganie tutejsi czcili wieloramienne bóstwo, maj?ce na g?owie korzec z k?osami. Wielu jednak sk?ania?o si? ku ?ydom, a jeszcze wi?cej ku nauce Chrystusowej. Jan i Aposto?owie ju? wielu z nich w Kafarnaum ochrzcili. Celnicy rozdzielali przewa?n? cz??? swego mienia ubogim. Na placu, gdzie Jezus naucza?, usypali wielkie kupy zbo?a i rozdawali je; równie? pola swe i ogrody rozdzielali mi?dzy ubogich najemników i niewolników, nagradzaj?c w ten sposób pope?nione im krzywdy. Na szabat przyby?o tu kilku obcych Faryzeuszów, i gdy Jezus znowu przed c?em naucza? ?ydów i pogan, zarzucali Mu, ?e mieszka u celników i ?e obcuje z nimi i z poganami. Wuj Bart?omieja wraz z 16 innymi starcami przyj?? chrzest w ogrodzie k?pielowym. Woda dop?ywa?a do ogrodu wysoko po?o?onym kana?em, do którego pompowano wod? ze studni miejskiej. Chrztu udziela? Judasz Barsabas. Ogród by? ?licznie przystrojony i wszystko odby?o si? z wielk? uroczysto?ci?. Wuj Bart?omieja ofiarowa? hojne ja?mu?ny dla ubogich. Pod koniec szabatu naucza? Jezus w synagodze, poczym z wszystkimi ko?o c?a si? po?egnawszy, rozda? ubogim ja?mu?ny i odprowadzony przez wielu, poszed? do wsi rybackiej, oddalonej st?d o pi?? godzin drogi. Wie? ta po?o?ona jest nad jeziorem górskim Fiala, oddalonym o trzy godziny drogi na wschód od Panei. Przyby? tam ju? pó?no i zatrzyma? si? na noc u nauczyciela mieszkaj?cego obok szko?y. Wie? zamieszkana by?a przewa?nie przez ?ydów. Jezioro Fiala, licz?ce zaledwie godzin? drogi w obwodzie, ma brzegi ?agodnie pochy?e, a czy?ciutka woda p?ynie wolno ku górze i tam znika w szczelinach. Na wodzie ko?ysz? si? ?ódki. W ko?o jeziora rozrzucone s? ?ydowskie wioski rybackie, a w ka?dej jest szko?a. Nad brzegami rozci?gaj? si? uprawne pola i pi?kne ??ki, a na nich pas? si? os?y, wielb??dy i byd?o. Gdzieniegdzie wida? gaiki kasztanowe. Jezus naucza? w ka?dej, szkole, a potem, w towarzystwie Aposto?ów i tutejszych mieszka?ców, zwiedza? mieszkania pasterzy. Wyszed?szy st?d z Janem, Bart?omiejem i jednym uczniem, przyby? Jezus po trzygodzinnej podró?y ku po?udniowi do Nobah, jednego z miast Dekapolis. Miasto sk?ada?o si? z dwóch dzielnic o ró?nej nazwie; w jednej mieszkali ?ydzi, w drugiej poganie. Podobnie jak wszystkie okoliczne miasta, tak i Nobah zbudowane jest z czarnego, b?yszcz?cego kamienia. Jezus naucza? w samym mie?cie i w okolicznych osadach, maj?c przy Sobie Jana i Bart?omieja; inni Aposto?owie i uczniowie rozeszli si? po okolicy. Przygotowanych do chrztu przez Jezusa, chrzci? Bart?omiej. Woda tu by?a wsz?dzie m?tna, b?otnista, wi?c oczyszczano j? do chrztu w wielkich kamiennych cysternach, oczyszczon? za? spuszczano do innych zbiorników i przykrywano; do tego wlewali Aposto?owie


555

wody z sob? przyniesionej; a Jezus b?ogos?awi?. Przyjmuj?cy chrzest kl?kali w ko?o naczynia i pochylali nad nim g?owy. Poganie w Nobah przyj?li Jezusa bardzo uroczy?cie. Wyszli Mu naprzeciw, trzymaj?c w r?kach zielone, kwitn?ce ga??zki, a pod nogi s?ali poprzez ulic? woj?oki i pasma sukna; co Jezus raz przeszed? po nich, zabiegali Mu znowu drog? i od nowa k?adli je na ziemi. Przed dzielnic? ?ydowsk? przyj?li Go rabini z sekty Faryzeuszów. By? w?a?nie dzi? szabat ?wi?ta Purim, wi?c Jezus poszed? prosto do synagogi i naucza?. Potem odby?a si? uczta w domu godowym, gdzie znowu Faryzeusze z Nim dyskutowali i wytykali Mu, ?e uczniowie jedz? owoce po drogach i wy?uskuj? k?osy. Nawi?zuj?c do tego, opowiedzia? im Jezus przypowie?? o robotnikach w winnicy, o bogaczu marnotrawcy i synagogi. W ostatnim czasie naucza? Jezus cz?sto o modlitwie, tak podczas w?drówek jak i w szko?ach. Znalaz?o si? jednak kilku uczniów, którzy nie byli ani razu na nauce o modlitwie Pa?skiej, i ci prosili teraz Jezusa, by i ich nauczy? modli? si?, tak, jak innych. Jeszcze raz wi?c obja?ni? im Jezus „Ojczenasz," ostrzegaj?c ich przed ob?udn? modlitw?. Z Regaba, po?o?onego bardzo wysoko, ?liczny jest widok na jezioro i poza Genezaret a? do Taboru. Wy?ej nad miastem stoi na skale czworoboczny budynek o ?cianach grubych, pot??nych, jakby ze ska?y wykutych. Wewn?trz s? sklepione izby, zaj?te przez ?o?nierzy. Jest to twierdza, a p?aski jej dach obros?y jest drzewami. St?d do jeziora na po?udniowy zachód jest prawie pi?? godzin drogi, do góry b?ogos?awie?stw na zachód trzy do czterech godzin, oko?o pi?? godzin do Betsaidy — Julias, a do miejsca, gdzie Jezus wp?dzi? diab?ów w wieprze, sze?? do siedem godzin drogi. Do Cezarei Filipowej, jest mo?e pi?? godzin drogi. Tam to prowadzi st?d przez wysok? gór? droga dla karawan. W tych dniach wspomina? Jezus cz?sto o ci??kiej, uci??liwej przysz?o?ci, o czekaj?cych Go prze?ladowaniach, a nawet dybaniu na ?ycie Jego. Raz nawet powiedzia?, ?e zbli?a si? Jego pojmanie. O chlebie ?ywota, o po?ywaniu Jego cia?a i piciu Jego krwi nie wspomina? wi?cej publicznie, od czasu ostatniego rokoszu w Kafarnaum. Nauk? t? wypowiedzia? wtenczas g?ównie dlatego, by wypróbowa? uczniów, i od??czy? z?ych, aby ich niepotrzebnie nie wodzi? za Sob?. Górzysta okolica Regaby jest pi?kn?, ale nieco dzik?; na pó?nocny wschód wzgórza s? nagie, skaliste. Szlachetne owoce nie udaj? si? jak w Genezaret, za to zbo?e rodzi si? obficie, a w górach s? wyborne pastwiska. Pas? si? tu liczne trzody os?ów i krów o rosochatych rogach, a pyskach czarnych, zadartych w gór?; inne znów trzymaj? g?owy w dó?, rogi podane naprzód, niektóre mia?y rogi u?amane S? te? wielkie trzody wielb??dów; wielb??dy ?pi? nieraz stoj?co, opar?szy si? o drzewo lub ska??. Gdzieniegdzie rosn? drzewa, podobne do buków, a w cieniu ich wypasaj? si? liczne trzody ?wi?. — Brak tu wielki wody. By temu cho? w cz??ci zaradzi?, urz?dzone s? cysterny, w których zbiera si? woda deszczowa, a gdy tej zabraknie, nosz? z do?u wod? w worach. Nie widzia?am nigdy, by ?ydzi, lub poganie w?dzili mi?so; tylko ryby susz? na s?o?cu i zasalaj? je. Wyszed?szy z Regaby, przyby? Jezus oko?o po?udnia do Cezarei Filipa. Droga ci?gnie si? wci?? gór?, a w wielu miejscach jest karko?omna. Cezarea ma bardzo pi?kne po?o?enie mi?dzy pi?ciu wzgórkami; z jednej strony jest widok na góry, w ko?o rozci?gaj? si? ogrody i aleje, a jako w mie?cie poga?skim, wznosz? si? co krok kolumny i ?uki. Pa?aców jest co? siedem, ?wi?ty? te? spora liczba. Poganie mieszkaj? oddzielnie od ?ydów. Przed miastem nieco ni?ej, znajduje si? wielki staw, a w ?rodku domek, daj?cy si? obraca?. Z tego to domku wyp?ywa woda do stawu, a st?d do Jordanu. W dzielnicy poga?skiej jest bardzo g??boka studnia, a nad ni? pi?kny budynek. Zdaje si?, ?e ?ród?a tej studni, bij?ce pod gór?, bior? pocz?tek z jeziora Fiala. Przed miastem by?y równie? jakie? ?uki i sklepienia,


556

któr?dy jakby piwnic? p?yn??a woda. Przyj?to tu Jezusa dobrze, gdy? si? Go spodziewano, bo karawana mieszka?ców o Jego przybyciu powiadomi?a. Krewni uzdrowionej niewiasty, cierpi?cej na krwotok, wyszli naprzeciw a? do stawu. Jezus zatrzyma? si? niedaleko synagogi w gospodzie, nale??cej do Faryzeuszów. Wkrótce zeszli si? s?uchacze i chorzy. Niektórych uzdrowili Aposto?owie. Oprócz ?yczliwych mieszkaj? tu i nieprzyja?ni Jezusowi Faryzeusze, którzy nale?eli do komisji w Kafarnaum. Jezus uda? si? wkrótce na wzgórek przed miastem, naucza? i uzdrawia?. Przyprowadzano ró?nych chorych ze wszystkich stron, i ci wo?ali nieraz: „Panie, rozka? jednemu z Twych uczniów, by nam dopomóg?!" Faryzeusze tymczasem dogryzali Mu, ?e obcuje tylko z mot?ochem, a nie wdaje si? z uczonymi. Uczniowie rozdawali ubogim ja?mu?ny, pokarm i odzie?, a ?rodków do tego dostarczy?a zamieszka?a tu Enue, owa chora na krwotok niewiasta i jej wuj, poganin jeszcze. Trzej Aposto?owie i uczniowie, wys?ani przez Jezusa z Ornitopolis do Tyru, Chabul i Aser, zeszli si? tu znowu, bo tak im poleci? by? Jezus. Umyto im nogi, poczym zaraz wzi?li si? do rozdzielania ?ywno?ci, ja?mu?n i do uzdrawiania. Spotkanie ich po d?u?szym niewidzeniu by?o zwykle bardzo wzruszaj?cym; podawano sobie r?ce i brano si? w obj?cia. Nast?pnie uda? si? Jezus z wszystkimi Aposto?ami i uczniami w liczbie oko?o sze??dziesi?ciu do domu wuja Enui. Przyj?to Go uroczy?cie, wed?ug poga?skiego zwyczaju. Wszyscy mieli wie?ce na g?owach i ga??zki w r?kach; pod nogi s?ano Mu kobierce. Naprzeciw wyszed? wuj Enui wraz z ni? i jej córk?; niewiasty upad?y przed Jezusem na twarz. Jezus przyby? do Cezarei po cz??ci na pro?by tego starca; chcia? on si? bowiem da? ochrzci? wraz z wielu innymi, ale mia? skrupu?y co do obrzezania. Teraz wi?c radzi? si? o to Jezusa na osobno?ci, bo Jezus nigdy publicznie o tym nie mówi?. W takich razach nie nakazywa? obrzezania, ale te? i nie mówi? wyra?nie, ?e ma si? je zaniecha?. Je?li kiedy starcy poga?scy, przyj?wszy chrzest, wypowiadali Mu swe troski pod tym wzgl?dem, Jezus pociesza? ich, ?e, je?li nie chc? by? ?ydami, mog? zosta?, jak s?, tylko maj? wierzy? i dzia?a? to, co nauka Jego poleca. Tacy wi?c nie wykonywali potem ani ?ydowskich, ani poga?skich praktyk, modlili si? tylko, dawali ja?mu?ny, i tak byli chrze?cijanami, nie przeszed?szy przez judaizm. I wobec Aposto?ów nie rozwodzi? si? Jezus nad tym, aby ich nie rozgoryczy?. Nie przypominam te? sobie, ?eby Faryzeusze, tak wszystko szpieguj?cy, obwiniali Jezusa o to, nawet podczas m?ki. Na ?rodku podwórza wewn?trznego, pi?knie wybrukowanego, w?ród drzew i wie?ców z kwiatów, sta? namiot z bia?ej tkaniny z otworem u góry, w którym wisia? wieniec. Tu odbywa?a si? ceremonia chrztu. Jezus mia? przedtem nauk?, rozmawia? na osobno?ci z tymi, co chcieli si? ochrzci?, oni za? sk?adali przed Nim wyznanie wiary, wyjawiali Mu skryto?ci swego serca i dzieje ?ycia. Jezus odpuszcza? im grzechy, poczym Saturnin chrzci? ich wod? z misy, pob?ogos?awion? przez Jezusa. Nast?pnie odby?a si? wielka uczta, w której wzi?li udzia? wszyscy uczniowie i przyjaciele domu. Uczta urz?dzona by?a na sposób poga?ski; stó? by? wy?szy jak u ?ydów, biesiadnicy spoczywali na d?ugich, wys?anych poduszkami krzes?ach, maj?c nogi zwrócone na zewn?trz, r?k? wspierali si? na mi?kkiej por?czy. Stó? by? ??obkowany. Przed ka?dym z biesiadników sta?a miseczka, na ?rodku za? sto?u wielkie pó?miski z potrawami. Uzdrowiona Enue, nie do poznania zmieniona — tak zdrowo i doskonale wygl?da teraz — siedzia?a wraz z 21 letni? córk? obok wuja przy stole. Podczas uczty wysz?y obie ze sali. Po chwili jednak powróci?y; matka pozosta?a nieco w tyle, córka za?, przybrana w pi?kn? zas?on?, stan??a za Jezusem, trzymaj?c w r?ku


557

ma?y bia?y dzbanuszek wonnego olejku; zawarto?? dzbanuszka wyla?a Jezusowi na g?ow?, przesun??a obiema r?koma po g?owie w prawo i w lewo, potem zgarn?wszy w?osy poza uszy, uj??a je w r?k?, a uj?wszy koniec zas?ony, otar?a lekko g?ow? i zaraz odesz?a. Przy uczcie nie zapomniano i o ubogich; przed domem rozdzielano im w obfito?ci wszelkie potrawy. Wuj Enui nie mieszka? pierwotnie w tym domu, tylko w jakim? innym; do tego za? domu usun?? si? z Enue, by nie mie? styczno?ci z poganami i ich ba?wochwalstwem, nie sta? on jednak w dzielnicy ?ydowskiej. Enue by?a córk? brata jego, czy te? siostry, a wdawszy si? z ?ydami, jednego z nich po?lubi?a; m?? jej obecnie ju? nie ?yje. Maj?tek ca?y dosta?a w spadku po rodzicach poga?skich. Zaraz przy zacz?ciu nowego gospodarstwa, od?o?yli byli wiele zbo?a, sukien i tkanin dla ubogich. Cezarea Filipa le?y o 4 godziny drogi na wschód od Leszem albo Lais, gdzie swego czasu Syrofenicjanka przyby?a do Jezusa; s? to wi?c dwa oddzielne miasta. W czasie bytno?ci Jezusa w Cezarei obchodzili w?a?nie poganie przy studni miejskiej ?wi?to na cze?? dobroczynnego dzia?ania wody. Kadzono na trójnogach przed pos?giem bo?ka, otoczonego orszakiem dziewic, zdobnych w wie?ce. Bo?ek sam wygl?da? tak, jakby trzy lub cztery postacie siedzia?y plecami do siebie. W ko?o wi?c wida? by?o g?owy, r?ce i nogi. ?okcie przytulone by?y do cia?a, r?ce za? wyci?gni?te. Ze studni wyp?ywa?a na wszystkie strony woda w cysterny. Z jednej strony p?yn??a woda na obmurowany plac, otoczony portykami; tu by?y cysterny k?pielowe, w których ?ydzi si? k?pali. Jezus przyby? tu, gdy ju? min??o ?wi?to pogan, i przygotowa? wielu ?ydów do chrztu, a uczniowie ochrzcili ich zaraz. Nast?pnie uda? si? z uczniami do domu Enui i jej wuja, by po?egna? si? z nimi. Ze ?zami w oczach, z oznakami czci i pokory ?egnali ci poczciwi ludzie Jezusa; tymczasem za? kazali wys?a? naprzód przed bram? podarunki, sk?adaj?ce si? z chleba, zbo?a, odzie?y i okry?. Jezus mia? tam bowiem jeszcze nauk? dla jakiej? karawany i innych ludzi, i wszystko, co otrzyma?, rozdzieli? potrzebuj?cym. Poruszeni tym przyk?adem mi?osierdzia inni ?ydzi pobo?ni i nowoochrzceni, poszli w Jego ?lad i hojnie zacz?li rozdawa? zbo?e, chusty, okrycia, p?aszcze i chleb. Radosny to by? i pami?tny dzie? dla ubogich. Po tym wszystkim sk?onili jeszcze Jezusa Faryzeusze bardzo uprzejmie, by im w synagodze wyja?ni? niektóre rzeczy. Za Jezusem poszli do synagogi Aposto?owie, a by?o te? dosy? innych ludzi. Faryzeusze mieli ju? wymy?lone ró?ne podst?pne pytania co do rozwodu w ma??e?stwie; wiele tu bowiem by?o powik?anych spraw ma??e?skich, z których kilka sam Jezus ju? rozwi?za? i pogodzi? zwa?nionych ma??onków. O tym zacz?li obecnie z Jezusem dysput?. Nast?pnie zaczepiali Go o to, ?e tak wiele wymaga od Swoich uczniów. Wszcz?li t? spraw?, bo niedawno skar?y? si? przed nimi pewien m?odzieniec na Jezusa. M?odzieniec by? bogaty, uczony i ju? przedtem chcia? wcisn?? si? do Jezusa na ucznia. Jezus postawi? mu kilka warunków, a mianowicie opu?ci? ojca i matk?, rozda? mienie ubogim itp. Tutaj zg?osi? si? on znowu do Jezusa, lecz nie chcia? wyrzec si? maj?tku, wi?c Jezus odprawi? go z niczym. Teraz wi?c poci?gali Faryzeusze Jezusa do odpowiedzialno?ci za to, ?e wymaga od ludzi takich nies?ychanych rzeczy. Ów m?odzieniec sam dodawa? jeszcze niejedno, co Jezus mia? powiedzie?, i powo?ywa? Aposto?ów, którzy to przecie? s?yszeli, na ?wiadków, ?e to wszystko prawda. Aposto?owie byli w k?opocie, bo nie spodziewali si? tego i nie umieli sobie poradzi?, jak post?pi?. Z tego znowu skorzystali Faryzeusze, zarzucaj?c Jezusowi, ?e w?óczy si? z t?umem, nie rozumiej?cym si? na niczym, a tego m?odzie?ca odprawi?, bo za uczony by? dla Niego. Na wszystko odpowiedzia? im Jezus bardzo surowo, poczym opu?ciwszy ich, wybra? si? w zamierzon? drog?.


558

Przed miastem da? Jezus Aposto?om odpowiednie wskazówki, poczym rozes?a? ich na wschód i pó?nocny wschód w do?? odleg?e miejscowo?ci. Mieli odby? d?ug? i uci??liw? drog? do Damaszku i a? do Arabii, do miast, gdzie nigdy jeszcze nie byli. Jezus sam, pozostawiwszy na lewo jezioro Fiala, poszed? z dwoma uczniami do miasta Argob, w górach po?o?onego. Przybywszy tam po czterogodzinnej w?drówce, zatrzyma? si? u Lewitów ko?o synagogi. Argob zamieszka?e jest przewa?nie przez ?ydów; nieliczni poganie mieszkaj?cy tu, s? ubodzy najemnicy ?ydów. Mieszka?cy trudni? si? upraw? i fabrykacj? bawe?ny. M??czy?ni, kobiety i dzieci prz?d? i tkaj?. Wody tu brak; nosz? j? we worach na gór? i chowaj? w cysternach na zapas. Widok st?d daleki na Górn? Galile?, na wprost wida? gór? b?ogos?awie?stwa; szczególnie pi?knie przedstawia si? st?d BetsaidaJulias. — Jezus naucza? na publicznym placu, uzdrowi? kilku chorych, odwiedzi? potem chorych starców, uzdrowi? ich i pociesza?. Mieszka?cy byli przewa?nie ju? ochrzczeni. Faryzeuszów niema tu wcale. Odprowadzony kawa?ek drogi przez tutejszych mieszka?ców, wyszed? Jezus z dwoma uczniami znowu na wy?yn? i poszed? na wschód ku Regabie. Na dwie godziny drogi przed Regab? zatrzyma? si? w otwartym sza?asie go?cinnym, gdzie zatrzymywa?y si? karawany, przechodz?ce t?dy trzy razy do roku. Czterech m?odszych uczniów przyby?o tu z Jerozolimy przez Kafarnaum, przynosz?c z sob? zapasy ?ywno?ci. St?d skierowa? Jezus Swe kroki ku warownemu zamkowi regabijskiemu. Twierdza wygl?da jakby z kamienia wykuta. W ko?o twierdzy sta?y grupami domki, mi?dzy nimi synagoga. T?umy ludu ju? si? tu zebra?y a by?o i wielu z karawan, oczekuj?c Jezusa. Przybywszy tu, zasta? Jezus sze?ciu Aposto?ów, wys?anych z Cezarei na wschód do bli?szych miejscowo?ci; inni poszli dalej. Mia? wi?c Jezus przy Sobie Piotra, Andrzeja, Jana, Jakóba Starszego, Filipa i Jakóba M?odszego. Faryzeusze stawili si? licznie w synagodze, ludu za? zebra?o si? tyle, ?e bardzo wielu musia?o sta? na dworze. Jezus obja?nia? pisma Jeremiasza i wspomina? o tym, ?e teraz wszyscy szukaj? Go i cisn? si? do?, lecz wkrótce opuszcz? Go, wy?miej?, a nawet czynnie zniewa?a? b?d?. Wkrótce wszcz?li Faryzeusze z Jezusem zaci?t? dysput?, zarzucaj?c Mu znowu, ?e wyp?dza czarty moc? Belzebuba. Jezus nazwa? ich synami ojca k?amstwa, poczym mówi? o tym, ?e Bóg nie wymaga krwawych ofiar. Mówi? o niewinnej krwi Baranka, któr? oni przelej?, w porównaniu do której krew zwierz?t jest tylko typem. „Z ofiar? Baranka — mówi? Faryzeuszom — sko?czy si? wasza s?u?ba. Wszyscy, wierz?cy w ofiar? Baranka, otrzymaj? odpuszczenie, wy za?, jako mordercy Baranka, b?dziecie pot?pieni." Nast?pnie wobec faryzeuszów przestrzega? Swych uczniów przed nimi. Faryzeusze wybuchli na to tak? z?o?ci?, ?e Jezus uzna? za stosowne opu?ci? z uczniami synagog? i schroni? si? na puszcz?. Widzia?am nawet, i? Faryzeusze zasadzili na Jezusa zbójców, uzbrojonych w kije, bo te? jeszcze nigdy tak ostro nie obszed? si? z nimi. Przez noc pozosta? Jezus na pustyni, a potem poszed? ku Chorazin. Tu znowu nap?yn??o mnóstwo ludzi, naprowadzano chorych, sadowi?c ich przy drodze, któr? mia? Jezus przechodzi?. Id?c do synagogi, uzdrawia? Jezus chromych, ?lepych i chorych na wodn? puchlin?. W synagodze, mówi? Jezus proroczo o przysz?ych Swych cierpieniach, chocia? wci?? wszczynali k?ótni? i przeszkadzali Mu. Wytyka? im potem, ?e mimo ci?g?ych ofiar i przeb?aga? zawsze pe?ni s? ohydy i grzechu. Napomkn?wszy za? o ko?le ofiarnym, którego w Dzie? pojednania wyp?dzaj? na pustyni?, w?o?ywszy na? swe grzechy, zaznaczy?, cho? niezrozumiale dla nich, ?e zbli?a si? czas, w którym równie? z wielkim rozg?osem wypchn? i zamorduj? niewinnego, który rzeczywi?cie ich kocha, wszystko dla nich uczyni? i win? ich bierze na siebie. Na


559

te s?owa posypa?y si? szyderstwa i krzyki ze strony Faryzeuszów. Gdy Jezus potem wyszed? z miasta, poszli Faryzeusze za Nim i ??dali bli?szego obja?nienia tych s?ów. Jezus jednak wprost im powiedzia?, ?e daremny to trud, bo nie zrozumieliby Go. Tymczasem w?ród ?cisku przyprowadzono do Jezusa g?uchoniemego, z pro?b?, by go uzdrowi?. By? to pasterz z okolicy, cz?owiek dobry i pobo?ny. Krewni przyprowadzili go do Jezusa, prosz?c, by w?o?y? na? r?k?. Jezus kaza? go odprowadzi? na bok, ale Faryzeuszom pozwoli? pój?? za Sob?, by ich przekona?, ?e uzdrawia moc? modlitwy i wiary w Ojca niebieskiego, a nie moc? diabelsk?. Najpierw w?o?y? g?uchoniememu w uszy palce, potem pomaza? palce ?lin? i dotkn?? si? nimi j?zyka jego, a wzniós?szy oczy ku Niebu, westchn?? i rzek?: „Otwórz si?!" W tej chwili odzyska? chory s?uch i mow?, a potem z rado?ci serdecznie dzi?kowa? Jezusowi. Na odchodnym zakaza? mu Jezus wszelkiego che?pienia si? i rozg?aszania tego cudu. Tymczasem nat?ok stawa? si? coraz wi?kszy, bo do rzeszy przy??czy?a si? ?wie?o przyby?a karawana. To te? Jezus poszed? z towarzyszami o 2 — 3 godziny drogi dalej a? do c?a Mateusza. Gdy i tu lud t?umnie si? gromadzi?, pozostawi? Jezus kilku uczniów a z reszt? przeprawi? si? do BetsaidyJulias. Wyl?dowawszy tu, pozostali a? do nocy w samotno?ci u stóp góry b?ogos?awie?stw. Przed dniem jeszcze powrócili znowu na wschodni brzeg, gdzie Jezus mia? nauk? na górze ko?o c?a Mateusza. Mi?dzy s?uchaczami byli poganie z Dekapolis i kilka karawan. Na gór? przywieziono mnóstwo chorych na os?ach, lub przyniesiono na noszach, a Jezus wszystkich uzdrowi?. Tre?ci? nauki by?o, kiedy i jak trzeba si? modli?, i ?e modlitwa powinna by? wytrwa??. „Je?li dziecko — mówi? — prosi o chleb, nie daje mu ojciec kamienia, je?li o ryb?, nie podaje mu w??a; zamiast jaja nie daje mu nied?wiadka. Znam pogan, którzy tak? maj? ufno?? ku Bogu, ?e o nic nie prosz?, tylko zawsze dzi?kuj? za otrzymane dary. Je?li wi?c s?udzy i obcy tak? maj? ufno??, jak?? wielk? ufno?ci? powinny si? odznacza? dzieci!" Najlepsz? podzi?k? za otrzymane zdrowie cia?a i duszy jest poprawa ?ycia. Kto za? powtórnie od Boga odst?puje, stan jego duszy gorszym jest ni? przedtem." — Gdy nat?ok stawa? si? coraz wi?kszy, zako?czy? Jezus nauk?, zapowiadaj?c zarazem wielk? nauk? na dzie? drugi na innej górze. Góra ta le?a?a na wschód od góry b?ogos?awie?stw. Lud wszystek uda? si? na wyznaczone miejsce, roz?o?y? si? obozem na wy?ynach i dolinach, ?ledz?c pilnie, gdzie Jezus si? uda. Wszed?szy na gór?, naucza? Jezus o siódmym i ósmym b?ogos?awie?stwie. Potem, by unikn?? nat?oku, wsiad? z Aposto?ami i uczniami na ?ód? Piotra. Pop?yn?li wzd?u? jeziora, lecz nie przybijali do brzegu, bo rzesze dosiad?y równie? ?odzi i p?yn??y za nimi.

Koniec kazania na górze. Nakarmienie czterech tysi?cy ludzi. Faryzeusze ??daj? znaku

Nazajutrz wyl?dowa? Jezus z towarzyszami ko?o Ma?ego Chorazin, o godzin? drogi od góry pierwszego rozmno?enia chleba i poszed? dalej w góry. By?a to prawa cz??? puszczy Chorazin, do Regaby, jeszcze wy?ej po?o?onej, by?o st?d ?wier? godziny drogi na zachód. Na górze, gdzie Jezus naucza?, by?a obszerna p?aszczyzna, a opodal droga, któr? niedawno szed? Jezus z Cezarei — Filipowej ku Regabie. W miejscu tym zatrzymywali si? nieraz podró?ni na spoczynek; by?y tu ?lady wa?ów i wielka kamienna ?awka, na której podró?ni si? posilali. Zreszt? by?o tu wsz?dzie samotnie, tylko ni?ej, w dolinach i zak?tkach gór pas?y si? os?y i inne zwierz?ta. Dzi? za to gwarno tu by?o nad podziw. Wielkie t?umy ludu obsiad?y ju? gór?, a coraz ?wie?e zast?py ze wszystkich stron nadci?ga?y. Tu


560

zako?czy? Jezus nauk? o o?miu b?ogos?awie?stwach i tak zwane kazanie na górze, a s?owa Jego by?y dzi? nadzwyczaj wzruszaj?ce i porywaj?ce. S?uchaczów by?o mnóstwo, bo wielu obcych i pogan si? zebra?o, w ca?o?ci oprócz kobiet i dzieci by?o 4000 m??czyzn. Oko?o wieczora przesta? Jezus na chwil? naucza?, a zwróciwszy si? do Jana, rzek?: „Rzesza ju? od trzech dni chodzi za Mn?, a teraz mam ich na d?u?szy czas opu?ci?; nie chcia?bym jednak pu?ci? ich g?odnymi."— „Panie! — rzecze Jan — tu pustynia i daleko trzeba by i?? za chlebem; czy mamy nazbiera? jagód i owoców, pozosta?ych jeszcze na drzewach?" Na to kaza? mu Jezus zapyta? si? innych, ile chleba maj?? Odpowiedziano: „Siedem chlebów i siedem ma?ych ryb." — Nie by?y to wprawdzie ma?e ryby, bo ka?da by?a na rami? d?uga, ale có? to by?o na takie mnóstwo ludzi! Mimo to kaza? Jezus pozbiera? od ludzi pró?ne koszyki, chleb za? i ryby po?o?y? na ?awk?, a sam naucza? jeszcze dobre pó? godziny. Wyra?nie da? do poznania, ?e jest Mesjaszem, ?e b?dzie prze?ladowany i niebawem pojmany, a w dniu podwy?szenia wstrz?sn? si? te góry i p?knie ten kamie? — tu wskaza? Jezus na ?aw? kamienn? — gdzie nie przyj?to prawdy g?oszonej. Wo?a? „biada" na Kafarnaum, Chorazin i inne okoliczne miejscowo?ci, które dopiero w dniu Jego podwy?szenia poznaj?, ?e odepchn??y od siebie Zbawienie. „Szcz??cie — mówi? — czeka?o t? ziemi?, której ofiarowa?em chleb ?ywota; lecz szcz??cie to przesz?o w r?ce przechodniów. Dzieci domu miotaj? chleb pod stó?, a obcy — szczeni?ta, jak mówi?a Syrofenicjanka — zbieraj? jego okruchy i nimi zapal? i pokrzepi? ca?e miasta i wsie." ?egnaj?c si? ze s?uchaczami, jeszcze raz wzywa? ich Jezus do pokuty i nawrócenia si?, wpajaj?c w ich pami?? wyrzeczone gro?by, i zapowiedzia?, ?e z dniem dzisiejszym ko?czy si? Jego tu nauka. Ludzie do ?ez byli wzruszeni i pe?ni podziwu nad Jego s?owy, pomimo ?e wszystkiego nie zrozumieli. Na rozkaz Jezusa usadowili si? wszyscy wko?o góry. Aposto?owie i uczniowie uporz?dkowali znowu rzesze, jak za pierwszym razem. Jezus post?pi? z chlebem i rybami jak wtedy, a uczniowie roznosili w koszach rozmno?one po?ywienie. Gdy wszyscy si? najedli, zebrano siedem koszów u?omków i rozdzielono mi?dzy biednych podró?nych. W czasie nauki znajdowa?a si? w t?umie garstka Faryzeuszów. Niektórzy zeszli w dolin? jeszcze przed ko?cem nauki, pozostali s?yszeli rzucone gro?by i byli ?wiadkami rozmno?enia chleba. Zanim lud si? rozszed?, zeszli i ci na dó? i tam naradzali si? wspólnie, w jaki sposób wyst?pi? przeciw Jezusowi, gdy zejdzie, z góry. By?o ich oko?o dwudziestu. Pod pozorem, ?e wizytuj? synagogi, w?óczyli si? wci?? za Jezusem w ma?ych oddzia?ach, by szpiegowa? s?owa Jego i czyny. Byli np w Cezarei — Filipa, Nobah, Regabie i Chorazin. Ze wszystkiego zdawali sprawozdanie w Jerozolimie i Kafarnaum, osobi?cie, lub przez pos?a?ców. Jezus tymczasem rozpu?ci? rzesze. Z p?aczem dzi?kowali Mu wszyscy, wys?awiaj?c Go pod niebiosa. Z trudno?ci? odprawiwszy natarczywych, poszed? Jezus z uczniami ku jezioru, by przeprawi? si? na po?udniowo — wschodni? stron? w granice Magdali i Dalmanuty. Zanim jednak wsiad? do ?odzi powy?ej c?a Mateusza, nadbiegli ku Niemu Faryzeusze, u stóp góry pierwszego rozmno?enia chleba, i t?umacz?c si? tym, ?e s?yszeli od Niego o gro??cych trz?sieniach ziemi (…) znakach w przyrodzie, ??dali, by im pokaza? znak na Niebie. Jezus odpowiedzia? im tak, jak napisano w Ewangelii; prócz tego jednak s?ysza?am, ?e poda? im liczb? tygodni, po których b?dzie im dany znak Jonasza, a czas ten zgadza? si? zupe?nie z dniem ukrzy?owania i zmartwychwstania. Z tym pozostawi? ich Jezus i wsiad? z Aposto?ami na ?ód? Piotra, gdzie uczniowie ju? wszystko przygotowali. Wyp?yn?li na ?rodek jeziora, a napotkawszy pr?d, pu?cili si? nim z?o?ywszy


561

wios?a, i tylko na ster daj?c baczenie. Przez noc pozostali na ?odzi, od czasu do czasu si? modl?c. Tak przybyli w granice Magdali i Dalmanuty. Nazajutrz znowu pop?yn?li w gór? poza obr?bem pr?du wzd?u? zachodniego brzegu; wtem poczuli g?ód, lecz przejrzawszy zapasy, spostrzegli, ?e maj? tylko jeden bochenek chleba. Podró? odbywa?a si? wolno, a Jezus wci?? naucza?; mówi? o maj?cym nast?pi? przyj?ciu, o cierpieniach i prze?ladowaniach, i wyra?niej ni? zwykle zaznacza?, ?e jest Chrystusem i Mesjaszem. Uczniowie wierzyli w to, lecz nie mog?c tego pogodzi? ze swymi prostodusznymi i ludzkimi poj?ciami, nie zastanawiali si? zbyt nad tym, uwa?aj?c to za zwyk?y, tajemniczy, prorocki sposób mówienia. Mówi? te? Jezus o podró?y do Jerozolimy i prze?ladowaniach, tam Go czekaj?cych. Przepowiada? im, ?e zgorsz? si? z Niego i ?e dojdzie do tego, ?e ludzie b?d? za Nim rzuca? kamieniami. Mówi?, ?e kto nie opu?ci krewnych, nie wyrzecze si? swego mienia i z siln? wiar? w sercu nie podzieli z Nim prze?ladowania, ten nie mo?e by? uczniem Jego. Przypomina? im, ile dróg jest jeszcze do przebycia, ile czeka ich pracy i ?e wielu z tych, którzy si? od??czyli, powróci znowu do owczarni. Tu zapytali Go uczniowie, czy powróci i ten, który chcia? najpierw pogrzeba? swego ojca, i czy Jezus nie zechce go przyj??, gdy? zdaje si? na przyj?cie zas?ugiwa?? Jezus jednak wyjawi? im, jak niedoskona?ym jest jeszcze ten cz?owiek i zanadto przywi?zany do dóbr doczesnych. Zrozumia?am teraz, ?e s?owa „pogrzeba? swego ojca" s? tylko figur? i oznaczaj? uporz?dkowanie i rozdzielenie maj?tku mi?dzy siebie i starego ojca, by od??czy? si? od niego i upewni? w posiadaniu swej cz??ci. — Gdy Jezus mówi? o przywi?zaniu tego cz?owieka do dóbr doczesnych, zawo?a? Piotr z zapa?em: „Chwa?a Bogu! takich my?li nie mia?em nigdy, id?c za Tob?." Jezus zgani? go za to niewczesne samochwalstwo, mówi?c, ?e powinien by? nic nie mówi? i czeka?, a? On sam mu to powie. Przybywszy do Betsaidy, poszli do domu Andrzeja, by si? pokrzepi?. Zbiegowiska nie by?o i nikt im nie przeszkadza?, bo rzesze nie wiedz?c, gdzie Jezus si? obraca, po cz??ci si? ju? rozesz?y. By? tu w Betsaidzie starzec ?lepy od urodzenia, którego Jezus jeszcze nie uzdrowi?. Teraz przyprowadzono go tu, a gdy Jezus mia? Ju? powraca? do ?odzi, ?lepy zacz?? b?aga? Jego pomocy. Jezus zaprowadzi? go za r?k? przed miasto i tu w otoczeniu Aposto?ów i uczniów dotkn?? si? j?zykiem jego oczu, pomaza? je ?lin?, a po?o?ywszy na nie Sw? r?k?, zapyta?, czy widzi co? ?lepy otworzy? gwa?townie oczy i rzek?: „Widz? wko?o ludzi, wielkich jak drzewa." Jezus po?o?y? mu powtórnie r?ce na oczy i kaza? mu patrze?; teraz ju? widzia? starzec wszystko dobrze. Potem kaza? mu wróci? do domu i podzi?kowa? Bogu za to, ale przed nikim si? nie chwali? z odzyskania wzroku. Wieczorem pop?yn?? Jezus z uczniami na drugi brzeg, a wyl?dowawszy, poszed? wschodnim brzegiem Jordanu w gór? ku Betsaidzie — Julias. Po drodze z??czyli si? z nimi Aposto?owie i uczniowie, wys?ani z Cezarei Filipa na wschód, i wszyscy razem poszli do Betsaidy — Julias. Po drodze mówi? Jezus o bliskim Swym przyj?ciu i gro??cych niebezpiecze?stwach. W obawie o Niego prosili Go Aposto?owie, by nie rozsy?a? ich ju? wi?cej, aby mogli w potrzebie by? przy Nim i spieszy? Mu z pomoc?. W Betsaidzie — Julias czeka?a ich ju? w?asna gospoda. Przez ludzi id?cych na szabat dowiedzieli si? mieszka?cy o nadej?ciu Jezusa, wyszli wi?c naprzeciw, witaj?c Go uprzejmie, a w gospodzie umyto przybyszom nogi i podano przek?sk?. Poganie, mieszkaj?cy licznie tu, witali Go tak?e, ale z daleka. Niezad?ugo poszed? Jezus do synagogi i pocz?? naucza?. Zebra?o si? tam mnóstwo uczonych zakonnych i Faryzeuszów z Safet, gdzie by? wy?szy zak?ad naukowy umiej?tno?ci ?wieckich i religijnych.


562

Wszyscy cieszyli si? bardzo, ?e Jezus tak nadspodziewanie do nich po raz pierwszy przyby?. Rado?? pospólstwa p?yn??a z serca, uczeni za? widzieli zaspokojon? sw? pró?no??, ?e mog? przecie? s?ysze? i os?dzi? nauczyciela, o którym tyle wrzawy narobiono w okolicy, a szczególnie w Kafarnaum. Zachowywali si? uprzejmie, ale ch?odno i wynio?le, dumni ze swej godno?ci profesorskiej, dyskutowali z Jezusem, zadaj?c Mu ró?ne pytania z prawa i proroków; w pytaniach ich nie by?o z?o?liwo?ci, lecz raczej ciekawo?? i ch?? popisania si? sw? wiedz? przed ludem. Jezus czyta? najpierw i obja?nia? lekcj? szabatow?, a potem naucza? o czwartym przykazaniu: „Czcij ojca twego i matk? twoj?, aby? d?ugo ?y? na ziemi." S?owa „aby? d?ugo ?y? na ziemi" wyt?umaczy? Jezus dziwnie a trafnie, ?e je?eli ?ród?o si? zasypie, rzeka musi wyschn??. Potem wyprawiono uczt? wspania??, w której wzi??y udzia? i dzieci szkolne, siedz?c przy osobnych sto?ach. W czasie uczty obja?nia? Jezus przypowie?? o robotnikach winnicy. Julias jest pi?knym, niedawno powsta?ym miastem, o zakroju poga?skim; na ka?dym kroku wida? rozpocz?te ?uki i kolumny, gdy? budowa jeszcze nie jest sko?czona. Po?o?one wzd?u? Jordanu, dotyka od strony wschodniej z nag?a wznosz?cych si? wzgórz; to te? wiele domów tyln? ?cian? opiera si? o ska??, a raczej niejako w ni? wchodzi. Gdy Jezus po powtórnej nauce w synagodze wyszed? za miasto, udali si? mieszka?cy za Nim i tu znowu zacz?li Go wypytywa?, co im nale?y czyni? i jak? nauk? uzna? za prawdziw?. — „Cho?bym wam powiedzia?, — rzek? Jezus — nie us?uchacie Mnie. Ciekawi jeste?cie, a przecie? nieraz s?yszeli?cie w okolicy Moj? nauk?. Czy? chcecie innej, ?e tak si? dopytujecie? Zreszt? ju? w synagodze g?osi?em wam Moj? nauk?." Mimo to poszli dalej za Jezusem, a stan?wszy w miejscu, gdzie by?y ich posiad?o?ci, place i sk?ady drzewa i kamieni, zacz?li rozmow? o nowym pi?knym stylu w budownictwie. Korzystaj?c z tego, opowiedzia? im Jezus przypowie?ci o budowaniu domu na piasku i na skale, o kamieniu w?gielnym, odrzuconym przez buduj?cych, i o zawaleniu si? powsta?ej budowli. Po drodze uzdrawia? Jezus wielu chorych, chromych, cierpi?cych na wodn? puchlin? i dwóch op?tanych, b?d?cych niespe?na rozumu. Odprowadzony przez mieszka?ców, poszed? Jezus z Betsaidy — Julias z Aposto?ami i oko?o 30 uczniami w stron?, gdzie Jordan wp?ywa do jeziora Merom i zatrzyma? si? w miasteczku Sogano, o pó?torej godziny drogi od Cezarei. Ludzie cisn?li si? sami do?, prosz?c o nauk?; Jezus te? ch?tnie naucza? i uzdrawia? a? do wieczora, poczym szed? godzin? drogi z powrotem, a? zatrzyma? si? na wy?ynie, gdzie wi?ksz? cz??? nocy przep?dzi? na modlitwie.

Piotr otrzymuje klucze Królestwa niebieskiego

Zanim tu przyszli i nim Jezus odszed? na modlitw?, zdali Mu Aposto?owie i uczniowie, na ostatku wys?ani, dok?adn? spraw? z swej nauki, czynów i przygód. Jezus wys?ucha? wszystkiego, wezwa? ich do modlitwy i poleci? by? gotowymi do przyj?cia tego, co ma im oznajmi?. Przed ?witem zgromadzili si? znowu wszyscy, a Aposto?owie stan?li w ko?o Jezusa. Po prawicy sta? Jan, za nim Jakub Starszy, a trzeci Piotr. Uczniowie stali za Aposto?ami, starsi bli?ej, m?odsi dalej. Wtedy Jezus, nawi?zuj?c do wczorajszej rozmowy, zapyta?: „Kim mieni? Mnie by? ludzie?" Aposto?owie i starsi uczniowie zacz?li zaraz przytacza? ró?ne zdania, kr???ce o Jezusie, mówi?c, ?e jedni uwa?aj? Go za Chrzcicielu, inni za Eliasza, inni wreszcie za Jeremiasza zmartwychwsta?ego. Opowiedzieli wszystko, co dosz?o do ich uszu, i czekali ciekawie, co Jezus im odpowie. Przez chwil? trwa?o milczenie. Jezus spowa?nia?


563

bardzo, a widz?c, ?e uczniowie niecierpliwie na? spogl?daj?, zapyta?: „A wy za kogo Mnie macie?" ?aden nie czu? si? zdolnym odpowiedzi, tylko Piotr, pe?en mocy i zapa?u, wyst?pi? krok naprzód, wzniós? r?k? do góry na znak uroczystego zapewnienia, i niejako w imieniu wszystkich, zawo?a? g?o?no i silnie: „Ty? jest Chrystus, Syn Boga ?ywego!" Uroczysta, prorocka posta? Jezusa zaja?nia?a, wzniós? si? nieco ponad ziemi? i rzek? g?osem silnym, z t? sam? powag? co przedtem: „B?ogos?awiony? jest, Szymonie, synu Jana, gdy? cia?o i krew nie objawi?y ci tego, ale Ojciec Mój, który jest w niebiesiech! A Ja ci powiadam, ty jeste? opok?, a na tej opoce zbuduj? ko?ció? Mój i bramy piekielne nie przemog? go. I tobie dam klucze Królestwa niebieskiego; cokolwiek zwi??esz na ziemi, b?dzie zwi?zane i w Niebie, a cokolwiek rozwi??esz na ziemi, b?dzie rozwi?zane i w Niebie!" Prorocze s?owa Jezusa poj?? Piotr w ich ca?ym znaczeniu za ?wiat?em tego samego Ducha, przez którego z?o?y? przedtem wyznanie bosko?ci Jezusa; przenikn??y go one do g??bi. Przy s?owach Piotra: „Ty? jest Chrystus, Syn Boga!? wypowiedzianych z takim zapa?em, spogl?dali Aposto?owie z os?upieniem to na Jezusa, to na Piotra, to po sobie. Nawet Jan, tak jawnie da? pozna? swój przestrach, ?e Jezus pó?niej, id?c z nim osobno, surowo zgani? mu to zachowanie si?. Dzia?o si? to o wschodzie s?o?ca. Uroczysty nastrój pot?gowa? si? jeszcze tym, ?e Jezus wybra? miejsce górzyste, odosobnione, i ?e zach?ca? ich przedtem do gorliwej modlitwy. Znaczenie tych s?ów przeczuwa? tylko Piotr, inni Aposto?owie nie rozumieli ich dobrze; wci?? t?umaczyli je sobie docze?nie, mniemaj?c, ?e Jezus da Piotrowi w Swym ziemskim królestwie urz?d arcykap?ana; to te? w drodze wynurzy? Jakób przed Janem domys?, ?e oni niezawodnie zajm? najbli?sze godno?ci po Piotrze. Jezus jednak wyra?nie powiedzia? Aposto?om, ?e jest obiecanym Mesjaszem, i popar? to mnóstwem cytatów z proroków, wskazuj?cych jasno na Niego. Potem oznajmi? im, ?e teraz wybior? si? na ?wi?ta do Jerozolimy. Wybrali si? wi?c z powrotem na po?udniowy zachód ku mostowi na Jordanie. Piotr, przej?ty ca?y s?owami Jezusa, daj?cymi mu w?adz? kluczy, przy??czy? si? po drodze do Pana, by prosi? Go o wyja?nienie i wskazówki w poszczególnych wypadkach, niejasnych mu jeszcze; we wierze swej bowiem i gorliwo?ci s?dzi?, ?e zadanie jego zaczyna si? ju? teraz, gdy? nie zna? jeszcze konieczno?ci warunku m?ki Chrystusowej i zes?ania Ducha ?wi?tego. Zapytywa? wi?c Jezusa, czy w tym, lub owym wypadku mo?e odpuszcza? grzechy, wspomina? o celnikach i o jawnym cudzo?óstwie. Jezus uspokoi? jego zapa?, obiecuj?c, ?e pó?niej dowie si? wszystkiego dok?adniej, ?e jednak inaczej to b?dzie, ni? on my?li, bo nadchodzi teraz inne prawo. W dalszej drodze obja?nia? Jezus uczniów o maj?cych nadej?? wypadkach; ?e teraz pójd? do Jerozolimy, spo?yj? u ?azarza baranka wielkanocnego, poczym czeka ich jeszcze wiele pracy, trudów i prze?ladowa?. Ogólnikowo przepowiedzia? Jezus, ?e wskrzesi jednego z ich najlepszych przyjació? i przez to takie zgorszenie wywo?a, ?e b?dzie musia? ucieka?. Mówi? dalej, ?e na drugi rok znowu tak pójd? na ?wi?ta, tam jeden z nich zdradzi Go, b?d? Go zniewa?a?, biczowa?, wyszydza? i haniebnie zabij?, bo musi umrze? za grzechy ludzkie, lecz trzeciego dnia zmartwychwstanie. Opowiada? to wszystko dok?adnie, udowadniaj?c pismami proroków; na twarzy Jego malowa?a si? g??boka powaga i dobro? zarazem. Piotr zasmuci? si? bardzo wiadomo?ci? o zniewagach i ?mierci, czekaj?cej Jezusa. W prostocie swej duszy nie móg? si? z tym pogodzi?, wi?c zaraz przy??czy? si? do Jezusa i powstaj?c przeciw temu, zapewnia? gorliwie: „To nie mo?e by?, tego nie dopuszcz?! Pr?dzej umr?, ni?bym mia? to znie??! Niech Bóg chroni Ci? od tego, to si? sta? nie mo?e!" Wtem Jezus zwróci? si? z powag? do niego i rzek?: „Odst?p ode mnie, szatanie, i nie wód? Mnie na pokuszenie! Nie rozumiesz tego, co od


564

Boga, tylko co jest od ludzi." Po tych s?owach zostawi? go i poszed? naprzód. Przera?ony Piotr, nie wiedzia? sam, co my?le? o tym. Dopiero przed chwil? mówi? mu Jezus, ?e nie z cia?a i krwi, ale z objawienia Bo?ego uzna? Go za Chrystusa, a teraz nazwa? go szatanem, który nie mówi z natchnienia Bo?ego, lecz powodowany uczuciem i s?abostkami czysto ludzkimi, i to wtedy, gdy z przywi?zania ku Niemu chcia? wybawi? Go od zagra?aj?cej m?ki. Gdy porówna? te s?owa z poprzednimi, pokora wst?pi?a w serce Jego, tym wi?kszy podziw ogarn?? go i umocni?a si? wiara jego w Chrystusa. Lecz smutek nie zmniejszy? si?, bo teraz dosadniej pozna? prawdziwo?? i konieczno?? m?ki Jezusa. Orszak Jezusa podzielony by? na gromadki, z których ka?da po kolei towarzyszy?a Jezusowi, podczas gdy reszta sz?a oddzielnie. Szli szybko, nie zatrzymuj?c si? nigdzie, omijaj?c miasta i wsie, a? pod noc zatrzymali si? w gospodzie ko?o jeziora k?pielowego w Betulii, gdzie ju? oczekiwa? Jezusa ?azarz z kilku jerozolimskimi uczniami. ?azarz wiedzia? ju?, ?e Jezus b?dzie u niego spo?ywa? z uczniami baranka wielkanocnego, a wyszed? tu naprzeciw, by ostrzec Jezusa, Aposto?ów i uczniów przed obchodzeniem ?wi?t w Jerozolimie. Jak mówi?, mia? podczas ?wi?t wybuchn?? rokosz, a to z nast?puj?cego powodu: Pi?at chcia? ustanowi? nowy podatek od ?wi?tyni, by za to sporz?dzi? kosztowny wizerunek cesarza i pos?a? mu go w darze; prócz tego za??da? na cze?? cesarza pewnych ofiar i przyznania mu publicznie pewnych zaszczytnych tytu?ów. ?ydzi oczywi?cie oparli si? temu i przygotowali rokosz; wszcz?? go mieli Galilejczycy pod wodz? niejakiego Judasza Gaulonity, który wyst?puj?c w swych naukach przeciw niewolnictwu i p?aceniu podatków Rzymianom, cieszy? si? wielk? popularno?ci?. Dlatego radzi? ?azarz Jezusowi, by nie szed? na czas ?wi?t do Jerozolimy, bo mog? powsta? wielkie zamieszki. Jezus uspokoi? obawy jego, mówi?c, ?e czas Jego jeszcze nie nadszed? i nic Mu si? nie stanie. Rozruch ten b?dzie tylko typem o wiele wi?kszego rozruchu, który nast?pi za rok, gdy czas Jego nadejdzie, a Syn cz?owieczy wydany b?dzie w r?ce grzeszników. Teraz wyprawi? Jezus Aposto?ów i uczniów ró?nymi drogami w pojedynczych oddzia?ach. Przy Sobie zatrzyma? Szymona, Tadeusza, Natanaela Chaseda i Jud? Barsab?. Inni mieli pój?? cz??ci? w dó? Jordanu, cz??ci? na zachód od Garizim przez Efraim i zwiedzi? po drodze miejscowo?ci, gdzie jeszcze nie byli. ?azarz z uczniami odszed? tak?e. Jezus zabroni? uczniom wst?powa? do miast samaryta?skich i da? im ró?ne wskazówki co do zachowania si?. Sam za? uda? si? do posiad?o?ci ?azarza Ginnim, i tu przenocowa?. Nazajutrz wyruszy? st?d na Lebon? i Kore? przez puszcz? do Betanii

 

 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież


Sonda

Czy przedsoborowa Msza Trydencka? (po ?acinie)
 

Polecany link, kliknij

Reklama

Kto jest teraz on-line

NaszÄ… witrynÄ™ przeglÄ…da teraz 44 goĹ›ci