Emmerich - 7 Jezus w Betanii i Jerozolimie
Czytelnia - bl. Anna Katarzyna Emmerich

 

?ywot i Bolesna M?ka
Pana Naszego Jezusa Chrystusa
I Naj?wi?tszej Matki Jego Maryi

napisa?a Katarzyna Emmerich (ok. 1790)

OD DRUGICH ?WIAT WIELKANOCNYCH DO POWROTU Z CYPRU

Jezus w Betanii i Jerozolimie

Mo?e na trzy godziny drogi przed Betani?, jeszcze w obr?bie puszczy, sta? odosobniony sza?as pasterski, którego mieszka?cy utrzymywali si? g?ównie z zarobku, jaki im dawa? ?azarz. Tu dot?d wysz?a naprzeciw Jezusa Magdalena, w towarzystwie Marii Salome, krewnej Józefa. Przygotowa?a Mu zawczasu posi?ek, a gdy si? zbli?y?, wybieg?a i upad?a Mu do nóg. Jezus chwilk? tylko spocz??, poczym poszed? dalej do gospody ?azarza, na godzin? drogi przed Betani?. Obie niewiasty posz?y inn? drog? do domu. W gospodzie znalaz? ju? cz??? wys?anych


565

uczniów, inni schodzili si? powoli, tak, ?e w Betanii ?adnego ju? nie brakowa?o. Obszed?szy Betani?, wyszed? Jezus tylnymi drzwiami do domu ?azarza. Domownicy wyszli naprzeciw na podwórze, a ?azarz umy? Mu nogi, poczym wszyscy poszli przez ogród do domu. Niewiasty powita?y Jezusa w zas?onach na twarzy. Ca?o?? przedstawia?a dla widza wzruszaj?cy widok. W?a?nie przyprowadzono z pastwiska cztery baranki paschalne, oddzielone od trzody i puszczone na pasz? w osobne ogrodzone miejsce. Naj?wi?tsza Panna, obecna tu tak?e, i Magdalena, porobi?y umy?lnie dla nich wianeczki i pozawiesza?y im na szyje. Przybywszy tu? przed szabatem, obchodzi? go Jezus wspólnie z wszystkimi w jednej sali, odczyta? z wielk? powag? na twarzy lekcj? sobotni? i wysnuwa? z niej nauk?. Wieczorem, przy uczcie, mówi? o Baranku wielkanocnym i Jego przysz?ych cierpieniach. Jak przewidywano, wybuch? w Jerozolimie tu? przed zaj?ciem szabatu rokosz, jak na teraz, tylko bierny. Pi?at zasiad? na wynios?ym miejscu na murze zamku Antonia, w otoczeniu ?o?nierzy; lud za? wszystek zgromadzi? si? na rynku. Zamek Antonia le?y u pó?nocno — zachodniego rogu ?wi?tyni na wystaj?cym cyplu skalnym. Je?li si? wyjdzie z pa?acu Pi?ata na lewo pod ?uk i mija ratusz, ma si? zamek po lewej r?ce. Zasiad?szy tu, kaza? Pi?at czyta? ludowi nowe prawa o podatku, na?o?onym na ?wi?tyni?, który mia? by? obrócony na zbudowanie wodoci?gu, prowadz?cego do wielkiego rynku i do ?wi?tyni. By?a tak?e mowa o pewnych oznakach czci, tytu?ach i ofiarach dla cesarza. Zaraz po przeczytaniu da?o si? s?ysze? mi?dzy ludem g?uche szemranie, które zmieni?o si? wkrótce w gro?ny krzyk i zamieszanie, a szczególnie tam, gdzie stali Galilejczycy; na szcz??cie jednak na tym si? sko?czy?o. Pi?at pozostawi? im czas do namys?u, przestrzegaj?c przed z?ymi nast?pstwami, a lud rozszed? si?, szemrz?c. G?ównymi winowajcami byli tu Herodianie; podburzali oni lud, lecz nie mo?na im by?o tego udowodni?, wi?c czuli si? bezpiecznymi. W ich mocy by? Judas Gaulonita, a ten znowu mia? po swej stronie ca?? sekt? Galilejczyków; tych wi?c podburza? zawsze przeciw p?aceniu podatku cesarzowi i pod p?aszczykiem spraw religijnych roznieca? w nich pragnienie wybicia si? na wolno??. Herodianie odgrywali w sprawie tej tak? rol?, jak dzi? wolnomularze i inne tajemne stowarzyszenia, które podburzaj? lud nie?wiadomy do rozruchów, nie znaj?cy ca?kiem powodów, i op?acaj?cy sprawki przywódców w?asn? sw? krwi?. W szabat naucza? Jezus w domu ?azarza, poczym przechadzano si? po ogrodach. Jezus mówi? o Swych cierpieniach i wyra?niej ju? dawa? do poznania, ?e jest Chrystusem. Za ka?dym s?owem zwi?ksza?y si? w s?uchaczach cze?? i podziw dla Niego. Magdalena posun??a ju? sw? pokut? i mi?o?? ku Jezusowi do najwy?szego stopnia. Wsz?dzie chodzi za Jezusem, siada u Jego stóp, Jego wsz?dzie wyczekuje, my?li tylko o Nim, Jego tylko widzi, poza ?wiadomo?ci? w?asnych grzechów i mi?o?ci? dla Odkupiciela nie istnieje dla niej nic. Jezus te? nieraz przemawia do niej pocieszaj?cymi s?owy. Zmieni?a si? teraz bardzo. Ca?a jej posta? nosi jeszcze na sobie pi?tno szczególnego wyszlachetnienia, zniszczonego przez ?zy ci?g?e i biczowania. Wci?? prawie siedzi samotnie w swej szczup?ej izdebce pokutniczej, a przy ka?dej sposobno?ci oddaje najni?sze pos?ugi biednymi, chorym. Wieczorem wyprawiono wielk? uczt?. Stawili si? na ni? wszyscy przyjaciele i niewiasty z Jerozolimy; by? i Heli z Hebron, wdowiec po siostrze El?biety, który przy ostatniej wieczerzy by? gospodarzem i podstolim Jezusa, syn jego, Lewita, w?a?ciciel domu rodzinnego Jana i pi?? córek, Essenek ?yj?cych w dziewictwie. ?azarz i krewni jego obcuj? cz?sto i poufale z Jezusem i Jego uczniami; i nie dziw, bo ca?e swe mienie i wszystkie si?y oddali na us?ugi i utrzymanie gminy. Nazajutrz oko?o dziesi?tej z rana poszed? Jezus z Aposto?ami i oko?o 30 uczniami


566

przez Gór? Oliwn? i Ofel do ?wi?tyni. Wszyscy mieli na sobie brunatne p?aszcze z pospolitej we?ny, jakie zwykli nosi? pro?ci Galilejczycy. Jezus wyró?nia? si? tylko tym, ?e mia? pas szerszy z g?oskami. Orszak nie zwraca? na si? niczyjej uwagi, bo wiele podobnych gromad Galilejczyków sz?o w t? sam? stron?. Poniewa? ?wi?ta bliskie, wi?c w ko?o Jerozolimy powsta?o jakby drugie miasto sza?asów i namiotów; t?umy ludu ci?gn? zewsz?d. Przybywszy do ?wi?tyni, naucza? Jezus blisko godzin? w obecno?ci uczniów i zebranych s?uchaczów. Mównic by?o dosy?, a z ka?dej naucza? kto inny. Wszyscy zaj?ci byli przygotowaniami do ?wi?t i rokoszem przeciw Pi?atowi, wi?c ?aden ze znaczniejszych kap?anów nie zwróci? uwagi na Jezusa; tylko kilku z?o?liwych Faryzeuszów zbli?y?o si?, pytaj?c, jak ?mie pojawia? si? tutaj, jak d?ugo jeszcze my?li w ten sposób wyst?powa?, dodaj?c, ?e wkrótce po?o?? temu koniec. Jezus dal im tak? odpraw?, ?e ze wstydem odeszli, Sam za? naucza? dalej bez przeszkody. Po nauce powróci? do Betanii a wieczorem poszed? jeszcze na Gór? Oliwn?. Dnia tego zebra? si? znowu t?um ludu na rynku przed zamkiem Antonia, chc?c rozmówi? si? z Pi?atem. Ten zna? ju? i bez tego ich ??dania, bo mia? w?ród t?umu szpiegów i przebranych ?o?nierzy. Do kroku tego nak?onili bowiem Judasza Gaulonit? i Galilejczyków Herodianie. ?mia?o stan?li rokoszanie przed Pi?atem i za??dali od niego, by zaniecha? powzi?tego planu naruszenia skarbu ?wi?tyni. Niektórzy ?mia?kowie zanadto zuchwa?e si? odzywali, wi?c Pi?at kaza? ?o?nierzom nagle ich otoczy? i oko?o pi??dziesi?ciu uwi?zi?. Tego ju? by?o zanadto ludowi; wzburzony t?um rzuci? si? na eskort?, odbi? pojmanych, a wzi?wszy ich mi?dzy siebie, rozproszy? si?. Straci?o przy tym ?ycie co? pi?ciu niewinnych ?ydów i kilku rzymskich ?o?nierzy. Skutkiem tego ca?a sprawa tylko si? jeszcze znacznie pogorszy?a. Herod bawi obecnie tak?e w Jerozolimie. Nazajutrz rano poszed? Jezus znowu z wszystkimi uczniami do ?wi?tyni. Obecno?? Jego ju? si? rozg?osi?a, wi?c na podwórza ?wi?tyni, któr?dy mia? przechodzi?, przyprowadzono wielu chorych; jednego za? chorego na wodn? puchlin?, wyniesiono na noszach a? na drog?, wiod?c? pod gór?. Jezus uzdrowi? go, a przy ?wi?tyni jeszcze wielu innych. Z powodu uzdrowie? otoczy?y Go wielkie t?umy ludu. W ?wi?tyni zajmowano si? jeszcze wyprz?taniem i przysposabianiem miejsca, gdzie miano jutro zabija? ofiary. Wchodz?c do ?wi?tyni, spostrzeg? Jezus m??a, którego uzdrowi? przy sadzawce Betesda, a który obecnie pracowa? tu jako najemnik. Mijaj?c go, zatrzyma? si? i rzek?: „Patrz! oto odzyska?e? zdrowie, nie grzesz zatem wi?cej, by ci? pó?niej co gorszego nie spotka?o." Cz?owieka tego, znanego powszechnie, nieraz ju? wypytywano, kto go uzdrowi? w szabat. Nie umia? na to odpowiedzie?, bo nie zna? Jezusa, i dzi? widzia? Go dopiero po raz wtóry. Skoro wi?c teraz zobaczy? Pana, nie mia? nic pilniejszego, jak powiedzie? nadchodz?cym Faryzeuszom, ?e to Jezus, który tu teraz uzdrawia, i jego wówczas uzdrowi?. Uzdrowienie to naby?o w swoim czasie wielkiego rozg?osu i zaraz wtedy Faryzeusze bardzo powstawali na zgwa?cenie szabatu. Teraz ucieszyli si?, ?e mog? na nowo podnie?? zarzuty przeciw Jezusowi; zebrali si? wi?c t?umnie ko?o Jego mównicy i zacz?li powtarza? dawne skargi o gwa?ceniu szabatu. Z?ymali si? bardzo, lecz w?a?ciwy wybuch przygotowywa? si? dopiero na jutro. Jezus naucza? o ofierze wobec t?umów ludu prawie dwie godziny. Mówi?, ?e Ojciec Jego niebieski nie ??da od nich ?adnych krwawych, ca?opalnych ofiar, tylko serca skruszonego; nazywa? baranka wielkanocnego wyobra?eniem najwy?szej ofiary, która si? wkrótce spe?ni. Niezad?ugo zebra?a si? jednak garstka z?o?liwych, nie?yczliwych Mu Faryzeuszów; ci zacz?li Go l?y?, spiera? si? z Nim, a wreszcie zapytali szyderczo: czy Prorok zechce zrobi? im ten zaszczyt, by spo?y? z nimi


567

baranka wielkanocnego? Jezus odrzek? im na to: „Syn cz?owieczy sam jest ofiar? za wasze grzechy!" By? wówczas w Jerozolimie i ów m?odzieniec, który mówi? by? Jezusowi, ?e chce najpierw pogrzeba? swego ojca, a Jezus mu odrzek?: „Pozostaw umar?ym grzebanie umar?ych!" M?odzieniec doniós? o tym Faryzeuszom, a oni zrobili Mu z tego zarzut, pytaj?c, jak to rozumie i jak mo?e jeden umar?y grzeba? drugiego? Jezus tak? da? im odpowied?: „Kto nie idzie za M? nauk?, nie czyni pokuty i nie wierzy w Moje pos?annictwo, — nie ma ?ycia w sobie i jest niejako umar?ym; a w?a?nie kto wi?cej ceni maj?tek ni? zbawienie, ten nie trzyma si? Mojej nauki, nie wierzy we Mnie, a wi?c ?mier? nosi w sobie, nie ?ycie. Takim te? by? ów m?odzieniec, bo chcia? najpierw u?o?y? si? ze starym ojcem o dziedzictwo, chcia? go niejako spensjonowa?; przywi?za? si? do martwego dziedzictwa, wi?c nie mo?e by? dziedzicem Mego Królestwa i ?ywota. Dlatego przestrzega?em go, by pozostawi? umar?ym grzebanie umar?ych, a sam zwróci? si? do ?ycia." Tak mówi? Jezus dalej i karci? Faryzeuszów za ich chciwo??. Gdy jeszcze zacz?? przestrzega? uczniów przed kwasem faryzejskim, a Faryzeuszom opowiedzia? przypowie?? o bogaczu i ?azarzu, rozj?trzyli si? Faryzeusze tak dalece, ?e podnie?li wielki zgie?k. Jezus zmuszony by? wmiesza? si? w t?um i uj??, bo inaczej byli by Go pojmali. Cztery baranki paschalne, przeznaczone przez ?azarza dla czterech grup biesiadników, myto codziennie w studni i strojono w ?wie?e wie?ce. Wieczorem tego dnia zawiedziono je do ?wi?tyni. Ka?dy baranek mia? zawieszon? u wie?ca karteczk? z imieniem i znakiem w?a?ciciela. Tu umyto je jeszcze raz i umieszczono na pi?knym ogrodzonym pastwisku na górze ?wi?tynnej. Tymczasem domownicy ?azarza czynili rytualne oczyszczenia. On sam przyniós? wody na rozczynienie prza?nego chleba, potem z jednym z domowników obszed? wszystkie komnaty. S?u??cy ?wieci?, a ?azarz wymiata? troch? z ka?dego k?ta, jakby na jaki obrz?dek. Po spe?nieniu tego wymietli s?udzy i s?u?ebne wszystkie ?mieci, wymyli pod?ogi, wyczy?cili naczynia i przysposobili miejsce na przyrz?dzenie chlebów prza?nych. By?a to ceremonia wymiatania kwasu. — Faryzeusz Szymon z Betanii tak?e odwiedza? ju? Jezusa; niedawno wygl?da? jakby dostawa? tr?du, teraz zdaje si? by? czy?ciejszym. Dotychczas waha si? zosta? wyznawc? Jezusa. Uzdrowiony m?? przy sadzawce Betesda przybieg? tu tak?e za Jezusem i wsz?dzie szuka? sposobno?ci ujrzenia Go. Przy ka?dej za? okazji opowiada? Faryzeuszom, ?e to Jezus uzdrowi? go. Faryzeusze za? postanowili pojma? Jezusa i usun?? Go z drogi. Jezus chodzi? cz?sto na Gór? Oliwn? z uczniami i przyjació?mi. Maria, Magdalena i inne niewiasty sz?y zwykle za nimi w pewnym oddaleniu. Widzia?am uczniów zrywaj?cych po drodze k?osy dojrzale, lub zbieraj?cych owoce i jagody, tym si? posilaj?c. Jezus poucza? ich bardzo szczegó?owo o modlitwie, przestrzega? przed ob?ud? i powtarza? wiele z dawniejszych nauk. Mówi?, ?e zawsze powinni si? modli?, zawsze stawia? si? przed obliczem Boga, Jego i ich Ojca.

Uczta paschalna w domu ?azarza

Podczas tych ?wi?t Wielkanocnych nie odbywa?o si? zabijanie baranków w ?wi?tyni tak wcze?nie, jak przy ukrzy?owaniu Chrystusa. Wtenczas zacz?to t? czynno?? o pó? do pierwszej, po przybiciu Jezusa do krzy?a, bo by? to pi?tek i dla nadchodz?cego szabatu trzeba si? by?o spieszy?. Dzisiaj zacz?to oko?o trzeciej po po?udniu. Na d?wi?k tr?b przygotowali si? wszyscy i gromadkami poszli do ?wi?tyni. Wszystko odbywa?o si? z zadziwiaj?c? szybko?ci? i porz?dkiem. ?cisk by? wielki, a przecie? jeden drugiemu nie przeszkadza? i ka?dy wygodnie


568

przychodzi? i odchodzi?. Zabiciem czterech baranków, przeznaczonych dla domu ?azarza, zaj?li si? czterej m??owie, przedstawiaj?cy gospodarzy, a to ?azarz, Heli z Hebron, Judasz Barsabas i Heliachim, syn Marii Heli a brat Marii Kleofy. Baranki nadziewano na drewniany ro?en, na poprzek przetykano drewienko, tak, ?e wygl?da?y jak ukrzy?owane, i tak stoj?co pieczono w piecu. Wn?trzno?ci, serce i w?trob? wk?adano wewn?trz jagni?cia, lub umieszczano na przedzie g?owy. Betfage i Betani? w??czone by?y do Jerozolimy, wi?c i w tych miejscowo?ciach wolno by?o po?ywa? baranka wielkanocnego. Wieczorem z zacz?ciem si? 15. Nissan rozpocz?to uczt?. Wszyscy byli przepasani, mieli nowe sanda?y i laski w r?kach. Zbli?yli si? do sto?u z wzniesionymi r?koma, a stan?wszy parami naprzeciw siebie, ?piewali psalmy: „B?ogos?awiony Pan Bóg Izraela" i „B?ogos?awiony Pan." Przy stole, gdzie Jezus siedzia? z Aposto?ami, by? gospodarzem Heli z Hebron; ?azarz gospodarzy? przy stole swych domowników i przyjació?, przy trzecim, gdzie siedzieli uczniowie, Heliachim, przy czwartym Judasz Barsabas. ??cznie spo?ywa?o pasch? 36 uczniów. Po mod?ach przyniesiono gospodarzowi puchar wina, on pob?ogos?awi? go, pi? z niego i poda? w ko?o, a sam umy? sobie r?ce. Na stole zastawiony by? baranek wielkanocny, misa z prza?nikami, czasza z jak?? ciemn? zacierk?, druga z polewk?, trzecia z wi?zankami gorzkiego ziela, na czwartej wreszcie by?o inne ziele, u?o?one g?sto, jak rosn?ca trawa. Gospodarz rozp?ata? jagni?, biesiadnicy podzielili si? nim i szybko spo?yli. Potem krajali owo g?ste ziele, maczali je w polewce i spo?ywali. Gospodarz za? nad?ama? jeden z prza?ników i w?o?y? kawa?ek z tego pod obrus. Czynno?ci te przeplatano modlitwami i formu?kami, a wszystko odbywa?o si? szybko; biesiadnicy wsparci byli przy tym na siedzeniach. Puchar wina obszed? jeszcze raz w ko?o, gospodarz umy? znów r?ce, na?o?y? wi?zank? gorzkiego ziela na kromk? chleba, zamacza? w polewce i spo?y? to, a w ?lad za nim posz?a reszta biesiadników. Po spo?yciu ma?ego baranka wielkanocnego, oskrobano czysto ko?ci no?em ko?cianym, obmyto je, a potem spalono. Od?piewawszy znowu psalmy, zasiedli teraz biesiadnicy na dobre do sto?u, jedli i pili. Podawano ró?ne smaczne, pi?knie przyrz?dzone potrawy. Wkrótce zapanowa?a mi?dzy zebranymi rado?? i weso?o??. — U ?azarza jedli wszyscy biesiadnicy na pi?knych misach. Przy ostatniej wieczerzy zast?powa?y talerze kr??ki chleba, z ró?nymi powyciskanymi figurkami, spoczywaj?ce w zag??bieniu sto?u. Niewiasty spo?ywa?y tak?e baranka stoj?c, przybrane jak do podró?y. ?piewa?y psalmy, ale poza tym nie zachowywa?y innych ceremonii. Baranka nie ?wiartowa?y same; przysy?ano im go z innego sto?u. W salach, przylegaj?cych do jadalni, spo?ywali baranka zaproszeni ubodzy, któr? to uczt? im ?azarz wyprawi? i jeszcze ka?dego obdarowa?. Podczas uczty naucza? Jezus i opowiada?. Szczególnie pi?knie mówi? o winnej latoro?li, o jej uszlachetnianiu, o sadzeniu pi?knych szczepów i obcinaniu z nich niepotrzebnych ga??zek. Nawi?zuj?c to do Aposto?ów i uczniów, rzek? im, ?e to oni s? latoro?le, a On sam winn? macic?, wi?c oni musz? w Nim trwa?, a gdy Go prasownicy wycisn?, oni musz? coraz dalej rozszerza? ten prawdziwy winny krzew i zak?ada? coraz nowe winnice. Rado?nie wzruszeni, zabawiali si? biesiadnicy a? pó?no w noc. Judasz Barsabas by? najstarszym uczniem po Andrzeju; by? ?onaty, a rodzina jego ?yj?c w stanie pasterskim mieszka?a w osadzie mi?dzy Michmetat a Iskariot. Heliachim, tak?e ?onaty, z zawodu pasterz, mieszka? na polu Ginnim. Wiekiem starszy by? wiele od Jezusa. Tych?e uczniów wysy?a? Jezus rzadko w ich rodzinne strony.


569

Bogacz marnotrawca i ubogi ?azarz

Uroczysto?ci ?wi?teczne rozpoczynano w ?wi?tyni bardzo wcze?nie. ?wi?tynia otwarta by?a ju? od pó?nocy i o?wiecona rz?si?cie lampami. Ju? przed ?witem schodzili si? ludzie, znosz?c na sprzeda? ró?ne zwierz?ta i ptaki, przeznaczone na ofiary dzi?kczynne, i oddawali je kap?anom do ogl?dania. Mieli te? ró?ne inne rzeczy na podarki, jak monety, materia?y, m?k?, oliw? itp. Gdy dzie? nadszed?, poszed? Jezus do ?wi?tyni, a za Nim uczniowie, ?azarz, domownicy jego i niewiasty. Tu w?ród t?umu sta? Jezus z wy?ej wymienionymi razem. Zebrani ?piewali psalmy, grali, sk?adali ofiary, potem na kl?czkach przyj?li b?ogos?awie?stwo kap?a?skie. Do ?wi?tyni wpuszczano ludzi pojedynczymi grupami, za ka?d? zamykano drzwi, by zapobiec zamieszaniu, a po z?o?eniu ofiary znowu ich wypuszczano. Wielu za?, szczególnie obcych, sz?o po otrzymaniu b?ogos?awie?stwa do synagog miejskich, gdzie tak?e ?piewano psalmy i czytano ksi?gi Zakonu. W po?udnie oko?o 11 godziny zrobiono przerw? w sk?adaniu ofiar; wielu zgromadzonych rozesz?o si?, a to przewa?nie do kuchni urz?dzonych w podwórzu niewiast, gdzie przyrz?dzano z mi?sa ofiarnego potrawy, by je potem wspólnie spo?y?. Niewiasty powróci?y ju? przedtem do Betanii. Jezus sta? z towarzyszami spokojnie a? do czasu przerwy, w którym opró?ni?y si? wej?cia, i dopiero teraz poszed? ku wielkiej mównicy, stoj?cej w przedsionku przed Miejscem ?wi?tym. Cz?owiek, uzdrowiony przy sadzawce Betesda, by? znowu mi?dzy t?umem. W ostatnich dniach opowiada? on wci?? prawie o Jezusie i nieraz da? si? s?ysze?, ?e Ten, który takie cuda dzia?a, musi by? Synem Bo?ym. Faryzeusze nakazywali mu wprawdzie milczenie, ale to nie pomaga?o. Przedwczoraj ju?, gdy Jezus tak ?mia?o naucza? w ?wi?tyni, zdj??a ich obawa, ?e to do reszty ich o?mieszy przed ludem, a gdy do tego inni Faryzeusze, przybyli z prowincji, do??czyli swe skargi i oszczerstwa na Jezusa, postanowiono przy pierwszej lepszej sposobno?ci wzi?? si? ostro do Niego, pojma? Go i s?d nad Nim uczyni?. Ujrzawszy teraz, ?e Jezus zacz?? naucza?, skupili si? zaraz Faryzeusze ko?o Niego, wci?? Mu przerywaj?c mow? stawianiem ró?nych zarzutów. Zapytywali Go najpierw, dlaczego nie jad? z nimi w ?wi?tyni baranka wielkanocnego i czy z?o?y? dzi? ofiar? dzi?kczynn?. Jezus wskaza? im na to gospodarzy, którzy zrobili to za Niego. Potem zarzucali Mu znowu, ?e uczniowie Jego nie zachowuj? tradycyjnych zwyczajów, jedz? nieumytymi r?koma, zrywaj? w drodze k?osy i owoce, i nie wida? ich nigdy by sk?adali ofiary, ?e wreszcie sze?? dni jest do pracy, a siódmy do odpoczynku, a On zgwa?ci? szabat, uzdrawiaj?c w ten dzie? chorego. Na to da? im Jezus ostr? odpraw?, t?umacz?c znaczenie ofiary, przy czym im znowu powiedzia?, ?e Syn cz?owieczy sam jest ofiar? i ?e oni to plami? ofiary przez swe sk?pstwo i grzechy przeciwko bli?niemu. „Bóg — mówi? — nie ??da ofiar ca?opalnych, lecz serca, gotowego do pokuty. Ofiara wasza sko?czy si?, a szabat wci?? istnie? b?dzie. Ludzie nie s? stworzeni dla szabatu, ale Ja zst?pi?em tu dla ich zbawienia i ku ich pomocy." Nie wiedz?c, co pocz??, zacz?li Faryzeusze przekr?ca? i w ?miech obraca? przypowie?? o ubogim ?azarzu, któr? Jezus niedawno opowiada?. Udawali zdziwienie, sk?d Jezus mo?e zna? tak dok?adnie t? histori? i wiedzie?, co mówi? ?azarz, Abraham i ów bogacz, czy mo?e by? z nimi na ?onie Abrahama i w piekle? Jak te? nie wstydzi si? tumani? lud takimi bajkami? By wykaza? k?amliwo?? ich niedorzeczno?ci, t?umaczy? Jezus powtórnie t? przypowie?? i to tak, ?e Faryzeusze znale?li w owym bogaczu odbicie swych w?asnych wad. Wykaza? im, jak s? chciwi, niemi?osierni dla biednych, a oddani tylko ?cis?emu przestrzeganiu czczych form i zwyczajów, bez krzty mi?o?ci w sercu dla drugich. Historia,


570

stanowi?ca t?o tej przypowie?ci, by?a rzeczywi?cie prawdziw? i znan? dobrze we wszystkich szczegó?ach, nie wyjmuj?c okropnej ?mierci owego bogacza. Z objawienia zreszt? dowiedzia?am si?, ?e marnotrawny bogacz i ubogi ?azarz ?yli rzeczywi?cie i ?e wie?? o ich ?mierci rozesz?a si? po ca?ym kraju. ?mier? ich przypada na czas m?odzie?czych lat Jezusa i nieraz wspominano o tym w gronie bogobojnych rodzin. Nie mieszkali jednak w Jerozolimie, gdzie pó?niej pokazywano pielgrzymom domy, które wedle tradycji mieli zajmowa?. Siedzib? ich by?o miasto Aram czy Amtar, po?o?one w górach na zachód od Morza Galilejskiego. — Nie pami?tam ju? dok?adnie ca?ej tej historii, ale cho? pobie?nie opowiem, jak si? rzecz mia?a. Bogacz ów, cz?owiek bardzo zamo?ny i wystawnie ?yj?cy, by? naczelnikiem owej miejscowo?ci, g?o?nym Faryzeuszem, zachowuj?cym powierzchownie bardzo ?ci?le przepisy Zakonu; by? jednak nieu?ytym i nie lito?ciwym wzgl?dem biednych i nieraz, gdy udawali si? do niego o pomoc, jako do naczelnika, odprawia? ich zwykle z niczym. W tym?e mie?cie ?y? tak?e ubogi a bogobojny n?dzarz, imieniem ?azarz, obsypany wrzodami, oddany na pastw? ostatniej n?dzy, znosi? swój los z pokor? i niezwyk?? cierpliwo?ci?. S?ysz?c o z?ym post?powaniu bogacza, kaza? si? zanie?? do jego domu, by sam, b?d?c zg?odnia?ym n?dzarzem, przemówi? do? s?owo w sprawie biednych. Bogacz biesiadowa? w?a?nie przy suto zastawionym stole. ?azarza spotka? los jego poprzedników; bogacz nie dopu?ci? go nawet do siebie jako nieczystego. Biedak le?a? przed drzwiami domu, b?agaj?c przynajmniej o okruchy spadaj?ce ze sto?u biesiadnego, lecz i tego mu odmawiano. Psy jednak okaza?y si? lito?ciwszymi od ludzi, bo zbli?ywszy si?, liza?y jego wrzody. Mia?o to przeno?ne znaczenie, ?e poganie mi?osierniejsi s? od ?ydów. Wkrótce obydwóch dosi?g?a ?mier?, bogacza i ?azarza. ?azarz umar? spokojnie, pobo?nie, na przyk?ad drugim, za to ?mier? bogacza by?a straszn?. Z grobu, gdzie le?a?, dawa? si? nieraz s?ysze? ponury g?os, o czym wie?? po ca?ym kraju si? rozesz?a. Jezus doda? koniec przypowie?ci zgodny z istotn? prawd?, opisuj?cy, co si? sta?o po ?mierci z bogaczem i ?azarzem, co oczywi?cie prócz Niego nikomu nie by?o znane. To te? Faryzeusze zapytywali Go szyderczo, czy by? tak?e na ?onie Abrahama i to wszystko s?ysza?? Ów bogacz zachowywa? jak wiemy, ?ci?le na sposób Faryzeuszów, wszelkie zewn?trzne przepisy prawa, gniewa?o to wi?c Faryzeuszów, ?e Jezus ich z nim porównuje, bo z tego wynika?o, ?e nie s?uchaj? Moj?esza i proroków. Jezus jednak rzek? im wprost: „Kto Mnie nie s?ucha, nie s?ucha proroków, bo oni o Mnie mówi?. Kto Mnie nie s?ucha, nie s?ucha Moj?esza, bo on o Mnie mówi. Cho?by zmarli z grobów powstali, nie uwierzyliby?cie we Mnie. A jednak zmartwychwstan? i ?wiadectwo dadz? o Mnie, a wy nie uwierzycie. (Sta?o si? to w rok potem w tej samej ?wi?tyni przy ?mierci Jezusa.) Lecz i wy zmartwychwstaniecie, a Ja b?d? was s?dzi?. Wszystko co Ja czyni?, tak?e gdy wskrzeszam zmar?ych, czyni Ojciec we Mnie. Da? i Jan o Mnie ?wiadectwo, lecz Ja sam wi?ksze mam ?wiadectwo. Dzie?a Moje mówi? o Moim pos?annictwie i sam Ojciec ?wiadczy o nim. Wy jednak nie znacie Boga. Chcecie u?wi?ci? si? przez Zakon, a nie zachowujecie przykaza?. Nie ja b?d? waszym oskar?ycielem, lecz Moj?esz sam, któremu nie wierzycie, a który przecie? o Mnie pisa?." Tak to naucza? Jezus, cho? Faryzeusze wci?? Mu przerywali. W ko?cu jednak tak si? rozj?trzyli, ?e z krzykiem naparli na? i pos?ali po stra?, by Go pojma?. Wtem zmrok zapad?, a gdy zgie?k sta? si? zbyt wielki, spojrza? Jezus w Niebo i rzek?: „Ojcze, daj ?wiadectwo o Swym Synu!" W tej chwili spu?ci? si? z Nieba ciemny ob?ok, da? si? s?ysze? huk, podobny do uderzenia piorunu, a po sali rozleg? si? g?os przenikaj?cy: „Ten jest Syn Mój mi?y, w którym sobie upodoba?em!" Faryzeusze, zmieszani bardzo, ze strachem spogl?dali w gór?. Uczniowie


571

tymczasem, stoj?cy w pó?kolu za Jezusem, poruszyli si? ku wyj?ciu, i w?ród nich przeszed? Jezus bez przeszkody przez rozst?puj?cy si? t?um, wyszed? zachodnimi drzwiami ze ?wi?tyni i przez bram? naro?n? ko?o domu ?azarza poszed? za miasto, na pó?noc ku miastu Rama. Uczniowie nie s?yszeli g?osu, który da? si? s?ysze? w ?wi?tyni, tylko grzmot, bo jeszcze nie nadesz?a ich godzina; s?ysza?o go za to wielu Faryzeuszów, i to ci, którzy najwi?ksz? pa?ali nienawi?ci?. Gdy si? rozja?ni?o, nie mówi?c nic o tym, rozes?ali spiesznie ludzi na pojmanie Jezusa. Nigdzie jednak nie mo?na Go by?o znale??, wi?c Faryzeusze nie posiadali si? z z?o?ci, ?e dali si? opanowa? os?upieniu i nie pojmali Jezusa. W naukach ostatnich, mianych w ?wi?tyni i w Betanii, tak wobec uczniów jak i ludu wspomina? Jezus nieraz o konieczno?ci na?ladowania Go i wspólnego d?wigania z Nim krzy?a. „Kto — mówi? raz — chce ocali? ?ycie, zatraci je; lecz kto je straci dla Mnie, ten odzyska je. Co pomo?e cz?owiekowi, cho?by ca?y ?wiat pozyska?, a na duszy szkod? poniós?? Kto si? nie wstydzi przed tym wiaro?omnym, grzesznym plemieniem, tego wstydzi? si? te? b?dzie Syn cz?owieczy, gdy wejdzie do chwa?y Ojca Swego, odda? ka?demu wed?ug jego uczynków." Raz znów rzek?, ?e s? tacy mi?dzy s?uchaczami, których ?mier? nie dotknie, dopóki nie ujrz? spe?niaj?cego si? królestwa Bo?ego. Szydzili z tego niektórzy, lecz nie wiem ju?, co Jezus przez to rozumia?. S?owa, przychodz?ce w ewangelii, s? zawsze zasadnicz? tre?ci? nauki Jezusa. Ale w rzeczywisto?ci rozwija? je zawsze obszernie, i co tam czyta si? w kilku minutach, o tym naucza? nieraz ca?ymi godzinami. Szczepan ju? teraz ma stosunki z uczniami. W to ?wi?to, gdy Jezus uzdrowi? chorego przy sadzawce Betesda, zapozna? si? z Janem, i od tego czasu obstawa? cz?sto z ?azarzem. Jest smuk?ym, bardzo mi?ym i uczonym w Pi?mie. Tym razem przyby? do Betanii z jerozolimskimi uczniami i przys?uchiwa? si? naukom Jezusa.

Jezus w Atarot i Hadat Rimmon

Z Ramy poszed? Jezus z uczniami do Tenat-Silo ko?o Sychar. Powszechnej rado?ci z Jego przybycia nie zam?cili Faryzeusze, gdy? wszyscy byli w Jerozolimie na ?wi?tach. W domu zostali tylko, starcy, chorzy, niewiasty i dzieci, prócz tego pasterze trzód. W Rama i Tenat szli ludzie procesjami na pola, pokryte dojrza?ym zbo?em; obcinali p?ki k?osów i na d?ugich tykach nie?li je do synagogi i domów. Jezus naucza? tu i ówdzie na polu i w TenatSilo, gdzie nocowa?, o Swym bliskim ko?cu. Wzywa? wszystkich do Siebie, do szukania w Nim pociechy, i mówi? o mi?ej Bogu ofierze serca skruszonego. Z TenatSilo uda? si? Jezus do Atarot na pó?noc od góry ko?o Meroz, gdzie to Faryzeusze przynie?li Mu raz umar?ego do uzdrowienia. Atarot oddalone jest prawie cztery godziny drogi od TenatSilo. Przybywszy tam oko?o po?udnia, naucza? Jezus na pagórku przed miastem, gdzie zebra?o si? wielu starców, chorych, niewiast i dzieci. Wszyscy chorzy i ci, którzy dotychczas z obawy przed Faryzeuszami trzymali si? z daleka, dzi? zebrali si? t?umnie, b?agaj?c o pociech? i pomoc. Faryzeusze i Saduceusze tutejsi tak byli rozz?oszczeni na Jezusa, ?e raz, gdy Jezus przechodzi? w pobli?u, kazali zamkn?? bramy miasta. Wi?c te? dzi? nauczaj?c, surowymi a jednak mi?ymi s?owy, przestrzega? Jezus tych biedaków przed z?? dzia?alno?ci? Faryzeuszów. Mówi? coraz wyra?niej o Swym pos?annictwie, o Ojcu niebieskim, o bliskim Swym prze?ladowaniu, o zmartwychwstaniu umar?ych i s?dzie, i o na?ladowaniu Go. Po nauce uzdrowi? wielu chorych, chromych, ?lepych, cierpi?cych na wodn? puchlin?, dalej chore dzieci i niewiasty, cierpi?ce na krwotok.


572

Uczniowie przygotowali Mu gospod? przed miastem, w domku, stoj?cym w?ród ogrodów, zamieszka?ym przez starego, prostodusznego nauczyciela. Umywszy tu nogi, posilili si? wszyscy, poczym poszli na szabat do synagogi w Atarot. Tam zebra?o si? ju? mnóstwo ludzi z okolicy i wszyscy niedawno uzdrowieni. Naczelne miejsce zajmowa? w synagodze stary, wiekiem pochylony Faryzeusz, który sam jeden pozosta? w domu na ?wi?ta. Dumny ze swego stanowiska, nadawa? sobie szczególne znaczenie, chocia? w oczach ludzi by? nieco ?mieszny. Czytano dzi? w synagodze o tym, ?e po?o?nice s? nieczyste wed?ug przepisów prawa o tr?dzie, dalej o pomno?eniu nowego chleba i zbo?a przez Elizeusza i o uzdrowieniu Naamana przez tego?. (III. Moj?. roz. 12—14 IV. Król. 4, 42 do 5, 19). Jezus ju? d?u?szy czas naucza?, gdy wtem zwróci? si? do miejsca, gdzie sta?y niewiasty i przywo?a? do Siebie jedn? chor? wdow?, któr? córki przywiod?y do synagogi na zwyk?e miejsce, a która nie mia?a nawet zamiaru prosi? Jezusa o pomoc. By?a chor? ju? od osiemnastu lat, a choroba o tyle skrzywi?a jej cia?o w pasie, ?e górn? cz??? cia?a tak by?a pochylona do ziemi, i? zdawa?a si? chodzi? na czworakach. Gdy na wezwanie Jezusa przyprowadzi?y j? córki przed Niego, dotkn?? si? r?k? jej grzbietu i rzek?: „Niewiasto, b?d? wolna od choroby!" Niewiasta wyprostowa?a si? natychmiast jak ?wieca, upad?a z podzi?k? do nóg Jezusowi, a chwal?c Boga, rzek?a: „B?ogos?awiony Pan Bóg Izraela!" Wszyscy obecni, przej?ci tym cudem, wielbili moc Bo??. Ów stary wyga Faryzeusz, prze?o?ony synagogi, z?y by?, ?e w?a?nie teraz gdy jemu powierzono piecz? nad synagog?, zdarzy? si? w Atarot, i to podczas szabatu, taki cud. A ?e nie ?mia? zaczepi? wprost Jezusa, wi?c nadrabiaj?c powag?, zacz?? ?aja? ostro lud, mówi?c: „Sze?? dni przeznaczonych jest do pracy; wtedy wi?c przychod?cie i dawajcie si? uzdrawia?, ale nie wybierajcie na to szabatu, przeznaczonego od Boga na odpoczynek!" Lecz Jezus odrzek? zaraz: „Ob?udniku! Czy? ka?dy z was nie odwi?zuje w szabat wo?u i os?a od ??obu, by go napoi?? Wi?c czy? nie powinna ta, która tak?e jest córk? Abrahama, uwolnion? by? w szabat od wi?zów, w których trzyma? j? szatan od lat osiemnastu?" Zawstydzi? si? starzec, a z nim jego stronnicy; lud za? wszystek chwali? Boga i cieszy? si? ze spe?nionego cudu. Wzruszaj?cy to by? widok, patrz?c, z jak radosnym zadowoleniem otoczy?y córki i kilku krewnych jej ch?opców uzdrowion? niewiast?. Owszem, wszystkim to rado?? sprawia?o, bo niewiasta ta by?a zamo?na; cieszy?a si? w mie?cie powszechn? mi?o?ci? i szacunkiem. Natomiast ?miesznie i wstr?tnie zarazem wygl?da?o, ?e stary Faryzeusz, sam skurczony chorob?, zamiast b?aga? o zdrowie dla siebie, objawia? swój gniew z uzdrowienia tej pobo?nej niewiasty. Jezus tymczasem naucza? dalej o ?wi?ceniu szabatu i to tak surowo jak w ?wi?tyni, gdy równie? za win? Mu poczytywano uzdrowienie chorego przy sadzawce Betesda. Noc przep?dzi? znowu u nauczyciela przed miastem. Na drugi dzie? odwiedzi? uzdrowion? niewiast?, która na podzi?kowanie Bogu zastawi?a obficie sto?y dla ubogich i hojne rozdawa?a ja?mu?ny. Zako?czywszy szabat w synagodze, wybra? si? Jezus w dalsz? drog? i po kilkugodzinnej w?drówce zatrzyma? si? w gospodzie ko?o Ginnim. Na drugi dzie? st?d wyszed?szy, przeszed? Jezus z uczniami dolin? Esdrelon, przeprawi? si? przez potok Kison i po o?miu godzinach przyby? do HadadRimmon, pozostawiwszy na prawo Endor, Jezrael i Naim. Po drodze uzdrawia? ubogich chorych lub pasterzy i tu i ówdzie naucza?. G?ównie mówi? o mi?o?ci bli?niego, zaleca? mi?o?? ku Samarytanom i wszystkim ludziom bez wyj?tku; obja?nia? tak?e przypowie?? o mi?osiernym Samarytaninie. Przed Hadad Rimmon zatrzyma? si? Jezus w gospodzie przedmiejskiej. Rimmon le?y najwi?cej godzin? drogi na wschód od Megiddo, niedaleko Jezrael i Naim, trzy godziny na zachód od Taboru i


573

tyle? na po?udniowy zachód od Nazaretu. Miasto to znaczne, ludne; t?dy przechodzi go?ciniec handlowy i wojskowy z Tyberiady ku wybrze?om morskim. W HadadRimmon naucza? Jezus g?ównie o zmartwychwstaniu umar?ych i s?dzie ostatecznym, i uzdrawia? chorych. Mi?dzy s?uchaczami by?a tak?e wielka gromada ludzi, którzy w dzie? po Jezusie wyszli byli z Jerozolimy. Aposto?owie i uczniowie nauczali w okolicznych miejscowo?ciach. W dzie? po odej?ciu Jezusa z Jerozolimy wyda? Pi?at rozkaz, by ?aden z rokoszan galilejskich nie wa?y? si? pod kar? ?mierci wyj?? z Jerozolimy, jak to mieli zamiar uczyni?. Wielu z nich nawet pojmano jako zak?adników za innych. Teraz wypu?ci? ich znowu na wolno??, pozwoli? z?o?y? ofiary i odej?? do domu. Sam za? oko?o po?udnia przygotowa? si? do podró?y do Cezarei. Uwolnieni Galilejczycy, uszcz??liwieni niespodzianym odzyskaniem wolno?ci, pospieszyli zaraz do ?wi?tyni z?o?y? ofiar? przeb?agaln?, bo zawiniwszy, nie mogli byli z?o?y? zwyk?ej ofiary. By? tak?e zwyczaj starodawny, ?e w dniach tych znoszono do ?wi?tyni ró?ne podarki. Wielu kupowa?o byd?o, wiod?c je potem na ofiar? do ?wi?tyni. Wi?kszo?? ludzi sprzedawa?a wszystko, bez czego tylko mo?na si? by?o obej??, a uzyskane pieni?dze sk?ada?a w skarbonach ?wi?tyni. Bogatsi sk?adali nieraz ofiar? za ubo?szych. Widzia?am trzy skrzynki ofiarne, do których ofiary sk?adano; kap?ani nauczali przy tym i odprawiali mod?y. Inni znowu zebrali si? ze swym byd?em ofiarnym na placu, przeznaczonym do zabijania byd?a. Sporo ludzi by?o w ?wi?tyni, ale zbytniego nat?oku nie by?o. Tu i ówdzie wida? by?o ma?e gromadki Izraelitów, ubranych w p?aszcze pokutne, z g?owami ods?oni?tymi; jedni stali, pochyliwszy g?owy, inni le?eli twarz? na ziemi. Judasz Gaulonita sta? tak?e wraz z swymi stronnikami przy skarbonie; byli to ci Galilejczycy, których Pi?at uwi?zi?, a teraz znowu wypu?ci? na wolno??. Wszyscy oni byli narz?dziem Herodian, cz??ci? w dobrej wierze, cz??ci? rozmy?lnie. Wielu z nich by?o z Gaulon, sporo tak?e z Tirzy i z okolicy i z innych siedlisk sekty Herodian. Przynie?li oni w?a?nie pieni?dze ofiarne, i nie ogl?daj?c si? nigdzie, pogr??yli si? w gor?cej modlitwie. Wtem z ró?nych stron zbli?y?o si? ku nim po cichutku oko?o dziesi?ciu ludzi. Przyczo?gawszy si? do nie przeczuwaj?cych nic Galilejczyków, wyj?li z pod p?aszczy trójk?tne ?okciowe miecze i na dany znak ka?dy utopi? swój miecz w piersi najbli?ej stoj?cemu. W?ród ciszy ogólnej rozleg? si? przera?liwy krzyk. Bezbronni Galilejczycy zacz?li w przera?eniu ucieka? na wszystkie strony. Wtem nadbiegli owi Izraelici, którzy dotychczas kl?czeli, zas?oni?ci p?aszczami. Byli to przebrani Rzymianie. Rzuciwszy si? na pomoc owym dziesi?ciu, mordowali bez lito?ci ka?dego, kto tylko si? nawin??. Niektórzy rzucili si? na rabowanie pozosta?ej skarbony i zacz?li wyci?ga? worki z pieni?dzmi. Nie wszystko jednak mogli zabra? i wi?ksza cz??? ocala?a. W nat?oku rozsypano mnóstwo pieni?dzy na pod?og?. Niektórzy Rzymianie pobiegli znowu na miejsce, gdzie zabijano byd?o i zacz?li tam mordowa? zebranych Galilejczyków. Przewaga by?a po stronie Rzymian. Wci?? nowi ?o?nierze pojawiali si? gdzie? z ka?dego k?ta, i widzia?am, ?e nawet oknami wchodzili i wychodzili. Na ogólny krzyk trwogi zbieg?o si? zewsz?d mnóstwo ludzi, wi?c w pop?ochu ponios?o ?mier? tak?e wielu niewinnych ludzi z Jerozolimy i tych, którzy sprzedawali ?ywno?? w podwórzach i pod murami. Niektórzy z Galilejczyków schronili si? przed mordercami do ciemnego kru?ganka; kilku ?o?nierzy rzymskich pobieg?o za nimi, lecz oni pokonali ich i zabrali im bro?. Wtem nadbieg? ku nim Judasz Gaulonita, który tak?e t? drog? szuka? ocalenia. Galilejczycy, uwa?aj?c go za Rzymianina, rzucili si? na niego i przebili mieczami, nie zwa?aj?c na krzyk jego, ?e jest Judaszem. Omy?ka by?a bardzo mo?liwa, poniewa? ?o?nierze rzymscy mieli p?aszcze podobne do galilejskich, wi?c w ogólnym zamieszaniu nie


574

mo?na by?o odró?ni? przyjaciela od wroga. To te? nieraz swoi rzucali si? na swoich. Rze? trwa?a blisko godzin?. Gdy wreszcie lud, uzbroiwszy si?, przyby? do ?wi?tyni, ?o?nierze cofn?li si? do zamku Antonia, zamkn?wszy za sob? bramy. Pi?ata nie by?o ju?. Za?oga w mie?cie przybra?a wsz?dzie gro?n?, obronn? pozycj?; wszystkie wej?cia obsadzono i zamkni?to, by zapobiec wszelkim niepotrzebnym zgromadzeniom i ??czeniu si? opornych. W w?skich ulicach miasta zrobi? si? ruch i krz?tanina. Od domu do domu biega?y zawodz?c, niewiasty i dzieci, którym przyniesiono ju? wiadomo?? o pomordowaniu m??ów i ojców; w zgie?ku zgin??o bowiem wielu biedaków, którzy mieszkali przy ?wi?tyni jako robotnicy i najemnicy. W ?wi?tyni trwa?o wci?? straszne zamieszanie; wszyscy uciekali z przestrachem, gdzie tylko znale?li troch? wolnego miejsca. Po niejakim czasie nadesz?a starszyzna, prze?o?eni i Faryzeusze, zebrawszy po drodze zbrojnych m??ów, lecz ratowa? nie by?o ju? co. Pod?oga ?wi?tyni zas?ana by?a trupami, zalana krwi?, w?ród której b?yszcza?y rozsypane pieni?dze. Tu i ówdzie tarzali si? we krwi w?asnej konaj?cy i charczeli ci??ko ranni. Rodziny pomordowanych mieszka?ców Jerozolimy zbieg?y si? na miejsce wypadku i nowe krzyki w?ciek?o?ci, trwogi i narzekania odbi?y si? o mury ?wi?tyni. Faryzeusze i arcykap?ani tracili g?owy, nie wiedz?c, co pocz??. ?wi?tynia uleg?a zupe?nemu zbezczeszczeniu; kap?ani nie ?mieli si? przybli?y?, by nie zanieczy?ci? si? przez zetkni?cie z trupami. Dla tych wypadków uroczysto?ci ?wi?teczne przerwano. Trupy tutejszych mieszka?ców znie?li zaraz do miasta ich w?a?ni krewni w?ród j?ków i zawodze?. Trupy zamiejscowych kazano uprz?tn?? niewolnikom ni?szego stopnia. Wszystko byd?o, zapasy ?ywno?ci i naczynia musia?y pozosta? w ?wi?tyni jako zanieczyszczone. Ludzie si? rozpierzchli, pozostali tylko stra?nicy i robotnicy. Poleg?ych by?o tym razem wi?cej, ni? przy zawaleniu si? wodoci?gu. Oprócz niewinnie zamordowanych ludzi miejscowych, zgin??o najwi?cej stronników Judasza Gaulonity, którzy tak gorliwie powstawali przeciw p?aceniu podatków cesarzowi i przeciw u?ywaniu ofiarnych pieni?dzy ze ?wi?tyni do budowy wodoci?gu. Oni to sprzeciwiali si? najwi?cej nowym rozporz?dzeniom Pi?ata i w rozruchu zabili kilku Rzymian. Pi?at, korzystaj?c ze sposobno?ci, kiedy byli bezbronnymi, pom?ci? si? w ten sposób na nich, a zarazem na Herodzie, jako na z?o?liwym sprawcy zawalenia si? owej wie?y. Mi?dzy zamordowanymi by?o najwi?cej ludzi z Tyberiady, Gaulon, Górnej Galilei, z Cezarei Filipa, g?ównie za? z Tirzy.

Przemienienie na górze Tabor

Z gospody ko?o HadadRimmon poszed? Jezus z kilku uczniami na wschód ku KislotTabor, po?o?onego u stóp góry Tabor od po?udnia, na trzy godziny drogi od Rimmon. Po drodze przy??czali si? powoli do orszaku wys?ani naprzód uczniowie. W Kislot zebra?a si? znowu ko?o Jezusa wielka rzesza podró?nych z Jerozolimy. Jezus naucza? ich i uzdrowi? kilku chorych. Nast?pnie rozes?a? uczniów do osad le??cych w ko?o u podnó?a góry, by nauczali i uzdrawiali. Przy Sobie zatrzyma? Piotra, Jana i Jakuba Starszego i poszed? z nimi ?cie?k? wiod?c? pod gór?. Szli prawie dwie godziny, bo Jezus zatrzymywa? si? cz?sto na miejscach, lub w grotach, gdzie mieszkali prorocy, obja?nia? im niejedno i modli? si? z nimi. ?ywno?ci nic mieli wcale ze sob?, bo Jezus zakaza? im bra? cokolwiek, zapowiadaj?c, ?e i tak nasyc? si? do zbytku. Na szczycie góry, sk?d rozlega? si? obszerny widok, by? wielki wolny plac, otoczony wa?em i obsadzony cienistymi drzewami. Ziemia pokryta by?a wonnymi zio?ami i kwiatami. W skale ukryty by? zbiornik wody, z którego za wyciagni?ciem czopa p?yn??a zimna, czysta woda. Tu


575

umyli Aposto?owie Jezusowi i sobie nogi i od?wie?yli si?. Potem zaprowadzi? ich Jezus troch? dalej, w miejsce nieco zag??bione; przed nimi wznosi?a si? ska?a, jakby brama, mieszcz?ca za sob? grot?, podobna do groty modlitewnej na Górze Oliwnej, tylko ?e tu mo?na by?o tak?e schodzi? w dó? pieczary. Zatrzymawszy si? tu, naucza? Jezus dalej, mówi? im o modleniu si? na kl?czkach i szczególnie teraz zaleca? im modli? si? ze wniesionymi w gór? r?koma. Nauczy? ich potem odmawia? „Ojczenasz?, przeplatane odpowiednimi ust?pami z psalmów. Zaraz te? ukl?kli wszyscy trzej w pó?kole i zacz?li si? modli?. Jezus kl?cza? naprzeciw nich na wystaj?cej z ziemi skale i przeplata? modlitw? cudown?, g??bok? a rzewn? nauk? o stworzeniu i odkupieniu. S?owa Jego, nadzwyczaj mi?e i natchnione, upaja?y Aposto?ów. Ju? zaraz z pocz?tku zapowiedzia? im Jezus, ?e chce im pokaza?, kim jest, ?e ujrz? Go uwielbionego, okrytego chwa??, by nie zachwiali si? w wierze, gdy ujrz? Go wzgardzonego, zbezczeszczonego, odartego podczas ?mierci z wszelkiej chwa?y. S?o?ce ju? zasz?o i zmrok ogarn?? powoli ziemi?, Aposto?owie jednak nie zauwa?yli tego, przej?ci cudownymi s?owami Jezusa i sam? Jego postaci?; cia?o bowiem Jezusa robi?o si? coraz ?wietlistsze, a w ko?o wida? by?o jakie? nieuchwytne zjawiska duchów anielskich. Piotr dojrza? je tak?e, wi?c przerywaj?c Jezusowi, zapyta?: „Mistrzu, co to znaczy?" — „Oni s?u?? Mi!" — rzek? Jezus. Wtedy Piotr zawo?a? z natchnieniem, wyci?gn?wszy r?ce: „Mistrzu, jeste?my przecie? tu, wi?c s?u?y? Ci chcemy we wszystkim!" — Podczas gdy Jezus naucza? dalej, sp?yn??y na Aposto?ów od owych zjawisk anielskich strumienie przedziwnych wonno?ci, nasycaj?c ich i daj?c im przedsmak niebia?skich rozkoszy. Posta? Jezusa roz?wietla?a si? coraz bardziej, a? wreszcie sta?a si? prawie przezroczysta. Wko?o nich w?ród ciemnej nocy utworzy? si? kr?g ?wietlisty, tak jasny, ?e jak w dzie? bia?y mo?na by?o rozezna? ka?de zió?ko. Aposto?owie uczuli si? wewn?trznie dziwnie skupieni i pokrzepieni. Gdy blask coraz bardziej si? zwi?ksza?, zakryli g?owy, a pochyliwszy si? do ziemi, tak pozostali bez ruchu. Oko?o dwunastej w nocy doszed? blask do najwy?szego stopnia. Z Nieba na ziemi? sp?ywa? ?wietlisty szeroki szlak, po którym anio?owie najrozmaitszych stopni jedni spuszczali si? na dó?, inni w gór? si? wznosili. Jedni, malutcy, pokazywali si? w ca?ej swej postaci, inni wynurzali tylko oblicza z morza ?wiat?a, jedni wygl?dali jak kap?ani, inni jak wojownicy. Ka?dy ró?ni? si? czym? od drugiego, od ka?dego sp?ywa?y na ziemi? inne si?y, wonie, blaski i niebia?skie pokarmy. Wszyscy byli w nieustannej czynno?ci i ruchu. Wi?cej w zachwyceniu, ni? we ?nie pogr??eni, le?eli Aposto?owie twarz? na ziemi. Wtem w kr?g ?wietlany wesz?y trzy nowe ?wietliste postacie. Wygl?da?o to zupe?nie naturalnie, jak gdy kto? z ciemno?ci nocnych wchodzi na miejsce o?wiecone. Dwie z nich o kszta?tach wyra?nych, ludzkich, zacz??y rozmow? z Jezusem; by? to Moj?esz i Eliasz. Trzecia posta? powiewna, wi?cej duchowa, milcza?a przez ca?y czas; by? to Malachiasz. S?ysza?am, jak Moj?esz z Eliaszem zbli?aj?c si?, pozdrowili Jezusa, a On zacz?? zaraz z nimi rozmow? o odkupieniu i Swych przysz?ych cierpieniach. Zachowanie si? tych trzech osób nosi?o na sobie cech? prostoty i naturalno?ci. Moj?esz i Eliasz nie wygl?dali tak starzy i wycie?czeni, jak zeszli z tego ?wiata; postacie ich tchn??y zdrowiem i m?odzie?cz? ?wie?o?ci?. Moj?esz, wi?kszy, powa?niejszy i majestatyczniejszy od Eliasza, mia? na sobie d?ug? sukni?, a na czole dwa jakby wyros?e promienie. Budowy kr?pej, robi? wra?enie surowego karciciela, lecz zarazem przebija?a z niego prostota, niewinno??, czysto?? i zacno??. Wyra?a? teraz Jezusowi sw? rado??, ?e widzi Tego, który jego i lud jego wywiód? z Egiptu, a teraz powtórnie chce ich odkupi?. Przytacza? wiele wyobra?e? swego czasu, wznio?le mówi? o baranku wielkanocnym i Baranku Bo?ym. Eliasz innej postaci,


576

wygl?da? delikatniej, milej i ?agodniej. Obaj jednak ró?nili si? bardzo od Malachiasza. Twarze ich i postacie przypomina?y zwyk?ych, ?ywych ludzi, jakich si? na ziemi spotyka. Malachiasz za? mia? w sobie co? nadludzkiego, anielskiego, by? usposobieniem pojedynczej, pierwotnej mocy i celu. Spokój i uduchowienie wyró?nia?y go od tamtych. Jezus rozmawia? z nimi o wszystkich Swych m?kach, przebytych ju? dotychczas i czekaj?cych Go w przysz?o?ci. Opisywa? im ca?? m?k?, jedno po drugim. Oni za?, stosownie do s?ów Jego wyra?ali Mu sw? rado??, bole??, lub wzruszenie. S?owa ich pe?ne by?y pociechy i wspó?czucia, czci dla Zbawiciela i dzi?kczynienia Bogu za to wszystko. Nieraz wypowiadali naprzód wyobra?enia tego, co Jezus mówi?, i chwalili Boga, ?e w odwiecznych Swych wyrokach okaza? mi?osierdzie dla Swego narodu. Malachiasz za? milcza?. Aposto?owie tymczasem, podniós?szy g?owy, przygl?dali si? d?ugo w milczeniu tej chwale Boskiej Jezusa, i patrzeli na Moj?esza, Eliasza i Malachiasza. Gdy Jezus opisywa? Swe cierpienia przy przybiciu do krzy?a, roz?o?y? ramiona, jak gdyby chcia? przez to powiedzie?: „Tak b?dzie Syn cz?owieczy wywy?szony!" Oblicze Jego zwrócone ku po?udniowi, przenikni?te by?o ?wiat?em, szata ja?nia?a blaskiem b??kitno — bia?ym. Aposto?owie jednak, moc? Bo?? podwy?szeni, wznie?li si? wszyscy nad ziemi?. Po niejakim czasie opu?cili prorocy Jezusa. Eliasz i Moj?esz skierowali si? ku wschodowi, Malachiasz ku zachodowi, i wszyscy trzej pogr??yli si? w cieniach nocy. Wtedy Piotr, uniesiony rado?ci?, zawo?a?: „Mistrzu! Dobrze nam tu jest. Zbudujemy tu trzy przybytki: Tobie jeden, Moj?eszowi jeden i Eliaszowi jeden!" Chcia? przez to powiedzie?, ?e nie potrzebuj? innego Nieba, tak im tu b?ogo i s?odko. Przez przybytki rozumia? miejsca spokoju i czci, mieszkania ?wi?tych. Wyrzek? to w odurzeniu radosnym, w zachwyceniu, nie wiedz?c sam, co mówi. Gdy przyszli do siebie i zaczynali zdawa? sobie spraw? z tego, co zasz?o, nowy cud przyku? ich uwag?. Z góry spu?ci? si? na nich bia?y, ?wietlisty ob?ok, podobny do mg?y porannej, unosz?cej si? nad ??kami. Nad Jezusem za? otworzy?o si? Niebo i ukaza? si? obraz Trójcy Przenaj?w., Bóg Ojciec, jako starzec kap?an, siedzia? na tronie, a u stóp Jego pl?sa?y orszaki anio?ów i innych jakich? postaci. Strumie? ?wiat?a sp?yn?? na Jezusa, a nad Aposto?ami da? si? s?ysze? g?os cichy, podobny do ?agodnego szmeru strumyka: „Ten jest Syn Mój mi?y, w którym Sobie upodoba?em; Tego s?uchajcie!" Aposto?ów zdj?? strach i trwoga, rzucili si? twarz? na ziemi? i znowu przenikn??a ich ?wiadomo??, ?e s? s?abymi u?omnymi lud?mi, którym Bóg w Swej dobrotliwo?ci da? widzie? takie cuda. Przej?li si? trwo?nym uszanowaniem ku Jezusowi, s?ysz?c na w?asne uszy ?wiadectwo, jakie da? o Nim Ojciec Jego niebieski. Byliby tak d?ugo le?eli, lecz Jezus, przyst?piwszy, dotkn?? si? ich i rzek?: „Wsta?cie i nie bójcie si?!" Powstawszy, ujrzeli samego tylko Jezusa. By?a ju? trzecia godzina rano i brzask si? zbli?a?. Niebo na wschodzie ja?nia?o bia?ym pasem, k??by mg?y wilgotnej unosi?y si? nad ziemi?, zas?aniaj?c podnó?e góry. Aposto?owie onie?mieleni byli i powa?ni, a Jezus rzek?: „Da?em wam widzie? chwalebne przemienienie Syna cz?owieczego dla wzmocnienia waszej wiary, by?cie si? nie zachwiali, gdy ujrzycie Syna cz?owieczego, oddanego w r?ce oprawców za grzechy ?wiata, — by?cie si? nie zgorszyli, gdy b?dziecie ?wiadkami Mego poni?enia, i by?cie wtenczas s?abszych mogli umacnia?. Piotr pr?dzej, ni?li inni, pozna? Mnie przez Boga, na nim te?, jako na skale zbuduj? ko?ció? Mój." Potem pomodlili si? wszyscy wspólnie i ju? jutrzenka zabarwi?a strop Nieba czerwon? ?un?, kiedy pó?nocno — zachodnim stokiem schodzili w dó? góry. Po drodze rozmawia? Jezus z nimi o tym, co zasz?o, i zakaza? im surowo mówi? komukolwiek o tym widzeniu, dopóki Syn cz?owieczy nie zmartwychwstanie. Aposto?owie zapami?tali to sobie dobrze; w ogóle byli bardzo wzruszeni i


577

wi?ksz?, ni? zwykle, czci? przej?ci dla Jezusa. Przypominaj?c sobie s?owa: „Tego s?uchajcie!" my?leli z trwog? i skruch? o dotychczasowych swych pow?tpiewaniach i ma?ej wierze. Gdy dzie? ju? nasta?, a oni oprzytomnieli troch? i wrócili do zwyk?ego stanu, zacz?li ze zdziwieniem zapytywa? si? nawzajem, co mog?o oznacza? to wyra?enie Jezusa: „Dopóki Syn cz?owieczy nie zmartwychwstanie." Nie ?mieli jednak Jezusa wprost si? oto zapyta?. Nie doszli jeszcze do podnó?a góry, a ju? wyszli naprzeciw Jezusa ludzie, wiod?c do? chorych, których Jezus uzdrowi? i pocieszy?. Zauwa?y?am przy tym rzecz dziwn?. Ka?dego, kto spojrza? na Pana, l?k zdejmowa?, bo w postaci Jego malowa?o si? dzi? co? niezwyk?ego, nadnaturalnego, ?wietlistego. Nieco ni?ej zebra?y si? ko?o uczniów, wczoraj rozes?anych, t?umy ludzi i kilku doktorów zakonnych. Byli to ludzie, wracaj?cy ze ?wi?t do domu. Na noclegu spotkali si? wczoraj z uczniami i teraz z nimi tu przyszli, by czeka? na Jezusa. Zda?a ju? wida? by?o, ?e o czym? z uczniami gwa?townie rozprawiaj?. Ujrzawszy Jezusa, podbiegli ku Niemu i pozdrowili Go, lecz spojrzawszy na? zl?kli si?, bo wida? jeszcze by?o w Jego postaci ?lady przemienienia. Uczniowie tak?e, widz?c trzech Aposto?ów powa?nych i jakby przel?knionych, domy?lili si?, ?e musia?o z Jezusem zaj?? co? cudownego. Gdy Jezus zapyta?, o co si? spieraj?, wyst?pi? z t?umu m??, rodem z Amtar, miasta w górach galilejskich, gdzie mia?o miejsce zdarzenie z ?azarzem i bogaczem. Ten, upad?szy na kolana przed Jezusem, b?aga? Go, by uzdrowi? jego jedynego syna, lunatyka, którego dr?czy? niemy czart, raz rzucaj?c go w ogie?, to znów w wod?, i tak go wci?? m?cz?c, ?e ten bezustannie krzyczy z bole?ci. Gdy uczniowie byli w Amtar, przyniós? im go, ale oni nie umieli mu pomóc. I o to w?a?nie sprzeczali si? teraz z nim i z doktorami zakonnymi. „O, niewierne, przewrotne plemi?! — zawo?a? Jezus. — Jak?e d?ugo mam jeszcze by? przy was, jak d?ugo was nosi??" — poczym kaza? przynie?? do siebie ch?opca. Cz?owiek ów nosi? chorego syna w czasie podró?y zwykle jak owc? na plecach; teraz przyprowadzi? go za r?k? do Jezusa. Ch?opiec móg? liczy? dziewi?? do dziesi?? lat; ujrzawszy Jezusa, zacz?? si? szamota?, a z?y duch rzuci? nim o ziemi?. Biedak wi? si?, rzuca?, tarza? po ziemi, d?awi?, a piana toczy?a mu si? z ust. Uspokoi? si? za? dopiero na rozkaz Jezusa. Wtedy zapyta? Jezus ojca, jak d?ugo trwa ta choroba ch?opca, a ten odrzek?: „Od dzieci?stwa ju? tak cierpi. Ach! je?li mo?esz, Panie, pomó? nam! zlituj si? nad nami!" I rzek? mu Jezus: „Kto wierzy, dla tego wszystko jest mo?liwym!" Biedny ojciec zawo?a? z p?aczem: „Panie! wierz?, a je?li za ma?a jest moja wiara, wspomó? mnie, bym mocniej wierzy?!" Na te g?o?no wypowiedziane s?owa zbieg? si? lud, który dotychczas sta? l?kliwie w oddaleniu. Jezus za? wzniós? r?k? z pogró?k? ku ch?opcu i zawo?a?: „Duchu g?uchy i nieczysty! Rozkazuj? ci, wyjd? z niego i nie wracaj nigdy!" Z?y duch krzykn?? straszliwie przez usta ch?opca, wstrz?sn?? jego cia?em i wyszed?, a ch?opiec, blady i nieruchomy, le?a? jak martwy. Nie mo?na si? go by?o docuci?, wi?c wielu obecnych zacz??o wo?a?: „On umar?, rzeczywi?cie umar?!" Jezus jednak wzi?? go za r?k?, podniós?, a gdy ch?opczyk wsta? zdrów i rze?ki, odda? go ojcu ze stosownym napomnieniem. Uradowany ojciec dzi?kowa? ze ?zami w oczach, a wszyscy obecni wielbili majestat Bo?y. Sta?o si? to o kwadrans drogi na wschód od owej ma?ej miejscowo?ci pod Taborem, gdzie Jezus rok temu uzdrowi? by? dziedzica tr?dowatego, który przys?a? po Niego piel?gnuj?cego go ch?opca. Nast?pnie, min?wszy Kan?, poszed? Jezus z uczniami przez dolin? betulijskiego jeziora k?pielowego, a? do miasteczka Dotaim, trzy godziny drogi od Kafarnaum. Szli przewa?nie bocznymi drogami, by unikn?? zbiegowiska ludu, wracaj?cego gromadami z Jerozolimy. Podzielili si? na grupy, a Jezus szed? ju?to sam, ju?to z któr?kolwiek gromadk?. Po drodze przyst?pili do Jezusa Aposto?owie, którzy byli


578

?wiadkami Jego przemienienia, i zapytali Go o znaczenie s?ów: „Dopóki Syn cz?owieczy nie zmartwychwstanie," bo wci?? teraz nad tym my?leli i dyskutowali. „Jak to rozumie??— mówili — przecie? biegli w Pi?mie mówi?, ?e przed zmartwychwstaniem musi przyj?? Eliasz." Jezus odrzek? im na to: „Eliasz przyjdzie wprawdzie przedtem, uporz?dkowa? wszystko. Ale zaprawd?, powiadam wam, Eliasz ju? przyszed?; lecz oni nie poznali go, czynili z nim, co tylko chcieli, jak napisano jest o nim w Pi?mie. Tak samo dozna od nich cierpienia Syn cz?owieczy." Wiele jeszcze mówi? im o tym Jezus, a oni domy?lali si?, ?e mowa tu jest o Janie Chrzcicielu. Gdy wszyscy uczniowie zeszli si? znowu z Jezusem w gospodzie w Dotaim, zapytali Go, dlaczego oni nie potrafili wyp?dzi? czarta z owego ch?opca lunatyka? Jezus rzek? im na to: „Nie mogli?cie dla waszej ma?ej wiary; gdy? je?li by?cie mieli wiar? przynajmniej jak ziarnko gorczycowe, a rzekli by?cie do tej góry: Przenie? si? st?d tam! przenios?aby si? i nic by dla was nie by?o niemo?liwym. Ten rodzaj da si? wyp?dzi? tylko modlitw? i postem." Tu pouczy? ich Jezus, co potrzeba, by z?ama? opór diab?a, jak wiara o?ywia i umacnia wszelki czyn, za? wiara sama umacnia si? postem i modlitw?, gdy? przez to zrzuca si? przewag? z nieprzyjaciela, którego chce si? z innego wyp?dzi?.

Jezus w Kafarnaum i w okolicy

Z Dotaim poszed? Jezus prost? drog? do Kafarnaum, gdzie uroczy?cie przyjmowano wracaj?cych ze ?wi?t. Jezusa z uczniami tak?e zaproszono na uczt?, w której i Faryzeusze udzia? brali. Gdy ju? mieli zasi??? do sto?u, przyst?pi? do Jezusa ucze? Manahem z Korei, prowadz?c uczonego m?odzie?ca z Jerycho, który raz ju? odprawiony z niczym, chcia? teraz znowu prosi? o przyj?cie go na ucznia. Znaj?c Manahema, do niego si? zwróci?o po?rednictwo. M?odzieniec posiada? wielkie dobra w Samarii i ju? przedtem mówi? mu Jezus, by tego wszystkiego si? wyrzek?. Teraz przyby? znowu, mówi?c, ?e wszystko ju? uporz?dkowa? i rozdzieli? mi?dzy krewnych. Troszcz?c si? jednak o swe utrzymanie, zatrzyma? dla siebie ma?? posiad?o??. Za ten brak doskona?o?ci, i tym razem nie przyj?? go Jezus, i m?odzieniec odszed? z niech?ci? w sercu. Faryzeusze, sprzyjaj?c m?odzie?cowi, zgorszyli si? tym; zacz?li wi?c wyrzuca? Jezusowi, ?e, mówi?c zawsze o mi?o?ci, sam jej nie ma, ?e mówi o niezno?nym uciskaniu ludu przez Faryzeuszów, a sam nak?ada ci??ary nie do zniesienia. M?odzieniec jest uczony, zdolny, a Jezus jakby umy?lnie wybiera sobie nieuków. Co konieczne, tego zabrania, a pozwala czyni? to, co dawnym zwyczajem jest zabronione. Potem zacz?li powtarza? dawne zarzuty o gwa?ceniu szabatu, zrywaniu k?osów, nie myciu r?k itd. Jezus jednak zawstydzi? ich wkrótce Swymi odpowiedziami. Jezus bawi? w?a?nie w domu Piotra, gdy wtem obecni przed domem, ludzie Piotra zagadn?li, czy te? Mistrz jego zap?aci wyznaczon? danin? dwóch drachm. Piotr odpowiedzia? ?e tak, a gdy po chwili wszed? do wn?trza domu, zapyta? go Jezus: „Jak my?lisz, Szymonie? od kogo ??daj? królowie ziemscy p?acenia c?a i czynszu? od dzieci, czy od obcych?" — „Od obcych!" —odrzek? Piotr; a wtedy rzek? Jezus: „Dzieci s? zatem wolne! Ale, aby?my ich nie gorszyli, zarzu? w?dk? w morze; w pysku pierwszej schwytanej ryby znajdziesz stater, który oddasz jako podatek za Mnie i za siebie!" Piotr w prostaczej swej wierze poszed? zaraz na miejsce po?owu, zarzuci? jedn? z umocowanych tam w?dek i po nied?ugim czasie z?owi? wielk? ryb?. Otworzywszy jej pysk, znalaz? w nim pod?u?n? okr?g??, ?ó?taw? monet?, któr? odda? jako podatek za siebie i za Jezusa. — Ryba by?a tak wielka, ?e stanowi?a dla wszystkich dostateczny posi?ek po?udniowy.


579

Jezus zapytywa? potem uczniów, o czym rozmawiali w drodze z Dotaim do Kafarnaum ? Uczniowie nie odpowiadali nic, obawiaj?c si? nagany, bo w?a?nie o tym rozmawiali, kto jest mi?dzy nimi najwi?kszy. Jezus jednak, znaj?c ich my?li, rzek?: „Kto chce by? pierwszym, ten niech b?dzie ostatnim i s?ug? wszystkich!" Po uczcie poszed? Jezus z Aposto?ami i uczniami do Kafarnaum, gdzie sprawiono uroczyste przyj?cie powracaj?cym z Jerozolimy. Ulice i domy przystrojone by?y kwiatami i wie?cami. Naprzeciw wysz?y dzieci, kobiety, starzy i m?odzie? szkolna. Powracaj?cy szli gromadnie, jak z procesji, przez ulice, wst?puj?c po drodze do domów przyjació? i przedniejszych miasta. Faryzeusze szli przyja?nie wraz z Jezusem i uczniami, czasami tylko od??czaj?c si? od nich. Jezus zwiedza? po drodze domy wielu przyjació? i ubogich. Wsz?dzie przyprowadzano dzi? dzieci, a On b?ogos?awi? je i obdarowywa?. Tu i ówdzie Jezus tak?e naucza?. Na rynku sta?a po jednej stronie stara synagoga, po drugiej nowa, zbudowana przez Korneliusza, a do wszystkich prawie domów dobudowane by?y przysionki. Za zbli?eniem si? Jezusa pozdrowi?a Go zebrana m?odzie? szkolna, a matki zbli?y?y si? do? ze swoimi dzie?mi. Jezus pob?ogos?awi? je, pouczy?, a potem kaza? rozda? zarówno ubogim, jak bogatym dzieciom jednakowe p?aszczyki, sporz?dzone za staraniem zarz?dczy? gminy, a przywiezione tu przez niewiasty jerozolimskie. Rozdawano im tak?e owoce, tabliczki do pisania i inne podarki. Uczniowie zapytywali powtórnie Jezusa, kto jest najwi?kszym w Królestwie niebieskim. Jezus zawo?a? wi?c stoj?c? w pewnym oddaleniu we drzwiach domu ?on? zamo?nego jednego kupca z czteroletnim swym synkiem. Niewiasta, spu?ciwszy zas?on? na twarz, przyst?pi?a z synkiem do Jezusa, a gdy Jezus go od niej wzi??, znowu si? cofn??a. Wtedy Jezus u?cisn?? ch?opca, postawi? go przed uczniami w otoczeniu innych dzieci i rzek?: „Kto z was nie stanie si?, jako te dzieci, nie wnijdzie do Królestwa niebieskiego. Kto przyjmuje dzieci? w imi? Moje, Mnie przyjmuje, owszem przyjmuje Tego, który Mnie pos?a?. A kto si? upokorzy, jak to dziecko, ten jest najwi?kszy w Królestwie niebieskim." Gdy Jezus mówi? o przyjmowaniu w imi? Jego, przerwa? Mu Jan, mówi?c, ?e oni tak?e nie przyj?li jednego, który, nie nale??c do grona uczniów, w imi? Jezusa wyp?dza? czarty. Jezus zgani? im to i naucza? dalej. Potem pob?ogos?awi? owego mi?ego ch?opczyka, da? mu owoców i p?aszczyk. Skin?wszy potem na matk?, odda? go jej na powrót, wyrzek?szy przy tym prorocze s?owa, odnosz?ce si? do przysz?o?ci tego dziecka, które jednak dopiero pó?niej zrozumiano. Ch?opiec ten zosta? pó?niej uczniem Aposto?ów, a na imi? mu by?o Ignacy. Umar? jako Biskup ?mierci? m?cze?ska. Podczas pochodu i w czasie nauki sta?a w t?umie pewna niewiasta z zas?on? na twarzy. By?a to Lea, ?ona nieprzyjaznego Jezusowi Faryzeusza z Cezarei Filipa, siostra nieboszczyka m??a Enui, owej niewiasty z Cezarei Filipowej, cierpi?cej na krwotok. Przez ca?y czas okazywa?a Lea naj?ywsz? rado?? i wzruszenie, a zachowaniem swym sk?ania?a innych do nabo?e?stwa i skruchy. Sk?adaj?c co chwila r?ce, mówi?a pó?g?osem, tak ?e otaczaj?ce niewiasty mog?y j? s?ysze?: „B?ogos?awiony ?ywot, który Ci? nosi?, i piersi, które? ssa?! Owszem, b?ogos?awieni ci, którzy s?uchaj? s?owa Bo?ego i strzeg? go!? Mówi?a to z g??bi serca, w?ród ?ez rz?sistych, powodowana niezwyk?ym wzruszeniem, mi?o?ci? i podziwem dla Jezusa. S?owa te powtarza?a przy ka?dej przerwie w nauce, przy ka?dym odpowiednim wyrazie, wymówionym przez Pana. W sposób nieopisanie mi?y, dzieci?cy, porywaj?cy, chcia?a zdoby? sobie cz?stk? w Jego ?yciu, losach i pe?nej mi?o?ci nauce. Owe s?owa: „B?ogos?awiony ?ywot." powiedzia?a by?a ju? przedtem, a Jezus rzek? wtedy do niej: „Owszem, b?ogos?awieni, którzy s?uchaj? s?owa Bo?ego i strzeg? go." Odt?d z??czy?a s?owa swoje z odpowiedzi? Jezusa; zawsze mia?a je na ustach i sta?y si? one dla niej nabo?n? modlitw? mi?o?ci.


580

Przyby?a tu w odwiedziny do ?wi?tych niewiast i wi?ksz? cz??? maj?tku swego gminie z?o?y?a w darze. Przez ca?y czas a? do szabatu naucza? Jezus na rynku, a potem poszed? do synagogi. Czytano dzi? o oczyszczeniu tr?dowatych i o tym, jak na proroctwo Elizeusza szybko nasta? g?ód w Samarii. Potem poszed? Jezus z Aposto?ami i kilku uczniami do Betsaidy. Tam te? zeszli si? inni uczniowie, którzy ju?to odwiedzali swe miejsca rodzinne, ju?to rozes?ani byli przez Jezusa. Niektórzy przybywali z przeciwleg?ej strony jeziora Dekapolis i Gergezy, byli bardzo zm?czeni i ??dni spoczynku. Przyj?to ich bardzo troskliwie zaraz na brzegu, u?ciskano i na wszelki sposób starano si? im us?u?y?. Zaprowadzono ich do domu Andrzeja, umyto im nogi, przyrz?dzono k?piel, zmieniono suknie i zastawiono posi?ek. Jezus skrz?tnie pomaga? osobi?cie przy us?ugiwaniu, Piotr wi?c Go prosi?: „Panie! czy? Ty masz us?ugiwa??" zostaw to nam!" Lecz Jezus odrzek? mu, ?e pos?any jest na to, aby s?u?y? i ?e cokolwiek im si? wy?wiadcza, wy?wiadcza si? Ojcu Jego. Zeszed?szy za? znowu na nauk? o poni?aniu si?, rzek?: „Kto jest najni?szym i wszystkim s?u?y, ten b?dzie najwi?kszym. Kto za? s?u?y, ale nie z mi?o?ci, kto wy?wiadcza bli?niemu przys?ug? nie na to, by ul?y? bratu w potrzebie, lecz by za t? cen? sta? si? pierwszym, ten jest ob?udnik i nieszczerym, i traci sw? nagrod?; s?u?y on bowiem sobie, nie swemu bratu." Zebranych by?o tu oko?o 70 uczniów. Nie byli to jednak wszyscy, bo wielu bawi?o w Jerozolimie i w okolicy. Tutaj te? powiedzia? Jezus Aposto?om i uczniom g??bok?, cudown? nauk?, w której wyra?nie da? im do zrozumienia, ?e nie jest pocz?ty z m??a, lecz z Ducha ?wi?tego. Wyra?a? si? przy tym z najwy?sz? czci? o Matce Swej, zowi?c J? najczystszym, naj?wi?tszym i najwybra?szym naczyniem, za którym wzdycha?y i modli?y si? przez tysi?ce lat serca wszystkich pobo?nych i j?zyki wszystkich proroków. T?umaczy? im ?wiadectwo, dane Mu przez Ojca niebieskiego przy chrzcie, nie wspomina? jednak o ?wiadectwie na górze Tabor. Nazywa? szcz??liwym i ?wi?tym czas, od kiedy On ?yje, przywróciwszy Sw? osob? pokrewie?stwo ludzi z Bogiem. Mówi? w sposób nader pouczaj?cy o upadku ludzi, oderwaniu si? ich od Ojca niebieskiego, a popadni?ciu w moc z?ych duchów i szatana. Przez narodzenie si? Jego z najczystszej, d?ugo oczekiwanej Dziewicy, zst?pi?o na ziemi? mi?dzy ludzi Królestwo Bo?ej i moc Bo?a, przez Niego i w Nim przyjmuje Bóg wszystkich za dzieci Swoje. Przez Niego odnowiony zosta? przyrodzony i nadprzyrodzony w?ze?, pomost ??cz?cy Boga i ludzi; kto jednak chce przej?? przeze?, musi go przej?? z Nim i w Nim, musi pozostawi? za sob? wszelk? doczesno?? i uciechy tego ?wiata. Naucza?, dalej, jak to przez Niego z?aman? zosta?a moc i prawo z?ych duchów do ?wiata i ludzi, i jak wszelkie z?o, spad?e przez t? moc na ludzi i przyrod?, mo?e by? usuni?te w Jego imi? przez ?cis?e po??czenie si? z Nim we wierze i mi?o?ci. S?owa Jezusa tchn??y powag? i uroczystym namaszczeniem. Uczniowie nie wszystko zrozumieli, byli jednak bardzo wzruszeni, gdy Jezus mówi? o Swej m?ce. Trzej Aposto?owie, którzy byli z Jezusem na górze Tabor, s? od tego czasu wci?? bardzo powa?ni i zamy?leni. Wszystko to dzia?o si? podczas i po szabacie. Uczniowie stali gospod? cz??ci? w Kafarnaum, cz??ci? w domu Piotra przed miastem. ?ywno?? otrzymywali ze wspólnych zasobów, podobnie jak zakonnicy. W dzie? po szabacie poszed? Jezus z uczniami na pó?noc od Kafarnaum ku górze rozes?ania. Po dwugodzinnej drodze zatrzyma? si? na polu przy ?niwiarzach i pasterzach, i na przemian naucza?, to ich, to uczniów. By? to w?a?nie czas ?niwa. Bujne zbo?e, wy?sze od ch?opa, z??to w dogodnej wysoko?ci na d?ugo?? pó? ramienia. K?osy by?y grubsze i wi?ksze ni? u nas. By k?osy si? nie k?ad?y, otoczone by?y pola na niewielkich przestrzeniach p?otkami


581

?erdziowymi. Sierpy podobne by?y raczej do zgi?cia krzywej laski, ni? do naszych sierpów. ??to w nast?puj?cy sposób: lew? r?k? obejmowano od ty?u p?k k?osów i sierpem z?ynano je ku sobie, tak ?e zer?ni?te k?osy spada?y na rami? i wtedy, wi?zano je w ma?e snopki. Ci??ka to by?a praca, ale, przy wprawie sz?o to dosy? szybko. Pok?osie nale?a?o do biednych, którzy szli zaraz za ?niwiarzami i zbierali, co pozosta?o. Podczas gdy zm?czeni odpoczywali, korzysta? z tego Jezus i naucza? ich. Wypytywa? si? np., ile zasiali, ile zebrali, do kogo zbo?e nale?y, jaka jest ziemia, jak j? obrabiaj?? Do tego nawi?zywa? przypowie?ci o sianiu, o k?kolu, o ziarnku pszenicznym, o s?dzie, o spaleniu k?kolu. Uczniów za? naucza?, jak maj? naucza? innych; z nauki dla ludzi wysnuwa? znowu dla nich nauk?, t?umacz?c im duchowe znaczenie ?niwa; mówi?, ?e s? Jego siewcami i ?niwiarzami, ?e musz? zbiera? teraz nasienie, jako zaród przysz?ej p?odno?ci, bo On ju? nied?ugo zabawi z nimi. Strwo?eni uczniowie pytali, czy pozostanie z nimi przynajmniej do Zielonych ?wi?t, a Jezus odpowiedzia?: „Có?by si? z wami sta?o, gdybym nie pozosta? z wami d?u?ej!" Z pasterzami tak?e w ten sposób nawi?zywa? Jezus rozmow?. Zapytywa?, czy to ich w?asna trzoda, czy to owce z kilku trzód, jak ich strzeg?, dlaczego owce rozpraszaj? si? itp. Do tego za? do??cza? zwykle nauk? o zgubionej owcy, o dobrym pasterzu lub inne. Potem poszed? Jezus w dolin?, po?o?on? wy?ej, jak Kafarnaum, a obrócon? ku zachodowi. Na prawo le?a?a góra Safetu. Nauczaj?c pasterzy, ?niwiarzy i uczniów, przechodzi? Jezus doliny i samotne ustronia. W naukach roztrz?sa? wszystkie obowi?zki dobrego pasterza, odnosz?c je do Siebie, który gotów jest da? ?ycie za owce Swoje. Dawa? przy tym uczniom wskazówki, jak i oni maj? podczas swych podró?y w podobny sposób obchodzi? si? z tymi opuszczonymi, biednymi robotnikami, by zasiewa? w ich sercach plenne nasienie prawdziwej nauki. Niezmiernie wzruszaj?cy widok przedstawia?o to chodzenie i nauczanie na ustroniu, nacechowane pokojem i mi?o?ci?. Zwróciwszy si? wy?ej ku pó?nocy, w pierwotnym kierunku, sk?d wyszli, zatrzymali si? w miasteczku Lekkum, na pó? godziny drogi od Jordanu. Tu by?a pierwsza stacja sze?ciu Aposto?ów przy pierwszym rozes?aniu, ale Jezus nie by? tu jeszcze. Mieszka?cy tutejsi powrócili w?a?nie z Jerozolimy; byli tu te? uczeni zakonni i Faryzeusze. Niektórych uczniów odwiedzili zaraz ich znajomi, opowiadaj?c o rzezi Galilejczyków w Jerozolimie. Jezusowi nie wspominano tymczasowo nic o tym. Lekkum jest to ma?a, ale zamo?na miejscowo??, a le?y na pó? godziny drogi od Jordanu, o par? godzin od jego uj?cia do jeziora. Zamieszkuj? j? ?ydzi i tylko na samym ko?cu miasta mieszka niewielu ubogich pogan, którzy tu osiedli, od??czywszy si? od jakiej? karawany. Wszyscy zajmuj? si? gorliwie upraw? bawe?ny. Z surowego materia?u sporz?dzaj? prz?dziwo; a z tego tkaj? okrycia i materie; pracy tej oddaj? si? nawet dzieci. By?o tu tak?e przygotowane uroczyste przyj?cie powracaj?cym z Jerozolimy, podobnie jak niedawno temu w Kafarnaum. Ulice przystrojone by?y girlandami i kwiatami. Powracaj?cy odwiedzali po drodze przyjació? w ich domach. Na spotkanie ich wysz?y tak?e dzieci szkolne. Jezus odwiedza? tak?e niektórych starców i uzdrawia? chorych. Potem mia? wielk? nauk? na rynku miejscowym przed synagog?. Najpierw naucza? dzieci, pie?ci? je, b?ogos?awi?, dalej m?odzie?ców i dziewice, które tak?e pod przewodnictwem nauczycieli bra?y udzia? w ogólnej uroczysto?ci. Gdy m?odzie? si? rozesz?a, naucza? na przemian gromady m??czyzn i kobiet, a mówi? bardzo pi?knie i m?drze w rozmaitych porównaniach o ma??e?stwie. Wykazywa?, ?e w naturze ludzkiej tkwi wiele z?ego, które jednak da si? wyrugowa?, lub ujarzmi? przez modlitw? i zaparcie si?. Kto folguje dzikiej ??dzy, gotuje zgub?; czyn za?


582

spe?niony przylega na zawsze do nas i pr?dzej czy pó?niej staje si? dla sprawcy oskar?ycielem. Cia?o nasze, stworzone na podobie?stwo Stwórcy, a podobie?stwo to usi?uje szatan w nas zniszczy?. Zbytek przynosi ze sob? grzechy i choroby, staje si? potworem i ohyd?. Upomina? Jezus do czysto?ci, umiarkowania i modlitwy, bo — jak mówi? — zaparcie si?, modlitwa i skromno?? s? rol?, wydaj?ca ?wi?tych m??ów i proroków. Obja?nia? to wszystko przez porównania o sianiu zbo?a, czyszczeniu roli z chwastów i kamieni, o wypoczywaniu roli w pokoju, o b?ogos?awie?stwie Bo?ym, sp?ywaj?cym na rol? sprawiedliwie nabyt?, u?y? tak?e porównania ma??e?stwa z upraw? winnicy i obcinaniem latoro?li. Mówi? na przemian o szlachetnych latoro?lach, o pobo?nych rodzinach, o ulepszonych winnicach i o uszlachetnionych, nawróconych rodzinach. Wspomina? o ?wi?to?ci praojca Abrahama, o przymierzu obrzezania i jak potomkowie jego zdziczeli na powrót skutkiem wyuzdania i cz?stych zwi?zków z poganami. Przytacza? przypowie?? o w?a?cicielu winnicy, który wysy?a do najemników syna swego, a którego tak smutny los czeka. Ludzie byli t? nauk? wielce wzruszeni; wielu p?aka?o, okazuj?c sk?onno?? do poprawy. Jezus wybra? umy?lnie t? nauk?, bo tutejszych mieszka?ców nikt nie poucza? w tych tajemnicach i dlatego wiedli ?ycie tak wyuzdane. Dalej naucza? Jezus o istotnym dzia?aniu dobrej woli w modlitwie i zaparcia si?, i o wspó?dzia?aniu. Mówi? za? tak: „Cokolwiek ujmujecie sobie w piciu i jedzeniu i zbytecznym marnotrawstwie, to sk?adajcie z pe?nym zaufaniem w r?ce Boga, z pro?b?, by udzieli? to biednym pasterzom w pustyni, lub innym ubogim. Ojciec niebieski, jako rzetelny gospodarz, wys?ucha wasz? modlitw?, je?li wy sami, jako wierni s?udzy, udzielicie tego, co wam zbywa, ubogim, którzy wam s? znani, lub których sami, mi?o?ci?, powodowani, wyszukacie. Takie jest rzetelne wspó?dzia?anie, i z takimi wiernymi, wierz?cymi s?ugami Bóg ch?tnie wespó? pracuje." Tu przytoczy? Jezus porównanie o drzewie, które drugiemu udziela p?odno?ci, nie dotykaj?c si? go, jakby wiedzione mi?o?ci? i t?sknot?. Z Lekkum poszed? Jezus przez Jordan do BetsaidyJulias i znowu rozpocz?? nauczanie. Tu tak?e przyjmowano uroczy?cie powracaj?cych z Jerozolimy. Widzia?am Jezusa nauczaj?cego i przechadzaj?cego si? z uczniami, kilku Faryzeuszami, doktorami, zakonnymi i znakomitymi mieszka?cami miasta. Opowiedziano Mu tu o wymordowaniu Galilejczyków w ?wi?tyni. Dowiedzia?am si? przy tej sposobno?ci, ?e w rzezi zgin??o oko?o 100 ludzi z Jerozolimy i 150 buntowniczych stronników Judasza Gaulonity; rokoszanie bowiem, w obawie o siebie, namówili wielu spokojnych mieszka?ców Jerozolimy, by szli z nimi sk?ada? ofiary. Ludzie ci przy??czyli si? do nich, chocia? wiedzieli o ich upartym a nies?usznym postanowieniu niep?acenia czynszu cesarzowi. W ten sposób niewinni wraz z winnymi ?mier? ponie?li. Okolica ko?o Julias jest nadzwyczaj urocza, urodzajna, pe?na zielono?ci, a przy tym ustronna. Na ??kach pas? si? os?y i wielb??dy, a ptaków i ró?nych zwierz?t jest takie mnóstwo jak w jakim zwierzy?cu. ?ród?a bij? w obfito?ci, wzd?u? portu wij? si? ?cie?ki dla przechodniów. Miasto zwrócone jest ku po?udniowi, a przed nim rozci?ga si? obszerne b?yszcz?ce zwierciad?o jeziora. Go?ciniec do Julias ci?gnie si? tu? nad Jordanem. Jest tu bardzo smutno. Przeprawiwszy si? przez Jordan, poszed? Jezus z uczniami do Betsaidy, a st?d do Kafarnaum, gdzie w szabat naucza? w synagodze. Czytano z ksi?gi Moj?esza o corocznej ofierze przeb?agalnej, któr? nale?y ofiarowa? przed przybytkiem, o zakazie jedzenia krwi i o niedozwolonych zwi?zkach ma??e?skich mi?dzy krewnymi. Z Ezechiela czytano o grzechach Jerozolimy (III. Moj?. Roz. 16—19; Ezech. 22). Pewien Faryzeusz, mieszkaj?cy nieopodal domu setnika Korneliusza, zaprosi?


583

Jezusa wraz z uczniami na uczt?. By? tam jeden cz?owiek, cierpi?cy na wodn? puchlin?, i prosi? Pana o pomoc. Jezus zwróci? si? do Faryzeuszów z zapytaniem, czy wolno w szabat uzdrawia?. Gdy nikt nie odpowiada?, po?o?y? Jezus r?k? na chorego i uzdrowi? go. Uzdrowiony, podzi?kowawszy, odszed?, a wtedy Jezus rzek? do Faryzeuszów, jak zwykle przy takiej okazji, ?e pewnie ?aden z nich, gdyby mu w szabat wó? lub osio? wpad? do do?u, nie waha? si? go wyci?gn??. Faryzeusz, wyprawiaj?cy uczt?, zaprosi? tylko swoich krewnych i przyjació?. Jezus zauwa?y?, ?e Faryzeusze zaj?li pierwsze miejsca przy stole, rzek? wi?c: „Je?li si? jest zaproszonym, nie powinno si? zaraz siada? u góry; mo?e bowiem przyj?? kto? znakomitszy, tak?e zaproszony, i wtedy na polecenie gospodarza, trzeba ze wstydem ust?pi? mu miejsca. Je?li za? si?dzie si? na szarym ko?cu, wtedy trafi? si? mo?e, ?e gospodarz powie: „Przyjacielu! si?d? sobie wy?ej!" I to zaszczyt przynosi. Wywy?szanie si? bowiem poni?a, przeciwnie, kto si? poni?a, b?dzie wywy?szony." Do gospodarza za? rzek? Jezus: „Kto zaprasza w go?cin? krewnych, przyjació? i bogatych s?siadów, od których na odwrót spodziewa si? zaproszenia, ten otrzyma? ju? zap?at? swoj?. Lecz kto zaprasza ubogich, chromych, ?lepych i ludzi u?omnych, którzy nie mog? mu tego odp?aci?, ten w b?ogos?awie?stwie otrzyma nagrod? przy zmartwychwstaniu." Jeden z go?ci rzek? na to: „Tak, b?ogos?awiony, kto jest biesiadnikiem w Królestwie Bo?ym;" wtedy Jezus, zwróciwszy si? ku niemu, opowiedzia? przypowie?? o wielkiej uczcie. Po chwili zapyta? Jezus Faryzeuszów, czy to dla Niego wyprawiono t? uczt?. Otrzymawszy potwierdzaj?c? odpowied?, podzi?kowa? i kaza? uczniom zwo?a? mnóstwo biednych i rozda? im wszystko, co z biesiadnego sto?u pozosta?o. Wyruszywszy w dalsz? drog?, szed? Jezus z uczniami przez posiad?o?? królika Serobabela i zatrzyma? si? w zacisznej okolicy mi?dzy Tyberiad? a Magdalum. Rzesze i tu przyby?y w Jego tropy, wi?c Jezus rozpocz?? zaraz nauk? o na?ladowaniu Go, mówi?c mi?dzy innymi: „Kto chce pój?? za Mn? i zosta? Moim uczniem, ten musi wi?cej Mnie mi?owa?, ni? ca?? sw? rodzin?, a nawet siebie samego, i musi nie?? krzy? swój za Mn?. Kto bowiem chce budowa? wie??, musi wpierw rozwa?y? koszta, bo inaczej móg?by nie doko?czy? budowy i narazi? si? na po?miewisko. Podobnie, kto wybiera si? na wojn?, niech najpierw porówna si?y swej armii z armi? nieprzyjacielsk?; a je?li nie b?dzie si? czu? na si?ach do prowadzenia wojny, niech lepiej prosi od razu o pokój. Kto chce zosta? Moim uczniem, musi wyrzec si? wszystkiego.

Jezus naucza na górze ko?o Gabary

Nauczaj?c, przeszed? Jezus ziemi? Genezaret. Po drodze rozes?a? starszych uczniów, by zwo?ali zewsz?d lud na kilkudniow? nauk?, maj?c? si? rozpocz?? w ?rod? na górze ko?o Gabary. Jezus inaczej jako? oznaczy? dzie?, w którym chcia? nauk? rozpocz??, ale ja zrozumia?am, ?e mia? na my?li najbli?sz? ?rod?. Jezus rozes?a? oko?o czterdziestu uczniów na wszystkie strony, przy Sobie za? zatrzyma? Aposto?ów i m?odszych uczniów, którzy na ostatku wrócili, wci?? ich po drodze nauczaj?c. Wielu z rozes?anych uczniów przeprawi?o si? przez jezioro do Gergeze?czyków, Dalmanuty i Dekapolis. Mieli bowiem polecenie wszystkich zaprosi?, a przyprowadzi? tak wielu, jak tylko b?d? mogli, bo ju? i tak nie d?ugo mia? trwa? pobyt Pana mi?dzy nimi. Jezus tymczasem wyruszy? do Tarychei, po?o?onej na po?udniowym brzegu jeziora. Do samego miasta nie mo?na by?o doj?? nad brzegiem, gdy? na dwie godziny drogi przed miastem zast?powa?y drog? ska?y, si?gaj?ce a? do zwierciad?a wody. Jezus obszed? wi?c Tariche? od zachodu i przez most dosta? si? na rodzaj przedmie?cia, po?o?onego na tamie


584

kamiennej, rozci?gaj?cej si? od Tarychei a? do miejsca, gdzie Jordan wyp?ywa z jeziora. Na mo?cie sta?y domy dwoma rz?dami. Po drodze musia? Jezus przechodzi? oko?o domu tr?dowatego, gdzie rok temu tylu chorych uzdrowi?. Ludzie ci, dowiedziawszy si? o Jego przybyciu, przyszli zaraz podzi?kowa?, a z nimi przybyli inni tr?dowaci, b?agaj?c Go o pomoc; i nie zawiedli si?, bo Jezus ich uzdrowi?. Na przedmie?ciu przywiedziono do? równie? wielu chorych, sprowadzonych na ?odziach a? z Dalmanuty; i tych uzdrowi? Jezus. Tama, na której stoi przedmie?cie, zapad?a si? przy ?mierci Jezusa skutkiem trz?sienia ziemi, wraz z wi?ksz? cz??ci? domów. Pozostawiono je tak, i nie odbudowywano ju?, bo brzeg jeziora bardzo si? zmieni?. Tyberiada wygl?da?a teraz dopiero na po?ow? miasta, poniewa? po jednej stronie le?a?y same pró?ne parcele budowlane. Ze wszystkich stron nadci?ga?y wielkie rzesze ludu na gór? ko?o Gabary. ?odzie pe?ne podró?nych przybija?y wci?? do brzegu. Wielu mia?o ze sob? namioty, zapasy ?ywno?ci, a tak?e chorych; tych ostatnich przeprawiano w koszach na osio?kach. Uczniowie porz?dkowali rzesze, i ch?tnie ka?demu spieszyli z pomoc?. Podczas pochodu do Gabary zast?pili Jezusowi z Aposto?ami Faryzeusze drog?, pytaj?c, co ma oznacza? ten t?umny zbieg ludu na gór?, skutkiem czego kraj ca?y robi wra?enie gniazda rokoszan. Jezus odrzek? im na to, ?e to On zwo?a? lud, bo pobyt Jego tu ju? krótki, a je?li s? ciekawi, to mog? sami jutro przyj?? i pos?ucha? Jego nauki. ?wi?te niewiasty przyby?y tu tak?e i zamieszka?y w gospodzie u stóp góry, by zaj?? si? dostarczeniem ?ywno?ci dla uczniów. Rano oko?o dziesi?tej godziny przyby? Jezus na gór?. Uczniowie uporz?dkowali rzesze, a podzieliwszy je na grupy, wyznaczyli, jak maj? kolejno przyst?powa? na plac, gdzie sta?a mównica; plac bowiem by? niewielki, wi?c jedni wys?uchawszy nauki, musieli ust?powa? drugim. Rzesze rozsiad?y si? w ko?o, a ka?de pokolenie rozbi?o osobny obóz. Do ka?dego obozu wchodzi?o si? przez bram?, a raczej rodzaj ?uku obwieszonego p?odami ich ziemi. U góry wisia? wieniec, uwity z najszlachetniejszych owoców. I tak by?y u jednych winogrona i zbo?e, u innych znowu bawe?na, trzcina cukrowa, ziela korzenne, ró?ne owoce i jagody. Ka?dy znak zrobiony by? gustownie i przystrojony kwiatami, a ca?o?? mi?e robi?a wra?enie. Mnóstwo ptaków, go??bi i przepiórek nazlatywa?o si? do obozu, zbiera? rozsypane okruszyny; by?y za? tak przytulne, ?e bra?y po?ywienie z r?ki. ? Oprócz zwyk?ych s?uchaczów nie brak?o tak?e Faryzeuszów, Saduceuszów, Herodian, doktorów zakonnych i naczelników ró?nych miejscowo?ci. Ci zaj?li miejsce bli?ej Jezusa, umie?ciwszy si? na siedzeniach, podobnych do krzese?, które kazali tu sobie przynie??. Uczniów zebra? Jezus tu? ko?o Siebie, na co Faryzeusze si? oburzali, ?e nie im przyznano pierwsze miejsce. Pomodliwszy si?, wezwa? rzesze do porz?dku i uwagi. Mówi?, ?e chce ich nauczy? tego, czego nikt ich jeszcze nie naucza?, a co przecie? koniecznym jest do zbawienia. Czego nie pojm? teraz, to pó?niej powtórz? i wyt?umacz? im bli?ej uczniowie, których do nich po?le; Sam bowiem nie d?ugo ju? pozostanie z nimi. Zwróciwszy si? potem do uczniów, g?o?no i jawnie przestrzega? ich przed Faryzeuszami i fa?szywymi prorokami, lud za? naucza? o modlitwie i mi?o?ci bli?niego. Tych, co ju? wys?uchali nauki, odprowadzali uczniowie i przyprowadzali nowych. Faryzeusze i inni uczeni co chwil? stawiali ró?ne zarzuty i zbijali Jego nauk?. Jezus jednak nie zwa?a? na to, tylko w nauce Swej surowo powstawa? przeciw nim i przestrzega? lud przed nimi, a to z?o?ci?o ich coraz wi?cej. Dzisiaj nie uzdrawia? Jezus; kaza? tylko przynosi? na przemian chorych na ?o?ach i stawia? ich w pobli?u mównicy pod otwartymi namiotami, by mogli przys?uchiwa? si? nauce, a na uzdrowienie kaza? im czeka? cierpliwie do ko?ca nauki. Naucza? tak bez przerwy a? do wieczora. Ludzie posilali si? w ci?gu dnia, ale Jezus nie jad? nic. D?ugie nauczanie owych licznych t?umów zm?czy?o Go w ko?cu tak, ?e pod wieczór g?os Jego zas?ab?


585

znacznie i przycich?. Po nauce zeszed? Jezus na dó? do gospody. Gospoda nale?a?a przedtem do dóbr Magdaleny w Magdalum, a przy sprzeda?y tych?e wy??czono j? na u?ytek gminy. W gospodzie znajdowali si? ?azarz, Marta, Dina, Sufanitka, Maroni z Naim, Matka Jezusa i inne galilejskie niewiasty. Niewiasty przynios?y tu zapasy ?ywno?ci, materie na ubiory i gotowe suknie. One te? przyrz?dzi?y dzi? Jezusowi i uczniom pojedyncz? wieczerz?. Co pozosta?o od wieczerzy, rozdano ubogim. Nast?pnego dnia trwa?a nauka dalej. Jezus mówi? znowu o modlitwie, o mi?o?ci bli?niego, czujno?ci w pe?nieniu dobrego i o ufno?ci w dobro? Bo??. Upomina? te? s?uchaczów, by nie dali si? zwie?? ciemi??ycielom i fa?szywym oszczercom. Faryzeusze stawili si? dzi? jeszcze liczniej, by dyskutowa? z Jezusem i zuchwa?ej te? sobie post?powali. Nazywali Jezusa podburzycielem, sprawc? zamieszek, który odwodzi ludzi od roboty i wlecze ich za Sob? po ca?ym kraju. Szemrali, ?e maj? swój szabat, swoje ?wi?ta i swoj? nauk?, wi?c nie potrzebuj? ?adnych nowo?ci. Stawiali znowu przestarza?e, tysi?ckro? powtarzane zarzuty, wreszcie zacz?li Mu grozi? Herodem, mówi?c, ?e oskar?? Go przed nim za Jego post?powanie i nauk?, a ?e Herod i tak ma Go ju? na oku, wi?c wkrótce po?o?y temu koniec. Jezus odrzek? im ostro, ?e bez wzgl?du na Heroda b?dzie naucza? i uzdrawia?, dopóki nie spe?ni Swego pos?annictwa. Faryzeusze stali si? w ko?cu tak zuchwa?ymi i natarczywymi, ?e a? lud, nieprzychylny im, zacz?? si? cisn?? ku nim, by ich poskromi?. Widz?c, ?e nic nie wskóraj?, odeszli wreszcie z niech?ci? w sercu. Jezus tymczasem naucza? dalej, wzruszaj?c do g??bi serca s?uchaczów. Poniewa? wielu ludzi, a szczególnie ci, którzy wracali z Jerozolimy, spo?yli ju? swoje zapasy ?ywno?ci, kaza? Jezus starszym uczniom rozdziela? mi?dzy nich chleb, miód i ryby, przyniesione w koszach z gospody. Niewiasty mia?y tego wielki zapas. Rozdawano tak?e ubogim suknie, sztuki p?ótna, okrycia, sanda?y i ma?e p?aszczyki dla dzieci, bo i tego nie brak?o za staraniem ?wi?tych niewiast; one to rozdziela?y ja?mu?n? t? kobietom, a uczniowie m??czyznom. Podczas tego naucza? Jezus nowoprzyby?ych uczniów; niewiasty powróci?y do gospody, by przyrz?dzi? dla wszystkich wieczerz?. Jezus za? pob?ogos?awi? i rozpu?ci? lud, obiecuj?c, ?e jutro uzdrowi chorych, a pó?niej przy?le im uczniów, by dalej pociech? wlewali w ich serca, bo On sam odejdzie na jaki? czas. D?ugo jeszcze pozosta? Jezus sam na sam z uczniami, wykazywa? im ob?ud? i przewrotno?? Faryzeuszów i naucza?, jak maj? si? na przysz?o?? zachowa?. Pó?no w noc powrócili wszyscy do gospody, gdzie czeka?a ich ju? gotowa wieczerza. W gospodzie wspomina? ?azarz. Jezusowi o wymordowaniu Galilejczyków w ?wi?tyni, bo o tym g?ównie teraz rozprawiano mi?dzy ludem i w?ród uczniów. Oznajmi? tak?e, ?e kilka niewiast z Hebron i z Jerozolimy, krewnych Jana Chrzciciela, uda?o si? do Macherus, by wydoby? stamt?d g?ow? jego, bo w?a?nie teraz wszystko tam uprz?taj? i umacniaj? fortec?. On sam tak?e zaj?? si? przyprowadzeniem tej podró?y do skutku. Trzeciego dnia rano odeszli ?azarz i ?wi?te niewiasty do domu. Jezus za? z Aposto?ami uda? si? do chorych umieszczonych cz??ci? w sza?asach i namiotach ko?o gospody, cz??ci? jeszcze w obozowiskach u stóp góry. Jezus i Aposto?owie uzdrawiali nie ustaj?c w pracy, dopóki wszystkim chorym nie przywrócili zdrowia. Uzdrowieni i ich przyjaciele zacz?li zaraz nuci? psalmy dzi?kczynne. Poczym wszyscy wybrali si? w drog?, by jeszcze przed szabatem stan?? w swych miejscowo?ciach rodzinnych. Jezus uda? si? st?d do Garizim, po?o?onej na wzgórzu u wylotu doliny, o pó? godziny drogi na pó?noc od Seforis. Uczniów wys?a? naprzód, by zamówili gospod?, a Sam, chc?c jeszcze pomóc po drodze chorym, szed? dalsz? drog?. Chwil? zatrzyma? si? z orszakiem w ma?ej osadzie Kafarot ko?o Jotopata. Prowadzi?a t?dy droga z Kafarnaum do Jerozolimy. W tej to okolicy b??ka? si? Saul na krótki czas przed odwiedzeniem czarownicy w Endor i ow? nieszcz??liw? bitw?. Z Kafarot do


586

Garizim jest oko?o 5 godzin drogi. Osada obfituje w winnice; zwrócona jest ku wschodowi i nieco ku po?udniowi, a zas?oni?ta od zachodu i pó?nocy. Wys?ani naprzód uczniowie zamówili ju? gospod? przed miastem, nale??c? do gminy, i wyszli teraz Jezusowi na przeciw. W gospodzie umyli sobie wszyscy nogi i posilili si?. Zaraz potem naucza? Jezus w synagodze z ksi?gi Lewitów i z Ezechiela. Nie sprzeciwia? Mu si? nikt. Wszyscy zdumiewali si? nad bieg?o?ci? Jego w Pi?mie i nadzwyczaj trafnym t?umaczeniom. Po nauce spo?y? Jezus w gospodzie wieczerz? w gronie uczniów. Wzi??o w niej udzia? kilku krewnych Jezusa, przyby?ych tu z pod Seforis. Podczas wieczerzy mówi? Jezus znowu o bliskim Swym ko?cu. Pod szabat zebra?o si? tu ko?o Jezusa prawie stu uczniów ??cznie z Aposto?ami. Byli tak?e obaj synowie Cyrynusa z Cypru ochrzczonego w Debrat i inni cypryjscy ?ydzi. Ca?a ich gromada zatrzyma?a si? tu w powrocie z Jerozolimy do Cypru i wszyscy z podziwem s?uchali w szabat nauki Jezusa. Jak mówili, t?skni? w Cyprze bardzo za Jezusem, bo jest tam dosy? ?ydów, a wszyscy w wielkim zaniedbaniu. W Garizim mia? Jezus tak?e osobn? nauk? na jednym wzgórzu dla uczniów. Wielu z nich by?o bowiem takich, którzy dotychczas pe?nili tylko rol? pos?a?ców mi?dzy rozproszonymi uczniami i przyjació?mi Jezusa; inni bawili dotychczas wci?? w domu, wi?c nie znali jeszcze dobrze nauki, sposobu rozszerzania tej?e, u?ywania i obja?niania przypowie?ci. Teraz wi?c naucza? ich Jezus wci??, obja?nia? wszystko w sposób pojedynczy, prawie dziecinny, i przechodz?c ca?? dotychczasow? nauk?, podawa? niejako ogóln? jej tre??. ? St?d poszed? z wszystkimi uczniami w kierunku pó?nocno ? zachodnim w góry, rozci?gaj?ce si? d?ugiem pasmem przez ?rodek kraju. Po 4 ? 6 godzinach marszu zatrzymali si? na noc w ustronnym zak?tku. Po zachodniej stronie gór pas?y si? w dolinach trzody os?ów, wielb??dów i owiec. Doliny ci?gn? si? tu zygzakowato, jak ziele zwane wilczy pazur. W ustroniu tym ros?o wiele palm i jakie? drzewa o konarach zwieszonych do ziemi i popl?tanych; wchodz?c pod nie, siedzia?o si? jakoby w chacie. By?o to zwyk?e schronisko okolicznych pasterzy. Wi?ksz? cz??? czasu przep?dzi? Jezus z uczniami na modlitwie i pouczaniu. Powtarza? wiele rzeczy, które ju? mówi?, gdy dawniej rozsy?a? uczniów. Najlepiej zapami?ta?am to, ?e zakaza? im bra? ze sob? sakwy; mieli oddawa? je naczelnikowi. Co dziesi?ciu mia?o osobnego prze?o?onego. Poucza? ich tak?e Jezus, jak maj? poznawa? miejscowo?ci, gdzie znajd? dobry grunt do dzia?ania; gdzie za? ?le ich przyjm?, niech otrz?sn? proch z obuwia swego i id? dalej. Wskazywa?, jak maj? post?pi?, je?liby ich gdzie zatrzymano. Niech si? nie troszcz? o to, co odpowiedz?, bo w?o?ona im b?dzie odpowied? w usta. Niech tak?e nie l?kaj? si? niczego, bo ?yciu ich nie zagrozi niebezpiecze?stwo. W okolicy tej widzia?am gdzieniegdzie ludzi, uzbrojonych w d?ugie sztaby i ?elazne haki. Byli to stró?e, strzeg?cy trzód przed dzikiem i zwierz?tami, które skrada?y si? z brzegu morza i napada?y pas?ce si? trzody. Nazajutrz raniutko rozes?a? Jezus uczniów i Aposto?ów. Na Aposto?ów i pierwszych uczniów wk?ada? r?ce, innych b?ogos?awi? tylko, przez co ich nape?nia? now? si?? i moc?. Nie stanowi?o to jednak jeszcze ?wi?cenia kap?a?skiego, lecz by?o niejako wzmocnieniem duchowym. Przed odej?ciem przypomina? im Jezus jeszcze raz konieczno?? pos?usze?stwa wzgl?dem prze?o?onych. Piotr i Jan tak?e nie zostali przy Jezusie, lecz poszli ku po?udniowi, Piotr ? w okolic? Joppy, Jan ? wi?cej na wschód do Judei. Co do innych, jedni poszli do Górnej Galilei, inni do Dekapolis. Tomasz otrzyma? pos?annictwo na kraj Gergeze?czyków i tam te? wyruszy? z gromadk? uczniów, zmierzaj?c bocznymi drogami ku miastu Asach. Miasto to le?a?o na wzgórzu mi?dzy dwiema dolinami, mniej wi?cej 9 godzin drogi od Seforis i najwy?ej godzin? drogi na lewo od go?ci?ca. ?ydów by?o w nim do?? du?o i ci nale?eli do pokolenia Lewitów. Jezus sam poszed? w kierunku pó?nocno ? zachodnim w


587

towarzystwie pi?ciu Aposto?ów, z których ka?dy mia? pod sob? dziesi?ciu uczniów. O ile sobie przypominam, widzia?am mi?dzy nimi Judasza, Jakuba M?odszego, Tomasza, Saturnina, Natanaela, Barnab?, Asora, Mnasona i cypryjskich m?odzie?ców. Pierwszego dnia szli sze?? do osiem godzin. Po drodze mijali miasta, po?o?one z prawej i lewej strony, i raz po raz od??cza?a si? od orszaku Jezusa gromadka uczniów, zbaczaj?c do miast. Id?c dalej, min?? Jezus Tyr, po?o?ony ni?ej nad brzegiem morza. Jeszcze przedtem wyznaczy? by? Aposto?om i uczniom miejsce, gdzie po trzydziestu dniach mieli si? wszyscy z Nim zej??. Noc przep?dzi? Jezus z towarzyszami, podobnie jak poprzedni?, pod spuszczonymi konarami drzew.

Jezus idzie ku Ornitopolis i przeprawia si? do Cypru

W towarzystwie uczniów i innych jakich? ludzi, w liczbie oko?o pi??dziesi?ciu, poszed? Jezus w dalsz? drog?, wiod?c? przez g??boki w?wóz górski. Dziwna to by?a droga. Po obu bokach wzd?u? skalistych ?cian w?wozu ci?gn??y si? na godzin? drogi, mieszkania i budowle z lekkich krokwi, otwarte od drogi, a swym wygl?dem groty przypominaj?ce. Dach zast?powa?o pokrycie z trzciny, mchu, lub murawy. Mieszkali tu w opuszczeniu biedni poganie, maj?cy polecenie, strzec drogi i oczyszcza? okolic? ze szkodliwych zwierz?t. Tu i ówdzie by?a droga obmurowan?, by zapobiec usuwaniu si? góry. Przy drodze ros?y dziko drzewa pomara?czowe. Do Tyru jest st?d oko?o cztery godziny drogi. Zwierz?ta, o których mówi?am, by?y d?ugie, c?tkowane, o szerokich ?apach, podobne do naszych jaszczurek i wyrz?dza?y wielkie szkody. Na pro?by mieszka?ców pob?ogos?awi? Jezus okolic?, a zwierz?tom nakaza? ust?pi? i schroni? si? do czarnego, w pobli?u si? znajduj?cego bagna. Tu rozdzieli? Jezus Swój orszak, poczym id?c dalej tym samym jarem, stawa? tu i ówdzie przed mieszkaniami i naucza?. Droga wiod?a ku przejrzystej, a dosy? bystrej rzece Leontes, która, p?yn?c par? godzin g??bokim ?o?yskiem, wpada?a na pó?noc od Tyru do morza. Przez rzek? wiód? wysoki most kamienny. Przeszed?szy go, zatrzyma? si? Jezus w wielkiej gospodzie, gdzie si? tak?e uczniowie zeszli. St?d rozes?a? Jezus znowu wielu uczniów do miast ziemi Chabul, a Judasza Iskariota pos?a? z kilku uczniami do Kany ko?o Sydonu. Uczniowie mieli polecenie oddawa? wszystko, co mieli przy sobie, Aposto?owi, który sta? na ich czele. Judaszowi tylko da? Jezus pewn? sum? wy??cznie dla niego. Zna? bowiem dobrze jego chciwo??, i nie chcia? nara?a? go na pokus?, by mia? sprzeniewierza? pieni?dze drugich. Ju? nieraz zauwa?y? Jezus, z jak? trosk? Judasz ?ledzi? za pieni?dzmi, chocia? si? che?pi?, ?e jest bardzo umiarkowany i surowo dotrzymuje ?lubu ubóstwa. Otrzymawszy teraz pieni?dze, pyta? Judasz Jezusa, ile mo?e z tego wyda? codziennie. Jezus odrzek? mu na to, ?e kto ma si? za tak umiarkowanego, ten nie potrzebuje ogranicze?, ani przykaza?, bo w sobie nosi zakon. W gospodzie oczekiwa?o Jezusa oko?o sto osób owego pokolenia ?ydowskiego, które Jezus pociesza? ju? w Ornitopolis i ko?o Sarepty. Niektórzy wyszli z dalszych stron Panu naprzeciw, inni tu mieszkali i mieli nawet synagog?. Jezusa i Jego towarzyszów przyj?li z wielk? pokor? i rado?ci? i umyli im nogi. Ubrani byli po staro?wiecku w ?wi?teczne suknie, nosili d?ugie brody, a na ramionach kosmate manipu?y. Mieli ró?ne osobliwe zwyczaje i co? odr?bnego w czym podobni byli nieco do Esse?czyków. Poganie tutejsi tak?e wi?ksz? cze?? oddawali Jezusowi, a i ?ydów szanowali wi?cej, co w ogóle cz??ciej si? trafia?o w ca?ej tej okolicy, ni? w Dekapolis. ?ydzi bowiem tutejsi pochodzili od jednego pobocznego syna patriarchy Judy


588

który, prze?ladowany przez swych braci Hera i Onana, tu si? schroni? i osiedli?. Rodzina jego, po??czywszy si? z mieszkaj?cymi tu poganami, nie posz?a z innymi ?ydami do Egiptu, i z czasem zupe?nie zdzicza?a. Ju? wtedy, gdy Jaku po upadku Diny obj?? dziedzictwo Józefa w Samarii, mieli poganie tutejsi wielk? ch?? wej?cia w zwi?zki ma??e?skie z jego synami, a przynajmniej ze s?ugami i s?u?ebnicami. Przeszed?szy góry, udali si? do niego z pokorn? pro?b?, by pozwoli? im po??czy? si? ze swoj? rodzin?, chc?c si? nawet podda? obrz?dowi obrzezania. Jakób jednak nic o tym nawet s?ysze? nie chcia?. Gdy wi?c potem ów poboczny syn Judy tu przyby? ze sw? rodzin?, przyj?li go poganie bardzo mile i po?enili jego dzieci ze swymi. Jak?e cudownym okazuje si? zrz?dzenie Bo?e, ?e nie unicestwi?o tego wrodzonego pop?du pogan po??czenia si? ze ?wi?tym szczepem, na którym spoczywa?a obietnica, i ?e przez pó?niejsze losy, wyp?dzony potomek bocznej ga??zi tego szczepu wybrany by? na ich uszlachetnienie. Mimo wielkiego zdziczenia, wynik?ego z mieszanych ma??e?stw, utrzyma?a si? przecie w czysto?ci zupe?nej jedna rodzina, nie mieszaj?c si? wcale z poganami. Pierwszy Eliasz, przebywaj?c w tej okolicy, utwierdzi? t? rodzin? w znajomo?ci Zakonu. Salomon podj?? wiele pracy, by z??czy? j? na powrót z ?ydami, ale mu si? to nie uda?o. Obecnie liczy?a owa rodzina oko?o stu cz?onków ludzi pobo?nych, czystej krwi potomków Judy. Eliasz po??czy? ten zb??kany ród znowu z Izraelem; za czasów Joachima i Anny przychodzili tu od Hebronu nauczyciele, by utrzyma? ich w porz?dku i poucza?. Rodziny tych?e ?y?y teraz mi?dzy nimi, i za ich to po?rednictwem przy??czy?a si? Syrofenicjanka ze swymi domownikami do ?ydów. ?yli w pokorze i nie uwa?ali si? za godnych st?pa? po Ziemi obiecanej. Cypryjczyk Cyrynus mówi? o nich w Dabrat z Jezusem i jego to s?owa by?y dla Jezusa pozornym powodem, ?e tak cz?sto i poufnie z nimi rozmawia?. Gospoda tutejsza nale?a?a do ?ydów, czy te? wynaj?ta by?a przez nich. Tu naucza? najpierw Jezus ludzi, zebranych pod szopami i otwartymi altanami. Potem naucza? w synagodze, a poganie, zebrani licznie przed synagog?, przys?uchiwali si? Jego nauce. Synagoga by?a wysoka i pi?kna. W górze otoczona by?a galeryjk?, na której w ko?o mo?na by?o chodzi?, a sk?d roztacza? si? pi?kny widok. Wieczorem wyprawili ?ydzi dla Jezusa w gospodzie wielka uczt?; podczas niej dok?adali wszelkich stara?, by Mu okaza? swoj? wdzi?czno??, ?e nie wzgardzi? nimi, ?e przyszed? i do nich, zagubionych owiec Izraela, by g?osi? im zbawienie. Podczas uczty przed?o?yli Jezusowi swe ksi?gi rodowe, u?o?one w porz?dku, i wielkie ich ogarn??o wzruszenie, gdy si? przekonali, ?e pochodz? z tego pokolenia, co Jezus. Wszyscy brali udzia? w uczcie i wszyscy bawili si? weso?o. Rozmawiano o Prorokach, szczególnie o Eliaszu odzywano si? z wielk? mi?o?ci? i przytaczano jego proroctwa o Mesjaszu. Wspominano o Malachiaszu i mówiono, ?e teraz ju? musi si? zbli?a? czas spe?nienia obietnicy. Jezus wszystko im t?umaczy? i obieca?, ?e poprowadzi ich st?d do Judei. Rzeczywi?cie osiedli? ich pó?niej na po?udniowej granicy Judei mi?dzy Hebron i Gaz?. Jezus mia? dzi? na Sobie d?ug? bia?? sukni? podró?n?. W czasie podró?y mieli, tak On, jak Jego towarzysze pasy i byli podkasani. Pakunków nie mieli z sob?. Potrzebne w drodze przedmioty nosili zwykle za pazuch?. Niektórzy mieli laski. G?owy nie nakrywa? Jezus nigdy, czasami tylko mia? naci?gni?t? na g?ow? w?sk? chust?, któr? zwykle owija? szyj?. Tu w tej okolicy jest mnóstwo szkaradnych c?tkowanych zwierz?t o b?onowych skrzyd?ach, podobnych do olbrzymich nietoperzy. Lataj? one bardzo pr?dko i wysysaj? we ?nie ludziom i byd?u krew. Przylatywa?y tu z bagnisk z nad brzegu morza i sprawia?y wielkie szkody. W Egipcie widzia?am je tak?e w wielkiej ilo?ci.


589

Nie by?y to w?a?ciwe smoki, i nie tak bardzo obrzydliwe. Smoki rzadko mo?na by?o napotka? i to tylko w ustronnych, pustynnych okolicach. Rosn? tu owce podobne do orzechów i kasztanów, jako te? jagody, wisz?ce w gronach na drzewach. Z gospody poszed? Jezus do portu, oddalonego o trzy godziny drogi od Tyru. Obok portu ci?gnie si? cypel górski, wchodz?cy daleko w morze jak wyspa, a na nim rozsiad?o si? poga?skie miasto Ornitopolis, wraz ze swymi trzydziestu ?wi?tyniami. Port nale?y zapewne do miasta. W Ornitopolis mieszka garstka pobo?nych ?ydów i ci prawdopodobnie utrzymuj? si? z zarobku, jakiego im dostarczaj? poganie. Syrofenicjanka posiada tu takie mnóstwo domów, tkal?, farbiar? i okr?tów, i? z tego wnosi?am, ze nieboszczyk jej m??, lub rodzice jego, byli w?a?cicielami tego miasta. Ona sama nie mieszka w Ornitopolis, lecz w pewnego rodzaju przedmie?ciu. Za miastem wznosz? si? wysokie góry, a za nimi le?y Sydon. Mi?dzy miastem a portem p?ynie rzeczka. Brzeg mi?dzy Tyrem a Sydonem jest z wyj?tkiem portu dziki i ma?o dost?pny. Port ten jest najwi?kszym z portów mi?dzy Tyrem a Sydonem. Mnóstwo okr?tów stoi wci?? na kotwicy, czyni?c wra?enie drugiego miasta mniejszych rozmiarów. Posiad?o?? Syrofenicjanki z mnóstwem budynków, dziedzi?ców i ogrodów wygl?da jak wielkie zbiorowisko fabryk i plantacji, w którym znajduj? zaj?cie liczne rodziny robotników i niewolników. Obecnie jednak panuje tu nieco zastój, i nie wszystko odbywa si?, jak nale?y. W?a?cicielka bowiem chce powoli usun?? si? od wszystkiego, a kierownictwo odda? w r?ce jednego ze swoich podw?adnych. Ornitopolis le?y prawie trzy godziny drogi od miejscowo?ci, gdzie Jezus dzisiaj nocowa?. Przeszed?szy przez rzek?, osada biednych ?ydów jest jednakowo? pó?torej godziny drogi. Id?c st?d prosto do portu, pozostawia si? Ornitopolis na lewo. Osada ?ydowska le?y w stronie Sarepty; Sarepta za? zwrócona jest ku wschodowi, bo z tej strony wznosz? si? ?agodne wzgórza. Za to od pó?nocy zas?oni?ta jest zupe?nie, ma wi?c dobre po?o?enie. Mi?dzy Ornitopolis, osad? ?ydowsk?, a portem, rozsiane jest tyle pojedynczych budynków i folwarków, ?e patrz?c z góry, mimo woli nasuwa si? my?l, ?e wszystko to by?o kiedy? razem z??czone. Przy Jezusie byli teraz tylko Jaku M?odszy, Barnabas, Mnazon, Azor, dwaj synowie Cyrynus i jeszcze jaki? Cypryjczyk, którego ci ostatni Jezusowi przyprowadzili. Inni Aposto?owie i uczniowie rozeszli si? ju?. Ostatni wyszed? Judasz, udaj?c si? z sw? gromadk? do Wielkiej Kany. Na zaproszenie Syrofenicjanki, uskutecznione przez jej uzdrowionego krewnego, poszed? Jezus do jej domu na uczt?. Biesiadników zebra?o si? bardzo wielu, mi?dzy nimi ubodzy i chorzy, z których wielu Jezus zaraz uzdrowi?. Ca?y dwór Syrofenicjanki z wszystkimi ogrodami, dziedzi?cami i ró?nymi budynkami b?dzie prawie tak wielki jak miasto Dülmen. Wiele budynków opatrzonych by?o galeriami, po których mo?na by?o chodzi?; na nich rozwieszone by?y materie ?ó?te, fioletowe, czerwone i b??kitne. ?ó?t? farb? uzyskuj? z pewnej ro?liny uprawianej w pobli?u; do farbowania na czerwono i fioletowo u?ywaj? pewnego gatunku ?limaków morskich. Wy?awiaj? je i hoduj? w wielkich osobnych miejscach, nape?nionych szlamem, podobnym do ?abiego skrzeku. Uprawiano tak?e w pobli?u bawe?n?, ale ta mniej si? udawa?a, jakby nie czuj?c si? na swoim gruncie. W ogóle nie jest ta okolica tak urodzajn? jak Ziemia obiecana i nieraz zalewa woda pola i niszczy plony. Patrz?c st?d na morze, zdaje si?, ?e wody wy?ej le?? ni? wybrze?a, a z?udzenie to sprawia b??kitna jego to?, zdaj?ca si? zlewa? z b??kitem nieba. Nad brzegiem rosn? tu i ówdzie bardzo grube, a niezbyt wysokie, czarne drzewa. Konary ich rozga??ziaj? si? szeroko, ale jeszcze wi?cej korzenie, bo nieraz ko?ce ich


590

wybiegaj? zbit? mas? ca?? przestrze? nad powierzchni? morza, tak, ?e mo?na po nich wygodnie nad wod? chodzi?. Pnie ich s? przewa?nie wydr??one, tote? gnie?dzi w nich rozmaite robactwo. Syrofenicjanka przyj??a Jezusa bardzo uroczy?cie, a córka jej wyla?a Mu podczas uczty na g?ow? flaszeczk? wonnego olejku. Matka obdarowa?a Go bawe?nianymi tkaninami, pasami i trójk?tnymi kawa?kami z?ota; podobne kawa?ki z?ota da?a Mu równie? córka, tylko po??czone ?a?cuszkiem. Jezus nie bawi? tu d?ugo; zaraz po uczcie poszed? z uczniami do portu, gdzie przyj?li Go uroczy?cie tamtejsi ?ydzi i podró?ni wracaj?cy z Jerozolimy do Cypru. Jezus naucza? jeszcze w synagodze, a nauce przys?uchiwali si? i poganie, zebrani licznie przed synagog?. Odprowadzony przez wszystkich, poszed? Jezus, noc? ju?, do portu, by wsi??? na okr?t. Noc by?a jasna, bo Niebo pe?ne by?o gwiazd, a gwiazdy te wydawa?y si? wi?ksze ni? u nas. Ma?a flota sta?a gotowa do przewozu. Na wielki ci??arowy okr?t z?o?ono pakunki, towary i byd?o, szczególnie wiele os?ów. Dziesi?? okr?tów wios?owych z ?aglami przeznaczonych by?o dla powracaj?cych Cypryjczyków, Jezusa i uczniów. Pi?? z nich przymocowanych by?o d?ugimi linami do okr?tu ci??arowego i ci?gn??y go, pozosta?ych pi?? p?yn??o wolno. ?awki wio?larskie sta?y na podwy?szeniu, podobnie jak na ?odzi Piotra na Morzu Galilejskim, a pod nimi by?y miejsca, przeznaczone na spoczynek. Jezus sta? ko?o masztu na jednym z okr?tów, ci?gn?cych okr?t ci??arowy, a w chwili odjazdu b?ogos?awi? l?d i morze. Mnóstwo ryb p?yn??o w ?lad za okr?tami, niektóre, niezwyk?ej wielko?ci, o pyskach dziwacznego kszta?tu. Igra?y weso?o we wodzie, i wci?? wystawia?y ?by na wierzch, jakoby chcia?y s?ucha?, co Jezus w czasie przejazdu naucza?. Podró? odbywa?a si? nadzwyczaj szybko, morze by?o zupe?nie spokojne, a pi?kna pogoda sprzyja?a ?egludze. Zauwa?yli to wkrótce ?eglarze, tak ?ydzi jak poganie, ?e wszystko idzie nad podziw pomy?lnie, wi?c zwróciwszy si? do Jezusa, rzekli: „Co za szcz??liwa podró?! To Ty, proroku, jeste? sprawc? tego!" Jezus, stoj?c przy maszcie, kaza? im umilkn?? i w duszy tylko Bogu wszechmocnemu cze?? za to odda?. Potem zacz?? im opowiada? o jedynym wszechmog?cym Bogu, o Jego dzie?ach, o nico?ci bo?yszcz poga?skich, o zbli?aniu si?, a nawet nadej?ciu ju? czasu, w którym najwy?sze Zbawienie zst?puje na ziemi?, a do którego powo?ani s? i poganie. Mowa Jego zwrócon? by?a g?ównie do pogan. Niewiasty, znajduj?ce si? w niewielkiej liczbie na okr?tach, umieszczone by?y osobno. Wielu podró?nych dosta?o w czasie jazdy morskiej choroby, wi?c le??c w k?tach, wymiotowali gwa?townie. Jezus uzdrowi? tych, którzy byli na Jego okr?cie, a gdy i z innych, okr?tów zacz?li Go b?aga? o pomoc, uzdrowi? i tamtych z oddali moc? Swego s?owa. Gdy przyszed? czas posi?ku, rozpalono na okr?tach ogie? w wielkich spi?owych naczyniach. Gdy woda zawrza?a, k?adziono w ni? wa?ki z jakiej? brunatnej i ja?niejszej masy, podobnej do lepiku, która w wodzie si? rozpu?ci?a. Potrawy rozdzielano porcjami w miseczkach, opatrzonych r?czk?. W miseczce takiej by?o kilka zag??bie? zamiast talerzy; k?adziono w nie ró?ne potrawy, np. okr?g?e placki i zio?a, i polewano to ow? rozpuszczon? mas?. St?d do Cypru nie wydaje si? morze tak rozleg?ym, jak ni?ej od Joppe. Stamt?d, jak okiem si?gn??, wida? tylko niezmierzony obszar wody. Oko?o wieczora przybito do portu Salamis. Port zbudowany trwale, umocniony jest wysokimi murami i basztami; jest tak?e obszerny i bezpieczny, a oba brzegi zachodz? daleko w morze. Miasto le?y dobre pó? godziny drogi od brzegu, lecz wcale to nie podpada, bo ca?a droga do miasta jest jednym pasmem ogrodów i gajów. W porcie sta?o du?o okr?tów. Okr?t, na którym przybyli, nie móg? dobi?


591

do samego brzegu; brzeg bowiem wysoki, obwa?owany mocno, opada? sko?nie, a okr?t za g??boko by? zanurzony. Zanurzono wi?c w pewnym oddaleniu kotwic?; od brzegu odbi?y zaraz ma?e ?ódki przymocowane na linach, którymi przyci?gano je na powrót do brzegu. W ?odzi, do której wsiad? Jezus z uczniami, byli przewo?nikami ?ydzi i ci mile powitali swego proroka. Na brzegu czekali ju? ?ydzi, przybywszy z miasta w uroczystym pochodzie, poniewa? ju? z daleka widzieli nadp?ywaj?cy okr?t. Wed?ug dawnego zwyczaju witali tak zawsze rodaków, powracaj?cych ze ?wi?t Wielkanocnych. Byli to przewa?nie starcy, kobiety, dziewice i dzieci szkolne pod opiek? nauczycieli. Nie?li powiewaj?ce chor?giewki, wie?ce na d?ugich ?erdziach i ga??zki zielone, przy czym grali na piszcza?kach i rado?nie ?piewali. Jezusa i uczniów powitali Cyrynus, trzej starsi bracia Barnaby i kilku starych ?ydów w ?wi?tecznych ubraniach. Z portu wyprowadzili Go na pi?kny zielony taras. Taras zas?any by? kobiercami, na boku sta?y miednice z wod?, a na sto?ach zastawiona by?a przek?ska. Umyto Jezusowi i uczniom nogi i podano im posi?ek. Przyprowadzono tak?e staruszka, który by? ojcem Jonasza, nowego ucznia Jezusa. Ujrzawszy syna, upad? mu starzec z p?aczem w obj?cia, a gdy ten zaprowadzi? go przed swego mistrza, odda? Jezusowi pok?on. Do tej pory nie wiedzia? by?, gdzie si? syn jego podzia?. Ci, z którymi poszed?, ju? dawno wrócili do domu, a jego nie by?o wida?. Nie tylko on, ale i inni z wielk? trosk? szukali w?ród przybyszów drogich sobie osób. Co chwila s?ycha? by?o pytania: ,,Czy jest ten? czy jest ów?" Odnalezieni ?ciskali si? rado?nie i szli do domu. Wie?? o buncie i rzezi w ?wi?tyni dosz?a ju? by?a tu przedtem, w stokro? gorszym ?wietle, i dlatego z tak? trosk? wygl?dano powrotu rodaków. Plac, na którym Jezusa przyj?to, by? bardzo uroczy. Ku zachodowi by? widok na rozleg?e miasto. Wielka czerwona tarcza s?oneczna zachodzi?a w?a?nie za horyzont, a w ostatnich jej promieniach z?oci?y si? dachy domów i kopu?y licznych ?wi?ty?. Od wschodu wida? by?o za morzem wynios?e góry syberyjskie, podobne do chmur. W ko?o miasta rozci?ga si? obszerna równina, pokryta pi?knymi drzewami, tarasami i plantacjami. — Ziemia wygl?da jakby pokryta delikatnym py?em, lub piaskiem. Wody do picia zda?o mi si? nie by? zbyt wiele. Port nie jest otwarty od morza, s? tylko porobione wej?cia, jedno szerokie, a kilka w??szych. Na wysepkach przybrze?nych stoj? niskie, szerokie, pó?okr?g?e wie?e z oknami u góry, przez które mo?na widzie? ca?? okolic?. Dzielnica ?ydowska zajmuje pó?nocn? cz??? miasta; id?c tam z portu blisko pó? godziny ku miastu, Zwrócili si? potem na prawo i szli jeszcze godny kawa?ek wzd?u? miasta na pó?noc. Gdy Jezus przyby? z uczniami, byli ju? ?ydzi, którzy powrócili z Jerozolimy, zgromadzeni na wolnym tarasowatym placu. Najstarszy ?yd, naczelnik synagogi, sta? na wywy?szeniu, by móg? wszystkich obj?? wzrokiem. Wygl?da?o to, jak wywo?ywanie ?o?nierzy, czy wszyscy si? stawili. Dowiadywano si? o wszystko, czy kto nie poniós? szkody, czy nie ma jakich za?ale? na towarzyszów podró?y, i o to, co zasz?o w Jerozolimie. Jezusa nie by?o przy tym. Gdy przyszed?, powitali Go uroczy?cie czcigodni starcy, a On wypowiedzia? jeszcze z góry do zgromadzonych upominaj?c? mow?, poczym udali si? wszyscy do swoich mieszka?. Przy dwóch g?ównych ulicach ?ydowskiej dzielnicy wznosi?y si? wspania?a synagoga, mieszkania naczelników i rabinów, szko?y, nieco dalej szpital, a przy nim rodzaj sadzawki czy stawu. Droga do miasta pokryta by?a delikatnym piaskiem i obsadzona pi?knymi drzewami. Na najwy?szym punkcie ?ydowskiego placu zebrania, sta?o drzewo tak g?sto rozros?e, ?e w ga??ziach jego mo?na by?o siedzie? jak w altanie. Jezusa wraz z uczniami zaprowadzili naczelnicy na nocleg do wielkiego budynku w pobli?u synagogi. By?a to wielka sala, w której goszczono zwykle przejezdnych


592

rabinów. Zbudowana w stylu poga?skim, otoczona by?a z zewn?trz kolumnad?. Wn?trze by?a to wielka sala z tarasami i kazalnicami przy ?cianach. Równie? przy ?cianach umieszczone by?y na równej pod?odze zwini?te pos?ania, a nad nimi daszki p?ócienne, przymocowane do ?ciany, i daj?ce si? spuszcza?, tak, ?e pos?anie mo?na by?o ca?kiem os?oni? jak parawanem. Z zewn?trz mo?na by?o wej?? na gór? na p?aski dach sali, na którym sta?y w wazonach ró?norakie ro?liny. Ojciec nowego ucznia Jonasza, jako nie pochodz?cy z samego miasta, nocowa? z Jezusem. Cyrynus za? poszed? z synami do domu.

Jezus naucza w Salamis

Nazajutrz rano poszed? Jezus w towarzystwie naczelnika, czcigodnego starca i nauczycieli do szpitala. Budynki szpitalne obejmowa?y ko?em pi?kny ogród. W ?rodku ogrodu by? zbiornik wody, a raczej staw, przeznaczony na k?piele; do picia i gotowania, u?ywano tej wody jednakowo? dopiero po oczyszczeniu jej w wielkich naczyniach. Czy?cili za? wod? przez wrzucanie w ni? owoców. Ko?o stawu uprawiano zio?a lecznicze. Kobiety zajmowa?y trzeci? cz??? szpitalu, a cz??? ta oddzielona by?a zamkni?tymi drzwiami od innych przestrzeni. Jezus uzdrowi? w szpitalu kilku m??czyzn cierpi?cych na wodn? puchlin? i na reumatyzm i takich, którzy lekko dotkni?ci byli tr?dem. Uzdrowieni poszli zaraz za Panem na wolny plac, gdzie ju? tymczasem zgromadzili si? inni ?ydzi. Tu naucza? Jezus najpierw przed m??czyznami. Mówi? o zbieraniu manny w pustyni, porównuj?c to z czasem obecnym, który jest prawdziw? mann? niebiesk? nauki i nawrócenia si?, a w którym dane im b?dzie otrzyma? nowy chleb ?ywota. Po tej nauce odeszli m??czy?ni, a miejsce ich zaj??y niewiasty. Przysz?o tak?e wiele poganek, lecz te sta?y z ty?u z osobna. Ze wzgl?du na ich obecno??, mia?a nauka Jezusa cech? wi?cej ogólnikow?. Mówi? o jedynym Bogu wszechmocnym, Ojcu i Stworzycielu Nieba i ziemi, o g?upocie ba?wochwalstwa i o mi?o?ci Boga ku ludziom. Nast?pnie poszed? Jezus wraz z uczniami do domu naczelnika na uczt?, dok?d Go ten?e w towarzystwie kilku rabinów zaprowadzi?. Dom ten, zbudowany w stylu poga?skim, otoczony by? dziedzi?cami, otwartymi galeriami i tarasami. Wszystko przygotowane ju? by?o do wystawnej uczty i od?wi?tnie przystrojone. Wzd?u? kru?ganków zastawione by?y liczne sto?y, wsz?dzie wisia?y wie?ce i ustawione by?y ?uki z girland. Naczelnik zaprowadzi? Jezusa do bocznego budynku, gdzie by?a jego ?ona i inne niewiasty. Wszystkie mia?y zas?ony na twarzy; gdy Jezus wszed?, odda?y Mu g??boki pok?on. Zaledwie chwil? z nimi uprzejmie rozmawia?, gdy nadszed? orszak dzieci, strojnych we wie?ce, graj?cych na fletach i innych instrumentach; otoczywszy Jezusa w ko?o, zabra?y Go na uczt?. Stó? przystrojony by? bukietami i ozdobnymi naczyniami; wy?szy by? ni? zwyczajnie w Judei, a biesiadnicy le?eli przy stole g??ciej i nie tak wyci?gni?ci. Przed jedzeniem myto sobie r?ce. Mi?dzy wielu innymi potrawami by?o tak?e jagni?. Jezus rozebra? je na cz??ci, a k?ad?c po kawa?ku na okr?g?e placki, rozdawa? wszystkim. Jagni? by?o ju? w kuchni pokrajane, ale na pó?misku z?o?ono je znowu tak, ?e na pozór wygl?da?o ca?e. Podczas uczty pojawi?y si? znowu dzieci graj?ce na ró?nych instrumentach; niektóre z tych dzieci by?y niewidome, lub innym jakim? kalectwem dotkni?te. Za nimi szed? orszak strojnych dziewczynek od o?miu do dziesi?ciu lat, a mi?dzy nimi by?y i córki, czy wnuczki gospodarza. Wszystkie ubrane by?y w bia?e, delikatne, nieco b?yskotliwe sukienki. Ubranie to nie by?o jednak tak obszerne,


593

jak zwykle nosz? w Judei. W?osy d?ugie zwiesza?y si? w trzech pasmach; spodem by?y spi?te, a zako?czone lokiem, albo jakim stroikiem, na którym przewieszone by?y ró?ne ma?e ozdóbki, per?y, lub czerwone owoce; a mia?o to ten cel, aby ich k?dzierzawe, czarne i rude w?osy zbytecznie si? nie rozwiewa?y. Kilka dziewczynek nios?o wielk? koron? z wie?ców i ró?nych ozdóbek. Mocne pier?cienie metalowe ??czy?y j? w ca?o?? i zapobiega?y temu, by si? nie zgina?a. Od górnego szerokiego pier?cienia sz?y pr?ty w gór?, ??cz?c si? z d?ug? koron?, zako?czon? trz?s?cym si? bukietem, czy te? chor?giewk?. Kwiaty te w koronie nie by?y pewnie prawdziwe, a przynajmniej nie wszystkie; niejeden bowiem wygl?da? jakby zrobiony z jedwabiu, we?ny, piór, lub innej jakiej? jaskrawej materii. Korona wspiera?a si? na s?upkach, podobnie? przystrojonych. Przyst?piwszy ku Jezusowi, ustawi?y j? dziewczynki nad Jego siedzeniem, jakby baldachim; inne nios?y korzenie i wonno?ci w czarach i alabastrowych dzbanuszkach, stawiaj?c to przed Nim. Córka za? gospodarza wyla?a flaszeczk? takich wonno?ci na g?ow? Jezusa i chustk? otar?a lekko w?osy, poczym ca?y orszak wyszed? ze sali. Dziewcz?ta robi?y to wszystko spokojnie, nic nie mówi?c, ze spuszczonymi oczkami, nie patrz?c na biesiadników. Jezus przyj?? mile t? oznak? czci, podzi?kowa? kilku uprzejmymi, cichymi s?owami, poczym dzieci, nie podnosz?c oczu, wróci?y do komnat niewie?cich. Tu zastawiona by?a wspólna uczta dla niewiast. Jezus nied?ugo siedzia? z uczniami przy stole. Najpierw wci?? posy?a? uczniów, czyni?cych pos?ug? przy sto?ach, z potrawami i napojami do sto?ów, zastawionych dla ubogich, potem sam wsta?, chodzi? od sto?u do sto?u, rozdziela? potrawy, naucza? i opowiada?. Po nauce wyszed? Jezus z uczniami w towarzystwie naczelnika i kilku nauczycieli od strony pó?nocnej ku wodoci?gom. W mie?cie niema dobrej wody do picia, by temu wi?c zaradzi?, wybudowano zadziwiaj?ce ogromem wodoci?gi; wygl?da?y one jak wielkie mosty, na których w pewnych odst?pach sta?y wielkie zbiorniki, rodzaj cystern. Ka?da cz??? miasta mia?a w?asn? stacj? wodn? i w?asne koryta. W jednym miejscu trzeba by?o wod? pompowa?, w drugim tylko czerpa?. ?ydzi mieli osobne zbiorniki. Teraz skar?yli si? przed Jezusem, ?e wodoci?gi nie zaradzaj? z?emu, bo woda mimo to nie jest dobra, a i takiej nieraz brak; prosili Go bardzo, by na to jakim? sposobem poradzi?. Jezus rozmawia? z nimi tak?e o nowym zbiorniku, który w?a?nie budowano, i objawi? ?yczenie, ?e chce tu chrzci?, radzi? im zatem, jak ma by? urz?dzonym. Nast?pnie udano si? do synagogi, bo zachodzi? ju? szabat. Synagoga, nadzwyczaj obszerna i pi?kna, o?wiecona by?a rz?si?cie lampami. Z zewn?trz bieg?y w ko?o tarasu a na gór? wiod?y schody. Z góry wi?c mo?na by?o wygodnie patrze? wewn?trz synagogi i s?ucha? nauki. Ludzi by?o pe?no. Galeri? zewn?trzn? na górze zaj?li poganie, ale i na dole nat?oczy?o si? ich dosy? i stali w buduj?cej zgodzie, zmieszani z ?ydami. W synagodze czytano z trzeciej ksi?gi Moj?esza o ofiarach i ró?nych prawach i z proroka Ezechiela. Najpierw czytali nauczyciele po kolei, a potem Jezus obja?nia? ka?dy ust?p, a naucza? tak pi?knie, ?e wszyscy g??boko byli wzruszeni. Mówi? te? o Swoim pos?annictwie i rych?ym jego wype?nieniu. Ludzie tutejsi uwa?ali Go za proroka, owszem, my?leli, ?e musi by? kim? wi?kszym, a przynajmniej tym, który ma poprzedza? Mesjasza. Na to obja?nia? im Jezus, ?e tym przes?a?cem by? Jan, wylicza? im wszystkie znaki mesja?skie, po których powinni pozna? Mesjasza, wyra?nie jednak nie wskaza?, ?e On sam nim jest. Mimo to zrozumieli Go s?uchacze, wi?c tym wi?ksz? czci? i boja?ni? ?wi?t? przej?li si? ku Niemu. Po nauce by? Jezus jeszcze z uczniami u naczelnika, poczym wrócili do swoich mieszka?.


594

W ogóle przyjmowano tu wsz?dzie Jezusa z oznakami naj?ywszej mi?o?ci. Wszyscy cisn?li si? do Niego, starano si? uczci? Go na wszelki sposób. Mieszka?cy nie dzielili si? te? na sekty i ?yli z sob? w zgodzie. Wiele domów zwiedza? Jezus sam i uzdrawia? chorych. Poganie i ?ydzi ?yj? tu w poufa?ych wzajemnych stosunkach, tylko ?e mieszkaj? na osobnych ulicach. ?ydzi maj? dwie ulice, przeznaczone dla siebie. Dom synów Cyrynusa jest to wielki czworoboczny budynek; oni sami zajmuj? si? handlem i posiadaj? kilka okr?tów. Styl w budowlach jest tu nieco odmienny; wsz?dzie pi?trz? si? wie?yczki spiczaste, wsz?dzie wida? misterne kraty na drzwiach i oknach, a ?ciany s? prawie prze?adowane ozdobami. Zaraz po przybyciu z?o?ono Jezusowi i uczniom ró?ne podarunki, nowe sanda?y i suknie. Jezus nosi? je, dopóki nie wytrzepano i nie wyczyszczono Jego w?asnych, poczym rozda? to ubogim. W szabat rano naucza? Jezus znowu 3 do 4 godziny w synagodze; mówi? o czasie ?aski i spe?nieniu si? proroctw, a s?owa Jego by?y tak porywaj?ce, ?e wielu s?uchaczów pobudzi?y do p?aczu. Napomina? tak?e do pokuty i chrztu. Po nauce poszed? Jezus z uczniami w towarzystwie nauczycieli do domu Cyrynusa, gdzie zaproszono ich w go?cin?. Dom ten le?a? na granicy mi?dzy poga?sk? a ?ydowsk? dzielnic?. Salamis ma osiem ulic, a z tego, dwie ?ydowskie. Jezus i towarzysze Jego nie poszli ulic? ?ydowsk?, lecz drog? mi?dzy dzielnic? poga?sk? a ?ydowsk?, biegn?c? na ty?ach domu pod wielkie bramy miejskie. W bramach stali gromadkami poganie obojga p?ci z dzie?mi. S?yszeli oni nauk? Jezusa w szkole, a teraz, wiedz?c, ?e b?dzie t?dy przechodzi?, zebrali si? tu wraz z swymi rodzinami. Gdy Jezus przechodzi?, witali Go z oddalenia z wielk? czci?, a zarazem z pewnym l?kiem. Na ko?cu ulicy sta? na wpó? wpuszczony w mur poga?skiej dzielnicy wielki dom Cyrynusa, a przy nim w dziedzi?cach mniejsze budynki gospodarcze. Dom by?o ju? wida? z daleka, lecz zanim si? do? zbli?yli, wysz?a naprzeciw na powitanie Jezusa, ?ona Cyrynusa z córkami i s?u?b?. Cyrynus mia? pi?? córek, siostrzenice i inne krewne. Wszystkie dzieci jego wzi??y ze sob? podarunki, wi?c teraz oddawszy Panu g??boki pok?on, z?o?y?y je na rozes?anym u Jego nóg kobiercu. By?y mi?dzy nimi ró?ne osobliwe rzeczy, o ró?nych kszta?tach, jak np. bursztyn, drzewka koralowe, ustawione na postumencie, itp. Zdawa?o si?, jak gdyby ka?de z nich chcia?o odda? to, co mia?o najmilszego, a czego ju? nie mogli odda? samemu Jezusowi, tym przynajmniej obdzielali Jego towarzyszów. Dom Cyrynusa, to bardzo obszerny budynek, zbudowany w stylu poga?skim; schody umieszczone by?y z zewn?trz. Na p?askim dachu by? prawdziwy uroczy ogródek, tyle tam by?o ro?lin zasadzonych w wazonikach, a ca?y dom by? od?wi?tnie przystrojony. Stó?, wy?szy ni? zwyczajnie, nakryty by? czerwonym p?ótnem, a na to b?yszcz?cym plecionym nakryciem z jedwabiu, czy te? z delikatnej plecionki s?omianej. ?o?a ko?o sto?u by?y tak?e wi?cej poga?skie, nie tak d?ugie. Oprócz uczniów bra?o udzia? w biesiadzie oko?o 20 m??ów. Niewiasty jad?y osobno. Po uczcie odbyli wszyscy zwyk?? przechadzk? szabatow? ku wodoci?gom. St?d kaza? si? Jezus nowemu uczniowi Jonaszowi zaprowadzi? do domu ojca jego. Dom ten le?a? na ustroniu w?ród ogrodów poza dzielnic? ?ydowsk?. Podobny by? do wielkiej zagrody w?o?cia?skiej a w wewn?trznym rozk?adzie mia? co? klasztornego. Ojciec Jonasza by? Esse?czykiem. Przy nim mieszka?o w osobnych komnatach kilka starszych niewiast, owdowia?ych jego krewnych, siostrzenic, czy te? córek. Ubiera?y si? one nieco inaczej ni? inne niewiasty i mia?y bia?e zas?ony. Starzec wyszed? naprzeciw Jezusa, prowadzony przez dzieci, i przyj?? Go z dziecinn? rado?ci? i pokor?. Sam nie wiedzia?, co Jezusowi ofiarowa?, bo skarbów nie


595

posiada? ?adnych, wi?c wskazuj?c na siebie, syna i córki, rzek?: „Panie! Wszystko, co mamy, to jest nas samych, oddajemy Tobie; najdro?szy mój skarb, mój syn, jest Twoim." Przed rozstaniem zaprosi? Jezusa i uczniów na nast?pny dzie? na uczt?. St?d wróci? Jezus znowu do wodoci?gu, by porozumie? si? z kierownikami co do urz?dzenia chrzcielnicy, bo nie by?o jeszcze nad ni? dachu, i woda nie by?a jeszcze doprowadzona. Wod? trzeba by?o dopiero wyprosi?, lub te? odkupywa? od pogan i sprowadza? z wodoci?gu, biegn?cego równin? na wysoko?? jednego pi?tra, maj?cego po obu stronach zbiorniki. Woda dop?ywa?a do? z gór od zachodu. Nowa chrzcielnica zbudowana by?a w wielok?t. Schodzi?o si? do niej po stopniach. W ko?o by?y nieckowe wydr??enia, które za poci?ni?ciem kurka nape?nia?y si? wod?. Ca?o?? otoczona by?a wa?em. W pobli?u by? pi?kny plac do nauczania, ocieniony rozpi?tym p?ótnem namiotowym. Widzia?am zgromadzonych wielu ?ydów i pogan, a Jezus oznajmi? im, ?e jutro b?dzie mia? nauk? dla tych, którzy maj? zamiar chrzest przyj??. Podczas rozmowy wspominali ?ydzi cz?sto o Eliaszu i Elizeuszu, bo ci prorocy niegdy? w tych stronach bawili. Na drog?, któr? Jezus wraca?, wysz?y licznie ?ydówki z dzie?mi: Jezus cz?sto si? przy nich zatrzymywa?, bra? dzieci do Siebie i b?ogos?awi?. W pewnym oddaleniu sta?y z dziewczynkami i ch?opczykami poganki, nauczycielki, czy te? matki w ?ó?tych zas?onach na twarzy. Jezus udziela? im z daleka b?ogos?awie?stwa. Na zako?czenie szabatu naucza? Jezus znowu w synagodze o ofiarach z trzeciej ksi?gi Moj?esza i z proroka Ezechiela. Przemawia? z nadzwyczajn? moc? i s?odycz?, t?umacz?c, jako teraz wype?ni?o si? znaczenie praw Moj?esza. Mówi? o ofierze czystego serca, o konieczno?ci oczyszczenia duszy i z?o?enia swych nami?tno?ci w ofierze, bez czego i tysi?c ofiar materialnych nie przyniesie ?adnego po?ytku. Nie usuwa? jednak ?adnego prawa Zakonu, jakoby chcia? co odrzuca?, lecz tylko wysnuwa? wy?sze jego znaczenie i przez wyja?nienie tre?ci prawdziwej wykazywa? pi?kno?? tych praw i wpaja? poszanowanie dla nich. Zarazem przygotowywa? do chrztu i wzywa? do pokuty, przypominaj?c, ?e zbli?a si? ju? czas. S?owa Jezusa, ton Jego g?osu, robi?y wra?enie ?ywych, wnikaj?cych g??boko promieni. Mówi? nadzwyczaj spokojnie a z moc?, nigdy nie mówi? zbyt ?ywo, chyba gdy przemawia? do Faryzeuszów; wtedy g?os Jego stawa? si? surowszym, a s?owa pada?y jako ostre strza?y. G?os Jezusa jest to melodyjny, czysty, d?wi?czny tenor, jak nie znajdziesz drugiego. W?ród najwi?kszej wrzawy s?ycha? Go wyra?nie, chocia? mówi spokojnie, nie sil?c si?. Lekcje i modlitwy wyg?aszano w synagogach g?osem ?piewnym, na sposób ?piewów chórowych, lub Mszy u Chrze?cijan. Czasem dzielili si? zebrani ?ydzi na dzia?y i ?piewali na przemian. Lekcje czytywa? Jezus podobnie. Gdy Jezus sko?czy? nauk?, zacz?? jeszcze przemawia? do zgromadzonych pewien stary, bogobojny nauczyciel. By? to chudy starzec z d?ug? siw? brod?, z twarzy jego przebija?a uprzejmo?? i pobo?no??. Nie pochodzi? z Salamis; by? ubogim, w?drownym nauczycielem i jako taki zwiedza? wszystkie miejscowo?ci wyspy, odwiedza? chorych, pociesza? wi??niów, zbiera? sk?adki na ubogich, naucza? prostaczków i dzieci, pociesza? wdowy, w synagogach miewa? nauki. Obecnie, jakby natchniony Duchem ?w., da? w owej mowie zebranemu t?umowi ?wiadectwo o Jezusie, jak to jeszcze ?aden z rabinów publicznie nie uczyni?. Wylicza? im po kolei wszystkie dobrodziejstwa, wy?wiadczone przez Boga wszechmog?cego ich ojcom i im samym, i wzywa? ich do podzi?ki za to, ?e Bóg pozwoli? im do?y? przybycia takiego proroka i nauczyciela i ?e Ten okaza? im tak wielkie mi?osierdzie, przychodz?c tu do nich poza obr?b Ziemi obiecanej.


596

Wspomina? o mi?osierdziu Bo?ym, okazywanym dla ich pokolenia (pochodzili z pokolenia Issachara), wzywa? ich do pokuty i nawrócenia si?, obiecuj?c, ?e Bóg nie b?dzie ju? tak surowym, jak wtedy, gdy pobi? sprawców i czcicieli z?otego cielca. Nie pami?tam ju?, w jakim zwi?zku pozostawali z tym tutejsi mieszka?cy; zapewne wielu z pokolenia Issachar tak?e do czcicieli z?otego cielca nale?a?o. Mówi? te? ?licznie o Jezusie, ?e uwa?a Go za co? wi?cej, ni? za zwyk?ego proroka, ?e jednak nie ?mie powiedzie?, kim On jest, ?e zbli?a si? spe?nienie obietnicy, wi?c wszyscy powinni mieni? si? szcz??liwymi, ?e s?ysz? nauki z takich ust, ?e doczekali si? pociechy i nadziei Izraela. W t?umie spowodowa?y te s?owa wielkie wzruszenie. Wielu p?aka?o z rado?ci. Jezus tymczasem sta? spokojnie na boku w po?rodku uczniów. Potem uda? si? Jezus z uczniami do domu naczelnika. Rozmowa toczy?a si? ?ywo. Zebrani przytaczali s?owa proroków, przepowiadaj?ce prze?ladowania i m?ki Mesjasza, i wyra?ali nadziej?, ?e przecie? na Jezusie to si? nie spe?ni. Zapytywali Go, czy On jest przes?a?cem Mesjasza, lecz Jezus wskaza? im jako takiego, Jana. Do ?yczenia ich, by zosta? u nich, nie przychyli? si? Jezus. Jeden z obecnych, który by? w Palestynie, zwróci? rozmow? na nienawi?? Faryzeuszów ku Jezusowi i ostro za to przeciw nim powstawa?. Jezus jednak zgani? mu t? surowo?? i stara? si? nawet ich uniewinni?. Nazajutrz przygotowywa? Jezus do chrztu w szpitalu i przy nowej chrzcielnicy. W szpitalu spowiada?o si? wielu przed Nim na odosobnionym miejscu. Tu równie? kaza? Jezus przysposobi? w miskach wod? do chrztu, w której uczniowie chrzcili pó?niej chorych. Na wolnym placu ko?o chrzcielnicy zebra? si? liczny t?um ludzi, mi?dzy tymi wielu pogan. Mieszka?cy okoliczni zebrali si? tu ju? w nocy. Przed chrztem naucza? Jezus pod namiotem o Swym pos?annictwie, o pokucie, o chrzcie i obja?nia? „Ojcze nasz."

Jezus zaproszony w go?cin? do miejscowego rzymskiego starosty

Podczas nauki zbli?y? si? do starszych ?ydowskich jaki? poganin, ?o?nierz, czy te? s?uga s?dowy i oznajmi? im, ?e rzymski starosta z Salamis chce pomówi? z nowym nauczycielem i zaprasza Go w tym celu do siebie. Mówi? to ów ?o?nierz z pewn? surowo?ci? i wyrzutem, jak gdyby bra? im to za z?e, ?e zaraz nie przyprowadzili Jezusa do jego pana. Podczas przerwy w nauce kazali starsi oznajmi? o tym przez uczniów Jezusowi, a Ten obieca? przyj??, tymczasem za? naucza? dalej. Po nauce dopiero poszed? z uczniami i naczelnikiem za pos?a?cem starosty. Szli pó? godziny t? sam? drog?, któr? Jezus szed? tu z portu, a? stan?li przed g?ówn? bram? miasta, któr? stanowi? pi?kny ?uk, wsparty na kolumnach. Gdy przechodzili obok budowli i ogrodów, spogl?dali poganie i robotnicy ciekawie za Jezusem, inni przeciwnie za Jego zbli?eniem chowali si? trwo?liwie za zaro?la i mury. Stan?wszy w mie?cie, skierowali swe kroki ku wielkiemu wolnemu placowi. T?umy ludzi sta?y na galeriach przysionków, za kratami i w bramach. Na rogach ulic, lub pod ?ukami sta?y poganki z dzie?mi zawsze po trzy, jedna za drug?. Zas?oniwszy twarz, k?ania?y si? niewiasty Jezusowi. Tu i ówdzie przyst?powa?y do Niego dzieci, a nawet kobiety i sk?ada?y tak Panu, jak Jego towarzyszom drobne podarunki, a to p?ki korzeni, ma?e puszki z wonnym olejkiem, brunatne ciastka i pachn?ce figurki gwiazd, lub innych przedmiotów. Zapewne by? to zwyczaj w tym kraju, w ten sposób okazywa? komu? cze?? i rado?? z jego przybycia. Jezus zatrzymywa? si? w takich razach chwil?, spogl?da? powa?nie na poczciwych ludzi i udziela? b?ogos?awie?stwa, nie dotykaj?c si? ich jednak. Tu i ówdzie sta?y pos?gi bóstw. Te jednak nie by?y, jak w Grecji lub Rzymie, wizerunkami w ludzkiej postaci, lecz by?y to, podobnie jak w Tyrze, Sydonie i


597

Joppe, figury o dziwacznych kszta?tach, przystrojone w skrzyd?a, lub ?uki. Niektóre wygl?da?y jak lalki w sukienkach. Im dalej szed? Jezus w miasto, tym wi?cej ludzi przy??cza?o si? do Niego, a gdy ju? stan?? na placu, t?umy zacz??y nap?ywa? ze wszystkich stron. Na ?rodku tego placu jest pi?kna studnia, do której si? po stopniach schodzi w dó? do cysterny, z której ?rodka wytryska woda. Nad studni? wznosi si? dach na kolumnach, a w ko?o biegn? otwarte galerie, obsadzone drzewkami i kwiatami. Wchód do studni jest zwykle zamkni?ty. Woda tu jest najlepsza, i ma posiada? w?asno?ci lecznicze, wi?c te? tylko mieszka?cy, maj?cy pewien rodzaj pierwsze?stwa w mie?cie, otrzymuj? j? w szczup?ej ilo?ci. Naprzeciw studni wznosi si? pa?ac starosty, otoczony kru?gankami. Obecnie siedzia? on na kamiennym siedzeniu na wystaj?cym otwartym tarasie pod kolumnad?, z wygl?du, cz?owiek wojenny. Ubrany by? w obcis?? bia?? sukni?, maj?c? rzadkie, czerwone pasy. Tunika si?ga?a a? do bioder zako?czona rzemykami, czy te? fr?dzlami. Nogi by?y osznurowane. Na tunice mia? krótki, czerwony p?aszcz, a na g?owie kapelusz, podobny kszta?tem do golarskiej miednicy. By? to m?? silny, kr?py, z krótk?, k?dzierzaw?, czarn? brod?. Za nim i na stopniach trasu stali rzymscy ?o?nierze. Starosta powita? Jezusa ze czci?, zadziwiaj?c? samych nawet pogan. Zeszed? naprzeciw Niemu z tarasu, uj?? Go za r?k? przez chust?, któr? mia? w r?ku, u?cisn?? drug? r?k?, w której trzyma? koniec chusty, k?aniaj?c si? przy tym. Potem wprowadzi? Go na taras i tu zacz?? Mu uprzejmie stawia? ró?ne ciekawe pytania: „S?ysza?em o Tobie — mówi? — ?e jeste? m?drym nauczycielem. Ja szanuj? zakon ?ydów. Podobno dzia?asz wielkie cuda; czy te? wszystkie pog?oski o Twych czynach s? prawdziwe? Kto Ci da? tak? moc? Czy Ty mo?e jeste? obiecanym pocieszycielem i Mesjaszem ?ydów? ?ydzi oczekuj? jako Mesjasza, króla; czy Ty jeste? tym królem? W takim razie jak? moc? chcesz obj?? to królestwo? Czy masz gdzie swoje wojska? Czy mo?e tu na Cyprze chcesz zebra? armi? po?ród ?ydów? Czy d?ugi jeszcze czas minie, zanim uka?esz si? w ca?ej Swej pot?dze?" Te i tym podobne pytania stawia? starosta, a czyni? to z ujmuj?c? powag?, z wyra?nym wzruszeniem i czci? do Jezusa. Jezus odpowiada? mu na nie ogólnikowo, niejasno, sposobem u?ywanym zwyczajnie, gdy przemawia? do w?adz, np. „Ty? powiedzia?! — Tak s?dz?. — Czas obietnicy spe?nia si?. Tak mówili prorocy!" Na pytanie, tycz?ce si? Jego królestwa i wojska, odrzek?: Królestwo moje nie jest z tego ?wiata. Królowie ?wiata potrzebuj? wojowników; Ja za? zbieram dusze ludzkie do królestwa Ojca wszechmocnego, Stworzyciela Nieba i ziemi." I dalej tak mówi? Jezus m?drymi s?owy ró?ne pouczaj?ce rzeczy, a starosta zdumiony by? wznios?o?ci?, bij?c? ze s?ów Jego i z ca?ej Jego osoby. Potem zaprosi? starosta Jezusa i uczniów na plac ko?o studni, gdzie przedtem kaza? zastawi? posi?ek na kamiennej ?awce, okrytej kobiercem. Obejrzawszy studni?, zabrano si? do jedzenia. Placki maczano przed spo?yciem w brunatnym sosie, stoj?cym obficie w czarkach takiej?e barwy. Na d?ugich na rami?, a kilka cali grubych pr?tach zastawiono by?y cukry i sery, dalej owoce i pieczywa, na?laduj?ce kszta?tem gwiazdy, lub kwiaty. W innych znów dzbanuszkach z barwnej masy, podobnych zupe?nie do st?gwi w Kanie, tylko o wiele mniejszych, by?a woda ze studni. Podczas gdy inni si? posilali, mówi? starosta z widoczn? niech?ci? o gwa?cie, spe?nionym przez Pi?ata w ?wi?tyni, o zawaleniu si? wodoci?gu ko?o Silo i w ogóle gani? surowo sposób post?powania Pi?ata. Posiliwszy si?, rozmawia? Jezus ze starost?, a ?e stali przy studni, wi?c zacz?? rozmow? o rozmaitych ?ród?ach, m?tnych i przejrzystych, gorzkich, s?onych i s?odkich, jako te? o wielkiej ró?nicy ich dzia?ania i jak si? ?ród?a cembruje w studnie i rozdziela; z tego w?tku zeszed? zaraz na nauk? ?ydów i pogan, mówi? o


598

wodzie chrztu, o odrodzeniu si? cz?owieka przez pokut? i wiar?, przez które staj? si? wszyscy dzie?mi Bo?ymi. Przedziwna ta nauka mia?a nieco podobie?stwa z rozmow? Jezusa z Samarytank? przy studni. S?owa Jego zrobi?y na staro?cie tym wi?ksze wra?enie, bo ju? i tak przychylny by? bardzo ?ydom i wielokro? ju? pragn?? Jezusa s?ysze?. Gdy Jezus wraca? od starosty do domu, pozdrawiali Go poganie z wi?ksz? jeszcze czci? ni? przedtem, zach?ceni do tego zachowaniem si? starosty wzgl?dem Niego. ?ydzi ?yj? tu z poganami dosy? przyja?nie. Rozs?dniejsi ?ydzi, a szczególnie stronnicy Jezusa, przyjmowali bez obawy od znakomitych pogan, tak tu jak i w Palestynie, nawet pokarmy i napoje, ale tylko w osobnych naczyniach. Wsz?dzie rosn? tu obficie kwiaty; ale prócz tego wyrabiaj? tutejsi mieszka?cy bardzo zr?cznie sztuczne kwiaty z barwnej we?ny, jedwabiu, lub piór. Dzieci poga?skie, które Jezus b?ogos?awi, przystrojone by?y przewa?nie takimi kwiatami. Tak dziewcz?tka, jak ch?opcy, mieli krótkie wiotkie sukienki. Malutkie jako te? i biedne dzieci mia?y tylko w pasie przepaski. Zamo?niejsze dziewcz?tka nosi?y lekkie, ?ó?tawe p?aszczyki, naszyte g?sto takimi barwnymi kwiatami z we?ny. Piersi i plecy owini?te by?y na krzy? kawa?kiem cienkiego p?ótna. Ramiona i g?owa przystrojone by?y wiankami ze sztucznych kwiatów z we?ny. Musz? tu zapewne uprawia? i jedwab, widzia?am bowiem wzd?u? murów piel?gnowane starannie drzewa morwowe, a na nich pe?no g?sienic jedwabników oprz?dzaj?cych si? w poczwarki.

Jezus w domu ojca ucznia Jonasza. Nauka przy chrzcielnicy

Z uczniami tylko i z kilku nauczycielami uda? si? Jezus do domu Esse?czyka, ojca ucznia Jonasza. Wed?ug zwyczaju umyto Mu zaraz nogi. Gospodarstwo tutejsze by?o wi?cej wiejskie i pojedyncze, ni? to, gdzie pierwej Go przyjmowano, a na nim gospodarowa?a do?? liczna rodzina Esse?czyków, z tych, co to wst?powali w zwi?zki ma??e?skie, ale ?yli pobo?nie, pojedynczo i bardzo wstrzemi??liwie. Niewiasty by?y to wdowy z doros?ymi ju? dzie?mi, córki starca, wspólnie z nim ?yj?ce. Ucze?, Jonasz, urodzi? si? pó?niej od nich, a matka wydaj?c go na ?wiat, umar?a. Jako jedynaka, kocha? go ojciec tym wi?cej, i w wielkiej by? trosce o niego, gdy wyjechawszy, nie wraca? przez rok ca?y. Mia? go ju? nawet za straconego, gdy wtem otrzyma? wiadomo?? o nim przez Cyrynusa, którego synowie widzieli Jonasza na ?wi?tach w Jerozolimie i w Dabrat ko?o Taboru. Jak to by?o zwyczajem u m?odzie?ców, wybra? si? by? m?ody Jonasz w podró?; zwiedzi? osobliwo?ci ?wi?tych miejsc, by? w Judei u Esse?czyków, odwiedzi? grób Jakóba ko?o Hebron i grób Racheli mi?dzy Jerozolim? a Betlejem. Grób ten le?a? wtedy jeszcze przy drodze, teraz jest nieco na boku. Dalej zwiedzi? Jonasz wszystkie osobliwo?ci Betlejem, by? na górach Karmel i Tabor. Us?yszawszy o Jezusie, wyszed? na Jego nauk? na górze, zanim Jezus wyruszy? do kraju Gergeze?czyków. Potem po ?wi?tach wielkanocnych poszed? z Dabrat z synami Cyrynusa na ostatni? nauk? Jezusa ko?o Gabary, tu przyj?ty zosta? na ucznia i st?d obecnie razem z Jezusem przyszed? do domu, ku wielkiej uciesze ojca. Uczt? zastawiono w ogrodzie zdobnym w d?ugie, g?ste szpalery. Stó? zast?powa?a wysoka darnina, nakryta obrusem. Siedzenia by?y tak?e z darniny, okryto matami. Skromna uczta sk?ada?a si? z placków, polewki, ziela, baraniny, owoców i wina, podanego w ma?ych kubkach. Niewiasty jad?y osobno, ale nie stroni?y tak bardzo od m??czyzn, jak zwyczajnie; w zas?onach na twarzy wnosi?y biesiadnikom potrawy, a potem, siedz?c w pewnym oddaleniu, s?ucha?y s?ów Jezusa. Po obu stronach ogrodu sta?y rz?dem altany z g?stego zielonego krzewu. Zdaje mi si?, ?e jest tu ?ydowski ogród modlitwy. Esse?czycy ci stanowi? ma??


599

gmin?; ?yj? z uprawy roli i hodowli byd?a, prócz tego trudni? si? tkactwem i prz?dzeniem. St?d poszed? Jezus z uczniami do nowej chrzcielnicy; w nauce pokutnej przygotowa? wielu ?ydów do chrztu i pob?ogos?awi? wod?. Doko?a studni, znajduj?cej si? w ?rodku, by?o kilka nieckowatych cystern równo z ziemi?, te za? otoczone by?y p?ytkimi rowami, w których stawali przyjmuj?cy chrzest. Rowy te nape?nia?y si? wod? za otworzeniem, czy te? poci?ni?ciem kurka u studni. Na kraju cysterny sta? chrzciciel i polewa? wod? g?owy schylonych nad cystern?; z tylu stali rodzice chrzestni: Barnabas, Jakób i Azor. Przed chrztem wzi?? Jezus p?askie, skórzane naczynie, przyniesione z Judei, wyla? z niego w cysterny troch? wody Jordanu z miejsca, gdzie On sam chrzest przyj??, i tak zmieszan? wod? pob?ogos?awi?. Po chrzcie przelano wszystk? wod? z rowów i cystern na powrót do studni, ostatki wymaczano chustk? i wyci?ni?to j? tak?e do studni. Przyjmuj?cy chrzest ubrani byli w bia?e p?aszczyki, okrywaj?ce górn? cz??? cia?a. Po chrzcie widzia?am Jezusa, id?cego drog? ku zachodowi, wiod?c? mi?dzy ogrodami i murami. Tu czeka?o na Niego wielu pogan, przez Cyryna przygotowanych i ci prosili o chrzest. Jezus bra? ich po jednym na stron? i przygotowywa? do chrztu, poczym Barnabasz oko?o 30 z nich ochrzci? w budynkach ogrodowych, gdzie ju? przedtem kazali poganie nanie?? wody do naczy? k?pielowych. Wod? b?ogos?awi? sam Jezus. Oprócz dwóch ulic ?ydowskich w mie?cie, jest ko?o Salamis ca?e miasto ?ydowskie. Po jednej stronie Salamis stoi nadzwyczaj gruba, okr?g?a wie?a, przystrojona w ró?ne kapitele, a wygl?daj?ca, niby osobna twierdza. W mie?cie jest wiele ?wi?ty?, a szczególnie jedna jest nadzwyczaj obszerna. Na jej wierzch mo?na wyj?? i z zewn?trz i z wewn?trz. Wewn?trz stoj? rz?dem kolumny, niektóre tak grube, ?e mieszcz? si? w nich izby i schody, po których mo?na wej?? na gór?. O kilka godzin drogi od Salamis widz? jeszcze jedno do?? znaczne miasto. Na zachód od miasta widzia?am dzi? jak?? obc? karawan?, roz?o?on? obozem w namiotach. Musieli przyj?? z jakiej? innej cz??ci wyspy; z pocz?tku s?dzi?am, ?e to karawana rzymska. Ludzie ci mieli tak?e ?ony przy sobie. Za zwierz?ta juczne s?u?y?y im grube wo?y o roz?o?ystych rogach i ?bach pochylonych, odznaczaj?ce si? wolnym chodem. Ci??ary umieszczali na noszach poprzecznych, opartych na grzbietach dwóch wo?ów. Jak s?dz?, przybyli oni tu z okazji ?niwa, by wymienia? swe towary za zbo?e. Nazajutrz mia? Jezus wielk? nauk? na placu ko?o chrzcielnicy, wobec pogan i ?ydów. Naucza? o ?niwie, o pomno?eniu si? zbo?a, o niewdzi?czno?ci ludzi, którzy najwi?ksze cuda Bo?e tak oboj?tnie przyjmuj?, a za t? niewdzi?czno??, podobnie jak s?oma i chwasty, wrzuceni b?d? w ogie?. Mówi? dalej, jak to z jednego ziarnka ca?e ?niwo si? zbiera i jak to podobnie wszystko pochodzi od jednego wszechmocnego Boga, Stworzyciela Nieba i ziemi, ojca wszystkich ludzi, ich ?ywiciela, który za dobre wynagrodzi, a za z?e kara? b?dzie. Karci? ich, ?e zamiast zwróci? si? do Boga Ojca, czcz? martwe ba?wany, ?e oboj?tnie przechodz? obok cudownych dzie? Bo?ych, ale czcz? b?yskotliwe a pe?ne nico?ci dzie?a ludzkie, ?e z podziwem patrz? na ka?dego kuglarza i czarodzieja, a nawet cze?? im oddaj?. — W ko?cu mówi? o bo?kach poga?skich, jakie s? o nich zdania, jaka to ich cze??, jakie zamieszanie we wszystkim, jak ohydne rzeczy oni sami o tych bogach opowiadaj?. Wymieniaj?c poszczególnych bogów, stawia? pytania i odpowiada? sam na nie; np. „Kto jest ten? Kto jest ów? A kto ojciec jego." Tak wykazywa?, jakie zamieszanie panuje w ca?ej tej nauce o bóstwie i jak ohydne s? te bóstwa wed?ug ich w?asnych s?ów, co raczej przystoi królestwu tego, który jest „ojcem k?amstwa," ale co nie mo?e istnie? w królestwie Bo?ym. Wymienia?


600

wreszcie ró?ne sprzeczne nieraz sobie znaczenia ró?nych bóstw i t?umaczy? niedorzeczno?? takiej wiary. Pomimo, i? Jezus ostro i surowo naucza?, potrafi? jednakowo? t? nauk? tak uprzyjemni? i wzbudzi? podnios?e my?li w s?uchaczach, ?e nikt si? na to nie oburzy?. W ogóle by? tu dla pogan o wiele wzgl?dniejszy ni? w Palestynie, Mówi? tak?e o powo?aniu pogan do królestwa Bo?ego, dodaj?c, ?e wielu obcych ze wschodu i zachodu zajmie miejsca dzieci domu, które odpychaj? od siebie zbawienie. Podczas przerwy w nauce posila? si? Jezus, a lud omawia? mi?dzy sob? s?yszane s?owa. Wtedy to zbli?y?o si? do Jezusa kilku poga?skich filozofów, prosz?c Go o wyt?umaczenie kilku niezrozumianych miejsc, a zarazem o obja?nienie tego, co wed?ug podania mia? mówi? ich przodkom Eliasz, niegdy? tu bawi?cy. Jezus udzieli? im ch?tnie obja?nienia, a potem naucza? dalej o chrzcie i o modlitwie, a to odno?nie do wyproszenia pomy?lnego, ?niwa i chleba codziennego. Wielu pogan wzruszy?y s?owa Jezusa zbawiennie i sk?oni?y ich do skutecznego rozmy?lania nad tym; innym nie przypad?o to do gustu, to te? wkrótce zabrali si? do domu. Widzia?am znowu bardzo wielu ?ydów, przy chrzcielnicy przyjmuj?cych chrzest. Jezus b?ogos?awi? wod?. Przyjmuj?cy chrzest stawali po trzech ko?o cysterny; woda w rowach si?ga?a im a? po ?ydki.

Jezus idzie do miasta ?ydowskiego

O pó? godziny drogi na pó?noc le?a?o oddzielnie miasto, zamieszkane przez ?ydów. Tam to uda? si? Jezus z uczniami i kilku nauczycielami. Za Nim posz?a przewa?na cz??? dotychczasowych s?uchaczy, wi?c po drodze naucza? Jezus to t?, to ow? gromadk?. Droga wznosi?a si? cz?sto w gór?, pozostawiaj?c ni?ej ??ki i ogrody. Przy drodze sta?y to rz?dami, to pojedynczo, wysokie, grube drzewa, na które mo?na by?o wygodnie wle?? i siedzie? w cieniu jak w altanie. W ko?o wida? by?o okoliczne wsie i ?any bujnej, z?otej pszenicy. Miejscami bieg?a droga po szerokim, nagim gruncie skalistym. W ska?ach wykute by?y celki, stanowi?-ce schroniska robotników polnych. Przed dzielnic? ?ydowsk? sta?a pi?k-na gospoda z pi?kn? werand?. Tu za-trzyma? si? Jezus z uczniami, wypra-wiwszy do domu odprowadzaj?cych Go. Uczniowie umyli Jezusowi i sobie nawzajem nogi, rozpasali suknie i poszli za Nim do miasta. W pobli?u po jednej stronie go?ci?ca wzd?u? miasta sta?y rz?dem lekkie bu-dynki, podobne do szop, w których wielka ilo?? ?ydówek, niewiast i s?u?eb-nych, zaj?ta by?a wybieraniem, porz?d-kowaniem i konserwowaniem owoców. Owoce przynosi?y w koszach z ogrodów niewolnice czy te? s?u?ebne. By?o tu pod ostatkiem jagód, jako wielkich i ma-?ych owoców dosy?. Oddzielano dobre od z?ych, to znowu dzielono je na cz?-?ci, niektóre za? uk?adano na osobnych rusztowaniach w bawe?n?. Inne niewia-sty zaj?te by?y wy??cznie gr?plowaniem i pakowaniem bawe?ny. Ilekro? zbli?a? si? drog? jaki m??czyzna, zapuszcza?y robotnice zas?ony na twarze. Szopy po-dzielone by?y na odr?bne oddzia?y. Zda-je mi si?, ?e tu by? publiczny sk?ad owo-ców; przy sk?adaniu bowiem oddzielano pewien procent na dziesi?ciny i ja?mu?-ny. Ruch panowa? tu o?ywiony; wszyst-kie robotnice by?y gorliwie prac? zaj?te. Jezus zatrzyma? si? najpierw z uczniami u rabinów, mieszkaj?cych ko?o synagogi. Najstarszy z nich przyj?? Go uprzejmie, ale z ch?odem, niemi?e robi?-cym wra?enie. Powierzchownie tylko pomówi? z Nim chwil? o Jego odwiedzinach, o wielkiej Jego s?awie itp. Poda? tak?e Jezusowi zwyczajny posi?ek. Tymczasem jednak rozesz?a si? ju? wie?? o przybyciu Jezusa i zaraz wielu chorych przysz?o prosi? Go o pomoc. Jezus uda? si? zaraz do nich z uczniami i rabinami i uzdrowi? wielu chromych i paralityków. Uzdrowieni i ich krewni przy??czyli si? do orszaku


601

Jezusa, i id?c za Nim, g?o?no opiewali Jego chwa??, a zaprzestali dopiero na wyra?ny zakaz Jezusa. Na ulicach zast?powa?y Mu drog? niewiasty z dzie?mi; Jezus b?o-gos?awi? je, a chore uzdrawia?. Na tym zesz?o ca?e popo?udnie, a wieczorem uda? si? Jezus z rabinami na uczt?, wyprawion? z okazji zaczynaj?-cych si? ?niw, a zarazem na cze?? Jego tu przybycia. Wed?ug zwyczaju, chwa-lonego bardzo przez Jezusa, brali u-dzia? w uczcie tak?e ubodzy i robotnicy. Tych ostatnich sprowadzano partia-mi z pola i sadzano przy d?ugich sto-?ach, podobnych do ?aw kamiennych. Jezus sam z uczniami obs?ugiwa? ich cz?sto, a zarazem poucza? w krótkich przys?owiach i przypowie?ciach. Na-uczyciele ?ydowscy przybyli tak?e licz-nie na uczt?, jednak wszyscy oni nie byli tak otwarci i tak ?yczliwi Jezusowi, jak ?ydzi w Salamis; w sposobie ich post?powania przebija?o si? co? faryze-uszowskiego. Rozochociwszy si? nie-co, zacz?li robi? Jezusowi ró?ne przy-cinki, mówi?c: „Czy nie mog?e? wygo-dnie siedzie? sobie w Palestynie? Cze-go w?a?ciwie szukasz u nas? Móg?by? nie wszczyna? tu ?adnych zamieszek; czy d?ugo zamy?lasz tu pozosta??" Po-tem zacz?li rozbiera? poszczególne punkty Jego nauki i przygania? ci?g?ym w?drówkom, podobnie jak to czynili Faryzeusze w Jerozolimie. Jezus odpo-wiada? im, jak zwykle, ostro a trafnie, czasem znów ?agodniej, stosuj?c si? do ich s?ów. Mówi?, ?e przyby? tu po to, by spe?nia? uczynki mi?osierdzia, jak to jest wol? Ojca Jego niebieskiego. Rozmowa sta?a si? w ko?cu bardzo ?yw? i spro-wokowa?a Jezusa do wypowiedzenia ostrego, karz?cego kazania, w którym zgani? ich ob?ud?, nie zapomnia? jednak z drugiej strony pochwali? ich za ?agod-ne post?powanie z biednymi i inne chwalebne uczynki. Pó?no ju? powróci? Jezus z uczniami do domu. Rabini od-prowadzili Go a? do bramy.

Kap?anka poga?ska, Merkuria. Poga?scy uczeni

Zaledwie Jezus przyby? z uczniami do gospody, przyszed? do Niego jaki? poganin i prosi?, by poszed? za nim do ogrodu, oddalonego o par? kroków; mówi?, ?e czeka tam na Niego pewna osoba, która b?aga Go o pomoc w wielkim strapieniu. Bez wahania poszed? Jezus za nim i tu, na drodze mi?dzy murami, ujrza? jak?? pogank?. Kaza? wi?c uczniom si? nieco cofn??, a gdy niewiasta odda?a Mu pok?on, zapyta? si? jej, czego ??da. Niewiasta ta, imieniem Merkuria, by?a kap?ank?, s?usznego wzrostu, i mog?a liczy? oko?o 25 lat. Bez najmniejszego wykszta?cenia, pogr??ona by?a w ba?wochwalstwie i oddana najhaniebniejszym praktykom. Dopiero widok Jezusa zaniepokoi? j?, i nape?ni? przeczuciem, ?e ?le czyni, prostej jednak, jasno okre?lonej wiary brak?o w jej sercu, co te? wida? by?o po sposobie, w jaki sama oskar?a?a si? przed Jezusem. „S?ysza?am — mówi?a — ?e pomog?e? Magdalenie i niewie?cie cierpi?cej na krwotok, która tylko dotkn??a si? r?bka Twej szaty. I ja prosz? Ci? o pomoc, bo nie mog? d?u?ej pozosta? w s?u?bie bogini, poznawszy, ?e wymogi tej wszetecznej s?u?by nie s? zgodne ze sprawiedliwo?ci?. Pragn??abym bardzo, by? mnie uzdrowi? i pouczy?; ale mo?e nie potrafisz mnie uzdrowi?, bo choroba moja nie jest cielesn?, jak u owej niewiasty cierpi?cej na krwotok. Jestem zam??n? i matk? trzech dziatek, ale jedno z nich jest nieprawego ?o?a, o czym m?? mój nie wie. Ze starost? rzymskim pozostaj? w ?cis?ych stosunkach. By?am tam wczoraj i sta?am ukryta za oknem, a gdy si? zbli?y?e?, ujrza?am kr?g ?wietlisty, ja?niej?cy w ko?o Twej g?owy. W tej chwili uczu?am jakie? dziwne wewn?trzne wzruszenie. Z pocz?tku zdawa?o mi si?, ?e to mi?o?? ku Tobie wzbudzi?a si? w mym sercu; lecz na t? my?l, tak straszna trwoga mnie zdj??a, ?e nieprzytomna upad?am na ziemi?. Przyszed?szy do przytomno?ci, stawi?am sobie przed oczy ca?y ?ywot dotychczasowy, tak niegodziwy i pod?y, i od tego czasu nie mam chwili spokoju. Dowiadywa?am si? zaraz o Ciebie i wtedy to


602

dowiedzia?am si? od ?ydów, ?e uzdrowi?e? Magdalen? i Enue z CezareiFilippa, cierpi?c? na krwotok. To dodaje mi odwagi; b?agam Ci? wi?c, by? i mnie uzdrowi?, je?li to mo?liwe." Jezus, chc?c jej da? pozna?, ?e do tego potrzebna jest wiara w Niego, rzek?: „Enue mia?a prost?, a siln? wiar?: nie wybiera?a d?ugo, ani si? namy?la?a, ufa?a, ?e samo dotkni?cie si? szaty Mojej pomo?e jej. I rzeczywi?cie wiara jej sprawi?a to, ?e zdrowie odzyska?a." Nierozs?dna niewiasta nie mia?a najmniejszego poj?cia o istocie i mocy Jezusa. Wida? to by?o z pytania, jakie zada?a mu teraz: „A sk?d mog?e? wiedzie?, ?e Enue dotkn??a si? Twej szaty, i ?e to jej pomog?o?" Mimo to szczerze i z g??bi serca b?aga?a Go o pomoc. — Jezus jednak odprawi? j? na teraz z niczym, kaza? jej tylko wzi?? rozbrat z dotychczasowym swawolnym ?yciem i mie? na my?li przykazanie Boga wszechmocnego: „Nie b?dziesz cudzo?o?y?!" Nast?pnie przedstawi? jej ca?? ohyd? rozpusty, przeciw której wzdraga si? sama jej natura w tej nieczystej s?u?bie bo?ków, i tak trafnie przemawia? do niej powa?nymi, a zarazem lito?ciwymi s?owy, ?e odesz?a z p?aczem, zupe?nie skruszona. Niewiasta ta mia?a na sobie bia?y p?aszcz, z ty?u obszerny, fa?dzisty, z przodu nieco opadaj?cy, formuj?cy si? na g?owie w kapuz?. Pod p?aszczem mia?a ubranie równie? bia?e z barwnymi brzegami. W ogóle ubieraj? si? poganki w materie mi?kkie, przylegaj?ce i uwydatniaj?ce wszystkie kszta?ty. Nazajutrz chrzcili uczniowie ca?e rano przy studni, Jezus za? naucza? i tu i przy wodoci?gach. Mówi? g?ównie przypowie?ci o ?niwie, naucza? o chlebie powszednim, o mannie, o maj?cym przyj?? chlebie ?ywota, i o jedynym Bogu. Przechodzili t?dy gromadami robotnicy, przydzieleni do ?niwa, wi?c i ich Jezus naucza?. Ludzie, obozuj?cy w pobli?u w namiotach, byli to ?ydzi, którzy przybyli wy??cznie do s?uchania nauk Jezusa; na zwierz?tach jucznych przywie?li oni ze sob? tak?e chorych, i teraz umie?cili ich na noszach pod drzewami i namiotami w pobli?u miejsca nauczania. Jezus uzdrowi? oko?o dwudziestu chromych i paralityków. W?a?nie by? Jezus przy wodoci?gach, gdy zbli?y?o si? do Niego kilku poga?skich uczonych. S?yszeli oni Jego wczorajsz? nauk?, a teraz prosili Go o wyja?nienie niektórych spraw, zacz?li opowiada? o swych bogach, szczególnie o bogini, która wysz?a z morza, i o drugiej, posiadaj?cej cia?o rybie, zwanej Derketo. Zapytywali dalej, ile jest prawdy w opowiadaniu, kr???cym mi?dzy ?ydami o Eliaszu, ?e ten?e widzia? ob?ok, wyst?puj?cy z morza, i ?e to mia?a by? dziewica. Chcieli wiedzie?, gdzie ta chmura opad?a, bo z niej mia? wyj?? Król i Zbawiciel ca?ego ?wiata; wed?ug ich za? oblicze? teraz w?a?nie ten czas si? zbli?a?. Do podania tego wmieszali tak?e opowiadanie o gwie?dzie, któr? ich bogini mia?a spu?ci? na Tyr, i zapytywali, czy to nie jest w?a?nie ów ob?ok. Jeden z nich wspomnia?, ?e chodz? tu pog?oski o jakim? zagorzalcu w Judei, który, korzystaj?c z podania o ob?oku Eliasza i obecnego czasu, podaje si? za owego króla i zbawc? ca?ego ?wiata. Jezus, nie daj?c pozna?, ?e to On w?a?nie jest, odrzek?: „Cz?owiek ów nie jest fanatykiem i nic fa?szywego nie uczy. Wiele na koszt Jego robi? plotek nieprawdziwych i ty sam fa?szywie jeste? poinformowany. Ale, zaprawd?, nadszed? czas, w którym spe?ni? si? przepowiednie proroków." Ów pytaj?cy, by? to plotkarz, cz?owiek z?y; nie przeczuwa? wcale, ?e przed sob? w?a?nie mia? tego Jezusa, którego oczernia?, bo tylko ogólnikowo o Nim s?ysza?. Wszyscy ci uczeni byli to filozofowie, ale jako poganie nie mogli znale?? samej prawdy, mieli tylko przy?mione przeczucie jej istnienia; z jednej strony wierzyli troch? w owych bogów, to znowu czynili z nich wyobra?enia, daj?ce si? wyt?umaczy? w sposób naturalny. A nie by?o i to ?atwym, bo tyle by?o tych bóstw, a tak to by?o wszystko pomieszane i pogmatwane, ?e tworzy? si? prawdziwy zam?t. Do tego chaosu chcieli teraz wci?gn?? jeszcze ob?ok Eliasza i Matk? Bo??,


603

o której jednak nie mieli ?adnego poj?cia. Wszak sw? bogini? Derketo nazywali tak?e królow? nieba. Ona — jak mówili — przynios?a na ?wiat rozkosz i m?dro??, ona przepowiedzia?a wszystko i to, ?e pogr??y si? w wodzie, powróci stamt?d jako ryba i wiecznie pozostanie mi?dzy nimi, co si? mia?o rzeczywi?cie spe?ni? itd. Córk? jej, pocz?t? w ?wi?tej s?u?bie, mia?a by? Semiramida, m?dra, pot??na królowa Babilonu. Podczas gdy oni to opowiadali, widzia?am cudownym sposobem dok?adne dzieje pocz?tku i ?ycia tych bogi? tak, jak si? rzecz mia?a w rzeczywisto?ci. To te? niecierpliwi?am si? i mia?am wielk? ch?? wykaza? filozofom, w jak grubym s? b??dzie. Zadziwiaj?c? wydawa?a mi si? ich g?upota, ?e nie potrafi? tego tak?e oceni?; my?la?am sobie: „To przecie? tak wyra?ne, jasne, opowiem im wszystko." Lecz znów przychodzi?o mi na my?l: „Nie powinna? wtr?ca? si? do tego, ci uczeni m??owie musz? to przecie? lepiej wiedzie?:" W takim udr?czeniu pozostawa?am przez ci?g ca?ej rozmowy, trwaj?cej kilka godzin. Wys?uchawszy ich, zacz?? Jezus obja?nia? ca?? t? zawi?o?? i g?upot? ba?wochwalstwa. Opowiedzia? im prawdziw? histori? o stworzeniu Adama Ewy, i ich upadku, dzieje Kaina i Abla, dzieci Noego i budowy wie?y babilo?skiej i tak mówi? dalej: „Po pomieszaniu j?zyków oddzieleni byli ?li, wzrastaj?c ci?gle w bezbo?no?ci. Chc?c przywróci? ??czno?? z Bogiem, od którego odpadli, wymy?lili sobie ró?ne bóstwa, ale szatan sprowadzi? ich na zupe?ne manowce i bezdro?a. Nie jest im te? obca zupe?nie obietnica o potomku niewiasty, który zetrze g?ow? w??a; przebija ona ze wszystkich waszych obrz?dów, pomys?ów i poda? o bogach, i st?d w podaniach waszych wyst?puj? figury, maj?ce przynie?? zbawienie ?wiatu, a przynosz?ce w rzeczywisto?ci z nieczystego ?ród?a, z którego same pochodz?, tylko wi?ksz? sum? grzechów i obrzydliwo?ci." Dalej mówi? Jezus o wy??czeniu Abrahama, o wychowaniu pokolenia obietnicy, o prowadzeniu, wychowaniu i oczyszczeniu dzieci Izraela, o prorokach, o Eliaszu i jego proroctwach, i o obecnym czasie, jako czasie spe?nienia tych proroctw. Mówi? tak przekonywaj?co i z tak? moc?, ?e niektórzy z filozofów zbli?yli si? bardzo do poznania prawdy; ci te? pó?niej uwierz? i nawróc? si?. Inni natomiast zacz?li znów wik?a? si? w dawne niedorzeczno?ci, staraj?c si? te mrzonki bez sensu trafnie rozwik?a?. Ale i w ich dusze wpad? promyk ?wiat?a. Jezus udowodni? im, ?e w odpad?ym plemieniu ludzkim, w jego dziejach, pozosta? zawsze ?lad, mniej wi?cej wyra?ny, zamys?ów Boga wzgl?dem ludzi. ?yj?c w ciemno?ci i zamieszaniu, oddali si? poganie ró?nym dziwol?gom i ohydzie ba?wochwalstwa, przez które jednak mimo ca?ej tej g?upoty prze?wieca? lekki promyk zagubionej prawdy, a tymczasem Bóg, lituj?c si? nad lud?mi, utworzy? sobie z tej odrobiny czystych nowy naród, z którego wyjdzie spe?nienie obietnicy. Wykaza? im Jezus, ?e teraz nadszed? ten czas ?aski; kto si?, nawróci, uczyni pokut? i przyjmie chrzest, ten odrodzi si? do nowego ?ycia jako dzieci? Bo?e. Zaraz po chrzcie, jeszcze przed t? rozmow? z filozofami, odprawi? Jezus Barnab? i innych uczniów, a ci poszli do Chytrus, st?d o kilka godzin drogi oddalonego, gdzie mieszka rodzina Barnaby. Przy Sobie zostawi? Jezus tylko Jonasza i drugiego ucznia z Dobrat. Z nimi wi?c szed? na zachód od Salamis i za pó? godziny stan?? w urodzajnej okolicy, gdzie by?a osada w?o?cia?ska, zamieszkana przewa?nie przez ?ydów, w?a?cicieli pól okolicznych. Mieszka?cy zaj?ci byli w?a?nie ?niwami. Okolica to przyjemna, inaczej uprawiona ni? u nas. Zbo?e zasiane jest na wysokich a d?ugich wzniesieniach w rodzaju grobel, mi?dzy niemi za? w dole s? bujne pastwiska, obsadzone drzewami owocowymi, oliwnymi i innymi. Na pastwiskach takich pasie si? byd?o, jakby w ogrodzeniu i nie mo?e robi? szkody. Rosa i woda, sp?ywaj?ca z góry, u?y?nia ??ki. Widzia?am tam mnóstwo pas?cego si? byd?a, a mi?dzy tym czarne krowy bez rogów, garbate,


604

powolne byki z roz?o?ystymi rogami, u?ywane jako zwierz?ta juczne, mnóstwo os?ów, ogromne owce z grubymi ogonami i stada koz?ów lub owiec rogatych. Z rzadka rozstawione s? domy i zabudowania gospodarcze. W miejscu jest pi?kna szko?a z publiczn? katedr?, a przy niej ustanowiony nauczyciel. Na szabat jednakowo? chodz? wszyscy do synagogi w Salamis, stoj?cej obok gospody Jezusa. Droga wiod?ca do osady by?a bardzo przyjemna. Robotnicy z daleka ju? spostrzegli Jezusa, którego poznali w synagodze i przy chrzcie. Zaraz te? cz??ciowo zaprzestawali roboty, odk?adali na bok narz?dzia, zdejmowali z g?owy kawa?ki kory, noszone dla ochrony przed promieniami s?o?ca, zbiegli z wa?ów, a zbli?ywszy si? do Jezusa, oddawali Mu pok?on, a niektórzy rzucali si? nawet twarz? na ziemi?. Jezus nawzajem pozdrawia? ich i b?ogos?awi?, poczym zaraz wracali do roboty. Ju? i nauczyciela powiadomiono o Jego przybyciu, bo gdy Jezus zbli?y? si? do szko?y, wyszed? ten?e naprzeciw Niemu w otoczeniu innych powa?nych m??ów i powita? Go mile; zaprowadziwszy Go do pi?knej studni, umy? Mu nogi, zdj?? p?aszcz, który zaraz wytrzepano i wyczyszczono, poczym poda? Mu zak?sk? i napój. Tymczasem nadeszli inni ludzie z Salamis, poczym wszyscy razem poszli w pole. Tu chodzi? Jezus z jednego miejsca na drugie i naucza? ?niwiarzy w krótkich przypowie?ciach o siewcy, ?niwie, oddzielaniu pszenicy i k?kolu, o budowaniu stodó? i o wrzucaniu k?kolu w ogie?. Robotnicy s?uchali gromadkami Jego nauki, poczym podejmowali na powrót przerwan? prac?, a Jezus szed? do innych. M??czy?ni ??li zbo?e przy pomocy krzywych no?y. ?d?b?a ucinali na kilka pi?dzi poni?ej k?osa, i podawali stoj?cym za nimi niewiastom, a te wi?za?y je, sk?ada?y w kosze i odnosi?y. Za nimi sz?y ubogie niewiasty, z?yna?y pozostawione niskie k?osy i zbiera?y jako sw? w?asno??, wed?ug starodawnego zwyczaju, u ?ydów istniej?cego. Niewiasty te ubrane by?y w krótkie suknie, w pasie owini?te by?y chustami, w p?aszcz za?, obwi?zany w kszta?cie worka doko?a cia?a, wk?ada?y zebrane k?osy. Ramiona mia?y ods?oni?te, piersi i kark okryte chust?, g?ow? za? okryt?, lub os?onion? tylko rodzajem parasola z ?yka, stosownie do tego czy by?y ju? zam??ne lub dziewice. Jezus chodzi? dobre pó? godziny po polach i naucza?, poczym powróci? do studni przy szkole. Tu zastawiono na ?awie kamiennej dla Niego i uczniów posi?ek w rodzaju jakiej? polewki w czarkach, zdaje si? ?e miód, potem potraw? w kszta?cie d?ugich patyczków, któr? si? kraja?o i k?ad?o na chleb, dalej placki, owoce i napitek w ma?ych dzbanuszkach. Studnia, nadzwyczaj pi?kna, po?o?ona by?a przy wysokiej ?cianie, obsadzonej g?sto drzewami, przez co by?a ocienion? i zawiera?a zimn? wod?. Schodzi?o si? do niej po licznych schodach. Przy szkole mieszka?y osobno niewiasty i te, z zas?oni?tymi twarzami, wnosi?y dania. Jezus obja?nia? „Ojczenasz." Wieczorem zebrali si? w szkole ?niwiarze, a Jezus obja?nia? im opowiedziane przypowie?ci, naucza? o mannie, o chlebie powszednim i chlebie niebieskim. Potem poszed? z nauczycielem i kilku innymi w odwiedziny do chorych, umieszczonych tu przewa?nie w osobnych, przybudowanych do domu celkach. Uzdrowiwszy tam sporo chorych na wodn? puchlin? i chromych, przyby? Jezus do niewiasty, z?o?onej chorob? na wodn? puchlin?. Cela by?a tak ma?a, ?e pos?anie chorej ca?kowicie j? zajmowa?o. U nóg pos?ania by?y drzwi, zwykle otwarte, przez które mia?a chora widok na ogródek. Dach lekki ?atwo mo?na by?o podnosi?, kiedy chora zechcia?a widzie? sklepienie niebios. Gdy Jezus zbli?y? si? do chaty, zdj?to dach, a Jezus zapyta?: „Niewiasto, czy chcesz znowu by? zdrow??" - Ona za? odrzek?a z pokor?: „Niech mi si? stanie wed?ug woli i rozkazu proroka!" Wtedy rzek? Jezus: „Powsta?! wiara twoja pomog?a ci!" Chora wsta?a natychmiast, wysz?a z celi i zawo?a?a: „Panie, poznaj?


605

teraz Tw? moc: wielu bowiem chcia?o mi pomóc, a nie mogli." Wraz z rodzin? podzi?kowa?a Jezusowi i wielbi?a Pana, a zebrani dziwili si? bardzo jej uzdrowieniu. Zaraz potem powróci? Jezus do szko?y. W tym samym czasie chodzi?a w Salamis grzesznica Merkuria po komnatach domu swego, pe?n? wewn?trznego niepokoju i ?alu. P?aka?a, za?amywa?a r?ce, lub otuliwszy si? w zas?on?, siadywa?a w k?cie pokoju. M?? jej zdaj?cy si? by? g?upkowatym, i s?u?ebne, uwa?ali j? za ob??kan?. Tymczasem nie ob??kanie, lecz skrucha tak j? przej??a; my?li wci?? tylko nad tym, jakby przerwa? wi???ce j? tu w?z?y i dosta? si? do ?wi?tych niewiast w Palestynie. Ot i dzi? wzywano j? do ?wi?tyni, ale nie posz?a, podaj?c za powód chorob?. Ma ona dwie córki, o?mio i dziewi?cioleletni?, i ch?opca pi?cioletniego. Dom jej, po?o?ony w pobli?u ?wi?tyni, jest to obszerny budynek o grubych murach, w ko?o otaczaj? go mieszkania s?u?by, kolumny, tarasy i ogrody. ?wi?tynia sama jest to olbrzymia budowla, pe?na kolumnad, izb, mieszka? dla kap?anów i sklepionych sal. Stoi w niej olbrzymi pos?g bogini b?yszcz?cy od z?ota; ma on tu?ów ryby, a g?ow? z rogami jak krowa: przed nim stoi druga figura, na której barkach wspiera bo?yszcze swe krótkie r?ce, a raczej p?etwy. Ca?y pos?g stoi na wysokim postumencie z otworami, w których pal? kadzid?o i inne ofiary. Nieraz ofiaruj? na cze?? bogini dzieci, szczególnie kaleki. - Obecny dom Merkurii by? pó?niej mieszkaniem ojca ?w. Katarzyny, zw?cego si? Costa. Tu urodzi?a si? i wychowa?a Katarzyna. Ojciec jej, rodem z ksi???cego rodu z Mezopotamii, otrzyma? w nagrod? za wy?wiadczone us?ugi obszerne posiad?o?ci na Cyprze. Osiedliwszy si? tu, poj?? w Salamis za ?on? córk? tej samej kap?a?skiej rodziny, do której nale?a?a Merkuria. Ju? jako dziecko objawia?a ?w. Katarzyna wielk? m?dro??. Cz?sto miewa?a widzenia duchowe i nimi si? kierowa?a. Widoku bo?yszcz nie cierpia?a i usuwa?a je, gdzie tylko mog?a; za to te? j? raz ojciec uwi?zi?. Miasta nie s? tu budowane w ten sposób jak u nas, gdzie dom ka?dy stoi osobno, jeden przy drugim. Budynki s? tu przewa?nie bardzo wielkie, opatrzone tarasami i grubymi murami, w których s? wykute osobno ma?e izdebki dla ludzi ni?szego stanu. Ulice s? to nieraz grube, szerokie wa?y. Wierzch ich, obsadzony drzewami, s?u?y dla komunikacji, podczas gdy na dole, wewn?trz, mieszcz? si? liczne mieszkania. W mie?cie Salamis panuje wzorowy porz?dek. Ka?da kasta mieszka?ców ma swe osobne ulice. Dzieci szkolne przewa?nie tak?e widz? na wyznaczonej im ulicy. Osobne znów ulice przeznaczone s? dla przechodzenia zwierz?t jucznych. Filozofowie mieszkaj? we w?asnym wielkim domu z obszernymi dziedzi?cami; przechadzaj? si? zwykle na osobnej ulicy; ubrani w p?aszcze, id? rz?dami po czterech lub pi?ciu, i zabawiaj? si? rozmow?. Id?cy z domu, id? zawsze po jednej stronie ulicy, a powracaj?cy, po drugiej. ?ad ten i porz?dek wida? na wszystkich ulicach. Plac ze studni?, na którym starosta rozmawia? z Jezusem, le?y na wzniesieniu; z bocznych ulic wchodzi si? na? po stopniach. W oko?o prowadz? chodniki z budami. Obok jest rynek, obsadzony rz?dami g?stych, piramidalnych drzew, na których umieszczone s? altany z wygodnymi siedzeniami. - Do placu tego przytyka pa?ac starosty.

Jezus naucza w Chytrus

Nast?pnego dnia chodzi? Jezus znowu po polach i naucza? robotników. Przez ca?y dzie? okrywa?a ziemi? dziwna mg?a, tak g?sta, ?e ledwo mo?na si? by?o nawzajem widzie?; s?o?ce prze?wieca?o s?abo przez mg??, jak bia?y p?atek. - Wszystkie pola okoliczne zbiegaj? si? klinem ku pó?nocnemu wschodowi, ?ci?ni?te dwoma wznosz?cymi si? wzgórkami. Na polach gnie?dzi si? mnóstwo


606

kuropatw, przepiórek i go??bi gard?aczy. Z owoców pami?tam jab?ka, wielkie, szare, ??obkowane, o mi?sie czerwono ?y?kowanym. Jab?onie tego gatunku rosn? tu g?sto w szpalerach. Jezus mówi? znowu przypowie?ci o ?niwie, naucza? o chlebie powszednim i uzdrawia? chrome dzieci, u?o?one na skórach owczych w nieckach lub korytach. Niektórzy ze s?uchaczy rozp?ywali si? w pochwa?ach nad Jego nauk?, lecz Jezus zgani? im to i rzek? mniej wi?cej tak: ?Kto ma, b?dzie mu dano, a kto nie ma, temu i to, co ma, zabior?." ?ydzi mieli niektóre w?tpliwo?ci co do ró?nych punktów nauki Jezusa. Obawiali si? oni, ?e nie b?d? mieli ?adnego udzia?u w Ziemi obiecanej. Mniemali tak?e, ?e Moj?esz nie potrzebowa? przechodzi? przez Morze Czerwone i tak d?ugo b??ka? si? po pustyni, bo by?y do Ziemi obiecanej daleko krótsze drogi. Jezus odrzek? im na to: ?Ziemi obiecanej nie stanowi samo Kanaan. Królestwo Bo?e mo?na zdoby? i wtedy rzeczywi?cie nie trzeba tak d?ugo b??ka? si? po pustyni. Je?li jednak zarzucacie to Moj?eszowi, natenczas sami nie powinni?cie si? b??ka? po pustyni grzechu, niewiary i szemrania, tylko obra? krótsz? drog?, drog? pokuty, chrztu i wiary." ?ydzi tutejsi mieszaj? si? cz?sto z poganami, nie trac? jednak na tym, bo zwykle bywa, ?e poganin przyjmuje wiar? ?ydowsk? i sam staje si? ?ydem. Chodz?c tak po polach i nauczaj?c, stan?? z towarzyszami na go?ci?cu, wiod?cym z pó?nocno - zachodniego portu wyspy cypryjskiej ku po?udniowo - wschodniemu. Go?ciniec mija Salamis o par? godzin drogi na zachód. Zawsze panuje tu ruch, zawsze jest pe?no podró?nych. Na go?ci?cu sta?a wielka gospoda ?ydowska i tu si? Jezus zatrzyma?. Nie opodal sta?y szopy i gospoda ze studni?, przeznaczona dla karawan poga?skich. W gospodzie ?ydowskiej nie by?o ?adnej niewiasty; ?ona gospodarza mieszka?a osobno. Zaledwie umyto sobie nogi i posilono si?, zacz?li si? schodzi? inni uczniowie, zaj?ci dotychczas chrztem w Salamis. Po niejakim czasie wzros?a liczba towarzyszów Jezusa do 20 osób. Tego dnia, jeszcze naucza? Jezus na dworze ludzi wracaj?cych z roboty. Przyniesiono Mu kilku chorych robotników, nie mog?cych ju? zarobi? na chleb; Jezus, przekonawszy si? o ich wierze, uzdrowi? ich i zaraz kaza? im pój?? na robot?. Nad wieczorem przyby?a tu karawana arabska. Wielkie wo?y juczne sz?y parami, d?wigaj?c na grzbiecie ci??ary, z?o?one na dwóch poprzecznych dr?gach. Pakunki pi?trzy?y si? im a? nad ?by. Gdzie droga by?a w?ska, tam sz?y jeden za drugim, d?wigaj?c pakunki mi?dzy sob?. Os?y znów i wielb??dy ob?adowane by?y brzemieniem we?ny. Ludzie, nale??cy do karawany, pochodzili z okolic, gdzie mieszka? Jetro; odznaczali si? wi?cej brunatnym kolorem skóry, ni? Cypryjczycy. Przybyli tu z kraju na okr?tach, w kopalniach wymienili towary na mied? i inne metale, a teraz wracali go?ci?cem ku po?udniowemu wchodowi, by znowu wsi??? na okr?ty. Metal ten z?o?ony by? w d?ugich pakach, krótszych jednak ni? zwyczajnie, dla zbytniej ci??ko?ci. By?y to zapewne sztaby, lub d?ugie p?yty. Cz??? metalu przerobiona ju? by?a w naczynia i kot?y, z?o?one w okr?g?ych, beczkowatych pakach. Niewiasty by?y bardzo pracowite, prz?d?y one nawet w czasie podró?y, na popasach za? tka?y maty i szale, i z tego zarobku mog?y si? w drodze utrzyma? i przyodzia?. Materia?u dostarcza?a im we?na, z?o?ona w pakunkach. Przymocowywa?y takow? na plecach, prz?d?y jedn? r?k? nitk? i nawija?y na wrzeciono, obracane drug? r?k?. Gdy wrzeciono ju? by?o pe?ne, przewija?y na kó?ko, zawieszone u pasa. Jak mówili?my, stan??a tu karawana na popas. W?drowcy pozdejmowali juki ze zwierz?t, napa?li je, poczym zaraz pozdrowili Jezusa i prosili, by mogli przys?ucha? si? Jego nauce. Jezus chwali? ich pilno??, skierowa? rozmow? w ten sposób, i? si? ich pyta?, dla kogo podejmuj? tyle trudu i pracy, i tak naprowadzi?


607

nauk? na Stworzyciela i Zachowawc? wszystkich rzeczy; mówi? o obowi?zku dzi?kowania Bogu, o mi?osierdziu Boga wzgl?dem grzeszników, b??dnych owiec, b??kaj?cych si? i nie znaj?cych pasterza. S?owa Jego, mi?e i ?yczliwe, wzruszy?y i ucieszy?y pogan i chcieli da? Panu ró?ne podarunki. Jezus pob?ogos?awi? ich dzieci, poczym zaraz odszed? z uczniami ku pó?nocy do Chytrus, oddalonego st?d o 4 - 5 godzin drogi, a oko?o sze?? godzin od Salamis. Droga wiod?a ?agodnie pod gór?. W ko?o ros?y obficie drzewa oliwne i bawe?niane. Ros?a tu tak?e ro?lina, z której, jak mi si? zdaje, wyrabiaj? rodzaj jedwabiu; podobna wi?cej do konopi ni? do lnu, wydaje d?ugie, delikatne nitki. Przede wszystkim jednak zwróci?o m? uwag? milutkie drzewko, obsypane g?sto pi?knem ?ó?tym kwieciem. Owoce ma podobne do nieszpu?ki; jest to, zdaje mi si?, szafran. Na lewo rozpo?ciera si? pi?kny widok na góry, pokryte bujnym lasem; najwi?cej ro?nie cyprysów i ma?ych wonnych modrzewi. Z gór sp?ywa rzeczka, tworz?c wodospad. Wi?cej naprzód ku górze ro?nie po jednej stronie drogi las, po drugiej rozci?gaj? si? nagie wzgórza. S? tu kopalnie miedzi i bia?ego metalu, podobnego do srebra, wi?c te? od drogi prowadz? poziome szyby w g??b góry, w innych znowu miejscach od góry w dó?. Metale przetapiaj? zapewne na miejscu, a do tego u?ywaj? ?ó?tego materia?u palnego, którego w pobli?u jest ca?a góra. Materia? ten prasuj? w wielkie sztuki i susz?. To zapewne miano na my?li, gdy mówiono czasem, ?e góra niekiedy si? zapala. Po czterech godzinach drogi przyby? Jezus do gospody, stoj?cej wi?cej jak pó? godziny drogi, przed Chytrus; a? dot?d ci?gn? si? wci?? kopalnie. W gospodzie przyj?li Jezusa ojciec Barnaby i kilku innych m??ów, oddaj?c Mu zwyk?e us?ugi mi?o?ci i go?cinno?ci. Odpocz?wszy troch?, naucza? Jezus, poczym spo?y? z towarzyszami skromny posi?ek. Chytrus le?y na równinie w zag??bieniu. Miasto zamieszkuj? ?ydzi i poganie. W ko?o miasta stoj? rozrzucone pojedyncze budynki, jakby folwarki, po??czone ogrodami i polami. Jezus przyszed? do miasta od strony kopal?. Poniewa? si? bardzo smuci?am, ?e praca i trudy Jezusa, poniesione tu na wyspie, tak ma?o mia?y wyda? owoców, ?e nawet, jak mówi pielgrzym, niema wzmianki o tej podró?y ani w Pi?mie ?w. ani gdzie indziej i nie wiadomo tak?e nikomu, jak wiele zdzia?ali tu Pawe? i Barnabas, mia?am objawienie, z którego sobie tyle przypominam: 570 dusz pozyska? Jezus na Cyprze dla Nieba, tak ?ydów jak pogan. Grzesznica Merkuria posz?a z dzie?mi swymi wkrótce za Jezusem do Palestyny, zabrawszy ze sob? mnóstwo skarbów. Przyby?a do ?wi?tych niewiast i przy nich zosta?a. Przy zak?adaniu pierwszych gmin chrze?cija?skich ko?o Ofel a? do Betanii, da?a diakonom wiele pieni?dzy na budow? i utrzymanie tych?e. Widzia?am, i? zosta?a zamordowana podczas rokoszu, wznieconego przeciw chrze?cijanom przed nawróceniem si? Szaw?a. By?o to wtedy, gdy Szawe? wyrusza? do Damaszku. Wkrótce po odej?ciu Jezusa z Cypru wyruszy?o za nim do Palestyny wielu ?ydów i pogan, zabieraj?c ze sob? pieni?dze i ca?e swe mienie ruchome, i tam je poma?u na rzecz gminy wydawali. Gdy to nie ustawa?o, powsta?o mi?dzy przeciwnikami Jezusa wielkie oburzenie. Reszta cz?onków rodzin, nie b?d?ca Jezusowi przychylna, czuj?c si? przez to poszkodowana, szemra?a i l?y?a Jezusa, jako oszusta. ?ydzi i poganie z??czyli si? ku jednemu celowi; zakazano wymawia? nawet Imi? Jezusa, stronników Jego wi?ziono i biczowano. Kap?ani poga?scy brali podejrzanych na tortury i zmuszali ich do sk?adania ofiar. Starost?, który tak ?yczliwie rozmawia? z Jezusem, odwo?ano do Rzymu i z?o?ono z urz?du, a sprowadzeni rzymscy ?o?nierze obsadzili porty i nie wpuszczali nikogo na okr?ty. Po ukrzy?owaniu Jezusa wygas?a tu i pami?? o Nim zupe?nie. ?li wspominali Go jeszcze czasem, ale jako buntownika i zdrajc?, ci za?, którzy zachowali troch? wiary w Niego, zaczynali si? chwia? i wstydzili si? nawet


608

podawa? za Jego stronników. W dwana?cie lat pó?niej nie znale?li tu Pawe? i Barnabas ani ?ladu wiary Chrystusowej; nie bawili tu d?ugo, pozyskawszy jednak garstk? wyznawców zabrali ich ze sob?. Na drodze do Chytrus naucza? Jezus pojedyncze gromadki górników. Kopalnie cz??ci? by?y w r?kach pogan, cz??ci? wydzier?awione przez ?ydów. Robotnicy, tak ?ydzi jak poganie, byli bladzi i wyn?dzniali; nagie cia?o okrywali kawa?kami brunatnej skóry, a wygl?dali w tym, jak w ?ó?wiej skorupie. Pracowali po obu stronach drogi i tak te? z miejsca przys?uchiwali si? nauce. Stosuj?c si? do ich rzemios?a, mówi? Jezus o z?otniku, który czy?ci kruszec w ogniu. Mi?dzy górnikami by?o tak?e kilku op?tanych, czy te? nagabywanych przez diab?a, którzy, przywi?zani na powrozach, przymusowo pracowali wraz z innymi. Za zbli?eniem si? Jezusa zacz?li szale? i krzycze?, g?osili Imi? Jego i wo?ali, co od nich chce. Umilkli dopiero na rozkaz Jezusa. Wtem zbli?yli si? do Pana ?ydowscy górnicy ze skarg?, ?e poganie pod drog? podkopali si? w granice ich kopalni i kradn? im kruszec; prosili wi?c Jezusa o rozstrzygni?cie tej sprawy. Jezus kaza? zatem wierci? dziury na granicy po ?ydowskiej stronie i rzeczywi?cie natrafi? na szyby, przez pogan wybite. Zwabi?y ich tu obfite pok?ady rudy jakiego? bia?ego metalu, cynku, czy te? srebra. Jezus zacz?? uczy? o zgorszeniu i nies?usznym przyw?aszczaniu sobie cudzego dobra, a postawieni ?wiadkowie udowodnili zupe?nie win? pogan. ?e jednak nie by?o na miejscu poga?skiej w?adzy, wi?c spór pozosta? nierozstrzygni?tym; poganie odeszli szemraj?c. Chytrus jest bardzo o?ywion? miejscowo?ci?. ?ydzi i poganie licznie tu zamieszkuj?; chocia? zajmuj? osobne dzielnice, jednak w poufalszych s? z sob? stosunkach, ni? to gdzie indziej bywa. Zawieraj? cz?sto i ma??e?stwa mi?dzy sob?, ale w takich razach zawsze poganin przechodzi na ?yda. Jest tu kilka ?wi?ty? poga?skich i dwie synagogi ?ydowskie. Najstarsi ?ydowscy i nauczyciele wyszli Jezusowi naprzeciw przed miasto, tudzie? dwóch filozofów z Salamis, którzy skruszeni Jego nauk?, przyszli a? tu za Nim, by dalej s?ucha? s?ów Jego. Przyj?to Jezusa w domu na to przeznaczonym, umyto Mu nogi, podano przek?sk? i zaraz proszono Go, by poszed? uzdrowi? chorych, z ut?sknieniem Go oczekuj?cych. Przychylaj?c si? do pro?by, poszed? Jezus na ulic? ?ydowsk?, gdzie przed domami na drodze le?a?o oko?o dwudziestu chorych. Byli mi?dzy nimi chromi, opieraj?cy si? na kulach, podobnych do szczude? o trzech nogach. Jezus wszystkich uzdrowi?, a oni, zarówno jak i krewni, zacz?li opiewa? chwal? Jego, wy?piewuj?c krótkie wiersze pochwalne, wzi?te jednak?e z psalmów; uczniowie jednak?e zalecili im spokój, wi?c ucichli. St?d poszed? Jezus do domu arcybo?nika, gdzie ju? zebrali si? w znacznej liczbie uczeni, mi?dzy nimi wielu ze sekty Rechabitów. Rechabici nosili odmienne suknie, mieli odr?bne zapatrywania i bardzo ostre przepisy moralne, teraz jednak nie trzymali si? ju? tak ?ci?le pierwotnej regu?y. Zamieszkiwali ca?? osobn? ulic?; g?ównym ich zatrudnieniem by?o górnictwo. Pochodzili oni z plemienia, osiedlonego w Efron w Królestwie Baszan, gdzie tak?e s? w pobli?u kopalnie. - Przy sposobno?ci zaprosi? arcybo?nik Jezusa na uczt?, któr? kaza? przyrz?dzi? dla Niego po szabacie. Jezus jednak obieca? ju? by? ojcu ucznia Barnaby, wi?c tam w jego imieniu wszystkich zaprosi?, arcybo?nikowi za? radzi?, by uczt? przeznaczon? dla Niego, uraczy? po szabacie biednych górników i robotników. Synagoga pe?na by?a ludzi, a wielu pogan przys?uchiwa?o si? tak?e nauce, stoj?c z zewn?trz na tarasach. Jezus naucza? z trzeciej ksi?gi Moj?esza o sk?adaniu ofiar do przybytku i z Jeremiasza o obietnicy (III. Moj?. 25 i 26; Jerem. 23, 6-28). Mówi? o ?ywej i martwej ofierze i na zapytania obja?nia? zachodz?c? mi?dzy nimi ró?nic?. Naucza? tu tak?e o o?miu b?ogos?awie?stwach.


609

By? za? w synagodze stary pobo?ny rabin, który ju? od dawna cierpia? na wodn? puchlin?; jak zwykle tak i dzi? kaza? si? przynie?? do synagogi na swe miejsce. Gdy teraz uczeni zacz?li o ró?nych rzeczach dyskutowa? z Jezusem, zawo?a? starzec: „Milczcie ! pozwólcie mi mówi?!" Gdy za? ucichli, rzek?: „Panie! okazywa?e? innym mi?osierdzie, pomó? mnie tak?e i ka? mi przyj?? do Siebie!" Wtedy rzek? do? Jezus: „Je?li wierzysz, wsta? i chod? do Mnie!" Starzec powsta? natychmiast zdrów, a wo?aj?c: „Panie! wierz?!" wszed? po stopniach ku Jezusowi i z?o?y? Mu podzi?kowanie. W ca?ej synagodze rozleg?y si? krzyki rado?ci i pochwa?y. Zaraz potem wyszed? Jezus wraz z innymi i uda? si? do domu Barnaby. Tymczasem kuchmistrz z polecenia arcybo?nika zwo?a? biednych robotników na uczt? ofiarowan? im przez Jezusa.

Dom rodzinny i rodzina ucznia Barnaby. Jezus naucza w okolicy Chytrus

W ko?o Chytrus stoj? rozrzucone domostwa, jakby wioski; w?ród nich na zachód od miasta stoi mieszkanie ojca ucznia Barnaby. Dom jest okaza?y, po jednej stronie przybudowane s? tarasy, o ?cianach barwy brunatnej, jakby pomalowane farb? olejn?, lub ?ywic?, a by? mo?e, i? to naturalna barwa drzewa. Na tarasie stoj? altany w?ród bujnej ro?linno?ci. W ko?o s? winnice i plac ze sk?adem drzewa budulcowego; z?o?one s? tu nadzwyczaj wielkie grube belki i kawa?ki drzewa ró?nych kszta?tów. Wszystko tak jest u?o?one, by wsz?dy mo?na by?o przej??. Zapewne jest to budulec na okr?ty. Do transportu u?ywaj? d?ugich wozów, nie szerszych jak pnie, o grubych, jak mi si? zdaje, ?elaznych ko?ach. Ci?gn? je wo?y, zaprz?gni?te w znacznej odleg?o?ci od siebie. — Niedaleko st?d wida? pi?kny, wysokopienny las. Ojciec ucznia Barnaby jest wdowcem; siostra jego mieszkaj?ca w pobliskim domu, prowadzi z kilku s?u?ebnymi gospodarstwo domowe i ona te? zaj??a si? przyrz?dzeniem dzisiejszej uczty. Poganie, jak i filozofowie z Salamis, nie zasiadali do sto?u, a to z tego powodu, ?e by? czas szabatowy. Przechadzali si? wi?c wzd?u? otwartej sali, posilali si? chodz?c lub stoj?c pod kolumnami i s?uchali nauki Jezusa. Uczta sk?ada?a si?, oprócz placków, miodu i owoców, przewa?nie z pieczonych ptaków i szerokich p?askich ryb. By?o tak?e dosy? mi?sa, u?o?onego w kawa?kach na misach i przetykanego ró?nymi zio?ami. Jezus mówi? o ofierze, obietnicy i o prorokach. Podczas uczty nadesz?o kilka gromad ubogich, licho odzianych dzieci cztero do sze?cioletnich. W rzadko plecionych koszach przynios?y one zio?a jadalne, ofiaruj?c je biesiadnikom w zamian za jaki taki posi?ek. Trzyma?y si? najwi?cej tej strony, gdzie siedzia? Jezus z uczniami. I rzeczywi?cie Jezus wzi?? od nich wszystkie zio?a, a w zamian nape?ni? ich koszyki potrawami, poczym je pob?ogos?awi?. By? to bardzo mi?y i wzruszaj?cy widok. Za domem ucznia Barnaby by? pi?kny pagórek do nauczania z mównic? a dochodzi?o si? do? przez wspania?y szpaler winnych latoro?li. Tu naucza? Jezus ca?y nast?pny ranek wobec licznie zgromadzonych s?uchaczy. Najpierw naucza? Jezus robotników i górników, potem pogan, wreszcie tych ?ydów, którzy przez zwi?zki ma??e?skie po??czyli si? z rodzinami poga?skimi. Wielu chorych pogan kaza?o prosi? Jezusa o pomoc i pozwolenie s?uchania Jego nauki, byli to za? przewa?nie okaleczeni chorzy robotnicy. Przyniesiono ich na pos?aniach i umieszczono w pobli?u mównicy. Robotników naucza? Jezus o modlitwie Pa?skiej i o czyszczeniu kruszcu w ogniu, pogan za? o dzikich ga??zkach na drzewach i na winogronach, które musz? by? odci?te, o jednym Bogu i Jego dzieciach, o synu domu i s?udze i o powo?aniu pogan. ?ydów wreszcie naucza? o mieszanych ma??e?stwach; mówi?, ?e nie powinno si? ich popiera?, a dopuszcza? tylko z


610

lito?ci; s?u?y? za? one powinny tylko w celach nawrócenia i uszlachetnienia, a nie dla dogodzenia ??dzy zmys?owej. Dopuszcza? powinno si? tylko wtedy do takich ma??e?stw, je?li zamiary obu stron s? ?wi?te, pobo?ne. W ogóle jednak przytacza? Jezus wi?cej dowodów przeciw, ni? za tym, i mieni? szcz??liwymi tych, którzy w domu Pana hoduj? czyste latoro?le. Wspomina? o ci??kiej odpowiedzialno?ci wobec Boga takiego ma??onka ?yda, o wychowaniu dzieci, o pobo?no?ci, o korzystaniu z czasu ?aski, o chrzcie i pokucie. Uzdrowiwszy chorych, posili? si? Jezus w domu ucznia Barnaby, poczym poszli z Nim wszyscy na drug? stron? miasta, gdzie w?ród bujnych ogrodów mie?ci?y si? obszerne pasieki. W pobli?u bi?o ?ród?o, a dalej ma?e jeziorko. Tu naucza? Jezus i opowiada?, poczym wrócili wszyscy do miasta do synagogi, gdzie odby?o si? doko?czenie nauki o ofiarach i obietnicy. Mi?dzy zebranymi by?o kilku uczonych w?drownych ?ydów, którzy zapewne troch? ze z?ej woli, zadawali Jezusowi ró?ne zawik?ane pytania, lecz Jezus rozwi?za? je wszystkie ch?tnie i doskonale. By?y to pytania o mieszanych ma??e?stwach, o Moj?eszu, skazuj?cym na ?mier? tylu ?ydów, o Aaronie, który kaza? zrobi? z?otego cielca, i karze za to itp. Na drugi dzie? musia?o by? niezawodnie jakie? ?wi?to, lub post u ?ydów, bo zaraz z rana odby?y si? w synagodze wspólne modlitwy i nauka. Potem poszed? Jezus z wszystkimi uczniami i m?odzie?cami poga?skimi pó?nocn? stron? za miasto. Do nich przy??czyli si? ?ydowscy nauczyciele i kilku Rechabitów. Wszystkich by?o razem oko?o sto osób. Id?c tak mniej wi?cej godzin?, przybyli do miejscowo?ci, gdzie by?a g?ówna siedziba pszczelnictwa. Daleko na wschód ci?gn??y si? d?ugim szeregiem rz?dy bia?ych uli, plecionych, jak si? zdaje, z sitowia lub z ?yka. Niektóre sta?y jeden na drugim, a ka?dy opatrzony by? licznymi otworami. Do ka?dej pasieki przylega? osobny ogród, a mi?dzy zio?ami najwi?cej by?o melisy. Ca?o?? obwiedziona by?a parkanem i wygl?da?a z daleka jak osobne miasto. Poga?sk? cz??? mo?na by?o ?atwo pozna?, bo sta?y w niej tu i ówdzie figury w niszach, wygl?daj?ce jak lalki w powiciu; z ty?u mia?y rybie ogony, zagi?te w gór? i krótkie ma?e p?etwy, a g?owa do ludzkiej nie by?a podobn?. Wie? w?a?ciwa sk?ada?a si? z ma?ych domków nale??cych do w?a?cicieli pasiek, sk?adaj?cych tu swe sprz?ty i przyrz?dy. We wsi stoi wielka gospoda z ró?nymi bocznymi przybudowaniami; w ko?o podwórzy ci?gn? si? rz?dem szopy, lub otwarte hale, a w nich wida? wsz?dzie rusztowania i d?ugie maty. Gospodarz, poganin, dostarcza wszystkim zatrudnionym tutaj wszelkich potrzebnych rzeczy. ?ydzi maj? osobne sale i modlitewniki. Zdaje mi si?, ?e gospoda ta jest rodzajem publicznego magazynu i ?e tu w d?ugich szopach przerabiaj? wosk i miód. Spotyka?am tu cz?sto owe drzewka, maj?ce tak pi?kne, ?ó?tawe kwiecie. Li?cie tych drzewek s? wi?cej ?ó?te, ni? zielone. Kwiaty opadaj? g?sto na d?ugie maty, rozes?ane umy?lnie pod drzewem, tworz?c jakby mi?kki dywan. Widzia?am, i? kwiaty te wyciskaj? i wyrabiaj? z nich farb?. Drzewka te szczepi si? tak?e w wazonach i przesadza pó?niej w szczeliny skalne, nape?nione ziemi?. W Judei rosn? tak?e takie drzewka. Miejscami ro?nie tu bujny ?ó?ty len, z którego prz?d? d?ugie nici. Niedaleko, bo zaledwie mo?e pó? godziny drogi na pó?noc od Chytrus, wyp?ywa ze ska?y obfite ?ród?o, tworzy zaraz z pocz?tku prawdziwe jezioro w mniejszych rozmiarach, i srebrzyst? wst?g? przep?ywa miasto i okolic?, sk?d przyszed? Jezus. Koryto jest miejscami otwarte, miejscami sklepione. Zdaje mi si?, ?e st?d dop?ywa woda do wodoci?gów w Salamis. Tu przy jeziorku b?dzie miejsce chrztu i podobno ju? by?a mowa o tym. W pobli?u ro?nie dziko zadziwiaj?ce mnóstwo pi?knych kwiatów. Wzd?u? drogi rosn? drzewa pomara?czowe, figowe, ma?e i wielkie rodzynki. Jezus przyby? tu g?ównie dlatego, by bez przeszkody i zbiegowiska móg? naucza?


611

pogan jako te? rzeczywi?cie naucza? w ogrodach i altanach przez reszt? dnia. S?uchacze cz??ci? le?eli, cz??ci? stali, a Jezus obja?nia? „Ojczenasz" i osiem b?ogos?awie?stw. Poganom mówi? g?ównie o ohydzie ich bo?ków, o ich pocz?tku, o oddzieleniu skutkiem tego Abrahama i o Opatrzno?ci Bo?ej nad Izraelem. Mówi? dobitnie i surowo. S?uchaczów by?o oko?o sto osób. Posi?ek, z?o?ony z chleba, sera koziego, miodu i owoców, spo?yli poganie osobno i ?ydzi osobno. W?a?ciciel domu by? poganinem, lecz wzgl?dem Jezusa zachowywa? si? z pokor? i uszanowaniem. Wieczorem oddzielili si? znów ?ydzi od pogan, odprawili wspólne modlitwy, a Jezus naucza?. Wszyscy pozostali tu na noc. Chytrus jest prawie wi?cej o?ywione, ni? Salamis, gdzie wszystek przemys? i ruch ogranicza si? na port i kilka ulic. Tu za to wsz?dzie wida? ruchliwe ?ycie. Od strony, sk?d Jezus przyszed?, ci?gnie si? d?uga targowa ulica, na której sprzedaj? byd?o i ptaki. Na pi?knym wysokim rynku pod sklepionymi ?ukami wywieszone s? na sprzeda? barwne materie i sukna. Po drugiej stronie miasta mieszkaj? prawie wy??cznie kowale, ?lusarze i przetapiacze; w?ród ci?g?ego kucia i klepania, nie mo?na nieraz rozumie? w?asnego s?owa. Jedyne szcz??cie, ?e wi?ksza ich cz??? mie?ci si? za miastem. Wyrabiaj? ró?ne rzeczy, a przede wszystkim rodzaj osobliwych, wielkich, cienkich naczy?; naczynia te prawie zupe?nie formy jaja, z ma?? pokrywk?, opatrzone s? u góry w dwa ucha. Wyrabia si? je tak, ?e najpierw nagina si? je w odpowiedni kszta?t a potem wydyma si? je w wielkich piecach z d?ugimi rurami; zewn?trz s? ?ó?te, a w ?rodku bia?e. Rozsy?a si? w nich ró?ne owoce, miód lub syrop. Przy przeprawie przez wod? stawia si? te naczynia na skrzy?owanych belkach; mo?na tak?e nie?? je na dr?gach prze?o?onych przez ucha. Na drugi dzie? naucza? Jezus znowu w osadzie pszczelniczej. Liczba s?uchaczy wzros?a powoli do kilkuset. Jezus wykazywa? poganom jeszcze raz dosadnie ich b??dy i dowodzi?, ?e cho?by dlatego tylko s? bóstwa ich ?mieszne, ?e trzeba wci?? przekszta?ca? je i rozdrabnia?, by móc utrzyma? ich egzystencj?; upomina? ich, by zaprzestali tego ci?g?ego zaciekawiania si?, wymys?ów i obrz?dów, a zwrócili si? w prostocie ducha do Boga i Jego objawie?. T? mow? zgorszy?o si? kilku pogan pielgrzymów, opatrzonych w laski, jakoby w?drowni uczeni, wi?c z szemraniem odeszli. Jezus za? rzek?: „Niech id? spokojnie! Lepiej tak, ni? gdyby zostali i na podstawie s?yszanych s?ów próbowali tworzy? nowe bóstwa." Przepowiada? nast?pnie proroczo, ?e pi?kny ten kraj, te miasta i ?wi?tynie ulegn? zniszczeniu, ?e przyjdzie czas s?du na wszystkie kraje i w?a?nie, gdy ohyda ba?wochwalstwa dojdzie do najwy?szego stopnia, poga?stwo upadnie. Wspomina? przy tym, ?e i ?ydów kara nie minie, a z Jerozolimy gruzy tylko pozostan?. Poganie jako? mniej si? na to obruszali, ale ?ydzi stawiali wci?? nowe zarzuty, opieraj?c si? na danych obietnicach Bo?ych. Jezus wi?c przechodzi? z nimi wszystkich Proroków, t?umaczy? im miejsca, odnosz?ce si? do Mesjasza, a zgadzaj?ce si? dziwnie z czasem obecnym. Udowodni? im, ?e wed?ug Proroków Mesjasz ma powsta? w?ród ?ydów, lecz oni nie poznawszy Go, wyszydz? i wy?miej? Go; a gdy sam wyzna, ?e jest Mesjaszem, pojm? Go i na ?mier? wydadz?. Wielu obecnym nie przemawia?y te dowody do przekonania, wi?c Jezus przypomnia? im ich sposób post?powania z wszystkimi Prorokami, mówi?c, ?e jak obeszli si? z g?osicielami Mesjasza, tak samo te? post?pi? z samym g?oszonym Mesjaszem. Rechabici wszcz?li potem rozmow? o Malachiaszu, którego najwi?cej powa?ali z Proroków. Malachiasza uwa?ano za anio?a Bo?ego; ma?ym dzieckiem b?d?c, przyby? do pewnej pobo?nej rodziny, potem znowu cz?sto znika?, a ostatecznie nie wiedziano, czy umar? naturaln? ?mierci?. Rechabici przytaczali teraz jego proroctwa o Mesjaszu i nowej ofierze, a Jezus t?umaczy? im, ?e wszystko odnosi si? do czasu obecnego, lub najbli?szego.


612

St?d wybra? si? Jezus w bardzo licznym orszaku znowu z powrotem do Barnaby, poniewa? jednak droga ci?g?a si? par? godzin, wi?c po drodze orszak si? coraz bardziej zmniejsza?. Wi?ksz? cz??? orszaku stanowili m?odzie?cy z ?ydowskiej gminy i ci wkrótce si? od??czyli, udaj?c si? do Jerozolimy na Zielone ?wi?tki, pomimo to pozosta?a jeszcze do?? spora gromadka. Tymczasem przed ogrodami zebra?o si? oko?o 30 — 40 poganek, niewiast i dziewic i co? 10 ?ydowskich dziewczynek, by z?o?y? Jezusowi oznaki czci. Ustrojone w wie?ce z kwiatów, gra?y na fletach i ?piewa?y hymny pochwalne, rzucaj?c Jezusowi ga??zki pod nogi, lub roz?cielaj?c maty na drodze. Przy tym oddawa?y Mu pok?ony i ofiarowa?y w podarunku wie?ce, kwiaty, korzenie i ma?e flaszeczki z wonno?ciami. Jezus dzi?kowa? im uprzejmie, a z niektórymi rozmawia?; one za? posz?y za Nim a? na podwórze domu Barnaby i z?o?y?y podarunki w sali zgromadze?, przystroiwszy wszystko w wie?ce i kwiaty. Przyj?cie to by?o podobne do wjazdu w niedziel? Palmow?, tylko, ?e tu nie odby?o si? to tak wystawnie i wi?cej po sielsku. Z nadej?ciem wieczora odesz?y niewiasty do domu. Uwag? m? zwróci? ubiór tych poganek. Dziewice bowiem mia?y na g?owie osobliwe czapki, podobne do tak zwanych kuku?czych koszyków, które jako dziecko plot?am z trzciny. Niektóre zadawala?y si? sam? czapk?, inne przystraja?y j? jeszcze w wie?ce, z których zwiesza?y si? na czo?o wieside?ka z ró?nymi ozdóbkami. Spodni? kryz? stanowi? wieniec, zrobiony z kwiatów bawe?nianych lub z piór. Pod czapk? k?ad?y zas?on?, rozdziela?y ja z przodu, lub zarzuca?y przez czapk? w ty? na kark. W pasie by?y obci?ni?te, na piersiach mia?y falbank?, a na szyi ró?ne nitki i ozdóbki, za to w biodrach by?y szerokie, bo ubiera?y na siebie po kilka spódnic z cienkiej materii, jedna d?u?sza o pi?d? od drugiej, spodnia za? by?a najd?u?sza. Ramiona nie by?y ca?kiem okryte, tylko przys?oni?te d?ugimi szmatami, przytwierdzonemu za pomoc? wianuszków. Materie by?y ró?nej barwy, ?ó?te, czerwone, bia?e, niebieskie, w paski lub w kwiatki. D?ugie w?osy zwiesza?y si? wolno, uj?te na ko?cu rodzajem ta?my z fr?dzlami; w ten sposób os?ania?y plecy i nie mog?y si? rozwiewa?. Na go?ych nogach nosi?y sanda?y wygi?te z przodu w szpic i przywi?zane sznurkami. Niewiasty za? mia?y inne nakrycie g?owy i nie tak wysokie, sk?adaj?ce si? nad czo?em zwykle z rodzaju mocnego daszku, spadaj?cego nieraz ko?cem a? na nos, ponad uszami za?, przystrojonymi w per?y, wygi?ty by? w gór?. Przykrycie to przeplatane by?o warkoczykami, per?ami i innymi ?wiecide?kami. Okrywa?y si? szerokimi, pow?óczystymi p?aszczami. Mia?y tak?e przy sobie dzieci, a te nie nosi?y innego ubrania prócz przepaski, spadaj?cej z ramienia na skos przez piersi i okrywaj?cej ?rodek cia?a. Niewiasty te czeka?y na Jezusa blisko trzy godziny. Uczta u Barnaby by?a ju? przygotowana; nikt jednak nie siada? do sto?u, lecz ka?demu podawano, jakby na okr?cie, potrawy na deseczce. Zebrali si? tu licznie czcigodni starcy, mi?dzy nimi i ów uczony, którego Jezus uzdrowi? w synagodze. Ojciec Barnaby jest to kr?py, zdrowy i czerstwy starzec; wida?, ?e ci??ko pracuje siekier?. M??czy?ni, ówcze?ni w ogóle byli o wiele czerstwiejsi, ni? tera?niejsi. Posiliwszy si?, przygotowywa? Jezus przy studni przed Chytrus na mównicy do chrztu; uczniowie chrzcili najpierw ?ydów, a potem pogan. Rozprawia? tu Jezus z ?ydowskimi nauczycielami tak?e w sprawie obrzezania. Mówi?, ?e nie potrzeba zobowi?zywa? do tego pogan, chyba na ich w?asne ??danie. Nawzajem ?ydzi nie s? obowi?zani dopuszcza? pogan do synagogi; trzeba unika? zgorszenia i dzi?kowa? Bogu i za to, je?li poganin wyrzeka si? ba?wochwalstwa i wyczekuje zbawienia. Poganie za to powinni si? w czym innym ograniczy?, tj. obrzeza? serca i wszystkie ??dze grzechowe. Jezus obieca?, ?e zarz?dzi dla nich osobn? nauk? i osobne modlitwy.


613

Jezus w mie?cie Mallep

Po uko?czeniu ceremonii chrztu, spostrzeg?am kilku m??czyzn, zamykaj?cych studni? z oznakami wielkiego uszanowania. S?uchacze i uczeni zaczynali si? ju? rozchodzi? w ró?ne strony. Kilkoro tylko ludzi pozosta?o, gdy w tym nadeszli jacy? w?drowni ?ydzi; na ich zapytania, co si? tu dzia?o, odpowiedziano im: ?Prorok naucza? tu od ?witu do po?udnia. Teraz za? poszed? z uczniami i oko?o siedmiu ochrzczonymi filozofami z Salamis do wielkiej wsi Mallep. - Miejscowo?? ta, zbudowana przez ?ydów i przez nich tylko zamieszkana, le?y na stoku góry, sk?d roztacza si? prze?liczny widok na ca?? okolic?. Ulic jest pi??, a wszystkie schodz? si? w ?rodku, gdzie w skalistym gruncie wykuty jest zbiornik wody, do którego dop?ywa woda wodoci?giem ze ?ród?a ko?o Chytrus. Wko?o pod cienistymi drzewami s? pi?kne siedzenia. Widok st?d pi?kny na ca?? miejscowo?? i okoliczne pola, pe?ne bujnych plonów. Mallep otoczone jest podwójnym wa?em, wewn?trz ni?szym i zewn?trznym wy?szym, który miejscami wykuty jest w skale, miejscami sztucznie zrobiony. W ko?o wa?ów biegn? obszerne rowy, niby ma?e dolinki. Na bujnej kwiecistej murawie stoj? rz?dami drzewa, uginaj?ce si? pod ci??arem owoców; ziemia pod nimi zas?ana jest wielkimi, ?ó?tymi owocami. W?a?nie teraz jest czas zbiorów. Mieszka?cy susz? mnóstwo owoców i takowe rozsy?aj?. Do suszenia u?ywaj? woj?oków, kobierców, mat, tudzie? lekkich niskich skrzynek z wiórów, w?asnego wyrobu. Nauczyciele synagogi, dzieci szkolne i t?umy ludu, wszyscy ?wi?tecznie ustrojeni, wyszli Jezusowi a? przed bram? naprzeciw. Dzieci, trzymaj?c w r?kach palmowe ga??zki, ?piewa?y i gra?y; najpierw sz?y dziewcz?ta, potem ch?opcy. Jezus przeszed? ?rodkiem, b?ogos?awi?c je, poczym nauczyciele zaprowadzili Go wraz z ca?ym orszakiem, licz?cym oko?o 30 osób do sali, gdzie im umyto nogi. Tymczasem zebra?o si? przed domem na ulicy oko?o dwudziestu chorych, chromych i cierpi?cych na wodn? puchlin?. Jezus uzdrowi? ich i kaza? im i?? za Sob? do studni, po?o?onej w ?rodku miasta, gdzie te? wszyscy ku wielkiej rado?ci krewnych poszli za Nim, zupe?nie zdrowi. Przy studni naucza? Jezus o chlebie powszednim i o wdzi?czno?ci wzgl?dem Boga. St?d poszed? Jezus do synagogi i tu obja?nia? drug? pro?b? Modlitwy Pa?skiej: „Przyjd? Królestwo Twoje!" Mówi? o królestwie Bo?ym w nas, o jego zbli?aniu si?, t?umaczy?, ?e nie jest to królestwo doczesne, tylko duchowe, i co spotyka tych, którzy odpychaj? je od siebie. Poganie, którzy za Jezusem a? tu przyszli, stali zewn?trz synagogi; byli oni tu wi?cej odosobnieni od ?ydów, ni? w miastach poga?skich. Po uczcie u nauczycieli zaprowadzono Jezusa do gospody, przysposobionej umy?lnie dla Niego i uczniów. W gospodzie by? zarz?dca, który mia? obowi?zek o wszystko si? stara?. Nazajutrz rano naucza? Jezus znowu w tutejszej bardzo pi?knej synagodze, zape?nionej licznym t?umem. Mówi? o siewcy, o ró?nej roli, o k?kolu i o ziarnku gorczycznym, wydaj?cym tak wielkie owoce. Jako porównanie wzi?? krzew tu hodowany, bardzo po?yteczny, który z ma?ego ziarnka wyrasta w ?odyg? na rami? grub?, a wysoko?ci doros?ego m??czyzny; owoc ma wielko?ci ?o??dzi, czerwony lub czarny, który wyciskaj? u?ywaj? do farbowania. Ochrzczeni poganie nie weszli do synagogi; przys?uchiwali si? nauce, stoj?c zewn?trz synagogi, na tarasie. Jezus by? w?a?nie z uczniami na uczcie u prze?o?onych, gdy dzieci wprowadzi?y do sali troje niewidomych ch?opców w wieku od dziesi?ciu do dwunastu lat Ch?opcy ci grali na fletach i na jakim? instrumencie, który trzymali przy ustach, przebieraj?c na nim palcami. Nie by?a to piszcza?ka, a ton by? nieco brz?cz?cy, podobny do tonu


614

drumli. Ch?opcy na przemian grali, to ?piewali mi?ymi g?osy. Mimo ?lepoty mieli oczy otwarte; zdaje si?, i? by?a to katarakta. Na pytanie Jezusa, czy ch?tnie by chcieli przejrze? i pobo?nie a pilnie i?? drog? sprawiedliwo?ci, zawo?ali rado?nie: „Panie, je?li tylko zechcesz nam pomóc! Panie, pomó? nam! Uczynimy wszystko, co rozka?esz!" Wtedy Jezus kaza? im od?o?y? piszcza?ki, postawi? ich przed Sob?, w?o?y? oba Swe wielkie palce do ust poczym ka?demu z ch?opców przesun?? po kolei obu palcami po oczach od k?ta nosowego ku skroniom. Zdj?wszy za? ze sto?u mis? z owocami, pokaza? im j? i zapyta?: „Czy widzicie to?" Otrzymawszy potwierdzaj?c? odpowied?, pob?ogos?awi? ich i da? im owoce. Ch?opcy, upojeni rado?ci?, spogl?dali w ko?o z os?upieniem, lecz oprzytomniawszy po chwili, upadli z p?aczem do nóg Jezusowi. Zgromadzonych ogarn??o wielkie wzruszenie, rado?? i podziw. Uzdrowieni ch?opcy wybiegli tymczasem z rówie?nikami z sali i p?dem pu?cili si? przez ulic? do rodziców. Wie?? o tym rozesz?a si? szybko, wi?c ruch wielki powsta? w mie?cie. Rodzice i krewni uzdrowionych, tudzie? inni mieszka?cy, pospieszyli zaraz do Jezusa i zape?nili przedsionek sali, ch?opcy za? sami weszli w?ród radosnych ?piewów i muzyki do wn?trza, by Jezusowi z?o?y? podzi?kowanie. Korzystaj?c ze sposobno?ci, wypowiedzia? Jezus pi?kn? nauk? o wdzi?czno?ci i w ko?cu rzek?: „Ojciec niebieski jest tak dobrym, ?e podzi?kowanie jest u Niego modlitw?, przygotowuj?c? nowe ?aski." Po uczcie przechadza? si? Jezus z uczniami i poga?skimi filozofami po pi?knych cienistych ??kach wko?o miasta, nauczaj?c podczas tego pogan i nowych uczniów; starsi znów uczniowie nauczali pojedyncze gromadki ludu. Wieczorem naucza? Jezus znowu w synagodze. Nazajutrz poszed? Jezus w odwiedziny do rodziców uzdrowionych wczoraj ch?opców. Byli to ?ydzi z Arabii, z okolicy, gdzie mieszka? Jetro, te?? Moj?esza; mieli nawet osobn? nazw?. Chrzest przyj?li ju? ko?o Kafarnaum, gdy, podró?uj?c tamt?dy, byli na nauce Jezusa na górze. Byli to bowiem w?drowni handlarze i przemys?owcy, podobnie jak u nas W?osi, lub Tyrolczycy, handluj?cy ze ?ciennymi zegarami, ?apkami na myszy, lub figurami gipsowymi. By?o ich tu par? rodzin, licz?cych ??cznie z ?onami i dzie?mi oko?o 20 osób. Wszyscy w?drowali wci?? z miej sca na miejsce, pracuj?c zarazem i handluj?c. W tym czasie bawili tu zwykle par? miesi?cy; przed miastem od strony pó?nocnej mieli gospod? i trudnili si? tam drobnym przemys?em i tkactwem. Na w?drówki brali ze sob? i niewidome dzieci, by i one przy sposobno?ci zarabia?y ?piewem i gr? na flecie. Teraz jednak zakaza? im Jezus bra? dzieci ze sob?, tylko zostawi? je tutaj i posy?a? do szko?y. Wskaza? im nawet ludzi, którzy by je przyj?li i uczyli. Ju? wczoraj mówi? o tym z nimi, a rodzice przyrzekli Mu, ?e zrobi? tak, jak ka?e.

Jezus naucza poga?skich filozofów i przemawia przy ?ydowskim obrz?dzie za?lubin

Wraz z uczniami i owymi siedmiu ochrzczonymi filozofami poszed? Jezus urocz? dolin?, która wiedzie z Mallep do wsi Lanifa, a potem wznosz?c si? ?agodnie, skr?ca na po?udnie ku górom. Z tej?e po?udniowej strony p?ynie tu potok na jakie trzy stopy szeroki, bior?cy pocz?tek ze ?ród?a ko?o Chytrus. Przer?n?wszy si? skrytymi w?wozami przez góry, przep?ywa wie? Lanif?, p?ynie dolin? ku Mallep i w okolicznych rowach. Nie st?d jednak dochodzi woda do wysoko po?o?onej studni w Mallep, cho? tak by si? zdawa? mog?o, bo wodoci?g do pi?knej studni w?a?nie prowadzi pi?t? ulic? miasta, to jest t?, któr? Jezus wyszed?, tu id?c. Lekko wij?ca si? dolina, któr? szli dot?d, jest w oko?o zamkni?ta i niewypowiedzianie urocza i pi?kna. A? do Mallep ci?gn? si? po obu stronach


615

pojedyncze budynki wsi Lanifa, na ko?cu po?o?onej. Wsz?dzie pe?no zielono?ci, pe?no najpi?kniejszych kwiatów i owoców uprawnych, lub dziko rosn?cych. Jezus poszed? na lewo po?udniowym brzegiem strumyka ku Lanifie. Tu napotka? gromad? m?odzie?ców, id?cych w?a?nie do portu, by przeprawi? si? do Jerozolimy na Zielone ?wi?tki. Jezus poleci? im ?azarza pozdrowi?, ale prócz tego nic mu nie mówi?. Nieco dalej przeprawi? si? przez potok i z pó?nocnej strony wróci? znowu dolin? ku Mallep. Po drodze wst?pi? do wsi, nosz?cej dziwn? nazw? Leppe. ?niwa ju? si? sko?czy?y, wi?c ludzie sk?adaj? snopy, przeznaczone dla ubogich, w kopce. Przez ca?? drog? naucza? Jezus poga?skich filozofów, to id?c, to znowu odpoczywaj?c na pi?knej murawie. Mówi? im o zupe?nym zepsuciu ludzi przed potopem, o wyratowaniu Noego od zag?ady, o ponownym zdziczeniu rodu ludzkiego, o powo?aniu Abrahama i opiece nad jego pokoleniem a? do czasu, w którym by móg? wyj?? ze? obiecany pocieszyciel. Od czasu do czasu prosili Go poganie o bli?sze obja?nienia, to znowu przytaczali Mu wielkie imiona staro?ytnych bóstw i bohaterów, o których dobrodziejstwach dla ludzko?ci ludzie tyle mówi?. Jezus tak im to wyt?umaczy?, ?e wszyscy ludzie otrzymuj? od Boga mniej lub wi?cej ?ask naturalnych, z których pomoc? mog? zdzia?a? wiele rzeczy w ?yciu doczesnym dogodnych, u?ytecznych i m?drych; nie mo?na si? jednak przy tym ustrzec od wielu wyst?pków i ohydy. Udowodni? to za?, wskazuj?c, ?e wszystkie narody, oprócz Izraelitów, pogr??one w zupe?nym ba?wochwalstwie, cz??ciowo chyl? si? do upadku, ?e w ?mieszny a bajeczny sposób przekr?caj? wci?? sw? nauk? o bogach, mieszaj? do niej szata?skie proroctwa i czarodziejskie mamid?a, podaj?c je za prawd?. Filozofowie napomkn?li Mu jeszcze o jakim? najstarszym m?drym królu, wywodz?cym swój pocz?tek hen z krajów zaindyjskich. Mia? si? on nazywa? D?emszyd. Z?otym sztyletem, otrzymanym od Boga, podzieli? on mnóstwo krajów, zaludnia? je i wsz?dzie rozsiewa? dobrodziejstwa. Zapytywali wi?c Jezusa, o ile prawdziw? jest jego osoba i cuda, jemu przypisywane. Jezus tak im to wyt?umaczy?: „D?emszyd posiada? roztropno?? naturaln? i m?dro?? zmys?ow? i by? rzeczywi?cie wodzem ludów. Po pomieszaniu narodów przy wie?y Babel, poprowadzi? jako w?adca swe pokolenie i osadzi? je w kilku krajach, wed?ug oznaczonego planu; byli i inni tacy przywódcy ludów, ale ci gorzej post?powali od niego, a to z tego powodu, poniewa? plemi? D?emszyda nie uleg?o jeszcze takiemu zepsuciu." Wykaza? im te?, wiele to na jego rachunek bajek wymy?lono, tymczasem jest on tylko fa?szywym sobowtórem i b??dnym wyobra?eniem Melchizedeka, kap?ana i króla w jednej osobie. Na niego wi?c maj? zwróci? uwag? i na plemi? Abrahama. Podczas pierwotnej w?drówki ludów zes?a? Bóg lepszym rodzinom Melchizedeka, by je prowadzi?, ??czy?, zdobywa? im kraje i siedliska i utrzymywa? je w czysto?ci, by stosownie do swych zas?ug stali si? mniej lub wi?cej godnymi dost?pienia ?aski obietnicy. Kim by? Melchizedek, tego maj? si? sami domy?le?; ale to jest prawd?, ?e by? on wyobra?eniem przysz?ej, obecnie tak bliskiej ?aski obietnicy, a ofiara chleba i wina, przeze? z?o ?ona, spe?ni si? teraz i dokona i trwa? b?dzie a? do ko?ca ?wiata. Jezus opisywa? tak stanowczo i niezbicie D?emszyda i Melchizedeka, ?e uczeni mówili zdumieni: „Mistrzu jak?e m?drym jeste?! Wygl?da to tak, jakby? sam ?y? w tych czasach, i lepiej zna? tych ludzi, ni? oni sami siebie znali!" Jezus mówi? im jeszcze wiele o Prorokach wi?kszych i mniejszych, a szczególnie o Malachiaszu. Z nadej?ciem szabatu, poszed? Jezus do synagogi i naucza? z trzeciej ksi?gi Moj?esza o roku jubileuszowym i z Jeremiasza. Mówi? o tym, ?e rol? sw? trzeba dobrze uprawia?, by brat nasz, który j? odziedziczy, umia? oceni? mi?o?? nasz?, ku niemu. Nazajutrz rano naucza? Jezus dalej o tym samym, co wczoraj, poczym z uczniami


616

i t?umem ludu, ?ydów i pogan, poszed? za miasto w po?udniow? stron?, gdzie by? ?ydowski ogród k?pielowy. Woda dochodzi?a tu wodoci?giem z Chytrus; w ?rodku by?a g?ówna cysterna, w ko?o by?y cysterny k?pielowe, a dalej przyjemne siedzenia i d?ugie cieniste altany. Wszystko przygotowane ju? by?o do chrztu. W?ród licznego t?umu, który zape?ni? plac ko?o studni, znajdowa?o si? siedem par nowo?e?ców, ich starostowie i krewni. Jezus naucza? o grzechu pierworodnym, o zepsuciu ludzi, o obietnicy, o zdziczeniu i wyrodzeniu si?, o oddzieleniu lepszych ludzi od z?ych, o czujno?ci w zawieraniu ma??e?stw, by dzieci mog?y dziedziczy? cnoty i ?aski rodziców, o u?wi?ceniu ma??e?stwa przez Zakon, umiarkowanie i wstrzemi??liwo??. Z tego zesz?a mowa na oblubie?ca i oblubienic?; Jezus wzi?? jako przyk?ad rosn?cy tu gatunek drzewa, które oddalone od innych drzew tego rodzaju, a nawet morzem od nich oddzielone, wydaje owoc, rzek?: „Tak to nadzieja, ufno?? w Bogu, t?sknota za zbawieniem, pokora i czysto??, czyni? kobiet? matk? obietnicy." W ten sposób zeszed? na tajemne znaczenie ma??e?stwa, tj. po??czenie si? Pocieszyciela Izraela ze swym ko?cio?em, i nazwa? ma??e?stwo wielk? tajemnic?. Mówi? za? o tym tak pi?knie i dziwnie, ?e nie o?mieli?abym si? i nie potrafi?abym tego powtórzy?. Naucza? nast?pnie o pokucie i chrzcie, który czy?ci, ma?e win? od??czenia i czyni wszystkich zdolnymi wzi?? udzia? w obietnicy zbawienia. Niektórych nowochrzcze?ców bra? Jezus na stron?, s?ucha? wyznania ich grzechów, udziela? im rozgrzeszenia, a za pokut? zadawa? im zwykle jakie? umartwienia, lub spe?nienie dobrych uczynków. Jakób M?odszy i Barnabasz udzielali chrztu, do którego przyst?powali przewa?nie starcy, kilku pogan i owi trzej uzdrowieni ch?opcy, bo nie byli wraz z rodzicami ko?o Kafarnaum ochrzczeni. Po zako?czeniu szabatu pytali niektórzy filozofowie, czy Bóg musia? spu?ci? tak straszny potop na ziemi? i dlaczego ka?e ludziom tak d?ugo czeka? na Pocieszyciela? Przecie? móg? inaczej to urz?dzi? i pos?a? kogo?, kto by wszystko naprawi?? Jezus pouczy? ich, ?e nie le?a?o to w wyrokach Bo?ych. Bóg obdarzy? anio?ów woln? wol? i moc? anielsk?; ci przez pych? odpadli od Niego i za to wtr?ceni zostali do królestwa ciemno?ci. Pomi?dzy królestwem ciemno?ci, a królestwem ?wiat?a powsta? teraz cz?owiek, równie? obdarzony woln? wol? i przez spo?ycie zakazanego owocu odda? si? niejako królestwu ciemno?ci. Teraz wi?c musi wspó?dzia?a? z Bogiem, by Ten mu pomóg?, musi niejako przyci?gn?? ku sobie Królestwo Bo?e, by Bóg mu je da?. Przez spo?ycie zakazanego owocu chcia? cz?owiek sta? si? równym Bogu, wi?c teraz nic mu nie mo?e pomóc, dopóki Bóg nie ze?le im Syna Swojego, by ich przejedna? z Bogiem. Ludzie jednak?e tak ju? zwyrodnieli w ca?ej swej istocie, ?e trzeba by?o wielkiego mi?osierdzia i przedziwnej opatrzno?ci Bo?ej, by sprowadzi? Królestwo Bo?e na ziemi?, bo wci?? je odpycha?o królestwo ciemno?ci, w?adn?ce cz?owiekiem. To za? Królestwo Bo?e nie polega na panowaniu i wspania?o?ci doczesnej, lecz jest odnowieniem i przejednaniem cz?owieka z Ojcem niebieskim i po??czeniem wszystkich dobrych w jedno cia?o. Nazajutrz naucza? Jezus znowu na placu chrztu. Znajdowa?y si? w t?umie tak?e owe siedem par nowo?e?ców, mi?dzy, nimi kilku pogan, którzy przyj?wszy obrzezanie, brali za ?ony ?ydówki. I inni poganie, sk?onni do judaizmu, prosili o pozwolenie przys?uchiwania si? nauce. Najpierw mówi? Jezus ogólnie o obowi?zkach stanu ma??e?skiego, a szczególnie ?on; zaleca? im, by tylko m??owi ?mia?o w oczy patrza?y, a przed ka?dym innym wzrok spuszcza?y. Mówi? o pos?usze?stwie, pokorze, czysto?ci, pracowito?ci i wychowaniu dzieci. Gdy niewiasty odesz?y, by przyrz?dzi? uczt? w Leppe, zacz?? Jezus przygotowywa? m??czyzn do chrztu. Opowiada? im, jak to za czasów Eliasza posucha wielka panowa?a w kraju i jak Eliasz uprosi? u Boga, ?e chmura


617

deszczowa wysz?a z morza. A w?a?nie dzi?, tak jak niedawno temu, unosi?y si? nad ziemi? g?ste bia?e tumany mg?y, zas?aniaj?ce dalszy widok. Owa posucha — mówi? Jezus — panuj?ca za Eliasza, by?a kar? za ba?wochwalstwo króla Achaba; zarazem nasta?a tak?e posucha serc, bo Bóg odj?? od ludzi Sw? ?ask? i b?ogos?awie?stwo. Eliasz ?y? w ukryciu nad potokiem Karith, ?ywiony przez ptaka, potem poszed? do Sarepty do biednej wdowy i pomóg? jej, a gdy zwyci??y? s?ugi ba?wanów na Karmelu, wysz?a chmura z morza i u?y?ni?a deszczem ziemi?. Deszcz ten porównywa? Jezus z chrztem i upomina? s?uchaczy, by nawrócili si? i po tym deszczu chrztu nie pozostawali w grzechach i posusze serca, jak Achab i Jezabel. Wspomina? tak?e o Segoli, owej pobo?nej pogance z Egiptu, która osiedliwszy si? w Abila, tyle dobrego zdzia?a?a i znalaz?a ?ask? w oczach Bo?ych. Mówi? przy tym o sposobie, w jaki poganie maj? u?wi?ca? si? i stara? osi?gn?? ?ask? Bo??. Dobiera? takich przyk?adów, bo poganie tutejsi s?yszeli ju? nieraz o Eliaszu i Segoli. Po ochrzczeniu oblubie?ców poszed? Jezus z uczniami, oblubie?cami i rabinami na uczt? do wsi Leppe, po?o?onej na zachód od Mallep. Zaprosi? Go na ni? tamtejszy nauczyciel ?ydowski, którego córka by?a oblubienic? jednego z poga?skich filozofów z Salamis, który us?yszawszy nauk? Jezusa, da? si? zaraz obrzeza?. Droga wznosi?a si? z pocz?tku ?agodnie w gór?, a potem znowu si? zni?a?a. Po obu bokach ci?gn??y si? pi?kne aleje, wi?c sz?o si? jakby ogrodem. Pod Leppe prowadzi droga do niewielkiego portu Cerinia, oddalonego o dwie godziny drogi. Inna droga, na której rozmawia? Jezus z w?drownymi Arabami, prowadzi do portu Lapitus, le??cego wi?cej na zachód. W Leppe zajmuj? poganie szereg domów, ci?gn?cy si? wzd?u? go?ci?ca. ?ydzi mieszkaj? osobno i maj? osobn? w?asn? synagog?. Kwitnie tu handel i przemys?. W ogrodach poga?skich stoj? pos??ki bóstw, jakoby lalki w powiciu. Na placu publicznym, w bok od drogi, w ogrodzeniu, sta? pos?g bo?yszcza, wielko?ci wi?cej ni? ludzkiej, z g?ow? podobn? do g?owy wo?u. Mi?dzy rogami mia? co? podobnego do snopka; siedzia? na czepku, a z przodu zwierza?y si? mu krótkie r?ce. Uczta by?a pojedyncza, sk?adaj?ca si? z pieczonych ptaków, ryb miodu, chleba i owoców. Oblubienice i dru?ki siedzia?y osobno przy jednym ko?cu sto?u w zas?onach na twarzy. Mia?y na sobie d?ugie suknie w paski, a na g?owach wie?ce z barwnej we?ny i piórek. W czasie uczty i potem naucza? Jezus o ?wi?to?ci ma??e?stwa i o konieczno?ci zadowolenia si? jedn? niewiast?; by? tu bowiem zwyczaj, ?e z lada b?ahej przyczyny brano rozwód i pojmowano inn? ?on?. Otó? Jezus powstawa? surowo przeciw temu, przytaczaj?c przypowie?? o uczcie weselnej, o winnicy i Synu królewskim. W uczcie brali udzia? tak?e podró?ni przechodnie, zaproszeni przez prze?o?onych wesela. Trzej uzdrowieni ch?opcy grali podczas uczty na piszcza?kach, a dziewcz?ta ?piewa?y. Ciemno ju? by?o, gdy Jezus wraca? z uczniami do Mallep. Gdy stan?li na najwy?szym miejscu drogi, uderzy? ich czaruj?cy widok. Z dala wida? by?o morze, po?yskuj?ce dziwnym blaskiem. W Mallep odbywa?y si? na wielk? skal? przygotowania do za?lubin siedmiu par oblubie?ców. Ca?e miasto zdawa?o si? bra? udzia? w uroczysto?ci, bo te? wszyscy ?yli tu w pewnej braterskiej ??czno?ci. Ubogich nie wida? nigdzie, mieszkaj? oni bowiem osobno, utrzymywani przez zamo?niejszych. Mallep budowane jest bardzo regularnie. Wygl?da jak p?czek, podzielony na pi?? równych cz??ci. Pi?? ulic, przecinaj?cych miasto, zbiega si? do ?rodka ku wysokiej studni, otoczonej drzewami i tarasami, cztery za? przeci?te s? poprzecznymi ulicami, które biegn? wko?o, okr??aj?c ?rodek miasta. W jednej z ulic okr??nych stoi dom, w którym na koszt gminy ?yj? wspólnie wdowy i stare


618

bezdzietne matki; maj? tu one pod zarz?dem szko?y i piel?gnuj? sieroty. Dla utrzymania opieki ubogich cudzoziemców i podró?nych jest osobny dom. Pozosta?a cz??? miasta, obejmuj?ca budynki publiczne, podzielona jest na dwie cz??ci wodoci?giem, prowadz?cym do studni. W jednej cz??ci jest publiczny rynek, szereg gospód i schronisko dla op?tanych, którym nie wolno b??ka? si? swobodnie; kilku z nich, przyprowadzonych z innymi chorymi, ju? Jezus uzdrowi?. W drugiej po?owie, w pobli?u studni, wznosi si? powszechny dom godowy, si?gaj?cy dachem swym wysoko?ci studni. Wej?cie nie by?o od strony studni, lecz z przeciwnej strony zwrócone w dó? dzielnicy. Z przedniego podwórza wiód? mi?dzy zielonymi szpalerami chodnik, ci?gn?cy si? na kilkaset kroków a? do przedsionka synagogi; zajmowa? on dwie trzecie d?ugo?ci ulicy. Wiod?y do? wej?cia z poprzecznych okr?g?ych ulic, ale ludno?ci nie wolno by?o tu wchodzi?, tylko w dni uroczyste za pozwoleniem. W dzie? godów przystrajano przez ca?e rano dom godowy. Jezus bawi? tymczasem z uczniami w gospodzie, gdzie wci?? zg?aszali si? m??czy?ni i niewiasty, szukaj?c u Niego wskazówek, rady i pociechy, bo przez zwi?zki z poganami, mieli cz?sto ró?ne skrupu?y i troski. Nadrzeczni zg?aszali si? tak?e do Niego, a Jezus rozmawia? na osobno?ci z ka?dym z osobna; by? to zarazem rodzaj spowiedzi i nauki przed?lubnej. Zapytywa? ich, dlaczego si? pobieraj?, czy maj? na uwadze przysz?e potomstwo i jego zbawienie, opieraj?ce si? na boja?ni Bo?ej, skromno?ci i umiarkowaniu. Dotychczas nikt ich w tym nie poucza?. W otwartym chodniku szpalerowym poustawiano ?uki tryumfalne, pozawieszano kobierce, korony z kwiatów i wie?ce z owoców, porobiono schody i galerie, by widzowie z góry mogli na wszystko patrze?. Przed synagog? zbudowano osobno otwart? altan?, a wko?o niej poustawiano pi?kne drzewka. Na podwórza i do altan stoj?cych wko?o domu godowego, znosili zewsz?d ludzie przybory do uczty; ktokolwiek z miasta co? przys?a?, bra? udzia? w uczcie. Potrawy znoszono na d?ugich noszach, s?u??cych zarazem za sto?y. Nosze, by?y to p?ytkie a d?ugie plecione kosze, w których pod przykryw? sta?y potrawy, chleb i ma?e kubki z napojami. Prowizoryczne te sto?y przykryte by?y kobiercami. Biesiadnicy le?eli przy nich na woj?okach, wsparci o poduszki, wyjmowali potrawy bocznymi otworami, k?adli je na wierzch i spo?ywali. Wszystko to by?o zawczasu przygotowane i zewsz?d poznoszone. W altanie, gdzie mia?y si? odby? za?lubiny, ustawiono wspania?y baldachim. Na osobne zaproszenie przyby? tu tak?e Jezus z uczniami. Poniewa? mi?dzy nowo?e?cami by?o kilku dawniejszych pogan, wi?c na ?lub przyby?o równie? kilku filozofów i innych pogan, lecz ci stali w przyzwoitym oddaleniu. Wreszcie nadesz?y z ró?nych stron pary oblubie?ców w otoczeniu dru?bów, dru?ek i krewnych. Przodem szli ch?opcy i dziewcz?ta w wie?cach na g?owie, graj?c na ró?nych instrumentach. Oblubie?cy mieli na sobie d?ugie p?aszcze, u sukien paski i rzemyki z literami, a na nogach bia?e sanda?y. W r?kach trzymali ?ó?te chustki. Oblubienice mia?y na sobie pi?kne, bia?e, d?ugie suknie z we?ny, tkane w ?ó?te kwiaty i floresy. W?osy, u niektórych ?ó?te, splecione z ty?u w siatk?, przetykan? per?ami i z?otymi nitkami, podtrzymywa?a spodem sprz?czka. Zas?ona opada?a na kark i na twarz; g?ow? opasywa? pier?cie? z trzema z?bami, opatrzony z przodu wystaj?cym pa??kiem, poza który mo?na by?o wysun?? zas?on?. Pewna liczba tych zas?on po?yskiwa?a dziwnie, jakby zrobiona z pi?knego jedwabiu, lub innej osobliwej tkaniny. Niektóre oblubienice mia?y na g?owie korony z piór lub jedwabiu. W r?kach trzyma?y wszystkie przez czarn? lub ciemn? chustk? z?ote pochodnie, podobne do ?wieczników bez podstawy. Na nogach mia?y bia?e trzewiki, czy te? sanda?y. Same za?lubiny, spe?niane przed rabinami, sk?ada?y si? z tylu ró?nych


619

zwyczajowych obrz?dków, ?e ju? nie potrafi? ich w nale?ytym porz?dku opisa?. Najpierw odczytywano zwoje pisma, zapewne kontrakty ?lubne i modlitwy. Potem wchodzi?a m?oda para pod baldachim, podczas gdy krewni rzucali za nimi ziarnkami pszenicy, wymawiaj?c przy tym s?owa b?ogos?awie?stwa. Rabin nak?uwa? oblubie?ca i oblubienic? w ma?y palec, spuszcza? po par? kropel krwi do kubka wina, które nowo?e?cy wspólnie wypijali, potem podawa? oblubieniec kubek poza siebie i stawiano go w miednic? z wod?. Troszk? krwi, p?yn?cej z palca, spuszczano na d?o?, pocierano ni? r?ce i podawano je sobie. Po przewi?zaniu rany bia?? nitk?, zamieniano pier?cionki. Zdaje mi si?, ?e ka?de z nich mia?o dwa pier?cionki, jeden na ma?ym palcu, drugi na wskazuj?cym. Nast?pnie zarzucano na g?owy m?odej pary pewien rodzaj tkanej zas?ony. Oblubienica bra?a teraz znowu w praw? r?k? przez czarn? chustk? pochodni?, któr? tymczasem odda?a by?a dru?ce, k?ad?a j? w prawic? oblubie?ca, ten k?ad? j? z prawej r?ki do lewej i znów wk?ada? w lew? r?k? oblubienicy, która oddawa?a j? na powrót dru?ce. B?ogos?awiono tak?e kubek wina, a wszyscy krewni po trosze z niego pili. Po sko?czonym obrz?dzie zdejmowa?y dru?ki strój z g?owy oblubienicy i zak?ada?y jej inn? zas?on?; zauwa?y?am przy tym, ?e owe wszystkie bujne sploty w?osów by?y fa?szywe. Obrz?du za?lubin dope?niali trzej rabini, a trwa?o wszystko oko?o trzech godzin. Potem wyruszono w procesji do domu godowego przez chodnik szpalerowy; naprzód sz?y oblubienice, a za nimi oblubie?cy, w?ród b?ogos?awie?stw i ?ycze? widzów. Po przek?sce poszli nowo?e?cy do ogrodu k?pielowego przy wodoci?gu, gdzie oddali si? ochoczej zabawie. Wieczorem by?a w synagodze dla nowo za?lubionych nauka. Najpierw przemawiali rabini, a potem prosili Jezusa, by i On da? jakie wskazówki nowym ma??onkom. Nazajutrz w?ród d?wi?ków muzyki wyruszyli znowu nowo?e?cy ze wszystkimi go??mi do domu godowego. Uczniowie brali dzisiaj tak?e udzia?, ale tylko jako pos?uguj?cy. Nowo?e?com podawano pieczywa i owoce w pi?knych naczyniach; by?y tam poz?acane jab?ka, ob?o?one poz?acanymi zio?ami i kwiatami. Wkrótce nadesz?y gromadki dzieci, popisuj?ce si? ?piewem i ta?cami; by?y to biedne, obce dzieci, zarabiaj?ce w ten sposób na chleb. Otrzymawszy podarunki, zaraz odesz?y. Po nich gra?y owe pachol?ta, uzdrowione przez Jezusa, i inne miejskie chóry ?piewu; nast?pnie wykonano osobliwy taniec w pod?u?nej, czworok?tnej altanie, na ruchomej wys?anej pod?odze, wygl?daj?cej tak, jak gdyby na grubej warstwie mchu u?o?ono lu?ne deski. Tancerze stali w czterech podwójnych rz?dach, zwróceni do siebie plecami. Pojedyncze pary, podaj?c sobie na przemian r?ce przez chustki, ta?cowa?y od pierwszego miejsca pierwszego rz?du, a? do ostatniego miejsca czwartego rz?du; wnet utworzy? si? d?ugi szereg to skr?caj?cy si?, to rozkr?caj?cy, jak w?? olbrzymi. W ta?cu nie skakano, tylko posuwano si? ko?ysz?c to w t? to w ow? stron?, jak automaty bez nóg. Zas?ony oblubienic i innych niewiast upi?te by?y na z?otym patyku, wystaj?cym nad czo?em. Po ta?cu pokrzepiano si? ch?odnikami, zastawionymi na stolikach w czterech rogach altany. Nast?pnie przy d?wi?kach muzyki udano si? znowu do ogrodu k?pielowego. Tutaj w altanach i na wolnej murawie oddawano si? ró?nym grom, jako to: wy?cigom, skakaniu i rzucaniu do celu. M??czy?ni bawili si? osobno, niewiasty tak?e osobno. Ka?dy otrzymywa? nagrod? lub uiszcza? kar?, a to w monecie, pasach, ma?ych kawa?kach materii, lub szalach na szyj?; kto nie mia? nic przy sobie, kupowa? u kramarza, który zakwaterowa? si? nieopodal ze swymi zapasami. Tak wygrane jak i przegrane przedmioty oddawano zaraz najstarszym, a ci rozdzielali je przypatruj?cym si? ubogim. Oblubienice i dziewice zabawia?y si? tak?e gr? towarzysk?, pochwyciwszy si? za r?ce wko?o. Podkasane by?y przy tym


620

do kolan, a ?ydki owini?te mia?y bia?ymi przepaskami. Zas?ona podpi?ta by?a tak?e i okr?cona w ko?o uszów i ty?u g?owy. Wszystkie wygl?da?y pi?knie i zgrabnie. Tworzy?y ko?o w ten sposób, ?e lew? r?k? trzyma?y si? pasa towarzyszki i obraca?y si?, a praw? woln? r?k? rzuca?y do siebie ?ó?tym jab?kiem, które ka?da usi?owa?a z?apa?; kto nie z?apa?, musia?, nie przerywaj?c obrotu, podnie?? je z ziemi. Przy ko?cu bawi?y si? wspólnie z m??czyznami w ten sposób, ?e siada?y z nimi w rz?dach naprzeciw siebie i w umy?lnych ??óbkach kula?y do siebie mi?kkie, ?ó?te owoce, które zderzywszy si?, p?ka?y, i to sprawia?o im wielk? uciech?. Wieczorem wyruszono w uroczystym pochodzie do domu. Nowo?e?ców prowadzono na przystrojonych os?ach; oblubienice siedzia?y na siod?ach poprzecznych. Przodem sz?a muzyka, a za ni? post?powali wszyscy z weselem do domu godowego, gdzie zastawiona by?a uczta. Nowo?e?cy sk?adali jeszcze w synagodze przed rabinami ?lub strzemi? ?liwo?ci w pewne ?wi?ta; w razie z?amania ?lubu podpadali pokusie. Przyrzekali tak?e w noc Zielonych ?wi?t czuwa? wspólnie i modli? si?. Z domu godowego wprowadzono nowo?e?ców do ich ognisk domowych. To z ma??onków, które mia?o w posagu dom, sta?o przed nim, a krewni przyprowadzali tymczasem dot?d drugiego z nich, obchodzili trzy razy dom i wspólnie wchodzili do wn?trza. Potem wnoszono uroczy?cie ?lubne podarunki, przy czym obdarowywano ubogich.

Zielone ?wi?tki. Jezus naucza o chrzcie

Teraz zaj?ci s? wszyscy w Mallep przygotowaniami do ?wi?t, a wi?c czyszcz? wszystko, myj? i szoruj?. Synagoga i wiele domów przystrojone s? w zielone drzewka i wie?ce z kwiatów, a pod?ogi wysypane s? kwiatami. Ca?? synagog? wykadzono a ksi?gi Zakonu przystrojono w kwiaty. W przedsionku ?wi?tyni w osobnych, przeznaczonych do tego izbach, piek? si? chleby prza?ne z m?ki, pob?ogos?awionej przez rabinów. Dwa chleby wypieczone s? z tegorocznej pszenicy, na inne chleby i na wielkie, cienkie placki karbowane, by je ?atwiej by?o ?ama?, sprowadzono m?k? a? z Judei, z roli, na której Abraham przyj?? by? ofiar? Melchizedeka. M?k? t?, zwan? siejb? Abrahama, przys?ano tu w d?ugich puszkach; m?ki tej nie kwaszono. Wszystko musia?o by? gotowe do czwartej godziny. Oprócz tego by?a jeszcze m?ka i zio?a, a wszystko b?ogos?awiono. Rano tego dnia naucza? Jezus w gospodzie nowo ochrzczonych pogan i starych ?ydów; mówi? bardzo g??boko o Zielonych ?wi?tkach, o prawodawstwie na górze Synaj i o chrzcie. Porusza? wiele miejsc z Proroków, odnosz?cych si? do dnia dzisiejszego. Mówi? o ?wi?tych chlebach, w te dnie po?wi?canych, o ofierze Melchizedeka i o tej, któr? przepowiada? Malachiasz. Oznajmi?, ?e bliskim jest ustanowienie tej ofiary i ?e gdy za rok znów nadejd? Zielone ?wi?tki, b?d? ju? wtedy nowe ?aski rozlewa? si? przez chrzest i ka?dy b?dzie tych ?ask uczestnikiem, kto wtedy uwierzy w Pocieszyciela Izraelowego. Nad tym zacz??a si? sprzeczka i dysputa, bo niektórzy nie chcieli czy nie mogli zrozumie? tych s?ów; Jezus oddzieli? wi?c mniej wi?cej pi??dziesi?ciu, których uzna? za dojrza?ych do s?uchania nauki, innych odprawi? z niczym, obiecuj?c ich pó?niej przygotowa?. Teraz poszed? Jezus z wybranymi za miasto ku wodoci?gom przy ogrodzie k?pielowym i tam naucza?. Widzia?am, jak Jezus, wzniós?szy wskazuj?cy palec w gór?, obja?nia? im co?, to znów oni przystawali i gestykuluj?c, stawiali pytania i zarzuty. ?ydzi w ogóle w rozmowach zawsze ?ywo gestykulowali r?kami i palcami. Jezus wyja?nia? im, jak to jedyne zbawienie i wielka ?aska sp?ynie na ludzi przez chrzest, udzielany po spe?nieniu owej ofiary; zapytali si? tedy


621

niektórzy, czy tera?niejszy ich chrzest nie mie?ci w sobie tej ?aski, a Jezus im rzek?: „Tak, je?li tylko trwa? b?dziecie we wierze i uznacie ow? ofiar?; przecie? i Patriarchowie, cho? nie przyj?li tego chrztu, ale t?sknili za nim i w duchu go przeczuwali, doznaj? pomocy przez ow? ofiar? i chrzest. Nast?pnie mówi? Jezus o po?ytku gorliwej modlitwy podczas tych ?wi?t; pobo?ni Izraelici od dawien dawna tego przestrzegali i b?agali o zes?anie pociechy dla Izraela. Wiele jeszcze wa?nych, g??bokich my?li wypowiedzia? Jezus, lecz nie umiem ju? tego jak nale?y powtórzy?. Pod szabat powróci? Jezus z uczniami do gospody i widzia?am, jak przysy?ano im tam potrawy z uczty weselnej. Powracaj?cych do Salamis pogan odprowadzi? Jezus z uczniami na drog?. Upomina? ich przy tym, by nie oddali si? znowu ba?wochwalstwu i kr?taczym spekulacjom i o ile mo?no?ci jak najpr?dzej opu?cili ten kraj, gdzie tyle przeszkód mie? b?d? na nowej drodze ?ycia. Wskaza? im do osiedlenia si? ró?ne odpowiednie okolice, z czego przypominam sobie tylko Jerozolim?, ziemi? mi?dzy Hebron a Gaz?, i ko?o Jerycho; poleci? im przy tym, by po przybyciu tam zwrócili si? o porad? i pomoc do ?azarza, Jana Marka, siostrze?ców Zachariasza i rodziców uzdrowionego ?lepego ucznia Manahema. Tu? przed nadej?ciem szabatu zaprowadzi?y dzieci szkolne w uroczystym pochodzie rabinów do synagogi; jako te? niewiasty zaprowadzi?y oblubienice, a m?odzi m??czy?ni oblubie?ców. — Jezus poszed? tam tak?e z uczniami. Nabo?e?stwo nie by?o wcale niezwyk?? ceremoni?, polega?o tylko na ?piewaniu i czytaniu, przeplatanym modlitw?. Mi?dzy zebranych rozdzielano kawa?ki po?wi?conych chlebów. Uwa?ano to za ?rodek pomocny przeciw chorobom i czarnoksi?stwu. Wielu ?ydów, mi?dzy nimi siedmiu m?odych oblubie?ców, przep?dzi?o noc w synagodze na modlitwie. Mieszka?cy miasta znów szli gromadkami po dziesi?ciu lub dwunastu na wzgórki, lub do ogrodów. Tu wbijali w ziemi? ?erd? z pochodni? na wierzchu i modlili si? przy tym pod go?ym niebem przez ca?? noc. Uczniowie i ochrzczeni poganie poszli za ich ?ladem, a Jezus poszed? sam jeden na ustronne miejsce na modlitw?. Nawet niewiasty zgromadzi?y si? na wspóln? modlitw? po domach. Uroczysto?? Pi??dziesi?tnicy. W sam dzie? ?wi?teczny sp?dzono ca?y ranek w synagodze na modlitwach, ?piewie, i czytaniu ksi?g Zakonu. Potem odby?a si? pewnego rodzaju procesja. Przodem szli rabini z Jezusem na czele, a za nimi wiele ludu. Tak obchodz?c kru?ganki ?wi?tyni, na czterech miejscach, zwróconych w cztery strony ?wiata, stawali i wypowiadali b?ogos?awie?stwa na wszystkie ziemie i morza. Po dwugodzinnej prawie przerwie, zebrano si? w po?udnie znowu w synagodze i czytanie odbywa?o si? na przemian dalej. W jednej z przerw zapyta? Jezus: „Czy zrozumieli?cie to?" i wyja?ni? niektóre cz??ci. Czytano w?a?nie o przej?ciu przez Morze Czerwone i dalszej w?drówce a? do prawodawstwa na górze Synaj. Podczas gdy oni czytali, widzia?am to wszystko naocznie w objawieniu i z tego przypominam sobie nast?puj?ce szczegó?y. Widzenie przej?cia przez Morze Czerwone. Izraelici le?eli obozem w kotlinie wzd?u? Morza Czerwonego na godzinnej przestrzeni. Morze by?o w tym miejscu bardzo szerokie i zasiane g?sto wysepkami pó? godziny drogi d?ugimi, a pó? do jednego kwadransa szerokimi. Faraon z wojskiem szuka? pocz?tkowo Izraelitów o wiele wy?ej, ale wkrótce dowiedzia? si? przez szpiegów o ich miejscu pobytu. S?dzi? ju? na pewne, ?e ma ich w swoich r?kach, bo przecie? przez morze nie mogli mu uciec. Ucieszy?o to te? Egipcjan, rozz?oszczonych na ?ydów za zabranie ?wi?tych naczy?, pos??ków bóstw i tajemnic religijnych.


622

Na wiadomo?? o zbli?aniu si? Egipcjan zdj??a Izraelitów ?miertelna trwoga. Moj?esz tylko nie straci? nadziei; pomodliwszy si?, kaza? im zaufa? Bogu i i?? za jego przyk?adem. Wtem wzniós? si? za Izraelitami s?up ob?oku tak g?sty, ?e zas?oni? ich zupe?nie przed oczami Egipcjan. Moj?esz tymczasem post?pi? nad brzeg morza, trzymaj?c w r?ku lask? z dwiema odro?lami i ga?k? u góry; pomodliwszy si?, uderzy? lask? w wod?. I oto przed frontem wojska izraelskiego wyros?y jakoby z dna morskiego dwa wielkie s?upy ?wietlane, zako?czone snopem p?omienistym, zbiegaj?cym si? ku górze; jeden sta? naprzeciw prawego, drugi naprzeciw lewego skrzyd?a. Silny wiatr rozdzieli? wody na szeroko?? frontu wojska Izraelskiego, tj. mniej wi?cej na godzin? drogi. Moj?esz pierwszy zeszed? po ?agodnym stoku na dno morza, a za nim ca?a rzesza w szeregu po pi??dziesi?ciu m??ów. Z pocz?tku by?o dno nieco o?liz?e, ale wnet weszli na mi?kk? muraw?, po której sz?o si? jak na kobiercach. Od s?upów ognistych jasno by?o jak w bia?y dzie?. Najpi?kniej jednak wygl?da?y wyspy, jakby jakie wspania?e p?ywaj?ce ogrody, pe?ne najpyszniejszych owoców i ró?nych zwierz?t. Izraelici zbierali po drodze owoce i ?apali zwierz?ta, co im si? bardzo przyda?o, bo bez tego musieliby po drugiej stronie morza przymiera? g?odem. Przechód przez morze zacz?? si? oko?o pó?nocy. Woda nie rozst?pi?a si? naraz, lecz powoli ust?powa?a przed krokami Moj?esza, robi?c woln? klinowat? przestrze?. Tote? w pobli?u wysp wida? by?o przy ?wietle s?upów odzwierciedlaj?ce si? w wodzie drzewa i owoce. ?ciany wodne nie by?y po obu stronach prostopadle ?ci?te jak mur, lecz wygl?da?y raczej jak zsiad?a galareta. Izraelici szli spiesznym krokiem naprzód, podobnie jak ten, co schodzi z góry. Cudownym sposobem przeprawili si? wszyscy w trzech godzinach, podczas gdy zwykle trzeba by by?o na to dziewi?? godzin. O sze?? do dziewi?? godzin drogi wy?ej le?a?o nad brzegiem jakie? miasto, które pó?niej zala?a woda. Oko?o trzeciej godziny nadci?gn?? z wojskiem Faraon; z pocz?tku wstrzyma?a go mg?a, lecz wkrótce znalaz? ?lady, nie namy?laj?c si? wi?c, wjecha? w pi?knych wozach na dno morskie, a za nim ca?e wojsko. Izraelici byli ju? wszyscy na drugim brzegu, wi?c Moj?esz rozkaza? wodom zej?? si? na powrót. Egipcjanie, o?lepieni blaskiem i mg??, nie zauwa?yli gro??cego niebezpiecze?stwa, wody si? naraz z??czy?y, grzebi?c w swych nurtach ca?e wojsko egipskie. Rano nie by?o ju? ani ?ladu nieprzyjaciela, a Izraelici z g??bi serca wielbili Boga za cudowne ocalenie. Dwa s?upy ?wietlne z??czy?y si? teraz znowu w jeden s?up ognisty. Pi?kny to by? widok, a ?adne pióro niezdolne jest go opisa?. Nazajutrz, na pro?b? wielu mieszka?ców, zwiedzi? Jezus z uczniami dwie dzielnice miasta, w których jeszcze nie by?. Uzdrawia? tu chorych obojga p?ci umieszczonych w osobno przy budowanych celkach na podwórzach; upomina? i pociesza? melancholików, dr?czonych tajemn? trosk?. W Mallep by?o wszystko tak m?drze urz?dzone, ?e mo?na by?o zawsze ukry? si? z cierpieniem, uw?aczaj?cym czyjej? czci. Tak na przyk?ad zapytywa?o wiele niewiast Jezusa, co maj? pocz??: m??owie s? im niewierni, a one boj? si? ich oskar?y?, bo wynik?oby publiczne zgorszenie, a w razie nie udowodnienia winy podleg?yby ci??kiej karze. Pragn??yby jednak koniecznie albo zmiany post?powania ze strony m??ów, albo rozwodu. Jezus pociesza? je i zaleca? cierpliwo??, przy tym kaza? im si? namy?li?, czy wol?, by On sam skarci? ich m??ów, czy te? maj? to zrobi? Jego uczniowie obcokrajowcy, by na nie nie pad?o podejrzenie, ?e oskar?aj? swych m??ów, i by nie rozg?osi?o si? to po kraju. Do domów, które zwiedza? Jezus, znoszono zewsz?d dzieci, a On je b?ogos?awi?. Po po?udniu poszed? Jezus do obszernego budynku, gdzie od ty?u w kru?ganku podwórza le?eli znakomitsi chorzy, po jednej stronie m??czy?ni, po drugiej za? niewiasty. Byli mi?dzy nimi bardzo chorzy melancholicy, p?acz?cy i nie daj?cy si?


623

niczym pocieszy?. Jezus uzdrowi? oko?o dwudziestu, przepisa? im, co maj? je?? i pi?, i kaza? im si? ok?pa?. Potem zwo?a? wszystkich razem i naucza? najpierw niewiasty, nast?pnie m??czyzn. Trwa?o to prawie do wieczora, poczym Jezus uda? si? do synagogi.

Jezus ma w synagodze ostre, gromi?ce kazanie

W synagodze czytano III. Ks. Moj?. roz. 26. i Jeremiasza roz. 17, o przekle?stwie Bo?ym na tych, którzy nie dochowuj? przykaza?, o dziesi?cinach, ba?wochwalstwie, gwa?ceniu szabatu itd. Po sko?czonym czytaniu zabra? g?os Jezus; w przemowie Swej tak surowo karci? grzeszne post?powanie ludzi, ?e wielu obecnych skruszy? zupe?nie i do rzewnego pobudzi? p?aczu. Synagoga otwarta by?a na wszystkie strony, a g?os Jezusa rozchodzi? si? po niej tak d?wi?cznie i silnie, jak ?adnego innego cz?owieka. Jezus powstawa? najpierw przeciw tym, którzy, zbyt przywi?zani do rzeczy stworzonych, od ludzi tylko oczekuj? pociechy i pomocy. Mówi? dalej o diabelskim poci?gu, jaki czuj? ku sobie cudzo?ó?cy i cudzo?o?nice; kl?twa rzucona przez oszukanych ma??onków, spada na nieprawe dzieci, lecz wina ci??y tylko na cudzo?ó?cy. Wzruszy?y te s?owa ludzi, a wielu mówi?o do siebie przy ko?cu nauki: „Ten mówi? dzi? tak, jakoby bliskim ju? by? dzie? s?du!" Dalej pi?tnowa? Jezus dum? kr?taczy uczonych i nieu?yteczne szperanie. Mia?o to by? nagan? post?powania miejscowych uczonych, którzy kszta?cili si? w tutejszej wielkiej szkole miejskiej, a potem dla dalszych studiów odbywali dalekie podró?e. Po sko?czeniu tego gromi?cego kazania, powróci? Jezus do gospody; tu zaraz zebra?o si? mnóstwo ludzi, prosz?c Go o rad?, to o po?rednictwo. I tak doktorowie i uczniowie tutejszej szko?y prosili o wskazówki co do dalszych studiów. Inni znów w trwodze byli, bo wdali si? w ró?ne interesy z poganami, z nimi s?siaduj?cymi, i teraz nie wiedzieli, jak z tego wybrn??. Przyszli tak?e m??owie owych niewiast, które si? skar?y?y przed Jezusem i inni, na których podobna wina ci??y?a, chocia? nikt ich nie oskar?a?. Uznaj?c si? grzesznikami, padali ka?dy na twarz przed Panem, wyznawali sw? win? i b?agali o odpuszczenie, a zarazem pojednanie ich z ?onami. Najbardziej trwo?y?a ich my?l, ?e kl?twa ich ?on mo?e spa?? na zupe?nie niewinne nie?lubne dzieci; zapytywali wi?c przede wszystkim, czy kl?twa ta da si? zmaza? wytrwa?? pokut?. Jezus rzek? im na to: „Kl?twa mo?e by? zmazana, je?li ze strony przeklinaj?cego nast?pi zupe?ne przebaczenie i powróci dawna mi?o??, a grzesznik, który j? sprowadzi?, b?dzie szczerze ?a?owa? i pokutowa?. Prócz tego musi kl?tw? zdj?? kap?an i udzieli? b?ogos?awie?stwa. Kl?twa nie dotyka duszy, bo Ojciec wszechmocny mówi: wszystkie dusze do Mnie nale??, ale szkodzi na ciele i dobrach doczesnych. Cia?o jednak jest mieszkaniem i narz?dziem duszy, wi?c cia?o przekl?te sprawia wielki ucisk i niedol? duszy, która ju? i tak ma do d?wigania wielki w?asny ci??ar". — Przy tej sposobno?ci widzia?am, jak ró?nie taka kl?twa dzia?a, stosownie do intencji przeklinaj?cego i usposobienia dziecka. Wielu cierpi?cych na konwulsje i op?tanych, w ten stan popad?o skutkiem kl?twy. O ile uwa?a?am, by?y dzieci nie?lubne zawsze obdarzone doczesnymi, grzesznymi przymiotami. Mia?y co? podobie?stwa do tych, które urodzi?y si? z pomieszania „dzieci Bo?ych z córkami ludzkimi". Zwykle by?y pi?kne, a przy tym chytre, pe?ne skryto?ci i gwa?townej ??dzy, chcia?yby wszystko zagarn?? dla siebie, a nic nie chcia?y uzna?. W ciele swym nosi?y wyryte pi?tno swego pochodzenia i skutkiem tego nieraz dusza ich uleg?a wiecznej zgubie. Przes?uchawszy wszystkich grzeszników z osobna i upomniawszy ich, kaza? im Jezus przys?a? tu swe ?ony. Tym znowu, ka?dej z osobna, opowiedzia? o skrusze


624

m??ów, kaza? im szczerze pojedna? si?, zapomnie? wszystko i zdj?? rzucon? kl?tw?, bo je?li która nie wype?ni tego szczerze, sama b?dzie winna, gdyby m?? upad? powtórnie. Niewiasty z p?aczem dzi?kowa?y Mu i przyrzek?y wszystko uczyni?. Niektóre ma??e?stwa pojedna? Jezus zaraz dzi?; kaza? im stan?? przed Sob? i jakby daj?c na nowo ?lub, zadawa? im pytania, ??czy? ich r?ce, przykrywa? je szalem i udziela? b?ogos?awie?stwa. ?ona jednego z niewiernych ma??onków zdj??a zaraz kl?tw? z jego nie?lubnych dzieci, które mia? z pewn? pogank?; dzieci te chowa?y si? tu w ?ydowskim zak?adzie wychowawczym. Przywo?ano je, a ona w obecno?ci Jezusa poda?a nad ich g?owami m??owi r?ce na krzy?, odwo?a?a kl?tw? i dziatki pob?ogos?awi?a. Jako pokut? na?o?y? Jezus na cudzo?ó?ców ja?mu?ny, post, umartwienia i modlitw?. Ten, który zgrzeszy? z pogank?, zmieni? si? teraz zupe?nie na lepsze. Pokornie zaprosi? Jezusa na uczt?, a Jezus przyj?? zaproszenie i uda? si? tam wraz z uczniami. Kilku rabinów, równie? jak wszyscy w mie?cie zaproszeni, dziwili si? bardzo temu, znano bowiem cz?owieka tego jako lekkomy?lnego ?wiatowca, którego niewiele obchodzili kap?ani i Prorocy. By? to bogacz, posiadaj?cy wielkie maj?tno?ci, uprawiane przez liczn? s?u?b?. Dom jego sta? ko?o szpitala, gdzie Jezus uzdrawia? melancholików. W czasie uczty wesz?y dwie córeczki gospodarza i wyla?y na g?ow? Jezusa kosztowny wonny olejek. Po uczcie poszed? Jezus w otoczeniu wszystkiego ludu do synagogi, by zako?czy? szabat. Tu ci?gn?? dalej rozpocz?t? wczoraj nauk?, ale ju? nie tak ostro brzmia?y s?owa Jego, gdy mówi?: „Bóg nie opu?ci was, je?li tylko wo?a? b?dziecie do Niego o pomoc. Pozb?d?cie si? zbytecznego przywi?zania do swych domostw i maj?tno?ci, a uwierzcie w M? nauk?. Tu ?yj?c mi?dzy poganami, macie wiele sposobno?ci do grzechu, wi?c porzu?cie to wszystko, wró?cie do Ziemi obiecanej i tam oddajcie si? zupe?nie prawdzie. Judea jest do?? wielk?, by was przyj?? i wy?ywi?, cho? pocz?tkowo pod namiotami musieliby?cie mieszka?. Lepiej wszystko opu?ci?, ni? zagubi? dusz?, grzesz?c ba?wochwalstwem w tych pi?knych domach, maj?tno?ciach, w?ród wygód wszelkich. Chcecie by przysz?o królestwo Bo?e, wi?c id?cie mu naprzeciw. Nie powinni?cie zbytecznie przechwala? si? pi?knymi marnymi domostwami i tym krajem rozkosznym; r?ka Bo?a dosi?gnie was i tu, wszyscy b?dziecie wyp?dzeni, a mieszkania wasze zburzone. Wiem dobrze, ?e cnota wasza jest pozorn?, ?e opiera si? tylko na oboj?tno?ci i wygodach. Czyhacie na posiad?o?ci pogan, usi?ujecie przyci?gn?? ich do siebie lichw?, handlem, górnictwem, i zwi?zkami ma??e?skimi, lecz kiedy? stracicie ich wszystkich. Unikajcie takich ma??e?stw z poganami, gdzie obie strony oboj?tne s? pod wzgl?dem wiary, a ??cz? si? tylko dla posiad?o?ci i pieni?dzy, swawoli, lub dla dogodzenia ??dzy zmys?owej." —Wszyscy byli s?owy Jezusa bardzo wzruszeni, a wielu prosi?o Go zaraz o rozmow? na osobno?ci. Nast?pnego dnia zwiedza? Jezus znowu a? do pó?nej nocy domy, upomina?, pociesza? i zaprowadza? zgod?. W jednym domu przysz?o do? par? niewiast, oskar?aj?c same siebie, ?e maj? nie?lubne dzieci. Jezus kaza? im przywo?a? m??ów, pojedna? ich nawzajem i na nowo po??czy?. Dzieci te zosta?y przez m??ów przyj?te i pob?ogos?awione, nie wiedz?c nawet, dlaczego. Wiele przezwyci??enia kosztowa?o ze strony ?on, by przyj?? dzieci nie?lubne swych m??ów; posz?o to jednak wszystkim tak g?adko od serca, bo m??owie pokochali jeszcze wi?cej swe ?ony, b?ogos?awili pocz?tym w cudzo?óstwie dzieciom. W ten sposób dosz?o do skutku gruntowne pojednanie i unikni?to wszelkiego jawnego zgorszenia. Wielu wczorajszym s?uchaczom utkwi?y w pami?ci surowe s?owa Jezusa, wzywaj?ce do opuszczenia tego kraju, wi?c teraz przychodz? szuka? u Niego rady i pociechy. Nauka Jezusa podoba?a im si?; czuli si? ?ydami, cho? oddzielonymi od g?ównego pnia, wi?c odwiedziny Jezusa pochlebi?y im bardzo, jednak?e na?ladowanie Go i opuszczenie tego kraju nie bardzo im smak


625

przypad?o, gdy? mieli tu bogactwa i wygod?, w?asne miasto, wielkie zyski z handlu i udzia? w kopalniach. Bogacili si? te? na poganach, nie dr?czyli ich Faryzeusze, nie gn?bi? Pi?at, s?owem, pod wzgl?dem pomy?lno?ci doczesnej, byli w najszcz??liwszym po?o?eniu; b?d?c jednak w tak bliskich stosunkach z poganami, nie mogli unikn?? ??czenia si? z nimi. Poga?skie posiad?o?ci i zagrody le?a?y w ich s?siedztwie i poganki wychodzi?y ch?tnie za ?ydów, bo niewiasty ?ydowskie nie by?y tak niewolniczo traktowane, to te? przywabia?y na wszelki sposób m?odzie?ców ?ydowskich, obsypuj?c ich podarunkami, kokietowa?y i ba?amuci?y ich. Stawa?y si? ?ydówkami bez ?adnego powa?nego zamiaru i szczerego, niez?omnego postanowienia, wi?c w ma??e?stwa takie wkrada?a si? ?atwo oboj?tno?? i rozwi?z?o??. ?ydzi tutejsi nie byli w ogóle tak pojedynczy i go?cinni, jak ?ydzi palesty?scy, wi?cej zagospodarowani i nie tak patriarchalni, i podnosili wci?? ró?ne trudno?ci przeciw opuszczaniu kraju. Jezus t?umaczy? im, ?e ojcowie ich mieli tak?e domy i pola w Egipcie, a przecie? opu?cili je ch?tnie i dobrowolnie, przypomnia? im te? Sw? przepowiedni?, jakie to nieszcz??cie na ten kraj spadnie. Uczniowie tak?e chodzili mi?dzy ludem, nauczali i dawali wyja?nienia. Najwi?cej pracy mia? Barnabasz, bo jako znajomego nie l?kano si? go tak i o wszystko wypytywano. Ko?o niego by? te? zawsze najliczniejszy t?um s?uchaczy.

Jezus odwiedza osad? górnicz? ko?o Chytrus

Rodzina Barnaby i inni mieszka?cy Chytrus prosili Jezusa, by uda? si? do pewnej osady górniczej ko?o Chytrus, bo tamtejsi ?ydowscy górnicy mieli w?a?nie obchodzi? ?wi?to, w które otrzymywali od swego pa?stwa podarunki i nale?ny udzia? w plonach. Przyj?wszy zaproszenie, poszed? tam teraz Jezus z Nallep z uczniami, mi?dzy którymi by? ?wie?o przyby?y ucze? z Naim i synowie Cyrynusa z Salamis, razem oko?o 12 osób. Po drodze zatrzymywa? si? Jezus przy robotnikach i rozmawia? z nimi o torowaniu drogi do dobrego. Szli przewa?nie bocznymi ?cie?kami, wi?c droga zabra?a im prawie siedem godzin czasu. Jezus umy?lnie wybra? d?u?sz? drog?, by nie stan?? za rych?o na miejscu i po drodze spokojnie pomówi? z uczniami. I tak uczniowi z Naim kaza? opowiada? Sobie wszystkie zdarzenia i wypadki z podró?y i co mu by?o polecone dope?ni?; bo chocia? Jezus wiedzia? wszystko naprzód, jednak nie dawa? tego pozna? po Sobie, gdy? by?oby to przeszkod? w dzia?aniu dla Niego i dla innych. Ucze? ten wyruszy? by? z Jerozolimy do Naim dzie? przed Zielonymi ?wi?tkami, ju? po z?o?eniu ofiar pieni??nych i po rzezi, urz?dzonej przez Pi?ata w ?wi?tyni; z Naim uda? si? przez Nazaret do Ptolomaidy, a st?d przeprawi? si? do Cypru. Opowiada? teraz Jezusowi, ?e Matka Jego, ?wi?te niewiasty, Jan i kilku uczniów obchodzili ?wi?ta w Nazarecie. Matka i przyjaciele pozdrawiaj? Go i prosz?, by jeszcze zatrzyma? si? jaki? czas na Cyprze, dopóki si? wszystko nie uspokoi; Faryzeusze i tak s? tego zdania ?e ju? si? gdzie? zapodzia?. Jak mówi?, chcia? Herod tak?e zawezwa? Jezusa do Macherus pod pozorem omówienia z Nim wykupna wi??niów w Tirzy, a w?a?ciwie chcia? Go uwi?zi?, podobnie jak Jana. Nast?pnie opowiada? ucze? o rzezi, wykonanej przez ?o?nierzy Pi?ata w dzie? przygotowa? przed ?wi?tkami, gdy ?ydzi ju? z?o?yli ofiary w ?wi?tyni. Zgin??o przy tym kilku przyjació? Jezusa, krewnych Zachariasza, którzy b?d?c s?ugami ?wi?tyni, przypadkiem wmieszali si? w t?um. Jezus wiedzia? ju? o ich ?mierci i bardzo si? nad ni? smuci?, teraz s?ysz?c o tym powtórnie z opowiadania ucznia, znowu wraz z uczniami popu?ci? wodze smutkowi. Pi?at ju? wieczorem dnia poprzedniego wyjecha? by? z miasta i zatrzyma? si? w Joppe w bok od drogi, gdzie posiada? swój zamek. Mia? on wielk? ch?? zagarn?? dla siebie pieni?dze, sk?adane


626

w te ?wi?ta w ?wi?tyni, by za nie wybudowa? d?ugi wspania?y wodoci?g; kaza? te? powywiesza? na s?upach u wszystkich drzwi ?wi?tyni obraz cesarza na spi?owych tablicach, a pod tym przybi? manifest, wzywaj?cy do sk?adania podatku. Lud rozj?trzony by? wywieszeniem tych obrazów, a do tego Herodianie podburzyli przez swych stronników garstk? Galilejczyków z partii Judasza Gaulonity, który poleg? przebity przy ostatnim rozruchu. Herod, bawi?cy potajemnie w Jerozolimie, wiedzia? dobrze o tym. — Podburzeni Galilejczycy wszcz?li wieczorem rozruch na dobre, zerwali tablice, zohydzili i zbezcze?cili portrety cesarskie, a szcz?tki z nich porzucili przed pretorium na rynku, z okrzykami: „Oto masz pieni?dze ofiarne." Wykonawszy to, rozbiegli si? i nie zajmowano si? tym wi?cej. Gdy jednak nazajutrz chcieli wychodzi? z ?wi?tyni, wyj?cia obsadzone ju? by?y przez ?o?nierzy Pi?ata, którzy w jego imieniu domagali si? z?o?enia ??danych pieni?dzy; t?um stawi? opór, chcia? przemoc? si? przedrze?, a wtedy przebrani ?o?nierze, wmieszani w t?um, wyj?li krótkie miecze i rozpocz?li rze?. Na krzyk powsta?y, nadbiegli owi dwaj s?udzy ?wi?tyni i tak?e polegli pod ciosami. W ko?cu jednak wzi?li gór? ?ydzi i odparli ?o?nierzy a? do zamku Antonia. Jezus rozmawia? po drodze z uczniami o usposobieniu mieszka?ców Mallep, ich przywi?zaniu do dóbr doczesnych i nie mog?cych si? pogodzi? z my?l? przeniesienia si? do Palestyny. Dalej wspomina? im o tym, ?e nawróceni poga?scy filozofowie pójd? z Nim i dawa? uczniom wskazówki, jak si? maj? zachowa? wzgl?dem nich, jako towarzyszów podró?y. Mówi? to im za? dlatego, bo uczniowie jako? nie mogli dotychczas pogodzi? si? z tymi filozofami i zawsze troch? si? z nich gorszyli. Oko?o wieczora przybyli do osady górniczej, oddalonej o pó? godziny od Chytrus. Osada le?y w pobli?u kopalni, roz?o?ona w ko?o wynios?ego skalistego pagórka, to te? wiele mieszka? wbudowanych jest tyln? ?cian? w ska??. Na górze, dok?d wiod? umy?lne schody, s? ogrody a w?ród nich plac do nauczania, ocieniony drzewami, sk?d wida? wie? ca?? jak na d?oni. Z okazji ?wi?ta przystrojone by?y wszystkie drzwi domów girlandami i wie?cami z kwiatów. Jezus uda? si? do gospody, gdzie mieszka? nadzorca, dogl?daj?cy górników, wyp?acaj?cy im ?o?d i dostarczaj?cy artyku?ów ?ywno?ci. Przyj?to Jezusa i uczniów rado?nie, umyto im nogi i podano przek?sk?. Zaraz potem poszed? Jezus naucza? na gór?. Siedzia? tam na mównicy, a rzesza rozsiad?a si? w ko?o. Jezus t?umaczy? im, ?e ubóstwo i praca szcz??cie przynosi cz?owiekowi, ?e oni s? szcz??liwsi ni? bogaci ?ydzi z Salamis; przed Bogiem tylko cnotliwy jest bogatym, a w?a?nie oni w ubóstwie maj? mniej sposobno?ci do grzechu. Przez Swe przybycie, jak mówi?, chcia? im pokaza?, ?e nie pogardza nimi i kocha ich. Naucza? tak a? do nocy, obja?niaj?c w przypowie?ciach „Ojczenasz." Z Chytrus sprowadzono tu wszelkiego rodzaju zapasy, suknie, ?ywno??, zbo?e, a na drugi dzie? przybyli tu ojcowie i bracia Barnaby, znakomitsi mieszka?cy i w?a?ciciele kopal? i kilku rabinów. Zapasy wszystkie z?o?ono na placach, poczym zebra? si? tam?e lud, stawi? si? w rz?dy i zacz?to rozdziela? zbo?e nieckami, dalej wielkie placki na dwie stopy w czworobok, miód, owoce, napoje w dzbankach, skórzane odzienia, tak?e kawa?ki grubej materii, niby to dywany, maj?ce na pó?tora ?okcia w kwadrat. Jezus wraz z uczniami, by? tak?e przy rozdzielaniu, poczym poszed? znowu na gór? i naucza? zebrane t?umy. Mówi? o robotnikach w winnicy, o mi?osiernym Samarytaninie, o wdzi?czno?ci i b?ogos?awie?stwie w ubóstwie, o chlebie powszednim i o Modlitwie Pa?skiej. Po nauce zasiedli wszyscy do uczty zastawionej na wolnym powietrzu w altanach, a Jezus, uczniowie i znakomitsi obywatele us?ugiwali. Ch?opcy i dziewcz?ta grali na fletach i ?piewali. Po uczcie zarz?dzono gry dzieci?ce, jako to bieganie, skakanie, ?lep? babk?, szukanie itp. Nie obesz?o si? i bez ta?ców; tancerze ustawiali si? w d?ugie rz?dy, a ko?ysz?c si? na obie strony, mijali si? wzajemnie, ??cz?c si? potem w ko?a.


627

Wieczorem poszed? Jezus do kopalni, wzi?wszy ze Sob? dziesi?ciu bardzo mi?ych ch?opczyków w wieku od 6 — 8 lat. Byli oni tylko przepasani, wko?o pasa za? lub przez pier? przewieszone mieli wie?ce ?wi?teczne z we?ny lub piór. Z dziecinn? ?mia?o?ci? pokazywali Jezusowi wszystkie najlepsze szyby i opowiadali, co tylko wiedzieli. Jezus za?, stosuj?c si? do ich poj??, dodawa? do wszystkiego jak?? po?yteczn? nauk?. Mówi? im pouczaj?ce zagadki i opowiada? przypowie?ci. Nazajutrz odprowadzi? Jezus z uczniami ucznia z Naim do portu, oddalonego o pi?? godzin drogi. Jedna grupa sz?a naprzód, druga z ty?u, a Jezus szed? w ?rodku z odje?d?aj?cym uczniem i kilku innymi na przemian. Ucze? ten odje?d?a? do salin ko?o Citium. Przy po?egnaniu pob?ogos?awi? go Jezus, a inni uczniowie u?ciskali, poczym on odjecha?, a pozostali wrócili do osady górniczej. Port nie jest tu tak daleko od osady, jak ko?o Salamis; morze za? wrzyna si? tak daleko w l?d, ?e miasto zdaje si? k?pa? we wodzie. Niedaleko wznosi si? wysoka góra, w pobli?u niej znowu ?up solny. W przystani ko?o salin mieszcz? si? tylko ma?e okr?ty i tratwy; sp?awiaj? tu tak?e drzewo budulcowe.

Jezus idzie do Cerynii i odwiedza rodziców Mnasona

Opu?ciwszy osad? górnicz?, poszed? Jezus z uczniami przez góry na pó?nocny zachód do portu Cerynii. Pozostawiwszy Mallep na prawo, przeszli przez cz??? doliny Lanifa i min?li Leppe. Na pi?knym, cienistym pagórku zatrzymano si? na odpoczynek, a Jezus naucza?. Blisko trzy kwadranse drogi przed Ceryni? by? w zag??bieniu stoku góry ogród modlitewny i tu te? oko?o czwartej godziny po po?udniu zatrzyma? si? Jezus, przyj?ty przez rodzin? Mnasona i wielu innych ?ydów. Rodzina Mnasona osiedlona jest na pó? godziny drogi przed Ceryni?, w bok od drogi. Ojciec Mnasona by? to starzec z d?ug? brod?, chudy, pochylony wiekiem, ale jeszcze czerstwy i zwinny. Oprócz Mnasona ma jeszcze trzech synów, dwie córki, zi?cia i synow?. Wszyscy mieszkaj? razem ju? od dziesi?ciu lat; przedtem trudnili si? w?drownym kramarstwem. Jezusa przyj?to z wielka rado?ci? i pokor?, umyto Jemu i uczniom nogi w miednicy i podano przek?sk?. Ogród modlitewny urz?dzony by? tarasowato i obsadzony cienistymi alejami. Jezus naucza? a? do wieczora o chrzcie, obja?nia? „Ojczenasz" i osiem b?ogos?awie?stw. Ojciec Mnasona, któremu na imi? by?o Moj?esz, wraz z synami poprowadzi? Jezusa po nauce do swego domu. Mnason wyszed? naprzeciw, prowadz?c czworo dzieci, którym Jezus zaraz udzieli? b?ogos?awie?stwa. Matka i siostry Mnasona w zas?onach na twarzy powita?y Jezusa, a On chwil? z nimi rozmawia?. Potem zasiedli wszyscy do uczty, zastawionej w altanie na wolnym powietrzu. Zastawiono, co by?o w domu najlepszego, a wi?c chleb, miód, pieczone ptactwo i owoce b?d?ce jeszcze na ma?ych ga??zkach. Po uczcie Jezus naucza?. Na noc umieszczono ich w d?ugiej altanie o ?cianach zrobionych z ob?onu, z zewn?trz obros?ej g?sto zieleni?. Wzd?u? ?cian sta?y rz?dem pos?ania. Matka Mnasona jest to silna, krzepka niewiasta. Ojciec jego pochodzi? z pokolenia Judy, lecz przodkowie jego zaprzepa?cili si? gdzie? w niewoli babilo?skiej i wi?cej nie wrócili. On sam by? przedtem w?drownym handlarzem, prowadzi? karawany, a czas jaki? ?y? w Arabii od strony Morza Czerwonego; mniej wi?cej przed 10 laty osiedli? si? tu, zubo?a?y, z ca?? rodzin?. Wtedy to oddano Mnasona do szko?y w Mallep, poczym ten?e wyjecha? do Judei na dalsze studia i tu spotka? si? z Jezusem. W kilku ma?ych chatkach, po??czonych w jedno obej?cie, mie?ci si? ca?a rodzina, tj. ojciec Mnasona z dzie?mi, z których Mnason jest najm?odszy. Pola nie uprawiaj?, maj? tylko za domami kilka sadów, pe?nych drzew owocowych. Ojciec Mnasona osiedli? si? tu jako zarz?dca gospody, a b?d?c sam dawniej dowódc?


628

karawan, teraz pomaga? i otacza? sw? opiek? karawany handlowe, zatrzymuj?ce si? przed Ceryni?. Posiada kilka os?ów i jucznych wo?ów, wi?c odbiera od karawan mniejsze transporty, przeznaczone dla miejscowo?ci le??cych z drogi i tam je dowozi. Jest on wo?nic? i sta? si? teraz niejako gospodarzem dla wo?niców. W domu jest ubogo, ale ?yj? do?? porz?dnie, ?ci?le wed?ug ?ydowskiego obyczaju. Zarobku niema tu wielkiego, bo do Cerynii niewiele wiedzie dróg handlowych. G?ówny szlak idzie na Lapitus o par? godzin drogi dalej na zachód. Nazajutrz naucza? Jezus w tym samym miejscu, co dnia poprzedniego. Na nauk? zebrali si? licznie ?ydzi z Cerynii, tudzie? cz?onkowie w?drownej ma?ej karawany; ci cieszyli si? nadzwyczaj, ?e widz? tu znowu Jezusa, bo ju? s?yszeli Jego nauk? ko?o Kafarnaum i tam przyj?li chrzest. Jezus mówi? bardzo surowo przeciw lichwie i ??dzy wzbogacania si? na poganach przez handel; prócz tego naucza?, o chrzcie, Modlitwie Pa?skiej i b?ogos?awie?stwach. W po?udnie spo?yto wspólnie obiad. Jezus ma?o siedzia? przy stole, wci?? us?ugiwa?, chodzi? w ko?o i naucza?. Jedna z zam??nych sióstr Mnasona nie wychodzi?a wcale do go?ci, bo córeczka jej przedwczoraj umar?a, wi?c stroskana matka siedzia?a otulona przy zw?okach i op?akiwa?a swe dzieci?. Nie wiem ju? dla jakiej przyczyny nie mo?na jej by?o pochowa? wczoraj; dzi? dopiero oczekiwano o czwartej godzinie rabinów z Mallep, by zaprowadzili tam zw?oki, gdy? cmentarz tam si? znajdowa?. Zmar?a dziewczynka dosy? ju? wielka, od dziecka by?a chorowita. Nie mog?a dobrze mówi?, ani chodzi?, ale rozumia?a wszystko. Mnason, który ju? jako ucze? by? tu nieraz, wspomina? o niej Jezusowi, a Jezus przepowiedzia? rych?y jej zgon i pouczy? go, jak j? ma przygotowa? na ?mier?. Mnason wype?ni? wszystko ?ci?le, korzystaj?c z ka?dorazowej nieobecno?ci matki. Nak?oni? on dziewczynk? do wiary w Mesjasza, wzbudzi? w niej serdeczny ?al za grzechy i nadziej? w przysz?e zbawienie. Modli? si? wspólnie z ni? i nama?ci? j? olejem, pob?ogo¬s?awionym przez Jezusa. Tak wi?c szcz??liw? ?mier? mia?o owe dziecko. Obecnie le?a?o obok matki w nieckach, poobwijane jak dziecko w pieluchach, z przykryt? twarz?. Na g?owie le?a? wianuszek kwiatów, a w ko?o powtykane by?y p?ki zió?. Ramiona i r?ce tak?e by?y poobwijane, ale tak, ?e mo?na je by?o rozezna?. Przy ramieniu le?a?a bia?a laseczka, a na jej ko?cu zwi?zane by?y w p?k wielki k?os ?ytni, latoro?l winna, ga??zka oliwna, ró?a i inne zio?a krajowe. Do matki zesz?y si? pó?niej inne niewiasty, op?akiwa?y wraz z ni? dziecko i k?ad?y mu do trumny ró?ne zabawki, jako to dwa ma?e flety, krzywy, kr?cony róg, i ma?y ?uk z napi?t? ci?ciw?, opatrzony u góry rowkiem, w którym wetkni?ta by?a laseczka, wyobra?aj?ca strza??. Prócz tego mia?a zmar?a w ka?dej r?ce krótk?, poz?acan? lask? z ga?k?. Gdy rabini przybyli, by odprowadzi? zw?oki, nie by?o wieko trumny przybite gwo?dziami, tylko przymocowane opask?. Czterech m??czyzn nios?o trumn? na noszach. Na przedzie niesiono na tyce, w rogowej latarni, p?on?c? lamp?; za nimi szli doro?li i dzieci, zbici w gromadk?. Jezus i uczniowie stali w?a?nie przed domem i widzieli pochód. Jezus pociesza? zrozpaczon? matk? i krewnych i przy sposobno?ci zacz?? zaraz opowiada? o zmartwychwstaniu. Szabat obchodzili wszyscy w Cerynii. Ceryni? przecinaj? trzy ulice, biegn?ce ku morzu, z których ?rodkowa jest bardzo szeroka. Inne znów dwie prowadz? na poprzek, przecinaj?c owe trzy ulice. Od strony l?du otoczone jest miasto grubym murem wa?owym. Domy nielicznych tu ?ydów wbudowane s? z zewn?trz w ten wa?, tak ?e mieszkaj? oni niejako za miastem, lecz domy te, otoczone s? osobnym wa?em. Tak wi?c mieszkaj? tutejsi ?ydzi mi?dzy dwoma murami miasta, oddzieleni zupe?nie od poga?skiej Cerynii, licz?cej co? dziesi?? ?wi?ty? czyli uroczysk. — ?ydów jest tu ma?o i to nie bardzo bogatych, ale wszystko maj? urz?dzone w porz?dku. W jednym wspólnym budynku mie?ci si? szko?a,


629

synagoga, mieszkania rabinów i nauczycieli; dom jest wysoki na dwa pi?tra. Posiadaj? te? pi?kn? p?yn?c? krynic?; jedno rami? dop?ywa z innego ?ród?a, wi?c podzielili j? na studni? do picia i cystern? k?pielow?, umieszczon? w uroczym ogrodzie. U wylotu ulicy przyj?li Jezusa nauczyciele z oznakami wielkiej czci, zaprowadzili Go do szko?y, potem do synagogi. Tu równie? kazali przynie?? na ma?ych noszach siedmiu chorych, by przys?uchiwali si? nauce Jezusa. Zebra?o si? oko?o stu m??ów, a Jezus sam naucza?. Czytano z Moj?esza (II. Moj?. 1 — 4, 21) o liczbie Izraelitów i ró?nych rodach, i z proroka Ozeasza (Oz. l, 10. — 2, 21) mow? przeciw ba?wochwalstwu. Zachodzi?o tam, ?e Bóg rozkaza? Ozeaszowi poj?? za ?on? nierz?dnic?, a dzieci, zrodzone z tego ma??e?stwa osobliwe imiona otrzyma?y. Zapytywano Jezusa o znaczenie tego, wi?c wyt?umaczy?, ?e Ozeasz przedstawia? w swej osobie i swym ?yciu zwi?zek Boga z domem Izraela, a dzieci jego, przez imiona swe, wyobra?a?y surowe wyroki Bo?e, maj?ce spa?? na naród izraelski. Ze s?ów Proroka wynika?o tak?e, ?e z dopuszczenia Bo?ego nieraz dobrzy musz? si? ??czy? z grzesznikami, by zniszczy? zaród z?ego. Ma??e?stwo Ozeasza z nierz?dnic? i ró?ne imiona jego dzieci, s? wskazówk? ci?g?ych, ohydnych zbrodni, pope?nianych w Izraelu i mi?osierdzia Boga. który wci?? jeszcze wstrzymuje karz?c? r?k?. Jezus surowo o tym naucza?, wzywa? do chrztu i pokuty, przepowiada? zbli?anie si? królestwa Bo?ego, kar? na tych, którzy je odpychaj?, i zburzenie Jerozolimy. Podczas przerw w nauce wo?ali kilkakrotnie chorzy: „Panie! wierzymy w Tw? nauk?, ale pomó? nami" Zauwa?ywszy, ?e Jezus wkrótce wyjdzie z synagogi, kazali wynie?? si? naprzód, ustawi? w przedsionku we dwa rz?dy i znów zacz?li wo?a?: „Panie! uczy? dla nas, co w mocy Twojej! Panie! u?yj na nas tej mocy, która Ci jest dana!" Jezus jednak nie uzdrowi? ich zaraz; dopiero gdy rabini zacz?li si? wstawia? za nimi, zapyta? chorych: „Co mog? dla was uczyni??" A oni odpowiedzieli: „Panie, wybaw nas z choroby! uzdrów nas!" — „Wierzycie te?, ?e mog? to uczyni??" zapyta? Jezus; na co zawo?ali jednog?o?nie: „Tak, Panie! wierzymy." Wtedy Jezus kaza? rabinom przynie?? ksi?gi modlitw i wezwa? ich, by wraz z Nim modlili si? nad chorymi. Po spe?nieniu tego kaza? uczniom w?o?y? r?ce na chorych, jednemu na oczy, drugiemu na piersi, innym na inne chore cz?onki. Nast?pnie zapyta? jeszcze raz chorych, czy wierz? i chc? wyzdrowie?, na co odrzekli powtórnie: „Tak, Panie! wierzymy, ?e mo?esz nam pomóc!" Wtedy rzek? im Jezus: „Powsta?cie! wiara wasza uzdrowi?a was" — Natychmiast powstali wszyscy siedmiu, dzi?kuj?c Mu serdecznie, a Jezus poleci? im jeszcze k?pa? si? i oczy?ci?. Kilku z nich mia?o nabrzmia?o?ci z wodnej puchliny; obecnie ust?pi?a ju? choroba, ale pozosta?o jeszcze os?abienie, wi?c odchodz?c, musieli wspiera? si? na laskach. Ju? nieraz widzia?am, i? Jezus u?ywa? w Cyprze tego sposobem uzdrawiania chorych, ?e przypuszcza? rabinów do modlenia si? nad chorymi, a uczniom kaza? wk?ada? r?ce. Tak post?powa? w Chytrus, Mallep i Salamis. Wielu rabinów i nauczycieli by?o Mu ?yczliwych, wi?c dopuszcza? im na równi z uczniami bra? udzia? w uzdrawianiu, by przez to wzbudzi? ich zaufanie. Drugim powodem uzdrawiania w ten sposób by?o to, ?e chcia? przygotowa? ich na przysz?? dzia?alno?? Swych uczniów, gdy? mi?dzy 570 stronnikami, pozyskanymi na Cyprze dla nowej nauki, by?o tak?e wielu rabinów. Uzdrowionych ochrzczono wraz z innymi ?ydami z Cerynii na placu ko?o domu Moj?esza. Wod? trzeba by?o sprowadza? pobliskiego ?ród?a, bo dom Moj?esza, nieco na wzgórku po?o?ony, nie mia? w?asnej studni; by? tam tylko zbiornik wody, tj. wielkie, miedziane naczynie, wpuszczone w ziemi?, a otoczone w ko?o p?ytkim


630

rowkiem z kamienia. Z rowka znowu by? odp?yw do kamiennego koryta. Zbiornik nape?niano zawsze czyst? wod?. Rynna s?u?y?a do mycia si? i do obmywania nóg, koryto za? do pojenia byd?a i podlewania. Obecnie stawali w nim przyjmuj?cy chrzest, a chrzczono ich wod? ze zbiornika. M??czy?ni mieli na sobie d?ugie bia?e suknie, manipu?y i pasy z literami. Oprócz siedmiu uzdrowionych przyj??o chrzest jeszcze tylko o?miu ?ydów. Ka?dy z nich rozmawia? z osobna z Jezusem, wyznaj?c Mu swe grzechy. Jezus naucza? najpierw o pokucie i oczyszczeniu si? przez chrzest; dalej poucza? ich, by wype?niali Zakon nie niewolniczo, lecz wed?ug poj?cia i nauk Proroków, bo Zakon jest dla nich, a nie oni dla Zakonu. Dany im za? jest Zakon na to, by przeze? zas?u?yli sobie na ?ask?. Mi?dzy chrzcz?cymi byli bracia i szwagrowie Mnasona; tylko ojciec jego, pobo?ny ale uparty ?yd nie da? si? do tego namówi?. Mnason przez ca?y czas stara? si? ojcu obja?ni?, a i Jezus mówi? dzi? z nim o chrzcie, ale nie mo?na by?o przekona? starego uparciucha. Wzrusza? tylko ramionami, potrz?sa? g?ow?, lecz wzbrania? si? us?ucha?, przytaczaj?c ró?ne pozorne powody, dla których trzyma si? wiernie obrzezania. Mnason tak si? tym zasmuci?, ?e a? p?aka?. Dopiero Jezus uspokoi? go, ?e teraz trudno co? zrobi?, bo ojciec jego zestarza? si? ju? w tych przes?dach; ale ?e z reszt? ?y? zawsze pobo?nie, wi?c pó?niej na innym miejscu przejrzy i b?dzie op?akiwa? tera?niejsz? sw? ?lepot?. Przed chrztem b?ogos?awi? Jezus wod? i dolewa? do niej wody z Jordanu. Po chrzcie wyczerpano starannie resztki wody i zagrzebano je. Podczas gdy przy zbiorniku chrzczono, poszed? Jezus na wzgórek poza plac, gdzie by? pi?kny ogród, pe?en drzew owocowych, a w nim kilka altan. Tu oczekiwa?o ju? na Jezusa trzydzie?ci do czterdzie?ci ?ydówek z zas?onami na twarzy. Wszystkie odda?y Jezusowi g??boki uk?on. Przyby?y tu g?ównie, trapione trosk? i trwog?, ?e m??owie ich opuszcz? je i pójd? za Jezusem, a one zostan? wtenczas bez wszelkiej pomocy. Prosi?y wi?c Jezusa, by zabroni? ich m??om ?ony swe opuszcza?. Jezus rzek? im na to, ?e i one mog? pój?? za m??ami do Palestyny, a znajd? tam utrzymanie, jak np. ?wi?te niewiasty. T?umaczy? im, ?e teraz ka?da chwila czasu ma wielk? warto??, ?e nie mo?na ?y? teraz spokojnie i wygodnie, lecz zale?y na tym, by wyj?? na spotkanie nadchodz?cego królestwa Bo?ego i przyj?? godnie oblubie?ca. Mówi? im tak?e o zagubionym groszu, o pi?ciu m?drych i pi?ciu g?upich pannach. M?odsze z niewiast, dr?czone zazdro?ci?, prosi?y Jezusa, by poleci? ich m??om nie obcowa? z pogankami, bo przecie? z takim naciskiem mówi? o gro?bie Ozeasza przeciw tym, którzy cudzo?o?? z pogankami. Jezus na to zbada? ich w?asne zachowanie si? wzgl?dem m??ów, zaleca? im ?agodno??, pokor?, cierpliwo?? i pos?usze?stwo, i przestrzega? przed niewczesnymi oskar?eniami i plotkami. Po?egnawszy je, zako?czy? Jezus nauk? szabatow? w synagodze w Cerynii i poszed? z uczniami prosto do Mallep.

Powrót z Cypru

W Mallep mia? Jezus d?ug? nauk? przy studni miejskiej. Mówi? znowu o zbli?aniu si? królestwa, na którego spotkanie trzeba wyj??; o tym ?e krótko ju? tu zabawi i wnet ich po?egna, ?e ci??kie trudy czekaj? Go jeszcze w doko?czeniu dzie?a, o na?ladowaniu i wspó?pracowaniu. Przepowiada? powtórnie rych?e zburzenie Jerozolimy i kar? na ni? i na wszystkich, którzy odpychaj? królestwo Bo?e, nie chc? si? nawróci? i czyni? pokut?, a ca?e szcz??cie widz? w przywi?zaniu do dóbr doczesnych i dogadzaniu swym ??dzom. Przedstawia? im, ?e wszystkie te rozkosze doczesne wygl?daj? pi?knie i wygodnie, ale w?a?ciwie s? tylko pstro pomalowanym grobem, pe?nym zgnilizny i robactwa, jak to sami mog? pozna? na


631

sobie, je?eli dok?adnie przetrz?sn? swe sumienie przy tych wszystkich zbytkach i rozkoszach zewn?trznych. Wyrzuca? im ich lichwiarstwo, sk?pstwo, ??czenie si? z poganami z chciwo?ci, niewolnicze przywi?zanie do dóbr doczesnych i ob?ud?. — „Patrzcie — mówi? — na te wszystkie wspania?o?ci i wygody, które was otaczaj?; wszystko to ulegnie zag?adzie i przyjdzie czas, ?e ani jeden Izraelita nie b?dzie tu mieszka?." — Mówi? dalej bardzo wyra?nie o Sobie i spe?nianiu si? proroctw na Nim, ale niewielu Go zrozumia?o. Poniewa? wszyscy naraz nie mogli Go s?ysze?, wi?c przyst?powali kolejno gromadami, a byli mi?dzy nimi starzy i m?odzi, m??czy?ni, niewiasty i dziewice. Wszyscy, wzruszeni bardzo, ze ?zami s?uchali s?ów Jego. Po nauce poszed? Jezus z kilku uczniami w otoczeniu t?umów ludu ku wschodowi i po kilku godzinach drogi przyby? do rozrzuconych tu osad wie?niaczych. Jezus chodzi? tu ju? raz z Mallep, a teraz na zaproszenie mieszka?ców przyby? po raz wtóry. Równocze?nie nadszed? tu z portu Citium m?odzieniec z Naim, by zda? spraw? z zarz?dzonych przygotowa? do odjazdu. By? tu cienisty wzgórek do nauczania. Na nim naucza? Jezus na po?egnanie podobnie jak w Mallep, poczym zwiedzi? niektóre chaty i uzdrowi? spor? liczb? chorych, wzywaj?cych Jego pomocy. Ju? wybiera? si? z powrotem do Mallep, gdy jaki? stary wie?niak zacz?? Go b?aga?, by wst?pi? do chaty jego i ulitowa? si? nad ?lepym jego ch?opcem. W domu tym mieszka?y trzy rodziny, ??cznie 12 osób, a to oboje starzy i dwóch ich ?onatych synów z dzie?mi. Matka, z zas?on? na twarzy, przynios?a Jezusowi ?lepe dziecko, które umia?o ju? mówi? i chodzi?. Jezus wzi?? je na r?ce, pomaza? mu oczy po?linionymi palcami prawej r?ki, pob?ogos?awi? i postawi? na ziemi, poczym trzyma? mu przed oczyma jaki? przedmiot. Dziecko, dotychczas ?lepe, chwyci?o zaraz za? niewprawnie, na g?os ojca lub matki bieg?o w ich obj?cia od jednego do drugiego, s?owem doskonale widzia?o. Rodzice przyprowadzili je na powrót do Jezusa i z p?aczem Mu na kolanach dzi?kowali, Jezus za? u?cisn?? je i odda? rodzicom z napomnieniem, by prowadzili je teraz do prawdziwego ?wiat?a i widz?cemu nie dali popa?? w g??bsze ciemno?ci, ni? przedtem. Pob?ogos?awi? tak?e reszt? dzieci i ca?y dom. Wszyscy dzi?kowali Mu szczerze, s?owami i ?piewem opiewali Jego chwa??. W Mallep zastawiono uczt? w publicznym domu godowym, w której wszyscy wzi?li udzia?; ubogich tak?e nakarmiono i obdarowano. Przy ko?cu naucza? Jezus obszernie o znaczeniu s?owa „Amen." Mówi?, ?e jest ono ogólnym zbiorem ka?dej modlitwy. Kto wymawia je lekkomy?lnie, dla tego ca?a modlitwa na nic. Modlitwa wzywa nas do Boga, ??czy nas z Bogiem, otwiera nam ?ród?a Jego mi?osierdzia, a ze s?owem „amen," je?li dobrze si? modlimy, otrzymujemy dary z r?k Boga. Dziwnie obja?nia? Jezus pot?g? tego s?owa. Nazwa? je pocz?tkiem i ko?cem wszystkiego, a nawet zdawa? si? dawa? do poznania, ?e Bóg s?owem tym ?wiat stworzy?. Sam te? wypowiedzia? „amen" na wszystko, co tu naucza?, na odej?cie Swe st?d i na spe?nienie Swego pos?annictwa, i zako?czy? nauk? uroczystym „amen." Nauka ta trwa?a a? pó?no w noc, poczym Jezus udzieli? wszystkim b?ogos?awie?stwa; wzruszeni ludzie p?akali i wykrzykiwali chwa?? Jego. Barnabas i Mnason pozostali jeszcze do drugiego dnia, Jezus tymczasem z reszt? uczniów pozostawiwszy Chytrus na prawo, poszed? prosto polnymi drogami przez zaro?la i góry. Koszty w gospodzie op?aci? Jezus pieni?dzmi, przyniesionymi przez ucznia z Naim, a poniewa? zap?aty nie chciano przyj??, rozdzieli? je ubogim. — Ci, którzy postanowili pój?? za Jezusem do Palestyny zaraz, lub nieco pó?niej, nie obierali wszyscy tej samej drogi. Jedni wsiadali na okr?ty w porcie, po?o?onym na pó?nocny wschód od Salamis, inni, którzy mieli sprawy handlowe w Tyrze do za?atwienia, wsiadali na okr?ty w Salamis. Ochrzczeni poganie udawali si? przewa?nie do Gessur. W Salamis zatrzyma? si? Jezus z uczniami w szkole, gdzie


632

mieszka? zaraz po przybyciu do Cypru. Weszli do miasta od strony pó?nocno zachodniej, maj?c po prawej wodoci?gi, po lewej dzielnic? ?ydowsk?. Prosto z drogi, jeszcze podpasani, posiadali po trzech w ko?o cysterny, otoczonej ma?ymi do?kami, w które si? nogi do mycia wstawia?o. Ka?da trójka mia?a d?ug?, brunatn? szmat?, któr? ocierano nogi. — Jezus nie zawsze pozwala?, by inni Mu nogi myli; przewa?nie my? je sobie ka?dy sam. — Oczekiwano ich ju? tu, wi?c zaraz zastawiono posi?ek. Wkrótce zebra?o si? wielu bli?szych, zaufanych stronników, a Jezus naucza? ich przez par? godzin. Pó?niej mia? d?ug? rozmow? z rzymskim starost?; ten przedstawi? Mu dwóch poga?skich m?odzie?ców, ??dnych wraz z nim nauki i przyj?cia chrztu. Ze ?zami w oczach wyznali przed Jezusem swe grzechy i otrzymali odpuszczenie. Wieczorem chrzci? ich Jakób potajemnie w podwórzu mieszkania nauczycieli. Pó?niej poszli ci m?odzie?cy za ochrzczonymi filozofami do Gessur. Merkuria tak?e kaza?a przez s?u??cego prosi? Jezusa, by pomówi? z ni? w ogrodzie przy wodoci?gu. Jezus poszed? tam za s?ug?. Gdy przyszed? do ogrodu, wysz?a Mu naprzeciw Merkuria w zas?onie na twarzy, prowadz?c za r?k? dwie ma?e córeczki, dosy? dziwacznie ubrane. Mia?y na sobie tylko krótkie sukienki do kolan, owini?te by?y w delikatn? przezroczyst? tkanin?, na czym pozawieszane by?y wie?ce z we?ny i piór. Ramiona by?y wolne, nogi poobwijane, a w?osy rozpuszczone. Wygl?da?y prawie tak, jak u nas przedstawiaj? anio?ów w jase?kach. Jezus rozmawia? z Merkuri? d?ugo i uprzejmie. Biedna niewiasta bardzo p?aka?a i rozpacza?a, ?e musi pozostawi? tu swego syna i ?e rodzice od??czyli od niej m?odsz? siostr?, która skutkiem tego musi ?y? nadal w ?lepocie. Równie? op?akiwa?a gorzko swe grzechy, lecz Jezus pocieszy? j? i zapewni? jeszcze raz, ?e wszystko jej jest przebaczone. Dziewczynki, nie?wiadome niczego, spogl?da?y czule na matk?, p?aka?y wraz z ni? i tuli?y si? do niej. Jezus pob?ogos?awi? je, poczym powróci? do szko?y. Wraz z Mnasonem przyby? tak?e jeden z jego braci, postanawiaj?c tak?e i?? do Palestyny. Po uczcie po?egnalnej poszli wszyscy w miejsce, gdzie ju? czekali na nich przewodnicy z os?ami, przys?ani przez starost?. Tu siedli na os?y i udali si? w dalsz? drog? wraz ze starost?, który trzyma? si? wci?? w pobli?u Jezusa. Jezus siedzia? bokiem na poprzecznym siedzeniu z oparciem. Oprócz Palmowej niedzieli tylko ten jeden raz widzia?am Jezusa jad?cego. Min?wszy wodoci?gi, wyjechali poza miasto i przeprawili si? przez rzek? Paedius; wiod?a t?dy krótsz?, cho? w?ska i niewygodn? drog?. W?a?ciwa droga bieg?a ?ukiem wi?cej ponad brzegiem. Noc by?a pi?kna, pogodna. Orszak posuwa? si? w ten sposób, ?e naprzód jecha?a grupa, z?o?ona z 12 osób, za nimi jecha?o dziewi?ciu, mi?dzy nimi Jezus i starosta, nieco oddzieleni od innych, a za nimi znów grupa z 12 osób. O zmierzchu, gdy ju? tylko trzy godziny drogi dzieli?o ich od morza, rozsta? si? starosta z Jezusem, by nie zwraca? na siebie uwagi. Jezus udzieli? mu b?ogos?awie?stwa i poda? mu r?k? na po?egnanie. Starosta zsiad? i chcia? obj?? Jezusa za nogi, potem odda? Jezusowi g??boki uk?on, uszed?szy kilka kroków, uk?oni? si? powtórnie, zapewne pod?ug krajowego zwyczaju, poczym dopiero wsiad? na os?a i odjecha? do domu. Wraz z nim powróci?o dwóch nowo ochrzczonych pogan. Jezus pojecha? ze Swymi dalej, i zatrzyma? si? na godzin? drogi przed miejscowo?ci? portow?. Tu zsiedli wszyscy z os?ów i odes?ali je przez s?ugi starosty. Dostawszy si? przez pagórki solne do portu, zatrzymali si? w d?ugim budynku, gdzie spotkali si? z oczekuj?cymi ich ?eglarzami. Nadmorska ta okolica by?a cicha i samotna, ma?o zalesiona. Wzd?u? brzegu ci?gn?? si? nadzwyczaj d?ugi wa?, pokryty muraw? i obsadzony drzewami. W nim od strony


633

morza mie?ci?y si? mieszkania i otwarte hale, zamieszkane przez ubogie rodziny ?ydowskie i kilku pogan. W miejscach g??bszych, przy brzegu, urz?dzone by?y obmurowane zatoki, do których schodzi?o si? po schodach. Sta?y te? na kotwicy trzy ma?e okr?ty dla podró?nych. Miejsce to jest wielce dogodne do l?dowania i st?d te? rozsy?aj? sól do miast nadbrze?nych. Oczekiwano tu ju? Jezusa, wi?c zaraz zastawiono posi?ek, z?o?ony z ryb, miodu, chleba i owoców. Woda jest tu bardzo z?a; czy?ci si? j? przez wrzucenie do niej czego?, zdaje mi si?, ?e owoców; maj? j? tu w dzbanach i sakwach. — W czasie pobytu Jezusa w tej miejscowo?ci da?o si? tu ochrzci? siedmiu ?ydów z za?ogi okr?towej. Jezus zwiedza? mieszkania jedno za drugim, pociesza? i obdarowywa? ubogich, uzdrawia? rannych i chorych, wyci?gaj?cych do? r?ce o pomoc. Zwykle zapytywa? ich, czy wierz?, ?e mo?e ich uzdrowi?, a gdy odpowiadali: „Tak, Panie! wierzymy," uzdrawia?. Przeszed? w ten sposób wzd?u? ca?ego wa?u, nie pomijaj?c tak?e mieszka? pogan, strwo?onych i zal?knionych Jego widokiem. B?ogos?awi? ubogie dzieci i naucza?. Niedawno przyby? tu ucze? z Naim, oczekuj?c przybycia dwóch innych uczniów. Gdy si? zjawili, pojecha? z nimi naprzód, by oznajmi? w Palestynie powrót Jezusa. O zmierzchu wieczornym wsiad? orszak Jezusa, licz?cy 27 g?ów, na trzy ma?e okr?ty, które zaraz odp?yn??y. Na najmniejszym siedzia?o oprócz Jezusa czterech uczniów i kilku wio?larzy. W ?rodku ko?o masztu wznosi?y si? na wszystkich okr?tach rusztowania z ma?ymi przedzia?ami, s?u??cymi do spoczynku i spania. Dobre to by?o schronienie i gdyby nie wio?larze na górze, nie by?oby wida? na okr?cie nikogo. Okr?cik Jezusa wyp?yn?? pierwszy naprzód, a tymczasem dwa inne ku wielkiemu memu zdziwieniu obra?y inny kierunek. Wkrótce jednak na pó? godziny drogi od brzegu, przy panuj?cej ju? ciemno?ci, oba osiad?y na mieli?nie, wpad?szy w wir mi?dzy ?awice piaskowe. ?eglarze zatkn?li, na maszcie pochodnie jako sygna? trwogi, co ujrzawszy Jezus, kaza? Swoim wio?larzom nawróci?. Zbli?ono si? najpierw do jednego okr?tu, rzucono za?odze lin? i na niej wyholowano go, op?yni?to z nim niebezpieczne miejsce, poczym wrócono po drugi okr?t, podobnie z nim uczyniwszy. Oba przywi?zano teraz do okr?tu Jezusa, p?yn??y za nim. Jezus zgani? ?eglarzom ich zarozumia?o?? co do znajomo?ci drogi, mówi? o samowoli i potrzebie na?ladowania Go. Wieczorem dnia nast?pnego dop?yn??y okr?ty do obszernej zatoki, wcinaj?cej si? g??boko w l?d u stóp Karmelu, mi?dzy Ptolomaid? a Hef?. Nie wp?yn?wszy jednak do zatoki, musia?y znów wyp?yn?? na pe?ne morze, a to dlatego, bo w?a?nie u wej?cia do zatoki toczy?a si? zawzi?ta walka. Dwa jakie? okr?ty, jeden wielki drugi mniejszy, broni?y si?, napadni?te przez kilka innych. Sprzeczka zacz??a si? ju? na Cyprze przy ?adowaniu, a teraz upatrzy?y ma?e okr?ty dobr? sposobno?? i rzuci?y si? na wielki. Pozaczepiano okr?ty hakami i zacz??a si? walka na dr?gi. Walka trwa?a kilka godzin, wi?c zdawa?o si?, ?e nikt z ?yciem nie ujdzie. Okr?ty Jezusa oczekiwa?y nieopodal wyniku walki. Wreszcie Jezus, podp?yn?wszy bli?ej, podniós? r?k? i pob?ogos?awi? walcz?cych, a cho? oni tego nie widzieli, jednak, jakby pod wp?ywem tego, walka wkrótce usta?a. Wielki okr?t zwyci??y?, powrzuca? trupy do morza, mniejsze okr?ty zabra? jako zdobycz i odp?yn??, ci?gn?c je za sob?. Jezus wyl?dowa? przy uj?ciu Kisonu na wschód od Hefy, po?o?onej tu? nad morzem. Na brzegu przyj?li Go licznie zebrani Aposto?owie i uczniowie, mi?dzy nimi Tomasz, Szymon, Tadeusz, Natanael Chased i Heliachim. Ucieszeni nadzwyczajnie, serdecznie ?ciskali Jezusa i Jego towarzyszów. Obszed?szy w promieniu pó?kwadransowym zatok?, przeprawili si? wszyscy po mo?cie, podobnym do murowanej ulicy, przez rzeczk? wpadaj?c? pod Ptolomaid?


634

do zatoki. Most wspomniany si?ga a? do stóp wzgórza, poza którym le?y bagno cendewia, na wzgórzu za? wznosi si? miasto Lewitów, Mizael. Wyszed?szy pod gór?, stan?li nasi podró?ni na przedmie?ciu, oddzielonym od miasta garbowatym skr?tem pagórka. Przedmie?cie sk?ada si? z jednej tylko ulicy, biegn?cej wzd?u? wzgórza, i ma jedn? gospod?. Ku zachodowi jest st?d widok na morze, ku po?udniowi na pi?kn? dolin? i Karmel. Gdy Jezus zbli?y? si? do studni, wyszed? Mu naprzeciw orszak mieszka?ców z chórem dzieci, nios?cych ga??zie daktylowe z wisz?cymi jeszcze na nich owocami. W orszaku znajdowa? si? z ca?? rodzin? ów Symeon z miasta wodnego Libnat, który po chrzcie uda? si? do Mizael; dzieci bowiem nie da?y mu spokoju, nalegaj?c, by zupe?nie pojedna? si? z ?ydami. Na jego wy??cznie koszt urz?dzono przyj?cie dla Jezusa. Za zbli?eniem si? do gospody, nadesz?o z Mizael dziewi?ciu Lewitów, by Jezusa powita?.

Jezus idzie z Misael, miasta Lewitów, przez Tanach, Naim, Azamot i Damna do Kafarnaum

Na pó?noc od przedmie?cia na stoku wzgórza, mniej wi?cej w po?owie wysoko?ci, le?a? pi?kny ogród letni, ze wspania?ym widokiem na zatok?. Z samego wierzcho?ka wzgórza wida? by?o jezioro, czyli bagno Cendewi? i miasto nadwodne Libnat. Le?y ono o pó?torej godziny drogi bli?ej morza, ni? Misael, w miejscu, gdzie morze wcina si? g??boko w l?d. Od Misael jest do morza kilka godzin drogi. Dabeset le?y st?d o pi?? godzin drogi na wschód nad Kisonem, Nazaret prawie o siedem godzin. — We wspomnianym wy?ej ogrodzie chodzi? Jezus z uczniami i opowiada? im przypowie?? o rybaku, który wyp?yn?wszy w morze na po?ów, z?apa? 570 ryb. Mówi? przy tym, ?e dobry rybak przenosi dobre ryby ze z?ej wody w dobr?, by w z?ej wodzie nie po?ar?y ich ryby drapie?ne, i urz?dza im w lepszej wodzie nowe tar?a, dalej, ?e poprawia z?e ?ród?a, podobnie jak Eliasz. W przypowie?ci tej zachodzi? tak?e wypadek, jako za?oga z uporu nie chc?c i?? za dowódc? okr?tu, wp?dzi?a okr?t na mielizn?. Cypryjczycy, którzy przybyli tu z Jezusem, p?akali, gdy mówi? o uci??liwym przenoszeniu ryb w lepsz? wod?, bo te? Jezus poda? wyra?nie liczb? uratowanych dobrych ryb na 570 i doda?, ?e wobec takiej liczby praca przecie? si? op?aci. Nast?pnie rozmawia? Jezus z Lewitami o Cyprze, a oni objawiali sw? rado??, ?e tylu ?ydów przybywa tu stamt?d na osiedlenie. Niektórzy s? ju?, reszta przyb?dzie pó?niej przez Ptolomaid? i t?dy. Gdy Jezus wspomnia? o niebezpiecze?stwach, jakie tam ?ydom zagra?aj?, pytali Lewici trwo?liwie, czy i tu poganie w tak? pot?g? si? wzbij?, i? ?ydom b?dzie zagra?a?a. Jezus odpowiedzia? na to ogólnikowo, ?e przyjdzie s?d na ca?y kraj, ?e Jemu samemu zagra?a niebezpiecze?stwo i ?e kara spadnie na Jerozolim?. Lewici nie mogli poj??, po co Jezus wybiera si? znów do Jerozolimy, ale On wyt?umaczy? im, ?e ma tam jeszcze wiele do czynienia i musi wype?ni? pos?annictwo. Syrofenicjanka przys?a?a tu z Ornitopolis przez uczniów sztabki z?ota i z?ote blaszki, po??czone w ?a?cuszek. Posiadaj?c w?asny okr?t, ma ona zamiar pomóc Merkurii do ucieczki z Cypru. Na pro?by Lewitów poszed? Jezus z nimi do staro?ytnego miasta Misael, otoczonego w ko?o murami i basztami; w celach murowanych mieszkaj? pojedynczo poganie. Przez jaki? czas bawi?a tu El?bieta przy swym ojcu, który pe?ni? s?u?b? Lewity; Zachariasz by? tu tak?e raz. El?bieta urodzi?a si? w dolinie Ezdrelon o dwie godziny st?d w odosobnionym domostwie, w?asno?ci jej rodziców, które te? po nich odziedziczy?a. W pi?tym roku ?ycia oddano j? do ?wi?tyni. Opu?ciwszy ?wi?tyni?, bawi?a jaki? czas w Misael i w swej zagrodzie, a potem uda?a si? do domu Zachariasza w Judei. Jezus opowiada? teraz o niej i o Janie, o tym ostatnim mówi? tak wyra?nie jako o przes?a?cu


635

Mesjasza, ?e s?uchacze mogli ?atwo si? domy?li?, kim On jest. W mie?cie zwiedza? Jezus z Lewitami wiele domów i uzdrawia? chore dzieci i chromych, wyci?gaj?cych do? r?ce poowijane. Odwiedzi? tak?e Symeona z Libnat w jego domu, poczym zako?czy? szabat nauk? w synagodze. Niewiasty sta?y niedaleko mównicy na znacznym podwy?szeniu. Jezus naucza? o ofierze przeb?agalnej, dalej o Samsonie, obja?nia? jego czyny i w ogóle mówi? o nim jako o ?wi?tym, którego ?ycie ma prorockie znaczenie. „Samson — mówi? — nie straci? wszystkiej si?y, jedna mu zosta?a, a to si?a czynienia pokuty. ?wi?tyni? pogan str?ci? on z Bo?ego natchnienia na siebie. Judasz, lubi?cy zawsze za?atwia? interesy i Tomasz, którego rodzina ma w porcie sk?ady drzewa, a który tam dobrze jest znany, wyruszyli z wielu uczniami do Hefy, by poczyni? przygotowania do przyj?cia przybywaj?cych Cypryjczyków. Jezus natomiast w towarzystwie co? dziesi?ciu uczniów, mi?dzy nimi Saturnina, uda? si? do Tanach, miasta Lewitów, gdzie przyj?li Go prze?o?eni synagogi. Faryzeusze tutejsi nie okazywali si? otwarcie Jego nieprzyjació?mi, chytrze jednak Go szpiegowali i próbowali na czym? z?apa?, co mo?na by?o pozna? po ich dwuznacznych mowach. Tak np. zaproponowali sami, by Jezus odwiedzi? niektórych chorych, mi?dzy tymi jednego, który by? dawniej w Kafarnaum, a obecnie znajdowa? si? w bardzo n?dznym stanie. Mówili potem, ?e Jezus jednak pewnie na to si? nie zgodzi, gdy? cz?owiek ów bardzo wtenczas powstawa? przeciw Jezusowi, i za kar? za to zachowanie si? dotkni?ty zosta? osobliw? chorob?. P?aka? wci??, drga? konwulsyjnie górn? cz??ci? cia?a, wymiotowa? i w oczach prawie nikn??. Liczy? on 30 — 40 lat, mia? ?on? i dzieci. Jezus, przyszed?szy do?, zapyta?, czy wierzy prawdziwie, ?e mo?e dozna? od Niego pomocy. Chory, spokorniawszy nagle, rzek? ze wstydem: „Tak, Panie! wierz?" Wtedy Jezus po?o?y? mu jedn? r?k? na g?ow?, drug? na piersi, pomodli? si?, poczym rozkaza? mu powsta? i posili? si?. Chory powsta? natychmiast, dzi?kuj?c ze ?zami Jezusowi; to samo uczyni?y ?ona i dzieci. Jezus przemówi? par? s?ów uprzejmych, pocieszaj?cych, nie wspominaj?c nic o przewinieniu tego cz?owieka wzgl?dem Niego. Gdy wieczorem Faryzeusze ujrzeli w synagodze uzdrowionego, stracili ju? ochot? sprzeciwia? si? Panu. Jezus za? mówi? o spe?nieniu si? proroctw, o Janie Chrzcicielu, jako przes?a?cu Mesjasza, i o samym Mesjaszu tak wyra?nie, ?e s?uchacze z pewno?ci? mogli si? domy?le?, i? ma Siebie na my?li. Z Tanach poszed? Jezus zwiedzi? warsztat ciesielski, gdzie pracowa? Józef, uciek?szy z Betlejem. Wko?o podwórza ci?gn?? si? budynek, zamieszkany przez 12 ludzi, trudni?cych si? handlem towarów z drzewa. Pracowni?, gdzie Józef by? zaj?ty, zajmowa? teraz potomek owego majstra. Ludzie ci nie oddawali si? sami pracy, lecz najmowali do wyrobu ubo?szych, a sami sprzedawali gotowe ju? rzeczy przewa?nie w?a?cicielom okr?tów. G?ównie wyrabiano delikatne p?yty, laski i plecione ?cianki. Wspominano tu jeszcze czasem, ?e niegdy? pracowa? tu ojciec Proroka, ale nie wiedziano ju? na pewno, czy to by? ów Józef z Nazaretu, czy kto inny. My?la?am sobie wtenczas, i? niema si? co dziwi?, ?e my tak ma?o o tym wiemy, kiedy ci ludzie tak szybko zapomnieli. Jezus naucza? tu na podwórzu o pracowito?ci i lichwie. St?d poszed? Jezus do staro?ytnej ale brzydkiej miejscowo?ci Syjon, oddalonej o dwie godziny drogi na zachód od Tabor. Syjon, po?o?one na wynios?o?ci, posiada stary zamek i synagog?, przy której mieszka kilku Faryzeuszów. Ni?ej za?, w dole, poza wa?ami, tu? nad brzegiem Kizonu, wida? osobn? grup? domów; miejscowo?? ta niezdrowa, a wa?y zas?aniaj? zupe?nie widok. Mieszkaj?cy w domach, po?o?onych nad brzegiem, s? jakoby zale?ni od tych, którzy mieszkaj? na górze i nieraz doznaj? z ich strony ucisku i udr?cze?. Wszystkich chorych posy?ali Faryzeusze tu na dó?, gdzie n?dznie pomieszczeni, nie mogli nawet odetchn?? ?wie?ym powietrzem. To te? Jezus,


636

nauczaj?c w synagodze, powstawa? przeciw Faryzeuszom za nak?adanie wielkich ci??arów, których sami nie ponosz?, za ucisk i nami?tn? ??dz? w?adzy; dalej mówi? o Mesjaszu, ?e pojawi si? zupe?nie innym, ni? oni go oczekuj?. Jezus przyby? g?ównie dlatego do Syjonu, by pocieszy? tych biednych uci?nionych ludzi. Zwiedzi? wi?c ca?? t? odosobnion? cz??? domów i uzdrowi? wielu chorych, przewa?nie paralityków i chromych. Tak On jak i uczniowie, obdarowali biedaków chustami i szalami. Wyszed?szy st?d, przyby? Jezus z uczniami za pó?torej godziny do Naim. Do studni przedmiejskiej wysz?o naprzeciw Niemu wielu uczniów i wskrzeszony m?odzieniec z Naim; mia? wi?c teraz Jezus ko?o Siebie oko?o 12 uczniów, ale mi?dzy nimi ?adnego Aposto?a. Jerozolimscy uczniowie przybyli do Naim z kilku ?wi?tymi niewiastami; inne obchodzi?y Zielone ?wi?tki z Maryj? w Nazaret i z powrotem wst?pi?y tu, by czeka? na Pana. Jezus zatrzyma? si? we w?asnej gospodzie, urz?dzonej w jednym z budynków wdowy, i zaraz do niej poszed?. Tam przyj??y Go niewiasty w zas?onach w przedsionku wewn?trznego dziedzi?ca i upad?y Mu do nóg. Jezus pozdrowi? je ?askawie i wraz z nimi wszed? do sali. Oprócz wdowy by?o pi?? niewiast: Marta, Magdalena, Weronika, Joanna Chusa i Sufanitka. Zasiad?y one osobno w jednym ko?cu sali na podwy?szonym postumencie, podobnym do d?ugiej, niskiej kanapy, opatrzonej nó?kami; siedzia?y na sposób wschodni z podwini?tymi nogami na poduszkach i kobiercach, nic nie mówi?c, dopóki Jezus nie przemówi? do nich, a wtedy odpowiada?y w porz?dku jedna po drugiej. Opowiada?y o Jerozolimie i nastawaniu Heroda na Niego; unios?y si? przy tym nieco, wi?c Jezus, podniós?szy palec, gani? im ich troski doczesne i wydawanie s?du o drugich: Opowiada? im nawzajem o Cyprze, o tych, którzy tam poznali prawd?, i mile wspomina? o rzymskim staro?cie z Salamis. Niewiasty s?dzi?y, ?e lepiej by?oby, gdyby i starosta nie zosta? ju? tam, lecz Jezus rzek?: „Musi on tam zosta? i jeszcze wielu pomóc, a? kiedy?, gdy ju? Ja sam spe?ni? Moje pos?annictwo, przyjdzie tam kto inny, który tak?e b?dzie przyjacielem gminy." Magdalena i Sufanitka nie s? ju? tak urodziwe, jak niegdy?; s? blade, wychud?e, a oczy ich czerwone od ci?g?ych ?ez. Marta zawsze jest bardzo skrz?tna i bieg?a w za?atwianiu interesów. Chusa jest niewiast? wysok?, siln? blad?, przy tym powa?na i krzepka. Weronika ma wiele w sobie podobie?stwa ze ?wi?t? Katarzyn?, jest stanowcza, dzielna a otwarta. Gdy wszystkie zejd? si? razem, szyj?, pracuj?, i przyrz?dzaj? wszystko potrzebne dla gminy, poczym rozdzielaj? to do pojedynczych gospód i magazynów, sk?d Aposto?owie i uczniowie czerpi? b?d? na w?asny u?ytek, b?d? dla rozdzielenia biednym. Przygotowawszy wszystko, co potrzeba, pracuj? tak?e dla biednych synagog. Zwykle maj? ze sob? s?u?ebne, które naprzód lub za nimi nios?, materie ju? to w skórzanych torbach, ju? to w ko?o pasa pod p?aszczem. S?u?ebne maj? w górze cia?niejsze odzienie i krótsze suknie. Gdy niewiasty przyb?d? gdzie na miejsce, s?u?ebne wracaj? i oczekuj? je w najbli?szych gospodach. S?u?ebna Weroniki dawno ju? by?a przy niej i jeszcze po ?mierci Jezusa widzia?am j? w jej us?ugach. Poszed?szy wieczorem do synagogi, nie wszed? Jezus na mównic?, lecz stan?? z uczniami na uboczu, gdzie zwykli byli stawa? w?drowni nauczyciele. Po odmówieniu modlitw rabini sami Go jednak powitali, zmusili zaj?? miejsce przed roz?o?onymi ksi?gami i czyta?. Lekcja by?a o Lewitach, o szemraniu, przepiórkach i karze na Miriam, a z proroka Zachariasza o wybraniu pogan i Mesjaszu (IV. Moj?. 8, 113, 1; Zach. 2, 10—4, 8). Jezus naucza? surowo, mówi?c, ?e poganie zajm? w królestwie Mesjasza miejsca zatwardzia?ych ?ydów. Mówi? o Mesjaszu, którego nie zechc? uzna?, a który zjawi si? ca?kiem innym, ni? go oczekuj?. Mi?dzy Faryzeuszami by?o trzech, szczególnie zuchwa?ych, którzy nale?eli tak?e


637

do komisji w Kafarnaum. Ci, rozgoryczeni bardzo z powodu uzdrowienia Faryzeusza w Tanach, mówili, ?e Jezus uczyni? to tylko dlatego, by Faryzeusze patrzyli przez palce na Jego sprawki. Wzywali Go, by zachowywa? si? spokojnie i nie gwa?ci? szabatu uzdrawianiem, i w ogóle by cofn?? si? w zacisze, nie wywo?uj?c zamieszek. Jezus odrzek? im, ?e uczyni to, co nale?y do Jego urz?du, tj. b?dzie w?drowa? i naucza?, dopóki nie spe?ni si? czas Jego. Podczas pobytu w Naim nie zaprosili Faryzeusze Jezusa na ?adn? uczt?, a serca ich pe?ne by?y tajemnej z?o?ci, ?e Jezus nauk? Sw? i mi?o?ci? przyci?ga do Siebie wszystkich biednych, n?dzarzy i prostaczków, których oni od siebie odpychali. Pogoda by?a nadzwyczaj pi?kna. Jezus odby? z uczniami drog? szabatow?, nauczaj?c wci?? powa?nie a g??boko o Swej przysz?o?ci. Upomina? ich, by pozostali sta?ymi i wiernymi, bo wielkie prze?ladowania i m?ki Go czekaj?, wi?c niech si? wtenczas z Niego nie gorsz?. Obiecywa?, ?e nie opu?ci ich, wi?c niech i oni nie opuszczaj? Go, gdy nieprzyjaciele b?d? Go dr?czy? i poniewiera?, a wiara ich wystawiona b?dzie na prób?. Uczniowie ze wzruszenia a? si? rozp?akali. Tak zaszli wszyscy a? do ogrodu wdowy Maroni, gdzie równie? przyby?y ?wi?te niewiasty. Mówi? tu Jezus o pojednaniu si? ma??e?stw w Mallep, szczególnie o owej parze ma??onków, u których by? na uczcie, a którzy tak?e mieli przyby? do Palestyny; wspomina? tak?e o Merkurii, maj?cej najpierw przyby? do Syrofenicjanki, która tak?e przygotowuje si? opu?ci? Ornitopolis. Najpierw maj? pój?? do Gessur, a potem dalej w dó? kraju. Z Cypru ju? wielu ?ydów przeprawi?o si? dot?d, pewna cz??? za? wyl?duje w okolicy Joppy. Z ogrodu poszed? Jezus z uczniami do synagogi, by zako?czy? szabat Uwiadomieni o tym chorzy, kazali si? wynie?? na noszach na drog?, któr?dy Pan mia? przechodzi?, i wyci?gaj?c r?ce do Niego, b?agali o pomoc. Uzdrawiaj?c ich, doszed? Jezus przed synagog?, gdzie tak?e kilku chorych kaza?o si? przynie??. Mi?dzy nimi by? jeden ca?kiem nabrzmia?y od podagry i tacy, którym Jezus za poprzedni? bytno?ci? odmówi? uzdrowienia, bo wiara ich nie by?a jeszcze czyst?; mieli wi?c d?u?ej cierpie? i pokorniej prosi? o uzdrowienie. Na to nadeszli Faryzeusze, szczególnie ?li dlatego, ?e Jezus tych chorych uzdrawia, poniewa? rozg?osili ju?, ?e Jezus nie potrafi tego uczyni?. Nie posiadaj?c si? od z?o?ci, zrobili teraz krzyk ogromny, ?e Jezus gwa?ci szabat. Jezus jednak?e, nie zwa?aj?c na nich, spokojnie ko?czy? uzdrawianie; chorych tych by?o razem siedmiu. Potem dopiero odpowiedzia? ostro rozgniewanym Faryzeuszom: „Czy zabronione jest czyni? dobrze w szabat? Czy wy sami w szabat nie dbacie o siebie? Czy? tych chorych nie dlatego uzdrowi?em, by sam szabat u?wi?ci?? Czy w szabat nie wolno pociesza?? Czy niesprawiedliwie nabyte dobro musi si? w szabat zatrzyma?? Czy? wdowy, sieroty i ubogich, którzy przez ca?y tydzie? uginaj? si? pod ci??arem udr?cze?, nale?y w szabat pozostawi? w tym udr?czeniu?" W ten sposób zgani? im surowo ich ob?ud? i uciskanie biednych; wykazywa?, ?e pod pozorem utrzymania synagogi, która przecie? ma wszystkiego do zbytku, wyciskaj? co mog? z ubogich, a za to chc? im w tej synagodze na?o?y? okrutne prawo, ?e w szabat nie wolno przyj?? ?aski Bo?ej, nie wolno sta? si? zdrowym, podczas gdy oni sami w szabat jedz? i pij? to, co wydarli bezprawnie od tych biedaków. W ten sposób zmusi? Jezus Faryzeuszów do milczenia. Mimo to po wej?ciu do synagogi podali Mu ksi?gi i zaprosili do nauczania, a to z chytro?ci, by Go z?apa? na fa?szywym nauczaniu i móc Go potem oskar?y?. Gdy Jezus mówi? o czasach mesja?skich, w których wielu pogan zjednoczy si? z ludem Bo?ym, zapytali Go szyderczo, czy po to by? na Cyprze, by zyska? sobie pogan. Dalej naucza? Jezus o dziesi?cinach, jak to Faryzeusze drugim nak?adaj? ci??ary, a sami usuwaj? si? od tego, jak uciskaj? wdowy i sieroty. W?a?nie teraz od Zielonych ?wi?t do Kuczek sk?adano dziesi?ciny do ?wi?tyni. W miejscowo?ciach odleglejszych od


638

Jerozolimy, jak np. tutaj, zbierali je Lewici. Przy tym zakrad?y si? nieporz?dki, bo Faryzeusze wybierali od ludzi dziesi?ciny i zatrzymywali je dla siebie. Za to te? strofowa? ich Jezus, co ich bardzo rozj?trzy?o; kiedy wi?c Jezus wyszed? z synagogi, zacz?li naucza? lud przeciw Niemu. Z Naim poszed? Jezus z kilku uczniami na pó?nocny — wschód, wy?yn? ci?gn?c? si? z tej strony Kisonu, i zatrzyma? si? w Rimmon. Miejscowo?? ta ci?gnie si? d?ugim szeregiem wzd?u? góry; zamieszka?a jest przewa?nie przez ogrodników i winiarzy, którzy dostawiaj? swe p?ody do Naim, a tak?e pracuj? w tamtejszych ogrodach. Lewici utrzymywali tu szko??, a obecnie zaj?ci byli zbieraniem dziesi?ciny. Przyj?li Jezusa na wolnym placu przed budynkiem szkolnym. Jezus za? zacz?? zaraz naucza? m?odzie?ców i ch?opców. Powoli zeszli si? inni ludzie, którzy ju? w Naim s?yszeli Jego nauk?. Jezus mówi? o ogólnych obowi?zkach prawem obj?tych, ale o karach, maj?cych spa?? w czasie, nie mówi? tak wyra?nie, jak gdzie indziej wobec zebranych t?umów. — St?d poszed? Jezus w gór? wschodnim stokiem Taboru, odprowadzony kawa?ek przez Lewitów; po trzygodzinnej w?drówce zatrzyma? si? w opuszczonej miejscowo?ci Bet — Lechem, na wschód od miasta Dabrat. Miejscowo?? ta sk?ada?a si? tylko z jednego rz?du mieszka? ubogich wie?niaków; Jezus wst?powa? do ich chat, pociesza? zdrowych i uzdrawia? chorych. Potem szed? znowu dalej przez cztery godziny, przeszed? dolin?, w której jest studnia kafarnaumska i o zmierzchu przyby? do Azanot, gdzie mia? gospod?. Tu czekali ju? na Jezusa przyjaciele z Kafarnaum, a to, Jair z córk?, uzdrowiony ?lepy z Kafarnaum, krewna uzdrowionej z krwotoku Enui, i Lia, która zawo?a?a by?a: „B?ogos?awiony ?ywot, który Ci? nosi?." Niewiasty w zas?onach upad?y na kolana przed Jezusem i przyj??y Jego b?ogos?awie?stwo. Wszyscy p?akali z rado?ci, ?e Go znowu widz?. Córka Jaira, ?wie?utka teraz i zdrowa, zmieni?a si? zupe?nie, odznacza si? pobo?no?ci? i pokor?. Jezus naucza? a? pó?no w noc. Nazajutrz poszed? do Damna, gdzie mia? przed miastem gospod?, zarz?dzan? przez krewnych rodziny Józefa. Tu oczekiwa? na Niego ?azarz i dwaj jerozolimscy uczniowie. ?azarz bawi? tu w okolicy ju? od o?miu dni, zaj?ty sprzeda?? gruntów i budynków Magdalum; dotychczas bowiem sprzedano dopiero sprz?ty i ró?ne drobiazgi, nale??ce do Magdaleny. Na powitanie u?ciska? Jezus ?azarza serdecznie; post?powa? tak tylko z nimi ze starszymi Aposto?ami i uczniami, innym podawa? tylko r?k?. Opowiedziawszy ?azarzowi o Cypryjczykach, radzi? nad umieszczeniem tych, którzy si? nawrócili i mieli tu przyby?. Z rozmowy tej dowiedzia?am si?, ?e Jakób M?odszy i Tadeusz s? ko?o Gessur, by przyj?? przybywaj?cych tam siedmiu poga?skich filozofów. ?azarz, z którym Jezus do?? d?ugo si? przechadza?, zaj?ty poufn? rozmow?, jest to s?uszny m??, ?agodny, powa?ny, spokojny, obyczajny, we wszystkim umiarkowany; przy ca?ej poufa?o?ci w obcowaniu z drugimi przebija z niego nadzwyczajna wy?szo??. W?os ma czarny i podobny jest troch? do Józefa, tylko ?e rysy ma ostrzejsze, wyrazistsze. Józef za? mia? w swej postaci co? ?agodnego, ujmuj?cego, a w?osy mia? ?ó?tawe. Z Damna poszed? Jezus w towarzystwie ?azarza, uczniów, zarz?dcy gospody i jego syna, który tak?e ma zosta? uczniem, na wschód, i po nieca?ych dwóch godzinach drogi przyby? do wsi królika Serobabela z Kafarnaum, po?o?onej na po?udniowym stoku skalistego pagórka, zamykaj?cego od po?udnia dolin? kafarnaumsk?, na którym le?? ogrody i winnica królika. Tu naucza? robotników i s?u?b? o Mesjaszu i blisko?ci Królestwa, obja?nia? znaki Proroków obecnie spe?nione, b?aga? i upomina? do nawrócenia si?. Mówi?, ?e Mesjasz nie zjawi si? w tej postaci, jak ?ydzi Go oczekuj? i dlatego uzna Go tylko ma?a garstka gotowych do pokuty i pokornych. Mówi? dalej, ?e Mesjasz g?osi? b?dzie Sw? nauk? przez wiele ust, podobnie jak przedtem mówi? przez usta wielu Proroków.


639

Przyprowadzono do Jezusa kilku niemych op?tanych, melancholików, a On w?o?y? im palec po?liniony pod j?zyk i rozkaza? szatanowi ust?pi?. Jedni popadli w chwilowe omdlenie i zaraz powstali zdrowi, inni po krótkich nerwowych drganiach wyzdrowieli tak?e, chwalili Pana i dzi?kowali Mu. Potem poszed? Jezus samotn? drog? do domu Matki Swej, po?o?onego w dolinie na wschód od Kafarnaum. Za trzy kwadranse by? ju? na miejscu. ?wi?te niewiasty przysz?y tu prosto z Naim i zatrzyma?y si? u Naj?w. Panny. Nie wysz?y naprzeciw Jezusa, a i Maryja pozosta?a w domu. Jezus, wszed? oczyszczony ju? z kurzu i odpasany, do wielkiej sali, podzielonej oponami na ma?e izdebki. Maryja, pochyliwszy pokornie os?oni?t? g?ow?, poda?a Mu r?k?, a Jezus uczyni? to samo, witaj?c J? z powag?, a uprzejmie. Inne niewiasty sta?y w tyle w pó?kolu. Gdy Jezus wita? si? z Maryj? sam na sam, widzia?am nieraz, ?e przyciska? J? do piersi, przemawiaj?c do Niej s?owa pociechy i wzmocnienia; Ona jednak, od czasu gdy wyst?pi? jako nauczyciel, traktowa?a Go zawsze jako ?wi?tego i Proroka, post?powa?a tak, jakby uczyni?a matka, gdyby jej syn zosta? biskupem, papie?em lub królem; tylko ?e czyni?a to w sposób o wiele szlachetniejszy i ?wi?tszy, zachowuj?c przy tym nieopisan? prostot?. Nie ?ciska?a Go, tylko podawa?a Mu r?k?, gdy On jej poda? Swoj? na powitanie. Posi?ek spo?y? Jezus sam na sam z Maryj?. W komnacie sta? niski ma?y stolik; z jednej strony le?a? Jezus, naprzeciw Niego siedzia?a Maryja. Na stoliku le?a?a ryba, miód, chleb, placki i dwa ma?e dzbanki. Inne niewiasty siedzia?y cz??ci? w swoich izdebkach po dwie, lub trzy, cz??ci? zastawia?y w bocznej sali uczt? dla uczniów, mi?dzy którymi mia?y wielu krewnych. Jezus opowiada? Maryi o Cyprze i o duszach, które tam pozyska?. Maryja, ma?o si? wypytuj?c, w cicho?ci objawia?a Sw? rado??, a macierzy?sk? trosk? wiedziona, wspomina?a co? o niebezpiecze?stwach przysz?o?ci. Jezus odrzek? Jej ?agodnie, ?e musi spe?ni? Swe pos?annictwo, a? nadejdzie czas, w którym Ojciec przyjmie Go do Siebie.

Przybycie Aposto?ów i uczniów do Kafarnaum

W krótkim czasie zebra?o si? ko?o Jezusa prawie 30 uczniów. Z tych niektórzy przybyli z Judei z oznajmieniem, ?e w Joppe wyl?dowa? ju? okr?t z dwustu cypryjskimi ?ydami, a przyj?li ich tam Barnabas, Mnason i jego bracia. Dalszym ich umieszczeniem ma si? zaj?? Jan, bawi?cy jeszcze w Hebron u krewnych Zachariasza. Tamtejsi Esse?czycy zaj?li si? tak?e t? spraw?; tymczasowo mieli Cypryjczycy osiedli? si? w grotach, dopóki ich nie rozdziel?. Syrofenicjanka i ?azarz postarali si? ju? o osiedlenie ?ydów, przyby?ych z okolicy Ornitopolis, ko?o Ramot — Gilead. Uczniowie, którzy przybyli do Kafarnaum, rozmie?cili si? cz??ci? w domu Piotra przed Kafarnaum, cz??ci? w Betsaidzie, cz??ci? w szkole w Kafarnaum. Z Gessur nadeszli Jakób M?odszy i Tadeusz z trzema poga?skimi filozofami; s? to przyjemni, og?adzeni m?odzie?cy, którzy przyj?li ju? obrzezanie. Z inn? parti? uczniów przybyli Andrzej i Szymon. Wzruszaj?cym by?o powitanie. Nowo nawróconych przedstawi? Jezus Matce, jak to zawsze czyni?. By? to niejako milcz?cy uk?ad, polegaj?cy na duchowym porozumieniu mi?dzy Maryj? a Jezusem, przez co przyjmowa?a uczniów w Swe r?ce i jakby w Siebie, czyni?a ich uczestnikami Swych modlitw, b?ogos?awie?stw, jako Swe dzieci, a braci Jezusa, — stawa?a si? ich matk? wedle ducha, jak by?a matk? Jezusa wed?ug cia?a. Czyni?a to zawsze z ujmuj?c? powag?, a Jezus zachowa? si? wtedy wzgl?dem Niej bardzo uroczy?cie. Czynno?? ta nacechowana by?a tak? ?wi?to?ci?, takimi skupieniem, ?e nie potrafi? tego wypowiedzie?. Maryja by?a tu niejako winn? latoro?l?, k?osem wyros?ym z Jego krwi i cia?a.


640

Uczniowie zdawali Jezusowi spraw? z tego, gdzie byli i jak im si? powodzi?o. Gdzieniegdzie rzucano za nimi kamieniami, lecz na szcz??cie nie trafiono ?adnego. Z kilku miejscowo?ci musieli ucieka? przed po?cigiem, a zawsze cudownej doznali ochrony. Trafiali jednak?e i na dobrych ludzi, a wtedy uzdrawiali, chrzcili i nauczali. Jezus kaza? im i?? tylko do zb??kanych owiec Izraela, wi?c stosownie do tego w miastach poga?skich zwracali si? do ?ydów, a z poganami nie wdawali si?, chyba z takimi, którzy s?u?yli u ?ydów. Andrzej i podw?adni mu uczniowie wykupili w Gazorze na pó?nocny — wschód od Jabesz Gilead wielu ?ydów niewolników, oddawszy na ten cel wszystko, co mieli przy sobie. Na zapytanie, czy dobrze post?pili, otrzymali od Jezusa pochwaln? odpowied?. Nie wszystkich s?ucha? Jezus z jednakow? cierpliwo?ci?. Niektórym, gdy w?a?nie z zapa?em i chwalb? zaczynali mówi?, przerywa? zaraz s?owy: „To znane mi ju?." Innym, którzy opowiadali z prostot? i pokor?, pozwala? mówi? do ko?ca; sam nawet wzywa? milcz?cych do mówienia. Gdy pierwsi, odpra¬wieni, zapytywali, dlaczego nie chce ich s?ucha?, wskazywa? im na ró?nic?, zachodz?c? mi?dzy ich opowiadaniem a prostymi s?owy tych pokornych. Sprawozdania przerywa? Jezus cz?sto opowiadaniem przypowie?ci; tak np. mówi? o k?kolu, który, posiany wraz z dobrym ziarnem, wzrasta z nim pospo?u, a dopiero przy ?niwie w ogie? bywa wrzucony. — Nie wszystko mówi? — co posiane, musi zej??. Wspomniawszy na tych z uczniów, którzy odst?pili, zaleca? obecnym, by nigdy nie dufali zanadto w swe dzie?a, bo maj? jeszcze wielkie pokusy do przezwyci??enia. Opowiedzia? tak?e przypowie?? o panu, który wybiera si? zaj?? obce królestwo, a s?ugom pozosta?ym oddaje pewn? ilo?? talentów i ??da potem od nich z tego rachunku. Odnosi?o si? to do Jego podró?y do Cypru, sk?d powróciwszy, ??da? teraz, od uczniów sprawozdania z ich tymczasowej dzia?alno?ci. Przy tym, odgaduj?c my?li uczniów, zwraca? si? Jezus cz?sto to do jednego, to do drugiego, mówi?c: „Dlaczego my?lisz o niepotrzebnych rzeczach?" — lub: „Nie my?l tak! albo: „Ty jeste? zupe?nie innego zdania; powiniene? zapatrywa? si? na to tak, a nie taki" Tak odgaduj?c ich my?li, karci? ich Jezus zaraz. A uczniowie mówili sobie w my?li: „Mistrz ma tego lub owego na my?li." Gdy zapad? szabat, uda? si? Jezus z uczniami do synagogi. Faryzeusze zebrani ju? byli na miejscu, z którego nauczano. Jezus tak?e tam poszed?, a oni chc?c nie chc?c zrobili Mu miejsce. Lekcja by?a o szpiegach, wys?anych przez Moj?esza do Kanaan, o szemraniu ludu i karze za to, o wys?aniu przez Jozuego szpiegów do Jerycha i o Rachabie (II Moj?. 13—16. Joz. 2). Faryzeusze, rozz?oszczeni ?mia?ymi s?owy Jezusa, mówili mi?dzy sob?: „Niech ju? teraz mówi; ale wieczorem, lub po szabacie naradzimy si? nad tym, jakby Mu zamkn?? usta. Jezus, odgaduj?c ich chytre my?li, rzek?: „Jeste?cie osobliwego rodzaju szpiegami; bo nie przyszli?cie tu, by wy?ledzi? prawd?, lecz by j? zdradzi?." Powstaj?c ostro przeciw nim, wspomina? Jezus o zburzeniu Jerozolimy i s?dzie na lud, który nie czyni pokuty i nie uznaje królestwa Mesjasza. W nauce dzisiejszej, zachodzi?a tak?e przypowie?? o królu, którego syna zabili niewierni najemnicy winnicy. Faryzeusze nie odwa?yli si? stawi? Mu jawnego oporu. W synagodze znajdowa?y si? tak?e wszystkie ?wi?te niewiasty, maj?ce tam swe osobne miejsca. Po po?udniu zwiedzi? Jezus z kilku uczniami oko?o 20 domów w Kafarnaum, tak mo?nych jak i ubogich, i uzdrawia? chore dzieci obojga p?ci w wieku od 3 — 8 lat. Uczyni? to na gor?ce pro?by rodziców. By? to zapewne rodzaj zarazy, bo prawie u wszystkich dzieci objawia?a si? w podobny sposób, tj. przez nabrzmienie szyi, policzków i r?k, tudzie? ?ó?to?ci? cery. By? to stan, w jakim znajduj? si? chorzy po niektórych chorobach, np. po szkarlatynie. Niektórym przyk?ada? Jezus r?k? na chore miejsce, inne pomazywa? ?lin?, na inne wreszcie chucha? tylko. Wiele z


641

nich odzyska?o natychmiast zdrowie, wi?c Jezus pob?ogos?awi? je i odda? rodzicom ze stosownym napomnieniem. Co do innych, przepisa? mod?y za nich i odpowiedni? opiek? dla dobra tak dzieci, jak rodziców. Mi?dzy uzdrowionymi dzie?mi by? tak?e Ignacy, mi?y czteroletni ch?opiec; rodzice jego, ludzie zamo?ni, mieszkali w rynku, a trudnili si? sprzeda?? naczy? spi?owych, których mnóstwo sta?o w gankach domu. Rodzice prosili o to Jezusa ju? przed kilku dniami, gdy uzdrawia? dzieci mieszkaj?cego w pobli?u handlarza kobierców. — Rynek le?y w wy?szej cz??ci miasta; w ko?o rynku biegn? arkady. Cztery ulice zbiegaj? si? ku niemu, ??cz?c go z dalszymi cz??ciami miasta. W ?rodku stoi studnia, a po obu ko?cach wznosz? si? dwa wielkie budynki. Faryzeusze byli z powodu uzdrawiania bardzo rozgoryczeni, a trzech z nich przyby?o pó?niej na podwórze domu Piotra, gdzie Jezus znowu uzdrawia? chorych, poznoszonych tam do przysionków. Przecisn?wszy si? do Jezusa, za??dali zuchwale, by zaprzesta? uzdrawia? i nie wywo?ywa? w szabat zaburze?; widoczne by?o, ?e chcieli wszcz?? z Nim dyskutowa?. Jezus jednak najoboj?tniej odwróci? si? od nich i rzek? tylko: „Nie mam z wami nic do czynienia, uzdrowi? was te? nie mog?, bo?cie nieuleczalni." Wieczorem na zako?czenie szabatu naucza? Jezus w synagodze; mówi? znowu o szemraniu ludu, o wie?ci przyniesionej przez szpiegów, o kl?twie rzuconej na lud, ?e ma wygin?? na puszczy, a tylko ich dzieci maj? ujrze? Ziemi? obiecan?. Ze szczególnym naciskiem i surowo?ci? mówi? o przekle?stwie i b?ogos?awie?stwie, o fa?szywych szpiegach, wkradaj?cych si? do królestwa Bo?ego, o tych, którzy nie chc? tam wej??, o nie poznaniu Mesjasza, o s?dzie maj?cym spa?? na kraj i Jerozolim?. Wtem wst?pi?o dwóch Faryzeuszów na mównic? i zacz?li obja?nia? to miejsce dzisiejszej lekcji, gdzie Bóg nakazuje Moj?eszowi, by ca?y naród ukamienowa? cz?owieka, który w szabat zbiera? drzewo (IV. Moj?. 15, 32—38). U?yli tego, by udowodni?, ?e uzdrawianie w szabat jest zakazane. Lecz Jezus zapyta? ich: „Czy? zdrowie ubogich i cierpi?cych jest drzewem, przeznaczonym na spalenie? Czy? martwa, zdrewnia?a ob?uda nie jest raczej tym drzewem? Wynajdujecie sobie zgorszenie w uzdrawianiu chorych, widzicie i s?dzicie ?d?b?o w oku bli?niego, a belki w oku swoim nie widzicie. Takie w?a?nie post?powanie mo?na nazwa? zbieraniem drzewa i rzucaniem go na drog? prawdy, nie na to, by przyrz?dzi? przy nim potrawy, lecz by ugotowa? i ogrza? przy jego ogniu jad rozszczepienia i prze?ladowania. Czy? to, o co w szabat b?agamy, nie mo?emy tak?e w szabat, otrzymywa?, lub udziela? innym, je?li mamy po temu w?adz?? Jak?e? szabat mo?e zakazywa?, by chory sta? si? zdrowym, i w ten sposób móg? godnie ?wi?ci? i ten szabat." W ten sposób odpar? Jezus ich zarzuty i zawstydzi? ich tak, ?e nie o?mielili si? wyrzec s?owa wi?cej. Garstka s?uchaczów s?ucha?a w cicho?ci s?ów Jezusa, my?l?c ze wzruszeniem nad nimi; wielu zbija?o si? w gromadki, szepc?c do siebie: „Tak! To On jest! To Mesjasz! ?aden cz?owiek, ?aden Prorok nie potrafi tak naucza?!" Bardzo wielu mruga?o tylko na siebie z u?miechem, ciesz?c si? z kl?ski Faryzeuszów; zatwardziali jednak ich stronnicy gorszyli si? wraz z nimi. Gdy ju? zebra?o si? w Kafarnaum oko?o 50 uczniów, wzi?? ich Jezus ze Sob? na gór? ko?o Betsaidy i tu ich naucza? o po?ywaniu cia?a i piciu krwi Swojej. Mówi? tak?e o przysz?ym ich pos?annictwie, pracy i owocach, jakie ta praca mia?a przynie??. Niewiasty ?wi?te by?y przy tym. Do nauki do??czy? Jezus przypowie?? o robotnikach winnicy. Jezus chwali? uczniów i pociesza?, poczym pob?ogos?awi? ich, wyci?gaj?c r?ce nad ich g?owami. B?ogos?awie?stwo nape?ni?o ich serca now? odwag? i moc?. Wieczorem tego? dnia przybyli do Kafarnaum Piotr, Jakób Starszy, Mateusz i


642

kilku z dawnych uczniów Jana. Jezus by? w?a?nie u Swej matki, wi?c poszli Go tam przywita?. Piotr a? p?aka? z rado?ci, ujrzawszy mistrza swego. Zasiedli wszyscy do uczty; przy uczcie opowiada? Jezus znowu przypowie?? o rybaku, który, z?owiwszy 570 ryb, przesadzi? je w dobr? wod?. Przypowie?? t? opowiada? Jezus ju? w Misael i w Kafarnaum ?w. niewiastom i uczniom. I inne przypowie?ci powtarza? tak Jezus nieraz i obja?nia? coraz to w inny sposób. Na drugi dzie? wsiad? Jezus z uczniami i Aposto?ami na ?odzie. Opodal od brzegu z??czono wielk? ?ód? Piotra z Jezusow? i puszczono je na wol? ?agodnego wietrzyku, nie wios?uj?c. Jezus tak bowiem rozporz?dzi?, chc?c bez przeszkody pomówi? z uczniami. Dzie? by? pi?kny i pogodny. Dla ochrony przed pal?cymi promieniami s?onecznymi rozpi?to ?agle. Tak przeszed? im ca?y dzie?. Piotr rozprawia? z wielkim zapa?em i unosi? si? rado?ci? nad tym, ?e tak wiele dobrego do?wiadczyli i zdzia?ali. Wtem Jezus zwróci? si? do niego i kaza? mu zamilkn??. Piotr, który tak gor?co kocha? Pana swego, ucich? natychmiast i wyzna? z pokor?, ?e za wielkim uniós? si? zapa?em. Judasz inaczej sobie post?puje; jest ??dny chwa?y, ale skryty. Wi?cej strze?e si?, tego, by go nie zawstydzono, ani?eli, by nie zgrzeszy?. Zastanawiaj?c si? nieraz nad ?yciem i w?drówkami Jezusa z uczniami i Aposto?ami, przychodz? do tego przekonania, ?e gdyby tak u nas Jezus si? pojawi?, to napotka?by o wiele wi?cej przeszkód w Swym dzia?aniu. Chodzi On tam zupe?nie swobodnie z uczniami, naucza i uzdrawia. Nikt nie stawia Mu przeszkody, oprócz owych zatwardzia?ych, nad?tych Faryzeuszów, a i ci nawet nie wiedz? w?a?ciwie, jak si? zachowa?, i co o tym my?le?. Wiedz?, ?e nadszed? czas obietnicy, bo spe?niaj? si? przepowiednie Proroków; zarazem nie mog? nie uzna?, ?e w Jezusie tkwi co? nieprzepartego, ?wi?tego, tajemniczego. To te? nieraz schodz? si? do synagog, dobywaj? Proroków i stare t?umaczenia Zakonu, pilnie je badaj?c. Ale, cho? dowody mesja?stwa Jezusa s? oczywiste, nie chc? jednak da? si? przekona?. Oczekiwali oni zupe?nie innego Mesjasza, s?dzili, ?e musi by? ich przyjacielem i towarzyszem, a widzieli, ?e Jezus nigdy nie stanie si? ich sojusznikiem. Wielu znów uczniów my?la?o, ?e Jezus rozporz?dza jak?? moc? tajemn?, ?e musi by? w sojuszu ?cis?ym z jakim? narodem, lub królem, wi?c kiedy? wst?pi na tron jerozolimski jako ?wi?ty w?adca pobo?nego ludu, a oni wtenczas, z??czywszy m?dro?? z pobo?no?ci?, zajm? w Jego królestwie pierwsze wp?ywowe stanowiska. Jezus pozostawia ich do czasu w tej wierze. Inni pojmuj? t? rzecz wi?cej duchowo, niebia?sko, ale nawet im przez my?l nie przechodzi, by Jezus si? móg? poni?y? a? do ?mierci krzy?owej. Niewielu tylko kieruje si? wy??cznie dzieci?c?, ?wi?t? mi?o?ci? i natchnieniem. Ostatni przybyli do Kafarnaum Tomasz, Jan i Bart?omiej. Gdy ju? nikogo nie brakowa?o, zabra? Jezus ze Sob? wszystkich Aposto?ów do Kany. Za Nim poci?gn?li tam wszyscy uczniowie w liczbie siedemdziesi?ciu, i ?wi?te niewiasty z Kafarnaum. W ?rodku Kany sta?a na wzgórku mównica; tu naucza? Jezus o spe?nieniu Swego pos?annictwa; mówi?, ?e nie przyby? na ten ?wiat dla wygód i rozkoszy ?yciowych i ?e g?upot? jest ??da? od Niego czego innego, jak pe?nienia woli Ojca niebieskiego. Wyra?niej ni? kiedykolwiek wskazywa?, ?e jest tym d?ugo oczekiwanym Mesjaszem, na dowód czego przytacza? wszystkie spe?nione proroctwa. Przepowiada?, ?e po spe?nieniu dzie?a Swego wróci do Ojca, przez garstk? tylko wiernych uznany. Grozi?, prosi? i upomina? zarazem, by nikt nie odrzuca? zbawienia i ?aski. Nauka Jego tak by?a dziwna, a tak przekonywuj?ca, ?e Kananejczycy szeptali jeden do drugiego: „Zaiste, to wi?cej ni? Prorok! Nikt tak jeszcze nie mówi? w Izraelu," Ojciec oblubienicy z Kany wyprawi? wspania?? uczt?, podczas której karmiono i obdarowano hojnie miejscowych ubogich. By?a to w swoim rodzaju pami?tkowa rocznica godów, bo, jak wtenczas, obecni byli i teraz wszyscy uczniowie, Aposto?owie i przyjaciele. Jezus i Aposto?owie us?ugiwali


643

ubogim. Przy ko?cu opowiedzia? Jezus przypowie?? o pi?ciu m?drych i pi?ciu g?upich pannach, obja?ni? j? nale?ycie i wspomina? wci?? o blisko?ci czasu, w którym ma nadej?? oblubieniec. — Dom godowy obwieszony by? kwiatami; dzieci gra?y na ró?nych instrumentach i znosi?y coraz nowe wie?ce i piramidy kwiatowe. Wino pito z owych st?gwi, które by?y narz?dziem pierwszego cudu Jezusa. Bart?omiej, Natanael Chased i kilku innych uczniów u?o?yli pi?kne zdania, oznaczaj?ce przeno?nie zwi?zek duchowy, jaki powinien ma??onków ??czy?. Z Kany poszed? Jezus z wszystkimi Aposto?ami i uczniami na gór? nauczania ko?o Gabara. Szli wolno grupami, cz?sto przystawali w ko?o Jezusa i s?uchali Go. Jezus by? dla wszystkich bardzo serdeczny, cz?sto wo?a? na nich: „Moje kochane dzieci!" i kaza? im opowiada? wszystko, czego doznali podczas w?drówek: Najpierw mówili Aposto?owie, którzy jeszcze nie zd??yli ostatnimi dniami wszystkiego opowiedzie?. Teraz opowiadali wobec wszystkich, by wszyscy wiedzieli, co zdzia?ano i jak si? któremu powodzi?o. Zach?t? by?a im s?odka przemowa Jezusa, który rzek?: „Kochane dziatki, teraz si? poka?e, kto Mnie kocha, a we Mnie — Ojca niebieskiego, i kto rozszerza? s?owa zbawienia i uzdrawia? nie dla korzy?ci w?asnej, lub marnej chwa?y, lecz wy??cznie dla Mnie." Po kolei wi?c opowiada? to ten, to ów Aposto?, a za nim oddani Mu uczniowie. Dzia?o si? to na pagórku, le??cym w po?owie drogi mi?dzy Kan? a gór? nauczania. Na pagórek ten wchodz? zwykle podró?ni, by rozgl?dn?? si? po okolicy, bo z do?u jest widok wsz?dzie zamkni?ty. Piotr opowiada? z zapa?em, jakich to ob??kanych ró?nego rodzaju spotyka?, jak obchodzi? si? z nimi i jak na wezwanie Imienia Jezusa szatani z nich ust?powali. Upojony w?asnym opowiadaniem, tak si? uniós? w swym zapale, ?e ca?kiem zapomnia? o naganie, niedawno otrzymanej na ?odzi. Opowiada?, ?e w kraju Gergeze?czyków by?o dwóch op?tanych; wielu uczniów próbowa?o ich uzdrawia?, tak?e ci dwaj Gergeze?czycy, którzy sami niegdy? byli op?tani, lecz ?aden nie zdo?a? tego; on dopiero przymusi? czartów do poddania si? mu i wyp?dzi? ich. Zna? by?o w s?owach Piotra che?pliwo??, wi?c Jezus skin?? na?, by zamilkn??, a podniós?szy wzrok w gór?, rzek? w?ród ogólnego milczenia: „Widzia?em szatana, spadaj?cego z Nieba jak b?yskawica." Przy tym ujrza?am, jak przez powietrze przelecia? z drganiem, wij?cy si? promie? ponurego ?wiat?a. Jezus po tych s?owach zgani? Piotra i innych, u których widzia? che?pliwo?? w mowie lub w my?lach, i rzek?: „Cokolwiek czynicie, czy?cie w Imi? Moje i ze Mnie, w pokorze i z pobudek wiary, a nie my?lcie, ?e jeden wi?cej potrafi, ni? drugi. Patrzcie! oto da?em wam moc st?pa? po skorpionach i w??ach, pokonywa? wszelk? pot?g? nieprzyjacielsk? i nic wam nie zaszkodzi. Ale nie szukajcie w tym uciechy, ?e duchy ciemno?ci s? wam pos?uszne, cieszcie si? raczej, ?e imiona wasze zapisane s? w niebiesiech." Tak to przemawia? do nich Jezus uprzejmie i serdecznie, nazywaj?c ich wci?? kochanymi dzie?mi i s?ucha? dalej ich opowiadania. Tomasz i Natanael otrzymali równie? nagan? za pewn? opiesza?o??, ale nagana ta udzielon? by?a z oznakami wielkiej mi?o?ci i ?yczliwo?ci. Gdy Jezus tak sta? na wzgórku, powa?ny a zarazem radosny, ze wzniesionymi w gór? r?koma, ujrza?am, jak okry?a Go ?wietlista jasna chmura. On za?, pogr??ony w zachwyceniu, modli? si? rado?nie: „Wielbi? Ci?, Ojcze, Panie Nieba i ziemi, ?e ukry?e? to przed uczonymi i m?drcami, a objawi?e? maluczkim! Tak, Ojcze, taka by?a Twoja wola. Wszystko dane mi jest od Ojca i nikt nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, lub komu On zechce objawi?!" Zwróciwszy si? za? do uczniów, rzek?: „B?ogos?awiono oczy, które widz?, co wy widzicie; zaprawd? powiadam wam, wielu Proroków i królów pragn??o to widzie?, co wy widzicie, a nie widzieli, i pragn?li s?ysze?, co wy s?yszycie, a nie s?yszeli." Przybywszy na gór?, wznosz?c? si? ko?o Gabary, roztrz?sn?? Jezus szczegó?owo


644

to wszystko, co opowiedzieli Mu uczniowie. Obja?ni? im, czego jeszcze nie wiedzieli, w czym byli chwiejni, lub b??dzili. Poucza? o rozmaitych rodzajach op?tania; sposobach wyp?dzania czartów. Mówi? o Swym pos?annictwie, które wkrótce mia? wype?ni?, i o tym, co ich jeszcze czeka. Obieca? pu?ci? ich do domów na jaki? czas na odpoczynek, lecz i tam poleca? im dzia?a?, naucza? i rozszerza? królestwo Bo?e; dzi?kowa? im wreszcie za okazan? gorliwo?? i pos?usze?stwo. Oprócz uczniów znajdowali si? na górze i inni s?uchacze. Do Kafarnaum wrócili wszyscy dopiero pó?no w noc. W najbli?szy szabat naucza? Jezus w synagodze kafarnaumskiej o z?o?eniu przez Samuela urz?du s?dziowskiego. Mówi? powa?nie i surowo, a Faryzeusze czuli, ?e ka?de prawie s?owo do nich si? stosuje; mimo jednak gorliwych stara?, nie mogli w nauce Jego znale?? ?adnego fa?szu, na razie wi?c powynajdywali ró?ne b?ahe zarzuty, zebrane ze szpiegowania dzia?alno?ci uczniów podczas w?drówek. Mówili, ?e uczniowie nie zachowuj? nale?ycie postu, ?e nawet w szabat zbieraj? po drodze k?osy i owoce i spo?ywaj? je, ?e ubieraj? si? niedbale i niechlujnie, bo nawet w kilku miejscach pojawili si? w synagodze w sukniach zanieczyszczonych z drogi, nie odpasani jak si? nale?y, i ?e przed jedzeniem nie zachowuj? rytualnego obmywania si?. Jezus powiedzia? na to Faryzeuszom ostr? nauk?, przedstawiaj?c we w?a?ciwym ?wietle ich ?ycie i dzia?alno??. — „Nasienie jaszczurcze! — mówi? — nak?adacie innym ci??ary, a sami uchylacie si? od nich. W szabat si? w?óczycie, bezprawia dopuszczacie si? w pobieraniu dziesi?ciny, ob?ud? tylko ?yjecie; widzicie ?d?b?o w oku bli?niego, ale belek w oku w?asnym nie widzicie. Mimo waszych prze?ladowa? b?d? chodzi?, naucza? i uzdrawia?, dopóki nie nadejdzie czas Mego przyj?cia." Podczas tej przemowy, wzniós? nagle jaki? m?ody Faryzeusz r?ce do góry, zbli?y? si? ku Jezusowi i zawo?a? g?o?no: „Prawdziwie, to jest Syn Bo?y! ?wi?ty w Izraelu! To wi?cej ni? Prorok!" i tak dalej rozp?ywa? si? w pochwa?ach dla Jezusa. Ruch wielki. powsta? w synagodze. Dwaj starzy Faryzeusze chwycili krzycz?cego pod r?ce i wywlekli z synagogi, chocia? on nie przestawa? wo?a?, a nawet na dworze jeszcze g?osi? chwa?? Jezusa i publicznie wobec wszystkich oznajmi?, ?e od??cza si? od sekty Faryzeuszów. Jezus tymczasem mówi? dalej. Gdy sko?czy? i wyszed? z synagogi, upad? Mu ów m?? do nóg i b?aga? o przyj?cie go na ucznia. Jezus przysta? na to, ale jako warunek poda? mu, by opu?ci? ojca i matk?, rozda? ca?e mienie ubogim, wzi?? krzy? swój na siebie i szed? za Nim. Uczniowie zaraz si? nim zaopiekowali, a g?ównie Mnason. Szabat zako?czy? Jezus w synagodze; przyby? tu wcze?nie z Aposto?ami i uczniami, i publicznie naucza? ich, by pokaza?, ?e nie ma z czym si? ukrywa?. Przestrzega? ich przed Faryzeuszami i fa?szywymi Prorokami i zaleca? im czujno??, przytaczaj?c przy tym przypowie?? o czujnym i leniwym s?udze. Podczas tego zapyta? si? Piotr, czy te s?owa stosuj? si? tylko do uczniów, czy do wszystkich s?uchaczów. Jezus nie odpowiedzia? mu na to wprost, tylko w mowie Swej zwraca? si? wci?? do Piotra, jakoby do pana domu zwierzchnika wszystkich niewolników; chwali? dobrego w?odarza, a surowym s?dem grozi? z?emu, który nie pe?ni swych obowi?zków. W ten sposób naucza? Jezus, dopóki nie przyszli Faryzeusze zako?czy? szabat. Jezus chcia? im ust?pi? miejsca, lecz oni po?o?yli przede? ksi?gi i rzekli uprzejmie: „Nauczycielu, obja?niaj lekcj?!" Wi?c Jezus zacz?? naucza? przedziwnie o z?o?eniu przez Samuela urz?du s?dziowskiego, przedstawiaj?c wyrzeczone s?owa Samuela jako s?owa Boga i Jego pos?annika, a wyt?umaczy? je tak, i? Faryzeusze czuli wyra?nie, ?e Jezus do Siebie odnosi s?owa Samuela: „Zestarza?em si? ju? i posiwia?em" (I. Król. 12, 2 itd.) Rzek? bowiem mniej wi?cej tak: „D?ugo posiadacie ju? Mnie, wi?c uprzykrzy?em si? wam. Wy zmieniacie si?


645

wci??, a Ja wam wiecznie jestem ten sam." Równie? jako s?owa Bo?e przytoczy? pytania, stawiane ludowi przez Samuela: „Czy w tym lub owym post?pi?em z wami nies?usznie? Czy wzi??em komu wo?u, albo os?a? Czy uciska?em kogo?" — Zupe?nie jasno zastosowa? je do tych nauczycieli i Faryzeuszów, którzy, poczuwaj?c si? do winy, podobnych pyta? nie o?mieliliby si? ludowi postawi?. Porówna? wreszcie sposób post?powania ich, a ich przodków za czasów Samuela. — Wtenczas — mówi? — domagali si? Izraelici króla, który by rz?dzi? nimi jak u narodów poga?skich, a odrzucili w?adz? s?dziów. I wy w swym opacznym poj?ciu oczekujecie królestwa doczesnego, wspania?ego króla i Mesjasza z tego ?wiata, przy którym ?yliby?cie w rozkoszach i chwale doczesnej, któryby nie zmaza? waszych grzechów i wyst?pków trudem, m?k?, pokut? i zadosy?uczynieniem, lecz brudnych i zohydzonych otuli? w swój wspania?y p?aszcz królewski i jeszcze za grzechy nagrod? wam obmy?li?. Dalej czyta? Jezus, jak Samuel nie przestawa? modli? si? za lud, a Bóg wys?uchawszy modlitwy jego, zes?a? grzmoty i deszcze na ziemi?. Zastosowa? to Jezus tak, ?e i teraz Bóg okazuje mi?osierdzie dla dobrych, a Syn Jego, pos?any na ziemi?, którego nie przyj?wszy odepchn?, b?dzie do ko?ca modli? si? do Ojca Swego za nimi. Temu wys?a?cowi Boga towarzyszy? b?d? grzmoty i pioruny, by co lepsi mogli pr?dzej ockn?? si? z pomroki grzechowej i nawróci?. Bóg obieca? Izraelitom, ?e wraz z królem znajd? ?ask? w oczach Jego i nie b?d? odepchni?ci, je?li tylko chodzi? b?d? ?cie?kami Pa?skimi. To wyt?umaczy? Jezus tak, ?e sprawiedliwi otrzymaj? sprawiedliwo?? i ?ask? do poznania prawdy, za? dla niesprawiedliwych b?dzie Samuel strasznym s?dem. — Wreszcie zacz?? Jezus mówi? o Dawidzie, o namaszczeniu go na króla przeciw Saulowi, o oddzieleniu si? dobrych od z?ych, o zgubie Saula i jego stronników. Faryzeusze nie sprzeciwiali si? w synagodze w niczym Jezusowi, by jak dotychczas, nie dozna? wobec ludu pora?ki i wstydu; postanowili jednak przy uczcie na któr? zaprosili Jezusa wraz z Aposto?ami i cz??ci? uczniów, powsta? przeciwko Panu. Uczt? zastawiono w otwartej hali domu naczelników synagogi; zebra?o si? tam oko?o 20 Faryzeuszów. Przed jedzeniem przyniós? jeden z nich przed Jezusa wielk? miednic? i zapyta? Go, czy nie zechce si? obmy?, wspominaj?c przy tym tak, by Go wszyscy s?yszeli, ?e jest to stary, ?wi?ty zwyczaj, a nawet nakaz Bo?y. Jezus jednak odmówi?, mówi?c, ?e zna si? na jego sztuczkach i nie chce od niego wody. Przy uczcie zacz?li Faryzeusze z Jezusem dysput? nad dzisiejsz? nauk?, lecz w krotce Jezus tak ich zbi? z tropu i zawstydzi?, ?e jedni zap?on?li zdwojon? z?o?ci?, inni natomiast wzruszyli si? i innych nabrali przekona?. Podczas nawi?zanej na wszystkie strony rozmowy, dwunastu z nich od??czy?o si? od reszty zatwardzia?ych, przez co liczba nieprzyjació? Jezusa znacznie zmala?a. Zdarzy?o si?, ?e w?a?nie przyby? do Jezusa jeden z owych m?odzie?ców z Nazaretu, którzy wielokro? nadaremnie b?agali Jezusa o przyj?cie ich na uczniów. M?odzieniec, zbli?ywszy si? do Jezusa, zapyta?: „Panie, co mam czyni?, by dost?pi? ?ywota wiecznego?" Teraz to odby?a si? ta ca?a scena, opisana w ewangelii. ?uk. 10, 25 — 37 i opowiadanie o mi?osiernym Samarytaninie. Faryzeusze natomiast zaraz pocz?li Jezusowi zarzuca?, ?e nie chce przyj?? w poczet uczniów tego m?odzie?ca, dlatego, gdy? ten nieco ju? si? poduczy? i nie da?by si? wodzi? na pasku, jak inni. Dalej zarzucali znowu uczniom nieporz?dek, niechlujstwo, zrywanie k?osów w szabat, zbieranie owoców przy drodze, jedzenie o nie przepisanym czasie, grubia?stwo i wiele podobnych rzeczy. G?ównie za? obwiniali Piotra, ?e jest swarliwy i zapalczywy, podobnie jak i jego ojciec. Jezus rzek? na obron? uczniów tylko tyle, ?e dla nich to czas godów, dopóki z nimi bawi oblubieniec, wi?c wolno im si? cieszy? i radowa?. Zaraz potem odszed? ku domowi Jaira przekop? ogrodow? ko?o synagogi i poprzez go?ciniec


646

poszed? ku Betsaidzie. A? do pó?nocy modli? si? samotnie, poczym poszed? do domu Matki Swej. Faryzeusze nie wiedzieli, gdzie Jezus poszed?; podburzyli zatem mot?och, by rzuca? kamieniami na uczniów. Ale r?ka Bo?a ochroni?a ich przed ciosami. Wychod?cy cypryjscy, przybywszy do Palestyny, mieszkali najpierw w grotach, z czasem jednak przetworzy?a si? ich osada w osobne miasto, nazwane Eleutoropolis. Le?a?o ono na zachód od Hebron niedaleko studni Samsona. ?ydzi próbowali nieraz je zburzy?, ale za ka?dym razem wracali rozproszeni mieszka?cy i odbudowywali si?. Nad grotami, tworz?cymi pierwotne ich schronienie, powsta?y budynki miejskie, a groty s?u?y?y za schronienie w czasie prze?ladowa?. Za pierwszego prze?ladowania w czasie ukamienowania ?w. Szczepana, zniszczono osad? mi?dzy Ofel a Betani? i wtedy to Merkuria ponios?a ?mier?. Ludzie wybrali si? byli st?d w?a?nie do wieczernika i ko?cio?a przy stawie Betsaidy, by z?o?y? ofiary i daniny. Gdy Ofel uleg?o zniszczeniu, przenie?li si? do Eleutoropolis. Pierwszym biskupem by? tu Jozes Barsabas, syn Marii Kleofy i drugiego jej m??a, Sabby; tam te? podczas prze?ladowania ukrzy?owany na drzewie, poniós? ?mier? m?cze?sk?.

Jezus naucza ?wie?o przyj?tych uczniów o modlitwie i ósmym b?ogos?awie?stwie

Nazajutrz wyszed? Jezus raniutko z domu Maryi, przeszed? w poprzek drog?, wiod?c? z Kafarnaum do Betsaidy, i uda? si? na gór? nauczania, z której ju? raz by? Aposto?ów rozes?a?.*) By?o do niej trzy godziny drogi z Kafarnaum. Jezus mia? przy Sobie samych niedawno przyj?tych uczniów, którym potrzeba by?o udzieli? ró?nych wskazówek. Po drodze natrafili na Mnasona z kilku uczniami, prowadz?cego z sob? nawróconego Faryzeusza z Tanach ko?o Naim, który ju? wtenczas na po?y by? si? nawróci?, gdy Jezus tam jednego Faryzeusza uzdrowi?, a zupe?nie skruszy? si? ostatni? nauk? na górze ko?o Gabary. Na górze, ku której Jezus szed? teraz, by? porz?dnie utrzymany plac do nauczania, ocieniony dachem. U podnó?a góry sta? d?ugi sza?as, w którym le?a?o dziesi?ciu biednych paralityków z okolicy, strasznie pokrzywionych chorob?. Jezus uzdrowi? ich i udzieli? stosownej nauki. Przybywszy na pusty wierzcho?ek, prosili uczniowie Jezusa, by ich na uczy?, jak maj? si? modli?. Jezus wi?c powtórzy? im znowu „Ojczenasz," obja?nia? obszernie pojedyncze pro?by, powtarzaj?c przy tym wspomniane wy?ej przyk?ady: — kto puka w nocy do przyjaciela i prosi go bez przestanku o chleb, ten w ko?cu odejdzie zaspokojony; o dziecku, które prosi ojca o jajka, a ten pewnie nie poda mu skorpiona. Tak powtarza? Jezus wszystko, co mówi? dawniej o wytrwa?ej modlitwie i o ojcowskim stosunku Boga do ludzi. Wszystkich uczniów uczy? tego samego; nieraz powtarza? jedno po kilka kro? ze wzruszaj?c? cierpliwo?ci? i staranno?ci?, aby wszyscy mogli dok?adnie tego samego innych naucza?. Post?powa? przy tym zupe?nie, jak przy nauczaniu dzieci, kaza? ka?demu powtarza? wy?o?one obja?nienia, poprawia? i znowu obja?nia?, czego nale?ycie nie zrozumieli. Wreszcie powtórzy? ca?? modlitw? i wyt?umaczy?, jak na Cyprze, znaczenie s?owa „amen", mówi?c, ?e to s?owo zawiera w sobie wszystko, pocz?tek i koniec. Oprócz uczniów by?o na górze kilkoro innych ludzi i Faryzeuszów z Betsaidy Julias i ci s?yszeli koniec nauki Jezusa. Jeden z Faryzeuszów zaprosi? Go do Betsaidy Julias na uczt?, z którego zaproszenia Jezus te? skorzysta?. St?d poszed? Jezus z uczniami na po?udnie od mostu jorda?skiego, ku dzielnicy


647

Betsaidy, po?o?onej z tej, strony rzeki. Zatrzyma? si? jeszcze w gospodzie, gdzie oczekiwa?y na Niego Maryja, wdowa z Naim, Lia i kilka innych niewiast. Przysz?y tu po?egna? si?, gdy? Jezus chcia? teraz przeprawi? si? przez Jordan i pod??y? w dó? Zajordania, aby tam naucza?. Maryja niezmiernie smutna, zostawszy sam na sam z Jezusem, zala?a si? rzewnymi ?zami i b?aga?a Go, by nie szed? do Jerozolimy na uroczysto?? Po?wi?cenia ?wi?tyni. Ze s?ów Jej przebija?a niezmierna pokora i mi?o??; wida? by?o, ?e Maryja przeczuwa konieczno?? ?wi?tego, cho? bolesnego losu, jaki czeka Jej Syna. Jezus przytuli? J? do piersi i pociesza? z wielk? ?agodno?ci? i pokor?, mówi?c, ?e musi wype?ni? to, do spe?nienia czego Ojciec Go pos?a?, wybrawszy J? na Matk? Jego. Poleca? Jej by? siln? na duchu, owszem innych umacnia? i budowa?. Nast?pnie po?egna? reszt? niewiast i pob?ogos?awi? je, poczym wszystkie wróci?y do Kafarnaum. Jezus za? poszed? z uczniami do BetsaidaJulias, gdzie Go przyj?li Faryzeusze. Oprócz Faryzeuszów tutejszych by?o tu kilku z Panei, gdy? w?a?nie dzi? obchodzono dzie? pami?tkowy spalenia jakiej? ksi??ki kacerskiej Saduceuszów. I tu spotka?y Jezusa znane ju? zarzuty. Gdy chcia? siada? do sto?u, wzi?? Go jeden Faryzeusz za r?k? i rzek?: „Dziwi mnie to bardzo, ?e m??, umiej?cy tak znakomicie naucza?, tak ma?o uwa?a na ?wi?te zwyczaje, ?e nawet nie myje si? przed jedzeniem. Jezus rzek? mu na to, ?e Faryzeusze czyszcz? misy i kubki zewn?trz, a wewn?trz pe?ni s? z?o?ci. Sk?d?e wiesz, — zapyta? Faryzeusz — jakie jest moje wn?trze? — A Jezus odrzek?: „Kto zrobi? zewn?trzn? pow?ok?, ten zrobi? i wn?trze, a na wn?trza ludzkie patrzy Bóg. — Uczniowie odci?gn?li Jezusa na bok i prosili Go, by nie unosi? si? gorliwo?ci?, bo mo?e si? przytrafi?, ?e ich wyp?dz?; lecz Jezus zgani? im ich tchórzostwo. Wieczorem naucza? Jezus w synagodze, ale nie uzdrawia?, Faryzeusze bowiem nastraszyli tutejszych mieszka?ców. Utrzymywali oni tu rodzaj uniwersytetu i dumni byli bardzo ze swej uczono?ci. Z BetsaidaJulias poszed? Jezus ku pó?nocnemu wschodowi, na gór?, oddalon? st?d o pó?torej godziny drogi, gdzie swego czasu chleb cudownie rozmno?y?. Tam te? zebrali si? wszyscy Aposto?owie i uczniowie, prócz tego t?umy ludu z Kafarnaum, Cezarei Filipa i innych miejscowo?ci. Jezus naucza? o ósmym b?ogos?awie?stwie: b?d? was nienawidzi? i prze?ladowa? dla Syna cz?owieczego; dalej: Biada bogatym, nasyconym dobrami tego ?wiata, wy za? powinni?cie si? cieszy? przysz?? nagrod?; — mówi? tak?e o soli ziemi, mie?cie, na górze, ?wietle na ?wieczniku, o pe?nieniu prawa, ukrywaniu dzie? dobrych i modleniu si? w skrytej izdebce. Po?ci? zaleca? weso?o, z g?ow? namaszczon? wonno?ciami, a nie czyni? tego publicznie, z ob?udy. Dalej mówi? o zbieraniu skarbów w Niebie, o ?yciu bez troski, o niemo?no?ci s?u?enia dwom panom, o w?skiej bramie i o szerokiej drodze, o z?ym drzewie i z?ych owocach, o m?drym m??u, który buduje trwa?y dom i o g?upcu, który buduje dom na piasku. Nauka trwa?a d?u?ej jak trzy godziny. S?uchacze zeszli raz na dó?, by si? posili?, poczym Jezus naucza? dalej. Aposto?om i uczniom przypomina? te wszystkie punkty, które podawa? im przy dawniejszych rozes?aniach, kaza? im uzbroi? si? w wiar?, ufno?? i wytrwa?o??. Nazajutrz naucza? Jezus znowu; liczba s?uchaczów wzros?a do paru tysi?cy, gdy? za karawanami nadci?gali ludzie z ca?ego kraju, a mi?dzy nimi chorzy i op?tani. Faryzeusze, tak?e obecni, nie brali si? do dysputy, chocia? niejeden punkt nauki ci??ko ich dotkn??. Wstrzymywa?y ich niezwyk?e cuda Jezusa i zapa? ludu dla Niego. S?uchacze mieli ?ywno?? przewa?nie ze sob?, wi?c po nauce roz?o?yli si? obozem na posi?ek. Mi?dzy uzdrowionymi by? tak?e ?lepy z Jerycho; by? on przedtem tak?e chromym, lecz jeden z uczniów uzdrowi? go z tego nie przywracaj?c mu wzroku. Przyprowadzi? go tu do Jezusa krewny jego, Manahem, w nadziei, ?e Jezus go uzdrowi. Teraz rozes?a? Jezus nowych uczniów, których ostatnimi dniami naucza? z tak


648

zadziwiaj?c? cierpliwo?ci? przez pytania i odpowiedzi, jak dzieci, zawsze po dwóch, mówi?c: „Posy?am was jako owce mi?dzy wilki." Jeden z siostrze?ców Józefa z Arymatei przyniós? tu z Jerozolimy wiadomo??, ?e ?azarz zachorowa?. Jezus zatrzyma? przy Sobie tylko Aposto?ów Piotra, Jakuba, Jana. Mateusza i kilku uczniów; najpierw poszed? z nimi do komory celnej Mateusza, a st?d ?odzi? do Dalmanuty. W szabat naucza? w mie?cie Edrai, potem widzia?am Go w mie?cie Lewitów Bosra i w Nobah. W Nobah mieszkali oprócz pogan wy??cznie sami Rechabici. Wracaj?c z niewoli babilo?skiej, zastali oni miasto obsadzone przez pogan, lecz zdobyli je i gromadnie si? tu osiedlili. Rechabici nienawidz? nadzwyczaj Faryzeuszów i Saduceuszów i unikaj? ich jak ognia. Trudni? si? przewa?nie hodowl? byd?a. ?yj? bardzo surowo, wino pij? tylko w pewne dni ?wi?teczne i trzymaj? si? bardzo ?ci?le litery Zakonu. Jezus dawa? im wi?c g?ównie co do tego wskazówki i naucza? ich rozró?nia? mi?dzy tekstem, a duchem tekstu Zakonu. Przyj?li te? upomnienie dobrze i z nadspodziewan? pokor?. Wielu przyj??o chrzest, mi?dzy tymi i poganie. Op?tanych, których tu jest ca?y szpital, uwolni? Jezus od z?ego ducha. Piotr, Jakub i Jan chrzcili i nauczali. Nikt nie stawia? Jezusowi oporu, to te? wynik pracy by? zadziwiaj?cy. Mieszkanie mia? Jezus w gospodzie ko?o synagogi. — Nobah jest wolnym miastem i chocia? nale?y do Dekapolis, cieszy si? jednak zupe?nym samorz?dem. Wyszed?szy z Nobah, przyby? Jezus po pi?ciogodzinnej drodze na pó?nocny zachód do miluchnej osady pasterskiej, zwanej zaciszem Jakuba. Tu bowiem zatrzyma? si? Jakub po raz pierwszy w powrocie do Ziemi obiecanej, ?cigany przez Labana. St?d zaczynaj? si? góry Galaad.) Pasterze, tu mieszkaj?cy, pochodz? od Eliezera, s?ugi Abrahama, który przywióz? by? Izaakowi Rebek?. Niektórzy znów pochodz? od tych ?ydów, których trzyma?a w niewoli Semiramis. Melchizedek uwolni? ich i osadzi? tu na granicy, a potomkowie ich zmieszali si? z potomkami Eliezera. Wko?o uroczego pagórka rozmieszczone s? trzy studnie. Do pagórka przytykaj? wko?o ch?odne mieszkania, jakby w zielonym wale umieszczone. Z niejakiej odleg?o?ci wygl?da to niby taras górski. Najstarsi i najzamo?niejsi w?a?ciciele trzód mieszkaj? na pagórku, gdzie równie? jest plac do nauczania. Daleko wko?o ci?gn? si? oparkanione pastwiska wielb??dów, os?ów i owiec, osobne dla ka?dego rodzaju trzody. Przy studniach s? poid?a. Pasterze mieszkaj? w pobli?u studzien, pod namiotami, trwale przymocowanymi do ziemi. W d?ugich rz?dach zasadzone s? drzewa morwowe. Szczególnie mi?? jest d?uga ulica, wiod?ca z pagórka do Selchy. Po obu stronach s? s?upy, na których wije si? g?sto jaka? ro?lina, pn?ca si? nieraz na kilkaset kroków, z owocami, podobnymi do arbuzów. Ulica ta tworzy jakby jedn?, nieprzejrzan? altan?. W?a?nie przed niewielu dniami obchodzono tu ?wi?to na pami?tk? oswobodzenia przodków z niewoli Semiramidy. Synagog? maj? w Selcha i tam te? s?uchaj? nauk. Ca?a ta miejscowo?? pozostaje u wszystkich we czci i jest niejako fundacj? na pami?tk? Jakuba. Go?cinno?? jest tu wielka. Pasterze zobowi?zani s? za lich? zap?at? ugaszcza? arabskie karawany i w ogóle wszystkich obcych. Oko?o po?udnia przyby? Jezus z trzema Aposto?ami do jednej ze studzien. Najstarsi pasterze umyli Mu nogi i podali przek?sk?, z?o?on? z chleba, miodu i owoców. Wiedzieli ju?, ?e Jezus przyb?dzie, wi?c poznosili chorych do d?ugiego budynku przy pagórku, a teraz ich Jezus uzdrawia?. Zebra?o si? tu oko?o 400 pasterzy z ?onami i dzie?mi; tutejsze niewiasty nosi?y krótsze suknie, ni? w innych miejscowo?ciach. Jezus zacz?? zaraz na pagórku naucza?, traktuj?c ich poufale jak dzieci. Przypomina? im pochód Trzech Królów, którzy przed 32 laty tu spoczywali, gwiazd? Jakubow?, przepowiedzian? przez Balaama i nowonarodzone dzieci?, którego owi M?drzy królowie wtenczas szukali. Mówi? im o nauce i


649

?wiadectwie Jana, dodaj?c, ?e obiecany Mesjasz, bawi ju? w po?ród Izraelitów, ale ci nie chc? go uzna?. Oprócz tego opowiada? im przypowie?ci o dobrym pasterzu, o sianiu i zbieraniu; w?a?nie bowiem by? w okolicy zbiór owoców i doborowej pszenicy. Mówi? im tak?e o tym, jak pasterze jeszcze przed królami znale?li w Betlejem dzieci?, powiadomieni o tym przez anio?ów. Wkrótce wszyscy Jezusa bardzo polubili. Chcieli zaraz zostawi? wszystko i i?? za Nim, by Go wci?? s?ucha?. Jezus jednak kaza? im zosta? i tylko si? do Jego nauki stosowa?. Na zaproszenie mieszka?ców Selchy, miasta o godzin? drogi na pó?noc oddalonego, poszed? tam Jezus wraz z uczniami. Przy bramie przyj?li Go uroczy?cie nauczyciele i dzieci szkolne, poczym Jezus naucza? w synagodze o ?wiadectwie Jana. Tu bardzo wielu przyj??o chrzest, chorych Jezus uzdrowi?, a dzieciom, udzieli? b?ogos?awie?stwa. Z Selchy szed? Jezus pó?torej godziny tak zwan? ulic? Jakuba, biegn?c? zakr?tem doliny na zachód, w dó? Jordanu. Droga ta biegnie g??boko jakby w?wozem mi?dzy pustymi górami. W kilku miejscach s? postoje dla wielb??dów, opatrzone korytami i kó?kami do zwi?zywania. Abraham, w?druj?c w te strony, widzia? w tej ulicy ?wiate?ko i mia? tu widzenie; pó?niej gdy Dawid za rad? Jonatana ucieka? przed rodzicami w okolice Masfy, ukrywa? si? tu z 300 wojownikami i st?d posz?a nazwa „ulicy Dawida." Tu otrzyma? Dawid od Boga prorocze widzenie o pochodzie Trzech Królów i s?ysza? jakoby z otwartego Nieba ?piew o obiecanym pocieszycielu Izraela. Tak?e Malachiasz ukry? si? tu po bitwie, wiedziony ?wiate?kiem. ?w. Trzej królowie, min?wszy Selch?, nie wiedzieli, gdzie i??, wi?c pu?cili wodze swym wielb??dom i one zawiod?y ich na t? ulic?. Przebyli j? w?ród mi?ego ?piewu, poszli nast?pnie wzd?u? brzegu a? naprzeciw Korei, tu przeprawili si? przez Jordan, i przez pustyni? Anathoth i przybyli do Jerozolimy. Do miasta weszli t? sam? bram?, co i Maryja id?c z Betlejem, by z?o?y? ofiar?. Z ulicy Dawida zwróci? si? Jezus do ma?ej miejscowo?ci Tantia, gdzie przybywszy, poszed? zaraz do synagogi i naucza? o Balaamie, gwie?dzie Jakóbowej, o Betlejem Efrata i z Micheasza (IV Moj?. 22, 2—25, 10; Mich. 5, 7— 6, 9). Nast?pnie uzdrawia? po domach wielu chorych, mi?dzy innymi takich, których przedtem uczniowie uzdrowi? nie mogli. Nie zajmowano si? tu nale?ycie piel?gnowaniem chorych i ubogich; dopiero uczniowie tym si? zaj?li, a Jezus doprowadzi? to szlachetne dzie?o do ko?ca. Uczniowie tu bardzo wielu ochrzcili. Rabini i wszyscy mieszka?cy tutejsi s? bardzo pobo?ni; maj? zwyczaj, w?ród postów i mod?ów pielgrzymowa? do ulicy Dawida i tu si? modli? o zes?anie Mesjasza. Wci?? maj? nadziej?, ?e tu otrzymaj? objawienia o Mesjaszu i ?e st?d przyjdzie On do nich. Podczas nauk Jezusa mówili czasem do siebie: „Ten przemawia tak, jakoby sam by? Mesjaszem; ale przecie? to niemo?liwe!" Przypuszczali nawet, ?e Mesjasz musia? ju? przyj?? i niewidzialnie jako anio? bawi wpo?ród Izraela, a Jezus jest zapewne Jego przes?a?cem i g?osicielem. Jezus, odgaduj?c te ich przypuszczenia, mówi? im, ?e jeszcze mo?e poznaj? Mesjasza, lecz oby to nie by?o za pó?no. Pó?niej, przed i po ?mierci krzy?owej, wielu tutejszych mieszka?ców przy??czy?o si? do gminy Chrystusowej. Z Tanlia poszed? Jezus na wschód do twierdzy górskiej Datheman, oddalonej o 4 godziny drogi; twierdza ta le?y ju? prawie w gruzach. W pobli?u jest góra, któr? obra?a sobie córka Jeftego wraz z 12 towarzyszkami za miejsce ?a?oby i pokuty. Na niej bawili nieraz Prorocy i pustelnicy w rodzaju Esse?czyków. Balaam przebywa? tu na samotnych rozmy?laniach, gdy powo?a? go do siebie król Moabitów. Balaam pochodzi? z wysokiego, bardzo zamo?nego rodu. Od m?odo?ci pa?a duchem proroczym, wci?? pozostaj?c w stosunkach z plemionami wyczekuj?cymi pojawienia si? obiecanej gwiazdy, jak np. przodkowie Trzech Królów. Nie by? czarownikiem, ani z?oczy?c?, s?u?y? prawdziwemu Bogu, jak i


650

o?wieceni Prorocy innych ludów, tylko w sposób mniej doskona?y. Wcze?nie ju? usun?? si? w zaciszne góry, a najcz??ciej tu przebywa?, jak mi si? zdaje, z innymi jeszcze Prorokami, czy te? uczniami jego. Gdy powróci? od Balaka, króla Moabitów chcia? znowu osi??? na tej górze, ale Bosk? r?k? wstrzymany, nie móg? si? tu dosta?; za to ?e da? tak pod?? rad? Moabitom, straci? ?ask? Bo??, jak szaleniec b??ka? si? bezradny po pustyni i wkrótce tam marnie zgin??. Wszyscy mieszka?cy okoliczni przej?ci s? ?wi?tym uszanowaniem dla „ulicy Dawida" Nieraz mówili do Jezusa, ?e nie chcieliby mieszka? w kraju zajorda?skim, bo tam nie mo?na by nawet wspomina? o proroczych widzeniach, lub wypadkach, jakie zasz?y w ulicy Dawida.

 

 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież


Sonda

Czy przedsoborowa Msza Trydencka? (po ?acinie)
 

Polecany link, kliknij

Reklama

Kto jest teraz on-line

NaszÄ… witrynÄ™ przeglÄ…da teraz 42 goĹ›ci