Emmerich - 8 WSKRZESZENIE ?AZARZA
Czytelnia - bl. Anna Katarzyna Emmerich

 

?ywot i Bolesna M?ka
Pana Naszego Jezusa Chrystusa
I Naj?wi?tszej Matki Jego Maryi

napisa?a Katarzyna Emmerich (ok. 1790)

WSKRZESZENIE ?AZARZA. JEZUS W KRAJU ?WI?TYCH TRZECH KRÓLÓW

Jezus w Bethabara i Jerycho. Celnik Zacheusz

Gdy Jezus przyby? z Aposto?ami do Bethabary nad Jordanem, zasta? ju? zebrane niezliczone t?umy ludzi. Miejscowo?? ca?a by?a przepe?niona; przybysze obozowali nawet w szopach i pod drzewami. Ca?ymi procesjami schodzi?y si? matki z gromadami dzieci wszelkiego wieku, bo nie brak?o nawet niemowl?t przy piersi. Wszystko to wysz?o naprzeciw Jezusa szerok? ulic? miejsk?. Uczniowie, id?cy naprzód, chcieli nie bardzo grzecznie odp?dzi? niewiasty i dzieci, by oszcz?dzi? zbytniego trudu Jezusowi, który ju? dzi? tyle dzieci pob?ogos?awi?; lecz Jezus kaza? im zaniecha? tego, a raczej zaj?? si? uporz?dkowaniem t?umów. Ustawiono wi?c wszystkich w porz?dku; po jednej stronie stan??y dzieci ró?nego wieku i p?ci w pi?ciu d?ugich rz?dach, osobno ch?opcy i dziewcz?ta. Dziewcz?t by?o o wiele wi?cej, jak ch?opców. Poza ostatnim pi?tym szeregiem sta?y matki z niemowl?tami na r?kach. Po drugiej stronie ulicy stan?li doro?li, przeciskaj?c si? naprzemian naprzód. Jezus przeszed? najpierw wzd?u? pierwszego szeregu dzieci, k?ad? im r?k? na g?ow? i b?ogos?awi?. Niektórym k?ad? jedn? r?k? na g?ow?, drug? na piersi, inne ?ciska? serdecznie, niektóre stawia? reszcie za wzór i tak naucza?, upomina?, pociesza? i b?ogos?awi?. Min?wszy ca?y szereg, przechodzi? na drug? stron? ulicy i wraca? wzd?u? szeregu doros?ych, upomina? ich, poucza? i przedstawia? im niektóre dzieci za przyk?ad. Szed? potem wzd?u? drugiego szeregu dzieci i znowu wraca? ko?o doros?ych, którzy tymczasem si? zmieniali. Tak chodzi? niezmordowanie, nie pomijaj?c i niemowl?t, bo i tym okaza? Sw? dla nich mi?o??. Wszystkie pob?ogos?awione przez Jezusa dzieci otrzymywa?y ?aski wewn?trzne i pó?niej stawa?y si? wyznawcami wiary Chrystusowej. A by?o tu tych dzieci przesz?o tysi?c, bo nat?ok przybyszów nie ustawa? przez kilka dni z rz?du. Jezus pracowa? niezmordowanie, a wci?? by? powa?ny, ?agodny i spokojny, a na twarzy Jego widnia? wzruszaj?cy wyraz tajemnej troski. Cz?sto naucza? na ulicy, a nieraz ci?gni?to Go natarczywie za suknie do domów. On za? opowiada? mnóstwo przypowie?ci, naucza? zarówno uczonych, jak i prostaczków. M?drcom przypomina? nieraz, ?e powinni z wdzi?czno?ci? stara? si? wróci? Bogu wszystkie dary, jakie z r?k Jego otrzymali, podobnie jak to On czyni. Ze ?w. niewiast by?y tu obecne Weronika, Marta, Magdalena i Maria Salome. Maria Salome, pojmuj?c wszystko po ziemsku, przyst?pi?a tu raz do Jezusa z obu synami swymi, Janem i Jakubem Starszym, i prosi?a Go, by w królestwie Jego synowie jej otrzymali miejsca przy Jego boku. Faryzeusze jerozolimscy przys?ali tu wywiadowców dla szpiegowania Jezusa. Lecz cel zosta? chybiony, bo jedni z nich zaraz si? nawrócili i pozostali, drudzy w prawdzie powrócili ?li do Jerozolimy,


651

ale po drodze zmienili swój sposób my?lenia i pó?niej stali si? wyznawcami Jezusa. Wychodz?c z Aposto?ami z Bethabary, przechodzi? Jezus ko?o domu, w którym le?a?o 10 tr?dowatych. Proszono Go, by wst?pi?. Aposto?owie boj?c si? zetkni?cia z tr?dowatymi, poszli naprzód w stronie po?udniowej, by zaczeka? na Jezusa dalej pod drzewem, a Jezus wszed? do ?rodka. Tr?dowaci umieszczeni byli w tylnej cz??ci domu; byli os?oni?ci, a cia?a ich pokryte g?sto strupami. Jezus da? im jaki? rozkaz i zdawa?o mi si?, jakoby jednego z nich si? dotkn??, poczym zaraz odszed?. Dwaj za? m??owie, tam obecni, brali tr?dowatych jednego po drugim, nie?li do ma?ej sadzawki pobliskiej i myli ich tam w korytach. Skutek by? nadzwyczajny, bo wszyscy mogli zaraz stawi? si? przed kap?anami jako zupe?nie ju? uzdrowieni. Jezus tymczasem wst?pi? jeszcze do innego budynku. W ?rodku by? czworo boczny dziedziniec, po którego obu stronach bieg?y kryte kru?ganki; w jednym umieszczeni byli m??czy?ni kalecy, w drugim chore niewiasty; Pos?ania umieszczone by?y w do?? znacznych zag??bieniach w pod?odze. ?rodkiem podwórza w równej linii szed? równie? kryty kru?ganek, wiod?cy do kuchni i pralni. Mi?dzy kru?gankami by?y pi?kne trawniki pod go?ym niebem. I tu uzdrowi? Jezus wielu chorych i zaraz wybra? si? w dalsz? drog?. Wtem us?ysza?, ?e kto? biegnie za Nim i g?o?no wielbi lini? Jego. Obejrzawszy si?, ujrza? Jezus jednego z uzdrowionych niedawno dziesi?ciu tr?dowatych; m?? ów upad? przed Nim na twarz i serdecznie Mu dzi?kowa?. Id?c dalej, b?ogos?awi? Jezus wci?? po drodze dzieci, które matki do Niego przynosi?y. Droga, któr? Jezus szed? z Aposto?ami z Bethabary, wiod?a obok miast Macherus i Madian. Min?wszy je, zbli?yli si? znów do Jordanu, obeszli Bethabar? i bocznymi drogami przez ustronn? pust? okolic? poszli ku Jerychu. Po drodze przy??czyli si? do nich wys?ani niedawno uczniowie i opowiadali, co zdzia?ali. Wys?uchawszy ich Jezus, pocz?? naucza? w przypowie?ciach. Przypominam sobie s?owa, które w tej nauce zachodzi?y: „Ci, którzy mówi?, ?e s? czy?ci, a jedz? i pij?, co tylko zapragn?, — podobni s? do tych, którzy chc? ugasi? ogie? suchym drzewem." Inna przypowie?? odnosi?a si? do przysz?ej dzia?alno?ci dwunastu Aposto?ów. Jezus rzek? w niej: „Teraz trzymacie si? Mnie, bo macie dobre utrzymanie;" lecz oni nie zrozumieli, ?e Jezus ma na my?li spokojne ?ycie i Swe pi?kne nauki. A dalej tak mówi?: „W niebezpiecze?stwie inaczej b?dziecie post?powa?. Nawet ci, którzy teraz odziewaj? si? niejako w p?aszcz mi?o?ci ku Mnie, upuszcz? go na ziemi? i uciekn?." Odnosi?o si? to do post?powania Jana w ogrodzie Getsema?skim. W?ród takich rozmów i nauk odbywa?a si? podró?. W pewnym miasteczku tu? nad Jordanem przysz?a do Jezusa jaka? niewiasta, prosz?c Go o uzdrowienie jej córki, okrytej wrzodami. Jezus obieca? pos?a? jej jednego z uczniów, a gdy mimo to nastawa?a, by przyby? sam, odprawi? j? z niczym. Niedaleko Jerycha przybli?y?a si? jednak znowu ta niewiasta i znów b?aga?a o pomoc, mówi?c, ?e ju? wyrzek?a si? wszystkiego, jak jej to Jezus rozkaza?. Lecz Jezus nie wys?ucha? jej i teraz, mówi?c, ?e dzieci? jej pocz?te jest w grzechu; przy tym wytkn?? jej jeden b??d, drobnostk? jak??, do której lgnie ju? od lat wielu; kaza? jej wi?c przyj?? wtenczas, gdy si? ju? zupe?nie od na?ogu tego uwolni. Widz?c niewiasta, ?e nic nie wskóra, min??a Aposto?ów i uczniów i wróci?a do Jerycha. W chwil? potem, niedaleko Jerycha, zbli?y?o si? do Jezusa czterech Faryzeuszów, wys?anych przez Faryzeuszów jerozolimskich, z przestrog?, by Jezus nie przychodzi? do miasta, bo Herod chce Go zamordowa?. W?a?ciwie jednak uczynili to dlatego, bo s?ysz?c o tylu cudach Jezusa, sami zacz?li si? Go obawia?. Jezus kaza? im na to powiedzie? lisowi Herodowi w Jego imieniu: „Patrz! oto wyp?dzam


652

czarty, uzdrawiam dzi? i jutro, a trzeciego dnia wype?ni? si?!" Dwóch z tych Faryzeuszów nawróci?o si? i zaraz przy??czyli si? do Jezusa, dwaj inni powrócili rozz?oszczeni do Jerozolimy. Zaledwie ci odeszli, przyby?o do Jezusa dwóch braci z Jerycho, którzy nie mogli si? zgodzi? co do podzia?u dziedzictw. Jeden chcia? zosta? na miejscu, drugi chcia? si? wyprowadzi?. Wreszcie poradzi? który? z nich, by s?awny Jezus rozstrzygn?? t? spraw?; wyszli wi?c naprzeciw Niego. Jezus jednak odprawi? ich z niczym, mówi?c, ?e to nie Jego rzecz. Gdy potem Jan przedstawia? Jezusowi, ?e by?oby to spe?nieniem dobrego uczynku, a i Piotr wstawia? si? za nimi, odrzek? Jezus, ?e nie przyby? tu dla podzia?u dóbr ziemskich, tylko dóbr niebieskich i w tym duchu mia? zaraz przemow? upominaj?c? do zbieraj?cego si? t?umu. Uczniowie mimo to nie zrozumieli Go jeszcze zupe?nie, bo dot?d nie otrzymali Ducha ?wi?tego, wci?? oczekiwali jakiego? ziemskiego, doczesnego królestwa. Tymczasem zebra?o si? znów mnóstwo kobiet z dzie?mi i zewsz?d proszono Jezusa o udzielenie b?ogos?awie?stwa. Uczniowie, strwo?eni bardzo ?wie?ymi gro?bami Faryzeuszów, chcieli unika? wszelkiego rozg?osu, a ?e im powierzone by?o utrzymanie porz?dku, starali si? wi?c usun?? natr?tne niewiasty. Jezus natomiast sam kaza? przyprowadzi? do Siebie dzieci, mówi?c, ?e potrzebne im jest Jego b?ogos?awie?stwo, by kiedy? tak?e zosta?y Jego uczniami. Zaraz te? pob?ogos?awi? mnóstwo niemowl?t i starszych dzieci w wieku od 10 —11 lat. Niektórych nie b?ogos?awi? teraz i te przychodzi?y powtórnie po b?ogos?awie?stwo. Tu? przed miastem, gdzie ju? g??ciej sta?y domy, poprzedzielane ogrodami i placami do zabawy, zwi?ksza? si? coraz bardziej nat?ok wko?o Jezusa i Jego otoczenia. Ludzie zeszli si? tu ze wszystkich stron, posprowadzawszy ze sob? chorych wszelkiego rodzaju, których umieszczono pod szopami i namiotami. Wszystko to czeka?o na Jezusa, gdy si? wi?c pojawi?, ze wszystkich stron Go otoczono. Na drodze, któr? mia? Jezus przechodzi?, stan?? mi?dzy innymi starszy celnik, Zacheusz, mieszkaj?cy za miastem. ?e za? by? ma?ego wzrostu, wylaz? na poblisk? fig?, by w nat?oku lepiej Jezusa widzie?. Jezus, przechodz?c, spojrza? na drzewo i rzek?: „Zacheuszu, zle? pr?dko, bo jeszcze dzisiaj zagoszcz? do twego domu!" Zacheusz zlaz? natychmiast pokornie, i wzruszony bardzo pospieszy? do domu, by przygotowa? wszystko. S?owa Jezusa jednak?e inne mia?y znaczenie. Jezus chcia? przez to powiedzie?, ?e ju? dzisiaj wst?pi do serca jego; nie poszed? bowiem do jego domu, tylko do miasta Jerycho. Z samego miasta nie wyszed? nikt przed bram? na przywitanie; wszyscy mieszka?cy z obawy przed Faryzeuszami siedzieli cicho po domach i sami tylko obcy otaczali Jezusa, wzywaj?c pomocy Jego dla chorych. Jezus uzdrowi? tylko jednego ?lepego i jednego g?uchoniemego, reszcie pomocy odmówi?. Po tym b?ogos?awi? dzieci, szczególnie niemowl?ta, pouczaj?c przy tym uczniów, ?e trzeba ludzi przyzwyczaja?, by dzieci swe od kolebki przygarniali do Niego, a tak wszystkie pob?ogos?awione teraz dzieci stan? si? kiedy? Jego na?ladowcami. Mi?dzy chorymi, którzy nie uzyskali pomocy, by?a pewna niewiasta cierpi?ca na krwotok. Przyby?a ona tu z daleka, ju? przed kilku dniami, ze sta?ym postanowieniem b?agania Jezusa o uzdrowienie. S?ysza?am, jak Jezus mówi? do uczniów, t?umacz?c im, dlaczego j? pomin??: „Kto nie prosi wytrwale, ten nie ma prawdziwej wiary i nie umie prawdziwie prosi?." Gdy zaszed? szabat, uda? si? Jezus z uczniami do synagogi miejskiej, a potem do gospody. Do wieczerzy zasiad? z Aposto?ami w otwartej jadalni, a uczniowie umie?cili si? w bocznych kru?gankach. Podano ma?e placki, miód i owoce. Wszyscy jedli stoj?c, a Jezus naucza? i opowiada?. Aposto?owie pili po trzech z jednego kubka, tylko Jezus mia? kubek osobny. Jeszcze nie sko?czy?a si? wieczerza, gdy przysz?a znowu matka owej chorej dziewczynki, dwa razy odprawiona, ponawiaj?c swe pro?by. Lecz i


653

tym razem musia?a odej?? z niczym, dlatego, ?e chc?c dwom panom s?u?y?, nim przysz?a do Jezusa, wypytywa?a si? Faryzeuszów w Jerycho, co mówi? o Nim w Jerozolimie. Zacheusz tak?e przyszed?. Nowi uczniowie szemrali ju? przed miastem na to, ?e Jezus wdaje si? z tak os?awionym celnikiem, a nawet chce u niego go?ci?. G?ównie za? gorszyli si? nad Zacheuszem, bo niektórzy byli z nim spokrewnieni, wi?c wstyd ich by?o, ?e on tak d?ugo pozosta? celnikiem i dotychczas si? nie nawróci?. Ody pojawi? si? przed domem, ?aden nie chcia? si? do? przyzna? i ?aden mu nic nie poda?. Dopiero Jezus sam wyszed? do przedsionka, skin?? na?, by si? przybli?y?, i da? mu je?? i pi?. Nazajutrz rano poszed? Jezus znowu do synagogi i za??da? od Faryzeuszów miejsca dla Siebie, bo chce obja?nia? lekcj? i naucza?. Faryzeusze wszcz?li na to zaci?t? k?ótni?, ale widz?c, ?e nic nie wskóraj?, usun?li si?. Jezus naucza? surowo przeciw chciwo?ci, a potem uzdrowi? przed synagog? chorego, którego przyniesiono na noszach. Po zako?czeniu szabatu wyszed? Jezus z Aposto?ami za miasto do mieszkania Zacheusza; uczniów przy tym nie by?o. Na drodze przyst?pi?a do? po raz czwarty owa niewiasta, prosz?c o uzdrowienie córki. Wtedy Jezus w?o?y? na ni? r?k?, by najpierw uwolni? j? od jej b??du, a potem kaza? jej i?? do domu, mówi?c, ?e dzieci? ju? zdrowe. Przybywszy do Zacheusza, zasiedli na jego zaproszenie do uczty, sk?adaj?cej si? z miodu, owoców i pieczonego jagni?cia; sam Zacheusz us?ugiwa?, przys?uchuj?c si? z nabo?e?stwem s?owom Jezusa. Jezus opowiada? przypowie?? o drzewie figowym w winnicy, które przez trzy lata nie rodzi?o owoców, a gdy chciano je wyci??, prosi? ogrodnik, by jeszcze rok jeden zaczekano. Mówi? to Jezus tak, jakoby Aposto?owie byli winnic?, On panem, a Zacheusz drzewem figowym; albowiem podczas gdy krewni Zacheusza porzucili ten haniebny urz?d i poszli ze Jezusem, on sam ju? przesz?o trzy lata trwa? przy tym pod?ym rzemio?le i dlatego g?ównie by? u uczniów w pogardzie. Teraz jednak ulitowa? si? Jezus nad nim i to w chwili, gdy wezwa? go z drzewa. Dalej mówi? Jezus o nieurodzajnych drzewach, które maj? wiele li?ci, a nie wydaj? owoców; li?cie — mówi? — s? zewn?trzn? dzia?alno?ci?, szumi?, ale nie s? trwa?e i nie maj? nasienia dobrego. Owoce za? s? w?a?ciw? wewn?trzn? istot?, dzia?aj?c? w wierze i czynie, owoc orze?wia i nosi w sobie zarodek dalszego trwania drzewa. Tak te?, gdy Jezus kaza? Zacheuszowi zej?? z drzewa, rzek? mu niejako przez to, by pozby? si? tej szumi?cej zewn?trznej pow?oki i jako dojrza?y owoc zszed? z drzewa, które przez trzy lata sta?o niep?odne w winnicy. Wreszcie by?a mowa o wiernych s?ugach, którzy czuwaj? pilnie i nie znosz? ?adnego szmeru, by ka?dej chwili s?ysze?, kiedy pan zapuka do drzwi. Przez czas pobytu Swego, post?powa? Jezus tak, jakoby ostatni raz by? tutaj i chcia? pe?ni? ca?ej Swej mi?o?ci okaza? mieszka?com. Do okolicznych miejscowo?ci, gdzie Jezus nie pójdzie ju? osobi?cie, rozsy?a? Aposto?ów i uczniów po dwóch. Sam za? chodzi? po mie?cie od domu do domu, naucza? nie tylko w synagodze, ale i na ulicy, w?ród ci?g?ego zbiegowiska t?umów. Zbiegali si? do Niego grzesznicy i celnicy; chorzy kazali si? wynosi? na ulice, którymi mia? przechodzi?, i z j?kiem b?agali Go o poratowanie. A On naucza? i uzdrawia? niezmordowanie, zawsze powa?ny, stanowczy, a ?agodny. Uczniowie w niema?ej byli trwodze i z niech?ci? na to patrzeli, ?e Jezus tak bez troski nara?a si? na tyle niebezpiecze?stw ze strony rozj?trzonych Faryzeuszów; zebra?o si? te? ich tu w rzeczywisto?ci oko?o stu, z ró?nych stron kraju i wci?? porozumiewaj? si? przez pos?ów z Faryzeuszami jerozolimskimi i radz? nad tym, jakby Jezusa pojma?. Nawet Aposto?ów to nieco trwo?y?o, ?e Jezus zanadto si? im sprzeciwia i nara?a, i sam niejako u?atwia przeciwnikom dzia?anie przeciw Sobie. Widzia?am, jak raz


654

sta? Jezus w po?rodku licznej gromady ludzi i naucza?; ka?dy mia? jak?? pro?b? do Niego, chorzy kazali si? tak?e przynie?? i wzywali Jego pomocy. Uczniowie jednak przypatruj?c si? temu, stali w oddaleniu. Przyniesiono tak?e paralityczk?, cierpi?c? na krwotok, któr? Jezus ju? kilka kro? z niczym odprawia?. Chora kaza?a si? przedtem obmy? w k?pieli oczyszczalnej i przeb?agalnej, do której przywi?zane by?o odpuszczenie grzechów, a teraz przyczo?ga?a si? do Jezusa i dotkn??a r?bka Jego szaty. Jezus przystan??, spojrza? na ni?, a ulitowawszy si?, uzdrowi? j?. Niewiasta powsta?a zaraz, dzi?kuj?c serdecznie, i zdrowiutka powróci?a do domu. Jezus za?, nawi?zuj?c do tego nauk?, mówi? o wytrwa?ej, nieustaj?cej modlitwie, w której nigdy nie trzeba si? zniech?ca?. — Przy okazji uzdrowienia paralityczki mia?am sposobno?? podziwia? ?yczliwo?? tych ludzi ku sobie; z tak daleka bowiem przynie?li t? niewiast?, to tu to tam j? nosz?c w pobli?e Jezusa, wypytywali si? kornie uczniów, któr?dy Jezus b?dzie przechodzi?, by tylko znale?? dla chorej dobre miejsce. Choroba jej by?a nieczyst?, wi?c nie wsz?dzie wolno jej by?o le?e? i tak zesz?o na niczym osiem dni, nim Jezus si? nad ni? ulitowa?. W ?rodku Jerycha jest staw k?pielowy, otoczony budynkami; schodzi si? do? po stopniach, a k?piel odbywa si? w p?ywaj?cych kabinach, podobnie jak na stawie Betesda w Jerozolimie. Tu przyj??o chrzest wielu mieszka?ców z r?k Jakua i Bart?omieja. Nowochrzcze?cy mieli na sobie bia?e p?aszczyki; dwaj uczniowie trzymali ka?demu r?ce na ramionach, a Aposto? chrzci?. Niektórzy chorzy odzyskali po przyj?ciu chrztu zdrowie. Jeszcze przed odej?ciem Jezusa z Jerycha przynie?li pos?a?cy z Betanii wiadomo??, ?e Marta i Magdalena pragn? gor?co przybycia Jezusa, gdy? ?azarz jest bardzo chory. Jezus jednak nie poszed? do Betanii, tylko do ma?ej miejscowo?ci o godzin? drogi na pó?noc od Jerycha. I tu ju? czeka?o na Niego mnóstwo ludzi i chorych, ?lepych i kalek. Przy drodze siedzia?o dwóch ?lepych ze swymi przewodnikami. Gdy Jezus t?dy przechodzi?, zacz?li wo?a? na?, b?agaj?c o uzdrowienie. T?um obruszy? si? na nich i kaza? im milcze?, oni jednak kazali przewodnikom wie?? si? za Jezusem i wo?ali bez przerwy: „Ach, Synu Dawidów, zmi?uj si? nad nami!" Jezus zwróci? si? ku nim, kaza? ich przyprowadzi? i dotkn?? si? ich oczu; ?lepi przejrzeli natychmiast i poszli za Nim. Gdy wrócono do Jerycho, zacz??a si? dopiero wrzawa o uzdrowienie tych ?lepych. Faryzeusze zarz?dzili dochodzenia, wezwali na przes?uchanie jednego z uzdrowionych i jego ojca. Uczniowie, zatrwo?eni tym, radziby byli, by Jezus jak najpr?dzej poszed? do Betanii, bo tam u ?azarza mieliby wi?cej spokoju i nikt by im nie przeszkadza?; niech?? po trosze ich opanowywa?a, lecz Jezus, nie zwa?aj?c na to, uzdrawia? dalej chorych. Z nieopisanym spokojem i cierpliwo?ci? znosi? te wszystkie wymogi, napady i prze?ladowania, a gdy uczniowie chcieli odwie?? Go od wytkni?tej drogi, u?miecha? si? tylko spokojnie i ?agodnie. Wreszcie wybra? si? w dalsz? drog? w kierunku Samarii. Przed jak?? miejscowo?ci?, mniej wi?cej sto kroków w bok od go?ci?ca, sta? namiot, a w nim le?a?o na pos?aniach w ko?o dziesi?ciu tr?dowatych. Gdy Jezus tedy przechodzi?, wyszli tr?dowaci z namiotu i zacz?li b?aga? Go o pomoc. Jezus zaraz przystan??, podczas gdy uczniowie poszli naprzód. Tr?dowaci, otuleni od góry do do?u w p?aszcze, zbli?ali si? jeden pr?dzej, drugi wolniej, o ile im si?y pozwala?y, i ugrupowali si? wko?o Jezusa. Jezus dotkn?? si? ka?dego z nich i zaraz tr?d zacz?? opada?, poczym kaza? im stawi? si? na ?wiadectwo przed kap?anami i poszed? dalej. Jeden z tr?dowatych, Samarytanin, najzdrowszy i najsilniejszy, poszed? t? sam? drog? z dwoma uczniami. Inni poszli w innych kierunkach; nie wyzdrowieli oni zaraz, wprawdzie mogli od razu chodzi?, ale cia?o oczy?ci?o si? zupe?nie dopiero po up?ywie godziny.


655

Wkrótce potem zaszed? Jezusowi drog? pewien m?? z osady pasterskiej, le??cej o kwadrans na prawo od go?ci?ca. Ten zacz?? Jezusa b?aga? o wst?pienie do niego, bo mu córeczka umar?a. Jezus szed? w?a?nie z owym m??em, gdy wtem dogna? Go uzdrowiony Samarytanin. Przekonawszy si? bowiem, ?e rzeczywi?cie wyzdrowia?, powróci? natychmiast wzruszony, a dognawszy Jezusa, upad? Mu do nóg z podzi?k?. Jezus za? rzek?: „Czy? nie dziesi?ciu zosta?o oczyszczonych, a gdzie? dziewi?ciu jeszcze? Czy? ?aden nie znalaz? si? mi?dzy nimi, tylko ten obcy, by oddaj?c cze?? Bogu wróci? i podzi?kowa?? Powsta? i id? do domu, wiara twoja pomog?a ci!" Samarytanin ten przeszed? pó?niej w poczet uczniów. Nie zatrzymuj?c si? ju?, poszed? Jezus za prowadz?cym Go pasterzem. Mia? przy sobie Piotra, Jana i Jakua Starszego. Dzieweczka, licz?ca oko?o siedem lat, nie ?y?a ju? od czterech dni. Jezus po?o?y? jej jedn? r?k? na g?ow?, drug? na piersi, i wzniós?szy oczy w gór?, zacz?? si? modli?. Po chwili podnios?o si? dziecko ?ywe. Jezus poleci? Aposto?om, by tak samo czynili w Jego Imieniu, i odda? dzieci? rodzicom. Ojciec dost?pi? tej ?aski w nagrod?, bo wierzy? silnie i z ca?? pewno?ci? czeka? na Jezusa. Matka chcia?a go ju? wcze?niej pos?a? do Pana, ale on z niewzruszon? nadziej? czeka?, a? Jezus sam teraz przyszed?. Sk?oniony ku nowej wierze, zda? wkrótce gospodarstwo komu innemu, a gdy po ukrzy?owaniu Jezusa umar?a mu ?ona, wst?pi? w poczet uczniów i wkrótce zyska? s?awne imi?. Wskrzeszona córka jego ?y?a do ?mierci w wielkiej pobo?no?ci. Wyszed?szy st?d, zwiedza? Jezus rozproszone w ko?o sza?asy pasterskie i uzdrawia? chorych; szed? tak od domu do domu, zmierzaj?c górzyst? okolic? ku Hebron. Widzia?am Jezusa z Piotrem w jednym domu, gdy w tym nadszed? ze szko?y orszak weselny. Nowo?e?ców prowadzono pod jakiego? rodzaju baldachimem. Przodem sz?y dziewcz?ta z ma?ymi wiankami z barwnej we?ny, graj?ce na fletach, a za niemi strojni ch?opcy, równie? na fletach graj?cy. Pochodowi towarzyszy? kap?an z Jerycha. Wszed?szy do domu, zadziwili si? na widok Jezusa i wielce wzruszyli, Jezus za? skin?? na nich, by nie przerywali obrz?du weselnego, i nie wywo?ywali zgorszenia. Nowo?e?cy pili wspólnie z ma?ych szklanek, poczym oblubienica pozosta?a sama z niewiastami, a dzieci przed ni? ta?czy?y i gra?y. Nast?pnie poszli oboje nowo?e?cy do osobnej komnaty, gdzie Jezus si? znajdowa?, i tam z??czy? jeszcze raz ich r?ce; prawic? udzieli? b?ogos?awie?stwa i pouczy? ich o nierozerwalno?ci ma??e?stwa i o wstrzemi??liwo?ci. Potem zasiad? z Piotrem i owym kap?anem do sto?u, a oblubieniec im us?ugiwa?. Kap?an krzywi? si? na to, ?e nie jemu, tylko go?ciom oddano miejsce honorowe za sto?em, to te? wkrótce zabra? si? i poszed? do domu. W Jerycho podburzy? na Jezusa kilku Faryzeuszów i ci pó?niej napadli na Pana i ??dali usprawiedliwienia si?, przy czym jeden w zap?dzie ?ci?gn?? Mu p?aszcz z ramion. Jezus mimo to zachowa? zwyk?? ?agodno??, a oni, widz?c ?e nic nie zdzia?aj?, ust?pili. Jezus traktowa? mieszka?ców tego domu z oznakami niezwyk?ej mi?o?ci i ?yczliwo?ci. Na wie?? o bytno?ci Jego zeszli si? i inni pasterze. W czasie rozmowy pokaza?o si?, ?e rodzice oblubienicy i kilku starców s? to ci sami, którzy w noc narodzenia witali Jezusa przy ??óbku. W sposób wzruszaj?cy opowiadali o tym, oddaj?c powtórnie cze?? Panu. M?odzi opowiadali znów to, co s?yszeli z ust zmar?ych swoich rodziców. Potem przyniesiono chorych, nie mog?cych chodzi? ze staro?ci, i chore dzieci, a Jezus ich uzdrawia?. Nowo?e?com poleci? Jezus, by po Jego ?mierci zwrócili si? do Aposto?ów, a przyj?wszy z ich r?k chrzest i poduczywszy si?, poszli w Jego ?lady. Jeszcze nigdy w czasie Swych w?drówek nie by? Jezus tak weso?y, jak tu u tych prostaczków. Zauwa?y?am, ?e wszyscy, którzy niegdy? uczcili Go jako dzieci?, dost?pili ?aski przyj?cia wiary Chrystusowej.


656

St?d poszed? Jezus wi?cej na po?udnie w okolic? górzyst? ko?o Juty, dok?d Go godownicy kawa?ek odprowadzili. Przy Sobie mia? Jezus teraz znów sze?ciu Aposto?ów, mi?dzy nimi Andrzeja. Po drodze uzdrawia? Jezus wsz?dzie chore dzieci, opuch?e tak strasznie, ?e nie mog?y chodzi?. Ludzie w tej okolicy s? w porównaniu do innych jeszcze bardzo dobrzy. Przechodz?c przez jak?? ma?? osad? górsk?, wst?pi? Jezus do synagogi, by naucza?. Kap?ani stawili opór, a nawet innych wezwali na pomoc, lecz wobec przychylnego usposobienia ludu musieli Jezusowi mównicy ust?pi?. Wszystek lud s?ucha? rado?nie s?ów Pana, gdy naucza?, ?e nie mo?na równocze?nie dwom panom s?u?y?. Mówi? te? o tym, ?e przyniós? na ziemi? miecz, tj. oddzielenie od wszystkiego z?ego, jak to pó?niej uczniom t?umaczy?. Wobec tego, ?e Jezus wci?? mówi? o bliskim Swym ko?cu, chcieli uczniowie, by odwiedzi? na jaki? czas rodzinne Swe miasto Nazaret. Lecz Jezus rzek?, ?e zamiast i?? do Nazaretu, woli zu?y? ten czas dla dobra tych poczciwych ludzi.

Jezus w drodze do Betanii. Wskrzeszenie ?azarza

Jezus bawi? w?a?nie w ma?ej miejscowo?ci ko?o Samarii, gdzie równie? przyby?a na szabat Naj?w. Panna z Mari? Kleofy, gdy przez pos?a?ców dosz?a ich wie?? o ?mierci ?azarza. Zaraz po jego ?mierci opu?ci?y siostry Betani? i uda?y si? do swej posiad?o?ci ko?o Genei, by si? tu spotka? z Jezusem i Naj?w. Pann?. Tymczasem w Betanii zabalsamowano i owini?to zw?oki ?azarza na sposób ?ydowski i z?o?ono je do sklepionej trumny, uplecionej z pr?tów. Jezus mia? ju? przy Sobie wszystkich Aposto?ów, wi?c podzieliwszy ich na kilka grup, poszed? z nimi do Ginei. Przybywszy tam, naucza? w synagodze i dopiero po szabacie poszed? do posiad?o?ci ?azarza, podczas gdy Naj?w. Panna wybra?a si? tam ju? wcze?niej. Za zbli?eniem si? Jego, wysz?a naprzeciw Magdalena, oznajmiaj?c Mu o ?mierci ?azarza, mówi?c: „?azarz ju? umar?; ach gdyby? Ty, Panie, tu by?!" Lecz Jezus odrzek?: , „Nie nadszed? jeszcze Mój czas, i dobrze, ?e ?azarz umar?. Lecz pozostawcie w Betanii wszystkie jego sprz?ty na swym miejscu, a Ja tam przyjd?. Posz?y wi?c ?w. niewiasty do Betanii, a Jezus wróci? z Aposto?ami do Ginei i st?d dopiero poszli do gospody, oddalonej o godzin? drogi od Betanii. Tu znowu przyby? pos?aniec od sióstr ?azarza, z pro?b?, by Jezus spieszy? do Betanii; lecz Jezus jeszcze zwleka?, a gdy uczniowie niecierpliwili si? i szemrali na to, surowo ich zgani?. W ogóle zachowa? si? Jezus nieraz tak, jak kto?, co nie mo?e powiedzie?, jak si? rzecz ma, jaki jest stosunek mi?dzy nim a otoczeniem, bo by go nie zrozumiano. Nauczaj?c tak?e tak robi?, ?e raczej rozwija? w?asne poj?cia s?uchaczów i rozbudza? w nich w?tpliwo?? w prawd? ziemskich ich poj??, a nie t?umaczy? istoty rzeczy, bo wiedzia?, ?e tego by nie zrozumieli. Teraz w?a?nie naucza? o robotnikach w winnicy. Matka Jakóba i Jana, s?ysz?c, ?e Jezus mówi o bliskim spe?nieniu si? pos?annictwa, a s?dz?c, ?e jej krewnym nale?y si? w Jego królestwie zaszczytne miejsce, wyst?pi?a znowu z pro?b? za swymi synami i dopiero, gdy Jezus naprawd? j? zgani?, umilk?a. Teraz dopiero wybra? si? Jezus do Betanii, po drodze nauczaj?c. Posiad?o?? ?azarza otoczona by?a w ko?o na wpó? zapad?ymi murami; cz??? tylko ogrodów i niektóre przednie dziedzi?ce le?a?y poza obr?bem murów. ?azarz nie ?y? ju? od o?miu dni. Cztery dni nie grzebano go w nadziei, ?e Jezus przyjdzie i go wskrzesi. W tym te? celu posz?y siostry do posiad?o?ci w Ginei naprzeciw Jezusa, lecz widz?c, ?e Jezus nie wybiera si? z nimi do Betanii, wróci?y i kaza?y ?azarza pochowa?. Zesz?o si? tu wielu by? zieleni?. Przy ko?cu tej drogi wychodzi?o si? przez bram? i st?d by?o ju? tylko kwadrans drogi do cmentarza beta?skiego, otoczonego murem. Przed bram? cmentarza rozchodzi?a si? droga


657

na prawo i na lewo w ko?o narzuconego sztucznie pagórka, którego ?rodkiem sz?o na ca?? szeroko?? olbrzymie sklepienie. Pod tym sklepieniem mie?ci?y si? groby, oddzielone od siebie kratami. Przednie i tylne wyj?cie tak?e zamkni?te by?o krat?, wi?c stoj?c z jednego ko?ca, wida? by?o na przestrza? zielone drzewa, rosn?ce po drugiej stronie cmentarza. ?wiat?o dostawa?o si? tak?e przez otwory u góry. Do groty schodzi?o si? po kilku stopniach. Grób ?azarza le?a? zaraz przy wej?ciu, po prawej r?ce. By?a to jama, a w niej dopiero grób w?a?ciwy w kszta?cie pod?u?nego czworoboku, na pó? ch?opa g??boki, przykryty kamieniem. Wewn?trz mie?ci?a si? lekka trumna, dziurkowa?o pleciona, zawieraj?ca zw?oki. W ko?o grobu zostawione by?o wolne miejsce. Wszed?szy do groty, stan?? Jezus z kilku Aposto?ami nad grobem; niewiasty ?w., Magdalena i Marta, stan??y u drzwi, a za nimi t?oczy?a si? reszta ludu, przy czym niektórzy wchodzili a? na wierzch sklepienia, lub na mur cmentarza, by lepiej widzie?. Na rozkaz Jezusa podnie?li Aposto?owie wierzchni kamie?, oparli go o ?cian? i otworzyli lekkie drzwi pod nim umieszczone. Marta niewielk? wida? ?ywi?a nadziej?, bo rzek?a: „?azarz ju? od czterech dni pogrzebany i zw?oki jego ju? cuchn?." Tymczasem zdj?li Aposto?owie lekkie plecione wieko trumny, a oczom obecnych ukaza?y si? szczelnie owini?te zw?oki. Wtedy Jezus wzniós? oczy w gór?, pomodli? si? g?o?no i zawo?a? wielkim g?osem: „?azarzu, wyjd?!" Na te s?owa odniós? si? trup i usiad?. Nacisk t?umu sta? si? teraz tak wielki, ?e Jezus by? zmuszony kaza? wyprosi? ich przed cmentarz. Wskrzeszony ?azarz wygl?da? jakby obudzony z twardego snu. Aposto?owie, stoj?cy ko?o trumny, zdj?li mu prze?cierad?o z twarzy, rozwi?zali opaski na r?kach i nogach i podali je stoj?cym na zewn?trz, a w zamian otrzymali p?aszcz dla ?azarza. Teraz dopiero podniós? si? ?azarz z trumny i wyszed? z grobu, podobny do cienia raczej, ni? do ?ywego cz?owieka. Zarzucono mu p?aszcz na ramiona, on za? jakby lunatyk przeszed? ko?o Jezusa i wyszed? za drzwi. Na widok jego cofn??y si? trwo?nie siostry i ich towarzyszki, jakby przed duchem i nie dotkn?wszy go wcale, upad?y twarz? na ziemi?. Dopiero Jezus, wyszed?szy za nim z groty, uj?? go przyja?nie za obie r?ce. Teraz wyruszyli wszyscy do domu ?azarza. Nat?ok by? wielki, ale ?e ludzie bali si? jeszcze troch?, wi?c skwapliwie rozst?powano si? przed zmartwychwsta?ym. ?azarz szed? chwiejnie, podobny jeszcze zupe?nie do trupa, obok niego szed? Jezus, a inni otaczali ich w ko?o, p?acz?c i ?kaj?c, pe?ni niemego, strwo?onego podziwu. Min?wszy bram?, wrócili t? sam? oparkanion? drog? i zatrzymali si? przed altan?, sk?d byli wyszli. Jezus wszed? do wn?trza z ?azarzem i uczniami, a lud cisn?? si? w ko?o t?umnie z wielkim zgie?kiem. ?azarz upad? przed Jezusem na ziemi?, jak ten, którego przyjmuje si? do zakonu. Jezus za? mia? przemow?, poczym poszli wszyscy do domu ?azarza, oddalonego st?d o sto kroków. Wzi?wszy ?azarza i Aposto?ów, poszed? Jezus z nimi do sali jadalnej, nikogo wi?cej nie wpuszczaj?c. ?azarz ukl?k? przed Jezusem, a Aposto?owie stan?li w ko?o. Wtedy Jezus po?o?y? ?azarzowi prawic? na g?ow? i siedmiokro? tchn?? na? ?wietlistym dechem. W tej chwili ujrza?am, ?e z ?azarza wyszed? ciemny ob?ok, a poza Aposto?ami w tyle u góry lata? szatan w czarnej postaci, z?y, a czuj?cy sw? bezsilno??. Przez ten obrz?d po?wi?ci? Jezus ?azarza na Sw? s?u?b?, oczy?ci? go z wszelkiego przywi?zania do ?wiata i z grzechów, umacniaj?c go w darach duszy. D?ugo jeszcze rozmawia? z nim, dodaj?c, ?e na to go wskrzesi?, by Mu s?u?y?, a zarazem przepowiedzia?, ?e w s?u?bie tej czekaj? go ze strony ?ydów wielkie prze?ladowania. Dot?d by? ?azarz w swych chustach grobowych, poszed? wi?c zdj?? je i przyodzia? si? inaczej. Teraz dopiero zacz??y go ?ciska? z rado?ci? siostry i przyjaciele; przedtem bowiem mia? w sobie wiele podobie?stwa do trupa i to


658

wzbudza?o ich trwog?. Przez tchnienie Jezusa otrzyma? ?azarz siedem darów Ducha ?w. i straci? ca?kiem przywi?zanie do rzeczy doczesnych. Otrzyma? te dary przed innymi Aposto?ami i móg? je otrzyma?, bo umar? rzeczywi?cie a teraz si? odrodzi?; przez ?mier? sw? pozna? wielkie tajemnice i widzia? ?wiat pozagrobowy. Kryj?c za? w sobie tak Wielk? tajemnic?, ma osoba ?azarza wielkie znaczenie. Wnet zasiedli wszyscy do sutej uczty. Podawano potrawy jedn? po drugich, a wino sta?o w ma?ych dzbankach na stole; us?ugiwa? jaki? wyznaczony do tego cz?owiek. Po uczcie przysz?y i niewiasty i stan??y w g??bi sali, by przys?ucha? si? nauce Pana. ?azarz siedzia? ko?o Jezusa. Na dworze panowa? straszny ha?as, przyby?o bowiem mnóstwo ludzi z Jerozolimy, pojawi?y si? i stra?e i otoczono g?sto dom doko?a. Jezus wys?a? Aposto?ów, którym nakaza? zgromadzony t?um i stra?e usun??. Nauczaj?c jeszcze przy ?wietle lamp, oznajmi?, ?e jutro uda si? do Palestyny z dwoma Aposto?ami. Przedstawiano Mu, jak to niebezpieczne, lecz Jezus obieca?, ?e nie da si? pozna? i nie wyst?pi nigdzie publicznie. Widzia?am, i? potem si? nieco, oparci o ?ciany, zdrzemn?li. O ?wicie poszed? Jezus z Janem, i Mateuszem do Jerozolimy; obaj Aposto?owie przepasani byli nieco inaczej, jak zwykle. Obszed?szy miasto, przybyli postronnymi drogami do tego domu, w którym pó?niej odby?a si? ostatnia wieczerza. Przep?dzili tu w cicho?ci dzie? ca?y i nast?pn? noc. Jezus przez ca?y czas naucza? i umacnia? tutejszych Swych przyjació?. O ile widzia?am, by?y te? w ci?gu dnia Maria Marka, Weronika i mo?e z dwunastu ró?nych m??czyzn. Nikodem, w?a?ciciel tego domu, nie by? obecny; w?a?nie tego dnia poszed? do Betanii widzie? si? z ?azarzem. Dom swój odst?powa? on zawsze ch?tnie do u?ytku przyjacio?om Jezusa. W tym samym czasie odbyli Faryzeusze i arcykap?ani waln? narad? co do Jezusa i ?azarza. Przyznawali, ?e boj? si? o to, by Jezus nie zechcia? wszystkich zmar?ych wskrzesza?, bo wywo?a?oby to okropne zamieszanie. O ile mi si? zdaje wszcz?to skutkiem tej narady w po?udnie, w Betanii, wielki rozruch; gdyby Jezus tam by?, byliby Go pewnie ukamienowali. ?azarz musia? si? ukry?, to samo przyjaciele Jezusa, a Aposto?owie rozproszyli si? na wszystkie strony. Wkrótce jednak nasta? spokój, bo wichrzyciele zastanowili si?, ?e przecie? Jezusa niema, a ?azarzowi nic prawie nie mog? zarzuci?. Jezus tymczasem przep?dzi? noc ca?? a? do ?witu w domu na górze Syjon. Przed dniem opu?ci? z Mateuszem i Janem Jerozolim? i spiesznie wyruszy? ku Jordanowi, ale nie drog? na Bethabar?, jak ostatni raz, lecz na pó?nocny wschód. Oko?o po?udnia by? ju? niezawodnie za Jordanem; wieczorem zeszli si? do? Aposto?owie z Betanii i noc przep?dzili razem pod wielkim jakim? drzewem. Rano poszli do ma?ej pobliskiej miejscowo?ci. Po drodze napotkali ?lepego, prowadzonego przez dwóch ch?opaków, nie krewnych mu wcale. By? to pasterz z okolicy Jerycha; od Aposto?ów dowiedzia? si?, ?e Pan nadchodzi, zacz?? wi?c prosi? o uzdrowienie. Jezus po?o?y? mu r?k? na g?ow?, a ?lepy natychmiast przewidzia? i zrzuciwszy z siebie ?achmany, w spodniej tylko sukni poszed? za Jezusem do osady. Tu mia? Jezus zaraz nauk? o na?ladowaniu Go, mówi?c, ?e kto chce przewidzie? i pój?? za Nim, musi wszystko opu?ci?, jak ów ?lepy porzuci? swe ?achmany. Tu podano uzdrowionemu ?lepemu p?aszcz. Chcia? te? zaraz pozosta? na zawsze przy Jezusie, lecz Jezus na teraz go oddali?, by wypróbowa? jego wytrwa?o??. Nauka trwa?a a? do wieczora. Jezus mia? przy Sobie o?miu Aposto?ów. Zdarzy?o si? potem, ?e Jezus, zbli?aj?c si? w?a?nie do jakiego? ma?ego miasteczka, ?akn??. ?mia? mi si? chce, u?ywaj?c tego wyrazu, bo Jezus ?akn?? w?a?ciwie inaczej, ni? my, ?akn?? za duszami. Od ostatniej miejscowo?ci


659

towarzyszy?o Mu kilku ludzi, których sprawy nie w zupe?nym by?y porz?dku. Otó? przy drodze sta?o drzewo figowe, nie rodz?ce owoców; Jezus podszed? ku niemu i przekl?? je, i oto, drzewo to usch?o natychmiast i zmarnia?o, a li?cie po?ó?k?y. To niep?odne drzewo ligowe obra? Jezus za temat nauki w szkole. Faryzeusze i uczeni tutejsi, ?le usposobieni, za??dali od Jezusa, by si? st?d wyniós?. Mimo to przep?dzi? tu Jezus noc w gospodzie. — Szko?a tutejsza po?o?ona jest wysoko. Jaka? rzeczka wpada pod t? miejscowo?ci? do Jordanu (mo?e Betaran). Przez rzeczk? prowadzi most.

Jezus wyrusza w podró? do kraju ?w. Trzech Królów

Opu?ciwszy nazajutrz t? miejscowo??, poszed? Jezus z towarzyszami ku pó?nocnemu zachodowi przez ziemi? pokolenia Gad. Po drodze wyjawi? Aposto?om i uczniom, ?e wybiera si? w podró?, wi?c roz??czy si? na jaki? czas z nimi; wskaza? im, gdzie maj? naucza?, a gdzie nie, i w którym miejscu maj? si? znowu z Nim zej??. Podró? ta b?dzie nader cudowna. Najbli?szy szabat ma Jezus zamiar obchodzi? w Wielkim Chorazynie, potem pójdzie do Betsaidy, a st?d het w dó? ku po?udniowi w okolice Macherus i Madian. Pójdzie i tam, gdzie Hagar porzuci?a Ismaela i gdzie Jakub po?o?y? kamie?. Potem obejdzie wschodni brzeg Morza Martwego a? do miejsca, gdzie Melchizedek z?o?y? ofiar? wobec Abrahama. Na tym miejscu stoi jeszcze do dzi? kaplica, w której od czasu do czasu odprawia si? nabo?e?stwo. Kapliczka ta jest zbudowana z surowych, nie ociosanych kamieni, grubo mchem obros?ych. St?d pójdzie Jezus dalej, b?dzie nawet w Egipcie, w Heliopolis, gdzie przebywa?, b?d?c dzieckiem. Mieszka tam kilku poczciwych rówie?ników Jego, którzy bawili si? z Nim za lat dzieci?cych i dotychczas o Nim nie zapomnieli. Wci?? dopytywali si?, gdzie te? On mo?e si? obraca?, a nie chcieli w ?aden sposób uwierzy?, ?e ten powa?ny nauczyciel, to ów ma?y ich rówie?nik. St?d powróci Jezus inn? stron? przez Hebron i dolin? Jozafata, a potem uda si? tam, gdzie Go Jan ochrzci? i gdzie kuszony by? na puszczy przez czarta. Ca?a podró? mia?a zabra? 3 miesi?ce czasu. Jako pewne miejsce spotkania wyznaczy? uczniom studni? Jakuba, ko?o Sychar, chocia?, jak mówi?, mog? Go i pr?dzej spotka?, gdy b?dzie powraca? przez Jude?. Przed rozstaniem si?, powiedzia? im jeszcze Jezus d?ug? nauk?; szczególny nacisk k?ad? na to, jak maj? si? zachowywa? podczas Jego nieobecno?ci w swych w?drówkach nauczycielskich. Przypominam sobie s?owa Jego, jak radzi? im, by w razie nieprzychylnego gdziekolwiek przyj?cia, proch otrz?sali z obuwia swego i szli dalej. Mateusz wybra? si? na jaki? czas do domu. Z ?on? jego, bardzo dobr? niewiast?, ?yje od czasu swego powo?ania w zupe?nej wstrzemi??liwo?ci. Ma on zamiar naucza? w domu, nic sobie nie robi?c z pogardy ludzi przewrotnych. W Wielkim Chorazynie naucza? Jezus w szabat w synagodze, maj?c przy Sobie Piotra, Andrzeja i Filipa. Oczekiwa? tu ju? na Niego pewien m?? z Kafarnaum, lecz dopiero ko?o po?udnia zbli?y? si? do Niego z pro?b?, by poszed? z nim i uzdrowi? mu ?miertelnie chorego syna. Jezus kaza? mu na to wróci? zaraz do domu, mówi?c, ?e syn ju? od tej pory zdrowy jest. Za przyk?adem tego zeszli si? inni chorzy i szukaj?cy pociechy z miasta i okolicy; niektórych uzdrowi? Jezus zaraz, innym przyrzek? pomoc na pó?niej. Z ko?cem szabatu po?egna? si? Jezus przed synagog? z mieszka?cami i z kilku Aposto?ami, poszed? w gór? rzeki ku miejscu, gdzie Jordan wp?ywa do jeziora, by tu przeprawi? si? na drug? stron? rzeki. W?a?ciwy przewóz by? wy?ej i droga tam by?a o wiele dalsza, tu za? s?u?y? do przeprawy rodzaj tratwy, tj. rusztowania, zbitego z belek, pok?adzionych jedna na drug?. W ?rodku na podwy?szeniu umocowana by?a kufa, czyli kad?, w któr? podró?ni k?adli swe t?umoki, bo tu


660

woda nigdy si? nie mo?e dosta?. Tratw? t? popychano dr?gami. Brzeg Jordanu nie jest w tym miejscu wysoki, i je?li mnie oczy nie myl?, wida? na rzece par? drobnych wysepek. Wieczór ju? by? i ksi??yc ?wieci? jasno, gdy Jezus z trzema Aposto?ami zbli?y? si? do Betsaidy. Przed Betsaid?, jak w ogóle przed wielu miastami w Palestynie, sta?a szopa, w której podró?ni, nim weszli do miasta, rozpasywali si?, obmywali i czy?cili suknie. Do mycia nóg byli zwykle umy?lnie przeznaczeni ludzie i ci teraz oddali t? przys?ug? Panu i Aposto?om. St?d poszed? Andrzej naprzód, by przygotowa? w swym domu przyj?cie dla mistrza; w chwil? za nim poszed? Jezus z Piotrem i Filipem. Andrzej jest ?onaty. Dom jego dosy? obszerny, le?y na kraju miasta; z przodu jest dziedziniec, a ca?o?? otoczona jest murem. Gdy Jezus przyby?, zastawiono wieczerz?, z?o?on? z miodu, placków i winogron. Ogó?em siedzia?o przy stole dwunastu m??czyzn, przy ko?cu za? przysz?o sze?? niewiast, by s?ucha? nauki Pana. Wyszed?szy nazajutrz z Betsaidy, zatrzyma? si? Jezus przed miastem w budynkach, przeznaczonym na sk?ad narz?dzi rybackich i naucza? zebranych tu licznie m??czyzn. Po nauce poszed? Jezus w gór? brzegiem Jordanu i daleko od miejsca ostatniej przeprawy, przeszed? znowu rzek? mostem i przez wschodni? Galile? wyruszy? do kraju Baszan. Na Zajordaniu jest pewne miejsce, gdzie s? pok?ady bia?ego piasku i ma?ych bia?ych kamieni. Tu w otwartym sza?asie pasterskim zebra?a si? gromada uczniów na spotkanie Jezusa. Przyprowadzili ich tu trzej dziarscy m?odzie?cy. Zbierali tu troch? ?ó?tych i zielonych jagód wielko?ci figi i ma?ych ?ó?tych jab?ek, rosn?cych ju?to na krzakach, ju?to na drzewach; zrywano je za pomoc? d?ugich, zakrzywionych ?erdek. Po obu stronach drogi, któr? Jezus dot?d przyby?, tworzy?y roz?o?yste drzewa owocowe cienist? alej?, ??cz?c si? w górze ga??ziami w nierozerwalne p?oty. Droga by?a widocznie ma?o u?ywana, bo pokrywa?a j? bujna trawa. Aposto?owie zrywali po drodze owoce i chowali je po kieszeniach, tylko Jezus nic nie bra?. W?drówka trwa?a ju? ca?? noc wci?? prawie pod gór?, wi?c wszyscy ??dni byli odpoczynku. Uczniowie, ujrzawszy Jezusa, wyszli naprzeciw i otoczyli Go w ko?o, witaj?c rado?nie, ale ?aden nie o?mieli? si? poda? Mu r?ki. Przed szop? le?a?a d?uga, gruba, ociosana w czworobok k?oda; obsiedli j? wszyscy w ko?o, jakby do sto?u, i ka?dy otrzyma? porcj? zebranych owoców, prócz tego mia? ka?dy ma?y dzbanuszek z napojem. Patrz?c st?d, wida? by?o wznosz?ce si? w dali góry, a przed nimi jakie? miasto. Zdaje mi si?, ?e tam ju? rozci?ga si? kraj Amozytów. St?d pocz?wszy, zwraca?a si? droga znowu nieco w dó?. Po odpoczynku wyruszyli wszyscy w dalsz? drog? i po ca?odziennej w?drówce zatrzymali si? wieczorem w szeroko rozrzuconej wiosce. Weszli do gospody, stoj?cej przy drodze, gdzie zaraz zebra?o si? w ko?o nich sporo ciekawych. Prostaczkowie ci niewiele wiedzieli o Jezusie, ale z natury dobrzy, przyja?nie Go przyj?li. Obja?niwszy im przypowie?? o dobrym pasterzu, poszed? Jezus z uczniami w bok od drogi do drugiej gospody, gdzie posilili si? i przenocowali. Tu oznajmi? Jezus uczniom, ?e teraz we?mie ze Sob? tylko tych trzech m?odzie?ców i z nimi przez Chaldej?, kraj Ur, gdzie si? urodzi? Abraham, i Arabi?, pójdzie do Egiptu, uczniowie za? mieli si? rozej?? tam i ówdzie po okolicy i naucza?. Jako g?ówne miejsce zebrania po up?ywie trzech miesi?cy naznaczy? im znowu studni? Jakuba ko?o Sychar. Mi?dzy uczniami, znajduj?cymi si? obecnie przy Panu, widzia?am Symeona, Kleofasa i Saturnina. Z brzaskiem dnia rozsta? si? Jezus z Aposto?ami i uczniami, podaj?c ka?demu r?k? na po?egnanie. Smutno im by?o, ?e Jezus nie ich bierze ze Sob?, tylko wspomnianych trzech m?odzie?ców, ale poddali si? temu bez szemrania. Wspomniani m?odzie?cy byli w wieku od 16—18 lat; byli smuklejsi i zwinniejsi od


661

zwyk?ych ?ydów i nosili d?ugie suknie. Do Jezusa przywi?zani byli jak dzieci, i us?ugiwali Mu we wszystkim ochoczo. Przy ka?dej rzeczce, strumyku, lub studni umywali Mu nogi, po drodze wci?? znosili Mu laski, kwiaty, owoce i jagody. Jezus nawzajem bardzo serdeczny by? dla nich, uczy? ich i w przypowie?ciach zaznajamia? z ca?ym dotychczasowym post?pem Swej nauki. Rodzice tych m?odzie?ców pochodzili z pokolenia Mensor. Przybyli oni do Palestyny z orszakiem Trzech królów i nie wrócili ju? z nimi, lecz osiedlili si? w dolinie pasterskiej. Zostawszy ?ydami, po?enili si? z córkami pasterzy i zaj?li pastwiska mi?dzy Samari? a Jerycho. Najm?odszy z m?odzie?ców zwa? si? Eremenzear, a pó?niej otrzyma? imi? Hermas. By? to ten sam ch?opiec, którego Jezus po rozmowie z Samarytank?, u studni Jakóba ko?o Sychar, uzdrowi? na pro?b? jego matki. ?redni zwa? si? Sela, albo Silas, najstarszy za? Eliasz, a przy chrzcie otrzyma? imi? Siricius; wszystkich trzech zwano tak?e tajemniczymi uczniami. Pó?niej obcowali oni z Tomaszem, Janem i Paw?em. Podró? t? Jezusa opisa? Eremenzear. W podró?y mia? Jezus na Sobie br?zow? tunik?, tkan? czy te? na drutach robion?, pow?óczyst?, u?o?on? w ci?gle fa?dy. Na tym mia? d?ug?, delikatn?, bia?? sukni? z. we?ny z szerokimi r?kawami, przepasan? w biodrach szerokim pasem z tej samej materii; z tej?e materii by?a tak?e chusta, któr? na noc Jezus otula? g?ow?. Jezus jest s?uszniejszy wzrostem, ni? Aposto?owie; czy id? razem, czy stoj?, zawsze ponad wszystkimi góruje Jego jasne, powa?ne czo?o; chód Jego jest prosty, spr??ysty. Tuszy jest Jezus miernej, ani za chudy, ani za t?usty, ca?a posta? bije zdrowiem i szlachetnym ukszta?towaniem cz?onków, piersi i plecy szerokie, silne. Mi??nie s? wyrobione przez podró?e i wpraw?, ale jednak niema na nich ?ladu przebytych trudów. Po?egnawszy si? z Aposto?ami, wyruszy? Jezus w towarzystwie m?odzie?ców drog?, wznosz?c? si? wci?? pod gór? ku wschodowi; grunt tu by? bia?y, piaszczysty, gdzieniegdzie ros?y cedry i daktyle. Naprzeciw wznosi?y si? góry Galaad. Jezus mia? zamiar zd??y? na szabat do ostatniego miasta ?ydowskiego w tej stronie, o ile mi si? zdaje, zw?cego si? Kedar. M?odzie?cy nie?li w woreczkach placki i dzbanuszki z napojem, prócz tego jedzono po drodze owoce i jagody. Wszyscy mieli laski w r?kach. Czasem i Jezus wy?amywa? Sobie lask?, potem znowu j? zostawia?. Na go?ych nogach mia? tylko trepki. Wieczorem wst?pili do jakiego? domu na uboczu, zamieszka?ego przez nieokrzesanych prostaków; tu sp?dzili noc. Jezus nie dawa? si? nigdzie pozna?, nie uzdrawia?, nie dzia?a? cudów, tylko opowiada? przeró?ne, pi?kne przypowie?ci, szczególnie o dobrym pasterzu. Jak gdzie indziej tak i tu wypytywano Go o Jezusa z Nazaretu, ale Jezus nie zdradza? si? z tym, ?e On nim jest. Rozmawia? z mieszka?cami o ich pracy i interesach, wi?c uwa?ali Go za podró?uj?cego pasterza, który szuka dobrych pastwisk, gdy? tacy podró?ni cz?sto si? zjawiali w Palestynie. Rano wyruszy? Jezus w dalsz? drog?; mia? ju? teraz tylko kilka mil do Kedar. Grunt wznosi? si? teraz znowu stopniowo, bo poza Kedar by?y góry. Ojczyzna Abrahama le?y podobno daleko st?d na pó?nocny wschód, kraj za? Trzech Królów w kierunku po?udniowo wschodnim. Uczniowie, rozstawszy si? z Jezusem, cz??ci? powrócili do domu, cz??ci? rozproszyli si? po okolicy, by naucza?. Zacheusz z Jerycha, który tu tak?e by? z nimi, powróciwszy do domu, sprzeda? wszystko, rozda? pieni?dze ubogim, a sam osiad? z ?on? w ma?ej miejscowo?ci i ?y? teraz w ci?g?ej wstrzemi??liwo?ci. Dziewi?? tygodni zostawi? Jezus uczniom czasu, poczym mieli si? znowu po??czy?. W Jerozolimie wielki by? rozruch z okazji wskrzeszenia ?azarza. Tote? dlatego Jezus si? oddali?, by o Nim zapomniano, podczas gdy prze?wiadczenie o


662

prawdziwo?ci tego cudu nurtowa?o w sercach wielu, przygotowuj?c grunt sposobny do nawrócenia. Z podró?y powróci? Jezus bardzo wychudzony. Pisanego nic niema o tej podró?y, bo ?aden Aposto? nie by? przy tym; zreszt? mo?e i nie wszyscy wiedzieli, gdzie Jezus si? obraca?. Ja, o ile sobie przypominam, pierwszy raz dopiero mia?am o tej drodze objawienie. W towarzystwie trzech m?odzie?ców szed? Jezus wci?? dalej ku po?udniowemu wschodowi, wybieraj?c uboczne drogi. Noc przep?dzili znowu w odosobnionym domu pasterskim. Ludzie s? tu wsz?dzie dobrzy, bez ukrytej z?o?ci, wi?c lubi? Jezusa i patrz? na Niego z podziwem. On za? powtarza im przypowie?ci, opowiadane ju? w Judei, znajduj?c w nich gorliwych s?uchaczy. Nie uzdrawia jednak i nie b?ogos?awi. Gdy Go wypytuj? o Jezusa z Nazaretu, opowiada im o tych którzy stali si? Jego wyznawcami i zr?cznie nawi?zuje to do tre?ci Swych przypowie?ci. Powszechnie uwa?aj? Go za pasterza, w?druj?cego za zakupem trzód lub pastwisk.

Jezus w Kedar

Jeszcze przed szabatem doszli nasi podró?ni do Kedar, mimo ?e nie szli go?ci?cem, tylko bocznymi drogami. Za pó?no ju? by?o wej?? do miasta, wi?c przenocowali w wielkiej, otwartej gospodzie, w której inni jeszcze podró?ni szukali schronienia. Gospoda sk?ada?a si? z kilku otwartych szop z rz?dami pos?a?; ca?o?? otoczona by?a zamkni?tym dziedzi?cem. Cz?owiek dozoruj?cy gospod?, tylko w wieczór przyszed? otworzy? takow?, poczym zaraz wraca? do miasta; rano przyszed? znowu odebra? od go?ci nale?n?, niewielk? zap?at?. Jezusa i Jego towarzyszów wzi?? z sob? do miasta do swego domu, podczas gdy inni podró?ni rozeszli si? ka?dy w sw? stron?. Miasto le?y na przedgórzu, w dolinie, po obu stronach p?yn?cej t?dy rzeki; z jednej strony le?y stara dzielnica, z drugiej nowa. Rzeka p?ynie od wschodu ku Ziemi obiecanej. Strome brzegi po??czone s? dwoma ?ukowymi mostami. Dzielnica z tej strony, mniej znacz?ca, ubo?sza, zamieszkana jest przez ?ydowskich pasterzy, którzy trudni? si? równie? stawianiem lekkich budowli, sporz?dzaniem sprz?tów pasterskich i przyborów stajennych. Druga dzielnica jest o wiele bogatsza, zamieszkana przez samych pogan. Mieszka?cy tutejsi ubieraj? si? ju? nie ca?kiem tak jak ?ydzi; wielu nosi na g?owie rogate kapuzy. W dzielnicy ?ydowskiej wznosi si? synagoga, a przed ni? na pi?knym trawniku, obsypanym bia?ym piaskiem, bije wodotrysk. To jest jedyna ozdoba ca?ej dzielnicy. Gospodarz zaprowadzi? Jezusa i m?odzie?ców do synagogi i tu obchodzili wraz z drugimi szabat. Po sko?czonych mod?ach zapyta? prze?o?onych, czy Mu wolno co opowiedzie?. ?e za? wszyscy ch?tnie Go s?ucha? obiecali, zacz?? opowiada? o synu marnotrawnym. Wszyscy przys?uchiwali si? uwa?nie, podziwiaj?c m?dro?? Jego, ale nie wiedzieli co On za jeden. Jezus sam nazwa? si? pasterzem, który szuka zaginionych jagni?t i chce je zaprowadzi? na dobr? pasz?. Na pro?by mieszka?ców, uwa?aj?cych Go za Proroka, zwiedza? Jezus w ci?gu dnia poszczególne domy i naucza?. Nazajutrz naucza? ko?o wodotrysku; m??czy?ni i niewiasty rozsiedli si? u stóp Jego, On za?, przyciskaj?c co chwila dzieci do piersi, opowiada?, jak to Zacheusz zlaz? z drzewa figowego, opu?ci? wszystko i poszed? za Nim, dalej o Faryzeuszu, który rzek? w ?wi?tyni: „Dzi?kuj? Ci, Bo?e, ?e nie jestem jako ów celnik," i o tym w?a?nie celniku, który, bij?c si? w piersi, mówi?: „Bo?e, b?d? mi?o?ciw mnie grzesznemu!" Wkrótce zyska? sobie Jezus ogóln? mi?o?? i ?yczliwo??. Mieszka?cy prosili Go nawet, by pozosta? tu do nast?pnego szabatu i naucza? w szkole. Gdy zapytywano Go o Jezusa z Nazaretu, opowiada? niejedno o Nim i o nauce Jego.


663

St?d wyruszy? Jezus ku wschodowi drog? wij?c? si? w?ród pi?knych ??k i drzew palmowych do miejscowo?ci Edon. Po drodze wst?pi? do odosobnionego domu, w którym ojciec i matka z?o?eni byli nieuleczaln? chorob?, a gromadka stroskanych dziatek krz?ta?a si? po domu. Dobrzy to byli ludzie. I tu wypytywano Go o Jezusa z Nazaretu, o którym ró?ne wie?ci ich dochodzi?y. Jezus opowiada? im wi?c w pi?knej przypowie?ci o królu i synu jego, jako ten Jezus b?dzie prze?ladowany i powróci do królestwa Ojca Swego, a wszyscy ci, którzy pójd? za Nim, posi?d? z Nim to królestwo. Równocze?nie mia?am widzenie o M?ce Pa?skiej, Wniebowst?pieniu i tronie Jego nad?wiatowym, obok Boga Ojca, woko?o widzia?am chóry anio?ów i nagrody, przeznaczone Jego wyznawcom. Naocznie przedstawi?o mi si? w widzeniu ca?e to królestwo i przypowie?? opowiadana przez Jezusa, której obraz wnika? w serca s?uchaczów. Sko?czywszy opowiadanie, zapyta? ich Jezus, czy wierz? w to wszystko i czy chc? pój?? za dobrym królem. Gdy Go o tym uroczy?cie zapewnili, obieca?, ?e Bóg w nagrod? za to uzdrowi ich i pozwoli im pój?? za Nim do Edon. Rzeczywi?cie w tej chwili wyzdrowieli oboje i ku zdumieniu wszystkich mogli i?? za Jezusem. Uzdrowiony m?? zwa? si? Beniamin, a pochodzi? w prostej linii od Rut. Zdaje mi si?, ?e Tytus, wtenczas 14 czy 16 letni m?odzieniec, by? jego synem czy te? krewnym; by? on w Kedar i we wszystkich okolicznych miejscowo?ciach, gdzie Jezus naucza?, by s?ysze? samego Pana, lub przynajmniej to, co inni o Nim mówi?. Równie? znajomymi tej rodziny byli Markus i Sylas; miejsce rodzinne Marka le?y bli?ej Judei. St?d wyruszy? Jezus dalej przez urocze pola i ??ki obsadzone palmami do Edon; w prawej r?ce trzyma? lask? pastersk?, u góry zakrzywion?. W Edon odbywa?y si? w?a?nie gody weselne w publicznym domu godowym, stoj?cym zaraz na lewo na wolnym placu. ?rodek domu wype?nia?a jedna ogromna sala, na ko?cu by?a kuchnia, a wko?o ma?e sypialnie, w których co trzy ?o?a przedzielone by?y przegrodzeniem. Cho? by? jasny dzie?, ?wieci?a si? w sali lampa. Obok oblubie?ca i oblubienicy zebrani byli w sali m??czy?ni i kobiety, wszyscy przystrojeni we wie?ce. Ch?opcy grali na fletach i innych instrumentach, i ?piewali. Pobo?ni ci ludzie s?yszeli o naukach i przypowie?ciach, opowiadanych przez Jezusa w Kedar i w okolicy, a uwa?aj?c Go za Proroka, zaprosili Go na gody i teraz Go oczekiwali. Przyj?li Go z oznakami czci i rado?ci, umyli zaraz Jemu i towarzyszom nogi i otarli je w?asnymi sukniami. Wzi?li Mu z r?k lask?, postawili j? w k?cie, poczym zastawili dla? na stole ryby, placki, plastry miodu, d?ugie mo?e na stop?, i czerwone jagody; jagody te mia?y u góry koronk? czarnych li?ci z bia?ymi punktami, i to trzeba by?o przed zjedzeniem jagody, oberwa?. Dalej sta?y na stole dzbanki i kubki i ma?e czareczki, jakby z gliny, ale pobielane, z których dolewa?o si? co? ?y?eczk? do napoju. Spoczywano przy stole na ma?ych ?awkach z por?czami. Jezusowi wyznaczono miejsce mi?dzy oblubie?cem a oblubienic?; niewiasty za? zaj??y dolny koniec sto?u. Jezus pob?ogos?awi? potrawy i napój, poczym wszyscy zabrali si? do jedzenia. Podczas uczty opowiada? Jezus o m??u w Judei, który podczas godów w Kanie galilejskiej przemieni? wod? w wino. Wtem weszli do sali uzdrowieni niedawno ma??onkowie; go?cie, którzy wiedzieli o ich nieuleczalnej chorobie, zdumieli si? bardzo ich przybyciem. Oni za? zacz?li opowiada?, co im Pan mówi? o królu i Jego królestwie i ?e kto uwierzy s?owom Jego, stanie si? uczestnikiem tego królestwa z tak? pewno?ci?, jak pewnym jest, ?e oni wyzdrowieli. Jezus zapewni? ich jeszcze raz o tym i powiedzia? wyra?nie, ?e teraz w prawdzie wznosi si? jeszcze mur mi?dzy nimi a królestwem owego króla, ?e jednak mog? ?atwo dosta? si? przez ten mur, je?li tylko sami zechc? si? przezwyci??y?. Uczta trwa?a prawie do rana, poczym udano si? na spoczynek. Jezusowi przeznaczono sypialni? poza sal? jadaln?, obok Jego towarzyszów. Zanim po?o?y? si? na spoczynek, ukl?k? Jezus


664

na odosobnionym miejscu i wzniós?szy r?ce, modli? si? gor?co do Ojca niebieskiego. Z ust Jego wychodzi?y promienie ?wietlane, a z góry spu?ci? si? ku Niemu ob?ok, podobny do postaci anielskiej. Jezus w dzie? nieraz si? tak modli?, ilekro? znajdowa? si? na odosobnionym miejscu. Ja jeszcze jako dziecko nauczy?am si? tego od Niego; widzia?am, jak On post?powa?, wi?c i ja tak robi?am. Naj?w. Panna znowu do czasu pocz?cia Zbawiciela modli?a si? zwykle stoj?co z r?koma skrzy?owanymi na piersiach i wzrokiem utkwionym w ziemi?; po Naj?w. Wcieleniu za? modli?a si? zawsze kl?cz?c ze wzniesionymi r?koma i obliczem zwróconym w Niebo. Nazajutrz, dla licznego zbiegowiska, naucza? Jezus pod go?ym Niebem, a po nauce przyprowadzi? do porz?dku wiele zawik?anych spraw ma??e?skich, ludzie bowiem tutejsi bardzo s?abe mieli poj?cie o prawie ma??e?skim. I tak chcia?o si? koniecznie pobra? dwoje bliskich krewnych i zapytywali Jezusa o Jego zdanie. Jezus wyja?ni? im wi?c na podstawie Moj?esza, ?e to nie jest dozwolone; dali si? oni te? przekona? i przyrzekli ?y? w czysto?ci. Doniesiono Mu tak?e, ?e w pobliskiej miejscowo?ci pewien m?? ma zamiar poj?? za ?on? ju? szóst? siostr? swej pierwszej nieboszczki ?ony. Jezus obieca?, ?e przyjdzie tam i spraw? t? za?atwi. Na szabat powróci? Jezus do Kedar, naucza? przez ca?y dzie? w szkole i dawa? odpowiedzi na ró?ne zapytania i w?tpliwo?ci co do spraw prawnych i ma??e?skich; w ten sposób u?atwi? pogodzenie si? wielu rozwiedzionym ma??onkom.

Jezus przybywa do Sychar - Kedar i naucza o tajemnicy ma??e?stwa

Odprowadzony przez wielu mieszka?ców, wyruszy? Jezus z Kedar ku stronie pó?nocnej; grunt by? tu ju? równiejszy. Pierwszym miejscem odpoczynku by?a jaka? osada pasterska. Drzewa zasadzone tu by?y d?ugimi rz?dami a ga??zie splecione by?y ze sob?; chaty porobione by?y przewa?nie z ga??zi i pe?no szop otwartych sta?o doko?a. Pod jedn? tak? szop? zasiedli przybysze do posi?ku, z?o?onego z fig, winogron i daktyli. Noc by?a pi?kna, ciep?a, wi?c siedzieli jeszcze na ?wie?ym powietrzu, gdy niebo zaiskrzy?o si? ju? gwiazdami, w których s?abym ?wietle b?yszcza?y brylantami krople rosy. Odprowadzaj?cy powrócili st?d do swych domów, Jezus za? w?drowa? dalej z trzema m?odzie?cami, nauczaj?c wsz?dzie, i dopiero wieczorem nast?pnego dnia przyby? do ma?ego miasta SycharKedar, le??cego u podnó?a góry. By?a to w?a?nie miejscowo??, o której Jezus s?ysza? podczas godów w Edon, ?e tak wielu ludzi ?yje tu w niedozwolonych zwi?zkach ma??e?skich. Mieszka?cy wyszli naprzeciw i zaprowadzili Go do publicznego domu godowego, zupe?nie podobnego do takiego? domu w Kanie galilejskiej. Zebranie by?o liczne; m?odzi bowiem ma??onkowie, niedawno po?lubieni, stracili rodziców skutkiem nag?ej ?mierci, i teraz ugaszczali tu wszystkich którzy brali w pogrzebie udzia?. Przed domem by? dziedziniec otoczony krat?, a na dziedzi?cu sztucznie pleciona altana; w czterech rogach altany sta?y wydr??one kamienie z wod?, z której wi?y si? po palikach pn?ce ro?liny i czepia?y si? arkad, biegn?cych do ?rodka podwórza, a wspartych na kolumnie, pomalowanej sztucznie na marmur i zdobnej w bogate rze?by. Ro?liny te wci?? utrzymywa?y si? ?wie?o, jak trzcina. By?o tak?e mnóstwo innych ozdób i wie?ców, a wszystko nadzwyczaj gustowne i pi?kne. Jezusa i towarzyszów wprowadzono najpierw do sali tu? ko?o podwórza, umyto im nogi i podano przek?sk?. Potem przeszli do innej komnaty, gdzie zastawiona by?a uczta, podczas której Jezus naucza?, przy tym sam us?ugiwa? do sto?u, dodawa? wszystkim chleb, owoce i wielkie plastry miodu i nalewa? z dzbanów i kubków trojaki napitek, mianowicie jaki? zielony sok, ?ó?ty napój i trzeci ca?kiem bia?y


665

p?yn. Ze strony nowo?e?ców by? na uczcie tylko m??; zwa? si? on Eliud. Niedawno o?eniony, pojecha? na gody do Edon, a powróciwszy, nie zasta? ju? ?ony rodziców przy ?yciu; ci bowiem dowiedzieli si? tymczasem przypadkowo, ?e córka ich, a ?ona Eliuda, jest cudzo?o?nic?, i ze zgryzoty nagle pomarli. Eliud sam nie zna? powodu ich ?mierci, bo nie wiedzia? nic o post?powaniu ?ony. — Po uczcie kaza? si? Jezus zaprowadzi? Eliudowi do jego domu, nie bior?c ze Sob? m?odzie?ców. Tu pomówi? na osobno?ci z ?on? jego, szczerze op?akuj?c? i swój post?pek i ?mier? rodziców; niewiasta upad?a Panu do nóg i z p?aczem wyznawa?a sw? win?. Potem zaprowadzi? Go Eliud na miejsce spoczynku. Jezus przemówi? do? jeszcze powa?nie, wzruszaj?cymi s?owy, poczym odprawiwszy go, pomodli? si? i uda? si? na spoczynek. Nazajutrz rano przyszed? znów Eliud do sypialni, nios?c miednic? i zielon? ga??zk?. Jezus spoczywa? jeszcze na pos?aniu, wsparty na r?ce, lecz zaraz wsta?, a Eliud umy? Mu nogi i otar? je w?asn? sukni?. Wtedy kaza? mu Jezus zaprowadzi? si? do jego modlitewnika, mówi?c, ?e chce tam nawzajem umy? jemu nogi. Eliud nie chcia? oczywi?cie przysta? na to, lecz Jezus rzek? mu stanowczo: „Je?li nie zgodzisz si? na to, opuszcz? natychmiast dom twój; musi tak by?, wi?c je?li chcesz Mnie na?ladowa?, nie powiniene? si? sprzeciwia?." Ust?pi? zatem Eliud, zaprowadzi? Jezusa do swego modlitewnika i przyniós? ?wie?ej wody w miednicy. Wtedy Jezus uj?? go za obie r?ce, spojrza? mu czule w oczy i najpierw zacz?? mówi? o myciu nóg, a wreszcie powoli, ogródkami, wyjawi? mu, ?e ?ona jego zgrzeszy?a cudzo?óstwem, lecz ?a?uje teraz szczerze i pragnie otrzyma? jego przebaczenie. Wiadomo?? ta wywar?a na biednym cz?owieku okropne wra?enie. Upad? twarz? na ziemi? i tarza? si?, j?cz?c, taka bole?? targa?a serce jego. Jezus tymczasem, odwróciwszy si?, modli? si? chwil? gor?co, dopiero gdy Eliud nieco och?on?? z pierwszej bole?ci, przyst?pi? do?, podniós? Go, pocieszy? i teraz dopiero umy? mu nogi. Widz?c za?, ?e ju? zupe?nie ucich? i si? uspokoi?, kaza? mu zawo?a? ?on?. Gdy winowajczyni wesz?a z zas?on? na twarzy, wzi?? Jezus jej r?k?, w?o?y? w r?k? Eliuda, a po??czonych tak na nowo ma??onków pob?ogos?awi? i pocieszy?. Na znak nowego zwi?zku zdj?? niewie?cie zas?on?. Potem kaza? im przywo?a? dzieci, te tak?e pob?ogos?awi? i odda? na powrót rodzicom. Ma??onkowie pozostali sobie odt?d wierni i z?o?yli ?lub dozgonnej czysto?ci. Tego? dnia zwiedzi? Jezus wiele domów, by sprostowa? b??dne poj?cia mieszka?ców o ma??e?stwie; wsz?dzie rozmawia? ?askawie o wszystkich sprawach i dolegliwo?ciach, a obej?ciem si? Swym zyskiwa? Sobie coraz wi?cej serca mieszka?ców. W pobli?u miasta na stoku góry stoj? ca?e rz?dy uli. W tym celu s? umy?lnie porobione tarasy, a na nich, oparte jednym bokiem o gór?, stoj? licznie, czworoboczne, p?askie u góry pnie, na siedem stóp wysokie. Czubki ozdobione s? ga?kami. Ule poustawiane rz?dem, jedne nad drugimi, s? u góry nie okr?g?e, lecz spiczaste, jak dach; z przodu znajduj? si? drzwiczki do otwierania. Ca?a pasieka otoczona jest delikatn? krat?, plecion? z trzciny. Mi?dzy tymi ulami prowadz? od tarasu do tarasu schody, którymi mo?na dochodzi? do coraz wy?szych rz?dów. Na tarasach rosn? poprzywi?zywane do krat krzaki jagód i bia?e kwiaty. Mieszka?cy nieraz zapytywali Jezusa, sk?d On jest. Jezus odpowiada? na to w przypowie?ciach, które oni prostym umys?em dos?ownie brali za prawd?. Raz mia? nauk? pod altan? domu godowego i w niej opowiada? przypowie?? o synu królewskim, który przyby? wszystkich d?ugi zap?aci?. S?uchacze wzi?li to w zupe?nie dos?ownym znaczeniu i cieszyli si? tym bardzo. Wtr?ci? tak?e przypowie?? o odpuszczaniu d?ugów, jak to wierzyciel za ma?? drobnostk? chcia? d?u?nika swego zawlec przed s?d. Przy tym rzek?: „Mnie tak?e odda? Ojciec winnic?, któr? musz? uprawia? i szczepi? latoro?le i szuka? robotników do winnicy; dlatego w?a?nie wybra?em si? w podró?. Lecz musz? wyrzuci? wielu


666

zbytecznych, leniwych najemników, podobnie jak te latoro?le, których oni nie chcieli nacina? i szczepi?." Tu wyja?ni? im Jezus sposób nacinania winoro?li i zrobi? porównanie, ?e jak w winnicy nieraz wiele jest drzewa i li?ci, a ma?o jagód, tak i w cz?owieku przez grzech wiele jest zbytecznych, niepotrzebnych nalecia?o?ci, które trzeba obci?? i zniszczy? przez umartwienie, by tym obfitsze pokaza?y si? owoce. Z tego nawi?za? Jezus nauk? o ma??e?stwie, o prawach ma??e?skich, o obyczajno?ci i wstydliwo?ci w ma??e?stwie. Potem zacz?? znów mówi? o winoro?li i zaleca? im, by tak?e uprawiali wino. Oni ca?kiem prostodusznie odrzekli, ?e tu nie jest odpowiednie miejsce na upraw?, lecz Jezus im odpowiedzia?, ?e tam powinni za?o?y? winnic?, gdzie s? pasieki, bo to dobre po?o?enie i zaraz opowiedzia? im przypowie?? o pszczo?ach. Ludzie, s?ysz?c od Niego, ?e jest w?a?cicielem winnicy, objawili ?yczenia, ?e chc? tak?e pracowa? w Jego winnicy, je?li si? na to zgodzi, lecz Jezus odrzek?, ?e teraz musi odej?? st?d zap?aci? d?ugi i da? wycisn?? prawdziw? winoro?l na wino ?ycia, by potem i inni nauczyli si? uprawia? i przyrz?dza? wino. Wtedy oni w prostocie serca, zasmuciwszy si?, ?e chce odej??, b?agali Go, by zosta? przy nich; lecz Jezus rzeki: „Je?li wierzycie prawdziwie, to przy?l? wam takiego, który was wszystkich uczyni robotnikami w winnicy." Mia?am pó?niej objawienie, ?e Tadeusz nawróci? ich wszystkich na wiar? Chrystusow? i ?e podczas prze?ladowania ca?a ludno?? przenios?a si? st?d gdzie indziej. Ludzie tutejsi byli to pastuszkowie, dziecinnego usposobienia, tylko pod wzgl?dem obyczajów nieco zdziczali. Jezus nie mówi? im ?adnych proroctw, ani te? nie dzia?a? cudów. Kilka zwa?nionych, rozdzielonych ma??e?stw, po??czy? na nowo. M??owi, który chcia? si? ?eni? z szóst? ju? siostr? swej pierwszej ?ony, wykaza? Jezus, ?e to si? nie godzi. Drugim razem znowu naucza? Jezus o uprawie wina, o piel?gnowaniu winnicy i obcinaniu winnych latoro?li, z tego za? wysnuwa? przedziwne, a g??bokie zastosowania do ma??e?stwa. Wtedy to dziwnie jasnymi i przekonywuj?cymi sta?y si? dla mnie s?owa Jego, ?e, je?li ma??e?stwo nie ?yje w jedno?ci i nie wydaje dobrych, czystych owoców, to wina le?y przewa?nie po stronie niewiasty. Ka?de s?owo Jezusa, cho? na pozór pojedyncze, zawiera?o w sobie g??bok? my?l. — Kobieta — mówi? — powinna znosi? wszystko i cierpie?, powinna strzec i piel?gnowa? owoce ma??e?stwa, a ta duchowa jej praca i walka jest w stanie wyg?adzi? wszystkie nieprawid?owo?ci w niej samej i w jej p?odzie, potrafi zmaza? win?; ka?dy jej uczynek i post?pek jest dla jej potomstwa albo b?ogos?awie?stwem, albo zag?ad?. W ma??e?stwie nie powinno chodzi? o zadowolenie ??dzy zmys?owej, lecz trzeba przede wszystkim pami?ta? o pokucie i umartwianiu si?, o trosce i ci?g?ej walce przeciw grzechowi i po??dliwo?ci przy pomocy zaparcia si? i modlitwy; przez tak? walk? i zaparcie si? odniesione zwyci?stwo wychodzi na korzy?? nie tylko rodzicom, ale i potomkom. Na ten temat mówi? Jezus d?ugo jeszcze o ma??e?stwie. Podczas ca?ego objawienia tego otrzyma?am ?ask? by? wsz?dzie przy Jezusie i chodzi? wci?? za Nim. S?ysza?am wi?c ka?de Jego s?owo, a prawdziwo?? i potrzeba tej nauki tak mnie uderzy?a, ?e nie mog?am oprze? si? my?lom, dlaczego si? nikt nie zajmie spisaniem tego, dlaczego niema tu ?adnego ucznia, który by nauk? t? spisa? w ksi?gi i poda? do wiadomo?ci wspó?czesnym i potomnym. W?a?nie gdy by?am zaprz?tni?ta tymi my?lami, zwróci? si? ku mnie niebieski Oblubieniec i rzek? mniej wi?cej tak: „Jestem sprawc? mi?o?ci i uprawiam winnic? tam, gdzie ma wyró?? bujny plon. Gdyby nauka ta by?a spisan?, to albo uleg?aby zniszczeniu, jak wiele innych ksi?g, albo przekr?cono by j?, albo nie zwracano nawet na ni? uwagi. Nie tylko to, ale i wiele innych rzeczy nie spisanych obfitsze przynosi owoce, ni? to, co jest zawarte w ksi?gach, gdy? prawa pisanego bardzo cz?sto nie przestrzega si?


667

wcale. Kto wierzy, ufa i kocha, ten ca?e prawo nosi wypisane w sercu." Sposób ten nauczania Jezusa przez ci?g?e u?ywanie przypowie?ci jest nadzwyczaj pi?knym i przekonywuj?cym. Z istoty winoro?li potrafi zawsze udowodni? wszystko, czego naucza o ma??e?stwie i nawzajem z istoty ma??e?stwa, wysnuwa prawid?a na poparcie tego, co mówi o winnicy. S?uchacze zadaj? Mu przy tym nieraz ró?ne naiwne pytania, a odpowiedzi Jezusa rozja?niaj? im coraz bardziej te obrazy i porównania i zbli?aj? ich do w?a?ciwego j?dra nauki. Pewnego dnia w po?udnie odby?y si? przed synagog? za?lubiny pewnej pary ubogich, m?odych nowo?e?ców. Dla czysto?ci i niewinno?ci ich serc by? im Jezus bardzo ?yczliwy, wi?c, zaszczyci? obrz?d Sw? obecno?ci?. Na czele orszaku ?lubnego, id?cego do synagogi, sz?y strojne dzieci sze?cioletnie w wie?cach na g?owach, graj?c na piszcza?kach; za nimi m?ode dziewcz?ta w bieli, rozsypuj?ce z koszyczków kwiaty na drog?, dalej m?odzie?cy, graj?cy na harfach, trianglach i innych osobliwych instrumentach. Oblubieniec ubrany by? prawie jak kap?an. Mieli te? oboje oblubie?cy swych dru?bów, którzy podczas ?lubu trzymali im na ramionach r?ce. Kap?an jeden ?ydowski pob?ogos?awi? nowo?e?com pod go?ym niebem, gdy? dach hali, w której si? ?lub odby?, w czasie za?lubin podniesiono. Gdy pierwsze gwiazdy zaja?nia?y na niebie, poszli nowo?e?cy na szabat do synagogi, potem po?cili a? do nast?pnego wieczora i wtedy dopiero rozpocz?li wesele w domu godowym. Jezus, tak?e obecny, opowiada? ró?ne przypowie?ci, jak np. o marnotrawnym synu i o mieszkaniach w domu Ojca Jego. Mówi? te?, ?e starcom i ubogim powinno si? zawsze dawa? pierwsze miejsce przy stole. Oblubieniec nie mia? w?asnego domu i mia? tymczasem mieszka? w domu ?wiekry, Jezus jednak poleci? mu, a?eby, zanim otrzyma mieszkanie w domu ojca, postawi? sobie namiot w winnicy, maj?cej si? za?o?y? na wzgórku pasiecznym, i w nim si? umie?ci?. Przy tym naucza? znowu wiele o ma??e?stwie, a mówi? tak: „Je?li ma??onkowie ?yj? w obyczajno?ci i czysto?ci, je?li uwa?aj? stan swój, jako stan pokuty, to wtedy i dzieci ich znajd? drog? do zbawienia, wtedy po?ycie ich ma??e?skie nie b?dzie rozpraszaniem, ale zbieraniem zasobów do mieszkania Ojca Jego." W tej nauce nazwa? si? Jezus oblubie?cem oblubienicy, z której wszyscy zebrani si? odrodz?. Napomkn?? tak?e o godach w Kanie i o przemienieniu wody w wino, ale przy tym mówi? zawsze o Sobie niby o trzeciej osobie, jako o owym m??u z Judei, którego On zna dobrze, który tyle cierpi prze?ladowania, a wreszcie poniesie ?mier? z r?ki Swych wspó? rodaków. Wszystkiego tego s?uchali ludzie z dzieci?c? wiar? i ufno?ci?, a przypowie?ci brali w dos?ownym ich znaczeniu. Oblubieniec by?, zdaje mi si?, nauczycielem; Jezus bowiem t?umaczy? mu, jak ma naucza?, nie tak jak Faryzeusze, którzy na drugich wk?adaj? ci??ary, a sami ich nie chc? ponosi?, lecz przez w?asny przyk?ad. Tak?e o Izmaelu wspomina? co? Jezus, a to dlatego, gdy? Kedar i miejscowo?ci okoliczne zamieszka?e s? przez potomków Izmaela. S? to przewa?nie pasterze, uwa?aj?cy sami siebie za ni?szych i gorszych od Judejczyków. To te? zawsze mówi? o nich jako o znakomitych m??ach i wybranym narodzie; ?yj? na stary sposób patriarchalny. Ka?dy zamo?ny w?a?ciciel trzód ma wielki dom otoczony w ko?o rowem, w pobli?u s? mieszkania podw?adnych mu pasterzy, a dalej pastwiska. W ka?dej takiej posiad?o?ci jest studnia, przy której poj? si? tylko trzody w?a?ciciela, a tak?e za obopóln? umow? i trzody s?siadów. Takich osad sporo jest rozrzuconych w ko?o Kedar; samo jednak miasto jest niewielkie. Sk?onieni s?owy Jezusa, postanowili mieszka?cy wybudowa? dla nowo?e?ców lekki dom, a raczej namiot na górze pasiecznej, gdzie równie? miano za?o?y? winnic?. Ka?dy z ich przyjació? zrobi? na ten namiot kawa?ek lekkiej plecionki i odnosi? zaraz na miejsce, poczym wszystko sk?adano, pokrywano skórami i


668

smarowano jak?? kleist? mas?, pomagaj?c w ten sposób mniej albo wi?cej wed?ug mo?no?ci; udzielano sobie nawzajem wszelkich potrzebnych rzeczy, Jezus za? wskazywa?, jak ma by? co urz?dzone, dziwi?c wszystkich dok?adn? znajomo?ci? rzeczy. Poszed? z nimi na ma?y wzgórek przed gór? pasieczn? i jako najlepsze miejsce na winnic? obra? stok góry poza nowo postawionym namiotem. Za nadej?ciem ?wi?ta Nowiu zebrali si? wszyscy licznie w domu godowym. Jezus wiedzia?, ?e, gdy poleca? wystawi? nowo?e?com dom, wielu pomy?la?o sobie, a nawet mówili jeden do drugiego: „Czy On nie ma w?asnego domu i miejsca pobytu? Czy mo?e chce zamieszka? u tych ludzi?" Wi?c te?, by rozproszy? te ich przypuszczenia, rzek? teraz Jezus wobec wszystkich: „Nie my?l? tu pozosta?, bo nie tu jest Mój dom, a królestwo Moje przyjdzie pó?niej dopiero. Tymczasem musz? uprawia? winnic? Ojca Mego i polewa? ziemi? w?asn? krwi? na górze Kalwarii. Teraz Mnie nie rozumiecie, ale zrozumiecie, gdy winnic? krwi? zrosz?. Wtedy powróc? znowu z ciemnego kraju; przyjd? do was Moi pos?a?cy i powo?aj? was, a wy opu?cicie siedzib? wasz? i pójdziecie za Mn?. Gdy za? przyjd? po raz trzeci, wprowadz? do królestwa Ojca Mego tych wszystkich, którzy winnic? rzetelnie uprawiali. Nie d?ugo tu ju? pozostaniecie, wi?c te? lekkie powinny by? domy mieszkalne a raczej namioty daj?ce si? w ka?dej chwili zwin??." Dalej naucza? Jezus d?ugo o mi?o?ci wzajemnej, która jakby kotwica powinna przykuwa? ich do siebie, by burze ?wiatowe nie rozproszy?y ich i nie wygubi?y ka?dego z osobna. Mówi? w przypowie?ciach o uprawie winnicy i wspomnia? przy tym, ?e tylko jeszcze nowo?e?com za?o?y winnic? i nauczy ich uprawia? winn? latoro?l, a potem zaraz ich po?egna, by pój?? uprawia? winnic? Ojca Swego. S?owa Jezusa by?y tak pojedyncze, a zarazem tak g??bokiego znaczenia, ?e s?uchacze coraz bli?si byli przeczucia prawdy, a jednak nie mogli zupe?nie jej odgadn??. Jezus nauczy? ich w ca?ym ?yciu i w ca?ej naturze poznawa? ukryte ?wi?te prawo, zmienione do nie poznania przez grzech, przy czym nauka przeci?gn??a si? pó?no w noc. Gdy Jezus chcia? ju? odej??, otoczyli Go wszyscy wko?o, zacz?li obejmowa? r?kami i prosi? serdecznie: „Wyt?umacz nam to wszystko ja?niej! Lecz Jezus kaza? im tylko post?powa? wed?ug s?ów Jego i obieca? przys?a? im pó?niej takiego, który dok?adnie o wszystkim ich pouczy. Po nauce zasiedli do skromnej uczty, przy której wszyscy pili z wspólnego kielicha. Nowo?eniec, któremu Pan kaza? tu zbudowa? dom, zwa? si? Salatiel, a ?ona jego jakby niemieckie Bräunchen czy te? Feinchen. Z r?k Tadeusza przyj?li oni pó?niej chrzest wraz z wi?ksz? cz??ci? mieszka?ców miasta; ewangelista Marek bawi? tak?e jaki? czas w tej okolicy. W 35 lat po wniebowst?pieniu Chrystusa wyszed? st?d Salatiel wraz z ?on? i trzema doros?ymi synami do Efezu, gdzie zago?ci? u z?otnika Demetriusza. Ten?e Demetriusz podburzy? by? raz lud do prze?ladowania ?w. Paw?a, ale pó?niej si? nawróci?; teraz opowiada? Salatielowi wci?? o Pawle i cudownym jego nawróceniu si?. Paw?a nie by?o ju? w Efezie, wi?c Salatiel, jego trzej synowie i Demetriusz wybrali si? w ?lad za nim, ?ona za? Salatiela zamieszka?a w Efezie w pewnym domu, gdzie si? powoli zesz?o do niej wi?cej niewiast z jej stron i wszystkie mieszka?y razem. ?ydzi prawie wszyscy wyw?drowali z Efezu. Salatiel z synami, Demetriusz, jaki? Gajus i Sylas znajdowali si? na okr?cie, który wióz? Paw?a do Rzymu. Gdy okr?t rozbi? si? ko?o Malty, wyl?dowali wszyscy na wyspie. Pó?niej ju? w wi?zieniu w Rzymie wyznaczy? Pawe? synom Salatiela stosowne miejscowo?ci, gdzie mogli pracowa? z po?ytkiem dla Ko?cio?a. Gdy ju? miejsce na dom by?o wyznaczone i szpaler wystawiony, poszed? Jezus w gronie m??ów na gór? pasieczn?, pokaza? im, jak si? szczepi latoro?l winn?. Mówiono Mu, ?e rosn?ce tu winogrona maj? smak gorzki, lecz Jezus rzek?: „Pochodzi to st?d, ?e szczepi si? ga??zk? nie szlachetn?, ze z?ego pnia, która swobodnie puszcza dzikie p?dy, a nikt nie my?li ich o


669

obcinaniu. Taka latoro?l ma tylko kszta?t winogradu, a nie ma jego s?odyczy: lecz te, które Ja zasadz?, b?d? z pewno?ci? s?odkie." Z tego przeszed? znowu na nauk? o ma??e?stwie, mówi?c, ?e tylko wtenczas przynosi ono s?odkie owoce, je?li rol? przewodni? w nim jest zaparcie si?, umartwianie i wstrzemi??liwo??, w po??czeniu z prac? i bole?ci?. Z przyniesionych latoro?li wybra? Jezus pi??, wsadzi? je w grunt w?asnymi r?koma spulchniony i pokaza? im, jak na krzy? maj? przywi?zywa? ga??zki do szpaleru. Przy tym mówi? wci?? o w?asno?ciach i hodowli winoro?li, stosuj?c to wszystko do tajemnicy ma??e?stwa i u?wi?cenia owoców ma??e?stwa. To samo mówi? potem w dalszym ci?gu w synagodze, wpajaj?c w nich obowi?zek pow?ci?gliwo?ci po pocz?ciu si? dzieci?cia. Na dowód, jak dalece zepsuci s? ludzie pod tym wzgl?dem, wykaza?, ?e co do tego mog?yby im s?u?y? za przyk?ad zbawienny s?onie, w lasach tutejszych ?yj?ce. Przy ko?cu wreszcie wspomnia? o tym, ?e wkrótce opu?ci ich, by na górze Kalwarii zasadzi? winoro?l i pola? krwi? Swoj?, ponowi? jednak obietnic?, ?e przy?le im kogo?, który ich wszystkiego nauczy i zaprowadzi do winnicy Ojca Jego. Gdy zacz?? znowu mówi? o królestwie Ojca Swego i mieszkaniach w nim, zapytali Go s?uchacze, dlaczego nie wzi?? nic ze Sob? z tego królestwa i chodzi tak ubogo ubrany. Wtedy Jezus im rzek?: „Królestwo to zachowane jest dla tych, którzy pójd? w ?lad za Mn?, ka?dy, kto chce je otrzyma?, musi sobie na nie zas?u?y?. Ja obcy jestem tutaj i szukam tylko wiernych pracowników do winnicy. Dom Salatiela kaza?em dlatego zbudowa? tak lekko, bo na?ladowcy Moi nie pozostan? tu na ziemi i nie powinni si? do niej przywi?zywa?. Dlaczego? macie budowa? cia?u waszemu trwa?y dom, kiedy to cia?o tak?e jest tylko kruch? chat?. Cia?o wasze powinni?cie oczyszcza? jako mieszkanie duszy, powinni?cie u?wi?ca? je, jak ?wi?tyni?, a nie bezcze?ci?, prze?adowywa? na szkod? duszy i czyni? zniewie?cia?ym." Z tego zacz?? znów Jezus mówi? o domu Ojca Swego, o Mesjaszu i znakach, po których mo?na go pozna?. Mówi?, ?e Mesjasz musi pochodzi? z wysokiego rodu, ale z rodziców prostaczków, pobo?nych, i ?e wed?ug wszelkiego prawdopodobie?stwa musia? ju? przyj?? na ?wiat. Zaleca? im wi?c, by s?uchali tego Mesjasza i trzymali si? nauki Jego. Innym razem naucza? Jezus o mi?o?ci bli?niego i dobrym przyk?adzie. Salatielowi mówi?, ?e ?mia?o mo?e zostawi? dom swój otworem, je?li tylko zaufa s?owom Jego i b?dzie pobo?nie ?y?, bo wtenczas Bóg b?dzie strzeg? domu jego, a pod tak? opiek? nic mu pewnie nie zginie. Salatiel otrzyma? na nowe gospodarstwo wszystkiego wi?cej, ni? mu by?o potrzeba, a zawdzi?cza? to Jezusowi, który powstaj?c w naukach przeciw samolubstwu, poleca? wszystko czyni? dla mi?o?ci Boga i bli?niego. Zwolna wchodzi? Jezus w coraz silniejsze stosunki z tutejszymi mieszka?cami. By ratowa? ich jako? z tego zdziczenia obyczajów, uczy? Jezus w najrozmaitszych porównaniach o obyczajno?ci, skromno?ci i pow?ci?gliwo?ci wstanie ma??e?skim, jak np. w porównaniu o zasiewie i ?niwie. W?a?nie mia?y si? zawi?za? dwa ma??e?stwa mi?dzy osobami stoj?cymi w takim stopniu pokrewie?stwa, ?e nie wolno im by?o si? pobiera?. Jezus poszed? wi?c osobi?cie do nich, by ich od tego odwie??. Jedna z tych par by?a w pierwszym stopniu spokrewniona. Jezus kaza? ich zawo?a? do Siebie i wyjawi? im, ?e powzi?li ten zamiar ze wzgl?dów maj?tkowych, by powi?kszy? swe mienie i zaraz wykaza? im, ?e jest to niedozwolone. Oboje zl?kli si?, widz?c, ?e Jezus odgad? ich my?li, bo nie mówili o tym dotychczas nikomu i zaraz si? zamierzonego zwi?zku wyrzekli. Nast?pi?o obopólne mycie nóg, przy czym narzeczona otar?a Jezusowi nogi ko?cem swej zas?ony, czy te? górn? po?ow? p?aszcza. Z nauki Jezusa poznali oboje, ?e jest On czym? wi?cej ni? Prorokiem, nawrócili si? wi?c i poszli za Nim. Nast?pnie uda? si? Jezus na wie? do pewnego domu, gdzie znowu macocha


670

chcia?a si? wyda? za swego pasierba, a który jeszcze nie zupe?nie by? ?wiadom tych zamys?ów. Jezus odkry? mu gro??ce niebezpiecze?stwo, kaza? mu oddali? si? z tej miejscowo?ci i pomóc Salatielowi w budowie domu, co on pos?usznie uczyni?. I jemu umy? Jezus nogi. Macosze gani? Pan surowo ten grzeszny zamiar, lecz to rozj?trzy?o j? tylko; nie chc?c pokutowa? za grzech, zesz?a marnie z tego ?wiata. Ludzie tutejsi musz? przez swoich przodków mie? jaki? szczególny zwi?zek z ark? przymierza. — Zapytywali oni Jezusa, gdzie podzia?a si? ?wi?to?? arki. Jezus poucza? ich, ?e ludzie ju? tyle otrzymali z tego, ?e teraz wszystko ju? w nich przesz?o; ju? z tego samego, ?e niema tej ?wi?to?ci, mo?na pozna?, ?e narodzi? si? Mesjasz. Wielu mieszka?ców z tych stron by?o tego przekonania, ?e Mesjasz zgin?? w czasie rzezi niewini?tek, zarz?dzonej przez Heroda.

Wskrzeszenie umar?ego

Mniej wi?cej godzin? drogi na, wschód od miasta sta? otoczony rowem dom bogatego w?a?ciciela trzód. Zdarzy?o si?, ?e cz?owiek ten zmar? nagle na swym polu, niedaleko domu. ?mier? jego by?a dora?n? kar? za grzechy. Sk?piec ten bowiem uciska? podw?adnych mu pasterzy, wydziera? podst?pem ich mienie tak, ?e oni, nie chc?c d?u?ej znosi? tego, przenosili si? w inne strony. W?a?nie niedawno zabra? jednemu niesprawiedliwie kawa? pola i gdy je wyszed? obejrze?, dotkn?? go Bóg nag?? ?mierci?. Smutek wielki pad? na ca?y dom, ale ?e ?mier? nie ulega?a w?tpliwo?ci, wi?c zarz?dzono przygotowania do pogrzebu. Rodzina pos?a?a do Jezusa z pro?b?, by wraz z innymi tak?e przyby? na pogrzeb. Jezus si? wi?c tam wybra?, a z Nim trzej m?odzie?cy, Salatiel wraz ?on? i inni mieszka?cy, razem oko?o 30 osób. Zw?oki, gotowe ju? do pochowania, sta?y w wielkim, u góry otwartym kru?ganku przed domem. Jezusowi znane by?y post?pki nieboszczyka, wi?c teraz wobec zw?ok, przemówi? do zebranych: „Na có? przyda mu si? teraz, ?e tak troskliwie dba? o ten dom i o swe cia?o i tak im s?u?y?, kiedy teraz musi to wszystko opu?ci?." Obci??y? dusz? swoj? dla tego cia?a, które za ?ycia nie p?aci?o powinno?ci i teraz nie potrafi ich ui?ci?." Pogr??ona w smutku ?ona, rzek?a, ?e gdyby tu by? król ?ydowski z Nazaretu, to mo?e wskrzesi?by umar?ego, lecz Jezus rzek?: „Tak, król ?ydowski potrafi?by to; lecz w?a?nie dlatego, ?e daje ?ycie, prze?laduj? Go, chc? zabi?, a nikt nie chce Go uzna? za Mesjasza" S?uchacze rzekli na to z pokor?: Gdyby On pojawi? si? u nas, to pewnie by?my Go uznali." Jezus wystawi? ich jednak jeszcze na prób?. Ucz?c bowiem o wierze rzek?, ?e i im pomóg?by Król ?ydowski, je?li zechc? wierzy? i czyni? to, co On naucza. Nast?pnie, oddaliwszy innych, zostawi? tylko rodzin? zmar?ego, Salatiela i jego ?on?, i wtedy dopiero zwróci? si? do ?ony, syna i córki zmar?ego. Jeszcze gdy wszyscy byli, rzek?a ?ona nieboszczyka do Jezusa: „Panie, mówisz tak, jakby? sam by? królem ?ydowskim!" Lecz Jezus skin?? na ni?, by zamilk?a i dopiero, gdy oddali? tych, których uwa?a? za s?abszych w wierze, rzek? do pozosta?ych: „Je?li wierzycie Mej nauce i chcecie i?? za Mn?, a przyrzekniecie zachowa? ?cis?? tajemnic?, to zmar?y o?yje; dusza jego bowiem nie jest jeszcze os?dzona, i czeka tam na polu, gdzie pope?ni?a niesprawiedliwo?? i z cia?em si? roz??czy?a." Obecni wszystko ?wi?cie przyrzekli, a wtedy Jezus poszed? z nimi na pole, gdzie cz?owiek ów zmar?. Dusz? jego rzeczywi?cie tam ujrza?am; unosi?a si? nad miejscem ?mierci w kole, przedstawiaj?cym jej obrazy wszystkich zbrodni, na ziemi pope?nionych, i doczesne skutki tych?e. Widok ten dr?czy? j? niewypowiedzian? skruch?. Widzia?a równie? ta dusza wszystkie kary, jakie mia?a ponosi?, przewiduj?c w tym stanie zadosy?czyni?ce m?ki Chrystusa. Dr?czona tak niewczesn? skruch?, mia?a ju? rozpocz?? kar?, gdy wtem Jezus, pomodliwszy si?,


671

zawo?a? na ni? imieniem Nazor — tak bowiem zwa? si? zmar?y — i kaza? jej po??czy? si? na powrót z cia?em. Do obecnych za? rzek?: „Gdy powrócimy do domu, b?dzie ju? Nazor ?ywy siedzia? w trumnie." Rzeczywi?cie na rozkaz Jezusa pod??y?a dusza zaraz do swego cia?a, a zmniejszaj?c si? coraz bardziej, wp?yn??a lekko w usta zmar?ego, a ten?e podniós? si? natychmiast i usiad? w trumnie. Oprócz Jezusa i mnie, dusza zmar?ego by?a dla innych niewidoczna. Ja widz? dusz? ludzk?, zawsze jakby nad sercem, a od niej jakby mnóstwo nitek prowadzi do g?owy. Wróciwszy do domu, ujrzeli z podziwem, ?e Nazor siedzi w trumnie owini?ty jeszcze w ca?uny i ze zwi?zanymi r?koma. ?ona rozwi?za?a mu r?ce i zdj??a opaski, a on wylaz? z trumny, upad? przed Jezusem na ziemi? i chcia? u?cisn?? Jego kolana. Lecz Pan, cofn?wszy si?, wzbroni? mu tego, mówi?c, ?e musi najpierw oczy?ci? si? i umy?, nim wolno mu b?dzie si? Go dotkn??; kaza? mu dalej ukry? si? w swej izdebce i nie wspomina? nic o swym wskrzeszeniu, dopóki tych stron nie opu?ci. Zaprowadzony przez ?on? do skrytej izdebki, oczy?ci? si? Nazor i przebra?, Jezus za?, Salatiel, ?ona jego i trzej m?odzie?cy posilili si? nieco, bo mieli tu zosta? do jutra. Trumn? postawiono w trupiarni. Jezus naucza? a? do nocy, poczym wszyscy udali si? na spoczynek. Nazajutrz rano umy? Jezus Nazorowi nogi i upomnia? go przy tym, by na przysz?o?? pami?ta? wi?cej o duszy, jak o ciele i by zwróci? nieprawnie nabyte dobro. Nast?pnie kaza? zawo?a? dzieci jego, oznajmi? im, jakiego mi?osierdzia dost?pi? od Boga ich ojciec, upomnia? ich do trwania w boja?ni Bo?ej, a pob?ogos?awiwszy je, odprowadzi? do rodziców. Wzi?wszy za? ?on? Nazora za r?k?, odda? mu j? z upomnieniem, by po?ycie ich wspólne by?o odt?d lepsze i cnotliwsze. Dnia tego naucza? Jezus d?ugo o ma??e?stwie w porównaniach o winnicy i zasiewie. Przy tym zwraca? si? cz?sto do m?odej pary ma??e?skiej; tak np. mówi? do Salatiela: „Do o?enienia sk?oni?a ci? pi?kno?? twej ?ony. Bacz jednak, jak pi?kn? musi by? dusza, kiedy Bóg Syna Swego zsy?a na ziemi?, aby ofiar? ?ycia Jego ratowa? dusze. Kto s?u?y cia?u, nie mo?e s?u?y? duszy. Pi?kno?? rodzi ??dz?, a ??dza gubi dusz?. Po??dliwo?? jest jak pn?ca ro?lina, która zadusza, d?awi i st?umia pszenic? i winn? latoro?l." — Z tej nauki zeszed? znowu na wskazówki co do uprawy wina i pszenicy; i tak upomina? ich, by skrz?tnie wypleniali z roli i z winnicy dwa rodzaje jakich? pn?cych si? chwastów. Wreszcie oznajmi? im, ?e w szabat naucza? b?dzie w szkole w Kedar, gdzie dowiedz? si?, w jaki sposób mog? zosta? uczestnikami królestwa Jego i kogo maj? na?ladowa?, potem opu?ci te strony i pójdzie na wschód przez Arabi?. Na zapytanie, dlaczego idzie do pogan czcz?cych gwiazdy, rzek?: „Mam tam przyjació?, którzy szli niegdy? za gwiazd?, by pozdrowi? Mnie przy narodzeniu. Chc? ich wi?c odszuka?, by ich tak?e zawezwa? do winnicy i do królestwa Ojca Mego i utorowa? im tam drog?." W Kedar zebra?y si? teraz niezmierne t?umy wko?o Jezusa, który jawnie uzdrawia? mnóstwo chorych. Nieraz przechodz?c tylko mówi? do poznoszonych chorych: „Powsta?! chod? ze Mn?!" a chorzy wstawali zaraz zdrowiute?cy. Podziw t?umów przybiera? coraz wi?ksze rozmiary. Gdyby Jezus nie by? si? uchyli? w ustronie, to z powodu wybuchu rado?ci, powsta?by rozruch w ca?ym kraju. Salatiel z ?on? poszed? tak?e do Kedar; tu jeszcze raz mówi? Jezus z nimi o ma??e?stwie i szczegó?owo obja?nia? im, jak maj? ?y?, by sta? si? dobr?, winnic?, tj. by ma??e?stwo ich wyda?o czyste, szlachetne owoce, z których mogliby kiedy? wyró?? ?wi?ci i uczniowie Jego Aposto?ów i m?czenników. Kaza? im przestrzega? skromno?ci i czysto?ci, a we wszystkich czynno?ciach zwraca? przede wszystkim uwag? na czysto?? zamiaru; napomina? ich do modlitwy i zaparcia si?, i surowo nakazywa? zupe?ne wstrzymanie si? od spo?eczno?ci ma??e?skiej po pocz?ciu. —


672

W ma??e?stwie — mówi? — powinno panowa? obopólne zaufanie i pos?usze?stwo ze strony niewiasty. M?? niech nie zbywa ?ony milczeniem, je?li si? go o co? pyta; powinien j? czci? i oszcz?dza? jako s?abe naczynie. Nie powinien jej nie ufa?, je?li widzi j? w rozmowie z innymi, a ?ona nie powinna wpada? zaraz w zapalczywo??, je?li m?? rozmawia z innymi niewiastami; lecz jedno i drugie powinno unika? dawania powodu do zgorszenia dla siebie i do wzajemnego podejrzewania. Ma??onkowie nie powinni znosi? ?adnego trzeciego po?rednika mi?dzy sob?, lecz wszelkie sprawy za?atwia? sami mi?dzy sob? na podstawie prawide? mi?o?ci. — Jako wzór postawi? Jezus ?onie Salatiela pobo?n? Abigail. Dbaj?c o ich powodzenie, wskaza? im Jezus stosowne miejsce na upraw? pszenicy. Doda? jeszcze, ?e musz? winnic? otoczy? ogrodzeniem; przeno?nie znaczy?o to ogrodzenie wszystkie dane im rady i upomnienia. Przed odej?ciem z Kedar mia? Jezus jeszcze d?ug? nauk? w synagodze, w której zebra? ogólnie wszystkie punkty dotychczasowych poszczególnych nauk. Mówi? przyst?pnie, obrazowo, jak do dzieci, o tajemnicy upadku grzechowego, o zdziczeniu i wzrastaj?cym zepsuciu mi?dzy lud?mi, o ?askawym rz?dzeniu Boga, prowadz?cego w?ród zepsucia naród wybrany przez ci?g wieków, a? do przyj?cia na ?wiat Naj?w. Panny, o tajemnicy Wcielenia, o odrodzeniu si? upad?ych w Synu Dziewicy i ?mierci do ?ywota wiecznego. Siebie nazwa? przy tym ziarnem pszenicznym, które musi by? zagrzebane w ziemi?, by o?y? znowu i si? rozkrzewi?. S?uchacze oczywi?cie nie rozumieli znaczenia tych s?ów. Dalej tak mówi? Jezus: „Id?cie wci?? za Mn?, nie krótk? drog?, ale d?ug? a? do s?du. Przyjdzie czas, ?e umarli zmartwychwstan? i nadejdzie s?d ostateczny, a wi?c czuwajcie." Opowiedziawszy przypowie?? o leniwych s?ugach, mówi? dalej: „Podobnie przyjdzie s?d jak z?odziej w nocy, ?mier? ka?dej godziny mo?e nadej??. Wy Izmaelici jeste?cie s?ugami, wi?c pozosta?cie wierni. Melchizedech by? tylko przedobra?eniem; ofiara jego sk?ada?a si? z chleba i wina, ale we Mnie jest ofiar? cia?o i krew." Wreszcie powiedzia? Jezus wyra?nie, ?e jest Zbawicielem. Ró?ny to wywar?o skutek na s?uchaczach: jedni stali si? przez to l?kliwi i bardziej za?lepieni, inni odczuli to g??biej i ?ywszym zapa?ali ogniem. Ko?cz?c nauk?, upomina? ich Jezus gor?co, by jako cz?onki jednego cia?a, kochali si? wzajemnie, wspó?czuli jedni z drugimi, dzielili wspólnie przykre i radosne chwile ?ycia. Nauki tej s?uchali tak?e z pewnego oddalenia poganie z poga?skiej dzielnicy miasta. Dotychczas byli oni wrogo usposobieni wzgl?dem ?ydów; odt?d jednak zacie?ni?y si? ich stosunki z ?ydami i nieraz wypytywali si? ich uprzejmie o bli?sze szczegó?y co do nauki i cudów Jezusa.

Jezus przybywa do pierwszego miasta namiotów, zamieszka?ego przez czcicieli gwiazd

Z Kedar wyruszy? Jezus z trzema m?odzie?cami w dalsz? drog?; arcybo?nik Nazor, wywodz?cy swe pochodzenie od Tobiasza, Salatiel, m?odzieniec Tytus i Eliud, odprowadzili ich spory kawa? drogi. Przeprawiwszy si? przez rzek?, przeszli poga?sk? dzielnic?, gdzie w?a?nie obchodzono obrz?d ba?wochwalczy i sk?adano ofiary przed ?wi?tyni?. Droga wiod?a z pocz?tku w kierunku wschodnim, potem zwróci?a si? ku po?udniowi równin? mi?dzy dwoma wynios?ymi pasmami gór. Grunt by? cz??ci? zaros?y krzakami, cz??ci? pokryty by? bia?ym i ?ó?tym piaskiem, lub bia?ym ?wirem. Wreszcie zatrzymali si? podró?ni na obszernej, zielonej ??czce; naprzeciw wida? by?o rozrzucone w?ród palm namioty, z których jeden


673

górowa? nad innymi wielko?ci?. By?o to miasto, a raczej osada czcicieli gwiazd. Teraz odprawi? Jezus towarzyszy, udzieliwszy im b?ogos?awie?stwa, a sam poszed? z trzema m?odzie?cami do miasta. Dzie? zbli?a? si? ju? ku ko?cowi i wieczór zapada?, wi?c Jezus zatrzyma? si? przy wielkiej, pi?knej studni, po?o?onej w niewielkim zag??bieniu, a otoczonej w ko?o niskim wa?em. Przy studni przewieszony by? czerpak. Jezus, napiwszy si?, usiad? przy studni, m?odzie?cy umyli Mu nogi, a On im nawzajem. Wszyscy czterej tworzyli mi?y wzruszaj?cy obraz, na tle uroczego otoczenia. Wko?o rozci?ga?a si? równina, urozmaicona grupami gajów palmowych i ??k kwiecistych. Na ??kach roz?ciela?y si? szeroko grupami namioty, gdzieniegdzie za? stercza?a na tym krajobrazie wie?a lub schodowa piramida ?redniej wielko?ci, nie wy?sza jednak jak zwyk?y ko?ció?. Od czasu do czasu pokazywa? si? jaki? mieszkaniec, spogl?da? z dala z trwog? i podziwem na Jezusa, ale ?aden nie o?mieli? si? zbli?y?. Zaraz w pobli?u studni sta? namiot, przewy?szaj?cy inne wielko?ci?; bardzo obszerny, sk?ada? si? z licznych komnat, poprzedzielanych oponami lub kratami, zewn?trz za? przykryty skórami, w ogóle pi?knie i sztucznie urz?dzony. U góry wybiega? w kilka szczytów, robi?c wra?enie kilku namiotów w jedno po??czonych. Z tego to namiotu wysz?o naprzeciw Jezusa pi?ciu m??ów, trzymaj?c w r?ku ró?nego rodzaju ga??zki; jeden niós? ga??zk? z ?ó?tymi listkami i takimi? owocami, drugi z czerwonymi jagodami, trzeci mia? ga??zk? palmow?, czwarty winn? latoro?l, pi?ty winne grono. Ubrani byli w suknie we?niane si?gaj?ce od pasa do kolan, z boku rozci?te, górna cz??? cia?a okryta by?a buchastym kaftanem z leciutkiej, prawie przezroczystej tkaniny we?nianej; krótkie r?kawy okrywa?y zaledwie czwart? cz??? r?ki. Cer? mieli bia??, brody krótkie, czarne i takiego? koloru d?ugie w?osy, wij?ce si? w loki. G?ow? okrywa?a czapka zwieszaj?ca si? w ko?o, u góry zakr?cona jakby w w?ze?. Stan?wszy przed podró?nymi, pozdrowili ich uprzejmie i podawszy im ga??zki, zaprosili ze sob? do namiotu. Jezusowi podano winn? latoro?l i tak?? sam? ga??zk? mia? ten, który Go prowadzi?. W namiocie posadzono ich na poduszki, ozdobione z przodu fr?dzlami, i podano owoce. Chwil? tak siedzieli w milczeniu, bo Jezus niewiele si? odzywa?, poczym uprzejmi gospodarze zaprowadzili go?ci korytarzykiem namiotu do innej komnaty, s?u??cej jako sala jadalna. W korytarzyku znajdowa?y si? po obu stronach oddzielne sypialnie; wida? by?o wysokie pos?ania, zas?ane obficie poduszkami. W ?rodku jadalni sta?a kolumna, na której wspiera? si? ca?y namiot. Kolumna ca?a pokryta by?a malowid?ami, przedstawiaj?cymi wie?ce z li?ci i owoców, winne latoro?le, winogrona, g?owy ludzkie i zwierz?ce, a wszystko to zrobione by?o z tak? naturalno?ci?, ?e sama nie by?am pewna, czy to rzeczywiste, czy sztuczne. Wprowadziwszy go?ci, rozstawiono na ?rodku pod?u?ny stolik do sk?adania, wykonany z cienkiej deseczki. Noga by?a tylko jedna, rozsuwana na krzy?. Stolik zas?ano barwnym kobiercem, na którym tkane by?y wizerunki m??ów z ich plemienia, poczym poustawiano naczynia i kubki. ?ciany jadalni, jak równie? innych komnat pokryte by?y pi?knymi kobiercami. Na zaproszenie gospodarzy zaj?? Jezus z towarzyszami miejsce przy stole na dywanie. Wniesiono ciasta z wyciskami w ?rodku, ró?ne owoce i miód. Sami gospodarze siedzieli z podwini?tymi nogami na okr?g?ych sto?kach sk?adanych, maj?cych mi?dzy sztalug? rodzaj czopka z umieszczon? na nim tarczk?, na której stawiali miski. Obs?ugiwali oni na przemian swych go?ci, a s?udzy stali w pogotowiu przed namiotem, by poda? i przyrz?dzi?, co potrzeba. Widzia?am te?, i? przyniesiono z s?siedniego namiotu ptaszki pieczone na ro?nie, w podziemnej, obmurowanej kuchni, z której dym wychodzi? gór?. Ptaki przyrz?dzone by?y w dziwny sposób, sama nie wiem, jak to mo?ebne, bo mia?y wszystkie pióra na sobie i wygl?da?y jak ?ywe. Po wieczerzy odprowadzono go?ci do sypialni.


674

Gospodarze bardzo si? zdziwili, widz?c, ?e Jezus umywa nogi m?odzie?com, a oni Jemu nawzajem. Jezus wi?c ich pouczy?, dlaczego powinno si? tak czyni?, a oni zaraz postanowili na przysz?o?? tak samo post?powa?. Nocny obrz?d religijny czcicieli gniazd. Opu?ciwszy Jezusa, ubrali si? gospodarze, wszyscy pi?ciu, w obszerne p?aszcze, d?u?sze z ty?u jak z przodu, a przy ka?dym p?aszczu zwiesza?a si? z ty?u od karku szeroka szmata. Tak ubrani poszli do ba?wochwalnicy, le??cej w zag??bieniu, wznosz?cym si? w ko?o amfiteatralnie, z urz?dzonymi, stopniowo coraz wy?ej, siedzeniami i przywa?kami. Rz?dy siedze? poprzecinane by?y tu i ówdzie przej?ciami przystrojonymi po obu bokach w lekkie, ozdobne szpalery. Zebranych by?o na tym tarasie ju? kilka set ludzi. Niewiasty sta?y za m??czyznami, za nimi dziewice, a na samym ko?cu dzieci. Ba?wochwalnica sama zbudowana by?a w kszta?cie wielkiej, czworobocznej piramidy, wy??cznie z lekkiego materia?u, tj. z drzewa i skór. Z zewn?trz prowadzi?y schody a? na wierzch. Na schodach tych sta?y wielkie, sztucznie o?wiecone kule, na?laduj?ce z wielkim z?udzeniem gwiazdy, bo nawet podobnie jak gwiazdy migota?y. W jaki to sposób by?o urz?dzone, nie wiem. Kule ustawione by?y w tym porz?dku, jak pewne grupy gwiazd. Wn?trze ba?wochwalnicy mie?ci?o tak?e wielki t?um ludzi. W ?rodku sta? wysoki filar, od którego wi?zania poprzeczne, obwieszone g?sto ?wiat?em, prowadzi?y do ?cian, a st?d dalej a? na wierzcho?ek piramidy tak, ?e i zewn?trzne kule otrzymywa?y st?d o?wietlenie. ?wi?tynia ca?a zalana by?a dziwnym, mrocznym ?wiat?em, podobnym do ?wiat?a ksi??yca, sklepienie za? wyobra?a?o sztucznie Niebo, zasiane gwiazdami; gdzie? z boku wida? by?o ksi??yc, a na samej górze w ?rodku — s?o?ce. Ca?o?? zrobiona by?a ?udz?co sztucznie i naturalnie, wi?c czyni?a na widzu wstrz?saj?ce wra?enie, które pot?gowa? jeszcze mrok, zalegaj?cy dó? ?wi?tyni. Oko?o filaru sta?y trzy ba?wany; jeden z nich postaci ludzkiej z g?ow? ptasi? i wielkim, zakrzywionym dziobem. Jako ofiar? wpychano mu do dzioba potrawy, ptaki itp., a to wszystko wypada?o znowu do?em. Drugi ba?wan, wygl?daj?cy jak cz?owiek skulony w kuczki, mia? g?ow? zupe?nie podobn? do g?owy wo?u. Temu znów wk?adano w r?ce ptaki, które on piastowa? jak dzieci. W ca?ym ciele mia? dziury, w których by? ogie?. Obok sta? stó? ofiarny, na którym zabijano i rozcinano na kawa?y zwierz?ta ofiarne, a potem je palono; dym wychodzi? rur? podziemn? poza obr?b ?wi?tyni. Przy paleniu nie wida? by?o p?omienia, tylko ba?wany szkaradne po?yskiwa?y krwistym ?arem, ponuro w mroku si? przebijaj?cym. Lud licznie zebrany, ?piewa? w dziwny sposób; raz s?ycha? by?o pojedynczy jaki? g?os, to znów wszystkie g?osy ??czy?y si? w jeden wielki chór, zawodz?cy t?sknie, lub wybuchaj?cy pot??nym fina?em. ?piew stawa? si? najgwa?towniejszym przy wschodzie ksi??yca i innych gwiazd. Ca?y ten obrz?d trwa?, zdaje mi si?, a? do wschodu s?o?ca. Wybieraj?c si? nazajutrz w dalsz? drog?, udzieli? Jezus przedtem tutejszym mieszka?com niektórych nauk. Na zapytania ich, sk?d jest i dok?d idzie, mówi? najpierw o królestwie Ojca Swego; rzek? im, ?e idzie odwiedzi? Swych przyjació?, którzy nie omieszkali pozdrowi? Go zaraz po narodzeniu, a potem ma zamiar wyszuka? w Egipcie swych rówie?ników z lat m?odzie?czych i powo?a? ich za Sob?, bo wkrótce ju? wróci do Ojca Swego. Gani? ich za ba?wochwalstwo, które im samym sprawia tyle k?opotu i wymaga tyle ofiar zwierz?cych; zaleca? im wi?c, by raczej oddawali cze?? Ojcu, który wszystko stworzy?, a ofiar nie sk?adali ba?wanom przez siebie zrobionym, lecz raczej oddawali je ubogim wspó?braciom. Wed?ug zwyczaju miejscowego sta?y mieszkania niewiast osobno, oddzielone od namiotów m??czyzn; mimo to wielo?e?stwo by?o tu rzecz? zwyczajn?. Niewiasty


675

nosi?y d?ugie suknie, g?owy przykrywa?y wysokimi czapkami, a w uszach nosi?y drogocenne kolczyki. Jezus pochwali? im to, ?e niewiasty mieszkaj? osobno, lecz z drugiej strony surowo gani? ich za wielo?e?stwo i stanowczo zaleca?, by ka?dy mia? tylko jedn? ?on?, t? za? traktowa? jako podw?adn?, ale nie jako niewolnic?. Te i tym podobne nauki dawa? im Jezus, a ze s?ów Jego przebija?a si? taka nadnaturalno??, a zarazem ?yczliwo?? wielka, ?e mieszka?cy przywi?zali si? do? zaraz i gor?co Go prosili, by u nich pozosta?. Jezus jednak wyt?umaczy? im, ?e to niemo?ebne i obieca?, ?e jak wróci ju? do Ojca, to w Swoim czasie da im zna?, by poszli tam?e w ?lad za Nim. — Chcieli te? przywo?a? jakiego? starego, m?drego kap?ana, ale Jezus kaza? im tego zaniecha?; przynie?li wi?c tylko jakie? stare pisma i zacz?li w nich szpera?. Nie by?y to zwoje, tylko grube karty jakby z kory drzewnej, wygl?daj?ce jak gruba skóra. Zapisane by?y pismem wkl?s?ym, rytem. Na po?egnanie wypisa? im Jezus na kamiennej pod?odze namiotu spiczast? pa?eczk? pi?? Swych pokole? rodowych. Jak mi si? zdawa?o, by?o to tylko 4 lub 5 pojedynczych liter sztucznie poskr?canych, g??boko wyrytych; pozna?am mi?dzy nimi jedno M. Ludzie tutejsi z podziwem patrzyli na nie i wielce je czci? zacz?li, a pó?niej zrobili nawet z tego kamienia o?tarz. Kamie? ten znajduje si? teraz w Rzymie, wmurowany w w?gie? ko?cio?a ?w. Piotra. Nieprzyjaciele Ko?cio?a nie b?d? tak?e w stanie go usun??. Jezus nie pozwoli? si? nikomu odprowadza?, w czwórk? tylko, jak przyszed?, wyruszy? w dalsz? drog?, min?wszy ba?wochwalnic? i rozstawione na równinie namioty. Po drodze zwraca? m?odzie?cem uwag?, jak to ?yczliwie przej?li Go ci poganie, chocia? nic dot?d nie doznali od Niego, podczas gdy niewdzi?czni, zatwardziali ?ydzi z tak? z?o?liwo?ci? Go prze?laduj?, pomimo i? ich obsypa? dobrodziejstwami. — Ca?y dzie? w?drowali nasi podró?ni z wielkim po?piechem. Zdaje mi si?, ?e od kraju Trzech Królów dzieli ich jeszcze oko?o 50 mil, to znaczy par? dni drogi. Jezus w osadzie pasterskiej. Tu? przed nadej?ciem szabatu przyby? Jezus w pobli?e grupy sza?asów pasterskich. Pasterze nie byli tu stale osiadli i nie mieli nawet ?on przy sobie; mieszkali oni gdzie indziej, a tylko tymczasowo wyp?dzali tu trzody na pastwiska. Potrzeby swe zaopatrywali w umy?lnie wys?awionej gospodzie. Jezus nie szed? do nich, lecz zatrzyma? si? z towarzyszami przy studni i tu umyli sobie nawzajem nogi. Zaraz potem zacz?? modli? si? z nimi i naucza?, by nawet tu na obczy?nie nie sprawdzi? si? na Nim zarzut Faryzeuszów, ?e nie ?wi?ci szabatu. Noc przep?dzili wszyscy przy studni pod go?ym Niebem. Nazajutrz rano nadeszli pasterze w liczbie oko?o 40 i zacz?li przys?uchiwa? si? nauce. Jezus, zapyta? ich, czy nie s?yszeli co o ludziach, którzy przed 33 laty szli t?dy za ?ladem gwiazdy do Judei, by pozdrowi? nowonarodzonego Króla ?ydowskiego. Otrzymawszy potwierdzaj?c? odpowied?, oznajmi? im, ?e On w?a?nie jest tym Królem ?ydowskim i ?e teraz nawzajem tych m??ów idzie odwiedzi?. Pasterze z dziecinn? naiwno?ci? zacz?li Mu okazywa? sw? rado?? i ?yczliwo??, wyj?li d?ugie kamienne czy te? ko?ciane no?e, pr?dko zacz?li ci?? darnie i na placyku, otoczonym palmami, zrobili w okamgnieniu pi?kne tarasowate siedzenie z darni. Usadowiwszy na nim Pana s?uchali z dzieci?c? ciekawo?ci? Jego pi?knych przypowie?ci i wraz z Nim si? modlili. Gdy nadszed? wieczór, rozebrali jeden namiot, z??czyli z drugim w jedn? wielk? sal? i zastawili wspóln? wieczerz?, z?o?on? z owoców, jakiej? papki i mleka wielb??dziego. Widz?c, ?e Jezus b?ogos?awi Swe potrawy, zapytali ciekawie, dlaczego to czyni; otrzymawszy obja?nienie, poprosili zaraz, by i ich cz?stki


676

pob?ogos?awi? raczy?, co te? ch?tnie uczyni?. Nie poprzestaj?c na tym, prosili Go, by na zapas pob?ogos?awi? im wi?cej ?ywno?ci, ale poniewa? przynosili same mi?kkie przedmioty, ulegaj?ce zepsuciu, za??da? Jezus trwa?ych, nie gnij?cych owoców, co te? przynie?li. Pob?ogos?awi? im tak?e Jezus bia?e kule, ugniecione z ry?u, i nakaza?, by zawsze, zjad?szy troch?, domieszali ?wie?ego, a tak nie zgnije ry? i nie utraci mocy b?ogos?awie?stwa. Królowie wiedz? ju? przez sny prorocze o zbli?aniu si? Jezusa.

Cudowna kula.

I znowu naucza? Jezus na siedzeniu darniowym. Mówi? o stworzeniu ?wiata, o upadku pierwszych rodziców i obietnicy odkupienia. Zapytywa? ich, czy przechowali w podaniach pami?? jakiej obietnicy, lecz oni ma?o tylko wiedzieli o Abrahamie i Dawidzie, a i to pomieszane by?o z ba?niami. W prostocie swej podobni byli do dzieci w szkole; jak tylko który co wiedzia? na zadane pytanie, zaraz si? z tym wyrywa?. Widz?c ich niewinno?? i nie?wiadomo??, uczyni? Jezus Sw? wszechmoc? osobliwy cud. Opowiadaj?c, nie pami?tam ju? co, zagarn?? praw? r?k? promie? s?oneczny i niejako wyj?? z niego ma?? kul? ?wietlist?, uwieszaj?c j? Sobie na promieniu, wychodz?cym ze ?rodka r?ki. Kula ta powi?ksza?a si? i to tak dziwnie, ?e s?uchaczom i uczniom si? zdawa?o, ?e sami si? w niej znajduj? i wszystko naocznie widz?, co Jezus im opowiada. Wi?c te?, zapar?szy oddech, czekali ze wzruszeniem, co dalej b?dzie. Przypatrywa?am si? i ja i ujrza?am w kuli Naj?w. Trójc?. Ujrzawszy w niej drug? Bosk? Osob?, straci?am za to z oczu Jezusa; widzia?am tylko, jak anio? unosi? si? w powietrzu ko?o kuli. Raz po?o?y? Sobie Jezus kul? na r?ce, to znów zdawa?o si?, ?e sama r?ka Jego jest kul?, a wci?? rozwija?y si? w niej jeden po drugim niezliczone obrazy. Obi?a si? o moje uszy liczba 360 czy 365, jakoby liczba dni w roku, a równocze?nie nawi?za?y si? do tego obrazy w kuli. Jezus tymczasem wci?? naucza?; i tak nauczy? ich krótkiej modlitwy, zbli?onej nieco do „Ojcze nasz", i poda? im tak?e trzy intencje, które mia?y by? na przemian celem ich modlitwy. Jedna by?a podzi?kowaniem za stworzenie, druga za odkupienie, trzecia odnosi?a si? podobno do s?du ostatecznego. Kul? Jezus wci?? trzyma?, a w niej rozwija?a si? powoli ca?a historia stworzenia, upadku i odkupienia i wszystkie ?rodki, czyni?ce ludzi uczestnikami tego?. Wszystko to w kuli po??czone by?o cudownie promieniami z Naj?w. Trójc? i z Niej si? rozwija?o, reszta za? by?a oddzielona. Przez wyprowadzenie kuli ze Swej r?ki chcia? Jezus da? s?uchaczom poj?cie stworzenia, przez zawieszenie jej na nitce — poj?cie ??czno?ci upad?ego ?wiata z Bosko?ci? i odkupieniem, przez uj?cie jej w r?k? — poj?cie s?du. Naucza? ich o roku i o dniach, jako wyobra?aj?cych t? histori? stworzenia, a dalej o nabo?e?stwie i pracy w ci?gu tego czasu. Równocze?nie gdy Jezus sko?czy? Swoje obja?nienia, znik?a tak?e i kula, tak nagle jak si? by?a zjawi?a. S?uchaczy wzruszy? do g??bi ten objaw Boskiej godno?ci ich Go?cia, poczuli zarazem jak n?dznymi s? wobec Niego, wi?c smutek przej?? ich serca i z p?aczem upadli twarz? na ziemi?, oddaj?c Mu cze??; to samo uczynili trzej m?odzie?cy. I Jezus posmutnia? bardzo i upad? obliczem na muraw?. M?odzie?cy pospieszyli, by Go podnie??, a ludzie otoczyli Go wko?o nie?mia?o, pytaj?c, dlaczego si? smuci; On za? odrzek?: „Ze smutnymi smutny jestem." Nast?pnie kaza? Sobie Jezus urwa? hiacynt, dziko tam rosn?cy, ale wi?kszy i pi?kniejszy jak u nas. „Czy znacie — zapyta? — w?asno?? tego kwiatu? Gdy Niebo si? smuci, to i ten kwiat podziela smutek, stula swe listeczki a ?ywe barwy jego bledn?; tak te? przez s?o?ce Mego ?ycia przeci?gn??a chmura." Wiele jeszcze dziwnych rzeczy opowiedzia? im Jezus o tym kwiatku i jego znaczeniu. Nazwa? go


677

przy tym jakim? dziwnym obcym nazwiskiem, a ja osobno otrzyma?am wskazówk?, ?e to jest hiacynt.

Usuni?cie ba?wochwalstwa.

Jezus wypytywa? ich tak?e o ich obrz?dy religijne, chocia? jako Bóg o wszystkim dobrze wiedzia?. Post?powa? jak dobry nauczyciel, który stosuje si? do dziecinnych poj??. Oni te? poznosili Mu swoje bo?ki, jako to: ró?ne, do?? dobrze na?ladowane zwierz?ta, owce, wielb??dy i os?y. Bo?ki te wygl?da?y jakby zrobione z metalu, a obci?gni?te by?y skórami; co za? naj?mieszniejsze i najosobliwsze, ?e wyobra?a?y one same samice, którym zamiast wymion poprzyczepiano d?ugie worki, zako?czone sutkami ze trzciny. Wymiona te nape?niali mlekiem i w ?wi?ta doili i spo?ywali je w?ród ta?ców i skoków. Prócz tego przyprowadzi? ka?dy najpi?kniejsz? i najokazalsz? sztuk? ze swej trzody, któr? ?ywiono osobno i uwa?ano za ?wi?t?. Pod?ug tych to zwierz?t odtwarzali oni bo?ki, i ich mleko wlewali do tych worków, na?laduj?cych wymiona. Na obrz?dy religijne znoszono wszystkie te bo?ki do strojnego namiotu, gdzie si? schodzili m??czy?ni, niewiasty i dzieci, zaczynaj?c tam ruch i gospodark?, jak w jaki jarmark. Dojono bo?ki, jedzono, ?piewano i ta?czono, czcz?c w ten sposób bo?kizwierz?ta. Jako ?wi?ty dzie? tygodnia obchodzili nie szabat, lecz dzie? nast?pny. To wszystko opowiadali oni Jezusowi, pokazuj?c Mu swe ba?wany, a ja równocze?nie widzia?am rzeczywisty obraz takiego obrz?du. Jezus wykaza? im, ?e takie ich obrz?dy s? tylko n?dznym cieniem prawdziwej s?u?by Bo?ej, i zeszed? w ko?cu na to, ?e On sam jest czystym zwierz?ciem trzody i jagni?ciem, z którego musi si? wszelkie po?ywienie i wszelkie zbawienie zyska?. Kaza? im wszystkie bo?ki usun??, ?ywe zwierz?ta w??czy? do trzody, a ba?wany, o ile w nich jest co warto?ciowego, rozda? ubogim, by je mogli zu?ytkowa?. „Budujcie — mówi? — o?tarze i jako dzi?kczynienie palcie na nich kadzid?o wszechmocnemu Stwórcy, Ojcu niebieskiemu. Troszczcie si? i pro?cie tylko o odkupienie, a mienie wasze dzielcie z ubo?sz? braci?; w pobliskiej puszczy bowiem mieszka tylu ubogich, którzy nic nie maj?, nawet namiotów. Co nie spo?yjecie ze zabitych zwierz?t, spalcie jako ofiar?, tak samo cz??? chleba, nie przeznaczon? dla biednych. Popió? z tego rozsypcie na miejsca nieurodzajne, które wam wskaza?em, a przez to wyb?agacie b?ogos?awie?stwo Bo?e." Tak to poucza? ich Jezus, dodaj?c zawsze obja?nienie, dlaczego tak mówi. Potem znów zacz?? mówi? o królach, którzy Go odwiedzili w ??óbku. S?uchacze powtórzyli znowu, ?e s?yszeli o nich, jako szli t?dy przed 33 laty szuka? Zbawiciela z tym przekonaniem, ?e przynios? od Niego szcz??cie i zbawienie; królowie tak?e wrócili i od tego czasu zmienili nieco sw? religi?, ale wi?cej nie s?yszano tu nic o nich. Po nauce zwiedza? Jezus w otoczeniu pasterzy, ich sza?asy i trzody, dawa? ró?ne, pouczaj?ce wskazówki, nawet co do u?ytku niektórych zió?. Wreszcie przyrzek? im, ?e przy?le tu pó?niej kogo?, który dok?adnie pouczy ich o wszystkim. Obja?ni? ich, ?e nie przyszed? na ziemi? wy??cznie dla ?ydów, jak oni w pokorze mniemali, lecz dla ka?dego cz?owieka, którego serce pragnie Go przyj??. Mieszka?cy tutejsi, ma?o wiedzieli o Abrahamie, ale z tego, co wiedzieli, utkwi?o w nich szczególnie poszanowanie i zami?owanie do pow?ci?gliwo?ci. Na trzech m?odzie?ców wywar? nowy cud Jezusa z kul? tak?e osobliwszy wp?yw. Stosunek ich do Pana by? inny zupe?nie jak Aposto?ów; byli zale?nymi, wi?c cicho, z dzieci?c? us?u?no?ci? spe?niali wszystko, nie ?miej?c wtr?ca? si? do niczego jak tamci. Aposto?owie byli niejako urz?dnikami, oni za? biednymi s?ugami i zarazem uczniami.


678

Jezus zbli?a si? do siedziby Trzech Królów.

W dalszej podró?y przy??czy?o si? do Jezusa oko?o 12 pasterzy, którzy podobno szli ui?ci? jaki? podatek; nie?li oni ze sob? ptaki w koszach. Droga by?a samotna, opuszczona, nigdzie nie by?o wida? mieszka? ludzkich, ale szlak ca?y zaznaczony by? wyra?nie i nie gubi? si? nigdzie w?ród piasków pustyni. Znaczy?y go z obu stron rz?dy drzew owocowych, pokrytych jadalnymi owocami wielko?ci fig; tu i ówdzie ros?y jagody. W kilku miejscach, gdzie mniej wi?cej wypada? od¬poczynek po ca?odziennej podró?y, urz?dzone by?y umy?lnie kryte studnie obsadzone drzewami ; ga??zie drzew z??czone by?y u góry obr?cz? i opada?y w ko?o, tworz?c w ten sposób naturaln? altan?. Na takich popasach nie brak?o tak?e miejsc stosownych do rozpalenia ognia, trafia?y si? i poddasza, s?u??ce do schronienia si? na noc. Jezus zatrzymywa? si? z towarzyszami przy takich studniach i to zwykle w po?udnie, gdy upa? by? najwi?kszy, posilaj?c si? owocami, poczym zawsze On i trzej m?odzie?cy myli sobie nawzajem nogi. Komu innemu z towarzysz?cych nie pozwala? Jezus dotyka? si?. M?odzie?cy, wci?? z Nim obcuj?c i maj?c na ka?dym kroku dowody Jego dobroci, przywi?zali si? do? z dzieci?c? ufno?ci?, a jednak czasem, wspomniawszy na zdzia?ane cuda i Bosk? moc Jego, z trwog? i l?kiem spogl?dali z boku na Niego, a potem patrzyli pytaj?co po sobie. Widzia?am, i? nieraz cudownym sposobem znika? im Jezus na jaki? czas z przed oczu. Po drodze korzysta? Pan z ka?dej sposobno?ci, z ka?dego napotkanego przedmiotu i o wszystkim poucza? ich w przyst?pny, a zajmuj?cy sposób. Cz??? nocy tak?e przeznaczona by?a na podró?; wtedy m?odzie?cy o?wiecali latark? umieszczon? na dr??ku, u góry otwart?, której ma?e ?wiat?o zrzuca?o daleko czerwonawy odblask i wtenczas widzia?am sp?oszone dzikie zwierz?ta. Zatrzymuj?c si? na nocleg, rozniecali m?odzie?cy ogie?, tr?c dwa kawa?ki drzewa o siebie. Nieraz trzeba by?o przeprawia? si? tak?e przez góry, dosy? wysokie, ale nie strome, tylko ?agodnie si? wznosz?ce. Raz weszli podró?ni na pole zaros?e g?sto rz?dami drzew orzechowych; jacy? ludzie zaj?ci byli w?a?nie zbieraniem orzechów we worki, a by? to zapewne zbiór powtórny. Gdzieniegdzie wida? by?o drzewa, z których li?cie ju? opad?y, lecz owoce nie by?y jeszcze zebrane. Na wzgórkach ros?y brzoskwinie, to znów rz?dy cienkich drzewek i jakie? drzewo, wygl?daj?ce zupe?nie jak nasze drzewo laurowe. Nieraz miejsca popasowe obsadzone by?y g?sto ja?owcami o pniu, grubym jak rami? t?giego m??czyzny. W górze sztucznie z??czone, zrasta?y si? te ja?owce we wspólne sploty, a do?em by?y równo wyci?te, tworz?c uroczy zak?tek do spoczynku. Przewa?n? cz??? drogi trzeba by?o i?? przez piaszczyst? pustyni?, poczym nadesz?y miejsca pe?ne rozmaitych kamieni. Jedne by?y malutkie, bia?e, inne g?adkie, okr?g?e jak ptasie jaja, dalej by? wielki pok?ad czarnych kamieni, wygl?daj?cych jak drobne skorupy pot?uczonych czerepów, to znów kamienie wydr??one jak ba?ki. U niektórych otwory by?y wielkie, jak spore ucha naczy?, i takie zbierano umy?lnie, u?ywaj?c ich jako mis lub garnków. Ostatnia góra, któr? przebywali, zasiana by?a samymi szarymi kamieniami. Zszed?szy z tej góry, ujrzeli nasi podró?ni g?sty szpaler drzew, a poza tym rw?cy strumie?, sp?ywaj?cy uprawn? ju? ziemi?. U brzegu przymocowana by?a tratwa z belek, pospajanych ?ozin?. Przeprawiwszy si? na niej na drug? stron?, poszli wprost ku grupie chat, stoj?cych w pobli?u. Chaty te o dachach spiczastych, plecione by?y z ga??zi i wy?o?one z zewn?trz mchem. W ka?dej z nich grupowa?y si?, woko?o ?rodkowej izby, sypialnie; pos?ania za? i siedzenia zrobione by?y z mchu. Dopiero w pewnej odleg?o?ci st?d sta?y wspania?e namioty, wi?ksze i trwalsze od dotychczas spotykanych. Namioty te o podstawie kamiennej sk?ada?y si? z kilku pi?ter, do których wchodzi?o si? po schodach, umieszczonych z zewn?trz, wygl?da?y


679

pi?knie, jakby jakie pa?ace. Schodz?c z góry, by?o je dobrze wida?, ale st?d ju? nie. Ludzie tutejsi, poczciwi bardzo, ubierali si? suto i okrywali si? p?achtami na kszta?t d?ugich p?aszczy. Jezus zatrzyma? si? zaraz obok pierwszych namiotów przy studni, a m?odzie?cy umyli Mu nogi. Mieszka?cy zaprowadzili przybyszów do domu, przeznaczonego wy??cznie na go?cin? dla obcych. Pasterze odprowadzaj?cy Jezusa, roz??czyli si? tu z Nim i wybrali si? z powrotem do domu. Otrzymawszy na drog? nowy zapas ?ywno?ci. Okolica ta bardzo przeci?g?a, zasiana jest mnóstwem takich sza?asów z mchu w?ród pól, ??k i ogrodów. Urocza to ziemia, a nadzwyczaj urodzajna. Wzgórza pokryte s? szpalerami krzewów balsamowych, które nacinaj?, a p?yn?cy, kosztowny balsam zbieraj? w wydr??one zbierane na pustyni kamienie podobne do garnków. Pola pokryte s? wspania?? pszenic? o ?d?b?ach grubo?ci trzciny, a tak?e winnice si? tam znajduj?. Widzia?am tu i kwiaty niezwyk?ej wielko?ci a mi?dzy nimi ró?e, wielkie jak g?owa dziecka. Ziemi? u?y?niaj? przejrzyste, bystre strumyki. Brzegi strumyków poros?e s? krzewami pi?knie u?o?onymi w szpalery; ga??zki ich ??cz? si? gór?, tworz?c sklepienie w rodzaju altany. Kwiaty z tych krzewów zbieraj? mieszka?cy, a nawet spad?e do wody umy?lnie wy?awiaj? sieciami i przechowuj?. Nad brzeg strumyka dochodzi si? przez umy?lne przej?cia w szpalerach, zwykle zamykane. Mieszka?cy pokazywali Jezusowi ch?tnie wszystkie p?ody swej ziemi. Wypytuj?c si? o m??ów, którzy szli za gwiazd? do Judei, otrzyma? Jezus od tutejszych mieszka?ców nast?puj?ce o nich wiadomo?ci: Po powrocie z Judei wybudowali Trzej Królowie w miejscu, gdzie po raz pierwszy ujrzeli gwiazd?, wysok? ?wi?tyni? w kszta?cie piramidy, w ko?o niej postawili ca?e miasto namiotów i osiedlili si? tu wszyscy trzej razem, podczas gdy przedtem mieszkali osobno, daleko od siebie. Pewni byli, ?e Mesjasz odwiedzi ich jeszcze i na to tylko czekali, bo potem mieli zamiar miejscowo?? t? opu?ci?. Obecnie by?o ich ju? tylko dwóch; najstarszy, Menzor, zdrów by? zupe?nie, Teokeno, os?abiony, nie móg? ju? chodzi? ze staro?ci, a trzeci, Seir, umar? przed kilku laty. Zw?oki jego, dobrze zachowane, z?o?one by?y w grobowcu, zbudowanym w kszta?cie piramidy. W rocznic? ?mierci otwierano groby i uroczy?cie je odwiedzano, przy grobach utrzymywano ci?g?y ogie?. Uko?czywszy opowiadanie, wypytywali si? pilnie Jezusa o tych, którzy, poszed?szy z królami do Judei, na zawsze tam pozostali. Prócz tego wys?ali pos?ów do siedziby Menzora, oddalonej o par? godzin drogi, z oznajmieniem, ?e wed?ug ich przypuszczenia przyby? tu pose? Króla ?ydów. Z nadej?ciem szabatu, prosi? Jezus, aby Jemu i uczniom osobny dom odst?piono. Poniewa? za? nikt nie mia? tu lamp na sposób ?ydowski, wi?c m?odzie?cy sami na pr?dce jedn? zrobili, poczym wspólnie obchodzili szabat.

Menzor wprowadza Jezusa uroczy?cie do swego namiotu

Otrzymawszy wiadomo?? o zbli?aniu si? Jezusa, zarz?dzili zaraz królowie wielkie przygotowania na Jego przyj?cie. Zwi?zano wierzcho?ki stoj?cych na przeciw sobie drzew, urz?dzono ?uki tryumfalne i obwieszono je ozdobami, barwnymi materiami, kwiatami i owocami. Na powitanie Jezusa wyruszy?o do osady pasterskiej siedmiu m??ów; ubrani byli w d?ugie, bia?e, fa?dziste p?aszcze z?otem przetykane; na g?owie mieli wa?kowate czapki, tak?e strojne w z?oto i p?ki piór. Gdy tam przyszli, mia? Jezus w?a?nie nauk?; mówi? o poczciwych poganach, którzy nie s? wprawdzie o?wieceni, ale serca maj? bogobojne. Siedziba królów jest nadzwyczaj urocza i wygodnie urz?dzona; wygl?da raczej na jakie miejsce zabaw, ni? na miasto. G?ówny namiot królewski robi zupe?nie wra?enie wspania?ego pa?acu. Murowane, kamienne podwaliny d?wigaj? na sobie kilka pi?ter. Najni?sze pi?tro ma ?ciany z przejrzystej kraty, wy?sze za? pi?tra


680

zawieraj? w?a?ciwe komnaty pa?acu. Wko?o obszernego budynku biegn? kryte ganki schodowe. Podobne namioty, ale mniejsze, po??czono ze sob? ?cie?kami, le?? na ca?ej przestrzeni. ?cie?ki te wy?o?one s? ozdobnie barwnymi kamieniami, u?o?onymi w najrozmaitsze wzory, które przedstawiaj? gwiazdy, owoce, kwiaty itp. Dró?ki te ci?gn? si? w?ród pi?knych trawników i ogrodów. Kunsztowne grz?dki i klomby pokryte s? pi?knymi kwiatami. W ko?o stoj? szlachetne drzewka o drobnych li?ciach, jakby mirty lub drzewka laurowe; wsz?dzie pe?no jagód i cennych korzeni. Na jednym z takich trawników stoi w ?rodku kiosk wsparty na kolumnach; wewn?trz s? wko?o siedzenia i ?awki, a w samym ?rodku stoi ?liczny, wysoki wodotrysk, z?o?ony z kilku rz?dów umieszczonych jeden nad drugim, a coraz to mniejszych. Na wierzchu bije w gór? g?ówna fontanna, strumie? wody opada w dolne nakrywki i przez liczne otwory rozlewa si? wko?o. Poza wodotryskiem stoi ?wi?tynia otoczona wko?o kru?gankami; kru?ganki otwarte s? z zewn?trz a od ?rodka s? drzwi do pojedynczych grobowców, zatem i do grobu króla Seira. ?wi?tynia sama ma kszta?t czworobocznej piramidy o bokach wi?cej pochy?ych, ni? pierwsza, któr? wpierw widzia?am; i tu prowadz? z zewn?trz na wierzch kr?te schody z por?czami. Sam szczyt obrobiony jest tak delikatnie i kunsztownie, ?e tworzy prawie przezroczyst? kamienn? koron?. W innym znów miejscu stoi namiot, w którego jednej po?owie jest szko?a dla m?odzie?ców, w drugiej dla m?odych dziewcz?t. Niewiasty wszystkie mie szukaj? wspólnie, ale poza obr?bem tej osady. Widzia?am tu tak?e wielki budynek, ca?y okratowany, nape?niony od góry do do?u ptactwem. Dalej sta?y namioty i sza?asy, stanowi?ce mieszkania robotników i rzemie?lników, np. kowali. Stajnie by?y bardzo obszerne, bo na rozleg?ych ??kach wypasa?y si? liczne trzody wielb??dów, os?ów, wielkich owiec o delikatnej we?nie i innych nieco ni? u nas krów, o wielkich rogach, a ma?ych ?bach. Nie da si? opowiedzie?, jak tu wszystko urz?dzone jest ozdobnie i czy?ciutko; wsz?dzie zna? pracowit? r?k? w?a?cicieli. Wsz?dzie zielono??, co krok pi?kne ogrody, ?awki zapraszaj? do mi?ego spoczynku. Ca?o?? nosi na sobie cech? jakiej? lekko?ci i dzieci?cego wdzi?ku. Gór nie ma tu wysokich, tylko same ?agodne pagórki, niewiele wi?ksze jak u nas nasypiska cmentarne z czasów poga?skich. Szukaj?c za z?otem, wiercono te pagórki wielkim ?widrem, otoczonym z zewn?trz rurami. Gdy po wyci?gni?ciu ?widra dojrzano na ko?cu ?lady z?ota, kopano z boku szyby w g??b i tak wydobywano z?oto. Przetapiano je zaraz w pobli?u kopalni. Jako paliwa nie u?ywano drzewa, tylko jakich? brunatnych i jasnych bry?, tak?e z ziemi wykopywanych. Menzor przekonany by? wprawdzie, ?e to tylko pose? Jezusa przybywa, ale wszystko poruszy?, by pos?a tego przyj?? tak uroczy?cie, jakby samego Króla ?ydowskiego. Naradziwszy si? z innymi naczelnikami i kap?anami, zarz?dzi? wszystkie potrzebne przygotowania. Sporz?dzono wi?c wspania?e ubiory i podarunki, jako te? przyozdobiono wszystkie drogi. Z rado?ci? i powag? oczekiwali wszyscy przybycia Jezusa. Dowiedziawszy si?, ?e Jezus wybra? si? ju? w drog? w towarzystwie trzech m?odzie?ców i siedmiu pos?a?ców, dosiad? Menzor bogato przystrojonego wielb??da, ob?adowanego skrzyniami z podarunkami i wyruszy? na spotkanie Jezusa w orszaku dwudziestu znakomitszych m??ów, z których kilku by?o jeszcze jego towarzyszami w podró?y do Betlejem. Ca?y orszak ?piewa? jak?? sm?tn? melodi?; tak samo ?piewali niegdy? w podró?y, jad?c noc? do Betlejem. Na czele orszaku jecha? Menzor. By? to m?? o obliczu wyrazistym, barwy brunatnej; mia? na sobie bia?y, pow?óczysty p?aszcz, haftowany z bia?ym, futrzanym wa?kiem doko?a. Przed orszakiem niesiono na drzewcu zygzakowato zako?czonym chor?giew powiewaj?c?, jako zaszczytn? odznak?; chor?giew podobna by?a do kity ko?skiej. Orszak posuwa?


681

si? alej? w?ród pi?knych ??k, pokrytych tu i ówdzie delikatn? warstw? bia?ego mchu, b?yszcz?cego jak g?ste grzyby. Tak doszli do studni, otoczonej w ko?o rodzajem altany, g?sto obros?ej sztucznie przystrzygan? zieleni?. Ju? z daleka ujrzano Jezusa, wi?c zatrzymano si? tu i Menzor zsiad? z wielb??da. Jeden z siedmiu pos?a?ców, towarzysz?cych Jezusowi, przybieg? teraz, oznajmiaj?c przybycie Pana. Zdj?to zatem skrzynie z wielb??da, powyjmowano z nich materie z?otem przetykane, z?ote kubki, talerze i czasze z owocami, i roz?o?ono to wszystko na kobiercu przy studni. Dwóch z orszaku wzi??o pochylonego wiekiem Menzora pod r?ce, trzeci niós? pow?ok? jego p?aszcza i tak wyszed? on naprzeciw Jezusa, trzymaj?c w prawicy d?ugie z?otem wyk?adano, u góry zagi?te ber?o. Na widok Jezusa co? tkn??o go wewn?trz, podobnie jak niegdy? przy ??óbku, gdzie pierwszy upad? na kolana. I teraz odda? zaraz Jezusowi ber?o i upad? przed Nim na twarz. Jezus podniós? go dobrotliwie, a ofiarowane podarunki kaza? uczniom w?o?y? na powrót na wielb??da. Przyj?? tylko suknie, lecz nie chcia? si? w nie ubra?. Wielb??da, którego Mu Menzor ofiarowa? w darze, równie? nie przyj??. Wprowadziwszy Jezusa do altany, poda? Mu Menzor czasz? z owocami i kubek ?wie?ej wody, do której nala? z flaszeczki jakiego? soku. Z nieopisan? pokor? i dziecinn? rado?ci? wypytywa? Jezusa o króla ?ydów, bo dotychczas jeszcze uwa?a? Jezusa za Jego pos?a, nie mog?c sobie wyt?umaczy? wewn?trznego poruszenia, jakiego dozna? na Jego widok. Inni z orszaku wszcz?li tymczasem rozmow? z m?odzie?cami i w toku niej dowiedzieli si? od Eremenzeara, w?ród ?ez rado?ci, ?e jest on synem tych, którzy poszed?szy z królami do Judei, na sta?e si? tam osiedlili; pochodzenie swe wywodzili oni od Ketury, drugiej ?ony Abrahama. Po krótkim odpoczynku wyruszono do pa?acu Menzora. Menzor chcia?, by Jezus siad? na wielb??da, co jednakowo? Pan odmówi?, i pieszo poszed? z uczniami na czele orszaku. Za godzink? doszed? orszak do parkanu, otaczaj?cego pa?ac Menzora. Osobliwy to by? parkan, bo tworzy?y go rozpi?te p?ótna namiotowe, a u wej?cia urz?dzony by? ?uk tryumfalny. Tu wyszed? naprzeciw Jezusa orszak strojnych dziewic; sz?y parami, sypi?c z koszów, trzymanych w r?ku, kwiaty na drog?, tak, ?e ca?kowicie ziemi? nimi zas?a?y. Ubrane by?y w suknie kroju p?aszcza, pod spodem mia?y szerokie bia?e spodnie, a na nogach spiczasto zako?czone sanda?y, na g?owie bia?e przepaski, a szyja, piersi i r?ce przystrojone by?y w wie?ce z kwiatów, we?ny i b?yszcz?cych piór. Zas?on nie mia?y na twarzy, ale skromno?? przebija?a z ca?ego ich ubrania i zachowania. Droga wiod?a cienist? alej?, bo wierzcho?ki drzew z??czone nie przepuszcza?y promieni s?onecznych. Aleja ko?czy?a si? krytym mostem, wiod?cym przez rów, czy te? strumyk, op?ywaj?cy w ko?o wielki ogród. Przed mostem, sta? drugi strojny ?uk tryumfalny i tu przyj??o Jezusa pi?ciu kap?anów. Ubrani byli w bia?e, pow?óczyste p?aszcze i suknie, naszywane bogato sznurami; na prawej r?ce mieli manipularze, si?gaj?ce a? do ziemi. G?owy przystroili w z?bkowane korony, opatrzone nad czo?em sercowat? tarczk?, z której stercza?o ostrze. Dwóch z nich nios?o z?oty, ?arz?cy trybularz, do którego dosypywali wci?? kadzid?a ze z?otej ?ódki. Doszed?szy do Jezusa, odebrali pow?oki swych p?aszczów nios?cym je pachol?tom i podpi?li je z ty?u w w?ze?. Wszystkie te oznaki czci przyjmowa? Jezus ze spokojem i powag?, podobnie jak w Palmow? niedziel?. Wspania?y ogród nawodnia?y liczne strumyki; ?cie?ki, wy?o?one kamieniami, krzy?owa?y si? na wszystkie strony, okalaj?c sob? trójk?tne grz?dki z kwiatami. ?rodkiem prowadzi?a cienista aleja do drugiego krytego mostu, tak?e w figury kolorowymi kamieniami wy?o?ona. Drzewa i krzewy strzy?one by?y sztucznie w rozmaite figury, a mi?dzy nimi niektóre co? w rodzaju ludzi i zwierz?t. Na krajach, ogrodu ros?y same wielkie drzewa, ku ?rodkowi za? coraz mniejsze. W miejscach cienistych sta?y wsz?dzie ?awki, zapraszaj?ce do odpoczynku. Przez


682

drugi most wiod?a droga wprost na wielki kolisty plac, stanowi?cy punkt ?rodkowy ca?ego ogrodu. Na placu tym by? rodzaj sadzawki, z której wód wy?ania?a si? w ?rodku pagórkowata wysepka, na której by?a studnia a raczej wodotrysk, przykryty dachem ze skór, wspartym na smuk?ych kolumnach. Wodotrysk utworzony by? z nakrywek, umieszczonych jedna nad drug?, a opatrzonych rurami z b?yszcz?cego metalu. Gdy wyci?gn??o si? kurki, tryska?y promienie wody szeroko wko?o, o woda sp?ywa?a w dó? pagórka rynnami, ukrytymi w?ród krzewów. W ko?o umieszczone by?y siedzenia, naprzeciw za? wysepki wznosi? si? wspania?y namiot królewski. Po przej?ciu drugiego mostu przywita? Jezusa orszak m?odzie?ców, graj?cych na fletach i ma?ych b?benkach. M?odzie?cy ci mieszkali tu przy mo?cie w niskich, czworobocznych namiotach, stoj?cych ?ukiem na prawo i na lewo, a stanowili rodzaj przybocznej gwardii, bo odbywali stra? przy osobie króla; uzbrojeni byli w krótkie miecze. Czapki nosili z pióropuszem i obwieszali si? ró?nymi ?wiecide?kami, mi?dzy którymi by? tak?e wielki pó?ksi??yc z wyrytym wprawn? r?k? obliczem. Orszak zatrzyma? si? przy wysepce. Menzor zsiad? z wielb??da i zaprowadzi? Jezusa i uczniów do wodotrysku. Uczniowie umyli tu Jezusowi nogi, a On im nawzajem. Od wodotrysku prowadzi? przez most na drug? stron? placu do pa?acu a raczej namiotu Menzora i Teokeny, chodnik, kryty p?ótnem. Od pa?acu sz?o si? szerokim ?ukiem wko?o wysepki do ?wi?tyni, nieco ni?szej jak pa?ac, zbudowanej w kszta?cie czworobocznej piramidy i otoczonej kru?gankiem, w którym znajdowa?y si? wej?cia do grobowców zmar?ych królów. Kr?cone schody wiod?y wko?o ?wi?tyni a? na szczyt, zewn?trz kunsztownie rze?biony. Mi?dzy ?wi?tyni? a wysepk?, w jamie nakrytej metalow? pó?kul?, na wierzchu której sta?a figurka z chor?giewk? w r?ku, utrzymywano ?wi?ty ogie?, pal?cy si? ustawicznie bia?ym p?omieniem, niewidocznym poza obr?b jamy; podtrzymywali go kap?ani, dok?adaj?c wci?? kawa?ki paliwa, wydobywanego z ziemi. Pa?ac królewski by? to wspania?y budynek kilkupi?trowy. Dolne pi?tro, opieraj?ce si? na kamiennych fundamentach, obejmowa?o, jak ju? wspominali?my, woln?, okratowan? przestrze?, zasadzon? drzewkami i ro?linami, s?u??c? nie mog?cemu ju? chodzi? Teokenie za ogródek. W ko?o pa?acu bieg?y kryte schody i galerie a? na gór?, tu i ówdzie wida? by?o okna, lecz nieregularnie rozmieszczone. Dach wybiega? w kilka szczytów, ozdobionych chor?giewkami, sztucznymi gwiazdami i ksi??ycami. Zabawiwszy chwil? przy wodotrysku, poprowadzono Jezusa przez kryty chodnik do pa?acu, do wielkiej o?miobocznej sali, wspieraj?cej si? na stoj?cym w ?rodku s?upie, na którym po przybijane by?y okr?g?e pó?eczki do k?adzenia na nich ró?nych przedmiotów. P?ócienne ?ciany os?oni?te by?y barwnymi kobiercami, na których tkane by?y ró?ne kwiaty i figury, przedstawiaj?ce tak?e ch?opi?ta z kubkami. Pod?oga tak?e zas?ana by?a dywanami. Jezus za??da? zaraz od Menzora, by Go zaprowadzi? do Teokeny, którego mieszkanie znajdowa?o si? na dole przy ogródku. Teokeno spoczywaj?c w?a?nie na poduszkach, powita? rado?nie Jezusa, a potem zasiad? do wspólnej uczty. Potrawy misternie przyrz?dzone wnoszono na pi?knych naczyniach, delikatne zio?a u?o?one by?y na talerzach jak miniaturowe ogródki, a kubki by?y ze szczerego z?ota. Z owoców podpad? mi szczególnie wielki, ?ó?ty owoc bruzdowaty, z naro?l? w kszta?cie korony; nadzwyczaj ogromne widzia?am tak?e plastry miodu. Jezus zjad? tylko kawa?ek chleba i kilka owoców i napi? si? z kubka, dotychczas przez nikogo nie u?ywanego. Widzia?am Jezusa ten jedyny raz jedz?cego z poganami, poza tym — nigdy. Naucza? tu po ca?ych dniach, a tylko rzadko kiedy si? posila?. Podczas uczty Jezus naucza?, a wreszcie wyjawi?, ?e nie jest pos?a?cem Mesjasza,


683

ale samym Mesjaszem. Na t? wiadomo?? upadli wszyscy z p?aczem na twarze, szczególnie Menzor nie móg? si? utuli?. Wszelkimi sposobami starali si? Mu okaza? sw? mi?o?? i cze?? dla Niego; nie mie?ci?o im si? to w g?owie, ?e Jezus przybyciem Swym im taki zaszczyt wyrz?dzi?. Jezus wyt?umaczy? im to, ?e przyby? nie tylko dla ?ydów ale i dla pogan, w ogóle dla wszystkich, którzy zechc? w Niego uwierzy?. Poczciwi poganie zauwa?yli zaraz, ?e nadszed? ju? czas opu?ci? ten kraj i o?wiadczyli sw? gotowo?? pój?cia za Nim do Judei; Jezus jednak rzek?: „Królestwo Moje nie jest z tego ?wiata. Zgorszyliby?cie si? i zachwiali w wierze, gdyby?cie wiedzieli, jak ?ydzi Mn? pogardzaj? i Mnie prze?laduj?." Tego nie mogli poj?? i pytali si?, jak to mo?e by?, ?e tylu z?ym ludziom dobrze si? powodzi, a dobrzy znowu musz? cierpie?. Na to odpar? im Jezus, ?e ci, którzy tu ?yj? w rozkoszach, musz? na drugim ?wiecie zda? rachunek z tego, bo ?ycie doczesne jest ?yciem pokuty. Królowie wiedzieli tak?e o Abrahamie i Dawidzie. Gdy Jezus mówi? o Swym pochodzeniu, przynie?li jakie? stare ksi?gi i zacz?li w nich szuka?, czy i oni nie s? spokrewnieni z tymi rodami. Ksi?gi te by?y to tablice, daj?ce si? rozk?ada? w zygzak, podobnie jak nasze karty z wzorami. Królowie z dzieci?cym pos?usze?stwem chcieli dope?ni? wszystkich przepisów. S?yszeli, ?e Abraham zaleca? obrzezanie, wi?c pytali teraz Jezusa, czy i oni maj? si? podda? temu prawu. Jezus powiedzia? im, ?e ju? to niepotrzebne, bo obrzezali swe ??dze i z?e sk?onno?ci, i na przysz?o?? b?d? tego przestrzega?. Wiedzieli tak?e o Melchizedeku i jego ofierze chleba i wina; sami nawet mieli co? podobnego, bo sk?adali w ofierze ma?e chleby i jaki? zielony sok, przy czym wymawiali s?owa brzmi?ce, zdaje mi si?, tak: „Kto mnie po?ywa, a jest pobo?ny, ten posi?dzie wszelk? szcz??liwo??." Jezus obja?ni? ich, ?e ofiara Melchizedeka by?a tylko przedobra?eniem Naj??. ofiary, w Nim uosobionej; oni za? maj? tylko ró?ne formy i podobie?stwa prawdy, skoszlawione przez ba?wochwalstwo. W nocy przed przybyciem Jezusa, czy te? nast?pnej, o?wietlone by?y rz?si?cie wszystkie drogi, wiod?ce do pa?acu. Na s?upach poustawiano przeuroczyste kule z lampami w ?rodku; na ka?dej kuli by? u góry punkcik, migoc?cy jak gwiazdka.

Jezus w ba?wochwalnicy Króli. ?wi?to pami?tkowe pojawienia si? gwiazdy

Pierwszy raz poszed? Jezus zwiedzi? ba?wochwalnic? za dnia. W uroczystym pochodzie prowadzili Go do niej z pa?acu królów kap?ani, ubrani dzi? w wysokie czapki; na jednym ramieniu mieli g?sto poprzewieszane srebrne tarczki, na drugiej r?ce znowu d?ugie manipularze. Szli boso po drodze zas?anej p?ótnem. W pobli?u ?wi?tyni zabra?y si? tu i ówdzie gromadki niewiast, pragn?ce widzie? Pana. Siedzia?y one pod daszkami, umieszczonymi na s?upkach, a s?u??cymi jako parasole; gdy Jezus je mija?, wstawa?y i oddawa?y Mu pok?on a? do ziemi. W ?rodku ba?wochwalnicy sta? filar, od którego bieg?y krokwie ku czterem ?cianom ?wi?tyni, w górze za? wisia?o ko?o, obwieszone kulami i gwiazdami; u?ywano go za? przy pewnych obrz?dach religijnych. Oprowadzano Jezusa po ca?ej ?wi?tyni i wszystko Mu pokazywano. W jednym miejscu sta? ??óbek ca?y zrobiony ze z?ota; kazali go zrobi? królowie po powrocie z Betlejem zupe?nie na wzór tego, jaki widzieli w gwie?dzie. Z?ote dzieci?tko siedzia?o w ??óbku na purpurowym pos?aniu; r?cz?ta mia?o skrzy?owane na piersiach, a od stóp a? do piersi otulone by?o w powijaki. Nie brakowa?o i siana. Za g?ówk? dzieci?cia wida? by?o bia?y wianuszek, nie wiem jednak ju? z czego. W ca?ej ba?wochwalnicy nie by?o zreszt? ?adnych wizerunków, tylko na ?cianie wisia? d?ugi zwój, czy te? tablica o pi?mie symbolicznym z ró?nymi figurami, i to by?o


684

ich pismo ?wi?te. Mi?dzy filarem a ??óbkiem sta? ma?y o?tarz z otworami z boku. Obok by?o kropid?o i woda do kropienia, jak u nas ?wi?cona woda. Wreszcie widzia?am po?wi?con? ga??zk?, u?ywan? przy ró?nych obrz?dach, ma?e okr?g?e chleby, kielich, a na talerzu mi?so ofiarne. Wszystko to obejrza? Jezus, a nast?pnie naucza? i wyk?ada? ró?ne stawiane Mu pytania. Teraz zaprowadzono Jezusa tak?e do grobowca zmar?ego króla Saira i jego rodziny, znajduj?cego si? w podziemnych sklepach krytego kru?ganka, otaczaj?cego ?wi?tyni?. Groby, umieszczone w ?cianach, robi?y wra?enie ?ó?ek do spania. Nieboszczycy przybrani byli w d?ugie, bia?e suknie, a pi?kne przykrycia zwiesza?y si? z pos?a?. Wida? by?o tylko po?ow? oblicza i nie okryte r?ce, wydawa?y si? ?nie?no bia?e, ale nie wiem, czy to by?y tylko same ko?ci, czy skóra tak zasuszona, bo zna? by?o na nich g??bokie bruzdy. W grobowcach tych by?o dosy? zno?nie i w ka?dym sta?o krzes?o. Kap?ani przynie?li ze sob? ogie? i teraz doko?a okadzali. Na wspomnienie ?mierci Saira wszyscy zacz?li p?aka?, a szczególnie stary Menzor p?aka? jak dziecko. Jezus za? zbli?ywszy si? do zw?ok, rozpocz?? nauk? o ?mierci. Przedtem jeszcze opowiada? Teokeno Jezusowi, ?e kilkakro? pojawia? si? go??b na ga??zce, któr? wedle zwyczaju zatkni?to na drzwiach grobu Saira. Nie umiano sobie tego wyt?umaczy?. Jezus zapyta? przede wszystkim, jakie by?o post?powanie i jaka wiara zmar?ego. Na to rzek? Mu Teokenos: „Panie! wiara jego taka by?a, jak moja. Od czasu jak oddali?my ho?d Królowi ?ydowskiemu, a? do ?mierci, wszystkie jego my?li i czyny zmierza?y do tego, by w ka?dej chwili i na ka?dym kroku pe?ni? wol? Króla ?ydów." — „W takim razie — rzek? Jezus — oznacza ten go??b na ga??zce, ?e Sair za ?ycia otrzyma? chrzest pragnienia." Nast?pnie narysowa? im Jezus na p?ycie baranka z chor?giewk? na plecach, stoj?cego na ksi?dze z siedmiu piecz?ciami, i poleci? im, by wed?ug tego kazali sobie zrobi? wizerunek baranka i umie?cili go na filarze naprzeciw ??óbka. Od czasu powrotu z Betlejem obchodzili królowie ka?dego roku przez 3 dni z rz?du pami?tk? tego dnia, kiedy to na 15 lat przed narodzeniem Chrystusa pojawi?a im si? po raz pierwszy gwiazda z wizerunkiem dziewicy, trzymaj?cej w jednej r?ce ber?o a w drugiej wag? z k?osem i winnym gronem. Wyznaczone by?y na to 3 dni na cze?? Jezusa, Maryi i ?w. Józefa, któremu szczególn? cze?? oddawali za tak serdeczne ich przyj?cie. Czas ten pami?tkowy teraz w?a?nie nadszed?. Poganie z pokory wielkiej chcieli zaniecha? zwyczajnych corocznych w tym czasie obrz?dów i prosili Jezusa, by On sam tylko w tych dniach naucza?, lecz Jezus nie zgodzi? si?, kaza? im obchodzi? ?wi?to jak zwykle, by pospólstwo, w starych zwyczajach wychowane, tym si? nie zgorszy?o. Zacz??y si? wi?c uroczysto?ci; przypatruj?c si? im, dowiedzia?am si? wiele ciekawych szczegó?ów o ich religii. Wko?o ba?wochwalnicy na zewn?trz sta?y trzy figury zwierz?ce: smok z wielk? paszcz?, pies z grub? g?ow? i ptak z d?ugimi nogami i tak?? szyj?, podobny do bociana, tylko dziób mia? nieco zakrzywiony. Nie s?dz?, by te figury czczono jako bogowie, by?y one tylko symbolami pewnych traktatów o cnocie. I tak smok wyobra?a? z??, ciemn? natur? materialn?, któr? trzeba umartwia?; pies, oznaczaj?cy równie? jak?? gwiazd?, by? symbolem wierno?ci, wdzi?czno?ci i czujno?ci; ptak za? wyobra?a? mi?o?? ku rodzicom. Do tych trzech figur przywi?zane by?o jeszcze inne jakie? tajemne g??bokie znaczenie, ale nie potrafi? ju? tego dok?adnie opowiedzie?; wiem tylko, ?e nie miesza?o si? w to ?adne ba?wochwalstwo, ?adna ohyda, owszem wszystko nacechowane by?o m?dro?ci?, pokor? i ch?ci? rozwa?ania cudów Bo?ych. Figury nie wygl?da?y na z?ote, lecz by?y ciemniejsze, jakby zrobione z ?u?la, u?ywanego przy topieniu, lub z pozosta?ych odpadków. Pod wizerunkiem smoka napisane by?o 5 g?osek, AASCC lub ASCAS, nie wiem ju? tego dok?adnie. Psa nazywali Sur, nazwy ptaka ju? nie


685

pami?tam. W ?wi?to naucza?o czterech kap?anów na czterech ró?nych placach ko?o ba?wochwalnicy. Jeden naucza? m??czyzn, drugi niewiasty, trzeci dziewice, czwarty m?odzie?ców. Widzia?am przy tym, jak otwierali smokowi paszcz?, mówi?c: „Gdyby ten smok, tak straszny i szkaradny, o?y? i chcia? nas po?re?, któ? móg?by nam przyj?? z pomoc?, je?li nie Bóg wszechmocny?" Boga tego nazywali tak?e jakim? szczególnym imieniem. Potem spu?cili ko?o, postawili je na o?tarzu na torze, a jeden z kap?anów obraca? nim. Na kole by?o pe?no obr?czy, z??czonych ze sob?, i z?ote wydr??one, b?yszcz?ce kulki, wydaj?ce d?wi?k przy obracaniu ko?a; mia?o to wyobra?a? bieg gwiazd. ?piewano przy tym piosenk?, której tre?ci? by?o pytanie, co by si? sta?o, gdyby Bóg nie porusza? gwiazd. Nast?pnie sk?adano ofiar? z kadzid?a przed z?otym dzieci?tkiem Jezus w ??óbku. Na przysz?o?? kaza? im Jezus usun?? zwierz?ta i naucza? g?ównie o mi?osierdziu, mi?o?ci bli?niego i odkupieniu; poleca? tak?e, by podziwiali Boga w Jego stworzeniach, dzi?ki Mu czynili i Jego jednego wy??cznie czcili. Wieczorem pierwszego z trzech dni ?wi?tecznych zapad? szabat, Jezus wi?c odosobni? si? z trzema m?odzie?cami w jednej z komnat pa?acu, by szabat obchodzi?. Ubrali si? w d?ugie, bia?e suknie, zupe?nie jak ca?uny, na pasach wypisane mieli g?oski i poprzypinane rzemyki, które krzy?owa?y si? na piersiach na kszta?t stu?y. Na stole, przykrytym materi? w bia?e i czerwone pasy, sta? ?wiecznik siedmioramienny. Podczas mod?ów stali dwaj m?odzie?cy po bokach Jezusa, a trzeci za Nim. Z pogan nie by?o przez czas szabatu ?adnego. Podczas gdy Jezus obchodzi? szabat, zebra?y si? w ?wi?tyni t?umy ludzi; byli tam doro?li m??czy?ni i niewiasty, m?odzie?cy i dziewice, a wszystkie te cztery grupy mia?y osobno wyznaczone miejsca, otoczone amfiteatralnymi siedzeniami. Jezus, uko?czywszy Swe mod?y, przyszed? tak ?e do ?wi?tyni, a wnet po Jego przybyciu zasz?o dziwne zdarzenie. Rzecz mia?a si? tak: W ?rodku kr?gu niewiast sta?a figura smoka. Niewiasty, stosownie do swego stanu, rozmaicie by?y ubrane; ubo?sze mia?y suknie pojedyncze, a na wierzchu d?ugi p?aszcz, znakomitsze za? wystrojone by?y podobnie jak niewiasta, któr? zaraz opisz?, a która odegra?a g?ówn? rol? w zasz?ej scenie. By?a to niewiasta silna, lat oko?o trzydziestu. Nosi?a d?ugi p?aszcz, który siadaj?c zdejmowa?a. Pod tym mia?a sukni?, u?o?on? w sztywne fa?dy i kaftanik ?ci?le przylegaj?cy do cia?a, pokryty b?yszcz?cymi stroikami i ?a?cuszkami. R?kawów nie by?o ca?ych, tylko do polowy ramienia zwiesza?y si? p?atki, jakby pó? rami?czka; reszta r?k podobnie jak nogi owini?te by?y kosztownymi sznurami i naramiennikami. Na g?owie mia?a obcis?? czapeczk?, rodzaj kapuzy, zrobion? z samych k?dzierzawych piórek; czapeczka opada?a a? na oczy, zakrywa?a policzki i brod?, tak ?e wida? by?o tylko usta, nos i oczy. Przez ?rodek g?owy, z przodu ku ty?owi, by?a wypuk?o??, przez któr? wida? by?o strojne sploty w?osów. Z uszów zwiesza?y si? a? na pier? d?ugie, ozdobne ?a?cuchy. Zanim kap?an rozpocz?? nauk?, podesz?a owa niewiasta, jak wiele innych, przed figur? smoka, ukl?k?a i uca?owa?a ziemi?. Poniewa? za? czyni?a to z osobliwym nabo?e?stwem i przej?ciem, wi?c Jezus, zauwa?ywszy to, przyst?pi? do niej i zapyta? o przyczyn?. Niewiasta odrzek?a Mu, ?e smok ten budzi j? ka?dego dnia o ?wicie, wi?c ona wstaje, rzuca si? przed pos?aniem na twarz ku stronie, gdzie stoi figura smoka, i w ten sposób cze?? mu oddaje. Jezus zawo?a? na to z oburzeniem: „Dlaczego padasz na twarz przed szatanem? Wiar? twoj? szatan wzi?? w posiadanie. Prawda, ?e budzisz si? co rana, ale nie szatan powinien ci? budzi?, tylko anio?. Patrz, kogo czcisz!" W tej chwili stan?? ko?o niewiasty widoczny dla niej i dla innych smuk?y, rudej, lisiej barwy duch o szkaradnym,


686

szyderczym obliczu. Niewiasta zl?k?a si? bardzo a Jezus, wskazawszy na zjawisko, rzek?: „Oto ten budzi? ci? zawsze. Lecz ka?dy cz?owiek ma tak?e przy sobie dobrego anio?a. Przed nim upadaj na twarz i za jego id? rad?!" I znowu po tych s?owach ujrzeli wszyscy obok niewiasty ?wietlan?, pi?kn? posta?. Dopóki szatan by? przy niej, sta? dobry anio? z ty?u, dopiero gdy szatan ust?pi?, stan?? anio? po jej prawym boku. Niewiasta, wzruszona, upad?a przed anio?em na twarz, poczym ze skruszonym sercem odesz?a na swoje miejsce. Zwa?a si? ona Cuppes, pó?niej za? na Chrzcie ?w. otrzyma?a od Tomasza imi? Serena. Pod tym imieniem ponios?a ?mier? m?cze?sk? i czczona jest jako ?wi?ta. Pó?niej zgromadzi? Jezus dziewice i m?odzie?ców ko?o figury ptaka i tu upomina? ich do zachowania nale?ytej miary w mi?o?ci dla ludzi i zwierz?t. Byli tu bowiem tacy, którzy rodziców swych prawie ubóstwiali, inni znów wi?cej okazywali mi?o?ci zwierz?tom, jak ludziom. W trzecim dniu tego ?wi?ta pami?tkowego postanowi? Jezus mie? nauk? tak dla kap?anów i królów, jak i dla wszystkiego ludu. Chcia?, by i s?aby król Teokeno móg? si? przys?ucha? nauce, wi?c uda? si? z Menzorem do niego, a uj?wszy go za r?k?, kaza? mu wsta? i i?? za Sob?. Teokeno, siln? przej?ty wiar?, wsta? natychmiast, poszed? za Jezusem do ?wi?tyni i odt?d odzyska? ju? zupe?nie w?adz? w nogach. Jezus kaza? otworzy? drzwi ?wi?tyni, by ludzie, stoj?cy na zewn?trz, mogli Go widzie? i s?ysze?. Zebra?o si? mnóstwo m??czyzn i niewiast, m?odzie?ców, dziewic i dzieci. Jezus naucza? to w ?wi?tyni samej, to na dworze, powtarzaj?c wiele przypowie?ci, opowiadanych ju? w Judei. Na wyra?ne Jego polecenie wolno by?o s?uchaczom przerywa? Mu i stawia? pytania. Odgaduj?c my?li s?uchaczów, zawo?a? raz sam g?o?no na niejednego, by jawnie przed wszystkimi wypowie-dzia? swoje w?tpliwo?ci. Stawiano Mu ró?ne pytania, mi?dzy innymi i to, dla- czego tu nie wskrzesza zmar?ych i nie uzdrawia chorych, kiedy przecie? Król ?ydowski to czyni. Jezus odrzek? im, ?e w ogóle u pogan tego nie czyni, lecz obieca?, ?e przy?le im pó?niej ludzi, którzy b?d? dzia?ali mnóstwo cudów i oczyszcz? ich przez k?piel chrztu; kaza? im jednak pok?ada? wiar? w ka?dym Jego s?owie. Dla kap?anów i królów mia? Jezus osobn? nauk?; t?umaczy? im, ?e w nauce ich jest tylko pozór prawdy, a w rzeczywisto?ci to wszystko k?amstwo, omamienie i czcza forma prawdy, wype?niona przez szatana. Gdy tylko dobry anio? ust?pi, zaraz wyst?puje szatan, obejmuje wszystko w posiadanie i niweczy wszelk? zas?ug?. Królowie czcili przedtem wszystko, co tylko mog?o naprowadzi? my?l na jak?? ukryt? si?? przyrody. Po powrocie z Betlejem poprawili si? wprawdzie nieco pod tym wzgl?dem, ale zawsze jeszcze pozosta?o wiele z?ego. Otó? teraz kaza? im Jezus usun?? zupe?nie te figury zwierz?t i stopi?; wymieni? nawet zaraz ubogich, którym mieli darowa? stopiony kruszec. Przy tym przemówi? do nich: „Wszystka wasza wiedza i wasze obrz?dy s? niczym; powinni?cie bez tych figur uczy? mi?o?ci i mi?osierdzia i dzi?kowa? Ojcu niebieskiemu, ?e w mi?osierdziu Swoim powo?a? was do poznania prawdy. Pó?niej przy?l? wam takiego, który was o tym obszerniej pouczy." Równie? i ko?o z gwiazdami kaza? im usun?? ze ?wi?tyni. Ko?o to, wielko?ci ?redniego ko?a od wozu, mia?o siedem dzwon, a na nich, to wy?ej, to ni?ej, poumieszczane by?y ró?ne kule z rozchodz?cymi si? od nich promieniami. W ?rodku by?a wi?ksza kula, przedstawiaj?ca ziemi?; ko?o by?o obwieszone w pewnych odst?pach 12 gwiazdami, a w nich by?o 12 bogato b?yszcz?cych obrazów. I tak w jednej by? wizerunek dziewicy o ?wietlistych oczach i ustach, która mia?a na czole klejnoty; dalej by? wizerunek zwierz?cia, trzymaj?cego co? b?yszcz?cego w pysku. Nie mog?am widzie? dobrze wszystkiego, bo ko?o wci?? by?o w ruchu; figury nie zawsze by?y widzialne, a czasem niektórych ca?kiem nie by?o wida?. Jezus


687

postanowi? zostawi? im chleb i wino przez Siebie po?wi?cone. Za wskazówk? Jego upiekli kap?ani delikatne bielutkie chleby, na kszta?t ma?ych ciastek i przygotowali dzbanuszek z czerwonym p?ynem. Zarazem da? im Jezus wskazówki co do formy naczynia, w którym miano to przechowywa?. Zrobiono je w kszta?cie wielkiego mo?dzierza o dwóch uchach z przykrywk? opatrzon? guzikiem. Wewn?trz by?y dwa przedzia?y: w górny wk?adano chleby, w dolny, opatrzony drzwiczkami, wstawiano dzbanuszek z p?ynem. Naczynie b?yszcza?o z zewn?trz jak ?ywe srebro, wewn?trz za? by?o ?ó?te. Gdy ju? wszystko by?o gotowe, po?o?y? Jezus chleby i wino na ma?ym o?tarzu, pomodli? si? i pob?ogos?awi? je. Kap?ani i obaj królowie kl?czeli podczas tego z r?koma skrzy?owanymi na piersiach. Jezus pomodli? si? nad nimi, w?o?y? im r?ce na ramiona, poczym oddawszy chleb pokrajany na krzy?, pouczy? ich, jak maj? go odnawia? i udzieli? im przy tym b?ogos?awie?stwa. Chleb ten i wino mia?y by? dla nich wyobra?eniem Naj?w. Sakramentu O?tarza. Królowie wiedzieli co? o Melchizedeku i zapytywali Jezusa o znaczenie jego ofiary. Teraz, pob?ogos?awiwszy im chleby, wspomnia? Jezus ogólnikowo o ostatniej wieczerzy i czekaj?cej Go m?ce. Z pob?ogos?awionego wina i chleba poleci? im po raz pierwszy u?y? w rocznic? dnia, w którym uczcili Go w ??óbku, a potem mieli je po?ywa? trzy razy do roku, czy te? co trzy miesi?ce; nie pami?tam ju? tego dobrze. Nazajutrz naucza? Jezus znowu w ?wi?tyni, gdzie zebra? si? wszystek lud. Jezus wychodzi? przed ?wi?tyni?, to znów wchodzi? do ?rodka, ka??c przyprowadza? do Siebie po kolei pojedyncze gromady. Przywo?ywa? tak?e niewiasty z dzie?mi i uczy? je, jak matki maj? wychowywa? dzieci i przyucza? do modlitwy. Pierwszy to raz widzia?am tu tyle dzieci zebranych razem. Ch?opcy mieli na sobie krótkie sukienki, dziewczynki krótkie p?aszczyki. By?y tu tak?e dzieci owej nawróconej niedawno niewiasty. Ona sama by?a znakomit? dam?, a m?? jej wysokim urz?dnikiem przy królu Menzorze. Mia?a przy sobie mo?e z dziesi?cioro dzieci. Jezus wszystkie dzieci b?ogos?awi?, wk?adaj?c im r?ce na ramiona, a nie na g?ow?, jak dzieciom w Judei. Dalej naucza? Jezus o ca?ym Swym pos?annictwie i bliskiej ?mierci i tak mówi?: „Pobyt Mój tutaj jest dla ?ydów tajemnic?. Dlatego wzi??em Sobie za towarzyszów troje dzieci, bo one nie zgorsz? si? i s? pos?uszne. ?ydzi byliby Mnie zamordowali, gdybym si? nie by? usun??. Zreszt? chcia?em by? i tak u was, bo i wy odwiedzili?cie Mnie w Betlejem, poniewa? w sercu mieli?cie wiar?, nadziej? i mi?o??. Dzi?kujcie Bogu, ?e nie pozwoli? wam o?lepn?? ca?kiem w s?u?bie ba?wochwalstwa, wierzcie silnie i post?pujcie wed?ug przykaza? Jego." Je?li si? nie myl?, mówi? im, kiedy odejdzie do Ojca niebieskiego i kiedy maj? tu przyj?? pos?owie Jego. Wreszcie oznajmi? im, ?e pójdzie st?d do Egiptu, gdzie jako dziecko bawi? z matk? Sw?, bo ma tam rówie?ników, którzy ju? w dzieci?stwie za pos?a?ca Bo?ego Go uznawali. Mówi?, ?e nie da si? tam jawnie pozna?, bo s? i tam ?ydzi, którym mog?aby przyj?? ch?tka pojma? Go i wyda? Faryzeuszom, a jeszcze nie nadszed? w?a?ciwy czas na to. Poganom dziwn? si? wyda?a ta Jego ostro?no??; w dziecinnych ich poj?ciach nie mog?o si? to pomie?ci?, jak kto? mo?e Jezusowi co? z?ego uczyni?, kiedy On jest Bogiem. Lecz Jezus im to tak wyt?umaczy?: ?e jest zarazem i cz?owiekiem, a Ojciec pos?a? Go, by sprowadzi? wszystkich rozproszonych ze z?ej drogi. Jako cz?owiek mo?e tak?e cierpie? i w swym czasie ponie?? cios z r?ki drugiego. Gdyby nie by? cz?owiekiem, nie móg?by tak poufale z nimi obcowa?. Jeszcze raz upomina? ich Jezus, by porzucili ba?wochwalstwo i wzajemnie si? mi?owali. Zacz?wszy mówi? o Swych cierpieniach, zeszed? na nauk? o wspó?czuciu. Tu wytkn?? im zbyteczn? nieraz trosk? w piel?gnowaniu chorych


688

zwierz?t; kaza? im t? ?yczliwo?? i wspó?czucie zwraca? raczej ku ludziom, obdarzonym dusz? i cia?em, a je?li niema pod r?k? ?adnych potrzebuj?cych, to wyszuka? ich gdzie indziej; w ogóle nale?y modli? si? za wszystkich w potrzebie b?d?cych braci, bo, jak mówi?, co wy?wiadcza si? potrzebuj?cym, to wy?wiadcza si? Jemu. Zakaza? jednak tak?e okrutnie obchodzi? si? ze zwierz?tami. Ca?a ta nauka bardzo by?a na czasie, bo rzeczywi?cie przesadne tu nieraz dla zwierz?t okazywano przywi?zanie. Chorymi zwierz?tami zape?niano nieraz namioty, umieszczaj?c je w osobnych ?ó?eczkach. Szczególnie nami?tnie lubili psy; wsz?dzie by?o pe?no wielkich psów o grubych g?owach.

Przybycie naczelnika obcego plemienia.

D?ugo ju? Jezus naucza?, gdy wtem nadci?gn??a drog? jaka? karawana na wielb??dach i zatrzyma?a si? w pewnym oddaleniu. Naczelnik, jaki? obcy mi cz?owiek, zsiad? i wraz ze starym s?ug?, którego wysoce ceni?, podszed? bli?ej. Nikt nie zwraca? na nich uwagi. Dopiero gdy sko?czy?a si? nauka, a Jezus poszed? z uczniami do namiotu si? posili?, przyj?? Menzor przybyszów i wyznaczy? im namiot na mieszkanie. Nowo przyby?y naczelnik, czy te? król, podobnie jak i jego ludzie, bielsz? mia? cer? ni? Menzor, ubranie krótsze i nie tak wielki zawój na g?owie. Podró?owa? tu przez kilka dni. Wzi?? ze sob? ?ony i orszak, co? z 30 osób z?o?ony, w namiotach; tu przyprowadzi? niewielu tylko ludzi. Zamierzali oni d?u?szy czas tu pozosta?. Poszed? te? wraz z swym s?ug? do kap?anów i rzek?, ?e nie chce mu si? wierzy?, by Jezus by? obiecanym Królem ?ydowskim, a to g?ównie dlatego, ?e tak poufale obcuje z nimi. — Przecie? — mówi? — wiadomo, ?e Izraelici maj? jak?? skrzyni?, w której przechowuj? swego Boga, ale nikomu nie wolno nawet zbli?y? si? tam; wi?c Jezus nie mo?e by? tym ich Bogiem. Stary znów s?uga wtr?ci? jakich? par? ?le zrozumianych szczegó?ów o Maryi. Mimo tych b??dów byli to jednak dobrzy ludzie. Królowi temu pojawi?a si? niegdy? tak?e gwiazda, ale nie poszed? za ni? do Betlejem. Bogów swoich uwa?a? za co? wielkiego, wci?? mówi?, jak dobrzy s? dla niego i jakie szcz??cie mu przynosz?. Jako dowód opowiada? ?wie?o zasz?y wypadek, gdzie to mu w wojnie bogowie dopomogli do zwyci?stwa przez to, ?e ów stary s?uga przyniós? mu pewn? wiadomo?? o nieprzyjacielu. Wida? by?o, ?e bardzo jest przywi?zany do swych bo?ków, a jednego nawet wióz? z sob? na wielb??dzie; ba?wan mia? w ko?o mnóstwo r?k i dziury w tu?owiu, w które wk?adano ofiary. Co do w?asnych potrzeb ma?e mia? król wymogi. Starego s?ug? swego ceni? ponad wszystko, czci? go nawet jako proroka. Sam te? nak?oni? go do tej podró?y, by pokaza? mu w Jezusie najwi?kszego z bogów, lecz zdaje si?, ?e rzeczywisto?? nie odpowiada?a jego wyobra?eniu o Panu. Podoba?o mu si? to, co Jezus mówi? o wspó?czuciu i dobroczynno?ci, bo i sam by? bardzo dobroczynny, a uwa?a? to za wielk? zbrodni?, by dla zwierz?t zapomina? o ludziach. Nieco pó?niej zastawiono dla? uczt?, lecz Jezus nie by? na niej i w ogóle nie widzia?am, by rozmawia? z tym cz?owiekiem; s?ysza?am tylko, ?e chwali? jego mi?osierdzie dla bli?nich i mówi?, ?e kiedy? i on i jego ludzie o?wieceni b?d? w prawdzie. Wpad?y mi przy tym w pami?? wyrazy Ormusd i Zorosdat. Nazwa króla brzmia?a jakoby Acicus. Stary s?uga by? w?a?ciwie gwia?dziarzem. Ubrany by? jak prorok w d?ug? sukni? i pas z mnóstwem w?z?ów, na g?owie mia? turban, z którego znowu zwiesza?o si? doko?a pe?no bia?ych nitek i w?ze?ków, zapewne z bawe?ny. Na piersi wisia?a mu d?uga broda. M?? zamo?nej niewiasty Cuppes by? bratankiem Menzora, i jako m?odzieniec by? wraz z nim w Betlejem. Oboje maj? ?ó?to brunatn? barw? skóry i s? potomkami Joba. Jeszcze w nocy naucza? Jezus w ?wi?tyni i przed ?wi?tyni?. Wsz?dzie by?o pe?no


689

?wiat?a, a najwi?cej o?wiecone by?o wn?trze ?wi?tyni. Figur zwierz?cych ju? nie by?o, gdy? je zaraz usuni?to za pierwszym poleceniem Jezusa, za to ujrza?am co? dotychczas niewidzianego. W górze u stropu ?wi?tyni wida? by?o ca?y firmament niebieski, zasiany gwiazdami, w?ród których znów przebija?y si? wsz?dzie ma?e ogródki, strumyki. i drzewka, ustawione u góry w ?wi?tyni, zewsz?d rz?si?cie o?wiecone. Dziwny to by? widok i nie-zwyk?y, ale nie wiem, jak to by?o urz?dzone.

Jezus opuszcza siedzib? Królów i przybywa do Azariasza, bratanka Menzora, w osadzie pasterskiej w Atom

Jeszcze przed ?witem, przy, ?wietle lamp, wybra? si? Jezus w dalsz? drog?. Królowie uradzili odprowadzi? Go z równ? wspania?o?ci?, z jak? Go przyj?li; lecz Jezus kaza? zaniecha? wszystkiego i nie przyj?? nawet ofiarowanego Mu wielb??da. Uczniowie tylko wzi?li na drog? nieco chleba i soku do flaszek. Stary Menzor b?aga? gor?co Jezusa, by przecie? zechcia? pozosta? u nich; z?o?y? u nóg Jego koron?, któr? zwyczajnie nosi? na zawoju i ofiarowa? Mu ca?e swe mienie. A by?o tego nie ma?o, gdy? skarbiec, znajduj?cy si? w piwnicy pod pa?acem, obficie by? zaopatrzony. Z?oto le?a?o tam kupami w sztabach, bry?ach, lub jako drobne ziarnka. Wszyscy p?akali rzewnie przy rozstaniu; sam Menzor p?aka? jak dziecko, a ?zy toczy?y si? per?ami po jego ?ó?tobrunatnym licu. Tak? sam? cer? mia? Job, od którego Menzor pochodzi?. By? to kolor delikatny, po?yskliwy, smag?y, nie tak jednak ciemny, jak ubarwienie ludzi z nad Gangesu. Droga Jezusa wiod?a po stronie ?wi?tyni i ko?o wspania?ego namiotu nawróconej Cuppes; wysz?a ona z dzie?mi naprzeciw Jezusa i z p?aczem upad?a przed Nim na twarz. Jezus garn?? dzieci do Siebie, a z matk? chwil? ?askawie pomówi?. Menzor, kap?ani i wielu innych z pospólstwa odprowadzali Jezusa i to w ten sposób, ?e zawsze kolejno towarzyszy?o Mu po dwóch z ka?dego boku. Jezus i uczniowie mieli laski w r?kach. — Ciemno ju? by?o, gdy Menzor powróci? z kap?anami do miasta, odprowadziwszy Jezusa spory kawa? drogi. Lampy ?wieci?y si? wsz?dzie; t?umy ludu zebra?y si? wewn?trz i ko?o ba?wochwalnicy, a wszyscy modlili si? kl?cz?c lub le??c twarz? na ziemi. Menzor zaraz wyda? obwieszczenie, ?e kto nie zechce ?y? wed?ug przykaza? Jezusa i uwierzy? w Jego nauk?, b?dzie musia? opu?ci? ten kraj. Miasto namiotów, siedziba Menzora, wraz z ?wi?tyni? i grobowcami królewskimi, stanowi?o stolic? czcicieli gwiazd; w promieniu kilku godzin drogi by?y jeszcze inne takie miasta namiotów. Nie wszyscy mieszka?cy byli jednakowo ubarwieni; wielu mia?o znacznie ciemniejsz? cer? ni? Menzor. Droga, któr? Jezus si? uda?, wiod?a na wschód. Pierwszy nocleg wypad? Mu na dwana?cie godzin drogi od pa?acu Menzora w osadzie pasterskiej, nale??cej jeszcze do plemienia Menzora. Noc przep?dzi? Jezus z uczniami w okr?g?ym namiocie; pos?ania oddzielone by?y od siebie parawanami. Nazajutrz rano, zanim mieszka?cy si? pobudzili, opu?ci? Jezus osad?. Po jakim? czasie przyby? z uczniami nad rzek?, a ?e w tym miejscu by?a za szeroka, wi?c musia? i?? w gór? rzeki ku pó?nocy, by wyszuka? dogodny bród. Nad wieczorem napotkali osad?, z?o?on? z n?dznych lepianek i chat z mchu. Obok sta?a nie nakryta studnia, otoczona wa?em; tu umyli sobie nogi i nie przyjmowani przez nikogo, rozgo?cili si? na nocleg w ma?ej chatce. By?a to chatka okr?g?a z dachem spiczastym, prawie prze?roczysta, bo ?ciany plecione by?y z zielonych ga??zi, poprzetykanych gdzieniegdzie darni?. Doko?a zrobione by?o ogrodzenie z sieci dla ochrony przed dzikimi zwierz?tami. Okolica jest tu bardzo urodzajna. Wspaniale pola obsadzone s? rz?dami grubych, cienistych drzew. W miejscach, gdzie drzewa si? schodzi?y, sta?y mieszkania, nie namioty —


690

jak u Menzora, lecz okr?g?e chaty, plecione z ga??zi. Zabarwienie skóry tutejszych mieszka?ców przypomina?o opalenie s?oneczne; nie by?a to tak delikatna brunatna barwa jak u Menzora. Ubierali si? tak, jak pierwsi gwiazdochwalcy, których Jezus w tej w?drówce napotka?. Niewiasty nosi?y szerokie spodnie, a na to zarzuca?y p?aszcze. Mieszka?cy trudni? si? podobno tkactwem. W wielu bowiem miejscach rozpi?te byty prz?dziwa od drzewa do drzewa i przy takich krosnach pracowa?a wi?ksza ilo?? ludzi naraz nad tkaniem ró?nych materii. Drzewa, obsadzone wzd?u? pól, by?y ozdobnie poobcinane, a w ga??ziach porobione by?y sztuczne siedzenia. Z pierwszym brzaskiem dnia, bo jeszcze gwiazdy nie zesz?y z firmamentu niebieskiego, nadesz?a gromadka tutejszych ludzi do chatki, gdzie nocowa? Jezus z m?odzie?cami. Ujrzawszy ich jeszcze na pos?aniu, cofn?li si? ze czci? i upadli twarz? na ziemi?. Niedawno w?a?nie otrzymali byli przez go?ca wiadomo??, ?e Jezus ma przyby? do nich, ale nie wiedzieli, ?e ju? jest mi?dzy nimi. Jezus wsta? zaraz, przepasa? szerok? tunik?, i zarzuci? na to p?aszcz, który w podró?y noszono zwykle zwini?ty w w?ze?ek; uczniowie umyli Mu nogi, a On pomodli? si? z nimi i wtedy dopiero wyszed? z chaty. Widz?c, ?e przybyli wci?? jeszcze le?? na ziemi, kaza? im powsta? i nie mie? strachu przed Nim. Potem poszed? z nimi do ba?wochwalnicy. By? to wielki, pod?u?ny budynek o p?askim dachu, po którym mo?na by?o chodzi?. Z obu stron dachu by?y por?cze, a na nich jakie? figury, spogl?daj?ce w Niebo przez szk?a. Przed ?wi?tyni? by?a zamkni?ta studnia, uwa?ana za ?wi?t?, i kocio? na ogie?, stoj?cy na podwy?szeniu tak, ?e mo?na by?o pod nim przejrze? na drug? stron?. Wko?o ba?wochwalnicy by?y wyznaczone miejsca dla ludu, oddzielone barierami. Kap?ani ubrani byli w d?ugie, bia?e suknie, obszyte od góry do do?u ró?nobarwnymi sznurami; suknia przepasana by?a szerokim pasem, z którego zwiesza?a si? z przodu tabliczka, wysadzana klejnotami i g?oskami. Na plecach wisia?y na rzemykach tarczki. Zbli?ywszy si? do ba?wochwalnicy, zawo?a? Jezus jednego z kap?anów, który stoj?c na dachu, ?ledzi? bieg gwiazd. Tymczasem wyszed? jednak z ba?wochwalnicy naprzeciw Jezusa bratanek Menzora, naczelnik ca?ej tej osady pasterskiej i poda? Jezusowi ga??zk? pokoju. Jezus poda? j? Ermenzearowi, ten Silasowi, a Silas Eliudowi. Potem odebra? j? Eremenzear na powrót i zaniós? do ba?wochwalnicy, gdzie poszed? za nim Jezus wraz z innymi. Sta? tu ma?y, okr?g?y o?tarz, a na nim kielich bez podstawki, podobny do mo?dzierza, nape?niony jak?? ?ó?taw? mas?; Eremenzear utkwi? we? przyniesion? ga??zk?. Ga??zka ta mia?a dwa rz?dy li?ci, a by?a zesch?a, lub mo?e sztucznie zrobiona. Zdaje mi si?, ?e Jezus mówi?, i? ga??zka ta zazielenieje. Wszystkie obrazy w ba?wochwalnicy os?oni?te by?y jakby pokrowcem lub rodzajem maski z lekkiej sztywnej materii. By Jezus lepiej móg? naucza?, ustawiono w obr?bie oko?o ba?wochwalnicy mównic?. Podczas nauki wypytywa? Jezus s?uchaczów o wszystko jak ma?e dzieci, a oni te? z dzieci?c? gotowo?ci? na wszystko si? godzili. Niewiasty przys?uchiwa?y si? tak?e, ale sta?y daleko z ty?u. Prawie ca?y dzie? naucza? Jezus, a potem zago?ci? na nocleg w domu naczelnika osady. By? to okr?g?y budynek kilkupi?trowy; schody bieg?y w ko?o zewn?trz. Wn?trze domu przystrojone bardzo pi?knie barwnymi kobiercami, po??czone by?o z komnatami ?ony jego chodnikiem, krytym p?ótnem. Nad bram? domu przybita by?a tarcza z ?ó?tego metalu, a na niej czyta?o si? napis: " Azarya z Atom." Azarya nie móg? si? pogodzi? z Menzorem i dlatego rozdzielili swe pastwiska. Od czasu bytno?ci tu Jezusa, poprawi? si? Azarya zupe?nie. Z nadej?ciem szabatu odosobni? si? Jezus znowu wraz z trzema m?odzie?cami, by i tu, jak w siedzibie Królów, ?ci?le ten dzie? ?wi?ci?.


691

Cudowne uzdrowienie dwóch chorych niewiast.

?ona Azariasza chora by?a od d?u?szego ju? czasu. W?a?nie gdy Jezus z uczniami obchodzi? szabat w chacie, gdzie pierwsz? noc przep?dzi?, postanowi?a ona szuka? pomocy w chorobie u swych bo?ków. Gwarno by?o w jej mieszkaniu, bo dzieci mia?a dosy?, a prócz tego ca?y zast?p s?u?ebnych. Z ty?u za ogniskiem, w k?cie, sta? stolik na s?upkach z ma?? nasad?, opatrzon? otworami ze wszystkich stron i przystrojon? w ziele?; na tej nasadzie ustawiony by? bo?ek, przedstawiaj?cy psa z grub? p?ask? g?ow?, w siedz?cej postawie. Pies siedzia? na jakim? pi?mie w kszta?cie ksi??ki, spi?tej rzemykami, a podniesion? przedni? ?ap? wskazywa? niejako na ksi??k?, pod nim le??c?. Nad nim sta? drugi ba?wan jeszcze szkaradniejszy, z mnóstwem r?k. Kap?ani przynie?li zarzewia z kot?a przed ?wi?tyni? i nasypali pod wydr??on? figur? psa tak, ?e z nosa jego i z pyska bucha? dym i iskry, a oczy b?yszcza?y ?arem. W obecno?ci Azariasza przyprowadzi?y dwie niewiasty ?on? jego chor? na krwotok, i usadowi?y j? na poduszkach i kobiercach. Kap?ani modlili si?, kadzili, sk?adali ofiar? przed ba?wanem, ale wszystko jako? daremnie. P?omienie bucha?y z figury, w g?stym czarnym dymie ukazywa?y si? jakie? obrzydliwe postacie mopsów i znika?y, ale nic nie pomaga?o. Chora s?ab?a coraz bardziej, wreszcie upad?a bezw?adna, jak martwa na ziemi? i zawo?a?a: „Nie pomog? mi te ba?wany. To s? z?e duchy! Nie mog? tu ju? wytrwa?, bo uciekaj? przed prorokiem, Królem ?ydowskim, który jest u nas. Widzieli?my Jego gwiazd? i szli?my za ni?. On jeden mo?e mi pomóc!" Po tych s?owach upad?a znowu jak martwa. Wszystkich ogarn??o os?upienie; dotychczas bowiem byli przekonani, ?e Jezus jest tylko pos?em Króla ?ydowskiego. Udali te? si? zaraz z oznakami wielkiego uszanowania do chatki, gdzie Jezus z m?odzie?cami obchodzi? szabat, i prosili Go, by poszed? do chorej, bo ona sama wo?a?a, ?e ba?wany na nic ju? s? i tylko On sam mo?e j? uzdrowi?. Jezus, podobnie jak i uczniowie, by? jeszcze w szatach szabatowych, i tak zaraz poszli do chorej, le??cej ju? prawie w konaniu. Tu przemówi? najpierw surowo do obecnych, gani?c ich ba?wochwalstwo, które niczym nie jest, jak s?u?eniem szatanowi. W szczególno?ci zgani? Azari?, ?e po powrocie z Betlejem, gdzie by? z Królami jako m?odzieniec, popad? znowu tak nisko w ohydne ba?wochwalstwo. Rzek? jednak, ?e je?li uwierz? w Jego nauk?, spe?nia? b?d? przykazania Bo?e i objawi? ch?? przyj?cia chrztu, to pomo?e chorej niewie?cie, a po trzech latach przy?le im tu jednego z Aposto?ów. Wszyscy zapewnili Go o tym uroczy?cie, a i niewiasta, zapytana osobno, rzek?a, ?e wierzy. Na polecenie Jezusa rozebrano ?ciany namiotu, a t?umy ludzi zebra?y si? wko?o. Jezus za??da? naczynia z wod?, ale nie ze ?wi?tej studni, tylko z wod? ca?kiem zwyk??. Kropid?a tak?e nie przyj?? od nich, lecz kaza? sobie przynie?? ?wie?? ga??zk? z delikatnymi, w?skimi listkami. Na rozkaz Jezusa przykryto ba?wany cienkimi, bia?ymi kobiercami, przetykanymi z?otem, poczym Jezus postawi? wod? na o?tarzu, dwóch uczniów stan??o po obu bokach, a jeden z ty?u. Jeden z nich poda? Mu z worka, który nosili zawsze przy sobie, puszk? metalow?. By?o tam wi?cej takich puszek z oliw? i bawe?n?; ta, któr? wzi?? teraz Jezus, zawiera?a jaki? bia?y, mia?ki proszek, zapewne sól. Jezus nasypa? troch? do wody, pochyli? si? nad naczyniem, pomodli? si? i pob?ogos?awi? r?k?; potem zamacza? w naczyniu ga??zk?, pokropi? obecnych, a wyci?gn?wszy r?k? ku niewie?cie, rozkaza? jej powsta?. Niewiasta wsta?a natychmiast zdrowiute?ka i upad?szy na kolana, chcia?a u?cisn?? Jezusowi nogi, lecz On na to nie pozwoli?. Po chwili rzek? Jezus, ?e jest tu jeszcze jedna niewiasta o wiele s?absza, która jednak nie ??da pomocy Jego. By?a rzeczywi?cie taka niewiasta, zam??na, imieniem Ratimiris. Choroba jej polega?a na tym, ?e ilekro? ujrza?a pewnego


692

m?odzie?ca, us?ysza?a imi? jego, lub pomy?la?a o nim, zaraz dostawa?a ataków febry i ci??ko si? rozchorowywa?a. I tak ilekro? w ?wi?tyni odbiera? od niej ofiar?, by? bowiem s?ug? ?wi?tyni, zaraz dostawa?a tych napadów. M?odzieniec nie domy?la? si? jednak niczego. Na wezwanie Jezusa przybli?y?a si? zawstydzona Ratimiris. Jezus wzi?? j? na stron?, wyjawi? jej wszystkie okoliczno?ci tej choroby i wszystkie grzechy, a wtedy ona przyzna?a si? do winy. Zaprowadziwszy j? na powrót przed wszystkich, zapyta? Jezus g?o?no: „Czy wierzysz we Mnie i chcesz przyj?? chrzest, gdy przy?l? tu Mego wys?a?ca?" Skruszona niewiasta przyrzek?a wszystko, a wtedy Jezus wyp?dzi? z niej diab?a, opuszczaj?cego j? w postaci czarnej, k??bi?cej si? pary. M?odzieniec ów, imieniem Kaisar, mia? co? w sobie pod wzgl?dem czysto?ci i wstydliwo?ci, podobie?stwa do Jana. By? on potomkiem Ketury, a krewnym Eremenzeara; ten bowiem tak?e st?d pochodzi?, i dlatego to przy powitaniu, jemu poda? Jezus ga??zk? pokoju. Z rozmowy Kaisara z uczniami, okaza?o si?, ?e dawno ju? mia? przeczucie przyj?cia Zbawiciela; opowiadaj?c im swoje sny, mówi?, jak raz ?ni?o mu si?, ?e mnóstwo ludzi przenosi? przez wod?. Uczniowie zauwa?yli na to, ?e zapewne nawróci wielu ludzi w swym ?yciu. Gdy Jezus st?d wyruszy? dalej, przy??czy? si? do? i Kaisar. W trzy lata po Wniebowst?pieniu, w?a?nie gdy Tomasz tu chrzci?, powróci? znowu razem z Tadeuszem. Pó?niej pos?a? go Tomasz jako biskupa do pewnej miejscowo?ci; tam oczerniono go niewinnie jako z?odzieja i zbrodniarza, i ku wielkiej rado?ci jego czystej duszy go ukrzy?owano. Jezus naucza? tu a? do ?witu, dopóki nie pogaszono p?on?cych lamp. Nakazywa? te? surowo zniszczy? wszelkie ba?wany jako przedobra?enia diab?a Gani? im, ?e czcz? niewiast? w figurze diab?a, a ?ony swe traktuj? gorzej psów, uwa?aj?c ostatnich jako ?wi?to?ci. Nad ranem powróci? Jezus z m?odzie?cami do samotnej chaty, by dalej obchodzi? szabat. Otrzyma?am tak?e obja?nienie, dlaczego podró? Jezusa trzymana by?a przed wszystkimi w tajemnicy. O ile pami?tam, mówi? Jezus Aposto?om i uczniom, ?e chce tylko usun?? si? z oczu na jaki? czas, by zapomniano o Nim, lecz gdzie si? mia? uda?, tego oni nie wiedzieli. Ze Sob? wzi?? Jezus zwyczajnych, m?odych ch?opców, bo ci nie gorszyli si? Jego obcowaniem z poganami i nie zwracali tak na wszystko uwagi. Pami?tam, ?e gdy raz zakazywa? im Jezus surowo o tym co wspomina?, rzek? jeden z nich naiwnie: „Gdy? przywróci? wzrok ?lepemu i zakaza? mu mówi? o tym, on mimo to rozg?osi? cud wszystkim, a jednak nie uleg? karze." Na co odpowiedzia? mu Jezus: „Tamto obróci?o si? na u?wietnienie Imienia Mego, a z tego wynik?oby wielkie zgorszenie." Nie w?tpi?, ?e ?ydzi, a nawet sami Aposto?owie, zgorszyliby si?, gdyby dosz?o do ich wiadomo?ci, ?e Jezus by? u pogan. Po szabacie zwo?a? Jezus znowu wszystkich mieszka?ców na nauk?, powstawa? surowo przeciw wielo?e?stwu i naucza?; jakie ma by? po?ycie ma??e?skie. Ca?? noc z soboty na niedziel? naucza? Jezus przed ba?wochwalnic?, sam pomaga? rozbija? ba?wany i obja?nia? w jaki sposób mieli rozda? kawa?y kruszcu. Po?wi?ci? im wod?, ale musieli zrobi? taki sam kielich, jak u Menzora. Równie? po?wi?ci? chleb i czerwony p?yn podobnie jak tam. Kap?anom wk?ada? r?ce na ramiona i poucza? ich, jak maj? rozdziela? chleb. Przyrz?dzi? im tak?e napój, jak i tamtym, tylko ?e tu by?o naczynie nieco wi?ksze. Kielich, w który Eremenzear zaraz po przybyciu wstawi? ga??zk?, nape?niony by? ?ó?tozielonaw? mas?, wyci?ni?t? z ro?liny, której sok pili tu jako ?wi?ty napój. Azaria zosta? pó?niej kap?anem i m?czennikiem. Obie uzdrowione niewiasty, tak jak Cuppes, ponios?y ?mier? m?cze?sk?. ?ona Azarii i Ratimiris prosi?y Jezusa, by zaraz udzieli? im chrztu, lecz Jezus rzek?: „Móg?bym to wprawdzie uczyni?, lecz


693

teraz jeszcze nie przystoi. Musz? najpierw powróci? do Ojca i zes?a? Pocieszyciela, a wtedy dopiero ochrzcz? was Moi wys?a?cy. Tymczasem pe?nijcie wol? Moj? i ?yjcie w tym pragnieniu przyj?cia chrztu, a to nawet w razie ?mierci wystarczy wam za chrzest a? do czasu." Niewiast? Ratimiris ochrzci? pó?niej Tomasz, daj?c jej na imi? Emilia. Przyby? on w te strony z Tadeuszem i Kaisarem, w trzy lata po Wniebowst?pieniu Chrystusa i ochrzci? Królów i wszystek lud. Przyszed? nawet t? sam? stron? co Jezus, tylko wi?cej od po?udnia.

Jezus przybywa do Sikdor, Mozian i Ur

Z Atom poszed? Jezus z pocz?tku ku po?udniowi, a potem zwróci? si? na wschód ku urodzajnej bardzo okolicy, poprzecinanej rzekami i kana?ami. Ca?ymi rz?dami sta?y tu wsz?dzie drzewa owocowe, a szczególniej brzoskwinie. Z rozmów prowadzonych wpad?y mi w uszy nazwy: Eufrat, Tygrys i Chaldar; s?dz?, ?e niedaleko st?d musia? by? rodzinny kraj Abrahama, Ur, jak równie? miejsce, gdzie Tadeusz poniós? ?mier? m?cze?sk?. Pod wieczór przyby? Jezus do miejscowo?ci Sikdor, z?o?onej z szeregu domów o p?askich dachach, a zamieszkanej przez Chaldejczyków. By?a tu krajowa szko?a dla ch?opców, kszta?c?cych si? na kap?anów i druga dla dziewcz?t. Mieszka?cy nie ubierali si? tak jak w siedzibie Królów; nosili tylko wolne, lub przepasane okrycia. Dobrzy to byli ludziska, a bardzo pokorni i s?dzili, ?e wy??cznie ?ydzi s? narodem wybranym. Na wzgórku sta? tu budynek piramidalny z galeriami i siedzeniami, a na górze umieszczone by?y wielkie dalekowidze. Mieszka?cy tutejsi badali bieg gwiazd, wró?yli z biegu zwierz?t i t?umaczyli sny. W ?rodku miejscowo?ci sta?a owalna ?wi?tynia z dziedzi?cem i studni?. By?o w niej sporo p?askorze?b, bardzo misternie w metalu wyrobionych. G?ówn? uwag? zwraca? trójgraniasty s?up z trzema bo?yszczami. Jeden ba?wan mia? mnóstwo r?k i nóg; nie by?y to jednak nogi ludzkie, tylko ?apy zwierz?ce. W r?kach trzyma? za korzonek wielkie jab?ko ??obkowane, kul?, obr?cz i p?k zió?. Oblicze jego by?o na kszta?t s?o?ca. Zwa? si? Mytor lub Mitras. Drugi, by? to jednoro?ec, nazwany jako? Asfas czy Aspax. Zwierz? to mia?o walczy? tym rogiem z trzecim z?ym zwierz?ciem, stoj?cym po trzeciej stronie s?upa. Ten znów potwór mia? g?ow? sowy, krzywy dziób, cztery ?apy ze szponami, dwa skrzyd?a, ogon ko?cz?cy si? jak u skorpiona. Ponad dwiema ostatnimi figurami sta? przed ostrym kantem s?upa wizerunek, przedstawiaj?cy matk? wszystkich bogów, zwan? niewiasta lub Alfa. Sta?a ona wy?ej wszystkich bogów; kto chcia? od najwy?szego boga co uzyska?, musia? szuka? jej po?rednictwa. Zwano j? tak?e spichrzem zbo?a. Z figury wyrasta? p?k g?stych k?osów pszenicznych, a ona obejmowa?a je obiema r?koma. G?owa wci?ni?ta w ramiona, przegi?ta by?a naprzód, a na karku sta?a beczu?ka z winem. Nad figur? umieszczona by?a korona, nad ni? za? na s?upie wypisane by?y dwie g?oski, czy te? znaki; mnie zdawa?o si?, ?e to jest O i W. W nauce o tych bo?kach, zachodzi?o, ?e pszenica ma si? zamieni? w chleb, a wino orze?wia? wszystkich ludzi. Dalej by? w ?wi?tyni o?tarz ze spi?u. Na nim, co mnie mocno dziwi?o, sta? pod ruchomym parasolem w kszta?cie kot?a okr?g?y ogródek, kratowany z?otymi drucikami, jak klatka; w górze by? wizerunek dziewicy. W ?rodku ogródka pod daszkiem by? wodotrysk, z?o?ony z kilku mis nad sob? ustawionych, przed studzienk? za? ros?a zielona winna latoro?l, a z niej zwiesza?o si? winne grono wprost do t?oczarni, zrobionej w formie, przypominaj?cej mi krzy?; z górnego ko?ca wydr??onego pnia stercza? worek skórzany, otwieraj?cy si? lejkowato z dwoma ruchomymi ramionami, poza które mo?na by?o wycisn?? owo zwisaj?ce winne grono, a sok wyp?ywa? do?em pod pniem. Ogródek d?ugi by? na 5— 6 stóp i


694

tyle? szeroki. Zasadzony by? pi?knymi krzaczkami i drzewkami i to naturalnymi, podobnie jak winna latoro?l i grono. U?o?yli oni ten ogródek na podstawie konstelacji gwiazd. Nie brak?o im poj??, cho? niejasnych, i ró?nych przedstawie? o Naj?w. Boga Rodzicielce. Jako ofiary sk?adali zwierz?ta, ale osobliwszy wstr?t mieli do krwi, i zawsze wylewali j? na ziemi?. Zreszt? mieli ogie?, wod?, kielich z sokiem ro?linnym i ma?e chleby, podobnie jak ludzie w Atom. Jezus gani? im surowo ich ba?wochwalstwo i to, ?e znaki i wró?by niebia?skie pomieszali z mamid?ami szata?skimi; chocia? bowiem jest w tym jeszcze jakie? przeczucie prawdy, wszystkie te formy jednak zanieczy?ci? i wype?ni? szatan. Znacze¬nie tego zamkni?tego ogródka wyja?ni? im tak, ?e to On jest winn? macic?, której krew ma orze?wi? ?wiat, i ziarnkiem pszenicznym, które musi by? z?o?one w ziemi?, a potem zmartwychwsta?. W ogóle przemawia? tu o wiele swobodniej i wyra?niej, ni? u ?ydów, bo te? ludzie ci byli o wiele pokorniejsi. Pociesza? ich, mówi?c, ?e przyby? na ?wiat dla zbawienia wszystkich ludzi, lecz przede wszystkim kaza? im zniszczy? bo?yszcza, a kruszec z nich rozdzieli? ubogim. Mieszka?ców wzruszy?y bardzo Jego s?owa, wi?c te?, gdy odchodzi?, nie chcieli Go pu?ci? od siebie, a nawet rzucali si? przed Nim w poprzek drogi. Uszed?szy spory kawa? drogi, zatrzyma? si? Jezus z towarzyszami ko?o jakiego? domu. Usiedli pod roz?o?ystym drzewem, ogrodzonym w ko?o, i zaraz wyniesiono im z domu chleba i miodu. Posiliwszy si? i odpocz?wszy, wybrali si? dalej w drog? na ca?? noc. Miejscami wypada?o im i?? przez piaszczyste wydmy, pokryte bia?ymi kamieniami, to znów napotykali ??ki pe?ne bia?ego kwiecia. Wzd?u? drogi ros?y g?sto smuk?e brzoskwinie. Rzek, strumyków i kana?ów by?o pe?no w ca?ej okolicy. Po drodze naucza? Jezus towarzysz?cych Mu m?odzie?ców; nieraz przystawa?, mówi? co? do nich z zaj?ciem i wskazywa? palcem w ko?o. Wspomina?am ju?, ?e podró? trwa?a ca?? noc. W ogóle cz?sto ju? odbywa? Jezus takie uci??liwe marsze, a nieraz szed? bez przerwy dwadzie?cia godzin, dzie? i noc. Ca?a droga Jego z powrotem do Judei zakre?li wielki ?uk. Wci?? mi si? zdaje, ?e Eremenzear opisa? ca?? t? podró?; pismo jego uleg?o podobno spaleniu, ale nieliczne u?omki jednak?e pozosta?y. Wieczorem dnia drugiego po odej?ciu z Sikdor zbli?y? si? Jezus do jakiego? miasta, przed którym na wzgórku urz?dzone by?y plantacje, obsadzone pi?knymi krzewami i drzewami; prawie ka?dy taki ogródek mia? w ?rodku studni?. Miasto le?a?o po obu brzegach rzeki Tygrys; zmierzaj?c wi?c do miasta, szed? Jezus w kierunku po?udniowym. Za Nim na pó?nocy le?a? Babilon, ale o wiele ni?ej, bo droga, wiod?ca do? st?d, opada?a wci?? na dó?. Spokojnie, nie zatrzymywany przez nikogo, wszed? Jezus do miasta. Zmierzch ju? zapad?, wi?c ma?o przechodniów wida? by?o po ulicach, a i ci nie zwracali uwagi na przyby?ych. Wkrótce jednak wysz?a naprzeciw Jezusa gromadka m??ów w d?ugich szatach, przypominaj?cych ubiór Abrahama; g?owy owini?te mieli chustami. Oddali oni Jezusowi g??boki pok?on, a jeden z nich poda? Mu krótk?, zakrzywion? lask?. By?a to laska pokoju, z trzciny podobna do tej, jak? na szyderstwo podano Jezusowi po ubiczowaniu. Mniej wi?cej tak? sam? lask? powitaln? mia? i Abraham. Inni, tymczasem stan?li parami po obu stronach drogi, trzymaj?c rozpostarte na ziemi pasma jakiej? tkaniny. Gdy Jezus przeszed? po jednym takim pa?mie, biegli zaraz, ci, co go trzymali, naprzód i znów k?adli takowy na ziemi, tak, ?e Jezus wci?? szed? po zas?anej drodze. Weszli tak do jakiego? dziedzi?ca. Na otaczaj?cej go kracie sta?y tu i ówdzie pos??ki bo?yszcz i zatkni?ta by?a chor?giew, a na niej wymalowany by? m??, trzymaj?cy równie? tak? zakrzywion? lask?; by?a to chor?giew pokoju. Min?wszy dziedziniec, poprowadzili Jezusa przewodnicy przez jaki? budynek, opatrzony na górze balustrad?; tu tak?e by?a zatkni?ta chor?giew. Budynek robi? wra?enie ba?wochwalnicy. Wewn?trz sta?o w ?rodku bo?yszcze, a


695

inne doko?a; wszystkie by?y os?oni?te, a os?ona ta ?ci?gni?ta by?a u góry w koron?. I tu Jezus si? nie zatrzymywa?. Poszli dalej korytarzem, po którego obu bokach wiod?y drzwi do sypial?. Doszli wreszcie do ma?ego, zamkni?tego podwórza, a raczej ogródka, wy?o?onego ozdobnie barwnymi kamieniami i zasadzonego pi?knymi krzewami i zio?ami. W ?rodku pod otwartym daszkiem sta?a studnia. Tu dopiero zatrzyma? si? Jezus. Na ??danie Jego przyniesiono Mu w miednicy wody. Pob?ogos?awi? j?, jakby chcia? zniweczy? b?ogos?awie?stwo poga?skie, potem umy? uczniom nogi, a oni Jemu, i pozo-sta?? wod? wylali do studni. Potem zaprowadzili ich poganie do przyleg?ej otwartej sali, gdzie ju? zastawiony by? posi?ek na niskim stoliku. Zastawa sk?ada?a si? z wielkich, ?ó?tych, ??obkowanych jab?ek i innych owoców, z plastrów miodu, placków podobnych do andrutów i ma?ych czworograniastych ciastek; stoj?c, posilili si? podró?ni troch?. O przybyciu Jezusa donie?li tu kap?ani z ostatniej miejscowo?ci, gdzie Jezus bawi?; czekano tu ju? ca?y dzie? na Niego, a teraz tak uroczy?cie Go przyj?to. Miasto to, zwane Mozin albo Mozian, by?o miastem kap?a?skim. Mieszka?cy pogr??eni s? w g??bokim ba?wochwalstwie. Jezus nie wchodzi? nawet do ich ba?wochwalnicy, naucza? tylko zebrane t?umy ludu przy studni przed ba?wochwalnic?, na tarasowatym obmurowanym pagórku. Z naciskiem wytyka? im przede wszystkim, ?e bardziej ni? ich s?siedzi oddali si? przez ba?wochwalstwo w s?u?b? szatana, a opu?cili prawdziwy Zakon Bo?y. Wszystkie ich obrz?dy nazwa? marn? nico?ci?. Mówi? o zburzeniu ?wi?tyni w Jerozolimie, w którym brali udzia? ich przodkowie, o Nabuchodonozorze i Danielu. Poniewa? mi?dzy s?uchaczami by?a garstka dobrych, przychylnych Jego nauce, wi?c tym kaza? Jezus oddzieli? si? od za?lepionych i wskaza? im, gdzie maj? si? uda?. Inni, zatwardziali, gniewali si? g?ównie ??daniem Jezusa, by zaniechali wielo?e?stwa, by? bowiem ten z?y zwyczaj bardzo u nich rozpowszechniony. Niewiasty mieszka?y u nich oddzielnie w osobnej ulicy na kra?cu miasta, od którego mieszkania ich oddzielone by?y cienistymi alejami. Niewiasta by?a u nich w wielkiej pogardzie. Dziewcz?tom wolno by?o pokazywa? si? jawnie tylko do pewnego oznaczonego roku ?ycia, to te? ?adna niewiasta tutejsza nie mia?a sposobno?ci widzie? Jezusa. Oprócz m??czyzn tylko ch?opcy przys?uchiwali si? nauce. Nauka Jezusa by?a bardzo surow?. Nazwa? ich za?lepie?cami niepoprawnymi, którzy tak daleko w z?em zabrn?li, ?e nie b?d? jeszcze gotowi do przyj?cia chrztu, gdy przyjdzie tu Jego wys?aniec. Zaraz po nauce wybra? si? Jezus w dalsz? drog?, bo nie chcia? tu d?u?ej mi?dzy nimi bawi?. Gdy wychodzi? z miasta, napotka? przy bramie orszak wysz?ych Mu naprzeciw m?odych dziewcz?t. Ubrane by?y w szerokie spodnie, na szyi i ramionach mia?y wie?ce, a w r?kach kwiaty. Wszystkie ?piewa?y hymn pochwalny na Jego cze??. Przeszed?szy rozleg?e pole, przyby? Jezus z towarzyszami do wsi, a raczej grupy namiotów pasterskich. Usiad? przy studni, uczniowie umyli Mu nogi i zaraz nadeszli jacy? m??owie, którzy przywitali Go rado?nie i podali ga??zk? pokoju. Ubiór ich jeszcze wi?cej zbli?ony by? do ubioru Abrahama, ni? u tamtych. Sta? tu piramidalny budynek, z którego ?ledzili gwiazdy. Ba?wanów nie widzia?am ?adnych; zdaje si?, ?e byli oni wy??cznie gwiazdochwalcami i ?e z ich plemienia tak?e kilku by?o z Królami w Betlejem. Mieszkali w namiotach, tworz?c ma?? osad? pastersk?. Jeden tylko naczelnik mia? sta?y dom. Do tego w?a?nie domu przyby? Jezus, zjad? na stoj?co troch? chleba i owoców, i napi? si? z osobnego naczynia; nast?pnie naucza? przy studni. Mieszka?cy polubili Go bardzo, a gdy odchodzi?, rzucali si? przed Nim na ziemi? i prosili bardzo, by pozosta? z nimi d?u?ej. Wyszed?szy st?d, szed? Jezus ca?? noc i nast?pny dzie?. Raz tylko zatrzyma? si?


696

przy studni na miejscu popasu, ocienionym wielkimi drzewami zjad? kawa?ek chleba i popi? wod?. Celem podró?y Jezusa by?o miasto Ur czyli Urhi, po?o?one tak?e nad Tygrysem o trzydzie?ci godzin drogi na po?udnie od Mozian. W tej to okolicy by?a siedziba Abrahama. Wieczorem, jeszcze przed zapadni?ciem szabatu, zbli?y? si? Jezus do miasta. Przed miastem zatrzyma? si? przy studni obsadzonej cienistymi drzewami i zaopatrzonej w kamienne siedzenia. Tu umyli uczniowie nogi Panu i sobie, spu?cili podkasane podczas podró?y suknie, i wtedy dopiero poszli do miasta. Miasto wyda?o mi si? nieco inaczej zbudowane, ni? te, które dotychczas widzia?am. Pe?no by?o wie? z galeriami; schody wiod?y na nie z zewn?trz, a na górze umieszczone by?y dalekowidze do badania gwiazd. Kobiety nie by?y tu tak ?ci?le odosobnione od m??czyzn. Mieszka?cy wiedzieli z gwiazd o zbli?aniu si? Jezusa, wi?c czekali Go niecierpliwie i ka?dego obcego podró?nika brali za Niego. Gdy Jezus wchodzi? do miasta, ujrza?o Go kilku i zaraz pobiegli z oznajmieniem do wielkiego domu, stoj?cego na wolnym placu. Dach tego domu by? p?aski, na górze zatkni?ta by?a chor?giew; zapewne by? to budynek szkolny. Po nied?ugiej chwili wyszed? z domu orszak m??ów w d?ugich jednobarwnych szatach, przepasanych zwieszaj?cymi si? rzemykami. Na g?owach mieli okr?g?e czapki, obramowane wa?kiem z we?ny, czy te? z piórek; paski wa?ka zbiega?y si? ku górze w p?k piór. Z pod tego stroiku wygl?da?y w?osy. Upad?szy przed Jezusem na twarz, zaprowadzili Go ci m??owie do wielkiej sali, ci?gn?cej si? przez ca?y budynek. By?o tu mnóstwo ludzi zebranych, wi?c Jezus mia? krótk? nauk?; przemawia? z mównicy, na któr? wchodzi?o si? po schodach. Nast?pnie zaprowadzono Go do innego domu, gdzie ju? zastawiona by?a uczta. Jezus przek?si? tylko troszk? stoj?c i zaraz z uczniami oddali? si? do odosobnionej komnaty, by obchodzi? szabat. Nazajutrz naucza? Jezus na placu przy studni z kamiennej mównicy. Niewiasty wszystkie zebra?y si? na s?uchanie nauki; by?y one tak skr?powane szatami, ?e ledwo mog?y chodzi?, na g?owie mia?y czapki podobne do kapuz, a z boku zwiesza?y si? dwa p?atki na uszy. Jezus zacz?? najpierw mówi? o Abrahamie, a w dalszym toku surowo gromi? ich oddawanie si? ba?wochwalstwu. By?o tu bowiem kilka ba?wochwalnic, w których bo?yszcza okryte byty zas?onami. Jezus nie wchodzi? do ?adnej z nich. Przypominam sobie, ?e Tomasz, przybywszy tu po raz pierwszy, nikomu chrztu nie udzieli?. Mieszka?cy Ur odprowadzili gromadnie Jezusa, posypuj?c drog? przed Nim ga??zkami. Rozstawszy si? z nimi, szed? Jezus d?ugo przez pi?kne pola w kierunku zachodnim, dalej napotka? grunt piaszczysty, a min?wszy jakie? chaszcze, skierowa? kroki Swe ku po?udniowi i zatrzyma? si? na odpoczynek przy jakiej? studni. Dalsza droga wiod?a przez las i uprawne pola. Wieczorem doszli do jakiego? wielkiego okr?g?ego budynku z obszernym doko?a dziedzi?cem, otoczonego rowem nape?nionym wod?. Dach, przemieniony w ogródek, zasadzony by? zieleni? i drzewkami. W grubych murach wykute by?y mieszkania dla ubo?szych ludzi, w ko?o za? sta?y bez?adnie rozrzucone n?dzne domki o p?askich dachach. Jezus zatrzyma? si? z uczniami na podwórzu przy studni, gdzie, jak zwykle, umyli sobie nogi. Wkrótce potem wysz?o z wn?trza domu dwóch m??ów w d?ugich szatach, obszytych g?sto sznurami, i w czapkach z piór. Starszy niós? ga??zk? i krzaczek z jagodami, odda? to Jezusowi i zaprowadzi? Go wraz z uczniami do domu. ?rodek domu zajmowa?a okr?g?a sala; sta?o w niej ognisko na stopniach, a ?wiat?o pada?o z góry. Liczne drzwi prowadzi?y w ko?o do innych komnat. Poniewa? budynek by? okr?g?y, wi?c ka?dy pokój by? nieregularnie zbudowany. W ka?-dym by?a tylna okr?g?a ?ciana, przys?oni?ta kobiercami, poza którymi chowano wszelkie naczynia. Pod?ogi u?o?one by?y z p?yt i jak ?ciany grubo matami wys?ane. Tak Jezus jak uczniowie zachowali


697

przezorno?? w doborze potraw, a pili tylko z nowych naczy? jaki? p?yn mi nieznany. Gospodarz domu oprowadza? Jezusa po ca?ym domu i wszystko Mu pokazywa?. Ca?y dom, a raczej zamek, pe?en by? ró?nych bo?yszcz starannie wykonanych. By?y tam ma?e i wielkie figury, z psimi i wo?u g?owami, inne z tu?owiem w??a, inne znów podobne do dzieci w powijakach. Jedno bo?yszcze mia?o mnóstwo r?k i g?ów; w otwart? paszcz? wk?adano mu zwykle co? na ofiar?. W podwórzu sta?y pod drzwiami ba?wany kszta?tu zwierz?t; by? np. ptak, spogl?daj?cy w gór?, a w ko?o niego sta?y inne zwierz?ta. W ofierze sk?adano g?ównie zwierz?ta; krew jednak, jako rzecz obrzydliw?, spuszczano zawsze na ziemi?. By? tu zwyczaj ogólnego rozdzielania chleba. Znakomitsi otrzymywali przy tym wi?ksze kawa?ki, lub takie same, ale w wi?kszej ilo?ci. Potem naucza? Jezus na podwórzu przy studni, a w niej powstawa? g?ównie przeciw ba?wochwalczej czci dla szatana. S?uchacze z niech?ci? przyjmowali s?owa Jego; szczególnie naczelnik w za?lepieniu swoim z?o?ci? si? i nawet si? Jezusowi sprzeciwia?. Wreszcie Jezus rzek? tak do nich: „Na dowód prawdziwo?ci s?ów Moich tak si? stanie w rocznic? nocy, w której pojawi?a si? Królom gwiazda: bo?yszcza pokrusz? si?; ba?wany, przedstawione w postaci wo?u, b?d? rycze?, w postaci psa szczeka?, a w postaci ptaków krzycze?." Oczywi?cie nie przywi?zywali s?uchacze wiary do tych s?ów. Nie tylko tu ale w ca?ej tej podró?y w?ród pogan przepowiada? to Jezus. Rzeczywi?cie w noc Bo?ego Narodzenia mia?am widzenie, w którym przesun??a mi si? przed oczyma ca?a ta podró? Jezusa od poga?skiego miasta ko?o Kedar, a? do ostatniej miejscowo?ci. Wsz?dzie w t? noc rozpada?y si? ba?wany, a te, które przedstawione by?y w postaci zwierz?cej, wydawa?y dzikie okrzyki. Królowie przep?dzili t? noc w ?wi?tyni na modlitwie. Ko?o ??óbka by?o mnóstwo ?wiate? i jak mi si? zdaje, ustawiono tam teraz figur? os?a. Królowie nie oddaj? ju? teraz czci obrazom zwierz?t, ale i u nich wydawa?y one g?osy w t? noc, na znak, ?e Jezus rzeczywi?cie jest tym, do którego wiod?a ich niegdy? gwiazda. A potrzebne to by?o, bo niektórzy, s?abi na duchu, w?tpili jeszcze dotychczas.

Jezus przybywa do Egiptu, naucza w Heliopolis i przez pustyni? powraca do Judei

Teraz szed? Jezus wci?? w kierunku zachodnim. W?drowa? szybko, nie wst?puj?c nigdzie po drodze; tak On jak i uczniowie wci?? byli na nogach. Przebrn?li piaszczyst? pustyni? i przeprawili si? przez ?a?cuch górski o ?agodnych stokach. Za nim napotkali ju? wi?cej zieleni, a dalej niskie chaszcze podobne do ja?owcu, zros?e u góry i tworz?ce w ten sposób jakby wielk? sal?. Min?wszy je, ujrzeli ziemi? zas?an? mnóstwem kamieni, obros?ych bluszczem. Szli dalej przez ??ki i gaiki, a? noc? ju? przybyli nad jak?? rzek?, nie rw?c? wprawdzie, ale do?? g??bok?. Przeprawili si? na tratwie z belek i tej?e jeszcze nocy przybyli do jakiego? miasta, le??cego, jak mi si? zdaje, nad t? rzek? lub nad jedn? z jej odnóg czy kana?ów. By?o to pierwsze egipskie miasto. Nie zauwa?eni przez nikogo, zatrzymali si? w przysionku ba?wochwalnicy, gdzie zawsze sta?y przygotowane pos?ania dla obcych przechodniów. Miasto wyda?o mi si? bardzo podupad?e. Mury by?y wysokie, grube, domy z kamienia niekszta?tne bardzo, zamieszkane przez biedaków. Co? mi mówi, ?e Jezus przebywa? t? sam? stron? pustyni, któr? niegdy? szli Izraelici. Nazajutrz rano, gdy Jezus z uczniami opuszcza? miasto, zbieg?y si? dzieci, a id?c za nim, wo?a?y: „To s? ?wi?ci ludzie!" Wzburzenie powsta?o mi?dzy mieszka?cami na przybyszów; ju? bowiem w nocy niepokój by? wielki w mie?cie, wiele bo?yszcz poprzewraca?o si?, a dzieci przez sen jakby jasnowidzeniem przepowiada?y, ?e do miasta weszli ?wi?ci ludzie. Widz?c niech?? mieszka?ców, oddalili si? nasi


698

podró?ni spiesznie i g??bokimi w?wozami zapu?cili si? w piaszczyst? puszcz?. Wieczorem zatrzymali si? na odpoczynek w pobli?u jakiego? miasta u ?róde? strumyka. Uczniowie umyli Jezusowi nogi, poczym zasiedli wszyscy do skromnego posi?ku. Obok strumyka umieszczona by?a niewielkim, okr?g?ym kamieniu, figura psa. Pies ten, w postawie le??cej, mniej wi?cej wielko?ci krowy, mia? g?ow? ludzk?, o przyjemnym wyrazie twarzy. Na g?owie mia? wed?ug zwyczaju krajowego przepask?, obwieszon? w ko?o zwisaj?cymi, karbowanymi p?atkami. Przed miastem sta?o znowu bo?yszcze. Z g?ow? wo?u i mnóstwem r?k; cia?o jego by?o podziurawione. Od g?ównej bramy wiod?o pi?? ulic w g??b miasta. Jezus wybra? pierwsz? ulic? na prawo, biegn?c? wzd?u? murów i tak w mroku nocnym przeszli przez miasto niedostrze?eni i nie zaczepieni przez nikogo. Mury tego miasta by?y tak szerokie, ?e na nich urz?dzone by?y ogrody i w najlepsze odbywa?a si? komunikacja pieszo i wozami. W murach urz?dzone by?y liczne mieszkania, o lekkich drzwiach, plecionych z sitowia. Takie? mieszkania znajdowa?y si? tak?e w grubych murach obszerniejszych budowli, ale wszystko to chyli?o si? ju? ku upadkowi. Bo?nic poga?skich by?o kilka w mie?cie. W do?? znacznym oddaleniu od miasta napotkali nasi podró?ni na rzek?, przez któr? prowadzi? wielki, kamienny most. Rzeka ta (Nil) by?a jedn? z najszerszych, jakie widzia?am podczas ca?ej tej podró?y. P?yn??a z po?udnia na pó?noc, dziel?c si? na wiele ramion, zd??aj?cych w ró?ne strony. Kraj by? wsz?dzie p?aski, tak, i? z dala wida? by?o wysokie budynki, podobne do ?wi?ty? gwiazdochwalców, tylko o wiele wy?sze i budowane z kamienia. Ziemia tu bardzo urodzajna, ale tylko po obu brzegach rzeki. Przeszed?szy most, pod??y? Jezus ku miastu, gdzie jako dziecko mieszka? ze Sw? Matk?. Miasto to (Heliopolis) le?a?o nad pierwsz? odnog? Nilu, p?yn?c? w kierunku Judei. Jeszcze na godzin? drogi przed miastem zeszed? Jezus na ten sam go?ciniec, którym niegdy? z Maryj? i Józefem przyby? do miasta. Wieczór ju? zapada?, gdy Jezus zbli?y? si? z uczniami ku miastu; zdj?li pasy i pu?cili suknie wolno, czego nigdzie dotychczas w drodze nie robili. W pobli?u go?ci?ca pracowa?o sporo robotników, jedni wycinali krzaki, drudzy ociosywali belki, inni wreszcie czy?cili g??bokie rowy. Niektórzy z nich, ujrzawszy Jezusa, na?amali sobie ga??zek, pobiegli naprzeciw Niemu, a upad?szy na twarz, podali Mu je; potem, gdy odda? im takowe na powrót, powtykali je w ziemi? przy drodze. Nie wiem, przez co zaraz Jezusa poznali. Mo?e, widz?c po ubiorze, ?e to ?yd, domy?lili si?, kim jest, tym bardziej, ?e oczekiwali Go od dawna i ufali, ?e przyjdzie ich oswobodzi?. U niektórych jednak zna? by?o niech?? z przybycia Pana i ci zaraz pobiegli do miasta. Jezus wyruszy? tam tak?e w otoczeniu mniej wi?cej 20 m??ów. Przed miastem ros?y g?sto drzewa. Przy jednym z nich Jezus si? chwil? zatrzyma?; drzewo to by?o obalone, korzenie by?y z jednego boku wydarte, a w tym miejscu utworzy?a si? wielka jama, pe?na czarnej wody. Ka?u?a ta otoczona by?a wysok?, ?elazn? krat?, tak g?st?, ?e r?ki nie mo?na by?o przecisn??. Sta?o tu niegdy? jakie? bo?yszcze, ale gdy Józef i Maryja, uciekaj?c z Dzieci?tkiem Jezus, tu przybyli, zapad?o si?, a drzewo si? przewróci?o. Tu? przed miastem le?a? wielki, czworo-graniasty, zupe?nie p?aski kamie?; wypisane by?y na nim ró?ne imiona, a mi?dzy nimi i nazwa odnosz?ca si? do miasta, z ko?cówk? „polis"; ca?ej nazwy nie pami?tam. W mie?cie zwraca?y na siebie uwag? wielka bo?nica, otoczona dwoma dziedzi?cami, liczne wysokie, bogato rze?bione kolumny, u góry si? zw??aj?ce, i wielkie figury psów w postawie le??cej, z ludzkimi g?owami; tych ostatnich by?o najwi?cej. Zreszt? wygl?da?o miasto bardzo podupad?e. Robotnicy zaprowadzili Jezusa pod przyczó?ek grubego muru, wznosz?cego si?


699

naprzeciw bo?nicy, i zacz?li zwo?ywa? jeszcze innych mieszka?ców. Zesz?o si? te? wnet sporo m?odych ?ydów i s?dziwych ju? starców z d?ugimi brodami. Z kobiet podpad?a mi szczególnie jaka? wysoka staruszka. Nowoprzybyli witali Jezusa ze czci?, bo wszyscy prawie byli przyjació?mi ?w. Rodziny za czasów Jej pobytu tutaj. Za przyczó?kiem w murze by?o mieszkanie, które niegdy? urz?dzi? ?w. Józef dla ?w. Rodziny; teraz przystrojono je od?wi?tnie, o?wiecono lampami, a dawni rówie?nicy Jezusa z lat dzieci?cych, wprowadzili Go do?. Wieczorem zaprowadzi? Jezusa jaki? bardzo s?dziwy ?yd do szko?y, urz?dzonej nader wzorowo. Niewiasty sta?y w niej w tyle na miejscu okratowanym i mia?y osobn? sw? lamp?. Jezus odprawi? mod?y a potem naucza?; wszyscy ze czci? oddawali Mu pierwsze?stwo na ka?dym kroku. Nazajutrz znowu naucza? Jezus w synagodze. Mieszka?cy tutejsi nosz? bia?e opaski na g?owach i krótkie suknie, okrywaj?ce cz??? piersi i pleców. Budynki wszystkie maj? nadzwyczaj grube, ci??kie ?ciany. Ogromne bry?y kamienne, zadziwiaj?ce swym ci??arem, pokryte s? p?asko-rze?b?. Gdzieniegdzie stoj? wielkie, rze?bione figury, d?wigaj?ce na karku albo na g?owie olbrzymie kamienie. Ba?wochwalstwo panuje tu wsz?dzie, a ma w?a?ciw? sobie dziwaczn? form?. Ca?y kraj czci wizerunki wo?ów i le??cych psów z ludzkimi g?owami, prócz tego ka?da miejscowo?? czci tak?e jeszcze inne zwierz?ta. W Heliopolis dobra? Jezus Sobie pi?tego ucznia, imieniem Deodatus. Matka jego zwa?a si? Mira, a by?a ni? owa s?uszna staruszka, któr? zaraz pierwszego wieczora widzia?am przy Jezusie. Za bytno?ci tu Maryi by?a ona bez-dzietn? i dopiero za wstawiennictwem Naj?wi?tszej Panny da? jej Pan Bóg pó?niej syna. By? to m?odzieniec silny, smuk?y, wygl?da? na osiemna?cie lat. St?d wybra? si? Jezus z powrotem do Judei. Liczni mieszka?cy odprowadzili Go kawa?ek drogi, potem wrócili, a Jezus z pi?ciu uczniami poszed? dalej przez pustyni?. — Przypominam sobie te? teraz nazw? miasta, wypisan? na kamieniu; nazywa?o si? ono Eliopolis. E jednak napisane by?o na odwrót i z??czone z L, a ?e dotychczas nigdy tego nie widzia?am, wi?c wci?? mi si? L).$zdawa?o, ?e to jest X (wygl?da?o to tak: Wieczorem doszed? Jezus do jakiego? miasteczka w pustyni, zamieszkanego przez trojakiego rodzaju ludno??. ?ydów, Arabów i jeszcze jakich?. ?ydzi mieszkali w zwyczajnych domach, Arabowie za? w sza?asach z chrustu, pokrytych skórami. Za?o?enie miasteczka datuje od czasu zburzenia Jerozolimy przez Antiocha, kiedy to tyle ludzi musia?o ucieka? z miasta. Widzia?am ca?? t? histori?. Jaki? stary bogobojny kap?an*)( *) Matiasz. Porów. I Mach. 2, 23—25. ) zabi? ?yda, który sk?ada? ofiary ba?wanom, przewróci? o?tarz, zwo?a? wszystkich dobrze my?l?cych mieszka?ców i jak bohater przywiód? wszystko do porz?dku. W czasie owych prze?ladowa? schronili si? ci poczciwi ludzie tutaj. Arabowie przy??czyli si? do nich w poprzedniej ich siedzibie i razem z nimi musieli i?? na wygnanie; jaki? czas pó?niej znowu popadli w ba?wochwalstwo. — Przyszed?szy tu, poszed? Jezus najpierw jak zwykle do studni. Mieszka?cy wyszli zaraz z przywitaniem i zaprowadzili Go do jednego z domów; tu Jezus naucza?, bo szko?y publicznej nie by?o. Mówi? o bliskim Swym odej?ciu do Ojca i przepowiada?, jak ?ydzi z Nim post?pi?; w ogóle nauka ta by?a podobn? do wszystkich, jakie mia? w ostatnich czasach. S?uchaczom nie bardzo chcia?o si? wierzy?, ?e tak smutny ma by? Jego koniec. Byliby Go tu ch?tnie zatrzymali na d?u?ej, lecz jak wiadomo, by?o to niemo?liwe. Jezus wyruszy? zaraz w dalsz? drog?, wzi?wszy ze Sob? dwóch nowych uczniów, potomków Matatiasza. Szed? spiesznie przez pustyni? dniem i noc?, krótko tylko odpoczywaj?c. Raz zatrzyma? si? z uczniami w uroczej okolicy przy ?ródle,


700

otoczonym pi?knymi krzewami balsamowymi; ?ród?o to wytrys?o tu umy?lnie na pokrzepienie ?w. Rodziny w czasie ucieczki do Egiptu. Spragnieni byli wtenczas bardzo, wi?c napili si? tu wody, a potem Maryja umy?a Dzieci?tko Jezus. Droga, któr? ?w. Rodzina sz?a wtenczas do Egiptu, skr?ca?a si? w ?uk wygi?ty ku zachodowi, a Jezus szed? teraz wi?cej w prostym kierunku wschodni? stron? i tu dopiero drogi te si? krzy?owa?y. Id?c z Arabii do Egiptu, mia? Jezus w dali po prawej r?ce gór? Synaj. Przybywszy do Bersabee, naucza? Jezus w synagodze. Da? si? tu jawnie pozna? i wyra?nie mówi? o bliskiej Swej ?mierci. By?o st?d jeszcze cztery dni drogi do studni Jakóba ko?o Sychar, gdzie Jezus mia? spotka? si? z Aposto?ami. Wzi?wszy znowu kilku m?odzie?ców do Swego orszaku, wyruszy? Jezus dalej i przed nadej?ciem szabatu doszed? do jakiej? miejscowo?ci w dolinie Mambre. Tu obchodzi? szabat i naucza?; zwiedza? tak?e chorych po domach i uzdrawia? ich. Mia? st?d jeszcze do studni Jakóba najwy?ej dwadzie?cia godzin drogi. By nag?ym Swym zjawieniem si? w Judei nie zwraca? na Siebie uwagi, wybra? si? Jezus w drog? noc?, szed? potem ca?y dzie? dolinami pasterskimi ko?o Jerycha i wieczorem, o zmierzchu, doszed? do studni. Mia? teraz przy Sobie 16 towarzyszów, bo z doliny Mambre wzi?? nowych kilku m?odzie?ców. W pobli?u studni by?a porz?dna gospoda, opatrzona we wszelkie potrzebne przybory w zamkni?tym przechowku. Dozorca odmyka? zawsze rano studni? i gospod?. Okolica ca?a od Jerycha do Samarii jest nadzwyczaj pi?kn?. Ca?a prawie droga obsadzona jest drzewami, w ko?o zieleni? si? prze?liczne ??ki i pola, i szemrz? mile strumyki. W ko?o studni Jakóba s? pi?kne trawniki, obsadzone cienistymi drzewami. Przy studni oczekiwali Jezusa Aposto?owie: Piotr, Andrzej, Jan, Jakób i Filip; zaraz umyli Jemu i nowym uczniom nogi, roni?c ?zy radosne, ?e widz? znowu drogiego Mistrza swego. Jezus, powa?ny bardzo, zacz?? im mówi? o bliskiej Swej m?ce, o niewdzi?czno?ci ?ydów i o s?dzie, jaki za to spadnie na nich. Przepowiedzia?, ?e po trzech miesi?cach rozpocznie si? m?ka Jego. Widzia?am, ?e czas ?wi?t Wielkanocnych, wypadaj?cych w roku przest?pnym pó?niej, zawsze trafnie by? obliczany. Z 16 nowymi uczniami uda? si? Jezus do rodziców Eliuda, Silasa i Eremenzeara, mieszkaj?cych w pobliskiej osadzie pasterskiej, Aposto?om za? kaza? stawi? si? na szabat do Sychar.

Jezus w Sychar, Efron i Jerycho

Na szabat wyruszy? Jezus do niedaleko st?d oddalonego Sychar, w otoczeniu nowych uczniów. Jezus nieraz przystawa? i ?ywo rozprawiaj?c, poucza? towarzyszów. Eliudowi, Silasowi i Eremenzearowi zakaza? wyra?nie wspomina? co?kolwiek o tym, gdzie byli i co podczas tej podró?y zasz?o; wyt?umaczy? im nawet po cz??ci, dlaczego to czyni. Wtedy to Eremenzear, poci?gn?wszy Go za r?kaw sukni, poprosi?, by wolno mu by?o cho? cokolwiek o tej podró?y opisa?. Jezus pozwoli? to uczyni?, lecz dopiero po Swej ?mierci i kaza? pismo to z?o?y? u Jana. Wci?? mi si? zdaje, ?e musia?y gdzie? pozosta? resztki tego dzie?a. Gdy Jezus zbli?y? si? do Sychar, wyszli naprzeciw Niego Piotr i Jan, innych sze?ciu Aposto?ów czeka?o przed bram?. Tu zaprowadzono Jezusa i no?wych uczniów do jakiego? domu. Go?spodarz, fa?szywy z wejrzenia i wygl?daj?cy na Faryzeusza, przyj?? przyby?ych dobrze; nie widzia? on przedtem nigdy Jezusa, który zdaje si?, nie chc?c si? zdradza?, kim jest, chcia? uchodzi? za równego innym. Przyby?ym umyto nogi i za?wiecono lampy, bo szabat ju? zachodzi?. Wszyscy ubrali si? w d?ugie, bia?e suknie i pasy, odprawili mod?y i poszli do synagogi, po?o?onej na niewielkim wzgórku. Potem spo?yli w domu wieczerz?, w której wzi?li udzia? jeszcze jacy? inni ?ydzi z d?ugimi brodami. Najstarszy z nich ubrany by? jak


701

znakomity kap?an; prowadzili go inni. Tak w synagodze jak i przy stole stara? si? Jezus nie ?ci?ga? na Siebie uwagi. Po wieczerzy dopiero za??da? Jezus, by Mu otwarto synagog?, mówi?c, ?e chce tak?e sam naucza?, wys?uchawszy poprzednio ich nauki. Poszli za Nim do synagogi wszyscy Aposto?owie i uczniowie, a i kilku ?ydów si? przy??czy?o. Tu Jezus mówi? o tym, jak to znaki i cuda na nic si? nie przydadz?, je?li ludzie zapominaj? przy nich o swych grzechach i braku wzajemnej mi?o?ci; wobec tego potrzebniejsz? jest nauka, ni? cuda. Aposto?owie jeszcze przed wieczerz? prosili Go, by przecie? teraz ja?niej si? t?umaczy?, bo wci?? jeszcze nie mo?na s?ów Jego, zrozumie?. ? ?Wci?? ? mówili ? przepowiadasz blisk? Sw? ?mier?; udaj si? wi?c jeszcze raz przed ?mierci? do Nazaretu, poka? moc Sw? i cudami rozg?o? Swe pos?annictwo." Na to odrzek? im Jezus: ?Cuda nic nie pomog?, je?li ludzie zadowol? si? podziwianiem ich, a nie zaczn? pracy nad popraw? w?asn?. Na có? si? przyda?y dotychczas zdzia?ane znaki i cuda, nakarmienie pi?ciu tysi?cy ludzi, wskrzeszenie ?azarza, kiedy nawet wy wi?cej jeszcze ??dacie?" Piotr i Jan uznawali s?uszno?? tych s?ów, ale inni nie ca?kiem byli zadowoleni. Ju? w drodze do Sychar objawi? Jezus Eliudowi, Silasowi i Eremenzearowi, dlaczego ju? podczas ca?ej podró?y nie dzia?a? ?adnych cudów, bo, jak mówi?, chcia? zostawi? to uczniom i Aposto?om, by cudami stwierdzali nauk? Jego i wi?cej zdzia?ali, ni? On. Smuci?o to Jezusa, ?e Aposto?owie dopytywali si? trzech m?odzie?ców, gdzie Jezus by? i co zdzia?a?, i ?li byli, ?e ci nie chcieli im nic powiedzie?; ?wiadczy?o to o niezupe?nej jeszcze ich doskona?o?ci. Jezus oznajmi? tu wszystkim, ?e wkrótce uda si? do Jerozolimy i naucza? b?dzie w ?wi?tyni. W Sychar wnet poznano Jezusa, wi?c ?ydzi tutejsi zaraz dali przez po?s?ów zna? do Jerozolimy, ?e Jezus po d?u?szej nieobecno?ci znowu si? pojawi?. Faryzeusze tutejsi ?li na Pana, zacz?li Mu grozi?, ?e Go pojm? i dostawi? do Jerozolimy. Jezus odpowiada? im na to ?mia?o, ?e nie przyszed? jeszcze czas Jego, ?e zreszt? i tak sam do Jerozolimy pójdzie; niech zreszt? nie zwracaj? uwagi na s?owa Jego, bo nie mówi dla nich, tylko dla swoich uczniów. St?d rozes?a? Jezus Aposto?ów i uczniów do ró?nych miejscowo?ci; przy Sobie zatrzyma? tylko trzech m?odzie?ców, dotychczasowych towarzyszów i z nimi wyruszy? ku Efron, maj?c w naj?tej gospodzie przed Jerychem zej?? si? ze ?wi?tymi niewiastami. By?y one ju? o powrocie Jezusa z podró?y, powiadomione przez rodziców trzech m?odzie?ców. Deszcz pada? cz?sto i ca?a okolica od Sychar do Efron przys?oni?ta by?a g?st? mg??. Jezus nie szed? prosto do Efron, zbacza? po drodze do ró?nych miejscowo?ci, zwiedza? domy, pociesza?, uzdrawia? i wzywa? do pój?cia w Jego ?lady. Uczniowie i Aposto?owie tak?e nie poszli prosto do wyznaczonych miejscowo?ci, wst?powali wsz?dzie po drodze do domów i g?osili powrót Jezusa. Zdawa?o si?, jakby nowy duch wst?pi? we wszystkich pragn?cych zbawienia, jak gdyby owieczki rozpierzch?e w lesie po odej?ciu pasterza, zbiera?y si? znowu w jedn? trzódk?, nawo?ywane przez pastuszków oznajmiaj?cych o powrocie pasterza. Nad wieczorem przyby? Jezus do Efron i zaraz zacz?? zwiedza? domy, uzdrawia? chorych i kaza? im zebra? si? w szkole. Szko?a by?a tu wielka, pi?trowa; jedna sala by?a na dole, druga na górze. Na nauk? zebra?o si? mnóstwo ludzi obojga p?ci z Efron i z okolicznych miejscowo?ci. Synagoga a? nabita by?a t?umem; Jezus kaza? postawi? sobie krzes?o w ?rodku i naucza? najpierw m??czyzn, potem kaza? im ust?pi? i zrobi? miejsce niewiastom, stoj?cym dotychczas z tylu. Mówi? o na?ladowaniu Go, o bliskiej Swej ?mierci i o karze na tych wszystkich, którzy nie zechc? uwierzy?. Szmer powsta? w?ród t?umu, bo wielu z nich by?o Mu tam niech?tnych. Z Efron wys?a? Jezus naprzód trzech zaufanych m?odzie?ców do ?w. niewiast, które tymczasem przyby?y ju? do naj?tej gospody ko?o Jerycha. By?o ich dziesi??,


702

a mianowicie: Naj?w. Panna, Magdalena, Marta z dwiema innymi, ?ona i pasierbica Piotra, ?ona Andrzeja, wreszcie ?ona i córka Zacheusza; ta ostatnia za?lubion? by?a pasterzowi Annadiaszowi, krewnemu matki Silasa. By? to jeden z najlepszych uczniów.? Jezus wyruszy? tak?e ku Jerychu, a po drodze przy ??czy li si? do Niego Piotr, Andrzej i Jan. Na dwie godziny przed zachodem s?o?ca doszed? Jezus do studni, gdzie oczekiwa?y Go Naj?w. Panna Magdalena, Marta i kilka innych niewiast. Wszystkie upad?y przed Nim na twarze i uca?owa?y r?k? Jego; i Maryja to uczyni-?a, a Jezus nawzajem, gdy powsta?a, uca?owa? J? w r?k?. Magdalena sta?a nieco z ty?u. M?o?dzie?cy umyli przy studni nogi Jezusowi i Aposto?om, poczym zasiedli wszyscy do wieczerzy. Niewiasty jad?y osobno, ale pó?niej przysz?y do sali jadalnej i stan?wszy z ty?u, przys?uchiwa?y si? s?owom Pana. Jezus nie bawi? tu d?ugo, lecz zaraz poszed? z trzema Aposto?ami do Jerycho, gdzie ju? zebra?a si? reszta Aposto?ów i uczniów i mnóstwo chorych; zwiedza? tu poszczególne domy, uzdrawia? chorych, potem kaza? otworzy? szko?? i w ?rodku ustawi? sto?ek dla Siebie. ?wi?te niewiasty przyby?y tam tak?e i zaj??y osobne miejsce, gdzie w?asn? mia?y lamp?; Maryja by?a tam tak?e. Po nauce powróci?y do gospody, a st?d nazajutrz do swych miejsc rodzinnych. Mnóstwo ludzi zebra?o si? w Jerycho, bo uczniowie rozg?osili ju?, ?e Jezus tu przyb?dzie. Nazajutrz naucza? Jezus i uzdrawia? w?ród wielkiego nat?oku. Faryzeusze szemrali na to bardzo, a nawet wystali pos?ów do Jerozolimy. Jezus nie zwa?aj?c na nich, robi? Swoje, a potem poszed? nad Jordan na miejsce chrztu. Przy Sobie mia? tylko Jana, Andrzeja i Jakóba M?odszego. Tu by?o mnóstwo ludzi z Samarii, Judei Galilei, nawet ze Syrii, a mi?dzy nimi wielu chorych, którzy dowiedziawszy si?, ?e Jezus bawi w pobli?u, kazali przez pos?a?ców tutaj Go prosi?. Tu? nad wod? sta?y chatki i namioty, pod którymi mo?na si? by?o k?pa?. Jama na wysepce, w której Jezus przyj?? chrzest, znajdowa?a si? w dobrym stanie. Chwilami by?o w niej pe?no wody, to znów naraz znika?a. Ludzie zje?d?ali si? zewsz?d czerpa? t? wod?, wlewali j? w skórzane wory, dwa takie wory z??czone pa??kiem przewieszali przez grzbiet os?a i tak przewozili na miejsce. Jezus ani Aposto?owie nie udzielali teraz wcale chrztu; chorzy tylko obmywali si? lub k?pali, a Jezus ich uzdrawia?. Nie by? to wi?c chrzest, bo nawet chrzest Jana mia? w sobie wi?cej istoty Sakramentu. Za poprzedniej Swej bytno?ci w Jerycho uzdrowi? Jezus tak?e wielu chorych w k?pieli, a nie by? to chrzest w?a?ciwy. Tu nad Jordanem by?o z dawien dawna miejsce k?pielowe, Jan za? je tylko rozszerzy?. W jamie na wysepce, gdzie Jezus si? da? ochrzci?, sta? jeszcze w ?rodku ów dr?g i o niego opierali si? nieraz chorzy. Jezus uzdrowi? tu bardzo wielu, nie u?ywaj?c przy tym wody; tr?dowatym tylko la? wod? na g?ow? a uczniowie j? potem obcierali. W?a?ciwy chrzest, jako Sakrament, wszed? w u?ycie dopiero po zes?aniu Ducha ?w. Jezusa nie widzia?am nigdy chrzci?. Matk? Bo?? ochrzci? dopiero Jan po Zielonych ?wi?tkach; uczyni? to w samotno?ci przy sadzawce Betesda. Przedtem odprawi? Msz? ?w. tak?, jak? wtenczas odprawiano, tj. sk?adaj?c? si? z konsekracji i kilku modlitw. Gdy nat?ok sta? si? zbyt wielki, odszed? Jezus z trzema Aposto?ami ku Betel, gdzie patriarcha Jakób na wzgórku widzia? drabin? niebiesk?. Ciemno ju? by?o, gdy przybyli do domu, gdzie oczekiwali na nich przyjaciele, tj. ?azarz z siostrami, Nikodem i Jan Marek. Przebyli oni tu w cicho?ci z Jerozolimy, by widzie? si? z Jezusem. Dom otoczony by? dziedzi?cem ze studni?; zamieszkiwa? go gospodarz wraz z ?on? z czworgiem dzieci. Wyszed? on teraz z dwojgiem dziatek naprzeciw przyby?ych, otworzy? bram?, zaprowadzi? ich do studni i umy? im nogi. Jezus siedzia? w?a?nie na kraw?dzi studni, wtem wysz?a z domu Magdalena, zbli?y?a si? do? z ty?u i wyla?a Mu na g?ow? wonny olejek, z ma?ej p?askiej flaszeczki. Dziwi?a


703

mnie ta jej ?mia?o??, gdy? ju? kilka razy tak czyni?a. ?azarz chudy by? jeszcze i blady, a czarne w?osy po?yskiwa?y mu na g?owie. Jezus u?ciska? Go serdecznie, uzdrowi? nast?pnie chorych, umieszczonych w przybudowaniu, poczym zasiedli wszyscy do wieczerzy. Stó? zastawiony by?, jak zwyczajnie w Judei, owocami, plackami, plastrami miodu, ma?ymi kubkami i zio?ami. Niewiasty jad?y osobno; pó?niej dopiero przysz?y i stan??y z ty?u, by przys?uchiwa? si? nauce Jezusa. Nazajutrz rano wróci? ?azarz ze swymi towarzyszami do domu, Jezus za? z trze-ma Aposto?ami poszed? wielkim ?ukiem do domu syna przyrodniego brata Andrzeja, którego córka by?a chora. By? to m?? krzepki, mia? liczne potomstwo, mi?dzy tym i drobne dzieci. Trudni? si? wyrobem rozmaitych plecionek. Dwaj jego starsi synowie w wieku od 16 ?18 lat byli w?a?nie w domu Andrzeja nad Morzem Galilejskim, zatrudnieni po?owem ryb. Da? im on przez pos?a?ca zna?, ?e Jezus ju? powróci? i kaza? im stawi? si? na pewne oznaczone miejsce. Jezus przyby? oko?o po?udnia z Aposto?ami przed studni?; gospodarz umy? im nogi i wprowadzi? ich do domu. Po uczcie zaprowadzi? gospodarz go?ci do chorej dwunastoletniej córki. By?a ona lunatyczk?, a przy tym cierpia?a ju? d?ugo na blednic?. Jak na swój wiek by?a do?? s?usznego wzrostu. Blada i nieruchoma, le?a?a na swoim ?ó?eczku. Jezus kaza? jej wsta?, zaprowadzi? j? z Andrzejem za r?k? do studni i nala? jej na g?ow? wody. Potem obmy?a si? jeszcze pod namiotem i zdrowa ju? wróci?a do domu. Jezus wybra? si? wnet w dalsz? drog? odprowadzony kawa?ek przez gospodarza i przed zaj?ciem szabatu przyby? do jakiego? miasteczka; rozgo?ciwszy si? w gospodzie ko?o murów miejskich, poszed? zaraz z Aposto?ami do synagogi ?wi?ci? szabat. Gdy nazajutrz rano Jezus znowu poszed? do synagogi, modli? si? i mia? krótk? nauk?, powsta? wielki nat?ok ko?o Niego, zewsz?d przynoszono Mu chorych, a Jezus ich uzdrawia?. Ludzie zbiegali si? ze wszystkich stron, wszyscy cze?? Mu okazywali, wszyscy t?oczyli si? ku Niemu z jak?? pro?b?, a nawet kap?ani przyprowadzali chorych. Aposto?owie tak?e uzdrawiali i udzielali b?ogos?awie?stwa. Jezus tu uzdrowi? jednego tr?dowatego, którego ju? dawniej nieraz za Nim noszono, lub stawiano na drodze, któr? przechodzi?, ale Jezus zawsze go pomija?. Mieszka? on tu w dalszej cz??ci miasta, w domku przy murach miejskich. Przyniesiono go na noszach, siedz?cego w skrzyni, okrytej ko?drami. Nikt nie chcia? si? do? zbli?y?, wi?c Jezus sam zdj?? okrycie, dotkn?? si? chorego i kaza? go zanie?? do cysterny k?pielowej przy murach; tam po ok?paniu tr?d z niego zeszed?. A mia? on tr?d podwójny, zwyk?y i tr?d nieczysto?ci. Prócz niego uzdrowi? Jezus wiele niewiast cierpi?cych na krwotok, a dzia?o si? to na dziedzi?cu synagogi. W ko?cu sta? si? nat?ok tak wielki, ?e ludzie po?amali bariery; niektórzy ciekawi powy?azili a? na dachy. Odszed?szy st?d, przyby? Jezus do jakiego? warownego zamku (Aleksandrium). Otacza?y go w ko?o szerokie rowy czy stawy, opatrzone spustami. Zdaje si?, ?e by?y tu k?piele. Przy zamku by?y ró?ne fortyfikacje i murowane sklepienia. W zamku tym trzymano bowiem po cz??ci wi??niów, po cz??ci kaleki i chorych. Nie wolno im by?o samym wychodzi?, a je?li wychodzili, to po kilku razem i pod stra??. Obowi?zani byli do kopania rowów i wykonywania robót sza?cowych; przy bramach sta?y stra?e. Aposto?owie, widz?c, ?e Jezus chce tam pój??, przestrzegali Go, ?e da przez to zgorszenie, a zreszt? mo?e tam natrafi? na nieprzyjemno?ci, lecz Jezus rzek?, ?e je?li chc?, mog? tu zosta? i naucza?, a On sam pójdzie. Przy bramie zatrzyma? Go stra?nik, lecz po kilku s?owach, widocznie Go poznawszy, wpu?ci? Pana zaraz z oznakami czci. Ludzie zebrali si? wkrótce na dziedzi?cu, a Jezus d?ugo do nich przemawia?, niektórych za? ustawi? osobno na


704

boku. Potem kaza? zawo?a? z pobliskiego miasteczka dwóch m??ów, zapewne urz?dników s?dowych, bo na plecach przewieszone mieli na rzemykach metalowe tabliczki. Pomówi? z nimi, zapewne wstawiaj?c si? za tymi, których ustawi? na boku, bo pozwolono Mu wszystkich zabra? ze Sob?; by?o ich dwudziestu pi?ciu. Z nimi wi?c opu?ci? zamek, po??czy? si? z Aposto?ami i wszyscy razem szli przez ca?? noc w gór? Jordanu. Cz??? uwolnionych wi??niów pozostawi? po drodze w jakim? miasteczku, z którego pochodzili, zwracaj?c przez to ?onom m??ów, a dzieciom ojców. Reszta ich przeprawi?a si? przez Jordan i poszli dalej w gór? a potem ku wschodowi; byli oni bowiem z okolicy Kedar, gdzie Jezus tak d?ugo naucza? przed Sw? podró?? do gwiazdochwalców. Jezus tymczasem, min?wszy studni? Jakóba, szed? dolinami ku Tyberiadzie. Po drodze przy??czyli si? do Niego trzej m?odzie?cy i inni Jego towarzysze z nie-dawnej podró?y po krajach poga?skich. Jezus wi?c odprawi? Aposto?ów, a z nowymi towarzyszami szed? dalej przez cz??? nocy. Odpocz?wszy tylko par? godzin w jakiej? szopie, poszli dalej i wieczorem nast?pnego dnia przybyli do Kafarnaum. Tu przedstawiono Jezusowi pewnego m?odzie?ca imieniem Sela lub Selam. By? to powinowaty owego oblubie?ca z Kedar, który za staraniem Jezusa przyszed? do posiadania domu i winnicy. On to te? pos?a? tego krewnego do Jezusa. M?odzieniec czeka? dotychczas na Pana w domu Andrzeja w Betsaidzie. Dowiedziawszy si? o Jego przybyciu, pospieszy? do? zaraz i pokornie upad? przed Nim na kolana. Jezus przyj?? go ?askawie i przez w?o?enie r?k przyj?? go w poczet Swych uczniów. Da? mu te? zaraz zatrudnienie, bo pos?a? go do prze?o?onego szko?y i kaza? mu przynie?? od niego klucz i zwój pisma, który znaleziono w ?wi?tyni w tym czasie, gdy przez siedem lat sta?a opustosza?a bez u?ytku. By?a to ksi?ga Izajasza; ze zwoju tego Jezus tak?e naucza? za ostatniej Swej, tu bytno?ci. Gdy m?odzieniec przyniós? ??dane rzeczy, poszli wszyscy do szko?y, zapalili lampy, a Pan kaza? zrobi? miejsce na ?rodku i ustawi? mównic? ze stopniami. Zgromadzenie by?o liczne; Jezus d?ugo naucza? i obja?nia? pismo Izajasza, w ca?ym mie?cie ruch si? zrobi? wielki. T?umy zbiega?y si? po ulicach i wsz?dzie s?ycha? by?o okrzyki: ?Oto pojawi? si? znowu syn Józefa!" Przed wieczorem opu?ci? Jezus Kafarnaum, po??czy? si? z nadesz?ymi tym-czasem uczniami i Aposto?ami, i wszyscy razem poszli do Nazaretu. Przy tej sposobno?ci widzia?am, ?e w domu Anny wszystko si? zmieni?o. Dom Józefa zamkni?ty by? ju? od dawna i nie zamieszka?y; Jezus zwiedzi? go, poczym zaraz poszed? do synagogi. Pojawienie si? Pana by?o przyczyn? wielkiego rozg?osu i zbiegowiska. Op?tany jaki?, maj?cy w sobie niemego diab?a, zacz?? wo?a? za Nim: ?Oto syn Józefa! Podburzyciel! chwytajcie Go! Pojmijcie!" Na rozkaz Jezusa umilkn??; diab?a jednak Jezus z niego nie wyp?dzi?. W szkole kaza? Pan uprz?tn?? wszystko i ustawi? na ?rodku mównic?. W ogóle w ostatnich czasach post?powa? Jezus zupe?nie swobodnie, naucza? otwarcie i na kszta?t prawa, co ?ydów bardzo gniewa?o. Zwiedza? potem domy w pobli?u mieszkania Józefa, uzdrawia? chorych i b?ogos?awi? dzieci. To ju? obudzi?o niech?? i tych ?ydów, którzy podczas nauki jeszcze spokojnie si? zachowywali. Widz?c to Jezus, opu?ci? miasto i kaza? Aposto?om zej?? si? na górze rozmno?enia chleba; sam te? poszed? tam?e z uczniami. Noc ju? zapad?a, gdy przybyli na gór?. Na wierzcho?ku pali?y si? ognie. Jezus stan?? wpo?ród Aposto?ów, za nimi stan?li w ko?o uczniowie, a dalej t?umy ludu. Nauka trwa?a przez ca?? noc, a? do rana. Jezus wskazywa? Aposto?om miejscowo?ci, gdzie maj? si? uda?, jak maj? naucza? i uzdrawia?. Zdawa?o si?, ?e Jezus chce na czas najbli?szy oznaczy? im wszystkie drogi i roz?o?y? mi?dzy nich prac? oko?o rozszerzenia nowej nauki. Aposto?owie i wi?ksza cz??? uczniów po?egnali si? tu z Jezusem i poszli w wyznaczon? drog?, Jezus za? o ?wicie


705

wyruszy? na po?udnie. Po drodze prosili Go jacy? ludzie, by wst?pi? do ich domu i uzdrowi? ich córk? lunatyczk? i chor? na blednic?. Jezus wi?c kaza? jej powsta?, a dzieweczka natychmiast ozdrowia?a. Na godzin? drogi przed Tenat-Silo wyszli naprzeciw Jezusa wszyscy Aposto?owie, trzymaj?c zielone ga??zki w r?ku. Upadli przed Nim na twarz, a Jezus wzi?? jedn? ga??zk? w r?k?; umyli Mu nogi. Obrz?d ten mia?, zdaje mi si? oznacza?, ?e teraz znowu s? wszyscy razem i ?e Jezus teraz znowu wyst?pi publicznie jako ich mistrz i wsz?dzie b?dzie naucza?. W otoczeniu uczniów i Aposto?ów poszed? Jezus do miasta. Tu przed gospod? przyj??y Go Naj?w. Panna, Magdalena, Marta i inne ?w. niewiasty, oprócz ?ony i pasierbicy Piotra i ?ony Andrzeja, które pozosta?y w Betsaidzie. Naj?w. Panna przyby?a tu z pod Jerycha i umy?lnie czeka?a na Jezusa, reszta za? niewiast przyby?a tu innymi drogami. Zastawiono uczt?, w której wzi??o udzia? oko?o 50 go?ci. Potem kaza? Jezus otworzy? synagog? i naucza?. T?umy ludu jako i ?wi?te niewiasty s?ucha?y nauki Jego.

Jezus idzie do Betanii

Nazajutrz uzdrowi? Jezus w mie?cie mnóstwo chorych; niektóre jednak domy omijaj?c, wst?powa? znowu do gospód i tam uzdrawia?. Potem rozes?a? Aposto?ów, jednych do Kafarnaum, innych na gór? rozmno?enia chleba. Przy Sobie zatrzyma? uczniów, zebranych podczas ostatniej wielkiej podró?y, w liczbie oko?o dwudziestu. ?wi?te niewiasty posz?y ju? naprzód do Betanii, a teraz i Jezus wyruszy? tam?e za nimi; po drodze zatrzyma? si? na szabat w jakiej? gospodzie. Uczniowie zawiesili na ?rodku sali lamp?, nakryli stó? bia?? i czerwon? chust?, ubrali si? w suknie szabatowe i stan?li w ko?o Jezusa w pewnym porz?dku na modlitw?. Jezus odczytywa? g?o?no modlitwy z ksi?gi, a w przerwach poucza? uczniów o ich przysz?ych obowi?zkach. Lampa szabatowa pali?a si? ca?y dzie?. Mi?dzy uczniami znajdowa? si? jeden nowy, imieniem Sylwanus, którego przyj?? Jezus w ostatnim mie?cie. Liczy? on przesz?o 30 lat, a pochodzi? z rodu Aarona; Jezus zna? go ju? od m?odo?ci. Powracaj?c jako dwunastoletni ch?opiec z ?wi?tyni, by? z nim razem na zabawie dzieci?cej u ?w. Anny, matki Naj?w. Panny, i ju? wtenczas widzia? w nim przysz?ego ucznia. Tam?e pozna? tak?e i wybra? na ucznia przysz?ego oblubie?ca z Kany. W dalszej drodze do Betanii poucza? Jezus znowu nowych uczniów, obja?nia? „Ojcze nasz" i mówi? o wiecznym na?ladowaniu Go, przy czym oznajmi? im, ?e teraz b?dzie naucza? w Jerozolimie i wkrótce odejdzie do Swego Ojca niebieskiego; dalej, ?e jeden z uczniów Jego odst?pi Go, bo ju? teraz knuje zdrad? w swym sercu. Wszyscy ci nowi uczniowie pozostali Jezusowi wierni. Po drodze wynoszono Jezusowi wsz?dzie tr?dowatych, a On ich uzdrawia?. Na godzin? drogi przed Betania zatrzyma? si? w gospodzie, w której przed wskrzeszeniem ?azarza tak d?ugo naucza? i dok?d Magdalena Mu wysz?a naprzeciw. W gospodzie by?a ju? Naj?w. Panna i inne niewiasty, dalej pi?ciu Aposto?ów, Judasz, Tomasz, Szymon, Jakub M?odszy i Tadeusz, Jan Marek i kilku innych; ?azarza nie by?o. Aposto?owie wyszli naprzeciw Jezusa a? do studni, tu przywitali Go i umyli Mu nogi. Jezus mia? zaraz nauk?, po której zasiedli wszyscy do uczty. Potem powróci?y niewiasty do Betanii, a Jezus pozosta? tu z Aposto?ami i uczniami. I na drugi dzie? nie poszed? jeszcze do Betanii, lecz wzi?wszy ze Sob? trzech zaufanych m?odzie?ców, wybra? si? na w?drówk? po okolicy; uczniowie, rozdzielili si? tak?e na dwie gromady pod zwierzchnictwem Tadeusza i Jakuba, w?drowali i uzdrawiali po okolicznych miejscowo?ciach. Uzdrawiali za? w ró?ny sposób i to: przez wk?adanie r?k, chuchanie, lub k?adzenie si? na chorego, albo


706

znowu, brali dzieci np., na r?ce, przyciskali je do piersi i chuchali na nie. Chodz?c tak, przyby? Jezus do jakiej? nieregularnie zbudowanej wioski. Tu zaraz przybiegli do? jacy? ludzie prosz?c Go o uzdrowienie ich op?tanego syna; Jezus poszed? za nimi na podwórze ich domu. Za zbli?eniem si? Jego zacz?? op?tany szale?, skaka? na wszystkie strony i spina? si? na ?ciany. Rodzice chcieli go z?apa?, lecz nie mogli da? rady, bo op?tany wpada? w coraz wi?kszy sza? i z niezwyk?? sil? ich roztr?ca?. Wtedy Jezus rozkaza? wszystkim wyj?? z domu, i gdy ju? zosta? sam na sam z op?tanym, zawo?a? go do Siebie. Lecz ten, zamiast przyj??, wykrzywi? straszliwie twarz i wyszczerzy? na Jezusa j?zyk. Jezus powtórnie kaza? mu przyj?? do Siebie, lecz op?tany wci?? tylko z pode ?ba patrza? na Niego i nie rusza? si? z miejsca. Wtedy Jezus, wzniós?szy oczy w Niebo, pomodli? si?, a gdy potem powtórzy? Swój rozkaz, op?tany przybieg? natychmiast i jak d?ugi rzuci? Mu si? do nóg. Nad le??cym przesun?? Jezus dwa razy najpierw jedn?, potem drug? nog?, niby chc?c go nog? zdepta?. Równocze?nie wysz?a z ust op?tanego czarna, k??biasta para i rozp?yn??a si? w powietrzu. W dziwnej tej parze rozpozna?am trzy jakby w?z?y, z których ostatni by? najsilniejszy i najczarniejszy; w?z?y po??czone by?y jedn? silniejsza i mnóstwem cie?szych nitek. Nic wiem, z czym by si? to da?o porówna?, chyba tak, jakby kto trzy kadzielnice umie?ci? jedna nad drug?, i jakby z ich otworów wychodzi? dym, ??cz?cy si? razem w jeden wielki ob?ok. Op?tany le?a? teraz spokojnie u nóg Jezusa jak martwy. Jezus uczyni? nad nim znak krzy?a i kaza? mu powsta?, a gdy biedak to uczyni?, zaprowadzi? go ku drzwiom dziedzi?ca, odda? rodzicom i rzek? im: „Oddaje wam syna uzdrowionego, ale wnet za??dam go znowu od was. Nie obci??ajcie nim wi?cej waszego sumienia, bo wasze to grzechy wtr?ci?y go w tak? n?dz?." Teraz dopiero uda? si? Jezus do Betanii. Przed Nim i za Nim posz?o tam?e mnóstwo ludzi, mi?dzy nimi uzdrowiony op?taniec i wszyscy uzdrowieni przez Aposto?ów. Zgie?k wielki zrobi? si? w Betanii, bo uzdrowieni starali si? ca?emu ?wiatu objawi? sw? rado??. Naprzeciw Jezusa wyszli kap?ani, zaprowadzili Go do synagogi i przed?o?yli Mu t? ksi?g? Moj?esza, z której mia? wzi?? tekst do nauki. Zebranie by?o bardzo liczne; ?w. niewiasty sta?y w miejscu, przeznaczonym dla niewiast. Po nauce poszed? Jezus ze Swymi towarzyszami do domu uzdrowionego tr?dowatego Szymona z Betanii, gdzie w naj?tej sali zastawi?y ju? niewiasty uczt?. ?azarza tu nie by?o. Noc przep?dzi? Jezus z trzema uczniami w gospodzie przy synagodze, Aposto?owie za? i reszta uczniów nocowali w gospodzie przed Betani?; Maryja i inne ?w. niewiasty mieszka?y u Marty i Magdaleny. Dom, który zwykle zajmowa? ?azarz, sta? od strony Jerozolimy; wygl?da? jak zamek, otoczony rowami, przez które wiod?o kilka mostów. Nazajutrz rano naucza? Jezus znowu w szkole. W licznym gronie uczniów znajdowali si? tak?e Saturnin, Natanael Chased i Zacheusz. Po nauce by?a znowu uczta w domu Szymona. Jezus pozaprasza? do sto?u obecnych tam?e ubogich i rozdzieli? mi?dzy nich wszystkie dania. St?d powsta?y szemrania mi?dzy Faryzeuszami, a pó?niej i w Jerozolimie; mówiono, ?e Jezus jest lekkomy?lnym marnotrawc? i ?e wszystko, co ma, trwoni dla zjednania, Sobie mot?ochu. Do Betanii sprowadzano zewsz?d mnóstwo chorych, przewa?nie samych m??czyzn. Podczas gdy Jezus naucza?, ustawiono od szko?y do domu Szymona podwójny rz?d namiotów i w nich chorych pomieszczono. Tr?dowatych tu nie by?o, bo tylko na ustronnych miejscach wolno im by?o si? pojawia?. Wkrótce wyszed? Jezus ze szko?y, maj?c przy Sobie trzech uczniów jakby Lewitów; dwóch sz?o po obu Jego bokach, nieco w tyle, trzeci za? zaraz za Nim. Nat?oku nie by?o. Jezus szed? wzd?u? jednego szeregu, a potem przy drugim wraca? i uzdrawia?


707

chorych w ró?ny sposób. Jednych pomija? ca?kiem w milczeniu, innych upomina?, by si? po- prawili, ale tak?e ich nie uzdrawia?; niektórych bra? za r?k?, ka??c im wsta?, innych dotyka? si? tylko, a chorzy odzyskiwali zdrowie. Jakiemu? choremu na wodn? puchlin? poci?gn?? Jezus r?k? po g?owie i po ciele, a puchlina natychmiast ust?pi?a; woda wysz?a z niego w postaci obfitego potu, sp?ywaj?cego strumieniami po ciele. Uzdrowieni, przej?ci wdzi?czno?ci?, upadali na twarz przed Jezusem; towarzysz?cy Mu uczniowie podnosili ich i odprowadzali na bok. Wróciwszy do szko?y, kaza? Jezus ustawi? dla uzdrowionych siedzenia blisko Siebie i naucza?. Uczniów rozsy?a? st?d Jezus parami w okolic?, by nauczali i uzdrawiali. Jednym wyznaczy? sam? Betani?, innych pos?a? do Betfage, sam za? poszed? z trzema poufnymi m?odzie?cami do miejscowo?ci, oddalonej o par? godzin drogi na po?udnie i uzdrawia?. Wst?pi? tu Jezus do domu jednego cz?owieka, którego dawniej ju? uleczy? z niemocy a który znowu popad? w grzechy i za kar? zosta? chromym. Palec i r?ce mia? ca?kiem pokrzywione. Jezus da? mu stosowne upomnienie, a dotkn?wszy si? go, uzdrowi? go po raz wtóry. By?y tu tak?e chore wyn?dznia?e dziewcz?ta, lunatyczki: le?a?y jak martwe, nieraz to p?aka?y, to gwa?townie na przemian si? ?mia?y. Jezus uzdrowi? je wszystkie. Wróciwszy przed szabatem do Betanii, poszed? Jezus do szko?y. Zgromadzeni tu ?ydzi zacz?li Mu docina?, ?e nie potrafi uczyni? tego, co Bóg uczyni? dla Izraelitów, spu?ciwszy im na puszczy mann? z Nieba. W ogóle okazywali Mu ?ydzi wielk? niech??. Tym razem nie nocowa? Jezus w Betanii, lecz w gospodzie uczniów poza miastem. Tutaj to przybyli do Niego z Jerozolimy Obed, syn starego Symeona, s?uga ?wi?tyni i potajemny ucze? Jezusa, dalej krewny Weroniki i trzeci, krewny jaki? Joanny Chusa. Ten ostatni by? pó?niej biskupem w Kedar, d?ugi za? czas ?y? jako pustelnik w pobli?u owego drzewa daktylowego, które Maryi w ucieczce do Egiptu schyli?o swe ga??zie z owocami, by mog?a je rwa?. Przywitawszy si? z Jezusem, zapytywali Go, dlaczego na tak d?ugo ich opu?ci?, gdzie by? i co zdzia?a?, ?e nikt o tym nic nie wie. Jezus odpowiedzia? im na to ogólnikowo: Gdy si? cenne kobierce i drogie, warto?ciowe rzeczy schowa na czas jaki?, to wydaj? si? nam potem nowsze i milsze. Je?li si? wszystko naraz, jedno za drugim sieje na jednym polu, to mo?e grad naraz wszystko zniszczy?, lecz je?li si? naucza w przerwach, od czasu do czasu i w ró?nych miejscach, to nie tak ?atwo da si? to zepsu?." Od nich równie? otrzyma? Jezus wiadomo??, ?e arcykap?ani i Faryzeusze maj? zamiar we wsiach w ko?o Jerozolimy ustanowi? szpiegów, by ci pojmali Jezusa, gdy si? tylko zbli?y. Jezus musia? zapewne wiedzie? ju? naprzód, ?e tak? wiadomo?? z Jerozolimy otrzyma i ?e odejdzie na teraz z Betanii, bowiem ju? dwa razy nie nocowa? w Betanii, lecz w gospodzie przed miastem. Wzi?wszy teraz ze Sob? dwóch najnowszych uczniów, Selama z Kedar i Sylwanusa, wyruszy? na noc w drog? do posiad?o?ci ?azarza ko?o Ginei. ?azarz by? wprawdzie jeszcze przed dwoma dniami w miasteczku, po?o?onym mi?dzy Betani? a Betlejem, w pobli?u którego popasali niegdy? Trzej Królowie, jad?c do Betlejem, Otrzymawszy jednak przez umy?lnego pos?a?ca wiadomo?? od Jezusa, zaraz do swej posiad?o?ci pospieszy?. Po ciemku jeszcze, przed ?witem, przyby? Jezus na miejsce i zapuka? do drzwi w murze, otaczaj?cym dziedziniec. ?azarz wyszed? sam ze ?wiat?em w r?ku, otworzy? i zaprowadzi? Jezusa do sali, gdzie ju? zebrani byli Nikodem, Józef z Arymatei, Jan Marek i Jair, m?odszy brat Obeda. W jaki? czas potem widzia?am Jezusa z obu uczniami w Betabarze i w Efron, gdzie obchodzi? szabat. Z Betanii przybyli tu do Niego Andrzej, Judasz, Tomasz, Jakub M?odszy, Tadeusz, Zacheusz i siedmiu innych uczniów. Gdy Judasz


708

odchodzi? z Betanii, upomina?a go Naj?wi?tsza Panna usilnie, by si? miarkowa?, uwa?a? na siebie i nie miesza? si? tak do wszystkiego. W Efron uzdrawia? Jezus ?lepych, chromych, niemych i g?uchych, których Mu zewsz?d poznoszono; jednego op?tanego uwolni? od czarta. Potem uda? si? Jezus do miejscowo?ci na pó?noc od Jerycha, gdzie by?o przytulisko dla chorych i ubogich. Tu przywróci? wzrok jednemu ?lepemu starcowi. Na tym samym miejscu przywróci? Jezus dawniej wzrok dwom ?lepym, pomazawszy im oczy ma?ci? z ziemi i ?liny; ?lepego starca wtenczas jednak Jezus by? pomin??, i teraz dopiero sam? pot?g? s?owa go uzdrowi?. St?d powróci? Jezus wprost do posiad?o?ci ?azarza i z nim razem wyruszy? do Betanii. ?wi?te niewiasty wy sz?y Mu naprzeciw.

 

 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież


Sonda

Czy przedsoborowa Msza Trydencka? (po ?acinie)
 

Polecany link, kliknij

Reklama

Kto jest teraz on-line

NaszÄ… witrynÄ™ przeglÄ…da teraz 38 goĹ›ci