Emmerich - 11 ZMARTWYCHWSTANIE I WNIEBOWST?PIENIE
Czytelnia - bl. Anna Katarzyna Emmerich

?ywot i Bolesna M?ka
Pana Naszego Jezusa Chrystusa
I Naj?wi?tszej Matki Jego Maryi

napisa?a Katarzyna Emmerich (ok. 1790)

 

ZMARTWYCHWSTANIE I WNIEBOWST?PIENIE DO OJCA NIBIESKIEGO ORAZ ZES?ANIE DUCHA ?WI?TEGO

Wieczór przed Zmartwychwstaniem Jezusa

Zaraz po szabacie zeszli si? kolejno Jan, Piotr i Jakób Starszy do sali niewiast, by wspólnie z nimi odda? si? ?alowi i nieco je pocieszy?. Wnet jednak odeszli, a niewiasty jeszcze raz wróci?y do swych celek, wysypanych popio?em, i otu?liwszy si? w okrycia ?a?obne, pogr??y?y si? w mo?dlitwie. Wtem pojawi? si? Naj?w. Pannie anio? z po?leceniem, by wysz?a do furtki Nikodema, bo zbli??a si? Pan. Rado?? nape?ni?a serce Maryi; nie wspominaj?c nic innym niewiastom, otuli?a si? w p?aszcz i pospieszy?a do furtki w murach, któr? wychodzi?o si? do ogrodu Józefa. By?a mo?e dziewi?ta godzina wieczorem. Naj?w. Panna sz?a spiesznie, we wskazanym kierunku, gdy wtem ju? w pobli?u furtki zatrzyma?a si? nagle i z za?chwyceniem radosnym zacz??a spogl?da? w gór? ku wysokim murom miejskim. Spostrzeg?a, bowiem jak powietrzem p?yn??a ku niej ?wietlista Naj?w. dusza Jezusa, bez ?adnego ?ladu ran, otoczona licznym orszakiem dusz praojców. Jezus, zwróciwszy si? ku Patriarchom, wskaza? na Naj?w. Pann? i rzek?: ?Oto Maryja, Matka Moja!" Poczym, jak mi si? zdawa?o, u?cisn?? J? i znikn??. Naj?w. Panna upad?a na kolana, ca?uj?c w uniesieniu miejsce, na którym Jezus co dopiero sta?; ?lady stóp Jej i kolan pozosta?y wyci?ni?te na kamieniu. Z pociech? niezmiern? w sercu, powróci?a Maryja do niewiast i zasta?a je zaj?te przy stole przygotowywaniem ma?ci i zió? wonnych. Nie wspomina?a im nic o tym, co zasz?o, tylko tym gor?cej, pociesza?a je i umacnia?a we wierze. Stó?, przy którym sta?y niewiasty, by?a to p?yta, oparta na niskich krzy?owaniach, na kszta?t sto?u kuchennego; okrywa?a go chusta, zwieszaj?ca si? a? do ziemi. Jedne z niewiast wybiera?y ró?ne zio?a, miesza?y je i porz?dkowa?y, inne krz?ta?y si? ko?o flaszeczek z wonnym olejkiem i wod? nardow?. Widzia?am te? na stole sporo ?ywych kwiatów, mi?dzy którymi rozpozna?am pr??kowany irys, czy te? lili?. Zakupi?a to wszystko w mie?cie Magdalena, Maria Kleofy, Salonie, Chusa i Maria Salome podczas nieobecno?ci Maryi, a teraz zawija?y w chusty, mia?y bowiem zamiar pój?? raniutko do grobu i jeszcze raz obsypa? zio?ami i nama?ci? wonno?ciami zw?oki Jezusa. Cz??? tych zapasów zakupili uczniowie u jednej przekupki i przynie?li tu, nie wst?puj?c jednak do niewiast. St?d przenios?am si? duchem do wi?zienia Józefa z Arymatei. Modli? si? w?a?nie, gdy wtem wi?zienie nape?ni?o si? ?wiat?em i g?os jaki? zawo?a? na niego po imieniu. Nadprzyrodzon? moc? podniós? si? powa? w gór?, w miejscu, gdzie styka? si? ze ?cian?; w otworze pojawi?a si? jaka? ?wietlista posta?, spu?ci?a w dó? chust?, podobn? do ca?unu w który owini?to Jezusa, i kaza?a, Józefowi wyle?? po niej w gór?. Józef chwyci? chust? obiema r?kami, i wspieraj?c si? nogami o wystaj?ce kamienie, wdrapa? si? z wi?zienia po ?cianie, wysokiej na dwóch


878

ch?opów. Gdy stan?? ju? na murze, otwór zamkn?? si? za nim, a zjawisko cudowne znik?o. Sama jednak nie wiem, czy to anio? go uwolni?, czy sam Zbawiciel. Józef w ten sposób uwolniony, pobieg? ostro?nie po murze miejskim a? w pobli?e wieczernika; mur bowiem od po?udnia podchodzi? a? w pobli?u Syjonu. Tu dopiero zlaz? i zapuka? do wieczernika; zgromadzeni przy zamkni?tych drzwiach uczniowie smucili si? w?a?nie bardzo jego znikni?ciem, tym bardziej, ?e uwa?ali za prawdziw? pog?osk?, jakoby ?ydzi wrzucili Józefa do kloaki. Us?yszawszy pukanie do drzwi, otworzyli, i oto ujrzeli Józefa, zdrowego, ca?ego. Rado?? ich by?a tak wielka, jak pó?niej, gdy Piotr tak samo cudownie uwolniony, w?ród nich si? pojawi?. Józef opowiedzia? im o cudownym zjawisku i swym oswobodzeniu, a oni, nape?nieni wielk? otuch?, ca?ym sercem dzi?kowali Bogu. Pomy?lano te? zaraz o posi?ku dla przyby?ego. Tej jeszcze nocy umkn?? Józef do swego miasta rodzinnego Arymatei, i dopiero wywiedziawszy si?, ?e mu ?adne nie zagra?a niebezpiecze?stwo, powróci? do Jerozolimy. Po szabacie widzia?am Kajfasza w otoczeniu znakomitych kap?anów w domu Nikodema, rozmawiaj?cego z nim na pozór bardzo serdecznie i wypytuj?cego o co?, ale ju? nie pami?tam, o co. Nikodem pozosta? jednak zimnym, nieugi?tym i wiernie sta? po stronie Jezusa, wi?c wnet si? rozstano. Ko?o grobu ?wi?tego cicho by?o i spokojnie. Stra?nicy, w liczbie siedmiu, stali lub siedzieli naprzeciw groty i po bokach. Kassius sta? przez dzie? ca?y w rowie u wej?cia, rzadko i to tylko na chwil? opuszczaj?c swe stanowisko. I teraz by? sam znowu, pogr??ony w rozmy?laniu i oczekiwaniu czego? niezwyk?ego, bo ju? ?aska Bo?a go o?wieci?a, daj?c mu pozna? wiele nieznanych, tajemnych rzeczy. By?o to w nocy; kaga?ce ustawione przed grot?, o?wieca?y w ko?o mrok jaskrawym blaskiem. W grobie spoczywa?o Naj?w. Cia?o, zawini?te tak, jak je z?o?ono. ?wiat?o otacza?o zw?oki, a w g?owach i w nogach grobu stali dwaj anio?owie, pogr??eni w cichym uwielbieniu. Ubrani byli mi kszta?t kap?anów, za? ca?a ich postawa i r?ce, skrzy?owane na piersiach, przypomina?y mi ?ywo Cherubinów nad ark?, tylko ?e nie mieli skrzyde?. W ogóle ca?y obrz?d pogrzebowy i grób Zbawiciela przywodzi?y mi nieraz na pami?? Ark? przymierza w rozmaitych kolejach, jakie przechodzi?a. Kassius za ?ask? Bo?? musia? widzie? po cz??ci to ?wiat?o, otaczaj?ce zw?oki Jezusa, jako te? przeczuwa? obecno?? anio?ów i dlatego sta? tak wpatrzony wci?? w zamkni?ty grób, jak kto?, co uwielbia Naj?w. Sakrament. Wtem zda?o mi si?, ?e Naj?w. dusza Jezusa spuszcza si? przez ska?? do grobu wraz z uwolnionymi du?szami praojców i daje im pozna? w ca?ej pe?ni udr?czenie Swego m?cze?skiego Cia?a. Zdawa?o si?, ?e ca?uny odpad?y i ujrza?am Naj?w. Cia?o, okryte ranami. Wygl?da?o to, jak gdyby Bóstwo, z??czone z tym Naj?w. Cia?em, rozwija?o tajemniczo przed duszami zupe?ny obraz skatowania i m?ki tego Cia?a, które wydawa?o si? zupe?nie przezroczyste, daj?ce si? przenikn?? do g??bi. Mo?na by?o rozpozna? a? do najdrobniejszych szczegó?ów wszystkie rany i uszkodzenia, wszystkie bole?ci i cierpienia. Dusze ze czci? najg??bsz? patrza?y na to wszystko; zdawa?o mi si?, ?e dr?? i p?acz? z wielkiego wspó?czucia. Teraz nast?pi?o widzenie tak tajemnicze, mistyczne, ?e nie potrafi? dok?adnie wypowiedzie? go s?owami. Zdawa?o mi si?, jakoby dusza Jezusa wraz z cia?em unios?a si? w gór?, nie wlewaj?c jednak w nie ?ycia przez zupe?ne po??czenie si? z nim. Dwaj anio?owie podnie?li ?wi?te Cia?o w postawie prostej, ale tak u?o?one, jak spoczywa?o w grobie. W?ród wstrz??nienia otwar?a si? ska?a i cia?o unios?o si? w gór? ku niebu. A tak stawi? Jezus Swe cia?o srogo um?czone przed tronem Ojca Swego niebieskiego, wobec niezliczonych chórów anio?ów, cze?? Mu oddaj?cych. Po??czenie duszy Jezusa z cia?em nast?pi?o w podobny sposób, jak po ?mierci


879

Jezusa dusze Proroków wst?powa?y w swe cia?a i pojawia?y si? w ?wi?tyni, ale nie by?o to rzeczywiste od?ycie i nie musia?y znowu powtórnie umiera?; po sko?czeniu zadania dusza roz??cza?a si? z cia?em bez gwa?townych wstrz??ni?? konania. ? Dusze praojców nie towarzyszy?y cia?u Jezusa do nieba. Przy wychodzeniu cia?a wstrz?sn??a si? gwa?townie grota. Czterej ?o?nierze ze stra?y byli w?a?nie w mie?cie za jakim? zakupi?em, a trzech tylko by?o przy grobie. Wstrz??nienia obali?o ich na ziemi? i oszo?omi?o na chwil?; my?leli oni, ?e to trz?sienie ziemi, nie poznaj?c w?a?ciwej przyczyny. Kassius jeden przeczuwa?, cho? niezupe?nie jasno, co si? dzieje, wi?c wzruszony by? bardzo i stoj?c na swym miejscu, oczekiwa? z wielkim skupieniem dalszych nast?pstw. ? Tymczasem powrócili z miasta tak?e nieobecni czterej ?o?nierze. Przygotowawszy wonno?ci i zawin?wszy je w chusty, rozesz?y si? ?wi?te niewiasty do swoich sypial?, by pokrzepi? si? nieco snem, bo mia?y zamiar przed ?witem uda? si? do grobu. K?opota?y si? jednak wielce tym, jak ten zamiar wykona?, obawia?y si? bowiem, ?e wrogowie Jezusa b?d? im wstr?t czyni? i je prze?ladowa?, gdy wyjd? z domu, ale Naj?w. Panna doda?a im otuchy, zapewniaj?c, ?e ?mia?o mog? i?? do grobu, bo nic ich z?ego nie spotka. Uspokojone nieco uda?y si? na spoczynek. Nadesz?a godzina jedenasta. Naj?w. Panna, miotana mi?o?ci? i t?sknot?, nie mog?a zasn??, wi?c wsta?a ze Swego pos?ania, otuli?a si? w szary p?aszcz i wysz?a. Pomy?la?am sobie z gorycz?, jak mo?na t? Matk? naj?wi?tsz? strwo?on? i zn?kan?, w takich okoliczno?ciach puszcza? sam?. Nikt Jej nie widzia? wychodz?cej. Doszed?szy da domu Kajfasza, posz?a st?d do miasta ku pa?acowi Pi?ata, a by? to spory kawa? drogi. I tak obchodzi?a samotna ca?? drog? krzy?ow? Jezusa, mija?a jedn? opustosza?? ulic? za drug?, zatrzymuj?c si? na wszystkich miejscach, gdzie Jezus dozna? cierpienia i jakiejkolwiek katuszy. Naj?w. Panna robi?a wra?enie osoby, szukaj?cej jakiej zguby. Cz?sto przykl?ka?a na ziemi i maca?a w ko?o r?k? po kamieniach, a potem przyk?ada?a j? do ust, jak gdyby, dotkn?wszy si? ?wi?tych ?ladów krwi Jezusa, ze czci? je ca?owa?a. Cho? noc by?a, jednak Maryja widzia?a jasno wszystkie miejsca, u?wi?cone m?k? Jezusa, wi?c obchodzi?a je, przej?ta mi?o?ci? i czci?. Tak dosz?a Maryja a? pod Kalwari? i tu stan??a nagle, bo oto zda?o si?, jakoby si? przed ni? pojawi? Zbawiciel w Swym ?wi?tem, um?czonym ciele; przed Nim szed? anio?, dwaj anio?owie ? grobu po bokach, a za Nim t?um uwolnionych dusz. Zbawiciel podobny by? do mkn?cego trupa, nieruchomy, s?ycha? by?o tylko s?owa, wychodz?ce z ust Jego. Oznajmia? Swej Matce, co zdzia?a? w otch?ani, dalej, ?e zmartwychwstanie wnet w ciele uwielbionym i si? Jej pojawi, wi?c niech oczekuje Go ko?o owego kamienia przy górze Kalwarii, gdzie upad? pod krzy?em. Po tych s?owach posun?? si? ca?y orszak, z Jezusem na czele, ku miastu, a Naj?w. Panna ukl?k?a przy owym kamieniu, przy którym kaza? Jej Jezus czeka? na Siebie i pogr??y?a si? w modlitwie. By?o ju? teraz zapewne po dwunastej godzinie, bo obchód drogi krzy?owej zabra? Maryi sporo czasu. Jezus tymczasem prowadzi? dusze Sw? drog? krzy?ow?, pokazuj?c im wszystk? Sw? m?k? i przebyte udr?czenia. Dusze one ujrza?y tak?e ostatnie chwile, a wi?c przybicie do krzy?a, podniesienie krzy?a, przebicie boku, zdj?cie z krzy?a i przygotowanie do pogrzebu. Przez ca?? t? drog? zbierali anio?owie tajemniczym sposobem ?wi?te cz?stki cia?a Jezusa, które utraci? na ró?nych miejscach Swej srogiej m?ki. Potem zda?o mi si?, jakoby cia?o Jezusa spocz??o na powrót w grobie, a Anio?owie uzupe?niali je w sposób tajemniczy, cz?stkami, zebranymi na drodze krzy?owej. I znowu jak przedtem spocz??o cia?o w ca?unach, otoczone blaskiem, a dwaj Anio?owie w g?owach i w nogach grobu oddawali mu cze??.


880

Blada jutrzenka zaczyna?a zaledwie srebrzy? strop nieba, gdy Magdalena, Maria Kleofy, Joanna Chusa i Salome wysz?y z wieczernika, otulone w p?aszcze. Pod p?aszczami nios?y zawini?te w chustach wonno?ci, a jedna mia?a tak?e p?on?ca latark?. Zapasy ich sk?ada?y si? z ?ywych kwiatów, którymi mia?y posypa? cia?o, dalej z soków zielnych, esencji i wonnych olejków do skrapiania. Trwo?nie i l?kliwie spieszy?y niewiasty ku furtce Nikodema.

Zmartwychwstanie Pa?skie

Nadesz?a wreszcie chwila tak uroczysta dla ca?ego ?wiata, chwila zmartwychwstania Zbawiciela. Ujrza?am naj?wi?tsz? dusz? Jezusa, unosz?c? si? nad grot? mi?dzy dwoma Anio?ami z hufców wojowniczych, otoczon? zast?pem zjawisk ?wietlanych. Przenikn?wszy ska??, spu?ci?a si? dusza na ?wi?te zw?oki i pochyliwszy si? niejako nad nimi, stopi?a si? z nimi w jedn? ca?o??. W tej chwili wida? by?o przez przykrycia, ?e cz?onki si? poruszaj?, a oto z boku, z po?ród ca?unów, ukaza?o si? jasne, ?ywe cia?o Pana, z dusz? i z Bóstwem z??czone; zdawa?o si?, ?e wychodzi z rany boku prawego, co przywiod?o mi na my?l Ew?, powsta?? z boku Adama. Wszystko doko?a otoczone by?o blaskiem. W tym samym czasie mia?am widzenie, jakoby z g??boko?ci gdzie? z pod grobu wychyli? si? ogromny smok z ludzk? twarz?. Miotaj?c na wszystkie strony w??owatym ogonem, zwróci? zjadliwie sw? paszcz? ku Panu a zmartwychwsta?y Odkupiciel stan?? mu na g?ow? i cienkim, bia?ym drzewcem chor?giewki, któr? trzyma? w r?ce, uderzy? go trzykro? po ogonie. Potwór za ka?dym uderzeniem kurczy? si? coraz bardziej i nikn?? w oczach tak, ?e wnet tylko g?ow? by?o mu wida?, a i ta wkrótce zapad?a si? w ziemi? i tylko dojrze? by?o mo?na jego twarz ludzk?. Podobnego w??a widzia?am czyhaj?cego w zasadzce przy pocz?ciu Jezusa. Natur? sw? przypomina? mi ten potwór owego w??a w Raju i sadz?, ?e to widzenie odnosi si? do s?ów obietnicy: ?Nasienie niewiasty zetrze g?ow? w??a." Ca?o?? zdawa?a mi si? by? tylko znakiem widzialnym tryumfu nad ?mierci?; w chwili bowiem tego widzenia znikn?? mi z oczu grób Jezusa, a widzia?am tylko Pana, depcz?cego g?ow? smoka. Teraz znowu ujrza?am Zbawiciela w chwale ?wietlistej, jak przenikn?wszy skaliste sklepienie, uniós? si? ponad grot?. Ziemia zadr?a?a w posadach, a równocze?nie sp?yn?? z nieba na grób, jak b?yskawica Anio? w postaci wojownika, odwali? kamie? na praw? stron? i usiad? na nim. Wstrz??ni?cie ziemi by?o tak silne, ?e a? kaga?ce zachwia?y si?, migoc?c ?ywym p?omieniem. Stra?nicy, og?uszeni, padli na ziemi?, zesztywniani, i pokurczeni, le?eli jak martwi. Kassius widzia? wprawdzie blask wko?o ?wi?tego grobu, widzia?, jak Anio? odwali? kamie? i usiad? na nim, ale nie widzia? samego zmartwychwsta?ego Zbawiciela. Oprzytomniawszy szybko, przyst?pi? do grobu i dotkn?? r?kami pró?nych ju? ca?unów, potem pozosta? jeszcze chwil? w pobli?u, pragn?c gor?co by? ?wiadkiem jakiego nowego, cudownego zjawiska. W tej samej chwili, gdy ziemia zadr?a?a i Anio? spu?ci? si? z nieba pojawi? si? ju? Jezus Matce Swój naj?wi?tszej obok Kalwarii. Pi?kny by? nad wyraz i majestatyczny, a blask bi? od Niego. Okrywa?a Go na kszta?t szerokiego p?aszcza suknia fa?dzista, koloru blado niebieskiego, po?yskuj?ca podobnie jak dym w ?wietle s?onecznym; gdy szed?, powiewa?y za Nim fa?dy sukni w powietrzu. Na r?kach i nogach zna? by?o b?yszcz?co rany tak rozwarto, ?e np. w rany u r?k mo?na by?o w?o?y? palec. Brzegi ran bieg?y liniami na kszta?t trzech równoramiennych trójk?tów, zbiegaj?cych si? wierzcho?kami w jednym punkcie ?rodkowym. Od ?rodka r?k bieg?y ku palcom promienie. Tak stan?? Jezus przed Sw? Matk?, otoczony duszami praojców; te ostatnie odda?y pok?on Naj?w.


881

Pannie, a Jezus mówi? co? do Niej o widzeniu powtórnym i pokaza? Jej Swe rany. Maryja pochyli?a si? ku ziemi, by uca?owa? stopy Jego, a wtedy Jezus uj?? J? za r?k?, podniós? J? i zaraz znikn??. ?wi?te niewiasty znajdowa?y si? w?a?nie, gdy Jezus zmartwychwsta?, w pobli?u furtki Nikodema. Nie zauwa?y?y znaków cudownych, jakie si? przy tym dzia?y, jak równie? nie wiedzia?y wcale o tym, ?e postawiono stra? przy grobie, bo przez ca?y szabat wczorajszy siedzia?y zamkni?te w wieczerniku. Pragn??y gor?co odda? naj?wi?tszemu Cia?u ostatni? przys?ug?, pola? je wod? nardow? i olejkami, obsypa? kwiatami i zio?ami, a to tym bardziej, ?e dotychczas nic na ten cel nie ofiarowa?y, bo wszystkie ma?ci i wonno?ci, u?yte przy pogrzebie, zakupi? Nikodem; teraz wi?c postanowi?y z?o?y? w ofierze naj?wi?tszemu Cia?u swego Pana i Mistrza, co tylko mog?y dosta? najkosztowniejszego. Najwi?ksz? ilo?? zakupi?y Salome i Magdalena. Ta Salome nie by?a to matka Jana, lecz pewna bogata niewiasta z Jerozolimy, krewna ?wi?tego Józefa. ? Zaj?te spe?nieniem tego przedsi?wzi?cia, nie pomy?la?y niewiasty o kamieniu, którym przywalony by? grób. Teraz dopiero, gdy zbli?a?y si? do grobu, przysz?o im to na my?l, wi?c z trosk? pyta?y si? jedna drugiej: ?Kto nam odwali kamie? z przede drzwi?" Umy?li?y wreszcie z?o?y? tymczasem wonno?ci przed grobem na kamie? i czeka?, a? przyjdzie który z uczniów, by im grób pomóg? otworzy?. Tak sobie rzecz u?o?ywszy, zwróci?y si? ku ogrodowi. Kamie? grobowy, jak wspomnia?am, odwalony by? od drzwi na praw? stron?, tak, ?e ?atwo mo?na by?o otworzy? drzwi, obecnie przymkni?te. (Przymkn?? je prawdopodobnie Kassius). Chusty, w które owini?te by?o Naj?w. Cia?o, le?a?y na grobie w takim porz?dku: Wielki ca?un le?a? tak jak przedtem, ale zmi?ty, zapad?y, bo nie by?o w nim nic, tylko zio?a. Opaska, któr? przy kr?powane by?y ca?uny, le?a?a skr?cona, jakby tylko zsuni?ta wzd?u? przedniej kraw?dzi grobu. Chusta za?, w któr? Maryja owin??a by?a Jezusowi g?ow?, le?a?a osobno na prawo w g?owach grobu, zupe?nie tak, jakby dopiero co okrywa?a g?ow?, tylko, ?e zas?ona twarzy by?a odwini?ta. Gdy niewiasty zbli?ywszy si?, ujrza?y ?wiat?a i ?o?nierzy, le??cych w ko?o, zatrwo?one, nie wchodz?c do ogrodu, zboczy?y nieco ku Golgocie. Magdalena tylko, zapominaj?c o wszelkim niebezpiecze?stwie, pospieszy?a do ogrodu, a za ni? w pewnym oddaleniu posz?a powoli Salome; inne niewiasty pozosta?y poza murem. Magdalena, natkn?wszy si? na stra?ników, cofn??a si? w pierwszej chwili trwo?nie ku Salome, lecz wnet nabrawszy otuchy, wesz?a wraz z ni? do groty, mijaj?c le??cych ?o?nierzy. Kamie? znalaz?y odwalony, a drzwi od grobu przymkni?te. Salome zatrzyma?a si? przy wej?ciu, a Magdalena w trwodze wielkiej podbieg?a do grobu, otworzy?a jedn? po?ow? drzwi i zajrza?a do ?rodka. Blask uderzy? jej oczy, ujrza?a, ?e ca?uny s? pró?ne, rozrzucone, a po prawej stronie siedzi u grobu Anio?. Os?upia?a na ten widok, p?dem wybieg?a z groty, uciek?a przez furtk? z ogrodu i nie zatrzymuj?c si?, pospieszy?a do wieczernika, by oznajmi? Aposto?om o tym, co zasz?o. Salome, w strachu wielkim, wybieg?a za ni? przed ogród i oznajmi?a czekaj?cym niewiastom, jak si? rzecz ma; te przestraszone i ucieszone równocze?nie, wci?? jeszcze waha?y si? wej?? do ogrodu. Wtem wybieg? z ogrodu i Kassius, spiesz?c do Pi?ata, by donie?? mu o tym, co zasz?o; mijaj?c niewiasty, oznajmi? im w krótkich s?owach to samo, co ju? s?ysza?y od Salome, i zaraz poszed? spiesznie do miasta przez bram?, któr? wyprowadzono Jezusa. Zach?cone jego s?owy, odwa?y?y si? wreszcie niewiasty wej?? do ogrodu. Wszed?szy l?kliwie do groty, ujrza?y przy grobie ?wi?tym dwóch Anio?ów, w bia?ych, ?wietlistych szatach kap?a?skich. Strwo?one, skupi?y si? w gromadk? i ukrywszy twarze w d?oniach, pochyli?y g?owy, nie ?miej?c si? ruszy?. Wtem jeden z Anio?ów tak przemówi? do nich: ?Nie l?kajcie si? i nie tutaj szukajcie Ukrzy?owanego! ?yw jest, zmartwychwsta? i nie masz Go w grobach umar?ych.


882

Oto pró?ne miejsce po Nim. Oznajmijcie uczniom, co?cie widzia?y i s?ysza?y! Jezus uprzedzi ich do Galilei. Niech przypomn? sobie, co powiedzia? im w Galilei: ?Syn cz?owieczy musi by? wydany w r?ce grzeszników i ukrzy?owany, ale trzeciego dnia zmartwychwstanie." Dr??c z trwogi, uczu?y jednak niewiasty rado?? w sercu; ogl?dn?wszy grób i ca?uny, odesz?y z p?aczem ku bramie, przez któr? niedawno poszed? Kassius. Sz?y powoli, nie och?on?wszy jeszcze ze strachu, a co chwil? zatrzymywa?y si? i rozgl?da?y w ko?o, czy nie ujrz? gdzie przypadkiem Pana i czy nie powraca Magdalena. Magdalena, jak mówili?my, pobieg?a prosto do wieczernika i zadyszana z po?piechu, zapuka?a mocno do drzwi. Uczniowie, zebrani w sali, cz??ci? spoczywali jeszcze na ?o?ach pod ?cianami, cz??ci? wstali ju? i rozmawiali ze sob?. Na pukanie Magdaleny otworzyli Piotr i Jan drzwi, a ta, nie wchodz?c nawet, zawo?a?a: ?Wzi?to Pana z grobu, nie wiemy dok?d!" To rzek?szy, pobieg?a zaraz spiesznie z powrotem do ogrodu. Piotr i Jan wybrali si? zaraz za ni?; Jan szed? pr?dzej i wnet pozostawi? Piotra w tyle. Przemoczona nocn? ros?, wbieg?a Magdalena na powrót do ogrodu. P?aszcz opad? jej z g?owy na barki, d?ugie w?osy rozwi?za?y si? i opada?y fal? na plecy. Nie maj?c nikogo przy sobie, nie odwa?y?a si? Magdalena wej?? zaraz do groty; zatrzymawszy si? wi?c na skraju u wej?cia, schyli?a si?, zagl?dn??a do groty przez ni?ej po?o?one drzwi, by ujrze? grób; opadaj?ce bujne w?osy odgarn??a i przytrzyma?a r?koma. Zagl?daj?c tak ciekawie, ujrza?a dwóch Anio?ów w bia?ych szatach kap?a?skich, siedz?cych u wezg?owia i w nogach grobu. Równocze?nie dosz?y jej uszu s?owa: ?Niewiasto, dlaczego p?aczesz?" ? Zawo?a?a wi?c ?a?o?nie: Wzi?to Pana mego; nie wiedzie?, dok?d." A widz?c, ?e w grobie le?? tylko pró?ne ca?uny, rozgl?dn??a si? w ko?o, jak gdyby spodziewa?a si? ujrze? gdzie Jezusa. Jakie? nieokre?lone przeczucie mówi?o jej, ?e Pan jest gdzie? blisko, a nie zbi?o j? z tropu nawet zjawienie si? Anio?ów. Nie zastanawiaj?c si? prawie nad tym, ?e to Anio?owie mówi? do niej, my?l jej zaj?ta by?a wy??cznie tym jednym zagadnieniem: ?Niema tu Jezusa! Gdzie? jest Jezus?" Odszed?szy nieco od grobowca, zacz??a b??dzi? w ko?o, jak kto?, co szuka trwo?nie zgubionego przedmiotu. Bujne w?osy rozsypa?y si? jej po plecach na obie strony, wi?c usun?wszy je na prawo, uj??a w obie r?ce, przyg?adzi?a troch?, odrzuci?a w ty? i znowu zacz??a si? rozgl?da?. Wtem o dziesi?? mo?e kroków na wschód od grobowca, w miejscu, gdzie ogród podnosi si? ku murom, ujrza?a w mroku wysok?, bia?? posta?, stoj?c? w?ród zaro?li za drzewem palmowym. Podbieg?a w t? stron? i znowu us?ysza?a s?owa: ?Niewiasto, czego p?aczesz? kogo szukasz?" Magdalena my?la?a, ?e to ogrodnik, bo rzeczywi?cie posta? ta trzyma?a ?opat? w r?ku, a na g?owie mia?a p?aski kapelusz, podobny do u?ywanej tu kory, przywi?zanej nad czo?em dla ochrony od s?o?ca, zupe?nie tak, jak przedstawi? mi si? ogrodnik w przypowie?ci, któr? Jezus opowiada? niewiastom w Betanii tu? przed Sw? m?k?. Posta?, zjawiaj?ca si? Magdalenie, nie by?a ?wietlist?, lecz podobn? zupe?nie do zwyczajnego cz?owieka, jakby przedstawia? si? o zmierzchu, ubrany w bia?? sukni?. Na zapytanie, kogo szuka, zawo?a?a Magdalena natychmiast: ?Panie, je?li? ty Go wzi??, to powiedz, gdzie? Go podzia?? a ja Go zabior?." I znowu zacz??a si? rozgl?da?, czy nie ujrzy gdzie Pana w pobli?u. Wtedy Jezus ? On to by? bowiem ? rzek? zwyk?ym, znanym jej g?osem: ?Mario!" ? Magdalena, poznawszy Pana po g?osie, zapomnia?a o ukrzy?owaniu, ?mierci i pogrzebie, upad?a przed Nim na kolana i wyci?gn?wszy r?ce ku Jego stopom, zawo?a?a, jak zwyk?a by?a Go dawniej nazywa?: ?Rabboni (Mistrzu)!" Jezus powstrzyma? j? jednak, wyci?gn?wszy r?k? przed Siebie, i rzek?: ?Nie dotykaj si? Mnie! Nie wst?pi?em jeszcze do Ojca Mego. Wracaj do Mych braci i powiedz im te s?owa: ?Id? do Ojca Mego i Ojca waszego, do Boga Mego i Boga waszego!" Po


883

tych s?owach znik? Jezus w jednej chwili z przed oczu Magdaleny. ? Otrzyma?am obja?nienie, dlaczego Jezus zabroni? Magdalenie dotyka? si? Go, ale ju? nie potrafi? tego dok?adnie powiedzie?; zdaje mi si?, dlatego, ?e Magdalena z tak? gwa?towno?ci? rzuci?a si? do u?ci?ni?cia stóp Jego, z tym uczuciem, jakoby ?y? jeszcze, jak przedtem, i jakoby ni? si? nie zmieni?o. S?owa Jezusa: ?Nie wst?pi?em jeszcze do Ojca Mego" oznacza?y, jak si? dowiedzia?am, ?e jeszcze po zmartwychwstaniu nie stawi? si? przed Swym Ojcem niebieskim i nie podzi?kowa? Mu za zwyci?stwo nad ?mierci? i odkupienie ludzko?ci. Chcia? przez to niejako powiedzie? Jezus Magdalenie, ?e pierwsze rado?ci Bogu si? nale??, ?e wi?c i ona powinna si? najpierw zastanowi? i podzi?kowa? Bogu za dope?nienie tajemnicy odkupienia i zwyci?stwo nad ?mierci?. Gdy Jezus znikn??, podnios?a si? Magdalena i niepewna, sen li to by?, czy jawa, pobieg?a jeszcze raz do grobu. Widz?c pró?ne ca?uny i anio?ów, dosz?a wreszcie do przekonania, ?e rzeczywi?cie Jezus zmartwychwsta? cudownie, wi?c pospieszy?a do swych towarzyszek. Jezus pojawi? si? Magdalenie mniej wi?cej o godzinie pó? do trzeciej. Zaledwie Magdalena si? oddali?a, poszed? do ogrodu najpierw Jan, a za nim po chwili Piotr. Jan zatrzyma? si? u wej?cia do groty, schyli? si? i zagl?dn?wszy do ?rodka, ujrza?, ?e drzwi grobu s? w po?owie otwarte, a ca?uny le?? pró?ne. Piotr, ?mielszy, wszed? bez wahania do groty i zbli?y? si? do grobu, czym zach?cony Jan, odwa?y? si? tak?e wej?? do ?rodka. Zagl?dn?wszy do grobu, ujrzeli, ?e ca?uny le?? na ?rodku zwini?te, wraz z zio?ami, i owini?te opask? tak, jak zwykle kobiety sk?ada?y chusty na schowanie. Chusta z twarzy le?a?a osobno na prawo przy ?cianie, zwini?ta tak?e. Widz?c to, uwierzyli zaraz obaj, ?e Jezus zmartwychwsta?, równocze?nie zrozumieli jasno odno?ne s?owa Jezusa i przepowiednie Pisma ?w., które przedtem brali tylko powierzchownie. Piotr zabra? ca?uny z grobu pod p?aszcz, poczym opu?cili obaj ogród furtk? Nikodema i pu?cili si? z powrotem do wieczernika. Jan znowu szed? pr?dzej, wyprzedzaj?c Piotra. Dwaj anio?owie, którzy przez ca?y czas spoczywania Jezusa w grobie odbywali przy Nim jakby stra? ?wi?t?, pozostali jeszcze i po zmartwychwstaniu; widzia?y ich niewiasty, a byli jeszcze i wtenczas, gdy obaj Aposto?owie przyszli do grobu. Zdaje mi si? jednak, ?e Piotr ich nie widzia?. S?ysza?am, jak pó?niej Jan mówi? do uczniów z Emaus, ?e b?d?c przy grobie, widzia? anio?a. W ewangelii nie wspomina? jednak o tym, pewnie z pokory, by nie da? pozna?, ?e widzia? wi?cej, ni? Piotr. D?ugi czas min??, nim stra?nicy, le??cy na ziemi bez przytomno?ci, przyszli do siebie. Zerwali si? z ziemi, strwo?eni bardzo, nie umiej?c sobie zda? sprawy z tego, co zasz?o. Zaraz te? zabrali w?ócznie i p?on?ce kaga?ce, ustawione dotychczas u wej?cia dla o?wietlenia groty, i powlekli si? l?kliwie do miasta przez bram?, któr? wyprowadzono Jezusa. Magdalena, wybieg?szy z ogrodu, napotka?a niewiasty i opowiedzia?a im o zjawieniu si? Pana, poczym zaraz po?bieg?a do miasta przez poblisk? bram?, niewiasty za? zawróci?y znowu ku ogrodowi. Nie dosz?y jednak jeszcze na miejsce, gdy pojawi? si? im Jezus w d?ugiej, bia?ej szacie, okrywaj?cej Mu zupe?nie r?ce. ? B?d?cie pozdrowione, ? rzek? im, a one, dr??c, upad?y, Mu do nóg. Jezus wyrzek? kilka s?ów, wskaza? r?k? w jak?? stron? i znik?. Uradowane niewiasty pospieszy?y przez bram? betlejemsk? na Syjon, by podzieli? si? radosn? wie?ci? z uczniami, zebranymi w wieczerniku. Ci nie chcieli z pocz?tku da? wiary ani im, ani Magdalenie, uwa?aj?c ich opowiadania za urojenie bujnej ich wyobra?ni i nie dali si? przekona? a? do powrotu Piotra i Jana. Jan i Piotr ? ten ostatni skupiony bardzo i zamy?lony nad dziwnymi wypadkami ? spotkali, wracaj?c do wieczernika, Jakóba M?odszego i Tadeusza, którzy wybrali si? za nimi do grobu; i im w pobli?u wieczernika pojawi? si? Pan, co wielce


884

wstrz?sn??o ich umys?y. Piotrowi musia? tak?e w drodze pojawi? si? Jezus, bo widzia?am, jak nagle odmalowa?o si? na jego twarzy wielkie wzruszenie. Jan pewnie tego nie zauwa?y?.

Zeznania stra?y

Pi?at spoczywa? jeszcze na swym ?o?u, gdy przyby? do niego Kassius, w godzin? mo?e po zmartwychwstaniu Jezusa. Wzruszony wielce, zacz?? opowiada? Pi?atowi, jako by? ?wiadkiem tego, ?e ska?a ca?a zatrz?s?a si?, anio? zst?piwszy z nieba, odwali? kamie? z przed grobu, a zw?oki Jezusa znik?y gdzie? i pozosta?y tylko pró?ne ca?uny ? widocznie musia? Jezus zmartwychwsta?, jak przepowiedzia?, a wi?c jest z pewno?ci? Synem Bo?ym, Mesjaszem prawdziwym. Pi?at s?ucha? tych dziwów ze strachem t?umionym, ale nie daj?c nic pozna? po sobie, rzek? do Kassiusa: ?Marzycielem jeste?! Bardzo to niem?drze z twej strony, ?e? stawa? w obr?bie grobu tego Galilejczyka; bogowie Jego uzyskali przez to moc nad tob? i otumanili ci? ró?nymi czarodziejskimi sztuczkami. Radz? ci, nie wyjawiaj si? z tym lepiej przed arcykap?anami, bo tylko nabawisz si? przez to k?opotu." W ogóle uda? Pi?at, ?e wierzy, jakoby uczniowie wykradli zw?oki, a stra?nicy wymy?laj? teraz takie usprawiedliwienia, dopu?ciwszy do tego czy umy?lnie, czy z niedbalstwa, czy te? mo?e uleg?szy podst?pnym czarom. Po odej?ciu Kassiusa kaza? Pi?at znowu z?o?y? ofiary swym bo?kom. Z t? sam? wie?ci?, co Kassius, przybyli do Pi?ata tak?e czterej ?o?nierze ze stra?y, ale Pi?at, nie wdaj?c si? z nimi w d?ugie rozprawy, odes?a? ich zaraz do Kajfasza. Reszta stra?ników znajdowa?a si? ju? na wielkim dziedzi?cu ko?o ?wi?tyni, gdzie zebrana by?a licznie starszyzna ?ydowska. Spierano si? tu za?arcie, chciano przekupi? stra?ników pieni?dzmi, lub gro?bami zmusi? ich do tego, by rozg?aszali wsz?dzie, ?e podczas gdy oni zaspali, uczniowie wykradli tajemnie cia?o Jezusa z grobu. ? ?Nie mo?emy tego uczyni?" ? rzekli stra?nicy ? ?bo w takim razie zeznania nasze sprzeciwia?yby si? zeznaniom czterech naszych towarzyszów, którzy poszli uwiadomi? o tym Pi?ata." Faryzeusze obiecali im wi?c, ?e postaraj? si? u Pi?ata o zatarcie tej sprawy, gdy na to wspomniani czterej ?o?nierze nadeszli, obstaj?cy jednak?e przy tych zeznaniach, jakie z?o?yli Pi?atowi. Widz?c Faryzeusze, ?e namowy s? daremne, chwycili si? innego sposobu. Rzucili podejrzenie na ?o?nierzy, jakoby w porozumieniu z uczniami, sami przyczynili si? do wykradzenia cia?a Jezusa, i zagrozili im wielkimi karami, je?li nie postaraj? si? teraz, cia?o Jezusa odebra? na powrót. ?o?nierze tymczasem, nie w ciemi? bici, odrzekli ironicznie: ?Nie mo?emy tak samo uczyni? tego, jak nie mog? dostawi? wam Józefa z Arymatei ci ?o?nierze, którzy strzegli go w wi?zieniu, nie by?o bowiem tajnym ?o?nierzom, ?e Józef z Arymatei znik? w tajemniczy sposób z wi?zienia, chocia? drzwi by?y zamkni?te. Tak wi?c niczym nie dali si? nak?oni? stra?nicy do milczenia, owszem ?mia?o, otwarcie zacz?li napomyka? o niesprawiedliwym wyroku, wydanym w pi?tek, skutkiem którego przerwa?y si? ceremonie ?wi?teczne. Faryzeusze za? u?ywszy gwa?tu, kazali ich pojma? i wsadzi? do wi?zienia, a przez innych Faryzeuszów, Saduceuszów i Herodian kazali wsz?dzie rozpuszcza? w obieg fa?szyw? pog?osk?, ?e to uczniowie cia?o Jezusa wykradli, nawet po wszystkich synagogach ?ydowskich ca?ego ?wiata kazali og?osi? t? wie??, upi?kszon? jeszcze rozmaitymi obelgami na Jezusa. Nie na wiele przyda?y si? te k?amstwa, albowiem po zmartwychwstaniu Pana pojawi?y si? wielu mniej za?lepionym ?ydom, dost?pnym jeszcze ?asce Bo?ej, dusze zmar?ych ich bogobojnych przodków, g?osz?c im zmartwychwsta?ego Mesjasza i nak?aniaj?c ich do nawrócenia si?. Podobnie pojawiali si? zmarli wielu uczniom, którzy po ?mierci Jezusa, zachwiani w wierze, rozproszeni byli po kraju; zjawiska te pociesza?y ich i


885

umacnia?y we wierze. Tego powstawania zmar?ych z grobów po ?mierci Jezusa nie mo?na bra? za jedno ze zmartwychwstaniem Jezusa, gdy? Jezus powsta? z grobu w tym samym ciele, ale odnowionym i uwielbionym, kilkadziesi?t dni przeby? ?yw na ziemi, jawnie si? pokazuj?c, i z tym te? cia?em wst?pi? do nieba na oczach Swoich przyjació?. Te za? pojawiaj?ce si? dusze przybiera?y tylko swe cia?a jako chwilowe okrycie i wnet sk?ada?y je na powrót w ?ono ziemi, gdzie cia?a te oczekuj? zmartwychwstania wraz z nami wszystkimi, w dzie? s?du ostatecznego. ?azarz, wskrzeszony z martwych, ?y? rzeczywi?cie potem jaki? czas, ale w ko?cu umar? po raz drugi i tak?e nie wstanie a? w dzie? s?du ostatecznego. Widzia?am, jak ?wi?tyni? ca??, zanieczyszczon? pojawieniem si? zmar?ych, ?ydzi szorowali, myli i oczyszczali; posadzk? wysypywali zio?ami i popio?em ze spalonych szkieletów, uprz?tali rumowiska, a porobione dziury zatykali deskami i zas?aniali kobiercami. Z?o?ywszy ofiary przeb?agalne, wzi?li si? dopiero do uko?czenia ceremonii paschalnych, które wczoraj zaniedbano wype?ni?. Jako przyczyn? przerwania ceremonii ?wi?tecznych i zanieczyszczenia ?wi?tyni podali Faryzeusze trz?sienie ziemi i pojawienie si? zmar?ych, przy czym przytaczali jakie? widzenie Ezechiela o zmartwychwsta?ych nieboszczykach, ale nie wiem ju?, w jakim znaczeniu. Wszelkie szemrania i budz?ce si? pog?oski t?umili bezwzgl?dnie gro?b? kar ci??kich i kl?twy. Tak uda?o im si? wymusi? milczenie, bo niejeden poczuwa? si? niema?o do winy. W?a?ciwie jednak uda?o im si? uspokoi? tylko za?lepiony liczny mot?och; wszyscy bowiem lepsi nawrócili si? potajemnie ju? teraz, a jawnie w czasie Zielonych ?wi?t, inni znów nawrócili si? w stronach rodzinnych przez pó?niejsze nauki Aposto?ów; arcykap?ani przeto coraz wi?cej cichli i tracili na ?mia?o?ci. Ju? za czasów diakonatu Szczepana, wierni nie mogli si? pomie?ci? na przedmie?ciu Ofel i wschodnim stoku Syjonu, zatem liczne ich rzesze osiedli?y si? w dolinie Cedron, pokrywaj?c j? namiotami i chatami od miasta a? do Betanii. Annasz od ?mierci Jezusa zdradza? swym zachowaniem pomieszanie zmys?ów, wi?c musiano go zamkn?? i odt?d nie widziano go ju? a? do ?mierci. Kajfasz w?cieka? si? ze z?o?ci, ale ukrywa? to w sobie, jak móg?. Szymon Cyrenejczyk zg?osi? si? do Aposto?ów zaraz po szabacie, prosz?c o przyj?cie i udzielenie mu chrztu.

Krótki opis niektórych miejscowo?ci dawnej Jerozolimy

Od wschodniej strony Jerozolimy na po?udnie od po?udniowo wschodniego rogu ?wi?tyni, pierwsza z rz?du jest brama, wiod?ca poza mury do przedmie?cia Ofel, za? z drugiej strony na pó?noc od pó?nocno wschodniego rogu ?wi?tyni jest brama Owcza. Na przestrzeni mi?dzy tymi dwiema bramami otworzono niedawno trzeci? bram?; wiedzie ona do kilku ulic, biegn?cych wzd?u? wschodniego stoku góry ?wi?tyni a zamieszka?ych przewa?nie przez kamieniarzy i innych robotników. Mieszkania ich przytykaj? do fundamentów ?wi?tyni. Domy na tych ulicach s? przewa?nie w?asno?ci? Nikodema, który kaza? je zbudowa? swoim kosztem; zamieszkuj?cy je kamieniarze, p?ac? mu czynsz gotówk?, lub odrabiaj? w warsztatach a tak pozostaj? w stosunkach z nim i z Józefem z Arymatei, który znów posiada w swych dobrach wielkie ?omy kamienia i tym handluje, Nikodem to w?a?nie te? kaza? niedawno wybi? w murach t? pi?kn? bram?, któr? nazwano „bram? Moriah " Po uko?czeniu jej, pierwszy Jezus wjecha? ni? do miasta w niedziel? Palmow?. Wszed? wi?c do miasta now? bram? Nikodema, któr? nikt jeszcze nie szed?, a pochowany zosta? w nowym grobowcu Józefa z Arymatei, w którym nikt przed Nim nie spoczywa?. Bóg tak widocznie zrz?dzi?. Bram? t?


886

zamurowano w pó?niejszych czasach; powsta?a o niej legenda, ?e bram? t? wejd? kiedy? znowu chrze?cijanie do Jerozolimy. Do dzi? jeszcze jest w tej stronie zamurowana brama, któr? Turcy nazywaj? Z?ot? bram?. Linia prosta, poprowadzona od bramy Owczej na zachód poprzez wszystkie mury, przechodzi ?rodkiem miedzy pó?nocno zachodnim kra?cem Syjonu a Golgot?. Od tej bramy na Golgot? jest w prostej linii trzy kwadranse drogi, za? od pa?acu Pi?ata tam?e 5|8 godziny drogi. Zamek Antonia stoi przy pó?nocno zachodnim rogu góry ?wi?tyni na wystaj?cym cyplu skalnym. Wychodz?c z pa?acu Pi?ata przez bram? ku zachodowi, ma si? zamek po lewej r?ce. Na wysokim murze zamkowym jest w jednym miejscu otwarty plac, wychodz?cy na forum; st?d wydaje Pi?at ludowi ró?ne og?oszenia, np. og?asza nowe prawa. Id?c „Drog? krzy?ow?" w obr?bie miasta, mia? Jezus nieraz gór? Kalwarii po prawej r?ce. (Droga musia?a i?? g?ównie w kierunku po?udniowo zachodnim). Ze ?ródmie?cia wyszed? Jezus bram?, która wiod?a przez wewn?trzny mur miejski, biegn?cy ku górze Syjon, do znacznej wysoko?ci zabudowanej. Poza tym murem rozci?ga si? dzielnica, obejmuj?ca wi?cej ogrodów ni? domów; tutaj s? tak?e od strony zewn?trznego muru pi?kne grobowce o wej?ciach murowanych, lub sztucznie wykutych, a nad nimi na górze s? cz?sto g?sto wcale ?adne ogródki. W tej to stronie miasta stoi dom ?azarza; pi?kne ogrody nale??ce do niego, rozci?gaj? si? ku bramie naro?nej a? do muru zewn?trznego, który skr?ca si? tu z zachodu ku po?udniowi. Osobna furtka prowadzi do tych ogrodów z poza murów, jak mi si? zdaje, ko?o bramy Owczej; Jezus i uczniowie wchodzili nieraz t?dy i wychodzili za zezwoleniem ?azarza. — Ow? bram? przy pó?nocno zachodnim rogu ?wi?tyni wychodzi si? na drog?, wiod?c? do Betsur, która to miejscowo?? le?y dalej na pó?noc ni? Emaus i Joppe. Na pó?noc za murem zewn?trznym znajduj? si? grobowce królewskie. Dzielnica zachodnia, nie bardzo jeszcze zabudowana, le?y najni?ej; zni?a si? powoli w kierunku ku murom miejskim, tu? przed nimi podnosi si? znowu falisto, tworz?c garb, zasiany g?sto pi?knymi ogrodami i winnicami. Poza nim biegnie jeszcze w obr?bie murów szeroka, brukowana droga, miejscami dost?pna dla wozów. Z tej drogi prowadz? wej?cia na mury i wie?e, bo wie?e tamtejsze nie maj? wej?? wewn?trz, jak u nas. Z drugiej strony murów opada znowu grunt w dolin?, a wi?c mur w tym miejscu wznosi si? jakby na podwy?szonym wale. Spadzisty stok przed murami obsadzony jest tak?e ogrodami i winnicami. Id?c „Drog? krzy?ow?", nie przechodzi? Jezus przez dzielnic? ogrodow?; wychodz?c z miasta, mia? j? po prawej r?ce od pó?nocy i stamt?d w?a?nie nadszed? Szymon Cyrenejczyk i spotka? si? z orszakiem Jezusa. Brama, któr?, wyprowadzono Jezusa, nie jest zwrócona wprost ku zachodowi, lecz w t? stron?, któr? wskazuje s?o?ce o czwartej godzinie po po?udniu. Od bramy tej na lewo ci?gnie si? mur nieco ku po?udniowi, nast?pnie robi nag?y zakr?t ku zachodowi, potem znów zwraca si? na po?udnie i okr??a gór? Syjon. W tej samej stronie na lewo od bramy w kierunku ku Syjonowi stoi poza obr?bem murów pot??na baszta, jakby twierdza jaka. Obok tej bramy le?y na lewo bardzo blisko druga; s? to dwie najbli?sze sobie bramy, bo nie dalej le?? jak u nas w Dülmen brama zamkowa od lüding-hauserskiej. Druga ta brama, zwrócona ku zachodowi, prowadzi na drog?, skr?caj?c? nieco na lewo ku Betlejem. Tu? za bram?, któr? wyprowadzono Jezusa, zwraca si? droga na prawo ku pó?nocy na gór? Kalwarii, zwrócon? do miasta wschodnim, stromym stokiem, podczas gdy stok przeciwleg?y zachodni bardzo ?agodnie opada na dó?. Z góry wida? ku zachodowi kawa?ek drogi do Emaus; przy owej drodze jest ??ka, na której zbiera? ?ukasz zio?a, id?c z Kleofasem po zmartwychwstaniu do Emaus, i wtedy to spotkali Jezusa. Wzd?u? murów miejskich na wschód i po?udnie ci?gn? si? ogrody, winnice i cmentarze. Krzy? Chrystusa zakopano u podnó?a góry Kalwarii od


887

strony pó?nocno wschodniej; z drugiej strony s? znowu pi?kne, tarasowate winnice. Wisz?c na krzy?u, zwrócony by? Jezus twarz? na pó?nocny zachód, mniej wi?cej w stron?, któr? wskazuje na kompasie 10-ta godzina. Zwróciwszy g?ow? na prawo, móg? Jezus widzie? z krzy?a cz??? zamku Antonia. Patrz?c ze wzgórka krzy?owego ku po?udniowi, widzi si? dom Kajfasza, stoj?cy poni?ej zamku Dawida.

Ogród i grób Józefa z Arymatei.

Ogród Józefa rozci?ga si? przy bramie Betlejemskiej na wy?ynie, podchodz?cej pod mury miejskie, a oddalony jest od góry Kalwarii przynajmniej o siedem minut drogi. Ogród to pi?kny, o wielkich, roz?o?ystych drzewach, w?ród drzew wida? miejscami cieniste ??czki; nie brak i ?awek, zapraszaj?cych do mi?ego spoczynku. Wchodz?c do ogrodu z doliny od strony pó?nocnej i id?c dalej szerok?, wygodn? ?cie?k?, widzi si?, ?e na lewo ci?gnie si? ogród dalej pod gór? wzd?u? murów miejskich, za? po prawej stronie ?cie?ki ko?czy si? ogród niedaleko i tutaj to stoi wielka, odosobniona ska?a, w której znajduje si? grobowiec. Wej?cie do groty grobowej zwrócone jest wprost na ?cie?k?; stoj?c u wej?cia, widzi si? przed sob? ci?gn?cy si? w gór? ogród i mury miejskie. W po?udniowo zachodniej i w pó?nocno zachodniej ?cianie tej?e ska?y s? jeszcze dwa niskie wej?cia do dwóch mniejszych grobowców. Wzd?u? zachodniej ?ciany biegnie w?ska ?cie?ka. Do g?ównego grobowca schodzi si? od strony wschodniej w dó? po schodkach, bo grobowiec le?y g??biej, ni? grunt ogrodu. Wej?cie to pierwsze zamkni?te jest plecionk?. Wewn?trz tworzy grobowiec obszern? grot?, tak pod ?cianami po czterech ludzi, a inni mog? wygodnie ?rodkiem przenie?? zw?oki. Od tylnej, zachodniej ?ciany, naprzeciw drzwi, zaokr?gla si? grota w ny?? szerok?, a niezbyt wysok?; ?ciany schodz? si? tu w górze, tworz?c sklepienie nad ?o?em grobowym, Wysokiem przesz?o dwie stopy. ?o?e grobowe jest to po prostu kawa? ska?y w kszta?cie skrzyni pod?u?nej lub trumny wyst?puj?cy z tylnej ?ciany groty, a tworz?cy z ni? jedn? ca?o??; ?o?e to wy??obione jest tyle, ?e mog? si? w nim wygodnie pomie?ci? zw?oki, owini?te w ca?uny. ?o?e nie zajmuje ca?ej szeroko?ci ny?y od ?ciany do ?ciany, owszem z jednej i z drugiej strony mi?dzy ?cian? a grobem mo?e stan?? cz?owiek, a tak?e z przodu przed grobem, jest miejsce dla jednego cz?owieka, chocia?by zamkni?te by?y drzwi ny?y. Drzwi, zamykaj?ce ny??, s? z miedzi, czy z jakiego? innego metalu, otwieraj? si? na dwie po?owy na obie strony, gdzie wspieraj? si? o ?ciany boczne. Nie s? osadzone prostopad?ej lecz uko?nie a niezbyt wysoko nad ziemi? tak, ?e mo?na je zamkn??, przytoczywszy pod nie kamie?, który w tym celu le?a? jeszcze przed wej?ciem do groty; przytoczono go dopiero pó?niej, po z?o?eniu Pana do grobu, i przywalono nim zamkni?te drzwi ny?y. Kamie? to ogromny, zaokr?glony nieco z jednej strony umy?lnie, bo i ?ciany nie ko?cz? si? przy drzwiach ny?y pod katem prostym, lecz nieco si? zaokr?glaj?. By drzwi, przywalone kamieniem, otworzy?, nie potrzeba go wytacza? z groty, co wobec szczup?o?ci miejsca by?oby zbyt uci??liwym; w tym celu jest umy?lnie uwieszony w sklepieniu ?a?cuch, który przeci?ga si? przez kó?ka, wpuszczone w kamie?, i nast?pnie, podci?gaj?c ?a?cuch, usuwa si? kamie? na bok; ale w ka?dym razie potrzeba do tego kilku silnych m??czyzn, a ci dobrze si? nam?cz?, nim kamie? usun?. Grota ca?a jest czy?ciutko wykonana. Skala, w której wykuta jest grota, jest koloru bia?ego, ?y?kowana w delikatne pr??ki czerwone i brunatne. Naprzeciw wej?cia do groty umieszczona jest w ogrodzie ?awka kamienna. Wierzch ska?y poros?y jest muraw?; wyszed?szy na?, wida? poprzez mury gór? Syjon i niektóre wie?e, dalej bram? Betlejemsk?, wodoci?g i studni? Gihon.


888

60. Zdj?cie z krzy?a. W tym czasie, gdy przy krzy?u kilku tylko ?o?nierzy zosta?o na stra?y, widzia?am, jak od Betanii nadesz?o dolin? pi?ciu m??ów; zbli?yli si? ostro?nie do placu egzekucji, spogl?dali chwil? na krzy? i znowu si? oddalili; mniemam, i? to byli uczniowie. Józefa z Arymatei i Nikodema, widzia?am dzi? trzy razy w tej stronie, jak gdyby ?ledzili za czym? i co? uk?adali. Pierwszy raz widzia?am ich tu w pobli?u podczas krzy?owania. (Zapewne wtenczas gdy wys?ali ludzi, by odkupi? sukni? Jezusa). Pó?niej przyszli obaj popatrze?, czy t?um si? rozszed?, poczym odeszli do grobowca, poczyni? niektóre przygotowania. Stamt?d przyszli znowu a? pod krzy?, przygl?dn?li si? mu dobrze i zbadali teren w ko?o, uk?adaj?c plan zdj?cia cia?a Jezusa, poczym powrócili do miasta. Teraz zaj?li si? przysposobieniem przyborów do balsamowania. S?u??cy ich wzi?li oprócz innych przyborów do zdj?cia ?wi?tego Cia?a tak?e dwie drabiny ze stodo?y, stoj?cej obok wielkiego domu Nikodema. Drabiny te — by?y to d?ugie ?erdzie, w których powbijane by?y rz?dem z obu stron ko?ki, jako szczeble. Drabiny opatrzone by?y hakami, daj?cymi si? wedle potrzeby przesuwa? wy?ej i ni?ej, by mo?na by?o drabin? dowolnie przymocowa?, lub, by mo?na by?o na takim haku powiesi? jakie narz?dzie, gdy mia?o si? obie r?ce zaj?te. Bogobojna niewiasta, u której zakupili przybory do balsamowania, zapakowa?a wszystko bardzo wygodnie. Nikodem kupi? 100 funtów zió? i wonno?ci, co na nasz? wag? wynosi?o 37 funtów, jak to kilka razy wyra?nie si? dowiedzia?am. Zapakowane to by?o w ma?ych bary?eczkach, z ?yka, które nie?li zawieszone na szyi; w jednej bary?ce by? jaki? proszek. P?ki zió? zapakowane by?y w sakwach z pergaminu, czy ze skóry. Józef niós? tak?e drog?, wonn? ma?? w puszce ?adnej, czerwonej, z niebiesk? obwódk?; nie wiem, z czego ta puszka by?a zrobiona. S?udzy, jak ju? wspomnia?am, nie?li na noszach naczynia, wory, g?bki i narz?dzia. Ogie? nie?li w zamkni?tej latarce. S?udzy ci poszli nieco naprzód i wyszli z miasta inn? bram?, zdaje mi si?, Betlejemsk?. Id?c przez miasto, przechodzili ko?o domu, w którym znajdowa?a si? Naj?wi?tsza Panna z niewiastami i Janem, wróciwszy z góry Kalwarii, by postara? si? o niektóre przybory do pogrzebu. Widz?c s?ugi, id?ce na gór? Kalwari?, zebra?y si? zaraz niewiasty i posz?y tam?e za nimi z Janem, w pewnym oddaleniu. By?o ich co? pi??, a niektóre nios?y pod p?aszczami spore zawini?tka z chustami. Niewiasty zawsze wychodz?c z domu pod wieczór, lub w ogóle na wykonywanie jakich? praktyk religijnych, zwyk?e by?y otula? si? starannie d?ug? chust?, na dobry ?okie? szerok?. Pocz?wszy od jednego ramienia, owija?y si? ca?e szczelnie i ko?czy?y na drugim ramieniu; nawet g?owa okryta by?a t? chust?. Tak owini?te, mog?y tylko ma?e kroki stawia?. Dzisiaj osobliwie podpada? mi strój ten, by? to bowiem strój ?a?obny. Józef i Nikodem ubrani byli tak?e w suknie ?a?obne. Mieli czarne przedrami?czka i takie? manipu?y, dalej szerokie pasy, a od góry do do?u otuleni byli w d?ugie, obszerne p?aszcze, barwy brudno szarej; p?aszcz os?ania? nawet g?ow?. Szli nie za s?ugami, lecz ku bramie, któr? wyprowadzono Jezusa. Na ulicach cicho by?o i pusto. Mieszka?cy, nie och?on?wszy jeszcze z przestrachu, siedzieli zamkni?ci w domach; wielu ze skruch? czyni?o pokut?, ma?a tylko cz??? pami?ta?a o wykonywaniu przepisanych ceremonii ?wi?tecznych. Gdy Józef i Nikodem przybyli pod bram?, zastali j? zamkni?t?; ulice najbli?sze i mury obsadzone by?y ?o?nierzami,których przys?a? Pi?at Faryzeuszom na ich ??danie, kiedy to po drugiej godzinie l?kali si? wybuchni?cia rozruchów. Dotychczas nie odwo?ano tych oddzia?ów, wi?c sta?y wci?? na stra?y. Józef pokaza? ?o?nierzom rozkaz Pi?ata na pi?mie, by go przepuszczono, na co o?wiadczyli ?o?nierze, ?e


889

ch?tnie by go pu?cili, ale ?e brama tak si? zaci??a, widocznie przez trz?sienie ziemi, i? nie mo?na jej w ?aden sposób otworzy?; dlatego te? i siepacze, wracaj?c po po?amaniu ko?ci ?otrom, nie mogli przej?? t?dy, lecz musieli i?? na bram? naro?n?. Rzeczywi?cie nikt nie móg? otworzy? bramy, ale gdy Józef i Nikodem uj?li za rygle, brama otworzy?a si? ku ogólnemu podziwowi nadzwyczaj lekko. Powietrze by?o pos?pne, mgliste. Przybywszy na gór? Kalwari?, zastali tam ju? Józef i Nikodem swych s?u??cych i ?wi?te niewiasty, które siedzia?y zap?akane naprzeciw krzy?a, Kassius i nawróceni ?o?nierze stali w pewnym oddaleniu, przej?ci strwo?on? czci? i uszanowaniem. Józef i Nikodem opowiedzieli Janowi i ?wi?tym niewiastom, jakie to starania czynili, by uratowa? Jezusa od ?mierci sromotnej, a niewiasty nawzajem opowiada?y im, jako z trudem tylko uda?o im si? odwie?? siepaczy od po?amania ko?ci Jezusowi, jako spe?ni?o si? proroctwo, a Kassius przebi? w?óczni? bok Jezusowi. Gdy nadszed? jeszcze setnik Abenadar, rozpocz?to z oznakami wielkiego smutku i czci naj?wi?tsze dzie?o mi?o?ci. Przyjaciele ci i wyznawcy Jezusa rozpocz?li zdejmowanie z krzy?a i przysposobienie do pogrzebu ?wi?tego Cia?a ich Pana, Mistrza i Odkupiciela. Naj?w. Panna i Magdalena usiad?y po prawej stronie pagórka mi?dzy krzy?em Jezusa a Dyzmasa; inne niewiasty zaj??y si? porz?dkowaniem wonno?ci, chust, g?bek i naczy?. Kassius zbli?y? si? do przyby?ego Abenadara i opowiedzia? mu, jak to dozna? cudownego uzdrowienia wzroku cia?a i duszy. Wszyscy wzruszeni byli g??boko i przej?ci smutkiem; na twarzach wszystkich malowa?a si? uroczysta powaga, przebija?a mi?o?? g??boka, nie potrzebuj?ca wielu s?ów na wyra?enie swych uczu?. ?wi?ta czynno?? odbywa?a si? z po?piechem, a zarazem uwag? troskliw?; czasami wydziera? si? z czyich piersi j?k ?a?osny, lub westchnienie. Magdalena przede wszystkim wzruszona by?a gwa?townie i pogr??ona w bezmiernej bole?ci, poza któr? nie mia?a wzgl?du na nic i na nikogo. — Nikodem i Józef przystawili drabiny z ty?u do krzy?a i wyle?li na gór?, wzi?wszy ze sob? wielk? chust?, do której w trzech miejscach przyszyte by?y trzy szerokie rzemienie. Owin?wszy Pana chust?, przyci?gn?li rzemienie i przymocowali nimi cia?o Jezusa do pnia krzy?a pod pachami i pod kolanami; tak samo przymocowali r?ce chustami do ramion krzy?a. Tu?ów cia?a Jezusa, ci???cy przy skonaniu ca?ym ci??arem ku kolanom, spoczywa? teraz w siedz?cej postawie na chu?cie wielkiej, przez ramiona krzy?a przerzuconej i przymocowanej. R?ce nie wisia?y ju? na gwo?dziach i nie rozdziela?y si?, bo cia?o, podci?gni?te do góry i przymocowane, nie ci??y?o ku do?owi. Do wyjmowania gwo?dzi wzi?to si? w ten sposób, ?e wybijano je z ty?u sztyfcikami, przy?o?onymi do ko?ców gwo?dzi. Wstrz??nienia, wywo?ane uderzeniami, nie dawa?y si? bardzo odczu? r?kom Jezusa, gwo?dzie wypada?y ?atwo z szerokich ran tym bardziej, ?e r?ce nie by?y ju? naci?gni?te jak pierwej. Wybiwszy lewy gwó?d?, spu?ci? Józef owini?t? r?k? lekko wzd?u? cia?a. Nikodem tak samo, przywi?zawszy mocno praw? r?k? Jezusa i g?ow? cierniem ukoronowan?, opuszczon? dotychczas na piersi, wybi? prawy gwó?d? i obwi?zan? r?k? opu?ci? lekko na dó?. Tymczasem setnik Abenadar wybi? z wielkim trudem ogromny gwó?d?, przykuwaj?cy nogi. Spad?e gwo?dzie podniós? ze czci? Kassius i z?o?y? je na ziemi obok Naj?wi?tszej Panny. Teraz przestawiono drabiny na przód krzy?a po obu stronach, tu? obok naj?wi?tszego Cia?a. Znowu wyle?li na gór? Józef i Nikodem, odwi?zali górny rzemie? od pnia krzy?a i zawiesili go na hakach, wbitych do drabin. To? samo uczynili z dwoma innymi rzemieniami tak, ?e teraz chusta z cia?em Jezusa wisia?a wy??cznie na drabinach. Schodz?c po-woli, odczepiali rzemienie od góry i zawieszali na coraz ni?szych hakach, a drogocenny ci??ar spuszcza? si? coraz ni?ej ku ziemi. Setnik Abenadar wylaz? na schodki ruchome, uj?? r?koma nogi


890

Jezusa poni?ej kolan i zeszed? na ziemi?, a tymczasem Nikodem i Józef, trzymaj?c w ramionach cia?o Jezusa u góry, schodzili stopie? po stopniu z drabiny lekko, ostro?nie, jak gdyby d?wigali najukocha?szego przyjaciela, ci??ko zranionego. Tak dosta?o si? to naj?wi?tsze, um?czone Cia?o Zbawiciela z krzy?a na ziemi?. Nadzwyczaj wzruszaj?cym i rozczulaj?cym by? widok zdejmowania Jezusa z krzy?a. Robiono wszystko ostro?nie, z uwag?, jak gdyby obawiano si? sprawi? Panu najmniejsz? bole??. Wobec naj?wi?tszego Cia?a przejmowa?a wszystkich taka sama mi?o?? i cze??, jak? czuli wzgl?dem Naj?wi?tszego ze ?wi?tych za Jego ?ycia. Obecni mieli bez przerwy zwrócone oczy na cia?o Pana, przy ka?dym poruszeniu cia?a objawiali sw? bole??, smutek i trosk? ?zami i ca?ym zachowaniem. Cisza panowa?a; ci, co zaj?ci byli zdejmowaniem cia?a, odzywali si? tylko wtenczas, gdy koniecznie by?o potrzeba, a i to pó?g?osem, mimowolnym przej?ci szacunkiem dla zw?ok Chrystusa. Gdy przy wybijaniu gwo?dzi rozleg?y si? uderzenia m?otka, nowa bole?? ?cisn??a serce Naj?w. Panny, Magdaleny i wszystkich, którzy byli obecni przy krzy?owaniu. Odg?os uderze? przypomnia? im chwil? okrutnego przybijania Jezusa na krzy?; zadr?eli, bo zda?o im si?, ?e znowu us?ysz? bolesny j?k Jezusa, ale widz?c, ?e usta te zamkn??a ju? ch?odna d?o? ?mierci, zacz?li znów bole? nad Jego skonem. Zdj?wszy cia?o, okryli je Nikodem i Józef starannie od kolan a? do pasa i owini?te w chust? z?o?yli w r?ce Matki bolej?cej, która, przej?ta bole?ci? bezmiern?, z t?sknot? wyci?gn??a po nie r?ce. 61. Przygotowania do pogrzebania cia?a Jezusa. Z?o?ono wi?c na ?ono Maryi zw?oki Jej najukocha?szego, a tak okrutnie zamordowanego Syna. Naj?w. Panna siedzia?a na rozes?anym kobiercu, plecy jej spoczywa?y na mi?kkim oparciu, utworzonym zapewne z pozwijanych p?aszczów, bo przyjaciele chcieli ul?y? cho? troch? tej Matce, wycie?czonej bole?ci? i trudem, oddaj?cej obecnie zw?okom Syna swego ostatni?, smutn? przys?ug? mi?osn?. Naj?wi?tsza g?owa Jezusa spoczywa?a na podniesionym nieco prawym kolanie Maryi, cia?o le?a?o wyci?gni?te na chu?cie. Bole?? serca Naj?w. Matki równ? by?a jej niezmiernej mi?o?ci. Oto trzyma?a w ramionach cia?o Swego ukochanego Syna, któremu podczas ca?ej Jego d?ugiej m?ki nie mog?a wy?wiadczy? ?adnej przys?ugi; widzia?a strasznie sponiewierane to naj?wi?tsze Cia?o, mia?a tu? przed oczyma wszystkie okropne rany, ca?uj?c zakrwawione, poranione policzki. Magdalena usiad?a podobnie u nóg Jezusa i ca?owa?a je. M??czy?ni tymczasem cofn?li si? w zag??bienie, po?o?one ni?ej na po?udniowo zachodnim stoku Kalwarii, gdzie chcieli uzupe?ni? przygotowania do pogrzebu i przysposobi?, co jeszcze by?o potrzebne. Kassius z nawróconymi ?o?nierzami sta? w pewnym oddaleniu, w postawie pe?nej szacunku. Nie by?o mi?dzy obecnymi nieprzychylnych, bo wszyscy porozchodzili si? do miasta, pozostali tylko ?yczliwi Jezusowi i ci tworzyli teraz jakby stra? honorow?, by nikt niepowo?any nie przeszkodzi? w oddawaniu ostatniej oznaki czci zw?okom Jezusa. Ka?dy by? szcz??liwy, je?li polecono mu pomóc w czym i wype?nia? ochoczo polecenie ze wzruszeniem i pokor?. ?wi?te niewiasty zaj??y si? skrz?tnie przygotowaniem i podawaniem naczy? z wod?, g?bek, chust, ma?ci i zió?; po spe?nieniu jakiej czynno?ci stawa?y w pogotowiu, bacz?c uwa?nie, czy znowu czego nie potrzeba. By?y mi?dzy niewiastami Maria Kleofy, Salome i Weronika; Magdalena nie odchodzi?a na krok od Naj?w. cia?a. Maria Helego, starsza siostra Naj?w. Panny, s?dziwa ju? matrona, siedzia?a opodal na wale, przypatruj?c si? cicho wszystkiemu. Jan, czynny na wszystkie strony, by? niejako po?rednikiem mi?dzy niewiastami i m??czyznami. To pomaga? Naj?w. Pannie i niewiastom, to znowu potem m??czyznom przy w?a?ciwym przysposobieniu cia?a. Na wszystko mia? oko. Niewiasty trzyma?y skórzane worki daj?ce si? otwiera? i sk?ada? na p?ask,


891

obok na ognisku sta?o naczynie z ciep?? wod?, Podawa?y na przemian Maryi i Magdalenie czarki z czyst? wod? i ?wie?e g?bki, a otrzymane, wyciska?y do worków; zdaje mi si?, i? to by?y g?bki, owe zwitki, z których widzia?am zu?yt? wod? wyciska?. Przy ca?ej niewymownej bole?ci, jaka ?ciska?a w tej chwili serce Naj?w, Panny, moc jednak niezwyk?a o?ywia?a J? i pobudza?a do dzia?ania. Bole?? Jej i mi?o?? nie da?y Jej pozostawi? cia?a Jezusa w takim zeszpeceniu i sponiewieraniu, wiec zaraz zacz??a skrz?tnie oczyszcza? je i obmywa?. Najpierw rozpi??a ostro?nie z pomoc? innych koron? cierniow? i zdj??a j? Jezusowi z g?owy. Niektóre ciernie musiano tymczasem obci??, by przy zdejmowaniu korony nie rozdziera? na nowo ran Naj?w. g?owy. Po?o?ono korony na ziemi? ko?o gwo?dzi; pozosta?e w g?owie d?ugie kolce i drzazgi powyci?ga?a Maryja ostro?nie okr?g?ymi, ?ó?tymi, spr??ynowymi obc??kami*) i ze smutkiem g??bokim pokazywa?a je wspó?czuj?cym przyjacio?om. Wydobyte ciernie sk?adano obok korony; cz??? ich zapewne rozebrali zaraz obecni mi?dzy siebie na pami?tk?. Oblicze Jezusa zdj?tego z krzy?a, by?o nie do poznania, zeszpecone krwi? i ranami; rozczochrane w?osy na g?owie i brodzie pozlepiane by?y krwi?. Maryja zmy?a mokrymi g?bkami oblicze i g?ow?, i zebra?a z w?osów zasch?? krew. Przy zmywaniu coraz jawniej pokazywa?o si? jak okrutnie poraniony by? Jezus, wi?c coraz wi?ksze wspó?czucie ogarnia?o obecnych na widok ka?dej pokazuj?cej si? rany; z nadzwyczajn? staranno?ci? i pieczo?owito?ci? za?atwia?a Maryja t? smutn? czynno??. G?bk? i chusteczk? wilgotn?, nawini?t? na palce prawej r?ki, wymywa?a zasch?? krew z ran g?owy, z zapad?ych oczu, z nosa i uszu, poczym nawin?wszy szmateczk? mokr? na palec wskazuj?cy, wymy?a wpó? otwarte usta Jezusa, j?zyk, z?by i wargi. Przerzedzone w?osy na g?owie przyczesa?a i rozdzieli?a na trzy cz??ci, ?rodek zaczesa?a w ty?, a dwie cz??ci na oba boki, zaczesawszy je g?adko poza uszy. Oczy?ciwszy tak g?ow? uca?owa?a Naj?w. Panna policzki Jezusa i zakry?a je chust?, poczym zacz??a obmywa? szyj?, barki, piersi i plecy ?wi?tego cia?a, dalej r?ce i porozdzierane, zakrwawione d?onie. Teraz dopiero pokaza?o si?, jak strasznie skatowane by?o cia?o Jezusa. Wszystkie ko?ci piersiowe, wszystkie tkanki by?y porozci?gane, powykrzywiane i jak st??a?e. Na barkach, które d?wiga?y ci??ki krzy?, wida? by?o ogromn? g??bok? ran?, druga taka widnia?a na prawym boku, rozdartym szeroko w?óczni?; na lewym boku by?a malutka ranka, pochodz?ca tak?e od w?óczni, która przesz?a na wylot przez ca?e cia?o. W ogóle ca?a górna cz??? cia?a pokryta by?a si?cami, guzami i ranami, a ka?d? ran? obmywa?a i oczyszcza?a Maryja jak najstaranniej. Magdalena, to kl?cza?a z drugiej strony, pomagaj?c Jej, to znów przypada?a do nóg Jezusa, obmywaj?c je po raz ostatni wi?cej ?zami ni? wod? i osuszaj?c w?asnymi w?osami. Tak obmy?a Maryja i oczy?ci?a z krwi zesch?ej g?ow? i górn? cz??? cia?a Jezusa, a Magdalena nogi. Naj?wi?tsze cia?o wygl?da?o teraz sino bia?e, po?yskuj?ce jak przekrwione mi?so. Tu i ówdzie wida? by?o ciemniejsze plamy od zasta?ej pod skór? krwi, miejscami skóra by?a zdarta i widnia?o ?ywe mi?so. Naj?wi?tsza Panna okrywszy obmyte ju? cz?onki, wzi??a si? powtórnie do namaszczania wszystkich ran, pocz?wszy od g?owy. ?wi?te niewiasty kl?cza?y przed Ni? i podawa?y Jej na przemian puszki z wonno?ciami, a Matka Bo?a nabiera?a palcem wielkimi wskazuj?cym prawej r?ki czy to ma?ci, czy inne wonno?ci, zape?nia?a tym rany Jezusa i pomaza?a je; w?osy pola?a Mu wonnym olejkiem. Uj?wszy w lew? r?k? obie r?ce Jezusa, ca?owa?a je najpierw ze czci?, poczym wype?ni?a szerokie rany na d?oniach, porobione gwo?dziami, kosztown? ma?ci?: t? ma?ci? wype?ni?a tak?e otwory uszne, nosowe i szerok? ran? w prawym boku. Magdalena g?ównie zaj??a si? ?wi?tymi nogami Jezusa, osusza?a je, namaszcza?a i


892

na nowo skrapia?a obfitymi ?zami. Chwilami przyk?ada?a do nich sw? twarz zbola?? i kl?cza?a tak, cicho, bez ruchu. Nama?ciwszy tak wszystkie rany, owin??a Maryja g?ow? Jezusa w opaski nie ?ci?gaj?c jednak jeszcze poprzedniej zas?ony. Przymkn?wszy na pó? otworzone oczy Jezusa trzyma?a chwil? na nich sw? r?k?, potem zamkn??a ?wi?te usta, a obj?wszy z p?aczem najdro?sze cia?o swego Syna, pochyli?a oblicze ku ?wi?tej Jego twarzy. Magdalena z wielkiej czci i uszanowania, nie zbli?a?a swego oblicza do twarzy Jezusa, ca?owa?a tylko z pokor? Jego nogi. Józef i Nikodem stali chwil? w pobli?u, szanuj?c t? bole?? niezmiern? Matki Bo?ej; wreszcie Jan zbli?y? si? do Naj?w. Panny z nie?mia?? pro?b?, by odda?a ju? cia?o Jezusa, bo szabat si? zbli?a i trzeba ko?czy? przygotowania. Jeszcze raz u?cisn??a Maryja serdecznie drogie zw?oki i czu?ymi s?owy po?egna?a je. M??czy?ni wzi?li naj?wi?tsze cia?o z ?ona Matki i ponie?li je na chu?cie, na której le?a?o, na dó? w owo zag??bienie. Maryja, której bole??, ukojona nieco czu?ym zaj?ciem, od?y?a na nowo, os?ab?a i usun??a si? na r?ce niewiast, zakrywszy g?ow?. Magdalena za?, jak gdyby kto porywa? jej jedynego Oblubie?ca, rzuci?a si? naprzód z wyci?gni?tymi r?kami, lecz po chwili oprzytomniawszy, powróci?a do Naj?w. Panny. Naj?wi?tsze Cia?o Jezusa ponie?li m??czy?ni kawa?ek w dó? Golgoty, gdzie w za?omie góry by?a pi?kna szeroka, a p?aska ska?a, na której cia?o z?o?ono w celu przedsi?wzi?cia balsamowania. Ska?a zas?ana by?a wielk? siatkowat? chust?, jakby z koronek zrobion?, podobn? do tak zwanej chusty g?odowej*) ( Chust? g?odow? zowi? w diecezji monasterskiej wielk?, bia??, lnian? tkanin?, któr? w czasie Postu zawiesza si? w ko?ciele na sznurach u sklepienia mi?dzy chórem a ko?cio?em, lub przed wielkim o?tarzem. Tkanina ta dziergana jest haftami z koronek, przedstawiaj?cymi pi?? ?w. ran Chrystusa, narz?dzia m?ki Jego itp. Chusta taka nastraja powa?nie i wznio?le wra?liwe umys?y, zach?ca i upomina do skromno?ci, umartwienia, pow?ci?gliwo?ci i pobo?nego rozmy?lania, m?ki. krzy?owej Pana naszego i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa.) zawieszanej u nas w ko?ciele. Widz?c jako dziecko wisz?c? w ko?ciele tak? chust?, my?la?am zawsze, ?e to jest ta sama, któr? widzia?am przy balsamowaniu Jezusa. Zapewne dlatego zrobiona by?a siatkowa?o, by przy zmywaniu cia?a woda mog?a odp?ywa?; obok rozpostarta by?a druga wielka chusta. Cia?o Jezusa z?o?ono na skale na siatkowatej chu?cie, kilku za? trzyma?o nad cia?em drug? chust?, rozpostart? tak, by zw?oki Jezusa zakryte by?y przed ich oczami. Wtedy Józef i Nikodem przykl?kli, rozwin?li ow? chust?, w któr? przy zdejmowaniu z krzy?a owin?li byli Jezusa, od kolan do pasa, przy czym zdj?li tak?e przepask? biodrow?, któr? przyniós? Mu przed ukrzy?owaniem Jonadab, siostrzeniec Jego opiekuna Józefa. Wymyli oni starannie g?bkami brzuch i uda Jezusa, nast?pnie podnie?li naj?wi?tsze cia?o, wci?? jeszcze przykryte trzyman? zas?on?, na dwóch chustach poprzecznych, pod?o?onych pod grzbiet i kolana i nie obracaj?c Go, umyli z drugiej strony. Myli za? tak d?ugo, dopóki woda wyciskana z g?bek nie by?a zupe?nie czyst?. W dodatku obmyli jeszcze cia?o wod? mirrow?, potem z?o?yli je na powrót i delikatnie z szacunkiem wyprostowali r?koma; ?rodek bowiem cia?a i kolana skrzywione by?y nieco i tak st??a?y, jak konaj?c osun??o si? cia?o ku do?owi. Uko?czywszy to, pod?o?yli pod biodra chust? na ?okie? szerok? a trzy ?okcie d?ug?, wysypali ?ono Jego p?kami zió?, jakie widuj? czasem na sto?ach niebia?skich*)(*) W bolesnych swych rozmy?laniach doznawa?a nieraz ?wi?tobliwa Katarzyna wewn?trznej pociechy i pokrzepienia, czuj?c si? przeniesion? duchem na uroczyste uczty niebia?skie, przedstawiane jej obrazowo; z dziecinn? rado?ci? opisywa?a wtenczas cudown?, zachwycaj?c? zastaw? sto?ów i kosztowno?? drogocennych naczy?. Opisywa?a cz?sto rodzaj i


893

wygl?d podawanych tam zió?, nie pomijaj?c nawet liczby listków i pr?cików w kielichach kwiatowych. Wspomina?a przy tym, nieraz, jak podawano jej tam na z?otych talerzykach z b??kitn? obwódk? delikatne jakie? zio?a, ustawione g?sto w p?czkach — co? na kszta?t gorzkiej rze?uchy lub mirry— a nieraz tak?e ró?ne owoce, których spo?ycie krzepi?o j? bardzo w wielkich cierpieniach ducha i cia?a. Przez cz?stsz? obserwacj? doszed?em do przekonania, ?e w tych ucztach pocieszaj?cych otrzymywa?a ona jako pokrzepienie i nagrod? swe w?asne tu na ziemi nabyte umartwienia, zaparcia si? i przezwyci??enia pod postaci? zió? i owoców, przeobra?aj?cych te zas?ugi, stosownie do formy i kszta?tu. Tak samo forma, materia? i barwa naczy? mia?y swoje znaczenie. — „Po?ywania tych potraw" — opowiada?a - „nie mo?na w?a?ciwie nazwa? jedzeniem w znaczeniu zwyczajnym ludzkim, a jednak pokrzepiaj? ono i nasycaj? w daleko wy?szym stopniu, ni? potrawy ziemskie. Za ich spo?yciem przechodzi w cz?owieka ca?a ?aska i si?a Bo?a, której przeobra?eniem i doskona?ym wyrazem jest podany owoc." — Te to zio?a przypomnia?a sobie opowiadaj?ca, ujrzawszy zio?a, u?yte przy balsamowaniu Jezusa.), zastawione na z?otych talerzykach z b??kitnymi obwódkami, dalej delikatnymi, kr?conymi w?óknami ro?linnymi, podobnymi do szafranu, a to wszystko posypali proszkiem, którego Nikodem przyniós? w puszce, poczym owin?li biodra pod?o?on? opask?, przeci?gn?li jej ko?ce mi?dzy nogami i zwi?zali w pasie, w miejscu, gdzie przypada?o spi?cie opaski. Nast?pnie nama?cili wszystkie rany na l?d?wiach, pomazali je wonno?ciami, nak?adli obficie zió? mi?dzy nogi a? do stóp, i zacz?wszy od do?u, poowijali nogi w ca?uny a? do pasa. Teraz i przyprowadzi? Jan znowu Naj?w. Pann? i ?wi?te niewiasty. Maryja ukl?k?a przy Jezusie i pod?o?y?a Mu pod g?ow? cienk? chust?, otrzyman? od Klaudii Prokli, któr? dotychczas mia?a na szyi pod p?aszczem; inne niewiasty nak?ad?y obficie w ko?o szyi, ramion i g?owy a? do policzków Jezusa wonnych zió?, delikatnych w?ókien ro?linnych i nasypa?y owego proszku, którego przyniós? Nikodem, poczym Naj?w. Panna owin??a chust? z tym wszystkim w ko?o g?owy i ramion Jezusa. Magdalena wyla?a w ran? prawego boku ca?? flaszeczk? wonnego olejku, niewiasty nak?ad?y wonno?ci do martwych r?k, ko?o nóg i pod nogi. Nast?pnie m??czy?ni wype?nili wonno?ciami pachy, ob?o?yli nimi jam? sercow?, ca?e cia?o ob?o?yli wonnymi zio?ami, gdzie tylko by?o miejsce; zdr?twia?e r?ce Jezusa z?o?yli na krzy? na ?onie, poczym owin?li cia?o od do?u a? pod pachy w wielk?, bia?? chust?, jak to si? nieraz zawija dzieci. Pod pach? prawego ramienia wsun?li koniec szerokiej opaski i owin?li t? opask? ca?e naj?wi?tsze Cia?o od g?owy do nóg raz ko?o razu, unosz?c je delikatnie r?kami; zw?oki przybra?y teraz kszta?t lalki, owini?tej w pieluchy. Wreszcie po?o?yli zw?oki Jezusa na ukos na wielkiej chu?cie, sze?? ?okci d?ugiej, kupionej przez Józefa z Arymatei i zawin?li je w ni? tak, ?e dwa ko?ce zachodzi?y na piersi, jeden od nóg, drugi przez g?ow?, za? dwa drugie ko?ce owija?y cia?o na poprzek. Sko?czywszy t? smutn? robot?, otoczyli wszyscy Cia?o Jezusa i ukl?kli w ko?o, by si? z nim po?egna?. Wtem oczom ich przedstawi? si? cud, wzruszaj?cy ich do g??bi. Oto na wierzchniej chu?cie, okrywaj?cej zw?oki, odbi? si? obraz naj?wi?tszego Cia?a Jezusa z wszystkimi ranami i bliznami. Zdawa?o si?, ?e Jezus wdzi?czny, chce wynagrodzi? im ich ?yczliwe starania i smutek po Nim, pozostawiaj?c im Swój wizerunek, cudownie odbity poprzez wszystkie ca?uny. Z p?aczem i j?kiem rzucili si? wszyscy do ?ciskania naj?wi?tszego Cia?a i ca?owali ze czci? cudowny wizerunek. Zdumieni wielce, rozwin?li na powrót chust?, i oto zdumienie ich wzros?o jeszcze, gdy ujrzeli, ?e pod spodem wszystkie ca?uny s? czyste zupe?nie, a tylko na wierzchniej chu?cie odbi?a si? posta? Pana. Cz??? chusty, na której le?a?o ?wi?te Cia?o, nosi?a odbity wizerunek grzbietu


894

ca?ego, cz??? za?, okrywaj?ca Jezusa z wierzchu, nosi?a ?lady ca?ej przedniej cz??ci cia?a, trzeba j? by?o jednak dopiero sk?ada? na powrót rogami, tak jak owini?ty by? w ni? Jezus, by móc ujrze? ca?? posta?. Nie by?o na chu?cie ?ladu np. krwawi?cych si? ran, bo ca?e cia?o ob?o?one by?o grubo wonno?ciami i owini?te ca?unami. By? to wizerunek cudowny, ?wiadectwo twórczej, powo?uj?cej do bytu Bosko?ci w ciele Jezusa. Znane mi by?o wiele szczegó?ów z pó?niejszych losów tej ?wi?tej chusty, ale ju? nie potrafi? z?o?y? tego w porz?dn? ca?o??. Po zmartwychwstaniu dosta?a si? ta chusta wraz z innymi w posiadanie przyjació? Jezusa. Jednemu z nich wydarto j? raz, gdy niós? j? pod pach?. D?ugi czas by?a w posiadaniu chrze?cijan w ró?nych miejscowo?ciach i doznawa?a czci wielkiej; dwa razy przechodzi?a w r?ce ?ydowskie, ale wnet wraca?a do chrze?cijan. Raz widzia?am, jak wybuch?a sprzeczka o ni?, w?ród której wrzucono j? w p?omie? na spalenie, ale chusta cudownie unios?a si? z p?omieni w powietrze i opad?a w r?ce pewnego chrze?cijanina. Za ?ask? Bo?? utworzyli ?wi?ci m??owie przez przyk?adanie r?k w?ród mod?ów trzy odbitki, a to z ca?ej tylnej cz??ci i z?o?onych kawa?ków, przedniej cz??ci. Odbitki te, powsta?e przez dotkni?cie i u?wi?cone w zbawiennej intencji uroczy?cie przez Ko?ció?, by?y od dawna przyczyn? wielkich cudów. Orygina?, uszkodzony ju? troch?, porozdzierany w niektórych miejscach, widzia?am raz w posiadaniu chrze?cijan niekatolików w Azji. Nazw? miasta tego zapomnia?am; le?y ono w jakim? wielkim kraju w pobli?u ziemi ?w. Trzech Królów. W widzeniach o tej chu?cie wmieszane by?y, jakie? szczegó?y o Turynie i Francji, o papie?u Klemensie I i o cesarzu Tyberiuszu, który umar? w pi?? lat po ukrzy?owaniu Chrystusa; ale wysz?o mi to wszystko z pami?ci.

Pierwsza wspólna uczta mi?o?ci po zmartwychwstaniu

W otwartym przedsionku sali wieczernika zastawi? Nikodem uczt? dla Aposto?ów, ?wi?tych niewiast i pewnej cz??ci uczniów. Tomasz nie by? przy tym, bo samowolnie si? gdzie? oddali?. We wszystkich szczegó?ach trzymano si? wskazówek Jezusa, który przy ostatniej wieczerzy, wy?wi?ciwszy Piotra i Jana siedz?cych przy Nim, na kap?anów, da? im dok?adne wskazówki co do udzielania Naj?w. Sakramentu, z poleceniem, by odpowiednio pouczali pó?niej innych o tym wraz z dawniejszymi Jego naukami. Najpierw wi?c Piotr, a potem Jan, zgromadziwszy ko?o siebie o?miu innych Aposto?ów, udzielali im tajemnic, które Pan zostawi? przy ostatniej wieczerzy, objawiali im Jego zamiar co do sposobu udzielania Naj?w. Sakramentu i pouczania o tym uczniów. Jan mówi? prawie dos?ownie to samo, co Piotr. Wszyscy Aposto?owie ubrani byli w ?wi?teczne, bia?e suknie. Piotr i Jan mieli na sobie stu?y, skrzy?owane na piersiach i spi?te klamr?, inni Aposto?owie mieli takie? stu?y, ale przewieszone na sko? przez piersi i plecy, i spi?te pod ramieniem klamr? na krzy?. Piotr i Jan byli wi?c widocznie przez Jezusa wy?wi?conymi kap?anami, inni jeszcze jakby diakonami. Po tej nauce wesz?o do sali dziewi?? ?wi?tych niewiast, które Piotr tak?e poucza?, Jan za? przyjmowa? przy bramie, w domku kuchmistrza, siedemnastu najbardziej wypróbowanych uczniów, którzy najd?u?ej byli przy Panu, mi?dzy nimi Zacheusza, Natanaela, Macieja i Barsab?. Wszyscy ubrali si? w d?ugie, bia?e suknie i pasy; Jan sam us?ugiwa? im przy umywaniu nóg i ubieraniu si?. Mateusza wys?a? Piotr po nauce do Betanii, by tam, przy takiej uczcie, urz?dzonej przez ?azarza dla grona uczniów, naucza? i czyni? podobnie, jak oni tu czynili. Stó?, zastawiony w przedsionku, by? tak d?ugi, ?e cz??? jego wychodzi?a poza sal? a? na podwórze wieczernika, obsadzone drzewami. — W trzech miejscach


895

zostawiono przy stole wolny dost?p, by wygodnie mo?na by?o wnosi? potrawy. ?wi?te niewiasty, dopuszczone tak?e do wspólnego sto?u, przeznaczone mia?y miejsce na jednym ko?cu. Ubrane by?y tak?e w d?ugie, bia?e suknie i welony, nie zakrywaj?ce twarzy. Siedzia?y z podwini?tymi nogami na ma?ych sto?eczkach, opatrzonych antab?. W po?owie sto?u siedzieli naprzeciw siebie Piotr i Jan, maj?c po jednej stronie m??czyzn, po drugiej niewiasty. Spoczywali nie na takich sofach, jak przy ostatniej wieczerzy, lecz na niskich, plecionych materacach, si?gaj?cych ledwie poza kolana, wspierali si? za? r?kami na poduszkach, umieszczonych na dwóch wy?szych podstawkach, z?? czonych poprzecznym drewienkiem. Przy stole le?eli w ten sposób, ?e nogi jednego biesiadnika przytyka?y do pleców drugiego, gdy przeciwnie w domu Szymona i przy ostatniej wieczerzy tak byli usadowieni, ?e nogi zupe?nie zwrócone by?y na zewn?trz. By?a to zwyczajna uczta, przed któr? pomodlili si? biesiadnicy stoj?co i potem dopiero zasiedli do sto?u. Piotr i Jan podczas uczty nauczali. Przy ko?cu po?o?ono przed Piotrem p?aski karbowany placek, on za? ?ama? go tak, jak wskazywa?y karbiki, potem ka?d? cz?stk? jeszcze raz i u?o?ywszy kawa?ki na dwóch talerzach, kaza? je poda? w ko?o sto?u na prawo i na lewo; wszyscy spo?yli po kawa?ku, potem pili ze wspólnego kielicha, podawanego w ko?o. Nie by?o to przyjmowanie Naj?w. Sakramentu, chocia? Piotr b?ogos?awi? chleb, lecz tylko uczta mi?o?ci. Piotr naucza? przy tym, ?e wszyscy powinni teraz jedno?? stanowi?, jak stanowi jedno?? ten chleb, który ich ?ywi i to wino, które pij?. Wstawszy od sto?u, od?piewano wspólnie psalmy. Po usuni?ciu sto?u, stan??y niewiasty w pó?kole w jednym rogu sali, uczniowie za? rz?dem po obu stronach. Aposto?owie, chodz?c od jednego do drugiego, nauczali i udzielali uczniom, jako dojrzalszym ju? i wypróbowanym, niektóre szczegó?y o Naj?w. Sakramencie. By?a to wi?c niejako pierwsza nauka katechizmowa po ?mierci Jezusa. Potem przyst?powali jedni do drugich i podawali sobie serdecznie r?ce, o?wiadczaj?c si? ochoczo z gotowo?ci?, ?e wszystko chc? mie? wspólne, wszystko chc?c jedni za drugich po?wi?ci?, s?owem, stanowi? jedno?? nierozerwaln?. Uniesienie ogarn??o wszystkich i oto ujrza?am, ?e ?wiat?o?? otoczy?a wszystkich, stapiaj?c ich niejako ze sob?. Zda?o mi si?, jakoby wszystko z??czy?o si? razem w jedn? piramid? ?wietln?, w której Naj?w. Panna by?a niejako szczytem i ?rodkiem wszystkiego. Od Maryi sz?o wszystko strumieniem na Aposto?ów, a od nich znowu przez Naj?w. Pann? wraca?o do Pana. By?o to symbolem ich zjednoczenia si? i wzajemnej ??czno?ci. Podobn? uczt? sprawi? ?azarz u siebie dla liczniejszego grona uczniów, którzy jeszcze nie byli odpowiednio przygotowani do poznania wszystkich tajemnic. Tam urz?dza? wszystko i naucza? Mateusz, podobnie jak tu Piotr i Jan.

Komunia ?w. Aposto?ów

Nazajutrz raniutko poszli Piotr, Jan i Andrzej do sali wieczernika i wdziali suknie kap?a?skie, podczas gdy inni Aposto?owie ubierali si? w przedsionku. Potem ci trzej, rozsun?wszy w ?rodku tkan? zas?on?, weszli do miejsca ??wi?te ?wi?tych", utworzonego, jak to wspominali?my, z dawniejszego ogniska wielkanocnego. Sta? tu teraz stó?, na którym ustanowi? Jezus Naj?w. Sakrament; w niszy ?ciennej, w szafeczce, sporz?dzonej na kszta?t tabernakulum, sta? kielich z reszt? konsekrowanego wina i talerz z pozosta?ym konsekrowanym chlebem. Przed Naj?w. Sakramentem p?on??a jedna z lamp, umieszczonych na kilkuramiennym ?wieczniku. K?cik ten, oddzielony zupe?nie kobiercami od reszty sali, tworzy? osobn? ca?kiem izdebk?. Powa?a tej izdebki, ni?sza od ca?ej sali, dawa?a si? za pomoc? sznurka, ozdobionego fr?dzlami otwiera? tak, ?e ?wiat?o wpada?o tu


896

przez okr?g?e okienka, umieszczone u góry w ?cianie sali. Trzej Aposto?owie za?wiecili od lampy p?on?cej lamp? ofiarn?, wisz?c? w ?rodku sali, wnie?li stó? do sali, postawili na nim Naj?w. Sakrament z ca?ym aparatem, poczym zgasili lamp? w "?wi?tym ?wi?tych." Wtedy inni Aposto?owie, mi?dzy nimi i Tomasz, stan?li ko?o sto?u. Chleba konsekrowanego przez Jezusa, czyli Naj?w. Sakramentu Jego Cia?a sporo jeszcze by?o na talerzyku; talerzyk ten sta? na kielichu, przykrytym dzwonkowat? kopu??, opatrzon? u góry ga?k?. Wszystko to okryte by?o bia?? chust?. Piotr wyci?gn?? tack? z podstawy kielicha, przykry? j? ta chust? i postawi? na niej talerz z Naj?w. Sakramen¬tem. Podczas tego wci?? modli? si?, a stoj?cy za nim Jan i Andrzej ró¬wnie? pogr??eni byli w modlitwie. Po tych wst?pnych przygotowaniach przyj?li Piotr i Jan Naj?w. Sakrament, oddawszy Mu pok?on. Nast?pnie Piotr poda? talerz wko?o i ka?dy z Aposto?ów sam spo?y? Naj?w. Cia?o. Poniewa? wina konsekrowanego nie by?o ju? wiele, dolano jeszcze wody i wina i wszyscy znów po kolei przyj?li Krew Pa?sk?. Po od?piewaniu psalmów i modlitwie przykryto kielich i odniesiono go, jak równie? i stó?, na powrót na swoje miejsce. Pierwsza to by?a s?u?ba Bo?a, odprawiona przez Aposto?ów. Wnet potem poszed? Tomasz do pewnej ma?ej miejscowo?ci w Samarii z jednym uczniem, stamt?d pochodz?cym.

Uczniowie w Emaus. Jezus okazuje si? Aposto?om w wieczerniku

?ukasz, który niedawno dopiero przysta? by? do uczniów, ale przedtem ju? przyj?? chrzest Jana, by? obecnym na uczcie mi?o?ci i nauce o Naj?w. Sakramencie, któr? mia? Mateusz w Betanii u ?azarza. Po nauce poszed?, stroskany, ze zw?tpieniem w sercu, do Jerozolimy i tu pozosta? na noc w domu Jana Marka. U Jana Marka zasta? sporo zebranych uczniów, mi?dzy nimi i Kleofasa, bratanka Marii Kleofy. Kleofas by? tak?e na nauce i uczcie mi?o?ci w sali wieczernika. Zebrani uczniowie rozprawiali o zmartwychwstaniu i objawiali w?tpliwo?ci co do prawdziwo?ci tego faktu. Najwi?cej chwiali si? w wierze ?ukasz i Kleofas. Gdy za? na domiar us?yszeli o nowym surowym rozkazie arcykap?anów, by nikt nie udziela? przytu?ku i pokarmu uczniom Jezusa, zw?tpienie ogarn??o ich do reszty, wi?c umówili si? obaj, jako dobrzy znajomi, ?e opuszcz? Jerozolim? i pójd? do Emaus. Wnet te? opu?cili zgromadzenie i zaraz przed domem rozeszli si?, by w mie?cie nie widziano ich razem; jeden poszed? na prawo i wyszed?szy z miasta, obszed? je od strony pó?nocnej, drugi poszed? przeciwn? stron? mi?dzy murami i wyszed? bram? miejsk?. Zeszli si? dopiero na wzgórzu przed bram? i wyruszyli razem dalej. Zaopatrzeni byli w laski i zawini?tka; ?ukasz mia? prócz tego skórzan? sakw?, w któr? zbiera? po drodze zio?a, w tym celu cz?sto si? zatrzymuj?c. ?ukasz nie widywa? Pana ostatnimi czasy. Nie by? obecnym na ostatnich naukach Jezusa u ?azarza, bawi? wi?cej w gospodzie uczniów ko?o Betanii, lub u uczniów w Macherus; w?a?ciwie nie by? przedtem rzeczywistym uczniem, ale zawsze mia? stosunki z uczniami i chciwie uczy? si? od nich. Teraz dopiero przy??czy? si? na sta?e do grona uczniów. Tak ?ukasza jak i Kleofasa dr?czy? niepokój i zw?tpienie, wi?c teraz w drodze chcieli wspólnie roztrz?sa? te swoje w?tpliwo?ci. Najwi?cej wprowadza?o ich w b??d to, ?e Jezus zgin?? tak haniebn? ?mierci? krzy?ow?. Nie mogli tego poj?? i pogodzi? si? z t? my?l?, ?eby ich Odkupiciel i Mesjasz mia? podda? si? tak haniebnej poniewierce. Uszli mniej wi?cej po?ow? drogi, gdy wtem boczn? ?cie?k? zbli?y? si? ku nim Jezus pod postaci? obcego im m??a. Ujrzawszy Go zwolnili kroku, by m??a tego przepu?ci? naprzód, z obawy, by nie pods?ucha? ich rozmowy. Lecz Jezus zwolni?


897

tak?e kroku i dopiero, gdy min?li ?cie?k?, któr? szed?, wyszed? na go?ciniec. Jaki? czas szed? za nimi, poczym z??czy? si? z nimi i zapyta? uprzejmie, o czym rozmawiaj?. Tak doszli do mi?ego, czy?ciutkiego miasteczka Emaus. Przed miastem, gdzie si? drogi rozchodzi?y, zdawa? si? Jezus chcie? skr?ci? na po?udnie, w kierunku do Betlejem, lecz uczniowie zniewolili Go swymi pro?bami, by wst?pi? z nimi do domu, stoj?cego w drugim rz?dzie budynków miejskich. W domu tym nie by?o ?adnych niewiast; by? to, jak mi si? zdaje, publiczny dom godowy, bo nawet by?y ?lady (zapewne przystrojenie ?wi?teczne), jak gdyby obchodzono tu niedawno jak?? uroczysto??. Czworoboczna izba, do której weszli podró?ni, zmieciona by?a czy?ciutko, w ?rodku sta? stó? nakryty, a w ko?o niego sofy w rodzaju tych, jakie by?y w wieczerniku przy uczcie mi?o?ci w dzie? Wielkanocny. W nied?ug? chwil? wniós? jaki? m??, zapewne zarz?dca domu, plaster miodu w plecionym, koszykowym naczyniu, wielki czworograniasty ko?acz i ma?y, cienki, prawie przezroczysty placek paschalny, który po?o?y? przed Panem, jako go?ciem. Cz?owiek ten mia? wygl?d dobroduszny. Przepasany by? fartuchem, jak gdyby by? kucharzem, lub podczaszym. Pó?niej przy uroczystym ?amaniu chleba nie by? obecnym. Ko?acz poznaczony by? wyci?ni?tymi karbami na kawa?ki szerokie na dwa palce. Na stole le?a? nó? bia?y, jakby z kamienia, lub z ko?ci, na ko?cu zakrzywiony. Nó? zaostrzony by? tylko na ko?cu, wi?c przy krajaniu trzeba go by?o uj?? w r?k? blisko ostrza. Tym to no?em nadkrawywali ko?acz wzd?u? poznaczonych karbów i tak dopiero ?amali go i jedli. Po wspólnej modlitwie zaj?? Jezus z uczniami miejsce przy stole i po?ywa? z nimi wspólnie ko?acz i miód. Nast?pnie wzi?? placek paschalny, tak?e poznaczony karbami, nadkroi? owym no?em ko?cianym taki kawa?ek, ?e obejmowa? trzy k?ski, oznaczone trzema ??obkami, i po?ama? go. U?amany kawa?ek po?o?y? na talerzyku, pob?ogos?awi?, a powstawszy, podniós? w obu r?kach talerzyk i modli? si?, wzniós?szy oczy w niebo. Uczniowie stali naprzeciw Niego, wzruszeni bardzo i jakby nieprzytomni. Gdy Jezus po?ama? kawa?ek placka na trzy k?ski, pochylili si? mimowolnie przez stó? ku Niemu, otworzywszy usta, a Jezus poda? ka?demu z nich jeden k?sek. Otworzy?y im si? nagle oczy, poznali Mistrza swego, lecz w tej chwili Jezus, podnosz?c r?k? z trzecim k?skiem do ust, znikn?? im z oczu. Nie mog? na pewno powiedzie?, czy Jezus rzeczywi?cie wzi?? do ust k?sek. Wszystkie trzy kawa?ki chleba zaja?nia?y ?wiat?em, gdy Jezus je pob?ogos?awi?. Obaj uczniowie stali d?ug? chwil? w niemym os?upieniu, poczym, oprzytomniawszy, padli sobie w obj?cia, p?acz?c z rozrzewnienia. By?am bardzo rozczulona t? ?agodno?ci? i serdeczno?ci? Pana, cich? rado?ci? obu uczniów, zanim Jezusa poznali, i ich zachwyceniem, gdy Jezus, dawszy si? im pozna?, znikn??. Obaj te? powrócili zaraz spiesznie do Jerozolimy, umocnieni w wierze i ze spokojnym sercem. Tego? samego dnia wieczorem zebrani byli w wieczerniku przy zamkni?tych drzwiach wszyscy Aposto?owie, oprócz Tomasza, wielu uczniów, Nikodem i Józef z Arymatei. Wszyscy zebrani byli pod lamp?, zwieszaj?c? si? z sufitu w ?rodku sali i ustawieni szeregiem w trzy ko?a, wspólnie si? modlili. By?o to nabo?e?stwo jakoby po?wi?teczne, lub mo?e dzi?kczynne, bo dzi? w?a?nie ko?czy?o si? w Jerozolimie ?wi?to Paschy. Wszyscy ubrani byli w d?ugie, bia?e suknie. Piotr, Jan i Jakób M?odszy, ubrani byli nieco odmiennej od nich. Suknie ich bia?e, z ty?u nieco d?u?sze, przepasane by?y pasem, szerszym ni? na d?o?, od którego zwiesza?y si? a? do kolan dwie równej szeroko?ci wst?gi, z?bkowane u do?u, zrobione z tej samej czarnej materii co i pas, i powyszywane wielkimi bia?ymi literami. Z ty?u zwi?zany by? pas w w?ze?, którego oba ko?ce, krzy?uj?c si?, opada?y na dó? i to ni?ej jeszcze, ni? przednie wst?gi. R?kawy sukni szerokie by?y bardzo;


898

jeden z nich s?u?y? jako kiesze?, w któr? mo?na by?o wk?ada? ksi??ki do modlenia. Na lewym ramieniu powy?ej ?okcia przewieszony by? manipularz, przystrojony fr?dzlami, wykonany z tej samej materii i w ten sam sposób, co i pas. Piotr mia? na szyi stu??, rozszerzaj?c? si? od barków ku ko?com, skrzy?owan? na piersi i spi?t? na skrzy?owaniu sercow?, b?yszcz?c? tarcz?, wysadzan? kamieniami. Dwaj drudzy Aposto?owie mieli tak?e stu?y, ale przewieszone na ukos i spi?te pod ramieniem, tak?e krótsze mieli wst?gi u pasa. W r?ku trzymali wszyscy trzej zwoje pisma. Podczas modlitwy sk?adali wszyscy r?ce na krzy? na piersiach, a ustawieni byli pod lamp? w ten sposób, ?e w ?rodku stali ko?em Aposto?owie, za? dalsze dwa ko?a tworzyli uczniowie. Piotr sta? mi?dzy Janem i Jakóbem, obrócony ty?em ku zamkni?tej bramie wieczernika; za nim sta?o dwóch tylko Aposto?ów. Wprost niego w kierunku ku miejscu ??wi?te ?wi?tych" by?o ko?o otwarte i pozostawione wolne przej?cie. Podczas ca?ego nabo?e?stwa znajdowa?a si? Naj?w. Panna z Mari? Kleofy i Magdalen? w przedsionku, od którego drzwi do sali by?y otwarte. W przerwach mi?dzy mod?ami naucza? Piotr zebranych. Dziwi?o mnie to nieraz, ?e chocia? Jezus pojawi? si? ju? Piotrowi, Janowi i Jakóbowi, jednak wi?kszo?? Aposto?ów i uczniów nie chcia?a wierzy? w prawdziwo?? tego; przynajmniej t?umaczyli to sobie tak, ?e Jezus nie pojawi? si? w Swym rzeczywistym, ?ywym ciele, lecz ?e to by?o tylko widzenie duchowe, podobne, jakie miewali prorocy. Nied?ugo jednak mieli wszyscy przekona? si?, ?e Jezus rzeczywi?cie zmartwychwsta?. W?a?nie po krótkiej nauce Piotra ustawili si? wszyscy znowu do modlitwy, gdy wtem przybyli powracaj?cy z Emaus ?ukasz i Kleofas i zapukali do zamkni?tej bramy. Wpuszczono ich do ?rodka, a oni oznajmili zebranym radosn? wie??, i? Pan si? im pojawi?. Po krótkiej przerwie, spowodowanej opowiadaniem, zabrano si? znowu do modlitwy, gdy nawet ujrza?am, ?e wszystkich ogarn??a jakoby jasno??, a serca ich poruszy?y si? rado?nie. Oto przez zamkni?te drzwi wszed? Jezus w bia?ej, z prostota przepasanej d?ugiej szacie. Z pocz?tku zdawali si? zebrani odczuwa? tylko w ogólno?ci Jego bytno??; dopiero gdy przeszed? po?ród nich i stan?? w ?rodku pod lamp?, ujrzeli Go; zdumienie wi?c i wzruszenie ogarn??o wszystkich. Jezus pokaza? im Swe poranione r?ce i nogi, uchyli? tak?e suknie, by pokaza? ran? w boku i przemówi? co?. Widz?c, ?e jeszcze nieco s? zal?knieni, za??da?, by Mu dano co je??, chc?c im pokaza?, ?e nie jest duchem, tylko ?yw? osob?. ?wiat?o?? wychodzi?a z ust Jego, gdy mówi?. Wszyscy pogr??eni byli jakby w zachwyceniu. Gdy Jezus za??da? je??, poszed? Piotr do osobnego k?cika, przylegaj?cego do izdebki, w której sta? Naj?w. Sakrament, a oddzielonego od reszty sali parawanem czy te? kobiercem z tej samej materii, co i pokrycie ca?ej ?ciany; dlatego te? na pierwszy rzut oka nie od razu mo?na by?o do strzec ten schowek. Tu wsuwano zwykle stó?, wysoki na stop?, który w czasie posi?ku stawiano na ?rodku sali. I teraz tak?e schowany by? tam stó?, a na nim sta? owalny, g??boki talerz z pozosta?ym kawa?kiem ryby i troszk? miodu, przykryty bia?? chust?. To przyniós? Piotr Jezusowi, a Pan podzi?kowawszy Mu, pob?ogos?awi? posi?ek, jad? sam i kilku obecnym, ale nie wszystkim, udzieli? tak?e po kawa?ku; pocz?stowa? równie? Matk? Sw? Naj?w. i inne niewiasty, stoj?ce w drzwiach przedsionka. Nast?pnie rozpocz?? Jezus nauk? i udziela? Swej w?adzy i mocy. Obecni zebrali si? ko?o Niego jak przedtem w potrójne ko?o, najbli?ej Aposto?owie, z wyj?tkiem Tomasza. Z podziwem zauwa?y?am, ?e niektóre Jego s?owa, niektóre nauki, odczuwali i pojmowali sami tylko Aposto?owie; nie mówi?: s?yszeli, bo nie widzia?am, by Jezus cho? porusza? wargami. Ja?nia? tylko blaskiem, ?wiat?o wychodzi?o na nich z Jego r?k, nóg, boku i ust, jakby tchn?? na nich ducha


899

Swego; ?wiat?o to wp?ywa?o w ich wn?trza, a oni pojmowali i rozumieli (ale powtarzam, ?e nie by?o to mówienie ustami i s?uchanie uszami), co Jezus chcia? im da? poj??; pojmowali jasno, ?e Jezus daje im w?adz? odpuszczenia grzechów, chrzczenia, uzdrawiania i wk?adania r?k, ?e mog? pi? trucizn? bez szkody dla siebie. Nie wiem, jakim to sposobem si? odbywa?o, ale czu?am, ?e Jezus nie mówi? im tego s?owami, lecz wlewa? w nich niejako istotnie, jakby przez jakie? promieniowanie w nich Swych my?li i mocy. Nie wiem, czy oni tak?e odczuwali to tak tylko wewn?trznie, czy zdawa?o im si?, ?e s?ysz? uszami w sposób naturalny, ale tego by?am pewna, ?e tylko Aposto?owie, stoj?cy w ?rodku odczuwali to i przyjmowali niejako w siebie. By?a to wi?c jakby mowa wewn?trzna, duchowa, ró?na zupe?nie od cichego mówienia, lub szeptania. W nauce swej obja?nia? im Jezus ró?ne miejsca Pisma ?wi?tego, odnosz?ce si? do Niego i Naj?w. Sakramentu, zarz?dzi? tak?e, ?e po ka?dym nabo?e?stwie szabatowym ma si? odbywa? adoracja Naj?w. Sakramentu. Mówi? przy tym o ?wi?to?ci Arki przymierza, o czci nale?nej ko?cio?om i relikwiom ?wi?tych przodków, by zjedna? sobie ich wstawiennictwo; wspomina? dalej, jako Abraham ustawi? przy swojej ofierze ko?ci Adama, które mia? w swym posiadaniu. Zapomnia?am osobliwy, dziwny bardzo szczegó? z ofiary Melchizedeka, któr? teraz tak?e widzia?am. Dalej mówi? Jezus, ?e barwna, purpurowa suknia, któr? Jakób da? Józefowi, by?a przeobra?eniem Jego krwawego potu na górze Kalwarii. Widzia?am przy tym t? szat?; robiona by?a z bia?ej materii, w szerokie czerwone pasy, na piersi zwiesza?y si? trzy czarne sznury poprzeczne, w ?rodku widnia? ?ó?ty haft. Suknia szeroka by?a gór?, by mo?na by?o schowa? co za pazuch?, pod piersi? przepasana paskiem. Do?em by?a w?ska i d?uga, rozci?ta po bokach, by wygodnie by?o chodzi?. Z ty?u d?u?sza by?a, ni? z przodu, a na piersiach, a? do pasa otwarta. Zwyk?a suknia Józefa si?ga?a mu tylko do kolan. Dalej mówi? Jezus, jako ko?ci Adama, z?o?one pó?niej przy arce, by?y przedtem w posiadaniu Jakóba, a ten da? je Józefowi wraz z ow? barwn? sukni?. Widzia?am, jak to si? odbywa?o. Józef nawet nie wiedzia?, co mu ojciec daje; nosi? te relikwie przewieszone na piersiach w woreczku, z?o?onym z dwóch sakiewek skórzanych, u góry zaokr?glonym. Jakób, mi?uj?c go bardzo, odda? mu te relikwie jako talizman, jako skarb najdro?szy, wiedz?c dobrze, ?e bracia Józefa nie lubi?. Gdy zawistni bracia zaprzedali Józefa w niewol?, ?ci?gn?li z niego tylko barwn? sukni? i tunik?, ale Józef mia? jeszcze na sobie przepask? i na piersiach rodzaj szkaplerza, pod którym zawieszony by? woreczek z relikwi?; tak wi?c pozosta?y relikwie przy nim. Gdy Jakób przyby? pó?niej do Egiptu, przede wszystkim zapyta? Józefa o ten skarb, wyjawiaj?c mu, ?e s? to ko?ci Adama. W grobie pod Kalwari? tak?e ko?ci widzia?am Adama ; s? one bia?e jak ?nieg i bardzo twarde. Ko?ci Józefa przechowywano pó?niej tak?e jako relikwie przy arce. Potem mówi? Jezus o tajemnicy Arki przymierza, jako ta tajemnica sta?a si? teraz krwi? Jego i cia?em, które im w Sakramencie zostawi? po wieczne czasy. Przypomina? dalej Swoje cierpienia i obja?nia? kilka nieznanych im dot?d osobliwych szczegó?ów o Dawidzie. Wreszcie poleci? im uda? si? na kilka dni w okolic? Sychar i tam g?osi? Jego zmartwychwstanie; potem znikn?? im z oczu. Uczniowie, upojeni rado?ci?, rozbiegli si? po ca?ym domu, pootwierawszy drzwi; chodzili to tu, to tam, szcz??liwi, ?e widzieli Pana. Wreszcie zebrali si? znowu wspólnie pod lamp? i od?piewali psalmy dzi?kczynne i pochwalne.

Aposto?owie g?osz? Zmartwychwstanie Pa?skie

Tej samej jeszcze nocy posz?a cz??? Aposto?ów z polecenia Jezusa do Betanii, inni za?atwiali jeszcze sprawunki w Jerozolimie. Uczniowie starsi pozostali w Betanii


900

na d?u?ej, by poucza? uczniów nowych, s?abych jeszcze w wierze; nauczali ju?to w domu ?azarza, ju?to w synagodze. Nikodem i Józef z Arymatei bawili tak?e u ?azarza. ?wi?te niewiasty zaj??y dla siebie boczny budynek, gdzie mieszka?y zwykle Magdalena i Marta. Budynek ten otoczony by? wko?o rowem i dziedzi?cem, a mia? osobne wej?cie od ulicy. Z Betanii wyruszyli zaraz Aposto?owie w kierunku Sychar z gromad? uczniów, mi?dzy którymi by? i ?ukasz. Wyruszaj?c w drog?, rzek? Piotr rado?nie: ?Pójd?my na morze, ?owi? ryby!" Przez ryby mia? na my?li dusze ludzkie. Zaraz z pocz?tku podzielili si? na gromadki i poszli ró?nymi drogami, nauczaj?c po drodze w gospodach i pod go?ym niebem o m?ce i zmartwychwstaniu Jezusa. By?o to niejako, przygotowanie do nawracania w Zielone ?wi?ta. W gospodzie przed Tenat-Silo zeszli si? znowu wszyscy: przyby? tak?e i Tomasz z dwoma uczniami, w?a?nie gdy siedzieli przy uczcie, któr? zastawi? ojciec Sylwana, maj?cy nadzór nad gospod?. Aposto?owie opowiedzieli Tomaszowi o pojawieniu si? w po?ród nich zmartwychwsta?ego Zbawiciela; on jednak nie chcia? temu da? wiary, a ich przekonywuj?ce s?owa odpycha? niejako od siebie, mówi?c, ?e wtenczas dopiero uwierzy, gdy w?asnymi r?kami dotknie si? ran Jezusa. Równie? nie chcia? wierzy? uczniom; gdy zapewniali go, ?e widzieli Pana. Tomasz dlatego tak chwiejny by? w wierze, bo ostatnimi czasy usun?? si? nieco od grona wyznawców Chrystusa. Do pó?nej nocy naucza? Piotr w synagodze w Tenat-Silo. Nie kr?puj?c si?, jawnie da? pozna? s?uchaczom, jak ohydnie post?piono z Jezusem. Przytacza? Jego ostatnie proroctwa i nauki, przystawi? Jego mi?o?? nie wys?owion? dla wszystkich, uroczyst? modlitw? w Ogrójcu, opowiedzia? dalej o zdradzie Judasza i o smutnym ko?cu jego. Ta ostatnia wiadomo?? zadziwi?a i zasmuci?a tutejszych mieszka?ców; polubili bowiem Judasza za to, ?e podczas nieobecno?ci Jezusa us?u?no?ci? sw? pomóg? wielu, a nawet cuda dzia?a?. Nie oszcz?dza? Piotr i siebie samego; w?ród ?ez gorzkich opowiedzia?, jak to opu?ci? Jezusa i zapar? Go si? trzykro?. Wszyscy mieli ?zy w oczach; Piotr za?, p?acz?c rzewnie, opowiada? dalej z coraz wi?kszym zapa?em, jak okrutnie zamordowali ?ydzi Jezusa, a On zmartwychwsta? dnia trzeciego, ukaza? si? najpierw niewiastom, jemu i innym osobno, a potem wszystkim razem. Tu wezwa? Piotr na ?wiadectwo tych wszystkich, którzy widzieli Jezusa. Zaraz prawie sto r?k podnios?o si? w gór?, aby to po?wiadczy?. Tomasz sta? spokojnie, nie mieszaj?c si? do niczego, bo wci?? jeszcze nie chcia? temu uwierzy?, a Piotr tymczasem tak mówi? dalej: ?Opu??cie wszystko, przy??czcie si? do nas, wyznawców Chrystusa, i id?cie za Nim! Chod?cie z nami do Jerozolimy, tam wszystko b?dzie nam wspólne. Nie bójcie si? ?ydów; nie zrobi? wam nic, bo sami s? w strachu." — Wszyscy s?uchacze wzruszeni byli bardzo, a wielu zaraz si? nawróci?o. Mieszka?cy prosili bardzo Aposto?ów, by pozostali z nimi d?u?ej, ale Piotr odmówi? im, mówi?c, ?e musz? teraz wraca? do Jerozolimy. Aposto?owie uzdrowili tu wielu chorych, mi?dzy nimi lunatyków, i wyp?dzali czarty z op?tanych. Post?powali przy tym podobnie, jak Jezus, tj. chuchali na chorych, wk?adali na nich r?ce, lub k?adli si? na nich. Byli to przewa?nie ci chorzy, których Jezus pomin?? przy uzdrawianiu za ostatniej swej bytno?ci. Uczniowie nie uzdrawiali, pomagali tylko, podnosz?c, lub przytrzymuj?c. ?ukasz, z zawodu lekarz, najwi?cej teraz zaj?ty by? zaopatrywaniem chorych. Mieszka?cy okazywali wzgl?dem Aposto?ów wielk? uprzejmo?? i serdeczno?? zarazem. Matka Bo?a bawi?a obecnie w Be¬tami. By?a wci?? zamy?lona i powa?na; z postaci Jej wia? raczej uroczysty nastrój, ni? smutek ludzki. Maria Kleofy, mi?a nadzwyczaj niewiasta, najpodobniejsza ze wszystkich do Naj?w. Panny, wci?? by?a przy Niej i pociesza?a j? serdecznymi, czu?ymi s?owy.


901

W Magdalenie ?a?o?? i mi?o?? ku Jezusowi przezwyci??y?y wszelk? trwog?. Nie troszcz?c si? teraz o nic, z po?wi?caj?c? odwag? nara?a si? na niebezpiecze?stwo. Nieraz biega po ulicach z rozpuszczonymi w?osami. Gdziekolwiek natknie si? na ludzi, czy w domach, czy na publicznych placach, wyrzuca im zamordowanie Jezusa, opowiada z zapa?em o swych w?asnych winach i o zamordowaniu Jezusa. Je?li nie napotyka nikogo, b??dzi po ogrodach i powtarza to samo drzewom, kwiatom i studniom. Cz?sto gromadz? si? ludzie wko?o niej; jedni lituj? si? nad ni?, inni szydz? z niej, pogardliwie wspominaj?c dawniejszy jej sposób ?ycia. W ogóle nie za?ywa Magdalena szacunku u ogó?u ludno?ci, bo dawniej szerzy?a za wiele zgorszenia. I teraz wielu ?ydów gorszy si? tym gwa?townym okazywaniem bole?ci, a nawet zdaje si? pi?ciu próbowa?o j? pojma?; lecz ona przesz?a ?rodkiem nich, post?puj?c tak samo jak dotychczas. Zapomnia?a teraz o ca?ym ?wiecie, a tylko wzdycha za Jezusem. Marta po rozproszeniu si? uczniów i w czasie m?ki Jezusa wzi??a na siebie ci??kie zadania i dot?d je spe?nia. Sama pogr??ona w smutku, pami?ta?a o wszystkich i wsz?dzie nios?a pomoc. Zbiera?a rozproszonych i zb??kanych, karmi?a ich i piel?gnowa?a, stara?a si? o ?ywno?? dla wszystkich. Pomaga?a jej w tym g?ównie, zajmuj?c si? kuchni?, Joanna, wdowa po Chusie, s?udze Heroda. Szymon Cyrenejczyk przy??czy? si? do uczniów w Betanii, gdzie znalaz? w ich gronie dwóch swoich synów. Wyprawi? ich ju? dawno na obczyzn? i nawet nie wiedzia?, co si? z nimi dzieje, jak to si? czasem trafia w klasie ubo?szej; obecnie znalaz? ich niespodzianie mi?dzy uczniami. Szymon — by? cz?owiekiem pobo?nym. W czasie wielkanocnym wybiera? si? zwykle z Cyreny do Jerozolimy, gdzie znano go ju? w ró?nych domach i najmowano do kopania w ogrodzie, lub obcinania krzewów. Posila? si? wtenczas, to w tym to w innym domu, gdzie si? trafi?o. Z natury by? cichy, spokojny, niezdolny do wyrz?dzenia komu? krzywdy. W Jerozolimie chodzili wys?annicy arcykap?anów po wszystkich domach, których w?a?ciciele znani byli jako stronnicy Jezusa i uczniów, oznajmiaj?c tym?e, ?e usuni?to ich od wszelkich publicznych urz?dów i ?e nie ma odt?d mi?dzy nimi nic wspólnego. Nikodem i Józef z Arymatei ju? od pogrzebania Jezusa nie wdawali si? wi?cej z ?ydami. Józef z Arymatei, który by? niejako najstarszym w gminie, umia? zjedna? sobie swymi cichymi zas?ugami i skromn?, a gorliw? dzia?alno?ci?, szacunek nawet u z?ych, zatwardzia?ych ?ydów. Ucieszy?o mnie te? bardzo, ?e i m?? Weroniki przeszed? wreszcie na jej stron?, gdy mu o?wiadczy?a, ?e raczej rozwiedzie si? z nim, ni?by mia?a si? wyrzec ukrzy?owanego Jezusa; otrzyma?am jednak obja?nienie, ?e uczyni? to raczej z mi?o?ci ku swej ?onie, ni? ku Jezusowi. Skutkiem przest?pienia na stron? Jezusa usuni?to i jego od publicznych urz?dów. Drogi i ?cie?ki, wiod?ce do grobu ?wi?tego, kazali ?ydzi przegradza? i przekopywa?, gdy dosz?o do ich wiadomo?ci, ?e ludzie t?umnie tam pielgrzymuj? i ?e si? tam ró?ne dziej? cuda i nawrócenia. Pi?at, dr?czony wewn?trznym niepokojem, opu?ci? Jerozolim?. Herod tak?e przed kilku jeszcze dniami uda? si? do Macherus, a nie znalaz?szy i tam spokoju, wyruszy? do Madian. Mieszka?cy, którzy niegdy? nie chcieli tu przyj?? Pana, otworzyli teraz bramy mordercy. Wci?gu tych dni pojawia? si? Jezus wielokro? w ró?nych miejscowo?ciach, ostatni za? raz w Galilei, dolinie nad Jordanem, gdzie obecnie znajduje si? wielka szko?a. W szkole zebrani byli licznie ludzie i rozmawiali w?a?nie o Nim, wyra?aj?c swe w?tpliwo?ci w prawdziwo?? pog?oski o Jego zmartwychwstaniu; wtem pojawi? si? Jezus w po?ród nich, przemawia? chwil? i zaraz znikn??. Wyruszywszy z Tenat-Silo, powracali Aposto?owie spiesznie do Jerozolimy, wys?awszy naprzód pos?a?ca do Betanii, który mia? oznajmi? o ich powrocie i


902

poleci? niektórym z uczniów, by stawili si? na szabat do Jerozolimy; inni uczniowie mieli polecone obchodzi? szabat w Betanii. Jak widzimy, ju? zaprowadzono pewien porz?dek i ustawy w tej nielicznej gminie Chrystusowej. Spiesznie mijali Aposto?owie wioski i miasta, nigdzie si? nie zatrzymuj?c. Tadeusz, Jakób M?odszy i Eliud, id?c naprzód, wst?pi? do domu Jana Marka, gdzie by?a Naj?w. Panna i Maria Kleofy; te ucieszy?y si? nimi bardzo, jak gdyby ich ju? dawno nie widzia?y. Jakób zabra? st?d p?aszcz, na kszta?t ornatu kap?a?skiego, który niewiasty zrobi?y w Betanii dla Piotra, i zaniós? go do wieczernika. Nim wszyscy Aposto?owie zeszli si? do wieczernika, by?o ju? tak pó?no, ?e nie mieli nawet czasu spo?y? przygotowanej wieczerzy, tylko zaraz rozpocz?li obchód szabatu. Ubrali si? w suknie ?wi?teczne, umywszy przedtem, jak zawsze, nogi, i za?wiecili lamp?. Zauwa?y?am teraz po raz pierwszy, ?e Aposto?owie zaprowadzili ju? pewne zmiany w ?wi?ceniu szabatu, nie trzymaj?c, si? wi?cej tak ?ci?le rytua?u Staro zakonnego. Przed zwyk?ymi obrz?dkami odsun?li najpierw zas?on?, oddzielaj?c? sanktuarium *) Tak nazywa? b?dziemy izdebk?, w której mie?ci? si? Naj?wi?tszy Sakrament.) od sali i postawili przed nim siedzenie, na którym spoczywa? Jezus przy stole, ustanawiaj?c Naj?w. Sakrament. Siedzenie przykryli i z?o?yli na nim zwoje z modlitwami. Piotr ukl?k? przy nim, za nim Jan i Jakób, dalej reszta Aposto?ów i uczniowie; g?owy pochylone mieli a? do ziemi, oblicze zakryte r?kami. Z kielicha zdj?to nakrycie, zostawiwszy jednak na nim bia?? chust?. W wieczerniku obecni byli tylko ci uczniowie, którzy ju? wi?cej wtajemniczeni byli w nauk? o Naj?w. Sakramencie, podobnie jak w podró? do Sychar wzi?li Aposto?owie tych g?ównie uczniów, którzy widzieli Jezusa po zmartwychwstaniu, aby w razie potrzeby mogli to po?wiadczy?. Kl?cz?c, odprawi? Piotr z Janem i Jakóbem krótkie rozmy?lanie czy te? modlitw?, w której by?a wzmianka o ustanowieniu Naj?w. Sakramentu i o m?ce Jezusa, a tak z?o?ono wewn?trzn? ofiar? nabo?e?stwa duchowego. Potem odprawili zebrani zwyczajne mod?y sabatowe, stoj?c pod lamp?, nast?pnie za? spo?yli w przedsionku wieczerz?. W sali jadalnej nie zasiadali ju? do sto?u od czasu ustanowienia w niej Wieczerzy Pa?skiej; spo?ywali tam tylko najwy?ej chleb i wino. Wspomniany ten dodatek do nabo?e?stwa sabatowego, dotycz?cy czci Naj?w. Sakramentu, poleci? im wprowadzi? Jezus, gdy si? tu ostatni raz przez drzwi zamkni?te pojawi?. Naj?w. Pann? zabra?a do Jerozolimy Maria Marka; towarzyszy?y Jej tu z Betanii Joanna Chusa i Weronika, która teraz otwarcie przyznaje si? do obcowania z Naj?w. Pann?. Naj?w. Panna woli bawi? w Jerozolimie ni? gdzie indziej; w dzie? wychodzi samotnie o zmierzchu lub noc? z domu i obchodzi drog? krzy?ow? Jezusa, modli si? i rozmy?la na wszystkich miejscach, na których cierpia?, lub gdzie upada? pod ci??arem krzy?a. Od czasu gdy ?ydzi przegradzali lub przekopali drogi, nie mo?e doj?? wsz?dzie, wi?c nieraz w domu, lub gdzie indziej odprawia drog? krzy?ow?. W duszy ju? ma odzwierciedlone dok?adnie ka?de miejsce, nawet ilo?? kroków i tak rozmy?laj?c ze wspó?czuciem t? bolesn? drog? swego Syna, odnawia j? w Swojej duszy. Pewnym jest, ?e Naj?w. Panna pierwsza rozpocz??a nabo?e?stwo drogi krzy?owej i rozmy?lania gorzkiej m?ki Jezusa i rozpowszechnia?a je coraz wi?cej w ko?ciele.

Druga uczta mi?o?ci. Tomasz wk?ada r?k? w rany Jezusa

Po sko?czeniu szabatu zdj?li Aposto?owie szaty ?wi?teczne i zasiedli w przedsionku do wystawnej uczty. By?a to uczta mi?o?ci, podobnie jak w ostatni? niedziel?. Tomasz musia? gdzie? w pobli?u obchodzi? szabat, bo przyszed? teraz dopiero po uczcie, gdy uczniowie na powrót zebrali si? w sali. Nie by?o jeszcze pó?no i lampa si? jeszcze nie ?wieci?a. Aposto?owie i uczniowie po cz??ci byli ju?


903

zebrani, po cz??ci schodzili si? dopiero i wdziewali d?ugie, bia?e szaty przygotowuj?c si? do modlitwy, jak ostatnim razem. Piotr, Jan i Jakób wdziewali na si? odmienne szaty kap?a?skie. Tomasz wszed? w?a?nie do sali podczas tych przygotowa?, a min?wszy ubranych ju? Aposto?ów, wzi?? si? sam do ubierania. Kilku obecnych przemówi?o co? do niego, niektórzy chwytali go za r?kawy, inni zapewniaj?c go o czym?, wyci?gali ku niemu prawic?, k?ad?c nacisk na swe s?owa. On za? zachowywa? si? jak cz?owiek, który chce ubra? si? pr?dko, a inni, ju? ubrani, zapewniaj? go o czym? osobliwym, co mia?o zaj?? w tym miejscu, a czemu on nie chce uwierzy?. Podczas tego wszed? do sali jaki? cz?owiek, przepasany fartuchem — zapewne s?uga — trzymaj?c w jednej r?ce p?on?c? lampk?, w drugiej kij z haczykiem. Haczykiem tym ?ci?gn?? lamp?, wisz?c? w ?rodku sali, za?wieci? j? i znów podsun?? do góry, po czym sal? opu?ci?. Wnet potem nadesz?a Naj?w. Panna z Magdalen? i drug? jak?? niewiast?. Piotr i Jan wyszli naprzeciw i wprowadzili do sali Naj?w. Pann? i Magdalen?; towarzysz?ca im niewiasta pozosta?a w przedpokoju. Drzwi, ??cz?ce przedsionek ze sal? otworzono, jak równie? niektóre komnaty, przylegaj?ce do sali, za to drzwi zewn?trzne, wiod?ce na dziedziniec, zamkni?to, jak równie? bram? dziedzi?ca. W bocznych salach zebrali si? licznie uczniowie. Drzwi zamkni?to zaraz po przybyciu Maryi z Magdalen? i ustawiono si? do modlitwy. ?w. niewiasty stan??y z uszanowaniem przy drzwiach po obu stronach, r?ce skrzy?owawszy na piersiach. Aposto?owie znowu pomodlili si? najpierw przed sanktuarium, potem stoj?co pod lamp?, i od?piewali chóralnie psalmy. Piotr sta? przed lamp?, zwrócony twarz? do sanktuarium, maj?c po bokach Jana i Jakóba M?odszego, dalej po obu stronach lampy stali inni Aposto?owie. Od strony sanktuarium wolne by?o miejsce. Piotr zwrócony by? ty?em do drzwi, a obok niego dwaj Aposto?owie umieszczeni byli tak, ?e ?wi?te niewiasty, stoj?ce przy drzwiach, znajdowa?y si? w równej linii za nimi. Po pewnym czasie nasta?a przerwa w modlitwie. Zdaje si?, ?e ko?czy?a si? ju? modlitwa, bo zebrani zacz?li rozmawia? o tym, jak pójd? nad Morze Tyberiadzkie i jak si? maj? rozdzieli?. Wnet jednak wzruszenie dziwne i skupienie da?o si? widzie? na twarzach wszystkich, spowodowane zbli?eniem si? Pana. Ujrza?am Jezusa ju? na dziedzi?cu, jak szed? ?wietlisty w bia?ej szacie z bia?ym pasem. Drzwi przedsionka otworzy?y si? przed Nim same i same si? za Nim zamkn??y. Uczniowie, stoj?cy w przedsionku, ujrzawszy rozwieraj?ce si? drzwi, rozst?pili si? na obie strony, robi?c miejsce. Jezus min?? szybko przedsionek i wst?pi? na sal?. Wszyscy rozst?powali si? przed Nim, a On id?c naprzód, wszed? w ?rodek mi?dzy Piotra i Jana, którzy tak?e rozst?pili si?, i stan?? na miejscu Piotra. Chód Jezusa niepodobny by? do zwyk?ego ludzkiego chodu, ale te? nie by?o to posuwanie si? ducha. Rozst?powanie si? zebranych przed Jezusem, zrobi?o na mnie to wra?enie, jakoby ksi?dz szed? w albie, a zbity lud wiernych robi? mu miejsce. Z pojawieniem si? Jezusa sala ca?a wyda?a si? nagle szersz? i ja?niejsz?. Jezusa samego otacza? blask niezwyk?y. Aposto?owie, bli?ej stoj?cy, usuwali si? tylko z obr?bu tego blasku; inaczej, jak s?dz?, nie mogliby Go byli widzie?. Jezus pozdrowi? zebranych s?owy: „Pokój niech b?dzie z wami!" i zacz?? rozmawia? z Piotrem i Janem. Zgani? ich w toku rozmowy, ?e post?pili w jednej rzeczy w?asnowolnie, chocia? nie da? im takiego polecenia. Mianowicie, powracaj?c z Sychar i Tenat-Silo, wzi?li si?, do uzdrawiania chorego, ale nie zachowali przy tym ?ci?le przepisów Jezusa, lecz dodali co? wed?ug w?asnego widzimisi? i dlatego nie uda?o im si? uzdrowienie. Jezus poleci? im teraz, by wracaj?c w tamt? stron?, naprawili to. Sko?czywszy z nimi rozmow?, stan?? Jezus pod lamp?, a obecni skupili si? w ko?o Niego. Tomasz, od pierwszej chwili wzruszony bardzo widokiem Pana, trzyma? si? nieco w tyle, jakby zal?kniony.


904

Lecz Jezus uj?? go prawic? za wskazuj?cy palec prawej r?ki i w?o?y? koniec palca do rany Swej lewej r?ki; nast?pnie przy?o?y? r?k? Tomasza do lewej r?ki i znowu w?o?y? koniec palca Jego do rany Swej prawej r?ki. Potem uj?? znowu Sw? prawic? praw? r?k? Tomasza, nie odkrywaj?c si?, wsun?? j? pod sukni? i w?o?y? palec wskazuj?cy i ?redni Tomasza do rany prawego boku Swego, przy czym wyrzek? kilka s?ów. Tomasz, przekonany ju? teraz zupe?nie, zawo?a?: ?Pan mój i Bóg!" i trzymany wci?? przez Jezusa za r?k?, osun?? si? ku ziemi, jakby omdla?y. Najbli?ej stoj?cy podtrzymali go, a Jezus podniós? go za r?k?. Upadanie Tomasza i podnoszenie mia?o swe osobne znaczenie. Rany Jezusa wydawa?y mi si? w tej chwili, gdy ich dotyka? Tomasz, nie jak krwawe znaki, lecz jak b?yszcz?ce ma?e s?o?ca. Zaj?cie to z Tomaszem poruszy?o bardzo uczniów. Nie cisn?c si?, wtykali jednak ciekawie g?owy przez ramiona innych, by lepiej widzie?, co si? dzieje i czego Tomasz si? dotyka. Naj?w. Panna nie ruszaj?c si?, sta?a w ci?gu ca?ej bytno?ci Jezusa, zatopiona w ?arliwym, wewn?trznym nabo?e?stwie, jakby zachwycona. Magdalena okazywa?a wi?cej wzruszenia, ale przecie? nie w tym stopniu na zewn?trz co uczniowie. Jezus nie zaraz jeszcze znikn??. Rozmawia? z Aposto?ami i za??da?, by Mu dano co je??. Znowu wi?c przyniesiono Mu z owej skrytki, gdzie sta? stó?, pod?u?n? miseczk?, mniejsz? ni? pierwszym razem, na której, zdaje mi si?, by?o troch? ryby. Jezus pob?ogos?awi?, jad? sam i udzieli? cz??? z tego najpierw Tomaszowi, potem innym. Nast?pnie zacz?? i Jezus poucza? obecnych, dlaczego jest tu teraz mi?dzy nimi, chocia? oni opu?cili Go przed ?mierci?, i dlaczego znowu nie okazuje si? serdeczniejszym dla tych, którzy lepiej dochowali Mu wierno?ci. Przypomnia?, jako poleci? by? Piotrowi umacnia? bracie we wierze i dlaczego to uczyni?. Zwróciwszy si? do wszystkich, oznajmi? im, ?e ustanowi Piotra ich przewodnikiem i g?ow?, mimo ?e si? Go zapar?. Wyt?umaczy? im, dlaczego Piotr a nie inny musi by? pasterzem trzody, i wspomnia? przy tym o gorliwo?ci Piotra. Zaraz potem przyniós? Jan ze sanktuarium ów tkany szeroki p?aszcz, w kszta?cie ornatu, który niewiasty utka?y w Betanii ostatnimi czasy a Jakób przed szabatem go z r?k Maryi odebra?; razem z p?aszczem przyniós? d?ug?, cienk? lask?, wydr??on? w ?rodku jak trzcina wysoka, b?yszcz?c? i u góry zakrzywion?, jak kij pasterski. P?aszcz by? z materii bia?ej w szerokie czerwone pasy, na nim haftowane by?y kolorowo k?osy, winne latoro?l?, baranki i inne figury. Szeroki by? i d?ugi tak, ?e si?ga? a? po stopy; na piersiach spina? si? czworograniast? metalow? tarczk?. Kraje p?aszcza oblamowano by?y wzd?u? czerwonymi pasami, a te znów poprzetykane na krzy? krótszymi, poprzecznymi paskami, na których wyszyte by?y litery. Do p?aszcza nale?a? tak?e b??kitny ko?nierz z kapturem, którym mo?na by?o z ty?u okry? g?ow?. Po przyniesieniu tych przyborów ukl?k? Piotr przed Jezusem, a Jezus da? mu spo?y? jaki? okr?g?y k?sek na kszta?t ma?ego placka, dziwnie ja?niej?cy. Nie widzia?am ?adnego talerza i nie wiem, sk?d Jezus ten k?sek wzi??, czu?am tylko, ?e Piotr otrzymuje przeze? osobliw? moc. Widzia?am, ?e Jezus tchn?? na Piotra, wlewaj?c we? now? moc i si??. Nie by?o to w?a?ciwe tchnienie, lecz s?owa, ale nie s?owa wypowiedziane tylko, lecz moc i si?a, co? istotnego, co z Jezusa przechodzi?o na Piotra. Jezus zbli?a? Swe usta do ust i uszów Piotra, wlewaj?c w nie Sw? moc. Nie by?o to tchnienie samego Ducha ?wi?tego, lecz co?, co Duch ?wi?ty mia? dopiero w zupe?no?ci o?ywi? w Piotrze w dzie? Zielonych ?wi?t. Nast?pnie w?o?y? Jezus na? r?ce, daj?c mu przez to si?? i w?adz? nad innym. Wzi?wszy od stoj?cego obok Jana p?aszcz, ubra? we? Piotra i da? mu do r?ki ow? wysok?, lask?. Rzek? przy tym, ?e p?aszcz ten zachowa w nim t? moc i w?adz?, otrzyman? obecnie, i poleci? Piotrowi ubiera? si? we?, gdy b?dzie chcia? u?y? swej


905

w?adzy. Wspomnia? jeszcze Jezus o wielkim chrzcie, jakim mia?o by? dla nich zst?pienie Ducha ?wi?tego. Piotrowi za? poleci? Jezus udzieli? w osiem dni i innym cz??? tej w?adzy, któr? sam otrzyma?. Niektórym kaza? zdj?? bia?e suknie, a przywdzia? inne, spi?te klamrami, te za?, zdj?te suknie, mieli przywdzia? inni. By?y to wi?c zarz?dzenia, dotycz?ce ?wi?ce? i wywy?szenia w godno?ciach hierarchii ko?cielnej. Na ostatek oznajmi? Jezus Piotrowi, ?e maj? uda? si? st?d nad Morze Tyberiadzkie na po?ów ryb. Na rozkaz Jezusa podzielili si? obecni w sali uczniowie na siedem osobnych gromad, a na czele ka?dej z nich stan?? jeden Aposto?. Jakób M?odszy i Tomasz stan?li ko?o Piotra. Przysz?o mi teraz na my?l, jakoby tak podzieleni uczniowie przedstawiali siedem gmin, siedem ko?cio?ów. Z mocy nowej swej godno?ci przemówi? teraz Piotr do zebranych z dziwn? pot?g? s?owa, jakby inny zupe?nie cz?owiek. Z wzruszeniem i ?zami w oczach s?uchali go wszyscy, on za? pociesza? ich i przytacza? liczne proroctwa Jezusa, które do tego czasu si? ju? spe?ni?y. O ile sobie przypominam, przedstawi? im, jako Jezus przez 18 godzin m?ki Swej znosi? ha?b? i naigrywanie ca?ego ?wiata, wspomnia? tak?e, ile brak?o Jezusowi do wype?nienia 34-rech lat ?ywota. Podczas przemowy Piotra znik? Jezus nagle. Nikt nie przestraszy? si? tym, ani nie zadziwi?, wszyscy s?uchali uwa?nie Piotra, bo przemawia? z tak? moc?, jak nigdy przedtem. Nast?pnie od?piewano psalm dzi?kczynny. Jezus nie rozmawia? przez ca?y czas ani z Naj?w. Pann?, ani z Magdalen?.

Jezus pojawia si? Aposto?om nad Morzem Galilejskim

Przed wyruszeniem nad jezioro odbyli jeszcze Aposto?owie drog? krzy?ow? na Kalwari?. Wyruszywszy do Betanii, wzi?li stamt?d niektórych uczniów i podzieliwszy si? na gromadki, pod??yli ró?nymi drogami ku Morzu Galilejskiemu. Obierali drog? tak, by przechodzi? przez jak najmniej miejscowo?ci. Piotr wzi?? sobie za towarzyszów Jana, Jakóba Starszego, Tadeusza, Natanaela, Jana Marka i Syl?. Tak, w siedmiu, wyruszyli ku Tyberiadzie, pozostawiaj?c Samari? na lewo. Przed Tyberiad? zatrzymali si? na miejscu po?owu, które Piotr przedtem dzier?awi?; teraz osiad? tu pewien wdowiec z dwoma synami. Cz?owiek ten zostawi? dla przybyszów posi?ek. S?ysza?am, jak Piotr mówi? przy tym: „Przez trzy lata ju? nie ?owi?em tu ryb." Posiliwszy si?, wsie¬dli na dwie ?odzie; jedna by?a wi?ksza, wygodniejsza, druga mniejsza. Piotrowi, z uszanowania, przeznaczono miejsce w wi?kszej ?odzi wraz z nimi wsiad? Natanael, Tomasz i jeden z pomocników rybaka. W drug? ?ód? wsiad? Jan, Jakób, Jan Marek i Sylas. Piotr sam wzi?? si? do wios?owania, nie pozwoli?, by, kto inny go wyr?cza?; w ogóle, chocia? niedawno tak wyró?niony przez Jezusa, pokorny by? nadzwyczaj i skromny, szczególnie wobec Natanaela, którego zna? jako uczonego, wykszta?conego m??a. P?ywali tak przy ?wietle pochodni ca?? noc, co pewien czas zarzucaj?c sie? mi?dzy obiema ?odziami, ale za ka?dym razem wyci?gali j? pró?n?; w?ród tego modlili si? i ?piewali psalmy. Nad ranem, gdy ju? zaczyna?o ?wita? podp?yn?li ku wschodniemu wybrze?u jeziora z tamtej strony wyp?ywu Jordanu; znu?eni, postanowili zarzuci? przy brzegu kotwic? i zatrzyma? si? tu na spoczynek. Porozbierawszy si? do po?owu, mieli na sobie tylko przepaski biodrowe i krótkie p?aszczyki. Teraz w?a?nie zamierzali si? ubra? i u?o?y? na spoczynek, gdy wtem ujrzeli na brzegu za sitowiem jak?? posta?. By? to Jezus, który zawo?a? na nich z brzegu: „Dzieci! Nie z?owili?cie nic na przek?sk??" Rybacy, nie poznawszy Go, odpowiedzieli, ?e nie. Na to poleci? im Jezus zapu?ci? sie? na zachód od ?odzi


906

Piotrowej. Uczynili tak, i wnet poczuli, ?e sie? jest nadzwyczaj ci??ka, tak, ?e Jan musia? pop?yn?? na pomoc na drug? stron? ?odzi Piotra. Jan pozna? zaraz po tym znaku Jezusa, wi?c w?ród ciszy zawo?a? do Piotra: „To Pan stoi na brzegu!" Ledwie to Piotr us?ysza?, zarzuci? zaraz na powrót sukni?, skoczy? w wod? i brn?? do Jezusa przez sitowie. Tu? za nim dosta? si? i Jan na brzeg, na tak zwanej ?adownicy. By?y to dwa leciutkie, bardzo w?skie czó?enka, z??czone razem, w które si? stawa?o, i posuwaj?c jedno przed drugie, sz?o si? tak po wodzie naprzód. U?ywano takich czó?enek cz?sto przy p?ytkich, piaszczystych brzegach. ?adownica taka przeznaczona by?a tylko na jedn? osob?. Przez cale te 40 dni po zmartwychwstaniu, o ile nie przebywa Jezus z uczniami, otoczony jest wci?? duszami Patriarchów, wybawionymi z otch?ani i innymi, uwolnionymi z grot ró?nych, bagien i puszcz, gdzie wyrokiem Bo?ym przykute by?y dotychczas za kar?. Przede wszystkim s? ko?o Jezusa te dusze, których losy najwi?cej s? z Nim z??czone, a wi?c wszyscy Patriarchowie od Adama i Ewy do Noego i Abrahama, dalej wszyscy Jego przodkowie. Z tymi duszami obchodzi Jezus wszystkie wa?niejsze miejsca Swego ?ywota, pokazuje im i wyja?nia, co dla nich uczyni? i ile wycierpia?, a one znajduj? w tym dziwne pokrzepienie i oczyszczaj? si? przez wzbudzanie w sobie uczucia wdzi?czno?ci. Jezus objawia im po cz??ci tajemnice Nowego Testamentu, które by?y przyczyn? i narz?dziem rozp?tania ich wi?zów. Widzia?am Go z nimi w Nazarecie, w grocie betlejemskiej i w ogóle wsz?dzie, gdzie zasz?y wa?niejsze zdarzenia z ?ycia Jezusa. Dusze te przedstawiaj? mi si? ubrane w d?ugie, obcis?e suknie, u?o?one w po?yskuj?ce fa?dy; suknie te d?ugie okrywaj? je ca?kiem i powiewaj? za nimi w powietrzu. Po pewnej krzepko?ci i mocy, lub przeciwnie s?abo?ci, delikatno?ci takiego zjawiska, mo?na pozna?, czy ono by?o za ?ycia m??czyzn?, czy niewiast?. W?osy ich wydaj? si? jakoby promienie, z których ka?dy ma znaczenie swoje. Takie? promienie widuj? na brodach m??ów. ?adne z tych zjawisk nie ma napisane na czole, kim jest, a przecie? rozpoznaj? mi?dzy nimi, ale wiem ju? po czym, królów, a g?ównie kap?anów, pocz?wszy od Moj?esza, którzy urz?dowali niegdy? przy arce przymierza. Tak otoczony duszami, w?druje Jezus wci?? po drogach, które Sam przeby?, a i w tym wida? ?ci?le okre?lony porz?dek: Zjawiska dusz maj? w sobie wiele wdzi?ku i szlachetno?ci, unosz? si? lekko, cicho, pochylone uko?nie, naprzód. Gdy dotykaj? si? ziemi, to nie jak cz?owiek, którego cia?o ci??y w dó?, lecz jak puch lekki, unosz?cy si? w gór? za najl?ejszym podmuchem. I teraz, gdy Aposto?owie ?owili ryby na morzu, nadci?gn?? Jezus nad brzeg z doliny Jozafata, otoczony tak?e tymi duszami. Nad brzegiem by?a wynios?o??, jakby wa?, a za ni? kotlinka gdzie w n?dznej szopie by?o ognisko, zapewne dla u?ytku pasterzy. Przed szop? le?a?a gruba belka, która zast?powa?a stó?. Nie widzia?am, ?eby Jezus roznieca? ogie?, u?owi? ryb?, lub w ogóle sk?d co dosta?, ale jak tylko Jezus pomy?la?, ?e tu ma by? upieczona ryba, zaraz w obecno?ci dusz Patriarchów wszystko si? zjawi?o: i ogie?, i ryba, i wszystko, co by?o potrzeba. Jakim sposobem, tego okre?li? nie umiem. Czu?am, ?e dusze Patriarchów mia?y pewien wspó?udzia? w przyrz?dzeniu tej ryby i jej spo?ywaniu. Ryba oznacza?a niejako Ko?ció? cierpi?cy, jako te? oczyszczaj?ce si? dusze, które przez t? uczt? zewn?trznie si? ??czy?y z Ko?cio?em. Spo?ywaniem ryby wla? Jezus i w Aposto?ów poj?cie ??czno?ci Ko?cio?a cierpi?cego z Ko?cio?em wojuj?cym; Jonasz, przebywaj?cy we wn?trzno?ciach ryby, by? tak?e wyobra?eniem przebywania Jezusa w otch?ani. To wszystko widzia?am, nim Jezus przeszed? przez wa? nad brzeg i kaza? Aposto?om zapu?ci? sie?; teraz znowu uwaga moja zwróci?a si? ku Aposto?om; Piotr brodzi? po wodzie ku Jezusowi. Przez przejrzyst? wod? wida? by?o dno, mimo ?e by?o do?? g??boko w tym miejscu. Gdy ju? wydosta? si? na brzeg ku


907

Jezusowi, a za nim i Jan, zawo?ano na nich z ?odzi, by pomogli wyci?gn?? sie? na l?d. Jezus powtórzy? to polecenie, wi?c Piotr wyci?gn?? przy pomocy Jana sie? na brzeg i wysypa? z niej ryby. Jak policzono, by?o 153 ryb ró?nego gatunku, a liczba ta oznacza?a liczb? nowych wyznawców, których pozyska? by? Jezus w Tebez. Pozostawiwszy na ?odziach i przy rybach kilku ludzi, rybaków z Tyberiady, zaprowadzi? Jezus Aposto?ów i uczniów do owej szopy na posi?ek; duchy praojców znik?y za ich przybyciem. Aposto?owie zdziwili si? bardzo, znalaz?szy tu rozniecony ogie?, ryb? pieczon?, nie z?owion? przez nich, a nawet chleb i miodowniki.* *) Opowiadaj?ca obja?nia?a bli?ej, ?e by?y to ciastka wypieczone z m?ki i miodu; podawano je tak, ?e mi?dzy dwoma mniejszymi le?a?o jedno wi?ksze. Nazywa?a je „Honig-Ross? lub „Honig-Russ? (miodowniki). ) Aposto?owie i uczniowie zasiedli przy belce, a Jezus pe?ni? rol? gospodarza. Da? ka?demu kawa?ek chleba i porcj? ryby z patelni; zauwa?y?am, ?e mimo to wcale ryby nie ubywa?o. Udzieli? im tak?e miodowników, poczym Sam przy??czy? si? do nich i jad?. Wszystko to odbywa?o si? w cicho?ci, uroczy?cie. Oprócz Piotra i Jana, Tomasz trzeci przeczu? na ?odzi obecno?? Jezusa. Jezus wydawa? im si? dzi? wi?cej jako duch, ni? ?ywy cz?owiek. Przy tym ta uczta o tej porze mia?a w sobie co? tajemniczego. Cisza panowa?a, we wszystkim zna? by?o jak?? groz? ?wi?t? i uroczysto??. Jezus te? jako? wi?cej by? os?oni?ty i nie zna? by?o ?ladów ran na r?kach i nogach. Wszystko to oddzia?ywa?o na Aposto?ów, wi?c siedzieli cicho, zal?knieni, nie ?miej?c o nic zapyta?. Powstawszy po uczcie, przechadza? si? Jezus z nimi nad brzegiem morza. Wtem, przystan?wszy, rzek? uroczy?cie: „Szymonie, synu Jana, mi?ujesz — ?e Mnie wi?cej, ni? ci?" — Nie?mia?o odrzek? Piotr: „Panie! Ty wiesz, ?e Ci? mi?uj?!" — „Pa? baranki Moje!" — rzek? mu Jezus. W tej chwili ujrza?am obraz pocz?tkowego Ko?cio?a z najwy?szym Biskupem na czele, jak ten naucza? i prowadzi? pierwszych chrze?cijan, a nowi wyznawcy Chrystusa, jak ?agodne jagni?ta, obmywali dusze wod? chrztu. Po dobrej chwili zatrzyma? si? Jezus znowu w?ród przechadzki, a zwróciwszy si? do Aposto?ów, zapyta? znów Piotra: „Szymonie, synu Jana, mi?ujesz Mnie?" Piotr wspomnia? na swe zaparcie si?, wi?c rzek? z pokor?, nie?mia?o : „Tak, Panie, Ty wiesz, ?e Ci? mi?uj?!" — A Jezus powtórzy? uroczy?cie: „Pa? owce Moje!" I znowu przesun?? mi si? przed oczyma obraz rozwijaj?cego si? Ko?cio?a i czekaj?cych go prze?ladowa?. Chrze?cijanie to ro?li w liczb?, to rozpraszali si? pod naciskiem nieprzyjació?, a najwy?szy Biskup zbiera? rozproszonych, os?ania?, wysy?a? do nich pod pasterzy, s?owem kierowa? nimi z pomoc? ?aski Bo?ej. Wreszcie po niejakiej chwili zapyta? Jezus po raz trzeci: „Szymonie, synu Jana, mi?ujesz Mnie?" Zasmuci? si? Piotr, s?dz?c po tych cz?stych pytaniach, ?e Jezus w?tpi w jego mi?o??, a wspomniawszy jeszcze swoje trzykrotne zaparcie si?, rzek? z wielk? pokor?: „Panie! Ty wiesz wszystko! Wiesz, ?e Ci? mi?uj?!" Przy tej sposobno?ci pozna?am tak?e, jak Jan pomy?la? sobie w tej chwili: „O, jak?? mi?o?? musi czu? Jezus dla Swych owieczek; jak?? mi?o?? powinien mie? dla nich ich pasterz, kiedy Jezus a? trzy razy upewnia si? o mi?o?ci Piotra, powierzaj?c Mu Sw? trzod?!" Na zapewnienie Piotra rzek? Jezus uroczy?cie: „Pa? owieczki Moje! Zaprawd?! zaprawd? powiadam ci, dopóki by?e? m?ody, przepasywa?e? si? i chodzi?e?, k?dy? chcia?; lecz gdy si? zestarzejesz, rozpostrzesz twe r?ce, a inny zwi??e ci? i poprowadzi, dok?d nie zechcesz. Pójd? za Mn?!" To rzek?szy, obróci? si? Jezus i poszed? dalej z Janem, rozmawiaj?c z nim co? po cichu. A Piotr, widz?c to, zapyta? Jezusa, wskazuj?c na Jana: „Panie, a z tym co si? stanie?" Lecz Jezus, gani?c jego ciekawo??, rzek?: „Je?li zechc?, by zosta?, a? Ja przyjd?, co ci? to obchodzi? Ty chod? za Mn?!" I obróciwszy si?, szed? dalej z


908

Janem. Gdy Jezus po raz trzeci poleca? Piotrowi Swe owieczki i przepowiada? mu jego koniec, ujrza?am po raz trzeci obraz przysz?ego, rozszerzaj?cego si? Ko?cio?a; widzia?am, jak Piotra wi?zano w Rzymie i krzy?owano, jak m?czono innych ?wi?tych. Piotr mia? tak?e w tej chwili widzenie swej ?mierci m?cze?skiej i przysz?ych cierpie? Jana, a ?e równocze?nie widzia? Jana przed sob?, wi?c pomy?la? sobie: „Czy? ten, którego Jezus tak mi?uje, nie umrze na krzy?u podobnie jak Pan?" Dlatego, wiedziony ciekawo?ci?, zapyta? si? o to Jezusa i otrzyma? nagan?. Widzia?am przy tym, jak Jan umiera? w Efezie, jak sam po?o?y? si? w grób, rozmawia? jeszcze z uczniami i skona? spokojnie. Zw?oki jego po ?mierci widzia?am nie na ziemi, lecz w jakiej? b?yszcz?cej jak s?o?ce przestrzeni, mi?dzy wschodem a po?udniem, i tu zdawa?o si?, jakoby Jan z góry je przyjmowa? i zapada? w dó?. Czu?am tak?e, ?e niektórzy ?le rozumiej? s?owa Jezusa, odnosz?ce si? do Jana; my?l?c, ?e znaczenie ich jest: „Chc?, by tak pozosta?", lub: „je?li zechc?, by tak pozosta?." Lecz Jezus wyra?nie powiedzia?: „Je?li zechc?, by zosta?" — i tak je trzeba rozumie?. Uczniowie, którzy s?yszeli te s?owa, uwa?ali je tak?e za przepowiedni?, ?e Jan nie umrze wcale. A jednak umar? rzeczywi?cie. Aposto?owie szli jeszcze kawa?ek z Jezusem, a On dawa? im wskazówki, co maj? czyni? nadal, poczym nagle znikn?? im z oczu w kierunku ku wschodniemu wybrze?u jeziora ku Gergezie. Aposto?owie zabrali si? z powrotem do Tyberiady, omijaj?c jednak to miejsce, gdzie niedawno z Jezusem si? posilali. Na posi?ek, przyrz?dzony dla Aposto?ów, nie wzi?? Jezus ?adnej z tych ryb, które u?owili Aposto?owie. Z?owione ryby uk?ada? Piotr rz?dami u stóp Jezusa, licz?c je przy tym. Chcia? przez to da? pozna?, ?e nie z?owili tych ryb dla siebie, ani za swoj? zas?ug?, lecz dla Jezusa i moc? Jego cudu. Gdy ju? wszystkie ryby by?y u?o?one, rzek? Jezus do Aposto?ów: „Chod?cie posili? si?!" I zaprowadzi? ich poza ów wa? do sza?asu, sk?d nie by?o ju? wida? jeziora. Tu na ognisku sta?a patelnia z usma?on? ju? ryb?, która wi?ksz? by?a, ni? te, które u?owili Aposto?owie. Miodowniki le?a?y osobno, u?o?one razem na kupk?. Jezus usadowi? Aposto?ów przy belce, i udzieli? ka?demu porcj? ryby na kawa?ku chleba, pob?ogos?awi? je przedtem i widzia?am, jak blask wychodzi? z ka?dego kawa?ka. Rozdzieli? tak?e mi?dzy nich miodowniki, poczym Sam zasiad? z nimi do posi?ku. Ca?a ta uczta mia?a jakie? tajemnicze znaczenie. Obecno?? Patriarchów i innych dusz czy??cowych na tym miejscu, ich wspó?udzia? w przyrz?dzaniu tej uczty, w po??czeniu z powo?aniem Piotra, które wnet potem nast?pi?o, da?y mi pozna?, ?e w tej uczcie duchowej w??czy? Bóg do spo?ecze?stwa Ko?cio?a wojuj?cego tak?e Ko?ció? cierpi?cy, tj. dusze czy??cowe, i podda? je w?adzy Piotrowej. Jakim sposobem, tego nie umiem powiedzie?, ale takie wynios?am przekonanie z tego widzenia; dlatego to, powo?awszy Piotra, przepowiedzia? Jezus proroczo jego ?mier? i przysz?e losy Jana. Znikn?wszy Aposto?om z oczu, pod??y? Jezus, otoczony znowu duszami Patriarchów, w okolic?, gdzie niegdy? wp?dzi? szatanów w trzod? wieprzów; tu uwolni? Jezus dusze pomordowanych ludzi niewinnych i op?tanych, które z wyroku Bo?ego przebywa?y tu na ustronnych, ciemnych miejscach. Potem uda? si? Jezus z duszami do Raju, którego pi?kno?? tak dok?adnie mi si? przedstawi?a, jak ju? raz przedtem. Tu obja?nia? im Jezus, jak wiele stracili pierwsi rodzice przez swój upadek i jakim to szcz??ciem by?o dla nich i dla ca?ej ludzko?ci, ?e mogli mie? nadziej? odkupienia. Dusze t?skni?y dotychczas za tym odkupieniem, ale nie wiedzia?y, w jaki to sposób si? odb?dzie, podobnie jak i cz?owiekowi na ziemi by?o to zakrytym. Chodz?c z duszami po Raju, poucza? je Jezus odpowiednio do sposobu i zdolno?ci ich pojmowania, tak, jak to czyni?,


909

nauczaj?c ludzi w Swych w?drówkach nauczycielskich. Dowiedzia?am si? przy tym znowu, ?e cz?owieka stworzy? Bóg na to, by zaj?? w Niebie miejsce upad?ych chórów anielskich. Gdyby nie by?o grzechu pierworodnego, by?by si? cz?owiek tak d?ugo tylko rozmna?a?, dopóki liczba ludzi nie zast?pi?aby odpad?ych chórów anielskich i na tym sko?czy?aby si? czynno?? twórcza Boga. Obecne, ci?g?e w?asnowolne rozmna?anie si? rodzaju ludzkiego wyrodzi?o si? przez grzech pierworodny, przez grzech tak?e tkwi w nim pierwiastek ciemnoty i nieczysto?ci; to te? koniecznym nast?pstwem tego jest kara ?mierci, która jednak z drugiej strony jest zarazem dobrodziejstwem. Cokolwiek mówi? uczeni o ko?cu ?wiata, to jedno jest pewnym, ?e nie pr?dzej ?wiat zaginie, dopóki wszelka pszenica nie oddzieli si? od plew i nie zast?pi w niebie miejsca chórów pot?pionych anio?ów. Jezus zwiedza? tak?e z duszami wielkie pobojowiska i obja?nia? im, jakimi to drogami prowadzi? je do zbawienia. W takich chwilach przedstawia?y si? mym oczom obrazy bitew, odbytych na tych polach ze wszystkimi szczegó?ami, jak gdyby to wszystko teraz si? dzia?o. S?dz?, ?e i duszom tak si? wszystko przedstawia?o. Zauwa?y?am, ?e w czasie takich w?drówek Jezusa z duszami nikt z ludzi si? tym nie przestrasza?. Zdawa?o si?, ?e to wietrzyk ?agodny powiewa, a rado?? przejmowa?a wszystkie stworzenia. Jezus oprowadza? tak?e dusze po wszystkich tych okolicach, gdzie pó?niej Aposto?owie g?osili Ewangeli?, i u?wi?ca? je Sw? obecno?ci?. Tak zwiedza? Jezus ca?? przyrod?, wsz?dzie rozdzielaj?c dobroczynny wp?yw odkupienia. Po po?udniu ju? powróci? Piotr z trzema Aposto?ami i trzema uczniami do rybaka Aminadaba, który obecnie ju? od dwóch lat dzier?awi? po nim prawo po?owu ryb. Tu spo?yli wspólnie uczt?, podczas której opowiada? Piotr rybakom o cudownym zjawieniu si? Pana, o posi?ku, jaki im przygotowa?, i o obfitym po?owie ryb, a nast?pnie naucza? o na?ladowaniu Jezusa i opuszczeniu wszystkiego. Stary rybak, ujrzawszy ?ód? pe?n? ryb i s?ysz?c z ust synów potwierdzenie tego cudu, postanowi? tak?e opu?ci? wszystko i pój?? za Aposto?ami. Pozna?am jednak, ?e postanowienie jego nie by?o zupe?nie bezinteresowne; my?la?, ?e wyrzek?szy si? tu swego mienia, dopnie przy Aposto?ach lepszej jeszcze doli. Zamiar powzi?ty zaraz wykona?. Ryby z?owione kaza? rozdzieli? mi?dzy ubogich, rybo?ówstwo zda? innemu i w nocy wyruszy? w ?lad za Aposto?ami z dwoma synami, Izaakiem i Jozafatem. O ?wicie dnia nast?pnego doszli Aposto?owie do sporej synagogi, stoj?cej w otwartym polu mi?dzy trzema wsiami; kilka tylko gospód sta?o w pobli?u. Zebranym tu w znacznej liczbie uczniom opowiedzia? Piotr o cudownym po?owie ryb, o uczcie, i powtórzy? s?owa Jezusa. Potem naucza? w synagodze o po?owie ryb i na?ladowaniu. Zebra?o si? tu mnóstwo ludzi, mi?dzy nimi wielu chorych i op?tanych. Piotr tylko sam uzdrawia? w Imi? Jezusa, inni Aposto?owie i uczniowie pomagali mu i nauczali. Wszyscy pobo?niejsi, sk?aniaj?cy si? ku nauce Jezusa, zebrali si? z ca?ej okolicy na nauk?. Piotr mówi? z zapa?em o m?ce i zmartwychwstaniu Pana, o tym, jak widzieli Go na w?asne oczy i wzywa? obecnych do pój?cia za Panem. S?uchacze czuli si? porwani jego mow?, bo te? Piotr zmieni? si? do gruntu od czasu otrzymania nowej godno?ci w Ko?ciele. Pe?en jest natchnienia i dziwnej s?odyczy; s?owa jego, pojedyncze i proste, tchn? jednak ogniem dziwnym, krusz?c serca s?uchaczów. I teraz zjedna? sobie ich tak, ?e wielu chcia?o zaraz przy??czy? si? do grona uczniów, a dopiero rozkaz Piotra zmusi? ich do pozostania w domu.


910

Jezus pojawia si? 500 uczniom

Z miejscowo?ci tej, po?o?onej o kilka godzin drogi na po?udnie od Tyberiady, wyruszyli Aposto?owie, otoczeni rzesz? ludu, ku zachodowi w górzyst? okolic?. W stronie tej, na pó?nocnym stoku pasma ci?gnie si? nadzwyczaj urodzajna dolina, na której w zimie ro?nie najwyborniejsza trawa, podczas gdy w lecie ro?linno?? jest nik?a, bo potok, u?y?niaj?cy dolin?, w letnich miesi?cach zupe?nie wysycha. Czasem, gdy nastan? ulewne deszcze, zalewa woda, sp?ywaj?ca z gór, ca?? dolin?. W tej to okolicy wznosi si? ?agodnie samotne wzgórze, otoczone wie?cem domów; ogrody, ci?gn?ce si? poza domami, rozprzestrzeniaj? si? a? na stoki niezbyt wysokiego wzgórza. Pi?? ?cie?ek, obsadzonych krzewami i drzewami, prowadzi na p?aski wierzch wzgórza, tak obszerny, ?e mo?e si? na nim wygodnie pomie?ci? kilkaset osób. Widok st?d bardzo pi?kny na okoliczne miejscowo?ci i dalej a? poza Morze Galilejskie. Niedaleko stad wznosi si? góra rozmno?enia chleba. W tej to okolicy miewa? Jezus nauki na górach. Studnia Kafarnae?ska le?y ju? u stóp tego pasma gór. Na wspomniane wzgórze zd??a? Piotr z towarzyszami, bo stosownie do umowy mieli si? tam zej?? wszyscy Aposto?owie i uczniowie. Rzeczywi?cie za przybyciem swym zastali tam ju? Aposto?ów i uczniów i ?wi?te niewiasty, z wyj?tkiem Matki Bo?ej i Weroniki. Z Betsaidy przyby?y ?ona i córka Piotra, dalej ?ony Andrzeja i Mateusza. Przybysze rozmie?cili si? w pobli?u w sza?asach i pod golem niebem. Piotr opowiedzia? zaraz Aposto?om i ?w. niewiastom o cudownym po?owie ryb, poczym, nic odpoczywaj?c, poszed? z nimi na gór?, gdzie ju? czeka?y licznie zebrane t?umy s?uchaczów, przez uczniów w porz?dku ustawione. Wierzch wzgórza zag??bia? si? w spor? kotlin?, w ?rodku której sta?a kolumna, rodzaj wywy?szenia, obros?a mchem; z wewn?trz wchodzi?o si? na ni? schodkami jakby na kazalnic?. Kotlinka by?a tarasowat?, wi?c i dalej stoj?cy s?uchacze mogli widzie?, co si? w ?rodku dzieje. Na pi?ciu ?cie?kach, prowadz?cych na wzgórze, postawi? Piotr pi?ciu Aposto?ów, by nauczali lud dalej stoj?cy, bo jego samego nie mogliby byli wszyscy s?ysze?. Piotr sam stan?? w ?rodku wzgórza przy mównicy, w otoczeniu Aposto?ów i uczniów, i zacz?? naucza?. Mówi? o m?ce i zmartwychwstaniu Pana, pojawiaj?cego si? im od czasu do czasu, i o potrzebie na?ladowania Go. Wtem ujrza?am Jezusa, nadchodz?cego z tej samej strony, z której przyby? i Piotr. Szed? pod gór? ?cie?k?, przy której sta?y ?wi?te niewiasty; te upad?y przed Nim na twarz, a Jezus przemówi? do nich kilka s?ów mimochodem. Blask bi? od Niego, wi?c gdy przeciska? si? przez ci?b?, cofa?o si? wielu przed Nim ze strachem; byli to ci, którzy pó?niej stali si? odst?pcami od wiary. Podszed?szy do mównicy, zaj?? Jezus miejsce Piotra, który stan?? naprzeciw Niego i pocz?? mówi? o potrzebie na?ladowania Go, wyrzeczenia si? dla Niego rodziny i gotowo?ci na prze?ladowania, które czekaj? Jego wyznawców. S?ysz?c to, oddali?o si? oko?o 200 s?uchaczy, bo nie w smak im by?a ta mowa. Gdy odeszli, rzek? Jezus, ?e dotychczas mówi? ?agodnie, by nie zgorszy? s?abych i na duchu, i zacz?? teraz z ca?? otwarto?ci? przedstawia? cierpienia i prze?ladowania, czekaj?ce tych, którzy pójd? za Nim na ziemi, a którzy za to otrzymaj? wieczna zap?at? w niebie. Stosowa? to g?ównie do Aposto?ów i uczniów, jak ju? przedtem raz w ostatnich Swoich naukach w ?wi?tyni. Poleca? im zosta? w Jerozolimie na teraz, a po zes?aniu Ducha ?wi?tego chrzci? w imi? Ojca i Syna i Ducha ?wi?tego, a przede wszystkim za?o?y? nowy ko?ció?. Potem poucza? ich, jak maj? si? rozdziela?, tworzy? dalsze ko?cio?y, nast?pnie znowu si? zebra? i rozej?? na wszystkie strony ?wiata dla g?oszenia ewangelii. Przepowiedzia? im wreszcie, ?e czeka ich jeszcze chrzest krwi; poczym znikn?? z po?rodka nich na kszta?t gasn?cego ?wiat?a. Wielu


911

obecnych pod wra?eniem tego upad?o twarz? na ziemi?. Po znikni?ciu Jezusa naucza? Piotr jeszcze i modli? si?. Podczas przemowy Jezusa, otacza?y obecnych w ko?o duchy praojców, niewidzialne dla nich. To pojawienie si? Jezusa by?o g?ównym i najwa?niejszym. Tu w Galilei, gdzie dawniej najwi?cej naucza?, chcia? i teraz wszystkich przekona? o Swym zmartwychwstaniu. Inne takie pojawiania si? odbywa?y si? wi?cej w tajemnicy. Wnet potem widzia?am Piotra, Tadeusza, Andrzeja i Jakóba M?odszego w innej miejscowo?ci. Uzdrawiali tam chorych, których przedtem uzdrowi? nie mogli, powracaj?c z Sychar do Jerozolimy. Zb??dzili wtenczas, chc?c na?ladowa? pe?ne godno?ci Bo?ej i odr?bno?ci zachowanie si? Jezusa w takich razach; zamiast odda? drugim z pokor? to, co otrzymali, czynili to wystawnie i z wynios?o?ci?, jak gdyby sami od siebie ?aski jakiej udzielali i dlatego nie mogli chorych uzdrowi?. Teraz za to z rozczuleniem widzia?am, jak pokornie kl?kali ko?o chorych i prosili ich o przebaczenie, ?e nie mogli im przedtem pomóc. Wszyscy chorzy wyzdrowieli i zaraz wraz z Aposto?ami wyruszyli po szabacie do Betanii.

Uczta mi?o?ci w Betanii i w wieczerniku

Pustoszenie ?wi?tych miejsc przez ?ydów. Do Betanii przyby?o z Aposto?ami prawie 300 wiernych, a mi?dzy tymi oko?o 50 niewiast, które odda?y swe mienie na rzecz nowej gminy chrze?cija?skiej. Naj?w. Panna przyby?a tak?e z Jerozolimy i zamieszka?a w domu Marty i Magdaleny. W otwartej hali dziedzi?ca w domu ?azarza wyprawiono dla wszystkich wspóln? uczt? mi?o?ci z przyj?tym ju? ?amaniem chleba i piciem wina z jednego kielicha. Po uczcie mia? Piotr nauk? dla zebranych. Mi?dzy s?uchaczami by?o tak?e kilku szpiegów faryzeuszów. Piotr zach?ca? s?uchaczów, by opu?cili wszystko i przystali do gminy a otrzymaj? od niego wszystko, co im b?dzie potrzeba. S?ysz?c to szpiedzy, zacz?li wy?miewa? go i szydzi?, ?e okazuje si? taki hojny, a sam nic nie ma, ?e jest biednym rybakiem i w?ócz?g?, który nie jest nawet w stanie wy?ywi? w?asnej swej ?ony. Piotr uczy? dotychczas raczej z polecenia Jezusa, ni? z w?asnego wewn?trznego pop?du i natchnienia, jak to by?o pó?niej po zst?pieniu Ducha ?wi?tego. Piotr teraz zawsze zabiera? g?os na zgromadzeniach i wobec ludu, chyba ?e t?um by? zbyt liczny — wtenczas przeznacza? i innych do nauczania. Od czasu jak Jezus przyodzia? go p?aszczem i jak da? mu skosztowa? owej nienaturalnej ryby w uczcie nad jeziorem, przez któr? wla? na Piotra osobn? w?adz?, zmieni? si? Piotr istotnie w stosunku do reszty wyznawców. Wszyscy bezsprzecznie uznaj? w nim g?ow?, rzecznika i zarz?dc? gminy chrze?cija?skiej, czyli nowego Ko?cio?a. Gdy Jezus przepowiada? nad jeziorem przysz?o?? Jana i ?mier? Piotra i kaza? temu ostatniemu pa?? owieczki Swoje, czu?am, ?e Piotr wiecznie dzier?y ten urz?d prowadzenia i pasienia trzody wyznawców, w osobach swoich nast?pców, a Jan wiecznie stoi jako szafarz przy ?ródle wody, od?wie?aj?cej i u?y?niaj?cej pastwisko i pokrzepiaj?cej owieczki. Rozumia?am, jakoby dzia?alno?? Piotra by?a wi?cej w czasie i zewn?trznym ustroju, i dlatego przechodz?ca na nast?pców, dzia?alno?? za? Jana wi?cej duchowej, wewn?trznej natury, polegaj?ca na wlewaniu natchnienia, wysy?aniu natchnionych wys?anników; Piotr wydawa? mi si? wi?cej ska?? granitow?, budynkiem niewzruszonym, Jan raczej powiewem, chmur?, burz?, dzieckiem grzmotu, rozsy?aczem g?osu; Piotr by? wi?cej jakby budowl?, harf?, nastrojon? na ton odwiecznej harmonii, — Jan powiewem wiatru, tr?caj?cym o struny tej harfy. Wyra?niejszymi s?owami nie potrafi? wra?e? mych okre?li?. Wyznawców Jezusa nie d?ugo zostawiono w spokoju. Rada jerozolimska przys?a?a


912

do Betanii delegatów z oddzia?em 50 ?o?nierzy tego samego gatunku jak ci, którzy pojmali Pana na Górze oliwnej; byli to ?o?nierze z przybocznej stra?y arcykap?anów i ze ?wi?tyni, cz??? za? ?o?nierzy obsadzi?a zaraz dom ?azarza. Delegaci usadowili si? w miejskim ratuszu i zawezwali przed siebie Aposto?ów; na wezwanie stawili si? Piotr, Jan i Tomasz. Przes?uchiwanie odbywa?o si? publicznie na dziedzi?cu przed ratuszem, Aposto?owie odpowiadali ?mia?o i otwarcie na zarzuty, dlaczego zwo?uj? zgromadzenia i szerz? niepokój w?ród ludu; wreszcie wmiesza?a si? w to zwierzchno?? miasta Betanii, o?wiadczaj?c delegatom, ?e je?li znajduj? jak? win? w tych m??ach, to niech ka?? ich uwi?zi? i zaprowadzi? do Jerozolimy, ale niech nie robi? w mie?cie zamieszek, sprowadzaj?c tu ?o?nierzy. Do tego jednak nie przysz?o. By za?agodzi? delegatów i unikn?? zgorszenia, rozpu?ci? Piotr 123 zebranych wiernych; tym, którzy pochodzili z dalszych stron, poleci? osi??? u wiernych bli?ej zamieszka?ych, je?eli wszystko by?o ju? u nich wspólne. Niewiasty, w liczbie 50, odesz?y tak?e z Betanii i podzieliwszy si? na gromadki, wspólne wiod?y ?ycie. Wszystkim wiernym poleci? Piotr zej?? si? znowu w Betanii na dzie? przed wniebowst?pieniem Chrystusa. Rozpu?ciwszy wiernych, wybrali si? Aposto?owie z Betanii do wieczernika i tu odprawili zwyczajne mod?y pod lamp? przed sanktuarium. Co? siedmiu uczniów by?o z nimi. Teraz nie mogli ju? Aposto?owie chodzi? do wieczernika przez miasto, bo przej?cie z tej strony przerwali ?ydzi; trzeba by?o przechodzi? drog? inn?, na lewo od ?wi?tyni, któr? szli Piotr i Jan w Wielki czwartek. W tej stronie miasta by?o pe?no gospód dla cudzoziemców, a prawowici ?ydzi si? tu nic osiedlali. Jak ju? wspomina?am, usun?li ?ydzi po ?mierci Jezusa z urz?dów publicznych tych wszystkich, którzy o?wiadczyli si? za Jezusem, i obcowali z Jego uczniami; zerwali zarazem wszelk? z nimi ??czno??. Dalej poprzecinali rowami drog? krzy?ow? Jezusa, by tym sposobem utrudni? Jego wyznawcom dost?p do miejsc, u?wi?conych Jego upadkiem, lub wa?niejsz? m?k?. Niektóre ?cie?ki, wiod?ce w stron?, gdzie najliczniej mieszkali stronnicy Jezusa, pozamurowywali. Pociesznym mi si? to wydawa?o, gdy kto?, zapu?ciwszy si? w tak? uliczk?, znalaz? si? nagle z?apany jakby w worek bez wyj?cia i rad nie rad musia? wraca?. Tak popsute drogi na gór? Kalwarii naprawiali przyjaciele Jezusa nieraz potajemnie w nocy i otwierali zamkni?te przej?cia, ale nic to nie pomaga?o, bo ?ydzi na powrót swoje robili. W ogóle z rozmy?ln? z?o?liwo?ci? starali si? ?ydzi niszczy? i utrudnia? dost?p do wszystkich miejsc, b?d?cych ?wiadkami wa?niejszych wydarze? z ?ycia i m?ki Jezusa. Rozkoszne, urocze place, na których zatrzymywa? si? Jezus i naucza?, ogradzali p?otem, zamykaj?c do nich przyst?p, w kilku za? miejscach pokopali nawet jamy, by w nie pobo?ni, odwiedzaj?cy te miejsca, powpadali; lecz Pan Bóg ukara? ich, bo zamiast wyznawców Chrystusa, kilku z nich wpad?o w te jamy i si? pot?ukli. Dost?p na Kalwari? uniemo?liwili przez nasadzenie ciernistych krzaków i pozamykanie ?cie?ek zaporami. Szczyt góry skopano, a ziemi? t?, jak nawozem, zasypano pi?? sercowatych trawników, oddzielonych ?cie?kami, wiod?cymi na gór?, i same ?cie?ki. Po skopaniu wzgórza krzy?owego ukaza? si? bia?y, wielki kamie?, a w nim na ?okie? mo?e g??boki czworoboczny otwór, w którym tkwi? krzy?. Widzia?am, z jakim nat??eniem starali si? ?ydzi dr?gami wywali? ten kamie? z ziemi, ale w ?aden sposób nie mogli tego dokona?, owszem, kamie? zapada? si? coraz g??biej; miejsce to, przeto zasypali. Jedynie grób ?wi?ty, jako w?asno?? Nikodema, pozosta? nieuszkodzony. — Le??c w grobie, mia? Chrystus g?ow? zwrócon? ku wschodowi. Wychodz?c o godzinie po?udniowej z grobowca, mia?o si? s?o?ce wprost nad sob?, a zachód po prawej r?ce. Za wol? Bo?? otrzyma?am, wskazówk?, ?e wszyscy ci niszczyciele „Drogi Krzy?owej", krzy?ów, kaplic czy ko?cio?ów, dalej ci, co znosz? starodawne


913

nabo?e?stwa, u?wi?cone praktyki i zwyczaje i w ogóle wszystko, co wi??e si? ?ci?lej z dziejami odkupienia, b?d? to budowle, obrazy, ksi?gi, b?d? to zwyczaje, uroczysto?ci i modlitwy, — s?dzeni b?d? na równi z tymi, którzy przyczyniali si? w jakikolwiek sposób do krwawej m?ki Zbawiciela.

Dostojno?? i godno?? Naj?wi?tszej Panny

Wieczorem nast?pnego dnia zgromadzili si? wszyscy Aposto?owie i oko?o 20 uczniów w sali wieczernika i odprawili wspólne mod?y pod lamp?. Prócz nich znajdowa?a si? w sali Naj?wi?tsza Panna, wszystkie ?wi?te niewiasty, dalej ?azarz, Nikodem, Józef z Arymatei i Obed. Po modlitwie przemówi? Jan do Aposto?ów, Piotr za? do uczniów. Opieraj?c si? na wskazówkach, udzielonych im przez Jezusa, rozwijali i t?umaczyli w tajemniczy sposób stosunek ich wszystkich, jako uczniów Jezusa, do Matki Jego, czym Ona jest i powinna by? dla nich. Podczas tego znik?a mi z oczu Naj?wi?tsza Panna, modl?ca si? poza sal?, a za to zda?o mi si?, ?e widz? J?, unosz?c? si? ponad zebranymi w ?wietlistym p?aszczu, okrywaj?cym wszystkich i ?e z otwartego nieba, z ?ona Naj?w. Trójcy, spuszcza?a si? korona na Jej g?ow?. Czu?am, jakoby Maryja by?a ich wszystkich prawdziw? g?ow?, zupe?n? ?wi?tyni? i ogarnieniem. Obraz ten, jak s?dz?, by? dla mnie uzmys?owieniem tego, czym rzeczywi?cie za wol? Bo?? stawa?a si? Maryja w tej chwili dla Ko?cio?a w rozumieniu Aposto?ów. Oko?o godziny dziewi?tej odby?a si? uczta w przedsionku. Wszyscy biesiadnicy ubrani byli w suknie ?wi?teczne. Maryja mia?a na Sobie Sw? sukni? ?lubn?; przedtem, przy modlitwie ubrana by?a w bia?y p?aszcz i mia?a zas?on? na twarzy. Siedzia?a teraz przy stole mi?dzy Piotrem i Janem, zwrócona ty?em do dziedzi?ca, a twarz? do drzwi sali. Inne niewiasty i uczniowie siedzieli przy osobnych sto?ach po prawej i lewej stronie; Nikodem i Józef us?ugiwali do sto?u. Podane jagni? pokraja? Piotr tak samo, jak Jezus baranka paschalnego przy ostatniej wieczerzy. Pod koniec uczty odby?o si? wspólne ?amanie i po?ywanie b?ogos?awionego (nie konsekrowanego) chleba i wina. Potem uda?a si? Naj?w. Panna z Aposto?ami do sali i stan??a pod lamp?, mi?dzy Piotrem i Janem. Pó?niej ods?onili sanktuarium i odprawiono kl?cz?c wspólne modlitwy. Po pó?nocy za? przyniós? Piotr na patenie chleb, konsekrowany przez Jezusa, i Naj?w. Panna przyj??a z r?k jego, kl?cz?c, Naj?w. Sakrament. W tej chwili pojawi? si? Jej Jezus, dla innych niewidzialny. Blask niezwyk?y otoczy? i przenikn?? Maryj?. Aposto?owie zachowywali si? teraz wzgl?dem Maryi z oznakami wielkiej czci, nast?pnie modlono si?, poczym Naj?w. Panna uda?a si? do Swego mieszkania, znajduj?cego si? w niewielkim budynku, na prawo od wej?cia na dziedziniec. Jan mieszka tak?e w tym domku. — Umy?lnie dla Naj?wi?tszej Panny urz?dzony by? przez dziedziniec kryty matami ganek, ??cz?cy Jej mieszkanie z wieczernikiem, tak, ?e mog?a ka?dej chwili przej?? t?dy do sali przed sanktuarium, lub na wspólne chóralne modlitwy Aposto?ów i uczniów. — Powróciwszy teraz do swej izdebki, od¬mówi?a stoj?co „Magnificat", hymn trzech m?odzie?ców w piecu gorej?cym i psalm 130. Dzie? ju? szarza?, gdy wtem wszed? do niej Jezus przez zamkni?te drzwi. D?ugo rozmawia? z Ni?, t?umaczy?, czym ma by? dla Aposto?ów i jak ich ma wspiera?. Da? Jej nad ca?ym Ko?cio?em Sw? moc, w?adz? i opiek?; zdawa?o mi si? w tej chwili, jakoby blask Jezusa wchodzi? w Maryj?, jakoby On Sam J? niejako przenika?; s?owy nie potrafi? tego wypowiedzie?. Podczas bytno?ci Jezusa u Maryi, jak równie? podczas Jej komunii, widzia?am, ?e g?owa Jej przystrojona by?a wie?cem z gwiazd. Otrzyma?am tak?e objawienie, ?e ilekro? Naj?w. Panna przyjmowa?a Naj?w.


914

Sakrament, to posta? chleba pozostawa?a w Niej nie zepsuta a? do nast?pnej komunii, a wi?c zawsze nosi?a w Swym sercu i czci?a obecnego w Niej sakramentalnie Boga — cz?owieka. Za czasów pierwszych prze?ladowa?, po ukamienowaniu ?w. Szczepana, nie konsekrowali Aposto?owie przez d?u?szy czas. Mimo to nie by? Ko?ció? pozbawiony Naj?w. Sakramentu, przechowanego trwale w ?ywym tabernakulum Naj?wi?tszego Serca Maryi. ?aski takiej i wyszczególnienia dost?pi?a i mog?a dost?pi? jedynie Naj?wi?tsza Panna.

Wzrost Ko?cio?a Chrystusowego

Liczba wiernych wyznawców zwi?ksza?a si? ci?gle. Coraz przybywali nowi, g?ównie za? z nad Morza Galilejskiego z jucznymi os?ami; zajmowano si? te? zaraz ich umieszczeniem. Zwykle zjawiali si? ci przybysze w gospodzie uczniów przed Betani?, gdzie zawsze mieszka?o na przemian po kilku uczniów i ci udzielali przybyszom rad i wskazówek. Odsy?ali ich oni do ?azarza, a ten umieszcza? przybyszów w licznych swych domach i osadach. Wielu osiedli?o si? w Jerozolimie w ko?o Syjonu. Miejsca by?o dosy?, bo mieszkali tu tylko bardzo nieliczni, ubo?si ?ydzi. Puste trawniki s?u?y?y dotychczas jako pastwiska dla os?ów. Oprócz wieczernika by?a jeszcze na Syjonie staro?ytna, podupad?a budowla o nadzwyczaj grubych murach, która niegdy? mia?a swe ?wietne czasy (zamek Dawida). W obr?bie tych murów pomieszczono teraz wielu nowo przyby?ych w sza?asach, lub przybudowanych poddaszach; tak?e na murach rozpinano namioty z grubej, prostej tkaniny. Owi Chaldejczycy z Sikdor, którym Jezus poleci? by? uda? si? do królika w Kafarnaum, a którzy stamt?d udali si? byli do domu, przybyli teraz w zwi?kszonej liczbie do Aposto?ów, wiod?c z sob? ob?adowane zwierz?ta juczne, które umie?cili w wewn?trznym dziedzi?cu starego zamku Dawida. — ?ydzi dotychczas nic wyst?powali wcale przeciw temu nap?ywowi cudzoziemców; zamurowali jednak przej?ciu, wiod?ce na gór? ?wi?tyni, i przyleg?e dzielnice od strony Syjonu i sadzawki Betesda, gdzie mie?cili si? nowi wyznawcy, odgraniczaj?c przez to gmin? chrze?cija?sk? od reszty miasta. Nap?ywaj?cy zewsz?d nowi wyznawcy zwozili ze sob? ró?ne materii tkaniny z bia?ej i ?ó?tawej we?ny, w rozmaitych gatunkach, kobierce i p?ótna namiotowe w grubych zwojach i oddawali to wszystko na rzecz gminy. Zarz?dem spraw wspólnych zajmuj? si? Józef i Nikodem; z zebranych tkanin ka?? sporz?dza? szaty ko?cielne i ubiory do chrztu, zaopatruj? potrzeby biedniejszych, s?owem pami?taj? o wszystkim. Przy sadzawce Betesda zaj?li Aposto?owie na swój u?ytek star? synagog?, stoj?c? na niewielkim wzniesieniu, a odwiedzan? w czasie ?wi?t dotychczas tylko przez obcych przybyszów. Obecnie, schodz? si? tu nowi wyznawcy i s?uchaj? nauk Aposto?ów. Nie wszyscy przybysze uzyskuj? zaraz przyj?cie do gminy, nie maj? tak?e wst?pu do wieczernika. Ani Aposto?owie, ani uczniowie, ani nowi wyznawcy nie pokazuj? si? teraz w ?wi?tyni. Raz tylko po Zielonych ?wi?tkach poszli tam Aposto?owie szczególnie po to, by, przyj?wszy Ducha ?w., naucza? zebrane tam t?umy. Ich ?wi?tyni? jest obecnie wieczernik, mieszcz?cy Naj?w. Sakrament, matk? za? wszystkich jest Naj?w. Panna; Aposto?owie radz? si? Jej we wszystkim, Ona za? wzgl?dem Aposto?ów jest niejako Sama Aposto?em. Z Betsaidy przyby?y do Betanii ?ona i córka Piotra, ?ona Marka i inne niewiasty, którym wyznaczono mieszkania w namiotach. Niewiasty te nie maj? wcale styczno?ci z m??czyznami; z Aposto?ami schodz? si? tylko podczas nauki, a poza tym zajmuj? si? przewa?nie prz?dzeniem i tkaniem d?ugich sztuk materii i grubych p?ócien na namioty. Naj?w. Panna, Marta i Magdalena zajmuj? si? tak?e


915

tkaniem i wyszywaniem; pracuj? siedz?co, albo przechadzaj?c si?, przewiesiwszy robot? przez r?k?. Widzia?am, jak Naj?w. Panna wyszywa?a na ?ó?tawej, czy br?zowej tkaninie, tak?e na b??kitnej, bladymi farbami ró?ne figury, wyobra?aj?ce, jak mi si? zdawa?o, którego? z Aposto?ów, czy samego Jezusa. Figury te by?y wi?cej wyraziste, nie tak opatulane, jak na dawniejszych robotach. Wyszywa?a tak?e raz przeobra?enie Trójcy Przenaj?wi?tszej; Bóg Ojciec podawa? krzy? Synowi, przybranemu w szaty arcykap?a?skie; z Obu wychodzi? Duch ?wi?ty, ale nie w postaci go??bia, skrzyd?ami by?y ramiona. Figury te ustawione by?y wi?cej w trójk?t, a nie jedna nad drug?. Widzia?am tak?e w pierwszym ko?ciele ornaty, wyszywane r?k? Naj?w. Panny. Aposto?owie sami nie szcz?dzili stara?, by przygotowa? mieszkania dla nap?ywaj?cych przybyszów; znosili budulec, maty, plecionki na ?ciany i na równi z innymi pracowali przy stawianiu domów. Ubo?si przybysze otrzymuj? ubiór i po?ywienie za darmo. Za staraniem ?azarza zawi?za?a si? pierwsza wspólna kasa. ?wi?te niewiasty, mi?dzy którymi jest i ?ona Zacheusza, nios? znowu w rozmaity sposób pomoc przyby?ym kobietom. Nikt nie ma w nowej gminie prywatnej w?asno?ci; kto co ma, oddaje wszystko na wspóln? w?asno??, a wszelkie potrzeby cz?onków zaopatruje si? z wspólnego maj?tku. W domu Szymona tr?dowatego pe?no mieszka uczniów; on sam przeznaczy? na ten cel dom swój i usun?? si? skromnie mi?dzy innych. Na p?askim dachu tego domu ustawiono ruchome plecione ?ciany i utworzono w ten sposób sal?, w której ?rodku stoi mównica. Wchodzi si? na t? sal? z zewn?trz po schodach, umieszczonych przy murze. Wsz?dzie wida? ruch, wsz?dzie stawiaj? nowe namioty i sza?asy, wyzyskuj?c ka?dy zak?tek przy murach, ka?dy stary budynek. Za to opustosza?y niektóre domy ?ydowskie poza miastem i w samej Jerozolimie, bo mieszka?cy ich po ukrzy?owaniu Jezusa wynie?li si? st?d na zawsze. Po Zielonych ?wi?tkach wzmog?a si? liczba nowo nawróconych i ochrzczonych tak dalece, ?e Aposto?owie musieli si? uk?ada? z w?adzami ?ydowskimi o odst?pienie nowych placów na domy dla przybyszów. W tym celu wysiano Nikodema, Józefa z Arymatei, Natanaela i innych, bli?ej zaznajomionych z ?ydami. Urz?dnicy ?ydowscy, w liczbie dwudziestu, przyj?li ich w celi nad bram? dziedzi?ca dla kobiet; umowa przysz?a do skutku. Wyznaczono dla chrze?cijan trzy place poza miastem, oddalone od publicznych dróg; jeden mi?dzy Betani? i Betfage na zachód Betanii, gdzie dotychczas sta?o kilka sza?asów i szop, dwa inne na po?udnie od Betanii, tak?e w bok od go?ci?ca. Za to mieli uczniowie opró?ni? gospod? przy drodze przed Betani?, jak równie? nie wolno im by?o zatrzymywa? si? w gospodzie przed bram? betlejemsk?, gdzie niegdy? go?ci?a Maryja, id?c na oczyszczenie do ?wi?tyni. Widzia?am, jak urz?dnicy wskazywali st?d r?kami, które miejsca wyznaczyli chrze?cijanom. Wys?a?cy, wróciwszy do Aposto?ów, oznajmili im o zawartej umowie poczym te? zaraz wyruszy?y gromadki nowych osadników na wyznaczone miejsca. Piotr i Jan wskazywali ka?demu, gdzie ma wystawi? sobie mieszkanie. Zawieziono tam na os?ach ró?ne potrzebne przybory, a na plac mi?dzy Betani? a Betfage zabrano tak?e wod? w worach, bo nie by?o tam w blisko?ci studni. Osadnicy zabrali si? zaraz do kopania takowej i ku podziwowi wszystkich ukaza?a si? zaraz pod ziemi? woda, chocia? przedtem nie mo?na si? by?o jej dokopa?. Szymon z Betanii, jako znaj?cy si? na gospodarstwie, zaj?? si? obliczeniem wspólnego maj?tku gminy. Widzia?am go w namiocie przy sadzawce Betesda, jak notowa? na zwitku ofiarowane dary i zasoby maj?tkowe przybyszów, którzy sprowadzili mnóstwo owiec, kóz, go??bi i jakich? wielkich ptaków z czerwonymi dziobami i nogami. Z zasobów wspólnych obdzielano potrzebuj?cych, rozdawano okrycia i materia?y we?niane na suknie.


916

Przy takich rozdzieleniach zachowywano ?cis?y porz?dek; niewiasty otrzymywa?y swój udzia? z r?k niewiast, m??czy?ni z r?k m??czyzn. Mi?dzy nowymi wyznawcami byli przybysze z najrozmaitszych stron, nie rozumiej?cy nawet nawzajem swych j?zyków, a jednak wszyscy ochoczo z wielk? ofiarno?ci? przynosili swe mienie do podzia?u. Aposto?owie potrafili z ka?dym si? porozumie?. Magdalena i Marta odda?y swe mieszkania na rzecz nowo nawróconych. ?azarz odda? ca?e swe mienie na rzecz gminy; to? samo uczynili Nikodem i Józef z Arymatei, którzy teraz wzi?li na siebie starania, co do utrzymania cz?onków gminy i rozdzielania ja?mu?ny. Gdy pó?niej obaj otrzymali ?wi?cenia kap?a?skie, ustanowi? Piotr na ich miejsce diakonów.

Ostanie dni przed wniebowst?pieniem

Jezus obcowa? ostatnimi dniami w sposób zupe?nie naturalny i ludzki z Aposto?ami i uczniami. Jad? z nimi i modli? si? wspólnie, to znów bra? ich ze Sob? w drog?, powtarzaj?c im w krótko?ci wszystkie Swoje dawniejsze nauki. W tym czasie pojawi? si? tak?e Szymonowi z Cyreny. Ten?e pracowa? w?a?nie w ogrodzie mi?dzy Betfage a Jerozolim?, gdy Jezus, ca?y blaskiem otoczony, zbli?y? si? do?, jakby unosz?c si? w powietrzu. Szymon upad? na twarz i uca?owa? ziemi? przed stopami Pana, a Jezus da? mu znak r?k?, by milcza? i zaraz znik?. Inni robotnicy, pracuj?cy w pobli?u, widzieli tak?e Jezusa i na znak czci upadli przed Nim na twarz. Gdy Jezus chodzi? czasem z Aposto?ami ko?o Jerozolimy, spostrzegali Go tu i ówdzie i ?ydzi, ale kryli si? zaraz z przestrachem i zamykali si? w swoich mieszkaniach. Nawet Aposto?owie i uczniowie odczuwali tak?e pewien l?k w obcowaniu teraz z Jezusem; pos?a? Jego wydawa?a im si? zanadto duchowa. Jezus pojawia? si? po zmartwychwstaniu w bardzo wielu miejscowo?ciach, tak?e w Betlejem i Nazarecie, a to g?ównie tym osobom, z którymi obcowa? za ?ycia On sam i Jego naj?wi?tsza Matka. Wsz?dzie rozsiewa? b?ogos?awie?stwo; ci, którzy Go widzieli, stawali si? zaraz Jego wyznawcami i przy??czali si? do Aposto?ów i uczniów. Przedostatniego dnia przed wniebowst?pieniem widzia?am Jezusa, jak szed? z pi?ciu uczniami do Betanii od strony wschodniej. Tam tak?e uda?a si? ju? przedtem z Jerozolimy Naj?w. Panna ze ?w. niewiastami. Wko?o domu ?azarza zebra?o si? mnóstwo wiernych, bo ju? rozesz?a si? by?a wie??, ?e Jezus ma ich wnet opu?ci?, wi?c chcieli Go jeszcze raz ujrze? i po?egna?. Gdy Jezus wszed? do ?rodka domu, wpuszczono wszystkich zebranych na obszerny dziedziniec i zaraz zamkni?to za nimi bram?. Jezus stoj?c, spo?y? z Aposto?ami i uczniami lekki posi?ek. Gdy ci ostatni p?akali gorzko na my?l o rozstaniu, rzek? im Jezus:, „Dlaczego p?aczecie, mili bracia? Patrzcie na t? niewiast? i z niej wzór bierzcie! Oto Ona nie p?acze." Przy tych s?owach wskaza? Jezus na naj?wi?tsz? Matk? Sw?, która sta?a z innymi niewiastami u wej?cia do sali. Dla zebranych w dziedzi?cu wiernych zastawiony by? d?ugi stó?. Jezus, wyszed?szy na dziedziniec, przyst?pi? do sto?u, b?ogos?awi? ma?e placki, ?ama? je i rozdziela? mi?dzy zebranych; potem da? im znak, by si? oddalili. Wtem zbli?y?a si? do Niego pokornie Naj?wi?tsza Panna, chc?c przed?o?y? Mu jak?? pro?b?, lecz Jezus, zrobiwszy r?k? gest odmowny, rzek?, ?e nie mo?e Jej tego spe?ni?. Maryja, przeto z najwy?szym poddaniem si? podzi?kowa?a i cofn??a si? na powrót. Najczulej ?egna? si? Jezus z ?azarzem. Da? mu spo?y? jaki? ?wietlisty k?sek, pob?ogos?awi? go i poda? mu r?k?. ?azarz, który od czasu wskrzeszenia Swego trzyma? si? zwykle w ukryciu, pozosta? teraz w domu, a Jezus wyruszy? z Aposto?ami i uczniami ku Jerozolimie drog?, któr? szed? w niedziel? Palmow?,


917

nadk?adaj?c jednak nieraz drogi. Szli, podzieleni na cztery grupy, w znacznych od siebie odst?pach; na przedzie szed? Jezus z Aposto?ami, na ostatku — ?w. niewiasty. Jezus zdawa? si? przewy?sza? wszystkich wzrostem, a blask bi? od Niego. Rany Jego nie zawsze by?y mi widoczne, ale w chwilach, gdym je widzia?a, b?yszcza?y jak s?o?ce. Uczniowie przygn?bieni byli bardzo i zaniepokojeni; niektórzy p?akali, inni, nie chc?c jeszcze uwierzy?, ?e Jezus ich opu?ci, pocieszali si?, mówi?c: „Ju? nieraz znika? nam tak z oczu." Piotr tylko i Jan wydawali si? spokojniejsi; zna? by?o, ?e Pana lepiej rozumiej?. Jezus zatrzymywa? si? cz?sto i obja?nia? towarzyszom niektóre rzeczy. Chwilami znika? im z oczu, to znów pojawia? si? w po?ród nich, co wprawia?o ich w os?upienie. Zapewne chcia? ich w ten sposób przygotowa? do rozstania na zawsze, maj?cym w krótkim czasie nast?pi?. Droga wiod?a miejscami ko?o ma?ych uroczych ogrodów, gdzie w?a?nie zaj?ci byli ?ydzi pleceniem i obcinaniem ?ywop?otów, w?ród których ros?y g?sto krzewy kszta?tu piramidy, okryte bujnym kwieciem. Gdy Jezus t?dy przechodzi?, robotnicy zas?aniali oblicze r?koma i padali na ziemi?, lub uciekali w zaro?la. Nie wiem, czy robili to ze strachu, czy ze skruchy, jak równie? nie wiem, czy widzieli mo?e Pana, czy tylko przeczucie obecno?ci Jego tak na nich dzia?a?o. — S?ysza?am, jak Jezus mówi? do uczniów: „Gdy wszystko tu naokó? przyjmie wiar?, przez was g?oszon?, a inni wyp?dz? wiernych i wszystko ulegnie spustoszeniu, smutne wtenczas nastan? czasy. Teraz nie rozumiecie Mnie jeszcze, lecz gdy ostatni raz spo?yjecie ze Mn? wieczerz?, wtenczas zrozumiecie Mnie dok?adnie?. W otwartym na wszystkie strony przedsionku wieczernika zastawiona ju? by?a uczta, o któr? przygotowywali Nikodem i Józef z Arymatei. Od przedsionka na lewo wiód? przez podwórze chodnik do ma?ego domku, przybudowanego do murów, gdzie mie?ci?a si? kuchnia. Na prawo oddziela?a przedsionek od podwórza otwarta ?ukowa kolumnada i tu zastawione by?y dla uczniów sto?y, zbite z d?ugich desek. W samym przedsionku sta? stó? dla Jezusa i Aposto?ów; wida? by?o na nim ma?e kubki, a na ?rodku sta?a wielka misa z ryb? i plackami, wybornymi ob?o?ona jarzynami. Na sto?ach by?y dla uczniów zastawione owoce i plastry miodu w trójk?tnych misach; obok le?a?y ko?ciane trzonki. Ka?da misa przeznaczona by?a na trzy osoby, tote? ko?o ka?dej le?a?y trzy kromki chleba. S?o?ce ju? zasz?o i mrok zacz?? zapada?, gdy Jezus przyby? do wieczernika z Aposto?ami. U bramy przyj??a Go Naj?w. Panna, Nikodem i Józef z Arymatei. Jezus poszed? z Maryj? do Jej mieszkania, Aposto?owie za? udali si?, prosto do przedsionka. Po chwili, gdy ju? zeszli si? uczniowie i ?wi?te niewiasty, poszed? i Jezus do przedsionka. Zastawiony stó? — wy?szy by? ni? zwyczajnie; Aposto?owie usadowili si? wzd?u? jednego d?u?szego boku na poprzecznych ?o?ach. Jezus sam sta?; obok Niego spoczywa? Jan, weselszy jaki?, ni? inni. Szczery ten i prawy m?odzieniec mia? w usposobieniu swym co? dzieci?cego. W jednej chwili popada? w smutek i wnet znowu pociesza? si? ?atwo i rozwesela?. — Nad sto?em zawieszona by?a p?on?ca lampa. Józef i Nikodem us?ugiwali biesiadnikom; Naj?w. Panna sta?a u wej?cia. Jezus pob?ogos?awi? ryb?, placki i jarzyny, i rozdawa? wko?o, a przy tym naucza? z wielk? powag? i namaszczeniem. Zda?o mi si?, ?e s?owa z ust Jego wychodz? jako promienie ?wietlane i wp?ywaj? w usta tego lub owego Aposto?a, powolniej lub pr?dzej, stosownie do tego, im, który z nich wi?cej spragniony by? Jego nauki. Przy ko?cu uczty pob?ogos?awi? Jezus tak?e kubek z winem, napi? si? z niego i po-da? innym. Nie by?a to konsekracja, lecz zwyk?e b?ogos?awienie chleba i wina. Po tej uczcie mi?o?ci zebrali si? wszyscy przed domem w cieniu drzew. Jezus rozmawia? d?ugo i naucza?, na ostatek wszystkich pob?ogos?awi?, Matce za? Swej, stoj?cej na czele ?w. niewiast, poda? r?k?. Wszyscy byli bardzo wzruszeni; Magdalena, jak czu?am, mia?a wielka ochot? upa?? Jezusowi do nóg, ale


918

powstrzyma?a si?, powa?ne bowiem i pe?ne godno?ci zachowanie si? Jezusa onie?miela?o tak j?, jak i innych. Po odej?ciu Jezusa wszyscy rzewnie p?akali; nie by? to jednak p?acz zewn?trzny, objawiaj?cy si? ?zami, lecz zdawa?o si?, jakoby tylko dusze ich p?aka?y. Jedna Naj?w. Panna nie p?aka?a. W ogóle nie widzia?am nigdy, by, kiedy wylewa?a rzewne ?zy i zbyt okazywa?a ?al Swój na zewn?trz; by?o to tylko wtedy, gdy dwunastoletni Jezus zgubi? si? w powrocie ze ?wi?t i po skonaniu Jezusa, gdy sta?a pod krzy?em. — Aposto?owie i uczniowie bawili prawie do pó?nocy w wieczerniku.

Wniebowst?pienie

W nocy przed Swym cudownym wniebowst?pieniem znajdowa? si? Jezus z Aposto?ami i Naj?wi?tsz? Pann? w sali wieczernika. Uczniowie i ?wi?te niewiasty zebrani byli na modlitwie w salach bocznych. W ?rodku sali pod p?on?c? lamp? sta? stó?, a na nim le?a?y prza?ne placki i sta? kielich z winem. Aposto?owie ubrani byli w suknie ?wi?teczne. Jezus, maj?c naprzeciw Siebie Naj?wi?tsz? Pann?, konsekrowa?, jak w Wielki Czwartek, chleb i wino. Przy konsekracji wina zda?o mi si?, jakoby czerwony promie? sp?ywa? z ust Jezusa do kielicha, gdy za? Aposto?owie przyjmowali Naj?w. Sakrament, widzia?am, jakoby ?wietliste jakie? cia?o wchodzi?o w ich usta. W ostatnich dniach przyjmowa?y tak?e Naj?w. Sakrament Magdalena, Marta i Maria Kleofy. Nad ranem odprawiono pod lamp? uroczy?ciej, ni? zwykle, jutrzni?. Nast?pnie odda? Jezus jeszcze raz Piotrowi w?adz? nad wszystkimi, odziewaj?c go w ów p?aszcz, i powtórzy? to, co mówi? im nad Morzem Tyberiadzkim i na górze. Naucza? tak?e o chrzcie i ?wi?ceniu wody. Podczas jutrzni i nauki sta?o w sali za Naj?w. Pann? oko?o 17 najzaufa?szych uczniów. Zanim opu?cili wieczernik, przedstawi? im Jezus Naj?w. Pann? jako Matk? ich wszystkich, Po?redniczk? ich i Or?downiczk?. Maryja zaraz te? udzieli?a Piotrowi i innym b?ogos?awie?stwa, a oni przyj?li je, ze czci? si? przed Ni? pochylaj?c. W tej chwili ujrza?am Maryj?, wzniesion? na tron, siedz?c? w b??kitnym p?aszczu i w koronie na g?owie. By?o to dla mnie zmys?owym obrazem Jej nowej godno?ci - jako Królowej mi?osierdzia. Dzie? ju? szarza?, gdy Jezus wyszed? z Aposto?ami z wieczernika. Tu? za Aposto?ami sz?a Naj?wi?tsza Panna, a z ty?u w pewnym oddaleniu post?powa?a gromadka uczniów. Szli ulicami jerozolimskimi, pustymi jeszcze i cichymi, bo mieszka?cy pogr??eni byli dot?d we ?nie. Jezus powa?nia? coraz wi?cej, coraz wi?kszy po?piech przebija? si? w Jego mowie i ca?ym zachowaniu si?. O ile pozna?am, szli t? sam? drog?, co i w Niedziel? Palmow?; czu?am, ?e Jezus przechodzi z nimi ca?? drog? Swej m?ki, by nauk? Sw? i upomnieniami da? im ?ywo odczu? spe?nienie si? obietnicy. Na ka?dym miejscu, gdzie odby?a si? jaka? scena z Jego m?ki, zatrzymywa? si? chwil kilka, obja?nia? im znaczenie tych miejsc i wykazywa? spe?nienie si? proroctw i obietnic. W wielu miejscach zna? by?o ?lady spustoszenia, pokopane by?y rowy, drogi pozagradzane kupami kamieni, lub innymi zaporami, bo ?ydzi chcieli w ten sposób przeszkodzi? czczeniu tych miejsc; Jezus, wi?c poleca? uczniom, id?cym z ty?u, usuwa? zapory. Uczniowie wysuwali si? naprzód, spe?niali pr?dko polecenie, przepuszczali Jezusa naprzód z pok?onem g??bokim i znowu szli z ty?u, gotowi na ka?de skinienie. Min?wszy bram?, wiod?ca na Kalwari?, zwróci? si? Jezus na prawo od drogi na mi?y placyk, obsadzony drzewkami; by?o to miejsce do modlitwy, jakich wiele jest w ko?o Jerozolimy. Usiad?szy tu z towarzyszami, naucza? ich Jezus i pociesza?, tymczasem zrobi? si? dzie?. Z jasno?ci? dzienn? wst?pi?a i otucha w serca uczniów; zdawa?o im si?, ?e przecie? mo?e Jezus zostanie z nimi d?u?ej.


919

Tymczasem zacz??y nap?ywa? nowe gromady wiernych, mi?dzy którymi jednak nie widzia?am niewiast. Wnet wyruszy? Jezus dalej drog?, wiod?ca na Kalwari? i do ?w. grobu. Nie doszed?szy tam jednak, zboczy? ku Górze Oliwnej, ko?em okr??aj?c miasto. Przez ca?? drog? naprawiali uczniowie szkody i usuwali zapory, pozastawianie przez ?ydów na miejscach, gdzie Jezus przedtem naucza? lub si? modli?. Potrzebne narz?dzia znajdowali uczniowie w pobliskich ogrodach; przypominam sobie, ?e widzia?am w ich r?ku okr?g?e ?opaty, podobne do tych, jakich u?ywa si? przy pieczeniu chleba. Przybywszy pod Gór? Oliwn?, zatrzyma? si? Jezus w ch?odnej, uroczej dolince, poros?ej pi?kn?, bujn? traw?; dziwi?o mnie to, ?e trawa nie by?a ani troszk? podeptana. T?um wiernych, otaczaj?cy Jezusa, zwi?kszy? si? tak dalece, ?e ju? nie mog?am ich policzy?. Jezus tu d?ugo rozmawia? i naucza?, jak kto?, co wypowiada ju? ostatnie s?owo i ma odej??. Czuli te? wszyscy dobrze, ?e nadesz?a chwila rozstania, ale nie my?leli, ?e to ju? teraz nast?pi. S?o?ce wzbi?o si? ju? ponad horyzont i z wysoko?ci stropu niebieskiego zsy?a?o na ziemi? swe promienie. Nie wiem, czy dobrych u?ywam wyra?e?, gdy? tam w Ziemi Obiecanej, na któr? przenosz? si? w widzeniu, nie wydaje mi si? s?o?ce tak bardzo oddalone od ziemi, jak u nas. Nie wygl?da mi ono, jak u nas, jako ma?a, okr?g?a tarcza, lecz jakoby by?o bli?ej ludzi, wi?cej bij?ce blaskiem; promienie tak?e nie wydaj? mi si? tak rozdrobnione, delikatne, lecz na kszta?t szerokich smug i pasów ?wietlanych. Na wspomnianej polance bawi? Jezus przesz?o godzin?. W Jerozolimie ruch ju? da? si? widzie?, mieszka?cy powstali ze spoczynku nocnego do zaj?? dziennych; wnet te? zauwa?ono t?umy ludu, zebranego wko?o Góry Oliwnej, i zachodzono w g?ow?, co to mo?e znaczy?. Powoli zacz??y i z miasta p?yn?? ku Górze Oliwnej gromady ludzi, przewa?nie tych samych, którzy i w Niedziel? Palmow? brali udzia? w pochodzie Jezusa. Ludzie cisn?li si? tak licznie, ?e na w??szych uliczkach powsta? nat?ok. Tylko ko?o Jezusa i towarzysz?cych Mu uczniów ucisku nie by?o. Jezus skierowa? si? ku ogrodowi Getsemane, a st?d przez Ogrójec na szczyt Góry Oliwnej, omijaj?c jednak miejsce, gdzie Go niedawno pojmano. T?umy p?yn??y za Nim na gór? jak fala ró?nymi drogami, dr?c si? przez zaro?la i skacz?c przez p?oty. Jezus szed? coraz pr?dzej, a coraz wi?kszy blask bi? od Niego. Uczniowie spieszyli za Nim, lecz nie mogli Mu sprosta?. Wreszcie stan?? Jezus na szczycie góry, ja?niej?c bia?ym blaskiem s?onecznym, a z nieba spu?ci? si? ku Niemu kr?g ?wiat?a, gorej?cego barwami t?czowymi. T?umy zatrzyma?y si?, ol?nione blaskiem, wie?cem otaczaj?c gór?. Od Jezusa blask bi? silniejszy ni? otaczaj?ca Go gloria. Lew? r?k? przy?o?y? Jezus do piersi, a praw? b?ogos?awi? ?wiat ca?y, obracaj?c si? na wszystkie strony; nie b?ogos?awi? Pan d?o?mi, jak rabini, lecz jak chrze?cija?scy biskupi. Rado?ci? przenika?o mnie to b?ogos?awie?stwo, udzielone ca?emu ?wiatu. W?ród t?umów panowa?a g??boka cisza. Wtem ?wiat?o z niebios zla?o si? w jedno z blaskiem, bij?cym z Jezusa. Posta? za? Jego, dotychczas widzialna, zacz??a si? powoli od g?owy rozp?ywa? i jak gdyby znika?, podnosz?c si? ku górze. Wygl?da?o to, jak gdyby wchodzi?o jedno s?o?ce w drugie, jakby p?omie? znika? w ?wietle, lub iskra w p?omieniu. Blask szed? taki z wierzcho?ka góry, jak od s?o?ca w samo po?udnie, owszem mocniejszy jeszcze i jaskrawszy, bo przy?miewa? o wiele ?wiat?o?? dzienn?. Ju? g?owa Jezusa rozp?yn??a si? w tym morzu ?wiat?a, a jeszcze widzia?am ?wietliste Jego nogi, a? wreszcie ca?y znikn?? mi z oczu. Mnóstwo dusz wchodzi?o ze wszystkich stron w obr?b ?wiat?a i wraz z Panem znika?y ku górze. Tak, wi?c przedstawi?o mi si? wniebowst?pienie; nie widzia?am, by Jezus unosi? si? w powietrzu ku niebu, lecz pogr??y? si? i niejako rozp?yn?? ku górze w ob?oku ?wietlanym. Z ob?oku tego spad?a jakoby rosa ?wietlana na zebrane w ko?o t?umy; wszystkich


920

zdj?? strach i podziw, a blask ol?ni? ich oczy. Aposto?owie i uczniowie, stoj?cy najbli?ej, nie mogli znie?? o?lepiaj?cej jasno?ci, wi?c spu?cili oczy ku ziemi, wielu rzuci?o si? twarz? na ziemi?; Naj?w. Panna, stoj?ca tu? za nimi, spogl?da?a spokojnie przed Siebie. Po kilku chwilach, gdy blask si? nieco zmniejszy?, o?mielili si? zebrani wznie?? oczy w gór?; miotani najrozmaitszymi uczuciami, spogl?dali w ciszy g??bokiej ku ob?okowi ?wietlanemu, otaczaj?cemu wci?? jeszcze szczyt góry. Wtem ujrza?am w ?wietle spuszczaj?ce si? w dó? dwie postacie, z pocz?tku ma?e, ale zwi?kszaj?ce si? coraz za zbli?aniem si? ku ziemi. Byli to dwaj m??owie w d?ugich, bia?ych szatach, z laskami w r?ku, jakby Prorocy. Stan?wszy spokojnie na ziemi, przemówili do t?umu, a g?osy ich brzmia?y jak d?wi?k puzonu; by?am pewna, ?e s?yszano ich a? w Jerozolimie. — „M??owie Galilejscy - rzekli — dlaczego stoicie tu i spogl?dacie bezradnie w niebo? Ten Jezus, który z po?ród was wzi?ty jest do nieba; wróci kiedy? tak, jak widzieli?cie Go wst?puj?cego do nieba."*) To rzek?szy, znikli. Blask trwa? jeszcze czas jaki?, wreszcie rozp?yn?? si? powoli zupe?nie, podobnie jak ?wiat?o dzienne rozp?ywa si? w mroku nocnym. — Teraz dopiero zacz?li uczniowie bole?, zrozumiawszy, co si? sta?o. Oto ich Pan i Mistrz odszed? od nich do Ojca Swego niebieskiego. Niektórzy, odurzeni bole?ci?, rzucali si? na ziemi?. Gdy blask znik? zupe?nie, przyszli troch? do siebie; inni zacz?li si? kupi? ko?o nich, potworzy?y si? liczne gromadki, ?wi?te niewiasty zbli?y?y si? tak?e, a wszyscy rozprawiali, zastanawiali si? nad tym, co zasz?o, wahali si? i stali tak jeszcze d?ug? chwil?, spogl?daj?c w gór?. Wreszcie pod??yli Aposto?owie i uczniowie do wieczernika, a za nimi ?wi?te niewiasty. Niektórzy p?akali, jak niepocieszone dziatki, inni skupieni byli w sobie i g??boko zamy?leni, tylko Naj?wi?tsza Panna, Piotr i Jan spokojni byli, a otucha nie ust?pi?a z ich serc. Za to w innych gromadkach byli tacy, którzy oddalali si? st?d z niewiar? i zw?tpieniem w zatwardzia?o?ci serca. Na szczycie Góry Oliwnej, sk?d Jezus wst?pi? w niebo, by?a p?aska ska?a. Stoj?c na niej, przemawia? Jezus jeszcze, zanim udzieli? b?ogos?awie?stwa i znikn?? w ob?oku. ?lady stóp Jego pozosta?y odci?ni?te na kamieniu. Ni?ej za?, na innym kamieniu, pozosta? ?lad r?ki Naj?w. Panny. Po?udnie ju? min??o, zanim wszystek t?um rozszed? si? do domów. Uczuwszy si? samymi, byli Aposto?owie i uczniowie z pocz?tku niespokojni, bo uwa?ali si? ca?kiem za opuszczonych, spokojne jednak zachowanie si? Naj?w. Panny wla?o pociech? w ich serca. Zaufali s?owu Jezusa, ?e Maryja ma by? dla nich Matk?, Po?redniczk? i Or?downiczk?, wi?c Jej obecno?? pokojem ich nape?ni?a. W Jerozolimie panowa? mi?dzy ?ydami pewien pop?och. Zamykano gdzieniegdzie drzwi i okiennice i schodzono si? gromadnie po domach. W ogóle w ostatnich dniach, a szczególnie dzi?, zna? by?o rodzaj niepokoju w?ród ?ydów. Przez nast?pne dni bawili Aposto?owie wci?? w obr?bie wieczernika wspólnie z Naj?w. Pann?. Od czasu ostatniej uczty, spo?ytej z Jezusem, przy której po raz pierwszy Maryja siedzia?a naprzeciw Jezusa, zajmowa?a ona odt?d zawsze to miejsce, tylko, ?e teraz, kiedy nie by?o Pana, mia?a naprzeciw Siebie Piotra, który zast?powa? miejsce Jezusa przy modlitwie i ucztach. Czu?am, ?e Maryja nabra?a teraz wi?kszego znaczenia wobec Aposto?ów, i ?e w osobie Swej przedstawia niejako Ko?ció?. Aposto?owie trzymali si? teraz bardzo w ukryciu. Z szerszej rzeszy wyznawców nikt nie pojawia? si? u nich w wieczerniku. Oni te? sami nie wychodzili nigdzie, strzeg?c si? bardziej ni? inni prze?ladowa? ze strony ?ydów; zarazem przestrzegali ?ci?lej i w wi?kszym porz?dku modlitw i ceremonii, ni? uczniowie, zajmuj?cy inne komnaty wieczernika, bo ci ostatni cz??ciej wychodzili z domu i wchodzili. Niektórzy uczniowie odprawiali noc? z wielkim nabo?e?stwem drog?


921

krzy?ow?. Przy wyborze Macieja na Aposto?a widzia?am, jak Piotr sta? w wieczerniku w gronie Aposto?ów, odziany w p?aszcz swój biskupi. Uczniowie zgromadzeni byli w otwartych salach przyleg?ych. Piotr poda? jako kandydatów na ten urz?d Barsab? i Macieja. Stali oni w?a?nie w po?ród odosobnionej gromadki uczniów, z których niejeden pragn?? gor?co by? wybranym na miejsce Judasza, tylko Ci obaj nie my?leli wcale o tym i nie ??dni byli tej nowej godno?ci. W dzie? potem rozstrzygni?to losem podczas ich nieobecno?ci wybór mi?dzy nimi; los pad? na Macieja, wi?c zaraz poszed? jeden do mieszkania uczniów, by go przyprowadzi?.

Zielone ?wi?tki

W wigili? Zielonych ?wi?t przystrojono wspaniale ca?? sal? wieczernika zielonymi drzewkami, a w ga??zie powstawiano wazony z kwiatami; zielone girlandy przyozdabia?y sal? od jednej ?ciany do drugiej. Poodsuwano ruchome ?ciany, oddzielaj?ce sale boczne i przedsionek i zamkni?to tylko bram?, wiod?c? z dziedzi?ca na zewn?trz. Przed zas?on? sanktuarium ustawiono stolik, nakryty bia?? i czerwon? chust? i po?o?ono na nim zwoje pisma. Piotr stan?? przed stolikiem, za nim w prostej linii u wej?cia z przedsionka sta?a Naj?w. Panna w zas?onie na twarzy, a za ni? w przedsionku ?w. niewiasty. Aposto?owie stali dwoma rz?dami wzd?u? ?cian sali, zwróceni twarz? do Piotra; za nimi w salach bocznych zaj?li miejsca uczniowie, bior?c udzia? we wspólnych modlitwach i ?piewach chóralnych. Potem ?ama? Piotr i rozdziela? pob?ogos?awiony przez siebie chleb najpierw Naj?w. Pannie, nast?pnie Aposto?om i uczniom. Wszyscy ca?owali go przy tym w r?k?, a nawet Naj?w. Panna. Oprócz ?w. niewiast, by?o w wieczerniku razem z Aposto?ami oko?o 12-u uczniów. Po pó?nocy nasta?o dziwne jakie? poruszenie w ca?ej naturze, udzielaj?c si? wszystkim zebranym, którzy stali w ko?o w sali g?ównej i pobocznych, wsparci o filary, z r?koma skrzy?owanymi na piersiach, w cichej pogr??eni modlitwie. Spokój i g??boka cisza zapanowa?a w ca?ym domu. Nad ranem ujrza?am nad Gór? Oliwn? ob?ok ?wietlisty o srebrno bia?ym po?ysku, spuszczaj?cy si? z nieba uko?nie w kierunku wieczernika. Z dala wygl?da? ob?ok, jak okr?g?a kula, poruszaj?ca si? pod mi?ym, ciep?ym tchnieniem wiatru. Ob?ok, im bli?ej nadp?ywa?, tym stawa? si? wi?kszy; jak mg?a ?wietlista przeci?gn?? nad miastem, a? coraz bardziej g?stniej?c i przezroczystym si? staj?c, zatrzyma? si? nad wieczernikiem i zni?y? nad dach z wzrastaj?cym szumem na kszta?t nisko p?yn?cej chmury nawalnej. Wielu ?ydów w mie?cie spostrzeg?szy ob?ok, a przestraszeni szumem, pobiegli do ?wi?tyni; mnie sam? ogarn??a z pocz?tku dzieci?ca trwoga na my?l, gdzie te? si? skryj?, je?li grom z tej chmury uderzy; ca?e, bowiem zjawisko mia?o wielkie podobie?stwo z szybko nadci?gaj?c? nawa?nic?, tylko, ?e chmura pochodzi?a z nieba, nie z ziemi, zamiast ciemn?, by?a jasn?, i nie s?ycha? by?o grzmotów tylko szum niezwyk?y, który si? dawa? odczu? jako ciep?y, pokrzepiaj?cy powiew wiatru. Zni?ywszy si? nad wieczernik, b?yszcza? ob?ok coraz ja?niej, a szum stawa? si? z ka?d? chwil? wi?kszy. Dom ca?y ja?nia? coraz wi?cej; zebrani modlili si? z wzrastaj?cym skupieniem i namaszczeniem. Wtem z szumi?cego ob?oku sp?yn??y na ca?y budynek bia?e strugi ?wiat?a, krzy?uj?c si? siedmiorako, a ni?ej znowu rozdzielaj?c si? na delikatniejsze promienie i ogniste krople. Punkt, w którym krzy?owa?y si? smugi ?wietlne, otoczony by? barwnym ?ukiem t?czowym, a w po?ród niego ujrza?am unosz?c? si? ?wietlist? posta? z wychodz?cymi z pod pachy szerokimi skrzyd?ami, czy te? promieniami, podobnymi do skrzyde?. W tej chwili ?wiat?o?? ogromna ogarn??a ca?y budynek, przygasaj?c zupe?nie blask


922

pi?cioramiennej lampy. Zebrani, popad?szy w zachwycenie, mimo woli podnie?li oblicza z pragnieniem ku górze, i oto w usta ka?dego wp?yn??y smugi ?wietlne, jak p?on?ce ogniste j?zyki. Zdawa?o si?, jak gdyby wdychali w siebie z pragnieniem ogie? i napawali si? nim, i jakoby pragnienie wyst?powa?o im z ust naprzeciw p?omieni, ?wi?ty ten ogie? sp?yn?? tak?e na uczniów i niewiasty, obecne w przedsionku, ale na ró?nych w ró?nej sile i ró?nej barwie. Tak rozp?yn?? si? powoli ca?y ob?ok w ?wietlistym deszczu. Rado?? i odwaga wst?pi?a w serca zebranych po tym wylewie darów Ducha ?wi?tego. Wszyscy wzruszeni byli i jakby oszo?omieni, ale l?k ust?pi? z ich serc; ?mia?o i z ufno?ci? patrzeli w przysz?o??. Skupiono si? ko?o Naj?w. Panny, która jedna by?a zupe?nie spokojna, umiej?c, jak zawsze, zapanowa? nad sob?. Aposto?owie ?ciskali si? nawzajem, wo?aj?c rado?nie a ?mia?o: „Co to jest? Co si? sta?o z nami?" Zaraz pospieszyli do uczniów, którzy tak?e, odczuwszy zst?pienie Ducha ?wi?tego, wzruszeni byli bardzo. ?w. Niewiasty pada?y sobie w obj?cia, roni?c ?zy rado?ci. Wszystkich ogarn??o uczucie nowego, jakiego? ?ycia, pe?nego rado?ci, pewno?ci siebie i odwagi. Przede wszystkim pospieszono podzi?kowa? Bogu za to, wi?c wszyscy ustawili si? w porz?dku jak przedtem, odmówili modlitwy i od?piewali psalmy dzi?kczynne. ?wiat?o tymczasem powoli znik?o. Piotr mia? nast?pnie nauk? do uczniów i zaraz rozes?a? cz??? ich do gospód, zaj?tych przez ludzi, sprzyjaj?cych nauce Chrystusowej, a przyby?ych do Jerozolimy na ?wi?ta. Od wieczernika a? ku sadzawce Betsaidy ci?gn??y si? rz?dem szopy i otwarte gospody, zajmowane zwykle przez licznych przybyszów, nap?ywaj?cych ze wszystkich stron na ?wi?ta. I na nich tak?e sp?yn??o nieco ?aski Ducha ?wi?tego. W ogóle w sercach wszystkich ludzi da?a si? odczu? zmiana; dobrzy doznali wewn?trznego poruszenia i o?wiecenia, ?li trwog? tylko poczuli i jeszcze bardziej utrwalili si? w za?lepieniu. Wi?kszo?? obcych, którzy przybyli na ?wi?ta, obozowa?a tu ju? od Wielkanocy; tym, bowiem, którzy daleko mieszkali, nie op?aci?oby si? by?o powraca? po Wielkanocy do domu i zaraz znowu wybiera? si? na Zielone ?wi?ta. S?ysz?c i widz?c wszystko, co si? tu dzia?o od Wielkanocy, nabrali zaufania do uczniów i sk?aniali si? ku nowej nauce. Dlatego to pospieszyli uczniowie do nich, by oznajmi? im, ?e spe?ni?a si? obietnica zes?ania Ducha ?wi?tego, a oni zaraz zrozumieli, co oznacza?o to dziwne wzruszenie ich serc, z którego nie umieli sobie zda? sprawy. Uczniowie polecili im zebra? si? gromadnie ko?o sadzawki Betsaida. W wieczerniku tymczasem w?o?y? Piotr r?ce na pi?ciu Aposto?ów, którzy mieli pomaga? mu uczy? i chrzci? nad sadzawk? Betsaida. Byli to Jakób M?odszy, Bart?omiej, Maciej, Tomasz, i Juda Tadeusz. Ostatni mia? przy tym ?wi?ceniu widzenie, jakoby obejmowa? r?koma cia?o Zbawiciela i przyciska? je do piersi. Przed wyruszeniem ku sadzawce Betsaida przyj?li Aposto?owie kl?cz?c b?ogos?awie?stwo Naj?w. Panny. Przed wniebowst?pieniem Jezusa odby?o si? to stoj?co. Odt?d zawsze b?ogos?awi?a Maryja Aposto?ów przed wyj?ciem i po powrocie. W takich razach i w ogóle ilekro? wyst?powa?a w nowej Swej godno?ci, mia?a na Sobie obszerny bia?y p?aszcz, ?ó?taw? zas?on? i b??kitn? ta?m? wyszywan? sp?ywaj?c? z obu stron od g?owy a? do ziemi, przytrzyman? na g?owie bia?? jedwabn? opask?. Jezus sam zarz?dzi? tak, by chrzest nad sadzawk? Betsaida odby? si? w dniu dzisiejszym. To te? uczniowie porobili ju? ku temu ró?ne przygotowania tak ko?o sadzawki, jak i w starej synagodze, zaj?tej na u?ytek chrze?cijan. ?ciany synagogi obwieszono kobiercami, a od synagogi do sadzawki poprowadzono kryty kru?ganek. W uroczystej procesji wyruszyli Aposto?owie i uczniowie parami z wieczernika nad


923

sadzawk?. Uczniowie nie?li w skórzanych worach wod? ?wi?con?, jeden za? trzyma? kropid?o. Nowo wy?wi?ceni Aposto?owie, w liczbie pi?ciu, stan?li u pi?ciu wej?? ku sadzawce i w natchnieniu wielkim zacz?li przemawia? do ludu. Piotr zaj?? mównic?, ustawion? na trzecim tarasie sadzawki, pocz?wszy od góry; ten, bowiem taras by? najszerszy. S?uchacze zape?nili wszystkie pi?? tarasów. Os?upienie ogarn??o t?umy, gdy Aposto?owie zacz?li mówi?, bo oto, ka?demu z cudzoziemców zda?o si?, ?e Piotr przemawia do? w jego w?asnym j?zyku. Piotr zabra? g?os, w?ród ogólnego zdumienia jak to opowiadaj?, „Dzieje Apostolskie." Poniewa? wielu zg?osi?o si? zaraz do chrztu, wi?c przede wszystkim po?wi?ci? Piotr uroczy?cie w towarzystwie Jana i Jakóba M?odszego wod? w sadzawce, pokrapiaj?c j? wod? ?wi?con?, przyniesion? w worze z wieczernika. Przygotowania do chrztu i sam chrzest zaj??y ca?y dzie?. Lud zbli?a? si? na przemian w pojedynczych gromadach do mównicy Piotra, inni Aposto?owie nauczali i chrzcili u wej??. Naj?wi?tsza Panna za? i ?wi?te niewiasty rozdawa?y w synagodze bia?e suknie dla nowochrzcze?ców. R?kawy tych sukien spi?te by?y ponad r?k? czarnymi tasiemkami, które po chrzcie obwi?zywano i sk?adano razem na kup?. Przyjmuj?cy chrzest wspierali si? na por?czach, Aposto?owie za? czerpali wod? mis? i z niej chlustali po trzykro? r?k? na g?ow? chrzczonego; zu?yta woda sp?ywa?a rynnami na powrót do sadzawki. Jedna taka misa wody wystarcza?a na dziesi?? par osób. Gdy dwóch ochrzczono, przyprowadzali ci zaraz dwóch nowych i ju? jako rodzice chrzestni wk?adali na nich r?ce. Chrzest przyj?li tu przewa?nie tacy, którzy ochrzczeni ju? byli chrztem Jana. ?wi?te niewiasty tak?e ochrzczono; ogó?em przy??czy?o si? dzi? do Ko?cio?a Chrystusowego oko?o 3000 ludzi. Wieczorem powrócili Aposto?owie i uczniowie do wieczernika, spo?yto wieczerz?, po??czon? ze zwyczajnym ?amaniem b?ogos?awionego chleba, poczym odprawiono modlitwy wieczorne. ?ydzi ofiarowywali dzi? w ?wi?tyni dwa ma?e chleby z tegorocznego ziarna, sk?adano je w stosy i potem rozdzielano ubogim. Widzia?am tak?e, ?e arcykap?an trzyma? w r?ku p?k grubych k?osów, jakby z tureckiej pszenicy. Ofiarowywano dalej jakie? korzenie i nieznane mi owoce. Przywie?li to wszystko kupcy na jucznych os?ach i w szopach sprzedawali ludowi. Chleb na ofiar? piek? ka?dy sam. Aposto?owie za po?rednictwem Piotra z?o?yli w ofierze tylko dwa chleby. Nazajutrz udali si? znowu Aposto?owie i uczniowie nad sadzawk?, przyj?wszy przedtem b?ogos?awie?stwo Naj?wi?tszej Panny, gdzie nauczano i chrzczono znowu przez ca?y dzie?.

Ko?ció? nad sadzawk? Betesda

Sadzawka Betesda le?y w kotlinie, oddzielaj?cej Syjon od ?wi?tyni i reszty miasta, a opadaj?cej na wschód ku dolinie Jozafata. Od zachodniej strony ?wi?tyni zamyka na pozór dolin? tarasowata budowla, okalaj?ca sadzawk?; z jednej bowiem strony nie da si? obej?? swobodnie, jak z innych stron. Sz?a wprawdzie tamt?dy szeroka droga, ale zaros?a g?sto traw? i szuwarem, i zawalona po cz??ci gruzami murów, a kotlina opada?a tu do?? stromo w dó?, coraz bujniejsz? porastaj?c traw?. Patrz?c od stawu na po?udniowy zachód, widzi si? róg miejsca „?wi?te ?wi?tych." Sadzawka Owcza le?y na pó?noc od ?wi?tyni, przy bramie Owczej, obok targowicy bydl?cej i jest podmurowana. Z wieczernika, stoj?cego na wschodnim stoku Syjonu, prowadzi droga do sadzawki Betesda najpierw na wschód wko?o góry, dalej skr?ca si? pó?kolem na pó?noc, nast?pnie na zachód, wreszcie przybiera droga znowu kierunek wschodni, opadaj?c kr?to w dó?. Ca?a ta cz??? Syjonu a? do sadzawki i dalej w dolin? Jozafata opuszczona


924

jest bardzo i zaniedbana. W ruinach dawnych budowli kryj? si? poprzyczepiane lepianki biedaków; stoki góry porastaj? ja?owcem, w dole ro?nie bujna trawa i sitowie. ?ydzi unikaj? tych stron; za to nowi wyznawcy osiedlaj? si? tu ch?tnie i licznie. Sadzawka Betesda ma kszta?t owalny, a otoczona jest wko?o jak amfiteatr, pi?cioma terasami, wznosz?cymi si? coraz wy?ej. Terasy przecina pi?? przej??, którymi schodzi si? po stopniach do sadzawki. Przy brzegu ko?ysz? si? na wodzie nieckowate ?ódki, w które nieraz kazali si? wk?ada? chorzy, by ich woda przez Anio?a poruszona obryzga?a. W jednym miejscu wystawa?a z g??bi wody nad powierzchni? na wysoko?? cz?owieka, rura miedziana, tak mniej wi?cej gruba, jak niewielka kieszonka; dochodzi?o si? do niej po drewnianym mostku z por?cz?. Przy mostku by?a pompa z stemplem, tak po??czona z rur?, ?e gdy pocisn??o si? stempel, to z rury po otwarciu klapy tryska?a woda w gór?. Wodotrysk ten mo?na by?o regulowa?, nadawa? kierunek strumieniowi wytryskaj?cej wody, czyni? go grubszym lub cie?szym przez odpowiednie zmiany w otworze. Mo?na by?o tak?e zamkn?? otwór u góry, a wtedy woda rozpryskiwa?a si? bocznymi otworami na wszystkie strony, jak z polewaczki. Nieraz widzia?am, jak chorzy kazali si? na czó?nach wie?? pod ten wodotrysk i skrapia? wod?. Wej?cia do sadzawki by?y zwykle zamkni?te i otwierano je tylko dla chorych. Wspomniany wodotrysk dawno ju? nie by? w u?ywaniu i jeszcze na Zielone ?wi?ta nie by? naprawiony; ale ju? nast?pnych dni przyprowadzono go do pierwotnego stanu. W tylnych ?cianach tarasów wykute s? ma?e, sklepione celki z nieckowatymi ?o?yskami dla chorych; chorzy wi?c mog? ze wszystkich stron spogl?da? na sadzawk?, czy woda si? nie porusza. Przedni brzeg ka?dej terasy od strony sadzawki zabezpieczony jest niskimi por?czami; dno sadzawki pokryte jest bia?ym, b?yszcz?cym piaskiem. Z dna bij? trzy ?ród?a, nieraz z tak? si??, ?e a? wytryskaj? ponad powierzchni? wody. Do sadzawki sp?ywa rurami krew zwierz?t ofiarnych z pod o?tarza ofiarnego w ?wi?tyni. Sadzawka ca?a wraz z otaczaj?cymi j? budowlami wielk? zajmuje przestrze?. Id?c ku sadzawce, przechodzi si? przez wa?, z którego trzy tylko wej?cia prowadz? do sadzawki. Na wschód od sadzawki opada dolina stromo w dó?; od zachodu, za sadzawk?, zag??bienie doliny nie jest tak wielkie i zabudowane mostami. Strona pó?nocna jest tak?e stroma i zaros?a krzewami. Na pó?nocny wschód wiod?a niegdy? droga do ?wi?tyni, obecnie opuszczona i niedost?pna. Kilka ?cie?ek wiedzie st?d wprost do miasta, tak, ?e nie trzeba koniecznie przechodzi? przez bramy publiczne. Jezus pos?ugiwa? si? nieraz tymi ?cie?kami, by dosta? si? do miasta. Sadzawka ta podupad?a by?a ju? od dawna i zaniedbana, a ma?o kto mieszka? w pobli?u. Zapomniano o niej, jak w naszych czasach zapomina si? o niejednej ?wi?tej, staro?ytnej relikwii; tylko ubo?si a bogobojni ludzie odwiedzali j? czasem i mieli we czci i poszanowaniu. Od czasu, jak Jezus uzdrowi? tu chromego, nabra?a sadzawka znowu wi?cej rozg?osu, ale Faryzeusze tym bardziej miejsce to znienawidzili. Zewn?trzne mury, okalaj?ce sadzawk?, le?a?y ju? prawie zupe?nie w gruzach, tarasy same ucierpia?y tak?e wiele pod wp?ywem czasu. Teraz za staraniem chrze?cijan przyprowadzono wszystko, o ile mo?no?ci, do porz?dku. Zapad?e, mury zast?piono po cz??ci ruchomymi ?cianami, a od sadzawki do synagogi urz?dzono kryty chodnik z p?ócien namiotowych. Stara ta synagoga, przemieniona obecnie na ko?ció?, wi?cej jest odosobniona, ni? wieczernik, gdy? ten ostatni styka si? dziedzi?cem z szeregiem domów mieszkalnych, podczas gdy tu nie ma w pobli?u ?adnych budynków. Zaraz po Zielonych ?wi?tach wzi?li si? Aposto?owie i uczniowie gorliwie do pracy, by wn?trze tej synagogi przemieni? na ko?ció?. Piotr za?, Jan, Andrzej i Jakób M?odszy nauczali wci?? na przemian w trzech ró?nych miejscach ko?o sadzawki i


925

na trzecim tarasie, gdzie sta?a mównica Piotra. Wiernych zbiera?o si? zawsze mnóstwo; nieraz widzia?am, jak le?eli twarz? na ziemi, zatopieni w gorliwej modlitwie. Krz?tanina nadzwyczajna panowa?a przez ca?y czas w?ród wyznawców nowego ko?cio?a; szyto, tkano, pleciono, budowano, w ogóle starano si? o wszelkie potrzeby dla nowego ko?cio?a i dla ubogich. Nowy ten ko?ció?, przerobiony z synagogi, zbudowany jest w kszta?cie wielkiego, pod?u?nego czworoboku; okna umieszczone s? wysoko w górze. Po schodach przy murze mo?na wyj?? z zewn?trz na p?aski dach, otoczony galeri?. Na dachu wida? trzy ma?e kopu?y, które daj? si? otwiera?, by do ?rodka ?wie?e powietrze wchodzi?o. Wewn?trzne urz?dzenie ko?cio?a wygl?da bardzo oryginalnie. Wzd?u? obu d?u?szych ?cian i od przodu biegn? rz?dami kamienne schody, przeznaczone dla wiernych, s?uchaj?cych nabo?e?stwa i nauki. W g??bi przy tylnej ?cianie stoi o?tarz, oddalony nieco od ?ciany, a przestrze? poza nim, oddzielona od reszty ko?cio?a dwiema cienkimi ?ciankami z plecionki, tworzy ma?? zakrysti?. ?cianki te powleczone s? z przodu od ko?cio?a cienk?, bia?? tkanin?, z ty?u za? lichsz? materi?. O?tarz jest przeno?ny z drzewa, w kszta?cie pod?u?nego czworoboku, z wierzchu powleczony tkaninami. Z przodu wchodzi si? ku o?tarzowi po trzech schodach, po bokach za? jest tylko jeden stopie? o otwieranej zasuwce, gdzie mo?na chowa? kobierce. W tylnej ?cianie o?tarza s? drzwiczki do schowka, gdzie przechowuj? si? ubiory ko?cielne. Na o?tarzu stoi tabernakulum w kszta?cie dzwonu, przykryte bia??, kosztown? os?on?, któr? mo?na spina? z przodu na dwie metalowe tarczki; u góry jest ga?ka, s?u??ca do podnoszenia. Po obu stronach tabernakulum stoj? kilkoramienne p?on?ce ?wieczniki. Nad o?tarzem, u góry, umieszczony jest baldachim, z zwieszaj?c? si? nad o?tarz bia??, w barwne pasy opon?, si?gaj?ca nieco poni?ej powierzchni o?tarza. Opona ta, z ty?u przymocowana, z przodu rozsuni?ta jest zwykle na obie strony, lecz daje si? tak?e zsun?? i spi?? na metalowe klamerki, a wtedy os?ania zupe?nie o?tarz. Baldachim sam tworzy jakoby nisz?, a wisi na pi?ciu sznurach, które schodz? si? w r?ce figury, tkanej przez ?wi?te niewiasty, a przedstawiaj?cej starca w arcykap?a?skim stroju, z trójk?tn?, ?wietlist? glori? nad g?ow?. Posta? ta zdawa?a si? wychyla? z otworu w pu?apie; jedn? r?k? wyci?ga?a przed siebie, b?ogos?awi?c, w drugiej trzyma?a pi?? sznurów baldachimu. Od podwy?szonego o?tarza a? do mównicy by?a spora, wolna przestrze?, przeznaczona dla Aposto?ów i uczniów na, modlitwy chóralne. — Od czasu zmartwychwstania Pa?skiego zbierali si? Aposto?owie i uczniowie codziennie w wieczerniku na modlitwy chóralne. Aposto?owie ustawiali si? wzd?u? ?cian sali przed sanktuarium, uczniowie w otwartym przedsionku. Tak, podzieleni na chóry, ?piewali i modlili si? na przemian. Byli nieraz przy tym obecni Nikodem, Józef z Arymatei i Obed. Naj?w. Panna, ubrana w d?ugi, bia?y p?aszcz, w zas?onie nie twarzy, sta?a zwykle w ?rodkowych drzwiach przedsionka, zwrócona twarz? ku sanktuarium. Modlitwy takie chóralne zaprowadzi? sam Jezus; wykaza? Aposto?om tajemne zalety tego nabo?e?stwa przy spo?yciu, czy te? przez spo?ycie owej ryby ko?o Tyberiady, a tak?e wtedy, gdy niewierny Tomasz dotyka? si? ran Jego naj?wi?tszych i uwierzy? w Jego zmartwychwstanie. Raz widzia?am, jak Jezus pojawi? si? Aposto?om przed ?witem podczas ?piewów chóralnych. Dwa razy dziennie odprawiali Aposto?owie takie modlitwy chóralne; raz w wieczór a? do nocy, drugi raz raniutko przed ?witem. Lecz wracam do opisu ko?cio?a. Poza mównic? oddziela?a chór od nawy ko?cielnej krata, biegn?ca od jednej ?ciany do drugiej. W kratach by?y odpowiednie otwory, przez które mo?na by?o podawa? wiernym Naj?w. Sakrament, jak si? to u nas dzieje po klasztorach. Na wprost mównicy by?y w obu ?cianach ma?e drzwiczki, któr?dy wchodzili Aposto?owie i uczniowie do chóru. Wierni ustawiali si? w


926

Ko?ciele w pewnym, oznaczonym porz?dku, m??czy?ni osobno, niewiasty tak?e osobno. Widzia?am, jak w uroczystej procesji przenoszono Naj?wi?tszy Sakrament z wieczernika do nowego ko?cio?a. Najpierw wyszed? Piotr w otoczeniu dwudziestu uczniów pod bram? dziedzi?ca w wieczerniku, i z wielkim zapa?em wypowiedzia? nauk? dla zgromadzonej rzeszy. Zbieg?o si? tak?e sporo ?ydów i chcieli swymi zarzutami przeszkodzi? nauce, ale nic nie wskórali. Po nauce wyruszy? pochód do nowego ko?cio?a nad sadzawk?. Piotr niós? przed sob? kielich z Naj?wi?tszym Sakramentem, a r?ce okryte mia? jak workiem bia?? chust?, przewieszon? przez szyj?. Za Aposto?ami post?powa?a Naj?w. Panna w gronie ?wi?tych niewiast i uczniów. Wzd?u? drogi porozwieszano miejscami maty na kszta?t ?cian, bli?ej ko?cio?a za? urz?dzono nawet ca?kiem kryty chodnik. Naj?w. Sakrament z?o?ono na o?tarzu w nowym tabernakulum. Nie brak?o tak?e puszki z b?ogos?awionym chlebem. Pod?oga ko?cio?a podobnie jak i wieczernika, w czasach ostatnich wy?o?ona by?a barwnymi kobiercami;. chodzono w ko?ciele przewa?nie boso. Naj?wi?tszy Sakrament z?o?ony by? w naczyniu z nakrywk?, daj?c? si? odkr?ca?. Kawa?ki konsekrowanego chleba spoczywa?y na patenie, z?o?onej na dnie naczynia. Paten? mo?na by?o wyjmowa? za pomoc? r?czki, by Naj?wi?tszy Sakrament ?atwiej by?o ujmowa? w r?k?.

Piotr odprawia pierwsz? Msz? ?wi?t? w wieczerniku

Ósmego dnia po Zielonych ?wi?tach zebrali si? Aposto?owie znowu w wieczerniku; ca?a noc zesz?a im tu na krz?taniu si? i modlitwie. Z brzaskiem dnia wyruszyli z licznym gronem uczniów do ?wi?tyni, a posz?a tam równie? Naj?w. Panna ze ?wi?tymi niewiastami. W ?wi?tyni, zdaje si?, obchodzono dzi? jakie? ?wi?to, bo u wej?cia ustawiony by? ?uk tryumfalny, na którym sta?a jaka? statua z mieczem zwyci?skim w r?ku. Pod tym to ?ukiem stan?? Piotr i naucza? t?umy ludu, a mówi? z moc? wielk?. Oznajmi? otwarcie, ?e odt?d publicznie g?osi? b?dzie nauk? Jezusa Chrystusa, tak on, jak i jego towarzysze, i ?e od tego nic powstrzymaj? ich ?adne m?ki, ani biczowania, ani gro?ba ?mierci krzy?owej. Wszed?szy potem do ?wi?tyni, przemawia? z mównicy, z której Jezus nieraz przedtem naucza?. Pami?tam, ?e podczas tej mowy zawo?ali raz g?o?no Aposto?owie i uczniowie: „Tak jest!" Zapewne chcieli potwierdzi? prawdziwo?? s?ów Piotra. Gdy nast?pnie zacz?li si? modli?, ukaza?y si? nad ?wi?tyni? ob?oki ?wietlne i jasno?? wielka spu?ci?a si? na nich, wobec której ?wiat?o lamp wydawa?o si? tylko s?abym, czerwonawym p?omykiem. Oko?o ósmej godziny opu?cili wierni ?wi?tyni? i ustawili si? na dziedzi?cu pogan w procesj?. Szli parami, najpierw Aposto?owie, za nimi uczniowie, dalej ochrzczeni i nowo nawróceni. Min?wszy targowic? bydl?c?, wyszli bram? Owcz? w dolin? Jozafata, a st?d na Syjon do wieczernika. Naj?w. Panna wysz?a ju? przedtem z niewiastami ze ?wi?tyni i uda?a si? do wieczernika, by w samotno?ci pomodli? si? kl?cz?c przed Naj?w. Sakramentem. Wraz z Ni? modli?a si? w przedsionku Magdalena; to wstawa?a, to kl?ka?a, to znów rzuca?a si? krzy?em na ziemi?. Inne niewiasty uda?y si? prosto do swych celek przy nowym ko?ciele ko?o sadzawki. Mieszka?y tu po dwie w jednej celi i zajmowa?y si? praniem, tkaniem koszul dla przyjmuj?cych chrzest i przygotowywaniem wszystkich potrzebnych rzeczy do rozdzia?u. Gdy liczna procesja wiernych przyby?a na dziedziniec wieczernika, ustawili Aposto?owie nowo nawróconych w porz?dku przed przedsionkiem wieczernika, Piotr za? i Jan, wszed?szy do ?rodka, przyprowadzili Naj?wi?tsz? Pann? ku


927

drzwiom przedsionka. Matka Bo?a ubrana by?a od?wi?tnie; mia?a na Sobie d?ugi, bia?y p?aszcz, odwini?ty nieco, tak, ?e wida? by?o haftowany spód. Na g?owie mia?a koron?, od której sp?ywa?a z obu stron w?ska szarfa. Piotr przemówi? do nowo nawróconych, oddaj?c ich opiece Naj?w. Panny, jako wspólnej ich Matki. Przyprowadza? ich przed Ni? gromadkami po dwudziestu, a Ona wszystkich b?ogos?awi?a. Nast?pnie odby?o si? uroczyste nabo?e?stwo w sali wieczernika; ?ciany ruchome od sal bocznych i od przedsionka by?y porozsuwane. Nad o?tarzem w sanktuarium zawieszony by? wieniec ?wi?teczny z ziela, przeplatanego kwiatami. Kielich z Naj?wi?tszym Sakramentem sta? na podwy?szeniu, przykryty bia?? zas?on?; po obu stronach p?on??y lampy. Na o?tarzu sta? mniejszy kielich i le?a?y chleby prza?ne a wszystko by?o nakryte. Poza tym sta?y na talerzu dwa naczynia, z wod? i z winem. Talerz ten usuni?to na bok, naczynie z wod? postawiono po jednej stronie o?tarza, naczynie z winem po drugiej. Piotr, ubrany w p?aszcz swój biskupi, odprawia? Msz? ?wi?t?; us?ugiwali mu do mszy Jan i Jakób M?odszy. Wszystko odbywa?o si? ?ci?le wed?ug tego, jak post?powa? Jezus przy ustanawianiu Naj?w. Sakramentu, a wi?c ofiarowanie, nalewanie, umywanie r?k i konsekrowanie. Wino nalewano z jednej strony, a wod? z drugiej. Po jednej stronie o?tarza le?a?y na pulcie zwoje pisma, zapisane w dwie kolumny. Za pomoc? ko?eczków, powtykanych wy?ej i ni?ej w pult, mo?na by?o wygodnie zwija?, rozwija? i przytrzymywa? karty, których by?o sporo; po przeczytaniu jednej karty, odwija?o si? j? w ty? poza pult. Piotr, przyj?wszy sam komuni?, poda? Naj?w. Sakrament pod obiema postaciami us?uguj?cym mu do mszy Aposto?om. Nast?pnie Jan poda? komuni? Naj?w. Pannie, Aposto?om, sze?ciu uczniom, którzy zaraz potem otrzymali ?wi?cenia kap?a?skie i wielu innym. Przyjmuj?cy Naj?w. Sakrament kl?czeli, a dwu uczniów trzyma?o przed nimi w?sk? chust?. Oprócz Piotra i dwóch us?uguj?cych mu Aposto?ów, wszyscy inni przyjmowali Naj?w. Sakrament tylko pod postaci? chleba. Owi uczniowie, maj?cy otrzyma? ?wi?cenia kap?a?skie byli to: Zacheusz, Natanael, Jozes Barsabas, Barnaba, Jan Marek i Eliud, syn starego Symeona. Opu?ciwszy miejsce, przeznaczone dla uczniów, stan?li w po?ród Aposto?ów. Maryja przynios?a dla nich nowe szaty i z?o?y?a je na o?tarzu. Wybrani, ukl?kli wszyscy sze?ciu, parami, przed Piotrem, a on przemówiwszy do nich, odmówi? modlitwy z ma?ego zwoju. Jan i Jakób, trzymaj?c w jednej r?ce ?wiec?, drug? wk?adali im na ramiona, Piotr za? na g?ow?. Nast?pnie wycina? im Piotr troch? w?osów z g?owy i k?ad? na talerzyku na o?tarzu, dalej namaszcza? im g?owy i palce olejem, który mu Jan podawa?. Wreszcie w?o?ono na nich nowe suknie kap?a?skie i stu?y, na jednych uko?nie popod rami?, na drugich na krzy? przez piersi. Ceremonie te odbywa?y si? krócej, ni? teraz, ale z wi?ksz? uroczysto?ci?. Przy ko?cu nabo?e?stwa pob?ogos?awi? Piotr wszystkich kielichem, na którym z?o?ony by? Naj?wi?tszy Sakrament. Zaraz potem posz?a Maryja z niewiastami do ko?cio?a przy sadzawce Betesda. Za nimi udali si? w procesy i Aposto?owie, uczniowie i nowoochrzceni, nios?c zielone ga??zki w r?kach i ?piewaj?c po drodze. W ko?ciele ukl?k?a Maryja przed o?tarzem w chórze, modl?c si? gor?co, Piotr za? naucza? z mównicy. Mówi? o potrzebie przestrzegania ustaw nowego Ko?cio?a, jako jeden nie powinien posiada? wi?cej ni? drugi, jako powinni dzieli? si? ze sob? wszystkim i pami?ta? o potrzebach biedniejszych przybyszów. Dalej sk?ada? Piotr dzi?ki Bogu i Zbawicielowi za ?aski i b?ogos?awie?stwa, zsy?ane na Ko?ció?. Nast?pnie zaj??o si? znowu kilku Aposto?ów chrztem. Wprowadzano nawróconych na mostek, wiod?cy do wodotrysku; dwaj Aposto?owie wk?adali r?ce na


928

chrzczonego, a Piotr, ubrany w sukni? bia??, przepasan? pasem, kierowa? r?k? promie? wodotrysku po trzykro? na jego g?ow? i wymawia? przy tym jakie? s?owa. Na kraju sadzawki p?on?? na ?erdzi kaganiec, podobny do tych, jakie mieli stra?nicy przy ?w. grobie. Widzia?am nieraz, jak na chrzczonych sp?ywa? ob?ok ?wietlisty, lub promie?; duch ich wzmacnia? si? cudownie, przemienia? i o?wieca?. Z rozczuleniem patrzy?am na to, jak nieraz ludzie z dalekich nawet krain, zostawiwszy ca?e swe mienie, spieszyli tu, by przy??czy? si? do gminy Chrystusowej. Wieczorem odby?a si? uczta w przedsionku wieczernika. Do sto?u zasiad?a z Aposto?ami Naj?w. Panna, dalej Józef z Arymatei, Nikodem i ?azarz.

Pierwsza wspólna komunia nowo nawróconych. Wybór siedmiu Diakonów

Po jakim? czasie przygotowano wszystkich, b?d?cych ochrzczonych w czasie od Zielonych ?wi?t a? dot?d do przyj?cia ?wi?tej komunii. Sze?ciu Aposto?ów, ubranych w d?ugie, bia?e szaty, poucza?o ich w ko?ciele przy sadzawce o Naj?w. Sakramencie. Komunii udzielano wszystkim podczas Mszy ?wi?tej, któr? odprawi? Piotr w tym?e ko?ciele w asystencji dwóch Aposto?ów. Piotr ubrany by? pod spodem w d?ug? bia?? szat?, przepasan? pasem, od którego zwiesza?y si? wst?gi. Na to zarzucony mia? p?aszcz, wyj?ty ze skrytki w o?tarzu. P?aszcz by? koloru czerwonego, wpadaj?cego w z?oty po?ysk. Kszta?tem podobny by? do wielkiego ko?nierza o w?skich ko?cach, z przodu si? schodz?cych. Z ty?u si?ga? do pasa, a z przodu spi?ty by? trzema klamrami. Na klamrze ?rodkowej, spinaj?cy p?aszcz na piersiach, odtworzon? by?a jaka? posta?, trzymaj?ca chleb w r?ku. Dolna klamerka mia?a kszta?t krzy?a. Na plecach wyszyty by? p?aszcz klejnotami, u?o?onymi w figur?. O?tarz przykryty by? pod spodem czerwonym obrusem, a na to bia?ym, haftowanym. W ?rodku rozpostarta by?a ma?a, bia?a chusta, na kszta?t korpora?u. Na owalnym talerzu le?a? ca?y stos cienkich, bielutkich plasterków chleba, pokarbowanych ju? do ?amania. Obok sta?a szeroka, na niskiej podstawce, czasza, na kszta?t niskiego kielicha; jej to u?ywa? Piotr do rozdzielania mi?dzy wiernych konsekrowanych ju? cz?stek chleba. Sta? tak?e na o?tarzu kielich, nape?niony winem. Gdy Piotr podczas Mszy ?wi?tej wymawia?, s?owa konsekracji nad chlebem i winem, ujrza?am, ?e cz?stki chleba zaja?nia?y blaskiem, a nad o?tarz spu?ci?a si?, jakoby z ob?oku ?wietlista r?ka, b?ogos?awi?c wraz z r?k? Piotra chleb i wino i znik?a dopiero wtenczas, gdy wszyscy rozeszli si?. Naprzód sam komunikuj?c, poda? Piotr Naj?w. Cia?o najpierw Aposto?om i uczniom, a potem innym. Konsekrowany chleb nabiera? z talerza do swej p?ytkiej czaszy i rozdawa? wiernym, a gdy si? czasza opró?ni?a, znowu j? nape?nia?. Nast?pnie, pocz?wszy od Aposto?ów, podawa? wszystkim Krew przenaj?wi?tsz?. Komunikuj?cych by?o tyle, ?e nie mogli pomie?ci? si? w ko?ciele i wielu musia?o sta? przed drzwiami. Ci wi?c, którzy ju? komunikowali wychodzili zaraz, robi?c miejsce innym. Przyjmuj?c Naj?w. Sakrament, wierni nie kl?czeli, lecz stali pochyleni, w postawie, pe?nej czci najg??bszej. Przed wyborem siedmiu diakonów zgromadzi? Piotr wko?o siebie Aposto?ów w sali wieczernika. Uroczyst? ceremoni? za?wiadczyli Aposto?owie sw? uleg?o?? wzgl?dem Piotra, jako g?owy Ko?cio?a. Zaprowadzili go przed sanktuarium, tu Jan odzia? go p?aszczem, drugi w?o?y? mu mitr? na g?ow?, inny znów poda? pastora? do r?ki. Udzieliwszy wszystkim Aposto?om Komunii ?wi?tej, wyszed? Piotr w ich gronie do przedsionka i tu mia? mow? do licznie zebranych uczniów i wiernych. „Nie godzi si? — mówi? — dla troski o po?ywienie i odzie? zaniedbywa? s?owa


929

Bo?ego. Nie przystoi ?azarzowi, Nikodemowi i Józefowi z Arymatei zajmowa? si? nadal zarz?dem mienia ko?cielnego, od czasu, jak zostali kap?anami, gdy? g?oszenie s?owa Bo?ego jest odt?d jedynym ich zadaniem." Mówi? dalej Piotr o porz?dku w rozdzielaniu ja?mu?ny, o gospodarzeniu, o wdowach i sierotach. Wreszcie poradzi?, by obrano siedmiu m??ów i zdano im wy??czn? trosk? o sprawy doczesne Ko?cio?a. Pierwszy wyst?pi? na ochotnika pi?kny, smuk?y m?odzieniec, imieniem Szczepan czyli Stefan. Dalej wszed? do grona diakonów Parmenas, jako jeden ze starszych. Wybrano tak?e na diakonów kilku m?odziutkich murzynów, na których jeszcze Duch ?wi?ty nie zst?pi?. Na wybranych wk?ada? Piotr r?ce i przewi?zywa? im stu?? na ukos pod rami?. Na tych, którzy nie otrzymali jeszcze Ducha ?wi?tego, sp?yn??a w tej chwili cudowna jasno??. Wybranym diakonom przeznaczono na mieszkanie dom Józefa z Arymatei, stoj?cy niedaleko domu Jana Marka, i oddano w ich r?ce ca?y ruchomy maj?tek ko?cio?a, sk?adaj?cy si? z wielkich zapasów, p?ótna, materii, okry?, gotowych szat, naczy? ró?nych i pojedynczych sprz?tów gospodarczych, wreszcie sporo mieszków z ró?norodn? monet?; by?y tam monety w kszta?cie laseczek, spiralnie skr?conych, dalej blaszki stemplowane, po??czone ?a?cuszkami w d?ugie sznury; inne znów monety w kszta?cie owalnych listków. Wszystkie te zapasy, przewieziono na os?ach do mieszkania diakonów, w czym Jan Marek skrz?tnie pomaga?. W tym samym dniu, w którym oddano diakonom dom Józefa z Arymatei, rozdzielili si? Aposto?owie i rozeszli po ca?ej Judei. Piotr wi?cej dzia?a? cudów i wi?ksze, ni? inni Aposto?owie. Wyp?dza? czarty, wskrzesza? umar?ych; uwa?a?am nawet, ?e nieraz szed? przed nim anio? do chorych, polecaj?c im, by czynili pokut? i prosili Piotra o pomoc. Mi?dzy innymi jego cudami widzia?am tak?e uzdrowienie chromego. By?a mniej wi?cej trzecia godzina po po?udniu; Piotr i Jan szli z kilku uczniami do ?wi?tyni, za nimi post?powa?a Maryja i kilka ?w. niewiast. Chromy le?a? na noszach przed drzwiami ?wi?tyni. Piotr i Jan, id?c po schodach ku drzwiom, co? do? przemówili. Aposto?owie nie weszli do wn?trza, lecz zwrócili si? ku po?udniowej cz??ci placu, gdzie dla ochrony od s?o?ca, rozpi?ty by? daszek z kobierców. Piotr zwrócony plecami do ?wi?tyni, na wprost miejsca, gdzie sta? o?tarz ofiarny, zacz?? z wielkim zapa?em przemawia? do zebranego t?umu. Ju? podczas nauki zauwa?y?am, ?e kap?ani szeptali co? ze sob? tajemniczo, a wszystkie wyj?cia obsadzono ?o?nierzami. Po nauce, gdy Piotr i Jan zbli?yli si? znowu ku drzwiom ?wi?tyni, poprosi? ich ów chromy o ja?mu?n?. Le?a? biedak, pokurczony, wsparty na lewym ?okciu, a w prawej r?ce trzyma? kule i z wysileniem próbowa? si? nieco podnie??, lecz na pró?no. Na pro?b? jego odrzek? Piotr: „Spojrzyj na nas." A gdy chory to uczyni?, rzek? mu: „Z?ota i srebra nie mam, ale ofiaruj? ci to, co posiadam. W imi? Jezusa Chrystusa z Nazaretu wsta? i chod?!" Poczym uj?? go za prawic?, a Jan wzi?? go pod pachy. Chromy ozdrowia? w jednej chwili i odzyska? si?y, wi?c zerwa? si? rado?nie, zacz?? skaka? z uciechy i biega? po hali. Nieopodal siedzia?o na swych miejscach dwunastu ?ydowskich kap?anów. Ci, wyci?gn?wszy szyje, spogl?dali ciekawie, co si? tam dzieje u drzwi, a gdy ci?ba wko?o uzdrowionego si? coraz bardziej zwi?ksza?a, powstali z siedze? i odeszli. Piotr wszed? tymczasem z Janem do przedsionka i zaj?? mównic? t? sam?, z której niegdy? naucza? Jezus jako dwunastoletni ch?opiec T?um liczny mieszka?ców miejskich i obcych otoczy? mównic?, a w?ród nich sta? tak?e ów uzdrowiony. Piotr naucza? d?ugo z natchnieniem wielkim, tymczasem ?ciemni?o si? ju? i zacz??o si? rozchodzi? do domu, gdy wtem wtargn?li ?o?dacy, pojmali Piotra, Jana i uzdrowionego chromego i zamkn?li ich w wi?zieniu, obok tego samego dziedzi?ca, gdzie Piotr zapar? si? by? Jezusa. Nazajutrz wyprowadzili ich


930

?o?dacy wszystkich trzech z wi?zienia w?ród udr?cze? rozlicznych i stawili ich przed Rad? z Kajfaszem na czele, na tych samych schodach, na których sta? i Jezus. D?ugo trwa?o przes?uchiwanie; Piotr opowiada? ?mia?o, a ?e ostatecznie nie mo?na im by?o udowodni? ?adnej winy, wi?c musiano pu?ci? ich wolno. Pozostali Aposto?owie przep?dzili tymczasem ca?? noc w wieczerniku, modl?c si? ustawicznie za uwi?zionych. Wtem nadeszli rano Piotr i Jan, oznajmiaj?c, jako za ?ask? Bo?? musiano ich wypu?ci? na wolno??. Rado?? wielka ogarn??a wszystkich; odmówiono zaraz g?o?no modlitw? dzi?kczynn? i oto zadr?a? ca?y budynek, jak gdyby Pan chcia? im cudownie da? pozna?, ?e bawi w?ród nich i wys?ucha? ich modlitwy. Po modlitwie oznajmi? Jakub M?odszy zebranym, ?e Jezus podczas Swego pojawienia si? na górze w Galilei mówi? z nim na osobno?ci i zostawi? mu nast?puj?ce polecenie: Gdy Piotra i Jana pojm? w ?wi?tyni i wypuszcz? na powrót, maj? Aposto?owie usun?? si? na krótko z Jerozolimy. Widzia?em, jak na t? wiadomo?? Aposto?owie wszystko pozamykali. Piotr schowa? Naj?w. Sakrament do torebki, któr? zawiesi? sobie na szyi i wszyscy poszli do Betanii, podzieliwszy si? na trzy grupy. Naj?w. Panna i inne niewiasty posz?y sobie za nimi. W Betanii nauczali Aposto?owie z wielkim zapa?em w gospodzie uczniów, w domu Szymona i u ?azarza. Po jakim? czasie powróciwszy znów do Jerozolimy, g?osili s?owo Bo?e z tym wi?kszym zapa?em i odwag?. Piotr naucza? we wieczerniku i w ko?ciele przy sadzawce Betesda; w jednej, nauce w ko?ciele tak mówi?: „Teraz poka?e si?, kto otrzyma? Ducha, którego Jezus pos?a?. Nadchodzi czas dzia?ania, znoszenia prze?ladowa? i wyrzeczenia si? wszystkiego na rzecz ogó?u. Kto nie czuje si? dosy? silnym, niech odst?pi, póki czas." Rzeczywi?cie z wielkiej gromady niedawno nawróconych oddzieli?o si? oko?o stu i odeszli. Niepomni doznanych prze?ladowa?, poszli znowu Piotr i Jan wraz z siedmiu Aposto?ami do ?wi?tyni. Mnóstwo chorych zebra?o si? wzd?u? drogi na dolinie Jozafata; le?eli na noszach pod namiotami. Wielu czeka?o tak?e ko?o ?wi?tyni na dziedzi?cu pogan i dalej a? do schodów. G?ównie uzdrawia? chorych Piotr: inni Aposto?owie tak?e wprawdzie uzdrawiali, ale wi?cej pomagali. Piotr uzdrawia? tylko tych, którzy rzeczywi?cie wierzyli w Chrystusa i mieli postanowienie przy??czy? si? do Ko?cio?a. Chorzy le?eli miejscami w dwóch szeregach po obu stronach drogi. Otó? widzia?am, ?e nieraz, gdy Piotr uzdrawia? po jednej stronie, odzyskiwali po drugiej stronie zdrowie ci chorzy, na których pada? jego cie?, a których Piotr mia? postanowienie uzdrowi?.

?YCIE MARYI PO WNIEBOWST?PIENIU JEZUSA

Naj?wi?tsza Panna przesiedla si? z Janem w pobli?e Efezu

Mniej wi?cej w rok po ukrzy?owaniu Chrystusa zgin?? Szczepan ?mierci?, m?cze?sk? przez ukamienowanie. Ograniczono tylko si? na tym, ?e zniesiono osady, jakie nowo nawróceni pozak?adali w oko?o Jerozolimy, i wyp?dzono chrze?cijan, przy czym niejednego zamordowano. W kilka lat pó?niej podnios?a si? nowa burza przeciw wyznawcom Chrystusa. Naj?w. Panna, mieszkaj?ca dotychczas na przemian albo w ma?ym domku obok wieczernika, albo w Betanii, postanowi?a wobec tego opu?ci? Jude?; na Jej ??danie zabra? J? Jan w okolic? Efezu, gdzie ju? potworzy?y si? osady chrze?cija?skie. Sta?o si? to na krótki czas przedtem, nim ?ydzi pojmali ?azarza i siostry jego, wywo??c ich za morze. Jan powróci? do Jerozolimy, gdzie jeszcze znajdowali si? inni. Aposto?owie. Dalsze prze?ladowanie Aposto?ów jednak?e wtenczas jeszcze nie nast?pi?o; szybko


931

u?o?yli si? mi?dzy sob? co do podzia?u krajów, w których mieli rozwin?? sw? dzia?alno?? apostolsk?, a pierwszy opu?ci? Jerozolim? Jakób Starszy i wyruszy? do Hiszpanii. Widzia?am go, jak kry? si? w grocie ??obkowej, a potem tajemnie przekrada? si? z towarzyszami ku morzu; ?ledzono bowiem za nimi, nie chc?c im pozwoli? wyw?drowa? z kraju. Mia? jednak Jakób przyjació? w Joppe i za ich staraniem uda?o mu si? wsi??? na okr?t. Pop?yn?? najpierw do Efezu, by odwiedzi? Maryj?, a st?d dopiero do Hiszpanii. Wracaj?c wkrótce przed ?mierci? do Jerozolimy, zatrzyma? si? znowu ko?o Efezu, by odwiedzi? Maryj? i Jana w ich osadzie. Tu mu Maryja przepowiedzia?a, ?e zginie wkrótce w Jerozolimie, zarazem pocieszy?a go i umocni?a nadziej? przysz?ej nagrody. Po?egnawszy si? czule z Maryj? i bratem swym Janem, uda? si? Jakób bez zw?oki do Jerozolimy. W tym czasie mia? w?a?nie spraw? z czarownikiem i jego uczniem obydwóch nawróciwszy swymi cudami. ?ydzi ju? kilkakrotnie chwytali Jakóba stawiaj?c go przed s?dem, ale zawsze udawa?o mu si? jako? uj?? ca?o. Wreszcie pojmano go raz tu? przed Pasch?, gdy naucza? na wzgórku pod go?ym niebem. Pozna?am za?, ?e to by?o przed Pasch?, bo widzia?am wko?o miasta zwyczajne obozowiska przybyszów ze wszystkich krajów. Nie d?ugo trzymaj?c go we wi?zieniu, skazano go zaraz na ?mier?, w tym samym budynku, w którym niegdy? s?dzono Jezusa. Ale nie by?o ju? teraz ani ?ladu tych placów, kamieni i desek, po których st?pa? Jezus. Zmieni?o si? wszystko widocznie za zrz?dzeniem Bo?ym, by nikt inny nie tam st?pa?, gdzie zosta?y ?lady Jezusa. Po wydaniu wyroku wyprowadzono Jakóba za miasto w stron? Kalwarii, a on naucza? przez ca?? drog? i wielu nawróci?. Gdy mu wi?zano r?ce, rzek?: „W waszej jest mocy zwi?za? mi r?ce; ale nie mo?ecie skr?powa? danego mi b?ogos?awie?stwa i j?zyka mego!" Przechodzono ko?o chorego, siedz?cego przy drodze, a ten zawo?a? na Jakóba, by poda? mu r?k? i mu pomóg?. Na to rzek? Jakób: „Przybli? si? do mnie i podaj mi r?k?!" Chromy powsta? natychmiast i uzdrowiony ju? zupe?nie, dotkn?? si? zwi?zanych r?k Aposto?a. Nie uszli st?d daleko, gdy zabieg? Jakóbowi drog? niejaki Jozjasz, ten sam, który oskar?y? go przed ?ydami; skruszony wielce, przybieg? prosi? go o przebaczenie, a ?e przy tym zacz?? g?o?no wyznawa? Chrystusa, wi?c porwali go siepacze i wraz z Jakóbem powiedli na stracenie. Na pytanie Jakóba, czy ??da chrztu, da? Jozjasz potwierdzaj?c? odpowied?; wtedy Jakób u?ciska? go, uca?owa? i rzek?: „Ochrzczony b?dziesz we krwi w?asnej!" Ju? byli na placu egzekucji, a jeszcze przybieg?a jaka? niewiasta ze ?lepym dzieci?ciem, prosz?c Jakóba, by je uzdrowi?, co te? ten?e za pomoc? Bosk? uczyni?. Przed wykonaniem wyroku postawiono Jakóba obok Jozjasza na podwy?szonym miejscu i odczytano g?o?no wyrok. Nast?pnie posadzili siepacze Jakóba na kamieniu, przykr?powali mu do tego? obie r?ce i zawi?zali oczy. Da? si? s?ysze? ?wist miecza i g?owa Jakóba potoczy?a si? na ziemi?. Mia?o to miejsce w 12 lat po ukrzy?owaniu Jezusa, a wi?c mi?dzy 46 a 47 rokiem po Chrystusie. Jednego wi?c Jakóba brak?o w gronie Aposto?ów, gdy zebrali si? przy ?o?u ?mierci Naj?w. Panny. Na jego miejsce wybrano innego, jakiego? krewnego ?w. Rodziny; by? ten?e jednym z najstarszych w?ród grona 72 uczniów. Maryja umar?a w 48-ym roku po narodzeniu Chrystusa, w trzyna?cie lat i dwa miesi?ce po wniebowst?pieniu. Oznajmione mi to zosta?o nie s?owy, tylko cyframi. Widzia?am najpierw IV i VIII, co oznacza?o rok 48, nast?pnie XIII i dwa ksi??yce w pe?ni. Mieszkanie Naj?w. Panny nie znajdowa?o si? w samym Efezie, lecz 3 — 4 godzin drogi od miasta, na wy?ynie, gdzie ju? przedtem zacz?li si? osiedla? chrze?cijanie z Judei, mi?dzy nimi i kilka ?wi?tych niewiast, krewnych Naj?w. Panny. Wy?yna ta opada sko?nie ku Efezowi. Mi?dzy ni? a wzgórzem, na którym le?y Efez, wije si? rzeczka. Zbli?aj?c si? ku Efezowi od po?udniowego wschodu, odnosi si? wra?enie, jakoby


932

miasto le?a?o skupione tu? przed nami, a tymczasem w rzeczywisto?ci rozci?ga si? ono szeroko w ko?o góry. Przed miastem ci?gn? si? d?ugie aleje drzew owocowych; widzia?am nawet w trawie pod drzewami opad?e ?ó?ciutkie owoce. W?skie ?cie?ki prowadz? od miasta ku owej dzikiej wy?ynie, g?sto zaros?ej. Na wy?ynie tej, a raczej wzgórzu, ci?g?a si? w obwodzie mniej wi?cej jednogodzinnym ustronna, ale ?yzna równina, poros?a cienistymi drzewami o g?adkich pniach. Czy?ciutkie groty skalne dawa?y wystarczaj?ce schronienie. Osadnicy chrze?cija?scy, uchodz?c tu, oporz?dzili groty i pododawali lekkie przybudowania z drzewa, zamieniaj?c w ten sposób puste groty na mieszkania pustelnicze, wygl?daj?ce zda?a jak osamotniona, rozproszona kolonia wie?niacza. Z wierzchu tej wynios?o?ci, po?o?onej bli?ej morza ni? Efez, rozci?ga si? widok z jednej strony na Efez, z drugiej na morze, zasiane wyspami. Nieopodal osady wznosi? si? stary zamek, zamieszka?y, jak mi si? zdaje, przez jakiego? króla, pozbawionego tronu, którego Jan pó?niej nawróci?, cz?sto tam przebywaj?c; w pó?niejszych czasach za?o?ono tu stolic? biskupi?. W?ród przybyszów najwi?cej by?o niewiast i dzieci, kilku tylko widzia?am m??czyzn. Nie wszyscy przestawali z Naj?w. Pann?; kilka tylko ?w. niewiast odwiedza?o J? od czasu do czasu; te pomaga?y Jej w gospodarstwie domowym i stara?y si? o Jej potrzeby. Okolica by?a bardzo samotna, nie przechodzi?y t?dy drogi publiczne i nikt tu nie zagl?da?. Mieszka?cy Efezu nie troszczyli si? o nowych osadników, ?yli wi?c tu chrze?cijanie spokojnie, jakby zapomniani. Utrzymywali si? g?ównie z ogrodnictwa, do czego nadawa?a si? urodzajna ziemia; ze zwierz?t widzia?am w tej stronie tylko dzikie kozy. Zanim Jan tu dot?d Naj?w. Pann?, sprowadzi? kaza? zbudowa? dla Niej w cieniu drzew domek z kamienia, podobny zupe?nie do Jej mieszkania w Nazarecie. Ognisko, umieszczone w ?rodku domu, dzieli?o go na dwie cz??ci. Znajdowa?o si? naprzeciw wej?cia przy ziemi w umy?lnym zag??bieniu muru, który po obu stronach ogniska podnosi? si? schodkowato, tak, ?e przy ?cianach si?ga? a? do powa?u; w powale umieszczony by? dymnik, a od niego poprowadzona by?a ponad dach rura, któr? dym z ogniska wychodzi? na zewn?trz. Lekkie ?ciany z plecionki, wznosz?ce si? po obu stronach ogniska, oddziela?y t? przedni? komnat? od tylnej cz??ci domu. Wzd?u? ca?ej tej izby po prawej i lewej strome poustawiane by?y parawany równie? z plecionki, które dawa?y si? ?atwo usun??, skoro by?o potrzeba wi?cej wolnego miejsca. Parawany te, poprzedzielane, tworzy?y malutkie celki, s?u??ce jako sypialnie dla s?u?ebnej Maryi i ?w. niewiast, gdy przybywa?y tu na d?u?sze odwiedziny. Na prawo i na lewo od ogniska umieszczone by?y w przegradzaj?cej ?cianie lekkie drzwi, wiod?ce do drugiej, tylnej komnaty, o ?cianach zaokr?glonych na rogach i wy?o?onych czy?ciutk? plecionk? z drzewa, w ogólno?ci komnata ta sprawia?a przyjemny widok. Sufit zaokr?gla? si? ku ?cianom; belki u?o?one by?y na tym zaokr?gleniu w krat?, odst?py wype?niane futrowaniem i plecionk?, a wyko?czony w ten sposób pu?ap, przystrojony by? pojedynczymi girlandami. W g??bi komnaty w tylnym, okr?g?ym rogu, znajdowa? si? modlitewnik Maryi, oddzielony zas?on?. By? tu w niszy ?ciennej schowek, otwieraj?cy si? podobnie jak tabernakulum przez obracanie, a w nim sta? krzy?, d?ugi mniej wi?cej jak rami?, z prostot? rze?biony; wykona?a go, zdaje mi si?, sama Naj?w, Panna przy pomocy Jana. Krzy? ten, kszta?tu krzy?a Chrystusowego, by? o ramionach sko?no wzniesionych ku górze, wpuszczonych z osobna w pie?. Sk?ada? si? z ró?nych gatunków drzewa; g?ówny pie? by? z bia?ego drzewa cyprysowego, jedno rami? z brunatnego drzewa cedrowego, drugie z ?ó?tawej palmy, górna nasada z tabliczk? wyrobiona by?a z g?adkiego, ?ó?tego drzewa oliwnego. Krzy? osadzony by? w kamieniu, podobnie jak krzy? Chrystusa w skale kalwaryjskiej.


933

Posta? Zbawiciela odtworzona by?a z prostot? na krzy?u ciemnymi liniami; u stóp krzy?a le?a? zwitek pergaminowy, na którym wypisane by?y ostatnie s?owa Jezusa, po obu za? stronach krzy?a sta?y wazoniki z kwiatami, a obok le?a?a niewielka chusteczka. Przeczucie mówi?o mi, ?e to jest ta sama, któr? Naj?w. Panna oczyszcza?a z krwi rany Naj?w. Cia?a po zdj?ciu z krzy?a; widok bowiem tej chusteczki nasuwa? mi zaraz przed oczy obraz owej ?wi?tej przys?ugi macierzy?skiej, wy?wiadczanej zw?okom ukochanego Syna. Pami?tam, ?e Maryja trzyma?a wtenczas ow? chusteczk? w ten sam sposób, jak kap?an trzyma r?czniczek, którym ociera kielich przy Mszy ?wi?tej. Taki sam krzy? jak tu, ale o po?ow? mniejszy, mia?a Maryja w Swej sypialni. Na prawo od modlitewnika przytyka? do naro?nego zaokr?glenia lekki namiot, a raczej cela osobna, s?u??ca Naj?w. Pannie za sypialni?. Tworzy?y j? dwie lekkie ?ciany, plecione z ob?onu, naturalnej mieni?cej si? barwy sztucznej; jako przednia ?ciana s?u?y? rozwieszony wzd?u? kobierzec, rozsuwaj?cy si? jak kotara. Odgrodzenie to przykryte by?o powa?? z plecionki, zbiegaj?cej si? ?ukowato od czterech rogów ku ?rodkowi. By? to wi?c rodzaj improwizowanego sklepienia, ze ?rodka którego zwiesza?a si? kilku ramienna lampa. W sypialni tej sta?o przy ?cianie, obitej kobiercami, ?o?e Maryi. By? to drewniany tapczan, wielko?ci i kszta?tu zwyczajnego, w?skiego ?ó?ka, wysoki na pó?torej stopy, powleczony okryciem, przymocowanym na czterech rogach guzikami. Boki obwieszone by?y tak?e a? do ziemi dywanami, od których zwiesza?y si? kutasy*(ozdoba w formie zwisaj?cego p?dzla, np. ze sznurka, nici.) Okr?g?y, wypchany wa?ek zast?powa? poduszk?, za okrycie s?u?y? brunatny, kratkowany dywan. Na tym to ?o?u przele?a?a Maryja ostatnie dni Swego ?ywota, owini?ta zupe?nie w bia?? chust?; nawet r?ce by?y poowijane. Zas?ona, odsuni?ta w ty? g?owy, u?o?ona by?a w fa?dy, poprzeczne; gdy Maryja rozmawia?a z m??czyznami, ?ci?ga?a j? na twarz. Tak?e r?k nie odkrywa?a Maryja w obecno?ci obcych, tylko gdy by?a sama. W ostatnich dniach nie bra?a Maryja ?adnego posi?ku; pi?a tylko czasem sok, który wyciska?a jej s?u?ebna w kubek; by? to sok z jakich? ?ó?tych jagód, rosn?cych w gronach. Naprzeciw sypialni po lewej stronie modlitewnika by?o przepierzenie z plecionek, s?u??ce do przechowywania sukien i sprz?tów. Oprócz kilku zas?on, pasów i sukni wierzchniej, w której Maryja zwyk?a drog? krzy?ow? odprawia?, wisia?y tu dwie d?ugie suknie, bia?a i b??kitna, bardzo delikatna, i takiej barwy p?aszcz. W t? sukni? by?a Maryja przywdziana w czasie za?lubin z Józefem. Oprócz tych sukien mia?a tu Maryja sporo szat, b?d?cych przedtem w?asno?ci? Boskiego Jej Syna, mi?dzy innymi i tkan? Jego tunik?. W ?rodku mi?dzy tymi dwiema przegrodami rozpi?ta by?a zas?ona, oddzielaj?ca od komnaty modlitewnik. Przed t? zas?on? lubi?a siadywa? Maryja, gdy zaj?ta by?a jak? pr?c?. W tym to cichutkim, osamotnionym domku, oddalonym, prawie o kwadrans drogi od mieszka? innych osadników, mieszka?a Naj?w. Panna sama ze s?u?ebn? tylko, która stara?a, si? o zaspokojenie niewielkich potrzeb Naj?w. Panny. M??czyzny ?adnego nie by?o w domu. Czasem tylko odwiedza? Naj?w. Pann? Jan, lub który z Aposto?ów i uczniów, gdy zawita? przypadkiem w te strony. Raz widzia?am, jak Jan przyszed? w odwiedziny do Naj?w. Panny. Wygl?da? ju? teraz o wiele starzej, ale smuk?y by? jeszcze i rze?ki. Mia? na sobie d?ug?, bia??, fa?dzist? sukni?, przepasan? pasem. Pas ten zdj??, wchodz?c do mieszkania, wyj?? za? z pod sukni inny, wyszyty literami, i tym si? przepasa?; na r?k? w?o?y? manipularz. S?u?ebna wyprowadzi?a Naj?w. Pann? z odosobnionej izdebki. Maryja otulona by?a w bia?? szat?, lica Jej by?y jak ?nieg bia?e i prawie przezroczyste. Wydawa?a


934

si? bardzo os?abion?, jak cie?, unoszony w dal t?sknot?. W ogóle od czasu wniebowst?pienia Jej Syna robi?a posta? Maryi wra?enie, jakoby rozp?ywa?a si? we wzrastaj?cej ci?gle t?sknocie. Wraz z Janem uda?a si? do modlitewnika, tu poci?gn?wszy za tasiemk?, czy rzemyk, obróci?a tabernakulum tak, ?e wida? by?o krzy? i dwa wazoniki ?ywych kwiatów po bokach. D?u?szy czas modlili si?, Maryja i Jan, kl?cz?c przed krzy?em, poczym powsta? Jan, wyj?? z metalowego naczynia zwini?t? we?nian? chust?, rozwin?? j? i wyj?? z zawini?tka p?óciennego czworoboczny p?atek bia?ego chleba. By? to Naj?w. Sakrament; wyrzek?szy kilka s?ów, da? Go Jan spo?y? Naj?w. Pannie. Kielicha z Krwi? Przenaj?wi?tsz? Jej nie podawa?.

Droga krzy?owa Maryi ko?o Efezu. Maryja odwiedza Jerozolim?

W pobli?u Swego mieszkania urz?dzi?a Sobie Naj?w. Panna stacje ?w. Drogi krzy?owej. Z pocz?tku sama odprawia?a t? drog? krzy?ow? i odmierza?a wszystkie poszczególne miejsca gorzkich m?k Chrystusa, wed?ug liczby kroków, które tak cz?sto liczy?a w Jerozolimie i nauczy?a si? na pami??. Po odliczeniu kroków ustawia?a zaraz w odpowiednim miejscu kamie? na pami?tk? poszczególnej stacji pasyjnej Swego Boskiego Syna. Zaraz te? zapisywa?a rylcem na kamieniu, ile kroków jest do tego miejsca i jakiej m?ki pami?tk? jest ten kamie?. Je?eli natrafi?a na drzewo, to na nim zapisywa?a te szczegó?y. Tak naznaczy?a dwana?cie stacji, umieszczonych przewa?nie w?ród zaro?li. Grób ?wi?ty przeobra?a?a grota na wzgórku. Gdy ju? wszystkie stacje by?y oznaczone, w?drowa?a Maryja cz?sto t? drog? ze swoj? s?u?ebn?, rozmy?laj?c w cicho?ci m?k? Pana. Przy poszczególnych stacjach zatrzymywa?y si?, siada?y przy kamieniu, rozpami?tywa?y odno?n? tajemnic? i modli?y si?. Z czasem postarano si? o lepsze urz?dzenie i upi?kszenie tych stacji. Jan kaza? oczy?ci? grot? grobow? i przemieni? j? na wygodny modlitewnik; zamiast dotychczasowych kamieni, da? pi?kne kamienie z g?adkiego, bia?ego marmuru; poumieszcza? je w wi?kszych, lub mniejszych zag??bieniach, które kaza? obsadzi? zielem i kwiatami, i oparkani?. Z poza g?stej trawy nie wida? by?o, jak grub? jest le??ca na dole p?yta. W zag??bieniach wko?o kamieni porobiono ?cie?ki tak szerokie, ?e dwie osoby mog?y i?? obok siebie; zag??bienia te by?y rozmaitej wielko?ci. Kamieni wszystkich by?o dwana?cie, a wszystkie zapisane by?y po bokach i od do?u hebrajskimi literami. Po odprawionym nabo?e?stwie nakrywano je matami. Stacja góry Oliwnej, tj. pierwsza, po?o?ona by?a w dolince; by?a obok ma?a grota, gdzie kilkoro ludzi mog?o modli? si? kl?cz?c. Jedna tylko stacja Kalwarii nie le?a?a w zag??bieniu, lecz na wzgórku. Do stacji Grobu ?w. sz?o si? przez wzgórek, po którego drugiej stronie le?a? w zag??bieniu kamie? pami?tkowy, a jeszcze ni?ej u stóp wzgórka sam grób, w którym pó?niej spocz??y zw?oki Maryi. Zdaje mi si?, ?e grób ten istnieje jeszcze pod ziemi? i kiedy? go ludzie znowu odkryj?. Do obchodu Drogi krzy?owej ubiera?a si? Maryja w brunatn? tunik?, a na wierzch bra?a szat?, okrywaj?c? plecy i spadaj?c? w fa?dach a? do stóp. Pod szyj? spi?ta by?a guzikiem, w ?rodku cia?a spi?ta pasem. By?a to, zdaje si?, taka sama suknia ?wi?teczna, jak? nosi?a Anna wed?ug starozakonnej tradycji. Na g?ow? bra?a Maryja ?ó?t? czapk?, opadaj?c? z przodu na czo?o, a z ty?u ?ci?gni?t? we fa?dy. Na to zarzucona by?a czarna zas?ona z mi?kkiej tkaniny, opadaj?ca do po?owy pleców. Ten strój mia?a Maryja na Sobie ju? podczas ukrzy?owania Jezusa, ale wtenczas okryta by?a jeszcze p?aszczem ?a?obnym. Teraz u?ywa?a tych szat tylko do obchodu Drogi krzy?owej; do zaj?? domowych zdejmowa?a je i ubiera?a si? w inne.


935

Naj?w. Panna podesz?a ju? by?a w latach; staro?? jednak nie wyry?a swych ?ladów na Jej osobie, przebija?a si? tylko w tej bezmiernej t?sknocie, tym wi?kszej, im bli?sz? by?a chwila Jej uwielbienia w niebie. Powaga surowa nie opuszcza?a Maryi ani na chwil?; nigdy u?miech nie rozja?ni? Jej twarzy. Lica jej z biegiem czasu stawa?y si? coraz bielsze i przezroczyste. Naj?w. Panna szczup?a by?a, ale mimo to nie wida? by?o najmniejszej zmarszczki, najmniejszych ?ladów wi?dni?cia i staro?ci. Robi?a na mnie wra?enie ducha, przyobleczonego chwilowo w cia?o ludzkie. Raz widzia?am Naj?w. Pann?, jak obchodzi?a z pi?cioma ?w. niewiastami Drog? krzy?ow?. Sz?a przodem przed wszystkimi, twarz Jej by?a niezwykle blada i prawie przezroczysta. Z rozczuleniem niezmiernym spogl?da?am na Ni?; przeczucie mi szepta?o, ?e ostatni to raz idzie Maryja t? drog?. Z pomi?dzy grona tych ?wi?tych niewiast, modl?cych si? z ni? wspólnie, by?o kilka znanych Jej ju? od pocz?tku zawodu nauczycielskiego Jezusa; jedna z nich by?a krewn? prorokini Anny, druga znów wnuczk? ciotki El?biety. Codziennie rano i wieczór odprawia?y te niewiasty, po dwie na przemian, Drog? krzy?ow?. Przebywszy trzy lata w osadzie ko?o Efezu, zat?skni?a Maryja bardzo za Jerozolim?. Na Jej ?yczenie wzi?li j? tam Piotr i Jan. Stan?li na miejscu wieczorem ju? o zmierzchu. Zanim weszli do miasta, zwiedzili najpierw Gór? oliwn?, Kalwari?, grób Jezusa i inne ?wi?te miejsca w ko?o Jerozolimy. Matka Bo?a smutna by?a bardzo i tak zmo?ona wspó?czuciem na wspomnienie m?k Jezusowych, ?e zaledwie mog?a utrzyma? si? na nogach. By Jej pomóc, wzi?li J? Piotr i Jan pod r?ce i tak prowadzili. W Jerozolimie zebrani byli w?a?nie w tym czasie Aposto?owie, o ile mi si? zdaje, na concilium; Maryja udzieli?a Aposto?om niejednej dobrej rady. Przypominam sobie, ?e widzia?am na zebraniu mi?dzy Aposto?ami Tomasza. Na pó?tora roku przed ?mierci? wybra?a si? Maryja jeszcze raz do Jerozolimy. Przybywszy tam, zwiedza?a znowu wszystkie miejsca. Smutna by?a niewypowiedzianie, z ust Jej wyrywa?o si? wci?? westchnienie: „O mój Synu! mój Synu!" Gdy przyby?a do tylnej bramy owego pa?acu, sk?d ujrza?a by?a po raz pierwszy, jak Jezus, d?wigaj?c krzy?, upad? pod jego ci??arem, ow?adn??y Ni? tak dalece bolesne wspomnienia i tak j? przyt?oczy?y, ?e bezsilnie osun??a si? na ziemi?. Otaczaj?cy j? my?leli, ?e to ju? ?mier? si? zbli?a. Zaniesiono Maryj? na Syjon do zachowanego jeszcze Jej mieszkania we wieczerniku. Tu le?a?a Maryja d?u?szy czas tak s?aba i bliska ?mierci, ?e ju? my?lano, gdzie obra? grób dla Niej. Maryja sama wybra?a Sobie na ten cel jedn? z grot na Górze oliwnej. Aposto?owie naj?li kamieniarza, chrze?cijanina, by przerobi? t? grot? na pi?kny grób. Przygotowania te wpoi?y w niektórych przekonanie, ?e Matka Bo?a na prawd? umar?a tu, i tak rozszerzy?a si? o tym pog?oska w obczy?nie. W rzeczywisto?ci odzyska?a Maryja na tyle si?y, ?e powróci?a do Efezu i tam dopiero w pó?tora roku umar?a. Grób, przygotowany dla Niej na Górze oliwnej, w wielkiej by? czci zawsze, pó?niej zbudowano nad nim ko?ció?. ?w. Jan Damasce?ski, jak mi to by?o objawione, na pog?oskach tylko opiera? si?, gdy pisa? o tym, ?e Naj?w. Panna umar?a i pochowana by?a w Jerozolimie. Zdaje mi si?, ?e z dopuszczenia Bo?ego niejasne tylko zosta?y wie?ci o ?mierci, wniebowzi?ciu i grobie Naj?w. Panny. Bóg tak zrz?dzi?, bo zmys? poga?ski nie wygas? by? jeszcze zupe?nie w nowych chrze?cijanach, wi?c na wie?? o wniebowzi?ciu mogli byli ?atwo og?osi? j? bogini? i wprowadzi? w chrze?cija?stwo kult ba?wochwalczy.


936

Zej?cie si? Aposto?ów przy ?o?u ?mierci Naj?w. Panny

Widz?c si? z Maryj? przed wniebowst?pieniem u ?azarza w Betanii, wyjawi? Jej Jezus, co ma powiedzie? Aposto?om i uczniom, którzy zbior? si? przy Niej u kresu Jej doczesnej pielgrzymki i ?e ma ich pob?ogos?awi?, co b?dzie dla nich bardzo zbawienne. Na Ni? sam? w?o?y? wtenczas obowi?zek spe?nienia pewnych prac duchownych, poczym dopiero mia?a by? zaspokojona Jej t?sknota za niebem. Wtenczas tak?e przepowiedzia? Jezus Magdalenie, ?e doko?czy swego ?ywota na puszczy i poleci? Marcie za?o?y? stowarzyszenie pobo?nych niewiast, obiecuj?c nie opuszcza? ich nigdy. Naj?w. Panna umar?a w 63-im roku ?ycia. Przy narodzeniu si? Chrystusa liczy?a Maryja 15 lat. Czuj?c zbli?aj?cy si? koniec ?ycia, powo?a?a Maryja, stosownie do polecenia Swego Boskiego Syna, wszystkich Aposto?ów; powo?a?a ich przez sw? modlitw?, na skutek której pojawi? si? anio? ka?demu z Aposto?ów, polecaj?c mu uda? si? do Efezu. Aposto?owie rozproszeni byli w tym czasie po ró?nych krajach. Wsz?dzie, gdzie byli, budowali ma?e ko?ció?ki, nieraz z chrustu tylko, oblepionego glin?, ale zawsze na podobie?stwo domku Maryi, ty?u o trzech ?cianach. Budowali tak?e o?tarze do odprawiania Mszy ?w. Dalekie te uci??liwe podró?e, jakie Aposto?owie odbywali, nie by?yby im mo?liwe do wykonania bez dora?nej Bo?ej pomocy. Oni mo?e nieraz sami nie odczuwali tego, ale przecie? nie w?tpi?, ?e nieraz wspomaga? ich Bóg w tych podró?ach w sposób nadnaturalny. I tak widzia?am nieraz, jak szli ?rodkiem t?umów ludzi, niewidziani przez nikogo, co Bóg cudownie sprawia?. Widz?c nieraz cuda, zdzia?ane przez Aposto?ów u ró?nych narodów poga?skich, zauwa?y?am, ?e cz?sto by?y to cuda zupe?nie innego rodzaju, ni? te, o jakich dowiadujemy si? z Pisma ?wi?tego; Aposto?owie przystosowywali si? wsz?dzie do potrzeb i usposobienia miejscowej ludno?ci. Zauwa?y?am, ?e Aposto?owie nosili wsz?dzie ze sob? relikwie proroków i pierwszych chrze?cija?skich m?czenników, i zawsze umieszczali je przed sob? podczas modlitwy, lub podczas ofiary Mszy ?wi?tej. Piotr, gdy go anio? powo?a?, znajdowa? si? w?a?nie w okolicy Antiochii z drugim jeszcze Aposto?em. Niedaleko od niego znajdowa? si? Andrzej, który do niedawna bawi? w Jerozolimie, ale uciek? stamt?d przed prze?ladowaniem. Widzia?am obydwóch, Piotra i Andrzeja, w ró?nych miejscowo?ciach, a zawsze niedaleko jeden od drugiego, chocia? nie wiedzieli nawzajem o sobie. Noce przep?dzali w publicznych, otwartych gospodach, jakich pe?no jest w ciep?ych krajach. Jednej nocy spoczywa? Piotr pod murem, gdy, wtem zbli?y? si? do? jaki? m?odzieniec, otoczony jasno?ci?, uj?? go za r?k? i rzek?: „Wsta? i ?piesz do Maryi! Znajdziesz po drodze Andrzeja." Piotr, oci??a?y ju? ze staro?ci i z trudów, podniós? si? powoli i wspar?szy si? r?kami na kolanach, s?ucha?, mowy anio?a. Bezzw?ocznie us?ucha? polecenia, powstawszy, rzuci? p?aszcz, przepasa? si? i wzi?wszy kij w r?k?, pu?ci? si? w drog?. Wnet spotka? si? z Andrzejem, który, jak si? pokaza?o, takie samo mia? widzenie. W dalszej podró?y zetkn?li si? z Tadeuszem, którego tak?e anio? powo?a?. Tak wi?c razem przybyli do mieszkania Maryi, gdzie si? ju? Jan znajdowa?. Juda Tadeusz i Szymon byli w?a?nie w Persji i stamt?d przybyli na wezwanie do Efezu. Tomasz by? najdalej, bo a? w Indiach, i przyby? do Efezu dopiero po ?mierci Maryi. By? to m?? kr?py, przysadzisty, w?osy mia? rude. Modli? si? w?a?nie w sza?asie ze trzciny, gdy pojawi? mu si? anio? i kaza? mu uda? si? do Efezu. Zaraz wyruszy? Tomasz w drog?, wzi?wszy ze sob? swego potulnego s?ug?. Widzia?am ich, jak p?yn?li d?ugo przez wod? na ma?ym czó?nie, potem l?dem spieszyli, nie zatrzymuj?c si? w ?adnym mie?cie. Po drodze przy??czy? si? do nich jeden z uczniów. Tomasz jeszcze przedtem postanowi? by? sobie pow?drowa? na pó?noc a? do Tatarii i teraz, chocia? otrzyma? wezwanie


937

przez anio?a, nie chcia? wyrzec si? tego zamiaru. Mia? ju? tak? natur?, ?e zawsze chcia? zbyt wiele dzia?a? i dlatego nieraz spó?nia? si? tam, gdzie by?o potrzeba. Tak wi?c zamiast i?? prosto do Efezu, skierowa? si? dalej ku pó?nocy, a? prawie poza granice chi?skie, gdzie teraz rozci?gaj? si? obszary, podleg?e ber?u rosyjskiemu. Tam powtórnie pojawi? mu si? anio? i wezwa? go do Efezu, dok?d te? Tomasz prosto ju? pod??y?. S?uga, którego mia? przy sobie, by? to kupny niewolnik, Tatar z pochodzenia. Po ?mierci Maryi nie by? ju? Tomasz drugi raz w Tatarii; zgin?? wkrótce w Indiach, przeszyty w?óczni?. Widzia?am w Indiach kamie?, który on sam ustawi?, na nim kl?cza? nieraz i modli? si?; przepowiedzia? wtenczas, ?e gdy wody morza dosi?gn? tego kamienia, wtenczas kto inny b?dzie g?osi? w Indiach nauk? Jezusa Chrystusa. Na kamieniu tym pozosta?y odci?ni?te ?lady jego kolan. Jan by? na krótko przedtem w Jerycho. W ogóle podró?owa? on cz?sto do Ziemi obiecanej, ale stale przebywa? w Efezie i w okolicy. Bart?omiej bawi? w tym czasie w Azji, na wschód od Morza Czerwonego. By? to m?? przystojny i zwinny bardzo. Lica mia? bielutkie, czo?o wysokie, wielkie oczy i czarne, k?dzierzawe w?osy, tak?? bródk? niewielk?, na dwie po?owy rozczesan?. W tym czasie nawróci? w?a?nie pewnego króla tamtejszego wraz z ca?? rodzin?. Gdy pó?niej wróci? w tamte strony, poniós? tam ?mier? m?cze?sk? z polecenia brata owego króla. Pawe? nie otrzyma? wezwania. W ogóle powo?ani byli do ?miertelnego ?o?a Maryi tylko krewni i dobrzy znajomi ?w. Rodziny. Pierwsi stawili si? Piotr, Andrzej i Jan, i zastali Naj?w. Pann? ju? blisk? ?mierci. Le?a?a spokojnie na swym ?o?u w sypialni. S?u?ebna Jej, smutna, chodzi?a po domu z k?ta w k?t, to wychodzi?a przed dom, co chwila pada?a na kolana i modli?a si? z wyci?gni?tymi r?koma. Nied?ugo przyby?y dwie siostry Maryi, a tak?e pi?ciu uczniów. Ci mieli laski ró?nego rodzaju, oznaczaj?ce stopie? ich godno?ci. Ubrani byli w bia?e, we?niane p?aszcze z kapuzami, pod spodem mieli d?ugie, bia?e, we?niane tuniki na kszta?t alb kap?a?skich; tuniki te pospinane by?y z przodu od góry do do?u p?tlicami. W drodze podpasywali wysoko p?aszcze i tuniki. Kilku zawieszone mia?o u pasa ma?e tobo?ki, a wszyscy znu?eni byli bardzo podró??. Przy powitaniu ?ciskali serdecznie jedni drugich, roni?c ?zy rado?ci i bole?ci zarazem. Wchodz?c do wn?trza domu, odk?adali laski, zdejmowali p?aszcze, tobo?ki, i odpasywali pasy, opuszczaj?c wolno a? do ziemi fa?dzist? sukni?. Opasywali si? jednak zaraz na nowo szerokim pasem, wyszytym literami. Potem zbli?ali si? z rozrzewnieniem do ?o?a Maryi, aby J? pozdrowi?. Naj?w. Panna nie mia?a ju? si?y wiele mówi?. Nie widzia?am, by przybywaj?cy posilali si? czym; pili tylko jaki? napój z flaszeczek, które mieli przy sobie. Jako schronienie na noc poustawiano dla przybyszów na dworze przy murach domu lekkie daszki na palach, os?aniano je ?ciankami z mat i plecionki, i to stanowi?o ich sypialnie. W obr?bie samego domu nie spa? ?aden m??czyzna. Aposto?owie, którzy najpierw przybyli, obrali zaraz miejsce w przedniej cz??ci domu na odprawianie Mszy ?w. i wspólne modlitwy. Ustawiono o?tarz, nakryty bia?ym i czerwonym obrusem, a na nim postawiono bia?y krzy?, jakby z per?owej masy, wysoki zaledwie na pi?d?, podobny kszta?tem do krzy?a malta?skiego. Krzy? taki nosili Aposto?owie zawsze w podró?y, zawieszony na piersiach. W krzy?u by?o pi?? schowków, trzy wzd?u?, a dwa w bocznych ramionach; ?rodkowy schowek zawiera? Naj?w. Sakrament, w innych schowane by?o Krzy?mo, Olej ?wi?ty, bawe?na i sól. W tym to krzy?u przyniós? Piotr Naj?w. Pannie Komuni? ?wi?t?, przy czym Aposto?owie ustawili si? w dwóch rz?dach od o?tarza a? do pos?ania Maryi i pochylili nisko na znak czci. O?tarz sta? nie w ?rodku komnaty przed ogniskiem, s?u??cym dotychczas do u?ytku, lecz przy ?cianie na prawo; codziennie rozbierano go i na drugi dzie? stawiano. Przed o?tarzem sta? niewielki postument, a na nim le?a?y zwoje pisma. Zbli?a?a si? chwila za?ni?cia Maryi, wi?c


938

wszyscy Aposto?owie zebrali si? w Jej sypialni na po?egnanie; ?cian? przedni? odsuni?to. Aposto?owie ubrani byli w d?ugie szaty, przepasane szerokimi pasami. Uczniowie i ?wi?te niewiasty zebrali si? w przedniej komnacie. Maryja siedzia?a na pos?aniu; Aposto?owie przyst?powali kolejno i kl?kali przy ?o?u, a Naj?w. Panna modli?a si? nad ka?dym i b?ogos?awi?a go, wk?adaj?c na? r?ce, z?o?one na krzy?. Tak samo b?ogos?awi?a uczniów i niewiasty. Jedn? z tych ostatnich u?ciska?a Maryja, gdy ta pochyli?a si? nad Ni?. U Piotra widzia?am zwój pisma w r?ku, gdy zbli?a? si? do ?o?a. — Po udzieleniu b?ogos?awie?stwa przemówi?a Maryja do wszystkich, spe?niaj?c polecenie Jezusa, dane Jej w Betanii. Janowi da?a Maryja rozporz?dzenie, co do pogrzebania Jej zw?ok. Poleci?a mu równie?, by po Jej ?mierci darowa? Jej szaty s?u?ebnej i drugiej dziewicy, która przychodzi?a czasem Jej pos?ugiwa?. — Widzia?am, jak Maryja pokazywa?a palcem ku owej szafie, czy przepierzeniu, gdzie schowane by?y szaty, a s?u?ebna otwar?a drzwi i zamkn??a na powrót

?mier?, pogrzeb i wniebowzi?cie Naj?wi?tszej Panny

Otworzono potem modlitewnik i ustawiono w nim o?tarz przed krzy?em, stoj?cym w tabernakulum. Na o?tarzu postawiono p?on?ce ?wiece, a Piotr przyst?pi? do odprawiania Mszy ?wi?tej w ten sam sposób, jak i przedtem odprawia? Msz? w ko?ciele przy sadzawce Betesda. Przez ca?? Msz? siedzia?a Maryja na pos?aniu. Piotr by? ubrany w alb?, pallium, mieni?ce si? czerwonym i bia?ym kolorem, i swój wielki p?aszcz; czterej asystuj?cy mu Aposto?owie mieli na sobie tak?e szaty obrz?dowe. — Przyj?wszy sam Komuni? ?wi?t?, poda? Piotr i innym Naj?w. Sakrament. Podczas Mszy ?w. przyby? Filip, spiesz?cy prosto z Egiptu. P?acz?c rzewnie, przyj?? b?ogos?awie?stwo Naj?w. Panny, a potem spo?y? osobno Komuni? ?wi?t?. Maryi zaniós? Piotr Naj?w. Sakrament w owym krzy?u o pi?ciu schowkach. Jan niós? za nim na czaszy kielich z Krwi? Przenaj?wi?tsz?. Kielich to by? ma?y, barwy bia?ej, jakby lany z masy jakiej, kszta?tem podobny by? do kielicha, w którym Jezus konsekrowa? wino przy ostatniej wieczerzy; nó?ka by?a tak krótka, ?e tylko dwoma palcami mo?na j? by?o uj??. Tadeusz niós? przed nimi ma?? kadzielnic?. Najpierw udzieli? Piotr Naj?wi?tszej Pannie Sakramentu Ostatniego Namaszczenia w zupe?nie podobny sposób, jak to si? odbywa teraz. — Nast?pnie poda? Jej Komuni? ?wi?t?, któr? Maryja spo?ywa?a wyprostowana, nie opieraj?c si?; zaraz jednak potem opad?a na poduszk? i dopiero po krótkiej modlitwie, odmówionej przez Aposto?ów, podnios?a si? znowu, ale nie tak ju? wysoko, by przyj?? Krew Przenaj?wi?tsz? z kielicha, podanego Jej przez Jana. Po Komunii nic ju? nie mówi?a Maryja. Le?a?a spokojnie, zwróciwszy oczy w gór?; twarz Jej u?miechni?ta by?a i kwitn?ca, jak za czasów m?odo?ci. Wtem ujrza?am cudowne zjawisko. Znik?a mi z oczu powa?a sypialni, lampa zdawa?a mi si? wisie? wolno w powietrzu, szeroka struga ?wiat?a unosi?a si? od cia?a Maryi w gór? ku niebia?skiej Jerozolimie, ku Tronowi Trójcy Przenaj?wi?tszej. Po obu bokach tej smugi wida? by?o ?wietliste ob?oczki, z po?ród których przeziera?y twarze Anio?ów. Maryja wznios?a z ut?sknieniem r?ce ku tej niebia?skiej Jerozolimie, cia?o Jej unios?o si? wraz z ca?ym okryciem ponad pos?anie, z cia?a za? zdawa?a si? wyst?powa? dusza w postaci ?wietlistej, wyci?gaj?cej tak?e r?ce w gór?. Dwa chóry Anio?ów z??czy?y si? w jedno pod t? postaci? i unios?y J? ze sob? w gór?, oddzielaj?c od cia?a, które martwe ju? opad?o na pos?anie z r?koma, skrzy?owanymi na piersiach. Duszy Maryi wysz?o naprzeciw mnóstwo dusz ?wi?tych, mi?dzy którymi pozna?am dusze Józefa, Anny, Joachima, Jana


939

Chrzciciela, Zachariasza i El?biety. W ich orszaku unios?a si? dusza Maryi ku Swemu Boskiemu Synowi, którego rany b?yszcza?y jeszcze wspanialszym ?wiat?em, ni? blask Go otaczaj?cy. On za? przyj?? J? rado?nie i odda? Jej zaraz ber?o w?adzy nad ca?ym kr?giem ziemskim. Równocze?nie ujrza?am ku wielkiej rado?ci, ?e wielka ilo?? dusz, uwolnionych z czy??ca, spieszy?a za Maryj? do nieba; dowiedzia?am si? zarazem, i to na pewno, ?e corocznie w ?wi?to Wniebowzi?cia Naj?w. Panny uzyska wielu Jej czcicieli uwolnienie z m?k czy??cowych. Piotr i Jan musieli tak?e widzie? t? chwa?? i tryumf Naj?w. duszy Maryi, bo stali zapatrzeni w niebo, podczas gdy inni Aposto?owie kl?czeli pochyleni ku ziemi, to? samo uczniowie i niewiasty. Zw?oki Naj?wi?tszej Panny spoczywa?y na pos?aniu, blaskiem otoczone; oczy by?y zamkni?te, r?ce z?o?one na krzy? na piersiach. Maryja umar?a o godzinie dziewi?tej wed?ug rachuby ?ydowskiej, podobnie jak Jezus na krzy?u. Przekonawszy si?, ?e ?mier? nast?pi?a rzeczywi?cie, nakry?y niewiasty ?wi?te zw?oki ca?unem; odstawi?y na bok i pozakrywa?y wszystkie sprz?ty w domu, tak samo i ognisko. Nast?pnie same pobra?y zas?ony na twarz i zebrawszy si? w przedniej komnacie, modli?y si? wspólnie, to kl?cz?c, to siedz?c. Aposto?owie tak?e, nakrywszy g?owy szalem, noszonym na szyi, ustawili si? w porz?dku do wspólnej modlitwy, dwóch za? ukl?k?o, jeden w g?owach, drugi w nogach przy ?o?u Maryi na cich? modlitw?. Zmieniali si? tak przy ?o?u cztery razy na dzie?. Tak?e „Drogi Krzy?owej" nie zaniedbali Aposto?owie odprawi?. Andrzej i Maciej zaj?li si? zaraz przysposobieniem grobu; obrano na to ow? grot?, w której Maryja i Jan urz?dzili stacj? grobu Chrystusa. Grota nie by?a tak wielka, jak grób Jezusa; wysoka by?a najwy?ej na ch?opa. Wko?o groty by? ogródek, ogrodzony ?erdkami. Ze wzgórka schodzi?o si? w dó? do groty. W g??bi znajdowa?o si? ?o?e grobowe z kamienia, podobne do w?skiego o?tarza, w którym by?o wy??obienie kszta?tu owini?tego cia?a; w miejscu, gdzie mia?a spocz?? g?owa, by?o ma?e podwy?szenie. Na pobliskim wzgórku obok groty by?a stacja Kalwarii. Nie sta? tam krzy? osobny, tylko w kamieniu by? wy??obiony. Andrzej z wielk? gorliwo?ci? pracowa? nad przysposobieniem grobu Maryi; przed grobowcem umie?ci? lekkie drzwi. Tymczasem niewiasty, mi?dzy którymi widzia?am córk? Weroniki i matk? Jana Marka, zaj??y si? balsamowaniem ?wi?tego cia?a Maryi wed?ug przepisów ?ydowskich. Naznosi?y korzeni ró?nych i ?wie?ych zió? w wazonach, poczym za-mkn??y drzwi wej?ciowe, jak równie? drzwi od przedniej komnaty, zapali?y ?wiat?a i wzi??y si? do roboty. Rozebra?y zupe?nie namiocik sypialny Naj?w. Panny, by mie? wi?cej miejsca. Nie sk?adano go ju? wi?cej na powrót, owszem zaraz po pogrzebie usun??a s?u?ebna tak?e przepierzenie, gdzie schowane by?y suknie, i uprz?tn??a to wszystko z komnaty. Pozostawiono tylko o?tarz przed krzy?em w modlitewniku Maryi, a tak ca?a komnata przemieni?a si? w ma?? kapliczk?, gdzie modlili si? Aposto?owie i sk?adali Naj?wi?tsz? bezkrwaw? Ofiar?. Podczas gdy niewiasty zaj?te by?y ko?o ?wi?tych zw?ok, odmawiali Aposto?owie mod?y chóralne, cz??ci? w przedniej komnacie, cz??ci? z zewn?trz domu. — Niewiasty ?wi?te balsamowa?y z najwi?kszym nabo?e?stwem i czci? cia?o Maryi w ten sam sposób, jak balsamowano Naj?wi?tsze Cia?o Jezusa. Zdj??y zw?oki z ?o?a ?mierci wraz z ca?ym okryciem i z?o?y?y je w d?ugi kosz, wy?cielony suknami tak grubo, ?e cia?o wystawa?o ponad kraj kosza. ?wi?te Cia?o wydawa?o si? nadzwyczaj suche, bielutkie, blaskiem otoczone, a tak lekkie, jakby w tych powiciach nic nie by?o; wi?c te? z ?atwo?ci? przychodzi?o niewiastom d?wiga? je. Lica by?y ?wie?utkie, ja?niej?ce. Niewiasty poucina?y bujne loki w?osów, by schowa? je sobie na pami?tk?, poczym ob?o?y?y ca?e cia?o korzeniami i zio?ami, najwi?cej wko?o szyi i g?owy, ko?o ramion i pod pachami.


940

Zanim owini?to tak przygotowane zw?oki w bia?e ca?uny, odprawi? Piotr przy o?tarzu modlitewnika bezkrwaw? Ofiar? i poda? wszystkim Aposto?om Komuni? ?wi?t?. Nast?pnie przyst?pili Piotr i Jan do zw?ok, ubrani w swe p?aszcze obrz?dowe. Jan trzyma? w r?ku naczynie z Olejem ?wi?tym, a Piotr, modl?c si? i maczaj?c w nim palce, pomaza? olejem na krzy? czo?o, r?ce i nogi Maryi, poczym niewiasty owin??y zw?oki zupe?nie w ca?uny. Na g?ow? w?o?y?y Maryi wie?ce z bia?ych, czerwonych i niebieskich kwiatów, jako god?o Jej dziewictwa; twarz przykry?y przejrzyst? chust?, przez któr? wida? by?o oblicze Maryi, okolone wie?cem kwiatów. Nogi, ob?o?one zio?ami, tak?e mo?na by?o rozpozna? przez przejrzyste okrycie. Owini?te r?ce skrzy?owane by?y na piersi. Tak przygotowane cia?o z?o?ono do trumny z bielutkiego drzewa i przykryto szczelnie przylegaj?cym, ob??czastym wiekiem, które przymocowano do trumny trzema szarymi ta?mami. Trumn? u?o?ono na marach, podobnych do hamaka, lub wisz?cej ko?yski, przyczepionej na rzemykach do dr??ków. Obrz?d ten ca?y odbywa? si? z rozrzewniaj?c? uroczysto?ci?. ?a?o?? i smutek wida? by?o na wszystkich twarzach, smutek wi?cej zewn?trzny i wi?cej ludzki, ni? przy pogrzebie Jezusa. Wtenczas przyt?umia?a ludzkie uczucie smutku ?wi?ta trwoga i cze?? i groza tajemna. Wyruszy? wreszcie orszak ?a?obny do groty, oddalonej st?d o pó? godziny drogi. Piotr i Jan wynie?li trumn? na r?kach przed drzwi, przed domem w?o?yli trumn? na powrót na nosze i wzi?li na barki. Sze?ciu Aposto?ów nios?o mary, zmieniaj?c si? na przemian; reszta Aposto?ów sz?a przed trumn?, za trumna za? post?powa?y ?wi?te niewiasty. Niesiono tak?e kilka kaganków na ?erdziach. Przybywszy przed grot?, postawili Aposto?owie mary na ziemi. Czterech Aposto?ów wnios?o trumn? do wn?trza i postawili j? w zag??bieniu grobowca, potem wszyscy wchodzili pojedynczo do groty, kl?kali przed ?wi?tymi zw?okami i modlili si? krótko, cze?? im oddaj?c i ?egnaj?c si? z nimi. Nast?pnie zastawiono grobowiec od do?u a? do sklepiaj?cej si? ?ukowato ?ciany tylnej zas?on? z plecionki. Przed wej?ciem do groty wykopano rów i posadzono we? g?sto krzewy, cz??ci? kwitn?ce jeszcze, cz??ci? pokryte ju? jagodami, ?e mo?na by?o wej?? do groty tylko bokiem przez zaro?la. Zaraz tej samej nocy po pogrzebie nast?pi?o cudowne wniebowzi?cie Naj?wi?tszej Panny. W ogródku przed grot? modlili si? w nocy Aposto?owie i ?wi?te niewiasty, i ?piewali psalmy. Wtem spu?ci?a si? z góry na grot? szeroka smuga ?wietlna, a w niej w trzech ko?ach trzy chóry Anio?ów, w po?rodku za? nich ja?niej?ca dusza Naj?wi?tszej Panny. Przed Ni? szed? Jej Boski Syn z ja?niej?cymi znakami ran na r?kach i nogach. Oblicza Anio?ów w ?rodkowej glorii wko?o duszy Naj?wi?tszej Panny, wydawa?y si? jak oblicza malutkich dzieci, w drugim kole — jak oblicza dzieci sze?cio - lub o?mioletnich, w trzecim, najdalszym — jak oblicza m?odzie?ców. Twarze tylko zna? by?o wyra?nie, reszta postaci rozp?ywa?a si? w blasku przejrzystym. Wewn?trz groty w grobie otacza? g?ow? Naj?wi?tszej Panny jakby wie?cem chór duchów b?ogos?awionych. Nie wiem, czy i o ile obecni widzieli to wszystko, ale widzia?am, ?e z os?upieniem i czci? spogl?dali w gór?, lub wstrz??ni?ci, rzucali si? twarz? na ziemi?. — Cudowne zjawisko zni?a?o si? nad grot?, staj?c si? coraz wyra?niejszym, a poza nim ci?gn?? si? szlak ?wietlisty a? ku niebieskiej Jerozolimie. Naj?wi?tsza dusza Maryi, min?wszy Jezusa, przenikn??a przez ska?? do grobu i wznios?a si? zaraz na powrót wraz z ?wi?tem cia?em Maryi przemienionym ju? i ja?niej?cym, poczym ca?y ten niebia?ski, cudowny orszak uniós? si? w gór? ku niebia?skiej Jerozolimie w przybytki wiecznej szcz??liwo?ci. Na drugi dzie? odmawiali w?a?nie Aposto?owie modlitwy chóralne, gdy przyby? Tomasz z dwoma towarzyszami. Jednym z nich by? ucze? Jonatan Eleazar, drugi by? s?ug? Tomasza, a i pochodzi? z najdalszego kraju ?wi?tach Trzech Królów. Tomasz zasmuci? si? ogromnie, dowiedziawszy si?,


941

?e ju? z?o?ono Naj?wi?tsz? Pann? do grobu. P?aka? rzewnie i nie móg? si? uspokoi? z ?alu, ?e tak pó?no przyby?. W?ród ?ez gorzkich ukl?kn?? z Jonatanem, na tym miejscu, gdzie naj?wi?tsza dusza Maryi rozsta?a si? z cia?em; d?ugo kl?cza? tak?e przed o?tarzem. Aposto?owie nie przerywali sobie modlitw za przyj?ciem Tomasza, dopiero, uko?czywszy ?piewy chóralne, zebrali si? wko?o niego, podnie?li go z ziemi, ?ciskali i pocieszali; podano zaraz jemu i towarzyszom posi?ek, sk?adaj?cy si? z chleba, miodu i napoju w ma?ych kubkach. Tomasz pragn?? przede wszystkim ujrze? jeszcze raz zw?oki Naj?wi?tszej Panny, wi?c wzi?to kaga?ce i udano si? z nim do grobu. Dwaj uczniowie odchylili zaro?la, a Tomasz, Eleazar i Jan weszli do groty, modl?c si? chwil? przed trumn?. Trumna sta?a na tyle wysoko, ?e mo?na j? by?o ?atwo otworzy?. Jan ?ci?gn?? trzy ta?my, przytrzymuj?ce wieko, zdj?? wieko na bok, i oto, ku wielkiemu zdumieniu, ujrzeli pró?ne ca?uny, u?o?one w zupe?nym porz?dku, jak okrywa?y przedtem zw?oki. Tylko na miejscu, gdzie by?a twarz, usuni?te by?o przykrycie i na piersiach nieco otworzone. Opaski z r?k le?a?y w porz?dku, lekko rozsuni?te. Aposto?owie wznie?li r?ce w os?upieniu, a Jan zawo?a?:" „Nie ma Jej ju? tu!" — Wbiegli inni do groty, zacz?li p?aka? i modli? si?, wznosz?c w gór? r?ce, to znów rzucali si? na ziemi?, powoli jednak zaczynali pojmowa?, co si? sta?o, wspomniawszy na widzenie, jakie mieli zesz?ej nocy. Wreszcie zabrali Aposto?owie wszystkie ca?uny i trumn?, jako relikwie i szli do domu, przez ca?? drog? krzy?ow? modl?c si? i ?piewaj?c psalmy. Gdy powrócili do domu, umie?ci? Jan ca?uny na sk?adanym stoliku przed o?tarzem. Aposto?owie modlili si?, a Piotr stan?? osobno, jak gdyby rozpami?tywa? jak?? tajemnic?. Nast?pnie odprawi? Piotr przed o?tarzem w modlitewniku Maryi Msz? ?wi?t?, podczas której Aposto?owie stali rz?dem za nim, modl?c si? i ?piewaj?c. Niewiasty s?ucha?y Mszy ?wi?tej, stoj?c w drzwiach i przy murze ko?o ogniska. M?ody s?uga Tomasza, ochrzczony ju?, by? cudzoziemcem; cer? mia? brunatn?, oczy ma?e, wystaj?ce ko?ci policzkowe, nos i czo?o wpadni?te. By? zupe?nie niewinny i potulny. Robi? wszystko, co chciano, stawa?, lub siada?, gdziekolwiek i mu kazano, patrza? w t? stron?, gdzie mu polecono, a u?miecha? si? do ka?dego. Gdy Tomasz p?aka?, p?aka? i on; teraz pozosta? ju? na zawsze przy Tomaszu. Widzia?am raz, jak wlók? wielkie kamienie do kapliczki, któr? Tomasz budowa?. Przez czas swego tu pobytu zbierali si? cz?sto Aposto?owie i uczniowie razem, i opowiadali sobie przygody, przebyte w podró?ach. Przed rozej?ciem si? w obce kraje zasypali Aposto?owie ziemia wej?cie do groty, w której mie?ci? si? grób Maryi. Za to z drugiej strony zrobili niski chodnik do tylnej ?ciany groty i wykuli otwór w ?cianie, przez który mo?na by?o grób widzie?. O chodniku tym wiedzia?y prócz nich tylko ?w. niewiasty. Nad grot? wystawili kapliczk? z drzewa i plecionki, a ?ciany kapliczki obili matami i kobiercami, w kapliczce za? ustawili ma?y o?tarz z kamienia. Za o?tarzem rozwieszone by?o p?ótno, na którym wyszyty by?, czy wyhaftowany, wizerunek Naj?w. Panny, ubranej w szaty ?wi?teczne. Ogródek przed grobem i w ogóle ca?? drog? krzy?owa upi?kszono znacznie. Komnat?, w której mie?ci? si? modlitewnik Maryi i Jej , sypialnia, zamieniono na formalny ko?ció?ek. S?u?ebna Maryi mieszka?a nadal w przedniej komnacie; a dla potrzeb duchowych, mieszkaj?cych w osadzie wiernych zostawiono dwóch uczniów. Po raz ostatni odprawiono w domku Maryi uroczyste nabo?e?stwo, poczym Aposto?owie rozeszli si? w ró?ne strony, w?ród ?ez rzewnych na po?egnanie si? u?ciskawszy. Od czasu do czasu pojawia? si? tu który z Aposto?ów, lub uczniów, by pomodli? si? w domku Maryi. Na pami?tk? i ku czci Naj?w. Panny stawiali wierni w wielu miejscowo?ciach ko?ció?ki, na?laduj?ce kszta?tem Jej domek. Drog? krzy?ow? i grób Jej zwiedzali przez d?ugi czas pobo?ni chrze?cijanie.


942

?YCIORYS KATARZYNY EMMERICH

B?ogos?awiona Anna Katarzyna Emmerich(1774-1824)

Fot. Anna Katarzyna Emmerich

ANNA KATARZYNA EMMERICH urodzi?a si? 8 wrze?nia 1774 r. w ubogiej rodzinie w wiosce Flamske, w diecezji Münster w Westfalii, w pó?nocno-wschodnich Niemczech.

W wieku dwunastu lat zacz??a pracowa?, jako s?u??ca. Po wielu trudno?ciach spowodowanych przez ubóstwo i sprzeciw rodziny wobec wyboru ?ycia zakonnego, w 1802 r., w wieku 28 lat, wst?pi?a do klasztoru Augustianek w Dülmen. ?luby z?o?y?a po roku nowicjatu – 13 listopada 1803 r. Jak sama powiedzia?a: „Odda?am si? zupe?nie niebieskiemu Oblubie?cowi, a On czyni? ze mn? wed?ug swojej woli?.

Kiedy w grudniu 1811 r. w?adze pa?stwowe zamkn??y klasztor, przeprowadzi?a si? do prywatnego domu.

Ju? przed wst?pieniem do klasztoru, g?ow? Anny Katarzyny naznaczy?o znami? korony cierniowej. Kilkana?cie lat pó?niej – 29 grudnia 1812 r. – na jej r?kach i nogach pojawi?y si? wyra?ne stygmaty ran Ukrzy?owanego, a na boku obficie krwawi?ca rana w kszta?cie krzy?a.

T? chwil? tak wspomina?a :„By?o to trzy dni przed Nowym Rokiem, mniej wi?cej o godzinie trzeciej po po?udniu. Rozwa?a?am w?a?nie M?k? Pa?sk?, prosz?c Pana Jezusa, by mi pozwoli? uczestniczy? w tych strasznych cierpieniach, a potem zmówi?am pi?? Ojcze nasz na cze?? pi?ciu ?wi?tych ran.

Nagle ogarn??a mnie ?wiat?o??. Widzia?am Cia?o Ukrzy?owanego, ?ywe, ?wietliste, z rozkrzy?owanymi ramionami, lecz bez krzy?a. Rany ja?nia?y jeszcze silniejszym blaskiem ni? reszta Cia?a. W sercu czu?am coraz wi?ksze pragnienie ran Jezusowych. Wtedy najpierw z Jego r?k, a potem z boku i nóg wysz?y czerwone promienie, które niczym strza?y przeszy?y moje r?ce, bok i nogi?.

Oprócz ?aski stygmatów Anna Katarzyna Emmerich od 4 roku ?ycia mia?a dar widzenia spraw nadprzyrodzonych, dotycz?cych m?ki i ?mierci Pana Jezusa, ?ycia Naj?wi?tszej Maryi Panny, ?wi?tych i uroczysto?ci ko?cielnych, w których


943

skromna, niewykszta?cona wie?niaczka wykazywa?a zadziwiaj?c? znajomo?? topografii, szczegó?ów archeologicznych i historycznych, objawionych jej w wizjach wypadków. Najpierw próbowa?a spisywa? je sama, jednak czu?a, ?e to zadanie przerasta jej mo?liwo?ci.

Kiedy dowiedzia? si? o tym wybitny niemiecki pisarz doby romantyzmu – Klemens Brentano, odwiedzi? j?, pod jej wp?ywem nawróci? si? i w rezultacie lata 1818-24 sp?dzi? przy ?o?u stygmatyczki, spisuj?c jej relacje. Przychodzi? dwa razy dziennie, kopiuj?c notatki z jej pami?tnika, a nast?pnie pokazywa? jej to, co sam napisa?, aby mie? pewno??, ?e wiernie odda? jej s?owa. „Wiem, ?e gdyby nie ten pielgrzym – mawia?a Anna Katarzyna o Klemensie Brentano – ju? dawno bym umar?a. Jednak najpierw on musi wszystko spisa?, bo moje wizje s? darem Boga dla ludzi?.

Z kolei Brentano tak wspomina? te spotkania: „Nie widzia?em w jej twarzy czy spojrzeniu cienia wzburzenia czy egzaltacji. Wszystko, co mówi?a, by?o zwi?z?e, proste i spójne, a zarazem pe?ne ?ycia i mi?o?ci?.

Anna Katarzyna Emmerich zmar?a 9 lutego 1824 r., po okresie szczególnie dotkliwych cierpie?. Jak zapisa? Brentano, mimo ?e sama cierpia?a, w swych ostatnich chwilach „modli?a si? przede wszystkim za Ko?ció? i za wszystkich umieraj?cych?. Jednak, jak wspomina? jej spowiednik, „tego dnia bardzo pragn??a ?mierci i cz?sto wzdycha?a: «Przyjd? ju?, Panie Jezu!»?.

Odesz?a w opinii ?wi?to?ci. Na jej pogrzeb przyby?a ca?a okoliczna ludno??, a gdy po kilku tygodniach otworzono grób, jej cia?o by?o nieska?one.

Po ?mierci Anny Katarzyny Klemens Brentano zebra? i uporz?dkowa? zapiski, a nast?pnie opublikowa? je pod tytu?em „Bolesna m?ka Jezusa Chrystusa? (1833). Kilkana?cie lat pó?niej – w 1852 r. Brentano wyda? kolejn? ksi??k? opart? na jej widzeniach i zatytu?owa? j? „?ycie Naj?wi?tszej Maryi Panny?. Ksi??ki te, prze?o?one na j?zyk polski ju? w XIX w., by?y wielokrotnie wznawiane, a w ostatnim czasie w zwi?zku z popularno?ci? filmu Mela Gibsona „Pasja? prze?ywaj? swój prawdziwy renesans.

Proces beatyfikacyjny Anny Katarzyny Emmerich, rozpocz?ty pod koniec XIX wieku, zosta? na nowo podj?ty w 1972 r.

Stolica Apostolska w 2001 r. og?osi?a dekret uznaj?cy heroiczno?? jej cnót, a w lipcu 2003 r. – dekret o autentyczno?ci cudu za jej wstawiennictwem, otwieraj?c tym samym drog? do wyniesienia jej na o?tarze.

W roku 2004 Ojciec ?wi?ty Jan Pawe? II og?osi? wszem i wobec , ?e jest jego wol?, ?eby jeszcze w tym roku nast?pi?a beatyfikacja tej wielkiej Mistyczki, bo – jak powiedzia? ju? wcze?niej, w czasie pielgrzymki w jej ojczyste strony – „poprzez swoje ?wi?te szczególne powo?anie mistyczne Anna Katarzyna Emmerich uzmys?awia nam prawdziw? warto?? ofiary i wspó?cierpienie z ukrzy?owanym Panem?.

Dnia 3 pa?dziernika 2004 roku. Ojciec ?wi?ty Jan Pawe? II w czasie uroczystej mszy ?w. w Watykanie wynosi do chwa?y o?tarzy niemieck? mistyczk? i stygmatyczk? Ann? Katarzyn? Emmerich, któr? zalicza w poczet b?ogos?awionych ko?cio?a ?wi?tego.

?RÓD?O: (Tadeusz Krupa udost?pni? na stronie internetowej SM, w oryginale przet?umaczone na j?zyk polski teksty objawie? Anny Katarzyny Emmerich)

Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

 

 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież


Sonda

Czy przedsoborowa Msza Trydencka? (po ?acinie)
 

Polecany link, kliknij

Reklama

Kto jest teraz on-line

NaszÄ… witrynÄ™ przeglÄ…da teraz 34 goĹ›ci